wtorek, 30 marca 2021

Monika Sawicka " Nie bo piekło"

 


Wydawnictwo E-bookowo
data wydania 23 kwietnia 2021
stron 105

Kara bez winy

Od października ubiegłego roku w Polsce oprócz pandemii covid19 zaczęło być głośno jeszcze o jednym, trudnym temacie. Rządzący zafundowali polskim kobietom zaostrzenie prawa aborcyjnego. W myśl niego Polki nie mogą dokonać aborcji w sytuacji, gdy ich nienarodzone dziecka posiada wady letalne. Czym one są? Otóż są to zaburzenia rozwojowe u płodu, większość z nich powstaje w bardzo wczesnym etapie ciąży. Ich rozpoznaniu służą badania prenatalne. Ich potwierdzenie jest niestety wyrokiem. Możliwości są okrutne: poronienie, urodzenie nieżywego dziecka, śmierć tuż po narodzinach często przy przedwczesnym porodzie. Ciąża płodu z wadami letalnymi niesie często ze sobą zagrożenie życia i zdrowia matki. Najczęściej spotykane wady letalne to ektopia serca, syronemelia - zespół syreny lub anencefalia. 

Co czuje matka, która po chwilach radości i euforii, po dwóch kreseczkach na teście dowiaduje się o tak tragicznej sytuacji i jak wielki to dramat trudno mi sobie wyobrazić. To musi być niewyobrażalny ból, rozpacz, gorycz, cios w serce. Jak bardzo muszą cierpieć kobiety tak okrutnie doświadczone przez los? 
Sama na szczęście nigdy nie byłam w takiej sytuacji, podobnie jak większość kobiet, a to nie znaczy, że my wszyscy jako społeczeństwo mamy milczeć o tym temacie. Nie, absolutnie nie można tej kwestii zamieść pod dywan, nie można uważać jej za wstydliwą. Nie można o niej milczeć. Nam, kobietom należy się wybór, a nie zakaz. My powinnyśmy mieć prawo same zdecydować czy usunąć płód dotknięty tak poważnymi wadami czy urodzić. 

Tego tematu nie bała się podjąć w swojej jakże wyjątkowej książce Monika Sawicka. Pisarka mająca w swoim dorobku już sporo świetnych książek, ale i matka, kobieta, która 30 lat temu miała wybór i go dokonała. Dziś Pani Monika dokładnie rozumie cierpienie i udrękę Polek, którym wszelkie prawa odebrano i nakazano przymusowy heroizm, sprowadzono do roli inkubatora, uprzedmiotowiono i postawiono pod murem.
"Nie bo piekło" to zbiór opowiadań. Jest ich piętnaście, a każde z nich inspirowane jest prawdziwymi zdarzeniami. Tragediami, które nigdy nie powinny się zdarzyć, a jednak przeszyły serca matek ogromnym bólem. Przeczytanie ich wymaga odwagi, bo to bardzo smutne historie. Opowieści bez happy endu, którym powinna przecież kończyć się ciąża. Mama po porodzie - siłami natury czy cesarskim cięciu- powinna utulić w ramionach malucha. Bohaterkom opowiadań ten przywilej zabrano. One nie miały co tulić. Ich dzieci nie wydały radosnego pierwszego krzyku, nie oznajmiły małym gardełkiem, że już są, że już rozpoczęło się ich życie. 
Każda z piętnastu bohaterek jest inna. Dotyka ją ta sama sytuacja czyli ciąża obciążona wadami letalnymi, ale inaczej rozwija się ich sytuacja. Niestety, każde z dzieci przed lub po narodzinach umiera. Każda z matek musi radzić sobie z niewyobrażalną traumą i bólem po stracie. Niestety, nie tylko z tym. Czasem, gdy zadecyduje o aborcji, bo wtedy jeszcze kobiety miały takie prawo, skazana jest na ostracyzm, krytykę, poniżenie. Zamiast wsparcia i pomocy psychologicznej musi zostać jeszcze obrzucona błotem, zastraszona piekłem, zdeptana. Sędziów jest wielu, wyroki surowe, kara okrutna, choć winy nie ma. Bo nikt nie ma prawa decydować za kogoś. Nikt nie żyje czy umiera za kogoś. Nagle jednak sędziowie mnożą się na potęgę, wytykają palcami, ferują wyroki. Ofiara dostaje często kolejny cios od otoczenia, choć już raz znokautował ją okrutny los. 

Kobiety - bohaterki publikacji na hiobowe wieści reagują różnie. Jedne decydują się donosić ciążę, inne nie. Jedne decydują się urodzić, inne nie. Mają do tego prawo. Ta lektura mocno to akcentuje. Autorka całym sercem podkreśla prawo wyboru kobiet do własnych decyzji zgodnych z ich sumieniem. My jako naród, jako społeczeństwo nie mamy żadnego, ale to żadnego prawa wtrącać się do cudzego życia. Absolutnie nie powinniśmy nikogo poniżać, strofować, piętnować. Kobiecie, jakąkolwiek podejmie decyzję, należy się wsparcie i pomoc. 

To nie była łatwa lektura. Choć tytuł nie jest grubym tomiszczem, to czytanie zajęło mi sporo czasu. Musiałam ocierać łzy, musiałam płakać w poduszkę, przeżywałam z bohaterkami ich dramaty. Współczułam im mocno, chciałam utulić, bo słowa pociechy nie są tu moim zdaniem potrzebne. One wydają się puste naprzeciw dramatu jaki się rozegrał. One są zbędne i nie wyrażają tego, co jest potrzebne. Potrzebne zaś jest wsparcie, brak krytyki, zrozumienie i prawo do bycia sobą, do życia zgodnie ze swoim sumieniem. 
To bardzo potrzebna książka, która uczula na problem i bardzo mocno akcentuje go. Brawa dla Autorki za odwagę pojęcia się tematu do niedawna tabu. Brawa za to, że odważnie pokazuje bolesny temat i nie osądza, nie krytykuje. Świetnie, że pokazuje to, co jest istotne, co powinniśmy zrobić, a czego nie. Uczmy się tolerancji, która w tej delikatnej sprawie jest niezbędnie potrzebna. Nie zaglądajmy komuś do brzucha i do serca. Uszanujmy prawo do intymności, do samostanowienia o sobie. 
Tytuł gorąco polecam. Niech dotrze i pokaże właściwe sedno tej sprawy. Dajmy wybór, wspierajmy, nie bawmy się w sędziów. 
Oby ta książka znalazła jak najszersze grono odbiorców. Oby było o niej głośno. Oby spełniała swoją misję i przekaz jaki Autorka w niej zawarła zrozumiało jak najwięcej osób. 

poniedziałek, 29 marca 2021

Sharon Cameron "Światło ukryte w mroku"

 




Wydawnictwo Kobiece

data wydania 2020

stron 480

ISBN 978-83-6643-698-5

Najbardziej wzruszająca książka jaką przeczytałam w życiu


Jestem osobą wysokowrażliwą i to przekłada się na różne dziedziny mojego życia. Czuję mocniej, bardziej przeżywam bodźce, które do mnie docierają, szybciej się roztkliwiam. Bardziej dotyka mnie treść książek, które czytam. Bardziej się wzruszam ich fabułami, mocno przeżywam losy ich bohaterów. Łzy często towarzyszą lekturze tytułów, które mają w sobie emocje. Wiele książek do tej pory mnie wzruszyło. Najbardziej ta sztuka udała się publikacji Sharon Cameron, która opowiada historię sióstr Podgórskich pochodzących z moich rodzinnych stron.


Stefania i Helena urodziły się w Lipie niedaleko Birczy. Ich rodzina żyła z pracy rąk na roli. Po śmierci ojca Stefania wyprowadziła się, podobnie jak jej starsze siostry, do Przemyśla, by ulżyć matce i się usamodzielnić. Została zatrudniona jak pomoc w sklepie Państwa Diamantów – Żydów, którzy potraktowali ją jak członka famillii. Fusia zamieszkała z nimi, poznała miasto, w którym jej się spodobało. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie wybuch wojny. Wiele osób w niego nie wierzyło, ale we wrześniu 1939 roku rozpoczęło się trwające wiele miesięcy piekło, które ową żydowską rodzinę dotknęło ogromnie boleśnie. Po pierwszych bombardowaniach żydowcy sklepikarze zdecydowali się uciekać na wschód. Po siedemnastym września to nie miało już jednak sensu. Diamantowie wrócili do Przemyśla i zostali przesiedleni do getta, z którego części członków rodziny udało się uciec. W ukrywaniu się przed niemieckim terrorem pomogła im Fusia, która obarczona opieką nad młodszą siostrą po wywózce matce na roboty do Salzburga musiała podołać wielu sprawom. Pracować, zdobywać jedzenie, ukrywać kilkanaście osób mając w pobliżu innych lokatorów i niemieckie pielęgniarki. To właśnie tę historię opowiada książka Sharon Cameron, którą odebrałam szczególnie osobiście z racji tego, gdzie rozgrywa się jej akcja.


Przemyśl to moje rodzinne miasto. Miejsca opisane w książce odwiedzam bardzo często. Niektóre, jak dom, w którym ukrywała się Fusia i Diamantowie mijam codziennie spacerując z psem. Lektura książki okazała się dla mnie niesamowitą lekcją historii, która pokazała mi inne oblicze świata, który mnie na co dzień otacza. Tym bardziej zapisane słowa do mnie przemówiły i dotarły do serca oraz umysłu.


