niedziela, 25 października 2020

Cezary Borowy "Spowiedź Hana Solo"

 


Wydawnictwo TBR

data wydania 2020

stron 416

ISBN 978-83-9555-15-0-5

Smak turystyki handlowej i wspomnień

Lata 80-te. Najkrócej pisząc szalone czasy zmian. Dziesięciolecie, kiedy ludzie powoli zaczynali wierzyć, że marzenia mogą się spełniać. Po latach marazmu czuli w powietrzu wiatr zmian. Powiew wolności, a co zatem idzie furtki do godniejszego egzystowania, większych możliwości i swobody w wyborze stylu życia. Co wywołało taką sytuację? Pontyfikat Karola Wojtyły, działalność Lecha Wałęsy? To były tylko jednostki, które stały na czele. Tak naprawdę Solidarność tworzyły masy ludzi, i to oni właśnie przyczynili się tak do upadku komuny. Najaktywniejsi byli w tej grupie ludzie młodzi, którzy mieli apetyt na życie i chcieli mieć lepiej niż pokolenie ich rodziców. Do nich zaliczał się i Autor niezwykłej publikacji, który chciał poznać świat i zarobić trochę pieniędzy. Natchnęło go życie i książki przygodowe, które przeczytał jako nastolatek. Pewnego dnia wykupił w funkcjonującym jako monopolista biurze podróży Orbis wycieczkę do Londynu. Wiedział, że to nie będzie krótki wyjazd, a wyrwanie się na dłużej. Zakładał, że kupuje bilet w jedną stronę. Na obczyźnie imał się różnych prac i odkładał każdy grosz. Podążając za intratnym, choć nielegalnym zarobkiem znalazł się w Indiach, nawiązał kontakty i został wciągnięty w przemytniczą siatkę, która zajmowała się przerzutem dóbr materialnych pomiędzy różnymi państwami w Azji. 

Po wielu latach noszący ksywkę postaci z "Gwiezdnych wojen" mężczyzna powrócił do Azji już w celu typowo turystycznym. Minęło trzy dekady. Wiele się zmieniło. Nastał czas na sentymentalną dwustukilometrową podróż i wspomnienia...

"Spowiedź Hana Solo" to bardzo wyjątkowa książka. Jedyna w swoim rodzaju, jakiej do tej pory nigdy nie czytałam. Nie jest to wyłącznie reportaż o szalonych latach 80-tych, nie są to tylko wspomnienia i opowieść o latach młodości, nie jest to również tylko literacka relacja z egzotycznej podróży. Te wszystkie elementy się ze sobą przenikają i uzupełniają tworząc lekturę niesztampową i ogromnie ciekawą dla osób, które interesuje Azja, wspomnienia z czasów upadku komuny w Polsce oraz na świecie i narodziny dzikiego kapitalizmu, którego fundamentem był nielegalny przemyt i handel międzynarodowy na drobną skalę. Tak, to prawda pewnie szokująca dla młodego pokolenia. Były takie czasy, kiedy fortuny rosły na "dzikim polu", kiedy godne pieniądze można było zdobyć szybko i na granicy lub poza granicą prawa. 

Autor pisze ogromnie ciekawie przeplatając na przemian dwie relacje w czasie. Wspomnienia okrasza ciekawostkami, informacjami o specyfice Azji wczoraj i dziś. Kto tego nie przeżył może chwilami niedowierzać. Kto już funkcjonował w tym czasie to przeżyje ogrom wspomnień i odbierze tą treść z łezką w oku. 

Cezary Borowy jest świetnym gawędziarzem i przewodnikiem. Z pasją i oddaniem relacjonuje swoją podróż i odkrywanie świata. Robi to szczerze i spontanicznie. Ma w sobie coś z Indiany Jonesa. Ma odwagę, bo obraca się przez jakiś czas w specyficznym środowisku. W jego przypadku sprawdza się maksyma Polak potrafi. 

Ta książka wywoła w Was apetyt na zrobienie czegoś szalonego, na wybranie się w podróż "za jeden uśmiech". Pokaże też jak emocjonujące może być życie chwilą, w rzeczywistości, w której nie da się planować i snuć co będzie jutro. 

Lektura przypadła mi do gustu. Zachęciła by pomarzyć o wypadzie do Indii i skosztowaniu ich wyjątkowości w każdym aspekcie. Polecam fanom PRL-u i lubiącym nietuzinkowe życie. 

wtorek, 13 października 2020

Tomasz Habdas "Skazany na szczyty"

 


Wydawnictwo How2

data wydania 2020

ISBN 978-83-6649-725-2

wersja ebook

Gdy ma się we krwi górskiego bakcyla...

Góry są pasją milionów ludzi na całym świecie. Jedni spędzają w nich urlop, inni odwiedzają je systematycznie w każdej wolnej chwili, jeszcze inni przeprowadzają się w nie i zaczynają życie od nowa. Są i tacy, którzy dla gór rzucają określony profil okraszonej sukcesami drogi zawodowej i zaczynają żyć intensywnie górską pasją oraz z nią wiążą sposób zarabiania na życie. Tak właśnie zrobił Autor książki, która została wydana w formie elektronicznej. Tomka Habdasa poznałam dzięki internetowi, a konkretnie dzięki temu, że trafiłam pewnego dnia, już dość dawno, na Jego konto na Instagramie. Przywiodły mnie tam oczywiście góry. Jeśli chcecie i Wy tam trafić to szukajcie profilu 

https://www.instagram.com/wszczytowejformie/?hl=pl

Wracając do książki Tomka, pozwólcie, że zacznę od tego, że nie jest to typowa literatura górska. Autor nie opisuje w niej konkretnej wyprawy ani tylko i wyłącznie swoich wyjazdów. Oczywiście jest też o nich mowa, ale ta lektura to przede wszystkim opowieść o tym, jak można zmienić swoje życie przez miłość do gór i jak pięknie one mogą na nas wpływać. 

Kim jest Tomasz Habdas? Z pewnością podróżnikiem i miłośnikiem gór, Instagramerem i Blogerem, osobą niezwykle pozytywną od której bije dobra energia. Od wielu lat żyje dosłownie swoją pasją i zaraża nią ludzi wokół siebie. W swoim tytule pokazuje, że nie tylko warto mieć marzenia, ale trzeba odważyć się pójść za ich głosem i zrobić wszystko by się one spełniły. By stały się rzeczywistością i czymś realnym. Oczywiście wymaga to sporo pracy, odwagi i samozaparcia. 

Ebook to zarazem i autobiografia i recepta na lepsze życie - świetna książka motywacyjna. Okazuje się, że można z powodzeniem rzucić bezpieczną i obiecującą awanse posadę w korporacji i podążyć za tym, co w duszy gra. 

W tekście drzemie ogromna dawka motywacji i energii pobudzającej do działania, do zmian, do metamorfozy swojego życia, które może być nudne i poukładane, ale i interesujące i dające satysfakcję. Z tekstu można też łatwo odkryć jak bardzo pożyteczne może być dla każdego z nas posiadanie pasji, rozwijanie się dzięki niej i ubogacanie własnego wnętrza. Góry i podróże to czynniki pobudzające do rozwoju, hartujące na życiowe egzaminy, dodające skrzydeł i mające niezwykle pozytywny wydźwięk na ludzkie życie. 

Książka składa się z wielu rozdziałów pokazujących drogę w góry, która wiodła od gór przez niziny i znowu w góry. Autor wyjawia wiele szczegółów ze swojego życia, pokazuje jego różne momenty. Swoimi słowami inspiruje, przekonuje, że niemożliwe nie istnieje, że bariery rodzą się przeważnie w naszych umysłach i tworzymy je sobie często sami. 

Zachęcam, by po tę publikację sięgnęły osoby na życiowych zakrętach, zniechęcone, znużone codziennością. Lektura z pewnością zaciekawi górmaniaków i osoby, które lubią zdobywać szczyty te wysokie i te mniej wymagające. W górach nie chodzi tylko o rekordy i statystyki. Z obcowania z nimi można czerpać wiele korzyści. Zachęcam do lektury. 

Ebook możecie kupić 

https://how2.shop/produkt/skazany-na-szczyty/


niedziela, 11 października 2020

Edyta Folwarska "Wszyscy moi mężczyźni i wszystkie moje dramaty"

 




Wydawnictwo Pascal

data wydania 2020

stron 336

ISBN 978-83-8103-663-4

Powieść, która przeszła metamorfozę

Dzisiaj przygotowałam recenzję powieści, która naprawdę pod dwoma względami mocno mnie  zaskoczyła. Okazała się o wiele lepsza niż przypuszczałam. Zabierając się za jej czytanie spodziewałam się, że zagłębiam się w tytuł, który dostarczy mi lekkiej rozrywki, że będzie miło, przyjemnie i relaksująco. I tak na początku było. Niemniej jednak mniej więcej w połowie książki fabuła zaczęła swoją ewolucję. I nagle okazało się, że z light erotyka książka zakręca w stronę książki obyczajowej z romansową nutą. Zakończenie wbiło mnie w fotel i rozryczałam się jak bóbr. No ale jako to? - zapytacie. Potoki łez przy erotyku? No właśnie, to raczej nie pasuje. 

Autorką książki jest Edyta Folwarska, dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Główną bohaterką jest Oliwia, mająca za sobą kilka związków, nieudane zakończone zdradą i rozwodem krótkie małżeństwo. Młoda kobieta jest w życiu uczuciowym nieco zagubiona. Szukając miłości wikła się w związki, które na samym starcie już do idealnych nie należą. Szukając tego "jedynego" doświadcza zawodów i rozczarowań. Każde kolejne z nich na swój sposób rani i zabiera nadzieję na spotkanie tej prawdziwej i jedynej miłości. Czy jednak dane jej będzie kochać i być kochaną naprawdę? 

