niedziela, 24 maja 2026
Linda Fryc, Jolanta Tęcza-Ćwierz "Stewardesa Linda. Sekrety cabin crue. "
środa, 1 kwietnia 2026
Katarzyna Ryrych "Antonina"
Przeznaczenia nie da się oszukać
Od lat rozczytuję się namiętnie w sagach i opowieściach z historią w tle. Lubię serie „córkowe” którym początek dała sama Lucida Riley. Wśród tegorocznych nowości znalazłam właśnie taki cykl, który urzekł mnie od pierwszego tomu. Już po kilku stronach czytania wiedziałam, że ta książka pobiła moje serce i długo zostanie w mojej głowie. „Wilcze córki” to czteroczęściowa opowieść, której wydawcą jest Prószyński i S-ka. Każdy tom jest poświęcony innej bohaterce, które łączy biedne, chłopskie pochodzenie i to, że trafiły pod opiekę niezwykłej kobiety.
Pani dziedziczka Wilczyńska po latach nieobecności wróciła do swojego majątku. Jej syn jako młody mężczyzna za wrogą wobec władzy działalność i poglądy został zesłany na Syberię. W ślad za nim udała się jego matka, która nie odstępowała swoje dziecko na krok. Będąc z daleka od rodzinnych stron odkryła nowy świat, swoje pasje i życiowe prawdy. Zahartowała się na ziemi zwanej nieludzką niczym stal, przywiozła stamtąd wiele mądrości i synową, jednak małżeństwo Rafała nie ułożyło się zbyt szczęśliwe. Doświadczona przez życie dojrzała kobieta postanowiła pomóc biednym dziewczynkom, które mieszkały w chłopskich domach na terenie jej majątku i wybrała kilka z nich by uczyły się w jej domu. Jedną z nich była Antosia, która miała trzynaścioro rodzeństwa, umęczoną życiem i pracą matkę oraz nieodpowiedzialnego ojca, który nie interesował się rodziną. Edukacja u dziedziczki była jej życiową szansą, którą inteligentna oraz rezolutna dziewczynka wykorzystała jak tylko mogła. Lekcje we dworze były preludium do dalszej nauki na pensji opłacanej przez Panią Wilczyńską i pewnej znajomości, która zmieniła jej życie diametralnie i na zawsze...
Gdy odłożyłam tę powieść na półkę po jej przeczytaniu musiałam ochłonąć i oderwać się od świata, którego już nie ma, a który mnie pochłonął bez reszty. Z żalem rozstałam się z poznanymi postaciami, a w szczególności z Antosią, którą polubiłam od samego początku. Jej osoba budzi bowiem sympatię, podziw i szacunek. Mając słabe karty życiowe z racji pochodzenia nie mogła liczyć na życie w dostatku i bez ciężkiej pracy, która niewiele daje. Los uśmiechnął się a ona wykorzystała tę szansę. Awansując nie zapomniała kim była i nie odwróciła się od cennych wartości, które jej wpojono. Wykorzystując zdolności pilnie się uczyła i szturmowała bramy lepszego świata, który okazał się bardziej brutalny i brudny niż się spodziewała. Wykorzystana i niesłusznie oskarżona odnalazła swoje miejsce w nowej rzeczywistości. Czy była szczęśliwa? To już odkryjcie na kartach lektury, która napisana jest po mistrzowsku. Jej Autorka genialnie wymyśliła i skonstruowała wyjątkową historię, która osadziła w realnej przestrzeni historycznej bardzo burzliwej dla narodu polskiego. Katarzyna Ryrych ciekawie odwzorowała słowami klimat majątku Wilczyńskich i biednej wsi pod zaborem rosyjskim, syberyjską rzeczywistość a także oblicze zagranicy gdzie pojawiła się polska i nie tylko polska emigracja. Losy biednej dziewczyny zmieniają się niczym w kalejdoskopie, a ona sama dorasta, dojrzewa i wyciąga wnioski z tego, co ją spotyka.
Książka gloryfikuje siłę kobiet, ich wytrwałość, upór i elastyczność wobec świata i losu jaki jest im dany. Pokazuje jak można kreować wielkość ze zwykłej codzienności, jak można rwać życie pełnymi garściami i cieszyć się każdą odrobiną szczęścia jaka jest nam dana. Historia Antoniny jest poruszająca i wywołuje łzy w oku. W czytelniku rodzi się bunt za niesprawiedliwość i na złych ludzi, którzy stanęli na ścieżce życiowej biednej dziewczyny, a ona sama jest symbolem ówczesnego awansu i kariery możliwej dla płci pięknej.
