niedziela, 4 grudnia 2016

Joanna Fabicka "#me"


Wydawnictwo YA!
data wydania 2016
stron 208
ISBN 978-83-280-2144-0

Strach leczy się tylko miłością

Do przeczytania tej powieści szykowałam się od wiosny. Los zdecydował, że poznałam ją dopiero późną jesienią. W sumie dobrze, bo na kartach tej opowieści można odnaleźć świąteczno-noworoczne klimaty. Książka jest niesamowita, niezwykła, powalająca na kolana i nie dająca o sobie bardzo długo zapomnieć. Przypomina mi nieco powieści pióra Siesickiej i Snopkiewiczowej, które czytałam jako nastolatka. Charakteryzuje ją to, że jest mocna i konkretna. Wszystko w niej jest niezwykle realne i prawdziwe, a sam tekst jest namacalnie żywy. Non stop w trakcie lektury miałam wrażenie, że to prawdziwy reportaż, a nie literacka fikcja. Oprócz "#me" tak dogłębnie wzruszyła mnie tylko baśń "Dziewczynka z zapałkami" Andersena. 
To powieść genialna, którą polecam nie tylko grupie wiekowej do której jest adresowana czyli młodzieży. Każdy może dać się jej pochłonąć i zapewniam, że w krótkiej treści kryje się bardzo, bardzo wiele. Wiele treści, wiele emocji, wiele trudnych tematów o których autorka napisała wprost, a nie każdy pisarz ma na to odwagę.

Główna bohaterka ma na imię Sara. Jest uczennicą renomowanego liceum. Wychowuje ją samotnie matka, którą jest lokalną dziennikarką. Niestety kobieta nie jest dobrym rodzicem. Rządzi nią alkohol. Robi to do tego stopnia, że Sara nie ma niekiedy ciepłego obiadu, domu do którego chce się wrócić, najpotrzebniejszych rzeczy codziennego użytku. Zamiast spokoju życie Sary toczy się od ciągu alkoholowego matki i kolejnych awantur do samotnie spędzonych nocy, kiedy pani redaktor baluje w swoim gronie i ramionach kolejnych kochanków. Sara jest nieszczęśliwa, zagubiona, zamknięta w sobie. Ukojenia szuka w samotności. Jedynym pocieszeniem są słodycze i przekąski, które powodują nadwagę. Mimo to Sara jest bardzo wrażliwa, wyjątkowa i silna. Dojrzalsza od jej rówieśniczek, dojrzalsza od matki, która w szponach nałogu staje się nieodpowiedzialną marionetką. Sara nie ma grona przyjaciół, rodziny, znajomych u których mogłaby szukać pomocy. I nagle zjawia się w jej życiu Ktoś, dla kogo mocniej zaczyna bić nastoletnie serce dziewczyny. Czy los pozwoli wreszcie Sarze być szczęśliwą? 
 
Joanna Fabicka w swojej powieści ukazała wiele trudnych problemów, które niestety burzą szczęśliwe życie dzieci i młodzieży. Nałóg rodzica zamienia życie dziecka w koszmar, problem rodzi problem i tak wokół małego człowieka powstaje pętla, która krępuje, jest powodem do wstydu i zamknięcia w sobie, do odsunięcia się od otoczenia. Sara zamiast zajmować się swoją edukacją musi troszczyć się sama o siebie, choć to nie ten czas i wiek. Jej problemy powaliłyby niejednego dorosłego. Mimo wszystko Sara jakoś sobie radzi, mimo, że zamroczona wódką matka funduje jej kolejne "atrakcje". Sara budzi litość i współczucie. Tak po ludzku chce się ją przytulić, pomóc jej i powiedzieć, że wreszcie karta się odwróci i będzie lepiej. Przedstawiona w powieści konkretna sytuacja objawia nieudolność szkoły, placówek pomocy rodzinie, zobojętnienie sąsiadów, znajomych z których każdy uważa, że lepiej widząc dramat udać, że nic złego się nie dzieje. 
To niestety nie jest tylko przypadek wymyślony na potrzeby książki. Ta lektura ma nas uwrażliwić, udowodnić nam, że nie wolno dać się omotać znieczulicy, że trzeba reagować, mieszać się w cudze sprawy, wścibiać nos do cudzego domu choć może to nie wypada jeśli w grę wchodzi krzywda dziecka.
"#me" to lektura mocno chwytająca za serce, która wywołuje bunt wobec zła, wobec nieodpowiedzialności, wobec obojętności. To powieść, która wyzwala gniew, w której nie ma miejsca na bajkę, ale jest ukazana realna i brutalna rzeczywistość. Autorka nie pisze w sposób delikatny, naiwny, infantylny. Patologia niejedno ma imię, nałóg chwyta w szpony nie pytając o zawód czy wykształcenie. I to jest konkretnie na przykładzie losów Sary i jej matki ukazane. Ta powieść to przestroga, ta powieść to lekcja czego w życiu unikać. Nietuzinkowe jest również zakończenie, które nieco mnie zirytowało. Uczucie niedosytu nie wpływa jednak na moją ocenę tego tytułu, która jest najwyższa z możliwych. Piękna i mądra powieść, którą z całego czytelniczego serducha polecam i nastolatkom i ich rodzicom.




piątek, 2 grudnia 2016

Ewa Matuszewska "Lider. Górskim szlakiem Andrzeja Zawady raz jeszcze"


Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2016
stron 320
ISBN 978-83-6196-819-1

Opowieść o Wielkim Liderze

Polscy odnoszą sukcesy na światowej arenie w przeróżnych dziedzinach. Na całym globie od wielu lat głośno jest o tryumfach polskich wspinaczy, którzy osiągają wspaniałe i godne pozazdroszczenia wyniki w zdobywaniu najwyższych szczytów. Rewelacyjne osiągnięcia mamy zwłaszcza w himalaizmie zimowym. Wiele ośmiotysięcznych szczytów zdobyli po raz pierwszy zimą właśnie „nasi”. Wiele rekordów najzimniejszą porą roku kojarzy się z biało-czerwonym proporcem. Program Polski Himalaizm Zimowy można uznać za wielce udany. Kto stoi za tym sukcesem?

Wiele osób, a korowód ten otwiera osoba uznana za legendę i okrzyknięta liderem – Andrzej Zawada. Choć odszedł szesnaście lat temu jego nazwisko nadal jest żywe i doceniane. Nic dziwnego, bo to właśnie ten człowiek był „ojcem” pierwszych polskich wypraw w najwyższe góry Azji i świata, to on zaczepił ponadczasowe idee i standardy, które we współczesnych czasach bywają niesłusznie lekceważone. Zawada był wielkim orędownikiem teorii braterstwa liny. Uważał również, że na sukces wyprawy składa się w równym stopniu praca całego zespołu, a nie tylko jednostek, które postawiły nogę na szczycie. Zawada był również zwolennikiem odpowiedzialności za siebie nawzajem wszystkich członków wyprawy i był zdania, że w górach nie można być egoistą, nie można zostawiać partnera w potrzebie.

O Wielkim Liderze Ewa Matuszewska po raz pierwszy napisała trzy lata po jego śmierci. Nowe, zmienione, uzupełnione i przeredagowane wydanie tej książki ukazało się jesienią bieżącego roku nakładem Wydawnictwa Annapurna. Miałam okazję przeczytać ten tytuł w obu odsłonach. Ta druga jest zdecydowanie lepsza pod wieloma względami.
Z tekstu obu wyłania się niezwykła osobowość, która może być wzorcem dla wielu osób, które górom oddały cześć swojego serca. Zawada nie urodził w góralskiej rodzinie, choć u podnóży gór spędził młode lata. Patrząc na majestatyczne szczyty Tatr szybko się w nich zakochał. I rozpoczął swoją górską drogę, którą przez wiele lat ozdobiło mnóstwo sukcesów. Do historii przeszedł jako kierownik wielu wypraw, z ich uczestników stworzyła się wyjątkowa drużyna. O jej członkach było często głośno. Andrzeja Zawadę doceniano jako perfekcyjnego organizatora, duszę wypraw, wspaniałego mediatora i wielki autorytet. Jego nazwisko otwierało wiele drzwi niedostępnych dla innych. Za swoją działalność otrzymał szereg nagród i wyróżnień.

Ewa Matuszewska o Liderze napisała niezwykle szczegółowo. Drobiazgowo i starannie opisała jego wyprawy i podróże, idealnie przybliżyła świat gór. Świetnie pokazała też wnętrze człowieka, jego charakter, priorytety, wartości, którym hołdował, a także prywatne oblicze. Wielu twierdzi, że czasy dużych wypraw kierowanych w sposób dyktatorski odeszły bezpowrotnie, że dziś liczy się bardziej niż braterstwo i solidarność sportowy sukces, że sponsoring diametralnie zmienił klimat wspinaczki, że i tam, wysoko w górze trwa wyścig szczurów. Mimo to poglądy Andrzeja Zawady wydają się nadal godne szacunku, poważania i atencji. W tej publikacji o Zawadzie mówi nie tylko autorka. Tekst został wzbogacony także wypowiedziami wielu sław z górskiego świata, znajomych i żony Anny Milewskiej. Wielkim atutem tego wydania jest jego jakość – elegancki papier i dziesiątki wspaniałych fotografii w doskonałej jakości, które dopełniają całości.

Końcowym efektem prac jest świetna książka, idealna pod względem i treści i formy. Bije z niej dopracowanie i szacunek dla opisywanej postaci. Ten tytuł to gratka zarówno dla fanów literatury wysokogórskiej, jak i miłośników perfekcyjnych biografii, które w pełni wyczerpują temat.

sobota, 26 listopada 2016

Rainbow Rowell "Załącznik"

Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2016
stron 416
ISBN 978-83-2762-073-6

O miłości, która zrodziła się z czytania cudzych maili

Wielu parom zdarza się zakochać w sobie od pierwszego wejrzenia. Wystarczy by on spojrzał na nią, a ona na niego i rodzi się najważniejsze w życiu uczucie. To jednak nie jest regułą dla narodzin związku. Miłość ma to do siebie, że budzi się do życia i zakwita także w nietypowych okolicznościach. Nie musi się kogoś widzieć, nie musi się wiedzieć jak wygląda – jakie ma oczy, włosy czy styl ubierania. Można się w kimś zakochać nie mając pojęcia jaką ma sylwetkę, jaką barwę głosu czy kształt nosa. Można kogoś mocno pokochać czytając jego maile. To prawda, że nie jest to eleganckie, ba! jest to niekulturalne i prostackie, ale czasem na tym właśnie polega czyjaś praca.

