Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sol. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

Agata Pruchniewska "Suka w szołbiznesie"



Wydawnictwo Sol
data wydania 2015
stron 304
ISBN 978-8362405-36-7

A co tam u Dorotki?

Jej nie sposób zapomnieć! Mowa o bohaterce książki, którą czytałam prawie dwa lata temu! Ale Dorotki się nie zapomina. Tej Dorotki z powieści "I dobry Bóg stworzył aktorkę" - link do recenzji http://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2014/06/agata-pruchniewska-i-dobry-bog-stworzy.html


Agata Pruchniewska opisała dalsze dzieje figlarnej aktorki w której życiu pojawia się pies. A konkretniej suczka z rodziny terierów. Posiadanie psa z pewnością ubogaca Dorotkę, ale nie zmienia jej charakteru. Ona nadal jest szalona, ma dar wpadania w tarapaty, jest nieobliczalna, ma poczucie humoru. I nadal uprawia swój zawód, który nie daje bezpieczeństwa i stabilizacji. Wciąż trzeba zabiegać o role, znosić grymasy reżyserów, operatorów i kolegów po fachu. Ale nic to - Dorotka jest wierna swojej pasji i miłości jaką jest aktorstwo. A Suka?
 A Suka jest wspaniałym sympatycznym zwierzakiem, które Pani Pruchniewska dopuszcza do "głosu". Czyni z psinki narratorkę, która opisuje czytelnikom świat z perspektywy czterech łap. I to dla mnie jest w tej książce najgenialniejsze. Piszę to z punktu widzenia posiadaczki psa - i to suczki - i osoby mającej pojęcie o kynologii, żyjącej z psami od ponad 25 lat. Brawo za ukazanie rzeczywistości oczami psa. Te cudowne stworzenia tak właśnie odbierają świat, nas i to, co je otacza. I to dla mnie jest największym i niejedynym atutem powieści.  Książka to naprawdę miła i tryskająca humorem lektura, która na milion procent rozweseli nawet największego smutasa i mruka, która poprawi nawet najgorszy, wisielczy nastrój. Czytając ją po prostu nie można się nie śmiać. Osobiście nie należę do osób zbytnio okazujących wesołość przy lekturze czy filmie, ale czytając "Sukę w szołbiznesie" śmiałam się nad wyraz często. I doskonale się bawiłam. A przy okazji autorce udało się pokazać jaką "słodyczą" jest praca na scenie teatru i planie filmowym. To nie sposób na zarabianie pieniędzy dla niecierpliwych. Strona po stronie chłonęłam treść tej książki, przeżywałam z Dorotką jej perypetie, porażki i sukcesy. Kibicowałam Suce na planie filmowym. Było wesoło, było zabawnie, była i nutka ironii.
Powieść jest napisana świetnym, lekkim stylem, co powoduje, że jest lekturą relaksującą, 
Druga książka Agaty Pruchniewskiej okazała się jeszcze lepsza niż pierwsza.To idealna lektura na chandrę, smutki, życiowe dołki i depresje. Czasem do życia trzeba podejść tak jak Dorotka - na luzie, z dystansem i przymrużeniem oka a wyjdzie nam to na zdrowie. Nie znasz Dorotki? Musisz ją poznać, Ją i Sukę - bo to wyjątkowy duet!

środa, 30 lipca 2014

Magdalena Kulus "Nie tylko o łajdakach"


Wydawnictwo Sol
data wydania 2014
stron 320
ISBN 978-83-62405-31-2

Powieść o wielkiej ucieczce na wieś

Dziś napiszę o książce, która podbiła moje serce od pierwszej strony. Dziś zarekomenduję powieść, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia ( wczytania?!) na amen. Dziś mam przyjemność przedstawić Wam książkę naprawdę wartą przeczytania, inną niż te od których uginają się księgarskie półki z etykietą "Literatura dla kobiet". Napiszę o powieści niezwykle mądrej w której nareszcie!!! nie ma korporacji, wyścigu szczurów, tajemnic rodzinnych, zakładania pensjonatów. Tak, w tej książce nie ma tego o czym ostatnio pisze wielu autorów. A co zatem jest? Jest kapitalna bohaterka, dziewczyna realna z krwi i kości. Taka zwyczajna młoda osoba, która kończy studia, pracuje nad pracą magisterską i szuka swojego miejsca w życiu. Szuka miłości, szuka po prostu szczęścia. 
Anastazja zwana Nastką mieszka z rodzicami w Tychach. Kończy polonistykę i postanawia zaszyć się na wsi w domku swoich rodziców by napisać magisterkę. Towarzyszą jej dwa psy. Nastka nie ma zielonego pojęcia jak ten pozornie nic nie znaczący wyjazd zmieni jej życie, poglądy, pragnienia.
A wszystko odbywa się tak powoli, tak naturalnie. 
 
Magdalena Kulus napisała książkę wspaniałą. Czyta się ją rewelacyjnie. Ba, ja się po prostu w nią wtopiłam, zrosłam z główną bohaterką i za nic nie miałam ochoty na powrót do realnego świata. Tak mi było na tej wsi dobrze. 
Powieść mimo, że rozgrywa się na wsi nie ma w sobie nic sielanki. Jest w niej opisane realne życie w którym pojawia się słońce, ale i burze z gradem. Są problemy i kłopoty, małe radości i spore szczęścia. Nastka odkrywa inny świat niż ten w którym do tej pory żyła. To nie tylko zmiana otoczenia z wielkomiejskiego na prowincjonalne. To też zmiana ludzi, którzy znajdują się blisko. Anastazja jeszcze bardziej zżywa się ze swoimi krewnymi, odpoczywa od rodzicielskich skrzydeł, ale i przejrzewa na oczy względem mężczyzny, który wzbudził w niej porywy serca. Odkrycie prawdy o związku w jakim trwa boli, ale i pozwala na budowanie i szukanie prawdziwego szczęścia i uczucia. Nastka dzielnie znosi burzenie iluzorycznych murów, odkrywa inne wartości i zaczyna cenić to, na co do tej pory nie zważała. Nastka przechodzi wielką metamorfozę, zmienia się w nową, lepszą i dojrzalszą osobę pod wpływem tego, co przeżywa, pod wpływem ludzi z którymi nawiązuje bliskie znajomości. Wracając na krótko do miasta dziewczyna widzi, jak bardzo zmieniła się na korzyść i jak jej z tym dobrze. 
 
Anastazja mieszkając na wsi spotyka też wyjątkowego mężczyznę, który jak sama mówi" pokazał "jej" tę bardziej miękką wersję świata. Pluszowo-zamszowy krajobraz, w którym wszystko ma swoje miejsce i czas". (str. 221). Ten świat dzięki poznaniu perypetii Nastki poznaje i czytelnik. Tak, dane mi było go również odkryć. I strasznie się cieszę, że to mnie nie ominęło, że w moje ręce wpadła ta książka. 
To lektura o miłości, dojrzewaniu, zmianach, odkrywaniu cudu zwyczajnego życia, poznawaniu piękna prostoty. To książka o zwierzętach i przyjaźni, o miejscu w którym nikt nie pędzi na złamanie karku w drodze po awans i większe pieniądze na koncie. To powieść o świecie, w którym chciałabym egzystować. Mieć przyjaciół takich jak postacie występujące w książce, mieszkać w tak pięknej okolicy, posiadać sad i ogród, a latem przerabiać ich dary na pyszności zamknięte w słoikach. Gorąco, naprawdę gorąco polecam lekturę tę ciepłej i familijnej książki. Jest doskonała, pełna humoru, pogodna. Sprawdzi się w każdych okolicznościach, poprawi nastrój i pozytywnie nastawi do życia. Serdecznie gratuluję Autorce tej publikacji, chwalę za okładkę. Dziękuję, że mogłam pobyć w tamtej rzeczywistości. 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Agata Pruchniewska "I dobry Bóg stworzył aktorkę"


Wydawnictwo Sol
data wydania 18 czerwca 2014
stron 348
ISBN 978-83-6193-033-6

Trudna droga ku Oscarom

Gdyby ktoś pokusił się o zrobienie sondażu wśród małych dziewczynek i zapytał kim chciałyby być jak dorosną większość z nich odpowiedziały z pewnością, że marzy im się kariera aktorki lub piosenkarki. Szkoły aktorskie rokrocznie przeżywają spore oblężenie. Wśród pełnoletnich młodych kobiet nie brakuje pań, którym marzy się granie Julii u boku Romea czy Antygony. Zdobyć dyplom szkoły teatralnej łatwo nie jest. Dodatkowo w dzisiejszych czasach ów dyplom nie jest gwarantem pracy w zawodzie. Mimo to bycie aktorką to prestiż. To marzenie często niedoścignione. To wreszcie niełatwy kawałek chleba. Jeśli chcecie zajrzeć w życie dyplomowanej aktorki od kulis gorąco polecam przeczytanie powieści " I dobry Bóg stworzył aktorkę" pióra Agaty Pruchniewskiej. Książka jest przezabawna, pełna humoru, ale i szczerej prawdy jak to w aktorskim światku bywa. A bywa różnie. Bardzo wesoło, ale i brutalnie. 

