niedziela, 25 października 2020

Cezary Borowy "Spowiedź Hana Solo"

 


Wydawnictwo TBR

data wydania 2020

stron 416

ISBN 978-83-9555-15-0-5

Smak turystyki handlowej i wspomnień

Lata 80-te. Najkrócej pisząc szalone czasy zmian. Dziesięciolecie, kiedy ludzie powoli zaczynali wierzyć, że marzenia mogą się spełniać. Po latach marazmu czuli w powietrzu wiatr zmian. Powiew wolności, a co zatem idzie furtki do godniejszego egzystowania, większych możliwości i swobody w wyborze stylu życia. Co wywołało taką sytuację? Pontyfikat Karola Wojtyły, działalność Lecha Wałęsy? To były tylko jednostki, które stały na czele. Tak naprawdę Solidarność tworzyły masy ludzi, i to oni właśnie przyczynili się tak do upadku komuny. Najaktywniejsi byli w tej grupie ludzie młodzi, którzy mieli apetyt na życie i chcieli mieć lepiej niż pokolenie ich rodziców. Do nich zaliczał się i Autor niezwykłej publikacji, który chciał poznać świat i zarobić trochę pieniędzy. Natchnęło go życie i książki przygodowe, które przeczytał jako nastolatek. Pewnego dnia wykupił w funkcjonującym jako monopolista biurze podróży Orbis wycieczkę do Londynu. Wiedział, że to nie będzie krótki wyjazd, a wyrwanie się na dłużej. Zakładał, że kupuje bilet w jedną stronę. Na obczyźnie imał się różnych prac i odkładał każdy grosz. Podążając za intratnym, choć nielegalnym zarobkiem znalazł się w Indiach, nawiązał kontakty i został wciągnięty w przemytniczą siatkę, która zajmowała się przerzutem dóbr materialnych pomiędzy różnymi państwami w Azji. 

Po wielu latach noszący ksywkę postaci z "Gwiezdnych wojen" mężczyzna powrócił do Azji już w celu typowo turystycznym. Minęło trzy dekady. Wiele się zmieniło. Nastał czas na sentymentalną dwustukilometrową podróż i wspomnienia...

"Spowiedź Hana Solo" to bardzo wyjątkowa książka. Jedyna w swoim rodzaju, jakiej do tej pory nigdy nie czytałam. Nie jest to wyłącznie reportaż o szalonych latach 80-tych, nie są to tylko wspomnienia i opowieść o latach młodości, nie jest to również tylko literacka relacja z egzotycznej podróży. Te wszystkie elementy się ze sobą przenikają i uzupełniają tworząc lekturę niesztampową i ogromnie ciekawą dla osób, które interesuje Azja, wspomnienia z czasów upadku komuny w Polsce oraz na świecie i narodziny dzikiego kapitalizmu, którego fundamentem był nielegalny przemyt i handel międzynarodowy na drobną skalę. Tak, to prawda pewnie szokująca dla młodego pokolenia. Były takie czasy, kiedy fortuny rosły na "dzikim polu", kiedy godne pieniądze można było zdobyć szybko i na granicy lub poza granicą prawa. 

Autor pisze ogromnie ciekawie przeplatając na przemian dwie relacje w czasie. Wspomnienia okrasza ciekawostkami, informacjami o specyfice Azji wczoraj i dziś. Kto tego nie przeżył może chwilami niedowierzać. Kto już funkcjonował w tym czasie to przeżyje ogrom wspomnień i odbierze tą treść z łezką w oku. 

Cezary Borowy jest świetnym gawędziarzem i przewodnikiem. Z pasją i oddaniem relacjonuje swoją podróż i odkrywanie świata. Robi to szczerze i spontanicznie. Ma w sobie coś z Indiany Jonesa. Ma odwagę, bo obraca się przez jakiś czas w specyficznym środowisku. W jego przypadku sprawdza się maksyma Polak potrafi. 

