wtorek, 22 października 2013

Ireneusz Gębski "Moja żmija"

Wydawca LSW
data wydania 2013
stron 184
ISBN 978-83-205-5533-2
 
W sieci życie się dzieje i żmije grasują.
 
Pewnego dnia narodził się internet. Pewnego dnia narodziła się nowa rzeczywistość. Pewnego dnia narodził się nowy świat. I w tym świecie zaczęło się życie. Ludzie zaczęli nawiązywać znajomości, przeganiać samotność i kochać. Tylko czy każdy internetowy romans to uczucie?..............
Codziennie każdego dnia w sieci poznaje się wiele ludzi, wiele par nawiązuje flirt. Multum z tych osób ma w realu inne życie, partnerów. Czego zatem szuka w świecie wirtualnym? Przygody, rozrywki, a może tej jedynej prawdziwej miłości?
I w tym miejscu można by rozpocząć długa dyskusję, ale ja opowiem o książce. Kolejnej książce znanego mi Autora, która ukazuje wirtualną znajomość. Nie Pan Ireneusz pierwszy podejmuje ten temat. Wcześniej czytałam "Samotność w sieci". "Moja żmija" to książka zdecydowanie inna. Na pewno nie ma w niej tak romantycznego uczucia. A co jest? Czytając miałam wrażenie, że weszłam na jakiś prywatny czat, zaczęłam czytać czyjeś prywatne wiadomości na portalu społecznościowym. No ale jak już oswoiłam tę intymność to zaczęła się gama emocji. Od tych plotkarskich ciekawskich po te krytykujące naiwność i pragnienie powrotu do nastu lat.
Krystyna i Zbyszek mieszkają daleko od siebie,  poznają się przez sieć. Oboje są dojrzali, mają ułożone dorosłe życie. Czy chcą je zburzyć i ułożyć od nowa, czy po prostu się nudzą i szukają w sieci wrażeń? No ba ! To było dla mnie sporą zagadką. Ich znajomość szybko nabiera kolorytu i staje się intensywna. Czy się angażują? Tu miałam dylemat. Kontekst erotyczny jest dość mocny i wyrazisty. Dla mnie może zbyt wyrazisty. Nie jestem zgorszona, ale taki wirtualny seks to dla mnie coś przereklamowanego. Krystyna zbierała ode mnie za swoje zachowani cięgi. Czy dojrzałej kobiecie przysługują zachowania nastolatki? Czy fochy to coś godnego do naśladowania od celebrytek? Jestem od niej zdecydowanie inna. Nie pochwalam tego zachowania. Miałam ochotę stanąć z Krystyną twarzą w twarz i jej po prostu nawciskać. Zbyszek też mnie nie ujął. Nie tak powinien zachować się facet. No pomyślałam sobie - jedno warte drugiego.
Powieść nie podbiła mojego serca chyba dlatego, że nie polubiłam pary głównych bohaterów. Nie wywołała podziwu i zachwytu. Ale może to było zamierzeniem autora? Może chce ukazać prawdę o sieciowych romansach i flirtach, o kobietach typu Krysi. Żmija z niej oj podła żmija!
Książka - czyżby znak uczuciowy dla facetów? Że kobieta zmienną jest, a w sieci ma szczególnie ku temu pole?
Zbyt wiele erotyzmu, zbyt wiele niesmacznych uczuć. I cóż drodzy Panowie nie wszystkieśmy takie jak Krysia, nawet w sieci idzie poznać porządne dziewczyny.
Osobny temat to opowiadania erotyczne. Bezpośrednie, kapiące seksem, literacko ładne nakreślone. Literackie świerszczyki???? No coś na kształt tego.
Może gdybym bardziej doceniała utwory literackie o różowym zabarwieniu to książka trafiła by w mój gust. A tak........ Wydaje mi się poprawna i przeciętna. To nie znaczy, że Tobie się nie będzie podobać Drogi Gościu.
Za możliwość lektury dziękuję Autorowi.

sobota, 19 października 2013

August Staszkiewicz "Wigilijna noc"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2013
stron 72
ISBN 978-83-7722-833-3
 
W tę jedyną noc cuda się dzieją!
 
Tak to już jest. Jesteśmy dziećmi to chcemy być dorosłymi. A gdy dorośniemy to nie raz marzy nam się powrót do dzieciństwa, do beztroski i do świata bajek. Sama wielokrotnie mam ochotę znów stać się małą dziewczynką z dwoma kucykami i kokardami na nich. Wtedy zaczytywałam się bajkami w których dobro zwyciężało zło i zawsze kończyło się wszystko szczęśliwie. Dorosły świat nie jest cukierkowy i gdy mi w nim źle sięgam po bajki. Ostatnio przeczytałam właśnie historię skierowaną do dzieci, która rozgrywa się zimą. Jest grudzień, pada śnieg, zbliżają się święta. Ale nie wszyscy mogą się nimi beztrosko cieszyć. Są tacy jak Jaś - mały chłopiec, który choruje. Cierpi na dość poważne schorzenie. Ma niesprawne serduszko. To nie pozwala mu na intensywną aktywność fizyczną, na normalne życie. Musi odwiedzać lekarzy, bywać w przychodniach, a lekarze sugerują konieczność szpitalnego leczenia. Rodzice mają dylemat. Co zrobić - pozwolić cieszyć się rodzinnym szczęściem w blasku choinki czy zjawić się w szpitalu?
Los Jasia wzrusza dwie pluszowe zabawki, których domem jest przychodnia odwiedzana przez Jasia. Za sprawą aniołków mały słonik i pingwinek -oboje z pluszu- ożywają. Los chorego chłopczyka ich bardzo wzrusza i chcą mu za wszelką cenę pomóc. Zbliża się wszak wigilijna noc, noc cudów, noc, gdy wszystko jest możliwe.................
Książka bardzo mnie wciągnęła i wzruszyła. Zatraciłam się w bajkowym świecie, dosłownie zachłysnęłam tą opowieścią. Jest wprawdzie niedługa, ale ma w sobie bardzo wiele treści. Od samego początku książka robi pozytywne wrażenie. Wydawca zadał sobie wiele trudu i wydał ją bardzo starannie w twardej okładce, na dobrym gatunkowo papierze. Wielkie brawa należą się też za wspaniałe ilustracje. Są takie jakie lubię. Barwne, bajecznie kolorowe i niezbyt futurystyczne. Przyciągną z pewnością wrażliwe oczy milusińskich dla których są przecież czymś nie do zastąpienia. Okładka przyciąga uwagę i w pewien sposób zdradza klimat bajki.
Bardzo ciekawa fabuła chwyta za serce. Wzrusza i uczy wrażliwości na cudzą niemoc, na chorobę. Treść niesie w sobie przesłankę edukacyjną i morał. Warto pomagać, warto się poświęcać dla przyjaciół i innych którzy są w potrzebie. Barwne postacie, mnóstwo przygód i dynamiczna akcja z pewnością przyciągną dziecięcą uwagę. Książeczka godna polecenia na prezent pod choinkę i nie tylko. Idealna lektura i dla chłopców i dziewczynek. Dorośli powinni mieć na nią w księgarni oko. Warto! Wartościowa i właściwa lektura dla kilkuletnich pociech.
Za możliwość stania się choć na chwilę dzieckiem dziękuję Wydawcy.
 
 
 
 

Stosik następny jesienny

No i czas na dalszą prezentację moich nowych nabytków. Słowa nie opiszą jak się nimi cieszę, serdecznie dziękuję Wydawcom, no i chyba czekają mnie nieprzespane nocki.
 Ali Agca "Obiecali mi raj" - od Lubimy Czytać
Eryk Ostrowski "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące" od MG
Francesc Miralles, Joan Bruna "Testament Judasza" od Lubimy Czytać
Anna Szepielak "Młyn nad Czarnym Potokiem" j.w.
Grażyna Balcer "Katja, Kaśka, Catherine " od Novae Res
Agnieszka Lingas-Łoniewska "Łatwopalni" od Lubimy Czytać
Michael Hesemann " Ciemne postacie w historii Kościoła" od Wydawnictwa M

czwartek, 17 października 2013

Stosik super świetny

Ach jak dawno się nie chwaliłam. A dostało mi się książek. Oj dostało! I co? Same cuda, piękności, śliczności. Słyszycie mój pisk radości??????????????
Krystyna Mirek "Droga do marzeń" od Lubimy Czytać
Renata Czarnecka "Barbara i król" j.w. przeczytana przecudna recenzja wkrótce
Antoni Kroh "Sklep potrzeb kulturalnych po remoncie" od MG przeczytana, recenzja na blogu, wspaniała
Anna Karpińska "To wszystko przez Ciebie" od Lubimy Czytać
Katarzyna Michalak" Ogród Kamili" od Znaku, do recenzowania wybrała mnie sama Pani Kasia, recenzja będzie oficjalną dla portalu Lubimy Czytać
August Staszkiewicz "Wigilijna noc" od Novae Res przeczytana, świetna bajka recenzja wkrótce
Siostra Jesme "Amen! Wspomnienia niewiernej służebnicy Kościoła" od Lubimy Czytać
Ach jak się cieszę!!!!!!!

