środa, 18 kwietnia 2018

Anna H. Niemczynow "Dziewczyna z warkoczami"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2018
stron 360
ISBN 978-83-8075-396-9

Życie nie zawsze przynosi nam to, czego od niego oczekujemy

Marzenia ma każdy z nas. Szczególnie wiele ich mają młodzi ludzie stojący u progu dorosłego życia. Ich plany są często bardzo ambitne. Prym w nich wiodą koncepcje zawodowe i uczuciowe. To całkiem naturalne, że młoda dziewczyna, taka jak główna bohaterka powieści Anny Niemczynow, marzy gdzieś w głębi duszy o wielkiej miłości i tym jedynym mężczyźnie, który zamieszka na zawsze w jej sercu. Umysł w pewnym sensie konkretyzuje tę osobę, ale życie często te wyobrażenia weryfikuje i pisze własny scenariusz. Scenariusz, w którym miłość nie pyta o wiek.
Paulina kończy studia pedagogiczne. Właśnie zdaje ostatni egzamin i przed nią tylko obrona pracy magisterskiej. Dalej są wakacje, podjęcie pierwszej pracy, a może kolejne studia na kierunku stomatologicznym, do czego gorąco namawia ją mama. Paulina w domu bliskiej przyjaciółki Dagmary spotyka gościa jej rodziców. Mężczyznę z przeszłością, który przyjeżdża, by odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Między Pauliną a Mikołajem od samego początku iskrzy. Młoda kobieta za nic ma sporą różnicę wieku i coraz bardziej kieruje się sercem i emocjami. Mikołajowi zaś przyjaciółka Dagmary mocno kogoś przypomina. Kogoś, dla kogo kiedyś w przeszłości stracił głowę. Co wyniknie z takiej znajomości? Czy duża różnica wieku stoi na przeszkodzie szczęściu? Czy przeszłość jest w stanie zapanować na tym, co teraz i położyć się cieniem na przyszłości?
By poznać odpowiedzi na te pytania należy przeczytać książkę, która ma piękną, utrzymaną w wiosennej tonacji okładkę i która zawiera w sobie ciekawą, obyczajową historię.
Na pierwszy rzut oka ta lektura może się wydawać niezwykle pogodna, lekka i przyjemna. W jej fabule drzemie wiele życiowej treści i poruszonych zostało dużo trudnych tematów. Przewijający się korowód postaci jest barwny i niejednolity. Każdy z bohaterów ma swoje tajemnice i sekrety. Pozornie wydawać by się mogło, że wszystko może się dobrze ułożyć i mieć beztroski happy end, ale jak to zwykle w życiu bywa na drodze do szczęścia staje przeszłość. Ona wraca jak bumerang i splątuje życiowe ścieżki, komplikuje i miesza. Ta opowieść potwierdza też prawdę, że życie zawsze potrafi zdobyć się na totalną nieprzewidywalność. Ma też moc diametralnie zaskoczyć i zrobić przeróżne niespodzianki. Los lubuje się w weryfikacji naszych planów. Książka niekiedy bywa przewidywalna, ale są momenty, które zaskakują.
„Dziewczyna z warkoczami” to powieść o miłości, przyjaźni i rodzinnych więzach. Czyta się ją szybko, a w trakcie lektury nie brak emocji. Czuć z niej aromat sernika, zapach rodzinnej atmosfery i siłę najgorętszego uczucia, które ma ogromną moc. Z kart lektury bije dobra energia i pozytywny przekaz. Przeczytanie powieści Anny Niemczynow sprawia, że pogodniej spojrzymy na świat i uwierzymy, że nawet najgorszy początek może doprowadzić do dobrego końca.
„Dziewczyna z warkoczami” to powieść dla tych, którzy lubią fabuły skomplikowane rodzinnymi tajemnicami. Jestem pewna, że podbije ona serca pań w każdym wieku, a jej lektura pochłonie i oderwie od szarej rzeczywistości. W trakcie czytania nie zabraknie momentów i do śmiechu i do łez. Lektura idealnie sprawdzi się na wiosenny weekend i czytanie w plenerze.

sobota, 31 marca 2018

Wielkanoc




Aby był to czas uroczy,
życzę miłej Wielkanocy.
Aby zdrowie dopisało
i jajeczko smakowało.
Aby szynka nie tuczyła,
atmosfera była miła.
Niech tradycja wodę leje,
a zajączek niech się śmieje!

środa, 28 marca 2018

Agnieszka Krawczyk "Tylko dobre wiadomości"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2018
stron 416
ISBN 978-83-8075-384-6

Złym nowinom wstęp wzbroniony

Są autorzy, po których kolejne książki sięgamy w ciemno. Robimy tak, bo pokochaliśmy ich pióro, doceniamy styl jakim piszą, ich pomysły na fabułę i klimat, jaki odczuwa się w trakcie czytania. Do tego grona literatów zaliczam Agnieszkę Krawczyk, której powieści są sprawdzonym antidotum na zły humor i chandrę.
Jej najnowsza książka nosi jakże pozytywny tytuł „Tylko dobre wiadomości” i opowiada historię dwóch młodych, zdolnych i ambitnych przyjaciółek – Izabeli i Kamili. Życie obu stanęło na zakręcie i czas w nim na zmiany, nowe cele i wyzwania.
Iza – znana i popularna dziennikarka stacji telewizyjnej, prowadząca programy z zakresu publicystyki w ramach reorganizacji i zmiany ramówki traci optymalny czas programowy i zostaje odsunięta na boczny tor. Ta decyzja jej się zupełnie nie podoba, tym bardziej, że wypiera ją tania, komercyjna rozrywka. Pani Oster odchodzi z pracy i liczy na intratną propozycję od konkurencji. Ta jednak w spodziewanej formie nie nadchodzi, ale ciekawa oferta spływa od jej przyjaciółki Kamili Rudnickiej-Clement. Kama odziedziczyła bowiem w spadku po byłej teściowej pismo dla pań, które nie jest w najlepszej kondycji. Wspólnie mają je uratować, odświeżyć i przywrócić dawną popularność. Jest to spore wyzwanie i trudny cel. Dla tych dziewczyn nie ma jednak nic niemożliwego. Przeprowadzają się do Krakowa, zakasują rękawy i zabierają się z zapałem ostro do pracy...
Czy uda się sprostać zadaniu? Czy w nowym miejscu zamieszkania czeka na główne bohaterki nowa miłość? Czy życie napisze pełen szczęścia scenariusz? Odpowiedź drzemie na kartach książki, która okazała się przyjemną i idealną lekturą na przedwiośnie, które jest bure, ponure i chętnie trzyma sztamę z chandrą.
Podobnie jak w innych książkach Agnieszki Krawczyk w „Tylko dobrych wiadomościach” panuje pełen optymizmu i nadziei klimat na lepsze jutro. Choć dziś los sprawia niezbyt miłe niespodzianki czuje się mocno, że to tylko przejściowe i szybko przeminie pod warunkiem, że nie siądziemy na laurach i weźmiemy się z życiem za bary. Wykreowane bohaterki są miłe i sympatyczne, zarażają dobrą energią i pokazują, że spojrzenie na świat z lekkim dystansem bywa sprawdzonym pomysłem i sposobem na dobry nastrój. Kamila i Iza nie załamują rąk, nie narzekają. Idą ciekawe przez życie i uważnie rozglądają się za kolejnymi szansami i drzwiami do otworzenia. Ta postawa jest idealnym wzorcem dla osób, które sięgną po tę powieść w gorszym czasie życia.
Książkę czyta się lekko, często z uśmiechem na twarzy. Fabuła zawiera wiele scen, które ostro rozśmieszą. Niesamowity klimat nadają miejsca, w których rozgrywa się akcja – Kraków i Wenecja. Z kart lektury czuć tę specyficzną dla tych miejsc aurę - jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną. Uroku dodaje także obecność zwierzaków i przepiękna okładka.
Powieść gloryfikuje przyjaźń, która dziś często zostaje zabita przez rywalizację i zostaje zadeptana w biegu po sukces. Nie brak w niej także romantyczności, słonecznego klimatu i pełnej dobrych fluidów energii.
Agnieszka Krawczyk wnikliwie opisała dzisiejszą rzeczywistość. Czasy w jakich przyszło nam żyć są szybkie i niekiedy brutalne. Ludzie bywają różni, a porażki spadają niekiedy niespodziewanie. Mimo to trzeba odnajdywać w sobie pokłady sił jak robią to główne bohaterki i iść do przodu nie zwracając uwagi na potknięcia. To moim zdaniem jest mottem tej książki, którą polecam miłośniczkom współczesnej polskiej prozy kobiecej. Powieść z pewnością nie zawiedzie fanek kobiecych lektur, które lubią się przy czytaniu zrelaksować.

