wtorek, 15 czerwca 2021
Justyna Dżbik-Kluge "Polacy lat minute. Sekrety pilotów wycieczek.
niedziela, 13 czerwca 2021
Liliana Hermetz "Rozrzucone"
czwartek, 3 czerwca 2021
Agnieszka Lis "Listy w góry"
Góry to moja wielka pasja. Lubię po nich wędrować i zdobywać szczyty. Nie robię tego jednak wyczynowo ani sportowo, a jedynie rekreacyjnie. Nie wyklucza to jednak faktu, że interesuję się od wielu lat himalaizmem, osiągnięciami zwłaszcza polskich wspinaczy i jestem pełna podziwu dla ich sukcesów. To niezaprzeczalny fakt, że nasi rodacy w tej dziedzinie osiągnęli bardzo wiele. Ich nazwiska brylują na stronach górskich kronik, a wielu z nich na przestrzeni lat zyskało status prawdziwych gwiazd i górskich celebrytów. Bycie Lodowym Wojownikiem to powód do dumy, ale i w tym wypadku istnieje druga strona zasłużenie zdobytego medalu. Pisze o niej w swojej książce Agnieszka Lis, a ja nie mogłam sobie odmówić lektury tytułu, który jest bardzo wyjątkowy i niesztampowy.
„Listy w góry” to opowieść, której główną bohaterką jest żona himalaisty. W prawdziwym życiu stoi ona zawsze w cieniu męża i gór. Jest postacią z drugiego planu. Gdy pojawia się na lotnisku, by powitać męża wracającego z wyprawy, musi przepuścić tłum dziennikarzy, oficjalne delegacje i poczekać na swoją kolej. Kochając wspinacza, musi pogodzić się z faktem, że pasja zawsze jest na pierwszym planie i wygrywa z rodziną. Czy to właściwe i dobre?
Agnieszka Lis oddała głos kobiecie, która przez lata kariery męża pisze pamiętnik w formie listów. Listów, które z różnych powodów nigdy nie zostały wysłane. Miały być przeczytane po osiągnięciu celu, ale los okazał się okrutny i na to nie zezwolił.
On żyje górami. Nawet gdy w nich nie jest fizycznie, to błądzi wokół ich szczytów myślami. Planuje, organizuje, załatwia i dopina kolejną wyprawę na ostatni guzik. Ona jest samotna w małżeństwie, choć nie sama. Kocha, tęskni, troszczy się, zamartwia, jest zdana głównie na siebie, a czasy są trudne. Pomaga jak może w sprawach organizacyjnych. Jest cierpliwa, czeka, modli się, liczy dni do powrotu, na owocach kasztanów odlicza kolejne zdobyte szczyty z tych najwyższych czternastu składających się na Koronę Himalajów. Ma męża, ale jest zdana bardziej na samą siebie, rodziców, przyjaciółkę. On tylko w domu bywa. Przelotem, na chwilę, oderwany od rzeczywistości żyje egoistycznie swoją pasją i życiem tam, gdzieś na wysokości w krainie lodu i śniegu. Traci siłą rzeczy kontakt z realnym światem. I ważniejszy jest pakiet konserw na wyprawę niż kolejki pod sklepami i braki w towarze niż choroby dzieci i kłopoty ze zdobyciem ubrań. Fundusze kojarzą mu się z dopinaniem środków na wyprawy, a nie domowym budżetem. Tak właśnie wygląda prawda o małżeństwie, które jest inne niż większość. Tu w cieniu męża bohatera, kryje się żona, która jest także wielką, aczkolwiek cichą bohaterką o której nikt nie mówi. Niektórzy, patrząc z boku, jeszcze jej zazdroszczą, a ona musi robić dobrą minę do złej gry.
Agnieszka Lis napisała genialnie. Odkryła prawdę, która zakurzył czas i spektakularne sukcesy. Ukazała realną rzeczywistość, która jest trudna i wymagająca. Idealnie weszła w duszę kobiety, która mocno kocha i za tę miłość musi zapłacić bardzo wysoką cenę. Jedynie uczucie osładza jej zmaganie się z szarą codziennością.
„Listy w góry” to powieść o poświęceniu i egoizmie, o niespełnionych marzeniach i czekaniu, o trudnej miłości, która czasem mocno boli. Zwierzenia młodej kobiety, żony i matki są ogromnie nasycone emocjami, które bywają bardzo skrajne i mocne. Tę książkę nie można tylko przeczytać. Jej treść się mocno czuje i odbiera osobiście, przeżywa jak własne życie. Z książki bije mocny przekaz, że trudno być żoną mężczyzny z górską pasją, a długotrwałe rozstania i życie chwilami razem, a najczęściej osobno negatywnie wpływa nawet na najbardziej dobrany związek i kładzie się na nim ponurym cieniem.
Czytając łatwo odgadnąć, że ta opowieść była inspirowana życiorysem Jerzego Kukuczki i jego żony Cecylii. Ten schemat można jednak udanie przełożyć do życiorysów wielu wspinaczy, którzy przedkładają pasję nad swoich bliskich.
