czwartek, 26 marca 2020

Katarzyna T. Nowak "Nienasycona"



Wydawnictwo Literackie
data wydania 2020
stron 144
ISBN 978-83-08-06982-0

W szponach nałogu

Miliony ludzie codziennie na całym świecie sięgają po alkohol. Jedni wypijają tylko symboliczną ilość. Wystarczy im lampka wina do obiadu, jedno piwo przy grillu czy jeden drink do kolacji. Inni świętują jakieś okazje i wypiją trochę więcej. Wśród pijących większość to osoby, które sięgają z rozsądkiem i umiarem po procentowe trunki. Niestety są i tacy, którzy tracą nad swoim piciem kontrolę, a alkohol przejmuje władzę nad ich życiem. Staje się ich panem i bogiem, a oni jego przymusowymi niewolnikami. Zwykle na początku mało kto zdaje sobie sprawę na jaką ścieżkę wkroczył i dokąd ona prowadzi. Łatwo wplątać się w pajęczynę nałogu, trudniej zdać sobie z tego sprawę, a najtrudniej odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Nie jest to wprawdzie niemożliwe, ale bardzo, bardzo trudne. 

W tej notce będę chciała Was zachęcić do przeczytania kolejnej książki autorstwa Katarzyny T. Nowak. Poprzednią, "Rok na odwyku" czytałam wiosną 2018 roku. Zrobiła na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Sięgając po "Nienasyconą" wiedziałam, że lektura będzie wstrząsająca i bolesna, że pokaże jak słabi bywamy wobec nałogów, które wielu z nas lekceważy zbyt pochopnie. 

Główną bohaterką niezbyt długiej, ale nadzwyczaj wymownej powieści jest Agata. Pisarka, samotna kobieta, która wpada w sidła procentów. Jej życie przypomina jazdę na szalonej karuzeli, z której nie można zejść kiedy się chce i która wiruje zbyt szybko. Agata nie kontroluje już niczego w swoim życiu. Rytm jej dni wyznaczają wypite butelki trunków, połknięte kolejne blistry leków uspokajających, kupione bez zastanowienia niepotrzebne rzeczy. Nie zależy jej na pracy i pisaniu książek. Wpada w pętlę długów, odrzuca pomocne dłonie, unika kontaktów z rodziną, która chce jej pomóc. Agata upada na dno, wpada w głębokie bagno, czuje się nieszczęśliwa. W jej sercu drzemie tęsknota za normalnością, za czułością, miłością i byciem w związku. Niestety nie ma siły podnieść się na kolana i wziąć się z alkoholem za bary...

"Nienasycona" to bardzo trudna, wymowna i przemawiająca książka. Szokująca i ukazująca całą prawdę o piciu. Piciu, które rujnuje życie w każdym jego aspekcie, które zaciska pętlę i nie ma litości. Jeśli macie mocne nerwy i jesteście gotowi na wstrząsającą powieść zatopcie się w losach kobiety, która jest na dobrej ścieżce do przegrania życia. Nałóg zabiera jej wszystko, odziera z człowieczeństwa, łamie bariery, zatraca w sobie, zmusza do zapomnienia o tym, co w życiu ważne. Jest nietolerancyjny i zaborczy. Dzień po dniu zaciska swoje macki, zmusza do postępowania wbrew logice. Sprawia, że ważny staje się tylko kolejny kieliszek, butelka czy puszka. Poza tym nic innego nie ma sensu. 

Czytając tę lekturę możemy zajrzeć w życie tysięcy osób tożsamych Agacie, mających ten sam problem. Nam, trzeźwym może on wydać się nierealny, ba nieprawdziwy, przesadzony, wyolbrzymiony. Niestety takie jak opisane w książce jest jego prawdziwe oblicze. Lektura z pewnością rozszerzy nasze horyzonty, ale i pomoże zrozumieć osoby pijące nałogowo. 
Osobiście miałam taką kobietę w swoim otoczeniu. Byłam na nią zła, że wolała popołudnie z butelką niż spotkanie z przyjaciółmi. Teraz rozumiem, że ta decyzja była wymuszona przez nałóg, podyktowana wbrew sobie, a osoba pijąca postępowała inaczej niż chciała. Lektura tego tytułu pozwala na szczegółowe spojrzenie, właściwe spojrzenie na osoby pijące i naświetla metody jak próbować im pomóc. 

Czytanie dosłownie wyprało mnie emocjonalnie, zmęczyło i poturbowało moją psychikę. Skutecznie przestrzegło, by nigdy nie pofolgować sobie w topieniu smutków w alkoholu. Czytałam i miotały mną różne uczucia. Żal mieszał się z oburzeniem, bezsilność z buntem. 
"Nienasycona" powinna być obowiązkową lekturą dla ludzi młodych, którzy wchodzą w dorosłość nieświadomi pułapek jakie mogą na nich czyhać. To ważna, dobrze napisana i potrzebna książka. Polecam. 

niedziela, 22 marca 2020

Ula Ryciak "Poławiaczki pereł"


Wydawnictwo Znak
data wydania 2020
stron 320
ISBN 978-83-240-5914-0

Eksploratorki w spódnicach, które chciały poznać nieznany świat

Dzisiejsza propozycja książkowa do której przeczytania chcę Was koniecznie zachęcić opowiada o bardzo dzielnych i nietuzinkowych kobietach, które miały marzenia. Marzenia bardzo odważne z racji tego w jakich czasach przyszło im żyć i marzyć. Marzenia śmiałe ze względu na ich płeć. W czasach ich działalności bowiem kobietom było o wiele trudniej niż dziś. Kobiety miały o wiele mniejsze prawa i trudniejszą drogę do celu. Mimo to bohaterki książki Uli Ryciak udowodniły, że można, że trzeba próbować i nie poddawać się. Panie chciały podbijać, odkrywać i eksplorować świat. Podróżować i zwiedzać zakątki mało znane, mało zbadane. Chciały porzucić utarte szlaki, znane kurorty i znaleźć się daleko od cywilizacji. 

Wszystkie cztery kobiety to indywidualne osobowości, to zawadiackie dusze, które mimo wszystko swoje plany wprowadziły w życie. Odniosły sukces? Moim zdaniem tak, choć nie szczędzono im kłód pod nogi, choć nie miały łatwo. Ich nazwiska nie były mi do tej pory zbyt znane. Poza hrabiną Dzieduszycką o której co nieco słyszałam nie miałam pojęcia o istnieniu tak ciekawych białogłowych. 
Lektura okazała się tak bardzo ciekawa, tak zajmująca, że doskonale oderwała mnie od tego co tu i teraz, a jak jest to sami dobrze wiecie. Czytanie tej publikacji było zatem naprawdę potrzebną i świetną próbą złapania oddechu od epidemii i lęku przed chorobą. 

No właśnie... Choroby - z nimi też bohaterki tytułu musiały się zmagać pozbawione pomocy medycznej, technologii i lekarstw. Owe panie, Michalina Isaakowa, Jadwiga Toeplizt-Morozowska, Ewa Dzieduszycka oraz Maria Czaplicka zawędrowały na prawdziwe krańce świata skuszone przyrodą, cudami fauny i flory, ciekawe geografii i etnografii, chcące poznać inne ludy, ich wierzenia, obyczaje, religie, poglądy, styl życia, filozofie. To nie było łatwe zadanie, a fundusze też nie zawsze były w obfitości. 
Czytając podróżnicze dzieje każdej z nich czułam się naocznym świadkiem tego, co przeżywały, czuły, doświadczały. To nie były wygodne, ekskluzywne i w pełni zaplanowane podróże. To były wycieczki pełne znaków zapytania, niespodzianek i nie zawsze miłych zawirowań. 

