środa, 21 października 2015

Magdalena Witkiewicz "Po prostu bądź"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2015
stron 366
ISBN 978-83-8075-032-6

Życie nie zawsze daje drugą szansę

Miłość wkłada nam na oczy różowe okulary. Miłość sprawia, że widzimy świat w innych kolorach. Gdy nas ktoś kocha wydaje się nam, że to uczucie dostaliśmy już na zawsze. Czasem sami ludzie zmieniają swoje obiekty uczuć, czasem los rozbija w drobny mak najszczęśliwsze związki. I wcale nie ma wyrzutów sumienia, że kogoś rani czy krzywdzi. Nic, nawet największa i najprawdziwsza miłość nie jest dana nam z gwarancją, że jej nie utracimy. Ale warto też dobrze wokół siebie się rozglądać, by dojrzeć, że ktoś nas pokochał. W życiu, które czasem bywa zbyt krótkie, szkoda czasu na pąsy i dąsy. O błąd łatwo, a nie zawsze będziemy mieli szansę go naprawić.
Magdalena Witkiewicz to jedna z kilku moich ulubionych rodzimych autorek, która o miłości potrafi pisać wyjątkowo. Niepowtarzalnie i świeżo, specyficznie i tak, że od książki nie da się za nic oderwać. „Po prostu bądź” to kolejna w dorobku gdańskiej pisarki powieść opowiadająca perypetie miłosne pewnej zwyczajnej dziewczyny, która by odkryć szczęście musiała przebyć wyjątkowo krętą i trudną życiową ścieżkę. Paulina, zwana przez znajomych i przyjaciół Polą, urodziła się na kaszubskiej wsi. Nie chciała podzielić losu najstarszej siostry i zostać w rodzinnej miejscowości przy mężu. Miała w sobie talent i ambicje, by skończyć studia, porzucić wieś, rozwinąć skrzydła w mieście i realizować swoje marzenia. Nie mając wsparcia w kontynuowaniu edukacji w rodzicach poszła za głosem serca. Ograniczyła kontakty z rodziną, zdała na studia i rozpoczęła naukę, by zostać architektem. Trudno jej było wiązać koniec z końcem, ale nic ją nie zrażało. Parła do przodu, a po drodze ku marzeniom spotkała miłość swego życia. Na początku zakazaną, bo on miał jej wpisać ocenę do indeksu. Ale nastał czas rozkwitu związku i dni szczęścia. Jednak miało ono mieć swój kres... i to szybciej niż można by przypuszczać. Ale czarne scenariusze niekiedy zdarzają się nie tylko w filmach...
Na okładce wydawca rekomenduje tę książką jako najpiękniejszą historię o miłości. To prawda, jest ona wyjątkowa i bardzo mocno chwyta za serce, uświadamia kruchość najpiękniejszego z ludzkich uczuć. Ta opowieść skłania do refleksji nad naszymi sercowymi decyzjami. Uświadamia jak są one ważne, jak potężne wywierają skutki i jak niesamowicie zmieniają nasze życie. W sprawach tej wagi nigdy nie można mówić „nigdy” ani przekreślać z góry żadnej znajomości. Na miłość trzeba chuchać i dmuchać. Przykład Poli doskonale obrazuje, że miłość rodzi się z niejednego ziarna. Może być doznaniem od pierwszego wejrzenia, może być owocem zakazanym, ale i może nabierać siły powoli. Może wyrosnąć na niwie przyjaźni, może swoje korzenie wić w opiekuńczości i odpowiedzialności. Pola to dziewczyna niezwykle silna, zdolna i wrażliwa. Budząca sympatię i całą gamę ciepłych uczuć. Może nieco się w życiu pogubiła, ale usprawiedliwia ją ból i tragedia. W kruchym ciele drzemie jednak ukryta na dnie duszy siła, która pozwala jej wyrwać się ze szpon żałoby i tęsknoty, na którą nie ma skutecznego lekarstwa.
Biorąc do ręki „Po prostu bądź” bądźcie świadomi, że nie odłożycie jej, póki nie doczytacie do końca. Spodziewajcie się prozy najlepszej w swoim gatunku, lawiny emocji i mnóstwa zakrętów fabuły, która jest zagmatwana, ale niezwykle życiowa i realna. Z lektury płynie niczym w bajce morał. Mimo bólu jaki niesie miłość warto kochać, warto szukać swojej drugiej połowy. Bo bez miłości życie smakuje jak potrawa bez soli. Książkę Magdaleny Witkiewicz polecam nie tylko miłośnikom romansów i nie tylko tym, którzy kochają książki z happy endem. Ta lektura to powieść najwyższych lotów, która będzie idealną pozycją dla lubiących lektury z życia wzięte bez cukru i słodkich dodatków.

Moja ocena 10/10.

Październikowy Book Haul

wtorek, 20 października 2015

Maria Teresa Kiszczak, Kamil Szewczyk "Kiszczakowa. Tajemnice Generałowej"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 272
ISBN 978-83-8069-142-1

Generała żoną być to wcale nie miód!

Nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się książka napisana w formie wywiadu rzeki. Jest to zapis kilkumiesięcznych, wielogodzinnych rozmów jakie przeprowadzili ze sobą Pani Kiszczakowa - żona Czesława Kiszczaka i Kamil Szewczyk dziennikarz polityczny. Lektura nie jest zbyt obszerna, czyta się ją błyskawicznie. Publikacja zdradza sekrety i tajemnice życia powyżej wymienionego małżeństwa, ale też uchyla kurtynę jaka spowiła władzę i rządzące elity w czasach PRL-u. Moim zdaniem ta opowieść jest do bólu szczera i bardzo, bardzo osobista. Milczenie zostało przerwane po latach, gdy Pan Generał zszedł już z piedestału władzy, a historia osądziła go surowo. Żona prosi pod koniec książki, by starego i schorowanego Kiszczaka zostawić w spokoju i nie sądzić. W jej oczach mąż wprawdzie daleki ideałowi jest bohaterem, który zapobiegł wielkiej tragedii i nie dopuścił do rozlewu bratniej krwi. Tak jednak nie sądzą wszyscy.


W tle jakże prywatnych rozmów przewijają się fakty z najnowszej historii Polski, ale jest to też historia pewnego małżeństwa. Jego męska strona nosiła wiele lat mundur, a żeńska pracowała zawodowo i spełniała obowiązki żony, matki, pani domu. 
Nie był to związek idealny. Do ideału chwilami bardzo dużo mu brakowało. Czytając byłam pełna podziwu nad cierpliwością Pani Marii, jej dyplomacją i tolerancją wobec postępków męża. Mówi się, że za mundurem panny sznurem. Coś w tym jest, ale posiadanie małżonka w tym uniformie to wcale nie taka łatwa sprawa. Przykładem tego jest choćby właśnie ta książka i ja w pewnym aspekcie tak starałam się ją odebrać. Spojrzeć na życie z perspektywy żony żołnierza. Mężczyzny w czynnej służbie, który często bywa w domu nieobecny, nie zawsze jest w stanie z żoną dzielić trudne chwile, a bywa, że swój dom traktuje jak koszary, gdzie czymś normalnym jest dominacja, brak partnerstwa i wydawanie rozkazów. Kilkudziesięcioletnie małżeństwo Kiszczaków było związkiem trudnym, który miał momenty zachwiania, miał chwile trudne. Obie strony popełniały błędy, ale i bywały chwile  szczęścia, radości. Pani Kiszczakowa opowiada o swojej relacji z mężczyzną swego życia bardzo wyczerpująco. Relacjonuje znajomość z mężem od poznania na dworcu kolejowym po wspólną podróż w lata sędziwe. Dzieli się chwilami wyjątkowymi jak ślub, narodziny dzieci, chwile sukcesów zawodowych, ale i nie brak opisów dni trudnych, gdy wszystko szło nie tak, gdy smutek zakłócał spokój. W książce znajdziecie opisy zagranicznych podróży, spotkań służbowych, balów i imprez towarzyskich mniej lub bardziej oficjalnych. Dowiecie się, jakie pasje miał Czesław Kiszczak, co lubił jeść, ale i poznacie sylwetkę jego małżonki. W tej relacji aż roi się od ciekawostek, anegdot, zabawnych sytuacji. To dziennik bardzo trudnego związku, wymagającej relacji, która całkowicie zdeterminowała życie rozmówczyni. Jeśli rozbudziłam Waszą ciekawość odsyłam do lektury, która mnie bardzo się spodobała. I co najważniejsze: uważam, że nie jest nieszczera, sztuczna i pobieżna. Nie odmówię sobie gratulacji w stronę rozmówczyni Kamila Szewczyka za odwagę, bezpruderyjność i brak zakłamania. Nie każdą kobietę na Jej miejscu byłoby na nie stać. Widać, że Pani Marii zależy, by ogół poznał jej zdanie, by poznał wydarzenia z jej punktu widzenia, by pewne mity choć spróbowały być obalone. 
Lekturę polecam lubiącym ciekawe autobiografie i zainteresowanym historią PRL-u oraz jego upadkiem i początkami kapitalizmu.

poniedziałek, 19 października 2015

Ryszard Ćwirlej "Tam ci będzie lepiej"


Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 21 październik 2015
stron 552
ISBN 978-83-7976-297-2

Kto tak brutalnie zabija?

