środa, 15 listopada 2017

Diane Chamberlain "Latarnia z Kiss River"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2017
stron 488
ISBN 978-83-8123-070-4
 SERIA: KOBIETY TO CZYTAJĄ!
CYKL KISS RIVER

To jest niesamowita historia!

Do sięgnięcia po ten tytuł zachęciło mnie nazwisko jego Autorki - pisarki, która już dobrych kilka lat temu podbiła moje czytelnicze serce. Spodziewałam się solidnej w gatunku książki, która dostarczy emocji i pozwoli zatracić się w sobie. I tak się stało, ale miało to miejsce dopiero po kilkudziesięciu stronach. Wtedy wystarczyła chwila i zapomniałam o całym świecie a moje serce biło w rytm tej niesamowitej historii. Będąc w tracie czytania dowiedziałam się również, że ta powieść jest kontynuacją wcześniejszej książki tejże pisarki, której nie czytałam. To jednak nie okazało się jakąś trudnością czy przeszkodą by znaleźć się w czytelniczym niebie.

Na fabułę tej powieści składają się historie dwóch kobiet, a akcja książki ma miejsce w dwóch przedziałach czasowych w latach 40-tych XX wieku w czasie II wojny światowej i współcześnie.
Gina jest nauczycielką i mieszka w stanie Waszyngton. W trakcie urlopu odbywa długą podróż by zobaczyć latarnię morską z Kiss River. Gdy dociera do celu wycieczki okazuje się, że latarnia została poważnie uszkodzona przez sztorm, a jej soczewka spoczywa w odmętach oceanu. Nikt nie zajął się odbudową obiektu, który z roku na rok niszczeje. Ginie zaczyna bardzo zależeć by zatopioną soczewkę wydobyć na powierzchnię lądu. Jakie przesłanki kierują kobietą i co ma ona wspólnego z żyjącą wiele lat temu Bess Poor, która jako nastolatka przeżyła romans, który położył cień na całe jej życie?

Ta książka umiliła mi dwa wieczory. Po poznaniu jej do ostatniego zdania oceniam powieść wysoko. Jej największym atutem są tajemnice, sekrety, które Diane Chamberlain odkrywa jak to zwykle bywa stopniowo i ze smakiem. To czyni niesamowity klimat wokół tej lektury, który otula czytelnika i przyciąga jak magnes. Mocnym atutem powieści są jej bohaterowie. Ludzie, których los nie oszczędzał, a doświadczał mocno i czule. Przykre zdarzenia kładły się cieniem na ich życiu, zmieniały je i kształtowały dusze. Po ranach pozostawały bolące blizny i doświadczenia, które z jednej strony hartowały, a z drugiej pozostawiały ślad i bolesne wspomnienia. Opisane postacie to ludzie których nie można jednoznacznie ocenić i osądzić. Lektura uświadamia, że nic w życiu nie jest tylko białe lub czarne. Czasem trzeba posłużyć się fortelem czy kłamstwem by być bliżej upragnionego celu czy spełnienia marzenia.
To z pewnością powieść o rodzinnych sekretach, zaplątanych ludzkich relacjach i uczuciach, które są w stanie uwieść człowieka niczym syreny i zaprowadzić na manowce. Fabuła porusza wiele problemów które dotykają nas w ciągu życia, które komplikują nam codzienność i doprowadzą do złego nastroju, a nawet depresji.
Z tytułu płynie przesłanie by nie tracić nadziei nawet wtedy, gdy wydaje się że z mroku nie ma wyjścia. Autorka sugeruje by nie zamykać się w sobie po stracie, lecz iść przez życie choć boli i być otwartym na dary losu, który bywa i okrutny i kapryśny, ale i łaskawy. Zakończenie książki jest pełne znaków zapytania. Z pewnością wyjaśnienia wszystkich kwestii nastąpią w kolejnym tomie tego cyklu na który ja czekam z niecierpliwością. Oczywiście nadrobię zaległości i przeczytam tom pierwszy serii. No i cóż tę recenzję zakończę pewnym treściwym zdaniem - KOCHAM PIÓRO D. CHAMBERLAIN.



niedziela, 12 listopada 2017

Edyta Świętek "Łąki kwitnące purpurą"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2017
stron 384
ISBN 978-83-7674-599-2

Los lubi sobie kpić z ludzkich oczekiwań

Drugi tom cyklu Spacer Aleją Róż nosi tytuł „Łąki kwitnące purpurą”. Na jego kartach spotykamy się ponownie z rodziną Szymczaków wywodzących się ze wsi Pawlice i śledzimy rozwój młodej dzielnicy Krakowa – Nowej Huty.

Jest rok 1951. Bronek na dobre zadomowił się wraz z Julią w mieście. Czasem tęskni za wsią, ale wie, że powrót na rolę jest niemożliwy. Do brata dołącza Andrzej, który zatrudnia się w cegielni i rozpoczyna treningi na piłkarskim boisku. Julia usamodzielnia się i dostaje własne mieszkanie. Małżeństwu Bronka daleko do szczęśliwego stadła. Szymczak często kłóci się z Haliną i tęskni za swoją dawną miłością Bogusią. Los znów doświadcza naszych bohaterów ciężkimi przeżyciami. Andrzej ulega poważnemu wypadkowi po którym nie wróci do dawnej sprawności, a żona Bronka zostaje znaleziona martwa. Kto przyczynił się do jej śmierci? Jak dalej potoczą się losy postaci, które zaskarbiły sobie tysiące sympatyków? A w końcu czy Autorce udało się napisać książkę równie świetną jak część pierwsza cyklu?

Edyta Świętek w pełni stanęła na wysokości zadania i wykonała jak opisani w jej książce junacy 300% normy. Napisała świetną powieść obyczajową i ciekawie poprowadziła losy członków familii Szymczaków przez lata 50. XX wieku. Żaden z fragmentów książki nie okazał się nudny, w fabułę została wpleciona powojenna historia Polski i kilka niespodzianek, które nie pozwalają określić tytułu jako nużący czy monotonny. Scenarzystą codzienności Bronka i jego bliskich jest po prostu samo życie, które prowadzi ich ścieżki drogą krętą i pełną wybojów. Powraca przeszłość i stare porachunki kładą się cieniem na teraźniejszości. Górę biorą emocje i chęć zemsty za wyrządzone krzywdy. Realia wczesnego PRL-u okazują się byle jakie i rozczarowujące. W takich czasach przychodzi żyć i podejmować ważne decyzje, kochać i nienawidzić, wybaczać i szukać szczęścia. Klimat bijący z zapisanych słów w pełni oddaje ówczesne realia społeczno-obyczajowe, szarą rzeczywistość, która miast edenem okazuje się poligonem przetrwania. Obiecany przez władzę kolorowy świat ma tylko bure odcienie i daleko mu do raju, gdzie szczęście jest na wyciągnięcie ręki.
Lektura dostarcza emocji, odbiera się ją przyjemnie i ciepło. Jej bohaterowie choć nie są bez wad, choć mają swoje słabości budzą sympatię, szacunek i ma się wrażenie, że zna się ich od lat. Osobiście mocno i szybko się z nimi zżyłam i nawiązałam bliską relację.

Przeczytanie tej książki to nie tylko miłe obcowanie z współczesną polską literaturą obyczajową, ale i lekcja historii, która jest podana w niezwykle przystępnej i plastycznej formie. Czytając łatwo poczuć klimat tamtych lat i realia w jakich przyszło żyć ludziom ciężko pracującym na kawałek chleba. Wyraziście pokazana jest ciemna strona komunizmu i socjalizmu oraz skutki przeciwstawiania się władzy i otoczonej wtedy kultem ideologii.

Książka ma wiele atutów, które sprawiają, że z przekonaniem napiszę o niej arcydzieło w swoim gatunku. Autorce należą się brawa za wspaniale nakreśloną fabułę i perfekcyjne połączenie faktów historycznych z losami zwyczajnych ludzi. Bo właśnie tacy są Szymczakowie – zwyczajni i wyjątkowi w jednym. Ta lektura zapewni mocne bicie wielu czytelniczym sercom i zdobędzie wielu fanów. Rekomenduję i zapraszam do jej przeczytania.

środa, 8 listopada 2017

Lechosław Herz "Świsty i pomruki. Sceny tatrzańskie"



Wydawnictwo Czarne
data wydania 2017
stron 168
ISBN 978-83-8049-501-2
Seria Zakopiańska

Opowieści z tatrzańskiego matecznika

Tatry to najbardziej znane i najczęściej odwiedzane góry w Polsce. Co roku do Zakopanego i okolicznych miejscowości przybywają ogromne rzesze turystów, by ulec magii szczytów i dolin, by posłuchać wiatru szumiącego w smrekach, by pooddychać ostrym górskim powietrzem, a także, by zakosztować jedynego w swoim rodzaju folkloru górali i skosztować smakołyków regionalnej kuchni. Tatry to raj dla miłośników górskich wędrówek, to eden do uprawiania sportów zimowych. Idealne miejsce dla amatorów wspinaczki. Wreszcie Tatry to jedyny w swoim rodzaju matecznik – w którym egzystują przeróżne gatunki fauny i flory. Wiele z nich występuje w Polsce tylko tu i jest wizytówką tegoż miejsca jak szarotki górskie czy świstaki.

Autor publikacji Lechosław Herz pochodzi z Galicji i mieszka w stolicy. Tatrom oddał swoje serce i młodość. Wciąż w nie wraca i odkrywa je na nowo. Interesuje się ich przeszłością i przyrodą tego regionu. W jego towarzystwie udajemy się do miejsc, gdzie ruch turystyczny nie dociera, gdzie utworzono niedostępne dla zwyczajnych zjadaczy chleba rezerwaty, gdzie natura ma szansę funkcjonować bez ingerencji człowieka. To właśnie tam jest ostoja wielu ssaków, ptaków, płazów, które w towarzystwie Pana Lechosława i jego znajomych mamy szansę podejrzeć.
Czytając, ten tytuł, podróżujemy nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Dowiadujemy się, jak Tatry wyglądały kilkadziesiąt lat temu, gdy na halach trwały wypasy owiec, gdy w górach więcej można było spotkać miejscowych górali niż turystów. Docieramy do miejsc, gdzie przepustki mają tylko naukowcy, badacze i strażnicy przyrody. Tam, gdzie dziewicza dzikość, gdzie nie dociera noga turysty czy narciarza łatwiej spotkać kierdel kozic, świstaki czy natknąć się na niedźwiedzią gawrę. Autor niezwykle ciekawie opisuje przyrodnicze tatrzańskie osobliwości, przytacza zapiski innych, sięga do wielu materiałów sprzed lat, a wszystko po to, by uświadomić czytelnikowi czym naprawdę są te popularne polskie góry. Tatry bowiem to ogromny matecznik, w którym żyje osobliwa fauna, a który za wszelką cenę trzeba chronić przed zniszczeniem, degradacją i negatywnym wpływem człowieka oraz jego gospodarki.

