niedziela, 28 lutego 2021

Kinga Langley "Harper i zagubiona wiedza"

 


Wydawnictwo Langusta Books

data wydania 2021

stron 256

ISBN 978-83-960255-0-0

Świat pięknieje, gdy otula Cię magia!


Kobiety lubią się w życiu odmładzać. Robią to na wiele sposobów. Osobiście, by poczuć się o wiele lat młodsza, czytuję literaturę dla starszych dzieci i młodzieży. Wciąż lubię w sobie poczuć duch dziecka, wciąż książki dla najmłodszych czytelników sprawiają mi frajdę i fajnie mi jest je czytać. Zagłębianie się w historie pełne magii i czarów to już ulubiona forma z tego gatunku, którą wręcz celebruję. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę Kingi Langley "Harper i zagubiona wiedza". Jej okładka i opis przybliżyły mi już w dużej mierze klimat tej opowieści, ale lektura okazała się jeszcze lepszą niż się spodziewałam. To jest bowiem tak niesamowita książka, że łatwo w jej fabule przepadasz, zatracasz się i żyjesz jej treścią. 

Magia zawładnęła mną i czułam się jak na karuzeli, która kręci się, a siedzenie na niej daje niesamowite i niezapomniane przeżycia. Ta historia odgrodziła mnie od świata i pozwoliła znów stać się chłonną magii i czarów dziewczynką, która uwielbia dobrą literaturę przygodową. 

Szkocja to miejsce magiczne samo w sobie, słynne z legend i przypowieści. To właśnie tam przeprowadza się Diana Steller z dwójką swoich dzieci - Lily i Tonym. Zamieszkują w pewnym domu, który położony jest na obrzeżach Edynburga. Ich najbliższym sąsiadem jest bardzo tajemniczy mężczyzna Horacy Rolling. Jego córka Harper jako trzynastoletnia dziewczynka zaginęła wiele lat temu. Nikt jej nie widział. Okazuje się, że nastolatka za sprawą tajemniczej maszyny została zamieniona w orła, a jej pióra mają złoty blask. Dziewczynka znalazła się w krainie określanej mianem Świata Ptaków. W tamtej rzeczywistości króluje magia, czary i wszystko jest baśniowe oraz tajemnicze. Do tego świata trafia także Tony oraz Noel Dompling. W tej rzeczywistości oczywiście toczy się walka dobra ze złem. Harper chce odnaleźć Diamentową Czaszkę, na którą chrapkę mają też dinozaury, które chcą zawładnąć światem. Kto wygra? Jak potoczą się poszukiwania? Gorąco zapraszam do poznania tej przeuroczej historii, która jest naprawdę świetna. 

Od samego początku czytało mi się ją wyśmienicie. Opowieść ma bardzo wiele atutów. Szkoda, że jest tak krótka. Dla mnie mogłaby mieć nawet tysiąc stron i kompletnie by nie znudziła. Jej walorem jest świetny pomysł na fabułę, w której bardzo wiele się dzieje. Akcja książki toczy się bardzo prędko, a czytelnik wciąż poznaje ciekawe miejsca przesycone magicznym klimatem. Przez strony książki przewija się bardzo wiele interesujących, barwnych postaci, a przygoda po prostu króluje. Taka mieszanka sprawia, że książka to świetna propozycja, gdy chcemy odpocząć od codzienności. Bez problemu mogą ją czytać i osoby młodsze i dorośli. W książce znajdziemy bardzo wiele wątków, które świetnie ze sobą współgrają i się uzupełniają. Autorka splotła je w ciekawy splot, który zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie. Bardzo spodobała mi się również okładka, Grafik genialnie odmalował barwami klimat środka książki. Szata graficzna świetnie komponuje się z treścią. Tym tytułem Autorka udowodniła, że Jej wodze fantazji nie mają granic, że Jej wyobraźnia potrafi tworzyć świetne sceny. Wszystkie miejsca do których nas zabiera są wyjątkowe, a nasza wyobraźnia na podstawie zapisanych słów idealnie je odtwarza.

Sięgając po ten tytuł spojrzałam na jego oceny. Wielu czytelników dało mu najwyższe noty i ja się w pełni z nimi zgadzam. Tak, to jest książka petarda. Tak, to jest coś niesamowitego w swoim gatunku. Tak, to jest idealna pozycja na księgarski bestseller. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać tę historię i gorąco Wam ją rekomenduję. Z pewnością się nie rozczarujecie. Książka po prostu idealna. Czytajcie, niech nie ominie Was tak świetna pozycja. 

środa, 24 lutego 2021

Magdalena Majcher "Mocna więź"

 



Wydawnictwo WAB
data wydania 24 luty 2021 
stron 432
ISBN 978-83-2808-498-8

Zbrodnia prawie doskonała

Nie mogę dojść do siebie, nie mogę uspokoić emocji po lekturze najnowszej książki Magdaleny Majcher, która okazała się lekturą bardzo wstrząsającą, mocną i napisaną w sposób ogromnie dojrzały. Jej fabułę Autorka oparła na wydarzeniach, które niestety wydarzyły się naprawdę. Powieść jest inspirowana losami Anny Garskiej i jej matki Michaliny. Publikacja to mieszanka sensacji i literatury faktu, a zarazem smutna historia niestety bez happy endu. 

Początkiem była miłość. Uczucie tak poważne, że zaprowadziło młodą kobietę i jej wybranka do ołtarza. Ślub miał być początkiem nowego wspaniałego życia, początkiem bajki w której para miała ze sobą żyć długo i szczęśliwie. Niestety, ani jedna opcja się nie sprawdziła. Na świat przyszła wprawdzie córeczka Anny i jej męża, ale na związku pojawiły się rysy. Doszło do oskarżeń, nieporozumień i kłótni. Po jednej z nich kobieta wyszła sama z domu wzburzona zostawiając córkę pod opieką męża i już nigdy do niego nie wróciła. Ślad po niej zaginął. Mąż powiadomił telefonicznie teściową o zaginięciu jej córki. Ruszyła lawina poszukiwań. Została w nie zaangażowana policja, jasnowidz, detektyw, instytucje zajmujące się szukaniem osób, które zaginęły. Zamieszono zdjęcia, powieszono plakaty i ogłoszenia. Pojawiły się komunikaty w mediach. Wszystko na próżno. Anna nigdy nie została odnaleziona. Niestety, zginęła z ręki osoby, która miała być jej księciem z bajki, a okazała się mordercą.  

Akcja książki toczy się w dwóch przestrzeniach, w dwóch płaszczyznach. Ich granicą jest data, która zmieniła wszystko. Świat Anny i jej rodziny rozłupał pechowy dzień:  7 lipca 2012 roku. Wtedy bliscy stracili kontakt z Anną, a nic tego nie zapowiadało. Anna zginęła z ręki męża, ale jej ciała nigdy nie odnaleziono. Nie, ja nie piszę spojleru, który nie powinien mieć absolutnie miejsca w związku z tego typu tytułem. Ta sprawa jest bowiem doskonale znana z mediów. Istotą tej publikacji nie jest to, co się wydarzyło, ale przeżycia i emocje jakie tragicznym wydarzeniom towarzyszyły. Autorka miała w trakcie pracy literackiej bliski kontakt z matką Anny Garskiej. Perfekcyjnie zapisanymi słowami oddała emocje, przeżycia, tragedię jaka jest związana z zaginięciem dziecka. Dziecka dorosłego, ale jednak dziecka. Córki, która choć sama jest matką, dla swojej matki zawsze dzieckiem pozostanie. 

Przeczytanie tej książki, mnie osobę wysoko wrażliwą, kosztowało wiele wysiłku. Od samego początku bardzo mocno przeżywałam jej treść, odczuwałam na własnej skórze dramat jaki dotknął bliskich Anny, a przede wszystkim jej matkę. Słowa łatwo pobudziły moją wyobraźnię. Autorka tę historię spisała niezwykle plastycznie i wymownie. Gołym okiem widać, że bardzo mocno się w nią również zaangażowała, a efektem tego jest wspaniała książka, którą oceniam najwyższą notą. Nie sposób jej poznać bez uronienia łez i nurtującego pytania dlaczego doszło do tak tragicznych zdarzeń?! Dlaczego ten, któremu Anna oddała własne serce i życie tak brutalnie ją zranił i zabrał własnej córce jej rodzicielkę?! 

