poniedziałek, 22 lipca 2019

Magdalena Kordel "Antolka"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-240-5810-5

Cześć! Tu Antolka...

Cześć Kochani Czytelnicy mojego bloga!

Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania najnowszej powieści Magdaleny Kordel byście poznali pewną naprawdę fajną dziewczynę. Ma na imię Antolka i stoi u progu dorosłego życia. Wychowuje ją samotnie matka, która jest prawdziwą heterą. Pani doktor niestety nie zapewniła córce szczęśliwego dorastania. Jako matka jest despotką i kompletnie nie rozumie swojego dziecka. Chce by było ono jedynie super wytresowaną marionetką w jej rękach. Niestety, córka, która nie jest już małą dziewczynką nie daje łatwo się okiełznąć i pokazuje swoje ja. Buntuje się i chce postawić na swoim. Konflikt to codzienność w domu Antolki. Nic dziwnego, że dziewczyna ma dość rodzicielki i po kolejnej kłótni opuszcza dom rodzinny, którego ma po dziurki w nosie. Marzy jej się przygoda, a długodystansowe myślenie jest jej obce. Udaje się na Mazury, gdzie ma się spotkać z rodziną serdecznej przyjaciółki, ale nim to nastanie Antolka pakuje się w kłopoty i ma szczęście spotkać przystojnego mężczyznę, który ratuje ją z podbramkowej sytuacji...

Magdalena Kordel znana z błyskotliwych i pełnych humorów powieści znów przygotowała dla miłośników swojego pióra świetną propozycję. Nie zmieniła stylu, ani sposobu pisania. Jej najnowszy tytuł to książka pełna świeżości, wigoru i lekkości. Tytułowa bohaterka to nieposkromiony charakterek, który wydaje się być nieokiełznany i uparty. Antolka nie ma łatwego życia, nie jest ukochaną córeczką. Jej matka to osoba toksyczna, która za nic ma szczęście córki. Szczęśliwa ma być tylko ona, tak naprawdę kobieta ogromnie nieszczęśliwa i samotna. Świetnie  stara się to ukryć pod płaszczem obłudy, ale patologia to słowo jak najbardziej adekwatne w tym przypadku. Autorka pokazuje jego oblicze w "eleganckim" wydaniu. Matka Antolki wylewa na nią swoją gorycz, żale i wszelkie zawody, jakich doznała w życiu. Nic dziwnego, że nastolatka daje nogę z domu. Antolka ma szczęście, że trafia na kogoś takiego jak Janek. Oboje są z dwóch różnych światów. Całkowicie inni, choć na różny sposób doświadczeni. Co wyniknie z ich znajomości? 

Powieść jest utrzymana w letnim, wakacyjnym klimacie. Czuć z jej stron zapach jezior, szum wiatru, łopot żagli i aromat lasu. W tych okolicznościach rodzi się nieśmiałe uczucie, które ot tak mimo woli wkrada się w młode serducha.
Tę powieść czyta się przyjemnie i jest ona doskonałą lekturą by się zrelaksować. Przy niej umysł odpoczywa, wycisza się, odpręża. Treść szybko wciąga. Atutami są świetny warsztat literacki, język i styl, klimat i doskonałe dialogi. Magdalena Kordel z biegiem lat i nabyciem doświadczenia nie traci formy. Polecam przeczytanie tym, którzy byli już w Malowniczem, ale i tym, którzy mają apetyt na coś obyczajowego w dobrym wykonaniu. Z pewnością nie będziecie rozczarowani tą książką. 
Miłej lektury. 

niedziela, 21 lipca 2019

Ewelina Maria Mantycka "Słoneczniki po burzy"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-7835-669-1

Nic tak nie dodaje skrzydeł i siły, jak macierzyństwo 


Jako miłośniczka sag rodzinnych nie mogłam ominąć pierwszego tomu serii „Saga rodziny z Ogrodowej”, który jest debiutem literackim pani Mantyckiej. Ciekawy opis i okładka skutecznie zachęciły mnie do poznania historii, która bardzo szybko zawładnęła moim umysłem i sprawiła, że zaczytałam się na amen.
Współczesna polska wieś. Prowincja, gdzie stoi pewien dworek mający swoją historię. Staje się on schronieniem dla młodej kobiety, która wraz z córką przeszła istne piekło. Kilka lat wcześniej nic tego nie zapowiadało. Miało być szczęśliwie i kolorowo. Miał być ślub, dzieci, miłość do grobowej deski i same pogodne dni. Niestety szybko okazało się, że mąż Liliany to istny tyran, despota i kat. Człowiek, który jest zdolny do najgorszego. Pięć długich toksycznych lat, morze łez, utrata nienarodzonego dziecka, przemoc fizyczna i psychiczna, znęcanie się nad córką, wyzwiska i ciosy sprawiły, że Lilka stała się wrakiem kobiety. Niepewną siebie istotą tkwiącą w bardzo toksycznej relacji małżeńskiej. Na szczęście posiadanie dziecka przywróciło matce ostrość widzenia i dodało sił do ucieczki od człowieka, który nie potrafił kochać i szanować najbliższych. Przyjazd w rodzinne strony okazał się balsamem na zranione serca. Tu też pojawił się mężczyzna z przeszłością, który stracił głowę dla Lilki i jej córeczki. Czy po traumie szczęście jest jeszcze możliwe? Czy są szanse na normalne życie i miłość?
Nawet jeśli półki waszych biblioteczek pękają w szwach, musicie znaleźć w nich miejsce na ten tytuł i koniecznie go przeczytać. Ta lektura idealnie sprawdzi się na plażę i urlop, na czytanie na balkonie i w domowym zaciszu. Jeśli oczekujecie ciepłej, rodzinnej, ale i dynamicznej historii, to będzie strzał w dziesiątkę. Magia jej klimatu sprawi, że czytanie będzie prawdziwą przyjemnością i relaksem. To bardzo mocno chwytająca za serce opowieść, w której wiele się dzieje. Postać głównej bohaterki narysowana jest w sposób niezwykle prawdziwy i przemawiający do wyobraźni. Autorka pokazuje oblicze kobiety, która choć poturbowana, zbiera siły i walczy. Walczy przede wszystkim o szczęście ukochanego dziecka, które niestety do tej pory nie zaznało dziecięcej sielanki i beztroski. To właśnie bycie matką wyrywa Lilę z odrętwienia i marazmu, otwiera jej oczy na brutalną rzeczywistość, ponagla do buntu i przerwania horroru. Lilka jest symbolem wielu kobiet, które muszą pokonać ogromne przeszkody, by wrócić z piekieł.
Prowincja w powieści ukazana jest w sposób dość sielankowy i ciepły. Jest miejscem, gdzie wraca chęć do życia. Również za sprawą rodziny, która jest niczym opoka w odnalezieniu siebie po koszmarze małżeńskiego piekła.
Miłość spada niespodziewanie. Nieproszona i niewyczekiwana. Ewelina Mantycka świetnie pokazuje słowami, że tak często w życiu bywa. Mimo ciężkiego bagażu na barkach, nie należy zamykać przed nią drzwi swojego serca. To uczucie naprawdę deficytowe i nie powinno nas ominąć.
Klimat tej sagi mnie porwał. Oddzielił od tego, co wokół mnie, i umieścił w literackich realiach. Zakończenie sprawiło, że chciałabym natychmiast przeczytać, co dalej spotka poznane w lekturze osoby. To naprawdę doskonały, mający wiele walorów debiut, który czyta się lekko i przyjemnie. Jeśli ktoś przepada za sagami rodzinnymi, szybko się tą historią zauroczy. Próżno szukać tu schematyczności i przewidywalności. Wszystko jest namacalnie prawdziwe i dokładnie takie, jak w realnym świecie. Są trudne wybory, są znaki zapytania, są nieprzewidziane okoliczności i zaskakujące sploty wydarzeń. Są codzienne problemy i małe radości. Ta powieść kradnie serce szybko i podstępnie. Gorąco zachęcam do poznania losów Rozalii Żmudzkiej i jej potomnych. Z pewnością będziecie zachwyceni.

czwartek, 18 lipca 2019

Luke Jennings "Kryptonim Villanelle"


Wydawnictwo Rebis
data wydania 2019
stron 232
ISBN 978-83-8062-566-2

Gdy zadawanie śmierci daje radość...

