czwartek, 14 marca 2019

Magdalena Kołosowska "Słońce za horyzontem"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-7674-746-0

Powieść, która okazała się doskonałym lekarstwem na udręczoną duszę

Życie każdego człowieka to dobre i złe chwile. Gdy szczęście się od nas odwraca szukamy wszelkich sposobów by poprawić sobie nastrój, by odetchnąć i odpocząć. By nabrać sił do walki i zmagania się z problemami. Dla mnie sprawdzonym sposobem terapeutycznym są książki. Od lat, gdy coś mi na duszy siedzi sięgam po literaturę by ukoić nerwy. Teraz też potrzebowałam książkowej otuchy w trudnych chwilach. Jako książkowy lek wybrałam najnowszą powieść jednej z moich ulubionych polskich Autorek. To pierwszy tom sagi Lepsze jutro. Powieść okazała się strzałem w dziesiątkę, a ja zakochałam się w niej na dobre. Czytało mi się nad wyraz dobrze, bo fabuła nie była słodka, mdła i pełna idealnych zdarzeń. Fabuła okazała się bardzo prawdziwa i życiowa, a tym samym skutecznie podniosła mnie na duchu i naprawdę pokrzepiła. 

Główną bohaterką jest trzydziestolatka, która ma na imię Kinga. Wydaje się być spełnioną zawodowo i prywatnie kobietą. Wprawdzie jej mąż pracuje poza Polską, wprawdzie para spłaca kredyt finansowy, ale łączy ich wiele i wydają się być zgodnym związkiem. Pozory jednak mylą. Kinga ze względów zdrowotnych musi odstawić antykoncepcję, a jej mąż w trakcie odwiedzin nie reaguje z entuzjazmem na pomysł bycia rodzicem. Gdy Kinga mówi o planowaniu dziecka zrywa się niczym nagła letnia burza solidna awantura. Małżonkowie rozstają się w gniewie, żona nie odwozi męża na lotnisko. Nie mija wiele dni, gdy naszą bohaterkę odwiedza brat jej męża i przynosi hiobowe wieści...
Nowina jest niczym cios prosto w serce... Kinga się jej kompletnie nie spodziewała...

Od pierwszego zdania ta powieść mnie wchłonęła. Czułam, że główna bohaterka to ktoś bardzo mi bliski niczym genetyczny bliźniak. Zaczytałam się i książka otuliła mnie. Zrelaksowałam się i spędziłam fantastyczne chwile wytchnienia będąc w dość podłym nastroju z powodu pewnych spraw. 
Kinga jest bardzo sympatyczną bohaterką, spełnia się zawodowo i ma plany. Musi zmierzyć się z zawodem miłosnym, odrzuceniem, stratą. Musi poskładać swój świat od nowa.  I robi to, choć nie jest jej łatwo. Jest bardzo naturalna, bardzo prawdziwa. Fabułą Małgorzata Kołosowska udowadnia, że w życiu nie ma nic pewnego, że miłość czasem gaśnie i ulatnia się bez powodu. Kinga musi przełknąć bardzo gorzką pigułkę i świetnie pokazuje nam, jak sobie poradzić. 
Efektem pracy Autorki jest powieść niezwykle życiowa, pełna prawdziwych sytuacji, pełna nieprzewidywanych zwrotów akcji. Książka jest niczym narkotyk. Lektura dostarcza wiele emocji. 
Trudno się z nią rozstać, ale ten żal koi wieść, że to dopiero pierwszy tom trylogii i czeka nas kolejne spotkanie z Kingą i jej siostrami. 
Powieść gloryfikuje przyjaźń, bliskie siostrzane relacje i dodaje wiatru w skrzydła. Warto mieć marzenia i za nimi podążać. Warto odważnie brać się z życiem i uczuciami za bary. Warto się nie poddawać i kierować sercem. 
Tę powieść wspaniale mi się czytało. Mocno przeżywałam jej treść. Gorąco polecam lekturę "Słońca za horyzontem". Naprawdę warto poświęcić jej czas.


czwartek, 7 marca 2019

Blair Braverman "Witajcie na cholernej Arktyce"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 328
ISBN 978-83-65442-58-1

Opowieści eksploratorki Północy

Jedni kochają lato, inni lubią zimę. Jedni kochają słońce i upał, inni wolą śnieg oraz mróz. Autorka książki, którą dziś prezentuję jest miłośniczką chłodnej aury i rubieży, gdzie panują surowe warunki. Blair Braverman z wykształcenia literaturoznawca choć urodziła się w słonecznej Kalifornii zamieszkała na Alasce.
Jej książka powstała z miłości do śniegu, zimna i zimy. 

Blair jako dziecko wyjechała do Norwegii z rodzicami. Jako nastolatka powróciła do Skandynawii w ramach wymiany młodzieżowej. Jako młoda kobieta zapragnęła by Północ stała się na zawsze jej domem. Chciała zostać jej częścią i przeprowadziła się tam na stałe. Imała się różnych zajęć. Uczyła się żyć w surowych warunkach, w trudnym klimacie, w specyficznym świecie, w którym bywają dni bez odrobiny światła i białe noce. Poznała wszelkie plusy i minusy życia w krainie mrozu i śniegu. Poznała miejscową ludność, na którą z pewnością ma wpływ klimat w jakim żyje. 
Nauczyła się sztuki powożenia psimi zaprzęgami, opieki nad sforą psów i życia w ich świecie. 
To nie jest świat przyjazny kobiecie. Surowość klimatu odzwierciedla się w duszach ludzi, którzy jak nigdzie na świecie muszą zaakceptować warunki stawiane przez naturę i do nich nagiąć swoje życie. To świat nie dla delikatniejszych kobiet, ale dla twardych mężczyzn. Mimo wszystko Blair sobie w nim dobrze poradziła. 

To było niesamowite doświadczenie. Z wspaniałą przewodniczką znalazłam się w świecie, który nie jest człowiekowi przyjazny. Szansę odnalezienia się w nim mają tylko silni, wytrwali i twardzi ludzie. Otoczenie jest na swój sposób piękne, baśniowe, pociągające. Rytm życia dyktuje klimat, a każdy dzień to niewybaczająca błędów swoista szkoła przetrwania. Tu promień słońca jest na wagę złota, tu nie ma miejsca dla mięczaków. 
Relacja Blair Braverman jest niezwykle autentyczna, emocjonująca i wyrazista. Pełna ekspresji i fascynacji. Opisy są plastyczne, a zarazem bardzo pobudzające wyobraźnię. Nie ma miejsca na słabości, a łzy niepotrzebnie marnują siły. Z zapisanych słów bije szczerość, chęć podzielenia się swoimi doświadczeniami, refleksjami i relacjami. Czy zatem to dobry pomysł by zamieszkać w Arktyce? Tak, jeśli kocha się ją bardzo mocno i przyjmuje się warunki dokładnie takimi jakie są. 
Autorka nie boi się opisać swoich słabości, rozterek i wahania. Bez zażenowania przybliża chwile trudne, niekiedy bolesne, ale i te zabawne. 
Tę opowieść czyta się niełatwo, aczkolwiek ma ona swoje walory, które mocno kuszą i pociągają. Tytuł potwierdza, że warto iść w stronę marzeń, że trzeba mieć odwagę by zmieniać swoje życie mimo tego, że niekiedy cena za to może być wysoka. 

Książkę nowość - data wydania luty 2019 w atrakcyjnej cenie możecie kupić w Księgarni Internetowej Tania Książka


Możecie ją nabyć w wersji papierowej jak i elektronicznej. 
Tytuł, jak i księgarnię polecam. 

