wtorek, 25 kwietnia 2017

Jacek Tacik "Zamach. Jan Paweł II - 13 maja 1981 Spisek. Śledztwo. Spowiedź"






Wydawnictwo Literackie
data wydania 10 maja 2017
stron 452
ISBN 978-83-0806-341-5

Zamach na zawsze owiany tajemnicą?

Gdy doszło do opisanego w książce Jacka Tacika wydarzenia miałam kilka lat. Byłam małą dziewczynką i nie rozumiałam wszystkiego z tego, co działo się w Rzymie i tu w Polsce. Widziałam łzy w oczach ludzi, smutek na twarzach, ale nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji. Sceny strzałów widziałam w filmach, więc to była tylko fikcja. Nie mieściło mi się w małej główce, że ktoś może chcieć zabić kogoś tak wyjątkowego jak Nasz Papież.

 Dzięki lekturze książki Jacka Tacika wróciłam do tamtych chwil już jako dorosła i dojrzała osoba. Spojrzałam wstecz mając pewien bagaż doświadczeń i wiedzy o świecie. To była sentymentalna podróż, a jej charakter miał taki a nie inny wydźwięk ze względu na klimat w jakim utrzymana jest publikacja. Próżno szukać w niej taniej sensacji czy newsów w stylu rodem z plotkarskiego portalu. Autorowi nie zależało również tylko na książkowym śledztwie i odkryciu prawdy kto zlecił zabójstwo. Jacek Tacik przeprowadził wywiady z 26 osobami w jakiś sposób związanymi z majowym zamachem na Ojca Świętego i to z nich składa się właśnie ten tytuł. Każdego ze swych rozmówców wstępnie krótko przedstawia, a następnie zadaje pytania - bardzo celne i przemyślane, konkretne i dociekliwe. By książka trafiła do rąk czytelników potrzebne były 3 lata pracy i przejechanie 45 tysięcy kilometrów. Autor odbył podróże na 3 kontynenty by spisać osobiste rozmowy z różnymi mniej lub bardziej znanymi osobami - świadkami naocznymi, lekarzami, sędziami, politykami, śledczymi. Są wśród nich obywatele różnych krajów, także i Polski. Reprezentują oni różne poglądy, mają niekiedy rozbieżne zdania co do tego na czyje zlecenie Agca strzelał. Niezwykle różni ludzie jednak mają wyryte w pamięci tamte chwile, które zapamiętali na zawsze. 

Książka dzieli się na 6 części, a każda z nich jest równie ciekawa. Swoje wspomnienia snują ludzie, którzy widzieli zamach na Placu Świętego Piotra, ale i ci, którzy byli od niego wiele kilometrów. Niekiedy to wydarzenie zmieniło w sposób diametralny ich życie, skierowało je na inny tor. "Zamach" jest lekturą fascynującą, ale i refleksyjną. Nic nie jest w tej publikacji narzucone, a autor nie stoi po stronie żadnego z rozmówców. Czytelnik ma prawo do własnych poglądów i własnej oceny sytuacji. Padające wnioski są bardzo różne, a niekiedy nawet sprzeczne ze sobą. 
Czytałam już inne publikacje związane z tym tematem. Żadna z nich tak mocno mną nie poruszyła jak ta. Żadna tak subtelnie, ale i tak wyczerpująco nie odniosła się do próby zabicia Karola Wojtyły. I co ważne autor opisał rozmowy nie tylko z tymi, którzy idealizują Jana Pawła II, którzy patrzą w Niego jak w obraz. Z książki wygląda postać wybitnego Człowieka Wiary, ale i upartego pacjenta, dojrzałego i doświadczonego polityka, a wreszcie Człowieka, który Chce i Potrafi wybaczyć, dla którego przykazania to nie tylko słowo, ale i czyn. Tytuł jest pełny rzetelnej wiedzy, konkretów, osobistych zwierzeń i przeżyć. Każda z rozmów utrzymana jest w spokojnym i wyważonym tonie. 
To dla mnie i pewnie dla wielu osób z pokolenia JPII wyjątkowa książka. To doskonała okazja dla młodszych, by poznać wydarzenia z XX- wiecznej historii oczami jej świadków. Brak mi skali by ocenić kunszt tego dzieła. Jest wspaniałe i z całego serca go polecam.

Michael Morpurgo "Naprawdę spoko!"


Wydawnictwo Zielona Sowa
data wydania 2017
stron 112
ISBN 978-83-8073-240-7

Tylko się obudź, a będzie spoko!

Życie i śmierć dzieli cienka jak włos linia. Jej skrajem biegnie stan, który dzieli jedno i drugie. Stan śpiączki. Niby się jeszcze żyje, ale już się w pewnym sensie traci kontakt z tym, co ziemskie. Ciało i duszę spowija kokon snu i nie pozwala dać znać, że jesteśmy, że czujemy, że słyszymy. To stan, który może trwać nawet całe lata, a im dłużej trwa, tym mniejsze są szanse na powrót do rzeczywistości. Medycyna rozwija się i zawieszeni w próżni mają coraz więcej szans na wybudzenie. Nic jednak nie zastąpi bodźców od tych których kochamy, którzy mieszkają w naszym sercu i są nam bardzo bliscy.

Dowodzi tego historia opisana w cieniutkiej, ale jakże treściwej książeczce autorstwa Michaela Morurgo. Jej bohaterem jest dziesięcioletni chłopiec Robbie, którzy leży w śpiączce przykuty do szpitalnego łóżka. Przyczyną jego złego stanu zdrowia jest wypadek samochodowy. By ratować swego psa Robbie wtargnął wprost pod koła samochodu, który go potrącił. Mimo szybkiej pomocy lekarskiej chłopiec zapadł w śpiączkę. Słyszy, rozumie co się wokół dzieje, rozpoznaje głosy znanych mu osób, nie traci pamięci, ale nie może się poruszyć, odezwać, dać znać jak się czuje. Jest otulony niczym mumia całunem snu i bardzo chce powiedzieć choć jedno słowo. Nie może. Rodzina, przyjaciele i personel medyczny robią wszystko, by Robbie wrócił. Czy to się uda?

Ta książka jest niesamowita, jedyna w swoim rodzaju i niezwykle plastycznie oddająca to, co czuje człowiek w śpiączce. Wielu z nas ten stan kojarzy się z wegetacją i brakiem odczuwania wszelkich bodźców. To mit. „Śpiący” świat to rzeczywistość, w którym ludzkie ciało poddane jest tylko pewnym ograniczeniom. Będący w nim potrzebuje troski, miłości i ciepła. Pozytywnych uczuć i tego jednego, jedynego powodu, który przywróci go pełnemu życiu.

Niewiele ponad sto stron lektury to ogromna i bezcenna lekcja, którą powinien odebrać każdy bez względu na wiek i płeć, poglądy i zapatrywania. Treść nie tylko w pełni i dokładnie obrazuje zagadnienie, ale i uczula nas na kruchość życia oraz uczy konkretnej pomocy będącym w „nietypowym śnie”. Potrzebne są nie litość i łzy, a pozytywna energia, optymizm i dużo nadziei. Autor pokazuje jak ważną rolę odgrywają w naszym życiu miłość, przyjaźń i przywiązanie do zwierzęcych przyjaciół. Michael Morpurgo świetnie obrazuje jak ważne są marzenia, jak bardzo są w stanie dodać skrzydeł, gdy nadchodzą trudne chwile. Marzenia i miłość to cudowne leki, które nie można przedawkować i warto o tym zawsze pamiętać.

Tytuł choć krótki jest fascynujący i czyta się go jednym tchem. Ujmuje treść, ale i mocno chwyta za serce okładka. Umieszczony na niej psiak również dostał drugie życie i śmiało może tytułować się szczęściarzem. Przeczytanie tej historii polecam również dlatego, że kupując tę książkę wspomożecie szczytny cel – 1% ceny zasili konto Fundacji „Akogo?”, która pomaga osobom po ciężkich urazach mózgu.

środa, 19 kwietnia 2017

Karolina Wilczyńska "Właśnie dziś, właśnie teraz"





Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 2017
stron 328
ISBN 978-83-7976-585-0

Bo życie toczy się tu i teraz


Grono czytelników, którzy lubią książki Karoliny Wilczyńskiej i którzy przeczytali serię o Stacji Jagodno będzie mocno zaskoczone jej najnowszą powieścią. Sprawi to jej klimat, poruszone w fabule trudne tematy i przesłanie jakie w sobie zawiera. To nie jest pogodne czytadło, przy którym można łatwo się zrelaksować i odpocząć od codziennych trosk. To nie jest też książka, która poprawi nam humor i będzie tytułem lekkim oraz przyjemnym. Ta lektura wstrząśnie nami i to bardzo mocno, a także podpowie, że trochę egoizmu i zapatrzenia się we własne potrzeby żadnej kobiecie nie zaszkodzi.

Głównymi bohaterkami powieści są trzy kobiety. Każda jest w innej życiowej sytuacji, każda żyje w innym świecie i zmaga się z innymi problemami. Każda jest nieszczęśliwa, każda ma w życiu pod górę. Wszystkie w pewnej chwili znajdują się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Panie chcąc skorzystać z wyprzedaży zabawek w centrum handlowym stają się ofiarami pożaru. Dzięki temu życie każdej z nich zmienia się, a pewien czas po zdarzeniu muszą spędzić w swoim towarzystwie na szpitalnej sali. Nie nawiązują tam jednak ze sobą ścisłej przyjaźni i nie planują spotykać się w przyszłości. Ich późniejsze losy splata samo życie...

Sabina idealnie pasuje na współczesną postać Hioba. Jej życie to same wyrzeczenia i ofiary. Samotna, ciężko pracująca jako kierowniczka w sklepie nie ma odrobiny prywatności i wytchnienia. Sama opiekuje się chorym 90-letnim ojcem, a jej rodzic traktuje ją niczym najgorszego wroga i służącą. Kobieta godzi się na to zobowiązana przyrzeczeniem danym zmarłej matce. Tym samym ma na szyi ogromną pętlę, która się coraz mocniej zaciska i dusi. Kobieta jest na skraju wytrzymałości psychicznej i fizycznej.
Sonia elegancka i dobrze usytuowana mężatka tylko na pozór jest szczęśliwa. Jej harmonijny związek to tylko pozory, a miłość męża jest tylko na pokaz. To ona w tym związku daje i poświęca się. To ona czeka z obiadem, kolacją, kawą i... uczuciem. Bronisława jest w jesieni życia. Zmęczona przeżytymi siedmioma dekadami nie ma spokoju przez syna alkoholika, który żyje na matce jak pasożyt. Nie pracuje, sięga do kieliszka i spędza czas z kolegami od butelki. Nie pomaga, przepija i przepala skromną emeryturę matki, a ta nie widzi jego wad i kocha mimo wszystko. Mimo trudnej życiowej sytuacji jest pogodna, pogodzona z losem i głęboko wierząca.
Sabinę, Sonię i Bronisławę dotyka tragedia, która nie pytając o zdanie zmienia ich los i otwiera oczy na to, co się wokół nich dzieje.