„Świsty i pomruki” czyta się znakomicie. W książce na pierwszym planie jest przyroda, która ma wiele sekretów i tajemnic. Poszczególne zdarzenia rozgrywają się w najpiękniejszych zakątkach Tatr – między innymi w dolinach Chochołowskiej czy Kościeliskiej, na zboczach Kasprowego Wierchu, u brzegu Stawku Smreczyńskiego czy w masywie Czerwonych Wierchów. Zapisane słowa perfekcyjnie oddają jakże niepowtarzalny tatrzański klimat, piękno i potęgę gór, oraz mądrość natury, która obdarowuje zwierzęta niezwykłymi instynktami i zmysłami. Czytając docieramy tam, gdzie rozgrywają się niesamowite sceny, gdzie trwa nieustannie fascynujący spektakl przyrody, gdzie człowiek i cywilizacja mają niewiele do powiedzenia, a raczej wypada słuchać i w niemym zachwycie podziwiać naturę. Jeśli ciekawią Was zwyczaje świstaków, jeśli chcecie poznać sekrety kozic, jeśli macie ochotę na spotkanie oko w oko z niedźwiedziem lub marzy Wam się obejrzenie jelenich godów, to ten tytuł jest idealnie dla Was.

Ta publikacja koi nerwy, zabiera do fascynującego świata, jest perfekcyjną lekcją biologii i uświadamia jakim cudem jest przyroda. Książka zawiera wiele ciekawych informacji, które są podane w nienużący, a pobudzający wyobraźnię sposób. Z lektury bije miłość i szacunek do gór oraz ich mieszkańców. To wspaniała propozycja dla tych, którzy mają w planach zobaczenie Giewontu, Orlej Perci czy Morskiego Oka. Będąc tam, warto w ciszy i skupieniu przemierzać górskie ścieżki, bo w ich cieniu można wtedy łatwiej dojrzeć mieszkańców tatrzańskiego matecznika.

piątek, 27 października 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na pożegnanie"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2017
stron 380
ISBN 978-83-8075-313-6

Ludzkie losy biegną ścieżkami, których nie da się przewidzieć

„Nie czas na pożegnanie” to trzecia, a zarazem ostatnia część Sagi Bałkańskiej opowiadającej historię Dragana i Jasminy – pary, którą rozdzieliła wojna na Bałkanach w latach 90. XX. Akcja książki rozgrywa się w latach 1995 – 1999. W tym czasie wojna bratobójcza się kończy i zostaje podpisane porozumienie w Dayton. Wszystko powoli wraca ku normalności, choć nadal czasy są nie całkiem bezpieczne i stabilne. Ludzie chcą wrócić do zwyczajnego życia, ale rany zadane w czasie walk często nie chcą się zabliźnić i zagoić. Najbardziej krwawy konflikt w Europie po II wojnie światowej zostawia bowiem bolesne i brzemienne skutki w ludzkich duszach na długo. Wpływa na psychikę i stan umysłu. Mąci głęboko w duszach, a pokonanie potworów z przeszłości wymaga wiele czasu i sił.

Dragan cierpi na zaniki pamięci. Choć jego ciało doszło w miarę do siebie dusza nadal nie może sobie poradzić z tym, co się stało i tym, co przeżył młody mężczyzna. Dragan dzięki Oliji leczy się w specjalistycznym szpitalu i właśnie tam odnajdują go Jasmina z Katarzyną. Serb nie rozpoznaje swojej ukochanej i kilka godzin po krótkim spotkaniu zapada się pod ziemię. Jasmina wraca do Polski do synka i Tarika. Tu próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Od kłopotów i koszmarów wojny ucieka w rolę matki i grę aktorską. Dzięki talentowi dostaje angaż we Wrocławskim Teatrze Pantomimy. Chce zapomnieć o Draganie i wraca w rodzinne strony, by wziąć ślub z Tarikiem. Do ceremonii jednak nie dochodzi, bo los napisał dla tej Chorwatki inny scenariusz...

Najnowsza książka Agnieszki Walczak-Chojeckiej to doskonałe zakończenie wspaniałej sagi, której przeczytanie dostarczyło mi sporo emocji, wzruszenia i przyprawiło o łzy. Ostatni tom, w którym spotkaliśmy Dragana i Jasminę jest idealnie przemyślany i dopracowany. Nie brak w nim prawdziwego życia, a autorka odważnie pokazuje jak bardzo konflikt zbrojny i bratobójcze walki potrafią zniszczyć ludzkie szczęście oraz życiową stabilizację.

Wojna ukazana jest jako niebezpieczna trucizna, która działa mocno i długofalowo, a jej macki sięgają daleko nawet wtedy, gdy zastąpi ją pokój. Historia Chorwatki i Serba pokazuje siłę ludzkiej miłości i moc determinacji w walce o szczęście i radość z każdej przeżytej chwili. Jasmina to bardzo sympatyczna i budząca ciepłe uczucia młoda dziewczyna, która musi unieść wiele na swoich barkach dla dobra synka i własnego spokoju. Nie jest jej w życiu łatwo, brakuje ojczyzny i bliskich z rodziny, brakuje partnera, o którym czasem nawet chce, lecz nie potrafi zapomnieć. Płomień miłości choć niekiedy słaby i prawie gasnący nadal tli się w jej sercu. Jasmina nie chce w życiu zadowolić się substytutem, nie szuka zastępstwa, choć tak byłoby może wygodniej i prościej, nie okłamuje samej siebie a z kłamstwem wobec Tarika jest jej po prostu źle. Dlatego mimo trudnej sytuacji, mimo zadanych jej ran kieruje się sercem, które nie wskazuje tej najłatwiejszej i wygodnej drogi, ale zmusza do walki i ryzyka nie gwarantując w zamian nic. Jasminę nie sposób nie kochać, nie sposób nie podziwiać, nie sposób nie darzyć sympatią. Ta młoda mocno doświadczona przez los dziewczyna na długo zapada w pamięć i staje się osobą godną podziwu. Pisarka ciekawie wykreowała nie tylko osobę głównej bohaterki, ale i wyraziście nakreśliła także inne postacie z pierwszego i drugiego planu. Jest to niewątpliwym atutem książki, podobnie jak dynamiczna akcja, perfekcyjnie zobrazowanie tła – rzeczywistości polskiej i bałkańskiej lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Wspaniałe jest zakończenie, doskonale oddane są rozterki bohaterów, ich dylematy i kłopoty.

Książkę czytałam z wielką przyjemnością, z wypiekami na twarzy i przekonaniem, że długo o niej nie zapomnę. Lektura zawiera w sobie niezwykle ważne, ponadczasowe i aktualne w dobie nacjonalizmów i podziałów zabarwionych nienawiścią przesłanie by nie wywoływać pochopnie wojen, by nie podnosić ręki na brata czy sąsiada będąc zaślepionym złem, agresją czy zemstą. Pokój to coś bezcennego bez czego żaden człowiek nie może żyć pełną piersią i być szczęśliwym.
Gorąco polecam zaznajomienie się z historią dwojga młodych ludzi, których połączyła miłość a rozdzieliła wojna. Saga Bałkańska to doskonała lekcja historii i literacka przygoda, która zostawia w czytelniku trwały ślad.

wtorek, 24 października 2017

Benjaming Ludwig "Prawdziwa Ginny Moon"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 352
ISBN 978-83-276-2616-5

W autystycznym świecie Ginny

Ginny jest nastolatką. Ma tylko 14 lat, ale w życiu wiele już ją spotkało. I nie były to dobre doświadczenia. Ta dziewczynka nie dość, że nie miała ciepłego domu, szczęśliwego dzieciństwa i kochających rodziców to jeszcze jest osobą autystyczną. Jej świat jest inny niż rzeczywistość przeciętnego człowieka. Ginny postrzega wszystko inaczej niż jej rówieśnicy. Jest wrażliwa i naiwna, dlatego łatwiej ją skrzywdzić. Gdy ją poznajemy wychowuje się w rodzinie zastępczej, ale pamięta i tęskni za rodzinnym domem. Matką, która ją krzywdziła i lalką za którą czuje się nadal odpowiedzialna. Pewnego dnia w jej w miarę spokojnie życie znów wkracza przeszłość... Przeszłość, która była mrocznym koszmarem i bolesnym doświadczeniem.

Drogi Czytelniku 

Powieść Benjamina Ludwika jeśli ją przeczytasz pozostawi w Twoim sercu ślad na zawsze. Nie zapomnisz jej treści, która pozwoli Ci popatrzeć na świat wokół Ciebie oczami przesłoniętymi woalem autyzmu w którym wszystko jest inne. Czai się więcej niebezpieczeństw, bo rozum jest wyciszony, a poziom ufności sięga nieba. Nie jest to rzeczywistość, którą łatwo zrozumieć. Sama lektura na początku czytania zaś może się wydać ciężka jak ołów, nieprzyjazna i mroczna. Być może odbierzesz ją jako powieść na pograniczu prozy nierealnej rodem z horroru lub klimatów psychodelicznych. Być może czytając słowa nie będziesz rozumieć w pełni ich treści i pojawi się pokusa odłożenia wymagającego tytułu i zamiana go na coś lżejszego i przyjemniejszego. Dotrwaj jednak do końca mimo tych trudności. By Ty masz wybór a Ginna już nie. Ufnej i chorej dziewczynce los go odmówił. Podarował jej smutne dzieciństwo, matkę narkomankę, przemoc, głód, brak czułości, samotność, brak kogoś, kto by ją naprawdę pokochał. Pokochał taką jaką jest. Inną i trudną. Wrażliwą i odmienną od innych. 
Lektura tej książki zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Wypłakałam wiele łez, ale i zastanowiłam się dlaczego świat bywa taki okrutny wobec dzieci, wobec osób, które nic nie zawiniły, a cierpią. Spojrzałam nieco innymi oczami na to, co wokół mnie. I zadawałam sobie wielokrotnie pytanie, dlaczego czasem ludzkie sumienie śpi i nie budzi się na krzywdę wobec słabszych, którzy nie są w stanie obronić się przez złem. 
Minęło już kilka dni odkąd skończyłam czytać opowieść o Ginnie, ale nie potrafię się z niej wyłączyć i wrócić do tego co tu i teraz. Wiele razy dziennie moje myśli szybują do treści tej lektury. To pozycja jedyna w swoim rodzaju, którą polecam.

sobota, 21 października 2017

Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"




Wydawnictwo Filia
data wydania 2017
stron 340
ISBN 978-83-8075-317-4

Życie to nie książka, która może mieć kilka różnych zakończeń

„Ósmy cud świata” to tytuł najnowszej powieści jednej z najpoczytniejszych polskich pisarek literatury kobiecej - Magdaleny Witkiewicz. Czekały na nią setki czytelniczek, a wśród nich i ja. Czy było warto? Myślę, że tak, bo wraz z dobrą historią obyczajową otrzymałam idealny i praktyczny poradnik jaką kobietą nie być, czyli co robić, by nie minąć się ze szczęściem i miłością. Uczy tego główna bohaterka Anna, która popełnia pewne pomyłki i długo błądzi nim zrozumie, że w życiu trzeba korzystać z każdej szansy i nie bawić się z miłością w berka. Nie można czekać, aż los poda nam to, o czym marzymy na tacy. By być szczęśliwym trzeba walczyć o swoje marzenia i być zdecydowanym na ryzyko, bo przecież kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. Nie można też kierować się pozorami i przypuszczeniami, bo człowiek to jednak istota omylna.

