poniedziałek, 14 września 2020

Jolanta Kosowska "W piekle pandemii"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2020
stron 374
ISBN 978-83-8147-955-4

Gdy świat zaczął przypominać piekło...

Gdyby rok temu ktoś opowiedział mi o tym, jak może wyglądać świat takim jak widzimy go dziś, nie uwierzyłabym mu kompletnie. Szybko stwierdziłabym, że to, co opisuje jest scenariuszem filmu grozy czy fabułą thrillera psychologicznego z wątkiem medycznym. To, co dzieje się teraz, wczoraj mogło być tylko fikcją. A jednak... Pod koniec zimy, na jej przełomie z wiosną wszystko się w Europie zmieniło za sprawą słowa koronawirus. Bo była sobie gdzieś w Chinach epidemia, ale to było daleko stąd i prawie nikt nie wierzył, że dotrze na Stary Kontynent i zdezorganizuje życie wszystkich. 
Codziennie rano gdy się budzę przez moment nie wierzę, że jest jak jest. A jest i tak lepiej niż choćby we Włoszech, które na początku pandemii w Europie ucierpiały najbardziej. Na Lombardię zwrócił swoje oczy cały świat,  podobnie jak na chińskie Wuhan. Glob usłyszał o piekle jakie rozpętało się w Bergamo i nie tylko...


Prawdziwy, niestety prawdziwy scenariusz włoskiego koszmaru wplotła w fabułę swojej najnowszej powieści jedna z moich ukochanych polskich Autorek. Pani Jolanta Kosowska, mieszkająca w Niemczech pochodząca z Opolszczyzny polska lekarka, opisała historię polsko-włoskiej pary młodych, kochających się ludzi, którzy mieli w planach wspólny urlop, czas relaksu i beztroskę, a wpadli w otchłań piekła. Zima, narty, piękne krajobrazy, miłość i wieść o poczęciu dziecka. Jednym słowem szczęście, które zakłócił mało znany, ale jakże groźny i zabójczy wirus, który podstępnie zaatakował tysiące ludzi. Nie takiego biegu wydarzeń spodziewali się Marcello i Oliwia. Miały być dnie na stoku i wieczory przy kominku w gronie przyjaciół. Niestety, on wrócił do pracy w Polsce gotowy nieść pomoc potrzebującym. Przez wyjazdem zdążył lekkim podstępem skłonić partnerkę do zatrzymania się u swojej babci w Toskanii, w domu położonym w odosobnieniu z daleka od ludzi i niebezpieczeństwa pod pretekstem opieki nad starszą panią. 
Odizolowana od świata Oliwia zaczęła jednak dostawać niepokojące wieści od znajomego lekarza z Drezna i jego żony, od ojca swojego dziecka, który ratując innych sam został ugodzony ostrzem choroby. W internecie odnalazła pisany na bieżąco pamiętnik anonimowego mieszkańca uroczej Wenecji. Zewsząd wiało dramatyzmem, grozą i walką, o każdy oddech, o każdą chwilę życia...

To była bardzo przemawiająca i wzruszająca lektura, którą odebrałam niezwykle osobiście. Miałam wrażenie, że wszystko odczuwam tak mocno jakbym sama była jej główną bohaterką. Oliwia stała mi się bardzo bliska i droga. Ta powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie i dostarczyła wielkich emocji. Wyrwała mnie ze spokojnego domu do centrum piekła, ukazała wyraziście dramat ludzi, którzy wobec wirusa, którego nie widać gołym okiem stali się bezbronni jak nowonarodzone dzieci. Ich świat runął bezpowrotnie w posadach, ale mimo tego oni nie stracili nadzieję na to, że jeszcze kiedyś będzie spokojnie i normalnie. Wszystkie elementy w książce są prawdziwe pokazane, nie ma tu miejsca na sztuczny patos czy przerysowane bohaterstwo. Opowieść wywołuje łzy, które płyną i są buntem przeciw niebezpieczeństwu, które zmieniło życie w koszmar. 
Akcja książki obejmuje czas kilku tygodni i dzieje się w kilku miejscach równocześnie - włoska  Toskania, Polska, Niemcy - Bergamo, Drezno, Wrocław, Wenecja. 
Z lektury bije rozpacz, dramatyzm, ale i nadzieja, że po burzy wyjdzie słońce, że  zły czas  dobiegnie końca, że przetrwamy i wyjdziemy z trudnej próby silniejsi. Miałam wrażenie, że czytam coś więcej niż powieść. Wydawało mi się, że czytam autentyczną relację osoby, dobry reportaż, który bardzo plastycznie przekazuje rzeczywistość jaka dotknęła zwyczajnych ludzi. 
Ta powieść wyraża szacunek i uznanie wobec walki medyków z trudnym wrogiem, jest podziękowaniem za ich poświęcenie i pracę. Ta książka uzmysławia jak pandemia wpływa na życie jednostek, jak mocno rani, jak wystawia na próbę. 
Genialny warsztat, niesamowite wyczucie tematu, przemawiająca relacja, ocean emocji, książka o której się nie zapomina, która zostawia w sercu ślad. Tak najkrócej podsumuję moją opinię dodając, że naprawdę warto poświęcić jej czas. Tytuł dający świadectwo talentu i klasy twórczości Jolanty Kosowskiej. Fenomenalna książka poruszająca aktualne i trudne tematy. Gorąco polecam i rekomenduję. 

niedziela, 6 września 2020

Zadie Smith "Przebyłyski"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2020
stron 128
ISBN 978-83-240-6127-3

Nastał inny świat, nastała inna rzeczywistość...

Możemy negować istnienie koronowirusa, możemy mówić, że on jest rzeczywiście, lub że jest tylko wykreowany, ale świat wokół nas zmienił się w ciągu kilku ostatnich miesięcy diametralnie. Do powszechnego użycia weszły słowa kwarantanna, izolacja, lockdown, maseczki ochronne itd. Świat działający na znanych zasadach uległ zmianom. Gdyby rok temu, ktoś powiedział ludziom, że za dwanaście miesięcy będzie tak, a nie inaczej to posądzilibyśmy go o opowiadanie fabuły książki grozy lub filmu fantastycznego. 

Nigdy w historii ludzkości nie miała miejsce taka sytuacja, zatem nic dziwnego, że odbiła się ona na ludziach. Każdy przeżył ją inaczej, każdy ma prawo mieć swoje zdanie. To, co się dzieje dotyka szczególnie osoby wrażliwe, artystów, więc także i pisarzy. Niektórzy swoje myśli, swoje odczucia i przeżycia przelewają na papier. 
Zadie Smith to nazwisko sławne i uznane w literackim świecie. Ta uwielbiana przez rzesze czytelników brytyjska pisarka w związku z istniejącą sytuacją napisała książkę, na którą składa się 12 esejów. Wszystkie są niezwykle osobiste, a słowa z których się składają płyną niewątpliwe z wnętrza jej duszy. Tytuł oddaje klimat tego, co dziś rozgrywa się na naszych oczach. Widziany oczami pisarki świat nabiera plastycznego obrazu, w którym króluje chaos. My ludzie, nie wiemy jak się zachować, czujemy się zagubieni, samotni, zdezorientowani, bo niewidoczny gołym okiem wirus zrobił nam ogólnoświatową rewolucję. Nasze zasady nagle straciły na wartości, na aktualności, pozostały puste i bezwartościowe. W obliczu niebezpieczeństwa nastąpił kryzys nie tylko uderzający w gospodarkę, firmy, wartość pieniądza, rynek pracy, ale i w naszą ludzką tożsamość. 

Każdego ten wirus dotknął, choć większość z nas na niego nie zachorowała. Zadie Smith opisuje trudne tematy, ale nie boi się podsumować jak wpłynęła na nas izolacja, jak zaczęliśmy podchodzić do życia, jak zmieniły się nasze wartości i priorytety. Na pewno świat się zatrzymał i zwolnił. Wielu z nas miało czas, by spojrzeć na swoje życie. 
Autorka dostrzega, że na tą nienormalną rzeczywistość nie ma recepty. Nie ma wzorców postępowania. Naszym towarzyszem stała się niepewność, brak fundamentów do oparcia. To nie jest łatwa lektura. To nie jest książka idealna do relaksu. To literatura górnych lotów, którą trzeba oswoić, przemyśleć. Analogicznie jak sytuację, która nas otacza. Jest ona swoistym egzaminem dla człowieczeństwa, jak go zdamy oceni przyszłość.
Odnośnie tytułu to wyrafinowana proza dla ambitnego czytelnika, który jest w stanie spojrzeć w oczy szaleństwu jakie dotknęło cały glob. 

środa, 2 września 2020

Natalia Bieniek "Dom sekretów"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2020 
stron 448
ISBN 978-83-8169-320-2

W pajęczynie sekretów i tajemnic

Uwielbiam obyczajówki, których fabuła rozgrywa się w różnych wymiarach czasowych. Kocham książki, które w swojej treści zawierają zagadki, sekrety i tajemnice. Przepadam za powieściami, których lektura jest jak rozplątywanie zamotanych nici. Dreszcz i emocje, które temu towarzyszą są moim zdaniem wyjątkowe i dają tak wiele czytelniczej frajdy, tak niesamowite doznania. W tego typu książkach, by były one rewelacyjne, ważne jest połączenie szczegółów w misterną całość. Jestem zdania, że by wszystko zagrało jak należy Autorzy muszą sporo się napracować. Efekt jest jednak warty mozołu, bo w takim przypadku o takich literackich perełkach się nie zapomina. 
Tak właśnie jest z książką Natalii Bieniek. 

