poniedziałek, 15 października 2018

Kasia Bulicz-Kasprzak "Spadek"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2018
stron 312
ISBN 978-83-8117-629-3

Uczucia nie mają nic wspólnego z logiką, a życie lubi dawać lekcje człowieczeństwa

Prozą Kasi Bulicz- Kasprzak zachwycam się już od dobrych kilku lat. Doceniam talent tej Autorki i przekaz Jej książek. To nie tylko zwyczajne opowiastki dla kobiet. W każdej z fabuł drzemie jakiś ważny wydźwięk, cenny przekaz i mądrość, która mówi, co w życiu bywa ważne. Dlatego chętnie sięgam po kolejne powieści tej Pisarki, a one nigdy mnie nie rozczarowują. 

Kilka dni temu zagłębiłam się w "Spadek", który okazał się wspaniałą lekturą i zapewnił kilka wyjątkowych godzin z książką i herbatką. Z każdą przeczytaną stroną kochałam ten tytuł coraz bardziej i rozsmakowywałam się w jego klimacie. Znalazłam się w trzech światach (wielkomiejskim, prowincjonalnym i szkockim), do których zabrała mnie główna bohaterka Dorota. 

Jej codzienność wydaje się być dość ułożona. Dorota pracuje, ma własne gniazdko i leczy rany po nieudanym związku. W spadku od koleżanki najpierw dostaje psa. Los ma dla niej kolejną "spadkową" niespodziankę. Rzeczywistość burzy jeden telefon ze szpitala na Lubelszczyźnie. W tejże placówce przebywa dziadek Doroty, którego ta nigdy nie widziała na oczy, ani nie wiedziała o jego istnieniu. Biologiczny ojciec dziewczyny zostawił jej matkę i wyjechał z Polski. Dorotę wychowywał ojczym z którym łączyły ją doskonałe relacje. Zdziwiona całą sytuację młoda dama udaje się do owego szpitala i postanawia, że mimo wszystko zaopiekuje się ojcem swego rodzica. Tym samym wkracza w świat starego mężczyzny i poznaje prowincję oraz rodzinne korzenie. 
Uroki życia na wsi i rodzinne tajemnice. Ludzi, którzy są inni i żyją inaczej. Tym samym wkracza w nową rzeczywistość i kompletnie inną bajkę, która podoba jej się z każdym kolejnym dniem coraz bardziej. Psy, odnaleziony dziadek i nowo poznani przyjaciele sprawiają, że dziewczyna z miasta pragnie odmienić swoje życie i przejść wielką metamorfozę... Choć nie od razu o tym wie. 

Wielu Autorów sięga po poruszoną w książce tematykę. O rodzinnym tajemnicach pisze się dobrze. Ten motyw przewodni przyciąga czytelników jak magnes. Kasia Bulicz-Kasprzak wykorzystała go jednak w sposób oryginalny i świeży. Połączyła z doskonale przemyślaną fabułą i ciekawie wykreowanymi postaciami. Wszystko perfekcyjnie się z sobą łączy i tworzy niepowtarzalny klimat. Równie klimatyczna jak Zamojszczyzna jest Szkocja. A pikanterii dodaje wprowadzenie postaci Lou. Tym samym efektem jest porywająca książka, którą czyta się z przyjemnością i zaciekawieniem. Powieść jest niczym  poradnik jak znaleźć szczęście. Głównej bohaterce po wielu perypetiach udaje się znaleźć swoje miejsce na ziemi. Dom w którym chce zamieszkać i miejsce, gdzie chce się budzić i zasypiać. Takiej ostoi szuka każdy z nas, choć często nie zdaje sobie z tego sprawy. Droga do tego miejsca zwykle jest kręta i pod górę, a wędrując musimy dokonać wielu wyborów. Im więcej w życiu doświadczamy, tym bardziej poznajemy samego siebie. Bo życie, bo kolejne jego chwile to ciągły egzamin. 
Dorota nie zawsze odważnie idzie do przodu. Czasem się ogląda, czasem chce zawrócić. Waha się i zastanawia, czy robi dobrze. Niekiedy musi podjąć decyzję w ciemno. Takie właśnie jest prawdziwe życie. 

Bardzo dobrze się czułam w towarzystwie tej bohaterki i jej przyjaciół oraz bliskich. Szybko odnalazłam się w gronie nietuzinkowych postaci, pięknego otoczenia i ciekawej przyrody. Czułam duchową więź z Dorotą, która stała mi się bardzo bliska. Miałam wrażenie, że znam ją od lat. 

Lektura to ciepła i mądra książka, która niesie w sobie wiele pozytywnej energii. Polecam ją Czytelniczkom w każdym wieku. Gwarantuję emocje, wzruszenie i dobre chwile z książką. Serdecznie zachęcam do przeczytania "Spadku". 

piątek, 12 października 2018

Kuba Kucharski "W uścisku Katriny"



Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-6196-835-1

American Dream, miłość i huragan

Przez wiele lat Ameryka jawiła się kolejnym pokoleniom Polaków jako eldorado i raj na ziemi. Wiele osób marzyło o wyjeździe i pracy za oceanem. Na własne oczy USA chciał zobaczyć również Kuba Kucharski. Studentowi pochodzącemu z małego miasta udało się zrealizować to marzenie w 1995 roku w ramach programu Work & Travel, który umożliwia młodym ludziom zwiedzanie, pracę i poznanie amerykańskiej kultury oraz stylu życia. Letni wyjazd miał być czasem pełnym wrażeń, przygód i nowych znajomości, radości i poznania innej niż rodzima rzeczywistości. Tak się jednak nie stało, bo przyroda postanowiła pokazać swoją siłę przez potężny huragan, który ochrzczono imieniem Katrina.
Kuba chciał poznać przede wszystkim Nowy Jork. Ciekaw był też samego kraju, o którym krążyło wiele mitów. Był otwarty na nowe doświadczenia i sytuacje. Nie przewidział jednak, że wydarzenia, jakich miał doświadczyć, będą z piekła rodem. Nic tego nie zapowiadało. Podróż przebiegła spokojnie. Praca stanowiła wyzwanie, nowe warunki okazały się do zaakceptowania i wszystko zaczynało się dobrze układać. Także nowe znajomości. Jedna z poznanych dziewczyn zainteresowała Kubę szczególnie i szybko podbiła jego serce. Gdy młodzi ludzie przyzwyczaili się już do amerykańskiej codzienności, ich spokój zakłóciły niepokojące informacje. Wydawało się nieciekawie, ale nie tak groźnie. Nie tak tragicznie i koszmarnie. Tym bardziej że organizator wyjazdu nie ostrzegł w porę młodych ludzi, którzy mieli niewielką wiedzę na temat tego rodzaju żywiołów.
Rzeczywistość okazała się brutalna. Kuba Kucharski opisuje ją bardzo plastycznie i wiarygodnie. Widać, że te wydarzenia zostały mu w pamięci na zawsze. Nic dziwnego, bowiem w naszym klimacie aż tak gwałtownych zmian dotąd nie było. Groza bije z wielu stron książki. Pogoda i żywioł dały się wszystkim we znaki, a zagrożeni ludzie stawali się agresywni. Relację z pobytu na stadionie Superdome czyta się niczym prozę Kinga. Krew tężeje w żyłach, a wyobraźnia nie nadąża za czytanymi słowami. Kompletnie zaskoczeni młodzi ludzie dostają lekcję od życia. American Dream okazuje się koszmarnym snem, choć są i pozytywy pobytu w Nowym Orleanie.
Książkę czyta się jak najlepszą sensację. Strona za stroną poznajemy historię, która jest przemawiającym do serca dokumentem o ludzkich tragediach, które dotknęły rzesze ludzi. Autor bezstronnie relacjonuje pamiętne dni, kiedy na Nowy Orlean zwrócił oczy cały świat. Odbiór tych wydarzeń przez młodych ludzi jest bardzo wymowny. Dynamiczna, szczera i niezwykle osobista relacja doskonale pokazuje, jak słabi jesteśmy wobec sił natury i jak tragiczne wydarzenia wyzwalają w nas różne instynkty, o które nigdy byśmy siebie nie podejrzewali. Publikacja ta to także Ameryka widziana oczami młodych ludzi, zderzenie mitów z rzeczywistością, kraj, który niekiedy rozczarowuje i uczy, że nie zawsze to, co mówią inni, jest prawdą. Ameryka – jak się okazało – ma też i wady, zachwyca i zawodzi, daje możliwości i pokazuje, że rzeczywistość nie zawsze jest słodka. Amerykański świat zaszokował i zaczarował, dając się poznać z wielu stron.
Książka ta bardzo przypadła mi do gustu. Czytałam ją i chłonęłam przeżycia młodych ludzi. Odczuwałam ich strach i lęk, dostrzegałam przemianę i wkraczanie w dojrzałość, współczułam tym, którzy stracili domy, bliskich, dorobek życia. Dzięki lekturze zrozumiałam, jak kruche są dobra tego świata i szczęście – na przykładzie miasta, którego mieszkańcy zostali tak bardzo doświadczeni. Wakacje nie zawsze są czasem wypoczynku, a nasze plany życie potrafi obrócić w pył. Ta relacja uczy, by doceniać spokój każdego dnia, szklankę wody, możliwość wzięcia prysznica czy zjedzenia śniadania we własnym domu. Wielkie brawa dla autora za tak świetny przekaz, wyczerpujące ujęcie tematu i ukazanie przez naocznego świadka dramatu Amerykanów i legendarnego miasta. Wspomnienia uzupełniają wiele mówiące zdjęcia. Gorąco zachęcam do ich obejrzenia i zagłębienia się w lekturze.

czwartek, 11 października 2018

Rozwiązanie konkursu "Krocząc wśród cierni"

Witajcie Kochani! 
Z wielką przyjemnością pragnę ogłosić wyniki. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Decyzja nie była łatwa, bo każdy z Was skutecznie mnie przekonywał co do swoich racji. 

Nagrody są tylko dwie. Serdecznie gratuluję ich zwycięzcom i dziękuję za udział w zabawie.
Książki wędrują do 

- Edyty Cha.
oraz 
- jusiadusia2 - Oli 

Zwyciężczynie otrzymają ode mnie maila z prośbą o dane do wysyłki. Sprawdzajcie swoje skrzynki mailowe. 

wtorek, 9 października 2018

Magdalena Kubasiewicz "Jesienny bluszcz"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-7674-718-7

Problemy są po to, by je rozwiązywać

Życie nie zawsze jest bajką. I to nie tylko w realnym świecie, ale i w książkach. Nie zawsze jest różowo, nie zawsze świeci słońce i nie zawsze buzia się śmieje. Problemy dopadają nas, kobiety, często i czasem niespodziewanie. Dotyczy to także relacji męsko-damskich. Gdy zaczynamy je dostrzegać można zacząć udawać, że nic się nie dzieje. Można schować głowę w piasek i zamieść kłopoty pod dywan. Można ubrać na oczy okulary i udawać, że wszystko jest ok. Tylko takie rozwiązanie mało kiedy się sprawdza. Rzadko kiedy los lub inni rozwiążą za nas supełki. Zwykle ma miejsce tsunami i komplikacja życiowa wraca ze zdwojoną siłą. Na babskie kłopoty nie ma nic bardziej skutecznego i sprawdzonego jak niezawodne przyjaciółki z którymi pobyt i rozmowa czynią cuda. Nie wierzycie? 

Zatem zapraszam Was do lektury bardzo ciepłej i przyjemnej powieści w której wcale nie bywa różowo i słodko. Napisała ją Magdalena Kubasiewicz, a wydało Wydawnictwo Replika. "Jesienny bluszcz" to dobra propozycja na październikowy wieczór. Do tego polecam owocową herbatkę i kocyk. I będzie przecudownie. 

Małżeństwo Kariny nadszarpnął romans. O mały włos, a nic z niego by nie zostało oprócz dzieci. Karina dwoi się i troi by być dobrą mamą i żoną. Czasem jednak życie ją przerasta i daje solidne kopniaki. Mąż jest zbyt mocno zaabsorbowany pracą i nieobecny myślami. Dzieci marudzą i stawiają kontry. Buntują się i wymykają z szablonu matczynej wyobraźni. Nie chcą docenić tego, co mają, chcą iść własną drogą. Udręczona Karina pragnie chwili oddechu i spojenia rodziny. Kaśka sporo w życiu narozrabiała. Jej chłopak-szef okazał się niewierny i został oblany kawą. Bardzo umyślnie i z premedytacją. Jego kochanką okazała się kobieta od której Kasia wynajmowała mieszkanie. W jednej chwili stała się i bezrobotna i nie mająca dachu nad głową. Na dodatek musiała uratować z rąk tyrana i babskiego boksera Wiolkę, którą jej ukochany dotkliwie nie po raz pierwszy pobił. Anna też ma moc kłopotów i zajęć. By wszystkiemu podołać musiałby się rozdwoić. By opanować sytuację zaprasza do Bluszczowego Dworu Karinę i Kasię z Wiolą. Wszystkie przyjeżdżają tam, by zapomnieć o kłopotach, zaczerpnąć oddechu i pomyśleć co dalej. Czy wyjazd dobrze zrobi kobiecym duszom? Zapraszam do lektury świetnej powieści, która i bawi i wzrusza i uczy dystansu do życia oraz niepowodzeń.

