środa, 16 stycznia 2019

W. Bruce Cameron "O psie, który wrócil do domu"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 392
ISBN 978-83-6613-493-5

Z psim przyjacielem żyje się o niebo lepiej

Możemy mieć w życiu wielu przyjaciół, ale żaden z nich nie pokocha nas tak jak pies. Mając czworonożnego przyjaciela, doświadczymy idealnej przyjaźni. Wiernej i bezwarunkowej. Takiej, której zło nie jest w stanie pokonać. Z psem pod jednym dachem będzie nam się żyć po prostu lepiej. Pies to najlepszy terapeuta, który w zamian oczekuje tylko odrobiny uwagi i miłości. Pies będzie kochał nas o wiele bardziej niż samego siebie. Pies zrani nas tylko raz – gdy odejdzie za Tęczowy Most.
Na księgarskie półki trafiła kolejna książka autora hitu „Był sobie pies”. Nosi ona tytuł „O psie, który wrócił do domu” i opowiada perypetie sympatycznej suczki w typie pitbulla. Bella to bezpańskie szczenię, który przyszło na świat w opuszczonym domu przeznaczonym do rozbiórki. Pierwsze tygodnie suczka spędziła z mamą, rodzeństwem i bezdomnymi kotami. Jako kilkutygodniowy szczeniak znalazła swojego człowieka – sympatycznego młodego mężczyznę, który dokarmiał bezdomne zwierzęta. Lucas zakochał się w malutkiej od pierwszego wejrzenia i został jej opiekunem. Bella przynosiła mu i jego matce – weterence wojennej wiele radości. Błyskawicznie podbiła ich serca i stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. Sielankę przerwały jednak bezlitosne fakty. Właściciel budynku, w którym Lucas wynajmował mieszkanie, zabronił trzymania zwierząt. Bellę odłowił hycel. Ponowne jej odłowienie groziło uśpieniem... Lucas chciał za wszelką cenę ocalić suczkę. Czy mu się to udało? I czy Bella pogodziła się z rozwiązaniem, które wyrwało ją z kochających ramion?
Od pierwszych stron ta powieść ujęła mnie ciepłem. Czułam, że została napisana przez osobę, która kocha i szanuje zwierzęta. W. Bruce Cameron umie bowiem zajrzeć do psiego serca i odmalować słowami, co drzemie w psiej duszy.
Opowiadając przygody Belli, autor celowo oddał jej głos i uczynił narratorką. Sympatyczna psina wciąga nas do swego świata i pokazuje, jak odbiera nasze ludzkie zasady, wymysły i absurdy. Łatwo odkryć, że punkt widzenia psa jest niezwykle prosty, ale i pozbawiony fałszu czy obłudy. Białe jest białe, czarne jest czarne, a przyjaźń jest na całe życie. Przedstawione w tej książce sceny często wzruszają i powodują, że oczy robią się mokre od łez. Pies – jak dowodzi autor – jest bardzo wrażliwym zwierzęciem, które ma swoje zasady i jest prostolinijne. Obce są mu gierki i knowania.
Na uznanie zasługują zawarte w książce dialogi i opisy. Styl jest prosty, a treść wyrazista – idealnie odzwierciedla ogrom miłości, jaką pies jest w stanie obdarzyć człowieka. To nie tylko lektura dla posiadaczy psów, a także tych, którzy rozważają nabycie psa. Przekona niezdecydowanych i rozwieje wszelkie wątpliwości. Główna bohaterka zaś podbije czytelnicze serca i pozwoli zrozumieć wyjątkowość psiej natury.
Ta powieść to świetna propozycja dla każdego bez względu na płeć czy wiek. Mogą ją czytać zarówno nastolatkowie, jak i ich rodzice czy dziadkowie. Jestem przekonana, że po jej lekturze w wielu domach pojawi się nowy, czworonożny członek rodziny. Z psem żyje się bowiem o niebo lepiej.

niedziela, 6 stycznia 2019

Aneta Krasińska "Nadzieje Olgi"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 320
ISBN 978-83-7674-741-5
cykl Małe tęsknoty tom III

Życie to czasem cała masa kłopotów

Chętnie sięgam po serie książek. Zaczytuję się trylogiach, tetralogiach, ciągach książek, w których pojawiają się ci sami bohaterowie. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie to, że czasem... czytam nie od pierwszego tomu. Czasem zaczynam znajomość z cyklem książek od tomu środkowego lub nawet ostatniego i wracam do początkowych. Tak właśnie rozpoczęłam czytelniczną znajomość z prozą Anety Krasińskiej. Serię Małe tęsknoty zaczęłam czytać od tomu trzeciego. Bardzo szybko połapałam się w jej wątkach i lektura błyskawicznie pochłonęła mnie całkowicie. Każda przeczytana strona udowadniała, że jest to idealna obyczajówka dla mnie, bo jest w niej dużo realnego życia i nie czuć sztucznej, cukierkowej fikcji. 

"Nadzieje Olgi" to powieść w której splatają się losy trzech kobiet. Życie krzyżuje ich ścieżki w trudnym momencie i tak naprawdę każda z nich powinna stać po przeciwnej stronie barykady. Bo zdarzenia, które wcześniej zaszły nie były pomyślne. Jednak na przekór losowi i logice między bohaterkami nawiązuje się przyjaźń. A wokół nich rozlewa się morze przeróżnych kłopotów i złych życiowych doświadczeń. W takim czasie pozytywne międzyludzkie relacje są szczególnie ważne i mają leczniczą moc. 
Olga usiłuje uporządkować swoje życie po nagłej śmierci ciotki, z którą była mocno związana. Nie jest to łatwe tym bardziej, że po pewnym czasie od śmierci krewnej dowiaduje się nowych faktów o jej życiu. Kłopoty dopadają ją także w relacji z mężem. 
Kalina po stracie dziecka dochodzi do siebie i boi się wyroku, który ma zapaść w jej sprawie. Kobieta lęka się, że sąd skaże ją na więzienie i będzie musiała się rozstać z mężem w którym ma oparcie. 
Lena przeżywa koszmarne, bo w jej życiu znów pojawia się Adam, który ją prześladuje i nęka. Mężczyzna nie daje nastolatce spokoju, a ta czuje się zaszczuta i bezsilna wobec stalkera. 
Czy niebo nad głowami bohaterek jest w stanie się wypogodzić? Czy dana im będzie spokojna codzienność? Jak potoczą się ich losy?

