wtorek, 20 czerwca 2017

Moja nowa Wielka Miłość czyli ...

Witajcie w upalny dzionek. Dziś opowiem Wam o mojej nowej Wielkiej Miłości, która ma na imię
INSTAGRAM!!!

W zasadzie konto miałam założone jakiś czas temu, ale jakoś tak sobie odpuściłam wędrówki w krainę zdjęć i filmów. Ale pewnego dnia coś zaiskrzyło, coś błysnęło i rzuciłam się jak szalona dodawać zdjęcia. Wciągnęło mnie i to jak cholera. Więc jeśli chcecie to znajdziecie mnie pod moim blogowym nickiem malineczka74.

Czy to tylko typowy bookstagram? No nie do końca. Bo w sumie są tam trzy kategorie, które wiele w moim życiu znaczą. Rodzina i psy, natura i piękne widoki oraz oczywiście książki. Zapraszam jeśli ktoś ma ochotę zerknąć na mój profil 


sobota, 17 czerwca 2017

Kirsty Moseley "Nic do stracenia. Wreszcie wolni"


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 336
ISBN 978-83-276-2959-3

Droga ku wolności bywa kręta i trudna

Najnowsza powieść Kirsty Moseley, która ukazała się na polskim rynku to książka opowiadająca dalsze losy Anny Spencer i Ashtona Taylora będąca kontynuacją "Nic do stracenia. Początek".
Wobec tego tytułu miałam pewne oczekiwania. Chciałam by lektura była lepsza od jej poprzedniczki, by temperatura emocji wzrosła, by zakończenie poruszyło do głębi i mocno zaintrygowało. Czy się rozczarowałam? Czy książka ma słabe punkty? Czy można było ją napisać lepiej? 
Odpowiedzi brzmią: Troszkę tak. Owszem. Myślę, że tak.

Ta powieść to typowa młodzieżówka adresowana do nastolatek. Ta grupa wiekowa młodych dziewczyn z pewnością skupi się na głównym wątku, którym jest wątek miłosny i nie za bardzo dostrzeże tło. Starsze Czytelniczki z pewnością zwrócą uwagę na odrobinę za dużo słodkości, przewidywalności i nastoletniej infantylności. Bohaterowie, którzy już są pełnoletni powinni być odrobinę poważniejsi, ale może to skutek motyli w brzuchu i miłości? 

Anna staje córką prezydenta elekta. Musi radzić sobie z zainteresowaniem mediów i byciem osobą publiczną. To trudne a na dodatek jej prześladowca znów ma szansę po procesie na odzyskanie wolności. Czy Annie i Ashtonowi uda się pokonać lęki i koszmary z przeszłości? Czy ułożą sobie wspólne życie i stworzą szczęśliwy związek mimo przeciwności losu? 

Tę powieść czytało mi się miło i dość przyjemnie. Zakończenie okazało się najmocniejszym elementem i podobało mi się bardziej niż leniwy początek. To idealna propozycja jeśli marzy Wam się książka idealna na relaks, odprężająca dla duszy i umysłu. Jej bohaterowie to typowe postacie ze słodkiego romansów tła. On idealny, bez skazy, zapatrzony tylko w ukochaną, mądry, zdolny i czuły, odgadujący czego pragnie jego wybranka. I ona słaba, skrzywdzona przez los i złych ludzi, potrzebująca męskiego ramienia, młoda kobieta. 
Niestety agenci na służbie prezydenta światowego mocarstwa są już bardzo "wadliwi" i łatwo ich oszukać. Popełniają błędy, które są groźne w skutkach. A sam prezydent jako głowa państwa i tata też jest niczym ciepła klucha. I takie przedstawienie postaci z drugiego planu nieco mnie raziło i irytowało. Ale... przecież w tej książce chodzi głównie o siłę miłości, o moc uczucia, które góry przenosi. I to jest uchwycone na medal. 
Polecam przede wszystkim nastolatkom, dziewczynom, które przeżywają lub czekają na swoją pierwszą miłość. Pokoleniu ich mam już mniej rekomenduję, chyba że lubią słodziutkie jak miód romanse.

czwartek, 15 czerwca 2017

Dominik Szczepański, Adam Bielecki "Spod zmarzniętych powiek"


