niedziela, 18 listopada 2018

Magdalena Kołosowska "Tęcza nad jeziorem"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-7674-724-8

Życie lubi zaskakiwać i jest mistrzem w sprawianiu niespodzianek

Każdy z nas coś planuje, każdy z nas coś zakłada. I każdego z nas plany od czasu do czasu lecą w kosmos. Takie właśnie jest życie, nieprzewidywalne i zaskakujące. Doświadczają tego codziennie miliony ludzi, doświadczają bohaterowie w książkach. 

Ewa, główna bohaterka powieści "Tęcza nad jeziorem" wyjechała po ukończeniu licencjatu do Londynu. Tam związała się z przystojnym Anglikiem Collinem Edwardsem. Liczyła, że spędzą ze sobą wiele dni i nocy oplątani miłością i szczęściem. Plany ślubne jednak się nie ziściły. Pewnego dnia narzeczony wystawił Polkę do wiatru i wystawił jej walizki za drzwi. Ewę ten cios mocno zranił. Rok po tym dowiedziała się, że jej rodzice mieszkający w Polsce zakończyli swój związek małżeński. Ewa zaplanowała podróż do ojczyzny w celu ich pogodzenia. Przyjazd okazał się wielkim wyzwaniem. Mama i tata mieszkali już osobno. Dziewczyna odwiedziła ojca i zaplanowała podróż do domu nieżyjącej babci do Kowali by spotkać mamę. I od tej chwili świat zaczął kręcić się w szalonym tempie, a to, co wydawało się pewne okazywało się iluzją...

Lekturę powieści Magdaleny Kołosowskiej zaplanowałam na weekend. Leniwy weekend, którego bardzo potrzebowałam. Chciałam odpocząć po sporej bieganinie, chciałam odizolować się na chwilę od świata i otulić się książką jak kocykiem. Nie planowałam zatracenia się w książce ciężkiej czy mocnej sensacji. Potrzebowałam powieści napisanej typowo dla kobiet. Takiej o kobietach i dla kobiet. I bardzo dobrze się stało, że trafiłam akurat na "Tęczę nad jeziorem". Bo z jednej strony to książka łatwa w odbiorze, ale z drugiej strony porusza ona ważny temat jakim są stosunki między matką a córką. 
Duet Ewa i jej matka nie jest zbyt zgrany. Ewcia nie jest wychowywana w sielankowej i ciepłej atmosferze. Stosunki w jej domu były chłodne i służbowe. Daleko im do sielanki. I to rzutuje na atmosferę pomiędzy dzieckiem a rodzicielką na wiele lat. Ewa dorasta i staje się dorosłą kobietą w przeświadczeniu, że tak właściwie może liczyć sama na siebie. Nie jest z tym jej łatwo. 
Powrót w rodzinne strony staje się wymuszoną okazją do poznania pewnych prawd i rodzinnych sekretów. Nowiny są gorzką pigułką do przełknięcia. O tych problemach Autorka pisze wspaniale. Prosto, bez wyszukanej sztuczności, bez owijania w bawełnę. Bardzo realnie i życiowo przedstawia dość zagmatwaną sytuację dwóch spokrewnionych kobiet, które dzieli o wiele więcej niż powinno. 
Śledzenie ich perypetii sprawia, że książka okazuje się ciekawą i przykuwającą uwagę lekturą. 

Opisana historia nie jest słodka i cukierkowa. Nie zachwyca też sielankowa prowincja, która opisana jest jak każde inne miejsce do życia - realnie i niekolorowo. Taka jest prawda, że nie ma ziemskich edenów w których kłopoty znikają bez śladu zgniecione magią miejsca. 
"Tęczę nad jeziorem" zdecydowanie polecam. To mądra i realna lektura, która spełniła oczekiwania jakie wobec niej miałam. Jej największymi atutami jest spora nieprzewidywalność i realność fabuły, w której wszystkie wątki ze sobą dobrze współgrają. 
Polecam ten tytuł na prezent, polecam jego lekturę na długie zimowe wieczory. Idealnie komponuje się z owocową herbatą i pluszowym kocykiem. 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Andrzej Paradysz "Anioły i demony na Bukowinie. Rowerem na pograniczu kultur


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2018
stron 384
ISBN 978-83-8147-059-9

Podróż w dal i w głąb siebie 

Uwielbiam czytać książki podróżnicze. Kocham podróżować wraz z Autorami w interesujące miejsca. Co ciekawe wolę podróże na wschód niż w kierunku zachodnim. Bardziej fascynuje mnie dzikość i prowincja niż cywilizacja i wielkie aglomeracje oraz gęsto zasiedlone tereny. Kocham bardziej podróże w góry niż na niziny. Wolę ląd niż morze. Preferuję miejsca mniej znane niż słynne kurorty. Posiadając taki, a nie inny gust bez zastanowienia zdecydowałam się na lekturę książki, której Autor zabiera nas w podróż do Rumunii. Z rodzinnego miasteczka, poprzez moje rodzinne miasto na Ukrainę i dalej do kraju w którym kiedyś rządził N. Ceausescu, a o którym funkcjonuje wiele mitów, a które nie zawsze są prawdziwe. Ta książka zweryfikowała wiele z nich.

Środkiem lokomocji był rower i publiczna komunikacja, a budżet był mocno okrojony. To wcale nie sprawiło, że podróż była nudna i nieciekawa. Sprawdziła się prawda, że przygoda nie musi kosztować fortunę. Celem eskapady była Bukowina - kraina historyczna leżąca na pograniczu dwóch państw - Ukrainy i Romunii oraz na pograniczu różnych kultur. 
To jedno z najdzikszych miejsc w Europie, która ma niezwykłą historię. To wobec pędzącego Zachodu zapadła prowincja, w której czas płynie niespiesznie, a rytm życia wyznaczają pory roku. Oko cieszą piękne krajobrazy podobne naszym rodzimym Bieszczadom. Skarbami architektury są przepiękne monastyry. W rejonie tym żyją Polacy i nie brakuje rodzimych nam śladów. Wielkiego bogactwa tu nie ma, jeśli nie mamy na myśli bogactwa kultur. Ludzie żyją tu ubogo i inaczej niż w innych państwach Starego Kontynentu. Pensje, emerytury i renty są skromne i wystarczą na  bardzo nędzne życie. Młodzi ludzie uciekają na Zachód w pogoni za pracą i lepszym życiem. A mimo to ten zakątek ma niesamowity urok. 
Autor jest nim bezgranicznie oczarowany i na kartach książki opowiada swoje wrażenia. Nie tylko one składają się na treść książki, bo nie jest ona publikacją typowo podróżniczą. Czytelnikom przybliżona jest historia i przeszłość Bukowiny, ale i jej dokładne dzieje, szczególnie XX wiek. Jej przeszłość komunistyczna i lata po obaleniu czerwonego reżimu. Jej wczoraj i dziś. 
Nie brakuje zdjęć, map, wykresów i statystyk.

Książka to podróż w przestrzeni, ale i w głąb siebie. Autor samotnie podróżując wędruje także do swojego wnętrza, a przychodzące mu w tej podróży myśli i refleksje zapisuje. Czytałam je i jednocześnie rozważałam. W pełni się zgadzam z wyciągniętymi wnioskami, które są niekiedy dość mocne i wyraziste. 

Książka jest niezwykle ciekawa i podjęty temat wyczerpuje w doskonały sposób. Zdecydowanie zachęca do zaplanowania podróży do tej wyjątkowej krainy, która kryje w sobie wiele ciekawostek i osobliwości. Fascynuje krajobraz, ludzie, miejsca, budowle, przeszłość, legendy i kultura. Ciekawi specyfika i codzienność życia. Strona za stroną coraz bardziej wnikałam w klimatyczne miejsca. Odkrywałam piękno i urok Bukowiny o której świat nieco zapomniał. Tytuł czyta się przyjemnie i ciekawie. Treść jest dopracowana, pełna szczegółów i ciekawostek. 
Reasumując odkryłam ciekawy zakątek Europy, spędziłam atrakcyjnie czas z lekturą w ręku, rozszerzyłam swoje horyzonty i pogłębiłam wiedzę z różnych dziedzin. Zapomniałam choć na kilka chwil o konsumpcjonizmie i pędzie za pieniądzem, wyrwałam się do krainy, w której czas wolniej płynie. Cofnęłam się w czasie do lat, kiedy dobra materialne znaczyły mniej i nie były celem życia.
Warto było? Ależ oczywiście. Z tego powodu gorąco polecam tę uroczą książkę, która posiada prześliczną okładkę i wartościową treść godną poznania. 