To była miła niespodzianka. To było bardzo przyjemne czytelnicze zaskoczenie. Bo biorąc lekturę do ręki nie miałam oczekiwań, a szybko dotarło do mnie, że to dobra powieść, że to rewelacyjna historia która wciąga jak narkotyk. Jej największym atutem jest świetny pomysł na fabułę, umiejętne poprowadzenie losów głównych bohaterek i idealne tempo akcji. Wszystko idealnie ze sobą współgra i nic nie jest przewidywalne. A to sprawia, że książka wręcz czyta się sama. 
W tekście jest sporo emocji i zakrętów akcji. Ciągle coś zaskakuje, coś nieoczekiwanego się wydarza. Rytm nadaje realizm, który dodaje idealnego smaku czytaniu. 
Każda z bohaterek to nietuzinkowa osobowość, to ciekawa literacka kreacja. Żadna z nich nie może o sobie powiedzieć szczęśliwa. Bo każdą życia stawia w trudnej sytuacji. Jednak mimo to stać je na ludzkie odruchy, na pomoc innym choć życie nie rozpieszcza. 

Bardzo polubiłam te trzy bohaterki. Zaczęłam darzyć je sympatią nieprzypadkowo. Podobały mi się ich decyzje, ich postępowanie, ich zachowanie gdy życie bezpardonowo przycisnęło je do muru. Tak czasem się zdarza i trzeba mimo upadku wstać i walczyć. Tak jak Olga, która mimo bólu nie przestaje być odpowiedzialna. Strasznie mi tym zaimponowała. Ta dziewczyna może być wzorem dla wielu czytelniczek, bowiem pokazuje, że jest możliwe by nie ugnieść się pod ciężkim brzemieniem.
Powieścią Anety Krasińskiej zaczęłam rok. Z pewnością nadrobię w nim poprzednie tomy tego cyklu. Wspaniała historia, którą gorąco polecam. 

piątek, 4 stycznia 2019

Joanna Jax "Ziemia ludzi zapomnianych"




Wydawnictwo Videograf
data wydania 22 stycznia 2019
stron 400
ISBN 978-83-7835-699-8

Relacja z piekła na ziemi

Akcja drugiego tomu cyklu „Zanim nadejdzie jutro”, zatytułowanego „Ziemia ludzi zapomnianych”, rozgrywa się w latach 1940-1942. Europa znalazła się w szponach wojny. Polska po 17 września 1939 roku została rozerwana przez dwóch okupantów. Wilno i okolice znalazły się w rękach Związku Radzieckiego. Stalin nakazał rozprawić się z Polakami nader srogo. Polscy oficerowie trafili do Kozielska, Ostaszkowa, Katynia. Ich rodziny, a także rzesze polskich patriotów bydlęcymi wagonami musiały udać się w podróż z „biletem w jedną stronę” – na Syberię.
Na nieludzką ziemię zostali wywiezieni także wykreowani przez Joannę Jax bohaterowie wspaniałej serii „Zanim nadejdzie jutro”. Wyrok był taki sam i dla bogatych, i dla biednych. I dla młodych, i dla starych. Nie liczył się majątek, pochodzenie ani status rodzinny. W bydlęcym wagonie, w nieludzkich warunkach wszyscy stali się równi. Równi w bólu i płaczu, rozpaczy i żalu, tęsknocie za domem i rodziną.
Choć byli różni, przyszło im spędzić razem długie dni w urągających godności warunkach. Choć chcieli żyć, nie wszystkim było dane życie. Choć mieli mało, zostali pozbawieni nawet osobistych drobiazgów. Choć nie wszyscy nawykli do pracy, musieli ciężko pracować za marne wynagrodzenie wystarczające tylko na głodowe racje byle jakiego jedzenia. Choć było im potwornie ciężko, trwali, marząc o wolności i powrocie do domu. Choć zostali odarci z resztek godności, trwali, bezgłośnie modląc się o każdą chwilę życia. Choć ich szeregi się przerzedzały, walczyli o każdy dzień.
Nie sposób wyrazić słowami tego, co przyszło przeżyć Ninie, Pawłowi czy Błażejowi. Na myśl o ich życiowej drodze do oczu napływają łzy. To, co zgotował im los i źli ludzie, miało smak piołunu. Ich syberyjskie losy były jak niekończąca się droga krzyżowa. A gdy do zesłańców dotarły w końcu pomyślne wieści, nie mogli w nie uwierzyć. Bo przez ich katorżnicze życie wolność wydawała się czymś równie nierealnym jak sztuka latania.
Joanna Jax w drobiazgowy, wyczerpujący i nader wymowny sposób pokazała piekło, jakie zgotowano naszym rodakom na Syberii. Tam moralność umarła śmiercią tragiczną, tam bestialsko zabito nadzieję. Tam doświadczyli oni tylko głodu i bezsilności wobec świata, który okazał się kalwarią. Lektura ta niezwykle wzrusza i przemawia wprost do serca. Pokazuje sceny, które pozostaną w duszy na zawsze. Woła wręcz o pamięć o tych, którzy na wieczność zostali w obcej ziemi, nawet bez krzyża na mogile. Ta opowieść o losach zwyczajnych ludzi, których zesłano na dno piekła, to lektura, od której trudno się oderwać i o której trudno będzie zapomnieć.
Podobnie jak jej poprzedniczka, książka ta ma wiele atutów. Autorka dopracowała ją w najmniejszych szczegółach. Efektem jej pracy i talentu jest tytuł ukazujący prawdę, o której wiele lat milczano, którą starano się wymazać. Fakty historyczne przedstawione w fabule splatają się z losami bohaterów. Dzięki temu obraz jest wiarygodny, przejmujący i prawdziwy. Czytając, czułam ich beznadzieję i rozpacz, bo bohaterowie stali mi się bliscy niczym dobrzy znajomi. Genialny zamysł i mistrzowskie przedstawienie zasługują na to, by ta literacka lekcja historii trafiła do wielu serc, bo dzięki niej pamięć o ofiarach stalinizmu będzie trwała wiecznie.
Gorąco polecam twórczość Joanny Jax. To współczesna proza z najwyższej półki, którą można ocenić tylko i wyłącznie w kategoriach arcydzieła.