środa, 6 marca 2019

Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda "Cymanowski Młyn"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2019
stron 340
ISBN 978-83-8075-613-7

Stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami

Co jest efektem współpracy dwojga lubianych, popularnych i mających wiele księgarskich hitów na koncie pisarzy? Wielu czytelników odpowie, że dobra książka, która powali na kolana. Czy jednak wyobrażenia zawsze idą w parze z rzeczywistością? Okazuje się, że nie. I spodziewając się konkretnej powieści, w której będzie morze grozy, możemy dostać książkę całkiem inną. Taką, która zupełnie nie pasuje do naszych wyobrażeń o niej, snutych przed rozpoczęciem lektury.
„Cymanowski Młyn” został napisany przez dwoje autorów, których powieści zaliczają się do kompletnie różnych gatunków. Magdalena Witkiewicz pisze powieści z dobrymi zakończeniami, a Stefan Darda znany jest jako mistrz grozy. Ich wspólna książka miała być połączeniem obu gatunków. Nic więc dziwnego, że czytając opis, nastawiłam się na mocne wrażenia, dreszcze i sporo emocji. Powieść okazała się całkiem inna. Jej akcja jest mniej dynamiczna, niż się spodziewałam, a groza dawkowana jest nierównomiernie i powoli. Dopiero zakończenie burzy krew w żyłach i niebezpiecznie podnosi ciśnienie. I mamy wtedy wrażenie, że wszystko wokół nas jest inne, niż się z pozoru wydaje.
Monika i Maciej są małżeństwem, w którym od pewnego czasu coś szwankuje. Para spędza ze sobą coraz mniej czasu, a ich życie prywatne podporządkowane jest zawodowemu. Liczy się kariera i pięcie się po drabinie sukcesu. Brakuje chwil na rozmowę, wspólny posiłek czy życie intymne. Kryzys wzmaga się z każdym dniem. By ratować związek, postanawiają wyjechać do pensjonatu na Kaszubach. Wykorzystują voucher od anonimowego darczyńcy i zamierzają spędzić ze sobą dwa tygodnie. Daleko od pracy, znajomych, wirtualnego świata i zabieganej codzienności. Zapowiada się romantycznie, ale szybko okazuje się, że los brutalnie weryfikuje ich plany. Maciej niedługo po przyjeździe musi wracać do domu po otrzymanym telefonie...
Największym atutem powieści jest klimat. Autorzy rewelacyjnie oddali nastrój miejsca, w którym toczy się akcja. Ich słowa przybliżają nam położone wśród lasów i bagien odludne miejsce i silnie pobudzają wyobraźnię. Ciekawe są także postacie głównych bohaterów. Żaden z nich nie jest do końca tym, za kogo się podaje. Każdy ma swoje sekrety i tajemnice. Przeszłość brutalnie wkracza w ich teraźniejszość. Tajemnice sprzed lat wychodzą na światło dzienne. Powieść zaskakuje, nie jest przewidywalna, lecz pełna niespodzianek, tajemnicza i intrygująca. Niczym bagno, pochłania powoli, skutecznie i bezpowrotnie. Po przeczytaniu długo jeszcze wraca się do niej myślami.
„Cymanowski Młyn” to ciekawa propozycja dla fanów prozy Witkiewicz i Dardy, a także książka dla wszystkich tych, którzy lubią literackie eksperymenty i nietuzinkowe rozwiązania. Polecam czytać ją wieczorem, aby silnie poczuć jej klimat. Wraz z autorami zapraszam na Pomarlisko, gdzie stałymi bywalcami są duchy.


poniedziałek, 4 marca 2019

Jolanta Kosowska "Trzy razy miłość"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2019
stron 300
ISBN 978-83-8147-257-9

I can't live with You, but I can't live without You

Miłość przychodzi kiedy chce. Miłość wiele daje. Miłość wiele wymaga. Miłość chce ofiary. Kochający musi w pewnym sensie zrezygnować z siebie. Musi zakopać głęboko w ziemi swój egoizm i swoje ja. Bo miłość jest łaskawa, ale i żądna osobistej ofiary. By zbudować udany związek, trzeba przygotować dobry fundament. Jego głównym składnikiem jest poświęcenie i kompromis. Inaczej nawet najpiękniejsza miłość rozsypie się w pył i pozostanie po niej tylko wspomnienie. 

Z wielką przyjemnością dziś mogę napisać o przepięknej powieści o miłości. Osadzona we współczesnym świecie historia trojga ludzi mocno chwyta za serce. Nie jest to opowieść sielankowa, słodka i cukierkowa. Czyta się ją na jednym wdechu, a ona otula nas jak ciepły kocyk, staje się jak narkotyk i trudno znaleźć powód by się od niej oderwać. 

Ich troje. Ona - Martyna jest pilną, wzorową, pracowitą i zdolną studentką medycyny. Ceni spokój i uporządkowane życie. Sama stara się zarobić na swoje utrzymanie. Jej świat jest poukładany do dnia gdy poznaje Jego. On to typ niepokorny. Zdolny, ale leniwy, rozpieszczony i pewny, że wszystko co dobre po prostu mu się należy. Łukasz kocha sport i sukcesy, przyjemności i chodzenie w życiu na skróty. 
Uczucie spada na nich jak grom z jasnego nieba. Na przekór światu i rodzicom Łukasza. O ile ona jest w stanie się dla tej miłości poświęcić, o tyle on chce jak zawsze w życiu brać pełnymi garściami i czerpać tylko to, co dobre oraz przyjemne. 
W cieniu jest jeszcze dobry przyjaciel, Krzysztof, który jest niczym opoka, który mówi głosem rozsądku i miłości, która nie stawia wymogów.

Losy tych trzech osób opowiada książka, która zasługuje moim zdaniem na miano obyczajowego arcydzieła. Tytuł traktuje o uczuciu, które zamiast dodawać skrzydeł je podcina. Zadaje ból, rani, boli. Każe płacić słoną cenę za chwile szczęścia. Dwie strony darzą siebie prawdziwym uczuciem, ale … ich drogi nie mogą złączyć się na stałe ze sobą. Pojawiają się przeszkody. Niektóre z nich rzuca chichocząc los, a niektóre wyrastają w umysłach pary. Autorka perfekcyjnie pokazuje jak bardzo niebezpieczne i trujące są dla związku niedomówienia, brak kompromisów i szczerej wspólnej rozmowy. Kochając i będąc kochanym trzeba postawić na szczerość, na otwartość, ale i trzeba umieć słuchać drugą stronę. Emocje nie są dobrym doradcą. 
Książka po prostu jest piękna. Pełna emocji. Pełna prawdy o miłości. Fabuła wytyka błędy jakie niszczą wiele relacji, wiele par. Każdy z bohaterów jest niezwykle wyrazisty, niekiedy zbyt dumny, niekiedy niegotowy do walki o uczucie. Błędy są wpisane w ludzką egzystencję, ale trzeba je mocno ujarzmiać i korygować. Głównym bohaterom często to się nie udaje. Skutki pomyłek są opłakane, ale dzięki nim lektura jest fascynująca, elektryzująca, fenomenalna. 
Zatraciłam się bez reszty w tej książce. Odebrałam ją bardzo emocjonalne. Przeżyłam każdą scenę jakby dotyczyła bezpośrednio mnie. Czytanie było emocjonalną kanonadą, a zarazem czymś wyjątkowym. Z ręką na sercu wyznaję, że to była wyjątkowa czytelnicza uczta. 
Znając poziom piórka Jolanty Kosowskiej spodziewałam się książki dobrej. Ta okazała się więcej niż dobra. Więcej niż bardzo dobra. To prawdziwy majstersztyk, który godny jest polecenia i rekomendacji. Choć mamy dopiero pierwszy kwartał roku wiem, że ten tytuł znajdzie się wśród najlepszych lektur w jakie zaowocuje bieżące dwanaście miesięcy. Koniecznie sięgnijcie po najnowszą powieść Autorki "Nie ma nieba", bo to moim zdaniem najlepsza jej powieść. Z serca polecam. 

poniedziałek, 25 lutego 2019

Dorota Wachnicka "Grzesznica"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2019
stron 296
ISBN 978-83-8164-007-7

Każdy diabeł spotyka w końcu swojego anioła

Tajemnice wobec fabuły książki są niczym przyprawy wobec potraw. Niesamowicie podkręcają przyjemność czytania i nadają treści publikacji smak. To sprawia, że książkę czyta się zachłannie, że się ją pochłania. Tym samym sprawia to czytającemu ogromną frajdę. 
Z takim właśnie zainteresowaniem dosłownie połknęłam powieść "Grzesznica", która okazała się o wiele lepsza niż się spodziewałam. To było naprawdę miłe zaskoczenie, ogromna niespodzianka. 