Book haul listopad 2018

sobota, 10 listopada 2018

Stefan Szczepłek "Szkoła falenicka"



Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2018
stron 264
ISBN 978-83-08-06592-1

Cudowny świat z dziecięcych i młodych lat

Wspomnienia... Są niczym skarby. Każdy z nas gdy dorośnie, osiągnie życiową stabilizację, rozgości się w dojrzałym życiu zawsze wraca do czasów dzieciństwa i młodości. Przeszłość wspomina się z łezką w oku, sentymentem i rozczuleniem. 
Czasem owe wspomnienia zostają spisane i dzięki temu powstają rewelacyjne książki, które pokoleniu Autorki czy Autora pozwalają na sentymentalną podróż w przeszłość, a młodszym czytelnikom dają możliwość poznać inną rzeczywistość niż im współczesna. 

W dzisiejszej notce chciałabym polecić Wam lekturę takiej właśnie książki, którą napisał związany od najmłodszych lat ze sportem uznany komentator i dziennikarz sportowy Stefan Szczepłek rocznik 1949. Jego młodość i dzieciństwo przypadło na czasy powojenne i okres PRL-u, kiedy żyło się zdecydowanie inaczej niż dzisiaj. Nie było cudów techniki, nie istniał internet, nie było telefonii komórkowej, ani po ulicach nie jeździło tyle samochodów. Żyło się jednak barwnie i ciekawie, kontakty międzyludzkie były zdecydowanie bardziej bezpośrednie, a do szczęścia trzeba było o wiele mniej. Bo wtedy kolekcjonowało się chwile, a nie rzeczy. 

Autor książki wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkał przez wiele lat w Falenicy, którą wchłonęła stolica. W niewielkim domku bez wygód przeżył wiele cudownych chwil, które na zawsze zagościły w jego pamięci. W domu żyło się bez luksusów i zbytków, skromnie aczkolwiek pogodnie. Rodzice starali się jak mogli by dzieci zdobyły odpowiednie wykształcenie. W rodzinie królowała miłość i szacunek. Autor bardzo ciepło wspomina mamę, która nauczyła go jak być dobrym człowiekiem, patriotą i iść przez życie fair play. 
Książka dzieli się na piętnaście bardzo ciekawych rozdziałów, które dotyczą takich kwestii jak rodzina, szkoła, świat kina oraz muzyki. Pokazują one drogę ku dorosłości poprzez uprawianie sportu, pierwsze randki, studia i wojsko. W tym okresie nie zabrakło ciekawych lektur, świetnych filmów i kontaktu z rówieśnikami. 
Opisując swoje młode lata Stefan Szczepłek pokazuje nam współczesną mu rzeczywistość, która odeszła już do przeszłości. Dziś młodzi ludzie patrzą na świat zdecydowanie inaczej. Szybciej konkurują ze sobą, ale ta rywalizacja nie zawsze ma uczciwe fundamenty. 
Tamten świat jest sentymentalny i prostszy. Chwilami idylliczny i pozbawiony obłudy czy fałszu. 

Ten tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Jego treść chwyta za serce i zaprasza do świata, który stanowczo kontrastuje z tym, co nas otacza tu i teraz. Inne priorytety, inne obyczaje, inne marzenia, inne cele. Radość z prostych spraw, szacunek dla wieku, zachwyt tym, co zachodnie. Sportowe marzenia, pasja, która odcisnęła piętno na całym życiu - to wszystko składa się na treść autobiografii Stefana Szczepłka. Humor, emocje, autentyczne przeżycia drzemią na kartach książki. Treści nie brakuje dowcipu, a prozie elegancji, dbałości o styl i galanterii. To właśnie dlatego ta książka otula czytelnika miękko jak cieplutki kocyk. I jest miła w odbiorze. Warto poznać ten niezwykły zakątek jakim była dawna Falenica, która otworzyła Autorowi przepustkę do świata sportu, sławnych osobistości i zawodowej kariery.
Publikacja bardzo miło zaskoczyła mnie na plus. Spodziewałam się dobrej książki, a odkryłam prawdziwą perełkę, którą gorąco polecam.


czwartek, 8 listopada 2018

Maria Paszyńska "Owoc grantu. Kraina snów"


Wydawnictwo Książnica
data wydania 2018
stron 353
ISBN 978-83-2458-338-6

O dziewczynach, których dusze zostały uwięzione na granicy dwóch światów


„Kraina snów” to drugi tom tetralogii „Owoc granatu” Marii Paszyńskiej, opowiadający o losach sióstr bliźniaczek – Elżbiety i Stefanii, które w czasie drugiej wojny światowej wraz z matką i bratem zostały zesłane na Syberię za polskość.
Pobyt na nieludzkiej ziemi dobiegł końca, ale ich pamięć wciąż była pełna potwornych wspomnień. Siostrom Łukowskim przyszło żyć na obczyźnie, tysiące kilometrów od rodzinnych stron, w niewiedzy, czy przeżył ich ojciec i dziadkowie. Tragiczne wydarzenia nie zacieśniły siostrzanych więzi. Halszka i Stefcia po wypowiedzeniu gorzkich słów rozstały się. Życie każdej z nich ułożyło się inaczej.
W Iranie musiały nauczyć się żyć na nowo w innej rzeczywistości, kulturze, klimacie, religii. Z innymi ludźmi i językiem. Adaptację utrudniały im syberyjskie koszmary, które zapisały się w pamięci bez ich zgody. Stefania poślubiła Hamida. Jako żona księcia zaczęła pławić się w luksusie. Mieszkała w pięknym domu z niezbyt przyjaźnie nastawioną teściową oraz rodziną męża. Jej życie stało się bajką. Po pewnym czasie do pełni szczęścia brakowało jej tylko dziecka. Dziecka, które uczyniłoby ją spełnioną, szczęśliwą i poważaną kobietą. Elżbieta również zamieszkała w muzułmańskim domu, ale na całkiem innych zasadach niż jej siostra. Zakochał się w niej mężczyzna wyznający wiarę w Allaha, ale jej serce nie odtajało po traumie, jaką przeżyła w tajdze.
Czy siostry odnajdą na perskiej ziemi szczęście i spokój ducha? Czy ich życiowe ścieżki ponownie się skrzyżują? Czy mur, który je dzieli, runie raz na zawsze? Zapraszam do lektury drugiego tomu cyklu, którego klimat jest jedyny w swoim rodzaju, a przymiotnikiem najlepiej go opisującym jest słowo fenomenalny.
Książka niczym nie ustępuje pierwszemu tomowi serii, choć opisany w niej świat jest zdecydowanie piękniejszy i pełen dobrych ludzi, którzy przyjmują polskich zesłańców z otwartymi ramionami. Mimo otaczającego ich ciepła sybirakom trudno jest odnaleźć się w normalnej, choć egzotycznej rzeczywistości. Ich zranione dusze wciąż są pełne bólu, blizny nie chcą się zagoić, a koszmary powracają nocą. Mimo to świat kręci się dalej i trzeba jakoś żyć. Siostry Łukowskie odnajdują w muzułmańskim kraju miłość. Czy są na nią gotowe? Każda z nich odbiera uczucia inaczej. Na obu życie odcisnęło już bolesne piętno.
Klimat książki jest wzruszający, przemawiający wprost do serca. Autorka ciekawie poprowadziła losy swoich bohaterek. Akcja jest dynamiczna, a niespodzianek w treści nie brakuje. Ważne miejsce w tym tomie zajmuje miłość. Opisany orientalny świat jest fascynujący, pełen barw i zapachów, smaków i tajemnic. Ma działać niczym balsam na zranione dusze, najlepszy medykament bez skutków ubocznych.
Książkę czyta się szybko, zachłannie. Prowadzi nas ona bowiem do świata, który ma wiele twarzy i odcieni. Bolesne wspomnienia mieszają się w nim z przepięknym otoczeniem, a zimno syberyjskiej nocy kontrastuje z rzeczywistością z tysiąca i jednej nocy. Na scenie pojawiają się też nowe postacie, które zmieniają życie zesłanych Polek. Jednym słowem, to książka napisana z rozmachem, która udowadnia, że autorka ma talent do tworzenia niezwykłych opowieści z historią w tle. Polecam ją fanom dobrej prozy, a szczególnie miłośnikom sag. Ten tytuł, podobnie jak cała seria, was nie zawiedzie. Życzę wspaniałych chwil z książką w ręku, które i mnie było dane przeżyć.


niedziela, 4 listopada 2018

Miłka Raulin "Siła marzeń"



Wydawnictwo Bezdroża 
data wydania 31-10-2018
stron 312
ISBN 978-83-283-3854-8

Nic nie ma takiej mocy jak marzenia

Marzysz? To normalne. Każdy człowiek marzy. Każdy człowiek ma jakieś cele i plany. Nie każdy oczywiście je spełnia i realizuje. Nie każdemu marzenia się spełniają. Czasem na przeszkodzie w ich ziszczeniu stajemy sobie my sami. Nikt inny tylko my sami. Bo granice rodzą się często tylko i wyłącznie w naszych umysłach. Osobą, która idzie do przodu i konkretnie realizuje swoje plany jest Miłka Raulin. Chcecie Ją poznać? Naprawdę warto, bo to kapitalna Dziewczyna, która jako trzecia Polka włożyła na skroń Koronę Ziemi i jest w tym gronie Pań najmłodsza. 

