Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 sierpnia 2025

Anna Kolasińska-Szemraj "Byłam asystentką szejka"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2025
stron 280
ISBN 978-83-8391-219-6

Nie wszystko złoto co się nim wydaje i błyszczy


W dzisiejszych czasach jest presja i moda na świat arabski. W mediach jest on wykreowany na idealny, nieprzyzwoicie bogaty w którym wszystko jest niczym w bajce. Sukces jest na wyciągnięcie ręki, a niemożliwe nie istnieje. Człowiekowi do szczęścia potrzeba jedynie pieniędzy, a gdy je ma można wyciskać życie jak cytrynę, nie mieć zmartwień ani kłopotów.

By zarobić szybko spore pieniądze wielu ludzi z całego świata udaje się na Bliski Wschód. Tam można próbować swoich sił choćby w jednej z największych i najbardziej prestiżowych linii lotniczych na świecie. Tak zrobiła Autorka książki, która arabic dream rozpoczęła od pracy w Etihad Airways. Dziewczyna pochodząca z Torunia zostawiła życie w Wielkiej Brytanii i zgłosiła się na rekrutację w Pradze. Przez proces naboru przeszła jak burza i wkrótce siedziała w samolocie do Abu Zabi. Tam po zaliczeniu treningu otrzymała certyfikat i rozpoczęła karierę cabin crew. Prestiżowe linie, a tym samym całkiem spore zarobki, otworzyły jej drzwi do świata o którym marzyła. Zaczęła intensywnie podróżować, zwiedzać i bywać w świecie luksusu. Tam poznała nowe osoby, tam zakosztowała smaku pieniędzy. Po pewnym czasie porzuciła popularne linie lotnicze na rzecz pracy dla prywatnej osoby, która miała własny samolot i góry pieniędzy. Została stewardesą, a potem asystentką, która była na każde skinienie bogatego szejka. Wtedy spadające powoli różowe okulary odsłoniły te złe i brudne strony świata wielkiego pieniądza. Okazał się on wadliwy i wręcz obrzydliwy, zbudowany na fundamentach wyzysku i przekraczania granic prawa. Złota klatka okazała się niestety ogromną pułapką.

Tematyka arabska jest mi bliska od wielu lat i chętnie sięgam po lektury opisujące tamtą rzeczywistość. Tak samo było z książką Anny Kolasińskiej – Szemraj. Spodziewałam się intrygującej historii opisanej w dużej mierze na faktach, oceny świata który dla nas Europejczyków skrywa tajemnice i trochę się rozczarowałam. Spotkałam się z losami młodej, ciekawej świata kobiety, które zostały spisane zbyt chaotycznie i pobieżnie. Były niczym stos pocztówek, którym brakło płynnego połączenia w fotoalbum. Realna była pierwsza połowa tytułu, druga wydawała się zbyt nieprawdopodobna i naciągana. O ile logiczne, że z linii powszechnych stewardessy przechodzą do latania na prywatnych jetach, o tyle czy osoby nie mające doświadczenia zostają najbliższymi współpracownikami arabskiego vip-a? Zbyt dużo niedomówień, zbyt dużo wątków zawiązanych pobieżnie, zbyt słaby warsztat literacki drażniły mnie w trakcie czytania. Zabrakło opisów w poszczególnych scenach, głębszego przedstawienia postaci, ukazania tła.

Ta książka ma również plusy. Pokazuje tamtą rzeczywistość nie tylko w pięknych barwach niczym opłacone zdjęcia z Instagrama. Wskazuje na brudne strony rzeczywistości w której człowiek wykorzystuje człowieka bez skrupułów w różny sposób. Świat o tym wie i przymyka oko udając, że nic złego się nie dzieje. Główna bohaterka Natalia jednak porzuca życie w Emiracie, uświadamia sobie, że pieniądze same w sobie to za mało w życiu, a życie w luksusie na warunkach niewolnika staje się pobytem w więzieniu.

Szkoda, że czytając nie mogłam głęboko wejść w tę historię. Cały czas miałam wrażenie, że Autorka boi się lub nie chce napisać całej prawdy, że dawkuje informacje czytelnikowi nie po to, by budować napięcie, ale ze strachu przed napisaniem zbyt wiele jakby była na nią nałożona jakaś niewidoczna cenzura. Sama historia jest ciekawa i może być przestrogą przed utratą kontroli nad systemem wartości i ułudą bogactwa. Zapis wydarzeń pokazuje, że w życiu trzeba kierować się rozsądkiem i mieć ściśle wytyczone granice, nie bać się pokory i wyciągać wnioski z życiowych doświadczeń oraz porażek. Sukces nie ma jednej definicji, pieniądze nie są jedynym środkiem zapewniającym spokój i szczęście.

„Luksus to nic więcej niż tylko sprytna iluzja” - to zdanie wyjęte z tej książki jest jej najdoskonalszą puentą i podsumowaniem. Tytuł polecam zwłaszcza osobom zafascynowanym światem Orientu, ale nie tylko. Jest on literacką weryfikacją marzeń wielu zwłaszcza młodych osób i warto ją poznać.  


 

poniedziałek, 16 września 2024

Marcin Margielewski "Szofer arabskich bogaczy"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2024
stron 360
ISBN 978-83-8352-310-1

Kierowca nietuzinkowych pasażerów


Jestem świeżo po lekturze kolejnej książki Marcina Margielewskiego, która zdradza nam kulisy świata orientalnego. Jej czytanie było niczym oglądanie barwnej mozaiki w której każdy element jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Narratorem publikacji jest Anglik pochodzący z Manchesteru, który został kierowcą przewożącym pasażerów w Londynie. Nie pracował jednak w komunikacji miejskiej, nie woził bogatych osób należących do londyńskiej elity a pracował w firmie obsługującej angielskie eskapady bogatych Arabów, ich rodzin, bliskich, współpracowników i służby. Swoje zadania wykonywał przy pomocy luksusowych limuzyn firmy dla której pracował, ale jeśli myślicie, że prowadzenie pojazdu to było jego jedyne zajęcie to jesteście w błędzie. Liam musiał być też doradcą, powiernikiem, ochroniarzem, sprzątaczem, psychologiem i nianią. To była dobrze płatna, ale i niezwykle wymagająca praca wysysająca energię niczym głodna pijawka.

Początek tytułu to historia Liama, którego dzieciństwo zostało nagle i brutalnie przerwane przez śmierć ojca, będącego ofiarą pewnych porachunków. To odcisnęło ogromne piętno na psychice młodego chłopca, który przez tę tragedię musiał szybciej dorosnąć. Dzięki ojczymowi otrzymał u progu dorosłości posadę, która wydała mu się bardzo pociągająca i ciekawa. Było w niej coś magnetyzującego co sprawiło, że utknął w tym fachu na dobre. Z pewnością kusiły młodego człowieka pieniądze, które płynęły dość wartkim strumieniem i napiwki, które często otrzymywał. I tak po pracy dla kogoś przeszedł do zarabiania na swoim, a po drodze spotkało go wiele wyjątkowych przygód. Jednym słowem w pracy nudą nie wiało, a konto rosło.

Jako człowiek pracujący dla wyjątkowo majętnego arabskiego klienta Liam poznał jego życie od kulis. Jedne z mitów potwierdził, zaś inne obalił. Poznał wady i zalety świata orientalnego i mentalność jego mieszkańców, Miał dostęp do tego, co skrupulatnie skrywane i zamiatane pod dywan. Nauczył się być dyskretnym, ale i poznał sztukę dyplomacji oraz kompromisu. Doświadczył, że nie każdy się na to miejsce nadaje i nie każdy poradziłby sobie jako kierowca największych krezusów. Poszczególne części książki są poświęcone mężom, żonom, dzieciom, służbie i zawierają historie niekiedy zakrawające o absurd, a niekiedy będące dramatem. Komiczne i śmieszne, wzruszające i wzbudzające współczucie. Niekiedy wydają się one nieprawdziwe, a niekiedy jest w nich samo życie.

Lekturę czyta się lekko i przyjemnie, niekiedy z uśmiechem na twarzy, niekiedy z politowaniem. Z pewnością dostarczy ona wiedzy o bogactwie i luksusie Orientu, a wielu przekona, że ten styl życia to jednak złota klatka, która choć błyszczy to ogranicza poczucie wolności dając jej sztuczną atrapę i złudzenie swobody.

Tajemnice zza przyciemnionych szyb luksusowych limuzyn niekiedy przyprawiają o dreszcze, a niekiedy wydają się dziecinnie infantylne. Niemniej jednak są jak magnes i przyciągają do czytania. Książka mnie nie rozczarowała, a zdecydowanie pochłonęła i pokazała świat mi niedostępny, który jednak mnie nie kusi. Polecam krótką wizytę w nim w ramach życiowej ciekawostki. 