„Właśnie dziś, właśnie teraz” to książka refleksyjna, smutna, wyciskająca łzy, która kryje w sobie ukrytą przestrogę. Każda z bohaterek to kobieta nieszczęśliwa w pewnym stopniu na własne życzenie. Każda kocha toksyczną i wyniszczającą miłością, która do ich życia wnosi tylko cierpienie, ból i wyniszcza niczym śmiertelna choroba. Każda z pań zapomina o sobie, o swoich pragnieniach i boi się marzyć. Patrzy na innych, a zapomina o sobie. Spycha się na dno i pozwala, by inni żyli jej kosztem. Żadna sama z siebie nie ma siły się otrząsnąć, powiedzieć „nie!” i być asertywna. Każda jest cierpliwa w swej doli i woli żyć pozorami niż spojrzeć prawdzie w oczy. Tak nie można i to w trakcie lektury chciałam szepnąć im do ucha. Na szczęście los postanowił zmienić ich życie, a zły koniec okazał się dobrego zalążkiem. To trudna książka. To przygnębiająca, ale i odważna powieść. Nie radzę jej czytać przy chandrze i smutnym nastroju. To powieść niespodzianka, która niejedną czytelniczkę znającą prozę Wilczyńskiej mocno zaskoczy. To książka o tęsknocie za miłością, dobrym słowem, serdecznością i ciepłem jakim jest w stanie obdarować człowieka drugi człowiek. To napisany prostym aczkolwiek dojrzałym stylem tytuł o trudach życia i ciemnych stronach trującej jak arszenik miłości. Polecam miłośnikom dobrych obyczajówek i dojrzałej oraz odważnej prozy dla kobiet.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Gabriela Gargaś "Taka jak ty"






Wydawnictwo Filia
data wydania 2017 
stron 476
ISBN 978-83-8075-214-6

O dwóch takich jak my!

Czy zwyczajne życie dwóch kobiet może stać się tematem na znakomitą książkę, na ciekawą powieść i doskonałą fabułę? Czy szara codzienność kryje w sobie piękno, szczęście i radość? Tak! A udowadnia to w swoim najnowszym tytule Gabriela Gargaś, którą od przeczytania Jej debiutu zaliczam do grona ulubionych polskich autorek. 

Głównymi bohaterkami książki są dwie kobiety takie jak my - Czytelniczki. Zwyczajne i przeciętne na pozór. Znają się można rzec od urodzin bowiem ich mamy poznały się na porodówce. Karolina i Mariona przyjaźnią się od dziecka. Razem przeżywają dziecięce wzloty i problemy, spędzają wolny od szkoły czas, odkrywają świat i wchodzą w nastoletnie życie. Są jak siostry, są prawdziwymi przyjaciółkami, a ich przyjaźń przetrwa wiele lat i przeróżne próby. Ich dorosłe życie układa się odmiennie, ale każda z tego duetu może wciąż liczyć na wsparcie i pomoc drugiej. Mariona szybko wychodzi za mąż i rodzi dwóch synów. Jej życie dominuje rola mamy i westalki domowego ogniska. W tym czasie Karolina wiedzie żywot singielki. Wkrótce świat obu bohaterek przewraca się do góry nogami za sprawą niespodzianek jakie gotuje im los. Będą pokusy, rozterki i trudne wybory. Łzy i śmiech przez łzy. Ale przyjaźń przetrwa wszystko...

"Taka jak ty" to druga najlepsza powieść Gabrieli Gargaś po jej wspaniałym debiucie "Jutra może nie być". Czyta się ją z mocnymi wypiekami na twarzy i ciekawością co zdarzy się dalej. Największą niespodzianką powieści, którą zdradzę, co oczywiście nie jest spojlerem okazuje się informacja, że książka będzie miała kontynuację. Zagłębiając się w treść tego tytułu pokolenie rówieśniczek bohaterek może przeżyć nostalgiczną podróż do czasów dziecka i lat nastu - te strony lektury były takim sentymentalnym przypomnieniem jak kiedyś wyglądał świat oczami kogoś młodego, w co się bawiło i jak spędzało się wakacje czy chwile poza szkołą. Pozostała część książki to polskiej współczesnej mężatki portret własny. Gabriela Gargaś nad wyraz dokładnie, plastycznie i wyczerpująco opisała jak wygląda życie kobiety będącej partnerką, matką i panią domu. Jak wiele wymaga to poświęcenia, trudu, zaradności i odwagi, odporności na pokusy. Jak trudno podołać wszystkim obowiązkom i wyzwaniom oraz jak pomocna jest w tym osoba oddanej przyjaciółki. Los nie ma litości i wystawia Karolinę oraz Marionę na trudne próby. Jedną kusi złudą odświeżenia życia, drugą obarcza chorobą nieuleczalną i odznaczającą piętno nie tylko na chorym. 
Książka jest bardzo realistyczna, prawdziwa i życiowa. Wszystkie elementy fabuły są namacalne i zwyczajne. Istniejące nie tylko w wyobraźni Autorki, ale i w normalnym życiu. Treść obfituje w to co zwykle życie - w radości, kłopoty, trudne decyzje, wybory pomiędzy większym i mniejszym złem. Mimo pozornej szarości ta powieść aż kipi od emocji, od scen budzących radość, wzruszenie. Łatwo wtopić się w fabułę, bez trudu można utożsamić się z Karoliną czy Marioną. W każdej z nich drzemie bowiem sporo każdej z nas. Z całego serca gorąco polecam przeczytanie tego tytułu zwłaszcza kobietom będącym w związkach. To książka dla nas i o nas - Drogie Żony, Mamy i Partnerki.

środa, 12 kwietnia 2017

Abbi Glines "Zatrzymaj mnie"






Wydawnictwo Pascal
data wydania 2017
stron 336
ISBN 978-83-7642-990-8
seria Sea Breeze tom V

Młodość nie zawsze jest usłana różami

Pewnego dnia przyszła do mnie przesyłka. W kopercie była książka Abbi Glines. Tytuł z serii książek o miłości opowiadający o młodych ludziach i dla takiej grupy wiekowej napisany. Jeszcze dobrze nie rozpakowałam a już moja mama porwała książkę i zaczęła czytać. Zatem serię młodzieżową może kochać też pokolenie seniorów. Na przeczytanie tej powieści musiałam zatem dzień poczekać, ale za to lektura okazała się przednia i spodobała nam się obu. Zatem książki młodzieżowe łączą pokolenia. 

On jest seksownym i zdolnym bejsbolistą. Ona uroczą córką farmera. On kocha ją na zbój, a ona świata poza nim nie widzi. A los postanawia skomplikować im życie. To niesprawiedliwe, ale właśnie tak często w życiu bywa. On dostaje upragnione stypendium. Ona postanawia z nim pojechać. W tym musi pomóc finansowo jej tata, który nie jest zbyt przechylny chłopakowi. Evie wydaje się, że tylko zgoda ojca stoi im na drodze do szczęścia. Ale tak nie jest, bo tata się zgadza, ale okazuje się, że przeszkodą jest choroba. Czy związek na odległość z młodym sportowcem za którym oczy wypatruje grono napalonych fanek jest możliwy? Czy uczucie przetrwa próbę na jaką zostanie wystawione? Czy będzie miał miejsce happy end?
Zapraszam do przeczytania powieści, która zauroczyła mnie na całego. Od samego początku po koniec, po ostatnie zdanie. Ona mnie tak mocno ujęła, że przeżywałam ją całą sobą.

Abbi Glines znów napisała cudowną, ciepłą i mocno wciągającą książkę. Jej fabuła pokazuje, że miłość przeżywana w młodym wieku nie zawsze jest przez los rozpieszczana. Często, właśnie tak jak w lekturze, na drodze uczuciu stają różne przeszkody. Walka z nimi jest trudna, żmudna i wymaga bardzo wiele cierpliwości, mocnych nerwów oraz opanowania. A to cechy, które młodzi ludzie nie zawsze mają. Miłość jednak czyni cuda i potrafi dodać sił. Fabuła książki tylko na pozór wydaje się prosta - jest w niej wiele treści. Główna bohaterka przeżywa spore dylematy, jest rozdarta pomiędzy uczuciem do ukochanego i opieką nad ojcem. Musi podjąć trudną decyzję, poświęcić wiele, cierpieć widząc jak gaśnie ważna dla niej osoba. Cage, czy chce czy nie by nie stracić wybranki swego serca musi dojrzeć, poważnie popatrzeć na życie, odrzucić pokusy.
Ten tom mojej ukochanej serii czyta się doskonale, a lektura wręcz naszpikowana jest sporymi emocjami. Książkę oczywiście możecie przeczytać jako kolejną z cyklu, ale równie dobrze możecie sięgnąć po nią odrębnie i skupić się tylko na jej treści. Z serca polecam z dobrą herbatką i paczką chusteczek, bo łezki z pewnością polecą. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Anna Snoekstra "Córeczka"






Wydawnictwo Harper Collins 
data wydania 2017
stron 272
ISBN 978-83-276-2518-2

Ukradziona tożsamość szczęścia nie gwarantuje

Często w życiu zazdrościmy komuś, że układa mu się lepiej. Chcemy być na jego miejscu. To, że trawa jest bardziej zielona u sąsiada bywa zwykle mitem. Ktoś obok nas ma tylko pozornie łatwiej i ciekawiej. Czy warto podszyć się pod kogoś? Czy warto spróbować życia na cudzy koszt? Czy taka mistyfikacja to droga bez zakrętów czy może ścieżka pod górę którą się ciężko idzie? 

