piątek, 24 stycznia 2020

Ewa K. Czaczkowska "Mistyczki"



Wydawnictwo Znak 
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-2405-946-1

Kobiety desygnowane przez samego Boga 

Mistycyzm zawsze budził sensację i kontrowersje. Był tematem burzliwych dyskusji i przedmiotem podejrzeń. Dla przeciętnego człowieka, nawet tego, który głęboko wierzy i praktykuje bezpośredni kontakt z Bogiem, obcowanie ze światem transcendentalnym wykracza poza ramy wyobraźni. Kościół też jest bardzo ostrożny w uznawaniu objawień, nawiedzeń i ekstaz. Mistykom nie jest łatwo. Spotykają się często z niedowierzaniem, szydzeniem, oskarżeniami o choroby psychiczne i szaleństwo. Wykluczani są poza wspólnoty, piętnowani i skazywani na ostracyzm. Czy wyjawienie, że jest się wybrańcem czy wybranką Boga, jest łatwe i co za tym idzie?
By poznać odpowiedź na to pytanie, trzeba zaznajomić się z biografiami mistyków, najlepiej tych współczesnych, żyjących w czasach nam bliskich. Taką możliwość daje lektura najnowszej książki Ewy Czaczkowskiej, autorki biografii Faustyny Kowalskiej. Siostra Faustyna również miała objawienia i jej droga także była niełatwa, usłana różami z mnóstwem kolców.
Bohaterki najnowszego tytułu pani Czaczkowskiej miały chyba jeszcze trudniej. Żyły bowiem w świeckim świecie i nie były członkiniami wspólnot zakonnych. Nie były osobami konsekrowanymi, tym bardziej nie mogły liczyć na zrozumienie przez otoczenie.
Autorka na kartach książki przybliża czytelnikom cztery sylwetki: Wandy Boniszewskiej, Alicji Lenczewskiej, Wandy Malczewskiej i Marii Franciszki Kozłowskiej. Zostały one subiektywnie wybrane przez Ewę Czaczkowską. Wybór zapewne nie był łatwy, bowiem historia wspomina wiele stygmatyczek, osób mających wizje i doznających namacalnej dla nich obecności Boga i osobistego kontaktu z nim. Bohaterki, które wiodły zwyczajne świeckie życie, zostały wybrane, a zarazem obarczone brzemieniem ciężkim, które gwarantowało cierpienie. Ich życia były bardzo różne i bogate w odmienne doświadczenia, a zarazem miały wspólne mianowniki. Nie każda z owych pań zawsze była pobożna, nie każda doczekała się uznania swoich doświadczeń przez Kościół. Jedną obłożono nawet klątwą. Wobec innej toczy się proces beatyfikacyjny.
Co powoduje takie różnice? Czy każda z tych kobiet przeżywała swoje życie duchowe w sposób podobny? Czy miały one dylematy i zawahania w swojej wierze? Czy każda była duszą wykraczającą swoją osobowością i charyzmą poza ramy czasów, w jakich przyszło jej żyć?
Książka wyjaśni wszystko, a warto po nią sięgnąć nie tylko ze względu na tematykę, jaką porusza, i osoby, które przedstawia. Jej autorka dopracowała treść na medal, sięgnęła do dostępnych materiałów i tekstów źródłowych ze szczególną dokładnością oraz precyzją. W sposób przystępny a zarazem żywy i namacalny przedstawiła życie kobiet, które doświadczyły czegoś, co jest dla ogółu wiernych zakryte woalem tajemnicy i niedostępne.
Ewa Czaczkowska tym razem przedstawiła ciekawie postacie o wiele mniej znane niż apostołka Bożego Miłosierdzia, ale uczyniła to w sposób równie perfekcyjny i rozbudzający ciekawość ich życiem osobistym i duchowym. Sprawiła, że po lekturze tej pozycji chce się dowiedzieć o życiu tych kobiet jeszcze więcej, że chce się mocniej zagłębić w ich przepowiednie i objawienia, sięgnąć do bogatej bibliografii zawartej na końcu książki. Z lektury płynie przesłanie, że świat duchowy bywa bardzo tajemniczy, niezrozumiały dla ogółu, a tym samym osobisty i dostępny dla wybranych.
Książkę czyta się z narastającą ciekawością, a każda strona intryguje i dostarcza godnych uwagi informacji. Jeśli ktoś jest zainteresowany podjętą tematyką, jeśli chce poznać nietuzinkowe osoby i zagłębić się w dobrą biografię, to z czystym sumieniem zachęcam go do czytania. „Mistyczki” to idealna propozycja na prezent, to dobry wybór dla zainteresowanych historią Kościoła katolickiego.

czwartek, 16 stycznia 2020

Magdalena Kołosowska "Za ostatnią gwiazdą"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 288
ISBN 978-83-66217-94-2

Stop przeszłości. Witaj jutro!

Za mną lektura trzeciego, finalnego tomu cyklu pióra Magdaleny Kołosowskiej, który mocno zapisał się w moim sercu. Pokochałam wszystko: trzy główne bohaterki, styl Autorki, świetną fabułę. Doceniłam rewelacyjny pomysł oraz jego wykonanie. Z ręką na sercu mogę polecić serię Lepsze jutro każdej kobiecie, która ma ochotę na zagłębienie się w książkach o życiu, które niesie ze sobą wiele niespodzianek, ciosów i ciągle wymaga od nas podejmowania decyzji, dokonywania wyborów i zdawania egzaminów. W realnym świecie współczesnej kobiecie nie jest łatwo, ale gdy ma się obok siebie oddane i kochające siostry można łatwiej pokonać życiowe problemy. Doświadcza tego najmłodsza z sióstr, Kamila, której życie potwornie się komplikuje w krótkim czasie. 

Młoda, mniej doświadczona od sióstr dziewczyna, studentka, w krótkim okresie czasu dowiaduje się o chorobie i śmierci ojca, oraz o tym, że została zgwałcona. Tego ostatniego zdarzenia nie pamięta, a dzień w którym miało ono miejsce jawi się jej jako bezbarwna plama. Jednak słowa lekarki i policji uświadamiają jej, że padła ofiarą kogoś, kto był w stanie podać jej pigułkę gwałtu i skrzywdzić w najgorszy sposób. Świat Kamili rozpada się w drobny mak, ona sama czuje się potwornie skrzywdzona, zraniona, bezbronna i zagubiona. By normalnie żyć, by znów odetchnąć pełną piersią, by na jej twarzy kiedyś, w przyszłości pojawił się uśmiech siostra Kingi i Karoliny musi ułożyć swoją rzeczywistość na nowo, wyciągnąć wnioski i zapomnieć. Kasacja złych przeżyć w jej umyśle jest niezbędna by normalnie żyć. To jednak wcale nie jest łatwe zadanie. Nie jest łatwe, ale i nie jest niemożliwe...

"Za ostatnią gwiazdą" to ostatnia z książek, która opowiada o losach sióstr Krzyżanowskich. Najmłodsza z nich - Kamila przechodzi prawdziwe traumatyczne przeżycia. Każdemu byłoby trudno się z nimi uporać. Autorka w sposób bardzo wyrazisty opisuje jej przeżycia, które mogą dawać czytelnikom moc i wielką nadzieję. Kamila jest w przysłowiowej "ciemnej dolinie". Nad jej głową zgromadziły się bardzo ciemne burzowe chmury. Traci ojca, w pył rozsypuje się jej związek, ktoś gwałci nie tylko jej ciało, ale i duszę. Te trzy ciosy są cholernie mocne. Wiele kobiet nie daje rady się po nich podnieść przez długi czas. Postać Kamili właśnie takim osobom powinna dodać otuchy, sił i nadziei. Nadziei na to, że można. Że po burzy wychodzi słońce i chmury znikają.
 Magdalena Kołosowska pisze o trudnych sprawach odważnie, ale i delikatnie, z wyczuciem. Bardzo celnie oddaje emocje, jakie dotykają młodą dziewczynę. Kamila wydaje się być bezbronna, krucha, tym bardziej, że jest osobą wrażliwą, spragnioną miłości oraz prostolinijną. Jest przeciwieństwem Tatjany. Nie interesują ją gierki, zabawy uczuciami, żonglowanie w sferze sercowej czy wyrafinowane strategie romansowe. Ona szuka szczęścia i tego jedynego, którego pokocha całym sercem. Kamila nie potrafi żyć w woalu pozorów. Nic więc dziwnego, że od razu podbiła moje serce i spodobała mi się jako książkowa bohaterka. 