Dorota jest ambitną i zdolną młodą damą. Marzy o karierze w teatrze. Marzy o sławie. W jej zdobycie chce włożyć pracę i wyrzeczenia. Chce dać z siebie wszystko. Nie zawsze to wystarcza. W tej branży trzeba mieć jeszcze fart. Bez łutu szczęścia się nie da. Bo przeciętnych jest wielu, zdolnych też. W blasku jupiterów znajdą się tylko nieliczne jednostki. 
Powieść to zapis edukacyjnej drogi Dorotki i początków jej kariery. To relacja ze studiów, które tylko z daleka wydają się łatwe i przyjemne. To pozory. By skończyć szkołę teatralną trzeba mieć wiele hartu ducha, dystansu do otoczenia i tych, co już sławę zdobyli, samozaparcia i uporu. Trzeba umieć wielokrotnie przełknąć gorzką pigułkę, znieść niesłuszne nagany i poniżenia. Dorotka radzi sobie z tym wspaniale. Owszem miewa trudne dni, ale mimo to nie poddaje się i dąży do swoich celów. Na kartach książki uczy się asertywności, obrony swoich racji, parcia do przodu. Uczy się mówić "nie" i mówić to, co myśli, co jej na sercu leży. Zmienia się na lepsze, staje się twardą kobietą. Życie aktora ukazane w powieści jest pełne blasków i cieni. Można szybko i łatwo wspiąć się na szczyt, ale większość musi zmagać się z castingami, czekaniem na "ten" telefon, na upragnioną nowinę o przyznanej roli. Nie wszyscy grają w dużych wielkomiejskich teatrach, czasem koniecznością staje się prowincjonalna placówka lub występy w reklamówkach. Być aktorem to ciężki kawałek chleba. 
Lektura opowiada też o miłosnym perypetiach Dorotki i związku z Księciem - artystą i amantem w każdym calu. Ba, że z nim, ale jeszcze z jego przeuroczą rodzinką i morgami. Czyta się o tej relacji z  uśmiechem na buzi. I by być szczerą muszę przyznać, że ja osobiście bym z takim mężczyzną długo nie wytrzymała. 
Powieść to obraz artystycznego środowiska, które jest bardzo charakterystyczne i wyjątkowe. Nie brak w nim osób ekscentrycznych, mających o sobie wybitne mniemanie. Nie brak zakłamania bufonady, zadufania, układów i układzików. Ale są i ambitni, popularni normalni artyści, którym sodówka nie uderzyła do głowy. Istny misz-masz. Jak to w prawdziwym świecie.
Książka to lektura gwarantująca sporą dawkę humoru i rozrywki, którą czyta się lekko i przyjemnie. Atutem jest nie tylko humor, ale i niezwykły sposób narracji. Narratorem tej powieści jest bowiem sam Bóg, który jest boski i bardzo dowcipny. Być może zbyt często powtarza się słowo humor w tejże recenzji, ale gdy tylko sięgnięcie tę powieść to będziecie myślę wyrozumiali w tej kwestii. 
Super wesoła książka, która z pewnością rozbawi i której czytanie nie będzie nużyć. Polecam nie tylko miłośnikom teatru.
 

sobota, 4 stycznia 2014

Monika Szwaja "Anioł w kapeluszu"


Wydawnictwo Sol
data wydania 2013
stron 335
ISBN 978-83-6240-528-2
 
Na kłopoty Anioł
 
Przysłowie mówi, że każdy jest kowalem własnego losu. Sama nie jestem zwolenniczką takiego poglądu. Czasem w życiu choćbyśmy nie wiem jak się starali wychodzi całkiem odwrotnie niż byśmy chcieli. Nie zawsze sami ściągamy sobie na głowę kłopoty. Czasem spadają one po prostu z nieba i przytłaczają, wpędzając w depresję, przygnębienie i zły nastrój. Sytuacje, gdy codzienność nas przytłacza zdarzają się w życiu bez naszej zgody. Co zrobić, gdy wydaje nam się że sobie nie poradzimy, że nie ma wyjścia z danej sytuacji? Ano trzeba spojrzeć czy gdzieś w pobliżu nie „lata” koło nas jakiś anioł. I wcale nie myślę tu o istocie w pięknej białej czy pastelowej szacie, z długimi włosami i aureolą nad głową. Anioły bowiem to także ludzie o wielkim sercu gotowi wyciągnąć pomocną dłoń. Czasem, by sobie pomóc wystarczy tylko takim aniołom w ludzkim ciele zaufać.
Na kolejną w bogatym dorobku Moniki Szwai powieść czekałam z niecierpliwością. Byłam ciekawa o czym tym razem napisze autorka „Domu na klifie”, którą miałam okazję poznać osobiście. Po lekturze tak wyczekiwanej książki mogę stwierdzić, że jest ona o zwyczajnym życiu, które czasem nie rozpieszcza i daje solidnie popalić. Książka składa się jakby z dwóch części. Jej początek to zapoznanie się z trójką głównych bohaterów, którzy śmiało o sobie mogą powiedzieć, że są raczej pod wozem niż na wozie. Przeżywają trudne chwile i by nie zwariować muszą coś w swoim życiu zmienić.
Jaśmina cierpi po stracie męża, który nagle zmarł. Kobieta będąca psychologiem doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego fatalnego stanu duszy. Nie jest już zdolna udzielać porad innym, nie ma sił i motywacji do pracy na uczelni. Jej synowie wyfruwają z rodzinnego gniazda, a ona sama po śmierci matki postanawia zmienić adres i wrócić na stare śmieci.
Jonasz jest dzieckiem bardzo nieszczęśliwym. Jedynak mający niezwykle zapracowanych, nowobogackich rodziców czuje się zmęczony niczym stuletni starzec. Matka wymaga od niego zbyt wiele, organizuje mu czas co do minuty, wydaje tylko nakazy i zakazy. Chłopiec nie ma odrobiny prywatności, jest tylko sterowany niczym komputer. I ma tego serdecznie dość.
Miranda jest młodą kobietą po przejściach. Studentka wskutek wielu nieprzyjemnych przeżyć traci ochotę do życia. Brakuje jej rodzinnego ciepła, kochającego partnera i chęci by po prostu żyć.
W drugiej części powieści losy tych trzech osób pochodzących z różnych światów za sprawą dość skomplikowanych okoliczności łączą się. Ich relacje stają się bardzo bliskie.
„Anioł w kapeluszu” to książka w której łatwo się zatopić, łatwo się zaczytać. Jest do bólu współczesna i realna. To, co przytrafia się trójce bohaterów spotyka wielu ludzi w realnym świecie. Dzisiejsza rzeczywistość jest bowiem dość brutalna i pędzi nie wiadomo dokąd w szaleńczym tempie. Sporo ludzi żyje tak jak rodzice Jonasza, którzy zatracają się z karierze zawodowej. Byle tylko dopiąć kolejny kontrakt, byle tylko pozyskać kolejnego klienta, byle tylko zgarnąć kolejne tysiące, byle konto zrobiło się jeszcze bardziej pękate. Po drodze do swoich celów zatracają ważne wartości – uczucia, rodzinne ciepło, bliskie relacje z dziećmi i małżonkami. I to właśnie dzieci takie jak Jonasz płacą za błędy rodziców najwyższą cenę. Dziś świat nie jest życzliwy i dla seniorów. Emeryci są często przygnębieni samotnością, odsunięciem na margines życia, czują się nieprzydatni. A przecież relacje między młodym, a starszym pokoleniem mogą być tak wartościowe! Jaśmina mając kogoś pod opiekuńczymi skrzydłami odżywa. To właśnie pomoc drugiemu jest dla niej najlepszym antydepresantem.
„Anioł w kapeluszu” to książka mądra i lekka, naszpikowana dobrym humorem. Autorka gloryfikuje przyjaźń i gotowość do bezinteresownej pomocy. Powieść czyta się z przyjemnością. Jej lektura napawa optymizmem i pogodą ducha. Przypomina, że istnieją na tym świecie jeszcze życzliwi i bezinteresowni ludzie, którzy nie będą bezduszni i obojętni na potrzeby innych. Warto czasem komuś zaufać, warto dać poprowadzić się za rękę. Wśród ludzi żyją anioły. Tylko trzeba je umieć dojrzeć. Doskonała lektura na chandrę. Idealna dla osób zranionych przez brutalny świat i wyrachowanych ludzi. Książka pozwalająca uwierzyć, że na świecie mieszka jeszcze dobro!
 