Książka ogromnie mi się podobała, jest przepięknie napisana i oddaje doskonale to, co dzieje się w życiu i sercu kobiety, która jest niczym Penelopa. Gorąco polecam jej lekturę nie tylko zainteresowanym górską tematykę, ale każdemu, kto lubi dobrą prozę z górnej półki.
poniedziałek, 24 maja 2021
Adrian Markowski "Bieszczady dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami"
Bieszczady to pojęcie dwuznaczne. Jedni wymawiając je, mają na myśli pasmo górskie, inni rozumieją je nieco szerzej. Dla nich Bieszczady to niezwykła kraina geograficzna leżąca na południowo-wschodnim krańcu Polski. Osobiście te dwa pojęcia zepnę umowną klamrą i wraz z Autorem, Adrianem Markowskim zachęcę do odwiedzenia terenów, którą są wyjątkowe i niepowtarzalne. Podobnych nie znajdziecie nigdzie na świecie. Jeśli chodzi o liczby, to szczyty Bieszczad nie są na pierwszy rzut oka imponujące pod względem wysokości nad poziomem morza. Gór w podobnym rozmiarze znajdzie się w Polsce wiele, ale nigdzie nie traficie do takich miejsc, na które historia, a konkretnie II wojna światowa, wywarła aż tak ogromny wpływ i wyrysowała ich mapę na nowo. Nad tym fenomenem zachwyca się wielokrotnie na kartach swojej książki Pan Markowski. Publikacja ta nie jest typowym przewodnikiem. Nie jest to też sensu stricte reportaż, a raczej przepiękna, misternie utkana ze słów gawęda, której puenta jest wyrazista. „Jedź w Bieszczady, poznaj ich specyfikę i zakochaj się w nich na całe życie”. Sama tak kiedyś zrobiłam i w pełni zgadzam się z autorem, że to miejsce nie ma sobie podobnego.
Co tak magicznego zatem drzemie w tym osobliwym rejonie? Tajemnice i sekrety, których ziemia bieszczadzka ma bardzo, bardzo wiele. Ich odkrycie wcale nie jest trudne, trzeba mieć jedynie oczy i uszy szeroko otwarte. Trzeba dostrzec to, co zmienił czas i pogmatwana historia.
Bieszczady należy nie tylko zobaczyć, nie tylko przejść. Trzeba je odkryć, oswoić, zrozumieć, a to wymaga czasu. Bieszczady po wojnie, za sprawą wysiedleń w ramach akcji Wisła i korekty granic stały się dzikie. Opuszczone przez ludzi osady, nieuprawiane poletka, połoniny, na których zaniechano wypasu, zmieniły swoje oblicze. Dziś są przede wszystkim atrakcją turystyczną, kiedyś były głównie terenem wykorzystywanym gospodarczo. Ta metamorfoza była nagła i niespodziewana, a jej efektem jest szereg śladów przeszłości, które możemy odkryć na każdym kroku. Książka Adriana Markowskiego jest niczym poradnik, cenny podręcznik, który nas do owych odkryć zachęca i podpowiada, od czego zacząć.
Na kartach publikacji autor pisze o przeszłości Bieszczad. O tym, jak przed wiekiem wyglądało w nich życie, jak przed wojną były one zagospodarowane. Markowski opowiada o ich ówczesnych mieszkańcach, ich tradycjach, wierzeniach i codzienności. Pokazuje zmiany, jakie zaszły od wtedy do dziś, uczy jak je odkrywać, pokazuje jakie są one fascynujące.
To nie jest tylko książka dla tych, którzy w krainie Biesów i Czadów nigdy nie byli. Absolutnie! Wytrawny Bieszczadnik przy jej lekturze wcale nie będzie się nudził. Każdy, kto zapozna się z jej treścią, dowie się, jak można wydeptywać Bieszczady po swojemu i odkrywać wciąż na nowo.
Zagłębiając się w lekturę, przeczytacie między innymi o bohaterze, który się „kulom nie kłaniał”- jedna z nich jednak dopadła go w Jabłonkach, o dawnych, nieistniejących już wsiach, o tym, czym w Bieszczadach się masowo trudniono, o ocalałych i zniszczonych cerkwiach, o niezwykłym, samotnym Grobie, który znajduje się niedaleko źródła Sanu. Przez karty książki przewijają się znani Bieszczadnicy, którzy przybywając tu z różnych stron Polski, stali się Ludźmi — Legendami. Mogłabym wymieniać jeszcze wiele aspektów, które porusza ta książka, każdy z nich kryje w sobie coś niesztampowego.
Tytuł czyta się z prawdziwą przyjemnością i ciekawością. Jest on przepięknie napisany, a w pracę nad nim włożona jest pasja i miłość. Fakt, że autor oddał Bieszczadom swe serce, jest niezaprzeczalny. Tą miłością stara się podzielić z każdym czytelnikiem. Lekturę gorąco polecam i jestem pewna, że każdy, kto ją przeczyta, uda się na pewno w Bieszczady. Zrobi to raz i będzie stale tam powracał. Inaczej się po prostu nie da.