 

wtorek, 4 października 2022

Ewelina Ślotała "Żony Konstancina"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2022
stron 240
ISBN 978-83-8295-167-7

Życie w złotej klatce nie jest bajką z happy endem

Tysiące kobiet na całym świecie stojąc u progu dojrzałości marzy by być bogatą, żyć w luksusie, otaczać się najdroższymi ubraniami, kosmetykami oraz biżuterią i mieć męża, który będzie na tyle dobrze usytuowany by te zachcianki zapewnić. Wiele pięknych dziewczyn robi karierę w modelingu i mediach tylko po to, by złowić dla siebie bogatego partnera, który obsypie je wszystkim co luksusowe i będzie  kochał po grób. Tak jednak bywa w bajkach. Życie najczęściej pisze jednak bardziej smutne scenariusze, a przysłowiowa złota klatka bywa więzieniem z którego trudno się wyrwać. Świadczą o tym makabryczne i niestety prawdziwe historie opisywane na portalach plotkarskich. Sławne pary z pierwszych stron gazet błyszczą w świetle jupiterów tylko na pokaz. W ich domach za zamkniętymi drzwiami często rozgrywają się sceny rodem z horrorów, a przemoc domowa bywa czymś tak powszechnym jak codzienna toaleta. Wiele kobiet z różnych powodów decyduje się ukrywać swoje dramaty i znosić swoje piekło po cichu. Są jednak takie, które po latach cierpienia odważnie piszą i mówią o tym, co przeszły. Drzemie w nich chęć zemsty i pragnienie by winni ponieśli karę, ale i chęć przestrogi wobec innych kobiety by ustrzec je przed koszmarnym schematem.

Los jednej z grona konstancińskich żon, która w zamian za luksus rozmieniła swoje życie na drobne opisała Ewelina Ślotała. Owa bohaterka sprzedała swoją wolność za markowe torebki, najlepszego szampana, życie w bajkowej willi i cenną biżuterię oraz luksusowe wakacje. Liczyła, że będzie żyła pięknie i na bogato u bogu samca krezusa. Niestety, rozczarowanie przyszło dwukrotnie, a smak pieniędzy okazał się gorzki niczym piołun. Bajka nie skończyła się happy endem, a poniżeniem, przemocą fizyczną i psychiczną oraz okaleczeniem duszy.

Główna bohaterka tego tytułu wchodząc w relację z bogatym mężczyzną czuje jakby złapała niebo za chmury. Jest oszołomiona stylem życia i dobrami materialnymi, które nagle w ilości nielimitowanej są w zasięgu jej ręki. Czarna karta kredytowa sprawia, że wszystko jest możliwe, a najdroższe marki stają się czymś powszednim. Konstancin, oaza bogactwa i snobizmu, ma swój dekalog i zasady. Tu trzeba bywać, trzeba wyglądać, trzeba mieć to i owo. Trzeba się pokazać tu i tam w konkretnym towarzystwie, trzeba z nonszalancką beztroską brylować w gronie owej socjety, a za wszelkie stresy i niepowodzenia można wyżyć się bez konsekwencji na swojej kobiecie. Tą można zmienić ile dusza zapragnie jak przysłowiowe rękawiczki. Pieniądz i sukces są przepustką do bezkarności. Pieniądz staje się też bogiem, który narzuca niewolnicze kajdany, wpędza w nałogi i zabiera radość życia.

Ewelina Ślotała w swoim tytule bez ogródek pokazuje prawdziwe życie na wyspie polskiego bogactwa jakim jest Konstancin. Tu funkcjonuje specyficzny kodeks, który dyktuje co wolno, co trzeba, a co jest faux pas. Autorka obala mit idealnego życia najbogatszych i sławnych. Pokazuje bez cienia zażenowania reguły gry hermetycznej kasty ludzi, która ma na kontach prawdziwe fortuny. W ich życiu luksus mości się równie wygodnie jak dramaty, nałogi i blichtr. Pieniądze bywają kulą u nogi i nie gwarantują świętego spokoju. Bywają zwodnicze i zgubne jak głos syren, które wiodą na manowce. Patrząc na wyidealizowane zdjęcia widzimy tylko pozory. Za nimi kryje się brutalna i przerażająca prawda, a patologia kamufluje się sprytnie pod luksusowymi markami premium.

Książkę czytałam wbita w fotel i oszołomiona treścią, która powoduje, że włos jeży się na głowie. Treść zapisana na kartach pozwala wejść w zamknięte środowisko, które tak naprawdę jest bagnem błyszczącym na odległość. Z bliska już można poczuć odór zgnilizny, która nie jest warta złamanego grosza. W zapisanych słów bije autentyzm i cenny morał. Żadne dobra nie są warte poświęcenia siebie i swego ja. Żony Konstancina są jak motyle – żyją krótko i barwnie, ale ich koniec nie ma nic wspólnego z bajką. Gratuluję Autorce odważnego podejścia do tematu, celnego rozliczenia się w brutalną i szokującą prawdą. Tytuł gorąco polecam tym, którzy czytują plotkarskie portale i interesują się życiem celebrytów. Książka robi wrażenie i otwiera oczy na świat, który ma dwa oblicza.  




 

środa, 20 maja 2020

Marcin Margielewski "Zaginione arabskie księżniczki"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 320
ISBN 978-83-8169-235-9

O księżniczkach, które tak naprawdę są tylko niewolnicami

Szacuje się, że jest ich kilka – kilkanaście tysięcy. Przychodzą na świat jako córki królewskich rodów. Od pierwszych chwil życia otacza je materialny luksus i dostatek. Pod tym względem niczego im nie brakuje. Niestety od pierwszego oddechu otacza je złota klatka, a ich los w dorosłym życiu już dawno został przesądzony. Nie jest im dane studiować, choć ich rodziny stać na opłacenie czesnego na każdym uniwersytecie świata. Nie mogą samodzielnie wybrać swojej drogi w dorosłym życiu, bo celem ich istnienia jest małżeństwo i urodzenie dzieci, a konkretnie synów. Nie mogą się zakochać, bo przeznaczonego mężczyznę wybierze im ojciec, bracia lub inni męscy członkowie rodu. Od pierwszej miesiączki muszą skrywać swoje oblicze. Nigdy nie będzie wolno im prowadzić samochodu, ich los zawsze będzie spoczywał w męskich rękach. Kim tak naprawdę są arabskie księżniczki? Czy te kobiety to bardziej niewolnice, czy wysokourodzone członkinie królewskich rodów?
Prawie każda mała dziewczynka marzy, by zostać księżniczką. To dobre marzenie, o ile nie chce ona być arabską księżniczką. Bo te mają w życiu naprawdę źle, ich codzienność zależna jest od męskich kaprysów, a ich dni czasem zamieniają się w piekło, w istny horror, który czasem kończy się śmiercią.
W swojej najnowszej książce Marcin Margielewski opisuje życie arabskich księżniczek. Jego przewodnikiem na saudyjskim dworze jest mężczyzna pochodzący z ubogiej egipskiej rodziny, który przez wiele lat pracował jako służący, opiekun i sekretarz na dworach saudyjskich władców. To, co widział i czego się dowiedział, z pewnością wielu z Was potężnie zszokuje. Jego relacje są pełne dramatycznych scen, mrożących krew w żyłach opisów, które niestety są prawdą. Relacja Talala Hassaniego jest wyrazistym aktem oskarżenia wobec konkretnych mężczyzn, interpretacji religii, systemu władzy i prawa, jaki panuje na nieszczęście saudyjskich kobiet, które są traktowane jako istoty niewiele warte, jako te, które zawsze są winne i zasługują na karę.
Doceniam pióro Marcina Margielewskiego i jestem jego wierną czytelniczką. Mam dość rozległą wiedzę na temat Bliskiego Wschodu. Przeczytałam wiele książek poruszających tematykę islamu i życia arabskich kobiet. Byłam przygotowana na trudną i bolesną lekturę. Spersonalizowanie i pokazanie faktów na konkretnych przypadkach żyjących tam kobiet jednak bardzo mocno mnie poruszyło. Ścisnęło za serce, zabolało i doprowadziło do łez. Tak, długo płakałam nad losem istot, które nic nie zawiniły. Chciały być szczęśliwe i cieszyć się normalnym życiem, wychowywać dzieci, być dobrymi matkami, kształcić się, kochać i być kochanymi. Jednak w tamtym systemie normalność nie istnieje, a prawo i religię można, będąc mężczyzną, nagiąć na własny użytek dowolnie i bezkarnie. Wystarczy tylko kiwnąć palcem, wypowiedzieć rozkaz, skorzystać z nieograniczonej władzy.
Ta lektura jest wyjątkowa i autentyczna. Pełna emocji i smutnej prawdy. Pełna dramatów i popełnionych zbrodni, które uszły winnym na sucho. Opisane w tytule księżniczki nie tylko skrzywdzono, nie tylko podeptano, nie tylko je zabito, ale i skazano na zapomnienie. Tak, jakby nigdy nie istniały. Tak, jakby nigdy się nie urodziły.
Mamy XXI wiek, mamy media, mamy rozwiniętą cywilizację. Mamy też na świecie trudne problemy, które lepiej zamieść pod przysłowiowy dywan. Świat, choć wiele wie, choć słyszy wołanie o pomoc, często milczy i udaje, że nic złego się nie dzieje. A ma miejsce dramat, który jak na razie nie ma końca. Czy kiedyś uda się arabskim kobietom poprawić swój los?
Czytałam i żyłam tą książką. Czytałam przed snem i śniłam o losach opisanych kobiet. Budziłam się niespokojna, spocona i niewyspana. Marcin Margielewski bez osłonek pokazuje prawdę o saudyjskim piekle. Nakreśla prawdziwe oblicze bogatych dworów, opisuje system wychowania i traktowania dzieci oraz kobiet. Ta prawda jest potworna.
O tym tytule długo nie zapomnicie. Mistrzowsko napisana literatura, która otwiera oczy na straszny obraz piekła, które dzieje się we współczesnych czasach na naszej planecie. Gorąco rekomenduję i zalecam tę lekturę.


poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Magdalena Niedźwiedzka "Anna Jagiellonka"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2019
stron 400
ISBN 978-83-8169-143-7
Trylogia Zmierzch Jagiellonów tom III

Opowieść o nieszczęśliwej królewnie i smutnej królowej

W bajkach piękne królewny zakochują się z wzajemnością w urodziwych królewiczach i żyją długo oraz szczęśliwie. W realnym świecie na przestrzeni wieków los dla królewien pochodzących z najbardziej znaczących rodów nie był tak łaskawy. Ich małżeństwa były aranżowane w myśl polityki i interesów państwa, ich uczucia miano za nic, obowiązki często je przytłaczały, a okazywanie uczuć było wręcz zakazane. O losie królewien decydowali rodzice i krewni, możni panowie i duchowni. One miały być religijne, wykształcone, skromne i potulne, miały znać etykietę i języki. Ich rolą było zwykle małżeństwo i macierzyństwo rozumiane jako wydanie na świat męskich potomków i zapewnienie ciągłości dynastii.

Anna Jagiellonka urodziła się jako córka potężnego władcy i wybitnej królowej. Zygmunt Stary i Bona mieli jeszcze trzy córki i dwóch synów, z których jeden zmarł tuż po przedwczesnych narodzinach. Zygmunt August został po ojcu królem Polski, siostry Anny powychodziły za mąż, a ona jako panna żyła u boku matki i brata, w ich cieniu. Mijały lata, Anna stawała się coraz starsza, jej matka wyjechała do Bari po śmierci męża, August zmarł bezpotomnie mimo posiadania aż trzech żon. Wtedy, w 1572 roku oczy wszystkich skierowały się na ostatnią z rodu Jagiellonów. Zaczęto myśleć o wolnej elekcji i wydaniu Anny za nowego króla. Niezbyt młoda już królewna wyszła z cienia i znalazła się w centrum uwagi. Nie była na to przygotowana, a w jej sercu pojawiła się nadzieja na matrymonium i podążenie śladami rodzicielki czy sióstr. Jej szanse na zostanie matką były praktycznie żadne, ale na włożenie korony już bardzo duże... Jak potoczyły się losy ostatniej Jagiellonki, możemy odkryć dzięki lekturze ostatniego tomu trylogii Magdaleny Niedźwiedzkiej „Zmierzch Jagiellonów”, która jest po prostu genialna.

Akcja książki toczy się pomiędzy 1572 a 1576 rokiem i pokazuje bardzo burzliwe dzieje Polski w okresie bezkrólewia oraz rządów dwóch elekcyjnych władców, z których jedne były delikatnie mówiąc wielką farsą. Anna znalazła się wtedy w trudnej sytuacji. Chciano ją bezprawnie pozbawić spadku, wydać za mąż a właściwie przehandlować wraz z koroną, aby tylko zapewnić sobie mocną pozycję u boku nowego władcy.
Autorka wyjątkowo miarodajnie, dokładnie i plastycznie pokazuje owe lata. Głównymi bohaterami obok tytułowej królewny są dwie pierwszoplanowe postacie z areny politycznej Rzeczypospolitej – Piotr Zborowski i Jan Sariusz Zamojski, którzy są bardziej wrogami niż przyjaciółmi. Z ich perspektywy poznajemy życie i obyczaje, jakie panowały na dworze, podczas obrad sejmu oraz elekcji i z ich kuluarów.
Opis postaci Infantki zachwyca. Królewna zostaje pokazana jako kobieta zagubiona, bogata, choć ograbiona, żyjąca na kredyt, otoczona dworem, na którym roi się od intrygantów i fałszywych sług, marząca o normalnej rodzinie, wykształcona, z której zdaniem nikt się nie liczy i mało kto oddaje należny szacunek. Jej charakter jest skomplikowany, a osobowość pełna skrajności. Czuje się wodzona za nos, pomiatana i oszukiwana. Nietrudno ocenić, że nie była szczęśliwa ani jako dziecko, ani jako dorosła kobieta. Jej marzenia są deptane, a los okazuje się dla niej mało łaskawy. Życie Anny jest podobne do losu jej ojczyzny, która pogrąża się chaosie, wielu ją ograbia, a inni kosztem dobra kraju chcą poprawić swoją pozycję i polityczne notowania.
Magdalena Niedźwiecka napisała rewelacyjną książkę i przepiękną trylogię. Wspaniale ukazała losy królewskich postaci na tle wydarzeń historycznych i politycznych. Stworzyła ciekawe biografie nie ujmując koronowanym głowom ludzkiego oblicza i pokazując je od strony prywatnej. Lekturę czytało mi się bardzo przyjemnie. Jej treść zrobiła na mnie szczególne wrażenie, a oceniałam ją jako miłośniczka czasów panowania jagiellońskiej dynastii. Jeśli lubicie dobrej jakości historyczną beletrystykę i dobre biografie śmiało możecie zagłębić się w cyklu opowiadającym o losie Anny, jej matki Bony i szwagierki Barbary. Naprawdę warto! Polecam.

sobota, 7 września 2019

Amanda Brooke "Dar serca"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2019
stron 480
ISBN 978-83-8169-127-7

Najcenniejszy podarunek 

Jak ważna jest przyjaźń? Jak cennym potrafi być darem? Ile znaczy prawdziwa przyjaciółka? I czy kobieca przyjaźń bywa idealna? Czy warto mimo wszystko wybaczać wyrządzone krzywdy? 
Na te pytania znalazłam bardzo ciekawe odpowiedzi w książce wydanej w serii Kobiety to czytają. 

Jej główne bohaterki łączy przyjaźń. Długoletnia i mocna. Czy to relacja bez wad?
 Julia, Helen i Phoebe są ze sobą mocno związane, niczym siostry. Często się spotykają, radzą sobie wzajemnie, rozmawiają, zwierzają się z sekretów i miłosnych tajemnic. Na pozór wszystko gra, ale czy mogą istnieć w życiu ludzkich relacje bez wad, takie idealne?

Helen zbyt szybko i przypadkowo została mamą, jej małżeństwo rozpadło się. Samotnie wychowująca dziecko pielęgniarka marzy o miłości. Tak gdzieś skrycie, w głębi serca chce pokochać i być kochaną. Phoebe zmarła matka, zaopiekowała się nią babcia, która jest już staruszką i sama potrzebuje pomocy oraz opieki w chorobie niszczącej jej pamięć. Julia chce być mamą podobnie jak jej mąż tatą. Mija jednak miesiąc za miesiącem, a testy ciążowe są wciąż negatywne. 
Pewna chwila zmienia życie wszystkich przyjaciółek podobnie jak życie Lucy, która czeka na przeszczep serca...

Pierwsze pytanie jakie przyszło mi do głowy po przeczytaniu ostatniego zdania było dość powszechne. Czy warto mieć przyjaciółki od serca? Czy warto otwierać się przed kimś na sto procent? Czy prędzej czy później ktoś bliski nam nas nie zawiedzie?
Śledząc losy serdecznych przyjaciółek uświadomiłam też sobie, że wszyscy o prawdziwej przyjaźni marzymy i chcemy jej doświadczyć. 
Powieść czytało mi się rewelacyjnie. Początek nie porwał, musiałam odnaleźć się w chaosie fabuły, która skacze w czasie. Ale szybko dotarłam do momentu, gdy zachłysnęłam się tytułem i byłam czytelniczo ugotowana. Zakochałam się w książce i trudno było się od niej oderwać choćby na chwilę. Wszystkie zdarzenia opisane na stronach "Daru serca" są bardzo autentyczne. My kobiety nie mamy w życiu łatwo. Ciągle musimy z czymś walczyć, lub o coś walczyć. Dokonywać wyborów i popełniać błędy, by potem je naprawiać. 
Autorka bardzo ciekawie poplątała losy opisanych kobiet, które są bliskie sercu czytelniczek przez swoją naturalność i nieidealność. 
To nie jest zbyt łatwa powieść, z jej kart wylewają się kłopoty, dramaty i emocje, których nie brakuje w żadnym jej momencie. Treść pochłania, narzuca wręcz refleksję nad różnymi niełatwymi sprawami, które komplikują życie i dodają mu pikanterii. 
To była ciekawa propozycja, jak zresztą i inne książki z tej serii. Książka spodobała mi się i sprawiła miłą niespodziankę. Okazała się lepsza niż się spodziewałam, zostawiła we mnie trwały ślad. Dodała otuchy w mocowaniu się z codziennością. Dobry wybór dla osób szukających czegoś ciekawego wśród nowości z działu powieści obyczajowych. 

