poniedziałek, 17 stycznia 2022

Garść czytelniczych faktów o mnie czy poznaj blogera bliżej

 Stało się! Zostałam milionerką, mój blog odwiedza wielu nowych Czytelników, więc z tej okazji pokusiłam się na garść prywaty i poświęcę tę notkę mojej skromnej osobie i przybliżeniu mojej osoby, tym, którzy znają mnie mniej. 

1- Piszę książkowego bloga od ponad 11 lat. 

2 - Zwykle czytam więcej niż jedną książę na raz.

3 - Nie potrafię być nieszczera w swoich opiniach, nie faworyzuję Autorów czy Wydawców z którymi współpracuję. Nie gwarantuję pozytywnej recenzji, pisanie laurek nie jest w moim stylu. 

4 - Jeśli ktoś oczekuje ode mnie opinii musi liczyć się z krytyką, ale wyłącznie konstruktywną. 

5 - Czytnik czy papier? Zwykle papier, choć czytnik ma też swoje zalety i czasem jest wygodniejszy. 

6 - Po tylu latach recenzowania czuję trochę syndrom wypalenia, ale chwila odpoczynku pozwala od nowa naładować mi moje akumulatory.

7 - Blogowanie nauczyło mnie, że świat książek i ludzi z nim związanych nie jest idealny. Jedni piszą z pasji, inni dla pieniędzy, są tacy, którzy łączą te oba światy. 

8 - Najlepsze książki to takie, które są pisane z serca i z pasją. 

9 - W związku z punktem numer 8 Wydawcy nie powinni dawać Autorom terminów, bo to czasem wpływa na jakość prozy. 

10 - Marzę o wydaniu własnej książki, bo pisać lubię tak samo jak czytać.

11 - To, że marzenie z punktu 10 się spełni przepowiedziały mi moja Polonistka z liceum i moja Pani Ginekolog. Czy miały rację? Czy się uda? Pracuję nad tym. 

12 - Mam tyle książek w domu, że na mur beton nie przeczytam ich do śmierci nawet, gdy dożyję do setki. 

13 - Lubię tak samo czytać w domu, jak i w plenerze. 

14 - Chętnie zaprzyjaźniłabym się z wieloma bohaterkami powieści, które przeczytałam.

15 - Moja pasja czasem koliduje mi z życiem osobistym.

16 - Zdarza mi się zarwać nockę dla dobrej książki.

17 - Zwykle czytam na leżąco.

18 - Gdy czytam czasem słucham muzyki, ale to zależy co czytam. Muzyka przy lekturze pewnych książek czasem jest niemożliwa. 

19 - Książki to dobre lekarstwo na wszelkie stresy. 

20 - Czasem mam kłopoty z koncentracją na czytanej lekturze i nie zależy to od jej treści.

21 - Nie lubię, gdy przed lekturą ktoś ze szczegółami opowiada mi jej choćby początek. 

22 - Potrafię się zaczytać na amen i świat dla mnie przestaje istnieć. 

23 - Nie lubię kartkować książek by dowiedzieć się rozwiązania jakiegoś wątku.

24 - Lubię delektować się opisami przyrody i smakować się namalowanymi słowami obrazami. 

25 - Szanuj książki - to jedna z moich kluczowych zasad w życiu. Nie niszcz ich niepotrzebnie, nie pisz po nich, nie zaginaj rogów. 

26 - Nie oceniam książek po okładce, po początku, po połowie. 

27 - Autorzy książek, które recenzuję często piszą mi, że bezbłędnie odgaduję ich intencje, którymi się kierowali przy pisaniu i które zawarli w swoich tomach.

28 - Blog to moje dziecko, wiem, że czasem je zaniedbuję, ale bardzo kocham.

29 - Moje biurko przy którym piszę jest zawalone stosami książek do zdjęć i recenzji. 

30 - Blogowanie to kapitalna sprawa, choć zdaję sobie sprawę, że ta forma traci pewnie teraz na rzecz innych mediów. Polecam blogowanie!!!




czwartek, 13 stycznia 2022

Kazimierz Orłoś "Powrót"

 



Wydawnictwo Literackie
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-08-07396-4

Opowiadania pełne nostalgii, wspomnień i ciepła

To, że kiedyś, dobrych kilka lat temu sięgnęłam po prozę Kazimierza Orłosia było czystym przypadkiem. Pewnego jesiennego popołudnia buszowałam po bibliotecznych półkach w dziale literatury polskiej dla dorosłych. Mój wzrok przykuła dość wysłużona już książka, którą zapewne miało w ręce wielu czytelników. Wyciągnęłam ją z szeregu i przejrzałam kilka stron. Przeczytałam na chybił trafił wybrany fragment i od razu wiedziałam, że to będzie mój ulubiony Pisarz. I tak do dziś dnia jestem zagorzałą miłośniczką prozy wybitnego polskiego Autora, który jak nikt inny zarówno w krótkiej, jak i długiej formie literackiej potrafi malować słowami pejzaże, które głęboko zapadają w serce. 

W roku 2020 na księgarskie półki trafił "Powrót". Klimat tego tytułu doskonale oddaje jego okładka. To książka zdecydowanie sentymentalna, nostalgiczna, ciepła i wzruszająca. Jest niczym pamiętnik, a każde z opowiadań jest niczym zdjęcie w kolorze sepii, niczym wpis by zachować to, co z czasem dla pamięci ulotne, a co warte zachowania. Każde z nich stanowi jakby jeden cenny obraz namalowany słowami w kunsztowny sposób, który jest jedyny w swoim rodzaju i zawiera w sobie coś niepowtarzalnego. Czytałam je z zadowoleniem na twarzy, wolno i niespiesznie, delektowałam się nimi otulona ich czarującą magią. Były niczym czekoladki z wykwintnej bombonierki, a każde miało niepowtarzalny smak i aromat. Razem składały się w niesztampową całość, która robiła ogromne wrażenie. 

Opowiadania zawarte w tym tomie zabierają nas na Mazury, w Bieszczady, na warszawskie i podmiejskie przestrzenie. Drzemie w nich duch czasu, wspomnienia i emocje. W każdym z nich, niczym w kropli rosy, jest zamknięty mały wycinek świata, który z pewnością znalazł swoje miejsce w pamięci oraz sercu Autora. Jeśli chodzi o atuty tego tytułu jest ich tak wiele, że trudno wszystkie wyliczyć. Podziw budzą język, styl i warsztat literacki. Elegancja słowa, umiejętność oddania tak wiele w krótkiej formie. Ujmuje perfekcyjnie oddanie urody natury, wyłowienie z morza czasu tych najbardziej niepowtarzalnych momentów, fenomenalność opisu świata, którego już nie ma. 
Książka zrobiła na mnie ogromne i jak najbardziej pozytywne wrażenie. To istny majstersztyk, które zasługuje na peany i pochwały. Zachęcam do jej przeczytania nawet tych, którzy bardziej wolą grube powieści niż krótkie formy. To przepiękna lektura. 

Moja ocena 10/10.



środa, 12 stycznia 2022

Robert Beatty "Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy"

 




Wydawnictwo Literackie

data wydania 2022

stron 374

ISBN 978-83-0807-474-9


Witajcie w świecie Willi!


Ktoś kiedyś napisał, że książki są stworzone po to, by przenosić się bez przeszkód w czasie i przestrzeni. Ja do tego dodam, że świat literatury jest po to, by odkrywać nowe przestrzenie, które narodziły się tylko w umyśle Autorów i tak naprawdę nie istnieją, ale zajrzenie do nich jest niezwykłą przygodą i miłą odskocznią od rzeczywistości. 

