Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 sierpnia 2024

Jerzy Stuhr "Z biegiem dni"


Wydawnictwo Literackie
data wydania 2024
stron 144
ISBN 978-83-08-08478-6

Ostatni scenariusz Mistrza

"Z biegiem dni" to książka cienka, ważna i niezwykle treściwa. Drzemie w niej puenta życiowych doświadczeń i moc rozczarowań Człowieka, który wie, że jego czas dobiega końca. I ten przekaz kilkunastu ostatnich miesięcy jest niczym monolog Mistrza, który po raz ostatni wchodzi na scenę i wobec swoich wiernych widzów rozpoczyna wypowiedź na kształt spowiedzi. Monodram odgrywany wobec kartek papieru i pióra trafia po Jego śmierci do czytelników, ale z góry zaznaczam, że rozczarują się nim ci, którzy szukają sensacji i dram. Jego Autor jest spokojny i opanowany w słowie. Z jego zapisków bije jednak sporo życiowej mądrości, ale i mnóstwo goryczy i rozczarowania. Jerzy Stuhr zawiódł się na własnym kraju, rodakach, panujących w Polsce porządkach. Bardziej ceni to, co obce niż naszą polską mentalność i sposób postrzegania świata. Patrzy ze zgrozą w oczach na mającą na jego osobę nagonkę po incydencie jazdy pod wpływem alkoholu. 

Mistrz, bo tak zawsze będę o Nim myśleć, ma świadomość końca. Jest zmęczony walką z przeciwnikiem bezlitosnym i nokautującym jakim jest nowotwór. Wie, że jego dni na scenie, w teatrze, w pracy, która była Jego wielką pasją, którą kochał są policzone. Dlatego z nostalgią, z wewnętrzną dojrzałością i stoickością podchodzi do ostatniego przekazu mocno ważąc słowa, posługując się skrótami myślowymi i porównaniami. Wie i nie ukrywa swojej ułomności i niedoskonałości która zarazem łączy się z perfekcją i wyjątkowym talentem. 

Treść mocno przykuwa uwagę, skłania do refleksji nad sensem życia i egzystencji. Nad celem podejmowanych decyzji i ich kalkulacją. Nad bilansem i podsumowaniem sukcesów i porażek. Kilka słów zawiera niekiedy więcej treści niż całe rozdziały w innej książce. 
To nie jest łatwa lektura, to nie jest książka na chwile relaksu, a równocześnie to bardzo potrzebny tytuł, który przypomni nam w pędzie życia, że istnieje coś więcej niż konsumpcjonizm, dobra materialne i bieg po trupach po sukces. Zanurzyłam się w tej treści, nie ograniczałam sobie czasu poświęconego na jej lekturę. Chciałam czerpać jak najwięcej z niej niczym ze źródła. Ujęło mnie podejście Aktora do swojej osoby, akceptacja nieidealności, świadomość wad i ułomności, brak pychy i zadufania w sobie. Jeśli każdy z nas będzie opierał się na takim mocnym cokole nasz świat na pewno będzie lepszy. 
Bardzo polecam przeczytanie tych zapisków, to wymagająca ale i wartościowa treść dla każdej dorosłej osoby. 



 

niedziela, 4 grudnia 2022

Kamil Janicki "Wawel. Biografia."



Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2022
stron 624
ISBN 978-83-0807-695-8

 Wyjątkowe zaproszenie na Wawelskie Wzgórze 

Uwielbiam czytać ciekawe biografie. Zwykle na cokole, na który skierowane są światła jupiterów stoi człowiek. Ciekawa osobistość, która zapisała się na kartach kronik historycznych jako wybitna jednostka. Znany artysta - malarz, pisarz, gwiazda kina czy muzyk. Nagrodzony tytułami i medalami sportowiec, polityk czy osoba będąca ikoną mody. Czytałam w życiu tak wiele biografii, ale jeszcze nigdy głównym bohaterem takiej książki nie był zamek. Oczywiście nie jest to jakiś zwykły zamek, jeden z wielu, ale budowla wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, będąca świadkiem wielu istotnych momentów z historii Polski. To na nim koronowano kolejnych królów, zawierano królewskie mariaże, rodzili się następcy tronu czy umierali koronowani władcy. 

Bohaterem najnowszej książki tak bardzo cenionego przeze mnie Kamila Janickiego, Autora wielu fenomenalnych książek historycznych, jest Wawel. Serce Polski, którego kształt budowli kojarzy każdy Polak. Miejsce odwiedzane przez miliony turystów, cel setek wycieczek szkolnych, plan wielu filmów historycznych, miejsce, które jest świadkiem potęgi Rzeczypospolitej w czasach, kiedy była ona mocarstwem z którym liczyli się wszyscy w Europie. 
Tytuł Kamila Janickiego absolutnie nie jest przewodnikiem po tym przepięknym zamku. On opowiada jego dzieje, które były burzliwe i snuje przepiękną opowieść o zmianach na nim i jego metamorfozach. A wszystko zaczęło się od wapiennego wzniesienia, wzgórza na rzeką Wisłą i legendarnego króla Kraka oraz tajemniczego stwora okrzykniętego smokiem wawelskim. Ów potwór miał żądać ofiar w postaci młodych dziewic i pożerał je codziennie. Według legendy smok zginął w mękach po zjedzeniu napchanej siarką owcy, ale kto mu ją dał do końca nie wiadomo. Czy był to sam król Krak czy legendarny rzemieślnik Dratewka? Historia tego nie wyjaśnia. 
Autor rozdział po rozdziale opisuje jak funkcjonował, rozrastał i piękniał Wawel by stać się Perłą Renesansu. 
Swoją opowieść Autor kończy w 1945 roku, kiedy Wawel staje się wolny od nazistowskiej okupacji i znów przechodzi we właściwe ręce. Staje się jednym z najbardziej znanych polskich muzeów, a pobyt na nim jest cenną i wymowną lekcją historii. Trudno go zwiedzić w ciągu jednego dnia, bo jest tu tyle ciekawostek, drzemie tyle tajemnic i sekretów, że trudno objąć to umysłem, a publikacja Janickiego świetnie nam to uświadamia. 
Czemu zatem ta genialna książka jest w moim mniemaniu tak wyjątkowa i nie ma żadnych minusów? 

Kamil Janicki opowiedział o dziejach Wawelu w sposób żywy, plastyczny, szczegółowy i sięgnął po życie prywatne jego najważniejszych mieszkańców. Spojrzał na zamek królewski nie tylko jak na siedzibę rodu władcy, ale też jako na dom, w którym mieszkają ludzie z krwi i kośćmi. Tak, oni noszą korony, ale i są osobami, które mają swoje potrzeby, marzenia, pragnienia, wady i zalety. W tekście aż skrzy się od ciekawostek, a szereg wydarzeń historycznych jest podany w sposób przejrzysty i klarowny. I właśnie dlatego tytuł czyta się wyśmienicie i trudno się od tekstu oderwać. Z lektury dowiemy się o zwyczajach jego mieszkańców, o wyglądzie prywatnych apartamentów i skarbach drzemiących na tym zamku. Zaobserwujemy jego rozwój i trudne chwile - jedną z nich był tragiczny pożar. Spojrzymy uważniej na jego poszczególne części, a niektóre z nich nie rzucają się w oczy tak bardzo jak Kurza Stopka czy Smocza Jama. Przejdziemy krużgankami i spojrzymy na zaplecze tegoż kompleksu. Zwiedzimy wawelskie miasteczko i spojrzymy na zamek, w którym mieszkał król jak na kombinat, na machinę na której pracę składa się wiele trybików. Poznamy plotki z dworskiego życia i tajemnice monarszego dworu. Zerkniemy na fenomen królewskiej świątyni i miejsca pochówku władców Polski. Zajrzymy do skarbca i porównamy jak różniło się życie na tym zamku w poszczególnych wiekach. 

Książka jest bardzo gruba i liczy ponad sześćset stron, ale czyta się ją szybko oraz zachłannie. To cudowna podróż w czasie, przez stulecia do miejsca, które wydaje się chwilami być niczym z bajki. Jestem pod wrażeniem, jak pięknie i ciekawie można napisać o czasach diametralnie innych niż te dzisiejsze, jak można rozbudzić za nimi tęsknotę. Wiele po lekturze tej publikacji bym dała by zobaczyć przez cudowne okulary tamten Wawel, podejrzeć jego codzienność i te wyjątkowe chwile. Jeśli jesteście ciekawi jak ten zamek przeżył rozbiory, co było z nim po przeniesieniu stolicy do Warszawy, jak wyglądała codzienność życia królewskiej rodziny za czasów Jagiellonów i jak Wawel przetrwał okres II wojny światowej poczytajcie. Daję głowę, że przepadniecie dla tego tytułu i zatopicie się w nim bez reszty. Gorąco polecam i rekomenduję!!!

