środa, 20 czerwca 2018

Edyta Świętek "Powiew ciepłego wiatru"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 496
ISBN 978-83-7674-700-2
seria Spacer Aleją Róż tom V

Powieść o rozczarowaniu 

Wszystko, co dobre niestety ma swój koniec. Dotyczy to także ulubionych serii książkowych. Saga nowohucka autorstwa Edyty Świętek liczy pięć tomów. Za mną lektura całego kompletu, przy czym ostatnia część tej znakomitej opowieści okazała się najbliższa memu sercu i zabrała mnie w sentymentalną podróż. Lata, w których rozgrywa się jej akcja (1977-1990) to czasy których byłam naocznym świadkiem jako przedszkolak i uczennica szkoły podstawowej. Właśnie dlatego tak emocjonalnie przyjęłam opisane wydarzenia i perypetie rodziny Szymczaków, która stała mi się bliska jak własna.
Socjalizm ma się źle, a jego założenia zdecydowanie się nie sprawdzają. Ludzie mają dość. Po chwilowym polepszeniu dzięki polityce życia na kredyt Gierka, nadchodzą ciężkie czasy. Czasy kryzysu, podwyżek, kolejek i totalnego braku wszystkiego poza octem. Żywność i inne dobra stają się reglamentowane, a to wywołuje opór klasy robotniczej i nie tylko. Także w Nowej Hucie zaczyna wrzeć jak w tyglu. Robi się niespokojnie, a władza nie potrafi przyznać się do błędów i zaczyna tłamsić demonstracje oraz strajki. A nasi bohaterowie? Ci, którzy przyjechali do najmłodszej dzielnicy Krakowa i budowali w pocie czoła pomnik socjalizmu przeżywają jesień życia. Mają dorosłe dzieci, a na świecie pojawiają się ich wnuki. Starość nie zapowiada się jednak spokojnie, a życiowe bilanse nie są zbyt korzystne. Przychodzi nostalgia, żal młodości, która upłynęła na ciężkiej pracy i nie przyniosła obfitego plonu. Życie nie rozpieszcza, a przyszłość jawi się w niezbyt przyjaznych kolorach.
Szymczakowie i Pawłowscy są reprezentantami pokolenia, które w dużej mierze oszukano. A oni sami budowali ustrój, z którym zarazem walczyli. Pokolenie ich dzieci zdecydowanie podniosło głowy w walce o zmiany i prawdziwą wolność. Ta nadeszła, ale okazała się nie tak piękna, jak się spodziewano.
Ostatni tom tego cyklu to powieść o rozczarowaniu. O walce i gorzkim smaku nie porażki, a zwycięstwa. O tym, że spełnione marzenia nie zawsze okazują się tym, czego chcieliśmy. Fabuła idealnie odzwierciedla opisane czasy. Pokazuje ich szary koloryt i przejaskrawione barwy wywalczonej zmiany, która szybko okazała się brutalna i równie niesprawiedliwa.
Powieść wzrusza, zapiera dech w piersiach i nastraja bardzo nostalgicznie oraz melancholijnie. Dużo w niej smutnych scen, dużo wątków kończy się bez happy endu. Walka okazuje się często bojem z wiatrakami. Jednostki płacą olbrzymią i osobistą cenę. Autorka uwieńczyła swój cykl w sposób doskonały i świetnie podsumowała życie i trud pokolenia, które odważnie walczyło z komunizmem.
Ten tom czytałam z wielką tęsknotą. Była to niesamowita podróż do lat dzieciństwa, które mimo szarości miało swój urok i smak. Nie obyło się bez łez, odsłuchania wspomnianych w tekście utworów muzycznych i obejrzenia zdjęć Nowej Huty z tamtych lat. Po przeczytaniu ostatniego zdania nadszedł smutek z powodu pożegnania ulubionych bohaterów i miejsc, które stały się bliskie.
Ta pięciotomowa saga to wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju cykl, który zasługuje na uznanie i wielkie brawa. To ambitna seria pełna prawdziwej historii i skomplikowanych ludzkich losów. Gorąco polecam te książki zakochanym w sagach i lubiącym doskonałe lektury obyczajowe w których ton fabule nadaje autor i historia.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Joanna Jax "Zemsta i przebaczenie. Rzeka tęsknoty"


Wydawnictwo Videograf
data wydania 2017
stron 416
ISBN 978-83-7835-536-6

Wojna jest źródłem z którego wypływa rzeka tęsknoty

Wojna powoduje wiele potwornych wydarzeń, wyzwala zło i sprawia, że negatywne uczucia i emocje biorą górę nad tymi dobrymi. Wśród nich jest również tęsknota, która męczy i dręczy m.in. bohaterów trzeciego tomu popularnej sagi pióra Joanny Jax "Zemsta i przebaczenie". Jego akcja rozgrywa się w latach 1942-1943. To czas w którym ludzie w całej Europie tracą nadzieję na rychłe zakończenie działań zbrojnych. W tym wojennym piekle jakoś trzeba żyć, walczyć o kolejny dzień, mijać się ze śmiercią i unikać choćby takich pułapek jak łapanki czy aresztowania. 
Trzecie spotkanie z ulubionymi bohaterami poznanymi we wcześniejszych tomach okazało się nie lada gratką, ale była to też niezwykle wymowna lekcja historii. Śledząc losy zwykłych ludzi łatwo bowiem dostrzec prawdziwe oblicze wojny. Jej tragizm i okrucieństwo, które dotyka zwłaszcza tych najsłabszych. I tu wspomnę postać Szymka - podopiecznego Lewina, którego postać i czyny tak mocno chwyciły mnie za serce, tak bardzo poruszyły i perfekcyjnie pokazały jak konflikt zbrojny wpływa na psychikę dziecka. A co się działo u innych bohaterów z pierwszego planu?

Julian i Alicja ukrywają się  po ucieczce mężczyzny z Pawiaka i zabójstwie kochanka Alicji Martina Grossa. Choć są w poważnych tarapatach ich uczucie rozkwita. Owocem tego związku jest ciąża, która bardzo cieszy zakochanych. Alicja nie potrafi jednak biernie czekać na narodziny dziecka i chce wrócić do czynnej służby w podziemiu. Mimo wojny jest bardzo szczęśliwa nosząc pod sercem dziecko ukochanego. Los jednak okazuje się wobec tej pary bardzo okrutny...
Hanka z Nadią mieszkają w Magnuszewie. Wraz nimi jest Irenka, która poznaje tam swojego przyszłego męża Kazimierza. Igor Łyszkin realizuje kolejne szpiegowskie misje - udaje się do Kijowa i wciela w skórę niemieckiego żołnierza schwytanego do niewoli. Adrianna żyje z Emilem i ich synkiem Karolem. Emil jednak traci głowę dla Renatte Zoll, a Ada poznaje Kamila Grotowskiego dla którego rzuca ojca swego dziecka. Jednak i jej szczęśliwe życie nie jest pisane...

Trzeci tom okazał się równie doskonały jak książki wcześniej wydane w tym cyklu. Szczególnie wstrząsnęły mnie obrazy oblężonego Leningradu jak i warszawskiego getta i warunków życia w nim ludności żydowskiej. Lekturze wielokrotnie towarzyszyły łzy i ogromne wzruszenie. Autorka niezwykle plastycznie splotła prawdziwe wydarzenia w życie wykreowanych przez siebie postaci. Akcja powieści jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Motywem przewodnim w fabule jest tęsknota. Bohaterowie zmęczeni wojną tęsknią za spokojem, normalnością, zwyczajnym życiem, ale i tymi którzy zaginęli i odeszli. Brak im normalnego jedzenia, męczą naloty gestapo, wykańcza niepewność jutra. Trudno cieszyć się życiem, gdy brakuje żywności, lekarstw, pewności, że uniknie się aresztowania czy wywózki do obozu. Wojna zmienia charaktery, łamie dusze, odbiera normalność. A jednak ludzie stłamszeni i zmęczeni znajdują w sobie wciąż nowe pokłady sił by iść do przodu, walczyć, odżywają w nich ludzkie uczucia i dawne przyjaźnie. Bohaterowie zmieniają się obciążeni balastem tego, co dzieje się wokół. Przechodzą metamorfozy na lepsze i gorsze. 
Joanna Jax nie krytykuje, ale i nie chwali. Pozwala sobie na pokazanie prawdziwego oblicza wojny i jej wpływu na poszczególnie jednostki. Pozwala nam zobaczyć tamtą rzeczywistość z różnych stron - oczami wrogów i przyjaciół, kobiet i mężczyzn, charakterów które nie są do końca ani czarne ani białe a zakurzone wojennym pyłem. I to jest moim zdaniem wielkim walorem tej lektury. 
To doskonała saga i dlatego gorąco ją polecam. Z każdym tomem jestem coraz mocniej w niej zakochana. Ciekawa tomu czwartego zachęcam do lektury i wracam do wojennej rzeczywistości z "Morzem kłamstwa". Wrażenia oczywiście wkrótce na blogu. 