Lincoln O'Neill jest informatykiem, pracuje na stanowisku administratora bezpieczeństwa danych. Wydaje się być to niezwykle ważne i frapujące zajęcie. To teoria. Praktyka jest już całkiem inna. Nasz bohater pracuje stale na nocne zmiany i jego zadaniem jest czytanie korespondencji mailowej jego koleżanek i kolegów z pracy. Lincoln ma być cenzorem i sprawdzać, by pracownicy w czasie godzin pracy nie zajmowali się swoim życiem prywatnym, nie pisali o nim do innych i nie marnowali czasu, za który dostają wynagrodzenie. Nie tak wyobrażał sobie 28-latek swoją karierę zawodową. Liczył, że będzie strażnikiem systemów informatycznych, że będzie miał mnóstwo trudnych obowiązków, że będzie walczył z atakami hakerów i informatycznymi pluskwami. Jednak jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co daje los. Tym bardziej jeśli trafia się na ciekawe, choć zakazane, maile dwóch przyjaciółek, z których jedna jest wyjątkowa i staje się bardzo bliska sercu Lincolna. Czy z takiej dość pokręconej konstelacji narodzi się wielka, gorąca miłość? Czy można zbudować wyjątkowe relacje z osobą, o której wyglądzie nie ma się pojęcia? Czy ta sytuacja nie przerośnie nieco nieśmiałego i zakompleksionego maminsynka?

Rainbow Rowell nieco mnie zaintrygowała. Czytałam wszystkie jej książki wydane w Polsce i szczerze spodziewałam się nieco innej, bardziej napisanej w młodzieżowym stylu lektury. Powieść jednak przypadła mi do gustu, choć początek wydał się przeciętny i niespecjalnie pociągający. Jednak nagle coś drgnęło i nie mogłam oderwać się od tej historii, która napisana jest lekko, przyjemnie i ciepło. Sylwetki głównych postaci są do bólu realne. Takie najbardziej szablonowe ze zwyczajnych. Bohaterowie mają wady, popełniają błędy, zachowują się mniej poważnie niż powinni ze względu na swój wiek. Chwilami ich zachowanie przypomina postawę właściwą osobom będącym u progu dorosłości. Nieporadni, zakompleksieni, sami nie bardzo wiedzący czego chcą budzą jednak sympatię i ciepłe uczucia.

 „Załącznik” to książka odrobinę bajkowa, nieco zbyt słodka a jednak urocza, a jednak pobijająca czytelnicze dusze. Jej lektura sprawia, że czujemy takie przyjemne ciepło na sercu, że jesteśmy w stanie popatrzyć na świat z większym luzem i uśmiechem na twarzy. Ta powieść nie ma szybkiej, wartkiej akcji obfitującej w multum wydarzeń, fabuła płynie sobie niczym nizinna rzeka, zakończenie wydaje się być przewidywalne i niezaskakujące, a mimo to w tym tytule można zasmakować. Trudno ująć słowami klimat tej opowieści, ale jest on naprawdę przyjemny, relaksujący i odprężający. Tę historię polecam zwłaszcza zakochanym czytelniczkom oraz tym, którzy mają romantyczną naturę i lubią książki o miłości. Oczywiście „Załącznik” muszą obowiązkowo przeczytać fani Rainbow Rowell.

czwartek, 17 listopada 2016

Katarzyna Michalak "Leśna Polana"


Wydawnictwo Znak
data wydania 2016
stron 288
ISBN 978-83-2403-690-5

W cieniu zła i przemocy

„Leśna polana” pióra Katarzyny Michalak to książka otwierający nowy cykl tej autorki. Jest to powieść obyczajowa, w której fabułę pisarka wplotła wydarzenia z XX-wiecznej historii Polski. Lektura nie odbiega zbytnio klimatem od pozostałych tytułów napisanych przez twórczynię „Poczekajki”. Jest niezwykle mocno naładowana sporymi emocjami i ma w sobie to coś, co rzesze fanek kochają – wyrazistość i słodycz. Wszystko w fabule jest konkretne – czarne lub białe. Bohaterowie albo są idealni, albo zaliczają się do czarnych charakterów. Wiele scen ma odcień dramatyczny, ocierający się o sensację, nie brak zawirowań i zaskakujących zwrotów akcji. Ma się też wrażenie, że opisana historia jest jednak mało realna i nieco bajkowa.

Postaciami z pierwszego planu są trzy kobiety i trzej mężczyźni. One poznały się w ośrodku psychiatrycznym, gdzie odbywały leczenie i dochodziły do siebie po trudnych przejściach. Oni mieli nieszczęście mieszkać pod jednym dachem z tym samym ojczymem – mężczyzną, którego nie można określić inaczej niż sadysta i psychopata. Gabrielę, Majkę i Julię połączyła mocna przyjaźń przypominająca idealne siostrzane więzy. Wiktor jako najstarszy niczym rodzony brat zaopiekował się Marcinem i Patrykiem. Stał się ich obrońcą, wybawicielem, rodzicem, aniołem stróżem. Poświęcił swoją osobę dla ich dobra. Drogi Gabrieli i Wiktoria kiedyś się splotły i na polu zawodowym i na gruncie prywatnym. Wybuchło uczucie, pojawiły się wspólne plany na całe życie i myśli o zamieszkaniu w uroczym domku na Leśnej Polanie. Marzenia jednak pokrzyżowało zło i mroczna przeszłość za sprawą osoby, która w pełni zasłużyła na piekło. Czy dobro poniosło ostateczną porażkę i nie ma możliwości by nastąpił happy end? Czy ta miłość nie ma szansy odżyć, czy ten związek może zostać reaktywowany i zakończyć się przed ołtarzem?

Katarzyna Michalak w pewnym sensie mocno mnie zaskoczyła. Nie przypuszczałam, że zamieści w jednej książce tyle brutalnych scen, tyle drastycznych wydarzeń, które w realnym świecie są raczej mało prawdopodobne. Tym zabiegiem zbudowała napięcie, grozę, strach. Pokazała duszę człowieka, którego opętało zło i zawładnęło nim bez reszty. Pokazała strach dzieci, których dzieciństwo jest katorgą i drogą obfitą w same ostre ciernie. Tym samym „Leśna polana” nie przypomina typowego romansu, choć opowiada o pewnej miłości. Przy jej lekturze ma się momentami wrażenie że pochłaniamy mocny thriller czy horror. Bohaterowie są wyraziści, konkretni, nie zmieniają się, nie przechodzą metamorfoz. Tym samym wydają się iluzoryczni i mirażowi. Autorka wykreowała w kontraście do makabrycznych zdarzeń cudowne miejsce. Szczegółowo je opisała i dała zasmakować jego idylli. Tym samym pozwoliła czytelniczkom zamarzyć o prześlicznym domku, w którym mieszka miłość, szczęście i to, co dobre, a ową chatynkę otuliła przepiękną przyrodą. Wykreowała kolejny literacki eden, gdzie z pewnością pomieszkałoby wiele osób z czytelniczego grona.

Zakończenie jest adekwatne do całokształtu. Zagadka pozostaje nierozwiązana i nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejny tom serii, by dowiedzieć się co dalej spotka poznane postacie. „Leśna polana” to książka, która wyróżnia się z grona powieści literatury kobiecej – treścią, stylem, pomysłem na fabułę, konstrukcją. Jestem pewna, że wielu czytelnikom zapadnie w pamięć. To idealna lektura zwłaszcza dla osób wrażliwych i romantycznych, które łatwo się wzruszają. To właśnie im najbardziej ją polecam.


środa, 9 listopada 2016

Paulo Coelho "Szpieg"


Wydawnictwo Drzewo Babel 
data wydania 2016
stron 200
ISBN 978-83-6448-845-0

Spowiedź w więziennej celi

9 listopada do księgarń trafiła najnowsza publikacja autora „Alchemika”, brazylijskiego pisarza, którego książki wydano w 81 językach w nakładzie 210 milionów egzemplarzy. Tym razem główną bohaterką swojej powieści Paulo Coelho uczynił kobietę, która jest postacią autentyczną, a która zapisała się w historii jako szpieg o kryptonimie H21 i jedna z najbardziej znanych tancerek wszech czasów.

Mata Hari, bo to o niej mowa, tak naprawdę nazywała się Margaretha Zelle i urodziła się w Holandii. Była sławna i pożądana przez wielu wpływowych mężczyzn. Kochanków zmieniała jak rękawiczki, a jednak nie zaznała prawdziwego uczucia. Miłości nie znalazła ani jako nastolatka, ani jako mężatka. Zgwałcona jako młoda dziewczyna, nieszczęśliwa jako żona radość znalazła w egzotycznym tańcu, jaki poznała mieszkając na Jawie. Z Azji powróciła do Europy silniejsza i zdeterminowana, by spełnić swoje marzenia. By być samodzielną i niezależną kobietą, by łamać konwenanse, by gorszyć, by budzić zachwyt i zazdrość. W jej ramiona trafiali mężczyźni bogaci i wpływowi, a ona wykorzystywała ich bez zmrużenia oka. Za nic miała normy moralne. Była kobietą, która chciała żyć po swojemu. Łamała męskie serca, zachwycała na scenie i w łóżku.
Ze względu na jej pozycję i towarzystwo w jakim się obracała otrzymała możliwość szpiegowania na rzecz Niemców i Francji. Okrzyknięto ją podwójnym szpiegiem i aresztowano. Trafiła do więziennej celi, ale nie wierzyła, że cokolwiek złego jej się stanie. Miała nadzieję na pomoc ze strony choć jednego z bogatych i wysoko postawionych kochanków. Liczyła ze z więziennego lochu wyjdzie bez szwanku i powróci do dawnego życia. Los jednak napisał zgoła inny scenariusz i Mata Hari została stracona.

Coelho o sławnej tancerce opowiada w niezwykły sposób. Czyni to za pomocą fikcyjnej korespondencji jaką miałaby prowadzić ze swoim adwokatem. Postać tajemniczej i wyjątkowej kobiety wyłaniająca się z tej spowiedzi jest niezwykle intrygująca i szczera. Mata bez cienia woalu ukazuje swoje prawdziwe ja, nie ukrywa skandali ze swoim udziałem. Opisuje piekło jakie przeszła w młodości. Nie ukrywa swoich uczuć wobec męża i dzieci, z których jedno utraciła. Ukazuje swoje wnętrze, portretuje swoją nietuzinkową osobowość. Opowiada o swoich marzeniach. Nie ukrywa i nie upiększa, nie koloryzuje i nie wybiela. Przekonuje, że przerosła swoją epokę, że wyprzedziła czasy, w jakich dane jej było żyć. Mata za swoją odwagę zapłaciła najwyższą cenę. Przegrała, ale przeszła do historii. Świat o niej nie zapomniał. Pozostała legendą i symbolem walki o własną niezależność.

Coelho opowiada tę niezwykła historię z elegancją i pietyzmem, by jak najdokładniej odmalować portret najsławniejszego szpiega wśród kobiet. Ta historia mocno chwyta za serce i wzrusza. Głęboko dotyka, by uczulić na los kobiet, które poniosły porażkę w zdominowanym przez mężczyzn świecie.
To była bardzo wciągająca lektura, która jednak nastroiła mnie melancholijnie i zasmuciła. Postać Maty Hari można oceniać z wielu stron, można określać ją i mianem ofiary, i mianem wyrachowanej prostytutki. W trakcie czytania wielokrotnie nasuwało mi się pytanie czy główna bohaterka umiała kochać. Coelho jej nie ocenił, nie wydał swojej opinii pozostawiając to zadanie czytelnikowi. Napisał za to z maestrią, z wyczuciem smaku, z zachowaniem estetyki i galanterią. Zachwyca styl, zachwyca wyjątkowa finezja operowania słowem.
Lektura robi na czytelniku niezwykle pozytywne wrażenie, pokazuje mistrzostwo warsztatu autora i jego niezwykły na miarę światową talent. Miłośnikom prozy brazylijskiego twórcy z pewnością przypadnie do gustu. Jestem pewna, że przyczyni się też do powiększenia grona jego fanów.



piątek, 4 listopada 2016

Abbi Glines "Dotknij mnie"





Wydawnictwo Pascal
data wydania 27 październik 2016
stron 368
ISBN 978-83-7642-888-8
seria Sea Breeze

Gdy miłość nie pyta czy chcemy kochać!