 

środa, 26 stycznia 2022

Ewa Woydyłło "Droga do siebie. O poczuciu wartości"

 



Wydawnictwo Literackie
data wydania 2020
stron 168
ISBN 978-83-08-07477-0

Niezwykła podróż do swojego wnętrza!

Czytelniczym faktem o mnie jest to, że do tej pory skutecznie broniłam się przed lekturą książek z zakresu psychologii. Nigdy po nie nie sięgałam, zapierałam się przed tym rękami i nogami. Szczerze to trochę się ich bałam, trochę byłam do nich uprzedzona i z góry odnosiłam się do ich treści, robiłam to z chłodem oraz ogromną rezerwą. Nie potrafię logicznie określić jaka siła przyciągnęła mnie do książki którą chcę Wam dziś zaprezentować, ale to była, jak się okazało, bardzo potrzebna mi lektura. 

Jej wielkim atutem jest sposób w jaki została napisana. Nie jest on ani infantylny, ani zbyt zawodowy. Nie jest to naiwny tekst pełen bambinizmu, ani fachowa publikacja przeznaczona dla profesjonalistów. Tytuł idealnie trafia do zwyczajnego zjadacza chleba złaknionego rzetelnych informacji, które są podane w przystępny sposób. A o czym traktuje Autorka? 

Przede wszystkim o poczuciu wartości, która niezbędna jest do osiągnięcia szczęścia i sukcesu w różnych aspektach życia. Ewa Woydyłło jest cenioną psycholożką i wie jak trafić do ludzkiej duszy w sposób skuteczny i bezpośredni. O poruszonej kwestii pisze w sposób naturalny, a w tekst wplata przykłady z realnego życia tym samym świetnie obrazując zagadnienie na konkretnych przykładach. To uwiarygodnia i uplastycznia zapisane słowa i sprawia, że lektura dosłownie sama się chłonie. 

Każdy z nas chce być swobodny, pewny siebie, chce emanować swoją energią, być niczym diament. By tak było potrzebujemy przede wszystkim jednego. By nas docenił cały świat najpierw my musimy docenić sami siebie. Nie, nie mylcie tego absolutnie z narcyzmem. To my najpierw musimy czuć się dobrze z samym sobą, musimy twardo i pewnie stąpać po ziemi by móc pokazać swoją wartość, wyjątkowość i swoje ja. To nie jest możliwe bez samoakceptacji i poczucia własnej wartości. Jeśli te dwie rzeczy szwankują i są zaburzone mamy problem. Wiele osób kończy na terapiach, mam problemy, wiele boryka się z brakiem akceptacji, jeśli nie wierzy w siebie. Ta wiara może być zaburzona już od dziecka, od wczesnych lat, a nawet miesięcy życia. Potem na różnych etapach życia możemy ją wzmacniać bądź obniżać, a to będzie przekładało się na jakość naszej egzystencji. 
Autorka bardzo ciekawie nakreśla prawidła, które rządzą naszymi umysłami i odczuciami. Pokazuje bodźce pozytywne i negatywne. Wbrew pozorom mogą nam zaszkodzić rzeczy określane mianem dobrych, które niepozornie mogą nam wyrządzić solidną krzywdę. 
Bardzo wyraziście przemówił do mnie przykład spowiedzi dzieci, które będąc oczywiście niedojrzałymi muszą się oskarżać i szukać w sobie winy. Pani Woydyłło słusznie podkreśla, że często za mało jest w naszym życiu bodźców pozytywnych, które mają być niczym nasze akumulatory i dodawać energii do dalszego działania. 
Z lektury poznałam pojęcie ludzi neuroatypowych, dowiedziałam się wiele faktów na temat osób o niskiej samoocenie i zrozumiałam mechanizm jak wpływa ona na życie człowieka. 

Tę książkę dosłownie chłonęłam, każda jej strona była dla mnie bardzo cenna i wartościowa. Autorka pokazała w niej drogę krok po kroku do lepszego życia i docenienia samego siebie. Pokazała krok po kroku jak wyzbyć się raz na zawsze toksyn z życia, by stało się ono ciekawsze, lepsze, przyjemniejsze. W aptekarski sposób są też wypunktowane pułapki w które możemy wpadać, którym możemy dać się zwieść, publikacja zawiera katalog "przykazań", dobrych rad, które pomogą osiągnąć nam cel na którym nam zależy. Nie należy walczyć z wiatrakami, pewne rzeczy musimy akceptować, ale pewnym trzeba się zdecydowanie i skutecznie przeciwstawiać. 
To naprawdę cenny tytuł i bardzo cieszę się, że dane mi było go poznać. Polecam ją także tym sceptycznie nastawionym do tego typu literatury. Sama z wielką ochotą sięgnę po inne książki Ewy Woydyłło, które są skarbnicą potrzebnej życiowej wiedzy. Tę i zapewne inne potraktuję jako cenne życiowe drogowskazy, które warto mieć na uwadze każdego dnia. 

Moja ocena 10/10.  




czwartek, 13 stycznia 2022

Kazimierz Orłoś "Powrót"

 



Wydawnictwo Literackie
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-08-07396-4

Opowiadania pełne nostalgii, wspomnień i ciepła

To, że kiedyś, dobrych kilka lat temu sięgnęłam po prozę Kazimierza Orłosia było czystym przypadkiem. Pewnego jesiennego popołudnia buszowałam po bibliotecznych półkach w dziale literatury polskiej dla dorosłych. Mój wzrok przykuła dość wysłużona już książka, którą zapewne miało w ręce wielu czytelników. Wyciągnęłam ją z szeregu i przejrzałam kilka stron. Przeczytałam na chybił trafił wybrany fragment i od razu wiedziałam, że to będzie mój ulubiony Pisarz. I tak do dziś dnia jestem zagorzałą miłośniczką prozy wybitnego polskiego Autora, który jak nikt inny zarówno w krótkiej, jak i długiej formie literackiej potrafi malować słowami pejzaże, które głęboko zapadają w serce. 

W roku 2020 na księgarskie półki trafił "Powrót". Klimat tego tytułu doskonale oddaje jego okładka. To książka zdecydowanie sentymentalna, nostalgiczna, ciepła i wzruszająca. Jest niczym pamiętnik, a każde z opowiadań jest niczym zdjęcie w kolorze sepii, niczym wpis by zachować to, co z czasem dla pamięci ulotne, a co warte zachowania. Każde z nich stanowi jakby jeden cenny obraz namalowany słowami w kunsztowny sposób, który jest jedyny w swoim rodzaju i zawiera w sobie coś niepowtarzalnego. Czytałam je z zadowoleniem na twarzy, wolno i niespiesznie, delektowałam się nimi otulona ich czarującą magią. Były niczym czekoladki z wykwintnej bombonierki, a każde miało niepowtarzalny smak i aromat. Razem składały się w niesztampową całość, która robiła ogromne wrażenie. 

Opowiadania zawarte w tym tomie zabierają nas na Mazury, w Bieszczady, na warszawskie i podmiejskie przestrzenie. Drzemie w nich duch czasu, wspomnienia i emocje. W każdym z nich, niczym w kropli rosy, jest zamknięty mały wycinek świata, który z pewnością znalazł swoje miejsce w pamięci oraz sercu Autora. Jeśli chodzi o atuty tego tytułu jest ich tak wiele, że trudno wszystkie wyliczyć. Podziw budzą język, styl i warsztat literacki. Elegancja słowa, umiejętność oddania tak wiele w krótkiej formie. Ujmuje perfekcyjnie oddanie urody natury, wyłowienie z morza czasu tych najbardziej niepowtarzalnych momentów, fenomenalność opisu świata, którego już nie ma. 
Książka zrobiła na mnie ogromne i jak najbardziej pozytywne wrażenie. To istny majstersztyk, które zasługuje na peany i pochwały. Zachęcam do jej przeczytania nawet tych, którzy bardziej wolą grube powieści niż krótkie formy. To przepiękna lektura. 

Moja ocena 10/10.



środa, 12 stycznia 2022

Robert Beatty "Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy"

 




Wydawnictwo Literackie

data wydania 2022

stron 374

ISBN 978-83-0807-474-9


Witajcie w świecie Willi!


Ktoś kiedyś napisał, że książki są stworzone po to, by przenosić się bez przeszkód w czasie i przestrzeni. Ja do tego dodam, że świat literatury jest po to, by odkrywać nowe przestrzenie, które narodziły się tylko w umyśle Autorów i tak naprawdę nie istnieją, ale zajrzenie do nich jest niezwykłą przygodą i miłą odskocznią od rzeczywistości. 