środa, 16 października 2013

Izabella Frączyk "Dziś jak kiedyś"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania wrzesień 213
stron 432
ISBN 978-83-7839-602-4
 
Życie zaczyna się po rozwodzie!
 
Małżeństwo Oli po kilku latach rozpada się. Choć para pobrała się z szalonej, młodzieńczej miłości ( a może zauroczenia) gorące uczucia ostygły i znikły. Ola zrobiła dość spora karierę w korporacji. Stać ją było na markowe ciuchy, kosmetyki, z mężem wynajmowała luksusowy apartament, miała piękny służbowy samochód. W jednej chwili ten świat znikł. Rozwiedziona kobieta nie miała bowiem ochoty pracować w tej samej firmie co mąż. Postanowiła zacząć od nowa. Miała jej w tym pomóc przyjaciółka headhunterka. Aleksandrze nade wszystko potrzebna była ciekawa praca. Jednak w tym momencie jedyną ofertą okazała się posada wiceprezesa w prowincjonalnej wytwórni win. Aleksandra raczej nie miała wyboru i postanowiła podjąć to wyzwanie. Spakowała walizki i przyjechała do Bączynka. A tu czekało ją multum niespodzianek. I szok! Ba spory szok! Wytwórnia okazała się podrzędnym zakładem produkującym dość pospolite winko, jej pracownicy byli niczym wyjęci z szarego PRL-u, brakowało modnie urządzonego gabinetu, a zwierzchnik okazał się alkoholikiem. Na domiar złego w służbowym mieszkaniu nie było lodówki, a szpilki nie wytrzymywały bączyńskiego błota. Pierwsza myśl Olu brzmiała "jak najszybciej stąd uciec". Wyjechać gdzie pieprz rośnie nie jest jednak łatwo. Życie bowiem czasem układa swój własny scenariusz!
 
Za oknem ponuro. Słońca brak. Wieczory długie. Wystarczy by chandra pojawiła się nieproszona. Antidotum okazała się książka. Przeczytanie "Dziś jak kiedyś" wniosło dużą dawkę optymizmu i pogody ducha. Stało się tak za sprawą porywającej, pełnej wielu wydarzeń fabuły i błyskotliwego języka jakim posłużyła się autorka. Jej bohaterka traci grunt pod nogami. Musi zmierzyć się z trudną sytuacją. Porzucić wygodne i stabilne życie by zacząć od nowa. Przeżyć trzęsienie ziemi i odbudować święty spokój. Przychodzi jej to robić w całkowicie nowym otoczeniu. W prowincjonalnej mieścince. Gdzie diabli mówią dobranoc. Gdzie nie ma galerii, eleganckich restauracji, gdzie nie służą pomocą taksówki. Ba jej nowe miejsce pracy jest jakby z ubiegłej epoki. Nikt tu nie używa komputerów, nie korzysta z internetu. Każdy odbębnia osiem godzin, byle do weekendu. Ola załamuje ręce i bierze się do roboty........................
Książka Izabelli Frączyk to powieść o przemianach, o szukaniu nowego miejsca w życiu. Ola nie ma łatwo, ale się nie poddaje. Musi grać w grę, której reguły są jej dość obce. Czy tak nie ma wiele z nas? Czy nagle nie "lądujemy w życiu na innej, nieznanej planecie?" Wyzwania los często rzuca nie pytając. Pozory często mylą. Aleksandra budzi sympatię i podziw. Jej postępowanie może być impulsem, który popchnie czytelniczki odważnie do przodu. Pozwoli uwierzyć we własne siły i możliwości.
Książkę chwalę za wartką akcję! Czyta się ją przyjemnie i szybko. Znajdziemy w niej i uczucia i chwile grozy. Lektura bawi, dodaje wiary w siebie i relaksuje. Mnie poprawiła humor skutecznie! I właśnie dlatego ją polecam na ten mglisty jesienny czas. Na słoty i mżawki. W życiu każdy dzień jest dobry, by stało się coś wyjątkowego. Takie motto nasunęło mi się po przeczytaniu tej powieści. Idealna książka dla Pań w każdym wieku i stanie cywilnym.
Książka zrecenzowana dla Wydawcy.

wtorek, 15 października 2013

Antoni Kroh "Sklep potrzeb kulturalnych po remoncie"

Wydawnictwo MG
data wydania 2013
stron 464
ISBN 978-83-7779-152-3
 
Turnie, wierchy i górale czyli sklep inny niż wszystkie
 
Witojcie!
Dziś witam nietypowo - góralską gwarą. Dzieje się tak ze względu na lekturę, którą właśnie przeczytałam. Oj jak powiedzieliby górale ślicno-pikna to książka. Wspaniała i pełna prawdziwych słów o Tatrach, ich mieszkańcach, folklorze, historii tegoż regionu. Mimo, że to nie sensacja czytałam z zapartym tchem i emocji nie brakło. Ożyła tęsknota za halami, smrekami i graniami.
 
Po raz pierwszy znalazłam się na Podhalu mając dziewięć lat. Miałam wtedy dwa warkocze z kokardami i byłam grzeczną dziewczynką o wrażliwym sercu. Wrażliwym na piękno. Nie dziwi więc fakt, że góry i wszystko co z nimi związane zauroczyło mnie na amen. Podobały się widoki, wędrówki po szlakach, jazda kolejką linową, pasące się owieczki, ludowa muzyka, stroje. Miłość okazała się trwała i nadal ma miejsce. I to pewnie to wciąż gorące uczucie spowodowało, że przeczytałam książkę wspaniałego Autora. Etnografa, który do Bukowiny Tatrzańskiej trafił wskutek przypadku, a konkretnie choroby. Warszawiak dzięki znajomości babci spędził ze względu na astmę na Podhalu kilka lat w czasie których zakochał się na amen w górach. Miłość przełożyła się na jego życie zawodowe. Antoni Kroh został etnografem. Chłopięca fascynacja pokierowała jego przyszłym życiem. Ceper i mieszkaniec stolicy miał okazję żyć wśród prawdziwych górali, uczyć się w szkole z ich dziećmi i poznać ich codzienne życie jakie wiedli niedługo po wojnie. Dzisiejsze Zakopane i okolice zdecydowanie różnią się od tego co było kiedyś. Antoni Kroh w swojej książce pisze właśnie o tej przeszłości, której dziś już nie ma. O tym co odeszło i nie powróci. Dokumentuje fakty, zwyczaje, pisze o ludziach którzy wpisali się w historię. Lektura to opowieść o tym jak minęły czasy Bieruta i dalsze lata PRL-u pod Tatrami i nie tylko. Przez chwilę gościmy też wraz z góralami na Łemkowszczyźnie, w Pieninach, Bieszczadach i okolicach mojego rodzinnego miasta, we wsi Kupiatycze. Książka o nietypowym tytule to publikacja z pewnością oryginalna, która podzielona jest na ponad 26 części, które trudno zaliczyć do jakiegoś konkretnego rodzaju. Są to i wiersze, i opowieści na kształt góralskiego bajania i wspomnienia dziecka - ucznia szkoły podstawowej. Te opowieści przypominają i eseje, są pełne cytatów, autentycznych historii. To też teksty o prawdziwych góralach, którzy byli rzemieślnikami, artystami, twórcami. Przed czytelniczymi oczami jawią się jak żywe prawdziwe obrazy, prawdziwe oblicza góralszczyzny, która nie jest identyczna z wyobrażeniami turystów przybywających pod Giewont. Dziś Zakopane i jego okolice to luksusowe pensjonaty, hotele, spa i cała turystyczna infrastruktura stylizowana często na styl góralski. Tych "oryginalnych" prawdziwych góralskich budowli jest coraz mniej. Ale chyba pobyt w starym góralskim domu byłby czymś wyjątkowym. Sztuka ludowa w pewnym stopniu wypierana jest przez tandetne wyroby z Chin, mniej ludzi mówi gwarą. Antoni Kroh dokumentuje inne czasy. Kiedy byli pany i górole, kiedy noszenie typowego ubioru górali było czymś zwyczajnym, kiedy była spora bieda i ludzie obywali się bez wielu cudów techniki. Kiedy na halach wypasały się kierdle owiec, a bacowie mieszkali w szałasach.
Tekst uzupełniają bezcenne zdjęcia.
Przeczytanie tejże publikacji to była dla mnie wyjątkowa chwila. To była podróż w czasie i przestrzeni, to bezcenny dokument dla potomnych. Wspaniała literatura faktu. Autor wydał tą książkę po raz pierwszy kilkanaście lat temu. Obecne wydanie jest nieco zmienione - jak sam Pan Antoni pisze "po remoncie". Książka jest rewelacyjna. Jestem nią po uszy zachwycona. Gorąco namawiam do jej przeczytania miłośników gór i folkloru, ciekawych świata który odszedł do lamusa oraz pasjonatów PRL-u. To góralski świat oczami dziecka, to praca w Tatrzańskim Muzeum oczami pasjonata, to góry oczami ich miłośnika. Wiem jedno - do tej lektury jeszcze nie raz wrócę. Wrócę po to, by choć na krótką chwilę pobyć w świecie którego już nie ma, a który mnie fascynuje, który po prostu kocham.
Długo bym mogła jeszcze pisać o wrażeniach z lektury. Długo i bardzo pochlebnie, ale po cichutku udam się w cień i oddam głos Autorowi książki o pewnym jedynym w swoim rodzaju sklepie.
Serdecznie dziękuję za możliwość lektury Wydawcy.
 