Filip, młody mężczyzna otrzymuje w spadku po ciotce mieszkanie. Znajduje się ono w starej kamienicy w centrum Łodzi. Przed śmiercią starsza pani usilnie go prosiła by w trakcie późniejszego remontu odszukał pewien skarb ukryty w ścianie. 
Dorota ma w kieszeni tytuł magistra historii na uniwersytecie. Równocześnie ma dość mieszkania z rodzicami i nadskakiwania oraz nadopiekuńczości swojej matki. Postanawia wyprowadzić się z rodzinnego domu i znaleźć coś niedrogiego do wynajęcia w centrum miasta. Śledząc ogłoszenia trafia do sąsiadki zza ściany Filipa i u niej wynajmuje pokój za niewielką opłatą. W trakcie remontu Filip rozbija dosłownie i w przenośni ścianę,  dochodzi wtedy do niewielkiej katastrofy. On trafia do szpitala, a jego sąsiadka wraz ze swoją współlokatorką zabezpieczają pewną skrzynkę. Oprócz tego okazuje się, że w ścianie od wielu lat znajdują się zamurowane szczątki ludzkie. Tak wiele zdarzeń to jednak pestka. To dopiero początek lektury, której poznanie jest niczym jazda rollercosterem. Tsunami emocji właśnie zaczyna działać...

Powieść Natalii Bieniek przykuła mnie do fotela. Zabrała w piękną, tajemniczą i otulającą emocjami podróż do Łodzi. Tej współczesnej i tej w kolorze sepii. Fabuła okazała się niczym barwna mozaika, która składa się z wielu elementów. W trakcie czytania czułam się jakbym układała składające się z wielu elementów puzzle. Powoli, z każdą przeczytaną stroną, odsłaniał się interesujący rysunek. Przez scenę powieści przewija się cała masa postaci, a każda z nich ma nam "coś do powiedzenia" i urozmaica tę pełną przeróżnych niespodzianek historię. 
Powieść czyta się przyjemnie i z ciekawością. Autorka sięgnęła do historii swojego rodzinnego miasta i poprzez losy wymyślonych osób opowiedziała nam dzieje wyjątkowego miejsca na mapie Polski. 
Wartka i szybka akcja pobudza czytelniczą wyobraźnię, opisy nie są nużące, a w fabule ciągle coś się dzieje, coś zaskakuje, coś przykuwa uwagę. 
Jeśli na jesienny wieczór potrzebujecie książki z którą będziecie się mogli zrelaksować to z czystym sumieniem zajrzycie do "Domu sekretów". Nie poczujecie się rozczarowani, a miłe spędzenie czasu jest gwarantowane. Przy okazji książka wyzwoli w Was refleksje czy warto wracać do przeszłości, która już minęła, czy trzeba rozwikływać dawne tajemnice i czy z perspektywy czasu warto poświęcać myśli temu, co już dawno pokrył kurz przeszłości. 
Polecam lekturę i jestem pewna, że wielu z Was się w niej zaczyta na amen. 

wtorek, 25 sierpnia 2020

Marcin Wilk "Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2020
stron 400
ISBN 978-83-2405-995-9

Dziewczyna utkana z paradoksów

Pojawiła się na polskiej scenie muzycznej niczym promień słońca. Była radosna, ambitna, uzdolniona i pracowita. Te cechy wydały swoje owoce w postaci ogromnej popularności i sławy. Uznania i nagród. Niezliczonych godzin braw w Polsce, Europie i za Oceanem. Miała i nadal ma swoich wiernych fanów, a jej piosenki wciąż są śpiewane przez innych wykonawców. Przebojów, które nuciła cała Polska byłoby więcej gdyby Anna Jantar nie wracała z amerykańskiego tournée feralnym lotem, gdyby nie wsiadła do samolotu, który nie wylądował na Okęciu a rozbił się niecały kilometr od pasa, na którym miał się bezpiecznie zatrzymać. Jaka tak naprawdę była Anna Jantar? Odpowiedzi na to pytanie szukałam w książce Marcina Wilka, który podjął się próby napisania opowieści o wyjątkowej piosenkarce, matce, żonie i córce. Jak mu wyszło to zadanie? W miarę dobrze, ale po lekturze czuję lekki niedosyt.
Książka jest dość obszerna, opatrzona wieloma czarno-białymi fotografiami z życia mamy Natalii Kukulskiej. Są fotki z lat dzieciństwa i z młodości oraz życia dorosłego i zawodowego. Autor snuje opowieść rozpoczynając ją od przybliżenia przodków swojej bohaterki. Przez całą książkę skupia się jednak głównie na życiu zawodowym. Pokazuje sympatyczną młodą dziewczynę i kobietę przez jej wyjątkowy głos i talent. Snuje wspomnienia opierając się na słowach wypowiedzianych o Jantar przez jej bliskich, znajomych i kolegów po fachu. Bardzo często, moim zdaniem odrobinę za często, przytacza fragmenty wcześniej wydanych publikacji o tej gwieździe. Ze słów, ze wspomnień, z przywołanych pamięcią zdarzeń wyłania się portret kobiety, która była niezwykła, pełna przeciwstawności, która miała niejedno oblicze. Była bardzo utalentowana, miała wyjątkowy i ciepły głos, który jest niczym miód. Mimo talentu nie spoczęła na laurach, chciała dalej się rozwijać, doskonalić, smakować czegoś nowego, rozszerzać swój repertuar. Była wspaniałą mamą, a żoną? Tu już autor pisze oszczędnie, z dystansem. Jakby za woalem. Jakby bał się zbyt mono wejść w prywatność Anny Jantar. Szczegółowo przedstawia osiągnięcia zawodowe, kolejne krążki, występy estradowe, festiwalowe. Uchyla rąbka tajemnicy jak wyglądało życie muzycznych sław w okresie lat 60. i 70.
Marcin Wilk pisze o Jantar w samych superlatywach. Z jego słów wyłania się istota perfekcyjna, kryształowa, bez żadnych wad, a tym samym nierealna, bo takich ludzi nie ma. W polskiej świadomości funkcjonuje zwyczaj, że o zmarłych źle wypowiadać się nie wypada. Czyżby tym właśnie pokierował się autor i nie chciał niczym zbrukać wizerunku wokalistki? Dokładnie to mnie w książce nieco rozczarowało, a tym samym zbudowało mur niewiary w nakreślony piórem portret piosenkarki, którą bardzo lubiłam od dziecka i nadal doceniam jako dorosła kobieta. Po lekturze wiem o wiele więcej niż przed przeczytaniem tej publikacji, ale czuję, że to za mało, że temat nie został do końca wyczerpany, że brakuje autentycznego przekazu, na jaki się nastawiłam.
Książka jest napisana sprawnie, czytelnym językiem, z zachowaniem chronologii i proporcji właściwej temu gatunkowi. Ale brakuje się tego czegoś, czym w potrawach są przyprawy. Brakuje jej soli życia, anegdotek, ciekawostek. Reasumując nie jest to zła lektura aczkolwiek ma pewne niedociągnięcia. Mimo to miłośnikom talentu wykonawczyni „Nic nie może przecież wiecznie trwać”, fanom polskiej piosenki i ciekawym życia w PRL-u polecam i rekomenduję.

piątek, 21 sierpnia 2020

Francesa Paci "Miłość w Auschwitz"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 208
ISBN 978-83-8169-328-8

O miłości, która narodziła się w centrum piekła

Miłość to najpiękniejsze z uczuć jakie dane jest człowiekowi. Nie każdy ma okazję w ciągu życia poznać jego prawdziwy smak. O miłości napisano bardzo wiele. Najpiękniej o miłości napisał chyba Święty Paweł. Według niego miłość jest łaskawa, cierpliwa i nie szuka swego. Miłość jest także nieprzewidywalna. Przychodzi kiedy chce, dotyka kogo chce. Często pojawia się nieproszona, zjawia się kiedy nie jesteśmy na nią gotowi. Rodzi się, bo chce i za nic ma to, co dzieje się wokół zakochanych. Tym samym potwierdza, że dla miłości nie ma rzeczy niemożliwych. 
Miłość przychodziła zaproszona i wyczekana, miłość rodziła się też na świecie w czasach, gdy glob stawał się istnym piekłem. Dowodzi tego pewna historia spisana przez Włoszkę, Francescę Paci, która przenosi nas do okresu trwania II wojny światowej. 

