Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prowincja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prowincja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 października 2015

Katarzyna Enerlich "Prowincja pełna złudzeń"


Wydawnictwo MG
data wydania 2015
stron 256
ISBN 978-83-7779-324-4

Życie nie zawsze obdarza repetą

Tydzień temu, gdy wróciłam do domu czekała na mnie przesyłka. Na pierwszy rzut oka zwyczajny tekturowy karton, a w środku... coś wyjątkowego. Książka na którą bardzo czekałam. Gdy wyjęłam ją z opakowania spojrzałam na okładkę i przytuliłam ją do siebie niczym najcenniejszy skarb. Bo tak dokładnie jest. Książki Katarzyny Enerlich to dla mnie wielkie skarby. 
Gdy ją czytałam miałam zamęt w głowie i moje ciało dopadła choroba. Lektura okazała się nie tylko najpyszniejszym z pysznych czytelniczych kąsków, ale podziałała jak balsam, jak lek na całe zło świata, które na obecną chwilę mnie dopadło. 
Jak zwykle piękna okładka, a potem... kolejne spotkanie z Ludmiłą, jej bliskimi, jej duszą, jej jakże bogatym wnętrzem. I znów zagościłam na Mazurach, które właśnie dzięki cyklowi do którego należy ta powieść znam dość dobrze, choć nigdy realnie tam nie zawitałam. 
A co tam u Ludmiły? Co spotkało moją genetyczną literacką bliźniaczkę?

W życiu Ludmiły znów następują pewne zmiany i zawirowania. Ale i są pewne rzeczy, które nie uległy zmianie. Związek z Kermelem niszczy alkohol. Gdy Ludka widzi go w alkoholowym ciągu rezygnuje z tego mężczyzny. Boi się, by ten nie wciągnął jej i jej córeczki w bagno życia u boku pijącego ponad miarę. To boli, a sama bohaterka cierpi. Wspomina, spogląda w przeszłość i wyciąga wnioski. A zarazem staje się mocniejsza, silniejsza, dojrzalsza. Życie smaga ją jak świat wokół niej mazurskie wiatry. To uodparnia na ból, napełnia życiową mądrością. Ale życie lubi robić różne niespodzianki, a człowiek to nie tylko rozum, ale i serce.


Czy kolejny tom jest równie doskonały jak poprzednie? To pytanie stawia się chyba zawsze, gdy przedmiotem rozważań jest cykl. Śpieszę donieść, że tak! I wcale mnie to nie dziwi, skoro bowiem autorką jest Pani Kasia Enerlich to najwyższy poziom jest gwarantowany z automatu. Jak zwykle książka wyciszyła mnie, wręcz "ustawiła" do pionu. Uświadomiła mi co tak najbardziej jest istotne, a co błahe choć mocno się błyszczy. Ludmiła przeszła w życiu przez kolejne trudne chwile, przez łąki bólu i cierpienia, pola samotności i ugory braku zrozumienia, ale nie zmieniły się jej przekonania i priorytety. Jej system wartości pomógł przeżyć trudny czas, choć zdarzyła się scena w której zachowanie głównej bohaterki mocno mnie zaskoczyło. Po raz kolejny doświadczyłam piękna, wyjątkowości i czaru Mazur, ale i doszły do tego losy pewnego mężczyzny pochodzącego ze Śląska. Opowieść o artyście rzeźbiarzu i samouku pochłonęłam urzeczona jest zwykłością i zarazem niezwykłością. Jej pięknem. Pięknem jakie jest ukryte i w zwyczajnym życiu, w którym nie jest łatwo, lekko, dostatnio i przyjemnie. Czarny chleb czasem przecież smakuje lepiej niż pszenna bułeczka. Wszystko zależy od sytuacji i wielu czynników.
Czytanie "Prowincji pełnej złudzeń" to był naprawdę magiczny, wyjątkowy i wręcz nasycony dobrą energią czas. Lektura uświadomiła mi, że są w życiu sytuacje w których lepiej przystopować, zatrzymać się, pozwolić losowi robić swoje. Dać sobie spokój z walką, poddać się i czekać co dla nas jeszcze przeznaczone. Warto, naprawdę warto wsłuchiwać się w swoją duszę, w rytm życia natury, w przyrodę, która nas otacza. Bo tak naprawdę bogaci jesteśmy w duszy, a nie w banku. Wartość ma to co w naszym sercu, a nie to, co na koncie.
To była piękna literacka przygodna, pełna zapachów i aromatów, które daje nam darmo natura. Zanurzyłam się w niej z przyjemnością, doświadczyłam czegoś magicznego, czegoś duchowego i niepowtarzalnego. Jeśli jeszcze nie znacie prozy Katarzyny Enerlich to gorąco ją Wam polecam. To niesamowita Autorka, której gdybym mogła dałabym Literackiego Nobla.
Za możliwość obcowania z Ludmiłą i jej światem serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.