Miłka jest córką, siostrą, mamą 12-letniego synka. Miłka jest szczęśliwą i spełnioną kobietą, która żyje z pasją. Kocha szybowce, góry i podróże. Nosi na głowie koroną, choć nie jest z królewskiego rodu, nie została miss ani nie poślubiła monarchy. Swoją koronę zdobyła sama stawiając stopę na najwyższych szczytach poszczególnych kontynentów. Zajęło jej to siedem lat. Pochłonęło mnóstwo czasu, pieniędzy, wyrzeczeń. Dało satysfakcję, radość i spełnienie marzenia. Zahartowało i nauczyło wielu rzeczy. Odmieniło życie raz na zawsze. I dało wiele przyjemności. Dodało pewności siebie i wiary we własne siły. Dziś Miłka w swojej książce dzieli się z czytelnikami nie tylko swoimi przeżyciami, ale i ogromną pozytywną energią, która w niej drzemie. 

W żyłach Miłki płynie kaszubska krew, a ona sama nie została wychowana przez rodziców pod kloszem. Od dziecka lubiła wyzwania. Pierwszą poważniejszą podróż odbyła do Peru w ramach programu "Zdobywcy". W Andach zdobyła szczyt Mismi, a zgubiła depresję. Góry weszły jej na poważnie w krew. 

A potem zaczęło się zdobywanie kolejnych szczytów i podróże. Chwile radości i trudności. Górskich wrażeń, widoków i smagającego lodowatego wiatru. Zimno, śnieg i lód. Przygoda i mierzenie się z naturą. Górski romans trwał siedem lat i zaowocował postawieniem stopy na Dachu Świata. Miłka nie jest profesjonalną himalaistką, jest zwyczajną kobietą pracującą na etacie, mamą i duszą zakochaną w górach. Swoje sukcesy okupiła ciężką pracą, konsekwencją, uporem i zacięciem. Pomógł jej życiowy optymizm i siła marzeń, która może bardzo, bardzo wiele i uskrzydla. 

Książka jest fascynująca i niezwykła. Czytałam ją mocno zaangażowana w jej treść. Razem z Autorką przeżywałam górskie przygody. Tekst był mi bardzo bliski ze względu na podobne poglądy na życie i góry, podobną osobowość, którą góry w ludziach wyzwalają. Emocjom nie było końca. Wyobraźnię rozbudzał nie tylko tekst, ale i zdjęcia. Ilość endorfin po lekturze znacząco wzrosła, a ja poczułam, że w górskim i życiowym szaleństwie nie jestem sama (Miłka zdobyła fundusze na wyprawę na Everest, ja przeszłam 24-kilometrową trasę gniazdo Tarnicy i Halicza z wypadniętym dyskiem i skierowaniem na operację neurochirurgiczną. Bo kto da radę, jak nie my). 

Książka niesamowicie ładuje akumulatory czytelników, daje siłę do zmagania się z codziennością i trudnymi wyzwaniami. Uczy marzyć konsekwentnie i wytrwale. Wyzwala moc, która w nas drzemie czasem bardzo cicho i jest nieodkryta. Po lekturze czuję się silniejsza i zmotywowana. Czytanie to też górska przygoda, to możliwość odkrycia fenomenu gór, ich piękna i wpływu na ludzki umysł. 
Książka zawiera 14 niesamowicie ciekawych rozdziałów. Ostatni opowiada o Evereście, ale i zapowiada książkę poświęconą tylko tej górze. Czekam na nią. Tymczasem polecam "Siłę marzeń" każdej osobie, która ma ochotę na książkę górską, lubi literaturę podróżniczą, kocha poznawać przez czytanie ciekawe osobistości, ma marzenia i chce je spełnić, czy czuje się wypalona. W każdym przypadku ta lektura będzie idealna. Gorąco polecam dziękując Miłce za tak cudowny czas z Jej książką w ręku. 

poniedziałek, 29 października 2018

Anna Kaszuba-Dębska "Poczet królowych polskich"



Wydawnictwo Znak emotikon
data wydania 2018
stron 128
ISBN 978-83-2405-092-5

Królowe mają głos

Gdy byłam małą dziewczynką myślałam, że królowe są tylko w bajkach i baśniach. Gdy podrosłam dowiedziałam się, że królowie istniały i istnieją w realnym świecie. W Polsce już nie ma monarchii, ale kiedyś, przed wiekami żyły polskie władczynie, które nosiły koronę i dzierżyły berło oraz jabłko królewskie. Kim one były? Wiedzę zaczerpnęłam z lekcji historii i książek. Nie trafiłam jednak jako uczennica na tak przystępną i wiele obrazującą książkę jaką dla młodych czytelników przygotowała Anna Kaszuba-Dębska. 


Publikacja przedstawia sylwetki 25 kobiet, które musiały w życiu unieść ciężar korony. A ta niekiedy wiele ważyła i nie mam na myśli tu jej ciężaru fizycznego. Korona to obowiązki, wyrzeczenia, wymagania i wyzwania. Pamiętając, że bohaterki żyły przed wiekami, kiedy kobiety nie doceniano tak jak dziś, niekiedy było im trudno i musiały rozbijać twarde mury skostniałych norm. Wśród opisanych postaci były białogłowy mniej lub bardziej odważne, takie, które miały ochotę mieszać się do polityki i takie, które wolały zabawę, tańce i turnieje. Każda z nich miała inny charakter. Każda z nich nie miała łatwego życia i nad każdą ciążył obowiązek wydania następcy tronu. Życie nie każdej było szczęśliwe i usłane różami. Autorka pozwala swoim bohaterkom zabrać głos i udziela im pierwszoosobowej narracji. Przez to tekst brzmi bardziej przekonywująco i zwyczajnie po ludzku. Młody czytelnik dzięki temu jest w stanie szybko i czytelnie odebrać zawarty w książce przekaz. 


Tekst uzupełniają przepiękne ilustracje. Ich Autorką jest także Anna Kaszuba-Dębska. Książka jest staranie wydana. Twarda oprawa, cudownie dobrana gama kolorów, idealna czcionka dodają uroku wspaniałej treści. To idealny pomysł na prezent i świetna pozycja by zainteresować młodego czytelnika przeszłością Polski. Tytuł wart jest swojej ceny pod każdym względem. A zatem czy jesteście gotowi poczytać co opowiadają o sobie polskie królowe? 

wtorek, 23 października 2018

Maria Paszyńska "Owoc granatu. Dziewczęta wygnane"