wtorek, 27 marca 2018

Szymon Radzimierski "Dziennik łowcy przygód. Etiopia. U stóp góry ognia"



Wydawnictwo Znak emoticon
data wydania 2018
stron 384
ISBN 978-83-240-5045-1

Z afrykańskiego dziennika młodego Podróżnika

Czytelnicy mojego bloga doskonale wiedzą, że przepadam za literaturą podróżniczą. Do tej pory przeczytałam wiele książek tego gatunku. Zawsze ich Autorami były osoby dorosłe. Kilka dni temu przeczytałam wspaniały tytuł, który napisał 11-letni podróżnik Szymon Radzimierski. Simon, jak nazywają go rodzice, uwielbia podróżować i w czasie swoich wojaży spisywać swoje wrażenia. Książka o której chcę Wam napisać jest owocem czterotygodniowej podróży do serca Afryki, a konkretnie do Etiopii. 

Na okładce książki zamieszczono drogowskaz, który mówi, że "Wstęp tylko do lat 18". Mnie jako osobie dorosłej czytało się tę pozycję znakomicie. Ujęła mnie relacja młodego człowieka, który patrzy na świat nieco inaczej niż osoba dojrzała. W tej opowieści jest mnóstwo radości, ekspresji, zapału, pasji. Nie brakuje wnikliwości, ciekawości świata i uciechy z poznawania nowych miejsc, ludzi, kultur, zwyczajów, potraw itd.

Relacja zaczyna się od nieco pechowej podróży lotniczej w trakcie której gubią się bagaże. Naszego bohatera czekał przymusowy przystanek, ale na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie. Państwo Radzimierscy ruszyli by poznać jak się okazało naprawdę ciekawy kraj, który zapewnia turystom moc niezapomnianych atrakcji. 

Simon w afrykańskich opowieściach spisał się na medal. Ciekawie opisał przeróżne przygody, spotkanych ludzi i miejsca, które odwiedził. Zrobił to z humorem, ale i wielką gracją. Doskonale dostrzegł oczami dziecka to, co pominęliby dorośli. Jego relacja to nie tylko zachwyt nad cudami natury, ale i dygresje na temat życia w kraju ubogim i pełnym biedy jakim jest Etiopia. Za serce chwyciły mnie słowa mówiące o cenności plastikowych butelek czy niepohamowanej radości z otrzymania piłki nożnej. Szymon okazał się wrażliwy i pokazał, że ma dobre serce. 
W swoich zapiskach młody bloger zawarł istotę tego rejonu, jego piękno i kontrasty, jego problemy i wyjątkowość. Udowodnił, że najlepiej poznaje się miejsca podróżując do ich wnętrza, a nie widząc je z perspektywy hotelowego tarasu. I tak lektura wiedzie nas do wiosek plemion, które żyją tak jak ich przodkowie i stronią od cywilizacji. Mamy okazję wspiąć się do krateru czynnego wulkanu i przeżyć karmienie z ręki hien, poznać zwyczaje jakie kultywują rdzenni mieszkańcy od lat (skakanie przez krowy czy picie krwi), które nam mogą wydać się nieco szalone i dziwne. Czytając poznamy etiopską faunę i florę oraz dżunglę i jej tajemnice. Odwiedzimy pustynię i skalne kościoły, a także poobserwujemy afrykańskie małpy. 

Treść książki jest niezwykle barwna i pobudzająca wyobraźnię, a uzupełniają ją przepiękne zdjęcia i rysunki. Tę książkę chce się czytać, ale i wzbudza ona chęć podróży oraz poznania Czarnego Lądu osobiście.
Ten tytuł okazał się naprawdę miłą niespodzianką. Bardzo przypadł mi do serca i porwał mnie na całego. Czytając nie raz się uśmiechnęłam, ale i zakręciła się w oku łza. Było ciekawie, tajemniczo, odkrywczo i nie zabrakło okrzyków zachwytu. Spodobała mi się relacja Simona, który przygotował ją z pasją i włożył w nią całe serce. Młody Podróżnik "odwalił" kawał świetnej roboty i należą mu się za nią wielkie brawa. Ta publikacja sprawiła, że stałam się Jego fanką i z radością sięgnę po kolejne książki, które dla nas przygotuje. Wierzę, że stanie się to szybko. Bo taki talent nie może się chować w cieniu. Wróżę tej książce sporą popularność.  

piątek, 23 marca 2018

Joanna Jax "Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu"


Wydawnictwo Videograf
data wydania 2016
stron 374
ISBN 978-83-7835-537-3

Idealna saga czyli spełnione czytelnicze marzenie

Cześć. Mam na imię Bernadka i od lat jestem sagoholiczką. Nie wiem, pewnie w tym momencie stworzyłam nowe i dziwne słowo, ale od lat kocham się w sagach rodzinnych, norweskich i wszelkiego typu opowieściach w które często wplata się historia. Mając na uwadze ten fakt zupełnie nie wiem jak to się stało, że przegapiłam ten wspaniały cykl i nie odkryłam perfekcyjnej prozy Pani Joanny. Przypadek sprawił, że dostałam propozycję recenzji tomu V i VI tej serii a tym samym musiałam poznać początek tej historii i zaczytałam się na amen.

Łatwo zatem się domyślić, że w tej recenzji będą same pochwały, ochy i achy, ciepłe słowa pod adresem Autorki, która dosłownie mnie zaczarowała. Zakochałam się w tej serii od pierwszego wejrzenia i odłożyłam wszystko by zatopić się w losach jakże interesujących postaci na których życie znacząco wpłynęła burzliwa historia XX wieku.

Akcja książki zaczyna się w roku 1919. Odrodzona, wolna Polska i małe miasteczko Chełmice. A w nim bogaci Chełmiccy i biedna rodzina Lewinów. Anna Lewin po tym jak mąż poszedł na wojnę i wrócił z niej kaleką musi utrzymać rodzinę. Podejmuje pracę we dworze i ulega Chełmickiemu. Rodzi syna, ale jego ojciec go nie uznaje. Anna dalej klepie biedę z mężem i dwójką dzieci. Dzieci rosną i marzą o lepszym życiu. Hanna obdarzona przez naturę pięknym głosem nie chce zostać żoną lubiącego alkohol miejscowego mężczyzny i wyjeżdża do stolicy w poszukiwaniu lepszej przyszłości i zrobieniu kariery. Po śmierci rodziców nic jej już w miejscu urodzenia nie trzyma. Jej brat zazdrosny o swego przyrodniego brata Juliana żyjącego w dostatku pała chęcią zemsty i chce pokazać biologicznemu ojcu, że wyrwie się z biedy i dorówna Chełmickim. Do Warszawy wraz z Hanią udaje się za namową babki jej przyjaciółka Alicja. Kto z nich wygra los na loterii życia? Komu szczęście dopisze, a kto poniesie porażkę? Jak potoczą się dalsze losy tych postaci kiedy wybuchnie wojna? Zaczytajcie się w tej książce a odpowiedzi na pytania zapewne Was zaskoczą. 

I tom czytało mi się rewelacyjnie. Od samego początku dostrzegłam mistrzostwo pióra nieznanej mi dotąd zdolnej pisarki, która niezwykle ciekawie zaplanowała swoim bohaterom życie. Ich losy świetnie poprowadziła i pozwoliła im żyć w niezwykle trudnych czasach, które tak mocno wpłynęły na całą ludzkość. Joanna Jax wspaniale ukazała ówczesne realia i warunki bytowania poszczególnych warstw społecznych, a także fakt zburzenia porządku społeczno-bytowego ludzi przez wojnę, która wywróciła świat do góry nogami. Zabrała spokój, dach nad głową, majątek i zamieniła życie w koszmar. 