środa, 2 stycznia 2019

Czytelnicze podsumowanie roku 2018


To nie był dobry czytelniczo rok. Przeczytałam o wiele mniej książek niż sobie założyłam. Ich liczba nie powala na kolana. Owszem 52 dwie książki się udało, ale … niespełna 90 pozycji to za mało. Jest niedosyt, ale i usprawiedliwienie tej sytuacji. Los nie był łaskawy niestety. Przez miesiąc straciłam nie tylko przyjemność czytania, ale i możliwość czytania ze zrozumieniem. Z traumy pozwoliła mi wyjść w pewnym sensie książka. I nie była to wcale relaksująca lektura, ale tytuł trudny, bolesny, ciężki. Tak czasem bywa. Dziś jest ok, mam ochotę na dobre książki i wróciłam do równowagi, choć blizna boleć będzie zawsze. Dobra, by nie przedłużać. 

Moja topka najlepszych książek jakie przeczytałam w ubiegłym roku. Kolejność totalnie przypadkowa. 


Cudowna powieść w świątecznym klimacie, ale nie w cukierkowym nastroju. Samo życie świetnie uchwycone przez Autorkę. Tytuł podbił serce również mojej mamy.


Kolejna książka obyczajowa, fabuła porusza temat choroby. Wzruszająca, lektura przy której ryczałam na maksa i kłóciłam się z losem pytając go dlaczego bywa okrutny. Odpowiedzi niestety nie dostałam.


Grube tomiszcze z którym naprawdę trudno było mi się rozstać. Książka o miłości, prawdziwej i mocnej. Wyciskacz łez, którego nigdy nie zapomnę.


Książka, która ciągle siedzi mi w głowie. Tytuł, który zawiera w sobie definicję prawdziwej miłości, która o nic nie pyta, tylko trwa. Nikt komu ją rekomendowałam nie powiedział mi ani jednego słowa krytyki. Same pochwały i zachwyty. Naprawdę warto po nią sięgnąć.


Kawał dobrego reportażu. Pozycja, która wbija w fotel i pokazuje prawdę o części polskiego Kościoła. Padają w niej mocne słowa. Genialna w swoim gatunku. 


Do bólu prawdziwa i bolesna. Lektura o której wyżej wspomniałam, która pomogła podnieść mi się z potwornej traumy. Czy warto sięgać po używki? Pytanie mocne, odpowiedź w treści.


Książka o górach napisana przez wyjątkowego Faceta - romantyka, Człowieka z duszą. Fenomen na górskiej półce. Takiego towarzysza na górskie wędrówki można sobie tylko wymarzyć. 


Marzyła mi się mocna książka. Przeczytałam "Małych bogów". Po lekturze nie ukrywam, że boję się chodzić do lekarzy. Treść w pełni odpowie na pytanie co wywołuje mój lęk i strach.


Wspaniała powieść, dla której zarwałam noc. Książka, która mieszka w moim sercu. Perła, ba klejnot w mojej biblioteczce. 


Reportaże pokazujące różne oblicza kraju, który marzę zobaczyć na własne oczy. Majstersztyk. W pełni pokazuje rewelacyjne pióro Autorki. 


Książkowy Red Bull. Energetyk dodający siły do podjęcia najwyższych lotów. Marzenia się spełniają. Naprawdę. Miłka i ja to wiemy. 


Powieść będąca dowodem na to, że polską Królową Sag jest Edyta Świętek. 


Podróż na wesoło. Z dystansem do świata i samego siebie. Humor, piękne zakątki świata, dużo natury i ciekawych ludzi spotkanych po drodze. 



Genialna biografia miłośnika Nanga Parbat. Tomek zapłacił za swoją miłość życiem. On zakochał się w górze, ona nie oddała Go już światu, rodzinie i znajomym. Cena marzeń bywa wysoka. 













poniedziałek, 31 grudnia 2018

Jodi Picoult "Iskra światła"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2018
stron 416
ISBN 978-83-8123-884-7

Prawda przyciąga wzrok jak błysk monety


W prozie Jodi Picoult jestem zakochana od lat. Z niekłamaną przyjemnością czekam na jej kolejne powieści, w których ta utalentowana pisarka nie boi się poruszać tematów trudnych i kontrowersyjnych, a nawet naznaczonych tabu. W swojej najnowszej książce odnosi się do aborcji, która w różnych krajach świata traktowana jest w całkiem odmienny sposób. Są miejsca, gdzie jest bezwzględnie zakazana, ale są i takie, gdzie jest ogólnodostępna i kobiety w miarę swobodnie mogą decydować o losie swojego płodu i własnym. Nie brakuje jednak osób, które ostro przeciw temu protestują, chcąc narzucić innym własne przekonanie o bezwzględnej ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Taki właśnie obraz czeka nas w „Iskrze światła”.
Ten dzień wydaje się zwyczajny, jak wszystkie inne. W jednej z klinik dla kobiet, które oferują szeroko rozumianą pomoc ginekologiczną, przyjmowane są kolejne pacjentki. Jedne z nich dotarły tu, by poddać się zabiegowi usunięcia ciąży, inne przyszły po receptę na leki antykoncepcyjne, jeszcze inne czekają na konsultację. Pod kliniką protestują przeciwnicy wywoływania sztucznego poronienia. Nagle dzwoni domofon i do budynku dostaje się tajemniczy mężczyzna będący w amoku. Okazuje się terrorystą, który oddaje strzały, bierze zakładników i barykaduje się w klinice. Natychmiast zostaje wezwana policja, która ma negocjować uwolnienie zamkniętych przez niego ludzi. Jako policyjny negocjator do miejsca zdarzenia zostaje oddelegowany Hugh McElroy. Gdy przygotowuje się do rozpoczęcia akcji, jeden sygnał telefonu burzy cały jego świat. Okazuje się bowiem, że w rękach terrorysty są jego córka Hugh i siostra Bex...
Takiej książki, choć ma ich w dorobku wiele, Jodi Picoult jeszcze nie napisała. Jej konstrukcją będą zaskoczeni nawet ci, którzy znają całą twórczość tej pisarki. Kompozycja powieści jest nietuzinkowa i dość chaotyczna. To jednak nie przypadek. Jeśli przypatrzymy się bliżej, to dostrzeżemy w tym świadomy zabieg: pewne przesłanie, a zarazem odzwierciedlenie tego, co dzieje się w duszach kobiet, które decydują się na usunięcie ciąży. Nigdy bowiem – jak wymownie ukazuje to fabuła książki – nie jest to prosta i łatwa decyzja. W sercach kobiet zawsze panuje wtedy emocjonalna burza.
Największym atutem tej książki jest podejście autorki do tematu. Jodi Picoult nie wyraża swojego zdania, nie opowiada się po żadnej ze stron. Wymownie milczy i pokazuje wszystkie postacie – i osoby, które pracują w klinice, i jej pacjentki, i przeciwników zabijania nienarodzonych, i niedoszłego dziadka. Każdemu daje prawo głosu, każdemu pozwala wyjaśnić swoje stanowisko i wyrazić swoje racje. Nie odmawia tego też najbardziej negatywnemu bohaterowi, który w ramach zemsty zabija. Nie ma tu ani wygranych, ani przegranych. Są tylko ludzkie dramaty, łzy, rozpacz, ból i cierpienie. To trudna książka, która nie relaksuje, lecz ukazuje ciemne strony życia, które niekiedy ma gorzki smak i jest niesprawiedliwe.
Jeśli ktoś zdecyduje się na lekturę tej książki, nie pozostanie obojętny wobec jej treści. Przepełni go wiele emocji, a jej obrazy nie wywietrzeją mu szybko z głowy. Poprzez losy bohaterów dotknie problemu, którego nie można rozwiązać w prosty i jednoznaczny sposób.
„Iskra światła” to książka wymowna, poruszająca i wyjątkowa. Mówiąca smutną prawdę o życiu i dylematach kobiet, z którymi los i ludzie nie obeszli się delikatnie i godnie. Zachęcam do przeczytania tego tytułu i przyjrzenia się problemowi aborcji z różnych stron.