Do zobaczenia na bieszczadzkim szlaku.
czwartek, 20 maja 2021
Alka Joshi "Malowane henną"
data wydania 2021
stron 384
ISBN 978-83-8188-267-5
Na przekór światu, w drodze ku szczęściu
Mając za nic ograniczenia pandemiczne z książką w ręku udałam się w daleką, ogromnie fascynującą podróż. Dzięki lekturze naprawdę wyjątkowej powieści znalazłam się na kontynencie azjatyckim, w Indiach, a konkretnie w Radżasthanie i mieście Dżajpur. Moja wycieczka miała miejsce nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Przeniosłam się bowiem do lat 50-tych XX wieku, Ten ogromny kraj dopiero co wyzwolił się spod brytyjskiego panowania (1947 rok) i dynamicznie się zmieniał. Jednak zakorzenione w nim od tradycje nadal funkcjonowały i były przestrzegane. Nie były one zbyt przyjazne dla kobiet. Płeć piękna była wyraźnie dyskryminowana, zależna od rodziców, a potem mężczyzn, który stawali się nie tylko małżonkami, ale i władcami. Wiele dziewczynek, tak jak tytułowa bohaterka powieści do której przeczytania Was gorąco zachęcam, zostawała wydana za mąż w wieku lat nastu wbrew swojej woli. Lakszmi nie mogła poszczycić się statusem szczęśliwej żony. Jej mąż ją bił i stosował wobec niej przemoc. Miał pretensje, że ta nie zachodzi szybko w ciążę. Nieszczęśliwa młoda kobieta nie mogąc już dłużej wytrzymać u boku tyrana postanowiła uciec z prowincji do dużego miasta i zacząć życie na własny rachunek. Tym samym ściągnęła wstyd na dom swojego męża i ostracyzm otoczenia na dom swoich rodziców. Lakszmi ciężko pracowała zajmując się malowaniem henny na ciałach kobiet i doradzając kuracje ziołowe. W Różowym Mieście zdobyła sławę i spore pieniądze dzięki oryginalnym wzorom jakie malowała. Stała się rozchwytywana i popularna. Otwierały się przed nią drzwi najznamienitszych domów, poznała kobiety z wyższych sfer, których stała się powierniczką i doradczynią. Nagle w jej życiu pojawiał się mąż, którego porzuciła i siostra, o której istnieniu nie miała zielonego pojęcia...
Kochani, ta powieść jest niesamowita, rewelacyjna i przemawiająca prosto do serca. Pokazuje inną kulturę, której dla nas Europejczyków jest niczym nieznany ląd. Wszystko w niej ciekawi, fascynuje i dziwi. Wszystko jest odmienne i barwne niczym wielobarwna mozaika o skomplikowanym wzorze. Przy lekturze nasza wyobraźnia jest bombardowana tysiącami różnych bodźców, a fascynujący oraz ciekawie wykreowani bohaterowie wywołują przeróżne uczucia i moc emocji. Główna bohaterka Lakszmi, to postać, którą nie sposób nie polubić. Od samego początku mocno jej dopingowałam. Była pełna podziwu dla jej uporu, odwagi, siły, dzięki którym łamała surowe i trwale od lat funkcjonujące konwenanse. Lakszmi przekraczała granice, wytyczała nową ścieżkę, odrzucała na bok lęki. Nie bała się przeć ku realizacji marzeń, nie lękała się walczyć o swoją wolność ekonomiczną i niezależność wobec świata. Lakszmi to postać skomplikowana i zagadkowa, mająca swoje tajemnice. Na kartach książki jest niczym niezłomna Nike.
Portret Indii namalowany słowami przez Alkę Joshi jest wielowymiarowy. Widać w nim wiele problemów społecznych, które nurtują tamtejszą społeczność. Podziały kastowe, różnice w dostępie do edukacji i pomocy medycznej, bieda, przeludnienie, zły los kobiet to tylko najważniejsze kwestie na które ta powieść zwraca uwagę. Treść, że względu na swoją specyfikę i egzotykę nie jest można najłatwiejsza w odbiorze i wymaga od nas poznania wielu nazw i pojęć by ją zrozumieć. Mimo to przyciąga do siebie i fascynuje. Kultura indyjska nie zawsze jest dla nas czytelna i zrozumiała, ale pociąga bogactwem smaków, aromatów, zwyczajów, wierzeń, barw.
Reasumując jeśli ktoś kocha klimaty w stylu Bollywood koniecznie musi przeczytać ten tytuł. Jeśli ktoś lubi lektury z bohaterkami o silnej osobowości również będzie idealnie zadowolony w trakcie czytania. Osobiście jestem tą powieścią naprawdę mocno zachwycona i polecam ją nawet najbardziej wymagającym miłośnikom nietuzinkowych książek.
wtorek, 18 maja 2021
Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik "Seksualne życie Polaków"
Autorzy pisząc o polskim współczesnym seksie pokazują odważnie jego nietypowe oblicza. Wychodząc z założenia, że nic co ludzkie nie jest obce zapraszają na wycieczkę do klubu swingerskiego czy studia BDSM. Przedstawiają pracę osób prowadzących transmisje on line oraz zasady funkcjonowania polskiego porno biznesu. W stosunku do zagranicznych realiów on dopiero dojrzewa i raczkuje, ale jest i się rozwija. Na kartach publikacji znajdziecie dość obszerny wywiad z polską gwiazdą porno biznesu - mężczyzną, który po ukończeniu szkoły aktorskiej pracuje w branży i filmowej i porno.
