środa, 20 listopada 2019

Sejal Badani "Sekret Amishy"



Wydawnictwo Świat Książki 
data wydania 2019
stron 496
ISBN 978-83-8139-266-2

Jeśli chcesz być szczęśliwy, zajrzyj do swojego wnętrza

Życie każdego z nas obfituje w dobre i złe chwile. Los nie bywa zwykle sprawiedliwy i nie daje ich po równo. Czasem przychodzi czas, że brzemię trudności, smutku i kłopotów nas przygniata. Wtedy często czujemy potrzebę ucieczki i zaszycia się gdzieś daleko. Podróż bywa lekarstwem na wiele trosk i pozwala nam spojrzeć na naszą sytuację z dystansu. Zmiana otoczenia wyzwala w nas siły do walki, pomaga w osiągnięciu równowagi i odnalezieniu drogi ku szczęściu.
Główna bohaterka powieści „Sekret Amishy” ma spore powody do zmartwienia i smutku. Nie dość, że traci trzecią z kolei ciążę, to jeszcze jej małżeństwo chyli się ku końcowi. Mimo iż Jaya i Patrick pobrali się z wielkiej miłości, decydują się na rozstanie. Nagle brakuje między nimi nici porozumienia, a bolesne doświadczenia, zamiast ich połączyć, budują między nimi mur. Dziennikarkę pogrąża jeszcze wiadomość, iż jej mąż zaczyna się spotykać z inną kobietą. Mająca indyjskie korzenie bohaterka postanawia wyruszyć w podróż do Azji, a konkretnie do Indii. Chce odwiedzić rodzinne strony swojej matki i zobaczyć się z dziadkiem. Ta wyprawa pozwala jej nie tylko zobaczyć kraj tak inny niż Ameryka, ale i odkryć przeszłość oraz rodzinne tajemnice. Dzięki opowieści wiernego służącego swojej babki Jaya poznaje historię Amishy, która okazała się kobietą kompletnie wykraczającą poza ramy miejsca, tradycji i kultury oraz czasów, w jakich przyszło jej żyć. Ta podróż zmienia wszystko. Potem nic nie jest już takie samo…
Po książkę Sejal Badani sięgnęłam spragniona czarującej historii, która rozgrywa się w orientalnym miejscu. W tytule znalazłam wszystko, czego pragnęłam i szukałam. Książka porwała mnie od samego początku. Straciłam poczucie czasu i całą sobą przeniosłam się do Indii rządzonych przez Brytyjczyków w latach 30. i 40. XX wieku. Wraz z Jayą poznałam historię jej rodziny, a szczególnie dzieje babki, która z pewnością była kobietą nietuzinkową i niezbyt pasującą do czasów, w których przyszło jej żyć. Amisha była osobą inteligentną, dobrą, pełną życzliwości i serca. Miała też swoje sekrety, które położyły się cieniem na jej dzieciach. Chciała żyć inaczej, niż wymagały od niej panujące obyczaje i tradycje. Pragnęła spełnienia i miłości. Miała dar literacki, a pisanie było jej odskocznią od szarej codzienności. Chęć nauki popchnęła ją na ścieżkę, z której nie było odwrotu. Amisha musiała dokonywać wielu wyborów. Jej sylwetka jest bardzo ciekawa i stanowi symbol kobiety niepokornej, gotowej walczyć o swoje szczęście. A to dla jej rówieśniczek pod indyjskim niebem było zakazane. Śledząc jej losy, możemy uświadomić sobie, jak ciężkie było życie kobiet w tamtych czasach i w tamtym kraju. Ciążyły na nich przede wszystkim obowiązki, zadania do wypełnienia i ciężka codzienna praca. System kastowy zaszeregowywał w chwili narodzin. Odkrywając losy babki, Jaya uświadomiła sobie, jak wiele dostała od losu, jak dużo możliwości miała do wyboru.
W tej powieści zakochałam się bardzo szybko. Jej treść wzruszyła mnie i na długo zapadła w pamięć. Jej fabuła przypomina ważną prawdę, że nasz dom jest dokładnie tam, gdzie nasze serce.
Ta lektura ma wiele atutów. Ciekawa fabuła, plastyczne opisy pobudzające wyobraźnię, wgląd w orientalne obyczaje – wszystko to sprawia, że trudno oderwać się od czytania. „Sekret Amishy” to doskonale napisana powieść o kobietach i dla kobiet. Jej treść elektryzuje, emocjonuje i zachwyca. To opowieść o miłości, mocy przyjaźni i o walce o własne marzenia. To tytuł gwarantujący ujrzenie innego świata, w którym kobiety nie znały poważania i szacunku. Nie spotkałam się z wieloma pochwałami i recenzjami tej książki. Szkoda, bo to naprawdę świetna lektura godna polecenia. Myślę, że nikt, kto się w niej zagłębi, nie poczuje rozczarowania.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Zuzanna Śliwa "Tajemnica alei klonowej"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 368
ISBN 978-83-66217-58-4

Najlepszym lekarzem jest wiara i czas

Ludzkie życie to tysiące chwil. Większość z nich to codzienna rutyna, ale są wśród nich i te, które na zawsze zmieniają naszą przyszłość i kładą się na niej trwałym znamieniem. Doświadczyła tego na własnej skórze bohaterka książki Zuzanny Śliwy, Agnieszka. 

W 1944 roku, gdy trwała najokrutniejsza z wszystkich wojen miała zaledwie 16 lat. Była nastolatką, która miała prawo do beztroskiej młodości, ale tą jej i jej pokoleniu zabrała wojna. Dziewczyna musiała szybko dojrzeć wskutek działań zbrojnych, ale jeden kwietniowy dzień wymógł na niej nagłe zdanie egzaminu dojrzałości, która zdała po prostu śpiewająco. 
Będąca łączniczką AK Aga wracała na granicy nocy i dnia do domu. Gdy przechodziła obok torów kolejowych usłyszała dziwny dźwięk i znalazła tajemniczy pakunek. Poduszkę w którą owinięte było ludzkie niemowlę. Dziewczyna szybko się domyśliła, że dziecko musiało zostać wyrzucone z któregoś transportu jadącego do obozu koncentracyjnego. Zapewne jakaś matka decydując się na tak desperacki krok chciała uratować maleństwu życie. Narażając siebie oraz swoją rodzinę Agnieszka zabrała niemowlaka do domu i pokazała dziadkowi. Wraz z proboszczem uknuli misterny plan, który sprawił, że malutka dziewczynka szczęśliwie przeżyła wojnę i wychowała się w kochającej rodzinie. Agnieszka została jej matką, która po kryjomu urodziła nieślubne dziecko partyzanta, który dał na zapowiedzi, ale nie dożył ślubu ani chwili narodzin córki...

Ta mocno chwytająca za serce historia, pełna dramatyzmu nie jest wytworem wyobraźni pisarki, ale zdarzyła się wiele lat temu naprawdę. Zuzanna Śliwa pochodząca podobnie jak ja z Podkarpacia spisała rodzinną tajemnicę, która miała miejsce w czasie wojny. Zrobiła to w sposób niezwykle dojrzały i refleksyjny. Sama lektura nie jest łatwa w odbiorze, ale zachwyca, wyciska łzy i uświadamia jak wielkim bohaterstwem potrafili wykazać się zwykli ludzie w czas gdy zło zawładnęło światem. Na szczęście nieskażonych nim pozostało wiele ludzkich serc. 

Narratorką powieści jest przyjaciółka Agnieszki, która poznaje jej historię po wielu latach od jej początku. My czytelnicy wraz z nią odkrywamy ją krok po kroku. Czytając miałam wrażenie jakbym z atencją, bez pośpiechu oglądała rodzinny album pełen starych fotografii, tych w kolorze sepii i tych czarnobiałych. To było niezwykle osobiste przeżycie, pełne emocji, ale i obrazujące historię jakich w czasie wojny wydarzyło się wiele. Ludzi łączyła wtedy ogromna solidarność, chęć poświęcenia i walki takiej innej niż zbrojna
To była inna niż wszystkie opowieść, taka smutna ale i kojąca. Skłaniająca do refleksji co jest ważne w życiu, przemawiająca prosto do serca, niezwykle osobista. Delektowałam się nią, odkładałam, rozmyślałam nad treścią, po czym wracałam nieśpiesznie do lektury. To książka napisana sercem, z szacunkiem do bohaterów i taka, która długo zostaje w umyśle. 
Styl Autorki bardzo przypadł mi do gustu i świetnie komponuje się z treścią, którą nie sposób przekazać na sucho, zbyt lekko czy pobieżnie. W tej opowieści ważne są nie tylko fakty, ale i to, co grało w duszy jej bohaterom. 
Polecam ten tytuł zwłaszcza wrażliwym osobom, które zachwycają się historiami z wojną w tle i rodzinnymi sekretami. Ambitna pozycja godna rekomendacji. 

niedziela, 17 listopada 2019

Ed i Lorraine Warren "Opętania"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 240
ISBN 978-83-6621-780-5

Ach te duchy!!!

