Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zwierciadło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zwierciadło. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 stycznia 2018

Ałbena Grabowska "Tam gdzie urodził się Orfeusz"



Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania II 2017
stron 400
ISBN 978-83-6545-663-2

Rodopskie wspomnienia

Ałbena Grabowska to lekarka i pisarka, która ma bułgarskie korzenie. Rodzina autorki „Stulecia Winnych” pochodzi z Rodopów, a konkretnie z małej górskiej miejscowości Czepełare. Grabowska właśnie tam spędzała letnie wakacje jako dziecko i nastolatka, tam też przyjeżdżała ze swoim mężem i dziećmi, by pokazać krainę, skąd wywodzą się jej korzenie i gdzie narodził się Orfeusz.
Owocem tych podróży jest jej debiutancka książka, która doczekała się dwóch wydań, a która opowiada o przepięknym zakątku Europy. Nie jest on tak popularny jak włoska Toskania czy greckie wyspy, a jest równie fascynujący i warty odwiedzenia. Tytuł nie jest typowym przewodnikiem, ani też kroniką rodzinną. Książka dzieli się na wiele części – niedługich rozdziałów, które przypominają eseje czy dzienniki, a każdy z nich poświęcony jest jakiemuś zdarzeniu, przygodzie, wycieczce, udziale w święcie czy uroczystości. Każdy z nich zawiera cenne informacje o rodopskich zwyczajach i tradycjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, kulturze, przyrodzie, historii, obyczajach religijnych, wierzeniach, geografii, a także kuchni.
Bułgaria to kraj leżący w Europie, ale dla wielu tajemniczy i nieodkryty. Ta książka świetnie go przybliża i rekomenduje. Po jej lekturze bez zastanowienia spędziłabym w nim zimowe czy letnie wakacje. Autorka równie ciekawie pisze o wydarzeniach wyjątkowych, jak i o zwykłej codzienności. Opisuje mieszkańców Rodopów – znajomych, sąsiadów i członków swojej rodziny. Ałbena Grabowska pokazuje tamtejsze osobliwości przyrody, zabiera na górskie wycieczki, regionalne uroczystości, zabiera do miejscowego meczetu i cerkwi. Opisuje codzienne życie, zwyczaje rodzinne, ślubne i pogrzebowe. Rytuały związane z pracą na roli, perypetie remontowe gdy odnawia dom w którym kiedyś mieszkała jej babcia, a także zabiera czytelników do tamtejszych restauracji by zapoznali się ze specjałami rodzimej kuchni i potrawami charakterystycznymi dla tego regionu Bułgarii.
„Tam gdzie urodził się Orfeusz” to niesamowita literacka podróż. To przepiękna lektura, która skutecznie rekomenduje wyjątkowy zakątek Europy. Ałbena Grabowska z wyjątkowym talentem i wyczuciem snuje przepiękną opowieść akcentując to, co wyjątkowe, czasem zapomniane i zatracone w pędzie ku nowoczesności. Jej relacja jest niezwykle ciekawa, żywa i dynamiczna. Z barwnych opisów wyłania się kraina pełna ciepłych i gościnnych mieszkańców, którzy nie ulegli sztucznej magii nowoczesności i żyją rytmem otaczającego ich świata gór i dolin. W tytule nie brak przeszłości i teraźniejszości które przenikają się i tworzą spójną całość. Opisana rzeczywistość jawi się jako przyjazne miejsce do spokojnego i szczęśliwego życia (dowodem na to jest osiedlanie się tu choćby mieszkańców z Wysp Brytyjskich).
Ałbena Grabowska stworzyła przepiękną lekturę dla tych, którzy chcą zanurzyć się w innej rzeczywistości. Ta książka dowodzi, że pisarka ma wyjątkowy talent do snucia ciekawej gawędy o swoich korzeniach a swoim zachwytem jest w stanie skutecznie zarazić innych. „Tam, gdzie urodził się Orfeusz” to pozycja idealna dla tych, którzy kochają lektury podróżnicze, relacje o dolce vita w południowych częściach Europy i tych, których interesuje folklor, historia i regionalna tożsamość. Gorąco polecam i przestrzegam, że przeczytanie może grozić zaplanowaniem podróży w opisane miejsca.

piątek, 28 października 2016

Katarzyna Majgier "Kuchennymi drzwiami. Gra pozorów"


Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania 2016
stron 376
ISBN 978-83-6545-622-9

A w Krakowie tak wiele się dzieje...