sobota, 12 października 2013

Anna Nieckula-Roberts "Zapiski z Afryki"


Wydawnictwo Poligraf
data wydania 2013
stron 320
ISBN 978-83-7856-136-1
 
 
Bezkrwawe łowy i nie tylko
 
Afryka to moim zdaniem kontynent niezwykły i bardzo tajemniczy. Są na nim miejsca, których cywilizacja jeszcze nie zmieniła. Dziewicze obszary, obfitujące w wyjątkową faunę i florę objęto ścisłą ochroną. Założono parki narodowe, w których współczesny człowiek ma okazję zobaczyć obrazy niczym z biblijnego edenu. Nic dziwnego, że tak wyjątkowe atrakcje przyciągają turystów z całego świata. Nie brakuje chętnych do przeżycia safari choć ta wycieczka słono kosztuje. Odwiedzenie Czarnego Lądu jest moim skrytym i dotąd niespełnionym marzeniem. Póki co do serca Afryki odbyłam podróże z książką w ręku. Jedną z takich lektur jest publikacja autorstwa Polki, mieszkającej na stałe w Nowym Jorku. Podróżniczki, fotografki i absolwentki filozofii Anny Nieckuli-Roberts. „Zapiski z Afryki” to relacja z kilkutygodniowej podróży do Kenii i Tanzanii oraz na Zanzibar. Serce Afryki to turystyczny raj. Ludzkie nawet najbardziej wymagające oko będzie po prostu zauroczone. Krajobrazem, fauną i florą, zjawiskami pogodowymi. Nasze podniebienie zakosztuje wyjątkowych potraw, egzotycznych owoców. W pamięci każdego, kto tam pojedzie zostaną wyjątkowe wspomnienia. Autorka dzieli się nimi z czytelnikami. Jej książka to pamiętnik i przewodnik w jednym. Afryka ją fascynuje i oczarowuje. Czuć to w każdym zdaniu „Zapisków”. W oczy rzucają się emocje, zachwyt, wręcz uwielbienie zwłaszcza dla afrykańskich zwierząt.
Swoją podróż Roberts rozpoczyna od Kenii. Od pierwszego kroku postawionego w tym kraju jest ona pod olbrzymim wrażeniem. I rozpoczyna ciekawą gawędę o tym, co widzi przed oczami. Z precyzją i wyrafinowaniem opisuje swoje wrażenia. Nie szczędzi szczegółów i osobistych przemyśleń. W opowieść wplata fakty historyczne, porównuje wczoraj z dziś na Czarnym Lądzie. Wiele się przecież zmieniło. Obecnie safari to już tylko bezkrwawe łowy z aparatem fotograficznym w ręku. Czytelnik z cywilizacji w Nairobi szybko udaje się w towarzystwie autorki do miejsc dzikich. Odwiedza parki narodowe, ma okazję poznać wrażenia z kolacji w bliskim towarzystwie dzikich ssaków. Tekst aż kipi od ciekawostek, przez co czyta się go z wielkim zainteresowaniem. Nie brak wspaniałych opisów, nie brak wiedzy encyklopedycznej i nie brak emocji oraz wrażeń, a wszystko to łączy się w wyjątkową relację. I tak poznajemy życie sawanny, zwyczaje zwierząt, robimy zakupy w przydrożnych sklepikach. W trakcie czytania przesuwa się wyjątkowa mozaika barwnych obrazów. Pełnych piękna, egzotyki, ciepłych barw i po prostu ducha Afryki. Z Kenii przemieszczamy się do Tanzanii, nad którą góruje Dach Afryki Kilimandżaro. Tu znajduje się Serengeti i Ngorongoro. Tu można poczuć się jak w raju. Bogactwo flory i fauny, obfitość gatunków endemicznych robią spore wrażenie. A gdy już napatrzymy się na cuda natury to zmierzamy na Zanzibar – do rodzinnych stron lidera zespołu Queen. Wspaniałe plaże, plantacje przypraw, żółwie olbrzymy zaciekawiają turystów bez reszty. Na Zanzibarze zakręci się jednak w oku łza jeśli poznamy jego bolesną historię. Ta boska wyspa to kiedyś olbrzymie targowisko niewolników.
„Zapiski z Afryki” to książka niesamowita. Zauroczyła mnie pełna emocji relacja e wspaniałej podróży. Uzupełniają ją także zdjęcia. Lekturę tę można potraktować jako przewodnik pełen praktycznych porad i wskazówek, można o niej napisać, że jest niczym folder reklamowy, któremu nie sposób się oprzeć. Przeczytanie „Zapisków z Afryki” z pewnością będzie niesamowitym przeżyciem dla czytelników żądnych przygód, zainteresowanych biologią oraz miłośników Czarnego Lądu. Każdego, kto się na tę lekturę zdecyduje czeka masa wrażeń, moc przystępnie podanej wiedzy i zachwytu. Jeśli ktoś nie ma jeszcze na liście marzeń afrykańskiego safari to myślę, że po zapoznaniu się z tą pozycją z pewnością dopisze podróż do serca Afryki z dopiskiem „muszę tam być”.
 
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

środa, 9 października 2013

Jodi Picoult "To, co zostało"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania wrzesień 2013
stron 560
ISBN 978-83-7839-604-8
wersja ebook
 
Prawda bywa najtrudniejsza
 
Jodi Picoult to literacki fenomen. Pisze dużo, a czego się nie podejmie to zamienia się w księgarski hit. Picoult to literacki Midas. Zamienia swoje książki w bestsellery i zachwyca stale powiększające się grono fanów. Ja już należę do niego od dawna i muszę sięgać po ukazujące się nowe powieści niczym narkoman po heroinę. Dzięki temu czytam książki wzruszające, intrygujące i odważne. Poruszające trudne i bolesne tematy. W trakcie lektur rozpętują się emocjonalne burze.
 
Najnowszą książką Picoult mnie nieco zaskoczyła. Nie przypuszczałam, że poruszy temat związany z historią II wojny. Lektura okazała się niezwykle wstrząsająca i wciągająca.
Czy można wybaczyć błędy? Czy można przebaczyć poważne przewinienia? Czy można wybaczyć masowe zbrodnie? Czy w wypadku ludobójstwa można mówić o poprawie katów i ich przemianie w porządnych obywateli?
Czy w końcu można wybaczyć krzywdę w postaci zniszczenia rodziny, młodości i domowego gniazda?
 