Wykreowani przez Pisarkę bohaterowie są bardzo dynamiczni, przechodzą metamorfozy, kochają i nienawidzą, marzą i doznają zawodu. Przeżywają wzloty i upadki, poznają smak goryczy i rozczarowania. Targają nimi namiętności, porywy serca i chęć zemsty. Zmienia ich życie i historia. Niosą ciężki bagaż życiowych doświadczeń i mierzą się z trudną sytuacją. Przeżywają swoje dni, a ciągle czekają ich nowe, nie zawsze miłe niespodzianki od losu. 
Joanna Jax łatwo wciąga nas w wykreowany przez siebie świat i pozwala poznać czasy nie tak odległe, ale jakże inne od współczesnej rzeczywistości. Odkrywamy go oczami kobiet i mężczyzn prawdziwych, takich z krwi i kości, którzy nie są papierowymi i bezbarwnymi osobami. Przez czas czytania zatracamy się w ich życiu i odczuwamy dotyk historii na skórze zwyczajnych osób, które życie nie raz wyzwało na trudny pojedynek. 
Ta jakże piękna, monumentalna saga zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Od razu po skończeniu pierwszego tomu sięgnęłam po kolejny. Bo naprawdę warto. Bo to cykl, który na zawsze zostanie w mojej pamięci. Jest tak wybitny, że trudno mi będzie się z nim kiedyś rozstać. Dla tak mistrzowskich historii stworzono papier i czcionkę by rzesze osób mogły chłonąć geniusz umysłu pisarza. Gorąco polecam. 


poniedziałek, 19 marca 2018

Hubert Morawski "Łańcuch miłości"



Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2018
stron 244
ISBN 978-83-8083-897-0

Miarą wartości człowieka jest jego wnętrze

Już dawno nie czytałam debiutu. Ten fakt zmieniłam zagłębiając się w książkę Huberta Morawskiego. Do lektury zachęcił mnie opis, a konkretniej czas rozgrywania się wydarzeń opisanych w tej powieści. Czy książka wywarła na mnie konkretne wrażenie?
Tak, bo jej atutem jest to, że jest odmienna od tego, pod czym uginają się księgarskie półki. O tych powojennych czasach powoli się już zapomina, bo wymiera pokolenie, które wtedy było młode czy dojrzałe. A były to czasy trudne. Wiele osób myśli, że chwilą końca wojny i kapitulacji Niemiec zaczęła się bajka i sielanka. Otóż nie. "Porządki" powojenne i zaprowadzenie nowego ładu było także trudne i bolesne, rodziło konflikty, podziały i protesty. Ludzie zranieni przez okupanta, wypędzeni z domów, przeżywający żałobę za bliskimi i rodzinnymi stronami nie byli optymistami i często z trwogą patrzyli w przyszłość. Wysiedlenia i nowy porządek administracyjny zaprowadził chaos, a nowi sąsiedzi często patrzyli na siebie wrogo i nieufnie. W taki też sposób traktowali nową władzę i jej rządy. Jak trudne to były czasy możemy przekonać się po lekturze książki, która nie jest zbyt obszerna, ma pewne niedociągnięcia warsztatowe, ale doskonale obrazuje powojenny świat na Ziemiach Odzyskanych (ta nazwa brzmi dla mnie nie do końca trafnie). 


Lata 50-te XX wieku. Ziemie Odzyskane, województwo koszalińskie, wieś gdzieś na Kaszubach, gdzie po wojnie napłynęła ludność przesiedlona z Kresów i Polacy z różnych stron kraju, a także Ukraińcy. Łatwo odgadnąć - tygiel kultur, morze poglądów, misz-masz ideałów, różne racje i języki, mieszanka etniczna a jedno miejsce, w którym to wszystko musi się ze sobą zderzyć i funkcjonować. I nowy ład społeczno-polityczny, który budzi skrajne emocje. Nie brak jego zwolenników i przeciwników. A żyć trzeba dalej... Mimo ran, bólu i różnic..
Do wioski przybywa nastolatek- półsierota który ma na imię Alan wraz ojcem, który jest wojskowym w stopniu generała. To nie jest łatwa przeprowadzka, to nie jest tylko wakacyjna przygoda. Owszem, okolica jest piękna, ale żyć tu wcale nie jest łatwo. Przyroda nie łagodzi obyczajów, a ludzie nie tryskają szczęściem. Uśmiech nie gości na ich twarzach. Czuć niepokój i drgającą od obaw i emocji atmosferę. W tych okolicznościach Alan poznaje piękną Kaszubkę. Zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, choć jest to miłość raczej zakazana. Cóż, serce nie sługa i ma to w głębokim poważaniu. Uczucie dwojgu młodym ludziom przychodzi przeżywać w cieniu tragedii i różnych nieprzyjemnych zdarzeń...

Ta powieść to nie tylko historia dwojga ludzi poturbowanych przez wojnę i nowe czasy. To też książka o rodzicielskich relacjach i pierwszej miłości, która na przekór światu rodzi się i kiełkuje. Im dłuższy czas mija od jej przeczytania tym bardziej ją doceniam i długo o niej myślę. Autor nie napisał jej doskonałym stylem, a fabułę można by sporo rozbudować, poszerzyć o wątki drugoplanowe. Powieść ma świetny klimat, którym Autor oddał atmosferę tamtych lat. Piękno okolicy kontrastuje z burzą, która trwa w ludzkich sercach. Płyną łzy, leje się krew, ludzie patrzą na siebie wilkiem. Nowe nie jest idealne, ba nie jest nawet dobre. Wojna bowiem nie kończy się z podpisaniem aktu kapitulacji. Jej pokłosie trwa jeszcze jakiś czas. 
Czytając łatwo zagłębiłam się w fabułę, a moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Miałam niedosyt, że ta opowieść trwała zbyt krótko i skończyła się nazbyt szybko. Polubiłam bohaterów. Ciekawiły mnie ich wybory, ich uczucia i emocje. 
Ta książka to w pewnym sensie opowieść o zwyczajnym życiu, ale i dokument czasów, które w wyjątkowy sposób wpłynęły na życie Polaków i zapisały się mocną czcionką na kartach kronik historycznych. Lubiącym obyczaj i książki z historią w tle polecam. 


sobota, 17 marca 2018

Agnieszka Krawczyk "Słoneczna przystań"