Ponoć każdy z nas jest zdolny zabić. Możemy tego dokonać zwłaszcza w sytuacji, gdy ma miejsce obrona konieczna. Ludzie zabijają innych w afekcie, gdy trwa wojna i trzeba walczyć z wrogiem, ale też przypadkowo, kiedy dochodzi do nieszczęśliwych wypadków. Sprawcy czują często wyrzuty sumienia. To można sobie dość precyzyjnie wyobrazić, ale … sytuację, gdy zabójstwo rodzi radość, daje satysfakcję, zadowolenie, podnieca, gdy jest seryjne...? Jakimi osobami są zawodowi, płatni mordercy, osoby zabijające na zlecenie? To naprawdę ciekawa zagadka. Jedną z dwóch głównych bohaterek powieści Luk'a Jenningsa jest kobieta, która zabija i nie ma wyrzutów sumienia, nie czuje się winna, a wręcz zadowolona ze swoich czynów. Jest perfekcjonistką w swoim fachu. Idealną niczym maszyna. Wyzutą z ludzkich uczuć, pozbawioną litości i nieczułą na wszelkie okoliczności. 

Villanelle pochodzi z Rosji. Wyciągnięto ją z mrocznego więzienia, gdzie miała spędzić długie lata oczywiście za zabójstwo. Wywieziono i wyszkolono. A ona sama miała do swoich zadań wyjątkowe predyspozycje. Była twarda, bez zmrużenia oka zniosła mordercze treningi oraz naukę wielu rzeczy przydatnych w "nowej pracy". Pomogła jej nietuzinkowa inteligencja, spryt i cechy charakteru. Villanelle jest posłuszna rozkazom, choć nie wie od kogo pochodzą i dla kogo zabija. Żyje od zlecenia do zlecenia, a przy okazji świetnie się bawi swoją profesją, która daje jej ogromną satysfakcję. 
Eve Polastri jest żoną polskiego matematyka i pracownicą MI5. To ona ma za zadanie wytropienie płatnego mordercy, które realizuje zadania na terenie całego globu. Eve, choć popełnia błąd, chce za wszelką cenę zdemaskować kobietę, bo to, że zabójca należy do płci pięknej jest dla niej bezdyskusyjne i pewne. Czy jej się uda ta niezwykle niebezpieczna misja? Czy winna trafi za kraty? 

Nie ukrywam, że miałam apetyt na dobrą sensację. Dobrą i nietuzinkową. Oryginalną i niesztampową. Spośród ogromu propozycji wybrałam właściwą i szybko dałam się omotać fabule. Czytałam skupiona i zszokowana. Postać kobiety bez sumienia okazała się nad wyraz fascynująca i zastanawiająca. Chwilami niewiarygodna, nieprawdziwa (bo jak tak można???), potwornie okrutna i przerysowana. A jednak taka osobowość to niewyobrażalna zagadka niczym yeti. Czy takie osoby istnieją naprawdę czy może to w pewnej mierze wytwór literackiej wyobraźni Autora? Ta kwestia nadal mnie nurtuje, choć minęło kilkanaście godzin od przeczytania ostatniego zdania powieści. 

Świat w którym rozgrywa się akcja książki jest bardzo brutalny. Liczą się w nim seks, władza, pieniądze i przemoc. Nie ma tu miejsca na sentymenty. Sumienie i moralność jest czymś nierzeczywistym. Autor światło jupiterów kieruje przede wszystkim na Villanelle. Pokazuje ją bez krytyki i potępienia. Jakby sam zastanawiał się nad fenomenem tej istoty. Jakby patrzył na dzieło sztuki jedyne w swym rodzaju. Brutalne sceny są czymś zwyczajnym, seks nie łączy się z uczuciem, a ma dać zaspokojenie i służy rozładowaniu emocji. Nie istnieje coś takiego jak lojalność, a zasada całkowicie ograniczonego zaufania jest czymś oczywistym. I choć wiele w tej powieści gorszy, to też wiele pociąga i sprawia, że po prostu ma się ochotę na jej czytanie. 
Lektura mnie pozytywnie zaskoczyła. Była niczym niebezpieczna jazda z dużą szybkością bez zapiętych pasów po krętej górskiej drodze. Nie zabrakło emocji, dreszczy, zaskoczenia i niespodzianek.
Książka spodobała mi się i okazała się interesującym kąskiem. Sprawdźcie jak Wy ją odbierzecie. Myślę, że mało kto poczuje się rozczarowany. Polecam ten tytuł. 

środa, 17 lipca 2019

Gayle Forman "Nie wiem, gdzie jestem"




Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-8169-091-1

W życiu pogubić się jest bardzo łatwo

Eureka! Już wiem! Wiem, czemu blogerzy, recenzenci, czytelnicy, bibliotekarze i księgarze jednogłośnie polecają książki Gayle Forman. Wystarczyło, że przeczytałam tylko jedną z Jej powieści. 
Ta pisarka pióro trzyma po prostu fenomenalnie. I świetnie nim rysuje codzienne życie, zwyczajne kłopoty i radości. Nieważne kim w życiu jesteś. Czy żyjesz w blasku sławy, czy brakuje Ci na chleb, czy kochasz inaczej niż większość ludzi. Zawsze jesteś człowiekiem, takim samym jak wszyscy ludzie wokół Ciebie na świecie. 

W świetle jupiterów fabuły najnowszej powieści Autorki "Ten jeden dzień" stoi troje młodych ludzi. Młodych, ale już doświadczonych. Każde z nich żyje w innym świecie, innej rzeczywistości. Ma inne problemy, inne poglądy, patrzy na świat w inny sposób. Los splata ich życiowe ścieżki pewnego dnia w pewnym miejscu. Patrząc na tę chwilę można doszukiwać się w niej absurdu czy chichotu losu. Niemniej jednak nietypowe zdarzenie daje podwalinę ciekawej znajomości, wyjątkowej relacji, która zmienia wiele w życiu każdego z trójki młodych ludzi. Młodych i zagubionych w dżungli życia. 

Freya ma szansę zostać światowej sławy gwiazdą muzyki. Stoi u progu wielkiej kariery. Nagrywa właśnie debiutancki album, ale nagle bez powodu traci głos. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje. Lekarze nie mają pomysłu na poprawę sytuacji. Harun pochodzi z islamskiej rodziny. Według ich religii związki pomiędzy osobami jednej płci są zabronione i potępione. On kocha jednak mężczyznę z wzajemnością. Boi się wyjawić tę prawdę swoim bliskim. Boi się ostracyzmu i odrzucenia. 
Nathaniel stracił swoich bliskich. Ma prawie puste kieszenie i nic do stracenia. Przybywa z prowincji do Nowego Jorku po lepsze jutro i szczęście. 
Co wyniknie z ich spotkania? Jak bardzo zmieni się ich życie w ciągu jednego dnia? 

Jeśli jesteście gotowi na olbrzymie emocje, na emocjonalne trzęsienie ziemi, na ciekawą i nietuzinkową lekturę to śmiało możecie zagłębić się w "Nie wiem, gdzie jestem". Szybko odczujecie wielką sympatię do jej bohaterów i staną się oni Wam bardzo bliscy. Dlaczego? Bo każdy z nas gubi się w życiu naprawdę wiele razy. I choć wiemy co wokół nas, to nie wiemy w jakim punkcie swojego życia jesteśmy. Stoimy na rozdrożu i nie mamy pojęcia w którą stronę dalej iść. Jak łatwo odkryć dzięki lekturze nasze życie składa się z podróży długą drogą na której ciągle pojawiają się skrzyżowania i rozwidlenia. Ciągle musimy wybierać swoją trasę, a to chwilami nie jest takie łatwe. 
Śledząc fabułę tę książki szybko odkryjemy, że życie jest o wiele prostsze niż nam się wydaje. To my sami je sobie sztucznie komplikujemy, utrudniamy i budujemy mury wokół nas samych. Czasem lepiej być po prostu sobą, za nic mieć obyczaje i zwyczaje. Nie warto oglądać się na innych, myśleć co oni pomyślą. Warto być po prostu sobą i być szczerym wobec siebie. Oszukać samego siebie nie można, a oszukiwanie innych bywa szalenie męczące. 

