poniedziałek, 27 marca 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"




Wydawnictwo Replika
data wydania 2017
stron 368
ISBN 978-83-7674-572-5

Bałkany, miłość i wojna

Większość książek o miłości dyktuje wyobraźnia pisarza a zapisane na ich kartach zdarzenia to literacka fikcja. W przypadku tytułu Joanny Stovrag jest inaczej. Tę historię napisało samo życie, ona wydarzyła się naprawdę i nadal trwa. Bo taka miłość zdarza się nie tylko w romansach, taka miłość splata czasem ludzkie losy aż po grób. 

Dawno temu, gdzieś pod koniec XX wieku pewna młoda dziewczyna, która studiowała slawistykę na UJ otrzymała propozycję wyjazdu na stypendium do Sarajewa. Chwilę się namyślała czy tam pojechać, niepewna radziła się bliskich. Pewnego dnia wyruszyła na Bałkany. Nie miała zielonego pojęcia, że jedzie nie tylko podszkolić umiejętności językowe. Nie wiedziała, że tam spotka Miłość swego życia. Nie miała wiedzy, że los pcha ją niczym wiatr żagle w ramiona Tego Jedynego. 
Joanna w Sarajewie poznała Seja w którym zakochała się bez pamięci z wzajemnością. Młodzi poznali się i zaczęli planować wspólną przyszłość. Ale on został by zdać egzamin, a ona odjechała do rodzinnego kraju. Miał ją odwiedzić w wakacje, ale... wybuchła wojna. Rozgorzały bratobójcze walki. Nie tylko przyjazd do Polski stał się niemożliwy. Ustała komunikacja telefoniczna, przestała działać poczta. Mimo to dwa zakochane serca nadal biły jednym rytmem oddalone od siebie o tysiące kilometrów i strzały snajperów. 
Chcecie poznać tę historię? Zapraszam do lektury książki która jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Prawdziwa, wzruszająca i bardzo chwytająca za serce, zwłaszcza to wrażliwe. 

Autorka pokazuje na kartach swojej książki dwa wątki - rodzące się piękne, trwałe i prawdziwe uczucie oraz wybuchający konflikt zbrojny, który rodzi się z nienawiści i zła, a który powoduje, że brat staje przeciw bratu a przyjaciel podnosi rękę na kompana. Miłość jest jednak w stanie pokonać wszystko. Tak, to książka, która to udowadnia. To także lektura, która rodzi w czytelniku zainteresowanie pięknem Bałkanów oraz samego Sarajewa. Czytając ją często sięgałam do różnych źródeł w sieci by posłuchać muzycznego folkloru tego regionu, by spojrzeć na fotografie opisywanych miejsc. Patrzyłam również na mapy, szukałam filmów na YT, a wszystko po to by jeszcze bardziej przeżyć tę publikację, która jest niezwykle osobista i szczera. Książka niesie w sobie przesłanie by szanować pokój, by być tolerancyjnym wobec innych osób, by nigdy nie wyrzucić z duszy dobra i nie zastąpić go złymi emocjami, myślami i gestami. Tytuł ten można odebrać w różnych aspektach - jedni skupią się na wątku miłosnym, inni bardziej będą zainteresowani sferą społeczno-polityczną. Dodam jedno: jakby nie patrzeć na tę książkę ona jest bardzo dobra, mądra i dojrzała. Zawiera w sobie prawdę, autentyczną relację i ogrom emocji. To jej moim zdaniem największe atuty. Jest dopracowana, napisana z uczuciem i starannością. Poznajcie jej wnętrze, to będą wspaniałe chwile z książką w ręku. Literatura przez duże L, emocje z siłą oceanu, miłość na miarę "Love story". Gorąco polecam.

środa, 22 marca 2017

Deborah Ellis "Podróż Parvany"


Wydawnictwo Mamania
data wydania 2017
stron 168
ISBN 978-83-65087-93-5

Niebezpieczna wędrówka

"Podróż Parvany to druga część cyklu Żywiciel. Napisała go kanadyjska pisarka i działaczka na rzecz pokoju Deborah Ellis, a jej książki zostały przetłumaczone na 25 języków.
W drugim tomie serii poznajemy dalsze losy Parvany, afgańskiej dziewczynki, której rodzina rozdzieliła się w wojennej zawierusze. Na szczęście powrócił z więzienia ojciec, którego znienacka uwięzili talibowie. Wrócił on jednak z niewoli jeszcze bardziej chory i zmęczony. Mimo to wyruszył w podróż z córką, która okazała się jednak wysiłkiem ponad jego siły. Śmierć zabrała Parvanie ukochanego rodzica i pozostawiła na pastwę losu wśród obcych ludzi. Dziewczynka przebrana za chłopca pochowała tatę i samotnie ruszyła dalej w drogę by odszukać mamę i rodzeństwo. 
Samotna podróż była bardzo trudnym doświadczeniem. W drodze nasza bohaterka spotkała inne osierocone przez wojnę dzieci. Zdane tylko na siebie i los, który wcale nie był szczęśliwy.  I tak Parvana poznała samotne niemowlę przy zmarłej matce, okaleczonego przez minę chłopca i dziewczynkę z chorą babcią oczekującą bezskutecznie na matkę. 
Czy udało im się znaleźć bezpieczne schronienie i pomoc? Czy ktoś wyciągnął do nich pomocną dłoń? 
 
Znów zachęcam do lektury książki, która mocno zapada w pamięć i wręcz zmusza do refleksji na sensem jakiejkolwiek wojny. Po jej lekturze jasne jest, że każdy konflikt zbrojny to samo zło, które kaleczy zwłaszcza tych najsłabszych - dzieci i ludzi w podeszłym wieku. Głód, choroby, oznaki lęku i strachu to widoczne wojenne rany, które nie wiadomo czy się kiedykolwiek zabliźnią. 
Parvana mimo całego zła świetnie radzi sobie w trudnej rzeczywistości. Okazuje się dzielna i dojrzała ponad wiek. Budzi sympatię i współczucie. Wojna nie zabija dobra w jej sercu, nie odziera jej z człowieczeństwa. Książka to wiele obrazów, to wiele niewypowiedzianych życzeń o spełnienie jakże banalnych marzeń. To manifest by nikt nie zapominał jak wiele krzywdy można wyrządzić przez pragnienie władzy. Podobnie jak tom pierwszy druga część cyklu jest wyjątkową i dojrzałą propozycją dla czytelników, którzy mają okazję poznać prawdę o afgańskim piekle i pomóc poszkodowanym, gdyż dochody ze sprzedaży zasilają konto ofiar osób zamieszkujących niespokojne terytoria. Książka bardzo mi się spodobała, mocno chwyciła za serce i jeszcze mocniej uwrażliwiła na krzywdę ofiar wojen. Gorąco polecam !

poniedziałek, 20 marca 2017

Arden Moore "Czego chcą psy. Ilustrowana encyklopedia mowy ciała psów"


Wydawnictwo Galaktyka
data wydania 2017
stron 192
ISBN 978-83-7579-558-5
poradnik

Poznaj psią mowę i zrozum swojego psa

„Wy nie wiecie, a ja wiem wiem jak rozmawiać trzeba z psem, bo poznałem język psi...” - tak mówią słowa piosenki dla dzieci. To prawda, nasze psy do nas mówią. Robią to codziennie w swoim języku. Tylko my ich często nie rozumiemy i nie mamy pojęcia o ich sposobach komunikacji. Psy nie nauczą się ludzkiej mowy, więc nam ich opiekunom nie pozostaje nic innego jak zrozumieć język naszych pupili. Nie jest to zbyt trudne – wystarczy odrobina czasu, dobre chęci i profesjonalny przewodnik zdradzający psie sekrety. Moim zdaniem takim poradnikiem jest książka „Czego chcą psy” wydana nakładem Wydawnictwa Galaktyka. Napisała ją kobieta będąca konsultantem behawioralnym i mająca olbrzymią wiedzę w poruszanej w publikacji materii.

Psie „słowa” wyrażane są postawą ciała, zachowaniem, dźwiękami. Dla nas zwyczajne merdanie ogonem, szczekanie czy przyjęta przez zwierzaka postawa kryje w sobie wiele informacji, pokazuje w jakim stanie i nastroju jest nasz pupil. Właściwie zrozumienie tego pozwoli nam zacieśnić naszą relację z psem, zrozumieć go i być dla niego jeszcze lepszym opiekunem.

Ilustrowana encyklopedia mowy ciała psów jest przepięknie wydana pod względem graficznym, wizualnym i doskonała pod względem merytorycznym. Zawarte w niej informacje są przejrzyście pokazane według dobrze pomyślanego schematu dzięki czemu treść jest łatwa w odbiorze. Olbrzymim plusem jest przejrzystość dzięki czemu prosto poruszać się po tytule i szybko można wyrywkowo trafić na poszukiwane instrukcje. Publikacja wyjaśnia aż 100 psich postaw i zachowań. Każde pokazane jest według tego samego układu. Autorka opisuje daną kwestię, wymienia rasy u których najczęściej można ją zaobserwować, następnie w sposób prosty, wyczerpujący i przystępny opisuje o co chodzi naszemu psu. W odrębnej kolumnie wyjaśnia jak mamy zareagować oraz dodaje uwagi weterynaryjne jeśli zachowanie wymaga kontaktu z lekarzem. Przy końcu tytułu Pani Moore wymienia typy behawioralne czworonogów i je krótko aczkolwiek bardzo wnikliwie charakteryzuje. Całość opatrzona jest mnóstwem uroczych zdjęć psów różnych ras i w różnym wieku.