Tytuł czytało mi się świetnie. Kibicowałam, współczułam, chciałam do bólu, by wszystko skończyło się dobrze. To była naprawdę poruszająca i chwytająca za serce powieść. 
Cieszę się, że mogłam przeczytać ten tom, jak i całą serię. Długo o tak wspaniałej lekturze nie zapomnę. Dziękuję Autorce za wspaniałe emocje, za cudowne chwile ze świetnymi bohaterkami. Chciałabym mieć w realnym świecie tak cudowne przyjaciółki jak one. Zaprzyjaźnijcie się z nimi, poznajcie je, zaczytajcie się w tej serii. Naprawdę warto. 

wtorek, 7 stycznia 2020

Joanna Dubler "Dobre ciastko"





Wydawnictwo Lipstick Books
data premiery 15 stycznia 2020
stron 336
ISBN 978-83-2807-600-6

By być szczęśliwym trzeba wiedzieć czego się w życiu chce

Ze świecą szukać na świecie kobiety, która nie chce być szczęśliwa. Oczywiście nie każda z nas taka jest. Wiele z nas tego szczęścia szuka. Szuka swojej drogi, swego miejsca, swego powołania, swojej drugiej połówki. Trudno jednak znaleźć jakikolwiek z tych celów, gdy nie ma się skonkretyzowanego zdania, jak ów cel ma wyglądać. Jaki ma mieć cechy, jakie ma mieć priorytety, jakie stawiamy sobie wobec niego wymagania. Jednym słowem niezdecydowane są skazane na porażkę lub błądzenie bez celów. Motanie się w labiryncie życia bez konkretu dokąd chce się dotrzeć i co znaleźć. 

Joanna Dubler w swojej debiutanckiej powieści opisała dzieje pewnej kobiety, która dobiega już trzydziestki. Skończyła prawo, pracuje, choć praca nie daje jej zadowolenia, spełnienia i satysfakcji. Ma partnera i niby jest w udanym związku, ale to tylko powierzchownie tak ładnie wygląda. Konrad nie jest w pełni szczęśliwy z Zuzią, bo ta nie spełnia jego wszystkich seksualnych zachcianek. I nagle trach, para się rozstaje, a Zuzia wraca pod skrzydła rodziców i musi zacząć budować swój świat od nowa. Zamiast ślubu nasza bohaterka musi ułożyć swoją dorosłość od nowa. Tylko ona sama nie bardzo wie czego chce...

Zawsze gdy rozpoczynam lekturę debiutu mam wolny umysł. Nie mam określonych oczekiwań, nie wiem, czego po książce się spodziewać. No i zawsze zadaję sobie pytanie dlaczego Autor/Autorka napisała daną książkę. Co chciał/ła nią przekazać, co czytelnikom uświadomić, na co zwrócić uwagę. Bo wierzę, że każdy tytuł powstał po coś, że najpierw nim zostało nakreślone pierwsze słowo narodziła się jakaś idea. 

Jak podobało mi się "Dobre ciastko" i po co ta książka powstała? Otóż opis przygotował mnie na coś innego, a powieść okazała się nie taka jak się spodziewałam. Bo moim zdaniem to nie był soczysty erotyk, ale książka o szukaniu siebie i kobiecie, która w pewnym sensie reprezentuje współczesne pokolenie młodych dojrzałych i niedojrzałych w jednym. Zuzia nie jest głupia, skończyła wymagający kierunek studiów. Wprawdzie nie dostała się na aplikację, ale nie jest pozbawiona inteligencji. Brak jej jednak takiej zwyczajnej życiowej dojrzałości, którą w tym wieku powinna już mieć. Jej rozwój stoi na etapie niezdecydowanej nastolatki. Trochę w tym winy jej rodziców, którzy chcą w pełni organizować jej życie, mieć nad nim kontrolę. Zuzia intryguje. Czasem wkurza, sama nie wie czego chce. Tak jest w życiu uczuciowym, tak jest w życiu zawodowym. Brakuje jej wrzucenia na głębokie wody, brakuje wstrząsu, który jej uświadomi jak życie i te fajne młode lata uciekają jej w dal, przeciekają jej przez palce. 
Pod kątem jaki wspomniałam wyżej książka jest ciekawa, z intrygującą kobietą na pierwszym planie. Jako erotyk nie przypadła mi do gustu. Nie rozpala, nie intryguje. 
Nad stylem, nad piórem Autorka musi jeszcze popracować, dojrzeć, dopracować pewne elementy. 
Tak czasem jest, że chwytając jakąś powieść odkrywamy inne jej oblicze. Inne niż głoszą rekomendacje, niż sugeruje opis. Tak właśnie u mnie było z debiutem Joanny Dubler. Oczywiście każdy z Was może inaczej odebrać ten tytuł. Moja opinia jest szczera i wiem, że pewnie bardzo nietypowa. Być może dlatego, że dużo czytam i potrafię nietuzinkowo patrzeć na lektury. 

czwartek, 2 stycznia 2020

Paulina Jóźwik "Strupki"


Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2020
stron 256
ISBN 978-83-240-7020-6

Wspomnienia są bezcenne

Lubię sięgać po debiuty. Czuję się wtedy jak podróżnik udający się w nieznane. Mam świadomość, że mogę odkryć nowe literackie lądy. Nowe książki, które podbiją moje serce. Mogę uzupełnić listę ulubionych autorów o kolejne nazwiska. Oczywiście nie zawsze jest rewelacyjnie, ale ostatni debiut jaki przeczytałam w grudniu ubiegłego już roku okazał się mega sztosem. Strzałem w samo wrażliwe czytelnicze serce, które ma dość książek podobnych do siebie, książek kalek. Fakt, dużo czytam i trudno mnie zaskoczyć, ale Paulinie Jóźwik udało się to fenomenalnie. Jej książkę rekomenduje i poleca sama Joanna Bator. Ja też, bo takich tytułów trzeba szukać ze świecą. Wszystko w nim mnie zauroczyło i zachwyciło, oczarowało i migiem się w nim rozkochałam. Gdyby ktoś kazał mi wymienić tylko jedną cechę tę książki, jej największy atut to pasowałoby mi tylko jedno słowo. Klimat. 

Ta powieść jest ogromnie klimatyczna, a klimat wyzwala sentymentalizm i czułość do wspomnień. Wspomnień z dzieciństwa i młodości, które niezaprzeczalnie nas kształtują. Nadają naszym osobowościom szlif. Oczywiście niektórzy się wypierają swoich korzeni, wstydzą się ich. Czy warto? Ależ nie jakiekolwiek by one nie były. Do tego przekonuje główna bohaterka książki, która dzieciństwo i młodość spędziła na wsi, a potem przeprowadziła się do miasta. Zmieniła się, wchłonęło ją inne życie. Podróż na wieś jednak ruszyła w jej duszy czułe struny. Przypomniała o latach, które były jedyne w swoim rodzaju. I wytworzyła się magia. Magia, która otula nie tylko Polę, ale i czytelnika. Magia, która oczarowała i mnie i zepchnęła mój umysł do lat minionych. Bo ja też bywałam na takiej wsi, w której życie było inne niż dziś. To był inny świat. bardziej prosty ale jakże urokliwy!!!

Pola wraca do rodzinnego domu na pogrzeb babki. Hanna Maj dożyła sędziwego wieku, ale w ostatnich latach towarzyszyła jej podstępna choroba. Choroba, która przysłoniła jej otaczający świat i bliskich, która zabrała ją z życia kiedy jeszcze biło jej serce. Utrata pamięci Hanny chyba bardziej uderzyła w jej bliskich niż w nią samą. Pozostały nierozwikłane rodzinne sekrety, tajemnice, które zaciekawiły Polę...

