Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bookathon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bookathon. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 grudnia 2015

Krystyna Januszewska "Dziedzictwo"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 592
ISBN 978-83-8069-169-8

Była sobie rodzina...

Była sobie rodzina. Mieszkała na kieleckiej wsi. Nie była to familia wyjątkowa. Ot, jedna jakich wiele w tamtych czasach mieszkało w tym rejonie. Byli to dość prości ludzie pracujący w pocie czoła na roli. Nie byli bogaci, ani znani. Nie mieli kogoś sławnego w swoim gronie. Nie wyróżniali się na tle swojej społeczności. Czy zatem saga opisująca dzieje Kuśmierczyków może być książką wyjątkowo fascynującą, przykuwającą do fotela i wyłączającą z rzeczywistego świata?
Okazuje się, że może. A w czym tkwi sekret piękna tej lektury? Tym razem nie zdradzę! Po prostu odkryjcie go sami.

Ta powieść zadziałała na mnie jak narkotyk. Losy stojącego na pierwszym planie mężczyzny zaciekawiły mnie i wzruszyły. A sama lektura była jak magiczna opowieść o ludziach, którzy wydali mi się bardzo szybko tacy bliscy i znajomi.
Akcja książki przez wiele stron toczy się w Krasocinie niedaleko Kielc. To tu mieszkał Jan - dziadek pisarki, która w sposób naprawdę wyjątkowy opisuje jego dzieje. Nie przyszło Janowi żyć w czasach łatwych. I historycznie i ekonomicznie. Urodził się bowiem w Polsce, której na mapach świata i Europy nie było. Przyszedł na świat pod zaborami. Życie go nigdy nie rozpieszczało. Przyszło mu się zmierzyć z wieloma wyzwaniami. Gdy dorósł nie miał ochotę na żeniaczkę. Był pracowity, ale nie chciał się obarczać rodziną. Chciał pojechać gdzieś w świat, poznać inne życie. Tymczasem na przekór sobie a w sukurs matce ożenił się za jej namową. Panna przypadła mu do gustu. Zaczęło się dorosłe życie, które raz miało gorzki, a raz słodki smak...

Nie potrafiłam oprzeć się tej historii od samego początku. Delektowałam się lekturą strona za stroną. Zagłębiłam się w życie zwyczajnych ludzi. A sama powieść wielokrotnie przypominała mi dzieło Reymonta - "Chłopów". "Dziedzictwo" mu nie dorównuje, ale jest również warte polecenia. Ta sama tematyka, ten sam prosty, chłopski los, podobne problemy, życie w dużej mierze zgodne z naturą, dostosowane do pór roku, a pełny talerz zależny od kaprysów pogody. Ciężka praca, czasem walka z wiatrakami. I historia wrzynająca się mocno i niekiedy boleśnie. Czasem los na barki Jana i jego bliskich zarzucał bardzo ciężkie brzemię, które trudno było nieść dzień za dniem. I wreszcie ryzykowna decyzja wyjazdu w nieznane po lepsze jutro. Te obrazy z życia polskich chłopów bardzo realnie nakreślone mocno wpiły się w mój umysł. I długo w pamięci pozostaną. To była nie tylko wyjątkowa lektura ale i taka praktyczna, konkretna lekcja historii. Poznałam życie zwyczajnych bohaterów którzy mimo zasług nie doczekali się pomników i obelisków. Ale właśnie dzięki takim ludziom Polska przetrwała i jest dziś na każdej mapie.
"Dziedzictwo" to książka piękna i patetyczna, tkliwa i pełna liryzmu. Melancholijna i nastrojowa, ale i pełna zwyczajnego życia oraz jego banalnych obrazków. Warta polecenia dla osób szukających nietypowej lektury i miłośników sag z historią w tle. Mocno ujęła mnie ta opowieść, a jej lektura była sporą przyjemnością. Warto ją poznać. 

czwartek, 3 grudnia 2015

Hanna Ożogowska "Za minutę pierwsza miłość"