Tytuł czyta się rewelacyjnie i z wypiekami na twarzy. Nie sposób nie kibicować Antosi i nie trzymać kciuków za jej sukces. Fabuła toczy się wartko, a styl w jakim napisano lekturę dowodzi o talencie i świetnym operowaniu piórem przez Autorkę. Gorąco polecam przeczytanie tejże powieści a sama z wielką niecierpliwością czekam na kolejne części serii.
poniedziałek, 16 marca 2026
Rafał Wicijowski "Ostatni taniec"
Życie jest zbyt krótkie na niewypowiedziane słowa
Uwielbiam czytać książki o miłości. Doceniam te, które traktują o prawdziwym uczuciu, wolę je od tych które opowiadają o zauroczeniu czy chwilowym romansie opartym na seksie i pożądaniu. Niezapomnianą przeze mnie lekturą jest oczywiście „Love story” Segala, która jeszcze do niedawna wydawała mi się niedoścignionym ideałem. Zmieniło to przeczytanie najnowszej powieści Rafała Wicijowskiego która zmiażdżyła mnie emocjonalnie bez reszty i rzuciła na kolana z których nie mogłam wstać. Spisana na kartach papieru historia poruszyła mnie tak mocno, że musiałam ją opłakać a dopiero po jakimś czasie usiąść do napisania o niej tekstu. I z ręką na sercu nie wiem czy udało mi się w pełni oddać jej fenomen i wyjątkowo genialny kunszt. Autor napisał i piórem i sercem i duszą. Ta opowieść koncentruje się wokół pary, która nie miała możliwości być ze sobą długo, bo życie i podły los napisali wyjątkowo drastyczny scenariusz. Marzenia zostały zdeptane, a bajka, która powinna mieć szczęśliwe zakończenie stała się historią napisaną przez szyderczego scenarzystę.
Julia pewnego dnia spotkała swoją drugą połówkę. Znajomość zaczęła się by trwać i trwać. U boku Michała zaznała smaku prawdziwego uczucia, bliskości i przyjaźni, których wydawałoby się nic nie jest w stanie zniszczyć ani unicestwić. Była pewna tego, że razem przejdą przez życie i będą ze sobą do później starości. Bez wahania przyjęła oświadczyny i miała zamiar powiedzieć sakramentalne „tak”. Jednak choć wszystko wydawałoby się kryształowe i idealne do ślubu nie doszło. To nic, że dziewczyna włożyła białą suknię i welon, on jednak nie zjawił się w kościele i wystawił przyszłą i niedoszłą żonę na pośmiewisko. Do rąk zapłakanej Julki dotarł tylko list, który tak naprawdę nie wyjaśniał przyczyny porzucenia a informował, że ceremonii nie będzie. Zrozpaczona panna młoda przeżyła kilka miesięcy w szoku i żałobie sakramentu, który nie miał miejsca. Godzinami sama w czterech ścianach swojego pokoju w domu rodziców zadręczała się co z nią było nie tak. Płakała i zeszła do piekła rozpaczy. Dzięki pomocy rodziny i przyjaciółki wyszła na prostą, podjęła pracę i nawet znalazła chłopaka, któremu na niej zależało. Ale nadeszła jedna chwila, kiedy przeszłość wróciła a wraz nią Michał, który poprosił o ponowny kontakt. Jak potoczyły się ich losy? Czy znów wrócili do siebie? Czy dziewczyna potrafiła mu wybaczyć? Zapraszam do lektury której nie zaczynajcie bez dużej paczki chusteczek.
Powieść pochłania od samego początku. Wciąga w wir wydarzeń, które mają piękny początek. Jest młodość, plany i marzenia, uczucie, poczucie całego życia przed sobą i miejsce dla rzeczywistości, która wydaje się piękna i bajkowa. I wszystko toczy się tak jak ma być, a ślub wydaje się wyczekiwaną i naturalną koleją rzeczy. Nagle zły los i jedna decyzja zabierają bajce kolory i piękno. Przewracają wszystko do góry nogami. Piękna historia zamienia się w koszmar a oceny wobec jednego z bohaterów szybują w dół i jeden czyn przyprawia mu łatkę drania i czarnego charakteru. Czy jednak słusznie? Ta książka właśnie to ma w sobie nietuzinkowego, że zmieniamy swoje nastawienie i ocenę wobec postaci, które są wyraziste, a zarazem zmienne i dynamiczne. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki czytelnik czy chce czy nie zaczyna żyć ich życiem i odczuwać to, co oni. To powoduje ogromną burzę emocjonalną, łzy i niekłamaną głębię lektury, która oplata nas niczym misterna pajęczyna. I już nie da się tak po prostu przestać czytać, a serce trzyma kciuki za cud i szczęście. Autor spisał się genialnie. Wyjątkowo celnie pokazał na czym polega prawdziwa miłość, jak ważne są nasze marzenia i dlaczego warto dążyć do ich spełnienia. Stworzył prawdziwą i nieprzesłodzoną historię, która ma swój rytm i styl. Tytuł czyta się na jednym wdechu, a dreszcze przechodzą raz po raz. To przepiękna refleksyjna powieść, którą nie sposób zapomnieć. To wyjątkowa perełka wśród książek o miłości. Gorąco polecam jej lekturę zwłaszcza tym, którzy omijają szerokim łukiem płytkie romanse i przelukrowane sztampowe opowiastki.
