czwartek, 13 maja 2021

Nicola Sutcliff "Jestem Saudyjką. Świat oczami kobiet z Arabii Saudyjskiej"

 




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 364

ISBN 978-83-8234-095-2

Świat widziany oczami przesłoniętymi nikabem

Arabia Saudyjska to ogromne państwo położone na Półwyspie Arabskim, które jest dla wielu sercem Bliskiego Wschodu. Ten kraj ludziom innych kultur wydaje się niezwykle tajemniczy i ortodoksyjny. Jest kolebką islamu, a na jego terytorium znajduje się wiele świętych miejsc dla wyznawców Allaha. Jest to jedna z nielicznych na świecie monarchii absolutnych, którą rządzi król i premier, ale kluczowym fundamentem wszystkich dziedzin życia jest religia. Islam dyktuje wszystko, żadne prawo nie może być z nim sprzeczne. W tym państwie działa policja religijna, a pozycja kobiet jest mniej uprzywilejowana niż mężczyzn. I tu rodzą się miliony stereotypów, które narastają i krążą po świecie. Choć kraj ten wciąż i bardzo szybko podlega zmianom, ewolucjom i metamorfozom to jednak postrzegany jest nadal jako miejsce, gdzie kobiety są ciemiężone, nieszczęśliwe i dyskryminowane. Czy tak naprawdę jest?

Wielu z nas, Europejczyków, patrzy na Saudyjki z litością i współczuciem. Czy to dobre podejście? Autorka książki „Jestem Saudyjką” postanowiła to sprawdzić u samego źródła. Zapytała wprost mieszkanki Arabii Saudyjskiej o ich życie, kłopoty, zwyczaje, normy, jakim podlegają. Jej celem było przeprowadzenie kilkudziesięciu wywiadów z kobietami wywodzącymi się z różnych środowisk, w różnym wieku, z różnym wykształceniem, a wszystko po to, by wyrysować wielowymiarowy portret i pokazać światu prawdziwe oblicze kobiet, które na co dzień w miejscach publicznych okrywają abaje. One jednak zakryte przed obcymi, mają swój prywatny świat, rodziny, marzenia i plany. Czują i myślą. Mają swoje zdanie i wyobrażenia, którymi chętnie podzieliły się z kobietą pochodzącą z odmiennej im całkowicie kultury. Przy tym były ciekawe zachodniego świata i stylu życiu. Stereotypy krążą bowiem nie tylko w jedną, ale i dwie strony. Tym samym w książce czytelnik odnajdzie obraz naszej, europejskiej cywilizacji w oczach kobiet, które wiodą inny tryb życia i pochodzą z odmiennej kultury.

Wbrew pozorom wielu Saudyjkom zasłonienie ciała tak bardzo nie przeszkadza, jakby się nam wydawało. Dzieje się tak z prostego powodu. One urodziły się w takiej tradycji. To jest dla nich oczywistością i niekiedy komfortem, że mogą się nie wyróżniać i być anonimowe. My zaś, nim skrytykujemy inną kulturę, wydamy osąd, powinniśmy ją dogłębnie poznać. Odrzucić mity i jednoznaczne skojarzenia. Spojrzeć głębiej na świat islamu, który nie jest idealny, ale i nie jest w stu procentach pełen terroryzmu.

Autorka w czasie zbierania materiałów do książki spotkała na swojej drodze przeróżne kobiety. Mało które nie zgodziły się na rozmowę i odsłonienie swojego życia oraz duszy. Na drodze Nicoli Sutcliff stanęły aktywistki walczące o więcej swobód dla płci pięknej, żony z rodzin poligamicznych, żyjące na pustyni Beduinki oraz kobiety noszące tytuł księżniczek. Ich wyznania w pewnych momentach szokują, są dla nas bardzo kontrowersyjne w odbiorze, ale możemy dojść do wniosku, że mamy podobne troski i problemy.

Ta książka jest naprawdę niezwykła i wyjątkowa. Swoją tematykę wyczerpuje w sposób dogłębny i kompleksowy. Autorka rzetelnie przedstawia sytuację kobiet w kraju, w którym to religia i tradycja gra pierwsze skrzypce. Udziela im głosu. Zadaje podobne, aczkolwiek niełatwe pytania. Jest ciekawa ich zdania, a ono nie jest jednolite. W odbiorcę uderza moc tradycji, ale i ogromne docenienie i szacunek wobec prywatności, z której my Europejki z przyjemnością odzieramy się na własne życzenie. Arabia Saudyjska mocno zmienia się, ale przemiany mają różne tempo w poszczególnych regionach. Ogólne wrażenie po lekturze jest piorunujące. W drobny pył rozpada się wiele stereotypów. Saudyjki nie są już postrzegane jako bezwolne istoty niemające własnego zdania ani poglądów. Z treści wyłania się portret kobiet, które ulegają przemianom, zmieniają swoje zdanie odnośnie priorytetowych spraw w życiu i potrafią mieć swoje, niekiedy odważne poglądy. Moje myśli pobiegły również w stronę tolerancji wobec odmiennej kultury i tradycji. Nie możemy nikogo zmieniać na siłę, nie możemy uszczęśliwiać swoimi wzorcami. Możemy i powinniśmy się poznawać i uzupełniać, a nie kopiować.

Mając sporą wiedzę o świecie arabskim, przy czytaniu tej publikacji wcale się nie nudziłam. Chłonęłam jej treść, poznawałam jego mieszkanki, ich poglądy i uczyłam się tolerancji. Tak, to była jej ogromna lekcja. Tytuł oceniam bardzo wysoko i polecam tym, którzy są ciekawi życia Saudyjek oraz tego, co drzemie w sferze ich marzeń.

piątek, 7 maja 2021

Magdalena Kołosowska "Kiedyś dogonimy Paryż"

 



Wydawnictwo Replika
data wydania 2021
stron 352
ISBN 978-83-66790-20-9

W życiu nigdy nie jest za późno na miłość

Drogie Czytelniczki mojego bloga!

Z przyjemnością donoszę Wam, że dzięki lekturze kolejnej książki Magdaleny Kołosowskiej poznałam trzy fantastyczne bohaterki. Bardzo je polubiłam i chcę opowiedzieć Wam trochę o ich perypetiach byście i Wy mogły zatopić się w świetną historię przy której można się relaksować, odpocząć, poprawić sobie humor i złapać dystans do życia. Powieść napisana jest lekko, czyta się ją bardzo przyjemnie, a jej lektura mocno wciąga. 
Zosia, Danka i Irmina poznały się dzięki internetowej sieci. Każda z nich ma swój życiowy bagaż i 40+ na karku. Każda ma swoje troski i kłopoty. Razem jest im ze sobą raźniej. Między kobietami zawiązują się więzy przyjaźni w czym wcale nie przeszkadza to, że spotykają się najczęściej ze sobą w wirtualnym świecie. 

Najnowsza powieść mojej ulubionej Autorki to początek trylogii "Pod wspólnym niebem". Na pierwszym planie tego tomu jest Zosia - rozwódka, mama dwóch dorosłych córek, freelancerka zajmująca się redakcją słowa pisanego. W jej życiu bardzo wiele się dzieje. Były mąż realizuje wreszcie obietnicę kupna domu dla byłej małżonki w ramach podziału majątku. Wybiera ładnie prezentujący się budynek i bez wiedzy Zosi wpłaca za niego zaliczkę. Nie konsultuje jednak faktu, że jest on położony na zapadłej wsi godzinę drogi od dotychczasowego adresu jego przyszłej właścicielki. Za namową córek Zosia przeprowadza się i zaczyna nowe życie. Przypadkowo spotyka też dawnego kolegę z pracy z którym kiedyś, kilka lat temu łączyły dość zażyłe relacje. Czy odnowiona znajomość może stać się początkiem nowego związku? Przecież na miłość i szczęście nigdy nie jest za późno!

Takiej książki mi było trzeba. Lekkiej, ale i mądrej. Napisanej z dozą humoru i optymizmem. Ukazującej prawdziwe, nieidealne życie w którym ciągle coś się dzieje. Ta powieść to książka o kobietach z przeszłością i mężczyźnie po przejściach. Płynie z niej nauka, że w wieku 40+ każdy z nas ma spory bagaż doświadczeń, blizn i różnych niespodzianek za sobą. Może mieć uprzedzenia, albo niemiłe skojarzenia. Ale... ten wiek to nie koniec świata. On nadal stoi przed nami otworem. Nadal możemy czerpać z niego pełnymi garściami i smakować nowych rzeczy. Wiek, to nie wyrok podobnie jak bycie babcią. Nie możemy się poddawać, nawet gdy los nam dopiekł. Nie tędy droga do szczęścia.
 
Tę powieść czytało mi się od samego początku bardzo dobrze. Z napięciem przewracałam kolejne strony i chłonęłam perypetie bohaterek. Uśmiechałam się, byłam oburzona i miałam nieodparte wrażenie, że dziewczyny, które poznałam na kartach książki znam dobrze od lat. Bardzo łatwo "zadomowiłam się" w fabule i wtopiłam w klimat tej książki. 
Autorka gloryfikuje kobiecą przyjaźń. I słusznie! My kobiety wzorem książkowych bohaterek powinnyśmy się wspierać, doradzać sobie, być ze sobą solidarne. 
Jeśli szukacie ciepłej i pozytywnej historii to ta będzie idealna. Jeśli chcecie się wyluzować lub pogonić chandrę lepiej nie traficie. Ten tytuł będzie Was bawił i wzruszał oraz pozytywnie nastrajał do życia. Świetna książka na wiosnę. Z przyjemnością oceniam 10/10 i czekam na kolejny tom serii. 



sobota, 1 maja 2021

Agata Komosa-Styczeń "Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie"

 




