Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 stycznia 2022

Robert Beatty "Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy"

 




Wydawnictwo Literackie

data wydania 2022

stron 374

ISBN 978-83-0807-474-9


Witajcie w świecie Willi!


Ktoś kiedyś napisał, że książki są stworzone po to, by przenosić się bez przeszkód w czasie i przestrzeni. Ja do tego dodam, że świat literatury jest po to, by odkrywać nowe przestrzenie, które narodziły się tylko w umyśle Autorów i tak naprawdę nie istnieją, ale zajrzenie do nich jest niezwykłą przygodą i miłą odskocznią od rzeczywistości. 

Nowy Rok rozpoczęłam lekturą właśnie takiej powieści, która z realnej rzeczywistości, obecnie dość przygnębiającej, przeniosła mnie do świata pełnego przygód, walki dobra ze złem i tajemnic oraz magii. Jestem świeżo po lekturze drugiej w cyklu "Willa" powieści Roberta Beattego, która opowiada losy nastoletniej leśnej czarownicy wywodzącej się z rodu Feiranów. Jest to kontynuacja tytułu "Willa, dziewczyna z lasu" i publikacja adresowana do młodego pokolenia. Ale czy tylko do niego? Ja jestem dużo starsza, a ta książka mnie mocno zauroczyła, bardzo się spodobała i zrobiła świetne wrażenie. Z ręką na sercu dodam, że od samego początku czytania doceniłam kunszt pióra jej Autora i zakochałam się na zabój w opisie świata, w którym rozgrywa się fabuła. Jest on magiczny, pełny niebezpieczeństw i niespodzianek, brutalności, ale i ma w nim swoje miejsce dobro, które na pewno mieszka w sercu głównej bohaterki.

 Willa ma zaledwie naście lat. Jej narodziny zbiegły się z trudnymi czasami dla jej klanu, który był wyniszczany przez przemoc i głód. W wieku sześciu lat dziewczynka straciła siostrę bliźniaczkę, matkę i ojca. Przez kolejne sześć lat była wychowywana przez babcię. W jej serce zostały mocno wszczepione stare feirańskie tradycje. Willa mająca nadprzyrodzone zdolności może wtopić się niepostrzeżenie w otoczenie. Jest opiekunką roślin i zwierząt. Pewnego dnia staje się świadkiem niszczenia starych drzew w lesie przez wrogich drwali i pod jej opiekę dostaje się mały niedźwiadek, którego matka zostaje na oczach Willi zabita. Z tym bezbronnym maleństwem dziewczyna wraca do swojego domu. Co dalej ją czeka? Jakie niespodzianki przyniesie jej los? Czy uda jej się ochronić malucha przed złem? Czy spotkane cieniste stwory będą jej sprzymierzeńcami czy wrogami? Zapraszam do lektury książki, która dla mnie jest przepiękna i wypełniona urokliwą magią! Ma swój czar, urok i niepowtarzalny klimat. Oplata duszę niczym bluszcz i pochłania zmysły! 

Powieść Roberta Beattiego ma bardzo wiele walorów. Mnie szczególnie spodobał się język jakim jest napisana, styl w jakim ją stworzono i genialność opisów jakimi posłużył się Autor. Prozie nie sposób nie przyznać elegancji, eteryczności, delikatności i gracji. Czytanie tej historii jest naprawdę wielką frajdą i wyjątkową przyjemnością. Osobiście wobec jej uroku przepadłam całkowicie dla świata. Stałam się totalnie nieobecna i zachwycona. Książka w swojej treści zawiera ważne przesłania. Powieść uczy szacunku do natury, świata fauny i flory, gloryfikuje miłość i troskę o rodzinę oraz tych, na których nam zależy. Ta baśniowa opowieść szybko podbiła moje serce i wciąż w nim trwa. Jest niczym coś ogromnie przyjemnego o czym nie chce się zapomnieć, co ma trwać w pamięci jak najwspanialsze wspomnienie. 

Powieść jest napisana bardzo dynamicznie i z pomysłem. Na jej stronach bardzo wiele się dzieje. Nietuzinkowi bohaterowie, mnóstwo zwrotów akcji, barwne opisy sprawiają, że z tym tytułem naprawdę trudno się rozstać. Z całego serca polecam ją nie tylko młodym czytelnikom, ale i starszym pokoleniom. Ta książka nieprzypadkowo była numerem 1 listy bestsellerów "New York Timesa". Dajcie się porwać jej magii! Naprawdę warto!!!

Moja ocena 12/10!!!

wtorek, 18 maja 2021

Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik "Seksualne życie Polaków"

 



Wydawnictwo WAB
data premiery 2 czerwca 2021
stron 256
ISBN 978-83-2808-891-7

Współczesny Polaków portret seksualny

Rewolucja seksualna w Polsce stała się faktem. Możemy temu przeczyć, ale obecne młode pokolenie inaczej podchodzi do sfery intymnej niż ich rodzice i dziadkowe. Seks przestał być tematem tabu. Mówimy o nim dużo i odważnie. Można śmiało powiedzieć, że w tym aspekcie, w tej sferze życia dogoniliśmy Europę bardziej niż w sferze gospodarczej. Oczywiście znajdą się osoby które będą lekturą książki "Seksualne życie Polaków" zgorszone i zbulwersowane, jednak przeczenie, że pewne zjawiska nie funkcjonują w polskiej sferze erotycznej mijałoby się z prawdą. 
Miałam okazję poznać tę publikację jeszcze przed premierą. Byłam jej ciekawa. Lektura okazała się nieco inna niż się spodziewałam, ale i też za wiele od moich wyobrażeń nie odbiegła. 

Jej Autorzy pokazali różna oblicza seksu jakie funkcjonują obok siebie. Większość z nich jest odważna, może dla pewnych osób nietuzinkowa, ale nie możemy zaprzeczyć, że ich amatorzy nie robią tego czy tamtego. Dziś seks Polaków nie ogranicza się już tylko do ich sypialni. Można powiedzieć, że seks jedną nogą wyszedł z sypialnianego podziemia i wkroczył w miejsca bardziej otwarte i publiczne. Łono natury, kluby, sfera interaktywna też są punktami gdzie seks się uprawia. Wielu Polaków zaczęło otwarcie przyznawać się do swoich upodobań i szukać ich spełnienia. Odwagi dodaje wielu osobom przestrzeń wirtualna.  Czaty, pokazy za pomocą kamerek internetowych, fora zachęcają by spełniać swoje fantazje. W Polsce coraz prężniej zaczęły funkcjonować seks shopy. Klienci odważniej robią w nich zakupy, wzbogacają swoje życie intymne gadżetami. 

Autorzy pisząc o polskim współczesnym seksie pokazują odważnie jego nietypowe oblicza. Wychodząc z założenia, że nic co ludzkie nie jest obce zapraszają na wycieczkę do klubu swingerskiego czy studia BDSM. Przedstawiają pracę osób prowadzących transmisje on line oraz zasady funkcjonowania polskiego porno biznesu. W stosunku do zagranicznych realiów on dopiero dojrzewa i raczkuje, ale jest i się rozwija. Na kartach publikacji znajdziecie dość obszerny wywiad z polską gwiazdą porno biznesu - mężczyzną, który po ukończeniu szkoły aktorskiej pracuje w branży i filmowej i porno. 

Ta książka zdecydowanie łamie wiele tematów tabu i potwierdza różne zjawiska, które w Polsce od pewnego czasu funkcjonują. Odważnymi słowami pokazuje rodzime realia, które z jednej strony część osób gorszą, ale i części dają odwagę ujawniania swoich marzeń i preferencji. Za zasłoną wstydu w sypialniach Polaków  i nie tylko w nich wiele się dzieje, a ludzie odkrywają swoje zachcianki i preferencje. Postęp edukacyjny trwa, a młode pokolenia stają się całkowicie inne od tych sprzed kilkudziesięciu lat. 

To nie jest sztampowa lektura, którą ograniczają sztywne ramy. Czyta się ją z zaciekawieniem, ale nie jest ona też zbyt łatwa w odbiorze. Wymaga skupienia na tekście, otwartości na różne warianty w sferze seksu. Autorzy nie szukają jednak taniej sensacji, co uważam za ogromny plus tej książki. Chcą jedynie przedstawić prawdziwe oblicze stanu faktycznego, który na pewno jest zjawiskiem ciekawym socjologicznie. Lekturę polecam, choć jestem przekonana, że jedni czytelnicy będą bili Autorom brawa, a inni mocno ich skrytykują. 



wtorek, 30 marca 2021

Monika Sawicka " Nie bo piekło"

 


Wydawnictwo E-bookowo
data wydania 23 kwietnia 2021
stron 105

Kara bez winy

Od października ubiegłego roku w Polsce oprócz pandemii covid19 zaczęło być głośno jeszcze o jednym, trudnym temacie. Rządzący zafundowali polskim kobietom zaostrzenie prawa aborcyjnego. W myśl niego Polki nie mogą dokonać aborcji w sytuacji, gdy ich nienarodzone dziecka posiada wady letalne. Czym one są? Otóż są to zaburzenia rozwojowe u płodu, większość z nich powstaje w bardzo wczesnym etapie ciąży. Ich rozpoznaniu służą badania prenatalne. Ich potwierdzenie jest niestety wyrokiem. Możliwości są okrutne: poronienie, urodzenie nieżywego dziecka, śmierć tuż po narodzinach często przy przedwczesnym porodzie. Ciąża płodu z wadami letalnymi niesie często ze sobą zagrożenie życia i zdrowia matki. Najczęściej spotykane wady letalne to ektopia serca, syronemelia - zespół syreny lub anencefalia. 