Duchy! Świat nadprzyrodzony. Dalsze życie. Powroty umarłych na ziemię. Wierzyć w nie czy nie? Czy to możliwe by z tamtego świata powracać na ziemski padół? Czy duch, o ile istnieje, może kogoś opętać? Czy egzorcyzmy mają sens? Tak dużo pytań, tak rozległa tematyka. No i ludzkość podzielona na obozy. Zagorzałych zwolenników, niezdecydowanych, którzy podchodzą do tych zagadnień bardzo ostrożnie i sceptycznie oraz tych, którzy śmieją się w głos i mówią, że to wybujała wyobraźnia i wierutne bzdury. Ot tematy na dobry film grozy, na mrożący krew w żyłach thriller.
A ja, do którego ja obozu należę?
Raczej patrzę nieufnie, z ogromną dozą nieśmiałości. No dobra, duchy i może są, ale mają kontakt z wybranymi, a ja raczej do nich nie należę. Nie znaczy to, że ta problematyka mnie nie interesuje, wręcz przeciwnie. Uwielbiam o duchach czytać, oglądać filmy i słuchać o nich opowieści.
Dlatego właśnie sięgnęłam po kolejną książkę Eda i Lorraine Warrenów.

"Nawiedzenia. Historie prawdziwe" czytałam. Byłam zatem ciekawa jakie są "Opętania". To także historie prawdziwe, takie które się wydarzyły i z którymi Warrenowie mieli styczność.
Gdy zabrałam się za lekturę mój umysł pracował na pełnych obrotach. A ja, niewierny w tym temacie, Tomasz biłam się z myślami. No przecież te opisane historie przemawiają do rozumu, może to ja blokuję się na kontakty z innym światem! No właśnie, to była książka dająca mi bardzo wiele do myślenia. Czytałam o historiach bardzo znanych jak o Amityville i takich o których nie miałam pojęcia. Lektura wyraziście mówiła do mnie, wręcz prowokowała. Elektryzowała, budziła grozę, ale równocześnie, nie było takiego napięcia jak w horrorach, jak w filmach grozy. Autorzy, Warrenowie pisali sobie ot tak zwyczajnie. Jakby pisali o zwykłej codzienności, czymś normalnym i bardzo, bardzo oczywistym.
W głowie zaświeciła mi się lampka - ale dlaczego? Odpowiedź przyszła po chwili i dowiodła, że w tej książce są opisane fakty, które miały miejsce. Dla Eda i Lorraine to coś oczywistego, coś z czym stykają się non stop w swojej pracy, w swoim życiu zawodowym. Zatem niepotrzebne jest jakieś sztuczne napięcie, nie jest koniecznie budowanie nastroju. Fakty mają mówić same za siebie.

I właśnie dlatego takim niedowiarkom jak ja lektura tej książki jest pomocna w zrozumieniu trudnych tematów. Na tamten świat i na takie zjawiska trzeba się po prostu otworzyć. Spojrzeć bez uprzedzeń, otwarcie, z taką szczerością właściwą małym dzieciom.
Książka zrobiła na mnie wrażenie i warto było ją poznać. Polecam ją zwłaszcza osobom, które nie szukają taniej sensacji, a spokojnego, a za zarazem mądrego podejścia do poruszonej problematyki.
Duchy są, bywają u nas w gościnie, choć nie każdemu dają się we znaki, nie każdy może odczuć ich obecność. Choć nigdy nie wiadomo co się za chwilę wydarzy...

czwartek, 14 listopada 2019

Mariusz Leszczyński "Bez litości i przebaczenia"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2019
stron 354
ISBN 978-83-8147-63-83-6

Dreszczy nie zabrakło...

Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania drugiej w dorobku Mariusza Leszczyńskiego powieści, która właśnie ukazała się na półkach księgarń. "Bez litości i przebaczenia" to kryminał, który czyta się naprawdę świetnie. 

Otwierając ten tytuł przenosimy się do Nowego Jorku. Miasta, które nie jest spokojne dla pań. Ma tu miejsce seria brutalnych zabójstw kobiet. Policyjne śledztwo prowadzi detektyw Cane, ale zatrzymuje się ono w ślepym zaułku. Mimo starań Rex Cane nie ma pomysłu jak zdemaskować mordercę i dociera do ślepego zaułka. Krokiem milowym w tej sprawie okazuje się … nagłe zniknięcie z domu małego chłopca. Pięcioletni Jon rozpływa się jak kamfora z ulubioną maskotką. Jego ojczym nie ma pojęcia gdzie jest dziecko, które było zamknięte w domu. Sprawę komplikuje jeszcze tajemnicza przesyłka, którą otrzymuje agent Jon Milton. Wszystko wydaje się totalnie zagmatwane i trudne do rozwikłania...

W fabułę powieści wciągnęłam się bardzo szybko. Opisane zdarzenia niekiedy mnie przerażały, zawsze wzbudzały grozę i przerażenie do czego zdolny jest człowiek. Akcja książki toczyła się szybko i dynamicznie. Meandrowała niczym nieujarzmiona górska rzeka. Nie było momentów stagnacji, rozleniwienia, która zwłaszcza kryminałom nie wychodzą na dobre. Nie zabrakło mrożących krew w żyłach scen, które doprowadzały mnie do dreszczy. Treść migotała wieloma barwami, które zlewały się w ostrą, rażącą mieszankę. Dzięki temu lektura czytała się szybko. Czas leciał jak z bata strzelił. 
Autor doskonale przemyślał swoją powieść i dopracował ją w najdrobniejszych szczegółach. Owocem tego jest fakt, że w książce wszystko ze sobą współgra, wszystko do siebie pasuje. Opisane wydarzenia są dość zawiłe i tworzą labirynt po którym kroczymy w towarzystwie ciekawie wykreowanych stróżów prawa. 

Mając ze sobą lekturę ubiegłorocznej powieści Mariusza Leszczyńskiego w pewnym sensie wiedziałam czego spodziewać się po stylu i języku. Zatem nie zaskoczyło mnie, że opisy są przemawiające do wyobraźni, a dialogi zgrabne i proste w odbiorze. 
Postacie książki są ciekawie wykreowane, wydają się prawdziwe i namacalne. Styl jest zróżnicowany, pod tym względem wyraźnie widać, że poszczególne rozdziały różnią się od siebie. Ten fakt odebrałam jak najbardziej na plus. 

Dawno nie czytałam powieści kryminalnej, kiedyś było ich zdecydowanie więc. Mam jednak świadomość, że lektura nudnego kryminału jest niczym katorga, a czytanie takiej książki na siłę może skończyć się niechęcią do książek i kryzysem czytelniczym. 
W przypadku książki Mariusza Leszczyńskiego to jednak absolutnie nie grozi. Śmiało możecie po nią sięgać, gdy jesteście spragnieni dobrej sensacji. Polecam. 

Już wkrótce na blogu rozpocznie się konkurs w którym nagrodą będzie właśnie ta książka. 
Już dziś na niego serdecznie zapraszam. 

wtorek, 12 listopada 2019

Katarzyna Michalak "Uśmiech losu"


Wydawnictwo Znak litera nova
data premiery 13 listopad 2019
stron 296
ISBN 978-83-240-5613-2
Saga Mazurska tom V

Życie składa się z rozstań i oczekiwań na powrót

Droga Czytelniczko! 
Już niedługo święta. Ich klimat jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Tworzą go zapachy, dekoracje, zwyczaje, potrawy i ... książki. Na księgarskim rynku pojawia się wiele pozycji przeznaczonych dla kobiet utrzymanych w klimacie Bożego Narodzenia. W tym roku jest ich wyjątkowo wiele, a ja będę starała się Ciebie przekonać byś sięgnęła po książkę Katarzyny Michalak. Jej twórczość jest mi znana od wielu lat. Przy Jej powieściach płakałam, uśmiechałam się i przeżywałam wielokrotnie wyjątkowe emocje. Pani Katarzyna pisze w sposób niezwykły i przemawiający prosto do serca. 

