Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Burda National Geographic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Burda National Geographic. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 listopada 2019

Elżbieta Piętak, Dariusz Piętak "Lhotse '89. Ostatnia wyprawa Jerzego Kukuczki"



Wydawnictwo National Geographic
data wydania 2019
stron 272
ISBN 978-83-8053-515-2

To nie tak miało być

Jerzy Kukuczka był pierwszym Polakiem i drugim Europejczykiem, który włożył na swoją głowę Koronę Himalajów i Karakorum. Wprawdzie przegrał wyścig o palmę pierwszeństwa z Reinholdem Messnerem, ale został – podobnie jak on – niekwestionowanym królem ośmiotysięcznych kolosów. Wielu spośród tych, którzy obserwowali te zmagania, zastanawiało się, co dalej z górską karierą mającego beskidzkie korzenie wspinacza, który udowodnił, że jest postacią wybitną. Pojawiały się głosy, że skoro zdobył wszystko, powinien odpuścić. Zwolnić i nie podejmować ryzyka w doborze celów i ścian. Jerzy, zwany przez przyjaciół Kukusiem, pokazał, że nie chodził w najwyższe góry dla statystyk. Czynił to z miłości i wielkiej pasji, a liczby były tylko tłem. Nikt nie przypuszczał, że wyprawa na Lhotse z 1989 roku będzie jego ostatnią podróżą w góry.
W wyprawie, w czasie której miała zostać poskromiona południowa ściana czwartego co do wysokości ośmiotysięcznika, w ataku szczytowym Jerzemu Kukuczce partnerował Ryszard Pawłowski.
Elżbieta Piętak, dziennikarka i producentka telewizyjna, otrzymała propozycję zrealizowania filmu dokumentalnego. Miała zająć się też promocją ekspedycji i pisaniem artykułów. Z tej okazji oczywiście skorzystała, bo przecież komu jak komu, ale „Kukuczce się nie odmawia”. Spod jej pióra wyszedł dziennik wyprawy, który stanowi fundament i główną część książki wydanej jesienią tego roku przez wydawnictwo National Geographic.
„Lhotse ‘89” to książka wyróżniająca się na górskiej półce. Jej autorka nie jest profesjonalną himalaistką, nie jest osobą, która umie zakładać poręczówki, wkręcać w lód śruby i która ma na koncie zdobyte nepalskie czy pakistańskie szczyty. Góry są jej pasją, zna ich specyfikę i interesuje się tematyką wspinaczki. Dlatego też jej relacja jest bardzo dobra i świetnie obrazuje klimat wyprawy, życie w bazie, atmosferę wśród uczestników. Z zapisanych pod szczytem Lhotse słów wyłaniają się ciekawe sylwetki ludzi, na których tle wyróżnia się postać Kukuczki.
Elżbieta Piętak plastycznie opisuje emocje i wrażenia z każdego dnia w górach. A dni te były bardzo różne. Miały smak małych i większych sukcesów, porażek i odczuwania dominujących sił natury. Nastroje też zmieniały się jak pogoda. Wszyscy zgodnie trzymali kciuki i pracowali na sukces, którego niestety nie było. Na jego miejscu pojawiła się tragedia, która wszystkimi wstrząsnęła do głębi. Góry okazały się bezlitosne i nieczułe na doświadczenie. Co zawiodło? Gdzie popełniono błąd? Na szczęście autorka nie pokusiła się o ocenę sytuacji. Nie szukała przyczyn i nie wysnuwała teorii. Swoimi zapiskami pozwoliła odczuć to groźne i zaborcze oblicze gór, które czasem każą płacić wspinaczom chcącym postawić stopę na ich szczytach najwyższą cenę.
Tytuł czyta się wyjątkowo. Bo z jednej strony jest piękno eksploracji, radość z obcowania z naturą i zadowolenie z realizacji marzeń, zaś z drugiej pulsuje świadomość zbliżającego się nieszczęścia i końca życiowej drogi tak wybitnego wspinacza.
W trakcie czytania pojawia się wiele emocji, nasuwa się sporo refleksji o sens zdobywania gór, narażania życia w imię pasji. Ta publikacja to hołd wobec światowej sławy wspinacza, jakim był Kukuczka, i świadectwo dla potomnych o człowieku, który kochał góry do końca.
Książka jest starannie wydana, a tekst uzupełniają liczne fotografie. Obowiązkowa pozycja w biblioteczce każdego, kto pasjonuje się górami i lekturami o nich.

czwartek, 6 lipca 2017

Olga Puncewicz "Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają"





Wydawnictwo Burda National Geographic
data wydania 2017
stron 254
ISBN 978-83-7596-720-3

Żałoba i co dalej?