Jej bohaterami są więźniowe obozu koncentracyjnego, których połączyło szaleńcze uczucie. Polski więzień polityczny Edward Galiński trafił do Auschwitz jako siedemnastoletni chłopak po aresztowaniu wiosną 1940 roku. Znalazł się tam w pierwszym transporcie więźniów. W obozie pracował w ślusarni. 
Mala Zimetbaum była od niego o 5 lat starsza. Jej rodzina pochodziła z Brzeska niedaleko Krakowa. Zimetbaumowie wobec represji i złego traktowania Żydów wyemigrowali w trosce o swoje bezpieczeństwo do Belgii. Zamieszkali w Antwerpii. Mala trafiła do KL po aresztowaniu w 1942 roku. Dzięki znajomości kilku języków dziewczyna w obozie znalazła zajęcie jako tłumacz i pracownik biurowy. Nie kolaborowała jednak z wrogiem, a działała jako bojowniczka w ruchu oporu. Mala była dobra i litościwa. Pomagała każdemu, komu tylko mogła. 
Mala i Edek poznali się na przełomie 1943 i 1944 roku. Ich miłość wybuchła na przekór wszystkim i wszystkiemu. Ich uczucie było silne i głębokie. 
Para zaplanowała ucieczkę z piekła. Stało się to 24 czerwca 1944 roku. Symulowali w przebraniach essesmana i robotnicę. Uciekali w kierunku południowym. Chcieli dotrzeć na Słowację, gdzie kobieta miała krewnych. Niestety na wolności spędzili tylko 13 dni. Tylko tyle mogli cieszyć się wolnością i miłością. 7 lipca zostali zatrzymani. Rozpoznano ich i trafili ponownie do Auschwitz. Oboje skazano na śmierć a przed nią na potworne tortury.

"Miłość w Auschwitz" to bardzo smutna historia, która zdarzyła się naprawdę. Po młodych, odważnych ludziach została jednak pamięć i wspomnienia, które spisano, a tym samym utrwalono i zachowano dla kolejnych pokoleń. 
Książka Francesci Paci jest niesamowita. Czyta się ją z ogromnym wzruszeniem, ale podziwem dla dwojga młodych ludzi, którzy mimo tego, że znaleźli się w piekle i niewoli nie dali się zniewolić. Nie utracili godności i człowieczeństwa i mieli siłę walczyć o swoje szczęście. To książka opowiadająca historię prawdziwą o miłości, która nie kończy się szczęśliwie. Nie ma happy endu, ale tytuł pokazuje siłę uczucia, które los podarował na przekór złu jakie opętało świat. Nie miałam pojęcia o tej parze, choć do tej pory przeczytałam wiele książek o Auschwitz. Zagłębiając się w treść płakałam, a lekturę musiałam przerywać. Było mi smutno, była zła na los, miałam do niego pretensje, że nie dał tej dwójce szansy doczekania do końca wojennej zawieruchy. 
To trudna książka, to wymagająca lektura. Polecam ją tym, którzy nie boją się cofnąć w czasie i trafić do obozowego piekła. Tytuł pozwala docenić wolność, możliwość oddychania pełną piersią i kształtowania swojego losu. Książka pozwala uwierzyć w miłość, tę prawdziwą. 
Przeczytajcie, oddajcie hołd tym czytaniem ludziom, którzy nie bali się kochać w samym centrum piekła. 

Książkę "Miłość w Auschwitz" możecie kupić pod linkiem

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Patrycja Strzałkowska "Show mojego życia"




Wydawnictwo Pascal
data wydania 2020
stron 368
ISBN 978-83-8103-625-2

I życie i książki potrafią zaskakiwać

W życiu nie ma nic pewnego oprócz tego, że wciąż czekają na nas nowe niespodzianki. Jedne są miłe, inne już nie. Każdy z nas planuje sobie, wyobraża, rysuje mniej lub bardziej wyraźną przyszłość, a tu ... nagle.... bęc i nic nie jest takie jak miało być. Ogarnia nas chaos, totalny bałagan i musimy budować swój świat od nowa. Nie lubimy tego, oj nie ... prawda? Bo każdy z nas choć raz to przeżył. 
Doświadczyła tego również główna bohaterka najnowszej powieści Patrycji Strzałkowskiej Matylda. Zdarzyło jej się totalnie pogubić, stracić grunt pod nogami, zaplątać w nieprzyjazne macki. To nie było dla niej ani dobre, ani radosne.

Matylda stoi na życiowym rozdrożu. W jej związku z pewnym mężczyzną nastał czas rozstania. Nieco zagubiona, niepewna i przygaszona młoda dziewczyna postanowiła zrobić coś, co miało dodać jej egzystencji blasku i świeżości. Nadać nowego rozpędu i zaprowadzić na nowe tory. Matylda bez większego namysłu, na całkowitym spontanie postanowiła wziąć udział w reality show. Nie znała szczegółów tego programu, nie zastanawiała się co ją czeka. Mocno wierzyła, że dobra zabawa, sława, przygoda życia. Niestety rzeczywistość okazała się całkowicie inna. Odmienna i totalnie inna niż miała być. 

Najnowsza powieść Patrycji Strzałkowskiej totalnie mnie zaskoczyła swoim klimatem. Czytając Jej poprzednie książki miałam pewne pojęcie czego się spodziewać. A jednak... Autorka popłynęła całkiem innym kursem i stworzyła książkę, która budzi bardzo wiele emocji i daje do myślenia. Pozorna treść, lekka fabuła - ależ nie! W książce poruszonych jest wiele problemów, które są w stanie przemienić zwyczajne życie w koszmar i to bardzo konkretny koszmar z piekła rodem. 
Młodość ma swoje prawa. Nią właśnie jesteśmy w stanie tłumaczyć nieprzemyślane posunięcia i decyzje. Rozsądek nie lubi się zbytnio z młodym wiekiem. Matylda tego doświadcza. Smak tego doświadczenia jest bardzo gorzki i toksyczny. toksyczny niczym jad żmijowy, niczym mocna trucizna, która rujnuje życie. 
To nie jest książka o miłości, ani o słodkim zauroczeniu. Miłość występuje w niej w wersji toksycznej. Dotyczy to zarówno uczucia pomiędzy kobietą i mężczyzną, jak i miłości siostrzanej. To, co odczuwa Matylda czytelnikowi dane jest odczuć  poprzez klimat lektury. Nie wiem, czy Autorka zrobiła to celowo, ale wyszło to po prostu znakomicie. Czytając mamy okazję poczuć jak to jest żyć w nieprzyjaznym otoczeniu, wśród ludzi, którzy pokazują różne oblicza, a reguły gry ciągle się zmieniają. 
W tekście pada wiele gorzkich opisów dotyczących reality show. Wszystko podporządkowane jest oglądalności, komercji, typowemu stwierdzeniu show must go on. Ma się to dziać po trupach do celu, do sukcesu i pieniędzy. 

Czas upływający od przeczytania tej jakże nietuzinkowej powieści wybiegającej poza wszelkie ramy sztampowości nie rozjaśnia moich uczuć wobec tej książki. Są one bardzo żywe, ale i niewyraziste. Z pewnością są dynamiczne, a treść nadal daje mi do myślenia. Co gdyby... A gdybym ja znalazła się w takim programie ... Mnóstwo pytań mnie nurtuje, mnóstwo emocji żyje sobie swoim życiem. To rzadko się zdarza. 
Reasumując - powieść totalnie nieprzewidywalna, emocjonalna, szalona, zagmatwana, pełna tajemnic. 
Dobrze się czyta. Daje emocjami w kość. Sprawdźcie sami na własnej skórze. 

wtorek, 11 sierpnia 2020

Elektryzująca zapowiedź książkowa

 Kochani
Gorącym tematem ostatnich miesięcy jest pandemia koronawirusa. Jedni są przerażeni, inni mówią, że to wszystko to nic innego jak przysłowiowa ściema. Ja osobiście jestem sceptyczna i ostrożna. Boję się każdej choroby, boję się o zdrowie i dbam o siebie i bliskich jak mogę. Co do covid 19 - mam różne, mieszane uczucia. Pewnie dlatego z ciekawością skupiłam uwagę na pewnej recenzenckiej propozycji książkowej, co do której nie mam wątpliwości, że muszę, tak tak, muszę ją przeczytać.
Chodzi mianowicie o książkę Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki - "Nadzwyczajni"
"
"To oni jako pierwsi pojawiają się w miejscach, gdzie toczy się najbardziej dramatyczna walka. To oni jako pierwsi pojawiają się w miejscach, gdzie toczy się najbardziej dramatyczna walka. To oni odsłaniają wypaczenia  systemu w kraju, który nie jest przygotowany na zagrożenie. To oni docierają do ludzi, których do głosu nie dopuścił nikt inny. „Nadzwyczajni” Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki to wstrząsający reportaż o nierównej walce z COVID-19. Autorzy przedstawiają nieznane fakty z sal szpitalnych, DPS-ów, z życia lekarzy, ratowników i pacjentów. Premiera już 16 września."
"Rzeczywistość przedstawiona w „Nadzwyczajnych” obala oficjalną narrację, że pandemia w Polsce była i jest pod kontrolą. Pogrążone w sprzętowym kryzysie szpitale. Tragiczna sytuacja pozostawionych samym sobie pielęgniarek. Stres. Ekstremalnie wyczerpująca praca pod presją czasu. Dyżury wydłużone do kilku dób. Skandaliczne i bezprawne nakazy pracy. Medycy, lekarze i ratownicy pozostawieni bez środków ochrony własnej – maseczek, rękawiczek oraz płynów do dezynfekcji. Braki w personelu przekładające się na problemy z obsadzeniem dyżurów. I wreszcie izolacja by chronić najbliższych.

