Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzyjne wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzyjne wakacje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lutego 2022

Renata Czarnecka "Ja, królowa"

 

Wydawnictwo Książnica
data wydania 2018
stron 427
ISBN 978-83-2458-339-3

Korona czasem mocno ciąży!

Przeczytałam wspaniałą powieść historyczną o mojej ukochanej epoce w dziejach historii Polski. Schyłek epoki Jagiellonów na zawsze skradł moje serce wiele lat temu. Interesowały mnie z postaci zwłaszcza kobiety, którym życie napisało naprawdę barwne życiorysy. Patrzyłam na nie po prostu, jak na damy, którym przypadła rola królowej, ale i jak na matki, żony, córki, siostry. Te role przenikały się i zlewały w jedno tworząc naprawdę barwne osobistości. Tak, w tej lekturze na pierwszym planie jest na pewno królowa Bona, ale i przez jej karty przewijają się Elżbieta oraz Barbara. Żony Zygmunta Augusta, króla trzykrotnie żonatego, który zmarł bezpotomnie. 

Wracając do książki, fakty historyczne są mi doskonale znane. Autorka powieści jednak nieco inaczej pokazuje jej bohaterki niż choćby serial Królowa Bona zrealizowany na podstawie książki Haliny Auderskiej. Królowe mają tu wyraźne wady i ulegają ludzkim słabościom. Liczą się namiętności i porywy serca, ale i chciwość władzy, która wygrywa niekiedy z osobistymi uczuciami. 

W fabule opartej na faktach historycznych mamy okazję poznać trzy kobiety. Każda z nich jest inna, dla każdej korona okazała się ciężkim brzemieniem. Najdłużej nosiła ją Bona, która przybyła ze słonecznego Bari by poślubić starszego króla wdowca. Ich małżeństwo było udane mimo różnicy wieku i trudnego charakteru królowej. Byli jak rozsądek i porywy charakteru. Zygmunt I miał naprawdę nietuzinkową żonę, która była świetnym politykiem, partnerką w rządzeniu, ale i opoką z porywczym charakterem. Bona była kobietą wyprzedzającą swoje czasy, całkowicie inną niż jej pierwsza synowa. Elżbieta z Habsburgów była spokojna, cicha i nieśmiała. No i chora na epilepsję, która spowodowała wstręt do niej jej męża. Po krótkim panowaniu Elżbieta zmarła, ale jej miejsce w ramionach króla jeszcze za jej życia zajęła pewna urodziwa wdowa z Litwy. Barbara z Radziwiłłów była wyjątkowo atrakcyjna kobietą na punkcie której Zygmunt August oszalał. Poślubił ją potajemnie na Litwie i doprowadził dosłownie po trupach swoich poglądów do koronacji. Niestety 8 maja 1551 roku żona zmarła w jego ramionach, a król  na zawsze pogrążył się w żałobie. Nie pokochał już żadnej kobiety tak, jak jej. 

To właśnie te damy stanowią postacie pierwszoplanowe książki, którą połknęłam w formie ebooka i która zapewniła mi ogromną przyjemność czytania. Zatraciłam się w jej treści, zamieszkałam na zamkach, byłam na ówczesnych dworach, na których z pewnością się nie nudzono. Ucztowano, snuto intrygi, a królowie rządzili, ale i nimi także rządzono poprzez układy, spiski, knowania, zdrady i trucizny. Królewski dwór nie był idylliczny niczym z bajki. Tam było bogactwo i walka o wpływy, urzędy, mariaże, władzę. Tam knuto wojny, zawierano sojusze, tam kochano i ulegano namiętnościom, a życie erotyczne kwitło na rożnych szczeblach. Duchowni okazywali się politykami, a królowie zwykłymi ludźmi, którzy bywali samotni, smutni i odczuwali to samo, co zwykli zjadacze chleba. 

Tak, z pełnym przekonaniem stwierdzam, że największym atutem tej książki jest klimat. Autorka, Renata Czarnecka, idealnie oddała ówczesne realia i świetnie poruszyła czytelniczą wyobraźnię. Czytając czułam się damą na królewskim dworze, świadkiem wydarzeń, wzlotów i upadków. Spojrzałam na koronowane głowy jak na zwykłych ludzi, którzy musieli jeszcze mierzyć się z rolą trudną i ciężarem pochodzenia oraz jarzmem wybrania na pomazańców bożych. 