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Jodi Picoult "Iskra światła"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2018
stron 416
ISBN 978-83-8123-884-7

Prawda przyciąga wzrok jak błysk monety


W prozie Jodi Picoult jestem zakochana od lat. Z niekłamaną przyjemnością czekam na jej kolejne powieści, w których ta utalentowana pisarka nie boi się poruszać tematów trudnych i kontrowersyjnych, a nawet naznaczonych tabu. W swojej najnowszej książce odnosi się do aborcji, która w różnych krajach świata traktowana jest w całkiem odmienny sposób. Są miejsca, gdzie jest bezwzględnie zakazana, ale są i takie, gdzie jest ogólnodostępna i kobiety w miarę swobodnie mogą decydować o losie swojego płodu i własnym. Nie brakuje jednak osób, które ostro przeciw temu protestują, chcąc narzucić innym własne przekonanie o bezwzględnej ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Taki właśnie obraz czeka nas w „Iskrze światła”.
Ten dzień wydaje się zwyczajny, jak wszystkie inne. W jednej z klinik dla kobiet, które oferują szeroko rozumianą pomoc ginekologiczną, przyjmowane są kolejne pacjentki. Jedne z nich dotarły tu, by poddać się zabiegowi usunięcia ciąży, inne przyszły po receptę na leki antykoncepcyjne, jeszcze inne czekają na konsultację. Pod kliniką protestują przeciwnicy wywoływania sztucznego poronienia. Nagle dzwoni domofon i do budynku dostaje się tajemniczy mężczyzna będący w amoku. Okazuje się terrorystą, który oddaje strzały, bierze zakładników i barykaduje się w klinice. Natychmiast zostaje wezwana policja, która ma negocjować uwolnienie zamkniętych przez niego ludzi. Jako policyjny negocjator do miejsca zdarzenia zostaje oddelegowany Hugh McElroy. Gdy przygotowuje się do rozpoczęcia akcji, jeden sygnał telefonu burzy cały jego świat. Okazuje się bowiem, że w rękach terrorysty są jego córka Hugh i siostra Bex...
Takiej książki, choć ma ich w dorobku wiele, Jodi Picoult jeszcze nie napisała. Jej konstrukcją będą zaskoczeni nawet ci, którzy znają całą twórczość tej pisarki. Kompozycja powieści jest nietuzinkowa i dość chaotyczna. To jednak nie przypadek. Jeśli przypatrzymy się bliżej, to dostrzeżemy w tym świadomy zabieg: pewne przesłanie, a zarazem odzwierciedlenie tego, co dzieje się w duszach kobiet, które decydują się na usunięcie ciąży. Nigdy bowiem – jak wymownie ukazuje to fabuła książki – nie jest to prosta i łatwa decyzja. W sercach kobiet zawsze panuje wtedy emocjonalna burza.
Największym atutem tej książki jest podejście autorki do tematu. Jodi Picoult nie wyraża swojego zdania, nie opowiada się po żadnej ze stron. Wymownie milczy i pokazuje wszystkie postacie – i osoby, które pracują w klinice, i jej pacjentki, i przeciwników zabijania nienarodzonych, i niedoszłego dziadka. Każdemu daje prawo głosu, każdemu pozwala wyjaśnić swoje stanowisko i wyrazić swoje racje. Nie odmawia tego też najbardziej negatywnemu bohaterowi, który w ramach zemsty zabija. Nie ma tu ani wygranych, ani przegranych. Są tylko ludzkie dramaty, łzy, rozpacz, ból i cierpienie. To trudna książka, która nie relaksuje, lecz ukazuje ciemne strony życia, które niekiedy ma gorzki smak i jest niesprawiedliwe.
Jeśli ktoś zdecyduje się na lekturę tej książki, nie pozostanie obojętny wobec jej treści. Przepełni go wiele emocji, a jej obrazy nie wywietrzeją mu szybko z głowy. Poprzez losy bohaterów dotknie problemu, którego nie można rozwiązać w prosty i jednoznaczny sposób.
„Iskra światła” to książka wymowna, poruszająca i wyjątkowa. Mówiąca smutną prawdę o życiu i dylematach kobiet, z którymi los i ludzie nie obeszli się delikatnie i godnie. Zachęcam do przeczytania tego tytułu i przyjrzenia się problemowi aborcji z różnych stron.


wtorek, 9 kwietnia 2013

Alyson Richman "Wojenna narzeczona"


Wydawnictwo Prószyński
data wydania marzec 2012
stron 384
ISBN 978-83-7839-478-5
 
Rozdzieleni przez zły los
 
Bardzo lubię czytać powieści obyczajowe z wojną tle. Chętnie zaczytuję się w książkach, które są o miłości, ale które nie są sentymentalnymi i banalnymi romansami. Przepadam za lekturami, które zapadają na długo w pamięć. Taką właśnie powieścią jest dzieło Alyson Richman "Wojenna narzeczona", której głównymi bohaterami jest para Żydów pochodzących z Pragi : Lenka i Josef. Urodzili się kilkanaście lat przed II wojną światową. Oboje pochodzili z dobrych domów. Żyli dostatnio i spokojnie w otoczeniu rodziny. Oboje byli na tyle uzdolnieni, że podjęli studia. Ona na Akademii Sztuk Pięknych, a on rozpoczął kształcenie mające przynieść mu tytuł lekarza medycyny. Poznali się dzięki siostrze Josefa, która studiowała na tym samym kierunku i roku co jego przyszła żona. Od razu wpadli sobie w oko. Młode serca zabiły mocno ku sobie. Miłość wybuchła nagle i gwałtownie niczym letnia burza. Zaczęło się od ukradkowych wspomnień, niewinnych pocałunków i wspólnych spacerów. Oboje byli młodzi, mieli plany i marzenia, które nagle zmiażdżyła brutalna rzeczywistość. Wybuchła wojna. Potworna wojenna zawierucha rozbiła ich szczęście w drobny mak. Ich marzenia roztrzaskały się niczym krucha porcelana. Jednak zdążyli wziąć pośpieszny ślub. Niestety nie było to huczne wesele i niezapomniana uroczystość pełna przepychu i blasku. Rodzina Josefa dzięki amerykańskim krewnym zdobyła upragnione paszporty pozwalające opuścić europejskie piekło i wyruszyć w podróż do Stanów. Paszport Lenki był również gotowy, ale ona zdecydowała zostać w ogarniętej pożogą wojenną ojczyźnie wraz z rodzicami i siostrą. Liczyła, że mąż załatwi również paszporty jej bliskim i wtedy dołączą oni do rodziny Josefa. Los nie okazał się łaskawy. Wszyscy z rodziny męża Lenki za wyjątkiem jego samego zginęli podczas napaści na ich statek. Lenka z rodziną po stracie dziecka Josefa została wywieziona od Terezina.......
Tę książkę pochłonęłam w jeden dzień nie bacząc, że zaniedbuję codzienne obowiązki. Wprawdzie autorka w prologu zdradza bardzo wiele, ale mimo to nie mogłam przerwać czytania o losach Lenki i Josefa. Musiałam doczytać do samego końca, a potem dłuższą chwilę zadumać się na lekturą, która totalnie mnie zauroczyła.
Powieść ma dwóch narratorów, którymi są główni bohaterowie. Ich losy dzięki szaleńczym pomysłom Hitlera są bardzo zagmatwane, a oni sami muszą zmagać się z wieloma przeszkodami. Gdyby nie wybuchła wojna pewnie żyliby sobie spokojnie i szczęśliwie w Pradze, cieszyli się ciepłem domowego ogniska i patrzyli z optymizmem w przyszłość wychowując dzieci. Wojna sprawia, że tracą członków rodziny, a ich oczy muszą patrzeć na potworne sceny, które pozostają na zawsze w ich pamięci.
"Wojenna narzeczona" to książka momentami bardzo drastyczna i smutna. Obozowa rzeczywistość widziana oczami Lenki przeraża i szokuje. Dlaczego ludzie musieli przechodzić tak nieludzkie cierpienia? Co komu była winna młoda para taka jak Josef i Lenka, że musiała zapomnieć o szczęściu i utracić siebie ? Mimo końca wojny nie dane im było wspólne szczęście. Paskudne i koszmarne wspomnienia dopadały ich bardzo długo zabierając spokojne sny. Wprawdzie ułożyli sobie życie, ale .....
Los okazał się okrutny zabierając im siebie.
Powieść Richman to książka jak może zasugerować tytuł o miłości, takiej prawdziwej, pierwszej i jedynej, która mimo przeżycia wielu lat nie wygasa. Wciąż w głębi prawdziwe kochających serc pali się jej płomień. "Wojenna narzeczona" to lektura, której szybko nie zapomnę, to książka którą czytałam z chusteczką w ręku, bo przecież inaczej poznać się jej nie da. Po lekurze spodziewajcie się przepięknej historii miłosnej, sztormu emocji i wzruszeń, drastycznych scen i zawiłej fabuły.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

czwartek, 31 stycznia 2013

Georgia Bockoven "Rok, który wszystko zmienił"