Główne bohaterki – Fusia i jej młodsza siostra to postaci niezwykle. Bohaterskie i dzielne, które musiały porzucić beztroskę, wcześniej dojrzeć i sprostać ogromnie trudnym wyzwaniom. Ceną było ich życie oraz los osób, które ukrywały. Za te czyny groziła bezwglednie kara śmierci, a Podgórska była ich świadkiem na przemyskim rynku. Obie siostry radziły sobie wspaniale, choć to, co przeżyły określić można jedynie w kategoriach koszmaru. Wojna zabrała im beztroską młodość, ale nie odebrała im człowieczeństwa i uczuć wyższych. Wyzwoliła w ich sercach pokłady dobra, troski i opiekuńczości. Lekturze towarzyszyły łzy. Autorka idealnie ujęła słowami to, co miało miejsce. Książka jest napisana prostym, potocznym językiem by jeszcze bardziej uświadomić, kim były jej bohaterki. Lektura aż kipi od emocji. Gdybym nie wiedziała z góry jak zakończy się ta ciuciubabka z nazistami nie wiem, czy dałabym radę ją czytać. Wiele scen jest bowiem bardzo drastycznych i dowodzi, że szczęśliwe zakończenie jest cudem, który wydaje przecież logicznie niemożliwy. Młoda kobieta stanęła na wyżynach bohaterstwa i jest kimś, kto powinien być na wieki gloryfikowany i stawiany za przykład.


Książka napisana jest w sposób mistrzowski. Autorka perfekcyjnie oddała klimat okupowanego miasta, zdarzenia na jego ulicach, barwy wojennego życia, drastyczne sceny, w których na scenie pojawia się śmierć, terror, brutalne oblicze wojny, przemoc i prześladowanie narodu, któremu na opaskach kazano nosić Gwiazdę Dawida. Nosić niczym wyrok, niczym brzemię, niczym znak bycia kimś innym niż ludzie.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść to tytuł, który pozwala poznać koszmar holocaustu jaki miał miejsce w czasie II wojny światowej, ale to także świadectwo, że miłość i nadzieja nie umierają nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się przegrane i bez przyszłości. Goraco polecam lekturę tej książki osobom zainteresowanym historią II wojny światowej, ale i tym, którzy wątpią w fakt, że człowieczeństwo jest w stanie przetrwać mimo powszechnego upadku moralności i zezwierzęcenia świata. To nie tak, w dobrych ludziach nic nie jest w stanie go zabić. Z serca polecam lekturę, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. To naprawdę wyjątkowa pozycja na księgarskich półkach. Sięgnijcie po nią.



poniedziałek, 22 marca 2021

Aneta Grabowska "Dom, który widział zbyt wiele"

 


Wydawnictwo Skrzat 

data wydania 2021

stron 264

ISBN 978-83-8207-081-1

Prawdziwe życie serwuje wzloty i upadki

Dobra literatura kobieca zawsze sprawdzi się gdy mamy zły humor i gorszy dzień. 

Mając dość rzeczywistości i chcąc zrelaksować się przy książce rozpoczęłam lekturę powieści Anety Grabowskiej -  Autorki, której żadnej książki do tej pory nie czytałam. Miałam ochotę zrobić "Czytelniczy odlot" i świetnie mi się to udało. Fabuła książki okazała się idealna do tego i zabrała mnie do świata, w którym nie ma wirusa, ale jest mnóstwo tajemnic i sekretów, zaś bohaterowie odkrywają ciekawe historie. 

Monika i Dawid są małżeństwem z kilkuletnim stażem. Poznali się w pracy, pobrali bardzo szybko w tajemnicy przed swoimi rodzinami. Tak chcieli, tak im się podobało i inni musieli to zaakceptować. Ich pożycie układa się dość zgodnie. Do szczęścia brakuje im tylko jednego - dziecka. Mimo starań niestety - dwie kreski nie pojawiają się na kolejnych testach, które robi Monika. Para kupuje dom poza miastem z drugiej ręki. Sympatyczny starszy pan zostawia im swoje cztery kąty, które wydają się idealnym miejscem do życia. Sielski krajobraz, spokój, piękne widoki mają zabarwienie idylliczne. Ten idealny obraz burzą dziwni sąsiedzi, tajemniczy zeszyt wykopany z ziemi i różne życiowe zawirowania. Te wszystkie elementy wspaniale urozmaicają fabułę. Dzięki nim lektura staje się budzącą emocje i przykuwającą do siebie. Bo nagle mnoży się wiele znaków zapytania. Czy młodzi ludzie doczekają się potomka? Czy tajemnice sprzed lat wpłyną na ich życie? Czy to miejsce okaże się dla nich ostoją szczęścia?

Zaczytałam się, a lektura okazała się barwna i pełna różnych wątków, które skupiły moją uwagę i nie pozwoliły na nudę. Akcja książki wciąż przynosiła nowe niespodzianki. Zagłębiając się w treść miałam nieodparte wrażenie, że układam pasjans pełną talią kart i odkrywam nowe konstelacje, nowe tajemnice, a towarzyszyło temu bardzo przyjemne uczucie. Rozkoszowałam się sielankową i harmoniczną atmosferą miejsca, która jednak pokazywało swoje drugie oblicze. Te dwa obrazy nawzajem przenikały się się, a ja miałam niekłamaną frajdę z lektury. Autorka napisała lekko i tajemniczo. Splotła problemy realnego życia z marzeniami. Pokazała, że nikt nie jest perfekcyjny, ale i nikt nie żyje bez problemów i kłopotów. Każdy człowiek ma jakieś mniejsze lub większe swoje sekrety, które niekiedy potrafią rozrosnąć się do rozmiarów nad którymi możemy stracić kontrolę. 

Aneta Grabowska stworzyła ekscytującą historię której bohaterami są zwyczajni ludzie. Ich życie jest jednak na tyle zajmujące i urozmaicone, że śledzenie ich losów sprawia przyjemność i uczy, że życie, to prawdziwe, nie zawsze jest barwne i pełne blasku. Zdarzają się w nim dni bure i ponure, pełne kłopotów i spraw, które mogą przytłoczyć swoim ciężarem. Kluczem do ich rozwiązywania jest szczera rozmowa, pozbycie się tajemnic i wzajemne wspieranie się w trudnych chwilach. Autorka potwierdza więc regułę, że razem można więcej, a szczerość popłaca. Polecam lekturę tego tytułu, który sprawdzi się jako propozycja na odstresowujący wieczór czy weekendową odskocznie od codziennego życia. Na pewno Wam się spodoba. 

piątek, 19 marca 2021

Sonia Rosa "Doktor Seks"

 



Wydawnictwo Filia
data wydania 2021
stron 384
ISBN 978-83-8195-391-7

Każdy ma prawo walczyć o swoje marzenia

Lektura kolejnej powieści Soni Rosy za mną. Jestem urzeczona książką, choć erotyki pojawiają się w moich planach czytelniczych od czasu do czasu. Nie jestem ich jakąś zagorzałą fanką, ale uważam, że Sonia Rosa pisze wyjątkowo. Jej książki mają w sobie coś specyficznego, co przyciąga mnie do nich jak ogromny magnes. Tak, bez ogródek przyznaję, że to bardzo dobry erotyk, ale w tej powieści oprócz wielu, niekiedy bardzo pikantnych scen erotycznych jest jeszcze historia pewnego związku i poruszony został bardzo ważny, trudny, bolesny, niestety czasem prawdziwy temat. Temat, o którym powinno się dużo mówić. Temat, który niestety dotyka często zwłaszcza kobiety. Chodzi o toksyczne związki, które wyniszczają w różnym tempie, jednak skutecznie niczym trucizna. 

Robert jest przystojnym, wykształconym, ustawionym zawodowo i materialnie w życiu mężczyzną, który prowadzi gabinet seksuologiczny. Codziennie udziela swoim pacjentkom i pacjentom porad dotyczących seksu i życia intymnego. Problemy z jakimi zwracają się do niego różni ludzie są często wstydliwe i nietuzinkowe. My czytelnicy, mamy okazję przypatrzeć się wielu takim sesjom w trakcie czytania. Bywa śmiesznie, bywa smutno, bywa infantylnie. Jesteśmy jako ludzie jednak bardzo różni. Różne mamy preferencje, różne gusty i upodobania, różne problemy. 
Robert sam prowadzi dość urozmaicone życie intymne. Nie jest stałym związku, ale często spotyka się z różnymi kobietami na jeden wieczór lub dłużej. Nie jest jednak zakochany, żyje chwilą i skacze z przysłowiowego kwiatka na kwiatek. Pewnego dnia na imprezie u znajomych poznaje pewną kobietę. Praktycznie nic o niej nie wie, ale ich relacja nabiera najgłębszej bliskości w garażu na masce BMW gospodarzy. Piękna dama znika na pewien czas z życia Roberta, ale zjawia się w nim przypadkowo ponownie. Czy z tej znajomości narodzi się coś więcej niż gorący romans? Czy przystojny seksuolog i tajemnicza pani prawnik zechcą zbudować coś trwałego, co połączy coś więcej niż udany seks? 

Tę powieść od samego początku czytało mi się bardzo dobrze. W jej fabule pikantna erotyka łączy się w ciekawy wzór z obyczajową historią pokazującą  parę dwojga młodych osób. W życiu mają już wiele. Udane życie zawodowe, zdobyte wykształcenie, stabilizację finansową. Żyją lekko i łatwo, ale czegoś im brakuje. Ilona ma za sobą zły związek. Jej były partner nie raz posunął się wobec niej do przemocy. Tak, to ona jest ofiarą, która w sporym stopniu uzależniła się od swojego oprawcy. Udany i pociągający seks jest kroplą, która przyciąga ją do toksycznego partnera. Ten związek, choć formalnie już jest skończony, wciąż komplikuje jej życie. Czy jest zatem możliwe by się całkowicie z niego wyplątała?
 W pozornie lekkiej treści Autorka opisuje studium takiej relacji. Pokazuje jak jest skomplikowana, jak trudno jest się pozbyć jej brzemienia i jak bardzo wysysa z ofiary energię, siły, zaburza normalność i zakłóca cieszenie się codziennym życiem i zwykłymi sprawami. 
To również bardzo, ale to bardzo gorąca lektura. Wiele scen jest w niej ogromnie odważnych, więc raczej odradzam jej czytanie najbardziej pruderyjnym i religijnym czytelniczkom, gdyż mogą być zbyt zszokowane. Mnie książka bardzo się spodobała, pochłonęłam ją na jednym wdechu, z wielką przyjemnością. 
Tytuł pozwala podejrzeć szczegóły pracy seksuologa, odsłania w sposób odważny niuanse ludzkiej psychiki, pokazuje jak bardzo jesteśmy różni od siebie. 

