Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bellona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bellona. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Iwona Kienzler "Elżbieta II. Niezwykła królowa"



Wydawnictwo Bellona
data wydania 2022
stron 460
ISBN 978-83-1116-793-3

Opowieść o perfekcyjnie profesjonalnej władczyni


Od lat interesuję się brytyjską monarchią i rodziną królewską, która jest najpopularniejszą spośród tych koronowanych na świecie. Wiem wiele o angielskich royalsach, ale mimo to z niekłamaną przyjemnością sięgam po kolejne tytuły z kręgu tej tematyki. Mając na koncie już wiele przeczytanych pozycji z pełnym przekonaniem stwierdzam, że w wyjątkowy sposób pisze o nich polska autorka mająca na koncie wiele książek o Windsorach. Pani Iwona Kienzler specyficznie i przystępnie pokazuje królewskich celebrytów. Spod jej pióra wyszła ostatnio nietuzinkowa biografia królowej Elżbiety II, która przeszła do historii jako najdłużej panująca monarchini w dziejach Anglii, Szkocji i Walii. Matka panującego obecnie króla Karola gdy przyszła na świat nie była wyczekiwanym dzieckiem panującego władcy. To jej wuj po abdykacji uczynił ją przyszłą królową i dziedziczką brytyjskiego tronu. Data 10 grudnia 1936 roku, gdy zostały podpisane dokumenty abdykacyjne, zmieniła jej życie raz na zawsze i wyraziście odcisnęła piętno na całej przyszłości Lillibeth. 

Portret Elżbiety wyrysowany na kartach książki jest specyficzny i niesztampowy. Kryterium nie stanowi czas i upływające lata życia, a role jakie wypełniała podczas niego brytyjska władczyni. Jak każda kobieta była córką, a także siostrą, żoną, matką, teściową, babcią. Oprócz tego była monarchinią, która nie rządziła, a panowała. Czas jej urzędowania to ogromny przedział czasu, w którym nastąpiło bardzo wiele zmian. Elżbieta II siedząc na tronie przeżyła wiele chwil tryumfu, ale i sporo kryzysów zagrażających rodzinie królewskiej, ale i brytyjskiej monarchii. Przezwyciężała je w imię dobra korony, budziła swoją osobą szacunek i zaufanie. Spotykała się z krytyką, która niekiedy przybierała bardzo ostry kierunek. Skupiała na sobie zainteresowanie mediów, których rola i potencjał z biegiem lat rósł w potęgę. Autorka przedstawia swoją bohaterkę z bardzo różnych stron, oddaje blaski i cienie tegoż panowania w trakcie którego świat przeżył niejedną rewolucję i przyjął wiele zmian. Królowa Elżbieta podążała za nimi z godnością i swoim majestatem. Była baczną obserwatorką i doskonale łączyła tradycję z postępem i nowoczesnością. Dotrzymywała  kroku i musiała godzić się z pewnymi zmianami, które nie zawsze spotykały się z jej aprobatą. Była bardzo profesjonalną władczynią, ale nie idealną kobietą. Nosząc koronę to jej poświęciła przede wszystkim swoje życie. Działo się to kosztem rodziny, która musiała często zejść na drugi plan i stanąć w cieniu monarchini. 

Książka rozpoczyna „prezentację” postaci królowej od rysu historycznego i korzeni jej przodków. Iwona Kienzler porównuje ją do nich, wykazuje różnice i podobieństwa charakteru oraz wprowadza w klimat brytyjskiej monarchii. W dalszej części lektury widzimy sylwetkę monarchini od strony i prywatnej i tej „zawodowej”. Łatwo dostrzec, że korona nie była łatwą do noszenia, a każdy dzień panowania był sztuką kompromisu, wymagał poświęceń, a także sporej pracy. Los Elżbiety Windsor nie oszczędzał i często wręczał jej róże z ostrymi kolcami. Ona zaś do końca zachowała klasę i styl, była ikoną i wzorem dla wielu. Miała wady i zalety, balansowała na granicy powinności i kompromisu, bywała w centrum skandali i afer. Zawsze potrafiła wyjść z tarapatów godnie i z podniesioną głową. Tak właśnie postać Elżbiety II nakreśla Pani Kienzler, a wyrysowany portret przyciąga do czytania niczym magnes. 

Tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Książka jest błyskotliwa, okraszona ciekawostkami, a jej wielkim walorem jest to, że autorka zachowała całkowitą bezstronność wobec postaci postawionej w świetle jupiterów. Nakreśliła słowami biograficzne fakty i zrobiła to rzetelnie oraz profesjonalnie, ale powstrzymała się od jakiejkolwiek oceny czy komentarza. To zostawiła czytelnikowi, a sama skupiła się na autentycznych faktach. „Elżbieta II. Niezwykła królowa” to ciekawa propozycja z kręgu literatury biograficznej, którą polecam nie tylko miłośnikom brytyjskiej monarchii. 



 

sobota, 21 grudnia 2013

Siostra Jesme "Amen! Wspomnienia niewiernej służebnicy Kościoła"


Wydawnictwo Bellona
data wydania 2013
stron 240
ISBN 978-83-1112-864-4
 
Za murami klasztoru raju nie ma!
 
Co roku na całym świecie tysiące młodych dziewczyn podejmuje postanowienie o rezygnacji ze świeckiego życia i decyduje się na przywdzianie habitu. Swoje życie składają na ofiarę Bogu. Rezygnują z posiadania męża, dzieci, ze zrobienia kariery. Kieruje nimi powołanie. Chcą w pełni być poślubione Bogu. Wiele młodych kobiet uważa, że w klasztorze znajdzie korzystniejsze warunki do bycia wzorową chrześcijanką, że zamieszkają wśród osób konsekrowanych, które podobnie jak one będą z całych sił pracować nad tym, by być doskonałym w oczach Stwórcy. Ale prawda jest taka, że nie zawsze w klasztorze życie jest bardziej idealne niż w świeckim świecie. Bywają przypadki, że dom zakonny może przypominać dżunglę w stylu korporacji, gdzie mieszka grzech i szatan zbiera spore żniwo.
Siostra Jesme pochodzi z południowego stanu Indii – z Kerali. Urodziła się w wielodzietnej rodzinie, która nie opływała w luksusy, ale i biedy nie cierpiała. W domu rodzinnym przyszłej zakonnicy cenionymi wartościami był szacunek dla innych, miłość, wrażliwość na cierpienie i biedę. Matka wzorowo wychowywała swoje dzieci. Gdy Jesme ukończyła 17 lat usłyszała podczas rekolekcji wołanie z nieba. W jej sercu i duszy zrodziło się powołanie do życia zakonnego. Dwa lata później wstąpiła do zgromadzenia sióstr karmelitanek. Rodzina nie utrudniała jej tego wyboru. Wydawałoby się, że młodą dziewczynę czeka spokojne życie w miejscu, które dobrowolnie wybrała. Ale prawda okazała się inna. Po 33 latach życia zakonnego siostra Jesme odeszła ze zgromadzenia i porzuciła habit. Nie stało się to przez mężczyznę, przez wygaśnięcie powołania, ale przez zdarzenia jakich doświadczyła w zakonnym życiu. Do trudnej decyzji przyczyniły się osoby w habitach, które popełniały wiele grzechów i złych uczynków. Nim doszło do smutnych wydarzeń Jesme wiele przeszła. Nosząc habit ukończyła z doskonałym wynikiem wyższe studia, zdobyła doktorski tytuł i przepracowała wiele lat jako nauczycielka języka angielskiego w kolegiach dla kobiet. W pracy dawała z siebie wszystko. Nauczaniu oddała serce, pracowała z pasją i zaangażowaniem. Uczennice