Książka jest kapitalnie napisana, pełna szczegółów, które opisany tekst czynią autentycznym i ciekawym. Tak, treść tego tytułu po prostu się chłonie z wypiekami na twarzy, które podsycają kolejne przeczytane strony. To bardzo dobra powieść historyczna, która przemawia do czytelnika, która pokazuje, że natura ludzka przez lata mimo zmian świata pozostała niezmienna. Ciekawie ujęte postaci sprawiają, że traci się do nich dystans jaki wywołuje miano koronowanych głów. Treść budzi pragnienie wkroczenia w tamtą czasoprzestrzeń, pobycia w innym świecie, który ma wiele atutów. Brawa dla Autorki za stworzenie ciekawego portretu literackiego interesującej epoki i kobiet, które stały wtedy w świetle jupiterów. 

wtorek, 13 października 2020

Tomasz Habdas "Skazany na szczyty"

 


Wydawnictwo How2

data wydania 2020

ISBN 978-83-6649-725-2

wersja ebook

Gdy ma się we krwi górskiego bakcyla...

Góry są pasją milionów ludzi na całym świecie. Jedni spędzają w nich urlop, inni odwiedzają je systematycznie w każdej wolnej chwili, jeszcze inni przeprowadzają się w nie i zaczynają życie od nowa. Są i tacy, którzy dla gór rzucają określony profil okraszonej sukcesami drogi zawodowej i zaczynają żyć intensywnie górską pasją oraz z nią wiążą sposób zarabiania na życie. Tak właśnie zrobił Autor książki, która została wydana w formie elektronicznej. Tomka Habdasa poznałam dzięki internetowi, a konkretnie dzięki temu, że trafiłam pewnego dnia, już dość dawno, na Jego konto na Instagramie. Przywiodły mnie tam oczywiście góry. Jeśli chcecie i Wy tam trafić to szukajcie profilu 

https://www.instagram.com/wszczytowejformie/?hl=pl

Wracając do książki Tomka, pozwólcie, że zacznę od tego, że nie jest to typowa literatura górska. Autor nie opisuje w niej konkretnej wyprawy ani tylko i wyłącznie swoich wyjazdów. Oczywiście jest też o nich mowa, ale ta lektura to przede wszystkim opowieść o tym, jak można zmienić swoje życie przez miłość do gór i jak pięknie one mogą na nas wpływać. 

Kim jest Tomasz Habdas? Z pewnością podróżnikiem i miłośnikiem gór, Instagramerem i Blogerem, osobą niezwykle pozytywną od której bije dobra energia. Od wielu lat żyje dosłownie swoją pasją i zaraża nią ludzi wokół siebie. W swoim tytule pokazuje, że nie tylko warto mieć marzenia, ale trzeba odważyć się pójść za ich głosem i zrobić wszystko by się one spełniły. By stały się rzeczywistością i czymś realnym. Oczywiście wymaga to sporo pracy, odwagi i samozaparcia. 

Ebook to zarazem i autobiografia i recepta na lepsze życie - świetna książka motywacyjna. Okazuje się, że można z powodzeniem rzucić bezpieczną i obiecującą awanse posadę w korporacji i podążyć za tym, co w duszy gra. 

W tekście drzemie ogromna dawka motywacji i energii pobudzającej do działania, do zmian, do metamorfozy swojego życia, które może być nudne i poukładane, ale i interesujące i dające satysfakcję. Z tekstu można też łatwo odkryć jak bardzo pożyteczne może być dla każdego z nas posiadanie pasji, rozwijanie się dzięki niej i ubogacanie własnego wnętrza. Góry i podróże to czynniki pobudzające do rozwoju, hartujące na życiowe egzaminy, dodające skrzydeł i mające niezwykle pozytywny wydźwięk na ludzkie życie. 