Wydawnictwo Książnica
data wydania 2018
stron 352
ISBN 978-83-2458-310-2

W krainie bez zasad i moralności wybrańcy są szczególnie napiętnowani


„Dziewczęta wygnane” to pierwszy tom trylogii „Owoc granatu” opowiadającej o losach sióstr Łukowskich – Elżbiety i Stefanii, bliźniaczek zamieszkałych przed drugą wojną światową wraz z rodziną w Borysławiu. Owa polska familia żyła w zgodzie, harmonii i szczęściu. Ojciec pracował w leśnictwie, matka wychowywała troje dzieci – starsze córki i małego synka. Każde wakacje spędzali u dziadków na prowincji, ciesząc się bliskim kontaktem z naturą i sielską atmosferą życia w dworku. W 1939 roku spokój zakłócała tylko myśl o możliwym wybuchu wojny. W Europie wrzało i z Zachodu nadchodziły niepokojące wieści. Lato 1939 było dla młodych panien Łukowskich wyjątkowe. W te dni Halszka i Stefa poznały, co to smak pierwszego zauroczenia i nastoletniej miłości. Ich wybrankiem okazał się ten sam mężczyzna, który – podobnie jak ojciec bliźniaczek – został powołany do wojska. Wrześniowego ranka idyllę raz na zawsze przerwał nalot niemieckich samolotów. Od tej chwili nic nie było już takie samo. Nastały dni strachu, lęku o najbliższych, niedostatku i grozy. W lutym rodzina została bezpowrotnie rozdzielona. Matka wraz z dziećmi za bycie Polakami i krewnymi oficera zostały skazane na wywózkę na Sybir. Nadeszły dni próby, daleka podróż i byt na nieludzkiej ziemi, gdzie człowiek był brutalnie odzierany z wszystkiego, co miał, także z człowieczeństwa...
Jeśli zdecydujecie się poznać tę historię, koniecznie zaopatrzcie się w chusteczki. Bo to książka, przy której łzy płyną strumieniem, a serce kraje się z bólu. Suche fakty historyczne zawarte w kronikach czy podręcznikach nie przemawiają tak czule i mocno jak pamiętniki zesłańców, które autorka przez napisaniem tej opowieści przeczytała i poznane dzięki nim fakty wplotła w fabułę. Szczęście, spokój i sielanka mocno kontrastują z tragedią, jaka dotknęła rodziny takie jak ta tworzona przez bohaterów powieści. Syberia, kraina piękna i dziewicza, zmienia się w piekło na ziemi. Ludzie opanowani chorymi ideami i nienawiścią sprowadzają zesłańców do pandemonium zła, gdzie króluje ból, przemoc, męka i śmierć. Człowieczeństwo, ludzkie odruchy i sumienie zostają zdeptane i unicestwione. Ludzie tracą moralność, koncentrując się tylko na tym, by przeżyć. Słabi załamują się i wybierają śmierć w okowach mrozu. Świat staje się sceną martyrologii i zagłady. Gwałty, przemoc, głód i praca ponad siły są oczywistą codziennością. W takich warunkach przychodzi żyć dwóm nastoletnim bohaterkom, które nie darzą się zbytnią sympatią. Dzieli je od dawna rywalizacja o mężczyznę, którego nie ma żadna z nich. Mimo wszystko Halszka opiekuje się swą siostrą, bo dała ojcu słowo.
Maria Paszyńska wspaniale pisze o trudnych i bolesnych czasach dla Polaków. Prostym, niezwykle plastycznym językiem opisuje losy ludzi, którzy niczym nie zawinili, a skazano ich na najcięższą karę. Opisy są niezwykle żywe, kolejne sceny zawarte na kartach powieści przejmujące i niezwykle wymowne. Lektura wzrusza i daje obraz historii, która dotknęła mieszkańców Kresów Wschodnich, pozbawiając ich domów, rodziny i spokojnej egzystencji. W powieści ważne są postacie z pierwszego planu, ale i te, które poznajemy pobieżnie, a które stanowią tło. Autorka, świetnie operując słowem, odtwarza sielankową rzeczywistość Kresów, wymuszone tułactwo i syberyjską drogę krzyżową, która dla wielu zakończyła się śmiercią. Powieść czyta się jednym tchem, choć często oczy wypełniają łzy. Tekst jest mocny i wyrazisty. Dobitnie przypomina o krzywdzie, jakiej doznali Polacy.
Książka jest dopracowana, piękna i wzruszająca. To początek wspaniałego cyklu, który powinni poznać nie tylko miłośnicy literatury z historią w tle czy sag rodzinnych. Dla mnie to najlepsza książka przeczytana w tym roku i jedna z najlepszych, jakie dane mi było trzymać w rękach. Jestem ciekawa, jak potoczą się losy dziewcząt z Borysławia, z przyjemnością więc sięgnę po kolejną część zatytułowaną „Kraina snów”. Z całego serca polecam tę lekturę.


środa, 17 października 2018

Hanna Greń "Popielate laleczki"


Wydawnictwo Replika
data wydania październik 2018
stron 368
ISBN 978-83-7674-723-1

Przeszłość zwykle wraca w najmniej odpowiednim momencie

Po raz pierwszy po sensację sięgnęłam gdy miałam 12 lat i chodziłam do piątej klasy podstawówki. Pierwszy kryminał jaki przeczytałam i dzięki któremu przylgnęłam do tego rodzaju książek był pióra rodzimego autora. Dlatego polskie książki o zbrodniach i mordercach cenię wysoko i mam do nich słabość. Od czasu do czasu zabieram się za lekturę takiej właśnie pozycji. Ostatnio, gdy naszła mnie ochota na dreszcz sensacyjnej emocji wybrałam tytuł "Popielate laleczki" pióra Hanny Greń wydany nakładem Wydawnictwa Replika i stanowiący kolejny, piąty tom popularnego cyklu.

Od samego początku lektura przypadła mi do gustu. Szybko wciągnęła mnie jej fabuła i poczułam klimat właściwy dobrej sensacji z domieszką obyczaju. A to bardzo lubię. 

Astrida Szymanowska z córką Beatą zwaną Tulą prowadzą zakład fryzjerski. Interes dzięki talentowi obu pań świetnie prosperuje. Klientek nie brakuje, a pieniądze zasilają rodzinne konto. Spokój codzienności zakłóca pewnego dnia mail od tajemniczego nadawcy. Ktoś za zatrzymanie pewnych informacji i faktów z przeszłości w tajemnicy żąda sporej kwoty pieniędzy. Mail zaadresowany do matki przechwytuje córka, która postanawia za wszelką cenę chronić spokój swojej rodziny. To ona udaje się na wyznaczone spotkanie zamiast rodzicielki. Na miejscu znajduje kwiat i trupa nieznanego mężczyzny. Śledztwo w tej sprawie zostaje umorzone, ale sytuacja powtarza się po trzech latach. Tula znów znajduje  męskie zwłoki z poderżniętym gardłem, inny jest tylko przy nich gatunek kwiatu. Różę zastępuje frezja. Policja znów podejmuje działania śledcze...

Akcja książki jest dynamiczna i pełna nieoczkiwanych zwrotów. Autorka świetnie gmatwa fabułę i "wodzi" czytelnika za nos. Buduje napięcie i wprowadza wątki poboczne. Akcja rozgrywa się w różnych wymiarach czasowych, a tajemnice z przeszłości wkradają się w życie bohaterek bez ich zgody i skutecznie komplikują im codzienność. Czytanie tej książki przypominało mi układanie pasjansa, a scenariusz mógł rozegrać się na wiele sposobów. Sylwetki opisanych bohaterów są bardzo różnorodne i tajemnicze. Każda z nich jest niejednoznaczna i ma swoje asy w rękawie. Tula z jednej strony chce dobrze, ale ma swoje wady i niekiedy jej zachowanie irytuje, a niekiedy wprawia w zachwyt. Astrida jest od samego początku bardzo zagadkowa i tajemnicza niczym zakwefiona kobieta. Jej przeszłość wiele kryje i jest pełna sekretów. Stróże prawa budzą sympatię i są bardzo ludzcy. 
Powieść jest wartka i nie wieje z niej nudą. Obyczaj uzupełnia sensację, a Autorka splotła je w ciekawy w odbiorze wzór. Plusem książki są świetne dialogi i dogłębne prześwietlenie ludzkiej natury poprzez występujące postacie i ich zachowania. Choć książka stanowi piątą część cyklu można ją czytać nie znając wcześniejszych tomów. Lektura jest w odbiorze świeża i łatwa. Wymaga od czytelnika uwagi, bo dzieje się na jej stronach naprawdę wiele. Przyjemność czytania ubarwia też tło, pojawiające się kolejne zagadki i znaki zapytania. 
Książkę zdecydowanie polecam. Przy niej Wasz umysł będzie dymił jak wulkan, a logika zaprowadzi często w ślepą uliczkę. Jestem przekonana, że jeśli przeczytacie ten tom zapragniecie poznać też te wcześniejsze. To dobra proza w swoim gatunku. A zatem zapraszam wraz z Hanną Greń do Beskidzkiego Trójkąta. 

wtorek, 16 października 2018

Jacek Moskwa "Tajemnice konklawe 1978"



Wydawnictwo Znak 
data wydania 2018 
stron 288
ISBN 978-83-240-5444-2

Sekrety dwóch konklawe 

Rok 1978 był wyjątkowy. W ciągu dwunastu miesięcy odbyły się w Watykanie aż dwa konklawe. Kardynałowie z całego świata uprawnieni do głosowania dwukrotnie wybierali Ojca Świętego. Pierwszy raz po śmierci Pawła VI w sierpniu, drugi raz po odejściu Jana Pawła I w październiku. Po krótkim pontyfikacie nastał długi i historyczny. Na Tronie Piotrowym zasiadł kapłan z dalekiego kraju, zza Żelaznej Kurtyny. Skromny aczkolwiek światły pochodzący z Krakowa kardynał. Papiestwo objął człowiek spoza Włoch po ponad 400 latach dominacji Italii w Watykanie. 
Czy konklawe sprzed 40-stu lat kryją jeszcze jakieś sekrety? Pewnie tak, bo przecież książka nosi taki tytuł. 