"Mocna więź" to książka, która gloryfikuje potęgę matczynej miłości i pokazuje umieranie, agonię nadziei, która tliła się w sercu zrozpaczonej kobiety po utracie kontaktu z dzieckiem. Nie jest to lektura radosna, nie nadaje się na polecenie ku poprawie humoru. Jej przeczytanie jest wyzwaniem dla osób, które kierują się w życiu bardziej sercem niż rozumem. Jednak warto ją poznać, warto skupić na niej swój wzrok. Ta książka dowodzi niesamowitego talentu jaki ma jej Autorka, której karierę pisarską śledzę od Jej debiutu. Warsztat Magdaleny Majcher niesamowicie się rozwinął, rozkwitł, udoskonalił. Widać, że w napisanie tej książki Autorka włożyła wiele pracy, wiele serce, wiele poświęcenia. Zrobiła wszystko, by oddać ją Czytelnikowi w sposób przemawiający, trafiający do serca. Muszę stwierdzić, że nie wyobrażam sobie lepszego wykonania tego zadania jakim jest przekazanie bolesnych faktów w formie powieści. Sięgnijcie po tę książkę. Nie miejcie wątpliwości, że trafi ona prosto do Waszego serca, że Wami potrząśnie, potelepie i zmusi do refleksji nad wieloma trudnymi sprawami. 
To była naprawdę wyjątkowa książka na mojej czytelniczej ścieżce. Na długo zagości ona w mojej pamięci. O takich lekturach bowiem trudno zapomnieć, one na długo goszczą w naszych umysłach. Gorąco polecam. 


wtorek, 23 lutego 2021

Kasia Bulicz-Kasprzak "Skrawek pola"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 448
ISBN 978-83-8234-018-1
Seria Saga Wiejska tom I

Historia, która czaruje niczym magiczna muzyka

Stali bywalcy mojego bloga, osoby znające mój gust czytelniczy doskonale wiedzą, że moim ulubionym gatunkiem książek są sagi rodzinne. Zaczytuję się w nich od lat. Lubię gdy historia wplata się w ich fabuły. Z utęsknieniem wypatruję w zapowiedziach księgarskich tego typu książek, zwłaszcza polskich pisarzy. I tak jakiś czas temu zauważyłam, że Autorka, którą znam i lubię wydaje pierwszy tom nowego cyklu. Bez wahania wpisałam tytuł na listę książek koniecznych do przeczytania. Wiedziałam, że to będzie hit. Moja czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła. Gdy otrzymałam egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Prószyński zabrałam się za lekturę. Założyłam, że przeczytam tylko pięćdziesiąt stron i pójdę spać by nadrobić braki we śnie. Absolutnie to się nie udało. Oczy łzawiły, zegary wybijały kolejne kwadranse, a ja wciąż miałam ochotę na więcej i więcej tej opowieści. To literacka miłość od pierwszego wejrzenia. To genialna historia, która otuliła mnie swoim klimatem i przypomniała mi jedną z ukochanych lektur szkolnych. "Chłopów" Reymonta. Absolutny hit klasyki. 

Kasia Bulicz-Kasprzak zabiera nas do małej wsi na Zamojszczyźnie, do miejsca gdzie znajdują się jej rodzinne korzenie. Cofamy się do początku XX wieku. W tym czasie na świat w trzech różnych domach przychodzą trzy dziewczynki. Ich życie od początku się różni, choć one same będą się znały i sporo o sobie wiedziały. Ich losy będą jednak bardzo różne, a burzliwa historia splecie ścieżki ich życia. Czy będzie im pisana szczęśliwa dola? Czy los pozwoli im wyminąć nieszczęścia na życiowej drodze? Czy znajdą zadowolenie w życiu osobistym? Czy spełnią się ich marzenia? 

W przepiękną powieść, która powaliła mnie na kolana i wbiła w fotel, Autorka wplotła rodzinne wspomnienia. Tym samym uczyniła ten tytuł bardzo osobisty, ciekawy w odbiorze i niepowtarzalny. Czytało mi się go wyśmienicie. Byłam w fabule duchem i sercem. Moje oczy widziały tylko to, co zawarto na kartach książki. Rzeczywistość wobec ciekawej treści straciła na ostrości. Zatopiłam się, odgrodziłam od realnego świata, a ostatnia strona sprawiła, że od razu chciałabym zacząć czytanie tomu drugiego.

 Książka ukazuje wiejski styl życia, który obowiązywał wiek temu. Wieś nie była miejscem sielankowym gdzie żyło się beztrosko. To dotyczyło tylko nielicznych, którzy byli bogaci. Ogół ludności musiała na swój byt ciężko w pocie czoła pracować od rana do nocy, a i taka harówka nie gwarantowała tego, że przez okrągły rok nie zabraknie jedzenia na talerzu. Przednówki bywały naprawdę ciężkie. Ludzie mimo ciężkiej pracy tak jak od wieków ulegali pokusom, rodzili się i kochali, nienawidzili, siali plotki, pomagali sobie i ulegali zabobonom. Ich życie zaciekawia, powoduje, że z zapartym tchem śledzimy losy rodzin Lipczewskich, Połajów i ich sąsiadów. Życie wiejskiej społeczności, która składa się z prostych ludzi jest, jak się okazuje, naprawdę ekscytujące. Czyta się o nim równie emocjonująco jak o życiu sławnych celebrytów czy gwiazd. 

Tę powieść czyta się rewelacyjnie. Strona za stroną kocha się ją coraz mocniej, coraz bardziej. Jestem pod ogromnym wrażeniem przekazu Autorki, jej wspaniałego odmalowania słowami tamtych czasów, ludzkich przeżyć i perypetii. Ciekawie wykreowane postaci to kolejny wielki atut tej książki, która skradła moje serducho. Gorąco polecam lekturę. Tym, którym się spodoba tak bardzo jak mi przesyłam informację, że kolejny tom cyklu Saga Wiejska ukaże się już w połowie kwietnia. Ja na niego ogromnie czekam. 

poniedziałek, 15 lutego 2021

Agnieszka Dauksza "Klub Auschwitz"

 



Wydawnictwo Znak 

data II wydania styczeń 2021

stron 448

ISBN 978-83-240-6168-6

Auschwitz, wyzwolenie i co dalej?

W czasie II wojny światowej miliony osób różnych narodowości trafiły do obozów koncentracyjnych. Dla wielu to miejsc stało się ich ostatnim przystankiem w drodze wieczności. Na szczęście nazistowskiej machnie nie udało się zgładzić wszystkich, którym wytatuowano numery na przedramieniu. Część więźniów dożyła chwili wyzwolenia. Chwila ta na pewno każdemu zapadła w pamięć, ale nie oznaczała ona końca złych przeżyć. Bo w wielu wyzwolonych, określonych w publikacji mianem "przeżywców" trauma nigdy nie umarła. Pozostała na zawsze i towarzyszyła do końca życia. 

Pokolenie byłych więźniów obozów koncentracyjnych z roku na rok się kurczy, wymiera. Ważne, by pamięć o tych ludziach, a także tych, którzy zmarli za drutami nigdy nie zgasła. Właśnie dlatego potrzebne są takie książki jak "Klub Auschwitz", który przedstawia wojenne i powojenne losy osób, które nosiły pasiaki. Jak pokazują opisane przez Autorkę przypadki wojna i jej zło pozostało w wyzwolonych na zawsze. Towarzyszyło im przez całe życie kładąc się cieniem na każdym dniu. Osobiste świadectwa spisane na kartach książki przez Agnieszkę Daukszę są bardzo różne, tak jak różni są jej bohaterowie. 

Stefana Lipniaka obóz zmienił tak bardzo, że gdy po spędzonej w nim młodości wrócił do domu po ucieczce nie poznała go własna matka. Halina Krzymowska z matką po pobycie w obozie trafiły do Szwecji. Tam nie czekało na nich pozornie nic. Nie miały perspektyw, niczego odgórnie zorganizowanego, los podarował im pewną hrabinę i możliwość trafienie do jej zamku. Alfreda Gorączko wyzwolenia nie wspomina z radością. Było ono czasem kolejnych traum w postaci gwałtów ze strony wyzwolicieli- żołnierzy aliantów. 

Niestety, to nie było tak, że po koszmarze wyzwoleni trafili w ramiona rodzin, wrócili do własnych domów i zapomnieli, zasypali złe wspomnienia popiołem czasu. Bo często tych domów nie było, często bliscy zaginęli lub zginęli. Często nie było do czego i do kogo wracać. Nie było możliwości powrotu do starego życia i czasów sprzed wojny. Wszystko zostało bezpowrotnie zburzone. I choć osoby te zaczęły żyć na nowo, choć rany zabliźniły się, to blizny po nich nadal przeszkadzały, dokuczały i bolały. Życie poobozowe nie było naznaczone słodyczami i optymizmem. 

O tym wszystkim, o niełatwej poobozowej rzeczywistości Agnieszka Dauksza pisze z wielką delikatnością, bardzo w tym przypadku niezbędną, uważnie słuchając niełatwej prawdy przykurzonej lukami w pamięci ze względu na wiek rozmówców. Osobiste świadectwa są niezwykle wymowne. Przemawiają o wiele bardziej i celniej niż niejeden, choćby na akademickim poziomie, podręcznik historii. Oddają na przykładzie jednostek wpływ ważnego wydarzenia historycznego na zwykłych ludzi, którym przyszło płacić cenę niewyobrażalnie wysoką. 

Tytuł nie jest napisany w sposób górnolotny, nie ma w nim miejsca na sztuczny patos. Autorka oddaje głos swoim rozmówcom w sposób swobodny, pozwala im mówić i umie słuchać niełatwej prawdy odartej z historycznej majestatyczności. Czytając ma się wrażenie, że książce nie ma miejsca na dziennikarską sztukę wyrafinowanego przekazu. Ważniejsza od niej jest prostota prawdy, dokładnie to, co drzemie w ludziach, którym udało się wyjść z piekła. Niech Was jednak nie zwiedzie, że tę lekturę było napisać łatwo, a Autorka zmierzyła się zaledwie z rolą stenotypistki. 