Po cudzą tożsamość podszywa się główna bohaterka książki "Córeczka". 
Owa kobieta kilka lat spędza na ulicy ze statusem bezdomnej. Wie co to głód, brak dachu nad głową, zimno i wszelkie niedogodności z powodu braku adresu. Pewnego dnia podczas kradzieży w sklepie spożywczym kobieta zostaje zatrzymana i trafia na policyjny komisariat. Pamięta, że jest bardzo podobna do zaginionej 11 lat temu dziewczyny i podaje, że jest nią, że jest Rebecą Winter, którą uprowadzono. Trafia do jej rodziny, do jej domu i zaczyna się rozeznawać w życiu Becky. Wszelkie braki wiedzy tłumaczy brakiem pamięci. Wydawałoby się, że życie nowej Becky będzie już tylko lepsze i bardziej komfortowe. Nic bardziej mylnego, bo ... idealna na pierwszy rzut oka rodzina ma swoje tajemnice i sekrety. Czas ujawnia, że istnieje drugie dno...

Jeśli jednym zdaniem miałabym opisać książkę "Córeczka" użyłabym zwrotu najbardziej tajemnicza książka jaką czytałam w ciągu ostatnich kilku lat. Jeśli macie więc ochotę na książkę w której pewnikiem jest brak pewności to jest właśnie ta lektura. Tu każdy fakt zmienia się w tajemnicę i sekret. Tu białe jest tylko na pozór białe. Akcja książki jest niezwykle wartka i dynamiczna, zaskakującą i będąca przeciwieństwem przewidywalności. Autorka doskonale i precyzyjnie buduje napięcie, tworzy tajemniczy klimat, który działa jak magnes i mocno przyciąga do książki. Fabuła jest skomplikowana i nie dająca się rozwikłać. Czytelnik non stop jest czymś zaskakiwany, a napięcie sięga zenitu. Tę książkę czyta się doskonale, a jej treść raz po raz mrozi krew w żyłach i wywołuje dreszcze. To jako czytelnik lubię i pewnie nie jestem w tym osamotniona. Zakończenie to kolejny atut tej książki, która w pełni zyskuje moją przychylność i sympatię. To świetna lektura w swoim gatunku, którą polecam. To idealna książka na jeden wieczór, a czyta się ją bardzo szybko i najlepiej poznać ją bez przerwy w zagłębianiu się w jej treść. Doskonały debiut, mroczny i błyskotliwy, która zadowoli wymagającego odbiorcę. Oceniam wysoko 9/10.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Renata Adwent "Nigdy nie jesteś sama"



Wydawnictwo Feeria
data wydania 2017
stron 416
ISBN 978-83-7229-632-0

Rodzina jest trampoliną z której skaczesz w dorosłe życie

Rodzina to mała społeczność, w którą wrastamy wraz z chwilą narodzin. Rodzina to ludzie, z którymi jesteśmy związani więzami krwi. Rodzina to bliscy, którzy powinni być naszą opoką i ostoją, a dom rodzinny to port, z którego wypływamy w dorosłe życie. Rodziny nie wybieramy. Nie mamy wpływu czyim synem czy córką się urodzimy. Nie możemy też wybrać sobie rodzeństwa. W teorii powinniśmy żyć z najbliższą familią w harmonii i zgodzie, ale tak bywa prawie zawsze tylko na rodzinnych fotografiach. Rzeczywistość często nie przypomina sielanki, a bliżej jej do dramatu.

Najnowsza powieść Renaty Adwent opowiada właśnie o rodzinie. Takiej zwyczajnej i przeciętnej, która nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle ogółu. Tworzą ją rodzice i cztery siostry. Jedną z nich jest Aniela, która ma siostrę bliźniaczkę Różę. Milka i Agata to ich starsze rodzeństwo. Mit o identycznych bliźniętach w tym domu jednak się nie powiela. Aniela jest inna od wszystkich sióstr. Ma odmienny charakter, który jest bardzo trudny. Jej osobowość nie jest łatwa do określenia. Aniela nie może znaleźć sobie w życiu miejsca. Jej egzystencję dodatkowo komplikuje choroba. Czy mimo tak zawiłego splotu w jej życiu zagości spokój i szczęście? Czy uda jej się osiągnąć harmonię i zacząć cieszyć się każdym dniem? Czy w trudnej sytuacji rodzina okaże się deską ratunku czy balastem?

Jeśli macie ochotę poznać lekturę, która na pewno Was zaskoczy i która okaże się inna niż się spodziewacie, to koniecznie przeczytajcie „Nigdy nie jesteś sama”. To klasyczna historia z gatunku tytułów obyczajowych przeznaczonych dla kobiet. To książka napisana przez kobietę i opowiadająca o kobietach. Jej największym atutem jest fakt, że opisuje zwyczajną historię w sposób niezwyczajny. Napisana prostym językiem opowiada o tym, jak zawiłe i skomplikowane potrafi stać się życie. Zwyczajna na pierwszy rzut oka rodzina ma swoje tajemnice, a bez wielkiego ognia wybucha spory pożar.

Wiktoria jest dobrą matką. Nie gloryfikuje żadnej z córek. Wychowuje je mimo życiowych trudności w sposób racjonalny i wzorowy. Gdy w jej rodzinie coś zaczyna szwankować szuka odpowiedzi na pytanie co się zepsuło i co zrobiła nie tak jak trzeba. Szybko nasuwa się wniosek, że właśnie do matek jest skierowana ta powieść, która ukazuje siostrzane burze jakich nie uniknie się w trakcie wychowania dzieci.

Nie jest to książka lekka i łatwa, drzemie w niej pewien ciężar, którego waga nie jest obca tym, którzy mają dzieci. Ta lektura pokazuje nie sielankę, a te zagmatwane strony rodzinnego życia.
Autorka zaskoczyła mnie tym, że dotknęła odważnie trudne tematy. W fabule czuć spójność i dopracowanie treści. Był jednak moment, który wydał mi się groteskowy i niezbyt pasujący do całości, gdy siostry zaczęły udawać syjamskie rodzeństwo. Powiało wtedy naiwnością, która na całe szczęście szybko się rozwiała.

Książka uczy, że nawet w przypadku związków krwi nie należy zbyt mocno wkraczać w życie bliskich osób. Zbyt dużo miłości może przynieść identyczny skutek jak jej brak. W życiu najlepiej kierować się racjonalizmem, niż pozwolić emocjom wziąć górę nawet w podbramkowej sytuacji.
Powieść obfituje w naprawdę ciekawie i przemyślanie wykreowane osobowości. Każda z nich jest wyrazista, niezwykle realna i prawdziwa. Autorka pisząc tę książkę pokazała swoją warsztatową dojrzałość i talent. Lektura zadowoli nawet najbardziej wymagającego czytelnika, który szuka czegoś innego niż słodkie opowiastki z łatwo przewidywalnym happy endem.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Maciej Krupa, Kuba Szpilka i inni "Nieobecne miasto"



Wydawnictwo Czarne
data wydania 2016
stron 220
ISBN 978-83-8049-332-1

Książkowa wycieczka po Zakopanem w kolorze sepii

Zakopane to dziś niezwykle popularna turystyczna miejscowość na mapie nie tylko Polski, ale i Europy. Pod Giewont praktycznie o każdej porze roku ściągają tłumy turystów, narciarzy, fanów skoków narciarskich oraz amatorów wspinaczki. Zakopane tętni życiem oferując przeróżne atrakcje. Po brzegi wypełnione są karczmy i restauracje serwujące regionalne przysmaki. By wjechać koleją linową na szczyt Kasprowego Wierchu często trzeba odstać kilkadziesiąt minut w kolejce do kasy. Tłumy każdego dnia przemierzają piechotą i wozami konnymi trakt do Morskiego Oka. Wielu turystów odwiedza tatrzańskie muzea i podziwia panoramę Tatr z Gubałówki. Widząc te obrazki aż wierzyć się nie chce, że Zakopane było kiedyś maleńką wioską odciętą od świata i zamieszkałą wyłącznie przez rdzenną ludność. Przyszedł jednak moment, że odkryto to miejsce i pod Tatrami zaczął się prawdziwy bum budowlany. W jego wyniku zaroiło się od przybyszy z nizin zwanych ceprami.

Książka pióra trzech autorów: Macieja Krupy, Piotra Mazika i Kuby Szpilki zaprasza właśnie w tym czasie pod Giewont, by poznać Zakopane, którego już nie ma. Zakopane inne niż dziś. Zakopane w kolorze sepii. Przyszłe miasto, które zrodziło się z maleńkiej wioski. Miasto, które zbudowali przybysze z całej Polski, a które powstało na miejscu sezonowych osad pasterskich. W XVIII wieku przyszłe Zakopane znane było z huty żelaza położnej w Kuźnicach. Rozkwit tej miejscowości nastąpił w drugiej połowie XIX wieku. Wtedy odkryto walory klimatyczne i zdrowotne. Pod koniec zaborów Zakopane stało się ośrodkiem kulturalnym, który odwiedzało wiele sław. Na początku XX wieku pod Giewont do licznych sanatoriów przybywały tłumy osób mających problemy z płucami i gruźlicą. W tym mieście osiedli też Żydzi, których demograficzny wzrost populacji datuje się na lata drugiej połowy XIX wieku. Ta mniejszość narodowa stworzyła pod Tatrami specyficzną dla swojej nacji infrastrukturę. Właśnie w takie nietypowe miejsca, które dziś nie bardzo pasują do etykietki nowoczesnego kurortu prowadzi wyżej wspomniana książka, która pokazuje inne Zakopane. Wiele osób, które odwiedziły współczesne miasto pokazane w książce obrazy dawnego grodu górali z pewnością zadziwią i zaszokują. Publikacja wydana w serii Zakopiańskiej nie prowadzi bowiem przez miejsca piękne, zadbane i mające być sztandarową wizytówką. Pokazuje raczej tę zakulisową stronę uzdrowiska, która wywołuje odczucia przeciwne zachwytowi. Owszem, może mocno szokować, że miasto które powinni wykreować rodowici górale w dużej mierze stworzyli też gruźlicy, najezdni ceprowie, którzy szukali pod Tatrami możliwości zarobku, a którzy przybywali z pustymi rękami i nie zawsze świetlaną przeszłością. Przybywali i przekazywali miejscowej ludności często godne potępienia zwyczaje, szczepili przywary z wielkiego świata, które przynosiły niekiedy zaburzenia ładu oraz porządku czy zamęt.