Ta książka zdecydowanie łamie wiele tematów tabu i potwierdza różne zjawiska, które w Polsce od pewnego czasu funkcjonują. Odważnymi słowami pokazuje rodzime realia, które z jednej strony część osób gorszą, ale i części dają odwagę ujawniania swoich marzeń i preferencji. Za zasłoną wstydu w sypialniach Polaków i nie tylko w nich wiele się dzieje, a ludzie odkrywają swoje zachcianki i preferencje. Postęp edukacyjny trwa, a młode pokolenia stają się całkowicie inne od tych sprzed kilkudziesięciu lat.
To nie jest sztampowa lektura, którą ograniczają sztywne ramy. Czyta się ją z zaciekawieniem, ale nie jest ona też zbyt łatwa w odbiorze. Wymaga skupienia na tekście, otwartości na różne warianty w sferze seksu. Autorzy nie szukają jednak taniej sensacji, co uważam za ogromny plus tej książki. Chcą jedynie przedstawić prawdziwe oblicze stanu faktycznego, który na pewno jest zjawiskiem ciekawym socjologicznie. Lekturę polecam, choć jestem przekonana, że jedni czytelnicy będą bili Autorom brawa, a inni mocno ich skrytykują.
czwartek, 13 maja 2021
Nicola Sutcliff "Jestem Saudyjką. Świat oczami kobiet z Arabii Saudyjskiej"
data wydania 2021
stron 364
ISBN 978-83-8234-095-2
Świat widziany oczami przesłoniętymi nikabem
Arabia Saudyjska to ogromne państwo położone na Półwyspie Arabskim, które jest dla wielu sercem Bliskiego Wschodu. Ten kraj ludziom innych kultur wydaje się niezwykle tajemniczy i ortodoksyjny. Jest kolebką islamu, a na jego terytorium znajduje się wiele świętych miejsc dla wyznawców Allaha. Jest to jedna z nielicznych na świecie monarchii absolutnych, którą rządzi król i premier, ale kluczowym fundamentem wszystkich dziedzin życia jest religia. Islam dyktuje wszystko, żadne prawo nie może być z nim sprzeczne. W tym państwie działa policja religijna, a pozycja kobiet jest mniej uprzywilejowana niż mężczyzn. I tu rodzą się miliony stereotypów, które narastają i krążą po świecie. Choć kraj ten wciąż i bardzo szybko podlega zmianom, ewolucjom i metamorfozom to jednak postrzegany jest nadal jako miejsce, gdzie kobiety są ciemiężone, nieszczęśliwe i dyskryminowane. Czy tak naprawdę jest?
Wielu z nas, Europejczyków, patrzy na Saudyjki z litością i współczuciem. Czy to dobre podejście? Autorka książki „Jestem Saudyjką” postanowiła to sprawdzić u samego źródła. Zapytała wprost mieszkanki Arabii Saudyjskiej o ich życie, kłopoty, zwyczaje, normy, jakim podlegają. Jej celem było przeprowadzenie kilkudziesięciu wywiadów z kobietami wywodzącymi się z różnych środowisk, w różnym wieku, z różnym wykształceniem, a wszystko po to, by wyrysować wielowymiarowy portret i pokazać światu prawdziwe oblicze kobiet, które na co dzień w miejscach publicznych okrywają abaje. One jednak zakryte przed obcymi, mają swój prywatny świat, rodziny, marzenia i plany. Czują i myślą. Mają swoje zdanie i wyobrażenia, którymi chętnie podzieliły się z kobietą pochodzącą z odmiennej im całkowicie kultury. Przy tym były ciekawe zachodniego świata i stylu życiu. Stereotypy krążą bowiem nie tylko w jedną, ale i dwie strony. Tym samym w książce czytelnik odnajdzie obraz naszej, europejskiej cywilizacji w oczach kobiet, które wiodą inny tryb życia i pochodzą z odmiennej kultury.
Wbrew pozorom wielu Saudyjkom zasłonienie ciała tak bardzo nie przeszkadza, jakby się nam wydawało. Dzieje się tak z prostego powodu. One urodziły się w takiej tradycji. To jest dla nich oczywistością i niekiedy komfortem, że mogą się nie wyróżniać i być anonimowe. My zaś, nim skrytykujemy inną kulturę, wydamy osąd, powinniśmy ją dogłębnie poznać. Odrzucić mity i jednoznaczne skojarzenia. Spojrzeć głębiej na świat islamu, który nie jest idealny, ale i nie jest w stu procentach pełen terroryzmu.
Autorka w czasie zbierania materiałów do książki spotkała na swojej drodze przeróżne kobiety. Mało które nie zgodziły się na rozmowę i odsłonienie swojego życia oraz duszy. Na drodze Nicoli Sutcliff stanęły aktywistki walczące o więcej swobód dla płci pięknej, żony z rodzin poligamicznych, żyjące na pustyni Beduinki oraz kobiety noszące tytuł księżniczek. Ich wyznania w pewnych momentach szokują, są dla nas bardzo kontrowersyjne w odbiorze, ale możemy dojść do wniosku, że mamy podobne troski i problemy.
