poniedziałek, 18 lutego 2019

Remigiusz Mróz "Wieża milczenia"



Wydawnictwo Dragon
data wydania 2019
stron 368
ISBN 978-83-7887-873-5

Przymrozek przed Wielkim Mrozem

Kto lubi sensację doskonale zna nazwisko Mróz. Książki Remigiusza Mroza są księgarskimi hitami i rozchodzą się jak przysłowiowe świeże bułeczki. Autor zrobił wielką karierę, a wszystko zaczęło się oczywiście od debiutu. Od pierwszej książki, której nie czytałam. Poznałam inne, późniejsze powieści i wróciłam do początku. Od razu dodam, że w zasadzie to nietypowy jak na mnie manewr. I tu pojawia się problem. Bo chciałabym ocenić debiut jako debiut i uniknąć porównywania "Wieży milczenia" do innych książek znanego Autora. Po co? By sprawiedliwie ocenić książkę, która siłą rzeczy ustawi się w szeregu hitów w tyle. To nie ulega wątpliwości, że Remigiusz Mróz się bardzo rozwinął i udoskonalił swój warsztat. A zatem... wróćmy do chwili gdy na rynku pojawiła się pewna powieść. 
Kryminał, za którego lekturę wzięłam się wymazując celowo w pamięci dane autora. 

Pewnej nocy zostaje zamordowana niedaleko swojego miejsca pracy młoda kobieta. Heather, bo tak miała na imię ginie niedługo po przyjeździe do Lansing gdzie miała ze swoim ukochanym zacząć spokojnie życie bez skandalu jaki wywołali swoim związkiem. Scott powiadomiony o śmierci swojej dziewczyny zachowuje się niezwykle nietypowo. Zamiast płakać, smucić, rozpaczać, zamiast przywdziać żałobę włącza się w poszukiwania zabójcy z zimną krwią, niczym zawodowiec. Dokładnie tak, jakby ofiara była dla niego obcym człowiekiem. Policja ma trudne zadanie. Brak motywów, brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Sytuacja zmienia się wraz z kolejnym zabójstwem i zamachem na pewnego senatora, który chce objąć urząd prezydenta... Trzy ofiary niemające ze sobą nic wspólnego i śledztwo, które elektryzuje...

Spragniona dobrej sensacji, nastawiona niejako podświadomie na ciekawą książkę nie zawiodłam się. Od samego początku wkręciłam się bez trudu w fabułę i zaczęłam z pasją czytać. Lektura sprawiała mi naprawdę niekłamaną przyjemność. Owszem, zdarzały się drobne potknięcia, ale było to "wow", były emocje, były dreszcze...
Szybko "kupiłam" pomysł na fabułę, przekonał mnie styl i poprowadzenie akcji. Doceniłam dobre rozwiniecie akcji, wplecenie różnych wątków, opisy i detale, które decydują o odbiorze treści. Najbardziej ujęła mnie postać Scotta. To najbardziej oryginalny bohater jakiego spotkałam w literaturze kryminalnej, a czytałam jej całkiem sporo. Z jednej strony jakby zimny, nieczuły, ale i tajemniczy, mający rozległą wiedzę... Taki człowiek orkiestra, którego stać na wszystko, którego można kochać i nienawidzić równocześnie. 
Akcja toczy się wartko, ciekawie meandruje, zaskakuje czytelnika. Ten debiut bardzo dobrze się czyta. Amerykańskie realia są ciekawie nakreślone, napięcie rośnie, a po skończeniu książki ma się ochotę na więcej pozycji z jakże bogatej twórczości Autora. Mnie ten debiut sam w sobie ujął. Dobra książka, dobre emocje, bardzo dobra ocena. Polecam. 

wtorek, 12 lutego 2019

Natasza Socha "(Nie) miłość. Z Tobą i bez Ciebie"


Wydawnictwo Ediepresse
data wydania 2019
stron 304
ISBN 978-83-8164-003-9

Nie każda miłość jest na zawsze

Łatwo się zakochać. Nietrudno też pod wpływem uczucia podjąć decyzję o ślubie, a potem wypowiedzieć słowa małżeńskiej przysięgi, że będzie się z kimś do grobowej deski. Trudności zaczynają się potem, gdy dopada nas proza życia, gdy różowe okulary spadają i jak na dłoni widać szarości i mgły codzienności. Miłość powoli traci kolory, jej płomień nieco przygasa, a temperatura relacji spada. U osoby, która wydawała się nam ideałem, nagle dostrzegamy wady. Jedną, dwie i coraz więcej, i więcej. Nasza druga połówka zmienia się na gorsze, rośnie dystans. Coraz mniej spraw łączy, a pojawia się coraz więcej sekretów i pokus. I nagle odkrywamy, że w naszym związku z miłością życia czujemy się niezrozumiani i bardzo samotni. Na tyle samotni, że potwierdzenia własnej wartości szukamy u kogoś innego... Czarny scenariusz filmu czy teatralnej sztuki? Ależ nie! To samo życie!
W swoim małżeństwie z kilkunastoletnim stażem pogubili się Cecylia i Wiktor. Od pewnego czasu zaczęli oddalać się od siebie. Każde z nich w tym związku się nudziło i dusiło. Ona zaczęła flirtować z mężczyznami w internecie, spragniona komplementów i zrozumienia. On zadurzył się w młodszej atrakcyjnej kobiecie i odkrył na nowo smak ekscytującego seksu. Oboje zamarzyli o wolności i zrzuceniu małżeńskich kajdan. Cecylia pewnego dnia postanowiła poruszyć temat rozwodu. Do rozmowy jednak nie doszło. Cela miała rano wypadek samochodowy, po którym trafiła do szpitala. Przeszła operację i nie mogła chodzić. Rokowania były niepewne i czekała ją długa rehabilitacja. W tej sytuacji zakończenie małżeństwa nie było dobrym pomysłem. Ona bała się niepełnosprawności i samotności w chorobie, on czuł się zobowiązany zostać z żoną, aż wróci do zdrowia... Czy wypadek był zrządzeniem losu – lekiem na skostniały związek, czy raczej gwoździem do trumny?
O małżeństwie i jego obliczach napisano tysiące książek. Jedne z nich są dość banalne, inne wyczerpująco analizują długotrwałe związki. Książka „(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie” to wnikliwe studium kilkunastoletniego matrymonium, którego rozpad wydaje się nieunikniony. Autorka dokładnie przedstawia przyczyny tej sytuacji. Pokazuje stygnięcie uczuć, unaocznia błędy, które mają poważne konsekwencje. Czy można im było zapobiec? Czy też pokrycie się uczuć rdzą z biegiem lat jest nieuniknione?
Te dwa pytania często pojawiały się w mojej głowie w trakcie lektury, która była wyjątkowo zajmująca. Już po kilku stronach nie mogłam się od niej oderwać. Piłam tylko kolejne filiżanki herbaty i zadawałam sobie pytanie, co sama bym zrobiła na miejscu Celiny. Emocjom nie było końca.
W książce ukazano całą gamę uczuć, jakie przeżywa para związana węzłem małżeńskim i dzieckiem na różnych etapach związku. Wykreowani bohaterowie wydawali się realni, ale i niezwykli. Jedyni w swoim rodzaju i tacy jak tysiące ludzi na świecie. Żadne z nich nie znalazło dość sił, by podjąć walkę o stygnącą miłość. Zabrakło przyjaźni, życzliwych gestów i wspólnych chwil. A gdy przyszło nieszczęście, wszystko stało się jeszcze trudniejsze. Pojawiły się wspomnienia i analizy przeżytych razem lat. I to właśnie sprawiło, że odłożenie książki przed poznaniem końca okazało się niemożliwe. A zakończenie powala na kolana...
Mimo wielu lektur nie odkryłam dotąd lepszej książki o małżeńskich problemach i wygasaniu miłości. Natasza Socha przedstawiła ten problem w fenomenalny, dogłębny sposób. Nie oszczędziła swoich bohaterów, obnażyła ich uczucia. Wdarła się do ich dusz i pokazała, ile emocji skrywały ich serca. Niewątpliwą zaletą książki jest dwutorowa relacja – męża i żony, którzy mają okazję przedstawić swoje racje, opowiedzieć o swoich marzeniach, bolączkach i rozczarowaniach.
Powieść czyta się na jednym oddechu, z biciem serca. Zawiera ona też wiele ciekawych sentencji na temat małżeństwa. Na koniec przytoczę tę, która wyjątkowo zapadła mi w pamięć: „Małżeństwo to często mieszanka złudzeń i marzeń, a potem brutalne odarcie z nich” (s. 278). Książkę polecam szczególnie mężatkom i kobietom szykującym się do ślubu.