Wydawnictwo Filia 
data wydania 2017
stron 512
ISBN 978-83-8075-231-3

Problemy lubią się przyciągać jak magnesy 

„Słoneczna przystań” to trzeci tom serii Czary codzienności autorstwa Agnieszki Krawczyk. To zatem trzecie spotkanie z uroczymi sistrami Niemirskimi w anturażu malowniczej górskiej miejscowości do której drogę potrafią jednak znaleźć kłopoty. To właśnie one zakłócają szczęście Agaty i Danieli, które muszą sprostać kolejnym wyzwaniom rzuconym przez los. Agata mająca romantyczną duszę i mocniej stąpająca po ziemi Daniela muszą zaradzić niebezpieczeństwu jakie narusza spokój ich domu a związane jest z turystyczną inwestycją pani burmistrzowej mającą wykorzystać ciepłe źródła. W ich życiu pojawia się Tomasz Halicki, bogaty przyrodni brat ich siostry Tosi, który nagle zaczyna interesować się małoletnią krewną i jej dalszym życiem. Wprawdzie Tosia ma wspaniałą opiekę i dom, ale spore pieniądze mogą tu nieźle namieszać. Na dodatek Daniela nagle mdleje w ogrodzie i trafia do szpitala na badania co jest powodem najedzenia się sporej dawki strachu przez Agatę i Tosię. Czy zachmurzone nad Willą Julią i uroczą herbaciarnią niebo szybko się rozchmurzy? Czy życiowe zawirowania odbiorą spokój trzem bohaterkom, które zyskały sympatię sporej rzeszy czytelników?
Wszystko okaże się w trzecim tomie cyklu, który czyta się naprawdę sympatycznie.
Agnieszka Krawczyk napisała przepiękną trylogię, która zabiera czytelników do uroczego świata, do Zmysłowa - miasteczka, które ma swój klimat, podobnie jak znajdująca się w nim willa sióstr Niemirskich i przeurocza herbaciarnia. Zajrzenie do nich sprawia, że czujemy spokój, że nasze nerwy są ukojone. My samy doświadczamy relaksu i jesteśmy w stanie odciąć się od zgiełku codzienności. To ogromny walor tego tomu i całej serii. Autorka pokazuje w swej powieści zwyczajną codzienność, pospolite problemy a zarazem wskazuje, że warto je rozwiązywać, że warto trudzić się o szczęście swoje i bliskich.
Spodobał mi się klimat książki, a także język, którego używa Agnieszka Krawczyk oraz jej styl. Lektura to tytuł ciepły, sympatyczny i mający moc poprawy nastroju. Postacie występujące na kartach książki są odmalowane w różnych barwach. Nie są wyidealizowane, a pełne krwi i kości. Łatwo je polubić, łatwo się z nimi zaprzyjaźnić. Akcja toczy płynnie, wręcz melodyjnie, ale nie wieje z niej nudą. Czytanie okazuje się czystą przyjemnością.
Lektura przekazuje cenne wartości – daje lekcję jak ciekawiej i lepiej przeżywać każdą chwilę, jak bardziej smakować codzienność i każdy jej dzień, który składa się na łańcuch życia każdego z nas.
To przyjemna powieść obyczajowa, z której kart bije serdeczność, dobro, ciepło i życzliwość. Jest ona całkowitym zaprzeczeniem rzeczywistości, która jest coraz bardziej brutalna i niespokojna. Książka wycisza, poprawia humor i uczy właściwego podejścia do kłopotów, które są w ludzki los trwale wpisane.
Po tę powieść, a zarazem całą serię warto sięgnąć gdy chcemy poprawić sobie nastrój, pogonić chandrę i odpocząć od biegu po sukces. Lektura pozwala dostrzec to, co w życiu ważne. „Słoneczna przystań” to dobra powieść obyczajowa, która zawiera właściwe dla tego gatunku emocje. Gorąco polecam jej przeczytanie osobom w każdym wieku. Ona jest jak cukier co krzepi, ale nie zawiera żadnych skutków ubocznych. Warto poświęcić jej czas.

piątek, 16 marca 2018

Tim Peake "Zapytaj astronautę"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 15 marzec 2018
stron 264
ISBN 978-83-65442-67-3

Poznaj kosmos! To bardzo ciekawe!

Jako mała dziewczynka uwielbiałam obserwować niebo. Godzinami mogłam wpatrywać się w tarczę księżyca w fazie pełni i fantazjować jak wygląda na nim ewentualne życie, kto może go zamieszkiwać - ot takie dziecięce fantazje. W miarę dojrzewania nabyłam wiele informacji i wiedzy o kosmosie, ale zawsze czułam, że jest to tematyka, o której wiem jeszcze zbyt mało. Swoją wiedzę ostatnio uzupełniłam dzięki książce Tima Peake'a, która jest tak niesamowicie ciekawa i pełna wartościowej treści, że trudno się od niej oderwać.

Autor książki jest majorem - brytyjskim oficerem lotnictwa wojskowego i członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej. Był członkiem Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Z racji pobytu w kosmosie czuje się osobą wyróżnioną i zachęca innych by spróbowali swoich sił w rywalizacji o możliwość opuszczenia Ziemi i obejrzenia jej "z góry". Od kiedy wrócił z ISS spotyka się z tysiącami pytań związanych z jego pozaziemską przygodą. Ludzie pytają o najróżniejsze kwestie - od spraw banalnych po te stricte naukowe. Książka do przeczytania której Was zachęcam jest właśnie stworzona z wielu pytań i odpowiedzi na nie. Tytuł jest podzielony na siedem rozdziałów z których każdy poświęcony jest osobnej kwestii. Do pytań zadanych Autor dołożył własne, a jak zdradza pisanie tejże publikacji było fascynującym doświadczeniem. 
Wszelkie zapytania były zadawane między innymi dzięki hasztagowi #askastronaut w mediach społecznościowych.

Efekt pracy jest naprawdę rewelacyjny i zdumiewający. W lekturze poruszone kwestie są bardzo przystępnie wytłumaczone, opisane i szczegółowo wyczerpane. Przez to książka swoją treścią dotrze nie tylko do bardziej zagłębionych w temacie, ale i do przeciętnego czytelnika. 
W treści znajdziemy pytania dotyczące startu rakiet, procedur przygotowawczych do wylotu, obowiązujących tradycji przed wejściem na pokład, opisu procesu wystrzelenia z kosmodromu. Drugi rozdział poświęcony jest szkoleniu jakie poprzedza kosmiczną podróż, a kolejny dotyczy życia i pracy w stacji kosmicznej. Potem czas na spacery kosmiczne, widoki z kosmosu i relacje z przestrzeni kosmicznej, wreszcie czas na kwestie związane z powrotem i refleksje nad przyszłością eksploracji. 

Tę książkę czyta się jednym tchem, a ja umiliłam sobie lekturę filmami i zdjęciami dostępnymi w internecie. Ależ to były wrażenia! Przeczytanie tego tytułu sprawiło, że stałam się osobą marzącą o choćby krótkim pobycie poza ziemską orbitą.
Książka Tima Peak'a to rewelacyjny przewodnik po kosmosie, więc nie traćcie czasu i wybierzcie się w tę niezapomnianą podróż dzięki wyjątkowej lekturze. Dowiecie się między innymi co jedzą astronauci, jak się śpi w kosmosie, ile czasu trwa szkolenie przed wylotem, czy w kosmosie jest internet, czego boją się kosmonauci i czy przestrzeń kosmiczna ma zapach. Miłej lektury!

czwartek, 15 marca 2018

Łukasz Kocewiak "Aconcagua. W cieniu Śnieznego Strażnika"



Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2017
stron 220
ISBN 978-83-6196-832-0

Wyprawa na Dach Ameryk

Łukasz Kocewiak to podróżnik i fan gór, wspinacz, miłośnik łojenia szczytów i górskich przygód. W czasie swoich wypraw odkrył piękno Kaukazu, Pamiru, Himalajów, Hindukuszu i Andów. Do swoich osiągnięć może zaliczyć samotne wejście na najwyższy szczyt obu Ameryk. Jego książka wydana nakładem Wydawnictwa Annapurna to zapis wrażeń z solowej wyprawy, która zakończyła się sukcesem, ale rozpoczęła nieco pechowo.
Kocewiak tuż przed wyjazdem doznał kontuzji mięśnia nogi. Kuśtykając zaopatrzony w leki przeciwbólowe wsiadł na pokład samolotu mogąc liczyć tylko na siebie. Ból choć stanął mu na drodze do sukcesu, został pokonany podobnie jak blisko siedmiotysięczna góra. Nie było wcale łatwo. Stanięcie na szczycie wymagało sporego wysiłku, walki z siłami natury, niesprzyjającymi warunkami pogodowymi i pokonania własnych, rodzących się w umyśle słabości. Warto było jednak podjąć to wyzwania, bo przygoda okazała się wyśmienita. A wrażeniami z niej autor podzielił się w książce, która bardzo przypadła mi do gustu.
Lektura tej książki jest fascynująca i pozwala odkryć niepowtarzalny urok wspinania oraz smak górskiego sukcesu. Autor dzieli się wszystkim tym, co go w trakcie tej podróży spotyka. Pisze prosto i przejrzyście, ale i szczerze. Tekst uzupełniają przepiękne, mówiące tak wiele jak treść zdjęcia. Przeczytanie tego tytułu zaprasza w góry, zaprasza do świata, w którym pierwsze skrzypce gra pogoda. Będąc słabym człowiek odkrywa jednak swoje wnętrze, uczy się hartu ducha i zaprawia do boju z wszelkimi życiowymi przeszkodami. I właśnie dlatego warto czytać książki z tego gatunku.
Kocewiak napisał swoją książkę oryginalnym językiem nie szczędząc anegdot i szczegółów. Ta emocjonalna narracja jest sporym atutem tej publikacji. W tekście nie znajdziemy dumy ani bufonady. Chwalenia się i sztuczności. To czyni książkę przystępną dla zwykłego zjadacza chleba, który po jej przeczytaniu pomarzy by wspiąć się wyżej niż mieszkają kondory i papugi. Gorąco polecam.

