czwartek, 14 listopada 2019

Mariusz Leszczyński "Bez litości i przebaczenia"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2019
stron 354
ISBN 978-83-8147-63-83-6

Dreszczy nie zabrakło...

Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania drugiej w dorobku Mariusza Leszczyńskiego powieści, która właśnie ukazała się na półkach księgarń. "Bez litości i przebaczenia" to kryminał, który czyta się naprawdę świetnie. 

Otwierając ten tytuł przenosimy się do Nowego Jorku. Miasta, które nie jest spokojne dla pań. Ma tu miejsce seria brutalnych zabójstw kobiet. Policyjne śledztwo prowadzi detektyw Cane, ale zatrzymuje się ono w ślepym zaułku. Mimo starań Rex Cane nie ma pomysłu jak zdemaskować mordercę i dociera do ślepego zaułka. Krokiem milowym w tej sprawie okazuje się … nagłe zniknięcie z domu małego chłopca. Pięcioletni Jon rozpływa się jak kamfora z ulubioną maskotką. Jego ojczym nie ma pojęcia gdzie jest dziecko, które było zamknięte w domu. Sprawę komplikuje jeszcze tajemnicza przesyłka, którą otrzymuje agent Jon Milton. Wszystko wydaje się totalnie zagmatwane i trudne do rozwikłania...

W fabułę powieści wciągnęłam się bardzo szybko. Opisane zdarzenia niekiedy mnie przerażały, zawsze wzbudzały grozę i przerażenie do czego zdolny jest człowiek. Akcja książki toczyła się szybko i dynamicznie. Meandrowała niczym nieujarzmiona górska rzeka. Nie było momentów stagnacji, rozleniwienia, która zwłaszcza kryminałom nie wychodzą na dobre. Nie zabrakło mrożących krew w żyłach scen, które doprowadzały mnie do dreszczy. Treść migotała wieloma barwami, które zlewały się w ostrą, rażącą mieszankę. Dzięki temu lektura czytała się szybko. Czas leciał jak z bata strzelił. 
Autor doskonale przemyślał swoją powieść i dopracował ją w najdrobniejszych szczegółach. Owocem tego jest fakt, że w książce wszystko ze sobą współgra, wszystko do siebie pasuje. Opisane wydarzenia są dość zawiłe i tworzą labirynt po którym kroczymy w towarzystwie ciekawie wykreowanych stróżów prawa. 

Mając ze sobą lekturę ubiegłorocznej powieści Mariusza Leszczyńskiego w pewnym sensie wiedziałam czego spodziewać się po stylu i języku. Zatem nie zaskoczyło mnie, że opisy są przemawiające do wyobraźni, a dialogi zgrabne i proste w odbiorze. 
Postacie książki są ciekawie wykreowane, wydają się prawdziwe i namacalne. Styl jest zróżnicowany, pod tym względem wyraźnie widać, że poszczególne rozdziały różnią się od siebie. Ten fakt odebrałam jak najbardziej na plus. 

Dawno nie czytałam powieści kryminalnej, kiedyś było ich zdecydowanie więc. Mam jednak świadomość, że lektura nudnego kryminału jest niczym katorga, a czytanie takiej książki na siłę może skończyć się niechęcią do książek i kryzysem czytelniczym. 
W przypadku książki Mariusza Leszczyńskiego to jednak absolutnie nie grozi. Śmiało możecie po nią sięgać, gdy jesteście spragnieni dobrej sensacji. Polecam. 

Już wkrótce na blogu rozpocznie się konkurs w którym nagrodą będzie właśnie ta książka. 
Już dziś na niego serdecznie zapraszam. 

wtorek, 12 listopada 2019

Katarzyna Michalak "Uśmiech losu"


Wydawnictwo Znak litera nova
data premiery 13 listopad 2019
stron 296
ISBN 978-83-240-5613-2
Saga Mazurska tom V

Życie składa się z rozstań i oczekiwań na powrót

Droga Czytelniczko! 
Już niedługo święta. Ich klimat jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Tworzą go zapachy, dekoracje, zwyczaje, potrawy i ... książki. Na księgarskim rynku pojawia się wiele pozycji przeznaczonych dla kobiet utrzymanych w klimacie Bożego Narodzenia. W tym roku jest ich wyjątkowo wiele, a ja będę starała się Ciebie przekonać byś sięgnęła po książkę Katarzyny Michalak. Jej twórczość jest mi znana od wielu lat. Przy Jej powieściach płakałam, uśmiechałam się i przeżywałam wielokrotnie wyjątkowe emocje. Pani Katarzyna pisze w sposób niezwykły i przemawiający prosto do serca. 

