czwartek, 21 stycznia 2021

Klaudia Muniak "Nie ufam już nikomu"

 



Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-6661-128-3

Czasem warto ufać jedynie sobie

Zaufanie ma ogromne znaczenie. Może być wzajemne lub tej wzajemności pozbawione. Bez niego niemożliwe jest zbudowanie szczęśliwego związku między partnerami. Jak wiele dla nas znaczy, dowiadujemy się, gdy już je do kogoś stracimy. Gdy ktoś nas zawodzi, a tym samym i rani. Gdy tracimy zaufanie do całego świata, gdy wokół siebie nie znajdujemy osoby, która nas nie zawiedzie, gdy nikomu nie ufamy, grunt usuwa się nam spod nóg. Rzeczywistość staje się bardzo trudna, a życie jest drogą przez mękę. Rodzi się w nas brak pewności siebie, trudno nam funkcjonować, a granica między rzeczywistością a fikcją zaczyna się rozmywać. Wtedy nasze życie staje się koszmarem. Takiej sytuacji doświadcza na własnej skórze bohaterka powieści Klaudii Muniak, Iga.

Iga jest żoną i świeżo upieczoną mamą. Kilka tygodni wcześniej urodził się jej synek Joachim, którego kocha nad życie. Początki macierzyństwa dla każdej kobiety są zwykle trudne, ale dla żony Natana to prawdziwy chrzest bojowy i katorga. Opieki nad malutkim synkiem nie ułatwia jej choroba, z którą zmaga się od jakiegoś czasu, czyli zaburzenia maniakalno-depresyjne określane jako nerwica natręctw. Konieczne jest wdrożenie terapii farmakologicznej i rozpoczęcie spotkań z psychologiem.

Iga decyduje się na eksperymentalną terapię, w opracowaniu której sama brała udział. Leki, które są jej niezbędne do normalnego funkcjonowania, mają być jej podawane i dawkowane przez wszczepiony w ramię chip. To on, sterowany za pomocą aplikacji w telefonie, ma decydować, który medykament i w jakiej dawce ma się wchłonąć do jej organizmu. Mimo nowatorskiego leczenia Iga czuje się coraz gorzej. Zaczynają dokuczać jej zaniki pamięci i halucynacje. Dodatkowo na ciele jej synka pojawiają się paskudne siniaki. Czy Iga pod wpływem leków i postępującej choroby jest w stanie skrzywdzić ukochane dziecko? A może za sińcami stoi inna osoba? Czy to matka Igi, która pomaga córce w opiece nad Joachimem, czy może serdeczna przyjaciółka, która jako swoją ofiarę upatrzyła sobie Natana? A może to on sam krzywdzi z jakiegoś nieznanego powodu swoje dziecko?

Thriller psychologiczny to gatunek, który bardzo lubię sobie od czasu do czasu zaserwować. Od tego typu książki oczekuję zawsze bezwzględnego uzależnienia. Chcę, by fabuła dosłownie mnie opętała, zaczarowała od pierwszej strony. Chcę przez czas czytania żyć wyłącznie jej treścią i ekscytować się zagadką, której rozwiązanie ma miejsce na koniec lektury. Nie każdemu autorowi udaje się jednak skonstruować tak doskonale swoją książkę. Z tym zadaniem Klaudia Muniak poradziła sobie rewelacyjnie i bezbłędnie. Od pierwszej strony emocje wzięły górę, a ich ogrom czasem aż przygniatał. Powieść czytało mi się świetnie. Na pewno miało to miejsce za sprawą naprawdę wartkiej fabuły i konstrukcji osobowości głównej bohaterki, która jest postacią nietuzinkową i bardzo oryginalną. W trakcie czytania miałam wobec jej osoby dość mieszane uczucia. Z jednej strony patrzyłam na nią jako ofiarę choroby i ludzkich spisków, z drugiej czułam, że przeszłość Igi kryje jakieś mroczne tajemnice.

Klaudia Muniak stworzyła naprawdę doskonały thriller z medycyną w tle, w który wplotła kilka istotnych, lecz i trudnych życiowych tematów. Zawiłe relacje z rodzicami, którzy są wobec dziecka zbyt wymagający, skomplikowane początki macierzyństwa, które, choć planowane i wyczekane kryje w swoich odmętach wiele przeszkód, życie z chorobą psychiczną, która zatruwa codzienność to kwestie, które autorka wykorzystała w swojej książce. Dzięki nim powieść wyszła spoza utartych schematów, nabrała świeżości i oryginalności. W trakcie czytania oczywiście próbowałam rozwikłać zagadkę i odkryć, co jest prawdą, a co fikcją. Przyznaję, że mi się to nie udało. Przyznaję, że nie udało mi się to. Zakończenie okazało się najmocniejszą stroną tej książki i całkowicie mnie zaskoczyło.

Jeśli macie ochotę na naprawdę mocne emocje, sięgnijcie po tytuł Klaudii Muniak, poznajcie Igę i zajrzycie do jej świata. Gorąco rekomenduję i polecam.





wtorek, 19 stycznia 2021

Zofia Ossowska "Ocalić życie"

 




Wydawnictwo Filia
data wydania 2020
stron 512
ISBN 978-83-8195-045-9

Prawda nie zawsze wyzwala i usypia demony z przeszłości

Ludzkie życie to dłuższy lub krótszy ciąg dni. Od narodzin do śmierci przeżywamy chwile radosne i smutne, szczęśliwe i takie, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Większość dni danych nam przez los przebiega według ustalonych schematów i monotonnie zlewa się w jeden obraz. Mówimy o nich szara codzienność. Są one przetykane dobami, w których dzieje się coś ważnego, coś wyjątkowego, co kładzie się cieniem na naszej przeszłości i przyszłości. O takich dniach mówimy, że są wyjątkowe i zmieniają bieg naszego życia.

Taką datą dla rodziny Rzewnickich był pewien lipcowy dzień 1942 roku, gdy do ich domostwa zapukała pewna polska rodzina uciekająca przed Niemcami. Kobieta, mężczyzna i ich dzieci. Nie było szans ocalić ich wszystkich, dlatego szansę na dalsze życie otrzymała tylko dwójka najmłodszych maluchów. Chłopiec został odwieziony do zakonnego sierocińca, a dziewczynka została przysposobiona jako własne dziecko Rzewnickich. Takie rozwiązanie byłoby bohaterskie i godne pochwał, ale w życiu wiele rzeczy nie jest wyraziście czarnych czy białych, dobrych czy złych. Niedługo po daniu schronienia obcym dzieciom do domu wtargnęli Niemcy i zabrali ze sobą w nieznane miejsce Antoniego. Wrócił po dwóch dniach, ale był już kimś innym. Widać było, że przeżył coś, co zmieniło go na zawsze. Rozwiązanie tej zagadki nastąpiło wiele lat później. Prawda, która ujrzała światło dziennie po długim czasie, okazała się bardzo okrutna i pozwoliła rozwinąć skrzydła pewnym demonom, ale i uczyć sztuki wybaczenia...

Ta przepiękna, ale jakże dramatyczna historia wydarzyła się niestety naprawdę. Zofia Ossowska zainspirowała się faktami, które miały miejsce w czasie II wojny światowej. To, jak postępowali Niemcy, zasługuje na potępienie. Przed ludźmi stały wybory, z których nie było dobrego wyjścia. Każda opcja była zła i przynosiła ból oraz cierpienie. Wyrzuty sumienia, koszmary i tragedie. Antoni to bardzo ciekawa postać. Zwykły mężczyzna, mąż i ojciec, prosty człowiek, który chce przeżyć koszmar wojny, chce chronić swoich bliskich, a który zostaje zmuszony do karygodnego zachowania, do czynu rujnującego mu życie. Jego krzywda, jego udręka, jego gehenna nie ma końca. Alkohol przynosi mu pozorną ulgę, chwilowe zapomnienie, które mija. Wpędzony w nałóg staje się wrogiem swojej rodziny. Jego żona też potwornie cierpi. W milczeniu znosi swój los.

Autorka w sposób wyjątkowo plastyczny i ciekawy odkrywa kolejne puzzle tego sekretu i wtajemnicza w niego czytelnika. Lektura jest tak ciekawa i wciągająca, że trudno się od niej oderwać. Stale główną historię ubarwiają kolejne szczegóły, a obraz przeszłości staje się bardziej wyraźny, a zarazem bardziej zagmatwany. Fabuła oplata jak ośmiornica, której wyrastają kolejne macki. Czytaniu towarzyszy ogromne wzruszenie i oczywiście łzy. To po prostu niewykonalne, by nie płakać nad dramatem zwykłych ludzi, których losy zostały naznaczone na zawsze przez jedno wydarzenie. W tym przypadku celnym wydaje się powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Z treści tej książki płynie wyrazisty morał, że często nie możemy zmienić przeszłości i naprawić pewnego zła. Ważna jest jednak pamięć, cześć dla tych, którzy stali się bezbronnymi i niewinnymi ofiarami. Dopóki będzie się ona w nas tliła, dopóty nasze człowieczeństwo nie jest zagrożone.

„Ocalić życie” to tytuł, którego akcja rozgrywa się w dwóch przestrzeniach czasowych, w dwóch okresach ważnych dla polskiej historii. Zapewne autorka wybrała je nieprzypadkowo. Tło dodaje uroku fabule, podkreśla jej wydarzenia, symbolizuje przemiany i upływ czasu, który pędzi nieubłaganie.