To wyjątkowa książka, która pozwoliła mnie na zajrzenie do świata przeszłości, do magicznej rzeczywistości, którą wyparł czas, technika i moje, podobnie jak i głównej bohaterki dorośnięcie. Jako dzieci, jako młode osoby postrzegamy inaczej, a świata nie przesłania nam materializm, proza życia i wieczna pogoń za pieniądzem. Tak było kiedyś, gdy Pola była mała i gdy ja miałam dużo lat mniej. To pozwoliło mi momentalnie zjednoczyć się z młodą kobietą, która otworzyła furtkę do przeszłości. I to nie był absolutnie żaden błąd a fascynująca wyprawa. Książka jest napisana wspaniale. Jest wyważona i chwyta za serce nutą sentymentalizmu, roztkliwieniem za tym, co bezpowrotnie minęło. Proza Pauliny Jóźwik jest dojrzała, styl wywołuje zachwyt, dlatego tę książkę chce się czytać bez końca. Nie chce się z niej wynurzać, dusza buntuje się na słowo koniec. Niestety ten kiedyś jednak nadchodzi. Trudno mi było rozstać się ze światem opisanym w lekturze, dobrze się stało, że czytałam ją w okresie grudniowym kiedy więcej niż zwykle się wspomina i odkurza pamięć. To książka ambitna, odważna, pokazująca jak wiele się w naszych duszach dzieje, jak ważne są korzenie. 

W treści jest jakaś poetyka, jest hołd oddany przeszłości, jest tęsknota, jest bolesne godzenie się z upływem czasu, zmianami na które nie mamy ochoty, jest nostalgia i refleksja nad sensem naszego życia, bo z pewnością nie może nim być lansowany wszem i wobec konsumpcjonizm. Nie musimy mieć kolejnej sukienki, telefonu, perfumy czy samochodu. Musimy mieć świadomość własnej tożsamości i życie duchowe. Musimy mieć swoje wnętrze by dostrzec to, co istotne.
Na pozór niezwykle prosta i przejrzysta opowieść powaliła mnie na kolana, odurzyła treścią i postawiła do pionu wobec tego, co mnie otacza. Cokolwiek by się działo warto łapać chwile, które są ulotne, pielęgnować wspomnienia, dokumentować codziennośc, sycić się nią. Doceniać to, co się ma. 

"Strupki" to tytuł stojący w opozycji do szalonego współczesnego świata, który nie powinien, nie może przesłaniać tego, co najbardziej istotne. 
To nie jest zbyt trudna, ale niezwykle wartościowa lektura. Gratuluję Autorce Genialnego debiutu. Proszę o kolejne książki. 

Najlepsze książki 2019 roku

Mamy Nowy 2020 Rok. Czas podsumować stary, ten który się skończył i który był dla mnie trudny, był sprawdzianem, był z problemami kumulującymi się wokół zdrowia. To fakt zawsze spadałam ja i moi bliscy na cztery łapy, ale co nerwów zjadłam to moje. Więc nie miejcie mi za złe, ale niekiedy nie było dobrego klimatu na czytanie, ale i były momenty, kiedy książki były lekarstwem. Tak, po ubiegłym roku, jak zwykle, pozostały zaległości i będę musiała je nadrobić. Zatem zasłaniam twarz kapturem, by nie było widać rumieńców wstydu i spowiadam się z mojej czytelniczej doli. 

Przeczytałam tylko 77 książek. Dla kogoś może to dobry wynik, ale dla mnie to powód do wstydu. Bywało lepiej, o wiele lepiej, także nie mam się czym chwalić. 

Wybrałam te najlepsze tytuły i podam Wam je w kolejności przypadkowej. 
A zatem:


Ten tytuł doceniłam za piękny obraz egzotycznego świata, fenomenalną opowieść o różnych obliczach miłości i chwytającą za serce historię w centrum której stoją dwie kobiety


Kolejna powieść mojej ukochanej Autorki okazała się niesamowitą lekturą, która zabrała mnie do magicznego Petersburga i przybliżyła dzieje tak wyjątkowej pary targanej przez namiętności, uczucie i burzliwą historię. Książkę porównałam do Anny Kareniny, jest równie genialna.


Tytuł, który miał być kolejną dobrą obyczajówką okazał się wyjątkową powieścią, której czytaniu towarzyszyły naprawdę ogromne emocje. Mam wrażenie, a minęło już trochę czasu, że czytałam tę powieść dwie godziny temu. Wciąż we mnie tkwi jej treść.



Napiszę tyle, prawdziwy obraz Bieszczad bez słodzenia i lukru. Magiczna książka, którą pokochałam.


Gabriela Gargaś nie ma nade mną litości. Znów, po raz kolejny poturbowała mnie emocjonalnie. To była wyjątkowa lektura. 



Mistrzostwo świata. Genialna powieść, która pokazuje w pełnej krasie talent Magdaleny Witkiewicz do tworzenia rewelacyjnych książek.


To nie przypadek, że pokochałam tę historię. Nikt, tak jak Katarzyna Enerlich, z taką czułością i miłością nie potrafi pisać o Mazurach. 


Doceń życie i ciesz się nim, bo jest kruche i niekiedy krótkie. Wylałam morze łez. 


Arabskim klimatom w literaturze pozostanę dozgonnie wierna. Laila Shukri pisze o nich po prostu genialnie. 


Czy warto być dziewczyną szejka? Czy tacy nadają się na męża? Po lekturze łatwo odpowiedzieć na takie pytania.



Emocjonalna bomba. Książka, która przywraca do pionu i uczy ważnych rzeczy. 


Idealna w swoim gatunku. Dobrze mi się czytało. 


Czy warto iść w najwyższe góry? Czy K2 to góra morderca? 


Kolejna świetna książka Magdaleny Majcher. 


czwartek, 26 grudnia 2019

Magdalena Witkiewicz "Uwierz w Mikołaja"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2019
stron 408
ISBN 978-83-8075-916-9

Nie ma świąt bez Mikołaja, niekoniecznie świętego

Święta mają swoje tradycje. Na Boże Narodzenie musi być choinka, prezenty, rodzinna atmosfera, dużo ciepła i miłości oraz święty Mikołaj. W swojej najnowszej powieści Magdalena Witkiewicz przekonuje nas, że święta bez Mikołaja są niemożliwe. Choć ten Mikołaj niekoniecznie musi być święty. Może być nieświęty, może być zwyczajny, ale musi być. Jeśli brzmi to dla was niejasno bądź tajemniczo, jeśli chcecie przeczytać świetną powieść otuloną grudniowym klimatem, to polecam lekturę książki „Uwierz w Mikołaja”. Autorka pisała ją latem, gdy dokuczały upały i nic wokół nie przypominało zimowego klimatu. Dodam jeszcze, że napisanie takiej świątecznej lektury wcale nie jest proste. Trzeba uważać, by jej nie przesłodzić, by nie wpaść w sidła kiczu, by nie przetransformować realnego świata w lukrowaną śniegiem bajkę. Pani Magda zadanie wykonała na szóstkę. Wypośrodkowała w swojej książce wszystkie niezbędne elementy tak, że czyta się ją naprawdę świetnie i doskonale daje się odczuć to, co w grudniowych świętach najważniejsze.
Kilka grudniowych dni, pełnych przewidywalnych i niespodziewanych zdarzeń. Dla wykreowanych bohaterów wiele chwil radosnych i nieco smutnych. W życiu każdego z nich sporo się zdarzy i nie zawsze będą to oczekiwane chwile, bo czego jak czego, ale niespodzianek w trakcie czytania nie zabraknie.
Agnieszka, mocno związana ze swoją babcią studentka, ogromnie cieszy się na wspólne święta w uroczym domku położonym w środku kaszubskiego lasu. Jak się jednak okazuje, jej babcia ma inne plany na ten czas. Zaskoczona dziewczyna chce wyjaśnić, co tak naprawdę się wydarzyło, i wyrusza na Kaszuby. Tam, pośrodku leśnej głuszy, znajduje pusty dom i spotyka Mikołaja. No, nie do końca świętego, ale takiego, którego całkiem dobrze zna. Ów Mikołaj ma w planach spędzenie świąt w tropikalnych klimatach, ale los ma wobec niego nieco inne zamierzenia. Zosia ma zaledwie pięć lat i bardzo przejrzyste marzenia. Dziewczynka chce mieć piękną choinkę, spokój w domu i kochającą babcię. Jej mama marzy, by jej dom przestał być meliną, w której rządzi ojciec Zosi, bardziej kochający wódkę i kompanów do kieliszka niż najbliższe osoby. Krystyna i jej mąż osiągnęli sukces zawodowy i ekonomiczny, ale pogubili się w życiu osobistym. Ich wzajemną więź i bliskość przytłumił tuman kurzu, a ich uczucia zardzewiały na przestrzeni lat.
Kilka osób, kilka dni, wiele niespodzianek i ten wyjątkowy czas, w którym może nie wszystko jest możliwe, ale o wiele więcej niż na co dzień.
Tę powieść czytało mi się rewelacyjnie. Otulona kocykiem, z kubkiem herbaty, z uwagą śledziłam losy opisanych bohaterów, których zwyczajne, codzienne światy były bardzo różne. Każdemu jednak coś brakowało do szczęścia i spełnienia. Anna miała dość awantur i zapachu alkoholu, Zosia marzyła o szczęśliwym dzieciństwie. Mikołaj, choć nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą, chciał się zakochać i stracić głowę dla tej jednej jedynej. Autorka świetnie poprowadziła swoich bohaterów – w każdym z nich odkryjemy jakąś cząstkę siebie, a dzięki temu są oni nam bliscy i bardzo prawdziwi. Ten fakt rzutuje na klimat powieści, który ma w sobie z jednej strony aromat świąt, ale i z drugiej to nieidealne, zwyczajne życie.
„Uwierz w Mikołaja” to lektura bardzo ciepła, która doskonale wprowadzi nas w świąteczne nastroje. To książka, która pozwoli się zrelaksować, przypomni, co tak naprawdę jest ważne w życiu i w okresie świąt. Możecie podarować ją w prezencie, możecie rozkoszować się nią po świątecznych porządkach, możecie poczuć dzięki niej magię Bożego Narodzenia. Z serca polecam i gratuluję Magdalenie Witkiewicz pomysłu na fabułę.