V już tom wspaniałej Sagi Mazurskiej na pewno Ci się spodoba. To wyjątkowo piękna historia, która rozpoczyna się w ten jedyny dzień w roku. W Wigilię. 
Tego dnia Natalii jest wyjątkowo smutno. Na wieczerzę zaproszeni są goście z dziećmi. A ona właśnie dowiedziała się, że macierzyństwo ze względów medycznych nie jest jej pisane. Duszę młodej, wrażliwej kobiety skuł w swoje okowy porażający ból. Dlatego postanowiła po cichu uciec z domu. Los na jej drodze postawił tego dnia porzuconego, słabego i bezbronnego psa. Piękną, puchatą białą kulę, którą ktoś bez serca porzucił. Natalia postawiła zwierzę ocalić. Wycieńczony piesek okazał się suczką, która lada moment miała się oszczenić i zmienić jak się później okazało życie swojej wybawicielki na lepsze...

Droga Czytelniczko!
Rozsiądź się wygodnie, otul miłym w dotyku ciepłym kocykiem, zapal zapachową świecę, zrób sobie kubek kakao, weź do ręki książkę Katarzyny Michalak i zagość na Mazurach. Od razu mniej świadomość, że przepadniesz dla otaczającej Cię rzeczywistości i nie odłożysz powieści dopóty, dopóki nie przeczytasz ostatniego jej zdania. A fabuła porwie Cię i dzięki niej zagościsz wśród ciekawych postaci z których jedne polubisz bezgranicznie, a drugie doprowadzą Cię do złości i pasji. 
Lektura dostarczy Ci wielu emocji. Będziesz się uśmiechała, ale i z Twoich oczu popłyną łzy. Fabuła okaże się skomplikowana niczym długi i kręty labirynt. Nie zabraknie zaskakujących chwil i nieoczekiwanych zakrętów. Dobro będzie toczyło walkę ze złem, a los nie oszczędzi bohaterom przykrych niespodzianek. To bardzo chwytająca za serce historia, która jest napisana z pomysłem. Pisarka gloryfikuje siłę przyjaźni, która bywa w trudnych sytuacjach bezcennym kołem ratunkowym. Katarzyna Michalak wyraźnie protestuje przeciwko krzywdzeniu słabych, złemu traktowaniu zwierząt i okrucieństwie wobec nich. Pokazuje, że życie nie jest bajką, ale mogą zdarzyć się w nim bajkowe zakończenia za sprawą miłości i dobrych ludzi. W treści tej książki jest nutka magii, ale i dużo wiary w dobroć, która mieszka w ludzkich sercach. 
"Uśmiech losu" to idealna lektura na świąteczny czas i długie zimowy wieczory. To doskonały pomysł na mikołajkowy czy gwiazdkowy prezent. Z serca gorąco polecam i zachęcam do przeczytania. 

czwartek, 7 listopada 2019

Anna Zamojska "Nigdy więcej"