Ta książka jest naprawdę niezwykła i wyjątkowa. Swoją tematykę wyczerpuje w sposób dogłębny i kompleksowy. Autorka rzetelnie przedstawia sytuację kobiet w kraju, w którym to religia i tradycja gra pierwsze skrzypce. Udziela im głosu. Zadaje podobne, aczkolwiek niełatwe pytania. Jest ciekawa ich zdania, a ono nie jest jednolite. W odbiorcę uderza moc tradycji, ale i ogromne docenienie i szacunek wobec prywatności, z której my Europejki z przyjemnością odzieramy się na własne życzenie. Arabia Saudyjska mocno zmienia się, ale przemiany mają różne tempo w poszczególnych regionach. Ogólne wrażenie po lekturze jest piorunujące. W drobny pył rozpada się wiele stereotypów. Saudyjki nie są już postrzegane jako bezwolne istoty niemające własnego zdania ani poglądów. Z treści wyłania się portret kobiet, które ulegają przemianom, zmieniają swoje zdanie odnośnie priorytetowych spraw w życiu i potrafią mieć swoje, niekiedy odważne poglądy. Moje myśli pobiegły również w stronę tolerancji wobec odmiennej kultury i tradycji. Nie możemy nikogo zmieniać na siłę, nie możemy uszczęśliwiać swoimi wzorcami. Możemy i powinniśmy się poznawać i uzupełniać, a nie kopiować.
Mając sporą wiedzę o świecie arabskim, przy czytaniu tej publikacji wcale się nie nudziłam. Chłonęłam jej treść, poznawałam jego mieszkanki, ich poglądy i uczyłam się tolerancji. Tak, to była jej ogromna lekcja. Tytuł oceniam bardzo wysoko i polecam tym, którzy są ciekawi życia Saudyjek oraz tego, co drzemie w sferze ich marzeń.
piątek, 7 maja 2021
Magdalena Kołosowska "Kiedyś dogonimy Paryż"
sobota, 1 maja 2021
Agata Komosa-Styczeń "Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie"
czwartek, 29 kwietnia 2021
Anna Dąbrowska "Zamień mnie w krzyk"
środa, 21 kwietnia 2021
Rozdanie Patronackie - do wygrania książka "Nie bo piekło"
poniedziałek, 19 kwietnia 2021
Anna Dąbrowska "Kochaj mnie szeptem"
data wydania 2021
stron 368
ISBN 978-83-8219-138-7
Jeden seks rani, inny seks leczy
Dokładnie kilka chwil temu odłożyłam na półkę książkę Anny Dąbrowskiej, która powaliła mnie na kolana, wcisnęła w fotel, rozkochała w sobie. Dzięki niej mogłam poznać bardzo ciekawą kobiecą postać. "Kochaj mnie szeptem" okazało się wspaniałą lekturą, którą czytałam z wypiekami na twarzy. Okraszona pikantnymi scenami seksu powieść poruszyła bardzo ważne kwestie, które spotykają nas w życiu, a które niosą w sobie bardzo wiele złego. Toksyczne relacje mają wiele twarzy i imion. Zawsze są złe, zawsze wysysają z nas energię i zabierają radość z życia, poczucie własnej wartości i święty spokój. Pisząc tak na gorąco mam nadzieję, że oddam słowami te wszystkie emocje, które towarzyszyły lekturze, a ja już dziś zabiorę się za czytanie jej kontynuacji.
Gabriela jest młodą kobietą, która przyszła na świat w toksycznej rodzinie. Jej matka to typowa despotka, która zrobiła córce poprzez niewłaściwe wychowanie wiele złego. Gabi by ukrócić patologiczne relacje wyprowadziła się z domu i zamieszkała na stancji. Rozpoczęła studia i zaczęła oddychać pełną piersią. Miała plany i marzenia, ale szukając prawdziwej miłości i mężczyzny przy którym będzie szczęśliwa, w pełni akceptowana i kochana, trafiła z deszczu pod rynnę. Pewnego wieczoru jej współlokatorka wyciągnęła ją do klubu. Tam Gabrysia poznała Eryka, który na początku zrobił na niej pozytywne wrażenie i zaimponował młodej kobiecie, która nie miała żadnego doświadczenia w kontaktach damsko-męskich. Ich relacja zacieśniła się bardzo szybko. Gabi zdecydowała się rzucić studia, poślubić narzeczonego i stać się idealną żoną. Choć ślub odradzała jej zarówno matka, jak i współlokatorka, dziewczyna postawiła na swoim. Sakramentalne "tak" stało się jednak nie bramą do szczęścia, ale do piekła. Gdy się zorientowała, że się w nim znalazła nie było już odwrotu, a kolejne ciosy powalały na kolana... Ale przecież nie ma sytuacji bez wyjścia i zawsze istnieje jakieś światełko w tunelu...
