Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Prószyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Prószyński. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 maja 2021

Adrian Markowski "Bieszczady dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 244
ISBN 978-83-8234-144-7

Zabieszczaduj razem z nami


Bieszczady to pojęcie dwuznaczne. Jedni wymawiając je, mają na myśli pasmo górskie, inni rozumieją je nieco szerzej. Dla nich Bieszczady to niezwykła kraina geograficzna leżąca na południowo-wschodnim krańcu Polski. Osobiście te dwa pojęcia zepnę umowną klamrą i wraz z Autorem, Adrianem Markowskim zachęcę do odwiedzenia terenów, którą są wyjątkowe i niepowtarzalne. Podobnych nie znajdziecie nigdzie na świecie. Jeśli chodzi o liczby, to szczyty Bieszczad nie są na pierwszy rzut oka imponujące pod względem wysokości nad poziomem morza. Gór w podobnym rozmiarze znajdzie się w Polsce wiele, ale nigdzie nie traficie do takich miejsc, na które historia, a konkretnie II wojna światowa, wywarła aż tak ogromny wpływ i wyrysowała ich mapę na nowo. Nad tym fenomenem zachwyca się wielokrotnie na kartach swojej książki Pan Markowski. Publikacja ta nie jest typowym przewodnikiem. Nie jest to też sensu stricte reportaż, a raczej przepiękna, misternie utkana ze słów gawęda, której puenta jest wyrazista. „Jedź w Bieszczady, poznaj ich specyfikę i zakochaj się w nich na całe życie”. Sama tak kiedyś zrobiłam i w pełni zgadzam się z autorem, że to miejsce nie ma sobie podobnego.

Co tak magicznego zatem drzemie w tym osobliwym rejonie? Tajemnice i sekrety, których ziemia bieszczadzka ma bardzo, bardzo wiele. Ich odkrycie wcale nie jest trudne, trzeba mieć jedynie oczy i uszy szeroko otwarte. Trzeba dostrzec to, co zmienił czas i pogmatwana historia.

Bieszczady należy nie tylko zobaczyć, nie tylko przejść. Trzeba je odkryć, oswoić, zrozumieć, a to wymaga czasu. Bieszczady po wojnie, za sprawą wysiedleń w ramach akcji Wisła i korekty granic stały się dzikie. Opuszczone przez ludzi osady, nieuprawiane poletka, połoniny, na których zaniechano wypasu, zmieniły swoje oblicze. Dziś są przede wszystkim atrakcją turystyczną, kiedyś były głównie terenem wykorzystywanym gospodarczo. Ta metamorfoza była nagła i niespodziewana, a jej efektem jest szereg śladów przeszłości, które możemy odkryć na każdym kroku. Książka Adriana Markowskiego jest niczym poradnik, cenny podręcznik, który nas do owych odkryć zachęca i podpowiada, od czego zacząć.

Na kartach publikacji autor pisze o przeszłości Bieszczad. O tym, jak przed wiekiem wyglądało w nich życie, jak przed wojną były one zagospodarowane. Markowski opowiada o ich ówczesnych mieszkańcach, ich tradycjach, wierzeniach i codzienności. Pokazuje zmiany, jakie zaszły od wtedy do dziś, uczy jak je odkrywać, pokazuje jakie są one fascynujące.

To nie jest tylko książka dla tych, którzy w krainie Biesów i Czadów nigdy nie byli. Absolutnie! Wytrawny Bieszczadnik przy jej lekturze wcale nie będzie się nudził. Każdy, kto zapozna się z jej treścią, dowie się, jak można wydeptywać Bieszczady po swojemu i odkrywać wciąż na nowo.
Zagłębiając się w lekturę, przeczytacie między innymi o bohaterze, który się „kulom nie kłaniał”- jedna z nich jednak dopadła go w Jabłonkach, o dawnych, nieistniejących już wsiach, o tym, czym w Bieszczadach się masowo trudniono, o ocalałych i zniszczonych cerkwiach, o niezwykłym, samotnym Grobie, który znajduje się niedaleko źródła Sanu. Przez karty książki przewijają się znani Bieszczadnicy, którzy przybywając tu z różnych stron Polski, stali się Ludźmi — Legendami. Mogłabym wymieniać jeszcze wiele aspektów, które porusza ta książka, każdy z nich kryje w sobie coś niesztampowego.

Tytuł czyta się z prawdziwą przyjemnością i ciekawością. Jest on przepięknie napisany, a w pracę nad nim włożona jest pasja i miłość. Fakt, że autor oddał Bieszczadom swe serce, jest niezaprzeczalny. Tą miłością stara się podzielić z każdym czytelnikiem. Lekturę gorąco polecam i jestem pewna, że każdy, kto ją przeczyta, uda się na pewno w Bieszczady. Zrobi to raz i będzie stale tam powracał. Inaczej się po prostu nie da.

Do zobaczenia na bieszczadzkim szlaku.

sobota, 1 maja 2021

Agata Komosa-Styczeń "Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie"

 




Wydawnictwo Prószyński
data wydania 2021
stron 264
978-83-8234-099-0

Książka o kobietach, które po tatrzańskich graniach hasały jak kozice

Dziś jest dla nas oczywiste, że Tatry, najwyższe góry w Polsce są turystyczną mekką, rajem dla amatorów wspinaczki i delektowania się górskimi panoramami oraz grotołazów. Tu stawiają swoje pierwsze górskie kroki przyszli himalaiści, którzy traktują Tatry jako wspinaczkowe przedszkole i pierwszy stopień do wtajemniczenia w pokonywaniu skalnych przeszkód. Kiedyś jednak ten teren był dziewiczy, a ludzie mówili o nim Góry Śnieżne. Jako piersi eksplorowali je mężczyźni w celach ekonomicznych. Kłusowali, wypasali swoje stada, pozyskiwali drewno. Na turystykę przyszedł czas później. Na pojawienie się płci pięknej na tatrzańskich ścieżkach trzeba było poczekać jeszcze dłużej. Zapiski podają, że pierwszą białogłową na tatrzańskim szlaku była Beata Łaska, nieślubna córka króla Zygmunta Starego, przedostatniego z dynastii Jagiellonów i Katarzyny Kościeleckiej. Tereny górskie odwiedziła ze świeżo poślubionym mężem, który jednak po przepisaniu na niego jej majątku uwięził żonę i tym samym ukrócił jej pasję. Po Beacie na przestrzeni lat pod Giewontem zaczęły pojawiać się kolejne białogłowy, najpierw w towarzystwie męskim, potem stopniowo samotnie odkrywających piękno krajobrazu i robiących pierwsze wejścia na poszczególne szczyty. 
Góry nazwane Tatrami zaczęły przeżywać coraz większe oblężenie. W okresie zaborów ich odkrywanie było ułatwione poprzez brak istniejącej dziś granicy. Kobiety z każdym rokiem coraz bardziej wpisywały się w ich krajobraz. Było im wprawdzie trudniej przemierzać górskie skalne ścieżki w długich sukniach i spódnicach, ale dość szybko zmieniły je na spodnie. 
Przez karty książki, którą czyta się bardzo przyjemnie i ciekawe, przewija się cały korowód kobiet, które musiały nie tylko pokonać przeszkody naturalne, zmierzyć się ze skałami i pogodą, ale i obalić krążące stereotypy i wyznaczone sztucznie granice damskich możliwości. Historia pokazała, że Panie doskonale radzą sobie w górach. Są świetnie przygotowane technicznie i mają twardą osobowość. Nie chcą i nie muszą być ulgowo traktowane. Ich wyczyny zasługiwały na brawa i uznanie. 

Autorka na kartach swojej publikacji ukazuje sylwetki wielu kobiet, przytacza ich osiągnięcia i wyczyny. Bije im brawo za to, czego dokonały. W książce oprócz wątków skupionych na górach i ich zdobywaniu rzuca się w oczy wątek feministyczny. Ta sytuacja choć ma nieco inne oblicze trwa do dziś. Kobiet w górach jeśli chodzi o ścieżkę wyczynową i profesjonalną jest mniej. Jest równouprawnienie, a jednak na kobietę, która chce być na równi z gronem mężczyzn patrzy się jednak inaczej. Pisząc o tym, nie mogę nie wspomnieć postaci Wandy Rutkiewicz, która odważnie parła naprzód mimo przeciwności losu. 

Jeśli chodzi o sposób napisania tej książki absolutnie się nie zawiodłam. Autorka zrobiła to świetnie i włożyła mnóstwo pracy. Szczegółowo przedstawiła temat, swoje słowa uzupełniła wieloma cytatami i zdjęciami. Ukazała, że płeć piękna w tak wymagających górach świetnie sobie radzi, realizuje swoje cele i marzenia. Jeśli lubicie góry, jeśli czujecie w sobie górskiego bakcyla, jeśli jesteście kobietami to koniecznie sięgnijcie po tę propozycję Wydawnictwa Prószyński. Naprawdę warto. 


czwartek, 15 kwietnia 2021

Magdalena Kawka "Powrót z piekła"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 440
ISBN 978-83-8234-064-8

Nawet pobyt w piekle ma swój kres

Lektura drugiego tomu cyklu "Lwowska odyseja" autorstwa Magdaleny Kawki już za mną. Poziomem książka absolutnie nie odstępuje swojej poprzedniczce, a czytało mi się ją wyśmienicie. Moja zażyłość z bohaterami ogromnie się pogłębiła, a ja traktuję ich już jak starych, dobrych znajomych i marzę by kolejne, ostatnie już spotkanie z nimi miało miejsce jak najprędzej. Trzeba będzie jednak się uzbroić w cierpliwość do zimy. 