Powieść Edyty Folwarskiej przeczytałam szybko, a w trakcie lektury towarzyszyły mi niezapomniane emocje i przeżycia. Było i erotycznie i romantycznie. Autorka pokazała różne oblicza związków w jakie wplątują się młode bohaterki szukając szczęścia. Jak się okazuje żaden nie jest w stanie przetrwać bez prawdziwego uczucia. Seks, nawet najbardziej zadowalający i urozmaicony, jak i dobra materialne nie są w stanie stworzyć klimatu dla uczucia, które jest czymś wyjątkowym, czymś jedynym w swoim rodzaju i czymś bezcennym. Jest niczym klejnot, który przypada nielicznym. 

Autorka skupia się znacząco na tym, co dotyka ludzi bez względu na ich pozycję czy stan konta. Samotność okazuje się czymś co boli każdego. Jest niczym groźna choroba. Brak pokrewnej duszy, brak przyjaznej osoby obok doskwiera może bardziej niż brak gotówki portfelu. Życie w blichtrze, życie na szybko, na tzw. pełnej petardzie bywa atrakcyjne na krótką metę. Na dłużej staje się nudne i mdłe. 

Powieść ma niesamowite zakończenie którego kompletnie się nie spodziewałam. Za jego sprawą odkrywamy, że "Wszyscy moi mężczyźni i wszystkie moje dramaty" to lektura mająca drugie dno i puentę, która długo siedzi w głowie. To sprawia, że o tytule myśli się po jego przeczytaniu. Dzięki tej publikacji inaczej spoglądam na tzw. śmietankę towarzyską i celebrytów. Za kotarą luksusu, dóbr, które mają wysoką cenę na metce kryją się te same problemy jakie mają zwykli ludzie.

Reasumując ciekawa propozycja dla kobiet, ale nie tylko. Edyta Folwarska bowiem pokazuje złożoność i skomplikowanie damsko-męskich relacji, a o tym powinni przeczytać też i panowie. Polecam lekturę i życzę wielu wrażeń  w jej trakcie. 

czwartek, 8 października 2020

Patrycja Strzałkowska "W masce jej do twarzy"

 



Wydawnictwo Pascal

data wydania 2020

stron 336

ISBN 978-83-8103-662-7

Trudne sytuacje są niczym najlepsza szczepionka

Ponoć świat jest teatrem, a ludzie aktorami. Mocno uwierzyłam w tę tezę, gdy pod koniec zimy Europę i Polskę ogarnęła pandemia koronowirusa. Nagle poczułam się jakbym grała w jakimś katastroficznym filmie, a cały koszmar był nierzeczywisty. Codziennie rano budziłam się i przez moment łudziłam, że wszystko mi się śniło, że ten cały paskudny patogen to wytwór czyjejś wyobraźni. Świat wywrócił się do góry nogami. Stanął na głowie. Plany i marzenia milionów ludzi zostały zamrożone. Objął je swymi mackami lockdown. Jedni nie poszli do szkoły, inni do pracy, ktoś nie pojechał na wakacje. Odwołano wszelkie imprezy, nawet te planowane od miesięcy. Każdy z nas odczuł na własnej skórze jak smakuje pandemia. 

Powyższa sytuacja uderzyła też mocno w życie dwóch głównych bohaterek najnowszej książki Patrycji Strzałkowskiej. Młode kobiety, Alisa i Ola nagle podobnie jak wszyscy musiały zatrzymać się i wstrzymać oddech. Zastygnąć w bezruchu. Owszem pewne rzeczy w życiu można odwołać np. ślub, ale już daty narodzin dziecka nie da się przełożyć. 

Alisa marzy o ślubie. Jak wiele kobiet chce by to był piękny i niezapomniany dzień. W myślach od miesięcy układała sobie jego scenariusze. Fryzurę, makijaż, krój sukni, wystrój wnętrz... Owe szczegóły zaprzątały jej życie i były bardzo ważne, ale nadszedł moment by straciły na aktualności. Ola będąc w drugiej ciąży rozstała się z partnerem. To były dla niej wyczerpujące momenty i spore wyzwanie. Musiała nauczyć się samotnego macierzyństwa i brania wszystkiego wyłącznie na swoje barki. Nie przypuszczała, że w trudnych chwilach w jej życiu pojawi się ktoś, kto okaże się bardzo ważny. Nie miała też pojęcia, że przyjście na świat drugiego dziecka nastąpi w czasach jak rodem z horroru...

Karierę pisarską Patrycji Strzałkowskiej śledzę od jej debiutu. Z przyjemnością patrzę, jak ta zdolna młoda kobieta się rozwija, jak doskonali swoje umiejętności. Do tej pory przeczytałam wszystkie jej powieści i obiektywnie twierdzę, że "W masce jej to twarzy" to najlepsza z nich. Opowiada zwyczajne wydarzenia z życia wielu młodych kobiet, która zaskoczyła pandemia. Czas w którym nie chorując wielu parom przyszło zdać egzamin z wzajemnych relacji. Z izolacji i przebywania w swoim towarzystwie non stop. Wielu parom to nie wyszło na dobre, jak było w przypadku książki nie zdradzę. 

Cały plan fabuły tej powieści jest świetnie skonstruowany i nakreślony. Pomysł na niego jest naprawdę genialny. Na konkretnym przykładzie Autorka pokazuje jak życie zwyczajnych kobiet zostało zmiażdżone i zweryfikowane. Pokazanie 5 miesięcy z życiorysu idealnie obrazuje jak zmieniła się nasza rzeczywistość, a my z nią. Taka nauczka od życia może być świetną lekcją i egzaminem dla naszego związku i dla nas samych. Może nas wzmocnić, ale i pokazać prawdę, którą normalne, pełne wielu spraw życie może zatuszować. 

Główne bohaterki to postacie w których każda czytelniczka odnajdzie jakąś cząstkę siebie. Są zwyczajne, a zarazem sympatyczne. Młodość zachęca je by korzystać z życia. Ich doświadczenia powodują, że dojrzewają, uczą się życiowych prawd, dostają po nosie, ale i stają się mądrzejsze tą mądrością, której w szkołach nie uczą. W lekturze mieszają się wydarzenia, których doświadcza każda z nas- ślub, pogrzeb czy narodziny dziecka. Fabuła powieści nie jest odrealniona. Sporo w niej codziennego życia, ale i nie brakuje emocji. Książka to przyjemna lektura idealna dla relaksu, ale i mówiąca wiele cennych prawd, np. tych, które dotyczą ślubu i jego organizacji. 

Z książki bije morał. Jest on trafny i bardzo aktualny. Życie każdego z nas niesie zawsze wiele cennych niespodzianek. Nie zawsze są one miłe. Trzeba jednak brać ten fakt pod uwagę i być przygotowanym na to, że nasze plany mogą trafić w niebyt. Mimo to, trzeba się umieć cieszyć chwilą, drobnostkami i małymi cudami codzienności. 

Bądźcie przygotowani na to, że powieść skradnie Wam czas i nie za bardzo da się odłożyć na półkę w trakcie lektury. Będziecie ciekawi jej zakończenia, które moim zdaniem jest mocnym walorem tej książki. 

Reasumując na treść tytułu z pewnością wpłynęły osobiste doświadczenia Patrycji Strzałkowskiej. Spisała je i wplotła w fabułę w sposób rewelacyjny. Uchwyciła osobiste przeżycia, które były nieobce wielu parom, które znalazły się w podobnej sytuacji. Jestem ciekawa jak spojrzą na treść tej książki pokolenia, dla których ta pandemia będzie tylko przeszłością?! Dla mnie świetna książka, przyjemna i odprężająca, idealna na wieczór przy herbacie.

środa, 7 października 2020

Kinga Gąska "Miłość aż po rozwód"

 



Wydawnictwo Filia

data wydania 2020

stron 384

ISBN 978-83-8195-061-9


Debiut pierwsza klasa!


Czytanie debiutów przypomina poszukiwania żył złota. Wśród takich książek można odkryć prawdziwe perły i być świadkiem narodzin karier literackich mistrzów. Z tego powodu chętnie daję szansę tym autorom, o których niewiele wiadomo i którzy stawiają pierwsze kroki w książkowej rzeczywistości.

Kinga Gąska weszła do literackiego świata twórców przez drzwi z tabliczką powieść obyczajowa. Jej pierwsza książka to lektura, w której tematem przewodnim są damsko-męskie relacje i związki, o których trudno rzec, że są udane i szczęśliwe. Fabuła napisana jest z pomysłem i w sposób błyskotliwy. W świetle jupiterów stoi jeden mężczyzna i trzy kobiety. Każda z nich jest w jakiś sposób z nim związana. Paweł jest mężem Joanny, synem Jadwigi i bratem Eweliny. Każda z bohaterek jest diametralnie inna, obraca się w odmiennym kręgu, ma inną sytuację, lecz niestety podobne problemy. Każda wychodząc za mąż i wypowiadając sakramentalne „tak”, miała nadzieję na to, co drzemie w głowach tysięcy panien młodych. Każda chciała być kochana, szczęśliwa i poczuć jak smakuje happy end. Niestety, związek każdej się posypał, a miłość okazała się mieć gorzki smak.

Joanna, zdolna i przedsiębiorcza kobieta, niezależna, wykształcona i prowadząca własną firmę popiekła się w sposób bardzo infantylny. Choć nie chciała się do tego, przyznać była spragniona miłości i bycia czyjąś drugą połową. Naiwnie zawierzyła i uwierzyła, udzieliła zbyt dużego kredytu zaufania, nie sprawdziła, z kim związuje swoje życie. Jadwiga okazała się zbyt dobra, zbyt tolerancyjna i pobłażliwa, zbyt zwyczajna, by zatrzymać męża, któremu wyraźnie nudziło się w małżeńskim stadle. Ewelina chciała pokazać światu i koleżankom jak dobrą jest partią i jak łatwo może zdobyć mężczyznę, którego tylko chce i o którym zamarzy.

Wszystkie panie trafiły niestety źle.

Co stało za porażką? Czemu te związki nie przetrwały i dotarły do stacji rozwód? Czy łatwo jest utrzymać mężczyznę jako męża i dobrego ojca na dłużej?

