wtorek, 15 października 2019

Agata Suchocka "Jesienny motyl"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019 
stron  304
ISBN 978-83-66217-57-7

Powieść mocniejsza niż spirytus

Jak się czujesz? To pytanie od miesiąca w związku z moim wypadkiem komunikacyjnym słyszę bardzo często. Fizycznie dochodzę do siebie i zdrowieję. Psychicznie od wczoraj jestem emocjonalnie poturbowana. Czuję się niczym pranie, które przeszło przez wyżymaczkę, które zostało odwirowane przez godzinę na najwyższych obrotach. A wszystko za sprawą książki, którą przeczytałam, o której zdecydowanie nigdy nie zapomnę, bo takich lektur się nie zapomina. Bynajmniej taki wrażliwiec jak ja nie potrafi. 
Biorąc do ręki tytuł wydany nakładem Wydawnictwa Replika nie spodziewałam się, że znajdę w tej książce aż tyle. Tak dużo treści, tak dużo emocji, które dosłownie mnie zasypały. Czytając bałam się oddychać, skupiłam się tylko i wyłącznie na treści. Telefon zadzwonił, herbata wystygła, za oknem zaszło słońce. Dla mnie liczyło się tylko jedno. Do bólu chciałam by bohaterom było ze sobą po drodze, by się ułożyło, by był happy end. Chciałam tego tak, jakbym chciała tego dla siebie. Fabuła zaangażowała mnie jak rzadko kiedy. A dreszcze towarzyszyły do samego końca. A potem były łzy. Morze łez.

Literatura obyczajowa, proza dla kobiet to półka z której od kilku dobrych lat czytam najwięcej. Wydawało mi się, że w tym gatunku już mnie nic nie zaskoczy. A zaskoczyło i to bardzo. Zaskoczyło wszystko. Bo "Jesienny motyl" to nie jest książka jakich wiele, to nie jest tytuł podobny do innych. Książkę skończyłam czytać wczoraj późnym wieczorem. Jest szósta rano, a ja już muszę się z Wami podzielić tym, co mi w duszy i sercu drzemie po lekturze. Musicie być na moim miejscu, musicie tę pozycję przeczytać. Naprawdę warto. A dlaczego? 

Bo to książka, która opowiada wyjątkową historię. To nie jest opowiastka o miłości, o mezaliansie, o tym, że uczucie przekracza wszelkie bariery i granice. To powieść o szukaniu miłości. I nie tej słodkiej i sentymentalnej, takiej którą kończy ślub, a wieńczą dzieci. Tym razem spotykamy dwoje mocno okaleczonych przez życie bohaterów, którzy pochodzą z dwóch różnych światów. Każde z nich dostało od życia solidnie w kość. Nie było w tym ich winy. Było po prostu mocno pod górę i mnóstwo kłód pod nogami, a takie sytuacje wręcz sprzyjają popełnianiu błędów.

 Lidia osiągnęła zawodowy sukces choć cel nie został osiągnięty bezbłędnie. Okupiła go ciężką pracą, wyrzeczeniami i rozpychaniem się łokciami. Była bezwzględna, zdolna i pracowita. Szła po trupach do celu, byle dalej od biedy. Udało się jej, niestety w życiu uczuciowym poniosła same porażki. Sama w duchu marzyła o byciu z kimś, bolał ją popełniony błąd w młodości. 
Olgierd zdolny romantyk został wyrzucony ze studiów i wylądował na ulicy. Moralnie upadł najniżej jak się da. Sprzedawał swoje ciało by mieć na podłe jedzenie. 
Ich drogi skrzyżowały się pewnego dnia. I to spotkanie stało się początkiem czegoś nowego w ich życiu. I zmieniło je, a na świat pozwoliło popatrzeć z innej strony. Chcecie dowiedzieć się czy byli razem i odkryć ich sekrety? Zapraszam do lektury...

Książka to prawdziwe arcydzieło w swoim gatunku. Pełne życia, które bajką rzadko kiedy bywa. Które kopie i bije, często nie ma litości i nie jest sprawiedliwe. Nie jest, bo ma sprawiedliwość w nosie. I daje prezenty jak chce, a czasem wcale. Kobieta po przejściach i mężczyzna bez przyszłości... Co może ich łączyć, gdy wszystko ich dzieli? Gdy żyją w dwóch różnych rzeczywistościach a są tak samo nieszczęśliwi? 
W tej powieści wszystko jest realne i namacalne, nie ma tabu, nie ma miejsca na wstyd, na niedopowiedzenia. Rządzi brutalna rzeczywistość, która nie wybacza błędów. Autorka fenomenalnie nakreśliła swoich bohaterów, poplątała ich losy, oddała ich uczucia. 
"Jesienny motyl" to książka nieprzewidywalna, niesztampowa, jedyna w treści, mająca bardzo wiele walorów i plusów. Mogłabym pisać o niej wiele dobrego. Ale myślę, że zamiast czytać moje słowa zagłębcie się w tej powieści. Gwarantuję, że nie będziecie rozczarowani. Chylę czoła przez Autorką za geniusz, pomysł i sposób napisania książki. Dziękuje z całego serca za te emocje. Po prostu perła wśród książek dla kobiet i nie tylko. 

Moja ocena 11/10. 
(czasem trzeba zapomnieć o regułach matematyki, by oddać odczucia po lekturze)

sobota, 12 października 2019

Roma Ligocka "Jeden dobry dzień"


Wydawnictwo Literackie
data premiery 30 październik 2019
stron 188
ISBN 978-83-0806-944-8

Książka na miarę Nobla

W mojej duszy panuje cisza, spokój, nostalgia, skupienie, zaduma. Tak najkrócej mogę Wam opisać mój stan wewnętrzny po lekturze najnowszej książki Romy Ligockiej, której prapremiera będzie miała miejsce na krakowskich Targach Książki. Dzięki współpracy z Wydawnictwem Literackim już mogłam się zanurzyć w jej treści. To było coś więcej niż dobra, ba doskonała lektura. To było coś metafizycznego, coś jedynego w swoim rodzaju. Coś, co sprawiło, że Autorka "Znajomej z lustra" stała mi się bardzo bliska. Bliska niczym genetyczny bliźniak. Drzwi do tej relacji otworzyła szczerość z jaką napisany jest "Jeden dobry dzień". To proza wyjątkowa, ale dla mnie to jednak nic dziwnego. Bo Roma Ligocka to dla mnie wybitna literacka marka, która gwarantuje spotkanie z literaturą najwyższych lotów. Czytając bardzo wiele, czułam, że ta pozycja wywrze na mnie mocne piętno. Tak się stało. Zapisane słowa wręcz "wytatuowały" moją duszę do żywego. Myślę, że wpływ miały na to w pewnym sensie też okoliczności w jakich przyszło mi czytać książkę. 

Większość ludzi gdy przeżywa trudne chwile sięga po lektury relaksujące, lekkie, łatwe i przyjemne. Ja niestety nie. Mnie wtedy smakują książki bolesne, trudne, tragiczne, smutne. Taka już jestem. Po wypadku komunikacyjnym dane mi było zagłębić się w treść pełną żałoby i boleści. Smutnej prawdy o kruchości ludzkiego życia, pożegnaniu na zawsze, odchodzeniu i przemijaniu. To właśnie ona stanowi oś, trzon, kręgosłup tytułu. Jest w niej też coś więcej. Ale to właśnie choroba i towarzyszenie w chorowaniu jest tym, co najważniejsze. 