A co rozgrywa się w tym tomie?
Trwa okrutna wojna, która rozdzieliła rodzinę Lindnerów. Jej głowa, Gustaw został zesłany na Syberię. Trafia do łagru Smolnyj położonego daleko od cywilizacji, który otaczają bezkresne lasy tajgi. Mężczyzna nienawykły do pracy fizycznej pracuje przy ich wyrębie. W jego sercu płonie tęsknota za Lwowem i rodziną. List od Marianny traktuje niczym relikwię i czyta go, aż zna jego treść na pamięć. Warunki życia są okropne. Brakuje żywności, panują srogie mrozy, a świat skuty jest w okowach śniegu i lodu. Zewsząd atakują stada wilków, które wygłodzone nie wahają się zaatakować człowieka. Zesłańców trapią choroby i praca ponad ludzkie siły. Gustawa przy życiu trzymają myśli o bliskich. W niedoli i syberyjskim piekle kompana i towarzysza znajduje w osobie Akima, która opowiada mu wiele historii. Jedną z nich jest opowieść o Hartadze - pół człowieku, pół niedźwiedziu, który jest syberyjską legendą na miarę Yeti. 
Tymczasem we Lwowie następują spore zmiany. Po wybuchu wojny radziecko niemieckiej, gdy dwaj dotychczasowi koalicjanci rzucają się sobie do gardeł, zmienia się okupant. Po okowach radzieckich przychodzą faszystowskie. Terror w białych rękawiczkach nie jest wcale lepszy. Marianna na szczęście nie załamuje się. Staje się twarda i silna. Mocno stąpa po ziemi i robi wszystko, by chronić rodzinę i zapewnić jej jak najlepsze warunki egzystencji. Lilka po wielu miesiącach szczęśliwie wraca do domu. Znajduje w nim zmiany. Powrót na łono rodziny ogromnie ją cieszy, smucą wiadomości o śmierci pewnych osób i wieści o ojcu. Czasy są trudne, a kolejne ciosy spadają na głowy naszych bohaterów. Nic jednak nie trwa wiecznie. Nawet piekło...

Przeczytanie kolejnego tomu opowiadającego o losach rodziny Lindnerów i ich przyjaciół sprawiło mi prawdziwą przyjemność. Odpłynęłam do miejsc, w które zabrała nas Autorka i mocno przeżywałam to, co działo się na kartach książki. A działo się naprawdę wiele. Akcja obfitowała w różne sceny i obrazy, które dostarczyły mi emocji i wzruszeń. Autorka perfekcyjnie powiązała wydarzenia historyczne z losami swoich bohaterów, którzy wciąż się zmieniają. Chcą przeżyć i doczekać wolności, więc muszą walczyć o każdy dzień, posiłek, noc w własnym łóżku. Ich dusze twardnieją, hartują się i odpierają wciąż spadające na nich nowe przeciwności losu. W ich sercach drzemie wiele uczuć, a wśród nich nie umiera nadzieja na powrót do normalności, wolność i spokój. 

Magdalena Kawka perfekcyjnie oddaje zarówno klimat okupowanego Lwowa i realia życia pod niemieckim brzemieniem, jak i obraz Syberii, nieprzyjaznej, ale i pięknej w swoim okrucieństwie. Główni bohaterowie, kiedyś wydelikaceni przez spokojne i dostatnie życie, zdają egzamin z przystosowania się do okropnych i bezwzględnych warunków. Zmieniają się, jednak zło nie zatruwa ich serc i nie zmienia ich wnętrz. 

Mogłabym naprawdę długo myśleć i nie sądzę, bym znalazła jakiekolwiek minusy czy wady tej książki. Jedno co złe, to to, że się kończy i zostawia nas w niepewności co dalej. W tym miejscu wypada mi pochwalić Autorkę za styl, język, piękne i plastyczne opisy, czytelne przybliżenie świata syberyjskich zesłańców, wykreowanie wielu postaci drugoplanowych, które dodają fabule oryginalnego blasku i świeżości. To piękna książka, z którą naprawdę trudno było mi się rozstać. Oczarowała mnie syberyjska rzeczywistość i tajemnice. Rozczuliły losy młodych, którym przyszło nagle tak intensywnie żyć w morzu trosk. Powieść budzi wiele refleksji nad motywami ludzkich zachowań wobec śmiertelnych niebezpieczeństw. Książka przybliża fakty historyczne na przykładzie losów zwyczajnych ludzi od których życie zaczęło nagle wymagać ogromnie dużo serwując na dokładkę wiele złych niespodzianek. 
W trakcie lektury uroniłam łzę, wpadałam w nostalgiczny nastrój, cieszyłam się jak dziecko, gdy coś pozytywnego miało miejsce. Z niecierpliwością będę czekała na ostatni tom serii, która wędruje na półkę ulubionych pozycji w mojej biblioteczce. Gorąco Wam ją polecam i zapewniam, że podbije ona Wasze serca.  



środa, 7 kwietnia 2021

Jodi Picoult "Księga Dwóch Dróg"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2021
stron 520
ISBN 978-83-8234-039-6

Śmierć, starożytny Egipt i trójkąt miłośny

Drodzy Czytelnicy mojego bloga! 
Z przyjemnością donoszę, że Jodi Picoult, jedna z moich najukochańszych Autorek, nadal pisze świetne książki, a Jej pióro ma się bardzo dobrze. Świadczy o tym najnowsza powieść, która jest naprawdę niesamowita i ma w sobie niekłamany urok. Czyta się ją naprawdę świetnie. Osobiście dałam się ponieść jej klimatowi i kilkuwymiarowej fabule od samego początku. Wiele osób przestrzegało mnie, że czytanie o śmierci, odchodzeniu i smutnym prawie, że żyjemy by umierać w dobie pandemii może mnie pokonać. Tak się jednak nie stało, a ja, choć w dość refleksyjnym czasem nastroju, dałam się ponieść emocjom i tej powieści. 

Dawn jest specjalistką od śmierci i umierania. Pracuje jako doula. Można wynająć ją by towarzyszyła osobie umierająco chorej do ostatniej chwili. Z jej wsparcia może też korzystać rodzina tej osoby. Dawn nie narzeka na brak zleceń. Jej praca jest bardzo trudna i wymagająca. Nieprzewidywalna i wyczerpująca emocjonalnie. Dawn wkłada w nią całe swoje serce i mimo woli związuje się z osobami, które stają na jej zawodowej ścieżce. A wszystko zaczęło się od choroby i odejścia jej matki, którą pokonał rak. W hospicjum poznała też mężczyznę z którym połączyło ją uczucie, dziecko i nowe życie. To stare czyli badania w Egipcie, archeologię i karierę oraz miłość do innego mężczyzny Dawn odłożyła do lamusa. Ale po latach nadszedł czas i okoliczności, które sprawiły, że kobieta udała się w sentymentalną podróż by spotkać dawną miłość i zmierzyć się z prawdą ukrytą w przeszłości. Od tej pory wszystko już stało się inne i nie było powrotu do dawnej rzeczywistości. Bo w życiu nie możemy wybierać dwa razy, nie możemy żyć podwójnie, nie możemy mieć ciastka i równocześnie zjeść ciastko! 

Fabuła "Księgi Dwóch Dróg" jest skonstruowana  na zasadzie pytania co by było gdyby? Tym samym jej Autorka podkreśla ogromną ważność wyborów w naszym życiu, których dokonujemy tysiące. Jedne są bardziej ważne, inne mniej. Każde mniej lub bardziej rzutują jednak na naszą przyszłość. Niestety nie mamy opcji być i tu i tam, robić i to i to. Nie mamy opcji funkcjonowania w dwóch światach, życia na dwóch płaszczyznach i w dwóch rzeczywistościach.
 Dawn z pewnością byłoby wtedy łatwiej. Ta bohaterka pod wpływem różnych czynników wybiera jedną z dróg, jednego z mężczyzn. Żyje w jednym świecie, ale gdzieś z tyłu jej głowy drzemie pytanie co by było gdyby wybrała inaczej. Ta kwestia ożywa w niej i mocno komplikuje życie. A czytelnik, gdy zaczyna żyć życiem Dawn, jak ja, mocno przeżywa wszystkie dylematy. Tym samym lektura gwarantuje ogrom, prawdziwe wręcz zatrzęsienie emocji i wodospad wzruszeń. Autorka skłania nas ku refleksji czy w życiu można się cofnąć wstecz, wybrać jeszcze raz inaczej, wrócić do jakiegoś ważnego dla nas punktu i ułożyć swoje puzzle od nowa. Inaczej, w inny wzór. 

Tę powieść nie połknęłam jednym ciągiem. Delektowałam się nią kilka dni. Błądziłam wokół jej fabuły myślami. Smakowałam jej przesłanie, które pewnie dręczyło niejednego z filozofów. Ta książka mocno uderzyła w najczulszą stronę mojej duszy. Pod jej wpływem sama zaczęłam szukać w moim życiu tych punktów, gdzie miałam alternatywę, gdzie rozgałęziały się moje ścieżki. Analizowałam moje wybory. Stawiałam sobie plusy i minusy. I ta czynność świetnie dopełniła lekturę, która ma swój smak i niesamowity wymiar. Nie jest to tylko jedna z wielu książek opartych na trójkącie: ich dwóch, a ona jedna. W tym tytule drzemie coś magicznego i wyjątkowego. Z pewnością uroku dodaje obecność starożytności i Egiptu sprzed wieków, który jest pełen tajemnic i mrocznych sekretów. 