Wydawnictwo Akapit Press
data wydania 1994
stron 170
ISBN 83-87463-33-7

Nastolatki from 70's

Lektura, której nie czytałam, tzn. której nie miałam na liście. Bo zawsze wszystkie czytałam, nigdy nie opuściłam nic z kanonu lektur. 
Ponowne spotkanie z Marcinem i Kostkiem, Ewą i Ireną. Kiedyś tak właśnie odebrałam tę książkę, którą przeczytałam dla czystej przyjemności. Dziś jej lekturę odebrałam inaczej, jako powrót do przeszłości. Do lat bardzo wczesnego dzieciństwa, do innego świata, którego już nie ma. Do świata, gdzie nie ma nowych technologii, komputerów, telefonów komórkowych, Facebooka, snapchatów, komunikatorów a jest wiek lat nastu. Jest burza hormonów, zainteresowanie płcią przeciwną, choć już inna moralność, inne trendy zachowań. Czytając śmiałam się nieco, bo z kart książki trąciło myszką, sepią, archaikiem. Było ... tak retro, tak inaczej. Inni idole, inne sposoby spędzania czasu, inne rozrywki, inne problemy, oczywiście nie wszystkie. 
Biorąc się za czytanie w życiu bym się nie spodziewała, że właśnie tak odbiorę tę książkę. I co najważniejsze mimo, że ją odebrałam inaczej niż kiedyś nadal mi się podobał styl autorki. Błyskotliwe dialogi, zawarty w nich humor i dowcip, lekkość. 
Przeczytanie uświadomiło mi, że wracanie do książek może mocno zaskoczyć. I podkreślić prawdę, że życie się zmienia a my - chcąc nie chcąc - razem z nim. Postępowi nie można się oprzeć, powiedzieć "nie". Świat się kręci i my z nim. Bycie nastolatkiem jest niepowtarzalne, a każde pokolenie ma inny świat. Wniosek patetyczny, nad wyraz refleksyjny, nie pasujący do tej radosnej i spontanicznej lektury dla młodzieży, a jednak...
A może ja już jestem na tę książkę za stara, a może zbyt poszłam z postępem do przodu i właśnie się nie starzeję?





środa, 2 grudnia 2015

Lucy Maund Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza"

Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2003
stron 408
ISBN 978-83-0804-131-4

Rudzielec który podbił świat

Przeczytałam po raz kolejny. Nawet szczerze nie wiem który. W tej książce zaczytuję się bowiem systematycznie od czasów dzieciństwa, kiedy wiekiem byłam równa Ani. I wciąż nie mam dosyć tej książki, wciąż odkrywam ja na nowo. Nie widzę sensu pisania tradycyjnej recenzji, bo wypada napisać krótko i dosadnie - to fenomen. W tym tekście właśnie o tym fenomenie zamierzam pisać. Co za nim stoi? Bo coś stoi, coś czarodziejskiego i magicznego, co sprawia, że dziewczynki, nastolatki i kobiety na całym globie wciąż czytają ten cykl, a wydawcy drukują kolejne wydania. Zmienia się format, okładka, a treść wciąż ta sama. Tak samo świetna, przykuwająca uwagę i pozwalająca się w sobie i Ani rozkochać. 

Ta powieść rozpoczynająca fenomenalny cykl to jedna z najważniejszych książek mojego dzieciństwa, która została ze mną i na dorosłą cześć życia. W ramach bookathonu znów ją przeczytałam. I znów Ania wkroczyła w moje życie, znów zachwyciłam się atmosferą Zielonego Wzgórza, spotkałam starych znajomych: Dianę Barry, Panią Linde i Marylę oraz Mateusza. Znów Gilbert robił psikusy, a Ania zagadywała wszystkich na śmierć. Było jak zawsze ... cudownie. Właściwie powrót na karty tej historii był powrotem do tego co określam klasyką najwyższych lotów. Świat się zmienia, pędzi do przodu, Ania jest ta sama. W dużej mierze taka jak ja - ambitna, gadatliwa, romantyczna, wesoła, spontaniczna, biorąca sobie wszystko do serca. Ania nie ma w sobie zła, nie jest wyrachowana. Ktoś powie trochę naiwna, bardzo roztrzepana, naturalna. Tym właśnie najbardziej przyciąga do siebie czytelników, tym robi furorę. Nie starzeje się, choć lata mijają. To moja literacka przyjaciółka z dzieciństwa. Postać z którą bardzo chciałabym się spotkać, porozmawiać. Ania to dla mnie lek na całe zło świata. "Spotykam" się z nią gdy mi smutno i źle. Wciąż uczę się dojrzewać dobre strony nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Ania jest moją nauczycielką odnośnie posługiwania się wyobraźnią - inspiruje mnie do szukania pozytywów, co jest bardzo cenne. Z Anią jestem bratnią duszą. 
Ta powieść i cały cykl to książki ciepłe, radosne, wartościowe, promujące ważne rzeczy. Owszem są dla młodzieży, ale i są dobre również dla dorosłych. Każde kolejne spotkanie z Anią jest inne, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju. Ta sama Ania przekazuje mi ciągle coś nowego i ważnego, co pozwala mi ciekawiej żyć. 
Książka Montgomery to prawdziwa perła, która powinna być lekturą szkolną na całym świecie. Bo wszędzie ludzie powinni być dobrzy dla siebie. Proste nie znaczy złe. Szczere nie jest gorsze od zakłamania a lepsze. 
Czego Ci Aniu Shirley życzyć? Sto lat? Nie, to stanowczo za mało. Tysiąc lat jest właściwsze. Zatem żyj nam długie wieki i wychowuj, baw, ucz i pomagaj lepiej żyć w tym dziwnym świecie.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Gillian Flynn "Mroczny zakątek"


