niedziela, 28 czerwca 2026
Aleksandra Polańska 'Wszystkie nasze sekrety"
niedziela, 15 lutego 2026
Marcel Moss "Schron'
wtorek, 28 października 2025
Nina Zawadzka "Nim zapadnie wyrok"
W trudnych czasach najważniejsza jest nadzieja na lepsze jutro
Jestem wielką fanką twórczości Niny Zawadzkiej i z wielką przyjemnością sięgnęłam po Jej najnowszą powieść, która przenosi nas do czasu II wojny światowej i jest oparta na faktach. Jej bohaterowie to młodzi ludzie których wojenna zawierucha bardzo mocno poturbowała. Ich życie, gdyby nie ten potężny konflikt zbrojny, potoczyłoby się pewnie zdecydowanie inaczej i mniej boleśnie. Niestety szaleństwo faszyzmu spowodowało traumy i wiele zła, które mocno odcisnęło swoje piętno. W tym trudnym czasie otuchy dodawała bardzo mocno nadzieja na lepsze jutro, która była niczym koło ratunkowe i najlepszy motywator.
Ignacy Jakubiak jest korespondentem wojennym i jako dziennikarz Polskiego Radia jedzie do Norymbergii by relacjonować procesy zbrodniarzy wojennych. W tym mieście pojawia się również jako wdowiec, który chce zemsty na kimś, kto spowodował śmierć jego żony. Zraniony mężczyzna jest przepełniony smutkiem, żałobą i negatywnymi emocjami. Jego życiem rządzi olbrzymie pragnienie zemsty. Chęć pomszczenia ofiar przysłania mu cały świat i przyszłość. Los jednak płata mu ogromnego figla, a jedna chwila zmienia całą jego przyszłość.
Deborah i Zuzanna to dwie kobiety, które zaistniały w życiu Ignacego. Jedną z nich przed wojną mocno pokochał, drugą bez wielkiego uczucia w czasie wojny poślubił. Obie zmieniły jego życie. Obie wiele go nauczyły i odcisnęły piętno na jego życiu. Jeśli chcesz poznać ich historię sięgnij po książkę w której zatracisz się bez reszty. Przeczytaj powieść, która w czytelny i wyrazisty sposób pokaże namacalnie jak losy historii mogą wpłynąć na życie jednostki, jak mogą pokrzyżować rzeczywistość i plany zwykłego człowieka, który chce kochać, chce być szczęśliwy i zbudować swój mały świat.
„Nim zapadnie wyrok” to wyjątkowa powieść, która pokazuje prawdziwe oblicze II wojny światowej. Na jej kartach drzemie wiele obrazów, z których większość jest drastyczna i okrutna. Autorka z precyzyjną dokładnością przedstawia losy ludzi, którym los zafundował prawdziwe piekło choć na nie nie zasłużyli. Bo czy można obwiniać za chęć kochania i bycia kochanym. Tekst uzmysłowił mi jak zło zmienia niektórych ludzi w okrutne bestie poddane ślepo brutalnej i błędnej ideologii. Wojna to magnes, który przewraca świat do góry nogami, ale też pozwala zweryfikować co w życiu jest ważne, a co jest tylko błahostką.
„Nim zapadnie wyrok” to prawdziwa lekcja historii oparta na wymownych przykładach, to książka naładowana ogromnym ładunkiem emocjonalnym, który poraża czytelnika niczym piorun i rozgrzewa do granic możliwości. Z własnego doświadczenia dodam, że trudno ochłonąć i trudno beztrosko spojrzeć po lekturze na współczesną politykę mocarstw, które igrają z ogniem i balansują na skraju bardzo głębokiej przepaści.
Powieść Niny Zawadzkiej ma wiele zalet, a mnie najbardziej ujęła tym, że trudno mi było ocenić jednoznacznie jej prawie wszystkich bohaterów i trudno mi było ich skrytykować. Wielu z nich mogło wytłumaczyć uczucie, które było prawdziwe i mocne.
Przeczytałam mnóstwo powieści z II wojną światową w tle, wiele z nich było do siebie podobnych, spójnych i wręcz jednakowo przybliżało tamtą rzeczywistość. Ten tytuł jest inny, tu historia staje w cieniu człowieka, który musi dokonać wyboru, podjąć decyzje, stanąć wyraźnie po jednej ze stron barykady. Tu ostro widać jak zło zaraża samym sobą, ale i jak stymuluje dobro, które wyrasta mimo wszystko.
To bardzo mądra i przemawiająca lektura, która na długo zmąci nasze myśli, długo w nas żyje i wiele uczy. To literatura najwyższych lotów napisana z perfekcją i talentem. Czuję się nią zafascynowana i zachwycona. Bardzo Wam polecam jej przeczytanie i odkrycie jej piękna oraz geniuszu.
sobota, 11 października 2025
Monika Wilgocka "Jakby jutra miało nie być"
Los nie zawsze prowadzi nas drogami którymi chcielibyśmy iść
Wyobraź sobie, że jesteś tu i teraz i masz to, co było kiedyś marzeniami. Twój świat jest uporządkowany i pozornie stabilny. Wszystko toczy się pod kontrolą, a Ty snujesz kolejne plany. Masz swoje cele i żyjesz przyszłością. Codzienna rutyna wymaga pójścia na drobne zakupy, po drobiazgi na kolację. Wychodzisz z domu tylko na chwilę, wychodzisz i spotyka Cię coś bardzo złego. Jeden moment decyduje o całej Twojej przyszłości, Twojej i Twoich bliskich. Jest pisk opon i hamulców. W sekundę zapadasz się w czarną dziurę. Zasypiasz, ale nie tak jak zawsze wieczorem – wpadasz w pętlę snu, która nie wiadomo kiedy i jak się zakończy. Żyjesz, ale jakby Cię nie było. I po długich dziesięciu latach wracasz nagle do rzeczywistości. Niestety, jest ona inna, a świat wokół Ciebie diametralnie zmienia swoje oblicze. Dzieci dorastają, bliscy odchodzą, a mąż jest już w związku z inną kobietą. Zastanawiasz się jak dalej żyć, jak się odnaleźć i jak odszukać swoją ścieżkę...