niedziela, 15 grudnia 2019

Laila Shukri "Jestem nieletnią żoną"



Wydawnictwo Prószyński
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-8169-194-9

Ślubny welon zamiast lalki

W Polsce, podobnie jak i w Europie, nastoletnie dziewczynki mogą spokojnie smakować dzieciństwo i młodość. Uczęszczać do szkoły, beztrosko cieszyć się życiem i swobodą, dorastać pod skrzydłami rodziców, będąc objętymi prawną ochroną. Nie wszędzie na świecie taka normalna, jak nam się wydaje, sytuacja ma miejsce. Są kraje, gdzie nastolatka jest świetnym materiałem na żonę i może być dla rodziny obiektem transakcji finansowej, pozwalającej zarobić sporą kwotę pieniędzy. Tak jest na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza po wybuchu wojny w Syrii. Tam dorastająca dziewczynka nie musi być uczennicą, nie musi zdobywać wiedzy i nie ma często prawa do swobodnej edukacji. Gdy jej rodzina postanowi, że czas jej na opuszczenie rodzinnego domu i zmianę stanu cywilnego, musi już na zawsze odłożyć podręczniki do lamusa i zacząć dorosłe życie. Stać się kobietą, choć nie jest jeszcze na to gotowa. Ani psychicznie, ani fizycznie. Mąż będzie od niej wymagał zajęcia się domem, powinności seksualnych i rodzenia dzieci. Ani jego, ani jego rodziny nie będzie obchodziło to, że nieletnia żona będzie przeżywała dramat.
Dla wielu z nas te fakty wydadzą się szokujące, ale takie historie zdarzają się naprawdę i to często. Tak mówią bezlitosne statystyki, taką historię opowiada w swojej najnowszej książce Laila Shukri, pisząca pod pseudonimem Polka, która doskonale zna realia arabskiego świata i panujących w nim praw oraz obyczajów.
Tytuł „Jestem nieletnią żoną” to dzieje dwunastoletniej Salmy, która wraz z rodziną mieszkała w Jordanii. Gdy ją poznajemy, jest zdolną uczennicą, która marzy o dalszej edukacji i zostaniu w przyszłości lekarzem. Jej rodzice za nic mają marzenia córki. Nie wiedzie im się zbyt dobrze, ledwie wiążą koniec z końcem, dlatego planują szybko wydać córki za mąż. Właśnie trwają poszukiwania męża dla najstarszej z sióstr. Gdy znajduje się odpowiedni kandydat, który pochodzi z Ammanu, dorośli są podekscytowani. Gdy dochodzi do spotkania młodych, ma miejsce pewna niespodzianka. Młodzieniec nie wybiera zaprezentowanej mu kandydatki, tylko upiera się, by jego żoną została młodsza Salma. Rodzicom jest wszystko jedno i los dwunastolatki zostaje przypieczętowany. Nadchodzi czas, by porzucić szkołę i rodzinne gniazdo, włożyć welon i zapomnieć o dzieciństwie…
Czytając tę książkę, mocno się wzruszyłam, a w oczach miałam łzy. Pojawiły się one za sprawą koszmaru, jaki zgotowali dziecku rodzice, ale i złości na system oraz obyczaje, które wydają przyzwolenie na takie zaślubiny. Dziecko, które powinno być objęte miłością, opieką i troską, jest przedmiotem handlu niczym krowa czy wielbłąd. Rodziny nie obchodzi jego przyszłość i szczęście. Tak musi być, takie są obyczaje – powiedzieliby zapytani matka i ojciec Salmy. Jej historia spisana przez autorkę przeplatana jest statystykami, faktami i naświetleniem przede wszystkim tej, ale i innych praktyk, które funkcjonują w arabskim świecie i są traktowane jako coś oczywistego i całkowicie normalnego. Nas, Europejczyków, szokują, a w wielu islamskich państwach są na porządku dziennym. Autorka świetnie oddała przeżycia bezbronnej wobec świata i ludzi dziewczynki, która musiała pogodzić się z okrutną rzeczywistością, pogrzebać marzenia i plany. Wycierpieć wiele na ciele, jak i duszy. Żyć pod presją, pod dyktando, być okaleczana i poniewierana. Laila Shukri bez zastanowienia pokazuje funkcjonujące w otaczającym ją środowisku patologie, jak wykorzystywanie seksualne nieletnich, ukryta prostytucja, handel dziećmi czy stosowanie przemocy fizycznej oraz psychicznej. Protestuje anonimowo, bo tylko tak może, aczkolwiek z precyzją przedstawiając zło, które uchodzi bezkarnie. Świat, dowiadując się o nim, nie może pozostawać obojętny i zasłaniać problemy tradycją oraz kulturą.
Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, zmroziła krew w żyłach, zrodziła bunt i protest przeciwko pewnym zachowaniom. Obaliła funkcjonujący rodem z „Baśni tysiąca i jednej nocy” romantyczny mit Orientu. Jestem pod wrażeniem pióra i stylu autorki, która celnie uchwyciła słowami to, co powinno ujrzeć światło dzienne. Choć to bardzo brutalna i drastyczna lektura, to jest ona bardzo potrzebna, by głosić światu tragedię młodych dziewczynek, które pozbawiono człowieczeństwa, prawa do szczęścia i edukacji. Do odnalezienia miłości i cieszenia się życiem. Trudny tytuł, aczkolwiek niosący wyraźne przesłanie – stop handlowi dziećmi, stop wykorzystywaniu ich seksualnie, stop zbrodni na niewinnych nastolatkach.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

poniedziałek, 25 listopada 2019

Maria Epoleika "Psie sucharki"


Wydawnictwo Znak
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-240-5949-2

Idealny poradnik 

Poradniki to typ książek po które sięgam będąc bardzo sceptycznie nastawiona. Spowodowane to jest tym ,że wielokrotnie po ich lekturze bywałam mocno rozczarowana. Szukając informacji, chcąc pogłębić wiedzę na jakiś konkretny temat często byłam przez Autora poradnika zbywana, karmiona szczątkami nowinek, zasypywana niekoniecznie prawdziwymi mitami, obdarowywana kolorowymi fotkami i stekiem słów, które były ogólnikowe. Jednym słowem zdarzało mi się trafiać na książki napisane "sztuka dla sztuki", idealnymi na niezbyt trafiony prezent i mającymi dać zysk z wydania. Tylko zysk a nie wiedzę. 