Ania jest dojrzałą kobietą i nie ma u boku swojej drugiej połówki. Szuka jej, ale rezultat poszukiwań jest bezowocny. Wchodzi w bliższe relacje ze swoim obecnym szefem, pragnie zostać matką, ale jej życie przypomina raczej rozsypane puzzle niż sielankowy obrazek. By ochłonąć, by złapać dystans do otaczającej rzeczywistości i samej siebie Anna postanawia udać się w podróż. Daleką podróż na drugi kraniec świata, by znaleźć pomysł na swoją przyszłość. Trzydziestokilkuletnia singielka nie ma pojęcia, że ten urlop i ten wyjazd zmienią jej życie na zawsze oraz dadzą jej solidną życiową lekcję...

Fabuła powieści, którą czyta się niezwykle szybko oparta jest na bardzo popularnym w tego typu literaturze schemacie – ona jedna i ich dwoje. Jednego każe wybrać rozum, drugiego każe kochać serce. Jest to pomysł dość pospolity, a tym samym w pewnym sensie oszczędzający emocje, choć wcale nie sprawia, że lektura jest zła. Anna to bohaterka z jednej strony dojrzała, wykształcona, mająca stabilną sytuację zawodową, a z drugiej zagubiona w życiu emocjonalnym dziewczyna, która zachowuje się jak rozkapryszona panna. Panna, która nie potrafi wziąć życia we własne ręce. Wakacyjna, a dokładniej wietnamska miłość, dodaje lekturze pikanterii, romantyczności, lekkości. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że jest to współczesna bajka, która kończy się jedynym pasującym do niej zakończeniem. Jest też morał, który powinny sobie wziąć do serca panie szukające partnera. Nie warto w życiu kierować się desperacją, nie trzeba dążyć w kwestii uczuć na siłę do celu. Nie warto porywać się w miłości na ambicję i dopisywać do realnych sytuacji tego, co podpowiada nasza wyobraźnia.

„Ósmy cud świata” to lektura przyjemna, idealna na wieczór z kocykiem, herbatką i książką. To powieść, która promuje spojrzenie z dystansu na nas samych, co jest świetnym lekarstwem na życiowe dylematy. To tytuł, którego każdy rozdział rozpoczyna ciekawe wietnamskie powiedzenie. To wreszcie opowieść z doskonale oddanym wietnamskim klimatem, która wyraźnie daje do zrozumienia, że warto tam pojechać i zakosztować kultury, pięknych krajobrazów i występujących tam osobliwości świata natury oraz wspaniałej kuchni.

To idealna, bo ciepła historia na jesienne pluchy i zimowe chłody, która z pewnością rozgrzeje serca miłośniczek literatury z happy endem.

piątek, 20 października 2017

Iwona Dziura "Dziura w podróży"


Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2017
stron 216
ISBN 978-83-6196-831-3

Z Dziurą na Dzikim Wschodzie

Wielu czytelników kocha książki podróżnicze za to, że zabierają ich w niezbyt przyjazne turystyce komercyjnej miejsca, że pokazują zakątki, które nie goszczą w katalogach biur podróży. Poświęcając czas takiej lekturze ma się wrażenie, że z miłośnika literatury stajemy się współodkrywcami nowego, atrakcyjnego i swoją miarą egzotycznego świata, który kryje w sobie wiele tajemnic, piękna i interesujących szczegółów zapierających dech w piersi.

Tego typu książkę będącą zapisem podróży na Wschód napisała Iwona Dziura – pochodząca ze Śląska absolwentka filologii tureckiej, która jest osobą tryskającą humorem i podchodzi do życia z dystansem. W jej duszy drzemią ogromne złoża optymizmu i nimi właśnie zaraża swoich czytelników w trakcie lektury czy tego chcą czy nie. Poznając historię jej podróży do Rumunii i Mołdawii nie można się bowiem nie śmiać.
Wyprawa zaczyna się od niezbyt miłej sytuacji, która niejednego śmiałka zmusiłaby do powrotu do domu. Ginie cały bagaż autorki, a w nim karty kredytowe i najpotrzebniejsze rzeczy. Oczekiwanie na lotnisku męczy i nie daje rezultatu. Mimo to bez grosza przy duszy Iwona Dziura rozpoczyna zwiedzanie Rumunii i nie rezygnuje ze swoich planów. Z tarapatów udaje się w końcu wyjść obronną ręką i wszystko wraca do normy.

Iwona Dziura wiedzie nas przez Rumunię oraz Mołdawię pokazując przeróżne ich oblicza. Jest miejsce na obrazki z prowincji i miast. Pojawiają się ludzie będący podobnie jak Autorka w podróży i lokalni mieszkańcy. Każda odsłona pokazuje specyfikę miejsca, jego prawdziwe barwy i klimat. W trakcie wojaży nie brak humorystycznych sytuacji, nietuzinkowych zbiegów okoliczności i chochlików od losu, który lubi czasem płatać figle. Jeśli jednak ma się osobowość Iwony Dziury uśmiech z twarzy nie znika, żadna sytuacja nie wydaje się bez wyjścia i gdy trzeba zjawia się pomocna dłoń, która doda otuchy i pomoże bez czekania na rewanż. Iwona Dziura pokazuje, że można podróżować w świetny sposób bez korzystania z luksusowej infrastruktury, że właśnie tak poznając świat widzi się to, co istotne i ciekawe, co warte poznania i co stanowi prawdziwą istotę miejsc do których przybywamy. Nie potrzeba dużych pieniędzy by móc zapisać w duszy niesamowite wspomnienia, nie potrzeba wytwornych hoteli by poznać innych ludzi ciekawych świata.
Opisana relacja jest do bólu prawdziwa i żywa, realna i szczegółowa. Pokazuje tamtejszą rzeczywistość w wielu przeróżnych aspektach, nie omija tego, co może nie jest powodem do dumy, ale jest istotnym składnikiem otaczającego podróżującego świata.

Lekturę czyta się lekko i przyjemnie, a jej treść naturalnie pobudza naszą wyobraźnię. Przed oczami przesuwają się barwne obrazy, przeszłość i to, co teraz, spotkania z ludźmi i zabawne sytuacje, które pojawiają się jedna za drugą. Ta książka wzbudzi w wielu czytelnikach marzenie do spontanicznych, nie do końca zaplanowanych podróży, do szukania na własną rękę ciekawych szlaków do odwiedzenia, gdzie poczujemy smak prawdziwej przygody.

Gorąco polecam przeczytanie tego tytułu tym, którzy znużeni monotonią nie mają pomysłu na jedyne w swoim rodzaju wakacje, urlop czy podróż w czasie której dane będzie poczuć się niczym wielki odkrywca zdobywający dziewicze tereny.

czwartek, 5 października 2017

Joanna Lipowiczan, Bartosz Malinowski "Wielki Szlak Himalajski"





Wydawnictwo Bezdroża
data wydania 2017
stron 280
ISBN 978-83-2832-704-7

Niesamowity trekking u podnóża górskich kolosów


Czytanie książek odrywa nas od rzeczywistości. Gdy lektura się kończy mniej lub bardziej chętnie wracamy do prawdziwego życia. Są jednak książki, po których przeczytaniu robi się wszystko, by pozostać w opisanym przez autora świecie. Ma się go żywo przed oczami, a zachwytom nie ma końca. Do takich tytułów należy publikacja będąca zapisem trekkingu Wielkim Szlakiem Himalajskim, który był spełnionym marzeniem pewnej pary.

Joanna i Bartosz postawili sobie jeden cel. Trudny i wymagający. Stawili mu czoła samotnie bez pomocy osób trzecich. W drodze spędzili aż 120 dni. W nogach zostało 1700 kilometrów. Towarzyszyło im 64 kilogramów bagażu. Dali radę i jako pierwsi Polacy przeszli Wielki Szlak Himalajski, który został otwarty w 2011 roku. Za to osiągnięcie otrzymali wyróżnienie w kategorii Wyczyn Roku na Kolosach w 2015 roku. Osiągnięty cel dał podróżnikom wiele satysfakcji, ale był też niesamowitą próbą wobec możliwości ciała i dusza. Podróż wymagała na samym początku miesięcy przygotowań, załatwiania góry formalności, walki z biurokracją oraz ogromnego pakowania. Mimo solidnego wstępu na krętej drodze wyprawy i tak zdarzyło się wiele nieprzewidzianych zdarzeń, trudnych – wyglądających na patowe sytuacji i niespodzianek, które nie zawsze okazywały się miłe. Było pięknie, było emocjonująco, ale również trudno. Wyprawa wyssała wiele sił, potu i łez. W zamian trekkersi otrzymali piękne widoki, nowe znajomości, możliwość poznania dzikiej, dziewiczej przyrody oraz pełnego oblicza kraju, który odwiedza coraz więcej turystów. Nie zabrakło momentów euforii, zachwytu nad cudami natury, ale miały miejsce także chwile zwątpienia oraz bólu z powodu kontuzji.