piątek, 8 czerwca 2018

Bartek Dobroch "Artur Hajzer. Droga Słonia"



Wydawnictwo Znak
data wydania maj 2018
stron 544
ISBN 978-83-2404-949-3

Opowieść o Słoniu co po górach chodził

W maju ukazała się kolejna książka napisana przez Bartka Dobrocha. Jest to lektura poświęcona legendarnemu polskiemu himalaiście, który jest nie tylko zdobywcą kilku ośmiotysięcznych himalajskich kolosów, ale i twórcą programu Polski Himalaizm Zimowy, w ramach którego Polacy zapisali się na kartach kronik i dzielnie kontynuowali dzieło Lodowych Wojowników rozpoczęte w latach 80. XX wieku.
Urodzony w Zielonej Górze w 1962 roku Artur swoją górską ścieżkę rozpoczął jak wielu poprzez harcerstwo. Dzięki pracy, uporowi i odwadze osiągał pierwsze sukcesy. Prawdziwą wspinaczkę rozpoczął od Tatr, a potem nadszedł czas na Alpy, góry Azji i wreszcie Himalaje. Swój pierwszy ośmiotysięcznik złoił w 1986 roku. Wspinał się wtedy jako młody alpinista z gronem największych sław złotej ery polskiego himalaizmu. Wiązał się liną z Wandą Rutkiewicz, Krzysztofem Wielickim czy Ryszardem Wareckim. Jego wielokrotnym partnerem i mentorem był Jerzy Kukuczka, którego określano mianem górskiego ojca Artura. Zaszczepione przez Andrzeja Zawadę idee kontynuował, gdy wielcy wspinacze starszego pokolenia zginęli w górach czy odeszli na emeryturę. Był twórcą, szefem i kierownikiem wielu wypraw w ramach PHZ. Dał się poznać nie tylko jako doskonały himalaista, ale i organizator, koordynator akcji ratunkowych jak również człowiek biznesu.
Góry kochał, ale był w stanie porzucić je na wiele lat, by w końcu w nie wrócić i osiągnąć spektakularne sukcesy.
Bartek Dobroch nad ową publikacją pracował trzy lata. Zbierał materiały, przeprowadzał wywiady, rozmawiał z rodziną, bliskimi, partnerami i podopiecznymi Artura, do którego przylgnął pseudonim Słoń. Z zapisanych na kartach książki słów wyłania się postać niezwykle barwna, ciekawa i nietuzinkowa. Trudny charakter, twarda osobowość, marzyciel a zarazem mężczyzna mocno stąpający po ziemi. Wizjoner i człowiek interesu. Pokorny uczeń i rzetelny nauczyciel zarażający innych swoją pasją. Dyplomata, negocjator i przyjaciel, na którego można liczyć. Wymagający mentor i osoba mająca swoje wady oraz słabostki. Mąż i ojciec, kolega i zawodowiec. Autor dwóch książek i zwolennik pokonywania własnych słabości oraz przeszkód od losu. Człowiek odważny, a zarazem wrażliwy i biorący sobie wiele spraw głęboko do serca.
Autor szczegółowo pokazuje sylwetkę swojego bohatera poprzez opinie pozytywne i słowa krytyczne. Nie gloryfikuje, ale sprawiedliwie odnotowuje nie tylko górskie sukcesy, ale także i potknięcia oraz porażki. Artur Hajzer wyłania się z tego tytułu jako typ niepokorny, jako człowiek stawiający sobie ambitne cele i wymagający wiele nie tylko od innych, ale i od siebie. Jego nagła śmierć w górach zostaje owiana woalem tajemnicy. Faktem jest że 7 lipca 2013 roku po raz ostatni opuścił namiot i wziął do ręki linę. Czy był to nieszczęśliwy wypadek czy awaria sprzętu? Polskie środowisko himalaistów odniosło wielką stratę, ale rozpoczęte przez Artura Hajzera dzieło jest nadal kontynuowane.
Najnowsza książka Bartka Dobrocha to najlepsza górska biografia jaką przeczytałam. To lektura wyjątkowo dobrze wyczerpująca temat i przybliżająca postać, która zasługuje na szacunek i uznanie. Artur Hajzer to wzór partnera w górach, to osobowość, która inspiruje do łamania barier i przekraczania granic. Jego życie jest dowodem na to, że można realizować wszelkie marzenia i tworzyć historię zajmując się tym, co nam w duszy gra. Atutami tej biografii jest obiektywne podejście do osoby głównego bohatera i przystępne pokazanie sylwetki wspinacza, który myśli i działa inaczej niż przeciętny zjadacz chleba. Dla szaraków świat gór jest bowiem zamknięty i niedostępny, ale i niezrozumiały. Poznanie sylwetki tak Wielkiej Legendy może stać się bardzo cenną przepustką, która otwiera nowe horyzonty. Wspaniała biografia godna polecenia nie tylko miłośnikom gór.

środa, 6 czerwca 2018

Anna Szepielak "Przekroczyć rzekę"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2018
stron 480
ISBN 978-83-8075-422-5

Życie wymaga od nas pokonywania granic, które wydają się nie do przekroczenia

Najnowsza powieść Anny Szepielak przenosi nas w przeszłość, do czasów kiedy Polski nie było na mapie Europy. Jej akcja ma miejsce pod koniec dziewiętnastego wieku, a główną bohaterką jest młoda kobieta Julia Zarzewska. Osierocona przez nagle zmarłą w tragicznych okolicznościach matkę, pięcioletnia dziewczynka zostaje powierzona przez ojca pod opiekę mieszkającej w Krakowie ciotki Barbary. Julia mało pamięta ze swojego dzieciństwa, ale boli ją fakt porzucenia przez tatę. Po osiągnięciu pełnoletności i zdobyciu stosownego wykształcenia panna Zarzewska podejmuje posadę guwernantki. Jej pracodawczyni zwalnia ją nagle z powodu plotek o mrocznej, pełnej szokujących tajemnic i owianej skandalami przeszłości familii Zarzewskich. Julia szybko otrzymuje kolejną propozycję pracy w galicyjskim dworze położonym blisko jej rodowej siedziby. Właścicielem owego domostwa jest krewny dziewczyny, który jako wdowiec samotnie wychowuje jedenastoletnią córkę. Nasza bohaterka przyjmuje ową posadę nie tylko ze względów ekonomicznych. Julia chce wrócić w rodzinne strony i poznać wydarzenia sprzed lat. Chce się dowiedzieć co właściwie stało się feralnej nocy, kiedy zmarła jej mama. Okazuje się, że te tragiczne chwile są tylko prologiem w lawinie tajemniczych zdarzeń...
„Przekroczyć rzekę” to nie pierwsza książka Anny Szepielak, którą przeczytałam. Lektura zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i okazała się idealną propozycją z kręgu powieści obyczajowych. Czytając ich wiele czułam pewne przesycenie powtarzającymi się tematami, na których oparta była ich fabuła. Ten tytuł okazał się oryginalny i niesztampowy oraz pełen świeżości niczym morska bryza. Lektura zajęła w pełni moje myśli i sprawiła, że na czas jej czytania stałam się nieobecna dla świata. To przepiękna powieść, która przenosi nas w inne czasy, w których panowały inne obyczaje i normy moralne. Ludzkie dylematy i bolączki były takie same jak dziś. Zazdrość, namiętność, zemsta identycznie jak współcześnie oplatały ludzkie dusze i stawały się podwalinami tragicznych wydarzeń.
Książka ma bardzo wiele zalet. Urzeka język i elegancki styl, jakim została napisana. Dbałość o język, wyważone tempo fabuły, ogromna ilość emocji sprawiają, że czytanie jest prawdziwą ucztą. Piękne i plastyczne opisy pobudzają wyobraźnię. Z każdej strony bije tajemniczość i wieje grozą. Poznając przeszłość Julii i jej bliskich rozszyfrowujemy mroczną historię, która obfituje w wiele znaków zapytania. Autorka odkrywa ją nam powoli w atmosferze pełnej napięcia.
Julia okazuje się sympatyczną bohaterką, a zarazem dzielną dziewczyną gotową do stanięcia twarzą w twarz z pogmatwaną przeszłością. Ona wie, że bez poznania swoich korzeni i odkrycia sekretów sprzed lat jej szczęśliwa przyszłość jest czymś nierealnym. Zagłębiając się w przeszłość przypomina sobie pewne fakty, uświadamia sobie kim jest, ale i spotyka uczucie, które jest łącznikiem dziś z wczoraj. Tytułowa rzeka jest symbolem – klamrą, która spina przeszłość z tym jest teraz. Jej przekroczenie jest wyrazem odwagi na zmierzenie się nie tylko z faktami, ale i ludzkimi plotkami, pomówieniami i zawiścią.
Książkę czyta się lekko i z wypiekami na twarzy. Wzrok cieszy jej przepiękna okładka, a umysł pieści jej treść pełna niespodzianek i zdecydowanych zwrotów akcji. Ten tytuł z całego serca rekomenduję. Polecam go tym, którzy lubią twórczość Rodziewiczówny czy Mniszkówny. Zachęcam do przeczytania jej osoby, które cenią wyjątkowe sagi rodzinne z historią w tle. Książce przyznaję najwyższą notę i czekam z niecierpliwością na kolejny tom cyklu Dziedzictwo rodu, który ta powieść otwiera.