Co czuje matka, która po chwilach radości i euforii, po dwóch kreseczkach na teście dowiaduje się o tak tragicznej sytuacji i jak wielki to dramat trudno mi sobie wyobrazić. To musi być niewyobrażalny ból, rozpacz, gorycz, cios w serce. Jak bardzo muszą cierpieć kobiety tak okrutnie doświadczone przez los? 
Sama na szczęście nigdy nie byłam w takiej sytuacji, podobnie jak większość kobiet, a to nie znaczy, że my wszyscy jako społeczeństwo mamy milczeć o tym temacie. Nie, absolutnie nie można tej kwestii zamieść pod dywan, nie można uważać jej za wstydliwą. Nie można o niej milczeć. Nam, kobietom należy się wybór, a nie zakaz. My powinnyśmy mieć prawo same zdecydować czy usunąć płód dotknięty tak poważnymi wadami czy urodzić. 

Tego tematu nie bała się podjąć w swojej jakże wyjątkowej książce Monika Sawicka. Pisarka mająca w swoim dorobku już sporo świetnych książek, ale i matka, kobieta, która 30 lat temu miała wybór i go dokonała. Dziś Pani Monika dokładnie rozumie cierpienie i udrękę Polek, którym wszelkie prawa odebrano i nakazano przymusowy heroizm, sprowadzono do roli inkubatora, uprzedmiotowiono i postawiono pod murem.
"Nie bo piekło" to zbiór opowiadań. Jest ich piętnaście, a każde z nich inspirowane jest prawdziwymi zdarzeniami. Tragediami, które nigdy nie powinny się zdarzyć, a jednak przeszyły serca matek ogromnym bólem. Przeczytanie ich wymaga odwagi, bo to bardzo smutne historie. Opowieści bez happy endu, którym powinna przecież kończyć się ciąża. Mama po porodzie - siłami natury czy cesarskim cięciu- powinna utulić w ramionach malucha. Bohaterkom opowiadań ten przywilej zabrano. One nie miały co tulić. Ich dzieci nie wydały radosnego pierwszego krzyku, nie oznajmiły małym gardełkiem, że już są, że już rozpoczęło się ich życie. 
Każda z piętnastu bohaterek jest inna. Dotyka ją ta sama sytuacja czyli ciąża obciążona wadami letalnymi, ale inaczej rozwija się ich sytuacja. Niestety, każde z dzieci przed lub po narodzinach umiera. Każda z matek musi radzić sobie z niewyobrażalną traumą i bólem po stracie. Niestety, nie tylko z tym. Czasem, gdy zadecyduje o aborcji, bo wtedy jeszcze kobiety miały takie prawo, skazana jest na ostracyzm, krytykę, poniżenie. Zamiast wsparcia i pomocy psychologicznej musi zostać jeszcze obrzucona błotem, zastraszona piekłem, zdeptana. Sędziów jest wielu, wyroki surowe, kara okrutna, choć winy nie ma. Bo nikt nie ma prawa decydować za kogoś. Nikt nie żyje czy umiera za kogoś. Nagle jednak sędziowie mnożą się na potęgę, wytykają palcami, ferują wyroki. Ofiara dostaje często kolejny cios od otoczenia, choć już raz znokautował ją okrutny los. 

Kobiety - bohaterki publikacji na hiobowe wieści reagują różnie. Jedne decydują się donosić ciążę, inne nie. Jedne decydują się urodzić, inne nie. Mają do tego prawo. Ta lektura mocno to akcentuje. Autorka całym sercem podkreśla prawo wyboru kobiet do własnych decyzji zgodnych z ich sumieniem. My jako naród, jako społeczeństwo nie mamy żadnego, ale to żadnego prawa wtrącać się do cudzego życia. Absolutnie nie powinniśmy nikogo poniżać, strofować, piętnować. Kobiecie, jakąkolwiek podejmie decyzję, należy się wsparcie i pomoc. 

To nie była łatwa lektura. Choć tytuł nie jest grubym tomiszczem, to czytanie zajęło mi sporo czasu. Musiałam ocierać łzy, musiałam płakać w poduszkę, przeżywałam z bohaterkami ich dramaty. Współczułam im mocno, chciałam utulić, bo słowa pociechy nie są tu moim zdaniem potrzebne. One wydają się puste naprzeciw dramatu jaki się rozegrał. One są zbędne i nie wyrażają tego, co jest potrzebne. Potrzebne zaś jest wsparcie, brak krytyki, zrozumienie i prawo do bycia sobą, do życia zgodnie ze swoim sumieniem. 
To bardzo potrzebna książka, która uczula na problem i bardzo mocno akcentuje go. Brawa dla Autorki za odwagę pojęcia się tematu do niedawna tabu. Brawa za to, że odważnie pokazuje bolesny temat i nie osądza, nie krytykuje. Świetnie, że pokazuje to, co jest istotne, co powinniśmy zrobić, a czego nie. Uczmy się tolerancji, która w tej delikatnej sprawie jest niezbędnie potrzebna. Nie zaglądajmy komuś do brzucha i do serca. Uszanujmy prawo do intymności, do samostanowienia o sobie. 
Tytuł gorąco polecam. Niech dotrze i pokaże właściwe sedno tej sprawy. Dajmy wybór, wspierajmy, nie bawmy się w sędziów. 
Oby ta książka znalazła jak najszersze grono odbiorców. Oby było o niej głośno. Oby spełniała swoją misję i przekaz jaki Autorka w niej zawarła zrozumiało jak najwięcej osób. 

wtorek, 26 maja 2020

Andrzej G. Kruszewicz "Sekretne życie zwierząt"



Wydawnictwo Rebis
data wydania 3 czerwiec 2020
stron 240
ISBN 978-83-8062-624-9

Nic, co zwierzęce nie jest nam obce!

Lubice zwierzęta? Interesuje Was świat fauny? To polecę Wam gorąco lekturę pewnej publikacji, której premiera będzie miała miejsce na początku czerwca. Od razu dodam, że książka jest przepięknie wydana i ogromnie ciekawa. Idealna dla każdego bez względu na wiek, płeć i miejsce zamieszkania. Doskonale nadająca się na prezent ofiarowany z różnej okazji. To tytuł ponadczasowy, napisany w niezwykle przystępny sposób przez zawodowca, który jest wybitnym zoologiem. 

Jej Autor, Andrzej G. Kruszewicz z wykształcenia jest lekarzem weterynarii. Pełni od 2009 roku funkcję dyrektora Azylu dla Ptaków w Miejskim Ogrodzie Zoologicznym w Warszawie. Jego pasją jest ornitologia i świat zwierząt. Jest też Autorem wielu książek o tematyce zwierzęcej. Z jego publikacji bije wielka pasja i miłość do świata fauny, który jak się okazuje jest naprawdę niezwykle fascynujący, tajemniczy i zagadkowy. Ma swoje sekrety, a zwierzęta są do nas ludzi niekiedy bardzo, bardzo podobne. Jeśli zaintryguje Was to stwierdzenie to znak, że polecaną przeze mnie dziś książkę po prostu musicie poznać. Ma ona wiele atutów. Dwa z nich są moim zdaniem kluczowe. Chodzi mi o sposób przekazania rzetelnych informacji i prostą formę czyli porzucenie fachowego "bełkotu" na rzecz prostego stylu i języka, a wszystko dla dobra czytelników, którzy przecież są w większości amatorami i laikami. Nie sztuka bowiem napisać kolejny fachowy podręcznik. Sztuką, która się Autorowi udała jest dotrzeć do zwyczajnego zjadacza chleba, pokazać mu fenomen świata zwierzęcego, zwrócić jego uwagę, zachęcić do eksploracji, pogłębiania wiedzy i obserwacji stworzeń, które nas otaczają. 

Andrzej Kruszewicz idealnie wybrał treść do swojego tytułu. Świetnie przefiltrował najciekawsze informacje i pogrupował je w dziesięć rozdziałów. Poszczególne z nich dotyczą władzy wśród zwierzaków, dominacji samic, dominacji samców, życia rodzinnego i wierności. Prokreacji i zwyczajów związanych z rozrodem. W każdym rozdziale po krótkim wstępie Autor skupia się na przykładach wziętych z życia konkretnych gatunków. By oddać prawdę trzeba przyznać, że pisze nad wyraz ciekawie, błyskotliwie i zajmująco. Doskonale trzyma pióro, ciekawie oprowadza nas po krainie, którą jak się okazuje znamy tylko pozornie dobrze. Bardziej błądzimy wśród mitów i mamy niekiedy mylne pojęcie. A zwierzaki naprawdę prowadzą ciekawe życie osobiste i "zawodowe". Mają swoje wytyczne, zwyczaje i przyzwyczajenia. I kto tu kogo naśladuje? My ich czy one nas? 