Taka trudna, dla wielu nierealna sytuacja przytrafia się głównej bohaterce powieść Moniki Wilgockiej – Alicji. Jej przebudzenie jest szokiem i dla lekarzy i dla męża. Dla niej samej też. Wydaje się to z punktu medycznego prawie nieprawdopodobne, ale dzieje się. Alicja musi odnaleźć się w świecie, który działa już na nieco innych zasadach. Czeka ją walka o sprawność fizyczną, ale i o swoje miejsce na ziemi i w sercu mężczyzny, któremu ślubowała miłość aż po grób. Ona z tego prawie grobu właśnie wstała. Czy masz ochotę jej towarzyszyć? Kibicować w walce o własne ja? Jeśli tak to przeczytaj tę wyjątkową książkę, która poruszy Twoją duszę do głębi i sprawi, że zastanowisz się poważnie nad własnym życiem. Bo nagle dotrze do Ciebie, że nic w życiu nie jest nam dane na zawsze i czasem trzeba walczyć o to, co już zdobyte.
Ta wspaniała, jedyna w swoim rodzaju powieść bardzo mnie poruszyła. Jej oryginalna fabuła nie jest okraszona lukrem, a w książce Autorka uciekła od schematu czarno-białe. Tu nie rządzą ideały, tu nie króluje słodycz. Tu jest życie, takie zwyczajne i prawdziwe. Tu bohaterowie nie są idealni. Mają swoje wady i słabości, życie nie obchodzi się z nimi delikatnie a wprost przeciwnie daje im w kość. I dlatego powieść zapada mocno w pamięć i dlatego czyta się ją bez nudy, a ona sama oparła się schematom przewidywalności. Kłopoty i wybory decydują o losie głównej bohaterki i jej rodziny. Szczęście pryska jak bańka mydlana, a potem wszystko wymyka się spod kontroli i wymaga nie lada odwagi. Ten tytuł jest niczym znak stop na ścieżce życia dla każdego czytelnika. On wręcz wymusza refleksję nad tym, co tak naprawdę ważne, a co stanowi tło naszej egzystencji. To smutna książka, ale i lektura, która daje nadzieję i motywuje do walki. Ona wyrzuca ze strefy komfortu i pokazuje jak bardzo jesteśmy narażeni na kaprysy losu i uczuć.
Największym atutem okazało się naprawdę zaskakujące zaskoczenie. Oprócz tego na wielkie brawa zasługuje kreacja głównej bohaterki. Alicja jest kobietą, która ciągle stoi na ringu, ciągle musi pokonywać przeszkody, iść naprzód mimo bólu i tego fizycznego i psychicznego. Jest dowodem, że każda walka wzmacnia i uczy, jest doświadczeniem, które ubogaca i pełni rolę motywacyjną.
„Jakby jutra miało nie być” to książka która pokazuje wartość chwili i wartość walki o szczęście. Jest nostalgiczna i wymowna. Życie nie zawsze toczy się torami, którymi chcielibyśmy podróżować. Mimo to, każdy dzień może być czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. I o to trzeba zawsze, bez względu na okoliczności walczyć.
środa, 3 września 2025
Sonia Rosa "Młoda wdowa"
Gdy życie staje się grą pozorów...
Kobiety, które ślubują miłość i wierność przed ołtarzem wierzą, że u boku ukochanego męża spędzą całe swoje życie, doczekają się dzieci oraz wnuków i dożyją sędziwej starości. Niestety jednak czasem okrutny los płata figla i zabiera małżonka niedługo po ślubie. Wtedy młodej kobiecie wali się cały świat, a ona sama czuje się jakby umarła wraz z nim. Pojawia się tęsknota, rozpacz i myśl: „Czy jeszcze kiedyś będę szczęśliwa czy całun żałoby pozostanie nad głową całe życie?” Trudno jest poradzić sobie w tak młodym wieku z tak potężną traumą. Świat zwykle się odsuwa, przyjaciele milkną, pozostaje samotność i oswajanie się z pustką.
Taka sytuacja dotknęła jedną z dwóch głównych bohaterek powieści Sonii Rosy „Młoda wdowa”. Dominikę. Po odejściu męża, który pewnego dnia wyszedł do pracy i nie wrócił wdowa odwiedza często grób na legnickim cmentarzu. Pewnego dnia poznaje tam kogoś, kto jest w identycznej sytuacji jak ona. Marta też niedawno owdowiała, a jej mąż Bernard padł ofiarą niewyjaśnionego morderstwa. Między kobietami nawiązuje się bliższa relacja, która powoli przekształca się w przyjaźń. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby zachowanie Marty nie stawało się chwilami dziwne, zagadkowe i niewytłumaczalne. Dominika początkowo przypisuje je temu, co się stało czyli żałobnej traumie, ale z czasem zachowanie przyjaciółki staje się coraz bardziej nielogiczne i nieprzewidywalne. Co tak naprawdę kryje się za ciągłą huśtawką nastrojów i nagłymi zmianami planów żony Bernarda? Jakie tajemnice kryją się w mroku? Kim tak naprawdę jest Marta i czy można jej ufać? Zapraszam do lektury, która dosłownie położyła mnie na łopatki. Sonia Rosa pokazała jak doskonale potrafi kreować wyjątkowo nieprzewidywalne fabuły i zaskakiwać czytelnika.
Ta powieść jest kapitalna, a jej największym atutem jest nieustanne żonglowanie emocjami czytelnika i ciągłe wprawianie go w osłupienie. W tej fabule początkowo wszystko jest stabilne i logiczne. Wraz z każdą przeczytaną stroną czytelnik traci poczucie logiki, grunt pod nogami i staje się zdezorientowany. I tak do samego zakończenia, które jest totalnie pokręcone i nie dające się zgadnąć. W treści tego thrillera rządzą toksyczne relacje, manipulacje i kłamstwa, tajemnice i sekrety. Ich pojawianie się z coraz większą intensywnością podkręca klimat i atmosferę, która staje się coraz bardziej duszna i męcząca.