„Miłość aż po rozwód” to czasowa pułapka dla czytelnika. Nie da się jej odłożyć na półkę, póki nie przeczyta się jej do końca. Ta książka wręcz łapie w swoje macki i mocno trzyma aż do ostatniego zdania. Jej największym atutem jest pokazanie zwyczajnego życia w sposób naturalny i prawdziwy. Nie ma w niej koloryzowania i chowania ludzkich wad pod dywan. Fabuła wiarygodnie przekonuje, że stworzenie szczęśliwego małżeństwa to całkiem trudna sztuka i spore wyzwanie. Najpierw trzeba dobrze wybrać kandydata do tej gry, bo jak widać na wymienionych wcześniej przykładach, nie każdy się na małżonka nadaje. To jednak tylko połowa sukcesu. Później trzeba nauczyć się sztuki szacunku, kompromisu, negocjacji i ułożenia mężczyzny z beztroskiego chłopca w odpowiedzialnego mężczyznę. Autorka w sposób wyraźny, ale bez ironii wskazuje nasze, kobiece błędy w układaniu sobie życia. Niestety, popełniamy je, a nasze wykształcenie, poglądy, atuty, cechy charakteru wcale nas przed nimi nie chronią. Miłość albo zauroczenie zakładają nam na nos okulary, które zamazują realny obraz, oślepiają na pewne sprawy, sprawiając, że liczymy na łut szczęścia i moc uczucia, które niekiedy szybko blednie lub okazuje się podróbką.

„Miłość aż po rozwód” to książka, przy której możemy się odprężyć, ale i która ma w sobie przesłanie brzmiące niczym morał. Nawet jeśli popełnimy błędy, nawet gdy rozsypie się nasze małżeństwo, to nie koniec świata. Mamy w sobie moc, z której trzeba wtedy korzystać. Trzeba żyć dalej, bo na rozwodzie świat się nie kończy. Grób małżeństwa nie jest naszym grobem i nie może nas pochłonąć. Z tej próby, przez którą upadniemy na kolana, musimy wstać, podnieść się i żyć dalej. Wyciągnąć wnioski i patrzeć z optymizmem w przyszłość.

Kinga Gąska udowodniła, że debiut może mieć ogromny potencjał i stanąć bez kompleksów na półce obok bestselerów. Jej powieść niesamowicie przypadła mi do gustu. Ujęła dojrzałością, realizmem życia i mądrym ujęciem smutnej rzeczywistości, która niestety dotyka wiele par. Każda z opisanych postaci jest charakterystyczna i wyrazista. Inna, ale bliska sercu każdej kobiety. O ile polubiłam wykreowane bohaterki, to Pawłowi miałabym wiele do zarzucenia.

Gorąco polecam lekturę tej powieści, która jestem pewna, że podbije wiele kobiecych serc. Jest naprawdę świetna i warta poświęcenia jej kilku godzin.

poniedziałek, 14 września 2020

Jolanta Kosowska "W piekle pandemii"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2020
stron 374
ISBN 978-83-8147-955-4

Gdy świat zaczął przypominać piekło...

Gdyby rok temu ktoś opowiedział mi o tym, jak może wyglądać świat takim jak widzimy go dziś, nie uwierzyłabym mu kompletnie. Szybko stwierdziłabym, że to, co opisuje jest scenariuszem filmu grozy czy fabułą thrillera psychologicznego z wątkiem medycznym. To, co dzieje się teraz, wczoraj mogło być tylko fikcją. A jednak... Pod koniec zimy, na jej przełomie z wiosną wszystko się w Europie zmieniło za sprawą słowa koronawirus. Bo była sobie gdzieś w Chinach epidemia, ale to było daleko stąd i prawie nikt nie wierzył, że dotrze na Stary Kontynent i zdezorganizuje życie wszystkich. 
Codziennie rano gdy się budzę przez moment nie wierzę, że jest jak jest. A jest i tak lepiej niż choćby we Włoszech, które na początku pandemii w Europie ucierpiały najbardziej. Na Lombardię zwrócił swoje oczy cały świat,  podobnie jak na chińskie Wuhan. Glob usłyszał o piekle jakie rozpętało się w Bergamo i nie tylko...


Prawdziwy, niestety prawdziwy scenariusz włoskiego koszmaru wplotła w fabułę swojej najnowszej powieści jedna z moich ukochanych polskich Autorek. Pani Jolanta Kosowska, mieszkająca w Niemczech pochodząca z Opolszczyzny polska lekarka, opisała historię polsko-włoskiej pary młodych, kochających się ludzi, którzy mieli w planach wspólny urlop, czas relaksu i beztroskę, a wpadli w otchłań piekła. Zima, narty, piękne krajobrazy, miłość i wieść o poczęciu dziecka. Jednym słowem szczęście, które zakłócił mało znany, ale jakże groźny i zabójczy wirus, który podstępnie zaatakował tysiące ludzi. Nie takiego biegu wydarzeń spodziewali się Marcello i Oliwia. Miały być dnie na stoku i wieczory przy kominku w gronie przyjaciół. Niestety, on wrócił do pracy w Polsce gotowy nieść pomoc potrzebującym. Przez wyjazdem zdążył lekkim podstępem skłonić partnerkę do zatrzymania się u swojej babci w Toskanii, w domu położonym w odosobnieniu z daleka od ludzi i niebezpieczeństwa pod pretekstem opieki nad starszą panią. 
Odizolowana od świata Oliwia zaczęła jednak dostawać niepokojące wieści od znajomego lekarza z Drezna i jego żony, od ojca swojego dziecka, który ratując innych sam został ugodzony ostrzem choroby. W internecie odnalazła pisany na bieżąco pamiętnik anonimowego mieszkańca uroczej Wenecji. Zewsząd wiało dramatyzmem, grozą i walką, o każdy oddech, o każdą chwilę życia...

To była bardzo przemawiająca i wzruszająca lektura, którą odebrałam niezwykle osobiście. Miałam wrażenie, że wszystko odczuwam tak mocno jakbym sama była jej główną bohaterką. Oliwia stała mi się bardzo bliska i droga. Ta powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie i dostarczyła wielkich emocji. Wyrwała mnie ze spokojnego domu do centrum piekła, ukazała wyraziście dramat ludzi, którzy wobec wirusa, którego nie widać gołym okiem stali się bezbronni jak nowonarodzone dzieci. Ich świat runął bezpowrotnie w posadach, ale mimo tego oni nie stracili nadzieję na to, że jeszcze kiedyś będzie spokojnie i normalnie. Wszystkie elementy w książce są prawdziwe pokazane, nie ma tu miejsca na sztuczny patos czy przerysowane bohaterstwo. Opowieść wywołuje łzy, które płyną i są buntem przeciw niebezpieczeństwu, które zmieniło życie w koszmar. 
Akcja książki obejmuje czas kilku tygodni i dzieje się w kilku miejscach równocześnie - włoska  Toskania, Polska, Niemcy - Bergamo, Drezno, Wrocław, Wenecja. 
Z lektury bije rozpacz, dramatyzm, ale i nadzieja, że po burzy wyjdzie słońce, że  zły czas  dobiegnie końca, że przetrwamy i wyjdziemy z trudnej próby silniejsi. Miałam wrażenie, że czytam coś więcej niż powieść. Wydawało mi się, że czytam autentyczną relację osoby, dobry reportaż, który bardzo plastycznie przekazuje rzeczywistość jaka dotknęła zwyczajnych ludzi. 
Ta powieść wyraża szacunek i uznanie wobec walki medyków z trudnym wrogiem, jest podziękowaniem za ich poświęcenie i pracę. Ta książka uzmysławia jak pandemia wpływa na życie jednostek, jak mocno rani, jak wystawia na próbę. 
Genialny warsztat, niesamowite wyczucie tematu, przemawiająca relacja, ocean emocji, książka o której się nie zapomina, która zostawia w sercu ślad. Tak najkrócej podsumuję moją opinię dodając, że naprawdę warto poświęcić jej czas. Tytuł dający świadectwo talentu i klasy twórczości Jolanty Kosowskiej. Fenomenalna książka poruszająca aktualne i trudne tematy. Gorąco polecam i rekomenduję. 

niedziela, 6 września 2020

Zadie Smith "Przebyłyski"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2020
stron 128
ISBN 978-83-240-6127-3

Nastał inny świat, nastała inna rzeczywistość...

Możemy negować istnienie koronowirusa, możemy mówić, że on jest rzeczywiście, lub że jest tylko wykreowany, ale świat wokół nas zmienił się w ciągu kilku ostatnich miesięcy diametralnie. Do powszechnego użycia weszły słowa kwarantanna, izolacja, lockdown, maseczki ochronne itd. Świat działający na znanych zasadach uległ zmianom. Gdyby rok temu, ktoś powiedział ludziom, że za dwanaście miesięcy będzie tak, a nie inaczej to posądzilibyśmy go o opowiadanie fabuły książki grozy lub filmu fantastycznego. 

Nigdy w historii ludzkości nie miała miejsce taka sytuacja, zatem nic dziwnego, że odbiła się ona na ludziach. Każdy przeżył ją inaczej, każdy ma prawo mieć swoje zdanie. To, co się dzieje dotyka szczególnie osoby wrażliwe, artystów, więc także i pisarzy. Niektórzy swoje myśli, swoje odczucia i przeżycia przelewają na papier. 
Zadie Smith to nazwisko sławne i uznane w literackim świecie. Ta uwielbiana przez rzesze czytelników brytyjska pisarka w związku z istniejącą sytuacją napisała książkę, na którą składa się 12 esejów. Wszystkie są niezwykle osobiste, a słowa z których się składają płyną niewątpliwe z wnętrza jej duszy. Tytuł oddaje klimat tego, co dziś rozgrywa się na naszych oczach. Widziany oczami pisarki świat nabiera plastycznego obrazu, w którym króluje chaos. My ludzie, nie wiemy jak się zachować, czujemy się zagubieni, samotni, zdezorientowani, bo niewidoczny gołym okiem wirus zrobił nam ogólnoświatową rewolucję. Nasze zasady nagle straciły na wartości, na aktualności, pozostały puste i bezwartościowe. W obliczu niebezpieczeństwa nastąpił kryzys nie tylko uderzający w gospodarkę, firmy, wartość pieniądza, rynek pracy, ale i w naszą ludzką tożsamość. 