Z ręką na sercu piszę, że nie, podkreślam jeszcze raz nie czytałam lepszej książki przyrodniczej. Nikt, tak jak Andrzej Kruszewicz nie zainteresował mnie przyrodniczym tematem. Bez przymusu i z pełną świadomością stwierdzam, że tytuł porywa i sprawia, że inaczej patrzymy na zwierzaki. Treść jest pełna ciekawostek. 
Napisana z humorem książka jest warta rekomendacji. Polecam, naprawdę świetna propozycja. 

środa, 13 maja 2020

Mario Escobar "Dzieci żółtej gwiazdy"


Wydawnictwo Kobiece
data premiery 20 maja 2020
stron 408
ISBN 978-83-66520-45-5

Dom jest tam, gdzie rodzina

Są książki, które na zawsze zostają w pamięci czytelników. Są Autorzy, którzy do mistrzostwa opanowali granie na najczulszych strunach duszy swoich odbiorców. Dla mnie takim twórcą jest znany i popularny pisarz, autor "Kołysanki z Auschwitz" Mario Escobar. Jego proza łączy w sobie prostotę ubrania w słowa brutalnej prawdy, perfekcyjne opowiedzenie słowami o wstrząsającej przeszłości i wyjątkowe ukazanie historycznych wydarzeń na przykładzie losów zwykłych ludzi, którym przyszło żyć w potwornych czasach. 
Najnowsza powieść Escobara będzie miała w naszym kraju premierę 20 maja. Mogłam ją przeczytać szybciej i już teraz, gdy do pojawienia się jej w księgarniach zostało kilka dni pragnę Was namówić na jej lekturę, na jej przeczytanie, na poznanie historii dwóch braci, którym wojna i szaleństwo Hitlera zrujnowały szczęśliwy świat. Skróciły dzieciństwo, zabrały różowe okulary przez jakie patrzą i poznają świat dzieci. 

Rok 1942. Europą targa najstraszliwsza z wojen. Szczęśliwy świat tysięcy rodzin rozpadł się na drobne kawałki. Wśród nich jest żydowska rodzina Steinów. Bracia Jakob i Moise znajdują się w Paryżu pod opieką ciotki. Rodzice chłopców ze względu na swoją narodowość muszą się ukrywać i szukają dla siebie bezpiecznego gniazda. Tam, gdzie żyli do tej pory grozi im zagłada, śmierć, wywózka do obozu koncentracyjnego i trafienie do krematorium. 
Jeden dzień, jedna godzina, jedna obława zmienia życie braci. Aresztowani trafiają na velodrom wraz z setkami francuskich Żydów. By przeżyć muszą uciekać z tego miejsca, muszą być o krok przed obławą, muszą odszukać rodziców. A wokół trwa wojna, chaos, eksterminacja ich rodaków. Wokół trwa nieustanna walka o każdy dzień życia. Czy uda im się przetrwać? Czy odnajdą mamę i tatę? Czy łut szczęścia pozwoli im wyrwać się z piekła? 

"Na szczęście składają się małe decyzje, które zbliżają nas do spełnienia marzeń" (str. 223)
Powyższa teza jest niczym motto przepięknie utkanej i nakreślonej za pomocą słów fabuły. Dałam się jej ponieść i przenieść do okupowanej przez nazistów Francji, która stała się sceną wielu dramatów. Ze łzami w oczach śledziłam losy dwójki małych chłopców, którzy pozostawieni sami sobie i opiece ludzi dobrej woli musieli wydostać się z otchłani piekła. W tym czasie dorośli w ekspresowym tempie, ograbiono ich z niewinności i tego, co dzieciom właściwe. Na ich drodze los postawił różnych ludzi, którzy poświecili wiele by ich ratować. 

Tę powieść czytało mi się bardzo szybko. Emocjom nie było końca. Wzruszeniom także. 
Treść tej książki wyryła w moim sercu znamię. Uwrażliwiła mnie na krzywdę tysięcy dzieci podobnych głównym bohaterom. Uzmysłowiła na jak wiele stać bezbronne dzieci, jak wielka drzemie w nich siła, na jak ogromne bohaterstwo są gotowe. Dziś żyjąc w pokoju nie doceniamy jak wiele mamy. Historia Jakoba i Moisa bardzo wiele mi uświadomiła. 
Mario Escobar napisał genialnie. Główne postaci książki są fikcyjne, ale inspiracją do ich wykreowania są doświadczenia wielu dzieci, które w tamtym okresie przemierzały świat uciekając od śmierci i zagłady. Sylwetki braci Stein są więc symbolem, któremu pisarz oddaje hołd. Wiele wydarzeń opisanych w fabule wydarzyło się naprawdę. Wiele zdarzeń na zawsze zmieniło życie milionów ludzi, którzy stracili to, co najcenniejsze - życie, zdrowie czy rodzinę przez szaleństwo nazistów. 

Gdybym chciała opisać wszystkie walory tej lektury obawiam się, że stworzyłabym całkiem spore opowiadanie. Z treści czuć, że Autor tworzył ją sercem, że w pracę literacką włożył nie tylko duszę, ale i talent oraz swoje umiejętności. Nie ukrywam, że płakałam w trakcie lektury, że z niecierpliwością odwracałam strony ciekawa co dalej, czy się uda, czy rodzeństwo dotrze na bezpieczny ląd. 
To był wybitny tytuł, który ogromnie doceniam i polecam. To była praktyczna lekcja historii opowiedziana w przemawiający sposób. To była możliwość spojrzenia na historyczne wydarzenia opowiedziane na konkretnym przykładzie. 

Ta powieść ma wiele walorów i na zawsze zostanie w moim sercu. Jestem przekonana, że będzie miało to miejsce w przypadku każdego, kto zatopi się w jej treści. Polecam i rekomenduję przekonana, że czeka Was czytelnicza uczta. 

wtorek, 3 marca 2020

Angela Hunt "Królewskie piękno. Estera"


Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2020
stron 416
ISBN 978-83-240-7005-3
seria Królewskie Piękno tom I

Miłość czyni cuda, miłość ma moc

Zagłębiając się w najnowszą powieść Angeli Hunt przeniosłam się daleko zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Znalazłam się w świecie, który jest znany z kart Biblii i poznałam niezwykłą młodą kobietę. Żydówkę z pochodzenia, której życie miało biec diametralnie innymi torami. Tak planowali jej opiekunowie. Uroda dziewczyny sprawiła, że spełniło się jej marzenie by mieszkać na królewskim dworze. Wyobrażenia okazały się jednak całkiem inne niż realna rzeczywistość, a życie u boku króla wcale nie miało wiele z bajki. Było niczym róża mająca spore kolce.

Hadassa była wychowywana przez kuzyna i jego żonę, którzy zaopiekowali się sierotą najlepiej jak potrafili i traktowali jak własną córkę. Planowali jej przyszłość i małżeństwo mając na uwadze zarówno reguły swojej społeczności, jak i szczęście dziewczyny. Wybrali jej męża za aprobatą młodej kobiety. Gdy para wyruszyła w podróż do Jerozolimy by tam złożyć małżeńską przysięgę Hadassa została porwana i trafiła do haremu króla Kserksesa. Władca po oddaleniu królowej Waszti poszukiwał kolejnej żony. Hadassa, która przybrała imię Estera zauroczyła go od pierwszej nocy. Wkrótce odbyła się jej koronacja. Czy to był początek szczęścia i bajkowego życia uroczej Żydówki? 

Choć czytam bardzo dużo już dawno żadna powieść tak mocno mnie nie oczarowała. Gdy rozpoczęłam jej lekturę od razu czułam się zniewolona jej urokiem. Momentalnie oczami wyobraźni znalazłam się w innym, nieznanym mi świecie. Wśród ludzi nie mających pojęcia o postępie technicznym i cyfrowych nowinkach, żyjących wobec niekiedy trudnych do zrozumienia współcześnie reguł, mających jednak te same słabości, wady i zalety. Kierujących się podobnymi emocjami i chcących być szczęśliwymi. 
Główna, tytułowa bohaterka stała mi się momentalnie bliska i od razu obdarzyłam ją wielką sympatią. Estera była piękna, ale uroda przysporzyła jej w życiu więcej kłopotów niż korzyści. Okazała się też kobietą mądrą i odważną, odpowiedzialną i delikatną. Zdecydowanie wyróżniała się na tle swoich rówieśniczek i mieszkanek pałacu z którymi przyszło jej mieszkać. Żyjąc na królewskim dworze przeszła metamorfozę i dojrzała. Stała się świadoma swoich walorów, poznała siłę uczucia i smak ryzyka. Obcy był jej egoizm. Wierna religii i dobru swojej nacji postawiła wszystko na jedną kartę. Zaryzykowała, postawiła na szali własne życie. Stała się bohaterką, osobą godną podziwu. 