poniedziałek, 4 czerwca 2018

Tanya Valko "Arabski syn"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2018
stron 608
ISBN 978-83-8123-246-3

Człowiek to taka istota, która zrobi wszystko by przetrwać

Kocham sagi i kocham książki, które napisała Tanya Valko. Sagę arabską ubóstwiam i od kilku lat śledzę losy Polki Doroty oraz jej dwóch córek. Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny tom, a jak zatopię się w jego treść to przenoszę się w tamten świat i nic nie jest mnie w stanie odciągnąć od arabskiej rzeczywistości. Nic dziwnego, że i tę, najnowszą książkę połknęłam w mgnieniu oka. Lektura okazała się idealna, równie dobra jak poprzednie części, trzymająca w napięciu i obrazująca współczesną sytuację na Bliskim Wschodzie. Niestety, nie jest tam pięknie i spokojnie. Ten obszar świata rujnują konflikty zbrojne i fanatycy, a cierpią zwykli ludzie i piękne obiekty, które zostają zrównane z ziemią. To bardzo smutne, choć  prawdziwe. 

A co dzieje się u Darii i Miriam? Czy siostry nadal mają tendencję do wpadania w tarapaty i komplikowania sobie życia? Czy popełniają błędy i narażają swoje życie? 
Niestety tak. 

Daria wraz Johnem uciekają z kalifatu jak zaczyna pachnięć klęską. Dżihadiemu udaje się wyprowadzić na swoje konta sporą kwotę z rachunku Państwa Islamskiego. Za te pieniądze wiedząc, że jest poszukiwany chce sobie kupić nową tożsamość i nowy wygląd. Daria stoi na rozdrożu. Z jednej strony ma w sobie dla ukochanego pewne uczucia, ale i go nienawidzi. Będąc w ciąży ma jednak ograniczone pole manewru i pewne grzechy obciążają jej sumienie. Czy uda jej się wyjść bez szwanku z dość podbramkowej sytuacji i rozpocząć nowe życie?
Miriam wraz mężem rusza na poszukiwania siostry. Jak się okazuje to bardzo niebezpieczna misja za którą musi zapłacić bardzo wysoką cenę. Czy warto postawić na szali spokój własnej rodziny by ratować krnąbrną siostrę, która już nie raz wplątała się w poważne kłopoty? 
Dorota nie jest szczęśliwa w swoim związku. Czuje się samotna i niezrozumiana. Ma wrażenie, że jej życie to już tylko ciąg monotonnych dni wypełnionych rutyną i szarością. Czy jej serce ma jeszcze szansę mocniej zabić i wystukiwać rytm miłości? 

Wszystkie te kwestie przestaną być tajemnicą jeśli sięgnięcie po siódmy tom Arabskiej Sagi, w której  ja z niewysłowioną czytelniczą przyjemnością zaczytuję się już kilka lat. 
Co mnie tak mocno przyciąga to tej serii?
Główne bohaterki, które mają naprawdę interesującą osobowość i skłonności do komplikowania życia sobie i innym w sposób bardzo wyrazisty i mocny.
Sceneria w jakiej rozgrywa się akcja.
Historia, która rozgrywa się na naszych oczach, a która wplata się w życie wykreowanych przez Autorkę postaci.
Możliwość poznania fascynującej mnie kultury.
Świetnie poprowadzona fabuła i magiczny klimat jaki bije od każdego tomu.
To wystarczy bym teraz skupiła się jedynie na pochwałach, bo krytykować choćbym mocno chciała nie mam co. 

"Arabski syn" to książka rewelacyjna, która pozwala nam przenieść się w inny świat, zrozumieć co dzieje się w regionie arabskim i spędzić kilka godzin z nietuzinkowymi kobietami, które są dzielne, a zarazem mają wady. Wbrew pozorom nie jest to powieść cukierkowa i pełna pięknych barw. Z jej kart bije brutalność, smutek i groza. Terroryzm pokazuje swoje bestialskie oblicze, zmienia ludzi w potwory i zmusza do podeptania pewnych cennych wartości oraz godności człowieka. W imię chorych ideałów, pod woalem zakłamania dzieje się piekło, które najbardziej rani najsłabszych - dzieci, które są pozbawione normalności i domowego ciepła. 
Czytając miałam w oczach łzy, byłam wściekła i smutna. Współczułam, ale i miałam ochotę pewne osoby udusić gołymi rękami. Emocji nie brakowało, a zakończenie wyraźnie dało znak, że to nie koniec, że pojawi się kolejny tom. Czekam na niego z niecierpliwością. Gorąco polecam tę serię, zapraszam do arabskiego świata, który możecie poznać oczami Polki i jej córek. To jedyna w swoim rodzaju przygoda, której nie zapomnicie. 

środa, 30 maja 2018

Joanna Jax "Syn zakonnicy"