Rozczaruję tych, którzy chcą szukać taniej sensacji i wiadomości na miarę brukowych tabloidów. Nazwisko Autora gwarantuje rzetelną prozę i konkretne informacje. Jacek Moskwa był przez wiele lat korespondentem polskich mediów w Watykanie i jest docenionym biografem Karola Wojtyły. Znał otoczenie krakowskiego kardynała. I właśnie tak doinformowana osoba przypomina tamte dni, kiedy cały świat kierował oczy na kolor dymu nad Kaplicą Sykstyńską. 

W kraju dominującą pozycję zajmował Stefan Wyszyński. To On był Strażnikiem i Przywódcą. Karol Wojtyła stał w Jego cieniu. Na arenie międzynarodowej, wśród kolegium kardynalskiego było odwrotnie. Wyszyński był zbyt konserwatywny i starszy (miał 77 lat). Biskupi i kardynałowie byli zachwyceni sylwetką młodszego polskiego kardynała z Krakowa. Jego mądrością, inteligencją, błyskotliwością, poglądami. W ich oczach skromny Wojtyła miał wiele cech przydatnych papieżowi. I właśnie o drodze na watykański tron, o "karierze"  i popularności opowiada Jacek Moskwa w swojej książce. Wybór konklawe był dla wielu oczywisty, dla wielu niespodziewany. Jako 4-letnie wtedy dziecko pamiętam wielką radość. Dziś jako dorosła osoba czytając tę książkę widzę pewne fakty, które są oczywiste, a na które nie zwracałam dostatecznej uwagi. Kościół to polityka, to hierarchia, to mocarstwo, którym rządzą ludzie. Każdy z ostatnich sześciu papieży jest inny. Ma inny charakter i inne priorytety w prowadzeniu swojej owczarni. Na owe czasy Polak, którego wybrano był idealnym kandydatem. I to na kartach książki Jacek Moskwa udowadnia. 
Pokazuje sylwetkę Piotra z Wadowic w świetle potrzeb tamtego czasu. Pokazuje otoczenie Wojtyły, jego zwolenników, którzy zwrócili uwagę na predyspozycje kandydata. Dziś patrząc z perspektywy czasu decyzja konklawe z października 1978 wydaje się słuszna, choć oczywiście znajdą się krytycy mający w zanadrzu słuszne argumenty. 

Zakończenie książki to strony poświęcone samemu przebiegowi drugiego konklawe. Autor przytacza jak przebiegały głosowania, jak piął się na szczyt Jan Paweł II. Starsi czytelnicy przeczytają test z łezką w oku i oddadzą się wspomnieniom. Młodsi mają okazje poczuć klimat tamtych dni. Zobaczyć Kościół wczoraj, który był inny niż dziś. Kościół polski, może zaściankowy, może z ludowym obliczem, ale mniej materialny i bardziej bliski ludziom. Może nieidealny, bo wiele spraw zamiatano pod dywan. 

Książka do której przeczytania Was zachęcam jest bardzo merytoryczna, wyważona i rzetelnie napisana. Nie ma w niej zbędnych treści, szukania sensacji. Nie ma też stronniczego idealnego obrazu. Jest za to rzetelny przekaz historyczny i uwzględnienie najważniejszych faktów. 
Dziś, dokładnie w 40-stą rocznicę wyboru Karola Wojtyły, jest idealna data by polecić lekturę najnowszego tytułu Jacka Moskwy, który dostrzegał Polaka nie tylko jako Głowę Kościoła, ale także jako polityka, humanistę i osobę szanującą każdego człowieka bez względu na jego religię, poglądy czy status majątkowy. 
Jestem pod wrażeniem tej publikacji, którą starannie wydano. Polecam nie tylko katolikom. 

poniedziałek, 15 października 2018

Kasia Bulicz-Kasprzak "Spadek"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2018
stron 312
ISBN 978-83-8117-629-3

Uczucia nie mają nic wspólnego z logiką, a życie lubi dawać lekcje człowieczeństwa

Prozą Kasi Bulicz- Kasprzak zachwycam się już od dobrych kilku lat. Doceniam talent tej Autorki i przekaz Jej książek. To nie tylko zwyczajne opowiastki dla kobiet. W każdej z fabuł drzemie jakiś ważny wydźwięk, cenny przekaz i mądrość, która mówi, co w życiu bywa ważne. Dlatego chętnie sięgam po kolejne powieści tej Pisarki, a one nigdy mnie nie rozczarowują. 

Kilka dni temu zagłębiłam się w "Spadek", który okazał się wspaniałą lekturą i zapewnił kilka wyjątkowych godzin z książką i herbatką. Z każdą przeczytaną stroną kochałam ten tytuł coraz bardziej i rozsmakowywałam się w jego klimacie. Znalazłam się w trzech światach (wielkomiejskim, prowincjonalnym i szkockim), do których zabrała mnie główna bohaterka Dorota. 

Jej codzienność wydaje się być dość ułożona. Dorota pracuje, ma własne gniazdko i leczy rany po nieudanym związku. W spadku od koleżanki najpierw dostaje psa. Los ma dla niej kolejną "spadkową" niespodziankę. Rzeczywistość burzy jeden telefon ze szpitala na Lubelszczyźnie. W tejże placówce przebywa dziadek Doroty, którego ta nigdy nie widziała na oczy, ani nie wiedziała o jego istnieniu. Biologiczny ojciec dziewczyny zostawił jej matkę i wyjechał z Polski. Dorotę wychowywał ojczym z którym łączyły ją doskonałe relacje. Zdziwiona całą sytuację młoda dama udaje się do owego szpitala i postanawia, że mimo wszystko zaopiekuje się ojcem swego rodzica. Tym samym wkracza w świat starego mężczyzny i poznaje prowincję oraz rodzinne korzenie. 
Uroki życia na wsi i rodzinne tajemnice. Ludzi, którzy są inni i żyją inaczej. Tym samym wkracza w nową rzeczywistość i kompletnie inną bajkę, która podoba jej się z każdym kolejnym dniem coraz bardziej. Psy, odnaleziony dziadek i nowo poznani przyjaciele sprawiają, że dziewczyna z miasta pragnie odmienić swoje życie i przejść wielką metamorfozę... Choć nie od razu o tym wie. 

Wielu Autorów sięga po poruszoną w książce tematykę. O rodzinnym tajemnicach pisze się dobrze. Ten motyw przewodni przyciąga czytelników jak magnes. Kasia Bulicz-Kasprzak wykorzystała go jednak w sposób oryginalny i świeży. Połączyła z doskonale przemyślaną fabułą i ciekawie wykreowanymi postaciami. Wszystko perfekcyjnie się z sobą łączy i tworzy niepowtarzalny klimat. Równie klimatyczna jak Zamojszczyzna jest Szkocja. A pikanterii dodaje wprowadzenie postaci Lou. Tym samym efektem jest porywająca książka, którą czyta się z przyjemnością i zaciekawieniem. Powieść jest niczym  poradnik jak znaleźć szczęście. Głównej bohaterce po wielu perypetiach udaje się znaleźć swoje miejsce na ziemi. Dom w którym chce zamieszkać i miejsce, gdzie chce się budzić i zasypiać. Takiej ostoi szuka każdy z nas, choć często nie zdaje sobie z tego sprawy. Droga do tego miejsca zwykle jest kręta i pod górę, a wędrując musimy dokonać wielu wyborów. Im więcej w życiu doświadczamy, tym bardziej poznajemy samego siebie. Bo życie, bo kolejne jego chwile to ciągły egzamin. 
Dorota nie zawsze odważnie idzie do przodu. Czasem się ogląda, czasem chce zawrócić. Waha się i zastanawia, czy robi dobrze. Niekiedy musi podjąć decyzję w ciemno. Takie właśnie jest prawdziwe życie. 

Bardzo dobrze się czułam w towarzystwie tej bohaterki i jej przyjaciół oraz bliskich. Szybko odnalazłam się w gronie nietuzinkowych postaci, pięknego otoczenia i ciekawej przyrody. Czułam duchową więź z Dorotą, która stała mi się bardzo bliska. Miałam wrażenie, że znam ją od lat. 