Lektura bardzo mi się podobała, doceniam kunszt jej napisania, język, styl i pomysł stworzenia tak bardzo wymownej historii. Tytuł gorąco polecam i zachęcam do jego przeczytania. To książka z takich, o których bardzo długo się nie zapomina.

czwartek, 14 stycznia 2021

Kelly Irvin "Syn biskupa"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 384

ISBN 978-83-8169-263-2

Gdzie dwóch rywalizuje, tam dziewczyna ma dylemat


„Syn biskupa” to drugi tom cyklu „W świecie amiszów”. W powieści poznajemy dalsze losy Lantzów, którzy przyjechali do Teksasu po opuszczeniu Tennessee. Ich pierwszy rok pobytu w nowym miejscu był trudny, pełen wyzwań, wzlotów i upadków. W czasie jego trwania wiele się wydarzyło. Leila z jednej strony tęskni, a z drugiej oswaja się z nowym otoczeniem. W jej świecie pojawia się dwóch mężczyzn, którzy zaczynają rywalizować o jej względy. W świecie amiszów, do którego należy dziewczyna, przebiega to jednak dość surowo. Nie ma czasu na typowe randki, pocałunki czy inne rozrywki. Leila ma dylemat kogo wybrać. Jesse Glick, który jest bliższy jej sercu, nie deklaruje swoich zamiarów zbyt wyraźnie i czytelnie. Poza tym opuszcza wspólnotę amiszów i zaczyna wieść inne życie. Jeśli Leila zdecyduje się zostać jego żoną, będzie musiała opuścić rodzinę i znany jej świat. Dobrowolnie skazać się na wygnanie i całkiem nową rzeczywistość. Will, kuzyn Jessego, w pozyskaniu względów dziewczyny może mieć specyficzny interes. Nie muszą nim kierować tylko uczucia, ale i troska by młoda kobieta nie opuściła rodziny amiszów. Kogo wybierze Leila?

Druga część wspaniałej, napisanej z polotem i pomysłem trylogii od samego początku przypadła mi do gustu. Bardzo szybko wniknęłam w świat ludzi, dla których życie religijne jest bardzo ważne, a reguły wyznawanej wiary są priorytetowymi drogowskazami. Ich wybory życiowej drogi nie mogą być sprzeczne z tym, w co wierzą. Leila staje więc przed bardzo trudnym zadaniem. Jej rozdarcie i wahanie są fundamentem, na którym opiera się fabuła książki. Młoda dziewczyna wychowana w surowych warunkach, oderwana przez swoją społeczność od realnego świata wkracza w rzeczywistość innej niż amisze społeczności. Nieśmiało poznaje innych ludzi i obce realia. Odkrywa nieznane, czasem jeszcze broni się przed tym, czego nie zna. Swoją postawą budzi sympatię czytelników.

Autorka bardzo ciekawie opisuje tło, w jakim dzieje się akcja książki. Interesująco też wykreowała sylwetki swoich bohaterów. Są oni tylko pozornie podobni. Tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Jego treść skłania do refleksji odnośnie religii i sposobów wyznawania tej samej wiary. Rodzi się pytanie, co tak naprawdę jest w tym aspekcie ważne – treść, w którą wierzymy czy forma, w jakiej oddajemy tej wierze cześć?

Seria Kelly Irvin promuje szacunek ludzi wobec siebie. Choć możemy być inni, choć możemy obrać różne życiowe drogi, choć różnymi ścieżkami dążymy do tego samego celu, powinniśmy nade wszystko i zawsze okazywać sobie szacunek i być wobec siebie tolerancyjni. Wszelkie podziały, ostracyzm czy segregacja nie służy nigdy niczemu dobremu. „Syn biskupa” to lektura, którą czyta się szybko i przyjemnie. Promuje ona wartości rodzinne, traktuje o zwyczajnym życiu, a zarazem pokazuje wyjątkowość szarej codzienności i jej uroki. Autorka docenia przyjaźń, serdeczność wobec bliźnich, a robi to, pisząc wspaniałym językiem i dobrym stylem. To idealna pozycja na chwilę oddechu od codzienności, świetna książka na długi zimowy wieczór. Gorąco polecam.

niedziela, 10 stycznia 2021

Beata Sabała-Zielińska "Pięć Stawów. Dom bez adresu"

-


Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020
stron 352
ISBN 978-83-8169-335-6

Jest takie miejsce w Tatrach...

Tatry, najwyższe, a według wielu najpiękniejsze polskie góry mają wiele walorów. To klimat, widoki, fauna i flora, historia, folklor, legendy. Mają one także klimatyczne miejsca, do których po prostu chce się wracać i które przyciągają jak magnes. Dla wielu osób są nimi schroniska. Wśród nich wyjątkowe miejsce zajmuje najwyżej położone schronisko górskie w Polsce. Wtajemniczeni mówią o nim Pięcistawy. Dla laików dodam, że chodzi o schronisko PTTK położone na wysokości 1671 metrów n.p.m. Ten charakterystyczny budynek, który powstał w latach 1947-1953 nie ma adresu. Nie jest położony przy żadnej ulicy, ani nie ma numeru. A jednak kojarzy go bez problemu tak wiele osób! Zagościłam w tym miejscu dzięki lekturze publikacji napisanej przez samą Beatę Sabałę-Zielińską i swoje wrażenia z lektury właśnie Wam opiszę.

Tatry po raz pierwszy ujrzałam jako ośmiolatka. Pobiły moje serce i to kilka razy. Na początku jako góry, potem jako przedsmak Himalajów, gdzie można próbować sił we wspinaczce. Zawsze uważam schroniska jako miejsca wyjątkowe. Takie z duszą, inne niż przeciętne hotele czy pensjonaty lub miejsca ,gdzie można się posilić. Tam trafiają ludzie w drodze, wędrujący i to wędrujący po górach. Pewnie ktoś zapyta co w tym niezwykłego? Ano to, że góry zmieniają nas, którzy ich kosztują. Ci zaś, którzy prowadzą owe przybytki to ludzie kochający swoją pracę, traktujący ją jak pasję, władający w nią całe serce. Tego nie da się robić tylko dla pieniędzy. Żyjąc z dala od cywilizacji i osad ludzkich staje się wobec majestatu natury, która coś - np. wygodę odbiera, ale i wiele w zamian daje. I ta prawda sprawdziła się wobec Pięciostawiańskiego Schroniska. Gospodarzą w nim od lat członkowie klanu Krzeptowskich. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są "klucze" gospodarskie do tego obiektu. A jest ona naprawdę wyjątkowy. 

Prowadzenie tego miejsca jest rodzinną tradycją. Zadanie nie jest takie łatwe, bo do schroniska nie prowadzi żadna droga. Tylko szlak, który nie zawsze jest możliwy do przejścia. To miejsce położone wysoko w górach, więc warunki dyktuje tu natura. Trzeba się z nią pogodzić i oddać palmę pierszeństwa. Tu wszystko trzeba dostarczyć i nie ma tradycyjnej dostawy na telefon. Tu życie mocno naznaczają pory roku i pogoda. Tu cywilizacja dociera jak przez mgłę. Tu czas biegnie inaczej. Z tym miejscem związani są niesamowici ludzie, którzy mają we krwi górskiego bakcyla. 
Ta lektura porwała mnie od samego początku. Autorka przedstawiła historię powstania tego obiektu, jak i dzieje góralskiej rodziny, która go od lat prowadzi. Z tekstu dowiadujemy się jak rok po roku to miejsce się zmieniało, jak wyglądało w niż życie kilka czy kilkadziesiąt lat wstecz. Pracownicy i gospodarze schroniska, jego goście, wyjątkowe wydarzenia, czasy wojny i pokoju, akcje ratownicze, zwyczajna turystyczno-górska codzienność. Anegdoty, ciekawostki, zabawne i smutne zdarzenia. To wszystko jest niczym wielobarwna, arcyciekawa mieszanka, która budzi wyobraźnię. W trakcie lektury zdarzyło mi się odkładać książkę i oglądać w internecie filmy z tego miejsca i jego okolicy. To w doskonały sposób uzupełniało lekturę, która bardzo szybko mną zawładnęła. Czytałam ją błyskawicznie, a każda przeczytana strona zachęcała do planów odwiedzenia tejże tatrzańskiej doliny i owego miejsca. 

Książka Beaty Sabały-Zielińskiej to pozycja obowiązkowa na liście wszystkich miłośników Tatr. Jest rewelacyjnie napisana. Język i styl doskonale oddają klimat, a historia wręcz czyta się sama. To były wspaniałe minuty z książką w ręku, który przypomniały mi, że tęsknie za Tatrami i powinnam je jak najszybciej odwiedzić. Gorąco polecam. 

środa, 30 grudnia 2020

Czytelnicze podsumowanie roku 2020

 Kiedy ten rok minął? Był długi i krótki. Właściwie od pewnego momentu nie liczyłam dni, tylko zadawałam sobie pytanie kiedy się to skończy? Logicznie myśląc to nie będzie granicznej daty i pogrzebu covid 19, ale chyba każdy z nas pragnie tego, jak było dawniej. Dobra, dość rozkminiania, ale ... to co się dzieje, bynajmniej u mnie wpłynęło na moje życie czytelnicze. I tu znikam... Chowam się w mysią dziurę ze wstydu. Bo wynik przeczytanych książek mnie przeraża. Liczba przyprawia mnie o dreszcze. Tylko, dla mnie tylko 64. Szok w trampkach i kaloszach. Tak słabo nie było nigdy. Co mam na usprawiedliwienie? Dwie rzeczy. Pewien projekt za który się wzięłam i idzie wolno, ale idzie. Dwa dzięki Netfix więcej czasu spędzam przed telewizorem i walczę w sądzie w związku z moim wypadkiem, a że mam odpowiednie wykształcenie to robię taką praktyczną mini aplikację. Dobry trening dla umysłu. I tak, zostaje mniej czasu na książki. Szkoda, ale musi być lepiej. Dobra, dość wspomnień czas na konkrety.

To, że przeczytałam tak mało książek wcale nie ułatwiło mi wyboru tych najlepszych. A tak na marginesie, to ten rok obfitował w świetne książki. Dużo ich było, zdecydowanie mniej wśród moich lektur było pozycji przeciętnych. Top 10, tylko top 10. Albo aż top 10. Zaprezentuję je w przypadkowej kolejności, nie ma konkretnych miejsc. To uszeregowanie byłoby dla mnie zbyt trudne. Więc Kochani w niezobowiązującej kolejności moja topka AD 2020.