Książka jest niczym przewodnik, który zachęca, by odkryć w Zakopanem ślady przeszłości, poznać dokładnie jego historię, która jak się szybko okazuje kryje w sobie wiele niespodzianek i sekretów. Dziś wielu opisanych budynków już nie ma, inne przekształcono czy przebudowano. Nikt już nie wyrysowuje konkretnej linii między rodowitymi góralami a przyjezdnymi mieszkańcami. Gwarą mówi już niewielu, folklor jest jednak nadal olbrzymim magnesem, który przyciąga pod Tatry. Starannie wydaną i dopracowaną publikację uświetniają czarno-białe zdjęcia, których waga jest bezcenna. Dokumentują one bowiem przeszłość, którą już w stanie rzeczywistym nie zobaczymy, ale i służą porównaniu jak zmieniła się stolica Tatr w ciągu ponad stu lat. Zainteresowanym tematem przeszłości Podhala i Tatr ta lektura sprawi niesamowitą radość i dostarczy jednych w sobie emocji.

Książka nie jest zbyt obszerna, ale bardzo treściwa i niezwykle dokładna. Ukazana w niej geneza najbardziej popularnego górskiego kurortu w Polsce uświadamia, że żyjemy w dynamicznym świecie, który się zmienia, a na te zmiany wpływa wiele czynników. Książkowa wycieczka po dawnym Zakopanem jest jedyną w swoim rodzaju podróżą w czasie i zapewnia specyficzne oraz niezapomniane czytelnicze wrażenia. Tytuł dopracowany, godny polecenia, w którym ciekawe przekazano interesujące informacje będzie idealną lekturą przed wyjazdem w góry, ponieważ pozwoli odkryć popularne miejsce w oryginalny sposób. Gorąco polecam nie tylko miłośnikom gór.

poniedziałek, 27 marca 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"




Wydawnictwo Replika
data wydania 2017
stron 368
ISBN 978-83-7674-572-5

Bałkany, miłość i wojna

Większość książek o miłości dyktuje wyobraźnia pisarza a zapisane na ich kartach zdarzenia to literacka fikcja. W przypadku tytułu Joanny Stovrag jest inaczej. Tę historię napisało samo życie, ona wydarzyła się naprawdę i nadal trwa. Bo taka miłość zdarza się nie tylko w romansach, taka miłość splata czasem ludzkie losy aż po grób. 

Dawno temu, gdzieś pod koniec XX wieku pewna młoda dziewczyna, która studiowała slawistykę na UJ otrzymała propozycję wyjazdu na stypendium do Sarajewa. Chwilę się namyślała czy tam pojechać, niepewna radziła się bliskich. Pewnego dnia wyruszyła na Bałkany. Nie miała zielonego pojęcia, że jedzie nie tylko podszkolić umiejętności językowe. Nie wiedziała, że tam spotka Miłość swego życia. Nie miała wiedzy, że los pcha ją niczym wiatr żagle w ramiona Tego Jedynego. 
Joanna w Sarajewie poznała Seja w którym zakochała się bez pamięci z wzajemnością. Młodzi poznali się i zaczęli planować wspólną przyszłość. Ale on został by zdać egzamin, a ona odjechała do rodzinnego kraju. Miał ją odwiedzić w wakacje, ale... wybuchła wojna. Rozgorzały bratobójcze walki. Nie tylko przyjazd do Polski stał się niemożliwy. Ustała komunikacja telefoniczna, przestała działać poczta. Mimo to dwa zakochane serca nadal biły jednym rytmem oddalone od siebie o tysiące kilometrów i strzały snajperów. 
Chcecie poznać tę historię? Zapraszam do lektury książki która jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Prawdziwa, wzruszająca i bardzo chwytająca za serce, zwłaszcza to wrażliwe. 

Autorka pokazuje na kartach swojej książki dwa wątki - rodzące się piękne, trwałe i prawdziwe uczucie oraz wybuchający konflikt zbrojny, który rodzi się z nienawiści i zła, a który powoduje, że brat staje przeciw bratu a przyjaciel podnosi rękę na kompana. Miłość jest jednak w stanie pokonać wszystko. Tak, to książka, która to udowadnia. To także lektura, która rodzi w czytelniku zainteresowanie pięknem Bałkanów oraz samego Sarajewa. Czytając ją często sięgałam do różnych źródeł w sieci by posłuchać muzycznego folkloru tego regionu, by spojrzeć na fotografie opisywanych miejsc. Patrzyłam również na mapy, szukałam filmów na YT, a wszystko po to by jeszcze bardziej przeżyć tę publikację, która jest niezwykle osobista i szczera. Książka niesie w sobie przesłanie by szanować pokój, by być tolerancyjnym wobec innych osób, by nigdy nie wyrzucić z duszy dobra i nie zastąpić go złymi emocjami, myślami i gestami. Tytuł ten można odebrać w różnych aspektach - jedni skupią się na wątku miłosnym, inni bardziej będą zainteresowani sferą społeczno-polityczną. Dodam jedno: jakby nie patrzeć na tę książkę ona jest bardzo dobra, mądra i dojrzała. Zawiera w sobie prawdę, autentyczną relację i ogrom emocji. To jej moim zdaniem największe atuty. Jest dopracowana, napisana z uczuciem i starannością. Poznajcie jej wnętrze, to będą wspaniałe chwile z książką w ręku. Literatura przez duże L, emocje z siłą oceanu, miłość na miarę "Love story". Gorąco polecam.

środa, 22 marca 2017

Deborah Ellis "Podróż Parvany"


Wydawnictwo Mamania
data wydania 2017
stron 168
ISBN 978-83-65087-93-5

Niebezpieczna wędrówka

"Podróż Parvany to druga część cyklu Żywiciel. Napisała go kanadyjska pisarka i działaczka na rzecz pokoju Deborah Ellis, a jej książki zostały przetłumaczone na 25 języków.
W drugim tomie serii poznajemy dalsze losy Parvany, afgańskiej dziewczynki, której rodzina rozdzieliła się w wojennej zawierusze. Na szczęście powrócił z więzienia ojciec, którego znienacka uwięzili talibowie. Wrócił on jednak z niewoli jeszcze bardziej chory i zmęczony. Mimo to wyruszył w podróż z córką, która okazała się jednak wysiłkiem ponad jego siły. Śmierć zabrała Parvanie ukochanego rodzica i pozostawiła na pastwę losu wśród obcych ludzi. Dziewczynka przebrana za chłopca pochowała tatę i samotnie ruszyła dalej w drogę by odszukać mamę i rodzeństwo. 
Samotna podróż była bardzo trudnym doświadczeniem. W drodze nasza bohaterka spotkała inne osierocone przez wojnę dzieci. Zdane tylko na siebie i los, który wcale nie był szczęśliwy.  I tak Parvana poznała samotne niemowlę przy zmarłej matce, okaleczonego przez minę chłopca i dziewczynkę z chorą babcią oczekującą bezskutecznie na matkę. 
Czy udało im się znaleźć bezpieczne schronienie i pomoc? Czy ktoś wyciągnął do nich pomocną dłoń? 
 
Znów zachęcam do lektury książki, która mocno zapada w pamięć i wręcz zmusza do refleksji na sensem jakiejkolwiek wojny. Po jej lekturze jasne jest, że każdy konflikt zbrojny to samo zło, które kaleczy zwłaszcza tych najsłabszych - dzieci i ludzi w podeszłym wieku. Głód, choroby, oznaki lęku i strachu to widoczne wojenne rany, które nie wiadomo czy się kiedykolwiek zabliźnią. 
Parvana mimo całego zła świetnie radzi sobie w trudnej rzeczywistości. Okazuje się dzielna i dojrzała ponad wiek. Budzi sympatię i współczucie. Wojna nie zabija dobra w jej sercu, nie odziera jej z człowieczeństwa. Książka to wiele obrazów, to wiele niewypowiedzianych życzeń o spełnienie jakże banalnych marzeń. To manifest by nikt nie zapominał jak wiele krzywdy można wyrządzić przez pragnienie władzy. Podobnie jak tom pierwszy druga część cyklu jest wyjątkową i dojrzałą propozycją dla czytelników, którzy mają okazję poznać prawdę o afgańskim piekle i pomóc poszkodowanym, gdyż dochody ze sprzedaży zasilają konto ofiar osób zamieszkujących niespokojne terytoria. Książka bardzo mi się spodobała, mocno chwyciła za serce i jeszcze mocniej uwrażliwiła na krzywdę ofiar wojen. Gorąco polecam !

poniedziałek, 20 marca 2017

Arden Moore "Czego chcą psy. Ilustrowana encyklopedia mowy ciała psów"


Wydawnictwo Galaktyka
data wydania 2017
stron 192
ISBN 978-83-7579-558-5
poradnik

Poznaj psią mowę i zrozum swojego psa

„Wy nie wiecie, a ja wiem wiem jak rozmawiać trzeba z psem, bo poznałem język psi...” - tak mówią słowa piosenki dla dzieci. To prawda, nasze psy do nas mówią. Robią to codziennie w swoim języku. Tylko my ich często nie rozumiemy i nie mamy pojęcia o ich sposobach komunikacji. Psy nie nauczą się ludzkiej mowy, więc nam ich opiekunom nie pozostaje nic innego jak zrozumieć język naszych pupili. Nie jest to zbyt trudne – wystarczy odrobina czasu, dobre chęci i profesjonalny przewodnik zdradzający psie sekrety. Moim zdaniem takim poradnikiem jest książka „Czego chcą psy” wydana nakładem Wydawnictwa Galaktyka. Napisała ją kobieta będąca konsultantem behawioralnym i mająca olbrzymią wiedzę w poruszanej w publikacji materii.

Psie „słowa” wyrażane są postawą ciała, zachowaniem, dźwiękami. Dla nas zwyczajne merdanie ogonem, szczekanie czy przyjęta przez zwierzaka postawa kryje w sobie wiele informacji, pokazuje w jakim stanie i nastroju jest nasz pupil. Właściwie zrozumienie tego pozwoli nam zacieśnić naszą relację z psem, zrozumieć go i być dla niego jeszcze lepszym opiekunem.

Ilustrowana encyklopedia mowy ciała psów jest przepięknie wydana pod względem graficznym, wizualnym i doskonała pod względem merytorycznym. Zawarte w niej informacje są przejrzyście pokazane według dobrze pomyślanego schematu dzięki czemu treść jest łatwa w odbiorze. Olbrzymim plusem jest przejrzystość dzięki czemu prosto poruszać się po tytule i szybko można wyrywkowo trafić na poszukiwane instrukcje. Publikacja wyjaśnia aż 100 psich postaw i zachowań. Każde pokazane jest według tego samego układu. Autorka opisuje daną kwestię, wymienia rasy u których najczęściej można ją zaobserwować, następnie w sposób prosty, wyczerpujący i przystępny opisuje o co chodzi naszemu psu. W odrębnej kolumnie wyjaśnia jak mamy zareagować oraz dodaje uwagi weterynaryjne jeśli zachowanie wymaga kontaktu z lekarzem. Przy końcu tytułu Pani Moore wymienia typy behawioralne czworonogów i je krótko aczkolwiek bardzo wnikliwie charakteryzuje. Całość opatrzona jest mnóstwem uroczych zdjęć psów różnych ras i w różnym wieku.