V już tom wspaniałej Sagi Mazurskiej na pewno Ci się spodoba. To wyjątkowo piękna historia, która rozpoczyna się w ten jedyny dzień w roku. W Wigilię. 
Tego dnia Natalii jest wyjątkowo smutno. Na wieczerzę zaproszeni są goście z dziećmi. A ona właśnie dowiedziała się, że macierzyństwo ze względów medycznych nie jest jej pisane. Duszę młodej, wrażliwej kobiety skuł w swoje okowy porażający ból. Dlatego postanowiła po cichu uciec z domu. Los na jej drodze postawił tego dnia porzuconego, słabego i bezbronnego psa. Piękną, puchatą białą kulę, którą ktoś bez serca porzucił. Natalia postawiła zwierzę ocalić. Wycieńczony piesek okazał się suczką, która lada moment miała się oszczenić i zmienić jak się później okazało życie swojej wybawicielki na lepsze...

Droga Czytelniczko!
Rozsiądź się wygodnie, otul miłym w dotyku ciepłym kocykiem, zapal zapachową świecę, zrób sobie kubek kakao, weź do ręki książkę Katarzyny Michalak i zagość na Mazurach. Od razu mniej świadomość, że przepadniesz dla otaczającej Cię rzeczywistości i nie odłożysz powieści dopóty, dopóki nie przeczytasz ostatniego jej zdania. A fabuła porwie Cię i dzięki niej zagościsz wśród ciekawych postaci z których jedne polubisz bezgranicznie, a drugie doprowadzą Cię do złości i pasji. 
Lektura dostarczy Ci wielu emocji. Będziesz się uśmiechała, ale i z Twoich oczu popłyną łzy. Fabuła okaże się skomplikowana niczym długi i kręty labirynt. Nie zabraknie zaskakujących chwil i nieoczekiwanych zakrętów. Dobro będzie toczyło walkę ze złem, a los nie oszczędzi bohaterom przykrych niespodzianek. To bardzo chwytająca za serce historia, która jest napisana z pomysłem. Pisarka gloryfikuje siłę przyjaźni, która bywa w trudnych sytuacjach bezcennym kołem ratunkowym. Katarzyna Michalak wyraźnie protestuje przeciwko krzywdzeniu słabych, złemu traktowaniu zwierząt i okrucieństwie wobec nich. Pokazuje, że życie nie jest bajką, ale mogą zdarzyć się w nim bajkowe zakończenia za sprawą miłości i dobrych ludzi. W treści tej książki jest nutka magii, ale i dużo wiary w dobroć, która mieszka w ludzkich sercach. 
"Uśmiech losu" to idealna lektura na świąteczny czas i długie zimowy wieczory. To doskonały pomysł na mikołajkowy czy gwiazdkowy prezent. Z serca gorąco polecam i zachęcam do przeczytania. 

czwartek, 7 listopada 2019

Anna Zamojska "Nigdy więcej"


Wydawnictwo Insignis
data wydania 2019
stron 178
ISBN 978-83-6636-016-7


Wilk zamiast owczej skóry czasem przywdziewa sutannę



Kiedy rozpoczynałam czytanie książki „Nigdy więcej”, wiedziałam, że będzie to trudna, bolesna i wstrząsająca lektura. Wydawało mi się, że ten niezbyt gruby tytuł przeczytam w jedno popołudnie. Tak się jednak nie stało i nie liczba stron o tym zadecydowała, ale treść, która powaliła mnie na kolana, doprowadziła do płaczu i narodzin jeszcze mocniejszego buntu wobec krzywdy wyrządzanej dzieciom przez pedofilów. Z pewnością jest to publikacja dla ludzi o mocnych nerwach, którzy są w stanie zagłębić się w literacką spowiedź czternastoletniej dziewczyny, przeżyć razem z nią jej dramat i przejść wyzwalającą drogę od bolesnych doświadczeń ku spokojnej i lepszej przyszłości.
W przypadku Ani wszystko odbyło się książkowo. Jej oprawca nie od razu brutalnie przystąpił do swego dzieła. Najpierw zbudował pewną otoczkę, stworzył klimat idealny dla rozpanoszenia swoich macek. Był postacią poważaną i szanowaną. W niewielkiej miejscowości ceniono go i lubiano. Także w domu Ani, w którym bywał gościem. Katolicka rodzina cieszyła się z odwiedzin proboszcza. Rodzice nastolatki nie podejrzewali, że to preludium do tragedii, która omal nie zniszczyła życia ich córce. A duchowny powoli, bardzo systematycznie przekonywał Anię, że jest wspaniała, wartościowa i wyjątkowa. Wmawiał jej, że zasługuje na to, co najlepsze. Powoli otaczał ją pajęczyną brudu, by od słów przejść do czynów. A wszystko miało być ich osobistą tajemnicą. Z każdym dniem życie dziewczyny stawało się coraz bardziej dramatycznym koszmarem. Jak jej się wydawało, sytuacją bez wyjścia.
Wobec treści tej książki nie można przejść obojętnie. Na każdym bez wyjątku zrobi ona ogromne wrażenie dzięki wstrząsającej i bardzo szczerej relacji. Bez znieczulenia i żadnej taryfy ulgowej przeżywamy trudne chwile z Anią. Jej życie za sprawą jednego człowieka, który okazuje się potworem, zmienia się w piekło. Ania opuszcza się w nauce, zamyka w sobie, traci radość życia i wiarę, w której duchu była wychowywana od dziecka. Wszystkie wartości, jakie jej wpajano, tracą sens. Jej oprawca, mimo jej protestów, krzywdzi ją bez wyrzutów sumienia, w imię swojej chorej obsesji. Podczas czytania non stop ocierałam łzy, cierpiąc wraz nastolatką, która niczym nie zawiniwszy, musiała przejść gehennę. Z oczu kapały łzy, a w kieszeni otwierał się nóż. Nóż za sprawą postępowania osoby, od której – nic dziwnego – wszyscy wymagają nienagannej postawy moralnej, ale i za sprawą tego, że przez wiele lat setki dzieci nie miały jak i gdzie szukać pomocy, a problem był tematem tabu i zamiatano go pod dywan.
Ania na szczęście otrzymała wsparcie i pomocną dłoń. Zdrowienie jej duszy było jednak procesem długotrwałym i bardzo trudnym. Długo bolało, długo krwawiły rany zadane z wyjątkowym okrucieństwem.
Ten tytuł wywołuje masę emocji: złość, bezsilność, współczucie wobec pokrzywdzonej. Uświadamia powagę problemu i jego wpływ na życie młodej osoby, która wiele doświadcza. Trudno opisać wszelkie uczucia, jakie towarzyszą w trakcie czytania i po lekturze „Nigdy więcej”. Ta historia przynosi też nadzieję, że nawet z tak głębokiej otchłani jest wyjście i że każde zło można pokonać, choć nie jest to łatwe. Oby ta opowieść trafiła do wszystkich osób, którym będzie w stanie dodać otuchy i pomoże w trudnej sytuacji.


środa, 6 listopada 2019

Anna Łajkowska "Szepty gwiazd"


Wydawnictwo Dragon
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-8172-097-7

Święta świętami, a życie życiem

W tym roku, jak w poprzednich latach Wydawcy przygotowali w swojej ofercie wiele książek otulonych klimatem świąt Bożego Narodzenia. Większość Autorów kreśli takie książki w sposób słodki, polukrowany, romantyczny, sentymentalny. Happy end jest w większości z nich wręcz gwarantowany, wszystko kończy się dobrze dzięki magii czasu, który ma ponoć wyjątkową moc. 
O ile papier wiele przyjmie, o tyle w życiu różowo zwykle nie jest. I to nie tak, że drażnią mnie te happyendowe powieści, ale miałam odczucie, że potrzebna jest też książka bardziej pełna realności, bardziej bliska otaczającej nas rzeczywistości której fabuła rozgrywa się właśnie w grudniu. 
Taką lekturę napisała Anna Łajkowska, a ja sięgnęłam po nią jako pierwszą z grona świątecznych tytułów. 