Wydawnictwo Agora
data wydania 2017
stron 384
ISBN 978-83-2682-402-9

Góry zdzierają z ludzi maski

Tysiące miłośników gór z całego świata marzą o wyprawach na najwyższe ośmiotysięczne szczyty położone w Himalajach i Karakorum. To marzenie spełnia się tylko nielicznym wybrańcom. Tam docierają tylko najsilniejsi fizycznie i psychicznie, którzy są w stanie pokonać strach, zimno, słabości własnego ciała i mają spory łut szczęścia w postaci dobrej pogody. To właśnie oni ze swoich wypraw kręcą filmy i piszą książki, dzięki którym do himalajskiego świata mogą zajrzeć zwykli zjadacze chleba. Ci wspinacze tworzą elitarne grono, w którym nie brakuje i polskich nazwisk.

W ostatnim czasie na kartach wysokogórskich kronik mocnym rysem zapisało się nazwisko Adama Bieleckiego. Młodego silnego duchem i ciałem człowieka z górniczych Tychów, który ma na swoim koncie wiele sukcesów. Jest m.in. pierwszym człowiekiem, który postawił zimą stopę na szczycie Broad Peak. Ta wyprawa przyniosła mu rozgłos, sprawiła, że jego nazwisko poznali nie tylko fani himalaizmu, ale i ogół społeczeństwa. Pod adresem Bieleckiego nie płynęły tylko i wyłącznie gratulacje, ale i ostra krytyka wobec faktu, że dwaj z czterech towarzyszy wspólnego ataku szczytowego nie wróciło do bazy. Medialny szum nie był słuszny, głos zabierali nie tylko znawcy tematu. W mediach wrzało. Przypuszczam, że ta niemiła sytuacja, ale nie tylko ona, skłoniły wspinacza ze Śląska do napisana wspólnie z Dominikiem Szczepańskim niezwykle interesującej książki. Tytuł jest zapisem górskiej drogi od skałek i lat młodzieńczych po Himalaje. Tę autobiografię, która zdecydowanie milczy o życiu osobistym czyta się na jednym wdechu. Dlaczego? Dlatego, że jest doskonale nakreślona, a jej bohater to naprawdę wyjątkowa osoba.

Z lektury wyłania się całkiem inna postać niż ta, którą można było poznać kilka lat temu z mediów. Adam Bielecki jest człowiekiem rozsądnym i serdecznym, głodnym sukcesu, ale i mającym w sobie wiele rozsądku oraz rozwagi. Ma apetyt na góry, na ich zdobywanie i przebywanie w świecie lodu oraz śniegu. Jest doskonale przygotowany technicznie i fizycznie, posiada spore umiejętności, ale nie jest osobą, która zawsze i za wszelką cenę musi stanąć na szczycie. Góry uczą go wielu rzeczy. Także pokory i doceniania zwyczajnego życia. Góry są jego odskocznią od codzienności, są jego ziemskim edenem od którego jest uzależniony. Adam to sympatyczny i zwyczajny wspinacz, który chętnie i w sposób ogromnie ciekawy opowiada o swojej pasji i świecie gór, który jest tak inny, piękny a zarazem mało przyjazny dla człowieka. Książka ułożona jest w sposób chronologiczny i pokazuje trudną drogę ku sukcesom i niezapomnianym przygodom. W treści pojawiają się znane nazwiska, jedyne w swoim rodzaju wspomnienia, ale i refleksje, jakie rodzą się na dużych wysokościach. Bez bufonady, bez nadęcia, bez sztuczności Bielecki przybliża realia jakie cechują najwyższe pasma górskie na ziemi. Swoją opowieścią rysuje tym samym intymny portret współczesnego wspinacza, który musi zmagać się z nieco innymi problemami niż polskie pokolenie jego poprzedników.

