piątek, 22 września 2017

Mairi Wilson "List z przeszłości"



Wydawnictwo Kobiece
data premiery 6 październik 2017
stron 528
ISBN 978-83-65740-70-0

Skradziona tożsamość

Temat rodzinnych tajemnic i sekretów z przeszłości bardzo często pojawia się w fabułach powieści obyczajowych. Pewnych czytelników może ten fakt nużyć, ale ja uwielbiam książki oparte o zagmatwane wczoraj, które kładzie się cieniem na losy bohaterów i komplikuje ich życie. Przeszłość lubi wracać, lubi burzyć teraźniejszość i przyszłość. Przeszłość nie zawsze odchodzi bezpowrotnie. Przeszłość to świetny fundament pod ekscytującą fabułę, która sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Udowodniła to Mairi Wilson opowiadając o losach Lexy Show i jej bliskich.

Rok 2014. W krótkim odstępie czasu Lexy traci dwie bliskie osoby. W wypadku samochodowym którego sprawdza zbiegł ginie Isobel - matka głównej bohaterki. Kilka dni potem umiera po upadku ze schodów w swoim domu niania Isobel - Ursula. Kobieta cały swój majątek zapisuje Lexy, choć jak wskazują dokumenty posiada syna. Lexi jedzie do Endynburga by uporządkować sprawy spadkowe i w jej ręce trafiają listy oraz dzienniki z przeszłości. Ich treść jest na tyle mocna i wstrząsająca, że pani Shaw zamiast urządzić pogrzeb skremowanej matki jedzie do upalnego Malawi w Afryce by rozwikłać niejasności. Nie ma jednak żadnego pojęcia o tym, że tą podróżą otwiera furtkę do przeszłości i wyjścia na jaw faktów, które na zawsze zmienią jej życie i ją samą. 
Biorąc do ręki powieść "List z przeszłości" podróżujemy w czasie i przestrzeni między Szkocją a Malawi. Odkrywamy wraz z główną bohaterką zagadkę, która jest ogromnie skomplikowana i zagmatwana. Czeka nas naprawdę emocjonująca przygoda z książką w ręce.

Ta powieść miała być dla mnie skutecznym antidotum na smutek związany z odejściem lata, kiepską aurą za oknem i nieustanie spadającą temperaturą. Liczyłam, że zastąpi mi choć troszkę słońce i odciągnie myśli od faktu, że idzie ku zimie, co wprawia mnie w depresyjny nastrój. Czy tak się stało? O tak! Rozczytując się w perypetiach Lexy i jej bliskich, a także postaci o których istnieniu nie miała pojęcia zatraciłam się w treści bez reszty. Dałam się ponieść wartkiej akcji i przeszłości sprzed pół wieku, która na zawsze zmieniła życie wielu osób.
Bohaterowie wykreowani w umyśle autorki są wyraziści i jednoznaczni, ale w trakcie czytania zmieniłam stosunek do pewnych postaci. Przestałam współczuć, a zaczęłam obwiniać. Przestałam lubić i traktować jak ofiarę, a zaczęłam doszukiwać się pewnych przewinień. I to właśnie jeden z wielu atutów tej książki, choć dopatrzyłam się i małego minusu. Akcja toczy się przez dłuższy czas w Afryce a jednak zabrakło mi atmosfery i klimatu Czarnego Lądu. Szkocja została już ujęta idealnie i łatwo poczułam jej wpływ na tło fabuły.

Wielkim plusem powieści jest doskonale przemyślana i dopracowana fabuła, znakomite operowanie słowem, krótkie aczkolwiek precyzyjne i żywe opisy. Świetne jest także zakończenie, które trzyma w napięciu i dodaje całej książce uroku. "List z przeszłości" zrobił na mnie ogromne wrażenie i ukazał siłę talentu Mairi Wilson. Lektura jest warta polecenia i rekomendacji. Myślę, że spodoba się nawet tym, którzy są niezwykle wymagającymi odbiorcami literatury obyczajowej.

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa książka. Najwazniejsze że potrafiła odegnac tą jesienną depresję :)

    OdpowiedzUsuń