Powieść jest napisana przystępnym i łatwym w odbiorze językiem. Autorka z łatwością oddała słowami klimat starożytności i przybliżyła bardzo plastycznie obcą współczesności rzeczywistość. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Jej treść jest przejrzysta i zrozumiała, a zarazem obrazowa i wciągająca. Tytuł nie okazał się nudny, zbyt obciążony realiami historycznymi. Wątek romansowo-miłosny poprowadzono bardzo konstruktywnie. Angela Hunt zastosowała ciekawy sposób narracji. W powieści jest dwoje głównych narratorów: Estera i najbliższy sługa króla eunuch Harbona. Każde z tej pary przekazuje wydarzenia swoimi oczami. Oboje okazują się bardzo inteligentnymi i spostrzegawczymi obserwatorami wydarzeń. Pokazują świat komentując dziejące się na ich oczach wydarzenia i nie zawężają zbytnio swojej perspektywy. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że przeniósł się do tamtych lat i obserwuje na żywo świat biblijny. To bardzo ciekawe i niepowtarzalne doświadczenie. 

Akcja powieści jest wartka, choć niezbyt szybka. Opisy nie dominują nad dialogami. Tytuł z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom dworskich romansów i powieści historycznych napisanych ze starannością i pedantyczną precyzją o szczegóły. Ta książka jest niczym barwna mozaika, mieni się przeróżnym barwami i niesamowicie przyciąga do siebie. Gorąco polecam jej lekturę, która gwarantuje wspaniałe wrażenia. Dajcie się ponieść jej treści, poznajcie Esterę i odległe czasy, które miały w sobie niepowtarzalny urok. Gwarantuję, że się nie rozczarujecie. Wspaniały początek serii, której kolejne tomy będą poświęcone takim kobietom z kart Biblii jak Batszeba i Dilala. Na pewno po nie sięgnę. 

środa, 5 lutego 2020

Kristy Cambron "Motyl i skrzypce"


Wydawnictwo Znak
data premiery 12 luty 2020
stron 384
ISBN 978-83-24-060-040-5

Płyną łzy i płacze serce

Jedna powieść, dwie przestrzenie czasowe, dwie powiązane ze sobą historie, morze emocji i wzruszenia. Tak najkrócej można opisać powieść Kristy Cambron, którą przeczytałam w dwa wieczory roniąc morze łez. Po skończeniu czytania treść tego tytułu nadal mnie nurtuje, nadal szaprie moją duszę. Tak, nie mogę przestać myśleć o losach utalentowanej skrzypaczki Adele i jej ukochanego Vladimira, którym przyszło żyć i kochać w czasach, kiedy ziemia stała się piekłem. 

Gdy się poznali połączyła ich miłość na przekór ludziom i światu, muzyka oraz chęć pomocy wiedeńskim Żydom. Za swoje czyny trafili do obozu koncentracyjnego. Rodzina Adele wyrzekła się jej. Ojciec, wysokiej rangi generał Trzeciej Rzeszy wydał wyrok na własną córkę bez wahania. Ale na ich drodze pełnej cierni, zła i cierpienia stanął jeszcze ktoś, kto ich chronił, ktoś, kto się nimi opiekował, ktoś, komu zaufali. Bóg, który nie pozostał obojętny na ich prośby i błagania. 

Kilkadziesiąt lat później, Serę i Williama łączy chęć odnalezienia pewnego obrazu. Portretu młodej kobiety, więźniarki, który ma być kluczem do pewnej istotnej sprawy. Te dwie historie mają współny mianownik, a odkrywanie przeszłości okazuje się bardzo cenną życiową lekcją z której płynie wiele dobra, tragizmu i miłości. 

Po lekturze tak wybitnej książki, tak wymownej powieści, tak mocno wzruszającej prozy trudno zebrać myśli, trudno opisać słowami co czuje serce i dusza. To nie jest moje pierwsze spotkanie z literaturą obozową, bo miało ono miejsce gdy miałam zaledwie 12 lat. Niemniej jednak każdy kontakt z takimi książkami mocno mną targa. Wyzwala niesamowitą zadumę nad tragizmem setek tysięcy ludzi, którzy trafili do obozów i utracili swoją tożsamość na rzecz wytatuowanych numerów. Nic nie usprawiedliwia takiego bestialstwa, takiej zbrodni. Ale nawet w piekle tli się nadzieja i mieszka dobro. Doświadczyła tego młodziutka Adele, której świat w mgnieniu oka zmienił się nie do poznania. A jednak nawet tak wielkie zło nie złamało jej, a muzyka oraz miłość okazała się lekiem na całe zło. 

"Motyl i skrypce" to książka, która wiele uczy, wiele uświadamia, wiele pokazuje. Jest niczym żywy obraz, który niezwykle wyraziście dotyka i uświadamia piekło obozowego życia, okrucieństwo nazizmu i życia za murami Auschwitz. Czytając dosłownie zamierałam, a żywe obrazy przesuwały mi się przed oczyma. Czułam to, co Adele. Bezgłośnie łkałam świadoma ogromu tragedii, która bezlitośnie dotykała ludzkość. Oprócz tego, że tę powieść przeczytałam ja ją przeżyłam. Jej treść wypaliła znamię w mojej duszy. 

Powieść jest napisała rewelacyjnie. Jej lektura momentami okazuje się trudna, że względu na nadmiar ładunku emocjonalnego zawartego na poszczególnych stronach. Taka była niestety prawda o obozowym życiu, które biło bezlitośnie po twarzy. Po lekturze która była niczym rekolekcje poczułam wdzięczność za dar życia w pokoju, za to, że nie musze borykać się z piekłem wojny. 
Gorąco polecam przeczytanie tej książki wszystkim bez wyjątku, a zwłaszcza młodym czytelnikom, którzy nie mają już bezpośredniego kontaktu z wojennym pokoleniem, które wymiera. Niech tytuł trafi i przemówi by nigdy więcej w historii żadna młoda dziewczyna nie musiała borykać się z tym, co dotknęło Adele. 

wtorek, 7 stycznia 2020

Joanna Dubler "Dobre ciastko"





Wydawnictwo Lipstick Books
data premiery 15 stycznia 2020
stron 336
ISBN 978-83-2807-600-6

By być szczęśliwym trzeba wiedzieć czego się w życiu chce

Ze świecą szukać na świecie kobiety, która nie chce być szczęśliwa. Oczywiście nie każda z nas taka jest. Wiele z nas tego szczęścia szuka. Szuka swojej drogi, swego miejsca, swego powołania, swojej drugiej połówki. Trudno jednak znaleźć jakikolwiek z tych celów, gdy nie ma się skonkretyzowanego zdania, jak ów cel ma wyglądać. Jaki ma mieć cechy, jakie ma mieć priorytety, jakie stawiamy sobie wobec niego wymagania. Jednym słowem niezdecydowane są skazane na porażkę lub błądzenie bez celów. Motanie się w labiryncie życia bez konkretu dokąd chce się dotrzeć i co znaleźć. 

Joanna Dubler w swojej debiutanckiej powieści opisała dzieje pewnej kobiety, która dobiega już trzydziestki. Skończyła prawo, pracuje, choć praca nie daje jej zadowolenia, spełnienia i satysfakcji. Ma partnera i niby jest w udanym związku, ale to tylko powierzchownie tak ładnie wygląda. Konrad nie jest w pełni szczęśliwy z Zuzią, bo ta nie spełnia jego wszystkich seksualnych zachcianek. I nagle trach, para się rozstaje, a Zuzia wraca pod skrzydła rodziców i musi zacząć budować swój świat od nowa. Zamiast ślubu nasza bohaterka musi ułożyć swoją dorosłość od nowa. Tylko ona sama nie bardzo wie czego chce...

Zawsze gdy rozpoczynam lekturę debiutu mam wolny umysł. Nie mam określonych oczekiwań, nie wiem, czego po książce się spodziewać. No i zawsze zadaję sobie pytanie dlaczego Autor/Autorka napisała daną książkę. Co chciał/ła nią przekazać, co czytelnikom uświadomić, na co zwrócić uwagę. Bo wierzę, że każdy tytuł powstał po coś, że najpierw nim zostało nakreślone pierwsze słowo narodziła się jakaś idea. 