Ta książka wywoła w Was apetyt na zrobienie czegoś szalonego, na wybranie się w podróż "za jeden uśmiech". Pokaże też jak emocjonujące może być życie chwilą, w rzeczywistości, w której nie da się planować i snuć co będzie jutro. 

Lektura przypadła mi do gustu. Zachęciła by pomarzyć o wypadzie do Indii i skosztowaniu ich wyjątkowości w każdym aspekcie. Polecam fanom PRL-u i lubiącym nietuzinkowe życie. 

wtorek, 13 października 2020

Tomasz Habdas "Skazany na szczyty"

 


Wydawnictwo How2

data wydania 2020

ISBN 978-83-6649-725-2

wersja ebook

Gdy ma się we krwi górskiego bakcyla...

Góry są pasją milionów ludzi na całym świecie. Jedni spędzają w nich urlop, inni odwiedzają je systematycznie w każdej wolnej chwili, jeszcze inni przeprowadzają się w nie i zaczynają życie od nowa. Są i tacy, którzy dla gór rzucają określony profil okraszonej sukcesami drogi zawodowej i zaczynają żyć intensywnie górską pasją oraz z nią wiążą sposób zarabiania na życie. Tak właśnie zrobił Autor książki, która została wydana w formie elektronicznej. Tomka Habdasa poznałam dzięki internetowi, a konkretnie dzięki temu, że trafiłam pewnego dnia, już dość dawno, na Jego konto na Instagramie. Przywiodły mnie tam oczywiście góry. Jeśli chcecie i Wy tam trafić to szukajcie profilu 

https://www.instagram.com/wszczytowejformie/?hl=pl

Wracając do książki Tomka, pozwólcie, że zacznę od tego, że nie jest to typowa literatura górska. Autor nie opisuje w niej konkretnej wyprawy ani tylko i wyłącznie swoich wyjazdów. Oczywiście jest też o nich mowa, ale ta lektura to przede wszystkim opowieść o tym, jak można zmienić swoje życie przez miłość do gór i jak pięknie one mogą na nas wpływać. 

Kim jest Tomasz Habdas? Z pewnością podróżnikiem i miłośnikiem gór, Instagramerem i Blogerem, osobą niezwykle pozytywną od której bije dobra energia. Od wielu lat żyje dosłownie swoją pasją i zaraża nią ludzi wokół siebie. W swoim tytule pokazuje, że nie tylko warto mieć marzenia, ale trzeba odważyć się pójść za ich głosem i zrobić wszystko by się one spełniły. By stały się rzeczywistością i czymś realnym. Oczywiście wymaga to sporo pracy, odwagi i samozaparcia. 

Ebook to zarazem i autobiografia i recepta na lepsze życie - świetna książka motywacyjna. Okazuje się, że można z powodzeniem rzucić bezpieczną i obiecującą awanse posadę w korporacji i podążyć za tym, co w duszy gra. 

W tekście drzemie ogromna dawka motywacji i energii pobudzającej do działania, do zmian, do metamorfozy swojego życia, które może być nudne i poukładane, ale i interesujące i dające satysfakcję. Z tekstu można też łatwo odkryć jak bardzo pożyteczne może być dla każdego z nas posiadanie pasji, rozwijanie się dzięki niej i ubogacanie własnego wnętrza. Góry i podróże to czynniki pobudzające do rozwoju, hartujące na życiowe egzaminy, dodające skrzydeł i mające niezwykle pozytywny wydźwięk na ludzkie życie. 

Książka składa się z wielu rozdziałów pokazujących drogę w góry, która wiodła od gór przez niziny i znowu w góry. Autor wyjawia wiele szczegółów ze swojego życia, pokazuje jego różne momenty. Swoimi słowami inspiruje, przekonuje, że niemożliwe nie istnieje, że bariery rodzą się przeważnie w naszych umysłach i tworzymy je sobie często sami. 