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

piątek, 20 września 2013

Danuta Awolusi "Na wysokim niebie"


Wydawnictwo Sol
data wydania 16 październik 2013
stron 272
ISBN 978-83-62405-30-5
 
Naprawdę porywający debiut!
 
Tym razem w tytule zdradziłam w sumie bardzo wiele. Ale z pełnym przekonaniem twierdzę, że książka na to zasługuje. Jest świetna i bardzo mi zależy, by zachęcić Was do jej lektury.
 
Debiuty bywają różne. Mniej lub bardziej udane. Zdarza się, że wydanie pierwszej powieści jest furtką do sławy, popularności i zdobycia grona wiernych czytelników. Tego życzę Autorce "Na wysokim niebie".
No to dość zachwytów, a czas na konkrety. Do przeczytania skusiła mnie dająca do myślenia okładka i opis. Autorką książki jest absolwentka Wydziału Filologicznego i gospodyni bloga krytycznoliterackiego. Swoje teksty na nim pisze naprawdę świetnie. Książka też się Jej udała. Przepisem na sukces jest doskonale wymyślona fabuła. Ciekawie wykreowana postać głównej bohaterki, która nie jest kimś szczególnym. Ot nieszczęśliwą dziewczynką z patologicznej rodziny, która od małego pokochała książki. Były do pewnego czasu jej jedynymi przyjaciółmi. Otoczenie, rówieśnicy w szkole jej nie lubili. Ba szydzili z niej i dokuczali. Bo była gruba, bo nie uczyła się dobrze, bo nie była zadbana, nie nosiła modnych ciuchów, nie miała markowych przyborów szkolnych. Bo była biedna! A jak biedna to nie mająca w ich oczach wartości. Ania to dziecko wrażliwe, pragnące miłości i ciepła. Rodzice nie dorośli do swej roli. Zaniedbywali córkę i jej braci. Enklawą Ani był jej pokój. Tam mogła wejść do innego świata. Świata książek, które czytała namiętnie. Dzięki temu w jej życiu pojawili się wyjątkowi ludzie. Dzięki nim Ania w przyszłości odbiła się od dna, pokonała wiele przeszkód i spełniła marzenia.....................
 
Tyle zdradzę z treści. Czas na moje wrażenia. Po pierwsze to się wypłakałam co niemiara. Zryczałam równie mocno jak czytając "Dziewczynkę z zapałkami" Andersena. Chyba to porównanie zdradzi Wam wiele. Powieść Awolusi jest piękna i wzruszająca do bólu. Opowiada o nieszczęśliwym dziecku, które żyje w bardzo wrogim świecie. Nie ma w nikim oparcia, nie ma wspaniałej rodziny. Nie jest kochane i samo też tłumi swoje uczucia. Musi, bo tylko tak da się przetrwać smutne dni. Na drodze Ani pojawia się pewna pani z biblioteki. Cudowna osoba, która pracuje z pasją i jako pierwsza odkrywa wyjątkową osobowość Ani.
W życiu tej dziewczynki dzieje się wiele. Są chwile szczęścia i bólu. Cierpienia i łez. Ale pojawia się też nadzieja. Pojawiają się marzenia, które mogą się spełnić.
"Na wysokim niebie" to książka o samotności i odnajdywaniu przyjaźni. O leczeniu bolesnych ran duszy i ich zabliźnianiu. O parciu do celu, o walce z losem. Czyta się ją jednych tchem, choć czasem obraz wydaje się nieostry, bo z oczu płyną łzy. Pokochałam Anię od samego początku. Współczułam jej, ale i miałam ochotę dopingować, by miała siłę wyrwać się z patologicznej rodziny. Powieść jest pełna emocji, dobra i zła, kontrastów oraz pasji. Oczarowała mnie od samego początku. Pochwalę Autorkę za debiut, który chwyta za serce, który porusza i który jest warty przeczytania. Szczególnie przez osoby wrażliwe, czułe na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość.
Moja ocena 9/10.
Za możliwość wyjątkowej lektury serdecznie dziękuję Wydawcy.
 

niedziela, 7 października 2012

Magdalena Kordel "Wino z Malwiną"


Wydawnictwo Sol
data wydania 2012
stron 352
ISBN 978-83-62405-26-8
 
Malownicze - odsłona czwarta
 
Kochani najnowszą powieścią Magdaleny Kordel jestem zachwycona i to po same uszy. Zaczytałam się, nazachwycałam, nawzruszałam co nie miara. Przy lekturze oczywiście nie zabrakło uśmiechu i dobrego humoru. Jednym słowem - wspaniała powieść, którą nie można ominąć. I tutaj jestem pełna podziwu dla Autorki, która wydała już czwartą ksiażkę o tym samym miejscu i tych samych bohaterach, oczywiście pojawiają się też i nowe postacie, ale zrobiła to Pani Magda tak świetnie, że nie można mówić w trakcie lektury ani chwilę o nudzie i że wciąż to samo. Książka jest rewelacyjna i mnie podobała się jeszcze bardziej niż wydane rok wcześniej "Okno z widokiem". A co dzieje się w Malowniczym, pięknym miasteczku położonym gdzieś w Sudetach ?
Majka, kobieta dojrzała ciałem, ale młoda duchem przeżywa wiele. Najpierw udziela gościnę pewnej niby-Niemce co to w te strony przyjechała odzyskać majątek. Gospodyni Uroczyska daje szansę opowiedzieć Malwinie co ją tak naprawdę sprowadza w te strony. Ten gest sprawia, że fakty kładą kres niesmacznym plotkom wyssanym z palca, a Majka zyskuje przyjaciółkę i wspólniczkę. Do pensjonatu przyjeżdża również tajemnicza krewna- urocza starsza dama, która okaże się niezwykle barwną postacią. W szkole, w której uczy Majka pojawia się zaś szalona polonistka, która potrafi w jednej chwili przewrócić świat do góry nogami i podnieść ciśnienie o 1000 %. Do tego Autorka dołożyła perypetie miłosne i wyszła powieść, którą nie można przeczytać inaczej niż jednym tchem.
W książce nie zabraknie też słodkich zwierzaków i całej gamy uczuć jakie będą targać główną bohaterką.
Po lekturze nachodzi myśl, że Malownicze jest nie tylko pięknie położone, ale to i miejsce niezwykle wesołe, pełne oryginalnych mieszkańców i ciekawych przybyszy. To osada, która nie ma nic wspólnego z nudną, słodką prowincją. Tu życie bywa bardzo ciekawe, zaskakujące i nieprzewidzialne. Bo dla przykładu miast sędziwego staruszka jako gość pojawia się przystojne ciacho na które maślanym wzrokiem patrzą jak jeden mąż panie. W bardzo dynamiczną i pełną spontaniczności akcję Pani Magda wplotła też skomplikowaną historię rodzinną sięgającą czasów II wojny światowej i miejscową legendę związaną z cudownymi źródłami.
Efektem pracy pisarki okazała się wyśmienita moim zdaniem książka, która idealnie nadaje się na poprawę humoru, długi jesienny wieczór czy popołudnie na parkowej ławce. Majka przeżywa zabawne perypetie, śmieje się do łez, płacze, ratuje od zagłady 11 wspaniałych stworzonek, przeżywa gehennę z potencjalną następczynią i podejmuje nowe wyzwanie, o którym do tej pory nie miała zielonego pojęcia. Ale taka właśnie jest ta sympatyczna kobieta, która potrafi zjednać sobie ludzi, ma czułe serce dla wszystkich czworonogów i chce być w życiu szczęśliwa. Zakończenie książki jest bardzo intrygujące i przyznaje szczerze, że takiego zwrotu fabuły się kompletnie nie spodziewałam. Wszystko się komplikuje, ale w takim układzie musi powstać kolejna książka o Malowniczym i będę na nią z niecierpliwością czekała.
 Do Malowniczego zapraszam szczególnie tych, którzy tam jeszcze nie byli. Z pewnością wizyta u gospodyni Uroczyska będzie niezapomnianym wrażeniem, a z tego co wiem od kilku osób jak się raz tam zajrzy, to po prostu musi się wrócić. Pani Magdo gratuluję świetnej powieści i czekam na dalsze książki z Majką w roli głównej.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję pięknie Wydawnictwu Sol. 