poniedziałek, 11 lutego 2019

Carme Chaparro "Nie jestem potworem"



Wydawnictwo Muza 
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-287-1131-0

Gdy sprawdza się czarny scenariusz...

Czego najbardziej boją się mamy? Choroby, zagubienia i śmierci swojego dziecka. Tak pokazują statystyki. Im młodsze jest dziecko, tym te lęki są silniejsze. Porwania dzieci to przestępstwa, które powinny być zagrożone najwyższymi karami, bo ból po zaginięciu dziecka jest w stanie rozsadzić matczyne serce.

W tym roku w ramach postanowień czytelniczych obiecałam sobie częściej sięgać po sensację. Ostatnio ten gatunek mocno zaniedbałam, więc w ramach realizacji postanowienia zdecydowałam sięgnąć po thriller i to Autora z kraju którego literaturę znam mało. Wybór padł na książkę pisarki hiszpańskiej, która jest dziennikarką, redaktorką i prezenterką telewizyjną. I jest niczym lustrzane odbicie jednej z wykreowanych na kartach lektury bohaterek. 

Akcja książki rozgrywa się współcześnie w Hiszpanii, a konkretnie w Madrycie i okolicy. Kike jest czteroletnim chłopcem, który znika nagle  w jednym z centrów handlowych. Wystarczy mgnienie oka a dziecko rozpływa się bez śladu. W tym samym miejscu podobny czterolatek zaginął dwa lata wcześniej i nigdy go nieodnaleziono. Postawione na nogi służby szybko łączą oba przypadki. Matka chłopca jest zrozpaczona, a policja zatrzymuje ojca dziecka. Śledztwo policyjne podobniej jak wcześniej prowadzi Ana Aren, dziennikarką relacjonującą sprawę dla telewizji Kanał Jedenaście jest Ines Grau - prywatnie koleżanka Any. Niestety poszukiwania nie przynoszą rezultatu, a sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dochodzi do zniknięcia trzeciego kilkulatka. Jest nim synek Ines…. Czy te zdarzenia to dzieło jednego szaleńca? Czy chłopcy się odnajdą cali i zdrowi? Czy może staną się ofiarami mordercy?

By się dowiedzieć musicie przeczytać książkę, która ma swój klimat i smak. To jest bezsporne. Nie potrafię Wam wyjaśnić czemu, ale mnie bardzo szybko skojarzyła się z piórem Zafona.
Jest równie tajemnicza i uwodzi czytelnika z pewną premedytacją. Powoli, aczkolwiek bardzo skutecznie. 
Pomysł na fabułę od samego początku wydał mi się intrygujący i mocny. Została ona poprowadzona jednak nieco inaczej niż się spodziewałam. To nie wpłynęło na moją ocenę książki, która mi się bardzo spodobała. Akcja powieści nie jest błyskawiczna, nie pędzi jak górski potok po ulewie. Jest jak na sensację dość stonowana. Sam gatunek sensacyjny pomieszany jest z obyczajem. Na fabułę nie składa się tylko śledztwo i działania policji oraz mediów. Jest miejsce na opis życia prywatnego głównych bohaterów, ich sprawy nie tylko zawodowe, ale i osobiste. 
Temat porwania schodzi momentami na drugi plan. Elektryzują zdarzenia z przeszłości, lęki i koszmary, które miały miejsce wcześniej i powróciły. 
Powieść czyta się dobrze, napięcie budowane jest powoli, a Autorka z każdą chwilą mocniej "nakręca" czytelnika. W tytule jest miejsce na tajemniczość, na wewnętrzne przeżycia, na rozterki bohaterów. Dialogi są nieco za mało dynamiczne. Atutem książki jest niewątpliwie zakończenie, o którym nic więcej z wiadomych względów nie napiszę. 
Czy warto sięgnąć po tę powieść? 
Owszem, jeśli mamy dość mrocznych skandynawskich kryminałów tajemniczość rodem z Hiszpanii okaże się strzałem w dziesiątkę. 


poniedziałek, 4 lutego 2019

Magdalena Majcher "Jeszcze jeden uśmiech"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2019
stron 400
ISBN 978-83-7642-882-6

Różne twarze macierzyństwa

Być mamą, a konkretniej dobrą, perfekcyjną mamą to wielkie wyzwanie i trudne zadanie. Chce mu sprostać tysiące kobiet na całym świecie. Ich chęci i zapał są ogromne, ich starania i wysiłki są precyzyjne i cechuje je determinacja, ale … nie ma recepty na perfekcyjne wychowanie dziecka. Nie ma receptury na idealną relację matka dziecko. Z pewnością szczęśliwa mama to radosne dziecko, ale gdy dojdziemy do konkretów to już trudno zdefiniować wyraziście jaki styl życia powinna prowadzić rodzicielka. Czy ma się tylko poświęcić rodzinie i domowemu ognisku, czy może sobie prowadzić równocześnie życie zawodowe i mieć czasem czas tylko sama dla siebie. 

Tematyce różnych obliczy macierzyństwa poświęciła swoją najnowszą powieść znana i lubiana polska pisarka tworząca literaturę dla kobiet Magdalena Majcher. Napisała o świecie mam do którego sama należy. Pokazała środowisko jej bliskie, a zarazem takie, do którego należą różne kobiety, których łączy posiadanie pociech. 
"Jeszcze tylko jeden uśmiech" to rewelacyjna powieść, której głównymi bohaterkami są młode mamy. Mamy, które swoje macierzyństwo realizują w bardzo różny sposób. Mamy, których dzieli wiele, a łączy jedno - chęć posiadania szczęśliwych dzieci. Każda z opisanych kobiet ma inną osobowość, inne cele, inną sytuacją osobistą i zawodową. Mimo to, gdy los krzyżuje ich ścieżki potrafią się doskonale dogadać ze sobą, przyjaźnić i wzajemnie wspierać. 