Jak podobało mi się "Dobre ciastko" i po co ta książka powstała? Otóż opis przygotował mnie na coś innego, a powieść okazała się nie taka jak się spodziewałam. Bo moim zdaniem to nie był soczysty erotyk, ale książka o szukaniu siebie i kobiecie, która w pewnym sensie reprezentuje współczesne pokolenie młodych dojrzałych i niedojrzałych w jednym. Zuzia nie jest głupia, skończyła wymagający kierunek studiów. Wprawdzie nie dostała się na aplikację, ale nie jest pozbawiona inteligencji. Brak jej jednak takiej zwyczajnej życiowej dojrzałości, którą w tym wieku powinna już mieć. Jej rozwój stoi na etapie niezdecydowanej nastolatki. Trochę w tym winy jej rodziców, którzy chcą w pełni organizować jej życie, mieć nad nim kontrolę. Zuzia intryguje. Czasem wkurza, sama nie wie czego chce. Tak jest w życiu uczuciowym, tak jest w życiu zawodowym. Brakuje jej wrzucenia na głębokie wody, brakuje wstrząsu, który jej uświadomi jak życie i te fajne młode lata uciekają jej w dal, przeciekają jej przez palce. 
Pod kątem jaki wspomniałam wyżej książka jest ciekawa, z intrygującą kobietą na pierwszym planie. Jako erotyk nie przypadła mi do gustu. Nie rozpala, nie intryguje. 
Nad stylem, nad piórem Autorka musi jeszcze popracować, dojrzeć, dopracować pewne elementy. 
Tak czasem jest, że chwytając jakąś powieść odkrywamy inne jej oblicze. Inne niż głoszą rekomendacje, niż sugeruje opis. Tak właśnie u mnie było z debiutem Joanny Dubler. Oczywiście każdy z Was może inaczej odebrać ten tytuł. Moja opinia jest szczera i wiem, że pewnie bardzo nietypowa. Być może dlatego, że dużo czytam i potrafię nietuzinkowo patrzeć na lektury. 

czwartek, 2 stycznia 2020

Paulina Jóźwik "Strupki"


Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2020
stron 256
ISBN 978-83-240-7020-6

Wspomnienia są bezcenne

Lubię sięgać po debiuty. Czuję się wtedy jak podróżnik udający się w nieznane. Mam świadomość, że mogę odkryć nowe literackie lądy. Nowe książki, które podbiją moje serce. Mogę uzupełnić listę ulubionych autorów o kolejne nazwiska. Oczywiście nie zawsze jest rewelacyjnie, ale ostatni debiut jaki przeczytałam w grudniu ubiegłego już roku okazał się mega sztosem. Strzałem w samo wrażliwe czytelnicze serce, które ma dość książek podobnych do siebie, książek kalek. Fakt, dużo czytam i trudno mnie zaskoczyć, ale Paulinie Jóźwik udało się to fenomenalnie. Jej książkę rekomenduje i poleca sama Joanna Bator. Ja też, bo takich tytułów trzeba szukać ze świecą. Wszystko w nim mnie zauroczyło i zachwyciło, oczarowało i migiem się w nim rozkochałam. Gdyby ktoś kazał mi wymienić tylko jedną cechę tę książki, jej największy atut to pasowałoby mi tylko jedno słowo. Klimat. 

Ta powieść jest ogromnie klimatyczna, a klimat wyzwala sentymentalizm i czułość do wspomnień. Wspomnień z dzieciństwa i młodości, które niezaprzeczalnie nas kształtują. Nadają naszym osobowościom szlif. Oczywiście niektórzy się wypierają swoich korzeni, wstydzą się ich. Czy warto? Ależ nie jakiekolwiek by one nie były. Do tego przekonuje główna bohaterka książki, która dzieciństwo i młodość spędziła na wsi, a potem przeprowadziła się do miasta. Zmieniła się, wchłonęło ją inne życie. Podróż na wieś jednak ruszyła w jej duszy czułe struny. Przypomniała o latach, które były jedyne w swoim rodzaju. I wytworzyła się magia. Magia, która otula nie tylko Polę, ale i czytelnika. Magia, która oczarowała i mnie i zepchnęła mój umysł do lat minionych. Bo ja też bywałam na takiej wsi, w której życie było inne niż dziś. To był inny świat. bardziej prosty ale jakże urokliwy!!!

Pola wraca do rodzinnego domu na pogrzeb babki. Hanna Maj dożyła sędziwego wieku, ale w ostatnich latach towarzyszyła jej podstępna choroba. Choroba, która przysłoniła jej otaczający świat i bliskich, która zabrała ją z życia kiedy jeszcze biło jej serce. Utrata pamięci Hanny chyba bardziej uderzyła w jej bliskich niż w nią samą. Pozostały nierozwikłane rodzinne sekrety, tajemnice, które zaciekawiły Polę...

To wyjątkowa książka, która pozwoliła mnie na zajrzenie do świata przeszłości, do magicznej rzeczywistości, którą wyparł czas, technika i moje, podobnie jak i głównej bohaterki dorośnięcie. Jako dzieci, jako młode osoby postrzegamy inaczej, a świata nie przesłania nam materializm, proza życia i wieczna pogoń za pieniądzem. Tak było kiedyś, gdy Pola była mała i gdy ja miałam dużo lat mniej. To pozwoliło mi momentalnie zjednoczyć się z młodą kobietą, która otworzyła furtkę do przeszłości. I to nie był absolutnie żaden błąd a fascynująca wyprawa. Książka jest napisana wspaniale. Jest wyważona i chwyta za serce nutą sentymentalizmu, roztkliwieniem za tym, co bezpowrotnie minęło. Proza Pauliny Jóźwik jest dojrzała, styl wywołuje zachwyt, dlatego tę książkę chce się czytać bez końca. Nie chce się z niej wynurzać, dusza buntuje się na słowo koniec. Niestety ten kiedyś jednak nadchodzi. Trudno mi było rozstać się ze światem opisanym w lekturze, dobrze się stało, że czytałam ją w okresie grudniowym kiedy więcej niż zwykle się wspomina i odkurza pamięć. To książka ambitna, odważna, pokazująca jak wiele się w naszych duszach dzieje, jak ważne są korzenie. 

W treści jest jakaś poetyka, jest hołd oddany przeszłości, jest tęsknota, jest bolesne godzenie się z upływem czasu, zmianami na które nie mamy ochoty, jest nostalgia i refleksja nad sensem naszego życia, bo z pewnością nie może nim być lansowany wszem i wobec konsumpcjonizm. Nie musimy mieć kolejnej sukienki, telefonu, perfumy czy samochodu. Musimy mieć świadomość własnej tożsamości i życie duchowe. Musimy mieć swoje wnętrze by dostrzec to, co istotne.
Na pozór niezwykle prosta i przejrzysta opowieść powaliła mnie na kolana, odurzyła treścią i postawiła do pionu wobec tego, co mnie otacza. Cokolwiek by się działo warto łapać chwile, które są ulotne, pielęgnować wspomnienia, dokumentować codziennośc, sycić się nią. Doceniać to, co się ma. 

"Strupki" to tytuł stojący w opozycji do szalonego współczesnego świata, który nie powinien, nie może przesłaniać tego, co najbardziej istotne. 
To nie jest zbyt trudna, ale niezwykle wartościowa lektura. Gratuluję Autorce Genialnego debiutu. Proszę o kolejne książki. 

wtorek, 12 listopada 2019

Katarzyna Michalak "Uśmiech losu"


Wydawnictwo Znak litera nova
data premiery 13 listopad 2019
stron 296
ISBN 978-83-240-5613-2
Saga Mazurska tom V

Życie składa się z rozstań i oczekiwań na powrót

Droga Czytelniczko! 
Już niedługo święta. Ich klimat jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Tworzą go zapachy, dekoracje, zwyczaje, potrawy i ... książki. Na księgarskim rynku pojawia się wiele pozycji przeznaczonych dla kobiet utrzymanych w klimacie Bożego Narodzenia. W tym roku jest ich wyjątkowo wiele, a ja będę starała się Ciebie przekonać byś sięgnęła po książkę Katarzyny Michalak. Jej twórczość jest mi znana od wielu lat. Przy Jej powieściach płakałam, uśmiechałam się i przeżywałam wielokrotnie wyjątkowe emocje. Pani Katarzyna pisze w sposób niezwykły i przemawiający prosto do serca. 

V już tom wspaniałej Sagi Mazurskiej na pewno Ci się spodoba. To wyjątkowo piękna historia, która rozpoczyna się w ten jedyny dzień w roku. W Wigilię. 
Tego dnia Natalii jest wyjątkowo smutno. Na wieczerzę zaproszeni są goście z dziećmi. A ona właśnie dowiedziała się, że macierzyństwo ze względów medycznych nie jest jej pisane. Duszę młodej, wrażliwej kobiety skuł w swoje okowy porażający ból. Dlatego postanowiła po cichu uciec z domu. Los na jej drodze postawił tego dnia porzuconego, słabego i bezbronnego psa. Piękną, puchatą białą kulę, którą ktoś bez serca porzucił. Natalia postawiła zwierzę ocalić. Wycieńczony piesek okazał się suczką, która lada moment miała się oszczenić i zmienić jak się później okazało życie swojej wybawicielki na lepsze...