niedziela, 1 marca 2026
Beata Biały "Siara. I nic nie jest jasne"
niedziela, 15 lutego 2026
Marcel Moss "Schron'
niedziela, 23 listopada 2025
Joanna Adamek "Stefcia"
O pewnej Stefci – dziewczynie, która stała się internetowym fenomenem
Stefania była młodą, prostą dziewczyną ze wsi. Urodziła się w zwykłej wiejskiej chacie wiele lat temu. Jej matka nauczyła ją czytać i rozbudziła miłość do książek. Jej rodzina nie była bogata i nie wysłała jej by uczyła się w szkołach. Po śmierci matki Stefcia jako najstarsza córka musiała zająć się domem, obejściem i młodszym rodzeństwem. Jej ojciec chcąc zapewnić jej lepsze życie chciał ją wydać za bogatego, starszego od niej mężczyznę. Tego już dziewczyna nie chciała i uciekła do pałacu na służbę. Znajoma jej matki Atka pomogła zdobyć jej tę posadę i zarekomendowała dziewczynę. Stefcia z typową dla siebie ciekawością świata włożyła uniform służącej i zaczęła inne, nowe życie. Zaczęła je z typową zadziornością, otwartością i bystrym umysłem. Jak jej się wiodło w pałacowych progach? Czy zaznała szczęścia czy może poczuła się rozczarowana bogatym światem? Jeśli zaintrygowałam Was osobą Stefci musicie sięgnąć po książkę, która została napisana na podstawie miniserialu dostępnego w internecie.
Książki od lat kocham za to, że przenoszą nas w inną rzeczywistość, ale też i za to, że dzięki czytaniu poznaję ich bohaterów. Wielu z nich jest tak wspaniale wykreowanych, że jestem przekonana, że oni żyją nie tylko na kartach powieści i w umyśle pisarza, ale istnieją naprawdę. Wiele z tych postaci wyjątkowo polubiłam, ba wręcz pokochałam i taka właśnie jest Stefcia. Poznałam ją całkiem przypadkiem przeglądając instagramowe profile. Na jednym z nich wyświetlił mi się jeden z odcinków serialu i przepadłam. Zaczęłam śledzić kolejne odcinki, a gdy na ich podstawie wydano książkę, o której teraz piszę, postanowiłam jak najszybciej ją przeczytać. Stefcia, ta przebojowa i bardzo autentyczna „dziwczocha” stała mi się jeszcze bliższa i bardziej kochana. Dziś powiedzielibyśmy o niej, że to osoba kreatywna, przebojowa i odważnie krocząca do przodu młoda kobieta, która szuka szczęścia, nie boi się o siebie zawalczyć mając swoje zdanie. Wtedy to była niesamowita odwaga i złamanie wszelkich stereotypów. Śledząc losy sympatycznej młodej kobiety poznajemy z jednej strony realia życia na dawnej polskiej wsi i tu lektura może Wam przypominać klimatem „Chłopów”, zaś z drugiej obrazuje ona codzienność dworskiego życia u bogatego państwa, które pławi się w luksusie i korzysta z życia. Stefcia z chwilą podjęcia pracy transformuje się z jednego świata do drugiego. Jej przygody i perypetie chwilami śmieszą do łez, chwilami ogromnie wzruszają i chwytają za serce.
Książkę czyta się przyjemnie i dość specyficznie. Zwykle najpierw wychodzi forma literacka a potem ma miejsce czas na filmowe kadry. Tu jest odwrotnie i dzięki temu czytając oczami wyobraźni automatycznie do postaci nasuwają się twarze zaangażowanych aktorów. Jest to specyficzne uczucie które jednak w żadnej mierze nie odbiera przyjemności czytania. To przyjemna lektura której akcja biegnie jednostajnym rytmem a występujące postaci czynią ją pełną życia i autentyczności.
