piątek, 23 sierpnia 2019

Alexandra Christo "Pieśń Syreny"


Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2019
stron 420
ISBN 978-83-66338-58-6

Niech nie zwiedzie Cię syreni śpiew!

Mało na moim blogu recenzji książek z półki fantasy. To nie znaczy jednak, że ich nie lubię i nie czytam. Owszem, ostatnio mniej, ale były czasy - tuż po maturze - , że żyłam tylko powieściami z tego gatunki. Jako dziecko zaś uwielbiałam literaturę odpowiednią do mojego wieku w której roiło się od syren, które pięknie śpiewały, były urocze, dobre i sympatyczne. 
Po latach wróciłam do książki o syrenim świecie. Tym razem jednak te istoty nie były tak dobroduszne i łagodne, a wręcz przeciwnie. Miały bardzo niecne zamiary. 
Czy powrót do tego gatunku podobał mi się? Czy zachwyciła mnie powieść Alexandry Christo?
Ciekawych zaspokoję od razu. Tak!!! Książka jak najbardziej przypadła do gustu i mocno rozbudziła moją wyobraźnię. To była świetna lektura.
Co mi się podobało? Klimat i to, że moja wyobraźnia  pracowała na pełnych obrotach. Było ciekawie, barwnie i bardzo dynamicznie. 

Czy to mroczna wersja Małej Syrenki? 
Ja byłabym ostrożna z takim porównaniem, ale to naprawdę ciekawa propozycja. 
Ląd i ocean - dwa odmienne miejsca, dla różne światy.
W wodzie idealnie czują się syreny. Jedną z nich Lira, która ma siedemnaście lat i jest królową. Ma zabójcze zapędy i kolekcjonuje ludzkie serca. Serca swoich ofiar. Pewnego dnia zabija także syrenę. Za ten czyn jej matka - Królowa Mórz zamienia ją w człowieka. By znów odzyskać dawną postać i żyć wśród swoich Lira musi zabić i dostarczyć serce księcia, któremu na imię Elian. 
Elian zaś jest następcą tronu lądowego królestwa. Jego pasją jest polowanie. Elian poluje nie na ryby, nie na potwory, nie ma morskie stwory, a na syreny. Pewnego dnia płynąc by zdobyć pewien niezwykły przedmiot ratuje z morza kobietę. Nie wie kim ona jest, a mimo to przyjmuje ją na swój pokład i wtajemnicza w cel wyprawy. Jak dalej potoczą się ich losy?

Ta powieść mnie oczarowała i uświadomiła mi jak uwielbiam retellingi. W moim umyśle nastąpiło totalne zresetowanie rzeczywistości. Świat opisany w tytule całkowicie mnie pochłonął i omamił niczym śpiew syren. Okazałam się na niego całkowicie nieodporna i wsiąkłam w niego. Nagle poczułam się jego elementem, jego cząstką i chłonęłam wydarzenia z fabuły niczym realną rzeczywistość. Podobało mi się opisy, postaci, dynamika akcji, barwność tła, walka dobra ze złem. 
Choć to bajkowa przeczywistość tu nie ma wyraźnego podziału na dobro i zło. Każdy z bohaterów bywa okrutny, wyrachowany, zapatrzony w siebie. Na każdej stronie wiele się dzieje, a nuda nie ma tam co robić. Zdarzenia są nieprzewidywalne, a czytelnicza ciekawość rozpalona. 
Tę powieść czyta się przyjemnie i lekko. To książka przy której fajnie się zrelaksujecie i odprężycie. Jej treść nie jest infantylna, łatwa do przewidzenia i sztampowa. 
Dlatego sięgnijcie po ten tytuł, mniejcie go na uwadze będąc w księgarni, poszukajcie w bibliotece. Dobre przeżycia gwarantowane. Ta powieść spodoba Ci się nawet gdy nie jesteś fanem fantasy i baśni. Dobra lektura. 

czwartek, 22 sierpnia 2019

Maria Paszyńska "Świat w płomieniach"


Wydawnictwo Książnica
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-2458-358-4
seria Owoc Granatu tom III

Nie sposób przejść przez piekło i pozostać czystym

Wojna była dla nich, podobnie jak dla milionów Polaków, piekłem. Stefania i Elżbieta doświadczyły jej w syberyjskiej odsłonie. Poznały smak łagrów, utraty raz na zawsze ojcowizny i tułaczki po wyzwoleniu z syberyjskich kajdan. Bolesne przeżycia nie przeszły bez echa. Pozostawiły po sobie trwałe ślady, których nie zatarł upływający czas. Niewybaczone krzywdy, ogromne traumy i niezasklepione rany okazały się przeszkodą na drodze do normalności i szczęścia.
Choć minęło wiele lat, a słońce od tamtego czasu wzeszło oraz zaszło wiele razy, siostry Łukowskie nie czuły się zadowolone. Przekroczyły czterdziesty rok życia, osiadły w Iranie, wyszły za mąż. Pozostały jednak w ich sercach tęsknota za krajem lat dzieciństwa, niespełnione marzenia i niezrealizowane plany. Spokój ducha okazał się tylko pozorny, kruchy jak porcelana. Każda z bohaterek musiała przeżyć kolejne trudne chwile, przełknąć porażki i zasmakować rozczarowań. Życie nie potraktowało ich wcale ulgowo. Limitu złych dni bowiem los im nie wyznaczył. A wokół zaczęło się robić niespokojnie za sprawą sytuacji religijno-politycznej. Rodzący się kryzys znacząco wpłynął na życie każdej z nich…
Trzeci tom wyjątkowego cyklu „Owoc granatu” ukazuje dalsze dzieje dwóch Polek, które po skazaniu na zesłanie nie wróciły w rodzinne strony. Choć minęło prawie dwadzieścia lat od wojny, ich życie nie było spokojne. Autorka poprowadziła ich losy bardzo dynamicznie i dramatycznie. Pozwoliła czytelnikom zagłębić się w ich niezabliźnione serca.
Stefania poślubiła mężczyznę, o którym marzyła, jednak matrymonium okazało się pewnego rodzaju pułapką. Było mu daleko do ideału. Kobieta popadła w depresję, która odebrała jej radość życia.
Ela, mimo dynamicznego życia zawodowego, nie zapomniała o przeszłości i dawnej miłości. W jej sercu, oprócz męża, gościł też inny mężczyzna, którego kochała od lat miłością właściwą ślubnemu.
Obie kobiety rozminęły się ze swoim szczęściem. Dlaczego? Czy miały w tym swój udział wojenne traumy?
Książkę, podobnie jak poprzednie tomy cyklu, czyta się na jednym wdechu. Nie jest to jednak lektura łatwa ani relaksująca. Ta powieść ogromnie wzrusza i wyciska łzy. W trakcie czytania nie brakuje emocji, ale i scen bolesnych, chwytających za serce. Tytuł zaskakuje i odciska ślad w duszy swoją treścią. Czytając, można się zastanawiać, dlaczego los tak mocno doświadcza jednych, a drugim pozwala przejść lekko przez życie. Obie bohaterki popełniają błędy, poddają się emocjom, zbyt szybko przestają walczyć, ale na swoje usprawiedliwienie mają traumę Syberii. Otaczający je świat orientu nie jest w stanie ukoić ich dusz, dobro, jakie ich dotyka, nie wystarcza, by zagoiły się rany i przyszło zapomnienie. W publikacji nie brakuje historii Iranu i przeżyć Irańczyków, którzy zmagali się z burzliwymi wydarzeniami i rewolucją.
Maria Paszyńska opisuje historyczne fakty w sposób prosty i ciekawy. Idealnie obrazuje piekło przewrotu i jego wpływ na ludzi. Czytelnik może pokusić się o porównanie tych wydarzeń do losu zesłańców. Który naród miał gorzej? Trudno jednoznacznie określić, ale łatwo wywnioskować, że wojny i pucze ranią na długo, o ile nie na zawsze, i bardzo mocno.
Uroniłam wiele łez, pochyliłam się nad losem zranionych ludzi, wzruszyłam losem Bahar. Pokochałam kolejną książkę – pokazała mi ona spersonalizowaną historię na przykładzie kobiet, których życie mocno doświadczyło. Spędziłam czas z wspaniałą powieścią, która wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. To jeszcze nie koniec tej serii. Jestem ciekawa jej kolejnego tomu. Gorąco polecam lekturę.