Główną bohaterką jest kobieta z bogatą przeszłością. Dominika przeżyła swoje życie dość barwnie. A wszystko zaczęło się od niezbyt szczęśliwej pierwszej miłości, która okazała się rozczarowaniem. Ten jedyny okazał się niegodnym uczucia, bo porzucił Dominikę dla innej. Zraniona dziewczyna wyjechała leczyć złamane serce do Stanów. Tam została luksusową dziewczyną do towarzystwa. Jej czas i wdzięki można było kupić za spore pieniądze. Młodej kobiecie imponowało życie w luksusie. Cieszyły ją piękne miejsca, drogie, makowe ubrania, ekskluzywne posiadłości i szybkie samochody oraz towarzystwo zadbanych, eleganckich mężczyzn, którzy otwierali jej drzwi do świata najbogatszych. Po pewnym czasie w życiu Dominiki pojawił się ten, któremu powiedziała sakramentalne "tak" i obiecała wierność, uczciwość i miłość. Związek okazał się udany, a Dominika została mamą dwójki dzieci i podjęła pracę w korporacji. Zerwała z dawnym życiem i ustatkowała się. Przeszłość wydawała jej się zamkniętym rozdziałem. Jednak pewnego dnia w życiu kobiety pojawił się człowiek, który znał jej dawny styl życia i postanowił zdemaskować sekrety z przeszłości. Co nim kierowało? Czemu postanowił odgrzebać wstydliwe fakty? I jak potoczyły się losy ich obojga? Kto okazał się zwycięzcą, a kto przegrał? 

Ta historia szybciutko okręciła mnie wokół paluszka. Wystarczył moment i nie potrafiłam się oderwać od lektury. Najbardziej zaintrygowała mnie postać głównej bohaterki, którą nawet teraz, gdy już przeczytałam ostatni zdanie powieści nie potrafię jednoznacznie ocenić. W jej charakterze drzemie wiele kontrastujących cech. Dominika jest diametralnie nieprzewidywalna, jej postepowanie wykracza poza wszelkie schematy. Nie można przewidzieć jej zachowania, nie da się logicznie wytłumaczyć jej wyborów i decyzji. Tak niesamowitą kobietę, w której duszy drzemią wszelkie możliwe żywioły rzadko kiedy można spotkać na kartach literatury kobiecej. 

Co stanowi tło tej historii? Współczesny świat, który goni za pieniądzem, który jest rzeczywistością nad wyraz doceniającą konsumpcyjny tryb życia. W nim liczy się mieć, a mieć znaczy być. Doskonale ujęty jest świat korporacji i wyścigu szczurów. Pęd po trupach do sukcesu. Liczy się cel, a po drodze niczym na wojnie można stosować wszelkie chwyty. Gra fair play? Ależ skąd. Lepsze jest zakłamanie i maski, które na potrzeby sytuacji można ściągać i zakładać, zmieniać i porzucać. 
Fabuła jest nieprzewidywalna. Zakończenie zaskakuje. 
"Grzesznicę" czyta się dobrze. Tytuł spodobał mi się, choć zbytnio nie gustuję w literaturze typowo romansowej i erotycznej. Czy jedna kobieta może mieć wiele twarzy? Okazuje się, że tak. Jeśli nie wierzycie musicie poznać koniecznie pewną Dominikę i przeczytać książkę Doroty Wachnickiej. 


sobota, 23 lutego 2019

Zaproszenie na Syberię - zapowiedź książki


Z wielką przyjemnością przychodzę do Was z wspaniałą nowiną. 
Nakładem Wydawnictwa Psychoskok ukazała się ciekawa książka z gatunku reportaż. We współpracy z Wydawcą wkrótce będziecie na blogu mogli przeczytać jej recenzję. 

"
Reportaż o rozmowach z (nie)zwykłymi ludźmi, życiu na krawędzi i o prawdziwym odrodzeniu.
Podróż koleją transsyberyjską licząca ponad 9000 kilometrów.

Wydawać by się mogło, że podróż pociągiem to przeżytek w dobie rozwijających się linii lotniczych. Nic bardziej mylnego. Karolina Kozioł na podstawie własnych przeżyć zdaje relację z podróży koleją transsyberyjską prowadzącą z Moskwy aż do Władywostoku. Dzięki autorce poznajemy cienie i blaski tej podróży.
Każda stacja to nowa opowieść, nowy człowiek, nowe, cenne refleksje.

,,Moja dzika Syberia” to reportaż pełen wartościowych obserwacji, wzruszających historii i wiedzy praktycznej o takim sposobie przemieszczania się z dalekiego miejsca do drugiego. To droga, podczas której zmieniają się nie tylko krajobrazy, lecz także sposób patrzenia na życie.
Reportaż pełen autentycznych historii, głębokich refleksji, ale także uwag technicznych, które pozwalają wgłębić się w tajniki podróżowania tym środkiem transportu." (info ze strony Wydawcy)

Więcej informacji znajdziecie na stronie


czwartek, 21 lutego 2019

Bogna Ziembicka "Miłość w cieniu wielkiej wojny"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2019
stron 378
ISBN 978-83-8075-598-7

Wojna, medycyna i miłość

Bogna Ziembicka zdobyła serca czytelników składającym się z pięciu tomów cyklem „Różany”, który doczekał się dwóch wydań. Tymi książkami udowodniła, że jest mistrzynią w tworzeniu sag z historią w tle. Tej zimy urodzona i mieszkająca w Krakowie pisarka powraca z nową serią „Miłość w cieniu wielkiej wojny”, w której fabułę również wplecione są wydarzenia historyczne. Akcja sagi „Panie na Koborowie” zaczyna się w czasach rewolucji francuskiej, a my z książką w ręce trafiamy do kraju Napoleona oraz do Hiszpanii.
Lektura przenosi nas do innej epoki, w czasy, gdy ludzkość dała się pochłonąć wielkim zmianom. Główni bohaterowie doświadczają piekła rewolucji i wojny oraz na własnej skórze odczuwają ich tragiczne skutki. Na szczęście w tym historycznym pandemonium, gdzie gubi się zdrowy rozsądek, nie umiera miłość, która osładza ciężkie czasy.
Gaston Laval jest lekarzem pracującym we francuskim szpitalu polowym. Wojna rzuca nim od bitwy do bitwy, a wszędzie roi się od rannych, cierpiących i umierających. Oglądając te przerażające obrazy, niespodziewanie spotyka na swej drodze kobietę, której marzenie jak na owe czasy jest dość kontrowersyjne. Muriel de Voss marzy bowiem o niesieniu ulgi chorym jako lekarka. Kobieta ma jednak sporą wiedzę medyczną, zna się na leczeniu ziołami i niestraszny jej widok rannych. Medycyna zbliża tych ludzi do siebie. Gaston jest oczarowany damą, która ma polskie korzenie i wiele w życiu przeszła. Tak rodzi się ich uczucie. Czy będzie w stanie rozkwitnąć w czasie wojennego szaleństwa? Czy los zezwoli parze być szczęśliwą i czy jej nie rozdzieli?
Kolejna w dorobku Bogny Ziembickiej książka jest nietuzinkowa i oryginalna. Składa się z dwóch części. Jeśli ktoś niezbyt dobrze orientuje się w XVIII-wiecznej historii powszechnej, powinien zacząć lekturę od części drugiej, która w przystępny sposób ukazuje sytuację w Europie w dobie Wielkiej Rewolucji Francuskiej i latach po niej. Jeśli będziemy wiedzieć, co się wtedy na Starym Kontynencie działo, o wiele przyjemniej i łatwiej będzie nam zagłębić się w losy Polki i Francuza.
Na powieść tę składa się wiele obrazów namalowanych słowami na podstawie wydarzeń przedstawionych na kartach kronik. Autorka zabiera nas do świata, który przypomina zepsutą karuzelę z wesołego miasteczka. Ta kręci się z zawrotną prędkością i nie wiadomo, kiedy się zatrzyma. Ludzi ogarnia szaleństwo. Początki rewolucji są takie same jak zwykle, a po jej wybuchu świat pędzi, jakby nie miał hamulców. Giną ludzie, wydawane są wyroki śmierci i nikt nie może być pewny jutra. Nowy porządek okazuje się jeszcze większym chaosem. Czy w takim szalonym świecie jest miejsce na miłość? Bogna Ziembicka pokazuje, że tak.
Historia Muriel, która naprawdę otrzymała na chrzcie imię Jegle, jest bardzo wzruszająca. Mimo młodego wieku bohaterka ma ogromny bagaż doświadczeń. W imię miłości odcina się od rodziny. Jako nastolatka sprzeciwia się woli ojca. Jest ciekawa świata i nie chce zostać mniszką. Za tę odważną decyzję płaci jednak wysoką cenę. Czy było warto?
Powieść stanowi mieszankę wielu gatunków. Jest w niej historia, przygoda i romans, ale ponieważ nie rozgrywa się w czasie pokoju, nie ma mowy o sielance. To świetna lektura dla wymagających czytelników, którzy cenia ambitne ujęcie sztampowego tematu i ciekawe tło historyczne. Dodatkowym atutem jest piękna okładka, która doskonale oddaje klimat książki.