Lektura to ciepła i mądra książka, która niesie w sobie wiele pozytywnej energii. Polecam ją Czytelniczkom w każdym wieku. Gwarantuję emocje, wzruszenie i dobre chwile z książką. Serdecznie zachęcam do przeczytania "Spadku". 

piątek, 12 października 2018

Kuba Kucharski "W uścisku Katriny"



Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-6196-835-1

American Dream, miłość i huragan

Przez wiele lat Ameryka jawiła się kolejnym pokoleniom Polaków jako eldorado i raj na ziemi. Wiele osób marzyło o wyjeździe i pracy za oceanem. Na własne oczy USA chciał zobaczyć również Kuba Kucharski. Studentowi pochodzącemu z małego miasta udało się zrealizować to marzenie w 1995 roku w ramach programu Work & Travel, który umożliwia młodym ludziom zwiedzanie, pracę i poznanie amerykańskiej kultury oraz stylu życia. Letni wyjazd miał być czasem pełnym wrażeń, przygód i nowych znajomości, radości i poznania innej niż rodzima rzeczywistości. Tak się jednak nie stało, bo przyroda postanowiła pokazać swoją siłę przez potężny huragan, który ochrzczono imieniem Katrina.
Kuba chciał poznać przede wszystkim Nowy Jork. Ciekaw był też samego kraju, o którym krążyło wiele mitów. Był otwarty na nowe doświadczenia i sytuacje. Nie przewidział jednak, że wydarzenia, jakich miał doświadczyć, będą z piekła rodem. Nic tego nie zapowiadało. Podróż przebiegła spokojnie. Praca stanowiła wyzwanie, nowe warunki okazały się do zaakceptowania i wszystko zaczynało się dobrze układać. Także nowe znajomości. Jedna z poznanych dziewczyn zainteresowała Kubę szczególnie i szybko podbiła jego serce. Gdy młodzi ludzie przyzwyczaili się już do amerykańskiej codzienności, ich spokój zakłóciły niepokojące informacje. Wydawało się nieciekawie, ale nie tak groźnie. Nie tak tragicznie i koszmarnie. Tym bardziej że organizator wyjazdu nie ostrzegł w porę młodych ludzi, którzy mieli niewielką wiedzę na temat tego rodzaju żywiołów.
Rzeczywistość okazała się brutalna. Kuba Kucharski opisuje ją bardzo plastycznie i wiarygodnie. Widać, że te wydarzenia zostały mu w pamięci na zawsze. Nic dziwnego, bowiem w naszym klimacie aż tak gwałtownych zmian dotąd nie było. Groza bije z wielu stron książki. Pogoda i żywioł dały się wszystkim we znaki, a zagrożeni ludzie stawali się agresywni. Relację z pobytu na stadionie Superdome czyta się niczym prozę Kinga. Krew tężeje w żyłach, a wyobraźnia nie nadąża za czytanymi słowami. Kompletnie zaskoczeni młodzi ludzie dostają lekcję od życia. American Dream okazuje się koszmarnym snem, choć są i pozytywy pobytu w Nowym Orleanie.
Książkę czyta się jak najlepszą sensację. Strona za stroną poznajemy historię, która jest przemawiającym do serca dokumentem o ludzkich tragediach, które dotknęły rzesze ludzi. Autor bezstronnie relacjonuje pamiętne dni, kiedy na Nowy Orlean zwrócił oczy cały świat. Odbiór tych wydarzeń przez młodych ludzi jest bardzo wymowny. Dynamiczna, szczera i niezwykle osobista relacja doskonale pokazuje, jak słabi jesteśmy wobec sił natury i jak tragiczne wydarzenia wyzwalają w nas różne instynkty, o które nigdy byśmy siebie nie podejrzewali. Publikacja ta to także Ameryka widziana oczami młodych ludzi, zderzenie mitów z rzeczywistością, kraj, który niekiedy rozczarowuje i uczy, że nie zawsze to, co mówią inni, jest prawdą. Ameryka – jak się okazało – ma też i wady, zachwyca i zawodzi, daje możliwości i pokazuje, że rzeczywistość nie zawsze jest słodka. Amerykański świat zaszokował i zaczarował, dając się poznać z wielu stron.
Książka ta bardzo przypadła mi do gustu. Czytałam ją i chłonęłam przeżycia młodych ludzi. Odczuwałam ich strach i lęk, dostrzegałam przemianę i wkraczanie w dojrzałość, współczułam tym, którzy stracili domy, bliskich, dorobek życia. Dzięki lekturze zrozumiałam, jak kruche są dobra tego świata i szczęście – na przykładzie miasta, którego mieszkańcy zostali tak bardzo doświadczeni. Wakacje nie zawsze są czasem wypoczynku, a nasze plany życie potrafi obrócić w pył. Ta relacja uczy, by doceniać spokój każdego dnia, szklankę wody, możliwość wzięcia prysznica czy zjedzenia śniadania we własnym domu. Wielkie brawa dla autora za tak świetny przekaz, wyczerpujące ujęcie tematu i ukazanie przez naocznego świadka dramatu Amerykanów i legendarnego miasta. Wspomnienia uzupełniają wiele mówiące zdjęcia. Gorąco zachęcam do ich obejrzenia i zagłębienia się w lekturze.

czwartek, 11 października 2018

Rozwiązanie konkursu "Krocząc wśród cierni"

Witajcie Kochani! 
Z wielką przyjemnością pragnę ogłosić wyniki. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Decyzja nie była łatwa, bo każdy z Was skutecznie mnie przekonywał co do swoich racji. 

Nagrody są tylko dwie. Serdecznie gratuluję ich zwycięzcom i dziękuję za udział w zabawie.
Książki wędrują do 

- Edyty Cha.
oraz 
- jusiadusia2 - Oli 

Zwyciężczynie otrzymają ode mnie maila z prośbą o dane do wysyłki. Sprawdzajcie swoje skrzynki mailowe. 

wtorek, 9 października 2018

Magdalena Kubasiewicz "Jesienny bluszcz"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-7674-718-7

Problemy są po to, by je rozwiązywać

Życie nie zawsze jest bajką. I to nie tylko w realnym świecie, ale i w książkach. Nie zawsze jest różowo, nie zawsze świeci słońce i nie zawsze buzia się śmieje. Problemy dopadają nas, kobiety, często i czasem niespodziewanie. Dotyczy to także relacji męsko-damskich. Gdy zaczynamy je dostrzegać można zacząć udawać, że nic się nie dzieje. Można schować głowę w piasek i zamieść kłopoty pod dywan. Można ubrać na oczy okulary i udawać, że wszystko jest ok. Tylko takie rozwiązanie mało kiedy się sprawdza. Rzadko kiedy los lub inni rozwiążą za nas supełki. Zwykle ma miejsce tsunami i komplikacja życiowa wraca ze zdwojoną siłą. Na babskie kłopoty nie ma nic bardziej skutecznego i sprawdzonego jak niezawodne przyjaciółki z którymi pobyt i rozmowa czynią cuda. Nie wierzycie? 

Zatem zapraszam Was do lektury bardzo ciepłej i przyjemnej powieści w której wcale nie bywa różowo i słodko. Napisała ją Magdalena Kubasiewicz, a wydało Wydawnictwo Replika. "Jesienny bluszcz" to dobra propozycja na październikowy wieczór. Do tego polecam owocową herbatkę i kocyk. I będzie przecudownie. 

Małżeństwo Kariny nadszarpnął romans. O mały włos, a nic z niego by nie zostało oprócz dzieci. Karina dwoi się i troi by być dobrą mamą i żoną. Czasem jednak życie ją przerasta i daje solidne kopniaki. Mąż jest zbyt mocno zaabsorbowany pracą i nieobecny myślami. Dzieci marudzą i stawiają kontry. Buntują się i wymykają z szablonu matczynej wyobraźni. Nie chcą docenić tego, co mają, chcą iść własną drogą. Udręczona Karina pragnie chwili oddechu i spojenia rodziny. Kaśka sporo w życiu narozrabiała. Jej chłopak-szef okazał się niewierny i został oblany kawą. Bardzo umyślnie i z premedytacją. Jego kochanką okazała się kobieta od której Kasia wynajmowała mieszkanie. W jednej chwili stała się i bezrobotna i nie mająca dachu nad głową. Na dodatek musiała uratować z rąk tyrana i babskiego boksera Wiolkę, którą jej ukochany dotkliwie nie po raz pierwszy pobił. Anna też ma moc kłopotów i zajęć. By wszystkiemu podołać musiałby się rozdwoić. By opanować sytuację zaprasza do Bluszczowego Dworu Karinę i Kasię z Wiolą. Wszystkie przyjeżdżają tam, by zapomnieć o kłopotach, zaczerpnąć oddechu i pomyśleć co dalej. Czy wyjazd dobrze zrobi kobiecym duszom? Zapraszam do lektury świetnej powieści, która i bawi i wzrusza i uczy dystansu do życia oraz niepowodzeń.