Książka obfituje w piękne zdjęcia i moc górskich przygód. Jej przeczytanie uzmysławia jak niebezpieczne są góry, jak kruche jest wobec sił natury ludzkie życie, jak wiele wymaga osiągnięcie celu. Autor idealnie rysuje zimowe realia w Karakorum, a jego opowieść mrozi krew w żyłach. Jeśli chcecie poznać wyjątkową postać polskiego himalaizmu, jeśli lubicie górski świat, jeśli nie straszne Wam wiatry i mrozy to idealna lektura dla Was. Polecam spojrzenie na rzeczywistość z wysokości, gdzie zamarza rtęć, gdzie lód skleja powieki, a krew w żyłach robi się gęsta jak miód. Z serca rekomenduję ten tytuł, który uważam za książkę doskonałą.

środa, 14 czerwca 2017

Niemiłe zdarzenie z blogowej kariery

Znów mnie natchnęło na osobisty post w którym opowiem Wam wydarzenie sprzed roku. Było niemiłe  i jakiś czas musiałam je przetrawić w sobie. Ale równocześnie było ono dla mnie szczepionką uodparniającą na negatywy bycia recenzentem. Spotkało mnie ono ze strony Autorki. I tyle zdradzę, nie podam nazwiska, nie podam Wydawcy, ale poproszę o ocenę tej sytuacji, która dla mnie wydaje się po prostu chora.

Pewien Wydawca z którym dość długo współpracowałam - Wydawnictwo samo się do mnie odezwało - zaproponował mi napisanie blurba na okładkę powieści. Ok, robiłam to nie raz, obie strony były zadowolone. Miałam dostać pdf przed premierą i szybko uwinąć się z lekturą. Ok, rozumiem musi to pójść do druku itd. Czekam i czekam - cisza. Wreszcie piszę na maila osoby współpracującej co się dzieje. I tu odpowiedź zwala mnie z nóg i obrzydza na moment blogowanie. Otóż Wydawca nie wysłał ebook, bo .... Autorce nie spodobał się mój nick, bo nie taki, bo pospolity itd. Ręce opadły niżej stóp. To nie liczy się blog, poziom tekstów, rzetelność pod względem terminów, serce włożone w blog tylko nick. Ale... by nie było mi przykro mogę książkę dostać do recenzji w papierze i nawet egzemplarz na konkurs. Tzn. mogę ją promować, do tego jestem dobra, ale mam do duszy nick. No to już przelało szalę - podziękowałam i zrobiło się good bye. 
Odczułam totalny brak szacunku, a przeprosiny ze strony Wydawcy i książki na otarcie łez mnie nie poruszyły ani nie skusiły. Nie ocenia się książki po okładce, ale ocenia się okładki. Nie ocenia się blogera po nicku, ale po jego blogu. To taki morał z tej bajki. 


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Liliana Fabisińska "Zielarnia nad Sekwaną"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2017
stron 460
ISBN 978-83-8075-228-3
Seria Jak pies z kotem tom III

Małe tabu potrafią zniszczyć niejedno życie

„Zielarnia nad Sekwaną” to trzeci tom trylogii opowiadającej o szalonych siostrach Drop i sympatycznej Natalii, która mimo dojrzałego wieku wciąż ma apetyt na życie i jest młoda duchem. Jej akcja toczy się pomiędzy stolicą nad Sekwaną, Helem a Warszawą, a czytelnicy mają okazję podróżować między dziś a wczoraj, które powraca i ma wpływ na teraźniejszość.

Wszystkim bohaterkom kroją się podróże. Natalia dostaje niespodziewane zaproszenie jako osoba towarzysząca na galę wręczenia Nagrody Nobla od swojej wielkiej miłości z przeszłości. Stefan uhonorowany tym prestiżowym laurem uważa, że kobieta jego młodości ma swój wielki wkład w to osiągnięcie i przyjeżdża na Hel z propozycją wyjazdu.
Siostry Drop zaś udają się do Paryża. Mają tu nabyć kolejną firmę i włączyć ją do swego świetnie rozwijającego się biznesu. Pomysł wyjazdu i wspomnianej transakcji jest zaskoczeniem dla najstarszej z pań Drop – Niny. Podróż dochodzi do skutku, ale ma niekontrolowany przebieg. W życie Niny znów wkracza dawny narzeczony - niedoszły mąż, który skutecznie chce utrudnić jej przyszłość. I udaje mu się to w stu dziesięciu procentach, bo nasza bohaterka trafia do francuskiego więzienia jako podejrzana o morderstwo...