Roma Ligocka towarzyszy przez rok bliskiemu mężczyźnie w bólu, walce, szpitalnej rzeczywistości i godzeniu się z tym, że nadzieja umiera wraz z nim. To trudne 12 miesięcy, to cierniowa droga pełna bólu fizycznego i psychicznego. Wiek 55 lat to przecież nie czas by odchodzić. To dopiero preludium do życiowej dojrzałości, przednówek jesieni życia, która przecież może trwać wiele, wiele cennych, dobrych i owocnych lat. Ktoś jednak zdecydował, że to rak wygra i zbierze żniwo. 
Autorka pisze niezwykle osobiście, emocjonalnie i szczerze. Roma Ligocka odsłania swoją duszę bez najmniejszego woalu. Wręcz spowiada się czytelnikom z niełatwych przeżyć, gorzkich chwil, którego mocno zabolały.
 "Jeden dobry dzień" to też książka o radzeniu sobie z bólem po stracie, z pustką która wydaje się być bez dna. Po tej lekturze nie sposób nie docenić życia, jego najmniejszych elementów. Dni, chwil, które trzeba, koniecznie trzeba przeżyć jak najlepiej, jak najbardziej intensywnie. Ta lektura daje pewnego rodzaju receptę, ale i nadzieję. 
Gdyby przyszło mi ocenić tę pozycję nasuwa się jedno konkretne słowo. Wybitna. Wybitna w każdym calu. Wybitna pod względem stylu, treści, przesłania jakie w sobie niesie, języka. Nie jest to proza łatwa, z pewnością ambitna, refleksyjna, ale i nie bezbrzeżnie smutna. 
To książka do przeczytania, ale i przeżycia, przemyślenia. Gorąco ją polecam. 
Moja ocena 9/10.

poniedziałek, 7 października 2019

I znów nie będę!

Nie jestem zadowolona. Bo moje plany trafił szlag. Chciałam i chcę, ale nie wyjdzie. Nie uda się niestety. Nie będę tam gdzie chciałam. Liczyłam, że w tym roku uda mi się być na targach. I tych w Krakowie i tych w Rzeszowie. No ale nie. Gdyby tylko ręka była złamana to myślę, że dałabym radę. Niestety, po 10 dniach od wypadku okazało się, że mam złamaną nogę. Tak, to nie żart. Tak pracuje szpital w moim mieście.

Mam ortezę, ale na takie eskapady, gdzie nogi bolałby nawet zdrowego się nie wypuszczę.
Ktoś powie ciesz się, że żyjesz. Cieszę się, to nie tak, że nie, ale smutno mi trochę. I co tu robić?
Ano mam pewien patent. Tylko się nie śmiejcie. Tulę się do psów i książek. Niestety mąż już w pracy.

Ten rok dla mojej rodziny jest trudny zdrowotnie. Niech się już ta zła passa skończy. Czas najwyższy. To zmykam do wyrka i z książką w ręku wybieram się do Watykanu. Bo książki niwelują wszelkie granice niemożliwego.

Wojciech Scelina, Maciej Kozłowski, Kazimierz Nóżka



Wydawnictwo Znak
data  wydania 2019
stron 382
ISBN 978-83-2405-719-1

Zabieszczaduj razem z leśnikami

Bieszczady, tak jak Tatry, od wielu lat są bardzo modne. Co roku odwiedza je coraz liczniejsza rzesza turystów. Koniunktura sprawiła, że znacznie rozrosła się baza turystyczna, zwiększyła się liczba miejsc noclegowych i polepszył się ich standard. Bieszczady ponoć są najpiękniejsze jesienią, gdy przyroda nie oszczędza na kolorach i maluje krajobraz nadzwyczaj barwnie. Ci, którzy zakochali się w tej krainie na zabój i dozgonnie (tak, w tej grupie jestem i ja), są zdania, że tam zawsze warto pojechać. O Bieszczadach krąży wiele mitów i legend. Ich walorami są piękne widoki, góry, dzika natura, historia i burzliwa przeszłość. Czy warto pojechać tam na urlop? Oczywiście, że tak. A co warto się przed podróżą dowiedzieć, by uniknąć rozczarowania? Tu pomocna będzie książka autorstwa dwóch leśników: Kazimierza Nóżki i Wojciecha Sceliny, spisana piórem Macieja Kozłowskiego – kulturoznawcy, pisarza i historyka, która na mnie zrobiła ogromne wrażenie i szalenie mi się spodobała.
Bieszczady, w których zagościmy z autorami publikacji, są inne niż te pokazywane przez foldery turystyczne. Są bardziej dzikie, prawdziwsze i nieobliczalne. Ta kraina ma bowiem wiele tajemnic i sekretów, które odkryć można, jedynie mając tak wspaniałych przewodników, jak leśnicy prowadzący profil Nadleśnictwa Baligród. Z nimi zobaczymy i dostrzeżemy więcej, niż gdybyśmy zwiedzali sami. Bieszczady to lasy i dzikie zakątki, to połoniny i mnóstwo okazów fauny oraz flory. To specyficzne miejsce do życia i wypoczynku. Tu cywilizacja wkraczała zdecydowanie wolniej, tu po drugiej wojnie światowej tysiące osób wyludniono. Tu nawet dziś żyje się inaczej niż gdzie indziej. Tu nadal wiele do powiedzenia ma pogoda, przyroda i siły natury. O tym wszystkim opowiadają autorzy, których Bieszczady urzekły.
Książka zdradza tajniki pracy leśnika, która w tym rejonie ma swoją specyfikę. Tytuł zabiera nas na wycieczkę po lesie – z lektury możemy dowiedzieć się wiele o sposobie gospodarowania i zarządzania lasem oraz drzewostanem. Miłośnicy zwierzaków z wypiekami na twarzy przeczytają o spotkaniach oko w oko z niedźwiedziami czy wilkami. Ciekawi życia wśród głuszy z pewnością mają okazję sprawdzenia, jak naprawdę mieszka się w leśniczówce. Nie jest to tak romantyczne, jak przedstawiają filmowe telenowele, ale ma swój wielki urok. Autorzy opowiadają również o swoim dzieciństwie i drodze do leśnej profesji.
Książka to prawdziwa skarbnica wiedzy o Bieszczadach, a jej autorzy to wielcy ambasadorzy tego uroczego zakątka Polski. Publikację czyta się naprawdę przyjemnie, a jej treść doskonale wyczerpuje poruszane tematy oraz oddaje klimat opisywanych miejsc i czasów. Jej atutem jest ciekawa kompozycja oraz przejrzystość. Lektura zainteresuje zarówno tych, którzy nigdy nie zwiedzali krainy biesów i czadów, jak i tych, którzy czują się tam jak u siebie w domu. Plusem książki jest język i użyte słownictwo – w pełni zrozumiałe dla przeciętnego zjadacza chleba, gdyż leśnicy umiejętnie wyjaśniają wiele fachowych terminów. Książka jest niczym wybitnie kolorowa mozaika. Mieni się tysiącem obrazów, lśni setkami informacji, oszałamia ilością poruszonych zagadnień związanych z tymi terenami. Dokładnie takie właśnie są Bieszczady.
To niezwykła publikacja, inna niż morze tytułów wydanych w celu poznania bieszczadzkiej krainy. Nie ma w niej sztuczności, nie jest też napisana patetycznym językiem, nie przypomina podrasowanego graficznie zdjęcia. Gorąco polecam lekturę tym, którzy jeszcze nie zaznali smaku bezkresnych buczynowych lasów, połonin, dzikości i zarazem poczucia wolności na bieszczadzkiej ziemi. Nie wszyscy ją pokochają, niektórym po przeczytaniu wyda się zbyt surowa i pierwotna. Zanim jednak wyjedziecie w Bieszczady, warto poświęcić książce czas i mieć świadomość, że nawet w XXI wieku są jeszcze tak dziewicze miejsca.

sobota, 5 października 2019

Co u mnie słychać!

Siemanko Kochani.

Zdrowieję sobie powoli w towarzystwie oczywiście książek. Na szczęście głowa po wypadku i wstrząśnieniu mózgu pracuje ok. Czytam, leczę się książkoterapią. Przygotowałam na wyjątkowo piękną książkę okładkową rekomendację. 