Happy ....


środa, 12 grudnia 2018

Krzysztof Koziołek "Nie pozwól mi umrzeć"



Wydawnictwo Manufaktura Tekstów
data wydania 2018
stron 394
ISBN 978-83-949557-2-4

Bezwzględna walka na śmierć i życie

Na przestrzeni wieków medycyna ogromnie się rozwinęła. Nieuleczalne choroby wczoraj dziś bywają błahostką i są szybkie do wyeliminowania. Postęp dotyczy praktycznie każdej dziedziny leczenia - chirurgii, farmakologii, badań i diagnostyki. Wszyscy bezspornie się zgodzą, że jest lepiej i idzie ku jeszcze lepszemu. Ogólnie tak, ale... No właśnie jest małe ale! Sprawdzone i przetestowane klinicznie metody pomocy chorym mają jednak niekiedy skutki uboczne. Nie dotykają one wszystkich leczonych, ale niekiedy rujnują zdrowie bądź zagrażają życiu. O tym się zwykle mało mówi. Bo medycyna i farmaceutyka to wielka kasa. Olbrzymie pieniądze do zgarnięcia. To nie nowość, że pewne badania się fałszuje, pewne działania niepożądane ukrywa, a poważny problem zamiata się po cichutku pod dywan. 
Tak bywa ze szczepieniami. Ogółowi szczepionych pomagają, ale w pewnych przypadkach szkodzą i  niszczą zdrowie. Ma to niekiedy drastyczny przebieg. Czy szczepionki są tak naprawdę w pełni skuteczne? Czy ich skład jest bezpieczny dla zdrowia? I czy muszą być serwowane obowiązkowo? Czy mamy wybór odnośnie ich przyjęcia dla siebie bądź swoich dzieci? A może to ściema sięgająca do naszych portfeli? 

Tę tematykę podejmuje w swojej najnowszej książce Krzystof Koziołek, którego książkę "Imię Pani" recenzowałam już na moim blogu. (https://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2017/12/krzysztof-kozioek-imie-pani.html ).

Powieść "Nie pozwól mi umrzeć" to interesujący kryminał, który czyta się z prawdziwą ciekawością. 
Jego akcja rozgrywa się współcześnie. Trzy zdarzenia tylko pozornie nie mają ze sobą żadnego związku. Tak naprawdę łączy je wspólny mianownik, który jest ukryty.
Damian zgłasza na policję zaginięcie żony, która pewnego dnia wyszła z domu i nie wróciła na noc. Nie pojawiła się też kolejnego dnia w pracy. Stróże prawa z pewnym ociąganiem przyjmują owo zaginięcie. Sugerują, że kobieta mogła mieć po prostu dość męża i być może chciała zacząć nowe życie. Damian jednak w to nie wierzy i podejmuje własne poszukiwania. Ich trop okazuje się dość zaskakujący, a pewne ślady prowadzą do pracy zaginionej.
Dalia rozwodzi się z mężem. Rozwód jest dla niej bardzo traumatycznym i ciężkim przeżyciem. Boli ją jednak jego przyczyna i to, co stało się wcześniej. Choć od wydarzeń upłynął już pewien czas to rana po nich nadal boli. 
Ryszard, policjant z zawodu zostaje poproszony o sprawdzenie okoliczności pewnej tragicznej śmierci, którą zakwalifikowano jako samobójstwo bądź nieszczęśliwy wypadek. Wykluczono udział osób trzecich, jednak po wstępnym rozpoznaniu na jaw wychodzą błędy podjętego śledztwa przez policję. 
Trzy zdarzenia tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. A pozory lubią mylić...

Sensacja, thriller medyczny i kryminał - te trzy gatunki łączą się w jednej książce, która z każdą przeczytaną stroną wciąga coraz bardziej. Odkrywane fakty mrożą krew w żyłach i ukazują bezwzględność w zdobywaniu fortun kosztem ludzkiego życia i zdrowia. Napięcie budowane jest powoli aczkolwiek skutecznie. Akcja jest wartka i zawiera w sobie kilka niespodzianek, które są prawdziwym zaskoczeniem. Ich zawarcie podkręca atmosferę, która gęstnieje z każdą kolejną stroną. Układanka z trzech elementów, które niewiele mają wspólnego układa się w misternie utkaną całość, przy końcu książki wszystko już wydaje się bardzo spójne, przemyślane i przerażające. Dewiza po trupach do celu nabiera tu konkretnego znaczenia. Bohaterami są zwykli śmiertelnicy, którzy reprezentują jednostki słabe i bezbronne wobec machiny koncernu i gigantycznej fortuny, która ma być za wszelką cenę pomnożona. Lektura daje mocno do myślenia. Po jej poznaniu nie czułam się komfortowo, bo wyciągnięte wnioski raczej nie budziły zadowolenia a uświadamiały gorzką prawdę o przemyśle farmaceutycznym, który nie zawsze gra fair play. 
Powieść okazała się jeszcze lepsza niż początkowo się spodziewałam. Ze względu na treść na długo zapadła mi w pamięć. Cóż, po niej wizyty w aptece będą większym stresem. Miłośnikom sensacji z medycyną w tle gorąco ten tytuł polecam. Czyta się go błyskawicznie, a jego treść zawiera wszystko, co właściwe temu gatunkowi. Ta książka może trafić mocno do Waszego umysłu. Gorąco polecam. 

czwartek, 6 grudnia 2018

Magdalena Kawka, Małgorzta Hayles "Kobiety nieidealne. Iza"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 400
ISBN 978-83-7674-736-1

Każdej z nas potrzebne jest trochę szaleństwa i zwariowane przyjaciółki

Szaleństwo jest wybaczalne w wieku lat nastu. Gdy stajemy się dorośli oczekuje się od nas spokoju, zrównoważenia, dojrzałości i rozsądku. Ma rządzić tylko i wyłącznie rozum, a nie serce. Niby jest to słuszne, ale non stop tak się w życiu raczej nie da. Czasem bardzo potrzeba odrobiny szaleństwa, dystansu do rzeczywistości i towarzystwa przyjaciółek do tańca i różańca. Takich, z którymi można przysłowiowe konie kraść. Czasem życie układa się bowiem tak, że by nie zwariować trzeba odrobinę poszaleć...