Ta książka robi wrażenie, naprawdę ogromne wrażenie, które odbiera sen, spokój, radość życia. Bo w głowie, po jej przeczytaniu rodzi się mimowolny lęk, że wydarzenia historyczne mogą się kiedyś powtórzyć, może nie dokładnie w takiej formie, ale ktoś może się pokusić o zabranie swobód i wolności innym w myśl chorej ideologii. Trudna lektura, smutna książka, świadectwo tamtych czasów, doskonała lekcja historii, której długo nie zapomnę. Nie mogę jej ocenić w kategorii dobra czy zła książka. Po po prostu byłoby nie na miejscu. To książka, w której najważniejsza jest prawda, zapis, świadectwo. To książka o której trudno się pisze, po przeczytaniu której dobrze się milczy. Bo czasem w życiu najwłaściwsze jest milczenie. Słowa są po prostu zbędne, zbyt rozpraszają, zbyt zagłuszają to, co najważniejsze. 

piątek, 12 lutego 2021

Katarzyna Archimowicz "Na skraju świata"

 





Wydawnictwo Black Publishing 

data wydania luty 2020

stron 496

ISBN 978-83-8191-152-8

Życie polega na zmianach i odkrywaniu siebie wciąż na nowo

Jesteś tu i teraz. Masz swój świat, wszystko w nim jest takie poukładane, wymierzone i dopasowane. No, prawie ideał. Pasujący do zdjęć w social mediach. Idealne życie, spełniające się plany i marzenia, zrealizowane cele, kariera i uczucia. Po prostu perfekcyjnie. Żyjesz i jest Ci dobrze. Ale... nadchodzi ten dzień. Dzień w którym nagle coś się psuje. Fundament Twego życia drży i wszystko staje się inne. Świat traci kolory, nagle czujesz się jak w klatce. I coś zawodzi, sypie się i nagle zostajesz sama, a Twoja bezpieczna skorupa pęka. I znów musisz ułożyć swoje życie na nowo, znów los od Ciebie wymaga, znów musisz znaleźć swoje miejsce na ziemi, bo to stare już nie jest Twoje, już nie jest bezpieczne, już go nie ma...

Takie trzęsienie ziemi, taka przykra, a jednak częsta życiowa sytuacja dotyka Olgę, główną bohaterkę najnowszej książki Katarzyny Archimowicz. Pewnego dnia życie kobiety po trzydziestce ulega zmianom. W pracy szef ambitnej pani dyrektor stawia zadanie, które jest awansem, ale i wymaga zesłania na prowincję. W pierwszej chwili jest ono kamieniem u szyi, ale po zawirowaniach osobistych jawi się jako wybawienie. Poza tym gdy jeden mężczyzna w życiu Oli totalnie zawodzi i daje plamę, pojawia się drugi, inny, który intryguje i staje się kimś mimo wszystko bliskim i pomocnym. Czy te zmiany zmienią życie Olgi na lepsze? Czy osłodzą je rodzinne tajemnice? 

Chciałam byście koniecznie sięgnęli po tę powieść i zajrzeli na skraj świata, ale także do duszy kobiety, która chcąc, nie chcąc buduje swoje życie od nowa. Jest do tego zmuszona, wręcz podstawiona pod ścianą. Jej życie, jej metamorfoza stanowią oś fabuły i zarazem magnes. Magnes o ogromnej mocy, który przyciągnął mnie do książki. Okazała się ona bardzo klimatyczna, nastrojowa i urzekająca. Otuliłam się nią, podobnie jak ciepłym kocem w dzień solidnego ataku zimy i dałam się ponieść jej treści. To było bardzo przyjemne i niezapomniane uczucie. Czytając czułam, że w głównej bohaterce widzę bratnią duszę. Miałam nieodparte wrażenie jakbym Olgę znała, jakby ona zwierzała się właśnie mnie bezpośrednio, jakby łączyła nas jakaś magiczna, jakby siostrzana więź. To sprawiło, że ta powieść przylgnęła do mojego serca, a ja nie tylko ją przeczytałam, ale i przeżyłam. Jest w niej coś wyjątkowego, coś błyskotliwego, coś, co nie daje łatwo się z nią rozstać. Tłem jest zarówno wielkie miasto, jak i prowincja. Przez jej strony przewijają się ludzie wykształceni - rekiny biznesu brylujący w wielkim światku i prości ludzie których życie toczy się na uboczu, z dala od wielkomiejskich rozrywek. Ludzka dusza bez względu gdzie przychodzi jej żyć wszędzie szuka tego samego - drogi do szczęścia, poczucia bezpieczeństwa i swego zakątka na ziemi. 

Ten tytuł ma wiele atutów. Ja szczególnie podkreślę wspaniały język, styl pisania, tempo akcji, urokliwe opisy, idealne oddanie tego, co się może dziać w kobiecej duszy, gdy w życiu rozpętuje się burza. Książkę czyta się lekko, ciekawe i przyjemnie. To świetna propozycja na chwile relaksu, na odpoczynek od gwaru życia. Nie brakuje emocji, nie brakuje chwil refleksji, nie brakuje ciepła, którego tak wiele z nas szuka w lekturach.

Reasumując "Na skraju świata" to książka idealna, napisana perfekcyjnie, skrojona na miarę naszych czasów. Pokazująca by nie bać się nowego i zawsze czerpać z życia pełnymi garściami. Bo tylko wtedy poczujemy, że żyliśmy naprawdę i nie będziemy żałować rzeczy, których baliśmy się dokonać czy poznać. 

Z serca polecam przeczytanie. Naprawdę warto. 

wtorek, 9 lutego 2021

Marcin Margielewski "Modelki z Dubaju"




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 320

ISBN 978-83-8234-019-8

Seria Niewolnicy I


Piekło ukryte w atrakcyjnym pudełku i obietnicach

Być modelką, mieć pieniądze i urodę, być obiektem pożądania mężczyzn i zazdrości kobiet! Nosić drogie kreacje i biżuterię znanych projektantów, smakować dolce vita, spełniać swoje plany i mieć pracę marzeń! Która nastolatka czy młoda kobieta o tym nie marzy? A najlepiej niech ten sen spełni się w jednym z najlepszych miejsc ku temu! Ot, choćby w Dubaju - krainie pieniądzem i wystawnością płynącej, gdzie można poderwać bogatego szejka, znaleźć swojego przystojnego księcia z bajki, która ma trwać do końca życia. Współczesna wersja bajki o Kopciuszku? Można tak powiedzieć, tylko niestety ogromnie mało realna. Prawdopodobna tak, jak istnienie krasnoludków. Niestety, rzeczywistość ma tylko całkiem niezły początek, koniec często bywa tragiczny. Wręcz z horroru i piekła rodem. 

Najnowsza książka Marcina Margielewskiego, moim zdaniem najlepsza, choć każda to naprawdę coś wyjątkowego, pokazuje czym tak naprawdę jest modeling w Dubaju. W miejscu, gdzie prostytucja jest zakazana o damach lekkich obyczajów mówi się bardzo delikatnie - modelki. Co te kobiety mają wspólnego z modelkami? Urodę, piękną i zgrabną sylwetkę oraz marzenia. Niestety, marzenia, które się nie spełniają, a okazują się nierealną mrzonką. 

Wbrew pozorom prostytucja w Dubaju ma się doskonale. Wszystko działa jednak pod woalem, a seksbiznes przynosi sutenerom i alfonsom ogromne zyski. Dorabiają się na nim prawdziwych fortun, a ich "pracownice" parające się najstarszą profesją świata robią to najczęściej pod przymusem. Do zawodu trafiają zwabione podstępem, stają się niewolnicami, którym zabiera się nie tylko paszport, ale i godność, wolność oraz człowieczeństwo. Skąd takie szokujące fakty? Po pierwsze za nierząd w Dubaju grozi więzienie lub nawet kara śmierci, po drugie kobiety według islamu są z natury gorsze, nieczyste i zwykle trafiają do piekła. Religijność to tylko pozory, wielu wyznawców Mahometa korzysta z usług płatnej miłości realizując swoje nietypowe zachcianki. Skoro płacą to mogą wszystko, sposób realizacji usługi jest tylko kwestią ceny. 

Książka to prawdziwa petarda, jest mocniejsza niż spirytus. To lektura szokująca, dostarczająca silniejszych wrażeń niż najlepsza sensacja. Jej kanwą są losy Polki Moniki, która trafiła do Dubaju celem zdobycia fortuny. Zaczęła swoją "działalność" samodzielnie, ale szybko schwyciła ją w swoje macki zorganizowana grupa. Kobieta stała się ich niewolnicą, ich własnością. Musiała robić co tylko im się podobało, pracować i spełniać najbardziej ekscentryczne zachcianki. Jej życie, mimo, że zamieszkała w luksusowej willi zmieniło się w koszmar. Trauma pozostała na zawsze. Monika ze szczerością dziecka opowiada swoje perypetie, nie wstydzi się i chce, by jej doświadczenia były przestrogą dla młodych dziewczyn liczących, że przez internet, przez media społecznościowe nawiążą kontakt z szejkami, zyskają status księżniczki i będą żyły długo oraz szczęśliwie. To metoda zwabienia, rekrutacji, która wiedzie wprost do dubajskich burdeli. 

Marcin Margielewski napisał o trudnym temacie po prostu genialnie. Wyczerpał temat, przytoczył realia, ich genezę, przesłanki, które pozwalają im swobodnie funkcjonować. Idealnie pasujący język, świetny styl, mnóstwo ciekawostek to jedne z wielu atutów tego tytułu. Lektura wstrząsa, nagłaśnia poważny problem i przestrzega. Czy młode kobiety wezmą sobie to do serca? Oby, bo nie życzę nikomu by trafił do tego świata, w którym dobro jest wartością marginalną i jedynie tli się gdzieś na marginesie. Króluje przemoc, gwałt, zemsta, siła, brudne interesy - jednym słowem zło w każdej postaci. 

Publikację z całego serca polecam. Znam problematykę arabskiego świata z wielu książek. Myślałam, że ów temat mam przedstawiony i poznany wyczerpująco. Autorowi "Modelek z Dubaju" udało się mnie jednak ogromnie zaskoczyć. Panie Marcinie, wielkie i gromkie brawa za tak wspaniałą książkę. Serdecznie jej gratuluję i czekam na kolejne Pana tytuły. 


czwartek, 4 lutego 2021

Kristy Cambron " Wróbel w getcie"

 


Wydawnictwo Znak 
data wydania styczeń 2021
stron 384
ISBN 978-83-240-6199-0
seria Ukryte arcydzieło tom II

Nadzieja nigdy nie powinna umierać!