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Magdalena Witkiewicz "Jeszcze się kiedyś spotkamy"


Wydawnictwo Filia 
data wydania 2019
stron 450
ISBN 978-83-8075-682-3

Miłość to największy rollercoster na świecie

Książki Magdaleny Witkiewicz czytuję od wielu lat. Zawsze dostarczają mi one wyjątkowych wrażeń i emocji. Lektura najnowszej powieści tej poczytnej autorki okazała się jeszcze lepsza, niż się spodziewałam. Zaskoczyła mnie, a to oznacza tylko jedno – ten tytuł okazał się dla mnie czymś więcej niż arcydzieło.
Wszystko, co istotne we wzorowej powieści, współgra w „Jeszcze się kiedyś spotkamy” lepiej niż idealnie. Doskonałe są różne elementy, które decydują, że książka staje się hitem. Ciekawy i świetnie ujęty jest pomysł na fabułę, która poprowadzona została perfekcyjnie. Akcja toczy się dynamicznie i nie jest przewidywalna. Sylwetki bohaterów zostały oryginalne i pomysłowo przedstawione. Tło historyczne jest przystępnie, rzeczowo i wiarygodnie nakreślone. Tekst czyta się jednym tchem, a świat realny otacza magiczna mgła. Tworzy ją klimat książki, który zabiera nas do miejsc, w których rozgrywa się akcja. Do czasów, które były trudne, bolesne i niespokojne…
Grudziądz, rok 1939, tuż przed wybuchem wojny, której zapach czuć w powietrzu. Życie toczy się inaczej, ale grupa przyjaciół pozostaje niewzruszona. Są w niej chłopcy i dziewczęta, młodzi i pełni wiary w lepszą przyszłość oraz szczęśliwe dorosłe życie. Jeszcze nie dzieli ich wyznanie, język, korzenie i narodowość. To się jednak niebawem zmieni za sprawą wybuchu wojny. Oni nie wierzą, że istnieje siła, która zniszczy i podepcze ich przyjaźń. Przychodzą jednak czasy, które zmieniają wszystko, a zło obejmuje panowanie nad światem. Młodzi ludzie muszą podejmować trudne decyzje, dokonywać dramatycznych wyborów, postępować inaczej, niż nakazuje im serce i sumienie. Wiele lat później, w XXI wieku, wnuczka jednej z wojennych bohaterek też staje przed podobnymi jak jej babcia dylematami. Choć nie ma wojny, choć czasy są inne, musi zdecydować, czy czekać, nie mając gwarancji na szczęście, czy iść dalej przez życie inną ścieżką. Losy jej babci stają się dla niej cennym drogowskazem.
„Genialna“ to za mało, „wybitna“ nie oddaje jej fenomenu. „Jeszcze się kiedyś spotkamy” to literatura najwyższych lotów. To powieść, która dowodzi, że przeszłość, czy tego chcemy, czy nie, łączy się z przyszłością i na nią wpływa. Autorka zgrabnie splata w jeden długi warkocz losy babci i jej wnuczki. Obie były kobietami, dla których los przygotował bardzo wiele. Niekoniecznie były to miłe niespodzianki, a raczej trudne wybory, które nie miały opcji idealnego zakończenia.
Wojna i jej realia są opisane nieco inaczej, niż zwykle ma to miejsce. Świat pokazany oczyma mieszkańców Grudziądza i okolic jest trudny na inny sposób. Tu ludziom narzucano niemieckie pochodzenie, zmuszano do wpisywania się na listy wyznawców Hitlera. Nie było to dobrowolne, a za podpisem czuć było dramat wewnętrzny osoby, której serce czuło co innego. Losy Adeli, Franciszka, Jana oraz Racheli i Joachima są niezwykle ciekawe. Trudno się od nich oderwać, wywołują wzruszenie i łzy.
Justyna stoi przed podobnymi wyborami jak jej babka. To prawda, że kobiety potrafią wiernie czekać, ale niekiedy to nie ma sensu. Przykłady obu bohaterek pokazują, że życie rzadko kiedy jest czarne lub białe. Najczęściej przybiera odcienie szarości. Podobnie jak czyny, nie zawsze ma oczywisty wydźwięk dobra lub zła.
O powieści mogę pisać jedynie w samych superlatywach. Ona nie ma żadnych wad, a same zalety. Czytając, doświadczamy podróży przez wojnę, śledzimy ludzkie dramaty, upadki, wzloty, słabości i doświadczenia. Magdalena Witkiewicz przekonuje, że poznanie historii własnej rodziny może mieć dla nas wymierne i praktyczne korzyści. To okazja, by na przeżyciach innych nauczyć się piękniej i szczęśliwiej żyć, ale i brać czasem życie takie, jakie jest.
Tej powieści się nie zapomina, o jej treści można długo dyskutować, a lista jej walorów jest bardzo długa. Katarzyna Bonda rekomenduje ją jako najlepszą książkę Pani Magdy. Ja określę ją jako numer jeden ex aequo z „Opowieścią niewiernej”. To wspaniały tytuł, godny przeczytania zwłaszcza przez osoby, które sięgają tylko po ambitną prozę współczesną z górnej półki. Gorąco polecam lekturę i życzę wspaniałych przeżyć w trakcie poznawania losów Adeli i jej wnuczki.


środa, 7 sierpnia 2019

Katarzyna Enerlich "Akuszerka z Sensburga"


Wydawnictwo MG
data wydania 2019
stron 272
ISBN 978-83-7779-546-0

Opowieść pachnąca ziołami z Prusami Wschodnimi w tle

Ubóstwiam prozę Katarzyny Enerlich, w której zaczytuję się od lat. Tutaj, na moim blogu, znajdziecie mnóstwo recenzji Jej książek. Wyszukiwarka poprowadzi Was do kolejnych notek, które szczerze przyznam pisało mi się z prawdziwą przyjemnością. Tak się dzieje, gdy czytelnik świetnie rozumie się z pisarzem, ma podobne zapatrywania na życie i tożsame poglądy.

Najnowsza powieść Pani Kasi przenosi nas do pierwszej połowy XX wieku. Niby nie tak dawno, ale jak spojrzymy na tamten świat zaszło od tamtych lat wiele zmian. Świat popędził gdzieś do przodu, rzucił się w ramiona postępu technicznego. Ta literacka podróż okazała się nad wyraz ciekawa, piękna, sentymentalna i interesująca. Książka, której dziś poświęcam tę notkę powinna być czytana na łonie natury, może na łące pachnącej ziołami, słońcem i latem. W takim właśnie, choć nie wyłącznie klimacie utrzymana jest fabuła w której na pierwszym planie stoją dwie kobiety. 

Stanisława mieszka z mężem w nowym domu, która wymaga jeszcze drobnego wykończenia. Jest szczęśliwa, zapracowana i oczekuje narodzin pierwszego dziecka. Tego dnia nie spodziewa się, że jej życie zmieni się ogromnie i na zawsze. Mąż pracując w domu ulega wypadkowi, który okazuje się śmiertelny. Gdy jedno życie gaśnie na świat przychodzi córka Stasi. Śmierć idzie pod rękę w tańcu z cudem narodzin co wydaje się dla młodej mężatki bardzo okrutne i bolesne. Stasia przez krótki czas gospodarzy z pomocą rodziny. Pod swój dach przyjmuje zielarkę i akuszerkę Wypyską od której chce nauczyć się jak leczyć ludzi i przyjmować porody. Pomimo krytycznych uwag matki z pasją zagłębia się w tajniki wiedzy medycznej i zielarskiej. 
Siostra Galina jest mniszką w zakonie staroobrzędowych mniszek. Nie trafiła tam ani ze względu na pochodzenie ani powołanie. Jej pasją i zajęciem również staje się zielarstwo i pomoc w chorobie. Los w pewnym momencie splata losy obu kobiet...

