czwartek, 13 lutego 2020

Elizabeth Revol "Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat"


Wydawnictwo Agora 
data wydania 2020
stron 240
ISBN 978-83-2683-047-1

Gdy marzenie stało się tragedią

Oni - dwoje ludzi zakochanych w górze, naturze i wolności. Ona - góra, jedna z najwyższych na świecie, mająca status góry mordercy. I marzenie, wielkie marzenie, które okazało się takim, które się spełnia, ale za to spełnienie przyszło zapłacić najwyższą cenę. 

Literatura górska nie jest mi obca. Od lat zaczytuję się w niej namiętnie. To dla mnie inny rodzaj książek. Przy nim doznaję czegoś więcej niż przy innych gatunkach. To przepustka do świata, który mnie ogromnie fascynuje, który w taki sposób, dzięki relacjom wspinaczy mogę eksplorować. Ten tytuł odbiega od standardów, które znajdziemy na półkach księgarni czy bibliotek. To niezwykle osobista książka, która jest niczym spowiedź, która opowiada bolesne przeżycia, bo i takich dostarczają góry. Ale to też książka o pokonaniu trudności, powrocie nie tylko z bezlitosnej góry, ale i powrocie do normalności i opowieść o radzeniu sobie z traumą oraz ze stratą, która miała miejsce dzięki podążeniu za marzeniem. 

Czytając słowa Autorki poczułam wobec Jej osoby ogromną więź, zrozumienie, współczucie. Elizabeth stała mi się bliska, w pełni docierało do mnie to, co czuła. Góra okazała się zaborcza i bezlitosna, bo zabrała nie tylko ludzkie istnienie, ale i spokój. Dociekliwi mogą szukać w tej sytuacji winnych, mogą oskarżać o poddanie się gorączce szczytu, zdobycia go za wszelką cenę. Czy to coś zmieni? 
Eli godzina po godzinie relacjonuje przebieg ataku szczytowego. Ten czas dzieli się na trud wspinania, tragedię, która zaczęła się na szczycie i walkę o przeżycie. Autorka pokazuje jasno i wyraziście jak wspaniałą jest kobietą, jak dobrą była partnerką w górach dla Tomka Mackiewicza. Jak bardzo przeżyła dramat, który miał miejsce gdzieś tam, wysoko, gdzie jest kraina uboga w tlen. 

Rzadko zdarza mi się czytać książkę i jej nie oceniać w kategoriach dobra czy zła. W tym wypadku jakakolwiek ocena jest nie na miejscu. Bo w tym tytule chodzi o wyrzucenie z siebie przeżyć, emocji, oczyszczenie się. Myślę, że spisanie tych faktów pomogło himalaistce w powrocie do normalności, było ulgą i rodzajem terapii. My czytelnicy jesteśmy jej świadkami. A spisane słowa są tym cenne, że płyną z serca i są bardzo, bardzo szczere. Revol nie chodzi o rozgrzeszenie, ale wyznanie prawdy. Pokazanie jak bywa naprawdę w górach wysokich, gdzie romantyzm miesza się ze sportem, walką o każdy oddech i przeżycie. Dopiero zrozumienie świata o którym mowa pozwala na zrozumienie ludzi, którzy go eksplorują. 
 Lekturę czytałam z wielką uwagą, wzruszeniem, szacunkiem dla wszystkich wymienionych w niej osób. Na swój osobisty sposób przeżywałam to, co miały uzmysłowić słowa. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie. Jestem pod ogromnym wrażeniem, w pełni rozumiem zachowanie Elizabeth, podziwiam ją za charakter i każdą decyzję. 
Jeśli chcecie zrozumieć co czują ludzie gór sięgnijcie po ten tytuł. Nigdy go nie zapomnę. 