Reasumując Jodi Picult nadal pisze genialnie, świetnie zrealizowała nowy, świeży pomysł na powieść, która nie jest podobna do innych jej książek. Autorka ponownie śmiało podjęła trudne tematy, zagłębiła się w strony życia od których raczej staramy uciekać myślami. Spod jej pióra wyszło kolejne, doskonałe i mistrzowskie dzieło sztuki. Zatem, Kochani, sięgajcie po tę lekturę, dajcie jej się ponieść, podejmijcie wyzwanie zmierzenia się z trudnymi kwestiami. Polecam Wam koniecznie ten tytuł. 

wtorek, 23 lutego 2021

Kasia Bulicz-Kasprzak "Skrawek pola"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 448
ISBN 978-83-8234-018-1
Seria Saga Wiejska tom I

Historia, która czaruje niczym magiczna muzyka

Stali bywalcy mojego bloga, osoby znające mój gust czytelniczy doskonale wiedzą, że moim ulubionym gatunkiem książek są sagi rodzinne. Zaczytuję się w nich od lat. Lubię gdy historia wplata się w ich fabuły. Z utęsknieniem wypatruję w zapowiedziach księgarskich tego typu książek, zwłaszcza polskich pisarzy. I tak jakiś czas temu zauważyłam, że Autorka, którą znam i lubię wydaje pierwszy tom nowego cyklu. Bez wahania wpisałam tytuł na listę książek koniecznych do przeczytania. Wiedziałam, że to będzie hit. Moja czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła. Gdy otrzymałam egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Prószyński zabrałam się za lekturę. Założyłam, że przeczytam tylko pięćdziesiąt stron i pójdę spać by nadrobić braki we śnie. Absolutnie to się nie udało. Oczy łzawiły, zegary wybijały kolejne kwadranse, a ja wciąż miałam ochotę na więcej i więcej tej opowieści. To literacka miłość od pierwszego wejrzenia. To genialna historia, która otuliła mnie swoim klimatem i przypomniała mi jedną z ukochanych lektur szkolnych. "Chłopów" Reymonta. Absolutny hit klasyki. 

Kasia Bulicz-Kasprzak zabiera nas do małej wsi na Zamojszczyźnie, do miejsca gdzie znajdują się jej rodzinne korzenie. Cofamy się do początku XX wieku. W tym czasie na świat w trzech różnych domach przychodzą trzy dziewczynki. Ich życie od początku się różni, choć one same będą się znały i sporo o sobie wiedziały. Ich losy będą jednak bardzo różne, a burzliwa historia splecie ścieżki ich życia. Czy będzie im pisana szczęśliwa dola? Czy los pozwoli im wyminąć nieszczęścia na życiowej drodze? Czy znajdą zadowolenie w życiu osobistym? Czy spełnią się ich marzenia? 

W przepiękną powieść, która powaliła mnie na kolana i wbiła w fotel, Autorka wplotła rodzinne wspomnienia. Tym samym uczyniła ten tytuł bardzo osobisty, ciekawy w odbiorze i niepowtarzalny. Czytało mi się go wyśmienicie. Byłam w fabule duchem i sercem. Moje oczy widziały tylko to, co zawarto na kartach książki. Rzeczywistość wobec ciekawej treści straciła na ostrości. Zatopiłam się, odgrodziłam od realnego świata, a ostatnia strona sprawiła, że od razu chciałabym zacząć czytanie tomu drugiego.

 Książka ukazuje wiejski styl życia, który obowiązywał wiek temu. Wieś nie była miejscem sielankowym gdzie żyło się beztrosko. To dotyczyło tylko nielicznych, którzy byli bogaci. Ogół ludności musiała na swój byt ciężko w pocie czoła pracować od rana do nocy, a i taka harówka nie gwarantowała tego, że przez okrągły rok nie zabraknie jedzenia na talerzu. Przednówki bywały naprawdę ciężkie. Ludzie mimo ciężkiej pracy tak jak od wieków ulegali pokusom, rodzili się i kochali, nienawidzili, siali plotki, pomagali sobie i ulegali zabobonom. Ich życie zaciekawia, powoduje, że z zapartym tchem śledzimy losy rodzin Lipczewskich, Połajów i ich sąsiadów. Życie wiejskiej społeczności, która składa się z prostych ludzi jest, jak się okazuje, naprawdę ekscytujące. Czyta się o nim równie emocjonująco jak o życiu sławnych celebrytów czy gwiazd. 

Tę powieść czyta się rewelacyjnie. Strona za stroną kocha się ją coraz mocniej, coraz bardziej. Jestem pod ogromnym wrażeniem przekazu Autorki, jej wspaniałego odmalowania słowami tamtych czasów, ludzkich przeżyć i perypetii. Ciekawie wykreowane postaci to kolejny wielki atut tej książki, która skradła moje serducho. Gorąco polecam lekturę. Tym, którym się spodoba tak bardzo jak mi przesyłam informację, że kolejny tom cyklu Saga Wiejska ukaże się już w połowie kwietnia. Ja na niego ogromnie czekam. 

wtorek, 9 lutego 2021

Marcin Margielewski "Modelki z Dubaju"




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 320

ISBN 978-83-8234-019-8

Seria Niewolnicy I


Piekło ukryte w atrakcyjnym pudełku i obietnicach

Być modelką, mieć pieniądze i urodę, być obiektem pożądania mężczyzn i zazdrości kobiet! Nosić drogie kreacje i biżuterię znanych projektantów, smakować dolce vita, spełniać swoje plany i mieć pracę marzeń! Która nastolatka czy młoda kobieta o tym nie marzy? A najlepiej niech ten sen spełni się w jednym z najlepszych miejsc ku temu! Ot, choćby w Dubaju - krainie pieniądzem i wystawnością płynącej, gdzie można poderwać bogatego szejka, znaleźć swojego przystojnego księcia z bajki, która ma trwać do końca życia. Współczesna wersja bajki o Kopciuszku? Można tak powiedzieć, tylko niestety ogromnie mało realna. Prawdopodobna tak, jak istnienie krasnoludków. Niestety, rzeczywistość ma tylko całkiem niezły początek, koniec często bywa tragiczny. Wręcz z horroru i piekła rodem. 

Najnowsza książka Marcina Margielewskiego, moim zdaniem najlepsza, choć każda to naprawdę coś wyjątkowego, pokazuje czym tak naprawdę jest modeling w Dubaju. W miejscu, gdzie prostytucja jest zakazana o damach lekkich obyczajów mówi się bardzo delikatnie - modelki. Co te kobiety mają wspólnego z modelkami? Urodę, piękną i zgrabną sylwetkę oraz marzenia. Niestety, marzenia, które się nie spełniają, a okazują się nierealną mrzonką. 

Wbrew pozorom prostytucja w Dubaju ma się doskonale. Wszystko działa jednak pod woalem, a seksbiznes przynosi sutenerom i alfonsom ogromne zyski. Dorabiają się na nim prawdziwych fortun, a ich "pracownice" parające się najstarszą profesją świata robią to najczęściej pod przymusem. Do zawodu trafiają zwabione podstępem, stają się niewolnicami, którym zabiera się nie tylko paszport, ale i godność, wolność oraz człowieczeństwo. Skąd takie szokujące fakty? Po pierwsze za nierząd w Dubaju grozi więzienie lub nawet kara śmierci, po drugie kobiety według islamu są z natury gorsze, nieczyste i zwykle trafiają do piekła. Religijność to tylko pozory, wielu wyznawców Mahometa korzysta z usług płatnej miłości realizując swoje nietypowe zachcianki. Skoro płacą to mogą wszystko, sposób realizacji usługi jest tylko kwestią ceny. 

Książka to prawdziwa petarda, jest mocniejsza niż spirytus. To lektura szokująca, dostarczająca silniejszych wrażeń niż najlepsza sensacja. Jej kanwą są losy Polki Moniki, która trafiła do Dubaju celem zdobycia fortuny. Zaczęła swoją "działalność" samodzielnie, ale szybko schwyciła ją w swoje macki zorganizowana grupa. Kobieta stała się ich niewolnicą, ich własnością. Musiała robić co tylko im się podobało, pracować i spełniać najbardziej ekscentryczne zachcianki. Jej życie, mimo, że zamieszkała w luksusowej willi zmieniło się w koszmar. Trauma pozostała na zawsze. Monika ze szczerością dziecka opowiada swoje perypetie, nie wstydzi się i chce, by jej doświadczenia były przestrogą dla młodych dziewczyn liczących, że przez internet, przez media społecznościowe nawiążą kontakt z szejkami, zyskają status księżniczki i będą żyły długo oraz szczęśliwie. To metoda zwabienia, rekrutacji, która wiedzie wprost do dubajskich burdeli. 

Marcin Margielewski napisał o trudnym temacie po prostu genialnie. Wyczerpał temat, przytoczył realia, ich genezę, przesłanki, które pozwalają im swobodnie funkcjonować. Idealnie pasujący język, świetny styl, mnóstwo ciekawostek to jedne z wielu atutów tego tytułu. Lektura wstrząsa, nagłaśnia poważny problem i przestrzega. Czy młode kobiety wezmą sobie to do serca? Oby, bo nie życzę nikomu by trafił do tego świata, w którym dobro jest wartością marginalną i jedynie tli się gdzieś na marginesie. Króluje przemoc, gwałt, zemsta, siła, brudne interesy - jednym słowem zło w każdej postaci. 