Jestem psiarą. Od 28 lat dzielę dom z psami. Było ich kilka lub tylko jeden. Były psy, teraz są suczki. Kundelki i rasowe. Średnie i większe. Różne. Mozaika charakterów i psychik. Kalejdoskop psich osobowości. Jako miłośniczka psów przez ten szmat czasu nabyłam sporą wiedzę i praktyczną i teoretyczną. Przyznaję, że pomógł mi internet, kontakt z lekarzami weterynarii, hodowcami, grupy i fora internetowe. Może to nieskromne, ale czułam się na siłach rzetelnie ocenić poradnik o psach. 
Zatem rozpoczęłam lekturę "Psich sucharków" czujna i skupiona. Ciekawa treści. 

Z każdą przeczytaną stroną byłam coraz bardziej zachwycona. Zachwycona spisaną treścią, konkretnym i fachowym podejściem do tematu przedstawionym w sposób pełen humoru, w formie lekkiej aczkolwiek zawierającej całą prawdę, która nie zawsze jest słodka. 
Wszystko w życiu ma plusy i minusy. Kto twierdzi inaczej koloryzuje. Posiadanie psa również ma swoje blaski i cienie. Może to kogoś zdziwić, że zagorzała miłośniczka psiaków tak pisze. Ale to prawda od której uciec się nie da. I nie ucieka od niej również Autorka książki, która idealna będzie szczególnie dla tych, którzy marzą o psie, pierwszym psie. Dla mnie plusy oczywiście przeważają, ale minusy też są. Bo np. mnie nic tak nie wpędza w stres jak choroba pupila. I nic tak nie boli jak odejście psa. Bo te żyją za krótko, a ich śmierć trzeba przeboleć. 
I może od tego zacznę, od tej smutnej strony. Moje psy nigdy nie odchodziły same. Byłam przy uspaniu moich pupili. Gdy rak zaatakował i nie było już ratunku. To mega trudne i bolesne przeżycie. Tak pisze o tym Autorka, by mieć odwagę i zostać z psem do końca. By go nie porzucać. Trzymać za łapkę. Poryczałam się, bo wspomnienia wróciły. 

Idźmy dalej. Książka to połącznie komiksu i poradnika trafiające w punkt. Obalające mity np. ten o tym, że pies musi mieć ogród do biegania. Pokazujący blaski i cienie codzienności z psem. Pies to ogromny obowiązek, to wielka odpowiedzialność i także wielka nagroda za nasze serce i czas poświęcone zwierzęciu. 

Czytałam z uwagą i tylko z przekonaniem często kiwałam głową. Nie znalazłam w tekście żadnego zdania z którym bym się nie zgodziła. Ba, miałam wrażenie jakbym sama pisała tę książkę. 
To tytuł mądry w każdym zdaniu, przemyślanie i z logiką napisany, pełen humoru i rzetelnych informacji, świetnie wyczerpujący temat, bez lania wody i koloryzowania, konkretny. Daje rzeczywisty obraz życia z psem. Nie mam do tekstu najmniejszego zastrzeżenia, żadnej uwagi. Jestem zachwycona i pod wrażeniem, dlatego gorąco polecam lekturę. Po jej przeczytaniu z łatwością ocenicie czy egzystencja z psem to coś dla Was. 
Idealny poradnik. Bije solidne brawo. 

środa, 20 listopada 2019

Sejal Badani "Sekret Amishy"



Wydawnictwo Świat Książki 
data wydania 2019
stron 496
ISBN 978-83-8139-266-2

Jeśli chcesz być szczęśliwy, zajrzyj do swojego wnętrza

Życie każdego z nas obfituje w dobre i złe chwile. Los nie bywa zwykle sprawiedliwy i nie daje ich po równo. Czasem przychodzi czas, że brzemię trudności, smutku i kłopotów nas przygniata. Wtedy często czujemy potrzebę ucieczki i zaszycia się gdzieś daleko. Podróż bywa lekarstwem na wiele trosk i pozwala nam spojrzeć na naszą sytuację z dystansu. Zmiana otoczenia wyzwala w nas siły do walki, pomaga w osiągnięciu równowagi i odnalezieniu drogi ku szczęściu.
Główna bohaterka powieści „Sekret Amishy” ma spore powody do zmartwienia i smutku. Nie dość, że traci trzecią z kolei ciążę, to jeszcze jej małżeństwo chyli się ku końcowi. Mimo iż Jaya i Patrick pobrali się z wielkiej miłości, decydują się na rozstanie. Nagle brakuje między nimi nici porozumienia, a bolesne doświadczenia, zamiast ich połączyć, budują między nimi mur. Dziennikarkę pogrąża jeszcze wiadomość, iż jej mąż zaczyna się spotykać z inną kobietą. Mająca indyjskie korzenie bohaterka postanawia wyruszyć w podróż do Azji, a konkretnie do Indii. Chce odwiedzić rodzinne strony swojej matki i zobaczyć się z dziadkiem. Ta wyprawa pozwala jej nie tylko zobaczyć kraj tak inny niż Ameryka, ale i odkryć przeszłość oraz rodzinne tajemnice. Dzięki opowieści wiernego służącego swojej babki Jaya poznaje historię Amishy, która okazała się kobietą kompletnie wykraczającą poza ramy miejsca, tradycji i kultury oraz czasów, w jakich przyszło jej żyć. Ta podróż zmienia wszystko. Potem nic nie jest już takie samo…
Po książkę Sejal Badani sięgnęłam spragniona czarującej historii, która rozgrywa się w orientalnym miejscu. W tytule znalazłam wszystko, czego pragnęłam i szukałam. Książka porwała mnie od samego początku. Straciłam poczucie czasu i całą sobą przeniosłam się do Indii rządzonych przez Brytyjczyków w latach 30. i 40. XX wieku. Wraz z Jayą poznałam historię jej rodziny, a szczególnie dzieje babki, która z pewnością była kobietą nietuzinkową i niezbyt pasującą do czasów, w których przyszło jej żyć. Amisha była osobą inteligentną, dobrą, pełną życzliwości i serca. Miała też swoje sekrety, które położyły się cieniem na jej dzieciach. Chciała żyć inaczej, niż wymagały od niej panujące obyczaje i tradycje. Pragnęła spełnienia i miłości. Miała dar literacki, a pisanie było jej odskocznią od szarej codzienności. Chęć nauki popchnęła ją na ścieżkę, z której nie było odwrotu. Amisha musiała dokonywać wielu wyborów. Jej sylwetka jest bardzo ciekawa i stanowi symbol kobiety niepokornej, gotowej walczyć o swoje szczęście. A to dla jej rówieśniczek pod indyjskim niebem było zakazane. Śledząc jej losy, możemy uświadomić sobie, jak ciężkie było życie kobiet w tamtych czasach i w tamtym kraju. Ciążyły na nich przede wszystkim obowiązki, zadania do wypełnienia i ciężka codzienna praca. System kastowy zaszeregowywał w chwili narodzin. Odkrywając losy babki, Jaya uświadomiła sobie, jak wiele dostała od losu, jak dużo możliwości miała do wyboru.
W tej powieści zakochałam się bardzo szybko. Jej treść wzruszyła mnie i na długo zapadła w pamięć. Jej fabuła przypomina ważną prawdę, że nasz dom jest dokładnie tam, gdzie nasze serce.
Ta lektura ma wiele atutów. Ciekawa fabuła, plastyczne opisy pobudzające wyobraźnię, wgląd w orientalne obyczaje – wszystko to sprawia, że trudno oderwać się od czytania. „Sekret Amishy” to doskonale napisana powieść o kobietach i dla kobiet. Jej treść elektryzuje, emocjonuje i zachwyca. To opowieść o miłości, mocy przyjaźni i o walce o własne marzenia. To tytuł gwarantujący ujrzenie innego świata, w którym kobiety nie znały poważania i szacunku. Nie spotkałam się z wieloma pochwałami i recenzjami tej książki. Szkoda, bo to naprawdę świetna lektura godna polecenia. Myślę, że nikt, kto się w niej zagłębi, nie poczuje rozczarowania.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Zuzanna Śliwa "Tajemnica alei klonowej"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 368
ISBN 978-83-66217-58-4

Najlepszym lekarzem jest wiara i czas

Ludzkie życie to tysiące chwil. Większość z nich to codzienna rutyna, ale są wśród nich i te, które na zawsze zmieniają naszą przyszłość i kładą się na niej trwałym znamieniem. Doświadczyła tego na własnej skórze bohaterka książki Zuzanny Śliwy, Agnieszka. 