Uwielbiam sagi i łakomię się na każdą, która ukazuje się na księgarskich półkach. Zaczynając lekturę książki Katarzyny Majgier marzyłam, bym trafiła na majstersztyk, by to był cykl książek, które ustawię na półce z ulubionymi lekturami. Marzenie się spełniło, a ja nie mogę ochłonąć i nie mogę przestać myśleć, co stanie się w kolejnym tomie. Ta seria porwała mnie i jestem jej zagorzałą fanką. Co jest genialnego w tytule, które akcja toczy się w XIX-wiecznym Krakowie? Na sukces składa się wiele elementów.

W podkrakowskim dworku ciężko pracując na codzienny chleb służy w kuchni młoda dziewczyna o imieniu Zosia. Jej narzeczony został powołany do wojska. Po jego powrocie para ma w planie wspólną przyszłość, ale młodą i niedoświadczoną służącą bałamuci jej pracodawca, a jego żona wyrzuca przyszłą młodą matkę z domu. Zosia jako ciężarna panna nie może wrócić do rodzinnego domu. Udaje się do Krakowa do krewnej, która sama była kiedyś w podobnej sytuacji. Właścicielka zakładu krawieckiego przyjmuje ją pod swój dach oferując wszystko to, co sama posiada. Na ulicy Grodzkiej, w pobliżu Wawelu, w pięknej kamienicy mieszka bogaty obywatel – Teodor Lutoborski. Pewnego dnia ów krakowianin spisuje notarialny testament. Swój pokaźny majątek rozdziela między oddanych mu służących i dalekiego krewnego Floriana, który pracując w urzędzie i sporo wylewając za kołnierz marzy o zostaniu artystą i karierze na deskach teatru. Przychodzi dzień, kiedy los ma dla niego wiele niespodzianek – coś odbiera, ale i w zamian wiele daje..

Akcja pierwszego tomu małopolskiej sagi rozpoczyna się dwutorowo. Zagłębiając się w jej lekturę bądźcie przygotowani na wielowątkową, mocno rozbudowaną fabułę z licznym korowodem przeróżnych ciekawie wykreowanych postaci, które reprezentują różne warstwy ówczesnego krakowskiego społeczeństwa. Bohaterowie są biedni jak kościelne myszy i bogaci, spokojni i tacy, którym blisko do czarnego charakteru. Oni kochają i nienawidzą. Bez względu na swój status mają kłopoty i troski, bo te nie omijają ani służących ani ludzi z wyższych sfer. Akcja powieści toczy się niezwykle wartko. Kolejne sceny szybko przesuwają się przed oczami czytelników, a w tle widzimy przepiękny, nostalgiczny i majestatyczny dziewiętnastowieczny Kraków. Młodopolską atmosferę czuć w wielu miejscach fabuły, autorka wspomina też o panującej modzie na bratanie się bohemy artystycznej z chłopami.