Autorzy w dużej mierze skupiają się na bohaterach, którzy po kilkanaście godzin dziennie toczą nierówną walkę o życie pacjentów. Książka zawiera między innymi historie szpitali jednoimiennych oraz lekarzy-rezydentów, którzy wykazali się większym rozsądkiem niż dyrekcja (nie)sławnego szpitala w Grójcu. Poznajemy losy pracowników szpitali z Bytomia i Bielsku-Białej, gdzie na kilkanaście dni poddano kwarantannie lekarzy wraz z pacjentami. Na światło dzienne wychodzą nieznane, dramatyczne opowieści z sanatoriów czy DPS-ów. Oczami 23-letniego strażaka i sanitariusza, który niespodziewanie stał się bohaterem w walce z koronawirusem, widzimy jak naprawdę wygląda dramatyczna batalia w trakcie pandemii.

„Nadzwyczajni” to dokonywany „na gorąco” zapis wielu nieznanych historii. Marcin Wyrwał  i Małgorzata Żmudka pokazują prawdziwe „mięso” i prawdziwych ludzi, jednocześnie ukazując szerszy kontekst sytuacji, w której Polska znalazła się z powodu wirusa.


Marcin Wyrwał reporter portalu Onet.pl, który pierwszy dociera do szokujących faktów dotyczących walki z koronawirusem w szpitalach, DPS-ach, kopalniach. Jego artykuły cytują wszystkie media informacyjne.

Małgorzata Żmudka prawniczka i niezależna dziennikarka przyglądająca się rzeczywistości i opisująca ją z perspektywy prawa."
Materiały Wydawcy.
 Zachęcam już dziś do przeczytania tej książki, moje wrażenia z lektury znajdziecie niedługo na blogu.

wtorek, 21 lipca 2020

Marcin Margielewski "Tajemnice hoteli Dubaju"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 336
ISBN 978-83-8169-306-6

Hotelowe sekrety w wersji luksusowej

Nikt nie potrafi pisać tak bardzo fascynująco o arabskim świecie, jak Marcin Margielewski. Najnowsza książka tego autora zaprasza nas do Dubaju. Miejsca na świecie, które kojarzy się z egzotyką orientu i niewyobrażalnym luksusem. Dubaj jest pod wieloma względami jedyny w swoim rodzaju. To turystyczna mekka, czwarte na świecie miasto najchętniej odwiedzane przez turystów. Większość jego mieszkańców to obcokrajowcy. To tu kwitnie życie biznesowe i zawierane są gigantyczne transakcje. To tu wyznawcy islamu mogą odetchnąć nieco swobodniej i zażyć przeróżnej rozrywki. Nic więc dziwnego, że baza hotelowa jest w Dubaju ogromnie rozbudowana. Wiele z hoteli świadczy usługi na najwyższym światowym poziomie. Ceny najtańszych pokoi rozpoczynają się od kwoty kilkuset dolarów za jedną noc. Ceny apartamentów są zdecydowanie poza możliwościami nie tylko przeciętnych ludzi, ale i klasy średniej. Jest to miejsce, gdzie płynne złoto tryska z ziemi, a pieniądze mają nieco inny wymiar dla wielu krezusów.
Dubajskie hotele oprócz swoich standardów mają oczywiście także sekrety. Niektóre z nich są bardzo szokujące, a hotelowe pokoje czy korytarze są świadkami łamania prawa. Popełniane są tam także przestępstwa zagrożone najwyższymi karami. To może szokować, ale prawda bywa czasem bardzo makabryczna, tragiczna i przerażająca. Jeśli chcecie poznać tajemnice jednego z najbardziej eleganckich miejsc do nocowania nie tylko pod dubajskim niebem, zapraszam do lektury książki, która na długo zostanie w Waszych głowach i przyprawi o dreszcze.
Przewodnikiem po hotelu Al Jannah jest pracujący w nim konsjerż Samir, który dla hotelowych gości jest jak współczesny dżin, jak złota rybka z bajki. Jego głównym zadaniem jest spełnianie wszelkich zachcianek bogatych gości, czasem nawet tych, które przekraczają granice ustanowione przez prawo. Jesteście zszokowani? Tak, konsjerż to taka osoba, która musi się zwykle nieźle nagimnastykować, nagłowić i mieć szerokie kontakty w półświatku, a wszystko po to, by bogacze czuli się zadowoleni i zaspokojeni. Trzeba przyznać, że ich zachcianki są niekiedy bardzo, bardzo kosztowne i nietypowe.
Samir urodził się w ubogiej rodzinie. Znał smak biedy i niedostatku. Swoją karierę zawdzięcza intelektowi, ciężkiej pracy i sporemu fartowi, którego los mu nie poskąpił. Dzięki temu przeszedł w zawodowej drabinie różne szczeble kariery, Zaczynał od gorszych stanowisk i pracy za o wiele mniejsze pieniądze. W końcu dotarł na sam szczyt. Osiągnął wszystko w swoim fachu, doceniono go prestiżową nagrodą Złotych Kluczy. Tym samym znalazł się na zawodowym Olimpie dostępnym dla wąskiej elity.
Samir o swojej pracy i życiu hotelu, w którym pracuje, opowiada z pasją i wielką przyjemnością. Jego profesja, choć bardzo dochodowa, nie jest łatwa. To zawód stresujący, wyczerpujący i wymagający ekwilibrystyki. Balansowania na krawędzi, z której łatwo spaść w przepaść. Wymagający zdolności negocjacyjnych i dyplomacji. Samir czuje się jednak w tym jak ryba w wodzie. Łatwo odkryć, że lubi swoje zajęcie i oddaje mu się bez reszty.
Co zatem kryją takie jak Al Jannah przybytki luksusu? Zbrodnie, ekscesy, przestępstwa. Wyuzdane zachcianki i perwersyjne gusta seksualne. Świat ociekający złotem i grubymi pieniędzmi wcale nie błyszczy tak mocno, jakby się zdawało. Jest czasem bardziej brudny niż slumsy, bardziej odrażający niż najgorsze dzielnice cieszące się złą sławą. Wielu osobom z kasty najbogatszych tego świata wydaje się, że pokaźny portfel stawia ich ponad wszystko i wszystkich. Zapatrzeni w pliki najwyższych nominałów zapominają, że nie wszystko im wolno.
Po lekturze tej publikacji zapewne wielu z was przejdzie ochota na spędzenie w takim miejscu choćby doby. Stwierdzicie, że albo nie warto, albo są ciekawsze miejsca. Nie zdziwię się, jeśli rzesza czytelników okaże się zniesmaczona pomysłami i planami bogaczy, które delikatnie mówiąc, często mają niewiele wspólnego z dobrym gustem, czy smakiem.
Kultura arabska jest inna niż europejska, a zakłamanie osiąga w takim miejscu naprawdę szczyty możliwości i kreatywności. Reasumując, po tej lekturze czar otulający luksusowe dubajskie hotele pryska jak bańka mydlana, a złoto przestaje świecić urzekającym blaskiem i okazuje się bardziej matowe niż tombak.
Książka jest wspaniale skonstruowana. Pełna niespodzianek i trzymająca w ogromnym napięciu. Sceny mają wspólne tło z sensacją, kryminałem czy thrillerem. Nie brakuje mocnej erotyki. Każdą stronę czyta się z niekłamaną przyjemnością i ciekawością. Tym, którzy lubują się w opowieściach z krainy Bliskiego Wschodu, ta książka ogromnie się spodoba. Tytuł obala, ale i potwierdza wiele mitów. Zabiera nas do świata, który jest niczym tania błyskotka. Ma swoje drugie, wręcz kiczowate oblicze. Pod luksusowym opakowaniem kryje się bowiem brudna prawda i sceny typowe dla świata pospolitych rzezimieszków. Czy multimiliarderzy grzeszą inaczej? Niestety, tak samo, tylko mają broń w postaci swoich kont.
Świetna lektura na letni wieczór, na wakacyjny dzień na plaży, na urlopowy weekend. Gorąco polecam nie tylko tym, którzy lgną do świata niczym z baśni tysiąca i jednej nocy, gdzie wszystko ocieka złotem.

poniedziałek, 20 lipca 2020

Natasza Socha "Zagubieni"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-8177-445-1