Moim zdaniem ta książka ma bardzo wiele walorów i warto poświęcić jej czas. Jest przemyślana, dopracowana, napisana świetnym stylem, dynamiczna i nie pozwala się czytelnikom nudzić. Jest bezpruderyjna, odważna, pokazuje jak cienka granica dzieli uczucie od pożądania oraz miłość od nienawiści. Tak, kochać jest łatwo powiedzieć, ale praktyka pokazuje, że to słowo jednak niejedno ma imię i różnie się błyszczy. 
Według mnie czytelnicza rewelacja, którą rekomenduję. 

środa, 10 marca 2021

Marika Krajniewska "Białe noce"

 


Wydawnictwo Papierowy Motyl
data wydania 2016
stron 168
ISBN 978-83-65615-04-6

Niebanalna historia o nietuzinkowej miłości

Ludzie, którzy dzielą prozę na tę ambitną i tę łatwą-lekką-przyjemną powieść Mariki Krajniewskiej zakwalifikują z pewnością do pierwszej kategorii. To prawda, że ta Autorka w sposób niesztampowy trzyma pióro, ma swój styl i język, tworzy książki, które się wyróżniają od innych i wymagają sporej uwagi czytelnika. W Jej prozie nie sprawdza się maksyma "kawa na ławę", wyobraźnia i umysł muszą być maksymalnie skupione na czytaniu. Spod pióra Krajniewskiej wychodzą opowieści pełne niedomówień, subtelne, ulotne jak motyle. Delikatne i niezwykle intymne. Realne i pełne jakiejś wewnętrznej magii chociaż nie pokazują idealnego świata i życia. I takie właśnie są "Białe noce". Zachwyciłam się nimi od samego początku, choć od razu uprzedzę, że to nie jest łatwa lektura. 

Ola wyjeżdża na stypendium do wyjątkowego miejsca. Petersburg jest taki niesamowity i urokliwy. Z różnych względów zachwyca, posiada swój urok i magię. Elektryzuje i czaruje. W tym mieście pełnym absurdów i kontrastów piękna młoda kobieta poznaje Siergieja oraz jego starszego brata Aleksandra, który wrócił z wojny w Czeczeni. Wrócił zmieniony i okaleczony. Jego życie wskoczyło na inne tory. Podobnie jak życie Olgi, której losy na zawsze odmienia ten pobyt na obczyźnie. Po powrocie do kraju odkrywa coś, co jest dla niej niespodzianką, a dla jej rodziny kłopotem. Jak potoczą się po tym fakcie jej losy? Czy konsekwencje pewnych relacji pozwolą jej być szczęśliwą? Czy trudna miłość może zamienić życie w idyllę? 

Nie będę ukrywać, że to trudna książka, ale gorąco zachęcam do zmierzenia się z nią. Zdaję sobie sprawę, że pewni czytelnicy nie przebrną przez jej treść, ale tylko Ci którzy doczytają do końca będą mogli właściwie i sprawiedliwie ocenić ten tytuł. Jego ocena w połowie jest w moim przypadku inna niż po przeczytaniu ostatniego słowa. Piękno tej książki drzemie w jej całokształcie, a zakończenie to spory atut, który zaskakuje i wbija w fotel. Marika Krajniewska świetnie operuje słowami, zmusza do koncentracji, a zarazem odziera swoich bohaterów z intymności, wprowadza swoich czytelników we wnętrze ich duszy. Pokazuje ich emocje, rozterki, dylematy, przeżycia. Wyznacza przed nimi trudne cele, zmusza do drastycznych wyborów. Wskazuje, że w życiu nie jest prosto i z górki. Zwykle nasza droga pnie się pod górę, a bardzo często nie widać jej wierzchołka i celu wędrówki. Miłość idzie w parze z poświęceniem, rodzi tęsknotę, zmusza do opowiedzenia się po konkretnej stronie. Czasem wymusza też kłamstwo, które ma mniej ranić niż bolesna prawda. 

Ta pozycja nie jest gruba. Nie liczy nawet dwóch setek stron. Ale jest nasycona do granic możliwości treścią o zabarwieniu refleksyjnym i melancholijnym. To nie książka na chwilę relaksu czy idealna lektura by odciąć się od świata. To lektura, która zastanowi Was sobą na czas o wiele dłuższy niż ten jakiego potrzebujecie na jej przeczytanie. To książka, która pokaże Wam trudne oblicze miłości, ludzkie słabości i nadzieje. Gdy ją przeczytacie będziecie pewni, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma swoje miejsce i sens, że podejmowane decyzje rodzą czasem trudne do przywidzenia konsekwencje, ale życie z pewnością jest zawsze nieprzewidywalne i zaskakuje. 
W tym tytule każde słowo, każde zdanie ma swoją wagę i swój sens. Jest po coś, wpasowuje się idealnie w układankę słów, które składają się na całość tekstu. Obcowanie z prozą Mariki Krajniewskiej było dla mnie czymś wyjątkowym mającym w sobie elementy mistyczne. Długo ta lektura pozostanie we mnie. Długo będzie mnie zadziwiać i frapować. Dobrze, że ten tytuł stanął na mojej czytelniczej drodze. To księgarska perełka, którą warto odkryć.

niedziela, 28 lutego 2021

Kinga Langley "Harper i zagubiona wiedza"

 


Wydawnictwo Langusta Books

data wydania 2021

stron 256

ISBN 978-83-960255-0-0

Świat pięknieje, gdy otula Cię magia!


Kobiety lubią się w życiu odmładzać. Robią to na wiele sposobów. Osobiście, by poczuć się o wiele lat młodsza, czytuję literaturę dla starszych dzieci i młodzieży. Wciąż lubię w sobie poczuć duch dziecka, wciąż książki dla najmłodszych czytelników sprawiają mi frajdę i fajnie mi jest je czytać. Zagłębianie się w historie pełne magii i czarów to już ulubiona forma z tego gatunku, którą wręcz celebruję. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę Kingi Langley "Harper i zagubiona wiedza". Jej okładka i opis przybliżyły mi już w dużej mierze klimat tej opowieści, ale lektura okazała się jeszcze lepszą niż się spodziewałam. To jest bowiem tak niesamowita książka, że łatwo w jej fabule przepadasz, zatracasz się i żyjesz jej treścią. 

Magia zawładnęła mną i czułam się jak na karuzeli, która kręci się, a siedzenie na niej daje niesamowite i niezapomniane przeżycia. Ta historia odgrodziła mnie od świata i pozwoliła znów stać się chłonną magii i czarów dziewczynką, która uwielbia dobrą literaturę przygodową. 

Szkocja to miejsce magiczne samo w sobie, słynne z legend i przypowieści. To właśnie tam przeprowadza się Diana Steller z dwójką swoich dzieci - Lily i Tonym. Zamieszkują w pewnym domu, który położony jest na obrzeżach Edynburga. Ich najbliższym sąsiadem jest bardzo tajemniczy mężczyzna Horacy Rolling. Jego córka Harper jako trzynastoletnia dziewczynka zaginęła wiele lat temu. Nikt jej nie widział. Okazuje się, że nastolatka za sprawą tajemniczej maszyny została zamieniona w orła, a jej pióra mają złoty blask. Dziewczynka znalazła się w krainie określanej mianem Świata Ptaków. W tamtej rzeczywistości króluje magia, czary i wszystko jest baśniowe oraz tajemnicze. Do tego świata trafia także Tony oraz Noel Dompling. W tej rzeczywistości oczywiście toczy się walka dobra ze złem. Harper chce odnaleźć Diamentową Czaszkę, na którą chrapkę mają też dinozaury, które chcą zawładnąć światem. Kto wygra? Jak potoczą się poszukiwania? Gorąco zapraszam do poznania tej przeuroczej historii, która jest naprawdę świetna. 

Od samego początku czytało mi się ją wyśmienicie. Opowieść ma bardzo wiele atutów. Szkoda, że jest tak krótka. Dla mnie mogłaby mieć nawet tysiąc stron i kompletnie by nie znudziła. Jej walorem jest świetny pomysł na fabułę, w której bardzo wiele się dzieje. Akcja książki toczy się bardzo prędko, a czytelnik wciąż poznaje ciekawe miejsca przesycone magicznym klimatem. Przez strony książki przewija się bardzo wiele interesujących, barwnych postaci, a przygoda po prostu króluje. Taka mieszanka sprawia, że książka to świetna propozycja, gdy chcemy odpocząć od codzienności. Bez problemu mogą ją czytać i osoby młodsze i dorośli. W książce znajdziemy bardzo wiele wątków, które świetnie ze sobą współgrają i się uzupełniają. Autorka splotła je w ciekawy splot, który zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie. Bardzo spodobała mi się również okładka, Grafik genialnie odmalował barwami klimat środka książki. Szata graficzna świetnie komponuje się z treścią. Tym tytułem Autorka udowodniła, że Jej wodze fantazji nie mają granic, że Jej wyobraźnia potrafi tworzyć świetne sceny. Wszystkie miejsca do których nas zabiera są wyjątkowe, a nasza wyobraźnia na podstawie zapisanych słów idealnie je odtwarza.