wtorek, 13 marca 2018

Top Książkowych Biografii Himalaistów

Romuald Antoni Roman "Ośrodek Zero. Tajemnica Doliny Syrokiej Wody"



Wydawnictwo Novae Res 
data wydania 2014
stron 288
ISBN 978-83-7942-230-2


Z kronik raju dla wybranych

Władza zawsze miała i ma się dobrze. Nie ważne czy kiedyś czy dziś. Nie ważne czy w dobie socjalizmu czy wolnej Polski. Władza zawsze przeznacza dla siebie to, co najlepsze i niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Władza ma lepsze samochody, droższe ubrania, większe możliwości i wyjątkowe warunki do wypoczynku. Tak, tak, ci co nami szarakami rządzą urlopy oraz wakacje spędzali i  spędzają w specjalnych ośrodkach. Za czasów komuny położenie ich było tajne. O ich istnieniu wiedzieli tylko nieliczni, a obsługiwał je starannie wyselekcjonowany personel. Wybrani lojalni ludzie byli do usług osób dzierżących stery. Takie ośrodki nie były zaznaczone na mapach. Dziś jedne z nich zlikwidowano, inne zmodernizowano, a jeszcze inne nadal funkcjonują lecz nadal są dostępne dla tych, u których portfel gruby i zasobny. Taki jest np. Hotel Arłamów położony bardzo blisko miejsca gdzie mieszkam.

Dziś chcę Wam zarekomendować książkę o innym raju idealnym by w nim wypocząć, który znajdował się w sercu Tatr - w Dolinie Syrokiej Wody. Ośrodek Zero gościł osoby ze ścisłego kręgu władzy, a także ich zagranicznych i krajowych gości. Wydarzenia z tamtych lat zawarł w swojej książce Pan Romuald Roman dzięki otrzymaniu pewnego niezwykle cennego pamiętnika, który napisał kierownik  tegoż ośrodka Zdzisław Goch. Autor wszedł w jego posiadanie po śmierci owego kierownika, a Panowie poznali i zaprzyjaźnili się na obczyźnie. Obaj bowiem wyemigrowali z Polski. Urlop Autora był okazją do zawarcia tej jakże fascynującej znajomości.

Zamiast notariuszem w rodzinnym Grodzisku Mazowieckim Pan Zdzisław dzięki koneksjom swojej żony zyskał zaufanie i nominację na owo jakże prestiżowe wtedy stanowisko. Przeniósł się z Mazowsza do stolicy Tatr i rozpoczął pracę z jednej strony dość ciekawą, z drugiej stresującą i wymagającą mocnych nerwów. Rozrywkową i pełną niespodzianek. Przyjmowanie szacownych gości wymagało inteligencji, sprytu, obrotności i kreatywności choć akurat wtedy to słowo było mało popularne.
Jak funkcjonował taki ośrodek?
Nie brakowało w nim niczego. Był specyficzny, pachnący luksusem o wyjątkowym wystroju wnętrz, były w nim smakołyki z kraju i zagraniczne delicje. Były atrakcyjne dziewczyny do towarzystwa gotowe umilić czas gościom i kierownikowi. Do tego miejsca przyjeżdżali ludzie z pierwszych stron gazet by odpocząć od codzienności i dobrze się zabawić. Jednym słowem było wesoło.

Czy książka mi się podobała?
BARDZO. Nie mogłam się od niej oderwać.
Jej atuty to:
-ciekawy temat,
- magiczne czasy pokazane okiem nietuzinkowego człowieka,
- powrót do magicznych lat mojej młodości,
-opisane kochane  Zakopane inne niż to dzisiejsze oklejone reklamami i obłożone chińszczyzną
- rewelacyjny styl Autora
- kapitalny humor i radosne, specyficzne podejście do życia
wspomnienie lat PRL-u do którego lubię wracać z książką w ręku.
To był cudowny czas z lekturą w czasie mroźnych dni, kiedy zatapiałam się w treść, a czytaniu towarzyszył śmiech, ale i nostalgia oraz tęsknota za rzeczywistością, która przeszła do historii i już nigdy nie wróci.
Z tytułu dowiecie się też jak budowano hotel Kasprowy, jak jadali czołowi działacze partii rządzącej, jak wyglądało ich życie erotyczne.
Tę rewelacyjną pozycję polecam tym, którzy z łezką w oku wspominają czasy komuny i socjalizmu oraz tym, którzy lubią czytywać wspomnienia i tym, którzy doceniają publikacje pełen humoru.

wtorek, 6 marca 2018

Michael Robotham "Raj nie istnieje"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania luty 2018
stron 480
ISBN 978-83-2663-061-2

W życiu potrzebujemy ciemności by docenić światło

Biegnąć przez pozornie szarą codzienność życia nie dostrzegamy tego, co w nim cenne. Skupieni na drobnostkach nie doceniamy tego, co ważne. Mając wiele od losu cenimy tylko co, czego nam brakuje, a smak szczęścia czujemy dopiero wtedy, gdy nas ono opuszcza i wali się cały świat.
Rany zadane kiedyś boleć mogą całe życie. Krzywda ma do siebie to, że potrafi położyć się cieniem na dalekiej przyszłości.

Meg i Agahta to dwie dojrzałe kobiety w podobnym wieku. Każda z nich wiedzie jednak inne życie. Jedna ma powody do szczęścia, choć nie zawsze potrafi je docenić to, co ofiarował jej los. Agatha dostaje od życia o wiele mniej. W jej życiowym bagażu jest wiele krzywd, wiele smutnych zdarzeń. To odciska na niej piętno, to sprawia, że kobiecie trudno jest poskładać życiowe puzzle w obraz o szczęśliwych barwach.

Meg to żona i mama dwójki dzieci. Swoją karierę zawodową odłożyła na półkę, by poświęcić się rodzinie. Wkrótce po raz trzeci zostanie mamą. To dziecko nie było planowane, to wpadka. Jack i Meg na pozór są szczęśliwi, choć dotyka ich proza życia. 
Agatha również spodziewa się dziecka, które ma przyjść w podobnym terminie jak dziecko Meg. Agatha pracuje w sklepie i zajmuje się wykładaniem towaru. Jej obsesją jest śledzenie Meg i jej rodziny. Właściwie to ona żyje ich życiem. Zna rozkład dnia, wie jak spędzają czas, zna adres i wiele danych z życia tej pary. Agatha właściwie żyje bardziej ich życiem niż swoim. Dlaczego tak jest? Co kieruje dziwnym postępowaniem kobiety? Los złączy ich życiowe drogi. Co z tego wyniknie? 
Odpowiedzi drzemią w fascynującej lekturze, która gwarantuje sporo emocji. Jest dobra w swoim gatunku i sprawi, że docenicie życiowy święty spokój. 