Książka jest lekturą mądrą i pełną humoru. Pokazuje, że życie to nie bajka, ale nie można się załamywać i poddawać. Czasem, choć wiatr wieje w oczy, trzeba iść do przodu, chwytać drobinki szczęścia i pomocne dłonie, które są do nas wyciągnięte. Nie należy się nad sobą użalać, bo takie zachowanie nigdy nie wyjdzie nam na dobre. Autorka w pozornie lekkiej treści mówi dużo i mądrze. Pokazuje losy kobiet zwyczajnych, a nie lukrowych czy papierowych. O ile bohaterki budzą sympatię, o tyle postacie męskie już nie są tylko pozytywne. Magdalena Kubasiewicz wpadła na dobry pomysł jak pokazać zwykle życie, jak dodać otuchy czytelniczkom i jak sprawić by wieczór z książką był miły i naładowany pozytywną energią. Ta lektura poprawi humor i doda pewności tym, którym jej brakuje. Nie jest to jakaś wybitna proza, nie jest to jakieś wyjątkowe arcydzieło, ale z pewnością jest to świetna książka z misją. Jest to powieść potrzebna by lepiej żyć i mieć siły do rozwiązywania problemów, które niczym pory roku są wpisane w nasze życie. Polecam z całego serca. 

poniedziałek, 8 października 2018

Iwona Szelezińska "Kopnij piłkę ponad chmury"



Wydawnictwo Marginesy
data wydania 2018
stron 340
ISBN 978-83-65973-75-7

Nepal - jedyne takie miejsce na Ziemi

Nepal to kraj wyjątkowy do którego chciałabym pojechać. Nepal fascynuje mnie od lat, ale do tej pory patrzyłam na niego przez pryzmat gór i turystyki. Przez Himalaje i leżące w tym kraju ośmiotysięczne szczyty na które docierały polskie wyprawy. Nepal to dla mnie do tej pory stolica Katmadu i jej turystyczna dzielnica Thamel, Lukla i jej charakterystyczne lotnisko oraz trasy trekkingowe do baz pod szczytami, Namche Bazar i Szerpowie. Do tego folkowa muzyka, która mnie bardzo wycisza i relaksuje. To znane mi oblicza Nepalu. 

Dzięki książce Iwony Szelezińskiej odkryłam inne twarze tego kraju. Spojrzałam mniej turystycznie, a bardziej zwyczajnie. Choć moim zdaniem Nepal nie jest nigdy zwyczajny. On jest tak bardzo mistyczny i tajemniczy, pociągający i kryjący sekrety. 

Reportaże z Nepalu zawarte w książce "Kopnij piłkę ponad chmury" dosłownie mnie oczarowały. Po pierwsze dlatego, że zostały napisane w sposób fenomenalny, po drugie ze względu na ich treść i tematykę jaka jest w nich poruszona. Każdy tekst traktuje o czymś wyjątkowym, o czymś, co jest dla nas Europejczyków bardzo egzotyczne. Każdy z nich jest odmienny i przykuwający uwagę, a Autorce udało się w tekście zawrzeć to, co istotne w sposób ciekawy i wyczerpujący, a zarazem bardzo przystępny. Przyswajalny dla laika. Jedenaście tekstów to jedenaście oblicz kraju w którym oprócz rzeszy turystów i wspinaczy żyją normalni, zwyczajni ludzie, których życie toczy się w miastach i wioskach. Ludność Nepalu żyje w większości inaczej niż ludzie na Starym Kontynencie. Są bardziej związani z naturą i zależni od pór roku. Wielu z nich żyje z turystyki i tym wiedzie się lepiej, ale nie wszyscy mają dość środków do życia. Są tacy, którzy przenoszą się z prowincji do miast lub podejmują emigrację zarobkową do Stanów Zjednoczonych i państw Bliskiego Wschodu. 

Nepalczycy są pogodni mimo warunków w jakich żyją. Ich życie odbiega od norm europejskich. Brakuje prądu, drogi pozostawiają wiele do życzenia, a nepalskie kobiety bywają sprzedawane do domów publicznych za granicę. Autorka opowiada o takich kobietach, którym udało się pomóc i wyrwać ich z piekła przemocy i bólu. Ukazuje także dzieci w ośrodku dla nieletnich, których matki odbywają karę pozbawienia wolności. Opowiada historię dziewczynek, w których młode i perfekcyjne fizyczne ciało wstępuje w ramach reinkarnacji duch bogini Kumari, która jest odpowiedniczką indyjskiej bogini śmierci Kali. Iwona Szelezińska zabiera nas w góry, na szlak który wiedzie ku Annapurna Circuit. Pokazuje zwyczajne domy, zwyczaje, obyczaje religijne, podziały społeczne, tradycje świeckie i związane z wiarą. Społeczeństwo złożone z rdzennych Nepalczyków i uchodźców z Tybetu. Życie dzieci i dorosłych, bogatszych i biedoty. 

Książka jest niczym mozaika, która mieni się feerią barw, ale niektóre z nich szybko bledną i stają się matowe. Bo taki właśnie jest Nepal. W tekstach czuć, że Nepal się zmienia, że ewoluuje i chce poprawić warunki życia swoich obywateli. Nie jest to łatwe choćby wskutek takich sytuacji jak trzęsienia ziemi. 
Z kart publikacji wyłania się kraj piękny, który zamieszkują dobrzy, sympatyczni i gościnni ludzie, którzy choć niekiedy niewiele mają, to chcą się dzielić. Tym co mają do jedzenia, dachem nad głową i tym, co myślą i czują. Swoją codziennością. Radościami i smutkami. Swoim życiem. 

Tytuł to najwyższej miary mistrzostwo w gatunku reportażu. Czytałam go z wypiekami na twarzy i smutkiem, że kiedyś skończę lekturę. Tak dobre książki nie powinny mieć końca. Czytając korzystałam z internetu, spoglądałam na mapy, zdjęcia, filmy i słuchałam muzyki. To było wręcz niesamowite przeżycie. Taki przedsmak podróży realnej, która jest moim wielkim marzeniem. 
Z tekstów bije miłość i szacunek do ludzi, kultury i tradycji. Autorka nie boi się pokazać też tego brzydszego oblicza kraju, gdzie dochodzi do wyzysku, przestępstw i cierpienia kobiet oraz dzieci. 
Problemy nie są chowane pod klucz, a wychodzą na światło dzienne. 
Sama lektura jest godna polecenia. Ma wiele plusów. Trudno się od niej oderwać, bo jest po prostu wybitna. Zasługuje na najwyższe noty. I ma jeszcze jeden walor, który dodaje jej niepowtarzalnego kolorytu. Jest napisana z pasją i wielkim sercem. Gorąco polecam nie tylko tym, których fascynuje Azja, góry i inne kultury. Wyjątkowa perła literacka godna rekomendacji. 


piątek, 5 października 2018

Mariusz Sepioło "Nanga Dream. Opowieść o Tomku Mackiewiczu"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-240-5543-2