Nie jestem kynologicznym laikiem, mam wieloletnie doświadczenie z psami i całkiem niezłą wiedzę. I z tego punktu widzenia oceniam publikację Galaktyki. Twierdzę, że jest ona rewelacyjna. Konkretna, dokładna i wyczerpująca. Doskonała dla tych, którzy już nieco psy rozumieją i dla osób, które posiadają pierwszego psa i dopiero uczą się psiego świata. Tym ostatnim tę książkę najbardziej polecam i rekomenduję. Zawarte w niej wiadomości są bezcenne, a ich poznanie z pewnością pozwoli na łatwiejsze życie z pupilem i oszczędzi stresowych sytuacji obu stronom. Ten tytuł można też polecić tym, którzy wahają się jaką rasę wybrać. Nie można tego zrobić tylko po wyglądzie. Książka pozwoli poznać konkretne cechy poszczególnych ras, ale i zweryfikuje czy naprawdę chcemy mieć pupila i czy jesteśmy choć troszkę na to przygotowani.
Lekturze autorstwa Arden Moore stawiam najwyższą notę. Nie znajduję w niej żadnych wad, słabych stron i pomyłek. Ta książka pokaże Wam, że odkrywanie psiego świata, że poznawanie mowy psiaków to naprawdę fascynująca przygoda i niepowtarzalna przyjemność.


piątek, 17 marca 2017

Agnieszka Walczak- Chojecka "Nie czas na zapomnienie"





Wydawnictwo Filia
data wydania 2017
stron 300
ISBN 978-83-8075-200-9
saga obyczajowa z historią w tle
Saga Bałkańska tom II

Nadzieja umiera ostatnia


„Nie czas na zapomnienie” to drugi tom sagi pióra Agnieszki Walczak-Chojeckiej, której akcja rozgrywa się w pierwszej połowie lat 90. XX wieku na Bałkanach i w Polsce. O ile w naszym kraju następują zmiany na lepsze po transformacji polityczno-społecznej, o tyle na Bałkanach wrze bratobójcza wojna. Leje się krew, giną niewinni ludzie, jest niespokojnie i trudno tam żyć. Nic dziwnego, że dwójka głównych bohaterów chce się wydostać z oblężonego Sarajewa. Los jednak nie jest dla nich łaskawy i rozdziela zakochaną w sobie parę. Po Draganie ginie wszelki ślad, a Jasminie nie udaje się uwolnić ojca. Dziewczyna ucieka z sarajewskiego piekła. Wyrusza w niepewną drogę poprzez Mostar, Dubrownik i Hvar. Jasmina dowiaduje się także, że jej życie zmieni się diametralnie bez względu na wszystko, ponieważ pojawi się w nim ktoś nowy, kogo pokocha nad życie. Czy uda jej się odnaleźć z narzeczonym? Czy odnajdzie ona szczęście i spokój w Polsce? Czy daleko od domu uwije swoje gniazdo? Czy dotrą do niej jakieś wieści o losie Dragana? Odpowiedzi na te pytania zawarte są w powieści, która z pewnością mocno chwyci Was za serce i dostarczy niezapomnianych emocji oraz wzruszeń.

Od samego początku do ostatniego słowa powieść czyta się z ogromną atencją, a lekturze towarzyszą łzy. Nie sposób bowiem ich nie ronić, gdy czyta się o wojennej zawierusze, w której brat podnosi rękę na brata, a ojciec mierzy bronią do syna. Konflikt zbrojny przyczynia się do rozdzielenia pary głównych bohaterów, którym nie dane jest iść przez życie ręka w rękę. Jasmina musi tułać się z miejsca w miejsce, musi radzić sobie z natłokiem różnych niepotwierdzonych wiadomości o losie ukochanego. Musi mieć nadzieję, że serce Dragana nadal bije, musi wziąć się w garść, bo tego wymaga od niej sytuacja. Tym, co trzyma ją przy życiu jest miłość – silna i prawdziwa, która nie pozwala jej się poddać i zatopić w bezdennym smutku. Dziewczyna miota się między nadzieją a rozpaczą. Znajduje w sobie jednak odrobinę siły do walki i tym zaskarbia sobie szacunek czytelnika.
Powieść Agnieszki Walczak-Chojeckiej to także książka o Polsce z lat tuż po obaleniu komunizmu. Autorce doskonale udało się oddać klimat tamtych czasów, który idealnie daje się porównać do wiosny. Do pory roku, w której wszystko się odradza, gdy tchnie nadzieja, gdy czuć apetyt na nowe, gdy wszystko zmienia się na lepsze.

Nie wyobrażam sobie przeczytania tej książki na raty. Pochłonęłam ją w jedno popołudnie i wieczór. W trakcie czytania zegar stanął dla mnie w miejscu, a ja wszystkimi zmysłami znalazłam się w czytanym tytule. Przed oczami przesuwały mi się zniszczone ruiny i przepiękne krajobrazy. Czułam zapach prochu, krwi i nadziei na lepsze jutro. Do ostatniego rozdziału nie miałam pojęcia jak zakończy się fabuła. Czytałam i drżałam, dopingowałam i mocno życzyłam happy endu. Oceniając powieść napiszę krótko – to znakomita saga, która godna jest miana wielkiego hitu. Ta książka żyje, ta książka uzmysławia jak bardzo destruktywnie wpływa na człowieka wojna oraz lęk o życie swoje i najbliższych. Autorce nie sposób odmówić pochwał za stworzenie wspaniałego tytułu, który docenią nie tylko wielbiciele sag i obyczaju. To lektura o mocy zła i sile nadziei, która pozwala uwierzyć w siebie i ludzi gotowych podać pomocną dłoń w nawet najbardziej dramatycznej chwili. Z serca polecam i zachęcam do poznania losów Jasminy i Dragana.

wtorek, 14 marca 2017

Deborah Ellis "Żywiciel"

Wydawnictwo Mamania
data wydania 2016
stron 144
ISBN 978-83-65087-81-2
Trylogia Żywiciel tom I

Ukradzione dzieciństwo

Każde dziecko przychodzące na świat powinno być otoczone miłością i mieć prawo do szczęśliwego dzieciństwa. Do wzrastania i poznawania świata w pokoju wśród bliskich. Do zabaw i lat beztroski. Wiele dzieci, które rodzą się w różnych częściach kuli ziemskiej musi żyć jednak w całkiem innej rzeczywistości. W biedzie, strachu, lęku o każdą chwilę. Wielu dzieciom okrutny los zabiera rodziców, dach nad głową i możliwość edukacji. Tak właśnie jest w Afganistanie  - państwie z bogatą historią i kulturą w którym od lat jest niespokojnie, a kolejne pokolenia pozbawione są normalności. Najpierw przez konflikt ze Związkiem Radzieckim, a potem przez Talibów. Są pokolenia, które nie wiedzą co to pokój, co to szczęście, co to zwyczajna codzienność. Do takich osób należy pewna sympatyczna dziewczynka którą poznajemy w książce napisanej przez kanadyjską pisarkę i działaczkę na rzecz pokoju. Lektura rozpoczyna trzyczęściowy cykl "Żywiciel", a dochody z jej sprzedaży zasilają fundusze przeznaczone na pomoc ludności zamieszkującej terytoria objęte kryzysem. Serię przetłumaczono na 25 języków.

Parvana kiedyś mogła żyć jak inne dzieci, ale jej światem zawojowali talibowie i zabrali normalność. Jej ojcu pracę i zdrowie, jej rodzeństwu normalne dzieciństwo, jej matce i siostrze możliwość swobodnego poruszania się po mieście. Wszystko stanęło na głowie i zmieniło się na gorsze. Dziewczynka musi prowadzić ojca z chorą, niesprawną nogą na plac, gdzie ten zajmuje się czytaniem i pisaniem listów oraz różnych pism, a także wyprzedażą rodzinnego majątku, który ocalał by mieć co włożyć do garnka. Dziecku jest trudno spędzać cały dzień nieruchomo na kocu, ale taka jest okrutna rzeczywistość, która pewnego dnia staje się jeszcze gorsza. Talibowie aresztują głowę rodziny. Jej obowiązki musi przejąć córka. Córka, która musi zacząć udawać że jest chłopcem. Inaczej policzyliby się z nią potworni fanatycy, którzy nakazali całkowite zakrywanie ciała kobiet i zabronili im wychodzić na ulice bez męskiej obstawy. Parvana podejmuje się tego wyzwania przejęta lękiem i strachem. Ale nie ma wyjścia. Inaczej jej rodzina zginie z głodu...

To naprawdę wyjątkowo przemawiająca i wstrząsająca opowieść, która uzmysławia piekło afgańskich kobiet i dzieci. Główna bohaterka wydaje się być przedstawicielką wielu tamtejszych dziewczynek, które zostają bezwzględnie okradzione z dzieciństwa, a którym w zamian zostaje nałożone na barki potężne brzemię. Cierpią choć są w pełni niewinne. Nikt się ich nie pyta o potrzeby, one muszą w jednym momencie dorosnąć, zmężnieć i znaleźć siły. Muszą zapomnieć o beztrosce i walczyć o każdy dzień, o każde jutro. Wszystko przez religijnych fanatyków, którzy swoją wiarę rozumieją w wyjątkowo specyficzny i brutalny sposób. Naród afgański cierpi, żyje w nieludzkich warunkach. Nie ma możliwości spokojnie budować swoją przyszłość i cieszyć się życiem. Zewsząd grozi niebezpieczeństwo, wszędzie mieszka lęk. Jak destrukcyjnie wpływa to na duszę głównej bohaterki widać na każdej karcie książki.

Niedługą, ale niezwykle treściwą lekturę czyta się ze względu na jej mocno poruszającą treść nie tylko wzrokiem, ale i sercem. Nie sposób nie płakać poznając losy głównej bohaterki, które autorka spisuje prostym językiem i w sposób łatwo odbieralny. Myślę, że nikt nie będzie w stanie szybko zapomnieć o tym tytule, a wszyscy, którzy go przeczytają sięgną po kolejne dwa tomy tej serii. Ja znam już ich treść i dodam, że łączą się one wszystkie w spójną całość. W historię której nie zapomnę do końca życia. Zamysłem pisarki było z pewnością otworzenie oczu całego świata na ludzką tragedię, która rozgrywa się w kraju, który przeistoczył się w ziemskie piekło. Gorąco polecam ten tytuł bez względu na wiek, płeć, wyznawane poglądy czy czytelnicze gusta.

czwartek, 9 marca 2017

Caroline Wallace "Marta, która się odnalazła"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2017
stron 384
ISBN 978-83-7642-748-5

O Marcie, która była czyjąś zgubą
 
Wyobraź sobie, że masz 16 lat, masz swoją przeszłość i pewne wspomnienia, ale ... nie znasz swojej daty urodzenia, nie masz pojęcia kim są Twoi rodzice, nie wiesz czy masz rodzeństwo, bo ... jesteś czyjąś zgubą. Ktoś kilkanaście lat temu zgubił Cię lub świadomie porzucił na dworcu kolejowym. Dworcu, który stał się całym Twoim światem. Tak właśnie zaczyna się opowieść o dziewczynie, która nie ma zielonego pojęcia o swoim korzeniach i tożsamości.
 
Gdy miała kilka miesięcy, gdy była niemowlakiem znaleziono ją blisko biura rzeczy znalezionych na angielskim dworcu. Dzieckiem zaopiekowała się pracownica tegoż biura. Kobieta dziwna i ekscentryczna. Dewotka, która nie wahała się użyć przemocy wobec Marty, która wmówiła jej że nie może opuścić dworca bo ten ulegnie zagładzie. Marta żyła w jej cieniu, pracowała na swój wikt i opierunek. Czy była szczęśliwa? Trudno określić. Miała swój dworcowy świat i nie znała innej rzeczywistości.  Pewnego dnia jej opiekunka zwana Matką nagle zmarła, a Marta została zmuszona do odkrycia kim jest. Czasu było niewiele, zaledwie kilkadziesiąt dni...