Napisana prostym, poprawnym językiem książka wręcz czyta się sama. Naprawdę trudno odłożyć ją choćby późną nocą, jednak jej objętość nie pozwala przeczytać jej w jeden wieczór. Dialogi są zgrabne i żywe, opisy niedługie, bardzo plastyczne i łatwo pobudzają wyobraźnię, a tekst wciąga od pierwszej strony. Wszystkie sceny na kartach tej książki wydają się żywe, ma się wrażenie, że rozgrywają się na naszych oczach. Łatwo jest dać się uwieść tej lekturze, trudniej się z nią rozstać. Po przeczytaniu ostatniego zdania marzy się by drugi tom ukazał się jak najszybciej. Pomysł na fabułę, która ukazuje zwyczajne życie – jego blaski i cienie okazał się rewelacyjny, a wpleciona w tło historia pobudza umysł do wyobrażenia sobie ówczesnych realiów i warunków bytowania. Zagłębiając się w tekst łatwo odczuć, że pisarka włożyła w swoje dzieło wiele talentu, mnóstwo serca i pracy. Efektem jest książka, która zachwyca i która z pewnością podbije wiele czytelniczych serc. Jestem o tym w pełni przekonana i gorąco ten tytuł na jesienne oraz zimowe wieczory polecam.

środa, 27 kwietnia 2016

Maria Nurowska "Bohaterowie są zmęczeni"


Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania 2016
stron 240
ISBN 978-83-6477-681-6

Książka o dwóch braciach poróżnionych przez zdradę

Jestem w stu procentach przekonana, że miłośnicy prozy Marii Nurowskiej będą mocno zaskoczeni jej najnowszą książką. Nie jest to bowiem kolejna powieść, której fabuła została wymyślona w umyśle tej świetnej pisarki, a spisana historia dwóch braci, którzy byli ludźmi z krwi i kości. Jeden z nich to postać bardzo znana, o której można powiedzieć – ikona polskiego kina. Drugi to legendarny kurier podziemia, który za swoją działalność przeżył sześcioletnią gehennę w więzieniach UB. Ich życiowe dzieje są niezwykle ciekawe i barwne, choć cała historia jest smutna.

Leon i Ludwik razem spędzili dzieciństwo i młodość. W czasie wojny czynnie walczyli z okupantem w strukturach AK. Brali udział w powstaniu warszawskim. Po wojnie nie chcieli żyć w komunistycznej ojczyźnie. Ludwik został kurierem i wielokrotnie przeprowadzał ludzi przez granicę ku wolności. Życie wielu z nich w nowym ustroju było zagrożone, a oni sami byli uznani za wrogów. Ludwik bohatersko narażał swoje życie by uratować innych od dni za kratami czy wyroków śmierci. W jednej z grup, które miały być przerzucone na Zachód znalazł się Leon. Niestety, tym razem szczęście nie dopisało i nie udało się bezpiecznie przejść przez zieloną granicę. Ktoś zdradził. Obu Niemczyków aresztowano. Leon szybko wywinął się z rąk ubeków, jego brat spędził w więziennych murach długie 6 lat. Był w różny sposób torturowany. Jego umysł dręczyła myśl, że zdradził go rodzony brat. Zdrada poróżniła Ludwika i Leona na zawsze. Ich losy rozeszły się na zawsze, już nigdy się nie spotkali. Leon rozpoczął w Polsce wspaniałą aktorską karierę. Zagrał w kilkuset filmach polskich i niemieckich. Stał się gwiazdą, zdobywcą wielu kobiecych serc. Ludwik wraz z żoną po wyjściu z więzienia uciekł na zachód. Ku wolności. Przebywał w Niemczech, osiedlił się na wiele lat w Kanadzie.