Staram się jak mogę brać jak najmniej środków przeciwbólowych. No i dodam, choć oczywiście nikomu nie życzę złamań i urazów, że ortezy to wynalazki na miarę Nobla. Owszem kosztują dość sporo, macie nawet szansę na częściową refundację NFZ, ale do gipsu to się nie umywa. Gips miałam na ręce 10 dni i to była katorga. A tak w ogóle to złamanie nogi wykryto u mnie dopiero na kontroli po 10 dniach od wypadku. To tak na marginesie. 

W każdym razie cierpię i boleję, że nie mam mojego telefonu i Instagram milczy. Mój Samsung jest w stolicy w serwisie. W wypadku popękał wyświetlacz. Tylko popękał. I wziął na siebie siłę uderzenia dzięki czemu mając go w kieszeni na brzuchu osłonił go. Nie mogę się doczekać kiedy do mnie wróci. A tak na marginesie to gwarancja takich napraw nie obejmuje. Nawet ta przedłużona ochrona. Musicie specjalnie ubezpieczać telefon. W sklepie sprzedawca może Wam mówić co innego, ale prawda bywa kosztowna. Jak u mnie. 

By nie marudzić bo za oknem i tak pada jest jak jest i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Nudzi mi się trochę w łóżku bo takie leżenie to nie dla mnie, która jak rasowy włóczykij łaziła po 20 km dziennie, ale czasem w życiu trzeba zwolnić. Zatrzymać się i poleczyć. Odespać mało wyspane lato. Zjeść na spokojnie obiad i czytać. 

Nie taka miała być ta jesień, ale czasem życie rozdaje swoje karty. 
Pozdrowienia 

niedziela, 29 września 2019

Julia Hamera, Leszek Cichy, Marek Kamiński "Trzy bieguny. Dotknąć niemożliwego"


Wydawnictwo Znak
data wydania 2019
stron 380
ISBN 978-83-240-5945-4

Gdzie przyjaźń, pasja i przygoda, tam niemożliwe nie istnieje

W księgarniach pojawił się bardzo smakowity literacki kąsek dla czytelników, którzy lubią tytuły o górach i podróżach. Jego bohaterami są dwaj znani zdobywcy, mający na swoim koncie wybitne sukcesy. Marek Kamiński to najbardziej popularny współcześnie polski polarnik, który zdobył dwa bieguny w ciągu jednego roku, zaś Leszek Cichy to pierwszy, obok Krzysztofa Wielickiego, pogromca Everestu zimą. Oczywiście obaj panowie mają jeszcze inne znaczące osiągnięcia.
Przez wiele lat ich życiowe ścieżki biegły odrębnie, by pewnego dnia się skrzyżować. Zaowocowało to prawdziwą przyjacielską relacją i osiągnięciem kilku celów oraz spełnieniem garści marzeń.
Autorka pokazuje podróżniczą drogę każdego z pary podróżników. Oddaje im głos i pozwala tym samym na zabranie nas, czytelników, nie tylko w wyjątkowe miejsca, ale i do wnętrza dusz, które kochają to samo – wyzwania – ale są od siebie różne.
Jak się okazuje, w ekstremalnych warunkach osobowości z górskiego i polarnego świata mogą się świetnie dogadać. Jeśli myślicie, że te dwie rzeczywistości są bardzo podobne, bo łączy je mróz, śnieg i lód, to jesteście w błędzie. Wysokie góry i polarne przestrzenie różnią się dość mocno od siebie.
Dwaj śmiałkowie podczas eksploracji nie byli rywalami. Wzajemnie się wspierali, motywowali i uzupełniali. Dzielili wiedzą i doświadczeniem. Wymieniali myśli, ale i potrafili uszanować siebie w milczeniu.
Leszek Cichy i Marek Kamiński zrealizowali wspólnie 5 projektów. Razem byli na Antarktydzie i Grenlandii, zdobywali Alpy i Dolomity. Wspólnie zajrzeli na dach Afryki i na Górę Kościuszki. Ich współpraca na polu podróżniczym rozszerzyła się i na sprawy zawodowe.
Książka składa się z trzech części. Każda wprowadza w świat daleki od zgiełku miasta. Himalaista i polarnik odkrywają tajemnice białych przestrzeni, krain lodu i gór, w których karty rozdaje przyroda, a człowiek jest niczym nic nieznacząca drobina, całkowicie zdana na siły natury. Ta rzeczywistość jest i piękna, i okrutna, ale pozwala na jedno. Na zajrzenie w głąb siebie, na pobycie samemu ze sobą i na poznanie siebie. Cichy i Kamiński nie są gadułami. Wyrażają się konkretnie i precyzyjnie. Pokazują wnętrze człowieka, który jest głodny przygody i sukcesu, ale nie za wszelką cenę. Właśnie dlatego ta publikacja tak zaciekawia, tak przykuwa uwagę i tak świetnie się ją czyta.
Tekst uzupełniają zdjęcia. Tytuł robi spore wrażenie. Przedstawia sylwetki mężczyzn, którzy pogodzili życie zawodowe z pasją i doskonale potrafili realizować się oraz rozwijać na obu polach, mając równocześnie rodziny i dzieci. Na kartach książki znajdziemy dużo szczerości, mało patosu, sporo cennych refleksji. „Trzy bieguny” czytało mi się bardzo dobrze, treść chłonęłam i chętnie jeszcze zadałabym bohaterom wiele pytań odnośnie do poruszonych kwestii. To była wspaniała literacka przygoda i możliwość poznania wyjątkowych postaci. Brawa dla wydawcy za staranne wydanie.


środa, 25 września 2019

Malwina Bareła "Lunchbox na każdy dzień. Nowe przepisy"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-240-5770-2

Czy odkryłeś już bento?

Dziś przenosimy się do kuchni, by spojrzeć w specyficzny sposób na przygotowywanie posiłków do pracy, szkoły, na uczelnię czy np. na podróż. Naszą przewodniczką będzie Pani Malwina Bareła. Jest ona autorką bloga Filozofia Smaku. 
W swoim życiu kieruje się japońską filozofią Bento. Ja już o niej co nieco słyszałam, ale nie było to zbyt wiele informacji. Dzięki książce o której chcę Wam opowiedzieć dowiedziałam się o wiele więcej i nie są to nieistotne treści o których zapomnę. Zacznę je wkrótce wprowadzać w życie i w ten sposób przygotowywać posiłki mężowi do pracy. Będzie z pewnością bardziej smacznie, bardziej ciekawie wizualnie, a co za tym idzie apetycznie, bo przecież jemy też oczyma. Będą to posiłki z pewnością więcej urozmaicone i ich przygotowanie sprawi mi sporo frajdy, bo lubię pichcić w kuchni.
Poradnik jest kontynuacją książki "Lunchbox na każdy dzień". 

Czym jest bento? Najkrócej to posiłek w pudełku przygotowywany w domu, a zabierany na wynos. Idea wywodzi się z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale jest już bardzo popularna poza Azją. 

Tytuł dzieli się na dwie części. 
Część pierwsza to bardzo przydatne, praktyczne porady, które ułatwią działania zwłaszcza osobom rozpoczynającym kulinarną przygodę pracę w kuchni w wielu aspektach. Pozwolą oszczędzić czas i pieniądze, nauczą praktycznej wiedzy, która ułatwi wiele czynności np. zakupy. I tak dowiemy się  o jakiej porze najlepiej gotować przy określonym trybie życia, co można przyrządzić z wyprzedzeniem, jak owocnie wdrożyć się w bentowanie, jak rozsądnie gospodarować pieniędzmi na jedzenie i planować zakupy, jak przechowywać jedzenie, dbać o porządek i używać spożywczych zamienników.
Część druga to przepisy rozpisane zgodnie z porami roku.

Całość jest przepięknie wydana, a kapitalne zdjęcia pobudzają apetyt. Nic tylko kupić pudełko i bentować. Kapitalny pomysł na prezent. Gorąco polecam.

niedziela, 22 września 2019

Przeżyłam wypadek.....