„Młoda wdowa” to perfekcyjnie połączenie sensacji z dużą dawką psychologii z powieścią obyczajową, która szybko ustępuje miejsca tej pierwszej i wycofuje się w kąt. Książkę czyta się jednym tchem, trudno ją odłożyć przed poznaniem prawdy, która prowadzi do wymownej refleksji, że nic nie jest bardziej zagmatwane na tym świecie niż ludzka psychika, która pod wpływem negatywnych czynników może wejść na niekontrolowane dla logiki manowce. Autorka stworzyła postaci, które mają skomplikowane życie osobiste, w których ciągle toczy się walka dobra ze złem, które nie są stabilne emocjonalnie i które stać dosłownie na wszystko. Tak barwni bohaterowie gwarantują dla czytelnika niekończącą się paradę emocji, ale i trudność oceny. Czytając ciągle balansujemy na granicy dobra i zła, normalności i szaleństwa. Z lektury wychodzimy oszołomieni i nieufni wobec innych. Sonia Rosa pokazuje jak bardzo cienka jest granica pomiędzy zaufaniem a naiwnością, pomiędzy logiką a jej brakiem.
Reasumując dzięki tej powieści jeszcze bardziej pokochałam prozę Sonii Rosy, dałam się ponieść fabule i nie raz serce biło mi bardzo szybko a ciśnienie poszybowało do góry. To świetny tytuł dla miłośników literackich rollercosterów, który polecam. Czytajcie, bo naprawdę warto.
wtorek, 12 sierpnia 2025
Monika Kacprzyk "Noce, które nie dają spać"
środa, 30 lipca 2025
Agnieszka Jeż "Cała słodycz życia"
Gdy kuferek z rodzinnymi tajemnicami się otwiera niejedno może nas zaskoczyć
Lato w tym roku jest kapryśne i nie rozpieszcza, ale to nie znaczy, że nie możemy mieć cudownie zaczytanego urlopu z wyjątkowymi książkami. Jedną z takich genialnych lektur jest z pewnością najnowszy tytuł pióra Agnieszki Jeż. „Cała słodycz życia” to ciepła, refleksyjna powieść, która otuli, pocieszy, zaintryguje i zapewni świetny relaks. Jest to książka o kobietach i dla kobiet. Jej fabuła opiera się o schemat odkrywania rodzinnych sekretów, które przez wiele lat nie są znane i odkryte. Trzy kobiety – babcia, matka i córka żyją w swoich światach. Niby nic ich za bardzo nie dzieli, ale „znają” się tylko pobieżnie. Każda ma swój świat, swoje miejsce na ziemi, inny adres i prywatną rzeczywistość. Los postanawia je zbliżyć do siebie przez zawirowania i kłopoty. Przecież nic tak nie zbliża kobiet jak problemy...
Gaja jest seniorką rodu, która żyje swoim życiem. Na zapadłej dolnośląskiej prowincji na przekór stereotypom w jesieni życia żyje jego pełnią. Prowadzi swój biznes zielarski z przyjaciółką, ma wielu znajomych i cieszy się każdym dniem. Jej córka Magda i wnuczka Rosa nic o tym życiu nie wiedzą. Obie żyją w dużych miastach i nie mają pojęcia, że życie na wiejskim uboczu może być intensywne, pełne przeróżnych wrażeń i wiele się w nim może dziać.
Magda pewnego dnia traci całą swoją rzeczywistość. O ile spodziewała się, że gdy córka pójdzie na studia zacznie iść swoimi ścieżkami, o tyle nie przypuszczała że jej mąż Radek – studencka miłość po dwudziestu pięciu latach z obrączką na ręce odejdzie do innej. Do nowej kobiety, wcale nie młodszej, ani super atrakcyjnej, tylko zwyczajnej księgarki i zapragnie życia z dala od miejskiego zgiełku.
Rosa kończy studia licencjackie na kierunku antropologia. Pozostało jej jeszcze napisanie pracy i jej obrona, ale w jej życiu prywatnym zbyt dużo się dzieje za sprawą mężczyzny którego jest kochanką. Rosa ma wyrzuty sumienia wobec jego żony i postanawia zakończyć definitywnie ten związek zaszywając się na prowincji u babci. Tam po sprzedaży mieszkania udaje się też Magda. Spotkanie matki i córki jest spontaniczne oraz brzemienne w skutki. Wszystkie panie zaczynają się wzajemnie poznawać i odkrywać rodzinne sekrety a ich otoczenie sprawia, że czują się ze sobą i daleko od miasta jak ryby w wodzie...
Ta książka to wyjątkowo dobra propozycja dla osób spragnionych ucieczki od pędu życia, dla tych którzy są odpocząć i się wyciszyć, dla czytelników lubiących slow life i wierzących, że zawsze można poukładać swoje życie od nowa. Powieść ma specyficzny klimat, który sprzyja zatrzymaniu się i zastanowieniu nad własnym życiem. Do tego właśnie inspirują główne bohaterki, które zmieniają swoją rzeczywistość i przechodzą ogromną metamorfozę. Odkrywają, że mają wielorakie prawo wyboru, a życie może biec innymi ścieżkami od tych najbardziej utartych i popularnych. Nic też w życiu nie jest dane raz na zawsze, a pozory bardzo często mylą i prowadzą na manowce. Magda gubi się we własnym małżeństwie i wielkomiejskiej dżungli. Nagle odkrywa, że istnieje jeszcze inny świat, który obraca się nieco wolniej i nieco inaczej. Rosa gubi się w uczuciach i moralnych dylematach. Brakuje jej własnego zdania i choć podejmuje drastyczną decyzję cierpi, a los płata jej sporego figla. Gaja jest najbardziej dojrzała, a jej spokój udziela się innym. Ona jest na etapie, który zbliża ją do kresu, ale nie pozbawia smaku życia. Chętnie dzieli się mądrością, ale nie narzuca jej na siłę.