Reasumując sprawdziły się cenione przeze mnie już nazwiska. Odkryłam i nowe. Szukałam w lekturach odskoczni od trudnej rzeczywistości. Stawiałam na ulubionych Autorów. Czuję czytelniczy niedosyt zbyt małej ilości przeczytanych stron. W 2021 musi być lepiej. 

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Anna Czerwińska "Groza wokół K2"

 


Wydawnictwo Annapurna 

data wydania II 8 grudnia 2020 

stron 328

ISBN 978-83-61968-42-9

Pewnego lata pod szczytem Góry zwanej Mordercą...

Cześć tegorocznych świąt Bożego Narodzenia spędziłam w Karakorum. Miało to miejsce dzięki lekturze książki Anny Czerwińskiej "Groza wokół K2". Zagłębiając się w jej treść przeniosłam się w czasie do roku 1986 pod najwyższy z pakistańskich ośmiotysięczników, który mimo, że wysokością ustępuje Everestowi jest mianowany najtrudniejszym z kolosów. Świadczy o tym choćby fakt, że do dziś zimą pozostaje niezdobyty. Na jego stokach zginęło wielu wspinaczy. Góra co roku zabiera kolejne ofiary. Tamtego lata śmierć poniosło aż 13 wspinaczy. Nie byli to amatorzy. Każdy z nich miał wiedzę i doświadczenie, a jednak K2 okazało się zachłanne i zabrało tyle ludzkich istnień. Co było przyczyną tragedii? Czy można było ich uniknąć? Po czyjej stronie leży wina - człowieka czy natury? Z Anną Czerwińską jako przewodniczką szukałam odpowiedzi na te pytania. 

Tego lata pod K2 było naprawdę tłoczno. Działało wiele wypraw, w tym grupa z Polski. Znalazły się w niej i kobiety. Oprócz trzech Pań atakujących szczyt w jednym teamie na szczyt Czogori udało się wejść w międzynarodowym składzie Wandzie Rutkiewicz. Była pierwszą kobietą, która tego dokonała. To ogromny sukces. W tamtym czasie Góra pokazała, że życie wspinaczy to istny mix sukcesów i porażek, radości i tragedii, utraty zdrowia i życia oraz sława, która czeka poza górską enklawą. 

Książka Anny Czerwińskiej jest niesamowita. Przejmuje do szpiku kości, budzi podziw dla śmiałków, którzy mają odwagę zmierzyć się z kolosem, budzi respekt wobec sił natury, które pokazują nasze słabości. Lektura jest ogromnie przemawiająca i robi wrażenie. Jej treść wręcz smaga po twarzy niczym lodowaty wiatr i pokazuje całą prawdę o wspinaczce oraz zdobywaniu gór wysokich i najwyższych. Łatwo nie jest. Marzący o poskromieniu szczytów muszą pokonać wiele trudności. Muszą walczyć z przyrodą, ale i samymi sobą. Trzeba umieć oswoić stres, który jest obecny i czai się niczym cień. W ekstremalnych warunkach jak na dłoni ukazują się ludzkie słabości, pięty achillesowe, które każdy z nas ma. Nie pomaga zimno, nie pomaga wysokość, nie pomaga gorączka szczytu, która zagłusza rozsądek. 

Anna Czerwińska relacjonuje to lato w cieniu K2 dzień po dniu. W tym czasie Polska traci aż trzech wspinaczy. Sukces złojenia góry staje się gorzki i nie smakuje jak powinien. Autorka w swojej relacji jest dokładna, bezstronna i sumienna. Wprowadza czytelnika do specyficznego środowiska, do matecznika ludzi dzielnych i zdeterminowanych, ale nie niezniszczalnych. Mających wiele siły, ale ich zasób jest ograniczony. Pokazuje, że w himalaiźmie nie ma nic pewnego. Granice w nim są nieostre i nieprzewidywalne. Wszystko zależy od kaprysu natury. Nic tak naprawdę nie jest pewne i bezpieczne. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie. Od tamtego czasu dla amatorów górskiej wspinaczki zmieniło się wiele na korzyść. Pomogła technika, rozwój technologiczny, nowe produkty ułatwiające życie. Jest lepiej, ale i zmienił się klimat. Podwyższyła się granica lodowców, ocieplił klimat, a Góra mimo to zimą jest niezdobyta. Trudno to często laikom zrozumieć. 

Dzięki słowom zapisanym przez Autorkę mamy szansę odkryć świat specyficznego środowiska, zasmakować bazowego życia, pobyć na wysokości, gdzie krzepnie rtęć, a ludzkie komórki obumierają. Anna Czerwińska ocenia sytuację, a nie ludzi. Nikogo nie oskarża ani nie gloryfikuje. Przybliża bliską jej rzeczywistość, przybliża wyprawę, która wyjątkowo mocno zapadła jej w pamięć. Pisząc oczyszcza się z ogromu emocji, chce przed zwykłymi ludźmi opuścić pewne zasłony, obalić pewne mity o zdobywaniu szczytów. Jak niektórzy sądzą nie ma tu wiele miejsca na romantyzm. Jest dużo sportu, walki, ryzyka, pokonywania samego siebie, mocowania się z emocjami i czynnikami natury. Ten świat ogromnie pociąga, jest w stanie zauroczyć. Autorka z całym realizmem pokazuje gamę uczuć jaka towarzyszyła jej w tamtym czasie. Nie przesadzę, gdy powiem, że ta książka jest ogromnie osobista. Nie znalazłam w niej słabych punktów. W pełni zasługuje na miano doskonałej, rewelacyjnej, genialnej. Z serca ją polecam i rekomenduję. 


środa, 9 grudnia 2020

Daniel Kocuj "Bike'owa podróż. Z Sydney do Szczecina" cz.1

 


Wydawnictwo Annapurna

data wydania 2020

stron 352

ISBN 978-83-61968-43-6

Żegnaj korporacjo, ahoj przygodo!

Ten rok jest w dziejach ludzkości szczególny i nie sprzyja turystyce oraz podróżowaniu. Tym bardziej w tym okresie doceniam książki, które należą do kręgu literatury podróżniczej i zabierają nas w różne ciekawe miejsca. Ich lektura cieszy mnie tym bardziej, gdy piszą je ludzie umiejący zarazić bakcylem podróżowania, którzy okazują się idealnymi przewodnikami a zarazem gawędziarzami perfekcyjnie relacjonującymi to, co ciekawego dookoła nich. Ostatnio trafiłam na wyjątkowo genialną tego typu lekturę i dziś chciałabym podzielić się moimi wrażeniami z jej odbioru a zarazem zachęcić do jej przeczytania. 


Jej Autor, Daniel Kocuj urodził się w 1985 roku. Pochodzi ze Szczecina. W jego głowie narodziło się pewne podróżnicze marzenie, które udało mu się zrealizować. Przedtem jednak były studia i praca w korporacji. Właśnie tam poznał pewnego Amerykanina, który towarzyszył mu w części podróży. Eskapada rozpoczęła się także w towarzystwie dziewczyny Autora, która jednak dość szybko zrezygnowała z wyzwania. Było ono całkiem spore, dla niektórych szalone, ale i niesamowicie ekscytujące oraz dające ogrom emocji. Daniel Kocuj zamarzył bowiem by przemierzyć drogę z australijskiego Sydney do rodzinnego Szczecina na rowerze. 

To miała być wyprawa życia. Budżet nie był wypasiony, bagażowe sakwy miały ograniczoną pojemność, a początek wyprawy wypełniła praca przy wykańczaniu domów. Potem było naprawdę niesamowicie, spontanicznie, nie zawsze bezpiecznie, często ekstremalnie, wymagająco. Bywały i chwile trudne, ale skoro podejmuje się naprawdę ekstremalne wyzwanie trzeba się z tym liczyć. 
Pierwsza część, którą właśnie skończyłam czytać wiedzie z Australii przez Indonezję, Malezję, Tajlandię, Birmę i Indie. Mnóstwo kilometrów, wiele dni, cudowne widoki, kaprysy pogody, trudy podróży bez zawijania do wygodnych hoteli czy moteli. Niesamowite doświadczenia, długa trasa a na niej spotkani różni ludzie. Ci bardzo mili, wyciągający pomocną dłoń, ale i tacy, którzy mieli mniej przyjazne intencje. Niewiarygodne atrakcje, piękna flora i przeróżna fauna. Hektolitry wylanego potu, szalone przygody, religie czy zwyczaje są niczym migocząca mozaika, która aż razi po oczach swoim bogactwem barw i kolorów. Przed oczami czytelnika niczym w barwnym kalejdoskopie przewijają się obrazy, magiczne miejsca, cuda natury i architektury wykonane ludzką ręką. Świat robi wrażenie, a wobec Autora rodzą się ciepłe uczucia oraz wdzięczność za możliwość towarzyszenia mu i odkrywania tylu ciekawych rzeczy. 