 
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania styczeń 2013
stron 504
ISBN 978-83-7839-415-0
 
Nieoczekiwany spadek
 
Rodzimy się. Przychodzimy na świat nie wiedząc, ile czasu jest nam na nim dane. Jednych los obdarza chojnie i żyją dożywając sędziwej starości. Innych Bóg szybko zabiera. Jedni odchodzą spokojnie we śnie, inni giną w ułamku sekundy, a śmierć ich zaskakuje i jest niespodziewana. Są i tacy, którzy w ciszy lekarskich gabinetów wysłuchują porażającą diagnozę, która jest wyrokiem. Wyrokiem najbardziej surowym. Wyrokiem śmierci. I nie można się od niego odwołać. Nie ma możliwości apelacji. Cóż wtedy? Jak wobec potwornej nowiny zachowują się ludzie? Jedni nie chcą jej zaakceptować, inni starają się wycisnąć pozostałe chwile niczym cytrynę i wykorzystać je maksymalnie. Są i tacy, którzy mając mało czasu do kresu postanawiają naprawić błędy, które popełnili w przeszłości, wyrównać rachunki, naprawić krzywdy.
 
 Tak właśnie reaguje na wiadomość o przegranej walce z rakiem Jessie Reed bohater książki Georgii Bockoven. Starszy człowiek mocujący się z bezwględnym rakiem w obliczu śmierci chce naprawiać zło wyrządzone własnym dzieciom, a konkretnie czterem porzuconym córkom, które są już dorosłymi kobietami. Zleca swojej prawniczce i przyjaciółce ich odnalezienie i zorganizowanie spotkania. To bardzo trudne zadanie, bo kontakty urwały się wiele lat temu, a jedna z córek została adoptowana i nie ma pojęcia o tym fakcie. Lucy prawniczka i przyjaciółka Reeda dokłada wszelkich starań, by miało miejsce owo spotkanie i ocieplenie stosunków. Ale czy to możliwe? Czy bardzo mocno zranione córki są w stanie wybaczyć? Wszak to tyle lat, to trauma wychowywania bez ciepłego domu, obojga rodziców. Cztery kobiety zamieszkujące różne zakątki Stanów Zjednoczonych nie mają również pojęcia o swoim istnieniu. List z kancelarii prawnej przewraca ich życie do góry nogami. A na dodatek każda z nich ma własne życie, swoje kłopoty ..........
 
Książka "Rok, którzy wszystko zmienił" jest bardzo wyjątkowa. Autorka porusza w niej bardzo trudny problem jakim jest porzucenie dzieci, które wcale nie zasłużyły niczym na swój los. Mimo niewinności muszą płacić za błędy dorosłych. Bo nie mają obojga rodziców, bo czują się winne, że tata ich nie chce i bardzo to przeżywają. Czy coś jest w stanie wynagrodzić smutek dzieciństwa, odrzucenie, osamotnienie? Pewnie nic. Żadne słowo "przepraszam", żadne profity pieniężne. Są rzeczy bezcenne, a szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo, poczucie bezpieczeństwa z pewnością do nich należą. Czy można wybaczyć taką krzywdę? Z pewnością nie jest łatwo. Z pewnością to boli, bo rozdrapuje się stare rany, narusza się blizny. Ale czy gniew i trwanie w nim to dobre rozwiązanie? Ponoć wybaczenie jest balsamem nie tylko dla winowajcy, ale i dla wybaczającego. Jak zachwują się córki Reeda? Różnie. Ale każda w pierwszej chwili mówi "nie". Jest oburzona i wydaje się być nieprzejednana. Słuchanie taśm nagranych przez Jessiego jest oryginalną terapią. Wyjaśnia fakty o których córki nie miały pojęcia.
Powieść Bockoven jest niezwykle wzruszająca, pełna uczuć, emocji. Czyta się ją przyjemnie. Tempo akcji jest idealne dobrane do treści. Książka nie nurzy, ale wzbudza ciekawość. To lektura o sile siostrzanej przyjaźni, o potrzebie bliskości. Warto ją poznać, bo jest oryginalna i taka z życia wzięta. Nie ma w niej sztuczności, niedomówień, a czytając ma się wrażenie, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Warta polecena.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydanictwu Prószyński i S-ka.


piątek, 28 grudnia 2012

Vaddey Ratner "W cieniu drzewa banianu"

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
 data wydania listopad 2012
stron 408
ISBN 978-83-7839-393-1
 
Okrutne oblicze rewolucji
 
W historii chyba każdego kraju bywają lata, które w kronikach zapisują się bardzo boleśnie. Mam na myśli czasy, kiedy państwo trapią wojny, rewolucje, walki. Szczególnie mocno dotykają walki bratobójcze, gdy brat walczy z bratem, gdy syn powstaje przeciwko ojcu. Rewolucje rodzą się z wyzysku, niesprawiedliwości, zła. Ale zwykle polegają one na tym, że ciemiężeni ludzie z ofiar stają się katami. Zaślepia ich zło, zemsta, przemoc. Nic dobrego nie wynika w czasie takiej pożogi dla zwykłej ludności.
 Tak było w latach 70-tych w Kambodży - państwie położonych w dalekiej Azji. W 1975 roku doszło do przewrotu. Do głosu doszli tzw Czerwoni Khmerzy. Chcieli zamienić swój kraj w państwo socjalistyczne. Byli w swych działaniach bardzo, ale to bardzo drastyczni. Kto nie był z nimi, był przeciw nim. Naród tego kraju ucierpiał okrutnie. Jak się szacuje zginąć mogło nawet do 1/3 liczbyobywateli, którzy rozstawali się z tym światem z powodu głodu, nędzy, chorób, zabici bądź zamęczeni przez rewolucjonistów. Setki obywateli Kambodży straciło dach nad głową, członków rodzin, poczucie bezpieczeństwa.
Taki los dotknął także główną bohaterkę książki " W cieniu drzewa banianu". Jej autorka wplata osobiste losy i przeżycia w dzieje dziewczynki z książęcego rodu. Raami ma zaledwie 7 lat, gdy wraz z rodziną zostaje wypędzona z domu. Mała dziewczynka nie może zrozumieć na początku trudnej sytuacji co się dzieje, ale bolesne, wręcz tragiczne przeżycia sprawiają, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki musi szybciutko dorosnąć. Wraz z bliskimi zostaje wywieziona na prowincję, zmuszona do ciężkiej fizycznej pracy mimo, że nie jest okazem zdrowia, bo jako małe dziecko przeszła polio. Za swoje pochodzenie zostaje rozdzielona z ojcem, który wywieziony traci kontakt z żoną i córkami na zawsze. Odseparowana od stryja musi stać się podporą dla matki, której malaria zabiera młodszą córeczkę.
 Z każdą stroną coraz bardziej płakałam nad losem Raami i jej rodziny. To co przeszli nie mieści się w głowie. Jak wiele zła może spotkać człowieka w życiu, jak wiele okrucieństwa, bólu. Pytanie, które niejako samo się nasuwa brzmi: Za co? Czemu ta kambodżańska rodzina tak bardzo została doświadczona? Czemu ten naród musiał przelać morze krwi? Czemu los jednym daje nadspodziewanie dużo, a innym tylko zabiera? Czemu ten świat bywa tak bardzo, wręcz do granic możliwości i wyobrażenia niesprawiedliwy? Kto zatem odpowiada za tak wielkie zło?
 
Powyższe pytania świadczą o morzu, może i nawet oceanie emocji jakie towarzyszyły lekturze tej jakże wzruszającej i smutnej książki, która jest niczym najbardziej wiarygodny świadek opowiadający o piekle, które spotkało niewinnych ludzi. To nie jest łatwa lektura, nie odstresuje, nie odpręży, ale wzburzy i poruszy do bólu. Mimo tego warto po nią sięgnąć. Rewolucja, wojny, walki to zawsze zło. I o tym ludzie na całej kuli ziemskiej powinni pamiętać, a książki takie jak lektura pióra Ratner powinny krzyczeć zapisanymi w niej słowami, by ludzkość nie popełniała już takich zbrodni.
Książka jest niesamowita. Zapada w pamięć i może wywołać nieprzyjemne sny. Może przerazić, winna uczulić na potworny los uchodźców, którzy zmuszeni są do egzystencji w potwornych warunkach. Mimo tego tli się w nich jeszcze iskierka nadziei, by podjąć ucieczkę, by walczyć o wolność nawet z narażeniem życia.
Niezwykła historia, którą polecam.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Agata Kołakowska "Niechciana prawda"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania listopad 2012
stron 336
ISBN 978-83-7839-387-0
 
W cieniu bolesnej prawdy
 
Jakże ja lubię to uczucie, gdy sięgając po książkę spodziewam się lektury dobrej, a znajduję prawdziwe arcydzieło. Książkę wspaniałą, porywającą, przy której w stu procentach odpływam do literackiego świata i żyję przez czas czytania życiem postaci wykreowanych przez pióro autora.
 
