wtorek, 16 kwietnia 2019

Patrycja Strzałkowska "Cover girl"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2019
stron 400
ISBN 978-83-8103-449-4

Smak spełnionych marzeń bywa gorzki jak trucizna

Każdy człowiek ma jakieś marzenia. Jedni pozostawiają je w sferze przyszłości i nie robią nic, by się one spełniły. Czekają, aż los poda im wszystko na tacy. Inni ciężko się trudzą by zrealizować swoje plany i są w stanie zrobić dla nich wszystko. Pędzą po trupach do swojego celu nie bacząc co po drodze i jaka owa droga jest. Ich marzenia niekiedy się spełniają, ale jak się w końcu okazuje smak sukcesu bywa inny niż przypuszczano. Gorzki i toksyczny. 

Bohaterka drugiej powieści napisanej przez Patrycję Strzałkowską to młoda kobieta, która za wszelką cenę chce osiągnąć to, co sobie wymarzyła. Jej marzenia są bardzo "bogate" - dosłownie i w przenośni. Martyna chce mieć pieniądze, być sławna i otaczać się luksusem. Na owe dobra nie myśli uczciwie pracować i kształcić się. Chce wykorzystać to, co dała jej natura a poprawili ludzie. Uroda ma zapewnić jej luksusowe ubrania, najwyższej jakości kosmetyki, biżuterię. Martyna chce gościć na rozkładówkach pism erotycznych, być obiektem podziwu mężczyzn i zazdrości kobiet. Chce poczuć siłę i moc bycia celebrytką. By osiągnąć swój cel wiąże się z pewnym mężczyzną. Dużo od niej starszym, sławnym, obrzydliwie bogatym i mającym swoje sekrety. Czy taki związek ma szansę przetrwać i dać szczęście? Czy warto się sprzedać za marzenia? Czy takie życie jest słodkie na dłużej i czy można żyć bez prawdziwych uczuć będąc zakochanym tylko w sobie i pieniądzach? 

Druga w dorobku Patrycji Strzałkowskiej książka bardzo mnie zaskoczyła. Okazała się lepsza niż się spodziewałam, a Autorka uczyniła w pisaniu ogromne postępy. Rozwinęła się i śmiało podjęła trudne i kontrowersyjne tematy. 
Sławy i rozgłosu szuka setki pięknych i młodych kobiet. Zapatrzone w cel biegną ku niemu nie patrząc, że w niebotycznie wysokich szpilkach trudno jest zdobywać tak strome i wysokie szczyty. Szczyty ludzkiej głupoty i pychy. Wszystko bowiem wydaje się błyszczeć, ale... z daleka. Im bliżej tym bardziej widać kicz. Martyna zapatrzona w swoje cele ślepnie i traci rozsądek. Jej postać Autorka wykreowała doskonale. Wyraziście i przejrzyście ukazała młodzieńcze zauroczenie blichtrem i pieniędzmi, które same w sobie jednak szczęścia nie dają. Martyna za swoje błędy zapłaciła ogromną cenę, ale czy czegoś się na nich nauczyła? 

Książka napisana jest ostro i mocno. Wiele scen może zaszokować, ale jest na tym świecie taka rzeczywistość i tacy ludzie istnieją naprawdę. Fabuła obfituje w całkiem pikantne niespodzianki. Nie brak brudnych stron życia. Bohaterami są ludzie o których piszą portale plotkarskie. Ich świat ukazany jest bez żadnych tajemnic i przesłon. Lektura z pewnością zaszokuje. Czyta się ją lekko i z ciekawością. Ta powieść ma sobie coś, co przyciąga. Co każe czytać i nie odkładać książki choćby na chwilę. Myślę, że tę książkę powinny mimo ostrych scen podsuwać kończącym szkołę średnią, a więc pełnoletnim córkom mamy by ostrzec je przed pójściem w życiu na łatwiznę i przed zapatrzeniem w siebie oraz pieniądze. 

Książka bardzo mi się spodobała. Doceniam ją wiedząc, że wcale nie jest łatwo pisać o próżnym do granic możliwości świecie, w którym na moralność miejsca nie ma. Gratuluję pomysłu na fabułę. Kiedyś, mając lat naście zaczytywałam się w książkach D. Dune i Jackie Collins. Tam była pokazana amerykańska rzeczywistość i sen o bogactwie. Patrycja Strzałkowska pokazała to samo środowisko funkcjonujące na rodzimym gruncie. Pobyłam tam przez chwilę, podejrzałam i było to niezwykle doświadczenie. To świat nie dla mnie, ale lubię o nim poczytać. "Cover girl" polecam na odstresowanie, na poprawę humoru. Dzięki temu tytułowi z pewnością docenicie mniej celebrycką codzienność i życie zwyczajnego zjadacza chleba. 

piątek, 12 kwietnia 2019

Zapowiedź warta uwagi!

17 kwietnia 2019 swoją premierę będzie miała książka George’a Weigla Lekcje nadziei.

Ostatnia lekcja naszego Papieża

Jan Paweł II zmieniał życie każdego, kto się z nim zetknął. Stawał się autorytetem, wzorem, często kimś bliskim. Niezwykła relacja łączyła go z George’em Weiglem, autorem bestsellerowych biografii Papieża. Liczne nieformalne spotkania podczas wspólnych kolacji, wzajemna pamięć i troska pozwoliły Weiglowi nazywać się prawdziwym przyjacielem Jana Pawła II. 

W swojej najnowszej książce przedstawia nam portret świętego, dla którego zawsze najważniejszy był człowiek. Śledząc poczynania Jana Pawła II, słuchając jego prywatnych historii i towarzysząc mu w licznych pielgrzymkach, stworzył opowieść będącą ostatnią lekcją jakiej udzielił nam Papież, lekcją zaufania i nadziei. To książka, którą powinien przeczytać każdy kapłan i każdy świecki – nikogo nie pozostawi obojętnym.
O autorze:
George Weigel jest wybitnym amerykańskim filozofem i teologiem katolickim, jednym z najpoważniejszych komentatorów życia religijnego i publicznego. Stale współpracuje z „Washington Post” i „Los Angeles Times”.
Napisał kilkanaście książek na temat nauki społecznej Kościoła oraz moralnych podstaw polityki i ekonomii, w tym głośną w Polsce Ostateczną rewolucję. Kościół sprzeciwu a upadek komunizmu.
Od czasu wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową jest uważnym badaczem jego pontyfikatu. Efektem tych zainteresowań jest monumentalna praca Świadek nadziei, która od chwili amerykańskiego wydania w październiku 1999 roku przetłumaczona została na 9 języków. (Informacje pochodzą od Wydawcy książki.)

Alek Rogoziński "Śmierć w blasku fleszy"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2019
stron 304
ISBN 978-83-8164-013-8

Najciemniej bywa pod latarnią

Alek Rogoziński z zawodu dziennikarz, a z pasji kryminalista ma swoim dorobku już wiele dobrych książek, które podbiły serca czytelników. Nie wiem jak to się stało, ale ja do tej pory nie przeczytałam żadnej z nich. A to spory błąd, bo ominęło mnie wiele dobrego. Gdy zaczynałam lekturę "Śmierci w blasku fleszy" nie przypuszczałam, że spotka mnie tyle czytelniczej radości. Książka szybciutko przypadła mi do gustu i ujęła, a ja bawiłam się przy niej doskonale. Zaraz, zaraz... Bawiłam przy kryminale? Dokładnie tak, bo fabuła tego tytułu tryska humorem i choć jest morderstwo, to idzie boki zrywać ze śmiechu. 

