środa, 26 lutego 2025

Artur Nowak "Zakrystia"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2025
stron 216
ISBN 978-83-8391-042-0

Kościół widziany od podszewki


Kościół katolicki to instytucja posiadająca specyficzną ideologię, która funkcjonuje od ponad dwóch tysięcy lat. Jest on zamkniętym i opartym na hierarchii systemem w którym zmiany wprawdzie się  pojawiają, ale są one wprowadzane niezwykle powoli, opornie i niechętnie. Kościół mówi o sobie, że jest święty. Pozostaje to trochę w opozycji z faktem, że tworzą go ludzie, a ci bez wyjątku są grzeszni. Sługami bożymi – kapłanami, biskupami, a nawet kardynałami czy papieżami są osoby, które często mają więcej na sumieniu niż niejeden zwyczajny chrześcijanin.

Patologie jakie funkcjonują w obrębie polskiego Kościoła stara się pokazać w swoich reportażach Artur Nowak mający już kilka tego typu publikacji na swoim koncie. Jego kolejną książką po „Plebanii” jest „Zakrystia” która trafiła na księgarskie półki na początku bieżącego roku. Tytuł nie jest objętościowo zbyt obszerny, ale za to bardzo treściwy, konkretny, szokujący i pokazujący prawdę, która niestety nie stawia duchowieństwo w pozytywnym świetle.

Lektura książki wywoła w nas z pewnością wiele emocji, niedowierzania, złości, zirytuje nas do granic możliwości, sprawi, że przysłowiowy nóż otworzy się w kieszeni, bo my zwyczajni ludzie siłą rzeczy oczekujemy, że ludzie w sutannach i habitach będą lepsi i mniej zadurzeni w materialnym ziemskim świecie. Niestety, prawda w wielu przypadkach jest zgoła inna. Hipokryzja króluje, księża korzystają z podwójnych opcji – ślubując celibat mają kochanki i dzieci, ślubując ubóstwo gromadzą gigantyczne majątki, ślubując czystość prowadzą intensywne życie seksualne. Udając pasterzy wykorzystują swoją owczarnię. Patologii w Kościele jest niestety bez liku, a o jej obliczach Artur Nowak pisze odważnie i bez osłonek.

W „Zakrystii” nie ma tematów tabu. Autor wywleka bezlitośnie na światło dziennie różne funkcjonujące wypaczenia i nieprawidłowości. Ideologia religijna w praktyce idealnie komponuje się z wplecionym w jej jestestwo biznesem, a księża czy biskupi okazują się jego rekinami którzy jako partnerów do interesu nie omijają nawet przestępców. Kościół i mafia to niemożliwe? Ależ nie! To może idealnie funkcjonować i mnożyć fundusze. Duchowieństwo miesza się także w politykę i staje się idealnym agitatorem przed wyborami. Prawdziwe życie zakonne totalnie odbiega od wyobrażeń o nim ludzi świeckich. Mobbing jest czymś oczywistym, a zakonnice "urastają" do miana służących bez prawa głosu od których wymagane jest ślepe posłuszeństwo.

Czy taki obraz Kościoła może przyciągać wiernych? Zdecydowanie nie, a widoczna gołym okiem ogromna laicyzacja zatacza coraz to szersze kręgi nie tylko w dużych miastach, ale i na prowincji.

„Zakrystia” to lektura, która zmusza do refleksji, to reportaż, który bije na alarm. To książka która odkrywa smutną prawdę. Bogiem dla wielu bywa już nie Bóg z Biblii, a pieniądz i władza. Treść książki to głos krytyki, ale i prawdziwe obrazy, które wołają o pomstę do nieba. „To nie tak powinno być” woła wnętrze tytułu piętnując czarne charaktery, które niszczą pozytywne oblicze jednej z najstarszych instytucji religijnych. Artur Nowak pisze oszczędnie, konkretnie, wyraziście. Podaje liczne przykłady, wskazuje katów i ofiary, bo i tych nie brakuje w szeregach duchowieństwa. Ouo vadis Kościele? - brzmi z kart książki, która będzie gorzką pigułką dla tych którzy ślepo wierzą w perfekcyjność rzesz pasterzy.

To nie była łatwa lektura, nie czytało mi się ją lekko. Mit który zaserwowano mi jako dziecku i nastolatce runął w pył. Jaki wniosek płynie z „Zakrystii”? Kościół jak pustynia pragnie deszczu zmian i odnowy, wyplewienia zła, wprowadzenia reform i pozbycia się skostniałych rozwiązań, wyrzucenia tych, którzy niszczą go swoim postępowaniem. Jeśli tego nie uczyni zniszczy doszczętnie autorytet jaki niegdyś posiadał. Stanie się niszowy i zapomniany. Będzie tylko historią i wspomnieniem. 