Nowy Rok rozpoczęłam lekturą właśnie takiej powieści, która z realnej rzeczywistości, obecnie dość przygnębiającej, przeniosła mnie do świata pełnego przygód, walki dobra ze złem i tajemnic oraz magii. Jestem świeżo po lekturze drugiej w cyklu "Willa" powieści Roberta Beattego, która opowiada losy nastoletniej leśnej czarownicy wywodzącej się z rodu Feiranów. Jest to kontynuacja tytułu "Willa, dziewczyna z lasu" i publikacja adresowana do młodego pokolenia. Ale czy tylko do niego? Ja jestem dużo starsza, a ta książka mnie mocno zauroczyła, bardzo się spodobała i zrobiła świetne wrażenie. Z ręką na sercu dodam, że od samego początku czytania doceniłam kunszt pióra jej Autora i zakochałam się na zabój w opisie świata, w którym rozgrywa się fabuła. Jest on magiczny, pełny niebezpieczeństw i niespodzianek, brutalności, ale i ma w nim swoje miejsce dobro, które na pewno mieszka w sercu głównej bohaterki.

 Willa ma zaledwie naście lat. Jej narodziny zbiegły się z trudnymi czasami dla jej klanu, który był wyniszczany przez przemoc i głód. W wieku sześciu lat dziewczynka straciła siostrę bliźniaczkę, matkę i ojca. Przez kolejne sześć lat była wychowywana przez babcię. W jej serce zostały mocno wszczepione stare feirańskie tradycje. Willa mająca nadprzyrodzone zdolności może wtopić się niepostrzeżenie w otoczenie. Jest opiekunką roślin i zwierząt. Pewnego dnia staje się świadkiem niszczenia starych drzew w lesie przez wrogich drwali i pod jej opiekę dostaje się mały niedźwiadek, którego matka zostaje na oczach Willi zabita. Z tym bezbronnym maleństwem dziewczyna wraca do swojego domu. Co dalej ją czeka? Jakie niespodzianki przyniesie jej los? Czy uda jej się ochronić malucha przed złem? Czy spotkane cieniste stwory będą jej sprzymierzeńcami czy wrogami? Zapraszam do lektury książki, która dla mnie jest przepiękna i wypełniona urokliwą magią! Ma swój czar, urok i niepowtarzalny klimat. Oplata duszę niczym bluszcz i pochłania zmysły! 

Powieść Roberta Beattiego ma bardzo wiele walorów. Mnie szczególnie spodobał się język jakim jest napisana, styl w jakim ją stworzono i genialność opisów jakimi posłużył się Autor. Prozie nie sposób nie przyznać elegancji, eteryczności, delikatności i gracji. Czytanie tej historii jest naprawdę wielką frajdą i wyjątkową przyjemnością. Osobiście wobec jej uroku przepadłam całkowicie dla świata. Stałam się totalnie nieobecna i zachwycona. Książka w swojej treści zawiera ważne przesłania. Powieść uczy szacunku do natury, świata fauny i flory, gloryfikuje miłość i troskę o rodzinę oraz tych, na których nam zależy. Ta baśniowa opowieść szybko podbiła moje serce i wciąż w nim trwa. Jest niczym coś ogromnie przyjemnego o czym nie chce się zapomnieć, co ma trwać w pamięci jak najwspanialsze wspomnienie. 

Powieść jest napisana bardzo dynamicznie i z pomysłem. Na jej stronach bardzo wiele się dzieje. Nietuzinkowi bohaterowie, mnóstwo zwrotów akcji, barwne opisy sprawiają, że z tym tytułem naprawdę trudno się rozstać. Z całego serca polecam ją nie tylko młodym czytelnikom, ale i starszym pokoleniom. Ta książka nieprzypadkowo była numerem 1 listy bestsellerów "New York Timesa". Dajcie się porwać jej magii! Naprawdę warto!!!

Moja ocena 12/10!!!

czwartek, 22 lipca 2021

Roma Ligocka "Siła rzeczy"

 




Wydawnictwo Literackie

data wydania 2021

stron 296

ISBN 978-83-08-07376-6

Cisza przed burzą

Moi Drodzy chcę się z Wami podzielić wspaniałymi emocjami jakie towarzyszyły mi w trakcie lektury wyjątkowej książki, którą dane mi było ostatnio przeczytać. Jej poznanie, zagłębienie się w jej treść było dla mnie wręcz duchowym przeżyciem, które na długo pozostawi ślad w mojej psychice. Jej czytanie było wyjątkową przyjemnością i czymś tak bardzo osobistym, jakbym sama przeżyła dokładnie to, co bohaterowie. Jak zwykle Roma Ligocka, którą od lat zaliczam do moich ukochanych Autorek, napisała fenomenalnie i w sposób, który mocno chwyta za serce. Jej pióro znów wyczarowało coś genialnego, co chwyta za duszę i spisanymi na papierze słowami oplata nas wyraziście i niepowtarzalnie. 

Zawarte w książce dwie historie dziejące się w dwóch różnych przedziałach czasowych łączą więzy krwi. Jedna z opowieści rozgrywa się niedługo przed wybuchem drugiej wojny światowej. Druga opowieść to współczesność i początek wybuchu pandemii covid19, która trwa do dziś. Oba wydarzenia są czymś potwornym, co godzi w ludzkość i działa na nią destruktywnie. 

Główne bohaterki to babcia i wnuczka, Anna Abrahamer i Roma Ligocka. W roku 1938 dojrzała Anna wraz z swoim mężem Dawidem udaje się w podróż życia. Opuszcza rodzinny Kraków i jedzie latem do Nicei. Celem podróży jest przede wszystkim odpoczynek i zwiedzanie cudownego zakątka Europy jakim jest Lazurowe Wybrzeże. Jest to jej pierwsza zagraniczna podróż i okazja by zobaczyć Wielki Świat i poczuć atmosferę typową dla światowego kurortu. Na tej podróży cieniem kładzie się niespokojna sytuacja polityczna jaka ma miejsce w Europie i na świecie. Zaczyna wrzeć, zewsząd dochodzą niepokojące wieści zwłaszcza dla osób narodowości żydowskiej. 

Wiele lat później na początku 2020 roku śladami swojej babki wyrusza Roma Ligocka. To ma być sentymentalna podróż śladami przodków, powrót do przeszłości, spojrzenie wstecz w dzieje rodziny i jej korzenie. Piękno i harmonię wyjazdu zakłócają także niepokojące wieści. Świat zakleszcza się w szczękach niebezpiecznej choroby, która zamyka granice, sklepy, hotele, ludzi w czterech ścianach i sieje postrach. Plany Pani Romy zostają podeptane, świat staje się inny. 

Ta wspaniała książka nie jest zbyt obszerna i bez wysiłku można ją przeczytać w jeden dzień. Ja jednak przedłużałam jej lekturę jak tylko mogłam. Czytałam wolno, delektowałam się wybitną prozą, rozkoszowałam każdym zdaniem, smakowałam każdą stronę jak jak niezwykły przysmak. Chłonęłam wyrysowane na kartach papieru obrazy, które wyobraźnia podpowiadała mi z łatwością i precyzją. Zachwycałam się i obrazami Nicei tej dawnej i tej pandemicznej, jak i widokami przedwojennego Krakowa, który malował mi się z ogromną nutą nostalgii w kolorze sepii. Brak mi słów by opisać to cudowne uczucie jakie temu towarzyszyło. 

Ta opowieść napisana z wyjątkowym kunsztem i precyzją jest nad wyraz piękna, pełna tęsknoty i nostalgii. Mówi ona o sile więzi pokoleń, którą nie są w stanie rozerwać nawet tak tragiczne wydarzenia jak epidemia czy wojna. To tytuł zdecydowanie w klimacie nostalgii, niezmienności przemijania, ulotności i kruchości ludzkiego życia. Pamiętnik Anny Abrahamer jest tak bardzo przemawiający, że non stop miałam uczucie jakbym była członkiem tej wyjątkowej rodziny i wszystkie opisane wydarzenia odczuwała bezpośrednio na własnej skórze. Obraz jest smutny. Szczęście i spokój rodziny burzy i raz na zawsze niszczy wizja szaleńca, który doszedł do władzy w Niemczech. Jest on niezwykle przemawiający i czytelny. 