Śledzenie ich podróży to naprawdę interesująca literacka przygoda.
Lektura jest tym bardziej rewelacyjna, że napisana jest świetnym językiem, dużo w niej niezwykle plastycznych opisów i osobistych refleksji. Napisana aktrakcyjnym językiem książka wręcz czyta się sama. A przy jej końcu naprawdę chciałoby się, by wziąć do ręki jej kontynuację. Zostając w domu z tytułem w ręku przemieszczamy się swobodnie w czasie i przestrzeni. Wędrujemy od amazońskiej puszczy po Syberię i Himalaje. Stąpamy po pierwotnych lądach, na które dotąd nie trafiła żadna nasza rodaczka ani inna Europejka. Przed naszymi oczyma przewijają się barwne widoki, pojawiają się i znikają egzotyczni ludzie jakże inni od nas. 
To wszystko oczarowuje, zapiera dech w piersiach, rozbudza żądzę podróży i odkrywania miejsc, do których  nawet dziś niezbyt dotarła cywilizacja. Lektura będzie najbardziej przyjemna dla osób, które mają we krwi syndrom włóczęgi i podróży. 
Reasumując to świetna propozycja dla miłośników literatury podróżniczej, biograficznej i nietuzinkowych książek. Gorąco polecam. Piękne wydanie idealnie zaprezentuje się na półce każdej biblioteczki. Idealna propozycja na prezent. 

poniedziałek, 16 marca 2020

Lily Graham "Dziecko z Auschwitz"



Wydawnictwo WAB
data wydania marzec 2020
stron 316
ISBN 978-83-280-7679-2

Urodzona w Auschwitz

Auschwitz - miejsce kaźni, zagłady, zbrodni, piekło na ziemi dla nielicznych było miejscem urodzenia. Większość dzieci, które przyszły tam na świat nie przeżyła. Były albo od razu mordowane, albo służyły jako materiał do eksperymentów medycznych. Tylko nielicznym, jak bohaterce powieści Lily Graham udało się ocalić małe, niewinne życie. Lektura, która odbiła pieczęć na moim sercu inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Gdy ją czytałam czułam się ogromnie wzruszona, emocjonalnie rozbita, nie byłam w stanie ukryć łez. 

Wszystko w tej książce jest wybitne. Od okładki począwszy. Jej szata kolorystyczna, jej wymowa! Ten lecący niewinny, mały ptak na tle bezkresu obozu. Wybijający się w powietrze, ku wolności z czeluści samego piekła. 
To jedna z najpiękniejszych książek jakie przeczytałam. Nie używam tego stwierdzenia często i bezzasadnie. Tym samym apeluję by zanurzyć się w jej lekturze, by dostrzec co w życiu jest istotne, a co niepotrzebnie zaprząta nam czas, energię i siły. 

Eva Adami jako osoba pochodzenia żydowskiego trafia do Auschwitz. Pociąg przywozi ją do tego miejsca w 1942 roku. Wcześniej była w innym obozie, w Terezinie, który bardziej funkcjonował jako getto i obóz przejściowy. Tam warunki były lepsze, w Auschwitz zaczyna się prawdziwa gehenna i golgota. Śmierć staje się czymś oczywistym, bliskim, codziennym. Walka o przetrwanie każdego kolejnego dnia to coś normalnego. Głód, choroby, nadludzka praca, złe warunki bytowe i sanitarne, tęsknota za bliskimi, umieranie nadziei... I nagle promyk szczęścia... Spotkanie, które wydawało się niemożliwe...

"Dziecko z Auschwitz" to powieść o przetrwaniu. O umieraniu i rodzeniu się nadziei. O miłości i śmierci człowieczeństwa, o przyjaźni i życiu, które czasem tak bardzo wypróbowuje i stawia ogromnie wysoko poprzeczkę. Wymaga zdaniu trudnego egzaminu.
Ta opowieść pełna emocji, pełna tragedii od samego początku chwyciła mnie za serce. Wręcz się w nie wryła. 
Czytałam, płakałam, odkładałam i wracałam do niej. Jeśli mnie niekiedy trudno było ją czytać, to jakże ciężko było żyć w jej realiach! Non stop budziło się i brzmiało w głowie pytanie - dlaczego w tamtym okresie ludzkość upadła tak nisko, człowiek stał się katem i uosobieniem zła? 
Czy szaleństwo jednostki usprawiedliwia innych? Czy sumienie można wyłączyć czy uśpić?
Eva stała się dla mnie kimś ważnym, wielką bohaterką, kobietą godną miana niepokonanej. 
Byłam pełna podziwu dla jej postawy, odwagi, zachowania. 

Autorka o sprawach trudnych, strasznych napisała wybitnie, nie użyła patosu, raczej postawiła na prostotę, która niezwykle czytelnie przemawia, która wyraziście głosi niezakłamaną prawdę o tamtym miejscu, czasach i ludziach, którzy znaleźli się w otchłani zła. 
W tej książce wszystko ma swoją symbolikę, swój wymiar, jest potrzebne by nie zakłamać obrazu miejsca kaźni. 
Tekst czyta się szybko, a treść długo zostaje w głowie, długo mówi do nas gdzieś w głębi duszy. 

"Życie nie czeka (), aż będziemy gotowi. Zwykle rzuca nas na głęboką wodę i zmusza do pływania. Niezależnie od tego, jak się czujemy." (str.6).
Eva swój egzamin, swoją próbę zdała najlepiej jak mogła. Na zawsze zapamiętam jej sylwetkę, jej postawę, jej wybory. 

Ostatnio na rynku ukazało się wiele książek z tematyki wojenno-obozowej. Ta pióra Lily Graham zdecydowanie się wyróżnia. Z serca polecam jej lekturę. Naprawdę warto. 



piątek, 13 marca 2020

Agata Przybyłek "Zrobię dla ciebie wszystko"


Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 2020
stron 400
ISBN 978-83-665-1770-7
seria Domki


Kłamstwo ma krótkie nogi i zawsze kiedyś wychodzi na jaw

Najnowsza książka Agaty Przybyłek to pierwsza powieść tej autorki, którą przeczytałam. Pierwsza i na pewno nie ostatnia. Choć nie skończył się jeszcze nawet pierwszy kwartał tego roku, już wiem, że pani Agata będzie moim tegorocznym odkryciem literackim. Już dawno bowiem żadna twórczyni literatury kobiecej nie podbiła tak błyskawicznie mojego serca. Dlaczego tak się stało? Bo „Zrobię dla ciebie wszystko” to tytuł, który niesie ze sobą niewyobrażalny ładunek emocjonalny, wielokrotnie zaskakuje, a fabuła absolutnie nie da się odgadnąć. Główna bohaterka zmienia się i jest postacią bardzo dynamiczną, a zarazem prawdziwą i pełną zwyczajnych ludzkich słabości. Styl pisania i język powieści bardzo przypadły mi do gustu. A lektura jako całość wywołała jedno wielkie „wow”.
Należąca do serii „ Domki” książka opowiada dwie historie miłosne, w których centrum stoi jedna i ta sama kobieta. Ewa, gdy ją poznajemy, jest szczęśliwą żoną i cudowną mamą kilkuletniej dziewczynki. Wraz z mężem prowadzi pensjonat na Podhalu i cieszy się każdą chwilą codzienności. Niestety w jej życiu sprawdza się powiedzenie, że szczęście bywa kruche i może zgasnąć w jednej chwili, a nieszczęścia lubią chodzić parami. Gdy samochód potrąca jej córkę i dziecko trafia do szpitala, świat kobiety i jej męża wali się w posadach. A to dopiero początek złych wiadomości i życiowych zawirowań…
Agata Przybyłek spisała się wyśmienicie. Swoim piórem nakreśliła historię o kobiecie, która zostaje przez los wystawiona na próbę. Ewa w przeszłości popełniła dość spory błąd, który był efektem pomyłki. Los jej tego nie zapomniał i o prawdę upomniał się po latach. Matka i żona w bardzo trudnej chwili musi podjąć decyzję o odkryciu bądź zatajeniu prawdy, która zaważy na życiu jej i najbliższych jej osób. Pozornie lekka opowieść przynosi naprawdę spore emocje. Czyta się ją z wypiekami na twarzy niczym mistrzowskiej klasy kryminał. Powieść pokazuje, że nie warto budować osobistych relacji na kłamstwie. Zwykle ma ono krótkie nogi.
Wobec Ewy miałam bardzo mieszane uczucia. Do pewnego momentu bardzo ją lubiłam i podziwiałam, ale gdy wyszły na jaw grzechy żony Roberta, nie potrafiłam jej niestety zrozumieć. I nic dziwnego, że tak mocno przeżywałam treść powieści, że tak się bulwersowałam, oburzałam i buntowałam. Robert stał się dla mnie synonimem prawdziwie kochającego mężczyzny, który potrafi wybaczyć. Ideałem, który walczy o uczucie, odrzuca własne ego i swoje ja na rzecz tego, co dyktuje mu serce.
Tę historię napisało samo życie, a na karty powieści przeniosła ją wybitnie uzdolniona młoda autorka, która doskonale zna przepis na książki, od których trudno się oderwać, którymi się żyje w trakcie czytania i po dotarciu do słowa „koniec”, o których się nie zapomina i które na długo zostają w czytelniczych sercach. „Zrobię dla ciebie wszystko” to lektura dojrzała i ambitna, prawdziwa i mądra. Pokazuje ona nieprzewidywalność życia i prawdziwy smak uczuć, które mogą nas czasem zaskoczyć, ale i przytłoczyć. Fabuła dowodzi, że w sprawach uczuć warto przede wszystkim kierować się sercem, a na bok odłożyć podpowiedzi rozumu, które nie sprawdzają się tam, gdzie w grę wchodzi gorące i prawdziwe uczucie.
Kolejna w dorobku Agaty Przybyłek powieść to rewelacyjna książka o dwóch obliczach miłości: tej pierwszej, nastoletniej, i tej dojrzałej, wymagającej poświęcenia oraz wyrzeczeń. Autorka idealnie je splotła, porównała i skonfrontowała. Wykazała ich podobieństwa i różnice, ich potrzeby i cechy. Kochać w życiu można wiele razy, ale prawdziwa miłość zdarza się tylko raz.
Z serca polecam wam przeczytanie tej fenomenalnej lektury, która z pewnością was wzruszy. Jestem przekonana, że nikt z was nie powie o niej ani jednego nieprzechylnego słowa.