Wydawnictwo Videograf
data wydania 2018
stron 400
ISBN 978-83-7835-659-2

W życiu lepiej kierować się sercem, niż rozsądkiem i rozumem



Każdy z nas ma jedno życie. Jak je przeżyć? Czym się kierować, by czuć się spełnionym i szczęśliwym? Czy trzeba być kowalem swego losu czy może lepiej czasem kierować się radami innych? Na ile rodzice powinni ingerować w życie swoich dzieci? A w końcu czy warto być posłusznym dzieckiem i spełniać oczekiwania najbliższej rodziny? Te wszystkie kwestie i odpowiedzi na nie kotłują się w moim umyśle po lekturze najnowszej powieści Joanny Jax, która okazała się nad wyraz wyborną lekturą i spełniła moje oczekiwania wobec niej.
Autorka opowiada w niej historię pewnej kobiety, która w życiu często wybierała inne ścieżki niż podpowiadało jej serce. Przez to szczęście umknęło jej sprzed nosa, a ona sama wylała morze łez. Losy Amelii Kessler bardzo wzruszają, a lektura dostarcza wyjątkowo silnych emocji. Oczywistym jest, że w trakcie jej czytania przepadamy dla realnego świata i zapominamy o otaczającej nas rzeczywistości.
Rok 2005. W klasztorze Zgromadzenia Sióstr Posłuszeństwa Bożego w Gościńcu w infirmerii dopełnia swojej ziemskiej drogi sędziwa wiekiem zakonnica. Siostra Judyta czuje zbliżającą się śmierć i prosi opiekującą się nią młodą mniszkę o pewną przysługę. Słabym głosem prosi, by Miriam odnalazła pamiętniki pisane przez nią przez całe życie i przekazała je bratanicy bez obecności świadków. Siostra Miriam sumiennie wypełnia swoje zadanie nie zdając sobie sprawy jak wielkie zamieszanie wywołają jej działania.
Kraków, rok 2005. W jednym z krakowskich szpitali leży złożony ciężką, śmiertelną chorobą Waldemar Rosiak. Gdy odwiedza go jego młodszy brat Jerzy, ten wyjawia mu pewną tajemnicę. Sekret na zawsze burzy spokój i zmienia całkowicie życie nie tylko Jurka, ale także i jego żony. Najmłodszy z Rosiaków okazuje się bowiem dzieckiem adoptowanym i niespokrewnionym z osobami, które miał za najbliższą rodzinę. Puszka Pandory zostaje otwarta...
Od samego początku, od pierwszej strony tę powieść czyta się z wypiekami na twarzy. Opisane wydarzenia nie pozwalają oderwać się od książki, którą się po prostu pochłania niczym ulubione lody. Tytuł dowodzi, że jego autorka jest mistrzynią w wymyślaniu ciekawych historii, które intrygują i wiodą do czytelniczego nieba. Fabuła w pewnym sensie jest inspirowana wydarzeniami, które miały kiedyś miejsce. Opisana w tym kształcie historia jest fikcją, która uświadamia nam, że na tym świecie nie ma idealnych ludzi, a świętość jest czymś wymyślonym i fikcyjnym. Świat za murami klasztorów bywa równie brudny i zakłamany jak ten świecki. Nie powinniśmy ulegać iluzji, że osoby poświęcając się Bogu są lepsze i bez skazy. Doskonałym przewodnikiem przez całe życie okazuje się nasze serce i sumienie, których powinniśmy słuchać bez względu na to, co nam podpowiadają. Życie siostry Judyty pokazuje, że warto łamać wszelkie zasady i iść za głosem uczuć. Jej postać to niesamowita kreacja. Amelia, która w zakonie staje się Judytą to bohaterka niezwykle realna, prawdziwa i sympatyczna. To też symbol kobiet żyjących w czasach jej współczesnych, których życie reżyserowano, a tym samym zamykano im drogę do szczęścia. Ważniejsze niż ono okazywało się koneksje, ideały i ambicje rodziców oraz normy moralne, które okazywały się bezwartościowe i próżne. Prawdziwe uczucia nie mają bowiem narodowości, statusu majątkowego i społecznego. Jednak tylko one dają prawdziwe szczęście.
Książka dzieli się na dwie części. Obie są równie ekscytujące i owiane tajemnicą. Obie pokazują jak ludzie w imię wzniosłych ideałów mogą komplikować życie innym.
Pierwsza księga dotyczy czasów współczesnych i przedstawia odkrywanie swojej tożsamości i pochodzenia przez Jerzego Rosiaka. Druga to pamiętnik siostry Judyty i jej przedzakonna przeszłość. To historia niespełnionej miłości i życia, które pozostawiało łzy, cierpienie i tęsknotę. Poznając losy panny Kessler wielokrotnie zastanawiałam się jak potoczyłyby się życie jej i małego Seweryna, gdyby miała odwagę zrzucić habit, pominąć spory historyczne i pójść za głosem serca.
Lektura w niekorzystnym świetle przedstawia życie osób duchownych. Pokazuje obłudę i fałsz, jaki panuje w zgromadzeniach zakonnych oraz naginanie norm religijnych do własnych korzyści i interesów. W pełni zrozumiałam dylematy młodej, nieszczęśliwej kobiety i o ile w trakcie czytania miałam dla niej słowa krytyczne, o tyle po lekturze w pełni ją rozgrzeszyłam.
Książka zasługuje dla gromkie brawa. Jej fabuła jest dobrze przemyślana i nakreślona. Nie ma w niej elementów słabszych czy niedopracowanych. Autorka odważnie podejmuje kontrowersyjne tematy, ciekawie kreśli losy nietuzinkowych bohaterów i posługuje się niesztampowymi rozwiązaniami. Doskonały styl, klimat i idealne tempo akcji są niekwestionowanymi atutami książki. Tym tytułem Joanna Jax udowadnia, że pisanie sag to jej życiowe powołanie. Z całego serca gorąco tę powieść polecam i gwarantuję wspaniałe emocje.


poniedziałek, 21 maja 2018

Joanna Jax "Zemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiści"


Wydawnictwo Videograf
data wydania 2017
stron 384
ISBN 978-83-7835-538-0

Wojna jest przyjaciółką nienawiści

Drugi tom cyklu pióra Joanny Jax opowiadającego perypetii rodzeństwa Lewinów nosi tytuł "Otchłań nienawiści". Jego akcja toczy się w latach 1941- 1942. To czas kiedy wiadomo już, że wojna nie skończy się szybko i pomyślnie dla Polski. Niemcy czują się mocni i planują dalsze podboje. Polacy muszą się pogodzić z okupacją dwóch agresorów i przegraną kampanią wrześniową.

 Niektórym z żołnierzy, tak jak Julianowi Chełmickiemu udaje się przedostać do Anglii i podjąć szkolenie by powrócić do kraju i włączyć się w podziemną walkę o wolność. Do Anglii po wielu niebezpiecznych przygodach dociera też wiedziona miłością Alicja Rosińska. Między tych dwojgiem mocno iskrzy, ale Julian na wieść o związku ukochanej z Martinem Grossem kończy romans. Oboje zostają przerzuceni do ojczyzny i podejmują wyznaczone im zadania. Alicja na wieść o uwięzieniu Hanki postawia zrobić wszystko by uwolnić przyjaciółkę z Pawiaka. 
Hanka po wielu dniach niewoli obojętnieje na cały świat. Wiedziona rozpaczą rzuca się na jedną ze strażniczek i dusi ją. Za ten czyn nie spotyka ją kara śmierci bo jest potrzebna Niemcom żywa by doprowadzić ich do Igora Łyszkina. Ten na wieść o uwięzieniu Hanki udaje się do Polski. 
Hanka zostaje przywieziona do Bocianowa i jest przynętą. Ma tam zwabić Igora. Niemcy obiecują zwrócić Hance córkę w zamian za schwytanie bolszewickiego szpiega...

Drugi tom serii w niczym nie ustępuje pierwszemu pod względem doskonałości. Na jego kartach spotykamy znanych już bohaterów, ale i pojawiają się nowe postacie: Irena zwana Wariatką, sympatyczny Szymek Wielopolski czy grająca krótki, lecz bardzo wymowny epizod panna Evans. 
Akcja toczy się wartko, a kolejne sceny to wydarzenia z życia bohaterów, ale i obrazy wojny. Czasu złego, który ma różne oblicza. Bo wojna to przecież nie tylko walka i potyczki zbrojne. Wojna to też trudne życie cywilów, którzy muszą żyć i zaspokajać zwyczajne potrzeby, a to w takim czasie urasta do miana walki. Wojna to brutalna pani, która zmienia ludzką psychikę, która przyzwyczaja do złego, która szybko i skutecznie łamie kręgosłupy moralne ludzi. Zmusza do drastycznych czynów, domaga się podejmowania trudnych decyzji, przypiera do muru i każe zapomnieć o moralności, sumieniu i ludzkich odruchach. Wojna zezwierzęca ludzi, wyzwala w nich złe instynkty. Wojna każe deptać po innych, skłania do zdrady i każe się mścić. 

Nasi bohaterowie nie są kryształowi, nie są idealni. Mimo wszystko nie potrafią się wyrzec uczuć, nie potrafią zrezygnować z miłości. Treść książki jest niesamowita i dostarcza mnóstwa emocji. Szczególnie mocne jest zakończenie, które wyciska łzy. Postać Noemi jest symbolem, który przemawia wyjątkowo przejmująco i wyraziście. Autorka przepięknie ukazuje obrazy z których składała się okupacyjna rzeczywistość - pejzaże z getta, okrutnego więzienia, proceder szmuglowania towarów a zwłaszcza żywności, mechanizmy funkcjonowania i walki ZWZ, poświęcenie ludzi takich jak doktor Weronika.