Czy się zawiodłam? Absolutnie nie. Choć ostrzegę tych, którzy szukają odstresowania w literaturze. Ta książka demaskuje oczywistą prawdę, że nie zawsze świąteczny czas jest lekiem na całe zło świata. 
Bohaterowie książki są bardzo różni. Ich życie nie jest bajką. Pełno w nim trudnych wyborów, kłopotów, zakrętów. 
Agata i Jacek byli szczęśliwi, tworzyli rodzinę, doczekali się syna, ale przestali się kochać, przestali być dla siebie najważniejsi. Ona wdała się w romans biurowy, on odszedł i poszukał sobie dziewczynę. 
 Joanna stała się dla Jacka nową partnerką. Mimo zauroczenia żonatym mężczyzną nie czuje się szczęśliwa. Matka wytyka jej nieustannie związek z kimś, kto ma żonę. Ona sama nie wie czy odnajdzie się w roli kolejnej kobiety w życiu pisarza. 
Grażyna jest pełnoetatową mamą, ale chce wrócić do pracy zawodowej. Marzy o dalszej karierze naukowej i łączeniu roli naukowca oraz rodzicielki. 
Jagoda i Witek mają zostać rodzicami po raz drugi. Niestety w trakcie ciąży dowiedzieli się, że ich dziecko może urodzić się chore. W nerwach i stresie czekają na poród, który wyznaczony jest właśnie na drugą połowę grudnia. 
Co ten miesiąc tak naprawdę przyniesie? Czy los podaruje im szczęście czy troski przysłonią świąteczny czas? 

Samo życie. Tak najkrócej określiłabym fabułę tej książki. I to mnie bardzo ujęło. W życiu na wieść, że idą święta problemy nie umykają pod dywan ani nie topią się jak śnieg, gdy przychodzi odwilż. Często świąteczny czas jeszcze bardziej je uwidacznia. Bo na co dzień jakoś to wszystko się toczy w pędzie zwyczajnego życia. Ale przychodzi czas gdy wypada spotkać się na uroczystej kolacji, złożyć życzenia z opłatkiem w ręku, popatrzeć w oczy.

Głównym bohaterom "Szeptów gwiazd" nie jest lekko. Każdy z nich jest nieco zagubiony, ma swoje dylematy, swoje wahania i musi sprostać pewnym sprawom, zdecydować w którą stronę w życiu iść. Ich sprawy są bardzo zwyczajne, ich problemy powszechne. A oni sami przypominają normalnych, szarych ludzi, którzy są tacy sami jak my. Każda ze stworzonych przez Annę Łakowską postaci stała mi się bliska. Autorka ukazała je bardzo obiektywnie. Nie łajała nikogo, nie gloryfikowała, nie wynosiła na piedestał, ani nie wieszała na nikim psów. Bohaterowie są z krwi i kości. Mają swoje wady i zalety. Z tego powodu łatwo poczuć do nich sympatię, łatwo się z nimi identyfikować, łatwo stają się bliscy. Autorka uciekła też od schematu czerni i bieli. Nic w tej książce nie jest ani dobre ani złe. Wszystko jest takie, jak w życiu. Niekiedy trudne do oceny, która wymaga upływu czasu i dystansu. Moim zdaniem autentyczność jest największym walorem tej historii, która bardzo szybko mnie zainteresowała. Autorka wykroczyła poza pewne schematy i to wyszło tej książce jak najbardziej na dobre. 

Tę powieść czytało mi się po prostu świetnie. Jest ona refleksyjna, odważnie porusza wiele tematów, daje do myślenia nad sensem wielu ważnych spraw, które decydują o naszym szczęściu. Jeśli nudzą Was książki w typie bajkowym to śmiało możecie sięgnąć po ten tytuł. Tu nie znajdziecie sielanki, a ciekawe ludzkie losy. Warto zatopić się w treści "Szeptów gwiazd". Polecam szczególnie wymagającym czytelnikom. 

wtorek, 5 listopada 2019

Elżbieta Piętak, Dariusz Piętak "Lhotse '89. Ostatnia wyprawa Jerzego Kukuczki"



Wydawnictwo National Geographic
data wydania 2019
stron 272
ISBN 978-83-8053-515-2

To nie tak miało być

Jerzy Kukuczka był pierwszym Polakiem i drugim Europejczykiem, który włożył na swoją głowę Koronę Himalajów i Karakorum. Wprawdzie przegrał wyścig o palmę pierwszeństwa z Reinholdem Messnerem, ale został – podobnie jak on – niekwestionowanym królem ośmiotysięcznych kolosów. Wielu spośród tych, którzy obserwowali te zmagania, zastanawiało się, co dalej z górską karierą mającego beskidzkie korzenie wspinacza, który udowodnił, że jest postacią wybitną. Pojawiały się głosy, że skoro zdobył wszystko, powinien odpuścić. Zwolnić i nie podejmować ryzyka w doborze celów i ścian. Jerzy, zwany przez przyjaciół Kukusiem, pokazał, że nie chodził w najwyższe góry dla statystyk. Czynił to z miłości i wielkiej pasji, a liczby były tylko tłem. Nikt nie przypuszczał, że wyprawa na Lhotse z 1989 roku będzie jego ostatnią podróżą w góry.
W wyprawie, w czasie której miała zostać poskromiona południowa ściana czwartego co do wysokości ośmiotysięcznika, w ataku szczytowym Jerzemu Kukuczce partnerował Ryszard Pawłowski.
Elżbieta Piętak, dziennikarka i producentka telewizyjna, otrzymała propozycję zrealizowania filmu dokumentalnego. Miała zająć się też promocją ekspedycji i pisaniem artykułów. Z tej okazji oczywiście skorzystała, bo przecież komu jak komu, ale „Kukuczce się nie odmawia”. Spod jej pióra wyszedł dziennik wyprawy, który stanowi fundament i główną część książki wydanej jesienią tego roku przez wydawnictwo National Geographic.
„Lhotse ‘89” to książka wyróżniająca się na górskiej półce. Jej autorka nie jest profesjonalną himalaistką, nie jest osobą, która umie zakładać poręczówki, wkręcać w lód śruby i która ma na koncie zdobyte nepalskie czy pakistańskie szczyty. Góry są jej pasją, zna ich specyfikę i interesuje się tematyką wspinaczki. Dlatego też jej relacja jest bardzo dobra i świetnie obrazuje klimat wyprawy, życie w bazie, atmosferę wśród uczestników. Z zapisanych pod szczytem Lhotse słów wyłaniają się ciekawe sylwetki ludzi, na których tle wyróżnia się postać Kukuczki.
Elżbieta Piętak plastycznie opisuje emocje i wrażenia z każdego dnia w górach. A dni te były bardzo różne. Miały smak małych i większych sukcesów, porażek i odczuwania dominujących sił natury. Nastroje też zmieniały się jak pogoda. Wszyscy zgodnie trzymali kciuki i pracowali na sukces, którego niestety nie było. Na jego miejscu pojawiła się tragedia, która wszystkimi wstrząsnęła do głębi. Góry okazały się bezlitosne i nieczułe na doświadczenie. Co zawiodło? Gdzie popełniono błąd? Na szczęście autorka nie pokusiła się o ocenę sytuacji. Nie szukała przyczyn i nie wysnuwała teorii. Swoimi zapiskami pozwoliła odczuć to groźne i zaborcze oblicze gór, które czasem każą płacić wspinaczom chcącym postawić stopę na ich szczytach najwyższą cenę.
Tytuł czyta się wyjątkowo. Bo z jednej strony jest piękno eksploracji, radość z obcowania z naturą i zadowolenie z realizacji marzeń, zaś z drugiej pulsuje świadomość zbliżającego się nieszczęścia i końca życiowej drogi tak wybitnego wspinacza.
W trakcie czytania pojawia się wiele emocji, nasuwa się sporo refleksji o sens zdobywania gór, narażania życia w imię pasji. Ta publikacja to hołd wobec światowej sławy wspinacza, jakim był Kukuczka, i świadectwo dla potomnych o człowieku, który kochał góry do końca.
Książka jest starannie wydana, a tekst uzupełniają liczne fotografie. Obowiązkowa pozycja w biblioteczce każdego, kto pasjonuje się górami i lekturami o nich.