poniedziałek, 18 lutego 2019

Remigiusz Mróz "Wieża milczenia"



Wydawnictwo Dragon
data wydania 2019
stron 368
ISBN 978-83-7887-873-5

Przymrozek przed Wielkim Mrozem

Kto lubi sensację doskonale zna nazwisko Mróz. Książki Remigiusza Mroza są księgarskimi hitami i rozchodzą się jak przysłowiowe świeże bułeczki. Autor zrobił wielką karierę, a wszystko zaczęło się oczywiście od debiutu. Od pierwszej książki, której nie czytałam. Poznałam inne, późniejsze powieści i wróciłam do początku. Od razu dodam, że w zasadzie to nietypowy jak na mnie manewr. I tu pojawia się problem. Bo chciałabym ocenić debiut jako debiut i uniknąć porównywania "Wieży milczenia" do innych książek znanego Autora. Po co? By sprawiedliwie ocenić książkę, która siłą rzeczy ustawi się w szeregu hitów w tyle. To nie ulega wątpliwości, że Remigiusz Mróz się bardzo rozwinął i udoskonalił swój warsztat. A zatem... wróćmy do chwili gdy na rynku pojawiła się pewna powieść. 
Kryminał, za którego lekturę wzięłam się wymazując celowo w pamięci dane autora. 

Pewnej nocy zostaje zamordowana niedaleko swojego miejsca pracy młoda kobieta. Heather, bo tak miała na imię ginie niedługo po przyjeździe do Lansing gdzie miała ze swoim ukochanym zacząć spokojnie życie bez skandalu jaki wywołali swoim związkiem. Scott powiadomiony o śmierci swojej dziewczyny zachowuje się niezwykle nietypowo. Zamiast płakać, smucić, rozpaczać, zamiast przywdziać żałobę włącza się w poszukiwania zabójcy z zimną krwią, niczym zawodowiec. Dokładnie tak, jakby ofiara była dla niego obcym człowiekiem. Policja ma trudne zadanie. Brak motywów, brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Sytuacja zmienia się wraz z kolejnym zabójstwem i zamachem na pewnego senatora, który chce objąć urząd prezydenta... Trzy ofiary niemające ze sobą nic wspólnego i śledztwo, które elektryzuje...

Spragniona dobrej sensacji, nastawiona niejako podświadomie na ciekawą książkę nie zawiodłam się. Od samego początku wkręciłam się bez trudu w fabułę i zaczęłam z pasją czytać. Lektura sprawiała mi naprawdę niekłamaną przyjemność. Owszem, zdarzały się drobne potknięcia, ale było to "wow", były emocje, były dreszcze...
Szybko "kupiłam" pomysł na fabułę, przekonał mnie styl i poprowadzenie akcji. Doceniłam dobre rozwiniecie akcji, wplecenie różnych wątków, opisy i detale, które decydują o odbiorze treści. Najbardziej ujęła mnie postać Scotta. To najbardziej oryginalny bohater jakiego spotkałam w literaturze kryminalnej, a czytałam jej całkiem sporo. Z jednej strony jakby zimny, nieczuły, ale i tajemniczy, mający rozległą wiedzę... Taki człowiek orkiestra, którego stać na wszystko, którego można kochać i nienawidzić równocześnie. 
Akcja toczy się wartko, ciekawie meandruje, zaskakuje czytelnika. Ten debiut bardzo dobrze się czyta. Amerykańskie realia są ciekawie nakreślone, napięcie rośnie, a po skończeniu książki ma się ochotę na więcej pozycji z jakże bogatej twórczości Autora. Mnie ten debiut sam w sobie ujął. Dobra książka, dobre emocje, bardzo dobra ocena. Polecam. 

wtorek, 12 lutego 2019

Natasza Socha "(Nie) miłość. Z Tobą i bez Ciebie"


Wydawnictwo Ediepresse
data wydania 2019
stron 304
ISBN 978-83-8164-003-9

Nie każda miłość jest na zawsze

Łatwo się zakochać. Nietrudno też pod wpływem uczucia podjąć decyzję o ślubie, a potem wypowiedzieć słowa małżeńskiej przysięgi, że będzie się z kimś do grobowej deski. Trudności zaczynają się potem, gdy dopada nas proza życia, gdy różowe okulary spadają i jak na dłoni widać szarości i mgły codzienności. Miłość powoli traci kolory, jej płomień nieco przygasa, a temperatura relacji spada. U osoby, która wydawała się nam ideałem, nagle dostrzegamy wady. Jedną, dwie i coraz więcej, i więcej. Nasza druga połówka zmienia się na gorsze, rośnie dystans. Coraz mniej spraw łączy, a pojawia się coraz więcej sekretów i pokus. I nagle odkrywamy, że w naszym związku z miłością życia czujemy się niezrozumiani i bardzo samotni. Na tyle samotni, że potwierdzenia własnej wartości szukamy u kogoś innego... Czarny scenariusz filmu czy teatralnej sztuki? Ależ nie! To samo życie!
W swoim małżeństwie z kilkunastoletnim stażem pogubili się Cecylia i Wiktor. Od pewnego czasu zaczęli oddalać się od siebie. Każde z nich w tym związku się nudziło i dusiło. Ona zaczęła flirtować z mężczyznami w internecie, spragniona komplementów i zrozumienia. On zadurzył się w młodszej atrakcyjnej kobiecie i odkrył na nowo smak ekscytującego seksu. Oboje zamarzyli o wolności i zrzuceniu małżeńskich kajdan. Cecylia pewnego dnia postanowiła poruszyć temat rozwodu. Do rozmowy jednak nie doszło. Cela miała rano wypadek samochodowy, po którym trafiła do szpitala. Przeszła operację i nie mogła chodzić. Rokowania były niepewne i czekała ją długa rehabilitacja. W tej sytuacji zakończenie małżeństwa nie było dobrym pomysłem. Ona bała się niepełnosprawności i samotności w chorobie, on czuł się zobowiązany zostać z żoną, aż wróci do zdrowia... Czy wypadek był zrządzeniem losu – lekiem na skostniały związek, czy raczej gwoździem do trumny?
O małżeństwie i jego obliczach napisano tysiące książek. Jedne z nich są dość banalne, inne wyczerpująco analizują długotrwałe związki. Książka „(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie” to wnikliwe studium kilkunastoletniego matrymonium, którego rozpad wydaje się nieunikniony. Autorka dokładnie przedstawia przyczyny tej sytuacji. Pokazuje stygnięcie uczuć, unaocznia błędy, które mają poważne konsekwencje. Czy można im było zapobiec? Czy też pokrycie się uczuć rdzą z biegiem lat jest nieuniknione?
Te dwa pytania często pojawiały się w mojej głowie w trakcie lektury, która była wyjątkowo zajmująca. Już po kilku stronach nie mogłam się od niej oderwać. Piłam tylko kolejne filiżanki herbaty i zadawałam sobie pytanie, co sama bym zrobiła na miejscu Celiny. Emocjom nie było końca.
W książce ukazano całą gamę uczuć, jakie przeżywa para związana węzłem małżeńskim i dzieckiem na różnych etapach związku. Wykreowani bohaterowie wydawali się realni, ale i niezwykli. Jedyni w swoim rodzaju i tacy jak tysiące ludzi na świecie. Żadne z nich nie znalazło dość sił, by podjąć walkę o stygnącą miłość. Zabrakło przyjaźni, życzliwych gestów i wspólnych chwil. A gdy przyszło nieszczęście, wszystko stało się jeszcze trudniejsze. Pojawiły się wspomnienia i analizy przeżytych razem lat. I to właśnie sprawiło, że odłożenie książki przed poznaniem końca okazało się niemożliwe. A zakończenie powala na kolana...
Mimo wielu lektur nie odkryłam dotąd lepszej książki o małżeńskich problemach i wygasaniu miłości. Natasza Socha przedstawiła ten problem w fenomenalny, dogłębny sposób. Nie oszczędziła swoich bohaterów, obnażyła ich uczucia. Wdarła się do ich dusz i pokazała, ile emocji skrywały ich serca. Niewątpliwą zaletą książki jest dwutorowa relacja – męża i żony, którzy mają okazję przedstawić swoje racje, opowiedzieć o swoich marzeniach, bolączkach i rozczarowaniach.
Powieść czyta się na jednym oddechu, z biciem serca. Zawiera ona też wiele ciekawych sentencji na temat małżeństwa. Na koniec przytoczę tę, która wyjątkowo zapadła mi w pamięć: „Małżeństwo to często mieszanka złudzeń i marzeń, a potem brutalne odarcie z nich” (s. 278). Książkę polecam szczególnie mężatkom i kobietom szykującym się do ślubu.