Po raz pierwszy po polski kryminał sięgnęłam za namową sąsiadki gdy miałam dwanaście lat. I od razu połknęłam przynętę, porzuciłam lektury młodzieżowe na konto książek z mordercami, trupami i stróżami prawa. Rozczytywałam się kilkoma kryminałami miesięcznie. Potem odkryłam smak skandynawskich publikacji z tego gatunku, a mniej więcej dwa lata temu po raz pierwszy zagłębiłam się w lekturze sensacji w stylu retro. Ta bardzo mnie ujęła, bo oprócz śledztwa znalazłam w książce coś jeszcze. Niesamowity klimat, czar przeszłości i całkiem inne reguły szukania tego, który winien zbrodni. 
Biorąc do ręki książkę Ryszarda Ćwirleja miałam duże oczekiwania. Obawiałam się rozczarowania, miałam apetyt na lekturę doskonałą. I cóż, efekt pracy autora przeszedł w zupełności i z nadwyżką moje oczekiwania, a powieść wciągnęła mnie w mroczną przeszłość. Czytając nie raz poczułam dreszcze emocji, a po skończeniu ciężko i straszno mi jakoś było wybrać się samej do piwnicy. Znak to, że kryminał "dopadł" mnie w 100 procentach. Zatem o czym napisał Ćwirlej?

Akcja książki przenosi nas do czasów międzywojennych, a konkretnie do stolicy Wielkopolski Poznania, do początku roku 1924. Właśnie tu dochodzi do fali brutalnych morderstw, które wywołują wstrząs i strach wśród mieszkańców tego grodu. Jakaś bestia w okrutny sposób morduje dziewczyny parające się najstarszym zawodem świata. Ale to jeszcze nie wszystko, bo przypadkiem odkryte zostają zwłoki mężczyzny w wojskowym mundurze z obciętą głową. Czy te dwie sprawy mają coś wspólnego? 
 Z tą zagadką kryminalną przychodzi się zmierzyć komisarzowi Antoniemu Fischerowi oraz Albinowi Siewierskiemu. Ten pierwszy to niezwykle przystojny i sympatyczny były oficer. Drugi pochodzi z Kongresówki i jest przeciwieństwem Fischera. Czy temu duetowi uda się złapać mordercę prostytutek, mimo iż śledztwo jest utrudniane przez pewnych szpiegów? 
Jeśli chcecie poznać szczegóły zapraszam do książki, która ma uroczą okładkę i jest dość obszerna, ale i świetna w swoim gatunku. O Ćwirleju Katarzyna Bonda mówi, że to światowa liga. Czy słusznie? Myślę, że tak. Bo z kryminałem retro poradził sobie wspaniale. Spod pióra autora "Jedynego wyjścia" wyszła książka przy której idzie zapomnieć o bożym świecie. Jej klimat jest niepowtarzalny. Ten Poznań, jego mroczne tajemnice, ludzie przekraczający co raz granice prawa, alfonsi, złodzieje, kieszonkowcy, brutalni mordercy posuwający się do okrutnych czynów....
Sporo dzieje się w tej książce. W fabułę wkrada się historia, która w tych czasach była burzliwa i zagmatwana. Śledztwo prowadzi sympatyczny, błyskotliwy i czarujący Fischer, który musi polegać na swojej inteligencji, szóstym zmyśle, intuicji, wyczuciu sprawy. Nie ma do dyspozycji nowoczesnej techniki, nowych technologii, komputerów, a jednak musi sobie poradzić i wtrącić za kraty winnego zbrodni. Ta powieść ma naprawdę wyjątkowe tło, co jest jest wielkim atutem. Mimo kilkuset stron czyta się ją szybko i wręcz zachłannie. I jest w niej wszystko, co powinien zawierać dobry kryminał. Jest ten błysk, jest zawiła intryga, jest tajemniczość, jest dynamika akcji, są nietuzinkowi stróże prawa, jest też humor. I jest coś, co mnie bardzo się spodobało i jeszcze podniosło w moich oczach wartość lektury - gwara poznańska, której poznanie ułatwia zamieszczony na końcu książki słowniczek. Tę powieść polecam nawet tym najbardziej wybrednym czytelnikom kryminałów. Z pewnością się nie rozczarują. Poznajcie zatem stary Poznań, taki w kolorze sepii, w którym grasuje zło w postaci mordercy...

niedziela, 18 października 2015

Rozwiązanie konkursu z "Wielkimi kłamstewkami"

Nadszedł czas rozwiązać konkurs i przyznać komuś tę wspaniałą nagrodę. Każdemu z osobna dziękuję za udział w zabawie. Żałuję, że mogę nagrodzić tylko jedną osobą. 
Zwycięzcą jest ....
Książka wędruje do .....
The Winner is DAKOTA.
Składam serdeczne gratulacje!
Na osłodę na innych, którym tym razem się nie udało dodaję, że w listopadzie pojawi się na blogu inny konkurs z równie atrakcyjną nagrodą.
Pozdrawiam Was cieplutko!

środa, 14 października 2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Kalendarze"


Wydawnictwo Literackie
data wydania 24 wrzesień 2015
stron 288
ISBN 978-83-0806-010-0

Cudowny świat dziecięcych lat

Nic nie uświadamia nam lepiej upływu czasu niż kalendarze. Wymieniamy je co roku i właśnie wtedy chyba najbardziej czujemy, że nasze życie wciąż płynie do przodu, a tym samym przemija, że coraz bardziej kurczy się czas nam dany. Odkładając kolejny, już „zużyty” kalendarz zarazem często wspominamy, analizujemy to, co właśnie minęło. Dopada nas nostalgia, melancholia, jakaś rzewna tęsknota. Uczucia najbardziej właściwe jesieni. Myślę, że premiera najnowszej powieści Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk nosząca właśnie tytuł „Kalendarze” nieprzypadkowo miała premierę właśnie we wrześniu. Okładkę również utrzymano w jesiennych, ciepłych barwach, a sama książka to idealna lektura na coraz dłuższe wieczory.
Główna bohaterka książki to ta sama kobieta ukazana w dwóch odsłonach – jako mała sześcioletnia dziewczynka, która właśnie zostaje starszą siostrą i jako dojrzała kobieta, żona i matka, której synowie  wyfruwają z gniazda. Na pierwszym planie są jednak zdecydowanie wspomnienia z dziecięcych lat, z okresu przedszkolnego i szkolnego, który dla małej Małgosi przypadł w czasach PRL-u. To były wprawdzie nie tak bardzo odległe lata, a jednak całkiem inna epoka. Inne priorytety, inne ideały, inna technika, inne wartości. Lepsze czy gorsze? Trudno ocenić, bo pewnie zawsze czasy bycia dzieckiem budzą dobre wspomnienia, a te nader często są wyidealizowane. Mała Gosia żyła sobie z rodzicami w dość skromnym mieszkaniu w Mińsku Mazowieckim, chodziła z ochotą do przedszkola, choć nie lubiła leżakowania. Odwiedzała babcię i dziadka na wsi, bywała tam latem i w czasie ferii. Była wielkim niejadkiem, lubiła pomagać swojej babci w pracach domowych, miała z nią wspaniały kontakt. Babcia była dla niej kimś ważnym i wyjątkowym, śmiało możemy użyć określenia autorytet. Wychowywała ją może w prosty sposób, ale wspaniale kształtowała jej charakter, uczyła życiowych prawd i mądrości przekazywanych z pokolenia na pokolenie, wpajała wartość pracy, wyjaśniała potrzebę odpowiedzialności. Małgosia została wspaniale przygotowana do roli starszej siostry, nauczona troski i miłości o młodsze dziecko w rodzinie. Minęły lata, a sama dorosła. Z Małgosi stała się Małgorzatą. Urodziła własne dzieci, wychowała je i wprowadziła w dorosłość. I nadszedł moment, gdy one wyfrunęły z rodzinnego gniazda, co nieco rozstroiło przykładną matkę. Napełniło melancholią i specyficznym smutkiem właściwym tej chwili.
Ta książka to wspaniała lektura napisana w idealny sposób. Rewelacyjnie odzwierciedlająca przeszłość, która bezpowrotnie minęła, jej klimat oraz dziecięce widzenie świata. Proste, może lekko naiwne, ale jedyne w swoim rodzaju. Gutowska-Adamczyk zaprosiła mnie w wyjątkową podróż w przeszłość, do czasów dzieciństwa, które wspominam bardzo miło i ciepło. Znów poczułam klimat, który towarzyszył mi jako małej dziewczynce z kucykami ozdobionymi kokardami. Zachwyciły mnie wspaniałe, naprawdę doskonałe opisy, styl jakim ta lektura została napisana. „Kalendarze” to też publikacja będąca swoistą autobiografią jednej z najbardziej popularnych polskich współczesnych pisarek.
Lekturze towarzyszyły ciepłe uczucia, wzruszenie, nostalgia, ogrom wspomnień i porównań wczoraj do dziś. Książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Polecam ją i młodszym i starszym czytelnikom bez względu na płeć. Wspaniała i pełna życiowej mądrości publikacja o przemijaniu, o świecie, który już odszedł do lamusa i nigdy nie wróci, jest warta poświęcenia jej czasu. Gorąco rekomenduję.