O Tomku, którego spotkamy kiedyś na szczycie góry


Pod koniec stycznia bieżącego roku media podały wiadomość o tragedii, jaka zaczęła rozgrywać się blisko szczytu jednego z ośmiotysięczników. Na wysokości powyżej siedmiu tysięcy metrów utknęła para wspinaczy wracających ze szczytu Nanga Parbat. Elizabeth Revol i Tomasz Mackiewicz weszli na wierzchołek, ale nie byli w stanie razem z niego zejść. Polaka dopadła ślepota górska i miał objawy choroby wysokościowej. Jego partnerka poprosiła telefonicznie o pomoc. Szybko podjęto starania, by ich uratować. Zebrano pieniądze, spod szczytu K2 ruszyli z pomocą uczestnicy polskiej wyprawy zimowej. Zorganizowano lot helikopterem, ale uratowano tylko kobietę. Tomasz Mackiewicz, który stracił kontakt z rzeczywistością, nie był w stanie zejść nieco niżej i na zawsze pozostał na zboczu ukochanej góry. Kim był śmiałek, który z Nangą mierzył się zimą po raz siódmy?
Jego osobę możemy poznać dzięki lekturze książki napisanej przez Mariusza Sepiołę. Opowiada ona o Tomku, który w swoim życiu odegrał wiele ról. Był synem, bratem, tatą, mężem, kolegą i partnerem, miłośnikiem przygody i poznawania świata, a przede wszystkim człowiekiem niepokornym, dla którego najwyższą wartością była wolność. Nie lubił schematów i utartych szlaków. Chciał czuć się wolny, niczym nieskrępowany i niezwiązany. Miał wiele celów i marzeń. Nie wszystkie zostały osiągnięte i spełnione. Jedno z pewnością można o nim powiedzieć – Tomek żył tak, jak chciał. Był bardzo wrażliwy i czuły. Niekiedy stronił od ludzi. Kochał za to przyrodę i lubił życie w harmonii z naturą. Miasto go zniewalało, wolał przestrzeń. Wiele w życiu doświadczył, popełnił sporo błędów, ale zrobił też mnóstwo dobrych rzeczy. Zakochał się w górze, tej jednej jedynej, niczym w kobiecie. Naga Parbat była jego femme fatale. Działała na niego jak narkotyk, ale nie ten chemiczny, bo te ostatecznie rzucił. Była niczym powietrze, bez którego trudno żyć.
Jako samouk, bez drogi tatrzańskiej, bez kariery w klubach wysokogórskich, wydobywał na światło dzienne to, co dała mu natura. Miał talent, dzięki któremu wspinał się po skałach jak kot. W góry pchała go pasja i miłość. Na co dzień był skromnym, zwyczajnym Tomkiem, który miał wiele pomysłów na życie i wiele pasji. Kochał muzykę, naturę, pomagał ludziom, którzy pobłądzili jak on lub byli chorzy i słabi. Był dobrym ojcem i niezawodnym kumplem. Dla niego nie istniało niemożliwe. Żył na adrenalinie, czerpał z życia pełnymi garściami. Miał własny pomysł na siebie i nikogo nie naśladował. Był sobą. Po prostu sobą.
Mariusz Sepioło szczegółowo opisuje życie swojego bohaterka. Od dziecka po ostatnią wyprawę. Wszystko, co w jego życiu było ważne. Ze wspomnień rodziny i przyjaciół wyłania się postać nietuzinkowa. Pełna energii i pomysłów, spragniona wrażeń i przestrzeni, życzliwa i zwyczajna. Książka ukazuje drogę złożoną z wielu kroków na nizinach i w górach, która ostatecznie prowadzi na szczyt Nangi. Z zamieszczonych zdjęć spogląda na nas człowiek żyjący z pasją i dla pasji.
Książkę czytałam na jednym wdechu. Obojętna na to, co wokół mnie. Nieważny był dźwięk telefonu, bębniący o szybę deszcz czy chęć napicia się ciepłej herbaty. Ważne było to książkowe, ale jakże osobiste spotkanie z Tomkiem Mackiewiczem. Próba zrozumienia jego idei życia. Energia bijąca z zapisanych o nim słów. I to uczucie, jakby publikacja dotyczyła kogoś bliskiego, dobrze znanego, a zarazem wyjątkowego.
„Nanga Dream” to książka o wyjątkowym człowieku i marzeniu. Dla jednych spełnionym marzeniu, dla innych utopijnej wizji zakończonej klęską. Piękna biografia oddająca hołd temu, dla którego celem życia stał się sen o Nandze. Sen, który śni się wiecznie. Tomasza Mackiewicza spotkacie w książce. Jeśli ją w pełni zrozumiecie, spotkacie go też na każdym zdobytym szczycie góry. Bo on był tego pewny.
„Jestem tego pewny,
w głębi duszy o tym wiem,
że gdzieś na szczycie góry,
wszyscy razem spotkamy się.
Mimo świata, który (który),
kocha i rani nas dzień w dzień,
gdzieś na szczycie góry (szczycie góry),
wszyscy razem spotkamy się”*.
* Fragment utworu „Na szczycie” (Grubson).


środa, 3 października 2018

Joanna Jax "Podróż do krainy umarłych"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2018
stron 400
ISBN 978-83-7835-677-6
cykl Zanim nadejdzie jutro
tom I

