Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 sierpnia 2023

Klaudia Muniak "Manipulacja"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2022
stron 296
ISBN 978-83-67335-22-5

Uważaj na to, co Ci się śni

Jeśli macie ochotę na perfekcyjny thriller psychologiczny koniecznie weźcie pod uwagę przeczytanie znakomitej powieści Klaudii Muniak „Manipulacja”, która opowiada historię mrożącą krew w żyłach. Jej lektura przykuwa do książki, która nie pozwala się odłożyć na półkę. Jej fabuła jest perfekcyjnie skonstruowana i zawiła, a zawarta w niej intryga nie daje się odgadnąć do samego końca. Dowodzi ona tezy, że życie to czasem splot niesamowitych omyłek i to, co białe jest czarne, a to, co ma pomóc szkodzi.

Anna jest kobietą po trzydziestce, która ma ukochanego męża, pracę i stabilizację finansową. Do pełni szczęścia brakuje jej jedynie dziecka. Los jednak raz po raz drwi z jej marzeń i pozbawia szansy tulenia w ramionach słodkiego maleństwa. Anna boryka się z kolejnymi poronieniami, które są niczym sztylety wbite w jej serce. Po kolejnej krótkiej ciąży zakończonej fiaskiem postanawia poszukać pomocy w gabinecie terapeuty. Sama nie jest w stanie radzić sobie z kolejnymi stratami, które łamią jej psychikę. I tak trafia pod opiekę Irminy, która proponuje jej nowatorską formę terapii ingerującą w sny, która steruje podświadomością. TDI to według Irminy najlepszy sposób radzenia sobie z lękami, a DreamFactor jest bezpiecznym urządzeniem, które nie ma sobie równego. Ukierunkowana inkubacja snów ma być lekiem na całe zło. Czy Anna odzyska spokój i równowagę dzięki ingerencji w jej wnętrze? Czy wraz z mężem staną się pełną rodziną i będą cieszyli się urokami rodzicielstwa? Czy terapia odniesie pożądane efekty? Czy niepokojące wiadomości od tajemniczego nadawcy przestaną ją nękać? A może przekroczenie progu gabinetu Irminy to błąd i wplątanie się w pułapkę?

To jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych jaki kiedykolwiek czytałam. W konstrukcji tej powieści wszystko doskonale ze sobą współgra. Tytuł jest niczym skomplikowana kombinacja puzzli, których układanie w jedną całość jest ogromnie przyjemne i emocjonujące. Określenie perfekcyjnie dobra książka idealnie pasuje do tej powieści, którą czyta się z wypiekami na twarzy. Dynamiczna, błyskawiczna akcja, namnażające się tajemnice, kilku narratorów, ciekawie poprowadzony główny wątek to atuty tej lektury, która non stop elektryzuje zmysły i sprawia, że wyobraźnia czytelnika pracuje na najwyższych obrotach.

Autorka śmiało i odważnie pisze o trudnych tematach jak poronienie, depresja i niespełnione rodzicielstwo. Pokazuje parę, która boryka się z ogromną traumą i problemem, a te budują między małżonkami mur, który dzieli i odsuwa od siebie. Niedopowiedzenia, podejrzenia, duszenie smutku w sobie robią niesamowitą krzywdę. „Manipulacja” to książka bez cukru i lukru, to śmiałe spojrzenie na szare życie, które potrafi dać w kość. Mimo zawartego w treści smutnego potencjału tę powieść czyta się szybko i zachłannie. Fabuła nie raz zaskakuje, a Klaudia Muniak bardzo umiejętnie manipuluje czytelnikiem oraz daje mu odczuć to, co czują bohaterowie.

Postaci tego tytułu są ciekawie wykreowane, każda z nich jest inna, każda jest nieidealna, a przez to bardzo uczłowieczona i plastyczna, realna i namacalna. Każda z nich jest dowodem, że ludzka psychika, że nasza dusza to najbardziej skomplikowany mechanizm na świecie, który jest niezwykle delikatny i łatwo się psuje.

Gorąco polecam tę książkę miłośnikom gatunku do jakiego się zalicza, ale i tym którzy sięgają po tego typu lektury po raz pierwszy. Ta powieść ujmie każdego, kto poświęci jej swój czas. Miłej lektury. 




 

środa, 5 października 2022

George Blalock "Królewska buntowniczka"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2022
stron 352
ISBN 978-83-67335-09-6

Nie wszystkie księżniczki są w życiu kochane i szczęśliwe


W bajkach i baśniach księżniczki wiodą życie godne pozazdroszczenia. Są idealne, piękne i mają szczęście w miłości. Ich życie usłane jest różami, które nie mają kolców. W realnym świecie księżniczki też współcześnie istnieją, ale ich los rzadko kiedy przypomina bajkę. Owszem, damy z koroną na głowie, żyją przeważnie w dostatku, ale nie zawsze pławią się w blasku szczęścia i prawdziwego uczucia. Bywa, że tytuł i przysługująca im tiara są kulą u nogi i odbierają wolność na równi więziennym kajdanom. Status nie pozwala na swobodne życiowe wybory i decydowanie o swoim losie, a etykieta jest niczym włosienica, która ogranicza i dokucza. Wśród koronowanych rodów, w gronie pań noszących tytuł JKM bywają też czarne owce, które wprawiają rodziców i krewnych w zakłopotanie oraz przynoszą wstyd z powodu niewłaściwego prowadzenia.

Z całą pewnością taką osobistością w rodzinie Windsorów była siostra zmarłej ostatnio królowej Elżbiety II, księżniczka Małgorzata, która była w wielu sprawach całkowitym przeciwieństwem swojej siostry. Jej życie było burzliwe, pełne skandali i romansów. O wybrykach Margot często pisały plotkarskie gazety, a jej imię było na ustach wszystkich. Mówiono o niej często i nie zawsze dobrze. A ona sama była kobietą nieszczęśliwą, która w życiu raz po raz błądziła i wpędzała się w kłopoty.

Księżniczka Małgorzata jest tytułową bohaterką powieści Georgie Blalock. Akcja tej książki obejmuje czas od roku 1949. Jesienią w Londynie życie pewnej zubożałej arystokratki wydaje się być pasmem nieszczęść i porażek. Vera Strathmore straciła narzeczonego, usiłuje zrobić karierę pisząc romanse i marzy o wyjeździe do Nowego Jorku. Pewnego dnia jej życie zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zostaje przedstawiona księżniczce Małgorzacie, która zna romanse napisane przez Verę pod pseudonimem. I tak panna Strathmore zostaje za aprobatą rodziny królewskiej damą dworu i staje się nieodłączną towarzyszką ekscentrycznej księżniczki, która udziela się towarzysko, pije, pali i za nic miewa etykietę. Vera przez nową rolę liczy na pieniądze, dobrą zabawę i poznanie ciekawego towarzystwa. Jej praca opłacana przez podatników staje się dla rodziny Very zaszczytem i nobilitacją. Jednak czym okazuje się tak naprawdę w rzeczywistości? Młoda kobieta znajduje się nagle w świecie pełnym intryg, pozorów i zakazanych romansów. Jak wpłynie to na jej przyszłość? Czy dzięki byciu wśród socjety znajdzie miłość i szczęście?

Postać Very jest fikcyjna, ale dzieje księżniczki już nie. Powieść to zbeletryzowana biografia młodszej córki króla, która pokazana jest oczami jej poddanej i pracownicy. Ten tytuł to prawdziwa perełka dla miłośników historii brytyjskiej rodziny królewskiej i monarchii. Autorka perfekcyjnie nakreśliła losy niesfornej księżniczki, która wiedziała, że ma marne szanse na noszenie korony królowej, a zarazem w imię protokołu musiała poświęcić wolność dla dobra kraju i rodziny. Małgorzata miała trudny charakter i cechy buntowniczki. Z kart książki wyłania nam się jej prawdziwe oblicze pełne wad, złych cech, ale i obraz niespełnionej kobiety, która pragnęła kochać, być kochaną i pożądaną. Młodsza siostra królowej Elżbiety II była zagubiona, niedojrzała, samotna i nieszczęśliwa. Czytelnik widzi portret bardzo poturbowanej przez los kobiety, która będąc zgorzkniała rani swoje otoczenie. Autorka dołożyła wszelkich starań by odtworzyć fakty historyczne i postać kobiety, która budzi litość i współczucie, choć sama nie jest też bez winy. W lekturze nie brak pikantnych ciekawostek, opisów z dworskiego życia, klimatu lat 50-tych i szczegółów z życia królewskiej rodziny, która ma oprócz tytułów też cechy zwykłych zjadaczy chleba.