Monika dzieciństwo i młodość miała zniszczone przez wiecznie pijanego ojca. Nic dziwnego, że gdy dorosła postawiła na samodzielność i niezależność. Ułożyła sobie życie zawodowe i spełniła się jako bizneswoman. Postanowiła zostać mamą bez zakładania tradycyjnej rodziny. Dziecko, ukochany maleńki synek nie ograniczył jej zawodowo. Monika jako młoda mama postanowiła otworzyć kawiarnię- klub dla śląskich mam. Przy realizacji celu miała jej pomóc wieloletnia przyjaciółka.  
Karolina od lat przyjaźni się z Moniką. Ma dwoje dzieci - starszego synka w wieku przedszkolnym i kilkumiesięczną córeczkę. Jej życie obraca się tylko wokół dzieci i męża.
Olga poślubiła mężczyznę, który wywodzi się z bardzo katolickiej ,wręcz ortodoksyjnej rodziny. Dla niego nie istnieje pojęcie antykoncepcji. Tym samym Ola nie mając jeszcze trzydziestu lat nosi pod sercem już czwarte dziecko. Kobieta czuje się i wygląda na o wiele więcej lat niż ma. Olga ledwo co ogrania swoją gromadkę. Ma dość powiększania rodziny, ale nie wie jak do tego pomysłu przekonać męża. Jej życie jest szare, monotonne, a ona sama czuje się bardzo zmęczona i nieszczęśliwa.
Agnieszka ma tylko jedną córeczkę - Matyldę, która chodzi do przedszkola. Jej życie osobiste układa się dobrze. Atmosferę psuje tylko zbyt troskliwa matka, która wciąż domaga się uczestniczenia w życiu swojej dorosłej córki i jej rodziny. 

Cztery kobiety spotykają się w kawiarni Moniki. Nić przyjaźni i solidarności zawiązuje się między nimi bardzo szybko i okazuje się być mocną. A życie niesie im wiele wyzwań i niekoniecznie miłych niespodzianek...

Nie ukrywam, że na każdą książkę Magdaleny Majcher czekam z utęsknieniem pewna, że czeka mnie świetna lektura. I tym razem było tak samo jak zawsze. Do moich rąk trafiła powieść obyczajowa w najlepszej odsłonie pełna prawdziwego życia i dobrej energii. Autorka napisała o świecie sobie bardzo bliskim, o świecie do którego sama należy. 
Ta historia jest pełna blasków i cieni dokładnie tak jak prawdziwe życie. Świat młodych mam wcale nie jest nudny. Wiele się w nim dzieje. Autorka przekonuje, że macierzyństwo można przeżywać na wiele sposobów. Narzucanie jednego wzorca jest po prostu bezpodstawne. Bo każda z nas jest nieco inna. Ważną wartością w świecie mam jest solidarność i wzajemne wsparcie. Bo przecież nikt nie zrozumie lepiej mamy niż druga mama. Książka gloryfikuje kobiecą przyjaźń, która ma wielką moc i siłę.
Powieść czyta się przyjemnie i trudno się od niej oderwać. Autorka pisze lekko o trudnych sprawach, nie obawia się niewygodnych tematów. Nie boi się pokazać prawdziwego życia, unika sielanki. Tym samym jej proza ma moc i poucza, by się mimo wszystko nie poddawać. By mieć odwagę mówić o tym, co nas boli, by walczyć o swoje szczęście. Nie ma jednego wzorca matki idealnej. Nie ma jednego przepisu na wzorową rodzinę. O tym wie Magdalena Majcher i to uświadamia swoim czytelnikom. Ta lektura z pewnością poprawi humor wielu młodym mamom, które może niekiedy są przytłoczone problemami dni codziennych.
Książka ma moim zdaniem bardzo wiele plusów. Jej atutami są z pewnością sam pomysł na fabułę, styl i język, kreacja bohaterek, doskonałe ujęcie problemów środowiska jakie jest opisane. Powieść błyskawicznie podbiła moje serce. Z tak dobrą książką żal się rozstawać. Gorąco ją polecam przede wszystkim mamom, ale nie tylko. 

piątek, 1 lutego 2019

Agnieszka Jordan-Gondorek "Dziewczyna z warkoczem"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 416
ISBN 978-83-7674-747-7

Rozwód jest końcem, który otwiera wiele nowych drzwi

 Ślubując miłość, wierność i uczciwość małżeńską myślimy, że ta przysięga będzie aktualna aż po grób. Niestety, wiele par się rozstaje. Czasem obie strony chcą być na nowo wolne, czasem tylko jedną dręczą małżeńskie więzy. Zdrada jednego z małżonków boli czasem bardzo mocno drugą stronę. Co wtedy? Świat się wali, koniec, tragedia? Spokojnie. Rozwód bywa zwykle końcem, ale i równocześnie początkiem. O tym przekonała się Krystyna - bohaterka powieści Agnieszki Jordan-Gondorek. 

Krysia jest młodą, piękną i wykształconą kobietą. Zadbaną, robiącą zawodową karierę żoną, która robi wszystko by jej dom i małżeństwo funkcjonowały jak najlepiej. Niestety mimo starań nie zachodzi w ciążę. Mąż odchodzi do innej kobiety, która spodziewa się jego dziecka. To dla Krysi ciężki cios prosto w serce. Nic dziwnego, że kobieta przeżywa mocno i boleśnie rozwód. Gdy wyrokiem sądu pewnego dnia jej małżeństwo umiera Krysia musi poskładać i zbudować swój świat od nowa. Nie bardzo ma pomysł jak to zrobić. Pewne rzeczy realizuje dość spontanicznie i nagle. W tym stylu postanawia, że zmieni fryzurę i zetnie swoje piękne, długie włosy, które czasem zaplatała w warkocz. Udaje się do zakładu fryzjerskiego i tam zamiast sprawdzonej ulubionej specjalistki od fryzur spotyka nową twarz. Atrakcyjnego mężczyznę, który okazuje się mistrzem w swoim fachu. Do jego fotela ustawiają się długie kolejki, a ceny usług są niebotyczne. Na dodatek ten mężczyzna jest bardzo atrakcyjny, a Krysia wpada mu w oko od pierwszego wejrzenia...

Jak nigdy ocenę książki zacznę od głównej bohaterki. Krysia jest niesamowita. Po prostu drzemie w niej coś z każdej z nas. Jest taka prawdziwa, namacalna, sympatyczna i realna. Autorka daje nam ją poznać w bardzo trudnym momencie życia. Były mąż ją rani i to bardzo mocno. Facet jest tak niemożliwy, że nawet nie zdaje sobie sprawy co narozrabiał. Jemu zakończenie związku przychodzi lekko, jakby to było coś naturalnego jak zmiana kurtki czy mebli. Krysia uczy jak mimo bólu iść dalej przez życie, jak szukać mimo wszystko pozytywów, jak nie zamykać się w kokonie osamotnienia i rozdrapywania ran.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ta historia jest banalna i zwyczajna. Owszem, ale... jest też niełatwa i ma w sobie bardzo pozytywny wydźwięk. Czyta się ją lekko i przyjemnie, wyobraźnia pracuje i czytelnik szybciutko utożsamia się z poznaną w książce bohaterką. Ułatwia to pierwszoosobowa narracja i język jakim napisana jest powieść.
Urzeka okładka, która idealnie wkomponowuje się w fabułę książki, która pozornie lekka porusza trudne, życiowe tematy - bezpłodność, niewierność, konieczność powstania po ciosie, którego się nie spodziewamy.
Agnieszka Jordan-Gondorek gwarantuje ciepłą treść, sporo emocje czyli dokładnie to, co niesie zwyczajne życie. Raz dobre, raz złe nowiny.
Po książkę sięgnęłam w nie najlepszym nastroju i świadomie, by poprawić sobie samopoczucie. Książka spełniła to zadanie, a ja dwa kolejne wieczory spędziłam w towarzystwie dziewczyny, która nauczyła mnie by na życie nie spoglądać tylko ze smutną miną. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Zimą z dodatkiem gorącej herbaty i ciepłego kocyka sprawdzi się idealnie. 