Publikację z całego serca polecam. Znam problematykę arabskiego świata z wielu książek. Myślałam, że ów temat mam przedstawiony i poznany wyczerpująco. Autorowi "Modelek z Dubaju" udało się mnie jednak ogromnie zaskoczyć. Panie Marcinie, wielkie i gromkie brawa za tak wspaniałą książkę. Serdecznie jej gratuluję i czekam na kolejne Pana tytuły. 


czwartek, 28 stycznia 2021

Krzysztof Pyzia "Stewardesy. Cała prawda o lataniu"

 




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 408

ISBN 978-83-8234-025-9

Być stewardesą czyli prawdy i mity o podniebnym zawodzie

Tysiące kobiet na całym globie marzy o pracy jako stewardesa. Ta profesja cieszy się szaloną popularnością również w Polsce. Gdy tylko zostaje ogłoszona rekrutacja zgłaszają się setki kobiet licząc na łut szczęścia i możliwość pracy w tym zawodzie. Na jedno miejsce zwykle przypada nawet ponad setka kandydatek. Mężczyźni są tu rodzynkami. Czy rzeczywiście warto wybrać taką drogę kariery zawodowej? Czy ta praca to same przyjemności? Czy wykonywanie tego zajęcia się opłaca? 

Książka Krzysztofa Pyzia rozwiewa wszelkie wątpliwości i pokazuje od kulis co to tak naprawdę znaczy być stewardesą. Stanowi ją szereg pytań i odpowiedzi, które Autor zadaje pracującym w tym zawodzie. Jego rozmówczynie są szczere i bezpośrednie, na zadane im kwestie odpowiadają bardzo wyczerpująco, wszelka zasłona opada, a cała prawda, nie zawsze różowa, wychodzi na jaw. 

Tekst podzielony jest na części, które od a do z wyjaśniają nam kulisy pracy pod chmurami. Jak się okazuje ma ona swoje plusy i minusy, ale nie jest wcale tak bardzo kolorowo jak głosi opinia publiczna i w trawie piszczy. 

Autor bez ogródek pyta o różne kwestie. Nie ma żadnych spraw tabu. W tytule padają pytania o proces rekrutacji i szkolenia. Zarobki, warunki pracy, jej ciemne strony. Wymagania i obowiązki. Jak się okazuje nie każdy jest w stanie podołać wszystkim wyzwaniom. Zdrowie, miła aparycja, znajomość języków, odporność na stres, oderwanie od rodziny, częste zmiany stref czasowych, bezsenność to typowe sprawy oczywiste dla każdej stewy( tak w żargonie zawodowym określa się panie wykonujące ten zawód). Praca w szczególnych warunkach pokazuje, że to równie trudne zajęcie jak fedrowanie w kopalni. Oczywiście, poszczególni pracodawcy, poszczególne linie, mają różne wymagania. Najtrudniej, ale i najbardziej opłacalnie jest latać w mundurku linii arabskich. 

Jeśli zagłębicie się w ten tytuł poznacie wiele tajemnic, sekretów i szczegółów, które niekiedy okażą się oczywiste, a niekiedy bardzo dziwne. Bo kolor rajstop może urosnąć do miary tak ważnej jak bycie trzeźwym. Bo szminka na ustach niekiedy musi być w takim, a nie innym kolorze. Bo pasażerowie mają czasem szalone pomysły, nietypowe zachcianki, ułańskie fantazje, a pracownice linii lotniczych którymi lecą muszą wykazać się jako kelnerki, opiekunki, pielęgniarki, ratowniczki czy negocjatorki. Na porządku dziennym są pod chmurami trudne sytuacje, niegrzeczni pasażerowie, pijani mężczyźni, którzy chcą umówić się koniecznie na randkę. 

Bycie stewardesą to bilet nie tylko na różne loty. To przepustka do hermetycznego świata, to styl życia, to przynależność do wąskiego grona, które pracuje w naprawdę stresujących warunkach. Czy warto? Na to pytanie musi już odpowiedzieć sobie każdy, kto chce podjąć to wyzwanie. Ta książka jest w owym temacie w stu procentach wyczerpująca i autentyczna. Czyta się ją naprawdę szybko i z wypiekami na twarzy. Nie raz maluje się na niej zaskoczenie, zdziwienie, szok. Osobiście nigdy nie marzyłam o wykonywaniu tego zawodu, lektura dosadnie mnie w tym utwierdziła. Być może dla wielu z Was będzie jednak przysłowiową kropką nad "i" i przekona, że to jest dokładnie to, czego dla siebie szukacie. 

Gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy wybierają się na rekrutacje, są mniej lub bardziej zdecydowani. Rekomenduję z całego serca, ta książka to prawdziwa petarda! Musicie ją przeczytać koniecznie!

czwartek, 14 stycznia 2021

Kelly Irvin "Syn biskupa"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 384

ISBN 978-83-8169-263-2

Gdzie dwóch rywalizuje, tam dziewczyna ma dylemat


„Syn biskupa” to drugi tom cyklu „W świecie amiszów”. W powieści poznajemy dalsze losy Lantzów, którzy przyjechali do Teksasu po opuszczeniu Tennessee. Ich pierwszy rok pobytu w nowym miejscu był trudny, pełen wyzwań, wzlotów i upadków. W czasie jego trwania wiele się wydarzyło. Leila z jednej strony tęskni, a z drugiej oswaja się z nowym otoczeniem. W jej świecie pojawia się dwóch mężczyzn, którzy zaczynają rywalizować o jej względy. W świecie amiszów, do którego należy dziewczyna, przebiega to jednak dość surowo. Nie ma czasu na typowe randki, pocałunki czy inne rozrywki. Leila ma dylemat kogo wybrać. Jesse Glick, który jest bliższy jej sercu, nie deklaruje swoich zamiarów zbyt wyraźnie i czytelnie. Poza tym opuszcza wspólnotę amiszów i zaczyna wieść inne życie. Jeśli Leila zdecyduje się zostać jego żoną, będzie musiała opuścić rodzinę i znany jej świat. Dobrowolnie skazać się na wygnanie i całkiem nową rzeczywistość. Will, kuzyn Jessego, w pozyskaniu względów dziewczyny może mieć specyficzny interes. Nie muszą nim kierować tylko uczucia, ale i troska by młoda kobieta nie opuściła rodziny amiszów. Kogo wybierze Leila?

Druga część wspaniałej, napisanej z polotem i pomysłem trylogii od samego początku przypadła mi do gustu. Bardzo szybko wniknęłam w świat ludzi, dla których życie religijne jest bardzo ważne, a reguły wyznawanej wiary są priorytetowymi drogowskazami. Ich wybory życiowej drogi nie mogą być sprzeczne z tym, w co wierzą. Leila staje więc przed bardzo trudnym zadaniem. Jej rozdarcie i wahanie są fundamentem, na którym opiera się fabuła książki. Młoda dziewczyna wychowana w surowych warunkach, oderwana przez swoją społeczność od realnego świata wkracza w rzeczywistość innej niż amisze społeczności. Nieśmiało poznaje innych ludzi i obce realia. Odkrywa nieznane, czasem jeszcze broni się przed tym, czego nie zna. Swoją postawą budzi sympatię czytelników.

Autorka bardzo ciekawie opisuje tło, w jakim dzieje się akcja książki. Interesująco też wykreowała sylwetki swoich bohaterów. Są oni tylko pozornie podobni. Tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Jego treść skłania do refleksji odnośnie religii i sposobów wyznawania tej samej wiary. Rodzi się pytanie, co tak naprawdę jest w tym aspekcie ważne – treść, w którą wierzymy czy forma, w jakiej oddajemy tej wierze cześć?

Seria Kelly Irvin promuje szacunek ludzi wobec siebie. Choć możemy być inni, choć możemy obrać różne życiowe drogi, choć różnymi ścieżkami dążymy do tego samego celu, powinniśmy nade wszystko i zawsze okazywać sobie szacunek i być wobec siebie tolerancyjni. Wszelkie podziały, ostracyzm czy segregacja nie służy nigdy niczemu dobremu. „Syn biskupa” to lektura, którą czyta się szybko i przyjemnie. Promuje ona wartości rodzinne, traktuje o zwyczajnym życiu, a zarazem pokazuje wyjątkowość szarej codzienności i jej uroki. Autorka docenia przyjaźń, serdeczność wobec bliźnich, a robi to, pisząc wspaniałym językiem i dobrym stylem. To idealna pozycja na chwilę oddechu od codzienności, świetna książka na długi zimowy wieczór. Gorąco polecam.

niedziela, 10 stycznia 2021

Beata Sabała-Zielińska "Pięć Stawów. Dom bez adresu"

-


Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020
stron 352
ISBN 978-83-8169-335-6

Jest takie miejsce w Tatrach...

Tatry, najwyższe, a według wielu najpiękniejsze polskie góry mają wiele walorów. To klimat, widoki, fauna i flora, historia, folklor, legendy. Mają one także klimatyczne miejsca, do których po prostu chce się wracać i które przyciągają jak magnes. Dla wielu osób są nimi schroniska. Wśród nich wyjątkowe miejsce zajmuje najwyżej położone schronisko górskie w Polsce. Wtajemniczeni mówią o nim Pięcistawy. Dla laików dodam, że chodzi o schronisko PTTK położone na wysokości 1671 metrów n.p.m. Ten charakterystyczny budynek, który powstał w latach 1947-1953 nie ma adresu. Nie jest położony przy żadnej ulicy, ani nie ma numeru. A jednak kojarzy go bez problemu tak wiele osób! Zagościłam w tym miejscu dzięki lekturze publikacji napisanej przez samą Beatę Sabałę-Zielińską i swoje wrażenia z lektury właśnie Wam opiszę.