Sage Singer jest Żydówką. Jej babcia pochodzi z Polski. Jest w podeszłym wieku. Po wojennym piekle i pobycie w obozach koncentracyjnych emigruje do Ameryki. Matka Sage ginie w wypadku samochodowym. Jej córka nie może się pogodzić z tą stratą. W związku z tym uczęszcza do grupy wsparcia. Chce załagodzić ból, ale.............. Spotyka tam pewnego człowieka. To starszy mężczyzna, który ma bardzo dobrą opinię. Jest sympatycznym emerytowanym nauczycielem. Powszechnie lubiany i szanowany pan jest kimś więcej. Sage odkrywa bolesną prawdę..................
Cierpiąca młoda kobieta szuka wsparcie, szuka lekarstwa na ból i stratę. Życie przynosi jej w darze trudny czas. Nagle odkrywa się bolesna przeszłość jej bliskich. Holokaust przestaje być historycznym terminem. Sage poznaje przeszłość przodków. Tragiczną przeszłość, która boli, którą trudno wymazać, bo jest to niemożliwe. Po ludzku zwyczajnie niemożliwe.
 
Picoult pokazuje dwa oblicza prawdy i przeszłości. Rysuje dwa portrety - ofiary i jej kata. Masowe mordy brzmią może mniej wstrząsająco gdy czytamy o narodzie bez konkretnych przypadków. Ale gdy historia się personalizuje ogrom zła przytłacza z siłą sztormowych fal. Gdy czytamy historię Minki łzy płyną same. Płyną nawet wtedy, gdy chce je się bardzo powstrzymać. Bo dziś w czasach względnego pokoju w Europie te fakty mogą się nie mieścić w głowie. Nie można zapomnieć, choć Ci, którzy doświadczyli zła powoli wymierają. Nie można zapomnieć, by ktoś od nowa kiedyś nie zaczął gry jak naziści.
Książka robi naprawdę olbrzymie wrażenie. Czyta się ją niczym prawdziwą historię. Minka pewnie reprezentuje wiele żydowskich dziewczyn. Wiele kobiet odartych z godności. Powieść polecę nie tylko tym, których interesuje historia. Prawdę o szaleństwie Hitlera i nazistów po prostu trzeba znać, by docenić pokój, by stawać w jego obronie. Jodi Picoult za tę powieść należą się gromkie oklaski. Książka jest wspaniała, niech Was nie ominie!

piątek, 4 października 2013

Laurence Rees "Złowroga charyzma Adolfa Hitlera"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2013
stron 440
ISBN 978-83-7839-600-0
wersja ebook
 
Fenomen tyrana
 
Władza to coś, co pociąga wielu ludzi. Rządzenie innymi jest marzeniem popularnym. Górowanie nad otoczeniem potrafi wzbudzić w człowieku wiele różnych zachowań. Logicznym się wydaje, iż przywódca powinien pasować do pewnego wykreślonego przez psychologów szablonu. Ktoś, kto marzy by władać krajem z pewnością ma być mądry, mieć ciekawy program polityczny, dobrze się prezentować, być świetnym oratorem, umieć przekonać niezdecydowanych do siebie. Jednym słowem taki człowiek powinien mieć charyzmę. Jak pokazuje historia na czele mocarstw nie zawsze stali właśnie tacy ludzie. Trafiali się i szaleńcy i zbrodniarze, osoby chore z nienawiści. Wszystkie te cechy można przepisać Adolfowi Hitlerowi. I tu prawda przeczy logice. Co się stało, że na czele Niemiec stanął człowiek, który doprowadził do ich upadku, do klęski i zniszczeń? W myśl jego polityki to nie tak miało być. Rasa aryjska miała zdobyć panowanie nad Europą, królować i dominować. Hitler się pomylił i jego koniec okazał się tragiczny. Co zatem spowodowało jednak jego dojście do władzy? Co stało się podwaliną jego sukcesu? Jego charyzma? A może zespół wielu czynników, które ułatwiły mu dojście na szczyty władzy?
 
Odpowiedzi na te pytania szuka w swojej niezwykle ciekawej książce Laurence Rees brytyjski historyk, znawca II wojny światowej.
Od razu uprzedzę, że książka to nie biografia, ani nie suche historyczne prawdy. To szukanie odpowiedzi na bardzo trudne pytania, na które czasem nie da się wypowiedzieć jednoznacznie. Autor rysuje psychologiczny portret Fuhrera starając się poznać jego wszelkie tajemnice, przepis na sukces i błędy. Niemiecki polityk ma ich sporo na swoim koncie. Książka dzieli się na kilka części. Opisują one życie Hitlera, a zwłaszcza jego dojście do władzy i drogę ku roznieceniu wojny oraz jej przebieg. Mało jest w publikacji zdań poświęconych jego życiu prywatnemu. Autor skupia się na karierze politycznej. Pisze nie tylko o niemieckim wodzu, ale i o jego wrogach, przeciwnikach i współpracownikach. Opisuje realia w których działał niemiecki tyran. Tekst nie jest chwilami łatwy, ale nie można mu odmówić ciekawości. Książkę nie czyta się jak podręcznik historii, publikacja wręcz prowokuje do zastanowienia, rozważań i stawiania pytań z których niektóre bywają retoryczne. Tekst uzupełniają zdjęcia. Autor napisał swoje dzieło w oparciu o szeroką bibliografię. Książka jest niezwykle dopracowana, starannie przemyślana. Czytając ją w pewnym sensie jest się pod wrażeniem charakteru Hitlera, ale też łatwo można stwierdzić, że niemieckiemu politykowi sprzyjało wiele czynników.
Czy ktoś taki jak Hitler doszedł by do władzy, gdyby nie kryzys ekonomiczny? Czy postanowienia kończące I wojnę światową nie były zbyt wymagające dla Niemiec? Czy może należało bardziej rozgromić Niemców w 1918 roku?
Powyższe pytania narodziły się w mojej głowie po lekturze tej książki. Tym, których interesuje XX-wieczna lektura z pewnością się spodoba. Osobiście premiuję autora za ciekawe ujęcie tematu, za dociekliwość oraz chęć poszukiwań podwalin niewątpliwie wyjątkowej kariery politycznej, która w końcu jednak legła w gruzach. Jakim człowiekiem był Hitler? Jakim politykiem? Jakie miał cechy charakteru? Czym przyciągał do swojej idei miliony? Czy w końcu był desperatem i tchórzem? A może był wyjątkową osobowością, szalonym patriotą według własnej interpretacji tegoż słowa?
Zapraszam do książki. Warto!
Książka zrecenzowana dla Wydawcy.

czwartek, 3 października 2013

Marcin Mastalerz "M jak miłość". Początki


Wydawnictwo Harlequin
data wydania wrzesień 2013
stron 416
ISBN 978-83-276-0384-5
 
W gościnie u Mostowiaków
 
W 2000 roku telewizyjna Dwójka rozpoczęła emisję tasiemcowego serialu. Opowiadał on o pewnej rodzinie, która wywodzi się z niewielkiej mazowieckiej wsi Grabina. Produkcja okazała się strzałem w dziesiątkę. Serial od samego początku podbił serca wielu telewidzów i osiągnął ogromną popularność. Bywało, że kolejne odcinki gromadziły ponad 10 mln widzów. Spodobała się fabuła, obsada aktorska i po prostu zwyczajna polska rzeczywistość obecna w treści. "M jak miłość" stał się telewizyjnym hitem, wyemitowano ponad tysiąc odcinków. Bohaterowie rodzili się, umierali, brali śluby, rozstawali się, przeżywali dobre i złe chwile. W codzienności towarzyszyli im wierni fani.
Osobiście obejrzałam pierwszy odcinek i tak jakoś weszło mi w krew oglądanie kolejnych. Pewne postacie polubiłam, inne nie zdobyły mojej sympatii.
Serial miał kilku scenarzystów. Rozkręcono wiele wątków, wprowadzono nowe postacie. Na podstawie scenariuszy napisano też powieść. Dokonał tego Marcin Mastalerz. I od razu powiem, że zrobił to po mistrzowsku. Działał troszkę wybiórczo, ale efekt okazał się doskonały. Wyszła świetna powieść obyczajowa, którą można określić mianem rodzinnej sagi. I cześć jest napisana na podstawie I sezonu odcinków. Czyta się ją z przyjemnością. Przed oczami stają nieco zakurzone już w pamięci serialowe sceny. Książka jest dynamiczna, a dialogi  mistrzowskie. I nie jest wcale powiedziane, że mogą ją czytać tylko Ci, którzy oglądali telewizyjną produkcję. Jeśli ktoś nie zna dziejów rodziny Mostowiaków też nie będzie się nudził, o ile lubi książki obyczajowe.
Tę powieść czytało mi się z nostalgią i sentymentem. Ale dzieje Barbary i Lucjana oraz ich dzieci to nie wszystko co przygotował w książce Wydawca. Są tez niespodzianki dla fanów serialu. Wywiady z odtwórcami głównych ról, serialowe ciekawostki i alfabet. Nie brak  fotosów. Książka zdecydowanie powinna trafić w ręce miłośników serialu. Biorąc ją do ręki obawiałam się nieco czy jej treść nie okaże się zbyt rozwlekła. Nie obawiajcie się jak ja. Nic takiego nie ma miejsca. Na pochwałę zasługuje też ciekawy sposób narracji. Momentami głos ma sama nestorka rodu, która odsłania przez czytelnikami karty swojego pamiętnika. Po przeczytaniu pierwszej książki mam ochotę sięgnąć po kolejne z tego cyklu. I będę ich w ofercie Wydawcy wypatrywać.
Za możliwość ponownego zagoszczenia w życiu państwa Mostowiaków serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mira/Harlequin.