Gabrysia, główna bohaterka książki, to bardzo ciekawie skonstruowana postać. Zdominowana przez matkę od dziecka wyrasta i wkracza w pełnoletność, ale mentalnie czuje się jak zagubiona, mała dziewczynka. Szuka miłości i akceptacji w ramionach mężczyzny, niestety trafia fatalnie. Na jej głowę spada lawina nieszczęść, a Gabrysia musi zmagać się ze stratą, bólem i krzywdą. Te wszystkie doświadczenia i nieszczęścia boleśnie ją ranią, ale i hartują. Ona sama zaczyna się zmieniać. Wstaje z kolan, unosi głowę, stawia opór i uczy się być asertywna. Uczy się mówić stanowcze "nie". Mówi stop bezkarnemu krzywdzeniu jej. Zaczyna odkrywać siebie, zaczyna odkrywać swoją wartość, poznaje co to znaczy mieć własne zdanie i być pewną siebie. Wkracza na drogę, która jest jedyną dobrą dla niej opcją. Nie jest to łatwa ścieżka, ale konieczna, by życie i źli ludzie jej nie zniszczyli doszczętnie. Gabi odbiera od życia bolesną lekcję, uczy się walczyć o własne szczęście, uczy się oddawać ciosy, porzuca bierność i stan rozpaczy. Wstaje jak Feniks z popiołów. Jej metamorfoza może być idealnym przykładem dla kobiet, które znalazły się w podobnej jak ona sytuacji. Jej postawa może być przykładem, że można, że trzeba, że nie jest to niemożliwe by przeciwstawić się truciźnie, która niszczy i sprawia ból.
Autorka śmiało i odważnie porusza temat toksycznych relacji, które mogą nas dotknąć ze strony otoczenia. Mąż, matka, ojciec, brat, koledzy z pracy - zło może płynąć w naszym kierunku z różnych stron. Nie ma innej recepty na szczęście jak przeciwstawienie się złu.
Anna Dąbrowska nie oszczędza swojej bohaterki. Daje jej przeżyć mnóstwo niespodzianek, a nam czytelnikom pokazuje, jak wiele można zmienić w swoim życiu na lepsze, jak konkretnie można zacząć zmieniać je na lepsze. Chowanie głowy w piasek zdecydowanie się nie sprawdza, trzeba stanąć z problemami twarzą w twarz.
Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich opatrzony jest odrębnym mottem. W fabule wiele się dzieje, a akcja toczy się wartko. Gabi to postać, która stała się bliska mojemu sercu. Współczułam jej, ale i miałam ochotę potrząsnąć, podpowiedzieć i doradzić. Wściekłość rodziła zaś we mnie osoba matki Gabrieli, która jest moim zdaniem postacią równie negatywną jak Eryk. To jej przyznałabym miano damskiego czarnego charakteru, który kładzie się cieniem na życiu dziecka bez powodu. Wspomniany Eryk to już mistrz zła sam w sobie. Jego zachowanie pokazuje, że są mężczyźni, którzy dorastają tylko w zakresie siły, a nie ducha. W moich oczach nic go nie usprawiedliwiało. Przeżycia z wojny, doświadczenia z misji to słaba wymówka dla jego czynów. Jeremi zaś to dla mnie postać zagadka. Tajemniczy, zbudowany z czarno-białych puzzli nie przekonał mnie do siebie.
Jak zatem widzicie postaci to mocna strona tej książki podobne jak sceny erotyczne. Z pod pióra Anny Dąbrowskiej wychodzą rewelacyjnie. Kolejnym atutem tego tytułu jest zakończenie. Ostre jak brzytwa, otwarte i naprawdę mocne daje do myślenia i wręcz przykuwa do lektury kontynuacji tejże książki.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Dąbrowskiej. Pierwsze i bardzo, bardzo udane. W twórczości tej Pisarki drzemie prawdziwy potencjał, a jej proza nie odstępuje topowym księgarskim hitom z gatunku literatury dla kobiet. Z przyjemnością, szczerze i z pełnym przekonaniem, stawiam najwyższą notę tej powieści. Cieszę się, że wpadła ona w moje ręce. Rekomenduję Wam jej poznanie i życzę mocnych wrażeń.
czwartek, 15 kwietnia 2021
Magdalena Kawka "Powrót z piekła"
wtorek, 13 kwietnia 2021
Aleksandra Rutkowska, Aleksandra Olsson "Żyj bez toksyn"
poniedziałek, 12 kwietnia 2021
Magdalena Kawka "Pora westchnień, pora burz"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 536
ISBN 978-83-8234-065-5
W życiu rzadko coś jest tylko czarne lub tylko białe
Uwielbiam ten stan, gdy jestem w czytelniczym niebie. Celebruję chwile, gdy w moje ręce trafia wyjątkowa książka, która sprawia, że płonę z zachwytu. Cieszę się, gdy mogę polecić ją innym i gdy przyczyniam się do jej popularności. Dziś wydaje się tak wiele książek, że czasem trudno wyłapać te najbardziej fenomenalne. Ja w tym poście podpowiem Wam pewien tytuł, który koniecznie musicie poznać. To powieść polskiej Pisarki, mnie już dobrze znanej, której piórem zachwyciłam się jakiś czas temu.
Magdalena Kawka to Autorka, której kilka pozycji mogę Wam polecić. Linki do recenzji jej powieści, które już przeczytałam zostawię Wam pod tekstem o jej najnowszej serii.
"Lwowska odyseja" to trylogia, której dwa pierwsze tomy możecie już nabyć, trzeci ma ukazać się zimą 2021 roku. Cykl rozpoczyna "Pora westchnień, pora burz".