Cała powieść to korowód barwnych postaci z których każda jest oryginalna i wyrazista. Ich poznawanie jest bardzo ekscytujące i umila lekturę. Autorka tą powieścią udowadnia, że ma ogromny talent do pisania ciepłych, przytulnych historii, które przywracają wiarę w dobro i ludzi, dają nadzieję, że zawsze życie może wrócić na właściwe tory, które są lepsze od tych poprzednich. Każdą stronę tego tytułu czytało mi się wyśmienicie i bardzo przyjemnie. „Cała radość życia” to literatura obyczajowa najwyższych lotów, to lektura pełna otuchy i wiary w korzystne rozwiązania mimo przejściowych porażek. Zaczytałam się bardzo mocno w tej książce i trudno mi było się z nią rozstać także przez zakończenie, które jest prawdziwą petardą. Nie pozostaje nic innego jak pogratulować Agnieszce Jeż wspaniałej powieści, a Was zachęcić do jej przeczytania.
wtorek, 17 czerwca 2025
Max Czornyj "Czas rezurekcji"
Prawda wyzwoli nas nawet po śmierci
„Czas rezurekcji” to drugi tom cyklu „Brat Hektor i komisarz Sara Adam”. Tytułowy duet to dość nietypowe połączenie – policjantki i duchownego, który podejmuje się rozwiązania nietypowej, skomplikowanej zagadki. Hektora prosi o to Jego Ekscelencja arcybiskup Stanisław Namysłowski, który jest zaniepokojony tym, co dzieje się w muszyńskim, jednym w Polsce klasztorze Misterystów. Zabytkowy położony na odludziu monastyr kryje bowiem w swoich wnętrzach tajemnice, które wołają o rozwiązanie biorąc pod uwagę prawo zarówno świeckie jak i boskie. W murach pradawnego opactwa dochodzi do makabrycznej zbrodni a na temat mnichów krążą mrożące krew w żyłach plotki. Są oni posądzani o herezje, odejście od nauki Matki Kościoła i uwłaczające stanowi duchownemu zachowania. Pewnego zimowego dnia brat Hektor wsiada w pociąg i udaje się na miejsce. Położona wśród gór Muszyna wita go mroźną zimową pogodą adekwatną do klasztornej atmosfery. W klasztorze zostaje chłodno przyjęty, a to, co tam zastaje przerasta jego wszelkie wyobrażenia. W ciągu czterech dni wszystko się zmienia i bardzo wiele się dzieje, a o monastyrze na górze z pewnością trudno powiedzieć święte miejsce...
Po thriller z religijnym klimatem sięgnęłam pod wpływem ostatniego konklawe i zachwytu wiele lat temu książkami Dana Browna. Zdecydowałam się na twórczość z rodzimego podwórka i powieść Maxa Czornego. Wiedziałam, że to Mistrz sensacji, że pisze dobrze, że jego proza wciąga, ale po lekturze utwierdziłam się że pisze jeszcze lepiej niż myślałam i stać go na genialne powieści, które otumaniają jak narkotyk. Fabuła jest niczym górska rzeka po intensywnych opadach – niezwykle dynamiczna, błyskotliwa, która porywa i bombarduje coraz nowymi niespodziankami. Tu nie ma czasu na zastanowienie, tu trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte, tu ciągle coś się dzieje, coś wymyka się spod kontroli i powala na kolana. Jest mocno, jest ostro, jest zaskakująco!
Tu namacalnie czuć ostrą walkę dobra ze złem, które atakuje bezlitośnie. Nic nie jest oczywiste, nie ma pewników, a sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Zło jest niczym rozszalały potwór w klatce, a brat Hektor okazuje się błyskotliwym detektywem w habicie, który z inteligencją i niesłabnącą wiarą dąży do prawdy.
Ta książka czyta się fenomenalnie. Czas staje, rzeczywistość blednie, świat przestaje się obracać. A to wszystko dzięki klimatowi i tłu, które działają jak magnes. Wszystko co dyktuje nam podczas lektury wyobraźnia staje się namacalne, rzeczywiste, mroczne, niesamowite, złe a zarazem niezwykle mocno pociągające. Zło ma swój czar, jest kuszące niczym rusałka, a sacrum miesza się z profanum. Autor nie ma litości w dawkowaniu czytelnikowi emocji i nie skąpi mocnych wrażeń. W trakcie czytania wszystko wydaje się możliwe, świętość traci swoją otoczkę, a dreszcze przechodzą nas raz po raz rażąc bezlitośnie zmysły. „Czas rezurekcji” to książka nietuzinkowa z wyrazistym przekazem i mocnymi kreacjami postaci, które mają swoje tajemnice, są nakreślone dynamicznie i wyraziście. Tu, w tym tytule niczego nie można być pewnym i nic nie jest oczywiste.
Powieść ma bardzo wiele walorów i jedną wadę – że się kończy. Bo choć zakończenie jest perfekcyjnie nie chce się rozstawać z bohaterami, nie chce się wyjeżdżać z Muszyny tak szybko. Dokładnie tak, szybko przeczytacie ten tom i będziecie już chcieli zagłębić się w kolejny.
Reasumując nie wahajcie się czy przeczytać tę książkę, spójrzcie na mroczną okładkę i bierzcie się za lekturę, która z pewnością Was zaskoczy i na pewno Was nie rozczaruje. To świetna propozycja dla miłośników tego gatunku i tych, którzy lubią lektury oryginalne bez limitu intensywnych doznań.
niedziela, 25 maja 2025
Agnieszka Lis "Ocalenie"
Piętno wojennego piekła boli na zawsze
Wśród morza książek zalegających na księgarskich półkach są takie, które na duszy wrażliwego czytelnika wypalają piętno pozostające na zawsze, a o lekturach tych po prostu nie da się zapomnieć. Do tego wyśmienitego grona z pewnością zaliczę kolejną w dorobku Agnieszki Lis powieść, która doprowadziła mnie tak samo do oceanu łez, jak i do czytelniczego nieba. Nie wiem czy uda mi się wyrazić słowami jej geniusz, ale to jedna z najbardziej wyjątkowych książek z kręgu literatury wojennej, która opowiada o tym koszmarnym czasie z perspektywy dziewczynki – sieroty, którą wychowuje sierociniec.