Książka jest napisana po mistrzowsku i z precyzją serwuje czytelnikowi tajemnice oraz sekrety z życiorysu niesfornej księżniczki. Dorosła kobieta ukazana jest nie tylko jako monarsza córka, ale i osoba z krwi i kości, która ma tendencje do komplikowania sobie życia. Autorka pokazuje też niewdzięczność życia w blasku księżniczki oraz cienie służby na rzecz JKM.

Lekturę czyta się przyjemnie i lekko. Jej treść wciąga i przyciąga niczym magnes. To idealna pozycja na jesienny wieczór, na relaksujące popołudnie i chłodny poranek. Będzie wyjątkowo smakować z filiżanką dobrej angielskiej herbaty. Bardzo polecam.  




 

poniedziałek, 29 marca 2021

Sharon Cameron "Światło ukryte w mroku"

 




Wydawnictwo Kobiece

data wydania 2020

stron 480

ISBN 978-83-6643-698-5

Najbardziej wzruszająca książka jaką przeczytałam w życiu


Jestem osobą wysokowrażliwą i to przekłada się na różne dziedziny mojego życia. Czuję mocniej, bardziej przeżywam bodźce, które do mnie docierają, szybciej się roztkliwiam. Bardziej dotyka mnie treść książek, które czytam. Bardziej się wzruszam ich fabułami, mocno przeżywam losy ich bohaterów. Łzy często towarzyszą lekturze tytułów, które mają w sobie emocje. Wiele książek do tej pory mnie wzruszyło. Najbardziej ta sztuka udała się publikacji Sharon Cameron, która opowiada historię sióstr Podgórskich pochodzących z moich rodzinnych stron.


Stefania i Helena urodziły się w Lipie niedaleko Birczy. Ich rodzina żyła z pracy rąk na roli. Po śmierci ojca Stefania wyprowadziła się, podobnie jak jej starsze siostry, do Przemyśla, by ulżyć matce i się usamodzielnić. Została zatrudniona jak pomoc w sklepie Państwa Diamantów – Żydów, którzy potraktowali ją jak członka famillii. Fusia zamieszkała z nimi, poznała miasto, w którym jej się spodobało. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie wybuch wojny. Wiele osób w niego nie wierzyło, ale we wrześniu 1939 roku rozpoczęło się trwające wiele miesięcy piekło, które ową żydowską rodzinę dotknęło ogromnie boleśnie. Po pierwszych bombardowaniach żydowcy sklepikarze zdecydowali się uciekać na wschód. Po siedemnastym września to nie miało już jednak sensu. Diamantowie wrócili do Przemyśla i zostali przesiedleni do getta, z którego części członków rodziny udało się uciec. W ukrywaniu się przed niemieckim terrorem pomogła im Fusia, która obarczona opieką nad młodszą siostrą po wywózce matce na roboty do Salzburga musiała podołać wielu sprawom. Pracować, zdobywać jedzenie, ukrywać kilkanaście osób mając w pobliżu innych lokatorów i niemieckie pielęgniarki. To właśnie tę historię opowiada książka Sharon Cameron, którą odebrałam szczególnie osobiście z racji tego, gdzie rozgrywa się jej akcja.


Przemyśl to moje rodzinne miasto. Miejsca opisane w książce odwiedzam bardzo często. Niektóre, jak dom, w którym ukrywała się Fusia i Diamantowie mijam codziennie spacerując z psem. Lektura książki okazała się dla mnie niesamowitą lekcją historii, która pokazała mi inne oblicze świata, który mnie na co dzień otacza. Tym bardziej zapisane słowa do mnie przemówiły i dotarły do serca oraz umysłu.


Główne bohaterki – Fusia i jej młodsza siostra to postaci niezwykle. Bohaterskie i dzielne, które musiały porzucić beztroskę, wcześniej dojrzeć i sprostać ogromnie trudnym wyzwaniom. Ceną było ich życie oraz los osób, które ukrywały. Za te czyny groziła bezwglednie kara śmierci, a Podgórska była ich świadkiem na przemyskim rynku. Obie siostry radziły sobie wspaniale, choć to, co przeżyły określić można jedynie w kategoriach koszmaru. Wojna zabrała im beztroską młodość, ale nie odebrała im człowieczeństwa i uczuć wyższych. Wyzwoliła w ich sercach pokłady dobra, troski i opiekuńczości. Lekturze towarzyszyły łzy. Autorka idealnie ujęła słowami to, co miało miejsce. Książka jest napisana prostym, potocznym językiem by jeszcze bardziej uświadomić, kim były jej bohaterki. Lektura aż kipi od emocji. Gdybym nie wiedziała z góry jak zakończy się ta ciuciubabka z nazistami nie wiem, czy dałabym radę ją czytać. Wiele scen jest bowiem bardzo drastycznych i dowodzi, że szczęśliwe zakończenie jest cudem, który wydaje przecież logicznie niemożliwy. Młoda kobieta stanęła na wyżynach bohaterstwa i jest kimś, kto powinien być na wieki gloryfikowany i stawiany za przykład.


Książka napisana jest w sposób mistrzowski. Autorka perfekcyjnie oddała klimat okupowanego miasta, zdarzenia na jego ulicach, barwy wojennego życia, drastyczne sceny, w których na scenie pojawia się śmierć, terror, brutalne oblicze wojny, przemoc i prześladowanie narodu, któremu na opaskach kazano nosić Gwiazdę Dawida. Nosić niczym wyrok, niczym brzemię, niczym znak bycia kimś innym niż ludzie.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść to tytuł, który pozwala poznać koszmar holocaustu jaki miał miejsce w czasie II wojny światowej, ale to także świadectwo, że miłość i nadzieja nie umierają nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się przegrane i bez przyszłości. Goraco polecam lekturę tej książki osobom zainteresowanym historią II wojny światowej, ale i tym, którzy wątpią w fakt, że człowieczeństwo jest w stanie przetrwać mimo powszechnego upadku moralności i zezwierzęcenia świata. To nie tak, w dobrych ludziach nic nie jest w stanie go zabić. Z serca polecam lekturę, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. To naprawdę wyjątkowa pozycja na księgarskich półkach. Sięgnijcie po nią.



czwartek, 21 stycznia 2021

Klaudia Muniak "Nie ufam już nikomu"

 



Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-6661-128-3

Czasem warto ufać jedynie sobie

Zaufanie ma ogromne znaczenie. Może być wzajemne lub tej wzajemności pozbawione. Bez niego niemożliwe jest zbudowanie szczęśliwego związku między partnerami. Jak wiele dla nas znaczy, dowiadujemy się, gdy już je do kogoś stracimy. Gdy ktoś nas zawodzi, a tym samym i rani. Gdy tracimy zaufanie do całego świata, gdy wokół siebie nie znajdujemy osoby, która nas nie zawiedzie, gdy nikomu nie ufamy, grunt usuwa się nam spod nóg. Rzeczywistość staje się bardzo trudna, a życie jest drogą przez mękę. Rodzi się w nas brak pewności siebie, trudno nam funkcjonować, a granica między rzeczywistością a fikcją zaczyna się rozmywać. Wtedy nasze życie staje się koszmarem. Takiej sytuacji doświadcza na własnej skórze bohaterka powieści Klaudii Muniak, Iga.

Iga jest żoną i świeżo upieczoną mamą. Kilka tygodni wcześniej urodził się jej synek Joachim, którego kocha nad życie. Początki macierzyństwa dla każdej kobiety są zwykle trudne, ale dla żony Natana to prawdziwy chrzest bojowy i katorga. Opieki nad malutkim synkiem nie ułatwia jej choroba, z którą zmaga się od jakiegoś czasu, czyli zaburzenia maniakalno-depresyjne określane jako nerwica natręctw. Konieczne jest wdrożenie terapii farmakologicznej i rozpoczęcie spotkań z psychologiem.