Nie jestem kynologicznym laikiem, mam wieloletnie doświadczenie z psami i całkiem niezłą wiedzę. I z tego punktu widzenia oceniam publikację Galaktyki. Twierdzę, że jest ona rewelacyjna. Konkretna, dokładna i wyczerpująca. Doskonała dla tych, którzy już nieco psy rozumieją i dla osób, które posiadają pierwszego psa i dopiero uczą się psiego świata. Tym ostatnim tę książkę najbardziej polecam i rekomenduję. Zawarte w niej wiadomości są bezcenne, a ich poznanie z pewnością pozwoli na łatwiejsze życie z pupilem i oszczędzi stresowych sytuacji obu stronom. Ten tytuł można też polecić tym, którzy wahają się jaką rasę wybrać. Nie można tego zrobić tylko po wyglądzie. Książka pozwoli poznać konkretne cechy poszczególnych ras, ale i zweryfikuje czy naprawdę chcemy mieć pupila i czy jesteśmy choć troszkę na to przygotowani.
Lekturze autorstwa Arden Moore stawiam najwyższą notę. Nie znajduję w niej żadnych wad, słabych stron i pomyłek. Ta książka pokaże Wam, że odkrywanie psiego świata, że poznawanie mowy psiaków to naprawdę fascynująca przygoda i niepowtarzalna przyjemność.


piątek, 17 marca 2017

Agnieszka Walczak- Chojecka "Nie czas na zapomnienie"





Wydawnictwo Filia
data wydania 2017
stron 300
ISBN 978-83-8075-200-9
saga obyczajowa z historią w tle
Saga Bałkańska tom II

Nadzieja umiera ostatnia


„Nie czas na zapomnienie” to drugi tom sagi pióra Agnieszki Walczak-Chojeckiej, której akcja rozgrywa się w pierwszej połowie lat 90. XX wieku na Bałkanach i w Polsce. O ile w naszym kraju następują zmiany na lepsze po transformacji polityczno-społecznej, o tyle na Bałkanach wrze bratobójcza wojna. Leje się krew, giną niewinni ludzie, jest niespokojnie i trudno tam żyć. Nic dziwnego, że dwójka głównych bohaterów chce się wydostać z oblężonego Sarajewa. Los jednak nie jest dla nich łaskawy i rozdziela zakochaną w sobie parę. Po Draganie ginie wszelki ślad, a Jasminie nie udaje się uwolnić ojca. Dziewczyna ucieka z sarajewskiego piekła. Wyrusza w niepewną drogę poprzez Mostar, Dubrownik i Hvar. Jasmina dowiaduje się także, że jej życie zmieni się diametralnie bez względu na wszystko, ponieważ pojawi się w nim ktoś nowy, kogo pokocha nad życie. Czy uda jej się odnaleźć z narzeczonym? Czy odnajdzie ona szczęście i spokój w Polsce? Czy daleko od domu uwije swoje gniazdo? Czy dotrą do niej jakieś wieści o losie Dragana? Odpowiedzi na te pytania zawarte są w powieści, która z pewnością mocno chwyci Was za serce i dostarczy niezapomnianych emocji oraz wzruszeń.

Od samego początku do ostatniego słowa powieść czyta się z ogromną atencją, a lekturze towarzyszą łzy. Nie sposób bowiem ich nie ronić, gdy czyta się o wojennej zawierusze, w której brat podnosi rękę na brata, a ojciec mierzy bronią do syna. Konflikt zbrojny przyczynia się do rozdzielenia pary głównych bohaterów, którym nie dane jest iść przez życie ręka w rękę. Jasmina musi tułać się z miejsca w miejsce, musi radzić sobie z natłokiem różnych niepotwierdzonych wiadomości o losie ukochanego. Musi mieć nadzieję, że serce Dragana nadal bije, musi wziąć się w garść, bo tego wymaga od niej sytuacja. Tym, co trzyma ją przy życiu jest miłość – silna i prawdziwa, która nie pozwala jej się poddać i zatopić w bezdennym smutku. Dziewczyna miota się między nadzieją a rozpaczą. Znajduje w sobie jednak odrobinę siły do walki i tym zaskarbia sobie szacunek czytelnika.
Powieść Agnieszki Walczak-Chojeckiej to także książka o Polsce z lat tuż po obaleniu komunizmu. Autorce doskonale udało się oddać klimat tamtych czasów, który idealnie daje się porównać do wiosny. Do pory roku, w której wszystko się odradza, gdy tchnie nadzieja, gdy czuć apetyt na nowe, gdy wszystko zmienia się na lepsze.

Nie wyobrażam sobie przeczytania tej książki na raty. Pochłonęłam ją w jedno popołudnie i wieczór. W trakcie czytania zegar stanął dla mnie w miejscu, a ja wszystkimi zmysłami znalazłam się w czytanym tytule. Przed oczami przesuwały mi się zniszczone ruiny i przepiękne krajobrazy. Czułam zapach prochu, krwi i nadziei na lepsze jutro. Do ostatniego rozdziału nie miałam pojęcia jak zakończy się fabuła. Czytałam i drżałam, dopingowałam i mocno życzyłam happy endu. Oceniając powieść napiszę krótko – to znakomita saga, która godna jest miana wielkiego hitu. Ta książka żyje, ta książka uzmysławia jak bardzo destruktywnie wpływa na człowieka wojna oraz lęk o życie swoje i najbliższych. Autorce nie sposób odmówić pochwał za stworzenie wspaniałego tytułu, który docenią nie tylko wielbiciele sag i obyczaju. To lektura o mocy zła i sile nadziei, która pozwala uwierzyć w siebie i ludzi gotowych podać pomocną dłoń w nawet najbardziej dramatycznej chwili. Z serca polecam i zachęcam do poznania losów Jasminy i Dragana.

wtorek, 14 marca 2017

Deborah Ellis "Żywiciel"

Wydawnictwo Mamania
data wydania 2016
stron 144
ISBN 978-83-65087-81-2
Trylogia Żywiciel tom I

Ukradzione dzieciństwo

Każde dziecko przychodzące na świat powinno być otoczone miłością i mieć prawo do szczęśliwego dzieciństwa. Do wzrastania i poznawania świata w pokoju wśród bliskich. Do zabaw i lat beztroski. Wiele dzieci, które rodzą się w różnych częściach kuli ziemskiej musi żyć jednak w całkiem innej rzeczywistości. W biedzie, strachu, lęku o każdą chwilę. Wielu dzieciom okrutny los zabiera rodziców, dach nad głową i możliwość edukacji. Tak właśnie jest w Afganistanie  - państwie z bogatą historią i kulturą w którym od lat jest niespokojnie, a kolejne pokolenia pozbawione są normalności. Najpierw przez konflikt ze Związkiem Radzieckim, a potem przez Talibów. Są pokolenia, które nie wiedzą co to pokój, co to szczęście, co to zwyczajna codzienność. Do takich osób należy pewna sympatyczna dziewczynka którą poznajemy w książce napisanej przez kanadyjską pisarkę i działaczkę na rzecz pokoju. Lektura rozpoczyna trzyczęściowy cykl "Żywiciel", a dochody z jej sprzedaży zasilają fundusze przeznaczone na pomoc ludności zamieszkującej terytoria objęte kryzysem. Serię przetłumaczono na 25 języków.

Parvana kiedyś mogła żyć jak inne dzieci, ale jej światem zawojowali talibowie i zabrali normalność. Jej ojcu pracę i zdrowie, jej rodzeństwu normalne dzieciństwo, jej matce i siostrze możliwość swobodnego poruszania się po mieście. Wszystko stanęło na głowie i zmieniło się na gorsze. Dziewczynka musi prowadzić ojca z chorą, niesprawną nogą na plac, gdzie ten zajmuje się czytaniem i pisaniem listów oraz różnych pism, a także wyprzedażą rodzinnego majątku, który ocalał by mieć co włożyć do garnka. Dziecku jest trudno spędzać cały dzień nieruchomo na kocu, ale taka jest okrutna rzeczywistość, która pewnego dnia staje się jeszcze gorsza. Talibowie aresztują głowę rodziny. Jej obowiązki musi przejąć córka. Córka, która musi zacząć udawać że jest chłopcem. Inaczej policzyliby się z nią potworni fanatycy, którzy nakazali całkowite zakrywanie ciała kobiet i zabronili im wychodzić na ulice bez męskiej obstawy. Parvana podejmuje się tego wyzwania przejęta lękiem i strachem. Ale nie ma wyjścia. Inaczej jej rodzina zginie z głodu...

To naprawdę wyjątkowo przemawiająca i wstrząsająca opowieść, która uzmysławia piekło afgańskich kobiet i dzieci. Główna bohaterka wydaje się być przedstawicielką wielu tamtejszych dziewczynek, które zostają bezwzględnie okradzione z dzieciństwa, a którym w zamian zostaje nałożone na barki potężne brzemię. Cierpią choć są w pełni niewinne. Nikt się ich nie pyta o potrzeby, one muszą w jednym momencie dorosnąć, zmężnieć i znaleźć siły. Muszą zapomnieć o beztrosce i walczyć o każdy dzień, o każde jutro. Wszystko przez religijnych fanatyków, którzy swoją wiarę rozumieją w wyjątkowo specyficzny i brutalny sposób. Naród afgański cierpi, żyje w nieludzkich warunkach. Nie ma możliwości spokojnie budować swoją przyszłość i cieszyć się życiem. Zewsząd grozi niebezpieczeństwo, wszędzie mieszka lęk. Jak destrukcyjnie wpływa to na duszę głównej bohaterki widać na każdej karcie książki.