Zachęcam, by po tę publikację sięgnęły osoby na życiowych zakrętach, zniechęcone, znużone codziennością. Lektura z pewnością zaciekawi górmaniaków i osoby, które lubią zdobywać szczyty te wysokie i te mniej wymagające. W górach nie chodzi tylko o rekordy i statystyki. Z obcowania z nimi można czerpać wiele korzyści. Zachęcam do lektury. 

Ebook możecie kupić 

https://how2.shop/produkt/skazany-na-szczyty/


niedziela, 11 października 2020

Edyta Folwarska "Wszyscy moi mężczyźni i wszystkie moje dramaty"

 




Wydawnictwo Pascal

data wydania 2020

stron 336

ISBN 978-83-8103-663-4

Powieść, która przeszła metamorfozę

Dzisiaj przygotowałam recenzję powieści, która naprawdę pod dwoma względami mocno mnie  zaskoczyła. Okazała się o wiele lepsza niż przypuszczałam. Zabierając się za jej czytanie spodziewałam się, że zagłębiam się w tytuł, który dostarczy mi lekkiej rozrywki, że będzie miło, przyjemnie i relaksująco. I tak na początku było. Niemniej jednak mniej więcej w połowie książki fabuła zaczęła swoją ewolucję. I nagle okazało się, że z light erotyka książka zakręca w stronę książki obyczajowej z romansową nutą. Zakończenie wbiło mnie w fotel i rozryczałam się jak bóbr. No ale jako to? - zapytacie. Potoki łez przy erotyku? No właśnie, to raczej nie pasuje. 

Autorką książki jest Edyta Folwarska, dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Główną bohaterką jest Oliwia, mająca za sobą kilka związków, nieudane zakończone zdradą i rozwodem krótkie małżeństwo. Młoda kobieta jest w życiu uczuciowym nieco zagubiona. Szukając miłości wikła się w związki, które na samym starcie już do idealnych nie należą. Szukając tego "jedynego" doświadcza zawodów i rozczarowań. Każde kolejne z nich na swój sposób rani i zabiera nadzieję na spotkanie tej prawdziwej i jedynej miłości. Czy jednak dane jej będzie kochać i być kochaną naprawdę? 

Powieść Edyty Folwarskiej przeczytałam szybko, a w trakcie lektury towarzyszyły mi niezapomniane emocje i przeżycia. Było i erotycznie i romantycznie. Autorka pokazała różne oblicza związków w jakie wplątują się młode bohaterki szukając szczęścia. Jak się okazuje żaden nie jest w stanie przetrwać bez prawdziwego uczucia. Seks, nawet najbardziej zadowalający i urozmaicony, jak i dobra materialne nie są w stanie stworzyć klimatu dla uczucia, które jest czymś wyjątkowym, czymś jedynym w swoim rodzaju i czymś bezcennym. Jest niczym klejnot, który przypada nielicznym. 

Autorka skupia się znacząco na tym, co dotyka ludzi bez względu na ich pozycję czy stan konta. Samotność okazuje się czymś co boli każdego. Jest niczym groźna choroba. Brak pokrewnej duszy, brak przyjaznej osoby obok doskwiera może bardziej niż brak gotówki portfelu. Życie w blichtrze, życie na szybko, na tzw. pełnej petardzie bywa atrakcyjne na krótką metę. Na dłużej staje się nudne i mdłe. 

Powieść ma niesamowite zakończenie którego kompletnie się nie spodziewałam. Za jego sprawą odkrywamy, że "Wszyscy moi mężczyźni i wszystkie moje dramaty" to lektura mająca drugie dno i puentę, która długo siedzi w głowie. To sprawia, że o tytule myśli się po jego przeczytaniu. Dzięki tej publikacji inaczej spoglądam na tzw. śmietankę towarzyską i celebrytów. Za kotarą luksusu, dóbr, które mają wysoką cenę na metce kryją się te same problemy jakie mają zwykli ludzie.