Kolejna książka żony nieżyjącego himalaisty Piotra Morawskiego jest niezwykła i jedyna w swoim rodzaju. Łączy trzy tematy: góry, śmierć i żałobę, czyli: te, które są i działają jak narkotyk; koniec, który nadchodzi nagle, nieplanowany, aczkolwiek ostateczny, i stan po stracie, który dotyka tych, którzy zostali. Autorka sama doświadczyła tego, o czym napisała i świetnie ujęła temat bolesny, trudny, ale i taki, o którym wielu woli pomilczeć niż pomówić.

Lektura to rozmowy z tymi, którzy straty doświadczyli i zostali osamotnieni, ale także nie brakuje opowieści matki sławnej podróżniczki, która otarła się o śmierć i pozostała wśród żywych. By krótko ocenić tę książkę wystarczy powiedzieć, że jest ogromnie osobista i że wkracza w sferę najbardziej intymną. Nie każdy dziennikarz, nie każdy publicysta, nie każdy człowiek byłby w stanie tak delikatnie, tak prosto a zarazem tak kulturalnie podjąć się rozmowy o sprawach ostatecznych.

Ośmiu rozmówców przeżyło trudne chwile. Wysokie szczyty i zły los zabrały im spokój i bliskie osoby: kolegów, znajomych, ojca, matkę, męża czy brata. Góry najpierw kusiły swoją urodą, pociągały ku sobie, a potem odbierały kogoś na zawsze. Zabierały również możliwość pożegnania, odprawienia tradycyjnego pogrzebu, bo chłonęły nie tylko dusze, ale i ciała ofiar. W zamian dawały ból, żałobę, depresję, rozpacz. Wciąż patrzyły dumne i majestatyczne na tych, którzy chcieli upamiętnić kogoś pamiątkową tablicą wbitą w skałę blisko miejsca tragedii.

Rozmawiając Olga Puncewicz pyta otwarcie o niezwykle osobiste przeżycia i stawia wyjątkowo trudne pytania. Dzięki swoim doświadczeniom wie jak nikt inny ile można posunąć się w słowach i rozumie odpowiedzi oraz reakcje jakie towarzyszą przeżyciom bo sama była na miejscu rozmówców. Choć to książka opowiadająca o ludziach gór, którzy odeszli to można ją odnieść do każdego kto zmarł, po kim została pustka i wolne miejsce przy stole. Czytając tę publikację czuje się olbrzymie wzruszenie. Osoby bardziej wrażliwe jej lektura poruszy do żywego. Wywoła łzy i smutek, tym zaś którzy zmagają się z żałobą da nadzieję, że życie nie kończy się na pogrzebie osoby bliskiej, że płynie dalej. Płynie i daje kolejne szanse, nadzieje, łzy i radości. Rozmówcy Autorki opowiadają swoje przeżycia z czasów przed i po śmierci bliskich, wspominają chwile tuż po tym jak dowiedzieli się o wypadkach w górach oraz dzielą się tym, co bardzo zabolało. Opowiadają o chwilach gdy spełnił się czarny scenariusz, dzielą się lękami i obawami, problemami, które spadły niczym ogromna lawina. Każdy z nich radził sobie z trudami życia inaczej i na swój sposób wychodził na prostą. Wydrukowane na stronach tego tytułu słowa czyta się z zapartym tchem i refleksją. Dzięki lekturze można spojrzeć na góry i życie inaczej – rozsądniej i mniej brawurowo. W głowie rodzi się pytanie czy warto iść do strefy śmierci, czy egoizmem jest narażanie swojego życia i spokoju najbliższych. Wielu z tych co kochają góry odpowie, że wypadki zdarzają się wszędzie a ludzie nie są wieczni...