Niedługą, ale niezwykle treściwą lekturę czyta się ze względu na jej mocno poruszającą treść nie tylko wzrokiem, ale i sercem. Nie sposób nie płakać poznając losy głównej bohaterki, które autorka spisuje prostym językiem i w sposób łatwo odbieralny. Myślę, że nikt nie będzie w stanie szybko zapomnieć o tym tytule, a wszyscy, którzy go przeczytają sięgną po kolejne dwa tomy tej serii. Ja znam już ich treść i dodam, że łączą się one wszystkie w spójną całość. W historię której nie zapomnę do końca życia. Zamysłem pisarki było z pewnością otworzenie oczu całego świata na ludzką tragedię, która rozgrywa się w kraju, który przeistoczył się w ziemskie piekło. Gorąco polecam ten tytuł bez względu na wiek, płeć, wyznawane poglądy czy czytelnicze gusta.

czwartek, 9 marca 2017

Caroline Wallace "Marta, która się odnalazła"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2017
stron 384
ISBN 978-83-7642-748-5

O Marcie, która była czyjąś zgubą
 
Wyobraź sobie, że masz 16 lat, masz swoją przeszłość i pewne wspomnienia, ale ... nie znasz swojej daty urodzenia, nie masz pojęcia kim są Twoi rodzice, nie wiesz czy masz rodzeństwo, bo ... jesteś czyjąś zgubą. Ktoś kilkanaście lat temu zgubił Cię lub świadomie porzucił na dworcu kolejowym. Dworcu, który stał się całym Twoim światem. Tak właśnie zaczyna się opowieść o dziewczynie, która nie ma zielonego pojęcia o swoim korzeniach i tożsamości.
 
Gdy miała kilka miesięcy, gdy była niemowlakiem znaleziono ją blisko biura rzeczy znalezionych na angielskim dworcu. Dzieckiem zaopiekowała się pracownica tegoż biura. Kobieta dziwna i ekscentryczna. Dewotka, która nie wahała się użyć przemocy wobec Marty, która wmówiła jej że nie może opuścić dworca bo ten ulegnie zagładzie. Marta żyła w jej cieniu, pracowała na swój wikt i opierunek. Czy była szczęśliwa? Trudno określić. Miała swój dworcowy świat i nie znała innej rzeczywistości.  Pewnego dnia jej opiekunka zwana Matką nagle zmarła, a Marta została zmuszona do odkrycia kim jest. Czasu było niewiele, zaledwie kilkadziesiąt dni...

Powieść Caroline Wallace to książka o odkrywaniu przeszłości. Wiele jest takich lektur, ale ta jest nad wyraz specyficzna, bo ma nietuzinkowe tło. Dworzec kolejowy który jest sam w sobie takim małym specyficznym światem. I to sprawia, że powieść ma w sobie coś niezwykłego a czytając ją  czuje się ten specyficzny zapach, który zna każdy, kto choć raz jechał pociągiem i był klientem kolei. Atutem powieści są też w jedyny sobie sposób wykreowani bohaterowie. Śmiało można ich podsumować jednym mianownikiem - dziwacy. To tak na pierwszy rzut oka. W każdej z opisanych postaci jest coś, co można odkryć, gdy się ją bardziej pozna. To zalety, których nie dopatrzymy się zerkając tylko pobieżnie.
 
 Ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i podbiła moje czytelnicze serce, ale nie porwała mnie od samego początku. Pierwsze kilkadziesiąt stron nawet lekko mnie zniechęciło by czytać dalej. Aż coś drgnęło i tytuł mnie oszołomił, zauroczył i mile zaskoczył. Zasmakowałam w nim, a może wtopiłam się w jego specyficzny klimat. Jeśli sięgniecie po tę powieść czeka Was podróż w czasie do lat 70-tych XX wieku. Czeka Was odkrycie tajemnic, poznanie sekretów i pobyt w specyficznym świecie, w którym oczywiście wszyscy się śpieszą, podróżują i przemieszczają, ale ... właśnie w tej rzeczywistości można się zatrzymać i odkryć siebie na nowo, zajrzeć do własnej duszy, odpowiedzieć sobie na ważne pytania, o których przeważnie wolelibyśmy zapomnieć. Lektura przypomina bajkę dla dorosłych, nie brak w niej naiwności i infantylizmu. Ma jednak ta książka wokół siebie magiczną otoczkę, która tchnie w kierunku czytelnika magią i klimatem typowym dla dzieciństwa. Spodziewałam się innej książki, odkryłam inną - zdecydowanie lepszą i nie dającą się szybko wymazać z pamięci. Warto po nią sięgnąć nawet gdy dzieciństwo już dawno za Wami. Polecam.

poniedziałek, 6 marca 2017

Marek Kamiński "Trzeci biegun"



Wydawnictwo Agora 
data wydania 2016
stron 264
ISBN 978-83-2682-395-4

Od Bieguna Rozumu do Bieguna Wiary

Marek Kamiński to znany nie tylko w Polsce podróżnik i polarnik, który zdobył dwa bieguny geograficzne Ziemi w ciągu jednego roku. Kamiński wędruje od 35 lat. Pierwszą samodzielną podróż z Gdańska do Łodzi odbył w wieku ośmiu lat. Celem jego eskapad są rozmaite miejsca położone na każdym z kontynentów. Kamiński odwiedził m.in. Amazonię, Boliwię, Meksyk, Dolomity, Norwegię, Ziemię Świętą, Stany Zjednoczone, Grenlandię, przepłynął samotnie Wisłę zimą i latem. Podróżował samotnie i w grupie, z żoną i córką, a także z innymi sławnymi osobistościami jak choćby Leszkiem Cichym.

Jedna z jego podróży różni się jednak znacząco od pozostałych. To wyprawa, która miała miejsce w 2015 roku i trwała sto dni. Wiodła z Rosji przez całą Europę ku pewnej miejscowości w Hiszpanii. To była nie tylko podróż, ale i pielgrzymka. Droga liczyła około 4000 kilometrów, a całą trasę Marek Kamiński przeszedł pieszo. Wędrował w zasadzie sam, pewne osoby towarzyszyły mu tylko dorywczo przez pewien czas. Ten projekt miał przede wszystkim wymiar duchowy, a jego celem było spotkanie u kresu drogi przy grobie świętego Jakuba „nowego” Marka. Człowieka odmienionego przez wędrówkę, medytacje, spotkanych ludzi i Boga, który miał mu towarzyszyć. Podróż rozpoczęła się w Kaliningradzie (dawnym Królewcu) przy grobie Immanuela Kanta. To miejsce określono zostało Biegunem Rozumu. Santiago de Compostela zaś otrzymało miano Bieguna Wiary.

Choć droga wiodła przez cywilizowaną Europę, choć podróżnik nocował w hotelach, klasztorach, domach życzliwych ludzi, choć trasa wiodła przez miejsca dość lub bardzo cywilizowane, choć łączność non stop zapewniały dwa telefony komórkowe, choć marszu nie utrudniały arktyczne mrozy to była według polarnika jego najtrudniejsza wyprawa. Pozornie łatwe okazało się bardzo, bardzo trudne. Była to bowiem podróż nie tylko po Starym Kontynencie, ale droga w głąb siebie, do wnętrza swojej duszy. Marka Kamińskiego dopadały zarówno dolegliwości fizyczne ciała, jak i duszy. Był kryzys, były momenty zwątpienia.

„Trzeci Biegun” to książka niezwykle osobista, którą czyta się z ogromnym wzruszeniem. Od razu dodam, że nie jest to lektura stricte podróżnicza. W tej publikacji przeważają bowiem wrażenia duchowe, refleksje a także historyczna przeszłość i kultura oraz wartości dawnej Europy. Ważni byli też spotkani ludzie – zwyczajni mieszkańcy poszczególnych miast i wsi, a także inni pielgrzymi udający się do miejsca pochówku jednego z apostołów. Ważna była modlitwa, kościoły i chwile spotkania z Bogiem. Marek Kamiński swoje obserwacje spisywał w dzienniku, którego fragmenty zawiera książka. Są w niej też zawarte liczne zdjęcia, których najistotniejszym zadaniem jest wprowadzenie w klimat tej ponad trzymiesięcznej wędrówki. Z tego tytułu płynie refleksja, że człowiekowi łatwiej zapanować nad słabościami ciała niż duszy, ale i też podkreślona jest waga istoty poznania siebie, odkrycia swego wnętrza, swoich wad i słabości. Nie jest to książka łatwa, ale niezwykle mądra i refleksyjna. To także pozycja odrywająca od zwyczajnej codzienności, w której ważniejsze jest być niż mieć. W niej materializm jest zepchnięty poza scenę, a liczy się to, co duchowe, nieprzemijające i kształtujące dogłębnie nasze wnętrze. Tą lekturą znudzi się typowy materialista, który żyje by gromadzić coraz to nowe dobra. To książka dla poszukujących życiowego sensu i duchowej głębi, która preferuje to, co kryje się ukryte poza pobieżnym ludzkim wzrokiem. Tą lekturą można się delektować, można ją analizować i szukać w niej motywacji do życia poza sferą materializmu i konsumpcji. Ciekawa pozycja, wyjątkowy tytuł, który pozwala spojrzeć na otaczający świat z innej i bardziej wartościowej strony. Polecam z całego serca.

piątek, 3 marca 2017

Meg Little Reilly "Nie jeteśmy gotowi"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania luty 2017
stron 352
ISBN 978-83-276-2563-2

Nie przed każdą burzą jest cisza!

Jestem oczarowana książką która jest surowa, przygnębiająca, która budzi grozę i uświadamia jak jesteśmy słabi, mali i bezradni wobec sił natury. Natury, którą z jednej strony próbujemy ujarzmić i sobie podporządkować, a którą z drugiej strony niszczymy bezlitośnie i bezmyślnie. 
Od lat eksperci grzmią w mediach o globalnym ociepleniu i jego skutkach. Nie trzeba być fachowcem by dojść do wniosku, że klimat się zmienia. Że coraz częściej nawiedzają nas niespotykane wcześniej na danym terenie zjawiska, że pogoda ekstremalnie się zmienia w krótkim okresie czasu. Grożą nam wraz ze wzrostem średnich rocznych temperatur żywioły, którym nie potrafimy do końca zaradzić. 