Tatry po raz pierwszy ujrzałam jako ośmiolatka. Pobiły moje serce i to kilka razy. Na początku jako góry, potem jako przedsmak Himalajów, gdzie można próbować sił we wspinaczce. Zawsze uważam schroniska jako miejsca wyjątkowe. Takie z duszą, inne niż przeciętne hotele czy pensjonaty lub miejsca ,gdzie można się posilić. Tam trafiają ludzie w drodze, wędrujący i to wędrujący po górach. Pewnie ktoś zapyta co w tym niezwykłego? Ano to, że góry zmieniają nas, którzy ich kosztują. Ci zaś, którzy prowadzą owe przybytki to ludzie kochający swoją pracę, traktujący ją jak pasję, władający w nią całe serce. Tego nie da się robić tylko dla pieniędzy. Żyjąc z dala od cywilizacji i osad ludzkich staje się wobec majestatu natury, która coś - np. wygodę odbiera, ale i wiele w zamian daje. I ta prawda sprawdziła się wobec Pięciostawiańskiego Schroniska. Gospodarzą w nim od lat członkowie klanu Krzeptowskich. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są "klucze" gospodarskie do tego obiektu. A jest ona naprawdę wyjątkowy. 

Prowadzenie tego miejsca jest rodzinną tradycją. Zadanie nie jest takie łatwe, bo do schroniska nie prowadzi żadna droga. Tylko szlak, który nie zawsze jest możliwy do przejścia. To miejsce położone wysoko w górach, więc warunki dyktuje tu natura. Trzeba się z nią pogodzić i oddać palmę pierszeństwa. Tu wszystko trzeba dostarczyć i nie ma tradycyjnej dostawy na telefon. Tu życie mocno naznaczają pory roku i pogoda. Tu cywilizacja dociera jak przez mgłę. Tu czas biegnie inaczej. Z tym miejscem związani są niesamowici ludzie, którzy mają we krwi górskiego bakcyla. 
Ta lektura porwała mnie od samego początku. Autorka przedstawiła historię powstania tego obiektu, jak i dzieje góralskiej rodziny, która go od lat prowadzi. Z tekstu dowiadujemy się jak rok po roku to miejsce się zmieniało, jak wyglądało w niż życie kilka czy kilkadziesiąt lat wstecz. Pracownicy i gospodarze schroniska, jego goście, wyjątkowe wydarzenia, czasy wojny i pokoju, akcje ratownicze, zwyczajna turystyczno-górska codzienność. Anegdoty, ciekawostki, zabawne i smutne zdarzenia. To wszystko jest niczym wielobarwna, arcyciekawa mieszanka, która budzi wyobraźnię. W trakcie lektury zdarzyło mi się odkładać książkę i oglądać w internecie filmy z tego miejsca i jego okolicy. To w doskonały sposób uzupełniało lekturę, która bardzo szybko mną zawładnęła. Czytałam ją błyskawicznie, a każda przeczytana strona zachęcała do planów odwiedzenia tejże tatrzańskiej doliny i owego miejsca. 

Książka Beaty Sabały-Zielińskiej to pozycja obowiązkowa na liście wszystkich miłośników Tatr. Jest rewelacyjnie napisana. Język i styl doskonale oddają klimat, a historia wręcz czyta się sama. To były wspaniałe minuty z książką w ręku, który przypomniały mi, że tęsknie za Tatrami i powinnam je jak najszybciej odwiedzić. Gorąco polecam. 

piątek, 4 grudnia 2020

Laila Shukri "Uciekłam z arabskiego burdelu"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 368

ISBN 978-83-8169-370-7

Za drzwiami świata rozpusty

Świat arabski, świat wyznawców islamu wydaje nam się bardzo tajemniczy, a zarazem dziwny. Oficjalnie prostytucja jest tam zabroniona, zakazana i zagrożona słonymi karami, a pozamałżeńskie stosunki intymne są "haram". Mimo tego na Bliskim Wschodzie funkcjonuje wiele przybytków seksualnych rozkoszy, gdzie mężczyźni mogą korzystać z usług i spełniać swoje najbardziej dziwne czy wyuzdane zachcianki. Dla bogatych szejków niemożliwe nie istnieje, prawo zawsze można odejść. Zwykli obywatele też mogą odnaleźć różne furtki by ominąć surowe zakazy. Okazuje się więc, że pozory w świecie arabskim mają się znakomicie, a seks biznes przynosi krociowe zyski.

Skąd zatem biorą się seksualne pracownice w burdelach? Niektóre kobiety trafiają tam z własnej woli skuszone krociowymi zarobkami i chęcią zakosztowania luksusowego życia. Inne są tam zniewolone i wbrew własnej woli zwabione podstępem. Sprzedane jak towar. Handel kobietami i dziećmi na Bliskim Wschodzie funkcjonuje bardzo prężnie. Jest dochodowy i kryją się za nim prawdziwe dramaty setek istot. Jedną z takich historii opisała w swojej najnowszej książce Laila Shukri. 

Tytuł zawiera dalsze dzieje Julii, którą czytelnicy znają z kart powieści "Byłam kochanką arabskich szejków". Młoda, atrakcyjna Polka niewłaściwie ulokowała swoje uczucia. Jej wybranek, Turek o imieniu Tarek rozkochał ją w sobie, a potem zaprosił na luksusowe wakacje w Dubaju. Po przyjeździe na miejsce bajka się skończyła. Julia trafiła do burdelu i musiała pracować jako dziwka. W trakcie pewnej szalonej zabawy na jachcie szejka poprosiła pewną rodaczkę o pomoc. W jej brudnym i nieszczęśliwym życiu pojawił się Steven, który miał ją wyrwać z szpon gangu. Taka akcja wymagała nie lada odwagi i trudu. Czy miała szansę się udać? Ponoć takiej mafii uciec nie można. Jej macki znajdują swoje ofiary wszędzie. Czy Julia uwolniła się z piekła do którego niezasłużenie trafiła? 

Historia, którą skończyłam czytać tego poranka mrozi krew w żyłach. Czytałam ją przerażona tym, co dzieje się w miejscu, które jednoznacznie kojarzy się z luksusem i niesamowitym bogactwem. Jak się okazuje ma swoją brudną, przerażającą odsłonę, za którą kryją się ludzkie tragedie. Czytałam tę lekturę z wielkim wzruszeniem, przerażeniem w oczach. Byłam zszokowana, otulona atmosferą strachu. Odebrałam treść bardzo osobiście, a lekturze towarzyszyły ogromne emocje. Było ich tak dużo, że musiałam przerywać czytanie, by ochłonąć, zaczerpnąć powietrza, uspokoić się. Autorka opisując konkretną historię porusza ogromne problemy, które niestety funkcjonują na Bliskim Wschodzie. Chodzi o handel ludźmi, małżeństwa na chwilę tzw. letnie, porywanie ludzi od których pobierane są organy do przeszczepów. Niestety, niekiedy obrzydliwie bogaci ludzie szukają nietypowych rozrywek kosztem innych, zwłaszcza kobiet i dzieci. Te, w nielegalnych jaskiniach rozpusty traktowane są jak przedmioty. I o tym bezpośrednio mówi główna bohaterka. Zmuszona do nierządu popada w szpony alkoholu, traci szacunek do siebie, pojawiają się u niej problemy z psychiką. Zachcianki szejków budzą delikatnie mówiąc niesmak i obrzydzenie. Książka wyraźnie pokazuje jak traktowane są często kobiety w krajach arabskich. Mroczne tajemnice Bliskiego Wschodu XXI dzięki książce Laili Shukri budzą grozę, a tytuł niech będzie przestrogą przed pokusami życia w ramionach arabskich szejków. To nie miejsce, gdzie można szukać miłości. Luksus, nawet ten na najwyższym poziomie, też może mieć smak piołunu. 

Lektura bardzo mi się podobała. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autorka odważnie poruszyła tematy o których świat milczy. Niewygodne kwestie niestety schodzą do podziemia. Głosy rozpaczy są tłumione. Nie można zamieść takich spraw pod dywan. Międzynarodowe służby powinni wspólnie działać dla dobra poszkodowanych. 

Podsumowując ważna i odważna książka. Elektryzująca i odkurzająca niewygodną prawdę. Świetnie napisana, pełna wielu informacji. Piękna okładka, dobra treść, ogrom emocji. Na długo zapadnie w moją pamięć. Serdecznie polecam. 

piątek, 20 listopada 2020

Laila Shukri "Perska kobiecość"

 




Wydawnictwo Prószyński i S-ka 

data wydania 2020

stron 440

ISBN 978-83-8169-287-9

W raju też bywają kłopoty

Od wielu lat jestem miłośniczką powieści związanych ze światem Orientu i utrzymanych w arabskich klimatach. Chętnie zagłębiam się w lektury, które pokazują tamtą rzeczywistość, która na pierwszy rzut oka może wydawać się wielu kobietom idealna, kusząca i przypominająca bajkę.