Ta powieść jest cudowna, przepiękna, wyjątkowa. Nie ma sposobu by się jej oprzeć, by jej nie ulec i oderwać się od lektury dopóki nie przeczyta się ostatniego zdania. Moc pióra Katarzyny Enerlich jest wielka. Treść tytułu wszystko zasłania i nakazuje tylko jedno - upajać się zapisanymi słowami, chłonąć klimat i zapach ziół, piękno świata, które ludzie niszczą. Dynamiczna akcja, ciekawe zwroty akcji, szereg barwnych postaci, moc marzeń i okrucieństwo wojny. To wszystko znajdziecie w treści, która zapisana jest eleganckim stylem, przystępnym językiem, a która zabiera nad do świata w kolorze sepii, któremu jeśli dłużej się przejrzymy ma bukiet soczystych barw. Książka wzrusza, dostarcza mnóstwa wspaniałych chwil za sprawą wielu scen. Wśród nich znajdziemy radość i łzy, szczęście i tragedię. 
Obie bohaterki budzą sympatię i ciepłe uczucia. Są wyjątkowe, spada na nie wiele bolesnych ciosów, a mimo to nie boją się gdzieś w głębi serca marzyć i mieć nadzieję na spełnienie pragnień i lepsze jutro. Obie są silnymi kobietami, które potrafią w ciszy znieść kolejne złe chwile i krzywdy. Ich bronią jest wewnętrzna siła, która pozwala im przetrwać wiele. 
Atutów ta książka ma bardzo wiele. Autorka świetnie przybliża miejsca w których toczy się akcja, doskonale ukazuje życie w ubiegłym stuleciu i specyfikę zakątków do których nas zabiera. 
Tytuł czyta się niezwykle przyjemnie. Nie brakuje emocji, nie brakuje historii, nie brakuje wreszcie zwyczajnego życia i ludzkich trosk oraz marzeń. 
Ta powieść to cudowna lektura idealna na wakacje. I na koniec dobra wiadomość. Dalsze losy poznanych osób będziemy mogli śledzić w kolejnej książce Autorki pt. "Ziele Marianny".
Nie mogę się doczekać.
Koniecznie przeczytajcie. 


środa, 31 lipca 2019

Melodie Winawer "Skryba ze Sieny"



Wydawnictwo Rebis
data wydania 2019
stron 528
ISBN 978-83-8062-494-8

Powieść idealna na lato

Mam romantyczną naturę. Mogę temu przeczyć, ale prawda i tak wyjdzie na jaw. Patrząc choćby na mój gust literacki chętnie sięgam po powieści historyczne i kostiumowe w których przygoda miesza się z romansem. Kocham przenoszenie się z książką w ręku do zamierzchłych czasów, chłonę klimat przeszłości i z rozmarzeniem zagłębiam się w dawne epoki. Jestem zagorzałą fanką "Outlandera", dlatego zdecydowałam się przeczytać powieść Melodie Winawer. Prześliczna okładka i opis zadziałały niczym magnes. 
Z chwilą przeczytania pierwszej strony przepadłam. Wzięłam urlop od życia i towarzyszyłam głównej bohaterce Beatrice w Nowym Jorku oraz Sienie. W teraźniejszości i przeszłości. Ta literacka przygoda okazała się niesamowitą atrakcją. Po prostu było bosko.

"Skryba ze Sieny" jest debiutem literackim - trudno w to uwierzyć, bo jest to dla mnie tytuł bez wad i doskonały - profesorki neurologii Uniwersytetu Columbia. Jego akcja rozpoczyna się w XXI wieku w Stanach Zjednoczonych. Beatrice po śmierci matki była wychowywana przez starszego brata. Rezolutna i mądra podobnie jak ten wybrała drogę naukową. Została neurochirurgiem, pełnym pasji oddanym całym sercem pacjentom lekarzem. Benjamin zaś zamieszkał we włoskiej Sienie, gdzie prowadził badania. Cierpiący na podstępną chorobę serca mężczyzna zmarł nagle. Siostra postanowiła wtedy wziąć urlop i kontynuować dzieło brata. Wyjechała do Italii i zamieszkała w pięknym, starym domu. Beatrice nie spodziewała się, że wkrótce zostanie przeniesiona do średniowiecza i umieszona w rzeczywistości znanej z zapisków. Nagle młoda kobieta znalazła się w świecie, o którym miała marne pojęcie, bez odpowiedniego odzienia, grosza przy duszy i dachu nad głową. Jeśli jesteście ciekawi jak sobie poradziła i co ją spotkało zapraszam do lektury powieści, która mnie ogromnie zachwyciła. 

Jej fabuła jest zawiła i kręta oraz obfituje w liczne niespodzianki. Czyta się lekko, choć akcja rozgrywa się w dużej mierze w czasach odległych. Tytuł to mieszanka kilku gatunków literackich - obyczaju, historii, przygody, sensacji, romansu i powieści epistolarnej. Autorka zachwyciła mnie stylem, językiem i rewelacyjnymi opisami. Wszystko w tej książce jest takie żywe i namacalne. Miałam wrażenie jakby przed oczami przewijała mi się bardzo kolorowa mozaika w której wszystkie elementy ze sobą współgrają. Rozbudowana fabuła składa się z wielu wątków, które są ze sobą dobrze i stabilnie powiązane. Przez plan książkowy przewija się wiele postaci. Każda z nich przyciąga uwagę i jest barwna. Nie brakuje emocji, nie brakuje sensacji, nie brakuje rumieńców na policzkach w trakcie czytania. 
Moja wrażenia wobec tej powieści są bardzo pozytywne. Pod wieloma względami treść mnie zauroczyła, zaciekawiła i rozkochała w sobie. Tak, nie będę ukrywać, że pokochałam tę historię, która tak błyskawicznie skradła mi serce. Miłośnikom prozy Diany Gabaldon nie muszę rekomendować tej propozycji. Tym, którzy mają ochotę na coś lekkiego, zajmującego i niesztampowego gorąco polecam ten debiut. Odkryjcie średniowieczną Sienę i tajemnice jej mieszkańców. Miłej lektury. 

wtorek, 30 lipca 2019

Eric O'Grey, Mark Dagostino "Peety. Pies, który uratował mi życie"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-65601-27-8

Cztery łapy zmienią Cię na zawsze

Jest wiele czynników, które nas zmieniają. Na to, jacy jesteśmy i kim jesteśmy wpływa wiele czynników. Zmieniają nas przeprowadzki, nowa praca, śmierć bliskiej osoby czy odejście ukochanego partnera. Ale jest jeszcze jeden czynnik, który powoduje naszą metamorfozę. To posiadanie psa. Ci, którzy żyją pod jednym dachem razem z psim przyjacielem doskonale wiedzą, co mam na myśli. Ci, którym cztery lub więcej łap nie tupią po domu pewnie czytają te słowa z pewnym niedowierzaniem. Obu grupom czytelników polecę lekturę pewnej książki, której pierwszoplanowym bohaterem jest pies. Pies, który uratował dosłownie i w przenośni ludzkie życie. Pies, który jest autorem spektakularnej metamorfozy swojego pana. Nazwany został Peety.

Stan zdrowia Erica był zły. 60 kilogramów nadwagi, ograniczone poruszanie, zerowa kondycja fizyczna, żołądek nadający się operacyjnie do zmniejszenia, trudność z zakupem ubrań, zła dieta, tragiczne wyniki badań. Zagrożenie życia i fatalna kondycja fizyczna spowodowały, że mężczyzna zaczął szukać pomocy medycznej by żyć. By żyć lepiej i w ogóle żyć. Miał szczęście, że trafił na mądrą lekarkę, która dała mu szansę, pomysł na leczenie i wydała bardzo konkretne rady na zmianę trybu życia. Jedną z nich miało być posiadanie psa.