Przekonuje się o tym jedna z klanu czterech wspaniałych kobiet będących bohaterkami serii Kobiety nieidealne wydanej nakładem Wydawnictwa Replika.

 Iza ma na karku czterdziestkę i samotnie wychowuje syna, którego ojciec jest Japończykiem. 
Harumi jest dość kłopotliwym nastolatkiem, który po latach mieszkania w Kraju Kwitnącej Wiśni musi przystosować się do polskiej rzeczywistości. Dodatkowym balastem dla chłopca i jego matki  jest chora noga w gipsie. Iza po tłustych zawodowo latach traci pracę i zasila grono bezrobotnych. Musi znaleźć sobie nowe zajęcie i na głowie ma jeszcze odwiedziny matki oraz ojczyma. Zbliża się Wielkanoc. I kolejne życiowe wyzwania...
Jeśli jesteście ciekawi jakie? Jeśli chcecie ponownie spotkać się z gronem uroczych i zabawnych bohaterek to sięgnijcie po drugi tom rewelacyjnego cyklu. 

Czego spodziewać się po tej powieści?
Książki bardzo zabawnej i relaksującej. Idealnej na smutki, chandrę i poprawę humoru. Przyjemnych chwil i sporo uśmiechu na twarzy. Autorki napisały ją lekko, a fabuła obfituje w moc niespodzianek. Nie są one przewidywalne, zaś akcja książki toczy się szybko. Walorem książki jest błyskotliwy język i dobry styl. Wykreowane bohaterki są bardzo realne i rzeczywiste. Czytelniczki łatwo odnajdą w nich swoje wady i zalety. Każda z opisanych kobiet jest inna, ale to nie przeszkadza im się lubić, świetnie dogadywać i wzajemnie uzupełniać. Cztery przyjaciółki chętnie spędzają ze sobą czas. Życie przynosi im różne zrządzenia losu, ale nic nie jest w stanie zniszczyć ich przyjaźni. Czytając tę powieść szybko poczujecie się w gronie tych sympatycznych osób jak u siebie. 
Tym samym łatwo odgadnąć, że atmosfera tytułu jest przyjemna, choć nie wszystkie sceny są banalne. Bohaterki dotyka samo życie, różne emocje, niekiedy mocne sensacje. Bywa, ze wiele się wali, a grunt pod nogami staje się niepewny. Mimo to, fabuła książki dowodzi, że nie można się załamywać a szukać nowych rozwiązań. Należy śmiało, choć z pewną dozą ostrożności, brać się za realizację marzeń i nie bać się wyzwań. 

Ta seria to książki lekkie, ale mądre i warte polecenia. Są pełne realnego życia i opowiadają o poszukiwaniu szczęścia, miłości. Gloryfikują przyjaźń, która bywa niezastąpiona i niezwykle cenna, gdy dopadną nas życiowe burze, a niebo nad naszą głową zasnują chmury. Opowieść, w której na pierwszym planie stoi Iza to także historia o skomplikowanych relacjach matki i córki. To lektura o rodzinnych sekretach i poznawaniu samego siebie. 
Czytając śmiałam się często, oderwałam się od świata i spędziłam miło czas. Jeśli macie ochotę na przeczytanie świetnej obyczajówki możecie śmiało sięgnąć po ten tytuł i całą serię. Rozczarowanie Wam na pewno nie grozi. Polecam z całego serca. 

środa, 5 grudnia 2018

Mieczysław Bieniek "Hajer na kole czyli rowerem po Kirgistanie i Kazachstanie"



Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2018
stron 378
ISBN 978-83-619-6837-5