Ta historia mnie urzekła. W każdym calu zauroczyła i mocno przemówiła do mojego serca. Uświadomiła, że warto iść przez życie nie oglądając się na cały świat. Prostota bywa bowiem najpiękniejsza. Chłonęłam tę opowieść niczym arcyciekawe nowiny, przeżywałam każde zdarzenie. Identyfikowałam się z bohaterami pamiętając, że sama miałam podobne rozterki jak oni. Być sobą, mieć odwagę mówić co myślę, czy przywdziać maskę i grać dla pozorów i sztucznych braw. 
Jeśli chcecie zagłębić się w książkę wyjątkową ten wybór będzie idealny. Czekają Was emocje, dobre chwile z książką i moc refleksji po jej lekturze, które nasuną się Wam nieproszone. 
Polecam prozę Gayle Forman. To wielki współczesny talent literacki. Naprawdę warto! 


sobota, 13 lipca 2019

Monika Sawicka "Kolorowych snów"



Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-66278-64-6

Wszystkich można oszukać, ale nie samego siebie

Jedne książki, które czytamy podobają nam się bardziej, a inne mniej. Najtrudniej jest recenzować te tytuły, które są wyjątkowe, które podobają nam się najbardziej. Ciężko też pisać o książkach, które poruszają trudne i bolesne tematy. Po ich lekturze niekiedy chce się po prostu milczeć. Tylko milczeć. Przeżywać ich treść w sobie, w swojej duszy, gdzieś w środku. Taką właśnie pozycją jest najnowsza powieść Moniki Sawickiej. Dowiedziałam się o jej wydaniu przypadkowo oglądając krótki wywiad z jej Autorką. I od razu wiedziałam, że ta lektura musi jak najszybciej wpaść w moje ręce. 

Przeczytałam ją. I wewnętrznie milczę. Nadal analizuję jej treść, nadal ona dotyka mocno mojej duszy. I przesłania świat, który mnie otacza, pokazuje go inaczej niż oglądałam go do tej pory. Bo jak wielu widziałam go w pędzie, niczym z okna szybko jadącego autobusu. A tak naprawdę ten obraz jest zamazany, a w życiu są wartości, które przesłania reklama, materializm i wyścig po sukces. Po awans, po większą kasę na koncie, po dobra materialne, które zwykle cieszą najbardziej, gdy ich jeszcze nie mamy. A co jest ważne? Życie, bicie naszego serca i zdrowie. 

Natalia jest młoda, piękna i utalentowana. Jej pasją jest taniec. Dziewczyna żyje łapiąc każdą chwilę zachłannie, realizuje swoje marzenia, ma plany, pomysły na przyszłość. Uwielbia to, co większość młodych kobiet. Nagle pewnego dnia jej życie przewraca się do góry nogami za sprawą kilku słów. Kilku słów, które są niczym okrutny, skazujący wyrok. Skazujący na cierpienie, na ból, na izolację, na separację od normalnego rodzinnego życia. Zamieniającego własne łóżko na szpitalne, własny pokój na szpitalną salę. I nie ma od tego wyroku odwołania. Nie ma jego kasacji. Słowa lekarza powodują szok, a młoda kobieta nie do końca rozumie, co się kryje pod słowem białaczka. Czeka ją walka, ciężki bój z podstępnym przeciwnikiem, który jest bezlitosny. Dzień za dniem toczy się bitwa o zdrowie i życie. Jeśli chcecie poznać losy Natalii sięgnijcie po książkę, która z pewnością Was odmieni. Spowoduje, że każdego dnia po przebudzeniu podziękujecie Bogu, losowi czy Matce Naturze za to, że jesteście zdrowi i macie siłę by normalnie żyć, bawić się, pracować, cieszyć, śpiewać, iść na zakupy, przytulić psa czy jeździć na rowerze. Bo są tacy, którzy tego nie mają, którzy chcą tylko wyzdrowieć.

Nie zliczę łez, które uroniłam czytając i choć bardzo chciałam nie dałam rady przeczytać tej powieści jednym ciągiem. Drzemie w niej zbyt wiele emocji, zbyt wiele okrucieństwa choroby. Współczułam głównej bohaterce i tysiącom ludzi, którzy leżą na oddziałach onkologicznych walcząc. Niekiedy czekając na koniec, gdy brakuje sił i możliwości medycznych by poskromić wroga. Dlaczego? Dlaczego w życiu jednych spotyka tyle zła? Odpowiedzi na te pytania szukałam w treści. By cokolwiek zrozumieć trzeba mieć świadomość, że po śmierci jest coś dalej. Coś, co też jest opisane w książce. Co dokładnie? Monika Sawicka opisuje pewną alternatywę. Jest ona bardzo wymowna i inna niż doktryna wielu religii beznadziejnie straszących piekłem i karą za grzechy. To podejście godne zacofanego średniowiecza by mieć władzę nad ludźmi. Natalia doświadcza po śmierci mocy życia, przeżywa wiele - tu nie zdradzę ani słowa ale zachęcę do lektury, która wyryła mocny ślad w moim sercu. 

Mogłabym pisać o tej powieści bardzo wiele, dużo dobrego, bo jest ona jedyna w swoim rodzaju i bardzo mądra. Smutna, bo napisana na podstawie rzeczywistych losów Natalii Szalkiewicz. Wymowna, bo dla wielu rodziców i bliskich którym rak zabrał dziecko będzie bardzo przydatna. Lektura pokazuje też jak przeżyć czas po stracie, uczy by niczego sobie nie narzucać, by nie krępować się więzami obyczajów. Ten tytuł niesie też ogrom nadziei. Bo śmierć to tylko chwilowe pożegnanie, chwilowe rozstanie, które kiedyś się skończy. Miłości nic nie pokona, nawet śmierć zwycięży nad nią jedynie czasowo. W sposób ograniczony i nietrwały.

Jak wykonała swoją pisarską misję Autorka? Wspaniale. Doskonale zawarła w słowach tak wiele, tak dużo. To nie tylko smutna historia, to też lekcja życia, której nikomu nie życzę. Niestety niektórzy z nas będą musieli ją wziąć na klatę. 
Wybitna jest treść, ale i bardzo wymowna jest także okładka, która w połączeniu z zapisanymi zdaniami miażdży nas emocjonalnie. 
W sumie to już nie chcę zabierać Wam czasu dłuższym wpisem. Spożytkujcie go na lekturę tej fenomenalnej powieści byście lepiej docenili życie i tu i tam po śmierci. 

Pani Monice Sawickiej składam podziękowania za każde słowo zapisane w "Kolorowych snów".

Rodzinie Natalii Szalkiewicz składam wyrazy współczucia i płynące z serca słowa otuchy i wsparcia.

A dla Natalii pozwolę sobie zapalić wirtualnie znicz. 
R.I.P. 



piątek, 12 lipca 2019

Edyta Świetek "Przeminą smutne dni"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-7674-751-4
Cykl Nowe Czasy
 tom II

Smutek też ma swój początek i koniec

Lata 90-te były jak smakowanie słodko-gorzkiej pigułki. Bardziej gorzkiej niż słodkiej.
Po zmianie ustroju, po obaleniu komunizmu nowy ład okazuje się daleki od ideału. Z upływem czasu pokazuje on swoje wady i złe strony. Bezrobocie, drożyzna, brak perspektyw, niepewność jutra, brak stabilizacji, rozczarowanie działaniami polityków, afery i oszustwa osaczają i tych zwyczajnych zjadaczy chleba i tych, którym udało się zarobić trochę więcej. Panuje chaos i kręgi zatacza rozżalenie. 