Powieść Caroline Wallace to książka o odkrywaniu przeszłości. Wiele jest takich lektur, ale ta jest nad wyraz specyficzna, bo ma nietuzinkowe tło. Dworzec kolejowy który jest sam w sobie takim małym specyficznym światem. I to sprawia, że powieść ma w sobie coś niezwykłego a czytając ją  czuje się ten specyficzny zapach, który zna każdy, kto choć raz jechał pociągiem i był klientem kolei. Atutem powieści są też w jedyny sobie sposób wykreowani bohaterowie. Śmiało można ich podsumować jednym mianownikiem - dziwacy. To tak na pierwszy rzut oka. W każdej z opisanych postaci jest coś, co można odkryć, gdy się ją bardziej pozna. To zalety, których nie dopatrzymy się zerkając tylko pobieżnie.
 
 Ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i podbiła moje czytelnicze serce, ale nie porwała mnie od samego początku. Pierwsze kilkadziesiąt stron nawet lekko mnie zniechęciło by czytać dalej. Aż coś drgnęło i tytuł mnie oszołomił, zauroczył i mile zaskoczył. Zasmakowałam w nim, a może wtopiłam się w jego specyficzny klimat. Jeśli sięgniecie po tę powieść czeka Was podróż w czasie do lat 70-tych XX wieku. Czeka Was odkrycie tajemnic, poznanie sekretów i pobyt w specyficznym świecie, w którym oczywiście wszyscy się śpieszą, podróżują i przemieszczają, ale ... właśnie w tej rzeczywistości można się zatrzymać i odkryć siebie na nowo, zajrzeć do własnej duszy, odpowiedzieć sobie na ważne pytania, o których przeważnie wolelibyśmy zapomnieć. Lektura przypomina bajkę dla dorosłych, nie brak w niej naiwności i infantylizmu. Ma jednak ta książka wokół siebie magiczną otoczkę, która tchnie w kierunku czytelnika magią i klimatem typowym dla dzieciństwa. Spodziewałam się innej książki, odkryłam inną - zdecydowanie lepszą i nie dającą się szybko wymazać z pamięci. Warto po nią sięgnąć nawet gdy dzieciństwo już dawno za Wami. Polecam.

poniedziałek, 6 marca 2017

Marek Kamiński "Trzeci biegun"



Wydawnictwo Agora 
data wydania 2016
stron 264
ISBN 978-83-2682-395-4

Od Bieguna Rozumu do Bieguna Wiary

Marek Kamiński to znany nie tylko w Polsce podróżnik i polarnik, który zdobył dwa bieguny geograficzne Ziemi w ciągu jednego roku. Kamiński wędruje od 35 lat. Pierwszą samodzielną podróż z Gdańska do Łodzi odbył w wieku ośmiu lat. Celem jego eskapad są rozmaite miejsca położone na każdym z kontynentów. Kamiński odwiedził m.in. Amazonię, Boliwię, Meksyk, Dolomity, Norwegię, Ziemię Świętą, Stany Zjednoczone, Grenlandię, przepłynął samotnie Wisłę zimą i latem. Podróżował samotnie i w grupie, z żoną i córką, a także z innymi sławnymi osobistościami jak choćby Leszkiem Cichym.

Jedna z jego podróży różni się jednak znacząco od pozostałych. To wyprawa, która miała miejsce w 2015 roku i trwała sto dni. Wiodła z Rosji przez całą Europę ku pewnej miejscowości w Hiszpanii. To była nie tylko podróż, ale i pielgrzymka. Droga liczyła około 4000 kilometrów, a całą trasę Marek Kamiński przeszedł pieszo. Wędrował w zasadzie sam, pewne osoby towarzyszyły mu tylko dorywczo przez pewien czas. Ten projekt miał przede wszystkim wymiar duchowy, a jego celem było spotkanie u kresu drogi przy grobie świętego Jakuba „nowego” Marka. Człowieka odmienionego przez wędrówkę, medytacje, spotkanych ludzi i Boga, który miał mu towarzyszyć. Podróż rozpoczęła się w Kaliningradzie (dawnym Królewcu) przy grobie Immanuela Kanta. To miejsce określono zostało Biegunem Rozumu. Santiago de Compostela zaś otrzymało miano Bieguna Wiary.

Choć droga wiodła przez cywilizowaną Europę, choć podróżnik nocował w hotelach, klasztorach, domach życzliwych ludzi, choć trasa wiodła przez miejsca dość lub bardzo cywilizowane, choć łączność non stop zapewniały dwa telefony komórkowe, choć marszu nie utrudniały arktyczne mrozy to była według polarnika jego najtrudniejsza wyprawa. Pozornie łatwe okazało się bardzo, bardzo trudne. Była to bowiem podróż nie tylko po Starym Kontynencie, ale droga w głąb siebie, do wnętrza swojej duszy. Marka Kamińskiego dopadały zarówno dolegliwości fizyczne ciała, jak i duszy. Był kryzys, były momenty zwątpienia.

„Trzeci Biegun” to książka niezwykle osobista, którą czyta się z ogromnym wzruszeniem. Od razu dodam, że nie jest to lektura stricte podróżnicza. W tej publikacji przeważają bowiem wrażenia duchowe, refleksje a także historyczna przeszłość i kultura oraz wartości dawnej Europy. Ważni byli też spotkani ludzie – zwyczajni mieszkańcy poszczególnych miast i wsi, a także inni pielgrzymi udający się do miejsca pochówku jednego z apostołów. Ważna była modlitwa, kościoły i chwile spotkania z Bogiem. Marek Kamiński swoje obserwacje spisywał w dzienniku, którego fragmenty zawiera książka. Są w niej też zawarte liczne zdjęcia, których najistotniejszym zadaniem jest wprowadzenie w klimat tej ponad trzymiesięcznej wędrówki. Z tego tytułu płynie refleksja, że człowiekowi łatwiej zapanować nad słabościami ciała niż duszy, ale i też podkreślona jest waga istoty poznania siebie, odkrycia swego wnętrza, swoich wad i słabości. Nie jest to książka łatwa, ale niezwykle mądra i refleksyjna. To także pozycja odrywająca od zwyczajnej codzienności, w której ważniejsze jest być niż mieć. W niej materializm jest zepchnięty poza scenę, a liczy się to, co duchowe, nieprzemijające i kształtujące dogłębnie nasze wnętrze. Tą lekturą znudzi się typowy materialista, który żyje by gromadzić coraz to nowe dobra. To książka dla poszukujących życiowego sensu i duchowej głębi, która preferuje to, co kryje się ukryte poza pobieżnym ludzkim wzrokiem. Tą lekturą można się delektować, można ją analizować i szukać w niej motywacji do życia poza sferą materializmu i konsumpcji. Ciekawa pozycja, wyjątkowy tytuł, który pozwala spojrzeć na otaczający świat z innej i bardziej wartościowej strony. Polecam z całego serca.

piątek, 3 marca 2017

Meg Little Reilly "Nie jeteśmy gotowi"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania luty 2017
stron 352
ISBN 978-83-276-2563-2

Nie przed każdą burzą jest cisza!

Jestem oczarowana książką która jest surowa, przygnębiająca, która budzi grozę i uświadamia jak jesteśmy słabi, mali i bezradni wobec sił natury. Natury, którą z jednej strony próbujemy ujarzmić i sobie podporządkować, a którą z drugiej strony niszczymy bezlitośnie i bezmyślnie. 
Od lat eksperci grzmią w mediach o globalnym ociepleniu i jego skutkach. Nie trzeba być fachowcem by dojść do wniosku, że klimat się zmienia. Że coraz częściej nawiedzają nas niespotykane wcześniej na danym terenie zjawiska, że pogoda ekstremalnie się zmienia w krótkim okresie czasu. Grożą nam wraz ze wzrostem średnich rocznych temperatur żywioły, którym nie potrafimy do końca zaradzić. 

Niepokojące prognozy pogody budzą grozę i strach. Tak właśnie działa na bohaterów książki Meg Little Reilly wieść o przepowiadanej Wielkiej Burzy. Vermont - prowincja niedaleko granicy z Kanadą. Fikcyjne, małe, wręcz idylliczne miasteczko Isole. To tam z wielkiego miasta przeprowadza się pewne małżeństwo Ash i Pia. Tu chcą mieszkać, blisko natury. Tu znajdują dom marzeń z dala od wielkomiejskiej dżungli. W ich życiu ma być prosto, naturalnie, zgodnie z rytmem przyrody. Para ma fizyczne trudności z powiększeniem rodziny. Prowincjonalny klimat ma przywrócić w ich dusze swojski spokój i równowagę. Tu mają lepiej i zdrowiej żyć. I pewnie by tak było gdyby nie niepokojące, ba wręcz drastyczne prognozy pogody, które nie tylko wspomnianą parę, ale i całą społeczność napawają trwogą. Kataklizm ma uderzyć nagle i na dłuższą metę. Strach powoduje, że ludzie się zmieniają. Jedni panikują, inni wpadają w niczym niewytłumaczoną entuzjastyczną euforię związaną z apokaliptycznymi wizjami, jeszcze inni podchodzą do sytuacji ze stoickim spokojem. Zgodna lokalna społeczność ulega podziałom. Pojawiają się spory, kłótnie i zatargi. Także w małżeństwie głównych bohaterów pojawiają się pęknięcia i rysy. Ma miejsce kryzys, który powoduje coraz większą przepaść. Jak potoczą się losy tych dwojga młodych ludzi? Czy zapowiadany żywioł nadejdzie i dokona potężnych zniszczeń? A może w obliczu zagrożenia każdy pokaże swoją prawdziwą twarz i to kim jest oraz na co go stać?

