czwartek, 21 stycznia 2021

Klaudia Muniak "Nie ufam już nikomu"

 



Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-6661-128-3

Czasem warto ufać jedynie sobie

Zaufanie ma ogromne znaczenie. Może być wzajemne lub tej wzajemności pozbawione. Bez niego niemożliwe jest zbudowanie szczęśliwego związku między partnerami. Jak wiele dla nas znaczy, dowiadujemy się, gdy już je do kogoś stracimy. Gdy ktoś nas zawodzi, a tym samym i rani. Gdy tracimy zaufanie do całego świata, gdy wokół siebie nie znajdujemy osoby, która nas nie zawiedzie, gdy nikomu nie ufamy, grunt usuwa się nam spod nóg. Rzeczywistość staje się bardzo trudna, a życie jest drogą przez mękę. Rodzi się w nas brak pewności siebie, trudno nam funkcjonować, a granica między rzeczywistością a fikcją zaczyna się rozmywać. Wtedy nasze życie staje się koszmarem. Takiej sytuacji doświadcza na własnej skórze bohaterka powieści Klaudii Muniak, Iga.

Iga jest żoną i świeżo upieczoną mamą. Kilka tygodni wcześniej urodził się jej synek Joachim, którego kocha nad życie. Początki macierzyństwa dla każdej kobiety są zwykle trudne, ale dla żony Natana to prawdziwy chrzest bojowy i katorga. Opieki nad malutkim synkiem nie ułatwia jej choroba, z którą zmaga się od jakiegoś czasu, czyli zaburzenia maniakalno-depresyjne określane jako nerwica natręctw. Konieczne jest wdrożenie terapii farmakologicznej i rozpoczęcie spotkań z psychologiem.

Iga decyduje się na eksperymentalną terapię, w opracowaniu której sama brała udział. Leki, które są jej niezbędne do normalnego funkcjonowania, mają być jej podawane i dawkowane przez wszczepiony w ramię chip. To on, sterowany za pomocą aplikacji w telefonie, ma decydować, który medykament i w jakiej dawce ma się wchłonąć do jej organizmu. Mimo nowatorskiego leczenia Iga czuje się coraz gorzej. Zaczynają dokuczać jej zaniki pamięci i halucynacje. Dodatkowo na ciele jej synka pojawiają się paskudne siniaki. Czy Iga pod wpływem leków i postępującej choroby jest w stanie skrzywdzić ukochane dziecko? A może za sińcami stoi inna osoba? Czy to matka Igi, która pomaga córce w opiece nad Joachimem, czy może serdeczna przyjaciółka, która jako swoją ofiarę upatrzyła sobie Natana? A może to on sam krzywdzi z jakiegoś nieznanego powodu swoje dziecko?

Thriller psychologiczny to gatunek, który bardzo lubię sobie od czasu do czasu zaserwować. Od tego typu książki oczekuję zawsze bezwzględnego uzależnienia. Chcę, by fabuła dosłownie mnie opętała, zaczarowała od pierwszej strony. Chcę przez czas czytania żyć wyłącznie jej treścią i ekscytować się zagadką, której rozwiązanie ma miejsce na koniec lektury. Nie każdemu autorowi udaje się jednak skonstruować tak doskonale swoją książkę. Z tym zadaniem Klaudia Muniak poradziła sobie rewelacyjnie i bezbłędnie. Od pierwszej strony emocje wzięły górę, a ich ogrom czasem aż przygniatał. Powieść czytało mi się świetnie. Na pewno miało to miejsce za sprawą naprawdę wartkiej fabuły i konstrukcji osobowości głównej bohaterki, która jest postacią nietuzinkową i bardzo oryginalną. W trakcie czytania miałam wobec jej osoby dość mieszane uczucia. Z jednej strony patrzyłam na nią jako ofiarę choroby i ludzkich spisków, z drugiej czułam, że przeszłość Igi kryje jakieś mroczne tajemnice.

Klaudia Muniak stworzyła naprawdę doskonały thriller z medycyną w tle, w który wplotła kilka istotnych, lecz i trudnych życiowych tematów. Zawiłe relacje z rodzicami, którzy są wobec dziecka zbyt wymagający, skomplikowane początki macierzyństwa, które, choć planowane i wyczekane kryje w swoich odmętach wiele przeszkód, życie z chorobą psychiczną, która zatruwa codzienność to kwestie, które autorka wykorzystała w swojej książce. Dzięki nim powieść wyszła spoza utartych schematów, nabrała świeżości i oryginalności. W trakcie czytania oczywiście próbowałam rozwikłać zagadkę i odkryć, co jest prawdą, a co fikcją. Przyznaję, że mi się to nie udało. Przyznaję, że nie udało mi się to. Zakończenie okazało się najmocniejszą stroną tej książki i całkowicie mnie zaskoczyło.