bardzo ją lubiły i stały za nią murem. Przełożone nie zawsze były jej przychylne. Miast pochwał na głowę zakonnicy spadały nagany i bezzasadna krytyka. Dobre serce nie było w cenie. Bardziej liczyło się ślepe posłuszeństwo i gorliwe wykonywanie nie zawsze trafnych decyzji przełożonych. Siostra Jesme cierpiała. Nie chciała przyczyniać się do cierpienia innych, do obchodzenia przepisów, do zła. Próbowała zwyczajnie po ludzku dyskutować i argumentować swoje słuszne racje. Jej zwierzchniczki rozsierdzało takie zachowanie. Piastujące wysokie godności siostry próbowały wysłać odważną zakonnicę na leczenie psychiatryczne. Niesłusznie przypięły jej łatkę niezrównoważonej i szalonej ekscentryczki, którą trzeba usunąć w cień. W zamian za dobre serce i chęci Jesme spotykała kara, ostracyzm, pomówienia. Czująca w swojej duszy głos Boży kobieta przeżyła za murami klasztoru seksualne molestowanie, była szykanowana. Jesme czuła się przerażona i zgorszona zakonnymi realiami. Po wielu latach tama pękła. Siostra Jesme zdecydowała się na porzucenie habitu. Nie potrafiła być hipokrytką, nie potrafiła żyć w kłamstwie i obłudzie.
Swoje przeżycia opisała w niewielkiej objętościowo książce. To nie jest pamiętnik, to nie jest napisany dla sensacji tekst, który ma przynieść rozgłos i pieniądze. To raczej krzyk rozpaczy kobiety, która ma odwagę opisać hipokryzję i bezwzględność. Jesme swoją publikacja protestuje przeciwko grzechom notorycznie i z premedytacją popełnianym wewnątrz zakonnej organizacji. Wskazuje, że Kościół by być wiernym Bogu musi przejść przemianę, odnowę i oczyszczenie. Gniazdo musi zostać wyplenione ze żmij. „Amen” to pozycja szokująca, której lektura niejednego chrześcijanina przyprawi o gęsią skórkę. Jednak prawdy nie można bezkarnie zamiatać pod dywan. Trzeba się z nią zmierzyć. Grzechy osób konsekrowanych nie powinny być tolerowane i nie można im pobłażać. Jesme nie chodzi o szkodzenie byłym współsiostrom, jej postępowaniem nie kieruje zemsta. Ona chce ukazać smutną prawdę, która nie może być w nieskończoność zatajana.
Książka nie jest literackim dziełem, nie napisano ją kwiecistym językiem, eleganckim stylem. To utwór z przesłaniem, który ma ukazać prawdziwe realia. Świat za murami klasztoru nie jest wolny od grzechu, zakonnice to tak samo grzeszne istoty jak korporacyjne rekiny. Siostrze Jesme należy się uznanie za odwagę opisania prawdy. Spotkało ją za to wiele cierpienia, odrzucenia i krytyki. Stało się to całkowicie niesłusznie i niezasłużenie. Ale nasza autorka to człowiek, któremu zależy bardziej na odnowie Kościoła niż na własnej wygodzie. Dziś pod adresem Kościoła katolickiego pada wiele krytyki. Jesme też krytykuje. Ale ma do tego pełne prawo. Książkę polecam każdemu, kto chce żyć prawdą, a nie fikcją. Z grzechem trzeba się odważnie mierzyć. Tylko taka droga prowadzi ku doskonałości.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

