Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obozowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obozowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Lidia Maksymowicz, Paolo Rodari "Dziewczynka, która nie potrafiła nienawidzić"

 


Wydawnictwo Znak Horyzont

data wydania 2022

stron 208

ISBN 978-83-2408056-4

Dzieciństwo w cieniu krematorium

W zimowy, mroźny styczniowy wieczór po raz kolejny w życiu sięgnęłam po literaturę obozową, po książkę będącą świadectwem przeżycia piekła na ziemi z obozowym numerem wytatuowanym na ręce. Doskonale wiedziałam, czego mogę się spodziewać po takiej lekturze. Miałam świadomość, że się wzruszę, że poznam kolejną tragiczną historię, że zagłębię się w losy kogoś, kogo dotknęło nazistowskie szaleństwo. Byłam pewna, że popłyną mi łzy, że ta książka głęboko wryje mi się w duszę i serce. I dokładnie tak się stało, ale miało miejsce coś jeszcze. Ta smutna i tragiczna opowieść poraziła mnie niczym prąd. Nadal jestem pod jej wpływem. Niezwykle trudno przelać mi w postaci słów to, co czuję. Jest we mnie tak wiele emocji, tak bardzo moje serce chce wykrzyczeć protest  w obronie bezbronnych dzieci, którym faszyści zabrali dzieciństwo i położyli swoją nienawiścią i okrucieństwem cień na całym życiu. 

Już sama okładka mówi wiele o tym tytule. Jej przekaz graficzny jest niezwykle wymowny. Każdy szczegół jest ważny. Od kolorystyki po grafikę, która przedstawia kobietę i dziecko przechodzące przez bramę piekła nad którą góruje napis okrutny w swym przekazie. Ma on drugie dno, tak jak opisana historia, której zło nie kończy się w momencie wyzwolenia. 

Premiera  książki "Dziewczynka, która nie potrafiła nienawidzić" miała miejsce 27 stycznia. To nie jest przypadkowa data, gdyż tego dnia przypada Dzień Pamięci. Ma on uczcić wszystkie ofiary holokaustu, które ucierpiały zwłaszcza w piekle obozów koncentracyjnych, których symbolem jest Auschwitz. Jedną z tych, które tam trafiły była mała dziewczynka, która wraz z mamą i dziadkami trafiła na obozową rampę z dalekiej Białorusi. Cóż to dziecko zawiniło? O to nikt nie pytał. Gdy Luda opuściła wagon rozdzielono ją z  bliskimi. Dziadkowie trafili do komory gazowej, matka do innego baraku. Dziewczynka stała się królikiem doświadczalnym w piekle doktora Mengelego. Na jej wątłym ciele przeprowadzano eksperymenty medyczne, które mogły skończyć się jej zgonem. Matka, mimo zakazu, odwiedzała ją potajemnie i przynosiła odrobinę cebuli. Potem ich kontakt się urwał. Mała Luda, którą miano za Żydówkę przeżyła i doczekała wyzwolenia przez wojska radzieckie. Jej piekło jednak się nie skończyło... Jeśli chcecie poznać jej historię odsyłam do lektury, którą kończy scena z udziałem Papieża Franciszka. Dlaczego ucałował w czasie audiencji obozowy numer Ludy? Czy udało jej się spotkać z rodziną? Czy odnalazła się w powojennym świecie? 

Tę książkę po prostu musicie przeczytać. Jest wyjątkowa i ma w sobie zawarte niezwykle ważne przesłanie. Powinien je usłyszeć cały świat, powinien z niego wyciągnąć wnioski by piekło rozpętane przez nienawiść nigdy się nie odrodziło. Tym, którzy zginęli brutalnie zamęczeni należy się pamięć i szacunek. Tytuł to nie tylko dzieje skrzywdzonej jednostki, ale i dzieje duszy, która w sposób niezwykle mądry i szlachetny uniosła się ponad nienawiść i zemstę, która odnalazła w sobie mimo traum pokłady dobra i szlachetności, która potrafiła nimi zwyciężyć zło. 

Ta historia jest opisana w niezwykły sposób. Bardzo autentyczny i wymowny. Prosty i bezpośredni. I słusznie, bo tu nie trzeba wyszukanych słów, wzniosłych metafor. Tu mają przemówić fakty i czyny. Prawda ma nas dotknąć do żywego, ma być dla nas terapią szokową. Nigdy, przenigdy nie zapomnę tej publikacji. To wyjątkowy dokument, o którym powinien usłyszeć cały świat. Ta lektura powinna dźwięczeć w ludzkich sercach, by okrutna historia nigdy się nie powtórzyła.

Gorąco polecam. 

