Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpremierowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpremierowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lutego 2023

Anna Tatarska "Jak dziewczyna"





Wydawnictwo Znak
data wydania 8 marca 2023
stron 336
ISBN 978-83-240-6383-3

W życiu trzeba mieć odwagę i być zawsze wyłącznie sobą!

Z wielką przyjemnością przychodzi mi jeszcze przed premierą polecić Wam pewną książkę. Jest to publikacja wyjątkowa i nieprzypadkowo pojawi się ona na księgarskich półkach w Dzień Kobiet. Jest to tytuł napisany przez kobietę, dedykowany kobietom i przede wszystkim dla kobiet. Oczywiście płeć silna może po nią sięgnąć głównie po to, by usłyszeć co kobietom w duszy gra. 
A jak się okazuje kobiecość niejedno ma imię i jest bardzo różna! Ta refleksja płynie wyraźnie z książki, która składa się z kilkunastu wywiadów przeprowadzonych przez Autorkę z kobietami mającymi status osoby znanej i publicznej. 

Zaproszone do rozmowy Panie są w różnym wieku, mają różne doświadczenia życiowe, pochodzą z różnych środowisk, zajmują się czym innym zawodowo, choć wszystkie są znane. Łączy jej jedno - kobiecość. A ona niejedno ma oblicze, różne problemy i jest niczym manekin, który na wystawie sklepowej może być ubrany w przeróżne stroje. 

Tak właśnie różne są rozmówczynie Anny Tatarskiej z którymi przeprowadza ona bardzo ciekawe dialogi. Są one do granic możliwości szczere i intymne. Nie ma w nich tematów tabu. Nie ma ucieczki od trudnych tematów. Króluje bezpośredniość i brak murów obronnych skrywających jakieś sekrety. 
I to jest czynnikiem, który sprawia, że pryskają bariery, które mogłyby być zbudowane z uprzedzeń, kontrowersji czy inności. Czytelnik ma wrażenie, że jest trzecim do brydża, że siedzi sobie z kubkiem kawy czy herbaty i przysłuchuje się interesującym rozmowom będąc ich naocznym świadkiem. 

Rozmówczynie Autorki to m.in. Sylwia Chutnik, Magda Mołek, Maja Ostaszewska czy Danuta Stenka. 
Każda z nich opowiada o sobie. Swoim dojrzewaniu, swojej życiowej ścieżce, swojej oryginalności, macierzyństwie, traumach, problemach i emocjach, które drzemią gdzieś w głębi ich duszy. Każda wskazuje swoją wizję siebie i porównuje ją z rzeczywistością, z tym jak naprawdę jej osoba jest odbierana i postrzegana przez otoczenie. W rozmowach jest miejsce i na sukcesy i na porażki. Jest margines na marzenia i oczekiwania. Na odkrycie swojego ja, na coś w rodzaju spowiedzi z przeszłości i na coś w rodzaju planera przyszłości. 

Te zapisy rozmów są tak ciekawe, że czyta się je z wypiekami na twarzy niczym sensację w najlepszym gatunku. Przykuwa do nich ich autentyczność. Ta książka należy do grona lektur, które same pchają się w dłonie i nie dają się tak łatwo odłożyć. Ich lektura zlewa się w jedno ciekawe doświadczenie. Przeczytanie tego tytułu zmusza do wnikliwego zastanowienia się nad pojęciem kobiecości, roli kobiety w społeczeństwie i postrzeganiu jej przez otoczenie. 
 Ta książka to też petarda dostarczająca emocji, to akumulator w którym zmagazynowane są pokłady dobrej, pozytywnej energii, to tytuł dodający wiatru w żagle i skrzydeł, to lektura, która niczym najlepszy poradnik doradza jak cieszyć się kobiecością, jak przeskakiwać życiowe przeszkody, jak radzić sobie w podbramkowych sytuacjach. 
Każda z rozmówczyń rysując swój intymny portret mówi, że kobiety zasługują na bycie sobą, że mają prawo do zrzucenia kajdan, które zostały im przez lata narzucone przez obyczaje, normy, mody i oczekiwania. Nie, nie musimy być takie jak nam przez lata kazano.  Możemy być sobą, realizować się po swojemu i w zgodzie z naszym wewnętrznym ja. Mamy prawo iść w życiu taką ścieżką jaką chcemy. My kobiety nic nie musimy, my wiele możemy! 

To była świetna lektura, to była podróż przez ocean kobiecości. W trakcie czytania otulił mnie niesamowity klimat kobiecej solidarności, siostrzanej miłości i ciepło bijące z zapisanych słów. Czytałam i odnajdywałam w poszczególnych rozmówczyniach samą siebie, swoje rozterki, problemy i dylematy. Każda z nich mówi - "nie jesteś sama"! To daje siłę do działania, aktywności, to buduje odwagę by śmiało iść, patrząc z dystansem na rzeczywistość, własną drogą nie oglądając się na to, co mówią inni. Tę lekturę przeczytałam w kilka godzin, nie potrafiłam odmówić sobie czytania jednym ciągiem. Czułam się jak na babskiej imprezie z przyjaciółkami, które dobrze znam od lat. 
"Jak dziewczyna" to książka łamiąca stereotypy, wypuszczająca na wolność marzenia, dodająca kobiecej mocy. Można z niej czerpać wiele dobrych fluidów, dlatego też uważam, że powinno ją przeczytać jak najwięcej kobiet. Ze swoje strony ciepło ją rekomenduję i stanowczo polecam. 




 

środa, 13 maja 2020

Mario Escobar "Dzieci żółtej gwiazdy"


Wydawnictwo Kobiece
data premiery 20 maja 2020
stron 408
ISBN 978-83-66520-45-5

Dom jest tam, gdzie rodzina

Są książki, które na zawsze zostają w pamięci czytelników. Są Autorzy, którzy do mistrzostwa opanowali granie na najczulszych strunach duszy swoich odbiorców. Dla mnie takim twórcą jest znany i popularny pisarz, autor "Kołysanki z Auschwitz" Mario Escobar. Jego proza łączy w sobie prostotę ubrania w słowa brutalnej prawdy, perfekcyjne opowiedzenie słowami o wstrząsającej przeszłości i wyjątkowe ukazanie historycznych wydarzeń na przykładzie losów zwykłych ludzi, którym przyszło żyć w potwornych czasach. 
Najnowsza powieść Escobara będzie miała w naszym kraju premierę 20 maja. Mogłam ją przeczytać szybciej i już teraz, gdy do pojawienia się jej w księgarniach zostało kilka dni pragnę Was namówić na jej lekturę, na jej przeczytanie, na poznanie historii dwóch braci, którym wojna i szaleństwo Hitlera zrujnowały szczęśliwy świat. Skróciły dzieciństwo, zabrały różowe okulary przez jakie patrzą i poznają świat dzieci. 

Rok 1942. Europą targa najstraszliwsza z wojen. Szczęśliwy świat tysięcy rodzin rozpadł się na drobne kawałki. Wśród nich jest żydowska rodzina Steinów. Bracia Jakob i Moise znajdują się w Paryżu pod opieką ciotki. Rodzice chłopców ze względu na swoją narodowość muszą się ukrywać i szukają dla siebie bezpiecznego gniazda. Tam, gdzie żyli do tej pory grozi im zagłada, śmierć, wywózka do obozu koncentracyjnego i trafienie do krematorium. 
Jeden dzień, jedna godzina, jedna obława zmienia życie braci. Aresztowani trafiają na velodrom wraz z setkami francuskich Żydów. By przeżyć muszą uciekać z tego miejsca, muszą być o krok przed obławą, muszą odszukać rodziców. A wokół trwa wojna, chaos, eksterminacja ich rodaków. Wokół trwa nieustanna walka o każdy dzień życia. Czy uda im się przetrwać? Czy odnajdą mamę i tatę? Czy łut szczęścia pozwoli im wyrwać się z piekła? 