środa, 30 października 2013

Iwona Kienzler "Kobiety Zygmunta Augusta"


Wydawnictwo Bellona
data wydania 2013
stron 296
ISBN 978-83-1112-892-7
 
Białogłowy ostatniego z Jagiellonów
 
Bardzo wiele baśni ma szczęśliwe zakończenie. Przystojny, dzielny i męski król poślubia uroczą i powabną królewnę czy księżniczkę z wielkiej miłości. Para żyje długo i szczęśliwe, wychowując potomstwo. Tak jest w baśniach „za siedmioma górami i siedmioma lasami”. A rzeczywistość? A los realnych monarchów? Oczywiście tak różowy nie bywa. Noszenie korony zobowiązuje do poświęcenia prywatnych marzeń, planów i życia na rzecz dobra kraju i dynastii. Władcy na przestrzeni dziejów zawierali prawie zawsze małżeństwa aranżowane. Często czynili to per procura. Małżonki wybierali im rodzice. Miłość po ślubie rodziła się lub nie. Czy zatem królowie to tak bardzo szczęśliwi ludzie? Na przykładzie ostatniego z potężnego rodu Jagiellonów można stwierdzić, że koronowanym głowom szczęście nie zawsze było pisane. Zygmunt August urodził się w 1520 roku. Byłe jedynym po śmierci brata wcześniaka synem Zygmunta Starego i królowej Bony. Rodzice dołożyli wszelkich starań i wybrano go na króla i władcę Litwy jeszcze za życia ojca. Jaki był ten władca? Z pewnością rozkapryszony. A w dużej mierze stało się to za sprawą kobiet obecnych w jego życiu. Tymże paniom poświęca swoją książkę Iwona Kienzler, która przedstawia czytelnikom sylwetki kilku kobiet, które władca kochał, pożądał lub z którymi łączyły go więzy krwi.
Pierwszą i niezwykle ważną była matka. Włoska księżniczka z Bari, która była drugą żoną polskiego króla. Kobieta z temperamentem, wykształcona, która uwielbiała parać się polityką. Bona była bezgranicznie zakochana w synu. Wychowała go po kobiecemu. Nie zaznał on twardej ręki. Matka pobłażała królewiczowi i z pewnością to miało olbrzymi wpływ na jego charakter i na jego słynne powiedzenie „Ja tak chcę!”. Pierwsza i trzecia żona Augusta to siostry wywodzące się z dynastii Habsburgów. Kobiety chore na epilepsję. A druga jego żona to Litwinka, wdowa po wojewodzie trockim Barbara z Radziwiłłów – miłość jego życia. Chyba jedyna kobieta, którą kochał naprawdę. W życiu króla były jeszcze liczne kochanki. Ta pierwsza, która wprowadziła go w miłosne arkana Diana di Cordona i Barbara Giżanka, która ponoć obdarzyła go córką. Tego faktu jednak nie potwierdzono, a dziecka nie uznano. Książka opowiada również o królewskich siostrach, które brat traktował bardzo oschle i nie żywił do nich ciepłych uczuć. Iwona Kienzler przestawia kobiety Augusta w sposób niezwykle ciekawy. Widać, że autorka dołożyła wszelkich starań i długo zgłębiała materiały źródłowe. Czytelnicy mają szansę poznać wygląd zewnętrzny owych dam, ich pochodzenie, usposobienie, wady i zalety, upodobania. Ich charaktery są bardzo różne. Czytając mamy okazję zgłębić wiedzę historyczną, ale i poznać szereg ciekawostek z dworskiego życia, sekretów alkowy. Kinzler umiejętnie łączy fakty historyczne z jak dziś byśmy określili ploteczkami z życia kobiet Augusta. I jak nie współczuć samotnej i niekochanej Elżbiecie, która miłowała męża bez wzajemności i była zdradzana! Jak nie zazdrościć Barbarze miłości do grobowej deski, której nie pokonała nawet potworna choroba! Jak ulitować się nad Boną, która przeholowała z miłością do syna i wychowała rozkapryszonego mężczyznę, który będąc zadufany w sobie zerwał w końcu stosunki z matką!
Książka to ciekawa opowieść o innych czasach, o okresie kiedy Polska wskutek braku dziedzica dążyła ku wolnej elekcji, a tym samym ku katastrofie. Lektura uzupełniła moją wiedzę o szereg ciekawych informacji. Czytałam ją z zainteresowaniem i mam w planach sięgnięcie do bogatej bibliografii, którą autorka podaje. „Złoty wiek” Polski zakończył się wraz ze śmiercią syna królowej Bony. Po lekturze można wieść wielogodzinne polemiki, czy ta sytuacja miała miejsce przez kobiety króla Zygmunta II. Osobiście twierdzę, że bardzo zepsuła władcę matka. Może zrobiła to nieświadomie, ale gdyby król był chowany twardą ręką, po męsku ,nie uległ by tak bardzo swoim prywatnym sprawom i nie można by było nim tak łatwo manipulować. Tak, tak ta książka skłania do rozważań i dyskusji. Gorąco polecam miłośnikom historii i historycznych ciekawostek.
Słowo krytyczne odniosę do braku rycin, obrazów, braku portretów bohaterek publikacji. Szkoda, że tekstu nimi uzupełniono.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 11 marca 2013

Katarzyna Błeszyńska "Miłosne konstelacje"