Taką właśnie powieścią jest najnowsze dzieło Agaty Kołakowskiej, pisarki mi już znanej z powieści "Siódmy rok". "Niechciana prawda" podobała mi się o wiele, wiele bardziej od poprzedniczki, którą przecież złą książką nie jest. To powieść, która robi niesamowite wrażenie, która powala na kolana i zmusza, po prostu zmusza do refleksji nad dylematem jak ja zachowałabym się na miejscu głównej bohaterki. Los okazał się bowiem pewnego dnia dla sympatycznej właścicielki kwiaciarni bardzo okrutny. Jej ponad duwnastoletnie małżeństwo okazało się fikcją, ułudą, czymś, co bardziej istniało na papierze niż w rzeczywistości. Jej mąż ceniony prawnik zdradził. Właściwie zdradzał już od roku. Każda zdrada boli, ale pewnie Beacie łatwiej byłoby przełknąć konkurentkę z burzą blond loków, idealną figurą i młodszym wiekiem. Ale Marek zdradził Beatę nie z kobietą, a mężczyzną. Pewnego popołudnia oznajmił jej, że odchodzi, że nie czuje się z nią szczęśliwy. Jest gejem, pokochał faceta i ma dość kamuflowania i udawanego życia. To był szok dla wiernej żony, która poczuła się jak rażona prądem. Ukoił ją alkohol, ale nastał ranek i trzeba było żyć dalej. Brnąć przez kolejne dni życia choćby ze względu na dobro syna Bartka.
Najnowsza lektura pióra Kołakowskiej jest właśnie o tym, jak kobieta zdradzona przez męża geja podnosi się po ciosie zdrady i porzucona układa sobie życie od nowa. Temat fabuły jest jak najbardziej mocny i kontrowersyjny. Można rzec z półki tabu. Bo wprawdzie mamy XXI wiek, ale z tolerancją w naszym kraju różnie bywa. Autorka zasłużyła na wielkie brawa, bo pisząc o trudnym temacie pozostała bezstronna. Nie krytykowała, ale pokazała dramat pewnej zwyczajnej na pozór rodziny z dwóch stron. Z pozycji kobiety - zdradzonej i porzuconej oraz jej męża, który boi się swojego ja, boi się ostracyzmu, braku tolerancji. Nie ma odwagi otwarcie wyznać światu, że jest homoseksualny, ale i nie może dłużej prowadzić podwójnego życia. No i jest jeszcze dwunastoletni chłopiec, ich syn. Nastolatek, który i bez rozstania rodziców przeżywa trudne chwile dojrzewania. Rozpad małżeństwa rodziców jest dla niego prawdziwym trzęsieniem ziemi, burzą, po której jakoś tęczy nie widać. Autorka strona po stronie wciąga nas w losy trójki bohaterów, z których każdy przeżywa trudne chwile i musi ułożyć sobie świat od podstaw, od nowa. Nie jest to łatwe. Ale życie toczy się dalej,świat się kręci i tak po prostu trzeba.
 Powieść napisana prostym językiem jest naładowana emocjami. Nie brak przeciwstawnych uczuć. Nie brak żalu i złości, rozpaczy i łez, ale i rodzi się gdzieś nieśmiało nadzieja. Beata znajduje pomocne dłonie, gotowe pomóc jej, gdy sił brak i ciężko złapać oddech. Gdy ból jest niezwykle silny, a sen niesie ukojenie skołatanej duszy. Ta powieść to dla mnie literacka fikcja, ale pewnie są kobiety, które musiały zmierzyć się z tym, co przeszła Beata. I ta książka po prostu musi trafić w ich ręce. Ale polecam ją każdemu. I kobietom i mężczyznom. Bo to książka o zdradzie. A ta zawsze boli. Mimo olbrzymiego bólu trzeba mieć iskierkę nadziei, że to co złe się skończy, to co dręczy przestanie. Powieść obyczajowa Kołakowskiej to proza bardzo dojrzała, poruszająca niezwykle intymne sfery ludzkiego życia. Czyta się ją z zapartym tchem i skupioną uwagą. Książka przyciąga jak magnes, bo jest znakomita. Wyważona i nieprzerysowana. Jej mocnym atutem jest zakończenie, które idealnie pasuje do całej powieści i nie ma w sobie nic z taniej sensacji czy tandetności. Trudno mi o tej książce napisać coś krytycznego, bo zrobiła ona na mnie olbrzymie wrażenie. Wam pozostaje mi polecić lekturę "Niechcianej prawdy", a Agacie Kołakowskiej życzyć w dorobku jeszcze wielu kolejnych tak wspaniałych książek.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.
 

wtorek, 6 listopada 2012

Lucyna Olejniczak "Jestem blisko"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania październik 2012
stron 304
ISBN 978-83-7839-366-5
 
Wyprawa pełna przygód i tajemnic
 
Irlandia to ostatnio bardzo modny kierunek podróży Polaków. Jedni jadą tam do pracy, inni turystycznie lub w odwiedziny. W tym ostatnim celu jadą do Irlandii Lucyna i Tadeusz - sympatyczna para- znajomi z powieści "Wypadek na ulicy Starowiślnej". Celem ich podróży jest niewielkie miasteczko New Ross. To w nim mieszka Marta wraz z córką Małogosią. Owe panie wynajmują uroczy domek z którym wiąże się pewna mroczna historia sprzed lat. To tutaj zamieszkiwała kiedyś z rodzicami i służbą piękna, młoda dziewczyna. Pewnego dnia zniknęła  w dość niejasnych okolicznościach. Przypuszczano, że została zamordowana przez odrzuconego konkurenta do jej ręki, służącego jej rodziców. Panna nie była mu przychylna, wręcz drwiła z jego uczuć. A kawaler w gorącej wodzie kąpany powiedział kiedyś w afekcie, że zabije i ją i siebie. Podsłuchali to inni służący i właśnie ich zeznania po zaginięciu córki gospodarzy stały się podstawą do uznania nieszczęśliwego zalotnika winnym zabójstwa i ukraniu go. A jak było naprawdę? Po wielu latach nasuwają się spore wątpliwości co do skazania chłopaka być może niewinnego tylko na podstawie poszlak. Marta, Gosia i jej goście chcą dotrzeć do prawdy i odkryć tajemnice sprzed lat. Czy dopną swego celu? Czy pomoże im w tym Roger - irlandzka sympatia Gosi? A może użyteczny w rozwikłaniu zagadki będzie Władysław, który wraz z żoną udaje się w odwiedziny do jej córki?
 
Niedawno czytałam "Wypadek na ulicy Starowiślnej". Książka mnie nieco rozczarowała, także z mieszanymi uczuciami sięgnęłam po najnowszą książkę Pani Lucyny. I dobrze się stało, że ją przeczytałam, bo ominęłaby mnie bardzo dobra lektura. Śmiało mogę użyć określenia wyborna. Jest zdecydowanie lepsza i świetnie się przy niej bawiłam. Powieść jest książką, w której ciągle coś się dzieje, a akcja nie wlecze się. Autorka zaserwowała tym, którzy przeczytają "Jestem blisko" sporo emocji, niespodzianek i przygód. Nie brakuje dreszczyku, ciekawej sensacji i humoru. Ta lektura to może nie taki typowy kryminał, ale mieszanka powieści obyczajowej z nutą sensacji i thrillera. I to połączenie sprawia, że książka jest przyjemna i lekka w odbiorze, czyta się szybko. Wplecione w fabułę celtyckie wierzenia i legendy dodają jej smaku i osobiście bardzo mnie zaciekawiły. Może wstyd się przyznać, ale o runach i Celtach wiem niewiele, ale po przeczytaniu tejże powieści będę chciała tę wiedzę zdecydowanie poszerzyć. Irlandia ukazana w "Jestem blisko" jest piękna i powabna, otoczona mgiełką tajemnic, sielanowymi krajobrazami, które potrafią zapierać dech w piersiach. Urocze domki z kamienia, celtyckie cmentarze sprzed lat, magiczne krzyże i kamienie są bardzo charakterystyczne dla tego kraju, a jak się okaże, że z wieloma z nich są związane jakieś sekretne historie to dla mnie jest wystarczającym powodem, by pomarzyć o zwiedzeniu tego miejsca. Lucyna Olejniczak ogromnie mnie to takiej eskapady zachęciła. No i choć za piwem nie przepadam to z chęcią sporóbowałabym guinnessa może nie samego, ale z dodatkiem soku. Po lekturze mam również ochotę tak jak bohaterowie w książce na odwiedzenie irlandzkiego pubu i posłuchanie ludowej muzyki, która ma coś w sobie, co nawet największych malkontentów porywa do tańca. Warto, warto się sięgnąć po tę powieść. Będzie się podobała tym, którzy lubią nawał przygód w książce i dreszczyk emocji przy lekturze.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję ślicznie Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

piątek, 2 listopada 2012

Baby Halder "Zapiski hinduskiej służącej"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania październik 2012
stron 232
ISBN 978-83-7839-377-1
 