Serce i rozum stoją często ze sobą w opozycji. Im jesteśmy młodsi tym częściej słuchamy serca, im bardziej dojrzewamy słuchamy rozumu. Miłość to przepiękne uczucie, która wznosi nas do nieba, ale miłość ma też moc uśpienia naszego rozsądku. Wtedy niczym ślepcy zapominamy o sobie, liczy się tylko obiekt naszych westchnień. Dobrze, gdy jest to ktoś, kto warty jest naszych uczuć. Czasem jednak miłość okazuje się toksyczną trucizną, a wybranek serca nieodpowiednią drugą połówką.
Ale bywa też, że pozory mylą i źle oceniamy kogoś nawet gdy go w miarę dobrze znamy.
Miłość to silne uczucie. O tym wiedzą wszyscy, ale czy na tyle silne by zmienić kogoś z czarnego charakteru w anioła?
Powyższe rozważania są niezbędne przed, w trakcie i po lekturze powieści Abbi Glines wydanej w serii Sea Breeze. To romans, którego bohaterami są młodzi ludzie, którzy pochodzą z dwóch różnych światów, a którzy mocno wpadają sobie w oko.

Ona ma osiemnaście lat, starszego brata i rozpoczyna studia. Małżeństwo rodziców Amandy rozpadło się, a jej matka boryka się z depresją spowodowaną zdradą męża. Nasza bohaterka jest dziewczyną majętną, z dobrego domu, poukładaną i zapatrzoną jak w obraz w pewnego mężczyznę, który jest kompletnie z innej bajki niż ona. Preston Drake to kumpel brata Mandy. Choć jest młody musi liczyć sam na siebie. Jego matka mieszka w samochodowej przyczepie, ma poważne problemy z alkoholem, nie tworzy szczęśliwego związku z kolejnym partnerem i kompletnie nie radzi sobie z opieką nad młodszym rodzeństwem Prestona, który jest niesamowitym kobieciarzem. Zmienia partnerki jak rękawiczki, ba zalicza starsze od siebie kobiety, które płacą mu za seks. Jest żigolakiem, ale na swoje usprawiedliwienie ma to, że zarobione pieniądze w części wydaje na utrzymanie rodzeństwa i opłacenie rachunków matki. O tym jednak nie wie nikt poza nim. To nie jest dobra i odpowiednia osoba dla wrażliwej Amandy i nic dziwnego, że jej rodzina jest przeciwna takiemu związkowi. Co jest jego podstawą - miłość czy młodzieńcze zauroczenie? Czy ta para ma szansę na wspólne życie?  Zapraszam do lektury powieści "Dotknij mnie", która nie jest może książką ambitną i wybitną, ale niesamowicie wciąga i przykuwa uwagę. Osobiście bardzo szybko wtopiłam się w tę opowieść i byłam niesamowicie ciekawa jak się ona zakończy. Zastanawiałam się czy opcja z happy endem nie będzie zbyt sztuczna, bajkowa i naciągana, a przecież to rozwiązanie często wybiera autorka.
Lekturę, co samą mnie zdziwiło, czytałam niczym sensację - z wypiekami na twarzy. Sprawili to niezwykle ciekawie i charakterystycznie odmalowani słowami bohaterowie, których kreacja opiera się na kontraście i przeciwności. Każda z głównych postaci wydaje się być jednoznaczna w ocenie - dobra lub zła. Ale... gdy je bliżej poznamy szybko ulegamy sugestii, że w życiu nie zawsze można mocno i jednoznacznie odkreślić dobro od zła.
Ta powieść to lektura lekka i niewymagająca, lekko osłodzona, ale i z domieszką goryczy. Tytuł nie odbiega od innych książek tej pisarki, więc jej grono miłośników nie będzie rozczarowane. W książce nie brak seksu, emocji, a zapisane słowa potrafią chwycić za serce wrażliwego czytelnika. Jest w niej odrobinę szaleństwa, szczypta wzruszenia, nieco dramatyzmu i dużo miłości. Zapraszam do odkrywania sekretów Prestona, do poznania nietuzinkowej pary, która mimo nieidealnych okoliczności nie może o sobie zapomnieć. Ale, przecież zakazany owoc zawsze smakuje najbardziej...

środa, 2 listopada 2016

Paul Kalanithi "Jeszcze jeden oddech"


Wydawnictwo Literackie
data wydania 2016
stron 240
ISBN 978-83-08-06190-9

Gdy cenna jest każda sekunda, gdy liczy się każde bicie serca

Jak kruche jest ludzkie życie dociera do nas dopiero wtedy, kiedy ktoś odchodzi. Jak ważna była dla nas konkretna osoba uświadamiamy sobie dopiero wtedy, gdy zabiera ją śmierć. Będąc młodym wydaje nam się, że będziemy jeszcze długo cieszyć się życiem, że dane nam będzie dożyć sędziwej starości, bo technika, bo medycyna, bo nauka idzie naprzód. Niby tak, ale... odchodzą na drugą stronę lustra i  ludzie młodzi o których mówi się, że mogli jeszcze długo żyć...
Lekarz to zawód, który obcuje ze śmiercią każdego dnia. Jego praca to przecież często wyrywanie pacjentów z objęć kostuchy, walka z nią o przedłużenie życia. Lekarze podlegają prawom natury tak samo jak inni śmiertelnicy i prędzej czy później sami stają się pacjentami. Czy jest im w roli chorego łatwiej czy może o wiele gorzej niż medycznym laikom? Czy umiejąc odczytać wyniki badań jest im trudniej pogodzić się z tym co zsyła los?
W powyższych zdaniach poruszyłam wiele kwestii i tematów. Ale zrobiłam to nie bez powodu. Wszystko po to, by wprowadzić w klimat książki, która mocno mną wstrząsnęła, zmusiła do oderwania się od błahych problemów codzienności i zastanowienia się nad tym, co w życiu jest niezwykle istotne, ba najważniejsze. 

Autorem książki, która stała się międzynarodowym bestsellerem jest amerykański lekarz, który jako swoje poletko wybrał neurochirurgię. Ukończył studia, specjalizację, odbył blisko dziesięcioletnią rezydenturę. Mając 36 lat stał prawie na szczycie zawodowej kariery. Miał szansę pracować w najlepszych placówkach badawczych, interesowały się jego zatrudnieniem najbardziej prestiżowe kliniki. Wydawało się, że osiągnie niebywały sukces, niestety drogę ku niemu zagrodziła mu brutalna diagnoza i śmiertelna choroba. Wyrok był najbardziej surowy ze strasznych - rak płuc, a konkretnie jego IV stadium. Ta tragiczna nowina zburzyła cały świat Paula. Zabrała mu prawie wszystko, ale mimo to mężczyzna nie zamknął się w sobie. Rozpoczął leczenie wiedząc o dalszych rokowaniach i zaczął pisać książkę. Wiedział jakie są jego szanse, znał powagę sytuacji, a mimo to chciał żyć jak najintensywniej. Próbował nawet pracować, co wielu wydaje się niewykonalnym. Brał od życia każdą daną mu sekundę, nie lamentował, nie złorzeczył, ale co pewnie zdziwi wielu zdecydował się z żoną na starania o dziecko. Do sytuacji podszedł z powagą, ale bez histerii. Można śmiało powiedzieć, że z rozsądkiem i godnością, wewnętrznym spokojem, który udzielił się i jego bliskim. Walka była trudna i brutalna. Przeciwnik bezlitosny i nie mający ochoty się poddać.
Chwytając za pióro Paul z pewnością chciał pozostawić swoje słowa i myśli bliskim, ale także udowodnić, że życie mimo hiobowej wieści toczy się dalej i trzeba je przeżyć mimo wszystko jak najlepiej. To bardzo trudne, dla wielu ludzi wręcz niemożliwe. A jednak można...

Paul, który w swojej pracy dotykał najdelikatniejszej części ludzkiego ciała- mózgu musiał zdać egzamin spojrzenia w oczy własnej śmierci. I zrobił to z największą klasą, ze spokojem choć oczywiście i z lękiem. Ten ostatni nie odebrał mu jednak radości życia po diagnozie.
Paulowi nie dane było ukończyć książki ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Tym co zapisał z pewnością pomógł wielu ludziom, których dotknęła śmiertelna choroba. Bo ta książka uczy odwagi w obliczu kresu ziemskiej drogi, pomaga zrozumieć własną śmiertelność i pogodzić się z tym, że nie jesteśmy wieczni.

Przy tej historii nie poleci z oczu łza, przy jej lekturze płacze się ich potokami. Wydawca nieprzypadkowo dodał do egzemplarza recenzyjnego chusteczki. Zużyłam ich wiele, bo płakałam nad losem Autora, ale i nad sobą - na tym jak marnuję życie na błahostki, na tym jak rozmieniam życie na drobne, a przecież jak każdy z nas mam odmierzoną liczbę chwil na tym świecie.
Czytam sporo, ale jeszcze nigdy tak mocno nie przeżyłam treści lektury. Żadna książka tak mocno nie ruszyła moją duszą. Nie sposób wyrazić słowami jej mądrości, jej niesamowitej wartości. To lektura bardziej genialna niż najlepszy poradnik w stylu jak lepiej żyć. To tytuł, który nie odkrywa nowych prawd, ale kładzie nacisk na jakość życia i udowadnia, że można tym jak żyjemy stawić czoło śmiertelnemu wrogowi.
"Jeszcze jeden oddech" to publikacja bardzo szczera, bardzo osobista, bardzo wybitna i wyjątkowa. Trudna i smutna, ale pouczająca. To naprawdę jedyne w sobie świadectwo pięknego życia do ostatnich chwil. Zakończenie, kilkanaście ledwie stron czytałam kilka godzin, oczy ze względu na płacz odmawiały posłuszeństwa. Warto jednak było, bo od śmierci nie można odwracać wzroku. Każdego z nas ona czeka i choć wydaje się to arcytrudne, wręcz katorżnicze warto się do niej przygotować. Bo życie trwa do ostatniego oddechu...

poniedziałek, 31 października 2016

Jacek Pałkiewicz "Dubaj. Prawdziwe oblicze"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2016
stron 340
ISBN 978-83-7785-949-0

Dubaj - niezwykłe miejsce na świecie

Kolejna książka w dorobku Jacka Pałkiewicza wiedzie nas do miejsca niczym z tysiąca i jednej nocy - gdzie niemożliwe staje się możliwe. Gdzie w zasadzie nic nie jest niemożliwe. Wszystkie przeszkody usuwają pieniądze. Właśnie, czy to jest możliwe? 
Wiele osób zna to miasto uważane za świątynię luksusu z filmów i zdjęć. Wielu turystów marzy by spędzić tam chociaż kilka dni. Bo Dubaj wydaje się idealny, perfekcyjny, wystawny. Otoczony zbytkiem, polukrowany bogactwem i królewskością. Czy taki jest w rzeczywistości czy może jest coś otulone cieniem, co by szkodziło wizerunkowi tego emiratu? 