KOCHANI ŻYJĘ

W DNIU 15 WRZEŚNIA PRZEŻYŁAM WYPADEK KOMUNIKACYJNY. STRACIŁAM NA KILKA GODZIN PRZYTOMNOŚĆ, ALE JUŻ CZUJĘ SIĘ LEPIEJ. I WRACAM DO KSIĄŻEK. PRZEPRASZAM WYDAWCÓW, WSPÓŁPRACOWNIKÓW, AUTORÓW I WAS KOCHANI CZYTELNICY ZA PRZERWĘ W DZIAŁANOSCI BLOGA. POZDROWIENIA

środa, 11 września 2019

Joanna Jax "Milczenie aniołów"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2019
stron 432
ISBN 978-83-7835-732-2

 cykl Prawda zapisana w popiołach
tom I

Mówienie prawdy nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem


Joanna Jax przygotowała tej jesieni dla swoich czytelników wyborną niespodziankę. Jest nią kolejne spotkanie z bohaterami cyklu „Zanim nadejdzie jutro”. Pojawiają się oni ponownie w pierwszym tomie nowej serii „Prawda zapisana w popiołach”, która opowiada ich powojenne dzieje.
Od końca drugiej wojny światowej minęła ponad dekada. Zesłańcy opuścili Syberię i zamieszkali w Europie. Jedni w Polsce, inni na obczyźnie. Kraj nad Wisłą, wyzwolony przez Armię Czerwoną, zmienił swoje oblicze. Nastały inne czasy, inna władza, inne porządki, inne życie. Nie wszyscy potrafili się w tej rzeczywistości odnaleźć. Jedni zamieszkali w stolicy, inni na Ziemiach Odzyskanych. Jedno było pewne – świat sprzed wojny przeszedł do historii i bezpowrotnie odszedł do lamusa. Nowe zaś nie zawsze okazało się lepsze. Powojenne porządki wielu rozczarowały. Szybko okazało się, że mimo innego ustroju nadal dobrze wiodło się tym, którzy umieli kombinować i kierować się sprytem. Prawda wciąż okazywała się nie zawsze najlepszą opcją. Czy warto było ją za każdym razem mówić? Na to pytanie można szukać odpowiedzi, śledząc losy bohaterów, których rzesze czytelników zdążyły już bardzo polubić.
Kuba Staśko mieszka w Olsztynie. Tam gra na saksofonie i tęskni za Wilnem oraz Laurą. Nie może zapomnieć o mieście, w którym spędził lata przedwojenne, i kobiecie, żonie przyjaciela, która jak nikt skradła jego serce. Pewnego dnia odnajduje ukochaną w miejscu, w którym kompletnie nie spodziewałby się jej spotkać. Zaniedbana, pijana, niegdyś piękna, trudni się nierządem i sprzedaje swoje wdzięki za butelkę wódki. Kuba wyciąga do niej swoją dłoń. Chora na gruźlicę i choroby weneryczne Laura ma szansę oderwać się od dna. Czy ją wykorzysta?
Szymek kończy aplikację adwokacką. Ma żonę, z którą niezbyt mu się układa, i synka, za którym przepada. Szymek ma nadal rogatą duszę i sporo odwagi, broniąc jak lew na sądowej sali żołnierzy AK. Przyszły adwokat stawia kontrę nowej władzy, jego żona go za to krytykuje i boi się powrotu Niemców.
Nadia Niechowska uczy się w liceum i ma starszego od siebie żonatego kochanka, poza którym świata nie widzi. Niestety ta miłość nie ma szansy na przetrwanie.
Mateusz dowiaduje się, że jest dzieckiem adoptowanym i ma żydowskie korzenie. Chce poznać swoją siostrę i ciotkę, które mieszkają w Izraelu. Gdy kończy szkołę, decyduje się na podróż do żydowskiego państwa, by tam studiować, pracować i ułożyć sobie życie. To bolesny cios dla Alicji, która kocha go jak własne dziecko.
Najnowsza powieść Joanny Jax ogromnie zachwyca i jest dowodem na to, że ta pisarka jak mało kto potrafi wyczarować swoim piórem wspaniałe, rozbudowane fabuły i poprowadzić zagmatwane losy ciekawie wykreowanych bohaterów. To nie jest łatwa proza, ale mimo to czyta się ją naprawdę wyśmienicie. Trudno oderwać się od treści, która jawi się niczym wielobarwna mozaika. Akcja rozgrywa się w latach 1956–1958. Autorka świetnie ukazuje życie w nowym systemie, który tylko pozornie jest lepszy i troszczy się o ludzi. Bardzo aktualne jest hasło, że kto nie z nami, ten przeciwko nam. Tępiony jest indywidualizm, odmienne poglądy i zapatrywania na świat. Nagminne jest werbowanie szantażem do donosów i tajnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. W takim świecie rodzi się miłość, przyjaźń, ale i nienawiść. Przeszłość niekiedy powraca i przypomina o pewnych sprawach sprzed lat.
Tytuł chłonęłam, obojętna na realny świat. Ciekawa byłam jedynie, czy ktoś z postaci dopadnie szczęście, dozna miłości, czy poniesie konsekwencje swoich czynów. Ta saga z historią w tle to istny majstersztyk, który z pewnością nikogo nie rozczaruje. To lektura pełna emocji, niespodzianek i historycznej prawdy. To obraz czasów, które wcale nie były łatwe. To opowieść żywa i pełna przeróżnych scen, które świetnie oddają klimat polskiego komunizmu. Tym, którzy już zakosztowali prozy Joanny Jax, nie muszę polecać przeczytania. Tym, którzy jeszcze nie znają kunsztu i talentu tej autorki, gorąco polecam lekturę. Jestem pewna, że ocenicie ją najwyższymi notami i nie będziecie się nudzić. Z serca polecam i rekomenduję.



sobota, 7 września 2019

Amanda Brooke "Dar serca"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2019
stron 480
ISBN 978-83-8169-127-7

Najcenniejszy podarunek 

Jak ważna jest przyjaźń? Jak cennym potrafi być darem? Ile znaczy prawdziwa przyjaciółka? I czy kobieca przyjaźń bywa idealna? Czy warto mimo wszystko wybaczać wyrządzone krzywdy? 
Na te pytania znalazłam bardzo ciekawe odpowiedzi w książce wydanej w serii Kobiety to czytają. 

Jej główne bohaterki łączy przyjaźń. Długoletnia i mocna. Czy to relacja bez wad?
 Julia, Helen i Phoebe są ze sobą mocno związane, niczym siostry. Często się spotykają, radzą sobie wzajemnie, rozmawiają, zwierzają się z sekretów i miłosnych tajemnic. Na pozór wszystko gra, ale czy mogą istnieć w życiu ludzkich relacje bez wad, takie idealne?

Helen zbyt szybko i przypadkowo została mamą, jej małżeństwo rozpadło się. Samotnie wychowująca dziecko pielęgniarka marzy o miłości. Tak gdzieś skrycie, w głębi serca chce pokochać i być kochaną. Phoebe zmarła matka, zaopiekowała się nią babcia, która jest już staruszką i sama potrzebuje pomocy oraz opieki w chorobie niszczącej jej pamięć. Julia chce być mamą podobnie jak jej mąż tatą. Mija jednak miesiąc za miesiącem, a testy ciążowe są wciąż negatywne. 
Pewna chwila zmienia życie wszystkich przyjaciółek podobnie jak życie Lucy, która czeka na przeszczep serca...