Moja ocena 10/10. 



poniedziałek, 15 lutego 2021

Agnieszka Dauksza "Klub Auschwitz"

 



Wydawnictwo Znak 

data II wydania styczeń 2021

stron 448

ISBN 978-83-240-6168-6

Auschwitz, wyzwolenie i co dalej?

W czasie II wojny światowej miliony osób różnych narodowości trafiły do obozów koncentracyjnych. Dla wielu to miejsc stało się ich ostatnim przystankiem w drodze wieczności. Na szczęście nazistowskiej machnie nie udało się zgładzić wszystkich, którym wytatuowano numery na przedramieniu. Część więźniów dożyła chwili wyzwolenia. Chwila ta na pewno każdemu zapadła w pamięć, ale nie oznaczała ona końca złych przeżyć. Bo w wielu wyzwolonych, określonych w publikacji mianem "przeżywców" trauma nigdy nie umarła. Pozostała na zawsze i towarzyszyła do końca życia. 

Pokolenie byłych więźniów obozów koncentracyjnych z roku na rok się kurczy, wymiera. Ważne, by pamięć o tych ludziach, a także tych, którzy zmarli za drutami nigdy nie zgasła. Właśnie dlatego potrzebne są takie książki jak "Klub Auschwitz", który przedstawia wojenne i powojenne losy osób, które nosiły pasiaki. Jak pokazują opisane przez Autorkę przypadki wojna i jej zło pozostało w wyzwolonych na zawsze. Towarzyszyło im przez całe życie kładąc się cieniem na każdym dniu. Osobiste świadectwa spisane na kartach książki przez Agnieszkę Daukszę są bardzo różne, tak jak różni są jej bohaterowie. 

Stefana Lipniaka obóz zmienił tak bardzo, że gdy po spędzonej w nim młodości wrócił do domu po ucieczce nie poznała go własna matka. Halina Krzymowska z matką po pobycie w obozie trafiły do Szwecji. Tam nie czekało na nich pozornie nic. Nie miały perspektyw, niczego odgórnie zorganizowanego, los podarował im pewną hrabinę i możliwość trafienie do jej zamku. Alfreda Gorączko wyzwolenia nie wspomina z radością. Było ono czasem kolejnych traum w postaci gwałtów ze strony wyzwolicieli- żołnierzy aliantów. 

Niestety, to nie było tak, że po koszmarze wyzwoleni trafili w ramiona rodzin, wrócili do własnych domów i zapomnieli, zasypali złe wspomnienia popiołem czasu. Bo często tych domów nie było, często bliscy zaginęli lub zginęli. Często nie było do czego i do kogo wracać. Nie było możliwości powrotu do starego życia i czasów sprzed wojny. Wszystko zostało bezpowrotnie zburzone. I choć osoby te zaczęły żyć na nowo, choć rany zabliźniły się, to blizny po nich nadal przeszkadzały, dokuczały i bolały. Życie poobozowe nie było naznaczone słodyczami i optymizmem. 

O tym wszystkim, o niełatwej poobozowej rzeczywistości Agnieszka Dauksza pisze z wielką delikatnością, bardzo w tym przypadku niezbędną, uważnie słuchając niełatwej prawdy przykurzonej lukami w pamięci ze względu na wiek rozmówców. Osobiste świadectwa są niezwykle wymowne. Przemawiają o wiele bardziej i celniej niż niejeden, choćby na akademickim poziomie, podręcznik historii. Oddają na przykładzie jednostek wpływ ważnego wydarzenia historycznego na zwykłych ludzi, którym przyszło płacić cenę niewyobrażalnie wysoką. 

Tytuł nie jest napisany w sposób górnolotny, nie ma w nim miejsca na sztuczny patos. Autorka oddaje głos swoim rozmówcom w sposób swobodny, pozwala im mówić i umie słuchać niełatwej prawdy odartej z historycznej majestatyczności. Czytając ma się wrażenie, że książce nie ma miejsca na dziennikarską sztukę wyrafinowanego przekazu. Ważniejsza od niej jest prostota prawdy, dokładnie to, co drzemie w ludziach, którym udało się wyjść z piekła. Niech Was jednak nie zwiedzie, że tę lekturę było napisać łatwo, a Autorka zmierzyła się zaledwie z rolą stenotypistki. 