Książka napisana jest w formie dziennika, w którym dzień po dniu zapisywane są przeżycia z trasy. Relacja nie jest sztuczna i wyidealizowana. Nie brak gorzkich słów i narzekań. Autorzy sumiennie pokazują trudy oraz wymagania trasy, która biegnie z dala od dobrych hoteli czy luksusowych restauracji. Wielokrotnie trzeba liczyć tylko na siebie i zmagać się z pogodą, pijawkami, wysokością czy błotem. Trzeba mierzyć się nie tylko z otaczającą rzeczywistością, ale i własnymi słabościami, lękami i ograniczeniami, które wyrastają przede wszystkim w ludzkim umyśle. Podróż nie jest łatwa, ale warto ją przebyć.

Książkę czyta się wybitnie przyjemnie, a lektura jest czymś więcej niż tylko czytelniczą ucztą. Jest też przygodą, która na długo zapisuje się w głowie. Tytuł wyjątkowo silnie zachęca, by odwiedzić Nepal. By zobaczyć jego wszelkie oblicza – stolicę, dżunglę, lodowce, bazy pod ośmiotysięcznikami, skalne krajobrazy i sielskie zielony doliny. Poczuć ostre górskie powietrze, w którym mało jest tlenu i posmakować regionalnej kuchni, która ma swoje specjały.

Autorzy wyraźnie pokazują, że realizacja marzeń wymaga wiele sił i poświęceń. Jednocześnie ich spełnianie nas hartuje, pokazuje granice ludzkich możliwości, a także pomaga poznać nas samych. Trudno rozstać się z tak wspaniałą i ciekawą lekturą pełną przepięknych zdjęć, map oraz opisów wyjątkowo malowniczych miejsc. Gorąco polecam ją tym, którzy góry kochają, lubią je odkrywać i eksplorować. Rekomenduję osobom, które lubią turystyczne wyzwania oraz poznawanie świata. To gotowy przepis na podróż życia, w której na nudę zdecydowanie nie ma miejsca.

czwartek, 28 września 2017

Wydawnictwo Kobiece poleca na jesień

Już nadeszła. Pani Jesień wyprosiła cieplutkie Lato i na dobre zadomowiła się na dobrych kilka tygodni. Zmienia się aura, spada temperatura, dni są coraz krótsze, a wieczory robią się długie. Te chwile najlepiej moim zdaniem spędzić w wygodnym fotelu pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty i dobrą książką, która zaprowadzi nas do magicznego świata literatury.




W tym okresie Wydawcy zasypują nas morzem nowości i wznowień. W ogromie propozycji dziś chciałabym polecić Wam trzy książki które ukażą się niedługo nakładem Wydawnictwa Kobiecego, które mim zdaniem warto przeczytać. Od razu dodam, że ich recenzje ukażą się jeszcze w tym roku na moim blogu.

Propozycja nr 1
PSIEGO NAJLEPSZEGO premiera 23. 11. 2017
Kolejna cudna książka bestsellerowego Camerona, autora kinowego "Był sobie pies". Życie Josha wywraca się do góry nogami gdy pewnego dnia poznaje Lucy – ciężarną suczkę, która szuka domu. Głębokie spojrzenie brązowych oczu pełnych czułości nie pozostawia mu wyboru. Mimo braku doświadczenia i początkowej niechęci Josh decyduje się zająć suczką i jej szczeniętami najlepiej jak potrafi. Poszukując pomocy w schronisku, poznaje kolejną kobietę, która odmieni jego życie – piękną Kerri.

Propozycja nr 2

ŚWIĄTECZNE MARZENIE premiera 10. 11. 2017
Urokliwa opowieść o spontanicznym uczuciu, które otula dwoje ludzi w świątecznej scenerii. Meg zawsze marzyła o perfekcyjnych świętach i ma plan takie sprawić swojemu małemu synkowi. Co z tego, że na idealnym obrazku brakuje męża? Jednak kiedy kobieta spotyka intrygującego Edda zaczyna czuć potrzebę mężczyzny przy boku w tym wyjątkowym dniu. Problem w tym, że architekt mieszka aż za oceanem… Czy Meg odważy się ruszyć w pogoń za głosem serca? Ciepła i poruszająca opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku, pióra niezrównanej Amandy Prowse.

Propozycja nr 3

 OŚWIADCZYNY premiera 17. 11. 2017
Romantyczna podróż w czasie z olśniewających balów debiutantek w Londynie na przykryte zimowym puchem ulice współczesnego Manhattanu. Niepoprawna romantyczka Amy nie ma nic do stracenia, kiedy tuż przed Bożym Narodzeniem porzuca ją ukochany i zostaje całkiem sama tysiące kilometrów od rodziny. Odpowiadając na ogłoszenie o osobę do towarzystwa dla tajemniczej starszej pani, nie spodziewa się, że odkryje namiętną historię, która czekała pięćdziesiąt lat, zanim ktoś ją opowie. Wkrótce Amy wyrusza do Nowego Jorku w towarzystwie ekscentrycznej Georgii Hamilton. Dystyngowana dama nie tylko zaczyna udzielać dziewczynie lekcji dobrego stylu, ale odsłania przed nią bolesną historię z przeszłości. Czy miłość to siła tak potężna, aby wzniecić wspomnienia dni, które minęły dawno temu?


piątek, 22 września 2017

Mairi Wilson "List z przeszłości"



Wydawnictwo Kobiece
data premiery 6 październik 2017
stron 528
ISBN 978-83-65740-70-0

Skradziona tożsamość

Temat rodzinnych tajemnic i sekretów z przeszłości bardzo często pojawia się w fabułach powieści obyczajowych. Pewnych czytelników może ten fakt nużyć, ale ja uwielbiam książki oparte o zagmatwane wczoraj, które kładzie się cieniem na losy bohaterów i komplikuje ich życie. Przeszłość lubi wracać, lubi burzyć teraźniejszość i przyszłość. Przeszłość nie zawsze odchodzi bezpowrotnie. Przeszłość to świetny fundament pod ekscytującą fabułę, która sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Udowodniła to Mairi Wilson opowiadając o losach Lexy Show i jej bliskich.

Rok 2014. W krótkim odstępie czasu Lexy traci dwie bliskie osoby. W wypadku samochodowym którego sprawdza zbiegł ginie Isobel - matka głównej bohaterki. Kilka dni potem umiera po upadku ze schodów w swoim domu niania Isobel - Ursula. Kobieta cały swój majątek zapisuje Lexy, choć jak wskazują dokumenty posiada syna. Lexi jedzie do Endynburga by uporządkować sprawy spadkowe i w jej ręce trafiają listy oraz dzienniki z przeszłości. Ich treść jest na tyle mocna i wstrząsająca, że pani Shaw zamiast urządzić pogrzeb skremowanej matki jedzie do upalnego Malawi w Afryce by rozwikłać niejasności. Nie ma jednak żadnego pojęcia o tym, że tą podróżą otwiera furtkę do przeszłości i wyjścia na jaw faktów, które na zawsze zmienią jej życie i ją samą. 
Biorąc do ręki powieść "List z przeszłości" podróżujemy w czasie i przestrzeni między Szkocją a Malawi. Odkrywamy wraz z główną bohaterką zagadkę, która jest ogromnie skomplikowana i zagmatwana. Czeka nas naprawdę emocjonująca przygoda z książką w ręce.

Ta powieść miała być dla mnie skutecznym antidotum na smutek związany z odejściem lata, kiepską aurą za oknem i nieustanie spadającą temperaturą. Liczyłam, że zastąpi mi choć troszkę słońce i odciągnie myśli od faktu, że idzie ku zimie, co wprawia mnie w depresyjny nastrój. Czy tak się stało? O tak! Rozczytując się w perypetiach Lexy i jej bliskich, a także postaci o których istnieniu nie miała pojęcia zatraciłam się w treści bez reszty. Dałam się ponieść wartkiej akcji i przeszłości sprzed pół wieku, która na zawsze zmieniła życie wielu osób.
Bohaterowie wykreowani w umyśle autorki są wyraziści i jednoznaczni, ale w trakcie czytania zmieniłam stosunek do pewnych postaci. Przestałam współczuć, a zaczęłam obwiniać. Przestałam lubić i traktować jak ofiarę, a zaczęłam doszukiwać się pewnych przewinień. I to właśnie jeden z wielu atutów tej książki, choć dopatrzyłam się i małego minusu. Akcja toczy się przez dłuższy czas w Afryce a jednak zabrakło mi atmosfery i klimatu Czarnego Lądu. Szkocja została już ujęta idealnie i łatwo poczułam jej wpływ na tło fabuły.

Wielkim plusem powieści jest doskonale przemyślana i dopracowana fabuła, znakomite operowanie słowem, krótkie aczkolwiek precyzyjne i żywe opisy. Świetne jest także zakończenie, które trzyma w napięciu i dodaje całej książce uroku. "List z przeszłości" zrobił na mnie ogromne wrażenie i ukazał siłę talentu Mairi Wilson. Lektura jest warta polecenia i rekomendacji. Myślę, że spodoba się nawet tym, którzy są niezwykle wymagającymi odbiorcami literatury obyczajowej.

czwartek, 14 września 2017

Anna Brzezińska "Córki Wawelu"






Wydawnictwo Literackie
data wydania premiera 14 wrzesień 2017
stron 696 
ISBN 978-83-0806-393-4

Opowieść o królewnach i karlicy

Schyłek panowania dynastii Jagiellonów w Polsce to moja ulubiona epoka historyczna. W tym okresie Rzeczpospolita była mocarstwem i liczyła się na mapie politycznej Europy. Niestety syn Zygmunta Starego - August mimo iż był trzykrotnie żonaty zmarł bezpotomnie. Syn królowej Bony miał cztery siostry rodzone i jedną przyrodnią. To właśnie jagiellońskim królewnom jest poświęcona obszerna publikacja Anny Brzezińskiej, która ma w swoim dorobku powieści z gatunku fantasy wydawane pod pseudonimem Sigrid.

"Córki Wawelu" to książka historyczna, którą już na samym początku jej rekomendacji ocenię krótko aczkolwiek treściwie. Po prostu WSPANIAŁA.
Jej treść odkrywałam dwutorowo. Z jednej strony pasjonowałam się losami karlicy Dosi, która trafiła na wawelski dwór, z drugiej poznawałam epokę w której rozgrywa się akcja powieści, a dzięki temu, że autorka przestawiła ją w sposób precyzyjny, ciekawy i bardzo szczegółowy dowiedziałam się bardzo wiele i ogromnie poszerzyłam swoją wiedzę. 