Pierwsze pytanie jakie przyszło mi do głowy po przeczytaniu ostatniego zdania było dość powszechne. Czy warto mieć przyjaciółki od serca? Czy warto otwierać się przed kimś na sto procent? Czy prędzej czy później ktoś bliski nam nas nie zawiedzie?
Śledząc losy serdecznych przyjaciółek uświadomiłam też sobie, że wszyscy o prawdziwej przyjaźni marzymy i chcemy jej doświadczyć. 
Powieść czytało mi się rewelacyjnie. Początek nie porwał, musiałam odnaleźć się w chaosie fabuły, która skacze w czasie. Ale szybko dotarłam do momentu, gdy zachłysnęłam się tytułem i byłam czytelniczo ugotowana. Zakochałam się w książce i trudno było się od niej oderwać choćby na chwilę. Wszystkie zdarzenia opisane na stronach "Daru serca" są bardzo autentyczne. My kobiety nie mamy w życiu łatwo. Ciągle musimy z czymś walczyć, lub o coś walczyć. Dokonywać wyborów i popełniać błędy, by potem je naprawiać. 
Autorka bardzo ciekawie poplątała losy opisanych kobiet, które są bliskie sercu czytelniczek przez swoją naturalność i nieidealność. 
To nie jest zbyt łatwa powieść, z jej kart wylewają się kłopoty, dramaty i emocje, których nie brakuje w żadnym jej momencie. Treść pochłania, narzuca wręcz refleksję nad różnymi niełatwymi sprawami, które komplikują życie i dodają mu pikanterii. 
To była ciekawa propozycja, jak zresztą i inne książki z tej serii. Książka spodobała mi się i sprawiła miłą niespodziankę. Okazała się lepsza niż się spodziewałam, zostawiła we mnie trwały ślad. Dodała otuchy w mocowaniu się z codziennością. Dobry wybór dla osób szukających czegoś ciekawego wśród nowości z działu powieści obyczajowych. 

poniedziałek, 2 września 2019

Magdalena Kołosowska "Pod niebieskim księżycem"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 288
ISBN 978-83-66217-28-7
cykl Lepsze jutro tom II

Zmiany bolą i są trudne

Po co my kobiety sięgamy po powieści obyczajowe? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jedne z nas chcą pobyć w idealnej rzeczywistości, chcą ubrać choć na chwilę różowe okulary i odpocząć od zwykłej codzienności. Ale są też takie czytelniczki, które wolą lektury bez happy endu, prawdziwe, twardo stojące fabułą w realnym świecie, w których Autorzy i Autorki podejmują tematy trudne i z życia wzięte. W takich książkach nie wszystko zawsze dobrze się kończy, ale możemy podejrzeć zachowania literackich postaci, ich sposoby radzenia sobie z trudami życia, ich recepty na to, by żyć szczęśliwiej i lepiej. 
Takie właśnie, pełne prawdziwego życia powieści ma w dorobku Magdalena Kołosowska. W tej chwili jestem świeżo po lekturze drugiego tomu cyklu Lepsze jutro. Zdradzę, że jestem równie zachwycona jak tomem pierwszym i nie mogę doczekać się kolejnej części. 

Karolina to najstarsza z trójki sióstr. W jej życiu przyszedł czas na wielkie zawirowania. Zawarte dość szybko małżeństwo kruszy się i dąży do rozwiązania. Wszystkiemu winien jest alkoholizm jej męża. Dla niego alkohol stał się ważniejszy niż żona i dzieci. Karolina czuje się oszukana, samotna i zrozpaczona, ale wie, że dawanie kolejnych szans na poprawę jest całkowicie bezzsensowne. Smak porażki i klęski jest gorzki. Karo ma nadzieję, że gdy zamknie raz na zawsze te drzwi to otworzą się przed nią kolejne możliwości i być może pojawi się ktoś lepszy u jej boku, kto ją mocno pokocha. Kandydat pojawia się na ścieżce zawodowej. Czy to rzeczywiście odpowiedni mężczyzna? 

Jestem zachwycona i gorąco chciałabym, żeby po ten cykl sięgnęła każda z Was Drogie Czytelniczki. Powieść czyta się z ogromną ciekawością i przyjemnością. Na jej stronach spotykamy zwyczajne kobiety, w których każda z nas odnajdzie coś z siebie. Ich życie i problemy, bolączki i wybory są podobne do tych, z jakimi same się spotykamy. Losy Karoliny są burzliwe, a ona sama to istota niezwykle dzielna, która mimo wad dobrze sobie radzi. Odważnie mocuje się z codziennością mając na uwadze dobro dzieci i swoje. Los nie bywa dla niej łaskawy, ale mimo to ona brnie do przodu i trzyma głowę podniesioną do góry. Ma chwile słabości, ale pokazuje, że kobieta to i płeć piękna i zarazem silna. 
Autorce udało się bardzo ciekawie wykreować dojrzałą kobiecą postać, która ma w sobie coś z nastolatki, coś z młodej i dojrzałej kobiety. Te wszystkie elementy mieszają się i tworzą ciekawy charakter, który oczywiście polubiłam od samego początku tej opowieści. Książka pozornie lekka kryje na swoich stronach wiele ciekawej treści. To doskonała lektura na długi jesienny wieczór. W połączeniu z miłym w dotyku pledem i ciepłą herbatą z miodem i cytryną gwarantuje relaks i przyjemne chwile. Polecam.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Gabriela Gargaś "Kiedyś się odnajdziemy"




Wydawnictwo Czwarta Strona
 data wydania 2019
stron 445
ISBN 978-83-6638-153-7

Miłość i młodość potrafią zadawać sercu potężne rany



Najnowsza powieść Gabrieli Gargaś to historia, która rozegrała się w ubiegłym wieku. Jej początek to niespokojny czas drugiej wojny światowej, w czasie której nie tylko niemiecki okupant mordował naród polski. Długo nie mówiło się o wydarzeniach, które rozegrały się na Wołyniu. Miały tam miejsce okrutne zbrodnie na Polakach. Tysiące straciło życie, domy, bliskich, zdrowie.
Jedną z Kresowianek, która ucierpiała, była Janka, główna bohaterka powieści „Kiedyś się odnajdziemy”. Choć jest ona postacią literacką, to stanowi zarazem symbol wielu prawdziwych Wołynianek, które przeżyły ogromną traumę. Przerażona młoda panna jest świadkiem śmierci rodziców, wygnania z rodzinnego domu. Musi oddać młodszą siostrę, by ta przeżyła, i uciec z ogarniętego zawiścią wobec polskości miejsca raz na zawsze. Te wydarzenia odciskają bolesne piętno na jej duszy. W trakcie ucieczki ratuje małą dziewczynkę, która staje się jej bliska jak siostra. Nowy dom odnajduje w stolicy, gdzie zastaje ją koniec wojny i dorosłe życie. W Warszawie musi zacząć wszystko od nowa i na nowo.
W czasie wojny Anna rozstaje się ze swoim chłopakiem, ponieważ zakochuje się bezprzytomnie w jego najlepszym koledze. Sprawdza się maksyma, że serce to nie sługa. Tadek i Anna biorą czynny udział w powstaniu warszawskim, którego wybuch na zawsze zmienia ich życie.
Po wojnie, w nowym świecie i nowych okolicznościach, losy Janki i Tadka splatają się. Młodzi, ale mocno doświadczeni przez los muszą iść dalej przez życie mimo blizn i okaleczeń. Czy odnajdą przystanek z napisem szczęście?
Gabriela Gargaś obdarowała czytelników wyjątkową, piękną książką, której fabuła spleciona jest z dwóch wątków. Łączą się one w jedną perfekcyjną całość niczym rzeka składająca się z dwóch dopływów. Treść „Kiedyś się odnajdziemy” mocno chwyta szczególnie za wrażliwe serca czytelnicze i bardzo wzrusza. Pokazuje ludzkie dramaty i tragedie, których winowajcą jest historia, zło i zawiść opanowująca dusze podatnych na nią osób.
Dwa bolesne wydarzenia z XX-wiecznej historii Polski tatuują serca głównych bohaterów i są dla nich wyjątkowym doświadczeniem, które kładzie się cieniem na ich przyszłości. Autorka bardzo czytelnie ukazuje ówczesne realia, doskonale oddaje ich klimat i wymiar. Oprócz faktów zapisanych w kronikach historycznych w tytule jest też miejsce na zwyczajne, ludzkie życie, pełne dobrych i złych chwil, pełne łez i uśmiechów, rozpaczy, przyjaźni, miłości i żałoby. Nie ma tu miejsca na sztuczne bohaterstwo, na idealizowanie rzeczywistości. Anna, Janka i Tadeusz zmuszeni przez los działają często impulsywnie i poddają się emocjom, a życie nie daje im nawet chwili na zastanowienie się, co wybrać.
Powieść, która jest pełna emocji, ma wiele atutów. Z pewnością warto podkreślić styl i język, dynamikę akcji, wartościową fabułę, klimat, który towarzyszy czytaniu. Trudno oderwać się od tego tytułu choćby na chwilę, trudno nie rozpłakać się, śledząc losy ludzi, którzy błyskawicznie podbijają nasze serca.
Gabriela Gargaś pisze odważnie i dojrzale. Z treści wyraźnie widać, że przygotowała się do pracy profesjonalnie i merytorycznie, że zna i czuje rzeczywistość, w której rozgrywa się akcja. Wykreowane postacie są wyraziste, indywidualne i pełne życia. To nie plastikowe kukły, a namacalne osoby z krwi i kości, mające ludzkie cechy, a tym samym nieidealne i pełne dylematów.
Ten tytuł czyta się z atencją i emocjami. Książka łatwo wami zawładnie i zmusi do refleksji nad sensem życia oraz nad postępowaniem zgodnie z własnym sumieniem. Jako autorka sagi Gabriela Gargaś sprawdziła się rewelacyjnie. Sięgnijcie po tę publikację i przekonajcie się sami. Naprawdę warto.