Jestem tuż po lekturze tak wspaniałej powieści, że obawiam się, czy słowami potrafię oddać jej piękno, jej geniusz, jej wybitność. To kolejna książka Kristy Cambron, którą miałam zaszczyt przeczytać, którą miałam okazję się zachłysnąć. W trakcie lektury płakałam rzewnymi łzami, bo treść mocno chwyta za serce, wstrząsa duszą, a dla osób tak mocno wrażliwych jak ja, jest bardzo poruszająca. 

Literatura obozowa pokazująca piekło jakie w czasie II wojny światowej ludzie zgotowali ludziom nie należy do łatwej. Osobiście sięgnęłam po nią gdy miałam zaledwie dwanaście lat.  Od tego czasu czytam tytuły do niej należące dość systematycznie  i wracam myślami do tamtych ludzi, tamtych miejsc. Tym samym myślę, że pamięć o ofiarach trwa, jest im oddawany hołd, a ludzie czytając nie zapomną i wyciągną wnioski z tragicznej historii, która rozegrała się w pierwszej połowie XX wieku. 

Dzięki powieści Kristy Cambron znalazłam się w okupowanej Pradze, dręczonym nalotami Londynie, w obozie w Terezinie, gdzie ginęli niewinni ludzie i dzieci. Poznałam historię dwóch kobiet, która rozgrywa się w dwóch odległych od siebie przestrzeniach czasowych, a które splatają pewne fakty i przedmioty. 
Kaja Makovsky ma w swoich żyłach żydowską krew. By ocalić swoje życie, gdy niemiecka okupacja dociera do Pragi, ucieka z miasta wraz z siostrą i szwagrem. Ona trafia do Wielkiej Brytanii, oni znajdują schronienie w Palestynie. W Pradze pozostają rodzice sióstr, bo ich ucieczka okazuje się już niemożliwa. Gdy zaczynają się wywózki do obozów koncentracyjnych Kaja wraca w mundurze pielęgniarki Czerwonego Krzyża do stolicy nad Wełtawą. Nie udaje jej się ocalić rodziców, trafia wraz z nimi do obozu w Terezinie. Tam w jej życiu pojawia się osierocona mała dziewczynka, która na zawsze zmieni jej przyszłość.
 Przenosimy się do czasów współczesnych. Sera i Wiliam Hanover biorą ślub. Gdy jeszcze nie milkną słowa małżeńskiej przysięgi pan młody zostaje aresztowany i zostają mu postawione poważne zarzuty za które grozi mu więzienie. Sara postanawia zrobić wszystko by uratować swego ukochanego. W trakcie działań poznaje jego rodzinne sekrety i tajemnice. Dowiaduje się faktów o których nie miała pojęcia. Postanawia jednak zrobić wszystko, by ojciec jej nienarodzonego dziecka był wolny. Czy dwóm zdeterminowanym kobietom uda się złapać szczęście za nogi? Czy mimo trudności i kłopotów nie stracą nadziei na lepsze jutro i świetlaną przyszłość?

Rok temu na moim blogu ukazała się recenzja książki "Motyl i skrzypce". Możecie ją przeczytać pod linkiem 
Byłam pod ogromnym wrażeniem tego tytułu. Kolejna powieść tejże Autorki podobała mi się równie mocno. Odebrałam ją bardzo osobiście. Nakreślone słowami obrazy, sceny wyraziście do mnie przemówiły. Sprawiły, że czułam się tam obecna niczym cień obu bohaterek. Stały mi się one bardzo bliskie niczym dobre przyjaciółki. Płakałam nad ich losem, ale i losem setek tysięcy dzieci, których krótkie życie zostało zbrukane przez wojnę, obozową rzeczywistość i brutalnie przerwane przez gaz w komorach gazowych obozu.
 Fabuła książki pokazuje dwie kobiety, które postanawiają się nie poddawać i walczyć. Każda z nich boryka się z czymś innym, obie jednak mają podobne cechy, obie wykazują się silnym charakterem i choć jest im ciężko walczą mimo wszystko. Akcja książki toczy się warto, przemieszcza po wojennej Europie i współczesnym świecie. Fabuła porusza trudną tematykę, ocieramy się w niej o śmierć, ludobójstwo, nienawiść. Pojawia się także dobro, a w niektórych ludziach, mimo tragedii, nie umiera człowieczeństwo i chęć przeżycia piekła. 

"Wróbel w getcie" to lektura warta polecenia i godna pochwał, zasługuje na najwyższe oceny i status księgarskiego hitu. Serdecznie rekomenduję jej przeczytanie i zagłębienie się w jej treści. Z pewnością wywoła ona w Was refleksje i zadumę. Nie pozwoli zapomnieć o milionach ofiar, które niczym ptaki poszybowały niewinne ku niebu. Książkowa rewelacja - to najkrótsza ocena jaką wystawię temu tytułowi. Myślę, że zwięźle wyrazi wszystko, co czuję. 


czwartek, 28 stycznia 2021

Krzysztof Pyzia "Stewardesy. Cała prawda o lataniu"

 




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 408

ISBN 978-83-8234-025-9

Być stewardesą czyli prawdy i mity o podniebnym zawodzie

Tysiące kobiet na całym globie marzy o pracy jako stewardesa. Ta profesja cieszy się szaloną popularnością również w Polsce. Gdy tylko zostaje ogłoszona rekrutacja zgłaszają się setki kobiet licząc na łut szczęścia i możliwość pracy w tym zawodzie. Na jedno miejsce zwykle przypada nawet ponad setka kandydatek. Mężczyźni są tu rodzynkami. Czy rzeczywiście warto wybrać taką drogę kariery zawodowej? Czy ta praca to same przyjemności? Czy wykonywanie tego zajęcia się opłaca? 

Książka Krzysztofa Pyzia rozwiewa wszelkie wątpliwości i pokazuje od kulis co to tak naprawdę znaczy być stewardesą. Stanowi ją szereg pytań i odpowiedzi, które Autor zadaje pracującym w tym zawodzie. Jego rozmówczynie są szczere i bezpośrednie, na zadane im kwestie odpowiadają bardzo wyczerpująco, wszelka zasłona opada, a cała prawda, nie zawsze różowa, wychodzi na jaw. 

Tekst podzielony jest na części, które od a do z wyjaśniają nam kulisy pracy pod chmurami. Jak się okazuje ma ona swoje plusy i minusy, ale nie jest wcale tak bardzo kolorowo jak głosi opinia publiczna i w trawie piszczy. 

Autor bez ogródek pyta o różne kwestie. Nie ma żadnych spraw tabu. W tytule padają pytania o proces rekrutacji i szkolenia. Zarobki, warunki pracy, jej ciemne strony. Wymagania i obowiązki. Jak się okazuje nie każdy jest w stanie podołać wszystkim wyzwaniom. Zdrowie, miła aparycja, znajomość języków, odporność na stres, oderwanie od rodziny, częste zmiany stref czasowych, bezsenność to typowe sprawy oczywiste dla każdej stewy( tak w żargonie zawodowym określa się panie wykonujące ten zawód). Praca w szczególnych warunkach pokazuje, że to równie trudne zajęcie jak fedrowanie w kopalni. Oczywiście, poszczególni pracodawcy, poszczególne linie, mają różne wymagania. Najtrudniej, ale i najbardziej opłacalnie jest latać w mundurku linii arabskich. 

Jeśli zagłębicie się w ten tytuł poznacie wiele tajemnic, sekretów i szczegółów, które niekiedy okażą się oczywiste, a niekiedy bardzo dziwne. Bo kolor rajstop może urosnąć do miary tak ważnej jak bycie trzeźwym. Bo szminka na ustach niekiedy musi być w takim, a nie innym kolorze. Bo pasażerowie mają czasem szalone pomysły, nietypowe zachcianki, ułańskie fantazje, a pracownice linii lotniczych którymi lecą muszą wykazać się jako kelnerki, opiekunki, pielęgniarki, ratowniczki czy negocjatorki. Na porządku dziennym są pod chmurami trudne sytuacje, niegrzeczni pasażerowie, pijani mężczyźni, którzy chcą umówić się koniecznie na randkę. 

Bycie stewardesą to bilet nie tylko na różne loty. To przepustka do hermetycznego świata, to styl życia, to przynależność do wąskiego grona, które pracuje w naprawdę stresujących warunkach. Czy warto? Na to pytanie musi już odpowiedzieć sobie każdy, kto chce podjąć to wyzwanie. Ta książka jest w owym temacie w stu procentach wyczerpująca i autentyczna. Czyta się ją naprawdę szybko i z wypiekami na twarzy. Nie raz maluje się na niej zaskoczenie, zdziwienie, szok. Osobiście nigdy nie marzyłam o wykonywaniu tego zawodu, lektura dosadnie mnie w tym utwierdziła. Być może dla wielu z Was będzie jednak przysłowiową kropką nad "i" i przekona, że to jest dokładnie to, czego dla siebie szukacie. 

Gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy wybierają się na rekrutacje, są mniej lub bardziej zdecydowani. Rekomenduję z całego serca, ta książka to prawdziwa petarda! Musicie ją przeczytać koniecznie!