piątek, 24 sierpnia 2012

Agnieszka Krawczyk "Dziewczyna z aniołem"


Wydawnictwo Sol
data wydania sierpień 2012
stron 288
ISBN 978-83-62405-27-5
 
Brutalne morderstwo pod Wawelem
 
Zacznę tę notkę od napisania tego, że najnowsza powieść Agnieszki Krawczyk, autorki mi już znanej okazała się bardzo miłą niespodzianką. Nie przypuszczałam biorąc do ręki tę książkę, że czekają mnie tak wielkie emocje i bardzo, bardzo doskonale oddany klimat, który dodał temu kryminałowi niesamowitego smaku. Miast dania dobrego wyszło wyśmienite. Pani Agnieszka niezwykle starannie musiała zbierać materiały, by uzyskać to, co moim zdaniem zasługuje na wielkie brawa.
Kraków. Ponure czasy peerelowskie. Szara i brudna rzeczywistość. Rządy komuny, czasy bezpieki i rozliczeń tych z czasów wojennych. Choć już niby jest spokojnie to jednak gdzieś w zakamarkach duszy może czaić się zemsta. Rok 1959. Wiosna niesie ze sobą tragiczne wydarzenia. W jednym z krakowskich mieszkań szanowanej rodziny, której głowa jest prokuratorem dochodzi do bestialskiego mordu tuż przed Wielkanocą. Ofiarą jest młoda i piękna dziewczyna, która przeżyła zaledwie 17 lat. Zabójca godzi ją śmiertelnym ciosem w pierś. Rodzi się setki domysłów - kto winien. Kto zabił Iwonę Horn, której reputacja nie jest kryształowa? Bo ta dziewczyna ma dwie twarze. Zazdrosny adorator, kochanek, a może ktoś, kto ma porachunki z jej papą?
Milicja oczywiście podejmuje śledztwo i błyskawicznie znajduje potencjalnego mordercę. Równoległe śledztwo podejmuje jej kolega Filip z doktorem Gruszewskim.
 
Od pierwszej strony powieść mnie zachwyciła, zadurzyłam się w ponurym i mrocznym klimacie. Tę książkę czyta się z zapartym tchem i dreszczykiem. Autorka raz po raz intryguje czytelników. Trup nie pojawia się od razu. Najpierw wkraczamy w krąg znajomych i krewnych przyszłej ofiary oraz poznajemy ją samą. Piękna i dzika, szalona i nieposkromiona jest panna Iwona na widok której bije mocniej wiele męskich serc. Dziewczyna jest urodziwa, czuje swoją przewagę na rówieśniczkami. Ale nie wzbudziła mojej sympatii. To taki typ pani zimy. Kobiety wyrachowanej i chłodnej do bólu, którą stać na wszystko. Żal mi się zrobiło Filipa, który dał się złapać w sidła. To nie byłaby partia dla niego. A z Filipa taki fajny chłopak. Jego ciekawska natura i przyjaciele wpędza go jednak w kłopoty. 
Akcja książki rozgrywa się w zdecydowanie innych czasach niż obecne. Rządzi bezpieka, której wiele rzeczy uchodzi na sucho. Tak tak wtedy straszono czarną wołgą. To były czasy, kiedy nie warto było wychylać się z szeregu, bo dla odważnego mogło się to źle skończyć.
Doskonała fabuła, bardzo oryginalne zakończenie i klimat to zdecydowanie największe atuty najnowszej powieści pióra Krakowianki, która pokazała mi stolicę Małopolski w bardzo ciekawym świetle - mrocznym i pełnym tajemnic i sekretów. Ten klimat, ten mrok, ciągłe tajemnice i zagadki! Nachwalić się nie mogę!
Jeśli macie ochotę na powieść przy czytaniu której dopadnie Was gęsia skórka to "Dziewczyna z aniołem" będzie idealnym wyborem. Życzę wielu mrocznych emocji.  

środa, 8 sierpnia 2012

Marek Meissner "Nieznane przykazanie"


Wydawnictwo Sol
data wydania lipiec 2012
stron 368
ISBN 978-83-62405-25-1
Seria Autorska

A po jedenaste rób co chcesz

W życiu niesłychanie często sprawdza się przysłowie : Raz na wozie, a raz pod nim. Doświadczył tego także główny bohater powieści pióra Marka Meissnera Mark Wells. Mieszkający w Bostonie mężczyzna zdobył sławę w zawodzie dziennikarza i poślubił piękną kobietę. Mimo, iż był jej bardzo oddany i zakochany po uszy jego małżeństwo rozpadło się. Piękna modelka Christine zdecydowała się porzucić męża dla mulitimilionera z listy Forbesa i wieść życie opływając w luksus. Mark bardzo przeżył to rozstanie i troszkę się pogubił. Zmienił pracę i z dziennikarza zajmującego się ekonomią i biznesem miał zostać osobą piszącą o sławnych osobistościach i celebrytach. Nowa praca nowe wyzwania. Ale na pewno podejmując ją  nie wyobrażał sobie jak zawodowe zlecenie na wywiad o pewnych ludziach zmieni jego życie. Mark bowiem miał napisać artykuł o rodzicach sławnego pisarza, autora książkowego bestselera, który sprzedaje się w milionowych nakładach. W tym celu udał się do domu owych ludzi, by z nimi przeprowadzić wywiad. Do tego jednak nie doszło, ale Wells trafił na ślad bardzo tajemniczego spisku, który od początku zaintrygował go. Czując pismo nosem i wielką sensację Mark za wszelką cenę chce rozwiązać zagadkę, ale nagle szef odsuwa go od tej sprawy i każe przekazać temat koleżance redakcyjnej Marka - Carli. W tym celu w życie Wellsa wkracza niezwykle atrakcyjna kobieta, która go uwodzi i zaprasza na egzotyczne wakacje. W istocie jest to tylko podstęp, który sprytny pismak wyczuwa dość szybko i wraca do Bostonu. Tu z Carlą, która się w nim skrycie podkochuje dąży do odkrycie sekretu rodziny autora "Nieznanego przykazania" - książki która niesie w sobie treści antykościelne i antykatolickie. Czy parze uda się to zadanie, które okaże się wyjątkowo trudne i niebezpieczne ? Czy może wygrana Moreno i Konstancji wstrząśnie posadami Kościoła i go skompromituje ? Wygra dobro czy zło ?