Książka składa się z wielu rozdziałów pokazujących drogę w góry, która wiodła od gór przez niziny i znowu w góry. Autor wyjawia wiele szczegółów ze swojego życia, pokazuje jego różne momenty. Swoimi słowami inspiruje, przekonuje, że niemożliwe nie istnieje, że bariery rodzą się przeważnie w naszych umysłach i tworzymy je sobie często sami. 

Zachęcam, by po tę publikację sięgnęły osoby na życiowych zakrętach, zniechęcone, znużone codziennością. Lektura z pewnością zaciekawi górmaniaków i osoby, które lubią zdobywać szczyty te wysokie i te mniej wymagające. W górach nie chodzi tylko o rekordy i statystyki. Z obcowania z nimi można czerpać wiele korzyści. Zachęcam do lektury. 

Ebook możecie kupić 

https://how2.shop/produkt/skazany-na-szczyty/


czwartek, 13 lutego 2020

Elizabeth Revol "Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat"


Wydawnictwo Agora 
data wydania 2020
stron 240
ISBN 978-83-2683-047-1

Gdy marzenie stało się tragedią

Oni - dwoje ludzi zakochanych w górze, naturze i wolności. Ona - góra, jedna z najwyższych na świecie, mająca status góry mordercy. I marzenie, wielkie marzenie, które okazało się takim, które się spełnia, ale za to spełnienie przyszło zapłacić najwyższą cenę. 

Literatura górska nie jest mi obca. Od lat zaczytuję się w niej namiętnie. To dla mnie inny rodzaj książek. Przy nim doznaję czegoś więcej niż przy innych gatunkach. To przepustka do świata, który mnie ogromnie fascynuje, który w taki sposób, dzięki relacjom wspinaczy mogę eksplorować. Ten tytuł odbiega od standardów, które znajdziemy na półkach księgarni czy bibliotek. To niezwykle osobista książka, która jest niczym spowiedź, która opowiada bolesne przeżycia, bo i takich dostarczają góry. Ale to też książka o pokonaniu trudności, powrocie nie tylko z bezlitosnej góry, ale i powrocie do normalności i opowieść o radzeniu sobie z traumą oraz ze stratą, która miała miejsce dzięki podążeniu za marzeniem. 

Czytając słowa Autorki poczułam wobec Jej osoby ogromną więź, zrozumienie, współczucie. Elizabeth stała mi się bliska, w pełni docierało do mnie to, co czuła. Góra okazała się zaborcza i bezlitosna, bo zabrała nie tylko ludzkie istnienie, ale i spokój. Dociekliwi mogą szukać w tej sytuacji winnych, mogą oskarżać o poddanie się gorączce szczytu, zdobycia go za wszelką cenę. Czy to coś zmieni? 
Eli godzina po godzinie relacjonuje przebieg ataku szczytowego. Ten czas dzieli się na trud wspinania, tragedię, która zaczęła się na szczycie i walkę o przeżycie. Autorka pokazuje jasno i wyraziście jak wspaniałą jest kobietą, jak dobrą była partnerką w górach dla Tomka Mackiewicza. Jak bardzo przeżyła dramat, który miał miejsce gdzieś tam, wysoko, gdzie jest kraina uboga w tlen. 

Rzadko zdarza mi się czytać książkę i jej nie oceniać w kategoriach dobra czy zła. W tym wypadku jakakolwiek ocena jest nie na miejscu. Bo w tym tytule chodzi o wyrzucenie z siebie przeżyć, emocji, oczyszczenie się. Myślę, że spisanie tych faktów pomogło himalaistce w powrocie do normalności, było ulgą i rodzajem terapii. My czytelnicy jesteśmy jej świadkami. A spisane słowa są tym cenne, że płyną z serca i są bardzo, bardzo szczere. Revol nie chodzi o rozgrzeszenie, ale wyznanie prawdy. Pokazanie jak bywa naprawdę w górach wysokich, gdzie romantyzm miesza się ze sportem, walką o każdy oddech i przeżycie. Dopiero zrozumienie świata o którym mowa pozwala na zrozumienie ludzi, którzy go eksplorują. 
 Lekturę czytałam z wielką uwagą, wzruszeniem, szacunkiem dla wszystkich wymienionych w niej osób. Na swój osobisty sposób przeżywałam to, co miały uzmysłowić słowa. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie. Jestem pod ogromnym wrażeniem, w pełni rozumiem zachowanie Elizabeth, podziwiam ją za charakter i każdą decyzję. 
Jeśli chcecie zrozumieć co czują ludzie gór sięgnijcie po ten tytuł. Nigdy go nie zapomnę. 