Ostatnio rzadko sięgałam po lektury od których wieje grozą. Wolałam czytać książki pogodne i te z których fabuł tchnie optymizmem. Ten tytuł przeczytałam jakby na przekór sobie. Coś mnie do niego ciągnęło. W końcu zimy zagłębiłam się w lekturę książki pesymistycznej i mrocznej. I zaczytałam się na całego. Powieść bardzo mi się spodobała i wywołała spore dreszcze. Emocjom nie było końca. Ta publikacja podobała się mi na przekór moim czytelniczym preferencjom - bo nie lubię zwykle gdy jest mało dialogów, gdy akcja płynie wolno, gdy korowód bohaterów nie jest liczny. A jednak! Czytałam z wypiekami na twarzy i pełnym zaangażowaniem się w opisane zdarzenia. Moja czytelnicza ciekawość była non stop drażniona, a ja chciałam wiedzieć co będzie dalej. 
Książka jest znakomita w swoim gatunku. Zbudowano w niej zamierzony nastrój, pokazano jak bardzo otaczający nas świat jest w stanie zaingerować w nasze życie. Prowincja nie jest tu przedstawiona w sposób sielankowy. Życie nie jest beztroskie i pełne spokoju. Bohaterowie drugoplanowi to wcale nie anioły pozytywnie nastrojone do życia przez piękno otaczającej natury. W tytule dominuje pesymizm, przeważają szare barwy i brak nadziei. Jedyną osobą, która potrafi znaleźć pozytywne strony jest dziecko, które pochodzi z patologicznej rodziny. 
Tę powieść nie czyta się łatwo, ale lektura jest niezwykle ciekawa i zajmująca. To dobra pozycja po którą warto sięgnąć. Jej treść zmusza do refleksji jak daleko człowiek może się posunąć w ingerencji w przyrodę i naturę. Książka uświadamia nam, że w pewnych sytuacjach jesteśmy słabi jak niemowlęta, a panika bywa zaraźliwa. W momencie zagrożenia łatwo ludźmi manipulować i wykorzystać ich achillesowe pięty. Oby takie prognozy aury były tylko w książkach.
Lekturę gorąco polecam nie tylko miłośnikom tego gatunku.

środa, 1 marca 2017

Sara Donati "Złota godzina"





Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2016
stron 872
ISBN 978-83-65506-18-4

Lekarki, Nowy Jork i samo życie


Sięgając po powieść Sary Donati nie miałam pojęcia, że rozpoczynam wyjątkową czytelniczą przygodę, która na długo zapadnie mi w pamięć. Nie spodziewałam się, że ta saga historyczna to prawdziwa perła, przy czytaniu której oderwę się od rzeczywistości i poznam tak wyjątkowe postacie. Objętość książki jest spora, bo tom liczy niespełna tysiąc stron. Jej jedyną „wadą” jest ciężar. Innych minusów ten tytuł nie posiada. Chcąc wymienić plusy stworzyłabym bardzo długą listę.

Akcja tej wspaniałej epickiej sagi rozgrywa się pod koniec XIX wieku w Nowym Jorku – mieście, do którego napływają liczni emigranci szukając dla siebie lepszej przyszłości. Rzeczywistość jednak rozczarowuję, a manna z nieba nie spada. Amerykańska metropolia nie jest rajem, ani ziemią obiecaną. Owszem, miasto dynamicznie się rozwija, następują liczne przemiany, ale nie brak kontrastów, z których na pierwszy plan wychodzą ogromna bieda i wielkie bogactwo. Na każdym kroku czuć przemiany społeczne, ale życie - zwłaszcza kobiet - dalekie jest od sielanki. Kobiety często są dyskryminowane i traktowane jak istoty drugiej kategorii, podobnie jak kolorowi czy przybysze z innych krajów. W takim świecie misję leczenia ludzi realizują dwie młode kobiety, które łączą więzy krwi i wspólny adres. Obie są sierotami, a ich wychowaniem po śmierci rodziców zajęła się ciotka. Obie ukończyły szkołę medyczną i niosą pomoc w chorobie. Anna i Sophie są kuzynkami. Mimo to mają odmienne charaktery i sposób bycia. Anna ma w sobie siłę, moc i odwagę. Mężnie idzie przez życie do przodu. Sophie podchodzi do świata z dystansem i spokojem. Jest zamknięta w sobie i dość sceptyczna oraz ostrożna. Mimo różnic osobowości celem obu bohaterek jest niesienie pomocy chorym i ubogim. Pewnego dnia Anna mając otoczyć opieką medyczną dzieci włoskich emigrantów poznaje pewne rodzeństwo. Na jej drodze staje również pewien mężczyzna w policyjnym mundurze... Jeśli chcecie poznać ich bliżej musicie zagłębić się w lekturę książki, która należy do prozy na mistrzowskim poziomie i z pewnością Was nie rozczaruje.

Książka, do przeczytania której namawiam jest niesamowita i napisana z rozmachem. Ukazuje świat brutalny i pełen zasadzek, w którym kobietom żyje się nielekko. Obrońcy pozornej normalności utrudniają życie poprzez gloryfikowanie norm, które szkodzą zdrowiu matek i żon. Antykoncepcja jest zakazana. Dostęp do opieki medycznej utrudniony. Bieda grasuje i zbiera swoje żniwo. Kobiety w lekarskim kitlu są lekceważone i niedocenione, poniżone w męskim świecie i traktowane w nim jak istoty drugiej kategorii, które mogą liczyć na gorsze posady i uposażenie. Annę i Sophie to nie zraża. Obie starają się dotrzeć tam, gdzie są bardzo potrzebne. Obie łamią konwenanse, by ulżyć w bólu. Obie są bohaterkami, które automatyczne darzy się sympatią i podziwia.

„Złota godzina” zabiera nas w niesamowitą podróż w czasie i przestrzeni. Pokazuje świat, w którym obowiązujące normy dziś szokują i wydają się nierealne. Autorka porusza w swojej powieści wiele trudnych tematów. Jednym z nich jest walka kobiet o swoje prawa. Walka trudna i nierówna, która często wiodła przed oblicze sądów. Sara Donati pisze lekko i dojrzale. Znakomicie operuje piórem, spod którego wychodzą plastyczne obrazy nieco odległej rzeczywistości. Książka jest ekscytującą lekturą od pierwszych zdań do ostatniej strony. Jej czytanie to czysta przyjemność. Lektura to obyczaj, romans i kryminał w jednym. To powieść przede wszystkim o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. Napisana z rozmachem ponadczasowa historia z pewnością zagości w sercach wielu zachwyconych czytelników. Jeśli nie chcesz przegapić mistrzowskiej książki, dołącz do ich grona.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Dariusz Juzyszyn "Radykalna redukcja stresu"





Wydawnictwo Poligraf
data wydania 2016
stron 452
ISBN 978-83-7856-521-5

Pożegnaj stres - czy to da się zrobić?

Stres to zmora naszych czasów. Samo pojęcie nie ma jednej konkretnej definicji. Jest ich wiele. Samo słowo ma jednak zdecydowanie i jednoznacznie negatywny wydźwięk. Stres jest czymś złym, niepożądanym i utrudniającym życie. Jest personą non grata, którą dobrze byłoby się pozbyć. Wyeliminować raz na zawsze z naszego życia. Ale czy da się to zrobić? Co do tego zadania byłam sceptycznie nastawiona. Myślałam raczej o zminimalizowaniu stresu. Mam taką własną teorię, że niebezpieczeństwo czy nieprzyjaciela należy poznać bo tylko wtedy można się "wziąć z nim za bary". Z takim nastawieniem zaczęłam czytać książkę Dariusza Juzyszyna  - sportowca, trenera i aktora, szkoleniowca z zakresu analityki biznesowej. Od razu dodam, że do tego typu lektur podchodzę sceptycznie, choć wiem, że moc słowa przekazanego i wmówionego wielu jednostkom bez względu na jego prawdziwość bywa ogromna. 
Czy stres da się do końca wyrzucić z naszego życia? To kluczowe pytanie na które szukałam odpowiedzi w publikacji. Bardzo zależało mi by poprawić jakość swojego życia, więc do czytania podeszłam rzetelnie i dokładnie. Starałam się otworzyć na tekst, choć bezgranicznie poradnikom ufać raczej nie potrafię. 
Dodam jeszcze, że ocenię książkę z punktu widzenia laika, a tym samym zwykłego zjadacza chleba, nieprofesjonalisty, potencjalnego czytelnika, który ma z tego tytułu skorzystać. 

Książka to typowy poradnik, który ma w nas obudzić chęć do pokonania wroga jakim jest stres, do zmiany podejścia do świata. Tytuł ma za zadanie motywować, dodawać energii do polepszenia ziemskiej egzystencji. Publikacja ma być naszym nauczycielem i szkoleniowcem, którego powinniśmy z uwagą i zaufaniem posłuchać. (Ja oczywiście podeszłam sceptycznie, ale taka już moja natura). Jaki efekt wywołało jej przeczytanie? Zdradzę już teraz. Nie uwierzyłam Autorowi w 100% procentach, miałam swoje "ale"
 odnośnie pewnych fragmentów, ale też nabrałam przekonania, że stres to coś, czego można zmniejszyć zakres, co można ograniczyć, oswoić, z czym można się zmierzyć. Tak, lektura przekonała mnie, że można ze stresem dość skutecznie powalczyć. I potwierdziła się teza, którą znałam już wcześniej - że mury i bariery rodzą się często w naszych głowach. Od naszego podejścia do sytuacji wiele zależy. Bo trudno oczekiwać, że jeśli sobie coś wmówimy, coś zakodujemy to będzie nam wygodnie i łatwo. 
Publikacja to dane i liczby. Statystyki i przykłady. Mają obrazować sytuację, mają przemawiać. Robią wrażenie, bo jeśli spojrzymy na swoje otocznie to znajdziemy podobieństwa. Tylko brak źródeł danych, brak odnośników to literatury fachowej, brak bibliografii. Wszystko wydaje się być nowe i autorskie. 
Autor stara się wyczerpać temat, stara się pisać prosto i dla każdego. Stara się pokazać, że jest panaceum na zło jakim jest stres. Jego podstawową tezą jest przekonanie, że to my stoimy na górze, że to my mamy prawo wyboru, że jesteśmy kowalami własnego losu. To od nas ma wszystko zależeć, bo to my kreujemy własne emocje. Czy moim zdaniem tak jest? Owszem, ale nie do końca. 
Bo są sytuacje, które można wyjaśnić, wyprostować i rozłożyć na czynniki pierwsze. Ale niekiedy coś wielkiego przytłoczy nas z góry i nie da się tego odkręcić - choćby śmierć kogoś bliskiego. 
Lektura jest pięknie wydana. Jej przeczytanie, choć bardziej na miejscu byłoby słowo przestudiowanie zajęło mi sporo czasu. To było jednak przeze mnie zamierzone  by zbyt dużo na raz nie przyswajać, by coś nie uleciało. Efekt jest taki, że w pewnym sensie oswoiłam wroga. Zdałam sobie sprawę, że:
- nie warto wyolbrzymiać spraw
- nie ma sensu martwienie się na zapas.
Te dwie refleksje gdy wprowadzi się je w praktykę bardzo ułatwiają życie. Dodają pewności. I właśnie w ten sposób chciałam zaopiniować ten poradnik. Pokazać, co z niego wdrożyłam w swoje własne życie. A żyje mi się z pewnością lżej. A to już efekt pożądany. 
Polecam Wam zapoznanie się w tym tytułem. Polecam zapoznanie się z opisaną metodą. Z lektury mogą wypłynąć spore korzyści. I właśnie dlatego warto poświęcić jej czas.

wtorek, 21 lutego 2017

Janina Lesiak "Dobrawa pisze cv"


Wydawnictwo MG 
data wydania 2017
stron 208
ISBN 978-83-7779-322-0

O Dobrawie z Przemyślidów w której sercu mieszkało dobro

Nie pamiętam sytuacji bym przed recenzją książki przeczytała ją aż trzykrotnie. Powód? Była tak wspaniała, tak rewelacyjna, tak wyjątkowa i tak bogata w treść choć liczy sobie niewiele ponad 200 stron. Lektura autorstwa Janiny Lesiak przybliża nam sylwetkę kolejnej polskiej władczyni. Tym razem cofamy się do początku naszej państwowości i mamy okazję poznać kobietę, która bardzo mocno mi zaimponowała i zafascynowała mnie swoim podejściem do powierzonej jej roli.