Nowy Rok rozpoczęłam lekturą właśnie takiej powieści, która z realnej rzeczywistości, obecnie dość przygnębiającej, przeniosła mnie do świata pełnego przygód, walki dobra ze złem i tajemnic oraz magii. Jestem świeżo po lekturze drugiej w cyklu "Willa" powieści Roberta Beattego, która opowiada losy nastoletniej leśnej czarownicy wywodzącej się z rodu Feiranów. Jest to kontynuacja tytułu "Willa, dziewczyna z lasu" i publikacja adresowana do młodego pokolenia. Ale czy tylko do niego? Ja jestem dużo starsza, a ta książka mnie mocno zauroczyła, bardzo się spodobała i zrobiła świetne wrażenie. Z ręką na sercu dodam, że od samego początku czytania doceniłam kunszt pióra jej Autora i zakochałam się na zabój w opisie świata, w którym rozgrywa się fabuła. Jest on magiczny, pełny niebezpieczeństw i niespodzianek, brutalności, ale i ma w nim swoje miejsce dobro, które na pewno mieszka w sercu głównej bohaterki.

 Willa ma zaledwie naście lat. Jej narodziny zbiegły się z trudnymi czasami dla jej klanu, który był wyniszczany przez przemoc i głód. W wieku sześciu lat dziewczynka straciła siostrę bliźniaczkę, matkę i ojca. Przez kolejne sześć lat była wychowywana przez babcię. W jej serce zostały mocno wszczepione stare feirańskie tradycje. Willa mająca nadprzyrodzone zdolności może wtopić się niepostrzeżenie w otoczenie. Jest opiekunką roślin i zwierząt. Pewnego dnia staje się świadkiem niszczenia starych drzew w lesie przez wrogich drwali i pod jej opiekę dostaje się mały niedźwiadek, którego matka zostaje na oczach Willi zabita. Z tym bezbronnym maleństwem dziewczyna wraca do swojego domu. Co dalej ją czeka? Jakie niespodzianki przyniesie jej los? Czy uda jej się ochronić malucha przed złem? Czy spotkane cieniste stwory będą jej sprzymierzeńcami czy wrogami? Zapraszam do lektury książki, która dla mnie jest przepiękna i wypełniona urokliwą magią! Ma swój czar, urok i niepowtarzalny klimat. Oplata duszę niczym bluszcz i pochłania zmysły! 

Powieść Roberta Beattiego ma bardzo wiele walorów. Mnie szczególnie spodobał się język jakim jest napisana, styl w jakim ją stworzono i genialność opisów jakimi posłużył się Autor. Prozie nie sposób nie przyznać elegancji, eteryczności, delikatności i gracji. Czytanie tej historii jest naprawdę wielką frajdą i wyjątkową przyjemnością. Osobiście wobec jej uroku przepadłam całkowicie dla świata. Stałam się totalnie nieobecna i zachwycona. Książka w swojej treści zawiera ważne przesłania. Powieść uczy szacunku do natury, świata fauny i flory, gloryfikuje miłość i troskę o rodzinę oraz tych, na których nam zależy. Ta baśniowa opowieść szybko podbiła moje serce i wciąż w nim trwa. Jest niczym coś ogromnie przyjemnego o czym nie chce się zapomnieć, co ma trwać w pamięci jak najwspanialsze wspomnienie. 

Powieść jest napisana bardzo dynamicznie i z pomysłem. Na jej stronach bardzo wiele się dzieje. Nietuzinkowi bohaterowie, mnóstwo zwrotów akcji, barwne opisy sprawiają, że z tym tytułem naprawdę trudno się rozstać. Z całego serca polecam ją nie tylko młodym czytelnikom, ale i starszym pokoleniom. Ta książka nieprzypadkowo była numerem 1 listy bestsellerów "New York Timesa". Dajcie się porwać jej magii! Naprawdę warto!!!

Moja ocena 12/10!!!

piątek, 7 stycznia 2022

Wkrótce urodziny i wybije milion odsłon czyli... trochę prywaty

 No hej Kochani! 

Długo zbierałam się do napisania tego posta. Chciałam by ukazał się niedługo przed milionem wyświetleń bloga. Szczerze to tak sama z siebie nie robiłam go dla statystyk i liczb. Nigdy, jeśli już czasem pytali o nie Wydawcy. 

Mnie zawsze zależało na polecaniu dobrej literatury i kontakcie z molami książkowymi. To było w sumie ideą założenia tego miejsca w ogromnej przestrzeni internetu. Wkrótce wybije jednak ten pierwszy milion. No ba, stanę się milionerką. I co czuję? Trudno to określić jednym zdaniem, a myśli w głowie nasuwa się tak bardzo dużo, chyba zdecydowanie za dużo. 

Spróbuję je jednak dla Was zebrać.

No cóż, jestem zaszczycona i dumna, choć wiem doskonale, że ostatnio, a już szczególnie w ubiegłym roku zaniedbałam bloga. Górę wzięło życie i jego pęd. Jednak ten internetowy adres jest mi bardzo mocno bliski. Bo jakby nie było włożyłam w to miejsce pasję, pracę, siły, zmysły i miłość. Wielokrotnie pieściłam to miejsce trudząc się by idealnie wylać tu słowami to, co w duszy gra po przeczytaniu książek. Przez tyle godzin jakie spędziłam w blogowej przestrzeni były chwile bardzo przyjemne, ale i te trudne. Świat książek, nadal twierdzę, że cudowny pokazał, że jest nieidealny, że ma swoje mroczne strony. A w nim jest tak, jak w realu. Nie jest on tylko biały, mimo to kocham go, choć może ostatnio dopadło mnie zmęczenie materiału i wypalenie. Tak bywa. Czy nadal chcę tu być i tworzyć?

Wiem, ostatnio trochę blogów zgasło, przyćmiły je inne social media, może łatwiejsze w odbiorze, ale ten mój blog będzie nadal trwał. Jak pozwoli mi życie, tak będę mu poświęcać czas i siły. Jestem dumna, że go stworzyłam, że wiele osób sięgnęło po polecane lektury, że zarażam pasją do czytania i przyjaźni z literaturą. Świat jest dziś inny niż przed 10 laty. Mój blog pozostanie niezmienny, będzie trwał i niech dalej dociera do miłośników czytania. 

Dziękuję za czas, przeczytane posty, komentarze! Wiem, że jesteście i cieszę się tym. Wkrótce blogowe urodziny. Pamiętam ten dzień, to było jakby wczoraj, a to już 11 lat od 11 stycznia 2011 roku. Jestem wzruszona i mam w oczach łzy, a w sercu emocje. To chyba nie professional tak tu się wzruszać, ale ten jeden raz wybaczcie mi bycie sobą, osobą wysokowrażliwą. Jeszcze raz dziękuje....

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Czytelnicze podsumowanie roku 2021

 O jejku, tak źle jeszcze nie było!!!


Jak co roku z wielką przyjemnością podsumuję moje czytelnicze życie. Jaki to był rok w literkach? 

No cóż, na twarzy pojawia się rumieniec, bo było fatalnie. Wiem, niektórzy powiedzą, że to niezły wynik i spełnione wyzwanie #52książki czy jakoś tak, ale ja mam powód do wstydu. Bo zawaliłam i nie dałam z siebie wszystkiego. Absolutnie nie będę się tu usprawiedliwiać, bo nie o to chodzi. Zdrowa byłam, w szpitalu nie byłam, mogłam, ale ... wyskoczyło w życiu coś innego. Summa summarum, trzeba rozliczyć co było i jak było i iść do przodu po nowe doświadczenia czytelnicze i nie tylko. Więc po spojrzeniu wstecz doszłam do wniosku, że ....

- za mało przeczytałam bo tylko 52 książki

ale za to, to w większości były bardzo dobre książki, nie przeciętne, a te bardzo dobre i bardzo, bardzo dobre. 

Zrobię więc top 15 super lektur 2021, ich kolejność jest przypadkowa i niezobowiązująca. I z ręką na sercu życzę sobie by książki czytane w 2022 roku były równie dobre.