Książka ma swoją głębię i przesłanie. Na pozór relaksująca świetnie przedstawia dawne życie, jego realia, bolączki i zwyczaje oraz tradycje. Każda z występujących postaci tę opowieść ubogaca i uzupełnia. Bardzo polecam lekturę tego tytułu, także tym, którzy świetnie znają serial. Przy czytaniu nie grozi nuda, a hasło przeżyjmy to jeszcze raz idealnie się sprawdzi. Mam cichą nadzieję, że „Stefcia” będzie początkiem książkowej serii i po niej pojawią się kolejne tomy.
wtorek, 28 października 2025
Nina Zawadzka "Nim zapadnie wyrok"
W trudnych czasach najważniejsza jest nadzieja na lepsze jutro
Jestem wielką fanką twórczości Niny Zawadzkiej i z wielką przyjemnością sięgnęłam po Jej najnowszą powieść, która przenosi nas do czasu II wojny światowej i jest oparta na faktach. Jej bohaterowie to młodzi ludzie których wojenna zawierucha bardzo mocno poturbowała. Ich życie, gdyby nie ten potężny konflikt zbrojny, potoczyłoby się pewnie zdecydowanie inaczej i mniej boleśnie. Niestety szaleństwo faszyzmu spowodowało traumy i wiele zła, które mocno odcisnęło swoje piętno. W tym trudnym czasie otuchy dodawała bardzo mocno nadzieja na lepsze jutro, która była niczym koło ratunkowe i najlepszy motywator.
Ignacy Jakubiak jest korespondentem wojennym i jako dziennikarz Polskiego Radia jedzie do Norymbergii by relacjonować procesy zbrodniarzy wojennych. W tym mieście pojawia się również jako wdowiec, który chce zemsty na kimś, kto spowodował śmierć jego żony. Zraniony mężczyzna jest przepełniony smutkiem, żałobą i negatywnymi emocjami. Jego życiem rządzi olbrzymie pragnienie zemsty. Chęć pomszczenia ofiar przysłania mu cały świat i przyszłość. Los jednak płata mu ogromnego figla, a jedna chwila zmienia całą jego przyszłość.
Deborah i Zuzanna to dwie kobiety, które zaistniały w życiu Ignacego. Jedną z nich przed wojną mocno pokochał, drugą bez wielkiego uczucia w czasie wojny poślubił. Obie zmieniły jego życie. Obie wiele go nauczyły i odcisnęły piętno na jego życiu. Jeśli chcesz poznać ich historię sięgnij po książkę w której zatracisz się bez reszty. Przeczytaj powieść, która w czytelny i wyrazisty sposób pokaże namacalnie jak losy historii mogą wpłynąć na życie jednostki, jak mogą pokrzyżować rzeczywistość i plany zwykłego człowieka, który chce kochać, chce być szczęśliwy i zbudować swój mały świat.
„Nim zapadnie wyrok” to wyjątkowa powieść, która pokazuje prawdziwe oblicze II wojny światowej. Na jej kartach drzemie wiele obrazów, z których większość jest drastyczna i okrutna. Autorka z precyzyjną dokładnością przedstawia losy ludzi, którym los zafundował prawdziwe piekło choć na nie nie zasłużyli. Bo czy można obwiniać za chęć kochania i bycia kochanym. Tekst uzmysłowił mi jak zło zmienia niektórych ludzi w okrutne bestie poddane ślepo brutalnej i błędnej ideologii. Wojna to magnes, który przewraca świat do góry nogami, ale też pozwala zweryfikować co w życiu jest ważne, a co jest tylko błahostką.
„Nim zapadnie wyrok” to prawdziwa lekcja historii oparta na wymownych przykładach, to książka naładowana ogromnym ładunkiem emocjonalnym, który poraża czytelnika niczym piorun i rozgrzewa do granic możliwości. Z własnego doświadczenia dodam, że trudno ochłonąć i trudno beztrosko spojrzeć po lekturze na współczesną politykę mocarstw, które igrają z ogniem i balansują na skraju bardzo głębokiej przepaści.
Powieść Niny Zawadzkiej ma wiele zalet, a mnie najbardziej ujęła tym, że trudno mi było ocenić jednoznacznie jej prawie wszystkich bohaterów i trudno mi było ich skrytykować. Wielu z nich mogło wytłumaczyć uczucie, które było prawdziwe i mocne.
Przeczytałam mnóstwo powieści z II wojną światową w tle, wiele z nich było do siebie podobnych, spójnych i wręcz jednakowo przybliżało tamtą rzeczywistość. Ten tytuł jest inny, tu historia staje w cieniu człowieka, który musi dokonać wyboru, podjąć decyzje, stanąć wyraźnie po jednej ze stron barykady. Tu ostro widać jak zło zaraża samym sobą, ale i jak stymuluje dobro, które wyrasta mimo wszystko.