W 1944 roku, gdy trwała najokrutniejsza z wszystkich wojen miała zaledwie 16 lat. Była nastolatką, która miała prawo do beztroskiej młodości, ale tą jej i jej pokoleniu zabrała wojna. Dziewczyna musiała szybko dojrzeć wskutek działań zbrojnych, ale jeden kwietniowy dzień wymógł na niej nagłe zdanie egzaminu dojrzałości, która zdała po prostu śpiewająco. 
Będąca łączniczką AK Aga wracała na granicy nocy i dnia do domu. Gdy przechodziła obok torów kolejowych usłyszała dziwny dźwięk i znalazła tajemniczy pakunek. Poduszkę w którą owinięte było ludzkie niemowlę. Dziewczyna szybko się domyśliła, że dziecko musiało zostać wyrzucone z któregoś transportu jadącego do obozu koncentracyjnego. Zapewne jakaś matka decydując się na tak desperacki krok chciała uratować maleństwu życie. Narażając siebie oraz swoją rodzinę Agnieszka zabrała niemowlaka do domu i pokazała dziadkowi. Wraz z proboszczem uknuli misterny plan, który sprawił, że malutka dziewczynka szczęśliwie przeżyła wojnę i wychowała się w kochającej rodzinie. Agnieszka została jej matką, która po kryjomu urodziła nieślubne dziecko partyzanta, który dał na zapowiedzi, ale nie dożył ślubu ani chwili narodzin córki...

Ta mocno chwytająca za serce historia, pełna dramatyzmu nie jest wytworem wyobraźni pisarki, ale zdarzyła się wiele lat temu naprawdę. Zuzanna Śliwa pochodząca podobnie jak ja z Podkarpacia spisała rodzinną tajemnicę, która miała miejsce w czasie wojny. Zrobiła to w sposób niezwykle dojrzały i refleksyjny. Sama lektura nie jest łatwa w odbiorze, ale zachwyca, wyciska łzy i uświadamia jak wielkim bohaterstwem potrafili wykazać się zwykli ludzie w czas gdy zło zawładnęło światem. Na szczęście nieskażonych nim pozostało wiele ludzkich serc. 

Narratorką powieści jest przyjaciółka Agnieszki, która poznaje jej historię po wielu latach od jej początku. My czytelnicy wraz z nią odkrywamy ją krok po kroku. Czytając miałam wrażenie jakbym z atencją, bez pośpiechu oglądała rodzinny album pełen starych fotografii, tych w kolorze sepii i tych czarnobiałych. To było niezwykle osobiste przeżycie, pełne emocji, ale i obrazujące historię jakich w czasie wojny wydarzyło się wiele. Ludzi łączyła wtedy ogromna solidarność, chęć poświęcenia i walki takiej innej niż zbrojna
To była inna niż wszystkie opowieść, taka smutna ale i kojąca. Skłaniająca do refleksji co jest ważne w życiu, przemawiająca prosto do serca, niezwykle osobista. Delektowałam się nią, odkładałam, rozmyślałam nad treścią, po czym wracałam nieśpiesznie do lektury. To książka napisana sercem, z szacunkiem do bohaterów i taka, która długo zostaje w umyśle. 
Styl Autorki bardzo przypadł mi do gustu i świetnie komponuje się z treścią, którą nie sposób przekazać na sucho, zbyt lekko czy pobieżnie. W tej opowieści ważne są nie tylko fakty, ale i to, co grało w duszy jej bohaterom. 
Polecam ten tytuł zwłaszcza wrażliwym osobom, które zachwycają się historiami z wojną w tle i rodzinnymi sekretami. Ambitna pozycja godna rekomendacji. 

niedziela, 17 listopada 2019

Ed i Lorraine Warren "Opętania"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 240
ISBN 978-83-6621-780-5

Ach te duchy!!!

Duchy! Świat nadprzyrodzony. Dalsze życie. Powroty umarłych na ziemię. Wierzyć w nie czy nie? Czy to możliwe by z tamtego świata powracać na ziemski padół? Czy duch, o ile istnieje, może kogoś opętać? Czy egzorcyzmy mają sens? Tak dużo pytań, tak rozległa tematyka. No i ludzkość podzielona na obozy. Zagorzałych zwolenników, niezdecydowanych, którzy podchodzą do tych zagadnień bardzo ostrożnie i sceptycznie oraz tych, którzy śmieją się w głos i mówią, że to wybujała wyobraźnia i wierutne bzdury. Ot tematy na dobry film grozy, na mrożący krew w żyłach thriller.
A ja, do którego ja obozu należę?
Raczej patrzę nieufnie, z ogromną dozą nieśmiałości. No dobra, duchy i może są, ale mają kontakt z wybranymi, a ja raczej do nich nie należę. Nie znaczy to, że ta problematyka mnie nie interesuje, wręcz przeciwnie. Uwielbiam o duchach czytać, oglądać filmy i słuchać o nich opowieści.
Dlatego właśnie sięgnęłam po kolejną książkę Eda i Lorraine Warrenów.

"Nawiedzenia. Historie prawdziwe" czytałam. Byłam zatem ciekawa jakie są "Opętania". To także historie prawdziwe, takie które się wydarzyły i z którymi Warrenowie mieli styczność.
Gdy zabrałam się za lekturę mój umysł pracował na pełnych obrotach. A ja, niewierny w tym temacie, Tomasz biłam się z myślami. No przecież te opisane historie przemawiają do rozumu, może to ja blokuję się na kontakty z innym światem! No właśnie, to była książka dająca mi bardzo wiele do myślenia. Czytałam o historiach bardzo znanych jak o Amityville i takich o których nie miałam pojęcia. Lektura wyraziście mówiła do mnie, wręcz prowokowała. Elektryzowała, budziła grozę, ale równocześnie, nie było takiego napięcia jak w horrorach, jak w filmach grozy. Autorzy, Warrenowie pisali sobie ot tak zwyczajnie. Jakby pisali o zwykłej codzienności, czymś normalnym i bardzo, bardzo oczywistym.
W głowie zaświeciła mi się lampka - ale dlaczego? Odpowiedź przyszła po chwili i dowiodła, że w tej książce są opisane fakty, które miały miejsce. Dla Eda i Lorraine to coś oczywistego, coś z czym stykają się non stop w swojej pracy, w swoim życiu zawodowym. Zatem niepotrzebne jest jakieś sztuczne napięcie, nie jest koniecznie budowanie nastroju. Fakty mają mówić same za siebie.

I właśnie dlatego takim niedowiarkom jak ja lektura tej książki jest pomocna w zrozumieniu trudnych tematów. Na tamten świat i na takie zjawiska trzeba się po prostu otworzyć. Spojrzeć bez uprzedzeń, otwarcie, z taką szczerością właściwą małym dzieciom.
Książka zrobiła na mnie wrażenie i warto było ją poznać. Polecam ją zwłaszcza osobom, które nie szukają taniej sensacji, a spokojnego, a za zarazem mądrego podejścia do poruszonej problematyki.
Duchy są, bywają u nas w gościnie, choć nie każdemu dają się we znaki, nie każdy może odczuć ich obecność. Choć nigdy nie wiadomo co się za chwilę wydarzy...

czwartek, 14 listopada 2019

Mariusz Leszczyński "Bez litości i przebaczenia"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2019
stron 354
ISBN 978-83-8147-63-83-6

Dreszczy nie zabrakło...

Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania drugiej w dorobku Mariusza Leszczyńskiego powieści, która właśnie ukazała się na półkach księgarń. "Bez litości i przebaczenia" to kryminał, który czyta się naprawdę świetnie. 

Otwierając ten tytuł przenosimy się do Nowego Jorku. Miasta, które nie jest spokojne dla pań. Ma tu miejsce seria brutalnych zabójstw kobiet. Policyjne śledztwo prowadzi detektyw Cane, ale zatrzymuje się ono w ślepym zaułku. Mimo starań Rex Cane nie ma pomysłu jak zdemaskować mordercę i dociera do ślepego zaułka. Krokiem milowym w tej sprawie okazuje się … nagłe zniknięcie z domu małego chłopca. Pięcioletni Jon rozpływa się jak kamfora z ulubioną maskotką. Jego ojczym nie ma pojęcia gdzie jest dziecko, które było zamknięte w domu. Sprawę komplikuje jeszcze tajemnicza przesyłka, którą otrzymuje agent Jon Milton. Wszystko wydaje się totalnie zagmatwane i trudne do rozwikłania...

W fabułę powieści wciągnęłam się bardzo szybko. Opisane zdarzenia niekiedy mnie przerażały, zawsze wzbudzały grozę i przerażenie do czego zdolny jest człowiek. Akcja książki toczyła się szybko i dynamicznie. Meandrowała niczym nieujarzmiona górska rzeka. Nie było momentów stagnacji, rozleniwienia, która zwłaszcza kryminałom nie wychodzą na dobre. Nie zabrakło mrożących krew w żyłach scen, które doprowadzały mnie do dreszczy. Treść migotała wieloma barwami, które zlewały się w ostrą, rażącą mieszankę. Dzięki temu lektura czytała się szybko. Czas leciał jak z bata strzelił. 
Autor doskonale przemyślał swoją powieść i dopracował ją w najdrobniejszych szczegółach. Owocem tego jest fakt, że w książce wszystko ze sobą współgra, wszystko do siebie pasuje. Opisane wydarzenia są dość zawiłe i tworzą labirynt po którym kroczymy w towarzystwie ciekawie wykreowanych stróżów prawa. 

Mając ze sobą lekturę ubiegłorocznej powieści Mariusza Leszczyńskiego w pewnym sensie wiedziałam czego spodziewać się po stylu i języku. Zatem nie zaskoczyło mnie, że opisy są przemawiające do wyobraźni, a dialogi zgrabne i proste w odbiorze. 
Postacie książki są ciekawie wykreowane, wydają się prawdziwe i namacalne. Styl jest zróżnicowany, pod tym względem wyraźnie widać, że poszczególne rozdziały różnią się od siebie. Ten fakt odebrałam jak najbardziej na plus. 

Dawno nie czytałam powieści kryminalnej, kiedyś było ich zdecydowanie więc. Mam jednak świadomość, że lektura nudnego kryminału jest niczym katorga, a czytanie takiej książki na siłę może skończyć się niechęcią do książek i kryzysem czytelniczym. 
W przypadku książki Mariusza Leszczyńskiego to jednak absolutnie nie grozi. Śmiało możecie po nią sięgać, gdy jesteście spragnieni dobrej sensacji. Polecam. 

Już wkrótce na blogu rozpocznie się konkurs w którym nagrodą będzie właśnie ta książka. 
Już dziś na niego serdecznie zapraszam. 

wtorek, 12 listopada 2019

Katarzyna Michalak "Uśmiech losu"


Wydawnictwo Znak litera nova
data premiery 13 listopad 2019
stron 296
ISBN 978-83-240-5613-2
Saga Mazurska tom V

Życie składa się z rozstań i oczekiwań na powrót

Droga Czytelniczko! 
Już niedługo święta. Ich klimat jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Tworzą go zapachy, dekoracje, zwyczaje, potrawy i ... książki. Na księgarskim rynku pojawia się wiele pozycji przeznaczonych dla kobiet utrzymanych w klimacie Bożego Narodzenia. W tym roku jest ich wyjątkowo wiele, a ja będę starała się Ciebie przekonać byś sięgnęła po książkę Katarzyny Michalak. Jej twórczość jest mi znana od wielu lat. Przy Jej powieściach płakałam, uśmiechałam się i przeżywałam wielokrotnie wyjątkowe emocje. Pani Katarzyna pisze w sposób niezwykły i przemawiający prosto do serca. 

V już tom wspaniałej Sagi Mazurskiej na pewno Ci się spodoba. To wyjątkowo piękna historia, która rozpoczyna się w ten jedyny dzień w roku. W Wigilię. 
Tego dnia Natalii jest wyjątkowo smutno. Na wieczerzę zaproszeni są goście z dziećmi. A ona właśnie dowiedziała się, że macierzyństwo ze względów medycznych nie jest jej pisane. Duszę młodej, wrażliwej kobiety skuł w swoje okowy porażający ból. Dlatego postanowiła po cichu uciec z domu. Los na jej drodze postawił tego dnia porzuconego, słabego i bezbronnego psa. Piękną, puchatą białą kulę, którą ktoś bez serca porzucił. Natalia postawiła zwierzę ocalić. Wycieńczony piesek okazał się suczką, która lada moment miała się oszczenić i zmienić jak się później okazało życie swojej wybawicielki na lepsze...

Droga Czytelniczko!
Rozsiądź się wygodnie, otul miłym w dotyku ciepłym kocykiem, zapal zapachową świecę, zrób sobie kubek kakao, weź do ręki książkę Katarzyny Michalak i zagość na Mazurach. Od razu mniej świadomość, że przepadniesz dla otaczającej Cię rzeczywistości i nie odłożysz powieści dopóty, dopóki nie przeczytasz ostatniego jej zdania. A fabuła porwie Cię i dzięki niej zagościsz wśród ciekawych postaci z których jedne polubisz bezgranicznie, a drugie doprowadzą Cię do złości i pasji. 
Lektura dostarczy Ci wielu emocji. Będziesz się uśmiechała, ale i z Twoich oczu popłyną łzy. Fabuła okaże się skomplikowana niczym długi i kręty labirynt. Nie zabraknie zaskakujących chwil i nieoczekiwanych zakrętów. Dobro będzie toczyło walkę ze złem, a los nie oszczędzi bohaterom przykrych niespodzianek. To bardzo chwytająca za serce historia, która jest napisana z pomysłem. Pisarka gloryfikuje siłę przyjaźni, która bywa w trudnych sytuacjach bezcennym kołem ratunkowym. Katarzyna Michalak wyraźnie protestuje przeciwko krzywdzeniu słabych, złemu traktowaniu zwierząt i okrucieństwie wobec nich. Pokazuje, że życie nie jest bajką, ale mogą zdarzyć się w nim bajkowe zakończenia za sprawą miłości i dobrych ludzi. W treści tej książki jest nutka magii, ale i dużo wiary w dobroć, która mieszka w ludzkich sercach. 
"Uśmiech losu" to idealna lektura na świąteczny czas i długie zimowy wieczory. To doskonały pomysł na mikołajkowy czy gwiazdkowy prezent. Z serca gorąco polecam i zachęcam do przeczytania. 

czwartek, 7 listopada 2019

Anna Zamojska "Nigdy więcej"