Jessika Sorensen "Ocalenie Callie i Kaydena"



Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 19 październik 2015
stron 384
ISBN 978-83-7785-760-1

Lekarstwo na strach pilnie potrzebne

Czy można zbudować swój świat na kłamstwie? Można, ale jego fundamenty będą bardzo kruche. Czy można uciec od prawdy, nawet tej bolesnej? Można, ale nie na dłuższą metę. Wtedy znajdziemy się w labiryncie bez wyjścia i sami sobie odbierzemy pójście do przodu ku szczęściu. Czasem życie nie jest proste, czasem los bywa bezlitosny, nie oszczędza i nie ma sumienia, nie daje chwili oddechu. Nawet wtedy i właśnie wtedy trzeba być mocnym i podejmować odważne decyzje. I właśnie wtedy łatwiej jest, gdy obok nas bije serce, które nas kocha. Nawet, gdy ta miłość przeraża i zaskakuje, okazuje się być jedynym, niezastąpionym i bezcennym lekiem na całe zło tego świata.

Już wiedzą, że są sobie bliscy, już wiedzą, że są dla siebie wyjątkowi. I nagle trach, znów coś staje na drodze szczęściu. Ich życie do tej pory nie było bajką a koszmarem, a tu znów przychodzi przeżyć trudne chwile. Callie znajduje Kaydena we krwi na podłodze, zranionego i ...bezbronnego. Chłopiec trafia do szpitala, gdzie jest poddany leczeniu. Za sprawą matki uznaje się go za ofiarę samookaleczenia. Konieczna jest terapia psychiatryczna. Matka znów i po raz kolejny wymusza by prawda pozostała w ukryciu a Kayden trzymał swoje sekrety zamknięte w duszy na kłódkę...

Koszmar wraca, znów i z potworną siłą. Kayden  po raz kolejny zostaje zraniony, ale tym razem już nie jest tak jak kiedyś. Tym razem u jego boku stoi dziewczyna. Młoda osoba z tragicznym bagażem doświadczeń, które z jednej strony są wielkim balastem i utrudniają życie, ale z drugiej pozwalają zrozumieć jak nikomu innemu co się czuje w takiej sytuacji. Callie choć słaba zaczyna walczyć. Znajduje w sobie siły by pomóc Kaydenowi, by ten rozpoczął starcie którego stawką jest zrzucenie skóry kłamstwa i przyobleczenie się w szatę prawdy. To naprawdę nie jest łatwe. To wymaga olbrzymiej odwagi, przestawienia swojego świata, zburzenia tego, co miało być normalne, a było tak naprawdę okropne. Ta walka wielu wydawać się będzie niemożliwa, z gry skazana na porażkę. A jednak Kayden ją podejmuje. I ten tom opowieści o wyjątkowej parze nastolatków jest zapisem tej walki, jest jej kroniką.

Ta książka to mistrzowska kontynuacja opowiadająca dalsze losy dwojga nastolatków, których życie zostało w młodym wieku zmienione w koszmar. U progu dorosłości muszą stawić czoła temu, co już było, by to, co nastanie miało inną barwę i smak. Wspaniała książka o pragnieniu i poszukiwaniu szczęścia w świecie wypełnionym rozpaczą. Lektura o której nie można zapomnieć. Mocna do bólu, wzruszająca do łez. Gloryfikująca miłość i przyjaźń. Niewiarygodnie dobra książka dla każdego.
Czytając czułam się niczym realny świadek naocznie obserwujący zmagania bohaterów z samym sobą i złem. Wydawało mi się, że nagle znalazłam się tam, w fabule książki, że mogę patrzeć z bliska, mogę czuć to, co dotyka wykreowane w wyobraźni Sorensen postacie. Dane mi było zrozumieć ich ból, ich dramat, ich dylematy. Ta powieść dotknęła mnie do żywego, a zarazem otworzyła mi oczy na pewne sprawy, które zwykle są rodzinnymi sekretami i nie wychodzą na światło dzienne. Lektura uczuliła mnie na pomaganie tym, którzy są okaleczani fizycznie. Zrozumiałam wartość tej pomocy, którą nawet trudno określić słowami. Bo liczą się gesty i uczucia, bardziej niż słowa.

Przeczytanie tej książki było czymś niezapomnianym, niełatwym aczkolwiek potrzebnym.
Z powieści zapadł mi w pamięć pewien fragment, z którym na koniec się podzielę:
Bądź osobą, którą miałaś być, a nie tą, którą inni postanowili z Ciebie zrobić” str. 157

sobota, 10 października 2015

Dario Fo "Córka papieża"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 5 październik 2015
stron 320
ISBN 978-83-240-3049-1

Papieska córeczka

Wiem, że znajdą się osoby, których tytuł recenzji zszokuje. Jak to, papież mający być przykładem dla księży, mający żyć w celibacie i dziecko? To prawda, tak kiedyś było. I najdziwniejsze jak dla mnie jest to, że w chwili wyboru na watykański tron nikogo nie dziwiło, że następca Świętego Piotra jest ojcem. 
Nazwisko Borgia znają nie tylko miłośnicy historii i znawcy dziejów Kościoła katolickiego. Wiele osób mających nikłe pojęcie o przeszłości je kojarzy. Lukrecja Borgia to postać niezwykle kontrowersyjna, którą zarówno rodzina jak i badacze przeszłości potraktowali bardzo niesprawiedliwie. Przez pewien czas mówiono o niej jako rozpustnicy i prostytutce, trucicielce, oskarżano ją o kazirodztwo. Czy słusznie? A może jednak ta kobieta była tylko ofiarą, duszą mocno pokrzywdzoną wskutek niesprawiedliwego osądu? 
 
 
Do prawdy chciał dotrzeć Dario Fo, wybitny włoski reżyser teatralny, aktor, kompozytor, malarz, dramaturg i laureat literackiej Nagrody Nobla przyznanej mu w 1997 roku. Jego książka "Córka papieża" opowiada nie tylko o życiu Lukrecji, ale całej jej rodziny, którą śmiało można określić rodzinką z piekła rodem. 
Dario Fo włożył z pewnością wiele pracy, sił i starań by odkryć to, co może z biegiem lat przysypał historyczny kurz. Od początku lektury czuć, że chciał obalić powstałe stereotypy i pokazać Lukrecję w świetle prawdy. Wieszano na jej osobie psy, gdy tymczasem ona sama nie była tak niegodziwą i złą za jaką ją miano. Od dziecka się nią posługiwano, wykorzystywano, manipulowano jej urodą w imię wyższych celów. Dario Fo zdecydowanie staje w obronie dziecka i kobiety, której mariaże aranżowano, którą siłą wpędzono w sieć intryg, knowań  i walki o władzę. A sama Lukrecja mocno cierpiała, wylała wiele łez i czuła się marionetką opuszczoną przez rodzinę, pozbawioną normalności i w dzieciństwie i życiu dorosłym. Za nic miano jej uczucia i jej dobro. Liczyła się żądza władzy, posiadania bogactwa i zaspokojenia instynktów fizycznych. Choć Lukrecja jak na owe czasy otrzymała staranne wykształcenie to szczęśliwą nie była. 
 
 
Na pytanie jaka naprawdę była Lukrecja dość wnikliwie opowiada Fo w swojej książce, ale nie jest to lektura łatwa. Wymaga skupienia, wymaga zaangażowania całkowitej uwagi czytelnika i niekiedy sięgnięcia do podręcznika historii, by w pełni zrozumieć jej treść. Z tą książką warto jednak się zmierzyć. Z jej kart wyłania się niezwykle ciekawa i oryginalna kobieca postać, która ma wiele tajemnic. Lukrecja wcale nie jest diablicą, bardziej ofiarą swojej familii. A sami Borgiowie? Budzą wstręt i zniesmaczenie. Wydają się obrzydliwi. Ich portret Fo odmalował zdecydowanie bezstronnie, wnikliwie i szczegółowo. Wnioski z książki - jest ich kilka.
Papiestwo nie było wtedy święte, ludzie choć mieli się za cywilizowanych zachowywali się niegodnie, władza uderzała do głowy, a polityka była wyjątkowo brudna. I choć powstało wtedy wiele pięknych budowli, dzieł sztuki, obrazów, utworów literackich itd. to nie były to czasy idealne do życia. Chyba nawet gorsze niż dziś. 
Reasumując jestem zadowolona z poznania twórczości kolejnego Noblisty, odkrycia ciekawej postaci jaką jest Lukrecja i zakosztowania życia dzięki lekturze w bardzo brutalnych czasach.

Rainbow Rowell "Fangirl"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania lipiec 2015
stron 464
ISBN 978-83-7515-353-8

Odkryj w sobie coś z fangirl!

Miliony ludzi na świecie ma swoje pasje, hobby i przeróżne zainteresowania. U nielicznych z tej grupy ich konik staje się ważniejszy niż ich realny świat. Ci super-mega fani żyją bardziej życiem swego idola, ulubieńca niż swoim. I gorąco pragną by literacka, filmowa fikcja stała się ich światem rzeczywistym. Jedną z tak mocno szalonych i wiernych fanek jest Cath, jedna z pierwszoplanowych postaci najnowszej książki Rainbow Rowell, której premiera w Polsce miała miejsce latem tego roku. Wiele osób już tę powieść czytało i chwaliło. Ja sięgnęłam po nią po zapoznaniu się z historią Eleonory i Parka. Chciałam nie tylko poznać książkowe bliźniaczki wymyślone przez Rowell, ale i porównać te dwie książki. No właśnie, która z nich jest lepsza?
Nad tą kwestią sporo się zastanawiałam, wyliczałam ich mocne strony i słabości odkryte moim wnikliwym okiem i stwierdzam, że ich poziom jest bardzo wyrównany, obie są świetne, obie mi się ogromnie podobały i obie z całego serca polecam. Polecam nie tylko nastolatkom, ale i pokoleniu ich rodziców. Bo mając więcej niż naście lat też można się nimi oczarować.