Reasumując ciekawa propozycja dla kobiet, ale nie tylko. Edyta Folwarska bowiem pokazuje złożoność i skomplikowanie damsko-męskich relacji, a o tym powinni przeczytać też i panowie. Polecam lekturę i życzę wielu wrażeń  w jej trakcie. 

czwartek, 8 października 2020

Patrycja Strzałkowska "W masce jej do twarzy"

 



Wydawnictwo Pascal

data wydania 2020

stron 336

ISBN 978-83-8103-662-7

Trudne sytuacje są niczym najlepsza szczepionka

Ponoć świat jest teatrem, a ludzie aktorami. Mocno uwierzyłam w tę tezę, gdy pod koniec zimy Europę i Polskę ogarnęła pandemia koronowirusa. Nagle poczułam się jakbym grała w jakimś katastroficznym filmie, a cały koszmar był nierzeczywisty. Codziennie rano budziłam się i przez moment łudziłam, że wszystko mi się śniło, że ten cały paskudny patogen to wytwór czyjejś wyobraźni. Świat wywrócił się do góry nogami. Stanął na głowie. Plany i marzenia milionów ludzi zostały zamrożone. Objął je swymi mackami lockdown. Jedni nie poszli do szkoły, inni do pracy, ktoś nie pojechał na wakacje. Odwołano wszelkie imprezy, nawet te planowane od miesięcy. Każdy z nas odczuł na własnej skórze jak smakuje pandemia. 

Powyższa sytuacja uderzyła też mocno w życie dwóch głównych bohaterek najnowszej książki Patrycji Strzałkowskiej. Młode kobiety, Alisa i Ola nagle podobnie jak wszyscy musiały zatrzymać się i wstrzymać oddech. Zastygnąć w bezruchu. Owszem pewne rzeczy w życiu można odwołać np. ślub, ale już daty narodzin dziecka nie da się przełożyć. 

Alisa marzy o ślubie. Jak wiele kobiet chce by to był piękny i niezapomniany dzień. W myślach od miesięcy układała sobie jego scenariusze. Fryzurę, makijaż, krój sukni, wystrój wnętrz... Owe szczegóły zaprzątały jej życie i były bardzo ważne, ale nadszedł moment by straciły na aktualności. Ola będąc w drugiej ciąży rozstała się z partnerem. To były dla niej wyczerpujące momenty i spore wyzwanie. Musiała nauczyć się samotnego macierzyństwa i brania wszystkiego wyłącznie na swoje barki. Nie przypuszczała, że w trudnych chwilach w jej życiu pojawi się ktoś, kto okaże się bardzo ważny. Nie miała też pojęcia, że przyjście na świat drugiego dziecka nastąpi w czasach jak rodem z horroru...

Karierę pisarską Patrycji Strzałkowskiej śledzę od jej debiutu. Z przyjemnością patrzę, jak ta zdolna młoda kobieta się rozwija, jak doskonali swoje umiejętności. Do tej pory przeczytałam wszystkie jej powieści i obiektywnie twierdzę, że "W masce jej to twarzy" to najlepsza z nich. Opowiada zwyczajne wydarzenia z życia wielu młodych kobiet, która zaskoczyła pandemia. Czas w którym nie chorując wielu parom przyszło zdać egzamin z wzajemnych relacji. Z izolacji i przebywania w swoim towarzystwie non stop. Wielu parom to nie wyszło na dobre, jak było w przypadku książki nie zdradzę. 

Cały plan fabuły tej powieści jest świetnie skonstruowany i nakreślony. Pomysł na niego jest naprawdę genialny. Na konkretnym przykładzie Autorka pokazuje jak życie zwyczajnych kobiet zostało zmiażdżone i zweryfikowane. Pokazanie 5 miesięcy z życiorysu idealnie obrazuje jak zmieniła się nasza rzeczywistość, a my z nią. Taka nauczka od życia może być świetną lekcją i egzaminem dla naszego związku i dla nas samych. Może nas wzmocnić, ale i pokazać prawdę, którą normalne, pełne wielu spraw życie może zatuszować. 