Miłość ma na oczach bielmo, ale życie bez niej jest nic nie warte

Dla miłośników sag rodzinnych i swego talentu Joanna Jax przygotowała nowy cykl. Jego pierwszy tom trafi do rąk czytelników w październiku. „Podróż do krainy umarłych” to książka wyborna, która opowiada o czasie trudnym i bolesnym, a jej akcja rozgrywa się głównie na Kresach Wschodnich w latach 1937-1940. W tym okresie Europa stanowiła wrzący tygiel, w którym temperatura osiąga apogeum i lada chwila może skutkować wojną. Wschodnie rubieże Polski również są miejscem niespokojnym. Narodowości, które żyją obok siebie, nie są sobie życzliwe. Niekiedy dochodzi do słownej wymiany zdań, innym razem w ruch idą pięści. W tym niespokojnym świecie trzeba żyć i pracować, dbać o dom i o to, by było co jeść. Bogatym jest łatwiej i lżej. Biedni muszą się nieźle napocić, by pokonać głód i mieć się w co odziać w czasie chłodów.
Bohaterami powieści są ludzie wywodzący się z różnych środowisk, bogaci i biedni, rodowici mieszkańcy Wileńszczyzny i ci, którzy przyjechali tam szukać swego szczęścia. Kobiety, mężczyźni i dzieci. Młodzi i starzy. Łączy ich jedno – są Polakami i patriotami. Ich życie różnie się układa. Przyjaźnią się, kochają i nienawidzą. Chcą cieszyć się życiem i szukać swojej drogi. Ich kręte ścieżki przecinają jednak wydarzenia historyczne. A wtedy emocje czytelnika sięgają zenitu.
Nina, pochodząca z Krakowa aktorka, szuka w Wilnie sławy i możliwości grania wielkich ról. Paweł leczy jej kontuzję i zyskuje coś więcej niż tylko wdzięczność pacjentki. Jakub przyjeżdża z Warszawy, by starać się o posadę saksofonisty w orkiestrze i grać, umilając innym posiłki, ale musi podjąć pracę w charakterze kelnera. Fryderyk i Berenika Domosławscy próbują wychować niesforną córkę, która jest niczym żywe srebro i miewa piekielne pomysły. Nastoletni Błażej, niezbyt skory do pracy, musi utrzymać siebie i niewidomego dziadka. Kapitan Kącki wraz z żoną wychowują zaś dwie prawie dorosłe córki, które niekiedy kłócą się o przystojnych kawalerów. Laura Przebindowska, najlepsza partia z wyższych sfer, gustuje w tych niżej urodzonych i ma nieokiełznaną osobowość. Wszystkie te postaci poznajemy w przededniu wojny. Ich życie jeszcze jest w miarę spokojne, choć nie brak w nim zawirowań. Prawdziwe trudy nastaną wtedy, gdy pokój zakłócą Hitler i Stalin...
Książka ta stanowi porywającą lekturę, dla której traci się głowę już po kilku zdaniach. Wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach, a czytaniu towarzyszy wrażenie, jakby opisanych bohaterów znało się od dawna. Ich sylwetki wydają się żywe i dynamiczne. Każdy ma ciekawą osobowość, kocha ojczyznę i jest świadomy swojej tożsamości. Za to przyjdzie im jednak zapłacić wysoką cenę i doświadczyć piekła na ziemi. Historia naznacza bowiem los każdego z nich.
Przedstawione sceny są bardzo realistyczne i doskonale oddają atmosferę tamtych czasów i miejsc. Kresy mają niepowtarzalny, uroczy klimat, przepełniony melancholią i tęsknotą za światem, który wraz z wojną odszedł na zawsze. Książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Daje nam ona możliwość poznania tamtej rzeczywistości, panujących wtedy stosunków społecznych, kultury i światopoglądów. Przypomina, jak wyglądała kiedyś Polska, jak żyli nasi rodacy, jak wyglądał świat międzywojenny daleko od Krakowa czy Warszawy. Jak bohaterowie z różnych warstw społecznych przez wojnę stali się wszyscy osobami prześladowanymi, poniżanymi i zabijanymi za to, że byli Polakami. Wielu scenom towarzyszą wzruszenie i łzy.
Joanna Jax znów udowodniła, że ma ogromny talent literacki i wspaniałą wyobraźnię, dzięki której powstają wybitne książki. Z niecierpliwością czekam na drugi tom, który ukaże się na początku przyszłego roku. Z całego serca polecam Wam lekturę tę książki, która moim zdaniem zasługuje na miano arcydzieła.

niedziela, 30 września 2018

Konkurs - do wygrania dwie książki!


Kilka dni temu podzieliłam się z Wami moją opinią na temat książki "Krocząc wśród cierni" Mariusza Leszczyńskiego. Recenzję znajdziecie pod linkiem https://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2018/09/mariusz-leszczynski-kroczac-wsrod-cierni.html

To powieść, która ukazała się pod patronatem medialnym mojego bloga.

Dziś mam dla Was jej dwa egzemplarze do rozdania. 

A oto zasady zabawy:
1 - Organizatorem konkursu jestem ja, autorka tegoż bloga
2 - Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Poligraf i Autor Mariusz Leszczyński.
3 - Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na pytanie:
Dlaczego ta książka powinna trafić właśnie do Ciebie?!

 
4 - Konkurs trwa od dziś tj. 30 września 2018 do 10 października 2018 do godziny 23.59.
5 - Ogłoszenie zwycięzców nastąpi w poście na tym blogu 11 października 2018, a zwycięzcy zostaną powiadomieni przeze mnie drogą mailową.
6 - Nagrodą jest książka w formie papierowej, otrzymają ją osoby, których odpowiedzi spodobają mi się najbardziej. 
7 - Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu do wysyłki w Polsce.
8 - Jeśli osoba wybrana przeze mnie nie odezwie się w ciągu 7 dni, nagroda zostanie przyznana komu innemu.
9 - Odpowiedzi wraz z Waszym adresem mailowym należy kierować na mój adres mailowy 
malineczka74@op.pl

10 - Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

piątek, 28 września 2018

Natalia Nowak-Lewandowska "Wybór M."


Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-7674-686-9

Szczęście to najbardziej krucha rzecz na świecie 

Szczęście jest bardziej kruche, niż najdelikatniejsza porcelana. Marzą o nim wszyscy i każdy chce je poczuć. Niektórym się to udaje, ale czasem jest tak, że szczęście umyka niespodziewanie. Ulatuje i pozostawia po sobie tęsknotę i garść wspomnień. Szczęście nie jest dane raz na zawsze. Przekonała się o tym główna bohaterka powieści Natalii Nowak-Lewandowskiej.
Michalina ma kochającego męża i wspaniałą przyjaciółkę. Wspólnie zaplanowali wakacyjny wyjazd. Ich plany niweczy zdarzenie, które ma miejsce pewnego letniego dnia. Michalina musiała wtedy zostać dłużej w pracy. Gdy wracała do domu wieczorem została brutalnie napadnięta, pobita i zgwałcona. Nieprzytomną żonę blisko domu odnalazł zaniepokojony mąż. Michalina trafiła do szpitala. Lekarze uratowali jej ciało, wyleczyli rany zewnętrzne, ale te zadane jej duszy okazały się o wiele poważniejsze. Czy Misi uda się powrócić do zdrowia i zapomnieć o ogromnym koszmarze jaki przeżyła? Czy relacje jej i jej męża wrócą do normalności? Czy można zapomnieć o brutalnym gwałcie i żyć jak kiedyś? Jak wpływa na mężczyznę gwałt na ukochanej? Czy można takie zdarzenie wymazać z pamięci? Tysiące pytań nasuwają się do głowy, a odpowiedzi na wszystkie znajdziecie w książce, która jest rewelacyjną i mocną lekturą skierowaną nie tylko do płci pięknej.
Fabuła powieści porusza mocny i trudny temat, bolesny dla ofiar napaści i gwałtów oraz ich bliskich. Kilka chwil zmienia sielankową rzeczywistość małżeństwa w koszmar. Mąż i żona tracą grunt pod nogami. Ona zamyka się w sobie i jest niczym zastraszone zwierzę, on szaleje z rozpaczy i pała chęcią zemsty. Między parą wyrasta szklana ściana i każde z nich staje po przeciwnej stronie. Misia cierpi podwójnie: nie ma wsparcia ze strony męża, ani matki, z którą nigdy nie łączyły jej dobre relacje, a dodatkowo lekarze i stróże prawa traktują całą sprawę z obojętnością i w sposób mechaniczny. Nikt nie okazuje wyrozumiałości czy współczucia. Nikt nie wyciąga do Michaliny pomocnej dłoni poza siostrą, której zaistniała sytuacja otwiera oczy na pewne sprawy.
Książka robi ogromne wrażenie. Jej lektura powoduje olbrzymi wstrząs i szok. Jest niczym porażenie prądem o dużej mocy. Uświadamia, że pewne krzywdy okazują się nieodwracalne w skutkach i niemożliwe do naprawienia. Największym atutem tytułu jest zakończenie, którego chyba większość czytających się nie spodziewa. Stawia jednak ono kropkę nad „i” i uświadamia powagę problemu. Bardzo współczułam głównej bohaterce, którą los i otoczenie ogromnie skrzywdziło.
Mimo, że nie jest to łatwa książka, by ją sprawiedliwe ocenić nie można użyć innych słów niż wspaniała i niepowtarzalna. Została napisana, by uwrażliwić na zło, które dzieje się obok nas i dotyka wielu kobiet. Budzi w nich nieuzasadnione poczucie winy i wstyd. Lęk i brak chęci do życia. Zabiera wiarę w dobro i empatię dla ludzi. Maluje świat na czarno i zabiera nadzieję, że jeszcze kiedyś może być dobrze. Czytając płakałam często i długo. Niekiedy musiałam odłożyć książkę, by ochłonąć i uspokoić emocje.
Natalia Nowak-Lewandowska głośno i wyraźnie apeluje, by mówić o problemie przemocy wobec kobiet, by nie zostawiać ofiar z traumą samym sobie, by wspierać i dodawać otuchy, a nie krytykować jak czyni to matka Misi, która jest postacią zdecydowanie negatywną i zasługuje na ostrą krytykę.
Książkę określę mianem fenomenalnej i okrzyknę mistrzowską lekturą. Potrzebną i niosącą ważne przesłanie. Nie można uciekać od trudnych tematów, nie można zamiatać ich pod dywan. Trzeba o nich mówić, trzeba się z nimi mierzyć. Zło powinno być miażdżone bezwzględnie i wyraźnie. Gratuluję Pani Natalii tak dobrej lektury, talentu i pomysłu na fabułę. Gorąco polecam i rekomenduję tę powieść.