To bardzo mądra i przemawiająca lektura, która na długo zmąci nasze myśli, długo w nas żyje i wiele uczy. To literatura najwyższych lotów napisana z perfekcją i talentem. Czuję się nią zafascynowana i zachwycona. Bardzo Wam polecam jej przeczytanie i odkrycie jej piękna oraz geniuszu.
sobota, 11 października 2025
Monika Wilgocka "Jakby jutra miało nie być"
Los nie zawsze prowadzi nas drogami którymi chcielibyśmy iść
Wyobraź sobie, że jesteś tu i teraz i masz to, co było kiedyś marzeniami. Twój świat jest uporządkowany i pozornie stabilny. Wszystko toczy się pod kontrolą, a Ty snujesz kolejne plany. Masz swoje cele i żyjesz przyszłością. Codzienna rutyna wymaga pójścia na drobne zakupy, po drobiazgi na kolację. Wychodzisz z domu tylko na chwilę, wychodzisz i spotyka Cię coś bardzo złego. Jeden moment decyduje o całej Twojej przyszłości, Twojej i Twoich bliskich. Jest pisk opon i hamulców. W sekundę zapadasz się w czarną dziurę. Zasypiasz, ale nie tak jak zawsze wieczorem – wpadasz w pętlę snu, która nie wiadomo kiedy i jak się zakończy. Żyjesz, ale jakby Cię nie było. I po długich dziesięciu latach wracasz nagle do rzeczywistości. Niestety, jest ona inna, a świat wokół Ciebie diametralnie zmienia swoje oblicze. Dzieci dorastają, bliscy odchodzą, a mąż jest już w związku z inną kobietą. Zastanawiasz się jak dalej żyć, jak się odnaleźć i jak odszukać swoją ścieżkę...
Taka trudna, dla wielu nierealna sytuacja przytrafia się głównej bohaterce powieść Moniki Wilgockiej – Alicji. Jej przebudzenie jest szokiem i dla lekarzy i dla męża. Dla niej samej też. Wydaje się to z punktu medycznego prawie nieprawdopodobne, ale dzieje się. Alicja musi odnaleźć się w świecie, który działa już na nieco innych zasadach. Czeka ją walka o sprawność fizyczną, ale i o swoje miejsce na ziemi i w sercu mężczyzny, któremu ślubowała miłość aż po grób. Ona z tego prawie grobu właśnie wstała. Czy masz ochotę jej towarzyszyć? Kibicować w walce o własne ja? Jeśli tak to przeczytaj tę wyjątkową książkę, która poruszy Twoją duszę do głębi i sprawi, że zastanowisz się poważnie nad własnym życiem. Bo nagle dotrze do Ciebie, że nic w życiu nie jest nam dane na zawsze i czasem trzeba walczyć o to, co już zdobyte.
Ta wspaniała, jedyna w swoim rodzaju powieść bardzo mnie poruszyła. Jej oryginalna fabuła nie jest okraszona lukrem, a w książce Autorka uciekła od schematu czarno-białe. Tu nie rządzą ideały, tu nie króluje słodycz. Tu jest życie, takie zwyczajne i prawdziwe. Tu bohaterowie nie są idealni. Mają swoje wady i słabości, życie nie obchodzi się z nimi delikatnie a wprost przeciwnie daje im w kość. I dlatego powieść zapada mocno w pamięć i dlatego czyta się ją bez nudy, a ona sama oparła się schematom przewidywalności. Kłopoty i wybory decydują o losie głównej bohaterki i jej rodziny. Szczęście pryska jak bańka mydlana, a potem wszystko wymyka się spod kontroli i wymaga nie lada odwagi. Ten tytuł jest niczym znak stop na ścieżce życia dla każdego czytelnika. On wręcz wymusza refleksję nad tym, co tak naprawdę ważne, a co stanowi tło naszej egzystencji. To smutna książka, ale i lektura, która daje nadzieję i motywuje do walki. Ona wyrzuca ze strefy komfortu i pokazuje jak bardzo jesteśmy narażeni na kaprysy losu i uczuć.
Największym atutem okazało się naprawdę zaskakujące zaskoczenie. Oprócz tego na wielkie brawa zasługuje kreacja głównej bohaterki. Alicja jest kobietą, która ciągle stoi na ringu, ciągle musi pokonywać przeszkody, iść naprzód mimo bólu i tego fizycznego i psychicznego. Jest dowodem, że każda walka wzmacnia i uczy, jest doświadczeniem, które ubogaca i pełni rolę motywacyjną.
„Jakby jutra miało nie być” to książka która pokazuje wartość chwili i wartość walki o szczęście. Jest nostalgiczna i wymowna. Życie nie zawsze toczy się torami, którymi chcielibyśmy podróżować. Mimo to, każdy dzień może być czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. I o to trzeba zawsze, bez względu na okoliczności walczyć.
czwartek, 11 września 2025
Ewa Formella "Muszelka dla Anny"
wtorek, 9 września 2025
Paulina Rabczak "Wiedeńska melodia"
Ponowna wizyta nad pięknym, modrym Dunajem
Rok temu pod koniec lata przeczytałam debiutancką powieść Pauliny Rabczak opowiadającą historię rodzeństwa Klary i Ottona von Altenburgów. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że doczeka się kontynuacji. Minął rok, a ja znów dzięki Autorce zagościłam w Wiedniu i życiu poznanych wcześniej bohaterów. Jak się okazało wiele się w ich życiu zmieniło, zmienił się także i sam Wiedeń. Niezmiennie piękna i czarująca pozostała zaś nadal muzyka wokół której kręci się akcja tytułu.