Główne bohaterki to postacie w których każda czytelniczka odnajdzie jakąś cząstkę siebie. Są zwyczajne, a zarazem sympatyczne. Młodość zachęca je by korzystać z życia. Ich doświadczenia powodują, że dojrzewają, uczą się życiowych prawd, dostają po nosie, ale i stają się mądrzejsze tą mądrością, której w szkołach nie uczą. W lekturze mieszają się wydarzenia, których doświadcza każda z nas- ślub, pogrzeb czy narodziny dziecka. Fabuła powieści nie jest odrealniona. Sporo w niej codziennego życia, ale i nie brakuje emocji. Książka to przyjemna lektura idealna dla relaksu, ale i mówiąca wiele cennych prawd, np. tych, które dotyczą ślubu i jego organizacji. 

Z książki bije morał. Jest on trafny i bardzo aktualny. Życie każdego z nas niesie zawsze wiele cennych niespodzianek. Nie zawsze są one miłe. Trzeba jednak brać ten fakt pod uwagę i być przygotowanym na to, że nasze plany mogą trafić w niebyt. Mimo to, trzeba się umieć cieszyć chwilą, drobnostkami i małymi cudami codzienności. 

Bądźcie przygotowani na to, że powieść skradnie Wam czas i nie za bardzo da się odłożyć na półkę w trakcie lektury. Będziecie ciekawi jej zakończenia, które moim zdaniem jest mocnym walorem tej książki. 

Reasumując na treść tytułu z pewnością wpłynęły osobiste doświadczenia Patrycji Strzałkowskiej. Spisała je i wplotła w fabułę w sposób rewelacyjny. Uchwyciła osobiste przeżycia, które były nieobce wielu parom, które znalazły się w podobnej sytuacji. Jestem ciekawa jak spojrzą na treść tej książki pokolenia, dla których ta pandemia będzie tylko przeszłością?! Dla mnie świetna książka, przyjemna i odprężająca, idealna na wieczór przy herbacie.

środa, 7 października 2020

Kinga Gąska "Miłość aż po rozwód"

 



Wydawnictwo Filia

data wydania 2020

stron 384

ISBN 978-83-8195-061-9


Debiut pierwsza klasa!


Czytanie debiutów przypomina poszukiwania żył złota. Wśród takich książek można odkryć prawdziwe perły i być świadkiem narodzin karier literackich mistrzów. Z tego powodu chętnie daję szansę tym autorom, o których niewiele wiadomo i którzy stawiają pierwsze kroki w książkowej rzeczywistości.

Kinga Gąska weszła do literackiego świata twórców przez drzwi z tabliczką powieść obyczajowa. Jej pierwsza książka to lektura, w której tematem przewodnim są damsko-męskie relacje i związki, o których trudno rzec, że są udane i szczęśliwe. Fabuła napisana jest z pomysłem i w sposób błyskotliwy. W świetle jupiterów stoi jeden mężczyzna i trzy kobiety. Każda z nich jest w jakiś sposób z nim związana. Paweł jest mężem Joanny, synem Jadwigi i bratem Eweliny. Każda z bohaterek jest diametralnie inna, obraca się w odmiennym kręgu, ma inną sytuację, lecz niestety podobne problemy. Każda wychodząc za mąż i wypowiadając sakramentalne „tak”, miała nadzieję na to, co drzemie w głowach tysięcy panien młodych. Każda chciała być kochana, szczęśliwa i poczuć jak smakuje happy end. Niestety, związek każdej się posypał, a miłość okazała się mieć gorzki smak.