wtorek, 10 marca 2020

Benji Davies "Powrót wieloryba"


Wydawnictwo Znak emotikon
data wydania 11 marzec 2020
stron 32
ISBN 978-83-2405-188-5

Warto mieć przyjaciela!


Dziś jest ten dzień, kiedy znów staję się małą dziewczynką i wracam do świata bajek. Albo inaczej - skoro w każdym z nas dorosłych drzemie trochę dziecka, to warto sobie od czasu do czasu poczytać bajkę. A ja tym razem trafiłam na wyjątkową. Identycznie taką, jaką czytano mi we wczesnym dzieciństwie. Pięknie wydaną i pełną kolorowych, naprawdę przecudnych ilustracji, która opowiada krótką, aczkolwiek bardzo mądrą historię. Ta opowieść łatwo rozbudza dziecięcą wyobraźnię i ma w sobie cenne przesłanie.

Jej głównym bohaterem jest mały dzielny chłopiec o imieniu Noi, który mieszka wraz z tatą i sześcioma kotami na wyspie. Jest sroga zima. Latem Noi uratował małego wieloryba. Teraz jest mróz i mnóstwo śniegu. Tata chłopca wyrusza na połów i długo z niego nie wraca. Synek niepokoi się o niego i postanawia wyruszyć na ratunek...


Wydana w twardej oprawie kolorowa propozycja dla najmłodszych dzieci przykuwa wzrok. Ilustracje są tak piękne, tak barwne, że już dawno nie zachwyciłam się tak mocno jak dziś. Treść książki opowiada o odpowiedzialności, sile przyjaźni, o tym, że warto pomagać. Lektura przekazuje cenne wartości edukacyjne i poznawcze, jest nie tylko do czytania, ale bogate ilustracje stają się powodem do dialogu czytającego z dzieckiem, do wprowadzania nowych słów i pojęć. Można zatem tę książeczkę czytać, można ją śledzić ilustracjami.


Czy to odpowiednia literatura dla małego dziecka? Tak. Jak najbardziej. Nie ma w niej przemocy, nie ma złych emocji. Jest sporo pozytywnych elementów, a tytuł uczy, bawi i edukuje.


Z całego serca rekomenduje tę pozycję. Idealna propozycja na prezent, która z pewnością rozbudzi w młodej osobie miłość do literatury dziecięcej i czytania. 

wtorek, 3 marca 2020

Angela Hunt "Królewskie piękno. Estera"


Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2020
stron 416
ISBN 978-83-240-7005-3
seria Królewskie Piękno tom I

Miłość czyni cuda, miłość ma moc

Zagłębiając się w najnowszą powieść Angeli Hunt przeniosłam się daleko zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Znalazłam się w świecie, który jest znany z kart Biblii i poznałam niezwykłą młodą kobietę. Żydówkę z pochodzenia, której życie miało biec diametralnie innymi torami. Tak planowali jej opiekunowie. Uroda dziewczyny sprawiła, że spełniło się jej marzenie by mieszkać na królewskim dworze. Wyobrażenia okazały się jednak całkiem inne niż realna rzeczywistość, a życie u boku króla wcale nie miało wiele z bajki. Było niczym róża mająca spore kolce.

Hadassa była wychowywana przez kuzyna i jego żonę, którzy zaopiekowali się sierotą najlepiej jak potrafili i traktowali jak własną córkę. Planowali jej przyszłość i małżeństwo mając na uwadze zarówno reguły swojej społeczności, jak i szczęście dziewczyny. Wybrali jej męża za aprobatą młodej kobiety. Gdy para wyruszyła w podróż do Jerozolimy by tam złożyć małżeńską przysięgę Hadassa została porwana i trafiła do haremu króla Kserksesa. Władca po oddaleniu królowej Waszti poszukiwał kolejnej żony. Hadassa, która przybrała imię Estera zauroczyła go od pierwszej nocy. Wkrótce odbyła się jej koronacja. Czy to był początek szczęścia i bajkowego życia uroczej Żydówki? 

Choć czytam bardzo dużo już dawno żadna powieść tak mocno mnie nie oczarowała. Gdy rozpoczęłam jej lekturę od razu czułam się zniewolona jej urokiem. Momentalnie oczami wyobraźni znalazłam się w innym, nieznanym mi świecie. Wśród ludzi nie mających pojęcia o postępie technicznym i cyfrowych nowinkach, żyjących wobec niekiedy trudnych do zrozumienia współcześnie reguł, mających jednak te same słabości, wady i zalety. Kierujących się podobnymi emocjami i chcących być szczęśliwymi. 
Główna, tytułowa bohaterka stała mi się momentalnie bliska i od razu obdarzyłam ją wielką sympatią. Estera była piękna, ale uroda przysporzyła jej w życiu więcej kłopotów niż korzyści. Okazała się też kobietą mądrą i odważną, odpowiedzialną i delikatną. Zdecydowanie wyróżniała się na tle swoich rówieśniczek i mieszkanek pałacu z którymi przyszło jej mieszkać. Żyjąc na królewskim dworze przeszła metamorfozę i dojrzała. Stała się świadoma swoich walorów, poznała siłę uczucia i smak ryzyka. Obcy był jej egoizm. Wierna religii i dobru swojej nacji postawiła wszystko na jedną kartę. Zaryzykowała, postawiła na szali własne życie. Stała się bohaterką, osobą godną podziwu. 

Powieść jest napisana przystępnym i łatwym w odbiorze językiem. Autorka z łatwością oddała słowami klimat starożytności i przybliżyła bardzo plastycznie obcą współczesności rzeczywistość. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Jej treść jest przejrzysta i zrozumiała, a zarazem obrazowa i wciągająca. Tytuł nie okazał się nudny, zbyt obciążony realiami historycznymi. Wątek romansowo-miłosny poprowadzono bardzo konstruktywnie. Angela Hunt zastosowała ciekawy sposób narracji. W powieści jest dwoje głównych narratorów: Estera i najbliższy sługa króla eunuch Harbona. Każde z tej pary przekazuje wydarzenia swoimi oczami. Oboje okazują się bardzo inteligentnymi i spostrzegawczymi obserwatorami wydarzeń. Pokazują świat komentując dziejące się na ich oczach wydarzenia i nie zawężają zbytnio swojej perspektywy. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że przeniósł się do tamtych lat i obserwuje na żywo świat biblijny. To bardzo ciekawe i niepowtarzalne doświadczenie. 