Każda podróż nas czegoś uczy

Mieczysław Bieniek, emerytowany górnik zwany Hajerem, udał się w kolejną podróż na Wschód. Tym razem jego celem był Kirgistan i Kazachstan – dawne republiki radzieckie, które obecnie są suwerennymi państwami. Czuć w nich jednak specyficzny postsowiecki klimat i pewną nostalgię za przeszłością. Kolejna podróż Hajera na Wschód odbyła się w dużej mierze rowerem, na którym sakwy kryły niewielki wobec przejechanej liczby kilometrów bagaż. Trasa wiodła niekiedy przez niezamieszkane tereny, ale nie zabrakło też na niej ciekawych ludzi, nowych przyjaźni i znajomości. Pana Mieczysława urzekła wschodnia gościnność, uprzejmość oraz życzliwość okazywana przez mieszkańców tych terenów. Nie zabrakło przygód i przeróżnych niespodzianek. Autora nie ominęły przepiękne widoki, kłopoty zdrowotne i życiowe trudności. Wszystkie przygody zniósł jednak z uśmiechem na twarzy i właściwym mu humorem. W takim też tonie podzielił się nimi z czytelnikami. Efektem kilkumiesięcznej podróży jest świetna książka należąca do „rowerowej serii”, którą zapoczątkował tytuł „Hajer jedzie do Soczi”.
Trudno uwierzyć, ale Mieczysław Bieniek na swoją kolejną wyprawę wyruszył bez szczegółowego planu i dokładnej mapy. Jechał, mając tylko ogólny zarys wycieczki. O drogę i ciekawe miejsca pytał często napotkanych ludzi, którzy zawsze chętnie służyli mu radą i pomocą. Ich życzliwość i dobre serce były dla niego bezcenne. Trasa tylko z pozoru wydawała się niebezpieczna ze względu na położenie polityczne i krążące o niej mity. Trudne okazały się tylko warunki pogodowe i zmęczenie ciała. Każdy dzień przynosił coś nowego. Kolejne odkrycia składały się na niezwykłe wspomnienia, które zostały spisane na kartach książki. Ten rodzaj odkrywania świata, poznawania jego specyfiki wydaje się niesamowity. Nieprzewidywalność pozwala bowiem zobaczyć więcej i głębiej poznać otaczającą rzeczywistość i spotykanych ludzi.
Trasa wiedzie przez miasta i wioski, ale także przez ogromne niezamieszkane tereny. Przez kilometry trawiastych stepów, wysokie góry i przełęcze, pustynie, gdzie żar leje się z nieba, i drogi wzdłuż rwących rzek, co swój początek mają w lodowcach. Zachwyca feeria barw, przestrzenie niedotknięte ludzką ręką i świat, w którym rządzą siły natury i pory roku.
Autor opisuje to wszystko z zachwytem. Jest zadowolony z podróży, choć nie wszystko udaje mu się zrealizować. Czasem plany biorą w łeb, ale los, odbierając jakąś szansę, zawsze daje mu coś ciekawego w zamian. Bieniek napawa się otaczającym go światem i z entuzjazmem dzieli się swoimi doświadczeniami i refleksjami. Przy okazji zaraża pasją podróżowania na spontanie, bez planowania każdej chwili w kalendarzu. To daje o wiele większą frajdę i ciekawsze przeżycia.
Świat postsowiecki jest ciekawy, różnorodny i wciąż tajemniczy. Niekiedy nawet wydaje się nierealny i należący do przeszłości. Tym bardziej więc kusi, by go poznać, doświadczyć na własnej skórze, zobaczyć na własne oczy. Hajer przekonuje, że warto poznawać takie miejsca.
Książkę tę, podobnie jak pozostałe tytuły tego autora, czyta się z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem. Jej styl jest lekki i pełen humoru. Obfituje w ciekawe anegdoty i szczegóły. Tekst uzupełniają zaś piękne zdjęcia. To wszystko sprawia, że lektura pochłania i rozbudza pragnienie wojaży. Gorąco polecam tę książkę wszystkim fanom literatury podróżniczej.

czwartek, 29 listopada 2018

Paul Bright, Brian Sibley, Jeanne Willis, Kate Saunders "Nowe przygody Kubusia Puchatka"



Wydawnictwo Znak Emoticon
data wydania 2018
stron 136
ISBN 978-83-240-4933-2

Witaj znów kochany Misiu! 


Zna Go prawie każde dziecko na świecie. Znają Go całe pokolenia, a on powraca po wielu latach. Jest już sędziwym staruszkiem, bo świętował 90-te urodziny, Ale... spokojnie jest nadal w świetnej, ba wręcz doskonałej formie i nie starzeje się. O kim mowa? O bohaterze z klasyki literatury dziecięcej Kubusiu Puchatku, który powraca w nowej książce opowiadającej o Jego nowych przygodach. Pięknie wydana przez Znak emotikon lektura dla najmłodszych czytelników dzieli się na cztery części, które odpowiadają kolejnym porom roku. W każdej z nich spotykamy przyjaciół Kubusia i przeżywamy z sympatycznym niedźwiadkiem nowe przygody.


Tytuł jest kontynuacją opowieści napisanych przez A.A. Milne'a ilustrowaną w dawnym stylu. Książkę o której mowa napisało aż czterech autorów. I tak jesienią Kubuś szuka smoka, zimą do Stumilowego Lasu przybywa Pingwinek, wiosną ktoś ma chrapkę na oset Kłapouchego, a latem poszukiwany jest Nil i przeprawa na nim. Jednym słowem jest mega wesoło, kolorowo i przyjemnie. A sama książeczka jest prześlicznie wydana i z pewnością uraduje młodsze dzieci. Dla mnie była wspomnieniem dziecięcych lat i początków mojego czytelnictwa.


To idealna propozycja dla maluchów, to świetny pomysł na prezent nawet taki bez okazji. Drodzy dorośli wypada, po prostu wypada by dzieci znały tego sędziwego Misia, by wiedziały, kto należy do grona jego przyjaciół, by miały wiedzę kim jest kultowa postać. Bo owszem gadżety są ok, ale pierwsza powinna być książka niż koszulki, kubki czy piłki. Miś choć ma swój wiek nadal ma wiele do powiedzenia kolejnym pokoleniom dzieci, a lektura kontynuuje to, co zamyślił pomysłodawca tej postaci. Książka zawiera idealną dla dziecka treść pozbawioną zła tego świata jakim jest przemoc, egoizm, pędzenie po trupach. Na jej kartach nie brak wartości wychowawczych, edukacyjnych i godnych wszczepienia młodym miłośnikom literatury.


Fakt iż opowiastki napisał kto inny nie umniejsza klimatowi książki, bowiem autorzy świetnie weszli w Kubusiową Rzeczywistość i Jego świat. Nie odczułam zbytniej różnicy między tą publikacją, a tą sprzed lat. Czyta się ją przyjemnie i lekko, nie brakuje specyficznego humoru, a Miś nadal budzi ogromną sympatię. 
Naprawdę warto przeczytać dzieciom tę lekturkę lub im ją podsunąć do samodzielnego poznania.


wtorek, 27 listopada 2018

Piotr Tymiński "Przybysz"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2018
stron 158
ISBN 978-83-8083-835-2

Byle wrócić do domu


Od zakończenia drugiej wojny światowej mija coraz więcej czasu. Z każdym rokiem żyje coraz mniej świadków wydarzeń, które miały miejsce w Europie w latach 1939-1945. Z upływem czasu mówi się coraz mniej o tamtych wydarzeniach. Wspomnienia zaciera czas. Warto jednak by świadectwa wojenne, by relacje osób, które przeżyły wojnę były przekazywane kolejnym pokoleniom ku przestrodze by nikt z ludzi nie zrobił tego co Hitler.
Bezpośrednie świadectwa są bezcenne dla potomności. Zawierają je pamiętniki, dzienniki, a niekiedy powstają na bazie autentycznych wydarzeń powieści. Taką właśnie książką jest "Przybysz" napisany przez historyka Pana Piotra Tymińskiego. Powieść ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res i choć nie jest zbyt grubą publikacją zawiera cenną treść.