Moje serce pozostało i chyba na zawsze pozostanie w tej publikacji. Gorąco polecam jej lekturę każdemu, który smakuje w wyjątkowej prozie i docenia najwyższych lotów talent literacki Pisarza. Wyjątkowa pozycja w mojej biblioteczce, które stawiam zasłużoną ocenę 10/10. Przepiękna książka, którą musicie przeczytać. 

niedziela, 13 czerwca 2021

Liliana Hermetz "Rozrzucone"

 



Wydawnictwo Literackie
data wydania 2021 
stron 400
ISBN 978-83-0807-385-8

Tam, gdzie korzenie, tam drzemie Twoje serce na zawsze

Dziś chciałabym przekonać Was koniecznie do sięgnięcia po powieść, która wyjątkowo mocno podbiła moje serce. Stało się tak za sprawą wielu czynników. Jednym z nich była fakt, że jej akcja toczy się przede wszystkim w moich rodzinnych stronach, a niektórzy jej bohaterowie żyją w mieście w którym się urodziłam i nadal mieszkam. Tylko pozornie ta historia ma jedną bohaterkę, którą wojna wygnała z rodzinnych stron do Niemiec i Alzacji. Tak naprawdę w świetle jupiterów stoi cała, liczna rodzina, której polsko - ukraińskie korzenie wywodzą się z okolic Przemyśla. Kilka pokoleń, burzliwa historia, która wywiera ogromny wpływ na życie zwykłych, prostych ludzi, pół wieku z dziejów Europy w której gotuje się jak w tyglu sprawiły, że choć to nie łatwa lektura nie mogłam oderwać się od czytania. 

Lekturze towarzyszyła ogromna nostalgia, tkliwość, sentyment, niezwykłe ciepło na sercu, że mogę dzięki książce podróżować w czasie po swoim, swojskim podwórku. Liliana Hermetz idealnie oddała klimat mojego miasta, jego okolic i żyjących tu, na pograniczu ludzi. Tak, w takich rejonach żyjące wspólnie nacje uzupełniają się i przenikają. To naturalne, ciekawe i jedyne w swoim rodzaju zjawisko.

 Na pierwszy plan tej historii wysuwają się kobiety. Mające to samo pochodzenie są bardzo różne. Na ich "liderkę" Autorka wysuwa Marię, którą los zmusił do przymusowej emigracji. Jest ona jako nastolatka ofiarą manipulacji swoich krewnych i zostaje rzucona na nieznany ląd. Czy życie na przyjaznym Zachodzie zamiast w siermiężnym kokonie komunizmu wychodzi jej na lepsze? Z pewnością rozdziera ją na pół. Jej egzystencja dzieli się na tam i tu, na wczoraj i dziś bardzo wyrazistą kreską. Z jednej strony ma większe możliwości i może żyć na lepszym poziomie materialnym, z drugiej ciągle szuka swego miejsca na scenie życia. Tęskni, czuje się obca i samotna, inna i nie zawsze pasująca to tamtego otoczenia. Jednocześnie dla swojej rodziny też staje się kimś innym, wyobcowanym, skażonym dobrobytem. Maria już nigdy nie czuje się gdziekolwiek u siebie, emigracja jest miejscem na chwilę, rodzinne strony wspomnieniem, a rodzina obcymi ludźmi, którzy widzą w niej tylko kogoś, kto może wesprzeć finansowo. 
Ta niezwykła książka to powieść która bez osłonek pokazuje trudne życiowe sytuacje i obala mity o słodkim dolce vita kapitalistycznego Zachodu. To tytuł opiewający wielkość rodzinnych korzeni z których czasem brutalnie wyrywa życie, a za którymi  mimo wszystko zawsze się mocno tęskni. Nie da się z nas wyłuskać naszego dziedzictwa.  Zawsze, czasem nawet podświadomie, będziemy do niego wracać. 

O "Rozrzuconych" z pewnością można powiedzieć, że to proza zajmująca i ambitna. Napisana w sposób genialny i bardzo klimatyczny. Tu nie ma miejsca na białe i czarne, na postaci dobre czy złe. Tu wszystko jest ogromnie ludzkie, prawdziwe i realne. Tu nie ma miejsca na literacki makijaż, rządzi prawda i autentyczne życie, zwyczajne, pełne błędów i ludzkich namiętności. Porażek, potykania się o życiowe przeszkody. Tło fabuły jest niczym zmieniająca się mozaika. Biedna wieś, położona gdzie diabeł mówi dobranoc, zacofana w której jakby stanął czas. Prowincjonalne miasto, jak dobrze mi znane i bliskie sercu, które stoi gdzieś pomiędzy wsią a wielkim światem. I w końcu jakże kontrastowy, inny, nowoczesny, światowy obraz Zachodu przeciwstawny Wschodowi. Przenikające się kultury, które jakby chciały znaleźć jakiś kompromis trwania i niezwykłe kobiety, w których drzemie siła, moc, chęć i wola przetrwania na przekór losowi i przeszkodom są ogromnym atutem, które dodają książce blasku. 

Jak już wspomniałam to nie była książka lekka, ani łatwa, ani przyjemna. Czasami jej treść boleśnie skupiała uwagę, zmuszała do koncentracji, a i refleksji nad istotnymi sprawami życia. Z powieści bije też bardzo wyraziście prawda o przemijaniu, o kruchości każdego człowieka, który ma w sumie na przeciw wieczności tylko chwilę swojego krótkiego życia. 
Tak, to była wyjątkowa lektura, to była zaskakująca literacka niespodzianka, to było ciekawe zaskoczenie w świecie słów. Polecam z całego serca osobom szukającym czegoś naprawdę niesztampowego wśród współczesnej prozy rodzimych twórców. 



poniedziałek, 18 maja 2020

Janusz L. Wiśniewski "Nazwijmy to miłość"


Wydawnictwo Literackie
data wydania 2020
stron 168
ISBN 978-83-08-07040-6

Miłość niejedno ma imię i oblicze

- I jak tam nowa książka Wiśniewskiego? - zapytała mnie mama widząc co czytam piątkowego popołudnia.
- A jak myślisz? - odpowiedziałam.
- Z Twojej miny wynika, że jak zwykle. Czyli rewelacja. 
- A zgadza się mamo. Autor trzyma fason i zachwyca. 

Taki dialog miał miejsce w ostatni piątek. Choć tytuł nie jest zbyt obszerny nie myślcie, że szybko go przeczytacie i szybko sięgnięcie po kolejną książkę. 
Bo te niewiele ponad 160 stron będzie Was frapowało dłużej niż niejedno grube tomiszcze, niż kilkutomowa historia. Możecie oczywiście zapytać, no ale jak to? 
Ano tak to, bo Janusz Wiśniewski jest oszczędny w słowach, stosuje pisarskie, jakże właściwe mu skróty. Czego jak czego, ale treści nie można mu odmówić. Wystarczą trzy lub cztery strony, a naprawdę będzie co czytać, co rozważać, nad czym się zastanawiać, nad czym rozmyślać. 

Czym tak właściwie jest najnowsza książka Autora "Samotności w sieci?"
To zbór opowiadań, których tematem przewodnim jest miłość. Miłość jako uczucie, które ma bardzo różne imiona i oblicza. Nie jest słodka i romantyczna. Ma fundamenty sensu stricte naukowe o zabarwieniu chemicznym. Rodzi się wskutek procesów chemicznych, a nie romantycznych porywów serca. A może jednak chemia łączy się z rytmem serca? I tu zaczyna się burza myśli, a czytanie przerywa maraton kwestii, które samoistnie rodzą się w głowie czytelnika. 
Wiśniewski patrzy na miłość jako człowiek, jako naukowiec, jako ten, który bardzo lubi poznawać ludzkie historie, ludzkie perypetie, kroniki uczuć innych, które nie zawsze, a właściwie wcale nie pasują do powszechnego wzorca. 
Bohaterami poszczególnych części książki są bardzo różni ludzie. Ich przypadki mienią się różnymi kolorami tęczy niczym bardzo barwny kobierzec. Wynika z nich, że opracowanie jednolitej definicji uczucia jest niemożliwe, nierealne. Gdyby ktoś jednak tego dokonał byłby daleki od prawdy. Niemniej jednak nie sposób nie zgodzić się z opinią, że kto szuka miłości szuka zarazem szczęścia, szuka idylli. 

Miłość jest nam do życia niezbędna. To mądra teza, która pada w lekturze wielokrotnie. Bo nasze życie bez tego uczucia podpada jedynie pod egzystencję, ale i miłość dąży do przetrwania gatunku. To dzięki niej, lub stanom z nią mylonym rodzą się kolejne pokolenia. 

Książka składa się czterech części. Każda z nich jest ogromnie wymowna. Każdą z nich pochłonęłam z ogromną uwagą i uznaniem dla geniuszu Autora. Potrafi on dostrzec to, co wielu nie zauważy. Wyodrębnić to, co ważne, ale przysłonięte pędem życia i świata. Lektura jest naprawdę niezwykle osobista. Przemawia i zmusza to myślenia nad jej treścią. Treścią, która moim zdaniem ociera się o filozofię. Można z nią polemizować, można z nią dyskutować, można z nią się zgodzić lub nie. 