W życiu najważniejsze jest to, by odnaleźć samego siebie 

Na szczęście nie ma żadnej konkretnej recepty. Każdy z nas, kto go szuka, musi robić to w indywidualny sposób i opracować na to swoje patenty. Jest jednak jedna reguła, którą wszyscy musimy zastosować. Nie można być szczęśliwym bez poznania swojego wnętrza, nie można osiągnąć stanu równowagi, bez stanięcia przed lustrem i pozbycia się wszelkich barier, które stoją nam na przeszkodzie do bycia spełnionym i zadowolonym. Nie można promienieć radością, jeśli nie zaakceptujemy siebie i nie oddzielimy od nas tego, co toksyczne. Jeśli zniechęcimy się w szukaniu spełnienia, możemy popaść w marazm, przygnębienie i depresję, a ta może okazać się idealną ścieżką do myśli samobójczych. Pogubienie się może okazać się śmiertelną pułapką, która uświadomi nam, że jedyne co dobrego może nas w życiu spotkać to... śmierć.
Takiego właśnie stanu doświadczyli bohaterowie najnowszej powieści Nataszy Sochy „Zagubieni”. Sonia i Mati są młodzi, zdolni i wykształceni. Poza fatalnym stanem psychicznym nic fizycznego im nie dolega. Oboje czują się zagubieni, zniechęceni, wypaleni zawodowo. On, bo choć robi to, co sobie wymarzył, nie odnajduje w pracy satysfakcji i trudno mu tworzyć kreatywne kampanie. Ona, bo nie znalazła pracy w zawodzie plastyka i choć nie zarabia źle ma dość pakowania paczek i przesyłek. W tym zajęciu po prostu się dusi i nie może rozwinąć skrzydeł.
Oboje, Sonia i Mati w pewną deszczową noc spotykają się na moście. Oboje chcą popełnić samobójstwo skacząc w odmęty rzeki. Żadne z nich nie chce skoczyć jako drugie, najpierw patrząc na czyjąś śmierć.
W jednej chwili oboje postanawiają dać sobie jeszcze jedną szansę. Wspólną szansę. Przez jeden miesiąc razem mieszkać i wzajemnie się wspierać. Projekt natychmiastowo wprowadzają w życie. Jaki będzie jego efekt? Czy oboje odnajdą siebie i swoją ścieżkę do szczęścia?
Gdy przeczytałam ostatnie zdanie „Zagubionych” i zamknęłam tę powieść, wyrwało mi się jedno słowo „wow”. Było w nim bardzo wiele zachwytu, podziwu dla kunsztu i talentu autorki i radości z faktu, że dane mi było przeczytać tak świetną oraz mądrą książkę. Tylko pozornie może ona wydać się nuda i szara. Wielu osobom na pierwszy rzut oka czytanie o potencjalnych samobójcach może wydać się bezsensowną stratą czasu. Każdy z nas przeżył jednak w swoim życiu czas, gdy miał wszystkiego dość i marzył o odcięciu się od swojej tożsamości. Treścią fabuły jest odnajdywanie siebie, odkrywanie swoich traum, sekretów, błędów i porażek. Sonia i Mati wręcz licytują się, kto z nich popełnił więcej wpadek i obrzydliwych czynów. Po drodze mimowolnie dochodzą do wniosku, że mają też zalety i sukcesy na swoim koncie. Odkrywają swoją tożsamość i marzenia, uczą się nawzajem od siebie pewności i asertywności. Ich wspólny pobyt pod jednym dachem owocuje namierzaniem nowych pasji, radością z prostych czynności, smakowaniem małych cudów codzienności, które ich otaczały zapomniane lub pominięte. Zmieniając podejście do wielu rzeczy, zmieniają również siebie i stają się innymi ludźmi.
„Zagubieni” to książka o metamorfozie i przemianie na lepsze, to powieść o odkrywaniu życia na nowo. Dzięki przemianie dwójka młodych ludzi rozprostowuje skrzydła, przypomina sobie o swoich marzeniach i planach. Szybko dochodzą też do wniosku, że samotność bywa destrukcyjna i oddziałowuje negatywnie na choroby duszy.
Przy próbie ocenienia tej książki, okazuje się, że każde pozytywne słowo jest zbyt małe. Bo ta powieść jest bardziej niż mądra, bardziej niż genialna, bardziej niż doskonała. Jej największym walorem jest temat przewodni, jaki Natasza Socha podjęła w fabule oraz zakończenie, które ma moc petardy i totalnie zaskakuje.
Po lekturze długo nie mogłam oderwać myśli od tego tytułu. Długo żyłam jeszcze emocjami, które towarzyszyły mi w trakcie czytania. Długo analizowałam to, czego doświadczyli bohaterowie, porównywałam ich ze sobą i swoim nastawieniem do życia. Bardzo długo byłam myślami z Sonią i Matim, ba właściwie trudno mi nadal się z nimi definitywnie pożegnać.
„Zagubieni” to książka dla każdego, a zwłaszcza dla młodych ludzi, którzy czują się w życiu mniej lub bardziej pogubieni, zaszufladkowani, zapędzeni w kozi róg. Nie poprawi Wam ona humoru na chwilę, ale wskaże światło w tunelu. Wskaże mechanizm, jakim powinno się posłużyć, by wyjść z przysłowiowej „czarnej dziury”. To jest możliwe i osiągalne. To jest na wyciągnięcie ręki. Życie nie będzie idealne i bez przeszkód, ale trzeba odnaleźć w nim impuls do walki i siły, by pokonywać piętrzące się tamy.
Autorka napisała genialnie, z wielką precyzją, z wyczuciem nastrojów swoich postaci. Język i styl zasługują na uznanie, a sam pomysł książki na gromkie brawa. Jestem po prostu tą lekturą dozgonnie zachwycona. Polecam koniecznie.

niedziela, 19 lipca 2020

Beata Pawlikowska "Blondynka na Hawajach"



Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 520
ISBN 978-83-8177-443-7

Ahoj Hawaje! Ahoj przygodo!

W dobie koronawirusa wiele podróży jest niemożliwych bądź bardzo utrudnionych. Do wielu miejsc na świecie nie możemy dotrzeć mimo posiadanych na podróż środków finansowych. Z tego powodu, w czasie pandemii, tym bardziej wyjątkowe i doceniane stają się podróże z książką w ręku w towarzystwie znanych podróżników, którzy dzielą się swoimi przeżyciami, emocjami i przygodami.
Osoby Beaty Pawlikowskiej nie trzeba nikomu przedstawiać. Znana podróżniczka wydała już wiele książek będących relacjami z jej wypadów w bardzo egzotyczne zakątki na kuli ziemskiej. W swoim najnowszym tytule miłośniczka zwiedzania zabiera nas w wyjątkową podróż. Do miejsca, o którego zobaczeniu marzyła od wielu lat i wczesnej młodości. Na Hawaje – wyspy kojarzące się z plażą, oceanem, latem, piękną pogodą, słońcem. Będące idealnym zakątkiem na rajskie wakacje i kojarzone przez wielu jako prawdziwy raj na ziemi.
Jakie tak naprawdę są Hawaje widziane, sfotografowane i opisane oczami Beaty Pawlikowskiej? Mają wiele twarzy i odbiegają nieco od utartych powszechnie mitów, jakie o nich krążą. Książka jest wyjątkowa nie tylko przez miejsce, w jakie Autorka nas zabiera, ale także przez jej sposób patrzenia na świat. Pani Beata widzi nie tylko to, co przykuwa wzrok, jest piękne i namacalne. Podróże w jej towarzystwie mają także aspekt duchowy. Daje to wyjątkowe poczucie odkrywania nowych miejsc, ale i możliwość innego niż konsumpcyjne, głębszego spojrzenia na świat, jego cuda i nasze życie.
Autorka pokazuje rajskie wyspy odkryte, patrząc na dzieje Europy, całkiem niedawno w dość nietypowy sposób. Inny niż ten powszechny, z jakim mamy do czynienia w katalogach biur podróży. Hawaje to wyspy nie tylko mające piękne plaże, wulkany, wodospady, plantacje. Hawaje to miejsce mające ciekawą historię, wyjątkowe tradycje, legendy, wierzenia. Hawaje to raj dla surferów, to terytorium zamieszkiwane przez wieloetniczną mieszankę ludzi, to przyroda i dzikie przestrzenie. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Podróżniczka dwoi się i troi, by w tej eskapadzie pokazać nam jak najwięcej. Doskonale jej to wychodzi, a relacja dosłownie wciska nas w fotel i nie daje się oderwać od czytania. Beata Pawlikowska pisze lekko i z humorem. Tekst aż kipi od ciekawostek, cennych informacji, które uzupełniają zdjęcia oraz kody QR pozwalające obejrzeć w internecie rewelacyjne materiały. Z tego powodu lektura książki zabiera o wiele więcej czasu, ale jest niezapomniana, namacalna i bardzo realna.
Autorka udowadnia, że podróże to nie tylko czas na odpoczynek i złapanie oddechu od codzienności, to nie tylko chwile dla oczu. Zwiedzając, można też spojrzeć w sferę niematerialną miejsca, które się odwiedza, ale i samego siebie. Tym samym możemy nabrać dystansu wobec konsumpcji na rzecz innych, zdecydowanie cenniejszych rzeczy, o których niestety zapominamy w pędzie życia.
Po lekturze tego tytułu czuję się o wiele bogatsza pod kątem wiedzy geograficznej, historycznej, ale i odprężona oraz wyciszona. Odnalazłam na mapie świata piękne miejsce, poczułam rytm, jakim ono bije, ale i wniknęłam w głąb siebie.
Beata Pawlikowska jeszcze raz idealnie spełniła się jako autorka książki podróżniczej. Gorąco polecam ten tytuł i książkowe wakacje w hawajskim edenie. Ten świat na pewno Was oczaruje i zaskoczy.

piątek, 17 lipca 2020

Joanna Jax "Śpiew bezimiennych dusz"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2020
stron 544
ISBN 978-83-7835-734-6