poniedziałek, 11 lutego 2019

Carme Chaparro "Nie jestem potworem"



Wydawnictwo Muza 
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-287-1131-0

Gdy sprawdza się czarny scenariusz...

Czego najbardziej boją się mamy? Choroby, zagubienia i śmierci swojego dziecka. Tak pokazują statystyki. Im młodsze jest dziecko, tym te lęki są silniejsze. Porwania dzieci to przestępstwa, które powinny być zagrożone najwyższymi karami, bo ból po zaginięciu dziecka jest w stanie rozsadzić matczyne serce.

W tym roku w ramach postanowień czytelniczych obiecałam sobie częściej sięgać po sensację. Ostatnio ten gatunek mocno zaniedbałam, więc w ramach realizacji postanowienia zdecydowałam sięgnąć po thriller i to Autora z kraju którego literaturę znam mało. Wybór padł na książkę pisarki hiszpańskiej, która jest dziennikarką, redaktorką i prezenterką telewizyjną. I jest niczym lustrzane odbicie jednej z wykreowanych na kartach lektury bohaterek. 

Akcja książki rozgrywa się współcześnie w Hiszpanii, a konkretnie w Madrycie i okolicy. Kike jest czteroletnim chłopcem, który znika nagle  w jednym z centrów handlowych. Wystarczy mgnienie oka a dziecko rozpływa się bez śladu. W tym samym miejscu podobny czterolatek zaginął dwa lata wcześniej i nigdy go nieodnaleziono. Postawione na nogi służby szybko łączą oba przypadki. Matka chłopca jest zrozpaczona, a policja zatrzymuje ojca dziecka. Śledztwo policyjne podobniej jak wcześniej prowadzi Ana Aren, dziennikarką relacjonującą sprawę dla telewizji Kanał Jedenaście jest Ines Grau - prywatnie koleżanka Any. Niestety poszukiwania nie przynoszą rezultatu, a sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dochodzi do zniknięcia trzeciego kilkulatka. Jest nim synek Ines…. Czy te zdarzenia to dzieło jednego szaleńca? Czy chłopcy się odnajdą cali i zdrowi? Czy może staną się ofiarami mordercy?

By się dowiedzieć musicie przeczytać książkę, która ma swój klimat i smak. To jest bezsporne. Nie potrafię Wam wyjaśnić czemu, ale mnie bardzo szybko skojarzyła się z piórem Zafona.
Jest równie tajemnicza i uwodzi czytelnika z pewną premedytacją. Powoli, aczkolwiek bardzo skutecznie. 
Pomysł na fabułę od samego początku wydał mi się intrygujący i mocny. Została ona poprowadzona jednak nieco inaczej niż się spodziewałam. To nie wpłynęło na moją ocenę książki, która mi się bardzo spodobała. Akcja powieści nie jest błyskawiczna, nie pędzi jak górski potok po ulewie. Jest jak na sensację dość stonowana. Sam gatunek sensacyjny pomieszany jest z obyczajem. Na fabułę nie składa się tylko śledztwo i działania policji oraz mediów. Jest miejsce na opis życia prywatnego głównych bohaterów, ich sprawy nie tylko zawodowe, ale i osobiste. 
Temat porwania schodzi momentami na drugi plan. Elektryzują zdarzenia z przeszłości, lęki i koszmary, które miały miejsce wcześniej i powróciły. 
Powieść czyta się dobrze, napięcie budowane jest powoli, a Autorka z każdą chwilą mocniej "nakręca" czytelnika. W tytule jest miejsce na tajemniczość, na wewnętrzne przeżycia, na rozterki bohaterów. Dialogi są nieco za mało dynamiczne. Atutem książki jest niewątpliwie zakończenie, o którym nic więcej z wiadomych względów nie napiszę. 
Czy warto sięgnąć po tę powieść? 
Owszem, jeśli mamy dość mrocznych skandynawskich kryminałów tajemniczość rodem z Hiszpanii okaże się strzałem w dziesiątkę. 


poniedziałek, 4 lutego 2019

Magdalena Majcher "Jeszcze jeden uśmiech"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2019
stron 400
ISBN 978-83-7642-882-6

Różne twarze macierzyństwa

Być mamą, a konkretniej dobrą, perfekcyjną mamą to wielkie wyzwanie i trudne zadanie. Chce mu sprostać tysiące kobiet na całym świecie. Ich chęci i zapał są ogromne, ich starania i wysiłki są precyzyjne i cechuje je determinacja, ale … nie ma recepty na perfekcyjne wychowanie dziecka. Nie ma receptury na idealną relację matka dziecko. Z pewnością szczęśliwa mama to radosne dziecko, ale gdy dojdziemy do konkretów to już trudno zdefiniować wyraziście jaki styl życia powinna prowadzić rodzicielka. Czy ma się tylko poświęcić rodzinie i domowemu ognisku, czy może sobie prowadzić równocześnie życie zawodowe i mieć czasem czas tylko sama dla siebie. 

Tematyce różnych obliczy macierzyństwa poświęciła swoją najnowszą powieść znana i lubiana polska pisarka tworząca literaturę dla kobiet Magdalena Majcher. Napisała o świecie mam do którego sama należy. Pokazała środowisko jej bliskie, a zarazem takie, do którego należą różne kobiety, których łączy posiadanie pociech. 
"Jeszcze tylko jeden uśmiech" to rewelacyjna powieść, której głównymi bohaterkami są młode mamy. Mamy, które swoje macierzyństwo realizują w bardzo różny sposób. Mamy, których dzieli wiele, a łączy jedno - chęć posiadania szczęśliwych dzieci. Każda z opisanych kobiet ma inną osobowość, inne cele, inną sytuacją osobistą i zawodową. Mimo to, gdy los krzyżuje ich ścieżki potrafią się doskonale dogadać ze sobą, przyjaźnić i wzajemnie wspierać. 