środa, 5 lutego 2020

Kristy Cambron "Motyl i skrzypce"


Wydawnictwo Znak
data premiery 12 luty 2020
stron 384
ISBN 978-83-24-060-040-5

Płyną łzy i płacze serce

Jedna powieść, dwie przestrzenie czasowe, dwie powiązane ze sobą historie, morze emocji i wzruszenia. Tak najkrócej można opisać powieść Kristy Cambron, którą przeczytałam w dwa wieczory roniąc morze łez. Po skończeniu czytania treść tego tytułu nadal mnie nurtuje, nadal szaprie moją duszę. Tak, nie mogę przestać myśleć o losach utalentowanej skrzypaczki Adele i jej ukochanego Vladimira, którym przyszło żyć i kochać w czasach, kiedy ziemia stała się piekłem. 

Gdy się poznali połączyła ich miłość na przekór ludziom i światu, muzyka oraz chęć pomocy wiedeńskim Żydom. Za swoje czyny trafili do obozu koncentracyjnego. Rodzina Adele wyrzekła się jej. Ojciec, wysokiej rangi generał Trzeciej Rzeszy wydał wyrok na własną córkę bez wahania. Ale na ich drodze pełnej cierni, zła i cierpienia stanął jeszcze ktoś, kto ich chronił, ktoś, kto się nimi opiekował, ktoś, komu zaufali. Bóg, który nie pozostał obojętny na ich prośby i błagania. 

Kilkadziesiąt lat później, Serę i Williama łączy chęć odnalezienia pewnego obrazu. Portretu młodej kobiety, więźniarki, który ma być kluczem do pewnej istotnej sprawy. Te dwie historie mają współny mianownik, a odkrywanie przeszłości okazuje się bardzo cenną życiową lekcją z której płynie wiele dobra, tragizmu i miłości. 

Po lekturze tak wybitnej książki, tak wymownej powieści, tak mocno wzruszającej prozy trudno zebrać myśli, trudno opisać słowami co czuje serce i dusza. To nie jest moje pierwsze spotkanie z literaturą obozową, bo miało ono miejsce gdy miałam zaledwie 12 lat. Niemniej jednak każdy kontakt z takimi książkami mocno mną targa. Wyzwala niesamowitą zadumę nad tragizmem setek tysięcy ludzi, którzy trafili do obozów i utracili swoją tożsamość na rzecz wytatuowanych numerów. Nic nie usprawiedliwia takiego bestialstwa, takiej zbrodni. Ale nawet w piekle tli się nadzieja i mieszka dobro. Doświadczyła tego młodziutka Adele, której świat w mgnieniu oka zmienił się nie do poznania. A jednak nawet tak wielkie zło nie złamało jej, a muzyka oraz miłość okazała się lekiem na całe zło. 

"Motyl i skrypce" to książka, która wiele uczy, wiele uświadamia, wiele pokazuje. Jest niczym żywy obraz, który niezwykle wyraziście dotyka i uświadamia piekło obozowego życia, okrucieństwo nazizmu i życia za murami Auschwitz. Czytając dosłownie zamierałam, a żywe obrazy przesuwały mi się przed oczyma. Czułam to, co Adele. Bezgłośnie łkałam świadoma ogromu tragedii, która bezlitośnie dotykała ludzkość. Oprócz tego, że tę powieść przeczytałam ja ją przeżyłam. Jej treść wypaliła znamię w mojej duszy. 

Powieść jest napisała rewelacyjnie. Jej lektura momentami okazuje się trudna, że względu na nadmiar ładunku emocjonalnego zawartego na poszczególnych stronach. Taka była niestety prawda o obozowym życiu, które biło bezlitośnie po twarzy. Po lekturze która była niczym rekolekcje poczułam wdzięczność za dar życia w pokoju, za to, że nie musze borykać się z piekłem wojny. 
Gorąco polecam przeczytanie tej książki wszystkim bez wyjątku, a zwłaszcza młodym czytelnikom, którzy nie mają już bezpośredniego kontaktu z wojennym pokoleniem, które wymiera. Niech tytuł trafi i przemówi by nigdy więcej w historii żadna młoda dziewczyna nie musiała borykać się z tym, co dotknęło Adele.