Do Dubaju zaprasza w swojej najnowszej książce Jacek Pałkiewicz - znany reporter, eksplorator, podróżnik w którego towarzystwie byłam na Syberii i w Amazonii. Tym razem w tak doborowym gronie mamy okazję podejrzeć miejsce w którym mieszka ponad dwa miliony ludzi, a większość to obcokrajowcy. Do współczesnego Babilonu udajemy się z Autorem i jego żoną towarzysząc tej parze w trakcie luksusowych wakacji, pierwszych po przeżyciu z sobą czterdziestu lat. Hotel jest pięciogwiazdkowy, a podróż ma być wyprawą marzeń. 

Książka ukazuje prawdziwe oblicze raju wybudowanego na piskach pustyni ( już samo to wydaje się niewiarygodne!). Jego plusy i minusy, wady i zalety.  Nie jest aż tak kolorowo jak chcieliby gospodarze. O tym zakątku Pałkiewicz pozwala opowiedzieć zarówno rdzennym mieszkańcom jak i osobom przyjezdnym, których w Dubaju nie brakuje. Opinie są jak łatwo się domyślić różne. Autor w lekturze zamieszcza wiele informacji o Dubaju, który jest młodym królestwem zbytku zaledwie z kilkudziesięcioletnią historią. W publikacji nie brak szczegółów, nie brak też wnikliwie pokazanych ciemnych stron, które nie powinny ujrzeć światła dziennego z punktu widzenia władz. Dubaj jest jak kalejdoskop - barwny i dynamiczny, jedyny w swoim rodzaju. Wydaje się, że tu spełni się każde życzenie, fortuna się do nas uśmiechnie, a gdy znudzi się nam zwiedzanie spędzimy czas na stoku narciarskim - dokładnie tak, choć średnia roczna temperatura wynosi tu aż 33 stopnie, czy na zakupach. A mimo to robotnicy z państw azjatyckich pracują tu w niewolniczych warunkach. Autor oprócz tematyki podróżniczej pisze też o swoim życiu prywatnym. Tym samym osiąga taki biograficzno-turystyczny mix, który mocno mnie zaintrygował. Mam pewną wiedzę o świecie arabskim, więc ten tytuł nie zaszokował mnie aż tak mocno jak kogoś zielonego w tym temacie. Mimo to czytało mi się przyjemnie i lekko. Publikacja nie jest typowym przewodnikiem, a jednak mocno zachęca by udać się do Dubaju na wakacje. Owszem nie jest tu tanio, ale najbardziej wybredny turysta znajdzie coś dla siebie.  
Tekst uzupełniają zdjęcia, które ogląda się zapewne z nutką zazdrości. Bo kto z nas nie chciałby choć na chwilę posmakować bycia krezusem? Jeśli kogoś interesuje świat arabski to idealna lektura dla niego, jeśli ktoś szuka wyjątkowego miejsca na urlop musi z tą pozycją się zaznajomić. Jeśli ktoś polubił pióro Pałkiewicza i jego relacje niech nie zapomni tego tytułu. 
Jesteście gotowi odkryć perłę orientalnego świata? Zapraszam do lektury.

niedziela, 30 października 2016

Rainbow Rowell "Nie poddawaj się"






Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2016
stron 512
ISBN 978-83-2762-062-0

Welcome to Watford!

Od kiedy poznałam historię Eleonory i Parka jestem dozgonnie zakochana w książkach Pani Rowell. Kocham jej styl, kocham jej pomyły na fabułę i wykreowanych przez nią bohaterów. Niecierpliwe wypatruję kolejnych jej powieści. "Fungirl" pochłonęłam i bardzo miło mi się ją czytało. W trakcie lektury poznałam Cat i jej ulubionego bohatera literackiego Simona Snow'a. Sama Autorka nie mogła zapomnieć tego sympatycznego czarodzieja i "dała" mu "nowe życie" kreując go głównym bohaterem swojej kolejnej powieści. Ochoczo zabrałam się za jej lekturę i zatonęłam w niej bez reszty. I co może wydać się dziwne - choć znałam Simona z kart "Fungirl" dopiero teraz pokochałam go do granic możliwości. Za co? Szczerze nie potrafię dokładnie tego wytłumaczyć, ale nawet pokusiłabym się o napisanie o nim funfic'a.

"Nie poddawaj się" to książka dość specyficzna. Zbiera przeróżne recenzje - od tych bardzo pochwalnych po ostrą krytykę i posądzenie o plagiat. Mnie niesamowicie przypadła do gustu. Moja czytelnicza dusza bardzo potrzebowała mnóstwa magii, czarów i tajemnic. Potrzebowała zajrzenia do innego świata, spotkania z wampirami i korowodem przeróżnych potworów. Było wspaniale...

Simon Snow ma osiemnaście lat. Nie ma rodziców. Wakacje spędza w zwyczajnej rzeczywistości w ośrodku opiekuńczym. Gdy kończy się kanikuła wraca do świata w którym jest mu dobrze i w którym czuje się jak ryba w wodzie. Wraca do Świata Magów i elitarnej szkoły dla czarodziejów. I choć nauka czarowania i posługiwania się magiczną różdżką idzie mu powiedzmy średnio (no dobrze, mniej niż średnio) to tam, w  Watfordzie ma dziewczynę, przyjaciółkę, ulubione potrawy, Ukryty Las i swój pokój. Tam też ma specyficznego współlokatora Baza, który wydaje się być jego śmiertelnym wrogiem oraz Szarobura, który chce go unicestwić. Simon rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki, w jego związku z Agathą dzieje się źle, a Mag nakazuje mu opuszczenie szkoły by go chronić. Czuć, że robi się niespokojnie, że szykuje się burza. Czuć, że atmosfera robi się gorącą, ba wręcz wrząca. Co dalej? Jeśli jesteście ciekawi sięgnijcie po powieść, która nie pozwoli Wam się w trakcie czytania nudzić.

Atutów jak zwykle jest wiele. Po pierwsze wspaniały magiczny klimat, dynamiczna akcja, błyskotliwe dialogi, świetny styl. Ciekawym zabiegiem jest wieloosobowa narracja i oddanie głosu wielu bohaterom. Nie brak wspaniałej magii, lekkości i plastyczności. Bohaterowie są mocno i wyraziście nakreśleni, nie brak tych dobrych, ale i czarnych charakterów. Autorka postawiła na mocną, w sam raz zawiłą treść, dopracowała szczegóły, których w książce jest cała masa. Dobrze wszystko wyważyła, wymieszała w magicznym kociołku i uzyskała wyśmienitą miksturę książkową. Osobiście dawno nie sięgałam po gatunek jaki reprezentuje ten tytuł. Przeczytanie książki z półki young adult fiction pióra Rowell świetnie mi zrobiło. Zatraciłam się w tym baśniowym, nierealnym świecie i poczułam jak mała dziewczynka w sklepie z zabawkami. Jedynym małym minusem jest słaba pod względem grafiki okładka. Tą skrzywdzono wspaniałą treść. Zabrakło wielokolorowej grafiki, idealnie sprawdziłaby się paleta barw ze złoceniami, aksamitem. Tym samym uczulam okładkowe sroki, by zauważyły ten tytuł bo naprawdę warto.
Lekturę polecam dla każdego bez względu na wiek. Nieważne czy jesteś mężczyzną czy kobietą, jeśli lubisz magię, przygodę, sekrety i tajemnice to lektura dla Ciebie. Jeśli pociąga Cię fantastyczny świat śmiało ją kup i czytaj. To idealna pozycja dla tych, którzy lubią wielowymiarowe błyskotliwe historie z odrobiną uczuć. Ta książka udowadnia, że dzięki takim pisarzom jak Rainbow Rowell świat baśni nie zamyka się dla dorosłych. Polecam na każdą pogodę za oknem, na zły nastrój i relaksujące popołudnie czy wieczór. Uwaga: tę książkę trudno się odkłada w trakcie czytania i w pełni działa zasada "jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden rozdział przeczytam..."

piątek, 28 października 2016

Katarzyna Majgier "Kuchennymi drzwiami. Gra pozorów"


Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania 2016
stron 376
ISBN 978-83-6545-622-9

A w Krakowie tak wiele się dzieje...

Uwielbiam sagi i łakomię się na każdą, która ukazuje się na księgarskich półkach. Zaczynając lekturę książki Katarzyny Majgier marzyłam, bym trafiła na majstersztyk, by to był cykl książek, które ustawię na półce z ulubionymi lekturami. Marzenie się spełniło, a ja nie mogę ochłonąć i nie mogę przestać myśleć, co stanie się w kolejnym tomie. Ta seria porwała mnie i jestem jej zagorzałą fanką. Co jest genialnego w tytule, które akcja toczy się w XIX-wiecznym Krakowie? Na sukces składa się wiele elementów.

W podkrakowskim dworku ciężko pracując na codzienny chleb służy w kuchni młoda dziewczyna o imieniu Zosia. Jej narzeczony został powołany do wojska. Po jego powrocie para ma w planie wspólną przyszłość, ale młodą i niedoświadczoną służącą bałamuci jej pracodawca, a jego żona wyrzuca przyszłą młodą matkę z domu. Zosia jako ciężarna panna nie może wrócić do rodzinnego domu. Udaje się do Krakowa do krewnej, która sama była kiedyś w podobnej sytuacji. Właścicielka zakładu krawieckiego przyjmuje ją pod swój dach oferując wszystko to, co sama posiada. Na ulicy Grodzkiej, w pobliżu Wawelu, w pięknej kamienicy mieszka bogaty obywatel – Teodor Lutoborski. Pewnego dnia ów krakowianin spisuje notarialny testament. Swój pokaźny majątek rozdziela między oddanych mu służących i dalekiego krewnego Floriana, który pracując w urzędzie i sporo wylewając za kołnierz marzy o zostaniu artystą i karierze na deskach teatru. Przychodzi dzień, kiedy los ma dla niego wiele niespodzianek – coś odbiera, ale i w zamian wiele daje..

Akcja pierwszego tomu małopolskiej sagi rozpoczyna się dwutorowo. Zagłębiając się w jej lekturę bądźcie przygotowani na wielowątkową, mocno rozbudowaną fabułę z licznym korowodem przeróżnych ciekawie wykreowanych postaci, które reprezentują różne warstwy ówczesnego krakowskiego społeczeństwa. Bohaterowie są biedni jak kościelne myszy i bogaci, spokojni i tacy, którym blisko do czarnego charakteru. Oni kochają i nienawidzą. Bez względu na swój status mają kłopoty i troski, bo te nie omijają ani służących ani ludzi z wyższych sfer. Akcja powieści toczy się niezwykle wartko. Kolejne sceny szybko przesuwają się przed oczami czytelników, a w tle widzimy przepiękny, nostalgiczny i majestatyczny dziewiętnastowieczny Kraków. Młodopolską atmosferę czuć w wielu miejscach fabuły, autorka wspomina też o panującej modzie na bratanie się bohemy artystycznej z chłopami.