Regina pochodzi z podkrakowskiej wsi. Jest biedna i marzy o lepszym życiu. Jak wiele dziewczyn w jej wieku i sytuacji postanawia poszukać szczęścia w Krakowie. W podwawelskim grodzie podejmuje pracę służącej u słodownika mistrza Bartłomieja. Jej pracodawca wymaga od niej nie tylko usług dotyczących prac domowych. Wykorzystuje naiwną dziewczynę seksualnie wbrew jej woli. Regina jest bezsilna i nie ma nic do gadania. Nie ma komu się poskarżyć i wyjawić swojej krzywdy. Nikt nie uwierzy ubogiej służącej, każdy potępi ją i uzna winę biedniejszej. Z tego związku rodzi się potajemnie dziecko, które jest upośledzone. Mały potworek płci kobiecej po krętej drodze dzieciństwa i młodości trafia w końcu na królewski dwór. Karły są w XVI wieku w modzie i cenie. I tak zaczyna się niezwykła dworska przygoda dziewczynki w ciele karła...

"Córki Wawelu" to znakomita lektura, którą czyta się długo i bardzo przyjemnie. Nie można przeczytać jej w jeden wieczór, ale każda chwila spędzona przy jej poznaniu to czytelniczy raj. Książka jest w aptekarskich szczegółach dopracowana, a Autorka - znakomita znawczyni epoki pozwala poznać ją dogłębnie i w różnych aspektach. Na jej kartach ukazane jest życie przeróżnych warstw społecznych. Biednych i bogatych. Kobiet przede wszystkim, ale i mężczyzn, którzy w tamtych wiekach zdominowali świat płci pięknej. W tej rzeczywistości kobiety mają być ciche i pokorne, posłuszne i podporządkowane. Tylko nieliczne z nich jak choćby królowa Bona próbują walczyć o swoje. My czytelnicy poznajemy ten nieprzyjazny niewiastom świat oczami karlicy Dosi, która była postacią historyczną. Dosia choć upośledzona na ciele dociera najwyżej jak można. Mieszka na królewskim dworze. Bierze udział w dworskim życiu obok królowej i jej córek. Królewien, który choć urodziły się najwyżej jak można wcale nie miały beztroskiego życia.

W lekturze znajdziemy to, czego nie zawierają podręczniki szkolne czy akademickie. Znajdziemy ówczesne życie, zajrzymy na biedne zaułki, zakątki, gdzie żyją najbardziej ubodzy i damy lekkich obyczajów. Zobaczymy jak funkcjonowało ówczesne społeczeństwo, jakie były zwyczaje, tradycje, przesądy i jak wyglądał dzień służącej a jak królewny. Autorka obdarza mnóstwem przepięknych, długich, ale nienużących opisów, które barwnie dokumentują Kraków tamtych lat, które ukazują prawdziwe obrazy. Czytając je ma się wrażenie rzeczywistej obecności w tamtych, tak odległych czasach. Ta książka to kopalnia wiedzy przekazanej w sposób ciekawy, plastyczny i przemawiający do czytelnika.

Ta lektura jest inna od wszystkich książek dotyczących tego tematu, które czytałam, a dodam, że było ich sporo. To książka, która mówi do wyobraźni, która dostarcza emocji, która pozwala przenieść się w czasie i zasmakować życia w innych realiach. Gorąco jej przeczytanie polecam. Mistrzowskie dzieło, którego nigdy nie zapomnę, bo rzadko kiedy aż tak bardzo zatracam się w słowie pisanym.



niedziela, 3 września 2017

Mary E. Pearson "Fałszywy pocałunek"


Wydawnictwo Initium
data wydania 2017
stron 432
ISBN 978-83-6257-7545

Romantyczna baśń dla młodzieży i dorosłych

Wielu czytelników, którzy jako dzieci lubiło baśnie, w życiu dorosłym zaczytuje się w fantasy. Dzięki książkom należącym do takiego gatunku znów można zajrzeć do wykreowanych w umysłach pisarzy królestw, poznać przygody rycerzy, utożsamić się z księżniczką czy zatracić się w świecie magii, który kusi niczym piękna rusałka. Dla miłośników tego typu literatury Wydawnictwo Initium przygotowało nie lada gratkę. Jest nią cykl Kroniki Ocalałych, a jego pierwszy tom nosi tytuł „Fałszywy pocałunek”. Książka posiada prześliczną okładkę, która rzuca się w oczy i kusi „sięgnij po mnie”. Czy warto to zrobić? Po lekturze zdecydowanie powiem tak, bo ta historia okazuje się miłą i urzekającą powieścią, która ma wiele walorów.

Lia pierwsza córka domu Morrighanów jest księżniczką, a za koroną idą obowiązki. Od młodej panny rodzice i tradycja wymagają mariażu z wyrachowania. Lia wychowana w świecie obowiązku, konwenansów i szacunku dla przeszłości ma poślubić mężczyznę, który zapewni jej królestwu sojusz polityczny, stabilizację i spokój. Problem w tym, że panna młoda ma zobaczyć przyszłego męża dopiero na ślubnej uroczystości. Nie ma pojęcia jak on wygląda, jaki ma charakter, jaką osobowość. Dziewczyna nie chce poświęcić siebie na ołtarzu polityki i w dniu ślubu decyduje się na ucieczkę wraz ze swoją służącą. Na moment przed ceremonią ucieka konno w nieznane. To dowód buntu przed małżeństwem bez miłości, na życie u boku człowieka, którego nie wybrało jej serce. Lia wie, że będzie ścigana, wie, że sporo ryzykuje, ale mimo to wsiada na konia i udaje się do obcego świata, by tam zacząć nowe życie i odnaleźć swoją miłość. Szczęśliwie dociera do odległej wsi i zaczyna pracę w tawernie. Nie ma pojęcia, że ktoś udaje się pod przebraniem jej śladem i że to ktoś, kogo ślepo odtrąciła...

Pierwszy tom Kronik Ocalałych ma to do siebie, że od pierwszej strony wciąga i przyciąga mocno uwagę czytelnika. Ma to miejsce za sprawą magii i świetnego wykreowania uroczego królestwa w którym przyszła na świat księżniczka, która powiedziała stanowcze „nie” życiu bez miłości. Zbuntowana Lia jest bohaterką, która ma wyrazistą, pełną odwagi osobowość i szuka prawdziwego uczucia. Od pierwszych stron łatwo odgadnąć zatem, że będzie to książka o miłości, jej szukaniu i odkrywaniu. Dodatkowo fabuła została okraszona przygodą, magią i klimatem baśni, który zabiera daleko od realnej rzeczywistości. Powieść ma kilku narratorów jednak pierwsze skrzypce odgrywa wśród nich właśnie Lia. Panna, która choć nosi koronę, stąpa twardo po ziemi, jest sprytna, wie czego chce i realizuje swoje cele z determinacją. Obce jej delikatne pozy mimozy i zachcianki. Lia ma w sobie tę iskierkę, za którą czytelnicy bezapelacyjnie ją pokochają od samego początku. Równie ciekawie udało się Autorce odmalować dwie męskie postacie, a każda z nich intryguje i zaciekawia. Plusem książki są również ciekawe opisy świata, w którym rozgrywa się akcja. Wszystko odmalowane jest z aptekarską dokładnością i pełne szczegółów, a przy tym nie brak eleganckiego stylu i zgrabnego operowania piórem. Atutem książki są również wątki fantastyczne.

„Fałszywy pocałunek” czyta się z przyjemnością i lekkością. Tytuł nie jest trudny w odbiorze, a wykorzystane popularne schematy wcale nie nużą, a tylko dodają uroku. To dobry początek cyklu.
Kto lubi przygodę, romans, magię musi poznać opowieść o perypetiach niesfornej księżniczki, która zamiast powinności wobec poddanych wybrała zwyczajne życie.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Piotr Pustelnik, Piotr Trybalski "Ja, pustelnik. Autobiografia"






Wydawnictwo Literackie 
data premiery 14 wrzesień 2017
stron 494
ISBN 978-83-0806-319-4

O himalaiście, który został polarnikiem

Książka przybliżająca sylwetkę jednego z najbardziej znanych i cenionych polskich himalaistów to lektura łącząca dwa gatunki - literaturę wysokogórską i biografię. Czytałam ją zachłannie, na jednym wdechu. To tytuł, który zasługuje na najwyższe uznanie, a czyta się go niczym wyborną powieść przygodową. Publikacja powstała w wyniku wielu godzin rozmów i przedstawia bardzo wyczerpująco drogę po koronę złożoną z "himalajskich brylantów". Ale nie tylko to składa się na jej treść. To także ukazanie zmian zachodzących w alpinistycznym środowisku na przełomie wielu lat i uświadomienie czytelnikom jak bardzo bakcyl wspinania po himalajskich szczytach wpływa na człowieka ogarniętego tą pasją i jego otoczenie.

Gdy Pan Piotr przyszedł na świat pewnie nikt nie wróżył mu himalajskiej kariery. Jako dziecko miał poważne problemy kardiologiczne, które mogły wykluczyć tak wyczerpującą pasję.  Na szczęście serce okazało się wytrzymałe na rozpoczęcie wspinaczkowej kariery i pozwoliło poskromić wiele wierzchołków. Oczywiście zaczęło się od Tatr. Droga na ośmiotysięczniki była kręta i nietuzinkowa, inna niż kolegów po fachu, którzy osiągnęli wielkie sukcesy. A mimo to udało się zdobyć wszystkie 14 najwyższych szczytów na Ziemi. Niektóre z nich okazywały się łaskawe za pierwszym wejściem, inne wymagały kilku prób by dały się złoić. Piotr Pustelnik wspinał się w różnym stylu, z wieloma partnerami wśród których nie brak himalajskich sław (Wanda Rutkiewicz, Artur Hajzer, Piotr Morawski). Na wyprawach zdarzyło się wiele przygód, niespodzianek, ale i nie zabrakło momentów groźnych, tragicznych naznaczonych śmiercią towarzyszy liny. Psikusy płatała pogoda, ale i  psychika. Nie zabrakło otarcia się o śmierć, chwil zwątpienia, żałoby, ale i radości z osiągniętego celu. Czytając relacje z wszystkich wypraw na himalajskie olbrzymy można szukać odpowiedzi czym góry przyciągają człowieka, że brnie po linie narażać życie i zdrowie, co w nich jest tak wyjątkowego, że skutecznie niczym najatrakcyjniejsza kochanka odciągają od rodziny i dzieci.
Mimo że w publikacji życie prywatne alpinisty jest zepchnięte na margines łatwo odkryłam, że bycie żoną mężczyzny z taką pasją to trudne wyzwanie, a taki związek wymaga wiele, bardzo wiele cierpliwości i kompromisów. Góry bowiem za swe poskramianie żądają poświęcenia nie tylko alpinisty, ale i jego rodziny.