Książka robi wrażenie od samego początku. Dreszcze są, a to oznacza, że warto ją czytać. Bo ja, to wybredny czytelnik. Nie kończę sensacji, thrillerów czy horrorów jeśli nie są one dobre i nie podobają mi się. Jestem zdania, że tego typu lektury muszą mieć w swojej treści to "coś" co trzyma w szachu. Jeśli tego brakuje to nie warto poświęcać im swój czas. A "Raj nie istnieje" spełnia moje wszelkie wymogi i dlatego czytałam go z rumieńcem na policzkach. Nie byłam pewna końca historii, bo Autor wiele razy w fabule udowadniał, że psychika ludzka jest w stanie znieść wiele, ale jest też nieobliczalna. Obsesja i zadane rany mogą obudzić w nas potwora, ale i udowodnić, że drzemią w nas anielskie cechy. Temat na jakim opiera się fabuła jest chętnie wykorzystywany jako fundament tego typu lektur. Czytając nie miałam absolutnie wrażenia, że to jakiś "odgrzewany kotlet". Autor potraktował go indywidualnie i świeżo. Elementy psychologiczne zostały świetnie w ten tytuł wkomponowane. Czytelnik dogłębnie poznaje dwie główne bohaterki, które tracą w różny sposób kontrolę na swoimi światami. Los wymaga wiele, daje kuksańce, rzuca kłody pod nogi, zabiera zdolność racjonalnego myślenia. A wszystko przez marzenia, przez koszmary z przeszłości. 
Książka zdradza sekrety kobiecych dusz, pokazuje jak wrażliwa jest ludzka psychika i jak bardzo może zmienić nas choroba duszy na którą nie zawsze można podać na czas skuteczne lekarstwo. 
Warto skupić się na tej książce, przeżyć jej fabułę i zajrzeć do życia dwóch ciekawie skonstruowanych bohaterek, które nie zawsze dokonują w życiu dobrych wyborów. 
Gorąco polecam. Wspaniała historia, która nie zawiedzie. 

Recenzja książki "To nie jest twoje dziecko" film

piątek, 2 marca 2018

Edyta Świętek "Szarość miejskich mgieł"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 480
ISBN 978-83-7674-671-5

Los często grywa z nami w pokera 

„Szarość miejskich mgieł” to czwarty tom serii Spacer Aleją Róż, którego akcja rozgrywa się w latach 60. i 70. XX wieku. To kolejne jakże miłe spotkanie z rodziną Szymczaków, która znacznie się powiększyła. Jej drzewu genealogicznemu wyrosły nowe gałęzie, a tworzą je urodzeni w Nowej Hucie.
Na pierwszy plan powieści wchodzą reprezentanci młodego pokolenia, które przyszło na świat w socjalistycznych realiach i różni się nieco od rodziców. W ich głowach rodzą się wolnościowe myśli, w żyłach szybko krąży krew napompowana młodością, hormonami i pierwszymi porywami serca, a ich dusze łakną świata i są ciekawe dorosłości. Małe dzieci, mały kłopot. Duże pokazują rodzicom jak trudne bywa ich wychowanie. Młodzież, w których żyłach płynie krew Szymczaków pokazuje pazur, bywa krnąbrna, uparta i wpada w tarapaty. Na młodym pokoleniu kładą się cieniem sekrety z przeszłości i rodzinne tajemnice. Dobre intencje Julii okazują się mylne i bolesny dramat jest gotowy.
A co u starszych, dobrze znanych bohaterów? Wielu z nich dopadają kłopoty ze zdrowiem, a dźwigany życiowy bagaż okazuje się ciężki, trudny do uniesienia i mocno gnie do ziemi. Młodość minęła, a upływ czasu przeraża. Sił do walki z życiem mniej a los rzuca kolejne kłody pod nogi. Do rodziny wprasza się jako nieproszony gość śmierć i zbiera swoje żniwo. A życie mimo wszystko toczy się dalej. Trzeba radzić sobie z pracą, brakiem towarów w sklepach, chorobami i deficytem nadziei. Boli nadal brak świątyni, a Marczyk znów próbuje namieszać. Czy za wyrządzone zło zostanie ukarany? Czy okryci żałobą poradzą sobie ze stratą? Czy młodzi doczekają wolności? Czy popełnią błędy rodziców? A może wyciągną z nich wnioski? Gorąco zachęcam do lektury kolejnego tomu wspaniałej sagi, która z każdą przeczytaną stroną podoba mi się bardziej i bardziej.
Przeczytanie najnowszej książki Edyty Świętek to czysta przyjemność i ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami. To też okazja do poznania nowych postaci i kolejne sceny z historią w tle. Lata 60. i 70. ubiegłego wieku nie były łatwe do życia. Było ciężko, chwilami brakowało perspektyw na przyszłość, ale w sercach bohaterów podobnie jak tysięcy Polaków coś pękało i coś zaczynało się rodzić. Autorka niezwykle ciekawie wplotła prawdziwe wydarzenia w życie wykreowanych postaci i świetnie poprowadziła ich dalsze losy. Akcja nie zwolniła tempa, a pisarka doskonale ukazała rodzące się w sercach metamorfozy, dojrzewanie i przemianę oraz wpływ życiowych doświadczeń na dokonywane wybory.
Fabuła w kilku momentach zaskakuje, w całej swej ciągłości ciekawi i nie daje oderwać się od czytania. Nie brak w niej dramatów i smutku, ale pojawiają się chwile radości i zadowolenia z szarego życia, które potrafi być też piękne.
Autorce doskonale udał się ten tom i spójne połączenie go z poprzednimi częściami cyklu. Książki dobrze się ze sobą zazębiają i wiążą. Opowieść o Nowej Hucie zachwyciła mnie. Ten cykl jest bowiem w pewnym sensie też biografią tej dzielnicy i jej mieszkańców, którzy skuszeni pomyślnymi obietnicami zapuścili tam korzenie.
„Szarość miejskich mgieł” to bardzo dobra książka w swoim gatunku, którą polecam. Przed rozpoczęciem jej lektury konieczne jest poznanie początkowych tomów, bo łączą się one w spójną całość. Przeczytanie jej to prawdziwa gratka dla miłośników polskiej prozy współczesnej.

czwartek, 1 marca 2018

Joachim Petterson "Pszczoły"



Wydawnictwo Literackie 
data wydania luty 2018
stron 192
ISBN 978-83-0806-469-6

Zostań sąsiadem pszczół

O tym, jak ważną rolę odgrywają pszczoły w przyrodzie i życiu człowieka mówi się ostatnio bardzo dużo. Nie brak też informacji o tym, jak pszczoły żyją, jak funkcjonują pszczele rodziny, jaki jest ich cykl rozwojowy i jakie niebezpieczeństwa im grożą. Populacja pszczół ulega kurczeniu się, a to może wywołać bardzo złe skutki dla ludzi na całym świecie. Mówi się, że gdy wyginą pszczoły to ludzkość czeka także zagłada. 

By temu zapobiec powinno powstawać jak najwięcej nowych pasiek, liczba uli powinna się rozrastać. I nie chodzi tu tylko o wielkie pasieki które liczą wiele pszczelich domów. Każdy z nas dysponując nawet niewielkim ogrodem może postawić w nim ul czy dwa i dzielić swoją przestrzeń życiową z tymi pracowitymi owadami. Korzyści jakie to przyniesie okażą się naprawdę ogromnie. Jak to zrobić? 
Odpowiedź na to pytanie z pewnością znajdziecie w publikacji Joachima Pettersona. 

Niezbyt gruba pozycja jest niezwykle treściwa, pięknie wydana, uzupełniona fotografiami i pełna ciekawego przekazu. Dowiecie się z niej bardzo wiele cennych informacji. W pigułce przedstawione jest życie pszczół, ich cykl rozwojowy, zapotrzebowania i zwyczaje. Autor w skrócie opisał rok z życia pożytecznych owadów i scharakteryzował produkty jakie pszczółki produkują. Tych dóbr nic nie jest w stanie zastąpić. Z lektury dowiecie się też o rodzajach miodu i możecie spróbować zawartych w niej przepisów kulinarnych na dania z dodatkiem miodu.

Większa część tej publikacji poświęcona jest poradnictwu jak zostać właścicielem pasieki, jak ją założyć, jakie kupić akcesoria, jak przygotować się merytorycznie do opieki na pszczelą rodziną. W przystępny sposób przedstawiony jest kalendarz prac w czasie trwania kolejnych pór roku. Przejrzyście wyszczególnione są korzyści z posiadania uli. 
Tytuł w powyższych kwestiach zdradza doświadczenia Autora, który mieszka w Szwecji. 