W tym momencie możecie zapytać - ale po co?
Ano po to by mieć motywację do systematycznej i konkretnej aktywności fizycznej, by mieć cel w życiu, by czuć się za kogoś odpowiedzialnym, a zarazem tym samym podnieść swoją wartość we własnych oczach i nabrać sensu istnienia. Eric za radą mądrej kobiety adoptował psa. I miał szczęście, że trafił do niego pies również z nadwagą i po przejściach. Dla wielu z Was okaże się to niewiarygodne, ale stworzyli idealny duet. Jak wyglądało ich wspólne życie przeczytacie w książce, która zrobiła na mnie spore wrażenie. Po pierwsze jako osobie, która ma wiele lat psy, jej treść nie wydała się dziwna. Wprost przeciwnie, bardzo prawdziwa i wymowna. I wierzcie, to prawda, że gdy zapraszamy do swojego życia psa inaczej zaczynamy patrzeć na otaczający nas świat. Jak? Dokładnie tak jak Eric, który rozpoczął inne, nowe i lepsze życie.

Jego relacja jest bardzo bezpośrednia i szczera. Prostolinijna i dająca obraz zwyczajnego dnia z czworonogiem, który wymaga opieki. Eric swoją przemianę zaczął od zakopania patrzenia tylko na siebie. Czytając tę książkę łatwo wychwycicie wiele zmian, jakie wywołuje posiadanie psa. Dodam, że są one pozytywne i jak najlepiej wpływają na nasze zdrowie.

Książkę czyta się wspaniałe. Szybko i ma się wrażenie autentyczności wydarzeń. Eric dzieli się swoją historią by dać receptę ludziom, którzy są w podobnej jak on sytuacji.
Łatwo odkryć, że psa i człowieka łączy wyjątkowa relacja, której budowanie czytelnik może obserwować, a która opiera się na wyjątkowej miłości i przyjaźni. Serce rośnie jak czyta się o radości pary głównych bohaterów.

To lektura idealna dla miłośników czworonogów i tych, którzy planują adopcję czy kupno psa. Z niej wyraziście doświadczą co ich czeka. Poczują także moc psiej miłości, którą jesteśmy obdarzani i nie musimy za nią płacić. Ona jest bezwarunkowa i bardzo trwała.
Atutem tytułu jest szczerość i bezpośredniość relacji, świetny styl i prosty, ale ogromnie wyrazisty język.
Czym podsumować tę publikację? To mądra i wymowna książka, warto ją poznać. I koniecznie sprawić sobie psa. To świetny trener personalny, przyjaciel i dietetyk oraz rehabilitant w jednym.

poniedziałek, 29 lipca 2019

Magda Łucyan "Powstańcy"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2019
stron 288
ISBN 978-83-240-5737-5
seria Prawdziwe Historie

Bohaterowie tamtych dni...

Zbliża się kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Znów ożyją dyskusje na temat sensu jego genezy, skutków, celowości. Znów liczne pokolenie, które zna tamte dni z podręczników historii będzie dowodzić, oceniać, wydawać wyroki. Oczywiście może tak robić, tylko czy zawsze będzie to dyskusja merytoryczna? Czy ktoś, kto nie brał udziału w jakimś wydarzeniu może w pełni je zrozumieć? 
Po lekturze publikacji Magdy Łucyan doszłam do bardzo istotnego wniosku. Jeśli chcesz zrozumieć jakieś wydarzenie z przeszłości, oczywiście o ile to możliwe, posłuchaj jego świadków. Przeczytaj, to co mieli do powiedzenia ci, którzy brali w nim czynny udział. Wtedy szybko pojmiesz o co tak naprawdę chodziło. Bo nie wszystko nawet w historii jest wyrachowane, przemyślane, przestudiowane. Czasem do głosu dochodzą też emocje i ludzkie uczucia drzemiące gdzieś w głębi serca. 

Z roku na rok pokolenie Powstańców jest coraz mniej liczne. Kolejne osoby odchodzą w podeszłym wieku. Coraz mniej jest Świadków tamtych dni, którzy dają świadectwo historycznej prawdy i naoczną relację tamtego lata. Autorka książki Magda Łucyan dotarła bezpośrednio do 9 osób, które brały czynny udział w tamtym zrywie wolnościowym. Przeprowadziła z nimi wspaniałe, niezwykle wymowne rozmowy, a ich treść spisała dla czytelników, którzy będą chcieli spojrzeć wstecz, sięgnąć do bezcennych wspomnień. Autorka reprezentuje młode pokolenie, które żyje w całkiem innych realiach. Pani Magda z ciekawością pyta o sprawy niekiedy trudne, bolesne, które są niczym zabliźnione poważne rany. Jest ciekawa, chce dostrzec jak najbardziej precyzyjny i dokładny obraz tamtych dni. 
Owocem jej pracy, którą wykonała z pasją i prawdziwym zainteresowaniem jest wspaniała książka, której lektura dała niezwykle cenną lekcję historii i uświadomiła mi przesłanki wybuchu Powstania o którym długo milczano i próbowano zapomnieć. 
Wreszcie wiem, wreszcie w pełni rozumiem młodych ludzi, którzy chwycili za broń (niekiedy w cudzysłowiu, bo tej brakowało). To zew i pragnienie wolności, to jarzmo niewoli kierowało tysiącami serc pragnących wolności. To polska dusza drzemiąca w mieszkańcach stolicy i nie tylko kazała postawić się wrogowi, który na długie miesiące zabrał to, co najcenniejsze. Wolność. 

Książkę czytałam ze wzruszeniem i atencją całkowicie oderwana od współczesności. Moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach, a ja chciałam poczuć klimat tamtych dni. Płynęły łzy, było ich wiele. Zdarzyło się, że na chwilę zagościł też uśmiech. Bo ci, którzy szli walczyć byli pełni radości, nadziei. Z podniesioną głową patrzyli w przyszłość. Bali się, ale od lęku silniejsze było pragnienie życia w wolnej Polsce. 
To wspaniała kolejna część wyjątkowej serii, która warta i godna jest polecenia. 
Musicie po nią sięgnąć. 

wtorek, 23 lipca 2019

Ed i Lorraine Waren "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 240
ISBN 978-83-66217-43-0

Jak to jest z duchami?

No właśnie, jak to jest z duchami? Są czy ich nie ma? Jedni są przekonani o ich istnieniu, inni mówią, że to czysta bajka, a jeszcze inni stoją sceptycznie z boku nieprzekonani do żadnej z powyższych tez. Po lekturze książki, którą chcę Wam dziś przedstawić jakoś trudno całkowicie zaprzeczyć o istnieniu duchów.

Autorzy opisują historie rozgrywające się na Cmentarzu Union oraz innych nekropoliach, które miały miejsce w różnym czasie, a które mrożą krew w żyłach. Otóż ja nie zabierałam się za lekturę tej książki wieczorem, tuż przed snem. Raczej czytałam ją w ciągu dnia, gdy wokół było jasno, a cmentarze były ode mnie daleko. Ale i tak nocą śnili mi się umarli. Czy chcieli coś przekazać?

Autorzy publikacji to bardzo znani i popularni badacze zjawisk paranormalnych, którzy swojej pracy naukowej poświęcili wiele lat. Badali sprawy nawiedzeń i opętań. Ed był jedynym świeckim demonologiem uznawanym przez Watykan. Sam tytuł mówi, iż publikacja zawiera historie prawdziwe i potwierdzone. A jakie one są?

Przerażające. Osobiście spojrzałam na nie z pewną dozą dystansu, ale to dlatego by nie bać się przechodzić koło nekropoli gdy zapada zmrok. Myślę, że to taka reakcja obronna mojego umysłu, bo tak naprawdę łatwiej wierzyć, że duchów nie ma. One jednak są, co dowodzą historie ujęte na kartach książki. Czyta się ją dobrze, treść przemawia do czytelnika i budzi grozę. Okazuje się, że po świecie błąka się wiele dusz zmarłych, które nie zaznają spokoju także po śmierci. Czy należy się ich bezwzględnie bać? Otóż nie, bo niekiedy duchy mają dobre intencje i chcą chronić i bronić żywych by nie podzielili ich losu i dramatu za życia. Każdy z opisanych przypadków opatrzony jest komentarzem Eda Warrena. Każdy jest inny, równie przerażający i budzący grozę. Przez karty książki przewijają się wędrowcy, białe damy, duchy osób brutalnie zamordowanych, dzieci i dorosłych.
Książka jest mroczna, przerażająca, ale i bardzo ciekawa oraz przykuwająca uwagę. Gdy lubi się tego typu literaturę to ten tytuł staje się prawdziwym smacznym kąskiem. Publikacja robi wrażenie nawet na osobach sceptycznie nastawionych do świata pośmiertnego. Jest dowodem, że natura ludzka jest mroczna, często błądzi, ale potrafi kierować się najgorszymi instynktami i zapomnieć, co to moralność i sumienie. Jestem pod wrażeniem spisanych zdarzeń i wydaje się, że będę bardziej wyczulona na znaki spoza grobu. Może kiedyś jakiś duch chciał się ze mną porozumieć, ale ja byłam na jego znaki ślepa i głucha?
Książka warta poświęcenia jej czasu. Polecam.  

poniedziałek, 22 lipca 2019

Magdalena Kordel "Antolka"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-240-5810-5

Cześć! Tu Antolka...