Akcja najnowszej książki Autora "Zbrodni w wielkim mieście" toczy się w świecie celebrytów, blichtru i showbiznesu. Mariusz Kosek i Dominika Szustek prowadzą wspólnie agencję eventową "360 stopni". Przed nimi ważne wyzwanie. Mają zorganizować pokaz mody topowych polskich projektantów i ma to być coś wyjątkowego, które wywoła wielkie "wow" i o którym będzie się długo mówić i pisać. Impreza ma się okazać wydarzeniem sezonu i praca nad nim do łatwych nie należy. Scena finałowa pokazu ma wręcz przejść do historii. Modelka ma być zastrzelona i ma to wywołać spektakularne rekcje. Rzeczywistość przechodzi jednak show, bowiem morderstwo, które ma być sfingowane okazuje się być prawdziwe. Kto miał cel, by zabić na oczach tłumu widzów? Komu zalazła za skórę młoda i piękna modelka? Czy miała prawdziwych wrogów czy może jej śmierć to czysty przypadek? 

Ta powieść to doskonała komedia kryminalna, która hipnotyzuje i okazuje się perfekcyjną lekturą na jeden wieczór. Dlaczego tylko jeden? Bo jej się po prostu nie da odłożyć i musi się dotrzeć do ostatniego zdania. Minusów w niej się nie doszukałam, więc pozostaje mi wymienić tylko plusy. Po pierwsze - ciekawie poprowadzona akcja, jej idealne tempo. Po drugie rewelacyjni bohaterowie, którzy rozbawią nawet największego ponuraka. Po trzecie wspaniale zagmatwana fabuła, która jest pełna zakrętów i niespodzianek. Doskonały język i styl, świetne dialogi i oczywiście pasujące do całości zakończenie. 
W publikacji króluje dowcip, króluje humor i rozrywka. Nie należę do miłośników komedii, nie śmieję się zbyt łatwo na filmach, ale tym razem śmiałam się do łez, świetnie się bawiłam i głowiłam kto i dlaczego zabił. Nie odgadłam tego za szybko, więc książka przez długi czas trzymała mnie w napięciu. Tym dziełem Alek Rogoziński udowodnił, że ma naprawdę spory talent, potrafi zaciekawić czytelnika i zachęcić do poznania innych jego książek. 
Reasumując już należę do grona fanek Autora i myślę, że szybko poznam jego inne tytuły.
"Śmierć w blasku fleszy" oczywiście polecam i z całą pewnością oraz szczerością stwierdzam, że warto poznać jej treść. 

piątek, 5 kwietnia 2019

Anna Partyka-Judge "Na krawędzi uczuć"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-7674-750-7

Do swoich marzeń trzeba się uśmiechać

Życie jest drogą, która ma swój początek i koniec. Nie jest to jednak droga, która jest równa i gładka. Jest ona zdecydowanie wyboista i pełna zakrętów. Nie jest usłana różami i pełna przeróżnych niespodzianek, pułapek i przeszkód. Na zakrętach łatwo jest wypaść poza obrany tor. W życiu nie brakuje bowiem trudności, które wysadzają z siodła i sprawiają, że świat wali nam się na głowę. Jedną z nich jest zdrada, która boli szczególnie kobiety. Zdradzone czują się gorsze, niepotrzebne, wybrakowane, smutne i załamane. Zdrada to dramat, ale z każdej, nawet najgorszej sytuacji jest jakieś wyjście. Zawsze są jakieś drzwi, które należy otworzyć by odkryć, że za nimi znajduje się nowa, odmienna rzeczywistość. I niekoniecznie bywa ona gorsza. 

Głównymi bohaterkami powieści "Na krawędzi uczuć"  jest sześć kobiet. Każda z nich pochodzi z innego świata, innej miejscowości, ma inne doświadczenia i przeżycia. Pięć z nich coś w życiu mocno zraniło i zabolało. Zawiodło i rozczarowało. Każda z pięciu pań musi podjąć ważne decyzje, każda musi ułożyć swój świat na nowo. Szósta bardzo chce im w tym trudnym zadaniu pomóc, doradzić i dodać otuchy. Panie stojące na życiowym zakręcie - ostrym i niebezpiecznym spotykają się jesienią w nadmorskim kurorcie. Każda z nich ma inaczej zapisany życiowy pamiętnik. Wszystkie próbują zacząć żyć od nowa i odnaleźć szczęście. Sprawić by uśmiech - szczery i niewymuszony - znów zagościł na ich twarzach. Autorka ciekawie i oryginalnie przedstawia historię każdej z nich. Słowa wyjątkowo mocno przemawiają i skrywają nietuzinkowe historie.

Basia, Jowita, Marta, Anna i Karolina to bohaterki, które szybko skradną serce każdej z czytelniczek. Każda z nich ma swoje gorsze dni. I choć zranione, choć postawione pod murem nie poddają się. Podejmują wyzwanie rzucone im przez los i podnoszą się z kolan. 
"Na krawędzi uczuć" to książka napisana przez wrażliwą kobietę i adresowana szczególnie do kobiet, które dotyka problem zdrady. Jak się okazuje na niej świat się nie kończy. Owszem zmienia barwy, ale trwa nadal. I pewnie zdrada to często koniec związku, ale nie koniec życia. Po niej istnieje coś dalej, co innego, coś, co wydaje się obce i nieoswojone, ale to nie ostateczny szlaban. Powieść konkretnie podpowiada, jak radzić sobie w trudnej sytuacji. Warto wtedy skorzystać z fachowej pomocy, poszukać bratnich dusz, odkryć pewne nieodkryte dotąd w życiu lądy. Trzeba marzyć i walczyć by szczęście zajrzało do naszej codzienności. Trzeba odnaleźć nową siebie i nowe oblicze życia. 
Ta powieść dodaje sił, czyta się ją przyjemnie. Ujęty trudny temat jest przedstawiony w sposób normalny, bez sztuczności i patosu. Zdrada zdarza się nawet w najlepszych związkach. Boli, ale trzeba po niej żyć dalej. A przepis na radzenie sobie z nią zawiera książka Anny Partyki-Junge, którą polecam. 

niedziela, 31 marca 2019

Karolina Kozioł "Moja dzika Syberia"


Wydawnictwo Psychoskok
data wydania 2019
stron 106
ISBN 978-83-8119-416-7

Warto podążać za marzeniami

Warto mieć marzenia i warto za nimi podążać. Warto je spełniać i czuć to jedyne w swoim rodzaju uczucie, gdy coś o czym marzymy daje poznać swój smak. W duszy Karoliny Kozioł - aktorki, autorki i podróżniczki zrodziło się marzenie, by poznać Syberię, by ją zobaczyć na własne oczy, by ją odkryć. Niewiele się zastanawiając w towarzystwie przyjaciółki wybrała się do Rosji. Narodzony na spontanie plan okazał się wspaniałą przygodą i niezwykłym doznaniem. Migawki z podróży Koleją Transyberyjską zostały spisane w książce, która przenosi nas do innego świata. Świata, który jest jedyny w swoim rodzaju i ma w sobie niezwykły urok, niepowtarzalną magię. Trasa liczy wiele kilometrów. 