 Dobrawa to postać wyjątkowa, której przyszło żyć w czasach trudnych dla kobiet. Właściwie dziś z perspektywy XXI wieku mogę napisać, że nasze przodkinie z czasów panowania Mieszka I były niczym niewolnice. Ich panami byli najpierw ojcowie, potem mężowie o ile nie poszły za klasztorne kraty. Kobiety miały dostarczać cielesnych uciech, być ozdobą i przyczyniać się do powiększania populacji. Miały rodzić i wychowywać dzieci, miały być w cieniu mężczyzn a ich pierwszą cechą winno być ślepe posłuszeństwo. Białogłowom z wyższych sfer powinno przypisywać się uległość, pokorę, świętość, skromność. Czy taka była Dobrawa? Tak! Tak ją wychował srogi ojciec i tak musiała się zachowywać jako mężatka. Czy zatem ta kobieta była tylko posłuszną marionetką? 
Ależ nie! Niemożliwe? A jednak! Dobrawa miała bardzo bogate wnętrze, bardzo niezwykłą duszę, a sobą mogła być tylko w gronie osób jej życzliwych. Nie było ono liczne. I właśnie z tych dwóch różnych stron poznajemy tę niezwykłą bohaterkę. 

Dobrawa jako siostra, matka, żona i córka. Dobrawa jako pani swojej służki i jako ta, która miała krzewić na pogańskich ziemiach chrześcijaństwo. Te oblicza doskonale ukazuje książka, a przy okazji przybliża czasy w jakich Dobrawa żyła. Czasy na wskroś dzikie, w których liczyła się władza. Przywództwo często za wszelką cenę i po trupach. Książka burzy pastelowy przekaz wprowadzania na nasze ziemie religii katolickiej. Nie zostaliśmy poddanymi papieży w ideę wiary w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Liczyły się korzyści polityczne, poparcie ze strony innych, układ na międzynarodowej arenie. Mieszko wcale nie był pobożnym i bogobojnym władcą. W sercu Dobrawy zaś mieszkało dobro i inne warte pochwały uczucia. Była wrażliwa i przez to cierpiała. Miała ciężkie życie, w którym roiło się od nieprzyjaciół i wrogów, fałszywych sług i dwulicowych postaci. Mimo to Dobruchna i tak świeciła swoim blaskiem. Jeśli powyższymi zdaniami zachęciłam Was do tej lektury to życzę Wam tylu wrażeń i emocji ile ja przy czytaniu przeżyłam. Ta publikacja mocno mnie wchłonęła, a w trakcie czytania przed oczami przesuwały mi się żywe obrazy sprzed wielu wieków. Miałam wrażenie, że rzeczywiście tam jestem, że znam opisywane na kartach książki postacie i to było niezwykle ekscytujące i wyjątkowe. 

Wspaniała książka będzie idealną lekturą dla zainteresowanych historią i tych, którzy doceniają biografie. Ten tytuł właśnie w tym gatunku jest utrzymany. Brak mi słów by oddać geniusz tej książki. Musicie ją przeczytać!

czwartek, 16 lutego 2017

Sylwia Trojanowska "Szept wiatru"





Wydawnictwo Videograf
data wydania 2017
stron 352
ISBN 978-83-7835-554-0
seria Szkoła Latania tom III
gatunek powieść obyczajowa

Zawsze słuchaj głosu swego serca


W fabułę prawie każdej obyczajówki autorzy wplatają miłość. Pisarze pokazują to uczucie z różnych perspektyw. Jest więc w książkach uczucie sentymentalne i platoniczne, jest miłość nieodwzajemniona, tragiczna, prawdziwa i ta mylona z zauroczeniem czy pożądaniem. Jest wreszcie uczucie, o które trzeba walczyć, kiedy trzeba pokonać przeciwności losu, by stał się happy end. O takiej właśnie trudnej miłości pisze Sylwia Trojanowska w trzeciej powieści z cyklu opowiadającego o perypetiach młodej i niezwykle sympatycznej Katarzyny Laski.
„Szept wiatru” wprawdzie kończy serię i ma dwie poprzedniczki, ale można przeczytać go też oddzielnie, nie znając treści wcześniejszych tomów. Książka jest rewelacyjna i czyta się ją jednym tchem. Niezwykle łatwo wkracza się w jej fabułę i ma się wrażenie, że główna bohaterka to ktoś nam bardzo bliski i kogo znamy do lat.

Kasia, która udowodniła, że potrafi być silna i konsekwentna dowiaduje się, że mężczyzna jej życia będzie ojcem dziecka jego poprzedniej sympatii Karoliny. Dla Maksa i Kasi oznacza to rozstanie choć łączy ich silne uczucie. Syn Tomaso Vinciego zachowuje się honorowo, postanawia być z matką dziecka i zapomnieć o kobiecie, która mieszka w jego sercu. Kasia cierpi, jest załamana, ale za namową przyjaciółki postanawia walczyć o mężczyznę swego życia. Z tego powodu wybiera się w podróż do Poznania. Robi to, bo chce wyjaśnić pewne fakty z przeszłości. Los szykuje jej sporą niespodziankę...

Lektura napisana lekkim, łatwym i przyjemnym w odbiorze językiem porywa od samego początku. Opisana historia działa jak magnes i przyciąga z olbrzymią siłą. Pisarka udowadnia, że dla miłości jesteśmy w stanie zrobić wiele. Stać nas na przeniesienie przysłowiowych gór, jeśli kieruje nami prawdziwe uczucie. Kasia jest niezłomna w swojej walce, pokonuje kolejne przeszkody, ba! dokonuje czynów, które wcześniej wydawałyby się jej niemożliwe do zrealizowania. Walczy, choć z oczu płyną łzy. Ma siłę, bo kocha, a w walce pokonuje nieraz i samą siebie. Sprawdza się maksyma, że w miłości i na wojnie wszystkie metody są dozwolone. Tym samym pokazuje czytelniczkom, że warto bić się z losem i ludźmi o własne szczęście. Dodaje otuchy, by nigdy nie składać zbyt łatwo broni. Katarzyna Laska to bardzo wyraziście wykreowana postać. Jest zarazem słaba i silna. Poddaje się dyktatowi serca i słucha go na przekór rozsądkowi i rozumowi. Podejmuje spontaniczne decyzje i choć płacze i serce jej krwawi, z pomocą mamy i przyjaciółki realizuje konsekwentnie swój plan. Kasia jest zwyczajna, prawdziwa i szczera. Nie ma w niej wyrachowania, nie ma tupetu i fałszu. Łatwo ją polubić, łatwo wczuć się w jej rolę i z przyjemnością się jej kibicuje.

„Szept wiatru” to lektura, która wzrusza, która uczy konsekwencji i uporu w walce o swoje marzenia. Przyjemność z poznania jej treści odkryją zarówno młodsze, jak i starsze czytelniczki. Książka ma wiele atutów. Najmocniejszym i zaskakującym jest jej zakończenie, a w zasadzie dwa alternatywne zakończenia, pozostawiające czytelnikowi możliwość wyboru końca tej opowieści. To niesamowita lektura o miłości, która w życiu zdarza się tylko wybranym. Każdy może ją przeczytać i wyciągnąć z niej wnioski. To wspaniała propozycja nie tylko dla zakochanych, którą z całego serca gorąco rekomenduję.
Warto poświęcić jej czas.

niedziela, 5 lutego 2017

Agnieszka Opolska "Róża"



Wydawnictwo Opolska
data wydania styczeń 2017
stron 420
ISBN 978-83-946905-0-2
gatunek literatura obyczajowa

Najdotkliwsza jest samotność serca

Agnieszka Opolska zadebiutowała w 2015 roku powieścią "Anna May" za którą zdobyła I nagrodę w konkursie "Literacki Debiut Roku 2015". Na początku bieżącego roku ukazała się kolejna książka tej Pisarki zatytułowana "Róża". Postanowiłam po nią sięgnąć i spędzić z nią dwa wieczory. Lektura okazała się prawdziwą niespodzianką. Nie spodziewałam, że przeczytam tak specyficzną książkę. Zaskakującą i mającą tak wiele twarzy. Dziwne określenia do powieści prawda? Ale właśnie takie słowa się nasuwają. Trudno mi "Różę" jednoznacznie ocenić. Nie jest to absolutnie lektura zła, ale ... Były momenty, że byłam nią zauroczona po uszy, zaczytana na amen. Ale i były chwile, gdy postępowanie bohaterów mocno mnie irytowało, a książka lekko odpychała. Doczytałam do końca i jest pewna, że dopiero poznanie zakończenia wyjaśnia pewne sprawy z treści fabuły i tłumaczy poszczególne wątki i postawy.
"Róża" to tytuł inspirowany kultowym "Małym księciem". "Róża" to książka, która stara się odpowiedzieć na pytanie czy warto w życiu zaczynać od nowa, czy warto swój świat budować na świeżych fundamentach, czy trzeba w razie życiowego trzęsienia ziemi podkulać ogon pod siebie i uciekać. Przykład głównej bohaterki pokazuje, że można tak zrobić, ale nie można być pewnym rezultatów takiego zagrania. Bo życie to ryzyko, bo życie to rosyjska ruletka. 