Dzikie zwierzęta, busz, pustynia, pustkowia, egzotyczne rośliny, krater wulkanu, kopalnia diamentów, świątynie, małe wioski i ogromne miasta, a wreszcie przeróżni ludzie to naprawdę robi wrażenie. Książkę czyta się rewelacyjnie. Jej Autor świetnie operuje słowem. Doskonale potrafi odmalować nim na papierze to, czego doświadczył i to, co przeżył. W swojej relacji jest spontaniczny, szczery i autentyczny. Z tego powodu tytuł jest niewiarygodnie porywający i trudno go odłożyć. Zachwyca lekkość, świetny dobór słów, przejrzystość opisów. Nie sposób nie docenić świetnego stylu oraz anegdot i osobistych przemyśleń. Te wszystkie atuty sprawiają, że z pełnym przekonaniem stawiam książce najwyższą ocenę w każdej skali i gorąco, z całego serca ją polecam i rekomenduję. Czekam niecierpliwie na kolejną część. Zapraszam Was z Danielem Kocujem do wspaniałej Azji. 

piątek, 4 grudnia 2020

Laila Shukri "Uciekłam z arabskiego burdelu"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 368

ISBN 978-83-8169-370-7

Za drzwiami świata rozpusty

Świat arabski, świat wyznawców islamu wydaje nam się bardzo tajemniczy, a zarazem dziwny. Oficjalnie prostytucja jest tam zabroniona, zakazana i zagrożona słonymi karami, a pozamałżeńskie stosunki intymne są "haram". Mimo tego na Bliskim Wschodzie funkcjonuje wiele przybytków seksualnych rozkoszy, gdzie mężczyźni mogą korzystać z usług i spełniać swoje najbardziej dziwne czy wyuzdane zachcianki. Dla bogatych szejków niemożliwe nie istnieje, prawo zawsze można odejść. Zwykli obywatele też mogą odnaleźć różne furtki by ominąć surowe zakazy. Okazuje się więc, że pozory w świecie arabskim mają się znakomicie, a seks biznes przynosi krociowe zyski.

Skąd zatem biorą się seksualne pracownice w burdelach? Niektóre kobiety trafiają tam z własnej woli skuszone krociowymi zarobkami i chęcią zakosztowania luksusowego życia. Inne są tam zniewolone i wbrew własnej woli zwabione podstępem. Sprzedane jak towar. Handel kobietami i dziećmi na Bliskim Wschodzie funkcjonuje bardzo prężnie. Jest dochodowy i kryją się za nim prawdziwe dramaty setek istot. Jedną z takich historii opisała w swojej najnowszej książce Laila Shukri. 

Tytuł zawiera dalsze dzieje Julii, którą czytelnicy znają z kart powieści "Byłam kochanką arabskich szejków". Młoda, atrakcyjna Polka niewłaściwie ulokowała swoje uczucia. Jej wybranek, Turek o imieniu Tarek rozkochał ją w sobie, a potem zaprosił na luksusowe wakacje w Dubaju. Po przyjeździe na miejsce bajka się skończyła. Julia trafiła do burdelu i musiała pracować jako dziwka. W trakcie pewnej szalonej zabawy na jachcie szejka poprosiła pewną rodaczkę o pomoc. W jej brudnym i nieszczęśliwym życiu pojawił się Steven, który miał ją wyrwać z szpon gangu. Taka akcja wymagała nie lada odwagi i trudu. Czy miała szansę się udać? Ponoć takiej mafii uciec nie można. Jej macki znajdują swoje ofiary wszędzie. Czy Julia uwolniła się z piekła do którego niezasłużenie trafiła? 

Historia, którą skończyłam czytać tego poranka mrozi krew w żyłach. Czytałam ją przerażona tym, co dzieje się w miejscu, które jednoznacznie kojarzy się z luksusem i niesamowitym bogactwem. Jak się okazuje ma swoją brudną, przerażającą odsłonę, za którą kryją się ludzkie tragedie. Czytałam tę lekturę z wielkim wzruszeniem, przerażeniem w oczach. Byłam zszokowana, otulona atmosferą strachu. Odebrałam treść bardzo osobiście, a lekturze towarzyszyły ogromne emocje. Było ich tak dużo, że musiałam przerywać czytanie, by ochłonąć, zaczerpnąć powietrza, uspokoić się. Autorka opisując konkretną historię porusza ogromne problemy, które niestety funkcjonują na Bliskim Wschodzie. Chodzi o handel ludźmi, małżeństwa na chwilę tzw. letnie, porywanie ludzi od których pobierane są organy do przeszczepów. Niestety, niekiedy obrzydliwie bogaci ludzie szukają nietypowych rozrywek kosztem innych, zwłaszcza kobiet i dzieci. Te, w nielegalnych jaskiniach rozpusty traktowane są jak przedmioty. I o tym bezpośrednio mówi główna bohaterka. Zmuszona do nierządu popada w szpony alkoholu, traci szacunek do siebie, pojawiają się u niej problemy z psychiką. Zachcianki szejków budzą delikatnie mówiąc niesmak i obrzydzenie. Książka wyraźnie pokazuje jak traktowane są często kobiety w krajach arabskich. Mroczne tajemnice Bliskiego Wschodu XXI dzięki książce Laili Shukri budzą grozę, a tytuł niech będzie przestrogą przed pokusami życia w ramionach arabskich szejków. To nie miejsce, gdzie można szukać miłości. Luksus, nawet ten na najwyższym poziomie, też może mieć smak piołunu. 

Lektura bardzo mi się podobała. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autorka odważnie poruszyła tematy o których świat milczy. Niewygodne kwestie niestety schodzą do podziemia. Głosy rozpaczy są tłumione. Nie można zamieść takich spraw pod dywan. Międzynarodowe służby powinni wspólnie działać dla dobra poszkodowanych. 

Podsumowując ważna i odważna książka. Elektryzująca i odkurzająca niewygodną prawdę. Świetnie napisana, pełna wielu informacji. Piękna okładka, dobra treść, ogrom emocji. Na długo zapadnie w moją pamięć. Serdecznie polecam. 

piątek, 27 listopada 2020

Magdalena Kordel "Bo nadal cię kocham"

 



Wydawnictwo Znak 

data premiery 25 listopad 2020

stron 384

ISBN 978-83-240-6104-4

seria Malownicze tom 6


Prawdziwa miłość nigdy nie gaśnie

Grudzień to najwłaściwsza pora by sięgnąć po powieści utrzymane w świątecznym klimacie. Jedną z tegorocznych propozycji z tej półki jest najnowsza powieść Magdaleny Kordel "Bo nadal cię kocham", która jest szóstym tomem serii Malownicze. Mogą po nią sięgnąć miłośnicy tego cyklu znający poprzednie tomy, ale i również osoby, które w tej uroczej górskiej wiosce nigdy jeszcze nie były. Lektura otula nas niczym mięciutki kocyk i opowiada historię, na którą wpływ ma przeszłość jednej z bohaterek. 

Leontyna prowadzi sklepik Kuferek, w którym sprzedaje urocze bibeloty i przedmioty z duszą. Jej spokój burzą tajemnicze listy, które od pewnego czasu systematycznie zaczyna dostarczać jej miejscowy listonosz. Kobieta domyśla się od kogo mogą przychodzić. Nie mając najmniejszej chęci by wracać do smutnej i bolesnej przeszłości postawia je ignorować, nie przyjmować, nie otwierać i nie czytać. Nie chce by to, co było wywróciło jej świat do góry nogami. Ale tu chodzi o  wielką, choć przykurzoną upływem czasu miłość, która wprawdzie wybuchła w niewłaściwym czasie i miejscu, ale którą nic nie jest w stanie uśmiercić. Tymczasem nastaje grudzień, najpiękniejszy miesiąc w roku, zaczyna się zima, świat otula pierzyna z białego puchu. Czy magia świat pomoże dwojgu zakochanym ludziom, których rozdzieliła wojenna zawierucha? Czy wigilijny wieczór, który gasi wszelkie spory pomoże zbliżyć się do siebie tym, którzy kiedyś obdarzyli siebie gorącym uczuciem? 

Z ręku na sercu przyznaję, że bardzo stęskniłam się za Malowniczem i jego mieszkańcami. Tym razem trafiłam do tego miejsca w magicznym czasie, gdy rozpoczyna się zima i idą święta. W lekturze są też momenty, kiedy opuszczamy Malownicze, by poczuć klimat Lwowa, wojennej Warszawy i stolicy teraz. Mamy okazję zobaczyć ją oczami kobiety, która boi się spojrzenia wstecz, ale i wysnuwa bardzo mądre wnioski. Historia Leontyny ogromnie podbiła moje serce. Jest w niej tyle emocji! Losy Zosi i Bronka byłyby takie romantyczne, gdyby nie wojna! Z pewnością stanęliby na ślubnym kobiercu. Jednak los postanowił inaczej. 

Lektura "Bo nadal cię kocham" to był strzał w dziesiątkę. Jej wielkim atutem jest klimat, a właściwie kilka klimatów, które wzajemnie się przenikają. Autorka nie odrywa losów bohaterów od przyrody. Tak, jak jesień przechodzi w zimę, tak serce Leontyny z czasem wraz upływem lat zamarło, zamknęło się w sobie, zasklepiło przed tym, co trudne, bolesne. Starsza pani bojąc się wspomnień otuliła je lodową skorupą z myślą by już nigdy nie wracać do tego, co było. Jednak listy kruszą lód i o ile atmosferę grudnia ocieplają święta o tyle pewne spotkanie sprawia, że wszystko staje się inne. Nie wiem, czy dobrze wyraziłam słowami to jak odebrałam treść powieści, niemniej jednak uważam to za przepiękny motyw i niezwykłe przesłanie. Bo święta i dobrzy ludzie wokół nas są właśnie po to, by kruszyć lody, by poczuć blask i ciepło miłości. 

Lektura dosłownie wbiła mnie w fotel. Uroniłam łzy czytając o czasach wojennych, po raz kolejny zrozumiałam dramat tamtych lat. To cenna lekcja, bo pozwala docenić to, co dane jest ludziom teraz.

 W książce Magdaleny Kordel odkrywamy rodzinne tajemnice i sekrety, otulamy się klimatem świąt i ciepłem ludzkich serc. To sprawia, że czytanie poprawia humor i pozwala uwierzyć, że dobro nigdy się nie zdezaktualizuje i zawsze będzie niezwykłą wartością. Gorąco polecam lekturę tej powieści, jak i całego cyklu osobom lubiącym ciepłe, serdecznie i pogodne klimaty w książkach. Jestem pewna, że przeżywanie wraz z bohaterami ich radości i smutków dostarczy każdemu wielu niesamowitych wrażeń. Polecam tytuł na prezent, który z pewnością przypadnie do gustu dzięki swojej magii, która bez wątpienia w nim drzemie. Odwiedźcie Malownicze i poczujcie magię Bożego Narodzenia.  

poniedziałek, 23 listopada 2020

Agata Komorowska "Czy mogę ci mówić mamo?"