środa, 30 stycznia 2019

Ursula Dubosarsky "Kuba i Kanga"


Był sobie raz pewien mały kangurek...

Znów wróciłam do świata dzieciństwa za sprawą wspaniałej książki, którą wydało Wydawnictwo Znak emoticon. 
To historia stworzona przez australijską pisarkę Ursulę Dubosarsky, która mieszka w Sydey i napisała ponad sześćdziesiąt książek skierowanych do najmłodszych czytelników.
Otrzymała za to wiele nagród. Po przeczytaniu lektury o kangurze i Kubie wiem, że w pełni na nie zasłużyła. Jej pióro jest lekkie i wyraziste, styl doskonały w odbiorze. Treść książki jest przemyślna i ma w sobie wiele pożytecznych elementów. 
Na podstawie wzruszającej i bardzo czytelnej fabuły rodzice mogą wiele dziecku uzmysłowić i sporo je nauczyć. 

Na skraju australijskiego buszu, w starym domu mieszka pewien mężczyzna ze swoim synkiem. Chłopiec ma na imię Kuba. Jego nieodłącznym towarzyszem jest piesek Bobi oraz stadko kur. Ojciec, który ma problemy zdrowotne wychowuje swojego syna w poszanowaniu i miłości do zwierząt. Pewnego dnia Kuba będąc na wycieczce w lesie jest świadkiem smutnego zdarzenia. Kłusownicy zabijają kangurzycę, która osieroca swoje dziecko. Kuba postanawia ocalić małego kangurka i się nim zaopiekować. Bierze go do domu i zastępuje mu prawdziwą mamę. To zdarzenie jest początkiem niezwykłej relacji i przygody...

Ta opowieść pochłonęła mnie od pierwszej strony. Szybciutko poczułam tropikalny klimat i odgłosy buszu. Historia niezwykłego, przypadkowego spotkania ujęła mnie mocno. To musiał być szok i dla dziecka i dla małego zwierzęcia. Tragiczne wydarzenie stało się jednak początkiem wspaniałej relacji i możliwości bliskiej więzi pomiędzy małym chłopcem a kangurzym dzieckiem. Kuba pielęgnując Kangę nauczył się odpowiedzialności i zrozumiał świat natury, który kieruje się odmiennymi prawami niż ten stworzony przez ludzi. 
W treści nie brak trudnych kwestii jak choroba, śmierć, kłusownictwo. Być może na pierwszy rzut oka ktoś może pomyśleć, że są to tematy i zagadnienia zbyt szokujące i zbyt brutalne dla dziecka. Życie jednak często nie pytając nas o zdanie wzywa do tablicy i daje bolesną lekcję. Książka pozwala pewne sprawy przybliżyć i uzmysłowić, że mimo wszystko trzeba małego człowieka z nimi oswajać. 
W fabule zwierzęta są ożywione, mają głos, wypowiadają swoje zdanie. Ten zabieg oczywiście dorosłym może wydać się sztuczny i bajkowy, ale właśnie takie rozwiązanie pozwala uzmysłowić, że zwierzaki czują, że nie są pozbawionym życia pluszakami, że mają swój świat, swoje emocje i odczucia. 
Książka ma walory edukacyjne, jest niezwykle wymowna i pozwala urozmaicić proces wychowawczy na konkretnym przykładzie. Tekst uzupełniają bardzo piękne ilustracje Andrew Joynera. Tytuł jest starannie wydany, a okładka utrzymana w pastelowych kolorach wręcz kusi by poznać treść.
Wspaniała propozycja dla najmłodszych, ciekawie opisana historia. Warto wydać na tę publikację pieniądze. Polecam.   

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Elżbieta Sieradzińska "Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt"


Wydawnictwo Marginesy
data wydania 2018
stron 568
ISBN 978-83-6597-318-4

Góry są jak narkotyk

Tysiące ludzi na świecie kocha góry. Dla jednych są wspaniałym miejscem na urlop i relaks, innym służą do uprawiania sportów ekstremalnych. W górach można się wyciszyć, zresetować, nabrać dystansu do świata i codziennych problemów. W górach można się też zakochać na zabój i znaleźć swoje miejsce na ziemi. Góry mogą stać się narkotykiem, bez którego żaden ich miłośnik nie potrafi żyć.
Od gór mocno uzależnieni są wspinacze. Ich życie jest amplitudą przygotowań, wypraw, powrotów i wspomnień, po czym znów pojawiają się nowe plany wyjazdowe i cykl się powtarza. Do grona „górskich narkomanów” należała również bohaterka książki Elżbiety Sieradzińskiej.
Wanda Rutkiewicz to ikona nie tylko polskiego, ale także światowego himalaizmu. Jej nazwisko zapisało się na kartach górskich kronik. Jej sukcesy i osiągnięcia są imponujące. Miłość, jaką darzyła góry, była ogromna. Góry też ją pokochały, ale ta miłość okazała się niebezpieczna. Wanda na zawsze w nich pozostała, na stoku trzeciego pod względem wysokości ośmiotysięcznika, a jej ciała nie odnaleziono. Uznano ją za zaginioną, a następnie za zmarłą.
Kim tak naprawdę była kobieta, która swojej pasji podporządkowała całe życie? Co nią kierowało i czy góry sprawiły, że czuła się szczęśliwa i spełniona?
Odpowiedzi na te pytania warto szukać w książkach poświęconych tej sławnej Polce. Jedną z nich jest biografia nakreślona przez Elżbietę Sieradzińską, opublikowana przez wydawnictwo Marginesy. Autorka przedstawiła w niej sylwetkę himalaistki dość drobiazgowo i pokazała ją z różnych stron. Nie ograniczyła się tylko do suchych faktów i powszechnie znanych informacji. By w pełni oddać osobowość i złożoną naturę bohaterki, Sieradzińska przeprowadziła wiele rozmów, wysłuchała wielu wspomnień i opinii osób ze środowiska himalaistów i nie tylko. Efektem jest książka, która odmalowuje nie tylko tę postać, ale i świat miłośników gór, który większości ludzi może wydawać się niezrozumiały. W opowieści pojawiają się także inni wspinacze, z którymi Rutkiewicz łączyły liny i wspólna pasja.
Jaka była Wanda? Tajemnicza i uparta. Konsekwentna i silna. Owładnięta miłością, w rytm której biło jej serce i której podporządkowała wszystko: życie osobiste, zawodowe i towarzyskie. Chciała być najlepsza, dla gór pokonywać własne słabości. Bywała jednak nieznośna i kapryśna. Nieprzewidywalna i głucha na głos rozsądku i zdanie innych. Góry kochała tak mocno, że gorączka szczytu dopadała ją także w dolinach.
O Wandzie wypowiadają się jej bliscy, nie brakuje niepublikowanych dotąd relacji. Z tych słów wyłania się postać jedyna w swoim rodzaju, która nigdy w życiu nie powiedziała górom stop, wystarczy.
Książka jest bogata w informacje i ciekawostki, pokazuje Wandę taką, jaka była: bez upiększeń, bez patosu, z wadami i zaletami, z cechami, których często nie rozumiało nawet jej środowisko.
Jest to godna polecenia pozycja dla miłośników biografii i literatury wysokogórskiej. Jej lektura otwiera drzwi do surowego górskiego świata, gdzie krzepnie rtęć i docierają tylko nieliczni. Zapewni wam kilkanaście godzin niesamowitych wrażeń i emocji.

wtorek, 22 stycznia 2019

Patrycja Strzałkowska "Welcome to spicy Warsaw"



Wydawnictwo Pascal 
data wydania listopad 2018
stron 256
ISBN 978-83-8103-390-9

 W świecie seksu, pieniędzy i próżności

Przyznaję się bez bicia, że od czasu do czasu czytują sobie portale plotkarskie, które zamieszczają informacje o celebrytach, skandalach, romansach i ślubach roku, zdradach itd. Czemu to robię? Powód okaże się dość dziwny dla wielu z Was. Wcale nie żałuję, że nie funkcjonuję w tym środowisku, nie mam parcia na szkło i nie chcę być sławna. Po prostu zaglądam przez przysłowiową dziurkę od klucza by docenić normalność w jakiej żyję. Bo mój świat nie jest aż tak bardzo idealny, ale nie króluje w nim próżność. Najważniejszą rzeczą nie są pieniądze. A seks nie jest środkiem do osiągania celów.