Iga decyduje się na eksperymentalną terapię, w opracowaniu której sama brała udział. Leki, które są jej niezbędne do normalnego funkcjonowania, mają być jej podawane i dawkowane przez wszczepiony w ramię chip. To on, sterowany za pomocą aplikacji w telefonie, ma decydować, który medykament i w jakiej dawce ma się wchłonąć do jej organizmu. Mimo nowatorskiego leczenia Iga czuje się coraz gorzej. Zaczynają dokuczać jej zaniki pamięci i halucynacje. Dodatkowo na ciele jej synka pojawiają się paskudne siniaki. Czy Iga pod wpływem leków i postępującej choroby jest w stanie skrzywdzić ukochane dziecko? A może za sińcami stoi inna osoba? Czy to matka Igi, która pomaga córce w opiece nad Joachimem, czy może serdeczna przyjaciółka, która jako swoją ofiarę upatrzyła sobie Natana? A może to on sam krzywdzi z jakiegoś nieznanego powodu swoje dziecko?

Thriller psychologiczny to gatunek, który bardzo lubię sobie od czasu do czasu zaserwować. Od tego typu książki oczekuję zawsze bezwzględnego uzależnienia. Chcę, by fabuła dosłownie mnie opętała, zaczarowała od pierwszej strony. Chcę przez czas czytania żyć wyłącznie jej treścią i ekscytować się zagadką, której rozwiązanie ma miejsce na koniec lektury. Nie każdemu autorowi udaje się jednak skonstruować tak doskonale swoją książkę. Z tym zadaniem Klaudia Muniak poradziła sobie rewelacyjnie i bezbłędnie. Od pierwszej strony emocje wzięły górę, a ich ogrom czasem aż przygniatał. Powieść czytało mi się świetnie. Na pewno miało to miejsce za sprawą naprawdę wartkiej fabuły i konstrukcji osobowości głównej bohaterki, która jest postacią nietuzinkową i bardzo oryginalną. W trakcie czytania miałam wobec jej osoby dość mieszane uczucia. Z jednej strony patrzyłam na nią jako ofiarę choroby i ludzkich spisków, z drugiej czułam, że przeszłość Igi kryje jakieś mroczne tajemnice.

Klaudia Muniak stworzyła naprawdę doskonały thriller z medycyną w tle, w który wplotła kilka istotnych, lecz i trudnych życiowych tematów. Zawiłe relacje z rodzicami, którzy są wobec dziecka zbyt wymagający, skomplikowane początki macierzyństwa, które, choć planowane i wyczekane kryje w swoich odmętach wiele przeszkód, życie z chorobą psychiczną, która zatruwa codzienność to kwestie, które autorka wykorzystała w swojej książce. Dzięki nim powieść wyszła spoza utartych schematów, nabrała świeżości i oryginalności. W trakcie czytania oczywiście próbowałam rozwikłać zagadkę i odkryć, co jest prawdą, a co fikcją. Przyznaję, że mi się to nie udało. Przyznaję, że nie udało mi się to. Zakończenie okazało się najmocniejszą stroną tej książki i całkowicie mnie zaskoczyło.

Jeśli macie ochotę na naprawdę mocne emocje, sięgnijcie po tytuł Klaudii Muniak, poznajcie Igę i zajrzycie do jej świata. Gorąco rekomenduję i polecam.





piątek, 13 listopada 2020

Robert Ziębiński "Lockdown"

 


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2020
stron 408
ISBN 978-83-6661-187-0

Gdy świat się zatrzymał

Wydawało się, że świat w XXI wieku jest do tego stopnia rozpędzony, że nic i nikt nie jest w stanie go zatrzymać. Nikt nie przypuszczał, że nagle wszystko się zatrzyma i stanie na głowie. Nikt, poza scenarzystami filmów i pisarzami, nie był w stanie wymyślić takiego scenariusza, jaki miał miejsce pod koniec ostatniej zimy. Mały, niewidoczny gołym okiem patogen wywrócił do góry nogami życie milionów ludzi. A cała ta sytuacja dobitnie udowodniła nam, że mimo niesamowitego rozwoju technologii, wciąż jesteśmy słabi. Gdy tylko pandemia się zaczęła, społeczeństwo poznało znaczenie nowego słowa, jakim jest lockdown. Cała ta sytuacja, zgodnie z moimi przewidywaniami poruszyła wyobraźnię wielu pisarzy, którzy chwycili za pióra i osadzili akcję swoich książek w czasie grasowania wirusa z koroną.

Tak właśnie postąpił Robert Ziębiński, który akcję swojej powieści osadził w ciągu trzech pierwszych dni od wybuchu epidemii. Stolica Polski, podobnie jak cały kraj, nagle zostaje całkowicie sparaliżowana. Na ulice wychodzi wojsko i policja, zamierają sklepy, biura, urzędy, instytucje usługowe i szkoły. Pojawiają się pierwsi chorzy, pierwsze ofiary śmiertelne tajemniczego wirusa, który szybko zabija. W tej szalonej rzeczywistości rodem z horroru dochodzi do porwania. Młoda dziewczyna nagle zapada się pod ziemię. Nastolatka jest córką Olgi Maj, która ma na koncie ogromną fortunę i planuje otwarcie największej w Europie galerii handlowej. Porywacze szybko ujawniają swoje żądania. Chcą sporej kwoty pieniędzy, którą posiada kobieta. Jednak podjęcie jej z bankowego konta jest w chwili epidemii niemożliwe. Olga, samotna mama, bardzo kocha swoją jedyną córkę i zrobi wszystko by ją odzyskać. Zawrze pakt z samym diabłem, by jej dziecko było wolne i nie zawaha się przed niczym. Jej wsparciem i bratnią duszą w tym trudnym momencie jest jej prywatny kierowca. Zaczyna się walka z czasem, epidemią i ludźmi, którzy nie mają w sobie żadnych uczuć i stać ich na wszystko...

Powiedzenie o książce „Lockdown”, że to świetny thriller to bardzo adekwatne stwierdzenie. Fabuła przykuwa do powieści od pierwszych zdań i autentycznie zapiera dech w piersiach. Autor dla potrzeb tytułu przerysował epidemiczną rzeczywistość i opisał o wiele bardziej straszny i ponury scenariusz, niż realnie miał miejsce. Panujący w powieści klimat sprawia, że dreszcze emocji są autentyczne i bardzo mocne. W nietypowej sytuacji nic nikomu nie gwarantuje bezpieczeństwa. Nawet fortuna na koncie nie chroni przed podbramkową sytuacją. Główna bohaterka zmuszona jest podjąć śmiertelne ryzyko i zejść do mafijnego podziemia, w którym panują reguły niemające nic wspólnego z moralnością.

Akcja książki toczy się błyskawicznie, jest dynamiczna i chwilami nieprzewidywalna. Zaskakuje czytelnika i ma w swoim zanadrzu wciąż nowe niespodzianki. Główni bohaterowie to bardzo ciekawe postacie. Nikt w tej książce nie jest kryształowy i nieskazitelny. Każda postać jest autentyczna. Każda ma wady i zalety. Autor zasłużył na pochwałę za świetne dialogi, jak i opisy, które wprowadzają nas w świat poza granicą prawa. Zakończenie to po prostu mocna kropka nad przysłowiowym „i”. W tej historii nie wiało nudą, dlatego polecę jej przeczytanie osobom, które lubią książki, w których ciągle coś się dzieje. Reasumując: ciekawy pomysł na fabułę, świetne wykonanie, dobry warsztat literacki, niezapomniany klimat, ogrom emocji. Polecam i zachęcam do lektury.




poniedziałek, 13 lipca 2020

Robert Lacey "The Crown. Oficjalny przewodnik po serialu"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2020
stron 432
ISBN 978-83-6652-044-8

"The Crown" - przeżyjmy to jeszcze raz! 

Należę do grona rzeszy ludzi z całego świata, których serce podbił pewien serial. Mowa o brytyjsko-amerykańskiej produkcji, która została nakręcona na zlecenie platformy internetowej Netflix, a która jest wieloodcinkową biografią brytyjskiej monarchini Elżbiety II. Córka króla Jerzego VI już przez wiele lat dzierży koronę i stała się prawdziwą ikoną. Jest symbolem i legendą. Jej biografia nie tylko z racji sędziwego wieku królowej jest ogromnie bogata i obfituje w szereg przeróżnych wydarzeń oraz skandali.