By nie zepsuć smaku lektury nic więcej nie zdradzę, ale dodam, że na kartach tej jakże wspaniałej książki bardzo wiele się dzieje. Niespodzianka nakłada się na niespodziankę, a akcja rwie do przodu i wciąż zaskakuje. Nie brakuje olbrzymiej dawki humorystycznych sytuacji, błyskotliwe dialogi wywołują uśmiech na twarzy, ale nie brak i momentów wzruszenia. Ta powieść to drink złożony z obyczaju, kryminału i dużej dozy humoru, który czyta się z prawdziwą przyjemnością i sporym zainteresowaniem. Biorąc do ręki ten tytuł spodziewałam się dobrej książki, a okazało się, że to genialna propozycja, która mi ogromnie przypadła do gustu. Nic i nikt nie był w stanie oderwać mnie od czytania. Podczas lektury zdarzało mi się głośno komentować książkowe wydarzenia, a z sympatycznymi bohaterkami przykro było się rozstać. Z każdą przeczytaną stroną moja ocena powieści rosła, by osiągnąć poziom najwyższy. Jej mocnym atutem jest zakończenie, które aż lśni od wielu tajemnic z przeszłości.

To idealna powieść dla tych, którzy lubią rodzinne sekrety i kochają książki z misternie skomplikowaną fabułą, w której wszystkie liczne wątki są perfekcyjnie powiązane. Od samego początku czuć, że autorka w pisanie włożyła serce, duszę i talent, który jest naprawdę imponujący. Książka choć dość gruba nie ma żadnych nieścisłości czy słabszych punktów oraz niedociągnięć. I to sprawia, że jest lekturą wyborną, że zaspokoi nawet tych najbardziej wymagających czytelników. Jeśli po nią sięgniecie nie grozi Wam nuda. Bądźcie przygotowani, że wir czytelniczych emocji Was porwie i otumani, a to, co realne wyłączy się jak telefon z wyczerpaną baterią. Liliana Fabisińska tym tomem, ale także całą serią udowadnia, że rodzimi pisarze mają wiele do powiedzenia na literackim rynku. Po lekturze wpisuję nazwisko autorki na listę moich ulubionych twórczyń, a Wam gorąco polecam przyjemną propozycję na lato. Z pewnością Was nie rozczaruje.

niedziela, 11 czerwca 2017

Blogosfera robi się bagnem?

Dziś znalazłam na FB link do niezwykle ciekawego artykułu z którym się całkowicie zgadzam - oto link do niego http://www.partyzantka.com.pl/blogosfera-ksiazkowa/

Pozwolę sobie do niego się dokładniej ustosunkować, bo mam odwagę po kilku latach blogowania napisać co myślę.
 MÓJ BLOG TO NIE AGENCJA REKLAMOWA

Mój blog nie jest mega, mega na topie, a ja czytam to, co lubię, a nie to co jest modne, trendy itd.
Po drugie nikt nie może mi niczego narzucić, bo... nie robię tego dla darmowych książek, by je dostawać! Jestem szalona? NIE!!!! Bo moja biblioteczka już jest tak opasła, że starczy mi na długie życie. I nie muszę i nie chcę się sprzedawać za kolejne zlecenia recenzenckie. Ba, mój blog Drogi Wydawco to nie tablica reklamowa i swoje reklamy wymuszaj gdzie indziej. Jest tyle blogów, które padną na kolana za książkę, że zrobią wszystko.

 BLOG TO PRZEDE WSZYSTKIM RECENZJE

Nie buduję swojej popularności na KONKURSACH. Owszem rzadko, czasem zrobię takowy, ale nie dwa, trzy w tygodniu by mieć odsłony. Wolę mieć mniej czytelników, którzy przyjdą tu po recenzję a nie po darmową książkę.

 ZAUFALI MI - MEGA IDIOTYZM

Nigdy nie pisałam idiotycznego tekstu, zakładki ZAUFALI MI. Zaufać to może mi mój Pies a nie Wydawca. Bo to współpraca a nie związek uczuciowy. Żal mi blogerów którzy piszą byle wleźć w .... Wydawcy takie durne teksty.