Daniel i Karolina to małżeństwo. Idealne? Ależ nie, ale na tyle stabilne, że para postanawia powiększyć rodzinę. Pewnego dnia jednak ona odkrywa, że on wiedzie coś na kształt drugiego życia, że w internecie nawiązuje kontakt z byłą koleżanką i odświeża oraz zacieśnia tę relację. Wspólne chwile na komunikatorze z tą drugą kobietą zajmują mu sporo czasu i są jego tajemnicą. Karolina, gdy odkrywa prawdę czuje się zdradzona. Postanawia rzucić męża i zbudować swoją przyszłość bez Daniela, gdzie indziej i całkowicie od nowa. Wybiera nieznane, obce i niepewne. Swoim postępowaniem mocno zaskakuje męża, który niczego się nie spodziewa. Czy kobiecie uda się znaleźć na obczyźnie szczęście, miłość i spokój ducha? Czy Daniel będzie walczył o żonę czy rzuci się w ramiona innej? To właśnie kryje fabuła tej powieści.

"Róża" jest lekturą ambitną i nietrudną w odbiorze. "Róża" jest bardzo życiowa i realna. Autorka nie kusi się w jej fabule na żadne literackie upiększenia, a pisze książkę pełną życia - szarego, trudnego i pełnego kłopotów z którym trzeba brać się za bary i walczyć o swoje. Ten tytuł pokazuje jak bardzo nieprzewidywalna potrafi być zdradzona kobieta i jak bardzo łatwo jest ją skrzywdzić ponownie. Lektura dowodzi także, że pragnienie miłości jest w życiu człowieka niezwykle ważne, że potrafi być motorem do pójścia nieznaną i ryzykowną ścieżką. Karolina przestaje być Karoliną - staje się Różą - to jej drugie imię. Popełnia błędy, stawia wszystko na jedną kartę. Jest nieco zagubiona, nieco samotna i widać jak brakuje jej osoby na której mogłaby się oprzeć, której mogłaby zaufać, która byłaby prawdziwym przyjacielem. Samotność serca jej dokucza, tak jak dokucza wielu z nas. Właśnie dlatego współczułam głównej bohaterce i biłam brawo dla Autorki za zauważenie ważnej kwestii dzisiejszej rzeczywistości. Samotność boli i to bardzo mocno.

 "Róża" to książka wielowątkowa, to publikacja napisana bez pastelowych barw. To lektura przesycona smutkiem, którą nie polecam tym, którzy szukają w literaturze odskoczni od codzienności. Ta powieść to książka ambitna, przemyślana, wzruszająca. Idealna dla wymagającego czytelnika, który szuka w gatunku jakim jest obyczaj czegoś innego i świeżego.
Dodatkowym atutem tej publikacji są szkice i nietuzinkowe miejsca, w których rozgrywa się akcja. Kunsztu dodają wyraziste postacie i zaskakujące zakończenie. Jeśli macie ochotę na książkę inną niż wszystkie to zacznijcie czytać "Różę".

środa, 1 lutego 2017

Jolanta Kosowska "Niepamięć"





Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2016
stron 480
ISBN 978-83-8083-246-6
gatunek powieść obyczajowa

Bez pamięci jak bez ręki


Pamięć jest integralną częścią zarówno istot ludzkich, jak i całej masy urządzeń wyprodukowanych z zastosowaniem nowych technologii. Te ostatnie nie funkcjonują prawidłowo, gdy pamięci zabraknie. Odmawiają zapisu danych, nie są w stanie wykonywać zaprogramowanych dla nich procedur, zawieszają się wtedy wbudowane w nich systemy w jakich pracują. A człowiek? Co dzieje się z ludzką duszą i ciałem, gdy nagle coś zakłóci funkcjonowanie zapisu naszego mózgu? Jak się czujemy, gdy w naszej głowie powstanie czarna dziura i nie możemy sobie przypomnieć tego, co było wczoraj, rok czy kilka lat temu?

Powyższą tematykę poruszyła w swojej powieści niezwykle utalentowana polska pisarka Jolanta Kosowska, która z wykształcenia jest lekarzem i posiada specjalizację z trzech dziedzin medycyny. „Niepamięć” to pozycja niezwykle atrakcyjna, ambitna i genialnie dopracowana w szczegółach, która opowiada historię z pozoru zwyczajną i szablonową. Trójkąt miłosny występuje w wielu powieściach, opisanie go może wydawać się banalne i powielane. Jednak dzieło autorki „Nie ma nieba” jest inne, a wpływ na to ma specyficzne podejście do tematu i rozbudowane do granic możliwości tło psychologiczne. Efektem jest lektura wymagająca, od której trudno się oderwać, a w trakcie czytania czuje się wręcz zażenowanie z powodu całkowitego wejścia we wnętrze wykreowanych bohaterów.

Katarzyna, Roman i Michał. Jedna kobieta i dwóch mężczyzn. Miłość, przyjaźń i zazdrość, rywalizacja o serce wyjątkowej kobiety. Medycyna, marzenia i proza życia. Wszystkie powyższe elementy spotkacie w książce, która jest niczym narkotyk, która pokazuje jak bardzo skomplikowanym systemem jest ludzka natura i jak mocno rządzą nami uczucia. Wobec nich tracimy rozum, opuszcza nas rozsądek, postępujemy inaczej niż byśmy chcieli. A życie pisze swój scenariusz i robi nam psikusa zmuszając do powrotu do spraw, o których chcielibyśmy zapomnieć, które chcielibyśmy zakopać głęboko i daleko od siebie. Powrót do przeszłości mocno miesza w życiu opisanych bohaterów, burzy stworzoną przez nich stabilizację. Te przemiany śledzi się z wypiekami na twarzy i to właśnie jest moim zdaniem największym atutem „Niepamięci”.

Kosowska dowodzi, że o prawdziwym uczuciu można jedynie próbować zapomnieć, ale to i tak się nie uda. I tak czeka nas porażka. Jeśli kogoś kochamy naprawdę na próżno nasze starania. Serce nie wyrzuci z siebie wybranej istoty choć byśmy mocno tego chcieli. Bez przeszłości, bez korzeni i bez własnej tożsamości nie da się żyć, można jedynie egzystować i oszukiwać samego siebie. Nie da się również budować przyszłości, bo wyjdzie z naszych starań jedynie twór kruchy niczym domek z kart.
„Niepamięć” to fascynująca, bezkonkurencyjna i rewelacyjna książka o miłości, która w trakcie lektury pozwoli poczuć nam całą gamę uczuć i emocji – od wzruszenia po gniew, od łez po śmiech. Królują w niej opisy i zwierzenia, mało jest dialogów. To książka do przeczytania i przemyślenia, do przeżycia wraz z bohaterami ich skomplikowanej życiowej drogi. Nie jest to dobra pozycja dla tych, którzy lubują się w prozie lekkiej i łatwej. Przeczytanie tej powieści wymaga odrobinę wysiłku, ale jest tego w zupełności warte.

„Niepamięć” to idealna lektura dla tych, którzy szukają jedynej w swoim rodzaju książki obyczajowej, która nie jest powieleniem innych wcześniej wydanych tytułów. Ta propozycja to prawdziwy rodzynek dla koneserów prozy ambitnej z medycyną w tle.

wtorek, 31 stycznia 2017

Ciekawe nowości - luty 2017

Jak ten czas pomyka. Już prawie luty. I do wiosny bliżej. Piszę do Was z łóżka solidnie chora, zakaszlana. Leczą książki, bo one to świetne lekarstwo. Nie uporałam się z wszystkimi wyzwaniami stycznia. Pojawiło się u mnie parę książkowych niespodzianek. W styczniu blog "żył" dość intensywnie. Jestem z tego zadowolona. A co mnie zaciekawi z lutowych nowości? Już pokazuję!
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data premiery 16 luty



Wydawnictwo Novae Res
premiera 3 luty



Wydawnictwo Filia 
premiera 22 luty



Wydawnictwo Literackie
premiera 17 luty



Wydawnictwo Czwarta Strona 
premiera 2 luty



Wydawnictwo Czwarta Strona
premiera 15 luty



Wydawnictwo Czwarta Strona
premiera 15 luty


Czy może ktoś z Was znalazł wśród tych książek tytuł, który będzie chciał przeczytać? Podzielcie się ze mną swoimi typami na luty. Pozdrowienia!

piątek, 27 stycznia 2017

Remigiusz Mróz "Świt, który nie nadejdzie"


Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 2016
stron 528
ISBN 978-83-7976-536-2
gatunek sensacja&kryminał

W gangsterskim świecie nie ma drugich szans

Remigiusz Mróz - niekwestionowany król polskich kryminałów bardzo rozpieszcza swoich fanów. W błyskawicznym tempie wydaje kolejne książki, a każda z nich jest dopracowana, dopieszczona i robi furorę. Autor „Parabellum” w swojej kolejnej powieści przenosi nas do czasów dwudziestolecia międzywojennego i pozwala nam poznać półświatek Warszawy. Ciekawe to środowisko, nad wyraz oryginalne i specyficzne. Idealne na bohaterów kryminalnej książki.

Do stolicy ze wschodniej prowincji, a konkretnie z Wileńszczyzny, przyjeżdża pewien mężczyzna. Ernest Wilmański, były bokser, zamierza wymazać nie zawsze idealną przeszłość i rozpocząć wszystko od początku. Ma przy sobie trochę gotówki i głowę pełną pomysłów. Los jednak drwi z jego planów, a wplątuje bohatera w niezłą kabałę. Będąc świadkiem stosowania przemocy wobec młodej dziewczyny staje w jej obronie. Zadziera, nic o tym nie wiedząc, z członkiem gangu Banników. Tym samym ściąga na swoją osobę spore kłopoty i zemstę za pobicie jednego z członków szajki. Ernest ma dwa wyjścia – chronić się pod skrzydłami policji bądź przystąpić do konkurencyjnego gangu. Odważny mężczyzna odrzuca jednak propozycję ze strony policjantki Elizy Zarzecznej i wybiera trzecie, jakże oryginalne rozwiązanie. Idzie wprost do jaskini lwa i proponuje w lokalu „Mokradło” szefowi Banników Fryderykowi Hertzowi współpracę. Czy wybiera optymalne i najkorzystniejsze dla siebie rozwiązanie? Logicznie wydaje się, że nie, ale… Czasem krzywa droga może okazać się tą najprostszą...