Cześć Kochani Czytelnicy mojego bloga!

Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania najnowszej powieści Magdaleny Kordel byście poznali pewną naprawdę fajną dziewczynę. Ma na imię Antolka i stoi u progu dorosłego życia. Wychowuje ją samotnie matka, która jest prawdziwą heterą. Pani doktor niestety nie zapewniła córce szczęśliwego dorastania. Jako matka jest despotką i kompletnie nie rozumie swojego dziecka. Chce by było ono jedynie super wytresowaną marionetką w jej rękach. Niestety, córka, która nie jest już małą dziewczynką nie daje łatwo się okiełznąć i pokazuje swoje ja. Buntuje się i chce postawić na swoim. Konflikt to codzienność w domu Antolki. Nic dziwnego, że dziewczyna ma dość rodzicielki i po kolejnej kłótni opuszcza dom rodzinny, którego ma po dziurki w nosie. Marzy jej się przygoda, a długodystansowe myślenie jest jej obce. Udaje się na Mazury, gdzie ma się spotkać z rodziną serdecznej przyjaciółki, ale nim to nastanie Antolka pakuje się w kłopoty i ma szczęście spotkać przystojnego mężczyznę, który ratuje ją z podbramkowej sytuacji...

Magdalena Kordel znana z błyskotliwych i pełnych humorów powieści znów przygotowała dla miłośników swojego pióra świetną propozycję. Nie zmieniła stylu, ani sposobu pisania. Jej najnowszy tytuł to książka pełna świeżości, wigoru i lekkości. Tytułowa bohaterka to nieposkromiony charakterek, który wydaje się być nieokiełznany i uparty. Antolka nie ma łatwego życia, nie jest ukochaną córeczką. Jej matka to osoba toksyczna, która za nic ma szczęście córki. Szczęśliwa ma być tylko ona, tak naprawdę kobieta ogromnie nieszczęśliwa i samotna. Świetnie  stara się to ukryć pod płaszczem obłudy, ale patologia to słowo jak najbardziej adekwatne w tym przypadku. Autorka pokazuje jego oblicze w "eleganckim" wydaniu. Matka Antolki wylewa na nią swoją gorycz, żale i wszelkie zawody, jakich doznała w życiu. Nic dziwnego, że nastolatka daje nogę z domu. Antolka ma szczęście, że trafia na kogoś takiego jak Janek. Oboje są z dwóch różnych światów. Całkowicie inni, choć na różny sposób doświadczeni. Co wyniknie z ich znajomości? 

Powieść jest utrzymana w letnim, wakacyjnym klimacie. Czuć z jej stron zapach jezior, szum wiatru, łopot żagli i aromat lasu. W tych okolicznościach rodzi się nieśmiałe uczucie, które ot tak mimo woli wkrada się w młode serducha.
Tę powieść czyta się przyjemnie i jest ona doskonałą lekturą by się zrelaksować. Przy niej umysł odpoczywa, wycisza się, odpręża. Treść szybko wciąga. Atutami są świetny warsztat literacki, język i styl, klimat i doskonałe dialogi. Magdalena Kordel z biegiem lat i nabyciem doświadczenia nie traci formy. Polecam przeczytanie tym, którzy byli już w Malowniczem, ale i tym, którzy mają apetyt na coś obyczajowego w dobrym wykonaniu. Z pewnością nie będziecie rozczarowani tą książką. 
Miłej lektury. 

niedziela, 21 lipca 2019

Ewelina Maria Mantycka "Słoneczniki po burzy"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-7835-669-1

Nic tak nie dodaje skrzydeł i siły, jak macierzyństwo 


Jako miłośniczka sag rodzinnych nie mogłam ominąć pierwszego tomu serii „Saga rodziny z Ogrodowej”, który jest debiutem literackim pani Mantyckiej. Ciekawy opis i okładka skutecznie zachęciły mnie do poznania historii, która bardzo szybko zawładnęła moim umysłem i sprawiła, że zaczytałam się na amen.
Współczesna polska wieś. Prowincja, gdzie stoi pewien dworek mający swoją historię. Staje się on schronieniem dla młodej kobiety, która wraz z córką przeszła istne piekło. Kilka lat wcześniej nic tego nie zapowiadało. Miało być szczęśliwie i kolorowo. Miał być ślub, dzieci, miłość do grobowej deski i same pogodne dni. Niestety szybko okazało się, że mąż Liliany to istny tyran, despota i kat. Człowiek, który jest zdolny do najgorszego. Pięć długich toksycznych lat, morze łez, utrata nienarodzonego dziecka, przemoc fizyczna i psychiczna, znęcanie się nad córką, wyzwiska i ciosy sprawiły, że Lilka stała się wrakiem kobiety. Niepewną siebie istotą tkwiącą w bardzo toksycznej relacji małżeńskiej. Na szczęście posiadanie dziecka przywróciło matce ostrość widzenia i dodało sił do ucieczki od człowieka, który nie potrafił kochać i szanować najbliższych. Przyjazd w rodzinne strony okazał się balsamem na zranione serca. Tu też pojawił się mężczyzna z przeszłością, który stracił głowę dla Lilki i jej córeczki. Czy po traumie szczęście jest jeszcze możliwe? Czy są szanse na normalne życie i miłość?
Nawet jeśli półki waszych biblioteczek pękają w szwach, musicie znaleźć w nich miejsce na ten tytuł i koniecznie go przeczytać. Ta lektura idealnie sprawdzi się na plażę i urlop, na czytanie na balkonie i w domowym zaciszu. Jeśli oczekujecie ciepłej, rodzinnej, ale i dynamicznej historii, to będzie strzał w dziesiątkę. Magia jej klimatu sprawi, że czytanie będzie prawdziwą przyjemnością i relaksem. To bardzo mocno chwytająca za serce opowieść, w której wiele się dzieje. Postać głównej bohaterki narysowana jest w sposób niezwykle prawdziwy i przemawiający do wyobraźni. Autorka pokazuje oblicze kobiety, która choć poturbowana, zbiera siły i walczy. Walczy przede wszystkim o szczęście ukochanego dziecka, które niestety do tej pory nie zaznało dziecięcej sielanki i beztroski. To właśnie bycie matką wyrywa Lilę z odrętwienia i marazmu, otwiera jej oczy na brutalną rzeczywistość, ponagla do buntu i przerwania horroru. Lilka jest symbolem wielu kobiet, które muszą pokonać ogromne przeszkody, by wrócić z piekieł.
Prowincja w powieści ukazana jest w sposób dość sielankowy i ciepły. Jest miejscem, gdzie wraca chęć do życia. Również za sprawą rodziny, która jest niczym opoka w odnalezieniu siebie po koszmarze małżeńskiego piekła.
Miłość spada niespodziewanie. Nieproszona i niewyczekiwana. Ewelina Mantycka świetnie pokazuje słowami, że tak często w życiu bywa. Mimo ciężkiego bagażu na barkach, nie należy zamykać przed nią drzwi swojego serca. To uczucie naprawdę deficytowe i nie powinno nas ominąć.
Klimat tej sagi mnie porwał. Oddzielił od tego, co wokół mnie, i umieścił w literackich realiach. Zakończenie sprawiło, że chciałabym natychmiast przeczytać, co dalej spotka poznane w lekturze osoby. To naprawdę doskonały, mający wiele walorów debiut, który czyta się lekko i przyjemnie. Jeśli ktoś przepada za sagami rodzinnymi, szybko się tą historią zauroczy. Próżno szukać tu schematyczności i przewidywalności. Wszystko jest namacalnie prawdziwe i dokładnie takie, jak w realnym świecie. Są trudne wybory, są znaki zapytania, są nieprzewidziane okoliczności i zaskakujące sploty wydarzeń. Są codzienne problemy i małe radości. Ta powieść kradnie serce szybko i podstępnie. Gorąco zachęcam do poznania losów Rozalii Żmudzkiej i jej potomnych. Z pewnością będziecie zachwyceni.

czwartek, 18 lipca 2019

Luke Jennings "Kryptonim Villanelle"


Wydawnictwo Rebis
data wydania 2019
stron 232
ISBN 978-83-8062-566-2

Gdy zadawanie śmierci daje radość...