Książka jest napisana prosto i dzięki temu jest łatwa w odbiorze. Czytelnik nie jest bombardowany milionem informacji na raz, a są one dawkowane w sposób jednostajny i łatwy do zrozumienia. Problematyka jest dobrze wyczerpana, a z treści płynie spora zachęta do pracy z pszczołami. Nie jest ona zbyt trudna, a daje olbrzymią satysfakcję. 
Książka napisana z pasją i zaangażowaniem zdradza pewne tajemnice przyrody i uczy do niej szacunku. Ciekawa propozycja na wiosnę i na prezent. 


wtorek, 27 lutego 2018

Małgorzata Falkowska "To nie jest twoje dziecko"



Wydawnictwo Lira 
data wydania luty 2018
stron 320
ISBN 978-83-6583-812-4

Cena macierzyństwa bywa niekiedy bardzo wysoka



Jeśli kobieta pragnie zostać matką stać ją na wiele. Świadczą o tym liczne przypadki pań, które by usłyszeć słowo „mama” są w stanie ponieść wysokie koszty finansowe, przejść bolesne zabiegi medyczne, odrzeć swój związek z prywatności, wylać wiele łez, przejść biurokratyczne katusze w procesach adopcyjnych, wziąć mnóstwo leków, znieść psychiczny ból, a niekiedy i krytykę środowiska. A jednak siła instynktu, moc pragnienia bywa tak ogromna, że wszystkie przeszkody są pokonywane.
Marzenia są po to, by je spełniać, ale nie wszystkie mogą być spełnione. Niekiedy los może się krzywo uśmiechnąć i zadać cios w samo serce, a psychika niedoszłej mamy może sobie z zaistniałą sytuacją nie do końca poradzić. Łatwo wtedy stracić psychiczną stabilizację, łatwo wpaść w sporą pułapkę.
Anna i Paweł są małżeństwem, które nie ma trosk finansowych. Oboje pracują jako ginekolodzy we własnej klinice. Mają piękny dom, drogie samochody, stać ich na luksusowe wakacje, kosztowne ubrania i wszelkie rzeczy materialne. Do szczęścia brakuje im tylko dziecka. Próby zajścia w ciążę spełzają na niczym, a procedura adopcyjna wymaga sporo czasu. Anna chciałby już wziąć na ręce własne dziecko, dlatego pewne zdarzenie, które ma miejsce w jej klinice traktuje jako życiową szansę i dar od losu. Owego dnia na wizytę umawia się młoda studentka Michalina. Dziewczyna podejrzewa, że jest w ciąży, co potwierdziły kupione w aptece testy. Brzemienna w skutki okazuje się jedna noc spędzona w ramionach przystojnego Turka. Michalina nie może sobie pozwolić na dziecko, choćby z przyczyn materialnych. W trakcie wizyty sympatyczna pani doktor podsuwa jej pewien pomysł. Pomysł jak się okazuje z piekła rodem...
„To nie jest twoje dziecko” to książka obyczajowa, która pokazuje mroczne strony zdesperowanej ludzkiej duszy. Lektura ta jest pełna napięcia i emocji. Powieść zaskakuje i po sielankowym początku, po którym wydaje się, że wszystko skończy się pomyślnie i każdy będzie zadowolony następuje szereg zdarzeń, które zmieniają życie trojga ludzi w koszmar. Nakreślona piórem Małgorzaty Falkowskiej historia ma wiele plusów. Ciekawym rozwiązaniem jest trójosobowa narracja. Pisarka daje głos każdemu z głównych bohaterów i pozwala poznać kolejne wydarzenia z punktu widzenia Anny, Michaliny, jak i Pawła. Autorka pozwala również głęboko zajrzeć w dusze i serca stworzonych postaci. Dzięki temu czytelnik zostaje uwikłany w mrożąca krew w żyłach grę psychologiczną, która wymyka się logice spod kontroli. Pozwala narodzić się w kobiecej duszy potworowi, który niszczy to, co dobre i moralne. Lektura szybko oraz skutecznie pochłania i czyni czytelników niekiedy sędziami którym przychodzi oceniać w trudnych sporach, moralnych dylematach, które nie zawsze mają dobre i rozsądne rozwiązania.
Upór w dążeniu do marzeń, nawet tych najpiękniejszych, okazuje się pułapką. W zaistniałej sytuacji dobro dziecka zostaje zepchnięte na drugi plan, a pierwszy opanowują złe emocje.
Przeczytanie tego tytułu gwarantuje kilka niesamowitych godzin z lekturą w ręku. Fabuła obfituje w wiele zaskoczeń, a akcja toczy się bardzo wartko i dynamiczne. Sceny zmieniają się błyskawicznie, a klimat ulega stałym zawirowaniom.
Marzenia w życiu nie zawsze się spełniają, bo nie zawsze mogą się spełnić. Udowadnia to treść, która przestrzega przed zaślepieniem i utratą kontroli nad sobą. Jeśli nie uwzględnimy tego możemy zniszczyć życie swoje i innych. Niech ten morał dotrze do każdego, kto zagłębi się w tę historię. Gorąco ją polecam nie tylko kobietom. To książka równie dobra dla mężczyzn.

J.D. Vance "Elegia dla bidoków"



Wydawnictwo Marginesy
data wydania 15 luty 2018
stron 320
ISBN 978-83-65973-04-7

Spełniony American Dream

Przez wiele lat Ameryka (pod tą nazwą miano na myśli Stany Zjednoczone) kojarzyła się z rajem. Był to świat wielkich możliwości, w którym praca opłacała się stukrotnie, w którym szybko można było się wzbogacić i przebyć drogę od zera do milionera. W czasach komunizmu tysiące Polaków marzyły o wyjeździe za Wielką Wodę. Z kolei władze mówiły coś innego - tam żerowali krwiożerczy kapitaliści, którzy bogacili się kosztem pracowników a sukces był tylko na pokaz. Ludzie zaś nie bardzo chcieli wierzyć, że w tamtym kraju są i biedni i tacy, którym się nie przelewa. Amercian Dream funkcjonował pozytywnie. 
Kto miał rację? Jaka była i jest prawda o USA?
Odpowiedzi na to pytanie szukałam w książce J.D. Vance'a będącą historią pewnej rodziny, która obala idealne wyobrażenie o kraju skąd wywodzi się Kaczor Donald. 

Autor dorastał w małym miasteczku w Ohio w tzw. Pasie Rdzy. Ten region cechowała bieda, brak świetlanych perspektyw, marazm, życie z zasiłków i niski status majątkowo-intelektualny. Rodziny często korzystały z pomocy socjalnej, a przemoc była w nich czymś powszechnym. Ludzie wpadali w szpony nałogów, depresji i uzależnień. Małżeństwa na chwilę, odwyk, utrata mało płatnej pracy, awantury i krzyki, wyzwiska, bicie, rzucanie talerzami i łzy. Brak opieki i wychowania, strach i obawa o jutro - takie było dzieciństwo J.D. . Na szczęście była i babcia Mamaw, która wczepiła chłopcu wolę walki o lepsze jutro, dopingowała go w walce o inne życie, karmiła i przytulała, gdy matka zajęta była kolejnym kochankiem. Początkiem drogi było liceum, nauka i dorywcza praca. Potem służba w Korpusie Piechoty Morskiej a wreszcie studia licencjackie i prawo na Yale. Ukończone studia stały się paszportem do wymarzonego elitarnego świata. 

J.D. Vance przebył długą, krętą i wiodącą pod górę drogę na szczyt marzeń. Osiągnął to, co z jego środowiska udało się nielicznym. Spełnił sen o spokoju, dostatku i poważaniu. Wszedł do nowej rzeczywistości, a przebyta droga nauczyła go wielu cennych rzeczy. Tego jak być stanowczym, pewnym siebie, dojrzałym i odpowiedzialnym. Przeżyte doświadczenia nauczyły życiowego sprytu i zaradności. Dobrzy ludzie spotkani po drodze pokazali, że świat nie jest wcale zły i nie wszędzie panuje patologia. 
Ta książka opisuje nie tylko dzieje jednego człowieka i jego rodziny, ale daje obraz współczesnego oblicza Amerykanów z różnych środowisk. Wielu taki życiowy sukces nie udaje się. I to przekłada się na ich wyborcze preferencje. Tym samym daje odpowiedź dlaczego wygrał ten a nie inny kandydat do prezydenckiego fotela. 