wtorek, 29 października 2019

Magdalena Wolińska-Riedi "Kobieta w Watykanie"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2019
stron 400
ISBN 978-83-2405-900-3

Adres: Watykan



Watykan to najmniejsze państwo świata, które jest monarchią elekcyjną, a którego głową jest Ojciec Święty dzierżący klucze Świętego Piotra. Naturalne wydaje się, że w Watykanie mieszkają kardynałowie, biskupi, księża i osoby konsekrowane. Zakonnice pełniące przeróżną posługę. Ale świeckie kobiety? Okazuje się, że takim adresem szczyci się kilkadziesiąt pań, które w większości są żonami członków Gwardii Szwajcarskiej. Wśród nich są trzy Polki. Jedna z nich o życiu i mieszkaniu na watykańskiej ziemi napisała ciekawą książkę, którą będę starała się wam zarekomendować i namówić do jej przeczytania.
Magdalena Wolińska-Riedi jest znana z ekranu telewizora. Od 2014 roku jest korespondentką Telewizji Polskiej w Watykanie i Rzymie. Jest lingwistką, tłumaczką, dziennikarką i producentką ponad 20 filmów dokumentalnych. Prywatnie jest żoną i mamą dwóch córek. Sąsiadką trzech papieży. Mieszkała 2 lata niedaleko Jana Pawła II, u schyłku jego pontyfikatu. Sąsiadowała z Benedyktem XVI za czasów jego papiestwa i po abdykacji. Mieszkała w pobliżu obecnie dzierżącego tytuł biskupa Rzymu Franciszka. Miała okazję poznać od kulis funkcjonowanie państwa, które jest inne niż wszystkie pozostałe na świecie.

Konsekwencją powyższych faktów jest niezwykła książka, która zabierze nas do świata znanego nielicznym.Tytuł bardzo ciekawie ujmuje specyfikę Watykanu. Z jednej strony to wyjątkowy teren dla katolików, siedziba papieża, niezwykle ciekawe turystycznie miejsce, nadzwyczajny punkt na mapie pielgrzymów z całego świata, a z drugiej to małe terytorium, które dla nielicznych jest ojczyzną, w której się mieszka i pracuje, spaceruje, robi zakupy, odpoczywa, wychowuje dzieci i spotyka z sąsiadami. Idąc po bułki, można zobaczyć papieża i jego gości i być świadkiem niecodziennych zdarzeń. Watykan urzeka pod wieloma względami. Tradycją, świętością, historią, architekturą. W godzinach nocnych i wieczornych jest enklawą ciszy i spokoju, co tak bardzo różni go od Rzymu, który wiecznie tętni życiem i nie zasypia.

Życie u boku papieża ma swoje plusy i minusy, choć tych ostatnich jest bardzo, bardzo mało. Mając status rezydenta Watykanu, można odczuć zdecydowanie co innego, niż mieszkając w Rzymie. Autorka o prawie dwudziestu latach za Spiżową Bramą pisze ciekawie i z pasją. Łatwo wyczuć, że był to dla niej czas wyjątkowy i szczególny. Za murami Watykanu bowiem dotyka się rzeczywistości bardziej duchowej, gdzie tradycja znaczy o wiele więcej niż w świeckim świecie. Jednak i tam, za sprawą kolejnych następców Świętego Piotra, zachodzą pewne – czasem radykalne – zmiany. Pani Magdalena porównuje trzy ostatnie pontyfikaty. Pokazuje, co ulega metamorfozie i reformom. Wskazuje, że każdy z papieży to inny człowiek, inna osobowość, inny charakter. I choć łączy ich ta sama wiara i te same idee, to swoją misję realizowali w sposób dość odmienny.

Z książki dowiemy się wiele ciekawostek o wychowaniu dzieci w Watykanie, o pozycji kobiet w tym państwie, o panującym systemie prawnym i watykańskich bramach. Poznamy też letnią rezydencję papieską i dowiemy się, jak za Spiżową Bramą robi się zakupy, jak żyje się w państwie kościelnym, które jest inne od świeckiego.

Książkę pochłonęłam z ciekawością. Cudownie było mieć tak wspaniałą przewodniczkę, która – oprócz przedstawienia teorii, faktów historycznych i statystyk – swoją relację urozmaiciła własnymi przeżyciami. Książka jest napisana w sposób przejrzysty, lekki i nie ma w niej sztucznego patosu. Czyta się ją dobrze i bez trudności. Nie bądźcie zdziwieni, gdy po jej lekturze zapragniecie spędzić urlop, zwiedzając tę enklawę położoną na terytorium Włoch.


sobota, 26 października 2019

Joanna Jax "Białe róże z Petersburga"


Wydawnictwo Videograf
data wydania 2019
stron 464
ISBN 978-83-7835-735-3

Tylko śmierć zmienia wszystko raz na zawsze



Joanna Jax to pisarka, w której twórczości jestem zakochana na zabój i na zawsze. Spod jej pióra wychodzą wybitne i fenomenalne książki z historią w tle. Sięgając po jej kolejne powieści, doskonale wiem, czego się spodziewać. Mam gwarancję, że będzie to literatura najwyższych lotów, która bezgranicznie zachwyci i na pewno nie rozczaruje. Rozpoczynając czytanie, pochłaniając pierwszą stronę, przepadam dla otaczającego mnie świata i nic nie jest mnie w stanie wyrwać z lektury. Ten schemat sprawdził się po raz kolejny, gdy zagłębiłam się w „Białe róże z Petersburga”.
Tym razem z autorką „Milczenia aniołów” przenosimy się do początku XX wieku i carskiej Rosji u schyłku panowania dynastii Romanowów. W Petersburgu, w dwóch różnych światach, żyją kobieta i mężczyzna. On nazywa się Aleksander Oboleński i pochodzi z bogatej, arystokratycznej rodziny. Jego dzieciństwo i młodość upłynęły w szczęściu i dostatku pod okiem kochających rodziców i starszej siostry. Ona zna smak biedy. Elena Woronina jest córką lekarza, który zamiast zapewnić byt swoim dzieciom i żonie, oddaje się we władanie wódce. Pije na umór i znęca się nad rodziną. Do mieszkania Woroninów wprowadza się bieda. By utrzymać dzieci i siebie, matka Leny podejmuje pracę jako kwiaciarka. Po śmierci kobiety Lena opuszcza ojca i musi zaopiekować się bratem. Na swej drodze spotyka anioła, który ratuje życie rannego Miszy. Jest nim właśnie Aleksander. Między Oboleńskim a Woroniną rodzi się uczucie, o którym można powiedzieć tylko jedno. To wielka, prawdziwa miłość.
„Białe róże z Petersburga” to poruszająca, mocno chwytająca za serce opowieść o miłości, która przetrwa wszystko i pokona każdą przeszkodę. Niestraszna jej wojna, rewolucja czy mezalians. Przyszło jej się narodzić w trudnym momencie. Wielokrotnie los rzucał zakochanej parze pod nogi ogromne przeszkody. Lenie i Aleksandrowi nieraz przyszło walczyć o swoje szczęście i wspólną przyszłość. Ta walka wydawała się niekiedy bezsensowna i zbyt ciężka. Czytając o perypetiach tej pary, wielokrotnie uroniłam łzy. Na kartach książki chwile szczęścia przeplatały się z godzinami smutku, żałoby i rozpaczy.
Najnowszą powieść Joanny Jax od pierwszej strony czytało mi się fenomenalnie. Chłonęłam ją z wielką przyjemnością aż po ostatnie zdanie, a autorka do końca świetnie budowała napięcie. Ta powieść tętni oceanem emocji. Jest wybitnie napisana, przemyślana i dopracowana. Jej fabuła niesie przesłanie, że póki trwa życie, póki bije serce, wszystko jest możliwe. Dopiero śmierć zmienia wszystko nieodwracalnie i na zawsze. Póki jej nie ma, nieustannie i bezwzględnie trzeba walczyć o uczucie i spełnienie marzeń.
Postaci, które poznałam na kartach tego tytułu, są doskonale wykreowane. Jedne z nich momentalnie obdarzyłam sympatią, jak Lenę, wobec innych (Iwana czy Anny) miałam mieszane uczucia. Powieść ma bardzo wiele atutów. Jest porywająca i tak bardzo wyjątkowa, że trudno o niej zapomnieć po skończeniu lektury. Myśli mimowolnie wracają do jej treści i opisanych zdarzeń. To pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika zniewalających historii obyczajowych z bogatym tłem historycznym. Gorąco rekomenduję ją na długie jesienne i zimowe wieczory. To tytuł na miarę takiego dzieła, jak „Anna Karenina”.


czwartek, 24 października 2019

Patrycja Strzałkowska "Niemoralne decyzje"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2019
stron 400
ISBN 978-83-8103-524-8

Ta powieść to emocjonalna petarda!