Autorka jest wnuczką Lwowian, których w rodzinnych stronach zastała wojenna zawierucha jaka wybuchła w 1939 roku. Potem znaleźli się na Ziemiach Odzyskanych. W ich sercach lwowski świat pozostał na zawsze. I podobnie jest ze mną. Moi dziadkowie także urodzili się na Kresach niedaleko Lwowa. Byli Polakami, których wraz z rodziną wysiedlono za granicę Sanu w 1944 roku. Właśnie dlatego ja nie tylko syciłam się pięknem tej prozy, ale i wspominałam. Przypominał mi się klimat dziadkowych opowieści, lwowska gwara, akcent, charakterystyczne słowa, typowe "zaciąganie " po lwowsku. Językowe naleciałości i wspomnienia z dzieciństwa powodowały, że moje oczy były bardziej wilgotne i zakręciła się w nich łza. Dość jednak sentymentów, wróćmy do fabuły.
W 1938 roku Lilka Lindner jest uczennicą liceum. Przed nią ostatni rok edukacji i matura. Dziewczyna ma, podobnie jak każda nastolatka, tysiąc planów i pomysłów na dorosłe życie. W jej głowie tłoczą się liczne marzenia. Lilka marzy o miłości, ukochanym do którego pisze gorące listy, w dalszej perspektywie mężu i rodzinie, ale i o pracy, która zapewni jej niezależność. Podobnie jak jej koleżanki chce korzystać z życia, bawić się, brylować w towarzystwie, a że pozycja finansowa jej rodziny jest wreszcie bardzo dobra dziewczyna ma po temu wiele okazji. Ani Lilianna, ani jej przyjaciółki nie mają jednak pojęcia, że ich szczęśliwe oraz beztroskie dni wkrótce dobiegną końca. Mieszkając we Lwowie, mieście, w którym żyją obok siebie dość zgodnie różne narodowości, nie ma świadomości, że wkrótce wiele osób rzuci się sobie do gardeł, stanie się ze zgodnych sąsiadów nieprzyjaciółmi i wrogami. Los Lindnerówej, podobnie jak jej całemu pokoleniu, zafunduje za sprawą wojny szybki kurs dorastania i obejdzie się z młodymi ludźmi bardzo surowo. Wkrótce bale, spotkania i rauty oraz tańce przejdą do lamusa, staną się jedynie bladym wspomnieniem. Esencją życia stanie się walka o przetrwanie, o każdy posiłek, o kęs chleba, o każdą noc spędzoną we własnym mieszkaniu, a nie w bydlęcym wagonie, który kieruje się w stronę surowej Syberii.
Lektura tej powieści była prawdziwą przyjemnością. Jej fabuła odgradzała mnie szczelnie od realnego świata i codzienności. Ja duszą i sercem byłam w tamtym Lwowie i jego okolicach, doświadczałam duchowo tego, co bohaterowie, których polubiłam jak własną rodzinę. Stopiłam się z ich losem i przeżyciami, a przyszło mi to tym łatwiej, że mam identyczne korzenie.
Książka to niezwykle udany początek cyklu, który losy zwykłych ludzi łączy z burzliwymi wydarzeniami historycznymi. Autorka przedstawia je w sposób bardzo plastyczny i wymowny, malowniczy i trafiający w serce. Akcja toczy się płynnie i wartko. Każda z postaci jest wykreowana w sposób interesujący i charakterystyczny. Magdalena Kawka wyraziście odtwarza lwowską atmosferę, gwarę i normy obyczajowo-społeczne. Świetnie pokazuje portret polskiego społeczeństwa, które stało się ofiarą nie tylko faszyzmu, ale i nienawiści ze strony Ukraińców oraz represji stalinowskich.
Lektura spodobała mi się od pierwszej strony. Ta książka wzrusza, uczy i celnie przekazuje historyczną prawdę. Dokładnie tak było, ale mimo to w polskich rodzinach nie zamarły serca. Czasem słabiej, ale zawsze tliła się wiara i nadzieja w odzyskanie wolności. Nie zamierał patriotyzm, zew walki i przetrwania oraz pomocy innym. Ten czas był wielką miarą i egzaminem człowieczeństwa, które bohaterowie książki w większości zdali celująco. Ta powieść obfituje w wiele ciekawych scen, dialogów, gwarantuje ogrom emocji. Wciąga i pociąga. Jest dość obszerna, ale trudno ją odłożyć choćby sen mocno chciał objąć w swe objęcia. Osobiście przeczytawszy pierwszy tom bez zbędnej zwłoki zagłębiłam się w kolejny. Zdradzę, że jest równie świetny. To dla mnie zaszczyt, że mogę Wam polecić tak genialną książkę. Miłośnikom sag z historią w tle obowiązkowo polecam.
Inne książki Magdaleny Kawki, które przeczytałam
"Rzeka zimna"
cudownyswiatksiazekmalineczki: Magdalena Kawka "Rzeka zimna" (cudownyswiatksiazek3.blogspot.com)
"Wyspa z mgły i kamienia"
Cykl "Kobiety nieidealne" napisany wraz z Małgorzatą Hayles
piątek, 9 kwietnia 2021
Justyna Balcewicz "Karuzela"
Wydawnictwo Skrzat
data wydania 2021
stron 432
ISBN 978-83-8207-044-6
"Na karuzeli życia pokręcisz się"
Nasze życie jest jak jazda na karuzeli. Raz jest w nim pod górę, raz spadamy w dół. Oczywiście bywają i dobre momenty, które chcemy zapamiętać na zawsze. Niestety, nie zawsze na wszystko co nas dotyka mamy wpływ. Czasem kręcimy się porwani pędem życia i nie możemy zwolnić ani przyśpieszyć. Musimy się dostosować i dać się ponieść losowi wierząc w swój fart. Czy w takich sytuacjach pomocne są pieniądze? W pewnym sensie tak, ale nie stanowią one jakieś super polisy, która zawsze będzie niezawodnym kołem ratunkowym, które zadziała w potrzebie. Miliony ludzi na świecie gonią wciąż za swoim szczęściem, za fortuną, za bogactwem, które niejedno ma imię. Po drodze zbierają pakiet doświadczeń od losu w gratisie. Ta wiedza czasem ich mocno zmienia i daje prawdziwie cenne oraz wartościowe lekcje.