Nakreślony ręką młodej kobiety reportaż jest bardzo treściwy i zawiera w sobie wiele obrazów oraz refleksji. Daje nam możliwość zobaczenia przepięknej krainy oczami młodej osoby, która chłonie go zachłannie i z wielką ciekawością. Interesuje ją nie tylko krajobraz, ale i spotkani ludzie. Architektura i kultura, obyczaje i tradycje. Swojej relacji Autorka nie upiększa. Z odwagą pokazuje to, co widzi. Nie zawsze jest to obraz bez wad. W treści znajdziemy sporo praktycznych rad, które pomogą odbyć podróż tą trasą, zobaczymy osobliwości jak i poznamy ludzi, którzy żyją w sposób inny niż w Europie. Zagościmy na narciarskim stoku i odkryjemy piękno pierwszych szusów, ale i pokonywanie barier, które ograniczają nas samych. Spotkamy się z szamanem, spojrzymy na tereny, gdzie kiedyś znajdowały się łagry. 

Podróż jest nie tylko drogą służącą poznaniu czegoś nowego, ale i sposobem na odkrycie samego siebie. Karolina Kozioł udowadnia to w wielu miejscach swojej relacji. Publikacja nie jest długa. I to jej jedyna wada, bo chciałby się poczytać jeszcze więcej. Ma w sobie jednak dużo treści. To lektura mocno energetyczna, dodająca sił i wiary w siebie. Zachęcająca do łamania barier, do chłonięcia życia, do odkrywania jego dziewiczych kart. Niemożliwe nie istnieje. Stać nas na wiele, tylko wielokrotnie musimy pokonać własne ograniczenia i rozerwać więzy, które sami dla siebie motamy. Życie jest podróżą. Tylko od nas zależy jej trasa. To najcenniejsza rada jaką wyniosłam z tego tytułu. Zachęcam Was do przeczytania go i odkrycie Syberii z Karoliną Kozioł. 

wtorek, 26 marca 2019

Jola Caputa "Przepisy Joli. Od śniadania do kolacji"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2019
stron 226
ISBN 978-83-8164-046-6

Gotuj z Jolą!

Lubicie gotować? Kochacie zajadać się z bliskimi i przyjaciółmi własnoręcznie wykonanymi daniami? Mam dla Was super książkę dzięki której nauczycie się przyrządzać potrawy smaczne, niewymagające wybitnych umiejętności, a których wykonanie nie wymaga wydania fortuny. 
Z ręką na sercu przyznaję się, że sama dziś z zebranych w publikacji przepisów wyczarowałam obiad i deser. Odkryłam nowe smaki i zakochałam się w dwóch rodzajach placków. 


Jola Caputa to znana w sieci marka. To blog i profil na Facebooku, który ma wielu fanów. Prowadzi je cudowna kobieta dla której gotowanie jest pasją i która preferuje domową, smaczną kuchnię. Jej przepisy zostały zebrane w książce, która trafiła na księgarski rynek i jest przepięknie oraz starannie wydana. Piękna okładka, twarda oprawa, idealny format, prześliczna wklejka i rewelacyjne zdjęcia potraw to z pewnością jej wielkie atuty. 


W napisanie książki Autorka włożyła całe swoje serce i wierzcie mi, że to namacalnie i wyraziście czuć w każdej z receptur. Tytuł dedykowany jest Czytelnikom, których Pani Jola zaprasza do wspólnego gotowania. Mając tak ciekawe przepisy ta czynność staje się przygodą i wielką frajdą. Daje też prawdziwą radość, gdy z prostych składników wyczarowujemy coś mega pysznego. 

Publikacja podzielona jest na cztery części odpowiadające porom roku, a w każdej z nich znajdziecie propozycje na śniadania, obiady i kolacje. Przepisy komponują się z sezonowymi produktami, które są dostępne szczególnie w danej porze roku. 
By gotować z Jolą nie trzeba być kulinarnym mistrzem. Wykonania potraw mogą podjąć się osoby mające niewielkie pojęcie o tworzeniu wspaniałych arcydzieł. 


Przepisy są bardzo różnorodne, szybkie do wykonania i niezbyt kosztowne. Sposób wykonania ich jest przejrzyście i czytelnie spisany. 


Jako poradnik ten zbiór z serca polecam. To wspaniały przewodnik w rozpoczęciu przygody z gotowaniem, jak i ciekawa propozycja dla tych, którzy całkiem dobrze radzą sobie w kuchni. 
Zatem chochle, noże i łyżki w dłoń. Życzę Wam z Autorką smacznego!!!

środa, 20 marca 2019

Graham Bowley "Bez powrotu. Życie i śmierć na K2"



Wydawnictwo Czarne 
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-8049-790-0

Nie każdy wraca ze szczytu do bazy

Góry, zwłaszcza te najwyższe, są przepiękne. Widok z ich szczytów zapiera dech w piersi. Nic więc dziwnego, że co roku wielu śmiałków z całego świata wyrusza do Pakistanu i Nepalu, by spróbować wspinaczki na czternaście ponadośmitysięcznych kolosów. Wśród wspinaczy są profesjonaliści i amatorzy – tzw. klienci komercyjni, którymi opiekują się wynajęci szerpowie i tragarze. Choć obie grupy dzieli spora różnica umiejętności, w górach nie ma sentymentów i każdy, kto chce je poskromić, gra w rosyjską ruletkę. Stawką jest zdobycie szczytu oraz własne życie i zdrowie. Mimo że w świecie lodu, śniegu i mrozu oraz dużych wysokości jest bardzo niebezpiecznie i nie ma żadnych gwarancji, nie brakuje osób, które chcą postawić nogę na wierzchołku.
K2 to szczyt wyjątkowy. Nie jest najwyższy, bo pod tym względem ustępuje Everestowi. Jest za to trudniejszy technicznie w zdobyciu, położony w bardziej srogim klimacie i dotąd niezdobyty zimą. Nazywa się go Górą Mordercą, bo śmiertelność wspinaczy, którzy wyszli z bazy ku jego wierzchołkowi, jest wyjątkowo duża. K2 fascynuje i zabija, kusi i zbiera śmiertelne żniwo. I choć technika idzie do przodu, a przez lata wprowadzono sporo udogodnień, urządzeń i systemów, to góra wraz z aurą wciąż skutecznie zastawia śmiertelne pułapki. Najtragiczniejszym sezonem w historii zdobywania tego szczytu był rok 2008. W sierpniu, a więc letnią porą, podjęto się ataku szczytowego w którym uczestniczyli szerpowie i wspinacze z wielu krajów. Wskutek oberwania się seraka i innych wypadków zginęło 11 osób.
O tych smutnych wydarzeniach opowiada książka Grahama Bowleya, ekonomisty z wykształcenia i dziennikarza z zawodu, który do czasu rozpoczęcia pracy nad publikacją nie był związany ze światem gór. Nie wspinał się, nie znał zasad panujących w świecie ośmiotysięczników i kompletnie go to nie pociągało. Gdy zaczął pracę nad publikacją, przeprowadził wiele rozmów i wywiadów, wysłuchał mrożących krew w żyłach wspomnień. Wtedy zaczął odkrywać piękno jedynego w swoim rodzaju środowiska, w którym człowiek wydaje się wyjątkowo słaby i maleńki niczym kropla w oceanie.
Książka opisuje przede wszystkim wydarzenia z 2008 roku, ale w jej treści znajdziemy fakty z historii zdobywania tej góry. Autor krok po kroku wprowadza nas w grono wspinaczy, relacjonuje ich postępy, przedstawia ich przeżycia i obawy. Słowami pokazuje tych, którzy odważnie ruszyli ku górze. Tekst czyta się zachłannie, a lekturze towarzyszą ogromne emocje. Zagłębiając się w kolejne rozdziały, miałam wrażenie, jakbym sama kroczyła wpięta w linę wraz z wieloma osobami, które miały to samo marzenie. Zrozumiałe jest, że czytając o tragedii, doszukujemy się jej przyczyn. A pytania, które zadajemy, towarzyszą nam od pierwszych do ostatnich stron lektury. Podsumowanie nieco mnie zaskoczyło. Owszem, zawiedli w pewnych kwestiach ludzie, ale to siły natury były decydujące. Poza tym przychodzi do głowy jeszcze jedna brutalna prawda. W tak wysokich górach, w strefie śmierci, nie da się wszystkiego przewidzieć i nie ma warunków na akcje ratunkowe jak niżej. Tam, wysoko, gdzie tlenu jest tak mało, człowiek znajduje się na granicy życia i śmierci. I musi liczyć przede wszystkim na siebie.
Książka jest napisana nieco chaotycznie, ale przez to doskonale komponuje się z miejscem, w jakim znajdują się opisani ludzie. Wysokie góry to świat chaosu, świat ryzyka, w którym piękno idzie za rękę tragedią. „Bez powrotu” to książka nie tylko dla miłośników gór. To rewelacyjnie napisany reportaż, który mrozi krew w żyłach. Tytuł wzrusza, szokuje, daje porządnego kopa, ale i namawia, by mimo wszystko wyruszyć na górskie szlaki. Gorąco polecam tę lekturę i wejście do świata, który jest dla wielu niczym narkotyk.