Ta książka robi wrażenie, naprawdę ogromne wrażenie, które odbiera sen, spokój, radość życia. Bo w głowie, po jej przeczytaniu rodzi się mimowolny lęk, że wydarzenia historyczne mogą się kiedyś powtórzyć, może nie dokładnie w takiej formie, ale ktoś może się pokusić o zabranie swobód i wolności innym w myśl chorej ideologii. Trudna lektura, smutna książka, świadectwo tamtych czasów, doskonała lekcja historii, której długo nie zapomnę. Nie mogę jej ocenić w kategorii dobra czy zła książka. Po po prostu byłoby nie na miejscu. To książka, w której najważniejsza jest prawda, zapis, świadectwo. To książka o której trudno się pisze, po przeczytaniu której dobrze się milczy. Bo czasem w życiu najwłaściwsze jest milczenie. Słowa są po prostu zbędne, zbyt rozpraszają, zbyt zagłuszają to, co najważniejsze. 

czwartek, 4 lutego 2021

Kristy Cambron " Wróbel w getcie"

 


Wydawnictwo Znak 
data wydania styczeń 2021
stron 384
ISBN 978-83-240-6199-0
seria Ukryte arcydzieło tom II

Nadzieja nigdy nie powinna umierać!

Jestem tuż po lekturze tak wspaniałej powieści, że obawiam się, czy słowami potrafię oddać jej piękno, jej geniusz, jej wybitność. To kolejna książka Kristy Cambron, którą miałam zaszczyt przeczytać, którą miałam okazję się zachłysnąć. W trakcie lektury płakałam rzewnymi łzami, bo treść mocno chwyta za serce, wstrząsa duszą, a dla osób tak mocno wrażliwych jak ja, jest bardzo poruszająca. 

Literatura obozowa pokazująca piekło jakie w czasie II wojny światowej ludzie zgotowali ludziom nie należy do łatwej. Osobiście sięgnęłam po nią gdy miałam zaledwie dwanaście lat.  Od tego czasu czytam tytuły do niej należące dość systematycznie  i wracam myślami do tamtych ludzi, tamtych miejsc. Tym samym myślę, że pamięć o ofiarach trwa, jest im oddawany hołd, a ludzie czytając nie zapomną i wyciągną wnioski z tragicznej historii, która rozegrała się w pierwszej połowie XX wieku. 

Dzięki powieści Kristy Cambron znalazłam się w okupowanej Pradze, dręczonym nalotami Londynie, w obozie w Terezinie, gdzie ginęli niewinni ludzie i dzieci. Poznałam historię dwóch kobiet, która rozgrywa się w dwóch odległych od siebie przestrzeniach czasowych, a które splatają pewne fakty i przedmioty. 
Kaja Makovsky ma w swoich żyłach żydowską krew. By ocalić swoje życie, gdy niemiecka okupacja dociera do Pragi, ucieka z miasta wraz z siostrą i szwagrem. Ona trafia do Wielkiej Brytanii, oni znajdują schronienie w Palestynie. W Pradze pozostają rodzice sióstr, bo ich ucieczka okazuje się już niemożliwa. Gdy zaczynają się wywózki do obozów koncentracyjnych Kaja wraca w mundurze pielęgniarki Czerwonego Krzyża do stolicy nad Wełtawą. Nie udaje jej się ocalić rodziców, trafia wraz z nimi do obozu w Terezinie. Tam w jej życiu pojawia się osierocona mała dziewczynka, która na zawsze zmieni jej przyszłość.
 Przenosimy się do czasów współczesnych. Sera i Wiliam Hanover biorą ślub. Gdy jeszcze nie milkną słowa małżeńskiej przysięgi pan młody zostaje aresztowany i zostają mu postawione poważne zarzuty za które grozi mu więzienie. Sara postanawia zrobić wszystko by uratować swego ukochanego. W trakcie działań poznaje jego rodzinne sekrety i tajemnice. Dowiaduje się faktów o których nie miała pojęcia. Postanawia jednak zrobić wszystko, by ojciec jej nienarodzonego dziecka był wolny. Czy dwóm zdeterminowanym kobietom uda się złapać szczęście za nogi? Czy mimo trudności i kłopotów nie stracą nadziei na lepsze jutro i świetlaną przyszłość?

Rok temu na moim blogu ukazała się recenzja książki "Motyl i skrzypce". Możecie ją przeczytać pod linkiem 
Byłam pod ogromnym wrażeniem tego tytułu. Kolejna powieść tejże Autorki podobała mi się równie mocno. Odebrałam ją bardzo osobiście. Nakreślone słowami obrazy, sceny wyraziście do mnie przemówiły. Sprawiły, że czułam się tam obecna niczym cień obu bohaterek. Stały mi się one bardzo bliskie niczym dobre przyjaciółki. Płakałam nad ich losem, ale i losem setek tysięcy dzieci, których krótkie życie zostało zbrukane przez wojnę, obozową rzeczywistość i brutalnie przerwane przez gaz w komorach gazowych obozu.
 Fabuła książki pokazuje dwie kobiety, które postanawiają się nie poddawać i walczyć. Każda z nich boryka się z czymś innym, obie jednak mają podobne cechy, obie wykazują się silnym charakterem i choć jest im ciężko walczą mimo wszystko. Akcja książki toczy się warto, przemieszcza po wojennej Europie i współczesnym świecie. Fabuła porusza trudną tematykę, ocieramy się w niej o śmierć, ludobójstwo, nienawiść. Pojawia się także dobro, a w niektórych ludziach, mimo tragedii, nie umiera człowieczeństwo i chęć przeżycia piekła. 