Top 15 best books by malineczka74



















Moje typy to gatunkowy istny misz-masz. Pomieszane tytuły z różnych tematycznie półek, ale ten wybór nie jest sponsorowany i całkowicie mój i tylko mój. Nie wiem, czy udało Wam się coś z tych lektur przeczytać, wiem, że moje stosy wstydu ogromnie urosły i piętrzą się już do samego nieba. Myślę, by czytać w tym roku więcej, obym miała na to więcej czasu i spokojnej głowy. Obiecuję poprawę i więcej czasu poświęcić blogowi i książkom. 

Wam, moi Drodzy, życzę w nowym 2022 roku dużo zdrowia i czytelniczych radości. Oby Wasze biblioteczki i czytniki pęczniały, oby ceny książek nie rosły, oby było lepiej niż do tej pory. A już niedługo mój blog czekają kolejne, naste już urodziny. Czytajcie i cieszcie się książkami. 















poniedziałek, 6 grudnia 2021

Magdalena Kordel "A ja na Ciebie zaczekam"

 



Wydawnictwo Znak 
data wydania 2021 
stron 368
ISBN 978-83-2406-337-6

Święta to idealny czas, kiedy zdarzają się cuda


W tym roku księgarskie półki uginają się od książek w klimacie Bożego Narodzenia. Popularne Pisarki obdarowują swoich Czytelników wspaniałymi historiami, które przyjemnie czyta się w długie grudniowe wieczory, w blasku choinki, gdy czujemy magię tych wyjątkowych w roku dni. Dziś chcę Wam polecić powieść należącą do tego kręgu, która wyszła spod pióra jednej z moich ukochanych polskich Autorek, w której tytułach zaczytuję się od lat i które zawsze są rewelacyjną czytelniczą ucztą. 

"A ja na Ciebie zaczekam" to urocza historia, otulająca serce, która tchnie duchem świąt i zimowym klimatem. Bije od niej specyficzny blask, a jej karty pachną świątecznymi zapachami i wedlowską czekoladą. Czyta się ją niezwykle przyjemnie, a jej aura wprowadza nas w fantastyczny nastrój i poprawia humor. Piękna okładka jest preludium do ciekawej fabuły, która działa swoją magią na Czytelnika jak kojący balsam.

Anastazja niestety znów ma pecha. Nie dostała się na wymarzone studia, a o swojej porażce nie potrafi powiedzieć rodzicom i babci oraz bratu. Na szczęście dostaje pracę, która jej się podoba. Będzie w niej wykorzystywać swój talent artystyczny i ręcznie zdobić bombki na choinkę. 
Jej babcia Ernestyna wciąż wraca myślami do przeszłości i Warszawy. Tajemnice i wydarzenia z przeszłości zakłócają jej spokój oraz przypominają o sobie. 
Emilia znajduje się w szpitalnym łóżku i jest po operacji. Z jej wybudzeniem ze stanu narkozy były pewne komplikacje. Jej pamięć nękają strzępy wspomnień z przeszłości. Opiekująca się nią pielęgniarka zaś zauważa, że kobieta mówi w pewnym dziwnym języku. Stanem Emilii zaniepokojona jest jej rodzina. Czy nadchodzący czas przyniesie naszym bohaterkom szczęście, ukojenie i spokój? Czy wszystko im się w życiu ułoży i wyjdą na prostą? Czy świąteczny czas będzie lekiem na całe zło? Czy magia świąt zadziała? 

To jedyna w swoim rodzaju, bardzo piękna opowieść, która jest napisana z pomysłem. Od razu łatwo wyczuć, że Autorka włożyła w nią nie tylko swój talent i umiejętności, ale i serce. Znakomicie oddała ducha czasu w którym rozgrywają się opisane sceny. Są one bardzo klimatyczne, wyraziste i łatwo uwodzą czytelniczą wyobraźnię. Ta historia intryguje i sprawia, że dla czytającego stają zegary. Liczą się tylko słowa z kart książki, którą czyta się z niekłamaną przyjemnością. Jest wiele tytułów w takim bożonarodzeniowym klimacie. Ten zdecydowanie się wyróżnia wśród nich i emanuje niekłamanym blaskiem. Jeśli szukacie oryginalnego książkowego pomysłu na prezent śmiało wybierzcie tę powieść. Jest genialna i delikatna, eteryczna i napisana z uczuciem. Z pewnością każdy da się uwieść jej urokowi i doceni kunszt jej Autorki. Z serca polecam. Cudowna książka!!!




piątek, 3 grudnia 2021

Igor Rakowski-Kłos "Dzień przed. Czym żyliśmy 12 grudnia 1981?

 



Wydawnictwo Znak Litera nova
data wydania 2021
stron 304
ISBN 978-83-240-7392-4

W wigilię wielkiej zmiany

Dziś zapraszam na post o najlepszym, piszę to bez wahania, reportażu, po jaki sięgnęłam w tym roku, ale i tej dekadzie. To książka wyjątkowa, której wydarzeń byłam naocznym świadkiem. Jako mała dziewczynka całkiem dobrze pamiętam te dwa dni za sprawą może zwyczajnych zdarzeń, ale jednak zapisały mi się one mocno w pamięci. 
Był grudzień, był weekend, choć wtedy jeszcze o końcu tygodnia tak nie mówiono. Sobota. Przeglądałam bombki, szklane i polskie, piękne ręcznie malowane, nie mogłam doczekać się kiedy zawieszę je na choince. I była niedziela bez Teleranka, więc smutek na twarzy, który osłodziła kartka z szopką, posypana brokatem, wtedy po prostu wtedy hit. Bo niczego nie było, bo każdy umiał w tamtych czasach cieszyć się wszystkim. I był spacer w parku, nieco pobielonym śniegiem w ciepłym niebieskim swetrze i były patrole milicji z wojskiem. I był poniedziałek bez szkoły i nagłe oraz niespodziewane ferie. 

Dlaczego o tych moich wspomnieniach piszę? Bo na fundamencie wspomnień zbudowana jest oś książki, która skupia się na 12 grudnia 1981 roku, na dacie, która poprzedzała specyficzną zmianę w historii Polski. Tę datę, a zarazem klimat tamtego czasu, poznajemy na podstawie relacji różnych Polaków i Polek, mieszkających w różnych miejscach kraju, parających się różnymi zawodami, stojących po jednej i tej drugiej stronie barykady. W relacjach tych osób drzemie to "coś", co można było jakoś tak specyficznie namacalnie wyczuć w powietrzu. Taki duch zwiastujący, że wrzód pęknie. Pęknie, bo musi, bo już jest tak mocno nabrzmiały, że dłużej nie da rady. To była dla całego narodu wielka niewiadoma, bo różnie mogło się to skończyć i różnie mogła potoczyć się historia. Z perspektywy czasu moim zdaniem i tak wyszliśmy z tego dość obronną ręką. Ale, wróćmy do książki i wrażeń z lektury. 

Dla mnie to była bardzo sentymentalna lektura, która zabrała mnie w podróż do przeszłości. Zobaczyłam ją oczami konkretnych ludzi, bardzo różniących się od siebie. Byli oni na różnym etapie życia, w którym działy się rozmaite rzeczy. Miały miejsce ślub, narodziny dziecka, udział w życiu politycznym czy służba w mundurze. Każdy patrzył na świat oczami jedynego w swoim rodzaju obserwatora, każdy widział to, co się działo inaczej. Z zapisanych słów wyłania się dziwny świat w nietypowym momencie jego istnienia, swoista cisza przed burzą, którą czuć, że namacalnie nadchodzi. Każde z zamieszczonych czarno białych zdjęć mówi tak mocno i tak wiele. To kopalnia wiedzy o tamtej rzeczywistości, to niepowtarzalna lekcja historii, to obraz tamtych szarych czasów, kiedy królował z jednej strony marazm i beznadzieja, ale z drugiej nie składano broni na laurach i mimo niemocy starano się coś, mimo trudności, zmienić na lepsze. 