Maria Nurowska, która w tej książce daje się poznać jako świetna dziennikarka spotkała się z oboma bohaterami swojej publikacji. Zachęciła ich do opowiedzenia swoich losów, do przedstawienia swojej wersji wydarzeń. Z tych relacji stworzyła książkę podzieloną na dwa segmenty. Każdy z nich opowiada po części tę samą historię, ale oba ogromnie się różnią. Z zapisanych słów jawią się bowiem dwie odmienne osobowości. Dwa diametralnie różne charaktery. Nie będę ukrywać, że jedną z postaci darzy się sympatią, a druga wzbudza mieszane uczucia. Kto był winien tragedii i zerwania więzów krwi? Kto dał się złamać? Kto zdradził? Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w książce która pokazuje nie tylko historię rodziny sławnego aktora, ale i jest obrazem trudnych czasów, które nastały po zwycięstwie nad faszystowskim okupantem. To były okrutne lata, brutalne i bezlitosne dla tych, którzy w czasie wojny walczyli z hitlerowskim najeźdźcą po „niewłaściwej” dla władzy stronie. Bohaterowie musieli zapłacić słone rachunki. Ich życie zmieniano w koszmar. Zmuszano do ucieczek, do tułaczki. To były naprawdę dziwne czasy, kiedy karano za dobro, a nagradzano za zło. Historia braci Niemczyków jest smutna, bolesna i wzruszająca. Czyta się ją z zapartym tchem. To doskonała proza, to wyśmienicie napisana lektura, która jest niczym praktyczna, do bólu prawdziwa lekcja historii. Na przykładzie konkretnych i autentycznych losów łatwo zrozumieć jak wiele wycierpieli herosi, co otrzymali za swoje czyny miast orderów. Polecam tę książkę miłośnikom kina ze względu na postać Leona, fanom dobrych biografii i zainteresowanych najnowszą, wojenną i powojenną historią Polski. Kolejna, wspaniała praca w dorobku Marii Nurowskiej. Warto poświęcić jej czas.

niedziela, 1 listopada 2015

Alina Mrowińska "Magda, miłość i rak"

Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania 2013
stron 224
ISBN 978-83-6301-446-7

Wojowniczka

Od razu, na wstępie mojego tekstu dodam, że ta notka to nie będzie typowa recenzja i nie przypadkiem ukazuje się ona właśnie dziś, w dzień, kiedy wspominamy Tych, co odeszli. 

Bohaterką książki jest kobieta, żona, matka, która zmarła przedwcześnie. Po ośmiu latach choroby zabrał ją rak. Magdalena zachorowała w wieku 27 lat na raka piersi. Okrutne, bo w tym czasie życia powinniśmy nim się w pełni cieszyć, to nie czas na zmagania z potworem o imieniu nowotwór. A jednak Magda jak wiele innych kobiet znalazła się na pechowej liście losu. W książce opowiedziała o swoim życiu z rakiem, o tym jak on je zmienił. Nie oszczędziła czytelnikowi nic z bólu, dramatycznych przeżyć, negatywnych uczuć, ale i opowiedziała o tym, co w tym trudnym czasie spotkało ją dobrego. Pewnie wielu z Was będzie trudno uwierzyć, że w czasie choroby nasza Bohaterka starała się jak najbardziej normalnie żyć, pracować, pomagać innym. Została żoną, urodziła całkiem zdrowego synka Leosia, walczyła z bólem i skutkami ubocznymi terapii. O swoich zmaganiach opowiedziała również w filmie dokumentalnym, założyła fundację Rak’n’Roll. I dzień po dniu dzielnie walczyła dla siebie, dla dziecka, dla bliskich. Było jej trudniej, bo jej rodzice również zmarli na raka, matka dokładnie na taką odmianę jak córka. Chwytała życie pełnymi garściami, żyła na przekór chorobie, łapała chwile szczęścia, cieszyła się codziennością. Żyła ponadprzeciętnie. Nie oszczędzała się, nie użalała, ale z optymizmem patrzyła w przyszłość. Oczywiście zdarzały się jej chwile załamania, płacz, morze łez i rozpacz, ale one nie wzięły górę. Książka to nie tylko wypowiedzi Pani Prokopowicz i jej zapiski, ale i słowa jej męża Bartosza, a także ważne słowa- rady psychoonkologa Marioli Kosowicz. 