To już czwarta książka w dorobku Patrycji Strzałkowskiej. Czytając dwie wydane wcześniej powieści miałam pewne wyobrażenie czego spodziewać się po kolejnej lekturze pióra tej Autorki. A jednak, to było mocne i spore zaskoczenie. Bo ta powieść to prawdziwa emocjonalna petarda. Tu nie ma zbyt wiele postaci, tu nie ma zbyt wielu poplątanych wątków i mocno rozbudowanej fabuły. Tu jest za to jedna konkretna bohaterka. Młoda kobieta o której zdecydowanie nie można powiedzieć, że to grzeczna dziewczynka. Ba, to kobieta z piekła rodem, która ma mocny charakter i niejedno oblicze. 

Gdy się urodziła rodzice nadali jej imię Teresa. Dorastała w dostatku, miała wszystko co chciała, ale … jej dzieciństwo nie było szczęśliwe, a dom nie był ciepły. Matka zdradzała ojca, a córka żyła niczym roślinka w dzikim ogrodzie. Zdana sama na siebie. Emocjonalnie zaniedbana. Gdy dorosła wybrała studia i mieszkanie we Wrocławiu. Luksusowe locum i brak trosk finansowych Leila miała za coś oczywistego. Zmiana imienia miała być wstępem do życia po swojemu. I tak żyła. Bawiła się, brała życie lekko, czerpała z niego pełnymi garściami. W jej życiu było miejsce na szaleństwo, zabawę i decyzje, które nie zawsze były moralne. Ale przyszedł czas gdy Leila zamarzyła o normalnym związku na długą metę opartym nie tylko na szalonym seksie i pożądaniu. Zamarzyła o prawdziwym uczuciu, oświadczynach, ślubie i byciu dla kogoś jedyną mieszkanką jego serca. W jej życiu, a konkretniej gabinecie pojawił się idealny mężczyzna, która pasował do roli narzeczonego i męża. Czy było jak w bajce? Szczęśliwie, słodko i dozgonnie? Czy przeszłość nie stanęła Bartkowi i jego wybrance na drodze do szczęścia? Czy zabiły kościelne dzwony? 
Koniecznie weźcie książkę do ręki, bo takiego romansu i erotyku jeszcze nie czytaliście!!!

Tytuł okazał się bardzo wciągający. Od samego początku ta historia czytała się wręcz sama. Mając czytelniczego nosa czułam, że będzie zaskakująco i mrocznie, tajemniczo …. Było o wiele bardziej. A zakończenie wręcz wbiło mnie w fotel. Miałam pewne wyobrażenie jak ta powieść się skończy, ale się myliłam. Autorka inaczej niż przypuszczałam poprowadziła akcję i rozdała karty. 
Oprócz zakończenia atutem książki jest postać Leili. Kobiety, która jest niczym kameleon. Jej postać przyciąga niczym magnes. Leila jest nieobliczalna, ma nieprzewidywalny charakter, ma wiele masek, która zakłada i ściąga. 
Dobrze napisane są sceny erotyczne. Sama lektura to nie typowa książka lekka i łatwa. Bo treść ma w sobie pewien przekaz. Z jednej strony jest pokazana toksyczna relacja między mężczyzną i kobietą, z drugiej mroczny charakter, który stać na wszystko. 
Tytuł robi wrażenie, nie jest tuzinkowy, nie jest dublem i nie jest podobny do innych książek Patrycji Strzałkowskiej. Polecam lekturę zwłaszcza tym, którzy lubią nieprzewidywalne fabuły i czarne charaktery bohaterów. Czytając miałam wrażenie, że siedzę w literackim rollercosterze. To była mocna jazda bez trzymanki. 

poniedziałek, 21 października 2019

Ewa Formella "Dziewczy z Ogrodu Rozkoszy"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-66217-59-1

Powieść, która obala pewne mity

Ewa Formella mocno mnie zaskoczyła swoją najnowszą książką. Na jej bohaterki wybrała kobiety, które zajmują się specyficzną profesją. Mówią o niej, że to najstarszy zawód na świecie. Ludzie dziwnie, niekiedy z oburzeniem i zgorszeniem patrzą na panie się nim parające. Pada grad złych, niekiedy wulgarnych słów, wyzwiska, itd. Ewa Formella podeszła do tematyki i kobiet pracujących w luksusowym domu rozkoszy w sposób niezwykle zwyczajny, normalny. Jak do osób, które nie zajmują się niczym wyjątkowym czy budzącym zgorszenie. 

Ogród Rozkoszy to miejsce dla posiadaczy pokaźnych portfeli. Tu wszystko jest luksusowe, zmysłowe, eleganckie. Każda z pracujących tu piękności nosi pseudonim będący nazwą kwiatu. Jednym z nich jest Lawenda, której historię poznajemy na kartach powieści. Właścicielką pensjonatu zaś jest dojrzała kobieta zwana Magnolią. 
Losy tych dwóch bohaterek są osią fabuły, której akcja rozgrywa się na przestrzeni pięćdziesięciu lat w Trójmieście. 
Autorka pokazuje życie dwóch kobiet, które z jednej strony nie mają trosk finansowych, stać je na życie w luksusie, drogie kosmetyki, modne ubrania i piękną biżuterię, a z drugiej nie różnią się od milionów pań na całym świecie. Mają więc te same marzenia. Chcą być kochane, chcą mieć kogoś bliskiego, na kogo będą mogły zawsze liczyć. Niestety, muszą żyć w samotności, której nie osładza bogactwo. Dotyka ich krytyka i pogarda, raniące spojrzenia i ostracyzm. Gdy je bliżej poznamy okazuje się, że … No właśnie, tu pozwolę zamilczeć byście z jeszcze większą ciekawością zajrzeli do książki, która z pewnością Was zaskoczy. Opowie ciekawą historię pełną blasków i cieni, pełną prawdziwego życia, chwil szczęścia i smutku, dramatów i radości. 

Z pewnością jest to powieść bardzo tajemnicza, która kryje w sobie wiele niespodzianek. Nie ominie Was wiele zawirowań i z pewnością doznacie zaskoczenia. Treść niesie w sobie ogromny jak na książkę obyczajową poziom emocji. I  co jest dla mnie wielkim atutem możecie oceniać w trakcie czytania bohaterki, ale w miarę im bardziej będziecie je poznawać tym Wasza ocena może się zmieniać. Bo nic tak nie myli jak pozory.

Autorka bardzo ciekawie podeszła do dość trudnego tematu. Napisała w sposób nieszablonowy. Odrzuciła morze mitów odnośnie prostytucji i płatnej miłości. Udowodniła, że każdy zasługuje na kolejną szansę, że błędy popełnione mogą być wybaczone. Nigdy nie jest za późno na zgodę, na naprawę najtrudniejszych relacji. Okładka książki jest bardzo romantyczna. Treść nie jest absolutnie sielankowa i słodka. 
Polecam Wam tej tytuł który zdecydowanie wyróżnia się oryginalnością na obyczajowej półce pióra polskich pisarek. Życzę pasjonującej lektury i wielu ekscytujących chwil z tą książką. 

wtorek, 15 października 2019

Agata Suchocka "Jesienny motyl"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019 
stron  304
ISBN 978-83-66217-57-7

Powieść mocniejsza niż spirytus

Jak się czujesz? To pytanie od miesiąca w związku z moim wypadkiem komunikacyjnym słyszę bardzo często. Fizycznie dochodzę do siebie i zdrowieję. Psychicznie od wczoraj jestem emocjonalnie poturbowana. Czuję się niczym pranie, które przeszło przez wyżymaczkę, które zostało odwirowane przez godzinę na najwyższych obrotach. A wszystko za sprawą książki, którą przeczytałam, o której zdecydowanie nigdy nie zapomnę, bo takich lektur się nie zapomina. Bynajmniej taki wrażliwiec jak ja nie potrafi. 
Biorąc do ręki tytuł wydany nakładem Wydawnictwa Replika nie spodziewałam się, że znajdę w tej książce aż tyle. Tak dużo treści, tak dużo emocji, które dosłownie mnie zasypały. Czytając bałam się oddychać, skupiłam się tylko i wyłącznie na treści. Telefon zadzwonił, herbata wystygła, za oknem zaszło słońce. Dla mnie liczyło się tylko jedno. Do bólu chciałam by bohaterom było ze sobą po drodze, by się ułożyło, by był happy end. Chciałam tego tak, jakbym chciała tego dla siebie. Fabuła zaangażowała mnie jak rzadko kiedy. A dreszcze towarzyszyły do samego końca. A potem były łzy. Morze łez.