środa, 27 stycznia 2021

Mia Słowik "Jak zostałam peruwiańską żoną"

 



Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2019
stron 368
ISBN 978-83-61968-44-3

Podróż z niespodziewanym skutkiem

Z jakich powodów codziennie tysiące ludzi wyrusza w podróż? Okazuje się, że z bardzo różnych. Jedni jadą po prostu na wakacje, inni podróżują służbowo, jeszcze inni pielgrzymują w intencjach religijnych. Jeździmy, bo szukamy lepszej pracy, zmieniamy miejsce zamieszkania, bo zakładamy nowe rodziny, dostajemy spadek, intratną posadę, kształcimy się itd. Powodów jest wiele i wiele z nich się powtarza. Mało kto jednak wyrusza w podróż, bo namawia go do niej ezoteryczna terapeutka. A takiej właśnie rady posłuchała Mia Słowik.
 Młoda, zagubiona w dość skomplikowanym życiu kobieta postanawia kupić bilet w jedną stronę z kierunkiem Ameryka Południowa. Na eskapadę ma dość ograniczone fundusze i niezbyt konkretne plany. Chce odnaleźć spokój, samą siebie i poznać świat. Kusi ją amazońska dżungla, indiańskie wioski, szamani, kultura i inny styl życia jakże odmienny od europejskiego. 

Mia wyrusza, a przygody nie opuszczają jej ani na moment. W trakcie pobytu na obczyźnie nie brakuje emocji, miłych i trudniejszych sytuacji. Podróż ma swoje plusy i minusy, jest świetną lekcją życia. Mia poznaje swoje wady i zalety, poznaje nowych ludzi, zwyczaje, kosztuje nowych smaków życia. Los na jej drodze stawia mężczyzn, z których jednym okaże się dla niej kimś ważnym. A wszystko dzieje się bez wyreżyserowanego planu, na czystym spontanie. Ta wyprawa zmienia Autorkę, pozwala jej zajrzeć do swojego wnętrza. Opowiadając o swoich przygodach Mia zabiera nas do świata, który jest niezwykły. Pokazuje go swoimi oczyma. Nie jest typową podróżniczką skoncentrowaną tylko na niektórych aspektach zwiedzania. Zwraca uwagę na bardzo różne sprawy, pokazuje otaczający ją świat tak, jak go odbiera. Nie jest to typowy, standardowy obraz, ale tym samym bardzo osobisty, prawdziwy, ciekawy. Nietuzinkowa relacja wciąga w tytuł, który mieni się bardzo różnymi odsłonami. Nie jest to bowiem książka, którą zdefiniowałabym jednoznacznie pod względem gatunku. Trudno powiedzieć, że to tylko typowa książka podróżnicza. Ta lektura ma bowiem w sobie elementy reportażu, pamiętnika z egzotycznego wyjazdu, literatury faktu, książki psychologicznej, która opowiada o przemianie konkretnej osoby pod wpływem różnych czynników. Czyta się ją dlatego naprawdę świetnie. 

Książka z każdą stroną była bliższa mojemu serduchu. W trakcie czytania polemizowałam sobie z jej treścią, bo mam zgoła inny charakter niż jej główna Bohaterka i Autorka. Mogłam jednak obiektywnie stwierdzić, że w życiu nie zawsze koniecznie musimy się kierować rozumem i rozsądkiem. Odrobina szaleństwa jest niekiedy potrzebna. Tytuł przenosi nas nie tylko do innego, egzotycznego miejsca na kuli ziemskiej, ale i to innej strefy mentalności, sposobu życia, kultury, realiów i zachowania. Ta historia to także pokazanie związku w którym dwie strony pochodzą z różnych kultur i światów. Nie jest on czymś łatwym, wymaga wyrzeczeń i kompromisów. 
Ta opowieść ma bardzo wiele plusów i walorów. Można ją odebrać w różny sposób, nie można jej jednak nie przyznać uroku i tego, że przykuwa czytelnika mocno do siebie. To pozycja bardzo niesztampowa, warta poznania, którą z serca rekomenduję. Odkryjcie Amerykę Południową wraz z Mią, naprawdę warto! 

czwartek, 21 stycznia 2021

Klaudia Muniak "Nie ufam już nikomu"

 



Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-6661-128-3

Czasem warto ufać jedynie sobie

Zaufanie ma ogromne znaczenie. Może być wzajemne lub tej wzajemności pozbawione. Bez niego niemożliwe jest zbudowanie szczęśliwego związku między partnerami. Jak wiele dla nas znaczy, dowiadujemy się, gdy już je do kogoś stracimy. Gdy ktoś nas zawodzi, a tym samym i rani. Gdy tracimy zaufanie do całego świata, gdy wokół siebie nie znajdujemy osoby, która nas nie zawiedzie, gdy nikomu nie ufamy, grunt usuwa się nam spod nóg. Rzeczywistość staje się bardzo trudna, a życie jest drogą przez mękę. Rodzi się w nas brak pewności siebie, trudno nam funkcjonować, a granica między rzeczywistością a fikcją zaczyna się rozmywać. Wtedy nasze życie staje się koszmarem. Takiej sytuacji doświadcza na własnej skórze bohaterka powieści Klaudii Muniak, Iga.

Iga jest żoną i świeżo upieczoną mamą. Kilka tygodni wcześniej urodził się jej synek Joachim, którego kocha nad życie. Początki macierzyństwa dla każdej kobiety są zwykle trudne, ale dla żony Natana to prawdziwy chrzest bojowy i katorga. Opieki nad malutkim synkiem nie ułatwia jej choroba, z którą zmaga się od jakiegoś czasu, czyli zaburzenia maniakalno-depresyjne określane jako nerwica natręctw. Konieczne jest wdrożenie terapii farmakologicznej i rozpoczęcie spotkań z psychologiem.

Iga decyduje się na eksperymentalną terapię, w opracowaniu której sama brała udział. Leki, które są jej niezbędne do normalnego funkcjonowania, mają być jej podawane i dawkowane przez wszczepiony w ramię chip. To on, sterowany za pomocą aplikacji w telefonie, ma decydować, który medykament i w jakiej dawce ma się wchłonąć do jej organizmu. Mimo nowatorskiego leczenia Iga czuje się coraz gorzej. Zaczynają dokuczać jej zaniki pamięci i halucynacje. Dodatkowo na ciele jej synka pojawiają się paskudne siniaki. Czy Iga pod wpływem leków i postępującej choroby jest w stanie skrzywdzić ukochane dziecko? A może za sińcami stoi inna osoba? Czy to matka Igi, która pomaga córce w opiece nad Joachimem, czy może serdeczna przyjaciółka, która jako swoją ofiarę upatrzyła sobie Natana? A może to on sam krzywdzi z jakiegoś nieznanego powodu swoje dziecko?

Thriller psychologiczny to gatunek, który bardzo lubię sobie od czasu do czasu zaserwować. Od tego typu książki oczekuję zawsze bezwzględnego uzależnienia. Chcę, by fabuła dosłownie mnie opętała, zaczarowała od pierwszej strony. Chcę przez czas czytania żyć wyłącznie jej treścią i ekscytować się zagadką, której rozwiązanie ma miejsce na koniec lektury. Nie każdemu autorowi udaje się jednak skonstruować tak doskonale swoją książkę. Z tym zadaniem Klaudia Muniak poradziła sobie rewelacyjnie i bezbłędnie. Od pierwszej strony emocje wzięły górę, a ich ogrom czasem aż przygniatał. Powieść czytało mi się świetnie. Na pewno miało to miejsce za sprawą naprawdę wartkiej fabuły i konstrukcji osobowości głównej bohaterki, która jest postacią nietuzinkową i bardzo oryginalną. W trakcie czytania miałam wobec jej osoby dość mieszane uczucia. Z jednej strony patrzyłam na nią jako ofiarę choroby i ludzkich spisków, z drugiej czułam, że przeszłość Igi kryje jakieś mroczne tajemnice.

Klaudia Muniak stworzyła naprawdę doskonały thriller z medycyną w tle, w który wplotła kilka istotnych, lecz i trudnych życiowych tematów. Zawiłe relacje z rodzicami, którzy są wobec dziecka zbyt wymagający, skomplikowane początki macierzyństwa, które, choć planowane i wyczekane kryje w swoich odmętach wiele przeszkód, życie z chorobą psychiczną, która zatruwa codzienność to kwestie, które autorka wykorzystała w swojej książce. Dzięki nim powieść wyszła spoza utartych schematów, nabrała świeżości i oryginalności. W trakcie czytania oczywiście próbowałam rozwikłać zagadkę i odkryć, co jest prawdą, a co fikcją. Przyznaję, że mi się to nie udało. Przyznaję, że nie udało mi się to. Zakończenie okazało się najmocniejszą stroną tej książki i całkowicie mnie zaskoczyło.

Jeśli macie ochotę na naprawdę mocne emocje, sięgnijcie po tytuł Klaudii Muniak, poznajcie Igę i zajrzycie do jej świata. Gorąco rekomenduję i polecam.





wtorek, 19 stycznia 2021

Zofia Ossowska "Ocalić życie"

 




Wydawnictwo Filia
data wydania 2020
stron 512
ISBN 978-83-8195-045-9

Prawda nie zawsze wyzwala i usypia demony z przeszłości

Ludzkie życie to dłuższy lub krótszy ciąg dni. Od narodzin do śmierci przeżywamy chwile radosne i smutne, szczęśliwe i takie, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Większość dni danych nam przez los przebiega według ustalonych schematów i monotonnie zlewa się w jeden obraz. Mówimy o nich szara codzienność. Są one przetykane dobami, w których dzieje się coś ważnego, coś wyjątkowego, co kładzie się cieniem na naszej przeszłości i przyszłości. O takich dniach mówimy, że są wyjątkowe i zmieniają bieg naszego życia.