Wydawnictwo Insignis
data wydania 2019
stron 178
ISBN 978-83-6636-016-7


Wilk zamiast owczej skóry czasem przywdziewa sutannę



Kiedy rozpoczynałam czytanie książki „Nigdy więcej”, wiedziałam, że będzie to trudna, bolesna i wstrząsająca lektura. Wydawało mi się, że ten niezbyt gruby tytuł przeczytam w jedno popołudnie. Tak się jednak nie stało i nie liczba stron o tym zadecydowała, ale treść, która powaliła mnie na kolana, doprowadziła do płaczu i narodzin jeszcze mocniejszego buntu wobec krzywdy wyrządzanej dzieciom przez pedofilów. Z pewnością jest to publikacja dla ludzi o mocnych nerwach, którzy są w stanie zagłębić się w literacką spowiedź czternastoletniej dziewczyny, przeżyć razem z nią jej dramat i przejść wyzwalającą drogę od bolesnych doświadczeń ku spokojnej i lepszej przyszłości.
W przypadku Ani wszystko odbyło się książkowo. Jej oprawca nie od razu brutalnie przystąpił do swego dzieła. Najpierw zbudował pewną otoczkę, stworzył klimat idealny dla rozpanoszenia swoich macek. Był postacią poważaną i szanowaną. W niewielkiej miejscowości ceniono go i lubiano. Także w domu Ani, w którym bywał gościem. Katolicka rodzina cieszyła się z odwiedzin proboszcza. Rodzice nastolatki nie podejrzewali, że to preludium do tragedii, która omal nie zniszczyła życia ich córce. A duchowny powoli, bardzo systematycznie przekonywał Anię, że jest wspaniała, wartościowa i wyjątkowa. Wmawiał jej, że zasługuje na to, co najlepsze. Powoli otaczał ją pajęczyną brudu, by od słów przejść do czynów. A wszystko miało być ich osobistą tajemnicą. Z każdym dniem życie dziewczyny stawało się coraz bardziej dramatycznym koszmarem. Jak jej się wydawało, sytuacją bez wyjścia.
Wobec treści tej książki nie można przejść obojętnie. Na każdym bez wyjątku zrobi ona ogromne wrażenie dzięki wstrząsającej i bardzo szczerej relacji. Bez znieczulenia i żadnej taryfy ulgowej przeżywamy trudne chwile z Anią. Jej życie za sprawą jednego człowieka, który okazuje się potworem, zmienia się w piekło. Ania opuszcza się w nauce, zamyka w sobie, traci radość życia i wiarę, w której duchu była wychowywana od dziecka. Wszystkie wartości, jakie jej wpajano, tracą sens. Jej oprawca, mimo jej protestów, krzywdzi ją bez wyrzutów sumienia, w imię swojej chorej obsesji. Podczas czytania non stop ocierałam łzy, cierpiąc wraz nastolatką, która niczym nie zawiniwszy, musiała przejść gehennę. Z oczu kapały łzy, a w kieszeni otwierał się nóż. Nóż za sprawą postępowania osoby, od której – nic dziwnego – wszyscy wymagają nienagannej postawy moralnej, ale i za sprawą tego, że przez wiele lat setki dzieci nie miały jak i gdzie szukać pomocy, a problem był tematem tabu i zamiatano go pod dywan.
Ania na szczęście otrzymała wsparcie i pomocną dłoń. Zdrowienie jej duszy było jednak procesem długotrwałym i bardzo trudnym. Długo bolało, długo krwawiły rany zadane z wyjątkowym okrucieństwem.
Ten tytuł wywołuje masę emocji: złość, bezsilność, współczucie wobec pokrzywdzonej. Uświadamia powagę problemu i jego wpływ na życie młodej osoby, która wiele doświadcza. Trudno opisać wszelkie uczucia, jakie towarzyszą w trakcie czytania i po lekturze „Nigdy więcej”. Ta historia przynosi też nadzieję, że nawet z tak głębokiej otchłani jest wyjście i że każde zło można pokonać, choć nie jest to łatwe. Oby ta opowieść trafiła do wszystkich osób, którym będzie w stanie dodać otuchy i pomoże w trudnej sytuacji.


środa, 6 listopada 2019

Anna Łajkowska "Szepty gwiazd"


Wydawnictwo Dragon
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-8172-097-7

Święta świętami, a życie życiem

W tym roku, jak w poprzednich latach Wydawcy przygotowali w swojej ofercie wiele książek otulonych klimatem świąt Bożego Narodzenia. Większość Autorów kreśli takie książki w sposób słodki, polukrowany, romantyczny, sentymentalny. Happy end jest w większości z nich wręcz gwarantowany, wszystko kończy się dobrze dzięki magii czasu, który ma ponoć wyjątkową moc. 
O ile papier wiele przyjmie, o tyle w życiu różowo zwykle nie jest. I to nie tak, że drażnią mnie te happyendowe powieści, ale miałam odczucie, że potrzebna jest też książka bardziej pełna realności, bardziej bliska otaczającej nas rzeczywistości której fabuła rozgrywa się właśnie w grudniu. 
Taką lekturę napisała Anna Łajkowska, a ja sięgnęłam po nią jako pierwszą z grona świątecznych tytułów. 