Laila Shukri to pseudonim Polki, która napisała już kilkanaście książek. Ich tematyka oscyluje wokół Bliskiego Wschodu, a głównymi bohaterkami są kobiety. Cykl „Perska miłość” składa się już z sześciu książek. Najnowszą z nich jest „Perska kobiecość”, która skupia się na losach Joanny. Polki, która poślubiła bogatego biznesmena z Kuwejtu. Wiedzie ona życie w luksusie, jednak nie czuje się szczęśliwa. Jej małżeństwo jest dalekie od ideału, a ona sama po latach żywi wobec męża diametralnie inne uczucia niż w dniu ślubu. Ali ją zawiódł, zdradził i rozczarował. Życie utrudniły także kłopoty z dziećmi, z których najstarsza córka przeżyła piekło, po tym, jak związała się z terrorystą i zwolennikiem ISIS. Joanna podczas wakacyjnego pobytu na Bali poznała mężczyznę, w którym się zakochała bez pamięci. Przerażona ogromem miłości i tym, czego może dokonać jej rozsierdzony małżonek, bez pożegnania opuściła ukochanego. Los i przeznaczenie pozwoliły im jednak na ponowne spotkanie. Czy tym razem Joasia pójdzie za głosem serca i będzie miała odwagę zawalczyć o nową miłość? Jak poradzi sobie po przejściach jej córka Sara? Czy kłopoty w raju wreszcie się skończą?

Kolejna powieść Laili Shukri to wspaniała książka, która sprawiła, że błyskawicznie oderwałam się od rzeczywistości. Zabiera nas do Kuwejtu, Dubaju i na niesamowitą wyspę, jaką jest Bali. Akcja książki nie jest zbyt szybka, ale dzięki temu mamy okazję poznać rozterki kobiety, którą związek, na pozór idealny, rozczarował i okaleczył. Powieść pokazuje smutną i brutalną prawdę. Pieniądze nie są gwarantem uczuciowego szczęścia. Bogactwo tworzy nad związkiem złudną ochronę parasola, który owszem ułatwi życie, ale go nie osłodzi. Joanna wpadła w swoim małżeństwie w pułapki, które okazały się kratami złotej klatki. Czytając, byłam ogromnie ciekawa jak potoczą się jej losy. Kolejne strony przewracałam z zaciekawieniem i z rumieńcami na twarzy. Zakończenie, które jest zdecydowanie najmocniejszym punktem książki, wbiło mnie w fotel. Autorka zastosowała fortel, którego się kompletnie nie spodziewałam. Odkładając książkę na półkę, byłam nieco zła, że na dalszy ciąg przyjdzie mi trochę poczekać.

Powieść czyta się lekko i przyjemnie. Autorka stawia jednak ważne pytanie o to, co jest dla kobiety w życiu najważniejsze. Podsuwa pod rozważanie kwestię, która skupia się na tym, co jest fundamentem szczęścia w każdym związku. Jak się okazuje, cenniejsze niż bogactwo jest jednak uczucie, szacunek, przyjaźń, zrozumienie, wsparcie, które sprawia, że wyrastają skrzydła.
Była to niezwykle udana podróż do egzotycznego raju, pełna realnego życia i problemów, z którymi borykają się kobiety z całego świata. Polecam.


poniedziałek, 16 listopada 2020

Lucyna Olejniczak "Apteka pod Złotym Moździerzem. Obca"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020 
stron 720
ISBN 978-83-8169-297-7

Prequel jakich mało

Prequel kojarzył mi się z twórczością zagranicznych twórców. Nie czytałam do tej pory żadnego prequelu rodzimego pisarza. I nagle jako zagorzała fanka cyklu "Kobiety z ulicy Grodzkiej" przeczytałam, że Pani Lucyna Olejniczak napisała tego typu dzieło i będzie ono składało się z dwóch tomów. Na buzi zagościł uśmiech radości. Nowina, że znów zatopię się w klimat tej serii wprawiła w zachwyt. No i doczekałam się. Jestem po lekturze pierwszego z dwóch tomów, a dodam, że to dość gruba książka, której czytanie to prawdziwa przyjemność i czytelnicza uczta. 

Przenosimy się do Galicji. Polski nie ma na mapie świata. Jest rok 1831. Pod koniec września w małej wsi Bartkowice zapanowała zaraza. Przyniesiona przez wojska rosyjskie z Krymu choroba doprowadziła do izolacji tejże miejscowości. Jej mieszkańcom zabroniono opuszczania tego miejsca, które otoczono kordonem wojsk. Ludzi żyjących do tej pory spokojnie spisano na straty. By ocalić siebie i swoje nienarodzone dziecko jedna z mieszkanek Bartkowic postanowiła przekupić żołnierzy i uciec. Młoda kobieta będąca w ósmym miesiącu ciąży postanowiła posłużyć się mocą gorzałki i udać się do dworu w którym kiedyś służyła. Plan się udał, ale byli chlebodawcy odmówili Agnieszce pomocy. Głodna, zziębnięta i zrozpaczona miała jednak w tarapatach sporo szczęścia i trafiła do podkrakowskiego klasztoru sióstr benedyktynek. Tam znająca się na ziołach i leczeniu nimi kobieta znalazła dach nad głową, wikt i opierunek. Tam przyszło na świat jej dziecko. Córka, która okazała się zgodnie z przepowiednią zielarki osobą nietuzinkową i zdolną. Magda była dzieckiem żywym, odważnym i łaknącym wiedzy. W klasztorze odebrała dobrą edukację. Gdy osiągnęła odpowiedni wiek ksienia postanowiła odesłać ją do Krakowa pod opiekę swojego brata. Magda wyruszyła w nieznane by rozpocząć dorosłe życie. Pierwsze chwile w dużym mieście okazały się nieco trudne, ale sprytna i ciekawa świata dziewczyna szybko zadomowiła się w grodzie Kraka. Tam spotkało ją bardzo wiele przygód. Jeśli jesteście ciekawi jej losów koniecznie sięgnijcie po powieść, która na pewno zrobi na Was ogromne i pozytywne wrażenie oraz z łatwością podbije Wasze serce.

Cóż napisać o lekturze, o której słowo genialna to za mało? Jak właściwie oddać jej wybitny kunszt, klimat i piękno? Od samego początku zapisane przez Autorkę słowa przyjemnie mnie otuliły i zabrały do świata w kolorze sepii, w którym nie ma internetu i telefonów, nie ma na mapie świata Polski, ale żyją w nim dwie nietuzinkowe kobiety, które błyskawicznie skradły moje serce. Do obu poczułam ogromną sympatię i nić porozumienia. Bo owe bohaterki okazały się duszami nieustraszonymi, mężnymi, którym niestraszne spore tarapaty i kłopoty. Miały one w sobie coś zawadiackiego, coś z lwiej natury co pozwoliło im przetrwać i wyjść z podniesioną głową z różnych sytuacji. Zatapiając się w ich życie, ich perypetie, ich koleje losu straciłam poczucie czasu. Zapomniałam, gdzie się znajduję, bo odpłynęłam w tamte czasy. Rozstanie z książką, powrót do rzeczywistości był jednak nieunikniony i bolesny. Osłodził go fakt, że przecież przede mną jeszcze czytanie drugiego tomu, który oby ukazał się jak najszybciej.

Lucyna Olejniczak genialnie odwzorowała słowami odległe czasy. Autorka w swoim umyśle wykreowała wspaniałą historię, którą idealnie przeniosła na papier. Fabuła książki jest przemyślana, pełna zwrotów, a fakty historyczne zwinnie łączą się z tymi, które narodziły się w wyobraźni Pisarki. Efektem jest powieść od której ciężko się oderwać, a która czyta się na jednym wdechu. 
Jej bohaterowie są namacalni, prawdziwi, wywołują emocje, dają się lubić niczym dobrzy znajomi. Błyskotliwe dialogi dodają błysku. Nienużące opisy idealnie obrazują tło w którym rozgrywa się akcja. I tak bardzo łatwo oczami wyobraźni widzimy galicyjską wieś, benedyktyński klasztor czy ulice Starego Miasta w Krakowie, które są jedyne w swoim rodzaju. Tę powieść chłonęłam zachwycona, z rumieńcami i nieobecnym wyrazem na twarzy. Domownicy wiedzieli co za tym idzie, nikt nie śmiał przerwać mi lektury. Przeczytałam ją w dwa popołudnia i wieczory. To były wyjątkowe chwile i emocje. Lekturę polecam tym, którzy znają już cykl Kobiety z ulicy Grodzkiej i tym, którzy o nim jeszcze nie słyszeli. To przednia książka, która zasługuje na wielkie brawa. Otulcie się ciepłym kocykiem, otulcie się aromatem gorącego kakao i dajcie się zabrać do Galicji. Przygotujcie się na wyjątkowe chwile. Zaczytajcie się, zrelaksujcie i posmakujcie fenomenalnej prozy. Gorąco zachęcam. 

środa, 2 września 2020

Natalia Bieniek "Dom sekretów"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020 
stron 448
ISBN 978-83-8169-320-2

W pajęczynie sekretów i tajemnic

Uwielbiam obyczajówki, których fabuła rozgrywa się w różnych wymiarach czasowych. Kocham książki, które w swojej treści zawierają zagadki, sekrety i tajemnice. Przepadam za powieściami, których lektura jest jak rozplątywanie zamotanych nici. Dreszcz i emocje, które temu towarzyszą są moim zdaniem wyjątkowe i dają tak wiele czytelniczej frajdy, tak niesamowite doznania. W tego typu książkach, by były one rewelacyjne, ważne jest połączenie szczegółów w misterną całość. Jestem zdania, że by wszystko zagrało jak należy Autorzy muszą sporo się napracować. Efekt jest jednak warty mozołu, bo w takim przypadku o takich literackich perełkach się nie zapomina. 
Tak właśnie jest z książką Natalii Bieniek. 