W relacjach widać ogromną chęć przybliżenia górskiego świata zwyczajnym ludziom, którzy nie znają reguł gry na sporych wysokościach, którzy nigdy nie byli na wyczerpującej górskiej wycieczce i nie poczuli trudu wejścia na szczyt. Temu służy wyjaśnienie na początku książki terminologii górskiej i slangu niezwykle hermetycznego środowiska. Nie brak także głosu dzieci głównego bohatera i opowieści o tym, co dalej po górach, co zajmuje czas na górskiej emeryturze.
"Ja pustelnik. Autobiografia"  to wybitna pozycja, która zyskuje w mojej opinii status bestsellera i jednej z najlepszych książek jakie dane mi było czytać w ostatnim pięcioleciu. Gorąco polecam.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Paweł Rochala "Ballada o czarownicy"





Wydawnictwo Czarno na Białym 
data wydania 2017
stron 628
ISBN 978-83-6437-426-5

Gdy życie przeplata się z baśnią


„Ballada o czarownicy” to lektura, która potwierdza, że napisanie doskonałej powieści historycznej wymaga nie tylko wiedzy o przeszłości, ale również bujnej wyobraźni, która kreuje wydarzenia z pogranicza baśni i prawdziwej rzeczywistości. Gdy oba elementy zostają perfekcyjnie splecione efekt jest olśniewający, a książka staje się lekturą idealną, którą pochłania się z niekłamaną przyjemnością.

Autor przenosi nas w czasie w odległą przeszłość do roku 1241. Nastają wtedy dla Polski niespokojne czasy. Kraj osłabiony rozbiciem dzielnicowym musi zmagać się z najazdem wrogów ze wschodu – tatarskich hord, które grabią i niszczą, palą i gwałcą. Wizje przyszłości są przerażające, a niektóre z nich przewidują nawet koniec świata. W brutalnej rzeczywistości toczy się mimo wszystko zwyczajne życie – zakwita miłość, pojawia się zazdrość, a ludzkie namiętności biorą górę. W takim właśnie świecie osadza swoich bohaterów Paweł Rochala, a korowód wykreowanych przez niego postaci jest niezwykle barwny i różnorodny. Osadzeni w fabule bohaterowie wywodzą się z różnych stanów, a każdy z nich jest wyrazisty, charakterystyczny i nietuzinkowy. Krakowska wojewodzianka Gertrudka rzuca miłosny urok na giermka Wojdę. Odczynienia tego uroku podejmuje się zielarka, która ma na imię Anucha. I tu los płata dziewczynie figla, bo sama zakochuje się w Wojdzie. Parę dzielą ogromne różnice stanowe, a trwająca zawierucha wojenna też nie sprzyja budowaniu szczęścia. Kto wygra – miłość czy złe okoliczności i życiowe przeszkody? Czyja siła okaże się mocniejsza?

„Balladę o czarownicy” trudno pochłonąć w jeden wieczór, bo to gruby tom. Wydawca wydał go w przyjemnym formacie, ale czcionka jest zbyt drobna i szybko męczy wzrok. Odkładanie książki wyłącznie z tego powodu mocno irytuje, bo tytuł czyta się świetnie, a jego treść ogromnie wciąga. Co zatem stanowi o atrakcyjności książki? Otóż powieść ma bardzo wiele walorów.

Autor zaprasza nas do świat niezwykle tajemniczego, do rzeczywistości z pogranicza realności i fantazji. Dla współczesnego czytelnika jest ona bardzo pociągająca, egzotyczna i ma wiele sekretów. Dziś w dobie cyfryzacji wydaje się ona być prawie nierzeczywista, ale tak właśnie przed wiekami było. Wojna o ludzkie dusze to ciekawy pomysł o jaki została uatrakcyjniona fabuła. Opisy to już istne arcydzieło. Do namalowania słowami ówczesnej rzeczywistości Paweł Rochala przyłożył się doskonale. Czytane opisy wydają się żywe, rzeczywiste, barwne i wręcz tętniące najdrobniejszymi szczegółami. Ich czytanie jest ogromną przyjemnością a wyobraźnia tych, którzy sięgnęli po ten tytuł jest mocno pobudzona. Sceny miłosne, opisy przyrody i treści batalistyczne związane z najazdami tatarskimi przeplatają się z ucztami, debatami przy stole i rozterkami duszy bohaterek. A wszystko jest tak namacalne, tak wiarygodnie odrysowane, że nie sposób nie poczuć klimatu tamtych czasów.

Ta powieść to nie tylko świetna czytelnicza przygoda z wieloma ciekawymi scenami, ale też niezwykle wymowna lekcja historii. Ten tytuł przybliża w sposób bardzo plastyczny ówczesne realia, tradycje, poglądy jakie mieli wtedy ludzie wywodzący się z różnych stanów. Książka pokazuje rolę religii i wiary, zwyczajną codzienność i świat, który diametralnie różni się w każdym aspekcie od dzisiejszej rzeczywistości. Warto spędzić z tą lekturą kilka wieczorów. Będą one pełne emocji i przeróżnych wrażeń. Z tytułu płynie pewien niepodważalny morał- świat się zmienia, styl życia się zmienia, ale natura ludzka mimo upływu wieków nadal popełnia te same błędy, hołduje tym samym wadom i kieruje się zbyt impulsywnie emocjami.

Powieść jak najbardziej chwalę i polecam tym, którzy lubią zagłębiać się w zamierzchłych czasach i przeszłości.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Julie Israel "Indeks szczęścia Juniper Lemon"



Wydawnictwo IUVI
data wydania 2017
stron 372
ISBN 978-83-7966-036-0

Szczęście jest kruche i lubi wymykać się nam z rąk

Szczęście nie jest dane nam na stałe. Szczęście to są tylko chwile. Często będąc szczęśliwi nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero kiedy szczęście przed nami umknie, czujemy jego brak. Dopiero wtedy jak dotknie nas jakaś strata doceniamy to, co mieliśmy, co było nam dane, a co los nie pytając o zdanie zabrał bezpowrotnie.

Świat nastoletniej Juniper wali się pewnego letniego lipcowego dnia, gdy ginie w wypadku samochodowym jej starsza siostra. Cała rodzina pogrąża się w bólu i żałobie. Mija sześćdziesiąt pięć smutnych dni wypełnionych tęsknotą, łzami i próbą godzenia się z ogromną stratą. I nagle w torebce nieżyjącej siostry Juniper odkrywa list. List, o którym nie miała pojęcia, a z którego wynika, że Camilla przed śmiercią była z kimś związana i chciała ten związek zerwać. Rozpoczyna się siostrzane śledztwo, które ma na celu odkryć kim jest tajemniczy „Ty”. Rozpoczyna się nowy etap godzenia się z odejściem, a grzebanie w cudzej przeszłości odkrywa przed chcącą rozwikłać sekret nastolatką nowe możliwości, nowe drogi i nowe relacje. Stare układy przechodzą metamorfozy, a Juniper staje się inną osobą...

Z opisu wydawcy płynie informacja, że to świetna książka. To zbyt mało, bowiem ta lektura jest genialna. Powieść ma w sobie ukryte drugie dno i ważne przesłanie. Nie powinno się pomagać na siłę, nie można wejść zbyt dogłębnie w cudzą prywatność i ingerować wbrew woli kogoś, kto ma kłopoty. Grzebanie w przeszłości też jest niebezpieczną grą, bo informacje, które ujrzą światło dzienne mogą nas ogromnie zaskoczyć i zaszokować.
Ta powieść to nie tylko książka dla młodzieży. Może ją przeczytać każdy, kto lubi historie chwytające za serce, a opowiadające o prawdziwym życiu, w którym trzeba niejednokrotnie zmierzyć się z trudnymi sytuacjami, które mogą nas przerastać. Książka uczy, że życie jest często za krótkie i nieprzewidywalne. Dlatego trzeba je rwać pełnymi garściami, ale też trzeba uważać na swoje słowa i czyny.
Postać głównej bohaterki jest niezwykle ciekawa. Nastoletnia dziewczyna pokazuje jak radzić sobie ze stratą, jak koić ból, ale i jak zachować pamięć o bliskiej osobie, do której miłość nie wygasa nawet po śmierci. Juniper błądzi, poddaje się emocjom, szuka wsparcia. Czuje się zagubiona, a rodzice skupieni na swoim cierpieniu zapominają, że mają jeszcze drugie dziecko. Juniper przechodzi przemianę, uczy się życia, wyciąga wnioski ze swoich błędów. Jest postacią, która budzi wyjątkową sympatię i ciepłe uczucia.

Powieść Julie Israel to mądra i interesująca historia, to lektura dojrzała i wartościowa. Czyta się ją z ciekawością, a lekturze towarzyszą nie tylko emocje, ale i refleksje nad kruchością życia i szczęścia. Ma się wrażenie, że główna bohaterka i jej rodzina to ktoś nam bliski i znany od dawna. Najbardziej zaskakującym momentem książki jest jej zakończenie, które osobiście mocno mną wstrząsnęło, ale i uświadomiło, że w życiu najważniejsze jest to, co będzie, najistotniejsze jest jutro a nie wczoraj. Z serca polecam lekturę tej powieści tym, którzy mają wrażliwe serca i tym, którzy są w podobnej sytuacji jak Juniper Lemon, którzy po stracie muszą żyć dalej i ułożyć sobie życie i świat od nowa. Przeczytanie tego tytułu z pewnością doda otuchy i stanie się dobrym drogowskazem.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Anna McPartlin "To, co nas dzieli"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 416
ISBN 978-83-276-2838-1

Niespodziewane spotkanie po latach

Przyjaźnie nawiązane w dzieciństwie są wyjątkowe. Zwykle jednak po wejściu w dorosłość kończą się. Nawet najbardziej zażyłe relacje ulegają rozwidleniu życiowych dróg. Oczywiście zdarza się, że później w życiu przyjaciół z dzieciństwa. Ale te spotkania zwykle rozczarowują, pokazują jak bardzo się zmieniliśmy, jak oszlifowało nas dorosłe życie, życiowe doświadczenia i ciosy od losu. 
 