"Na szczęście składają się małe decyzje, które zbliżają nas do spełnienia marzeń" (str. 223)
Powyższa teza jest niczym motto przepięknie utkanej i nakreślonej za pomocą słów fabuły. Dałam się jej ponieść i przenieść do okupowanej przez nazistów Francji, która stała się sceną wielu dramatów. Ze łzami w oczach śledziłam losy dwójki małych chłopców, którzy pozostawieni sami sobie i opiece ludzi dobrej woli musieli wydostać się z otchłani piekła. W tym czasie dorośli w ekspresowym tempie, ograbiono ich z niewinności i tego, co dzieciom właściwe. Na ich drodze los postawił różnych ludzi, którzy poświecili wiele by ich ratować. 

Tę powieść czytało mi się bardzo szybko. Emocjom nie było końca. Wzruszeniom także. 
Treść tej książki wyryła w moim sercu znamię. Uwrażliwiła mnie na krzywdę tysięcy dzieci podobnych głównym bohaterom. Uzmysłowiła na jak wiele stać bezbronne dzieci, jak wielka drzemie w nich siła, na jak ogromne bohaterstwo są gotowe. Dziś żyjąc w pokoju nie doceniamy jak wiele mamy. Historia Jakoba i Moisa bardzo wiele mi uświadomiła. 
Mario Escobar napisał genialnie. Główne postaci książki są fikcyjne, ale inspiracją do ich wykreowania są doświadczenia wielu dzieci, które w tamtym okresie przemierzały świat uciekając od śmierci i zagłady. Sylwetki braci Stein są więc symbolem, któremu pisarz oddaje hołd. Wiele wydarzeń opisanych w fabule wydarzyło się naprawdę. Wiele zdarzeń na zawsze zmieniło życie milionów ludzi, którzy stracili to, co najcenniejsze - życie, zdrowie czy rodzinę przez szaleństwo nazistów. 

Gdybym chciała opisać wszystkie walory tej lektury obawiam się, że stworzyłabym całkiem spore opowiadanie. Z treści czuć, że Autor tworzył ją sercem, że w pracę literacką włożył nie tylko duszę, ale i talent oraz swoje umiejętności. Nie ukrywam, że płakałam w trakcie lektury, że z niecierpliwością odwracałam strony ciekawa co dalej, czy się uda, czy rodzeństwo dotrze na bezpieczny ląd. 
To był wybitny tytuł, który ogromnie doceniam i polecam. To była praktyczna lekcja historii opowiedziana w przemawiający sposób. To była możliwość spojrzenia na historyczne wydarzenia opowiedziane na konkretnym przykładzie. 

Ta powieść ma wiele walorów i na zawsze zostanie w moim sercu. Jestem przekonana, że będzie miało to miejsce w przypadku każdego, kto zatopi się w jej treści. Polecam i rekomenduję przekonana, że czeka Was czytelnicza uczta. 

wtorek, 10 marca 2020

Benji Davies "Powrót wieloryba"


Wydawnictwo Znak emotikon
data wydania 11 marzec 2020
stron 32
ISBN 978-83-2405-188-5

Warto mieć przyjaciela!


Dziś jest ten dzień, kiedy znów staję się małą dziewczynką i wracam do świata bajek. Albo inaczej - skoro w każdym z nas dorosłych drzemie trochę dziecka, to warto sobie od czasu do czasu poczytać bajkę. A ja tym razem trafiłam na wyjątkową. Identycznie taką, jaką czytano mi we wczesnym dzieciństwie. Pięknie wydaną i pełną kolorowych, naprawdę przecudnych ilustracji, która opowiada krótką, aczkolwiek bardzo mądrą historię. Ta opowieść łatwo rozbudza dziecięcą wyobraźnię i ma w sobie cenne przesłanie.

Jej głównym bohaterem jest mały dzielny chłopiec o imieniu Noi, który mieszka wraz z tatą i sześcioma kotami na wyspie. Jest sroga zima. Latem Noi uratował małego wieloryba. Teraz jest mróz i mnóstwo śniegu. Tata chłopca wyrusza na połów i długo z niego nie wraca. Synek niepokoi się o niego i postanawia wyruszyć na ratunek...


Wydana w twardej oprawie kolorowa propozycja dla najmłodszych dzieci przykuwa wzrok. Ilustracje są tak piękne, tak barwne, że już dawno nie zachwyciłam się tak mocno jak dziś. Treść książki opowiada o odpowiedzialności, sile przyjaźni, o tym, że warto pomagać. Lektura przekazuje cenne wartości edukacyjne i poznawcze, jest nie tylko do czytania, ale bogate ilustracje stają się powodem do dialogu czytającego z dzieckiem, do wprowadzania nowych słów i pojęć. Można zatem tę książeczkę czytać, można ją śledzić ilustracjami.


Czy to odpowiednia literatura dla małego dziecka? Tak. Jak najbardziej. Nie ma w niej przemocy, nie ma złych emocji. Jest sporo pozytywnych elementów, a tytuł uczy, bawi i edukuje.


Z całego serca rekomenduje tę pozycję. Idealna propozycja na prezent, która z pewnością rozbudzi w młodej osobie miłość do literatury dziecięcej i czytania. 

środa, 5 lutego 2020

Kristy Cambron "Motyl i skrzypce"


Wydawnictwo Znak
data premiery 12 luty 2020
stron 384
ISBN 978-83-24-060-040-5

Płyną łzy i płacze serce

Jedna powieść, dwie przestrzenie czasowe, dwie powiązane ze sobą historie, morze emocji i wzruszenia. Tak najkrócej można opisać powieść Kristy Cambron, którą przeczytałam w dwa wieczory roniąc morze łez. Po skończeniu czytania treść tego tytułu nadal mnie nurtuje, nadal szaprie moją duszę. Tak, nie mogę przestać myśleć o losach utalentowanej skrzypaczki Adele i jej ukochanego Vladimira, którym przyszło żyć i kochać w czasach, kiedy ziemia stała się piekłem. 

Gdy się poznali połączyła ich miłość na przekór ludziom i światu, muzyka oraz chęć pomocy wiedeńskim Żydom. Za swoje czyny trafili do obozu koncentracyjnego. Rodzina Adele wyrzekła się jej. Ojciec, wysokiej rangi generał Trzeciej Rzeszy wydał wyrok na własną córkę bez wahania. Ale na ich drodze pełnej cierni, zła i cierpienia stanął jeszcze ktoś, kto ich chronił, ktoś, kto się nimi opiekował, ktoś, komu zaufali. Bóg, który nie pozostał obojętny na ich prośby i błagania. 

Kilkadziesiąt lat później, Serę i Williama łączy chęć odnalezienia pewnego obrazu. Portretu młodej kobiety, więźniarki, który ma być kluczem do pewnej istotnej sprawy. Te dwie historie mają współny mianownik, a odkrywanie przeszłości okazuje się bardzo cenną życiową lekcją z której płynie wiele dobra, tragizmu i miłości. 