Autor podjął się ciekawego wyzwania i naprawdę genialnie je zrealizował. Wyszło mu ono po prostu perfekcyjnie. Zamysł na tytuł został zrealizowany z kunsztem, talentem i pomysłem. Lektura wciąga i nie daje się odłożyć na półkę. Czyta się ją szybko i zachłannie. To naprawdę wyjątkowa książka, która idealnie wyczerpuje poruszony w niej temat i daje obraz rzeczywistości, która dziś wydaje się tak bardzo inna od współczesnego świata. Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać ten tytuł i z serca zainteresowanym tą tematyką oraz osobom lubiącym dobre reportaże ją rekomenduję. 



środa, 1 grudnia 2021

Tomasz Strzelczyk "Oddasz fartucha czyli facet w kuchni"

 



Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2021
stron 304
ISBN 978-83-240-7993-3

Facet gotuje, a wszystko pysznie smakuje!

W internecie znalazło swoje miejsce wiele dziedzin życia. Sieć stała się jednym dużym poradnikiem. Na wielu platformach, w social mediach roi się od stron, profili, kanałów, które poświęcone są między innymi gotowaniu. Teraz młodzi ludzie już nie uczą się gotować od swoich mam czy babć, a recepty jak coś smacznego ugotować szukają w internetowej sieci. Ja też wiele miesięcy temu potrzebowałam na już sprawdzonego przepisu na jedno z dań. Wpisałam hasło w wyszukiwarkę i trafiłam jak po nitce do kłębka na pewien kanał prowadzony przez mężczyznę. I od tego dnia wracam tam systematycznie i oglądam kolejne filmy bardzo często gotując to, co poleca Tomasz Strzelczyk. 
Jeśli jeszcze nie trafiliście na Jego kanał to podaję Wam link 

Co jest ideą przewodnią kuchni według Autora? 
Prostota, tania i smaczna kuchnia. Proste, bardzo dobre receptury, który nawet ktoś początkujący może bez problemu wykonać. Podane przepisy opierają się na prostych inspiracjach stale udoskonalanych przez Tomasza Strzelczyka. Jego kuchnia pachnie ziołami, jest w niej miejsce na dania wegańskie i mięsne. Każdy znajdzie coś dla siebie. A ostatnio Autor "Oddasz fartucha" wydał nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont książkę z przepisami, która jest naprawdę ciekawa i zachwyci nawet tych, którzy mają już doświadczenie w pichceniu i sporą wiedzę w zakresie gotowania. 
Publikacja to wyjątkowy poradnik, który jest przepięknie wydany. Jego cena jest naprawdę adekwatna do jakości, a tytuł to doskonały pomysł na prezent mikołajkowy czy podarek pod choinkę. 
Twarda oprawa, mnóstwo zdjęć, przejrzystość publikacji i naprawdę świetne, sprawdzone przepisy to najważniejsze moim zdaniem atuty, które sprawiły, że z czystym sumieniem stawiam książce bardzo wysoką notę. 

W krótkim wstępie Autor przedstawia swoją filozofię gotowania, a tytuł dedykuje swojej mamie, żonie i widzom. A potem już przechodzimy do przepisów. Są wśród nich receptury na przekąski, danie główne na obiad: zupy, dania mięsne z podziałem na rodzaje wykorzystywanego mięsa, dania mączne, dodatki, sałatki i surówki, przepisy, które Tomasz Strzelczyk zaczerpnął od swojej babci, oraz receptury podstawowe będące bazą do innych potraw. 

Tak, z moich ust wydobywa się wielkie wow! Ta publikacja to kopalnie wiedzy, to moc inspiracji i pomysłów, to deska ratunkowa gdy nagle trzeba wyczarować coś z niczego. Ten tytuł nie pozwoli Wam być głodnymi i zachęci do podjęcia  wyzwania "Sam gotuję". To wcale nie takie trudne, to wielka przygoda i odskocznia od stresu, a nagrodą jest smaczny, własnoręcznie wykonany posiłek z którego będziecie naprawdę dumni. 

Tak, to prawda, że przy przeglądaniu ślinka cieknie i chce się podjąć wyzwanie przy garach. Gorąco polecam tę książkę szczególnie tym, co lubię zjeść smacznie i niedrogo, będący na diecie zaś muszą mieć naprawdę silną wolę, by nie ulec magii zapachów i smaków. 
Świetny tytuł, warty polecenia, doskonały prezent, który na pewno będzie trafiony! Polecam!!!



środa, 24 listopada 2021

Dominika Smoleń "Miłość pod okiem trenera"

 



Wydawnictwo WasPos
data wydania 2021
stron 300
ISBN 978-83-67024-65-5

Uwierz w siebie i w miłość! 

Cześć Drogie Czytelniczki! 

Dziś chcę napisać dla Was tekst o książce, która jest skierowana przede wszystkim do Pań. Nie ważne ile macie lat, ale prawie każda z nas miała kiedyś, bądź ma problem z samooceną i kompleksy na punkcie swojej wagi i sylwetki. Patrząc w lustro jesteśmy wręcz mistrzyniami w wynajdywaniu niedoskonałości swoich sylwetek. Często patrzymy na siebie może nawet za bardzo krytycznie i zbyt mocno przejmujemy się dodatkowymi problemami. Powodują one naszą zbyt niską samoocenę, wpędzają nas w kompleksy i zły nastrój. Body Shaming powoduje u nas totalne załamania, depresje i wyciska łzy z naszych oczu. Czy warto? 

Dziś chciałam skupić Waszą uwagę na książce, najnowszej powieści Dominiki Smoleń, której bohaterka, młoda dziewczyna o imieniu Julia czuje się źle we własnym ciele. Jej krytyczne myśli wpędzają ją w poczucie niższości. Choć dziewczyna ma pasję i pracę wciąż myśli o tym, że jest zbyt gruba. Wydaje jej się, że cokolwiek ją w życiu złego spotyka ma swoje źródło w jej nadwadze. Na szczęście w życiu Julii jest ktoś, kto chce jej pomóc. To jej serdeczna przyjaciółka, która ma na imię Asia, a która zabiera Julkę na siłownię. Tym samym zachęca ją do trenowania i zgubienia kłopotu w postaci zbyt dużej wagi. Tam puszysta dziewczyna dostaje fizyczny wycisk, ale i poznaje pewnego przystojnego bruneta Bartka, który jest trenerem fitness. Co wyniknie z tej znajomości? Czy Julia wygra walkę o bardziej atrakcyjną sylwetkę? Czy warto ją podejmować czy może lepiej zaakceptować siebie taką jaką się jest?

To była świetna lektura przy której bardzo mile spędziłam czas. Idealna książka na dwa długie jesienne wieczory, którą czytało mi się bardzo szybko. To jednak nie tylko książka idealna na relaks. To też powieść, która niesie ze sobą bardzo ważne przesłania. Po pierwsze fabuła mówi do każdej z nas by zapomnieć o swoich kompleksach. Ich roztrząsanie totalnie nic nie daje. Nie ma ludzi idealnych, każdy ma coś nie tak, co chce w sobie zmienić. Ale!!! To nie powód by się mocno dołować i skazywać na negatywne myślenie. By walczyć z tym, co się w nas nam nie podoba, trzeba uwierzyć w siebie, w swoje siły, w swoje możliwości. Bez tej wiary będzie trudno. Moc przecież drzemie w każdej z nas i trzeba ją tylko obudzić, sięgnąć po jej rezerwy. Miłości szuka i pragnie każda kobieta. A ta jest nieobliczalna. Może nas znaleźć i dopaść wszędzie. I trzeba umieć ją odkryć, wyczuć i być gotową rzucić się w jej objęcia. 
"Miłość pod okiem trenera" to nie tylko ciekawy romans, to książka która jest niczym energetyzujący drink, niczym petarda, która odpali nasze moce. Autorka przy okazji wątku miłosnego ujmuje cenne życiowe rady, które będą na pewno pomocne dla każdej z nas. W książce drzemie wiele emocji, wiele niespodzianek. Dominika Smoleń przejrzyście pokazuje czym jest miłość, czym jest prawdziwe uczucie, a nie tylko zauroczenie. To coś określane mianem "chemii", która powoduje, że inaczej patrzymy na wybraną osobę, że jest tylko ona i cały świat, że staje się ona dla nas całym światem. 