Na obecną chwilę widzowie mogą obejrzeć trzy sezony serialu, wyprodukowane kolejno w 2016, 2017 i 2019 roku. Dodam, że serial w 2016 roku otrzymał aż dwa Złote Globy: w kategorii najlepszy serial dramatyczny i najlepsza aktorka w serialu dramatycznym. Budżet każdego odcinka jest bardzo wysoki, ale ogromna kwota przekłada się na perfekcyjną jakość. Nic dziwnego, że popularność produkcji jest naprawdę ogromna. Sama obejrzałam pierwszy odcinek namówiona przez koleżankę. Podobał mi się ogromnie i dziś mam za sobą wszystkie wyemitowane odcinki. Obejrzałam je wielokrotnie. Ciągle wracam do tego serialu, a ma to miejsce z wielu powodów. Pewne sceny znam już na pamięć, wiele dialogów mogłabym recytować. I nie mam dość. Nic też dziwnego, że jako zagorzałą fankę bardzo zainteresowała mnie publikacja wydana nakładem Wydawnictwa Kobiecego, która jest oficjalnym przewodnikiem po serialu. Tom I poświęcony jest pierwszej serii, która składa się z dziesięciu odcinków. Książka składa się odpowiednio z dziesięciu rozdziałów i przedmowy Petera Morgana, który jest scenarzystą produkcji.
Cóż napisać o tytule, który wypatrzyłam wiosną w księgarskich zapowiedziach? Wypada zacząć od tego, że jest o wiele lepszy, niż się spodziewałam. Urzekła mnie treść, ale i sposób wydania książki, ogromna ilość fotografii, ale i serialowych fotosów. Ten tytuł to kopalnia wiedzy o życiu Elżbiety II, brytyjskiej monarchii oraz o filmowej produkcji, która w pełni zasługuje na miano arcydzieła.
Pisząc tego typu publikację, łatwo znudzić czytelnika statystykami, kronikarskim odniesieniem się do historycznych faktów, wprowadzeniem stylu godnego podręcznika dla studentów pełnego suchych informacji. Autor jednak ominął te pułapki i napisał w sposób błyskotliwy i pełen wdzięku. Napisał lekko i ciekawie. Otarł się o fakty historyczne w sposób rzetelny, ale i dotknął spraw, które wyjątkowo ciekawią portale plotkarskie.
Czytając tę książkę, po prostu ma się uczucie, że trzeba włączyć odcinki raz jeszcze, zerknąć na to i owo. Dzieje się tak, ponieważ publikacja zwraca uwagę na pewne szczegóły i niuanse, które mogą umknąć lub zostać przysłonięte. Na końcu jest chronologiczne zestawienie najciekawszych wydarzeń początku panowania Elżbiety Windsor, lista aktorów tworzących obsadę serialu, a także bardzo bogata bibliografia, na której się oparto. W treści rozdziałów są strony poświęcone konkretnym postaciom, które przewijają się przez ten okres przez brytyjski dwór. Ten tytuł z pewnością rozszerza wiedzę o serialu, wzmaga nim zainteresowanie i z pewnością będzie bardzo smakowitym kąskiem i nie lada gratką dla miłośników „The Crown”.
Koniecznie obejrzeć i przeczytać „The Crown” powinny osoby interesujące się powszechną historią współczesną, bo patrząc na portret Elżbiety, widzimy przez jej pryzmat rolę współczesnej monarchini i kraj będący monarchią. To świetna lektura dla tych, którzy szukają dobrej produkcji kostiumowej, bo nie wyobrażam sobie, by nie obejrzeć serialu po jej lekturze. Nie sądzę, by zawiodły one nawet tych, którzy doceniają jedynie perfekcyjne dzieła i nie zadowolą się czymś niegodnym miana mistrzostwa. Z serca polecam i liczę, że książka sprawi powiększenie grona miłośników „The Crown”.

środa, 13 maja 2020

Mario Escobar "Dzieci żółtej gwiazdy"


Wydawnictwo Kobiece
data premiery 20 maja 2020
stron 408
ISBN 978-83-66520-45-5

Dom jest tam, gdzie rodzina

Są książki, które na zawsze zostają w pamięci czytelników. Są Autorzy, którzy do mistrzostwa opanowali granie na najczulszych strunach duszy swoich odbiorców. Dla mnie takim twórcą jest znany i popularny pisarz, autor "Kołysanki z Auschwitz" Mario Escobar. Jego proza łączy w sobie prostotę ubrania w słowa brutalnej prawdy, perfekcyjne opowiedzenie słowami o wstrząsającej przeszłości i wyjątkowe ukazanie historycznych wydarzeń na przykładzie losów zwykłych ludzi, którym przyszło żyć w potwornych czasach. 
Najnowsza powieść Escobara będzie miała w naszym kraju premierę 20 maja. Mogłam ją przeczytać szybciej i już teraz, gdy do pojawienia się jej w księgarniach zostało kilka dni pragnę Was namówić na jej lekturę, na jej przeczytanie, na poznanie historii dwóch braci, którym wojna i szaleństwo Hitlera zrujnowały szczęśliwy świat. Skróciły dzieciństwo, zabrały różowe okulary przez jakie patrzą i poznają świat dzieci. 

Rok 1942. Europą targa najstraszliwsza z wojen. Szczęśliwy świat tysięcy rodzin rozpadł się na drobne kawałki. Wśród nich jest żydowska rodzina Steinów. Bracia Jakob i Moise znajdują się w Paryżu pod opieką ciotki. Rodzice chłopców ze względu na swoją narodowość muszą się ukrywać i szukają dla siebie bezpiecznego gniazda. Tam, gdzie żyli do tej pory grozi im zagłada, śmierć, wywózka do obozu koncentracyjnego i trafienie do krematorium. 
Jeden dzień, jedna godzina, jedna obława zmienia życie braci. Aresztowani trafiają na velodrom wraz z setkami francuskich Żydów. By przeżyć muszą uciekać z tego miejsca, muszą być o krok przed obławą, muszą odszukać rodziców. A wokół trwa wojna, chaos, eksterminacja ich rodaków. Wokół trwa nieustanna walka o każdy dzień życia. Czy uda im się przetrwać? Czy odnajdą mamę i tatę? Czy łut szczęścia pozwoli im wyrwać się z piekła? 

"Na szczęście składają się małe decyzje, które zbliżają nas do spełnienia marzeń" (str. 223)
Powyższa teza jest niczym motto przepięknie utkanej i nakreślonej za pomocą słów fabuły. Dałam się jej ponieść i przenieść do okupowanej przez nazistów Francji, która stała się sceną wielu dramatów. Ze łzami w oczach śledziłam losy dwójki małych chłopców, którzy pozostawieni sami sobie i opiece ludzi dobrej woli musieli wydostać się z otchłani piekła. W tym czasie dorośli w ekspresowym tempie, ograbiono ich z niewinności i tego, co dzieciom właściwe. Na ich drodze los postawił różnych ludzi, którzy poświecili wiele by ich ratować. 

Tę powieść czytało mi się bardzo szybko. Emocjom nie było końca. Wzruszeniom także. 
Treść tej książki wyryła w moim sercu znamię. Uwrażliwiła mnie na krzywdę tysięcy dzieci podobnych głównym bohaterom. Uzmysłowiła na jak wiele stać bezbronne dzieci, jak wielka drzemie w nich siła, na jak ogromne bohaterstwo są gotowe. Dziś żyjąc w pokoju nie doceniamy jak wiele mamy. Historia Jakoba i Moisa bardzo wiele mi uświadomiła. 
Mario Escobar napisał genialnie. Główne postaci książki są fikcyjne, ale inspiracją do ich wykreowania są doświadczenia wielu dzieci, które w tamtym okresie przemierzały świat uciekając od śmierci i zagłady. Sylwetki braci Stein są więc symbolem, któremu pisarz oddaje hołd. Wiele wydarzeń opisanych w fabule wydarzyło się naprawdę. Wiele zdarzeń na zawsze zmieniło życie milionów ludzi, którzy stracili to, co najcenniejsze - życie, zdrowie czy rodzinę przez szaleństwo nazistów. 