Filip, młody mężczyzna otrzymuje w spadku po ciotce mieszkanie. Znajduje się ono w starej kamienicy w centrum Łodzi. Przed śmiercią starsza pani usilnie go prosiła by w trakcie późniejszego remontu odszukał pewien skarb ukryty w ścianie. 
Dorota ma w kieszeni tytuł magistra historii na uniwersytecie. Równocześnie ma dość mieszkania z rodzicami i nadskakiwania oraz nadopiekuńczości swojej matki. Postanawia wyprowadzić się z rodzinnego domu i znaleźć coś niedrogiego do wynajęcia w centrum miasta. Śledząc ogłoszenia trafia do sąsiadki zza ściany Filipa i u niej wynajmuje pokój za niewielką opłatą. W trakcie remontu Filip rozbija dosłownie i w przenośni ścianę,  dochodzi wtedy do niewielkiej katastrofy. On trafia do szpitala, a jego sąsiadka wraz ze swoją współlokatorką zabezpieczają pewną skrzynkę. Oprócz tego okazuje się, że w ścianie od wielu lat znajdują się zamurowane szczątki ludzkie. Tak wiele zdarzeń to jednak pestka. To dopiero początek lektury, której poznanie jest niczym jazda rollercosterem. Tsunami emocji właśnie zaczyna działać...

Powieść Natalii Bieniek przykuła mnie do fotela. Zabrała w piękną, tajemniczą i otulającą emocjami podróż do Łodzi. Tej współczesnej i tej w kolorze sepii. Fabuła okazała się niczym barwna mozaika, która składa się z wielu elementów. W trakcie czytania czułam się jakbym układała składające się z wielu elementów puzzle. Powoli, z każdą przeczytaną stroną, odsłaniał się interesujący rysunek. Przez scenę powieści przewija się cała masa postaci, a każda z nich ma nam "coś do powiedzenia" i urozmaica tę pełną przeróżnych niespodzianek historię. 
Powieść czyta się przyjemnie i z ciekawością. Autorka sięgnęła do historii swojego rodzinnego miasta i poprzez losy wymyślonych osób opowiedziała nam dzieje wyjątkowego miejsca na mapie Polski. 
Wartka i szybka akcja pobudza czytelniczą wyobraźnię, opisy nie są nużące, a w fabule ciągle coś się dzieje, coś zaskakuje, coś przykuwa uwagę. 
Jeśli na jesienny wieczór potrzebujecie książki z którą będziecie się mogli zrelaksować to z czystym sumieniem zajrzycie do "Domu sekretów". Nie poczujecie się rozczarowani, a miłe spędzenie czasu jest gwarantowane. Przy okazji książka wyzwoli w Was refleksje czy warto wracać do przeszłości, która już minęła, czy trzeba rozwikływać dawne tajemnice i czy z perspektywy czasu warto poświęcać myśli temu, co już dawno pokrył kurz przeszłości. 
Polecam lekturę i jestem pewna, że wielu z Was się w niej zaczyta na amen. 

piątek, 21 sierpnia 2020

Francesa Paci "Miłość w Auschwitz"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 208
ISBN 978-83-8169-328-8

O miłości, która narodziła się w centrum piekła

Miłość to najpiękniejsze z uczuć jakie dane jest człowiekowi. Nie każdy ma okazję w ciągu życia poznać jego prawdziwy smak. O miłości napisano bardzo wiele. Najpiękniej o miłości napisał chyba Święty Paweł. Według niego miłość jest łaskawa, cierpliwa i nie szuka swego. Miłość jest także nieprzewidywalna. Przychodzi kiedy chce, dotyka kogo chce. Często pojawia się nieproszona, zjawia się kiedy nie jesteśmy na nią gotowi. Rodzi się, bo chce i za nic ma to, co dzieje się wokół zakochanych. Tym samym potwierdza, że dla miłości nie ma rzeczy niemożliwych. 
Miłość przychodziła zaproszona i wyczekana, miłość rodziła się też na świecie w czasach, gdy glob stawał się istnym piekłem. Dowodzi tego pewna historia spisana przez Włoszkę, Francescę Paci, która przenosi nas do okresu trwania II wojny światowej. 

Jej bohaterami są więźniowe obozu koncentracyjnego, których połączyło szaleńcze uczucie. Polski więzień polityczny Edward Galiński trafił do Auschwitz jako siedemnastoletni chłopak po aresztowaniu wiosną 1940 roku. Znalazł się tam w pierwszym transporcie więźniów. W obozie pracował w ślusarni. 
Mala Zimetbaum była od niego o 5 lat starsza. Jej rodzina pochodziła z Brzeska niedaleko Krakowa. Zimetbaumowie wobec represji i złego traktowania Żydów wyemigrowali w trosce o swoje bezpieczeństwo do Belgii. Zamieszkali w Antwerpii. Mala trafiła do KL po aresztowaniu w 1942 roku. Dzięki znajomości kilku języków dziewczyna w obozie znalazła zajęcie jako tłumacz i pracownik biurowy. Nie kolaborowała jednak z wrogiem, a działała jako bojowniczka w ruchu oporu. Mala była dobra i litościwa. Pomagała każdemu, komu tylko mogła. 
Mala i Edek poznali się na przełomie 1943 i 1944 roku. Ich miłość wybuchła na przekór wszystkim i wszystkiemu. Ich uczucie było silne i głębokie. 
Para zaplanowała ucieczkę z piekła. Stało się to 24 czerwca 1944 roku. Symulowali w przebraniach essesmana i robotnicę. Uciekali w kierunku południowym. Chcieli dotrzeć na Słowację, gdzie kobieta miała krewnych. Niestety na wolności spędzili tylko 13 dni. Tylko tyle mogli cieszyć się wolnością i miłością. 7 lipca zostali zatrzymani. Rozpoznano ich i trafili ponownie do Auschwitz. Oboje skazano na śmierć a przed nią na potworne tortury.

"Miłość w Auschwitz" to bardzo smutna historia, która zdarzyła się naprawdę. Po młodych, odważnych ludziach została jednak pamięć i wspomnienia, które spisano, a tym samym utrwalono i zachowano dla kolejnych pokoleń. 
Książka Francesci Paci jest niesamowita. Czyta się ją z ogromnym wzruszeniem, ale podziwem dla dwojga młodych ludzi, którzy mimo tego, że znaleźli się w piekle i niewoli nie dali się zniewolić. Nie utracili godności i człowieczeństwa i mieli siłę walczyć o swoje szczęście. To książka opowiadająca historię prawdziwą o miłości, która nie kończy się szczęśliwie. Nie ma happy endu, ale tytuł pokazuje siłę uczucia, które los podarował na przekór złu jakie opętało świat. Nie miałam pojęcia o tej parze, choć do tej pory przeczytałam wiele książek o Auschwitz. Zagłębiając się w treść płakałam, a lekturę musiałam przerywać. Było mi smutno, była zła na los, miałam do niego pretensje, że nie dał tej dwójce szansy doczekania do końca wojennej zawieruchy. 
To trudna książka, to wymagająca lektura. Polecam ją tym, którzy nie boją się cofnąć w czasie i trafić do obozowego piekła. Tytuł pozwala docenić wolność, możliwość oddychania pełną piersią i kształtowania swojego losu. Książka pozwala uwierzyć w miłość, tę prawdziwą. 
Przeczytajcie, oddajcie hołd tym czytaniem ludziom, którzy nie bali się kochać w samym centrum piekła. 

Książkę "Miłość w Auschwitz" możecie kupić pod linkiem

wtorek, 21 lipca 2020

Marcin Margielewski "Tajemnice hoteli Dubaju"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 336
ISBN 978-83-8169-306-6