Wydawnictwo Prószyński
data wydania 2021
stron 264
978-83-8234-099-0

Książka o kobietach, które po tatrzańskich graniach hasały jak kozice

Dziś jest dla nas oczywiste, że Tatry, najwyższe góry w Polsce są turystyczną mekką, rajem dla amatorów wspinaczki i delektowania się górskimi panoramami oraz grotołazów. Tu stawiają swoje pierwsze górskie kroki przyszli himalaiści, którzy traktują Tatry jako wspinaczkowe przedszkole i pierwszy stopień do wtajemniczenia w pokonywaniu skalnych przeszkód. Kiedyś jednak ten teren był dziewiczy, a ludzie mówili o nim Góry Śnieżne. Jako piersi eksplorowali je mężczyźni w celach ekonomicznych. Kłusowali, wypasali swoje stada, pozyskiwali drewno. Na turystykę przyszedł czas później. Na pojawienie się płci pięknej na tatrzańskich ścieżkach trzeba było poczekać jeszcze dłużej. Zapiski podają, że pierwszą białogłową na tatrzańskim szlaku była Beata Łaska, nieślubna córka króla Zygmunta Starego, przedostatniego z dynastii Jagiellonów i Katarzyny Kościeleckiej. Tereny górskie odwiedziła ze świeżo poślubionym mężem, który jednak po przepisaniu na niego jej majątku uwięził żonę i tym samym ukrócił jej pasję. Po Beacie na przestrzeni lat pod Giewontem zaczęły pojawiać się kolejne białogłowy, najpierw w towarzystwie męskim, potem stopniowo samotnie odkrywających piękno krajobrazu i robiących pierwsze wejścia na poszczególne szczyty. 
Góry nazwane Tatrami zaczęły przeżywać coraz większe oblężenie. W okresie zaborów ich odkrywanie było ułatwione poprzez brak istniejącej dziś granicy. Kobiety z każdym rokiem coraz bardziej wpisywały się w ich krajobraz. Było im wprawdzie trudniej przemierzać górskie skalne ścieżki w długich sukniach i spódnicach, ale dość szybko zmieniły je na spodnie. 
Przez karty książki, którą czyta się bardzo przyjemnie i ciekawe, przewija się cały korowód kobiet, które musiały nie tylko pokonać przeszkody naturalne, zmierzyć się ze skałami i pogodą, ale i obalić krążące stereotypy i wyznaczone sztucznie granice damskich możliwości. Historia pokazała, że Panie doskonale radzą sobie w górach. Są świetnie przygotowane technicznie i mają twardą osobowość. Nie chcą i nie muszą być ulgowo traktowane. Ich wyczyny zasługiwały na brawa i uznanie. 

Autorka na kartach swojej publikacji ukazuje sylwetki wielu kobiet, przytacza ich osiągnięcia i wyczyny. Bije im brawo za to, czego dokonały. W książce oprócz wątków skupionych na górach i ich zdobywaniu rzuca się w oczy wątek feministyczny. Ta sytuacja choć ma nieco inne oblicze trwa do dziś. Kobiet w górach jeśli chodzi o ścieżkę wyczynową i profesjonalną jest mniej. Jest równouprawnienie, a jednak na kobietę, która chce być na równi z gronem mężczyzn patrzy się jednak inaczej. Pisząc o tym, nie mogę nie wspomnieć postaci Wandy Rutkiewicz, która odważnie parła naprzód mimo przeciwności losu. 

Jeśli chodzi o sposób napisania tej książki absolutnie się nie zawiodłam. Autorka zrobiła to świetnie i włożyła mnóstwo pracy. Szczegółowo przedstawiła temat, swoje słowa uzupełniła wieloma cytatami i zdjęciami. Ukazała, że płeć piękna w tak wymagających górach świetnie sobie radzi, realizuje swoje cele i marzenia. Jeśli lubicie góry, jeśli czujecie w sobie górskiego bakcyla, jeśli jesteście kobietami to koniecznie sięgnijcie po tę propozycję Wydawnictwa Prószyński. Naprawdę warto. 


czwartek, 29 kwietnia 2021

Anna Dąbrowska "Zamień mnie w krzyk"

 



Wydawnictwo Amare
data wydania 2021
stron 360
ISBN 978-83-8219-208-7

Miłości nie można w życiu zaplanować

Młodzi ludzie stojąc na progu dorosłości są niepoprawnymi optymistami. Wydaje im się, że cały świat leży u ich stóp, a wszystkie marzenia i plany są w zasięgu ich ręki. Wydaje im się, że tylko oni sami są kowalami własnego losu i mogą wyreżyserować swoje życie jak tylko im się podoba. Z biegiem lat rzeczywistość jednak szybko zrywa im z twarzy różowe okulary i zabiera nielimitowaną nadzieję na wieczne happy endy. W życiu bowiem wszystko zamiast być czarne bądź białe okazuje się szare, przybrudzone i totalnie inne niż się spodziewaliśmy. Te reguły dotyczą także uczuć. 

Gabrysia, główna bohaterka dylogii Anny Dąbrowskiej przekonuje się, że jest możliwe obdarowanie sercowymi uczuciami aż dwóch mężczyzn jednocześnie. Powstaje problem by odkryć miłość do którego z nich jest tą prawdziwą ! Kończąc powieść "Kochaj mnie szeptem" byłam bardzo ciekawa jak potoczą się losy młodej kobiety, która mając bardzo burzliwe życie uczuciowe jest uwikłana w dziwną relację, która przebiega pomiędzy jej sercem, a mężem i kochankiem, który jest na dodatek znajomym męża przebywającego na misji w Afganistanie. 

Co zatem dzieje się w drugim tomie?
Po dramatycznych momentach, które miały miejsce w dniu kiedy Eryk powrócił z Afganistanu Gabrysia, choć poturbowana, musi żyć dalej. W jej życiu jednak nadchodzi znacząca zmiana. Zmiana, która ją cieszy, a zarazem przewraca cały świat do góry nogami. Jeremi dowiaduje się o koszmarze z przeszłości, który odradza się w jego życiu na nowo i stoi na drodze do szczęścia. Eryk postanawia się całkowicie zmienić. Zrezygnować z noszenia munduru i naprawić to, co kiedyś zepsuł. Chce stać się innym, lepszym człowiekiem. Chce wynagrodzić Gabrysi wyrządzone krzywdy. Chce by ta zajmowała w jego nowym życiu stare miejsce - by była znów jego żoną. Czy można znowu, mając wiele dobrych intencji, poskładać stary związek na nowo? Czy można wybaczyć ogromne krzywdy i o nich zapomnieć? Czy można kochać dwóch mężczyzn na raz tak samo? Czy tylko jedna z tych miłości jest prawdziwa? 

Na te wszystkie pytania odpowiedzi znajdziecie na kartach książki, która okazała się równie świetna i rewelacyjna jak jej poprzedniczka. Jej główna bohaterka mocno się zmienia. Dojrzewa i nabiera życiowej krzepy. Życie i los absolutnie jej nie oszczędzają. Wciąż z różnych stron zaskakują, sprawiają nie zawsze miłe niespodzianki, zmuszają do trudnych wyborów. Gabi, choć zmęczona, musi stawić czoło różnym problemom z których nie zawsze jest łatwe wyjście. Czasem nie ma po prostu dobrego rozwiązania i trzeba wybrać najlepszy kompromis. Autorka wspaniale przedstawia metamorfozę kobiety, która z zastraszonej, przytłoczonej i zahukanej staje się świadomą, pewną siebie i swoich pragnień seksualnie wyzwoloną dziewczyną. Tym samym dodaje wiary w siebie każdej czytelniczce i pozwala uwierzyć w swoje siły. By coś zmienić w swoim życiu musimy uwierzyć, że jest to naprawdę możliwe. By zmienić samą siebie musimy być pewnymi swoich celów. Koniecznie jest jednak wzięcie poprawki na chochliki od losu, które potrafią nieźle nam w życiu namieszać. 

Tak! To była naprawdę świetna i fascynująca lektura. Czytałam ją z wypiekami na twarzy i ogromną ciekawością. Zakumplowałam się z Gabi, choć czasem miałam ochotę nie tylko ją przytulić, ale i na nią nakrzyczeć. Podobały mi się odważne sceny erotyczne, jak i dialogi oraz zgrabne poprowadzenie fabuły do oryginalnego zakończenia. Polecam ten tytuł wszystkim Paniom, które gustują w literaturze obyczajowej. To będzie strzał w dziesiątkę. Zapewniam z ręką na sercu. Czytajcie koniecznie!

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Anna Dąbrowska "Kochaj mnie szeptem"







Wydawnictwo Amare

data wydania 2021

stron 368

ISBN 978-83-8219-138-7

Jeden seks rani, inny seks leczy

Dokładnie kilka chwil temu odłożyłam na półkę książkę Anny Dąbrowskiej, która powaliła mnie na kolana, wcisnęła w fotel, rozkochała w sobie. Dzięki niej mogłam poznać bardzo ciekawą kobiecą postać. "Kochaj mnie szeptem" okazało się wspaniałą lekturą, którą czytałam z wypiekami na twarzy. Okraszona pikantnymi scenami seksu powieść poruszyła bardzo ważne kwestie, które spotykają nas w życiu, a które niosą w sobie bardzo wiele złego. Toksyczne relacje mają wiele twarzy i imion. Zawsze są złe, zawsze wysysają z nas energię i zabierają radość z życia, poczucie własnej wartości i święty spokój. Pisząc tak na gorąco mam nadzieję, że oddam słowami te wszystkie emocje, które towarzyszyły lekturze, a ja już dziś zabiorę się za czytanie jej kontynuacji. 

Gabriela jest młodą kobietą, która przyszła na świat w toksycznej rodzinie. Jej matka to typowa despotka, która zrobiła córce poprzez niewłaściwe wychowanie wiele złego. Gabi by ukrócić patologiczne relacje wyprowadziła się z domu i zamieszkała na stancji. Rozpoczęła studia i zaczęła oddychać pełną piersią. Miała plany i marzenia, ale szukając prawdziwej miłości i mężczyzny przy którym będzie szczęśliwa, w pełni akceptowana i kochana, trafiła z deszczu pod rynnę. Pewnego wieczoru jej współlokatorka wyciągnęła ją do klubu. Tam Gabrysia poznała Eryka, który na początku zrobił na niej pozytywne wrażenie i zaimponował młodej kobiecie, która nie miała żadnego doświadczenia w kontaktach damsko-męskich. Ich relacja zacieśniła się bardzo szybko. Gabi zdecydowała się rzucić studia, poślubić narzeczonego i stać się idealną żoną. Choć ślub odradzała jej zarówno matka, jak i współlokatorka, dziewczyna postawiła na swoim. Sakramentalne "tak" stało się jednak nie bramą do szczęścia, ale do piekła. Gdy się zorientowała, że się w nim znalazła nie było już odwrotu, a kolejne ciosy powalały na kolana... Ale przecież nie ma sytuacji bez wyjścia i zawsze istnieje jakieś światełko w tunelu...