Taką datą dla rodziny Rzewnickich był pewien lipcowy dzień 1942 roku, gdy do ich domostwa zapukała pewna polska rodzina uciekająca przed Niemcami. Kobieta, mężczyzna i ich dzieci. Nie było szans ocalić ich wszystkich, dlatego szansę na dalsze życie otrzymała tylko dwójka najmłodszych maluchów. Chłopiec został odwieziony do zakonnego sierocińca, a dziewczynka została przysposobiona jako własne dziecko Rzewnickich. Takie rozwiązanie byłoby bohaterskie i godne pochwał, ale w życiu wiele rzeczy nie jest wyraziście czarnych czy białych, dobrych czy złych. Niedługo po daniu schronienia obcym dzieciom do domu wtargnęli Niemcy i zabrali ze sobą w nieznane miejsce Antoniego. Wrócił po dwóch dniach, ale był już kimś innym. Widać było, że przeżył coś, co zmieniło go na zawsze. Rozwiązanie tej zagadki nastąpiło wiele lat później. Prawda, która ujrzała światło dziennie po długim czasie, okazała się bardzo okrutna i pozwoliła rozwinąć skrzydła pewnym demonom, ale i uczyć sztuki wybaczenia...

Ta przepiękna, ale jakże dramatyczna historia wydarzyła się niestety naprawdę. Zofia Ossowska zainspirowała się faktami, które miały miejsce w czasie II wojny światowej. To, jak postępowali Niemcy, zasługuje na potępienie. Przed ludźmi stały wybory, z których nie było dobrego wyjścia. Każda opcja była zła i przynosiła ból oraz cierpienie. Wyrzuty sumienia, koszmary i tragedie. Antoni to bardzo ciekawa postać. Zwykły mężczyzna, mąż i ojciec, prosty człowiek, który chce przeżyć koszmar wojny, chce chronić swoich bliskich, a który zostaje zmuszony do karygodnego zachowania, do czynu rujnującego mu życie. Jego krzywda, jego udręka, jego gehenna nie ma końca. Alkohol przynosi mu pozorną ulgę, chwilowe zapomnienie, które mija. Wpędzony w nałóg staje się wrogiem swojej rodziny. Jego żona też potwornie cierpi. W milczeniu znosi swój los.

Autorka w sposób wyjątkowo plastyczny i ciekawy odkrywa kolejne puzzle tego sekretu i wtajemnicza w niego czytelnika. Lektura jest tak ciekawa i wciągająca, że trudno się od niej oderwać. Stale główną historię ubarwiają kolejne szczegóły, a obraz przeszłości staje się bardziej wyraźny, a zarazem bardziej zagmatwany. Fabuła oplata jak ośmiornica, której wyrastają kolejne macki. Czytaniu towarzyszy ogromne wzruszenie i oczywiście łzy. To po prostu niewykonalne, by nie płakać nad dramatem zwykłych ludzi, których losy zostały naznaczone na zawsze przez jedno wydarzenie. W tym przypadku celnym wydaje się powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Z treści tej książki płynie wyrazisty morał, że często nie możemy zmienić przeszłości i naprawić pewnego zła. Ważna jest jednak pamięć, cześć dla tych, którzy stali się bezbronnymi i niewinnymi ofiarami. Dopóki będzie się ona w nas tliła, dopóty nasze człowieczeństwo nie jest zagrożone.

„Ocalić życie” to tytuł, którego akcja rozgrywa się w dwóch przestrzeniach czasowych, w dwóch okresach ważnych dla polskiej historii. Zapewne autorka wybrała je nieprzypadkowo. Tło dodaje uroku fabule, podkreśla jej wydarzenia, symbolizuje przemiany i upływ czasu, który pędzi nieubłaganie.

Lektura bardzo mi się podobała, doceniam kunszt jej napisania, język, styl i pomysł stworzenia tak bardzo wymownej historii. Tytuł gorąco polecam i zachęcam do jego przeczytania. To książka z takich, o których bardzo długo się nie zapomina.

czwartek, 14 stycznia 2021

Kelly Irvin "Syn biskupa"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 384

ISBN 978-83-8169-263-2

Gdzie dwóch rywalizuje, tam dziewczyna ma dylemat


„Syn biskupa” to drugi tom cyklu „W świecie amiszów”. W powieści poznajemy dalsze losy Lantzów, którzy przyjechali do Teksasu po opuszczeniu Tennessee. Ich pierwszy rok pobytu w nowym miejscu był trudny, pełen wyzwań, wzlotów i upadków. W czasie jego trwania wiele się wydarzyło. Leila z jednej strony tęskni, a z drugiej oswaja się z nowym otoczeniem. W jej świecie pojawia się dwóch mężczyzn, którzy zaczynają rywalizować o jej względy. W świecie amiszów, do którego należy dziewczyna, przebiega to jednak dość surowo. Nie ma czasu na typowe randki, pocałunki czy inne rozrywki. Leila ma dylemat kogo wybrać. Jesse Glick, który jest bliższy jej sercu, nie deklaruje swoich zamiarów zbyt wyraźnie i czytelnie. Poza tym opuszcza wspólnotę amiszów i zaczyna wieść inne życie. Jeśli Leila zdecyduje się zostać jego żoną, będzie musiała opuścić rodzinę i znany jej świat. Dobrowolnie skazać się na wygnanie i całkiem nową rzeczywistość. Will, kuzyn Jessego, w pozyskaniu względów dziewczyny może mieć specyficzny interes. Nie muszą nim kierować tylko uczucia, ale i troska by młoda kobieta nie opuściła rodziny amiszów. Kogo wybierze Leila?

Druga część wspaniałej, napisanej z polotem i pomysłem trylogii od samego początku przypadła mi do gustu. Bardzo szybko wniknęłam w świat ludzi, dla których życie religijne jest bardzo ważne, a reguły wyznawanej wiary są priorytetowymi drogowskazami. Ich wybory życiowej drogi nie mogą być sprzeczne z tym, w co wierzą. Leila staje więc przed bardzo trudnym zadaniem. Jej rozdarcie i wahanie są fundamentem, na którym opiera się fabuła książki. Młoda dziewczyna wychowana w surowych warunkach, oderwana przez swoją społeczność od realnego świata wkracza w rzeczywistość innej niż amisze społeczności. Nieśmiało poznaje innych ludzi i obce realia. Odkrywa nieznane, czasem jeszcze broni się przed tym, czego nie zna. Swoją postawą budzi sympatię czytelników.

Autorka bardzo ciekawie opisuje tło, w jakim dzieje się akcja książki. Interesująco też wykreowała sylwetki swoich bohaterów. Są oni tylko pozornie podobni. Tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Jego treść skłania do refleksji odnośnie religii i sposobów wyznawania tej samej wiary. Rodzi się pytanie, co tak naprawdę jest w tym aspekcie ważne – treść, w którą wierzymy czy forma, w jakiej oddajemy tej wierze cześć?

Seria Kelly Irvin promuje szacunek ludzi wobec siebie. Choć możemy być inni, choć możemy obrać różne życiowe drogi, choć różnymi ścieżkami dążymy do tego samego celu, powinniśmy nade wszystko i zawsze okazywać sobie szacunek i być wobec siebie tolerancyjni. Wszelkie podziały, ostracyzm czy segregacja nie służy nigdy niczemu dobremu. „Syn biskupa” to lektura, którą czyta się szybko i przyjemnie. Promuje ona wartości rodzinne, traktuje o zwyczajnym życiu, a zarazem pokazuje wyjątkowość szarej codzienności i jej uroki. Autorka docenia przyjaźń, serdeczność wobec bliźnich, a robi to, pisząc wspaniałym językiem i dobrym stylem. To idealna pozycja na chwilę oddechu od codzienności, świetna książka na długi zimowy wieczór. Gorąco polecam.

niedziela, 10 stycznia 2021

Beata Sabała-Zielińska "Pięć Stawów. Dom bez adresu"

-


Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020
stron 352
ISBN 978-83-8169-335-6

Jest takie miejsce w Tatrach...

Tatry, najwyższe, a według wielu najpiękniejsze polskie góry mają wiele walorów. To klimat, widoki, fauna i flora, historia, folklor, legendy. Mają one także klimatyczne miejsca, do których po prostu chce się wracać i które przyciągają jak magnes. Dla wielu osób są nimi schroniska. Wśród nich wyjątkowe miejsce zajmuje najwyżej położone schronisko górskie w Polsce. Wtajemniczeni mówią o nim Pięcistawy. Dla laików dodam, że chodzi o schronisko PTTK położone na wysokości 1671 metrów n.p.m. Ten charakterystyczny budynek, który powstał w latach 1947-1953 nie ma adresu. Nie jest położony przy żadnej ulicy, ani nie ma numeru. A jednak kojarzy go bez problemu tak wiele osób! Zagościłam w tym miejscu dzięki lekturze publikacji napisanej przez samą Beatę Sabałę-Zielińską i swoje wrażenia z lektury właśnie Wam opiszę.

Tatry po raz pierwszy ujrzałam jako ośmiolatka. Pobiły moje serce i to kilka razy. Na początku jako góry, potem jako przedsmak Himalajów, gdzie można próbować sił we wspinaczce. Zawsze uważam schroniska jako miejsca wyjątkowe. Takie z duszą, inne niż przeciętne hotele czy pensjonaty lub miejsca ,gdzie można się posilić. Tam trafiają ludzie w drodze, wędrujący i to wędrujący po górach. Pewnie ktoś zapyta co w tym niezwykłego? Ano to, że góry zmieniają nas, którzy ich kosztują. Ci zaś, którzy prowadzą owe przybytki to ludzie kochający swoją pracę, traktujący ją jak pasję, władający w nią całe serce. Tego nie da się robić tylko dla pieniędzy. Żyjąc z dala od cywilizacji i osad ludzkich staje się wobec majestatu natury, która coś - np. wygodę odbiera, ale i wiele w zamian daje. I ta prawda sprawdziła się wobec Pięciostawiańskiego Schroniska. Gospodarzą w nim od lat członkowie klanu Krzeptowskich. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są "klucze" gospodarskie do tego obiektu. A jest ona naprawdę wyjątkowy. 