Hotelowe sekrety w wersji luksusowej

Nikt nie potrafi pisać tak bardzo fascynująco o arabskim świecie, jak Marcin Margielewski. Najnowsza książka tego autora zaprasza nas do Dubaju. Miejsca na świecie, które kojarzy się z egzotyką orientu i niewyobrażalnym luksusem. Dubaj jest pod wieloma względami jedyny w swoim rodzaju. To turystyczna mekka, czwarte na świecie miasto najchętniej odwiedzane przez turystów. Większość jego mieszkańców to obcokrajowcy. To tu kwitnie życie biznesowe i zawierane są gigantyczne transakcje. To tu wyznawcy islamu mogą odetchnąć nieco swobodniej i zażyć przeróżnej rozrywki. Nic więc dziwnego, że baza hotelowa jest w Dubaju ogromnie rozbudowana. Wiele z hoteli świadczy usługi na najwyższym światowym poziomie. Ceny najtańszych pokoi rozpoczynają się od kwoty kilkuset dolarów za jedną noc. Ceny apartamentów są zdecydowanie poza możliwościami nie tylko przeciętnych ludzi, ale i klasy średniej. Jest to miejsce, gdzie płynne złoto tryska z ziemi, a pieniądze mają nieco inny wymiar dla wielu krezusów.
Dubajskie hotele oprócz swoich standardów mają oczywiście także sekrety. Niektóre z nich są bardzo szokujące, a hotelowe pokoje czy korytarze są świadkami łamania prawa. Popełniane są tam także przestępstwa zagrożone najwyższymi karami. To może szokować, ale prawda bywa czasem bardzo makabryczna, tragiczna i przerażająca. Jeśli chcecie poznać tajemnice jednego z najbardziej eleganckich miejsc do nocowania nie tylko pod dubajskim niebem, zapraszam do lektury książki, która na długo zostanie w Waszych głowach i przyprawi o dreszcze.
Przewodnikiem po hotelu Al Jannah jest pracujący w nim konsjerż Samir, który dla hotelowych gości jest jak współczesny dżin, jak złota rybka z bajki. Jego głównym zadaniem jest spełnianie wszelkich zachcianek bogatych gości, czasem nawet tych, które przekraczają granice ustanowione przez prawo. Jesteście zszokowani? Tak, konsjerż to taka osoba, która musi się zwykle nieźle nagimnastykować, nagłowić i mieć szerokie kontakty w półświatku, a wszystko po to, by bogacze czuli się zadowoleni i zaspokojeni. Trzeba przyznać, że ich zachcianki są niekiedy bardzo, bardzo kosztowne i nietypowe.
Samir urodził się w ubogiej rodzinie. Znał smak biedy i niedostatku. Swoją karierę zawdzięcza intelektowi, ciężkiej pracy i sporemu fartowi, którego los mu nie poskąpił. Dzięki temu przeszedł w zawodowej drabinie różne szczeble kariery, Zaczynał od gorszych stanowisk i pracy za o wiele mniejsze pieniądze. W końcu dotarł na sam szczyt. Osiągnął wszystko w swoim fachu, doceniono go prestiżową nagrodą Złotych Kluczy. Tym samym znalazł się na zawodowym Olimpie dostępnym dla wąskiej elity.
Samir o swojej pracy i życiu hotelu, w którym pracuje, opowiada z pasją i wielką przyjemnością. Jego profesja, choć bardzo dochodowa, nie jest łatwa. To zawód stresujący, wyczerpujący i wymagający ekwilibrystyki. Balansowania na krawędzi, z której łatwo spaść w przepaść. Wymagający zdolności negocjacyjnych i dyplomacji. Samir czuje się jednak w tym jak ryba w wodzie. Łatwo odkryć, że lubi swoje zajęcie i oddaje mu się bez reszty.
Co zatem kryją takie jak Al Jannah przybytki luksusu? Zbrodnie, ekscesy, przestępstwa. Wyuzdane zachcianki i perwersyjne gusta seksualne. Świat ociekający złotem i grubymi pieniędzmi wcale nie błyszczy tak mocno, jakby się zdawało. Jest czasem bardziej brudny niż slumsy, bardziej odrażający niż najgorsze dzielnice cieszące się złą sławą. Wielu osobom z kasty najbogatszych tego świata wydaje się, że pokaźny portfel stawia ich ponad wszystko i wszystkich. Zapatrzeni w pliki najwyższych nominałów zapominają, że nie wszystko im wolno.
Po lekturze tej publikacji zapewne wielu z was przejdzie ochota na spędzenie w takim miejscu choćby doby. Stwierdzicie, że albo nie warto, albo są ciekawsze miejsca. Nie zdziwię się, jeśli rzesza czytelników okaże się zniesmaczona pomysłami i planami bogaczy, które delikatnie mówiąc, często mają niewiele wspólnego z dobrym gustem, czy smakiem.
Kultura arabska jest inna niż europejska, a zakłamanie osiąga w takim miejscu naprawdę szczyty możliwości i kreatywności. Reasumując, po tej lekturze czar otulający luksusowe dubajskie hotele pryska jak bańka mydlana, a złoto przestaje świecić urzekającym blaskiem i okazuje się bardziej matowe niż tombak.
Książka jest wspaniale skonstruowana. Pełna niespodzianek i trzymająca w ogromnym napięciu. Sceny mają wspólne tło z sensacją, kryminałem czy thrillerem. Nie brakuje mocnej erotyki. Każdą stronę czyta się z niekłamaną przyjemnością i ciekawością. Tym, którzy lubują się w opowieściach z krainy Bliskiego Wschodu, ta książka ogromnie się spodoba. Tytuł obala, ale i potwierdza wiele mitów. Zabiera nas do świata, który jest niczym tania błyskotka. Ma swoje drugie, wręcz kiczowate oblicze. Pod luksusowym opakowaniem kryje się bowiem brudna prawda i sceny typowe dla świata pospolitych rzezimieszków. Czy multimiliarderzy grzeszą inaczej? Niestety, tak samo, tylko mają broń w postaci swoich kont.
Świetna lektura na letni wieczór, na wakacyjny dzień na plaży, na urlopowy weekend. Gorąco polecam nie tylko tym, którzy lgną do świata niczym z baśni tysiąca i jednej nocy, gdzie wszystko ocieka złotem.

niedziela, 15 grudnia 2019

Laila Shukri "Jestem nieletnią żoną"



Wydawnictwo Prószyński
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-8169-194-9

Ślubny welon zamiast lalki

W Polsce, podobnie jak i w Europie, nastoletnie dziewczynki mogą spokojnie smakować dzieciństwo i młodość. Uczęszczać do szkoły, beztrosko cieszyć się życiem i swobodą, dorastać pod skrzydłami rodziców, będąc objętymi prawną ochroną. Nie wszędzie na świecie taka normalna, jak nam się wydaje, sytuacja ma miejsce. Są kraje, gdzie nastolatka jest świetnym materiałem na żonę i może być dla rodziny obiektem transakcji finansowej, pozwalającej zarobić sporą kwotę pieniędzy. Tak jest na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza po wybuchu wojny w Syrii. Tam dorastająca dziewczynka nie musi być uczennicą, nie musi zdobywać wiedzy i nie ma często prawa do swobodnej edukacji. Gdy jej rodzina postanowi, że czas jej na opuszczenie rodzinnego domu i zmianę stanu cywilnego, musi już na zawsze odłożyć podręczniki do lamusa i zacząć dorosłe życie. Stać się kobietą, choć nie jest jeszcze na to gotowa. Ani psychicznie, ani fizycznie. Mąż będzie od niej wymagał zajęcia się domem, powinności seksualnych i rodzenia dzieci. Ani jego, ani jego rodziny nie będzie obchodziło to, że nieletnia żona będzie przeżywała dramat.
Dla wielu z nas te fakty wydadzą się szokujące, ale takie historie zdarzają się naprawdę i to często. Tak mówią bezlitosne statystyki, taką historię opowiada w swojej najnowszej książce Laila Shukri, pisząca pod pseudonimem Polka, która doskonale zna realia arabskiego świata i panujących w nim praw oraz obyczajów.
Tytuł „Jestem nieletnią żoną” to dzieje dwunastoletniej Salmy, która wraz z rodziną mieszkała w Jordanii. Gdy ją poznajemy, jest zdolną uczennicą, która marzy o dalszej edukacji i zostaniu w przyszłości lekarzem. Jej rodzice za nic mają marzenia córki. Nie wiedzie im się zbyt dobrze, ledwie wiążą koniec z końcem, dlatego planują szybko wydać córki za mąż. Właśnie trwają poszukiwania męża dla najstarszej z sióstr. Gdy znajduje się odpowiedni kandydat, który pochodzi z Ammanu, dorośli są podekscytowani. Gdy dochodzi do spotkania młodych, ma miejsce pewna niespodzianka. Młodzieniec nie wybiera zaprezentowanej mu kandydatki, tylko upiera się, by jego żoną została młodsza Salma. Rodzicom jest wszystko jedno i los dwunastolatki zostaje przypieczętowany. Nadchodzi czas, by porzucić szkołę i rodzinne gniazdo, włożyć welon i zapomnieć o dzieciństwie…
Czytając tę książkę, mocno się wzruszyłam, a w oczach miałam łzy. Pojawiły się one za sprawą koszmaru, jaki zgotowali dziecku rodzice, ale i złości na system oraz obyczaje, które wydają przyzwolenie na takie zaślubiny. Dziecko, które powinno być objęte miłością, opieką i troską, jest przedmiotem handlu niczym krowa czy wielbłąd. Rodziny nie obchodzi jego przyszłość i szczęście. Tak musi być, takie są obyczaje – powiedzieliby zapytani matka i ojciec Salmy. Jej historia spisana przez autorkę przeplatana jest statystykami, faktami i naświetleniem przede wszystkim tej, ale i innych praktyk, które funkcjonują w arabskim świecie i są traktowane jako coś oczywistego i całkowicie normalnego. Nas, Europejczyków, szokują, a w wielu islamskich państwach są na porządku dziennym. Autorka świetnie oddała przeżycia bezbronnej wobec świata i ludzi dziewczynki, która musiała pogodzić się z okrutną rzeczywistością, pogrzebać marzenia i plany. Wycierpieć wiele na ciele, jak i duszy. Żyć pod presją, pod dyktando, być okaleczana i poniewierana. Laila Shukri bez zastanowienia pokazuje funkcjonujące w otaczającym ją środowisku patologie, jak wykorzystywanie seksualne nieletnich, ukryta prostytucja, handel dziećmi czy stosowanie przemocy fizycznej oraz psychicznej. Protestuje anonimowo, bo tylko tak może, aczkolwiek z precyzją przedstawiając zło, które uchodzi bezkarnie. Świat, dowiadując się o nim, nie może pozostawać obojętny i zasłaniać problemy tradycją oraz kulturą.
Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, zmroziła krew w żyłach, zrodziła bunt i protest przeciwko pewnym zachowaniom. Obaliła funkcjonujący rodem z „Baśni tysiąca i jednej nocy” romantyczny mit Orientu. Jestem pod wrażeniem pióra i stylu autorki, która celnie uchwyciła słowami to, co powinno ujrzeć światło dzienne. Choć to bardzo brutalna i drastyczna lektura, to jest ona bardzo potrzebna, by głosić światu tragedię młodych dziewczynek, które pozbawiono człowieczeństwa, prawa do szczęścia i edukacji. Do odnalezienia miłości i cieszenia się życiem. Trudny tytuł, aczkolwiek niosący wyraźne przesłanie – stop handlowi dziećmi, stop wykorzystywaniu ich seksualnie, stop zbrodni na niewinnych nastolatkach.