czwartek, 14 marca 2019

Magdalena Kołosowska "Słońce za horyzontem"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-7674-746-0

Powieść, która okazała się doskonałym lekarstwem na udręczoną duszę

Życie każdego człowieka to dobre i złe chwile. Gdy szczęście się od nas odwraca szukamy wszelkich sposobów by poprawić sobie nastrój, by odetchnąć i odpocząć. By nabrać sił do walki i zmagania się z problemami. Dla mnie sprawdzonym sposobem terapeutycznym są książki. Od lat, gdy coś mi na duszy siedzi sięgam po literaturę by ukoić nerwy. Teraz też potrzebowałam książkowej otuchy w trudnych chwilach. Jako książkowy lek wybrałam najnowszą powieść jednej z moich ulubionych polskich Autorek. To pierwszy tom sagi Lepsze jutro. Powieść okazała się strzałem w dziesiątkę, a ja zakochałam się w niej na dobre. Czytało mi się nad wyraz dobrze, bo fabuła nie była słodka, mdła i pełna idealnych zdarzeń. Fabuła okazała się bardzo prawdziwa i życiowa, a tym samym skutecznie podniosła mnie na duchu i naprawdę pokrzepiła. 

Główną bohaterką jest trzydziestolatka, która ma na imię Kinga. Wydaje się być spełnioną zawodowo i prywatnie kobietą. Wprawdzie jej mąż pracuje poza Polską, wprawdzie para spłaca kredyt finansowy, ale łączy ich wiele i wydają się być zgodnym związkiem. Pozory jednak mylą. Kinga ze względów zdrowotnych musi odstawić antykoncepcję, a jej mąż w trakcie odwiedzin nie reaguje z entuzjazmem na pomysł bycia rodzicem. Gdy Kinga mówi o planowaniu dziecka zrywa się niczym nagła letnia burza solidna awantura. Małżonkowie rozstają się w gniewie, żona nie odwozi męża na lotnisko. Nie mija wiele dni, gdy naszą bohaterkę odwiedza brat jej męża i przynosi hiobowe wieści...
Nowina jest niczym cios prosto w serce... Kinga się jej kompletnie nie spodziewała...

Od pierwszego zdania ta powieść mnie wchłonęła. Czułam, że główna bohaterka to ktoś bardzo mi bliski niczym genetyczny bliźniak. Zaczytałam się i książka otuliła mnie. Zrelaksowałam się i spędziłam fantastyczne chwile wytchnienia będąc w dość podłym nastroju z powodu pewnych spraw. 
Kinga jest bardzo sympatyczną bohaterką, spełnia się zawodowo i ma plany. Musi zmierzyć się z zawodem miłosnym, odrzuceniem, stratą. Musi poskładać swój świat od nowa.  I robi to, choć nie jest jej łatwo. Jest bardzo naturalna, bardzo prawdziwa. Fabułą Małgorzata Kołosowska udowadnia, że w życiu nie ma nic pewnego, że miłość czasem gaśnie i ulatnia się bez powodu. Kinga musi przełknąć bardzo gorzką pigułkę i świetnie pokazuje nam, jak sobie poradzić. 
Efektem pracy Autorki jest powieść niezwykle życiowa, pełna prawdziwych sytuacji, pełna nieprzewidywanych zwrotów akcji. Książka jest niczym narkotyk. Lektura dostarcza wiele emocji. 
Trudno się z nią rozstać, ale ten żal koi wieść, że to dopiero pierwszy tom trylogii i czeka nas kolejne spotkanie z Kingą i jej siostrami. 
Powieść gloryfikuje przyjaźń, bliskie siostrzane relacje i dodaje wiatru w skrzydła. Warto mieć marzenia i za nimi podążać. Warto odważnie brać się z życiem i uczuciami za bary. Warto się nie poddawać i kierować sercem. 
Tę powieść wspaniale mi się czytało. Mocno przeżywałam jej treść. Gorąco polecam lekturę "Słońca za horyzontem". Naprawdę warto poświęcić jej czas.


czwartek, 7 marca 2019

Blair Braverman "Witajcie na cholernej Arktyce"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 328
ISBN 978-83-65442-58-1

Opowieści eksploratorki Północy

Jedni kochają lato, inni lubią zimę. Jedni kochają słońce i upał, inni wolą śnieg oraz mróz. Autorka książki, którą dziś prezentuję jest miłośniczką chłodnej aury i rubieży, gdzie panują surowe warunki. Blair Braverman z wykształcenia literaturoznawca choć urodziła się w słonecznej Kalifornii zamieszkała na Alasce.
Jej książka powstała z miłości do śniegu, zimna i zimy. 