Remigiusz Mróz tym tytułem udowadnia, że ma wybitny dar odmalowywania przeszłości, w której nie dane mu było żyć. Czyni to z niesamowitym czarem, wybitną precyzją i wyjątkowym mistrzostwem. Zrobiło to na mnie olbrzymie wrażenie i nie będę ukrywać, że epoka, która dotąd wydawała mi się nieco nuda zaczęła mnie fascynować. Twórca „Kasacji” po raz kolejny sprawdził się rewelacyjnie w odsłonie retro. Wykreował wyjątkowe postacie, doskonale poprowadził fabułę i zapewnił kilka godzin czytelniczej rozrywki na pierwszorzędnym poziomie. Szybko straciłam dla tej powieści głowę i zaczęłam ją chłonąć nieczuła na późną porę i zmęczenie. Udzielił mi się klimat przedwojennej stolicy, zafascynował mnie świat, w którym granice prawa są wciąż łamane, zainteresowała mnie praca kobiet w policji, które były prekursorkami w tej służbie. Zaintrygował mnie gangsterski świat, w którym nie było miejsca na naprawę swoich win, w którym nie dawano drugiej szansy. Wreszcie moją uwagę przykuł nietuzinkowy bohater, który miał w sobie to „coś”, co przyciąga kobiety, budzi podziw wrogów i szacunek kompanów. Za sprawą Mroza znalazłam się w świecie przestępczym, z którym w rzeczywistości nie miałam, ani nie mam, w ogóle do czynienia. I co dziwne, ten świat zaczął mnie wabić i nęcić.
Moją uwagę zwróciła także Eliza Zarzeczna – kobieta, która chcąc uzyskać awans społeczny, która marząc o stabilizacji finansowej, wybrała pracę wymagającą od niej nadzwyczaj wiele.

„Świt, który nie nadejdzie” ma wiele zalet. Na uznanie zasługuje lekkość pióra, doskonały styl, płynność akcji, dynamika fabuły. Mróz świetnie odrysowuje odległą rzeczywistość, komplikuje i splata losy wykreowanych przez siebie bohaterów, a tym samym dostarcza odbiorcom książki sporej przyjemności czytania i emocji. Wszystko w tym tytule jest żywe, namacalne, plastyczne. Nie czuć sztuczności, czytelnik nie doświadcza niespójności najdrobniejszych szczegółów. Każdy element fabuły układa się w ukierunkowaną całość, a sama lektura czyta się płynnie, bezproblemowo i niezwykle przyjemnie. Remigiusz Mróz i tym razem nie zawiódł. Doskonale przygotował zarówno tło, jak i plan pierwszy. Idealnie wprowadził w specyficzny klimat i sprawił mi naprawdę uroczą niespodziankę. Tytuł polecam, a za jedyny minus uważam niebyt ciekawą okładkę. Jeśli w tym aspekcie się ze mną zgodzicie to i tak w żadnym stopniu nie umniejszy to przyjemności czytania. Zapraszam do lektury.

Małgorzata Saramonowicz "Xięgi Nefasa. W zaświatach"





Wydawnictwo Znak
data wydania luty 2017
stron 480
ISBN 978-83-2404-572-3
gatunek fantasy z elementami historii

Losów Nefasa ciąg dalszy

Dokładnie rok temu na moim blogu ukazała się recenzja książki, która rozpoczęła cykl Xięgi Nefasa. Dla jej miłośników Wydawnictwo Znak przygotowało właśnie drugi tom serii, którego ja nie ukrywam wyczekiwałam z niecierpliwością. Właśnie jestem świeżutko po lekturze i śmiem donieść, że kontynuacja jest równie świetna jak początek. Dalsze dzieje niezwykłego kronikarza i sługi Bolesława Krzywoustego są naprawdę ekscytującą lekturą i całkowicie odrywają od współczesności. Przenoszą w świat, w rzeczywistość XII wieku, która z perspektywy obecnych czasów - ery lotów w kosmos, światłowodów, internetu i telefonii komórkowej - wydaje się bajkową. A przecież autorka oparła swoje książki o czasy, które zdarzyły się naprawdę. Właśnie zderzenie aktualnej rzeczywistości z tą książkową jest czynnikiem, który mnie ogromnie zachęcił do podróży w przeszłość. Bo tam, w fabule jest tak inaczej, tak magicznie, tak nieziemsko. Powieść ma niesamowity klimat, który wielu pewnie skojarzy się z "Wiedźminem", ale mnie jakoś bardziej przypominał "Starą baśń" Kraszewskiego. Nie potrafię wyjaśnić podstaw tego skojarzenia, ale oba tytuły mają w sobie to coś, na punkcie czego jako czytelniczka oszalałam. 

Wróćmy do fabuły. W tym tomie Nefas ma misję. Musi chronić pewną trójkę przed niebezpieczeństwami z zewnątrz i każde z nich przed nimi samymi. A kto tworzy ten tajemniczy trójkąt? Władysław jest młodym następcą tronu, Jaksa jest synem wielkiego rycerza, a Alba jest niewidomą kapłanką. Władysław ma zadatki na wojownika, Jaksa zaś nie marzy o tym by walczyć i pójść w ślady ojca. Bardziej pociąga go magia i w ukryciu poświęca jej czas. Alba pomimo tego, że jest niewidoma posiada silną drzemiącą w niej moc... Jak widać otoczyć opieką tak niezwykłą trójkę nie jest łatwym zadaniem. Nefas musi włożyć wiele sił by sprostać zadaniu. Wiąże go przysięga, którą złożył słowiańskiemu bogowi Trygławowi. Stawka jest wysoka - nie tylko nikt nie może zginąć, ale Nefas spełniając śluby liczy, że otrzyma pomoc by uratować jedyną kobietę którą pokochało jego serce. Randa jest w zaświatach, a tam zwykły śmiertelnik bez pomocy bóstwa nic nie może i jest bezsilny... Osobom ciekawym wypełnienia ślubów i losów Nefasa polecam lekturę, która jest niebezpieczna jak używka. Porywa do świata w którym panują inne reguły, wzorce i normy obyczajowe, ale w którym ludzkie serca szarpią te same namiętności i pokusy, w którym władza jest czymś, co podnieca i zabiera zdolność logicznego myślenia, w którym wiara służy panowaniu nad innymi, a dla korzyści majątkowych ludzi zdolni są wejść w interesy choćby i z diabłem. 

W tym tytule historia miesza się z fantastyką przy czym ta pierwsza jednak schodzi na drugi plan. Występują autentyczne postacie jak choćby biskup krakowski Baldwin, czytelnik odwiedza miejsca istniejące naprawdę jak klasztor w Tyńcu, ale pojawia się mnóstwo bohaterów wykreowanych w wyobraźni autorki. Akcja jest zdecydowanie wartka i dynamiczna, a powieść składa się z krótkich rozdziałów, których czytanie było momentami delikatnie irytujące. Co wpasowałam się w jeden wątek już trzeba było przenieść myśli w drugi. Nie uważam tego jednak za poważną wadę. Moim zdaniem uwagę przykuwa przede wszystkim magia, baśniowość, słowiański klimat, bóstwa, bożki, obrzędy zwyczaje, ale i walka, intrygi i spiski. Knowania i pęd ku korzyściom tego świata. Intrygują też same zaświaty, które są czymś niewiarygodnym a zarazem rzeczywistym. 
Ta książka porywa, ta książka ma w sobie moc, ta lektura nie nudzi. Jest pełna scen akcji, nie brak w niej żywiołowości. Fabuła jest pełna szczegółów, a czytanie wymaga skupienia i nadążania za mnogością wątków. Czy warto sięgnąć po ten tytuł? Moim zdaniem tak. Myślę, że jego magia skutecznie Was otuli i szybko poczujecie ten niezwykły klimat, który kiedyś był w dużej mierze czymś  oczywistym  dla naszych dalekich przodków.

środa, 25 stycznia 2017

Natalia Osińska "Fanfik"





Wydawnictwo Krytyka Polityczna
data wydania 2016
stron 400
ISBN 978-83-6536-941-3
powieść młodzieżowa

Gdy życie jest bardziej fiction niż fun 


„Ale to już było!” „Znów fabuła książki to odgrzewany kotlet!” - często słychać narzekania czytelników, którzy preferując konkretny gatunek książek, po raz kolejny trafiają na tytuł, który jest lustrzanym odbiciem tego, co czytali niedawno. Zgodzę się, że czasem pisarzom brakuje polotu, pomysłu i mniej lub bardziej świadomie powtarzają wielokrotnie wykorzystane schematy. Czytelnicy doceniają świeżość, dlatego wysoko oceniają lektury oryginalne i niesztampowe. Choćby takie jak „Fanfik”, który pokazuje młodzieżową odsłonę literatury w innowacyjnym stylu. Niby autorka pisze o dojrzewaniu, o odkrywaniu siebie i szukanie swojego „ja”, ale czyni to w sposób tak niekonwencjonalny, że trudno nie zachwycić się jej debiutem.

Pewnego wrześniowego dnia na korytarzu jednego z liceów spotykają się dziewczyna i chłopak. Nie znają się. Ona zaczyna drugą klasę i ma problemy natury psychologicznej, on jest „nowym” w tej szkole i nie ma jeszcze rozeznania w położeniu sal. Wiele osób pomyśli, że właśnie zaczyna się romantyczna znajomość, rodzi się uczucie i pojawią się motyle w brzuchu. Otóż nie! Tych dwoje młodych ludzi zaprzyjaźni i zżyje się ze sobą, ale ich relacja będzie specyficzna. Zmieni ich życie oraz spojrzenie na otoczenie, pozwoli im poznać siebie. Jednym słowem przewróci ich świat do góry nogami, a czytelnikom dostarczy nie lada emocji. Właśnie dlatego każdy, kto jest znudzony zwyczajnym i oklepanym podejściem do problemów nastolatków powinien po tę książkę sięgnąć.

„Fanfik” jest niesztampowy i szokuje zwłaszcza osoby o ortodoksyjnych poglądach. Jest w nim coś, co szybko uświadamia, że nie każdy nastolatek jest z identycznej formy odlany i ma te same dylematy. Człowiek w tym wieku jest istotą wyjątkowo wrażliwą i skomplikowaną, ale też bez względu na poglądy, pochodzenie czy przekonania chce zachwycić się wolnością. Trudno czasem pokazać u progu dorosłości swoją prawdziwą twarz, trudno obalić mity o swojej osobie. Wymaga to sporej odwagi, ale nie jest niemożliwe. Debiut Osińskiej uczy tolerancji, uczy szacunku do innych. Zaskakuje, dodaje odwagi, by zrzucić narzuconą sobie maskę i pokazać światu swoje prawdziwe wnętrze. Ta powieść jest lekka i trudna zarazem. Autorka odważnie i stanowczo pisze o problemach nastolatków, nie boi się podejmowania trudnych i kontrowersyjnych kwestii, nie zamiata pod dywan spraw z pogranicza dobrego smaku i tabu. Uczy, by nie oceniać po pozorach, by nie narzucać sztampowych wzorców innym, ale pozwolić każdemu być sobą, nawet gdy ten stan jest dla wielu podejrzany i budzący kontrowersje.