Janusz Leon Wiśniewski po raz kolejny napisał genialnie i wyjątkowo. To nie jest jednak łatwa książka dla każdego. Owszem można ją przeczytać, ale by w pełni zrozumieć jej przesłanie trzeba pewnego wysiłku. Nie każdy będzie może miał na to ochotę. 

Po raz kolejny stwierdzę, że książka Wiśniewskiego mną zawładnęła, zaczarowała mnie, wprowadziła na pewne metafizyczne ścieżki. Jak zawsze pochwalę styl i język, celność poglądów, wybitnie trzymane pióro. Czytelnik musi być przygotowany na to, że zatapiając się w lekturze przekroczy pewne granice, wejdzie z opisanymi osobami w bardzo intymne relacje. Śmiało można powiedzieć, że wejdzie w ich życie z przysłowiowymi butami. Taka jest proza Janusza Wiśniewskiego i za to ją bardzo cenię. 

Reasumując "Nazwijmy to miłość" to "kawał" znakomitej polskiej prozy, to solidny warsztat, to książka napisana w ogromnym talentem. Namawiam do jej poznania, do jej nie tylko przeczytania, ale i przestudiowania. Naprawdę warto. 

czwartek, 26 marca 2020

Katarzyna T. Nowak "Nienasycona"



Wydawnictwo Literackie
data wydania 2020
stron 144
ISBN 978-83-08-06982-0

W szponach nałogu

Miliony ludzie codziennie na całym świecie sięgają po alkohol. Jedni wypijają tylko symboliczną ilość. Wystarczy im lampka wina do obiadu, jedno piwo przy grillu czy jeden drink do kolacji. Inni świętują jakieś okazje i wypiją trochę więcej. Wśród pijących większość to osoby, które sięgają z rozsądkiem i umiarem po procentowe trunki. Niestety są i tacy, którzy tracą nad swoim piciem kontrolę, a alkohol przejmuje władzę nad ich życiem. Staje się ich panem i bogiem, a oni jego przymusowymi niewolnikami. Zwykle na początku mało kto zdaje sobie sprawę na jaką ścieżkę wkroczył i dokąd ona prowadzi. Łatwo wplątać się w pajęczynę nałogu, trudniej zdać sobie z tego sprawę, a najtrudniej odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Nie jest to wprawdzie niemożliwe, ale bardzo, bardzo trudne. 

W tej notce będę chciała Was zachęcić do przeczytania kolejnej książki autorstwa Katarzyny T. Nowak. Poprzednią, "Rok na odwyku" czytałam wiosną 2018 roku. Zrobiła na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Sięgając po "Nienasyconą" wiedziałam, że lektura będzie wstrząsająca i bolesna, że pokaże jak słabi bywamy wobec nałogów, które wielu z nas lekceważy zbyt pochopnie. 

Główną bohaterką niezbyt długiej, ale nadzwyczaj wymownej powieści jest Agata. Pisarka, samotna kobieta, która wpada w sidła procentów. Jej życie przypomina jazdę na szalonej karuzeli, z której nie można zejść kiedy się chce i która wiruje zbyt szybko. Agata nie kontroluje już niczego w swoim życiu. Rytm jej dni wyznaczają wypite butelki trunków, połknięte kolejne blistry leków uspokajających, kupione bez zastanowienia niepotrzebne rzeczy. Nie zależy jej na pracy i pisaniu książek. Wpada w pętlę długów, odrzuca pomocne dłonie, unika kontaktów z rodziną, która chce jej pomóc. Agata upada na dno, wpada w głębokie bagno, czuje się nieszczęśliwa. W jej sercu drzemie tęsknota za normalnością, za czułością, miłością i byciem w związku. Niestety nie ma siły podnieść się na kolana i wziąć się z alkoholem za bary...

"Nienasycona" to bardzo trudna, wymowna i przemawiająca książka. Szokująca i ukazująca całą prawdę o piciu. Piciu, które rujnuje życie w każdym jego aspekcie, które zaciska pętlę i nie ma litości. Jeśli macie mocne nerwy i jesteście gotowi na wstrząsającą powieść zatopcie się w losach kobiety, która jest na dobrej ścieżce do przegrania życia. Nałóg zabiera jej wszystko, odziera z człowieczeństwa, łamie bariery, zatraca w sobie, zmusza do zapomnienia o tym, co w życiu ważne. Jest nietolerancyjny i zaborczy. Dzień po dniu zaciska swoje macki, zmusza do postępowania wbrew logice. Sprawia, że ważny staje się tylko kolejny kieliszek, butelka czy puszka. Poza tym nic innego nie ma sensu. 

Czytając tę lekturę możemy zajrzeć w życie tysięcy osób tożsamych Agacie, mających ten sam problem. Nam, trzeźwym może on wydać się nierealny, ba nieprawdziwy, przesadzony, wyolbrzymiony. Niestety takie jak opisane w książce jest jego prawdziwe oblicze. Lektura z pewnością rozszerzy nasze horyzonty, ale i pomoże zrozumieć osoby pijące nałogowo. 
Osobiście miałam taką kobietę w swoim otoczeniu. Byłam na nią zła, że wolała popołudnie z butelką niż spotkanie z przyjaciółmi. Teraz rozumiem, że ta decyzja była wymuszona przez nałóg, podyktowana wbrew sobie, a osoba pijąca postępowała inaczej niż chciała. Lektura tego tytułu pozwala na szczegółowe spojrzenie, właściwe spojrzenie na osoby pijące i naświetla metody jak próbować im pomóc. 

Czytanie dosłownie wyprało mnie emocjonalnie, zmęczyło i poturbowało moją psychikę. Skutecznie przestrzegło, by nigdy nie pofolgować sobie w topieniu smutków w alkoholu. Czytałam i miotały mną różne uczucia. Żal mieszał się z oburzeniem, bezsilność z buntem. 
"Nienasycona" powinna być obowiązkową lekturą dla ludzi młodych, którzy wchodzą w dorosłość nieświadomi pułapek jakie mogą na nich czyhać. To ważna, dobrze napisana i potrzebna książka. Polecam. 

sobota, 12 października 2019

Roma Ligocka "Jeden dobry dzień"


Wydawnictwo Literackie
data premiery 30 październik 2019
stron 188
ISBN 978-83-0806-944-8

Książka na miarę Nobla

W mojej duszy panuje cisza, spokój, nostalgia, skupienie, zaduma. Tak najkrócej mogę Wam opisać mój stan wewnętrzny po lekturze najnowszej książki Romy Ligockiej, której prapremiera będzie miała miejsce na krakowskich Targach Książki. Dzięki współpracy z Wydawnictwem Literackim już mogłam się zanurzyć w jej treści. To było coś więcej niż dobra, ba doskonała lektura. To było coś metafizycznego, coś jedynego w swoim rodzaju. Coś, co sprawiło, że Autorka "Znajomej z lustra" stała mi się bardzo bliska. Bliska niczym genetyczny bliźniak. Drzwi do tej relacji otworzyła szczerość z jaką napisany jest "Jeden dobry dzień". To proza wyjątkowa, ale dla mnie to jednak nic dziwnego. Bo Roma Ligocka to dla mnie wybitna literacka marka, która gwarantuje spotkanie z literaturą najwyższych lotów. Czytając bardzo wiele, czułam, że ta pozycja wywrze na mnie mocne piętno. Tak się stało. Zapisane słowa wręcz "wytatuowały" moją duszę do żywego. Myślę, że wpływ miały na to w pewnym sensie też okoliczności w jakich przyszło mi czytać książkę. 

Większość ludzi gdy przeżywa trudne chwile sięga po lektury relaksujące, lekkie, łatwe i przyjemne. Ja niestety nie. Mnie wtedy smakują książki bolesne, trudne, tragiczne, smutne. Taka już jestem. Po wypadku komunikacyjnym dane mi było zagłębić się w treść pełną żałoby i boleści. Smutnej prawdy o kruchości ludzkiego życia, pożegnaniu na zawsze, odchodzeniu i przemijaniu. To właśnie ona stanowi oś, trzon, kręgosłup tytułu. Jest w niej też coś więcej. Ale to właśnie choroba i towarzyszenie w chorowaniu jest tym, co najważniejsze. 