Po lekturze tak wybitnej książki, tak wymownej powieści, tak mocno wzruszającej prozy trudno zebrać myśli, trudno opisać słowami co czuje serce i dusza. To nie jest moje pierwsze spotkanie z literaturą obozową, bo miało ono miejsce gdy miałam zaledwie 12 lat. Niemniej jednak każdy kontakt z takimi książkami mocno mną targa. Wyzwala niesamowitą zadumę nad tragizmem setek tysięcy ludzi, którzy trafili do obozów i utracili swoją tożsamość na rzecz wytatuowanych numerów. Nic nie usprawiedliwia takiego bestialstwa, takiej zbrodni. Ale nawet w piekle tli się nadzieja i mieszka dobro. Doświadczyła tego młodziutka Adele, której świat w mgnieniu oka zmienił się nie do poznania. A jednak nawet tak wielkie zło nie złamało jej, a muzyka oraz miłość okazała się lekiem na całe zło. 

"Motyl i skrypce" to książka, która wiele uczy, wiele uświadamia, wiele pokazuje. Jest niczym żywy obraz, który niezwykle wyraziście dotyka i uświadamia piekło obozowego życia, okrucieństwo nazizmu i życia za murami Auschwitz. Czytając dosłownie zamierałam, a żywe obrazy przesuwały mi się przed oczyma. Czułam to, co Adele. Bezgłośnie łkałam świadoma ogromu tragedii, która bezlitośnie dotykała ludzkość. Oprócz tego, że tę powieść przeczytałam ja ją przeżyłam. Jej treść wypaliła znamię w mojej duszy. 

Powieść jest napisała rewelacyjnie. Jej lektura momentami okazuje się trudna, że względu na nadmiar ładunku emocjonalnego zawartego na poszczególnych stronach. Taka była niestety prawda o obozowym życiu, które biło bezlitośnie po twarzy. Po lekturze która była niczym rekolekcje poczułam wdzięczność za dar życia w pokoju, za to, że nie musze borykać się z piekłem wojny. 
Gorąco polecam przeczytanie tej książki wszystkim bez wyjątku, a zwłaszcza młodym czytelnikom, którzy nie mają już bezpośredniego kontaktu z wojennym pokoleniem, które wymiera. Niech tytuł trafi i przemówi by nigdy więcej w historii żadna młoda dziewczyna nie musiała borykać się z tym, co dotknęło Adele. 

wtorek, 12 listopada 2019

Katarzyna Michalak "Uśmiech losu"


Wydawnictwo Znak litera nova
data premiery 13 listopad 2019
stron 296
ISBN 978-83-240-5613-2
Saga Mazurska tom V

Życie składa się z rozstań i oczekiwań na powrót

Droga Czytelniczko! 
Już niedługo święta. Ich klimat jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Tworzą go zapachy, dekoracje, zwyczaje, potrawy i ... książki. Na księgarskim rynku pojawia się wiele pozycji przeznaczonych dla kobiet utrzymanych w klimacie Bożego Narodzenia. W tym roku jest ich wyjątkowo wiele, a ja będę starała się Ciebie przekonać byś sięgnęła po książkę Katarzyny Michalak. Jej twórczość jest mi znana od wielu lat. Przy Jej powieściach płakałam, uśmiechałam się i przeżywałam wielokrotnie wyjątkowe emocje. Pani Katarzyna pisze w sposób niezwykły i przemawiający prosto do serca. 

V już tom wspaniałej Sagi Mazurskiej na pewno Ci się spodoba. To wyjątkowo piękna historia, która rozpoczyna się w ten jedyny dzień w roku. W Wigilię. 
Tego dnia Natalii jest wyjątkowo smutno. Na wieczerzę zaproszeni są goście z dziećmi. A ona właśnie dowiedziała się, że macierzyństwo ze względów medycznych nie jest jej pisane. Duszę młodej, wrażliwej kobiety skuł w swoje okowy porażający ból. Dlatego postanowiła po cichu uciec z domu. Los na jej drodze postawił tego dnia porzuconego, słabego i bezbronnego psa. Piękną, puchatą białą kulę, którą ktoś bez serca porzucił. Natalia postawiła zwierzę ocalić. Wycieńczony piesek okazał się suczką, która lada moment miała się oszczenić i zmienić jak się później okazało życie swojej wybawicielki na lepsze...

Droga Czytelniczko!
Rozsiądź się wygodnie, otul miłym w dotyku ciepłym kocykiem, zapal zapachową świecę, zrób sobie kubek kakao, weź do ręki książkę Katarzyny Michalak i zagość na Mazurach. Od razu mniej świadomość, że przepadniesz dla otaczającej Cię rzeczywistości i nie odłożysz powieści dopóty, dopóki nie przeczytasz ostatniego jej zdania. A fabuła porwie Cię i dzięki niej zagościsz wśród ciekawych postaci z których jedne polubisz bezgranicznie, a drugie doprowadzą Cię do złości i pasji. 
Lektura dostarczy Ci wielu emocji. Będziesz się uśmiechała, ale i z Twoich oczu popłyną łzy. Fabuła okaże się skomplikowana niczym długi i kręty labirynt. Nie zabraknie zaskakujących chwil i nieoczekiwanych zakrętów. Dobro będzie toczyło walkę ze złem, a los nie oszczędzi bohaterom przykrych niespodzianek. To bardzo chwytająca za serce historia, która jest napisana z pomysłem. Pisarka gloryfikuje siłę przyjaźni, która bywa w trudnych sytuacjach bezcennym kołem ratunkowym. Katarzyna Michalak wyraźnie protestuje przeciwko krzywdzeniu słabych, złemu traktowaniu zwierząt i okrucieństwie wobec nich. Pokazuje, że życie nie jest bajką, ale mogą zdarzyć się w nim bajkowe zakończenia za sprawą miłości i dobrych ludzi. W treści tej książki jest nutka magii, ale i dużo wiary w dobroć, która mieszka w ludzkich sercach. 
"Uśmiech losu" to idealna lektura na świąteczny czas i długie zimowy wieczory. To doskonały pomysł na mikołajkowy czy gwiazdkowy prezent. Z serca gorąco polecam i zachęcam do przeczytania. 

poniedziałek, 5 lutego 2018

Katarzyna Zyskowska "Historia złych uczynków"



Wydawnictwo Znak 
data wydania 28 luty 2018
stron 512
ISBN 978-83-2403-791-9

Życie czasem staje się papierową makietą za którą kryje się bardzo gorzka prawda

Czytelnik, nawet taki, który ma bardzo spokojny i stonowany gust, od czasu do czasu potrzebuje mocnych wrażeń. Potrzebuje książki, która zapanuje nad nim niczym silny narkotyk. Potrzebuje emocji, które sprawią, że zapomni w jakim świecie żyje na rzecz świata z czytanej książki, który nim w zupełności zawładnie. Książek o takiej mocy nie jest zbyt wiele i czasem bardzo trudno trafić na tego typu tytuł. Mnie się udała ta sztuka, bo przeczytałam najnowszą powieść Katarzyny Zyskowskiej, której premiera będzie miała miejsce ostatniego dnia lutego 2018 roku.