Jest rok 1944. Niemcy odnoszą klęski, a uciemiężone narody zaczynają snuć odważne marzenia o wolności. Terror niemiecki jednak nadal szaleje. Zwiększa się liczba zabitych, wiele osób trafia wskutek masowych łapanek i aresztowań do obozów koncentracyjnych. Pociągi wywożą też kolejnych pechowców na roboty do Rzeszy. Są wśród nich dorośli i dzieci. Wolność traci pewnego dnia 12-letni Bronek. Jego rodzinną miejscowością są Marki. Sprytny i rezolutny chłopak gdy trafia do bydlęcego wagonu jadącego do Niemiec postanawia uciec. Nie jest to łatwa sprawa, bo czujne oczy niemieckich żołnierzy wyłapują uciekinierów i brutalnie się z nimi rozprawiają. Bronek stawia jednak wszystko na jedną kartę. W trakcie ucieczki poznaje rówieśnika Jurka. Pomiędzy zbiegami rodzi się przyjaźń i bliska bratnia więź.

Opisana przez Piotra Tymińskiego historia jest bardzo wzruszająca i chwyta za serce. Jest ona oparta na prawdziwej historii. Na bocznym skrzydełku zamieszone jest zdjęcie Autora wraz z bohaterem książki. Treść krótkiej powieści to jednocześnie głęboko wymowna lekcja historii. Z niej poznajemy wojenną rzeczywistość oczami młodego człowieka, który by przeżyć musiał wykazać się odwagą i bohaterstwem. Wojna, która zabrała mu dzieciństwo w zamian wymusiła dojrzałość i błyskawiczne dorastanie. Czytając kolejne strony możemy łatwo wyobrazić sobie to, co przeżywali w tych czasie Polacy, zwyczajni ludzie, którym spokój szarej rzeczywistości zabrali faszyści. Język książki jest prosty i potoczny, idealnie pasujący do pierwszoosobowej narracji dziecka. Prostota jest niezwykle wymowna i przemawiająca do serca. Opisane sceny dobitnie obrazują koszmar wojny, strach o każdy oddech i kruchość życia wobec szaleńczej ideologii.

To historia dla każdego, kto nie boi się drastycznej, do bólu prawdziwej lekcji przeszłości. Gorąco polecam jej lekturę każdemu. Ze względu na wiek narratora mogą ją poznać także jego równolatkowie. Każde słowo przemówi do czytelników wyraziście i czytelnie. I to uważam za największy atut tego tytułu. Z serca go polecam. 

piątek, 23 listopada 2018

Magdalena Majcher "Cud grudniowej nocy"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2018
stron 400
ISBN 978-83-8103-348-0

Cuda nie zawsze się zdarzają

Czy cuda się zdarzają? Czasem tak, ale najczęściej nie. Czy grudniowa wigilijna noc im sprzyja? W pewnym sensie tak, ale nie jest gwarantem ich spełnienia. Oczywiście ta noc ma w sobie magię, zbliża ludzi, łagodzi spory, burzy mury nienawiści, ale tak naprawdę jeśli w nas nie będzie dobrej woli to magia świąt nie okaże się skuteczna. 
Święta i czas je poprzedzający każdy z nas odbiera inaczej. Jedni rzucają się w wir obowiązków, przygotowań i zakupów. Robią to pełni radości, z nieprzymuszonej woli. Cieszą się każdą chwilą tego czasu, a brzemię pracy wydaje im się bardzo słodkie niczym lukrowane pierniki. Inni nienawidzą okresu świąt i chcą by jak najszybciej się skończył. "Last Christmas" przyprawia ich o ból głowy, a kupno podarków urasta do miana dużego problemu i katastrofy. 
Jakie stanowisko pod tym względem zajmują bohaterki "Cudu grudniowej nocy? I czy ten tytuł zapowiada słodką do bólu powiastkę poprawiającą nastrój? 
Autorka z pewnością Was zaskoczy.

Do ręki weźmiecie książkę z przepiękną okładką i szatą graficzną. Nie wierzę, że ona się komuś nie spodoba, bo zaprojektowana jest bardzo stylowo, elegancko i bez kiczu. A środek co kryje? 
Otóż fabuła książki jest niezwykle realna i pełna zwyczajnego życia, które zwykle bajką nie bywa. Pięć kobiet, które spotkacie na kartach tytułu jest ze sobą spokrewnione. Reprezentują dwa pokolenia, ale każda z nich jest inna i niepodobna do reszty. Każda ma inną sytuację życiową i inaczej patrzy na świat. Ma inny bagaż doświadczeń i inne spojrzenie na rzeczywistość. 

Maria marzy o tradycyjnych świętach, które w wigilijny wieczór zgromadzą przy stole całą rodzinę. O tuzinie potraw, które sama przygotuje i pachnącej choince. O gwarze dzieci i śpiewaniu kolęd. Jej córka już ma nieco inne marzenia. Kamilę los bowiem zaskakuje niespodziewaną ciążą. Zaskoczona po decyzji o wspólnym zamieszkaniu i przyszłości z ojcem dziecka drży by maleństwu pod jej sercem nic złego się nie stało. 
Teresa ma dość sprzątania, stania przy kuchni i gotowania niczym dla batalionu wojska. Chciałaby te święta spędzić tylko z mężem w ciszy i spokoju. Marzy jej się minimalistyczny stół i relaks. Kinga zapracowana i zabiegana żona oraz mama jest perfekcjonistką. Chciałaby jak co roku wdepnąć na święta do mamy i mieć z głowy wszelkie prace. Zrobić perfekcyjne zdjęcia na Instagram i pokazać jaka jest szczęśliwa i spełniona. Magdalenę dopadają bolesne wspomnienia.  Kilka lat temu w wigilijny wieczór spotkała ją najgorsza w życiu tragedia. Woli ten dzień i noc spędzić w pracy w szpitalu. Męża też chce wysłać na dyżur.
Życie jednak weryfikuje plany i marzenia. Jednym je spełnia, innym krzyżuje...