W nowych czasach musi odnaleźć się rodzina Szymczaków i Pawłowskich. Pokolenie, które tuż po wojnie zasiedliło Nową Hutę jest już w wieku emerytalnym. Najmłodsi w rodzinie nie mają łatwo. Dorosłość przynosi problemy, zawody i konieczność niełatwych wyborów. Wioletta kończy muzyczną karierę, zostaje porzucona przez ojca swojego nienarodzonego dziecka i musi pogodzić się z samotnością. Na szczęście ma obok siebie rodzinę i życzliwe osoby. Gosia ma coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem. Boryka się z anoreksją, brakiem akceptacji ze strony szkolnych rówieśników, traci najlepszą przyjaciółkę i przeżywa koszmar przez Bolesława. Marek choć ma wartościową dziewczynę jest w szponach nałogu. Renatę, którą kocha nocą na krakowskiej ulicy spotyka traumatyczne przeżycie, które kładzie się na zawsze na życiu jej i jej partnera. Świat Pawła i jego byłej żony Anny rozsypuje się w pył gdy na światło dzienne wychodzą jego nielegalne interesy. Świat bezlitośnie pędzi gdzieś do przodu, a my czytelnicy mamy okazję na powrót do szalonych, niepewnych i nieprzewidywalnych lat 90-tych XX wieku i przeżycia tych dni na nowo wraz z bohaterami serii...

Jest zachwycona jak świetnie Pani Edyta kontynuuje w kolejnej powieści losy bohaterów z familii Szymczaków i Pawłowskich. Z jakim pomysłem, świetnym umieszczeniem w konkretnej epoce wplata w ich życie wydarzenia historyczne, ekonomiczne i społeczne. Każdy z rozdziałów rozpoczyna się fragmentem muzycznego hitu tamtej epoki co jeszcze bardziej nastraja i pobudza wspomnienia. Czytanie zatem było formą podróży w czasie i znakomitej rozrywki. Powieść przeczytałam szybko i z prawdziwą przyjemnością. Jej lektura mocno mnie wzruszyło, bo nie brakło chwil trudnych i bardzo smutnych, które potwierdzają tezę, że życie to nie bajka. Uroniłam łzy nad dramatem Wiolki, żal mi było Marka, który totalnie w życiu zabłądził. Fabuła książki jest niezwykła, pełna klimatu czasów, które były po chwilach euforii niczym zimny i nieprzyjemny prysznic. Mocno zżyłam się z tym tytułem. Chciałam by długo nie dotrzeć do ostatniej strony i jak najdłużej gościć w nowohuckich domach ulubionych postaci. 
Autorka serii Nowe Czasy dowodzi, że życie przeciętnych ludzi może być piękne i bolesne, bogate w treść i niekiedy łatwo się urywa. Przedstawiony świat jest bliski każdemu, kto żył w tym okresie i musiał adaptować się do nowych reguł.
Jaka jest ta powieść? 
Bezdyskusyjnie prawdziwa, pełna przeróżnych emocji, napisana z talentem i dopracowaniem najdrobniejszych szczegółów, przemyślana i chwytająca za serce. Z pewnością tym, którzy są fanami pióra Edyty Świętek nie muszę jej polecać. Tym, którzy go jeszcze nie zasmakowali gorąco rekomenduję i z serca polecam przeczytanie książek o Szymczakach i Pawłowskich. 

czwartek, 11 lipca 2019

Natalia Osińska "Fluff"



Wydawnictwo Agora 
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-2682-807-2

W życiu warto być wyłącznie sobą

Każdy człowiek żyje tylko raz. Każdy z nas jest niepowtarzalny – ma jedyny na świecie genotyp, charakter, cechy osobowości, swoje mocne i słabe strony. Każdy z nas dokonuje w życiu setek tysięcy wyborów. W wielu z nich mamy odwagę pokazać swoje „ja”, swoje preferencje i marzenia. Bywa jednak tak, że ze strachu boimy się pokazać swoją prawdziwą twarz, swoje wnętrze, swoją duszę. Zasłaniamy się sztucznie stworzonym woalem ze słów i gestów, przywdziewamy maski i gramy. Żyjemy niczym aktor na scenie. Gra męczy, zabiera nam dni, miesiące, czasem nawet lata, których nikt nam potem nie zwróci. Czy warto tracić minuty na bycie kimś sobie obcym? Czy nie lepiej pokazać swoją prawdziwą twarz niż żyć w zakłamaniu? Po lekturze najnowszej powieści Natalii Osińskiej „Fluff” z pewnością dojdziecie do wniosku, że w życiu warto być zawsze sobą i tylko sobą.
Główne bohaterki książki to Matylda i Wika. Obie, gdy się poznają dzięki internetowi, czeka za kilka dni matura. Obie mają zamęt w głowie, obie są sobą od początku zafascynowane. Wszystko zaczyna się od pozornie niewinnego komentarza pod fanartem. Wika z jednej strony okazuje się dla Matyldy bardzo tajemnicza, a z drugiej wydaje się ideałem. Spotkanie w realu szybko obala wyrosłe w głowie dziewczyny stereotypy. Obie zaczynają się wzajemnie poznawać, obie zaczynają też dzięki tej znajomości odkrywać siebie. I nagle wydaje się im, że ich życie wkroczyło na inne tory, a pociąg, którym jadą, wciąż przyspiesza i wcale nie chce się zatrzymać…
Mieć naście lat jest trudno. Mieć naście lat i odkrywać swoją inność jest ogromnie trudno. Mieć naście lat i odważnie pokazać światu swoją prawdziwą twarz to bohaterstwo. Nie każdego na nie stać. Bohaterowie „Fluffa” mają w sobie tę odwagę. Za nią często im się dostaje po nosie. Inność jest trudna i czasem boli, ale daje wolność i chroni przed obrośnięciem skorupą tchórzostwa.
Czy książka, której bohaterowie są nastolatkami, to lektura wyłącznie dla ich rówieśników? Osińska dowodzi, że absolutnie nie. Również rodzice młodych ludzi mogą po nią sięgnąć, zaczytać się i ubogacić. Tytuł bowiem pozwala na zobaczenie świata oczami młodszego pokolenia. To nie jest już rzeczywistość podobna do rodzicielskiej młodości, bo wszystko wokół się zmienia. Dziś życie toczy się w dwóch galaktykach – w realu i internecie. Dziś młodzi ludzie są odważniejsi, bardziej skłonni do walki o szczęście, bardziej przygotowani na odkrycie, że nie pasują do powszechnie obowiązującego wzorca.
Tę powieść czyta się naprawdę fenomenalnie. Na początku lektury nic nie zapowiada wyjątkowości rozwijającej się fabuły. Poznając tę historię, nagle uświadamiamy sobie, że nie widzimy nic poza literacką rzeczywistością i oddychamy książkowym światem. „Fluff” to powieść, która może nie zauroczy od pierwszej strony, ale jeśli doczytacie do końca, to zrozumiecie jej fenomen. Z treści płynie wyrazista nauka tolerancji wobec nietuzinkowych osobowości, osób o innej orientacji seksualnej czy tych, którzy mają niepopularne hobby lub ubierają się inaczej.
To mądra książka, która ma cenne drugie dno. Po jej skończeniu długo jej treść pozostała mi w umyśle, długo wracałam do historii dwóch dziewczyn, które oswajają się z dorosłym światem i samymi sobą, które muszą zaakceptować życie takim, jakie jest i zaliczyć lekcję kompromisów.
„Fluff” wzrusza i uczy, dostarcza emocji i porywa. Czaruje i oddaje całą prawdę o skomplikowanym świecie nastolatków, burzach hormonów i wędrówkach w głąb siebie. To wspaniała lektura, która jednych zszokuje, a innym wyda się najnormalniejsza pod słońcem. „Fluff” jest naprawdę warta poznania, a skonfrontowanie jej treści z waszymi poglądami okaże się wyjątkowym przeżyciem.