Niepokojące prognozy pogody budzą grozę i strach. Tak właśnie działa na bohaterów książki Meg Little Reilly wieść o przepowiadanej Wielkiej Burzy. Vermont - prowincja niedaleko granicy z Kanadą. Fikcyjne, małe, wręcz idylliczne miasteczko Isole. To tam z wielkiego miasta przeprowadza się pewne małżeństwo Ash i Pia. Tu chcą mieszkać, blisko natury. Tu znajdują dom marzeń z dala od wielkomiejskiej dżungli. W ich życiu ma być prosto, naturalnie, zgodnie z rytmem przyrody. Para ma fizyczne trudności z powiększeniem rodziny. Prowincjonalny klimat ma przywrócić w ich dusze swojski spokój i równowagę. Tu mają lepiej i zdrowiej żyć. I pewnie by tak było gdyby nie niepokojące, ba wręcz drastyczne prognozy pogody, które nie tylko wspomnianą parę, ale i całą społeczność napawają trwogą. Kataklizm ma uderzyć nagle i na dłuższą metę. Strach powoduje, że ludzie się zmieniają. Jedni panikują, inni wpadają w niczym niewytłumaczoną entuzjastyczną euforię związaną z apokaliptycznymi wizjami, jeszcze inni podchodzą do sytuacji ze stoickim spokojem. Zgodna lokalna społeczność ulega podziałom. Pojawiają się spory, kłótnie i zatargi. Także w małżeństwie głównych bohaterów pojawiają się pęknięcia i rysy. Ma miejsce kryzys, który powoduje coraz większą przepaść. Jak potoczą się losy tych dwojga młodych ludzi? Czy zapowiadany żywioł nadejdzie i dokona potężnych zniszczeń? A może w obliczu zagrożenia każdy pokaże swoją prawdziwą twarz i to kim jest oraz na co go stać?

Ostatnio rzadko sięgałam po lektury od których wieje grozą. Wolałam czytać książki pogodne i te z których fabuł tchnie optymizmem. Ten tytuł przeczytałam jakby na przekór sobie. Coś mnie do niego ciągnęło. W końcu zimy zagłębiłam się w lekturę książki pesymistycznej i mrocznej. I zaczytałam się na całego. Powieść bardzo mi się spodobała i wywołała spore dreszcze. Emocjom nie było końca. Ta publikacja podobała się mi na przekór moim czytelniczym preferencjom - bo nie lubię zwykle gdy jest mało dialogów, gdy akcja płynie wolno, gdy korowód bohaterów nie jest liczny. A jednak! Czytałam z wypiekami na twarzy i pełnym zaangażowaniem się w opisane zdarzenia. Moja czytelnicza ciekawość była non stop drażniona, a ja chciałam wiedzieć co będzie dalej. 
Książka jest znakomita w swoim gatunku. Zbudowano w niej zamierzony nastrój, pokazano jak bardzo otaczający nas świat jest w stanie zaingerować w nasze życie. Prowincja nie jest tu przedstawiona w sposób sielankowy. Życie nie jest beztroskie i pełne spokoju. Bohaterowie drugoplanowi to wcale nie anioły pozytywnie nastrojone do życia przez piękno otaczającej natury. W tytule dominuje pesymizm, przeważają szare barwy i brak nadziei. Jedyną osobą, która potrafi znaleźć pozytywne strony jest dziecko, które pochodzi z patologicznej rodziny. 
Tę powieść nie czyta się łatwo, ale lektura jest niezwykle ciekawa i zajmująca. To dobra pozycja po którą warto sięgnąć. Jej treść zmusza do refleksji jak daleko człowiek może się posunąć w ingerencji w przyrodę i naturę. Książka uświadamia nam, że w pewnych sytuacjach jesteśmy słabi jak niemowlęta, a panika bywa zaraźliwa. W momencie zagrożenia łatwo ludźmi manipulować i wykorzystać ich achillesowe pięty. Oby takie prognozy aury były tylko w książkach.
Lekturę gorąco polecam nie tylko miłośnikom tego gatunku.

środa, 1 marca 2017

Sara Donati "Złota godzina"





Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2016
stron 872
ISBN 978-83-65506-18-4

Lekarki, Nowy Jork i samo życie


Sięgając po powieść Sary Donati nie miałam pojęcia, że rozpoczynam wyjątkową czytelniczą przygodę, która na długo zapadnie mi w pamięć. Nie spodziewałam się, że ta saga historyczna to prawdziwa perła, przy czytaniu której oderwę się od rzeczywistości i poznam tak wyjątkowe postacie. Objętość książki jest spora, bo tom liczy niespełna tysiąc stron. Jej jedyną „wadą” jest ciężar. Innych minusów ten tytuł nie posiada. Chcąc wymienić plusy stworzyłabym bardzo długą listę.

Akcja tej wspaniałej epickiej sagi rozgrywa się pod koniec XIX wieku w Nowym Jorku – mieście, do którego napływają liczni emigranci szukając dla siebie lepszej przyszłości. Rzeczywistość jednak rozczarowuję, a manna z nieba nie spada. Amerykańska metropolia nie jest rajem, ani ziemią obiecaną. Owszem, miasto dynamicznie się rozwija, następują liczne przemiany, ale nie brak kontrastów, z których na pierwszy plan wychodzą ogromna bieda i wielkie bogactwo. Na każdym kroku czuć przemiany społeczne, ale życie - zwłaszcza kobiet - dalekie jest od sielanki. Kobiety często są dyskryminowane i traktowane jak istoty drugiej kategorii, podobnie jak kolorowi czy przybysze z innych krajów. W takim świecie misję leczenia ludzi realizują dwie młode kobiety, które łączą więzy krwi i wspólny adres. Obie są sierotami, a ich wychowaniem po śmierci rodziców zajęła się ciotka. Obie ukończyły szkołę medyczną i niosą pomoc w chorobie. Anna i Sophie są kuzynkami. Mimo to mają odmienne charaktery i sposób bycia. Anna ma w sobie siłę, moc i odwagę. Mężnie idzie przez życie do przodu. Sophie podchodzi do świata z dystansem i spokojem. Jest zamknięta w sobie i dość sceptyczna oraz ostrożna. Mimo różnic osobowości celem obu bohaterek jest niesienie pomocy chorym i ubogim. Pewnego dnia Anna mając otoczyć opieką medyczną dzieci włoskich emigrantów poznaje pewne rodzeństwo. Na jej drodze staje również pewien mężczyzna w policyjnym mundurze... Jeśli chcecie poznać ich bliżej musicie zagłębić się w lekturę książki, która należy do prozy na mistrzowskim poziomie i z pewnością Was nie rozczaruje.

Książka, do przeczytania której namawiam jest niesamowita i napisana z rozmachem. Ukazuje świat brutalny i pełen zasadzek, w którym kobietom żyje się nielekko. Obrońcy pozornej normalności utrudniają życie poprzez gloryfikowanie norm, które szkodzą zdrowiu matek i żon. Antykoncepcja jest zakazana. Dostęp do opieki medycznej utrudniony. Bieda grasuje i zbiera swoje żniwo. Kobiety w lekarskim kitlu są lekceważone i niedocenione, poniżone w męskim świecie i traktowane w nim jak istoty drugiej kategorii, które mogą liczyć na gorsze posady i uposażenie. Annę i Sophie to nie zraża. Obie starają się dotrzeć tam, gdzie są bardzo potrzebne. Obie łamią konwenanse, by ulżyć w bólu. Obie są bohaterkami, które automatyczne darzy się sympatią i podziwia.

„Złota godzina” zabiera nas w niesamowitą podróż w czasie i przestrzeni. Pokazuje świat, w którym obowiązujące normy dziś szokują i wydają się nierealne. Autorka porusza w swojej powieści wiele trudnych tematów. Jednym z nich jest walka kobiet o swoje prawa. Walka trudna i nierówna, która często wiodła przed oblicze sądów. Sara Donati pisze lekko i dojrzale. Znakomicie operuje piórem, spod którego wychodzą plastyczne obrazy nieco odległej rzeczywistości. Książka jest ekscytującą lekturą od pierwszych zdań do ostatniej strony. Jej czytanie to czysta przyjemność. Lektura to obyczaj, romans i kryminał w jednym. To powieść przede wszystkim o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. Napisana z rozmachem ponadczasowa historia z pewnością zagości w sercach wielu zachwyconych czytelników. Jeśli nie chcesz przegapić mistrzowskiej książki, dołącz do ich grona.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Dariusz Juzyszyn "Radykalna redukcja stresu"





Wydawnictwo Poligraf
data wydania 2016
stron 452
ISBN 978-83-7856-521-5

Pożegnaj stres - czy to da się zrobić?

Stres to zmora naszych czasów. Samo pojęcie nie ma jednej konkretnej definicji. Jest ich wiele. Samo słowo ma jednak zdecydowanie i jednoznacznie negatywny wydźwięk. Stres jest czymś złym, niepożądanym i utrudniającym życie. Jest personą non grata, którą dobrze byłoby się pozbyć. Wyeliminować raz na zawsze z naszego życia. Ale czy da się to zrobić? Co do tego zadania byłam sceptycznie nastawiona. Myślałam raczej o zminimalizowaniu stresu. Mam taką własną teorię, że niebezpieczeństwo czy nieprzyjaciela należy poznać bo tylko wtedy można się "wziąć z nim za bary". Z takim nastawieniem zaczęłam czytać książkę Dariusza Juzyszyna  - sportowca, trenera i aktora, szkoleniowca z zakresu analityki biznesowej. Od razu dodam, że do tego typu lektur podchodzę sceptycznie, choć wiem, że moc słowa przekazanego i wmówionego wielu jednostkom bez względu na jego prawdziwość bywa ogromna. 
Czy stres da się do końca wyrzucić z naszego życia? To kluczowe pytanie na które szukałam odpowiedzi w publikacji. Bardzo zależało mi by poprawić jakość swojego życia, więc do czytania podeszłam rzetelnie i dokładnie. Starałam się otworzyć na tekst, choć bezgranicznie poradnikom ufać raczej nie potrafię. 
Dodam jeszcze, że ocenię książkę z punktu widzenia laika, a tym samym zwykłego zjadacza chleba, nieprofesjonalisty, potencjalnego czytelnika, który ma z tego tytułu skorzystać. 