Literatura obyczajowa, proza dla kobiet to półka z której od kilku dobrych lat czytam najwięcej. Wydawało mi się, że w tym gatunku już mnie nic nie zaskoczy. A zaskoczyło i to bardzo. Zaskoczyło wszystko. Bo "Jesienny motyl" to nie jest książka jakich wiele, to nie jest tytuł podobny do innych. Książkę skończyłam czytać wczoraj późnym wieczorem. Jest szósta rano, a ja już muszę się z Wami podzielić tym, co mi w duszy i sercu drzemie po lekturze. Musicie być na moim miejscu, musicie tę pozycję przeczytać. Naprawdę warto. A dlaczego? 

Bo to książka, która opowiada wyjątkową historię. To nie jest opowiastka o miłości, o mezaliansie, o tym, że uczucie przekracza wszelkie bariery i granice. To powieść o szukaniu miłości. I nie tej słodkiej i sentymentalnej, takiej którą kończy ślub, a wieńczą dzieci. Tym razem spotykamy dwoje mocno okaleczonych przez życie bohaterów, którzy pochodzą z dwóch różnych światów. Każde z nich dostało od życia solidnie w kość. Nie było w tym ich winy. Było po prostu mocno pod górę i mnóstwo kłód pod nogami, a takie sytuacje wręcz sprzyjają popełnianiu błędów.

 Lidia osiągnęła zawodowy sukces choć cel nie został osiągnięty bezbłędnie. Okupiła go ciężką pracą, wyrzeczeniami i rozpychaniem się łokciami. Była bezwzględna, zdolna i pracowita. Szła po trupach do celu, byle dalej od biedy. Udało się jej, niestety w życiu uczuciowym poniosła same porażki. Sama w duchu marzyła o byciu z kimś, bolał ją popełniony błąd w młodości. 
Olgierd zdolny romantyk został wyrzucony ze studiów i wylądował na ulicy. Moralnie upadł najniżej jak się da. Sprzedawał swoje ciało by mieć na podłe jedzenie. 
Ich drogi skrzyżowały się pewnego dnia. I to spotkanie stało się początkiem czegoś nowego w ich życiu. I zmieniło je, a na świat pozwoliło popatrzeć z innej strony. Chcecie dowiedzieć się czy byli razem i odkryć ich sekrety? Zapraszam do lektury...

Książka to prawdziwe arcydzieło w swoim gatunku. Pełne życia, które bajką rzadko kiedy bywa. Które kopie i bije, często nie ma litości i nie jest sprawiedliwe. Nie jest, bo ma sprawiedliwość w nosie. I daje prezenty jak chce, a czasem wcale. Kobieta po przejściach i mężczyzna bez przyszłości... Co może ich łączyć, gdy wszystko ich dzieli? Gdy żyją w dwóch różnych rzeczywistościach a są tak samo nieszczęśliwi? 
W tej powieści wszystko jest realne i namacalne, nie ma tabu, nie ma miejsca na wstyd, na niedopowiedzenia. Rządzi brutalna rzeczywistość, która nie wybacza błędów. Autorka fenomenalnie nakreśliła swoich bohaterów, poplątała ich losy, oddała ich uczucia. 
"Jesienny motyl" to książka nieprzewidywalna, niesztampowa, jedyna w treści, mająca bardzo wiele walorów i plusów. Mogłabym pisać o niej wiele dobrego. Ale myślę, że zamiast czytać moje słowa zagłębcie się w tej powieści. Gwarantuję, że nie będziecie rozczarowani. Chylę czoła przez Autorką za geniusz, pomysł i sposób napisania książki. Dziękuje z całego serca za te emocje. Po prostu perła wśród książek dla kobiet i nie tylko. 

Moja ocena 11/10. 
(czasem trzeba zapomnieć o regułach matematyki, by oddać odczucia po lekturze)

sobota, 12 października 2019

Roma Ligocka "Jeden dobry dzień"


Wydawnictwo Literackie
data premiery 30 październik 2019
stron 188
ISBN 978-83-0806-944-8

Książka na miarę Nobla

W mojej duszy panuje cisza, spokój, nostalgia, skupienie, zaduma. Tak najkrócej mogę Wam opisać mój stan wewnętrzny po lekturze najnowszej książki Romy Ligockiej, której prapremiera będzie miała miejsce na krakowskich Targach Książki. Dzięki współpracy z Wydawnictwem Literackim już mogłam się zanurzyć w jej treści. To było coś więcej niż dobra, ba doskonała lektura. To było coś metafizycznego, coś jedynego w swoim rodzaju. Coś, co sprawiło, że Autorka "Znajomej z lustra" stała mi się bardzo bliska. Bliska niczym genetyczny bliźniak. Drzwi do tej relacji otworzyła szczerość z jaką napisany jest "Jeden dobry dzień". To proza wyjątkowa, ale dla mnie to jednak nic dziwnego. Bo Roma Ligocka to dla mnie wybitna literacka marka, która gwarantuje spotkanie z literaturą najwyższych lotów. Czytając bardzo wiele, czułam, że ta pozycja wywrze na mnie mocne piętno. Tak się stało. Zapisane słowa wręcz "wytatuowały" moją duszę do żywego. Myślę, że wpływ miały na to w pewnym sensie też okoliczności w jakich przyszło mi czytać książkę. 

Większość ludzi gdy przeżywa trudne chwile sięga po lektury relaksujące, lekkie, łatwe i przyjemne. Ja niestety nie. Mnie wtedy smakują książki bolesne, trudne, tragiczne, smutne. Taka już jestem. Po wypadku komunikacyjnym dane mi było zagłębić się w treść pełną żałoby i boleści. Smutnej prawdy o kruchości ludzkiego życia, pożegnaniu na zawsze, odchodzeniu i przemijaniu. To właśnie ona stanowi oś, trzon, kręgosłup tytułu. Jest w niej też coś więcej. Ale to właśnie choroba i towarzyszenie w chorowaniu jest tym, co najważniejsze. 

Roma Ligocka towarzyszy przez rok bliskiemu mężczyźnie w bólu, walce, szpitalnej rzeczywistości i godzeniu się z tym, że nadzieja umiera wraz z nim. To trudne 12 miesięcy, to cierniowa droga pełna bólu fizycznego i psychicznego. Wiek 55 lat to przecież nie czas by odchodzić. To dopiero preludium do życiowej dojrzałości, przednówek jesieni życia, która przecież może trwać wiele, wiele cennych, dobrych i owocnych lat. Ktoś jednak zdecydował, że to rak wygra i zbierze żniwo. 
Autorka pisze niezwykle osobiście, emocjonalnie i szczerze. Roma Ligocka odsłania swoją duszę bez najmniejszego woalu. Wręcz spowiada się czytelnikom z niełatwych przeżyć, gorzkich chwil, którego mocno zabolały.
 "Jeden dobry dzień" to też książka o radzeniu sobie z bólem po stracie, z pustką która wydaje się być bez dna. Po tej lekturze nie sposób nie docenić życia, jego najmniejszych elementów. Dni, chwil, które trzeba, koniecznie trzeba przeżyć jak najlepiej, jak najbardziej intensywnie. Ta lektura daje pewnego rodzaju receptę, ale i nadzieję. 
Gdyby przyszło mi ocenić tę pozycję nasuwa się jedno konkretne słowo. Wybitna. Wybitna w każdym calu. Wybitna pod względem stylu, treści, przesłania jakie w sobie niesie, języka. Nie jest to proza łatwa, z pewnością ambitna, refleksyjna, ale i nie bezbrzeżnie smutna. 
To książka do przeczytania, ale i przeżycia, przemyślenia. Gorąco ją polecam. 
Moja ocena 9/10.

poniedziałek, 7 października 2019

I znów nie będę!