Monika dzieciństwo i młodość miała zniszczone przez wiecznie pijanego ojca. Nic dziwnego, że gdy dorosła postawiła na samodzielność i niezależność. Ułożyła sobie życie zawodowe i spełniła się jako bizneswoman. Postanowiła zostać mamą bez zakładania tradycyjnej rodziny. Dziecko, ukochany maleńki synek nie ograniczył jej zawodowo. Monika jako młoda mama postanowiła otworzyć kawiarnię- klub dla śląskich mam. Przy realizacji celu miała jej pomóc wieloletnia przyjaciółka.  
Karolina od lat przyjaźni się z Moniką. Ma dwoje dzieci - starszego synka w wieku przedszkolnym i kilkumiesięczną córeczkę. Jej życie obraca się tylko wokół dzieci i męża.
Olga poślubiła mężczyznę, który wywodzi się z bardzo katolickiej ,wręcz ortodoksyjnej rodziny. Dla niego nie istnieje pojęcie antykoncepcji. Tym samym Ola nie mając jeszcze trzydziestu lat nosi pod sercem już czwarte dziecko. Kobieta czuje się i wygląda na o wiele więcej lat niż ma. Olga ledwo co ogrania swoją gromadkę. Ma dość powiększania rodziny, ale nie wie jak do tego pomysłu przekonać męża. Jej życie jest szare, monotonne, a ona sama czuje się bardzo zmęczona i nieszczęśliwa.
Agnieszka ma tylko jedną córeczkę - Matyldę, która chodzi do przedszkola. Jej życie osobiste układa się dobrze. Atmosferę psuje tylko zbyt troskliwa matka, która wciąż domaga się uczestniczenia w życiu swojej dorosłej córki i jej rodziny. 

Cztery kobiety spotykają się w kawiarni Moniki. Nić przyjaźni i solidarności zawiązuje się między nimi bardzo szybko i okazuje się być mocną. A życie niesie im wiele wyzwań i niekoniecznie miłych niespodzianek...

Nie ukrywam, że na każdą książkę Magdaleny Majcher czekam z utęsknieniem pewna, że czeka mnie świetna lektura. I tym razem było tak samo jak zawsze. Do moich rąk trafiła powieść obyczajowa w najlepszej odsłonie pełna prawdziwego życia i dobrej energii. Autorka napisała o świecie sobie bardzo bliskim, o świecie do którego sama należy. 
Ta historia jest pełna blasków i cieni dokładnie tak jak prawdziwe życie. Świat młodych mam wcale nie jest nudny. Wiele się w nim dzieje. Autorka przekonuje, że macierzyństwo można przeżywać na wiele sposobów. Narzucanie jednego wzorca jest po prostu bezpodstawne. Bo każda z nas jest nieco inna. Ważną wartością w świecie mam jest solidarność i wzajemne wsparcie. Bo przecież nikt nie zrozumie lepiej mamy niż druga mama. Książka gloryfikuje kobiecą przyjaźń, która ma wielką moc i siłę.
Powieść czyta się przyjemnie i trudno się od niej oderwać. Autorka pisze lekko o trudnych sprawach, nie obawia się niewygodnych tematów. Nie boi się pokazać prawdziwego życia, unika sielanki. Tym samym jej proza ma moc i poucza, by się mimo wszystko nie poddawać. By mieć odwagę mówić o tym, co nas boli, by walczyć o swoje szczęście. Nie ma jednego wzorca matki idealnej. Nie ma jednego przepisu na wzorową rodzinę. O tym wie Magdalena Majcher i to uświadamia swoim czytelnikom. Ta lektura z pewnością poprawi humor wielu młodym mamom, które może niekiedy są przytłoczone problemami dni codziennych.
Książka ma moim zdaniem bardzo wiele plusów. Jej atutami są z pewnością sam pomysł na fabułę, styl i język, kreacja bohaterek, doskonałe ujęcie problemów środowiska jakie jest opisane. Powieść błyskawicznie podbiła moje serce. Z tak dobrą książką żal się rozstawać. Gorąco ją polecam przede wszystkim mamom, ale nie tylko. 

piątek, 1 lutego 2019

Agnieszka Jordan-Gondorek "Dziewczyna z warkoczem"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 416
ISBN 978-83-7674-747-7

Rozwód jest końcem, który otwiera wiele nowych drzwi

 Ślubując miłość, wierność i uczciwość małżeńską myślimy, że ta przysięga będzie aktualna aż po grób. Niestety, wiele par się rozstaje. Czasem obie strony chcą być na nowo wolne, czasem tylko jedną dręczą małżeńskie więzy. Zdrada jednego z małżonków boli czasem bardzo mocno drugą stronę. Co wtedy? Świat się wali, koniec, tragedia? Spokojnie. Rozwód bywa zwykle końcem, ale i równocześnie początkiem. O tym przekonała się Krystyna - bohaterka powieści Agnieszki Jordan-Gondorek. 

Krysia jest młodą, piękną i wykształconą kobietą. Zadbaną, robiącą zawodową karierę żoną, która robi wszystko by jej dom i małżeństwo funkcjonowały jak najlepiej. Niestety mimo starań nie zachodzi w ciążę. Mąż odchodzi do innej kobiety, która spodziewa się jego dziecka. To dla Krysi ciężki cios prosto w serce. Nic dziwnego, że kobieta przeżywa mocno i boleśnie rozwód. Gdy wyrokiem sądu pewnego dnia jej małżeństwo umiera Krysia musi poskładać i zbudować swój świat od nowa. Nie bardzo ma pomysł jak to zrobić. Pewne rzeczy realizuje dość spontanicznie i nagle. W tym stylu postanawia, że zmieni fryzurę i zetnie swoje piękne, długie włosy, które czasem zaplatała w warkocz. Udaje się do zakładu fryzjerskiego i tam zamiast sprawdzonej ulubionej specjalistki od fryzur spotyka nową twarz. Atrakcyjnego mężczyznę, który okazuje się mistrzem w swoim fachu. Do jego fotela ustawiają się długie kolejki, a ceny usług są niebotyczne. Na dodatek ten mężczyzna jest bardzo atrakcyjny, a Krysia wpada mu w oko od pierwszego wejrzenia...

Jak nigdy ocenę książki zacznę od głównej bohaterki. Krysia jest niesamowita. Po prostu drzemie w niej coś z każdej z nas. Jest taka prawdziwa, namacalna, sympatyczna i realna. Autorka daje nam ją poznać w bardzo trudnym momencie życia. Były mąż ją rani i to bardzo mocno. Facet jest tak niemożliwy, że nawet nie zdaje sobie sprawy co narozrabiał. Jemu zakończenie związku przychodzi lekko, jakby to było coś naturalnego jak zmiana kurtki czy mebli. Krysia uczy jak mimo bólu iść dalej przez życie, jak szukać mimo wszystko pozytywów, jak nie zamykać się w kokonie osamotnienia i rozdrapywania ran.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ta historia jest banalna i zwyczajna. Owszem, ale... jest też niełatwa i ma w sobie bardzo pozytywny wydźwięk. Czyta się ją lekko i przyjemnie, wyobraźnia pracuje i czytelnik szybciutko utożsamia się z poznaną w książce bohaterką. Ułatwia to pierwszoosobowa narracja i język jakim napisana jest powieść.
Urzeka okładka, która idealnie wkomponowuje się w fabułę książki, która pozornie lekka porusza trudne, życiowe tematy - bezpłodność, niewierność, konieczność powstania po ciosie, którego się nie spodziewamy.
Agnieszka Jordan-Gondorek gwarantuje ciepłą treść, sporo emocje czyli dokładnie to, co niesie zwyczajne życie. Raz dobre, raz złe nowiny.
Po książkę sięgnęłam w nie najlepszym nastroju i świadomie, by poprawić sobie samopoczucie. Książka spełniła to zadanie, a ja dwa kolejne wieczory spędziłam w towarzystwie dziewczyny, która nauczyła mnie by na życie nie spoglądać tylko ze smutną miną. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Zimą z dodatkiem gorącej herbaty i ciepłego kocyka sprawdzi się idealnie. 

środa, 30 stycznia 2019

Ursula Dubosarsky "Kuba i Kanga"


Był sobie raz pewien mały kangurek...

