czwartek, 2 lutego 2012

Mariusz Zielke "Wyspa dla dwojga"


Wydawnictwo Principium
data wydania grudzień 2011
stron 192
ISBN 978-83-63320-01-0

Miłość w ostrym sosie.

Już po rzucie oka na okładkę wyczułam, że będzie to proza, którą można określić mianem prowokującej. I nie pomyliłam się. Okładka „Wyspy dla dwojga” Mariusza Zielke, na której królują ułożone w serduszko papryczki chili, jest wstępem do czterech nowel dostarczających olbrzymich emocji. Mają one pewien motyw przewodni – uczucie, a konkretnie miłość. Ale nie spodziewajcie się słodkich historyjek niczym z polanego lukrem romansu. Miłość tu prowadzi często do złego. Idzie w parze z nieposkromioną erotyką, a seks jawi się niczym narkotyk, który obezwładnia i służy do zaspokojenia tych najbardziej pierwotnych instynktów. Tu nie ma miejsca na sentymentalne wzruszenia, na romantyzm i uczucia platoniczne. Tu jest ostro i czasem aż niesmacznie.
Cztery historie są pełne uczuć, niekoniecznie tych pozytywnych. Bohaterami rządzą emocje, namiętności, a ich zachowania bywają bardzo prymitywne i mające więcej wspólnego z mechanizmami zwierząt. Tak, w książce rządzą instynkty, które popychają do zbrodni, zemsty i okrucieństwa.
Akcja opowiadań toczy się szybko i jest nasycona, a czasem nawet wręcz przesycona wydarzeniami. Bywają momenty, w których przypomina nieco fabułę książki fantastycznej, a czasami wydaje się bajkowa i nierealna. Wśród bohaterów znajdziemy zwykłych ludzi, ale i rekiny biznesu czy elitę władzy. Nie mają oni kryształowych charakterów. Króluje porywczość i egoizm. No i bliżej im do czarnych charakterów niż do dobrych wróżek.
„Wyspę dla dwojga” czyta się bardzo szybko, a sama lektura wywołuje wiele emocji – u mnie dominowało zgorszenie, oburzenie i krytyka. Zszokowały mnie dość odważne sceny erotyczne i mało subtelne potraktowanie miłości. Klimat bardziej przypomina kryminał. Akcja zaskakuje i jest nieprzewidywalna. Całość wydaje się mało realna, ale bez osłonek pokazuje ludzkie namiętności i instynkty. Ta książka robi wrażenie, jest jak szokująca reklama, która zapada w pamięć. Bez ogródek i osłonek. Bez słodzenia i retuszu.
Za egzeplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Principium.

1 komentarz:

  1. Książkę mam w planach, może nawet tych najblizszych :)

    OdpowiedzUsuń