Nie jestem zadowolona. Bo moje plany trafił szlag. Chciałam i chcę, ale nie wyjdzie. Nie uda się niestety. Nie będę tam gdzie chciałam. Liczyłam, że w tym roku uda mi się być na targach. I tych w Krakowie i tych w Rzeszowie. No ale nie. Gdyby tylko ręka była złamana to myślę, że dałabym radę. Niestety, po 10 dniach od wypadku okazało się, że mam złamaną nogę. Tak, to nie żart. Tak pracuje szpital w moim mieście.

Mam ortezę, ale na takie eskapady, gdzie nogi bolałby nawet zdrowego się nie wypuszczę.
Ktoś powie ciesz się, że żyjesz. Cieszę się, to nie tak, że nie, ale smutno mi trochę. I co tu robić?
Ano mam pewien patent. Tylko się nie śmiejcie. Tulę się do psów i książek. Niestety mąż już w pracy.

Ten rok dla mojej rodziny jest trudny zdrowotnie. Niech się już ta zła passa skończy. Czas najwyższy. To zmykam do wyrka i z książką w ręku wybieram się do Watykanu. Bo książki niwelują wszelkie granice niemożliwego.

Wojciech Scelina, Maciej Kozłowski, Kazimierz Nóżka



Wydawnictwo Znak
data  wydania 2019
stron 382
ISBN 978-83-2405-719-1

Zabieszczaduj razem z leśnikami

Bieszczady, tak jak Tatry, od wielu lat są bardzo modne. Co roku odwiedza je coraz liczniejsza rzesza turystów. Koniunktura sprawiła, że znacznie rozrosła się baza turystyczna, zwiększyła się liczba miejsc noclegowych i polepszył się ich standard. Bieszczady ponoć są najpiękniejsze jesienią, gdy przyroda nie oszczędza na kolorach i maluje krajobraz nadzwyczaj barwnie. Ci, którzy zakochali się w tej krainie na zabój i dozgonnie (tak, w tej grupie jestem i ja), są zdania, że tam zawsze warto pojechać. O Bieszczadach krąży wiele mitów i legend. Ich walorami są piękne widoki, góry, dzika natura, historia i burzliwa przeszłość. Czy warto pojechać tam na urlop? Oczywiście, że tak. A co warto się przed podróżą dowiedzieć, by uniknąć rozczarowania? Tu pomocna będzie książka autorstwa dwóch leśników: Kazimierza Nóżki i Wojciecha Sceliny, spisana piórem Macieja Kozłowskiego – kulturoznawcy, pisarza i historyka, która na mnie zrobiła ogromne wrażenie i szalenie mi się spodobała.
Bieszczady, w których zagościmy z autorami publikacji, są inne niż te pokazywane przez foldery turystyczne. Są bardziej dzikie, prawdziwsze i nieobliczalne. Ta kraina ma bowiem wiele tajemnic i sekretów, które odkryć można, jedynie mając tak wspaniałych przewodników, jak leśnicy prowadzący profil Nadleśnictwa Baligród. Z nimi zobaczymy i dostrzeżemy więcej, niż gdybyśmy zwiedzali sami. Bieszczady to lasy i dzikie zakątki, to połoniny i mnóstwo okazów fauny oraz flory. To specyficzne miejsce do życia i wypoczynku. Tu cywilizacja wkraczała zdecydowanie wolniej, tu po drugiej wojnie światowej tysiące osób wyludniono. Tu nawet dziś żyje się inaczej niż gdzie indziej. Tu nadal wiele do powiedzenia ma pogoda, przyroda i siły natury. O tym wszystkim opowiadają autorzy, których Bieszczady urzekły.
Książka zdradza tajniki pracy leśnika, która w tym rejonie ma swoją specyfikę. Tytuł zabiera nas na wycieczkę po lesie – z lektury możemy dowiedzieć się wiele o sposobie gospodarowania i zarządzania lasem oraz drzewostanem. Miłośnicy zwierzaków z wypiekami na twarzy przeczytają o spotkaniach oko w oko z niedźwiedziami czy wilkami. Ciekawi życia wśród głuszy z pewnością mają okazję sprawdzenia, jak naprawdę mieszka się w leśniczówce. Nie jest to tak romantyczne, jak przedstawiają filmowe telenowele, ale ma swój wielki urok. Autorzy opowiadają również o swoim dzieciństwie i drodze do leśnej profesji.
Książka to prawdziwa skarbnica wiedzy o Bieszczadach, a jej autorzy to wielcy ambasadorzy tego uroczego zakątka Polski. Publikację czyta się naprawdę przyjemnie, a jej treść doskonale wyczerpuje poruszane tematy oraz oddaje klimat opisywanych miejsc i czasów. Jej atutem jest ciekawa kompozycja oraz przejrzystość. Lektura zainteresuje zarówno tych, którzy nigdy nie zwiedzali krainy biesów i czadów, jak i tych, którzy czują się tam jak u siebie w domu. Plusem książki jest język i użyte słownictwo – w pełni zrozumiałe dla przeciętnego zjadacza chleba, gdyż leśnicy umiejętnie wyjaśniają wiele fachowych terminów. Książka jest niczym wybitnie kolorowa mozaika. Mieni się tysiącem obrazów, lśni setkami informacji, oszałamia ilością poruszonych zagadnień związanych z tymi terenami. Dokładnie takie właśnie są Bieszczady.
To niezwykła publikacja, inna niż morze tytułów wydanych w celu poznania bieszczadzkiej krainy. Nie ma w niej sztuczności, nie jest też napisana patetycznym językiem, nie przypomina podrasowanego graficznie zdjęcia. Gorąco polecam lekturę tym, którzy jeszcze nie zaznali smaku bezkresnych buczynowych lasów, połonin, dzikości i zarazem poczucia wolności na bieszczadzkiej ziemi. Nie wszyscy ją pokochają, niektórym po przeczytaniu wyda się zbyt surowa i pierwotna. Zanim jednak wyjedziecie w Bieszczady, warto poświęcić książce czas i mieć świadomość, że nawet w XXI wieku są jeszcze tak dziewicze miejsca.

sobota, 5 października 2019

Co u mnie słychać!

Siemanko Kochani.

Zdrowieję sobie powoli w towarzystwie oczywiście książek. Na szczęście głowa po wypadku i wstrząśnieniu mózgu pracuje ok. Czytam, leczę się książkoterapią. Przygotowałam na wyjątkowo piękną książkę okładkową rekomendację. 

Staram się jak mogę brać jak najmniej środków przeciwbólowych. No i dodam, choć oczywiście nikomu nie życzę złamań i urazów, że ortezy to wynalazki na miarę Nobla. Owszem kosztują dość sporo, macie nawet szansę na częściową refundację NFZ, ale do gipsu to się nie umywa. Gips miałam na ręce 10 dni i to była katorga. A tak w ogóle to złamanie nogi wykryto u mnie dopiero na kontroli po 10 dniach od wypadku. To tak na marginesie. 

W każdym razie cierpię i boleję, że nie mam mojego telefonu i Instagram milczy. Mój Samsung jest w stolicy w serwisie. W wypadku popękał wyświetlacz. Tylko popękał. I wziął na siebie siłę uderzenia dzięki czemu mając go w kieszeni na brzuchu osłonił go. Nie mogę się doczekać kiedy do mnie wróci. A tak na marginesie to gwarancja takich napraw nie obejmuje. Nawet ta przedłużona ochrona. Musicie specjalnie ubezpieczać telefon. W sklepie sprzedawca może Wam mówić co innego, ale prawda bywa kosztowna. Jak u mnie. 

By nie marudzić bo za oknem i tak pada jest jak jest i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Nudzi mi się trochę w łóżku bo takie leżenie to nie dla mnie, która jak rasowy włóczykij łaziła po 20 km dziennie, ale czasem w życiu trzeba zwolnić. Zatrzymać się i poleczyć. Odespać mało wyspane lato. Zjeść na spokojnie obiad i czytać. 

Nie taka miała być ta jesień, ale czasem życie rozdaje swoje karty. 
Pozdrowienia