Ostatnio bardzo chętnie sięgam po rodzime powieści obyczajowe. Wręcz chłonę je jedna po drugiej. Wybierając lektury według tego kierunkowskazu w moje ręce trafiła najnowsza powieść Justyny Balcewicz. Do tej pory Autorki mi nieznanej. Opis zachęcił mnie skutecznie by zagłębić się w tę fabułę. Jak było? Interesująco. Od razu zapunktował u mnie sposób konstrukcji powieści, która opisuje losy dwojga całkowicie różnych bohaterów. Kobiety i mężczyzny. Różni ich bardzo wiele. Wiek, pochodzenie, poglądy, status życiowy oraz bagaż doświadczeń stawiają Kasię i Tadeusza na dwóch różnych biegunach. Naprzemiennie poznajemy historię każdego z nich. W pewnym momencie ich życiowe ścieżki łączą się i splatają, ale żadnych innych informacji w tej kwestii Wam nie zdradzę by nie zepsuć przyjemności czytania.
Kasia jest młodą kobietą, która mimo iż ukończyła studia tkwi w nieciekawej i słabo płatnej pracy w której nie może się rozwijać ani mieć satysfakcji z tego, co robi. Pewnego dnia dowiaduje się, że w swojej firmie jest zbędna i zostaje w ciągu chwili osobą bezrobotną. W myśl koncepcji, że nieszczęścia chodzą parami rozstaje się także ze swoim chłopakiem przy którym więdła do tej pory jak kwiat bez wody. Jacek nie ma życiowych ambicji ani planów. Zamiast wspierać Kasię tylko ją dołuje, a ta ma tego już dość. Poruszona impulsem decyduje się zrobić życiową rewolucję i zmienić w swoim życiu wszystko. Znaleźć pracę marzeń i idealnego faceta. Wyprowadza się do przyjaciółki i skupia się na konstruowaniu szałowego cv, które otworzy jej drzwi do wielkiej kariery.
Tadeusz to starszy pan, który urodził się w niezbyt zamożnej rodzinie w 1930 roku. Doświadczenia z jego dzieciństwa utwierdzają go w przekonaniu, że pieniądze dają szczęście i by być szczęśliwym trzeba po prostu dorobić się fortuny. Im większej tym lepszej. Gdy poznaje Ninę, nieosiągalną dziewczynę ideał postanawia, że ją zdobędzie, a drogę do jej serca otworzy mu kasa. Status milionera ma mu dostarczyć to, o czym marzy. Dlatego łakomie spogląda na pewien interes..
Czy główni bohaterowie osiągną swoje cele i marzenia? Kiedy i w jakich okolicznościach się spotkają i co ich połączy? Jak zazębią się ich dwa różne światy? By się tego dowiedzieć musicie sięgnąć po książkę, która dostarczy odpowiedzi na powyższe pytania.
Powieść Justyny Balcewicz okazała się lekturą pełną tajemnic, która niejednokrotnie mnie zaskoczyła. Była nieprzewidywalna, a to zapewniało zainteresowanie i przyjemność czytania. Nie odebrałam ją w sposób jednakowy. Były w niej fragmenty mniej lub bardziej ciekawe i lektura wprawiała mnie w czytelniczą sinusoidę. Reasumując to jednak dobra książka, której poświęcenia czasu kompletnie nie żałuję. Chłonięciu kolejnych stron towarzyszyły emocje. Nie zawsze były one silne, ale nigdy ich nie zabrakło. Głównych bohaterów szybko polubiłam i z ekscytacją poznawałam ich przeżycia, odkrywałam ich decyzje oraz motywy jakimi się kierowali. Kasi bardzo dopingowałam z racji tego, że podziwiam osoby, które stać na podjęcie odważnych rozwiązań i konkretne zmiany. Autorka ciekawie zestawia dwie historie osób, które młodość przeżyły w dwóch różnych epokach czasowych. Oczywiście wiele je różni, ale jeśli się starannie dopatrzymy to są jednak rzeczy niezmienne i stałe mimo upływającego czasu i zmian jakie zachodzą na świecie.
Reasumując ta powieść to książka o szukaniu szczęścia, odkrywaniu życiowych dróg i podążaniu ku marzeniom, które drzemią przecież w każdym z nas. Lektura niekiedy prowokuje nas do refleksji, obnaża prawdę o cenie i wartości życiowych pokus, pokazuje, że niekiedy pewne cele są niewarte przysłowiowej świeczki i możemy sobie odpuścić bieg za nimi. Odkryjcie przesłanie tej książki, z którym w pełni się zgadzam.


