Gabrysia, główna bohaterka książki, to bardzo ciekawie skonstruowana postać. Zdominowana przez matkę od dziecka wyrasta i wkracza w pełnoletność, ale mentalnie czuje się jak zagubiona, mała dziewczynka. Szuka miłości i akceptacji w ramionach mężczyzny, niestety trafia fatalnie. Na jej głowę spada lawina nieszczęść, a Gabrysia musi zmagać się ze stratą, bólem i krzywdą. Te wszystkie doświadczenia i nieszczęścia boleśnie ją ranią, ale i hartują. Ona sama zaczyna się zmieniać. Wstaje z kolan, unosi głowę, stawia opór i uczy się być asertywna. Uczy się mówić stanowcze "nie". Mówi stop bezkarnemu krzywdzeniu jej. Zaczyna odkrywać siebie, zaczyna odkrywać swoją wartość, poznaje co to znaczy mieć własne zdanie i być pewną siebie. Wkracza na drogę, która jest jedyną dobrą dla niej opcją. Nie jest to łatwa ścieżka, ale konieczna, by życie i źli ludzie jej nie zniszczyli doszczętnie. Gabi odbiera od życia bolesną lekcję, uczy się walczyć o własne szczęście, uczy się oddawać ciosy, porzuca bierność i stan rozpaczy. Wstaje jak Feniks z popiołów. Jej metamorfoza może być idealnym przykładem dla kobiet, które znalazły się w podobnej jak ona sytuacji. Jej postawa może być przykładem, że można, że trzeba, że nie jest to niemożliwe by przeciwstawić się truciźnie, która niszczy i sprawia ból. 

Autorka śmiało i odważnie porusza temat toksycznych relacji, które mogą nas dotknąć ze strony otoczenia. Mąż, matka, ojciec, brat, koledzy z pracy - zło może płynąć w naszym kierunku z różnych stron. Nie ma innej recepty na szczęście jak przeciwstawienie się złu.

 Anna Dąbrowska nie oszczędza swojej bohaterki. Daje jej przeżyć mnóstwo niespodzianek, a nam czytelnikom pokazuje, jak wiele można zmienić w swoim życiu na lepsze, jak konkretnie można zacząć zmieniać je na lepsze. Chowanie głowy w piasek zdecydowanie się nie sprawdza, trzeba stanąć z problemami twarzą w twarz. 

Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich opatrzony jest odrębnym mottem. W fabule wiele się dzieje, a akcja toczy się wartko. Gabi to postać, która stała się bliska mojemu sercu. Współczułam jej, ale i miałam ochotę potrząsnąć, podpowiedzieć i doradzić. Wściekłość rodziła zaś we mnie osoba  matki Gabrieli, która jest moim zdaniem postacią równie negatywną jak Eryk. To jej przyznałabym miano damskiego czarnego charakteru, który kładzie się cieniem na życiu dziecka bez powodu. Wspomniany Eryk to już mistrz zła sam w sobie. Jego zachowanie pokazuje, że są mężczyźni, którzy dorastają tylko w zakresie siły, a nie ducha. W moich oczach nic go nie usprawiedliwiało. Przeżycia z wojny, doświadczenia z misji to słaba wymówka dla jego czynów. Jeremi zaś to dla mnie postać zagadka. Tajemniczy, zbudowany z czarno-białych puzzli nie przekonał mnie do siebie. 

Jak zatem widzicie postaci to mocna strona tej książki podobne jak sceny erotyczne. Z pod pióra Anny Dąbrowskiej wychodzą rewelacyjnie. Kolejnym atutem tego tytułu jest zakończenie. Ostre jak brzytwa, otwarte i naprawdę mocne daje do myślenia i wręcz przykuwa do lektury kontynuacji tejże książki. 

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Dąbrowskiej. Pierwsze i bardzo, bardzo udane. W twórczości tej Pisarki drzemie prawdziwy potencjał, a jej proza nie odstępuje topowym księgarskim hitom z gatunku literatury dla kobiet. Z przyjemnością, szczerze i z pełnym przekonaniem, stawiam najwyższą notę tej powieści. Cieszę się, że wpadła ona w moje ręce. Rekomenduję Wam jej poznanie i życzę mocnych wrażeń. 



czwartek, 15 kwietnia 2021

Magdalena Kawka "Powrót z piekła"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 440
ISBN 978-83-8234-064-8

Nawet pobyt w piekle ma swój kres

Lektura drugiego tomu cyklu "Lwowska odyseja" autorstwa Magdaleny Kawki już za mną. Poziomem książka absolutnie nie odstępuje swojej poprzedniczce, a czytało mi się ją wyśmienicie. Moja zażyłość z bohaterami ogromnie się pogłębiła, a ja traktuję ich już jak starych, dobrych znajomych i marzę by kolejne, ostatnie już spotkanie z nimi miało miejsce jak najprędzej. Trzeba będzie jednak się uzbroić w cierpliwość do zimy. 

A co rozgrywa się w tym tomie?
Trwa okrutna wojna, która rozdzieliła rodzinę Lindnerów. Jej głowa, Gustaw został zesłany na Syberię. Trafia do łagru Smolnyj położonego daleko od cywilizacji, który otaczają bezkresne lasy tajgi. Mężczyzna nienawykły do pracy fizycznej pracuje przy ich wyrębie. W jego sercu płonie tęsknota za Lwowem i rodziną. List od Marianny traktuje niczym relikwię i czyta go, aż zna jego treść na pamięć. Warunki życia są okropne. Brakuje żywności, panują srogie mrozy, a świat skuty jest w okowach śniegu i lodu. Zewsząd atakują stada wilków, które wygłodzone nie wahają się zaatakować człowieka. Zesłańców trapią choroby i praca ponad ludzkie siły. Gustawa przy życiu trzymają myśli o bliskich. W niedoli i syberyjskim piekle kompana i towarzysza znajduje w osobie Akima, która opowiada mu wiele historii. Jedną z nich jest opowieść o Hartadze - pół człowieku, pół niedźwiedziu, który jest syberyjską legendą na miarę Yeti. 
Tymczasem we Lwowie następują spore zmiany. Po wybuchu wojny radziecko niemieckiej, gdy dwaj dotychczasowi koalicjanci rzucają się sobie do gardeł, zmienia się okupant. Po okowach radzieckich przychodzą faszystowskie. Terror w białych rękawiczkach nie jest wcale lepszy. Marianna na szczęście nie załamuje się. Staje się twarda i silna. Mocno stąpa po ziemi i robi wszystko, by chronić rodzinę i zapewnić jej jak najlepsze warunki egzystencji. Lilka po wielu miesiącach szczęśliwie wraca do domu. Znajduje w nim zmiany. Powrót na łono rodziny ogromnie ją cieszy, smucą wiadomości o śmierci pewnych osób i wieści o ojcu. Czasy są trudne, a kolejne ciosy spadają na głowy naszych bohaterów. Nic jednak nie trwa wiecznie. Nawet piekło...

Przeczytanie kolejnego tomu opowiadającego o losach rodziny Lindnerów i ich przyjaciół sprawiło mi prawdziwą przyjemność. Odpłynęłam do miejsc, w które zabrała nas Autorka i mocno przeżywałam to, co działo się na kartach książki. A działo się naprawdę wiele. Akcja obfitowała w różne sceny i obrazy, które dostarczyły mi emocji i wzruszeń. Autorka perfekcyjnie powiązała wydarzenia historyczne z losami swoich bohaterów, którzy wciąż się zmieniają. Chcą przeżyć i doczekać wolności, więc muszą walczyć o każdy dzień, posiłek, noc w własnym łóżku. Ich dusze twardnieją, hartują się i odpierają wciąż spadające na nich nowe przeciwności losu. W ich sercach drzemie wiele uczuć, a wśród nich nie umiera nadzieja na powrót do normalności, wolność i spokój. 

Magdalena Kawka perfekcyjnie oddaje zarówno klimat okupowanego Lwowa i realia życia pod niemieckim brzemieniem, jak i obraz Syberii, nieprzyjaznej, ale i pięknej w swoim okrucieństwie. Główni bohaterowie, kiedyś wydelikaceni przez spokojne i dostatnie życie, zdają egzamin z przystosowania się do okropnych i bezwzględnych warunków. Zmieniają się, jednak zło nie zatruwa ich serc i nie zmienia ich wnętrz. 

Mogłabym naprawdę długo myśleć i nie sądzę, bym znalazła jakiekolwiek minusy czy wady tej książki. Jedno co złe, to to, że się kończy i zostawia nas w niepewności co dalej. W tym miejscu wypada mi pochwalić Autorkę za styl, język, piękne i plastyczne opisy, czytelne przybliżenie świata syberyjskich zesłańców, wykreowanie wielu postaci drugoplanowych, które dodają fabule oryginalnego blasku i świeżości. To piękna książka, z którą naprawdę trudno było mi się rozstać. Oczarowała mnie syberyjska rzeczywistość i tajemnice. Rozczuliły losy młodych, którym przyszło nagle tak intensywnie żyć w morzu trosk. Powieść budzi wiele refleksji nad motywami ludzkich zachowań wobec śmiertelnych niebezpieczeństw. Książka przybliża fakty historyczne na przykładzie losów zwyczajnych ludzi od których życie zaczęło nagle wymagać ogromnie dużo serwując na dokładkę wiele złych niespodzianek. 
W trakcie lektury uroniłam łzę, wpadałam w nostalgiczny nastrój, cieszyłam się jak dziecko, gdy coś pozytywnego miało miejsce. Z niecierpliwością będę czekała na ostatni tom serii, która wędruje na półkę ulubionych pozycji w mojej biblioteczce. Gorąco Wam ją polecam i zapewniam, że podbije ona Wasze serca.  



wtorek, 13 kwietnia 2021

Aleksandra Rutkowska, Aleksandra Olsson "Żyj bez toksyn"

 


Wydawnictwo Chilli Books
data wydania 2021
stron 368
ISBN 978-83-240-6229-4

Powiedz toksynom stop! 

Żyjemy w szalonych czasach o których z całym przekonaniem możemy powiedzieć, że to epoka konsumpcjonizmu. Codziennie zewsząd atakują nas reklamy, hasła i różne kampanie. "Musisz to mieć". "Jesteś tego warta". Media, producenci oraz osoby publiczne przekonują nas do kupna tego i owego, do gromadzenia jak największej liczby przedmiotów. Czy tak naprawdę są one zawsze nam niezbędnie potrzebne? Czy nie możemy się obejść bez kolejnego swetra, mebla, kolejnego kosmetyku? Czy gromadząc te dobra nie przyczyniamy się do własnej zagłady? Zapytacie jak? Otóż w ten sposób zwiększamy produkcję śmieci i otaczamy się masą przedmiotów, które mogą nam szkodzić. Wszystko przez to, że wiele z nich jest zrobionych ze szkodliwych dla naszego zdrowia substancji o czym często nie wiemy. 
Moja wiedza nie była najgorsza w tym temacie, ale miała spore luki. Uzupełniłam je po przeczytaniu pewnego niesamowicie mądrego poradnika, który uświadomił mi moje błędy w codzienności i uczulił skutecznie na pewne sprawy. 