czwartek, 27 września 2018

Mariusz Leszczyński "Krocząc wśród cierni"



Wydawnictwo Poligraf 
data wydania 2018
stron 188
ISBN 978-83-7856-831-5


Macki zła bywają okrutne

Jak każdy czytelnik mam listę swoich ulubionych Autorów. Po ich książki sięgam w ciemno. Nie jest to lista zamknięta i wciąż dopisuję do niej nowe nazwiska. Trafiają na nią uznani twórcy, którzy zdobyli popularność, ale i pisarze mniej znani, których lubię odkrywać. Lubię odszukiwać w morzu nowości fabuł, które odrywają od świata, w których mogę się zatracić i odkryć nowy smak stylu twórcy z ogromnym potencjałem. Do takiego grona pisarzy zaliczę Mariusza Leszczyńskiego, którego powieśc zdecydowałam się z prawdziwą przyjemnością objąć patronatem medialnym.

Książka opowiada historię Williama Baxtera, który mieszka niedaleko Londynu w pięknej posiadłości. Jego rodzina jest majętna i żyje w luksusie. Sam główny bohater nie musi się martwić o sprawy materialne i wiedzie żywot rozrywkowy w którym królują imprezy, alkohol, seks i piękne kobiety, który zmienia jak rękawiczki. Natura obdarzyła go hojnie urodą i wdziękiem, co sprawia, że ma spore powodzenie u płci pięknej. Gdy go poznajemy jego życie jest beztroskie, wręcz bajkowe. Ale los szykuje mu bolesny cios. Czarne chmury wróżą burzę. Pewnego razu, gdy William wraca z kilkudniowej zabawy dowiaduje się, że jego rodzina - rodzice i dwie siostry mieli wypadek samochodowy. Matka i jej córki spoczywają już w trumnach, a ojciec umarł w szpitalu. To przewraca życie młodego mężczyzny do góry nogami i zmienia go diametralnie. Te bolesne zdarzenia jak się okazuje rozpoczynają łańcuch wielu wydarzeń, które na przestrzeni lat dotkną Baxtera i zmuszą go do odkrywania rodzinnych tajemnic i sekretów.

Powieść nie jest długa, ale jej akcja toczy się bardzo dynamicznie i obfituje w wiele scen oraz wydarzeń. Nie ma rozdziału w którym wiele by się nie działo. Czytelnik jest ciągle i wciąż na nowo zaskakiwany. Nie brakuje niespodzianek. To nie jest tylko thriller, choć grozy nie brakuje. To dobre połączenie sensacji, obyczaju, romansu z elementami erotyki. Książka mocno pobudza wyobraźnię i nie daje ochłonąć w trakcie czytania. Losy Williama są barwne i zajmujące, a sam bohater niezwykle ciekawie wykreowany. Ma wady i zalety, zmienia go życie, kształtują bolesne doświadczenia. W pewnym momencie doprowadził mnie do białej gorączki, choć oceniam go pozytywnie. Szkoda, że ta historia nie jest bardziej rozbudowana, bo odrobinę brakło mi w niej choćby opisów miejsc w których się rozgrywa.
Książka przypadła mi do gustu i chcę Was nią zainteresować, jak również ją polecić. Jej walorem jest oryginalna i świeża fabuła, ciekawie poprowadzona akcja i dynamika, która sprawia, że nasza uwaga jest napięta, a nuda nie grozi. Jeśli macie ochotę na ciekawą propozycję, która łączy kilka gatunków to ten wybór będzie doskonały. Polecam Wam serdecznie ten tytuł.


Dobra wiadomość jest taka, że już za chwilę będę miała dla Was konkurs i dwa egzemplarze tej powieści do rozdania. Już teraz zapraszam i śledźcie posty. 

wtorek, 25 września 2018

Magdalena Witkiewicz "Nie ma jak u mamy"