 

wtorek, 18 lutego 2025

Lucyna Olejniczak "Preludium"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2025
stron 440
ISBN 978-83-8391-000-0
seria Pani na wrzosowisku
Tom I

Ścieżki ludzkiego życia potrafią być bardzo kręte

Prozę Lucyny Olejniczak znam od dobrych kilku lat, uwielbiam jej pióro i wiem, że nikt tak jak Ona potrafi napisać wielotomowe serie w których idzie się zakochać od pierwszego wejrzenia. Pamiętając kunszt Kobiet z ulicy Grodzkiej bez wahania postanowiłam przeczytać początek nowej serii - Pani na wrzosowisku. Jej pierwszy tom jest już na księgarskich półkach, a drugiego nie mogę się doczekać. Czym zachwyciła mnie ta powieść? Atutów jej mogę wskazać bardzo wiele...

Warszawa, rok 1830. Historia Polski w tym czasie jest bardzo burzliwa. W okowach rosyjskiej niewoli rodzi się zryw mający przywrócić niepodległość. Wybucha Powstanie Listopadowe, które przewraca do góry nogami życie pewnej rodziny - państwa Bielskich. 
Leon Bielski jest majętnym wdowcem, który spore pieniądze zarabia jako browarnik. Ma dwoje nastoletnich dzieci. Jego szesnastoletnia córka Eliza jest nie tylko piękna, ale i bardzo utalentowana. Młoda dama pięknie gra na fortepianie i marzy o karierze pianistki. Jej brat Stanisław nie ma kryształowego charakteru i chadza własnymi drogami. To właśnie on z nich dwojga przysparza ojcu trosk i siwych włosów na głowie. Gdy wybucha Powstanie Leon nie jest zbytnim jego entuzjastą. Przewiduje, że stolica przestała być bezpiecznym miejscem dla córki i w ogniu walk wysyła ją do rodziny mieszkającej w Londynie. Staszek wplątuje się w szemrane towarzystwo przemytników i musi zniknąć. Kryjówkę znajduje w szeregach wojska, a los po tym jak zostaje ranny w nogę rzuca go na Litwę. Tam podejmuje posadę guwernera, ale jego skłonność do komplikowania sobie życia znów się ujawnia. Staś wplątuje się w ognisty romans z żoną swojego pracodawcy... Jak potoczą się losy obojga rodzeństwa? Czy dane będzie im się jeszcze spotkać po tym jak stracili ze sobą kontakt? O tym opowiada Autorka w fenomenalnej książce którą przeczytałam na jednym wdechu...

"Preludium" to niewątpliwie powieść z historią w tle, które zostało świetnie nakreślone, co powoduje, że czytelnicza wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach. Czytając z łatwością przed oczami przesuwają nam się obrazy świata, którego już nie ma. Realiów życia, ubiorów, norm i tradycji. Zarówno warszawski jak i londyński klimat z tamtej epoki jest idealnie oddany. Widzimy ten świat, tych ludzi, to życie może prostsze, ale trudniejsze, bardziej utrzymane w wymogach surowych konwenansów. XIX wiek był o wiele cięższym czasem niż lata współczesne dla sierot, samotnych matek, osób z marginesu. I to zauważamy na przykładzie losów bohaterów na londyńskich ulicach.

 Akcja książki toczy się dość dynamicznie, nie ma w niej nudnych przestojów, a znajdzie się kilka niespodzianek które mocno uatrakcyjniają fabułę. Bohaterowie są dynamiczni, przechodzą przemiany, dojrzewają, popełniają błędy i na własne życie czynią swój los trudniejszym, To właśnie sprawia, że książkę czyta się z niekłamaną przyjemnością i zainteresowaniem. W tym tytule nie ma miejsca na schematy i przewidywalność. Tu wszystko jest żywe, namacalne, prawdziwe i pełne dynamiki. Tu karuzela fabuły kręci się ze strony na stronę szybciej, a zakończenie wbija w fotel. Tu opisy świetnie współgrają z dialogami, a nić sympatii z nakreślonymi piórem Lucyny Olejniczak postaciami rodzi się naturalnie. Losy rodzeństwa Bielskich porywają od pierwszej strony, a ta powieść to świetna literacka podróż w czasie i przestrzeni. Moim zdaniem naprawdę warto się w nią wybrać i poznać tę opowieść. Mnie spodobała się tak mocno, że oceniam ją z przyjemnością bardzo wysoką notą i czekam na "Ostatni nokturn" - kolejny tom, który według zapewnień Wydawcy ukaże się wiosną. 