Tytuł tej powieści sam w sobie już intryguje. Już zapowiada, że będzie wyjątkowo i grzesznie. Tak, będzie w całkowicie niesielankowych klimatach, będzie brutalnie, mrocznie i bohaterowie nie będą aniołami. Będą zdecydowanie ludźmi z krwi i kości, którzy mają w duszy i dobro i zło. I mają serca pełne namiętności, strachu, pożądania i ochoty na życiową wolność. 
Przedstawione na kartach tej książki osoby to nie papierowe, bezbarwne postacie, które łatwo wchodzą w oklepane schematy. Każda z przewijających się przez fabułę osobowości jest wielowymiarowa, skomplikowana i tym samym wyrazista oraz ciekawa. 

Główna bohaterka to dziewczyna wychowywana samotnie przez matkę w małej miejscowości u podnóża Gór Sowich, żyjąca w biedzie i przeświadczeniu, że jej ojciec nie żyje. Jedynym jej bogactwem są czytane książki. Nina po zdanej maturze wybiera studia informatyczne. Marzy o nauce we Wrocławiu, ale matka wysyła ją do stolicy i mieszkania, które ma w spadku po tacie. Tam Nina ciężko pracuje i zdobywa wiedzę by wyrwać się z nędzy. By poczuć smak posiadania pieniędzy i życia na godnym i wygodnym poziomie. Swój cel osiąga, poznaje smak pieniądza, ale i miłości. Po związku bez blasku i mocnych wrażeń z kolegą ze studiów wikła się w relację o smaku zakazanego owocu. Zaczyna spotykać się ze swoim wykładowcą i późniejszym promotorem. Miłosz wprowadza ją w nowy świat - rewelacyjnego namiętnego seksu, nieprzewidywalnego jutra i pozwala jej poczuć smak toksycznego związku. Związku w którym ona stanie się niewolnicą a on jej panem. Związku, który zaprowadzi ją do poznania przeszłości, która okaże się zaskakująca i zmieni wszystko raz na zawsze, która pokaże jej jak brudny może być świat, jak nieprzewidywalni i słabi bywają ludzie. I jak bardzo zło jest w stanie zniszczyć w człowieku to, co ludzkie i dobre...

"Historia złych uczynków" to książka wybitna, wyjątkowa i doskonała. Zawarta w niej historia młodej Niny rozgałęzia się na kilka wątków, które wzajemnie ze sobą perfekcyjnie współistnieją i uzupełniają się. Poznanie przeszłości głównej bohaterki i jej partnera nie jeden raz przyprawia o dreszcze i łzy wzruszenia. W losy opisanych postaci wplata się historia oraz zło, które popycha do okrutnych czynów i złych uczynków. Człowiek jak wynika z fabuły to istota krucha i podatna na diable zakusy, a miłość i zauroczenie, pożądanie i emocje potrafią skutecznie zatrzeć granicę pomiędzy moralnością a tym co zakazane, pomiędzy dobrem, a tym co niegodne i nadające się jedynie do potępienia.
Fabuła jest niezwykle dopracowana, przemyślana i pozwala dostrzec wybitny talent Autorki do tworzenia jedynych w swoim rodzaju historii. Wśród postaci nie ma ideałów, wśród opisanych zdarzeń nie ma scen sentymentalnych. Życie składa się z wielu trudnych, bolesnych i wymagających walki chwil, a pozytywne zdarzenia, momenty szczęścia są ulotne i kruche jak najlepsza porcelana. Miłość przeplata się z pożądaniem i zauroczeniem, które trwa krótko i mija. Nina doświadcza bycia w toksycznym związku, który ją wyniszcza, ogranicza, podcina jej skrzydła i zabiera więcej niż daje. Wykrada spokój, stabilizację i poczucie bezpieczeństwa. Jest jak narkotyk, który uzależnia i wciąga na dno. Łzy są częstsze niż uśmiech, a każda chwila niepewna. Emocje spływają w nadmiarze, a każdy krok to stąpanie po kruchym lodzie i rosyjska ruletka. Każdy dzień przypomina jazdę górską kolejką bez trzymania, a niebezpieczeństwo jest nieodłącznym cieniem.

Bardzo mocno otuliła mnie ta opowieść. Wyłączyła mnie z mojej rzeczywistości, zobojętniła na realne sprawy i problemy. Po lekturze potrzebny był krótki detoks by wrócić do rzeczywistości. Dzięki tej powieści trafiłam do czytelniczego nieba, wspięłam się tam, gdzie jako czytelnik lubię być. Książka dostarczyła mi wielu wrażeń i emocji. Musicie ją przeczytać i przeżyć, pooddychać jej treścią i zajrzeć do serc jej bohaterów. Wyjątkowa pozycja, którą każdemu rekomenduję. 

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Piotr Pustelnik, Piotr Trybalski "Ja, pustelnik. Autobiografia"






Wydawnictwo Literackie 
data premiery 14 wrzesień 2017
stron 494
ISBN 978-83-0806-319-4

O himalaiście, który został polarnikiem

Książka przybliżająca sylwetkę jednego z najbardziej znanych i cenionych polskich himalaistów to lektura łącząca dwa gatunki - literaturę wysokogórską i biografię. Czytałam ją zachłannie, na jednym wdechu. To tytuł, który zasługuje na najwyższe uznanie, a czyta się go niczym wyborną powieść przygodową. Publikacja powstała w wyniku wielu godzin rozmów i przedstawia bardzo wyczerpująco drogę po koronę złożoną z "himalajskich brylantów". Ale nie tylko to składa się na jej treść. To także ukazanie zmian zachodzących w alpinistycznym środowisku na przełomie wielu lat i uświadomienie czytelnikom jak bardzo bakcyl wspinania po himalajskich szczytach wpływa na człowieka ogarniętego tą pasją i jego otoczenie.

Gdy Pan Piotr przyszedł na świat pewnie nikt nie wróżył mu himalajskiej kariery. Jako dziecko miał poważne problemy kardiologiczne, które mogły wykluczyć tak wyczerpującą pasję.  Na szczęście serce okazało się wytrzymałe na rozpoczęcie wspinaczkowej kariery i pozwoliło poskromić wiele wierzchołków. Oczywiście zaczęło się od Tatr. Droga na ośmiotysięczniki była kręta i nietuzinkowa, inna niż kolegów po fachu, którzy osiągnęli wielkie sukcesy. A mimo to udało się zdobyć wszystkie 14 najwyższych szczytów na Ziemi. Niektóre z nich okazywały się łaskawe za pierwszym wejściem, inne wymagały kilku prób by dały się złoić. Piotr Pustelnik wspinał się w różnym stylu, z wieloma partnerami wśród których nie brak himalajskich sław (Wanda Rutkiewicz, Artur Hajzer, Piotr Morawski). Na wyprawach zdarzyło się wiele przygód, niespodzianek, ale i nie zabrakło momentów groźnych, tragicznych naznaczonych śmiercią towarzyszy liny. Psikusy płatała pogoda, ale i  psychika. Nie zabrakło otarcia się o śmierć, chwil zwątpienia, żałoby, ale i radości z osiągniętego celu. Czytając relacje z wszystkich wypraw na himalajskie olbrzymy można szukać odpowiedzi czym góry przyciągają człowieka, że brnie po linie narażać życie i zdrowie, co w nich jest tak wyjątkowego, że skutecznie niczym najatrakcyjniejsza kochanka odciągają od rodziny i dzieci.
Mimo że w publikacji życie prywatne alpinisty jest zepchnięte na margines łatwo odkryłam, że bycie żoną mężczyzny z taką pasją to trudne wyzwanie, a taki związek wymaga wiele, bardzo wiele cierpliwości i kompromisów. Góry bowiem za swe poskramianie żądają poświęcenia nie tylko alpinisty, ale i jego rodziny.

