środa, 5 października 2016

Aleksandra Zaprutko-Janicka "Piękno bez konserwantów"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2016
stron 288
ISBN 978-83240-4163-3

A wszystko to by piękną być!

Kobiety troskę o swoją urodę mają w genach. Od zarania dziejów panie robiły wszystko by dbać o swoje atuty otrzymane od Matki Natury. Starały się także poprawiać i tuszować to, co było niedoskonałe oraz podejmowały kroki by zatrzymać czas i jak najdłużej zachować młody wygląd. Dawniej mogły pozwolić sobie na to zwłaszcza bogate damy. Z chwilą nadejścia XX wieku sytuacja zaczęła się poprawiać i ogół kobiet miał lepszy dostęp do higieny i możliwości pielęgnacji urody. Pokolenie naszych babć i prababek nie miało instrumentów współczesnych kobiet, a jednak wyglądało świetnie. Choć nie było chirurgii plastycznej, choć kosmetyki nie były dostępne w prawie każdym sklepie nasze babcie czarowały urodą. A zetem jak o nią dbały bez lasera, botoksu i ulic z mnóstwem salonów kosmetycznych? O tym traktuje najnowsza książka Aleksandry Zaprutko-Janickiej, która jest autorką "Okupacji od kuchni". 
 
"Piękno bez konserwantów" przenosi nas w okres dwudziestolecia międzywojennego, które jest czasem niesamowitych zmian i latami, kiedy życie kobiet uległo ułatwieniu i polepszeniu. Panie zaczęły rozwijać się zawodowo, zmieniła się moda z niewygodnej na wygodną i praktyczną. W modzie wprowadzono nowe bardziej przyjazne swobodzie trendy. Do lamusa odeszły długie suknie, treny, gipiury, gorsety. Panie mogły oddychać i poruszać się swobodnie. Pojawiły się pomysły na krótsze fryzury, mniej loków a prostsze włosy. Zaczął powstawać masowy przemysł kosmetyczny, a nasze antenatki mogły nabyć gotowe środki do pielęgnacji urody, kolorowe kosmetyki i odwiedzać miejsca na których gruncie powstały dzisiejsze spa. 
 
Publikacja dzieli się sześć rozdziałów, jest poprzedzona prologiem a zakończona epilogiem. Każdy z działów opowiada o pielęgnacji innej części ciała. Z tekstu dowidujemy się jak kobiety sto lat temu dbały o dłonie, jak pielęgnowały paznokcie, jaki skład miały ich kosmetyki - kremy, szampony czy toniki. Jakimi sposobami nawilżały cerę, jak wyglądał wtedy modny makijaż. Z uwagą czytałam o początkach fabryk i marek które są obecne na rynku do dziś. Porównywałam, co się zmieniło, a co pozostaje nieco zmodyfikowane do teraz w składzie produktów kosmetycznych. 
Książkę czytało mi się szybko, miło i przyjemnie. Zawarte w niej infomacje to nie tylko teoria, ale i przepisy konkretnych receptur, praktyczne porady a wszystko napisane przystępnym językiem i w ciekawy sposób. Tekst uzupełniają zdjęcia i ryciny. Jestem przekonana, że tytuł zaciekawi dzisiejsze kobiety bez względu na wiek. Polecam tę kosmetyczną podróż w przeszłość i poznanie urodowych sekretów naszych babć.



2 komentarze:

  1. Zaciekawiły mnie te składy dawnych kosmetyków :)Bardzo przyjemna okładka!

    OdpowiedzUsuń