Żyjemy w epoce plastiku. Raczkuje wiedza o nim i praktyka jego recyklingu, ale i to rozwiązanie nie jest doskonałe. Zewsząd otacza nas wiele rzeczy, które w składzie zawierają substancje mające  negatywny wpływ na nasze zdrowie. A jakie konkretnie? Otóż zaburzają pracę hormonów, zwiększają ryzyko groźnych chorób (nowotworów, chorób serca), niepłodności, wad rozwojowych dzieci oraz otyłości. Nie mając wiedzy o tym podświadomie zgadzamy się na robienie sobie krzywdy. Trzeba koniecznie to zmienić poprzez edukację i uświadamianie ludziom o konsekwencjach ich wyborów. Trzeba zmieniać swoje nawyki, by sobie nie szkodzić, by dbać o własne zdrowie, bo przecież mamy je tylko jedno. 

Pomocą w tym na pewno będzie książka autorstwa Aleksandry Rutkowskiej i Aleksandry Olsson "Żyj bez toksyn". To rewelacyjnie napisany poradnik, który ja, osoba z wrodzonym sceptycyzmem do tego typu literatury, polecam i z pełnym przekonaniem rekomenduję każdemu. 
Książka jest przygotowana w bardzo przejrzysty i czytelny sposób, tym samym ułatwia to odbiór i przyswojenie wiedzy praktycznej, którą tekst jest naszpikowany. Publikacja podzielona jest na konkretne działy odnoszące się do poszczególnych dziedzin naszego zwyczajnego życia. Możemy ją poznawać i czytać na różne sposoby. Ci, którzy lubią chronologię mogą zagłębić się w nią strona po stronie. Dział za działem. Można ją też chłonąć wyrywkowo, skupiając się na tym, co jest nam najbardziej przydatne i potrzebne. Jedno jest pewne - zawarta w tekście wiedza jest bardzo konkretna i skondensowana. 

Poszczególne działy skupiają się na domu i jego urządzeniu oraz organizacji, kuchni, żywieniu, kosmetykach, praniu i sprzątaniu, dzieciach oraz higienie pracy i sposobie odżywiania. W każdym z nich  Autorki sprytnie pokazują jak usprawnić sobie życie, jak wyeliminować to, co nam szkodzi, jak korzystać z substancji naturalnych eliminując te chemiczne i sztuczne. Nie jest to aż takie trudne, nie wymaga zbytniego wysiłku. Wymaga wyrobienia w sobie pewnych nawyków za które otrzymamy zdrowsze życie. Zatem gra naprawdę warta jest świeczki. Rady są proste i konkretne. 

Z tego tytułu dowiecie się między innymi jak: przechowywać właściwie żywność, wybierać ubrania i zabawki dla dzieci, czego unikać w składzie kosmetyków, jak urządzać dom, by przedmioty w nim zgromadzone służyły dłużej, jak zamieniać detergenty na własnoręcznie zrobione środki czystości, jak rozsądniej sadzić rośliny we własnym ogrodzie. Tekst aż kipi od konkretów. Wystarczy odrobina działania i nasz komfort życia się o wiele poprawi. 

O ekologii mówi się dużo w aspekcie ogólnym. Poradnik daje nam konkretne rady, które możemy wprowadzać po trochę na poziomie własnego domu. Taka praca od podstaw szybko da widoczne efekty. 
Ta książka momentalnie zburzyła mój odwieczny sceptycyzm do tego typu literatury, przekonała mnie w stu procentach. Chłonęłam jej treść i powoli jej wytyczne będę wprowadzać w życie. Cześć z nich praktykowałam już wcześniej. Lektura uświadomiła mi jak sporo płynie z tego pożytku.
Wiedza zawarta w tytule z pewnością pomoże mi, jak i Wam, w walce z plagą współczesności - alergiami. Ja borykam się z nimi sama, ale problem dotyczy też jednego z moich psów. 
Gorąco polecam Wam ten tytuł. Z pewnością każdy z Was wyniesie z niego dużo dobroci. 
Książka jest świetnie wydana graficznie, co ułatwia jej poznanie. 

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Magdalena Kawka "Pora westchnień, pora burz"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 536

ISBN 978-83-8234-065-5

W życiu rzadko coś jest tylko czarne lub tylko białe

Uwielbiam ten stan, gdy jestem w czytelniczym niebie. Celebruję chwile, gdy w moje ręce trafia wyjątkowa książka, która sprawia, że płonę z zachwytu. Cieszę się, gdy mogę polecić ją innym i gdy przyczyniam się do jej popularności. Dziś wydaje się tak wiele książek, że czasem trudno wyłapać te najbardziej fenomenalne. Ja w tym poście podpowiem Wam pewien tytuł, który koniecznie musicie poznać. To powieść polskiej Pisarki, mnie już dobrze znanej, której piórem zachwyciłam się jakiś czas temu. 

Magdalena Kawka to Autorka, której kilka pozycji mogę Wam polecić. Linki do recenzji jej powieści, które już przeczytałam zostawię Wam pod tekstem o jej najnowszej serii. 

"Lwowska odyseja" to trylogia, której dwa pierwsze tomy możecie już nabyć, trzeci ma ukazać się zimą 2021 roku. Cykl rozpoczyna "Pora westchnień, pora burz". 

Autorka jest wnuczką Lwowian, których w rodzinnych stronach zastała wojenna zawierucha jaka wybuchła w 1939 roku. Potem znaleźli się na Ziemiach Odzyskanych. W ich sercach lwowski świat pozostał na zawsze. I podobnie jest ze mną. Moi dziadkowie także urodzili się na Kresach niedaleko Lwowa. Byli Polakami, których wraz z rodziną wysiedlono za granicę Sanu w 1944 roku. Właśnie dlatego ja nie tylko syciłam się pięknem tej prozy, ale i wspominałam. Przypominał mi się klimat dziadkowych opowieści, lwowska gwara, akcent, charakterystyczne słowa, typowe "zaciąganie " po lwowsku. Językowe naleciałości i wspomnienia z dzieciństwa powodowały, że moje oczy były bardziej wilgotne i zakręciła się w nich łza. Dość jednak sentymentów, wróćmy do fabuły. 

W 1938 roku Lilka Lindner jest uczennicą liceum. Przed nią ostatni rok edukacji i matura. Dziewczyna ma, podobnie jak każda nastolatka, tysiąc planów i pomysłów na dorosłe życie. W jej głowie tłoczą się liczne marzenia. Lilka marzy o miłości, ukochanym do którego pisze gorące listy, w dalszej  perspektywie mężu i rodzinie, ale i o pracy, która zapewni jej niezależność. Podobnie jak jej koleżanki chce korzystać z życia, bawić się, brylować w towarzystwie, a że pozycja finansowa jej rodziny jest wreszcie bardzo dobra dziewczyna ma po temu wiele okazji. Ani Lilianna, ani jej przyjaciółki nie mają jednak pojęcia, że ich szczęśliwe oraz beztroskie dni wkrótce dobiegną końca. Mieszkając we Lwowie, mieście, w którym żyją obok siebie dość zgodnie różne narodowości, nie ma świadomości, że wkrótce wiele osób rzuci się sobie do gardeł, stanie się ze zgodnych sąsiadów nieprzyjaciółmi i wrogami. Los Lindnerówej, podobnie jak jej całemu pokoleniu, zafunduje za sprawą wojny szybki kurs dorastania i obejdzie się z młodymi ludźmi bardzo surowo. Wkrótce bale, spotkania i rauty oraz tańce przejdą do lamusa, staną się jedynie bladym wspomnieniem. Esencją życia stanie się walka o przetrwanie, o każdy posiłek, o kęs chleba, o każdą noc spędzoną we własnym mieszkaniu, a nie w bydlęcym wagonie, który kieruje się w stronę surowej Syberii. 

Lektura tej powieści była prawdziwą przyjemnością. Jej fabuła odgradzała mnie szczelnie od realnego świata i codzienności. Ja duszą i sercem byłam w tamtym Lwowie i jego okolicach, doświadczałam duchowo tego, co bohaterowie, których polubiłam jak własną rodzinę. Stopiłam się z ich losem i przeżyciami, a przyszło mi to tym łatwiej, że mam identyczne korzenie.

 Książka to niezwykle udany początek cyklu, który losy zwykłych ludzi łączy z burzliwymi wydarzeniami historycznymi. Autorka przedstawia je w sposób bardzo plastyczny i wymowny, malowniczy i trafiający w serce. Akcja toczy się płynnie i wartko. Każda z postaci jest wykreowana w sposób interesujący i charakterystyczny. Magdalena Kawka wyraziście odtwarza lwowską atmosferę, gwarę i normy obyczajowo-społeczne. Świetnie pokazuje portret polskiego społeczeństwa, które stało się ofiarą nie tylko faszyzmu, ale i nienawiści ze strony Ukraińców oraz represji stalinowskich. 

Lektura spodobała mi się od pierwszej strony. Ta książka wzrusza, uczy i celnie przekazuje historyczną prawdę. Dokładnie tak było, ale mimo to w polskich rodzinach nie zamarły serca. Czasem słabiej, ale zawsze tliła się wiara i nadzieja w odzyskanie wolności. Nie zamierał patriotyzm, zew walki i przetrwania oraz pomocy innym. Ten czas był wielką miarą i egzaminem człowieczeństwa, które bohaterowie książki w większości zdali celująco. Ta powieść obfituje w wiele ciekawych scen, dialogów, gwarantuje ogrom emocji. Wciąga i pociąga. Jest dość obszerna, ale trudno ją odłożyć choćby sen mocno chciał objąć w swe objęcia. Osobiście przeczytawszy pierwszy tom bez zbędnej zwłoki zagłębiłam się w kolejny. Zdradzę, że jest równie świetny. To dla mnie zaszczyt, że mogę Wam polecić tak genialną książkę. Miłośnikom sag z historią w tle obowiązkowo polecam. 