Polecam lekturę tej książki zwłaszcza tym, którzy lubią czytać o himalajskich wyprawach oraz tym, którzy zawzięcie krytykują alpinistów i tych, którzy zdobyli himalajskie kolosy. Poznanie tego tytułu pozwoli zrozumieć czym jest pasja która gra ze swoimi fanami w rosyjską ruletkę. Ta książka daje nadzieję i siłę, krzepi i uczy że wielką życiową mądrością jest godzenie się z losem, który nie zawsze jest łaskawy. Bo śmierć i życie idą zawsze razem w parze i pewnego dnia dla każdego z nas się splotą. Trzeba więc cieszyć się tym, co daje los, bo nic dwa razy się nie zdarza i nie warto umierać za życia.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Marek Kamiński "Moje życie polarnika"


Wydawnictwo Burda National Geographic
data wydania 2015
stron 256
ISBN 978-83-7596-707-4

Polarnik z duszą filozofa

Jak mają się podróże do filozofii? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nijak. Podróżnik to przecież ktoś odważny, dzielny, energiczny, człowiek z werwą i ikrą, który bywa niekiedy zmuszany do podejmowania błyskawicznych decyzji ważących o ludzkim życiu i zdrowiu. A filozof? Umysł szybko podpowiada nam obraz człowieka który sobie czyta i rozważa, medytuje, siedzi z nosem w książkach w zaciszu domu lub biblioteki. Ma na wszystko czas, nie musi się śpieszyć. Czy można połączyć te dwa ludzkie oblicza? Marek Kamiński w swojej najnowszej książce twierdzi, że tak. Udowadnia to własną osobą i swoimi przemyśleniami oraz działaniami.
„Moje życie polarnika” to najnowsza publikacja polskiego podróżnika, polarnika i zdobywcy obu biegunów. Została wydana przez National Geographic i jest czymś na kształt niezwykle ciekawej autobiografii, w której autor podsumowuje swoje dotychczasowe dokonania, sukcesy i niepowodzenia, ale i pisze nie tylko o życiu zawodowym lecz i prywatnym. Czytając ją od samego początku miałam odczucie, że chce on przybliżyć swoją sylwetkę zwyczajnym ludziom i udowodnić prawdziwość porzekadła, że „nie święci garnki lepią”. Wielkich sukcesów, które odnotowuje historia dokonują zwyczajni ludzie tacy jak on, pochodzący z przeciętnych, normalnych rodzin. Trzeba przede wszystkim wierzyć we własne siły, trzeba z determinacją dążyć do wyznaczonych celów, wyśnionych marzeń i nie zrażać się niepowodzeniami.
Kamiński swoje życie opisuje od najwcześniejszych lat. Już wtedy zaczął kształtować się jego charakter a wpływ na niego z pewnością miało dzieciństwo, rozpad rodziny, duża doza samodzielności, brak troskliwych rodziców. To zahartowało na całe życie, nauczyło zaradności i przyśpieszyło dojrzewanie. Znany polski polarnik wcześnie rozpoczął samotne (w sensie bez rodziców czy opiekuna) podróże, zakosztował w nich i poznał smak przygody. Ukończył filozofię, a studia trwały dłużej niż 5 lat i miała miejsce w nich przerwa. W międzyczasie Marek Kamiński pracował w kraju i poza nim, poznał urok emigracji, zdanie tylko na własne siły. Trudnił się różnymi profesjami, a wreszcie założył firmę. Po raz pierwszy Północ zagościła w jego życiu w 1990 roku. Od tej pory zakochał się na zabój w polarnym świecie. Miłośnik krajobrazów pełnych surowej zimy, bieli śniegu i lodowców nauczył się reguł panujących w tej rzeczywistości, wielokrotnie ją eksplorował.
„Moje życie polarnika” to książka o życiowej drodze pełnej zakrętów, chwil sławy i trudnych momentów. Swoim życiem Pan Marek udowadnia, że podróże kształcą i rozwijają horyzonty, ale też pozwalają na coś więcej. Wyprawy do polarnego świata odgradzają od rzeczywistości, zamykają furtkę od realnego otoczenia, a w zamian pozwalają na zajrzenie w głąb siebie, przynoszą duchowe odrodzenie, oczyszczenie, poznanie swojego ja. Po dniach spędzonych na bezkresnych białych przestrzeniach autor twierdzi, że w podróży nie jest najważniejszy cel do którego mamy dotrzeć, a najistotniejsza jest droga. Książka zawiera skrótowo ujęty opis podróży na Północ i nie tylko, wspomnienia z ekspedycji w towarzystwie Jasia Meli oraz wrażenia ze spływu kajakiem Wisłą.
Lekturę czytałam z wielkim zaciekawieniem i zainteresowaniem. Znalazłam w niej wiele z książki podróżniczej, ale i nie zabrakło mądrych myśli, fascynujących refleksji, przemyśleń. Czytanie urozmaicają przepiękne i liczne zdjęcia oraz intrygujące rysunki autorstwa Mariusza Stawarskiego. Publikacja jest starannie wydana. To idealna książka na prezent, lektura obowiązkowa dla tych, co kochają podróże i lubią poznawanie ciekawych osobowości wśród autorów książek.

piątek, 3 lipca 2015

Monika Witkowska "Góry z duszą"


Wydawnictwo Burda NG
data wydania 2015
stron 400
ISBN 978-83-7596-610-7

Góry to nie tylko skały!