Akcja powieści jest wartka, choć niezbyt szybka. Opisy nie dominują nad dialogami. Tytuł z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom dworskich romansów i powieści historycznych napisanych ze starannością i pedantyczną precyzją o szczegóły. Ta książka jest niczym barwna mozaika, mieni się przeróżnym barwami i niesamowicie przyciąga do siebie. Gorąco polecam jej lekturę, która gwarantuje wspaniałe wrażenia. Dajcie się ponieść jej treści, poznajcie Esterę i odległe czasy, które miały w sobie niepowtarzalny urok. Gwarantuję, że się nie rozczarujecie. Wspaniały początek serii, której kolejne tomy będą poświęcone takim kobietom z kart Biblii jak Batszeba i Dilala. Na pewno po nie sięgnę. 

sobota, 29 lutego 2020

Heather Morris "Podróż Cilki"



Wydawnictwo Marginesy
data wydania 2020
stron 400
ISBN 978-83-6633-551-6

Odyseja z piekła do piekła

Po najnowszą powieść Heather Morris sięgnęłam przed lekturą „Tatuażysty z Auschwitz”. Wiedziałam, że tytuł osiągnął kasowy sukces i miał dość kontrowersyjne opinie. Nic dziwnego, że po „Podróży Cilki” spodziewałam się mocnej i powalającej na kolana lektury. Odrzuciwszy opinie innych, z czystym umysłem i kubkiem gorącej herbaty zanurzyłam się w okrutnej przeszłości i dałam się poprowadzić lekturze do piekła. Towarzyszyła mi niezwykła bohaterka – Cilka Klein. Niezwykła, bo niesamowicie dzielna, skrzywdzona, ale chcąca przetrwać, choć bojąca się marzyć o normalnej przyszłości. Cecylia ma wiele na swoje usprawiedliwienie, bo to, co przeżyła, ledwo mieści się w głowie. Mimo wszystko zniosła wszystkie ciosy nad wyraz heroicznie, choć patrząc na jej dzieje, wiele osób może zarzucić jej niewłaściwe zachowanie.
Jako szesnastolatka trafiła za żydowskie pochodzenie do obozu koncentracyjnego. Dzięki urodzie została kochanką wpływowych esesmanów, za chęć przeżycia i przetrwania piekła skazano ją na pobyt w innej jego odsłonie. Choć nie wdzięczyła się swoim ciałem dobrowolnie i dla przyjemności czy pieniędzy, osądzono ją niczym prostytutkę. Choć nie nawiązała kontaktów z wrogiem dobrowolnie i świadomie, uznano ją za kolaborantkę i zdrajczynię. Czym zawiniła ta dziewczyna? Czy mamy prawo wymagać od niej kryształowego zachowania, gdy w grę wchodziło jej życie? Moim zdaniem do Workuty Cecylia trafiła całkiem niewinna. Książka, do której przeczytania zdecydowanie was zachęcam, opisuje wiele lat pobytu na nieludzkiej ziemi, gdzie każdy dzień był walką o przetrwanie.
Cilka trafiła na Syberię okaleczona na duszy i ciele, po utracie bliskich, po stracie nadziei i pogrzebaniu marzeń. Szybko zorientowała się, że trafiła z jednego pandemonium do drugiego. Ścigała ją obozowa przeszłość i koszmary. W łagrze spotkała kobiety, z którymi nawiązała przyjacielskie relacje, mężczyzn, którzy ją okaleczali, odkryła powołanie do pracy związanej z leczeniem i opieką nad chorymi. Nauczyła się żyć w nieprzyjaznej przestrzeni, przeżyła chwile malutkich radości i wielkiego cierpienia. Oprócz tego przyszło jej spotykać na swej drodze śmierć, nieludzki ból, krzywdę i niesprawiedliwość. W jej otoczeniu pojawili się też dobrzy, życzliwi ludzie, gotowi wskrzesić iskrę nadziei oraz podać pomocną dłoń. Cilka powoli zaczęła też sobie uświadamiać, że drzemie w niej siła, że okrutny świat potrafi nie tylko ranić, ale i hartować jej serce i duszę. W końcu okaleczona młoda kobieta poczuła też smak uczucia miłości, którego ziarno wykiełkowało w tej otchłani piekielnej na przekór wielkiemu złu.
To nie była łatwa, lekka i przyjemna lektura. Przeczytanie tej książki było dla mnie wyzwaniem, walką ze łzami, które płynęły obficie z mych oczu i przerywały często lekturę. Cilka stała się mi bardzo bliska, ani razu nie przyszły mi do głowy myśli o osądzaniu jej źle. Lektura okazała się książką z potężnym ładunkiem emocjonalnym, który chwilami bardzo trudno było mi unieść. Tę historię ciężko było mi czytać jako osobie bardzo wrażliwej i delikatnej, ale też nie mogłam się od niej oderwać. Długo nie zapomnę jej treści, która bardzo mocno wryła się w moje serce.
„Podróż Cilki” to książka o niesprawiedliwości i cierpieniu, o nadludzkiej walce o przeżycie i sile uczuć, które mogą przetrwać nawet najgorsze piekło. Tytuł to hołd dla tytułowej bohaterki i tysięcy niewinnych kobiet, które trafiły na wiele lat do świata, w którym zapomniano, co to człowieczeństwo i dobro. To przestroga, by ludzkość nigdy już nie popełniła błędu wykreowania takich miejsc, gdzie nie ma miejsca na sprawiedliwość i godność.
Książka jest wyjątkowo czytelna, wymowna i szokująca. Doskonale napisana i wyraziście obrazująca rzeczywistość zesłania. Gorąco polecam jej lekturę.

środa, 26 lutego 2020

Anna Sakowicz "Niebieskie motyle"


Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 336
ISBN 978-83-8177-271-6

Nic tak w życiu nie myli jak pozory

Choć nie chcemy w to uwierzyć, choć wydaje nam się to bardzo mało prawdopodobne często żyjemy w świecie pozorów. Za oczywiste przyjmujemy to, co jest nam na rękę, w co jest nam wygodnie wierzyć i przyjmować za pewnik. Pozory mylą jak nic na świecie. Nie raz w życiu bywa tak, że wpędzają nas w ślepą uliczkę. Stawiają pod ścianą i przewracają nasz świat do góry nogami. Jak się przed tym bronić? Pewnie w sprawach oczywistych trzeba być bardziej czujnym, ale tak naprawdę przed pozorami nic nas skutecznie nie obroni.

"Niebieskie motyle" to najnowsza powieść Anny Sakowicz. Jej głównymi bohaterkami są trzy siostry. Każda z nich jest dorosła i ułożyła sobie życie osobiste. Każda mieszka w innej miejscowości, jedna w innym kraju. Ich kontakty osobiste i wzajemne relacje nie są złe, ale już nie tak bliskie jak wtedy, gdy mieszkały pod jednym dachem. Pewnego dnia okazuje się, że jedna z nich, Gosia znika bez śladu. Rozpływa się niczym duch. Zawiadomione o tym zdarzeniu Ania i Matylda przyjeżdżają do Chełmna. Rozpoczynają się poszukiwania, a wraz z nimi rozpoczyna się odkrywanie tajemnic i sekretów, których jak się okazuje jest kilka. 
Co stało się z Gosią? Czy jej zniknięcie ma związek z jej profesją? Co było przyczyną malowania przez nią motyli w kolorze niebieskim? 

"Niebieskie motyle" to moje pierwsze spotkanie z prozą Anny Sakowicz. Moje wrażenia po lekturze są jak najbardziej pozytywne, a czytanie było prawdziwą przyjemnością. Książka dostarczyła mi wiele przyjemnych chwil, a w trakcie lektury cały czas był obecny dreszczyk emocji, który niesamowicie drażnił  moją ciekawość, co nie ukrywam bardzo lubię. Szybko, właściwie od samego początku dałam się wciągnąć świetnie skonstruowanej fabule, która niesie w sobie mnóstwo niespodzianek. W powieści ciągle coś się dzieje, stale coś się komplikuje. Pozory non stop mylą, a bohaterowie są zaskakiwani. Sprawdza się stara, choć czasem niewygodna prawda, że rzadko kiedy znamy kogoś na wylot, a każdy z nas miewa swoje tajemnice i grzeszki obciążające jego sumienie. Gosia, która wiedzie tylko na pozór uporządkowane życie ma swoje sekrety. Udaje przed całym światem, ale w duszy jest rozbita i rozdarta. Jej poszukiwania odkrywają jej problemy, jej prawdziwe "ja". Zaginiona bohaterka nie jest kryształowa, a jej życie okazuje się skomplikowane. 