Gdybym chciała opisać wszystkie walory tej lektury obawiam się, że stworzyłabym całkiem spore opowiadanie. Z treści czuć, że Autor tworzył ją sercem, że w pracę literacką włożył nie tylko duszę, ale i talent oraz swoje umiejętności. Nie ukrywam, że płakałam w trakcie lektury, że z niecierpliwością odwracałam strony ciekawa co dalej, czy się uda, czy rodzeństwo dotrze na bezpieczny ląd. 
To był wybitny tytuł, który ogromnie doceniam i polecam. To była praktyczna lekcja historii opowiedziana w przemawiający sposób. To była możliwość spojrzenia na historyczne wydarzenia opowiedziane na konkretnym przykładzie. 

Ta powieść ma wiele walorów i na zawsze zostanie w moim sercu. Jestem przekonana, że będzie miało to miejsce w przypadku każdego, kto zatopi się w jej treści. Polecam i rekomenduję przekonana, że czeka Was czytelnicza uczta. 

piątek, 23 sierpnia 2019

Alexandra Christo "Pieśń Syreny"


Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2019
stron 420
ISBN 978-83-66338-58-6

Niech nie zwiedzie Cię syreni śpiew!

Mało na moim blogu recenzji książek z półki fantasy. To nie znaczy jednak, że ich nie lubię i nie czytam. Owszem, ostatnio mniej, ale były czasy - tuż po maturze - , że żyłam tylko powieściami z tego gatunki. Jako dziecko zaś uwielbiałam literaturę odpowiednią do mojego wieku w której roiło się od syren, które pięknie śpiewały, były urocze, dobre i sympatyczne. 
Po latach wróciłam do książki o syrenim świecie. Tym razem jednak te istoty nie były tak dobroduszne i łagodne, a wręcz przeciwnie. Miały bardzo niecne zamiary. 
Czy powrót do tego gatunku podobał mi się? Czy zachwyciła mnie powieść Alexandry Christo?
Ciekawych zaspokoję od razu. Tak!!! Książka jak najbardziej przypadła do gustu i mocno rozbudziła moją wyobraźnię. To była świetna lektura.
Co mi się podobało? Klimat i to, że moja wyobraźnia  pracowała na pełnych obrotach. Było ciekawie, barwnie i bardzo dynamicznie. 

Czy to mroczna wersja Małej Syrenki? 
Ja byłabym ostrożna z takim porównaniem, ale to naprawdę ciekawa propozycja. 
Ląd i ocean - dwa odmienne miejsca, dla różne światy.
W wodzie idealnie czują się syreny. Jedną z nich Lira, która ma siedemnaście lat i jest królową. Ma zabójcze zapędy i kolekcjonuje ludzkie serca. Serca swoich ofiar. Pewnego dnia zabija także syrenę. Za ten czyn jej matka - Królowa Mórz zamienia ją w człowieka. By znów odzyskać dawną postać i żyć wśród swoich Lira musi zabić i dostarczyć serce księcia, któremu na imię Elian. 
Elian zaś jest następcą tronu lądowego królestwa. Jego pasją jest polowanie. Elian poluje nie na ryby, nie na potwory, nie ma morskie stwory, a na syreny. Pewnego dnia płynąc by zdobyć pewien niezwykły przedmiot ratuje z morza kobietę. Nie wie kim ona jest, a mimo to przyjmuje ją na swój pokład i wtajemnicza w cel wyprawy. Jak dalej potoczą się ich losy?

Ta powieść mnie oczarowała i uświadomiła mi jak uwielbiam retellingi. W moim umyśle nastąpiło totalne zresetowanie rzeczywistości. Świat opisany w tytule całkowicie mnie pochłonął i omamił niczym śpiew syren. Okazałam się na niego całkowicie nieodporna i wsiąkłam w niego. Nagle poczułam się jego elementem, jego cząstką i chłonęłam wydarzenia z fabuły niczym realną rzeczywistość. Podobało mi się opisy, postaci, dynamika akcji, barwność tła, walka dobra ze złem. 
Choć to bajkowa przeczywistość tu nie ma wyraźnego podziału na dobro i zło. Każdy z bohaterów bywa okrutny, wyrachowany, zapatrzony w siebie. Na każdej stronie wiele się dzieje, a nuda nie ma tam co robić. Zdarzenia są nieprzewidywalne, a czytelnicza ciekawość rozpalona. 
Tę powieść czyta się przyjemnie i lekko. To książka przy której fajnie się zrelaksujecie i odprężycie. Jej treść nie jest infantylna, łatwa do przewidzenia i sztampowa. 
Dlatego sięgnijcie po ten tytuł, mniejcie go na uwadze będąc w księgarni, poszukajcie w bibliotece. Dobre przeżycia gwarantowane. Ta powieść spodoba Ci się nawet gdy nie jesteś fanem fantasy i baśni. Dobra lektura. 

wtorek, 30 lipca 2019

Eric O'Grey, Mark Dagostino "Peety. Pies, który uratował mi życie"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-65601-27-8

Cztery łapy zmienią Cię na zawsze

Jest wiele czynników, które nas zmieniają. Na to, jacy jesteśmy i kim jesteśmy wpływa wiele czynników. Zmieniają nas przeprowadzki, nowa praca, śmierć bliskiej osoby czy odejście ukochanego partnera. Ale jest jeszcze jeden czynnik, który powoduje naszą metamorfozę. To posiadanie psa. Ci, którzy żyją pod jednym dachem razem z psim przyjacielem doskonale wiedzą, co mam na myśli. Ci, którym cztery lub więcej łap nie tupią po domu pewnie czytają te słowa z pewnym niedowierzaniem. Obu grupom czytelników polecę lekturę pewnej książki, której pierwszoplanowym bohaterem jest pies. Pies, który uratował dosłownie i w przenośni ludzkie życie. Pies, który jest autorem spektakularnej metamorfozy swojego pana. Nazwany został Peety.

Stan zdrowia Erica był zły. 60 kilogramów nadwagi, ograniczone poruszanie, zerowa kondycja fizyczna, żołądek nadający się operacyjnie do zmniejszenia, trudność z zakupem ubrań, zła dieta, tragiczne wyniki badań. Zagrożenie życia i fatalna kondycja fizyczna spowodowały, że mężczyzna zaczął szukać pomocy medycznej by żyć. By żyć lepiej i w ogóle żyć. Miał szczęście, że trafił na mądrą lekarkę, która dała mu szansę, pomysł na leczenie i wydała bardzo konkretne rady na zmianę trybu życia. Jedną z nich miało być posiadanie psa.

W tym momencie możecie zapytać - ale po co?
Ano po to by mieć motywację do systematycznej i konkretnej aktywności fizycznej, by mieć cel w życiu, by czuć się za kogoś odpowiedzialnym, a zarazem tym samym podnieść swoją wartość we własnych oczach i nabrać sensu istnienia. Eric za radą mądrej kobiety adoptował psa. I miał szczęście, że trafił do niego pies również z nadwagą i po przejściach. Dla wielu z Was okaże się to niewiarygodne, ale stworzyli idealny duet. Jak wyglądało ich wspólne życie przeczytacie w książce, która zrobiła na mnie spore wrażenie. Po pierwsze jako osobie, która ma wiele lat psy, jej treść nie wydała się dziwna. Wprost przeciwnie, bardzo prawdziwa i wymowna. I wierzcie, to prawda, że gdy zapraszamy do swojego życia psa inaczej zaczynamy patrzeć na otaczający nas świat. Jak? Dokładnie tak jak Eric, który rozpoczął inne, nowe i lepsze życie.

Jego relacja jest bardzo bezpośrednia i szczera. Prostolinijna i dająca obraz zwyczajnego dnia z czworonogiem, który wymaga opieki. Eric swoją przemianę zaczął od zakopania patrzenia tylko na siebie. Czytając tę książkę łatwo wychwycicie wiele zmian, jakie wywołuje posiadanie psa. Dodam, że są one pozytywne i jak najlepiej wpływają na nasze zdrowie.

Książkę czyta się wspaniałe. Szybko i ma się wrażenie autentyczności wydarzeń. Eric dzieli się swoją historią by dać receptę ludziom, którzy są w podobnej jak on sytuacji.
Łatwo odkryć, że psa i człowieka łączy wyjątkowa relacja, której budowanie czytelnik może obserwować, a która opiera się na wyjątkowej miłości i przyjaźni. Serce rośnie jak czyta się o radości pary głównych bohaterów.