W świecie celebrytów jest inaczej. Tu trzeba być, pokazać się, istnieć, być zauważonym. Tu trzeba mieć wszystko naj. Najlepsze ciuchy (czytaj im droższe tym lepsze), wypasione auto, pękaty portfel i piękne oraz uległe kobiety czy nadzianych facetów przy boku. Tu nie ma miejsca na uczucia poza miłością do samego siebie i pieniędzy. Tu jeśli się o tobie nie mówi, nie pisze to nie istniejesz. 
Do takiego świata, do świata pikantnej stolicy zabiera nas w swojej książce Patrycja Strzałkowska. 
Autorka jest celebrytką, modelką, gwiazdą Instagrama, wizażystką, uczestniczką reality show, influencerką i mamą. Zna środowisko o którym postanowiła napisać książkę. A to już duży atut, że o danym świecie pisze ktoś, kto go dobrze zna.

Narratorką jest młoda, atrakcyjna kobieta zwana Panią Emocją. Głównymi bohaterami są jej partnerzy Pan A, B, C i Pan Zero. Miejscem akcji jest stolica do której Pani Emocja przyjeżdża by robić karierę, stać się sławna, bogata i rozchwytywana. Młoda, niedoświadczona dziewczyna otwiera drzwi do świata, który nie jest jak z bajki. Może tylko ją nieco przypomina i to na pierwszy rzut oka. Bo jest na bogato, luksusowo, modnie, glamour, ale... w tej rzeczywistości kocha się  tylko pieniądze i siebie. Jest to świat mający własne prawa, w którym króluje próżność i megalomania. Nie ma sentymentów i czułości. Po trupach kroczy się na szczyt i robi się wszystko, by być na samej górze jak najdłużej.

Odnośnie powieści - napiszę krótko -  książka ta mnie wielokrotnie zaskoczyła. Przed jej lekturą czytałam o niej bardzo skrajne opinie. Sama oceniam ją bardzo dobrze. Uważam, że by docenić jej walory trzeba jej się bardzo dobrze przyjrzeć.
Nie jest to jakieś arcydzieło, nie jest to klasyka. Nie szukajmy tu mistrzowskiej fabuły. Czemu?  Dlatego, by oddać istotę i klimat tegoż światka ona musi być dokładnie taka jaką stworzyła jej Autorka. Świat celebrytów trąci kiczem, błyskotkami - niekoniecznie sztucznymi, lecz takimi które mocno i ostentacyjnie błyszczą. W nim brylują ładne dziewczyny, które niekiedy są infantylne, ale niekiedy i bardzo inteligentne. Wyrachowane? Nie zawsze. Młodość czasem chce szaleństwa i spontaniczności. Czytając ten tytuł łatwo odczytać odpowiedź na pytanie czy warto wchodzić do  kokonu spicy. Można zyskać, można opuścić go bez żalu, ale można się mocno popiec.
W pewnością tu nie znajdzie się miłości, szacunku czy prawdziwych przyjaźni.
Tekst obfituje w pikantne sceny, szokujące opisy i  prawdę o nocnym życiu.
Życie jest niekończącą się imprezą, seks nie ma nic wspólnego z miłością, a pojęcie wierności jest abstrakcją.

W treści znalazłam kilka ciekawych cytatów, które bardzo mi się spodobały. Oto jeden z nich :
"Z miłością jest jak z wiatrem, nigdy nie wiesz z której strony zawieje, jak mocno cię zdmuchnie, czasem przewróci, uderzy w twarz, lekko domknie, przemknie, a co najdziwniejsze, nie możesz tego dostrzec, ani nad tym zapanować" (str.71)

Publikacja z pewnością dostarczy emocji, nie zabraknie w niej pikanterii, nie będzie tematów tabu. Będzie swoistym ostrzeżeniem dla młodych dam, które chcą podbić świat, by uważać gdzie się stawia kroki. Bo w tym świecie lód pod nogami jest wyjątkowo kruchy.
Powieść w pełni mnie utwierdziła, że nie jestem dobrym materiałem na celebrytkę, że wolę w życiu spokój i ciszę, ale nie żałuję wyprawy, literackiej wycieczki do szalonej i pikantnej Warszawy. Ciekawie było ją odkryć i zasmakować.

niedziela, 20 stycznia 2019

"Zakochane Trójmiasto" - Antologia - Praca zbiorowa


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 30 stycznia 2019 
stron 396
ISBN 978-83-8147-274-6

Dzięki miłości życie ma słodki smak

Bardzo dawno nie czytałam opowiadań. W okresie edukacji sięgałam po nie często i raczej z konieczności. Wolę bowiem historie długie, zamknięte w kilkuset stronach którymi mogę delektować się długo. Opowiadanie uważam za formę trudną. Trzeba bowiem w ograniczonym przekazie słów zmieścić wszystko, co istotne. Trzeba sprężyć treść i gruntownie dobrać każde słowo. Tylko najlepsi Autorzy mogą napisać dobre opowiadanie, które długo zostanie w głowie i które sprawi, że nasze myśli zatrzymają się na jego przesłaniu i treści.

Książek o miłości wydano wiele. W tym tłumie bardzo dużo pozycji jest podobnych do siebie. Czasem trafiają się po prostu kalki, książki bliźniaki podobne do siebie jak krople wody. Tego nie lubię, ba nie cierpię. Wtedy czuję się rozczarowana. I właśnie dlatego antologia "Zakochane Trójmiasto" podbiła moje serce. Bo w niej nie ma dwóch podobnych do siebie tekstów. Bo stworzyli ją polskie Autorki i Autorzy, którzy udowodnili, że świetnie sobie poradzą z krótszymi niż powieść tekstami. A zatem już wiecie, że książkę Wam polecę szczególnie na dodatek do walentynkowych kwiatów i czekoladek. Z tej książki wręcz tryska miłość, ale … nie jest to tytuł utrzymany w sielankowej aurze, słodkim różowym klimacie, oklejony do obrzydzenia amorkami. 

Kolejne teksty napisali znani mi polscy twórcy, którzy mają na swoim koncie dobre powieści. A zawarte w zbiorze opowiadania? Napiszę krótko trzymają poziom.
Każdy tekst jest inny od pozostałych. Łączy je tylko miejsce rozgrywania się akcji. Każdy napisany jest z pomysłem i weną. Przedstawieni bohaterowie są realni, ciekawie wykreowani, mają różne osobowości i bagaż doświadczeń. Ich życie nie jest proste i idealne, a każdy ma już w swoim bagażu różne doświadczenia. Miłość, bo przecież wokół niej i jej narodzin obraca się książka jest czymś, co los daje w prezencie. Nie zawsze jest to uczucie idealne, nie zawsze przyjęte z otwartymi rękoma i sercem. Los opisanych w tytule postaci nagle się zmienia, następują wydarzenia, które burzą rytm codzienności. Przypadkowe spotkanie z kimś nowym lub natrafienie na kogoś znanego kiedyś po latach odmienia codzienność. 