Inne książki Magdaleny Kawki, które przeczytałam

"Rzeka zimna" 

cudownyswiatksiazekmalineczki: Magdalena Kawka "Rzeka zimna" (cudownyswiatksiazek3.blogspot.com)

"Wyspa z mgły i kamienia"

cudownyswiatksiazekmalineczki: Magdalena Kawka "Wyspa z mgły i kamienia" (cudownyswiatksiazek3.blogspot.com)

Cykl "Kobiety nieidealne" napisany wraz z Małgorzatą Hayles

cudownyswiatksiazekmalineczki: Magdalena Kawka, Małgorzata Hayles "Kobiety nieidealne. Magda" (cudownyswiatksiazek3.blogspot.com)

cudownyswiatksiazekmalineczki: Magdalena Kawka, Małgorzta Hayles "Kobiety nieidealne. Iza" (cudownyswiatksiazek3.blogspot.com)

cudownyswiatksiazekmalineczki: Magdalena Kawka, Małgorzata Hayles "Kobiety nieidealne. Baśka" (cudownyswiatksiazek3.blogspot.com)


piątek, 9 kwietnia 2021

Justyna Balcewicz "Karuzela"

 


Wydawnictwo Skrzat

data wydania 2021

stron 432

ISBN 978-83-8207-044-6

"Na karuzeli życia pokręcisz się"

Nasze życie jest jak jazda na karuzeli. Raz jest w nim pod górę, raz spadamy w dół. Oczywiście bywają i dobre momenty, które chcemy zapamiętać na zawsze. Niestety, nie zawsze na wszystko co nas dotyka mamy wpływ. Czasem kręcimy się porwani pędem życia i nie możemy zwolnić ani przyśpieszyć. Musimy się dostosować i dać się ponieść losowi wierząc w swój fart. Czy w takich sytuacjach pomocne są pieniądze? W pewnym sensie tak, ale nie stanowią one jakieś super polisy, która zawsze będzie niezawodnym kołem ratunkowym, które zadziała w potrzebie. Miliony ludzi na świecie gonią wciąż za swoim szczęściem, za fortuną, za bogactwem, które niejedno ma imię. Po drodze zbierają pakiet doświadczeń od losu w gratisie. Ta wiedza czasem ich mocno zmienia i daje prawdziwie cenne oraz wartościowe lekcje. 

Ostatnio bardzo chętnie sięgam po rodzime powieści obyczajowe. Wręcz chłonę je jedna po drugiej. Wybierając lektury według tego kierunkowskazu w moje ręce trafiła najnowsza powieść Justyny Balcewicz. Do tej pory Autorki mi nieznanej. Opis zachęcił mnie skutecznie by zagłębić się w tę fabułę. Jak było? Interesująco. Od razu zapunktował u mnie sposób konstrukcji powieści, która opisuje losy dwojga całkowicie różnych bohaterów. Kobiety i mężczyzny. Różni ich bardzo wiele. Wiek, pochodzenie, poglądy, status życiowy oraz bagaż doświadczeń stawiają Kasię i Tadeusza na dwóch różnych biegunach. Naprzemiennie poznajemy historię każdego z nich. W pewnym momencie ich życiowe ścieżki łączą się i splatają, ale żadnych innych informacji w tej kwestii Wam nie zdradzę by nie zepsuć przyjemności czytania. 

Kasia jest młodą kobietą, która mimo iż ukończyła studia tkwi w nieciekawej i słabo płatnej pracy w której nie może się rozwijać ani mieć satysfakcji z tego, co robi. Pewnego dnia dowiaduje się, że w swojej firmie jest zbędna i zostaje w ciągu chwili osobą bezrobotną. W myśl koncepcji, że nieszczęścia chodzą parami rozstaje się także ze swoim chłopakiem przy którym więdła do tej pory jak kwiat bez wody. Jacek nie ma życiowych ambicji ani planów. Zamiast wspierać Kasię tylko ją dołuje, a ta ma tego już dość. Poruszona impulsem decyduje się zrobić życiową rewolucję i zmienić w swoim życiu wszystko. Znaleźć pracę marzeń i idealnego faceta. Wyprowadza się do przyjaciółki i skupia się na konstruowaniu szałowego cv, które otworzy jej drzwi do wielkiej kariery. 

Tadeusz to starszy pan, który urodził się w niezbyt zamożnej rodzinie w 1930 roku. Doświadczenia z jego dzieciństwa utwierdzają go w przekonaniu, że pieniądze dają szczęście i by być szczęśliwym trzeba po prostu dorobić się fortuny. Im większej tym lepszej. Gdy poznaje Ninę, nieosiągalną dziewczynę ideał postanawia, że ją zdobędzie, a drogę do jej serca otworzy mu kasa. Status milionera ma mu dostarczyć to, o czym marzy. Dlatego łakomie spogląda na pewien interes..

Czy główni bohaterowie osiągną swoje cele i marzenia? Kiedy i w jakich okolicznościach się spotkają i co ich połączy? Jak zazębią się ich dwa różne światy? By się tego dowiedzieć musicie sięgnąć po książkę, która dostarczy odpowiedzi na powyższe pytania. 

Powieść Justyny Balcewicz okazała się lekturą pełną tajemnic, która niejednokrotnie mnie zaskoczyła. Była nieprzewidywalna, a to zapewniało zainteresowanie i przyjemność czytania. Nie odebrałam ją w sposób jednakowy. Były w niej fragmenty mniej lub bardziej ciekawe i lektura wprawiała mnie w czytelniczą sinusoidę. Reasumując to jednak dobra książka, której poświęcenia czasu kompletnie nie żałuję. Chłonięciu kolejnych stron towarzyszyły emocje. Nie zawsze były one silne, ale nigdy ich nie zabrakło. Głównych bohaterów szybko polubiłam i z ekscytacją poznawałam ich przeżycia, odkrywałam ich decyzje oraz motywy jakimi się kierowali. Kasi bardzo dopingowałam z racji tego, że podziwiam osoby, które stać na podjęcie odważnych rozwiązań i konkretne zmiany. Autorka ciekawie zestawia dwie historie osób, które młodość przeżyły w dwóch różnych epokach czasowych. Oczywiście wiele je różni, ale jeśli się starannie dopatrzymy to są jednak rzeczy niezmienne i stałe mimo upływającego czasu i zmian jakie zachodzą na świecie. 

Reasumując ta powieść to książka o szukaniu szczęścia, odkrywaniu życiowych dróg i podążaniu ku marzeniom, które drzemią przecież w każdym z nas. Lektura niekiedy prowokuje nas do refleksji, obnaża prawdę o cenie i wartości życiowych pokus, pokazuje, że niekiedy pewne cele są niewarte przysłowiowej świeczki i możemy sobie odpuścić bieg za nimi. Odkryjcie przesłanie tej książki, z którym w pełni się zgadzam. 

czwartek, 8 kwietnia 2021

Marek Rybarczyk "Elżbieta, Filip, Diana i Meghan"

 




Wydawnictwo Muza

data wydania 2021

stron 336

ISBN 978-83-287-1584-4

Korona czasem bardzo ciąży na głowie i trudno ją nosić

W bajkach królowe są piękne, mądre i szczęśliwe. Są kochane i nie mają kłopotów. Wiodą spokojne, radosne życie i wszystko im się dobrze układa. W życiu, tym prawdziwym jakie wiedzie każdy z nas, nawet królowe nie są oszczędzane i nie mają słodko. Choć noszą koronę nie omijają ich troski. Czasem to właśnie owa korona sporo ich przysparza. Życie królowej zatem lekkie nie jest, a dowodzi tego choćby przykład Elżbiety II wywodzącej się z rodu Windsorów. Brytyjska rodzina królewska jest najbardziej popularna na świecie. Na jej czele stoi od wielu lat jedna i ta sama kobieta, która niezmiennie i niezłomnie trwa na tronie. Już dawno przekroczyła wiek dziewięćdziesięciu lat. Choć cieszy się jak na swoje lata bardzo dobrym zdrowiem, to chyba każdy wie, że schyłek epoki matki księcia Karola niebawem nastąpi. Jakie było jej panowanie? Czy tak długie noszenie korony przyniosło jej dużo radości czy może więcej smutków? Jak ma się obecnie brytyjska monarchia i jakie prognozy są wobec niej na dalsze lata? 

Wszystkim, którzy śledzą losy Windsorów od lat, a także tym, którzy nie mają za wiele pojęcia co dzieje się między królową Elżbietą a jej wnukami i nie znają perypetii Karola oraz jego żony Diany z całego serca polecam książkę Marka Rybarczyka, która właśnie trafiła na księgarskie półki. Nie jest to jego pierwsza publikacja poruszająca tematykę brytyjskiej monarchii. Autor, publicysta, korespondent i dziennikarz śledzi jej losy od lat i jest naprawdę doskonałym znawcą tematu. Pan Marek rzeczowo, precyzyjnie i bez zbędnej kokieterii przybliża swoim czytelnikom najbardziej popularnych "royalsów", zdradzając ich pełne pikanterii tajemnice i obalając mit, że korony noszą ludzie idealni. 

Książka, której tytuł składa się z imion członków Windsorów to coś na kształt kroniki życia Elżbiety II i jej męża oraz dzieci i wnuków. Fundament lektury tworzą więc barwne życiorysy na których pojawiają się rysy i niedoskonałości. Królowa Elżbieta panuje bardzo długo, a czas jej rządów to lata burzliwe i barwne, obfitujące w moc wydarzeń i na świecie i na jej rodzimym "podwórku". W tym okresie nastąpiło bardzo wiele zmian, miał miejsce postęp techniczny, nastąpiła epoka cyfryzacji i zmieniły się normy moralne. Pani Windsor niechętnie, ale koniecznie musiała się do nich odnieść i dostosować. Przyszło jej to ze sporym trudem i nie bez ociągania. Tę jej drogę ewolucji Autor bardzo błyskotliwe opisuje. Koncentruje się również na jej małżeństwie i życiu prywatnym. Pisze otwarcie i dokładnie. Nie oszczędza koronowanych głów. O ich losach opowiada niezwykle ciekawie i błyskotliwie. Z ich bogatych życiorysów wyłuszcza najważniejsze fakty, ale i pokazuje ich jako ludzi, którymi targają emocje, namiętności. Jako osoby, które mają i wady i zalety, które popełniają błędy i potykają się na życiowej drodze. Dużo miejsca poświęca rodzinnym układom i koneksjom, sympatiom i antypatiom. Skupia się na skandalach, ale nie szuka taniej sensacji i nie opiera się na plotkach, ale rzetelnych faktach. 