W relacjach widać ogromną chęć przybliżenia górskiego świata zwyczajnym ludziom, którzy nie znają reguł gry na sporych wysokościach, którzy nigdy nie byli na wyczerpującej górskiej wycieczce i nie poczuli trudu wejścia na szczyt. Temu służy wyjaśnienie na początku książki terminologii górskiej i slangu niezwykle hermetycznego środowiska. Nie brak także głosu dzieci głównego bohatera i opowieści o tym, co dalej po górach, co zajmuje czas na górskiej emeryturze.
"Ja pustelnik. Autobiografia"  to wybitna pozycja, która zyskuje w mojej opinii status bestsellera i jednej z najlepszych książek jakie dane mi było czytać w ostatnim pięcioleciu. Gorąco polecam.

środa, 29 kwietnia 2015

Janusz Garbaliński "Dokąd zmierzamy?"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania wkrótce
stron 128
ISBN 978-83-7942-760-4


Garść niesztampowych opowiadań

Opowiadanie to według mnie forma trudna. By dobrze napisać trzeba zachować proporcje, w krótkiej liczbie słów zawrzeć wszystko co konieczne, by zainteresować czytelnika i przykuć jego uwagę.
Jestem właśnie świeżo po lekturze książki "Dokąd zmierzamy" pióra Janusza Garbalińskiego. Autora dotąd mi nieznanego, który napisał ciekawy wybór tekstów opatrzony interesującą i jak dla mnie bardzo wymowną okładką. Stadko owiec, które są w zwartej gromadzie od razu kojarzy mi się z ludźmi, którzy jak baranki zwykle wybierają to, co powszechne, a indywidualność nie znajduje w ich oczach uznania.

Te opowiadania są bardzo oryginalne. Choćby ze względu na ich pierwszoplanowych bohaterów. Są nimi kot, dziecko w łonie matki czy emigrant. Każdy utwór jest moim zdaniem przemyślany, dopracowany i pokazuje współczesną rzeczywistość lekko w krzywym zwierciadle. Od razu muszę napisać, że błyskawicznie doceniłam kunszt wyobraźni autora, jego pomysłowość, jego ciekawe spojrzenie na świat, na otaczającą nas bardzo dziwną, wręcz irracjonalną rzeczywistość, której często bardzo łatwo odmówić braku logiki i rozsądku. Akcja rozgrywa się np. w banku, który jest pokazany w sposób wyrazisty. Ale i prawdziwy. Tej instytucji nie zależy na dobru klienta. Tam każdy bywa ludzikiem, co przynosi zyski. Dziecko nie może zrozumieć dlaczego nie jest chciane i kochane przez oboje rodziców. Kot pokazuje czytelnikowi różne ludzkie oblicza od tych troskliwych po te nieczułe. Emigrant ucieka od polskiego bałaganu, chaosu, bezsensu. Dziwi go troska innego kraju o niego jako jednostkę. Bo u nas  przecież  o naszych się nie dba.
Lektura tych dziesięciu tekstów pokazuje bardzo realny, a zarazem brutalny świat jaki nas otacza, jego reguły gry, jego brzydkie strony. Nasze ludzkie wady i słabości, nasze wstydliwe oblicza.
Tę publikację czytałam z ekscytacją, z zaciekawieniem. Doceniłam warsztat autorski, doceniłam ciekawe pomysły, doceniłam wnikliwość obserwacji tego, co się wokół nas dzieje.
Teksty są napisane czytelnie, wyraziście z ukrytą puentą, która jest doskonale dopasowana.
Warto znaleźć czas na lekturę tej niezbyt grubej książki, a potem, to, co się przeczytało przemyśleć. Osobiście doszłam do bardzo ciekawych wniosków. Może i Wam się to zdarzy?

sobota, 18 kwietnia 2015

Patrycja Koza "Nina Baksik i jej zwariowane 13"


Wydawnictwo Novae Res
data premiery wkrótce
stron 128
ISBN 978-83-7942-717-8
Rok z życia gimnazjalistki
Ach, mieć znowu trzynaście lat! Być na progu dzieciństwa i dorosłości. Stać sobie pomiędzy życiem beztroskim i tym na poważnie można tylko raz. Potem już zostają książki by poczuć jak to jest znów być podlotkiem. Właśnie dlatego sięgnęłam po tę pozycję. By sobie przypomnieć ten okres życia, by znów stać się młodą damą, której pstro w głowie. Konkludując dojrzałe kobiety też mogą czytywać literaturę młodzieżową i może dawać im to radość.
Wróćmy do książki. Otóż jest ona z półki młodzieżowej. Przedstawia rok z życia Niny, sympatycznej gimnazjalistki, która jest troszkę szalona i podstrzelona, ale wolno jej. Ten wiek ma swoje prawa. Nina wkracza w nową szkołę po ukończeniu podstawówki, spotyka w niej starych i nowych rówieśników. No i zaczyna dojrzewać. Interesować się płcią przeciwną, flirtować, żartować. Podrywać samej i dawać się podrywać innym. Jest troszkę dzieckiem, troszkę kobietą. Dojrzewa, dorasta, powoli będzie zmieniać się jej pogląd na świat. Nina opisuje przeżycia z pierwszej klasy gimnazjum i wakacji po niej. Pisze jak na nastolatkę przystało językiem potocznym, właściwym jej grupie wiekowej. Także nie spodziewajcie się tu kwiecistej książki. Tylko taka forma jak jest daje autentyczność przekazu i pozwala zajrzeć do świata współczesnych nastolatków. On się zmienia, różni od tego w którym ja żyłam, ale jest i tak kolorowy i beztroski. O ile troską można nazwać problemy typu - on na mnie spojrzał!
Nina opowiada o szkole, przyjaciółkach, relacjach z rodziną i siostrą, o swoich marzeniach, pierwszych porywach serca. W swej relacji jest szczera i prostolinijna. Ma swoje marzenia, ma plany, ale i często sama nie wie, czego chce. Jak to nastolatka. Ninę łatwo polubić, a ona sama siłą rzeczy przypomniała mi moje młode czasy. I choćby właśnie dla tych wspomnień warto przeczytać tę książkę. Lektura świetnie oddaje klimat nastoletniego świata, jest napisana spontanicznie, nieco chaotycznie, żywiołowo. Jest dokładnie taka jak jej bohaterki i bohaterowie. Wolno jej. Wszak trzynaście mieć lat jest cudownie i bez zobowiązań. W Ninie odnalazłam sporo siebie z tamtych dni. Jednym słowem książka spodobała mi się, zachęciła do wspomnień. Polecam i tym w wieku Niny i tym w wieku jej mamy.

wtorek, 24 lutego 2015

Bożena Wożniakowska-Klich " Zeszłoroczny śnieg"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania - wkrótce premiera!
stron 116
ISBN 978-83-7942-614-0

Po przejściach toczy się życie dalej!