Roma Ligocka towarzyszy przez rok bliskiemu mężczyźnie w bólu, walce, szpitalnej rzeczywistości i godzeniu się z tym, że nadzieja umiera wraz z nim. To trudne 12 miesięcy, to cierniowa droga pełna bólu fizycznego i psychicznego. Wiek 55 lat to przecież nie czas by odchodzić. To dopiero preludium do życiowej dojrzałości, przednówek jesieni życia, która przecież może trwać wiele, wiele cennych, dobrych i owocnych lat. Ktoś jednak zdecydował, że to rak wygra i zbierze żniwo. 
Autorka pisze niezwykle osobiście, emocjonalnie i szczerze. Roma Ligocka odsłania swoją duszę bez najmniejszego woalu. Wręcz spowiada się czytelnikom z niełatwych przeżyć, gorzkich chwil, którego mocno zabolały.
 "Jeden dobry dzień" to też książka o radzeniu sobie z bólem po stracie, z pustką która wydaje się być bez dna. Po tej lekturze nie sposób nie docenić życia, jego najmniejszych elementów. Dni, chwil, które trzeba, koniecznie trzeba przeżyć jak najlepiej, jak najbardziej intensywnie. Ta lektura daje pewnego rodzaju receptę, ale i nadzieję. 
Gdyby przyszło mi ocenić tę pozycję nasuwa się jedno konkretne słowo. Wybitna. Wybitna w każdym calu. Wybitna pod względem stylu, treści, przesłania jakie w sobie niesie, języka. Nie jest to proza łatwa, z pewnością ambitna, refleksyjna, ale i nie bezbrzeżnie smutna. 
To książka do przeczytania, ale i przeżycia, przemyślenia. Gorąco ją polecam. 
Moja ocena 9/10.

sobota, 10 listopada 2018

Stefan Szczepłek "Szkoła falenicka"



Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2018
stron 264
ISBN 978-83-08-06592-1

Cudowny świat z dziecięcych i młodych lat

Wspomnienia... Są niczym skarby. Każdy z nas gdy dorośnie, osiągnie życiową stabilizację, rozgości się w dojrzałym życiu zawsze wraca do czasów dzieciństwa i młodości. Przeszłość wspomina się z łezką w oku, sentymentem i rozczuleniem. 
Czasem owe wspomnienia zostają spisane i dzięki temu powstają rewelacyjne książki, które pokoleniu Autorki czy Autora pozwalają na sentymentalną podróż w przeszłość, a młodszym czytelnikom dają możliwość poznać inną rzeczywistość niż im współczesna. 

W dzisiejszej notce chciałabym polecić Wam lekturę takiej właśnie książki, którą napisał związany od najmłodszych lat ze sportem uznany komentator i dziennikarz sportowy Stefan Szczepłek rocznik 1949. Jego młodość i dzieciństwo przypadło na czasy powojenne i okres PRL-u, kiedy żyło się zdecydowanie inaczej niż dzisiaj. Nie było cudów techniki, nie istniał internet, nie było telefonii komórkowej, ani po ulicach nie jeździło tyle samochodów. Żyło się jednak barwnie i ciekawie, kontakty międzyludzkie były zdecydowanie bardziej bezpośrednie, a do szczęścia trzeba było o wiele mniej. Bo wtedy kolekcjonowało się chwile, a nie rzeczy. 

Autor książki wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkał przez wiele lat w Falenicy, którą wchłonęła stolica. W niewielkim domku bez wygód przeżył wiele cudownych chwil, które na zawsze zagościły w jego pamięci. W domu żyło się bez luksusów i zbytków, skromnie aczkolwiek pogodnie. Rodzice starali się jak mogli by dzieci zdobyły odpowiednie wykształcenie. W rodzinie królowała miłość i szacunek. Autor bardzo ciepło wspomina mamę, która nauczyła go jak być dobrym człowiekiem, patriotą i iść przez życie fair play. 
Książka dzieli się na piętnaście bardzo ciekawych rozdziałów, które dotyczą takich kwestii jak rodzina, szkoła, świat kina oraz muzyki. Pokazują one drogę ku dorosłości poprzez uprawianie sportu, pierwsze randki, studia i wojsko. W tym okresie nie zabrakło ciekawych lektur, świetnych filmów i kontaktu z rówieśnikami. 
Opisując swoje młode lata Stefan Szczepłek pokazuje nam współczesną mu rzeczywistość, która odeszła już do przeszłości. Dziś młodzi ludzie patrzą na świat zdecydowanie inaczej. Szybciej konkurują ze sobą, ale ta rywalizacja nie zawsze ma uczciwe fundamenty. 
Tamten świat jest sentymentalny i prostszy. Chwilami idylliczny i pozbawiony obłudy czy fałszu. 

Ten tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Jego treść chwyta za serce i zaprasza do świata, który stanowczo kontrastuje z tym, co nas otacza tu i teraz. Inne priorytety, inne obyczaje, inne marzenia, inne cele. Radość z prostych spraw, szacunek dla wieku, zachwyt tym, co zachodnie. Sportowe marzenia, pasja, która odcisnęła piętno na całym życiu - to wszystko składa się na treść autobiografii Stefana Szczepłka. Humor, emocje, autentyczne przeżycia drzemią na kartach książki. Treści nie brakuje dowcipu, a prozie elegancji, dbałości o styl i galanterii. To właśnie dlatego ta książka otula czytelnika miękko jak cieplutki kocyk. I jest miła w odbiorze. Warto poznać ten niezwykły zakątek jakim była dawna Falenica, która otworzyła Autorowi przepustkę do świata sportu, sławnych osobistości i zawodowej kariery.
Publikacja bardzo miło zaskoczyła mnie na plus. Spodziewałam się dobrej książki, a odkryłam prawdziwą perełkę, którą gorąco polecam.


wtorek, 4 września 2018

Anna Brzezińska "Woda na sicie"



Wydawnictwo Literackie
data wydania 5 września 2018
stron 352
ISBN 978-83-0806-549-5

Rzecz o czarownicy

Jeśli jako dzieci uwielbialiście bajki to mieliście styczność z czarownicami. Były to złe postacie, czarne charaktery, kobiety, które miały styczność z magią i nieczystymi siłami. Ale czarownice ponoć istniały naprawdę. Bynajmniej skazywano je w procesach za uprawianie czarów w minionych wiekach, palono na stosach, topiono w imię oczyszczania świata z sił zła. Dziś to wszystko wydaje się przerysowane, ale kiedyś... No właśnie, gdybyście drogie Czytelniczki zostały skazane za uprawianie czarów to mina by Wam bardzo zrzedła. 

Rok temu pewna zdolna polska pisarka zabrała mnie na Wawel - mowa o Annie Brzezińskiej i jej powieści "Córki Wawelu" - jej recenzję znajdziecie pod linkiem https://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2017/09/anna-brzezinska-corki-wawelu.html
A dziś w dniu premiery chciałabym opowiedzieć o najnowszej książce Pani Anny. Jej główną bohaterką jest nikt inny jak właśnie czarownica. I to ona w pierwszoosobowej narracji snuje w trakcie kolejnych przesłuchań przez Święte Oficjum opowieść o swoim życiu. Było ono bardzo barwne i obfitowało w wiele zdarzeń.

La Vecchia żyła w czasach kiedy za uprawianie czarów wyrzucano za nawias społeczeństwa i surowo karano. Powieść przenosi nas do krainy stylizowanej na średniowieczną czy wczesnorenesansową Italię. Główna bohaterka jest bękartem urodzonym przez kobietę upadłą i nie wie, kto jest jej ojcem. Ma rodzeństwo i wychowuje się w biedzie. Opowieść o życiu snuta przez La Vecchię jest kręta i niespójna. Wynika z niej, że wcześnie straciła matkę, została zgwałcona i wygnana z rodzinnych stron. Przyszło jej podróżować i jeść chleb z niejednego pieca. Żyła raz w dostatku, a raz w biedzie. Miała różnych kochanków i była utrzymanką wielu mężczyzn. Jej życie erotyczne było burzliwe. Nie raz miała kłopoty z prawem. Ponoć widziała smoka. 

Snuty przez oskarżoną o czary kobietę monolog jest bardzo mozaikowy i niespójny. By zachować życie kluczy ona w swoich zeznaniach i wciąż je ubarwia. Kim tak naprawdę jest? Czy aby nie kobietą przytłoczoną przez męski świat, która ma jednak odwagę mówić mocno i wyraziście? Tej odwagi zabrakłoby większości białogłów żyjących w tamtych czasach. 
Czy chcecie poznać jej losy? 