Każdego ten wirus dotknął, choć większość z nas na niego nie zachorowała. Zadie Smith opisuje trudne tematy, ale nie boi się podsumować jak wpłynęła na nas izolacja, jak zaczęliśmy podchodzić do życia, jak zmieniły się nasze wartości i priorytety. Na pewno świat się zatrzymał i zwolnił. Wielu z nas miało czas, by spojrzeć na swoje życie. 
Autorka dostrzega, że na tą nienormalną rzeczywistość nie ma recepty. Nie ma wzorców postępowania. Naszym towarzyszem stała się niepewność, brak fundamentów do oparcia. To nie jest łatwa lektura. To nie jest książka idealna do relaksu. To literatura górnych lotów, którą trzeba oswoić, przemyśleć. Analogicznie jak sytuację, która nas otacza. Jest ona swoistym egzaminem dla człowieczeństwa, jak go zdamy oceni przyszłość.
Odnośnie tytułu to wyrafinowana proza dla ambitnego czytelnika, który jest w stanie spojrzeć w oczy szaleństwu jakie dotknęło cały glob. 

środa, 2 września 2020

Natalia Bieniek "Dom sekretów"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020 
stron 448
ISBN 978-83-8169-320-2

W pajęczynie sekretów i tajemnic

Uwielbiam obyczajówki, których fabuła rozgrywa się w różnych wymiarach czasowych. Kocham książki, które w swojej treści zawierają zagadki, sekrety i tajemnice. Przepadam za powieściami, których lektura jest jak rozplątywanie zamotanych nici. Dreszcz i emocje, które temu towarzyszą są moim zdaniem wyjątkowe i dają tak wiele czytelniczej frajdy, tak niesamowite doznania. W tego typu książkach, by były one rewelacyjne, ważne jest połączenie szczegółów w misterną całość. Jestem zdania, że by wszystko zagrało jak należy Autorzy muszą sporo się napracować. Efekt jest jednak warty mozołu, bo w takim przypadku o takich literackich perełkach się nie zapomina. 
Tak właśnie jest z książką Natalii Bieniek. 

Filip, młody mężczyzna otrzymuje w spadku po ciotce mieszkanie. Znajduje się ono w starej kamienicy w centrum Łodzi. Przed śmiercią starsza pani usilnie go prosiła by w trakcie późniejszego remontu odszukał pewien skarb ukryty w ścianie. 
Dorota ma w kieszeni tytuł magistra historii na uniwersytecie. Równocześnie ma dość mieszkania z rodzicami i nadskakiwania oraz nadopiekuńczości swojej matki. Postanawia wyprowadzić się z rodzinnego domu i znaleźć coś niedrogiego do wynajęcia w centrum miasta. Śledząc ogłoszenia trafia do sąsiadki zza ściany Filipa i u niej wynajmuje pokój za niewielką opłatą. W trakcie remontu Filip rozbija dosłownie i w przenośni ścianę,  dochodzi wtedy do niewielkiej katastrofy. On trafia do szpitala, a jego sąsiadka wraz ze swoją współlokatorką zabezpieczają pewną skrzynkę. Oprócz tego okazuje się, że w ścianie od wielu lat znajdują się zamurowane szczątki ludzkie. Tak wiele zdarzeń to jednak pestka. To dopiero początek lektury, której poznanie jest niczym jazda rollercosterem. Tsunami emocji właśnie zaczyna działać...

Powieść Natalii Bieniek przykuła mnie do fotela. Zabrała w piękną, tajemniczą i otulającą emocjami podróż do Łodzi. Tej współczesnej i tej w kolorze sepii. Fabuła okazała się niczym barwna mozaika, która składa się z wielu elementów. W trakcie czytania czułam się jakbym układała składające się z wielu elementów puzzle. Powoli, z każdą przeczytaną stroną, odsłaniał się interesujący rysunek. Przez scenę powieści przewija się cała masa postaci, a każda z nich ma nam "coś do powiedzenia" i urozmaica tę pełną przeróżnych niespodzianek historię. 
Powieść czyta się przyjemnie i z ciekawością. Autorka sięgnęła do historii swojego rodzinnego miasta i poprzez losy wymyślonych osób opowiedziała nam dzieje wyjątkowego miejsca na mapie Polski. 
Wartka i szybka akcja pobudza czytelniczą wyobraźnię, opisy nie są nużące, a w fabule ciągle coś się dzieje, coś zaskakuje, coś przykuwa uwagę. 
Jeśli na jesienny wieczór potrzebujecie książki z którą będziecie się mogli zrelaksować to z czystym sumieniem zajrzycie do "Domu sekretów". Nie poczujecie się rozczarowani, a miłe spędzenie czasu jest gwarantowane. Przy okazji książka wyzwoli w Was refleksje czy warto wracać do przeszłości, która już minęła, czy trzeba rozwikływać dawne tajemnice i czy z perspektywy czasu warto poświęcać myśli temu, co już dawno pokrył kurz przeszłości. 
Polecam lekturę i jestem pewna, że wielu z Was się w niej zaczyta na amen. 

wtorek, 25 sierpnia 2020

Marcin Wilk "Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2020
stron 400
ISBN 978-83-2405-995-9

Dziewczyna utkana z paradoksów

Pojawiła się na polskiej scenie muzycznej niczym promień słońca. Była radosna, ambitna, uzdolniona i pracowita. Te cechy wydały swoje owoce w postaci ogromnej popularności i sławy. Uznania i nagród. Niezliczonych godzin braw w Polsce, Europie i za Oceanem. Miała i nadal ma swoich wiernych fanów, a jej piosenki wciąż są śpiewane przez innych wykonawców. Przebojów, które nuciła cała Polska byłoby więcej gdyby Anna Jantar nie wracała z amerykańskiego tournée feralnym lotem, gdyby nie wsiadła do samolotu, który nie wylądował na Okęciu a rozbił się niecały kilometr od pasa, na którym miał się bezpiecznie zatrzymać. Jaka tak naprawdę była Anna Jantar? Odpowiedzi na to pytanie szukałam w książce Marcina Wilka, który podjął się próby napisania opowieści o wyjątkowej piosenkarce, matce, żonie i córce. Jak mu wyszło to zadanie? W miarę dobrze, ale po lekturze czuję lekki niedosyt.
Książka jest dość obszerna, opatrzona wieloma czarno-białymi fotografiami z życia mamy Natalii Kukulskiej. Są fotki z lat dzieciństwa i z młodości oraz życia dorosłego i zawodowego. Autor snuje opowieść rozpoczynając ją od przybliżenia przodków swojej bohaterki. Przez całą książkę skupia się jednak głównie na życiu zawodowym. Pokazuje sympatyczną młodą dziewczynę i kobietę przez jej wyjątkowy głos i talent. Snuje wspomnienia opierając się na słowach wypowiedzianych o Jantar przez jej bliskich, znajomych i kolegów po fachu. Bardzo często, moim zdaniem odrobinę za często, przytacza fragmenty wcześniej wydanych publikacji o tej gwieździe. Ze słów, ze wspomnień, z przywołanych pamięcią zdarzeń wyłania się portret kobiety, która była niezwykła, pełna przeciwstawności, która miała niejedno oblicze. Była bardzo utalentowana, miała wyjątkowy i ciepły głos, który jest niczym miód. Mimo talentu nie spoczęła na laurach, chciała dalej się rozwijać, doskonalić, smakować czegoś nowego, rozszerzać swój repertuar. Była wspaniałą mamą, a żoną? Tu już autor pisze oszczędnie, z dystansem. Jakby za woalem. Jakby bał się zbyt mono wejść w prywatność Anny Jantar. Szczegółowo przedstawia osiągnięcia zawodowe, kolejne krążki, występy estradowe, festiwalowe. Uchyla rąbka tajemnicy jak wyglądało życie muzycznych sław w okresie lat 60. i 70.
Marcin Wilk pisze o Jantar w samych superlatywach. Z jego słów wyłania się istota perfekcyjna, kryształowa, bez żadnych wad, a tym samym nierealna, bo takich ludzi nie ma. W polskiej świadomości funkcjonuje zwyczaj, że o zmarłych źle wypowiadać się nie wypada. Czyżby tym właśnie pokierował się autor i nie chciał niczym zbrukać wizerunku wokalistki? Dokładnie to mnie w książce nieco rozczarowało, a tym samym zbudowało mur niewiary w nakreślony piórem portret piosenkarki, którą bardzo lubiłam od dziecka i nadal doceniam jako dorosła kobieta. Po lekturze wiem o wiele więcej niż przed przeczytaniem tej publikacji, ale czuję, że to za mało, że temat nie został do końca wyczerpany, że brakuje autentycznego przekazu, na jaki się nastawiłam.
Książka jest napisana sprawnie, czytelnym językiem, z zachowaniem chronologii i proporcji właściwej temu gatunkowi. Ale brakuje się tego czegoś, czym w potrawach są przyprawy. Brakuje jej soli życia, anegdotek, ciekawostek. Reasumując nie jest to zła lektura aczkolwiek ma pewne niedociągnięcia. Mimo to miłośnikom talentu wykonawczyni „Nic nie może przecież wiecznie trwać”, fanom polskiej piosenki i ciekawym życia w PRL-u polecam i rekomenduję.

piątek, 21 sierpnia 2020

Francesa Paci "Miłość w Auschwitz"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 208
ISBN 978-83-8169-328-8

O miłości, która narodziła się w centrum piekła

Miłość to najpiękniejsze z uczuć jakie dane jest człowiekowi. Nie każdy ma okazję w ciągu życia poznać jego prawdziwy smak. O miłości napisano bardzo wiele. Najpiękniej o miłości napisał chyba Święty Paweł. Według niego miłość jest łaskawa, cierpliwa i nie szuka swego. Miłość jest także nieprzewidywalna. Przychodzi kiedy chce, dotyka kogo chce. Często pojawia się nieproszona, zjawia się kiedy nie jesteśmy na nią gotowi. Rodzi się, bo chce i za nic ma to, co dzieje się wokół zakochanych. Tym samym potwierdza, że dla miłości nie ma rzeczy niemożliwych. 
Miłość przychodziła zaproszona i wyczekana, miłość rodziła się też na świecie w czasach, gdy glob stawał się istnym piekłem. Dowodzi tego pewna historia spisana przez Włoszkę, Francescę Paci, która przenosi nas do okresu trwania II wojny światowej. 