Niewielka objętościowo, ale bardzo treściwa książka z gatunku obyczajowych wprawiła mnie w zachwyt. Okazała się lekturą wciągająca, ciekawą, okazała się miłym zaskoczeniem czytelniczym. I właśnie dlatego lubię czytywać książki nie tylko uznanych pisarzy i pisarek, ale sięgać po prozę tych mniej znanych i odkrywać takie perełki. A Novae Res dało mi już tę możliwość nie raz. Książkę czytałam przed datą jej premiery. Nie znałam opinii innych osób na jej temat. Nazywam to czytaniem na "świeżo". Nie znałam autorki, nie wiedziałam czego mogę się choćby w przybliżeniu spodziewać. I dałam się ponieść tej lekturze, bo losy głównego bohatera bardzo mnie zainteresowały. 
 
Kim jest Włodek Barski? Facetem po przejściach, czterdziestoparoletnim mieszkańcem Wrocławia, który z niejednego pieca jadł chleb. Wcześniej rozpadło się jego studenckie małżeństwo, teraz rozpadł się związek z Aliną, koleżanką po fachu. Dziennikarką. Włodek odczuwa zmęczenie, znużenie, czuje się wypalony, zniechęcony do życia, rozbity. Jego życie i świat zmienia podróż nad polskie morze. Tam poznaje kobietę, która odmienia jego życie, podejście do świata i jego samego...
Zaciekawiłam Was? To odsyłam do książki. Od razu dodam żebyście nie nastawiali się na tani romans, na coś podobnego do wielu książek o ludziach po przejściach. 
Tutaj autorka pokusiła się o twór oryginalny, przemyślany i ciekawie napisany. Ukazała sylwetki ludzi dojrzałych, z bagażem, z pogmatwaną przeszłością, zranionych, którzy odzyskują wiarę w siebie za sprawą tego, co się w ich życiu wydarza. Zmieniają się nie do poznania. Czym zadziwiają nie tylko innych, ale i samych siebie. Pisarka bardzo ciekawie wykreowała swoje postacie. Wydają się one bardzo wiarygodne i prawdziwe. Są perfekcyjnie wyrysowane słowami. Niedoskonałe, pełne realizmu, wad i zalet. I właśnie dlatego wzbudzają takie zainteresowanie przy lekturze. To zajrzenie do świata dziennikarzy dało mi wiele informacji o prawdziwym obliczu tego zawodu. O jego blaskach i cieniach. Wyszło szydło z worka, że smutny news, katastrofa są niczym magnes, są na wagę złota i gwarantują ruch w interesie. 
To książka o metamorfozie, którą przechodzi facet po przejściach, który od nowa buduje swój świat, od nowa tworzy coś, o co będzie dbał, co będzie chronił i kochał. Wiąże się z kobietą z przeszłością. Wspólnie budują swoje "razem" bardzo ostrożnie, podchodzą do siebie niczym do kruchego cacka, bo wiedzą jak łatwo zburzyć dobre relacje będące postawą solidnego związku. Czytanie o tym sprawiło mi chyba większą radość niż poznawanie losów osób młodych porwanych przez pierwszą niedoświadczoną miłość. 
Książkę polecam tym, którzy lubią czytać o uczuciach, ale nie interesują ich słodkie romansidełka, cukierkowe powieści.

sobota, 26 lipca 2014

Anna B. Kann "Do zobaczenia w Barcelonie"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 30 lipca 2014
stron 336
ISBN 978-83-7642-368-5

Historia pewnej znajomości

 
Życie ludzkie w którym nie ma miejsca na pasję jest monotonne i nudne. Jest jak potrawa bez przypraw – mdłe i bezbarwne. Posiadanie jakiejś pasji, zainteresowania sprawia, że żyjemy mocniej, ciekawiej, intensywniej. Ludzkie pasje są przeróżne. Dla wielu osób na całym ziemskim globie wielką pasją jest taniec.

Taniec który niejedno ma imię. Jednych fascynuje taniec towarzyski, inni uwielbiają tańce ludowe i regionalne. Sporą popularność na świecie zyskują też tańce charakterystyczne dla różnych zakątków globu. Tak jak np. flamenco, które wywodzi się z hiszpańskiej Andaluzji. Dla tego tańca głowę traci główna bohaterka książki Anny Kann - Ewa. Kobieta mająca dzieci i męża, spełniona zawodowo, żyjąca jednak w martwym związku. Jej małżeństwo z Jackiem już dawno się wypaliło. Para żyje obok siebie. Nie łączy ją już uczucie i namiętność. Ewa niespełniona uczuciowo zatraca się w tańczeniu flamenco. Wraz z siedmioma towarzyszkami o podobnych zainteresowaniach wyrusza do Barcelony. Bierze udział w warsztatach tanecznych, które prowadzi Paco. Atrakcyjny Hiszpan i utalentowany artysta mający ogromne powodzenie u kobiet. Ewa i Paco mają się ku sobie, czują do siebie pociąg. Ale czy związek łączący ludzi z dwóch różnych światów jest realny na dłużej? Czy prawniczka i artysta są w stanie być ze sobą nie tylko na chwilę?

Powieść nieznanej mi dotąd autorki pochłonęła mnie od pierwszej strony. Szybko uległam jej klimatowi, który wyjątkowość zawdzięcza Andaluzji, pasji i flamenco. Ta lektura to połączenie romansu i książki z Hiszpanią w tle. To powieść o ludziach i tańcu. O miłości i namiętności. O pasji jaką stało się flamenco. Flamenco, które niczym promień słońca rozświetliło smutną i szarą rzeczywistość. Dzięki lekturze miałam okazję bliżej poznać przeurocze miasto jakim jest Barcelona. Przeczytanie tej opowieści mocno zachęciło mnie do zwiedzania. Uległam urokowi tej książki. Zapragnęłam przejść się barcelońskimi uliczkami, zasmakować hiszpańskiej kuchni, zobaczyć popisy tancerzy i poczuć powietrze wprawione w ruch wachlarzami tancerek. Nacieszyć oczy barwami strojów i dodatków, a uszy piękną i zmysłową muzyką. Ta opowieść o miłości i wielkiej pasji pochłonęła mnie bez reszty.
Historia Ewy i Paco zaintrygowała mnie. Łatwo było mi zrozumieć zranioną kobietę żyjącą w skostniałym związku obok męża. Zdecydowanie trudniej było mi pojąć pobudki jakie kierowały wspaniałym tancerzem, który miał na sumieniu to i owo. W trakcie czytania wielokrotnie zadawałam sobie pytanie co ja sama zrobiłabym na miejscu Ewy. Czy umiałabym wybaczyć, być tak tolerancyjna i wyrozumiała? Czy potrafiłabym dać kolejną szansę? Długie chwile zastanowienia nie przyniosły niestety rozstrzygnięcia.