sobota, 13 lipca 2019

Monika Sawicka "Kolorowych snów"



Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-66278-64-6

Wszystkich można oszukać, ale nie samego siebie

Jedne książki, które czytamy podobają nam się bardziej, a inne mniej. Najtrudniej jest recenzować te tytuły, które są wyjątkowe, które podobają nam się najbardziej. Ciężko też pisać o książkach, które poruszają trudne i bolesne tematy. Po ich lekturze niekiedy chce się po prostu milczeć. Tylko milczeć. Przeżywać ich treść w sobie, w swojej duszy, gdzieś w środku. Taką właśnie pozycją jest najnowsza powieść Moniki Sawickiej. Dowiedziałam się o jej wydaniu przypadkowo oglądając krótki wywiad z jej Autorką. I od razu wiedziałam, że ta lektura musi jak najszybciej wpaść w moje ręce. 

Przeczytałam ją. I wewnętrznie milczę. Nadal analizuję jej treść, nadal ona dotyka mocno mojej duszy. I przesłania świat, który mnie otacza, pokazuje go inaczej niż oglądałam go do tej pory. Bo jak wielu widziałam go w pędzie, niczym z okna szybko jadącego autobusu. A tak naprawdę ten obraz jest zamazany, a w życiu są wartości, które przesłania reklama, materializm i wyścig po sukces. Po awans, po większą kasę na koncie, po dobra materialne, które zwykle cieszą najbardziej, gdy ich jeszcze nie mamy. A co jest ważne? Życie, bicie naszego serca i zdrowie. 

Natalia jest młoda, piękna i utalentowana. Jej pasją jest taniec. Dziewczyna żyje łapiąc każdą chwilę zachłannie, realizuje swoje marzenia, ma plany, pomysły na przyszłość. Uwielbia to, co większość młodych kobiet. Nagle pewnego dnia jej życie przewraca się do góry nogami za sprawą kilku słów. Kilku słów, które są niczym okrutny, skazujący wyrok. Skazujący na cierpienie, na ból, na izolację, na separację od normalnego rodzinnego życia. Zamieniającego własne łóżko na szpitalne, własny pokój na szpitalną salę. I nie ma od tego wyroku odwołania. Nie ma jego kasacji. Słowa lekarza powodują szok, a młoda kobieta nie do końca rozumie, co się kryje pod słowem białaczka. Czeka ją walka, ciężki bój z podstępnym przeciwnikiem, który jest bezlitosny. Dzień za dniem toczy się bitwa o zdrowie i życie. Jeśli chcecie poznać losy Natalii sięgnijcie po książkę, która z pewnością Was odmieni. Spowoduje, że każdego dnia po przebudzeniu podziękujecie Bogu, losowi czy Matce Naturze za to, że jesteście zdrowi i macie siłę by normalnie żyć, bawić się, pracować, cieszyć, śpiewać, iść na zakupy, przytulić psa czy jeździć na rowerze. Bo są tacy, którzy tego nie mają, którzy chcą tylko wyzdrowieć.

Nie zliczę łez, które uroniłam czytając i choć bardzo chciałam nie dałam rady przeczytać tej powieści jednym ciągiem. Drzemie w niej zbyt wiele emocji, zbyt wiele okrucieństwa choroby. Współczułam głównej bohaterce i tysiącom ludzi, którzy leżą na oddziałach onkologicznych walcząc. Niekiedy czekając na koniec, gdy brakuje sił i możliwości medycznych by poskromić wroga. Dlaczego? Dlaczego w życiu jednych spotyka tyle zła? Odpowiedzi na te pytania szukałam w treści. By cokolwiek zrozumieć trzeba mieć świadomość, że po śmierci jest coś dalej. Coś, co też jest opisane w książce. Co dokładnie? Monika Sawicka opisuje pewną alternatywę. Jest ona bardzo wymowna i inna niż doktryna wielu religii beznadziejnie straszących piekłem i karą za grzechy. To podejście godne zacofanego średniowiecza by mieć władzę nad ludźmi. Natalia doświadcza po śmierci mocy życia, przeżywa wiele - tu nie zdradzę ani słowa ale zachęcę do lektury, która wyryła mocny ślad w moim sercu. 