Ewa, bo tak ma na imię główna bohaterka, przychodzi na świat w więzieniu. Jest rok 1928. Jej matka skazana na karę pozbawienia wolności z miłością czeka na narodziny córki, a gdy to ma miejsce czule się nią opiekuje i otacza głęboką miłością. Zgodnie z przepisami może się nią zajmować do drugiego roku życia a potem musi oddać ją do sierocińca. Tak się dzieje i mała Ewa trafia pod opiekę pani Wandy, która jest bardzo oddana swojej pracy. Ewa jest dzieckiem wyróżniającym się z gromady. Budzi sympatię, jest inteligentna i zaradna, choć ma swoje zdanie i potrafi pójść swoją drogą. Jest lubiana przez personel i inne dzieci. Jej dorastanie i dzieciństwo burzy wybuchająca wojna, która zamienia codzienne życie w koszmar. Jednak Ewa nie załamuje się i stara jak najlepiej radzić sobie w piekle w jakim się znalazła. Nie traci optymizmu i elastycznie przystosowuje się do nowej, trudnej sytuacji. Dziewczynka podobnie jak inne dzieci z bidula jest coraz mocniej doświadczana przez los...
Jestem ogromnie wdzięczna Autorce za napisanie tak fenomenalnej historii i losowi, że dał mi możliwość przeczytania i zrecenzowania jej. Ona jest tak piękna, jak trudna i jak mocno dotyka czytelniczego serca. W trakcie lektury płyną łzy, a pomysł pokazania wojny oczami dziecka sieroty poturbuje każde serce. Agnieszka Lis bez ogródek ukazuje brutalne oblicze okupacji – pobicia, aresztowania, szykany, terror, ale i walkę z okupantem prowadzoną przez różnych ludzi na różne sposoby. Mała Ewa też ma w niej udział, podejmuje, może nie w pełni świadomie, ryzyko chcąc przyczynić się do klęski okupanta. Wojna zabiera jej beztroskie dzieciństwo, dotyka głodem, strachem o jutro, zmusza do szybszego dojrzewania, kształtuje charakter bezlitośnie, ale też sprawia, że mała dziewczynka wyrasta na dzielną, odważną i charakterną nastolatkę co pokazuje koniec książki. My czytelnicy śledzimy ten proces, a ona sama potwierdza tezę, że co nas nie zabije, to nas wzmocni.
Książka w pewnych momentach rozdziera serce – szokuje ogromem zła, ale i otula mocą dobra, które kiełkuje również w trudnych czasach. Poszczególne sceny wywołują przeróżne emocje, dotykają wyraziście i bez litości uświadamiając jakim tak naprawdę ten okres był czasem i czego wymagał od ludzi. Konspiracja, działania skierowane w różny sposób przeciwko wrogowi kontrastują ze złem, a tym samym pokazują świat tamtej rzeczywistości. Nie będę zdradzać Wam za wiele z treści, ale dodam, że najlepszą częścią powieści jest jej zakończenie. Tak, trudno w to uwierzyć, ale kilkadziesiąt stron tytułu czytałam przez fontanny łez, a wydarzenie historyczne jakie miało miejsce zostało ukazane bardzo szczegółowo, plastycznie i tak, że wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Tej książce nie sposób się oprzeć! Nie można jej przeczytać bez zaangażowania całego siebie, nie można jej treści przyjąć obojętnie i szybko o niej zapomnieć. Ona z siłą wodospadu wrywa się w duszę i jest niczym najlepsza lekcja historii.
Agnieszka Lis stworzyła kolejną powieść wartą zachwytu i aplauzu. Pokazała kunszt swojego talentu i wyjątkowy obraz wojny. Pokazała wpływ koszmaru na ludzkie dusze, udowodniła, że zło nie jest w stanie zabić człowieczeństwa i uczuć wyższych w tym miłości. Tym, którzy tak jak ja zakochają się na amen w tej opowieści, dodam, że historia Ewy będzie miała ciąg dalszy. Zatem ja będę z niecierpliwością wyczekiwać kolejnego tomu i polecać każdemu przeczytanie „Ocalenia”.
sobota, 10 maja 2025
Sandra Podleska "Cisza w mazurskim lesie"
wtorek, 22 kwietnia 2025
Amanda Peters "Zbieracze borówek"
Czasem życie staje się puszką Pandory
Raz się w życiu rodzimy i raz umieramy. To jedyna sprawiedliwość na tym świecie. Innej próżno szukać, bo żyjemy różną liczbę lat a los obdarowuje nas przeróżnymi niespodziankami. Są szczęśliwcy którym trafiają się wyłącznie te miłe, ale są i pechowcy, których stale dotykają nieszczęścia i kłopoty, a których życiowa droga wiecznie biegnie pod górę. Ta druga opcja dotknęła pewną indiańską rodzinę z plemienia Mikmaków z Nowej Szkocji. Jej członkowie wciąż otrzymywali od losu ciosy, które mocne bolały i kładły się tramą na wiele lat.
Książka „Zbieracze borówek” przenosi nas do Maine, do lat 60-tych XX wieku. Jest lato, a Joe i Ruthie wraz z rodzicami i rodzeństwem znajdują się na plantacji by wykonywać sezonowe prace. Praca polegająca na zbieraniu borówek jest ciężka, ale rodzina nie narzeka pracując sumiennie w pocie czoła. Aż do pewnej chwili, gdy dotyka ich potworna tragedia. W mgnieniu oka znika mała Ruthie – najmłodsza z rodzeństwa i ślad po niej bezpowrotnie ginie. Ostatnim, który ją widział jest Joe. W chłopcu uruchamiają się pewne negatywne mechanizmy, które zostają z nim na wiele lat. Poczucie winy, że nie dopilnował siostry kładzie się cieniem na całej jego przyszłości.