Czy się zawiodłam? Absolutnie nie. Choć ostrzegę tych, którzy szukają odstresowania w literaturze. Ta książka demaskuje oczywistą prawdę, że nie zawsze świąteczny czas jest lekiem na całe zło świata. 
Bohaterowie książki są bardzo różni. Ich życie nie jest bajką. Pełno w nim trudnych wyborów, kłopotów, zakrętów. 
Agata i Jacek byli szczęśliwi, tworzyli rodzinę, doczekali się syna, ale przestali się kochać, przestali być dla siebie najważniejsi. Ona wdała się w romans biurowy, on odszedł i poszukał sobie dziewczynę. 
 Joanna stała się dla Jacka nową partnerką. Mimo zauroczenia żonatym mężczyzną nie czuje się szczęśliwa. Matka wytyka jej nieustannie związek z kimś, kto ma żonę. Ona sama nie wie czy odnajdzie się w roli kolejnej kobiety w życiu pisarza. 
Grażyna jest pełnoetatową mamą, ale chce wrócić do pracy zawodowej. Marzy o dalszej karierze naukowej i łączeniu roli naukowca oraz rodzicielki. 
Jagoda i Witek mają zostać rodzicami po raz drugi. Niestety w trakcie ciąży dowiedzieli się, że ich dziecko może urodzić się chore. W nerwach i stresie czekają na poród, który wyznaczony jest właśnie na drugą połowę grudnia. 
Co ten miesiąc tak naprawdę przyniesie? Czy los podaruje im szczęście czy troski przysłonią świąteczny czas? 

Samo życie. Tak najkrócej określiłabym fabułę tej książki. I to mnie bardzo ujęło. W życiu na wieść, że idą święta problemy nie umykają pod dywan ani nie topią się jak śnieg, gdy przychodzi odwilż. Często świąteczny czas jeszcze bardziej je uwidacznia. Bo na co dzień jakoś to wszystko się toczy w pędzie zwyczajnego życia. Ale przychodzi czas gdy wypada spotkać się na uroczystej kolacji, złożyć życzenia z opłatkiem w ręku, popatrzeć w oczy.

Głównym bohaterom "Szeptów gwiazd" nie jest lekko. Każdy z nich jest nieco zagubiony, ma swoje dylematy, swoje wahania i musi sprostać pewnym sprawom, zdecydować w którą stronę w życiu iść. Ich sprawy są bardzo zwyczajne, ich problemy powszechne. A oni sami przypominają normalnych, szarych ludzi, którzy są tacy sami jak my. Każda ze stworzonych przez Annę Łakowską postaci stała mi się bliska. Autorka ukazała je bardzo obiektywnie. Nie łajała nikogo, nie gloryfikowała, nie wynosiła na piedestał, ani nie wieszała na nikim psów. Bohaterowie są z krwi i kości. Mają swoje wady i zalety. Z tego powodu łatwo poczuć do nich sympatię, łatwo się z nimi identyfikować, łatwo stają się bliscy. Autorka uciekła też od schematu czerni i bieli. Nic w tej książce nie jest ani dobre ani złe. Wszystko jest takie, jak w życiu. Niekiedy trudne do oceny, która wymaga upływu czasu i dystansu. Moim zdaniem autentyczność jest największym walorem tej historii, która bardzo szybko mnie zainteresowała. Autorka wykroczyła poza pewne schematy i to wyszło tej książce jak najbardziej na dobre. 

Tę powieść czytało mi się po prostu świetnie. Jest ona refleksyjna, odważnie porusza wiele tematów, daje do myślenia nad sensem wielu ważnych spraw, które decydują o naszym szczęściu. Jeśli nudzą Was książki w typie bajkowym to śmiało możecie sięgnąć po ten tytuł. Tu nie znajdziecie sielanki, a ciekawe ludzkie losy. Warto zatopić się w treści "Szeptów gwiazd". Polecam szczególnie wymagającym czytelnikom. 

wtorek, 5 listopada 2019

Elżbieta Piętak, Dariusz Piętak "Lhotse '89. Ostatnia wyprawa Jerzego Kukuczki"