"Nieznane przykazanie" to literacki debiut Marka Meissnera, który z wykształcenia jest filologiem angielskim, a z zamiłowania fanem literatury i kotów. Ta powieść łączy w sobie elementy sensacji i horroru oraz książki obyczajowej z wątkiem miłosnym w tle. Pomysł na fabułę jest ciekawy i z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom sensacji z wątkiem religijnym. Akcja lektury rozgrywa się współcześnie w Stanach Zjednoczonych, choć nawiązuje do wydarzeń sprzed wielu lat. Historia rodziny Grennów jest pełna grozy i niesamowitych wydarzeń, które skutecznie zmrożą krew w żyłach Czytelnikom. Fabuła powieści jest wielowątkowa, pełna różnych szczegółów i wydarzeń, które autorowi udało się dość zgrabnie ze sobą połączyć. Akcja "Nieznanego przykazania" jest dość wartka, choć szkoda, że dopiero pod koniec tak bardzo zaskakuje. Zakończenie książki jest bardzo dobre. Postacie są dość różnorodne - znajdziecie i czarne i białe charaktery. Mocną stroną lektury są opisy. Wnikliwe, pełne szczegółów świetnie pozwalają odczuć atmosferę mrocznych miejsc jak choćby piwnica w której Mark omal nie stracił życia i nadziei w swoją szczęśliwą gwiazdę. W powieści może troszkę za mało jest dynamicznych dialogów, które jeszcze bardziej budowałby elektryzujący klimat. No i wątek z XVII wieku z Salem - szkoda, że autor nie rozbudował go jeszcze bardziej, bo jest bardzo ciekawy i tajemniczy.
Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie, cóż jak na debiut to zasługuje na spore brawa. Myślę, że "Nieznane przykazanie" jest pierwszą, ale i nieostatnią powieścią w dorobku Pana Meissnera, który powinien jeszcze nie raz dostarczyć Czytelnikom ekscytujących emocji. Powieść polecam szczególnie miłośnikom prozy Dana Browna. Książka z pewnością nie da się Wam nudzić.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję uprzejmie Wydawnictwu Sol.  



poniedziałek, 30 lipca 2012

Marta Obuch "Miłość, szkielet i spaghetti"


Wydawnictwo Sol
data wydania lipiec 2012
stron 336
ISBN 978-83-62405-24-4
Seria z Kilerem

Kryminał na bardzo wesoło

Z kryminałów wieje grozą, tajemnicą, mrocznością, ale zdarzają się i takie książki z tego gatunku, które są naładowane olbrzymią dawką humoru. Moim zdaniem to dość trudne zadanie powiązać sensację, morderstwo i śledztwo z wesołym stylem, ale jak się okazuje takie wyzwanie okazało się możliwe do wykonania i to w sposób perfekcyjny. Marta Obuch napisała świetną książkę w której połączyła i powieść obyczajową i sensację i komedię w jedno. Wyszło jej to super i dzięki temu dane mi było się mocno zaczytać i sporo pośmiać. Co jest atutem tej powieści ? Barwne i wesołe postacie, bardzo, ale to bardzo wartka akcja i ciekawe połączenie sensacji z okruchami historii.
Akcja książki rozgrywa się współcześnie w Częstochowie i jej okolicy, choć momentami nawiązuje do zdarzeń, które miały miejsce w XVII wieku. Jej pierwszoplanowi bohaterzy to pięć kobiet spokrewnionych więzami krwi - trzy siostry, ich mama i ciotka oraz członkowie włoskiej mafii, braciszkowie z słynnego klasztoru, szaleni naukowcy ....... Jednym słowem bardzo różnorodna mieszanka. Dorota, jedna z sióstr ma dość mieszkania w rodzinnym domu i chce się usamodzielnić. Szuka pracy i osobnego kąta. I znachodzi to w jednej ofercie. Zostaje przyjęta jako opiekunka i pomoc domowa w jednym do domu Aldente - Włocha robiącego w naszym kraju jakieś dziwne interesy. Tylko na drodze do szczęścia Doroty pojawia się pewien malutki problem. Ona bardzo chce zamieszkać i pracować w ślicznej willi swojego pracodawcy, tylko ........ nie umie gotować. Ale od czego ma się rodzinę ?  Na Jasnej Górze w klasztorze prowadzone są wykopaliska . Naukowcy odkopują ludzki szkielet sprzed wielu lat - tylko on niedługo po odkryciu ginie bez śladu, a teren na którym prowadzone są badania zostaje zdewastowany. Studentom ktoś przebija opony, a mieszkanie jednego z archeologów niszczy bomba. Na dodatek z wieży chyba najsłynniejszego klasztoru w Polsce spada człowiek, ale nie jest to samobójstwo...............
Więcej nie zdradzę, ale gorąco zachęcę do lektury. Książka Marty Obuch czyta się świetnie i nie sposób się od niej oderwać. Bo ciągle coś się dzieje, sytuacja wciąż się komplikuje, a na światło dziennie wychodzą kolejno po sobie coraz to nowe tajemnice i sekrety. Bohaterowie to bardzo różne charaktery. Powieść obfituje zarówno w ciekawe opisy okraszone faktami historycznymi, jak i świetne i pełne humoru dialogi, które są w stanie rozbawić nawet największego mruka. Moje czytanie przerywały często salwy śmiechu. "Miłość,szkielet i spaghetti" to mistrzowsko napisana komedia kryminalna, której nie mam nic do zarzucenia krytycznego. Spodobał mi się pomysł na fabułę, doceniłam i jej główny wątek i szczególiki, które są z nim świetnie połączone, spodobał mi się styl autorki, język jakim książka jest napisana. Okładka też pasuje do treści, może tylko gdyby miała bardziej mocne rogi i nie zaginała się tak szybko byłoby lepiej. Z zasady wolę raczej mrocznie napisane kryminały, gdy zbrodnia wywołuje dreszcz i przerażenie, ale tym razem powieść Marty Obuch bardzo celnie trafiła w mój gust. Trzymała do końca w napięciu i często zaskakiwała. Przekonałam się do pióra tej Pani i z chęcią przeczytam jej inne lektury. A Wam moi drodzy Czytelnicy stanowczo polecam książkę, o której wyżej pisałam, życzę miłej lektury i gwarantuję poprawę humoru po jej przeczytaniu.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sol. Serdeczne dzięki.

piątek, 2 grudnia 2011

Monika Szwaja "Matka wszystkich lalek"


Wydawnictwo Sol
data wydania listopad 2011
stron 350
ISBN 978-83-62405-23-7
Gdy tylko w zapowiedziach na stronach księgarni internetowych ukazała się wiadomość o nowej powieści Moniki Szwai natychmiast dodałam ją do listy książek, które muszę koniecznie przeczytać. Nie ukrywam, że jestem wielbicielką pióra Pani Moniki i uwielbiam jej powieści, które są dla mnie jaki drink energetyczny - bawią, rozśmieszają, poprawiają humor i nastarajają pozytywnie do życia. "Matka wszystkich lalek " to już 14 książka w dorobku tej Autorki. I tym razem Pani Monika nie zawiodła - napisała wspaniałą i pasjonującą historię od której nie mogłam się oderwać. I choć opis z okładki nieco mnie zmylił (sugerował mi nieco inne priorytety tej opowieści) to spędziłam z książką niesamowite chwile i na długo pozostanie ona w mej pamięci.
Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo - poznajemy dwie główne bohaterki, które dzieli spora różnica wieku i miejsce pochodzenia, ale ich dzieje połączy pewien dom, a właściwie przepiękna willa położona wśród uroczych gór.
Claire ma 28 lat, jest z wykształcenia matematykiem, pracuje w szkole i pomaga w prowadzeniu rodzinnej restauracji i pensjonatu. Mieszka wraz z rodzicami, babcią i siostrą na małej skalistej, bretońskiej wyspie. Jest miłośniczką robótek ręcznych, a spod jej drutów wychodzą prawdziwe arcydzieła. Zajmuje się także robieniem artystycznej biżuterii, spotyka się z miłym chłopakiem i nagle ......... jej życie zostaje wywrócone do góry nogami. Okazuje się, że człowiek, którego uważała za biologicznego ojca nim nie jest. Jej prawdziwy tata mieszka w Polsce i ciężko choruje na raka. Właściwie już prawie umiera, bo medycyna okazuje się bezradna i lekarze tylko mogą uśmierzyć ból. Umierający człowiek prosi, by córka się z nim w Polsce spotkała i zaprasza ją do swojej willi.
Drugą bohaterka ma na imię Ela - poznajemy ją gdy ma 7 lat. Jest wojna, Niemcy zagrażają spokojowi jej rodziny. Nagle dziewczynka zostaje oderwana od swoich bliskich i trafia w obce ręce .........
Losy tych dwóch kobiet połączą się. Obie przeżyły w swoim życiu sporą traumę. Obie choć w zdecydowanie inny sposób utraciły rodzinę i na nowo musiały szukać własnej tożsamości. Stało się to nagle i nie było łatwe.
Powieść "Matka wszystkich lalek" jest nieco inna niż np. "Stateczna i postrzelona " czy "Zapiski stanu poważnego". To książka opowiadająca o dwóch kobietach, które na nowo musiały poskładać swój świat, odnaleźć się w innych realiach. Nauczyć się żyć z inną tożsamością. Lalki będące zwykle symbolem ukochanych zabawek z dzieciństwa stają się dla Eli jedynymi towarzyszkami samotności i powiernicami, którym dziewczynka wyjawia swoje najskrytsze tajemnice i sekrety.
Trudno oderwać się od pasjonujących losów dwóch bohaterek, które stają się bliskie czytelnikowi już od pierwszych stron lektury. Ich losy są tak zawiłe, spotykają ich trudne i bolesne sytuacje.
Akcja książki rozgrywa się w dwóch przepięknych zakątkach świata - w Bretanii i Karkonoszach. W fabułę Autorka przepięknie wplata opis uroczych miejsc jakie odwiedza Claire, pokazuje życie na malutkiej wysepce u wybrzeży Francji, gdzie ocean objawia swoją moc i potęgę.
Oprócz dwóch głównych bohaterek Czytelnik pozna bardzo ciekawe postacie - niektóre z nich mają bardzo trudne charaktery i osobowość jak Ewa, ale nie brak i wesołego rodzeństwa Erwina i Egona. A już zabawne rymowanki uroczych bliźniaków Kini i Minia rozśmieszają do łez.
Oprócz wzruszającej historii obu bohaterek w książce będziemy mieli okazję poznać rodzinny klimat domu Bogusi, sympatyczną babcię Hanię i przeurocze zwierzaki, które podbiją serce Claire.
Książka jest moim zdaniem świetnym towarzyszem na długi wieczór, dobrym pomysłem na prezent dla Pań w każdym wieku. Czytało mi się ją lekko i przyjemnie, a gdy się doczytałam do końca trochę szkoda mi było rozstawać się z sympatycznymi postaciami, które podbiły moje serce. Gorąco polecam tym, którzy jeszcze nie poznali uroku pióra Moniki Szwai, bo jestem przekonana, że Ci którzy polubili powieści tej Autorki żadnej zachęty nie potrzebują.
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuje Wydawnictwu Sol.