Książka to przyjemna lektura na wakacje. Na dzień spędzony na plaży, na skrócenie długiej podróży. Powieść czyta się lekko i przyjemnie. Książka świetnie przybliża egzotyczny i jakże piękny zakątek Hiszpanii. Autorka dyskretnie oprowadza po Barcelonie, ukazując jej wyjątkowe piękno i zabytki. Pani Kann także świetnie wprowadza w świat flamenco. Tekst uzupełnia dokładnymi i przystępnie podanymi przypisami tłumaczącymi pojęcia związane z tańcem.
Uległam urokowi tych opisów i po lekturze obejrzałam popisy tancerzy w internecie. Oglądając poddałam się magii tego tańca. Lektura pomogła zrozumieć jego specyfikę i istotę. W powieści padają słowa, że flamenco to „ piękno zamknięte w ruchu, które sprawia, że krew mocniej pulsuje w żyłach” ( str 76). Tak to prawda, w zupełności się z tym zgadzam. Przeczytanie tej książki polecam osobom zainteresowanym tańcem i ojczyzną Zafona. Rekomenduję ją również gorąco miłośniczkom książek o miłości i namiętności.

wtorek, 8 lipca 2014

Edyta Świętek "Cienie przeszłości"


Wydawnictwo Replika
Premiera 16 lipca 2014
stron 364
ISBN 978-83-7674-297-7
 
Zgubiona tożsamość
 
Wyobraź sobie, że pewnego dnia budzisz się na niewygodnym szpitalnym łóżku. Budzisz się i masz pustkę w głowie. Kompletną pustkę. Nie wiesz kim jesteś, jak masz na imię, jak jest data. Nie wiesz co w tym miejscu robisz, nie pamiętasz numeru konta, rejestracji swego samochodu, hasła do poczty internetowej. Twoja pamięć jest w zasadzie pusta. Gdzieś tam głęboko pojawiają się jakieś promyczki światła, ale szybko nikną. I co tu robić? A w dodatku czujesz, że Twoje ciało jest obolałe i okaleczone, a Ty nawet nie pamiętasz, kto zrobił Ci krzywdę i nie możesz pomóc policji w ujęciu napastnika. Prawda, że niefajna sytuacja? 
Nikomu nie życzę, by znalazł się na miejscu Kariny - bohaterki powieści "Cienie przeszłości", której premiera nastąpi 16 lipca bieżącego roku. Owa młoda kobieta budzi się i kompletnie nic ze swej przeszłości nie pamięta. Policja wszczęła już śledztwo, a Karina musi podjąć trud odkrywania swojej przeszłości choćby po to, by móc ułożyć sobie dalsze życie. Okazuje się to bardzo trudnym zadaniem, a co krok spotykają ją kolejne niespodzianki. Nie zawsze miłe. U jej boku pojawia się mężczyzna, który podaje się za narzeczonego. W pracy układa się pod górkę, a serce Kariny które szuka uczucia nie ułatwia jej działania.
 
Jeśli chcecie wraz z panią Rojewską poznać jej tajemnice i grzechy zapraszam od lektury książki, która jest niezwykle tajemnicza. Wzbudza spory dreszcz emocji i przyprawia o gęsią skórkę. Trudno nie poddać się emocjom i uczuciom jakie przeżywa główna bohaterka. Osobiście niezwykle łatwo było mi się z tą dziewczyną utożsamić. Czytając odczułam jej zagubienie, bezbronność i bezradność. Jej walkę z ukrytym przeciwnikiem, który wybrał wyjątkowo podłe i okrutne reguły gry. Wybrał metodę ciosów poniżej pasa, takich przed którymi ciężko się obronić, takich które najbardziej bolą i po których rano długo się goją. Zagłębiając się w książkę czułam moc przemocy, moc walki słabej istoty ze złem, które potrafi mocno omamić człowieka i pozbawić go ludzkich odruchów. Karinie mocno współczułam i szalenie dopingowałam ją, by walczyła, by miała siłę do boju o szczęście. 
Po przeczytaniu ostatniego zdania poczułam, że nigdy nie chciałabym znaleźć się w podobnej sytuacji jak Karina i obudził się we mnie podziw dla niej. To lektura o sporej dawce przemocy idealna dla tych, którzy czytając lubią czuć dreszcz strachu. To książka o sile ludzkich namiętności i o mocy pożądania, które czasem skutecznie zaślepia. To też powieść o tym, iż nawet najlepsza praca nie zastąpi bliskości i miłości. I nie warto startować w wyścigu szczurów. Lepiej dać szansę uczuciom, a mieć mniej na koncie, mieć starszy samochód, a trzymać kogoś kochanego mocno za rękę. Powieść dryfująca między romansem, erotykiem, obyczajem a kryminałem i thrillerem. Książka z poezją Tuwima w tle. Jej największy atut to wyrafinowane sceny erotyczne. Lektura dla obu płci warta polecenia.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Agata Pruchniewska "I dobry Bóg stworzył aktorkę"


Wydawnictwo Sol
data wydania 18 czerwca 2014
stron 348
ISBN 978-83-6193-033-6

Trudna droga ku Oscarom

Gdyby ktoś pokusił się o zrobienie sondażu wśród małych dziewczynek i zapytał kim chciałyby być jak dorosną większość z nich odpowiedziały z pewnością, że marzy im się kariera aktorki lub piosenkarki. Szkoły aktorskie rokrocznie przeżywają spore oblężenie. Wśród pełnoletnich młodych kobiet nie brakuje pań, którym marzy się granie Julii u boku Romea czy Antygony. Zdobyć dyplom szkoły teatralnej łatwo nie jest. Dodatkowo w dzisiejszych czasach ów dyplom nie jest gwarantem pracy w zawodzie. Mimo to bycie aktorką to prestiż. To marzenie często niedoścignione. To wreszcie niełatwy kawałek chleba. Jeśli chcecie zajrzeć w życie dyplomowanej aktorki od kulis gorąco polecam przeczytanie powieści " I dobry Bóg stworzył aktorkę" pióra Agaty Pruchniewskiej. Książka jest przezabawna, pełna humoru, ale i szczerej prawdy jak to w aktorskim światku bywa. A bywa różnie. Bardzo wesoło, ale i brutalnie. 

Dorota jest ambitną i zdolną młodą damą. Marzy o karierze w teatrze. Marzy o sławie. W jej zdobycie chce włożyć pracę i wyrzeczenia. Chce dać z siebie wszystko. Nie zawsze to wystarcza. W tej branży trzeba mieć jeszcze fart. Bez łutu szczęścia się nie da. Bo przeciętnych jest wielu, zdolnych też. W blasku jupiterów znajdą się tylko nieliczne jednostki. 
Powieść to zapis edukacyjnej drogi Dorotki i początków jej kariery. To relacja ze studiów, które tylko z daleka wydają się łatwe i przyjemne. To pozory. By skończyć szkołę teatralną trzeba mieć wiele hartu ducha, dystansu do otoczenia i tych, co już sławę zdobyli, samozaparcia i uporu. Trzeba umieć wielokrotnie przełknąć gorzką pigułkę, znieść niesłuszne nagany i poniżenia. Dorotka radzi sobie z tym wspaniale. Owszem miewa trudne dni, ale mimo to nie poddaje się i dąży do swoich celów. Na kartach książki uczy się asertywności, obrony swoich racji, parcia do przodu. Uczy się mówić "nie" i mówić to, co myśli, co jej na sercu leży. Zmienia się na lepsze, staje się twardą kobietą. Życie aktora ukazane w powieści jest pełne blasków i cieni. Można szybko i łatwo wspiąć się na szczyt, ale większość musi zmagać się z castingami, czekaniem na "ten" telefon, na upragnioną nowinę o przyznanej roli. Nie wszyscy grają w dużych wielkomiejskich teatrach, czasem koniecznością staje się prowincjonalna placówka lub występy w reklamówkach. Być aktorem to ciężki kawałek chleba. 
Lektura opowiada też o miłosnym perypetiach Dorotki i związku z Księciem - artystą i amantem w każdym calu. Ba, że z nim, ale jeszcze z jego przeuroczą rodzinką i morgami. Czyta się o tej relacji z  uśmiechem na buzi. I by być szczerą muszę przyznać, że ja osobiście bym z takim mężczyzną długo nie wytrzymała. 
Powieść to obraz artystycznego środowiska, które jest bardzo charakterystyczne i wyjątkowe. Nie brak w nim osób ekscentrycznych, mających o sobie wybitne mniemanie. Nie brak zakłamania bufonady, zadufania, układów i układzików. Ale są i ambitni, popularni normalni artyści, którym sodówka nie uderzyła do głowy. Istny misz-masz. Jak to w prawdziwym świecie.
Książka to lektura gwarantująca sporą dawkę humoru i rozrywki, którą czyta się lekko i przyjemnie. Atutem jest nie tylko humor, ale i niezwykły sposób narracji. Narratorem tej powieści jest bowiem sam Bóg, który jest boski i bardzo dowcipny. Być może zbyt często powtarza się słowo humor w tejże recenzji, ale gdy tylko sięgnięcie tę powieść to będziecie myślę wyrozumiali w tej kwestii. 
Super wesoła książka, która z pewnością rozbawi i której czytanie nie będzie nużyć. Polecam nie tylko miłośnikom teatru.
 