Książka jest lekturą mądrą i pełną humoru. Pokazuje, że życie to nie bajka, ale nie można się załamywać i poddawać. Czasem, choć wiatr wieje w oczy, trzeba iść do przodu, chwytać drobinki szczęścia i pomocne dłonie, które są do nas wyciągnięte. Nie należy się nad sobą użalać, bo takie zachowanie nigdy nie wyjdzie nam na dobre. Autorka w pozornie lekkiej treści mówi dużo i mądrze. Pokazuje losy kobiet zwyczajnych, a nie lukrowych czy papierowych. O ile bohaterki budzą sympatię, o tyle postacie męskie już nie są tylko pozytywne. Magdalena Kubasiewicz wpadła na dobry pomysł jak pokazać zwykle życie, jak dodać otuchy czytelniczkom i jak sprawić by wieczór z książką był miły i naładowany pozytywną energią. Ta lektura poprawi humor i doda pewności tym, którym jej brakuje. Nie jest to jakaś wybitna proza, nie jest to jakieś wyjątkowe arcydzieło, ale z pewnością jest to świetna książka z misją. Jest to powieść potrzebna by lepiej żyć i mieć siły do rozwiązywania problemów, które niczym pory roku są wpisane w nasze życie. Polecam z całego serca. 

poniedziałek, 8 października 2018

Iwona Szelezińska "Kopnij piłkę ponad chmury"



Wydawnictwo Marginesy
data wydania 2018
stron 340
ISBN 978-83-65973-75-7

Nepal - jedyne takie miejsce na Ziemi

Nepal to kraj wyjątkowy do którego chciałabym pojechać. Nepal fascynuje mnie od lat, ale do tej pory patrzyłam na niego przez pryzmat gór i turystyki. Przez Himalaje i leżące w tym kraju ośmiotysięczne szczyty na które docierały polskie wyprawy. Nepal to dla mnie do tej pory stolica Katmadu i jej turystyczna dzielnica Thamel, Lukla i jej charakterystyczne lotnisko oraz trasy trekkingowe do baz pod szczytami, Namche Bazar i Szerpowie. Do tego folkowa muzyka, która mnie bardzo wycisza i relaksuje. To znane mi oblicza Nepalu. 

Dzięki książce Iwony Szelezińskiej odkryłam inne twarze tego kraju. Spojrzałam mniej turystycznie, a bardziej zwyczajnie. Choć moim zdaniem Nepal nie jest nigdy zwyczajny. On jest tak bardzo mistyczny i tajemniczy, pociągający i kryjący sekrety. 

Reportaże z Nepalu zawarte w książce "Kopnij piłkę ponad chmury" dosłownie mnie oczarowały. Po pierwsze dlatego, że zostały napisane w sposób fenomenalny, po drugie ze względu na ich treść i tematykę jaka jest w nich poruszona. Każdy tekst traktuje o czymś wyjątkowym, o czymś, co jest dla nas Europejczyków bardzo egzotyczne. Każdy z nich jest odmienny i przykuwający uwagę, a Autorce udało się w tekście zawrzeć to, co istotne w sposób ciekawy i wyczerpujący, a zarazem bardzo przystępny. Przyswajalny dla laika. Jedenaście tekstów to jedenaście oblicz kraju w którym oprócz rzeszy turystów i wspinaczy żyją normalni, zwyczajni ludzie, których życie toczy się w miastach i wioskach. Ludność Nepalu żyje w większości inaczej niż ludzie na Starym Kontynencie. Są bardziej związani z naturą i zależni od pór roku. Wielu z nich żyje z turystyki i tym wiedzie się lepiej, ale nie wszyscy mają dość środków do życia. Są tacy, którzy przenoszą się z prowincji do miast lub podejmują emigrację zarobkową do Stanów Zjednoczonych i państw Bliskiego Wschodu. 

Nepalczycy są pogodni mimo warunków w jakich żyją. Ich życie odbiega od norm europejskich. Brakuje prądu, drogi pozostawiają wiele do życzenia, a nepalskie kobiety bywają sprzedawane do domów publicznych za granicę. Autorka opowiada o takich kobietach, którym udało się pomóc i wyrwać ich z piekła przemocy i bólu. Ukazuje także dzieci w ośrodku dla nieletnich, których matki odbywają karę pozbawienia wolności. Opowiada historię dziewczynek, w których młode i perfekcyjne fizyczne ciało wstępuje w ramach reinkarnacji duch bogini Kumari, która jest odpowiedniczką indyjskiej bogini śmierci Kali. Iwona Szelezińska zabiera nas w góry, na szlak który wiedzie ku Annapurna Circuit. Pokazuje zwyczajne domy, zwyczaje, obyczaje religijne, podziały społeczne, tradycje świeckie i związane z wiarą. Społeczeństwo złożone z rdzennych Nepalczyków i uchodźców z Tybetu. Życie dzieci i dorosłych, bogatszych i biedoty. 

Książka jest niczym mozaika, która mieni się feerią barw, ale niektóre z nich szybko bledną i stają się matowe. Bo taki właśnie jest Nepal. W tekstach czuć, że Nepal się zmienia, że ewoluuje i chce poprawić warunki życia swoich obywateli. Nie jest to łatwe choćby wskutek takich sytuacji jak trzęsienia ziemi. 
Z kart publikacji wyłania się kraj piękny, który zamieszkują dobrzy, sympatyczni i gościnni ludzie, którzy choć niekiedy niewiele mają, to chcą się dzielić. Tym co mają do jedzenia, dachem nad głową i tym, co myślą i czują. Swoją codziennością. Radościami i smutkami. Swoim życiem. 

Tytuł to najwyższej miary mistrzostwo w gatunku reportażu. Czytałam go z wypiekami na twarzy i smutkiem, że kiedyś skończę lekturę. Tak dobre książki nie powinny mieć końca. Czytając korzystałam z internetu, spoglądałam na mapy, zdjęcia, filmy i słuchałam muzyki. To było wręcz niesamowite przeżycie. Taki przedsmak podróży realnej, która jest moim wielkim marzeniem. 
Z tekstów bije miłość i szacunek do ludzi, kultury i tradycji. Autorka nie boi się pokazać też tego brzydszego oblicza kraju, gdzie dochodzi do wyzysku, przestępstw i cierpienia kobiet oraz dzieci. 
Problemy nie są chowane pod klucz, a wychodzą na światło dzienne. 
Sama lektura jest godna polecenia. Ma wiele plusów. Trudno się od niej oderwać, bo jest po prostu wybitna. Zasługuje na najwyższe noty. I ma jeszcze jeden walor, który dodaje jej niepowtarzalnego kolorytu. Jest napisana z pasją i wielkim sercem. Gorąco polecam nie tylko tym, których fascynuje Azja, góry i inne kultury. Wyjątkowa perła literacka godna rekomendacji. 


piątek, 5 października 2018

Mariusz Sepioło "Nanga Dream. Opowieść o Tomku Mackiewiczu"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-240-5543-2