Jeśli macie ochotę na naprawdę mocne emocje, sięgnijcie po tytuł Klaudii Muniak, poznajcie Igę i zajrzycie do jej świata. Gorąco rekomenduję i polecam.





wtorek, 19 stycznia 2021

Zofia Ossowska "Ocalić życie"

 




Wydawnictwo Filia
data wydania 2020
stron 512
ISBN 978-83-8195-045-9

Prawda nie zawsze wyzwala i usypia demony z przeszłości

Ludzkie życie to dłuższy lub krótszy ciąg dni. Od narodzin do śmierci przeżywamy chwile radosne i smutne, szczęśliwe i takie, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Większość dni danych nam przez los przebiega według ustalonych schematów i monotonnie zlewa się w jeden obraz. Mówimy o nich szara codzienność. Są one przetykane dobami, w których dzieje się coś ważnego, coś wyjątkowego, co kładzie się cieniem na naszej przeszłości i przyszłości. O takich dniach mówimy, że są wyjątkowe i zmieniają bieg naszego życia.

Taką datą dla rodziny Rzewnickich był pewien lipcowy dzień 1942 roku, gdy do ich domostwa zapukała pewna polska rodzina uciekająca przed Niemcami. Kobieta, mężczyzna i ich dzieci. Nie było szans ocalić ich wszystkich, dlatego szansę na dalsze życie otrzymała tylko dwójka najmłodszych maluchów. Chłopiec został odwieziony do zakonnego sierocińca, a dziewczynka została przysposobiona jako własne dziecko Rzewnickich. Takie rozwiązanie byłoby bohaterskie i godne pochwał, ale w życiu wiele rzeczy nie jest wyraziście czarnych czy białych, dobrych czy złych. Niedługo po daniu schronienia obcym dzieciom do domu wtargnęli Niemcy i zabrali ze sobą w nieznane miejsce Antoniego. Wrócił po dwóch dniach, ale był już kimś innym. Widać było, że przeżył coś, co zmieniło go na zawsze. Rozwiązanie tej zagadki nastąpiło wiele lat później. Prawda, która ujrzała światło dziennie po długim czasie, okazała się bardzo okrutna i pozwoliła rozwinąć skrzydła pewnym demonom, ale i uczyć sztuki wybaczenia...

Ta przepiękna, ale jakże dramatyczna historia wydarzyła się niestety naprawdę. Zofia Ossowska zainspirowała się faktami, które miały miejsce w czasie II wojny światowej. To, jak postępowali Niemcy, zasługuje na potępienie. Przed ludźmi stały wybory, z których nie było dobrego wyjścia. Każda opcja była zła i przynosiła ból oraz cierpienie. Wyrzuty sumienia, koszmary i tragedie. Antoni to bardzo ciekawa postać. Zwykły mężczyzna, mąż i ojciec, prosty człowiek, który chce przeżyć koszmar wojny, chce chronić swoich bliskich, a który zostaje zmuszony do karygodnego zachowania, do czynu rujnującego mu życie. Jego krzywda, jego udręka, jego gehenna nie ma końca. Alkohol przynosi mu pozorną ulgę, chwilowe zapomnienie, które mija. Wpędzony w nałóg staje się wrogiem swojej rodziny. Jego żona też potwornie cierpi. W milczeniu znosi swój los.

Autorka w sposób wyjątkowo plastyczny i ciekawy odkrywa kolejne puzzle tego sekretu i wtajemnicza w niego czytelnika. Lektura jest tak ciekawa i wciągająca, że trudno się od niej oderwać. Stale główną historię ubarwiają kolejne szczegóły, a obraz przeszłości staje się bardziej wyraźny, a zarazem bardziej zagmatwany. Fabuła oplata jak ośmiornica, której wyrastają kolejne macki. Czytaniu towarzyszy ogromne wzruszenie i oczywiście łzy. To po prostu niewykonalne, by nie płakać nad dramatem zwykłych ludzi, których losy zostały naznaczone na zawsze przez jedno wydarzenie. W tym przypadku celnym wydaje się powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Z treści tej książki płynie wyrazisty morał, że często nie możemy zmienić przeszłości i naprawić pewnego zła. Ważna jest jednak pamięć, cześć dla tych, którzy stali się bezbronnymi i niewinnymi ofiarami. Dopóki będzie się ona w nas tliła, dopóty nasze człowieczeństwo nie jest zagrożone.