Droga Czytelniczko!
Rozsiądź się wygodnie, otul miłym w dotyku ciepłym kocykiem, zapal zapachową świecę, zrób sobie kubek kakao, weź do ręki książkę Katarzyny Michalak i zagość na Mazurach. Od razu mniej świadomość, że przepadniesz dla otaczającej Cię rzeczywistości i nie odłożysz powieści dopóty, dopóki nie przeczytasz ostatniego jej zdania. A fabuła porwie Cię i dzięki niej zagościsz wśród ciekawych postaci z których jedne polubisz bezgranicznie, a drugie doprowadzą Cię do złości i pasji. 
Lektura dostarczy Ci wielu emocji. Będziesz się uśmiechała, ale i z Twoich oczu popłyną łzy. Fabuła okaże się skomplikowana niczym długi i kręty labirynt. Nie zabraknie zaskakujących chwil i nieoczekiwanych zakrętów. Dobro będzie toczyło walkę ze złem, a los nie oszczędzi bohaterom przykrych niespodzianek. To bardzo chwytająca za serce historia, która jest napisana z pomysłem. Pisarka gloryfikuje siłę przyjaźni, która bywa w trudnych sytuacjach bezcennym kołem ratunkowym. Katarzyna Michalak wyraźnie protestuje przeciwko krzywdzeniu słabych, złemu traktowaniu zwierząt i okrucieństwie wobec nich. Pokazuje, że życie nie jest bajką, ale mogą zdarzyć się w nim bajkowe zakończenia za sprawą miłości i dobrych ludzi. W treści tej książki jest nutka magii, ale i dużo wiary w dobroć, która mieszka w ludzkich sercach. 
"Uśmiech losu" to idealna lektura na świąteczny czas i długie zimowy wieczory. To doskonały pomysł na mikołajkowy czy gwiazdkowy prezent. Z serca gorąco polecam i zachęcam do przeczytania. 

sobota, 12 października 2019

Roma Ligocka "Jeden dobry dzień"


Wydawnictwo Literackie
data premiery 30 październik 2019
stron 188
ISBN 978-83-0806-944-8

Książka na miarę Nobla

W mojej duszy panuje cisza, spokój, nostalgia, skupienie, zaduma. Tak najkrócej mogę Wam opisać mój stan wewnętrzny po lekturze najnowszej książki Romy Ligockiej, której prapremiera będzie miała miejsce na krakowskich Targach Książki. Dzięki współpracy z Wydawnictwem Literackim już mogłam się zanurzyć w jej treści. To było coś więcej niż dobra, ba doskonała lektura. To było coś metafizycznego, coś jedynego w swoim rodzaju. Coś, co sprawiło, że Autorka "Znajomej z lustra" stała mi się bardzo bliska. Bliska niczym genetyczny bliźniak. Drzwi do tej relacji otworzyła szczerość z jaką napisany jest "Jeden dobry dzień". To proza wyjątkowa, ale dla mnie to jednak nic dziwnego. Bo Roma Ligocka to dla mnie wybitna literacka marka, która gwarantuje spotkanie z literaturą najwyższych lotów. Czytając bardzo wiele, czułam, że ta pozycja wywrze na mnie mocne piętno. Tak się stało. Zapisane słowa wręcz "wytatuowały" moją duszę do żywego. Myślę, że wpływ miały na to w pewnym sensie też okoliczności w jakich przyszło mi czytać książkę. 

Większość ludzi gdy przeżywa trudne chwile sięga po lektury relaksujące, lekkie, łatwe i przyjemne. Ja niestety nie. Mnie wtedy smakują książki bolesne, trudne, tragiczne, smutne. Taka już jestem. Po wypadku komunikacyjnym dane mi było zagłębić się w treść pełną żałoby i boleści. Smutnej prawdy o kruchości ludzkiego życia, pożegnaniu na zawsze, odchodzeniu i przemijaniu. To właśnie ona stanowi oś, trzon, kręgosłup tytułu. Jest w niej też coś więcej. Ale to właśnie choroba i towarzyszenie w chorowaniu jest tym, co najważniejsze. 

Roma Ligocka towarzyszy przez rok bliskiemu mężczyźnie w bólu, walce, szpitalnej rzeczywistości i godzeniu się z tym, że nadzieja umiera wraz z nim. To trudne 12 miesięcy, to cierniowa droga pełna bólu fizycznego i psychicznego. Wiek 55 lat to przecież nie czas by odchodzić. To dopiero preludium do życiowej dojrzałości, przednówek jesieni życia, która przecież może trwać wiele, wiele cennych, dobrych i owocnych lat. Ktoś jednak zdecydował, że to rak wygra i zbierze żniwo. 
Autorka pisze niezwykle osobiście, emocjonalnie i szczerze. Roma Ligocka odsłania swoją duszę bez najmniejszego woalu. Wręcz spowiada się czytelnikom z niełatwych przeżyć, gorzkich chwil, którego mocno zabolały.
 "Jeden dobry dzień" to też książka o radzeniu sobie z bólem po stracie, z pustką która wydaje się być bez dna. Po tej lekturze nie sposób nie docenić życia, jego najmniejszych elementów. Dni, chwil, które trzeba, koniecznie trzeba przeżyć jak najlepiej, jak najbardziej intensywnie. Ta lektura daje pewnego rodzaju receptę, ale i nadzieję. 
Gdyby przyszło mi ocenić tę pozycję nasuwa się jedno konkretne słowo. Wybitna. Wybitna w każdym calu. Wybitna pod względem stylu, treści, przesłania jakie w sobie niesie, języka. Nie jest to proza łatwa, z pewnością ambitna, refleksyjna, ale i nie bezbrzeżnie smutna. 
To książka do przeczytania, ale i przeżycia, przemyślenia. Gorąco ją polecam. 
Moja ocena 9/10.

środa, 11 września 2019

Joanna Jax "Milczenie aniołów"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2019
stron 432
ISBN 978-83-7835-732-2

 cykl Prawda zapisana w popiołach
tom I

Mówienie prawdy nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem


Joanna Jax przygotowała tej jesieni dla swoich czytelników wyborną niespodziankę. Jest nią kolejne spotkanie z bohaterami cyklu „Zanim nadejdzie jutro”. Pojawiają się oni ponownie w pierwszym tomie nowej serii „Prawda zapisana w popiołach”, która opowiada ich powojenne dzieje.
Od końca drugiej wojny światowej minęła ponad dekada. Zesłańcy opuścili Syberię i zamieszkali w Europie. Jedni w Polsce, inni na obczyźnie. Kraj nad Wisłą, wyzwolony przez Armię Czerwoną, zmienił swoje oblicze. Nastały inne czasy, inna władza, inne porządki, inne życie. Nie wszyscy potrafili się w tej rzeczywistości odnaleźć. Jedni zamieszkali w stolicy, inni na Ziemiach Odzyskanych. Jedno było pewne – świat sprzed wojny przeszedł do historii i bezpowrotnie odszedł do lamusa. Nowe zaś nie zawsze okazało się lepsze. Powojenne porządki wielu rozczarowały. Szybko okazało się, że mimo innego ustroju nadal dobrze wiodło się tym, którzy umieli kombinować i kierować się sprytem. Prawda wciąż okazywała się nie zawsze najlepszą opcją. Czy warto było ją za każdym razem mówić? Na to pytanie można szukać odpowiedzi, śledząc losy bohaterów, których rzesze czytelników zdążyły już bardzo polubić.
Kuba Staśko mieszka w Olsztynie. Tam gra na saksofonie i tęskni za Wilnem oraz Laurą. Nie może zapomnieć o mieście, w którym spędził lata przedwojenne, i kobiecie, żonie przyjaciela, która jak nikt skradła jego serce. Pewnego dnia odnajduje ukochaną w miejscu, w którym kompletnie nie spodziewałby się jej spotkać. Zaniedbana, pijana, niegdyś piękna, trudni się nierządem i sprzedaje swoje wdzięki za butelkę wódki. Kuba wyciąga do niej swoją dłoń. Chora na gruźlicę i choroby weneryczne Laura ma szansę oderwać się od dna. Czy ją wykorzysta?
Szymek kończy aplikację adwokacką. Ma żonę, z którą niezbyt mu się układa, i synka, za którym przepada. Szymek ma nadal rogatą duszę i sporo odwagi, broniąc jak lew na sądowej sali żołnierzy AK. Przyszły adwokat stawia kontrę nowej władzy, jego żona go za to krytykuje i boi się powrotu Niemców.
Nadia Niechowska uczy się w liceum i ma starszego od siebie żonatego kochanka, poza którym świata nie widzi. Niestety ta miłość nie ma szansy na przetrwanie.
Mateusz dowiaduje się, że jest dzieckiem adoptowanym i ma żydowskie korzenie. Chce poznać swoją siostrę i ciotkę, które mieszkają w Izraelu. Gdy kończy szkołę, decyduje się na podróż do żydowskiego państwa, by tam studiować, pracować i ułożyć sobie życie. To bolesny cios dla Alicji, która kocha go jak własne dziecko.
Najnowsza powieść Joanny Jax ogromnie zachwyca i jest dowodem na to, że ta pisarka jak mało kto potrafi wyczarować swoim piórem wspaniałe, rozbudowane fabuły i poprowadzić zagmatwane losy ciekawie wykreowanych bohaterów. To nie jest łatwa proza, ale mimo to czyta się ją naprawdę wyśmienicie. Trudno oderwać się od treści, która jawi się niczym wielobarwna mozaika. Akcja rozgrywa się w latach 1956–1958. Autorka świetnie ukazuje życie w nowym systemie, który tylko pozornie jest lepszy i troszczy się o ludzi. Bardzo aktualne jest hasło, że kto nie z nami, ten przeciwko nam. Tępiony jest indywidualizm, odmienne poglądy i zapatrywania na świat. Nagminne jest werbowanie szantażem do donosów i tajnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. W takim świecie rodzi się miłość, przyjaźń, ale i nienawiść. Przeszłość niekiedy powraca i przypomina o pewnych sprawach sprzed lat.
Tytuł chłonęłam, obojętna na realny świat. Ciekawa byłam jedynie, czy ktoś z postaci dopadnie szczęście, dozna miłości, czy poniesie konsekwencje swoich czynów. Ta saga z historią w tle to istny majstersztyk, który z pewnością nikogo nie rozczaruje. To lektura pełna emocji, niespodzianek i historycznej prawdy. To obraz czasów, które wcale nie były łatwe. To opowieść żywa i pełna przeróżnych scen, które świetnie oddają klimat polskiego komunizmu. Tym, którzy już zakosztowali prozy Joanny Jax, nie muszę polecać przeczytania. Tym, którzy jeszcze nie znają kunsztu i talentu tej autorki, gorąco polecam lekturę. Jestem pewna, że ocenicie ją najwyższymi notami i nie będziecie się nudzić. Z serca polecam i rekomenduję.