wtorek, 1 października 2013

Kasia Bulicz-Kasprzyk "Nalewka zapomnienia czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek"


Wydawnictwo Nasza Księgarnia
data wydania 2013
stron 288
ISBN 978-83-1012-420-3
 
A jednak! Życie czasem bajką bywa!
 
Myślałam, że sięgam po lekkie babskie czytadło. Byłam przekonana, że to będzie przyjemna lektura. Nie miałam pojęcia, że przeczytam bajkę dla dużych dziewczynek. A taką wyrośniętą dziewczynką to ja właśnie jestem. I nadal jak w dzieciństwie lubię bajki.
Opis z okładki jest raczej smutny. Agnieszka, która woli być nazywana Jagą jest dorosłą kobietą, wykształconą i zapracowaną. Ma za sobą małżeństwo z filozofem i rozwód. Pracuje w korporacji, jak sama mówi o sobie: jest korposzczurem i dobrze jej z tym. W firmie ma ugruntowaną pozycję, ale nie spoczywa na laurach i stale na swój sukces pracuje. Ten marsz na szczyt przerywa omdlenie. Zwyczajne wydawałoby się zasłabnięcie po wysiłku, ale pewien profesor medycyny nagle ma bardzo smutne wieści. Jaga po prostu umiera. W jej mózgu rozwija się glejak, na którego nie ma ratunku. Pozostaje klika miesięcy życia. Po takiej diagnozie następuje bunt, niedowierzanie i ucieczka. Totalne zamknięcie za sobą drzwi. Zaszycie się na zabitej deskami prowincji, w starym domku nieżyjących dziadków. I czekanie na koniec.
Prowincja to popularny temat babskich czytadeł. Tym razem jednak autorka pokazuje ją w sposób mi do tej pory nieznany i bajkowy. Świat, do którego wkracza główna bohaterka to przeciwieństwo wielkomiejskiej dżungli. Na Roztoczu jest cicho i słychać odgłosy przyrody. Cykają świerszcze, szumią drzewa, pachnie trawa. Choć stary dom jest bez jakichkolwiek wygód to dobrze się w nim mieszka. Chleb z tyrolską smakuje jak ambrozja, kubek herbaty cudownie leży w dłoni i można patrzeć na piękne zachody słońca. Na dodatek pojawiają się gadające zwierzaki – pies, kot i mysz.
Prowincjonalna rzeczywistość nie jest wprawdzie sielankowa, ale bardzo ciepła, swojska i taka zwyczajna. Tylko ta zwyczajność bywa tajemnicza i nieprzewidywalna. Lubiących czytać o porywach serca uspokoję, że nie brak i wątku miłosnego. Ta mieszanka sprawia, że powieść czyta się z ciekawością i bardzo szybko. Na mojej twarzy podczas lektury dość często pojawiało się zdziwienie, ale i nie brakło w oku łezki. Książka jest też okraszona humorem i elementami prosto z bajki. Dzięki temu wytwarza się niepowtarzalny klimat, który mnie zauroczył.
Wyjazd na prowincję dla Jagi działa jak terapia szokowa. Tu spadają jej z oczu klapki. Kobieta zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie. Ma to miejsce nie tylko z powodu wyroku jaki usłyszała w lekarskim gabinecie. Prowincja pozwala złapać oddech i zacząć analizować swoje dotychczasowe życie. Egzystencję, w której nie brak błędów i sukcesów. Te drugie jednak nie zawsze są słodkie. W środku bywają puste i przereklamowane. Aga-Jaga zaczyna inaczej patrzeć na rodzinę, na przyrodniego brata, ale i na swoje zakończone już małżeństwo, które legło w gruzach jakiś czas temu. Nowy mężczyzna u boku, brak klimatyzacji i wanny z bąbelkami, palenie drewnem w piecu, pobyt z książką w sadzie sprawiają, że Aga zmienia się. Ciekawi jej metamorfozy z pewnością sięgną po tę lekturę. A tych nieprzekonanych będę starała się zachęcić takim atutem jak oryginalny pomysł na fabułę i wplecione w nią elementy z bajki. Zwierzaki występujące w powieści są kapitalne. Gadają ludzkim głosem i są mądre. Wygłaszają rewelacyjne kwestie, których pewnie nie powstydziłby się dobry psychoterapeuta.
Nie żałuję chwil spędzonych przy tej książce, choć dość szybko przewidziałam jej zakończenie. Oczywiście mogłoby być inne, ale i takie sytuacje się w życiu zdarzają. Na ogół życie bajką nie bywa, jest brutalne i rzuca kłody pod nogi. Doświadcza i poniża. Wywołuje łzy i doprowadza do rozpaczy. W myśl zasady jednak od reguły bywają wyjątki. I taki właśnie wyjątek pojawia się w „Nalewce zapomnienia”. Wtedy życie bajką jednak bywa. I super!
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.


poniedziałek, 30 września 2013

Prośba wręcz błaganie

Uprzejmie i bardzo ciepło proszę o nieumieszczanie na moim blogu reklam konkursów, swoich blogów, spamu. Wiem, że mój blog istnieje już trochę w sieci, w jego istnienie włożyłam wiele serca, pracy i pasji. Ma stałych obserwatorów i przyjaciół. Czy ktoś nie potrafi tego uszanować? Czy reklama własnych konkursów to coś w porządku? Czy można tak po prostu wejść w czyjeś progi i powiesić mu banerek? Jest mi po prostu przykro, że ktoś nie pytając tak sobie czyni. Komentarze są odnośnie danego tekstu. Czy tak ciężko napisać mi maila z prośbą o ewentualną reklamę? Przykro mi, że są osoby które chcą błyszczeć kosztem mojego bloga. Jeśli chcecie skomentować czy skrytykować moją prośbę macie do tego oczywiście pełne prawo. Według niektórych osób mogę nie mieć racji.

sobota, 28 września 2013

Joanna Svensson "Tajemnica medalionu"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2013
stron 430
ISBN 978-83-7722-802-9
 
Na rozstaju dróg
 
"Tajemnica medalionu" to powieść debiutancka. Jej autorka urodziła się w Warszawie, ale od wielu lat mieszka poza Polską. Po tę lekturę sięgnęłam skuszona dość zagadkowym tytułem, za którym jak myślałam kryje się pełna rodzinnych sekretów sprzed lat. Liczyłam, że książka wzbudzi ten tak bardzo lubiany przeze mnie dreszcz emocji i wplącze mnie w pogmatwane losy rodzinne. Było nieco inaczej. Przez większą część powieści jej akcja biegła dość leniwie. Płynęła niczym nizinna rzeka, spokojnie i miarowo. Dopiero pod koniec rozkręciła się i pojawiła się obiecywana w tytule tajemnica. Czy to dobra powieść? Powiem tak: niezła, choć nad swoim warsztatem autorka musi jeszcze troszkę popracować. Dopracować zwłaszcza dialogi, by były bardziej naturalne i błyskotliwe.
Opisana historia głównej bohaterki jest ciekawa. Julia to kobieta mająca dwa oblicza. Z jednej strony jest romantyczną, wrażliwą duszą, ale istnieje jej drugie oblicze - realistki, po części egoistki, która potrafi żyć w mgle kłamstewek.
 