Klara od dziewięciu lat jest żoną Franza. W życiu osiągnęła bardzo wiele. Została matką dwojga dzieci, mieszka w eleganckiej kamienicy a jej mąż prowadzi szkołę muzyki. Z pozoru wydawać by się mogło, że to szczyt jej marzeń, a jednak … Życie mimo pozornej sielanki nie jest bajką, a Klara czuje się niespełniona i przytłamszona. Ona chce dla siebie czegoś więcej. Jej plany są rozbieżne z rzeczywistością, życie rodzinne nieco rozczarowuje, rzeczywistość okazuje się zbyt szara i nijaka, a mąż miast dbać o rozrywki żony wiele godzin, ba całe dnie spędza w pracy, zaś gdy jest w domu bywa w nim nieobecny duchem. Nagle w życiu Klary pojawia się ktoś, kto jest związany z muzyką. Ten ktoś staje się niezwykle potrzebny i pełni rolę katalizatora, który pobudza niespełnioną żonę do walki o swoje marzenia. Zdolny skrzypek napędza Klarę do planów napisania opery z jego pomocą i własny, właściwy debiut pod prawdziwym nazwiskiem.
Czy to dobra decyzja? Jak owe plany wpłyną na życie samej kobiety i jej bliskich? Czy mąż będzie z takiej sytuacji zadowolony? Czy rodzina nie ucierpi na pragnieniu życia zawodowego matki i żony? Jaką rolę w życiu zdolnej kobiety odegra Florian, który jest wielbicielem jej talentu? Zapraszam do lektury która pokazuje ówczesny Wiedeń i życie jego arystokracji w ciekawym świetle oraz prawdziwej odsłonie.
Druga w dorobku Pauliny Rabczak powieść to połączenie obyczaju i historii z bardzo barwnym tłem jakim był Wiedeń u schyłku XIX wieku. To historia kobiety, która wyprzedziła epokę i za żadne skarby świata nie dała się zaszufladkować. Małżeństwo samo w sobie okazało się niewystarczające by zaspokoić ego utalentowanej muzycznie kobiety. Klara nie czuła się szczęśliwa tylko jako żona. Swoją postawą udowodniła, że tak przed laty jak i dziś wiele kobiet nie potrafi żyć schematami, nie czuje się szczęśliwymi bez marzeń i pasji. Potrzebuje czegoś więcej niż tylko bycie westalką domowego ogniska. A w tle... A w tle jest piękne miasto które wyobraźnia łatwo namaluje po tak pięknych scenach. Miasto tętniące życiem, miasto brzmiące muzyką. To sprawia, że rysuje się pewien kontrast pomiędzy subtelną elegancją a prozą życia, która zamyka wrażliwe dusze w ciasnej klatce. Tytuł jest napisany bardzo eleganckim, płynnym i poprawnym językiem. Czyta się go lekko i z polotem. Bohaterowie są różnorodni i ciekawie skonstruowani.
„Wiedeńska melodia” to książka o kobietach i dla kobiet. To powieść dająca nadzieję, pozwalająca marzyć i uparcie dążyć do celu. Jej treść daje nadzieję, dodaje otuchy i siły by walczyć o swoje szczęście, by nie żyć pod dyktando innych. Ta książka to nie bajka, bo bajki kończą się ślubem i życiem długim i szczęśliwym. Tu zaczyna się od ślubu, ale dalej jest realizm, samo życie, które nie jest idealne samo w sobie, które przynosi rozczarowania, ale można je osłodzić odrobiną egoizmu, garścią pasji i wiary w swoje siły mimo przeciwności losu.
Polecam lekturę tej historii, idealnie będzie się ją czytało przy cicho grającej muzyce klasycznej i z ręką herbaty z miodem w porcelanowej filiżance. Wtedy klimatyczna opowieść weźmie Was w swoje władanie bez reszty. Bardzo polecam zanurzenie się w tym tytule.
środa, 3 września 2025
Sonia Rosa "Młoda wdowa"
Gdy życie staje się grą pozorów...