środa, 10 lipca 2019

Laila Shukri "Perska zmysłowość"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2019
stron 432
ISBN 978-83-8169-075-1

Nie ma nic poza prawdziwą miłością

Miłośniczkom powieści utrzymanych w orientalnych klimatach z ręką na sercu polecam kolejną książkę Laili Shukri, opowiadającą dalsze losy Polki znanej czytelnikom z wcześniejszych tomów cyklu „Perska miłość”.
Piąty tom serii to przeżycia Joanny, która poślubiła arabskiego biznesmena. Staż małżeński Alego i jego małżonki jest spory. W ciągu tych lat para doczekała się potomstwa i przeżyła olbrzymi kryzys za sprawą pojawienia się w domu drugiej żony Araba. Obecnie te fakty są już tylko historią i złym wspomnieniem, jednak mimo to pożycie nie jest sielanką. Ali staje się wobec Asi oschły i obcy. Zatraca się w pracy i nie ma czasu na czułości. Joanna obawia się, czy znowu jego serce nie wzięła w posiadanie jakaś atrakcyjna kobieta. Gdy przypuszczenie wydaje się sprawdzać, zraniona kobieta wyjeżdża w towarzystwie dwóch przyjaciółek na Bali. Chce odpocząć od kłopotów, zapomnieć o smutkach. Szuka odskoczni i pocieszenia. Wśród rajskich krajobrazów poznaje atrakcyjnego mężczyznę, który przebywa z przyjaciółmi na wakacjach. Amerykanin Richard szybko rozkochuje w sobie Polkę, z wzajemnością. Wybucha ognisty romans, a para nie widzi świata poza sobą. Asia ma świadomość, że jej skok w bok może zostać ukarany śmiercią. Za wszelką cenę stara się ukryć swój nowy związek przed mężem. Szarpie się wewnętrznie pomiędzy lojalnością a miłością, która spadła na nią tak nagle. Jak potoczą się jej dalsze losy? Który z mężczyzn zostanie u jej boku? Dojdzie do rozwodu czy może obecne małżeństwo będzie trwało nadal?
Od samego początku zachłysnęłam się tą książką i zatraciłam w jej treści. Z uwagą i skupieniem, z wypiekami na twarzy chłonęłam dzieje głównej bohaterki, ale i poznawałam świat orientu i islamu, który pociąga niczym baśń z tysiąca i jednej nocy, kusi, wydaje się dla kobiet równie tajemniczy, co niebezpieczny. Jest tak odmienny od realiów europejskich, nieprzyjazny, a jednak nie brakuje pań pokroju Joanny, które chcą się w nim znaleźć.
Autorka pokazuje go z wielu stron, wtrącając do fabuły różne fakty, ciekawostki i opisy. Pierwszoplanowe role odgrywają mężczyźni, kobiety wydają się uroczym dodatkiem i ozdobą. Mechanizmami, które napędzają ową rzeczywistość, bezsprzecznie są władza, gigantyczne pieniądze i seks. Czytając, odkrywamy pewne reguły, które szokują i gorszą, zadziwiają i oszałamiają. Przyprawiają o zawrót głowy, ale i uwodzą bardzo skutecznie.
Fabuła prowadzi czytelnika do magicznych miejsc, na przepiękną, egzotyczną wyspę. Autorka nie szczędzi wspaniałych opisów ciekawych zakątków, relacji z tropikalnego edenu, w którym wakacje mają wyjątkową oprawę. Laila Shukri pokazuje także i ciemne strony zakazanej miłości, surowość islamskich obyczajów i obrazy piekła, jakiego mogą dostąpić kobiety, które poślubiły orientalnych wybranków.
Każdą stronę tego tytułu czytałam z prawdziwą przyjemnością i trudno było mi się rozstać z dobrze znanymi postaciami. Długo zastanawiałam się, czy Joanna wybrała dobrą dla siebie drogę i dokonała najlepszego wyboru. Związana z nią emocjonalnie, bardzo dogłębnie odebrałam jej perypetie, a ona sama stała mi się bardzo bliska.
Reasumując, piąta odsłona cyklu okazała się równie fenomenalna, co wcześniejsze tomy. Zakończenie jest nieco zaskakujące, a z każdej strony powieści czuć talent autorki do przybliżania dobrze znanego jej świata i tworzenia poruszających historii. „Perska zmysłowość” jest gorąca jak piaski pustyni, namiętna jak taniec brzucha i porywająca jak burza piaskowa. Z pewnością sprawdzi się tego lata.

niedziela, 23 czerwca 2019

Gill Sims "Dlaczego mamusia przeklina. Rozterki wkurzonej mamusi"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-276-4011-6

Mama ma prawo mieć zły humor

Kobieta w swoim życiu odgrywa wiele ról. Nie ma wśród nich odpowiedzialniejszej niż bycie mamą. Ta "praca" trwa non stop, 24 godziny na dobę, dostarcza wiele stresu, kłopotów i trudnych sytuacji. Owszem, daje satysfakcję, ale i przyprawia o palapitacje serca, spędza sen z powiek i dostarcza ogromnych emocji. Czy warto być mamą? Miliony kobiet odpowie twierdząco. Czy istnieją idealne, perfekcyjne mamy? Doskonałe w każdym calu? Tu już odpowiedź nie będzie tak oczywista. Osobiście sądzę, że takich mam nie ma, bo każda mama ma chwile słabości, potyka się, czasem upada i wstaje. Żadna z mam zatem nie powinna mieć kompleksów, że popełnia pewne błędy i zdarza jej się być po prostu mówić "niegrzeczną". Jeśli drogie rodzicielki, któraś z Was ma poczucie winy, że nie jest ideałem powinna sięgnąć po książkę Gill Sims "Dlaczego mamusia przeklina" i poznać pewną kobietę po czterdziestce znaną już czytelniczkom z książki "Dlaczego mamusia pije".

Tytuł pokazuje rodzicielstwo bez filtrów, bez kwestii tabu, bez słodzenia i idealizowania właściwego reklamom, które mogą w nas kobietach wzbudzać tylko poczucie niższości. 

Ellen skończyła czterdziestkę, jest mamą dwóch pociech, żoną będącą w związku, któremu daleko do sielanki. Ma wiele na głowie, a opieka nad dziećmi niekiedy ją ogromnie wyczerpuje i dołuje. Mimo wszystko każdego dnia nasza bohaterka dzielnie brnie przez życie i radzi sobie z kolejnymi wyzwaniami. A tych nie brakuje. Zaczynają się wakacje i trzeba czymś zająć syna i córkę, nadchodzi nowy rok szkolny więc trzeba kupić wyprawki. Dziecko znika z oczu i się gubi, więc trzeba je odnaleźć. Trzeba jeszcze znaleźć nową pracę, która będzie dobrze płatna, wymyśleć aplikację, która przyniesie sławę i fortunę oraz przezwyciężyć nudę w małżeństwie i kryzys, który jakoś tak się przyplątał. Chcecie poznać świetną osóbkę, która jest bardzo naturalna i szczera, która otwiera przez nami, czytelniczkami swoje serce i duszę na oścież? Zatem zapraszam do przeczytania powieści od której ja osobiście nie mogłam się oderwać. 
Lektura okazała się lekka i przyjemna, dostarczyła rozrywki i odstresowała, a zarazem wniosła wiele do moich poglądów i zapatrywań na życie. Sprawiła, że odstawiłam nieco na półkę mój perfekcjonizm i tym samym dała mi chwilę oddechu w boju o bycie osobą idealną. 

Ellen jest niesamowita. Po prostu boska i nie sposób jej nie kochać. Jest z niej po prostu równa babka, z krwi i kości kobieta podobna do każdej z nas. Daleko jej do ideału, ale tym samym nie jest papierowa i sztuczna. Cechuje ją poczucie humoru, ale i ironia czy sarkazm. Do życia podchodzi normalnie, ma swoje marzenia i cele. Tytuł pokazuje zwyczajne życie matki, która musi wciąż na nowo nabierać sił, uczyć się, dogadzać całemu światu. Wysłuchiwać i być opoką dla całej rodziny.