Ponoć każdy z nas jest zdolny zabić. Możemy tego dokonać zwłaszcza w sytuacji, gdy ma miejsce obrona konieczna. Ludzie zabijają innych w afekcie, gdy trwa wojna i trzeba walczyć z wrogiem, ale też przypadkowo, kiedy dochodzi do nieszczęśliwych wypadków. Sprawcy czują często wyrzuty sumienia. To można sobie dość precyzyjnie wyobrazić, ale … sytuację, gdy zabójstwo rodzi radość, daje satysfakcję, zadowolenie, podnieca, gdy jest seryjne...? Jakimi osobami są zawodowi, płatni mordercy, osoby zabijające na zlecenie? To naprawdę ciekawa zagadka. Jedną z dwóch głównych bohaterek powieści Luk'a Jenningsa jest kobieta, która zabija i nie ma wyrzutów sumienia, nie czuje się winna, a wręcz zadowolona ze swoich czynów. Jest perfekcjonistką w swoim fachu. Idealną niczym maszyna. Wyzutą z ludzkich uczuć, pozbawioną litości i nieczułą na wszelkie okoliczności. 

Villanelle pochodzi z Rosji. Wyciągnięto ją z mrocznego więzienia, gdzie miała spędzić długie lata oczywiście za zabójstwo. Wywieziono i wyszkolono. A ona sama miała do swoich zadań wyjątkowe predyspozycje. Była twarda, bez zmrużenia oka zniosła mordercze treningi oraz naukę wielu rzeczy przydatnych w "nowej pracy". Pomogła jej nietuzinkowa inteligencja, spryt i cechy charakteru. Villanelle jest posłuszna rozkazom, choć nie wie od kogo pochodzą i dla kogo zabija. Żyje od zlecenia do zlecenia, a przy okazji świetnie się bawi swoją profesją, która daje jej ogromną satysfakcję. 
Eve Polastri jest żoną polskiego matematyka i pracownicą MI5. To ona ma za zadanie wytropienie płatnego mordercy, które realizuje zadania na terenie całego globu. Eve, choć popełnia błąd, chce za wszelką cenę zdemaskować kobietę, bo to, że zabójca należy do płci pięknej jest dla niej bezdyskusyjne i pewne. Czy jej się uda ta niezwykle niebezpieczna misja? Czy winna trafi za kraty? 

Nie ukrywam, że miałam apetyt na dobrą sensację. Dobrą i nietuzinkową. Oryginalną i niesztampową. Spośród ogromu propozycji wybrałam właściwą i szybko dałam się omotać fabule. Czytałam skupiona i zszokowana. Postać kobiety bez sumienia okazała się nad wyraz fascynująca i zastanawiająca. Chwilami niewiarygodna, nieprawdziwa (bo jak tak można???), potwornie okrutna i przerysowana. A jednak taka osobowość to niewyobrażalna zagadka niczym yeti. Czy takie osoby istnieją naprawdę czy może to w pewnej mierze wytwór literackiej wyobraźni Autora? Ta kwestia nadal mnie nurtuje, choć minęło kilkanaście godzin od przeczytania ostatniego zdania powieści. 

Świat w którym rozgrywa się akcja książki jest bardzo brutalny. Liczą się w nim seks, władza, pieniądze i przemoc. Nie ma tu miejsca na sentymenty. Sumienie i moralność jest czymś nierzeczywistym. Autor światło jupiterów kieruje przede wszystkim na Villanelle. Pokazuje ją bez krytyki i potępienia. Jakby sam zastanawiał się nad fenomenem tej istoty. Jakby patrzył na dzieło sztuki jedyne w swym rodzaju. Brutalne sceny są czymś zwyczajnym, seks nie łączy się z uczuciem, a ma dać zaspokojenie i służy rozładowaniu emocji. Nie istnieje coś takiego jak lojalność, a zasada całkowicie ograniczonego zaufania jest czymś oczywistym. I choć wiele w tej powieści gorszy, to też wiele pociąga i sprawia, że po prostu ma się ochotę na jej czytanie. 
Lektura mnie pozytywnie zaskoczyła. Była niczym niebezpieczna jazda z dużą szybkością bez zapiętych pasów po krętej górskiej drodze. Nie zabrakło emocji, dreszczy, zaskoczenia i niespodzianek.
Książka spodobała mi się i okazała się interesującym kąskiem. Sprawdźcie jak Wy ją odbierzecie. Myślę, że mało kto poczuje się rozczarowany. Polecam ten tytuł. 

środa, 17 lipca 2019

Gayle Forman "Nie wiem, gdzie jestem"




Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-8169-091-1

W życiu pogubić się jest bardzo łatwo

Eureka! Już wiem! Wiem, czemu blogerzy, recenzenci, czytelnicy, bibliotekarze i księgarze jednogłośnie polecają książki Gayle Forman. Wystarczyło, że przeczytałam tylko jedną z Jej powieści. 
Ta pisarka pióro trzyma po prostu fenomenalnie. I świetnie nim rysuje codzienne życie, zwyczajne kłopoty i radości. Nieważne kim w życiu jesteś. Czy żyjesz w blasku sławy, czy brakuje Ci na chleb, czy kochasz inaczej niż większość ludzi. Zawsze jesteś człowiekiem, takim samym jak wszyscy ludzie wokół Ciebie na świecie. 

W świetle jupiterów fabuły najnowszej powieści Autorki "Ten jeden dzień" stoi troje młodych ludzi. Młodych, ale już doświadczonych. Każde z nich żyje w innym świecie, innej rzeczywistości. Ma inne problemy, inne poglądy, patrzy na świat w inny sposób. Los splata ich życiowe ścieżki pewnego dnia w pewnym miejscu. Patrząc na tę chwilę można doszukiwać się w niej absurdu czy chichotu losu. Niemniej jednak nietypowe zdarzenie daje podwalinę ciekawej znajomości, wyjątkowej relacji, która zmienia wiele w życiu każdego z trójki młodych ludzi. Młodych i zagubionych w dżungli życia. 

Freya ma szansę zostać światowej sławy gwiazdą muzyki. Stoi u progu wielkiej kariery. Nagrywa właśnie debiutancki album, ale nagle bez powodu traci głos. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje. Lekarze nie mają pomysłu na poprawę sytuacji. Harun pochodzi z islamskiej rodziny. Według ich religii związki pomiędzy osobami jednej płci są zabronione i potępione. On kocha jednak mężczyznę z wzajemnością. Boi się wyjawić tę prawdę swoim bliskim. Boi się ostracyzmu i odrzucenia. 
Nathaniel stracił swoich bliskich. Ma prawie puste kieszenie i nic do stracenia. Przybywa z prowincji do Nowego Jorku po lepsze jutro i szczęście. 
Co wyniknie z ich spotkania? Jak bardzo zmieni się ich życie w ciągu jednego dnia? 