Walka o prawdę bywa bardzo wyczerpująca, ale warta zachodu

Wśród przeczytanych książek każdy czytelnik ma takie, które na zawsze zostaną w jego pamięci. Trudno się z nimi rozstać, trudno zaakceptować słowo „koniec” na ostatniej stronie. Po nim czuć tęsknotę i smutek, że już nie spotkamy tych bohaterów, że już nie zatopimy się w treści. Do takich tytułów z pełnym przekonaniem zaliczę trylogię pióra Joanny Jax „Prawda zapisana w popiołach”. Jej lektura okazała się czymś naprawdę wyjątkowym i wspaniałą literacką ucztą, która dostarczyła mi ogromnych emocji. Trzeci tom cyklu okazał się najlepszy ze wszystkich i wprawił mnie w zdumienie. Autorka zdobyła się na mistrzostwo i doskonale połączyła losy swoich bohaterów z niespokojną historią nie tylko Polski, ale i świata z drugiej połowy XX wieku.
Kurz po II wojnie światowej opadł, tragiczne wspomnienia przyprószył już czas. Niestety ludzie na całym globie nie wyciągnęli wniosków z poprzednich wydarzeń i mimo smutnych doświadczeń nadal wikłają się w zbrojne konflikty. W ich wir w Wietnamie i na Bliskim Wschodzie zostają uwikłane postacie wykreowane przez autorkę. Ich losy dzięki wydarzeniom historycznym są burzliwe, a polityka wpływa znacząco na ich życie osobiste. Nela jako korespondentka podróżuje po Bliskim Wschodzie i relacjonuje wydarzenia z 1967 roku, które historycy określili mianem wojny sześciodniowej. Życie i zdrowie naraża dla bezpośrednich relacji z Wietnamu także Nadia, za którą w Polsce tęskni Kuba i jej córeczka. Losy Błażeja i Gabrysi są równie niespokojne. Para jest w separacji, mieszka w innych miejscowościach, ale żadnego z małżonków nie stać na definitywne zakończenie tego matrymonium i złożenie pozwu rozwodowego. Szymek zaś dochodzi do zgody i porozumienia z Zosią, natomiast w życiu zawodowym prowadzi trudne sprawy i podejmuje się odważnie obrony ofiar systemu, przez co balansuje na cienkiej linie i naraża się władzy.
Wydawać by się mogło, że po pokonaniu faszystów ludzkość opamięta się i będzie dbać o pokój. Niestety, tak nie jest. Autorka w ostatnim tomie trylogii pokazuje historię w bardzo przystępny i wyrazisty sposób. Akcja książki jest niezwykle dynamiczna i rozgrywa się w latach 1967 – 1970. W tym czasie wiele się zmienia, dzięki czemu czytelnik zostaje z łatwością wciągnięty w fabułę, która porywa do świata, który wymyka się często prawom logiki. Powieść, która jest genialna i stanowi idealną „wisienkę na torcie” całego cyklu połknęłam na jednym posiedzeniu. Lektura, choć jest dość gruba, zabrała mi niewiele ponad dzień. Nie mogłam się od niej oderwać i bardzo mocno przeżywałam opisywane w niej wydarzenia. Czułam się nie jako ich widz czy obserwator, ale jedna z postaci, którą dotyka wszystko, co się dzieje dookoła. Joanna Jax pokazała po raz kolejny swój kunszt i talent. Dopracowała wszelkie merytoryczne szczegóły i dołożyła wszelkich możliwych starań, aby prawda historyczna została ukazana szczegółowo i prawdziwie. Połączenie losów jednostek z tym, co działo się na świecie, to prawdziwe mistrzostwo.
Z treści książki przebija idea, że walka o prawdę bywa bardzo trudna, wymagająca i niebezpieczna. Ludzkość jednak ogromnie ceni wolność, która jest najwyższym dobrem i ją podejmuje. Podejmuje poprzez swoje powszechne wybory, ale i poprzez działania jednostek. Moje notowania sympatii wobec Neli i Nadii bardzo wzrosły. Tym bardziej trudno było mi się oswoić z myślą, że przyjdzie się rozstać z tą powieścią, jej klimatem i atmosferą. Pisarka świetnie zobrazowała na podstawie fikcyjnych postaci losy pokolenia moich dziadków i rodziców. Oddała ducha tamtych czasów, reguły rządzące światem i umysłami ludzi, którzy zostali wystawieni na wiele niełatwych prób. Ostatni tom najnowszej serii Joanny Jax podniósł jeszcze wyżej moją ocenę tego cyklu i dotarłam do momentu, gdy brakuje skali, bo arcydzieło to wciąż za mało.
Z całego serca dziękuję autorce za dreszcz emocji, za rumieńce na policzkach, za oderwanie od rzeczywistości i spersonalizowane wyrysowanie wiadomości, które znałam z osobistych relacji i podręczników historii. Jestem pełna uznania wobec talentu i włożonej pracy w napisanie tej trylogii. Jestem przekonana, że spełni ona wymagania każdego, kto się w niej zatopi. Polecam ją tym, którzy jeszcze nie mieli styczności z prozą Joanny Jax. Rekomenduję z całego serca tym, którzy kochają sagi i wydarzenia historyczne wplecione w treść lektur obyczajowych. Nie zwlekajcie i dajcie się ponieść tej opowieści. Zachwyt gwarantowany.

środa, 15 lipca 2020

Nina Nirali "Królowa pszczół"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2020 
stron 436
ISBN 978-83-8147-788-8

Życie to bardzo wyboista droga pełna zakrętów i rozdroży

Ostatni czas nie jest dla mnie łatwy. Ciągle coś mi się komplikuje, coś gmatwa w życiu, a codzienność jest pełna przeróżnych niespodzianek. W takich okolicznościach szukam wytchnienia, które pozwala mi swobodniej nabrać powietrza i dystansu do rzeczywistości. Takie chwile oddechu dają mi oczywiście książki. Dobre książki, przy których jestem się w stanie zrelaksować, zregenerować, nabrać sił i optymizmu. Nie muszą to być łatwe lektury, nie muszą mieć cukierkowej treści. Muszą jednak mieć w sobie to coś, co mnie poruszy do głębi, co mnie zelektryzuje, co mnie wyrwie z otaczającego świata. Właśnie taką wspaniałą lekturą jest najnowsza powieść Niny Nirali, Autorki już mi znanej, która zabrała mnie do Indii. Ten kraj to dla mnie wciąż wielka tajemnica, niewiadoma i zagadka. Jest tak inny, tak barwny, a zarazem okrutny i nie do końca daje się zrozumieć. To sprawia, że ma w sobie jakąś magię, jakiś magnes, który przyciąga i działa niczym narkotyk. 

Zaczynając lekturę nawet nie zorientowałam się jak szybko pochłonęła mnie treść książki. Z główną bohaterką poczułam bardzo bliską więź, łatwo spojrzałam na świat jej oczyma. No i przepadłam na wiele godzin, bo ta powieść nie należy do cienkich książek.

Skylar, znana pisarka i autorka księgarskich hitów rozwodzi się. Po pogrzebie małżeństwa opuszcza rodzinny kraj, Anglię i udaje się w podróż do Indii. Chce się tam dłużej zatrzymać i napisać książkę. Liczy, że będzie dla niej niezwykle ważna i przełomowa. Chce się skupić wyłącznie na tym zadaniu. Planuje wynajęcie na kilka miesięcy mieszkania i intensywną pracę. 

Gdy po wylądowaniu wsiada do taksówki za jej kierowcą siedzi Ravish. Wykształcony i inteligentny mężczyzna, któremu życie pokazało złe strony. Przeżył bankructwo własnej firmy, zawód i oszustwo ze strony wspólnika i przyjaciela. Musiał pogodzić się z utratą pozycji i statusu majątkowego. To nie pozbawiło go jednak nadziei, że kiedyś jeszcze stanie na nogi i odbije się od dna. Kurs z piękną pasażerką z Europy jest dla niego nowym początkiem, fascynującą przygodą. Piękna kobieta bardzo go zaciekawia, a gdy proponuje mu pracę Ravish zgadza się bez dłuższego wahania. 

Na kartach książki pojawia się jeszcze jedna postać - ośmioletnia dziewczynka mieszkająca we wiosce na indyjskiej prowincji. Jej dzieciństwo nie jest pełne szczęścia i spokoju. Rodzice w tak młodym wieku chcą ją oczywiście wbrew jej woli wydać za mąż i pozbyć się kłopotu jakim jest córka. W Indiach to norma. Anu jest przerażona i by uniknąć takiego losu decyduje się na ucieczkę z domu do dużego miasta w którym chce znaleźć pracę i nowe życie.
Los postanawia, że życiowe ścieżki tych trzech postaci się przecinają i łączą...
Co z tego spotkania wyniknie? Dowiecie się z lektury, która z łatwością zawładnęła moim sercem. 