 



Wydawnictwo Edipresse

data premiery 25 listopad 2020 

wersja ebook lub audiobook

ISBN 978-83-8177-528-1


Inna droga macierzyństwa


Rodzicem jest ten, kto wychował, a nie ten, kto tylko urodził lub spłodził. To stwierdzenie jest jak najbardziej właściwe i oddaje całą prawdę o rodzicielstwie. Osoby, które adoptowały dziecko, które włożyły trud w jego wychowanie zasługują na wielkie uznanie i szacunek. Przez społeczeństwo nie zawsze są jednak doceniane. Często posądza je się o chęć zysku, czasem o zaspokojenie swoich marzeń o posiadaniu dziecka za wszelką cenę. To bardzo krzywdzące. Niestety, o adopcji krąży wiele mitów. W obalaniu ich pomagają upublicznione prawdziwe historie procesu i funkcjonowania adopcji w rzeczywistości. Nie wszyscy chcą o tym mówić. Milczeniem zasłaniają się przeważnie Ci, które adoptują małe, niczego nieświadome dziecko. Adopcje nastolatków są już bardzo rzadkie, ale też mają miejsce. Agata Komorowska zdecydowała się właśnie na adopcję nastoletniego chłopca i opisała ją na kartach swojej książki. Tytuł ukazuje się na rynku w nietypowej formie - bo póki co tylko jako audio i ebook. Ja miałam okazję poznania go jeszcze przed premierą i dziś chcę się z Wami podzielić moimi wrażeniami. Dodam, że jestem osobą stojącą obok tego tematu, bo ani nigdy nie planowałam ani nie chcę adoptować dziecka, ale publikacja ogromnie mnie zaciekawiła i otworzyła oczy na właściwe spojrzenie na temat, który ma w sobie wiele z tabu wspólnego. 

Anna Komorowska, gdy poznała Michała miała za sobą rozwód. Samotnie wychowywała troje dzieci. Nastoletniego syna, adopcyjną córkę i drugiego syna, który urodził się z zespołem Downa. Jej życie nie było idealne, ale ona była idealną matką. Taką, która rzeczywiście kochała swoje dzieci wszystkie razem i każde z osobna, która robiła wszystko by zapewnić im to, co w życiu najlepsze bez niewłaściwego rozpieszczania. Uczyła je odpowiedzialności, funkcjonowania w rodzinie, przygotowywała do dorosłości. I nagle w życiu jej rodziny pojawił się nastolatek z domu dziecka, którego ojciec zmarł, a matka nie była mu w stanie zapewnić należytej opieki i wychowania. Pani Agata poznała go na szkolnej wigilii u swojego najstarszego syna. Chłopcy się przyjaźnili. Ich relacja szybko się zacieśniała i przerodziła się w ciepłe, braterskie uczucia. Nastolatkowie coraz więcej czasu spędzali razem. Michał w praktyce stał się już częścią i członkiem ich rodziny. Zapadła decyzja by sprawę Michała zalegalizować w świetle prawa. Zaczęła się walka, składająca się z etapów o pełną adopcję. By słowo mamo nie było na wyrost. 

Czym jest tytuł "Czy mogę ci mówić mamo"?

 Ogromnie wzruszającą książką, literaturą faktu, prawdziwą historią i poradnikiem zilustrowanym realnym przykładem dla tych, którzy chcą zostać rodziną zastępczą i myślą o adopcji dziecka. Zawiera w sobie ogromne pokłady emocji i prawdę o tym, jak funkcjonuje w Polsce system prawa w tym zakresie. Jak w praktyce wygląda zostanie adopcyjnym rodzicem. To tytuł napisany z perspektywy kobiety, która zostaje adopcyjną mamą, ale i relacja samego chłopca, który po wielu bolesnych chwilach i doświadczeniach trafia do raju, który nazywa się normalna rodzina. Taka, której obca patologia, takiej w której panuje miłość, a nie rządzi alkohol czy przemoc. Droga do opuszczenia domu dziecka nie jest prosta. Wiedzie przez zawiłości prawne i gąszcz przepisów. Ale to nie jedyna trudność na ścieżce do normalności. Trudna jest także adaptacja do życia okaleczonego psychicznie i emocjonalnie chłopca, który ma pewne zaległości, pewne braki w normalnym funkcjonowaniu, które obce są dzieciom ze zwykłych rodzin. Bo to pewnie dla wielu trudne do zrozumienia, że nastolatek nie wie co to wizyta w banku, na poczcie itd. Obce mu są normalne życiowe sprawy, bo żył w innym świecie. Michał musi się nauczyć normalności, ale i pozbyć emocjonalnego bagażu, traum jakie nabył w młodości. 

Czytałam i płakałam. Lektura sama wyciskała potoki łez. Żal mi było chłopca skrzywdzonego przez ludzi i los. Podziwiałam kobietę, która okazała się silna i nieugięta w walce o normalne życie dla nastolatka. Łatwo jej nie było. Michał nie był grzecznym dzieckiem. Zresztą w jego wieku prawie każdy młody człowiek przeżywa okres buntu. On miał go w sobie o wiele więcej z powodu doświadczeń jakimi nakarmiło go życie. Rozrabiał i upadał. Przeszłość kładła się cieniem na jego życiu. A Pani Agata nie poddawała się. Uparcie i mozolnie, czasem przez łzy walczyła, dążyła do celu, burzyła kolejne mury, przyjmowała od losu ciosy i wyzwania. Na swojej drodze trafiała na dobrych ludzi, którzy wyciągali pomocną dłoń, ale i na przeszkody z którymi trzeba było sobie poradzić. Kibicowałam jej. Mocno trzymałam kciuki czując jak było trudno. Przeżywałam problemy i radości razem z nią, razem z jej rodziną. Zrozumiałam jak skomplikowanym wyzwaniem jest adopcja, jak wielką siłą sprawczą jest macierzyńska miłość, która dosłownie potrafi góry przenosić. 

To naprawdę wielka książka. Mądra i szczera. Obalająca głupie mity, pokazujące prawdziwe oblicze i smak adopcyjnego macierzyństwa. Czytałam ją wzruszona, przejęta i z ręką na sercu napiszę, że jej treść dotknęła mnie do głębi. Książka jest też pomocą jak radzić sobie w rodzicielskich kryzysach, jak dotrzeć do wrażliwych i skrzywdzonych dzieci. To realna lekcja jak trudne bywa macierzyństwo i zarazem odpowiedź dlaczego warto się tak trudzić i wojować. Obowiązkowa pozycja dla każdego rodzica, gorąco polecam zagłębienie się w nią. 

piątek, 20 listopada 2020

Laila Shukri "Perska kobiecość"

 




Wydawnictwo Prószyński i S-ka 

data wydania 2020

stron 440

ISBN 978-83-8169-287-9

W raju też bywają kłopoty

Od wielu lat jestem miłośniczką powieści związanych ze światem Orientu i utrzymanych w arabskich klimatach. Chętnie zagłębiam się w lektury, które pokazują tamtą rzeczywistość, która na pierwszy rzut oka może wydawać się wielu kobietom idealna, kusząca i przypominająca bajkę.

Laila Shukri to pseudonim Polki, która napisała już kilkanaście książek. Ich tematyka oscyluje wokół Bliskiego Wschodu, a głównymi bohaterkami są kobiety. Cykl „Perska miłość” składa się już z sześciu książek. Najnowszą z nich jest „Perska kobiecość”, która skupia się na losach Joanny. Polki, która poślubiła bogatego biznesmena z Kuwejtu. Wiedzie ona życie w luksusie, jednak nie czuje się szczęśliwa. Jej małżeństwo jest dalekie od ideału, a ona sama po latach żywi wobec męża diametralnie inne uczucia niż w dniu ślubu. Ali ją zawiódł, zdradził i rozczarował. Życie utrudniły także kłopoty z dziećmi, z których najstarsza córka przeżyła piekło, po tym, jak związała się z terrorystą i zwolennikiem ISIS. Joanna podczas wakacyjnego pobytu na Bali poznała mężczyznę, w którym się zakochała bez pamięci. Przerażona ogromem miłości i tym, czego może dokonać jej rozsierdzony małżonek, bez pożegnania opuściła ukochanego. Los i przeznaczenie pozwoliły im jednak na ponowne spotkanie. Czy tym razem Joasia pójdzie za głosem serca i będzie miała odwagę zawalczyć o nową miłość? Jak poradzi sobie po przejściach jej córka Sara? Czy kłopoty w raju wreszcie się skończą?

Kolejna powieść Laili Shukri to wspaniała książka, która sprawiła, że błyskawicznie oderwałam się od rzeczywistości. Zabiera nas do Kuwejtu, Dubaju i na niesamowitą wyspę, jaką jest Bali. Akcja książki nie jest zbyt szybka, ale dzięki temu mamy okazję poznać rozterki kobiety, którą związek, na pozór idealny, rozczarował i okaleczył. Powieść pokazuje smutną i brutalną prawdę. Pieniądze nie są gwarantem uczuciowego szczęścia. Bogactwo tworzy nad związkiem złudną ochronę parasola, który owszem ułatwi życie, ale go nie osłodzi. Joanna wpadła w swoim małżeństwie w pułapki, które okazały się kratami złotej klatki. Czytając, byłam ogromnie ciekawa jak potoczą się jej losy. Kolejne strony przewracałam z zaciekawieniem i z rumieńcami na twarzy. Zakończenie, które jest zdecydowanie najmocniejszym punktem książki, wbiło mnie w fotel. Autorka zastosowała fortel, którego się kompletnie nie spodziewałam. Odkładając książkę na półkę, byłam nieco zła, że na dalszy ciąg przyjdzie mi trochę poczekać.