niedziela, 23 października 2011

Magdalena Kawka "Rzeka zimna"


Wydawnictwo Sol
data wydania październik 2011
stron 320
ISBN 978-83-62405-21-3

To pierwsze moje spotkanie z prozą tej autorki - ale jakże miłe ! Po prostu zatopiłam się w tej książce i z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej mi się podobała ta lektura. Bo lubię, gdy książka jest napisana z polotem i dopracowana w nawet najdrobniejszych szczegółach. A "Rzeka zimna " dokładnie taka jest. Biorąc książkę do ręki spodziewałam się przewagi obyczaju nad wątkiem sensacyjnym. Ale im wyższy numer strony, tym te proporcje się zmieniały na odwrót. A mnie rosły wypieki na twarzy !
Tamara mieszka w Paryżu, jest żoną Cyryla, choć jej związek do idealnych nie należy. Francuzki mąż jest rozpieszczony przez mamę i gdy coś idzie nie po jego myśli po prostu tupie nogą w proteście i zachowuje się jak mały chłopiec. A gdy do tego dojdzie alkohol to Cyryl staje się męczący i agresywny. Tamara czuje się nieco zagubiona w swym małżeństwie i naciskana do bycia mamą. A ona nie czuje się gotowa na macierzyństwo i nie jest do końca przekonana czy podoła roli matki.
 Pewnego dnia otrzymuje telefon od pracownicy wydawnictwa, z którym współpracuje jej matka. Małgosia jest uznaną pisarką i autorką kilku bestsellerów. Zbliża się termin oddania kolejnej książki, a ona niespodziewanie znika bez śladu. Jej dom w Grzmotach, małej mieścinie na Pomorzu, gdzieś między Gryficami a Trzebiatowem stoi pusty. Tamara postanawia przyjechać do Polski i poszukać matki, choć stosunki obu pań są bardzo zimne. Córka nie może matce wybaczyć jak ją traktowała w dzieciństwie - ma żal o brak normalnego domu, obojętność wychowawczą, podrzucanie do dziadków i kolejnych kochanków, którzy frapowali ją całkowicie, iż zapominała, że ma córkę i obowiązki względem dziecka. Tamara łatwo nie miała - szybko musiała stać się samodzielna i np. w wieku 10 lat robić samodzielne zakupy. Cóż nie dziwiłam się jej - miała prawo do pretensji. Po przylocie do Polski Tamarze pomaga opiekunka pisarki z wydawnictwa Weronika.
Grzmoty okazują się mało przyjazne. Mimo, iż postać pisarki jest powszechnie znana nie była lubianą osobą w miasteczku. Kobiety powoli zaczynają poszukiwania i własne śledztwo ...................
Książkę czytało mi się rewelacyjnie. Napisana świetnym piórem z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej przyciąga Czytelnika jak magnes. I trudno ją odłożyć na półkę przed dotarciem do końca. Bo coraz bardziej skomplikowana intryga jest tak misternie utkana .Coraz więcej znaków zapytania się pojawia ! Nie dość, że nadal nie wiadomo gdzie podziała się pisarka to okazuje się, że miasteczko Grzmoty to nie spokojna sielankowa miejscowość, gdzie czas płynie spokojnie i ludzie tworzą serdeczną i spokojną społeczność. Klimat mroczności, tajemnicy i grozy budują różne elementy - pojawiający się duch zmarłego tragicznie na torach myśliwego, śledzący Tamarę schizofrenik, legenda białej damy z zamku. Już sama pogoda jak panuje owego stycznia w Grzmotach przyprawia o dreszcze i gęsią skórkę. Akcja powieści toczy się dość szybko i ciągle pojawiają się nowe wątki - ale są tak misternie wprowadzane, że Czytelnik nie czuje się zagubiony czy zdezorientowany. Los dla Tamary jest nieubłagany - nie dość, że sypie się jej małżeństwo musi uporać się równocześnie z trudnymi wspomnieniami z przeszłości i grozi jej spore i realne niebezpieczeństwo. A mąż jest daleko i nie podtrzymuje ją na duchu tylko dodatkowo przytłacza humorami przez telefon. Stąd postać Tamary wzbudziła moją sympatię i pokłady babskiej solidarności. Jedyną pomocną dłonią okazuje się dla niej Weronika.
 Autorka śmiało pisze o ludzkich emocjach, problemach i lękach - pokazuje prowincję jako miejsce, gdzie panuje bieda i marazm, gdzie trudno zmienić status majątkowy, chyba, że wyzuje się z sumienia jak uczyniła to niejedna z postaci. Kawka pisze bez ogródek o trudnych problemach, które niestety nie są tylko literacką fikcją. Zakończenie - cóż nie wiem czy zawiodła mnie moja intuicja, czy myślę jesiennie i wolno - ale okazało się dla mnie sporą niespodzianką. Nie przewidziałam wykorzystanych przez autorkę pomysłów i tym ciekawej czytało mi się książkę do ostatniego zdania.
Najnowszą powieść Kawki mogę polecić i tym co lubią powieści obyczajowe i miłośnikom kryminałów. Zaczytanie gwarantowane !
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sol.

piątek, 21 października 2011

Magdalena Kordel "Okno z widokiem "