Blair jako dziecko wyjechała do Norwegii z rodzicami. Jako nastolatka powróciła do Skandynawii w ramach wymiany młodzieżowej. Jako młoda kobieta zapragnęła by Północ stała się na zawsze jej domem. Chciała zostać jej częścią i przeprowadziła się tam na stałe. Imała się różnych zajęć. Uczyła się żyć w surowych warunkach, w trudnym klimacie, w specyficznym świecie, w którym bywają dni bez odrobiny światła i białe noce. Poznała wszelkie plusy i minusy życia w krainie mrozu i śniegu. Poznała miejscową ludność, na którą z pewnością ma wpływ klimat w jakim żyje. 
Nauczyła się sztuki powożenia psimi zaprzęgami, opieki nad sforą psów i życia w ich świecie. 
To nie jest świat przyjazny kobiecie. Surowość klimatu odzwierciedla się w duszach ludzi, którzy jak nigdzie na świecie muszą zaakceptować warunki stawiane przez naturę i do nich nagiąć swoje życie. To świat nie dla delikatniejszych kobiet, ale dla twardych mężczyzn. Mimo wszystko Blair sobie w nim dobrze poradziła. 

To było niesamowite doświadczenie. Z wspaniałą przewodniczką znalazłam się w świecie, który nie jest człowiekowi przyjazny. Szansę odnalezienia się w nim mają tylko silni, wytrwali i twardzi ludzie. Otoczenie jest na swój sposób piękne, baśniowe, pociągające. Rytm życia dyktuje klimat, a każdy dzień to niewybaczająca błędów swoista szkoła przetrwania. Tu promień słońca jest na wagę złota, tu nie ma miejsca dla mięczaków. 
Relacja Blair Braverman jest niezwykle autentyczna, emocjonująca i wyrazista. Pełna ekspresji i fascynacji. Opisy są plastyczne, a zarazem bardzo pobudzające wyobraźnię. Nie ma miejsca na słabości, a łzy niepotrzebnie marnują siły. Z zapisanych słów bije szczerość, chęć podzielenia się swoimi doświadczeniami, refleksjami i relacjami. Czy zatem to dobry pomysł by zamieszkać w Arktyce? Tak, jeśli kocha się ją bardzo mocno i przyjmuje się warunki dokładnie takimi jakie są. 
Autorka nie boi się opisać swoich słabości, rozterek i wahania. Bez zażenowania przybliża chwile trudne, niekiedy bolesne, ale i te zabawne. 
Tę opowieść czyta się niełatwo, aczkolwiek ma ona swoje walory, które mocno kuszą i pociągają. Tytuł potwierdza, że warto iść w stronę marzeń, że trzeba mieć odwagę by zmieniać swoje życie mimo tego, że niekiedy cena za to może być wysoka. 

Książkę nowość - data wydania luty 2019 w atrakcyjnej cenie możecie kupić w Księgarni Internetowej Tania Książka


Możecie ją nabyć w wersji papierowej jak i elektronicznej. 
Tytuł, jak i księgarnię polecam. 

środa, 6 marca 2019

Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda "Cymanowski Młyn"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2019
stron 340
ISBN 978-83-8075-613-7

Stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami

Co jest efektem współpracy dwojga lubianych, popularnych i mających wiele księgarskich hitów na koncie pisarzy? Wielu czytelników odpowie, że dobra książka, która powali na kolana. Czy jednak wyobrażenia zawsze idą w parze z rzeczywistością? Okazuje się, że nie. I spodziewając się konkretnej powieści, w której będzie morze grozy, możemy dostać książkę całkiem inną. Taką, która zupełnie nie pasuje do naszych wyobrażeń o niej, snutych przed rozpoczęciem lektury.
„Cymanowski Młyn” został napisany przez dwoje autorów, których powieści zaliczają się do kompletnie różnych gatunków. Magdalena Witkiewicz pisze powieści z dobrymi zakończeniami, a Stefan Darda znany jest jako mistrz grozy. Ich wspólna książka miała być połączeniem obu gatunków. Nic więc dziwnego, że czytając opis, nastawiłam się na mocne wrażenia, dreszcze i sporo emocji. Powieść okazała się całkiem inna. Jej akcja jest mniej dynamiczna, niż się spodziewałam, a groza dawkowana jest nierównomiernie i powoli. Dopiero zakończenie burzy krew w żyłach i niebezpiecznie podnosi ciśnienie. I mamy wtedy wrażenie, że wszystko wokół nas jest inne, niż się z pozoru wydaje.
Monika i Maciej są małżeństwem, w którym od pewnego czasu coś szwankuje. Para spędza ze sobą coraz mniej czasu, a ich życie prywatne podporządkowane jest zawodowemu. Liczy się kariera i pięcie się po drabinie sukcesu. Brakuje chwil na rozmowę, wspólny posiłek czy życie intymne. Kryzys wzmaga się z każdym dniem. By ratować związek, postanawiają wyjechać do pensjonatu na Kaszubach. Wykorzystują voucher od anonimowego darczyńcy i zamierzają spędzić ze sobą dwa tygodnie. Daleko od pracy, znajomych, wirtualnego świata i zabieganej codzienności. Zapowiada się romantycznie, ale szybko okazuje się, że los brutalnie weryfikuje ich plany. Maciej niedługo po przyjeździe musi wracać do domu po otrzymanym telefonie...
Największym atutem powieści jest klimat. Autorzy rewelacyjnie oddali nastrój miejsca, w którym toczy się akcja. Ich słowa przybliżają nam położone wśród lasów i bagien odludne miejsce i silnie pobudzają wyobraźnię. Ciekawe są także postacie głównych bohaterów. Żaden z nich nie jest do końca tym, za kogo się podaje. Każdy ma swoje sekrety i tajemnice. Przeszłość brutalnie wkracza w ich teraźniejszość. Tajemnice sprzed lat wychodzą na światło dzienne. Powieść zaskakuje, nie jest przewidywalna, lecz pełna niespodzianek, tajemnicza i intrygująca. Niczym bagno, pochłania powoli, skutecznie i bezpowrotnie. Po przeczytaniu długo jeszcze wraca się do niej myślami.
„Cymanowski Młyn” to ciekawa propozycja dla fanów prozy Witkiewicz i Dardy, a także książka dla wszystkich tych, którzy lubią literackie eksperymenty i nietuzinkowe rozwiązania. Polecam czytać ją wieczorem, aby silnie poczuć jej klimat. Wraz z autorami zapraszam na Pomarlisko, gdzie stałymi bywalcami są duchy.


poniedziałek, 4 marca 2019

Jolanta Kosowska "Trzy razy miłość"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2019
stron 300
ISBN 978-83-8147-257-9

I can't live with You, but I can't live without You

Miłość przychodzi kiedy chce. Miłość wiele daje. Miłość wiele wymaga. Miłość chce ofiary. Kochający musi w pewnym sensie zrezygnować z siebie. Musi zakopać głęboko w ziemi swój egoizm i swoje ja. Bo miłość jest łaskawa, ale i żądna osobistej ofiary. By zbudować udany związek, trzeba przygotować dobry fundament. Jego głównym składnikiem jest poświęcenie i kompromis. Inaczej nawet najpiękniejsza miłość rozsypie się w pył i pozostanie po niej tylko wspomnienie. 

Z wielką przyjemnością dziś mogę napisać o przepięknej powieści o miłości. Osadzona we współczesnym świecie historia trojga ludzi mocno chwyta za serce. Nie jest to opowieść sielankowa, słodka i cukierkowa. Czyta się ją na jednym wdechu, a ona otula nas jak ciepły kocyk, staje się jak narkotyk i trudno znaleźć powód by się od niej oderwać. 