"Wróbel w getcie" to lektura warta polecenia i godna pochwał, zasługuje na najwyższe oceny i status księgarskiego hitu. Serdecznie rekomenduję jej przeczytanie i zagłębienie się w jej treści. Z pewnością wywoła ona w Was refleksje i zadumę. Nie pozwoli zapomnieć o milionach ofiar, które niczym ptaki poszybowały niewinne ku niebu. Książkowa rewelacja - to najkrótsza ocena jaką wystawię temu tytułowi. Myślę, że zwięźle wyrazi wszystko, co czuję. 


piątek, 21 sierpnia 2020

Francesa Paci "Miłość w Auschwitz"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2020
stron 208
ISBN 978-83-8169-328-8

O miłości, która narodziła się w centrum piekła

Miłość to najpiękniejsze z uczuć jakie dane jest człowiekowi. Nie każdy ma okazję w ciągu życia poznać jego prawdziwy smak. O miłości napisano bardzo wiele. Najpiękniej o miłości napisał chyba Święty Paweł. Według niego miłość jest łaskawa, cierpliwa i nie szuka swego. Miłość jest także nieprzewidywalna. Przychodzi kiedy chce, dotyka kogo chce. Często pojawia się nieproszona, zjawia się kiedy nie jesteśmy na nią gotowi. Rodzi się, bo chce i za nic ma to, co dzieje się wokół zakochanych. Tym samym potwierdza, że dla miłości nie ma rzeczy niemożliwych. 
Miłość przychodziła zaproszona i wyczekana, miłość rodziła się też na świecie w czasach, gdy glob stawał się istnym piekłem. Dowodzi tego pewna historia spisana przez Włoszkę, Francescę Paci, która przenosi nas do okresu trwania II wojny światowej. 

Jej bohaterami są więźniowe obozu koncentracyjnego, których połączyło szaleńcze uczucie. Polski więzień polityczny Edward Galiński trafił do Auschwitz jako siedemnastoletni chłopak po aresztowaniu wiosną 1940 roku. Znalazł się tam w pierwszym transporcie więźniów. W obozie pracował w ślusarni. 
Mala Zimetbaum była od niego o 5 lat starsza. Jej rodzina pochodziła z Brzeska niedaleko Krakowa. Zimetbaumowie wobec represji i złego traktowania Żydów wyemigrowali w trosce o swoje bezpieczeństwo do Belgii. Zamieszkali w Antwerpii. Mala trafiła do KL po aresztowaniu w 1942 roku. Dzięki znajomości kilku języków dziewczyna w obozie znalazła zajęcie jako tłumacz i pracownik biurowy. Nie kolaborowała jednak z wrogiem, a działała jako bojowniczka w ruchu oporu. Mala była dobra i litościwa. Pomagała każdemu, komu tylko mogła. 
Mala i Edek poznali się na przełomie 1943 i 1944 roku. Ich miłość wybuchła na przekór wszystkim i wszystkiemu. Ich uczucie było silne i głębokie. 
Para zaplanowała ucieczkę z piekła. Stało się to 24 czerwca 1944 roku. Symulowali w przebraniach essesmana i robotnicę. Uciekali w kierunku południowym. Chcieli dotrzeć na Słowację, gdzie kobieta miała krewnych. Niestety na wolności spędzili tylko 13 dni. Tylko tyle mogli cieszyć się wolnością i miłością. 7 lipca zostali zatrzymani. Rozpoznano ich i trafili ponownie do Auschwitz. Oboje skazano na śmierć a przed nią na potworne tortury.

"Miłość w Auschwitz" to bardzo smutna historia, która zdarzyła się naprawdę. Po młodych, odważnych ludziach została jednak pamięć i wspomnienia, które spisano, a tym samym utrwalono i zachowano dla kolejnych pokoleń. 
Książka Francesci Paci jest niesamowita. Czyta się ją z ogromnym wzruszeniem, ale podziwem dla dwojga młodych ludzi, którzy mimo tego, że znaleźli się w piekle i niewoli nie dali się zniewolić. Nie utracili godności i człowieczeństwa i mieli siłę walczyć o swoje szczęście. To książka opowiadająca historię prawdziwą o miłości, która nie kończy się szczęśliwie. Nie ma happy endu, ale tytuł pokazuje siłę uczucia, które los podarował na przekór złu jakie opętało świat. Nie miałam pojęcia o tej parze, choć do tej pory przeczytałam wiele książek o Auschwitz. Zagłębiając się w treść płakałam, a lekturę musiałam przerywać. Było mi smutno, była zła na los, miałam do niego pretensje, że nie dał tej dwójce szansy doczekania do końca wojennej zawieruchy. 
To trudna książka, to wymagająca lektura. Polecam ją tym, którzy nie boją się cofnąć w czasie i trafić do obozowego piekła. Tytuł pozwala docenić wolność, możliwość oddychania pełną piersią i kształtowania swojego losu. Książka pozwala uwierzyć w miłość, tę prawdziwą. 
Przeczytajcie, oddajcie hołd tym czytaniem ludziom, którzy nie bali się kochać w samym centrum piekła. 