Kobieta z olbrzymim brzemieniem
 
Indie to dla mnie Europejki taki egzotyczny kraj, z piękną przyrodą, niezwykłą kulturą, bogactwem barw i wspaniałą kuchnią. Indie to kraj kontrastów, gdzie bieda panoszy się dość dotkliwie, a wielu obywateli żyje w nędzy. Kobiety w Indiach łatwo nie mają. I tak już jest od chwili narodzin. Urodzenie córki to nie powód do radości, dziewczynka dla biednych rodziców to często balast. Autorka "Zapisków hinduskiej służącej" swoją książkę napisała przypadkiem, dzięki inspiracji pracodawcy z dobrym sercem pod którego dach miała szczęście trafić. Ów mężczyzna był dla niej niczym anioł stróż, bo dopiero pod jego dachem po raz pierwszy w życiu poczuła się bezpiecznie. Baby pisze o swoim życiu, które było bolesne i trudne, które było piekłem. Jako dziecko nie miała szczęśliwego dzieciństwa, kochającej rodziny i pełnego brzuszka. O zabawkach nie wspominając. Jako dziewczynka została odarta z dzieciństwa, pozbawiona go, by tylko przestała być ciężarem dla ojca i macochy. To właśnie oni zdecydowali na wydanie za mąż niespełna trzynastoletniego dziecka. I to za mężczyznę ponad dwa razy starszego od Baby. I jak to małżeństwo miało być szczęśliwe i harmonijne? Z piekła do piekła, z domu ojca do domu męża - taka zmiana czekała dziewczynkę, która kompletnie nie była zdolna do do dorosłego życia. A potem znów w oczy zaglądała bieda, praca ponad siły, przemoc ze strony męża, ciąże, brak zrozumienia, samotność. Baby długo w swoim życiu nie zaznała szczęścia i spokoju. Jej każdy dzień był walką o przetrwanie najpierw swoje, a potem jeszcze gromadki dzieci. Ani ojciec ani małżonek nie dorośli do swoich ról, nie byli odpowiedzialnymi za rodzinę.
Relacja Baby jest bardzo szczera i niezwykle wzruszająca. To po prostu potworne, co musiała przejść w życiu. Tak wiele bólu, cierpienia to przecież ponad siły dziecka i młodej kobiety, która nawet nie miała czasu na użalanie się nad sobą, bo czekała praca. Baby jest niestety symbolem wielu indyjskich kobiet, które żyją w piekle zgotowanym przez rodziny. Muszą być służącymi i pracować niczym woły, a w zamian nie czeka ich pochwała czy godne wynagrodzenie. Smutny to los, smutne życie. Dla mnie niesprawiedliwe i niezasłużone. Jak można odzierać dziecko z dzieciństwa, rodzicielskich uczuć! Zabraniać mu edukacji, beztroskiego spędzenia młodych lat! A jednak takich Baby w Indiach są tysiące.
Nie sposób oceniać książki Halder w kategoriach dobra czy zła. Nie sposób nie uronić łzy nad smutnym losem bohaterki, która mimo morza zła jakie ją dotknęło nie pozwoliła mu zamieszkać w swoim sercu. Ta książka nie ma relaksować, ale uczulać. Pokazywać zło i zachęcać do jego tępienia. Relacja stała się w Indiach hitem. Wspaniale, niech czytają ją tamtejsi politycy, obrońcy praw dzieci i kobiet, ludzie pracujący na rzecz różnych fundacji. Niech stanie się przewodnikiem w mozolnej, ale jakże potrzebnej pracy by zmienić piekło na lepszą rzeczywistość.
Podziwiałam autorkę za siłę i samozaparcie, za wytrwałość i poświęcenie. Za odwagę porzucenia tyrana i szukanie swojego szczęścia. Wspaniała, dzielna kobieta zasługuje na olbrzymi szacunek. Warto poznać jej historię, jej losy, by uświadomić sobie, jak można zmieniać świat. To poruszająca lektura, napisana prostym, ale bardzo wyrazistym językiem. Ale tu nie kwiecistość i elegancja jest ważna. Tu ważna jest prawda, która boli. Gorąco polecam tym, którzy są zauroczeni Indiami i ciekawymi życia kobiet w różnych zakątkach świata. Książka dokument, książka świadek, książka niesamowita.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 20 października 2012

Joanna Miszczuk "Zalotnice i wiedźmy"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania wrzesień 2012
stron 424
ISBN 978-83-7839-291-0
 
Niezwykłe antenatki
 
Rok temu poznałam Joasię - kobietę z werwą i wigorem, główną bohaterkę książki "Matki, żony, czarownice". Po ponad 12-stu miesiącach ukazała się kolejna książka Joanny Miszczuk, w której mamy okazję śledzić dalsze losy tejże bohaterki i jej praprzodkiń. Kontynuacja jest jeszcze lepsza od pierwowzoru. I czyta się rewelacyjnie. Trudno mi było się od tej powieści oderwać, bo opisywane dzieje niezwykłych kobiet są po prostu fascynujące. W "Zalotnicach i wiedźmach" wczoraj przeplata się z dziś - od współczesności przenosimy się kilka razy do XIV i XV wieku, do czasów dziwnych i ponurych, w których kobietom spragnionym wiedzy medycznej i wykształcenia łatwo nie było. Od marzeń o leczeniu ludzi i sztuki zielarskiej do stosu był tylko .... jeden mały krok. Bo kobieta to wtedy istota gorsza i do niższych celów niż nauka i wiedza!  
 
Joanna jest znów na życiowym zakręcie. Zawodowo dobrze jej się wiedzie. Jest zadowolona z pracy w firmie Dietera, a jej córka Kamisia świetnie radzi sobie w niemieckiej szkole. Jednym słowem kobiety podbiły Berlin, ale w Polsce został mąż Joanny Piotrek, który nie radzi sobie z małżeństwem na odległość i romansuje z Anną. Joasia pewnego dnia, gdy przyjeżdża na święta do Wrocławia odnajduje pismo z sądu, z którego dowiaduje się, iż między nią a mężem orzeczono separację. Trach i jej drugie małżeństwo się rozsypuje. Szybki rozwód to idealne wyjście dla zranionej kobiety. Ale co dalej ? Jest Andre, dobry i czuły, serdeczny i wyrozumiały, szarmancki i romantyczny tylko ..... motyli w brzuchu brak. I co dalej? Czy Asia to co w uczuciach najlepsze ma za sobą?
 
Pani Miszczuk wydając najnowszą powieść w pełni mnie przekonała, że proza kobieca może być tak samo pasjonująca jak najlepsza w swoim gatunku sensacja, że saga rodzinna opisująca losy kolejnych praprababek głównej bohaterki wciągnie jak bagno na amen. "Zalotnice i wiedźmy" to książka bardzo dynamiczna, z wartką akcją, mnóstwem przygód i sporą porcją uczuć. Bo Asia i jej antenatki kochały, były namiętne i uparte, odważne i dziś powiedzielibyśmy, że kreatywne i przebojowe. Choć kiedyś kobiety nie miały takich możliwości jak dziś to wiele z nich marzyło o nauce, zdobyciu wiedzy, pracy "zawodowej" na równi jak o zatopieniu się w ramionach ukochanego mężczyzny. Joanna poznając losy swoich krewnych jest pod ich sporym wrażeniem. Przeszłość wkracza w współczesność. Gdy przygnieciona kłopotami związanymi z podłym charakterkiem Juliana Aśka czyta o przeżyciach Róży czy Sofie nabiera siły i optymizmu, które przeganiają zły humor.
Może ta książka momentami bywa przesłodzona, może zakończenie jest przewidywalne, a treść nieco bajkowa lektura spodobała mi się. Oderwała od szarego dnia i przeniosła w inny świat. Z książki płynie moim zdaniem ważne przesłanie: Choć życie nie zawsze bywa łatwe i różowe to my kobiety mamy siłę i moc, jesteśmy odporne na zło i potrafiły twardo iść do przodu by osiągnąć wyznaczony i wymarzony cel.
 