Książka ogromnie mi się podobała i mile mnie zaskoczyła. Nie okazała się słodkim i przewidywalnym czytadłem posypanym kilogramem cukru. Okazała się niezwykle prawdziwa, ale i chwytająca za serce i uświadamiająca na czym polega cud świąt. Każda z przedstawionych bohaterek jest bardzo ciekawa. Każda to postać z krwi i kości, a nie sztucznie nadmuchana lalka. Każdą życie nie oszczędza. Nie rozumiem oburzenia pewnych czytelników tym, że klimat książki nie jest idylliczny. Nie jest, bo nie musi być. Magdalena Majcher napisała bowiem książkę dla dorosłych, a nie historyjkę dla dzieci. Tą powieścią Autorka udowodniła, że się bardzo rozwija, że doskonali swój warsztat, że ma talent. Ta opowieść jest oryginalna i niesztampowa. Bardzo przemawia do serca i wskazuje co jest ważne, a co w życiu jest błahostką. Autorka bez zawahania ujawnia wady swoich bohaterek, pokazuje ich błędy bymy my, czytelnicy wynieśliśmy z lektury pewne korzyści. By dotarły do nas pewne refleksje, byśmy zastanowili się jak najlepiej przeżyć ten czas. Recepta jest prosta. Nie musimy korzystać z funkcjonujących szablonów. Niech każdy z nas uściśli swoje priorytety, byleby nie było to ślepe naśladownictwo bo tak trzeba, ani pozory idealne na fejsbukowe fotki. 
Powieść jest dojrzała i dopracowana. Jej akcja obejmuje tylko 24 dni grudnia, ale na kartach książki naprawdę wiele się dzieje. Czytałam tę historię na jednym wdechu, nie mogłam się od niej oderwać.  Żal mi było się z tą lekturą rozstawać. Ta książka coś cennego wniosła do mojego życia. 
Z serca polecam tę powieść. Warto poświęcić jej czas, warto uczyć się na błędach innych. Życie mamy tylko jedno i trzeba je przeżyć najpiękniej jak się da. 
Idealny pomysł na prezent pod choinkę. 

środa, 21 listopada 2018

Edyta Świętek "Nie pora na łzy"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-7674-737-8

Zamiast płakać, trzeba wziąć się w garść i walczyć o szczęście

„Nie pora na łzy” to pierwszy tom kolejnego cyklu autorstwa Edyty Świętek pt. „Nowe czasy”. Czeka nas w niej spotkanie z wcześniej poznanymi bohaterami serii „Spacer Aleją Róż”. Na scenę wchodzi też kolejne pokolenie – wnuki tych, którzy tuż po wojnie budowali nową dzielnicę Grodu Kraka, w której centrum pyszniła się Huta im. Lenina.
Jest początek lat 90. Komuna się skończyła. Znienawidzony przez społeczeństwo ustrój stał się przeszłością. Zniknął pomnik Włodzimierza Lenina, odbyły się wolne wybory, zmieniła się rzeczywistość. Narodził się kapitalizm. Nowy ustrój dopiero się rozwijał, a już widać było jego pierwsze negatywne skutki. Pojawiło się bezrobocie i strach przed utratą pracy. Umowy o pracę zastąpiły tzw. śmieciówki. Ceny poszybowały w górę, wzrosła przestępczość oraz nastał czas gospodarczych afer i szwindli. Coraz więcej osób zaczynało pracować na własny rachunek, ale o bankructwo wcale nie było trudno.
W tych szalonych czasach przyszło żyć wnukom oraz dzieciom Pawłowskich i Szymczaków. Paweł Szymczak i jego żona marzyli o tym, by dorobić się fortuny. Prowadzili różne biznesy – ze zmiennym szczęściem. Ich dorobek padł ofiarą afery Grobelnego. Zajęci rodzice nie mieli czasu dla jedynaczki, która czuła się niekochana, zakompleksiona i bardzo osamotniona. Rodzeństwo Adrian i Wioletta Pawłowscy założyli zespół muzyczny, który grał niezwykle popularną w tamtym czasie muzykę chodnikową – disco polo. Grupa szybko zdobyła popularność – nagrywała płyty i koncertowała. Zajęcie to okazało się o wiele bardziej dochodowe niż praca w klubie Dance Floor. Sława nie uderzyła jednak młodym do głowy, ale pozwoliła im na finansową niezależność. Ich brat, Marek, nie miał tyle szczęścia w życiu zawodowym. Życie wszystkich bohaterów toczyło się dalej i przynosiło kolejne niespodzianki. Było ich bardzo wiele i nie wszystkie okazały miłe...
Książka od samego początku budziła we mnie spore emocje. Autorka pozwoliła mi cofnąć się do czasów mojej młodości. Były to burzliwe lata, gdy świat zmieniał się z godziny na godzinę. Fortuny powstawały jak grzyby po deszczu, choć niekiedy równie szybko znikały. Starszym pokoleniom trudno było czasem odnaleźć się w tej szybko pędzącej rzeczywistości, ale młodzi ludzie, tak jak opisani bohaterowie, czuli się jak ryby w wodzie. Nie były to czasy łatwe. W książce dowodzi tego przykład Marka, który mając pewne ambicje, zagubił się w życiu i popełniał różne błędy. A świat zastawiał kolejne pułapki.
Wielkim plusem książki jest rewelacyjne odzwierciedlenie opisywanej rzeczywistości. W fabułę wplecionych jest wiele wydarzeń, zjawisk i spraw, które były charakterystyczne dla tamtego okresu. Pojawiły się bazary i fortuny budowane na łóżkach polowych oraz w „szczękach”. W tle słychać było muzykę disco polo, która bawiła ludzi na imprezach i rozbrzmiewała w miejscach handlu. Ludzie dorabiali się majątków poprzez wikłanie się w różne interesy, mniej lub bardziej legalne. Zachwycali się wszystkim, co pochodzi z Zachodu. Młodzi zaczynali żyć inaczej niż ich rodzice. Pojawiły się nowe możliwości, ale i nowe problemy. Wolność bowiem dla niektórych okazała się pułapką.
Książkę czytałam z wielkim sentymentem, a moje myśli raz po raz wracały w przeszłość, którą cechowały dwie rzeczy: obiecywała wiele, dawała nadzieję, ale i boleśnie rozczarowywała. Ukazano w niej życie zwykłych ludzi, którzy mimo osiąganych sukcesów czują się nieco zagubieni i oszołomieni tym, co widzą i słyszą. Przedstawiciele starszego pokolenia, jak Julia, obserwują i czasem nie wierzą w to, co się dzieje. Z pewnością nie jest to świat, o jaki walczyli. Treść lektury ma zatem słodko-gorzki smak, typowy dla czasów młodego polskiego kapitalizmu.
Edyta Świętek pisze też w tej powieści o miłości. Nie jest ona jednak szczęśliwa. Przynosi zawód i rozczarowanie, komplikuje życie i wcale nie ma słodkiego smaku.
Książka ta wspaniale obrazuje minione czasy, opowiada dalsze dzieje znanych już postaci i ukazuje wpływ zmian ekonomiczno-gospodarczych, jakie wtedy następowały, na życie zwykłych ludzi. Edyta Świętek po raz kolejny udowodniła swój talent do tworzenia porywających historii i oryginalnych bohaterów. Gorąco zachęcam do lektury tej powieści.