Kobiety, które ślubują miłość i wierność przed ołtarzem wierzą, że u boku ukochanego męża spędzą całe swoje życie, doczekają się dzieci oraz wnuków i dożyją sędziwej starości. Niestety jednak czasem okrutny los płata figla i zabiera małżonka niedługo po ślubie. Wtedy młodej kobiecie wali się cały świat, a ona sama czuje się jakby umarła wraz z nim. Pojawia się tęsknota, rozpacz i myśl: „Czy jeszcze kiedyś będę szczęśliwa czy całun żałoby pozostanie nad głową całe życie?” Trudno jest poradzić sobie w tak młodym wieku z tak potężną traumą. Świat zwykle się odsuwa, przyjaciele milkną, pozostaje samotność i oswajanie się z pustką.
Taka sytuacja dotknęła jedną z dwóch głównych bohaterek powieści Sonii Rosy „Młoda wdowa”. Dominikę. Po odejściu męża, który pewnego dnia wyszedł do pracy i nie wrócił wdowa odwiedza często grób na legnickim cmentarzu. Pewnego dnia poznaje tam kogoś, kto jest w identycznej sytuacji jak ona. Marta też niedawno owdowiała, a jej mąż Bernard padł ofiarą niewyjaśnionego morderstwa. Między kobietami nawiązuje się bliższa relacja, która powoli przekształca się w przyjaźń. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby zachowanie Marty nie stawało się chwilami dziwne, zagadkowe i niewytłumaczalne. Dominika początkowo przypisuje je temu, co się stało czyli żałobnej traumie, ale z czasem zachowanie przyjaciółki staje się coraz bardziej nielogiczne i nieprzewidywalne. Co tak naprawdę kryje się za ciągłą huśtawką nastrojów i nagłymi zmianami planów żony Bernarda? Jakie tajemnice kryją się w mroku? Kim tak naprawdę jest Marta i czy można jej ufać? Zapraszam do lektury, która dosłownie położyła mnie na łopatki. Sonia Rosa pokazała jak doskonale potrafi kreować wyjątkowo nieprzewidywalne fabuły i zaskakiwać czytelnika.
Ta powieść jest kapitalna, a jej największym atutem jest nieustanne żonglowanie emocjami czytelnika i ciągłe wprawianie go w osłupienie. W tej fabule początkowo wszystko jest stabilne i logiczne. Wraz z każdą przeczytaną stroną czytelnik traci poczucie logiki, grunt pod nogami i staje się zdezorientowany. I tak do samego zakończenia, które jest totalnie pokręcone i nie dające się zgadnąć. W treści tego thrillera rządzą toksyczne relacje, manipulacje i kłamstwa, tajemnice i sekrety. Ich pojawianie się z coraz większą intensywnością podkręca klimat i atmosferę, która staje się coraz bardziej duszna i męcząca.
„Młoda wdowa” to perfekcyjnie połączenie sensacji z dużą dawką psychologii z powieścią obyczajową, która szybko ustępuje miejsca tej pierwszej i wycofuje się w kąt. Książkę czyta się jednym tchem, trudno ją odłożyć przed poznaniem prawdy, która prowadzi do wymownej refleksji, że nic nie jest bardziej zagmatwane na tym świecie niż ludzka psychika, która pod wpływem negatywnych czynników może wejść na niekontrolowane dla logiki manowce. Autorka stworzyła postaci, które mają skomplikowane życie osobiste, w których ciągle toczy się walka dobra ze złem, które nie są stabilne emocjonalnie i które stać dosłownie na wszystko. Tak barwni bohaterowie gwarantują dla czytelnika niekończącą się paradę emocji, ale i trudność oceny. Czytając ciągle balansujemy na granicy dobra i zła, normalności i szaleństwa. Z lektury wychodzimy oszołomieni i nieufni wobec innych. Sonia Rosa pokazuje jak bardzo cienka jest granica pomiędzy zaufaniem a naiwnością, pomiędzy logiką a jej brakiem.
Reasumując dzięki tej powieści jeszcze bardziej pokochałam prozę Sonii Rosy, dałam się ponieść fabule i nie raz serce biło mi bardzo szybko a ciśnienie poszybowało do góry. To świetny tytuł dla miłośników literackich rollercosterów, który polecam. Czytajcie, bo naprawdę warto.
czwartek, 28 sierpnia 2025
Patrycja Felica "Spalona za czary"
poniedziałek, 18 sierpnia 2025
Krzysztof Drozdowski "Medyczne zbrodnie nazistów"
wtorek, 12 sierpnia 2025
Monika Kacprzyk "Noce, które nie dają spać"
piątek, 1 sierpnia 2025
Anna Kolasińska-Szemraj "Byłam asystentką szejka"
Nie wszystko złoto co się nim wydaje i błyszczy
W dzisiejszych czasach jest presja i moda na świat arabski. W mediach jest on wykreowany na idealny, nieprzyzwoicie bogaty w którym wszystko jest niczym w bajce. Sukces jest na wyciągnięcie ręki, a niemożliwe nie istnieje. Człowiekowi do szczęścia potrzeba jedynie pieniędzy, a gdy je ma można wyciskać życie jak cytrynę, nie mieć zmartwień ani kłopotów.
