środa, 29 października 2014

Katarzyna T. Nowak, Ewa Zuberek "Sposób na singielkę"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2014
stron 360
ISBN 978-83-7642-403-3

O tych, co lubią nie w parze

Nie będę ukrywać, że lektura tej książki miała służyć pewnemu celowi. Miała być antidotum, lekarstwem na jesienną chandrę, która mnie dopada, gdy mija ta przyjemniejsza część jesieni. Planowałam, że dwa, trzy wieczory, czas tuż przed snem spędzę z babskim czytadłem, które poprawi humor i zapewni pogodne sny. Liczyłam, że książka będzie lekka i zabawna. Czy moje oczekiwania się spełniły. Niestety nie! I już mi się zrobiło smutno, ale szanując moich czytelników muszę napisać rzetelnie o moich odczuciach po tej lekturze. 
Sam pomysł na fabułę okazał się niczego sobie. Jest to bowiem opowieść o dwóch przyjaciółkach, które są sobie bardzo bliskie. Na tyle bliskie, że ze sobą mieszkają na jednym z krakowskich poddaszy. Znają się dobrze, bo razem studiowały. Obecnie wiodą życie singielek, choć to nie jest do końca tak, że chcą być same sobie sterem i żaglem. Dziewczyny nie stronią od romansów, szukają nowych znajomości i chętnie umawiają się na randki. Wiodą szalone nieco życie, pomimo wyższego wykształcenia nie mają stałego źródła dochodu i biorą przeróżne zlecenia, by związać koniec z końcem. Wydaje się, że powinnam polubić Lilkę i Baśkę. Cóż niestety nie! Obie bohaterki wprowadzały mnie często w zdumienie i konsternację swoim bezmyślnym zachowaniem, nieprzewidywanymi decyzjami, napiszę może dobitniej swoją głupotą. Trudno mi było zrozumieć kreację tych postaci. W końcu mając około 30-stki, w ręku dyplom prestiżowej uczelni, skończone dziennikarstwo, biorąc się za pisanie artykułów trzeba mieć coś więcej pod sufitem niż sianko. A nasze dziewczyny zachowywały się jak typowe nastolatki intelektem oscylując gdzieś w wiek ostatniej klasy gimnazjum. Ich codzienność obracała się wokół pójścia na piwo, nieprzemyślanych zakupów, beztroskiej zabawy i wodzenia facetów za nos. 
Co jeszcze krytycznego nasuwa mi się na myśl? Otóż w książce nie znalazłam krakowskich klimatów, no chyba, że Kraków to tylko knajpy i sklepy. Na szczęście znalazłam tu coś fajnego w zamian - klimacik górski z Tatrami w tle i to już zaliczam in plus. Podobał mi się język, dość błyskotliwe dialogi. 
Książka miała zapewne na celu opisać życie współczesnych singielek, beztroskich o dziś i jutro, które życie postrzegają jako jedną wielką zabawę. Niestety efekt autorek wyszedł nieco mdły, przesłodzony i przerysowany. Zbyt nowoczesny, zbyt pusty. Wiało nudą w trakcie czytania, a ogólną ocenę książki znacznie podniosło zakończenie w którym wreszcie coś się podziało, wreszcie odczułam jakieś emocje i zainteresowanie co dalej się stanie. 
Z ciężkim sercem to robię, ale nie potrafię pozytywnie ocenić tej książki. Jest przeciętna, interesująca tylko chwilami, gdy akcja rozgrywa się w górach. Nie polubiłam bohaterek, nie zżyłam się z nimi, nie stały mi się bliskie. Nie jest to książka, która zapadnie mi w pamięć, raczej szybko o niej zapomnę. 
Moja ocena 4/10.

5 komentarzy:

  1. Podzielam ocenę. Jestem mega rozczarowana tą książką. Szokuje mnie, że aż dwie autorki a tak toporna treść. Czytając, pomyślałam, że gdyby nie nazwisko jednej z autorek - nikt by tego nie wydał.

    OdpowiedzUsuń
  2. U Klaudyny czytałam recenzję tej książki i tylko utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie mam co jej szukać.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja również nie sięgnę po tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Będę omijać jak kot kąpieli :)

    OdpowiedzUsuń