Książkę "Miłość w Auschwitz" możecie kupić pod linkiem

poniedziałek, 16 marca 2020

Lily Graham "Dziecko z Auschwitz"



Wydawnictwo WAB
data wydania marzec 2020
stron 316
ISBN 978-83-280-7679-2

Urodzona w Auschwitz

Auschwitz - miejsce kaźni, zagłady, zbrodni, piekło na ziemi dla nielicznych było miejscem urodzenia. Większość dzieci, które przyszły tam na świat nie przeżyła. Były albo od razu mordowane, albo służyły jako materiał do eksperymentów medycznych. Tylko nielicznym, jak bohaterce powieści Lily Graham udało się ocalić małe, niewinne życie. Lektura, która odbiła pieczęć na moim sercu inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Gdy ją czytałam czułam się ogromnie wzruszona, emocjonalnie rozbita, nie byłam w stanie ukryć łez. 

Wszystko w tej książce jest wybitne. Od okładki począwszy. Jej szata kolorystyczna, jej wymowa! Ten lecący niewinny, mały ptak na tle bezkresu obozu. Wybijający się w powietrze, ku wolności z czeluści samego piekła. 
To jedna z najpiękniejszych książek jakie przeczytałam. Nie używam tego stwierdzenia często i bezzasadnie. Tym samym apeluję by zanurzyć się w jej lekturze, by dostrzec co w życiu jest istotne, a co niepotrzebnie zaprząta nam czas, energię i siły. 

Eva Adami jako osoba pochodzenia żydowskiego trafia do Auschwitz. Pociąg przywozi ją do tego miejsca w 1942 roku. Wcześniej była w innym obozie, w Terezinie, który bardziej funkcjonował jako getto i obóz przejściowy. Tam warunki były lepsze, w Auschwitz zaczyna się prawdziwa gehenna i golgota. Śmierć staje się czymś oczywistym, bliskim, codziennym. Walka o przetrwanie każdego kolejnego dnia to coś normalnego. Głód, choroby, nadludzka praca, złe warunki bytowe i sanitarne, tęsknota za bliskimi, umieranie nadziei... I nagle promyk szczęścia... Spotkanie, które wydawało się niemożliwe...

"Dziecko z Auschwitz" to powieść o przetrwaniu. O umieraniu i rodzeniu się nadziei. O miłości i śmierci człowieczeństwa, o przyjaźni i życiu, które czasem tak bardzo wypróbowuje i stawia ogromnie wysoko poprzeczkę. Wymaga zdaniu trudnego egzaminu.
Ta opowieść pełna emocji, pełna tragedii od samego początku chwyciła mnie za serce. Wręcz się w nie wryła. 
Czytałam, płakałam, odkładałam i wracałam do niej. Jeśli mnie niekiedy trudno było ją czytać, to jakże ciężko było żyć w jej realiach! Non stop budziło się i brzmiało w głowie pytanie - dlaczego w tamtym okresie ludzkość upadła tak nisko, człowiek stał się katem i uosobieniem zła? 
Czy szaleństwo jednostki usprawiedliwia innych? Czy sumienie można wyłączyć czy uśpić?
Eva stała się dla mnie kimś ważnym, wielką bohaterką, kobietą godną miana niepokonanej. 
Byłam pełna podziwu dla jej postawy, odwagi, zachowania. 

Autorka o sprawach trudnych, strasznych napisała wybitnie, nie użyła patosu, raczej postawiła na prostotę, która niezwykle czytelnie przemawia, która wyraziście głosi niezakłamaną prawdę o tamtym miejscu, czasach i ludziach, którzy znaleźli się w otchłani zła. 
W tej książce wszystko ma swoją symbolikę, swój wymiar, jest potrzebne by nie zakłamać obrazu miejsca kaźni. 
Tekst czyta się szybko, a treść długo zostaje w głowie, długo mówi do nas gdzieś w głębi duszy. 