wtorek, 27 sierpnia 2019

Natasza Socha "Nie(młodość). Czy kobiecość ma termin ważności?"


Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2019
stron 304
ISBN 978-838177-113-9

Czy kobieta z upływem wieku się przeterminowuje?

To już taka tradycja, że książki Nataszy Sochy zawsze wiele wnoszą do mojego życia. Zawsze z nich coś dobrego nabywam i czegoś się uczę. Tym razem, przy lekturze najnowszej powieści tej Autorki przyszła pora na zastanowienie się nad przemijaniem, starzeniem się, zmierzaniem ku końcowi. Z rozsądkowego punktu widzenia to naturalna kolej rzeczy. Mówią, że starość się Bogu nie udała. Nic bardziej mylnego. To człowiek tę starość sobie ukradł. Dzięki rozwojowi nauki średnią długość życia znacznie podwyższono. No ale, że nie ma rzeczy idealnych to starość okazała się totalnie nieidealna. Pełna chorób i słabości. Starzenia się i jak powiedzą niektórzy umierania na raty. Bo to nogi odmawiają posłuszeństwa, a to wzrok zawodzi, a to słuch już nie ten. I tak się tę starość spycha na dalszy plan, często do domów opieki. To miejsca, gdzie czeka się na koniec. Czasem to konieczność, czasem wygoda rodziny. Rzadko kiedy wola osoby w podeszłym wieku. Myślę, że tymi słowami nieco wprowadziłam Was w klimat książki w której młodość i starość spotykają się na parkowej ławce. No może nie tak dokładnie, ale ...

Jest ich dwie. Dwie kobiety w różnych fazach życia. Jedna ma ponad siedemdziesiąt lat i problemy z pamięcią. Wnuk, który się nią opiekuje wyjeżdża na stypendium do Londynu. Jego babcia trafia do prywatnego domu opieki. Do Hebe. (Hebe znaczy młodość). Klarysa nie jest temu chętna, ale wie, że samej będzie jej trudno. Rodzi się w niej bunt, a zarazem chęć udowodnienia światu, że to nie czas by ją zepchnąć na boczny tor. 
Marta jest po trzydziestce. Nie założyła rodziny, jest wykwalifikowaną stylistką paznokci. Gdy wyrolowuje ją wspólniczka traci firmę, oszczędności i pracę. Jest bezrobotna i szuka możliwości zarobkowania. Na pół etatu zaczepia się w sexshopie, a dzięki znajomości matki dostaje też posadę opiekunki w Hebe. 
Dwie kobiety spotykają się w jednym miejscu i świecie. 
Wszystko pozornie ich dzieli i różni. Wszystko, ale tylko na pierwszy rzut oka. Ich relacja chcąc nie chcąc tworzy most między pokoleniami...

To świetna książka napisana mądrze i z pomysłem. To tytuł, który zmusza nas do refleksji nad przemijaniem, ograniczonym trwaniem życia i prawdą, że nic nie jest nam dane na zawsze. Natasza Socha świetnie ujęła temat jesieni życia. Z jednej strony pokazała, że w osobach starszych drzemie wiele życia, z drugiej naświetliła pewne ograniczenia i walkę z ich pokonywaniem. 
To powieść, której kartki odwracają się wręcz same. Dwuosobowa narracja pokazuje dwa światy, które w końcu się przenikają - bo muszą i uzupełniają - co jest bardzo piękne i pożyteczne. Akcja lektury nie jest szybka, ale z detalami pokazuje wszelkie aspekty życia głównych bohaterek co jest tutaj bardzo ważne. Rozkoszowałam się czytaniem urzeczona trafnością pokazania dwóch różnych rzeczywistości i obalania wielu mitów, które są skostniałe i nieprawdziwe. 
Tę powieść nie sposób tylko przeczytać. Ją trzeba przeżyć, przeanalizować i przemyśleć. 
Książka ogromnie mi się spodobała. Jej czytanie zatrzymało mnie na chwilę w pędzie życie w którym można zobojętnieć na to, co najważniejsze.
Gratuluję Autorce pomysłu, publikacja jest naprawdę warta polecenia i odkrycia w hałasie życia. 
Z serca rekomenduję. 

piątek, 23 sierpnia 2019

Alexandra Christo "Pieśń Syreny"


Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2019
stron 420
ISBN 978-83-66338-58-6

Niech nie zwiedzie Cię syreni śpiew!

Mało na moim blogu recenzji książek z półki fantasy. To nie znaczy jednak, że ich nie lubię i nie czytam. Owszem, ostatnio mniej, ale były czasy - tuż po maturze - , że żyłam tylko powieściami z tego gatunki. Jako dziecko zaś uwielbiałam literaturę odpowiednią do mojego wieku w której roiło się od syren, które pięknie śpiewały, były urocze, dobre i sympatyczne. 
Po latach wróciłam do książki o syrenim świecie. Tym razem jednak te istoty nie były tak dobroduszne i łagodne, a wręcz przeciwnie. Miały bardzo niecne zamiary. 
Czy powrót do tego gatunku podobał mi się? Czy zachwyciła mnie powieść Alexandry Christo?
Ciekawych zaspokoję od razu. Tak!!! Książka jak najbardziej przypadła do gustu i mocno rozbudziła moją wyobraźnię. To była świetna lektura.
Co mi się podobało? Klimat i to, że moja wyobraźnia  pracowała na pełnych obrotach. Było ciekawie, barwnie i bardzo dynamicznie. 

Czy to mroczna wersja Małej Syrenki? 
Ja byłabym ostrożna z takim porównaniem, ale to naprawdę ciekawa propozycja. 
Ląd i ocean - dwa odmienne miejsca, dla różne światy.
W wodzie idealnie czują się syreny. Jedną z nich Lira, która ma siedemnaście lat i jest królową. Ma zabójcze zapędy i kolekcjonuje ludzkie serca. Serca swoich ofiar. Pewnego dnia zabija także syrenę. Za ten czyn jej matka - Królowa Mórz zamienia ją w człowieka. By znów odzyskać dawną postać i żyć wśród swoich Lira musi zabić i dostarczyć serce księcia, któremu na imię Elian. 
Elian zaś jest następcą tronu lądowego królestwa. Jego pasją jest polowanie. Elian poluje nie na ryby, nie na potwory, nie ma morskie stwory, a na syreny. Pewnego dnia płynąc by zdobyć pewien niezwykły przedmiot ratuje z morza kobietę. Nie wie kim ona jest, a mimo to przyjmuje ją na swój pokład i wtajemnicza w cel wyprawy. Jak dalej potoczą się ich losy?