 

poniedziałek, 10 lutego 2025

Ewelina Ślotała "Matki Konstancina"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2024
stron 168
ISBN 978-83-8391-012-3

W Konstancinie nawet macierzyństwo ma inny smak


Konstancin, enklawa bogactwa, blichtru, luksusu jest też ostoją przemocy, nałogów, brutalności, zdrady, odrzucenia, samotności i obłudy. Tu obowiązuje niepisany kodeks, nieskatalogowane normy, których nieprzestrzeganie powoduje wyrzucenie za burtę, ostracyzm i wykluczenie. Konstancińskich reguł muszą przestrzegać wszyscy bez względu na rolę jaką przyszło im w tej bajce grać. Śmiało można powiedzieć, że tu wszystko smakuje inaczej. Pieniędzmi i biznesem. Także macierzyństwo, które może to zabrzmi barbarzyńsko choć niestety prawdziwie, jest transakcją dającą określone korzyści. W Konstancinie dzieci są zwykle kartą przetargową, która daje ogromne profity. Bycie matką w tym miejscu to posiadanie asa w rękawie, który daje dostęp do pieniędzy i przywilejów. Czy warto być rodzicielką w krainie pieniądza? A jak żyje się w tym świecie dziecku? Czy ma szansę na szczęśliwe dzieciństwo? Na pytanie szukałam odpowiedzi w kolejnej, niestety ostatniej, książce nieżyjącej już Eweliny Ślotały, która za cenę przynależności do elitarnego towarzystwa zapłaciła słoną cenę.


Akcja „Matek Konstancina” podobnie jak poprzednich książek Pani Eweliny biegnie dwutorowo. Z jednej strony poznajemy dalsze losy głównej bohaterki, która decyduje się na życie w pojedynkę z córką bez męża. Z drugiej mamy okazję zobaczyć blaski i cienie konstancińskiego macierzyństwa, które odbiega od szarej rzeczywistości. Dwie kreseczki na teście ciążowym w Konstancinie znaczą nie tylko pojawienie się za kilka miesięcy nowego życia, ale stanowią dla kobiety ogromne wyzwanie. Ciąża może przebiegać różnie, ale przy niej taryfa ulgowa nie obowiązuje. Trzeba bywać, udzielać się towarzysko, dumnie prezentować brzuszek i tryskać energią. Dbać o to by nie tracić na fizycznej atrakcyjności co jest głównym priorytetem przyszłej mamy. Poród musi się odbyć się w luksusowej klinice, a po nim szczęśliwa mama zajmuje się nie dzieckiem, bo od tego są nianie, piastunki, opiekunki, bony lub babcie, a przede wszystkim sobą. Trzeba zniwelować to, co zepsuła ciąża – więc na warsztat idą rozstępy, zbędne kilogramy, defekty ciała, które bezwzględnie muszą zniknąć. Świeżo upieczona mama musi na zdjęciach tryskać endorfinami. Na depresję poporodową, na baby blues miejsca nie ma. A potem dzieci muszą rosnąć zdrowo i idealnie. Mają przecież być dziedzicami fortun, rekinami biznesu, więc ich rozwój edukacyjny musi być na najwyższym poziomie. Tyle, że tym też nie zajmują się ich mamy. Od tego są odpowiedni ludzie, dobra materialne i wszelkie możliwości które umożliwiają pieniądze. Dzieci dobrze prezentują się na instagramowych zdjęciach, na rolkach czy w udzielanych wywiadach. Na co dzień są tłem. A to czy są szczęśliwe, czy mają beztroskie i radosne dzieciństwo to już jest czymś co mamy nie bardzo interesuje. Te od nich wymagają bycia perfekcyjnymi i niesprawiania kłopotów.


Jak wszystkie książki Eweliny Ślotały tak także tę i  pochłonęłam w jeden wieczór i nie mogłam oderwać się od jej treści. Czytałam i odkrywałam brutalną prawdę. Nic tak jak pieniądze nie jest w stanie zniszczyć normalności i człowieczeństwa w ludziach. Wysoki status majątkowy, przynależność do biznesowych elit odbiera wolność wyboru i narzuca chore normy, które są idealne dla rozkwitu patologii. Świetnie widać to na przykładzie konstancińskich dzieci, które dorastają niczym sieroty. Ich świat to dobra materialne i sztab ludzi, którym powierza się ich wychowanie i wykształcenie. Ich życie od kołyski jest pod dyktando, a one same żyją w bańce samotności, pozorów i wymagań. W ich życiu nie ma miejsca na bycie dzieckiem. Trzeba być po prostu trybikiem w maszynie, który musi działać idealnie i bezawaryjnie. Ich matki to kobiety żyjące dla społeczności a nie dla własnej rodziny. Jaki jest tego skutek? Opłakany!

Autorka jak zwykle wyśmienicie pokazała rzeczywistość społeczności której była częścią. Nie zastosowała taryfy ulgowej i wywaliła przysłowiową kawę na ławę. Wyszło jej to bardzo naturalnie i bezlitośnie dla smutnej prawdy. Ta książka odpycha od życia w luksusie, obala mit szczęścia które dają zera na koncie. Bardzo mi szkoda, że to już ostatnia literacka wycieczka do konstancińskiego światka. To było ciekawe doświadczenie i wyjątkowa literacka przygoda oparta na prawdzie. Bardzo polecam.