Napisana prostym, poprawnym językiem książka wręcz czyta się sama. Naprawdę trudno odłożyć ją choćby późną nocą, jednak jej objętość nie pozwala przeczytać jej w jeden wieczór. Dialogi są zgrabne i żywe, opisy niedługie, bardzo plastyczne i łatwo pobudzają wyobraźnię, a tekst wciąga od pierwszej strony. Wszystkie sceny na kartach tej książki wydają się żywe, ma się wrażenie, że rozgrywają się na naszych oczach. Łatwo jest dać się uwieść tej lekturze, trudniej się z nią rozstać. Po przeczytaniu ostatniego zdania marzy się by drugi tom ukazał się jak najszybciej. Pomysł na fabułę, która ukazuje zwyczajne życie – jego blaski i cienie okazał się rewelacyjny, a wpleciona w tło historia pobudza umysł do wyobrażenia sobie ówczesnych realiów i warunków bytowania. Zagłębiając się w tekst łatwo odczuć, że pisarka włożyła w swoje dzieło wiele talentu, mnóstwo serca i pracy. Efektem jest książka, która zachwyca i która z pewnością podbije wiele czytelniczych serc. Jestem o tym w pełni przekonana i gorąco ten tytuł na jesienne oraz zimowe wieczory polecam.

Krystyna Mirek "Spełnione marzenia"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2016
stron 350
ISBN 978-83-8075-156-9
Seria Jabłoniowy Sad tom III

Miłość jest tajemnicą i rządzi się swoimi prawami

Trzeci tom sagi Krystyny Mirek opowiadającej o rodzinie Zagórskich to „Spełnione marzenia”. Wydaje się, że ten tytuł uchyla rąbka tajemnicy o tym, co spotka lubiane i znane postacie z poprzednich tomów. Można odnieść wrażenie, że wszystkie wątki tej powieści skończą się happy endem, a marzenia staną się rzeczywistością. Czy tak będzie? Na to pytanie odpowie sama książka.

Krystyna Mirek w tym tomie najwięcej uwagi poświęca kobietom – Julii, Marylce, Gabrysi oraz ich mamie, a także nowej drugoplanowej bohaterce Angeli. Siostry Zagórskie mają znów w życiu pod górę. Czekają ich nowe wyzwania i uporządkowanie spraw z przeszłości. Pewne fakty trzeba rozliczyć, z pewnych zdarzeń wyciągnąć wnioski. Bohaterki stają mimo wszystko na wysokości zadania: weryfikują swoje kłopoty i mężnie starają się im sprostać za wszelką cenę, oczywiście miewają chwile słabości, zdarza im się uronić łzę, ale mimo wszystko starają się nie poddać. Swoją postawą dodają otuchy i siły tym czytelniczkom, które znajdują się w podobnej sytuacji. Postać Angeli jest bardzo wyrazista. Wiele osób może zbyt szybko i łatwo ją osądzić, zaszufladkować, przypiąć jej łatkę, na którą wcale nie zasługuje. Autorka z pewnością chce podkreślić, że nie powinno się pobieżnie szafować osądami o innych, że łatwo kogoś zranić plotką, szybką i nieprzemyślaną opinią, a potem trudno naprawić pewne błędy. Na przykładzie Maryli i jej męża można się przekonać, że czasem warto wybaczyć, dać komuś drugą szansę i zacząć wszystko od nowa. Nieodzownym elementem jest w takiej sytuacji dialog. Szczera rozmowa czyni cuda, burzy najtwardsze mury i eliminuje przeszkody.

„Spełnione marzenia” to kolejny, doskonały tom rodzinnej sagi, który nie odbiega poziomem od pozostałych. Krystyna Mirek wciąż ma świetne pomysły na życie swoich bohaterów, którzy budzą sympatię i ciepłe uczucia. Z tej książki bije serdeczny klimat. Jej lektura jest skutecznym antidotum na jesienną szarugę, na smutek drzemiący w sercu, na obudzoną przez mgły nostalgię i melancholię. Miłość, szacunek, zrozumienie okazują się być sprawdzoną receptą na zło i bolączki tego świata. Ten tytuł znakomicie sprawdzi się w długie jesienne i zimowe wieczory. Ta powieść emanuje ciepłem, które otula czytelnika. Nie brakuje też emocji i trzymających w napięciu scen. Równocześnie lekturę charakteryzuje realizm, nie ma w niej nic sztucznego, naciąganego i oderwanego od życia przeciętnych ludzi. Przez to łatwo dodać Zagórskich do swoich znajomych, szybko można zadomowić się w ich rodzinnym domu i przepięknym jabłoniowym sadzie. Czytając miałam wrażenie, że wokół mnie pachnie jabłkami, że jestem częścią opisanego rodzinnego klanu, że znam te postacie od lat i wpadłam do nich z kolejną wizytą.

Od książki trudno się oderwać, a lektura jej okazuje się miłą odskocznią od codziennego świata. Książka jest przepełniona optymizmem, a wypływa z niej morał, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że kłopoty przemijają, że marzenia się spełniają, że mając trudności warto uzbroić się w odrobinę cierpliwości a dystans stanie się naszym sojusznikiem. Przeczytanie tego tomu i całej serii polecam tym, który doceniają wartościowe książki obyczajowe, które łagodzą obyczaje, optymistycznie nastrajają do rzeczywistości i otulają ciepłym klimatem.

środa, 26 października 2016

Magdalena Witkiewicz "Pracownia dobrych myśli"






Wydawnictwo Filia
data wydania 26 październik 2016
stron 312
ISBN 978-83-8075-161-3

Szczęście można uszyć z kawałków jak patchwork

Dziś do księgarń trafiła 16 książka autorstwa Magdaleny Witkiewicz, która wielokrotnie udowodniła, że doskonale wie jak trafić w gust polskich czytelniczek. Wśród powieści Autorki "Milaczka" znajdziemy tytuły w których króluje humor oraz takie w których prym wiodą uczucia i emocje. "Pracownia dobrych myśli" to lektura zdecydowanie mocno naładowana dobrymi fluidami, ciepłem, pogodnością, radością. Nie wierzę, że znajdzie się ktoś kogo ta książka nie rozweseli, komu nie poprawi humoru, nie sprawi radości.

W pewnym Miasteczku przy ulicy Przytulnej 26 znajduje się kamienica. Jej parter zajmuje lokal użytkowy, w którym kiedyś istniała pracownia krawiecka. Prowadziła ją nieżyjąca już Pelagia, a miejsce było nie tylko zakładem w którym powstawały ubrania, ale i ciepłym gniazdem, gdzie rodziły się dobre, pozytywne myśli. Po śmierci babci Floriana mieściły się tu różne firmy - był sklep motoryzacyjny, był zakład pogrzebowy, była i możliwość kupna szamba czy betoniarek. W pustym na obecną chwilę lokalu swoje marzenia postanowił zrealizować młody mężczyzna, który rzucił narzucone mu przez rodzicielkę studia i ukończył kursy florystyczne. Florian zapragnął by pełne stukotu maszyn do szycia kiedyś wnętrze przesiąkło zapachem kwiatów i stało się kultową kwiaciarnią. Ta idea była kompletnym zaskoczeniem dla jego matki- malarki, której w Pracowni przygotowano kącik do pracy artystycznej. Czy uda się spełnić marzenia, jak zareagują na nowe oblicze lokalu mieszkańcy tej kamienicy i czy znów stanie się on czymś więcej niż sklepem z kwiatami?

Lektura tejże powieści jest niezwykle miła, optymistyczna i relaksująca. Doskonale działa na zły humor i przegania jesienną chandrę. Wywołuje szczery i niewymuszony uśmiech na twarzy u nawet największego malkontenta - jak ja. Wykreowane postacie są niezwykle sympatyczne i oryginalne. Każda z nich ma swój świat, ale żadna nie należy do gatunku szczurów, które pędzą w chorym wyścigu po sukces, który zwykle i tak nie da się złapać. I dzięki temu książka zyskuje ujmujący klimat, w którym królują dobrosąsiedzkie relacje. W fabule tej powieści jest po prostu przytulnie, wesoło, kolorowo, a marzenia się spełniają. Lektura nie daje się od siebie oderwać, wręcz czyta się sama, więc warto zarezerwować dla niej jeden wieczór i zaserwować ją sobie na raz. Jest to powieść figlarna, promienna i rozweselająca. Każdego z bohaterów nie można nie polubić. Akcja biegnie szybciutko i żwawo. Nuda w tej lekturze nie mieszka. Jak zwykle atutami tytułu są wspaniałe i błyskotliwe dialogi, specyficzny dla Pisarki styl i lekkość. W tej książce zakochają się fani "Szkoły żon" czy "Moralności Pani Piontek", zaś ci, którzy czytali tylko "Opowieść niewiernej" odkryją inne oblicze Magdaleny Witkiewicz.
Reasumując - nie żałuję czasu poświęconego na przeczytanie tej powieści, w trakcie lektury świetnie się bawiłam i oderwałam od codzienności. Chciałabym mieć tak wspaniałych sąsiadów jak postacie związane z adresem Przytulna 26. Magdalena Witkiewicz znów mnie nie zawiodła i jestem pewna, że spod jej pióra nigdy nie wyjdzie zła książka. Dodatkowy duży plus przyznaję za przepiękną, naprawdę prześliczną okładkę. Mogłabym się w nią patrzeć godzinami, bo rzadko który tytuł ma taką piękną oprawę graficzną. To idealna lektura dla tych, który lubią powieści o miłości, przyjaźni, które zawierają w sobie moc dobrej energii. Świetny pomysł, doskonałe wykonanie. Niech ta książka Was nie ominie. Z serca polecam.

wtorek, 25 października 2016

Dominik Szczepański, Piotr Tomza "Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i gora do wyzwolenia"



Wydawnictwo Agora
data wydania 2016
stron 320
ISBN 978-83-2682-387-9

Zimowy sen o Nanga Parbat

 
Do ubiegłego sezonu tylko dwa z czternastu ośmiotysięcznych kolosów pozostawały niezdobyte zimą. Ludzka noga nie była w stanie odbić swojego śladu na szczycie drugiego co do wysokości K-2 oraz na Nanga Parbat. W umysłach wielu sławnych i mniej znanych wspinaczy pojawiał się sen o zdobyciu zimą dziewiczego szczytu i tym samym o zapisaniu się na trwałe w kronikach himalaizmu.
Nanga Parbat to dziwna góra. Liczy sobie „tylko” 8 126 metrów i jest niższa od Everestu o ponad siedemset metrów. Można ją zdobyć z dwóch stron – od strony Doliny Rupal i od Doliny Diamir. Sama w sobie Nanga jest piękna, potężna i dostojna. Z jednej strony skąpana w słońcu, z drugiej pozostająca w cieniu. Z każdej wydaje się być niesamowita. Z każdej kusi, podnieca i prowokuje. Mówią, że mieszkają na niej wróżki. Nic dziwnego, że z roku na rok pojawiali się pod nią w grudniu ci, którzy zamierzali się o tym przekonać. W tym wyścigu nie zabrakło i śmiałków z Polski.