Sięgając po ten tytuł spojrzałam na jego oceny. Wielu czytelników dało mu najwyższe noty i ja się w pełni z nimi zgadzam. Tak, to jest książka petarda. Tak, to jest coś niesamowitego w swoim gatunku. Tak, to jest idealna pozycja na księgarski bestseller. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać tę historię i gorąco Wam ją rekomenduję. Z pewnością się nie rozczarujecie. Książka po prostu idealna. Czytajcie, niech nie ominie Was tak świetna pozycja. 

wtorek, 23 lutego 2021

Kasia Bulicz-Kasprzak "Skrawek pola"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 448
ISBN 978-83-8234-018-1
Seria Saga Wiejska tom I

Historia, która czaruje niczym magiczna muzyka

Stali bywalcy mojego bloga, osoby znające mój gust czytelniczy doskonale wiedzą, że moim ulubionym gatunkiem książek są sagi rodzinne. Zaczytuję się w nich od lat. Lubię gdy historia wplata się w ich fabuły. Z utęsknieniem wypatruję w zapowiedziach księgarskich tego typu książek, zwłaszcza polskich pisarzy. I tak jakiś czas temu zauważyłam, że Autorka, którą znam i lubię wydaje pierwszy tom nowego cyklu. Bez wahania wpisałam tytuł na listę książek koniecznych do przeczytania. Wiedziałam, że to będzie hit. Moja czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła. Gdy otrzymałam egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Prószyński zabrałam się za lekturę. Założyłam, że przeczytam tylko pięćdziesiąt stron i pójdę spać by nadrobić braki we śnie. Absolutnie to się nie udało. Oczy łzawiły, zegary wybijały kolejne kwadranse, a ja wciąż miałam ochotę na więcej i więcej tej opowieści. To literacka miłość od pierwszego wejrzenia. To genialna historia, która otuliła mnie swoim klimatem i przypomniała mi jedną z ukochanych lektur szkolnych. "Chłopów" Reymonta. Absolutny hit klasyki. 

Kasia Bulicz-Kasprzak zabiera nas do małej wsi na Zamojszczyźnie, do miejsca gdzie znajdują się jej rodzinne korzenie. Cofamy się do początku XX wieku. W tym czasie na świat w trzech różnych domach przychodzą trzy dziewczynki. Ich życie od początku się różni, choć one same będą się znały i sporo o sobie wiedziały. Ich losy będą jednak bardzo różne, a burzliwa historia splecie ścieżki ich życia. Czy będzie im pisana szczęśliwa dola? Czy los pozwoli im wyminąć nieszczęścia na życiowej drodze? Czy znajdą zadowolenie w życiu osobistym? Czy spełnią się ich marzenia? 

W przepiękną powieść, która powaliła mnie na kolana i wbiła w fotel, Autorka wplotła rodzinne wspomnienia. Tym samym uczyniła ten tytuł bardzo osobisty, ciekawy w odbiorze i niepowtarzalny. Czytało mi się go wyśmienicie. Byłam w fabule duchem i sercem. Moje oczy widziały tylko to, co zawarto na kartach książki. Rzeczywistość wobec ciekawej treści straciła na ostrości. Zatopiłam się, odgrodziłam od realnego świata, a ostatnia strona sprawiła, że od razu chciałabym zacząć czytanie tomu drugiego.

 Książka ukazuje wiejski styl życia, który obowiązywał wiek temu. Wieś nie była miejscem sielankowym gdzie żyło się beztrosko. To dotyczyło tylko nielicznych, którzy byli bogaci. Ogół ludności musiała na swój byt ciężko w pocie czoła pracować od rana do nocy, a i taka harówka nie gwarantowała tego, że przez okrągły rok nie zabraknie jedzenia na talerzu. Przednówki bywały naprawdę ciężkie. Ludzie mimo ciężkiej pracy tak jak od wieków ulegali pokusom, rodzili się i kochali, nienawidzili, siali plotki, pomagali sobie i ulegali zabobonom. Ich życie zaciekawia, powoduje, że z zapartym tchem śledzimy losy rodzin Lipczewskich, Połajów i ich sąsiadów. Życie wiejskiej społeczności, która składa się z prostych ludzi jest, jak się okazuje, naprawdę ekscytujące. Czyta się o nim równie emocjonująco jak o życiu sławnych celebrytów czy gwiazd. 

Tę powieść czyta się rewelacyjnie. Strona za stroną kocha się ją coraz mocniej, coraz bardziej. Jestem pod ogromnym wrażeniem przekazu Autorki, jej wspaniałego odmalowania słowami tamtych czasów, ludzkich przeżyć i perypetii. Ciekawie wykreowane postaci to kolejny wielki atut tej książki, która skradła moje serducho. Gorąco polecam lekturę. Tym, którym się spodoba tak bardzo jak mi przesyłam informację, że kolejny tom cyklu Saga Wiejska ukaże się już w połowie kwietnia. Ja na niego ogromnie czekam. 

poniedziałek, 15 lutego 2021

Agnieszka Dauksza "Klub Auschwitz"

 



Wydawnictwo Znak 

data II wydania styczeń 2021

stron 448

ISBN 978-83-240-6168-6

Auschwitz, wyzwolenie i co dalej?

W czasie II wojny światowej miliony osób różnych narodowości trafiły do obozów koncentracyjnych. Dla wielu to miejsc stało się ich ostatnim przystankiem w drodze wieczności. Na szczęście nazistowskiej machnie nie udało się zgładzić wszystkich, którym wytatuowano numery na przedramieniu. Część więźniów dożyła chwili wyzwolenia. Chwila ta na pewno każdemu zapadła w pamięć, ale nie oznaczała ona końca złych przeżyć. Bo w wielu wyzwolonych, określonych w publikacji mianem "przeżywców" trauma nigdy nie umarła. Pozostała na zawsze i towarzyszyła do końca życia. 

Pokolenie byłych więźniów obozów koncentracyjnych z roku na rok się kurczy, wymiera. Ważne, by pamięć o tych ludziach, a także tych, którzy zmarli za drutami nigdy nie zgasła. Właśnie dlatego potrzebne są takie książki jak "Klub Auschwitz", który przedstawia wojenne i powojenne losy osób, które nosiły pasiaki. Jak pokazują opisane przez Autorkę przypadki wojna i jej zło pozostało w wyzwolonych na zawsze. Towarzyszyło im przez całe życie kładąc się cieniem na każdym dniu. Osobiste świadectwa spisane na kartach książki przez Agnieszkę Daukszę są bardzo różne, tak jak różni są jej bohaterowie. 

Stefana Lipniaka obóz zmienił tak bardzo, że gdy po spędzonej w nim młodości wrócił do domu po ucieczce nie poznała go własna matka. Halina Krzymowska z matką po pobycie w obozie trafiły do Szwecji. Tam nie czekało na nich pozornie nic. Nie miały perspektyw, niczego odgórnie zorganizowanego, los podarował im pewną hrabinę i możliwość trafienie do jej zamku. Alfreda Gorączko wyzwolenia nie wspomina z radością. Było ono czasem kolejnych traum w postaci gwałtów ze strony wyzwolicieli- żołnierzy aliantów. 

Niestety, to nie było tak, że po koszmarze wyzwoleni trafili w ramiona rodzin, wrócili do własnych domów i zapomnieli, zasypali złe wspomnienia popiołem czasu. Bo często tych domów nie było, często bliscy zaginęli lub zginęli. Często nie było do czego i do kogo wracać. Nie było możliwości powrotu do starego życia i czasów sprzed wojny. Wszystko zostało bezpowrotnie zburzone. I choć osoby te zaczęły żyć na nowo, choć rany zabliźniły się, to blizny po nich nadal przeszkadzały, dokuczały i bolały. Życie poobozowe nie było naznaczone słodyczami i optymizmem. 

O tym wszystkim, o niełatwej poobozowej rzeczywistości Agnieszka Dauksza pisze z wielką delikatnością, bardzo w tym przypadku niezbędną, uważnie słuchając niełatwej prawdy przykurzonej lukami w pamięci ze względu na wiek rozmówców. Osobiste świadectwa są niezwykle wymowne. Przemawiają o wiele bardziej i celniej niż niejeden, choćby na akademickim poziomie, podręcznik historii. Oddają na przykładzie jednostek wpływ ważnego wydarzenia historycznego na zwykłych ludzi, którym przyszło płacić cenę niewyobrażalnie wysoką. 

Tytuł nie jest napisany w sposób górnolotny, nie ma w nim miejsca na sztuczny patos. Autorka oddaje głos swoim rozmówcom w sposób swobodny, pozwala im mówić i umie słuchać niełatwej prawdy odartej z historycznej majestatyczności. Czytając ma się wrażenie, że książce nie ma miejsca na dziennikarską sztukę wyrafinowanego przekazu. Ważniejsza od niej jest prostota prawdy, dokładnie to, co drzemie w ludziach, którym udało się wyjść z piekła. Niech Was jednak nie zwiedzie, że tę lekturę było napisać łatwo, a Autorka zmierzyła się zaledwie z rolą stenotypistki. 

Ta książka robi wrażenie, naprawdę ogromne wrażenie, które odbiera sen, spokój, radość życia. Bo w głowie, po jej przeczytaniu rodzi się mimowolny lęk, że wydarzenia historyczne mogą się kiedyś powtórzyć, może nie dokładnie w takiej formie, ale ktoś może się pokusić o zabranie swobód i wolności innym w myśl chorej ideologii. Trudna lektura, smutna książka, świadectwo tamtych czasów, doskonała lekcja historii, której długo nie zapomnę. Nie mogę jej ocenić w kategorii dobra czy zła książka. Po po prostu byłoby nie na miejscu. To książka, w której najważniejsza jest prawda, zapis, świadectwo. To książka o której trudno się pisze, po przeczytaniu której dobrze się milczy. Bo czasem w życiu najwłaściwsze jest milczenie. Słowa są po prostu zbędne, zbyt rozpraszają, zbyt zagłuszają to, co najważniejsze. 

piątek, 12 lutego 2021

Katarzyna Archimowicz "Na skraju świata"

 





Wydawnictwo Black Publishing 

data wydania luty 2020

stron 496

ISBN 978-83-8191-152-8

Życie polega na zmianach i odkrywaniu siebie wciąż na nowo

Jesteś tu i teraz. Masz swój świat, wszystko w nim jest takie poukładane, wymierzone i dopasowane. No, prawie ideał. Pasujący do zdjęć w social mediach. Idealne życie, spełniające się plany i marzenia, zrealizowane cele, kariera i uczucia. Po prostu perfekcyjnie. Żyjesz i jest Ci dobrze. Ale... nadchodzi ten dzień. Dzień w którym nagle coś się psuje. Fundament Twego życia drży i wszystko staje się inne. Świat traci kolory, nagle czujesz się jak w klatce. I coś zawodzi, sypie się i nagle zostajesz sama, a Twoja bezpieczna skorupa pęka. I znów musisz ułożyć swoje życie na nowo, znów los od Ciebie wymaga, znów musisz znaleźć swoje miejsce na ziemi, bo to stare już nie jest Twoje, już nie jest bezpieczne, już go nie ma...