By zarobić szybko spore pieniądze wielu ludzi z całego świata udaje się na Bliski Wschód. Tam można próbować swoich sił choćby w jednej z największych i najbardziej prestiżowych linii lotniczych na świecie. Tak zrobiła Autorka książki, która arabic dream rozpoczęła od pracy w Etihad Airways. Dziewczyna pochodząca z Torunia zostawiła życie w Wielkiej Brytanii i zgłosiła się na rekrutację w Pradze. Przez proces naboru przeszła jak burza i wkrótce siedziała w samolocie do Abu Zabi. Tam po zaliczeniu treningu otrzymała certyfikat i rozpoczęła karierę cabin crew. Prestiżowe linie, a tym samym całkiem spore zarobki, otworzyły jej drzwi do świata o którym marzyła. Zaczęła intensywnie podróżować, zwiedzać i bywać w świecie luksusu. Tam poznała nowe osoby, tam zakosztowała smaku pieniędzy. Po pewnym czasie porzuciła popularne linie lotnicze na rzecz pracy dla prywatnej osoby, która miała własny samolot i góry pieniędzy. Została stewardesą, a potem asystentką, która była na każde skinienie bogatego szejka. Wtedy spadające powoli różowe okulary odsłoniły te złe i brudne strony świata wielkiego pieniądza. Okazał się on wadliwy i wręcz obrzydliwy, zbudowany na fundamentach wyzysku i przekraczania granic prawa. Złota klatka okazała się niestety ogromną pułapką.
Tematyka arabska jest mi bliska od wielu lat i chętnie sięgam po lektury opisujące tamtą rzeczywistość. Tak samo było z książką Anny Kolasińskiej – Szemraj. Spodziewałam się intrygującej historii opisanej w dużej mierze na faktach, oceny świata który dla nas Europejczyków skrywa tajemnice i trochę się rozczarowałam. Spotkałam się z losami młodej, ciekawej świata kobiety, które zostały spisane zbyt chaotycznie i pobieżnie. Były niczym stos pocztówek, którym brakło płynnego połączenia w fotoalbum. Realna była pierwsza połowa tytułu, druga wydawała się zbyt nieprawdopodobna i naciągana. O ile logiczne, że z linii powszechnych stewardessy przechodzą do latania na prywatnych jetach, o tyle czy osoby nie mające doświadczenia zostają najbliższymi współpracownikami arabskiego vip-a? Zbyt dużo niedomówień, zbyt dużo wątków zawiązanych pobieżnie, zbyt słaby warsztat literacki drażniły mnie w trakcie czytania. Zabrakło opisów w poszczególnych scenach, głębszego przedstawienia postaci, ukazania tła.
Ta książka ma również plusy. Pokazuje tamtą rzeczywistość nie tylko w pięknych barwach niczym opłacone zdjęcia z Instagrama. Wskazuje na brudne strony rzeczywistości w której człowiek wykorzystuje człowieka bez skrupułów w różny sposób. Świat o tym wie i przymyka oko udając, że nic złego się nie dzieje. Główna bohaterka Natalia jednak porzuca życie w Emiracie, uświadamia sobie, że pieniądze same w sobie to za mało w życiu, a życie w luksusie na warunkach niewolnika staje się pobytem w więzieniu.
Szkoda, że czytając nie mogłam głęboko wejść w tę historię. Cały czas miałam wrażenie, że Autorka boi się lub nie chce napisać całej prawdy, że dawkuje informacje czytelnikowi nie po to, by budować napięcie, ale ze strachu przed napisaniem zbyt wiele jakby była na nią nałożona jakaś niewidoczna cenzura. Sama historia jest ciekawa i może być przestrogą przed utratą kontroli nad systemem wartości i ułudą bogactwa. Zapis wydarzeń pokazuje, że w życiu trzeba kierować się rozsądkiem i mieć ściśle wytyczone granice, nie bać się pokory i wyciągać wnioski z życiowych doświadczeń oraz porażek. Sukces nie ma jednej definicji, pieniądze nie są jedynym środkiem zapewniającym spokój i szczęście.
„Luksus to nic więcej niż tylko sprytna iluzja” - to zdanie wyjęte z tej książki jest jej najdoskonalszą puentą i podsumowaniem. Tytuł polecam zwłaszcza osobom zafascynowanym światem Orientu, ale nie tylko. Jest on literacką weryfikacją marzeń wielu zwłaszcza młodych osób i warto ją poznać.


