Wydawnictwo Filia 
data wydania 2018
stron 320
ISBN 978-83-8075-529-1

Wszędzie dobrze, ale u mamy najlepiej

Mam dobrą wiadomość dla tysięcy czytelników, którzy są fanami Milaczka wykreowanego przez Magdalenę Witkiewicz. Ulubiona bohaterka powraca w czwartym tomie rewelacyjnego cyklu. Milena, którą spotykamy jest dojrzalsza i powoli dotyka ją kryzys wieku średniego. Po dziesięciu latach małżeństwa jest z jednej strony rozsądniejsza i bardziej odpowiedzialna, ale z drugiej strony w jej głowie wciąż drzemią niesamowite i szalone pomysły. Bo wiek łagodzi obyczaje, ale nie w stu procentach.
Milena stara się być perfekcyjną westalką domowego ogniska. Wkłada mnóstwo wysiłku, by świat jej bliskich i jej samej był uporządkowany, by w domu panowała harmonia. Milaczek chce być idealny i zorganizowany, ale plany planami, a życie życiem. Wciąż pojawiają się przeróżne niespodzianki, a świat nie wiruje wokół naszego ego. Dzieci przynoszą oceny na pograniczu przyzwoitości, kłócą się o uwagę matki czy zabawki lub szybko dorastają i wychodzą same na nocne imprezy. Mąż nie zawsze liczy się z radami i panuje nad dziećmi. W pracy nadchodzą mimo dobrych wyników niespodziewane reorganizacje. Na szczęście zawsze jest ktoś tak pomocny i szlachetny jak Zofia Kruk, a pasja biegania przynosi zadowolenie i nowe, jakże interesujące znajomości.
Magdalena Witkiewicz fenomenalnie poprowadziła dalsze losy znanej już z wcześniejszych części cyklu bohaterki i doskonale pokazała ją w roli mamy z wieloletnim stażem. Udowodniła też, że mimo upływu lat każda z kobiet może podejmować nowe wyzwania, zamykać i otwierać pewne etapy życia, a wiek nie jest żadnym ogranicznikiem. Macierzyństwo nie musi być nudne i stanowić czasu stagnacji. Jeśli jedne drzwi się zamykają, mogą się otworzyć następne. Wystarczy wierzyć w siebie i swoje możliwości, być otwartym na zmiany i ciekawe propozycje od losu. Od tej lektury się młodnieje i nabiera sił. Ta książka doskonale ładuje nasze osobiste baterie i jest motorem do działania. Bo wystarczy zapatrzyć się w jej bohaterki, by powiedzieć, że niemożliwe nie istnieje.
Powieść czyta się lekko, przyjemnie i z uśmiechem na twarzy. Polecam ją tym, którzy znają już Milaczka i tym, którzy nie mieli pojęcia o jej istnieniu. Ten tytuł powinien być polecany przez terapeutów dla mam w depresji i kobiet, które utraciły wiarę w siebie. Lektura „Nie ma jak u mamy” ma wiele plusów. Minusów się nie dopatrzyłam. Kusi piękna okładka, zachęca świetny styl autorki i jej podejście do życia. Właśnie tak, z lekkim luzem należy podchodzić do codzienności. Magdalenie Witkiewicz świetnie udało się opisać w każdej z bohaterek cząstki każdej z nas. Bo Aniela, Milena czy Edyta są właśnie takie jak my.
Drogie Panie jeśli chcecie doskonałej rozrywki i macie pragnienie energetycznej oraz podbudowującej lektury zapraszam do przeczytania „Nie ma jak u mamy” i innych książek z tego cyklu. Pozytywne emocje gwarantowane.


niedziela, 23 września 2018

Magdalena Kawka, Małgorzata Hayles "Kobiety nieidealne. Magda"


Wydawnictwo Replika
 data wydania 2018
stron 384
ISBN 978-83-7674-716-3

Nie ma takich sto jak ich cztery

Literatura dla kobiet spełnia ważne zadanie i jest bardzo potrzebna. Bo nic tak nie doda energii zmęczonej życiem, zasmuconej kłopotami czy zdruzgotanej troskami kobiecie jak dobra książka. Jak powieść napisana dla kobiet i o kobietach, której bohaterki są zwyczajne, dokładnie takie jak my, a nie wyidealizowane i sztuczne. Osobiście chętnie i często sięgam po literaturę kobiecą stworzoną przez polskie Autorki. Stoi ona moim zdaniem na dobrym poziomie i doskonale poprawia nastrój, niweluje stres i dodaje energii. A jej dodatkowym plusem jest to, że nie ma skutków ubocznych jak cukier. Do grona książek o których powyżej napisałam z pewnością można zaliczyć pierwszą część czterotomowego cyklu stworzoną przez duet dwóch Pisarek, które łączą więzy przyjaźni. Chodzi o książkę Magdaleny Kawki i Małgorzty Hayles "Kobiety nieidealne. Magda". 

Seria to cztery tomy, a bohaterką każdego jest jedna z grona przyjaciółek, które są niczym muszkieterki. Przyjaźnią się, dzielą radości i troski, wiedzą o sobie wszystko, spotykają się i doskonale bawią. Wiedzą, że mogą na siebie liczyć. Razem piją wino i wymyślają niesamowite cele. W swoim gronie potrafią się wyluzować i nabrać dystansu do świata, który nie zawsze bywa przyjazny i kłania się do stóp. Każda z nich jest inna, każda ma inną życiową sytuację, ale mimo różnic doskonale się rozumieją. 

Magda jest po rozwodzie. Jej małżeństwo rozpadło się dla kochanka, a ten również odszedł w siną dal. Magda przeniosła się z domu męża do własnego, ciasnego i na kredyt mieszkania oraz rozpoczęła pracę w wydawnictwie. Ma fajnego szefa, dwunastoletniego syna i zbyt troskliwych rodziców, którzy myślą innym torem i chcą córkę na siłę uszczęśliwić. W takiej sytuacji dochodzi często do emocjonalnych wyładowań i potrzebny jest by uniknąć awantury kompromis. A przyjaciółki szukają jej nowego faceta i pod wpływem sporej ilości wina zakładają konto na portalu randkowym. Czy chcecie bliżej poznać Magdę? Zapewniam, że to niesamowita kobieta i zawarcia tej książkowej znajomości nie pożałujecie. 

Po lekturze tej powieści jestem zdecydowana poznać pozostałe trzy tomy tego cyklu. Tytuł z całego serca Wam polecam. Warto po niego sięgnąć choćby dlatego, że przyjaciółek takich jak te opisane życzę każdej z nas. Warto mieć obok siebie tak pełne humoru i gotowe pomóc osoby, które udowadniają, że przyjaźń to wielka wartość w dzisiejszych czasach. Wartość niekiedy deficytowa, którą wielu zadeptało w wyścigu szczurów.
 Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Jest w niej wiele scen tryskających humorem. Lektura wielokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy i sprawia, że nie tracimy nadziei na spotkanie w życiu dobrych, uczynnych ludzi. Postać głównej bohaterki jest po prostu kapitalna. Bliska mnie i pewnie większości czytelniczek. Magda to osoba nieidealna, która jest pełna życia i planów na przyszłość. Brakuje jej jedynie odpowiedniego faceta. Ten fakt ma zmienić poznany w sieci Kot Makawity. 

Ta książka to idealny wybór na gorszy dzień czy deszczowy i zimny wieczór. Smutnym przywróci uśmiech, zmęczonym doda energii. Pozwoli z optymizmem spojrzeć na świat. Jej akcja jest dynamiczna, pełna zwyczajnego życia. To książka, która uczy optymizmu i radości. Babska przyjaźń nie ma ceny. I jest nam kobietom bardzo potrzebna. Czekając na kolejne tomy zapraszam do lektury. 

wtorek, 18 września 2018

Aleksander R. Michalak "Denar dla szczurołapa"



Wydawnictwo Replika
data wydania wrzesień 2018
stron 432
ISBN 978-83-7674-703-3

Fleciście zawsze należy zapłacić

Zaczynając czytać powieść napisaną przez Aleksandra Michalaka wiedziałam, że jej przedpremierowe recenzję są bardzo pozytywne, a blogerzy i vlogerzy gorąco zachęcają do poznania tej historii. Spodziewałam się więc książki bardzo dobrej, która powali mnie na kolana. Czy tak się stało? Czy polski Autor może dorównać komuś tak popularnemu jak Dan Brown? 
Jesteście ciekawi mojego zdania? I czy aby ten tytuł nie jest przereklamowany? 