Wydawnictwo Znak literanova
data wydania 2015
stron 512
ISBN 978-83-240-3571-7

Macki przeszłości mogą Cię zawsze dosięgnąć

Przeszłość to niby coś, co minęło i nie ma prawa wrócić. Czy zawsze? Niekiedy przeszłość powraca. Niekiedy ta przeszłość o której chce się jak najszybciej zapomnieć staje się teraźniejszością. Uspane biegiem czasu koszmary wracają i horror zaczyna się od nowa.

Od nowa komplikuje się życie bohaterki powieści "Mroczny zakątek" Gillian Flynn - Libby. Jako mała dziewczynka przeżyła ona potworną traumę, która zmieniła całe jej życie. Panna Day nie miała szczęścia urodzić się w ciepłej, szczęśliwej i kochającej rodzinie. Jej domem stała się upadająca farma, a jej rodzice nie tworzyli zgodnego małżeństwa. Libby miała jeszcze rodzeństwo - siostry i starszego brata, który jako nastolatek sprawiał potężne kłopoty. W domu było biednie, ojciec pijaczyna pojawiał się sporadycznie, matka przytłoczona trudnym bytem poddała się depresji. Brat wpadł w okres buntu i złe towarzystwo, ponoć miał związki z satanizmem. Pewnego dnia na farmie doszło do tragedii. Miało tam miejsce zabójstwo matki Libby i jej sióstr. Zginęły one w wyniku strzałów i zadanych potwornych ran. Libby obecna wtedy w domu jako zabójcę wskazała brata. Tylko ona była wtedy świadkiem zdarzenia, choć go tylko słyszała a nie widziała ukryta i potwornie wystraszona. Po latach pewne osoby z Klubu zbrodni, które skontaktowały się z dorosłą już Libby Day nie są przekonane o winie Bena skazanego na dożywocie. Czy Libby skuszona pieniędzmi, których bardzo potrzebuje pomoże uwolnić brata? Czy prawda zostanie wyjaśniona raz na zawsze, wyczerpująco i do końca?

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki, którą czytałam do później nocy i która mroziła mi skutecznie krew w żyłach. To była mroczna lektura, która przekonała mnie, że zakątki ludzkiej duszy mogą być naprawdę przerażające, a ludzi stać na dokonanie wiele złego. Bo przecież ktoś dokonał tej zbrodni. Ben czy nie on? Ileż razy zadałam sobie to pytanie. Rozwiązania zagadki w trakcie czytania nie dało mi się przewidzieć. Otoczył mnie las grozy, emocji, przerażenia, strachu, niekiedy obrzydzenia. Było idealnie jak na gatunek książki do jakiej "Mroczny zakątek" należy. Nie porównam książki do "Zaginionej dziewczyny" bo jej nie czytałam, ale potwierdzę tezę, że Flynn to autorka doskonała i perfekcyjna, która dysponuje wspaniałą wyobraźnią, dużym polotem i prawdziwym talentem do kreowania mrocznych historii. To nie jest lektura o słodkim klimacie, ona zdecydowanie zdołuje niż poprawi humor i uświadomi do czego zdolny jest człowiek, którego opanuje zło. Opisana rodzina do sympatycznych nie należy. To patologiczny dom, w którym cierpią dzieci. Ma to miejsce z wielu przyczyn. A brak tka zazdrość, zło i kompleksy w takiej atmosferze wyrastają jak grzyby po deszczu. Rodzi się agresja, lęki, zaburza się poczucie własnej wartości. Sama Libby choć jest przecież ofiarą nie wzbudziła we mnie ciepłych uczuć. Nie polubiłam jej, nie czułam dla niej współczucia. Choć stojąc z boku na to zasługuje. A Ben? Czy to naprawdę taki zły i zepsuty chłopak? Dziwne, ale na początku historii to on wydawał mi się bardziej godny uwagi. Libby tryskała wyrachowaniem i lenistwem.