Przy czytaniu odpoczęłam i załapałam oddech. Zerknęłam z dystansem na cały świat i rzeczywistość, która bywa czasem bardzo trudna. Jeśli czujecie się w swoim związku samotne, niezrozumiane, zmęczone to ta powieść jest właśnie dla Was. To dobrze napisana książka dla każdej z nas i z ręką na sercu Wam ją polecam.  

czwartek, 20 czerwca 2019

Interesująca powieść na lato

Witajcie Kochani

Nareszcie wakacje. Lato, słońce, laba, urlop. Wypoczynek i czas... trudny dla mam. Bo pociechy skończyły szkołę i trzeba im zorganizować czas. To bywa stresujące i jest sporym wyzwaniem. Nic dziwnego, że niektóre mamy mogą mieć zszarpane nerwy i dość. Idealnym rozwiązaniem na odstresowanie może być książka. Książka właśnie o pewnej mamie, która musi radzić sobie z sytuacją jaką opisałam powyżej. Jednym zdaniem - polecam lekturę książki wydanej nakładem Wydawnictwa Harper Collins.
 Gill Sims - "Dlaczego mamusia przeklina"


"Poniedziałek, 25 lipca

Pierwszy dzień wakacji. Pewnie mogło być gorzej. Lekkomyślnie oznajmiłam, że uroczo byłoby spędzić urlop w historycznej rezydencji i liznąć trochę historii. Dopiero na miejscu przypomniałam sobie, dlaczego nie korzystam z przywilejów członka National Trust: otóż ich rezydencje są pełne cennych i delikatnych przedmiotów, a cenne i delikatne przedmioty nie najlepiej współgrają z małymi dziećmi, a szczególnie z małymi chłopcami. Wyobrażałam sobie dziecięce twarzyczki promieniejące ze zdumienia nad wspaniałą przeszłością naszego narodu, a zamiast tego wrzeszczałam na całe gardło Nie dotykać, NIE DOTYKAĆ, DO JASNEJ CHOLERY!, podczas gdy stateczni goście cmokali z dezaprobatą i układali w myślach zarys listu od czytelnika Daily Mail. Kiedy wreszcie się skończą te wakacje!?

Witajcie w świecie Mamusi.
Moje dziecko płci męskiej, Peter, jest połączone jak pępowiną ze swoim iPadem, dziecko płci żeńskiej, Jane, robi wszystko, żeby zarobić fortunę jako lifestylowa influencerka na Instagramie, a ich tatuś jest na niekończącym się wyjeździe do egzotycznych krajów w interesach Małżeństwo mamusi przeżywa kryzys, dzieci dziczeją, a dom powoli obrasta pleśnią. Jedynie Judgy, dumny i szlachetny terier, pozostaje niezmiennie lojalny. W tej sytuacji mamusia odnalazła nową pasję i rozpoczęła pracę dla mega popularnego technologicznego startupu. Nie jest jednak jej jedynym zmartwieniem to, czy w wieku czterdziestu dwóch lat będzie się umiała zgrabnie podnieść z pufy sako. Jakoś tak (przypadkiem) wyszło, że rebrandowała się na samotną balangową dziewczynę, która ciężko pracuje, ostro się bawi i nie musi brać wolnego, gdy zachoruje opiekunka. Czy mamusi uda się utrzymać fasadę i jednocześnie zachować rodzinę? Czy w pracy nie będzie wyglądała śmiesznie w spodniach do jogi? A co najważniejsze, czy znajdzie wolną chwilkę na duży dżin z tonikiem?

Pewnie nie, motyla noga! " (materiał ze strony Wydawcy)

Książkę czyta się cudownie. Niebawem jej recenzję zaprezentuję Wam na blogu. Już w tej chwili gorąco polecam jej lekturę.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Magdalena Kawka, Małgorzata Hayles "Kobiety nieidealne. Baśka"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-66217-31-7

Macierzyństwo to nie bajka, ale szkoła przetrwania

Jesteś kobietą, która lubi czytać? Szukasz interesującej książki na wakacje? Masz zły humor i szukasz chwil wytchnienia? Chcesz się zrelaksować na plaży, albo wyciszyć na leśnej polanie? Lubisz dobrą prozę dla kobiet? Zatem mam dla Ciebie Droga Czytelniczko mojego bloga świetną propozycję. Rekomenduję Ci nie jedną książkę, ale cykl czterech doskonałych powieści, którą tworzą wyjątkową serię. Serię skierowaną do współczesnych kobiet, które nie są idealne. No, ale przecież idealnych kobiet nie ma. Dziś napiszę o jednej z kwartetu genialnych lektur, którego bohaterkami są cztery przyjaciółki. W świetle jupiterów znajdzie się Baśka.

Życie Basi było do czterdziestki rewelacyjne. Żadnych większych kłopotów, wygoda, mało problemów i dużo swobody finansowej. Kochający mąż, który świetnie zarabia, luksusowe zakupy i pokaźna garderoba z klasą. Piękny dom i zadbane ciało. Podróże i kolacje w restauracjach. Jednym słowem dolce vita. I nagle wszystko zmieniło się jak za dotknięciem różdżki niezbyt łaskawej wróżki. Urodziła się córka, a świat zadbanej kobiety obrócił się do góry nogami. Dziecko zburzyło spokój i ład. Choć Basia mogła liczyć na pomoc Wiery, która zadbała o dziecko i dom to dopadł ją baby blues. A to był dopiero początek kłopotów w raju, z którego okrutna rzeczywistość miała w planie Basię wyrzucić. Na szczęście w trudnych chwilach mogła liczyć na pomoc swoich serdecznych przyjaciółek...

Od pierwszej strony lektury każda z nas zostanie porwana do świata czterech nieidealnych kobiet, którego fundamentem jest przyjaźń. Tytuł czyta się na jednym wdechu, szybko i zachłannie, a bohaterki błyskawicznie podbijają czytelnicze serca. Każda z nich jest naturalna, wyjątkowa i bliska sercu. Basia budzi sympatię. Na jej przykładzie Autorki świetnie pokazują jak wyjątkowo trudnym, ale i pięknym wyzwaniem jest rola matki i żony. Jak wiele trudu trzeba włożyć w stabilne i szczęśliwe funkcjonowanie rodziny. Basia to osoba bardzo podobna do każdej z nas. Los nie pyta ją o zdanie i wymaga by odnalazła się w trudnej sytuacji. Jej życiowy worek kłopotów rozwiązuje się i wypadają z niego niemiłe niespodzianki. A Basia musi wciąż odnajdywać się w zmieniającej się rzeczywistości i radzić sobie z kolejnymi problemami. Miewa chwile słabości, leją się łzy, ale i rodzi się w niej pewna siła. Kłopoty sprawiają, że Baśka przepoczwarza się z delikatnego motyla w wojowniczkę gotową stoczyć każdą walkę. Basia jest symbolem metamorfozy, która przekształca z delikatnej w twardą, ale wciąż tak samo wrażliwą osobę. 

Tytuł jest idealny na każdą pogodę. Bawi i śmieszy. Wzrusza i daje moc pozytywnej energii, która jest niezbędna każdej z nas każdego dnia. Fabuła gwarantuje emocje, dobrą zabawę i skłania do refleksji nad sensem zwyczajnej codzienności i małych spraw, która okazują się czasem niezwykle ważne. Cóż powiedzieć, by wyrazić to, co drzemie w sercu po przeczytaniu tejże kapitalnej książki? Po prostu kocham tę serię całym sercem, ubóstwiam jego bohaterki, wielbię pióra Autorek, które doskonale wiedzą co stanowi istotę codzienności mam i żon. 
Gorąco polecam historię czterech kobiet, które są niczym muszkieterki. Musicie je poznać, jestem pewna, że dołączą one do grona Waszych literackich ulubienic. 