Nie będę oceniać tej lektury tak jak zwykle to robię. Bo to nie taka książka. Tu nie ma nic do rzeczy styl, narracja czy dobór słów, stylistyka itd. Tu liczy się głębia przekazu. Tę historię napisał los i ludzie, a przede wszystkim dzielna Wojowniczka. Różne są reakcje osób, które dowiadują się z lekarskiej diagnozy o potwornej chorobie. Jedni załamują się, inni starają się zapomnieć, jeszcze inni przestawiają góry by wrócić do zdrowia. Ile trzeba sił do walki. Ile ta bitwa kosztuje. Czasem kończy się wygraną raka, ale ... chory może też wygrać. Paradoks? Ależ nie! Magdalena wyrwała losowi wiele pięknych dni, wiele momentów szczęścia, wiele zwyczajnej, ale jakże wspaniałej i cieszącej codzienności. Jeśli jednak myślicie, że było jak w bajce, że było sielankowo to jesteście w błędzie. Były i chwile czarne i mroczne, były konflikty, była trudna proza życia, nieżyczliwi ludzie. Była sinusoida. Raz lepiej, a raz gorzej. 

Książka wzrusza, najmocniej jak tylko lektura może to zrobić. Bohaterka upublicznia swoją chorobę, by dodać otuchy innym, by nieść wsparcie. Wie, co przeżywa chory, wie jak boli diagnoza, wie ile kobietę kosztuje utrata kobiecości, jak trudno pogodzić się z utratą piersi, włosów, rzęs i brwi, jak to jest popatrzeć w lustro na blizny. Magdalena łamie stereotypy, wstyd chowa głęboko do szuflady. I ma swoje motto, swoje hasło, które powtarza jak mantrę : ŁEB DO SŁOŃCA! 
Przeżyła o wiele dłużej niż mówili lekarze. Dokonała wielu bohaterskich wyczynów. Stała się wzorem dla innych, co jej pewnie też dodało wiatru w żagle. Jej relacja jest inna niż jej męża. Składając je obie można zobaczyć w pełni jak choroba zmienia życie, jak rak trawi nie tylko ciało, ale i duszę. Wylałam morze łez czytając, ale i cieszyłam się chwilami szczęścia. Spojrzałam na świat mocniej i głębiej. Tak, to prawda, można cieszyć się filiżanką zielonej herbaty, kroplami deszczu na szybie. A można też zatracić się w rzeczach materialnych i zmarnować nawet najdłuższe życie goniąc ułudę i nabijając konto w banku. Magdalena Prokopowicz dała coś wielkiego  i mi. Choć na szczęście nie choruję na raka. Uświadomiła mi, że życie to coś zamkniętego w ramach czasowych. Żadnego dnia nie można zmarnować. Każda data jest wyjątkowa. A czas płynie. Warto pięknie żyć, bo życie jest przecież takie krótkie, takie wyjątkowe i ...tylko jedno. 
Magdo! Dziękuję! Spoczywaj w pokoju! I do zobaczenia w niebie! Jak dobrze, że los postawił Cię, choć tylko w książce na mojej drodze. To było niesamowite spotkanie. Dziękuję, po stokroć dziękuję!
Niech w tym miejscu płonie znicz pamięci dla Ciebie!

 

poniedziałek, 25 maja 2015

Ałbena Grabowska "Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli"


Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania 2015
stron 356
ISBN 978-83-6477-640-3
Cykl Stulecie Winnych tom III