Cath jest nietuzinkową dziewczyną. Właśnie rozpoczyna naukę w college'u, ma siostrę bliźniczkę do której jest bardzo podobna z wyglądu. Charaktery te młode damy mają już diametralnie inne, odmienne, są jak ogień i woda. Cath jest nieśmiała, ma kompleksy, w towarzystwie stoi na uboczu, boi się nowości w życiu, boi się zmian. Jej siostra Wren wręcz odwrotnie. Cath jest miłośniczką pewnej książki i jej głównego bohatera Simona Snowa. W sieci internetowej publikuje fanfiki, które przynoszą jej ogromną popularność. Czy pomogą jej na studiach? Jak zmieni się życie obu sióstr poza domem? Czy w ich sercu zagości jakaś miłość?

By nie spoilerować w tym miejscu już nic więcej nie zdradzę z treści, a opiszę swoje wrażenia. Nie ukrywam, że po wielu pozytywnych opiniach innych spodziewałam się czegoś rewelacyjnego. Oczekiwałam doskonałej powieści, istnej czytelniczej perełki, książki, której długo nie zapomnę. I, z czego się bardzo cieszę, nie rozczarowałam się, a Rowell w stu procentach spełniła moje oczekiwania. Co mnie najbardziej zachwyciło? Po pierwsze styl właściwy tej autorce, który już zdążyłam polubić czytając historię rudowłosej Eleonory, po drugie pomysł na fabułę, by opisać kogoś dla którego pasja to nic innego jak o prostu życie. W tytułowej fangirl odkryłam wiele z samej siebie. Po trzecie i Cath i Wren to świetnie wykreowane bohaterki, oryginalne, nie skopiowane w najmniejszym stopniu z innej książki. Miło czyta się o osobie oddanej tak bardzo swojej pasji, tym bardziej, że jest ona jak ja molem książkowym.
A sama historia z której wyjęty jest Snow? Bardzo, ale to bardzo przypominała mi historię pewnego Harry'ego. Czy to dobrze? Zastanawiałam się czemu akurat tak postanowiła pisarka i sądzę, że zrobiła to celowo, by w jakiś sposób uhonorować geniusz postaci książkowej, a tym samym posłodzić zagorzałym fanom. Cath to także postać, która mimo nieśmiałości ma odwagę spełniać swoje marzenia, robić to, co najbardziej lubi - pisać fanfiki. I tu doskonale ukazana jest delikatność weny, bo ta sama osoba pisze genialne losy ukochanego bohatera, a jednocześnie nie ma w sobie siły wykrzesać niedługie opowiadanie. Ponoć, co słyszałam już nie raz od artystów, ciężko pracować i tworzyć pod dyktando.
Zakochałam się w tej powieści, bardzo polubiłam Cath, stałam się jej fanką. Zakończenie, być może właśnie celowo jest takie jak ja to lubię określać rozmyte. Gdy skończyłam czytać przez myśl przeleciał pomysł by samej napisać fanfik o Cath i Levim. Może to specjalne zamierzenie Rainbow Rowell?
Mocno powieść chwalę, wysoko oceniam, gorąco polecam. Kto nie czytał niech jak najszybciej nadrobi zaległości. A może i Wy jesteście fangirl i lektura tej książki Wam to uświadomi?

piątek, 9 października 2015

Konkurs jesienny - wygraj książkę "Wielkie kłamstewka"

Zaczęła się jesień, wieczory są coraz dłuższe. Co wtedy robić? Oczywiście czytać. W tym miejscu możecie wygrać egzemplarz powieści Liane Moriarty "Wielkie kłamstewka" wydanej w ramach cyklu Kobiety to czytają




Warunki konkursu:

1 - Organizatorem konkursu jestem ja, autorka tegoż bloga
2 - Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Prószyński i S-ka (książka) oraz ja (koszt wysyłki).
3 - Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na pytanie :
Skłamałeś/łaś kiedyś? Jeśli tak napisz dlaczego tak postąpiłeś/łaś. Jeśli nie też uzasadnij swoje postępowanie.
4 - Konkurs trwa od dziś tj. 9 października 2015 do 16 października do godziny 23.59.
5 - Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi w poście na tym blogu dnia 19 października, a zwycięzca zostanie powiadomiony przeze mnie droga mailową.
6 - Nagroda jest książka w formie papierowej, otrzyma ją osoba, której odpowiedź spodoba mi się najbardziej. 
7 - Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu do wysyłki w Polsce.
8 - Jeśli osoba wybrana przeze mnie nie odezwie się w ciągu 7 dni, nagroda zostanie przyznana komu innemu.
9 - Odpowiedzi wraz z Waszym adresem mailowym zostawiajcie w komentarzach pod tym postem.
10 - Będzie mi miło, jeśli polubicie profil mojego bloga na FB
https://www.facebook.com/Cudownyswiatksiazek3blogspotcom-blog-1445518105731287/timeline/?ref=hl
11 - Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Powodzenia !!!

wtorek, 6 października 2015

Jean-Christophe Brisard, Claude Quetel "Dzieci dyktatorów "


Wydawnictwo Znak Horyzont
data premiery 7 październik 2015
stron 352
ISBN 978-83-240-3420-8
seria Prawdziwe Historie

Potomkowie tyranów  czyli czy daleko pada jabłko od jabłoni?

W XX wieku dyktatury w różnych krajach naszej planety miały się całkiem dobrze. Wręcz kwitły. Nie na damo właśnie dwudzieste stulecie okrzyknięto mianem wieku totalitaryzmów. To wtedy istniało wiele krwawych reżimów, których żniwem była śmierć setek tysięcy ludzkich istnień. Tyrani trzymali władzę twardą ręką, często przy pomocy wojska, ale  przecież oprócz tego, że byli politykami byli też członkami rodzin, mężami, synami i ojcami. Jak ich "zawód" wpłynął na ich synów i córki? Jakie dzieciństwo i życie im zgotowali? Jak potoczyły się losy potomków tyranów przeczytacie w najnowszej publikacji wydanej w serii Prawdziwe Historie, która ma premierę 7 października bieżącego roku, a którą ja już poznałam. 
Ta lektura okazała się bardzo ciekawą lekcją najnowszej historii, a podane w niej informacje uzupełniły moją podręcznikową wiedzę. 

Lektura to 17 rozdziałów, a każdy poświęcony jest innej rodzinie dyktatorskiej. Padają same znane nazwiska: m.in. Stalin, Husajn, Mussolini, Castro, Mubarak, Kadafi. Każda z części napisana jest przez innego autora, niekiedy opatrzona rodzinną fotką. 
Książka wręcz ocieka ciekawostkami, pokazuje tyranów od strony rodzicielskiej, opowiada o dzieciństwie i wczesnych latach młodości dyktatorskich potomków, ich dorastaniu i edukacji oraz późniejszej karierze zawodowej. Niekiedy wybierali oni drogę ojców, szli tymi samymi śladami, ale i bywały przypadki, gdy odcinali się od rodzica. Różne były losy tyrańskich synów i córek. Nie zawsze było to tylko życie usłane różami, dolarami i luksusem. Bywały i zamachy, czasy więzienia, wygnania i ciągłej tułaczki. Spuścizna okazywała się niełatwa, czasem nawet było to ciężkie brzemię. Historia w przypadku tych kilkudziesięciu osób napisała różne scenariusze, chlubne i nie. Nie zazdroszczę nikomu z opisanych postaci. 
Niektórzy tyrani okazywali się bardzo dobrymi ojcami, rozpieszczali swoje dzieci, ale i byli też tacy dla których więzy krwi nic nie znaczyły a uczucia rodzicielskie nigdy się nie narodziły. 
Książka jest ogromnie ciekawa, czyta się ją na jednym wdechu. Poprzez zamieszczone biografie łatwiej niekiedy zrozumieć historyczne fakty, brutalne zachowania, nieludzkie decyzje. Polecam lekturę szczególnie tym, którzy pasjonują się polityką, najnowszą historią powszechną i lubią książki biograficzne. Kolejna wspaniała pozycja w rewelacyjnej serii. Musicie ją poznać!


piątek, 2 października 2015

Rainbow Rowell "Eleonora & Park"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania 2015
stron 362
ISBN 978-83-7515-337-8

Miłość ma w sobie coś z magii

Rainbow Rowell napisała tę książkę dla młodzieży. Sięgnęłam po nią mimo, że wiek lat nastu mam już dawno za sobą. Okazało się, że mimo przekroczonej kategorii wiekowej trafiłam z wyborem lektury w dziesiątkę. Ta powieść przeszyła mnie swoim pięknem do szpiku kości, zauroczyła, zaczarowała, ale i przypomniała jak to jest kochać, kiedy stoi się pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. 
 
Para głównych bohaterów ma 16 lat. Spotykają się po raz pierwszy w szkolnym autobusie. To nie jest absolutnie miłość od pierwszego wejrzenia, ale dziewczyna i chłopiec zwracają na siebie uwagę. Nic dziwnego. Ona jest nowa w szkole, ma burzę rudych loków, specyficznie się ubiera. Siada obok niego w autobusie, bo tu jest wolne miejsce. On ma dzięki matce w swoich żyłach koreańską krew, lubi komiksy, muzykę z lat 80-tych (bo właśnie wtedy rozgrywa się akcja tej książki). Oboje nie szukają uczucia, ba chyba nawet się go boją. A jednak powoli, krok za krokiem miłość, ta pierwsza, ponoć najpiękniejsza, którą pamięta się całe życie rodzi się. Wbrew wszystkim i wszystkiemu zakwita powoli niczym pąk kwiatu w chłodną wiosnę. Z każdym dniem jest mocniejsza, aż wybucha i staje się silna, gotowa do walki o swój byt, o swoje istnienie.
 