To lektura idealna dla miłośników czworonogów i tych, którzy planują adopcję czy kupno psa. Z niej wyraziście doświadczą co ich czeka. Poczują także moc psiej miłości, którą jesteśmy obdarzani i nie musimy za nią płacić. Ona jest bezwarunkowa i bardzo trwała.
Atutem tytułu jest szczerość i bezpośredniość relacji, świetny styl i prosty, ale ogromnie wyrazisty język.
Czym podsumować tę publikację? To mądra i wymowna książka, warto ją poznać. I koniecznie sprawić sobie psa. To świetny trener personalny, przyjaciel i dietetyk oraz rehabilitant w jednym.

czwartek, 25 kwietnia 2019

Mario Escobar "Kołysanka z Auschwitz"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 240
ISBN 978-83-6613-483-6

Kołysanka z otchłani piekła


Powieść Mario Escobara to książka oparta na faktach, zaliczająca się do literatury obozowej, która jest wyjątkowo wymowna i poruszająca. Jej główną bohaterką jest Niemka Helene Hannemann, która w maju 1943 roku trafiła z całą swoją rodziną do obozu koncentracyjnego. W Auschwitz Helene – rodowita Niemka i Aryjka – znalazła się, gdyż poślubiła mężczyznę mającego romskie korzenie. Pewnego ranka została zabrana wprost z berlińskiego mieszkania wraz z mężem i dziećmi. Nigdy, podobnie jak jej bliscy, pod ten adres już nie wróciła. Siedmioosobowa rodzina znalazła się w piekle, z którego nie udało się jej wydostać. Nić ich życia została przerwana w sierpniu 1944 roku. Nim to nastąpiło, Helene w niewoli dokonała jeszcze wiele dobra. Jej postępowanie zasługuje na wielkie uznanie i pamięć.
Będąc z wykształcenia pielęgniarką, Helene została wybrana przez doktora Mengele do stworzenia obozowego przedszkola. W tym piekle, na oceanie zła, miejsce to stało się chwilowo oazą przyjazną dzieciom, które znalazły tam wytchnienie, opiekę i nieco większe racje żywieniowe. Wydawać by się mogło, że w zamiarach lekarza leżało dobro dzieci. One służyły jednak tylko jego medycznym eksperymentom. Prawdziwym sercem i opieką otoczyła je Helene. Nie patrzyła na ich narodowość, pochodzenie czy wiek. Wszystkie traktowała niczym swoje pociechy i obdarzała je macierzyńskimi uczuciami. Stawała w ich obronie i twardo walczyła o wszelkie potrzebne dla nich dobra. Wraz ze współpracownicami starała się stworzyć pozory normalności. W obozowym piekle było to jednak wyjątkowo trudne.
Nie próbujcie czytać tej książki bez chusteczek do ocierania łez. Nie wybierajcie jej, gdy chcecie się zrelaksować podczas czytania. Bądźcie przygotowani na mocną lekturę, która wami wstrząśnie i pozostanie na długo w pamięci. W jej przypadku sprawdza się teoria, że historia bardziej daje się zrozumieć na przykładzie prawdziwych losów żyjących ludzi niż na suchych faktach i liczbach zawartych w podręcznikach.
Historia Helene Hannemann pokazuje, że nawet najstraszliwsza z wojen i miejsce równe piekłu nie wyrugowały z ludzkich serc pełni człowieczeństwa i wyższych uczuć. Niemka nie postąpiła zgodnie z wytycznymi władz, nie porzuciła męża i dzieci, nie przestała kochać w obliczu tragicznego końca swego życia swoich bliskich. Nie skorzystała z koła ratunkowego, jakim była jej metryka. Była sobą do końca i udowodniła, że można pozostać sobą nawet w obliczu ogromu zła.
Mario Escobar wspaniale napisał tę smutną historię bez szczęśliwego zakończenia. Wyraziście i ze szczegółami przedstawił obozowe piekło oraz dzieje kobiety, która zasługuje na szacunek i pamięć. Dzięki znakomitemu pióru autora mamy okazję poznać obozową rzeczywistość, potworność piekła, które ludzie stworzyli ludziom w myśl chorej ideologii. Lektura tej powieści nie powinna pozostać bez echa. Powinna nas uświadomić o błędach w dziejach ludzkości, o upadku moralności i zdeptaniu dobra, które przytrafiło się niemieckiej nacji w okresie drugiej wojny światowej. Nie można zapomnieć o tamtych wydarzeniach, tak samo jak powinna trwać pamięć o ludziach pokroju Helene, którzy stali się bohaterami.
Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, wyryła ślad w mojej duszy i stała się bardzo cenną lekcją. Mimo smutku i bólu drzemie w niej piękno. Gorąco polecam tę publikację, w której znajdziecie mnóstwo cierpienia, rozpaczy, brutalnej historycznej prawdy i miłości, która przetrwała do ostatniego tchnienia.

czwartek, 7 marca 2019

Blair Braverman "Witajcie na cholernej Arktyce"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 328
ISBN 978-83-65442-58-1

Opowieści eksploratorki Północy

Jedni kochają lato, inni lubią zimę. Jedni kochają słońce i upał, inni wolą śnieg oraz mróz. Autorka książki, którą dziś prezentuję jest miłośniczką chłodnej aury i rubieży, gdzie panują surowe warunki. Blair Braverman z wykształcenia literaturoznawca choć urodziła się w słonecznej Kalifornii zamieszkała na Alasce.
Jej książka powstała z miłości do śniegu, zimna i zimy. 

Blair jako dziecko wyjechała do Norwegii z rodzicami. Jako nastolatka powróciła do Skandynawii w ramach wymiany młodzieżowej. Jako młoda kobieta zapragnęła by Północ stała się na zawsze jej domem. Chciała zostać jej częścią i przeprowadziła się tam na stałe. Imała się różnych zajęć. Uczyła się żyć w surowych warunkach, w trudnym klimacie, w specyficznym świecie, w którym bywają dni bez odrobiny światła i białe noce. Poznała wszelkie plusy i minusy życia w krainie mrozu i śniegu. Poznała miejscową ludność, na którą z pewnością ma wpływ klimat w jakim żyje. 
Nauczyła się sztuki powożenia psimi zaprzęgami, opieki nad sforą psów i życia w ich świecie. 
To nie jest świat przyjazny kobiecie. Surowość klimatu odzwierciedla się w duszach ludzi, którzy jak nigdzie na świecie muszą zaakceptować warunki stawiane przez naturę i do nich nagiąć swoje życie. To świat nie dla delikatniejszych kobiet, ale dla twardych mężczyzn. Mimo wszystko Blair sobie w nim dobrze poradziła. 

To było niesamowite doświadczenie. Z wspaniałą przewodniczką znalazłam się w świecie, który nie jest człowiekowi przyjazny. Szansę odnalezienia się w nim mają tylko silni, wytrwali i twardzi ludzie. Otoczenie jest na swój sposób piękne, baśniowe, pociągające. Rytm życia dyktuje klimat, a każdy dzień to niewybaczająca błędów swoista szkoła przetrwania. Tu promień słońca jest na wagę złota, tu nie ma miejsca dla mięczaków. 
Relacja Blair Braverman jest niezwykle autentyczna, emocjonująca i wyrazista. Pełna ekspresji i fascynacji. Opisy są plastyczne, a zarazem bardzo pobudzające wyobraźnię. Nie ma miejsca na słabości, a łzy niepotrzebnie marnują siły. Z zapisanych słów bije szczerość, chęć podzielenia się swoimi doświadczeniami, refleksjami i relacjami. Czy zatem to dobry pomysł by zamieszkać w Arktyce? Tak, jeśli kocha się ją bardzo mocno i przyjmuje się warunki dokładnie takimi jakie są. 
Autorka nie boi się opisać swoich słabości, rozterek i wahania. Bez zażenowania przybliża chwile trudne, niekiedy bolesne, ale i te zabawne. 
Tę opowieść czyta się niełatwo, aczkolwiek ma ona swoje walory, które mocno kuszą i pociągają. Tytuł potwierdza, że warto iść w stronę marzeń, że trzeba mieć odwagę by zmieniać swoje życie mimo tego, że niekiedy cena za to może być wysoka. 

Książkę nowość - data wydania luty 2019 w atrakcyjnej cenie możecie kupić w Księgarni Internetowej Tania Książka


Możecie ją nabyć w wersji papierowej jak i elektronicznej. 
Tytuł, jak i księgarnię polecam. 