Znów wróciłam do świata dzieciństwa za sprawą wspaniałej książki, którą wydało Wydawnictwo Znak emoticon. 
To historia stworzona przez australijską pisarkę Ursulę Dubosarsky, która mieszka w Sydey i napisała ponad sześćdziesiąt książek skierowanych do najmłodszych czytelników.
Otrzymała za to wiele nagród. Po przeczytaniu lektury o kangurze i Kubie wiem, że w pełni na nie zasłużyła. Jej pióro jest lekkie i wyraziste, styl doskonały w odbiorze. Treść książki jest przemyślna i ma w sobie wiele pożytecznych elementów. 
Na podstawie wzruszającej i bardzo czytelnej fabuły rodzice mogą wiele dziecku uzmysłowić i sporo je nauczyć. 

Na skraju australijskiego buszu, w starym domu mieszka pewien mężczyzna ze swoim synkiem. Chłopiec ma na imię Kuba. Jego nieodłącznym towarzyszem jest piesek Bobi oraz stadko kur. Ojciec, który ma problemy zdrowotne wychowuje swojego syna w poszanowaniu i miłości do zwierząt. Pewnego dnia Kuba będąc na wycieczce w lesie jest świadkiem smutnego zdarzenia. Kłusownicy zabijają kangurzycę, która osieroca swoje dziecko. Kuba postanawia ocalić małego kangurka i się nim zaopiekować. Bierze go do domu i zastępuje mu prawdziwą mamę. To zdarzenie jest początkiem niezwykłej relacji i przygody...

Ta opowieść pochłonęła mnie od pierwszej strony. Szybciutko poczułam tropikalny klimat i odgłosy buszu. Historia niezwykłego, przypadkowego spotkania ujęła mnie mocno. To musiał być szok i dla dziecka i dla małego zwierzęcia. Tragiczne wydarzenie stało się jednak początkiem wspaniałej relacji i możliwości bliskiej więzi pomiędzy małym chłopcem a kangurzym dzieckiem. Kuba pielęgnując Kangę nauczył się odpowiedzialności i zrozumiał świat natury, który kieruje się odmiennymi prawami niż ten stworzony przez ludzi. 
W treści nie brak trudnych kwestii jak choroba, śmierć, kłusownictwo. Być może na pierwszy rzut oka ktoś może pomyśleć, że są to tematy i zagadnienia zbyt szokujące i zbyt brutalne dla dziecka. Życie jednak często nie pytając nas o zdanie wzywa do tablicy i daje bolesną lekcję. Książka pozwala pewne sprawy przybliżyć i uzmysłowić, że mimo wszystko trzeba małego człowieka z nimi oswajać. 
W fabule zwierzęta są ożywione, mają głos, wypowiadają swoje zdanie. Ten zabieg oczywiście dorosłym może wydać się sztuczny i bajkowy, ale właśnie takie rozwiązanie pozwala uzmysłowić, że zwierzaki czują, że nie są pozbawionym życia pluszakami, że mają swój świat, swoje emocje i odczucia. 
Książka ma walory edukacyjne, jest niezwykle wymowna i pozwala urozmaicić proces wychowawczy na konkretnym przykładzie. Tekst uzupełniają bardzo piękne ilustracje Andrew Joynera. Tytuł jest starannie wydany, a okładka utrzymana w pastelowych kolorach wręcz kusi by poznać treść.
Wspaniała propozycja dla najmłodszych, ciekawie opisana historia. Warto wydać na tę publikację pieniądze. Polecam.   

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Elżbieta Sieradzińska "Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt"


Wydawnictwo Marginesy
data wydania 2018
stron 568
ISBN 978-83-6597-318-4

Góry są jak narkotyk

Tysiące ludzi na świecie kocha góry. Dla jednych są wspaniałym miejscem na urlop i relaks, innym służą do uprawiania sportów ekstremalnych. W górach można się wyciszyć, zresetować, nabrać dystansu do świata i codziennych problemów. W górach można się też zakochać na zabój i znaleźć swoje miejsce na ziemi. Góry mogą stać się narkotykiem, bez którego żaden ich miłośnik nie potrafi żyć.
Od gór mocno uzależnieni są wspinacze. Ich życie jest amplitudą przygotowań, wypraw, powrotów i wspomnień, po czym znów pojawiają się nowe plany wyjazdowe i cykl się powtarza. Do grona „górskich narkomanów” należała również bohaterka książki Elżbiety Sieradzińskiej.
Wanda Rutkiewicz to ikona nie tylko polskiego, ale także światowego himalaizmu. Jej nazwisko zapisało się na kartach górskich kronik. Jej sukcesy i osiągnięcia są imponujące. Miłość, jaką darzyła góry, była ogromna. Góry też ją pokochały, ale ta miłość okazała się niebezpieczna. Wanda na zawsze w nich pozostała, na stoku trzeciego pod względem wysokości ośmiotysięcznika, a jej ciała nie odnaleziono. Uznano ją za zaginioną, a następnie za zmarłą.
Kim tak naprawdę była kobieta, która swojej pasji podporządkowała całe życie? Co nią kierowało i czy góry sprawiły, że czuła się szczęśliwa i spełniona?
Odpowiedzi na te pytania warto szukać w książkach poświęconych tej sławnej Polce. Jedną z nich jest biografia nakreślona przez Elżbietę Sieradzińską, opublikowana przez wydawnictwo Marginesy. Autorka przedstawiła w niej sylwetkę himalaistki dość drobiazgowo i pokazała ją z różnych stron. Nie ograniczyła się tylko do suchych faktów i powszechnie znanych informacji. By w pełni oddać osobowość i złożoną naturę bohaterki, Sieradzińska przeprowadziła wiele rozmów, wysłuchała wielu wspomnień i opinii osób ze środowiska himalaistów i nie tylko. Efektem jest książka, która odmalowuje nie tylko tę postać, ale i świat miłośników gór, który większości ludzi może wydawać się niezrozumiały. W opowieści pojawiają się także inni wspinacze, z którymi Rutkiewicz łączyły liny i wspólna pasja.
Jaka była Wanda? Tajemnicza i uparta. Konsekwentna i silna. Owładnięta miłością, w rytm której biło jej serce i której podporządkowała wszystko: życie osobiste, zawodowe i towarzyskie. Chciała być najlepsza, dla gór pokonywać własne słabości. Bywała jednak nieznośna i kapryśna. Nieprzewidywalna i głucha na głos rozsądku i zdanie innych. Góry kochała tak mocno, że gorączka szczytu dopadała ją także w dolinach.
O Wandzie wypowiadają się jej bliscy, nie brakuje niepublikowanych dotąd relacji. Z tych słów wyłania się postać jedyna w swoim rodzaju, która nigdy w życiu nie powiedziała górom stop, wystarczy.
Książka jest bogata w informacje i ciekawostki, pokazuje Wandę taką, jaka była: bez upiększeń, bez patosu, z wadami i zaletami, z cechami, których często nie rozumiało nawet jej środowisko.
Jest to godna polecenia pozycja dla miłośników biografii i literatury wysokogórskiej. Jej lektura otwiera drzwi do surowego górskiego świata, gdzie krzepnie rtęć i docierają tylko nieliczni. Zapewni wam kilkanaście godzin niesamowitych wrażeń i emocji.

wtorek, 22 stycznia 2019

Patrycja Strzałkowska "Welcome to spicy Warsaw"



Wydawnictwo Pascal 
data wydania listopad 2018
stron 256
ISBN 978-83-8103-390-9

 W świecie seksu, pieniędzy i próżności

Przyznaję się bez bicia, że od czasu do czasu czytują sobie portale plotkarskie, które zamieszczają informacje o celebrytach, skandalach, romansach i ślubach roku, zdradach itd. Czemu to robię? Powód okaże się dość dziwny dla wielu z Was. Wcale nie żałuję, że nie funkcjonuję w tym środowisku, nie mam parcia na szkło i nie chcę być sławna. Po prostu zaglądam przez przysłowiową dziurkę od klucza by docenić normalność w jakiej żyję. Bo mój świat nie jest aż tak bardzo idealny, ale nie króluje w nim próżność. Najważniejszą rzeczą nie są pieniądze. A seks nie jest środkiem do osiągania celów.