Takie trzęsienie ziemi, taka przykra, a jednak częsta życiowa sytuacja dotyka Olgę, główną bohaterkę najnowszej książki Katarzyny Archimowicz. Pewnego dnia życie kobiety po trzydziestce ulega zmianom. W pracy szef ambitnej pani dyrektor stawia zadanie, które jest awansem, ale i wymaga zesłania na prowincję. W pierwszej chwili jest ono kamieniem u szyi, ale po zawirowaniach osobistych jawi się jako wybawienie. Poza tym gdy jeden mężczyzna w życiu Oli totalnie zawodzi i daje plamę, pojawia się drugi, inny, który intryguje i staje się kimś mimo wszystko bliskim i pomocnym. Czy te zmiany zmienią życie Olgi na lepsze? Czy osłodzą je rodzinne tajemnice? 

Chciałam byście koniecznie sięgnęli po tę powieść i zajrzeli na skraj świata, ale także do duszy kobiety, która chcąc, nie chcąc buduje swoje życie od nowa. Jest do tego zmuszona, wręcz podstawiona pod ścianą. Jej życie, jej metamorfoza stanowią oś fabuły i zarazem magnes. Magnes o ogromnej mocy, który przyciągnął mnie do książki. Okazała się ona bardzo klimatyczna, nastrojowa i urzekająca. Otuliłam się nią, podobnie jak ciepłym kocem w dzień solidnego ataku zimy i dałam się ponieść jej treści. To było bardzo przyjemne i niezapomniane uczucie. Czytając czułam, że w głównej bohaterce widzę bratnią duszę. Miałam nieodparte wrażenie jakbym Olgę znała, jakby ona zwierzała się właśnie mnie bezpośrednio, jakby łączyła nas jakaś magiczna, jakby siostrzana więź. To sprawiło, że ta powieść przylgnęła do mojego serca, a ja nie tylko ją przeczytałam, ale i przeżyłam. Jest w niej coś wyjątkowego, coś błyskotliwego, coś, co nie daje łatwo się z nią rozstać. Tłem jest zarówno wielkie miasto, jak i prowincja. Przez jej strony przewijają się ludzie wykształceni - rekiny biznesu brylujący w wielkim światku i prości ludzie których życie toczy się na uboczu, z dala od wielkomiejskich rozrywek. Ludzka dusza bez względu gdzie przychodzi jej żyć wszędzie szuka tego samego - drogi do szczęścia, poczucia bezpieczeństwa i swego zakątka na ziemi. 

Ten tytuł ma wiele atutów. Ja szczególnie podkreślę wspaniały język, styl pisania, tempo akcji, urokliwe opisy, idealne oddanie tego, co się może dziać w kobiecej duszy, gdy w życiu rozpętuje się burza. Książkę czyta się lekko, ciekawe i przyjemnie. To świetna propozycja na chwile relaksu, na odpoczynek od gwaru życia. Nie brakuje emocji, nie brakuje chwil refleksji, nie brakuje ciepła, którego tak wiele z nas szuka w lekturach.

Reasumując "Na skraju świata" to książka idealna, napisana perfekcyjnie, skrojona na miarę naszych czasów. Pokazująca by nie bać się nowego i zawsze czerpać z życia pełnymi garściami. Bo tylko wtedy poczujemy, że żyliśmy naprawdę i nie będziemy żałować rzeczy, których baliśmy się dokonać czy poznać. 

Z serca polecam przeczytanie. Naprawdę warto. 

wtorek, 9 lutego 2021

Marcin Margielewski "Modelki z Dubaju"




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 320

ISBN 978-83-8234-019-8

Seria Niewolnicy I


Piekło ukryte w atrakcyjnym pudełku i obietnicach

Być modelką, mieć pieniądze i urodę, być obiektem pożądania mężczyzn i zazdrości kobiet! Nosić drogie kreacje i biżuterię znanych projektantów, smakować dolce vita, spełniać swoje plany i mieć pracę marzeń! Która nastolatka czy młoda kobieta o tym nie marzy? A najlepiej niech ten sen spełni się w jednym z najlepszych miejsc ku temu! Ot, choćby w Dubaju - krainie pieniądzem i wystawnością płynącej, gdzie można poderwać bogatego szejka, znaleźć swojego przystojnego księcia z bajki, która ma trwać do końca życia. Współczesna wersja bajki o Kopciuszku? Można tak powiedzieć, tylko niestety ogromnie mało realna. Prawdopodobna tak, jak istnienie krasnoludków. Niestety, rzeczywistość ma tylko całkiem niezły początek, koniec często bywa tragiczny. Wręcz z horroru i piekła rodem. 

Najnowsza książka Marcina Margielewskiego, moim zdaniem najlepsza, choć każda to naprawdę coś wyjątkowego, pokazuje czym tak naprawdę jest modeling w Dubaju. W miejscu, gdzie prostytucja jest zakazana o damach lekkich obyczajów mówi się bardzo delikatnie - modelki. Co te kobiety mają wspólnego z modelkami? Urodę, piękną i zgrabną sylwetkę oraz marzenia. Niestety, marzenia, które się nie spełniają, a okazują się nierealną mrzonką. 

Wbrew pozorom prostytucja w Dubaju ma się doskonale. Wszystko działa jednak pod woalem, a seksbiznes przynosi sutenerom i alfonsom ogromne zyski. Dorabiają się na nim prawdziwych fortun, a ich "pracownice" parające się najstarszą profesją świata robią to najczęściej pod przymusem. Do zawodu trafiają zwabione podstępem, stają się niewolnicami, którym zabiera się nie tylko paszport, ale i godność, wolność oraz człowieczeństwo. Skąd takie szokujące fakty? Po pierwsze za nierząd w Dubaju grozi więzienie lub nawet kara śmierci, po drugie kobiety według islamu są z natury gorsze, nieczyste i zwykle trafiają do piekła. Religijność to tylko pozory, wielu wyznawców Mahometa korzysta z usług płatnej miłości realizując swoje nietypowe zachcianki. Skoro płacą to mogą wszystko, sposób realizacji usługi jest tylko kwestią ceny. 

Książka to prawdziwa petarda, jest mocniejsza niż spirytus. To lektura szokująca, dostarczająca silniejszych wrażeń niż najlepsza sensacja. Jej kanwą są losy Polki Moniki, która trafiła do Dubaju celem zdobycia fortuny. Zaczęła swoją "działalność" samodzielnie, ale szybko schwyciła ją w swoje macki zorganizowana grupa. Kobieta stała się ich niewolnicą, ich własnością. Musiała robić co tylko im się podobało, pracować i spełniać najbardziej ekscentryczne zachcianki. Jej życie, mimo, że zamieszkała w luksusowej willi zmieniło się w koszmar. Trauma pozostała na zawsze. Monika ze szczerością dziecka opowiada swoje perypetie, nie wstydzi się i chce, by jej doświadczenia były przestrogą dla młodych dziewczyn liczących, że przez internet, przez media społecznościowe nawiążą kontakt z szejkami, zyskają status księżniczki i będą żyły długo oraz szczęśliwie. To metoda zwabienia, rekrutacji, która wiedzie wprost do dubajskich burdeli. 

Marcin Margielewski napisał o trudnym temacie po prostu genialnie. Wyczerpał temat, przytoczył realia, ich genezę, przesłanki, które pozwalają im swobodnie funkcjonować. Idealnie pasujący język, świetny styl, mnóstwo ciekawostek to jedne z wielu atutów tego tytułu. Lektura wstrząsa, nagłaśnia poważny problem i przestrzega. Czy młode kobiety wezmą sobie to do serca? Oby, bo nie życzę nikomu by trafił do tego świata, w którym dobro jest wartością marginalną i jedynie tli się gdzieś na marginesie. Króluje przemoc, gwałt, zemsta, siła, brudne interesy - jednym słowem zło w każdej postaci. 

Publikację z całego serca polecam. Znam problematykę arabskiego świata z wielu książek. Myślałam, że ów temat mam przedstawiony i poznany wyczerpująco. Autorowi "Modelek z Dubaju" udało się mnie jednak ogromnie zaskoczyć. Panie Marcinie, wielkie i gromkie brawa za tak wspaniałą książkę. Serdecznie jej gratuluję i czekam na kolejne Pana tytuły. 


czwartek, 4 lutego 2021

Kristy Cambron " Wróbel w getcie"

 


Wydawnictwo Znak 
data wydania styczeń 2021
stron 384
ISBN 978-83-240-6199-0
seria Ukryte arcydzieło tom II

Nadzieja nigdy nie powinna umierać!

Jestem tuż po lekturze tak wspaniałej powieści, że obawiam się, czy słowami potrafię oddać jej piękno, jej geniusz, jej wybitność. To kolejna książka Kristy Cambron, którą miałam zaszczyt przeczytać, którą miałam okazję się zachłysnąć. W trakcie lektury płakałam rzewnymi łzami, bo treść mocno chwyta za serce, wstrząsa duszą, a dla osób tak mocno wrażliwych jak ja, jest bardzo poruszająca. 

Literatura obozowa pokazująca piekło jakie w czasie II wojny światowej ludzie zgotowali ludziom nie należy do łatwej. Osobiście sięgnęłam po nią gdy miałam zaledwie dwanaście lat.  Od tego czasu czytam tytuły do niej należące dość systematycznie  i wracam myślami do tamtych ludzi, tamtych miejsc. Tym samym myślę, że pamięć o ofiarach trwa, jest im oddawany hołd, a ludzie czytając nie zapomną i wyciągną wnioski z tragicznej historii, która rozegrała się w pierwszej połowie XX wieku. 