Joanna, zdolna i przedsiębiorcza kobieta, niezależna, wykształcona i prowadząca własną firmę popiekła się w sposób bardzo infantylny. Choć nie chciała się do tego, przyznać była spragniona miłości i bycia czyjąś drugą połową. Naiwnie zawierzyła i uwierzyła, udzieliła zbyt dużego kredytu zaufania, nie sprawdziła, z kim związuje swoje życie. Jadwiga okazała się zbyt dobra, zbyt tolerancyjna i pobłażliwa, zbyt zwyczajna, by zatrzymać męża, któremu wyraźnie nudziło się w małżeńskim stadle. Ewelina chciała pokazać światu i koleżankom jak dobrą jest partią i jak łatwo może zdobyć mężczyznę, którego tylko chce i o którym zamarzy.

Wszystkie panie trafiły niestety źle.

Co stało za porażką? Czemu te związki nie przetrwały i dotarły do stacji rozwód? Czy łatwo jest utrzymać mężczyznę jako męża i dobrego ojca na dłużej?

„Miłość aż po rozwód” to czasowa pułapka dla czytelnika. Nie da się jej odłożyć na półkę, póki nie przeczyta się jej do końca. Ta książka wręcz łapie w swoje macki i mocno trzyma aż do ostatniego zdania. Jej największym atutem jest pokazanie zwyczajnego życia w sposób naturalny i prawdziwy. Nie ma w niej koloryzowania i chowania ludzkich wad pod dywan. Fabuła wiarygodnie przekonuje, że stworzenie szczęśliwego małżeństwa to całkiem trudna sztuka i spore wyzwanie. Najpierw trzeba dobrze wybrać kandydata do tej gry, bo jak widać na wymienionych wcześniej przykładach, nie każdy się na małżonka nadaje. To jednak tylko połowa sukcesu. Później trzeba nauczyć się sztuki szacunku, kompromisu, negocjacji i ułożenia mężczyzny z beztroskiego chłopca w odpowiedzialnego mężczyznę. Autorka w sposób wyraźny, ale bez ironii wskazuje nasze, kobiece błędy w układaniu sobie życia. Niestety, popełniamy je, a nasze wykształcenie, poglądy, atuty, cechy charakteru wcale nas przed nimi nie chronią. Miłość albo zauroczenie zakładają nam na nos okulary, które zamazują realny obraz, oślepiają na pewne sprawy, sprawiając, że liczymy na łut szczęścia i moc uczucia, które niekiedy szybko blednie lub okazuje się podróbką.

„Miłość aż po rozwód” to książka, przy której możemy się odprężyć, ale i która ma w sobie przesłanie brzmiące niczym morał. Nawet jeśli popełnimy błędy, nawet gdy rozsypie się nasze małżeństwo, to nie koniec świata. Mamy w sobie moc, z której trzeba wtedy korzystać. Trzeba żyć dalej, bo na rozwodzie świat się nie kończy. Grób małżeństwa nie jest naszym grobem i nie może nas pochłonąć. Z tej próby, przez którą upadniemy na kolana, musimy wstać, podnieść się i żyć dalej. Wyciągnąć wnioski i patrzeć z optymizmem w przyszłość.

Kinga Gąska udowodniła, że debiut może mieć ogromny potencjał i stanąć bez kompleksów na półce obok bestselerów. Jej powieść niesamowicie przypadła mi do gustu. Ujęła dojrzałością, realizmem życia i mądrym ujęciem smutnej rzeczywistości, która niestety dotyka wiele par. Każda z opisanych postaci jest charakterystyczna i wyrazista. Inna, ale bliska sercu każdej kobiety. O ile polubiłam wykreowane bohaterki, to Pawłowi miałabym wiele do zarzucenia.

Gorąco polecam lekturę tej powieści, która jestem pewna, że podbije wiele kobiecych serc. Jest naprawdę świetna i warta poświęcenia jej kilku godzin.