Rodzina - doskonałe antidotum na tarapaty i kłopoty


Trzeci i wieńczący sagę o klanie Winnych tom znalazł się na księgarskich półkach. Sięgnęłam po niego z przyjemnością, a lektura okazała się dokładnie taka, jak się spodziewałam. Utrzymana na równie wysokim poziomie jak poprzednie części cyklu, porywająca i bardzo bliska mojemu sercu z racji tego jaki czas obejmuje. Akcja toczy się bowiem w latach mojego dzieciństwa i młodości aż po czasy współczesne. Powieść$ rozpoczyna się w roku 1971. Wtedy to, pewnego czerwcowego dnia na świat przychodzi para bliźniąt. Są córkami Basi, a otrzymują imiona Julia i Urszula. Są jak ogień i woda, mają odmienne charaktery. Tego dnia w tym samym pruszkowskim szpitalu rodzi się też pewien chłopiec – Jeremi. Losy niemowląt urodzonych 26 czerwca splatają się z sobą jeszcze nie raz...
Opisane w tym tomie czasy są burzliwe i trudne. Polskę ogarnia kryzys gospodarczy, rozpoczynają się protesty i strajki, upada komunizm, dochodzi do pierwszych wolnych wyborów, w których licznie i zwycięsko startuje opozycja, rodzi się kapitalizm a z nim wszelkie jego plusy i minusy. Na tle tych wydarzeń toczą się dzieje kolejnych pokoleń Winnych mających swoje korzenie w podwarszawskim Brwinowie. Owa familia dzieli losy tysięcy Polaków. Musi radzić sobie z reglamentacją żywności i pustymi półkami w sklepach, dotykają ją represje wobec członków opozycji, ograniczenia wprowadzone w związku z ogłoszeniem stanu wojennego. Winni jak inni Polacy przeżywają zabójstwo księdza Popiełuszki, cieszą się upadkiem komuny, wolnością słowa i likwidacją cenzury. Na ich oczach rodzi się mafia, której członkiem staje się ktoś z bliskich znajomych córek Basi.
W książce naprawdę wiele się dzieje, a jej akcja jest bardzo szybka i dynamiczna. Dzięki lekturze odbyłam sentymentalną podróż w czasy młodości i jeszcze raz przeżyłam na nowo te niespokojne dni. Doszłam też do pewnego wniosku. Otóż śledząc losy Winnych odkryłam prawdę o wpływie historii na nasze życie. Możemy być apolityczni, możemy stronić od polityki, możemy nie wiedzieć kto rządzi, a kto tworzy opozycję. Zawsze jednak historia będzie miała wpływ na nasze losy, zawsze fakty zapisywane w kronikach będą weryfikować nasze marzenia, pomagać im się spełnić lub sprawiać, że zawsze pozostaną niezrealizowane.
Przeczytanie tej sagi było niezwykle przyjemne. Autorka ciekawie poprowadziła fabułę, rozbiła ją na wiele wątków, które ze sobą sprawnie i spójnie połączyła. Ałbena Grabowska w swojej książce doceniła i podkreśliła moc rodzinnych więzi. W jej mniemaniu najbliżsi krewni są dla siebie niezastąpioną siłą, wspaniałym gronem, z którym można dzielić i radości i smutki. Losy Winnych poznawałam z ciekawością. Doceniam to, iż autorka nie przerysowała swojego dzieła historycznie, nie była w tym względzie ani nadgorliwa ani zbyt dokładna. Z wydarzeń historycznych zabrakło mi sceny związanej z wyborem Polaka na Stolicę Piotrową, ale brawo biję za rewelacyjne pokazanie wątku represji wobec zwolenników Solidarności.
Podsumowując ten tom stwierdzam, że to pasjonująca i porywająca lektura, wspaniale i z rozmachem nakreślony portret polskiego rodu, w którym są i bohaterowie, i patrioci i czarne owce. Autorce udało się świetnie zapanować na skomplikowanymi losami swoich bohaterów, ich pogmatwanym życiem. Czytając nie pogubiłam się w rodzinnych koligacjach i sekretach, łatwo kojarzyłam postacie co przy takim ich bogactwie uzmysławia talent Pani Grabowskiej do pisania świetnych sag. Wspaniała książka, wspaniała seria, którą polecam czytać w kolejności. Wtedy można stwierdzić z całym przekonaniem, że satysfakcja w 100% gwarantowana.

czwartek, 5 marca 2015

Ałbena Grabowska "Stulecie Winnych. Ci, którzy walczyli"


Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania 2015
stron 296
ISBN 978-83-6477-631-1
tom drugi