Dzięki powieści Kristy Cambron znalazłam się w okupowanej Pradze, dręczonym nalotami Londynie, w obozie w Terezinie, gdzie ginęli niewinni ludzie i dzieci. Poznałam historię dwóch kobiet, która rozgrywa się w dwóch odległych od siebie przestrzeniach czasowych, a które splatają pewne fakty i przedmioty. 
Kaja Makovsky ma w swoich żyłach żydowską krew. By ocalić swoje życie, gdy niemiecka okupacja dociera do Pragi, ucieka z miasta wraz z siostrą i szwagrem. Ona trafia do Wielkiej Brytanii, oni znajdują schronienie w Palestynie. W Pradze pozostają rodzice sióstr, bo ich ucieczka okazuje się już niemożliwa. Gdy zaczynają się wywózki do obozów koncentracyjnych Kaja wraca w mundurze pielęgniarki Czerwonego Krzyża do stolicy nad Wełtawą. Nie udaje jej się ocalić rodziców, trafia wraz z nimi do obozu w Terezinie. Tam w jej życiu pojawia się osierocona mała dziewczynka, która na zawsze zmieni jej przyszłość.
 Przenosimy się do czasów współczesnych. Sera i Wiliam Hanover biorą ślub. Gdy jeszcze nie milkną słowa małżeńskiej przysięgi pan młody zostaje aresztowany i zostają mu postawione poważne zarzuty za które grozi mu więzienie. Sara postanawia zrobić wszystko by uratować swego ukochanego. W trakcie działań poznaje jego rodzinne sekrety i tajemnice. Dowiaduje się faktów o których nie miała pojęcia. Postanawia jednak zrobić wszystko, by ojciec jej nienarodzonego dziecka był wolny. Czy dwóm zdeterminowanym kobietom uda się złapać szczęście za nogi? Czy mimo trudności i kłopotów nie stracą nadziei na lepsze jutro i świetlaną przyszłość?

Rok temu na moim blogu ukazała się recenzja książki "Motyl i skrzypce". Możecie ją przeczytać pod linkiem 
Byłam pod ogromnym wrażeniem tego tytułu. Kolejna powieść tejże Autorki podobała mi się równie mocno. Odebrałam ją bardzo osobiście. Nakreślone słowami obrazy, sceny wyraziście do mnie przemówiły. Sprawiły, że czułam się tam obecna niczym cień obu bohaterek. Stały mi się one bardzo bliskie niczym dobre przyjaciółki. Płakałam nad ich losem, ale i losem setek tysięcy dzieci, których krótkie życie zostało zbrukane przez wojnę, obozową rzeczywistość i brutalnie przerwane przez gaz w komorach gazowych obozu.
 Fabuła książki pokazuje dwie kobiety, które postanawiają się nie poddawać i walczyć. Każda z nich boryka się z czymś innym, obie jednak mają podobne cechy, obie wykazują się silnym charakterem i choć jest im ciężko walczą mimo wszystko. Akcja książki toczy się warto, przemieszcza po wojennej Europie i współczesnym świecie. Fabuła porusza trudną tematykę, ocieramy się w niej o śmierć, ludobójstwo, nienawiść. Pojawia się także dobro, a w niektórych ludziach, mimo tragedii, nie umiera człowieczeństwo i chęć przeżycia piekła. 

"Wróbel w getcie" to lektura warta polecenia i godna pochwał, zasługuje na najwyższe oceny i status księgarskiego hitu. Serdecznie rekomenduję jej przeczytanie i zagłębienie się w jej treści. Z pewnością wywoła ona w Was refleksje i zadumę. Nie pozwoli zapomnieć o milionach ofiar, które niczym ptaki poszybowały niewinne ku niebu. Książkowa rewelacja - to najkrótsza ocena jaką wystawię temu tytułowi. Myślę, że zwięźle wyrazi wszystko, co czuję. 


czwartek, 28 stycznia 2021

Krzysztof Pyzia "Stewardesy. Cała prawda o lataniu"

 




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 408

ISBN 978-83-8234-025-9

Być stewardesą czyli prawdy i mity o podniebnym zawodzie

Tysiące kobiet na całym globie marzy o pracy jako stewardesa. Ta profesja cieszy się szaloną popularnością również w Polsce. Gdy tylko zostaje ogłoszona rekrutacja zgłaszają się setki kobiet licząc na łut szczęścia i możliwość pracy w tym zawodzie. Na jedno miejsce zwykle przypada nawet ponad setka kandydatek. Mężczyźni są tu rodzynkami. Czy rzeczywiście warto wybrać taką drogę kariery zawodowej? Czy ta praca to same przyjemności? Czy wykonywanie tego zajęcia się opłaca? 

Książka Krzysztofa Pyzia rozwiewa wszelkie wątpliwości i pokazuje od kulis co to tak naprawdę znaczy być stewardesą. Stanowi ją szereg pytań i odpowiedzi, które Autor zadaje pracującym w tym zawodzie. Jego rozmówczynie są szczere i bezpośrednie, na zadane im kwestie odpowiadają bardzo wyczerpująco, wszelka zasłona opada, a cała prawda, nie zawsze różowa, wychodzi na jaw. 

Tekst podzielony jest na części, które od a do z wyjaśniają nam kulisy pracy pod chmurami. Jak się okazuje ma ona swoje plusy i minusy, ale nie jest wcale tak bardzo kolorowo jak głosi opinia publiczna i w trawie piszczy. 

Autor bez ogródek pyta o różne kwestie. Nie ma żadnych spraw tabu. W tytule padają pytania o proces rekrutacji i szkolenia. Zarobki, warunki pracy, jej ciemne strony. Wymagania i obowiązki. Jak się okazuje nie każdy jest w stanie podołać wszystkim wyzwaniom. Zdrowie, miła aparycja, znajomość języków, odporność na stres, oderwanie od rodziny, częste zmiany stref czasowych, bezsenność to typowe sprawy oczywiste dla każdej stewy( tak w żargonie zawodowym określa się panie wykonujące ten zawód). Praca w szczególnych warunkach pokazuje, że to równie trudne zajęcie jak fedrowanie w kopalni. Oczywiście, poszczególni pracodawcy, poszczególne linie, mają różne wymagania. Najtrudniej, ale i najbardziej opłacalnie jest latać w mundurku linii arabskich. 

Jeśli zagłębicie się w ten tytuł poznacie wiele tajemnic, sekretów i szczegółów, które niekiedy okażą się oczywiste, a niekiedy bardzo dziwne. Bo kolor rajstop może urosnąć do miary tak ważnej jak bycie trzeźwym. Bo szminka na ustach niekiedy musi być w takim, a nie innym kolorze. Bo pasażerowie mają czasem szalone pomysły, nietypowe zachcianki, ułańskie fantazje, a pracownice linii lotniczych którymi lecą muszą wykazać się jako kelnerki, opiekunki, pielęgniarki, ratowniczki czy negocjatorki. Na porządku dziennym są pod chmurami trudne sytuacje, niegrzeczni pasażerowie, pijani mężczyźni, którzy chcą umówić się koniecznie na randkę. 

Bycie stewardesą to bilet nie tylko na różne loty. To przepustka do hermetycznego świata, to styl życia, to przynależność do wąskiego grona, które pracuje w naprawdę stresujących warunkach. Czy warto? Na to pytanie musi już odpowiedzieć sobie każdy, kto chce podjąć to wyzwanie. Ta książka jest w owym temacie w stu procentach wyczerpująca i autentyczna. Czyta się ją naprawdę szybko i z wypiekami na twarzy. Nie raz maluje się na niej zaskoczenie, zdziwienie, szok. Osobiście nigdy nie marzyłam o wykonywaniu tego zawodu, lektura dosadnie mnie w tym utwierdziła. Być może dla wielu z Was będzie jednak przysłowiową kropką nad "i" i przekona, że to jest dokładnie to, czego dla siebie szukacie. 

Gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy wybierają się na rekrutacje, są mniej lub bardziej zdecydowani. Rekomenduję z całego serca, ta książka to prawdziwa petarda! Musicie ją przeczytać koniecznie!

środa, 27 stycznia 2021

Mia Słowik "Jak zostałam peruwiańską żoną"

 



Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2019
stron 368
ISBN 978-83-61968-44-3

Podróż z niespodziewanym skutkiem

Z jakich powodów codziennie tysiące ludzi wyrusza w podróż? Okazuje się, że z bardzo różnych. Jedni jadą po prostu na wakacje, inni podróżują służbowo, jeszcze inni pielgrzymują w intencjach religijnych. Jeździmy, bo szukamy lepszej pracy, zmieniamy miejsce zamieszkania, bo zakładamy nowe rodziny, dostajemy spadek, intratną posadę, kształcimy się itd. Powodów jest wiele i wiele z nich się powtarza. Mało kto jednak wyrusza w podróż, bo namawia go do niej ezoteryczna terapeutka. A takiej właśnie rady posłuchała Mia Słowik.
 Młoda, zagubiona w dość skomplikowanym życiu kobieta postanawia kupić bilet w jedną stronę z kierunkiem Ameryka Południowa. Na eskapadę ma dość ograniczone fundusze i niezbyt konkretne plany. Chce odnaleźć spokój, samą siebie i poznać świat. Kusi ją amazońska dżungla, indiańskie wioski, szamani, kultura i inny styl życia jakże odmienny od europejskiego. 