„Ocalić życie” to tytuł, którego akcja rozgrywa się w dwóch przestrzeniach czasowych, w dwóch okresach ważnych dla polskiej historii. Zapewne autorka wybrała je nieprzypadkowo. Tło dodaje uroku fabule, podkreśla jej wydarzenia, symbolizuje przemiany i upływ czasu, który pędzi nieubłaganie.

Lektura bardzo mi się podobała, doceniam kunszt jej napisania, język, styl i pomysł stworzenia tak bardzo wymownej historii. Tytuł gorąco polecam i zachęcam do jego przeczytania. To książka z takich, o których bardzo długo się nie zapomina.

czwartek, 14 stycznia 2021

Kelly Irvin "Syn biskupa"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 384

ISBN 978-83-8169-263-2

Gdzie dwóch rywalizuje, tam dziewczyna ma dylemat


„Syn biskupa” to drugi tom cyklu „W świecie amiszów”. W powieści poznajemy dalsze losy Lantzów, którzy przyjechali do Teksasu po opuszczeniu Tennessee. Ich pierwszy rok pobytu w nowym miejscu był trudny, pełen wyzwań, wzlotów i upadków. W czasie jego trwania wiele się wydarzyło. Leila z jednej strony tęskni, a z drugiej oswaja się z nowym otoczeniem. W jej świecie pojawia się dwóch mężczyzn, którzy zaczynają rywalizować o jej względy. W świecie amiszów, do którego należy dziewczyna, przebiega to jednak dość surowo. Nie ma czasu na typowe randki, pocałunki czy inne rozrywki. Leila ma dylemat kogo wybrać. Jesse Glick, który jest bliższy jej sercu, nie deklaruje swoich zamiarów zbyt wyraźnie i czytelnie. Poza tym opuszcza wspólnotę amiszów i zaczyna wieść inne życie. Jeśli Leila zdecyduje się zostać jego żoną, będzie musiała opuścić rodzinę i znany jej świat. Dobrowolnie skazać się na wygnanie i całkiem nową rzeczywistość. Will, kuzyn Jessego, w pozyskaniu względów dziewczyny może mieć specyficzny interes. Nie muszą nim kierować tylko uczucia, ale i troska by młoda kobieta nie opuściła rodziny amiszów. Kogo wybierze Leila?

Druga część wspaniałej, napisanej z polotem i pomysłem trylogii od samego początku przypadła mi do gustu. Bardzo szybko wniknęłam w świat ludzi, dla których życie religijne jest bardzo ważne, a reguły wyznawanej wiary są priorytetowymi drogowskazami. Ich wybory życiowej drogi nie mogą być sprzeczne z tym, w co wierzą. Leila staje więc przed bardzo trudnym zadaniem. Jej rozdarcie i wahanie są fundamentem, na którym opiera się fabuła książki. Młoda dziewczyna wychowana w surowych warunkach, oderwana przez swoją społeczność od realnego świata wkracza w rzeczywistość innej niż amisze społeczności. Nieśmiało poznaje innych ludzi i obce realia. Odkrywa nieznane, czasem jeszcze broni się przed tym, czego nie zna. Swoją postawą budzi sympatię czytelników.

Autorka bardzo ciekawie opisuje tło, w jakim dzieje się akcja książki. Interesująco też wykreowała sylwetki swoich bohaterów. Są oni tylko pozornie podobni. Tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Jego treść skłania do refleksji odnośnie religii i sposobów wyznawania tej samej wiary. Rodzi się pytanie, co tak naprawdę jest w tym aspekcie ważne – treść, w którą wierzymy czy forma, w jakiej oddajemy tej wierze cześć?

Seria Kelly Irvin promuje szacunek ludzi wobec siebie. Choć możemy być inni, choć możemy obrać różne życiowe drogi, choć różnymi ścieżkami dążymy do tego samego celu, powinniśmy nade wszystko i zawsze okazywać sobie szacunek i być wobec siebie tolerancyjni. Wszelkie podziały, ostracyzm czy segregacja nie służy nigdy niczemu dobremu. „Syn biskupa” to lektura, którą czyta się szybko i przyjemnie. Promuje ona wartości rodzinne, traktuje o zwyczajnym życiu, a zarazem pokazuje wyjątkowość szarej codzienności i jej uroki. Autorka docenia przyjaźń, serdeczność wobec bliźnich, a robi to, pisząc wspaniałym językiem i dobrym stylem. To idealna pozycja na chwilę oddechu od codzienności, świetna książka na długi zimowy wieczór. Gorąco polecam.

niedziela, 10 stycznia 2021

Beata Sabała-Zielińska "Pięć Stawów. Dom bez adresu"

-


Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020
stron 352
ISBN 978-83-8169-335-6

Jest takie miejsce w Tatrach...