PIENIĄDZE NIE KUPIĄ MNIE

Za żadne skarby nie napiszę pod przymusem pozytywnej recenzji. Jeśli Wydawca, Autor, Portal nie pozwala mi na własne to mówię BYE BYE. Zbyt szanuję siebie i Czytelników mojego bloga by go szmatławić kłamstwem!!!

NIC NIKOMU NIE NARZUCAM

Nie łaszę się o współpracę, nie zasypuję nikogo mailami z żebraniem o kolejne tytuły. ALE i nie narzucam jak ma wyglądać Wasz blog. To Wasza strona i róbcie tam co chcecie. Nie jestem apodyktyczna. 

Z ŻALEM PATRZĘ

Z żalem patrzę, co się dzieje w blogo i vlogosferze. Na tę popularność za gadżety, chichotki i wygłupy na dodatek źle odegrane czy napisane. Być sobą to dziś jak i wczoraj trudne, ale bezcenne. Ale to moja opinia. UWAGA - nie jestem tu zazdrosna o popularność, bo mi na niej po prostu nie zależy. Zbyt cenię prywatność. 

Powyższe stwierdzenia to moje zdanie. Jestem gotowa na dyskusję, hejt i wszystko co normalne w internetach. A od brudu świata odgradza mnie bariera zbudowana od lat z grubego i niezniszczalnego muru. Wizę do mojego świata dostać to prawie niemożliwe. Ale są wyjątki. 
Miłej niedzieli. 

poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Nowe przygody Kubusia Puchatka" - praca zbiorowa






Wydawnictwo Znak emoticon
data wydania 2017
stron 136
ISBN 978-83-240-4017-9

Witaj znów kochany Misiu!

Zna Go prawie każde dziecko na świecie. Znają Go całe pokolenia, a on powraca po wielu latach. Jest już sędziwym staruszkiem, bo świętował 90-te urodziny, Ale... spokojnie jest nadal w świetnej, ba wręcz doskonałej formie i nie starzeje się. O kim mowa? O bohaterze z klasyki literatury dziecięcej Kubusiu Puchatku, który powraca w nowej książce opowiadającej o Jego nowych przygodach. Pięknie wydana przez Znak emotikon lektura dla najmłodszych czytelników dzieli się na cztery części, które odpowiadają kolejnym porom roku. W każdej z nich spotykamy przyjaciół Kubusia i przeżywamy z sympatycznym niedźwiadkiem nowe przygody.

Tytuł jest kontynuacją opowieści napisanych przez A.A. Milne'a ilustrowaną w dawnym stylu. Książkę o której mowa napisało aż czterech autorów. I tak jesienią Kubuś szuka smoka, zimą do Stumilowego Lasu przybywa Pingwinek, wiosną ktoś ma chrapkę na oset Kłapouchego, a latem poszukiwany jest Nil i przeprawa na nim. Jednym słowem jest mega wesoło, kolorowo i przyjemnie. A sama książeczka jest prześlicznie wydana i z pewnością uraduje młodsze dzieci. Dla mnie była wspomnieniem dziecięcych lat i początków mojego czytelnictwa.
To idealna propozycja dla maluchów, to świetny pomysł na prezent nawet taki bez okazji. Drodzy dorośli wypada, po prostu wypada by dzieci znały tego sędziwego Misia, by wiedziały, kto należy do grona jego przyjaciół, by miały wiedzę kim jest kultowa postać. Bo owszem gadżety są ok, ale pierwsza powinna być książka niż koszulki, kubki czy piłki. Miś choć ma swój wiek nadal ma wiele do powiedzenia kolejnym pokoleniom dzieci, a lektura kontynuuje to, co zamyślił pomysłodawca tej postaci. Książka zawiera idealną dla dziecka treść pozbawioną zła tego świata jakim jest przemoc, egoizm, pędzenie po trupach. Na jej kartach nie brak wartości wychowawczych, edukacyjnych i godnych wszczepienia młodym miłośnikom literatury.
Fakt iż opowiastki napisał kto inny nie umniejsza klimatowi książki, bowiem autorzy świetnie weszli w Kubusiową Rzeczywistość i Jego świat. Nie odczułam zbytniej różnicy między tą publikacją, a tą sprzed lat. Czyta się ją przyjemnie i lekko, nie brakuje specyficznego humoru, a Miś nadal budzi ogromną sympatię. 
Naprawdę warto przeczytać dzieciom tę lekturkę lub im ją podsunąć do samodzielnego poznania.