"Woda na sicie" to książka wyjątkowa i niełatwa, ale taka, która ma w sobie coś magicznego, co przykuło moją uwagę od początku lektury do jej końca. Nie mogłam oprzeć się opowieści, która ma w sobie tyle interesujących elementów. Sama powieść przekracza wszelkie ramy i jest moim zdaniem porywająca i poruszająca. Robi wrażenie ze względu na treść, formę i tematykę którą w niej podjęto. Procesy czarownic zawsze chyba przyciągały uwagę ogółu. Ludzie tak kiedyś, jak i dziś byli ciekawi kobiet, które ponoć miały układy z diabłem. Dziś wydaje się to nieco infantylne, ale kiedyś ludzie wierzyli przecież w tyle zabobonów, czarów i mitów, a Kościół tylko umacniał w swoich wyznawcach istnienie osób nawiedzonych i złych które należało usunąć. 
Zeznania starszej kobiety wydają się być na pograniczu prawdy i fikcji, realnego życia i fantasy. Dopatrzyłam się w nich elementów i bajkowych i kryminalnych. Gości w nich i przygoda i historia. Czyta się je wspaniale, choć brak dialogów dla niektórych może być pewnym utrudnieniem. Osładza je treść, która wywołuje niekiedy uśmiech, ale i wzruszenie czy emocje. Bywa mrocznie, bywa strasznie, bywa groźnie, bywa nieco bajkowo. 
Reasumując jeśli urzekły Was "Córki Wawelu" to ta powieść również podbije Wasze serca. Jeśli nie znacie pióra Anny Brzezińskiej to macie okazję to zmienić. Atutami tytułu jest styl w jakim napisano tę książkę, jej klimat i ciekawa fabuła, która zaprowadzi Was do wyjątkowego świata, w którym moralność jest nieco inna niż dziś. Gorąco polecam i zapraszam do świata La Vecchi. 

środa, 2 maja 2018

Katarzyna T. Nowak "Rok na odwyku"



Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2018
stron 144
ISBN 978-83-08-06484-9

Odwyk to nic innego jak walka o życie

Przeżywam obecnie jeden z najtrudniejszych okresów mojego życia. Mam powody do radości, ale i muszę się pogodzić ze stratą. Stratą której można było uniknąć, gdyby ... Jest mi ciężko na duszy i mimo wszystko muszę dalej iść do przodu. Nie jestem sama, mam wsparcie w bliskich i przyjaciołach. Pomocne są książki - sprawdzone lekarstwo na smutki. Wydawać by się mogło, że idealna w obecnym czasie dla mnie jest literatura lekka i łatwa. A tu zonk. Właśnie nie. Dobrze czyta mi się trudne, mocne i wstrząsające książki. Do takich należy lektura wydana nakładem Wydawnictwa Literackiego, która opowiada o trudnej drodze. Drodze z piekła do normalności. Sama nigdy nie znalazłam się na ścieżce uzależnienia, ale przeczytanie tego tytułu okazało się mi bardzo pomocne. Nie tylko z powodu poznania tych mroczniejszych stron życia i ludzkiej natury, ale i bym zbyt łatwo nie sięgnęła na długo po leki, które mają niekiedy bardziej zgubne niż lecznicze skutki. 

Odwyk to jedyna droga by wyrwać się ze szponów nałogu. To droga z pewnością pod górę pełna zakrętów i przeszkód. Nie wszystkim udaje się ją pokonać i dojść szczęśliwie do celu, którym jest odzyskanie kontroli nad sobą i własnym życiem. 
Autorka książki opowiada o roku swojego życia, który spędziła w zamkniętym zakładzie odwykowym. Ten rok był trudny, ale zarazem konieczny by móc normalnie cieszyć się życiem.

Jak się okazuje w szpony jakiegokolwiek nałogu wpaść jest bardzo łatwo. Początki bywają niewinne a często przyjemne. Używka daje złudne poczucie spokoju, pewności siebie, normalności. Kiedy przekracza się pewną niewidzialną linię życie staje się katorgą. Nałóg zabiera wszystko, niszczy niczym tornado i jest bezlitosny. Jak ciężko z niego wyjść opisane jest na kartach kroniki powrotu do świata, który ma kolory. Autorka trafiła do ośrodka w nienajgorszym stanie, ale okazało się, że ma wiele do zmiany w swoim świecie i wiele do przepracowania by móc powiedzieć - kocham żyć. 

To lektura oszczędna w słowach i ilości zapisanych stron. Bogata w treść. Nie jest łatwym kąskiem do przeczytania. Czyta się ją powoli, a wiele słów szokuje i przejrzyście uświadamia, jak to jest walczyć z tak groźnym wrogiem. Pomocni są terapeuci, odpowiednie leki, ale to każdy uzależniony stacza walkę. To nie jest książka dla każdego i nie wystarczy ją tylko przeczytać. Ją trzeba przeżyć, przemyśleć, zrozumieć by docenić trud jej napisania i intencje, które kierowały jej Autorką. Na jej kartach trudny temat goni kolejny. Nałogi - uzależnienie od alkoholu, leków, narkotyków, hazardu, nieprawidłowe relacje rodzinne, przemoc - to problemy, które dotykają Panią Katarzynę i jej współtowarzyszy. W tej książce nie ma miejsca na dobre maniery, elegancję, kulturę itd. Tu scenariusz obfituje w drastyczne sceny. Z tej pozycji dowiecie się jak nisko może upaść człowiek i jak wiele wysiłku trzeba by wrócić z piekła uzależnienia. Książka jest przestrogą, szczerą relacją, wyjątkową kroniką, świadectwem, że można powstać z kolan i zacząć od nowa. 
Droga do trzeźwości jest trudna, ale można ją pokonać. Oby ta lektura trafiła w ręce tych, którym pomoże, którzy znajdą w niej pocieszenie i zaczerpną z niej sił. 
Płynie z niej morał, że życie może być wolne i piękne. Podziwiam Autorkę i z serca jej gratuluję i walki i odwagi napisania o niej. 

czwartek, 1 marca 2018

Joachim Petterson "Pszczoły"



Wydawnictwo Literackie 
data wydania luty 2018
stron 192
ISBN 978-83-0806-469-6

Zostań sąsiadem pszczół

O tym, jak ważną rolę odgrywają pszczoły w przyrodzie i życiu człowieka mówi się ostatnio bardzo dużo. Nie brak też informacji o tym, jak pszczoły żyją, jak funkcjonują pszczele rodziny, jaki jest ich cykl rozwojowy i jakie niebezpieczeństwa im grożą. Populacja pszczół ulega kurczeniu się, a to może wywołać bardzo złe skutki dla ludzi na całym świecie. Mówi się, że gdy wyginą pszczoły to ludzkość czeka także zagłada. 

By temu zapobiec powinno powstawać jak najwięcej nowych pasiek, liczba uli powinna się rozrastać. I nie chodzi tu tylko o wielkie pasieki które liczą wiele pszczelich domów. Każdy z nas dysponując nawet niewielkim ogrodem może postawić w nim ul czy dwa i dzielić swoją przestrzeń życiową z tymi pracowitymi owadami. Korzyści jakie to przyniesie okażą się naprawdę ogromnie. Jak to zrobić? 
Odpowiedź na to pytanie z pewnością znajdziecie w publikacji Joachima Pettersona. 

Niezbyt gruba pozycja jest niezwykle treściwa, pięknie wydana, uzupełniona fotografiami i pełna ciekawego przekazu. Dowiecie się z niej bardzo wiele cennych informacji. W pigułce przedstawione jest życie pszczół, ich cykl rozwojowy, zapotrzebowania i zwyczaje. Autor w skrócie opisał rok z życia pożytecznych owadów i scharakteryzował produkty jakie pszczółki produkują. Tych dóbr nic nie jest w stanie zastąpić. Z lektury dowiecie się też o rodzajach miodu i możecie spróbować zawartych w niej przepisów kulinarnych na dania z dodatkiem miodu.

Większa część tej publikacji poświęcona jest poradnictwu jak zostać właścicielem pasieki, jak ją założyć, jakie kupić akcesoria, jak przygotować się merytorycznie do opieki na pszczelą rodziną. W przystępny sposób przedstawiony jest kalendarz prac w czasie trwania kolejnych pór roku. Przejrzyście wyszczególnione są korzyści z posiadania uli. 
Tytuł w powyższych kwestiach zdradza doświadczenia Autora, który mieszka w Szwecji. 