Tatry, najwyższe, a według wielu najpiękniejsze polskie góry mają wiele walorów. To klimat, widoki, fauna i flora, historia, folklor, legendy. Mają one także klimatyczne miejsca, do których po prostu chce się wracać i które przyciągają jak magnes. Dla wielu osób są nimi schroniska. Wśród nich wyjątkowe miejsce zajmuje najwyżej położone schronisko górskie w Polsce. Wtajemniczeni mówią o nim Pięcistawy. Dla laików dodam, że chodzi o schronisko PTTK położone na wysokości 1671 metrów n.p.m. Ten charakterystyczny budynek, który powstał w latach 1947-1953 nie ma adresu. Nie jest położony przy żadnej ulicy, ani nie ma numeru. A jednak kojarzy go bez problemu tak wiele osób! Zagościłam w tym miejscu dzięki lekturze publikacji napisanej przez samą Beatę Sabałę-Zielińską i swoje wrażenia z lektury właśnie Wam opiszę.

Tatry po raz pierwszy ujrzałam jako ośmiolatka. Pobiły moje serce i to kilka razy. Na początku jako góry, potem jako przedsmak Himalajów, gdzie można próbować sił we wspinaczce. Zawsze uważam schroniska jako miejsca wyjątkowe. Takie z duszą, inne niż przeciętne hotele czy pensjonaty lub miejsca ,gdzie można się posilić. Tam trafiają ludzie w drodze, wędrujący i to wędrujący po górach. Pewnie ktoś zapyta co w tym niezwykłego? Ano to, że góry zmieniają nas, którzy ich kosztują. Ci zaś, którzy prowadzą owe przybytki to ludzie kochający swoją pracę, traktujący ją jak pasję, władający w nią całe serce. Tego nie da się robić tylko dla pieniędzy. Żyjąc z dala od cywilizacji i osad ludzkich staje się wobec majestatu natury, która coś - np. wygodę odbiera, ale i wiele w zamian daje. I ta prawda sprawdziła się wobec Pięciostawiańskiego Schroniska. Gospodarzą w nim od lat członkowie klanu Krzeptowskich. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są "klucze" gospodarskie do tego obiektu. A jest ona naprawdę wyjątkowy. 

Prowadzenie tego miejsca jest rodzinną tradycją. Zadanie nie jest takie łatwe, bo do schroniska nie prowadzi żadna droga. Tylko szlak, który nie zawsze jest możliwy do przejścia. To miejsce położone wysoko w górach, więc warunki dyktuje tu natura. Trzeba się z nią pogodzić i oddać palmę pierszeństwa. Tu wszystko trzeba dostarczyć i nie ma tradycyjnej dostawy na telefon. Tu życie mocno naznaczają pory roku i pogoda. Tu cywilizacja dociera jak przez mgłę. Tu czas biegnie inaczej. Z tym miejscem związani są niesamowici ludzie, którzy mają we krwi górskiego bakcyla. 
Ta lektura porwała mnie od samego początku. Autorka przedstawiła historię powstania tego obiektu, jak i dzieje góralskiej rodziny, która go od lat prowadzi. Z tekstu dowiadujemy się jak rok po roku to miejsce się zmieniało, jak wyglądało w niż życie kilka czy kilkadziesiąt lat wstecz. Pracownicy i gospodarze schroniska, jego goście, wyjątkowe wydarzenia, czasy wojny i pokoju, akcje ratownicze, zwyczajna turystyczno-górska codzienność. Anegdoty, ciekawostki, zabawne i smutne zdarzenia. To wszystko jest niczym wielobarwna, arcyciekawa mieszanka, która budzi wyobraźnię. W trakcie lektury zdarzyło mi się odkładać książkę i oglądać w internecie filmy z tego miejsca i jego okolicy. To w doskonały sposób uzupełniało lekturę, która bardzo szybko mną zawładnęła. Czytałam ją błyskawicznie, a każda przeczytana strona zachęcała do planów odwiedzenia tejże tatrzańskiej doliny i owego miejsca. 

Książka Beaty Sabały-Zielińskiej to pozycja obowiązkowa na liście wszystkich miłośników Tatr. Jest rewelacyjnie napisana. Język i styl doskonale oddają klimat, a historia wręcz czyta się sama. To były wspaniałe minuty z książką w ręku, który przypomniały mi, że tęsknie za Tatrami i powinnam je jak najszybciej odwiedzić. Gorąco polecam.