Książka to typowy poradnik, który ma w nas obudzić chęć do pokonania wroga jakim jest stres, do zmiany podejścia do świata. Tytuł ma za zadanie motywować, dodawać energii do polepszenia ziemskiej egzystencji. Publikacja ma być naszym nauczycielem i szkoleniowcem, którego powinniśmy z uwagą i zaufaniem posłuchać. (Ja oczywiście podeszłam sceptycznie, ale taka już moja natura). Jaki efekt wywołało jej przeczytanie? Zdradzę już teraz. Nie uwierzyłam Autorowi w 100% procentach, miałam swoje "ale"
 odnośnie pewnych fragmentów, ale też nabrałam przekonania, że stres to coś, czego można zmniejszyć zakres, co można ograniczyć, oswoić, z czym można się zmierzyć. Tak, lektura przekonała mnie, że można ze stresem dość skutecznie powalczyć. I potwierdziła się teza, którą znałam już wcześniej - że mury i bariery rodzą się często w naszych głowach. Od naszego podejścia do sytuacji wiele zależy. Bo trudno oczekiwać, że jeśli sobie coś wmówimy, coś zakodujemy to będzie nam wygodnie i łatwo. 
Publikacja to dane i liczby. Statystyki i przykłady. Mają obrazować sytuację, mają przemawiać. Robią wrażenie, bo jeśli spojrzymy na swoje otocznie to znajdziemy podobieństwa. Tylko brak źródeł danych, brak odnośników to literatury fachowej, brak bibliografii. Wszystko wydaje się być nowe i autorskie. 
Autor stara się wyczerpać temat, stara się pisać prosto i dla każdego. Stara się pokazać, że jest panaceum na zło jakim jest stres. Jego podstawową tezą jest przekonanie, że to my stoimy na górze, że to my mamy prawo wyboru, że jesteśmy kowalami własnego losu. To od nas ma wszystko zależeć, bo to my kreujemy własne emocje. Czy moim zdaniem tak jest? Owszem, ale nie do końca. 
Bo są sytuacje, które można wyjaśnić, wyprostować i rozłożyć na czynniki pierwsze. Ale niekiedy coś wielkiego przytłoczy nas z góry i nie da się tego odkręcić - choćby śmierć kogoś bliskiego. 
Lektura jest pięknie wydana. Jej przeczytanie, choć bardziej na miejscu byłoby słowo przestudiowanie zajęło mi sporo czasu. To było jednak przeze mnie zamierzone  by zbyt dużo na raz nie przyswajać, by coś nie uleciało. Efekt jest taki, że w pewnym sensie oswoiłam wroga. Zdałam sobie sprawę, że:
- nie warto wyolbrzymiać spraw
- nie ma sensu martwienie się na zapas.
Te dwie refleksje gdy wprowadzi się je w praktykę bardzo ułatwiają życie. Dodają pewności. I właśnie w ten sposób chciałam zaopiniować ten poradnik. Pokazać, co z niego wdrożyłam w swoje własne życie. A żyje mi się z pewnością lżej. A to już efekt pożądany. 
Polecam Wam zapoznanie się w tym tytułem. Polecam zapoznanie się z opisaną metodą. Z lektury mogą wypłynąć spore korzyści. I właśnie dlatego warto poświęcić jej czas.

wtorek, 21 lutego 2017

Janina Lesiak "Dobrawa pisze cv"


Wydawnictwo MG 
data wydania 2017
stron 208
ISBN 978-83-7779-322-0

O Dobrawie z Przemyślidów w której sercu mieszkało dobro

Nie pamiętam sytuacji bym przed recenzją książki przeczytała ją aż trzykrotnie. Powód? Była tak wspaniała, tak rewelacyjna, tak wyjątkowa i tak bogata w treść choć liczy sobie niewiele ponad 200 stron. Lektura autorstwa Janiny Lesiak przybliża nam sylwetkę kolejnej polskiej władczyni. Tym razem cofamy się do początku naszej państwowości i mamy okazję poznać kobietę, która bardzo mocno mi zaimponowała i zafascynowała mnie swoim podejściem do powierzonej jej roli.

 Dobrawa to postać wyjątkowa, której przyszło żyć w czasach trudnych dla kobiet. Właściwie dziś z perspektywy XXI wieku mogę napisać, że nasze przodkinie z czasów panowania Mieszka I były niczym niewolnice. Ich panami byli najpierw ojcowie, potem mężowie o ile nie poszły za klasztorne kraty. Kobiety miały dostarczać cielesnych uciech, być ozdobą i przyczyniać się do powiększania populacji. Miały rodzić i wychowywać dzieci, miały być w cieniu mężczyzn a ich pierwszą cechą winno być ślepe posłuszeństwo. Białogłowom z wyższych sfer powinno przypisywać się uległość, pokorę, świętość, skromność. Czy taka była Dobrawa? Tak! Tak ją wychował srogi ojciec i tak musiała się zachowywać jako mężatka. Czy zatem ta kobieta była tylko posłuszną marionetką? 
Ależ nie! Niemożliwe? A jednak! Dobrawa miała bardzo bogate wnętrze, bardzo niezwykłą duszę, a sobą mogła być tylko w gronie osób jej życzliwych. Nie było ono liczne. I właśnie z tych dwóch różnych stron poznajemy tę niezwykłą bohaterkę. 

Dobrawa jako siostra, matka, żona i córka. Dobrawa jako pani swojej służki i jako ta, która miała krzewić na pogańskich ziemiach chrześcijaństwo. Te oblicza doskonale ukazuje książka, a przy okazji przybliża czasy w jakich Dobrawa żyła. Czasy na wskroś dzikie, w których liczyła się władza. Przywództwo często za wszelką cenę i po trupach. Książka burzy pastelowy przekaz wprowadzania na nasze ziemie religii katolickiej. Nie zostaliśmy poddanymi papieży w ideę wiary w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Liczyły się korzyści polityczne, poparcie ze strony innych, układ na międzynarodowej arenie. Mieszko wcale nie był pobożnym i bogobojnym władcą. W sercu Dobrawy zaś mieszkało dobro i inne warte pochwały uczucia. Była wrażliwa i przez to cierpiała. Miała ciężkie życie, w którym roiło się od nieprzyjaciół i wrogów, fałszywych sług i dwulicowych postaci. Mimo to Dobruchna i tak świeciła swoim blaskiem. Jeśli powyższymi zdaniami zachęciłam Was do tej lektury to życzę Wam tylu wrażeń i emocji ile ja przy czytaniu przeżyłam. Ta publikacja mocno mnie wchłonęła, a w trakcie czytania przed oczami przesuwały mi się żywe obrazy sprzed wielu wieków. Miałam wrażenie, że rzeczywiście tam jestem, że znam opisywane na kartach książki postacie i to było niezwykle ekscytujące i wyjątkowe. 

Wspaniała książka będzie idealną lekturą dla zainteresowanych historią i tych, którzy doceniają biografie. Ten tytuł właśnie w tym gatunku jest utrzymany. Brak mi słów by oddać geniusz tej książki. Musicie ją przeczytać!

czwartek, 16 lutego 2017

Sylwia Trojanowska "Szept wiatru"





Wydawnictwo Videograf
data wydania 2017
stron 352
ISBN 978-83-7835-554-0
seria Szkoła Latania tom III
gatunek powieść obyczajowa

Zawsze słuchaj głosu swego serca


W fabułę prawie każdej obyczajówki autorzy wplatają miłość. Pisarze pokazują to uczucie z różnych perspektyw. Jest więc w książkach uczucie sentymentalne i platoniczne, jest miłość nieodwzajemniona, tragiczna, prawdziwa i ta mylona z zauroczeniem czy pożądaniem. Jest wreszcie uczucie, o które trzeba walczyć, kiedy trzeba pokonać przeciwności losu, by stał się happy end. O takiej właśnie trudnej miłości pisze Sylwia Trojanowska w trzeciej powieści z cyklu opowiadającego o perypetiach młodej i niezwykle sympatycznej Katarzyny Laski.
„Szept wiatru” wprawdzie kończy serię i ma dwie poprzedniczki, ale można przeczytać go też oddzielnie, nie znając treści wcześniejszych tomów. Książka jest rewelacyjna i czyta się ją jednym tchem. Niezwykle łatwo wkracza się w jej fabułę i ma się wrażenie, że główna bohaterka to ktoś nam bardzo bliski i kogo znamy do lat.

Kasia, która udowodniła, że potrafi być silna i konsekwentna dowiaduje się, że mężczyzna jej życia będzie ojcem dziecka jego poprzedniej sympatii Karoliny. Dla Maksa i Kasi oznacza to rozstanie choć łączy ich silne uczucie. Syn Tomaso Vinciego zachowuje się honorowo, postanawia być z matką dziecka i zapomnieć o kobiecie, która mieszka w jego sercu. Kasia cierpi, jest załamana, ale za namową przyjaciółki postanawia walczyć o mężczyznę swego życia. Z tego powodu wybiera się w podróż do Poznania. Robi to, bo chce wyjaśnić pewne fakty z przeszłości. Los szykuje jej sporą niespodziankę...

Lektura napisana lekkim, łatwym i przyjemnym w odbiorze językiem porywa od samego początku. Opisana historia działa jak magnes i przyciąga z olbrzymią siłą. Pisarka udowadnia, że dla miłości jesteśmy w stanie zrobić wiele. Stać nas na przeniesienie przysłowiowych gór, jeśli kieruje nami prawdziwe uczucie. Kasia jest niezłomna w swojej walce, pokonuje kolejne przeszkody, ba! dokonuje czynów, które wcześniej wydawałyby się jej niemożliwe do zrealizowania. Walczy, choć z oczu płyną łzy. Ma siłę, bo kocha, a w walce pokonuje nieraz i samą siebie. Sprawdza się maksyma, że w miłości i na wojnie wszystkie metody są dozwolone. Tym samym pokazuje czytelniczkom, że warto bić się z losem i ludźmi o własne szczęście. Dodaje otuchy, by nigdy nie składać zbyt łatwo broni. Katarzyna Laska to bardzo wyraziście wykreowana postać. Jest zarazem słaba i silna. Poddaje się dyktatowi serca i słucha go na przekór rozsądkowi i rozumowi. Podejmuje spontaniczne decyzje i choć płacze i serce jej krwawi, z pomocą mamy i przyjaciółki realizuje konsekwentnie swój plan. Kasia jest zwyczajna, prawdziwa i szczera. Nie ma w niej wyrachowania, nie ma tupetu i fałszu. Łatwo ją polubić, łatwo wczuć się w jej rolę i z przyjemnością się jej kibicuje.

„Szept wiatru” to lektura, która wzrusza, która uczy konsekwencji i uporu w walce o swoje marzenia. Przyjemność z poznania jej treści odkryją zarówno młodsze, jak i starsze czytelniczki. Książka ma wiele atutów. Najmocniejszym i zaskakującym jest jej zakończenie, a w zasadzie dwa alternatywne zakończenia, pozostawiające czytelnikowi możliwość wyboru końca tej opowieści. To niesamowita lektura o miłości, która w życiu zdarza się tylko wybranym. Każdy może ją przeczytać i wyciągnąć z niej wnioski. To wspaniała propozycja nie tylko dla zakochanych, którą z całego serca gorąco rekomenduję.
Warto poświęcić jej czas.