Jej bohaterami są więźniowe obozu koncentracyjnego, których połączyło szaleńcze uczucie. Polski więzień polityczny Edward Galiński trafił do Auschwitz jako siedemnastoletni chłopak po aresztowaniu wiosną 1940 roku. Znalazł się tam w pierwszym transporcie więźniów. W obozie pracował w ślusarni. 
Mala Zimetbaum była od niego o 5 lat starsza. Jej rodzina pochodziła z Brzeska niedaleko Krakowa. Zimetbaumowie wobec represji i złego traktowania Żydów wyemigrowali w trosce o swoje bezpieczeństwo do Belgii. Zamieszkali w Antwerpii. Mala trafiła do KL po aresztowaniu w 1942 roku. Dzięki znajomości kilku języków dziewczyna w obozie znalazła zajęcie jako tłumacz i pracownik biurowy. Nie kolaborowała jednak z wrogiem, a działała jako bojowniczka w ruchu oporu. Mala była dobra i litościwa. Pomagała każdemu, komu tylko mogła. 
Mala i Edek poznali się na przełomie 1943 i 1944 roku. Ich miłość wybuchła na przekór wszystkim i wszystkiemu. Ich uczucie było silne i głębokie. 
Para zaplanowała ucieczkę z piekła. Stało się to 24 czerwca 1944 roku. Symulowali w przebraniach essesmana i robotnicę. Uciekali w kierunku południowym. Chcieli dotrzeć na Słowację, gdzie kobieta miała krewnych. Niestety na wolności spędzili tylko 13 dni. Tylko tyle mogli cieszyć się wolnością i miłością. 7 lipca zostali zatrzymani. Rozpoznano ich i trafili ponownie do Auschwitz. Oboje skazano na śmierć a przed nią na potworne tortury.

"Miłość w Auschwitz" to bardzo smutna historia, która zdarzyła się naprawdę. Po młodych, odważnych ludziach została jednak pamięć i wspomnienia, które spisano, a tym samym utrwalono i zachowano dla kolejnych pokoleń. 
Książka Francesci Paci jest niesamowita. Czyta się ją z ogromnym wzruszeniem, ale podziwem dla dwojga młodych ludzi, którzy mimo tego, że znaleźli się w piekle i niewoli nie dali się zniewolić. Nie utracili godności i człowieczeństwa i mieli siłę walczyć o swoje szczęście. To książka opowiadająca historię prawdziwą o miłości, która nie kończy się szczęśliwie. Nie ma happy endu, ale tytuł pokazuje siłę uczucia, które los podarował na przekór złu jakie opętało świat. Nie miałam pojęcia o tej parze, choć do tej pory przeczytałam wiele książek o Auschwitz. Zagłębiając się w treść płakałam, a lekturę musiałam przerywać. Było mi smutno, była zła na los, miałam do niego pretensje, że nie dał tej dwójce szansy doczekania do końca wojennej zawieruchy. 
To trudna książka, to wymagająca lektura. Polecam ją tym, którzy nie boją się cofnąć w czasie i trafić do obozowego piekła. Tytuł pozwala docenić wolność, możliwość oddychania pełną piersią i kształtowania swojego losu. Książka pozwala uwierzyć w miłość, tę prawdziwą. 
Przeczytajcie, oddajcie hołd tym czytaniem ludziom, którzy nie bali się kochać w samym centrum piekła. 

Książkę "Miłość w Auschwitz" możecie kupić pod linkiem

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Patrycja Strzałkowska "Show mojego życia"




Wydawnictwo Pascal
data wydania 2020
stron 368
ISBN 978-83-8103-625-2

I życie i książki potrafią zaskakiwać

W życiu nie ma nic pewnego oprócz tego, że wciąż czekają na nas nowe niespodzianki. Jedne są miłe, inne już nie. Każdy z nas planuje sobie, wyobraża, rysuje mniej lub bardziej wyraźną przyszłość, a tu ... nagle.... bęc i nic nie jest takie jak miało być. Ogarnia nas chaos, totalny bałagan i musimy budować swój świat od nowa. Nie lubimy tego, oj nie ... prawda? Bo każdy z nas choć raz to przeżył. 
Doświadczyła tego również główna bohaterka najnowszej powieści Patrycji Strzałkowskiej Matylda. Zdarzyło jej się totalnie pogubić, stracić grunt pod nogami, zaplątać w nieprzyjazne macki. To nie było dla niej ani dobre, ani radosne.

Matylda stoi na życiowym rozdrożu. W jej związku z pewnym mężczyzną nastał czas rozstania. Nieco zagubiona, niepewna i przygaszona młoda dziewczyna postanowiła zrobić coś, co miało dodać jej egzystencji blasku i świeżości. Nadać nowego rozpędu i zaprowadzić na nowe tory. Matylda bez większego namysłu, na całkowitym spontanie postanowiła wziąć udział w reality show. Nie znała szczegółów tego programu, nie zastanawiała się co ją czeka. Mocno wierzyła, że dobra zabawa, sława, przygoda życia. Niestety rzeczywistość okazała się całkowicie inna. Odmienna i totalnie inna niż miała być. 

Najnowsza powieść Patrycji Strzałkowskiej totalnie mnie zaskoczyła swoim klimatem. Czytając Jej poprzednie książki miałam pewne pojęcie czego się spodziewać. A jednak... Autorka popłynęła całkiem innym kursem i stworzyła książkę, która budzi bardzo wiele emocji i daje do myślenia. Pozorna treść, lekka fabuła - ależ nie! W książce poruszonych jest wiele problemów, które są w stanie przemienić zwyczajne życie w koszmar i to bardzo konkretny koszmar z piekła rodem. 
Młodość ma swoje prawa. Nią właśnie jesteśmy w stanie tłumaczyć nieprzemyślane posunięcia i decyzje. Rozsądek nie lubi się zbytnio z młodym wiekiem. Matylda tego doświadcza. Smak tego doświadczenia jest bardzo gorzki i toksyczny. toksyczny niczym jad żmijowy, niczym mocna trucizna, która rujnuje życie. 
To nie jest książka o miłości, ani o słodkim zauroczeniu. Miłość występuje w niej w wersji toksycznej. Dotyczy to zarówno uczucia pomiędzy kobietą i mężczyzną, jak i miłości siostrzanej. To, co odczuwa Matylda czytelnikowi dane jest odczuć  poprzez klimat lektury. Nie wiem, czy Autorka zrobiła to celowo, ale wyszło to po prostu znakomicie. Czytając mamy okazję poczuć jak to jest żyć w nieprzyjaznym otoczeniu, wśród ludzi, którzy pokazują różne oblicza, a reguły gry ciągle się zmieniają. 
W tekście pada wiele gorzkich opisów dotyczących reality show. Wszystko podporządkowane jest oglądalności, komercji, typowemu stwierdzeniu show must go on. Ma się to dziać po trupach do celu, do sukcesu i pieniędzy. 

Czas upływający od przeczytania tej jakże nietuzinkowej powieści wybiegającej poza wszelkie ramy sztampowości nie rozjaśnia moich uczuć wobec tej książki. Są one bardzo żywe, ale i niewyraziste. Z pewnością są dynamiczne, a treść nadal daje mi do myślenia. Co gdyby... A gdybym ja znalazła się w takim programie ... Mnóstwo pytań mnie nurtuje, mnóstwo emocji żyje sobie swoim życiem. To rzadko się zdarza. 
Reasumując - powieść totalnie nieprzewidywalna, emocjonalna, szalona, zagmatwana, pełna tajemnic. 
Dobrze się czyta. Daje emocjami w kość. Sprawdźcie sami na własnej skórze. 

wtorek, 11 sierpnia 2020

Elektryzująca zapowiedź książkowa

 Kochani
Gorącym tematem ostatnich miesięcy jest pandemia koronawirusa. Jedni są przerażeni, inni mówią, że to wszystko to nic innego jak przysłowiowa ściema. Ja osobiście jestem sceptyczna i ostrożna. Boję się każdej choroby, boję się o zdrowie i dbam o siebie i bliskich jak mogę. Co do covid 19 - mam różne, mieszane uczucia. Pewnie dlatego z ciekawością skupiłam uwagę na pewnej recenzenckiej propozycji książkowej, co do której nie mam wątpliwości, że muszę, tak tak, muszę ją przeczytać.
Chodzi mianowicie o książkę Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki - "Nadzwyczajni"
"
"To oni jako pierwsi pojawiają się w miejscach, gdzie toczy się najbardziej dramatyczna walka. To oni jako pierwsi pojawiają się w miejscach, gdzie toczy się najbardziej dramatyczna walka. To oni odsłaniają wypaczenia  systemu w kraju, który nie jest przygotowany na zagrożenie. To oni docierają do ludzi, których do głosu nie dopuścił nikt inny. „Nadzwyczajni” Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki to wstrząsający reportaż o nierównej walce z COVID-19. Autorzy przedstawiają nieznane fakty z sal szpitalnych, DPS-ów, z życia lekarzy, ratowników i pacjentów. Premiera już 16 września."
"Rzeczywistość przedstawiona w „Nadzwyczajnych” obala oficjalną narrację, że pandemia w Polsce była i jest pod kontrolą. Pogrążone w sprzętowym kryzysie szpitale. Tragiczna sytuacja pozostawionych samym sobie pielęgniarek. Stres. Ekstremalnie wyczerpująca praca pod presją czasu. Dyżury wydłużone do kilku dób. Skandaliczne i bezprawne nakazy pracy. Medycy, lekarze i ratownicy pozostawieni bez środków ochrony własnej – maseczek, rękawiczek oraz płynów do dezynfekcji. Braki w personelu przekładające się na problemy z obsadzeniem dyżurów. I wreszcie izolacja by chronić najbliższych.