Ta lektura jest doskonała pd względem psychologicznego nakreślenia postaci. Każda z nich jest wyrazista i mało sympatyczna. To powieść wciągająca, która nieco przeraża, a mimo to chce się ją czytać dalej, by poznać winnego. Napięcie znakomite, zawiłość akcji doskonała, klimat przerażający. Groza została obudzona, dreszcze były i to w dużej ilości. Katarzyna Bonda miała rację - warto było skusić się na przeczytanie tego thrillera. Po dłuższym namyśle nie mogę nic krytycznego zarzucić pisarce. Stworzyła doskonałe dzieło w swoim gatunku, któremu należy się pochlebna recenzja i wysoka ocena. Polecam.

sobota, 28 listopada 2015

Stosik na BookAThon!

Oczywiście, że biorę udział w zimowej edycji. Naturalnie, że będę czytać - bo nawet pogoda za oknem - pada deszcz temu sprzyja. Od 30 listopada do 6 grudnia - czytam, czytam i czytam.. A co? Oto okładeczki:
















A jakie są Wasze plany i czy bierzecie udział w zabawie? 

sobota, 27 czerwca 2015

BookAThon - małe podsumowanie

Wiem, jutro się kończy, ale ja już dziś podsumuję mój maraton. Mea culpa. Nie dałam rady wszystkim wyzwaniom. Trudno, bywa i tak. W końcu najważniejsza miała być zabawa. Może gdybym się zaparła i czytała bez ustanku? Ja tak jednak nie umiem. Ale i tu największa zasługa tego maratonu z książką w ręku - ODKRYŁAM PEWNE PRAWDY O SOBIE, KTÓRYCH DO TEJ PORY NIE WIEDZIAŁAM.  I choćby dlatego warto było wziąć udział!
Po pierwsze i najważniejsze odkryłam, że nie lubię czytać na przymus, pod statystykę itd. Kocham jednak wolność i nie lubię gdy jakiś bat nade mną wisi. Być może wychodzi tu moja kocia ( zodiakalny Lew) natura, że wolność i niezależność nad wyraz kocham i miłuję. Ale... i tak przeczytałam jak do tej pory, a jest sobota 14:22, cztery i pół książki, co wcale mało nie jest. Recenzje dwóch z nich przygotowałam dla portalu Lubimy Czytać, więc z publikacją muszę dać portalowi prymat i poczekam z ich zamieszczeniem na blogu. Recenzję "Wybranych" możecie już przeczytać, recenzję "Kochaj i jedz, Brazyliszku" zamieszczę jutro.
Liczba stron:
- Wybrani - 440
- Złoty sen - 440
- Nie oddam dzieci - 256
- Kochaj i jedz, Brazyliszku - 232
- Francuska opowieść - 38 z 342  -
Razem daje 1406 stron - do jutra do 1500 doczytam! Jedno z wyzwań więc spełnię!

Przeczytałam:
- książkę, którą zaczęłam i odłożyłam - "Złoty sen"
- bestseller, który nie czytałam - "Nie oddam dzieci"
- książkę, która czeka na mnie kilka lat - "Kochaj i jedz, Brazyliszku"
- książkę z gatunku po który rzadko sięgam - "Wybrani"
- czytam książkę, którą ktoś dla mnie wybrał " Francuska opowieść"
Poczułam wspólnotę z innymi czytaczami. Może nie jestem z siebie dumna, ale coś z wyzwań mi się udało. Cóż, idę sobie czytać o pięknej Francji, a Was gorąco pozdrawiam