Mia wyrusza, a przygody nie opuszczają jej ani na moment. W trakcie pobytu na obczyźnie nie brakuje emocji, miłych i trudniejszych sytuacji. Podróż ma swoje plusy i minusy, jest świetną lekcją życia. Mia poznaje swoje wady i zalety, poznaje nowych ludzi, zwyczaje, kosztuje nowych smaków życia. Los na jej drodze stawia mężczyzn, z których jednym okaże się dla niej kimś ważnym. A wszystko dzieje się bez wyreżyserowanego planu, na czystym spontanie. Ta wyprawa zmienia Autorkę, pozwala jej zajrzeć do swojego wnętrza. Opowiadając o swoich przygodach Mia zabiera nas do świata, który jest niezwykły. Pokazuje go swoimi oczyma. Nie jest typową podróżniczką skoncentrowaną tylko na niektórych aspektach zwiedzania. Zwraca uwagę na bardzo różne sprawy, pokazuje otaczający ją świat tak, jak go odbiera. Nie jest to typowy, standardowy obraz, ale tym samym bardzo osobisty, prawdziwy, ciekawy. Nietuzinkowa relacja wciąga w tytuł, który mieni się bardzo różnymi odsłonami. Nie jest to bowiem książka, którą zdefiniowałabym jednoznacznie pod względem gatunku. Trudno powiedzieć, że to tylko typowa książka podróżnicza. Ta lektura ma bowiem w sobie elementy reportażu, pamiętnika z egzotycznego wyjazdu, literatury faktu, książki psychologicznej, która opowiada o przemianie konkretnej osoby pod wpływem różnych czynników. Czyta się ją dlatego naprawdę świetnie. 

Książka z każdą stroną była bliższa mojemu serduchu. W trakcie czytania polemizowałam sobie z jej treścią, bo mam zgoła inny charakter niż jej główna Bohaterka i Autorka. Mogłam jednak obiektywnie stwierdzić, że w życiu nie zawsze koniecznie musimy się kierować rozumem i rozsądkiem. Odrobina szaleństwa jest niekiedy potrzebna. Tytuł przenosi nas nie tylko do innego, egzotycznego miejsca na kuli ziemskiej, ale i to innej strefy mentalności, sposobu życia, kultury, realiów i zachowania. Ta historia to także pokazanie związku w którym dwie strony pochodzą z różnych kultur i światów. Nie jest on czymś łatwym, wymaga wyrzeczeń i kompromisów. 
Ta opowieść ma bardzo wiele plusów i walorów. Można ją odebrać w różny sposób, nie można jej jednak nie przyznać uroku i tego, że przykuwa czytelnika mocno do siebie. To pozycja bardzo niesztampowa, warta poznania, którą z serca rekomenduję. Odkryjcie Amerykę Południową wraz z Mią, naprawdę warto! 

czwartek, 21 stycznia 2021

Klaudia Muniak "Nie ufam już nikomu"

 



Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-6661-128-3

Czasem warto ufać jedynie sobie

Zaufanie ma ogromne znaczenie. Może być wzajemne lub tej wzajemności pozbawione. Bez niego niemożliwe jest zbudowanie szczęśliwego związku między partnerami. Jak wiele dla nas znaczy, dowiadujemy się, gdy już je do kogoś stracimy. Gdy ktoś nas zawodzi, a tym samym i rani. Gdy tracimy zaufanie do całego świata, gdy wokół siebie nie znajdujemy osoby, która nas nie zawiedzie, gdy nikomu nie ufamy, grunt usuwa się nam spod nóg. Rzeczywistość staje się bardzo trudna, a życie jest drogą przez mękę. Rodzi się w nas brak pewności siebie, trudno nam funkcjonować, a granica między rzeczywistością a fikcją zaczyna się rozmywać. Wtedy nasze życie staje się koszmarem. Takiej sytuacji doświadcza na własnej skórze bohaterka powieści Klaudii Muniak, Iga.

Iga jest żoną i świeżo upieczoną mamą. Kilka tygodni wcześniej urodził się jej synek Joachim, którego kocha nad życie. Początki macierzyństwa dla każdej kobiety są zwykle trudne, ale dla żony Natana to prawdziwy chrzest bojowy i katorga. Opieki nad malutkim synkiem nie ułatwia jej choroba, z którą zmaga się od jakiegoś czasu, czyli zaburzenia maniakalno-depresyjne określane jako nerwica natręctw. Konieczne jest wdrożenie terapii farmakologicznej i rozpoczęcie spotkań z psychologiem.

Iga decyduje się na eksperymentalną terapię, w opracowaniu której sama brała udział. Leki, które są jej niezbędne do normalnego funkcjonowania, mają być jej podawane i dawkowane przez wszczepiony w ramię chip. To on, sterowany za pomocą aplikacji w telefonie, ma decydować, który medykament i w jakiej dawce ma się wchłonąć do jej organizmu. Mimo nowatorskiego leczenia Iga czuje się coraz gorzej. Zaczynają dokuczać jej zaniki pamięci i halucynacje. Dodatkowo na ciele jej synka pojawiają się paskudne siniaki. Czy Iga pod wpływem leków i postępującej choroby jest w stanie skrzywdzić ukochane dziecko? A może za sińcami stoi inna osoba? Czy to matka Igi, która pomaga córce w opiece nad Joachimem, czy może serdeczna przyjaciółka, która jako swoją ofiarę upatrzyła sobie Natana? A może to on sam krzywdzi z jakiegoś nieznanego powodu swoje dziecko?

Thriller psychologiczny to gatunek, który bardzo lubię sobie od czasu do czasu zaserwować. Od tego typu książki oczekuję zawsze bezwzględnego uzależnienia. Chcę, by fabuła dosłownie mnie opętała, zaczarowała od pierwszej strony. Chcę przez czas czytania żyć wyłącznie jej treścią i ekscytować się zagadką, której rozwiązanie ma miejsce na koniec lektury. Nie każdemu autorowi udaje się jednak skonstruować tak doskonale swoją książkę. Z tym zadaniem Klaudia Muniak poradziła sobie rewelacyjnie i bezbłędnie. Od pierwszej strony emocje wzięły górę, a ich ogrom czasem aż przygniatał. Powieść czytało mi się świetnie. Na pewno miało to miejsce za sprawą naprawdę wartkiej fabuły i konstrukcji osobowości głównej bohaterki, która jest postacią nietuzinkową i bardzo oryginalną. W trakcie czytania miałam wobec jej osoby dość mieszane uczucia. Z jednej strony patrzyłam na nią jako ofiarę choroby i ludzkich spisków, z drugiej czułam, że przeszłość Igi kryje jakieś mroczne tajemnice.

Klaudia Muniak stworzyła naprawdę doskonały thriller z medycyną w tle, w który wplotła kilka istotnych, lecz i trudnych życiowych tematów. Zawiłe relacje z rodzicami, którzy są wobec dziecka zbyt wymagający, skomplikowane początki macierzyństwa, które, choć planowane i wyczekane kryje w swoich odmętach wiele przeszkód, życie z chorobą psychiczną, która zatruwa codzienność to kwestie, które autorka wykorzystała w swojej książce. Dzięki nim powieść wyszła spoza utartych schematów, nabrała świeżości i oryginalności. W trakcie czytania oczywiście próbowałam rozwikłać zagadkę i odkryć, co jest prawdą, a co fikcją. Przyznaję, że mi się to nie udało. Przyznaję, że nie udało mi się to. Zakończenie okazało się najmocniejszą stroną tej książki i całkowicie mnie zaskoczyło.

Jeśli macie ochotę na naprawdę mocne emocje, sięgnijcie po tytuł Klaudii Muniak, poznajcie Igę i zajrzycie do jej świata. Gorąco rekomenduję i polecam.





wtorek, 19 stycznia 2021

Zofia Ossowska "Ocalić życie"

 




Wydawnictwo Filia
data wydania 2020
stron 512
ISBN 978-83-8195-045-9

Prawda nie zawsze wyzwala i usypia demony z przeszłości

Ludzkie życie to dłuższy lub krótszy ciąg dni. Od narodzin do śmierci przeżywamy chwile radosne i smutne, szczęśliwe i takie, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Większość dni danych nam przez los przebiega według ustalonych schematów i monotonnie zlewa się w jeden obraz. Mówimy o nich szara codzienność. Są one przetykane dobami, w których dzieje się coś ważnego, coś wyjątkowego, co kładzie się cieniem na naszej przeszłości i przyszłości. O takich dniach mówimy, że są wyjątkowe i zmieniają bieg naszego życia.

Taką datą dla rodziny Rzewnickich był pewien lipcowy dzień 1942 roku, gdy do ich domostwa zapukała pewna polska rodzina uciekająca przed Niemcami. Kobieta, mężczyzna i ich dzieci. Nie było szans ocalić ich wszystkich, dlatego szansę na dalsze życie otrzymała tylko dwójka najmłodszych maluchów. Chłopiec został odwieziony do zakonnego sierocińca, a dziewczynka została przysposobiona jako własne dziecko Rzewnickich. Takie rozwiązanie byłoby bohaterskie i godne pochwał, ale w życiu wiele rzeczy nie jest wyraziście czarnych czy białych, dobrych czy złych. Niedługo po daniu schronienia obcym dzieciom do domu wtargnęli Niemcy i zabrali ze sobą w nieznane miejsce Antoniego. Wrócił po dwóch dniach, ale był już kimś innym. Widać było, że przeżył coś, co zmieniło go na zawsze. Rozwiązanie tej zagadki nastąpiło wiele lat później. Prawda, która ujrzała światło dziennie po długim czasie, okazała się bardzo okrutna i pozwoliła rozwinąć skrzydła pewnym demonom, ale i uczyć sztuki wybaczenia...

Ta przepiękna, ale jakże dramatyczna historia wydarzyła się niestety naprawdę. Zofia Ossowska zainspirowała się faktami, które miały miejsce w czasie II wojny światowej. To, jak postępowali Niemcy, zasługuje na potępienie. Przed ludźmi stały wybory, z których nie było dobrego wyjścia. Każda opcja była zła i przynosiła ból oraz cierpienie. Wyrzuty sumienia, koszmary i tragedie. Antoni to bardzo ciekawa postać. Zwykły mężczyzna, mąż i ojciec, prosty człowiek, który chce przeżyć koszmar wojny, chce chronić swoich bliskich, a który zostaje zmuszony do karygodnego zachowania, do czynu rujnującego mu życie. Jego krzywda, jego udręka, jego gehenna nie ma końca. Alkohol przynosi mu pozorną ulgę, chwilowe zapomnienie, które mija. Wpędzony w nałóg staje się wrogiem swojej rodziny. Jego żona też potwornie cierpi. W milczeniu znosi swój los.