"Królowa pszczół" to powieść bardzo niezwykła, mająca w sobie coś wyjątkowego, co sprawia, że czytając ją przestajecie żyć tu i teraz, a żyjecie w jej wnętrzu. Fabuła dosłownie nas otacza, przesłania rzeczywistość, a treść sprawia, że wpadacie w nastrój refleksyjny. Oczywiście lektura to także literacka podróż do wyjątkowego miejsca. Mnie osobiście Indie zawsze pociągały i fascynowały. Były czymś tak bardzo różnym, mającym wiele obliczy, że nigdy nie poczułam się nimi przesycona. O ile dla mnie, Europejki Indie są magiczną krainą, którą można odkrywać wciąż na nowo, o tyle w rzeczywistości dla kobiet nie są absolutnie rajem. Dowodzi tego to, co doświadcza zarówno Anu, jak i Skylar.
Z pewnością walory poznawcze innego świata są niekwestionowanym atutem tej powieści, jednak na pierwszym planie króluje opowieść o losach dwojga ludzi, których dzieli bardzo wiele, a łączy wbrew rozsądkowi i ich wyborom coś wyjątkowego. Mimo, że nie szukają konkretnej przygody, nie polują na swoją drugą połówkę ich serca zaczynają rozumieć, że przypadkowe spotkanie to coś, co można nazwać podarunkiem od losu.
Nie szufladkujcie tej książki jako jednego z wielu romansów, jako kolejnej w korowodzie książek o miłości historii. Jest bowiem w niej coś, co sprawi, że długo o niej nie zapomnicie, że będzie ona mieszkała w Waszym umyśle, że Wasze myśli do niej powrócą.
"Królowa pszczół" to powieść dojrzała, wyrafinowana, wartościująca świat jaki nas otacza. Znajdziecie w niej ogromny ładunek emocjonalny, sporo wzruszeń i ciekawych obrazów, które skłaniają do refleksji.
Zaczytałam się mocno w tej lekturze, dałam się porwać jej treści i absolutnie tego nie żałuję. Ta opowieść jest warta polecenia, warta uwagi i przeczytania, do czego gorąco zachęcam. 

poniedziałek, 13 lipca 2020

Ewa Pruchnik "Samolot z papieru"



Wydawnictwo Filia 
data wydania 2020
stron 480
ISBN 978-83-8195-071-8

Miłość jest szaleństwem, które często pozbawia racjonalnego milczenia

Miłość dodaje skrzydeł, miłość sprawia wiele dobrego, ale miłość jest też woalem, który przesłania nam cały świat. Pozwala tylko wpatrywać się w ukochaną osobę i widzieć ją w jak najlepszym świetle. Bez wad i skaz. Uczucie usypia nasz zdrowy rozsądek, a zakochane serce często podpowiada całkowicie irracjonalne scenariusze działania. Mimo to warto kochać i poddawać się prawom miłości. Bo bez niej życie i cały świat tracą kolory i sens, a codzienność staje się nic nieznaczącą egzystencją.
Życie uczuciowe głównej bohaterki powieści Ewy Pruchnik, Emilii Ostrowskiej toczyło się pomiędzy dwoma mężczyznami. Jednego z nich znała od dziecka, drugiego poznała przypadkiem, kiedy była nastolatką. Każdy z nich zabiegał o jej względy, a ona sama, pomimo że zakochana w obu, nigdy nie była szczęśliwą dziewczyną, narzeczoną czy żoną. Losy Emilki, Nikodema i Jeremiego stanowią fundament fabuły książki, którą od samego początku czytało mi się rewelacyjnie. Sięgnęłam po nią w niezbyt dobrym humorze, tak na chybił trafił wyciągając z półki. Byłam zła na brzydką pogodę, zimno i nieciekawą sytuację w związku z pandemią. Chciałam świadomie odpłynąć do innego świata, pożyć życiem postaci literackich i przeżyć coś ekscytującego, co często zdarza mi się, gdy czytam naprawdę dobrą lekturę. W mgnieniu oka przepadłam jak przysłowiowy kamień w wodę. Przeniosłam się do jakże mi bliskich lat 80. XX wieku i zaczęłam śledzić losy trójki bohaterów, którzy mieli dość barwne życie uczuciowe. Być może gdyby w otoczeniu Emi nie pojawiłby się Jeremi, wszystko potoczyłoby się prosto i szczęśliwie. Jednak gdy w życiu kobiety pojawia się ten drugi i zaczyna mieszać jej w sercu, wszystko nagle staje na głowie. Właśnie dlatego fabuła tytułu jest naprawdę ekscytująca i tak mocno przykuwa uwagę czytelnika.
Powieść nieznanej mi dotąd Autorki ma wiele plusów. Idealnie oddany jest klimat lat, w których rozgrywa się akcja. Wydarzenia z życia politycznego, społecznego, realia tamtych lat są świetnie wkomponowane w losy wykreowanych postaci. Wątek uczuciowy jest napisany perfekcyjnie, nie brakuje nieprzewidywalnych momentów i niespodzianek. Książka napisana jest bardzo dojrzałym i profesjonalnym stylem, a treść lekko otula nas niczym jedwabny szal. Postaci są wyraziste, ich osobowości mają nietuzinkowy koloryt i ulegają przemianom. Nie ma rozrysowania na biel i czerń, a każdy charakter zmienia się, dorasta i ewoluuje. Zastosowany dynamizm jest naturalny i idealnie komponuje się z powieścią. To sprawia, że naprawdę trudno oderwać się od lektury, która jest niesztampowa, nie pasuje do często wykorzystywanych w tego typu literaturze schematów i bardzo oryginalna.
Powieść to wielowątkowa ekscytująco napisana historia, w której na brak emocji nie można narzekać. To książka o miłości i przyjaźni, o konieczności dokonywania życiowych wyborów i trudnych dylematach. Jej akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat, a czytelnik przeżywa je wraz z bohaterami, oglądając ich życie niczym gruby album ze zdjęciami. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii, która na długo zapadła mi w pamięć. Dzięki lekturze mogłam powrócić do czasów dzieciństwa, przypomnieć sobie nastoletnie porywy serca i poznać ciekawe postaci, które bardzo polubiłam.
Reasumując to wielka przyjemność dla czytelnika lubiącego lektury obyczajowe trafić na taką publikację, która dosłownie wciśnie w fotel i wywoła wielki zachwyt każdą zapisaną stroną. Polecam ją gorąco tym, którzy mają dość schematycznie napisanych książek i chcą zagłębić się w lekturę pełną świeżości i niespodzianek. To genialna historia, której warto poświęcić czas.

Robert Lacey "The Crown. Oficjalny przewodnik po serialu"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2020
stron 432
ISBN 978-83-6652-044-8

"The Crown" - przeżyjmy to jeszcze raz! 

Należę do grona rzeszy ludzi z całego świata, których serce podbił pewien serial. Mowa o brytyjsko-amerykańskiej produkcji, która została nakręcona na zlecenie platformy internetowej Netflix, a która jest wieloodcinkową biografią brytyjskiej monarchini Elżbiety II. Córka króla Jerzego VI już przez wiele lat dzierży koronę i stała się prawdziwą ikoną. Jest symbolem i legendą. Jej biografia nie tylko z racji sędziwego wieku królowej jest ogromnie bogata i obfituje w szereg przeróżnych wydarzeń oraz skandali.

Na obecną chwilę widzowie mogą obejrzeć trzy sezony serialu, wyprodukowane kolejno w 2016, 2017 i 2019 roku. Dodam, że serial w 2016 roku otrzymał aż dwa Złote Globy: w kategorii najlepszy serial dramatyczny i najlepsza aktorka w serialu dramatycznym. Budżet każdego odcinka jest bardzo wysoki, ale ogromna kwota przekłada się na perfekcyjną jakość. Nic dziwnego, że popularność produkcji jest naprawdę ogromna. Sama obejrzałam pierwszy odcinek namówiona przez koleżankę. Podobał mi się ogromnie i dziś mam za sobą wszystkie wyemitowane odcinki. Obejrzałam je wielokrotnie. Ciągle wracam do tego serialu, a ma to miejsce z wielu powodów. Pewne sceny znam już na pamięć, wiele dialogów mogłabym recytować. I nie mam dość. Nic też dziwnego, że jako zagorzałą fankę bardzo zainteresowała mnie publikacja wydana nakładem Wydawnictwa Kobiecego, która jest oficjalnym przewodnikiem po serialu. Tom I poświęcony jest pierwszej serii, która składa się z dziesięciu odcinków. Książka składa się odpowiednio z dziesięciu rozdziałów i przedmowy Petera Morgana, który jest scenarzystą produkcji.
Cóż napisać o tytule, który wypatrzyłam wiosną w księgarskich zapowiedziach? Wypada zacząć od tego, że jest o wiele lepszy, niż się spodziewałam. Urzekła mnie treść, ale i sposób wydania książki, ogromna ilość fotografii, ale i serialowych fotosów. Ten tytuł to kopalnia wiedzy o życiu Elżbiety II, brytyjskiej monarchii oraz o filmowej produkcji, która w pełni zasługuje na miano arcydzieła.
Pisząc tego typu publikację, łatwo znudzić czytelnika statystykami, kronikarskim odniesieniem się do historycznych faktów, wprowadzeniem stylu godnego podręcznika dla studentów pełnego suchych informacji. Autor jednak ominął te pułapki i napisał w sposób błyskotliwy i pełen wdzięku. Napisał lekko i ciekawie. Otarł się o fakty historyczne w sposób rzetelny, ale i dotknął spraw, które wyjątkowo ciekawią portale plotkarskie.
Czytając tę książkę, po prostu ma się uczucie, że trzeba włączyć odcinki raz jeszcze, zerknąć na to i owo. Dzieje się tak, ponieważ publikacja zwraca uwagę na pewne szczegóły i niuanse, które mogą umknąć lub zostać przysłonięte. Na końcu jest chronologiczne zestawienie najciekawszych wydarzeń początku panowania Elżbiety Windsor, lista aktorów tworzących obsadę serialu, a także bardzo bogata bibliografia, na której się oparto. W treści rozdziałów są strony poświęcone konkretnym postaciom, które przewijają się przez ten okres przez brytyjski dwór. Ten tytuł z pewnością rozszerza wiedzę o serialu, wzmaga nim zainteresowanie i z pewnością będzie bardzo smakowitym kąskiem i nie lada gratką dla miłośników „The Crown”.
Koniecznie obejrzeć i przeczytać „The Crown” powinny osoby interesujące się powszechną historią współczesną, bo patrząc na portret Elżbiety, widzimy przez jej pryzmat rolę współczesnej monarchini i kraj będący monarchią. To świetna lektura dla tych, którzy szukają dobrej produkcji kostiumowej, bo nie wyobrażam sobie, by nie obejrzeć serialu po jej lekturze. Nie sądzę, by zawiodły one nawet tych, którzy doceniają jedynie perfekcyjne dzieła i nie zadowolą się czymś niegodnym miana mistrzostwa. Z serca polecam i liczę, że książka sprawi powiększenie grona miłośników „The Crown”.