Ich troje. Ona - Martyna jest pilną, wzorową, pracowitą i zdolną studentką medycyny. Ceni spokój i uporządkowane życie. Sama stara się zarobić na swoje utrzymanie. Jej świat jest poukładany do dnia gdy poznaje Jego. On to typ niepokorny. Zdolny, ale leniwy, rozpieszczony i pewny, że wszystko co dobre po prostu mu się należy. Łukasz kocha sport i sukcesy, przyjemności i chodzenie w życiu na skróty. 
Uczucie spada na nich jak grom z jasnego nieba. Na przekór światu i rodzicom Łukasza. O ile ona jest w stanie się dla tej miłości poświęcić, o tyle on chce jak zawsze w życiu brać pełnymi garściami i czerpać tylko to, co dobre oraz przyjemne. 
W cieniu jest jeszcze dobry przyjaciel, Krzysztof, który jest niczym opoka, który mówi głosem rozsądku i miłości, która nie stawia wymogów.

Losy tych trzech osób opowiada książka, która zasługuje moim zdaniem na miano obyczajowego arcydzieła. Tytuł traktuje o uczuciu, które zamiast dodawać skrzydeł je podcina. Zadaje ból, rani, boli. Każe płacić słoną cenę za chwile szczęścia. Dwie strony darzą siebie prawdziwym uczuciem, ale … ich drogi nie mogą złączyć się na stałe ze sobą. Pojawiają się przeszkody. Niektóre z nich rzuca chichocząc los, a niektóre wyrastają w umysłach pary. Autorka perfekcyjnie pokazuje jak bardzo niebezpieczne i trujące są dla związku niedomówienia, brak kompromisów i szczerej wspólnej rozmowy. Kochając i będąc kochanym trzeba postawić na szczerość, na otwartość, ale i trzeba umieć słuchać drugą stronę. Emocje nie są dobrym doradcą. 
Książka po prostu jest piękna. Pełna emocji. Pełna prawdy o miłości. Fabuła wytyka błędy jakie niszczą wiele relacji, wiele par. Każdy z bohaterów jest niezwykle wyrazisty, niekiedy zbyt dumny, niekiedy niegotowy do walki o uczucie. Błędy są wpisane w ludzką egzystencję, ale trzeba je mocno ujarzmiać i korygować. Głównym bohaterom często to się nie udaje. Skutki pomyłek są opłakane, ale dzięki nim lektura jest fascynująca, elektryzująca, fenomenalna. 
Zatraciłam się bez reszty w tej książce. Odebrałam ją bardzo emocjonalne. Przeżyłam każdą scenę jakby dotyczyła bezpośrednio mnie. Czytanie było emocjonalną kanonadą, a zarazem czymś wyjątkowym. Z ręką na sercu wyznaję, że to była wyjątkowa czytelnicza uczta. 
Znając poziom piórka Jolanty Kosowskiej spodziewałam się książki dobrej. Ta okazała się więcej niż dobra. Więcej niż bardzo dobra. To prawdziwy majstersztyk, który godny jest polecenia i rekomendacji. Choć mamy dopiero pierwszy kwartał roku wiem, że ten tytuł znajdzie się wśród najlepszych lektur w jakie zaowocuje bieżące dwanaście miesięcy. Koniecznie sięgnijcie po najnowszą powieść Autorki "Nie ma nieba", bo to moim zdaniem najlepsza jej powieść. Z serca polecam. 

poniedziałek, 25 lutego 2019

Dorota Wachnicka "Grzesznica"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2019
stron 296
ISBN 978-83-8164-007-7

Każdy diabeł spotyka w końcu swojego anioła

Tajemnice wobec fabuły książki są niczym przyprawy wobec potraw. Niesamowicie podkręcają przyjemność czytania i nadają treści publikacji smak. To sprawia, że książkę czyta się zachłannie, że się ją pochłania. Tym samym sprawia to czytającemu ogromną frajdę. 
Z takim właśnie zainteresowaniem dosłownie połknęłam powieść "Grzesznica", która okazała się o wiele lepsza niż się spodziewałam. To było naprawdę miłe zaskoczenie, ogromna niespodzianka. 

Główną bohaterką jest kobieta z bogatą przeszłością. Dominika przeżyła swoje życie dość barwnie. A wszystko zaczęło się od niezbyt szczęśliwej pierwszej miłości, która okazała się rozczarowaniem. Ten jedyny okazał się niegodnym uczucia, bo porzucił Dominikę dla innej. Zraniona dziewczyna wyjechała leczyć złamane serce do Stanów. Tam została luksusową dziewczyną do towarzystwa. Jej czas i wdzięki można było kupić za spore pieniądze. Młodej kobiecie imponowało życie w luksusie. Cieszyły ją piękne miejsca, drogie, makowe ubrania, ekskluzywne posiadłości i szybkie samochody oraz towarzystwo zadbanych, eleganckich mężczyzn, którzy otwierali jej drzwi do świata najbogatszych. Po pewnym czasie w życiu Dominiki pojawił się ten, któremu powiedziała sakramentalne "tak" i obiecała wierność, uczciwość i miłość. Związek okazał się udany, a Dominika została mamą dwójki dzieci i podjęła pracę w korporacji. Zerwała z dawnym życiem i ustatkowała się. Przeszłość wydawała jej się zamkniętym rozdziałem. Jednak pewnego dnia w życiu kobiety pojawił się człowiek, który znał jej dawny styl życia i postanowił zdemaskować sekrety z przeszłości. Co nim kierowało? Czemu postanowił odgrzebać wstydliwe fakty? I jak potoczyły się losy ich obojga? Kto okazał się zwycięzcą, a kto przegrał? 

Ta historia szybciutko okręciła mnie wokół paluszka. Wystarczył moment i nie potrafiłam się oderwać od lektury. Najbardziej zaintrygowała mnie postać głównej bohaterki, którą nawet teraz, gdy już przeczytałam ostatni zdanie powieści nie potrafię jednoznacznie ocenić. W jej charakterze drzemie wiele kontrastujących cech. Dominika jest diametralnie nieprzewidywalna, jej postepowanie wykracza poza wszelkie schematy. Nie można przewidzieć jej zachowania, nie da się logicznie wytłumaczyć jej wyborów i decyzji. Tak niesamowitą kobietę, w której duszy drzemią wszelkie możliwe żywioły rzadko kiedy można spotkać na kartach literatury kobiecej. 

Co stanowi tło tej historii? Współczesny świat, który goni za pieniądzem, który jest rzeczywistością nad wyraz doceniającą konsumpcyjny tryb życia. W nim liczy się mieć, a mieć znaczy być. Doskonale ujęty jest świat korporacji i wyścigu szczurów. Pęd po trupach do sukcesu. Liczy się cel, a po drodze niczym na wojnie można stosować wszelkie chwyty. Gra fair play? Ależ skąd. Lepsze jest zakłamanie i maski, które na potrzeby sytuacji można ściągać i zakładać, zmieniać i porzucać. 
Fabuła jest nieprzewidywalna. Zakończenie zaskakuje. 
"Grzesznicę" czyta się dobrze. Tytuł spodobał mi się, choć zbytnio nie gustuję w literaturze typowo romansowej i erotycznej. Czy jedna kobieta może mieć wiele twarzy? Okazuje się, że tak. Jeśli nie wierzycie musicie poznać koniecznie pewną Dominikę i przeczytać książkę Doroty Wachnickiej. 


sobota, 23 lutego 2019

Zaproszenie na Syberię - zapowiedź książki


Z wielką przyjemnością przychodzę do Was z wspaniałą nowiną. 
Nakładem Wydawnictwa Psychoskok ukazała się ciekawa książka z gatunku reportaż. We współpracy z Wydawcą wkrótce będziecie na blogu mogli przeczytać jej recenzję. 