Finałową rozgrywkę o solidny rekord śledził cały świat. Polskie media reprezentowali dwaj doskonali dziennikarze – Dominik Szczepański i Piotr Tomza. Efektem ich ciężkiej pracy i spędzenia wielu dni w mrozie, śniegu, lodzie i wietrze jest wyjątkowa książka. To tytuł z pewnością należący do literatury wysokogórskiej, ale to też specyficzna publikacja, której nie napisała ręka wspinacza, co zwykle ma miejsce. Autorzy nie należą do świata tych, którzy są praktykami. Mieli oni wyjątkową okazję zajrzenia do hermetycznego świata himalaistów, opisania ich działań w górskim żywiole. W tekście zawarli także swoje opinie i obserwacje, które symbolizują punkt widzenia zwyczajnych zjadaczy chleba. I te wszystkie elementy sprawiają, że lektura jest naprawdę przednia i fascynuje niczym góra, która jest główną bohaterką. Obok niej na pierwszym planie stoją zebrani w kilku zespołach wspinacze (wśród nich jedna kobieta jak rodzynek w cieście) oraz wspomagający ich szerpowie, tragarze i kucharze. Generalizując wszyscy są wysportowani, odważni, dzielni i nieco szaleni. Bo czyż to nie szaleństwo marzyć o zdobyciu szczytu na którym temperatura odczuwalna spada do -60 stopni Celsjusza?

Podzielona na dwie części lektura to relacja dzień po dniu o tym, co działo się w dwóch bazach i opisy akcji górskich. To opowieść o życiu tych, którzy by spełnić swoje marzenie kładą na szali zdrowie i życie. Nie trzeba bowiem być fachowcem, by dostrzec, że bezpiecznie tej góry złoić zimą się nie da. Siła natury z którą trzeba się zmierzyć jest niebotycznie mocniejsza. Przeszkodami są niskie temperatury, huraganowe wiatry, potężne lawiny, ogromne seraki i morze lodu tak twardego, że trudno wbić nawet ostry czekan. Mieszkańcom baz jednak one nie były straszne. Kim więc byli ci ludzie? To osobistości i sławy jak Simon Moro czy Adam Bielecki, którzy mieli już zaliczone zimowe wejścia i zdobyty niejeden ośmiotysięcznik, ale to też tacy jak Paweł Witkowski , który był po raz pierwszy w tak wysokich górach czy Tomasz Mackiewicz, który pod Nanga Parbat zjawił się po raz szósty.

Lektura to pasjonujący tytuł, który czyta się z wypiekami na policzkach, a który nie ma w sobie patosu, sztuczności i powagi. Relacja jest prawdziwa i wyważona, idealnie odtwarza bazowe życie i jego zwyczajne elementy, wysokogórskie priorytety i drobiazgi, które komplikują życie. Tekst to wyrysowane słowami przeróżne obrazy naładowane niekiedy dużą niczym Himalaje dozą emocji. Atutem tytułu jest spontaniczność relacji, jej prawdziwość i brak retuszu. Dzięki zagłębieniu się w tekst można podejrzeć wzajemne relacje międzyludzkie w ekstremalnych warunkach, radości i złości, zmieniające się nastroje i prawdziwe przeżycia tych, którym ekstremalne zimno nie jest straszne. Nie wszystkim sen o zimowej górze się spełnił. Nanga okazała się łaskawa dla nielicznych, za to liczni czytelnicy mogą dzięki lekturze doświadczyć wyjątkowych przeżyć jakie gwarantuje zimowy himalaizm. Gorąco ten tytuł polecam i zapraszam do wzięcia udziału w ekstremalnej wyprawie oraz przeżyciu snu o Nanga Parbat.

piątek, 7 października 2016

Matthew Quick "Wszystko, co wyjątkowe"


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania wrzesień 2016
stron 256
ISBN 978-83-276-1995-2

Warto być zawsze sobą!

Człowiek to stworzenie stadne. Przeważnie żyje w grupie, pustelnicy są rzadkością. Żyjąc w społeczności ludzie narzucają sobie pewne wzorce, schematy, reguły zachowań. Tworzą pewne modele, normy którym się podporządkowują. Coś wypada, coś należy, a coś jest niestosowne. Większość ludzi żyje właśnie w ten sposób. Można rzec wegetuje ramowo. Robi to, co ogół, martwi się tym, co o nim powiedzą inni. Spełnia oczekiwania bliskich, idzie utartą ścieżką. Tak właśnie robią ci, którzy nie mają odwagi być indywidualnością. Choć czasem czują w sobie chęć postępowania inaczej boją się opuścić swoją życiową klatkę. Trzeba mieć odwagę by postępować tak, jak chcemy tylko my sami. Gdy zrobimy już pierwszy krok do wolności to zaczniemy delektować się innym, naznaczonym ową wolnością smakiem życia. Tak właśnie zrobiła nastoletnia, stojąca u progu dorosłości bohaterka powieści Matthew Quicka - Nanette O'Hara.
Wzorowa uczennica, oczko w głowie rodziców, zdolna piłkarka to osiemnastolatka, która tak naprawdę żyje pod dyktando innych. Robi to, co inni jej narzucają, co od niej wymagają i oczekują. Jednak nachodzi pewien dzień w którym wszystko się zmienia. Metamorfoza ma miejsce wskutek lektury pewnej książki, którą Nanette otrzymuje od swojego nauczyciela. Egzemplarz "Kosiarza balonówki" jest podniszczony, ale zmienia życie dziewczyny diametralnie. Budzi w niej siły do bycia sobą, dodaje odwagi by wyjść z ram stereotypów, zmusza do zrzucenia szat córeczki rodziców i obleka ją w odwagę. Niedoszła gwiazda boisk rzuca football, poznaje autora ulubionego dzieła i niesamowitego chłopca...

Powieść Quicka jest niesamowitą lekturą. Choć należy do książek napisanych dla młodego czytelnika świetnie sprawdzi się jako lektura dla dorosłych. Powód? Ona niesie w sobie ponadczasowe i ponad wiekowe prawdy. Większość z nas żyje w klatce, dostosowuje się do często niepasujących nam norm. Jesteśmy potulni jak baranki i wolimy być w tłumie innych. Wiemy, że nasze życiowe klatki są otwarte, a z nich nie wychodzimy. Tym samym tracimy, jak wiele nawet trudno sobie wyobrazić. Nanette staje się rebeliantką. Nagle ma odwagę powiedzieć dość. Jej "nie" szokuje rodziców i trenera. Może nawet nieco szokuje nią samą. Ale tym samym nasza bohaterka łapie bezcenny oddech wolności i staje się sobą. Nanette staje się pełną i jedyną właścicielką swego losu. To dobra lekcja dla każdego czytelnika, bo życie mamy tylko jedno i jest ono dosyć krótkie. Szkoda marnować każdy dzień. Należy jednak pamiętać, że za bycie sobą trzeba zapłacić określoną cenę, że bunt jest kosztowny.

Lektura napisana jest prostym i łatwym w odbiorze językiem. Styl jest poprawny, a treść skłania do zastanowienia się na codziennością. Autor porusza w fabule trudne tematy, czyni to w sposób naturalny i prosty. Zbędne mu są do tego naukowe dysputy, uczone tyrady i moralizatorskie wstępy. Niepozorna okładka, która nie za bardzo przypadła mi do gustu kryje w sobie interesującą treść,  która ukazuje niesamowitą metamorfozę i jej konsekwencje. Powieść kryje w sobie wiele mądrych rad, cennych uwag i nietuzinkowych myśli. Czytając zaznaczyłam dużo wartościowych cytatów - na koniec pozwolę sobie przytoczyć jeden z nich:
"Możesz być kimkolwiek zechcesz. Ale to ma swoją cenę. Twoi rodzice i wszyscy inni ukarzą cię, jeśli zdecydujesz się być sobą, a nie taka jak oni. To cena wolności. Klatka jest otwarta, ale wszyscy zbyt się boją, żeby z niej wyjść, i przywalą ci, kiedy spróbujesz to zrobić, i to przywalą solidnie.  .... Ale kiedy już znajdziesz się kilka kroków za drzwiczkami, nie będą mogli cię dosięgnąć, a wtedy ciosy ustaną." (str. 25)
Gorąco polecam lekturę tej książki, bo ona tak jak w jej fabule "Kosiarz balonówki" może zmienić Wasze życie i zrobić z Was rebeliantów. A to może mieć same plusy. Idealna lektura dla dusz niepokornych, typów nietuzinkowych, osób, które nie chcą być w życiu tylko aktorami, a reżyserami swojego losu.

środa, 5 października 2016

Aleksandra Zaprutko-Janicka "Piękno bez konserwantów"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2016
stron 288
ISBN 978-83240-4163-3

A wszystko to by piękną być!

Kobiety troskę o swoją urodę mają w genach. Od zarania dziejów panie robiły wszystko by dbać o swoje atuty otrzymane od Matki Natury. Starały się także poprawiać i tuszować to, co było niedoskonałe oraz podejmowały kroki by zatrzymać czas i jak najdłużej zachować młody wygląd. Dawniej mogły pozwolić sobie na to zwłaszcza bogate damy. Z chwilą nadejścia XX wieku sytuacja zaczęła się poprawiać i ogół kobiet miał lepszy dostęp do higieny i możliwości pielęgnacji urody. Pokolenie naszych babć i prababek nie miało instrumentów współczesnych kobiet, a jednak wyglądało świetnie. Choć nie było chirurgii plastycznej, choć kosmetyki nie były dostępne w prawie każdym sklepie nasze babcie czarowały urodą. A zetem jak o nią dbały bez lasera, botoksu i ulic z mnóstwem salonów kosmetycznych? O tym traktuje najnowsza książka Aleksandry Zaprutko-Janickiej, która jest autorką "Okupacji od kuchni". 
 
"Piękno bez konserwantów" przenosi nas w okres dwudziestolecia międzywojennego, które jest czasem niesamowitych zmian i latami, kiedy życie kobiet uległo ułatwieniu i polepszeniu. Panie zaczęły rozwijać się zawodowo, zmieniła się moda z niewygodnej na wygodną i praktyczną. W modzie wprowadzono nowe bardziej przyjazne swobodzie trendy. Do lamusa odeszły długie suknie, treny, gipiury, gorsety. Panie mogły oddychać i poruszać się swobodnie. Pojawiły się pomysły na krótsze fryzury, mniej loków a prostsze włosy. Zaczął powstawać masowy przemysł kosmetyczny, a nasze antenatki mogły nabyć gotowe środki do pielęgnacji urody, kolorowe kosmetyki i odwiedzać miejsca na których gruncie powstały dzisiejsze spa. 
 