Anna Sakowicz napisała świetną książkę, która bardzo szybko omotuje czytelnika i mocno przyciąga jego uwagę. Trudno się od niej oderwać, a nic w jej konstrukcji nie jest przewidywalne i sztampowe. Z treści wieje świeżością i oryginalnością. To nie jest typowa obyczajówka z wątkiem sensacji. Dużo w niej z thrillera i lektury psychologicznej. Jej lektura pozwala na podróż w głąb kobiecej a zarazem artystycznej duszy, która ma swoje zawiłości. 
Tytuł czyta się szybko, a w trakcie lektury odczuwa się niesamowity klimat. Jest w nim coś niepokojącego, coś nerwowego i trudnego do zdefiniowania. Książka z pewnością Was nie znuży i nie rozczaruje. Polecam zapoznanie się z sekretami tajemniczej malarki. Miłej lektury. 

wtorek, 25 lutego 2020

Joanna Jax "Krzyk zagubionych serc"


Wydawnictwo Videograf
data premiery 25 luty 2020
stron 432
ISBN 978-83-7835-733-9
cykl Prawda zapisana w popiołach tom II

Wolność nie zawsze pozwala rozwinąć skrzydła

Nadeszły lata sześćdziesiąte XX wieku. Polska pozornie odetchnęła po koszmarze wojny. Wolność powinna cieszyć tych, co przeżyli, jednak wcale tak nie jest. Nowy ustrój bowiem daje tylko złudne poczucie autonomii, samostanowienia i podejmowania niewymuszonych wyborów. Tak naprawdę kraj jest zniewolony przez wschodniego sąsiada, a owo podporządkowanie jest mocno odczuwalne dla zwykłych obywateli, także bohaterów cyklu Joanny Jax „Prawda zapisana w popiołach”. Historia nadal wyraziście odciska piętno na codziennym życiu. Ustrój, partia i system pętają serca i sumienia ciężkimi okowami, uniemożliwiają postępowanie według tego, co podpowiada rozum, wybieranie tego, co podszeptuje serce. Życie nie oszczędza, zastawia pułapki, daje w kość, rzuca kłody pod nogi. Jak w takiej sytuacji toczą się dzieje poznanych postaci i ich najbliższych?
Szymek Wielopolski, który wykonuje zawód adwokata, nie zaznaje szczęścia w życiu osobistym. Za osiągniętą „małą stabilizację” płaci słoną cenę.
Nela Domosławska, marząc o pracy korespondentki zagranicznej, musi zapomnieć o tym, co mówi jej sumienie, odrzucić wyznawane ideały i podporządkować się obowiązującemu ładowi politycznemu oraz społecznemu. Jeśli chce spełnić swoje marzenia, nie może wychylać się przed szereg.
Błażej Piotrowski dzięki znajomościom i partyjnej nominacji zostaje dyrektorem. To stanowisko, zamiast go nobilitować w oczach własnych i innych, ciąży mu niczym kamień.
Alicja, mimo iż brzydzi się komuny i nienawidzi Sowietów, to dla nich pracuje, by pomóc Igorowi Łyszkinowi. Robi to, by spłacić wobec niego dług.
Mateusz po śmierci Samiry nie może odnaleźć spokoju w swojej duszy.
Kuba po wyjeździe do Londynu marzy o przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych – ojczyzny jazzu, który jest jego wielką miłością i pasją.
Joanna Jax po raz kolejny napisała doskonałą książkę. Powieść, w której można zaczytać się bez reszty. Powieść, która jest przepustką do odległych dla młodego pokolenia czasów, a która świetnie pozwala odczuć ich klimat i specyfikę. Nie brakuje tu emocji, niespodzianek i wartkiej akcji, która z łatwością przykuwa uwagę czytelnika. Losy dobrze znanych postaci są rewelacyjnie poprowadzone. Bohaterowie nie wydają się statyczni i bezbarwni – wciąż się zmieniają. Na ich charaktery mają wpływ przeżyte doświadczenia i wydarzenia historyczne, których są naocznymi świadkami. Autorka doskonale obrazuje zmiany ich psychiki, wpływ świata na zachowanie, wybory i decyzje.
Napisać dobrą powieść z historią w tle nie jest łatwo. Stworzyć kilkutomowy cykl, przeprowadzić ciekawie postacie przez wiele lat burzliwych dziejów i nie znudzić czytelnika – to wymagające talentu oraz kreatywności zadanie. Joanna Jax poradziła z nim sobie wyśmienicie. Kolejne spotkanie z lubianymi bohaterami okazało się doskonałą odskocznią od rzeczywistości, ciekawą podróżą w czasie i lekcją historii opowiedzianą na konkretnych przykładach.
Autorka tym tomem udowodniła, że jest dobrą znawczynią epoki, o której pisze, i potrafi świetnie nakreślić słowami świat, który tak gwałtownie zmieniał się w tamtym czasie.
To była naprawdę doskonała książka, z którą mile spędziłam czas. Jestem nią poruszona, a treść wyjątkowo do mnie przemówiła. Z utęsknieniem czekam na kolejny tom serii, a wam koniecznie polecam lekturę tych, które czekają już na was na półkach księgarń i bibliotek. Z pewnością się nie zawiedziecie.



poniedziałek, 24 lutego 2020

Natasza Socha "Zamrożona"


Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-8177-268-6

Nawet najbardziej potulna owieczka ma swoje tajemnice skrywane pod gęstą wełną


Zdrada to temat bardzo często poruszany na kartach literatury kobiecej. Zwykle pisarki piszą o zdradzanych kobietach, które czują się skrzywdzone i oszukane. Rzadziej o kobietach, które zdradzają i zapominają, co to wierność. W swojej najnowszej powieści Natasza Socha również skupia się na kwestii cudzołóstwa, ale czyni to w sposób zdecydowanie oryginalny i nietuzinkowy. Popularna pisarka pisze o zdradzie w sposób odważny i nie owija niczego w bawełnę. Poprzez historię głównej bohaterki dąży do odkrycia mechanizmów, które popychają wiele zamężnych kobiet w ramiona kochanków. Stara się obalić mity na temat wiarołomstwa i niejako usprawiedliwić Julię, a także ukazać problem w pełnym świetle, dokładnie takim, jaki on jest. W powieści zatem nie ma miejsca na tabu, wstyd czy niedomówienia. I to właśnie czyni ją wyjątkową, fenomenalną i naprawdę ciekawą. Czy jest to książka tylko dla pań? Absolutnie nie, płeć silna też powinna po nią sięgnąć, jeśli zależy jej na trwałości związków długodystansowych.
Julia ma czterdzieści dwa lata, męża i troje dzieci. Pracuje zawodowo, stoi na straży domowego ogniska i na pierwszy rzut oka wydaje się typową przedstawicielką pokolenia żon i mam. Ktoś, kto patrzy pobieżnie na jej życie, wyda osąd, że jest szczęśliwa. Niestety tak nie jest. W jej wieloletnim związku, zawartym zapewne z miłości, coś szwankuje. Relacje Julii i jej męża niestety znacząco ostygły. Właściwie to oni żyją bardziej obok siebie niż ze sobą. Każde z nich wykonuje swoje obowiązki i zadania, ale ich wzajemna relacja pozostawia wiele do życzenia. Ich życie seksualne także. Przypadkowo podsłuchana rozmowa powoduje, że nasza bohaterka z czystej ciekawości rejestruje się na portalu randkowym. I tam wśród morza takich samych ofert trafia na tę jedną. Poznaje mężczyznę, który zmienia jej życie, zachowanie i budzi w niej coś, co zostało zamrożone. Przypomina jej, że jest kobietą, która ma swoje potrzeby, które z biegiem lat nie wygasły, a zostały sztucznie uśpione. Julia budzi się niczym niedźwiedź z zimowego snu i na nowo odkrywa własną kobiecość i seks. Do czego doprowadzi ją internetowa znajomość i czy małżeństwo niedoskonałe przetrwa? Lektura tytułu odpowie Wam na wszystkie pytania.
Natasza Socha w swojej najnowszej powieści podjęła trudny i zarazem bardzo delikatny, wielkiej wagi problem, który dotyka wiele par. Wielka miłość, ślub, wzniosłe plany i marzenia, przyjście na świat dzieci nie gwarantują tego, że związek spełni oczekiwania, a uczucie będzie paliło się mocnym płomieniem dzień po dniu. Miłość trzeba pielęgnować, a partnera słuchać. Gdy zaczynamy zaniedbywać wzajemne relacje, przedkładać inne sprawy ponad nie, prognozy wobec wspólnego życia nie będą pomyślne.
Autorka na kartach „Zamrożonej” wykreowała bardzo ciekawą bohaterkę. W Julii wiele kobiet odnajdzie cząstkę siebie. Julia pozornie wydaje się szablonowa, cicha, pogodzona ze swoją rolą, zaszufladkowana w role matki, żony i kobiety dojrzałej, której wobec opinii i wzorców moralnych pewnych rzeczy już nie wypada. To zamraża jej wnętrze, ale pewnego dnia pojawia się promień. Promień bijący od mężczyzny, który przypomina jej, kim była, co w niej drzemie, czego potrzebuje. Internetowa znajomość jest iskrą która powoduje pożar, jest kamykiem, za którym rusza cała lawina. Postać Julii wyjaśnia, co pcha wiele kobiet w ramiona innego mężczyzny niż ten, który stoi u ich boku od lat.
Autorka napisała genialnie, wyraziście i bardzo realnie o przesłankach, które prowadzą do niewierności. W fabule wszystko jest ze sobą połączone i logiczne. Sprawdza się scenariusz, że nie ma reakcji bez akcji. Książkę czytałam zaciekawiona, jak zakończy się ta historia. Czy zakończenie, które wybrała Natasza Socha, jest szczęśliwe? To dla mnie temat do dyskusji. Jedni mogą uznać je za happy end, a inni za rozwiązanie, które podpowiada rozum i logika.
O tej powieści mogłabym pisać i rozmawiać godzinami. Jest bardzo wymowna, bardzo treściwa i niezwykle mądra. Szczera, prawdziwa i mająca wiele wspólnego z realnym życiem. Autorka nie ocenia swoich bohaterów, nie używa kategorii dobra czy zła. Nic w tej książce nie jest czarne lub białe. Wszystko jest autentyczne, klarowne i dobitnie ukazane. I to właśnie jest największym atutem tego tytułu, choć ma on jeszcze bardzo wiele plusów.
„Zamrożona” robi na czytelniku ogromne wrażenie, prowokuje do rozważań, dyskusji i refleksji nad sensem wierności oraz genezą zdrady. Mogłabym jeszcze wiele dobrego napisać o tej lekturze, ale już zamilknę i odeślę Was do książki, którą oceniam w każdej skali na maksymalną liczbę punktów. Ta powieść po prostu nie powinna Was ominąć. Gorąco polecam.

czwartek, 13 lutego 2020

Elizabeth Revol "Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat"


Wydawnictwo Agora 
data wydania 2020
stron 240
ISBN 978-83-2683-047-1

Gdy marzenie stało się tragedią

Oni - dwoje ludzi zakochanych w górze, naturze i wolności. Ona - góra, jedna z najwyższych na świecie, mająca status góry mordercy. I marzenie, wielkie marzenie, które okazało się takim, które się spełnia, ale za to spełnienie przyszło zapłacić najwyższą cenę. 

Literatura górska nie jest mi obca. Od lat zaczytuję się w niej namiętnie. To dla mnie inny rodzaj książek. Przy nim doznaję czegoś więcej niż przy innych gatunkach. To przepustka do świata, który mnie ogromnie fascynuje, który w taki sposób, dzięki relacjom wspinaczy mogę eksplorować. Ten tytuł odbiega od standardów, które znajdziemy na półkach księgarni czy bibliotek. To niezwykle osobista książka, która jest niczym spowiedź, która opowiada bolesne przeżycia, bo i takich dostarczają góry. Ale to też książka o pokonaniu trudności, powrocie nie tylko z bezlitosnej góry, ale i powrocie do normalności i opowieść o radzeniu sobie z traumą oraz ze stratą, która miała miejsce dzięki podążeniu za marzeniem. 

Czytając słowa Autorki poczułam wobec Jej osoby ogromną więź, zrozumienie, współczucie. Elizabeth stała mi się bliska, w pełni docierało do mnie to, co czuła. Góra okazała się zaborcza i bezlitosna, bo zabrała nie tylko ludzkie istnienie, ale i spokój. Dociekliwi mogą szukać w tej sytuacji winnych, mogą oskarżać o poddanie się gorączce szczytu, zdobycia go za wszelką cenę. Czy to coś zmieni? 
Eli godzina po godzinie relacjonuje przebieg ataku szczytowego. Ten czas dzieli się na trud wspinania, tragedię, która zaczęła się na szczycie i walkę o przeżycie. Autorka pokazuje jasno i wyraziście jak wspaniałą jest kobietą, jak dobrą była partnerką w górach dla Tomka Mackiewicza. Jak bardzo przeżyła dramat, który miał miejsce gdzieś tam, wysoko, gdzie jest kraina uboga w tlen. 

Rzadko zdarza mi się czytać książkę i jej nie oceniać w kategoriach dobra czy zła. W tym wypadku jakakolwiek ocena jest nie na miejscu. Bo w tym tytule chodzi o wyrzucenie z siebie przeżyć, emocji, oczyszczenie się. Myślę, że spisanie tych faktów pomogło himalaistce w powrocie do normalności, było ulgą i rodzajem terapii. My czytelnicy jesteśmy jej świadkami. A spisane słowa są tym cenne, że płyną z serca i są bardzo, bardzo szczere. Revol nie chodzi o rozgrzeszenie, ale wyznanie prawdy. Pokazanie jak bywa naprawdę w górach wysokich, gdzie romantyzm miesza się ze sportem, walką o każdy oddech i przeżycie. Dopiero zrozumienie świata o którym mowa pozwala na zrozumienie ludzi, którzy go eksplorują. 
 Lekturę czytałam z wielką uwagą, wzruszeniem, szacunkiem dla wszystkich wymienionych w niej osób. Na swój osobisty sposób przeżywałam to, co miały uzmysłowić słowa. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie. Jestem pod ogromnym wrażeniem, w pełni rozumiem zachowanie Elizabeth, podziwiam ją za charakter i każdą decyzję. 
Jeśli chcecie zrozumieć co czują ludzie gór sięgnijcie po ten tytuł. Nigdy go nie zapomnę. 

środa, 5 lutego 2020

Kristy Cambron "Motyl i skrzypce"


Wydawnictwo Znak
data premiery 12 luty 2020
stron 384
ISBN 978-83-24-060-040-5

Płyną łzy i płacze serce

Jedna powieść, dwie przestrzenie czasowe, dwie powiązane ze sobą historie, morze emocji i wzruszenia. Tak najkrócej można opisać powieść Kristy Cambron, którą przeczytałam w dwa wieczory roniąc morze łez. Po skończeniu czytania treść tego tytułu nadal mnie nurtuje, nadal szaprie moją duszę. Tak, nie mogę przestać myśleć o losach utalentowanej skrzypaczki Adele i jej ukochanego Vladimira, którym przyszło żyć i kochać w czasach, kiedy ziemia stała się piekłem. 

Gdy się poznali połączyła ich miłość na przekór ludziom i światu, muzyka oraz chęć pomocy wiedeńskim Żydom. Za swoje czyny trafili do obozu koncentracyjnego. Rodzina Adele wyrzekła się jej. Ojciec, wysokiej rangi generał Trzeciej Rzeszy wydał wyrok na własną córkę bez wahania. Ale na ich drodze pełnej cierni, zła i cierpienia stanął jeszcze ktoś, kto ich chronił, ktoś, kto się nimi opiekował, ktoś, komu zaufali. Bóg, który nie pozostał obojętny na ich prośby i błagania. 