Książka bardzo mi przypadła do gustu, ujął mnie prosty i zarazem bardzo wymowny styl Autorki, ciekawe ujęcie trudnego tematu, pokazanie, że w naszym życiu wiele można zmienić i nawet najbardziej trudne metamorfozy są możliwe. Tak, to jest możliwe i w zasięgu naszej ręki. Dziewczyny wierzmy w siebie i czytajmy dobre książki. Takie, jakie pisze Dominika Smoleń, której z serca gratuluję. 

czwartek, 18 listopada 2021

Mariusz Sepioło "Klerycy. O życiu w polskich seminariach"

 


Wydawnictwo Znak
data wydania 2021
stron 320
ISBN 978-2408-361-02-0

Z wizytą za murami seminarium duchownego

W swojej najnowszej książce Mariusz Sepioło zabiera nas do niezwykłego miejsca. To wyższa uczelnia, która zdecydowanie różni się od pozostałych szkół dających wyższe wykształcenie. Jej bramy mogą przestąpić tylko mężczyźni stanu wolnego. By na niej się kształcić nie wystarczy tylko dyplom maturalny. Trzeba jeszcze mieć powołanie, wiarę w Boga, przyjąć wcześniej stosowne sakramenty. Trzeba mieć świadomość, że przyszłość będzie wymagało od kandydata życia do śmierci w celibacie, wyrzeczenia się posiadania rodziny i wielu innych rzeczy. O jakim miejscu i jakich ludziach mowa? 
O klerykach i seminarium duchownym, o których krąży wiele mitów i które są tematem tabu. 

Polska od lat chrześcijaństwem i wiarą stała. Nie brakowało duchownych i nowych powołań. W ostatnim wieku Kościołowi w Polsce pod tym względem nie przeszkodziły ani wojny, ani komunistyczny ustrój. Pomógł pontyfikat Karola Wojtyły i postać księdza Jerzego Popiełuszki. Ostatnio zaszkodził kapitalizm, konsumpcyjny tryb życia i skandale z udziałem duchownych różnego szczebla. Jaka jest cała prawda o przyszłych kapłanach i miejscach gdzie się kształcą oraz wypróbowują swoje powołanie? 
Jeśli jesteście tego ciekawi to bez wahania sięgnijcie po tytuł Mariusza Sepioło, który w kategorii reportażu wznosi się na wyżyny mistrzostwa. Autor odważnie opisuje rzeczywistość opierając się na faktach i bezpośrednio oddaje głos klerykom, którzy zostali kapłanami, ale i tym, którzy zrezygnowali z tej drogi. Nie jest bowiem tajemnicą, że wielu kandydatów nie dociera do mety jaką są święcenia kapłańskie i rezygnuje z różnych względów bądź jest z tej uczelni wydalana. 

Życie codzienne w seminariach nie jest wcale kolorowe. Nie jest też tylko czarne, ani tylko białe. Tam też dociera szara rzeczywistość i różne problemy, a zebrani mężczyźni do świętych i ideałów nie należą. Idąc za głosem powołania, mając nawet najbardziej szczere intencje i czyste serce, zderzają się z murem realnej rzeczywistości, która może zawieść i rozczarować. W tych placówkach obowiązuje hierarchia, dość surowy regulamin i tradycje, które w dzisiejszych czasach mogą wydać się rodem z zamierzchłej przeszłości. Kilkuletnia formacja wymaga podporządkowania się, posłuszeństwa, dyscypliny i wyrzeczenia się często własnego ja. Nie jest to łatwe, wymaga odwagi, czasem rodzi nietolerancję otoczenia. Mimo to młodzi ludzie przekraczają bramy i wkraczają do świata, który od początku wmawia im, że są kimś wyjątkowym i wybranym. 

Mariusz Sepioło odważnie, sumiennie i dokładnie opisuje seminaryjną codzienność, zwyczaje, tradycje i normy. Wiele z nich może szokować lub wydawać się czystym archaizmem. Czy to łatwa droga? To pytanie przewijało się przez mój umysł przez cały czas w trakcie lektury. 

Czy klerycy to lepsza kasta? Czy to ludzie naprawdę wybrani i lepsi? Czy ich życie nie jest w pewien sposób skrzywione i zdeformowane przez skostniałe normy? Tytuł w kolejnych rozdziałach pokazuje w szczegółach prawdziwe oblicze miejsca, które jedni mogą przyrównać do przedsionka raju, zaś inni do rzeczywistości więzienia! 
Wiele osób zapewne sięgnie po tę książkę z czystej ciekawości. Gwarantuję, że każdy kto nie był w tym miejscu poczuje się zaskoczony i zszokowany. Pozna blaski i cienie noszenia koloratki i sutanny. Zasmakuje samotności, rozterek, wyobcowania z jakim świat podchodzi do kapłaństwa. 
To nie jest tytuł tylko dla katolików, to nie jest książka tylko dla tych, którzy chcą zostać alumnami. 

To naprawdę świetny reportaż z ciekawym i wyczerpującym ujęciem tematu, który należy do trudnych i oblanych woalem niedomówień. Tę lekturę czytało mi się naprawdę rewelacyjnie. To była niesamowita lekcja spojrzenia na inny świat od tego, który znam jako katoliczka. Po przeczytaniu tej publikacji, która od razu zaskarbiła moje uznanie inaczej będę patrzyła na tych, którzy w seminarium studiują i którzy je kończą. To inna, niepowtarzalna rzeczywistość o swoistym klimacie w której nie każdy się odnajdzie. Jest w niej miejsce i na sacrum i na profanum. Gorąco polecam!



wtorek, 16 listopada 2021

Malwina Bareła "Lunchbox na każdy dzień. Fit Bento"

 



Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2021
stron 304
ISBN 978-83-240-7853-0

Luchbox w wersji fit

W naszym kraju tysiące ludzi, podobnie jak ja, pokochało bento. W moim przypadku o odkryciu tego sposobu odżywiania zdecydowało życie. Mąż pracujący długo poza domem "wymagał" żywienia w formie na wynos. Przygotowywanie posiłków "ze sobą" stało się codziennością. I wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poznałam bento. Sposób przygotowywania posiłków, którzy u nas od początku i idealnie się sprawdził. Z dużą ciekawością sięgałam po kolejne przepisy Malwiny Bareły, autorki bloga Filozofia smaku. 

Efekt - mąż był oczarowany i zadowolony. Wreszcie jedząc w pracy nie był skazany tylko na smaki konserw i coś powtarzalnego do nich. A ja? Zaczęłam się dobrze bawić w kuchni, odkrywać smaki, fantazjować i inspirować się. Jakiś czas temu już pisałam notkę o poprzedniej książce Pani Malwiny.

 Dziś chcę Wam zarekomendować kolejną z nich, która jest przede wszystkim dedykowana tym, którzy chcą powalczyć o dobrą sylwetkę, zgubić zbędne kilogramy, ale w zupełności mogą po nią sięgnąć i inni spragnieni odkrycia nowych, zdrowych receptur. 

130 przepisów to 130 pomysłów na pełnowartościowe i zbilansowane posiłki przy komponowaniu których jesteśmy wyręczeni z liczenia kalorii i jak na tacy mamy podaną ich wartość odżywczą. Mogą po nie sięgnąć także osoby stosujące dietę wegańską. Każdy przepis określa jaką ilość jedzenia zrobimy, ile czasu nam to zajmie, stopień trudności oraz wartość kaloryczną. Receptury uzupełniają zdjęcia, które zachwycają profesjonalizmem i na widok których po prostu cieknie ślinka. Autorka radzi nie tylko jak je przygotować, ale i jak powinny być po zrobieniu przechowywane. 
Cóż, jak dla mnie po prostu bomba, kapitalna porcja inspiracji. Pisząc tę notkę mam za sobą już kilka przepisów, które sprawdziłam. Żaden nie okazał się przysłowiowym pudłem. Ten tytuł precyzyjnie dowodzi, że można jeść zdrowo, smacznie i kolorowo. Dieta nie oznacza odmawiania sobie czegoś dobrego. Można jeść smacznie i z rozsądkiem. 