środa, 16 stycznia 2019

W. Bruce Cameron "O psie, który wrócil do domu"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 392
ISBN 978-83-6613-493-5

Z psim przyjacielem żyje się o niebo lepiej

Możemy mieć w życiu wielu przyjaciół, ale żaden z nich nie pokocha nas tak jak pies. Mając czworonożnego przyjaciela, doświadczymy idealnej przyjaźni. Wiernej i bezwarunkowej. Takiej, której zło nie jest w stanie pokonać. Z psem pod jednym dachem będzie nam się żyć po prostu lepiej. Pies to najlepszy terapeuta, który w zamian oczekuje tylko odrobiny uwagi i miłości. Pies będzie kochał nas o wiele bardziej niż samego siebie. Pies zrani nas tylko raz – gdy odejdzie za Tęczowy Most.
Na księgarskie półki trafiła kolejna książka autora hitu „Był sobie pies”. Nosi ona tytuł „O psie, który wrócił do domu” i opowiada perypetie sympatycznej suczki w typie pitbulla. Bella to bezpańskie szczenię, który przyszło na świat w opuszczonym domu przeznaczonym do rozbiórki. Pierwsze tygodnie suczka spędziła z mamą, rodzeństwem i bezdomnymi kotami. Jako kilkutygodniowy szczeniak znalazła swojego człowieka – sympatycznego młodego mężczyznę, który dokarmiał bezdomne zwierzęta. Lucas zakochał się w malutkiej od pierwszego wejrzenia i został jej opiekunem. Bella przynosiła mu i jego matce – weterence wojennej wiele radości. Błyskawicznie podbiła ich serca i stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. Sielankę przerwały jednak bezlitosne fakty. Właściciel budynku, w którym Lucas wynajmował mieszkanie, zabronił trzymania zwierząt. Bellę odłowił hycel. Ponowne jej odłowienie groziło uśpieniem... Lucas chciał za wszelką cenę ocalić suczkę. Czy mu się to udało? I czy Bella pogodziła się z rozwiązaniem, które wyrwało ją z kochających ramion?
Od pierwszych stron ta powieść ujęła mnie ciepłem. Czułam, że została napisana przez osobę, która kocha i szanuje zwierzęta. W. Bruce Cameron umie bowiem zajrzeć do psiego serca i odmalować słowami, co drzemie w psiej duszy.
Opowiadając przygody Belli, autor celowo oddał jej głos i uczynił narratorką. Sympatyczna psina wciąga nas do swego świata i pokazuje, jak odbiera nasze ludzkie zasady, wymysły i absurdy. Łatwo odkryć, że punkt widzenia psa jest niezwykle prosty, ale i pozbawiony fałszu czy obłudy. Białe jest białe, czarne jest czarne, a przyjaźń jest na całe życie. Przedstawione w tej książce sceny często wzruszają i powodują, że oczy robią się mokre od łez. Pies – jak dowodzi autor – jest bardzo wrażliwym zwierzęciem, które ma swoje zasady i jest prostolinijne. Obce są mu gierki i knowania.
Na uznanie zasługują zawarte w książce dialogi i opisy. Styl jest prosty, a treść wyrazista – idealnie odzwierciedla ogrom miłości, jaką pies jest w stanie obdarzyć człowieka. To nie tylko lektura dla posiadaczy psów, a także tych, którzy rozważają nabycie psa. Przekona niezdecydowanych i rozwieje wszelkie wątpliwości. Główna bohaterka zaś podbije czytelnicze serca i pozwoli zrozumieć wyjątkowość psiej natury.
Ta powieść to świetna propozycja dla każdego bez względu na płeć czy wiek. Mogą ją czytać zarówno nastolatkowie, jak i ich rodzice czy dziadkowie. Jestem przekonana, że po jej lekturze w wielu domach pojawi się nowy, czworonożny członek rodziny. Z psem żyje się bowiem o niebo lepiej.

piątek, 16 marca 2018

Tim Peake "Zapytaj astronautę"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 15 marzec 2018
stron 264
ISBN 978-83-65442-67-3

Poznaj kosmos! To bardzo ciekawe!

Jako mała dziewczynka uwielbiałam obserwować niebo. Godzinami mogłam wpatrywać się w tarczę księżyca w fazie pełni i fantazjować jak wygląda na nim ewentualne życie, kto może go zamieszkiwać - ot takie dziecięce fantazje. W miarę dojrzewania nabyłam wiele informacji i wiedzy o kosmosie, ale zawsze czułam, że jest to tematyka, o której wiem jeszcze zbyt mało. Swoją wiedzę ostatnio uzupełniłam dzięki książce Tima Peake'a, która jest tak niesamowicie ciekawa i pełna wartościowej treści, że trudno się od niej oderwać.

Autor książki jest majorem - brytyjskim oficerem lotnictwa wojskowego i członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej. Był członkiem Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Z racji pobytu w kosmosie czuje się osobą wyróżnioną i zachęca innych by spróbowali swoich sił w rywalizacji o możliwość opuszczenia Ziemi i obejrzenia jej "z góry". Od kiedy wrócił z ISS spotyka się z tysiącami pytań związanych z jego pozaziemską przygodą. Ludzie pytają o najróżniejsze kwestie - od spraw banalnych po te stricte naukowe. Książka do przeczytania której Was zachęcam jest właśnie stworzona z wielu pytań i odpowiedzi na nie. Tytuł jest podzielony na siedem rozdziałów z których każdy poświęcony jest osobnej kwestii. Do pytań zadanych Autor dołożył własne, a jak zdradza pisanie tejże publikacji było fascynującym doświadczeniem. 
Wszelkie zapytania były zadawane między innymi dzięki hasztagowi #askastronaut w mediach społecznościowych.

Efekt pracy jest naprawdę rewelacyjny i zdumiewający. W lekturze poruszone kwestie są bardzo przystępnie wytłumaczone, opisane i szczegółowo wyczerpane. Przez to książka swoją treścią dotrze nie tylko do bardziej zagłębionych w temacie, ale i do przeciętnego czytelnika. 
W treści znajdziemy pytania dotyczące startu rakiet, procedur przygotowawczych do wylotu, obowiązujących tradycji przed wejściem na pokład, opisu procesu wystrzelenia z kosmodromu. Drugi rozdział poświęcony jest szkoleniu jakie poprzedza kosmiczną podróż, a kolejny dotyczy życia i pracy w stacji kosmicznej. Potem czas na spacery kosmiczne, widoki z kosmosu i relacje z przestrzeni kosmicznej, wreszcie czas na kwestie związane z powrotem i refleksje nad przyszłością eksploracji. 

Tę książkę czyta się jednym tchem, a ja umiliłam sobie lekturę filmami i zdjęciami dostępnymi w internecie. Ależ to były wrażenia! Przeczytanie tego tytułu sprawiło, że stałam się osobą marzącą o choćby krótkim pobycie poza ziemską orbitą.
Książka Tima Peak'a to rewelacyjny przewodnik po kosmosie, więc nie traćcie czasu i wybierzcie się w tę niezapomnianą podróż dzięki wyjątkowej lekturze. Dowiecie się między innymi co jedzą astronauci, jak się śpi w kosmosie, ile czasu trwa szkolenie przed wylotem, czy w kosmosie jest internet, czego boją się kosmonauci i czy przestrzeń kosmiczna ma zapach. Miłej lektury!

wtorek, 20 lutego 2018

Avital Norman Nathman "Liga (nie)złych mam. Egoistki z miłości"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2018
stron 384
ISBN 978-83-65740-27-4

Idealne macierzyństwo to mit

Czy idealne mamy istnieją naprawdę? Czy są tylko w reklamach, filmach, na zdjęciach w kobiecych magazynach i książkach poradnikach? Czy można być idealną rodzicielką? Cudowną mamusią - zadbaną, umalowaną, idealne ubraną i mieć czas na prowadzenie domu, wychowywanie dzieci, pracę zawodową? Czy po całym dniu pracy wreszcie zwyczajną kobietę stać na całonocne igraszki w sypialni i bycie uwodzicielską partnerką? 
Pytań jest wiele, ale odpowiedź po lekturze książki Avital Norman Nathman jest tylko jedna. Lektura na wielu przykładach będących wypowiedziami różnych kobiet obala mit perfekcyjnego macierzyństwa i tym samym uspokaja tysiące sfrustrowanych kobiet, które szukają w sobie winy i niedoskonałości. 