Kilkadziesiąt lat później, Serę i Williama łączy chęć odnalezienia pewnego obrazu. Portretu młodej kobiety, więźniarki, który ma być kluczem do pewnej istotnej sprawy. Te dwie historie mają współny mianownik, a odkrywanie przeszłości okazuje się bardzo cenną życiową lekcją z której płynie wiele dobra, tragizmu i miłości. 

Po lekturze tak wybitnej książki, tak wymownej powieści, tak mocno wzruszającej prozy trudno zebrać myśli, trudno opisać słowami co czuje serce i dusza. To nie jest moje pierwsze spotkanie z literaturą obozową, bo miało ono miejsce gdy miałam zaledwie 12 lat. Niemniej jednak każdy kontakt z takimi książkami mocno mną targa. Wyzwala niesamowitą zadumę nad tragizmem setek tysięcy ludzi, którzy trafili do obozów i utracili swoją tożsamość na rzecz wytatuowanych numerów. Nic nie usprawiedliwia takiego bestialstwa, takiej zbrodni. Ale nawet w piekle tli się nadzieja i mieszka dobro. Doświadczyła tego młodziutka Adele, której świat w mgnieniu oka zmienił się nie do poznania. A jednak nawet tak wielkie zło nie złamało jej, a muzyka oraz miłość okazała się lekiem na całe zło. 

"Motyl i skrypce" to książka, która wiele uczy, wiele uświadamia, wiele pokazuje. Jest niczym żywy obraz, który niezwykle wyraziście dotyka i uświadamia piekło obozowego życia, okrucieństwo nazizmu i życia za murami Auschwitz. Czytając dosłownie zamierałam, a żywe obrazy przesuwały mi się przed oczyma. Czułam to, co Adele. Bezgłośnie łkałam świadoma ogromu tragedii, która bezlitośnie dotykała ludzkość. Oprócz tego, że tę powieść przeczytałam ja ją przeżyłam. Jej treść wypaliła znamię w mojej duszy. 

Powieść jest napisała rewelacyjnie. Jej lektura momentami okazuje się trudna, że względu na nadmiar ładunku emocjonalnego zawartego na poszczególnych stronach. Taka była niestety prawda o obozowym życiu, które biło bezlitośnie po twarzy. Po lekturze która była niczym rekolekcje poczułam wdzięczność za dar życia w pokoju, za to, że nie musze borykać się z piekłem wojny. 
Gorąco polecam przeczytanie tej książki wszystkim bez wyjątku, a zwłaszcza młodym czytelnikom, którzy nie mają już bezpośredniego kontaktu z wojennym pokoleniem, które wymiera. Niech tytuł trafi i przemówi by nigdy więcej w historii żadna młoda dziewczyna nie musiała borykać się z tym, co dotknęło Adele. 

piątek, 24 stycznia 2020

Ewa K. Czaczkowska "Mistyczki"



Wydawnictwo Znak 
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-2405-946-1

Kobiety desygnowane przez samego Boga 

Mistycyzm zawsze budził sensację i kontrowersje. Był tematem burzliwych dyskusji i przedmiotem podejrzeń. Dla przeciętnego człowieka, nawet tego, który głęboko wierzy i praktykuje bezpośredni kontakt z Bogiem, obcowanie ze światem transcendentalnym wykracza poza ramy wyobraźni. Kościół też jest bardzo ostrożny w uznawaniu objawień, nawiedzeń i ekstaz. Mistykom nie jest łatwo. Spotykają się często z niedowierzaniem, szydzeniem, oskarżeniami o choroby psychiczne i szaleństwo. Wykluczani są poza wspólnoty, piętnowani i skazywani na ostracyzm. Czy wyjawienie, że jest się wybrańcem czy wybranką Boga, jest łatwe i co za tym idzie?
By poznać odpowiedź na to pytanie, trzeba zaznajomić się z biografiami mistyków, najlepiej tych współczesnych, żyjących w czasach nam bliskich. Taką możliwość daje lektura najnowszej książki Ewy Czaczkowskiej, autorki biografii Faustyny Kowalskiej. Siostra Faustyna również miała objawienia i jej droga także była niełatwa, usłana różami z mnóstwem kolców.
Bohaterki najnowszego tytułu pani Czaczkowskiej miały chyba jeszcze trudniej. Żyły bowiem w świeckim świecie i nie były członkiniami wspólnot zakonnych. Nie były osobami konsekrowanymi, tym bardziej nie mogły liczyć na zrozumienie przez otoczenie.
Autorka na kartach książki przybliża czytelnikom cztery sylwetki: Wandy Boniszewskiej, Alicji Lenczewskiej, Wandy Malczewskiej i Marii Franciszki Kozłowskiej. Zostały one subiektywnie wybrane przez Ewę Czaczkowską. Wybór zapewne nie był łatwy, bowiem historia wspomina wiele stygmatyczek, osób mających wizje i doznających namacalnej dla nich obecności Boga i osobistego kontaktu z nim. Bohaterki, które wiodły zwyczajne świeckie życie, zostały wybrane, a zarazem obarczone brzemieniem ciężkim, które gwarantowało cierpienie. Ich życia były bardzo różne i bogate w odmienne doświadczenia, a zarazem miały wspólne mianowniki. Nie każda z owych pań zawsze była pobożna, nie każda doczekała się uznania swoich doświadczeń przez Kościół. Jedną obłożono nawet klątwą. Wobec innej toczy się proces beatyfikacyjny.
Co powoduje takie różnice? Czy każda z tych kobiet przeżywała swoje życie duchowe w sposób podobny? Czy miały one dylematy i zawahania w swojej wierze? Czy każda była duszą wykraczającą swoją osobowością i charyzmą poza ramy czasów, w jakich przyszło jej żyć?
Książka wyjaśni wszystko, a warto po nią sięgnąć nie tylko ze względu na tematykę, jaką porusza, i osoby, które przedstawia. Jej autorka dopracowała treść na medal, sięgnęła do dostępnych materiałów i tekstów źródłowych ze szczególną dokładnością oraz precyzją. W sposób przystępny a zarazem żywy i namacalny przedstawiła życie kobiet, które doświadczyły czegoś, co jest dla ogółu wiernych zakryte woalem tajemnicy i niedostępne.
Ewa Czaczkowska tym razem przedstawiła ciekawie postacie o wiele mniej znane niż apostołka Bożego Miłosierdzia, ale uczyniła to w sposób równie perfekcyjny i rozbudzający ciekawość ich życiem osobistym i duchowym. Sprawiła, że po lekturze tej pozycji chce się dowiedzieć o życiu tych kobiet jeszcze więcej, że chce się mocniej zagłębić w ich przepowiednie i objawienia, sięgnąć do bogatej bibliografii zawartej na końcu książki. Z lektury płynie przesłanie, że świat duchowy bywa bardzo tajemniczy, niezrozumiały dla ogółu, a tym samym osobisty i dostępny dla wybranych.
Książkę czyta się z narastającą ciekawością, a każda strona intryguje i dostarcza godnych uwagi informacji. Jeśli ktoś jest zainteresowany podjętą tematyką, jeśli chce poznać nietuzinkowe osoby i zagłębić się w dobrą biografię, to z czystym sumieniem zachęcam go do czytania. „Mistyczki” to idealna propozycja na prezent, to dobry wybór dla zainteresowanych historią Kościoła katolickiego.

czwartek, 16 stycznia 2020

Magdalena Kołosowska "Za ostatnią gwiazdą"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 288
ISBN 978-83-66217-94-2

Stop przeszłości. Witaj jutro!