Książka jest przepięknie wydana. Idealnie nadaje się na prezent. Zawiera wstęp, przepisy podstawowe i jest podzielona na cztery części odpowiadające czterem porom roku by jak najlepiej wykorzystać produkty sezonowe - owoce i warzywa. Wtedy mają one największą wartość odżywczą i najlepiej smakują. Dodatkowo Autora opisuje jak skutecznie schudnąć, obala mity dotyczące odchudzania, zachęca do spożywania witamin z plonów natury, bo te są o wiele cenniejsze niż te kupione w formie pastylek. 
Publikacja warta najwyższej oceny, gorąco polecam. 



niedziela, 14 listopada 2021

Anna's Dream "List do dziadka"

 


Wydawnictwo Poligraf
data wydania 2021
stron 240
ISBN 978-83-8159-536-0

Życie czasem bardzo boli i nie ma za grosz litości

Ach, jak bardzo lubię czytać książki, które mnie zaskakują! Jak cudownie sięga się po lektury, które okazują się oryginalne i niesztampowe! Jak dobrze jest odkryć nowego Autora, który potrafi wbić w fotel i wymusić fontannę łez przy lekturze swojego debiutu. 

Kochani! Z przyjemnością donoszę Wam o tym, że przeczytałam powieść, która mocno mną potelepała. Wiem, to niezbyt eleganckie słowo, ale jak bardzo przeżyłam jej treść. Od razu dodam, że w tej recenzji, że tym razem w mojej opinii będzie mnóstwo emocji, a ja piszę ją na prawdziwym spontanie. To modne dziś słowo z potocznego języka, ale w tym przypadku świetnie odzwierciedla to, co czuję. A czuję bardzo wiele, bo jako wrażliwiec bardzo przeżyłam treść "Listu do dziadka". To smutna, pełna bólu i realnego życia historia, którą mocno odczułam na własnej skórze. Książka "dała mi w kość", pozwoliła wyjść z wygodnej strefy komfortu, a zarazem poznać wyjątkową dziewczynę, którą życie naprawdę nie rozpieszczało. Niestety, Aneta od dziecka nie miała łatwo, a jej dni to była niekończąca się walka i szkoła przetrwania. 

Poznańskie blokowisko, wiele bloków, wiele mieszkań, wielu lokatorów. Wśród nich pewna rodzina. Nastolatka, jej brat, matka i ojczym. I dramat. Toksyczna rodzina w której dochodzi do tego, co złe. Przemocy psychicznej i fizycznej, alkoholizmu, a wreszcie do buntu. Główna bohaterka ma spokojną przystań na prowincji, w domu dziadka, którą traci z chwilą jego odejścia. Aneta targa się na swoje życie, czuje się samotna, bezbronna, zdradzona przez matkę i brata, nieszczęśliwa. Mimo to próbuje walczyć o swoje ja, o szczęście, o spokój w życiu. Trwa, choć przeżywa tak wiele, choć życie doświadcza ją bezlitośnie i nad wymiar. 
Jej losy opisane w powieści "List do dziadka" przypominają dramat, w którym ktoś jakby uwziął się na niewinną osobę. Czytając bardzo szybko poczułam, jakby Aneta była mi bardzo bliska i jakbym ją znała od wielu lat. Dodam, że jej losy, a zarazem treść fabuły, oparte są na prawdziwej historii. Niestety, prawdziwej, ale i smutnej, która wyciska morze łez. Autorce zależy, czuć to bardzo namacalnie, by czytelnik zdjął różowe okulary i spojrzał na otaczającą rzeczywistość w sposób realny i bez słodkiego filtra pełnego lukru. Czasem bowiem, w pędzie życia nie dostrzegamy, że wokół nas dzieje się wiele zła, a osoby żyjące w pobliżu potrzebują pomocy i wsparcia, dobrego słowa, które ma wielką moc. Treść tej powieści ma nam otworzyć oczy, zachęcić do refleksji, uwidocznić problemy z którymi borykają się młodzi ludzie. Młodzi, a zarazem bardzo bezbronni, którzy często dostają na barki dużo więcej niż mogą unieść. 

Tytuł niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, wyzwala złość. Mnie szczególnie mocno zdenerwowała postawa matki Anety, która niczym obojętny widz patrzyła na zło jakie dotyka jej córkę i nie reagowała we właściwy sposób. To była cenna i potrzebna przygoda z książką, której lektura dała ważną życiową lekcję. Z jej treści płynie morał, wyraźny i czytelny, byśmy zdjęli maski obojętności, byśmy zaniechali odwracania wzroku i udawania, że nic złego się tak naprawdę nie dzieje. 
Z niekłamaną przyjemnością stawiam tej lekturze wysoką notę doceniając pomysł na fabułę, styl, treść, język, dojrzałość pióra i wrażliwość oraz serce włożone w proces twórczy dzięki któremu powstała ta książka. To lektura inne niż większość nowości, to świetna lekcja prawdziwego życia, to publikacja z ważnym przesłaniem. Gorąco polecam i rekomenduję! 


niedziela, 7 listopada 2021

Marianne Cronin "Sto lat Lenni i Margot"

 


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2021
stron 400
ISBN 978-83-2766-673-4

Siła przyjaźni nie zna granic

Przyjaźń, podobnie jak miłość, za nic ma wszelkie granice. Rodzi się gdzie chce i na przekór różnym przeszkodom. Może trwać mimo burz i osładza nam życie nawet, gdy jest ono już na skraju trwania. Pomaga w trudnym czasie, dodaje sił, dodaje smaku każdej chwili kiedy bije nasze serce. Takiej właśnie przyjaźni doświadczają dwie kobiety, które łączy jeden adres - szpital. Obie sprowadziła w to miejsce choroba, obie wiedzą, że życie jest i krótkie i kruche. Obie doświadczają też tego, że ono na przekór wszystkiemu może mieć smak nawet u samego końca.

Lenni ma zaledwie siedemnaście lat. Niestety, cierpi na nieuleczalną chorobę i wie, że jej życie będzie krótkie. Nagle nabiera ono jednak blasku gdy pojawia się w nim inna kobieta. O wiele starsza, której dane było przeżyć wiele lat. Margot ma na karku osiemdziesiąt trzy wiosny, spory bagaż doświadczenia, talent artystyczny i specyficzny sposób postrzegania świata oraz buntowniczy charakter. Relacja tych dwóch kobiet wykracza poza ramy szablonu. Mimo, że dzieli je kilka pokoleń odnajdują w przyjaźni wszystko, co w niej najcenniejsze. Obie chcą namalować swoje dotychczasowe życie w stu obrazach. Ta liczba nie jest przypadkowa. Łącznie ich wiek to właśnie jeden wiek. Każdy obraz ma symbolizować jeden rok życia. Czy uda im się zrealizować ten plan? Czy powstanie ta seria?

Powieść Marianne Cronin to nie jest zwykła lektura o której z czasem się zwyczajnie zapomina. To książka, która wyrywa piętno w sercu, która wyzwala w nas ogrom refleksji nad tym, co w życiu ważne, na czym warto się skupić. Ta lektura wzrusza, wyciska łzy, ale i pokazuje, że każdy dzień w życiu może być na swój sposób piękny, wyjątkowy i niepowtarzalny. Każdej doby los bowiem może nas zaskoczyć i dać naprawdę piękny i wyjątkowy prezent. Czytając płakałam i jak zwykle, gdy choruje i ma umrzeć ktoś bardzo młody, rodził się we mnie bunt i pytanie dlaczego? Czemu jedni mogą cieszyć się długim życiem, a inni, jak Lenni, ledwo co mają skosztować jego smaku. Margo zaś to postać, którą kochałam za jej styl bycia i podejście do świata. Jej postać jest symbolem tego, że żyć można długo i tak jak się chce. Może chwytać każdą chwilę pełnymi garściami, można łamać stereotypy i śmiać się nawet wtedy, gdy metryka ciąży i jest sędziwa. Jesień życia może być też kolorowa. 