Wytwór idealnej matki królującej w prasie, mediach i reklamie to wymysł z piekła rodem, który utrudnia życie wielu kobietom. Prowadzi je do niezadowolenia, nerwów i niepokoju. Odbiera im zwyczajną radość codzienności, której daleko do doskonałości.
W tytule ma głos wiele kobiet mających różną sytuację życiową, materialną, rodzinną i zawodową. Poszczególne eseje opisują macierzyństwo kur domowych, pisarek, redaktorek, naukowców, kobiet młodych, które nadal się uczą, reżyserek, blogerek, dyrektorek. Panie różnią się wiekiem, liczbą posiadanych dzieci, jedne z nich są szczęśliwe w związku, a inne samotnie wychowują swoje pociechy. Łączy je jedno - każda chce to robić jak najlepiej. Ale chcieć to nie zawsze móc. 
Dlaczego? 

Bo czytając poszczególne eseje wniosek nasuwa się jeden - w życiu nic nie jest idealne. Nawet przy największym staraniu człowieka los podsuwa pod nogi kolejne kłody, nadchodzą niespodziewane kłopoty, szwankuje zdrowie, mają miejsce nieszczęśliwe wypadki, nieprzewidziane zdarzenia. Kobiety mają swoje ograniczenia - dopada ich zmęczenie, dolegliwości fizyczne i przemęczenie. Brak wystarczającej dawki snu wywołuje zły nastrój. Dzieci marudzą i chorują, mają swoje gorsze dni. Mąż lub partner nie zawsze jest opoką i ma czas pomóc w domowych obowiązkach. Czasem brakuje pieniędzy i chęci życia. Jak to ogarnąć? Lektura tej publikacji podpowie pewną receptę, która może nie jest zbyt oryginalna, ale sprawdzona. Trzeba drogie mamy złapać dystans, opanować stres, głęboko odetchnąć i dać sobie na luz. Podejść ze stoickim spokojem do całego świata, patrzeć na szklankę do połowy pełną, cieszyć się z małych sukcesów i być spokojną. Bo spokój mamy działa na dzieci. 

Książka przypadła mi do gustu. Każdy esej okazał się ciekawy, inny i niepowtarzalny. A kobiety wreszcie powiedziały co im na duszy siedzi. Ta "spowiedź" z pewnością podziałała na nie oczyszczająco. I tak ten tytuł działa na czytelnika. 
Czy to książka tylko dla kobiet? NIE!!!
Powinni przeczytać ją też panowie by zrozumieć matki swoich dzieci. By spojrzeć na świat ich oczyma i odczuwać ich sercem, mózgiem i duszą. 
Publikacja daje solidny obraz trudu matek włożonych w urodzenie i wychowanie dzieci. 
Pokazuje czasem nie za bardzo kolorowe kulisy macierzyństwa pełne chwil trudnych i wyczerpujących. Walorem jej jest autentyczność, brak ubarwień i upiększeń. Czyta się ją z ciekawością, ale i refleksją nad rolą kobiety w przedłużeniu gatunku ludzkiego. Morał płynie z niej wyraźny - doceńmy mamy. Każdą z nich choćby popełniała błędy. Bo błądzić to rzecz ludzka i zdarza się każdemu. 
Reasumując ta książka to bardzo dobra pozycja w swoim gatunku. To ciekawe historie które napisały matczyne serca i dusze. Polecam i z serca rekomenduję. 

piątek, 2 lutego 2018

Susan Meissner "Dziewczyna z nagietkowym szalem" - tekst



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2017
stron 368
ISBN 978-83-6550-666-5

Miłość to najpewniejsza inwestycja w kruchym świecie


W powieści Susan Meissner zakochiwałam się coraz mocniej z każdą przeczytaną stroną. Po jej lekturze bez wahania okrzyknę ją książką genialną, przepiękną i idealną. Taką, która zostaje w pamięci na całe życie. Taką, w której fabule jeszcze długo będzie tkwić mój umysł i dusza. Co stanowi o jej mistrzostwie? Przepięknie opowiedziana historia dwóch kobiet żyjących w różnych planach czasowych, które dotknęła ogromna tragedia i które przekonały się jak smakuje rozpacz, strata, ale też rozczarowanie. W tle fabuły jest Nowy Jork. Miasto, które ma własny klimat i w którego nazwę wpisana jest nadzieja na lepszą przyszłość. Czytając odkrywamy tę metropolię współcześnie i na początku ubiegłego stulecia. Miasto się zmieniło, ale ludzkie dusze i uczucia pozostały nadal te same.
Rok 1911 – przełom lata i jesieni. Clara Wood pochodząca z Pensylwanii pielęgniarka poznaje młodego mężczyznę. Ich znajomość trwa krótko, zaledwie dwa tygodnie. Edward ginie na oczach zakochanej w nim kobiety w pożarze budynku, w którym oboje pracowali. Clara widzi jak otulony szalem płomieni skacze z okna i umiera na miejscu. Po tym zdarzeniu kobieta zapada się w rozpaczy i żałobie. By zapomnieć podejmuje pracę na wyspie Ellis, gdzie opiekuje się przybywającymi licznie chorymi emigrantami, którzy wymagają leczenia szpitalnego. Tak mijają jej dni i tygodnie. Praca zapełnia jej cały czas, a wyspa staje się zamkniętym światem.
Rok 2001 – jedenastego września świat Taryn Michaels wali się wraz z wieżami World Trade Center i śmiercią jej męża. Ten dzień nie tak miał wyglądać. Para była umówiona w restauracji, by celebrować radosną wiadomość – wyczekiwaną od czterech lat ciążę. Tego dnia, gdy Taryn uciekała wraz z przypadkowo poznanym mężczyzną spod tumanu gruzu, płomieni i walących się budynków ktoś zrobił jej zdjęcie. Fotografia ujrzała światło dzienne po wielu latach zupełnie przypadkowo i zmieniła rzeczywistość kobiety.
„Dziewczyna z nagietkowym szalem” to przepiękna i napisana z rozmachem historia dwóch kobiet, w rękach których znalazł się szal ozdobiony wzorem nagietków. Każda z nich poczuła co znaczy kochać i utracić. Każdą z nich mocno doświadczył los. Każda z nich zasmakowała ogromnego cierpienia i musiała nauczyć się żyć dalej i na nowo. Obie bohaterki są niezwykłe. Mają wyrazistą osobowość i niosą ogromne brzemię. Ich losy wzruszają i wyciskają łzy. Autorka opisała je wspaniale a w fabułę umiejętnie wplotła wydarzenia z historii amerykańskiego miasta. Powieść czyta się niezwykle przyjemnie, a jej akcja jest wartka i niejednokrotnie zaskakuje czytelnika. Nieoczekiwane zwroty wydarzeń sprawiają, że lektura jest nieprzewidywalna i mocno przykuwa uwagę. Jej treść skutecznie wyłącza z rzeczywistości. Czytając nie usłyszycie dzwonka telefonu, nie zobaczycie, że za oknem zapadł zmrok czy zmieniła się pogoda. Oczami, uszami i duszą znajdziecie się w miejscu rozgrywania się opisanych przez Meissner wydarzeń. Poczujecie zamach środków do dezynfekcji w szpitalnych salach, usłyszycie gwar miasta w którego życie wkradł się jęk syren, które rozdźwięczały się po terrorystycznym zamachu, a Wasz nos podrażni woń spalenizny charakterystycznej dla pożaru. Będziecie tam i tylko tam, bo Wasz umysł z łatwością przeniesie Was w powieściową rzeczywistość. Tak jak łatwo wniknąć w tę książkę tak też trudno wrócić z niej do realnej rzeczywistości. To wspaniała i piękna pozycja obyczajowa, którą ocenię jako jedną z najpiękniejszych książek jakie dane mi było kiedykolwiek czytać. To lektura, która udowadnia siłę prawdziwego uczucia, która pokazuje, że nawet najgorsze koszmary można oswoić i ujarzmić. Warto kochać, choć miłość czasem boli. Warto przeczytać ten tytuł, który gwarantuje niesamowite emocje i mocno chwyci za serce. To książka jedyna w swoim rodzaju, którą z serca polecam. Osobiście nigdy jej nie zapomnę.