Autorzy w dużej mierze skupiają się na bohaterach, którzy po kilkanaście godzin dziennie toczą nierówną walkę o życie pacjentów. Książka zawiera między innymi historie szpitali jednoimiennych oraz lekarzy-rezydentów, którzy wykazali się większym rozsądkiem niż dyrekcja (nie)sławnego szpitala w Grójcu. Poznajemy losy pracowników szpitali z Bytomia i Bielsku-Białej, gdzie na kilkanaście dni poddano kwarantannie lekarzy wraz z pacjentami. Na światło dzienne wychodzą nieznane, dramatyczne opowieści z sanatoriów czy DPS-ów. Oczami 23-letniego strażaka i sanitariusza, który niespodziewanie stał się bohaterem w walce z koronawirusem, widzimy jak naprawdę wygląda dramatyczna batalia w trakcie pandemii.

„Nadzwyczajni” to dokonywany „na gorąco” zapis wielu nieznanych historii. Marcin Wyrwał  i Małgorzata Żmudka pokazują prawdziwe „mięso” i prawdziwych ludzi, jednocześnie ukazując szerszy kontekst sytuacji, w której Polska znalazła się z powodu wirusa.


Marcin Wyrwał reporter portalu Onet.pl, który pierwszy dociera do szokujących faktów dotyczących walki z koronawirusem w szpitalach, DPS-ach, kopalniach. Jego artykuły cytują wszystkie media informacyjne.

Małgorzata Żmudka prawniczka i niezależna dziennikarka przyglądająca się rzeczywistości i opisująca ją z perspektywy prawa."
Materiały Wydawcy.
 Zachęcam już dziś do przeczytania tej książki, moje wrażenia z lektury znajdziecie niedługo na blogu.

wtorek, 21 lipca 2020

Marcin Margielewski "Tajemnice hoteli Dubaju"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 336
ISBN 978-83-8169-306-6

Hotelowe sekrety w wersji luksusowej

Nikt nie potrafi pisać tak bardzo fascynująco o arabskim świecie, jak Marcin Margielewski. Najnowsza książka tego autora zaprasza nas do Dubaju. Miejsca na świecie, które kojarzy się z egzotyką orientu i niewyobrażalnym luksusem. Dubaj jest pod wieloma względami jedyny w swoim rodzaju. To turystyczna mekka, czwarte na świecie miasto najchętniej odwiedzane przez turystów. Większość jego mieszkańców to obcokrajowcy. To tu kwitnie życie biznesowe i zawierane są gigantyczne transakcje. To tu wyznawcy islamu mogą odetchnąć nieco swobodniej i zażyć przeróżnej rozrywki. Nic więc dziwnego, że baza hotelowa jest w Dubaju ogromnie rozbudowana. Wiele z hoteli świadczy usługi na najwyższym światowym poziomie. Ceny najtańszych pokoi rozpoczynają się od kwoty kilkuset dolarów za jedną noc. Ceny apartamentów są zdecydowanie poza możliwościami nie tylko przeciętnych ludzi, ale i klasy średniej. Jest to miejsce, gdzie płynne złoto tryska z ziemi, a pieniądze mają nieco inny wymiar dla wielu krezusów.
Dubajskie hotele oprócz swoich standardów mają oczywiście także sekrety. Niektóre z nich są bardzo szokujące, a hotelowe pokoje czy korytarze są świadkami łamania prawa. Popełniane są tam także przestępstwa zagrożone najwyższymi karami. To może szokować, ale prawda bywa czasem bardzo makabryczna, tragiczna i przerażająca. Jeśli chcecie poznać tajemnice jednego z najbardziej eleganckich miejsc do nocowania nie tylko pod dubajskim niebem, zapraszam do lektury książki, która na długo zostanie w Waszych głowach i przyprawi o dreszcze.
Przewodnikiem po hotelu Al Jannah jest pracujący w nim konsjerż Samir, który dla hotelowych gości jest jak współczesny dżin, jak złota rybka z bajki. Jego głównym zadaniem jest spełnianie wszelkich zachcianek bogatych gości, czasem nawet tych, które przekraczają granice ustanowione przez prawo. Jesteście zszokowani? Tak, konsjerż to taka osoba, która musi się zwykle nieźle nagimnastykować, nagłowić i mieć szerokie kontakty w półświatku, a wszystko po to, by bogacze czuli się zadowoleni i zaspokojeni. Trzeba przyznać, że ich zachcianki są niekiedy bardzo, bardzo kosztowne i nietypowe.
Samir urodził się w ubogiej rodzinie. Znał smak biedy i niedostatku. Swoją karierę zawdzięcza intelektowi, ciężkiej pracy i sporemu fartowi, którego los mu nie poskąpił. Dzięki temu przeszedł w zawodowej drabinie różne szczeble kariery, Zaczynał od gorszych stanowisk i pracy za o wiele mniejsze pieniądze. W końcu dotarł na sam szczyt. Osiągnął wszystko w swoim fachu, doceniono go prestiżową nagrodą Złotych Kluczy. Tym samym znalazł się na zawodowym Olimpie dostępnym dla wąskiej elity.
Samir o swojej pracy i życiu hotelu, w którym pracuje, opowiada z pasją i wielką przyjemnością. Jego profesja, choć bardzo dochodowa, nie jest łatwa. To zawód stresujący, wyczerpujący i wymagający ekwilibrystyki. Balansowania na krawędzi, z której łatwo spaść w przepaść. Wymagający zdolności negocjacyjnych i dyplomacji. Samir czuje się jednak w tym jak ryba w wodzie. Łatwo odkryć, że lubi swoje zajęcie i oddaje mu się bez reszty.
Co zatem kryją takie jak Al Jannah przybytki luksusu? Zbrodnie, ekscesy, przestępstwa. Wyuzdane zachcianki i perwersyjne gusta seksualne. Świat ociekający złotem i grubymi pieniędzmi wcale nie błyszczy tak mocno, jakby się zdawało. Jest czasem bardziej brudny niż slumsy, bardziej odrażający niż najgorsze dzielnice cieszące się złą sławą. Wielu osobom z kasty najbogatszych tego świata wydaje się, że pokaźny portfel stawia ich ponad wszystko i wszystkich. Zapatrzeni w pliki najwyższych nominałów zapominają, że nie wszystko im wolno.
Po lekturze tej publikacji zapewne wielu z was przejdzie ochota na spędzenie w takim miejscu choćby doby. Stwierdzicie, że albo nie warto, albo są ciekawsze miejsca. Nie zdziwię się, jeśli rzesza czytelników okaże się zniesmaczona pomysłami i planami bogaczy, które delikatnie mówiąc, często mają niewiele wspólnego z dobrym gustem, czy smakiem.
Kultura arabska jest inna niż europejska, a zakłamanie osiąga w takim miejscu naprawdę szczyty możliwości i kreatywności. Reasumując, po tej lekturze czar otulający luksusowe dubajskie hotele pryska jak bańka mydlana, a złoto przestaje świecić urzekającym blaskiem i okazuje się bardziej matowe niż tombak.
Książka jest wspaniale skonstruowana. Pełna niespodzianek i trzymająca w ogromnym napięciu. Sceny mają wspólne tło z sensacją, kryminałem czy thrillerem. Nie brakuje mocnej erotyki. Każdą stronę czyta się z niekłamaną przyjemnością i ciekawością. Tym, którzy lubują się w opowieściach z krainy Bliskiego Wschodu, ta książka ogromnie się spodoba. Tytuł obala, ale i potwierdza wiele mitów. Zabiera nas do świata, który jest niczym tania błyskotka. Ma swoje drugie, wręcz kiczowate oblicze. Pod luksusowym opakowaniem kryje się bowiem brudna prawda i sceny typowe dla świata pospolitych rzezimieszków. Czy multimiliarderzy grzeszą inaczej? Niestety, tak samo, tylko mają broń w postaci swoich kont.
Świetna lektura na letni wieczór, na wakacyjny dzień na plaży, na urlopowy weekend. Gorąco polecam nie tylko tym, którzy lgną do świata niczym z baśni tysiąca i jednej nocy, gdzie wszystko ocieka złotem.

poniedziałek, 20 lipca 2020

Natasza Socha "Zagubieni"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-8177-445-1