Norma jest jedynaczką, dorasta w na pierwszy rzut oka w porządnej rodzinie. Z biegiem lat dziewczyna szuka wspomnień z czasów dzieciństwa i napotyka pewne tajemnice i sekrety, które chce odkryć. Przestaje być pewna swojej tożsamości. Intuicyjnie przeczuwa, że coś kryje się w mroku i to coś ma z nią bezpośredni związek. Jej rodzice podobnie jak krewni otaczają się murem milczenia a to nakręca Normę do dalszych intensywnych poszukiwań.
Drodzy miłośnicy dobrej literatury! Koniecznie wpiszcie na listę swoich lektur tę powieść. Przeczytajcie, ale oceńcie ją dopiero gdy doczytacie ostatnie zdanie. Bo tylko wtedy w pełni możecie dostrzec jej kunszt, piękno i wyjątkowość. Jej fabuła jest tak samo niesamowita jak smutna. Ten smutek kładzie się cieniem na klimacie tytułu i jego odbiorze. Czytając ma się wrażenie, że szczęście nie istnieje, że są ludzie którym w żadnej mierze nie jest im ono dane. Nieszczęścia spadają raz po raz i przyciągają za sobą kolejne. Czytelnik czuje się osaczony podobnie jak bohaterowie, którzy muszą się zmierzyć ze sporymi traumami. Ale mimo tego ta opowieść chwyta za serce, podoba się choć nie jest łatwa w odbiorze. Podwójna naprzemienna narracja wciąga czytelnika we wnętrze książki. Stawia go nie z boku, ale w centrum wydarzeń. Wprowadza do świata w którym trudno o uśmiech. Szokiem była dla mnie informacja, że powieść jest debiutem. Jest przecież bardzo ambitna, dojrzała, przemyślana. Odciska ślad, daje do myślenia i skłania do refleksji na wartościami które są od lat uniwersalne i ważne. Jako miłośniczka sag rodzinnych odnalazłam w niej wiele cennych walorów, a treść mocno wbiła się w moje wnętrze.
Autorka nie stroni w niej od bolesnych tematów, odważnie pisze o śmierci, trudnych stronach życia i sztuce wyborów. Jednym z bohaterów staje się trauma, która jest spadkiem tragicznego wydarzenia. W tytule jest ukazane jej stadium krok po kroku. Ma ona różne oblicza i intensywność. W całej okazałości pokazane jest jej destrukcyjne działanie, jej toksyczność i zabieranie radości życia przez jedno zdarzenie. Czytając nie mogłam się oddawać nieprzerwanie lekturze. Musiałam robić przerwy by ochłonąć, by ostudzić emocje i uspokoić rytm serca.
Książka niezmiernie mi się podobała, choć jej początek nie wskazywał na to. Płynie z tego wniosek, że książki nie można oceniać po okładce, po tytule i zbyt szybko. Gorąco polecam jej lekturę i życzę odkrycia jej fenomenu, który z pewnością ją cechuje.
sobota, 12 kwietnia 2025
Natalia Przeździk "Dom pod kasztanem"
piątek, 4 kwietnia 2025
Nina Zawadzka "Skazana za miłość"
Każde pokolenie ma własne góry do zdobycia
Po literaturę wojenną sięgam systematycznie od wielu lat. Chętnie zagłębiam się w tytuły przedstawiające czasy które znam z lekcji historii i naocznych opowiadań moich dziadków. Przeczytałam wiele książek o kampanii wrześniowej, o zrywach wolnościowych które wybuchły podczas okupacji, o obozowej i łagrowej rzeczywistości. Dzięki Ninie Zawadzkiej po raz pierwszy zanurzyłam się w lekturze powieści opowiadającą historię ludzi którzy za walkę z najeźdźcą uznani zostali przez polskie władze za zdrajców i wrogów ojczyzny. Książka zrobiła na mnie przeogromne wrażenie i dostarczyła naprawdę wyjątkowych przeżyć. Jej Autorka udowodniła, że potrafi stworzyć powieść genialną, której można wystawić tylko najwyższą ocenę.
Prolog książki to scena niezwykle wzruszająca i mająca niesamowity wydźwięk. Na polnej drodze rodzi się niemowlę. Jego matka umiera a dziewczynka trafia na wychowanie do pewnej szanowanej rodziny z okolicy. Ludzie ci traktują ją niczym własną córkę, a dziewczyna wyrasta na piękną i mądrą pannę, która wychodzi za mąż za Wiktora Hermanowicza. Pozornie może się wydawać, że u boku wykształconego i mającego perspektywy mężczyzny Rutę Różańską czeka spokojna i szczęśliwa przyszłość. Tak się jednak nie dzieje, a szczęściu stoi na przeszkodzie wiele powodów. Jednym z nich jest wojna która wybucha 1 września 1939 roku. Rzeczywistość Ruty zmienia się jak w kalejdoskopie, a jej samej przychodzi mierzyć się z bardzo trudnymi wyborami...
Wiele lat później, w 1994 roku po zmianie systemu politycznego w Polsce Nikodem Ławrynowicz pragnie wpisać personalia Ruty do słownika osób zasłużonych dla Polski i wybielić jej biografią oraz oczyścić z niesłusznych zarzutów. W tym celu udaje się do Kanady by spotkać się z Brunonem Wojciechowskim. Ta podróż bardzo zmienia jego życie..