Wydawnictwo Insignis
data wydania 2019
stron 178
ISBN 978-83-6636-016-7


Wilk zamiast owczej skóry czasem przywdziewa sutannę



Kiedy rozpoczynałam czytanie książki „Nigdy więcej”, wiedziałam, że będzie to trudna, bolesna i wstrząsająca lektura. Wydawało mi się, że ten niezbyt gruby tytuł przeczytam w jedno popołudnie. Tak się jednak nie stało i nie liczba stron o tym zadecydowała, ale treść, która powaliła mnie na kolana, doprowadziła do płaczu i narodzin jeszcze mocniejszego buntu wobec krzywdy wyrządzanej dzieciom przez pedofilów. Z pewnością jest to publikacja dla ludzi o mocnych nerwach, którzy są w stanie zagłębić się w literacką spowiedź czternastoletniej dziewczyny, przeżyć razem z nią jej dramat i przejść wyzwalającą drogę od bolesnych doświadczeń ku spokojnej i lepszej przyszłości.
W przypadku Ani wszystko odbyło się książkowo. Jej oprawca nie od razu brutalnie przystąpił do swego dzieła. Najpierw zbudował pewną otoczkę, stworzył klimat idealny dla rozpanoszenia swoich macek. Był postacią poważaną i szanowaną. W niewielkiej miejscowości ceniono go i lubiano. Także w domu Ani, w którym bywał gościem. Katolicka rodzina cieszyła się z odwiedzin proboszcza. Rodzice nastolatki nie podejrzewali, że to preludium do tragedii, która omal nie zniszczyła życia ich córce. A duchowny powoli, bardzo systematycznie przekonywał Anię, że jest wspaniała, wartościowa i wyjątkowa. Wmawiał jej, że zasługuje na to, co najlepsze. Powoli otaczał ją pajęczyną brudu, by od słów przejść do czynów. A wszystko miało być ich osobistą tajemnicą. Z każdym dniem życie dziewczyny stawało się coraz bardziej dramatycznym koszmarem. Jak jej się wydawało, sytuacją bez wyjścia.
Wobec treści tej książki nie można przejść obojętnie. Na każdym bez wyjątku zrobi ona ogromne wrażenie dzięki wstrząsającej i bardzo szczerej relacji. Bez znieczulenia i żadnej taryfy ulgowej przeżywamy trudne chwile z Anią. Jej życie za sprawą jednego człowieka, który okazuje się potworem, zmienia się w piekło. Ania opuszcza się w nauce, zamyka w sobie, traci radość życia i wiarę, w której duchu była wychowywana od dziecka. Wszystkie wartości, jakie jej wpajano, tracą sens. Jej oprawca, mimo jej protestów, krzywdzi ją bez wyrzutów sumienia, w imię swojej chorej obsesji. Podczas czytania non stop ocierałam łzy, cierpiąc wraz nastolatką, która niczym nie zawiniwszy, musiała przejść gehennę. Z oczu kapały łzy, a w kieszeni otwierał się nóż. Nóż za sprawą postępowania osoby, od której – nic dziwnego – wszyscy wymagają nienagannej postawy moralnej, ale i za sprawą tego, że przez wiele lat setki dzieci nie miały jak i gdzie szukać pomocy, a problem był tematem tabu i zamiatano go pod dywan.
Ania na szczęście otrzymała wsparcie i pomocną dłoń. Zdrowienie jej duszy było jednak procesem długotrwałym i bardzo trudnym. Długo bolało, długo krwawiły rany zadane z wyjątkowym okrucieństwem.
Ten tytuł wywołuje masę emocji: złość, bezsilność, współczucie wobec pokrzywdzonej. Uświadamia powagę problemu i jego wpływ na życie młodej osoby, która wiele doświadcza. Trudno opisać wszelkie uczucia, jakie towarzyszą w trakcie czytania i po lekturze „Nigdy więcej”. Ta historia przynosi też nadzieję, że nawet z tak głębokiej otchłani jest wyjście i że każde zło można pokonać, choć nie jest to łatwe. Oby ta opowieść trafiła do wszystkich osób, którym będzie w stanie dodać otuchy i pomoże w trudnej sytuacji.


środa, 6 listopada 2019

Anna Łajkowska "Szepty gwiazd"


Wydawnictwo Dragon
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-8172-097-7

Święta świętami, a życie życiem

W tym roku, jak w poprzednich latach Wydawcy przygotowali w swojej ofercie wiele książek otulonych klimatem świąt Bożego Narodzenia. Większość Autorów kreśli takie książki w sposób słodki, polukrowany, romantyczny, sentymentalny. Happy end jest w większości z nich wręcz gwarantowany, wszystko kończy się dobrze dzięki magii czasu, który ma ponoć wyjątkową moc. 
O ile papier wiele przyjmie, o tyle w życiu różowo zwykle nie jest. I to nie tak, że drażnią mnie te happyendowe powieści, ale miałam odczucie, że potrzebna jest też książka bardziej pełna realności, bardziej bliska otaczającej nas rzeczywistości której fabuła rozgrywa się właśnie w grudniu. 
Taką lekturę napisała Anna Łajkowska, a ja sięgnęłam po nią jako pierwszą z grona świątecznych tytułów. 

Czy się zawiodłam? Absolutnie nie. Choć ostrzegę tych, którzy szukają odstresowania w literaturze. Ta książka demaskuje oczywistą prawdę, że nie zawsze świąteczny czas jest lekiem na całe zło świata. 
Bohaterowie książki są bardzo różni. Ich życie nie jest bajką. Pełno w nim trudnych wyborów, kłopotów, zakrętów. 
Agata i Jacek byli szczęśliwi, tworzyli rodzinę, doczekali się syna, ale przestali się kochać, przestali być dla siebie najważniejsi. Ona wdała się w romans biurowy, on odszedł i poszukał sobie dziewczynę. 
 Joanna stała się dla Jacka nową partnerką. Mimo zauroczenia żonatym mężczyzną nie czuje się szczęśliwa. Matka wytyka jej nieustannie związek z kimś, kto ma żonę. Ona sama nie wie czy odnajdzie się w roli kolejnej kobiety w życiu pisarza. 
Grażyna jest pełnoetatową mamą, ale chce wrócić do pracy zawodowej. Marzy o dalszej karierze naukowej i łączeniu roli naukowca oraz rodzicielki. 
Jagoda i Witek mają zostać rodzicami po raz drugi. Niestety w trakcie ciąży dowiedzieli się, że ich dziecko może urodzić się chore. W nerwach i stresie czekają na poród, który wyznaczony jest właśnie na drugą połowę grudnia. 
Co ten miesiąc tak naprawdę przyniesie? Czy los podaruje im szczęście czy troski przysłonią świąteczny czas? 

Samo życie. Tak najkrócej określiłabym fabułę tej książki. I to mnie bardzo ujęło. W życiu na wieść, że idą święta problemy nie umykają pod dywan ani nie topią się jak śnieg, gdy przychodzi odwilż. Często świąteczny czas jeszcze bardziej je uwidacznia. Bo na co dzień jakoś to wszystko się toczy w pędzie zwyczajnego życia. Ale przychodzi czas gdy wypada spotkać się na uroczystej kolacji, złożyć życzenia z opłatkiem w ręku, popatrzeć w oczy.

Głównym bohaterom "Szeptów gwiazd" nie jest lekko. Każdy z nich jest nieco zagubiony, ma swoje dylematy, swoje wahania i musi sprostać pewnym sprawom, zdecydować w którą stronę w życiu iść. Ich sprawy są bardzo zwyczajne, ich problemy powszechne. A oni sami przypominają normalnych, szarych ludzi, którzy są tacy sami jak my. Każda ze stworzonych przez Annę Łakowską postaci stała mi się bliska. Autorka ukazała je bardzo obiektywnie. Nie łajała nikogo, nie gloryfikowała, nie wynosiła na piedestał, ani nie wieszała na nikim psów. Bohaterowie są z krwi i kości. Mają swoje wady i zalety. Z tego powodu łatwo poczuć do nich sympatię, łatwo się z nimi identyfikować, łatwo stają się bliscy. Autorka uciekła też od schematu czerni i bieli. Nic w tej książce nie jest ani dobre ani złe. Wszystko jest takie, jak w życiu. Niekiedy trudne do oceny, która wymaga upływu czasu i dystansu. Moim zdaniem autentyczność jest największym walorem tej historii, która bardzo szybko mnie zainteresowała. Autorka wykroczyła poza pewne schematy i to wyszło tej książce jak najbardziej na dobre. 

Tę powieść czytało mi się po prostu świetnie. Jest ona refleksyjna, odważnie porusza wiele tematów, daje do myślenia nad sensem wielu ważnych spraw, które decydują o naszym szczęściu. Jeśli nudzą Was książki w typie bajkowym to śmiało możecie sięgnąć po ten tytuł. Tu nie znajdziecie sielanki, a ciekawe ludzkie losy. Warto zatopić się w treści "Szeptów gwiazd". Polecam szczególnie wymagającym czytelnikom.