 Każde z tej pary - i Eleonora i Park - jest odmieńcem, wyróżniającą się od innych postacią, która ma swoje "ja". Czy uczucie ich zmienia? Jeśli tak to na lepsze. Pozwala wyjść ze swojej skorupy, pokonać lęki, kompleksy. Pozwala dorosnąć, być odważniejszym i dzielnym. Uczy mówić, o tym co czują, co boli. Obala zasłonę wstydu, która zwykle zawisa między dwoma płciami. 
To naprawdę świetna, poruszająca, wzruszająca, ciepła historia, która pokazuje siłę prawdziwego uczucia, bo niewątpliwie takie połączyło tytułowych bohaterów. Wszystko jak dla mnie w tej książce jest szczere, prawdziwe i naturalne. Młodzi bohaterowie kochają bezinteresownie, mimo wszystko, nie szukając w związku korzyści. Rowell doskonale nakreśliła czar i urok pierwszego w życiu uczucia, które ma w sobie coś z magii, która ma ogromną moc. 
Ta powieść jest wyjątkowa i czarująca, a równocześnie zwyczajna, prosta. Autorka nie opisuje historii jakiś wyjątkowych postaci, nietuzinkowych, ekscentrycznych. Inność Eleonory wynika z jej życiowej sytuacji, inność Parka z posiadanych genów i rodziny w jakiej przyszedł na świat. Oboje są niezwykle wrażliwi, przerażeni tym, co się dzieje w ich sercach i duszach. 
Dzięki lekturze cofnęłam się w czasie do swojej młodości, przypomniałam sobie jak to jest zdać się na spontaniczne wybory, na żywiołowe porywy serca. Może i wiek lat nastu jest piękny, ale i niewątpliwie trudny, bolesny, męczący emocjonalnie. Trzeba go przeżyć, ale i uniknąć młodzieńzych pułapek. 
Ta powieść podbiła moje serce i sprawiła, że dołączam do grona fanów zamieszkałej w Nebrasce Autorki, która świetnie trzyma pióro i ma talent do konstruowania wspaniałych fabuł. Nie zawiodłam się, więc gorąco polecam innym bez względu na to, ile mają lat. To książka o nastolatkach, ale nie tylko dla nastolatków. Sięgnijcie po nią, by znów zasmakować w czasie młodzieńczych lat i pierwszych porywów serca.


środa, 30 września 2015

Gorąca zapowiedź - czyli ciąg dalszy wspaniałej serii

Już niedługo, a konkretnie 19 października ukaże się nakładem Wydawnictwa Zysk i Spółka wspaniała książka opowiadająca dalsze losy niezwykle wyjątkowych bohaterów:


Opis Wydawcy:
"Mroczny sekret, od lat skrywany przez Kaydena w końcu wyszedł na jaw. Co gorsza, chłopak stoi w obliczu groźby oskarżenia przed sądem o pobicie. Jedynym sposobem, by mógł oczyścić swoje imię jest zdradzenie przez Callie jej tajemnicy. Ale Kayden nigdy jej o to nie poprosi. Zamiast tego zrobi wszystko, co w jego mocy, by ją chronić. Nawet jeśli oznacza to opuszczenie przez niego jedynej dziewczyny, którą kiedykolwiek pokochał.
 
Callie wie, że Kayden pogrąża się w ciemności i rozpaczliwie pragnie go ocalić. Lecz uda jej się to jedynie wtedy, gdy stawi czoła swojemu największemu lękowi i wyzna wszystkim własne bolesne tajemnice. Pomysł przerwania milczenia wzbudza u niej trwogę, ale nie tak wielką, jak myśl o utracie Kaydena."


Myślę, że kto czytał pierwszy tom bez wahania sięgnie po ten drugi. Ja już jestem po jego lekturze, moja recenzja ukaże się oczywiście na moim blogu. Zdradzę jedynie, że tom drugi jest jeszcze lepszy niż pierwszy. Kto nie czytał niech nadrabia zaległości.

sobota, 26 września 2015

Liane Moriarty "Wielkie kłamstewka"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 22 września 2015
stron 496
ISBN 978-83-8069-067-7

W pajęczynie kłamstw i kłamstewek

Kłamstwo ma krótkie nogi. A jednak kłamiemy! Czasem jak najęci. Brniemy w bagno kłamstwa w imię wygody, pewnych zasad, niejasno sprecyzowanych celów. Niekiedy w pewnym momencie widzimy, że to nie tędy droga i mamy dość łgania, ale ... Kłamstwo bywa jak narkotyk i trudno się go pozbyć. Trudno wejść na drogę prawdy. Wtedy w naszym życiu zaczynają się schody, wyrastają kłody pod nogami i zwyczajnie się gubimy...
Do serii Kobiety to czytają! mam słabość, jestem jej zagorzałą wielbicielką i staram się nie omijać wydawanych w jej ramach pozycji. Czytając opis powieści Moriarty miałam jednak pewne obiekcje. Nie byłam do końca przekonana czy odnajdę się w świcie mam kilkuletnich dzieci, które tworzą dość specyficzną grupę mającą swoje priorytety. Książka wciągnęła mnie jednak od samego początku i to dość mocno. Chłonęłam losy przedstawionych kobiet i z każdą przeczytaną stroną moja sympatia wobec nich rosła, a one stawały mi się bliskie i znajome.


Madeline, Jane i Celeste są różne i takie same zarazem. Czy są szczęśliwe? Nie, choć niektórzy mogą myśleć, że ich życie jest pełne blasku i promieni szczęścia. Pozory jak zwykle mylą, a każda z kobiet boryka się z problemami i traumami.
Madeline ma drugiego męża, nastoletnią córkę z pierwszym i dość spory bagaż różnych przeżyć. Z kolejną żoną byłego męża musi się spotykać, bo ich córki chodzą do jednej szkoły. Te relacje niby są poprawne, ale czy takie naprawdę mogą być? Czy przeszłość mniej lub bardziej nie zgrzyta, a pewne rzeczy są robione na pokaz?
Jane samotnie wychowuje synka. Jest on owocem jednorazowej przygody, a zarazem jego poczęcie nie kojarzy się Jane przyjemnie i miło. Bo wcale tak nie było. Czy ta skromna kobieta nie chce zemsty na mężczyźnie dla którego była zabawką?
Celeste to na pierwszy rzut oka szczęśliwa mama i żona. Żyje w materialnym dostatku, ma przystojnego i ustabilizowanego zawodowo męża, ale ... Jest pewne ale, pewien sekret, który stanowi rysę na doskonałym związku. I choć drzemie w domowym zaciszu to jednak powoli wychodzi z cienia...


 W tej książce dzieje się wiele, bardzo wiele. Autorka świetnie połączyła kilka wątków, które razem stanowią świetne sidła na umysł czytelnika. Lektura wciąga jak wędrówka po pełnym niespodzianek labiryncie. Obyczaj miesza się z sensacją, emocje buzują, a autorka śmiało porusza trudne i wstydliwe tematy. Pokazuje skutki przemocy w rodzinie, która staje się problemem nie tylko osób z marginesu społecznego. Jest niczym zaraza, która potrafi dosięgnąć każdego. Jej skutki są opłakane i stanowią zagrożenie dla tych, którzy niewiele jeszcze z tragicznej sytuacji rozumieją - dla dzieci.
W książce nawiązano też do problemów małżeńskich, ukazano blaski i cienie samotnego wychowywania dziecka, zdrady. Autorka ciekawie pokazała środowisko rodziców, których łączą dzieci uczęszczające do tej samej szkoły. Choć każdy jest inny, to wspólne sprawy rodzą nowe więzi, jednoczą i dzielą, a zarazem wywołują konflikty i doprowadzają do bliskich i prawdziwych przyjaźni.
Ta powieść to kolejna wspaniała lektura, która doskonale przypadła mi do gustu, zaintrygowała, zaciekawiła. Kolejna ciekawa propozycja idealna na długi jesienny wieczór.

czwartek, 24 września 2015

Włodzimierz Malczewski "Antoś Mrówek i Hania Biedronka"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania - wkrótce premiera
stron 64
ISBN 978-83-7942-922-6

Witajcie w Pięknej Bajce

Zdziwił Was tytuł recenzji? Ale tak jest. Dziś chciałabym zaprosić Was do przeczytania tekstu poświęconego wspaniałej książeczce dla najmłodszych. Z niekłamaną przyjemnością napiszę, że w tej lekturze wszystko jest perfekcyjne, dopracowane, dopieszczone. I dodam, że to dokładnie taki typ literatury dziecięcej na jakim ja zostałam wychowana ponad trzydzieści lat temu - bez przemocy, bez cyfryzacji, bez cybernetyki i robotów. W tej bajeczce króluje świat dokładnie taki jaki powinny widzieć maluchy - rzeczywistość zagadkowa, pełna dobra, prostoty a zarazem fascynacji i tego czegoś, co trudno nazwać a co tracimy wraz z wiekiem, z dorastaniem. 
 