Lektura pochłaniała mnie z każdą kolejną stronę. Moje serce krajało się na krzywdę zdolnego chłopca, któremu zabrano szczęśliwe dzieciństwo i możliwości spokojnego wejścia w dorosłe życie. Miałam ochotę krzyczeć i pytać dlaczego wiele dzieci dotyka taka niesprawiedliwość?! Dopingowałam głównego bohatera, ba, mówiłam do niego w trakcie czytania co nie pamiętam aby mi się kiedyś zdarzyło. Przeżywałam treść mocno i dogłębnie. Emocjom nie było końca, a łzy poleciały ciurkiem z oczu. Ta historia ma na szczęście szczęśliwe zakończenie.
W trakcie lektury siłą rzeczy porównywałam możliwości awansu społecznego w naszym kraju i w USA. Wynik jest dla naszej ojczyzny jednak niekorzystny. W naszych realiach dobre posady wymagają układów a niekoniecznie prestiżowego dyplomu, a zarobki są dalekie od tych, które obowiązują w bogatych krajach.
Największym atutem tej lektury jest autentyczny przekaz, szczera opowieść, w trakcie której mają miejsce i drastyczne sceny. Nie jest to łatwa lektura, nie czyta się jej szybko a tytuł nie jest książką, która będzie idealna by się zrelaksować. Mimo to warto ją przeczytać i zastanowić się nad jej treścią. To idealna propozycja na dzisiejsze czasy. Polecam tym, którzy szukają mocnej a zarazem ambitnej przygody z książką.  

sobota, 24 lutego 2018

Stosik na końcówkę zimy



Powoli, powoli zbliża się koniec zimy i przedwiośnie. To zarazem cieszy i smuci. Ale stos nowych książek tylko cieszy i to bardzo, bardzo. 
I znów będę marudzić, że nie mam miejsca na kolejne tomy.
Biblioteczkę zasiliły:

- Romuald Antoni Roman "Ośrodek Zero. Tajemnica Doliny Syrokiej Wody" - od Autora - czytam i jestem w niebie. Świetna!!

- Romuald Aldek Roman "Zakopiański dom wariatów" -j.w. 

Alex Rosenberg "Dziewczyna z Karkowa" od Lubimy Czytać
- Angelika Kuźniak "Krótka historia o długiej miłości" - od Wydawnictwa Znak

- Iwona Menzel "Po wsze czasy" od Wydawnictwa MG
- Edyta Świętek "Szarość miejskich mgieł" od Lubimy Czytać - PIĘKNA, PIĘKNA, PIĘKNA!!!! Kończę czytać

- Magdalena Kordel "48 tygodni" od Wydawnictwa Znak

- Joanna Gawryk-Skrzypczak "Księżyc jest kobietą" 

- Przemysław Chwała - "Obłoki Fergany"

- Rachel Hauk "Salon sukien ślubnych" od Lubimy Czytać

- Tim Peake "Zapytaj astronautę" od Wydawnictwa Kobiecego 

Ale pyszne tytuły! Będzie co czytać, będzie radość. 

czwartek, 22 lutego 2018

Marcin Wójcik "W rodzinie ojca mego"


Wydawnictwo Czarne
data wydania 2015
stron 272
ISBN 978-83-8049-043-7
seria Reportaż

O rodzinie od której trzymam się z daleka

Po książkę Marcina Wójcika sięgnęłam z trzech powodów. Po pierwsze w tym roku obiecałam sobie czytać więcej reportaży i literatury faktu. Po drugie lubię serię Czarnego Reportaż. Po trzecie wreszcie lubię reportaże w których poruszane są kontrowersyjne i mocne tematy.
 Gdy rozpoczynałam lekturę nie byłam przygotowana na aż tak bardzo mocną treść. Wiedziałam, że będzie ciekawie, ale nie przypuszczałam, że aż tak bardzo. 

Z Radio Maryja jest tak jak z disco polo. Niby mało kto słucha, a każdy wie o co chodzi. Redemptorysta Tadeusz Rydzyk ma wielu przeciwników jak i grono zwolenników. Jego dzieła - radio, telewizja, uczelnia czy fundacja są ogólnie znane. Ich istnienie i poglądy ich założyciela potwierdzają namacalnie tezę, że polski Kościół nie jest jednolity, że są w nim podziały. Są też dowodem na to, że bogactwo wypędza ubóstwo, które powinno cechować stan duchowny w imię składanych ślubów. Teoria nie idzie w parze z praktyką, a to wielu ludzi wierzących od Kościoła odpycha. 

Książka to zbór różnorodnych reportaży, które tworzą spójną całość i dają obraz toruńskiego redemptorysty i jego działalności. Na początku Autor przybliża w pigułce osobę samego Tadeusza Rydzyka. Czytając o jego zakonnej drodze, dzieciństwie i młodości samoistnie nasuwa się pytanie skąd taka siła w człowieku który przyciągnął do siebie wielu ludzi? 
Z kolejnych tekstów dowiemy się jak pracuje Radio Maryja, jak działa Telewizja Trwam i jakie były jej początki, jak wyglądają studia na toruńskiej uczelni, jakie są kierunki i poznamy osoby, które na nich studiują. Wreszcie poznamy tych, którzy są zwolennikami mediów Tadeusza Rydzyka, uczestników marszów i członków kół skupionych wokół toruńskiej rozgłośni. To nie są ludzi kryształowi, a raczej zagubieni, zapatrzeni fanatycznie i bezmyślnie w głoszoną ideologię w której nie ma miejsca na jakikolwiek dialog. Niezłomna jest zasada, że kto nie idzie z nami maszeruje przeciw nam. 

Najważniejsze jest ślepe zapatrzenie i podporządkowanie. Z padających słów czuć sporo zarzutów, nienawiści, złości i żalu. Brak miłości, a tą przecież chrześcijanin powinien otaczać nie tylko przyjaciół, ale i wrogów. Tu nie ma miejsca na wybory, trzeba niczym owca ślepo podążać za pasterzem i nie mieć własnego zdania. Nie pytać, nie dociekać tylko ufnie spijać każde słowo i przyjmować je za pewnik. W tej społeczności nie ma miejsca na wolny wybór, wolne słowo i jakiekolwiek wątpliwości. 
To smutna twarz katolicyzmu, to jego fanatyczne oblicze. 
W myśl ustanowień soborowych duchowni nie powinni wkraczać w politykę - a to jest w kościele toruńskim nagminnie łamane. Co wolno?  Dawać ofiary, składać datki i być brawo. Czytając miałam często wrażenie, że gdyby poznał to ktoś, kto nie widział tego na oczy pomyślałby, że to scenariusz niezbyt ambitnego filmu, a nie realna rzeczywistość. 

Po co czytać ten tytuł? 
Z pewnością by spojrzeć prawdzie w oczy i przejrzeć na nie. By zobaczyć o co naprawdę chodzi i jak można grzeszyć idąc ślepo za kimś, kto sam błądzi. Fanatyzm nie jest tu słowem przesadzonym czy użytym na zapas. Teksty budzą grozę swoją wymową i stanem ludzkich umysłów. Reportaże robią spore wrażenie, czyta się je szybko aczkolwiek każdy zmusza do refleksji nad mocą wiary i zła, które funkcjonuje pod płaszczem religii. Bo czy nienawiść jest dobra? 
Publikacja Marcina Wójcika to naprawdę dobra książka, która z pewnością na wielu zrobi spore wrażenie, a zwolenników rodziny o której opowiada mocno zgorszy. 
Plusy to dogłębne wyczerpanie tematu, solidne przedstawienie środowiska, ukazanie poruszonej problematyki z różnych stron i dobre operowanie słowem, które celnie maluje to, co istotne. 
Kolejna wspaniała publikacja w doskonałej serii Wydawnictwa Czarnego. Bardzo polecam.