czwartek, 18 lipca 2019

Luke Jennings "Kryptonim Villanelle"


Wydawnictwo Rebis
data wydania 2019
stron 232
ISBN 978-83-8062-566-2

Gdy zadawanie śmierci daje radość...

Ponoć każdy z nas jest zdolny zabić. Możemy tego dokonać zwłaszcza w sytuacji, gdy ma miejsce obrona konieczna. Ludzie zabijają innych w afekcie, gdy trwa wojna i trzeba walczyć z wrogiem, ale też przypadkowo, kiedy dochodzi do nieszczęśliwych wypadków. Sprawcy czują często wyrzuty sumienia. To można sobie dość precyzyjnie wyobrazić, ale … sytuację, gdy zabójstwo rodzi radość, daje satysfakcję, zadowolenie, podnieca, gdy jest seryjne...? Jakimi osobami są zawodowi, płatni mordercy, osoby zabijające na zlecenie? To naprawdę ciekawa zagadka. Jedną z dwóch głównych bohaterek powieści Luk'a Jenningsa jest kobieta, która zabija i nie ma wyrzutów sumienia, nie czuje się winna, a wręcz zadowolona ze swoich czynów. Jest perfekcjonistką w swoim fachu. Idealną niczym maszyna. Wyzutą z ludzkich uczuć, pozbawioną litości i nieczułą na wszelkie okoliczności. 

Villanelle pochodzi z Rosji. Wyciągnięto ją z mrocznego więzienia, gdzie miała spędzić długie lata oczywiście za zabójstwo. Wywieziono i wyszkolono. A ona sama miała do swoich zadań wyjątkowe predyspozycje. Była twarda, bez zmrużenia oka zniosła mordercze treningi oraz naukę wielu rzeczy przydatnych w "nowej pracy". Pomogła jej nietuzinkowa inteligencja, spryt i cechy charakteru. Villanelle jest posłuszna rozkazom, choć nie wie od kogo pochodzą i dla kogo zabija. Żyje od zlecenia do zlecenia, a przy okazji świetnie się bawi swoją profesją, która daje jej ogromną satysfakcję. 
Eve Polastri jest żoną polskiego matematyka i pracownicą MI5. To ona ma za zadanie wytropienie płatnego mordercy, które realizuje zadania na terenie całego globu. Eve, choć popełnia błąd, chce za wszelką cenę zdemaskować kobietę, bo to, że zabójca należy do płci pięknej jest dla niej bezdyskusyjne i pewne. Czy jej się uda ta niezwykle niebezpieczna misja? Czy winna trafi za kraty? 

Nie ukrywam, że miałam apetyt na dobrą sensację. Dobrą i nietuzinkową. Oryginalną i niesztampową. Spośród ogromu propozycji wybrałam właściwą i szybko dałam się omotać fabule. Czytałam skupiona i zszokowana. Postać kobiety bez sumienia okazała się nad wyraz fascynująca i zastanawiająca. Chwilami niewiarygodna, nieprawdziwa (bo jak tak można???), potwornie okrutna i przerysowana. A jednak taka osobowość to niewyobrażalna zagadka niczym yeti. Czy takie osoby istnieją naprawdę czy może to w pewnej mierze wytwór literackiej wyobraźni Autora? Ta kwestia nadal mnie nurtuje, choć minęło kilkanaście godzin od przeczytania ostatniego zdania powieści. 

Świat w którym rozgrywa się akcja książki jest bardzo brutalny. Liczą się w nim seks, władza, pieniądze i przemoc. Nie ma tu miejsca na sentymenty. Sumienie i moralność jest czymś nierzeczywistym. Autor światło jupiterów kieruje przede wszystkim na Villanelle. Pokazuje ją bez krytyki i potępienia. Jakby sam zastanawiał się nad fenomenem tej istoty. Jakby patrzył na dzieło sztuki jedyne w swym rodzaju. Brutalne sceny są czymś zwyczajnym, seks nie łączy się z uczuciem, a ma dać zaspokojenie i służy rozładowaniu emocji. Nie istnieje coś takiego jak lojalność, a zasada całkowicie ograniczonego zaufania jest czymś oczywistym. I choć wiele w tej powieści gorszy, to też wiele pociąga i sprawia, że po prostu ma się ochotę na jej czytanie. 
Lektura mnie pozytywnie zaskoczyła. Była niczym niebezpieczna jazda z dużą szybkością bez zapiętych pasów po krętej górskiej drodze. Nie zabrakło emocji, dreszczy, zaskoczenia i niespodzianek.
Książka spodobała mi się i okazała się interesującym kąskiem. Sprawdźcie jak Wy ją odbierzecie. Myślę, że mało kto poczuje się rozczarowany. Polecam ten tytuł. 

niedziela, 20 stycznia 2019

"Zakochane Trójmiasto" - Antologia - Praca zbiorowa


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 30 stycznia 2019 
stron 396
ISBN 978-83-8147-274-6

Dzięki miłości życie ma słodki smak

Bardzo dawno nie czytałam opowiadań. W okresie edukacji sięgałam po nie często i raczej z konieczności. Wolę bowiem historie długie, zamknięte w kilkuset stronach którymi mogę delektować się długo. Opowiadanie uważam za formę trudną. Trzeba bowiem w ograniczonym przekazie słów zmieścić wszystko, co istotne. Trzeba sprężyć treść i gruntownie dobrać każde słowo. Tylko najlepsi Autorzy mogą napisać dobre opowiadanie, które długo zostanie w głowie i które sprawi, że nasze myśli zatrzymają się na jego przesłaniu i treści.

Książek o miłości wydano wiele. W tym tłumie bardzo dużo pozycji jest podobnych do siebie. Czasem trafiają się po prostu kalki, książki bliźniaki podobne do siebie jak krople wody. Tego nie lubię, ba nie cierpię. Wtedy czuję się rozczarowana. I właśnie dlatego antologia "Zakochane Trójmiasto" podbiła moje serce. Bo w niej nie ma dwóch podobnych do siebie tekstów. Bo stworzyli ją polskie Autorki i Autorzy, którzy udowodnili, że świetnie sobie poradzą z krótszymi niż powieść tekstami. A zatem już wiecie, że książkę Wam polecę szczególnie na dodatek do walentynkowych kwiatów i czekoladek. Z tej książki wręcz tryska miłość, ale … nie jest to tytuł utrzymany w sielankowej aurze, słodkim różowym klimacie, oklejony do obrzydzenia amorkami. 

Kolejne teksty napisali znani mi polscy twórcy, którzy mają na swoim koncie dobre powieści. A zawarte w zbiorze opowiadania? Napiszę krótko trzymają poziom.
Każdy tekst jest inny od pozostałych. Łączy je tylko miejsce rozgrywania się akcji. Każdy napisany jest z pomysłem i weną. Przedstawieni bohaterowie są realni, ciekawie wykreowani, mają różne osobowości i bagaż doświadczeń. Ich życie nie jest proste i idealne, a każdy ma już w swoim bagażu różne doświadczenia. Miłość, bo przecież wokół niej i jej narodzin obraca się książka jest czymś, co los daje w prezencie. Nie zawsze jest to uczucie idealne, nie zawsze przyjęte z otwartymi rękoma i sercem. Los opisanych w tytule postaci nagle się zmienia, następują wydarzenia, które burzą rytm codzienności. Przypadkowe spotkanie z kimś nowym lub natrafienie na kogoś znanego kiedyś po latach odmienia codzienność. 

Książkę czytałam mimo przyjemnej treści dość długo. Po każdym utworze znajdowałam czas na chwilę refleksji, na zastanowienie się nad treścią, wymową i przesłaniem. Wbrew pozorom to nie jest tylko książka dobra na chwilowy relaks. Jest w niej coś więcej. Jest dużo normalnego, przeciętnego życia. Są problemy i życiowe bolączki. I jest dużo pogody i nadziei, że w życiu nie bywa tylko szaro i smutno. Autorzy udowadniają, że przychodzi coś wyjątkowego, co wznosi nas wysoko i dodaje skrzydła. Tym czymś jest właśnie miłość.