"
Reportaż o rozmowach z (nie)zwykłymi ludźmi, życiu na krawędzi i o prawdziwym odrodzeniu.
Podróż koleją transsyberyjską licząca ponad 9000 kilometrów.

Wydawać by się mogło, że podróż pociągiem to przeżytek w dobie rozwijających się linii lotniczych. Nic bardziej mylnego. Karolina Kozioł na podstawie własnych przeżyć zdaje relację z podróży koleją transsyberyjską prowadzącą z Moskwy aż do Władywostoku. Dzięki autorce poznajemy cienie i blaski tej podróży.
Każda stacja to nowa opowieść, nowy człowiek, nowe, cenne refleksje.

,,Moja dzika Syberia” to reportaż pełen wartościowych obserwacji, wzruszających historii i wiedzy praktycznej o takim sposobie przemieszczania się z dalekiego miejsca do drugiego. To droga, podczas której zmieniają się nie tylko krajobrazy, lecz także sposób patrzenia na życie.
Reportaż pełen autentycznych historii, głębokich refleksji, ale także uwag technicznych, które pozwalają wgłębić się w tajniki podróżowania tym środkiem transportu." (info ze strony Wydawcy)

Więcej informacji znajdziecie na stronie


czwartek, 21 lutego 2019

Bogna Ziembicka "Miłość w cieniu wielkiej wojny"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2019
stron 378
ISBN 978-83-8075-598-7

Wojna, medycyna i miłość

Bogna Ziembicka zdobyła serca czytelników składającym się z pięciu tomów cyklem „Różany”, który doczekał się dwóch wydań. Tymi książkami udowodniła, że jest mistrzynią w tworzeniu sag z historią w tle. Tej zimy urodzona i mieszkająca w Krakowie pisarka powraca z nową serią „Miłość w cieniu wielkiej wojny”, w której fabułę również wplecione są wydarzenia historyczne. Akcja sagi „Panie na Koborowie” zaczyna się w czasach rewolucji francuskiej, a my z książką w ręce trafiamy do kraju Napoleona oraz do Hiszpanii.
Lektura przenosi nas do innej epoki, w czasy, gdy ludzkość dała się pochłonąć wielkim zmianom. Główni bohaterowie doświadczają piekła rewolucji i wojny oraz na własnej skórze odczuwają ich tragiczne skutki. Na szczęście w tym historycznym pandemonium, gdzie gubi się zdrowy rozsądek, nie umiera miłość, która osładza ciężkie czasy.
Gaston Laval jest lekarzem pracującym we francuskim szpitalu polowym. Wojna rzuca nim od bitwy do bitwy, a wszędzie roi się od rannych, cierpiących i umierających. Oglądając te przerażające obrazy, niespodziewanie spotyka na swej drodze kobietę, której marzenie jak na owe czasy jest dość kontrowersyjne. Muriel de Voss marzy bowiem o niesieniu ulgi chorym jako lekarka. Kobieta ma jednak sporą wiedzę medyczną, zna się na leczeniu ziołami i niestraszny jej widok rannych. Medycyna zbliża tych ludzi do siebie. Gaston jest oczarowany damą, która ma polskie korzenie i wiele w życiu przeszła. Tak rodzi się ich uczucie. Czy będzie w stanie rozkwitnąć w czasie wojennego szaleństwa? Czy los zezwoli parze być szczęśliwą i czy jej nie rozdzieli?
Kolejna w dorobku Bogny Ziembickiej książka jest nietuzinkowa i oryginalna. Składa się z dwóch części. Jeśli ktoś niezbyt dobrze orientuje się w XVIII-wiecznej historii powszechnej, powinien zacząć lekturę od części drugiej, która w przystępny sposób ukazuje sytuację w Europie w dobie Wielkiej Rewolucji Francuskiej i latach po niej. Jeśli będziemy wiedzieć, co się wtedy na Starym Kontynencie działo, o wiele przyjemniej i łatwiej będzie nam zagłębić się w losy Polki i Francuza.
Na powieść tę składa się wiele obrazów namalowanych słowami na podstawie wydarzeń przedstawionych na kartach kronik. Autorka zabiera nas do świata, który przypomina zepsutą karuzelę z wesołego miasteczka. Ta kręci się z zawrotną prędkością i nie wiadomo, kiedy się zatrzyma. Ludzi ogarnia szaleństwo. Początki rewolucji są takie same jak zwykle, a po jej wybuchu świat pędzi, jakby nie miał hamulców. Giną ludzie, wydawane są wyroki śmierci i nikt nie może być pewny jutra. Nowy porządek okazuje się jeszcze większym chaosem. Czy w takim szalonym świecie jest miejsce na miłość? Bogna Ziembicka pokazuje, że tak.
Historia Muriel, która naprawdę otrzymała na chrzcie imię Jegle, jest bardzo wzruszająca. Mimo młodego wieku bohaterka ma ogromny bagaż doświadczeń. W imię miłości odcina się od rodziny. Jako nastolatka sprzeciwia się woli ojca. Jest ciekawa świata i nie chce zostać mniszką. Za tę odważną decyzję płaci jednak wysoką cenę. Czy było warto?
Powieść stanowi mieszankę wielu gatunków. Jest w niej historia, przygoda i romans, ale ponieważ nie rozgrywa się w czasie pokoju, nie ma mowy o sielance. To świetna lektura dla wymagających czytelników, którzy cenia ambitne ujęcie sztampowego tematu i ciekawe tło historyczne. Dodatkowym atutem jest piękna okładka, która doskonale oddaje klimat książki.


poniedziałek, 18 lutego 2019

Remigiusz Mróz "Wieża milczenia"



Wydawnictwo Dragon
data wydania 2019
stron 368
ISBN 978-83-7887-873-5

Przymrozek przed Wielkim Mrozem

Kto lubi sensację doskonale zna nazwisko Mróz. Książki Remigiusza Mroza są księgarskimi hitami i rozchodzą się jak przysłowiowe świeże bułeczki. Autor zrobił wielką karierę, a wszystko zaczęło się oczywiście od debiutu. Od pierwszej książki, której nie czytałam. Poznałam inne, późniejsze powieści i wróciłam do początku. Od razu dodam, że w zasadzie to nietypowy jak na mnie manewr. I tu pojawia się problem. Bo chciałabym ocenić debiut jako debiut i uniknąć porównywania "Wieży milczenia" do innych książek znanego Autora. Po co? By sprawiedliwie ocenić książkę, która siłą rzeczy ustawi się w szeregu hitów w tyle. To nie ulega wątpliwości, że Remigiusz Mróz się bardzo rozwinął i udoskonalił swój warsztat. A zatem... wróćmy do chwili gdy na rynku pojawiła się pewna powieść. 
Kryminał, za którego lekturę wzięłam się wymazując celowo w pamięci dane autora. 