O Tomku, którego spotkamy kiedyś na szczycie góry


Pod koniec stycznia bieżącego roku media podały wiadomość o tragedii, jaka zaczęła rozgrywać się blisko szczytu jednego z ośmiotysięczników. Na wysokości powyżej siedmiu tysięcy metrów utknęła para wspinaczy wracających ze szczytu Nanga Parbat. Elizabeth Revol i Tomasz Mackiewicz weszli na wierzchołek, ale nie byli w stanie razem z niego zejść. Polaka dopadła ślepota górska i miał objawy choroby wysokościowej. Jego partnerka poprosiła telefonicznie o pomoc. Szybko podjęto starania, by ich uratować. Zebrano pieniądze, spod szczytu K2 ruszyli z pomocą uczestnicy polskiej wyprawy zimowej. Zorganizowano lot helikopterem, ale uratowano tylko kobietę. Tomasz Mackiewicz, który stracił kontakt z rzeczywistością, nie był w stanie zejść nieco niżej i na zawsze pozostał na zboczu ukochanej góry. Kim był śmiałek, który z Nangą mierzył się zimą po raz siódmy?
Jego osobę możemy poznać dzięki lekturze książki napisanej przez Mariusza Sepiołę. Opowiada ona o Tomku, który w swoim życiu odegrał wiele ról. Był synem, bratem, tatą, mężem, kolegą i partnerem, miłośnikiem przygody i poznawania świata, a przede wszystkim człowiekiem niepokornym, dla którego najwyższą wartością była wolność. Nie lubił schematów i utartych szlaków. Chciał czuć się wolny, niczym nieskrępowany i niezwiązany. Miał wiele celów i marzeń. Nie wszystkie zostały osiągnięte i spełnione. Jedno z pewnością można o nim powiedzieć – Tomek żył tak, jak chciał. Był bardzo wrażliwy i czuły. Niekiedy stronił od ludzi. Kochał za to przyrodę i lubił życie w harmonii z naturą. Miasto go zniewalało, wolał przestrzeń. Wiele w życiu doświadczył, popełnił sporo błędów, ale zrobił też mnóstwo dobrych rzeczy. Zakochał się w górze, tej jednej jedynej, niczym w kobiecie. Naga Parbat była jego femme fatale. Działała na niego jak narkotyk, ale nie ten chemiczny, bo te ostatecznie rzucił. Była niczym powietrze, bez którego trudno żyć.
Jako samouk, bez drogi tatrzańskiej, bez kariery w klubach wysokogórskich, wydobywał na światło dzienne to, co dała mu natura. Miał talent, dzięki któremu wspinał się po skałach jak kot. W góry pchała go pasja i miłość. Na co dzień był skromnym, zwyczajnym Tomkiem, który miał wiele pomysłów na życie i wiele pasji. Kochał muzykę, naturę, pomagał ludziom, którzy pobłądzili jak on lub byli chorzy i słabi. Był dobrym ojcem i niezawodnym kumplem. Dla niego nie istniało niemożliwe. Żył na adrenalinie, czerpał z życia pełnymi garściami. Miał własny pomysł na siebie i nikogo nie naśladował. Był sobą. Po prostu sobą.
Mariusz Sepioło szczegółowo opisuje życie swojego bohaterka. Od dziecka po ostatnią wyprawę. Wszystko, co w jego życiu było ważne. Ze wspomnień rodziny i przyjaciół wyłania się postać nietuzinkowa. Pełna energii i pomysłów, spragniona wrażeń i przestrzeni, życzliwa i zwyczajna. Książka ukazuje drogę złożoną z wielu kroków na nizinach i w górach, która ostatecznie prowadzi na szczyt Nangi. Z zamieszczonych zdjęć spogląda na nas człowiek żyjący z pasją i dla pasji.
Książkę czytałam na jednym wdechu. Obojętna na to, co wokół mnie. Nieważny był dźwięk telefonu, bębniący o szybę deszcz czy chęć napicia się ciepłej herbaty. Ważne było to książkowe, ale jakże osobiste spotkanie z Tomkiem Mackiewiczem. Próba zrozumienia jego idei życia. Energia bijąca z zapisanych o nim słów. I to uczucie, jakby publikacja dotyczyła kogoś bliskiego, dobrze znanego, a zarazem wyjątkowego.
„Nanga Dream” to książka o wyjątkowym człowieku i marzeniu. Dla jednych spełnionym marzeniu, dla innych utopijnej wizji zakończonej klęską. Piękna biografia oddająca hołd temu, dla którego celem życia stał się sen o Nandze. Sen, który śni się wiecznie. Tomasza Mackiewicza spotkacie w książce. Jeśli ją w pełni zrozumiecie, spotkacie go też na każdym zdobytym szczycie góry. Bo on był tego pewny.
„Jestem tego pewny,
w głębi duszy o tym wiem,
że gdzieś na szczycie góry,
wszyscy razem spotkamy się.
Mimo świata, który (który),
kocha i rani nas dzień w dzień,
gdzieś na szczycie góry (szczycie góry),
wszyscy razem spotkamy się”*.
* Fragment utworu „Na szczycie” (Grubson).


środa, 3 października 2018

Joanna Jax "Podróż do krainy umarłych"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2018
stron 400
ISBN 978-83-7835-677-6
cykl Zanim nadejdzie jutro
tom I

Miłość ma na oczach bielmo, ale życie bez niej jest nic nie warte

Dla miłośników sag rodzinnych i swego talentu Joanna Jax przygotowała nowy cykl. Jego pierwszy tom trafi do rąk czytelników w październiku. „Podróż do krainy umarłych” to książka wyborna, która opowiada o czasie trudnym i bolesnym, a jej akcja rozgrywa się głównie na Kresach Wschodnich w latach 1937-1940. W tym okresie Europa stanowiła wrzący tygiel, w którym temperatura osiąga apogeum i lada chwila może skutkować wojną. Wschodnie rubieże Polski również są miejscem niespokojnym. Narodowości, które żyją obok siebie, nie są sobie życzliwe. Niekiedy dochodzi do słownej wymiany zdań, innym razem w ruch idą pięści. W tym niespokojnym świecie trzeba żyć i pracować, dbać o dom i o to, by było co jeść. Bogatym jest łatwiej i lżej. Biedni muszą się nieźle napocić, by pokonać głód i mieć się w co odziać w czasie chłodów.
Bohaterami powieści są ludzie wywodzący się z różnych środowisk, bogaci i biedni, rodowici mieszkańcy Wileńszczyzny i ci, którzy przyjechali tam szukać swego szczęścia. Kobiety, mężczyźni i dzieci. Młodzi i starzy. Łączy ich jedno – są Polakami i patriotami. Ich życie różnie się układa. Przyjaźnią się, kochają i nienawidzą. Chcą cieszyć się życiem i szukać swojej drogi. Ich kręte ścieżki przecinają jednak wydarzenia historyczne. A wtedy emocje czytelnika sięgają zenitu.
Nina, pochodząca z Krakowa aktorka, szuka w Wilnie sławy i możliwości grania wielkich ról. Paweł leczy jej kontuzję i zyskuje coś więcej niż tylko wdzięczność pacjentki. Jakub przyjeżdża z Warszawy, by starać się o posadę saksofonisty w orkiestrze i grać, umilając innym posiłki, ale musi podjąć pracę w charakterze kelnera. Fryderyk i Berenika Domosławscy próbują wychować niesforną córkę, która jest niczym żywe srebro i miewa piekielne pomysły. Nastoletni Błażej, niezbyt skory do pracy, musi utrzymać siebie i niewidomego dziadka. Kapitan Kącki wraz z żoną wychowują zaś dwie prawie dorosłe córki, które niekiedy kłócą się o przystojnych kawalerów. Laura Przebindowska, najlepsza partia z wyższych sfer, gustuje w tych niżej urodzonych i ma nieokiełznaną osobowość. Wszystkie te postaci poznajemy w przededniu wojny. Ich życie jeszcze jest w miarę spokojne, choć nie brak w nim zawirowań. Prawdziwe trudy nastaną wtedy, gdy pokój zakłócą Hitler i Stalin...
Książka ta stanowi porywającą lekturę, dla której traci się głowę już po kilku zdaniach. Wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach, a czytaniu towarzyszy wrażenie, jakby opisanych bohaterów znało się od dawna. Ich sylwetki wydają się żywe i dynamiczne. Każdy ma ciekawą osobowość, kocha ojczyznę i jest świadomy swojej tożsamości. Za to przyjdzie im jednak zapłacić wysoką cenę i doświadczyć piekła na ziemi. Historia naznacza bowiem los każdego z nich.
Przedstawione sceny są bardzo realistyczne i doskonale oddają atmosferę tamtych czasów i miejsc. Kresy mają niepowtarzalny, uroczy klimat, przepełniony melancholią i tęsknotą za światem, który wraz z wojną odszedł na zawsze. Książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Daje nam ona możliwość poznania tamtej rzeczywistości, panujących wtedy stosunków społecznych, kultury i światopoglądów. Przypomina, jak wyglądała kiedyś Polska, jak żyli nasi rodacy, jak wyglądał świat międzywojenny daleko od Krakowa czy Warszawy. Jak bohaterowie z różnych warstw społecznych przez wojnę stali się wszyscy osobami prześladowanymi, poniżanymi i zabijanymi za to, że byli Polakami. Wielu scenom towarzyszą wzruszenie i łzy.
Joanna Jax znów udowodniła, że ma ogromny talent literacki i wspaniałą wyobraźnię, dzięki której powstają wybitne książki. Z niecierpliwością czekam na drugi tom, który ukaże się na początku przyszłego roku. Z całego serca polecam Wam lekturę tę książki, która moim zdaniem zasługuje na miano arcydzieła.