Eve i Lilly w początkowych latach  były niczym papużki nierozłączki. Spędzały ze sobą wiele czasu, odwiedzały się, wiedziały o sobie wszystko i dzieliły ze sobą nawet najbardziej intymne sekrety. Gdy miały osiemnaście lat, gdy stały na progu dorosłego życia ich ścieżki za sprawą pewnych wydarzeń rozłączyły się. Minęło dwadzieścia lat a dorosłe kobiety spotkały się w dość smutnych i nieoczekiwanych okolicznościach. Eve powróciła w rodzinne strony mając na swoim koncie zawodowym karierę projektantki biżuterii. Lily udała się na kolejny dyżur pielęgniarski do szpitala. W tę noc jedną z jej podopiecznych okazała się jej dawna przyjaciółka przywieziona jako ofiara wypadku samochodowego. Czy to przypadkowe, kompletnie niezaplanowane spotkanie okaże się idealną okazją do odbudowy prawie siostrzanych relacji? Eve wkracza w ten czas z sekretem, który powierza dawnej przyjaciółce. Czy to zdarzenie odnowi bliskie relacje? Czy można po latach wejść do tej samej wody?

To trzecia książka Anny McPartlin którą miałam okazję przeczytać. Nie jest tak genialna jak "Ostatnie dni królika", ale to całkiem dobra książka, która wzrusza i pokazuje jakim prawom podlegamy idąc przez życie. 
Czytając tę powieść w kolejności niechronologicznej poznajemy losy dwóch dziewczyn, kobiet i przyjaciółek, które idą przez dorosłe życie odmienną ścieżką. Ich wcześniejsze relacje poznajemy ze wspomnień i listów. Każda z bohaterek jest inna, a zarazem każda nieidealna. Jedna ulega w dorosłym życiu pragnieniu powrotu do przeszłości, wejścia w ten sam związek, który kiedyś sama podeptała. Druga idzie przez życie z młodzieńczą miłością jednak jej sakramentalny związek jest daleki od ideału. To Lily poświęca więcej, to ona jest fundamentem i podporą, to ona daje z siebie wszystko, pracuje na rzecz domu i rodziny nie będąc docenioną. 
Fabuła wskazuje na jedno - zmieniamy się czy tego chcemy czy nie. Patrząc wstecz dostrzegamy swoje błędy i porażki. To naturalne, że chcemy je zmienić, naprawić, ale czy zawsze się da? Czy to możliwe albo czy my potrafimy? 
Ta powieść jest książką wymagającą i trudną, bo musimy szczerze stanąć w prawdzie, ocenić i podsumować. To lektura dojrzała, która pokazuje istotę dorosłego życia i słabość młodzieńczych fantazji oraz planów. 
Życie weryfikuje nasze marzenia, życie nie zawsze daje drugą szansę. Apeluję, byście dali szansę tej książce, która może nie jest tytułem mistrzowskim, ale z pewnością zmusi Was do zastanowienia się nad tym, co ważne i istotne.

czwartek, 10 sierpnia 2017

John Porter "Przeżyć dzień jak tygrys"





Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2017
stron 352
ISBN 978-83-6196-828-3

O zdobywaniu gór


Książka Johna Portera opowiada o niezwykłym człowieku i wspinaczu, dla którego liczyło się samo wspinanie a niekoniecznie liczby i statystyki. Alex MacIntyre nie dbał bowiem o to, by zdobyć Koronę Himalajów czy Koronę Ziemi, ale by przechodzić ściany trudne technicznie i dziewicze. Czerpał niesamowitą satysfakcję z samej wspinaczki, wytyczania nowych dróg i pobytu w górach. Jego łojenie gór cechowała radość, spontaniczność i frajda z używania lin oraz sprzętu wspinaczkowego. Książka oddaje jak bardzo niezwykła i nietuzinkowa jest jego postać i pokazuje jak mocno ukochana pasja może zmienić życie i nadać mu wyjątkowy smak.

Postać nieżyjącego już brytyjskiego wspinacza przedstawia jego wspinaczkowy partner i nie jest to bez znaczenia. Autor przeżył bowiem z bohaterem książki niejedną przygodę w górach i trudną chwilę na wysokości, przeszedł niejeden wyciąg. To sprawia, że ta opowieść jest wyrazista, autentyczna i bezpośrednia. Z tytułu wyłania się młody człowiek, który ma apetyt na życie, choć miewa rzadko gorsze chwile. Mężczyzna pełen werwy, chcący żyć intensywnie, chcący rwać życie pełnymi garściami. Podchodzi do świata na luzie, z dystansem i uśmiechem. To taki typ niepokorny, który miał odwagę żyć i przeżywać każdy dzień tak jak chciał. Przeczuwał jakie niebezpieczeństwo w górach jest dla niego szczególnie niebezpieczne i jakby wyczuł, co zbyt szybko, bo w wieku 28 lat zabrało go z tego świata.

Alex MacIntyre lubił wspinać się szybko i na lekko – bez zbędnego obciążenia sprzętem. Był jednym z prekursorów stylu alpejskiego, który zmienił oblicze wspinaczki i dał nowe możliwości w osiąganiu górskich celów i łojeniu szczytów. Tę postać na trwale zapisaną w górskie kroniki można określić mianem proroka, bowiem młody człowiek potrafił przewidzieć w którą stronę pokręci się wspinaczkowa karuzela i jaka będzie przyszłość górskich wypraw. Alex miał na punkcie tego stylu obsesję i okazał się znakomitym wróżem.

Dzięki lekturze tej wspaniałej publikacji poznałam ciekawą postać, ale nie tylko. Spojrzałam także na pokolenie polskich wspinaczy – rówieśników Alexa oczami obcokrajowców. W lekturze bowiem mnóstwo jest polskich śladów bowiem wieloletnim partnerem MacIntyre'a i jego rodaków byli polscy himalaiści: przede wszystkim Wojciech Kurtyka i inni. Opisy polskiej komunistycznej rzeczywistości oczami ludzi z Zachodu dodają książce lekkości i humoru.

Lektura zrobiła na mnie ogromne i jak najbardziej pozytywne wrażenie. Chłonęłam ją i odkładałam, by w sieci poszukać jeszcze dodatkowych materiałów związanych z jej treścią. Ciekawie było cofnąć się w czasie do korzeni stylu, który dziś jest oprócz komercji w górach dominujący. Moja wiedza w zakresie tematyki jaką obejmuje książka została bardzo poszerzona. Wyjątkowy smak miały opowiedziane przygody przeżyte w różnych zakątkach górskiego świata. Szkoda, że śmierć i góry upomniały się o brytyjskiego wspinacza tak szybko. Z pewnością byłoby o nim bardzo głośno. Tytuł polecam tym, którzy lubią dobre biografie, lektury o górach i tych, którzy lubią je zdobywać. Wspaniała publikacja uzupełniona jest wyjątkowymi zdjęciami, a Wydawca wydał ją wyjątkowo staranie co jeszcze dodaje uroku szalenie ciekawej treści.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Natasza Goerke "Tam"


Wydawnictwo Czarne 
data wydania 2017
stron 152
ISBN 978-83-8049-478-7

Tam, czyli gdzie?

„Tam” Nataszy Goerke to książka z gatunku reportażu nosząca bardzo zagadkowy tytuł. Tam, czyli gdzie?

Tam, to setki kilometrów od Polski w kraju, który wielu zalicza do Czwartego Świata ze względu na sytuację ekonomiczno-gospodarczą. Tam, to państwo, które słynie z najpiękniejszych tras trekkingowych na świecie. Tam, to znaczy w Nepalu, który autorka pokochała tak mocno, że stał się jej drugim domem, drugą ojczyzną.

Po raz pierwszy Natasza Goerke odwiedziła ten zakątek świata ponad trzydzieści lat temu. Wtedy jeszcze podróże do Nepalu nie były tak popularne, a zwyczajni turyści nie próbowali poskromić ośmiotysięcznych szczytów. Najwyższe góry były dostępne tylko dla zawodowych wspinaczy, a w Katmandu było kilka hoteli, jedna piekarnia i niewiele więcej restauracji. Świat się zmienił, Nepal też, a jego stolica rozrosła się. Zamieszkuje ją więcej przybyszów z prowincji i odwiedzają tłumy turystów z całego świata. Dotarły tam nowinki techniczne, pojawiła się grupa rodowitych bogaczy a krajobraz miasta zmieniło i zmodyfikowało niejedno trzęsienie ziemi. Autorka z wielką pasją i miłością ku temu krajowi oddaje na kartach swej książki niejedno oblicze Nepalu. I to dawne, i to w trakcie ewolucji i to z XXI wieku. I to właśnie stanowi treść książki, która napisana jest z czułością, sympatią i wielką miłością.

„Tam” to książka, która opowiada o innym obliczu Nepalu niż ten, który jest ukazany w literaturze wysokogórskiej. W tytule pokazana jest nepalska prowincja, gdzie czas jakby stanął w miejscu i wielkomiejska stolica, która szybko zaczęła gonić świat. Pojawiły się w niej jak grzyby po deszczu kafejki z dostępem do wi-fi, a także liczne obiekty dla turystów – hotele i hostele, bary i restauracje na każdą kieszeń. Swe podwoje otworzyły sklepy ze sprzętem turystycznym i agencje organizujące wycieczki w góry i doliny oraz zapewniające obsługę wypraw wysokogórskich. W książce znalazło swe miejsce wczoraj i dziś Nepalu. Autorka pisze o codziennym nepalskim życiu poza turystycznymi szlakami. Sporo miejsca poświęcone jest zwyczajnym ludziom, kulturze i obyczajom, problemom i bolączkom tego narodu. Przez lekturę przewijają się dzielnice biedy i te, w których mieszkają nieliczni bogaci, klasztory pełne mnichów i lepianki. Słowa przybliżają sylwetki rdzennych mieszkańców i tych, którzy znaleźli tu ostoję po opuszczeniu Tybetu, a także tych, którzy z dalekiej Europy czy Ameryki znaleźli w Nepalu swoje miejsce na ziemi. Oczywiście migają też sylwetki polskich himalaistów.

Nie ma możliwości, by po przeczytaniu tego niegrubego tytułu nie zakochać się w Nepalu i nie chcieć go odwiedzić. Nepal przypomina witraż o mozaice złożonej z bogatej gamy barw. Nepal jest niczym Sezam pełen wielu skarbów i tajemnic. Nepal wreszcie jest wielką miłością Nataszy Goerke, która pisze o nim niczym o ukochanej osobie, a z jej słów przebija sentyment, czułość i troska jaką matka darzy dziecko.