Prowadzenie tego miejsca jest rodzinną tradycją. Zadanie nie jest takie łatwe, bo do schroniska nie prowadzi żadna droga. Tylko szlak, który nie zawsze jest możliwy do przejścia. To miejsce położone wysoko w górach, więc warunki dyktuje tu natura. Trzeba się z nią pogodzić i oddać palmę pierszeństwa. Tu wszystko trzeba dostarczyć i nie ma tradycyjnej dostawy na telefon. Tu życie mocno naznaczają pory roku i pogoda. Tu cywilizacja dociera jak przez mgłę. Tu czas biegnie inaczej. Z tym miejscem związani są niesamowici ludzie, którzy mają we krwi górskiego bakcyla. 
Ta lektura porwała mnie od samego początku. Autorka przedstawiła historię powstania tego obiektu, jak i dzieje góralskiej rodziny, która go od lat prowadzi. Z tekstu dowiadujemy się jak rok po roku to miejsce się zmieniało, jak wyglądało w niż życie kilka czy kilkadziesiąt lat wstecz. Pracownicy i gospodarze schroniska, jego goście, wyjątkowe wydarzenia, czasy wojny i pokoju, akcje ratownicze, zwyczajna turystyczno-górska codzienność. Anegdoty, ciekawostki, zabawne i smutne zdarzenia. To wszystko jest niczym wielobarwna, arcyciekawa mieszanka, która budzi wyobraźnię. W trakcie lektury zdarzyło mi się odkładać książkę i oglądać w internecie filmy z tego miejsca i jego okolicy. To w doskonały sposób uzupełniało lekturę, która bardzo szybko mną zawładnęła. Czytałam ją błyskawicznie, a każda przeczytana strona zachęcała do planów odwiedzenia tejże tatrzańskiej doliny i owego miejsca. 

Książka Beaty Sabały-Zielińskiej to pozycja obowiązkowa na liście wszystkich miłośników Tatr. Jest rewelacyjnie napisana. Język i styl doskonale oddają klimat, a historia wręcz czyta się sama. To były wspaniałe minuty z książką w ręku, który przypomniały mi, że tęsknie za Tatrami i powinnam je jak najszybciej odwiedzić. Gorąco polecam. 

środa, 30 grudnia 2020

Czytelnicze podsumowanie roku 2020

 Kiedy ten rok minął? Był długi i krótki. Właściwie od pewnego momentu nie liczyłam dni, tylko zadawałam sobie pytanie kiedy się to skończy? Logicznie myśląc to nie będzie granicznej daty i pogrzebu covid 19, ale chyba każdy z nas pragnie tego, jak było dawniej. Dobra, dość rozkminiania, ale ... to co się dzieje, bynajmniej u mnie wpłynęło na moje życie czytelnicze. I tu znikam... Chowam się w mysią dziurę ze wstydu. Bo wynik przeczytanych książek mnie przeraża. Liczba przyprawia mnie o dreszcze. Tylko, dla mnie tylko 64. Szok w trampkach i kaloszach. Tak słabo nie było nigdy. Co mam na usprawiedliwienie? Dwie rzeczy. Pewien projekt za który się wzięłam i idzie wolno, ale idzie. Dwa dzięki Netfix więcej czasu spędzam przed telewizorem i walczę w sądzie w związku z moim wypadkiem, a że mam odpowiednie wykształcenie to robię taką praktyczną mini aplikację. Dobry trening dla umysłu. I tak, zostaje mniej czasu na książki. Szkoda, ale musi być lepiej. Dobra, dość wspomnień czas na konkrety.

To, że przeczytałam tak mało książek wcale nie ułatwiło mi wyboru tych najlepszych. A tak na marginesie, to ten rok obfitował w świetne książki. Dużo ich było, zdecydowanie mniej wśród moich lektur było pozycji przeciętnych. Top 10, tylko top 10. Albo aż top 10. Zaprezentuję je w przypadkowej kolejności, nie ma konkretnych miejsc. To uszeregowanie byłoby dla mnie zbyt trudne. Więc Kochani w niezobowiązującej kolejności moja topka AD 2020.











Reasumując sprawdziły się cenione przeze mnie już nazwiska. Odkryłam i nowe. Szukałam w lekturach odskoczni od trudnej rzeczywistości. Stawiałam na ulubionych Autorów. Czuję czytelniczy niedosyt zbyt małej ilości przeczytanych stron. W 2021 musi być lepiej. 

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Anna Czerwińska "Groza wokół K2"

 


Wydawnictwo Annapurna 

data wydania II 8 grudnia 2020 

stron 328

ISBN 978-83-61968-42-9

Pewnego lata pod szczytem Góry zwanej Mordercą...

Cześć tegorocznych świąt Bożego Narodzenia spędziłam w Karakorum. Miało to miejsce dzięki lekturze książki Anny Czerwińskiej "Groza wokół K2". Zagłębiając się w jej treść przeniosłam się w czasie do roku 1986 pod najwyższy z pakistańskich ośmiotysięczników, który mimo, że wysokością ustępuje Everestowi jest mianowany najtrudniejszym z kolosów. Świadczy o tym choćby fakt, że do dziś zimą pozostaje niezdobyty. Na jego stokach zginęło wielu wspinaczy. Góra co roku zabiera kolejne ofiary. Tamtego lata śmierć poniosło aż 13 wspinaczy. Nie byli to amatorzy. Każdy z nich miał wiedzę i doświadczenie, a jednak K2 okazało się zachłanne i zabrało tyle ludzkich istnień. Co było przyczyną tragedii? Czy można było ich uniknąć? Po czyjej stronie leży wina - człowieka czy natury? Z Anną Czerwińską jako przewodniczką szukałam odpowiedzi na te pytania. 

Tego lata pod K2 było naprawdę tłoczno. Działało wiele wypraw, w tym grupa z Polski. Znalazły się w niej i kobiety. Oprócz trzech Pań atakujących szczyt w jednym teamie na szczyt Czogori udało się wejść w międzynarodowym składzie Wandzie Rutkiewicz. Była pierwszą kobietą, która tego dokonała. To ogromny sukces. W tamtym czasie Góra pokazała, że życie wspinaczy to istny mix sukcesów i porażek, radości i tragedii, utraty zdrowia i życia oraz sława, która czeka poza górską enklawą. 

Książka Anny Czerwińskiej jest niesamowita. Przejmuje do szpiku kości, budzi podziw dla śmiałków, którzy mają odwagę zmierzyć się z kolosem, budzi respekt wobec sił natury, które pokazują nasze słabości. Lektura jest ogromnie przemawiająca i robi wrażenie. Jej treść wręcz smaga po twarzy niczym lodowaty wiatr i pokazuje całą prawdę o wspinaczce oraz zdobywaniu gór wysokich i najwyższych. Łatwo nie jest. Marzący o poskromieniu szczytów muszą pokonać wiele trudności. Muszą walczyć z przyrodą, ale i samymi sobą. Trzeba umieć oswoić stres, który jest obecny i czai się niczym cień. W ekstremalnych warunkach jak na dłoni ukazują się ludzkie słabości, pięty achillesowe, które każdy z nas ma. Nie pomaga zimno, nie pomaga wysokość, nie pomaga gorączka szczytu, która zagłusza rozsądek. 

Anna Czerwińska relacjonuje to lato w cieniu K2 dzień po dniu. W tym czasie Polska traci aż trzech wspinaczy. Sukces złojenia góry staje się gorzki i nie smakuje jak powinien. Autorka w swojej relacji jest dokładna, bezstronna i sumienna. Wprowadza czytelnika do specyficznego środowiska, do matecznika ludzi dzielnych i zdeterminowanych, ale nie niezniszczalnych. Mających wiele siły, ale ich zasób jest ograniczony. Pokazuje, że w himalaiźmie nie ma nic pewnego. Granice w nim są nieostre i nieprzewidywalne. Wszystko zależy od kaprysu natury. Nic tak naprawdę nie jest pewne i bezpieczne. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie. Od tamtego czasu dla amatorów górskiej wspinaczki zmieniło się wiele na korzyść. Pomogła technika, rozwój technologiczny, nowe produkty ułatwiające życie. Jest lepiej, ale i zmienił się klimat. Podwyższyła się granica lodowców, ocieplił klimat, a Góra mimo to zimą jest niezdobyta. Trudno to często laikom zrozumieć. 

Dzięki słowom zapisanym przez Autorkę mamy szansę odkryć świat specyficznego środowiska, zasmakować bazowego życia, pobyć na wysokości, gdzie krzepnie rtęć, a ludzkie komórki obumierają. Anna Czerwińska ocenia sytuację, a nie ludzi. Nikogo nie oskarża ani nie gloryfikuje. Przybliża bliską jej rzeczywistość, przybliża wyprawę, która wyjątkowo mocno zapadła jej w pamięć. Pisząc oczyszcza się z ogromu emocji, chce przed zwykłymi ludźmi opuścić pewne zasłony, obalić pewne mity o zdobywaniu szczytów. Jak niektórzy sądzą nie ma tu wiele miejsca na romantyzm. Jest dużo sportu, walki, ryzyka, pokonywania samego siebie, mocowania się z emocjami i czynnikami natury. Ten świat ogromnie pociąga, jest w stanie zauroczyć. Autorka z całym realizmem pokazuje gamę uczuć jaka towarzyszyła jej w tamtym czasie. Nie przesadzę, gdy powiem, że ta książka jest ogromnie osobista. Nie znalazłam w niej słabych punktów. W pełni zasługuje na miano doskonałej, rewelacyjnej, genialnej. Z serca ją polecam i rekomenduję. 