Książkę czytałam mimo przyjemnej treści dość długo. Po każdym utworze znajdowałam czas na chwilę refleksji, na zastanowienie się nad treścią, wymową i przesłaniem. Wbrew pozorom to nie jest tylko książka dobra na chwilowy relaks. Jest w niej coś więcej. Jest dużo normalnego, przeciętnego życia. Są problemy i życiowe bolączki. I jest dużo pogody i nadziei, że w życiu nie bywa tylko szaro i smutno. Autorzy udowadniają, że przychodzi coś wyjątkowego, co wznosi nas wysoko i dodaje skrzydła. Tym czymś jest właśnie miłość.

Wszystkie opowiadania przeczytałam w chronologicznej konieczności. Każde w nich miało swój urok i klimat. Nie było utworu gorszego, który odstawał by poziomem od innych. Najbardziej za serce chwyciła Agnieszka Lingas-Łoniewska i Małgorzata Warda. Najbardziej zaskoczył Daniel Koziarski. Okładka przypomniała letnie wakacje w Orłowie. 
Idealna propozycja na Walentynki. Przyjemna lektura, dobry tytuł obyczajowy. Dobry styl, wysoki poziom tekstów. Zresztą jestem pewna, że sprawdzicie to sami. 
Premiera 30 stycznia 2019 roku. Zapraszam do księgarń.


środa, 16 stycznia 2019

W. Bruce Cameron "O psie, który wrócil do domu"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 392
ISBN 978-83-6613-493-5

Z psim przyjacielem żyje się o niebo lepiej

Możemy mieć w życiu wielu przyjaciół, ale żaden z nich nie pokocha nas tak jak pies. Mając czworonożnego przyjaciela, doświadczymy idealnej przyjaźni. Wiernej i bezwarunkowej. Takiej, której zło nie jest w stanie pokonać. Z psem pod jednym dachem będzie nam się żyć po prostu lepiej. Pies to najlepszy terapeuta, który w zamian oczekuje tylko odrobiny uwagi i miłości. Pies będzie kochał nas o wiele bardziej niż samego siebie. Pies zrani nas tylko raz – gdy odejdzie za Tęczowy Most.
Na księgarskie półki trafiła kolejna książka autora hitu „Był sobie pies”. Nosi ona tytuł „O psie, który wrócił do domu” i opowiada perypetie sympatycznej suczki w typie pitbulla. Bella to bezpańskie szczenię, który przyszło na świat w opuszczonym domu przeznaczonym do rozbiórki. Pierwsze tygodnie suczka spędziła z mamą, rodzeństwem i bezdomnymi kotami. Jako kilkutygodniowy szczeniak znalazła swojego człowieka – sympatycznego młodego mężczyznę, który dokarmiał bezdomne zwierzęta. Lucas zakochał się w malutkiej od pierwszego wejrzenia i został jej opiekunem. Bella przynosiła mu i jego matce – weterence wojennej wiele radości. Błyskawicznie podbiła ich serca i stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. Sielankę przerwały jednak bezlitosne fakty. Właściciel budynku, w którym Lucas wynajmował mieszkanie, zabronił trzymania zwierząt. Bellę odłowił hycel. Ponowne jej odłowienie groziło uśpieniem... Lucas chciał za wszelką cenę ocalić suczkę. Czy mu się to udało? I czy Bella pogodziła się z rozwiązaniem, które wyrwało ją z kochających ramion?
Od pierwszych stron ta powieść ujęła mnie ciepłem. Czułam, że została napisana przez osobę, która kocha i szanuje zwierzęta. W. Bruce Cameron umie bowiem zajrzeć do psiego serca i odmalować słowami, co drzemie w psiej duszy.
Opowiadając przygody Belli, autor celowo oddał jej głos i uczynił narratorką. Sympatyczna psina wciąga nas do swego świata i pokazuje, jak odbiera nasze ludzkie zasady, wymysły i absurdy. Łatwo odkryć, że punkt widzenia psa jest niezwykle prosty, ale i pozbawiony fałszu czy obłudy. Białe jest białe, czarne jest czarne, a przyjaźń jest na całe życie. Przedstawione w tej książce sceny często wzruszają i powodują, że oczy robią się mokre od łez. Pies – jak dowodzi autor – jest bardzo wrażliwym zwierzęciem, które ma swoje zasady i jest prostolinijne. Obce są mu gierki i knowania.
Na uznanie zasługują zawarte w książce dialogi i opisy. Styl jest prosty, a treść wyrazista – idealnie odzwierciedla ogrom miłości, jaką pies jest w stanie obdarzyć człowieka. To nie tylko lektura dla posiadaczy psów, a także tych, którzy rozważają nabycie psa. Przekona niezdecydowanych i rozwieje wszelkie wątpliwości. Główna bohaterka zaś podbije czytelnicze serca i pozwoli zrozumieć wyjątkowość psiej natury.
Ta powieść to świetna propozycja dla każdego bez względu na płeć czy wiek. Mogą ją czytać zarówno nastolatkowie, jak i ich rodzice czy dziadkowie. Jestem przekonana, że po jej lekturze w wielu domach pojawi się nowy, czworonożny członek rodziny. Z psem żyje się bowiem o niebo lepiej.

niedziela, 6 stycznia 2019

Aneta Krasińska "Nadzieje Olgi"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 320
ISBN 978-83-7674-741-5
cykl Małe tęsknoty tom III

Życie to czasem cała masa kłopotów

Chętnie sięgam po serie książek. Zaczytuję się trylogiach, tetralogiach, ciągach książek, w których pojawiają się ci sami bohaterowie. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie to, że czasem... czytam nie od pierwszego tomu. Czasem zaczynam znajomość z cyklem książek od tomu środkowego lub nawet ostatniego i wracam do początkowych. Tak właśnie rozpoczęłam czytelniczną znajomość z prozą Anety Krasińskiej. Serię Małe tęsknoty zaczęłam czytać od tomu trzeciego. Bardzo szybko połapałam się w jej wątkach i lektura błyskawicznie pochłonęła mnie całkowicie. Każda przeczytana strona udowadniała, że jest to idealna obyczajówka dla mnie, bo jest w niej dużo realnego życia i nie czuć sztucznej, cukierkowej fikcji. 

"Nadzieje Olgi" to powieść w której splatają się losy trzech kobiet. Życie krzyżuje ich ścieżki w trudnym momencie i tak naprawdę każda z nich powinna stać po przeciwnej stronie barykady. Bo zdarzenia, które wcześniej zaszły nie były pomyślne. Jednak na przekór losowi i logice między bohaterkami nawiązuje się przyjaźń. A wokół nich rozlewa się morze przeróżnych kłopotów i złych życiowych doświadczeń. W takim czasie pozytywne międzyludzkie relacje są szczególnie ważne i mają leczniczą moc. 
Olga usiłuje uporządkować swoje życie po nagłej śmierci ciotki, z którą była mocno związana. Nie jest to łatwe tym bardziej, że po pewnym czasie od śmierci krewnej dowiaduje się nowych faktów o jej życiu. Kłopoty dopadają ją także w relacji z mężem. 
Kalina po stracie dziecka dochodzi do siebie i boi się wyroku, który ma zapaść w jej sprawie. Kobieta lęka się, że sąd skaże ją na więzienie i będzie musiała się rozstać z mężem w którym ma oparcie. 
Lena przeżywa koszmarne, bo w jej życiu znów pojawia się Adam, który ją prześladuje i nęka. Mężczyzna nie daje nastolatce spokoju, a ta czuje się zaszczuta i bezsilna wobec stalkera. 
Czy niebo nad głowami bohaterek jest w stanie się wypogodzić? Czy dana im będzie spokojna codzienność? Jak potoczą się ich losy?