„Skazana na miłość” to wybitna historia, która zapada głęboko w serce, która siedzi w duszy i umyśle jeszcze długo po przeczytaniu. Jej głębia i piękno, jej dojrzałość drażni wrażliwe nuty, a tytuł porusza wiele trudnych tematów, które przez lata były kwestiami tabu. Akcja książki rozgrywa się na przemian w dwóch przestrzeniach czasowych które skupiają się na życiu jednej osoby- głównej bohaterki, której życie okazało się pełne cierni i trudnych wyzwań. Ona sama za swoje wybory poniosła dotkliwą karę i sporo wycierpiała. Mimo ciosów od losu i ludzi, mimo łez i ogromnych ilości bólu pozostała sobą, pozostała wierną swoim ideałom i swojej wielkiej miłości, która okazała się tak piękna jak zakazana. Ruta jednak kochała i nie wstydziła się swojego uczucia. Dla niego potrafiła poświęcić samą siebie i nawet w najtrudniejszych chwilach nie patrząc na konsekwencje iść za głosem serca. Ta kobieta jest bohaterką niezłomną, wyjątkową i pełną odwagi. Nina Zawadzka pozwala nam głęboko zajrzeć w jej duszę i serce oraz utożsamić się z kimś dla kogo być było ważniejsze niż mieć, dla której uczucie i ideały były bardziej cenne niż wygoda czy bezpieczeństwo. Ruta jest symbolem, jest przedstawicielką ludzi skrzywdzonych przez system, oszukanych, niesłusznie oskarżonych i torturowanych, traktowanych jak zdrajców choć byli najlepszymi patriotami.
Różańska jest też kobietą, która kocha i nie wstydzi się swojej innej miłości. Idzie za nią nie bacząc na konsekwencje. Ma w sobie odwagę i poświęca się bez zastanowienia. Ma w sobie moc bohaterstwa i niekończące się pokłady dobra.
Jaką książką jest „Skazana na miłość”? Bardzo dojrzałą, oryginalną, odważnie podejmującą trudne historyczne kwestie, dopracowaną w szczegółach i głęboko przemawiającą do czytelnika. Zmuszającą do refleksji i wyciskającą łzy. Gdybym miała wymieniać jej atuty ten tekst byłby bardzo długi. Dodam tylko, że jeszcze nigdy nie czytałam książki tak mocno oryginalnej, tak niesztampowej w której literacka fikcja miesza się perfekcyjnie z faktami historycznymi. To lektura przemyślana, zatopiona w morzu emocji, łamiąca stereotypy, z realnymi bohaterami, która odciska na sercu trwały ślad. Gorąco Wam polecam zagłębienie się w jej treść i spotkanie z bohaterką, której wszelki lęk jest obcy.
wtorek, 11 marca 2025
Sonia Rosa "Milczące dziewczyny"
Życie to planszówka w której wygrywają tylko najsprytniejsi
Kolejne spotkanie z prozą Sonii Rosy było wyjątkowo emocjonujące i ekscytujące. Najnowsza książka doskonale znanej mi autorki wbiła mnie w fotel i oszołomiła niczym butelka przedniego szampana. Od samego początku wiedziałam, że przepadnę w niej na amen a fabuła odciśnie na mnie mocne piętno. Z pewnością po jej lekturze nie pójdę sama do lasu i będę ostrożniej patrzyła na to, co wokół mnie. Wielkie wrażenie zrobiło na mnie to, że w fabule poruszony jest trudny temat jakim jest pedofilia, a pisarka ukazuje go z dwóch różnych perspektyw.
Tytułowe milczące dziewczyny to młode kobiety, które w nastoletnim wieku stały się ofiarami pedofila. Jest ich kilka. Agnieszka, córka potwora jakim stał się Edmund Molenda, nie została przez ojca molestowana bezpośrednio. Nad nią wyrodny rodzic nie pastwił się seksualnie, ale przez niego straciła matkę i brata. Jako młoda osoba dowiedziała się o grzechach rodzica co spowodowało nie mniejsze cierpienie niż zaatakowanych ofiar. Justyna i Renata były już dziewczynkami, które jako nieletnie zostały wielokrotnie molestowane i gwałcone. Ich dzieciństwo zostało bezpowrotnie zniszczone przez chore żądze hotelarza, który na zawsze naznaczył ich życie. Renata dodatkowo została przez Molendę nastoletnią matką, która sekret ojcostwa córki zachowała tylko dla siebie. Dawne wydarzenia byłyby tylko bolesną historią, Agnieszka uwierzyłaby w opamiętanie się ojca gdyby nie zaginięcie młodej letniczki wypoczywającej z rodziną w mazurskiej miejscowości. Molendówna zaczęła łączyć współczesną tragedię z traumatycznymi wydarzeniami sprzed lat. Czy Agnieszka ma rację i owe zdarzenia mają wspólny mianownik? Czy mroczne demony z przeszłości zostały obudzone i znów ożyły? Czy nadszedł czas by bogaty hotelarz zapłacił za swoje grzechy i dewiacje?
„Milczące dziewczyny” to bardzo mocny kryminał z psychologiczną otoczką, ciekawą wieloosobową narracją i ogromnym napięciem, które towarzyszy czytelnikowi do ostatniej strony. Zakończenie jest bardzo nietuzinkowe i zaskakujące, a każda scena przyprawia o dreszcze. Małe, mazurskie turystyczne miasteczko ma swoje wielkie tajemnice. Każda z bohaterek zostaje w inny sposób skrzywdzona i każda inaczej radzi sobie z traumą z jaką przechodzi im żyć. Okrutny los związuje im języki i niejako zmusza do milczenia. Cierpienie mimo upływu lat nie maleje, a siedzi w duszy niczym cierń. Dorosłość i ciosy od życia hartują i doprowadzają do wybuchu wulkanu prawdy. Młode kobiety biorą sprawy w swoje ręce. Czytanie o ich działaniach uświadamia olbrzymi problem, który nie kończy się wraz z końcem dzieciństwa. On staje się niczym cień i towarzyszy w każdym dniu życia. Sonia Rosa w bardzo wymowny sposób pokazuje, jak przeszłość pozornie już zamknięta, rujnuje życie i do czego to doprowadza.