Mogłabym pisać o tej powieści bardzo wiele, dużo dobrego, bo jest ona jedyna w swoim rodzaju i bardzo mądra. Smutna, bo napisana na podstawie rzeczywistych losów Natalii Szalkiewicz. Wymowna, bo dla wielu rodziców i bliskich którym rak zabrał dziecko będzie bardzo przydatna. Lektura pokazuje też jak przeżyć czas po stracie, uczy by niczego sobie nie narzucać, by nie krępować się więzami obyczajów. Ten tytuł niesie też ogrom nadziei. Bo śmierć to tylko chwilowe pożegnanie, chwilowe rozstanie, które kiedyś się skończy. Miłości nic nie pokona, nawet śmierć zwycięży nad nią jedynie czasowo. W sposób ograniczony i nietrwały.

Jak wykonała swoją pisarską misję Autorka? Wspaniale. Doskonale zawarła w słowach tak wiele, tak dużo. To nie tylko smutna historia, to też lekcja życia, której nikomu nie życzę. Niestety niektórzy z nas będą musieli ją wziąć na klatę. 
Wybitna jest treść, ale i bardzo wymowna jest także okładka, która w połączeniu z zapisanymi zdaniami miażdży nas emocjonalnie. 
W sumie to już nie chcę zabierać Wam czasu dłuższym wpisem. Spożytkujcie go na lekturę tej fenomenalnej powieści byście lepiej docenili życie i tu i tam po śmierci. 

Pani Monice Sawickiej składam podziękowania za każde słowo zapisane w "Kolorowych snów".

Rodzinie Natalii Szalkiewicz składam wyrazy współczucia i płynące z serca słowa otuchy i wsparcia.

A dla Natalii pozwolę sobie zapalić wirtualnie znicz. 
R.I.P. 



wtorek, 21 sierpnia 2018

Paweł Reszka "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"


Wydawnictwo Czerwone i Czarne 
data wydania 2017
stron 336
ISBN 978-83-7700-282-7

Chorować nie warto! 

Był zamglony sierpniowy ranek. Święto, więc taka cisza za oknem. A ja czując, że szybko się rozpada - tak rozlało się okropnie - miałam ochotę na dobrą i mocną książkę. Z racji postanowienia by czytać więcej literatury faktu pomyślałam, że zabiorę się za coś z tego gatunku. Wybrałam książkę Pawła Reszki. Miałam ochotę na lekturę niczym papryczka chili. Chciałam by poraził mnie literacki prąd tak mocno jak piorun. I poraził, ba prawie zabił. Trafiłam z wyborem w dziesiątkę. I kto wie, czy moje włosy pod farbą nie osiwiały. Po lekturze jedna myśl - byle dalej od lekarzy. Bo rzadko trafia się taki wspaniały jak mój neurochirurg, który operował mój kręgosłup. Bo więcej jest takich jak pewna lekarka do której chodziłam kilka lat i której nie lubiłam. Dlaczego? Dokładnie wiem po lekturze tej książki. 