Tę powieść czytałam całkowicie oderwana od rzeczywistości, przejęta losami ulubionych postaci i wstrząśnięta brutalnością wojennego świata, który jest słusznie utożsamiony z piekłem. W czasie lektury moje oczy wielokrotnie roniły łzy, a serce drżało o losy Hanki czy Alicji. Treść tego tomu realnie uświadomiła mi czym była wojna, jak bardzo zmieniała ludzi i wyniszczała nie tylko ciała ale i dusze. 
Podtrzymuję zdanie, że to doskonała i mistrzowska saga, napisana z rozmachem, pietyzmem i będąca dowodem, że jej Autorka ma wielki talent do tworzenia książek z historią w tle. Gorąco polecam. Wkrótce recenzja kolejnego tomu, który już zaczęłam czytać. 

poniedziałek, 14 maja 2018

Beata Agopsowicz "Oczy Pana"



Wydawnictwo ESPE 
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-7482-882-6

Czy przebaczenie koi ból?

Patrząc na moje czytelnicze statystyki łatwo odgadnąć, że wśród gatunków po które sięgam najczęściej króluje obyczaj. Sporo czytam książek dla kobiet, chętnie zagłębiam się w tytuły o których można powiedzieć, że napisało je samo życie. Są wśród nich książki lepsze i gorsze. W każdej staram się znaleźć plusy i zalety. Nie zawsze jest ich wiele. Powieść "Oczy Pana" okazała się czytelniczym rozczarowaniem. Nie oznacza to, że książka jest całkowicie zła i nie warta przeczytania. Mnie pewne rzeczy nie przypadły do gustu. Ale po kolei.

Jagoda po śmierci ojca i nieobecności w jej życiu matki usamodzielnia się i wyprowadza od toksycznej babki, która często podcina jej skrzydła i nie wspiera w realizacji planów na dorosłe życie. Po ukończeniu studiów i paraniu się dorywczymi zajęciami znajduje pracę na etat w biurze rachunkowym. Jej przełożoną jest Barbara, której małżeństwo nie należy do szczęśliwych. Raczej jest ono fikcją, a relacje Basi z synem też są niewłaściwe. Powodem do radości są tylko sukcesy na ścieżce kariery zawodowej, ale te same w sobie nie są w stanie uszczęśliwić.
Piotr jest zraniony w życiu uczuciowym. Marzy o rodzinie i żonie, ale trafia na kobiety, które nie są skłonne do stabilizacji i otoczenia się jarzmem rodzinnych obowiązków.
Los splata życiowe ścieżki tych postaci. Czy to sprawi, że na ich twarzach zagości uśmiech?

Pomysł na fabułę tej książki jest dobry. Autorka ukazała kilkoro bohaterów, którzy nie mają życia usłanego różami. Codzienność przyniosła im pewne rozczarowania i zawody. Każdy z bohaterów ma swoje problemy i swoje priorytety. Każdy choćby podświadomie szuka szczęścia, spełnienia i realizacji marzeń oraz planów. Każdy ma prawo popełniać błędy. To życie, samo życie, które czasem potrafi zaboleć. I to w tej lekturze, a właściwie w jej początku spodobało mi się. Niestety ukazanie wiary jako antidotum na wszelkie życiowe problemy jest dla mnie zbyt infantylne. Bo nie ma jednej drogi do szczęścia. Tak jak nie każdą krzywdę można w pełni przebaczyć. Owszem można na pokaz, ale w głębi duszy zostaje pewna zadra.

Jagoda, która układa sobie samodzielnie dorosłe życie jest bohaterką, którą polubiłam najbardziej. Barbara/Monika to już kobieta, która swoim zachowaniem nie jeden raz mnie zaskoczyła. Wprawiła w zdumienie i szok. Zdarza się wredna teściowa, ale czy kochająca matka zostawi dziecko i sobie ot tak wyjedzie? Tak może zrobić nastolatka, ale nie dorosła kochająca mama.
W książce każdy z bohaterów w cudowny sposób odnajduje receptę na życiowe bolączki w wierze. Wystarczy wizyta w szpitalnej kaplicy czy rozmowa z księdzem i już sytuacja zmienia się na lepsze. Osobiście mnie to mocno zirytowało, bo zwyczajne życie tak proste nie jest. Wiara ponoć czyni cuda, ale nadzieja bywa matką głupich.
Książka bardzo mocno podkreśla wartości katolickie i sens wiary w ludzkim życiu. Osoby które mają inne światopogląd ta lektura nie przekona. Osobiście należę do ich grona więc powieści nie ocenię zbyt wysoko. To nie znaczy jednak, że ten tytuł nie trafi w Twój gust Drogi Czytelniku. By sprawdzić jak Ty ocenisz tę publikację po prostu po nią sięgnij.

czwartek, 10 maja 2018

Odd Harald Hauge "Everest"



Wydawnictwo Edipresse Książki 
data wydania 2017
stron 328
ISBN 978-83-7945-791-5

Wspinaczka i śmierć idą razem w parze

Książka Odda Haralda Hauge nosząca tytuł najwyższego szczytu na świecie to nie pozycja z gatunku literatury wysokogórskiej. Nie jest to dziennik z wyprawy choć jej autor stanął na Dachu Świata w 2007 roku. Nie jest to także biografia najwyższego z ośmiotysięczników a lektura z gatunku sensacji. Opisana historia to literacka fikcja mrożąca krew w żyłach, chociaż śmiem sądzić, że w pełni jej grozę zrozumieją tylko ci, którzy mają pojęcie o tym czym jest himalaizm, co grozi człowiekowi w strefie śmierci i jak słabi jesteśmy wobec sił natury, która na sporych wysokościach ma nad istotą ludzką miażdżącą przewagę.

Na szczyt Czomolungmy docierają albo profesjonalni wspinacze będący członkami narodowych bądź międzynarodowych wypraw, szerpowie albo klienci ekspedycji komercyjnych, którzy w zamian za spore pieniądze mają być wprowadzeni na wierzchołek przez profesjonalistów oraz otoczeni wszechstronną opieką i pomocą.
Do drugiego typu wyprawy dołącza główny bohater książki, która moim zdaniem jest wielowymiarowa i pozwala spojrzeć na zdobywanie trudnych i wysokich gór z wielu stron. Po pierwsze tytuł pokazuje co jest iskrą i motorem, który pcha zwyczajnych zjadaczy chleba o zasobnym portfelu w góry, które są ekstremalnie wysokie i bardzo niebezpieczne dla ludzkiego organizmu. Po drugie autor ukazuje realne warunki jakie spotykają chcących zdobyć szczyt w trakcie wspinaczki. Fundamentem fabuły jest sensacja, ale poszczególnych jej elementów łatwo doszukać się w każdej z wypraw, która miała realnie miejsce.

Martin Moltzau pochodzący z Norwegii jest doświadczonym podróżnikiem i polarnikiem. Jego sponsorem jest znany koncern samochodowy. By kontrakt nadal trwał firma wymaga kolejnego spektakularnego wyczynu, który obiłby się głośnym echem w mediach. Wybór pada na złojenie Everestu i zostaje wykupiony udział w komercyjnej wyprawie pod wodzą legendy himalaizmu Richarda Lawrenc'a. Przygoda rozpoczyna się w Katmandu. Grupa ma rozpocząć wspinaczkę po stronie północnej – tybetańskiej, a właściwiej politycznie chińskiej. Od pierwszego wejrzenia widać, że tworzą ją ludzie gotowi iść po sukces po trupach, zadufani w sobie i wnoszący w góry problemy oraz klęski zwyczajnego życia. Nie ma w nich pokory, nie ma w nich szacunku dla góry, nie widać też chęci zgrania i stworzenia kolektywu – zgranego zespołu, który będzie sobie w trudnych sytuacjach pomagać. To nie wróży dobrze, a to jeszcze nie koniec kłopotów i słabości. Czy w takiej sytuacji możliwy jest sukces i zdobycie szczytu? Czy to może raczej pewna ścieżka do dramatu i tragedii?