To wszystko sprawia, że nawet osobom, takim jak ja, którym się wydaje, że znają doskonale losy Windsorów i obejrzały wszystkie sezony serialu "The Crown" ta lektura sprawi niekłamaną przyjemność. Rybarczyk  pokazuje królewskie osobistości w bardzo ciekawym świetle. Analizuje ich życie, nie szuka jednak sensacji i nie snuje niepotrzebnych domysłów. Rzeczowo przedstawia stan faktyczny. Książka ma w zasadzie bardzo wiele plusów i walorów. W tekście moim zdaniem zbyt mało miejsca poświęcono małżeństwu Kate i Wiliama. To jedyny minus tej publikacji. Atutami, których jest naprawdę ogrom, są język, wybór faktów na jakich się skupiono, błyskotliwa i rzetelna, fachowa wręcz ocena tego, co było i bardzo słuszne prognostyki na przyszłość. Ta książka to prawdziwa perełka dla fanów familii  Windsorów. Czyta się ją z prawdziwym apetytem i ciekawością. Trudno oderwać się od lektury, która zasługuje na wielkie brawa. Jeśli jesteście zainteresowani tą tematyką poznanie tego tytułu nie może Was ominąć. Gorąco, bardzo gorąco polecam. 

środa, 7 kwietnia 2021

Jodi Picoult "Księga Dwóch Dróg"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2021
stron 520
ISBN 978-83-8234-039-6

Śmierć, starożytny Egipt i trójkąt miłośny

Drodzy Czytelnicy mojego bloga! 
Z przyjemnością donoszę, że Jodi Picoult, jedna z moich najukochańszych Autorek, nadal pisze świetne książki, a Jej pióro ma się bardzo dobrze. Świadczy o tym najnowsza powieść, która jest naprawdę niesamowita i ma w sobie niekłamany urok. Czyta się ją naprawdę świetnie. Osobiście dałam się ponieść jej klimatowi i kilkuwymiarowej fabule od samego początku. Wiele osób przestrzegało mnie, że czytanie o śmierci, odchodzeniu i smutnym prawie, że żyjemy by umierać w dobie pandemii może mnie pokonać. Tak się jednak nie stało, a ja, choć w dość refleksyjnym czasem nastroju, dałam się ponieść emocjom i tej powieści. 

Dawn jest specjalistką od śmierci i umierania. Pracuje jako doula. Można wynająć ją by towarzyszyła osobie umierająco chorej do ostatniej chwili. Z jej wsparcia może też korzystać rodzina tej osoby. Dawn nie narzeka na brak zleceń. Jej praca jest bardzo trudna i wymagająca. Nieprzewidywalna i wyczerpująca emocjonalnie. Dawn wkłada w nią całe swoje serce i mimo woli związuje się z osobami, które stają na jej zawodowej ścieżce. A wszystko zaczęło się od choroby i odejścia jej matki, którą pokonał rak. W hospicjum poznała też mężczyznę z którym połączyło ją uczucie, dziecko i nowe życie. To stare czyli badania w Egipcie, archeologię i karierę oraz miłość do innego mężczyzny Dawn odłożyła do lamusa. Ale po latach nadszedł czas i okoliczności, które sprawiły, że kobieta udała się w sentymentalną podróż by spotkać dawną miłość i zmierzyć się z prawdą ukrytą w przeszłości. Od tej pory wszystko już stało się inne i nie było powrotu do dawnej rzeczywistości. Bo w życiu nie możemy wybierać dwa razy, nie możemy żyć podwójnie, nie możemy mieć ciastka i równocześnie zjeść ciastko! 

Fabuła "Księgi Dwóch Dróg" jest skonstruowana  na zasadzie pytania co by było gdyby? Tym samym jej Autorka podkreśla ogromną ważność wyborów w naszym życiu, których dokonujemy tysiące. Jedne są bardziej ważne, inne mniej. Każde mniej lub bardziej rzutują jednak na naszą przyszłość. Niestety nie mamy opcji być i tu i tam, robić i to i to. Nie mamy opcji funkcjonowania w dwóch światach, życia na dwóch płaszczyznach i w dwóch rzeczywistościach.
 Dawn z pewnością byłoby wtedy łatwiej. Ta bohaterka pod wpływem różnych czynników wybiera jedną z dróg, jednego z mężczyzn. Żyje w jednym świecie, ale gdzieś z tyłu jej głowy drzemie pytanie co by było gdyby wybrała inaczej. Ta kwestia ożywa w niej i mocno komplikuje życie. A czytelnik, gdy zaczyna żyć życiem Dawn, jak ja, mocno przeżywa wszystkie dylematy. Tym samym lektura gwarantuje ogrom, prawdziwe wręcz zatrzęsienie emocji i wodospad wzruszeń. Autorka skłania nas ku refleksji czy w życiu można się cofnąć wstecz, wybrać jeszcze raz inaczej, wrócić do jakiegoś ważnego dla nas punktu i ułożyć swoje puzzle od nowa. Inaczej, w inny wzór. 

Tę powieść nie połknęłam jednym ciągiem. Delektowałam się nią kilka dni. Błądziłam wokół jej fabuły myślami. Smakowałam jej przesłanie, które pewnie dręczyło niejednego z filozofów. Ta książka mocno uderzyła w najczulszą stronę mojej duszy. Pod jej wpływem sama zaczęłam szukać w moim życiu tych punktów, gdzie miałam alternatywę, gdzie rozgałęziały się moje ścieżki. Analizowałam moje wybory. Stawiałam sobie plusy i minusy. I ta czynność świetnie dopełniła lekturę, która ma swój smak i niesamowity wymiar. Nie jest to tylko jedna z wielu książek opartych na trójkącie: ich dwóch, a ona jedna. W tym tytule drzemie coś magicznego i wyjątkowego. Z pewnością uroku dodaje obecność starożytności i Egiptu sprzed wieków, który jest pełen tajemnic i mrocznych sekretów. 

Reasumując Jodi Picult nadal pisze genialnie, świetnie zrealizowała nowy, świeży pomysł na powieść, która nie jest podobna do innych jej książek. Autorka ponownie śmiało podjęła trudne tematy, zagłębiła się w strony życia od których raczej staramy uciekać myślami. Spod jej pióra wyszło kolejne, doskonałe i mistrzowskie dzieło sztuki. Zatem, Kochani, sięgajcie po tę lekturę, dajcie jej się ponieść, podejmijcie wyzwanie zmierzenia się z trudnymi kwestiami. Polecam Wam koniecznie ten tytuł. 

wtorek, 30 marca 2021

Monika Sawicka " Nie bo piekło"

 


Wydawnictwo E-bookowo
data wydania 23 kwietnia 2021
stron 105

Kara bez winy

Od października ubiegłego roku w Polsce oprócz pandemii covid19 zaczęło być głośno jeszcze o jednym, trudnym temacie. Rządzący zafundowali polskim kobietom zaostrzenie prawa aborcyjnego. W myśl niego Polki nie mogą dokonać aborcji w sytuacji, gdy ich nienarodzone dziecka posiada wady letalne. Czym one są? Otóż są to zaburzenia rozwojowe u płodu, większość z nich powstaje w bardzo wczesnym etapie ciąży. Ich rozpoznaniu służą badania prenatalne. Ich potwierdzenie jest niestety wyrokiem. Możliwości są okrutne: poronienie, urodzenie nieżywego dziecka, śmierć tuż po narodzinach często przy przedwczesnym porodzie. Ciąża płodu z wadami letalnymi niesie często ze sobą zagrożenie życia i zdrowia matki. Najczęściej spotykane wady letalne to ektopia serca, syronemelia - zespół syreny lub anencefalia. 

Co czuje matka, która po chwilach radości i euforii, po dwóch kreseczkach na teście dowiaduje się o tak tragicznej sytuacji i jak wielki to dramat trudno mi sobie wyobrazić. To musi być niewyobrażalny ból, rozpacz, gorycz, cios w serce. Jak bardzo muszą cierpieć kobiety tak okrutnie doświadczone przez los? 
Sama na szczęście nigdy nie byłam w takiej sytuacji, podobnie jak większość kobiet, a to nie znaczy, że my wszyscy jako społeczeństwo mamy milczeć o tym temacie. Nie, absolutnie nie można tej kwestii zamieść pod dywan, nie można uważać jej za wstydliwą. Nie można o niej milczeć. Nam, kobietom należy się wybór, a nie zakaz. My powinnyśmy mieć prawo same zdecydować czy usunąć płód dotknięty tak poważnymi wadami czy urodzić. 

Tego tematu nie bała się podjąć w swojej jakże wyjątkowej książce Monika Sawicka. Pisarka mająca w swoim dorobku już sporo świetnych książek, ale i matka, kobieta, która 30 lat temu miała wybór i go dokonała. Dziś Pani Monika dokładnie rozumie cierpienie i udrękę Polek, którym wszelkie prawa odebrano i nakazano przymusowy heroizm, sprowadzono do roli inkubatora, uprzedmiotowiono i postawiono pod murem.
"Nie bo piekło" to zbiór opowiadań. Jest ich piętnaście, a każde z nich inspirowane jest prawdziwymi zdarzeniami. Tragediami, które nigdy nie powinny się zdarzyć, a jednak przeszyły serca matek ogromnym bólem. Przeczytanie ich wymaga odwagi, bo to bardzo smutne historie. Opowieści bez happy endu, którym powinna przecież kończyć się ciąża. Mama po porodzie - siłami natury czy cesarskim cięciu- powinna utulić w ramionach malucha. Bohaterkom opowiadań ten przywilej zabrano. One nie miały co tulić. Ich dzieci nie wydały radosnego pierwszego krzyku, nie oznajmiły małym gardełkiem, że już są, że już rozpoczęło się ich życie. 
Każda z piętnastu bohaterek jest inna. Dotyka ją ta sama sytuacja czyli ciąża obciążona wadami letalnymi, ale inaczej rozwija się ich sytuacja. Niestety, każde z dzieci przed lub po narodzinach umiera. Każda z matek musi radzić sobie z niewyobrażalną traumą i bólem po stracie. Niestety, nie tylko z tym. Czasem, gdy zadecyduje o aborcji, bo wtedy jeszcze kobiety miały takie prawo, skazana jest na ostracyzm, krytykę, poniżenie. Zamiast wsparcia i pomocy psychologicznej musi zostać jeszcze obrzucona błotem, zastraszona piekłem, zdeptana. Sędziów jest wielu, wyroki surowe, kara okrutna, choć winy nie ma. Bo nikt nie ma prawa decydować za kogoś. Nikt nie żyje czy umiera za kogoś. Nagle jednak sędziowie mnożą się na potęgę, wytykają palcami, ferują wyroki. Ofiara dostaje często kolejny cios od otoczenia, choć już raz znokautował ją okrutny los. 