Wydawnictwo Sol
data wydania październik 2011
stron 304
ISBN 978-83-62405-20-6

Magdalena Kordel to dobrze znana autorka miłośniczkom polskiej literatury kobiecej. Osobiście przeczytałam "48 tygodni ", a w Malowniczym jeszcze do tej pory nie gościłam ( na półce domowej biblioteczki czekają bowiem na przeczytanie "Uroczysko" i "Sezon na cuda"). Ale gdy tylko zaczęłam czytać "Okno z widokiem" w malutkim sudeckim miasteczku poczułam się jak w domu i bardzo szybko się  tam zadomowiłam. Bo ja uwielbiam takie prowincjonalne mieściny, w których czas wcale nudo nie płynie.
Główna bohaterka powieści ma na imię Róża i jest doktorem na wydziale archeologii w stolicy. Praca naukowca na uczelni wcale do spokojnych nie należy. I w takim wykształconym i statecznym gronie zdarzają się podłe charaktery, które dążą do celu po trupach i wykorzystają wszystkie możliwości , nawet te niezgodne z prawem, by dotrzeć do stołka. Taka właśnie jest koleżanka Róży, która rozpuszcza podłe plotki na jej temat. Dotyczą one romansu ze studentem, a w sieci pojawiają się nawet spreparowane zdjęcia erotyczne. Bogu ducha winna Róża bardzo przeżywa ów skandal i mimo wyjaśnienia sprawy postanawia na zaległym urlopie zaszyć się w miejscu, skąd pochodzi i gdzie spędziła dzieciństwo. Ma dość wielkomiejskiego życia, kariery i pracy. Bo przecież nie ma to jak odwiedzić babcię i przyszywanego dziadka, pojechać do ukochanych miejsc z lat dzieciństwa - które mają ukoić zbolałą dusze i uspokoić zszargane nerwy. Tylko w Malowniczym wcale nie jest spokojnie .............. Za sprawą niejakiego pana Walczaka, który w miejscu, gdzie od lat na rozstaju dróg stoi kapliczka z figurką świętego Antoniego postanawia wznieść kompleks magazynów. Społeczność Malowniczego jest przeciwna temu projektowi , a do burmistrza, proboszcza i innych dołącza Róża. Dziewczyna jest wściekła, bo to miejsce jest dla niej szczególne - tu mieszka ponoć i święty i diabeł , tu właśnie mała Róża lubiła spędzać beztroskie chwile jako mała dziewczynka. Czy akcja ratowania kapliczki się uda ? Czy podanie o istniejącej tu kiedyś karczmie jest prawdą czy bajką wyssaną z palca ?
Gorąco Was zachęcam do przeczytania świetnej powieści i poznania tajemnic Malowniczego oraz rodzinnych sekretów babci Matyldy i jej ukochanego Juliana. Wizyta w Malowniczym na pewno Was nie rozczaruje i okaże się świetną literacką przygodą. Choć "Okno z widokiem" to typowe babskie czytadło to czyta się  je jak powieść sensacyjną - mnie niesamowicie zaciekawił wątek "kapliczkowy". Gorąco dopingowałam mieszkańcom, by uchronili od zabudowy urocze miejsce. Powieść czyta się lekko i przyjemnie. Książka napisana prostym, ale i dobrym stylem jest łatwa w odbiorze i świetnie nadaje się na lekturę przed snem po ciężkim dniu. Przygoda goni przygodę , akcja toczy się dość szybko, a bohaterowie poza inwestorem są sympatyczni i uroczy. Policjanci budzą salwę śmiechu za swoją nagorliwość. Główna bohaterka nie jest typem nudnego naukowca - to świetna i pełna wigoru młoda osóbka, która choć jest singielką to w głębi duszy marzy o romantycznych randkach i byciu kochaną. Tytułowe okno na świat to typowa literacka przenośnia - nie chodzi tu bowiem o drewniane ramy z pięknym widokiem za szybą , ale o perspektywy na lepsze jutro i  plany na dalsze życie. 
Uroku książce dodają świetne dialogi tryskające humorem , wartka akcja i wiele wątków, które autorka doskonale powiązała w całość. Moim skromnym zdaniem książka ma jeden mankament. Szkoda, że autorka poskąpiła opisów Malowniczego i otaczającej go pięknej okolicy. 
Zakończenie wcale nie jest banalne i doskonale pasuje do fabuły. Gdy dotarłam do ostatniej strony zrobiło mi się żal, że to już koniec tej książki. Bo ja z chęcią śledziłabym losy Róży i Patrycji , domu należącego ponoć do przodków pani profesorowej - a może to właśnie w nim mieszka też ów diabeł ? Chciałabym, żeby autorka w kolejnej powieści opowiedziała o dalszych losach bohaterów "Okna z widokiem "! 
Powieść polecam Czytelniczkom bez względu na wiek i upodobania !
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sol . 

czwartek, 8 września 2011

Agnieszka Krawczyk "Morderstwo niedoskonałe"


Wydawnictwo Sol
data wydania sierpień 2011
stron 288
ISBN 978-83-62405-17-6

Najnowsza powieść Agnieszki Krawczyk nosi tytuł "Morderstwo niedoskonałe". Nie jest to jednak wbrew pozorom kryminał z trupem w tle i poszukiwaniem zabójcy, ale przezabawna historia, która świetnie rozbawi i zrelaksuje.
Do pewnego krakowskiego wydawnictwa egzemplarz swojej powieści przesyła nikomu nieznany autor Zenon Kusibab. Powieść z gatunku fantastyki okazuje się zwykłym gniotem, czystą amatorszczyzną nie bardzo nadającą się do druku i ląduje w niszczarce. Po pewnym czasie szef wydawnictwa decyduje jednak o publikacji owej książki ze względu na przyznaną jej dotację ministerialną. Zdaniem władz wydawnictwa powieść po drobnej korekcie i przeróbkach ma stać się bestsellerem. Dzieło ma przynieść autorowi i wydawcy spory sukces, podwyższyć sprzedaż firmy, która ma zaoszczędzić na kosztach reklamy i promocji i stać się przebojem zbliżających się wkrótce targów książki. Książka w trybie natychmiastowym ma trafić do korekty i druku, ale tu powstaje pewien problem. Bo przecież jej już nie ma ! Skończyła w śmietniku ! Czwórka przyjaciół -Mareczek, Marta, Adela i Mizera- zatrudniona w owej firmie musi stanąć na głowie i zdobyć rękopis dzieła Kusibaba. Przecież inaczej czeka ich rejestracja w pośredniaku ! Ale kreatywność nie zna granic ! Udaje się zdobyć maszynopis, który zapobiegliwy autor wysłał do wielu konkurencyjnych wydawnictw. Jest tylko jeden szkopuł - brakuje środkowych stron i trzeba je w ekspresowym tempie dopisać i zrobić korektę całości. Zgrany kwartet zabiera się ostro do pracy uzgadniając swoją strategię i pomysły w stołówce nad obiadem. Szalony plan wdrożony w życie okazuje się dzięki wytrwałości, zdolnościom i sporej motywacji łatwiejszy w realizacji niż się wydawało. Książka jest gotowa i pozostaje tylko, aby przed drukiem autor zaakceptował poprawki i korekty. Ale pojawia się spory problem, bowiem Zenon Kusibab znika jak kamfora. Nie odbiera poczty, ani telefonów i wszelki ślad po nim ginie. A terminy gonią nieubłaganie ! Cóż trzeba odszukać autora na gwałt .................

Lekturę czytało mi się bardzo szybko - pochłonęłam ją w sumie w jeden dzień - i nie raz w trakcie jej czytania uśmiałam się do łez. Akcja obfituje bowiem w przeróżne zabawne sytuacje niczym najlepiej nakręcona komedia. W powieści nie brak czarnego humoru, komicznych splotów wydarzeń niczym w komediowej klasyce kina. "Morderstwo niedoskonałe" jest w mojej ocenie zdecydowanie powieścią obyczajowo-komediową z wątkiem sensacyjnym, który jest w tle. Mimo tego czyta się ją jak dobry kryminał, bo lektura obfituje w wiele nieoczekiwanych i niespodziewanych zwrotów akcji, które ciągle na nowo zaskakują czytelnika. Postacie są wykreowane bardzo wyraziście i karykaturalnie - mają swoje wady i zalety, ale nie sposób ich nie polubić fantastycznego kwartetu (Mareczka, Adeli, Marty i Mizery), który umie sobie poradzić z trudnościami i nie ulega pędowi w wyścigu szczurów i bezwzględnej rywalizacji po trupach.
Książka zaciekawiała mnie także z powodu rozgrywania się fabuły w środowisku wydawniczym. Przecież to taki nieco tajemniczy i magiczny świat dla mola książkowego! Cóż, firma w której pracuje Mareczek jest bardzo osobliwa. Działa w kapitalistycznej rzeczywistości kierując się czasem pomysłami rodem z socjalizmu, posiada czasem niezbyt kompetentną i leniwą kadrę , ale po kapitalistycznemu wykorzystuje ambitnych i sumiennych stażystów. Pokazani w sposób dość karykaturalny pracownicy przypominają bardziej .... kabaret niż poważne środowisko literackie - ale dzięki temu czytelnik ma okazję do śmiechu.
Lekturę umilają ciekawe dialogi pełne osobliwych powiedzonek, satyryczne i groteskowe sytuacje oraz mnóstwo humoru.
Po najnowszą powieść krakowskiej autorki Agnieszki Krawczyk sięgnijcie zwłaszcza , gdy chcecie się rozerwać, zrelaksować i nabrać dystansu do realnej i czasem smutnej rzeczywistości. Na pewno świetnie się ja będzie czytało po ciężkim dniu w pracy czy niezbyt miłej rozmowie z przełożonym. Uśmiech na twarzy czytelnika gwarantowany ! Polecam jako lekarstwo na poprawę humoru.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sol.