To bardzo mądra powieść, która gloryfikuje siłę życia i przyjaźni. To tytuł o bólu, zmaganiu się ze śmiertelną chorobą, ale i o nadziei, o walce by każdy moment, kiedy bije nasze serce miał blask i był źródłem radości na przekór złemu losowi. Pędząc w szalonym tempie życia warto czasem sobie powiedzieć stop, warto się zatrzymać by sięgnąć po taką właśnie książkę, która nie jest lekka i łatwa, która nie będzie odstresowującą historią idealną do kawy i na poprawę humoru. To raczej lektura, która nauczy nas doceniać zdrowie, zwykłą codzienność, proste sprawy, które są puzzlami naszej egzystencji, a o których wartości zwykle zapominamy. Ta powieść wyczerpuje emocjonalnie, ale i daje coś w zamian. Jest niczym najlepszy poradnik mówiący o tym jak lepiej żyć, jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę, którą daje nam los. 
Bardzo się cieszę, że ta książka mnie nie ominęła, że mogłam ją przeczytać, że mogłam i miałam siłę unieść jej ładunek i przesłanie w tym trudnych czasach w jakich teraz żyjemy. Gorąco polecam i zachęcam byście zagłębili się w jej treść. Naprawdę warto. 




środa, 3 listopada 2021

Sonia Rosa "Mój bodyguard"

 



Wydawnictwo Filia
data wydania 2021
stron 336
ISBN 978-83-8195-709-0

W szponach miłości i pożądania


O czym marzy prawie każda młoda kobieta? Zapewne o rzeczach, jakie ma już w zasięgu ręki główna bohaterka najnowszej powieści Soni Rosy - Autorki, która ma w swoim dorobku już kilka świetnie sprzedających się powieści. 

Olga ma wszystko, czego mogą jej zazdrościć inne kobiety. Jest młoda, piękna i wykształcona. Nie narzeka na finanse, skończyła studia i prowadzi własny biznes. Jest ukochaną córeczką bogatego taty i ma przystojnego oraz majętnego narzeczonego, za którego ma wkrótce wyjść za mąż. Data uroczystości jest już wyznaczona, odbywają się przymiarki sukni ślubnej, ale ... Olga myśląc o dniu w którym wypowie sakramentalne "tak" czuje niepokój. Chce, by ta chwila odwlekła się w czasie, nie śpieszy jej się też do wspólnego zamieszkania z Hubertem, choć już dawno dzielą ze sobą łoże, a ich życie intymne jest udane. Coś, czego dziewczyna nie potrafi dokładnie określić, mąci jej spokój. Dodatkowo w życiu młodej kobiety pojawia się przystojny ochroniarz, który pracując dla jej ojca ma ją chronić przed potencjalnym zagrożeniem. Olga korzystając z nadarzającej się okazji próbuje też seksu z przyjaciółką. Jak te wydarzenia wpłyną na jej plany? Jak potoczy się jej dalsze życie? Czy będzie szczęśliwa i odzyska spokój? 

"Mój bodyguard" to kolejna powieść Soni Rosy którą przeczytałam z niekłamaną przyjemnością, ekscytacją i wypiekami na twarzy. Nie zawiodłam się na prozie Autorki, która od swojego debiutu podbiła moje serce. Ta rewelacyjnie opisana historia błyskawicznie zajęła umysł i szybko ją polubiłam. 
W fabule jest wszystko czego oczekiwałam i co dodaje książce niegasnącego blasku. Wartka akcja, napisane ze smakiem sceny erotyczne, interesujące i nietuzinkowe, dynamicznie nakreślone postaci. Uroku dodaje ciekawy styl, świetnie skonstruowane dialogi idealnie połączone z opisami. Ta powieść dosłownie sama się czyta, a czytelnik zapomina przy niej o realnej rzeczywistości. 

Sonia Rosa po raz kolejny daje przykład, że potrafi z książki lekkiej, łatwej i przyjemnej uczynić kawał naprawdę gustownie napisanej literatury dla kobiet. Tytuł idealnie nada się na prezent. To zarazem klasyczny, ale i świetnie oraz niebanalnie napisany erotyk. To mocna, pikantna i rozpalająca nasze serce historia, która zapewnia przyjemny relaks z książką w ręku. Polecam i rekomenduję. 



piątek, 22 października 2021

Magdalena Wrocławiak "W górę rzeki"

 


Wydawnictwo Oficynka
data wydania 2021
stron 410
ISBN 978-83-66899-07-0

Tego się naprawdę nie spodziewałam!

Powieść Magdaleny Wrocławiak wydana nakładem Wydawnictwa Oficynka okazała się petardą i książką całkowicie inną w odbiorze niż się spodziewałam. Tu nie było taryfy ulgowej dla ogromu emocji, które mną mocno potargały i rzuciły na kolana. Czytając byłam całkowicie wyłączona z rzeczywistości i nieczuła na to, co się dzieje obok mnie w realnym świecie. Dylematy moralne i życie głównego bohatera okazały się bardziej frapujące i elektryzujące niż otaczająca mnie rzeczywistość. 

Główna postać powieści to młody mężczyzna po przejściach, który już dźwiga solidny bagaż życiowych doświadczeń. Ma za sobą okres studiów i pobyt w więzieniu z wyrokiem, który nie został wydany za coś błahego. Kaliber zarzutu postawionego przez prokuraturę był ciężki i mocno obciążający. Nie tylko kartotekę moralności, ale i sumienie Sebastiana, który pomimo odsiedzenia kary mocno się obwinia. Pozbawienie kogoś życia to przecież nie byle co! Ale to nie stało się tak, jak z wielu z Was pomyśli bez zastanowienia. Sebastian przeżył wielką tragedię której się nie spodziewał. Właśnie skończył studia i miał zacząć poważne dorosłe życie. Jeden wieczór, jedna impreza, jedna dawka narkotyku okazała się tą decydującą i dla młodego mężczyzny pierwszą oraz ostatnią. Z racji, że to Sebastian ją kupił i zeznań koleżanki został skazany i trafił za kraty. Pobyt za nimi wywarł na chłopaku niesamowity ślad. W tym jakże potwornym miejscu poznał kogoś kto okazał się kimś na wzór przyjaciela. Jak potoczyło się jego dalsze życie? Czy odnalazł spokój i stabilizację? Czy jego sumienie spokojnie zasnęło i dało mu po prostu żyć, a nie z balastem egzystować? O tym przeczytacie w lekturze, która mnie poturbowała emocjonalnie niczym mocna wichura!