I okładka i tytuł są po prostu słodkie i urocze. 
W królestwie mrówek na świat przychodzi dziecko królowej - Antoś. Jego narodziny są bardzo radosnym momentem budzącym euforię i zachwyt. Wszyscy się cieszą i powtarzają radosną nowinę. Antoś jako dziecko pewnego pięknego, jesiennego wieczoru w październiku przeżyje ciekawe wydarzenia. Jakie to już treść lektury. A za jakiś czas nasz bohater pozna dziecko Pani Biedronki - Hanię...
Ta książeczka jest właśnie o przygodach tych dwojga. Od razu dodam, że wielkim atutem tej opowieści są prześliczne, barwne, kolorowe, utrzymane w ciepłych pastelowych tonacjach ilustracje Kamili Stankiewicz. Warto to podkreślić, bo pamiętajcie, że to książka dla najmłodszych, a ta grupa wiekowa lubi nie tylko słuchać czy czytać ale i oglądać. Tekst jest napisany w sposób sprawny i wyważony, w pełni zrozumiały dla dziecięcego adresata. To lektura pogodna, pełna przygody, idealna na czytanie przed snem. Zawiera ona wartości edukacyjne i poznawcze. Rozbudza wyobraźnię, bawi i uczy. Właśnie lektury takie jak ta polecałabym najmłodszym odbiorcom. 
Moja ocena 9/10.


poniedziałek, 21 września 2015

Bartłomiej Trokowicz "Pan Misio"

Wydawnictwo RW2010
data wydania 2015
ISBN 978-83-7949-131-5

Witajcie w pewnym Lesie

Miś - ulubiona pluszowa zabawka tysięcy dzieci tak naprawdę niewiele ma wspólnego z prawdziwym niedźwiedziem żyjącym w lesie. Nie jest on bowiem łagodny, słodki i milutki. W bajkach misie bywają różne - takie jak Kubuś Puchatek i takie bardziej prawdziwe jak w lekturze autorstwa Bartłomieja Trokowicza. Tu, miś określany Panem Misiem mieszka w lesie i jest jego niekwestionowanym królem. Dostojny, władczy jest niczym guru. To do niego zwierzęta przychodzą po radę i pomoc. Jest rozjemcą i autorytetem. 
W tej lekturze czytelnik przenosi się do lasu pełnego różnych zwierząt, ale nie tylko. Ma okazję zobaczyć niejako porównanie świata nam bliskiego ludzkiego i tego leśnego. Przedstawione zwierzęta tworzą społeczność na wzór ludzkiej. Obowiązuje w niej hierarchia, a poszczególni przedstawicie gatunków mają i cechy im typowe i cechy niejako przypisane im przez ludzi.
Opowiedziana historia jest bardzo sympatyczna, idealna dla dzieci od lat pięciu, ale i świetna dla dorosłego czytelnika. Mnie osobiście czytało się ją doskonale i dałam się jej wciągnąć. Leśne perypetie wilków, misia, wiewiórki, lisa, szczura czy myszy bardzo mnie zainteresowały i uległam urokowi jaki ma w sobie ta bajka. 
Kilka dni, bo tyle trwa ta dość krótka historia daje możliwość poznania dziecku życia leśnego ekosystemu, typowych cech przypisanych poszczególnym gatunkom, oraz zależności pomiędzy środowiskiem naturalnym, a tym w którym żyjemy.
Książka napisana jest ciekawie, dynamicznie, efektownie. Akcja toczy się wartko, składa się na nią wiele ciekawych scen. Dialogi to mocny atut pióra Trokowicza. Lektura bawi, uczy, wzrusza, edukuje. Jest pełna ponadczasowych mądrości i prawd. Ukazuje plusy i minusy stosunków między zwierzętami, które odzwierciedlają relacje międzyludzkie. Warto poświęcić jej czas, warto podsunąć ją dziecku. Bardzo spodobały mi się zamieszczone w niej ilustracje autorstwa Dalii Żmudy-Trzebiatowskiej. Lektura w stylu bajek z mojego dzieciństwa, godna rekomendacji i polecenia.

piątek, 18 września 2015

Anna McPartlin "Ostatnie dni Królika"


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2015
stron 400
ISBN 978-8-276-1472-8

Czy to już naprawdę koniec?

Bieg codziennego zwyczajnego ludzkiego życia zakłócają choroby. Bajka, gdy są przejściowe, trwają krótko i nie pozostawiają po sobie żadnego śladu. Jednak nie wszystkie schorzenia takie są. Są też także choroby, których diagnozy brzmią poważnie, wręcz wrogo. Rak, nowotwór to prawie jak nieodwołany wyrok. Są ludzie, którzy z niego nie wychodzą na prostą. Mają pecha i ta choroba jest tytułem ostatniego tomu ich życia. 
 
 
Na raka zachorowała główna bohaterka powieści Anny McPartlin. Mia Hayes tyle co przekroczyła czterdziestkę, gdy jej domem stało się hospicjum. Trafiła tu po długiej walce w kilku rundach. Niestety lekarze po przerzutach do kości bezradnie rozłożyli ręce i stwierdzili, że już nie mogą pomóc kobiecie zwanej przez jej rodzinę Królikiem. Pierwsza scena powieści to właśnie przekroczenie progu hospicjum do którego Mia trafia w towarzystwie matki. Obie próbują robić dobrą minę do złej gry. Bliscy nie dają za wygraną i wciąż szukają jakiejś nowatorskiej terapii, która dałaby choć cień nadziei na happy end. A sam Królik? Chce walczyć, bo ma dla kogo żyć, bo wie, że jako matka jest niezbędna swojej dwunastoletniej córeczce...

Szczerze, z ręką na sercu miałam wielką ochotę na poznanie tej powieści, ale i ... bardzo bałam się tej lektury. Nie było to ze względu na to, że książka mi się nie spodoba (miałam nosa, że będzie wspaniała co też się sprawdziło), ale lękałam się jak podołam jej emocjonalnie. Jestem potwornym wrażliwcem, wiele spraw biorę sobie do serca zbyt mocno. Czułam, że przy czytaniu będę ryczeć jak bóbr i przygotowałam masę chusteczek. Były bardzo potrzebne, bo naprawdę solidnie się wzruszyłam, ale czyż można inaczej odebrać tak smutną, tragiczną po ludzku historię? 
Pisarka podjęła w swoim dziele bardzo trudny temat. I co najważniejsze zrobiła to wspaniale. Zawiodła czytelnika w świat pełen bólu, żalu, ludzkiej bezsilności, dramatu, rozpaczy. Pokazała tym samym, że dany nam każdy dzień jest czymś niesamowicie cennym, ba bezcennym. I nie można go zmarnować. Trzeba cieszyć się tym, co dostajemy codziennie od losu, bo nigdy nie wiemy, ile tej codzienności, zwyczajnej aczkolwiek pięknej nam jeszcze zostało. Mia bardzo cierpi, ale i wspomina. Analizuje swoje życie i uświadamia sobie, że przeżyła wiele pięknych chwil. Odchodzi, boli ją, że osieroci córkę, ale i uśmiecha się na wspomnienie chwil z młodości. Miała to szczęście, że żyła w cudownej rodzinie. Zwyczajnej, nieidealnej, ale kochającej się mimo wszystko. Królik wspomina swoją niespełnioną miłość, którą przyszło jej utracić. I tym samym uczy jak robić życiowe bilanse i podsumowania - warto, bo pozwalają uchwycić dane nam skarby. 
Akcja książki rozgrywa się w Irlandii. Po dłuższym zastanowieniu myślę, że to bez większego znaczenia. Bo choroba i bezlitosne wyroki bolą wszędzie niezależnie od numeru równoleżnika czy południka. Pisarka opisuje chwile trudne, wyrysowuje uczucia i odczucia swoich bohaterów w sposób wyrazisty i przejrzysty. Nie idealizuje, pokazuje chwile słabości, rozpaczy, wybuchów niekontrolowanej bezsilności. To bardzo ludzkie, choć ktoś może powie, że nieeleganckie. Ale tym samym ta historia wydaje się niezwykle prawdziwa i bardzo realna. Czytając mamy zatem okazję przyjrzeć się ludziom, których los nie oszczędza, boleśnie dotyka i wręcz miażdży. 
Długo bym mogła jeszcze wychwalać walory tej książki, którą w każdym rankingu oceniłabym notą najwyższą. Długo jej nie zapomnę, będę gorąco polecać tym, którzy lubią ambitne lektury obyczajowe. Warta polecenia, godna przeczytania, przemyślenia. Książka, która pozostawia w czytelniczym sercu trwały ślad. Wybitna lektura zasługująca na miano księgarskiego hitu.

środa, 16 września 2015

Jan Wróbel, Ewa Wróbel "Polak potrafi, Polka też..."


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2015
stron 240
ISBN 98-83-240-3056-9

Cudzych chwalicie, a swoich znacie?

Historia i ta współczesna i ta dawniejsza i starożytna byłaby pasją i hobby większej ilości młodych ludzi, gdyby bardziej nią ich zainteresowano. Napisano ciekawsze podręczniki, urozmaicono ich formę, zdecydowano się może na niestandardowy przekaz, wprowadzono do nauki elementy przesiąknięte nowymi technologiami. Gdyby skupiono się na szczególikach, ciekawostkach, a historycznych bohaterów potraktowano jak ludzi mających nie tylko zalety, ale i wady pewnie więcej osób zainteresowałaby przeszłość. 
 
Na oryginalny pomysł pisania o dziejach przeszłych wpadło pewne małżeństwo - Państwo Wróblowie - Ewa i Jan, którzy edukują młodzież w jednym ze stołecznych liceów. Seria Historia Polski 2.0 podbiła serca wielu czytelników, w tym i moje. Nie przeczytałam tomu pierwszego, ale właśnie skończyłam lekturę tomu drugiego, który opowiada o sławnych Polkach i Polakach żyjących współcześnie oraz tych którzy już nie żyją. Przez książkę przewija się korowód barwnych, mniej lub bardziej znanych postaci, który wniosły spory wkład w rozsławienie Polski w Europie i na świecie. Niektóre osobistości - może i wstyd się przyznać- nie były mi znane. 
 