Powieść czyta się lekko i przyjemnie. Autorka stawia jednak ważne pytanie o to, co jest dla kobiety w życiu najważniejsze. Podsuwa pod rozważanie kwestię, która skupia się na tym, co jest fundamentem szczęścia w każdym związku. Jak się okazuje, cenniejsze niż bogactwo jest jednak uczucie, szacunek, przyjaźń, zrozumienie, wsparcie, które sprawia, że wyrastają skrzydła.
Była to niezwykle udana podróż do egzotycznego raju, pełna realnego życia i problemów, z którymi borykają się kobiety z całego świata. Polecam.


poniedziałek, 16 listopada 2020

Lucyna Olejniczak "Apteka pod Złotym Moździerzem. Obca"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020 
stron 720
ISBN 978-83-8169-297-7

Prequel jakich mało

Prequel kojarzył mi się z twórczością zagranicznych twórców. Nie czytałam do tej pory żadnego prequelu rodzimego pisarza. I nagle jako zagorzała fanka cyklu "Kobiety z ulicy Grodzkiej" przeczytałam, że Pani Lucyna Olejniczak napisała tego typu dzieło i będzie ono składało się z dwóch tomów. Na buzi zagościł uśmiech radości. Nowina, że znów zatopię się w klimat tej serii wprawiła w zachwyt. No i doczekałam się. Jestem po lekturze pierwszego z dwóch tomów, a dodam, że to dość gruba książka, której czytanie to prawdziwa przyjemność i czytelnicza uczta. 

Przenosimy się do Galicji. Polski nie ma na mapie świata. Jest rok 1831. Pod koniec września w małej wsi Bartkowice zapanowała zaraza. Przyniesiona przez wojska rosyjskie z Krymu choroba doprowadziła do izolacji tejże miejscowości. Jej mieszkańcom zabroniono opuszczania tego miejsca, które otoczono kordonem wojsk. Ludzi żyjących do tej pory spokojnie spisano na straty. By ocalić siebie i swoje nienarodzone dziecko jedna z mieszkanek Bartkowic postanowiła przekupić żołnierzy i uciec. Młoda kobieta będąca w ósmym miesiącu ciąży postanowiła posłużyć się mocą gorzałki i udać się do dworu w którym kiedyś służyła. Plan się udał, ale byli chlebodawcy odmówili Agnieszce pomocy. Głodna, zziębnięta i zrozpaczona miała jednak w tarapatach sporo szczęścia i trafiła do podkrakowskiego klasztoru sióstr benedyktynek. Tam znająca się na ziołach i leczeniu nimi kobieta znalazła dach nad głową, wikt i opierunek. Tam przyszło na świat jej dziecko. Córka, która okazała się zgodnie z przepowiednią zielarki osobą nietuzinkową i zdolną. Magda była dzieckiem żywym, odważnym i łaknącym wiedzy. W klasztorze odebrała dobrą edukację. Gdy osiągnęła odpowiedni wiek ksienia postanowiła odesłać ją do Krakowa pod opiekę swojego brata. Magda wyruszyła w nieznane by rozpocząć dorosłe życie. Pierwsze chwile w dużym mieście okazały się nieco trudne, ale sprytna i ciekawa świata dziewczyna szybko zadomowiła się w grodzie Kraka. Tam spotkało ją bardzo wiele przygód. Jeśli jesteście ciekawi jej losów koniecznie sięgnijcie po powieść, która na pewno zrobi na Was ogromne i pozytywne wrażenie oraz z łatwością podbije Wasze serce.

Cóż napisać o lekturze, o której słowo genialna to za mało? Jak właściwie oddać jej wybitny kunszt, klimat i piękno? Od samego początku zapisane przez Autorkę słowa przyjemnie mnie otuliły i zabrały do świata w kolorze sepii, w którym nie ma internetu i telefonów, nie ma na mapie świata Polski, ale żyją w nim dwie nietuzinkowe kobiety, które błyskawicznie skradły moje serce. Do obu poczułam ogromną sympatię i nić porozumienia. Bo owe bohaterki okazały się duszami nieustraszonymi, mężnymi, którym niestraszne spore tarapaty i kłopoty. Miały one w sobie coś zawadiackiego, coś z lwiej natury co pozwoliło im przetrwać i wyjść z podniesioną głową z różnych sytuacji. Zatapiając się w ich życie, ich perypetie, ich koleje losu straciłam poczucie czasu. Zapomniałam, gdzie się znajduję, bo odpłynęłam w tamte czasy. Rozstanie z książką, powrót do rzeczywistości był jednak nieunikniony i bolesny. Osłodził go fakt, że przecież przede mną jeszcze czytanie drugiego tomu, który oby ukazał się jak najszybciej.

Lucyna Olejniczak genialnie odwzorowała słowami odległe czasy. Autorka w swoim umyśle wykreowała wspaniałą historię, którą idealnie przeniosła na papier. Fabuła książki jest przemyślana, pełna zwrotów, a fakty historyczne zwinnie łączą się z tymi, które narodziły się w wyobraźni Pisarki. Efektem jest powieść od której ciężko się oderwać, a która czyta się na jednym wdechu. 
Jej bohaterowie są namacalni, prawdziwi, wywołują emocje, dają się lubić niczym dobrzy znajomi. Błyskotliwe dialogi dodają błysku. Nienużące opisy idealnie obrazują tło w którym rozgrywa się akcja. I tak bardzo łatwo oczami wyobraźni widzimy galicyjską wieś, benedyktyński klasztor czy ulice Starego Miasta w Krakowie, które są jedyne w swoim rodzaju. Tę powieść chłonęłam zachwycona, z rumieńcami i nieobecnym wyrazem na twarzy. Domownicy wiedzieli co za tym idzie, nikt nie śmiał przerwać mi lektury. Przeczytałam ją w dwa popołudnia i wieczory. To były wyjątkowe chwile i emocje. Lekturę polecam tym, którzy znają już cykl Kobiety z ulicy Grodzkiej i tym, którzy o nim jeszcze nie słyszeli. To przednia książka, która zasługuje na wielkie brawa. Otulcie się ciepłym kocykiem, otulcie się aromatem gorącego kakao i dajcie się zabrać do Galicji. Przygotujcie się na wyjątkowe chwile. Zaczytajcie się, zrelaksujcie i posmakujcie fenomenalnej prozy. Gorąco zachęcam. 

piątek, 13 listopada 2020

Robert Ziębiński "Lockdown"

 


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2020
stron 408
ISBN 978-83-6661-187-0

Gdy świat się zatrzymał

Wydawało się, że świat w XXI wieku jest do tego stopnia rozpędzony, że nic i nikt nie jest w stanie go zatrzymać. Nikt nie przypuszczał, że nagle wszystko się zatrzyma i stanie na głowie. Nikt, poza scenarzystami filmów i pisarzami, nie był w stanie wymyślić takiego scenariusza, jaki miał miejsce pod koniec ostatniej zimy. Mały, niewidoczny gołym okiem patogen wywrócił do góry nogami życie milionów ludzi. A cała ta sytuacja dobitnie udowodniła nam, że mimo niesamowitego rozwoju technologii, wciąż jesteśmy słabi. Gdy tylko pandemia się zaczęła, społeczeństwo poznało znaczenie nowego słowa, jakim jest lockdown. Cała ta sytuacja, zgodnie z moimi przewidywaniami poruszyła wyobraźnię wielu pisarzy, którzy chwycili za pióra i osadzili akcję swoich książek w czasie grasowania wirusa z koroną.

Tak właśnie postąpił Robert Ziębiński, który akcję swojej powieści osadził w ciągu trzech pierwszych dni od wybuchu epidemii. Stolica Polski, podobnie jak cały kraj, nagle zostaje całkowicie sparaliżowana. Na ulice wychodzi wojsko i policja, zamierają sklepy, biura, urzędy, instytucje usługowe i szkoły. Pojawiają się pierwsi chorzy, pierwsze ofiary śmiertelne tajemniczego wirusa, który szybko zabija. W tej szalonej rzeczywistości rodem z horroru dochodzi do porwania. Młoda dziewczyna nagle zapada się pod ziemię. Nastolatka jest córką Olgi Maj, która ma na koncie ogromną fortunę i planuje otwarcie największej w Europie galerii handlowej. Porywacze szybko ujawniają swoje żądania. Chcą sporej kwoty pieniędzy, którą posiada kobieta. Jednak podjęcie jej z bankowego konta jest w chwili epidemii niemożliwe. Olga, samotna mama, bardzo kocha swoją jedyną córkę i zrobi wszystko by ją odzyskać. Zawrze pakt z samym diabłem, by jej dziecko było wolne i nie zawaha się przed niczym. Jej wsparciem i bratnią duszą w tym trudnym momencie jest jej prywatny kierowca. Zaczyna się walka z czasem, epidemią i ludźmi, którzy nie mają w sobie żadnych uczuć i stać ich na wszystko...

Powiedzenie o książce „Lockdown”, że to świetny thriller to bardzo adekwatne stwierdzenie. Fabuła przykuwa do powieści od pierwszych zdań i autentycznie zapiera dech w piersiach. Autor dla potrzeb tytułu przerysował epidemiczną rzeczywistość i opisał o wiele bardziej straszny i ponury scenariusz, niż realnie miał miejsce. Panujący w powieści klimat sprawia, że dreszcze emocji są autentyczne i bardzo mocne. W nietypowej sytuacji nic nikomu nie gwarantuje bezpieczeństwa. Nawet fortuna na koncie nie chroni przed podbramkową sytuacją. Główna bohaterka zmuszona jest podjąć śmiertelne ryzyko i zejść do mafijnego podziemia, w którym panują reguły niemające nic wspólnego z moralnością.