Wzloty i upadki klanu Winnych

Od lat zaczytuję się w sagach rodzinnych. To właśnie one są moim ulubionym gatunkiem powieści. Po nie najchętniej sięgam. Jako ich dodatkowy atut traktuję wplatanie w fabułę wydarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości i które zanotowano w kronikach. Właśnie tego typu lekturą jest saga napisana przez Ałbenę Grabowską, opowiadająca o rodzie Winnych. Rodzinie, której losy mamy okazję śledzić na przełomie kilkadziesięciu lat. Niedawno na księgarskie półki trafił drugi tom tego cyklu, który obejmuje lata 1942-1968. Zatem w tle mamy II wojnę światową, lata powojenne, kształtowanie się nowej polskiej rzeczywistości, aż po wydarzenia z marca 1968 roku.
Bohaterami książki są wszyscy członkowie rodziny, ale na pierwszy plan wysuwają się postacie sióstr bliźniaczek – Mani i Ani. Obie młode kobiety w czasie działań wojennych poznają smak samotnego macierzyństwa. Mąż Mani zaginął bez śladu w wojennej zawierusze. Ania rodzi dziecko, ale i los obdarza ją przybraną córką pochodzenia żydowskiego, której kobieta ratuje życie. Rodzina Winnych w czasie II wojny światowej przeżywa to, co tysiące polskich rodzin. Winnych, jak cały polski naród, dotyka bieda, głód, strach przez śmiercią, przemoc ze strony okupanta, utrata majątku. Chwil trudnych nie brakuje, ale wśród wielu nieszczęść pojawiają się i malutkie promyki radości. Powojenna rzeczywistość też nie jest łatwa i różowa. Nowy porządek bywa czasem trudniejszy niż wojenne czasy. Pojawiają się prześladowania ze strony władzy, represje za podejmowane w czasie wojny decyzje.
Mimo wszystko Winni trwają. Rodzą się i umierają, próbują przetrwać to, co złe, kochają, ulegają namiętnościom, przeżywają wzloty i upadki, rozterki i tęsknoty. Ich dzieje są fascynujące, pełne niespodzianek i zawirowań. Dlatego ta saga ma moc narkotyku i zaczarowuje czytelnika niczym najsilniejsza używka. Lektura jest niczym czarna dziura, niesamowicie pochłania i trudno ją odłożyć nawet późną nocą, gdy zmęczenie zamyka oczy.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autorka bardzo staranie przemyślała swoją koncepcję fabuły, dokładnie ją dopracowała nawet w najmniejszych szczegółach. Efekt tej pracy i talentu pisarskiego jest widoczny od samego początku. Nie dziwią zatem liczne pochwały i pozytywne opinie anonimowych czytelników i znanych mi blogerów na temat tej lektury. Sama przeczytałam ją migiem z niesłabnącym zachwytem, z dreszczem emocji i wielką uwagą. Czytałam szybko, chcąc jak najszybciej wiedzieć, co dalej, ale i smuciłam się, gdy zbliżał się koniec, bo zbliżało się rozstanie z lubianymi przeze mnie postaciami. Zakończenie książki jest niezwykle tajemnicze, a sama zagadka nie zostaje do końca rozwiązania. Taka sytuacja powoduje, że chciałabym by już teraz zagłębić w dalsze losy członków klanu Winnych.
Książka to mistrzostwo w kategorii sag rodzinnych. Choć czytałam ich dość sporo, ta przebija większość z nich swoją doskonałością. Nie potrafię zatem umieścić tego tomu w mojej biblioteczce na innej półce niż ta z napisem „ulubione”. Gorąco ją rekomenduję i polecam. Myślę, że lektura nie rozczaruje nikogo. Autorce gratuluję świetnego pióra i dodaję ją do grona moich ulubionych rodzimych pisarek. A Wam życzę podobnych wrażeń przy czytaniu, jakich sama doznałam.