Ta powieść mnie oczarowała i uświadomiła mi jak uwielbiam retellingi. W moim umyśle nastąpiło totalne zresetowanie rzeczywistości. Świat opisany w tytule całkowicie mnie pochłonął i omamił niczym śpiew syren. Okazałam się na niego całkowicie nieodporna i wsiąkłam w niego. Nagle poczułam się jego elementem, jego cząstką i chłonęłam wydarzenia z fabuły niczym realną rzeczywistość. Podobało mi się opisy, postaci, dynamika akcji, barwność tła, walka dobra ze złem. 
Choć to bajkowa przeczywistość tu nie ma wyraźnego podziału na dobro i zło. Każdy z bohaterów bywa okrutny, wyrachowany, zapatrzony w siebie. Na każdej stronie wiele się dzieje, a nuda nie ma tam co robić. Zdarzenia są nieprzewidywalne, a czytelnicza ciekawość rozpalona. 
Tę powieść czyta się przyjemnie i lekko. To książka przy której fajnie się zrelaksujecie i odprężycie. Jej treść nie jest infantylna, łatwa do przewidzenia i sztampowa. 
Dlatego sięgnijcie po ten tytuł, mniejcie go na uwadze będąc w księgarni, poszukajcie w bibliotece. Dobre przeżycia gwarantowane. Ta powieść spodoba Ci się nawet gdy nie jesteś fanem fantasy i baśni. Dobra lektura. 

czwartek, 22 sierpnia 2019

Maria Paszyńska "Świat w płomieniach"


Wydawnictwo Książnica
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-2458-358-4
seria Owoc Granatu tom III

Nie sposób przejść przez piekło i pozostać czystym

Wojna była dla nich, podobnie jak dla milionów Polaków, piekłem. Stefania i Elżbieta doświadczyły jej w syberyjskiej odsłonie. Poznały smak łagrów, utraty raz na zawsze ojcowizny i tułaczki po wyzwoleniu z syberyjskich kajdan. Bolesne przeżycia nie przeszły bez echa. Pozostawiły po sobie trwałe ślady, których nie zatarł upływający czas. Niewybaczone krzywdy, ogromne traumy i niezasklepione rany okazały się przeszkodą na drodze do normalności i szczęścia.
Choć minęło wiele lat, a słońce od tamtego czasu wzeszło oraz zaszło wiele razy, siostry Łukowskie nie czuły się zadowolone. Przekroczyły czterdziesty rok życia, osiadły w Iranie, wyszły za mąż. Pozostały jednak w ich sercach tęsknota za krajem lat dzieciństwa, niespełnione marzenia i niezrealizowane plany. Spokój ducha okazał się tylko pozorny, kruchy jak porcelana. Każda z bohaterek musiała przeżyć kolejne trudne chwile, przełknąć porażki i zasmakować rozczarowań. Życie nie potraktowało ich wcale ulgowo. Limitu złych dni bowiem los im nie wyznaczył. A wokół zaczęło się robić niespokojnie za sprawą sytuacji religijno-politycznej. Rodzący się kryzys znacząco wpłynął na życie każdej z nich…
Trzeci tom wyjątkowego cyklu „Owoc granatu” ukazuje dalsze dzieje dwóch Polek, które po skazaniu na zesłanie nie wróciły w rodzinne strony. Choć minęło prawie dwadzieścia lat od wojny, ich życie nie było spokojne. Autorka poprowadziła ich losy bardzo dynamicznie i dramatycznie. Pozwoliła czytelnikom zagłębić się w ich niezabliźnione serca.
Stefania poślubiła mężczyznę, o którym marzyła, jednak matrymonium okazało się pewnego rodzaju pułapką. Było mu daleko do ideału. Kobieta popadła w depresję, która odebrała jej radość życia.
Ela, mimo dynamicznego życia zawodowego, nie zapomniała o przeszłości i dawnej miłości. W jej sercu, oprócz męża, gościł też inny mężczyzna, którego kochała od lat miłością właściwą ślubnemu.
Obie kobiety rozminęły się ze swoim szczęściem. Dlaczego? Czy miały w tym swój udział wojenne traumy?
Książkę, podobnie jak poprzednie tomy cyklu, czyta się na jednym wdechu. Nie jest to jednak lektura łatwa ani relaksująca. Ta powieść ogromnie wzrusza i wyciska łzy. W trakcie czytania nie brakuje emocji, ale i scen bolesnych, chwytających za serce. Tytuł zaskakuje i odciska ślad w duszy swoją treścią. Czytając, można się zastanawiać, dlaczego los tak mocno doświadcza jednych, a drugim pozwala przejść lekko przez życie. Obie bohaterki popełniają błędy, poddają się emocjom, zbyt szybko przestają walczyć, ale na swoje usprawiedliwienie mają traumę Syberii. Otaczający je świat orientu nie jest w stanie ukoić ich dusz, dobro, jakie ich dotyka, nie wystarcza, by zagoiły się rany i przyszło zapomnienie. W publikacji nie brakuje historii Iranu i przeżyć Irańczyków, którzy zmagali się z burzliwymi wydarzeniami i rewolucją.
Maria Paszyńska opisuje historyczne fakty w sposób prosty i ciekawy. Idealnie obrazuje piekło przewrotu i jego wpływ na ludzi. Czytelnik może pokusić się o porównanie tych wydarzeń do losu zesłańców. Który naród miał gorzej? Trudno jednoznacznie określić, ale łatwo wywnioskować, że wojny i pucze ranią na długo, o ile nie na zawsze, i bardzo mocno.
Uroniłam wiele łez, pochyliłam się nad losem zranionych ludzi, wzruszyłam losem Bahar. Pokochałam kolejną książkę – pokazała mi ona spersonalizowaną historię na przykładzie kobiet, których życie mocno doświadczyło. Spędziłam czas z wspaniałą powieścią, która wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. To jeszcze nie koniec tej serii. Jestem ciekawa jej kolejnego tomu. Gorąco polecam lekturę.


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Magdalena Witkiewicz "Jeszcze się kiedyś spotkamy"