W świecie celebrytów jest inaczej. Tu trzeba być, pokazać się, istnieć, być zauważonym. Tu trzeba mieć wszystko naj. Najlepsze ciuchy (czytaj im droższe tym lepsze), wypasione auto, pękaty portfel i piękne oraz uległe kobiety czy nadzianych facetów przy boku. Tu nie ma miejsca na uczucia poza miłością do samego siebie i pieniędzy. Tu jeśli się o tobie nie mówi, nie pisze to nie istniejesz. 
Do takiego świata, do świata pikantnej stolicy zabiera nas w swojej książce Patrycja Strzałkowska. 
Autorka jest celebrytką, modelką, gwiazdą Instagrama, wizażystką, uczestniczką reality show, influencerką i mamą. Zna środowisko o którym postanowiła napisać książkę. A to już duży atut, że o danym świecie pisze ktoś, kto go dobrze zna.

Narratorką jest młoda, atrakcyjna kobieta zwana Panią Emocją. Głównymi bohaterami są jej partnerzy Pan A, B, C i Pan Zero. Miejscem akcji jest stolica do której Pani Emocja przyjeżdża by robić karierę, stać się sławna, bogata i rozchwytywana. Młoda, niedoświadczona dziewczyna otwiera drzwi do świata, który nie jest jak z bajki. Może tylko ją nieco przypomina i to na pierwszy rzut oka. Bo jest na bogato, luksusowo, modnie, glamour, ale... w tej rzeczywistości kocha się  tylko pieniądze i siebie. Jest to świat mający własne prawa, w którym króluje próżność i megalomania. Nie ma sentymentów i czułości. Po trupach kroczy się na szczyt i robi się wszystko, by być na samej górze jak najdłużej.

Odnośnie powieści - napiszę krótko -  książka ta mnie wielokrotnie zaskoczyła. Przed jej lekturą czytałam o niej bardzo skrajne opinie. Sama oceniam ją bardzo dobrze. Uważam, że by docenić jej walory trzeba jej się bardzo dobrze przyjrzeć.
Nie jest to jakieś arcydzieło, nie jest to klasyka. Nie szukajmy tu mistrzowskiej fabuły. Czemu?  Dlatego, by oddać istotę i klimat tegoż światka ona musi być dokładnie taka jaką stworzyła jej Autorka. Świat celebrytów trąci kiczem, błyskotkami - niekoniecznie sztucznymi, lecz takimi które mocno i ostentacyjnie błyszczą. W nim brylują ładne dziewczyny, które niekiedy są infantylne, ale niekiedy i bardzo inteligentne. Wyrachowane? Nie zawsze. Młodość czasem chce szaleństwa i spontaniczności. Czytając ten tytuł łatwo odczytać odpowiedź na pytanie czy warto wchodzić do  kokonu spicy. Można zyskać, można opuścić go bez żalu, ale można się mocno popiec.
W pewnością tu nie znajdzie się miłości, szacunku czy prawdziwych przyjaźni.
Tekst obfituje w pikantne sceny, szokujące opisy i  prawdę o nocnym życiu.
Życie jest niekończącą się imprezą, seks nie ma nic wspólnego z miłością, a pojęcie wierności jest abstrakcją.

W treści znalazłam kilka ciekawych cytatów, które bardzo mi się spodobały. Oto jeden z nich :
"Z miłością jest jak z wiatrem, nigdy nie wiesz z której strony zawieje, jak mocno cię zdmuchnie, czasem przewróci, uderzy w twarz, lekko domknie, przemknie, a co najdziwniejsze, nie możesz tego dostrzec, ani nad tym zapanować" (str.71)

Publikacja z pewnością dostarczy emocji, nie zabraknie w niej pikanterii, nie będzie tematów tabu. Będzie swoistym ostrzeżeniem dla młodych dam, które chcą podbić świat, by uważać gdzie się stawia kroki. Bo w tym świecie lód pod nogami jest wyjątkowo kruchy.
Powieść w pełni mnie utwierdziła, że nie jestem dobrym materiałem na celebrytkę, że wolę w życiu spokój i ciszę, ale nie żałuję wyprawy, literackiej wycieczki do szalonej i pikantnej Warszawy. Ciekawie było ją odkryć i zasmakować.

niedziela, 20 stycznia 2019

"Zakochane Trójmiasto" - Antologia - Praca zbiorowa


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 30 stycznia 2019 
stron 396
ISBN 978-83-8147-274-6

Dzięki miłości życie ma słodki smak

Bardzo dawno nie czytałam opowiadań. W okresie edukacji sięgałam po nie często i raczej z konieczności. Wolę bowiem historie długie, zamknięte w kilkuset stronach którymi mogę delektować się długo. Opowiadanie uważam za formę trudną. Trzeba bowiem w ograniczonym przekazie słów zmieścić wszystko, co istotne. Trzeba sprężyć treść i gruntownie dobrać każde słowo. Tylko najlepsi Autorzy mogą napisać dobre opowiadanie, które długo zostanie w głowie i które sprawi, że nasze myśli zatrzymają się na jego przesłaniu i treści.

Książek o miłości wydano wiele. W tym tłumie bardzo dużo pozycji jest podobnych do siebie. Czasem trafiają się po prostu kalki, książki bliźniaki podobne do siebie jak krople wody. Tego nie lubię, ba nie cierpię. Wtedy czuję się rozczarowana. I właśnie dlatego antologia "Zakochane Trójmiasto" podbiła moje serce. Bo w niej nie ma dwóch podobnych do siebie tekstów. Bo stworzyli ją polskie Autorki i Autorzy, którzy udowodnili, że świetnie sobie poradzą z krótszymi niż powieść tekstami. A zatem już wiecie, że książkę Wam polecę szczególnie na dodatek do walentynkowych kwiatów i czekoladek. Z tej książki wręcz tryska miłość, ale … nie jest to tytuł utrzymany w sielankowej aurze, słodkim różowym klimacie, oklejony do obrzydzenia amorkami. 

Kolejne teksty napisali znani mi polscy twórcy, którzy mają na swoim koncie dobre powieści. A zawarte w zbiorze opowiadania? Napiszę krótko trzymają poziom.
Każdy tekst jest inny od pozostałych. Łączy je tylko miejsce rozgrywania się akcji. Każdy napisany jest z pomysłem i weną. Przedstawieni bohaterowie są realni, ciekawie wykreowani, mają różne osobowości i bagaż doświadczeń. Ich życie nie jest proste i idealne, a każdy ma już w swoim bagażu różne doświadczenia. Miłość, bo przecież wokół niej i jej narodzin obraca się książka jest czymś, co los daje w prezencie. Nie zawsze jest to uczucie idealne, nie zawsze przyjęte z otwartymi rękoma i sercem. Los opisanych w tytule postaci nagle się zmienia, następują wydarzenia, które burzą rytm codzienności. Przypadkowe spotkanie z kimś nowym lub natrafienie na kogoś znanego kiedyś po latach odmienia codzienność. 

Książkę czytałam mimo przyjemnej treści dość długo. Po każdym utworze znajdowałam czas na chwilę refleksji, na zastanowienie się nad treścią, wymową i przesłaniem. Wbrew pozorom to nie jest tylko książka dobra na chwilowy relaks. Jest w niej coś więcej. Jest dużo normalnego, przeciętnego życia. Są problemy i życiowe bolączki. I jest dużo pogody i nadziei, że w życiu nie bywa tylko szaro i smutno. Autorzy udowadniają, że przychodzi coś wyjątkowego, co wznosi nas wysoko i dodaje skrzydła. Tym czymś jest właśnie miłość.

Wszystkie opowiadania przeczytałam w chronologicznej konieczności. Każde w nich miało swój urok i klimat. Nie było utworu gorszego, który odstawał by poziomem od innych. Najbardziej za serce chwyciła Agnieszka Lingas-Łoniewska i Małgorzata Warda. Najbardziej zaskoczył Daniel Koziarski. Okładka przypomniała letnie wakacje w Orłowie. 
Idealna propozycja na Walentynki. Przyjemna lektura, dobry tytuł obyczajowy. Dobry styl, wysoki poziom tekstów. Zresztą jestem pewna, że sprawdzicie to sami. 
Premiera 30 stycznia 2019 roku. Zapraszam do księgarń.