Publikacja dzieli się sześć rozdziałów, jest poprzedzona prologiem a zakończona epilogiem. Każdy z działów opowiada o pielęgnacji innej części ciała. Z tekstu dowidujemy się jak kobiety sto lat temu dbały o dłonie, jak pielęgnowały paznokcie, jaki skład miały ich kosmetyki - kremy, szampony czy toniki. Jakimi sposobami nawilżały cerę, jak wyglądał wtedy modny makijaż. Z uwagą czytałam o początkach fabryk i marek które są obecne na rynku do dziś. Porównywałam, co się zmieniło, a co pozostaje nieco zmodyfikowane do teraz w składzie produktów kosmetycznych. 
Książkę czytało mi się szybko, miło i przyjemnie. Zawarte w niej infomacje to nie tylko teoria, ale i przepisy konkretnych receptur, praktyczne porady a wszystko napisane przystępnym językiem i w ciekawy sposób. Tekst uzupełniają zdjęcia i ryciny. Jestem przekonana, że tytuł zaciekawi dzisiejsze kobiety bez względu na wiek. Polecam tę kosmetyczną podróż w przeszłość i poznanie urodowych sekretów naszych babć.



wtorek, 4 października 2016

Katja Kettu "Akuszerka"


Wydawnictwo Świat Książki 
data wydania 14-09-2016
stron 328
ISBN 978-83-8031-117-6

Miłość w czasach wojennej zarazy 

Miłość dość łatwo i naturalnie rodzi się w czasach pokoju, kiedy ludzkie serca biją spokojnie, a mężczyźni i kobiety są w stanie cieszyć się życiem. A jak jest gdy świat ogarnia wojna? Czy wtedy ludzie są w stanie zatracić się w uczuciu i zapomnieć o niebezpiecznej rzeczywistości, która ich otacza? A może miłość jest antidotum na lęk o własne życie i dodaje sił do walki o przetrwanie? A może miłość to potężny balast, który usypia czujność i bardziej naraża na wojenne niebezpieczeństwa? Odpowiedzi na te kwestie szukam od wielu lat w książkach należących do kategorii literatury wojennej. Dlatego też postanowiłam przeczytać powieść nieznanej mi dotąd fińskiej autorki. Liczyłam, że będzie to nietypowa lektura i miałam rację. Okazało się także, że to bardzo trudna proza, której czytanie wymaga sporego wysiłku i samozaparcia, by jej nie odłożyć na półkę. To niezwykle brutalna książka, która ukazuje, że wojna hartuje, ale i uczy twardości, brutalności i egoizmu.

Katja Kettu przenosi nas na północ Finlandii, do Laponii, która wielu kojarzy się jako kraina Świętego Mikołaja. W książce znajdziemy jednak szare, mroźne, złowrogie tło. To tu, w miejscu zwanym Fiordem Martwego Człowieka (i nazwa ta nie jest wcale przypadkowa) żyje kobieta, której życie toczy się w surowych warunkach moralnych, jak i klimatycznych. Nazywają ją Krzywe Oko. Dziewczyna nie jest urodziwa, nie ma przyjemnej aparycji, ale zajmuje się niezwykle przydatnym i pożytecznym zajęciem. Leczy ludzi i przyjmuje porody. Wydaje się oczywistym, że jej sąsiedzi powinni ją szanować, cenić, darzyć życzliwością i ciepłem. Tak jednak nie jest. Samotna bohaterka ponoć jest okryta klątwą i przyjmując na świat dzieci sama nie może ich mieć. Pewnego dnia Krzywe Oko zakochuje się. Wybrankiem jej serca jest niemiecki esesman i fotograf, człowiek z paskudną przeszłością. Na jego życie ponury cień kładzie zło, którego dokonał będąc na Ukrainie, a konkretnie w Babim Jarze. Nasza bohaterka mimo tego zakochuje się w nim bez pamięci i by być blisko ukochanego zgłasza się do pracy w obozie dla jeńców, w miejscu, które przypomina piekło. Czy to dobre przestrzeń do kochania i bycia kochanym?

„Akuszerka” to książka mroczna, brutalna i okrutna. Wszelkie dobro jakby z jej fabuły uleciało. Klimat jest w stanie przyprawić o depresję. A lektura może być idealnym podkładem do koszmarnych snów. Byli jednak ludzie, którzy w takim piekle musieli żyć i walczyć o każdy dzień. Wojna ma tu równie brutalne oblicze, jak w całej Europie. Nie polecam lektury tej powieści osobom zbyt młodym i zbyt wrażliwym. Trzeba mieć mocne nerwy, by wgryźć się w losy bohaterów, którzy o pięknym życiu mogli tylko marzyć. Nie ma miejsca na sentymenty, marzenia, słodycz – wszystko otula zło, które wydaje się dominować nad światem. Opowieść przedstawiona jest bez zachowania chronologii, co jeszcze bardziej utrudnia lekturę, a samą książkę można dopiero ocenić po głębszym oddechu od jej przeczytania. Mimo to warto podjąć wyzwanie i zagłębić się w jej treść.

„Akuszerka” to historia miłości niemożliwej, która nie miała prawa się narodzić. To wymagająca lektura napisana w brutalnym stylu, która razi, ale tym samym idealnie odzwierciedla świat, w jakim jej bohaterom przyszło przeżywać swoje dni. To książka, która na długo zostaje w pamięci, nawet jeśli tego nie chcemy.

środa, 21 września 2016

Anna McPartlin "Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2016
stron 400
ISBN 978-83-276-2071-2

Synku, gdzie jesteś?

Dziś pragnę podzielić się z Wami opinią o kolejnej przeczytanej przeze mnie powieści Anny McPartlin, która doskonale wie jak poruszyć czytelnicze serce. W powieści "Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu" zostały poruszone trudne i kontrowersyjne tematy, a autorka nie uciekła od mrocznej strony ludzkiej natury i naszych słabości, którymi możemy zmienić czyjeś życie w piekło. To książka podobnie jak bajki z morałem, z przesłaniem, które powinien usłyszeć każdy człowiek by swoim postępowaniem nie skrzywdzić kogoś nawet w niechcący sposób. W trakcie czytania nie zabrakło ani łez, ani wzruszenia, ani emocji. Były momenty, gdy litery przesłaniały łzy spowodowane współczuciem i bezsilnością. 

Maisie Bean-Brennan to kobieta, która doświadczyła w życiu wiele zła i przemocy. Sporo wycierpiała, a los jej nie oszczędzał. Zsyłał na jej barki kolejne kłopoty, ciężkie próby i wyzwania. Nie miał umiaru, był głuchy na litość. Jakby nie mógł przestać wyżywać się na tej kobiecie. Jak jej pierwszy mąż - tyran doskonały w swej profesji, perfekcjonista w zadawaniu bólu. Przemoc fizyczna, przemoc psychiczna, troski finansowe, samotne wychowywanie dwójki dzieci, choroba matki - dużo, za dużo. Pewnego dnia do tego worka życie dorzuca jeszcze zaginięcie syna... Czy Maise zniesie to wszystko? Czy udźwignie swój krzyż? Czy los się ulituje i zdecyduje, że spokój otuli serce bohaterki? 

Ta lektura jest skonstruowana w specyficzny sposób. Opowiedziana od końca do początku. A jednak, mimo, że wiadomo jaki jest ów koniec niesamowicie trzyma w napięciu. Umiera młody człowiek, nagle i niespodziewanie. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest istotą tej książki. Jest jej sednem. Bo przecież ten wiek to próg, przedwiośnie dorosłego życia, spełniania marzeń i robienia planów. Odkrywania swego ja, poznawania samego siebie. To nie czas na smutek, na rozpacz, tym bardziej na koniec. Zarazem wiek lat nastu to czas, gdy tak łatwo zranić, zdeptać, zaszczuć. Dać się ponieść fali, bo tak robi większość. Każdy z nas nosi broń, choć często tego nie wie. Nosi broń ostrzejszą niż bagnet, celniejszą niż najnowocześniejszy karabin, mocniejszą niż bomba atomowa. Często łatwo ją uruchomić nieświadomie. Z lektury książki płynie przesłanie by kontrolować co się robi, co się mówi nawet w gniewie czy w szoku. 

W powieści Anna McPartlin porusza wiele trudnych kwestii. O każdej z nich mówi otwarcie, szczerze omijając niezdrową sensację. Lekturę czyta się jednym tchem, w napięciu. Zakończenie, wyjaśnienie jak doszło do pewnego zdarzenia wręcz wciska w fotel i wyzwala fontannę łez. A sama główna bohaterka choć na początku wzbudziła we mnie negatywne uczucia staje się kimś bliskim, kimś zasługującym na podziw za swoją postawę. 
Ten wspaniały tytuł - podobnie jak czytane rok temu "Ostatnie dni Królika" gorąco polecam. Książka na długo zapadnie Wam w pamięć. Mam nadzieję, że pogłębi akceptację dla innych ludzi wokół nas nawet jeśli są odmienni niż ogół społeczeństwa. Zapraszam do lektury.

poniedziałek, 19 września 2016

Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście"


Wydawnictwo Agora
data wydania 2016
stron 400
ISBN 978-83-2682-393-0

Człowiek na niejeden medal

Nazwisko Jerzego Kukuczki jest znane nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Ten nieżyjący już himalaista zapisał się na kartach kronik górskich przede wszystkim za sprawą swoich osiągnięć i rywalizacji, jaka toczyła się pomiędzy nim a włoskim łowcą gór Messnerem, w której stawką była korona złożona z najwyższych na świecie ośmiotysięcznych szczytów. Kukuczka ją przegrał i jako drugi człowiek na świecie zdobył czternaście kolosów, ale za to jego dokonania były bardziej ambitne. Swój cel osiągnął bowiem nowymi bądź trudniejszymi drogami, zimą lub w alpejskim stylu. Czy jednak dla Polaka celem samym w sobie był prymat w tym wyzwaniu? Może jednak bardziej liczyła się przyjemność wspinaczki, obcowanie z górami, sprawdzanie samego siebie i pobyt w jakże innym lodowo-śniegowym świecie?

Odpowiedzi szukałam w biografii pióra duetu Kortko & Pietraszewski, która właśnie ukazała się na polskim rynku wydawniczym. Ta książka zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie nie tylko za sprawą swojej jakże ciekawej treści. Jest wydana w nietypowym formacie, ma świetnie dobraną okładkę i oryginalną szatę graficzną. Jej plusem jest mnóstwo zdjęć i spore wyczucie treści. Wszystkie aspekty życia himalaisty zostały perfekcyjne wyważone, a na pierwszym planie stoją góry, które jak wywnioskowałam z publikacji, były jednak najważniejsze.

Czy tym samym Kukuczka był egoistą skupionym tylko na sobie, czy w jego życiu inne sprawy skazane były automatyczne na drugi plan? Jakim był ojcem, mężem, kolegą i górskim partnerem? Jakie cechy zdominowały jego charakter? Na te kwestie na pewno odpowie lektura książki.
Tytuł wydany przez Agorę to przede wszystkim opowieść o człowieku, który był indywidualistą zakochanym w górach. To one nadawały rytm jego życiu od wczesnej młodości. Czucie skał pod palcami, opieranie stóp o ostre krawędzie, lód i skalne półki wyzwalało w duszy wspinacza moc adrenaliny i endorfin. Kukuczka wciąż spacerował po krawędzi, której przekroczenie groziło utratą zdrowia i życia. Był ambitny, przyciągało go ryzyko i gra z losem – nagrodą były sukcesy, którymi jednak się nie chełpił. Brawa były mniej ważne niż finanse na nową wyprawę, a sława miała otwierać drogę do lepszych możliwości sprzętowych i logistycznych. Kukuczka był zarazem skromny i butny, wielokrotnie igrał z losem, mocno ryzykował i zapominał co to margines bezpieczeństwa. Był odważny i zdeterminowany w swoich celach oraz spełnianiu marzeń.