środa, 12 czerwca 2019

Gabriela Gargaś "Kochaj mnie czule"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2019
stron 340
ISBN  978-83-8075-671-7

Życie jest zbyt krótkie, aby zawsze być rozsądnym



W prozie Gabrieli Gargaś zakochałam się, czytając jej debiutancką powieść „Jutra może nie być”. Moja czytelnicza intuicja podpowiedziała mi, że ta autorka napisze jeszcze wiele rewelacyjnych książek i osiągnie sukces. Tak też się stało, a tej wiosny wydana została jej kolejna powieść. „Kochaj mnie czule” to tytuł, który również podbił moje serce i oderwał na czas czytania od rzeczywistości. Fundamentem fabuły tej lektury jest samo życie. Zwyczajne i przeważnie niekolorowe. Usłane różami, które mają duże kolce.

Główną bohaterką jest kobieta, której los zgotował wiele przykrych niespodzianek. Od dziecka doświadczał ją i zsyłał zbyt wiele i zbyt dużo trudnych przeżyć. Natalia nie miała słodkiego dzieciństwa, nie opływała od najwcześniejszych lat w luksusy. Musiała szybko dorosnąć i walczyć o swoje. Zrezygnować z uczucia, przyjąć na barki życiowe obowiązki i zapomnieć o szaleństwach młodości. Gdy wyszła za mąż, wydawać się mogło, że jej życie odmieni się na lepsze, że będzie jej dane poznać smak sielanki. Niestety, pewnego dnia jej spokój zakłóciła lekarska diagnoza, a wskutek zbiegu okoliczności w życiu Natalii pojawiła się dawna miłość…

Najnowsza powieść autorki „Kiedyś się odnajdziemy” to książka, która wzrusza, przykuwa uwagę i chwyta za serce. Jej lektura napawa nadzieją, że nie ma sytuacji beznadziejnych i zawsze jest jakieś wyjście, że zawsze świeci światełko w tunelu. Los kładzie na barki głównej bohaterki zbyt wiele, ale w niej drzemie moc, która pozwala podnieść się po każdym ciosie. Nie jest to zbyt łatwe. Natalii udaje się otrząsać z kolejnych życiowych trudności i niepowodzeń. Bohaterka jest niczym współczesna siłaczka. Po łzach, po chwilach załamania, wstaje z kolan i bierze się z kłopotami za bary od nowa. Ma wsparcie siostry i matki, a jej motywacją staje się dobro chorego dziecka, które jest dla niej od momentu narodzin najdroższym skarbem. W sytuacji Natalii bywają setki jej rówieśniczek. To właśnie do nich przede wszystkim skierowana jest ta książka. Jej celem jest dodanie skrzydeł, została bowiem napisana ku pokrzepieniu zranionych kobiecych serc.

Od prologu, od pierwszego zdania, treść pochłania bez reszty i trudno się od czytania oderwać. Losy Natalii są burzliwe, a w jej życiu wiele się dzieje. Akcja książki toczy się w dynamicznym rytmie, nie brakuje niespodzianek i momentów zaskoczenia. Zachwycają język i styl, zachwyca sposób, w jaki autorka trzyma pióro i pozwala samemu życiu, przy współudziale swojej wyobraźni, tworzyć świetną książkę. To tytuł mądry, mający głębszy, niż się na pierwszy rzut oka wydaje, wydźwięk. W fabule pojawia się to, co dotyka nas w zwyczajnej codzienności – miłość, ból, choroba, odrzucenie, kłamstwo, radość i trudy rodzicielstwa, zdrada i samotność w trudnych chwilach. Treść absolutnie nie jest przesłodzona, za to pełna realności. Kreacja postaci głównej bohaterki zasługuje na uznanie. Natalia to kobieta z krwi i kości. Mająca słabości i zalety. Zmagająca się z chwilami załamania i samą sobą. Jest taka jak my, czytelniczki, które w tej książce znajdziemy moc i siłę, wzór do naśladowania i receptę na chorobę zwaną życiem. Gratuluję Gabrieli Gargaś świetnego pomysłu na powieść, który został zrealizowany doskonale. Efektem jest lektura, którą z serca polecam każdej kobiecie ceniącej dobrą prozę obyczajową. Jestem pewna, że „Kochaj mnie czule” zapewni miłe chwile i doda sił w mocowaniu się z nie zawsze przyjemną codziennością.


piątek, 10 maja 2019

Marcin Margielewski "Jak podrywają szejkowie"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-8169-031-7

Życie szejków to nie zawsze baśń z tysiąca i jednej nocy

Szejkowie, krezusi z Bliskiego Wschodu, są ogromnie bogaci. O grubości ich kont i portfeli przesądzają płynące szerokim strumieniem petrodolary. Luksus, jaki ich otacza, jest wręcz niemożliwy do wyobrażenia przez zwykłych zjadaczy chleba. Stać ich na wszystko i każde ich marzenie związane z finansami jest możliwe do spełnienia. Normy moralne związane z arabską kulturą i prawo koraniczne obowiązują ich tylko pozornie. Potrafią je sprytnie obchodzić i korzystać z życia jak im się tylko zamarzy. Wydawać by się mogło, że to ludzie szczęśliwi i zadowoleni. Nic bardziej mylnego. Ich życie bowiem nie zawsze jest bajkowe. Dewiza, że wszystko jest na sprzedaż i wszystko można kupić, często w praktyce okazuje się gorzka w smaku.
Marcin Margielewski w swojej książce, o której, jak sądzę, będzie bardzo głośno, ukazuje przemilczaną prawdę o życiu szejków na przykładzie księcia Abeda i jego kuzyna Wasima. Obaj są młodzi, rozpieszczeni przez życie i mogą mieć wszystko. Ich pasją są piękne kobiety, które tylko pozornie parają się pracą w charakterze modelek. Za pieniądze są one gotowe na najbardziej ekstremalne przygody, zabawę i gry seksualne bez żadnych ograniczeń. Wasim wprowadza w świat seksu młodszego Abeda, który szybko staje się fanem imprez i bezpruderyjnych igraszek. Ich świat obraca się wokół podróży po całym globie, luksusowych hoteli i pięknych kobiet, które spełniają ich wszelakie zachcianki. Takie życie wydaje się ekscytujące, ale na dłuższą metę jednak nie jest pozbawione skutków ubocznych.
Opisana w książce historia dwóch mężczyzn jest pełna pikanterii i odważnych scen. Często wymyślane przez szejków rozrywki budzą bardziej wstręt niż zachwyt. Rozpasanie przekracza wszelkie granice dobrego smaku. A sami bohaterowie okazują się znudzeni i prostaccy. Morał z lektury wypływa wyraziście jeden – pieniądze są do szczęścia potrzebne, ale same w sobie szczęścia nie dają. Nie gwarantują, że ich posiadacze będą zadowoleni i spełnieni. Mogą pozwolić na stworzenie jedynie namiastki raju. Nie zagwarantują prawdziwego uczucia, a pomogą żyć pusto, próżnie i szalenie. Jaka zatem jest odpowiedź na pytanie, które jest tytułem książki?
Szejkowie nie podrywają, nie adorują kobiet. Oni je najzwyczajniej, jak każdy towar na świecie, kupują, płacąc hojnie i terminowo. Z tej racji bywają ofiarami szantaży. Ich małżeństwa zwykle nie mają nic wspólnego z miłością. Uczucia wiążą tylko bardzo nieliczne pary. Matrymonia są kontraktami polityczno-ekonomiczno-religijnymi. Czy takie życie daje radość? Czy daje spełnienie i zadowolenie? Absolutnie nie. Stąd często wkraczają w nie zakazane używki, jak alkohol czy narkotyki. I nic dziwnego, że luksus wydaje się kiczem, wartość pieniędzy zostaje wypaczona, a pozytywne uczucia znikają jak śnieg w maju, pozostawiając miejsce negatywnym obliczom ludzkiej natury.
Książkę czyta się rewelacyjnie, na jednym wdechu. Treść chłonie się z wypiekami na twarzy. Opisana rzeczywistość szokuje, budzi niesmak i odrazę. Przedstawiona w tytule historia jest niezwykle emocjonująca, pełna kontrastów i kontrowersji, a jednocześnie jest prawdziwa i obala zakorzenione głęboko mity o świecie arabskich krezusów. Tak naprawdę są oni zagubionymi ludźmi, niewolnikami fortun, które zamiast ułatwiać życie, stają się balastem i brzemieniem. Jeżeli lubicie orientalne klimaty, jeżeli nie boicie się lektur niezwykle odważnych, to ta publikacja jest wręcz dla was stworzona. Drogie panie, nie łudźcie się, że arabski książę pokocha was na zabój niczym Kopciuszka. Nic bardziej mylnego. On was tylko kupi jak zabawkę, którą szybko się znudzi i wymieni na inną. Zdecydowanie szybciej zakochają się w was biedni śmiertelnicy, bowiem miłość nie jest atrybutem arabskich krezusów. W ich mniemaniu nawet najpiękniejsze kobiety znaczą tyle, ile piękne konie.

czwartek, 9 maja 2019

Anna Binkowska "Mogłam sobie pozwolić..."