środa, 9 grudnia 2020

Daniel Kocuj "Bike'owa podróż. Z Sydney do Szczecina" cz.1

 


Wydawnictwo Annapurna

data wydania 2020

stron 352

ISBN 978-83-61968-43-6

Żegnaj korporacjo, ahoj przygodo!

Ten rok jest w dziejach ludzkości szczególny i nie sprzyja turystyce oraz podróżowaniu. Tym bardziej w tym okresie doceniam książki, które należą do kręgu literatury podróżniczej i zabierają nas w różne ciekawe miejsca. Ich lektura cieszy mnie tym bardziej, gdy piszą je ludzie umiejący zarazić bakcylem podróżowania, którzy okazują się idealnymi przewodnikami a zarazem gawędziarzami perfekcyjnie relacjonującymi to, co ciekawego dookoła nich. Ostatnio trafiłam na wyjątkowo genialną tego typu lekturę i dziś chciałabym podzielić się moimi wrażeniami z jej odbioru a zarazem zachęcić do jej przeczytania. 


Jej Autor, Daniel Kocuj urodził się w 1985 roku. Pochodzi ze Szczecina. W jego głowie narodziło się pewne podróżnicze marzenie, które udało mu się zrealizować. Przedtem jednak były studia i praca w korporacji. Właśnie tam poznał pewnego Amerykanina, który towarzyszył mu w części podróży. Eskapada rozpoczęła się także w towarzystwie dziewczyny Autora, która jednak dość szybko zrezygnowała z wyzwania. Było ono całkiem spore, dla niektórych szalone, ale i niesamowicie ekscytujące oraz dające ogrom emocji. Daniel Kocuj zamarzył bowiem by przemierzyć drogę z australijskiego Sydney do rodzinnego Szczecina na rowerze. 

To miała być wyprawa życia. Budżet nie był wypasiony, bagażowe sakwy miały ograniczoną pojemność, a początek wyprawy wypełniła praca przy wykańczaniu domów. Potem było naprawdę niesamowicie, spontanicznie, nie zawsze bezpiecznie, często ekstremalnie, wymagająco. Bywały i chwile trudne, ale skoro podejmuje się naprawdę ekstremalne wyzwanie trzeba się z tym liczyć. 
Pierwsza część, którą właśnie skończyłam czytać wiedzie z Australii przez Indonezję, Malezję, Tajlandię, Birmę i Indie. Mnóstwo kilometrów, wiele dni, cudowne widoki, kaprysy pogody, trudy podróży bez zawijania do wygodnych hoteli czy moteli. Niesamowite doświadczenia, długa trasa a na niej spotkani różni ludzie. Ci bardzo mili, wyciągający pomocną dłoń, ale i tacy, którzy mieli mniej przyjazne intencje. Niewiarygodne atrakcje, piękna flora i przeróżna fauna. Hektolitry wylanego potu, szalone przygody, religie czy zwyczaje są niczym migocząca mozaika, która aż razi po oczach swoim bogactwem barw i kolorów. Przed oczami czytelnika niczym w barwnym kalejdoskopie przewijają się obrazy, magiczne miejsca, cuda natury i architektury wykonane ludzką ręką. Świat robi wrażenie, a wobec Autora rodzą się ciepłe uczucia oraz wdzięczność za możliwość towarzyszenia mu i odkrywania tylu ciekawych rzeczy. 

Dzikie zwierzęta, busz, pustynia, pustkowia, egzotyczne rośliny, krater wulkanu, kopalnia diamentów, świątynie, małe wioski i ogromne miasta, a wreszcie przeróżni ludzie to naprawdę robi wrażenie. Książkę czyta się rewelacyjnie. Jej Autor świetnie operuje słowem. Doskonale potrafi odmalować nim na papierze to, czego doświadczył i to, co przeżył. W swojej relacji jest spontaniczny, szczery i autentyczny. Z tego powodu tytuł jest niewiarygodnie porywający i trudno go odłożyć. Zachwyca lekkość, świetny dobór słów, przejrzystość opisów. Nie sposób nie docenić świetnego stylu oraz anegdot i osobistych przemyśleń. Te wszystkie atuty sprawiają, że z pełnym przekonaniem stawiam książce najwyższą ocenę w każdej skali i gorąco, z całego serca ją polecam i rekomenduję. Czekam niecierpliwie na kolejną część. Zapraszam Was z Danielem Kocujem do wspaniałej Azji. 

piątek, 4 grudnia 2020

Laila Shukri "Uciekłam z arabskiego burdelu"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 368

ISBN 978-83-8169-370-7

Za drzwiami świata rozpusty

Świat arabski, świat wyznawców islamu wydaje nam się bardzo tajemniczy, a zarazem dziwny. Oficjalnie prostytucja jest tam zabroniona, zakazana i zagrożona słonymi karami, a pozamałżeńskie stosunki intymne są "haram". Mimo tego na Bliskim Wschodzie funkcjonuje wiele przybytków seksualnych rozkoszy, gdzie mężczyźni mogą korzystać z usług i spełniać swoje najbardziej dziwne czy wyuzdane zachcianki. Dla bogatych szejków niemożliwe nie istnieje, prawo zawsze można odejść. Zwykli obywatele też mogą odnaleźć różne furtki by ominąć surowe zakazy. Okazuje się więc, że pozory w świecie arabskim mają się znakomicie, a seks biznes przynosi krociowe zyski.

Skąd zatem biorą się seksualne pracownice w burdelach? Niektóre kobiety trafiają tam z własnej woli skuszone krociowymi zarobkami i chęcią zakosztowania luksusowego życia. Inne są tam zniewolone i wbrew własnej woli zwabione podstępem. Sprzedane jak towar. Handel kobietami i dziećmi na Bliskim Wschodzie funkcjonuje bardzo prężnie. Jest dochodowy i kryją się za nim prawdziwe dramaty setek istot. Jedną z takich historii opisała w swojej najnowszej książce Laila Shukri. 

Tytuł zawiera dalsze dzieje Julii, którą czytelnicy znają z kart powieści "Byłam kochanką arabskich szejków". Młoda, atrakcyjna Polka niewłaściwie ulokowała swoje uczucia. Jej wybranek, Turek o imieniu Tarek rozkochał ją w sobie, a potem zaprosił na luksusowe wakacje w Dubaju. Po przyjeździe na miejsce bajka się skończyła. Julia trafiła do burdelu i musiała pracować jako dziwka. W trakcie pewnej szalonej zabawy na jachcie szejka poprosiła pewną rodaczkę o pomoc. W jej brudnym i nieszczęśliwym życiu pojawił się Steven, który miał ją wyrwać z szpon gangu. Taka akcja wymagała nie lada odwagi i trudu. Czy miała szansę się udać? Ponoć takiej mafii uciec nie można. Jej macki znajdują swoje ofiary wszędzie. Czy Julia uwolniła się z piekła do którego niezasłużenie trafiła? 

Historia, którą skończyłam czytać tego poranka mrozi krew w żyłach. Czytałam ją przerażona tym, co dzieje się w miejscu, które jednoznacznie kojarzy się z luksusem i niesamowitym bogactwem. Jak się okazuje ma swoją brudną, przerażającą odsłonę, za którą kryją się ludzkie tragedie. Czytałam tę lekturę z wielkim wzruszeniem, przerażeniem w oczach. Byłam zszokowana, otulona atmosferą strachu. Odebrałam treść bardzo osobiście, a lekturze towarzyszyły ogromne emocje. Było ich tak dużo, że musiałam przerywać czytanie, by ochłonąć, zaczerpnąć powietrza, uspokoić się. Autorka opisując konkretną historię porusza ogromne problemy, które niestety funkcjonują na Bliskim Wschodzie. Chodzi o handel ludźmi, małżeństwa na chwilę tzw. letnie, porywanie ludzi od których pobierane są organy do przeszczepów. Niestety, niekiedy obrzydliwie bogaci ludzie szukają nietypowych rozrywek kosztem innych, zwłaszcza kobiet i dzieci. Te, w nielegalnych jaskiniach rozpusty traktowane są jak przedmioty. I o tym bezpośrednio mówi główna bohaterka. Zmuszona do nierządu popada w szpony alkoholu, traci szacunek do siebie, pojawiają się u niej problemy z psychiką. Zachcianki szejków budzą delikatnie mówiąc niesmak i obrzydzenie. Książka wyraźnie pokazuje jak traktowane są często kobiety w krajach arabskich. Mroczne tajemnice Bliskiego Wschodu XXI dzięki książce Laili Shukri budzą grozę, a tytuł niech będzie przestrogą przed pokusami życia w ramionach arabskich szejków. To nie miejsce, gdzie można szukać miłości. Luksus, nawet ten na najwyższym poziomie, też może mieć smak piołunu. 

Lektura bardzo mi się podobała. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autorka odważnie poruszyła tematy o których świat milczy. Niewygodne kwestie niestety schodzą do podziemia. Głosy rozpaczy są tłumione. Nie można zamieść takich spraw pod dywan. Międzynarodowe służby powinni wspólnie działać dla dobra poszkodowanych. 

Podsumowując ważna i odważna książka. Elektryzująca i odkurzająca niewygodną prawdę. Świetnie napisana, pełna wielu informacji. Piękna okładka, dobra treść, ogrom emocji. Na długo zapadnie w moją pamięć. Serdecznie polecam.