Głos w niej mają medycy na różnych etapach kariery. Od studiów po specjalistów z robiącym wrażenie stażem. I co? Mówią o tym co ich boli, co jest złe. Ich wypowiedzi są niczym spowiedź. Tylko ja nie bardzo nadaję się na spowiednika który ma słyszeć takie szokujące rzeczy. 
System jest okrutny. Nie daje od razu godziwie zarobić i zmusza do pracy na wielu frontach przez wiele godzin. A potem jak już specjalizacja w kieszeni trzeba zarobić więcej i więcej. Bo jak to …? Lekarz ma być biedny...? Ma zarobić tyle co przeciętny Kowalski po studiach? No nie, to nie pasuje. Bo trzeba mieć wypchany portfel nawet kosztem zdrowia i rodziny. Bo trzeba mieć coraz to nowszą furę w leasingu, bo trzeba wyjechać na Dominikanę …. Powodów jest wiele. A cena? Jest wielka, jednak medyków to nie przeraża. Co tam, że na dyżurze oczy same się zamykają, co tam, że pacjent nie zawsze jest dobrze obsłużony i zaopatrzony....
Nóż się w kieszeni otwiera jak się czyta jak funkcjonuje system opieki zdrowotnej w naszym kraju. A na to wszystko jest przyzwolenie, bo jest za mało lekarzy. Kierowca na elektroniczną kartę pomiaru pracy, a lekarz może do oporu. Oboje odpowiadają za życie i zdrowie. 
Szok, niedowierzanie, znieczulica czymś oczywistym. Doktorów Judymów brak. Bo lekarze często nie wybierają zawodu by pomagać, ale by być niczym bóg, które może wydłużyć życie, odegnać śmierć. No tak, może tylko czy ma siłę pracować na sto procent swoich możliwości? 

Gdy przeczytamy ten tytuł nie mamy wątpliwości, że jest źle i nie kroi się na bycie lepiej. Bo my pacjenci mamy prawo do godziwego traktowania, bo placówki ochrony zdrowia nie powinny być jak banki i służyć zarobkowi tym, co tam pracują. Bo zdrowie to nie biznes, no w każdym razie nie powinno nim być, ale chyba jest. Nie polecam czytać tej książki chorym, bo załamią się tym jak jest. Bo jak chorujemy to możemy nie do końca wszystko zobaczyć. A czytając mamy cały obraz jak na dłoni. No sielski obrazek to nie jest, raczej horror i dramat w jednym. Tytuł denerwuje, ale i w pełni obrazuje jak jest. A co jest? Tak krótko w pełni oddaje to jedno słowo: patologia. 
Publikację pochłonęłam w jeden dzień. I powiem, ze jest świetna, do bólu prawdziwa, niestety i smutna. Moi Kochani życzę Wam w tym miejscu tylko jednego ZDROWIA!!!

niedziela, 15 lipca 2018

Sebastian Staszewski "Tajemnice kadry"


Wydawnictwo Czerwone i Czarne
data wydania 2018
stron 296
ISBN 978-83-7700-322-0

Każda familia ma swoje sekrety. Piłkarska rodzina też.

Dziś kończy się najbardziej prestiżowy turniej piłkarski rozgrywany co cztery lata. Nasi reprezentanci zawiedli. Po Euro 2016 rozbudzili w nas spore apetyty, a w Moskwie nie wyszli nawet ze swojej grupy. Ba, to nawet nie o to chodzi. Grali słabo, bezmyślnie i beznadziejnie. Gwiazdy nie strzeliły, drużyna się pogubiła. Konflikty i pretensje widoczne były gołym okiem. A to niestety nie sprzyja wygrywaniu w grach zespołowych. 
Gdy zaczynał się tegoroczny mundial postanowiłam sobie w czasie jego trwania przeczytać jakąś footbolową lekturę. Chwilkę myślałam co wybrać i w końcu zdecydowałam się na książkę "Tajemnice kadry". Szczerze miałam ochotę na coś, co będzie mixem faktów, historii i ploteczek, które są nieodłączne i na trwałe związane z celebrytami. A przecież piłkarze i trener z pewnością nimi są.

"Tajemnice kadry" to książka poświęcona kadrze pod wodzą Adama Nawałki. Dwa lata temu to była świetna drużyna, która zawojowała Euro i przeszła mundialowe eliminacje. Niestety na samym turnieju poległa, ale ta materia już jest w tytule niedostępna. Autor przedstawia rządy trenera, który ma na swoim koncie spore sukcesy. Książka podzielona jest na dziesięć rozdziałów, które opowiadają nie tylko o meczach. Szatnia, zgrupowania, wyjazdy, logistyka, tajemnice żywienia czy spakowania się na wyprawę jaką jest mecz. Rytuały szatni, sekrety chwil wolnych, sylwetka kapitana i jego relacje z kolegami z boiska, transfery, alkohol i ciężka praca. Na powyższe tematy informacji w tytule nie brakuje. A sama lektura napisana jest lekko i przystępnie. Czyta się sama i trudno odłożyć ją nawet wtedy, gdy już dobrze po północy a oczy kleją się same. Treść jest fajnie wyważona i ujęta. Ot samo piłkarskie życie, które jest barwne i intensywne, ale wcale nie takie lekkie. 