"Życie nie czeka (), aż będziemy gotowi. Zwykle rzuca nas na głęboką wodę i zmusza do pływania. Niezależnie od tego, jak się czujemy." (str.6).
Eva swój egzamin, swoją próbę zdała najlepiej jak mogła. Na zawsze zapamiętam jej sylwetkę, jej postawę, jej wybory. 

Ostatnio na rynku ukazało się wiele książek z tematyki wojenno-obozowej. Ta pióra Lily Graham zdecydowanie się wyróżnia. Z serca polecam jej lekturę. Naprawdę warto. 



środa, 5 lutego 2020

Kristy Cambron "Motyl i skrzypce"


Wydawnictwo Znak
data premiery 12 luty 2020
stron 384
ISBN 978-83-24-060-040-5

Płyną łzy i płacze serce

Jedna powieść, dwie przestrzenie czasowe, dwie powiązane ze sobą historie, morze emocji i wzruszenia. Tak najkrócej można opisać powieść Kristy Cambron, którą przeczytałam w dwa wieczory roniąc morze łez. Po skończeniu czytania treść tego tytułu nadal mnie nurtuje, nadal szaprie moją duszę. Tak, nie mogę przestać myśleć o losach utalentowanej skrzypaczki Adele i jej ukochanego Vladimira, którym przyszło żyć i kochać w czasach, kiedy ziemia stała się piekłem. 

Gdy się poznali połączyła ich miłość na przekór ludziom i światu, muzyka oraz chęć pomocy wiedeńskim Żydom. Za swoje czyny trafili do obozu koncentracyjnego. Rodzina Adele wyrzekła się jej. Ojciec, wysokiej rangi generał Trzeciej Rzeszy wydał wyrok na własną córkę bez wahania. Ale na ich drodze pełnej cierni, zła i cierpienia stanął jeszcze ktoś, kto ich chronił, ktoś, kto się nimi opiekował, ktoś, komu zaufali. Bóg, który nie pozostał obojętny na ich prośby i błagania. 

Kilkadziesiąt lat później, Serę i Williama łączy chęć odnalezienia pewnego obrazu. Portretu młodej kobiety, więźniarki, który ma być kluczem do pewnej istotnej sprawy. Te dwie historie mają współny mianownik, a odkrywanie przeszłości okazuje się bardzo cenną życiową lekcją z której płynie wiele dobra, tragizmu i miłości. 

Po lekturze tak wybitnej książki, tak wymownej powieści, tak mocno wzruszającej prozy trudno zebrać myśli, trudno opisać słowami co czuje serce i dusza. To nie jest moje pierwsze spotkanie z literaturą obozową, bo miało ono miejsce gdy miałam zaledwie 12 lat. Niemniej jednak każdy kontakt z takimi książkami mocno mną targa. Wyzwala niesamowitą zadumę nad tragizmem setek tysięcy ludzi, którzy trafili do obozów i utracili swoją tożsamość na rzecz wytatuowanych numerów. Nic nie usprawiedliwia takiego bestialstwa, takiej zbrodni. Ale nawet w piekle tli się nadzieja i mieszka dobro. Doświadczyła tego młodziutka Adele, której świat w mgnieniu oka zmienił się nie do poznania. A jednak nawet tak wielkie zło nie złamało jej, a muzyka oraz miłość okazała się lekiem na całe zło. 

"Motyl i skrypce" to książka, która wiele uczy, wiele uświadamia, wiele pokazuje. Jest niczym żywy obraz, który niezwykle wyraziście dotyka i uświadamia piekło obozowego życia, okrucieństwo nazizmu i życia za murami Auschwitz. Czytając dosłownie zamierałam, a żywe obrazy przesuwały mi się przed oczyma. Czułam to, co Adele. Bezgłośnie łkałam świadoma ogromu tragedii, która bezlitośnie dotykała ludzkość. Oprócz tego, że tę powieść przeczytałam ja ją przeżyłam. Jej treść wypaliła znamię w mojej duszy. 

Powieść jest napisała rewelacyjnie. Jej lektura momentami okazuje się trudna, że względu na nadmiar ładunku emocjonalnego zawartego na poszczególnych stronach. Taka była niestety prawda o obozowym życiu, które biło bezlitośnie po twarzy. Po lekturze która była niczym rekolekcje poczułam wdzięczność za dar życia w pokoju, za to, że nie musze borykać się z piekłem wojny. 
Gorąco polecam przeczytanie tej książki wszystkim bez wyjątku, a zwłaszcza młodym czytelnikom, którzy nie mają już bezpośredniego kontaktu z wojennym pokoleniem, które wymiera. Niech tytuł trafi i przemówi by nigdy więcej w historii żadna młoda dziewczyna nie musiała borykać się z tym, co dotknęło Adele. 