„Everest” to moim zdaniem świetnie napisany thriller, którego scenariusz tworzy wyobraźnia autora, sroga aura i klimat oraz ludzka głupota, brak ostrożności i zlekceważenie przeciwnika jakim jest natura wyjątkowo mało łaskawa na tak ogromnych wysokościach. W treści fabuły nie ma jakiś przełomowych momentów czy drastycznych zwrotów akcji. Spirala nakręca się powoli aczkolwiek systematycznie. Na dramat pracują wszyscy – i klienci i profesjonaliści kierujący wyprawą. Liczą się przede wszystkim pieniądze, a oszczędność zwiększa ryzyko do maksimum i na własne życzenie. Liczy się honor i sława, a odruchy człowieczeństwa tłumi himalajski wiatr i chęć osiągnięcia celu za wszelką cenę. Mocnym punktem książki jest zakończenie, które zrobiło na mnie spore wrażenie i ukazało prawdziwe „ja” głównego bohatera, który dzięki tej wspinaczce, dzięki temu wyzwaniu poznał bardziej siebie i przewartościował swoje życie. Zdobył to, czego się być może się nie spodziewał. Zdobył mądrość i doświadczenie, które z pewnością były cenniejsze niż pogromiona góra. Jeśli nigdy nie doświadczyliście grozy strefy śmierci, gdzie brakuje tlenu i ludzkie ciało powoli gaśnie polecam lekturę tej książki. Jeśli po nią sięgniecie czeka Was nie tylko dawka grozy czy mrożące krew w żyłach sceny. Czeka Was odkrycie świata gór, w którym człowiek zawsze będzie tylko maleńki jak ziarnko piasku i słaby jak niemowlę. Zapraszam wraz z autorem w Himalaje.

środa, 9 maja 2018

Wojciech Drewniak "Historia bez cenzury 3. Poland First to fight ...czyli II wojna światowa"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-240-4277-7

Lightowa lekcja historii o najbardziej krwawej z wojen

Należę do średniego pokolenia, które przekroczyło magiczną czterdziestkę. Moją wiedzę historyczną w szkole zgłębiałam w czasach schyłku komunizmu i początku III RP. Jak w jednym tak i w drugim systemie uczono mnie w sposób tradycyjny czytaj sztywny, choć spojrzenie na fakty historyczne było inne. Nie do pomyślenia było, by potraktować taki temat jak choćby II wojna światowa w sposób lekki, z dozą potocznego języka - choć bardziej tu pasuje słowo slangu. Lekcje polegały na przekazywaniu sztywnych faktów, a te były przekazywane w sposób - patrząc z perspektywy czasu nudny i monotonny. Atrakcją była analiza jakiegoś tekstu źródłowego i pozwolenie komuś na samodzielną ocenę postępowania postaci historycznej. 
Świat się zmienił i chcąc nie chcąc by trafić do młodych umysłów trzeba się dostosować do nowych metod przekazu informacji. Stare nie trafią z należytym skutkiem. No dobrze, trafią do kilku z kilkudziesięciu osób. Co zatem z nauką historii? Moim zdaniem trzeba przekazywać wiedzę w sposób taki jak w swoim cyklu robi to Wojciech Drewniak. Jego seria - Historia bez cenzury jest z pewnością napisana metodą idealną dla młodego czytelnika, która może starsze pokolenie tradycjonalistów gorszyć i razić. Mnie się podoba, dlatego dziś zaprezentuję trzeci tom tego cyklu, który poświęcony jest najokrutniejszej z wojen. (oby nigdy większy konflikt nie miał miejsca).

Kolejna książka w serii autorstwa Drewniaka różni się od swoich dwóch poprzedniczek. Na jej kartach nie występują w świetle jupiterów konkretne postacie historyczne. Raczej można mówić o bohaterach zbiorowych - żołnierzach uczestniczących w poszczególnych bitwach, ludności okupowanej Polski czy uczestnikach Powstania Warszawskiego. Wojna ukazana jest jako zdarzenie które w specyficzny sposób dotyka każdego obywatela zaatakowanego kraju. Tytuł składa się z 11 rozdziałów, wstępu, indeksu tematycznego i indeksu nazwisk. Te dwa ostanie znacząco ułatwiają "poruszanie" się po treści książki. Każdy rozdział poświęcony jest odrębnemu tematowi. Każdy jest ciekawy i zawiera wiele przystępnie podanych informacji. Młode pokolenie z łatwością odnajdzie wspólny język z Autorem i pokocha styl w jakim ukazana jest przeszłość. Lektura naszpikowana jest wieloma ciekawostkami, szczegółami i zapadającymi w pamięć informacjami. To moim zdaniem idealne danie historyczne, które młode pokolenie skonsumuje z apetytem. Starsze pokolenie może ta publikacja nieco szokować. Najważniejsze jednak by historia trafiła w takiej formie do tych, który opasłe tomy podręczników omijają szerokim łukiem.

wtorek, 8 maja 2018

Hanna Dikta "To nie może być prawda"



Wydawnictwo Zysk i Spółka
data wydania 2018
stron 272
ISBN 978-83-8116-270-8

Przeszłość to nie zawsze zamknięty rozdział 

Co było nie jest i nie pisze się w rejestr. Tak mówi porzekadło. Czy to prawda? Niekoniecznie. Wprawdzie czas mija nieubłaganie i ta sama chwila w życiu się nie powtarza, ale wydarzenia, wybory i podjęte przez nas kiedyś decyzje czasem rzutują na naszą teraźniejszość i przyszłość. Poza tym człowiek to taka istota, która lubi sobie komplikować życie i czasem czyni mniej lub bardziej świadomie fatalny krok na swojej życiowej ścieżce. Dowodem takiego postepowania jest zachowanie głównej bohaterki najnowszej powieści Hanny Dikty - pisarki, która ma talent do tworzenia ciekawych historii, które ujmują miłośników dobrych książek obyczajowych.

Małgorzata to dojrzała kobieta, która może uważać się za szczęściarę. Jest mężatką, a jej wybranek serca jest przykładnym, kochającym partnerem i dba o dom oraz małżeńskie relacje. Parze do szczęścia brakuje tylko dziecka. Gosia pracuje w szkole jako nauczycielka polonistyki. Pewnego dnia jej spokojnie ustabilizowane życie burzy jedno spotkanie. Spotkanie po latach z mężczyzną, który był jej kochankiem, a który jest poważnie chory. Krzysztof przystojny wykładowca z uczelni walczy z nieuleczalną chorobą, schorzeniem, które niesie za sobą poważne konsekwencje. Czy jedna noc w ramionach dawnego kochanka zrujnuje życie i małżeństwo Małgosi? Czy przeszłość położy się cienie na przyszłości? 

Hanna Dikta w swojej powieści dowodzi, że życie bywa nieobliczalne i jest pełne niespodzianek. Niektóre z nich wcale nie są przyjemne i udowadniają, że moment może zmienić całą przyszłość. Małgorzata jak wiele kobiet ulega magii chwili i słodyczy wspomnień. Bez powodu stawia na szali swój udany związek i całe życie. Niewierność się mści. 
W fabule książki którą czyta się szybko i przyjemnie poruszonych jest wiele trudnych tematów. Autorka ich nie omija i nie owija w bawełnę, ale podchodzi do nich odważnie. Zdrada, przyjaźń, miłość i namiętność, choroba, stres oraz toksyczne relacje przewijają się przez karty książki utrudniając życie bohaterów, którzy są bardzo realni i prawdziwi. Tacy z krwi i kości. Nie są idealni, nie są wybieleni, nie są bez wad. Żyją realnie, a tym samym zdarza im się pobłądzić. I z tymi błędami muszą żyć. 
Ta książka w wyraźny sposób daje mądrą lekcję, która nie odbędzie się w żadnej szkole. Autorka uczy by doceniać to, co dostajemy od losu. Z fabuły wyciągnęłam wniosek, by nie ulegać chwili i nie stawiać na szali tego, co w życiu wartościowe. Lektura gwarantuje sporo emocji. Dla mnie popłynął z niej morał : Życie jest i tak ciężkie więc nie trzeba sobie go dodatkowo utrudniać. 
Powieść polecam zwłaszcza mężatkom, partnerkom i tym paniom, które marzą o stałym związku i miłości na całe życie.

niedziela, 6 maja 2018

Anna Stryjewska "Pocałunek morza"


Wydawnictwo Szara Godzina
data wydania 2018
stron 288
ISBN 978-83-65684-67-7

Powieść mająca wiele twarzy

Czasem po przeczytaniu książki miewam mieszane uczucia. Nie potrafię jej jednoznacznie ocenić, bo z jednej strony książka chwyta mnie za serce, ale są w niej elementy, które mnie irytują. W takiej sytuacji długo ogarniam myślami tę lekturę i trudno przejść mi do kolejnej książki. Sprzeczne uczucia długo targają mną po przeczytaniu "Pocałunku morza" - debiutu, który ma wiele plusów i minusów. Plusem jest bardzo dobrany tytuł, ciekawa pod względem graficznym okładka i pomysł na fabułę. 
Fabuła tegoż tytułu jest nieźle wymyślona, choć w końcówce książki dominuje w niej chaos. 
Początek jest bardzo wciągający i po prostu dobry. Czytelnik zostaje wprowadzony w życie głównej bohaterki, które zamiast bajką jest smutnym ciągiem wydarzeń. Patrycja jest pokrzywdzona przez los niczym dziewczynka z zapałkami z baśni Andersena. 