W lekturze pokazane jest to, czego nie opiszą w gazetach i nie podejrzą kamery. I to właśnie jest w niej najbardziej cenne. Oczywiście inaczej czytałoby się tę pozycję gdyby Biało-Czerwoni pokazali się z lepszej strony, a trener Adam Nawałka nadal pełniłby swoją funkcję. A tak czyta się poszczególne strony z nostalgią, ale i docenieniem tego, co kadra osiągnęła. I ze świadomością, że to już historia. Najnowsza, ale jednak historia. Publikacja napisana z werwą i pomysłem. Błyskotliwa i ciekawa. Mimo zmiany wodza warta przeczytania. Mnie zachwyciła i pozwoliła uzupełnić wiedzę o latach sprzed Euro 2016. Polecam. 

niedziela, 24 czerwca 2018

Martyna Rokita, Zenon Martyniuk "Życie to są chwile"


Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2017
stron 256
ISBN 978-83-7945-988-9

W roli głównej Król disco polo

Nie jestem zagorzałą fanką disco polo. Mój gust muzyczny podobnie jak literacki jest dość niesprecyzowany. Lubię czytać książki reprezentujące różne gatunki, podobnie jak lubię utwory z różnych półek. Nie słucham systematycznie disco polo i nie jestem zbyt zorientowana w tej klasie, ale te najsłynniejsze hity kojarzę. Zespół Akcent i jego lidera również. I nie od popularnego ostatnio hitu "Przez Twe oczy zielone", ale od starszej piosenki która ma już parę dobrych lat. Link do niej podaję bo nie wstydząc się czasem sobie ją słucham 


Wracając do książki - z racji, że chętnie sięgam po biografie osób ciekawych i mnie intrygujących przeczytałam opowieść o zdolnym chłopcu z Podlasia, który stał się gwiazdą. Swoja sławę zawdzięcza talentowi i pracowitości. Popularność nie przewróciła mu jednak w głowie i pozostał sobą. A moim skromnym zdaniem to największy sukces każdego celebryty. 
Urodził się w zwykłej rodzinie w małej wiosce. Kochał od dziecka sport i muzykę. Ta druga wygrała i ukształtowała życie Zenona, który podchodzi do swojej kariery z wielką pasją. Widać gołym okiem, że śpiew i bawienie publiczności czyni go spełnionym i szczęśliwym. 

Martyna Rokita swoją książkę napisała z wielką starannością i dokładnością. W 13- stu rozdziałach ukazała szczegółowo życie i karierę Martyniuka, a tekst uzupełniła wieloma zdjęciami. Lekturę czyta się z przyjemnością. Nie jest ona tylko laurką i nie jest stworzona pod publikę - Autorka nie szuka sensacji, nie dotyka plotek, ale skupia się na życiu rodzinnym i karierze opierając się na faktach. 
Mąż, tata, kolega, muzyk, artysta, syn, gwiazda muzyki i zarazem fan dobrego tanecznego brzmienia - to ukazane w tytule twarze Artysty, któremu sukces nie uderzył do głowy. Zenon Martyniuk pozostał nadal sobą, nie nabył gwiazdorskich manier i nie zmieniły go ciężko i uczciwie zarobione pieniądze. Wokalista ma swoje słabości, ale nade wszystko ceni rodzinę, fanów i przyjaciół. 
Książka napisana jest prostym językiem, obfituje w ciekawostki, anegdoty i zabawne sytuacje. Z jej kart bije pozytywna energia i zachęta by mimo przeciwności losu przeć do przodu i spełniać swoje marzenia, nie poddawać się i nie zrażać krytyką czy hejtem. 
Tytuł jest starannie wydany co zwiększa przyjemność lektury. W trakcie czytania oczywiście można podsłuchiwać sobie twórczość zespołu Akcent.