Książka jest napisana prosto i dzięki temu jest łatwa w odbiorze. Czytelnik nie jest bombardowany milionem informacji na raz, a są one dawkowane w sposób jednostajny i łatwy do zrozumienia. Problematyka jest dobrze wyczerpana, a z treści płynie spora zachęta do pracy z pszczołami. Nie jest ona zbyt trudna, a daje olbrzymią satysfakcję. 
Książka napisana z pasją i zaangażowaniem zdradza pewne tajemnice przyrody i uczy do niej szacunku. Ciekawa propozycja na wiosnę i na prezent. 


czwartek, 14 września 2017

Anna Brzezińska "Córki Wawelu"






Wydawnictwo Literackie
data wydania premiera 14 wrzesień 2017
stron 696 
ISBN 978-83-0806-393-4

Opowieść o królewnach i karlicy

Schyłek panowania dynastii Jagiellonów w Polsce to moja ulubiona epoka historyczna. W tym okresie Rzeczpospolita była mocarstwem i liczyła się na mapie politycznej Europy. Niestety syn Zygmunta Starego - August mimo iż był trzykrotnie żonaty zmarł bezpotomnie. Syn królowej Bony miał cztery siostry rodzone i jedną przyrodnią. To właśnie jagiellońskim królewnom jest poświęcona obszerna publikacja Anny Brzezińskiej, która ma w swoim dorobku powieści z gatunku fantasy wydawane pod pseudonimem Sigrid.

"Córki Wawelu" to książka historyczna, którą już na samym początku jej rekomendacji ocenię krótko aczkolwiek treściwie. Po prostu WSPANIAŁA.
Jej treść odkrywałam dwutorowo. Z jednej strony pasjonowałam się losami karlicy Dosi, która trafiła na wawelski dwór, z drugiej poznawałam epokę w której rozgrywa się akcja powieści, a dzięki temu, że autorka przestawiła ją w sposób precyzyjny, ciekawy i bardzo szczegółowy dowiedziałam się bardzo wiele i ogromnie poszerzyłam swoją wiedzę. 

Regina pochodzi z podkrakowskiej wsi. Jest biedna i marzy o lepszym życiu. Jak wiele dziewczyn w jej wieku i sytuacji postanawia poszukać szczęścia w Krakowie. W podwawelskim grodzie podejmuje pracę służącej u słodownika mistrza Bartłomieja. Jej pracodawca wymaga od niej nie tylko usług dotyczących prac domowych. Wykorzystuje naiwną dziewczynę seksualnie wbrew jej woli. Regina jest bezsilna i nie ma nic do gadania. Nie ma komu się poskarżyć i wyjawić swojej krzywdy. Nikt nie uwierzy ubogiej służącej, każdy potępi ją i uzna winę biedniejszej. Z tego związku rodzi się potajemnie dziecko, które jest upośledzone. Mały potworek płci kobiecej po krętej drodze dzieciństwa i młodości trafia w końcu na królewski dwór. Karły są w XVI wieku w modzie i cenie. I tak zaczyna się niezwykła dworska przygoda dziewczynki w ciele karła...

"Córki Wawelu" to znakomita lektura, którą czyta się długo i bardzo przyjemnie. Nie można przeczytać jej w jeden wieczór, ale każda chwila spędzona przy jej poznaniu to czytelniczy raj. Książka jest w aptekarskich szczegółach dopracowana, a Autorka - znakomita znawczyni epoki pozwala poznać ją dogłębnie i w różnych aspektach. Na jej kartach ukazane jest życie przeróżnych warstw społecznych. Biednych i bogatych. Kobiet przede wszystkim, ale i mężczyzn, którzy w tamtych wiekach zdominowali świat płci pięknej. W tej rzeczywistości kobiety mają być ciche i pokorne, posłuszne i podporządkowane. Tylko nieliczne z nich jak choćby królowa Bona próbują walczyć o swoje. My czytelnicy poznajemy ten nieprzyjazny niewiastom świat oczami karlicy Dosi, która była postacią historyczną. Dosia choć upośledzona na ciele dociera najwyżej jak można. Mieszka na królewskim dworze. Bierze udział w dworskim życiu obok królowej i jej córek. Królewien, który choć urodziły się najwyżej jak można wcale nie miały beztroskiego życia.

W lekturze znajdziemy to, czego nie zawierają podręczniki szkolne czy akademickie. Znajdziemy ówczesne życie, zajrzymy na biedne zaułki, zakątki, gdzie żyją najbardziej ubodzy i damy lekkich obyczajów. Zobaczymy jak funkcjonowało ówczesne społeczeństwo, jakie były zwyczaje, tradycje, przesądy i jak wyglądał dzień służącej a jak królewny. Autorka obdarza mnóstwem przepięknych, długich, ale nienużących opisów, które barwnie dokumentują Kraków tamtych lat, które ukazują prawdziwe obrazy. Czytając je ma się wrażenie rzeczywistej obecności w tamtych, tak odległych czasach. Ta książka to kopalnia wiedzy przekazanej w sposób ciekawy, plastyczny i przemawiający do czytelnika.

Ta lektura jest inna od wszystkich książek dotyczących tego tematu, które czytałam, a dodam, że było ich sporo. To książka, która mówi do wyobraźni, która dostarcza emocji, która pozwala przenieść się w czasie i zasmakować życia w innych realiach. Gorąco jej przeczytanie polecam. Mistrzowskie dzieło, którego nigdy nie zapomnę, bo rzadko kiedy aż tak bardzo zatracam się w słowie pisanym.



poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Piotr Pustelnik, Piotr Trybalski "Ja, pustelnik. Autobiografia"






Wydawnictwo Literackie 
data premiery 14 wrzesień 2017
stron 494
ISBN 978-83-0806-319-4

O himalaiście, który został polarnikiem

Książka przybliżająca sylwetkę jednego z najbardziej znanych i cenionych polskich himalaistów to lektura łącząca dwa gatunki - literaturę wysokogórską i biografię. Czytałam ją zachłannie, na jednym wdechu. To tytuł, który zasługuje na najwyższe uznanie, a czyta się go niczym wyborną powieść przygodową. Publikacja powstała w wyniku wielu godzin rozmów i przedstawia bardzo wyczerpująco drogę po koronę złożoną z "himalajskich brylantów". Ale nie tylko to składa się na jej treść. To także ukazanie zmian zachodzących w alpinistycznym środowisku na przełomie wielu lat i uświadomienie czytelnikom jak bardzo bakcyl wspinania po himalajskich szczytach wpływa na człowieka ogarniętego tą pasją i jego otoczenie.

Gdy Pan Piotr przyszedł na świat pewnie nikt nie wróżył mu himalajskiej kariery. Jako dziecko miał poważne problemy kardiologiczne, które mogły wykluczyć tak wyczerpującą pasję.  Na szczęście serce okazało się wytrzymałe na rozpoczęcie wspinaczkowej kariery i pozwoliło poskromić wiele wierzchołków. Oczywiście zaczęło się od Tatr. Droga na ośmiotysięczniki była kręta i nietuzinkowa, inna niż kolegów po fachu, którzy osiągnęli wielkie sukcesy. A mimo to udało się zdobyć wszystkie 14 najwyższych szczytów na Ziemi. Niektóre z nich okazywały się łaskawe za pierwszym wejściem, inne wymagały kilku prób by dały się złoić. Piotr Pustelnik wspinał się w różnym stylu, z wieloma partnerami wśród których nie brak himalajskich sław (Wanda Rutkiewicz, Artur Hajzer, Piotr Morawski). Na wyprawach zdarzyło się wiele przygód, niespodzianek, ale i nie zabrakło momentów groźnych, tragicznych naznaczonych śmiercią towarzyszy liny. Psikusy płatała pogoda, ale i  psychika. Nie zabrakło otarcia się o śmierć, chwil zwątpienia, żałoby, ale i radości z osiągniętego celu. Czytając relacje z wszystkich wypraw na himalajskie olbrzymy można szukać odpowiedzi czym góry przyciągają człowieka, że brnie po linie narażać życie i zdrowie, co w nich jest tak wyjątkowego, że skutecznie niczym najatrakcyjniejsza kochanka odciągają od rodziny i dzieci.
Mimo że w publikacji życie prywatne alpinisty jest zepchnięte na margines łatwo odkryłam, że bycie żoną mężczyzny z taką pasją to trudne wyzwanie, a taki związek wymaga wiele, bardzo wiele cierpliwości i kompromisów. Góry bowiem za swe poskramianie żądają poświęcenia nie tylko alpinisty, ale i jego rodziny.

W relacjach widać ogromną chęć przybliżenia górskiego świata zwyczajnym ludziom, którzy nie znają reguł gry na sporych wysokościach, którzy nigdy nie byli na wyczerpującej górskiej wycieczce i nie poczuli trudu wejścia na szczyt. Temu służy wyjaśnienie na początku książki terminologii górskiej i slangu niezwykle hermetycznego środowiska. Nie brak także głosu dzieci głównego bohatera i opowieści o tym, co dalej po górach, co zajmuje czas na górskiej emeryturze.
"Ja pustelnik. Autobiografia"  to wybitna pozycja, która zyskuje w mojej opinii status bestsellera i jednej z najlepszych książek jakie dane mi było czytać w ostatnim pięcioleciu. Gorąco polecam.