Za mną lektura trzeciego, finalnego tomu cyklu pióra Magdaleny Kołosowskiej, który mocno zapisał się w moim sercu. Pokochałam wszystko: trzy główne bohaterki, styl Autorki, świetną fabułę. Doceniłam rewelacyjny pomysł oraz jego wykonanie. Z ręką na sercu mogę polecić serię Lepsze jutro każdej kobiecie, która ma ochotę na zagłębienie się w książkach o życiu, które niesie ze sobą wiele niespodzianek, ciosów i ciągle wymaga od nas podejmowania decyzji, dokonywania wyborów i zdawania egzaminów. W realnym świecie współczesnej kobiecie nie jest łatwo, ale gdy ma się obok siebie oddane i kochające siostry można łatwiej pokonać życiowe problemy. Doświadcza tego najmłodsza z sióstr, Kamila, której życie potwornie się komplikuje w krótkim czasie. 

Młoda, mniej doświadczona od sióstr dziewczyna, studentka, w krótkim okresie czasu dowiaduje się o chorobie i śmierci ojca, oraz o tym, że została zgwałcona. Tego ostatniego zdarzenia nie pamięta, a dzień w którym miało ono miejsce jawi się jej jako bezbarwna plama. Jednak słowa lekarki i policji uświadamiają jej, że padła ofiarą kogoś, kto był w stanie podać jej pigułkę gwałtu i skrzywdzić w najgorszy sposób. Świat Kamili rozpada się w drobny mak, ona sama czuje się potwornie skrzywdzona, zraniona, bezbronna i zagubiona. By normalnie żyć, by znów odetchnąć pełną piersią, by na jej twarzy kiedyś, w przyszłości pojawił się uśmiech siostra Kingi i Karoliny musi ułożyć swoją rzeczywistość na nowo, wyciągnąć wnioski i zapomnieć. Kasacja złych przeżyć w jej umyśle jest niezbędna by normalnie żyć. To jednak wcale nie jest łatwe zadanie. Nie jest łatwe, ale i nie jest niemożliwe...

"Za ostatnią gwiazdą" to ostatnia z książek, która opowiada o losach sióstr Krzyżanowskich. Najmłodsza z nich - Kamila przechodzi prawdziwe traumatyczne przeżycia. Każdemu byłoby trudno się z nimi uporać. Autorka w sposób bardzo wyrazisty opisuje jej przeżycia, które mogą dawać czytelnikom moc i wielką nadzieję. Kamila jest w przysłowiowej "ciemnej dolinie". Nad jej głową zgromadziły się bardzo ciemne burzowe chmury. Traci ojca, w pył rozsypuje się jej związek, ktoś gwałci nie tylko jej ciało, ale i duszę. Te trzy ciosy są cholernie mocne. Wiele kobiet nie daje rady się po nich podnieść przez długi czas. Postać Kamili właśnie takim osobom powinna dodać otuchy, sił i nadziei. Nadziei na to, że można. Że po burzy wychodzi słońce i chmury znikają.
 Magdalena Kołosowska pisze o trudnych sprawach odważnie, ale i delikatnie, z wyczuciem. Bardzo celnie oddaje emocje, jakie dotykają młodą dziewczynę. Kamila wydaje się być bezbronna, krucha, tym bardziej, że jest osobą wrażliwą, spragnioną miłości oraz prostolinijną. Jest przeciwieństwem Tatjany. Nie interesują ją gierki, zabawy uczuciami, żonglowanie w sferze sercowej czy wyrafinowane strategie romansowe. Ona szuka szczęścia i tego jedynego, którego pokocha całym sercem. Kamila nie potrafi żyć w woalu pozorów. Nic więc dziwnego, że od razu podbiła moje serce i spodobała mi się jako książkowa bohaterka. 

Tytuł czytało mi się świetnie. Kibicowałam, współczułam, chciałam do bólu, by wszystko skończyło się dobrze. To była naprawdę poruszająca i chwytająca za serce powieść. 
Cieszę się, że mogłam przeczytać ten tom, jak i całą serię. Długo o tak wspaniałej lekturze nie zapomnę. Dziękuję Autorce za wspaniałe emocje, za cudowne chwile ze świetnymi bohaterkami. Chciałabym mieć w realnym świecie tak cudowne przyjaciółki jak one. Zaprzyjaźnijcie się z nimi, poznajcie je, zaczytajcie się w tej serii. Naprawdę warto. 

wtorek, 7 stycznia 2020

Joanna Dubler "Dobre ciastko"





Wydawnictwo Lipstick Books
data premiery 15 stycznia 2020
stron 336
ISBN 978-83-2807-600-6

By być szczęśliwym trzeba wiedzieć czego się w życiu chce

Ze świecą szukać na świecie kobiety, która nie chce być szczęśliwa. Oczywiście nie każda z nas taka jest. Wiele z nas tego szczęścia szuka. Szuka swojej drogi, swego miejsca, swego powołania, swojej drugiej połówki. Trudno jednak znaleźć jakikolwiek z tych celów, gdy nie ma się skonkretyzowanego zdania, jak ów cel ma wyglądać. Jaki ma mieć cechy, jakie ma mieć priorytety, jakie stawiamy sobie wobec niego wymagania. Jednym słowem niezdecydowane są skazane na porażkę lub błądzenie bez celów. Motanie się w labiryncie życia bez konkretu dokąd chce się dotrzeć i co znaleźć. 

Joanna Dubler w swojej debiutanckiej powieści opisała dzieje pewnej kobiety, która dobiega już trzydziestki. Skończyła prawo, pracuje, choć praca nie daje jej zadowolenia, spełnienia i satysfakcji. Ma partnera i niby jest w udanym związku, ale to tylko powierzchownie tak ładnie wygląda. Konrad nie jest w pełni szczęśliwy z Zuzią, bo ta nie spełnia jego wszystkich seksualnych zachcianek. I nagle trach, para się rozstaje, a Zuzia wraca pod skrzydła rodziców i musi zacząć budować swój świat od nowa. Zamiast ślubu nasza bohaterka musi ułożyć swoją dorosłość od nowa. Tylko ona sama nie bardzo wie czego chce...

Zawsze gdy rozpoczynam lekturę debiutu mam wolny umysł. Nie mam określonych oczekiwań, nie wiem, czego po książce się spodziewać. No i zawsze zadaję sobie pytanie dlaczego Autor/Autorka napisała daną książkę. Co chciał/ła nią przekazać, co czytelnikom uświadomić, na co zwrócić uwagę. Bo wierzę, że każdy tytuł powstał po coś, że najpierw nim zostało nakreślone pierwsze słowo narodziła się jakaś idea. 

Jak podobało mi się "Dobre ciastko" i po co ta książka powstała? Otóż opis przygotował mnie na coś innego, a powieść okazała się nie taka jak się spodziewałam. Bo moim zdaniem to nie był soczysty erotyk, ale książka o szukaniu siebie i kobiecie, która w pewnym sensie reprezentuje współczesne pokolenie młodych dojrzałych i niedojrzałych w jednym. Zuzia nie jest głupia, skończyła wymagający kierunek studiów. Wprawdzie nie dostała się na aplikację, ale nie jest pozbawiona inteligencji. Brak jej jednak takiej zwyczajnej życiowej dojrzałości, którą w tym wieku powinna już mieć. Jej rozwój stoi na etapie niezdecydowanej nastolatki. Trochę w tym winy jej rodziców, którzy chcą w pełni organizować jej życie, mieć nad nim kontrolę. Zuzia intryguje. Czasem wkurza, sama nie wie czego chce. Tak jest w życiu uczuciowym, tak jest w życiu zawodowym. Brakuje jej wrzucenia na głębokie wody, brakuje wstrząsu, który jej uświadomi jak życie i te fajne młode lata uciekają jej w dal, przeciekają jej przez palce. 
Pod kątem jaki wspomniałam wyżej książka jest ciekawa, z intrygującą kobietą na pierwszym planie. Jako erotyk nie przypadła mi do gustu. Nie rozpala, nie intryguje. 
Nad stylem, nad piórem Autorka musi jeszcze popracować, dojrzeć, dopracować pewne elementy. 
Tak czasem jest, że chwytając jakąś powieść odkrywamy inne jej oblicze. Inne niż głoszą rekomendacje, niż sugeruje opis. Tak właśnie u mnie było z debiutem Joanny Dubler. Oczywiście każdy z Was może inaczej odebrać ten tytuł. Moja opinia jest szczera i wiem, że pewnie bardzo nietypowa. Być może dlatego, że dużo czytam i potrafię nietuzinkowo patrzeć na lektury.