Jeśli jesteście gotowi na olbrzymie emocje, na emocjonalne trzęsienie ziemi, na ciekawą i nietuzinkową lekturę to śmiało możecie zagłębić się w "Nie wiem, gdzie jestem". Szybko odczujecie wielką sympatię do jej bohaterów i staną się oni Wam bardzo bliscy. Dlaczego? Bo każdy z nas gubi się w życiu naprawdę wiele razy. I choć wiemy co wokół nas, to nie wiemy w jakim punkcie swojego życia jesteśmy. Stoimy na rozdrożu i nie mamy pojęcia w którą stronę dalej iść. Jak łatwo odkryć dzięki lekturze nasze życie składa się z podróży długą drogą na której ciągle pojawiają się skrzyżowania i rozwidlenia. Ciągle musimy wybierać swoją trasę, a to chwilami nie jest takie łatwe. 
Śledząc fabułę tę książki szybko odkryjemy, że życie jest o wiele prostsze niż nam się wydaje. To my sami je sobie sztucznie komplikujemy, utrudniamy i budujemy mury wokół nas samych. Czasem lepiej być po prostu sobą, za nic mieć obyczaje i zwyczaje. Nie warto oglądać się na innych, myśleć co oni pomyślą. Warto być po prostu sobą i być szczerym wobec siebie. Oszukać samego siebie nie można, a oszukiwanie innych bywa szalenie męczące. 

Ta historia mnie urzekła. W każdym calu zauroczyła i mocno przemówiła do mojego serca. Uświadomiła, że warto iść przez życie nie oglądając się na cały świat. Prostota bywa bowiem najpiękniejsza. Chłonęłam tę opowieść niczym arcyciekawe nowiny, przeżywałam każde zdarzenie. Identyfikowałam się z bohaterami pamiętając, że sama miałam podobne rozterki jak oni. Być sobą, mieć odwagę mówić co myślę, czy przywdziać maskę i grać dla pozorów i sztucznych braw. 
Jeśli chcecie zagłębić się w książkę wyjątkową ten wybór będzie idealny. Czekają Was emocje, dobre chwile z książką i moc refleksji po jej lekturze, które nasuną się Wam nieproszone. 
Polecam prozę Gayle Forman. To wielki współczesny talent literacki. Naprawdę warto! 


sobota, 13 lipca 2019

Monika Sawicka "Kolorowych snów"



Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-66278-64-6

Wszystkich można oszukać, ale nie samego siebie

Jedne książki, które czytamy podobają nam się bardziej, a inne mniej. Najtrudniej jest recenzować te tytuły, które są wyjątkowe, które podobają nam się najbardziej. Ciężko też pisać o książkach, które poruszają trudne i bolesne tematy. Po ich lekturze niekiedy chce się po prostu milczeć. Tylko milczeć. Przeżywać ich treść w sobie, w swojej duszy, gdzieś w środku. Taką właśnie pozycją jest najnowsza powieść Moniki Sawickiej. Dowiedziałam się o jej wydaniu przypadkowo oglądając krótki wywiad z jej Autorką. I od razu wiedziałam, że ta lektura musi jak najszybciej wpaść w moje ręce. 

Przeczytałam ją. I wewnętrznie milczę. Nadal analizuję jej treść, nadal ona dotyka mocno mojej duszy. I przesłania świat, który mnie otacza, pokazuje go inaczej niż oglądałam go do tej pory. Bo jak wielu widziałam go w pędzie, niczym z okna szybko jadącego autobusu. A tak naprawdę ten obraz jest zamazany, a w życiu są wartości, które przesłania reklama, materializm i wyścig po sukces. Po awans, po większą kasę na koncie, po dobra materialne, które zwykle cieszą najbardziej, gdy ich jeszcze nie mamy. A co jest ważne? Życie, bicie naszego serca i zdrowie. 

Natalia jest młoda, piękna i utalentowana. Jej pasją jest taniec. Dziewczyna żyje łapiąc każdą chwilę zachłannie, realizuje swoje marzenia, ma plany, pomysły na przyszłość. Uwielbia to, co większość młodych kobiet. Nagle pewnego dnia jej życie przewraca się do góry nogami za sprawą kilku słów. Kilku słów, które są niczym okrutny, skazujący wyrok. Skazujący na cierpienie, na ból, na izolację, na separację od normalnego rodzinnego życia. Zamieniającego własne łóżko na szpitalne, własny pokój na szpitalną salę. I nie ma od tego wyroku odwołania. Nie ma jego kasacji. Słowa lekarza powodują szok, a młoda kobieta nie do końca rozumie, co się kryje pod słowem białaczka. Czeka ją walka, ciężki bój z podstępnym przeciwnikiem, który jest bezlitosny. Dzień za dniem toczy się bitwa o zdrowie i życie. Jeśli chcecie poznać losy Natalii sięgnijcie po książkę, która z pewnością Was odmieni. Spowoduje, że każdego dnia po przebudzeniu podziękujecie Bogu, losowi czy Matce Naturze za to, że jesteście zdrowi i macie siłę by normalnie żyć, bawić się, pracować, cieszyć, śpiewać, iść na zakupy, przytulić psa czy jeździć na rowerze. Bo są tacy, którzy tego nie mają, którzy chcą tylko wyzdrowieć.

Nie zliczę łez, które uroniłam czytając i choć bardzo chciałam nie dałam rady przeczytać tej powieści jednym ciągiem. Drzemie w niej zbyt wiele emocji, zbyt wiele okrucieństwa choroby. Współczułam głównej bohaterce i tysiącom ludzi, którzy leżą na oddziałach onkologicznych walcząc. Niekiedy czekając na koniec, gdy brakuje sił i możliwości medycznych by poskromić wroga. Dlaczego? Dlaczego w życiu jednych spotyka tyle zła? Odpowiedzi na te pytania szukałam w treści. By cokolwiek zrozumieć trzeba mieć świadomość, że po śmierci jest coś dalej. Coś, co też jest opisane w książce. Co dokładnie? Monika Sawicka opisuje pewną alternatywę. Jest ona bardzo wymowna i inna niż doktryna wielu religii beznadziejnie straszących piekłem i karą za grzechy. To podejście godne zacofanego średniowiecza by mieć władzę nad ludźmi. Natalia doświadcza po śmierci mocy życia, przeżywa wiele - tu nie zdradzę ani słowa ale zachęcę do lektury, która wyryła mocny ślad w moim sercu. 

Mogłabym pisać o tej powieści bardzo wiele, dużo dobrego, bo jest ona jedyna w swoim rodzaju i bardzo mądra. Smutna, bo napisana na podstawie rzeczywistych losów Natalii Szalkiewicz. Wymowna, bo dla wielu rodziców i bliskich którym rak zabrał dziecko będzie bardzo przydatna. Lektura pokazuje też jak przeżyć czas po stracie, uczy by niczego sobie nie narzucać, by nie krępować się więzami obyczajów. Ten tytuł niesie też ogrom nadziei. Bo śmierć to tylko chwilowe pożegnanie, chwilowe rozstanie, które kiedyś się skończy. Miłości nic nie pokona, nawet śmierć zwycięży nad nią jedynie czasowo. W sposób ograniczony i nietrwały.

Jak wykonała swoją pisarską misję Autorka? Wspaniale. Doskonale zawarła w słowach tak wiele, tak dużo. To nie tylko smutna historia, to też lekcja życia, której nikomu nie życzę. Niestety niektórzy z nas będą musieli ją wziąć na klatę. 
Wybitna jest treść, ale i bardzo wymowna jest także okładka, która w połączeniu z zapisanymi zdaniami miażdży nas emocjonalnie. 
W sumie to już nie chcę zabierać Wam czasu dłuższym wpisem. Spożytkujcie go na lekturę tej fenomenalnej powieści byście lepiej docenili życie i tu i tam po śmierci. 

Pani Monice Sawickiej składam podziękowania za każde słowo zapisane w "Kolorowych snów".

Rodzinie Natalii Szalkiewicz składam wyrazy współczucia i płynące z serca słowa otuchy i wsparcia.

A dla Natalii pozwolę sobie zapalić wirtualnie znicz. 
R.I.P. 



piątek, 12 lipca 2019

Edyta Świetek "Przeminą smutne dni"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-7674-751-4
Cykl Nowe Czasy
 tom II

Smutek też ma swój początek i koniec

Lata 90-te były jak smakowanie słodko-gorzkiej pigułki. Bardziej gorzkiej niż słodkiej.
Po zmianie ustroju, po obaleniu komunizmu nowy ład okazuje się daleki od ideału. Z upływem czasu pokazuje on swoje wady i złe strony. Bezrobocie, drożyzna, brak perspektyw, niepewność jutra, brak stabilizacji, rozczarowanie działaniami polityków, afery i oszustwa osaczają i tych zwyczajnych zjadaczy chleba i tych, którym udało się zarobić trochę więcej. Panuje chaos i kręgi zatacza rozżalenie. 