Historia Tosi jest zarazem śmieszna i wzruszająca, naładowana humorem i powagą, pełna scen, które mocno zaskakują. Autorka przekonuje, że bezpieczniej i nudniej jest zaszyć się w tłumie, a trudniej i ciekawej odkryć swoje prawdziwe oblicze przed światem. Powieść skierowana do młodzieży nie znudzi i starszych czytelników. Jej atutami są ciekawa fabuła, dobry warsztat literacki i świeże pióro, które doskonale nakreśla nietypowe problemy ludzi młodych. Ta powieść zaskoczyła mnie zwyczajnym i prostym podejściem do trudnego tematu, dojrzałością, jakiej niekiedy próżno szukać w tym gatunku książek. Okładka łudząco przypomina szatę graficzną książek Małgorzaty Musierowicz,ale proza Osińskiej jest inna, odmienna i równie atrakcyjna. Warto poświęcić jej swój czas, dlatego zachęcam by poznać Tosię, jej drugie ja oraz Leona i ciocię Idalię oraz zobaczyć jak z słodkiej dziewczyny rodzi się całkiem inna postać.

Helen Fielding "Dziennik Briget Jones. Dziecko"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2016
stron 260
ISBN 978-83-6552-190-3
gatunek literatura obyczajowa

Od przybytku czasem głowa boli

Zima to czas, w którym sięgam wyłącznie po książki wesołe, relaksujące, takie, które poprawią nastrój i sprawią, że będę się śmiała w trakcie lektury. Sprawdzoną autorką, która pisze powieści z olbrzymią dawką humoru jest Helen Fielding. Jej książki z kultową Bridget Jones mają moc gazu rozweselającego. Do rąk czytelników trafiła właśnie czwarta powieść z tego cyklu, w której zagorzała singielka dostaje od losu olbrzymią niespodziankę.

W życiu Bridget zawsze panuje chaos i rozgardiasz, a ona sama wydaje się nad niczym nie panować. Tak jest i tym razem. Nagle wszystko wymyka się spod kontroli i los pisze nietypowy scenariusz.
Bridget na chrzcinach spotyka swojego byłego narzeczonego Marka. Mężczyznę, który porzucił ją prawie przed ołtarzem. Faceta, który ją zranił i nie potrafił jej w pełni zaufać. Czy jednak nasza bohaterka traktuje go obojętnie, czy wymazała go z serca raz na zawsze? Okazuje się, że nie. Ona nadal coś do niego czuje i jest to na tyle mocne uczucie, że byli narzeczeni trafiają do sypialni. Jednak po nocy przychodzi dzień i Mark nie ma ochoty na bycie razem. Bridget szuka pocieszenia w ramionach przyjaciela. Wszystko to przeszłoby bez echa, gdyby po kilku tygodniach nie okazało się, że panna Jones będzie mamą. Pytanie kto jest ojcem? Jesteście ciekawi jak potoczą się dzieje tych bohaterów? Zapraszam do niezwykle zabawnej powieści. Uśmiech od ucha do ucha jest w stu procentach gwarantowany.

Kolejna powieść Fielding to ekscytująca i szalona lektura, którą ze smakiem można pochłonąć w jeden wieczór. Nie jest to książka dla sztywnych tradycjonalistów, bo tych opisane wydarzenia mogą oburzyć. Bridget w roli przyszłej mamy wydaje się niedojrzała, nieco zagubiona i lekko infantylna. Taka, jakby była nastolatką i nie do końca dochodziło do niej co się dzieje. A jednak budzi sympatię, swoim zachowaniem rozbawia. Ciąża nie jest dla panny Jones katastrofą, ale burzy jej dotychczasowy świat w gruzy. Oczekiwanie na potomka jest czasem burzliwym, pełnym niespodziewanych zdarzeń. Czytelnicy chcąc nie chcąc wsiadają wraz z głównymi bohaterami na emocjonalny rollercoaster i doskonale się bawią, choć opisana sytuacja mogłaby być równie dobrze fabułą dramatu czy melodramatycznego romansu.

Każda scena w powieści jest obficie obsypana radością, beztroską, i dowcipem. Nic nie jest wzięte na poważnie. Ten zabieg decyduje o lekkim, wręcz rozrywkowym klimacie książki. Zakończenie jest niestety łatwo przewidywalne, ale po długim namyślę stwierdzam, że żadne inne ukoronowanie opisanych zdarzeń po prostu by nie pasowało. Książka zamienia chandrę w dobry nastrój, przegania smutki, a jej czytanie po prostu sprawia czytelniczą radość. Ten tytuł sprawdzi się gdy będziecie chcieli odpocząć od codzienności, polecam go zwłaszcza tym, którzy chcą spojrzeć na świat z większym dystansem. Żadna inna bohaterka nie nauczy Was lepiej lżejszego podejścia do życia jak Bridget. To właśnie dzięki niej staniecie się bardziej na luzie, bardziej odprężeni i radośni wobec otaczającego świata. Bo Bridget Jones to fenomen, to geniusz, to mistrzyni w rozśmieszaniu czytelników. Zachęcam do przeżycia z nią na kartach książki jej ciąży.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Magdalena Majcher "Stan nie! błogosławiony"





Wydawnictwo Pascal
data wydania styczeń 2017
stron 384
ISBN 978-83-7642-885-7
Literatura obyczajowa 

Na tyle znamy siebie, na ile nas sprawdzono

Do przeczytania powieści Magdaleny Majcher skusiła mnie treść opisu i okładka. Słodka okładka utrzymana w pastelowych kolorach. Fabuła książki już nie jest w takich klimatach. W niej reguły narzuca bardziej realne życie niż polukrowana literacka fikcja, a opisane zdarzenia potwierdzają, że los potrafi nas mocno zaskoczyć, pokrzyżować nasze plany i wystawić na próbę, zmusić do podjęcia trudnych decyzji, w których nikt nas nie wyręczy.

Kiedyś dzieci rodziły się zwykle niecały rok po ślubie, dziś wiele par po powiedzeniu sakramentalnego "tak" odwleka decyzję o zostaniu rodzicami. Młodzi małżonkowie chcą nacieszyć się sobą, ustabilizować swoją pozycję zawodową i finansową, a dopiero potem powiększyć rodzinę. Takie właśnie plany miała para będąca głównymi bohaterami książki "Stan nie! błogosławiony". Ciąża zaskoczyła Polę i jej męża. Wystarczył jeden romantyczny wieczór i testy ciążowe pokazały dodatni rezultat. 28- letnia kobieta okazała się zaskoczona i lekko spanikowana taką niespodzianką. Jej mąż przyjął fakt z radością i większym spokojem. Wydawałoby się, że wystarczy wszystko poukładać i oswoić się z myślą o rodzicielstwie. Niestety, życie napisało trudniejszy scenariusz. Podczas badań lekarz podał parze do wiadomości, że istnieje podejrzenie u nienarodzonego dziecka istnienia zespołu Downa. Pola i Kuba stanęli przez niezwykle trudnymi decyzjami  odnośnie inwazyjnych badań i ewentualnej aborcji. Jakie podjęli postanowienia? Jak poradzili sobie z trudnościami i jak potoczyły się ich dalsze losy? Zapraszam do lektury książki, która błyskawicznie  podbiła moje serce!

Ten tytuł czyta się lekko i szybko, a od treści nie można się oderwać. Historia Jakuba i Poli chwyta za serce i wzrusza. Daje nadzieję i pokazuje, że wszelkie problemy, wszelkie kłopoty łatwiej przejść parze razem niż osobno. Sympatycznych małżonków życie wystawiło na arcytrudną, bolesną i bezlitosną próbę. Ich miłość została poddana niezwykłemu sprawdzianowi. Cóż, takie czasem jest życie, które lubi zaskoczyć, dać w kość i wiele wymagać. Właśnie wtedy trzeba wykazać chart ducha i siłę. Właśnie wtedy trzeba mieć blisko siebie osoby takie jak babcia Jakuba - Aniela. 
"Stan nie! błogosławiony" to powieść o dwóch obliczach macierzyństwa. Jedno z nich w "wykonaniu" matki Poli jest niczym z piekła rodem. Bożena jest potwornie złą matką, a jej relacja z córką jest całkowicie toksyczna. Samotnie wychowująca córkę kobieta nigdy nie kochała swego dziecka. Nie okazywała czułości, miłości ani żadnego z ciepłych właściwych rodzicielce uczuć. Wciąż narzekała, wymagała, krytykowała, czepiała się i krzyczała. Stosowała kary fizyczne i dręczyła córkę psychicznie. Pola wyfrunęła z rodzinnego gniazda w ramiona męża okaleczona przez matkę, niepewna siebie, zaszczuta. I pojawiły się w niej po odkryciu, że będzie mamą obawy by nie przeniosła złych relacji na swoje nienarodzone dziecko. Przeciwieństwem Bożeny jest Aniela. Kobieta ciepła i serdeczna, wyrozumiała i kochająca. 

Powyższymi zdaniami zasugerowałam, że mocnym atutem lektury są wyraziste, ciekawe nakreślone postacie, ale to nie wszystkie plusy tej publikacji. Autorka odważnie porusza w niej bardzo delikatny problem z którym zmaga się wiele kobiet. Na przykładzie Poli pokazuje jak trudne są decyzje, a jak niedoskonała medycyna, która w kwestiach najwyższej wagi podaje tylko statystyki i procenty. Magdalena Majcher opisuje jak trudnym okresem potrafi być ciąża przebiegająca z komplikacjami, a zarazem uczy by nie wchodzić w życie osobiste innych z butami, by nie uszczęśliwiać radami na siłę, nie wymuszać takich czy innych decyzji. Najlepsze co można zrobić to siać dobre słowa, budzić nadzieję i wiarę, że będzie dobrze. 
W tekście pojawia się wyraźna i jak najbardziej słuszna krytyka poglądów, które reprezentuje matka Poli. Zabobonność, dewocja, dulszczyzna, hipokryzja zabijają właściwe relacje, tłamszą normalność i robią z życia piekło. Z serca przez całą powieść współczułam Poli wyrodnej matki, która perfekcyjnie nauczyła się zatruwać jej życie i zdrowie. 
In plus oceniam również dokładne i wyczerpujące wyjaśnienie kwestii medycznych poruszanego problemu. Nie ma w fabule naukowej tyrady, ale łatwo można zrozumieć jak wiele już o rozwoju poczętych a nienarodzonych dzieci wiedzą lekarze, co przechodzą rodzice tacy jak Kuba i jego żona. 
Kolejnym atutem książki jest język, dobry styl, dobry warsztat literacki Pani Magdy. Powieść trzyma w napięciu do ostatnich stron, dostarcza wiele emocji, wzruszeń i nic dziwnego, że zbiera bardzo dobre oceny od czytelników. W pełni na to zasługuje. Z pełnym przekonaniem polecam ją nie tylko mężatkom i kobietom, które planują zostać mamami. W zupełności mogą też po nią sięgnąć panowie.