Pewnej nocy zostaje zamordowana niedaleko swojego miejsca pracy młoda kobieta. Heather, bo tak miała na imię ginie niedługo po przyjeździe do Lansing gdzie miała ze swoim ukochanym zacząć spokojnie życie bez skandalu jaki wywołali swoim związkiem. Scott powiadomiony o śmierci swojej dziewczyny zachowuje się niezwykle nietypowo. Zamiast płakać, smucić, rozpaczać, zamiast przywdziać żałobę włącza się w poszukiwania zabójcy z zimną krwią, niczym zawodowiec. Dokładnie tak, jakby ofiara była dla niego obcym człowiekiem. Policja ma trudne zadanie. Brak motywów, brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Sytuacja zmienia się wraz z kolejnym zabójstwem i zamachem na pewnego senatora, który chce objąć urząd prezydenta... Trzy ofiary niemające ze sobą nic wspólnego i śledztwo, które elektryzuje...

Spragniona dobrej sensacji, nastawiona niejako podświadomie na ciekawą książkę nie zawiodłam się. Od samego początku wkręciłam się bez trudu w fabułę i zaczęłam z pasją czytać. Lektura sprawiała mi naprawdę niekłamaną przyjemność. Owszem, zdarzały się drobne potknięcia, ale było to "wow", były emocje, były dreszcze...
Szybko "kupiłam" pomysł na fabułę, przekonał mnie styl i poprowadzenie akcji. Doceniłam dobre rozwiniecie akcji, wplecenie różnych wątków, opisy i detale, które decydują o odbiorze treści. Najbardziej ujęła mnie postać Scotta. To najbardziej oryginalny bohater jakiego spotkałam w literaturze kryminalnej, a czytałam jej całkiem sporo. Z jednej strony jakby zimny, nieczuły, ale i tajemniczy, mający rozległą wiedzę... Taki człowiek orkiestra, którego stać na wszystko, którego można kochać i nienawidzić równocześnie. 
Akcja toczy się wartko, ciekawie meandruje, zaskakuje czytelnika. Ten debiut bardzo dobrze się czyta. Amerykańskie realia są ciekawie nakreślone, napięcie rośnie, a po skończeniu książki ma się ochotę na więcej pozycji z jakże bogatej twórczości Autora. Mnie ten debiut sam w sobie ujął. Dobra książka, dobre emocje, bardzo dobra ocena. Polecam. 

wtorek, 12 lutego 2019

Natasza Socha "(Nie) miłość. Z Tobą i bez Ciebie"


Wydawnictwo Ediepresse
data wydania 2019
stron 304
ISBN 978-83-8164-003-9

Nie każda miłość jest na zawsze

Łatwo się zakochać. Nietrudno też pod wpływem uczucia podjąć decyzję o ślubie, a potem wypowiedzieć słowa małżeńskiej przysięgi, że będzie się z kimś do grobowej deski. Trudności zaczynają się potem, gdy dopada nas proza życia, gdy różowe okulary spadają i jak na dłoni widać szarości i mgły codzienności. Miłość powoli traci kolory, jej płomień nieco przygasa, a temperatura relacji spada. U osoby, która wydawała się nam ideałem, nagle dostrzegamy wady. Jedną, dwie i coraz więcej, i więcej. Nasza druga połówka zmienia się na gorsze, rośnie dystans. Coraz mniej spraw łączy, a pojawia się coraz więcej sekretów i pokus. I nagle odkrywamy, że w naszym związku z miłością życia czujemy się niezrozumiani i bardzo samotni. Na tyle samotni, że potwierdzenia własnej wartości szukamy u kogoś innego... Czarny scenariusz filmu czy teatralnej sztuki? Ależ nie! To samo życie!
W swoim małżeństwie z kilkunastoletnim stażem pogubili się Cecylia i Wiktor. Od pewnego czasu zaczęli oddalać się od siebie. Każde z nich w tym związku się nudziło i dusiło. Ona zaczęła flirtować z mężczyznami w internecie, spragniona komplementów i zrozumienia. On zadurzył się w młodszej atrakcyjnej kobiecie i odkrył na nowo smak ekscytującego seksu. Oboje zamarzyli o wolności i zrzuceniu małżeńskich kajdan. Cecylia pewnego dnia postanowiła poruszyć temat rozwodu. Do rozmowy jednak nie doszło. Cela miała rano wypadek samochodowy, po którym trafiła do szpitala. Przeszła operację i nie mogła chodzić. Rokowania były niepewne i czekała ją długa rehabilitacja. W tej sytuacji zakończenie małżeństwa nie było dobrym pomysłem. Ona bała się niepełnosprawności i samotności w chorobie, on czuł się zobowiązany zostać z żoną, aż wróci do zdrowia... Czy wypadek był zrządzeniem losu – lekiem na skostniały związek, czy raczej gwoździem do trumny?
O małżeństwie i jego obliczach napisano tysiące książek. Jedne z nich są dość banalne, inne wyczerpująco analizują długotrwałe związki. Książka „(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie” to wnikliwe studium kilkunastoletniego matrymonium, którego rozpad wydaje się nieunikniony. Autorka dokładnie przedstawia przyczyny tej sytuacji. Pokazuje stygnięcie uczuć, unaocznia błędy, które mają poważne konsekwencje. Czy można im było zapobiec? Czy też pokrycie się uczuć rdzą z biegiem lat jest nieuniknione?
Te dwa pytania często pojawiały się w mojej głowie w trakcie lektury, która była wyjątkowo zajmująca. Już po kilku stronach nie mogłam się od niej oderwać. Piłam tylko kolejne filiżanki herbaty i zadawałam sobie pytanie, co sama bym zrobiła na miejscu Celiny. Emocjom nie było końca.
W książce ukazano całą gamę uczuć, jakie przeżywa para związana węzłem małżeńskim i dzieckiem na różnych etapach związku. Wykreowani bohaterowie wydawali się realni, ale i niezwykli. Jedyni w swoim rodzaju i tacy jak tysiące ludzi na świecie. Żadne z nich nie znalazło dość sił, by podjąć walkę o stygnącą miłość. Zabrakło przyjaźni, życzliwych gestów i wspólnych chwil. A gdy przyszło nieszczęście, wszystko stało się jeszcze trudniejsze. Pojawiły się wspomnienia i analizy przeżytych razem lat. I to właśnie sprawiło, że odłożenie książki przed poznaniem końca okazało się niemożliwe. A zakończenie powala na kolana...
Mimo wielu lektur nie odkryłam dotąd lepszej książki o małżeńskich problemach i wygasaniu miłości. Natasza Socha przedstawiła ten problem w fenomenalny, dogłębny sposób. Nie oszczędziła swoich bohaterów, obnażyła ich uczucia. Wdarła się do ich dusz i pokazała, ile emocji skrywały ich serca. Niewątpliwą zaletą książki jest dwutorowa relacja – męża i żony, którzy mają okazję przedstawić swoje racje, opowiedzieć o swoich marzeniach, bolączkach i rozczarowaniach.
Powieść czyta się na jednym oddechu, z biciem serca. Zawiera ona też wiele ciekawych sentencji na temat małżeństwa. Na koniec przytoczę tę, która wyjątkowo zapadła mi w pamięć: „Małżeństwo to często mieszanka złudzeń i marzeń, a potem brutalne odarcie z nich” (s. 278). Książkę polecam szczególnie mężatkom i kobietom szykującym się do ślubu.