czwartek, 25 kwietnia 2019

Mario Escobar "Kołysanka z Auschwitz"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 240
ISBN 978-83-6613-483-6

Kołysanka z otchłani piekła


Powieść Mario Escobara to książka oparta na faktach, zaliczająca się do literatury obozowej, która jest wyjątkowo wymowna i poruszająca. Jej główną bohaterką jest Niemka Helene Hannemann, która w maju 1943 roku trafiła z całą swoją rodziną do obozu koncentracyjnego. W Auschwitz Helene – rodowita Niemka i Aryjka – znalazła się, gdyż poślubiła mężczyznę mającego romskie korzenie. Pewnego ranka została zabrana wprost z berlińskiego mieszkania wraz z mężem i dziećmi. Nigdy, podobnie jak jej bliscy, pod ten adres już nie wróciła. Siedmioosobowa rodzina znalazła się w piekle, z którego nie udało się jej wydostać. Nić ich życia została przerwana w sierpniu 1944 roku. Nim to nastąpiło, Helene w niewoli dokonała jeszcze wiele dobra. Jej postępowanie zasługuje na wielkie uznanie i pamięć.
Będąc z wykształcenia pielęgniarką, Helene została wybrana przez doktora Mengele do stworzenia obozowego przedszkola. W tym piekle, na oceanie zła, miejsce to stało się chwilowo oazą przyjazną dzieciom, które znalazły tam wytchnienie, opiekę i nieco większe racje żywieniowe. Wydawać by się mogło, że w zamiarach lekarza leżało dobro dzieci. One służyły jednak tylko jego medycznym eksperymentom. Prawdziwym sercem i opieką otoczyła je Helene. Nie patrzyła na ich narodowość, pochodzenie czy wiek. Wszystkie traktowała niczym swoje pociechy i obdarzała je macierzyńskimi uczuciami. Stawała w ich obronie i twardo walczyła o wszelkie potrzebne dla nich dobra. Wraz ze współpracownicami starała się stworzyć pozory normalności. W obozowym piekle było to jednak wyjątkowo trudne.
Nie próbujcie czytać tej książki bez chusteczek do ocierania łez. Nie wybierajcie jej, gdy chcecie się zrelaksować podczas czytania. Bądźcie przygotowani na mocną lekturę, która wami wstrząśnie i pozostanie na długo w pamięci. W jej przypadku sprawdza się teoria, że historia bardziej daje się zrozumieć na przykładzie prawdziwych losów żyjących ludzi niż na suchych faktach i liczbach zawartych w podręcznikach.
Historia Helene Hannemann pokazuje, że nawet najstraszliwsza z wojen i miejsce równe piekłu nie wyrugowały z ludzkich serc pełni człowieczeństwa i wyższych uczuć. Niemka nie postąpiła zgodnie z wytycznymi władz, nie porzuciła męża i dzieci, nie przestała kochać w obliczu tragicznego końca swego życia swoich bliskich. Nie skorzystała z koła ratunkowego, jakim była jej metryka. Była sobą do końca i udowodniła, że można pozostać sobą nawet w obliczu ogromu zła.
Mario Escobar wspaniale napisał tę smutną historię bez szczęśliwego zakończenia. Wyraziście i ze szczegółami przedstawił obozowe piekło oraz dzieje kobiety, która zasługuje na szacunek i pamięć. Dzięki znakomitemu pióru autora mamy okazję poznać obozową rzeczywistość, potworność piekła, które ludzie stworzyli ludziom w myśl chorej ideologii. Lektura tej powieści nie powinna pozostać bez echa. Powinna nas uświadomić o błędach w dziejach ludzkości, o upadku moralności i zdeptaniu dobra, które przytrafiło się niemieckiej nacji w okresie drugiej wojny światowej. Nie można zapomnieć o tamtych wydarzeniach, tak samo jak powinna trwać pamięć o ludziach pokroju Helene, którzy stali się bohaterami.
Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, wyryła ślad w mojej duszy i stała się bardzo cenną lekcją. Mimo smutku i bólu drzemie w niej piękno. Gorąco polecam tę publikację, w której znajdziecie mnóstwo cierpienia, rozpaczy, brutalnej historycznej prawdy i miłości, która przetrwała do ostatniego tchnienia.

czwartek, 18 stycznia 2018

Stanisław Grzesiuk "Pięć lat kacetu"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 25 stycznia 2018
stron 616
ISBN 978-83-8123-106-0

Na dnie piekła


Pewnie zdziwię wielu z Was, ale tę książkę Grzesiuka po raz pierwszy przeczytałam jak miałam 12 lat. Jako młoda dama sięgnęłam po literaturę obozową ponieważ chciałam poszerzyć wiedzę z lekcji historii i ... nie chciało mi się czytać zadanej lektury a konkretnie klasyki "W pustyni i w puszczy", która wydawała mi się nudna. Patrząc z perspektywy czasu wiem co mnie ujęło. Rzeczywista relacja inna niż troszkę nudna i naciągana przygoda w Afryce. Do książki Grzesiuka wróciłam jeszcze za kilka lat, ale czytałam ją fragmentami. Kilka dni temu przeczytałam ją znów w całości w formie elektronicznej za sprawą wznowienia tytułu przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka. To wydanie jest wyjątkowe, bo bez cenzury i skreśleń.