Nie będę Was zbyt długo trzymać w napięciu. Jeśli planujecie go kupić to się pośpieszcie, bo nakład może się wyczerpać. To rewelacyjna książka, która zapewni Wam naprawdę świetną przygodę. To doskonałe połączenie sensacji, tajemnic i religijnych sekretów. 

Fabuła książki opiera się na dość popularnej legendzie sprzed wielu lat, która mówi o szczurołapie z Hameln. Przed wieloma wiekami to miasto nawiedziła inwazja szczurów. Straty spowodowane ich bytnością były olbrzymie. Ludzie zrozpaczeni stadami gryzoni szukali ratunku by się ich pozbyć. Na pomoc przybył szczurołap z fletem. Zaoferował swoje usługi za pewną opłatę. Zadanie wykonał, ale zapłaty mu poskąpiono. Zły postanowił się zemścić. Uwodząc grą na flecie wyprowadził z miasta dzieci i zawiódł je na pobliską kalwarię. Co było dalej? Zapraszam do lektury, której główną postacią jest węgierski uczony Gabor Horthy, który rozpoczyna badania nad dokonaniami pewnego teologa, który żył w XIX wieku. August Erdmann interesował się wcześniej przypomnianą legendą. Okazało się, że szczurołap pojawił się na kartach kronik historycznych nie jeden raz i nie tylko w jednym miejscu...

"Denar dla szczurołapa" to fascynująca proza, którą czyta się szybko i z wypiekami na twarzy. Łączy ona w sobie elementy kilku gatunków literackich. Jest sensacja, jest zbrodnia, jest przygoda. Nie brakuje emocji, jest tajemniczo i mrocznie chwilami. Jest wątek romansowy, jest szybka akcja. Akcja rozgrywa się w wielu miejscach, a sama treść przykuwa uwagę i zwalnia reakcje czytającego na otaczający go świat realny. Tak, ta powieść uwodzi i z pewnością niejedna osoba zarwie dla niej noc. Warto, bo książka ma bardzo wiele plusów. Za największy uważam zakończenie, które ma moc wrzenia i jest mocne jak spirytus. Aleksander Michalak znalazł nie tylko ciekawy pomysł na fabułę, ale do tego bardzo dobrze go ujął i zrealizował. Bo poruszając tyle wątków i sekretów trzeba talentu by je sprytnie poplątać, zamotać i ułożyć z nich interesujący gobelin, który ma czytelnika zachwycić i oczarować. Pisarz zrobił to na medal. Choć początek może wydać się niektórym nieco chaotyczny to w miarę czytania jest tylko lepiej i lepiej. Ciekawiej i ciekawiej. Ta trzymająca w napięciu książka absolutnie nie jest przereklamowana. Ba, powinna trafić w ręce tych, których zachwycił "Kod da Vinci" i książki jemu podobne. Polski Autor świetnie wkroczył w świat literatury do tej pory zarezerwowany dla zagranicznych twórców. Nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić Wam "Denar dla szczurołapa" i czekać na kolejną lekturę tegoż Pisarza. Brawa dla Wydawnictwa Replika za wydanie takiej Perełki. 

wtorek, 11 września 2018

Jerzy Andrzejczak "Spowiedź polskiego kata"


Wydawnictwo Aktywa 
data II wydania 2018
stron 272
ISBN 978-83-946528--3-8

Wyznania legalnego zabójcy i nie tylko 

Nie byłoby tej profesji, gdyby w katalogu kar ustawodawca nie godził się na zabijanie. Na legalnie zabijanie zgodnie z literą prawa i orzeczone prawomocnym wyrokiem sądu z odmową prawa łaski. A tak było przez wiele lat w Polsce i nie tylko, a w wielu miejscach na świecie nadal jest. O jakim zawodzie mowa? 

O profesji kata czyli ręce sprawiedliwości trzymającej narzędzie śmierci. O mężczyznach, którzy pozbawiają życia. Robią to w różny, ustalony przepisami sposób.  Kaci nie cieszyli i nie cieszą się szacunkiem, poważaniem a wręcz odwrotnie. Dotyczy ich raczej ostracyzm i pogarda, osamotnienie i wykluczenie ze społeczności. Kim są panowie parający się tym zajęciem? Co ich do tego zmusza czy zachęca? Czy można mieć spokojnie sumienie i być normalnym człowiekiem wieszając skazanych na "kaes"? 
Macie tyle sił i  odwagi by poznać katów? Wysłuchać ich spowiedzi? Bałam się, że nie będę w stanie temu sprostać, ale jak się okazało pochłonęłam tę publikację szybko i zachłannie z wypiekami na twarzy. I okazała się ona o wiele bardziej bogata w treść niż sugeruje to tytuł. 

To drugie wydanie tej książki w której Autor po części oddaje głos katu, a także sam opisuje najgłośniejsze sprawy w których zapadł najsurowszy z wyroków, przybliża sylwetki najokrutniejszych morderców, gwałcicieli i sprawców napadów. Przybliża historię katowskiej profesji w Polsce i na świecie na przestrzeni wielu wieków. Porównuje wczoraj i dziś, a także pozwala wypowiedzieć się zwolennikom i przeciwnikom kary śmierci. 

To nie jest łatwa lektura aczkolwiek niezwykle ciekawa. Przypomniała mi wykłady na studiach z prawa karnego. Autor napisał ją równie ciekawie jak wykładał karnista - teoretyk i praktyk z którym miałam styczność. Nie polecam jednak czytać tego tytułu przed snem osobom wrażliwym, bo może zakłócić spokój nocnego odpoczynku. Książka zawiera multum informacji, lawinę ciekawostek, wiele przykładów i opinii. Nie ma w niej nudnych fragmentów, nie ma rozwlekłych opisów. Jest ciekawy przekaz podany w atrakcyjnej formie. 

Czytając dowiemy się jak wyglądały cele śmierci, jak spędzał ostatnie godziny skazany przed wykonaniem wyroku, jakie były przedśmiertne życzenia i jak wyglądała ostatnia droga. Jak zachowywali się ci, którzy mieli odejść za kilka chwil. W lekturze nie brakuje mocnych scen, grozy, mrocznego klimatu. Czuć, że świat osób skazanych to świat w którym nie jest normalnie, a do głosu dochodzą negatywne instynkty i zło, które drzemie gdzieś w piekle i nagle ogarnia ludzkie dusze. 
To mocna lektura oparta niestety na prawdziwych faktach ukazująca rzeczywistość, która z jednej strony przeraża, ale i budzi ciekawość. Bo egzekucje kiedyś były publiczne i przyciągały tłumy. 
Książka - co może w tym przypadku zabrzmi dziwnie - spodobała mi się i będę Was zachęcała do jej lektury. Dobre ujęcie jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów zasługuje na uznanie. Polecam, choć to szokująca i wymagająca lektura.