To nie była łatwa i lekka książka. Czytałam ją jednak z ciekawością, choć bywały momenty, że powieść wędrowała na półkę, a ja musiałam od jej treści odpocząć. Nabrać sił by dalej mierzyć się tą historią. Najtrudniejszy był fragment opisujący pobyt w więzieniu. Opisy brutalnej rzeczywistości, która zwykłego zjadacza chleba szokuje, wbija w fotel, wprawia w osłupienie. Nigdy nie byłam w takim miejscu podobnie jak Sebastian. Nigdy nie wyobrażałam sobie klimatu jaki panuje za kratami. Ten fragment książki przeczytałam dwukrotnie. I właśnie ten fragment najbardziej utkwił mi w pamięci. 
Ten tytuł zaś pokazuje prawdziwe życie. Pełne niespodzianek i prób. Pełne rys na codzienności i sprawdzianów, które niekiedy wydają nam się ponad nasze siły. Autorka książki koncentruje się na ludzkiej samotności, dylematach moralnych, poszukiwaniu właściwej drogi i trudnych wyborach. Przedstawia świat pełen brutalności, która bywa bokserskim ringiem. Z fabuły bije prawda z którą się w stu procentach zgadzam. Droga ku szczęściu zawsze biegnie pod górę, zawsze jest najtrudniejsza i niełatwa. Mimo to, dokładnie tak jak Sebastian Akerman, warto nią kroczyć i brać się z tym, co stoi na przeszkodzie za bary. 
Książkę gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy szukają powieści oryginalnej, niebanalnej i traktującej rzeczywistość w prawdziwej odsłonie. Autem jej jest między innymi kreacja sylwetki głównego  bohatera, człowieka szukającego i zagubionego, targanego przez los niczym łódeczka na ogromie oceanu. Lektura godna polecenia i rekomendacji. Sprawdźcie sami. 



czwartek, 7 października 2021

Alison Ragsdale "Kochana córeczka"

 



Wydawnictwo Filia 

data wydania 2021

stron 376

ISBN 978-83-8195-651-2

Milion gwiazdek w ocenie to stanowczo za mało!

Drodzy Czytelnicy mojego bloga! Po lekturze książki, którą chcę Wam gorąco polecić czuję się mocno poturbowana emocjonalnie! Mimo, że skończyłam ją czytać ponad dobę temu wciąż nie mogę przestać myśleć o jej fabule i bohaterach, których poznałam. Tę powieść czytało mi się po prostu genialnie, a z oczu poleciało wiele łez. To była wyjątkowa literacka podróż, która dostarczyła mi ogrom emocji, wzruszeń i refleksji nad kruchością życia i ulotnością szczęścia. Niestety w życiu bywa tak, że wystarczy jedna chwila by zburzyć naszą pomyślną i promienną codzienność. Doświadcza tego Ava, jej córka Carly oraz jej mąż Rick. 

Państwo Guthrie przeprowadzają się z miasta do nowego domu na wsi. Mają swoje małe i duże plany, marzenia i projekty do zrealizowania, ale ich spokój zostaje pewnego dnia brutalnie zakłócony przez chorobę ich dziecka. Carly, oczko w głowie swoich rodziców, radosna i pełna życia dziesięciolatka zaczyna się potykać i ma kłopoty ze wzrokiem. Jej zaburzenia widzenia niepokoją jej matkę, która zawozi córkę do lekarza. Pada podejrzenie groźnej choroby genetycznej, która prowadzi w krótkim czasie do całkowitej ślepoty. Szczegółowe badania niestety potwierdzają nieszczęście. Rodzice zrozpaczeni tym, co czeka ich dziecko postanawiają póki dziewczynka jeszcze jako tako widzi zabrać ją w długą podróż po wyjątkowych miejscach w Europie. Wakacje życia już na samym początku zamieniają się w koszmar i tragedię. Na kochającą się rodzinę spada kolejny bolesny cios, a los po raz drugi okazuje się bezlitosny. 

Ach, jak ta książka mną wstrząsnęła! Jak bardzo dogłębnie wzruszyła mnie jej treść! Jak bardzo mocno przeżywałam opisane wydarzenia! Jak bardzo byłam wściekła na srogi los, który okazał się wobec głównych postaci całkowicie nieczuły i bezwzględny! Ta powieść wyraziście przemawia do każdego, kto zagłębi się w jej treści. Jej Autorka słusznie przypomina nam jak filigranowe jest szczęście i jak cenne jest zdrowie. Często biegnąc gdzieś ulicami życia tego nie doceniamy, opamiętujemy się dopiero, gdy dotyka nas nieszczęście. 

Fabuła książki jest wręcz przeładowana ogromnym ładunkiem emocji i wciąga od pierwszego rozdziału. Autorka proponuje nam prawdziwy wyciskacz łez, napisany z sercem, dopracowany do perfekcji, który wprawia w zadumę. Lektura gloryfikuje więzi rodzinne, uczy mierzenia się z przeciwnościami losu i zachęca do walki  nawet wtedy, gdy brakuje nam sił, a sytuacja wydaje się beznadziejna. 

Ta powieść to książka o niezmierzonej sile prawdziwej miłości, to powieść, która uodparnia niczym najlepsza i dogłębnie skuteczna szczepionka na przeciwności losu. To historia o sile kobiecego poświęcenia i znakomity, napisany ze smakiem i talentem dramat psychologiczny, który dotyka duszę czytelnika bezlitośnie mocno i bardzo głęboko. To trudna lektura, to książka, która uczy i zarazem podkreśla to, co w życiu najważniejsze. To jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam nie tylko w tym roku, ale i w upływającej dekadzie. To wyjątkowa opowieść, której bardzo mało książek jest w stanie dorównać. Napiszę krótko: musicie ją przeczytać! Koniecznie i bez zwłoki. To będzie niezapomniana powieść dla każdego z Was. Z serca rekomenduję i polecam.

niedziela, 3 października 2021

Radosław Figura "Rona i nasze miasto"

 



Wydawnictwo Znak
data premiery 29 wrzesień 2021
stron 304
ISBN 978-83-240-7374-0

Zaproszenie na wycieczkę do wyjątkowego Miasta

Od pewnego czasu świat kręci się inaczej. Logika i oczywistość usunęły się na boczny tor. Fikcja i prawda zatarły granice pomiędzy sobą. Absurd goni absurd, ludzie są pozbawieni stabilizacji. Wielu szuka odskoczni w fikcyjnej rzeczywistości, między innymi w świecie książek. Osobiście chcąc wyłączyć się od szalonej normalności miałam ochotę na jakąś oryginalną, niesztampową lekturę, która zabrałby mnie do wyjątkowej rzeczywistości. Szukałam książki, która zaprowadziłaby mnie do świata, który zamąciłby mi w głowie jak dobry i mocny trunek. Szczęśliwym trafem w moje ręce wpadł tytuł, który okazał się wręcz idealny i perfekcyjnie trafiony w moje potrzeby. Mam na myśli najnowszą książkę Radosława  Figury znanego jako autora scenariuszy hitowych seriali - "Magda M." czy "Szpilki na Giewoncie", które bez trudu podbiły moje serce. 

Ta powieść to jednak całkiem inna historia. To literacka wycieczka do świata, który na pierwszy rzut oka wydaje się wyłącznie wytworem wyobraźni Autora. Tak jednak po głębszej zadumie nie jest. W tej rzeczywistości jest sporo przenośni, które żywcem są zaczerpnięte z realnego świata. Czytając świetnie się oderwałam od tego, co wokół mnie, ale od razu zaznaczę, że nie była to łatwa i odstresowująca lektura. Czytaniu towarzyszyło bardzo wiele refleksji i zadumy. 

Świat do którego trafia czytelnik jest groteskowy, ale zarazem bardzo wyrazisty. Jest w nim sporo miejsca na ironię, a swobodnie króluje fundamentalizm. Miasto to twór, w którym jest wiele dziwnych miejsc, o czym świadczą choćby nazwy ulic. Jego mieszkańcy zachowują się dziwnie, mają zaskakujące normy moralne i według wielu powinni trafić do ośrodka leczenia chorób duszy. Te postacie jednak intrygują, zadziwiają, fascynują, wprawiają w osłupienie.
 
Strona po stronie na mojej twarzy gościł wyraz grymasu, zdziwienia, zniesmaczenia i szoku. Niemniej jednak lektura wciągnęła mnie od samego początku i chłonęłam ją ciekawa co stanie się dalej. 
Świat ukazany w krzywym zwierciadle ma w sobie coś urzekającego, coś magnetyzującego, coś tajemniczego. 
To nie jest powieść dla każdego, to książka dla tych, którzy lubią wytężać umysł czytając. To tytuł niczym jedna wielka przenośnia, to historia jakich mało, warta polecenia i zwrócenia na nią uwagi. Osobiście jestem wstrząśnięta, ale i zachwycona jej treścią. Polecam na długie jesienne wieczory.