Kim jest Autor? Urodzony w 1918 roku pisarz i pieśniarz został okrzyknięty Bardem Czerniakowa. W tej publikacji Grzesiuk to przede wszystkim więzień obozów koncentracyjnych, zniewolony i skrzywdzony człowiek, któremu udało się przeżyć pięć długich, ciężkich lat kacetu. Dachau, Mauthausen i Gusen to miejsca w których za drutami Stanisław Grzesiuk żył i czekał na wolność nie mając pewności, że tego czasu doczeka. Każdy dzień był drogą przez mękę.

"Pięć lat kacetu" to literatura obozowa. To wspomnienia napisane bez patosu, bez podniosłego stylu. Język użyty przez Autora jest prosty i potoczny, relacja szczera i bezpośrednia. I co może wielu zdziwić jest w niej miejsce na humor. Właśnie tak podszedł do owej rzeczywistości młody człowiek, któremu zabrano wolność. I pewnie taki nastrój pomógł mu wytrwać w trudnych warunkach, gdzie ciągle musiał ocierać się o śmierć.
Tekst zszokuje pewnie wielu odbiorców zwłaszcza tych młodych. Grzesiuk pokazał bowiem życie obozowe jako szczerą, brutalną rzeczywistość bez zbędnych słów i patosu. To prawda w pełni naga. To relacja szczera i brutalna, która bez osłonek pokazuje obozowe życie i szarą codzienność więźniów w pasiastych ubraniach. Tu nie ma miejsca na beletrystykę, na podniosły styl. Może szokować, że o okrutnej rzeczywistości w którą trwale wpisana jest śmierć Autor opowiada jak o zwyczajnym świecie. Autentyczność była bowiem głównym celem, a na woal okalający to, jak było zabrakło świadomie miejsca.
Debiut pisarski (rok 1958) okazał się niezwykle udany, a książki błyskawicznie znikały z księgarskich półek. Różnie tę publikację oceniano - chwalono i krytykowano. Nie można jej jednak odmówić wysokiej oceny za autentyczne świadectwo.

"Pięć lat kacetu" to książka trudna i wymagająca. Nie dla osób, które nie mają mocnych nerwów. Jej treść pokazuje jakie piekło uczyniono w imię chorej idei i jak bardzo okrutny dla człowieka może być drugi człowiek. Ale to nie cały przekaz. Na przykładzie Stanisława Grzesiuka możemy też ujrzeć jak wiele jest w stanie przeżyć człowiek, jak bardzo organizm ludzki i psychika może mocno nagiąć się do rzeczywistości by przetrwać. Humor i specyficzne spojrzenie na świat może być maską, która ma pomóc przeżyć koszmar i totalne dno piekła.
Naturalizm jest tutaj ogromnym walorem, który pozwala poznać realną rzeczywistość, która była przez wiele miesięcy światem dla tysięcy ludzi, dla wielu ostatnim, ale i dla jednostek takim, który udało się przetrwać.

Mocą głównego bohatera jest jego postawa, którą naznacza cwaniactwo i luz. Tam, w czasie wojny  wszystkie chwyty były dozwolone. Liczyło się by przeżyć. Grzesiuk pokazuje niezwykle wyraziste, realne obrazy, które współczesnego czytelnika mogą mocno zszokować, wzruszyć i przyprawić o niedowierzanie. Pokolenie więźniów obozów już praktycznie wymarło. Prawda o tamtych czasach jest potrzebna, by nigdy nie powtórzyć tamtego zła. Ta książka jest niezwykle ważnym i cennym świadectwem, dokumentem na wagę kronik, które powinny być ludziom polecane i rekomendowane.
Starałam się czytać tę publikację gdy było jasno, nigdy przed snem, bo bałam się że do krainy snu wkroczą wydarzenia tamtych lat. Chwilami tekst doprowadzał mnie do łez, bywało, że musiałam odłożyć książkę by ochłonąć bo emocje przesłaniały zbyt mocno cały świat. Mimo tych trudności warto podjąć się tej lektury i przeżyć obozową gehennę nakreśloną oczami Grzesiuka.
To cenna lekcja historii, którą powinien poznać każdy człowiek.