Akcja książki toczy się błyskawicznie, jest dynamiczna i chwilami nieprzewidywalna. Zaskakuje czytelnika i ma w swoim zanadrzu wciąż nowe niespodzianki. Główni bohaterowie to bardzo ciekawe postacie. Nikt w tej książce nie jest kryształowy i nieskazitelny. Każda postać jest autentyczna. Każda ma wady i zalety. Autor zasłużył na pochwałę za świetne dialogi, jak i opisy, które wprowadzają nas w świat poza granicą prawa. Zakończenie to po prostu mocna kropka nad przysłowiowym „i”. W tej historii nie wiało nudą, dlatego polecę jej przeczytanie osobom, które lubią książki, w których ciągle coś się dzieje. Reasumując: ciekawy pomysł na fabułę, świetne wykonanie, dobry warsztat literacki, niezapomniany klimat, ogrom emocji. Polecam i zachęcam do lektury.




wtorek, 10 listopada 2020

Zofia Ossowska "Pensjonat samotnych serc"

 


Wydawnictwo Filia
data wydania 2020
stron 384
ISBN 978-83-8195-151-7

Czy można naprawić złamane serce?

Jesień to pora, kiedy szczególnie potrzebujemy ciepła. Zatem przydadzą się ciepłe ubrania, kocyki, gorąca herbatka i kawa oraz rozgrzewające książki. Takie lektury, które otulą nas swoim klimatem, optymizmem, które dodadzą wiary w dobro mieszkające w ludzkich duszach. Z pewnością taką powieścią jest tytuł napisany przez Zofię Ossowską „Pensjonat Samotnych Serc”.

Akcja rozgrywa się na Mazurach. W okolicy jednego z jezior stoi pewien stary dom. Jego gospodynią jest pani Wiesia. Wdowa, która po śmierci męża postanowiła stworzyć niezwykłe miejsce. Jedyne w swoim rodzaju, które ma być niczym „szpital” dla złamanych, zranionych, samotnych serc, które mają tam dojść do siebie. Wyzdrowieć, zapomnieć o doznanych krzywdach, naładować akumulatory i odfrunąć ku szczęściu. Goście mogą liczyć na piękne krajobrazy, cudowną, serdeczną i domową atmosferę, znalezienie pokrewnej duszy i powierniczki w osobie Wiesławy oraz pyszną szarlotkę w dwóch wariantach. Pewnego dnia do tego miejsca trafia Matylda Jaśmin. Młoda kobieta robiąca karierę w korporacji, którą życie do tej pory niestety nie rozpieszczało. Matylda ma za sobą straconą w imię odpowiedzialności pierwszą miłość, po której wplątała się w małżeństwo. Niestety okazało się ono potworną pułapką i toksycznym związkiem. Mąż, który ślubował miłość, uczciwość i wierność okazał się tyranem, alkoholikiem i psychicznym oraz fizycznym dręczycielem. Wojtek zabrał kobiecie radość życia i poczucie własnej wartości. Strapiona codziennością, przybita poronieniami Matylda trafiła pod skrzydła gospodyni, która też wiele przeszła i spotkała jej syna, w którego sercu tkwił bardzo bolesny cierń. Czy w takiej sytuacji możliwe jest jeszcze wyjście na prostą? Zaczęcie wszystkiego od nowa i nabranie wiatru w skrzydła? Czy można naprawić złamane serce? A jeśli tak, to jaka jest na to recepta?

Od wielu lat zaczytuję się w powieściach obyczajowych naszych rodzimych pisarek. Sięgam zarówno po kolejne tytuły ulubionych i znanych autorek, jak i po książki debiutanckie otwierające drogę do literackiej kariery. Mogę powiedzieć z ręką na sercu, że nie pamiętam by jakakolwiek publikacja z tego gatunku literackiego, tak mocno chwyciła mnie za serce, jak najnowsza powieść Zofii Ossowskiej. Od samego początku uznałam, że za sprawą czytania trafiłam do wyjątkowego miejsca i poznałam nietuzinkowych bohaterów. Mężczyznę i kobietę, którzy na własnej skórze odczuli, co to nieszczęśliwa, wyniszczająca miłość. Ich historie są całkowicie odmienne i różne, ale oboje doznają tego samego — bólu i cierpienia. Zostają zranieni, choć nie zawinili. Ich dobre intencje los miał za nic. Po takiej dawce zła oboje muszą powstać z kolan i od nowa ułożyć sobie przyszłość. Czy to jest możliwe?

Autorka przepięknie nakreśliła dwie ciekawe historie, które w lekturze umiejętnie ze sobą splotła i połączyła. Czytając, ma się wrażenie rzeczywistego funkcjonowania w fabule i kontaktu z bohaterami. Do czytania przyciąga klimat książki i jej magia. Ta powieść ma w sobie coś przykuwającego, coś kojącego i pozytywnie nastrajającego. Jej lektura uspokaja, odpręża i bardzo mocno wciąga. Zofia Ossowska nie boi podjąć się trudnych tematów i nie lęka się zmierzyć z pokazaniem brudnych stron miłości. Czyni to bardzo naturalnie, plastycznie i otwarcie.

Lektura „Pensjonatu Samotnych Serc” dostarcza wielu emocji i niezapomnianych wrażeń, a powieść będzie miała swoją kontynuację. To z pewnością ucieszy jej fanów. Zakończenie książki wróży bowiem, że w kolejnym tomie wiele będzie się działo, a postaci czeka podjęcie trudnych decyzji, które zaważą na ich przyszłości. Gorąco polecam lekturę tej powieści, która jest naprawdę genialna i zapada na długo w pamięć.


niedziela, 1 listopada 2020

Jojo Moyes "Dwa dni w Paryżu"

 




Wydawnictwo Znak litera nova 

data wydania 2020

stron 352

ISBN 978-83-240-7033-6


Paryż lekarstwem na wszystko co złe

Po lekturze najnowszej książki Jojo Moyes chce się powiedzieć, że gdy Ci smutno, gdy Ci źle do Paryża udaj się. Bo to takie magiczne miejsce, że wszystko co złe, tam na dobre odmieni się. Tak, Autorka przekonała mnie, że Paryż to takie zaczarowane miejsce, gdzie pech opuszcza, a nasze życie odmienia się na lepsze. A tak naprawdę, to stolica Francji mieni się z kart książki jako naprawdę wyjątkowe i klimatyczne miejsce, gdzie możemy się odprężyć, wyluzować i zmienić. Nabrać pewności siebie, znaleźć nową miłość albo zobaczyć, że ta stara to wcale nie miłość, a jedynie jej atrapa. 

"Dwa dni w Paryżu" to nie powieść, a zbiór jedenastu ciekawych opowiadań. Pierwsze z nich, przedstawione w opisie jest najdłuższe. Kolejne są już krótsze, ale to wcale nie odbiera im uroku. 

Na pierwszy ogień, jeśli zaczniecie czytać te historie po kolei, poznacie Nell. Dziewczynę, która jest wielką romantyczką i ma bardzo bojaźliwą naturę. Każdy krok w przód jest dla niej krokiem milowym. Każde nowe doświadczenie kosztuje ją wiele nerwów i emocji. Pewnego dnia coś w niej się wyłamuje spod utartego schematu i Nell wchodzi do biura podróży. Angielka korzysta z romantycznej weekendowej oferty i rezerwuje bilety oraz hotel dla siebie i swojego chłopaka Pete'a. Niestety, mężczyzna wystawia ją do wiatru i w ostatniej chwili informuje, że nie zjawi się w cudownym mieście. Nell ma ochotę zapaść się pod ziemię, ale dzielnie udaje się do hotelu. Tam okazuje się, że nastąpiła pomyłka w systemie rezerwacji i pewna kobieta zamieszka z nią w tym samym pokoju. Los przygotował jednak dla Nell pewną niespodziankę i przeciął jej drogą z drogą pewnego przystojnego Francuza, który chce być pisarzem i leczy swoje serce po rozstaniu z dziewczyną...

Z tej świetnej lektury płynie wyraziście jeden morał. Czasem warto porzucić rozsądek, czasem warto zapomnieć o rozumie. Czasem trzeba poczuć konieczność życia chwilą i podejmować decyzje w rytm bijącego mocno serca. Jojo Moyes pisze lekko, romantycznie, przyjemnie. Jeśli planujecie relaks z książką to ten tytuł będzie idealny. 

Wyrysowane słowami postacie mają w sobie coś magnetyzującego. Coś, co sprawia, że łatwo się z nimi zaprzyjaźniamy i traktujemy jak starych, dobrych znajomych. Każde z opowiadań jest troszkę inne, ale mają i cechy wspólne. Paryż w nich jest magiczny i wyjątkowy. Urzeka swoim urokiem, ale i podpowiada jak ważnym, cennym i wyjątkowym jest prawdziwe uczucie, jak warto o nie dbać i go szukać. Wobec miłości nie ma utartych schematów, ona zaskakuje, przychodzi skąd chce i kiedy chce. Nie zawsze jesteśmy na nią gotowi, nie zawsze chcemy się jej poddać. Nie możemy jej jednak przegapić, bo to tak, jakbyśmy zgubili cenny skarb. 