wtorek, 30 czerwca 2020

Paola Calvetti "Elżbieta II. Portret królowej"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2020
stron 320
ISBN 978-83-8116-853-3

O królowej, która czuje się na tronie jak ryba w wodzie


Gdyby jej wuj nie abdykował, stawiając wyżej miłość niż koronę, nigdy nie byłaby królową. Gdy jednak z poczuciem obowiązku wygrało uczucie, na tronie zasiadł jej ojciec, a rodzina Elżbiety musiała się przeprowadzić i zacząć żyć całkiem inaczej. Ona sama musiała pogodzić się z rolą przyszłej monarchini. Czy się tego bała? Czy była z tego powodu zła, czy może zadowolona?
Jej wizerunek znają wszyscy. Może dlatego, że panuje bardzo długo, a może dlatego, że jest najbardziej rozpoznawaną koronowaną głową współcześnie na świecie.
Postać Elżbiety II będącej symbolem brytyjskiej monarchii jest naprawdę wyjątkowa. Niezwykła i tajemnicza. Jej długie życie można opisywać i komentować patrząc na nią jako osobę prywatną lub monarchinię. Oba oblicza są bardzo ciekawe i nietuzinkowe. Nic dziwnego, że Jej Królewskiej Wysokości poświęcono wiele artykułów, filmów i książek. Ostatnio przeczytałam jedną z nich. Choć doskonale znam sylwetkę Elżbiety II, publikacja Paoli Calvetti bardzo mnie wciągnęła i zainteresowała. Z pewnością stało się to za przyczyną niezwykłego życia głównej bohaterki, ale i sposobu jej przedstawienia przez pryzmat wyjątkowych zdjęć i ich autorów, którzy przewinęli się przez życie brytyjskiej królowej.
Elżbieta II okazała się nietuzinkową kobietą od wczesnej młodości po późną starość. Przyszło jej żyć w burzliwych czasach, kiedy świat jakby przyśpieszył w kręceniu się. W tym czasie bardzo szybko nastawały różne zmiany. Nie ominęło to też i brytyjskiej monarchii. By być blisko kraju i poddanych, monarchini musiała nadążać za tym, co się dzieje i przystosowywać się do nowych warunków. Było to dodatkowo trudne z racji konieczności godzenia wielowiekowej tradycji i reguł, jakie obowiązywały od lat. Elżbieta II poradziła sobie z tym bardzo dobrze, choć nie obyło się bez wpadek, potknięć, plotek i skandali. Ona jednak z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji umiała wyjść z podniesioną głową.
W swoim tytule Paola Calvetti kreśli bardzo konkretny portret kobiety, która nosi koronę od wielu lat. W trakcie panowania doświadczyła chwil splendoru i goryczy klęsk. Uczyła się dzień po dniu jak godnie reprezentować kraj i dotrzymać kroku w byciu władczynią swoim największym przodkom, jak odnaleźć się w zmieniającym się świecie i podołać przeróżnym wyzwaniom. Jej życie jest jak wieloodcinkowy serial z ciągle zmieniającym się tłem i rozszerzającą się obsadą postaci. W jej stronę nieustannie kierują się flesze aparatów i kamer. Jej każdy ruch śledzi cały świat. Każdy szczegół, każdy gest, każde zachowanie czy wypowiedź, wybór, kreacja, wywiad mogą być źródłem plotek, pochwał lub rozpętać gigantyczny skandal. Ona jest tylko człowiekiem i ma prawo tak jak każdy z nas popełniać błędy. Jednak jej one nie są wybaczane, a rozpamiętywane i wytykane. Elżbieta II od początku panowania do dziś przeszła niejedną metamorfozę, znalazła się w centrum plotkarskich afer. Na jej wizerunek ma też wpływ zachowanie jej rodziny.
Nie można zapomnieć, że królowa bywa też żoną męża, któremu daleko do ideału, matką dzieci, które mają burzliwe życie uczuciowe, babcią i prababcią, której młode pokolenie daje do wiwatu.
Czytając książkę Calvetti, byłam pełna podziwu dla jej tytułowej bohaterki. Nie sposób wątpić, że zrobiła ona w swoim życiu milowe kroki: od nieśmiałej, młodej dziewczyny po kobietę, którą odarto z prywatności i która doszła do kultowego wizerunku. Jest on bardzo bliski ideałowi, ale i można doszukać się w życiu królowej wielu błędów.
Książka jest doskonale napisana. W jej treści mieści się bardzo wiele informacji. Autorka świetnie wybrała z życia swojej bohaterki to, co najbardziej istotne, ciekawe i błyskotliwe. Postarała się być bezstronna w ocenie. Ukazała i lepsze i gorsze chwile panowania. Opisując życie wybitnej jednostki, stworzyła zarazem portret całej epoki, w której żonie księcia Filipa przyszło panować.
Publikacja warta jest polecenia i tym, którzy o Elżbiecie II wiedzą niewiele i tym, którzy znają jej sylwetkę. Tekst zachęca, by wyszukać opisane i wyróżnione fotografie, by zgłębić wiedzę poprzez śledzenie wizerunków i zmian. Podzielona na rozdziały książka jest naprawdę świetną biografią, która jest starannie przygotowana. Tytuł bardzo mi się podobał i z pewnością, gdy po niego sięgniecie, rozbudzi on Wasze zainteresowanie życiem Windsorów. Jestem nim oczarowana i bardzo polecam.

wtorek, 16 czerwca 2020

Jolanta Naklicka-Klesser "Zupa dobra na wszystko"



Dom Wydawniczy Rebis
data wydania 2020
stron 244
ISBN 978-83-8188-007-7


Dobra zupka zawsze jest mniam mniam


Tak, tym razem jestem statystyczną Polką i ... lubię jeść zupy. Czy lato czy zima rozkoszuję się tym typem dania. Ba, co może kogoś zdziwić lubię jeść zupy nie tylko na obiad. Bywa, że zupy jadam na śniadanie z dodatkiem chleba czy na kolację. Lubię różne rodzaje zup, choć nie przepadam za zblendowanymi całkowicie papkami. Inne zupy jadam gdy jest zimno - wtedy lubię te gęste i rozgrzewające, inne lubię gdy mocno grzeje słońce - wtedy królują chłodniki. 

Jak wiecie bardzo lubię gotować i ciągle coś w kuchni eksperymentuję. Szukam nowych receptur i inspiracji. Dlatego śledzę rynek książek kulinarnych nie chcąc przegapić ciekawych pozycji, które ukazują się niekiedy w bardzo atrakcyjnej formie. 
Jeśli chodzi o tematykę zup właśnie znalazłam taką książkę z ogromnie nietypowymi przepisami. Dziś chcę Wam ją przybliżyć. 

Autorką jest Jolanta Naklicka-Klesser doskonale znana widzom programu "Pytanie na śniadanie". W jej tytule znajdziemy sto autorskich przepisów na różne zupy. Zawarte receptury są bardzo, bardzo różne. Jedne z nich idealnie nadają się na rozgrzewkę w chłodne popołudnie, inne mogą zrobić furorę jako wykwintne danie nawet na najbardziej eleganckiej imprezie. 

Nim zagłębimy się w przepisy polecam lekturę wstępu i wprowadzenia w tematykę zupną. Znajdziecie też tam wiele cennych porad odnośnie dodatków do zup i sposobu ich przygotowania. I tu się szybko okaże, że gotowanie, czynność jakże powszechna i codzienna może być sztuką i mieć w sobie naprawdę skomplikowane rytuały, ale satysfakcji z przygotowania własnego talerza z daniem przecież nic nie zastąpi. 



Tytuł jest przepięknie i starannie wydany. Elegancki papier, doskonałej jakości kolorowe zdjęcia tylko pobudzają apetyt i chęć czarowania w kuchni. Przyjemny format i czcionka dodają publikacji uroku. Wygodny rozkład graficzny receptur ułatwia pracę. Na uznanie zasługuje przejrzystość. 


Jeśli chodzi o same receptury są one naprawdę nietypowe i niestandardowe. Tu na scenie króluje egzotyka, ciekawostki kulinarne z różnych stron świata i bogactwo smaku. 


W treści znajdziecie też nowe wersje najbardziej popularnych zup, które pokażą, że np. standardowa i lubiana pomidorówka niejedno ma imię i oblicze.



Gotowanie może być wspaniałą przygodą. Ta publikacja to udowadnia. 


Jestem na "tak" odnośnie tej książki. Polecam ją do kupna na własny użytek. Doskonale sprawdzi się też ona na prezent nawet dla osób, które doskonale gotują. 
Stawiam wysoką ocenę i polecam spróbować podane przepisy. Cztery zupy, które już ugotowałam były przepyszne.