Patrycja jako mała dziewczynka zostaje osierocona przez mamę. Jej ojciec poślubia inną kobietę, z nią układa swoje życie, a córkę podrzuca na wychowanie do matki. Obiecuje jej wprawdzie przeprowadzkę do swojego nowego domu, ale to obietnica jak gruszki na wierzbie. Nigdy się nie spełnia. Dziewczynce pod dachem babki wcale nie jest dobrze bo starsza kobieta przyjmuje wnuczkę jako dopust boży i zbędny balast. Dzieciństwo Patrycji jest bardzo smutne. Gdy dorasta też jej życie nie jest usłane różami. Przeżywa nieszczęśliwą miłość, która sprawia, że opuszcza rodzinne strony. Przypadek odmienia życie Patrycji, na którym ciążą rodzinne tajemnice i sekrety z przeszłości.
Czy podróż stanie się nowym, szczęśliwszym początkiem dorosłego życia? Czy los uśmiechnie się do bardzo samotnej kobiety?

Lektura książki dostarczyła mi wiele emocji. Albo fascynowała mnie treść, albo płakałam nad losem bardzo nieszczęśliwej dziewczynki, albo byłam zła na Autorkę, która dopracowała początek i środek książki a potem lekko pogubiła się w fabule i smak czytania zepsuł chaos, zbytnie przyśpieszenie akcji i przeskakiwanie między dziejami poszczególnych bohaterów. Pokochałam główną bohaterkę, bardzo jej kibicowałam, życzyłam odmiany losu i szczęścia. Gołymi rękami zamordowałabym ojca i babkę Patrycji, którzy okazali się po prostymi złymi, opętanymi znieczulicą ludźmi. Przemek też okazał się typowym draniem. 
W powieści wszystko jest czarne lub białe, a zatem przewidujące. W życiu tak prosto nie jest i tego realnego życia w książce po prostu zabrakło. Była raczej bajka i dużo sztuczności. Zabrakło opisów przyrody czy otoczenia, choćby krótkich, ale pozwalających lepiej pracować wyobraźni w trakcie czytania. Mam wrażenie, że Autorka wymyślała treść spontanicznie, bez planu i dopracowania. Zabrakło plastycznego zlepienie poszczególnych scen, płynności fabuły, jej rytmu. 
Brutalność losów głównej bohaterki kontrastuje z lekkim, a tym samym niepasującym językiem. 
Plusem jest dobre balansowanie pomiędzy różnymi okresami czasowymi i oparcie fabuły na rodzinnych sekretach.

Czy poleciłabym tę lekturę? Dla bardzo wymagającego czytelnika raczej nie, ale jeśli ktoś chce się zrelaksować, oderwać od rzeczywistości i poznać historię naznaczoną smutkiem to może sięgnąć po tę propozycję. 
Opinia napisana, a mnie nadal trudno ocenić tę książkę w skali od 1 do 10. Dużo w niej plusów i minusów. Zatem nadal jestem myślami w tym tytule. Zaintrygowałam Was? Jeśli tak to czuję, że moja misja odnośnie tej powieści jest spełniona. Dodam, że mnie szczególnie kuszą książki mające złe bądź niejednoznaczne oceny. 

środa, 2 maja 2018

Katarzyna T. Nowak "Rok na odwyku"



Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2018
stron 144
ISBN 978-83-08-06484-9

Odwyk to nic innego jak walka o życie

Przeżywam obecnie jeden z najtrudniejszych okresów mojego życia. Mam powody do radości, ale i muszę się pogodzić ze stratą. Stratą której można było uniknąć, gdyby ... Jest mi ciężko na duszy i mimo wszystko muszę dalej iść do przodu. Nie jestem sama, mam wsparcie w bliskich i przyjaciołach. Pomocne są książki - sprawdzone lekarstwo na smutki. Wydawać by się mogło, że idealna w obecnym czasie dla mnie jest literatura lekka i łatwa. A tu zonk. Właśnie nie. Dobrze czyta mi się trudne, mocne i wstrząsające książki. Do takich należy lektura wydana nakładem Wydawnictwa Literackiego, która opowiada o trudnej drodze. Drodze z piekła do normalności. Sama nigdy nie znalazłam się na ścieżce uzależnienia, ale przeczytanie tego tytułu okazało się mi bardzo pomocne. Nie tylko z powodu poznania tych mroczniejszych stron życia i ludzkiej natury, ale i bym zbyt łatwo nie sięgnęła na długo po leki, które mają niekiedy bardziej zgubne niż lecznicze skutki. 

Odwyk to jedyna droga by wyrwać się ze szponów nałogu. To droga z pewnością pod górę pełna zakrętów i przeszkód. Nie wszystkim udaje się ją pokonać i dojść szczęśliwie do celu, którym jest odzyskanie kontroli nad sobą i własnym życiem. 
Autorka książki opowiada o roku swojego życia, który spędziła w zamkniętym zakładzie odwykowym. Ten rok był trudny, ale zarazem konieczny by móc normalnie cieszyć się życiem.

Jak się okazuje w szpony jakiegokolwiek nałogu wpaść jest bardzo łatwo. Początki bywają niewinne a często przyjemne. Używka daje złudne poczucie spokoju, pewności siebie, normalności. Kiedy przekracza się pewną niewidzialną linię życie staje się katorgą. Nałóg zabiera wszystko, niszczy niczym tornado i jest bezlitosny. Jak ciężko z niego wyjść opisane jest na kartach kroniki powrotu do świata, który ma kolory. Autorka trafiła do ośrodka w nienajgorszym stanie, ale okazało się, że ma wiele do zmiany w swoim świecie i wiele do przepracowania by móc powiedzieć - kocham żyć. 

To lektura oszczędna w słowach i ilości zapisanych stron. Bogata w treść. Nie jest łatwym kąskiem do przeczytania. Czyta się ją powoli, a wiele słów szokuje i przejrzyście uświadamia, jak to jest walczyć z tak groźnym wrogiem. Pomocni są terapeuci, odpowiednie leki, ale to każdy uzależniony stacza walkę. To nie jest książka dla każdego i nie wystarczy ją tylko przeczytać. Ją trzeba przeżyć, przemyśleć, zrozumieć by docenić trud jej napisania i intencje, które kierowały jej Autorką. Na jej kartach trudny temat goni kolejny. Nałogi - uzależnienie od alkoholu, leków, narkotyków, hazardu, nieprawidłowe relacje rodzinne, przemoc - to problemy, które dotykają Panią Katarzynę i jej współtowarzyszy. W tej książce nie ma miejsca na dobre maniery, elegancję, kulturę itd. Tu scenariusz obfituje w drastyczne sceny. Z tej pozycji dowiecie się jak nisko może upaść człowiek i jak wiele wysiłku trzeba by wrócić z piekła uzależnienia. Książka jest przestrogą, szczerą relacją, wyjątkową kroniką, świadectwem, że można powstać z kolan i zacząć od nowa. 
Droga do trzeźwości jest trudna, ale można ją pokonać. Oby ta lektura trafiła w ręce tych, którym pomoże, którzy znajdą w niej pocieszenie i zaczerpną z niej sił. 
Płynie z niej morał, że życie może być wolne i piękne. Podziwiam Autorkę i z serca jej gratuluję i walki i odwagi napisania o niej. 