To była miła niespodzianka. To było bardzo przyjemne czytelnicze zaskoczenie. Bo biorąc lekturę do ręki nie miałam oczekiwań, a szybko dotarło do mnie, że to dobra powieść, że to rewelacyjna historia która wciąga jak narkotyk. Jej największym atutem jest świetny pomysł na fabułę, umiejętne poprowadzenie losów głównych bohaterek i idealne tempo akcji. Wszystko idealnie ze sobą współgra i nic nie jest przewidywalne. A to sprawia, że książka wręcz czyta się sama. 
W tekście jest sporo emocji i zakrętów akcji. Ciągle coś zaskakuje, coś nieoczekiwanego się wydarza. Rytm nadaje realizm, który dodaje idealnego smaku czytaniu. 
Każda z bohaterek to nietuzinkowa osobowość, to ciekawa literacka kreacja. Żadna z nich nie może o sobie powiedzieć szczęśliwa. Bo każdą życia stawia w trudnej sytuacji. Jednak mimo to stać je na ludzkie odruchy, na pomoc innym choć życie nie rozpieszcza. 

Bardzo polubiłam te trzy bohaterki. Zaczęłam darzyć je sympatią nieprzypadkowo. Podobały mi się ich decyzje, ich postępowanie, ich zachowanie gdy życie bezpardonowo przycisnęło je do muru. Tak czasem się zdarza i trzeba mimo upadku wstać i walczyć. Tak jak Olga, która mimo bólu nie przestaje być odpowiedzialna. Strasznie mi tym zaimponowała. Ta dziewczyna może być wzorem dla wielu czytelniczek, bowiem pokazuje, że jest możliwe by nie ugnieść się pod ciężkim brzemieniem.
Powieścią Anety Krasińskiej zaczęłam rok. Z pewnością nadrobię w nim poprzednie tomy tego cyklu. Wspaniała historia, którą gorąco polecam. 

piątek, 4 stycznia 2019

Joanna Jax "Ziemia ludzi zapomnianych"




Wydawnictwo Videograf
data wydania 22 stycznia 2019
stron 400
ISBN 978-83-7835-699-8

Relacja z piekła na ziemi

Akcja drugiego tomu cyklu „Zanim nadejdzie jutro”, zatytułowanego „Ziemia ludzi zapomnianych”, rozgrywa się w latach 1940-1942. Europa znalazła się w szponach wojny. Polska po 17 września 1939 roku została rozerwana przez dwóch okupantów. Wilno i okolice znalazły się w rękach Związku Radzieckiego. Stalin nakazał rozprawić się z Polakami nader srogo. Polscy oficerowie trafili do Kozielska, Ostaszkowa, Katynia. Ich rodziny, a także rzesze polskich patriotów bydlęcymi wagonami musiały udać się w podróż z „biletem w jedną stronę” – na Syberię.
Na nieludzką ziemię zostali wywiezieni także wykreowani przez Joannę Jax bohaterowie wspaniałej serii „Zanim nadejdzie jutro”. Wyrok był taki sam i dla bogatych, i dla biednych. I dla młodych, i dla starych. Nie liczył się majątek, pochodzenie ani status rodzinny. W bydlęcym wagonie, w nieludzkich warunkach wszyscy stali się równi. Równi w bólu i płaczu, rozpaczy i żalu, tęsknocie za domem i rodziną.
Choć byli różni, przyszło im spędzić razem długie dni w urągających godności warunkach. Choć chcieli żyć, nie wszystkim było dane życie. Choć mieli mało, zostali pozbawieni nawet osobistych drobiazgów. Choć nie wszyscy nawykli do pracy, musieli ciężko pracować za marne wynagrodzenie wystarczające tylko na głodowe racje byle jakiego jedzenia. Choć było im potwornie ciężko, trwali, marząc o wolności i powrocie do domu. Choć zostali odarci z resztek godności, trwali, bezgłośnie modląc się o każdą chwilę życia. Choć ich szeregi się przerzedzały, walczyli o każdy dzień.
Nie sposób wyrazić słowami tego, co przyszło przeżyć Ninie, Pawłowi czy Błażejowi. Na myśl o ich życiowej drodze do oczu napływają łzy. To, co zgotował im los i źli ludzie, miało smak piołunu. Ich syberyjskie losy były jak niekończąca się droga krzyżowa. A gdy do zesłańców dotarły w końcu pomyślne wieści, nie mogli w nie uwierzyć. Bo przez ich katorżnicze życie wolność wydawała się czymś równie nierealnym jak sztuka latania.
Joanna Jax w drobiazgowy, wyczerpujący i nader wymowny sposób pokazała piekło, jakie zgotowano naszym rodakom na Syberii. Tam moralność umarła śmiercią tragiczną, tam bestialsko zabito nadzieję. Tam doświadczyli oni tylko głodu i bezsilności wobec świata, który okazał się kalwarią. Lektura ta niezwykle wzrusza i przemawia wprost do serca. Pokazuje sceny, które pozostaną w duszy na zawsze. Woła wręcz o pamięć o tych, którzy na wieczność zostali w obcej ziemi, nawet bez krzyża na mogile. Ta opowieść o losach zwyczajnych ludzi, których zesłano na dno piekła, to lektura, od której trudno się oderwać i o której trudno będzie zapomnieć.
Podobnie jak jej poprzedniczka, książka ta ma wiele atutów. Autorka dopracowała ją w najmniejszych szczegółach. Efektem jej pracy i talentu jest tytuł ukazujący prawdę, o której wiele lat milczano, którą starano się wymazać. Fakty historyczne przedstawione w fabule splatają się z losami bohaterów. Dzięki temu obraz jest wiarygodny, przejmujący i prawdziwy. Czytając, czułam ich beznadzieję i rozpacz, bo bohaterowie stali mi się bliscy niczym dobrzy znajomi. Genialny zamysł i mistrzowskie przedstawienie zasługują na to, by ta literacka lekcja historii trafiła do wielu serc, bo dzięki niej pamięć o ofiarach stalinizmu będzie trwała wiecznie.
Gorąco polecam twórczość Joanny Jax. To współczesna proza z najwyższej półki, którą można ocenić tylko i wyłącznie w kategoriach arcydzieła.

środa, 2 stycznia 2019

Czytelnicze podsumowanie roku 2018


To nie był dobry czytelniczo rok. Przeczytałam o wiele mniej książek niż sobie założyłam. Ich liczba nie powala na kolana. Owszem 52 dwie książki się udało, ale … niespełna 90 pozycji to za mało. Jest niedosyt, ale i usprawiedliwienie tej sytuacji. Los nie był łaskawy niestety. Przez miesiąc straciłam nie tylko przyjemność czytania, ale i możliwość czytania ze zrozumieniem. Z traumy pozwoliła mi wyjść w pewnym sensie książka. I nie była to wcale relaksująca lektura, ale tytuł trudny, bolesny, ciężki. Tak czasem bywa. Dziś jest ok, mam ochotę na dobre książki i wróciłam do równowagi, choć blizna boleć będzie zawsze. Dobra, by nie przedłużać. 