Książka w sposób bardzo realistyczny przedstawia wstydliwy i kompromitujący kata problem, z otwartością nakreśla odczucia i uczucia ofiar, które eskalują i nie tracą na sile. Autorka czyni to poprzez proste, szczere dialogi i doskonałe wczucie się w psychikę swoich bohaterek, które pokazują, że pomiędzy skrzywdzonymi kobietami istnieje solidarność, a ból wytwarza girl power, która nabiera z czasem mocy i jest nie do pokonania. Ta powieść mnie wchłonęła, wciągnęła niczym wir rzeczny, zajęła całkowicie mój umysł. Po przeczytaniu ostatniej strony wiele godzin o niej myślałam i analizowałam postępowanie dziewczyn. Stawiałam się na ich miejscu, byłam z nimi emocjonalnie związana i kibicowałam by nie stchórzyły a sprawiedliwości stało się zadość. Miejcie świadomość, że gdy sięgniecie po ten tytuł Wasze spojrzenie na problem pedofilii się uwrażliwi i zintensyfikuje. Bądźcie przygotowani na emocjonalny rollercoaster i lawinę wrażeń z której trudno się wygrzebać. Z tytułu płynie wyraźny morał, że milczenie ofiar nie może trwać zbyt długo, a kara musi dopaść tych, którzy na nią zasłużyli. Zapraszam do lektury i życzę mocnych wrażeń.
niedziela, 15 grudnia 2024
Aleksandra Rochowiak "Uwierz w cuda"
Jak co roku w listopadzie sięgnęłam po powieść utrzymaną w klimacie Bożego Narodzenia. Wybrałam tytuł nieznanej mi dotąd Autorki z prześliczną okładką. Książka okazała się ciekawą historią która nie tylko nawiązała do świątecznej atmosfery, ale i poruszyła dwa trudne tematy o których mówi się zdecydowanie za mało. Niepłodność i adopcja wciąż często są określane mianem zagadnień wstydliwych o których za wiele mówić nie wypada. Niestety wciąż wypada dopytywać pary czemu nie są rodzicami i wchodzić z butami w czyjeś życie. Skupmy się najpierw jednak na całokształcie książki, która okazała się bardzo zajmującą lekturą...
Amelia i Dawid Zielińscy są zgodnym i zakochanym w sobie małżeństwem. Oboje budują swoje zawodowe kariery, uwili swoje gniazdko w uroczym odziedziczonym domku i mają jedno wielkie marzenie by ich rodzina powiększyła się o dziecko. Niestety ich starania są bezowocne i para postanawia poszukać pomocy u lekarza. Po przeprowadzeniu badań obojga pada bezlitosna diagnoza – Dawid nigdy nie będzie mógł zostać ojcem. To dla nich ogromny cios z którym z bólem w sercu jednak się godzą. Swoim dramatem nie dzielą się jednak z najbliższą rodziną która wciąż przy różnych okazjach dopytuje ich czemu nadal są tylko we dwoje. Zielińscy milczą i cierpią, a w ich sercach mimo miłości i szacunku wobec siebie zamieszkuje pustka, która nie daje o sobie zapomnieć. Los sprawia, że Amelia zostaje wolontariuszką w pewnym domu dziecka i tej misji oddaje całe swoje serce i siły. W to zajęcie wciąga też męża, który angażuje się ze sporym dystansem i rezerwą. Jest grudzień, cały świat przygotowuje się do najpiękniejszych świąt w roku a pewna para bliźniaków z Domu przy Cichej ma wyjątkowe marzenie – by mieć adopcyjnych rodziców. Dawid zaś jest zdania, że adopcja to dla niego zbyt wielkie wyzwanie któremu nie podoła. Jak potoczą się ich dalsze losy ? Czy Amelce dane będzie być mamą? Czy Krysia i Staś będą mieli rodzinny dom? Czy Dawid zmieni zdanie odnośnie niebiologicznego rodzicielstwa?
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki która połączyła samo życie i magię świąt – realny świat, który bywa brutalny i okrutny oraz ciepły i wyjątkowy klimat w którym zdarzają się cuda, a ludzkie serca rozpalają się ogniem miłości. Główni bohaterowie to dobrzy ludzie, którym los rzucił pod nogi ogromną kłodę w postaci niepłodności. Jest ona sama w sobie bardzo trudna do udźwignięcia a jej brzemię wzmagają jeszcze inni zbyt mocno naciskając i dopytując. Aleksandra Rochowska słusznie podkreśla to w fabule tym samym uwrażliwiając nas na to, o co kogoś pytamy. Są bowiem pytania, które nigdy nie powinne paść. Druga kwestia to temat adopcji. Amelia sama w sobie bardzo jej pragnie, ale wobec odmiennego zdania męża zachowuje się idealnie. Nie naciska, nie wymusza, nie stawia warunków. Daje czas, daje przestrzeń kierując się uczuciem i szacunkiem. Tym samym staje się ogromnie pozytywną bohaterką godną pochwał.
„Uwierz w cuda” to ciepła i przesycona magią świąt historia, którą czyta się lekko, przyjemnie i ze sporym wzruszeniem. Sporo w niej emocji i uczuć, a tekst niejednokrotnie chwyta za serce. Pięknie uchwycony jest w niej koloryt i istota świąt – materializm przegrywa z istotniejszą symboliką. Komercja zostaje wyrzucona za burtę, liczą się gesty, uczucia, wewnętrzne przeżycia i emocje. Autorka pokazuje też święta oczami dzieci, które chłoną szczegóły i pokazują nam dorosłym co jest najważniejsze, a co umknęło wraz z dojrzałością i wyjściem z wieku dziecięcego.
Bardzo gorąco polecam przeczytanie tej historii. Mnie zajęło to dwa wieczory, które za sprawą tej lektury stały się magiczne i rozbudziły tęsknotę za czasem kiedy śpiewamy kolędy i świętujemy przy choince.




