czwartek, 1 czerwca 2017

Krzysztof Tadej "Sekretarz dwóch Papieży"


Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2017
stron 280
ISBN 978-83-08-06345-3

Asystent dwóch Piotrów

Uwielbiam biografie, chętnie sięgam zwłaszcza po te, które napisane są z czynnym udziałem osoby o której taka książka opowiada. Uważam, że najciekawsze są te biografie, które zostały stworzone w formie wywiadów - rzek. Taka właśnie jest lektura opowiadająca o księdzu arcybiskupie Mieczysławie Mokrzyckim, który jako sekretarz służył dwóm Ojcom Świętym których pontyfikat miał miejsce w XXI wieku. Jan Paweł II i Benedykt XVI byli z pracy obecnego metropolity lwowskiego bardzo zadowoleni. Nic dziwnego to sumienny, dobry i skromny człowiek, który swojej pracy i służbie oddaje się w całości i bez reszty. 

Na pierwszy rzut oka czytelnika może zdziwić układ książki. Dwa pierwsze działy są poświęcone pracy dla piastujących Piotrowy Tron. To ważny czas w życiu Mieczysława Mokrzyckiego, życiowe dzieło w służbie Bogu, Kościołowi i ludziom, ale i jego drugoplanowa rola w której pomogły mu jego dyskrecja, skromność, dokładność, pracowitość i znajomość materii jaką się zajmuje. Tu ksiądz arcybiskup był cieniem swego Zwierzchnika i precyzyjnie realizował wyznaczone mu zadania. O tym watykańskim okresie życia Metropolita lwowski wypowiada się bardzo ciepło, wspomina wyjątkowe, ale i też te zwyczajne chwile. Jego opowieść jest ogromnie szczera i bezpośrednia. Nie ma w niej szukania taniej sensacji, ale bije z niej familijna atmosfera, szacunek i radość ze służby na rzecz dwóch przywódców Kościoła którzy żyli w opinii świętości i bliskości Boga. Ich wiara była żywa oraz autentyczna i udzielała się otoczeniu. Ksiądz Mokrzycki wspomina ze wzruszeniem, sentymentem i uśmiechem szczęścia na twarzy. Widać jak mocno jego życie ukształtowała praca sekretarza, jak wiele dobra uczyniła, jak była długimi rekolekcjami i pomocą w doskonaleniu się. Druga część to opis pracy na Ukrainie w środowisku, gdzie Kościół i wiara wyszły po wielu latach z podziemia. A wreszcie jest miejsce na rozmowy o drodze do święceń kapłańskich, o odkrywaniu powołania, o służbie Bogu i ludziom. Nie brakuje pytań osobistych, nie brak momentów gdy poruszane są trudne kwestie dotyczące schyłku Polaka na Watykanie i abdykacji Papieża z Niemiec. 

Ze słów tworzących tę książkę, z zawartych w niej wypowiedzi wyłania się niezwykły człowiek, mocny wiarą i dobrem, życzliwy, kulturalny, pałający radością życia, choć nie brak w nim chwil próby i trosk o różnym podłożu. To sprawia, że publikację czyta się z wielką przyjemnością, że bije z niej radość, otucha i nadzieja. Ten tytuł to literatura w dobrym tonie. To ciekawa książka zawierająca mnóstwo słów dotyczących Karola Wojtyły, życia w Watykanie, papieskich zwyczajów. To wiele budujących słów odnośnie katolickiej wiary. Z każdego zdania bije mocne i niezachwiane zaufanie Bogu i zawierzenie mu trudnych spraw, które niekiedy mogą się wydawać niemożliwe do rozwiązania. 
Gorąco polecam tę publikację osobom z pokolenia JPII oraz tym, którzy lubią książkowe wywiady i poznawanie osób posiadających nietuzinkową osobowość. Słowa uznania kieruję do Wydawcy chwaląc doskonałą korektę, piękne wydanie i dbałość o wszelkie wydawnicze detale. Gorąco polecam i rekomenduję.