Czy warto przeczytać najnowszą powieść Miszczuk? Myślę, że warto. Bo jest w niej troszkę romansu, historii i powieści obyczajowej. Bo czyta się tę książkę lekko i przyjemnie. A przecież po książkę często sięga się by odpocząć od tego co w życiu nudne, szare i paskudne. Co mnie spotkało przy lekturze tej powieści? Troszkę wzruszenia, sporo uśmiechu i wiara w to, że w życiu oprócz typowo wyścigowych szczurów można spotkać  osoby przyjacielskie i bezinteresowne, które nie podepczą nas w biegu po sukces. A tacy ludzie są w dzisiejszym świecie bezcenni.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 30 września 2012

Lisa Scottoline "Spójrz mi w oczy"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania wrzesień 2012
stron 488
ISBN 978-83-7839-283-5
 
Zabójcza prawda
 
Nie ma chyba boleśniejszej chwili dla rodzica niż utrata kochanego nad życie dziecka. To niesamowicie boli i nic tego bólu nie może ukoić ani znieczulić. Utrata malucha zawsze boli bez względu czy zabiera go śmierć, pokonuje choroba czy dzieciak zostaje zabrany rodzicom, bo tak mówią czasem bardzo bezwzględne przepisy prawa.
Czy prawda zawsze musi wyjść na jaw? Czy czasem lepiej żyć złudzeniami? Czy nie lepsze jest niekiedy życie w kłamstwie? A jeśli tak nie umiemy? Jeśli mimo wszystko zdecydujemy się na szukanie i dociekanie jak jest naprawdę czy to nas czasem nie przytłoczy i zabierze świętego spokoju i szczęścia?
To był zwyczajny, szary i zimny dzień, który szybko się skończył. Zapadł zmrok. Po całym pełnym zawodowych zajęć dniu pewna mama wraca do domu, do swojego ukochanego synka. Przed wejściem do ciepłego holu otwiera skrzynkę pocztową. Wyjmuje to, co dostarczyła poczta: rachunki, reklamy i gazetki promocyjne. I ulotkę, niewielki kolorowy kawałek papieru. I od tej chwili już nic nie jest takie samo jak dotąd. Wszystko się zmienia. Spokój znika, pojawiają się znaki zapytania, rodzą się pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zostaje otwarta puszka Pandory. Stabilny świat mamy i dziecka runął w posadach.
 
Ellen jest w szoku, gdy patrzy na ulotkę z portretem poszukiwanego dziecka. Trzyletniego chłopczyka, który jest identyczny jak jej kochany synek Will, chłopczyk, którego jak najbardziej legalnie adoptowała dwa lata temu. Malec, którego poznała jako rocznego bobasa leżącego na szpitalnym łóżku, zmagającego się z chorym serduszkiem. Malucha, którego ze względu pewnie na chorobę porzuciła matka. Znana i utalentowana dziennikarka od pierwszego wejrzenia wiedziała, że będzie o Willego walczyć, że razem pokonają co złe i stworzą szczęśliwą rodzinę. Czy to możliwe, by dokumenty adopcyjne były sfałszowane? Czy jej syn jest poszukiwanym chłopczykiem z Florydy, którego porwano rodzicom, którego nianię zastrzelono?
Ellen ma zamęt w głowie.  Przez jej mózg przewija się tysiące myśli. Owszem, mogłaby zapomnieć o tej sprawie, wymazać ją z pamięci i żyć dalej jakby nigdy nic. Ale ona tak nie potrafi. Jej dziennikarska żyłka daje o sobie znać. Ellen mimo ryzyka zaczyna śledztwo, podejmuje kroki, które zmienią jej życie.......................
Powieść autorstwa laureatki nagrody Edgara skończyłam czytać wczoraj, a jednak już dobę nie mogę uspokoić emocji i wzruszeń, jakie wywołała ta książka. Opisana w niej historia porywa za serce, jest niezwykle smutna i pełna dramatyzmu. Ukazuje wiele emocji, jakie targają serce adopcyjnej matki, która z jednej strony boi się utraty syna, który jest dla niej alfą i omegą, ale z drugiej strony stawia dobro dziecka ponad swoje szczęście. Podejmuje bardzo odważne kroki, by docieć prawdy. Jest wrażliwa na olbrzymią rozpacz rodziców, którym porwano dzieci. Zna to z przeprowadzonych wywiadów. Wprawdzie radzi się znajomego prawnika, ale podejmuje bardzo kontrowersyjne decyzje chcąc docieć prawdy. Ma świadomość, że ta prawda może ją zabić, ale mimo to brnie w swoje prywatne śledztwo.
 Przewracając kolejne kartki książki wciąż dręczyło mnie pytanie: jak ja bym postąpiła na miejscu Ellen? Czy miałabym odwagę i siłę podjąć takie a nie inne rozwiązania?
Lektura autorstwa Scottoline jest niesamowita, pełna emocji, uczuć i napięcia. Wszystko to kumuluje się zwłaszcza na ostatnich stu stronach. Efekt jest taki, że nie idzie się od tej powieście oderwać. Jako kobieta bardzo współczułam głównej bohaterce, nie raz miałam ochotę ją pocieszyć, ale i napomnieć. Nie zawsze się zgadzałam z podjętymi przez nią decyzjami, były momenty, że wręcz miałam ochotę się z Ellen solidnie i dosadnie pokłócić. A jednak podziwiałam ją. Ta kobieta, mimo, że nie urodziła Willego zasługuje na miano supermamy. Książkę czyta się jednym tchem. Jej lektura spodoba się szczególnie miłośnikom książek Picoult czy Chamberlain. Warto wziąć ją do ręki, poświęcić jej kilka godzin, przeżyć niezwykłą historię, która chwyta za serce. A ja muszę nadrobić braki w czytaniu innych powieście tej Amerykanki. Bo po lekturze tej książki zostałam jej fanką.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.
 

niedziela, 9 września 2012

Ann Reynolds, Kenneth Wapner "Zagadki medycyny"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania sierpień 2012
stron 216
ISBN 978-83-7839-265-1
 
Ach te paskudne choróbska!
 
No tak to już jest w naszym ziemskim żywocie poukładane, że dopadają nas choroby. Nie są oczywiście mile widziane, ale cóż poradzić. Pół biedy, gdy są przejściowe, trwają kilka dni i mijają bez pozostawionych po sobie przykrych dolegliwości. Kilka dni w łóżku, leki i ciepły kocyk idzie wytrzymać. Gorzej i to zdecydowanie gorzej, gdy zachorujemy na jednostkę chorobową, która będzie długotrawała, uciążliwa i może stać się naszym towarzyszem do końca. A już paskudną sytuacją jest fakt(niestety zdarza się to ), że lekarz do którego udamy się po pomoc nie potrafi nas zdiagnozować. Tu zaczynają się schody. No i z ciałem zaczyna chorować i dusza. Bo to nic przyjemnego, gdy człowiek w białym fartuchu nie może na pomóc. Taka sytuacja rodzi w duszy chorego lęk, frustację, depresję. Czujemy się niczym ufoludki, bo mamy coś dziwnego w sobie.
 Są na świecie choroby na które cierpi niewiele osób. To schorzenia trudne do sklasyfikowania i leczenia. O takich właśnie przypadkach opowiada książka duetu Reynolds & Wapner. To historie pacjentów, którzy zachorowali na rzadko spotykane choroby, które bardzo skomplikowały ich życie. Są to zarówno schorzenia ciała, jak i duszy. 23 rodziały to 23 rodzaje niezwykle rzadko spotykanych schorzeń, które jednak utrudniają cierpiącym na nie życie. Są to bardzo różne choroby. Brak równowagi, wydzielanie tzw rybiego zapachu, uporczywe podniecenie seksualne, jedzenie w czasie snu, niezdolność do zapamiętania twarzy, paraliż spowodowany zjedzeniem pizzy, śmiertelna bezsenność dziedziczona po przodkach to paskudne dolegliwości dręczące opisanych w książce konkretnych bohaterów. Smutne jest to, że mimo takiego postępu na niektóre z nich medycyna nie zna skutecznego lekarstwa.
Publikacja napisana jest w bardzo ciekawy sposób. Autorzy nie tylko piszą bardzo przystępnie o tych chorobach od strony technicznej, ale opisują życie i perypetie konkretnych pacjentów - dotykające ich uczucia strachu, bólu, przerażenia, bezradności. Na szczęście wielu z nich może liczyć na wsparcie rodziny, małżonków i organizacji zrzeszających inne osoby podobnie cierpiące. Takie wsparcie w czasie choroby(znam to z autopsji) bywa bezcenne.
Książka oparta jest na serialu ABC "Zagadki medycyny" i jest bardzo ciekawa. Czytałam ją niczym przedszkolak słuchający bajkę z rozdziawioną buzią. To niewiarygodne co może spowodować poważne zagrożenie naszego życia - niektórym może poszkodzić zjedzenie pizzy, innym surfowanie na desce, a jeszcze innym wysłuchanie utworu muzycznego, który wywoła napad padaczki. Ach jakże delikatny bywa ludzki organizm. Jaka to skomplikowana maszyneria!
Czytając uświadomiłam sobie jedno - jak cenne jest nasze zdrowie, jak wspaniały jest każdy dzień, gdy nic nam nie dolega, gdy nic nie boli. O wartości zdrowia pisał przed wiekami Kochanowski. Tak, tak zdrowie doceniamy dopiero wtedy jak ono nas opuszcza. Cieszmy się każdym zdrowym dniem i szanujmy nasz ogranizm. A w dodatku uczmy się wyrozumiałości, tak jak jedna z bohaterek reportażu. Może ktoś jest dla nas niemiły bo coś go boli. Tak czy owak dużo, dużo zdrowia wszystkich życzę.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.