Publikację pochłonęłam od deski do deski w jedno popołudnie. Momentalnie, od samego początku przypadła mi do gustu forma tej książki i sposób przekazywania informacji oraz faktów. 
Jest dynamicznie, spontanicznie, kolorowo. Jest ciekawie i nieszablonowo. Na ponad dwustu stronach roi się od życiorysów osobistości, które wiele w życiu osiągnęły, zyskały sławę, ale i w pewien sposób wpłynęły na bieg wydarzeń odnotowywanych w historycznych kronikach. Książka to zwyczajny tekst, rysunki, komiksy, przekaz właściwy forom internetowym i portalom społecznościowym. Nie ma tu długich opisów, statystycznych wyliczanek, żmudnego steku słów trudnych do zrozumienia przeciętnemu zjadaczowi chleba. To sprawia, że lektura jest łatwa w odbiorze, przyjemna, a przekazane informacje łatwo zapamiętać. Jestem pewna, że każdy czytelnik wśród zaprezentowanego grona bohaterów znajdzie kilka sylwetek, które mu zaimponują, zaciekawią go na tyle, iż sięgnie głębiej w świat historii by je poznać. 
Dobór bohaterów jest bardzo urozmaicony. Wiadomości umiejętnie wyselekcjonowane i przekazane w świetny sposób sprawią, że ta książka bez trudu trafi do młodego odbiorcy, którego guru jest internet i nowoczesne technologie. 
Stałam się zagorzałą fanką tej serii, której kolejny tom ukaże się w styczniu 2016 roku. Gorąco polecam lekturę tym, którzy nie połknęli jeszcze bakcyla historii, ale i tym, którzy poznali ją z innej strony niż ta na którą postawili Autorzy przedstawionej powyżej publikacji. 
Konkluzja - My, Polacy to naród zdolny i wyjątkowy, który nie ma powodu do kompleksów. Wielu naszych Rodaków to prawdziwe Asy Historii. Bez nas świat nie wyglądał by tak, jak prezentuje się dziś.


niedziela, 13 września 2015

Janis Heaphy Durham "Ślad na lustrze"


Wydawnictwo Literackie
data premiery 23 września 2015
stron 300
ISBN 978-83-0806-012-4

Znaki zza grobu

Śmierć czeka każdego z nas. I co dalej? Czy jest dalej, a może jednak to definitywny koniec? Nie ma chyba dorosłego człowieka na ziemi, który by się nie zastanawiał nad tą kwestią choć raz w życiu. Jednia sądzą, że po prostu zasną na wieki, inni wierzą według swojej religii czy przekonań, że przejdą do lepszego świata lub zaczną nowe życie w innej skórze. Jak jest naprawdę? Wszyscy się tego dowiemy w odpowiednim czasie, ale najpierw musimy umrzeć. Ale czy stamtąd możemy jeszcze zerknąć do dawnego życia, mieć jakiś kontakt z przeszłością, z osobami, które zostały żywe w sensie ziemskim?
Otóż są ludzie, które dają temu świadectwo i potwierdzają znaki wysłane przez bliskich im zmarłych. O tej właśnie kwestii opowiada w swojej książce Janis Durham - Amerykanka, publicystka , dziennikarka, szefowa wpływowej i poczytnej gazety. Osoba cechująca się inteligencją, twardo stąpająca po ziemi, która utraciła kochanego męża. Max Besler umarł w wieku zaledwie 56 lat na raka. Bardzo kochał swoją żonę z którą był zaledwie kilka lat. Nim odszedł złożył obietnice, że mimo rozłąki miłość się nie skończy, a on sam będzie obecny w jakimś wymiarze w życiu Janis. I słowa dotrzymał. Po pogrzebie wdowa zaczęła obserwować pewne zdarzenia. To, co zdarzyło się dokładnie rok po zgonie Maxa potwierdziło, że świat realny i pozagrobowy mają pewne styczne punkty. Na lustrze ukazał się ślad męskiej dłoni - odcisk przypominający zdjęcie rentgenowskie. Był to jeden z wielu znaków...
Biorąc do ręki tę książkę byłam po pierwsze bardzo ciekawa i zaintrygowana, ale i ... tak zwyczajnie po ludzku bałam się. Bałam się nie tak jak podczas oglądania filmu z dreszczykiem, ale bałam się by ... i swoim życiu nie odkryć, nie dopasować pewnych znaków z zza światów. To nie była łatwa lektura, chwilami czułam, że muszę ją na jakiś czas, na kilka godzin porzucić, by opanować nadmiar myśli, refleksji, emocji. Być może jest tu winna moja ekspresyjna natura, ale i tematyka też nie jest łatwa. I co zdziwiło mnie najbardziej nie miałam żadnych, ale to żadnych wątpliwości, że autorka pisze tylko i wyłącznie prawdę, nie koloryzuje, nie dodaje czegoś od siebie, nie upiększa, nie nakręca atmosfery. To, co działo się wokół Janis było dla niej na pewno zaskoczeniem, ale i ona sama podążyła nie bojąc się do czego doprowadzi ją jej własne "śledztwo". Wielu ludzi od tematu śmierci, odchodzenia odchodzi, unika go, boi się i zwyczajne zamiata kwestię pod dywan. Niemniej jednak każdemu z nas przychodzi się z tą problematyką zmierzyć. Dosięga nas żałoba, ból, tęsknota. Często z zaskoczenia i nagle. I właśnie po to, by wtedy było nam łatwiej w takich chwilach warto wpleść tę pozycję do naszego czytelniczego terminarza.

Myślę, że autorce nie było łatwo całkowicie się otworzyć, spisać swoje najbardziej osobiste, intymne przeżycia. A jednak miała odwagę to zrobić. I jestem jej za to bardzo wdzięczna , że zrobiła to mimo skazania się na ludzkie osądy nie zawsze z pewnością przychylne. Swoją lekturą Durham dowodzi, że świat paranormalny możemy negować, krytykować, szydzić z niego, ale on i tak jest. Ukryty, tajemniczy, ale jest. Myślę, że wielu osobom ta książka pomoże się uporać z trudnymi chwilami żalu i żałoby, że będzie w tym okresie niezastąpionym przewodnikiem.
To naprawdę wymagająca pozycja i wcale nie było mi łatwo przez nią przejść. Ale dobrze, że ją poznałam. Inaczej patrzę na życie i ... na śmierć. Z większą wiarą i nadzieją, że istnieje "dalej". Bo śmierć na pewno nie jest końcem. A w przysiędze małżeńskiej powiedziała bym inaczej - "...że nie opuszczę Cię już NIGDY..." a nie "...do śmierci". 

piątek, 11 września 2015

Katarzyna Woźniczka "We dwoje"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 368
ISBN 978-83-8069-034-9

Życie to najbardziej pomysłowy scenarzysta 

Mamy swoje plany, marzenia i oczekiwania. Dążymy do ich spełnienia i realizacji. Wszystko toczy się zaplanowanym rytmem i nagle... krach, trach i już nic nie jest takie samo. Wystarczy chwila, by nasz świat runął w gruzach, a wszystko zaczęło układać się inaczej niż miało być. Tak jest wtedy, gdy z cienia wyłania się inny scenarzysta i to on jest tym,który pociąga za wszystkie sznurki, a nie my. Kim jest ów scenarzysta? To życie, samo życie...

Karolina i Krzysztof Tyrolscy to bardzo sympatyczne małżeństwo. Szczęśliwe i zakochane w sobie po uszy. Wiele już mają. Nie muszą martwić się o pracę, są ustabilizowani finansowo. Do szczęścia brakuje im tylko dziecka. Para jest dobrej myśli. Oboje małżonkowie są przekonani, że zostanie rodzicami to tylko kwestia czasu. I dokładnie tak się dzieje, tylko... Tylko Ten Dzień, ten wyczekany dzień niesie w sobie radość, ale i gorycz, łzy i tragedię. A przecież nie tak miało być, zupełnie nie tak...