Wydawnictwo National Geographic
data wydania 2019
stron 272
ISBN 978-83-8053-515-2

To nie tak miało być

Jerzy Kukuczka był pierwszym Polakiem i drugim Europejczykiem, który włożył na swoją głowę Koronę Himalajów i Karakorum. Wprawdzie przegrał wyścig o palmę pierwszeństwa z Reinholdem Messnerem, ale został – podobnie jak on – niekwestionowanym królem ośmiotysięcznych kolosów. Wielu spośród tych, którzy obserwowali te zmagania, zastanawiało się, co dalej z górską karierą mającego beskidzkie korzenie wspinacza, który udowodnił, że jest postacią wybitną. Pojawiały się głosy, że skoro zdobył wszystko, powinien odpuścić. Zwolnić i nie podejmować ryzyka w doborze celów i ścian. Jerzy, zwany przez przyjaciół Kukusiem, pokazał, że nie chodził w najwyższe góry dla statystyk. Czynił to z miłości i wielkiej pasji, a liczby były tylko tłem. Nikt nie przypuszczał, że wyprawa na Lhotse z 1989 roku będzie jego ostatnią podróżą w góry.
W wyprawie, w czasie której miała zostać poskromiona południowa ściana czwartego co do wysokości ośmiotysięcznika, w ataku szczytowym Jerzemu Kukuczce partnerował Ryszard Pawłowski.
Elżbieta Piętak, dziennikarka i producentka telewizyjna, otrzymała propozycję zrealizowania filmu dokumentalnego. Miała zająć się też promocją ekspedycji i pisaniem artykułów. Z tej okazji oczywiście skorzystała, bo przecież komu jak komu, ale „Kukuczce się nie odmawia”. Spod jej pióra wyszedł dziennik wyprawy, który stanowi fundament i główną część książki wydanej jesienią tego roku przez wydawnictwo National Geographic.
„Lhotse ‘89” to książka wyróżniająca się na górskiej półce. Jej autorka nie jest profesjonalną himalaistką, nie jest osobą, która umie zakładać poręczówki, wkręcać w lód śruby i która ma na koncie zdobyte nepalskie czy pakistańskie szczyty. Góry są jej pasją, zna ich specyfikę i interesuje się tematyką wspinaczki. Dlatego też jej relacja jest bardzo dobra i świetnie obrazuje klimat wyprawy, życie w bazie, atmosferę wśród uczestników. Z zapisanych pod szczytem Lhotse słów wyłaniają się ciekawe sylwetki ludzi, na których tle wyróżnia się postać Kukuczki.
Elżbieta Piętak plastycznie opisuje emocje i wrażenia z każdego dnia w górach. A dni te były bardzo różne. Miały smak małych i większych sukcesów, porażek i odczuwania dominujących sił natury. Nastroje też zmieniały się jak pogoda. Wszyscy zgodnie trzymali kciuki i pracowali na sukces, którego niestety nie było. Na jego miejscu pojawiła się tragedia, która wszystkimi wstrząsnęła do głębi. Góry okazały się bezlitosne i nieczułe na doświadczenie. Co zawiodło? Gdzie popełniono błąd? Na szczęście autorka nie pokusiła się o ocenę sytuacji. Nie szukała przyczyn i nie wysnuwała teorii. Swoimi zapiskami pozwoliła odczuć to groźne i zaborcze oblicze gór, które czasem każą płacić wspinaczom chcącym postawić stopę na ich szczytach najwyższą cenę.
Tytuł czyta się wyjątkowo. Bo z jednej strony jest piękno eksploracji, radość z obcowania z naturą i zadowolenie z realizacji marzeń, zaś z drugiej pulsuje świadomość zbliżającego się nieszczęścia i końca życiowej drogi tak wybitnego wspinacza.
W trakcie czytania pojawia się wiele emocji, nasuwa się sporo refleksji o sens zdobywania gór, narażania życia w imię pasji. Ta publikacja to hołd wobec światowej sławy wspinacza, jakim był Kukuczka, i świadectwo dla potomnych o człowieku, który kochał góry do końca.
Książka jest starannie wydana, a tekst uzupełniają liczne fotografie. Obowiązkowa pozycja w biblioteczce każdego, kto pasjonuje się górami i lekturami o nich.