Julia urodziła się w stolicy Polski. Tu jako młoda dziewczyna poznała pracującego na obczyźnie Szweda, za którego wyszła za mąż i wyjechała na obczyznę. Na jednej z wysp archipelagu Karlskrony uwili sobie gniazdko. Na świat przyszła dwójka dzieci - syn i córka. Para żyje w dostatku i wygodzie. Nie ma trosk finansowych, urlopy spędza w atrakcyjnych miejscach. Julia dobiega czterdziestki. Rehabilitując się po wypadku zaczyna podsumowywać swoje życie. Czytając sama zastanawiałam się co ją nurtuje. Jak sama mówi chce się jeszcze raz w mężu zakochać. Marzy o zmianach. ( Pozwólcie na dygresję, ale osobiście przecierałam oczy ze zdziwienia o co tej kobiecie chodzi! Związek po dwudziestu latach nie będzie przecież taki jak na początku. Miłość wtedy przybiera bowiem inne oblicze. Jest bardziej spokojnie, ale to nie świadczy o braku uczucia. Mąż Julii to dla mnie facet jak najbardziej w porządku. Pracowity, bez nałogów, szanujący żonę i dzieci, spokojny. O ile rozumiałam wrażliwość głównej bohaterki o tyle nie bardzo wiedziałam co ślubnemu zarzuca.) Świat i życie Julii zmienia podróż - urlop w Izraelu i Egipcie.................
 
Książka to powieść o przemianie, o znudzeniu dotychczasowym życiem i szukaniu nowych dróg. Julia bowiem nie wpada w popłoch z powodu przekroczenia magicznej granicy wiekowej uważanej za półmetek życia, tylko chce zmian. Zmian na inne, ciekawsze, bardziej intensywne życie. Nieco mnie to dziwiło, bo jej codzienność nie była taka szara. Jak sama wielokrotnie podkreśla na szwedzkiej wyspie czuje się jak w domu. Ma tu przyjaciół, ulubione miejsca, piękną przyrodę. Nie czuje się wyobcowana, świetnie się zaaklimatyzowała. Ma wspaniałą rodzinę, a jednak czegoś jej brak. Powieść Svensson to także przeszłość polskiej rodziny Julii, na której losy wpłynęła wojna. W książce nie brak opowieści o przeszłości drugoplanowych bohaterów oraz ich krewnych. Autorka potępia faszyzm za pogrom Żydów, którzy wskutek polityki Hitlera wycierpieli ogromne piekło.
Jestem przekonana, że w życiu Julii jest wiele przeżyć Pani Svensson. Główna bohaterka patrzy na Polskę oczami wieloletniej emigrantki , która widzi zachodzące po zmianie ustroju przemiany. Widzi plusy, ale przecież nie tylko one są. W książce nie brak niezbyt długich opisów przyrody, która w tym zakątku Szwecji jest naprawdę piękna i niezniszczona. Julia wzbudzała we mnie przeróżne reakcje. Były chwile kiedy ją lubiłam i rozumiałam, ale i pojawiały się momenty kiedy dziwiłam się jej decyzjom, jej kaprysom i uleganiu chwilowym zachciankom.
Czym ujęła mnie ta powieść? Ciepłem, domowym, familijnym klimatem, ciekawymi opisami natury i jesieni. Zabrakło mi dreszczu emocji, rozczarował mnie sposób opisania tytułowej tajemnicy, dziejów medalionu, w który można by z pewnością wpleść więcej sensacji. Czy żałuje czasu poświęconego na tę lekturę? Nie! Książka ma swoje plusy i minusy. Te pierwsze jednak przeważają. Książka z pewnością znajdzie uznanie wśród czytelników lubiących historie z wojną w tle i ciepłe powieści obyczajowe.
Książka zrecenzowana dla Wydawcy.
 

środa, 25 września 2013

Colin Thubron "Cień Jedwabnego Szlaku"


Wydawnictwo Czarne
data wydania 2013
stron 448
ISBN 978-83-7536-625-9
 
 
Wędrując Jedwabną Drogą
 
Literackie podróże w towarzystwie Colina Thubrona to niesamowite przeżycie i fantastyczna przygoda. Brytyjski podróżnik potrafi tak bardzo zauroczyć swoją prozą, tak pięknie i ciekawie opisać wyjątkowe miejsca, że ma się wrażenie autentycznego ich odwiedzenia. W wyjątkowym towarzystwie brytyjskiego pisarza odkryłam Jedwabny Szlak. Legendarny trakt, który powstał trzy wieki przed naszą erą i był trasą podróży tysięcy karawan. Kupcy przewozili tamtędy głównie jedwab, ale nie tylko. Ze wschodu wieziono także żelazo i papier, a z zachodu przewożono złoto, wyroby jubilerskie, perfumy, winogrona i rośliny uprawne. Jedwabna Droga była długa, liczyła ponad 11 tysięcy kilometrów. Pojawiały się na niej karawanoseraje, gdzie zdrożeni kupcy mogli odpocząć. Dziś z Jedwabnego Szlaku pozostał tylko cień, zapisy w kronikach historycznych i ruiny. Nie wszystkie ciekawe miejsca ocalały, niektóre rozsypały się po prostu ze starości i zniszczeń w pył. Mimo upływu wielu wieków i tak jest co zwiedzać! Podróż nie jest zbyt bezpieczna, wiedzie przez kilka krajów, przez miejsca odludne i opustoszałe. Mimo to wędrówka drogą kupców jest niczym podróż do innego świata, do przeszłości.
Thubron rozpoczyna ją w Chinach, a konkretnie w Xi'an – miejscu określanych sercem Chin. To właśnie tam spoczywa Żółty Cesarz, który był wielkim orędownikiem i miłośnikiem jedwabiu. Droga ku wybrzeżu Morza Śródziemnego wiedzie przez Daleki i Bliski Wschód – przez kraje o różnej kulturze, wyznananiach, odmienne językowo. Po drodze natrafiamy na przeróżne pamiątki z przeszłości – klasztory, mauzolea, grobowce, cmentarze, pałace, świątynie. Podróżujemy przez góry, pustynie, lasy, miasta i maleńkie osady, totalne pustkowia i tereny gęsto zaludnione. Jadąc mamy okazję obserwować żywe dowody tego, iż transport jedwabiu przyczynił się do rozprzestrzeniania się pewnych religii, wierzeń, kultur, przemieszczania się plemion, krzyżowania ras. Podróż od Chin po Turcję to wędrówka magiczna, która wydawała mi się czasem wędrówką do bajkowego świata z tysiąca i jednej nocy.
A sam jedwab? Oczami wyobraźni widziałam piękne, kolorowe i błyszczące szaty, w które odziani byli możni tamtego świata: bogaci władcy, piękne kobiety. Jedwab był luksusem, za który sporo płacono. Dziś tę wyjątkową tkaninę nikt już nie wozi karawanami, po handlowym szlaku pozostało jedynie wspomnienie, które odkrywa przez czytelnikami Thubron. Czyni to w sposób wyjątkowy i bardzo wnikliwy. Z detalami opisuje swoją ośmiomiesięczną podróż. Trasę przebywa różnymi środkami transportu. Jedzie autostopem, ciężarówkami, autobusami, a nawet na grzbiecie wielbłąda. Na swojej drodze spotyka ludzi, z którymi toczy bardzo ciekawe rozmowy. Poznaje wyjątkowy świat, który wciąż się zmienia. Przeszłość coraz bardziej zasypuje upływający czas, a autor okruchy dawnych czasów stara się ocalić od zapomnienia. Podróż tą drogą, podobnie jak i przed wiekami, nie zawsze jest bezpieczna. Brytyjczyka dotyka biurokracja, korupcja, ale i zwyczajna ludzka życzliwość i chęć pomocy. Piękne widoki, antyczne ruiny, zniszczone przez wojny osiedla niczym wielobarwna mozaika przesuwają się przed oczami czytelnika. Ta lektura urzeka pięknem wspaniałej prozy, zaryzykuję nawet śmiało stwierdzenia mistrzowskiej prozy.
To lektura niezwykle dopracowana, wręcz elegancko stworzony literacki portret wyjątkowej drogi, której wprawdzie dziś już nie ma w tym kształcie jak kiedyś, ale która istnieje w umysłach podróżników. Autor opisuje nie tylko przeszłość tych terenów, ale i przedstawia ich dzisiejsze oblicze. Zmiany, rewolucje ekonomiczne, upadki dyktatur i systemów. Prześliczna relacja z podróży starożytnym szlakiem od samego początku podbiła moje serce i roznieciła ducha przygody. W opisach nie brak nostalgii i melancholii, tęsknoty za tym, co już miało miejsce i pewnie nigdy nie wróci. Z prozą Thuborna bardzo łatwo uruchomić wyobraźnię, pobyć w odmiennej i tak egzotycznej rzeczywistości. Polecam tę literacką podróż romantykom, miłośnikom starożytności i tym, którzy doceniają przepiękną tkaninę powstałą z przędzy jedwabnika.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.


piątek, 20 września 2013

Danuta Awolusi "Na wysokim niebie"


Wydawnictwo Sol
data wydania 16 październik 2013
stron 272
ISBN 978-83-62405-30-5
 
Naprawdę porywający debiut!
 