Góry można poskramiać na kilka sposób. Są tacy, którzy zdobywanie szczytów traktują jako sport ekstremalny. Dla nich liczy się tylko wynik, cyfry, statystyki. To oni właśnie biją rekordy, wytyczają nowe drogi, poprawiają osiągnięcia ich poprzedników. Ale według osób takich jak Monika Witkowska góry to nie tylko szczyt do zdobycia, to nie tylko wysokość, to nie tylko skały. Góry to też pewna otoczka, którą tworzą ludzie, przyroda, legendy z nimi związane. I to właśnie składa się na duszę gór, której poznanie może stać się czymś niesamowitym i nieporównywalnym do niczego innego. Witkowska, z zawodu dziennikarka, z zamiłowania podróżniczka zaprasza nas do wejścia na kilka szczytów w jej towarzystwie w książce „Góry z duszą”. Czytając znajdziemy się w Alpach, gorącej Afryce, w niesamowitych Himalajach, ale i swojskich Tatrach. Zagłębiając się w lekturze mamy okazję zasmakować w górskiej wspinaczce i spojrzeć na nią może nieco inaczej niż patrzyliśmy do tej pory.
Pięknie wydana książka dzieli się na siedem rozdziałów. Każdy z nich poświęcony jest innemu szczytowi. Każdy napisany jest w sposób dla mnie bardzo ciekawy według jednakowego schematu. Składa się na niego część blogowa będąca relacją autorki z jej zdobywania danej góry. Spisywane przez Monikę Witkowską relacje różnią się jednak od siebie. Wolno im, bo są relacjami na gorąco, czasem pisanymi w trudnych, wręcz ekstremalnych warunkach, gdy dokucza zmęczenie wysiłkiem fizycznym, gdy „dotyka” spora wysokość lub ma miejsce załamanie pogody. Ale w każdym napisanym niczym w dzienniku zdaniu czuje się emocje, radość, ekscytację, pasję. Relacje autorki uzupełniają zamieszczone w ramkach ciekawostki, które niekiedy wprawiają w osłupienie, zawsze czyniąc lekturę ciekawszą. Jest w nich miejsce na anegdoty, legendy, dane statystyczne, wydarzenia zapisane w górskich kronikach. Każdy z rozdziałów kończą praktyczne rady bezcenne dla tych, którzy planują wybranie się w dany zakątek świata. Witkowska pisze więc jak można w określony rejon najłatwiej i najtaniej dojechać, jaki sprzęt będzie niezbędny, podaje przykładowy cennik, określa najkorzystniejszą porę na wyjazd, wskazuje na bazę noclegową.
Tę książkę można czytać od deski do deski jednym tchem, ale i można ją chłonąć na wyrywki. W każdym przypadku będzie to niesamowita lektura zabierająca do magicznego świata gór, który w 95 procentach jest dostępny dla przeciętnej sprawności człowieka. Niejako w prologu tej książki Witkowska opisuje swoją górską drogę – przedstawia swoją osobę, pisze o swoich osiągnięciach i doświadczeniach ogólnie. Następnie przytacza na kilku stronach opinie o górach sławnych zdobywców i podróżników. A potem to już tylko góry, wspomnienia, wrażenia, emocje, adrenalina. Ta publikacja dokładnie odkrywa górskie dusze siedmiu znanych szczytów na Ziemi. Pokazuje jak można nie tylko stanąć na ich wierzchołkach, ale i zasmakować w ich duszy. Zobaczyć w różnej perspektywie, poznać dogłębnie i dokładnie. Taki sposób łojenia gór jest naprawdę warty rekomendacji. Książka to także mnóstwo pięknych zdjęć, których obejrzenie, którymi nacieszenie oka zajęło mi tyle czasu co lektura. Ta publikacja zdecydowanie zachęca do górskich eskapad, więc jeśli czytacie ją przed urlopem czy wakacji to może pokrzyżować Wasze plany. Świetna, pięknie wydana, ciekawa pozycja – lektura obowiązkowa dla tych, co góry kochają.