Kobiety - bohaterki publikacji na hiobowe wieści reagują różnie. Jedne decydują się donosić ciążę, inne nie. Jedne decydują się urodzić, inne nie. Mają do tego prawo. Ta lektura mocno to akcentuje. Autorka całym sercem podkreśla prawo wyboru kobiet do własnych decyzji zgodnych z ich sumieniem. My jako naród, jako społeczeństwo nie mamy żadnego, ale to żadnego prawa wtrącać się do cudzego życia. Absolutnie nie powinniśmy nikogo poniżać, strofować, piętnować. Kobiecie, jakąkolwiek podejmie decyzję, należy się wsparcie i pomoc. 

To nie była łatwa lektura. Choć tytuł nie jest grubym tomiszczem, to czytanie zajęło mi sporo czasu. Musiałam ocierać łzy, musiałam płakać w poduszkę, przeżywałam z bohaterkami ich dramaty. Współczułam im mocno, chciałam utulić, bo słowa pociechy nie są tu moim zdaniem potrzebne. One wydają się puste naprzeciw dramatu jaki się rozegrał. One są zbędne i nie wyrażają tego, co jest potrzebne. Potrzebne zaś jest wsparcie, brak krytyki, zrozumienie i prawo do bycia sobą, do życia zgodnie ze swoim sumieniem. 
To bardzo potrzebna książka, która uczula na problem i bardzo mocno akcentuje go. Brawa dla Autorki za odwagę pojęcia się tematu do niedawna tabu. Brawa za to, że odważnie pokazuje bolesny temat i nie osądza, nie krytykuje. Świetnie, że pokazuje to, co jest istotne, co powinniśmy zrobić, a czego nie. Uczmy się tolerancji, która w tej delikatnej sprawie jest niezbędnie potrzebna. Nie zaglądajmy komuś do brzucha i do serca. Uszanujmy prawo do intymności, do samostanowienia o sobie. 
Tytuł gorąco polecam. Niech dotrze i pokaże właściwe sedno tej sprawy. Dajmy wybór, wspierajmy, nie bawmy się w sędziów. 
Oby ta książka znalazła jak najszersze grono odbiorców. Oby było o niej głośno. Oby spełniała swoją misję i przekaz jaki Autorka w niej zawarła zrozumiało jak najwięcej osób. 

poniedziałek, 29 marca 2021

Sharon Cameron "Światło ukryte w mroku"

 




Wydawnictwo Kobiece

data wydania 2020

stron 480

ISBN 978-83-6643-698-5

Najbardziej wzruszająca książka jaką przeczytałam w życiu


Jestem osobą wysokowrażliwą i to przekłada się na różne dziedziny mojego życia. Czuję mocniej, bardziej przeżywam bodźce, które do mnie docierają, szybciej się roztkliwiam. Bardziej dotyka mnie treść książek, które czytam. Bardziej się wzruszam ich fabułami, mocno przeżywam losy ich bohaterów. Łzy często towarzyszą lekturze tytułów, które mają w sobie emocje. Wiele książek do tej pory mnie wzruszyło. Najbardziej ta sztuka udała się publikacji Sharon Cameron, która opowiada historię sióstr Podgórskich pochodzących z moich rodzinnych stron.


Stefania i Helena urodziły się w Lipie niedaleko Birczy. Ich rodzina żyła z pracy rąk na roli. Po śmierci ojca Stefania wyprowadziła się, podobnie jak jej starsze siostry, do Przemyśla, by ulżyć matce i się usamodzielnić. Została zatrudniona jak pomoc w sklepie Państwa Diamantów – Żydów, którzy potraktowali ją jak członka famillii. Fusia zamieszkała z nimi, poznała miasto, w którym jej się spodobało. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie wybuch wojny. Wiele osób w niego nie wierzyło, ale we wrześniu 1939 roku rozpoczęło się trwające wiele miesięcy piekło, które ową żydowską rodzinę dotknęło ogromnie boleśnie. Po pierwszych bombardowaniach żydowcy sklepikarze zdecydowali się uciekać na wschód. Po siedemnastym września to nie miało już jednak sensu. Diamantowie wrócili do Przemyśla i zostali przesiedleni do getta, z którego części członków rodziny udało się uciec. W ukrywaniu się przed niemieckim terrorem pomogła im Fusia, która obarczona opieką nad młodszą siostrą po wywózce matce na roboty do Salzburga musiała podołać wielu sprawom. Pracować, zdobywać jedzenie, ukrywać kilkanaście osób mając w pobliżu innych lokatorów i niemieckie pielęgniarki. To właśnie tę historię opowiada książka Sharon Cameron, którą odebrałam szczególnie osobiście z racji tego, gdzie rozgrywa się jej akcja.


Przemyśl to moje rodzinne miasto. Miejsca opisane w książce odwiedzam bardzo często. Niektóre, jak dom, w którym ukrywała się Fusia i Diamantowie mijam codziennie spacerując z psem. Lektura książki okazała się dla mnie niesamowitą lekcją historii, która pokazała mi inne oblicze świata, który mnie na co dzień otacza. Tym bardziej zapisane słowa do mnie przemówiły i dotarły do serca oraz umysłu.


Główne bohaterki – Fusia i jej młodsza siostra to postaci niezwykle. Bohaterskie i dzielne, które musiały porzucić beztroskę, wcześniej dojrzeć i sprostać ogromnie trudnym wyzwaniom. Ceną było ich życie oraz los osób, które ukrywały. Za te czyny groziła bezwglednie kara śmierci, a Podgórska była ich świadkiem na przemyskim rynku. Obie siostry radziły sobie wspaniale, choć to, co przeżyły określić można jedynie w kategoriach koszmaru. Wojna zabrała im beztroską młodość, ale nie odebrała im człowieczeństwa i uczuć wyższych. Wyzwoliła w ich sercach pokłady dobra, troski i opiekuńczości. Lekturze towarzyszyły łzy. Autorka idealnie ujęła słowami to, co miało miejsce. Książka jest napisana prostym, potocznym językiem by jeszcze bardziej uświadomić, kim były jej bohaterki. Lektura aż kipi od emocji. Gdybym nie wiedziała z góry jak zakończy się ta ciuciubabka z nazistami nie wiem, czy dałabym radę ją czytać. Wiele scen jest bowiem bardzo drastycznych i dowodzi, że szczęśliwe zakończenie jest cudem, który wydaje przecież logicznie niemożliwy. Młoda kobieta stanęła na wyżynach bohaterstwa i jest kimś, kto powinien być na wieki gloryfikowany i stawiany za przykład.


Książka napisana jest w sposób mistrzowski. Autorka perfekcyjnie oddała klimat okupowanego miasta, zdarzenia na jego ulicach, barwy wojennego życia, drastyczne sceny, w których na scenie pojawia się śmierć, terror, brutalne oblicze wojny, przemoc i prześladowanie narodu, któremu na opaskach kazano nosić Gwiazdę Dawida. Nosić niczym wyrok, niczym brzemię, niczym znak bycia kimś innym niż ludzie.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść to tytuł, który pozwala poznać koszmar holocaustu jaki miał miejsce w czasie II wojny światowej, ale to także świadectwo, że miłość i nadzieja nie umierają nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się przegrane i bez przyszłości. Goraco polecam lekturę tej książki osobom zainteresowanym historią II wojny światowej, ale i tym, którzy wątpią w fakt, że człowieczeństwo jest w stanie przetrwać mimo powszechnego upadku moralności i zezwierzęcenia świata. To nie tak, w dobrych ludziach nic nie jest w stanie go zabić. Z serca polecam lekturę, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. To naprawdę wyjątkowa pozycja na księgarskich półkach. Sięgnijcie po nią.



poniedziałek, 22 marca 2021

Aneta Grabowska "Dom, który widział zbyt wiele"

 


Wydawnictwo Skrzat 

data wydania 2021

stron 264

ISBN 978-83-8207-081-1

Prawdziwe życie serwuje wzloty i upadki

Dobra literatura kobieca zawsze sprawdzi się gdy mamy zły humor i gorszy dzień. 

Mając dość rzeczywistości i chcąc zrelaksować się przy książce rozpoczęłam lekturę powieści Anety Grabowskiej -  Autorki, której żadnej książki do tej pory nie czytałam. Miałam ochotę zrobić "Czytelniczy odlot" i świetnie mi się to udało. Fabuła książki okazała się idealna do tego i zabrała mnie do świata, w którym nie ma wirusa, ale jest mnóstwo tajemnic i sekretów, zaś bohaterowie odkrywają ciekawe historie. 

Monika i Dawid są małżeństwem z kilkuletnim stażem. Poznali się w pracy, pobrali bardzo szybko w tajemnicy przed swoimi rodzinami. Tak chcieli, tak im się podobało i inni musieli to zaakceptować. Ich pożycie układa się dość zgodnie. Do szczęścia brakuje im tylko jednego - dziecka. Mimo starań niestety - dwie kreski nie pojawiają się na kolejnych testach, które robi Monika. Para kupuje dom poza miastem z drugiej ręki. Sympatyczny starszy pan zostawia im swoje cztery kąty, które wydają się idealnym miejscem do życia. Sielski krajobraz, spokój, piękne widoki mają zabarwienie idylliczne. Ten idealny obraz burzą dziwni sąsiedzi, tajemniczy zeszyt wykopany z ziemi i różne życiowe zawirowania. Te wszystkie elementy wspaniale urozmaicają fabułę. Dzięki nim lektura staje się budzącą emocje i przykuwającą do siebie. Bo nagle mnoży się wiele znaków zapytania. Czy młodzi ludzie doczekają się potomka? Czy tajemnice sprzed lat wpłyną na ich życie? Czy to miejsce okaże się dla nich ostoją szczęścia?

Zaczytałam się, a lektura okazała się barwna i pełna różnych wątków, które skupiły moją uwagę i nie pozwoliły na nudę. Akcja książki wciąż przynosiła nowe niespodzianki. Zagłębiając się w treść miałam nieodparte wrażenie, że układam pasjans pełną talią kart i odkrywam nowe konstelacje, nowe tajemnice, a towarzyszyło temu bardzo przyjemne uczucie. Rozkoszowałam się sielankową i harmoniczną atmosferą miejsca, która jednak pokazywało swoje drugie oblicze. Te dwa obrazy nawzajem przenikały się się, a ja miałam niekłamaną frajdę z lektury. Autorka napisała lekko i tajemniczo. Splotła problemy realnego życia z marzeniami. Pokazała, że nikt nie jest perfekcyjny, ale i nikt nie żyje bez problemów i kłopotów. Każdy człowiek ma jakieś mniejsze lub większe swoje sekrety, które niekiedy potrafią rozrosnąć się do rozmiarów nad którymi możemy stracić kontrolę. 