środa, 8 stycznia 2014

Książki na które bardzo czekam!!!!!

Już niedługo nakładem wydawnictwa Feeria ukażą się dwie powieści moich ulubionych autorek po które z wielką przyjemnością sięgnę.
15 stycznia 2014 to data premiery książki Gabrysi Gargaś ( autorki "Jutra może nie być" , "Trudnej miłości " oraz "W plątaninie uczuć")
Sabina jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z samotnymi ludźmi, którzy nie mają z kim porozmawiać o swoich kłopotach, i cierpliwie wysłuchuje ich problemów. Sama jednak nie ma udanego życia – żyje samotnie i choć docenia uroki życia w pojedynkę, tak naprawdę wydaje się nieszczęśliwa, jakby zamrożona.
Gdy pewnego dnia w parku poznaje małą dziewczynkę, Marysię, nawet nie podejrzewa, jak bardzo ta znajomość zmieni jej życie. Marysia z niezwykłym uporem dąży do zaprzyjaźnienia się z Sabiną, co początkowo bardzo drażni kobietę. Niepostrzeżenie jednak mała zajmuje w sercu kobiety coraz więcej miejsca. A gdy na scenę wkracza jej ojciec, przystojny Maks
    z trudną przeszłością , akcja nabiera tempa… 
Druga z wyczekiwanych książek pojawi się 5 lutego i jest autorstwa Krystyny Mirek (autorki "Drogi do marzeń", "Pojedynku uczuć) 
 
Czy prawdziwa miłość może zdarzyć się między ludźmi stojącymi po przeciwnych stronach barykady? Angelika przyjeżdża z Monachium do Krakowa z jednym celem: nakłonić Daniela do podpisania wyjątkowo niekorzystnego dla jego firmy kontraktu. Daniel oczekuje jej przybycia, mając w zanadrzu własną wersję umowy, której nigdy nie zaakceptuje szef Angeliki. Czy tych dwoje zdoła się porozumieć? I czy Daniel – niepoprawny uwodziciel   i Angelika –dziewczyna z trudną przeszłością, przekonana, że musi radzić sobie ze wszystkim sama, mają szansę na coś więcej, niż służbowe negocjacje?
Jedno jest pewne - w dzień św. Walentego wiele się może wydarzyć…
Na obie książki niecierpliwie czekam, ich recenzje pojawią się na moim blogu. 

 

piątek, 20 września 2013

Danuta Awolusi "Na wysokim niebie"


Wydawnictwo Sol
data wydania 16 październik 2013
stron 272
ISBN 978-83-62405-30-5
 
Naprawdę porywający debiut!
 
Tym razem w tytule zdradziłam w sumie bardzo wiele. Ale z pełnym przekonaniem twierdzę, że książka na to zasługuje. Jest świetna i bardzo mi zależy, by zachęcić Was do jej lektury.
 
Debiuty bywają różne. Mniej lub bardziej udane. Zdarza się, że wydanie pierwszej powieści jest furtką do sławy, popularności i zdobycia grona wiernych czytelników. Tego życzę Autorce "Na wysokim niebie".
No to dość zachwytów, a czas na konkrety. Do przeczytania skusiła mnie dająca do myślenia okładka i opis. Autorką książki jest absolwentka Wydziału Filologicznego i gospodyni bloga krytycznoliterackiego. Swoje teksty na nim pisze naprawdę świetnie. Książka też się Jej udała. Przepisem na sukces jest doskonale wymyślona fabuła. Ciekawie wykreowana postać głównej bohaterki, która nie jest kimś szczególnym. Ot nieszczęśliwą dziewczynką z patologicznej rodziny, która od małego pokochała książki. Były do pewnego czasu jej jedynymi przyjaciółmi. Otoczenie, rówieśnicy w szkole jej nie lubili. Ba szydzili z niej i dokuczali. Bo była gruba, bo nie uczyła się dobrze, bo nie była zadbana, nie nosiła modnych ciuchów, nie miała markowych przyborów szkolnych. Bo była biedna! A jak biedna to nie mająca w ich oczach wartości. Ania to dziecko wrażliwe, pragnące miłości i ciepła. Rodzice nie dorośli do swej roli. Zaniedbywali córkę i jej braci. Enklawą Ani był jej pokój. Tam mogła wejść do innego świata. Świata książek, które czytała namiętnie. Dzięki temu w jej życiu pojawili się wyjątkowi ludzie. Dzięki nim Ania w przyszłości odbiła się od dna, pokonała wiele przeszkód i spełniła marzenia.....................
 
Tyle zdradzę z treści. Czas na moje wrażenia. Po pierwsze to się wypłakałam co niemiara. Zryczałam równie mocno jak czytając "Dziewczynkę z zapałkami" Andersena. Chyba to porównanie zdradzi Wam wiele. Powieść Awolusi jest piękna i wzruszająca do bólu. Opowiada o nieszczęśliwym dziecku, które żyje w bardzo wrogim świecie. Nie ma w nikim oparcia, nie ma wspaniałej rodziny. Nie jest kochane i samo też tłumi swoje uczucia. Musi, bo tylko tak da się przetrwać smutne dni. Na drodze Ani pojawia się pewna pani z biblioteki. Cudowna osoba, która pracuje z pasją i jako pierwsza odkrywa wyjątkową osobowość Ani.
W życiu tej dziewczynki dzieje się wiele. Są chwile szczęścia i bólu. Cierpienia i łez. Ale pojawia się też nadzieja. Pojawiają się marzenia, które mogą się spełnić.
"Na wysokim niebie" to książka o samotności i odnajdywaniu przyjaźni. O leczeniu bolesnych ran duszy i ich zabliźnianiu. O parciu do celu, o walce z losem. Czyta się ją jednych tchem, choć czasem obraz wydaje się nieostry, bo z oczu płyną łzy. Pokochałam Anię od samego początku. Współczułam jej, ale i miałam ochotę dopingować, by miała siłę wyrwać się z patologicznej rodziny. Powieść jest pełna emocji, dobra i zła, kontrastów oraz pasji. Oczarowała mnie od samego początku. Pochwalę Autorkę za debiut, który chwyta za serce, który porusza i który jest warty przeczytania. Szczególnie przez osoby wrażliwe, czułe na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość.
Moja ocena 9/10.
Za możliwość wyjątkowej lektury serdecznie dziękuję Wydawcy.