W nowych czasach musi odnaleźć się rodzina Szymczaków i Pawłowskich. Pokolenie, które tuż po wojnie zasiedliło Nową Hutę jest już w wieku emerytalnym. Najmłodsi w rodzinie nie mają łatwo. Dorosłość przynosi problemy, zawody i konieczność niełatwych wyborów. Wioletta kończy muzyczną karierę, zostaje porzucona przez ojca swojego nienarodzonego dziecka i musi pogodzić się z samotnością. Na szczęście ma obok siebie rodzinę i życzliwe osoby. Gosia ma coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem. Boryka się z anoreksją, brakiem akceptacji ze strony szkolnych rówieśników, traci najlepszą przyjaciółkę i przeżywa koszmar przez Bolesława. Marek choć ma wartościową dziewczynę jest w szponach nałogu. Renatę, którą kocha nocą na krakowskiej ulicy spotyka traumatyczne przeżycie, które kładzie się na zawsze na życiu jej i jej partnera. Świat Pawła i jego byłej żony Anny rozsypuje się w pył gdy na światło dzienne wychodzą jego nielegalne interesy. Świat bezlitośnie pędzi gdzieś do przodu, a my czytelnicy mamy okazję na powrót do szalonych, niepewnych i nieprzewidywalnych lat 90-tych XX wieku i przeżycia tych dni na nowo wraz z bohaterami serii...

Jest zachwycona jak świetnie Pani Edyta kontynuuje w kolejnej powieści losy bohaterów z familii Szymczaków i Pawłowskich. Z jakim pomysłem, świetnym umieszczeniem w konkretnej epoce wplata w ich życie wydarzenia historyczne, ekonomiczne i społeczne. Każdy z rozdziałów rozpoczyna się fragmentem muzycznego hitu tamtej epoki co jeszcze bardziej nastraja i pobudza wspomnienia. Czytanie zatem było formą podróży w czasie i znakomitej rozrywki. Powieść przeczytałam szybko i z prawdziwą przyjemnością. Jej lektura mocno mnie wzruszyło, bo nie brakło chwil trudnych i bardzo smutnych, które potwierdzają tezę, że życie to nie bajka. Uroniłam łzy nad dramatem Wiolki, żal mi było Marka, który totalnie w życiu zabłądził. Fabuła książki jest niezwykła, pełna klimatu czasów, które były po chwilach euforii niczym zimny i nieprzyjemny prysznic. Mocno zżyłam się z tym tytułem. Chciałam by długo nie dotrzeć do ostatniej strony i jak najdłużej gościć w nowohuckich domach ulubionych postaci. 
Autorka serii Nowe Czasy dowodzi, że życie przeciętnych ludzi może być piękne i bolesne, bogate w treść i niekiedy łatwo się urywa. Przedstawiony świat jest bliski każdemu, kto żył w tym okresie i musiał adaptować się do nowych reguł.
Jaka jest ta powieść? 
Bezdyskusyjnie prawdziwa, pełna przeróżnych emocji, napisana z talentem i dopracowaniem najdrobniejszych szczegółów, przemyślana i chwytająca za serce. Z pewnością tym, którzy są fanami pióra Edyty Świętek nie muszę jej polecać. Tym, którzy go jeszcze nie zasmakowali gorąco rekomenduję i z serca polecam przeczytanie książek o Szymczakach i Pawłowskich. 

czwartek, 11 lipca 2019

Natalia Osińska "Fluff"



Wydawnictwo Agora 
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-2682-807-2

W życiu warto być wyłącznie sobą

Każdy człowiek żyje tylko raz. Każdy z nas jest niepowtarzalny – ma jedyny na świecie genotyp, charakter, cechy osobowości, swoje mocne i słabe strony. Każdy z nas dokonuje w życiu setek tysięcy wyborów. W wielu z nich mamy odwagę pokazać swoje „ja”, swoje preferencje i marzenia. Bywa jednak tak, że ze strachu boimy się pokazać swoją prawdziwą twarz, swoje wnętrze, swoją duszę. Zasłaniamy się sztucznie stworzonym woalem ze słów i gestów, przywdziewamy maski i gramy. Żyjemy niczym aktor na scenie. Gra męczy, zabiera nam dni, miesiące, czasem nawet lata, których nikt nam potem nie zwróci. Czy warto tracić minuty na bycie kimś sobie obcym? Czy nie lepiej pokazać swoją prawdziwą twarz niż żyć w zakłamaniu? Po lekturze najnowszej powieści Natalii Osińskiej „Fluff” z pewnością dojdziecie do wniosku, że w życiu warto być zawsze sobą i tylko sobą.
Główne bohaterki książki to Matylda i Wika. Obie, gdy się poznają dzięki internetowi, czeka za kilka dni matura. Obie mają zamęt w głowie, obie są sobą od początku zafascynowane. Wszystko zaczyna się od pozornie niewinnego komentarza pod fanartem. Wika z jednej strony okazuje się dla Matyldy bardzo tajemnicza, a z drugiej wydaje się ideałem. Spotkanie w realu szybko obala wyrosłe w głowie dziewczyny stereotypy. Obie zaczynają się wzajemnie poznawać, obie zaczynają też dzięki tej znajomości odkrywać siebie. I nagle wydaje się im, że ich życie wkroczyło na inne tory, a pociąg, którym jadą, wciąż przyspiesza i wcale nie chce się zatrzymać…
Mieć naście lat jest trudno. Mieć naście lat i odkrywać swoją inność jest ogromnie trudno. Mieć naście lat i odważnie pokazać światu swoją prawdziwą twarz to bohaterstwo. Nie każdego na nie stać. Bohaterowie „Fluffa” mają w sobie tę odwagę. Za nią często im się dostaje po nosie. Inność jest trudna i czasem boli, ale daje wolność i chroni przed obrośnięciem skorupą tchórzostwa.
Czy książka, której bohaterowie są nastolatkami, to lektura wyłącznie dla ich rówieśników? Osińska dowodzi, że absolutnie nie. Również rodzice młodych ludzi mogą po nią sięgnąć, zaczytać się i ubogacić. Tytuł bowiem pozwala na zobaczenie świata oczami młodszego pokolenia. To nie jest już rzeczywistość podobna do rodzicielskiej młodości, bo wszystko wokół się zmienia. Dziś życie toczy się w dwóch galaktykach – w realu i internecie. Dziś młodzi ludzie są odważniejsi, bardziej skłonni do walki o szczęście, bardziej przygotowani na odkrycie, że nie pasują do powszechnie obowiązującego wzorca.
Tę powieść czyta się naprawdę fenomenalnie. Na początku lektury nic nie zapowiada wyjątkowości rozwijającej się fabuły. Poznając tę historię, nagle uświadamiamy sobie, że nie widzimy nic poza literacką rzeczywistością i oddychamy książkowym światem. „Fluff” to powieść, która może nie zauroczy od pierwszej strony, ale jeśli doczytacie do końca, to zrozumiecie jej fenomen. Z treści płynie wyrazista nauka tolerancji wobec nietuzinkowych osobowości, osób o innej orientacji seksualnej czy tych, którzy mają niepopularne hobby lub ubierają się inaczej.
To mądra książka, która ma cenne drugie dno. Po jej skończeniu długo jej treść pozostała mi w umyśle, długo wracałam do historii dwóch dziewczyn, które oswajają się z dorosłym światem i samymi sobą, które muszą zaakceptować życie takim, jakie jest i zaliczyć lekcję kompromisów.
„Fluff” wzrusza i uczy, dostarcza emocji i porywa. Czaruje i oddaje całą prawdę o skomplikowanym świecie nastolatków, burzach hormonów i wędrówkach w głąb siebie. To wspaniała lektura, która jednych zszokuje, a innym wyda się najnormalniejsza pod słońcem. „Fluff” jest naprawdę warta poznania, a skonfrontowanie jej treści z waszymi poglądami okaże się wyjątkowym przeżyciem.