Wszystkie opowiadania przeczytałam w chronologicznej konieczności. Każde w nich miało swój urok i klimat. Nie było utworu gorszego, który odstawał by poziomem od innych. Najbardziej za serce chwyciła Agnieszka Lingas-Łoniewska i Małgorzata Warda. Najbardziej zaskoczył Daniel Koziarski. Okładka przypomniała letnie wakacje w Orłowie. 
Idealna propozycja na Walentynki. Przyjemna lektura, dobry tytuł obyczajowy. Dobry styl, wysoki poziom tekstów. Zresztą jestem pewna, że sprawdzicie to sami. 
Premiera 30 stycznia 2019 roku. Zapraszam do księgarń.


środa, 16 stycznia 2019

W. Bruce Cameron "O psie, który wrócil do domu"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 392
ISBN 978-83-6613-493-5

Z psim przyjacielem żyje się o niebo lepiej

Możemy mieć w życiu wielu przyjaciół, ale żaden z nich nie pokocha nas tak jak pies. Mając czworonożnego przyjaciela, doświadczymy idealnej przyjaźni. Wiernej i bezwarunkowej. Takiej, której zło nie jest w stanie pokonać. Z psem pod jednym dachem będzie nam się żyć po prostu lepiej. Pies to najlepszy terapeuta, który w zamian oczekuje tylko odrobiny uwagi i miłości. Pies będzie kochał nas o wiele bardziej niż samego siebie. Pies zrani nas tylko raz – gdy odejdzie za Tęczowy Most.
Na księgarskie półki trafiła kolejna książka autora hitu „Był sobie pies”. Nosi ona tytuł „O psie, który wrócił do domu” i opowiada perypetie sympatycznej suczki w typie pitbulla. Bella to bezpańskie szczenię, który przyszło na świat w opuszczonym domu przeznaczonym do rozbiórki. Pierwsze tygodnie suczka spędziła z mamą, rodzeństwem i bezdomnymi kotami. Jako kilkutygodniowy szczeniak znalazła swojego człowieka – sympatycznego młodego mężczyznę, który dokarmiał bezdomne zwierzęta. Lucas zakochał się w malutkiej od pierwszego wejrzenia i został jej opiekunem. Bella przynosiła mu i jego matce – weterence wojennej wiele radości. Błyskawicznie podbiła ich serca i stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. Sielankę przerwały jednak bezlitosne fakty. Właściciel budynku, w którym Lucas wynajmował mieszkanie, zabronił trzymania zwierząt. Bellę odłowił hycel. Ponowne jej odłowienie groziło uśpieniem... Lucas chciał za wszelką cenę ocalić suczkę. Czy mu się to udało? I czy Bella pogodziła się z rozwiązaniem, które wyrwało ją z kochających ramion?
Od pierwszych stron ta powieść ujęła mnie ciepłem. Czułam, że została napisana przez osobę, która kocha i szanuje zwierzęta. W. Bruce Cameron umie bowiem zajrzeć do psiego serca i odmalować słowami, co drzemie w psiej duszy.
Opowiadając przygody Belli, autor celowo oddał jej głos i uczynił narratorką. Sympatyczna psina wciąga nas do swego świata i pokazuje, jak odbiera nasze ludzkie zasady, wymysły i absurdy. Łatwo odkryć, że punkt widzenia psa jest niezwykle prosty, ale i pozbawiony fałszu czy obłudy. Białe jest białe, czarne jest czarne, a przyjaźń jest na całe życie. Przedstawione w tej książce sceny często wzruszają i powodują, że oczy robią się mokre od łez. Pies – jak dowodzi autor – jest bardzo wrażliwym zwierzęciem, które ma swoje zasady i jest prostolinijne. Obce są mu gierki i knowania.
Na uznanie zasługują zawarte w książce dialogi i opisy. Styl jest prosty, a treść wyrazista – idealnie odzwierciedla ogrom miłości, jaką pies jest w stanie obdarzyć człowieka. To nie tylko lektura dla posiadaczy psów, a także tych, którzy rozważają nabycie psa. Przekona niezdecydowanych i rozwieje wszelkie wątpliwości. Główna bohaterka zaś podbije czytelnicze serca i pozwoli zrozumieć wyjątkowość psiej natury.
Ta powieść to świetna propozycja dla każdego bez względu na płeć czy wiek. Mogą ją czytać zarówno nastolatkowie, jak i ich rodzice czy dziadkowie. Jestem przekonana, że po jej lekturze w wielu domach pojawi się nowy, czworonożny członek rodziny. Z psem żyje się bowiem o niebo lepiej.

piątek, 4 stycznia 2019

Joanna Jax "Ziemia ludzi zapomnianych"




Wydawnictwo Videograf
data wydania 22 stycznia 2019
stron 400
ISBN 978-83-7835-699-8

Relacja z piekła na ziemi

Akcja drugiego tomu cyklu „Zanim nadejdzie jutro”, zatytułowanego „Ziemia ludzi zapomnianych”, rozgrywa się w latach 1940-1942. Europa znalazła się w szponach wojny. Polska po 17 września 1939 roku została rozerwana przez dwóch okupantów. Wilno i okolice znalazły się w rękach Związku Radzieckiego. Stalin nakazał rozprawić się z Polakami nader srogo. Polscy oficerowie trafili do Kozielska, Ostaszkowa, Katynia. Ich rodziny, a także rzesze polskich patriotów bydlęcymi wagonami musiały udać się w podróż z „biletem w jedną stronę” – na Syberię.
Na nieludzką ziemię zostali wywiezieni także wykreowani przez Joannę Jax bohaterowie wspaniałej serii „Zanim nadejdzie jutro”. Wyrok był taki sam i dla bogatych, i dla biednych. I dla młodych, i dla starych. Nie liczył się majątek, pochodzenie ani status rodzinny. W bydlęcym wagonie, w nieludzkich warunkach wszyscy stali się równi. Równi w bólu i płaczu, rozpaczy i żalu, tęsknocie za domem i rodziną.
Choć byli różni, przyszło im spędzić razem długie dni w urągających godności warunkach. Choć chcieli żyć, nie wszystkim było dane życie. Choć mieli mało, zostali pozbawieni nawet osobistych drobiazgów. Choć nie wszyscy nawykli do pracy, musieli ciężko pracować za marne wynagrodzenie wystarczające tylko na głodowe racje byle jakiego jedzenia. Choć było im potwornie ciężko, trwali, marząc o wolności i powrocie do domu. Choć zostali odarci z resztek godności, trwali, bezgłośnie modląc się o każdą chwilę życia. Choć ich szeregi się przerzedzały, walczyli o każdy dzień.
Nie sposób wyrazić słowami tego, co przyszło przeżyć Ninie, Pawłowi czy Błażejowi. Na myśl o ich życiowej drodze do oczu napływają łzy. To, co zgotował im los i źli ludzie, miało smak piołunu. Ich syberyjskie losy były jak niekończąca się droga krzyżowa. A gdy do zesłańców dotarły w końcu pomyślne wieści, nie mogli w nie uwierzyć. Bo przez ich katorżnicze życie wolność wydawała się czymś równie nierealnym jak sztuka latania.
Joanna Jax w drobiazgowy, wyczerpujący i nader wymowny sposób pokazała piekło, jakie zgotowano naszym rodakom na Syberii. Tam moralność umarła śmiercią tragiczną, tam bestialsko zabito nadzieję. Tam doświadczyli oni tylko głodu i bezsilności wobec świata, który okazał się kalwarią. Lektura ta niezwykle wzrusza i przemawia wprost do serca. Pokazuje sceny, które pozostaną w duszy na zawsze. Woła wręcz o pamięć o tych, którzy na wieczność zostali w obcej ziemi, nawet bez krzyża na mogile. Ta opowieść o losach zwyczajnych ludzi, których zesłano na dno piekła, to lektura, od której trudno się oderwać i o której trudno będzie zapomnieć.
Podobnie jak jej poprzedniczka, książka ta ma wiele atutów. Autorka dopracowała ją w najmniejszych szczegółach. Efektem jej pracy i talentu jest tytuł ukazujący prawdę, o której wiele lat milczano, którą starano się wymazać. Fakty historyczne przedstawione w fabule splatają się z losami bohaterów. Dzięki temu obraz jest wiarygodny, przejmujący i prawdziwy. Czytając, czułam ich beznadzieję i rozpacz, bo bohaterowie stali mi się bliscy niczym dobrzy znajomi. Genialny zamysł i mistrzowskie przedstawienie zasługują na to, by ta literacka lekcja historii trafiła do wielu serc, bo dzięki niej pamięć o ofiarach stalinizmu będzie trwała wiecznie.
Gorąco polecam twórczość Joanny Jax. To współczesna proza z najwyższej półki, którą można ocenić tylko i wyłącznie w kategoriach arcydzieła.