Moja topka najlepszych książek jakie przeczytałam w ubiegłym roku. Kolejność totalnie przypadkowa. 


Cudowna powieść w świątecznym klimacie, ale nie w cukierkowym nastroju. Samo życie świetnie uchwycone przez Autorkę. Tytuł podbił serce również mojej mamy.


Kolejna książka obyczajowa, fabuła porusza temat choroby. Wzruszająca, lektura przy której ryczałam na maksa i kłóciłam się z losem pytając go dlaczego bywa okrutny. Odpowiedzi niestety nie dostałam.


Grube tomiszcze z którym naprawdę trudno było mi się rozstać. Książka o miłości, prawdziwej i mocnej. Wyciskacz łez, którego nigdy nie zapomnę.


Książka, która ciągle siedzi mi w głowie. Tytuł, który zawiera w sobie definicję prawdziwej miłości, która o nic nie pyta, tylko trwa. Nikt komu ją rekomendowałam nie powiedział mi ani jednego słowa krytyki. Same pochwały i zachwyty. Naprawdę warto po nią sięgnąć.


Kawał dobrego reportażu. Pozycja, która wbija w fotel i pokazuje prawdę o części polskiego Kościoła. Padają w niej mocne słowa. Genialna w swoim gatunku. 


Do bólu prawdziwa i bolesna. Lektura o której wyżej wspomniałam, która pomogła podnieść mi się z potwornej traumy. Czy warto sięgać po używki? Pytanie mocne, odpowiedź w treści.


Książka o górach napisana przez wyjątkowego Faceta - romantyka, Człowieka z duszą. Fenomen na górskiej półce. Takiego towarzysza na górskie wędrówki można sobie tylko wymarzyć. 


Marzyła mi się mocna książka. Przeczytałam "Małych bogów". Po lekturze nie ukrywam, że boję się chodzić do lekarzy. Treść w pełni odpowie na pytanie co wywołuje mój lęk i strach.


Wspaniała powieść, dla której zarwałam noc. Książka, która mieszka w moim sercu. Perła, ba klejnot w mojej biblioteczce. 


Reportaże pokazujące różne oblicza kraju, który marzę zobaczyć na własne oczy. Majstersztyk. W pełni pokazuje rewelacyjne pióro Autorki. 


Książkowy Red Bull. Energetyk dodający siły do podjęcia najwyższych lotów. Marzenia się spełniają. Naprawdę. Miłka i ja to wiemy. 


Powieść będąca dowodem na to, że polską Królową Sag jest Edyta Świętek. 


Podróż na wesoło. Z dystansem do świata i samego siebie. Humor, piękne zakątki świata, dużo natury i ciekawych ludzi spotkanych po drodze. 



Genialna biografia miłośnika Nanga Parbat. Tomek zapłacił za swoją miłość życiem. On zakochał się w górze, ona nie oddała Go już światu, rodzinie i znajomym. Cena marzeń bywa wysoka. 













poniedziałek, 31 grudnia 2018

Jodi Picoult "Iskra światła"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2018
stron 416
ISBN 978-83-8123-884-7

Prawda przyciąga wzrok jak błysk monety


W prozie Jodi Picoult jestem zakochana od lat. Z niekłamaną przyjemnością czekam na jej kolejne powieści, w których ta utalentowana pisarka nie boi się poruszać tematów trudnych i kontrowersyjnych, a nawet naznaczonych tabu. W swojej najnowszej książce odnosi się do aborcji, która w różnych krajach świata traktowana jest w całkiem odmienny sposób. Są miejsca, gdzie jest bezwzględnie zakazana, ale są i takie, gdzie jest ogólnodostępna i kobiety w miarę swobodnie mogą decydować o losie swojego płodu i własnym. Nie brakuje jednak osób, które ostro przeciw temu protestują, chcąc narzucić innym własne przekonanie o bezwzględnej ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Taki właśnie obraz czeka nas w „Iskrze światła”.
Ten dzień wydaje się zwyczajny, jak wszystkie inne. W jednej z klinik dla kobiet, które oferują szeroko rozumianą pomoc ginekologiczną, przyjmowane są kolejne pacjentki. Jedne z nich dotarły tu, by poddać się zabiegowi usunięcia ciąży, inne przyszły po receptę na leki antykoncepcyjne, jeszcze inne czekają na konsultację. Pod kliniką protestują przeciwnicy wywoływania sztucznego poronienia. Nagle dzwoni domofon i do budynku dostaje się tajemniczy mężczyzna będący w amoku. Okazuje się terrorystą, który oddaje strzały, bierze zakładników i barykaduje się w klinice. Natychmiast zostaje wezwana policja, która ma negocjować uwolnienie zamkniętych przez niego ludzi. Jako policyjny negocjator do miejsca zdarzenia zostaje oddelegowany Hugh McElroy. Gdy przygotowuje się do rozpoczęcia akcji, jeden sygnał telefonu burzy cały jego świat. Okazuje się bowiem, że w rękach terrorysty są jego córka Hugh i siostra Bex...
Takiej książki, choć ma ich w dorobku wiele, Jodi Picoult jeszcze nie napisała. Jej konstrukcją będą zaskoczeni nawet ci, którzy znają całą twórczość tej pisarki. Kompozycja powieści jest nietuzinkowa i dość chaotyczna. To jednak nie przypadek. Jeśli przypatrzymy się bliżej, to dostrzeżemy w tym świadomy zabieg: pewne przesłanie, a zarazem odzwierciedlenie tego, co dzieje się w duszach kobiet, które decydują się na usunięcie ciąży. Nigdy bowiem – jak wymownie ukazuje to fabuła książki – nie jest to prosta i łatwa decyzja. W sercach kobiet zawsze panuje wtedy emocjonalna burza.
Największym atutem tej książki jest podejście autorki do tematu. Jodi Picoult nie wyraża swojego zdania, nie opowiada się po żadnej ze stron. Wymownie milczy i pokazuje wszystkie postacie – i osoby, które pracują w klinice, i jej pacjentki, i przeciwników zabijania nienarodzonych, i niedoszłego dziadka. Każdemu daje prawo głosu, każdemu pozwala wyjaśnić swoje stanowisko i wyrazić swoje racje. Nie odmawia tego też najbardziej negatywnemu bohaterowi, który w ramach zemsty zabija. Nie ma tu ani wygranych, ani przegranych. Są tylko ludzkie dramaty, łzy, rozpacz, ból i cierpienie. To trudna książka, która nie relaksuje, lecz ukazuje ciemne strony życia, które niekiedy ma gorzki smak i jest niesprawiedliwe.
Jeśli ktoś zdecyduje się na lekturę tej książki, nie pozostanie obojętny wobec jej treści. Przepełni go wiele emocji, a jej obrazy nie wywietrzeją mu szybko z głowy. Poprzez losy bohaterów dotknie problemu, którego nie można rozwiązać w prosty i jednoznaczny sposób.
„Iskra światła” to książka wymowna, poruszająca i wyjątkowa. Mówiąca smutną prawdę o życiu i dylematach kobiet, z którymi los i ludzie nie obeszli się delikatnie i godnie. Zachęcam do przeczytania tego tytułu i przyjrzenia się problemowi aborcji z różnych stron.