czwartek, 1 września 2011

Magdalena Kulus "Blondyn i Blondyna"


Wydawnictwo Sol
data wydania sierpień 2011
stron 261
ISBN 978-83-62405-18-3
Są książki, które wnoszą w nasze życie wiele dobrego, uczą pozytywnego myślenia i wiary w siebie. Książka Magdaleny Kulus właśnie się do nich zalicza. I dlatego przeczytanie jej gorąco Wam polecam. Gdy tylko zobaczyłam ten tytuł w zapowiedziach wydawniczych postanowiłam koniecznie go przeczytać. Wydawnictwo Sol zrobiło mi bardzo miłą niespodziankę przesyłając niespodziewane książkę do recenzji. Bardzo dziękuję, bo dzięki tej książce mogłam poznać wyjątkową parę. A kim jest ów Blondyn i Blondyna ?
Ona ma na imię Magda, mieszka w Tychach, jest magistrem filologii polskiej i rozpoczyna studia doktoranckie. Jest miłą i sympatyczną dziewczyną, pełną życia, marzeń i planów na przyszłość, pracuje zawodowo, działa w stowarzyszeniu SMAk Życia i pomaga innym mimo własnego kalectwa. Magda bowiem cierpi na rdzeniowy zanik mięśni i porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim, który z humorem nazwała Elektrykiem. Mimo trudności jakie niesie ze sobą tak poważna choroba dziewczyna nie zamyka się w skorupie choroby, nie użala się nad własnym losem i nie poddaje się. Codziennie musi pokonywać wiele barier i trudności, ale mimo to jest pogodna, życzliwa, uśmiechnięta i otwarta. Cóż Magda to po prostu wulkan energii i pomysłów, osoba niezwykle aktywna zawodowo i społecznie. Jej życie zmienia się, gdy nagle pojawia się w nim On - Blondyn o imieniu Ajki czyli labrador retriever - pies asystent podarowany jej przez Fundację Alteri. Tę parę łączy wyjątkowa więź, bo zakochują się w sobie z wzajemnością i rozumieją bez słów. Ajki jest cudownym, mądrym i czułym opiekunem, uczy się nowych opcji pomocy i choć czasem bywa krnąbrnym łobuziakiem to bardzo Magdzie pomaga.
Książka to zapis bloga jaki prowadzi Magda - w sieci znajdziecie go pod adresem http://blondyniblondyna.blox.pl/ .
Osobiście pochłonęłam jej zapiski błyskawicznie.
Droga Autorko pięknie dziękuję za naukę jaką odczytałam z kart lektury. Za przypomnienie jak wyjątkowym darem jest każdy dany nam dzień. Za olbrzymią dawkę pozytywnej energii i za dodanie wiary  siebie. Świetnie udowadniacie z Ajkim prawdę jak cudownym towarzyszem może być czworonożny przyjaciel, jak niezwykle czułym i mądrym kompanem jest pies. Przekaz Magdy, jej emocje i odczucia zrozumiałam doskonale też dlatego, że wiele nas łączy - obie kochamy książki , obie mamy psy ( ja owczarka niemieckiego ) i też zdrowie troszkę mi szwankowało - też przeszłam operację kręgosłupa. Ale jak wielokrotnie udowadnia Magda warto walczyć o marzenia, iść przez życie mimo trudności z uśmiechem na twarzy. Droga Magdo dziękuję za pogodę ducha jaka płynie z lektury, dziękuję za opisy przygód z Ajkim. Tworzycie wyjątkową parę . I tak trzymajcie. A ja od dziś będę podczytywać Wasz blog.
Książkę uzupełniają śliczne zdjęcia .
Lekturę "Blondyna i Blondyny " polecam szczególnie malkontentom ciągle narzekającym,że coś w życiu jest nie tak, że coś nie idzie po ich myśli. Cóż takie jest życie!
Wydawnictwu Sol dziękuję nie tylko za egzemplarz do recenzji, ale za możliwość poznania tak wyjątkowej Osoby jak Magda Kulus i jej Blondyn.

piątek, 29 lipca 2011

Danuta Noszczyńska "Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana"


Wydawnictwo Sol
data wydania lipiec 2011
stron 320
ISBN 978-83-62405-16-9
Jeśli macie ochotę rozweselić się przy książce niczym przy najlepszej komedii to polecam Wam gorąco najnowszą powieść Danuty Noszczyńskiej. Ta książka to opowieść o życiu prostego mężczyzny napisana w formie pamiętnika.

Marian Żywotny ma blisko 80 lat. Nagle przychodzi mu do głowy pomysł spisania swoich przeżyć na kartach zeszytu dla potomnych. Po aprobacie pomysłu przez księdza, który był jego doradcą przez całe życie Marian zabiera się do pisania. A jego losy choć z pozoru takie zwykle i banalne były jednak bardzo burzliwe, obfitowały w przeróżne zdarzenia - smutne i wesołe. Urodzony tuż przed wojną w wiosce Mużyny niedaleko Łomży spędził w niej całe życie. Wywodził się z ubogiej rodziny, o która dbała tylko matka. Ojciec pił i bił - dlatego też Marian był wrogiem alkoholu. Jako młody chłopak marzył o lepszym życiu, pięknej żonie i domu, ale życie weryfikuje marzenia. Wprawdzie ożenił się z wybraną przez siebie dziewczyną, ale ta po sakramencie nagle zaczęła z każdym rokiem tracić na uroku. Cóż królewna przemieniła się w ......żabę. Marian został ojcem piątki pociech, dorobił się tego i owego. Przeżył komunę, jej upadek i kapitalizm.

Żywotny to postać przezabawna. Jest prostym poczciwym człowiekiem, szczerym do bólu, a zarazem poczciwym i religijnym. Autorce świetnie , naprawdę świetnie udało się opisać takiego przeciętnego obywatela polskiej wsi ubiegłych lat. Człowieka dla którego niezwykle ważna jest wiara - ceni autorytet księdza i jest bardzo pobożny. Pracowity i oddany rodzinie - starał się być dobrym ojcem i mężem, no ale nie zawsze mu to wychodziło. Czytając losy naszego bohatera poznajemy także realia czasów w jakich przyszło mu żyć - trudności gospodarcze PRL-u, działanie PZPR na najniższym szczeblu, a także przebieg przemian ustrojowych na zapadłej prowincji. A nasz Marian jest ambitny i chce dorobić się w życiu co nieco. Ma wady i zalety - ale umie upomnieć się o swoje. Ceni rodzinę, choć o majątek potrafi się wykłócić. Dzięki Marianowi i jego rodzinie poznajemy polską wieś z ubiegłych lat, mentalność jej mieszkańców - gdzie króluje plotka i pozory, ludzie lubią sensacje i żyją takim typowym prownicjonalnym życiem.

Polubiłam Żywotnego od początku. I przyznaję z ręką na sercu, że miałam w życiu okazję znać ludzi podobnych do niego i jego rodziny. Dziś polska wieś już mniej różni się od miasta jak kiedyś. Inaczej wygląda niż w latach młodości i wieku dojrzałego Mariana .Zanikła już era chłoporobotników - co to rano w zakładzie pracy, a po południu na roli pracowali. Mało już na wsi malutkich gospodarstw z jedną krówką i stadkiem kur. Pokolenie Mariana przeszło już do lamusa.
Świetnie się ta książka autorce napisała. Jest tak bardzo realna, a zarazem wesoła i bezpośrednia. Odebrałam ją jak doskonałą lekturę na poprawę humoru. Dodatkowego uroku dodaje styl jakim jest napisana - Marian swoje pamiętniki pisze taką typową wiejską gwarą - on na przykład "ma piniądze" , "urodził się 77 lat temu nazad" , a leczy go "doktórka". Nie za bardzo jestem zwolenniczką porównywania książek do innych lektur czy filmów - ale pozwolę sobie porównać najnowszą powieść Noszczyńskiej do filmu "Sami swoi " - tak samo ubawiłam się po pachy, uśmiałam do łez. Zatem jeśli macie ochotę na poznanie Mariana sięgnijcie po lekturę . Uśmiech gwarantowany !
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sol.