Tym razem w tytule zdradziłam w sumie bardzo wiele. Ale z pełnym przekonaniem twierdzę, że książka na to zasługuje. Jest świetna i bardzo mi zależy, by zachęcić Was do jej lektury.
 
Debiuty bywają różne. Mniej lub bardziej udane. Zdarza się, że wydanie pierwszej powieści jest furtką do sławy, popularności i zdobycia grona wiernych czytelników. Tego życzę Autorce "Na wysokim niebie".
No to dość zachwytów, a czas na konkrety. Do przeczytania skusiła mnie dająca do myślenia okładka i opis. Autorką książki jest absolwentka Wydziału Filologicznego i gospodyni bloga krytycznoliterackiego. Swoje teksty na nim pisze naprawdę świetnie. Książka też się Jej udała. Przepisem na sukces jest doskonale wymyślona fabuła. Ciekawie wykreowana postać głównej bohaterki, która nie jest kimś szczególnym. Ot nieszczęśliwą dziewczynką z patologicznej rodziny, która od małego pokochała książki. Były do pewnego czasu jej jedynymi przyjaciółmi. Otoczenie, rówieśnicy w szkole jej nie lubili. Ba szydzili z niej i dokuczali. Bo była gruba, bo nie uczyła się dobrze, bo nie była zadbana, nie nosiła modnych ciuchów, nie miała markowych przyborów szkolnych. Bo była biedna! A jak biedna to nie mająca w ich oczach wartości. Ania to dziecko wrażliwe, pragnące miłości i ciepła. Rodzice nie dorośli do swej roli. Zaniedbywali córkę i jej braci. Enklawą Ani był jej pokój. Tam mogła wejść do innego świata. Świata książek, które czytała namiętnie. Dzięki temu w jej życiu pojawili się wyjątkowi ludzie. Dzięki nim Ania w przyszłości odbiła się od dna, pokonała wiele przeszkód i spełniła marzenia.....................
 
Tyle zdradzę z treści. Czas na moje wrażenia. Po pierwsze to się wypłakałam co niemiara. Zryczałam równie mocno jak czytając "Dziewczynkę z zapałkami" Andersena. Chyba to porównanie zdradzi Wam wiele. Powieść Awolusi jest piękna i wzruszająca do bólu. Opowiada o nieszczęśliwym dziecku, które żyje w bardzo wrogim świecie. Nie ma w nikim oparcia, nie ma wspaniałej rodziny. Nie jest kochane i samo też tłumi swoje uczucia. Musi, bo tylko tak da się przetrwać smutne dni. Na drodze Ani pojawia się pewna pani z biblioteki. Cudowna osoba, która pracuje z pasją i jako pierwsza odkrywa wyjątkową osobowość Ani.
W życiu tej dziewczynki dzieje się wiele. Są chwile szczęścia i bólu. Cierpienia i łez. Ale pojawia się też nadzieja. Pojawiają się marzenia, które mogą się spełnić.
"Na wysokim niebie" to książka o samotności i odnajdywaniu przyjaźni. O leczeniu bolesnych ran duszy i ich zabliźnianiu. O parciu do celu, o walce z losem. Czyta się ją jednych tchem, choć czasem obraz wydaje się nieostry, bo z oczu płyną łzy. Pokochałam Anię od samego początku. Współczułam jej, ale i miałam ochotę dopingować, by miała siłę wyrwać się z patologicznej rodziny. Powieść jest pełna emocji, dobra i zła, kontrastów oraz pasji. Oczarowała mnie od samego początku. Pochwalę Autorkę za debiut, który chwyta za serce, który porusza i który jest warty przeczytania. Szczególnie przez osoby wrażliwe, czułe na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość.
Moja ocena 9/10.
Za możliwość wyjątkowej lektury serdecznie dziękuję Wydawcy.
 

wtorek, 17 września 2013

Anna Klejzerowicz "Córka czarownicy"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania sierpień 2013
stron 312
ISBN 978-83-7839-577-5
 
Gdy dziecięce koszmary ożywają
 
Najnowsza powieść Anny Klejzerowicz  to kontynuacja perypetii bohaterów wcześniej wydanej "Czarownicy". Małgosia to już dorosła kobieta. Po trudnym dzieciństwie jej życie się ustabilizowało. Udało jej się spełnić marzenia odnośnie życia zawodowego i obecnie jest studentką weterynarii. Ma 22 lata i doskonale radzi sobie z nauką. Jest zdolna i pracowita. Egzaminy zdaje w zerowych terminach z powodzeniem. Jej przybrani rodzice mają ją gościć na wakacje. Michał i Ada bardzo cieszą się na wspólne lato spędzone na wsi. Zgodnie z obietnicą Gosia przyjeżdża w połowie czerwca. Ma pewne plany związane z pisaniem artykułu w czym ma pomóc jej Damian - przyjaciel z dzieciństwa. Sielankowy nastrój szybko jednak pryska za sprawą odmienionego o 180 stopni zachowania Małgosi. Dziewczyna staje się wybuchowa, drażliwa, zachowuje się w sposób irracjonalny. Widać, że coś ją potwornie dręczy i męczy. Coś bardzo złego nie daje jej spokoju........ Wyprowadza z równowagi, ciąży niczym olbrzymi kamień..................
 
"Córka czarownicy" to powieść łącząca ze sobą obyczaj, sensację, tajemnicę i troszkę grozy. W pewnym momencie czułam się nawet jako czytelniczka nieco przytłoczona tą sekretną sytuacją. Miałam takie wrażenie jakbym pobłądziła w zbyt gęstym lesie i nie wiedziała jak trafić na jasną polanę, która pozwoli mi się zorientować w fabule. Strona po stronie tajemnica wychodziła na światło dzienne. Rozjaśniała mój czytelniczy horyzont. Książka opowiada o koszmarze, który ożywa po latach. O złych wspomnieniach, które wywołują potworną traumę i zamęt. Upływ czasu wcale nie umniejsza lęków. Jest to dowód na to, że ludzka wyobraźnia owszem dojrzewa z wiekiem, ale są sprawy które dadzą w kość i dziecku i dorosłemu. Można pewne trudne przeżycia zakopać gdzieś na dnie duszy. A w takim wypadku trzeba się liczyć z ich obudzeniem po latach. A to nie jest miłe. 
Książka ma kilku narratorów. Toczy się w prowincjonalnym otoczeniu, ale to nie sielanka. Piękne tło jakim może być las jest zdecydowanie tłem bardzo złego przeżycia. Powieść napisana dość prostym językiem budzi dreszcz emocji. Budzi ciekawość i napięcie właściwe kryminałom. Zakończenie jest dość przewidywalne i właśnie przy końcu książki zabrakło mi jakiegoś mocniejszego akcentu, jakiejś solidnej niespodzianki. Nie czytałam "Czarownicy" więc nie porównam jej do tej książki. Jestem jednak zdecydowana sięgnąć po początek tej historii.
Mocnym atutem powieści są opisy, klimat i dreszczyk emocji. Polecam ją tym czytelnikom, którzy za sprawą książek lubią przenosić się w tajemnicze miejsca, odkrywać mroczne sekrety i którzy lubią kryminały.
Moja ocena 6/10.
Książkę zrecenzowałam dla Wydawcy.
 

poniedziałek, 16 września 2013

Katarzyna Kołczewska "Kto, jak nie ja?"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania wrzesień 2013
stron 480
ISBN 978-83-7839-610-9
 
Egzamin z dojrzałości
 
 
Życie bywa przewrotne i nieprzewidywalne. Dary losu to zwykle niespodzianki. Owszem czasem są to spełnione najskrytsze marzenia, ale bywa, że los daje nam dokładnie to, czego nie chcemy. Mówią, że darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Czy zatem nie pozostaje nam nic innego jak przyjąć to, co zsyła nam opatrzność z wdzięcznością bez względu na nasze pragnienia? Czy takie niechciane dary nie są dla nas nie lada wyzwaniem, któremu warto podołać?