Wydawnictwo Edipresse 
data wydania 2019
stron 240
ISBN 978-83-8164-044-2

Żona na medal, Aktorka godna Oscara 

Młode pokolenie kojarzy Ją jako Julię z serialu "Złotopolscy". Starsi widzowie pamiętają role teatralne, występy w serialu "Dziewczyna i chłopak" lub "Rodzina Połanieckich". Miłośnicy gór pamiętają, że Anna Milewska była żoną Andrzeja Zawady - kultowego polskiego himalaisty. 
Jej talent aktorski był ogromny, a osobowość nietuzinkowa i oryginalna. 

Anna Milewska to jedna z moich ulubionych polskich aktorek i  Jej biografii chcę dziś poświęcić dzisiejszą notkę. Urodziła się w 1931 roku, spędziła kilka lat szczęśliwego dzieciństwa, które przerwała wojna i śmierć matki. Ukończyła historię sztuki i PWST w Krakowie. Miłością Jej życia okazał się wybitny himalaista, o którym mówiono Lider. Ich małżeństwo przetrwało aż 47 lat. 
Był to związek zawarty z miłości, w którym oboje małżonkowie dali sobie sporo swobody. 
Życie Anny Milewskiej toczyło się między światem gór, sceną i planem filmowym. Jej dom był otwarty i kwitło w nim życie towarzyskie. Ona sama była żoną tolerancyjną i cierpliwą. 
Anna Milewska to także poetka i autorka książki "Moje życie z Zawadą". 
Jej życiorys jest tak ciekawy, że mógłby stać się interesującym scenariuszem filmu. 

Jeśli zaintrygowały Was fakty z życia Anny Milewskiej musicie sięgnąć po książkę "Mogłam sobie pozwolić". Jest ona napisana lekkim, łatwym w odbiorze językiem. Autorka zachowała w niej pogodny klimat idealnie odpowiadający charakterowi bohaterki. Tekst napisany jest dokładnie, ciekawie i obfituje w wiele szczegółów, anegdot, smutnych i radosnych zdarzeń. Życie zawodowe przeplata się z prywatnym, drogi męża i żony zazębiają się i rozdzielają na czas podróży i górskich wypraw. Z zapisanych słów klaruje się obraz kobiety inteligentnej, pełnej pasji i tolerancyjnej, ciekawej życia i świata. Cierpliwej i troskliwej, opiekuńczej i wytrwałej. 
Anna Milewska zawsze pozostała sobą. Nie uderzyła jej do głowy popularność ani sława męża. 

Lekturę czyta się przyjemnie. Jej tekst czasem śmieszy, wzrusza, pokazuje jak ciekawie żyć, jak cieszyć się tym, co los daje. Od samego początku do ostatniego zdania rozkoszowałam się czytaniem, czułam, że poznaję kogoś wyjątkowego. Jeśli lubicie biografie to będzie to dla Was interesujący tytuł. 

niedziela, 5 maja 2019

Edyta Świętek "Bańki mydlane"


Wydawnictwo Replika
 data wydania II 16 kwietnia 2019
stron 208
ISBN 978-83-66217-14-0

Życie jest bardziej kruche niż bańki mydlane

 Rodzimy się by żyć. Żyjemy by umierać. Tylko w naszym umyśle każdemu z nas ma być dane długie życie, takie do sędziwej starości. Niestety, tak czasem nie jest. Linia życia zostaje przerwana czasem dużo szybciej. W wieku dojrzałym, u progu dorosłości lub w okresie dzieciństwa. Wtedy wielu z nas lamentuje, że ktoś tak wcześnie odszedł. Za wcześnie, mógł jeszcze żyć, bo ten wiek to nie czas na umieranie. To tak po ludzku, ale tak naprawdę nie ma właściwego czasu na umieranie. Każdy z nas dostaje określoną liczbę wschodów i zachodów słońca do przeżycia. Śmierć budzi lęk. Bo co jest dalej? To już koniec i wieczny sen, czy może czeka nas druga, inna rzeczywistość?

Michalina jest młodą, pełną życia dziewczyną. Ma swoje plany, ma swoje marzenia i swój świat, który jest kolorowy. Jest zakochana, szczęśliwa u boku Jakuba. Wydaje się, że nic ani nikt nie jest w stanie zburzyć jej szczęścia. Niestety przychodzi dzień w którym wszystko misternie ułożone w piękną, pełną szczęścia układankę zaczyna się walić. Na początku wygląda to całkiem niegroźnie. Przedłużająca się choroba i złe samopoczucie wydają się być oznaką ciąży. Nieplanowanej i kłopotliwej, ale ten scenariusz się nie sprawdza. Jest o wiele gorzej...

Choć powieść przeczytałam w ciągu kilku godzin kilka dni temu nie mogę uspokoić emocji po jej lekturze, wciąż myślę o jej fabule i ważnym przesłaniu jakie z niej płynie. Ta książka zmieniła wiele w moich poglądach, wniosła w moje myśli ogromne pokłady nadziei. Nadziei niezwykle potrzebnej, którą poglądy religijne skutecznie we mnie zabijały. Przestałam być gorliwą wierzącą, uciszyłam lęki o karze, piekle, pokucie i cierpieniu. Myślę, że to jedynie wymysł człowieka by mieć władzę nad wiernymi. Powieść Edyty Świętek przyniosła ukojenie i spokój wewnętrzny, bowiem, to czego przy końcu życia doznała główna bohaterka jest potrzebne nie tylko chorym, ale każdemu człowiekowi. Czytając książkę bez happy endu, smutną, pokazującą cierpienie, utratę doznałam jednocześnie wewnętrznego oczyszczenia. Oczywiście na początku czytania wściekła na los pytałam dlaczego jest tak okrutny i skazuje młodą osobę na takie męki. Gdy zamknęłam książkę była spokojna jak ocean po burzy, którego tafla wody jest gładka. Idealnie gładka.

Autorka nie boi się podjąć chyba najtrudniejszego z tematów jakim się śmierć. Pisze o niej z optymizmem i przekonaniem, że jest przejściem do kolejnego etapu, a nie końcem. Jednocześnie uczy szacunku do życia, do każdej danej nam w ziemskiej rzeczywistości chwili. Zachęca by spełniać marzenia, realizować swoje plany i żyć pełną piersią. Iść przez życie z głową podniesioną do góry i nie bać się, że kiedyś nastanie ten ostatni dzień. 

Ogromnie się cieszę, że w morzu książek trafiłam właśnie na ten tytuł. Będę do niego wracać w trudnych chwilach. Będę go również polecać innym. 
Czego można się spodziewać po jego treści? 
Mądrej lekcji, która nie powinna ominąć każdego. Łez, bo człowiek to istota wrażliwa. Zadumy, bo człowiek to ciało, ale i dusza. Emocji, bo koło takich tematów nie można przejść obojętnie. 
Edyta Świętek napisała genialną książkę. Tej lektury nie zapomnicie, Wasze myśli będą do niej wracać. Zachęcam byście ją kupili, bo swoje wynagrodzenie Autorka przekaże na rzecz jednego z krakowskich hospicjów. 
Z serca polecam.