Książka Karoliny Woźniczki to wspaniała powieść z kręgu książek obyczajowych, która mile mnie zaskoczyła. In plus. Z każdą stroną byłam nią coraz bardziej zauroczona. I ciągle, w niektórych momentach prawie bez przerwy czytając głośno komentowałam książkowe wydarzenia, a jedną z bohaterek miałam ochotę rozszarpać na strzępy. Drugą sadzałam na tronie Królowej Anielskiej Cierpliwości i zastanawiałam się skąd u niej takie pokłady spokoju, opanowania i cierpliwości. Wreszcie miarka się przebrała, a ja odetchnęłam z ulgą. 
W fabule powieści dość sporo się dzieje, ale ja w trakcie lektury właściwie głównie skupiłam się nie na wątku uczuciowym, ale na pewnej relacji pomiędzy synową a teściową. Obie reprezentują biały i czarny charakter. Ba, książkowa teściowa to kobieta z piekła rodem, którą ja nie trawiłam przez całą powieść. Świetnie wykreowana teściówka przytłoczyła chwilami skutecznie w moim odczuciu inne postacie i stała się symbolem zła, nietaktu, egoizmu, samolubstwa. 
Lektura wywołała u mnie sporo emocji, wypieki na policzkach i zaangażowała z łatwością całkowicie moją uwagę. To książka uświadamiająca, że szczęście to tylko chwile i że nic ani nikt nie jest nam dany na zawsze. To książka wzruszająca i smutna, ukazująca zwyczajne życie dokładnie takie, jakim ono bywa. Pokazująca życie w całej krasie - jego blaski i cienie. To książka o utracie, o tęsknocie i miłości. I o budowaniu swego świata od nowa. O cudzie macierzyństwa i o tym jakiego ono jest w stanie dać nam kopa energii, siły i werwy. To historia jaka zdarza się niestety naprawdę, ale i lektura o tym, że życie jest zbyt krótkie by umierać i grzebać się gdy ono trwa.  Nie jest to wbrew przewidywaniom (dzięki okładce i tytułowi) słodki romans, ale książka o traceniu miłości i jej odradzaniu się. Nad tą lekturą, może na pozór dość przewidywalną warto się zastanowić, warto przemyśleć jej treść. Jest w niej coś głębiej ukrytego, co nie musimy dostrzec na pierwszy rzut oka. Gdybym miała już coś skrytykować to wolałabym, by zakończenie było bardziej przejrzyste, domówione, wyjaśniające "kawa na ławę" jak ta historia się skończyła. Dodam, że wykreowany przez Autorkę koniec nie jest wcale zły. Czy to historia z happy endem? Nie potrafię określić, być może będzie kontynuacja tej lektury? Chciałabym tego.

poniedziałek, 7 września 2015

Dorota Schrammek "Horyzonty uczuć"

Wydawnictwo Szara Godzina 
data wydania 2015
stron 240
ISBN 978-83-64312-58-8

Z nie każdej czarnej chmury pada deszcz

Jedną z metod przegonienia złego nastroju i smutku jest lektura dobrej, pogodnej powieści, która bywa idealną bronią na chandrę. Zbliża się jesień i w związku z pluchami i słotami oraz brakiem słońca takie książki będą mi szczególnie potrzebne. Właśnie jestem po lekturze pozycji w tym typie i z przyjemnością polecę ją innym. Mowa o drugiej powieści Doroty Schrammek, którą wydała Szara Godzina. To książka w typowo wakacyjnym nastroju, której akcja rozgrywa się w nadmorskim kurorcie, a konkretnie w rodzinnej miejscowości Doroty Schrammek - w Pobierowie.
 To właśnie tam swój niewielki pensjonat prowadzi Matylda - kobieta mająca dorosłego syna i spory bagaż doświadczeń. Także trudne małżeństwo za sobą. Mimo wielu ciężkich i smutnych przeżyć nie jest ona jednak pesymistką, która ciągle na coś narzeka ani smutną osobą. Ma w sobie wiele werwy i pomysłów na życie. U progu lata w jej progach zjawia się kilka wyjątkowych osób. Z Wrocławia przyjeżdża syn z małżonką, zjawia się też u cioci Iwona z córeczką, pokój rezerwuje też Aldona i tajemniczy mężczyzna wraz z wnuczkiem oraz Zoja, która zjawia się nad morzem by w czasie urlopu dorobić do skromnej pensji. Każda z tych postaci ma w swoim życiu problemy, dylematy jak postąpić, jaką drogę wybrać na przyszłość. Autorka do korowodu postaci, które przyjechały dorzuca jeszcze sylwetki osób na stałe mieszkających w Pobierowie. Efektem jest naprawdę barwna i wyjątkowa plejada postaci z których jednak żadna nie jest tą główną w tej książce. Na pierwszym planie stoi więc wiele ciekawych bohaterów, których losy dzięki nadmorskiej miejscowości się zbiegają i łączą. Każdy tu jest inny i oryginalny. Aldona zmaga się z chorobą i jej skutkami, Iwona po małżeńskich nieporozumieniach próbuje dojść do siebie, Ryszard mimo niezależnych od niego trudności chce by kilkuletni Antoś spędził beztroskie chwile na plaży, Zoja liczy, że choć troszkę podreperuje domowy budżet. Dorota i Piotr przeżywający małżeński kryzys szukają skutecznego sposobu na jego zakończenie. 
Czy ten krótki czas jaki spędzą nad Bałtykiem odmieni ich życie? 

Nie chcą być autorką spojlera, więc nie zdradzę nic więcej z treści lektury, a skupię się na moich odczuciach i ocenie. Otóż jest to naprawdę ciepła, przyjemna i lekka książka. Jej akcja rozgrywa się w nadmorskiej miejscowości, która ożywa na czas letniej kanikuły. Autorce doskonale udało się oddać klimat tego miejsca. Zagłębiając się w lekturę miałam przed oczami plażę, morze, piasek, słyszałam szum fal i mew. I choć nie było w książce zbyt długich opisów, to moja wyobraźnia szybko odmalowała tło. Wyjątkowy klimat miejsca akcji ubarwniły przeżycia ludzi, którzy tam zawitali. Wakacje dały im pewną lekcję życia, pozwoliły zajrzeć do swego wnętrza i podjąć ważne decyzje, odnaleźć siebie i sprecyzować swoje plany. Nie obyło się bez wzruszeń, łez, ale i humorystycznych sytuacji. Czytelnik każdą z postaci poznał stopniowo. Z każdą kartą coraz bardziej dogłębnie i szczegółowo. I w końcu wyłonił się pejzaż dość skomplikowanych osobowości, z których oczywiście jedne polubiłam bardzo inne raczej mniej. Ale trzeba przyznać, że każdy portret jest inny, oryginalny i dopracowany. Każdy ma swoje troski i lęki, marzenia i dążenia. I nie są one jakieś wyjątkowe czy niespotykane. W każdej postaci możemy odnaleźć coś z siebie, coś ze swojego świata. 
Książka urzekła mnie od początku, spodobała się od pierwszej strony. Była przyjemna w odbiorze, a zarazem nieprzesłodzona, choć z przewidywalnym końcem. Nie czułam się czytaniem znużona, zniechęcona. Dałam się oderwać tej książce od swojej codzienności, przeniosłam się nad Bałtyk, by wczuć się w życie innych. Nie mogę odradzić tej lektury tym, co szukają książki relaksującej i ciepłej, niosącej nadzieje, że w życiu wiele spraw może skończyć się happy endem, a marzenia mogą się spełnić z nawiązką. Idealna pozycja do czytania nie tylko na plaży i nie tylko nad morzem.

środa, 2 września 2015

Graeme Cameron "Zwykły człowiek"


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania sierpień 2015
stron 288
ISBN 978-83-276-1460-5

Seryjnego mordercy portret własny

Istnieje taka teza, że każdy z nas jest potencjalnym zabójcą. Każdy człowiek może zabić drugiego w ramach obrony koniecznej, ratowania własnego życia czy życia swoich bliskich. Zabijają też żołnierze na wojnie, bo taki mają rozkaz. Choć wielokrotnie zastanawiałam się na tym, czy ja mogłabym zabić nigdy nie doszłam do konkretnej odpowiedzi. Wiem jedno, że nikt normalny nie ma z zabijania radości, nikt oprócz psychopatycznego mordercy. 
No właśnie, to jakim człowiekiem jest ten, co zabija dla zabawy, dla rozrywki, dla przyjemności?  Czy to ktoś naznaczony i widać to gołym okiem, czy to może ktoś całkiem normalnie wyglądający kogo byśmy w życiu nie posądzili o dokonanie morderczych czynów?
Portretu mordercy szukałam w książce "Zwykły człowiek". Liczyłam, że lektura wiele w tym temacie wniesie w mój umysł. Nastawiłam się na mocny kryminał, no bo skoro rekomenduje go Lee Child to jaki ma być? Niestety, książka okazała się całkiem inna niż oczekiwałam. Nie jest ona zła, ale daleko jej do doskonałości. I nie jest dynamicznym kryminałem z wartką akcją lecz bardziej powieścią psychologiczną w której wprawdzie są i stróże prawa i zabójca, ale ... czegoś właściwego idealnej sensacji brakuje. 
Narratorem jest człowiek, który wydaje się całkiem zwyczajny. Młody i miły, przeciętny, niczym nie wyróżniający się. Ale ma on drugie oblicze, mroczne i mrożące krew w żyłach. Jest kimś, kto lubi dręczyć, męczyć i zabijać, kto kocha widzieć strach w oczach swoich ofiar. Nie ma sumienia, nie czuje litości, nie współczuje. Jego sumienie jest martwe. Nie ma w sobie uczuć właściwych ludzkiej naturze i nie określiłabym go mianem człowieka lecz bestii. 
To była bardzo trudna lektura. Ba spore wyzwanie dla mojej subtelnej jakby nie było osobowości. Czułam lęk i przerażenie, nie mogłam czytać tej książki dłużej niż 15 minut. 
Z pewnością jest to lektura oryginalna, wyróżniająca się z grona publikacji gatunku jaki reprezentuje. Nie było mi łatwo przez tę powieść przejść, ale i nie czułam emocji - napięcia co dalej. Bo wciąż był człowiek mylnie nazwany człowiekiem. Był potwór w ludzkiej skórze i jego opowieść o czynach niecnych. Nie twierdzę, że ta książka jest zła, z pewnością jest ona dla ludzi o mocnych nerwach, nie radziłabym ją czytać przed snem do poduszki. Mnie "Zwykły człowiek" nie oczarował, ale to nie znaczy, że nie może on być waszym strzałem w dziesiątkę.

Książka sierpnia 2015 - "Wbrew sobie" Katarzyny Kołczewskiej