Wydawnictwo Filia 
data wydania 2019
stron 450
ISBN 978-83-8075-682-3

Miłość to największy rollercoster na świecie

Książki Magdaleny Witkiewicz czytuję od wielu lat. Zawsze dostarczają mi one wyjątkowych wrażeń i emocji. Lektura najnowszej powieści tej poczytnej autorki okazała się jeszcze lepsza, niż się spodziewałam. Zaskoczyła mnie, a to oznacza tylko jedno – ten tytuł okazał się dla mnie czymś więcej niż arcydzieło.
Wszystko, co istotne we wzorowej powieści, współgra w „Jeszcze się kiedyś spotkamy” lepiej niż idealnie. Doskonałe są różne elementy, które decydują, że książka staje się hitem. Ciekawy i świetnie ujęty jest pomysł na fabułę, która poprowadzona została perfekcyjnie. Akcja toczy się dynamicznie i nie jest przewidywalna. Sylwetki bohaterów zostały oryginalne i pomysłowo przedstawione. Tło historyczne jest przystępnie, rzeczowo i wiarygodnie nakreślone. Tekst czyta się jednym tchem, a świat realny otacza magiczna mgła. Tworzy ją klimat książki, który zabiera nas do miejsc, w których rozgrywa się akcja. Do czasów, które były trudne, bolesne i niespokojne…
Grudziądz, rok 1939, tuż przed wybuchem wojny, której zapach czuć w powietrzu. Życie toczy się inaczej, ale grupa przyjaciół pozostaje niewzruszona. Są w niej chłopcy i dziewczęta, młodzi i pełni wiary w lepszą przyszłość oraz szczęśliwe dorosłe życie. Jeszcze nie dzieli ich wyznanie, język, korzenie i narodowość. To się jednak niebawem zmieni za sprawą wybuchu wojny. Oni nie wierzą, że istnieje siła, która zniszczy i podepcze ich przyjaźń. Przychodzą jednak czasy, które zmieniają wszystko, a zło obejmuje panowanie nad światem. Młodzi ludzie muszą podejmować trudne decyzje, dokonywać dramatycznych wyborów, postępować inaczej, niż nakazuje im serce i sumienie. Wiele lat później, w XXI wieku, wnuczka jednej z wojennych bohaterek też staje przed podobnymi jak jej babcia dylematami. Choć nie ma wojny, choć czasy są inne, musi zdecydować, czy czekać, nie mając gwarancji na szczęście, czy iść dalej przez życie inną ścieżką. Losy jej babci stają się dla niej cennym drogowskazem.
„Genialna“ to za mało, „wybitna“ nie oddaje jej fenomenu. „Jeszcze się kiedyś spotkamy” to literatura najwyższych lotów. To powieść, która dowodzi, że przeszłość, czy tego chcemy, czy nie, łączy się z przyszłością i na nią wpływa. Autorka zgrabnie splata w jeden długi warkocz losy babci i jej wnuczki. Obie były kobietami, dla których los przygotował bardzo wiele. Niekoniecznie były to miłe niespodzianki, a raczej trudne wybory, które nie miały opcji idealnego zakończenia.
Wojna i jej realia są opisane nieco inaczej, niż zwykle ma to miejsce. Świat pokazany oczyma mieszkańców Grudziądza i okolic jest trudny na inny sposób. Tu ludziom narzucano niemieckie pochodzenie, zmuszano do wpisywania się na listy wyznawców Hitlera. Nie było to dobrowolne, a za podpisem czuć było dramat wewnętrzny osoby, której serce czuło co innego. Losy Adeli, Franciszka, Jana oraz Racheli i Joachima są niezwykle ciekawe. Trudno się od nich oderwać, wywołują wzruszenie i łzy.
Justyna stoi przed podobnymi wyborami jak jej babka. To prawda, że kobiety potrafią wiernie czekać, ale niekiedy to nie ma sensu. Przykłady obu bohaterek pokazują, że życie rzadko kiedy jest czarne lub białe. Najczęściej przybiera odcienie szarości. Podobnie jak czyny, nie zawsze ma oczywisty wydźwięk dobra lub zła.
O powieści mogę pisać jedynie w samych superlatywach. Ona nie ma żadnych wad, a same zalety. Czytając, doświadczamy podróży przez wojnę, śledzimy ludzkie dramaty, upadki, wzloty, słabości i doświadczenia. Magdalena Witkiewicz przekonuje, że poznanie historii własnej rodziny może mieć dla nas wymierne i praktyczne korzyści. To okazja, by na przeżyciach innych nauczyć się piękniej i szczęśliwiej żyć, ale i brać czasem życie takie, jakie jest.
Tej powieści się nie zapomina, o jej treści można długo dyskutować, a lista jej walorów jest bardzo długa. Katarzyna Bonda rekomenduje ją jako najlepszą książkę Pani Magdy. Ja określę ją jako numer jeden ex aequo z „Opowieścią niewiernej”. To wspaniały tytuł, godny przeczytania zwłaszcza przez osoby, które sięgają tylko po ambitną prozę współczesną z górnej półki. Gorąco polecam lekturę i życzę wspaniałych przeżyć w trakcie poznawania losów Adeli i jej wnuczki.


środa, 7 sierpnia 2019

Katarzyna Enerlich "Akuszerka z Sensburga"


Wydawnictwo MG
data wydania 2019
stron 272
ISBN 978-83-7779-546-0

Opowieść pachnąca ziołami z Prusami Wschodnimi w tle

Ubóstwiam prozę Katarzyny Enerlich, w której zaczytuję się od lat. Tutaj, na moim blogu, znajdziecie mnóstwo recenzji Jej książek. Wyszukiwarka poprowadzi Was do kolejnych notek, które szczerze przyznam pisało mi się z prawdziwą przyjemnością. Tak się dzieje, gdy czytelnik świetnie rozumie się z pisarzem, ma podobne zapatrywania na życie i tożsame poglądy.

Najnowsza powieść Pani Kasi przenosi nas do pierwszej połowy XX wieku. Niby nie tak dawno, ale jak spojrzymy na tamten świat zaszło od tamtych lat wiele zmian. Świat popędził gdzieś do przodu, rzucił się w ramiona postępu technicznego. Ta literacka podróż okazała się nad wyraz ciekawa, piękna, sentymentalna i interesująca. Książka, której dziś poświęcam tę notkę powinna być czytana na łonie natury, może na łące pachnącej ziołami, słońcem i latem. W takim właśnie, choć nie wyłącznie klimacie utrzymana jest fabuła w której na pierwszym planie stoją dwie kobiety. 

Stanisława mieszka z mężem w nowym domu, która wymaga jeszcze drobnego wykończenia. Jest szczęśliwa, zapracowana i oczekuje narodzin pierwszego dziecka. Tego dnia nie spodziewa się, że jej życie zmieni się ogromnie i na zawsze. Mąż pracując w domu ulega wypadkowi, który okazuje się śmiertelny. Gdy jedno życie gaśnie na świat przychodzi córka Stasi. Śmierć idzie pod rękę w tańcu z cudem narodzin co wydaje się dla młodej mężatki bardzo okrutne i bolesne. Stasia przez krótki czas gospodarzy z pomocą rodziny. Pod swój dach przyjmuje zielarkę i akuszerkę Wypyską od której chce nauczyć się jak leczyć ludzi i przyjmować porody. Pomimo krytycznych uwag matki z pasją zagłębia się w tajniki wiedzy medycznej i zielarskiej. 
Siostra Galina jest mniszką w zakonie staroobrzędowych mniszek. Nie trafiła tam ani ze względu na pochodzenie ani powołanie. Jej pasją i zajęciem również staje się zielarstwo i pomoc w chorobie. Los w pewnym momencie splata losy obu kobiet...

Ta powieść jest cudowna, przepiękna, wyjątkowa. Nie ma sposobu by się jej oprzeć, by jej nie ulec i oderwać się od lektury dopóki nie przeczyta się ostatniego zdania. Moc pióra Katarzyny Enerlich jest wielka. Treść tytułu wszystko zasłania i nakazuje tylko jedno - upajać się zapisanymi słowami, chłonąć klimat i zapach ziół, piękno świata, które ludzie niszczą. Dynamiczna akcja, ciekawe zwroty akcji, szereg barwnych postaci, moc marzeń i okrucieństwo wojny. To wszystko znajdziecie w treści, która zapisana jest eleganckim stylem, przystępnym językiem, a która zabiera nad do świata w kolorze sepii, któremu jeśli dłużej się przejrzymy ma bukiet soczystych barw. Książka wzrusza, dostarcza mnóstwa wspaniałych chwil za sprawą wielu scen. Wśród nich znajdziemy radość i łzy, szczęście i tragedię. 
Obie bohaterki budzą sympatię i ciepłe uczucia. Są wyjątkowe, spada na nie wiele bolesnych ciosów, a mimo to nie boją się gdzieś w głębi serca marzyć i mieć nadzieję na spełnienie pragnień i lepsze jutro. Obie są silnymi kobietami, które potrafią w ciszy znieść kolejne złe chwile i krzywdy. Ich bronią jest wewnętrzna siła, która pozwala im przetrwać wiele. 
Atutów ta książka ma bardzo wiele. Autorka świetnie przybliża miejsca w których toczy się akcja, doskonale ukazuje życie w ubiegłym stuleciu i specyfikę zakątków do których nas zabiera. 
Tytuł czyta się niezwykle przyjemnie. Nie brakuje emocji, nie brakuje historii, nie brakuje wreszcie zwyczajnego życia i ludzkich trosk oraz marzeń. 
Ta powieść to cudowna lektura idealna na wakacje. I na koniec dobra wiadomość. Dalsze losy poznanych osób będziemy mogli śledzić w kolejnej książce Autorki pt. "Ziele Marianny".
Nie mogę się doczekać.
Koniecznie przeczytajcie.