W życiu najważniejsze jest to, by odnaleźć samego siebie 

Na szczęście nie ma żadnej konkretnej recepty. Każdy z nas, kto go szuka, musi robić to w indywidualny sposób i opracować na to swoje patenty. Jest jednak jedna reguła, którą wszyscy musimy zastosować. Nie można być szczęśliwym bez poznania swojego wnętrza, nie można osiągnąć stanu równowagi, bez stanięcia przed lustrem i pozbycia się wszelkich barier, które stoją nam na przeszkodzie do bycia spełnionym i zadowolonym. Nie można promienieć radością, jeśli nie zaakceptujemy siebie i nie oddzielimy od nas tego, co toksyczne. Jeśli zniechęcimy się w szukaniu spełnienia, możemy popaść w marazm, przygnębienie i depresję, a ta może okazać się idealną ścieżką do myśli samobójczych. Pogubienie się może okazać się śmiertelną pułapką, która uświadomi nam, że jedyne co dobrego może nas w życiu spotkać to... śmierć.
Takiego właśnie stanu doświadczyli bohaterowie najnowszej powieści Nataszy Sochy „Zagubieni”. Sonia i Mati są młodzi, zdolni i wykształceni. Poza fatalnym stanem psychicznym nic fizycznego im nie dolega. Oboje czują się zagubieni, zniechęceni, wypaleni zawodowo. On, bo choć robi to, co sobie wymarzył, nie odnajduje w pracy satysfakcji i trudno mu tworzyć kreatywne kampanie. Ona, bo nie znalazła pracy w zawodzie plastyka i choć nie zarabia źle ma dość pakowania paczek i przesyłek. W tym zajęciu po prostu się dusi i nie może rozwinąć skrzydeł.
Oboje, Sonia i Mati w pewną deszczową noc spotykają się na moście. Oboje chcą popełnić samobójstwo skacząc w odmęty rzeki. Żadne z nich nie chce skoczyć jako drugie, najpierw patrząc na czyjąś śmierć.
W jednej chwili oboje postanawiają dać sobie jeszcze jedną szansę. Wspólną szansę. Przez jeden miesiąc razem mieszkać i wzajemnie się wspierać. Projekt natychmiastowo wprowadzają w życie. Jaki będzie jego efekt? Czy oboje odnajdą siebie i swoją ścieżkę do szczęścia?
Gdy przeczytałam ostatnie zdanie „Zagubionych” i zamknęłam tę powieść, wyrwało mi się jedno słowo „wow”. Było w nim bardzo wiele zachwytu, podziwu dla kunsztu i talentu autorki i radości z faktu, że dane mi było przeczytać tak świetną oraz mądrą książkę. Tylko pozornie może ona wydać się nuda i szara. Wielu osobom na pierwszy rzut oka czytanie o potencjalnych samobójcach może wydać się bezsensowną stratą czasu. Każdy z nas przeżył jednak w swoim życiu czas, gdy miał wszystkiego dość i marzył o odcięciu się od swojej tożsamości. Treścią fabuły jest odnajdywanie siebie, odkrywanie swoich traum, sekretów, błędów i porażek. Sonia i Mati wręcz licytują się, kto z nich popełnił więcej wpadek i obrzydliwych czynów. Po drodze mimowolnie dochodzą do wniosku, że mają też zalety i sukcesy na swoim koncie. Odkrywają swoją tożsamość i marzenia, uczą się nawzajem od siebie pewności i asertywności. Ich wspólny pobyt pod jednym dachem owocuje namierzaniem nowych pasji, radością z prostych czynności, smakowaniem małych cudów codzienności, które ich otaczały zapomniane lub pominięte. Zmieniając podejście do wielu rzeczy, zmieniają również siebie i stają się innymi ludźmi.
„Zagubieni” to książka o metamorfozie i przemianie na lepsze, to powieść o odkrywaniu życia na nowo. Dzięki przemianie dwójka młodych ludzi rozprostowuje skrzydła, przypomina sobie o swoich marzeniach i planach. Szybko dochodzą też do wniosku, że samotność bywa destrukcyjna i oddziałowuje negatywnie na choroby duszy.
Przy próbie ocenienia tej książki, okazuje się, że każde pozytywne słowo jest zbyt małe. Bo ta powieść jest bardziej niż mądra, bardziej niż genialna, bardziej niż doskonała. Jej największym walorem jest temat przewodni, jaki Natasza Socha podjęła w fabule oraz zakończenie, które ma moc petardy i totalnie zaskakuje.
Po lekturze długo nie mogłam oderwać myśli od tego tytułu. Długo żyłam jeszcze emocjami, które towarzyszyły mi w trakcie czytania. Długo analizowałam to, czego doświadczyli bohaterowie, porównywałam ich ze sobą i swoim nastawieniem do życia. Bardzo długo byłam myślami z Sonią i Matim, ba właściwie trudno mi nadal się z nimi definitywnie pożegnać.
„Zagubieni” to książka dla każdego, a zwłaszcza dla młodych ludzi, którzy czują się w życiu mniej lub bardziej pogubieni, zaszufladkowani, zapędzeni w kozi róg. Nie poprawi Wam ona humoru na chwilę, ale wskaże światło w tunelu. Wskaże mechanizm, jakim powinno się posłużyć, by wyjść z przysłowiowej „czarnej dziury”. To jest możliwe i osiągalne. To jest na wyciągnięcie ręki. Życie nie będzie idealne i bez przeszkód, ale trzeba odnaleźć w nim impuls do walki i siły, by pokonywać piętrzące się tamy.
Autorka napisała genialnie, z wielką precyzją, z wyczuciem nastrojów swoich postaci. Język i styl zasługują na uznanie, a sam pomysł książki na gromkie brawa. Jestem po prostu tą lekturą dozgonnie zachwycona. Polecam koniecznie.

niedziela, 19 lipca 2020

Beata Pawlikowska "Blondynka na Hawajach"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 520
ISBN 978-83-8177-443-7

Ahoj Hawaje! Ahoj przygodo!

W dobie koronawirusa wiele podróży jest niemożliwych bądź bardzo utrudnionych. Do wielu miejsc na świecie nie możemy dotrzeć mimo posiadanych na podróż środków finansowych. Z tego powodu, w czasie pandemii, tym bardziej wyjątkowe i doceniane stają się podróże z książką w ręku w towarzystwie znanych podróżników, którzy dzielą się swoimi przeżyciami, emocjami i przygodami.
Osoby Beaty Pawlikowskiej nie trzeba nikomu przedstawiać. Znana podróżniczka wydała już wiele książek będących relacjami z jej wypadów w bardzo egzotyczne zakątki na kuli ziemskiej. W swoim najnowszym tytule miłośniczka zwiedzania zabiera nas w wyjątkową podróż. Do miejsca, o którego zobaczeniu marzyła od wielu lat i wczesnej młodości. Na Hawaje – wyspy kojarzące się z plażą, oceanem, latem, piękną pogodą, słońcem. Będące idealnym zakątkiem na rajskie wakacje i kojarzone przez wielu jako prawdziwy raj na ziemi.
Jakie tak naprawdę są Hawaje widziane, sfotografowane i opisane oczami Beaty Pawlikowskiej? Mają wiele twarzy i odbiegają nieco od utartych powszechnie mitów, jakie o nich krążą. Książka jest wyjątkowa nie tylko przez miejsce, w jakie Autorka nas zabiera, ale także przez jej sposób patrzenia na świat. Pani Beata widzi nie tylko to, co przykuwa wzrok, jest piękne i namacalne. Podróże w jej towarzystwie mają także aspekt duchowy. Daje to wyjątkowe poczucie odkrywania nowych miejsc, ale i możliwość innego niż konsumpcyjne, głębszego spojrzenia na świat, jego cuda i nasze życie.
Autorka pokazuje rajskie wyspy odkryte, patrząc na dzieje Europy, całkiem niedawno w dość nietypowy sposób. Inny niż ten powszechny, z jakim mamy do czynienia w katalogach biur podróży. Hawaje to wyspy nie tylko mające piękne plaże, wulkany, wodospady, plantacje. Hawaje to miejsce mające ciekawą historię, wyjątkowe tradycje, legendy, wierzenia. Hawaje to raj dla surferów, to terytorium zamieszkiwane przez wieloetniczną mieszankę ludzi, to przyroda i dzikie przestrzenie. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Podróżniczka dwoi się i troi, by w tej eskapadzie pokazać nam jak najwięcej. Doskonale jej to wychodzi, a relacja dosłownie wciska nas w fotel i nie daje się oderwać od czytania. Beata Pawlikowska pisze lekko i z humorem. Tekst aż kipi od ciekawostek, cennych informacji, które uzupełniają zdjęcia oraz kody QR pozwalające obejrzeć w internecie rewelacyjne materiały. Z tego powodu lektura książki zabiera o wiele więcej czasu, ale jest niezapomniana, namacalna i bardzo realna.
Autorka udowadnia, że podróże to nie tylko czas na odpoczynek i złapanie oddechu od codzienności, to nie tylko chwile dla oczu. Zwiedzając, można też spojrzeć w sferę niematerialną miejsca, które się odwiedza, ale i samego siebie. Tym samym możemy nabrać dystansu wobec konsumpcji na rzecz innych, zdecydowanie cenniejszych rzeczy, o których niestety zapominamy w pędzie życia.
Po lekturze tego tytułu czuję się o wiele bogatsza pod kątem wiedzy geograficznej, historycznej, ale i odprężona oraz wyciszona. Odnalazłam na mapie świata piękne miejsce, poczułam rytm, jakim ono bije, ale i wniknęłam w głąb siebie.
Beata Pawlikowska jeszcze raz idealnie spełniła się jako autorka książki podróżniczej. Gorąco polecam ten tytuł i książkowe wakacje w hawajskim edenie. Ten świat na pewno Was oczaruje i zaskoczy.

piątek, 17 lipca 2020

Joanna Jax "Śpiew bezimiennych dusz"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2020
stron 544
ISBN 978-83-7835-734-6