Aneta Grabowska stworzyła ekscytującą historię której bohaterami są zwyczajni ludzie. Ich życie jest jednak na tyle zajmujące i urozmaicone, że śledzenie ich losów sprawia przyjemność i uczy, że życie, to prawdziwe, nie zawsze jest barwne i pełne blasku. Zdarzają się w nim dni bure i ponure, pełne kłopotów i spraw, które mogą przytłoczyć swoim ciężarem. Kluczem do ich rozwiązywania jest szczera rozmowa, pozbycie się tajemnic i wzajemne wspieranie się w trudnych chwilach. Autorka potwierdza więc regułę, że razem można więcej, a szczerość popłaca. Polecam lekturę tego tytułu, który sprawdzi się jako propozycja na odstresowujący wieczór czy weekendową odskocznie od codziennego życia. Na pewno Wam się spodoba. 

piątek, 19 marca 2021

Sonia Rosa "Doktor Seks"

 



Wydawnictwo Filia
data wydania 2021
stron 384
ISBN 978-83-8195-391-7

Każdy ma prawo walczyć o swoje marzenia

Lektura kolejnej powieści Soni Rosy za mną. Jestem urzeczona książką, choć erotyki pojawiają się w moich planach czytelniczych od czasu do czasu. Nie jestem ich jakąś zagorzałą fanką, ale uważam, że Sonia Rosa pisze wyjątkowo. Jej książki mają w sobie coś specyficznego, co przyciąga mnie do nich jak ogromny magnes. Tak, bez ogródek przyznaję, że to bardzo dobry erotyk, ale w tej powieści oprócz wielu, niekiedy bardzo pikantnych scen erotycznych jest jeszcze historia pewnego związku i poruszony został bardzo ważny, trudny, bolesny, niestety czasem prawdziwy temat. Temat, o którym powinno się dużo mówić. Temat, który niestety dotyka często zwłaszcza kobiety. Chodzi o toksyczne związki, które wyniszczają w różnym tempie, jednak skutecznie niczym trucizna. 

Robert jest przystojnym, wykształconym, ustawionym zawodowo i materialnie w życiu mężczyzną, który prowadzi gabinet seksuologiczny. Codziennie udziela swoim pacjentkom i pacjentom porad dotyczących seksu i życia intymnego. Problemy z jakimi zwracają się do niego różni ludzie są często wstydliwe i nietuzinkowe. My czytelnicy, mamy okazję przypatrzeć się wielu takim sesjom w trakcie czytania. Bywa śmiesznie, bywa smutno, bywa infantylnie. Jesteśmy jako ludzie jednak bardzo różni. Różne mamy preferencje, różne gusty i upodobania, różne problemy. 
Robert sam prowadzi dość urozmaicone życie intymne. Nie jest stałym związku, ale często spotyka się z różnymi kobietami na jeden wieczór lub dłużej. Nie jest jednak zakochany, żyje chwilą i skacze z przysłowiowego kwiatka na kwiatek. Pewnego dnia na imprezie u znajomych poznaje pewną kobietę. Praktycznie nic o niej nie wie, ale ich relacja nabiera najgłębszej bliskości w garażu na masce BMW gospodarzy. Piękna dama znika na pewien czas z życia Roberta, ale zjawia się w nim przypadkowo ponownie. Czy z tej znajomości narodzi się coś więcej niż gorący romans? Czy przystojny seksuolog i tajemnicza pani prawnik zechcą zbudować coś trwałego, co połączy coś więcej niż udany seks? 

Tę powieść od samego początku czytało mi się bardzo dobrze. W jej fabule pikantna erotyka łączy się w ciekawy wzór z obyczajową historią pokazującą  parę dwojga młodych osób. W życiu mają już wiele. Udane życie zawodowe, zdobyte wykształcenie, stabilizację finansową. Żyją lekko i łatwo, ale czegoś im brakuje. Ilona ma za sobą zły związek. Jej były partner nie raz posunął się wobec niej do przemocy. Tak, to ona jest ofiarą, która w sporym stopniu uzależniła się od swojego oprawcy. Udany i pociągający seks jest kroplą, która przyciąga ją do toksycznego partnera. Ten związek, choć formalnie już jest skończony, wciąż komplikuje jej życie. Czy jest zatem możliwe by się całkowicie z niego wyplątała?
 W pozornie lekkiej treści Autorka opisuje studium takiej relacji. Pokazuje jak jest skomplikowana, jak trudno jest się pozbyć jej brzemienia i jak bardzo wysysa z ofiary energię, siły, zaburza normalność i zakłóca cieszenie się codziennym życiem i zwykłymi sprawami. 
To również bardzo, ale to bardzo gorąca lektura. Wiele scen jest w niej ogromnie odważnych, więc raczej odradzam jej czytanie najbardziej pruderyjnym i religijnym czytelniczkom, gdyż mogą być zbyt zszokowane. Mnie książka bardzo się spodobała, pochłonęłam ją na jednym wdechu, z wielką przyjemnością. 
Tytuł pozwala podejrzeć szczegóły pracy seksuologa, odsłania w sposób odważny niuanse ludzkiej psychiki, pokazuje jak bardzo jesteśmy różni od siebie. 

Moim zdaniem ta książka ma bardzo wiele walorów i warto poświęcić jej czas. Jest przemyślana, dopracowana, napisana świetnym stylem, dynamiczna i nie pozwala się czytelnikom nudzić. Jest bezpruderyjna, odważna, pokazuje jak cienka granica dzieli uczucie od pożądania oraz miłość od nienawiści. Tak, kochać jest łatwo powiedzieć, ale praktyka pokazuje, że to słowo jednak niejedno ma imię i różnie się błyszczy. 
Według mnie czytelnicza rewelacja, którą rekomenduję. 

środa, 10 marca 2021

Marika Krajniewska "Białe noce"

 


Wydawnictwo Papierowy Motyl
data wydania 2016
stron 168
ISBN 978-83-65615-04-6

Niebanalna historia o nietuzinkowej miłości

Ludzie, którzy dzielą prozę na tę ambitną i tę łatwą-lekką-przyjemną powieść Mariki Krajniewskiej zakwalifikują z pewnością do pierwszej kategorii. To prawda, że ta Autorka w sposób niesztampowy trzyma pióro, ma swój styl i język, tworzy książki, które się wyróżniają od innych i wymagają sporej uwagi czytelnika. W Jej prozie nie sprawdza się maksyma "kawa na ławę", wyobraźnia i umysł muszą być maksymalnie skupione na czytaniu. Spod pióra Krajniewskiej wychodzą opowieści pełne niedomówień, subtelne, ulotne jak motyle. Delikatne i niezwykle intymne. Realne i pełne jakiejś wewnętrznej magii chociaż nie pokazują idealnego świata i życia. I takie właśnie są "Białe noce". Zachwyciłam się nimi od samego początku, choć od razu uprzedzę, że to nie jest łatwa lektura. 

Ola wyjeżdża na stypendium do wyjątkowego miejsca. Petersburg jest taki niesamowity i urokliwy. Z różnych względów zachwyca, posiada swój urok i magię. Elektryzuje i czaruje. W tym mieście pełnym absurdów i kontrastów piękna młoda kobieta poznaje Siergieja oraz jego starszego brata Aleksandra, który wrócił z wojny w Czeczeni. Wrócił zmieniony i okaleczony. Jego życie wskoczyło na inne tory. Podobnie jak życie Olgi, której losy na zawsze odmienia ten pobyt na obczyźnie. Po powrocie do kraju odkrywa coś, co jest dla niej niespodzianką, a dla jej rodziny kłopotem. Jak potoczą się po tym fakcie jej losy? Czy konsekwencje pewnych relacji pozwolą jej być szczęśliwą? Czy trudna miłość może zamienić życie w idyllę? 

Nie będę ukrywać, że to trudna książka, ale gorąco zachęcam do zmierzenia się z nią. Zdaję sobie sprawę, że pewni czytelnicy nie przebrną przez jej treść, ale tylko Ci którzy doczytają do końca będą mogli właściwie i sprawiedliwie ocenić ten tytuł. Jego ocena w połowie jest w moim przypadku inna niż po przeczytaniu ostatniego słowa. Piękno tej książki drzemie w jej całokształcie, a zakończenie to spory atut, który zaskakuje i wbija w fotel. Marika Krajniewska świetnie operuje słowami, zmusza do koncentracji, a zarazem odziera swoich bohaterów z intymności, wprowadza swoich czytelników we wnętrze ich duszy. Pokazuje ich emocje, rozterki, dylematy, przeżycia. Wyznacza przed nimi trudne cele, zmusza do drastycznych wyborów. Wskazuje, że w życiu nie jest prosto i z górki. Zwykle nasza droga pnie się pod górę, a bardzo często nie widać jej wierzchołka i celu wędrówki. Miłość idzie w parze z poświęceniem, rodzi tęsknotę, zmusza do opowiedzenia się po konkretnej stronie. Czasem wymusza też kłamstwo, które ma mniej ranić niż bolesna prawda. 

Ta pozycja nie jest gruba. Nie liczy nawet dwóch setek stron. Ale jest nasycona do granic możliwości treścią o zabarwieniu refleksyjnym i melancholijnym. To nie książka na chwilę relaksu czy idealna lektura by odciąć się od świata. To lektura, która zastanowi Was sobą na czas o wiele dłuższy niż ten jakiego potrzebujecie na jej przeczytanie. To książka, która pokaże Wam trudne oblicze miłości, ludzkie słabości i nadzieje. Gdy ją przeczytacie będziecie pewni, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma swoje miejsce i sens, że podejmowane decyzje rodzą czasem trudne do przywidzenia konsekwencje, ale życie z pewnością jest zawsze nieprzewidywalne i zaskakuje. 
W tym tytule każde słowo, każde zdanie ma swoją wagę i swój sens. Jest po coś, wpasowuje się idealnie w układankę słów, które składają się na całość tekstu. Obcowanie z prozą Mariki Krajniewskiej było dla mnie czymś wyjątkowym mającym w sobie elementy mistyczne. Długo ta lektura pozostanie we mnie. Długo będzie mnie zadziwiać i frapować. Dobrze, że ten tytuł stanął na mojej czytelniczej drodze. To księgarska perełka, którą warto odkryć.