Autorka w sposób wyjątkowo plastyczny i ciekawy odkrywa kolejne puzzle tego sekretu i wtajemnicza w niego czytelnika. Lektura jest tak ciekawa i wciągająca, że trudno się od niej oderwać. Stale główną historię ubarwiają kolejne szczegóły, a obraz przeszłości staje się bardziej wyraźny, a zarazem bardziej zagmatwany. Fabuła oplata jak ośmiornica, której wyrastają kolejne macki. Czytaniu towarzyszy ogromne wzruszenie i oczywiście łzy. To po prostu niewykonalne, by nie płakać nad dramatem zwykłych ludzi, których losy zostały naznaczone na zawsze przez jedno wydarzenie. W tym przypadku celnym wydaje się powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Z treści tej książki płynie wyrazisty morał, że często nie możemy zmienić przeszłości i naprawić pewnego zła. Ważna jest jednak pamięć, cześć dla tych, którzy stali się bezbronnymi i niewinnymi ofiarami. Dopóki będzie się ona w nas tliła, dopóty nasze człowieczeństwo nie jest zagrożone.

„Ocalić życie” to tytuł, którego akcja rozgrywa się w dwóch przestrzeniach czasowych, w dwóch okresach ważnych dla polskiej historii. Zapewne autorka wybrała je nieprzypadkowo. Tło dodaje uroku fabule, podkreśla jej wydarzenia, symbolizuje przemiany i upływ czasu, który pędzi nieubłaganie.

Lektura bardzo mi się podobała, doceniam kunszt jej napisania, język, styl i pomysł stworzenia tak bardzo wymownej historii. Tytuł gorąco polecam i zachęcam do jego przeczytania. To książka z takich, o których bardzo długo się nie zapomina.

czwartek, 14 stycznia 2021

Kelly Irvin "Syn biskupa"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2020

stron 384

ISBN 978-83-8169-263-2

Gdzie dwóch rywalizuje, tam dziewczyna ma dylemat


„Syn biskupa” to drugi tom cyklu „W świecie amiszów”. W powieści poznajemy dalsze losy Lantzów, którzy przyjechali do Teksasu po opuszczeniu Tennessee. Ich pierwszy rok pobytu w nowym miejscu był trudny, pełen wyzwań, wzlotów i upadków. W czasie jego trwania wiele się wydarzyło. Leila z jednej strony tęskni, a z drugiej oswaja się z nowym otoczeniem. W jej świecie pojawia się dwóch mężczyzn, którzy zaczynają rywalizować o jej względy. W świecie amiszów, do którego należy dziewczyna, przebiega to jednak dość surowo. Nie ma czasu na typowe randki, pocałunki czy inne rozrywki. Leila ma dylemat kogo wybrać. Jesse Glick, który jest bliższy jej sercu, nie deklaruje swoich zamiarów zbyt wyraźnie i czytelnie. Poza tym opuszcza wspólnotę amiszów i zaczyna wieść inne życie. Jeśli Leila zdecyduje się zostać jego żoną, będzie musiała opuścić rodzinę i znany jej świat. Dobrowolnie skazać się na wygnanie i całkiem nową rzeczywistość. Will, kuzyn Jessego, w pozyskaniu względów dziewczyny może mieć specyficzny interes. Nie muszą nim kierować tylko uczucia, ale i troska by młoda kobieta nie opuściła rodziny amiszów. Kogo wybierze Leila?

Druga część wspaniałej, napisanej z polotem i pomysłem trylogii od samego początku przypadła mi do gustu. Bardzo szybko wniknęłam w świat ludzi, dla których życie religijne jest bardzo ważne, a reguły wyznawanej wiary są priorytetowymi drogowskazami. Ich wybory życiowej drogi nie mogą być sprzeczne z tym, w co wierzą. Leila staje więc przed bardzo trudnym zadaniem. Jej rozdarcie i wahanie są fundamentem, na którym opiera się fabuła książki. Młoda dziewczyna wychowana w surowych warunkach, oderwana przez swoją społeczność od realnego świata wkracza w rzeczywistość innej niż amisze społeczności. Nieśmiało poznaje innych ludzi i obce realia. Odkrywa nieznane, czasem jeszcze broni się przed tym, czego nie zna. Swoją postawą budzi sympatię czytelników.

Autorka bardzo ciekawie opisuje tło, w jakim dzieje się akcja książki. Interesująco też wykreowała sylwetki swoich bohaterów. Są oni tylko pozornie podobni. Tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Jego treść skłania do refleksji odnośnie religii i sposobów wyznawania tej samej wiary. Rodzi się pytanie, co tak naprawdę jest w tym aspekcie ważne – treść, w którą wierzymy czy forma, w jakiej oddajemy tej wierze cześć?

Seria Kelly Irvin promuje szacunek ludzi wobec siebie. Choć możemy być inni, choć możemy obrać różne życiowe drogi, choć różnymi ścieżkami dążymy do tego samego celu, powinniśmy nade wszystko i zawsze okazywać sobie szacunek i być wobec siebie tolerancyjni. Wszelkie podziały, ostracyzm czy segregacja nie służy nigdy niczemu dobremu. „Syn biskupa” to lektura, którą czyta się szybko i przyjemnie. Promuje ona wartości rodzinne, traktuje o zwyczajnym życiu, a zarazem pokazuje wyjątkowość szarej codzienności i jej uroki. Autorka docenia przyjaźń, serdeczność wobec bliźnich, a robi to, pisząc wspaniałym językiem i dobrym stylem. To idealna pozycja na chwilę oddechu od codzienności, świetna książka na długi zimowy wieczór. Gorąco polecam.

niedziela, 10 stycznia 2021

Beata Sabała-Zielińska "Pięć Stawów. Dom bez adresu"

-


Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020
stron 352
ISBN 978-83-8169-335-6

Jest takie miejsce w Tatrach...

Tatry, najwyższe, a według wielu najpiękniejsze polskie góry mają wiele walorów. To klimat, widoki, fauna i flora, historia, folklor, legendy. Mają one także klimatyczne miejsca, do których po prostu chce się wracać i które przyciągają jak magnes. Dla wielu osób są nimi schroniska. Wśród nich wyjątkowe miejsce zajmuje najwyżej położone schronisko górskie w Polsce. Wtajemniczeni mówią o nim Pięcistawy. Dla laików dodam, że chodzi o schronisko PTTK położone na wysokości 1671 metrów n.p.m. Ten charakterystyczny budynek, który powstał w latach 1947-1953 nie ma adresu. Nie jest położony przy żadnej ulicy, ani nie ma numeru. A jednak kojarzy go bez problemu tak wiele osób! Zagościłam w tym miejscu dzięki lekturze publikacji napisanej przez samą Beatę Sabałę-Zielińską i swoje wrażenia z lektury właśnie Wam opiszę.

Tatry po raz pierwszy ujrzałam jako ośmiolatka. Pobiły moje serce i to kilka razy. Na początku jako góry, potem jako przedsmak Himalajów, gdzie można próbować sił we wspinaczce. Zawsze uważam schroniska jako miejsca wyjątkowe. Takie z duszą, inne niż przeciętne hotele czy pensjonaty lub miejsca ,gdzie można się posilić. Tam trafiają ludzie w drodze, wędrujący i to wędrujący po górach. Pewnie ktoś zapyta co w tym niezwykłego? Ano to, że góry zmieniają nas, którzy ich kosztują. Ci zaś, którzy prowadzą owe przybytki to ludzie kochający swoją pracę, traktujący ją jak pasję, władający w nią całe serce. Tego nie da się robić tylko dla pieniędzy. Żyjąc z dala od cywilizacji i osad ludzkich staje się wobec majestatu natury, która coś - np. wygodę odbiera, ale i wiele w zamian daje. I ta prawda sprawdziła się wobec Pięciostawiańskiego Schroniska. Gospodarzą w nim od lat członkowie klanu Krzeptowskich. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są "klucze" gospodarskie do tego obiektu. A jest ona naprawdę wyjątkowy. 

Prowadzenie tego miejsca jest rodzinną tradycją. Zadanie nie jest takie łatwe, bo do schroniska nie prowadzi żadna droga. Tylko szlak, który nie zawsze jest możliwy do przejścia. To miejsce położone wysoko w górach, więc warunki dyktuje tu natura. Trzeba się z nią pogodzić i oddać palmę pierszeństwa. Tu wszystko trzeba dostarczyć i nie ma tradycyjnej dostawy na telefon. Tu życie mocno naznaczają pory roku i pogoda. Tu cywilizacja dociera jak przez mgłę. Tu czas biegnie inaczej. Z tym miejscem związani są niesamowici ludzie, którzy mają we krwi górskiego bakcyla. 
Ta lektura porwała mnie od samego początku. Autorka przedstawiła historię powstania tego obiektu, jak i dzieje góralskiej rodziny, która go od lat prowadzi. Z tekstu dowiadujemy się jak rok po roku to miejsce się zmieniało, jak wyglądało w niż życie kilka czy kilkadziesiąt lat wstecz. Pracownicy i gospodarze schroniska, jego goście, wyjątkowe wydarzenia, czasy wojny i pokoju, akcje ratownicze, zwyczajna turystyczno-górska codzienność. Anegdoty, ciekawostki, zabawne i smutne zdarzenia. To wszystko jest niczym wielobarwna, arcyciekawa mieszanka, która budzi wyobraźnię. W trakcie lektury zdarzyło mi się odkładać książkę i oglądać w internecie filmy z tego miejsca i jego okolicy. To w doskonały sposób uzupełniało lekturę, która bardzo szybko mną zawładnęła. Czytałam ją błyskawicznie, a każda przeczytana strona zachęcała do planów odwiedzenia tejże tatrzańskiej doliny i owego miejsca. 

Książka Beaty Sabały-Zielińskiej to pozycja obowiązkowa na liście wszystkich miłośników Tatr. Jest rewelacyjnie napisana. Język i styl doskonale oddają klimat, a historia wręcz czyta się sama. To były wspaniałe minuty z książką w ręku, który przypomniały mi, że tęsknie za Tatrami i powinnam je jak najszybciej odwiedzić. Gorąco polecam.