Walka o prawdę bywa bardzo wyczerpująca, ale warta zachodu

Wśród przeczytanych książek każdy czytelnik ma takie, które na zawsze zostaną w jego pamięci. Trudno się z nimi rozstać, trudno zaakceptować słowo „koniec” na ostatniej stronie. Po nim czuć tęsknotę i smutek, że już nie spotkamy tych bohaterów, że już nie zatopimy się w treści. Do takich tytułów z pełnym przekonaniem zaliczę trylogię pióra Joanny Jax „Prawda zapisana w popiołach”. Jej lektura okazała się czymś naprawdę wyjątkowym i wspaniałą literacką ucztą, która dostarczyła mi ogromnych emocji. Trzeci tom cyklu okazał się najlepszy ze wszystkich i wprawił mnie w zdumienie. Autorka zdobyła się na mistrzostwo i doskonale połączyła losy swoich bohaterów z niespokojną historią nie tylko Polski, ale i świata z drugiej połowy XX wieku.
Kurz po II wojnie światowej opadł, tragiczne wspomnienia przyprószył już czas. Niestety ludzie na całym globie nie wyciągnęli wniosków z poprzednich wydarzeń i mimo smutnych doświadczeń nadal wikłają się w zbrojne konflikty. W ich wir w Wietnamie i na Bliskim Wschodzie zostają uwikłane postacie wykreowane przez autorkę. Ich losy dzięki wydarzeniom historycznym są burzliwe, a polityka wpływa znacząco na ich życie osobiste. Nela jako korespondentka podróżuje po Bliskim Wschodzie i relacjonuje wydarzenia z 1967 roku, które historycy określili mianem wojny sześciodniowej. Życie i zdrowie naraża dla bezpośrednich relacji z Wietnamu także Nadia, za którą w Polsce tęskni Kuba i jej córeczka. Losy Błażeja i Gabrysi są równie niespokojne. Para jest w separacji, mieszka w innych miejscowościach, ale żadnego z małżonków nie stać na definitywne zakończenie tego matrymonium i złożenie pozwu rozwodowego. Szymek zaś dochodzi do zgody i porozumienia z Zosią, natomiast w życiu zawodowym prowadzi trudne sprawy i podejmuje się odważnie obrony ofiar systemu, przez co balansuje na cienkiej linie i naraża się władzy.
Wydawać by się mogło, że po pokonaniu faszystów ludzkość opamięta się i będzie dbać o pokój. Niestety, tak nie jest. Autorka w ostatnim tomie trylogii pokazuje historię w bardzo przystępny i wyrazisty sposób. Akcja książki jest niezwykle dynamiczna i rozgrywa się w latach 1967 – 1970. W tym czasie wiele się zmienia, dzięki czemu czytelnik zostaje z łatwością wciągnięty w fabułę, która porywa do świata, który wymyka się często prawom logiki. Powieść, która jest genialna i stanowi idealną „wisienkę na torcie” całego cyklu połknęłam na jednym posiedzeniu. Lektura, choć jest dość gruba, zabrała mi niewiele ponad dzień. Nie mogłam się od niej oderwać i bardzo mocno przeżywałam opisywane w niej wydarzenia. Czułam się nie jako ich widz czy obserwator, ale jedna z postaci, którą dotyka wszystko, co się dzieje dookoła. Joanna Jax pokazała po raz kolejny swój kunszt i talent. Dopracowała wszelkie merytoryczne szczegóły i dołożyła wszelkich możliwych starań, aby prawda historyczna została ukazana szczegółowo i prawdziwie. Połączenie losów jednostek z tym, co działo się na świecie, to prawdziwe mistrzostwo.
Z treści książki przebija idea, że walka o prawdę bywa bardzo trudna, wymagająca i niebezpieczna. Ludzkość jednak ogromnie ceni wolność, która jest najwyższym dobrem i ją podejmuje. Podejmuje poprzez swoje powszechne wybory, ale i poprzez działania jednostek. Moje notowania sympatii wobec Neli i Nadii bardzo wzrosły. Tym bardziej trudno było mi się oswoić z myślą, że przyjdzie się rozstać z tą powieścią, jej klimatem i atmosferą. Pisarka świetnie zobrazowała na podstawie fikcyjnych postaci losy pokolenia moich dziadków i rodziców. Oddała ducha tamtych czasów, reguły rządzące światem i umysłami ludzi, którzy zostali wystawieni na wiele niełatwych prób. Ostatni tom najnowszej serii Joanny Jax podniósł jeszcze wyżej moją ocenę tego cyklu i dotarłam do momentu, gdy brakuje skali, bo arcydzieło to wciąż za mało.
Z całego serca dziękuję autorce za dreszcz emocji, za rumieńce na policzkach, za oderwanie od rzeczywistości i spersonalizowane wyrysowanie wiadomości, które znałam z osobistych relacji i podręczników historii. Jestem pełna uznania wobec talentu i włożonej pracy w napisanie tej trylogii. Jestem przekonana, że spełni ona wymagania każdego, kto się w niej zatopi. Polecam ją tym, którzy jeszcze nie mieli styczności z prozą Joanny Jax. Rekomenduję z całego serca tym, którzy kochają sagi i wydarzenia historyczne wplecione w treść lektur obyczajowych. Nie zwlekajcie i dajcie się ponieść tej opowieści. Zachwyt gwarantowany.

środa, 15 lipca 2020

Nina Nirali "Królowa pszczół"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2020 
stron 436
ISBN 978-83-8147-788-8

Życie to bardzo wyboista droga pełna zakrętów i rozdroży

Ostatni czas nie jest dla mnie łatwy. Ciągle coś mi się komplikuje, coś gmatwa w życiu, a codzienność jest pełna przeróżnych niespodzianek. W takich okolicznościach szukam wytchnienia, które pozwala mi swobodniej nabrać powietrza i dystansu do rzeczywistości. Takie chwile oddechu dają mi oczywiście książki. Dobre książki, przy których jestem się w stanie zrelaksować, zregenerować, nabrać sił i optymizmu. Nie muszą to być łatwe lektury, nie muszą mieć cukierkowej treści. Muszą jednak mieć w sobie to coś, co mnie poruszy do głębi, co mnie zelektryzuje, co mnie wyrwie z otaczającego świata. Właśnie taką wspaniałą lekturą jest najnowsza powieść Niny Nirali, Autorki już mi znanej, która zabrała mnie do Indii. Ten kraj to dla mnie wciąż wielka tajemnica, niewiadoma i zagadka. Jest tak inny, tak barwny, a zarazem okrutny i nie do końca daje się zrozumieć. To sprawia, że ma w sobie jakąś magię, jakiś magnes, który przyciąga i działa niczym narkotyk. 

Zaczynając lekturę nawet nie zorientowałam się jak szybko pochłonęła mnie treść książki. Z główną bohaterką poczułam bardzo bliską więź, łatwo spojrzałam na świat jej oczyma. No i przepadłam na wiele godzin, bo ta powieść nie należy do cienkich książek.

Skylar, znana pisarka i autorka księgarskich hitów rozwodzi się. Po pogrzebie małżeństwa opuszcza rodzinny kraj, Anglię i udaje się w podróż do Indii. Chce się tam dłużej zatrzymać i napisać książkę. Liczy, że będzie dla niej niezwykle ważna i przełomowa. Chce się skupić wyłącznie na tym zadaniu. Planuje wynajęcie na kilka miesięcy mieszkania i intensywną pracę. 

Gdy po wylądowaniu wsiada do taksówki za jej kierowcą siedzi Ravish. Wykształcony i inteligentny mężczyzna, któremu życie pokazało złe strony. Przeżył bankructwo własnej firmy, zawód i oszustwo ze strony wspólnika i przyjaciela. Musiał pogodzić się z utratą pozycji i statusu majątkowego. To nie pozbawiło go jednak nadziei, że kiedyś jeszcze stanie na nogi i odbije się od dna. Kurs z piękną pasażerką z Europy jest dla niego nowym początkiem, fascynującą przygodą. Piękna kobieta bardzo go zaciekawia, a gdy proponuje mu pracę Ravish zgadza się bez dłuższego wahania. 

Na kartach książki pojawia się jeszcze jedna postać - ośmioletnia dziewczynka mieszkająca we wiosce na indyjskiej prowincji. Jej dzieciństwo nie jest pełne szczęścia i spokoju. Rodzice w tak młodym wieku chcą ją oczywiście wbrew jej woli wydać za mąż i pozbyć się kłopotu jakim jest córka. W Indiach to norma. Anu jest przerażona i by uniknąć takiego losu decyduje się na ucieczkę z domu do dużego miasta w którym chce znaleźć pracę i nowe życie.
Los postanawia, że życiowe ścieżki tych trzech postaci się przecinają i łączą...
Co z tego spotkania wyniknie? Dowiecie się z lektury, która z łatwością zawładnęła moim sercem. 

"Królowa pszczół" to powieść bardzo niezwykła, mająca w sobie coś wyjątkowego, co sprawia, że czytając ją przestajecie żyć tu i teraz, a żyjecie w jej wnętrzu. Fabuła dosłownie nas otacza, przesłania rzeczywistość, a treść sprawia, że wpadacie w nastrój refleksyjny. Oczywiście lektura to także literacka podróż do wyjątkowego miejsca. Mnie osobiście Indie zawsze pociągały i fascynowały. Były czymś tak bardzo różnym, mającym wiele obliczy, że nigdy nie poczułam się nimi przesycona. O ile dla mnie, Europejki Indie są magiczną krainą, którą można odkrywać wciąż na nowo, o tyle w rzeczywistości dla kobiet nie są absolutnie rajem. Dowodzi tego to, co doświadcza zarówno Anu, jak i Skylar.
Z pewnością walory poznawcze innego świata są niekwestionowanym atutem tej powieści, jednak na pierwszym planie króluje opowieść o losach dwojga ludzi, których dzieli bardzo wiele, a łączy wbrew rozsądkowi i ich wyborom coś wyjątkowego. Mimo, że nie szukają konkretnej przygody, nie polują na swoją drugą połówkę ich serca zaczynają rozumieć, że przypadkowe spotkanie to coś, co można nazwać podarunkiem od losu.
Nie szufladkujcie tej książki jako jednego z wielu romansów, jako kolejnej w korowodzie książek o miłości historii. Jest bowiem w niej coś, co sprawi, że długo o niej nie zapomnicie, że będzie ona mieszkała w Waszym umyśle, że Wasze myśli do niej powrócą.
"Królowa pszczół" to powieść dojrzała, wyrafinowana, wartościująca świat jaki nas otacza. Znajdziecie w niej ogromny ładunek emocjonalny, sporo wzruszeń i ciekawych obrazów, które skłaniają do refleksji.
Zaczytałam się mocno w tej lekturze, dałam się porwać jej treści i absolutnie tego nie żałuję. Ta opowieść jest warta polecenia, warta uwagi i przeczytania, do czego gorąco zachęcam.