środa, 18 kwietnia 2018

Anna H. Niemczynow "Dziewczyna z warkoczami"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2018
stron 360
ISBN 978-83-8075-396-9

Życie nie zawsze przynosi nam to, czego od niego oczekujemy

Marzenia ma każdy z nas. Szczególnie wiele ich mają młodzi ludzie stojący u progu dorosłego życia. Ich plany są często bardzo ambitne. Prym w nich wiodą koncepcje zawodowe i uczuciowe. To całkiem naturalne, że młoda dziewczyna, taka jak główna bohaterka powieści Anny Niemczynow, marzy gdzieś w głębi duszy o wielkiej miłości i tym jedynym mężczyźnie, który zamieszka na zawsze w jej sercu. Umysł w pewnym sensie konkretyzuje tę osobę, ale życie często te wyobrażenia weryfikuje i pisze własny scenariusz. Scenariusz, w którym miłość nie pyta o wiek.
Paulina kończy studia pedagogiczne. Właśnie zdaje ostatni egzamin i przed nią tylko obrona pracy magisterskiej. Dalej są wakacje, podjęcie pierwszej pracy, a może kolejne studia na kierunku stomatologicznym, do czego gorąco namawia ją mama. Paulina w domu bliskiej przyjaciółki Dagmary spotyka gościa jej rodziców. Mężczyznę z przeszłością, który przyjeżdża, by odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Między Pauliną a Mikołajem od samego początku iskrzy. Młoda kobieta za nic ma sporą różnicę wieku i coraz bardziej kieruje się sercem i emocjami. Mikołajowi zaś przyjaciółka Dagmary mocno kogoś przypomina. Kogoś, dla kogo kiedyś w przeszłości stracił głowę. Co wyniknie z takiej znajomości? Czy duża różnica wieku stoi na przeszkodzie szczęściu? Czy przeszłość jest w stanie zapanować na tym, co teraz i położyć się cieniem na przyszłości?
By poznać odpowiedzi na te pytania należy przeczytać książkę, która ma piękną, utrzymaną w wiosennej tonacji okładkę i która zawiera w sobie ciekawą, obyczajową historię.
Na pierwszy rzut oka ta lektura może się wydawać niezwykle pogodna, lekka i przyjemna. W jej fabule drzemie wiele życiowej treści i poruszonych zostało dużo trudnych tematów. Przewijający się korowód postaci jest barwny i niejednolity. Każdy z bohaterów ma swoje tajemnice i sekrety. Pozornie wydawać by się mogło, że wszystko może się dobrze ułożyć i mieć beztroski happy end, ale jak to zwykle w życiu bywa na drodze do szczęścia staje przeszłość. Ona wraca jak bumerang i splątuje życiowe ścieżki, komplikuje i miesza. Ta opowieść potwierdza też prawdę, że życie zawsze potrafi zdobyć się na totalną nieprzewidywalność. Ma też moc diametralnie zaskoczyć i zrobić przeróżne niespodzianki. Los lubuje się w weryfikacji naszych planów. Książka niekiedy bywa przewidywalna, ale są momenty, które zaskakują.
„Dziewczyna z warkoczami” to powieść o miłości, przyjaźni i rodzinnych więzach. Czyta się ją szybko, a w trakcie lektury nie brak emocji. Czuć z niej aromat sernika, zapach rodzinnej atmosfery i siłę najgorętszego uczucia, które ma ogromną moc. Z kart lektury bije dobra energia i pozytywny przekaz. Przeczytanie powieści Anny Niemczynow sprawia, że pogodniej spojrzymy na świat i uwierzymy, że nawet najgorszy początek może doprowadzić do dobrego końca.
„Dziewczyna z warkoczami” to powieść dla tych, którzy lubią fabuły skomplikowane rodzinnymi tajemnicami. Jestem pewna, że podbije ona serca pań w każdym wieku, a jej lektura pochłonie i oderwie od szarej rzeczywistości. W trakcie czytania nie zabraknie momentów i do śmiechu i do łez. Lektura idealnie sprawdzi się na wiosenny weekend i czytanie w plenerze.

sobota, 31 marca 2018

Wielkanoc




Aby był to czas uroczy,
życzę miłej Wielkanocy.
Aby zdrowie dopisało
i jajeczko smakowało.
Aby szynka nie tuczyła,
atmosfera była miła.
Niech tradycja wodę leje,
a zajączek niech się śmieje!

środa, 28 marca 2018

Agnieszka Krawczyk "Tylko dobre wiadomości"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2018
stron 416
ISBN 978-83-8075-384-6

Złym nowinom wstęp wzbroniony

Są autorzy, po których kolejne książki sięgamy w ciemno. Robimy tak, bo pokochaliśmy ich pióro, doceniamy styl jakim piszą, ich pomysły na fabułę i klimat, jaki odczuwa się w trakcie czytania. Do tego grona literatów zaliczam Agnieszkę Krawczyk, której powieści są sprawdzonym antidotum na zły humor i chandrę.
Jej najnowsza książka nosi jakże pozytywny tytuł „Tylko dobre wiadomości” i opowiada historię dwóch młodych, zdolnych i ambitnych przyjaciółek – Izabeli i Kamili. Życie obu stanęło na zakręcie i czas w nim na zmiany, nowe cele i wyzwania.
Iza – znana i popularna dziennikarka stacji telewizyjnej, prowadząca programy z zakresu publicystyki w ramach reorganizacji i zmiany ramówki traci optymalny czas programowy i zostaje odsunięta na boczny tor. Ta decyzja jej się zupełnie nie podoba, tym bardziej, że wypiera ją tania, komercyjna rozrywka. Pani Oster odchodzi z pracy i liczy na intratną propozycję od konkurencji. Ta jednak w spodziewanej formie nie nadchodzi, ale ciekawa oferta spływa od jej przyjaciółki Kamili Rudnickiej-Clement. Kama odziedziczyła bowiem w spadku po byłej teściowej pismo dla pań, które nie jest w najlepszej kondycji. Wspólnie mają je uratować, odświeżyć i przywrócić dawną popularność. Jest to spore wyzwanie i trudny cel. Dla tych dziewczyn nie ma jednak nic niemożliwego. Przeprowadzają się do Krakowa, zakasują rękawy i zabierają się z zapałem ostro do pracy...
Czy uda się sprostać zadaniu? Czy w nowym miejscu zamieszkania czeka na główne bohaterki nowa miłość? Czy życie napisze pełen szczęścia scenariusz? Odpowiedź drzemie na kartach książki, która okazała się przyjemną i idealną lekturą na przedwiośnie, które jest bure, ponure i chętnie trzyma sztamę z chandrą.
Podobnie jak w innych książkach Agnieszki Krawczyk w „Tylko dobrych wiadomościach” panuje pełen optymizmu i nadziei klimat na lepsze jutro. Choć dziś los sprawia niezbyt miłe niespodzianki czuje się mocno, że to tylko przejściowe i szybko przeminie pod warunkiem, że nie siądziemy na laurach i weźmiemy się z życiem za bary. Wykreowane bohaterki są miłe i sympatyczne, zarażają dobrą energią i pokazują, że spojrzenie na świat z lekkim dystansem bywa sprawdzonym pomysłem i sposobem na dobry nastrój. Kamila i Iza nie załamują rąk, nie narzekają. Idą ciekawe przez życie i uważnie rozglądają się za kolejnymi szansami i drzwiami do otworzenia. Ta postawa jest idealnym wzorcem dla osób, które sięgną po tę powieść w gorszym czasie życia.
Książkę czyta się lekko, często z uśmiechem na twarzy. Fabuła zawiera wiele scen, które ostro rozśmieszą. Niesamowity klimat nadają miejsca, w których rozgrywa się akcja – Kraków i Wenecja. Z kart lektury czuć tę specyficzną dla tych miejsc aurę - jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną. Uroku dodaje także obecność zwierzaków i przepiękna okładka.
Powieść gloryfikuje przyjaźń, która dziś często zostaje zabita przez rywalizację i zostaje zadeptana w biegu po sukces. Nie brak w niej także romantyczności, słonecznego klimatu i pełnej dobrych fluidów energii.
Agnieszka Krawczyk wnikliwie opisała dzisiejszą rzeczywistość. Czasy w jakich przyszło nam żyć są szybkie i niekiedy brutalne. Ludzie bywają różni, a porażki spadają niekiedy niespodziewanie. Mimo to trzeba odnajdywać w sobie pokłady sił jak robią to główne bohaterki i iść do przodu nie zwracając uwagi na potknięcia. To moim zdaniem jest mottem tej książki, którą polecam miłośniczkom współczesnej polskiej prozy kobiecej. Powieść z pewnością nie zawiedzie fanek kobiecych lektur, które lubią się przy czytaniu zrelaksować.