Jojo Moyes wspaniale pisze o miłości. Jej pióro ma w sobie jakiś czar i lekkość. Jej warsztat literacki jest genialny i jedyny w swoim rodzaju. Czytając nie można wątpić,  że prawdziwa miłość istnieje i wędruje po świecie godząc swoją strzałą wybranych. Książkę gorąco polecam osobom, które szukają wyciszenia, poprawy nastroju, romantyzmu w literaturze kobiecej. "Dwa dni w Paryżu" mają kojącą moc, są przytulne jak puchaty kocyk i mają smak słodki, ale nie przesłodzony. To dla mnie wielka zaleta, jeśli Autorka pisząca o uczuciu nie przekroczy pewnych granic, nie przedobrzy z lukrem, bo wtedy tytuł staje się mdły i mówiąc kulinarnie niesmaczny. Jojo Moyes jednak takie schematy skutecznie omija i przygotowała dla nas kolejną, naprawdę wartą rekomendacji lekturę. Zajrzyjcie do niej, zajrzyjcie do Paryża, złapcie spokojny oddech w tych niełatwych czasach. Polecam z całego serca. 

czwartek, 29 października 2020

Jolanta Kosowska "Prosto w serce"

 


Wydawnictwo Novae Res 
data wydania 2020
stron 376
ISBN 978-83-8147-992-9

Piękna powieść o miłości

Przeczytałam kolejną książkę Jolanty Kosowskiej. To była prawdziwa czytelnicza uczta. Zapomniałam o tym, co rzeczywiste, odpłynęłam do świata w którym nie zabrakło emocji i niesamowitych przeżyć. Odkryłam prawdę, że czasem bywa tak, że jedna miłość umiera, by zastąpiła ją druga. Inna, lepsza i bardziej prawdziwa. Dałam się całkowicie ponieść tej historii, odebrałam ją bardzo osobiście. Żyłam w świecie bohaterów, których losy pochłonęły mnie. To naprawdę było coś niesamowitego, a lektura okazała się genialna. Co ja piszę?! Genialna to zbyt mało, bo naprawdę trudno znaleźć właściwe słowo by oddać kunszt tej powieści. 

Hania jest młoda i zdolna. Pracowita i zapracowana. Zakochana i szczęśliwa. Przed nią życie, które ma nadzieję przeżyć wspólnie z mężczyzną, którego ma za kilkanaście dni poślubić. Już odebrała suknię ślubną, już wie jak będzie wyglądał jej ślubny bukiet. Już zachłysnęła się miłością i szczęściem. Jest  otulona tym blaskiem, który oświeca przyszłe panny młode. Jeden wieczór, jedno zdarzenie obracają jednak świat i szczęście Hani w gruzy. Podczas przyjęcia dziewczyna nagle mdleje. Trafia do szpitala. Ona i jej narzeczony za zdarzenie winią przepracowanie. Wykonane badania jednak pokazują, że problem może być o wiele poważniejszy niż chwilowa niedyspozycja. Z ust lekarza pada groźna diagnoza. Jest prawdopodobne, że Hanna cierpi na nieuleczalną chorobę, która zabierze jej sprawność ruchową i pozostanie z nią do śmierci. Bartek jest w szoku. Boi się życia z osobą niepełnosprawną i zostawia ukochaną. Hania poddaje się rozpaczy, ale ma wokół siebie prawdziwych przyjaciół, którzy stają za nią murem. Jeden z nich załatwia Hani pracę u swojego przyjaciela, który mieszka w Prowansji. Wyjazd okazuje się początkiem wielkich zmian w życiu niedoszłej panny młodej. Czy uda jej się zapomnieć i znaleźć w życiu nową miłość? 

Jolanta Kosowska napisała przepiękną, chwytającą za serce powieść, która dowodzi, że w życiu warto kochać i warto szukać miłości. Fabuła dowodzi, że nasze życie czasem przypomina bajkę, ale ta bajka może szybko i niespodziewanie się skończyć. Nie jest to jednak powód do załamania. Jedna miłość się kończy, ale nie można utracić nadziei i wiary w to, że niedługo pojawi się druga. Bardziej prawdziwa i trwała. Taka, która przetrwa wszystko i nic jej nie pokona. 
Najnowsza powieść Jolanty Kosowskiej jest niezwykle osobista, wyrazista i przemawiająca. Czyta się ją na jednym wdechu. Opisana historia wywołuje łzy i porusza do głębi. Każda z wykreowanych postaci jest wyrazista i diametralnie inna. Każdą życie na swój sposób egzaminuje i doświadcza. Czytając można szybko ocenić i pogrupować występujące osoby na te dobre i złe. Myślę jednak, że tu chodzi o coś więcej. O pokazanie jak bywamy słabi, jak życie bywa okrutne i jak łatwo można popełnić błąd, który jest nie do naprawienia. 
Autorka napisała przepięknie, a na tło tej historii wybrała niezwykłe miejsce. Urokliwą Prowansję, która ma być odskocznią na złamane serce. Opisy są niezwykle plastyczne, a ja po lekturze jest już w stu procentach przekonana, że kiedyś, gdy świat wróci do normalności powinnam tam pojechać. 
Tytuł ma wiele atutów. Pomysł na fabułę jest genialny, a jego realizacja zasługuje na gromkie brawa. Akcja toczy się nierównomiernie. Po mocnym jak petarda początku tempo nieco stopuje by znów wybuchnąć gorącym, ale jakże świetnym, świeżym i fenomenalnym zakończeniem. Nie ukrywam, że tekst ostatnich stron książki przysłoniły mi łzy, a konkretnie potoki łez. 

Reasumując "Prosto w serce" to wspaniała książka o miłości, to ciekawa propozycja dla kobiet, ale równie dobrze mogą po nią sięgnąć Panowie. Treść tej lektury wciąż we mnie pozostała, wciąż krąży w moim umyśle. Nie jest łatwo przestać myśleć o jej bohaterach, ich decyzjach, ich wyborach. Jeśli lubicie powieści których lektura jest pełna realnego życia, trudnych problemów i spraw, które nie można zamieść pod dywan ta książka jest idealnie dla Was. Jeśli cenicie odważną prozę bez ckliwego spojrzenia na miłość przeczytajcie ją. Jestem pewna, że udzieli się Wam jej klimat, a przesłanie które niesie skłoni do refleksji i zadumy nad sensem bycia z drugą osobą. Gorąco polecam. Odkryjcie mistrzostwo pióra Jolanty Kosowskiej. Gwarantuję, że będziecie zachwyceni. 



niedziela, 25 października 2020

Cezary Borowy "Spowiedź Hana Solo"

 


Wydawnictwo TBR

data wydania 2020

stron 416

ISBN 978-83-9555-15-0-5

Smak turystyki handlowej i wspomnień

Lata 80-te. Najkrócej pisząc szalone czasy zmian. Dziesięciolecie, kiedy ludzie powoli zaczynali wierzyć, że marzenia mogą się spełniać. Po latach marazmu czuli w powietrzu wiatr zmian. Powiew wolności, a co zatem idzie furtki do godniejszego egzystowania, większych możliwości i swobody w wyborze stylu życia. Co wywołało taką sytuację? Pontyfikat Karola Wojtyły, działalność Lecha Wałęsy? To były tylko jednostki, które stały na czele. Tak naprawdę Solidarność tworzyły masy ludzi, i to oni właśnie przyczynili się tak do upadku komuny. Najaktywniejsi byli w tej grupie ludzie młodzi, którzy mieli apetyt na życie i chcieli mieć lepiej niż pokolenie ich rodziców. Do nich zaliczał się i Autor niezwykłej publikacji, który chciał poznać świat i zarobić trochę pieniędzy. Natchnęło go życie i książki przygodowe, które przeczytał jako nastolatek. Pewnego dnia wykupił w funkcjonującym jako monopolista biurze podróży Orbis wycieczkę do Londynu. Wiedział, że to nie będzie krótki wyjazd, a wyrwanie się na dłużej. Zakładał, że kupuje bilet w jedną stronę. Na obczyźnie imał się różnych prac i odkładał każdy grosz. Podążając za intratnym, choć nielegalnym zarobkiem znalazł się w Indiach, nawiązał kontakty i został wciągnięty w przemytniczą siatkę, która zajmowała się przerzutem dóbr materialnych pomiędzy różnymi państwami w Azji. 

Po wielu latach noszący ksywkę postaci z "Gwiezdnych wojen" mężczyzna powrócił do Azji już w celu typowo turystycznym. Minęło trzy dekady. Wiele się zmieniło. Nastał czas na sentymentalną dwustukilometrową podróż i wspomnienia...

"Spowiedź Hana Solo" to bardzo wyjątkowa książka. Jedyna w swoim rodzaju, jakiej do tej pory nigdy nie czytałam. Nie jest to wyłącznie reportaż o szalonych latach 80-tych, nie są to tylko wspomnienia i opowieść o latach młodości, nie jest to również tylko literacka relacja z egzotycznej podróży. Te wszystkie elementy się ze sobą przenikają i uzupełniają tworząc lekturę niesztampową i ogromnie ciekawą dla osób, które interesuje Azja, wspomnienia z czasów upadku komuny w Polsce oraz na świecie i narodziny dzikiego kapitalizmu, którego fundamentem był nielegalny przemyt i handel międzynarodowy na drobną skalę. Tak, to prawda pewnie szokująca dla młodego pokolenia. Były takie czasy, kiedy fortuny rosły na "dzikim polu", kiedy godne pieniądze można było zdobyć szybko i na granicy lub poza granicą prawa. 

Autor pisze ogromnie ciekawie przeplatając na przemian dwie relacje w czasie. Wspomnienia okrasza ciekawostkami, informacjami o specyfice Azji wczoraj i dziś. Kto tego nie przeżył może chwilami niedowierzać. Kto już funkcjonował w tym czasie to przeżyje ogrom wspomnień i odbierze tą treść z łezką w oku. 

Cezary Borowy jest świetnym gawędziarzem i przewodnikiem. Z pasją i oddaniem relacjonuje swoją podróż i odkrywanie świata. Robi to szczerze i spontanicznie. Ma w sobie coś z Indiany Jonesa. Ma odwagę, bo obraca się przez jakiś czas w specyficznym środowisku. W jego przypadku sprawdza się maksyma Polak potrafi. 

Ta książka wywoła w Was apetyt na zrobienie czegoś szalonego, na wybranie się w podróż "za jeden uśmiech". Pokaże też jak emocjonujące może być życie chwilą, w rzeczywistości, w której nie da się planować i snuć co będzie jutro. 

Lektura przypadła mi do gustu. Zachęciła by pomarzyć o wypadzie do Indii i skosztowaniu ich wyjątkowości w każdym aspekcie. Polecam fanom PRL-u i lubiącym nietuzinkowe życie.