Wydawnictwo Bellona
data wydania 2012
stron 320
ISBN 978-83-111-2473-8
 
Gdy miłość bywa niczym trucizna
 
Wydanie drugiej powieści Katarzyny Błeszyńskiej poprzedziło pojawienie się w sieci filmowego zwiastuna. Krótki film oczarował mnie i bardzo skutecznie zachęcił do przeczytania „Miłosnych konstelacji”. Jeśli zadacie pytanie dlaczego, to odpowiem krótko: Bo to historia o miłości, ale bardzo nietuzikowa, nieszablonowa, choć wcale niestworzona tylko na potrzeby książki. To, co spotkało główną bohaterkę zdarza się nie tylko w wyobraźni autorki, ale i w prawdziwym życiu.
Miłość to pięknie uczucie, dodaje sił, sprawia, że świat jest piękny i chce się żyć. Ale może się zdarzyć, że tak wspaniałe uczucie zmieni się w koszmar, a miłość stanie się trucizną. Bo jedna ze stron zawini, bo ktoś nie potrafi być wierny.
Ona ma na imię Maria, ale woli, gdy mówią do niej Majka. W wieku 14 lat traci matkę. Jej wychowaniem zajmuje się ojciec, który pracuje jako prawnik. Majka idzie w jego ślady. Po zdaniu matury podejmuje studia prawnicze. Uczy się doskonale, jest zdolna i pracowita. Jej życie uczuciowe jest bardzo spokojne. Owszem spotyka się z mężczyznami, ale do żadnego z nich jej serce nie zabiło jeszcze szaleńczym rytmem miłości. To zmienia się w momencie, gdy ma oddać za koleżankę notatki z wykładu. Ich właścicielem okazuje się pewnien bardzo przystojny i czarujący kolega z roku, który już wcześniej zwrócił uwagę Marii. Mariusz też nie jest objętny na względy uroczej koleżanki. Wybucha romans – żarliwy i namiętny. Oboje tracą dla siebie głowę. Nie widzą świata poza sobą. Żyją od spotkania do spotkania. Łączy ich seks, romantyczne spacery, rozmowy. Wydawałoby się związek idealny. Taki, który z pewnością zawiedzie tę parę przed ołtarz. A potem oboje zrobią wymarzone kariery, doczekają się dzieci, spełnią finansowe marzenia i będą żyli długo i szczęśliwie. Pewnie by tak było, gdyby nie to, że Mariusz nie potrafi być wierny. Nie potrafi być tylko z jedną kobietą. On miewał i miewa „seksualne przyjaciółki” z którymi łączy go niby tylko przelotny seks, nic nieznaczący niczym zjedzenie lunchu.
„Miłosne konstelacje” to porywająca opowieść o miłości rozgrywająca się w współcześnie, gdy Polska wyzwoliła się spod brzemienia komunizmu. Główni bohaterowie rodzą się jeszcze w czasach PRL-u, ale w dorosłe życie wkraczają już w kapitalistycznej rzeczywistości. Mają zdecydowanie inne warunki rozwoju zawodowego niż ich rodzice. Oni nie muszą brać udział w walce z socjalizmem, nie parają się roznoszeniem bibuły czy studenckimi strajkami. Oni muszą walczyć tylko o własne kariery, o zdobycie intratnej posady w dobrej kancelarii, o dostanie się na wymarzoną aplikację. Młodość jednak bez względu na panujący system ma swoje prawa. To czas, gdy nagle serce zaczyna mocno bić. Maria jest przekonana, że Mariusz to ten jedyny, wymarzony i wyśniony. Jej książkę z bajki, u boku którego spędzi życie, doczeka starości. Cóż, jednak ukochany pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Wierność to dla niego abstrakcja. Owszem kocha Marię, ale chyba bardziej kocha siebie. Jest uzależniony od seksu, tak jak narkoman od kolejnej działki. Musi wciąż sięgać po nowe kobiety. Po co? No właśnie to, jako kobietę, w trakcie lektury nurtowało mnie najbardziej. Przecież z Majką tworzyli udany związek, łączył ich fascynujący seks. Więc po co? Na to pytanie nie znalazłam odpowiedzi, ale bardzo współczułam głównej bohaterce, która przeżyła olbrzymi zawód. Czy tak musi być? Czy facet prędzej czy później musi zdradzić? Czy to spotyka każdą parę – tylko jedne wcześniej, a inne później? Powieść skłoniła mnie do myślenia nad sensem i możliwością istnienia uczucia idealnego, wierności, wybaczenia. Warto, naprawdę warto przeczytać „Miłosne konstelacje”, zagłębić się w losy Marii i Mariusza, sprawdzić, czy ich miłość przetrwała różne próby, czy raczej pozostała w sferze wspomnień z młodości. Książkę polecam nie tylko paniom. A jeśli moja recenzja Was jeszcze nie do końca przekonała do lektury zachęcam do obejrzenia trailera.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Bellona.