„Tam” to doskonały reportaż, który przemawia do duszy Czytelnika. Drogi Czytelniku do Ciebie należy wybór czy przeczytasz tę książkę czy nie. Moim zdaniem nie powinieneś sobie odmawiać tak wspaniałej lektury i sięgnąć po nią. Pobyć w Nepalu i odkryć jego sekrety.


czwartek, 20 lipca 2017

Magdalena Majcher "Matka mojej córki"






Wydawnictwo Pascal
data wydania 2017
stron 384
ISBN 978-83-8103-037-3

Los pisząc scenariusze życia nie bierze pod uwagę naszego zdania

Magdalena Majcher, jak mało która autorka potrafi przenieść na karty swoich powieści w całej okazałości realne życie z wszystkimi jego blaskami i cieniami. To sprawia, że jej książki są wyjątkowo przyjemne do czytania i mają w sobie magnes, który przyciąga rzesze czytelniczek. Ja także uległam ich magii i przeżyłam niesamowite emocje podczas lektury „Stanu nie-błogosławionego”, a ostatnio powieści „Matka mojej córki”.

Dojrzałość to coś, co nie zawsze przychodzi z wiekiem. Także odpowiedzialność nie staje się atrybutem człowieka, gdy przekracza pewną rocznicę urodzin. Pewnych rzeczy uczy nas najbardziej wymagający nauczyciel jakim jest samo życie. Są jednak jednostki, które swoje życiowe role odgrywają w sposób toksyczny i niewłaściwy, które pod osłoną dobrego czynią coś, co jest mocno negatywne. Toksyczna miłość, także ta rodzicielska może wyrządzić więcej szkody niż otoczenie i cały świat wokół. Książka „Matka mojej córki” opowiada właśnie o takiej rodzinie, którą toczy rak toksyczności, w której kobieta – matka i żona zapatrzona zbyt egoistycznie w swoje potrzeby czyni krzywdę najbliższym. A co najsmutniejsze nie ma o tym pojęcia i nie przyjmuje tego do wiadomości.
Nina jest jedynaczką i ma 16 lat. Przeżywa swoją pierwszą wielką miłość, gdy jej matka marzy o drugim dziecku i robi wszystko, by zajść w ciążę. Natura okazuje się niezbyt łaskawa i zmusza Małgorzatę do kontaktu z nowoczesną medycyną. Dojrzała kobieta odwiedza kolejnych specjalistów, przechodzi badania i leczy się. W amoku hormonów i własnych marzeń zapomina o posiadanej córce i zapada się w świecie swoich problemów. Tymczasem w ciążę zachodzi nie ona sama, ale jej nieletnia córka. Po latach Nina wraca z Wrocławia do Czeladzi sprowadzona tam tragicznymi wiadomościami. Okazuje się, że powalająca z nóg zła nowina jest tylko początkiem trudnych chwil w życiu i otwiera puszkę Pandory. Ninie przychodzi zmierzyć się z przeszłością i podjętymi kiedyś decyzjami, które rzutują na jej całe życie. Los wymaga od niej wiele, naprawdę bardzo wiele... Czy uda się naszej bohaterce wyprostować życie swoje i innych? Naprawić błędy z dawnych lat nie jest tak łatwo, ale nie jest to też niemożliwe. Zapraszam do przeczytania lektury, która rozgrzeje Was do czerwoności i obleje morzem mocnych wrażeń. Emocjom nie będzie końca do ostatniej strony.

Magdalena Majcher po raz kolejny w fabułę swojej powieści wplotła temat macierzyństwa. Ukazała dwie spokrewnione kobiety, które znajdują się w dość trudnej sytuacji. Mama i córka mają inne marzenia. Ta pierwsza marzy o kolejnym dziecku i byłoby ono ósmym cudem świata. Dla tej drugiej ciąża jest niechcianą niespodzianką komplikującą życie i plany na przyszłość. Los nie pyta ich o zdanie tylko serwuje im coś przeciwnego niż to czego pragną. Obie panie muszą zmierzyć się z trudnymi wyzwaniami i obie popełniają błędy. Ich stosunki są w owym czasie trudne i napięte. Rodzą się niepohamowane emocje, które chwilami biorą górę nad ich życiem. Moim zdaniem córka mimo nastoletniego wieku okazuje się tą lepszą i dojrzalszą wbrew regule czasu. Choć nie ma tak wiele doświadczenia a jej bagaż życiowy jest lżejszy lepiej radzi sobie z sytuacją. Niestety matka wpędza ją w ślepą uliczkę i mocno rani. Okalecza ją i tym samym staje się książkowym czarnym charakterem.

Powieść napisana prostym i lekkim językiem czyta się przyjemnie, a rumieńce nie schodzą z twarzy. Nie brakuje w lekturze mocnych momentów, zawirowań a czytelnik bywa zaskoczony rozwojem sytuacji. To dobra i mocna książka, która wbija w fotel, której fabuła nie omija trudnych tematów. Ten tytuł uświadamia, że życie to wiele wyborów, a raz podjęte decyzje sterują naszym życiem na dłużej niż się spodziewamy. Przeszłość lubi wracać i czasem trudno się z nią uporać, a los nie zawsze daje drugą szansę. Pokochałam Ninę, która stała mi się bliska jak siostra, znienawidziłam Małgorzatę choć ta chyba wreszcie zrozumiała choć część swoich błędów. Jeśli chcesz je poznać sięgnij po tę lekturę, poczuj jak czasem słodko i gorzko jednocześnie smakuje życie i jak mocno potrafi dać w kość. Gotowi na spore emocje? Zatem nalejcie do szklanki ulubionego soku, przygotujcie odrobinę kostek lodu, usiądźcie w cieniu i zajrzycie do pewnego domu w Czeladzi.

środa, 19 lipca 2017

Piotr Tymiński "Wołyń. Bez litości"


Wydawnictwo Novae Res 
data wydania 2017
stron 488
ISBN 978-83-8083-480-4

Wołyń - tam lała się obficie polska krew

Gdy chodziłam do szkoły - zarówno podstawowej jak i średniej - na lekcjach historii nie mówiło się o Wołyniu. Nauczyciele nie nauczali o eksterminacji Polaków, nie mówili młodym ludziom jak wiele ich rodaków zginęło tylko dlatego, że byli takiej a nie innej narodowości. W moim domu o Wołyniu się mówiło dużo i często. Mówiło się z racji tego, że moja rodzina pochodzi z Kresów - z okolic Lwowa. Moi przodkowie musieli zostawić swój dom i uciekać by ocalić życie. Niektórych wywieziono na Syberię, inni tułali się by przeżyć. Jako dziecko słuchałam relacji bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń. Gdy prawda o Wołyniu i Kresach ujrzała światło dzienne odetchnęłam z ulgą. Nareszcie nastały czasy w których czci się pamięć pomordowanych, zranionych i wygnanych. Ludzi takich jak bohaterowie powieści Piotra Tymińskiego "Wołyń. Bez litości". Dzięki uprzejmości jej Autora mogłam ją przeczytać i dziś chcę Wam ją zaprezentować i polecić do przeczytania. 

Od razu dodam, że do jej treści podeszłam bardzo emocjonalnie. Spowodowane jest to faktem, że moja rodzina ma kresowe korzenie. Nie drzemie we mnie ślepa nienawiść, bo nie wszyscy Ukraińcy byli źli.

Jest rok 1943. Wiosną budzi się do życia przyroda. I także nienawiść. Nienawiść rośnie w sercach ludzi, którzy przez lata żyli zgodnie obok siebie jak sąsiedzi, razem prowadzili interesy, zawierali mieszane małżeństwa. Nadszedł jednak czas, gdy zło doprowadziło do piekła na ziemi.
Wielki Czwartek to czas przygotowań do świąt Wielkiej Nocy. W domu Morawskich zamieszkałych we wsi Osty jak i w innych gospodarstwach rodzina szykuje się do najważniejszej Niedzieli w roku. I nagle spokój wieczoru zostaje zakłócony wtargnięciem do domu ukraińskiej bandy. Leje się krew, a z pogromu udaje się ocaleć Stanisławowi. Inni giną bestialsko zamordowani podobnie jak ich sąsiedzi. Domy pochłania pożoga, nastaje czas cierpienia. Stanisław ucieka ze swej wioski i udaje się do sąsiedniej miejscowości. Tam formują się oddziały samoobrony przeciwko bandom, które mężczyzna zasila. Kolejny krok Stanisława do walka w partyzantce z wrogiem. Tułaczka po lasach, narażanie życia i niepewność kto przyjaciel, a kto wróg. To lawirowanie między życiem a śmiercią, to żegnanie zabitych towarzyszy, to życie kiedy nie można być pewnym czy dożyje się jutra, wieczoru czy rana. 
Jeśli chcecie poznać losy Stanisława, a tym samym i ludności zamieszkującej Wołyń polecam lekturę powieści historycznej Pana Tymińskiego, która oparta jest na autentycznych wydarzeniach. 

Fabuła tego tytułu opiera się o wydarzenia historyczne o których długo milczano. Przez lata "zapomniano" o bezwzględności nacjonalistów, którzy z wybitnym okrucieństwem gwałcili, mordowali, grabili i palili. A korytami rzek i potoków płynęła polska krew, a dymy niosły swąd spalonych ciał. Dla osób które niewiele wiedzą o tych czasach przeczytanie tej książki może być szokiem. Szokiem a zarazem wielką lekcją historii, która wprawia w zadumę. Autorowi udało się świetnie połączyć ludzkie losy i historyczną prawdę w książkę, która jest pełna emocji i którą z emocjami napisano. I słusznie, bo nie można przejść obojętnie nad tamtymi wydarzeniami i nad tym, że do dziś gloryfikuje się bandy i ich przywódcę.

Książka jest opowieścią niezwykle plastyczną, pełną szczegółów, które przypominają klimat tamtych dni. Brutalności przeciwstawia się piękno przyrody, którą widać w tle. Ta powieść powinna trafić do rąk młodych czytelników by uświadomić cierpienie polskiego narodu w latach II wojny światowej, by pokazać jak nękano Polaków z wielu stron, jak trudno było tym, którzy swoje korzenie mieli na Kresach. 

Tę powieść przeczytałam także moja mama. Na nas obu zrobiła olbrzymie i pozytywne wrażenie. Po jej przeczytaniu objęła nas cisza. W niej przeżywałyśmy treść książki. Była ona jakby naturalna. Milczenie było hołdem dla tych, którzy zginęli, których zamordowano, spalono, zgwałcono...
Niech spoczywają w pokoju.