Z książki wyłania się portret indywidualisty wręcz skazanego na sukces, ale też mającego wyrzuty sumienia ojca i męża, który często opuszczał rodzinne gniazdo by wejść do górskiego świata. Czytając o losach Króla Himalajów poznajemy zarazem obraz rzeczywistości gór i wspinaczy z lat 70. i 80. XX wieku kiedy polski himalaizm święcił ogromne sukcesy, a Polacy zyskali miano Lodowych Wojowników.
Ta publikacja to lektura, którą czyta się jednym tchem, która przekonuje, że nie święci garnki lepią, która pokazuje, że zwyczajny chłopak z górskimi korzeniami wychowany na Śląsku był w stanie stać się Wielkim Królem i legendarną postacią dzięki swej pasji, pracy oraz łamaniu barier, które dla większości ludzi wydawały się niemożliwe do pokonania.

Co wnosi świetna książka z kręgu biografii i literatury wysokogórskiej do życia zwyczajnego czytelnika? Co daje poświęcenie jej kilku godzin i przeczytanie wraz z dokładnym obejrzeniem zamieszczonych zdjęć oprócz zajrzenia do zamkniętego dla zwyczajnych śmiertelników świata? Otóż ten tytuł uczy jak żyć i realizować swoje pasje, jak być odważnym i łamać stereotypy, jak pokonywać przeszkody i znajdować w sobie pokłady sił do brania się z życiem za bary. Przedstawiona w lekturze postać budzi podziw, mimo iż nie jest wyidealizowana a autorzy przedstawiają ją w realnym świetle. Można Jerzego Kukuczkę krytykować, ale nie można odmówić mu słów uznania za to, czego dokonał. Dla miłośników książek o górach to lektura nie do ominięcia, dla fanów perfekcyjnych biografii to pozycja nie do odrzucenia. Polecam ją też tym, którzy lubią tytuły o nietuzinkowych ludziach, których nieodłącznym cieniem jest odwaga. Gorąco polecam stawiając najwyższą w skali ocenę i tytułując książką doskonałą.

wtorek, 13 września 2016

Helen Bryan "Oblubienice wojny"


Wydawnictwo Editio
data wydania 2016
stron 408
ISBN 978-83-283-2239-4

Kobiety i wojna 

Po literaturę wojenną sięgam często i chętnie. Znam mnóstwo książek polskich i zagranicznych autorów związanych z tą tematyką. Czytałam wiele biografii, wspomnień z obozów i łagrów, powieści z wojną w tle, a także mnóstwo tytułów należących do literatury faktu i książek historycznych opisujących wydarzenia z lat 1939-1945.

Publikacja „Oblubienice wojny” jest jednak zdecydowanie inna i oryginalna. Autorka bowiem skupiła się na kwestii wpływu wojny na życie kobiet. Pięć pań los zsyła do niewielkiej miejscowości położonej w południowo-wschodniej Anglii. Czasy są niespokojne i niepewne. Czuć, że coś wisi w powietrzu, że niebo nad całym kontynentem jest mocno zachmurzone i będzie burza. Bohaterki tej opowieści są diametralnie różne. Dzieli ich wiele – pochodzą z różnych sfer, mają odmienną sytuację życiową, inne charaktery, inny status majątkowy, wyznają inną religię, są obywatelkami różnych krajów. Łączy ich fakt, że są młode. Mając sporo życiowych dylematów i problemów - dodatkowo muszą jeszcze wziąć na swoje barki troski związane z działaniami zbrojnymi pod dyktando Hitlera. Nie ma łatwo i trzeba zmierzyć się z wojennymi doświadczeniami. W każdej jednak, nawet najbardziej trudnej sytuacji znajdzie się promyk światła. Jak pokazuje fabuła w czasie wojny narodziły się nierozerwalne więzy długoletnich i trwałych przyjaźni. Przyjaźni prawdziwych i idealnych, takich na całe życie.

Alice, Frances i Evangeline są młode. Przeszły próg dorosłości, a ich pełną dojrzałość przyśpiesza wojna. Wprawdzie nie żyją na stałym europejskim lądzie, ale i na Wyspach muszą dostosować się do wojennych realiów. Życie wymaga wiele, a w zamian daje kolejne trudności. Trzeba radzić sobie z nalotami, zaciemnić okna, nieść pomoc ludziom którzy są ewakuowani z Londynu, jak Elsie, czy pomóc osobom z żydowskim korzeniami, jak Tanni. Bohaterki tej książki stają na wysokości zadania, dzielnie sobie radzą z wyzwaniami, które narzuca wojna, godzą pracę z pomocą, a tej potrzeba coraz więcej po wyjeździe mężczyzn na front. Mimo wojny życie toczy się dalej i trzeba też kochać, mieć nadzieję, że przyszłość okaże się pomyślna, zło zostanie pogrążone i wszystko wróci do normalności. Jedzenia nie braknie, a nocą będzie można spokojnie spać. Trzeba ukoić lęki i cieszyć się przyjaźnią jaką zsyła los, trzeba znaleźć w sobie siły by przeżyć. Bohaterkom jest łatwiej dzięki temu, że nie są same i mają siebie. Przyjaźń okazuje się czymś bezcennym i niezastąpionym.
Fabuła książki to dwie rzeczywistości – przedwojenna i wojenna oraz ta po latach, gdy mają miejsce obchody 50 rocznicy kapitulacji III Rzeszy. Autorka spięła ten czas jakby klamrą, by pokazać jaki wpływ ma wojna na nasze życie nawet wiele lat po jej zakończeniu.

„Oblubienice wojny” to wyjątkowa pozycja z dość mocno zarysowanym angielskim klimatem i odrobiną amerykańskości. Tu wojna miała inne oblicze niż w naszej ojczyźnie. Można polemizować, że Angielkom było łatwiej. Niemniej jednak i tu wojna wyrysowała mocne rysy i blizny w sercach ludzi, wymusiła błyskawiczne dojrzewanie i hart ducha. Ten tytuł czyta się ze wzruszeniem i ciekawością. Nie ma tu wyróżnionego jednego pierwszoplanowego bohatera. W świetle jupiterów stoją kobiety, które stają się dzielne i twarde. Ta lektura to literackie spojrzenie na wojenny czas, to ciekawa książka dla tych którzy lubią powieści osadzone w realiach wojny. To też książka o miłości i przyjaźni w którą wpleciony jest wątek o zabarwieniu sensacyjnym. To wspaniała proza napisana w świetnym stylu, którą z przyjemnością rekomenduję.

piątek, 9 września 2016

Gabriela Gargaś "Wybacz mi"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2016
stron 430
ISBN 978-83-8075-141-5

Gdy fabułę pisze samo życie 

Książki, te wydane przed laty i te napisane współcześnie, można podzielić na dwie grupy. Jedne są niczym sztuczne opowieści. Czytelnik zagłębiając się w nie wie, że ich treść to dzieło wyobraźni pisarza, że opisane w nich historie są fikcyjne i nieprawdziwe. Drugie to takie, których fabułę pisze wraz z autorem samo życie. Ich lektura powoduje, że mamy wrażenie, że one dzieją się tu i teraz, że za moment możemy spotkać występujące w nich postacie, a ich perypetie mogą przydarzyć się nam samym. Taka do granic możliwości prawdziwa jest najnowsza powieść znanej i lubianej polskiej autorki Gabrieli Gargaś.

Jej akcja rozgrywa się w czasach obecnych, a występujący na jej kartach bohaterowie mają identyczne bolączki jak pokolenie ich rówieśników. Klaudia jest kobietą dojrzałą, ma za sobą statystyczną połowę życia. Czterdzieści lat na karku to solidny bagaż doświadczeń. Nasza bohaterka zna smak małżeństwa, macierzyństwa, emigracji zarobkowej, samotności w związku. Wie jak odczuwa się zdradę męża, jak dotyka brak porozumienia z dziećmi. Choć nie ma trosk finansowych nie jest szczęśliwa. Brakuje jej bliskości, miłości, partnerstwa. Życie na obczyźnie jej nie służy. To nie jej świat. Tu wszystko ma gorszy smak, tu chleb jest inny, inne powietrze i inni ludzie. Bardziej obcy. Praca nie daje satysfakcji, a każdy dzień jest niczym słony paluszek ze zbyt przesadzoną dawką soli. Klaudia ma dość, marzy by wrócić do kraju, ale jej mąż ani o tym myśli. Decyzję o podróży do Polski podejmuje za nią los. Matka Klaudii łamie dość poważnie nogę i trafia do szpitala. Córka wraca do kraju by zaopiekować się chorą mamą. Przy okazji tej wizyty wiele się w jej życiu zmienia...

„Wybacz mi” to książka o kobietach i dla kobiet. To lektura do granic możliwości zwyczajna, utkana z szarej codzienności, a jednak mająca w sobie to coś, co kochają czytelniczki i co nie pozwala oderwać się od treści. W fabule królują zwyczajne problemy, sprawy, które układają się w sieć życia. Życia, które tylko z pozoru wydaje się łatwe i kolorowe. W rzeczywistości polega ono na rozwiązywaniu problemów, trudnych wyborach i robieniu dobrej miny do złej gry. Czy warto marnować czas, udawać, żyć pozorami, które są niczym długoterminowa trucizna?
Problemy poruszone w książce są tak bardzo realne, tak namacalne, że chwilami łatwo odnaleźć cząstkę siebie w życiu Klaudii. Wiele kobiet emigruje, gubi się na obczyźnie, nakłada maskę i gra przed publicznością złożoną z rodziny, przyjaciół czy znajomych. Jak łatwo wpaść na scenę teatru życia, jak trudno z niej zejść! Przez fabułę powieści przewija się zdrada, pustka w związku, brak porozumienia między kochającymi się kiedyś osobami, utrata kogoś bardzo bliskiego, porzucenie. Opisani ludzie gonią za rzeczami, które dadzą tylko fikcyjne szczęście, biegną za mamoną, która sama w sobie szczęścia nie da. To powieść w której przeszłość nakłada się na teraźniejszość, a życie potrafi zaboleć i dać solidnego kopa. Książkę czyta się zachłannie. Choć łatwo odkryć w niej pewną przewidywalność to lektura wnosi coś w realne życie, zmusza do refleksji i zadumy nad sensem każdego dnia i zwyczajnych spraw. Gabriela Gargaś tą książką udowadnia, że z każdą powieścią doskonali swój warsztat, że potrafi opisać zwyczajne sprawy w niezwyczajny sposób. „Wybacz mi” to doskonała książka w swoim gatunku, to dobry wybór na jesienne wieczory.