Anna Słabkowska to kobieta dojrzała, która w życiu niejedno widziała i przeżyła. Choć przez krótki okres czasu była mężatką nigdy nie została matką. Ba w żadnym wypadku tego nie planowała. W młodości poświęciła się pracy lekarskiej na rzecz pacjentek. Był czas iż mówiono o niej bardzo przychylnie jako ginekologu. Jej rozwój kariery zahamował alkohol. Koniaki i wódki od wdzięcznych pacjentek spowodowały coraz częstsze sięganie po drinki. Tak stało się w pewną feralną noc, gdy na stół operacyjny trafiła matka doktor Anny. Przebieg tej operacji zapisał się tragicznie. Anna po latach walki z nałogiem trafiła na długi bezpłatny urlop. W czasie jego trwania wiele godzin upłynęło jej w alkoholowym niebycie i zamroczeniu. Kiedyś ceniona i szanowana lekarka wpadła w ostry nałóg. Zbliżające się świąta Bożego Narodzenia niewiele ją obchodziły. Miała wprawdzie odwiedzić siostrę i spotkać się z rodziną. Nie czekała jednak na chwile przy choince. Rodzinne spotkanie było jej obojętne. Okrutny los sprawił, że radosnego świętowania nie było. Zamiast niego nastały dni smutku i żałoby. Siostrzenica Anny wraz z mężem zginęła wskutek wypadku samochodowego. Ich trzyletnia córeczka pozostała na tym świecie. Opieka nad małym dzieckiem przypadła Annie. Kobiecie, która nigdy nie miała doświadczenia w zajmowaniu się dzieckiem, lekarce, która przyjęła setki porodów, ale nie miała pojęcia jak opiekuje się małą dziewczynką, alkoholiczce, której do dna brakowało już bardzo, bardzo niewiele...........
Czy smutne wypadki będą dla niej terapią szokową? Czy Anna opamięta się i zacznie trzeźwieć? Czy pojawienie się w jej życiu małej Oli zmieni codzienną rzeczywistość?
Książka Katarzyny Kołczewskiej jest smutna i wstrząsająca. Szokuje, bo pokazuje prawdziwe oblicze nałogu i próby walki z nim. Alkoholizm to potworna choroba, która dotyka różne osoby. Dotknięci nią to nie tylko ludzie z marginesu społecznego. To także osoby wykształcone, świadome skutków uzależnienia jak lekarze, jak Anna. Alkohol nie zna litości. W jego morzu topi się rodzinne szczęście, kariera zawodowa, zdrowie. Anna czuje, że jest na równi pochyłej, która przechyliła się w dół. Pije wysokoprocentowe trunki i miesza je z lekami uspokajająco-nasennymi. Skutki tego są fatalne. Kobieta ma lęki, zwidy, majaki. Nie myje się, nie je, nie dba o dom. Jej życie to picie i chwile trzeźwienia przerywane kolejnymi łykami wódki czy koniaku. I nagle w jej życiu pojawia się dziecko. Obolałe, smutne i osierocone. Spragnione miłości, tęskniące za rodzicami. Dziecko trudne i zagubione. Gdzieś w świadomości Anny pojawia się myśl, że wychowanie Oli będzie bardzo trudne. Ale pani doktor nie przypuszcza jak trudne.............
Kto jak nie ja?” to książka chwytająca za serce. Ukazująca ludzką bezsilność wobec okrutnego losu i wobec potwornego nałogu, któremu litość jest bardzo obca. To powieść o walce o lepsze i trzeźwe jutro, to książka o uczeniu się macierzyńskiej miłości. Nie można ją przeczytać bez emocji i łez. Nie można wobec jej fabuły przejść obojętnie. To wreszcie powieść, która nie wydaje się literacką fikcją stworzoną w umyśle autorki, ale prawdziwą relacją z życia pewnej zwyczajnej rodziny, która ma wiele wad, w której żywe są pozory moralności.
Anna jest bardzo kontrowersyjną postacią. Można ją i chwalić i ganić. Owszem jest alkoholiczką, tak ma wiele wad, ale gdzieś w głębi ma też dobre serce, które jest może zamroczone oparami alkoholu, ale i potrafi kochać.
Czytając czułam spływające po policzkach łzy. Płakałam nad losem osieroconego dziecka, ale i nad kobietą upadłą, która próbuje wstać z klęczek, która próbuje stłamsić nałóg. Powieść Kołczewskiej na długo utkwi mi w pamięci. Gorąco polecam jej lekturę. Nie zabraknie emocji, wzruszeń i żalu.
Książkę zrecenzowałam dla Wydawcy.


czwartek, 12 września 2013

Katarzyna Michalak "W imię miłości"


Wydawnictwo Literackie
data wydania sierpień 2013
stron 280
ISBN 978-83-0805-208-2
 
O Ani z Jabłoniowego Wzgórza
 
Każde dziecko bez względu na pochodzenie, kolor skóry czy miejsce zamieszkania powinno mieć pewne prawa. Prawo do beztroskiego dzieciństwa, do spokojnej edukacji, do rodzinnego ciepła i miłości, do zabawy i bezpieczeństwa. To niestety tylko teoria. Na świecie nie brak dzieci, którym okrutny los zabiera beztroskie dorastanie, a w zamian rzuca na barki kłopoty, ból i cierpienie. W imię czego tak się dzieje? Nie wiadomo. Niestety są dzieciaki, które muszą dorosnąć w ekspresowym tempie i poradzić sobie z problemami trudnymi i dla osób dorosłych. Jednym z okradzionych z dzieciństwa dzieci jest bohaterka najnowszej powieści Katarzyny Michalak wydanej w Owocowej serii – Ania Kraska. Dziesięcioletnia dziewczynka od urodzenia była wychowywana samotnie przez mamę. W ich mieszkaniu było skromnie. Finansowo nie stały dobrze. Mama Ani musiała pracować i równolegle uczyć się. Nie mogła liczyć pod żadnym względem na wsparcie rodziny czy ojca dziecka. Trudno i ciężko im bywało, każdy grosz był na wagę złota, ale za to nie brakło im miłości. Ania bardzo kochała swoją mamę, była dzieckiem zdolnym i posłusznym. Pewnego grudniowego dnia zawalił się świat Małgosi i Ani. U tej starszej zdiagnozowano poważną, śmiertelną chorobę. Guza, którego nikt w Polsce nie chciał usunąć. Gosi pozostawało cierpieć potworne bóle i czekać w hospicjum na śmierć. Matka była tak zmęczona chorobą, że brakowało sił do walki. Jej córka zaczęła szukać pomocy w sieci. By nie trafić do domu dziecka Ania pojechała do dziadka, który wcale nie pałał do niej miłością i nie chciał jej wcześniej znać.
To nie pierwsza książka Katarzyny Michalak jaką przeczytałam. Biorąc do ręki „W imię miłości” wiedziałam, że czeka mnie lektura wzruszająca i chwytająca mocno za serce. Nie przepuszczałam jednak, że aż tak bardzo. Ta powieść to niezwykle pięknie napisany wyciskacz łez. Spłakałam się jak bóbr, śledząc losy pokrzywdzonego przez los i rodzinę dziecka, które mimo bólu, cierpienia oraz masy kłopotów pozostaje istotą z dobrym, gołębim sercem. Dorośli związani z nią więzami krwi nie raz ją zawiedli, wyparli się, oszukali. Mimo to Ania potrafi przebaczyć, zapomnieć co złe. Nie jest mściwa, nie pielęgnuje w swoim serduszku złych uczuć. Ufnie daje dziadkowi, ojcu drugą szansę, wierząc w ich dobre intencje. Ania mimo młodego wieku jest bardzo dojrzała, rezolutna i dzielna. Czy Ania Kraska jest podobna do imienniczki z Zielonego Wzgórza? I tak i nie. Wnuczka Edwarda chyba więcej musi unieść, więcej cierpi. Żyje w nieco innym świecie, który bywa obcy i nieprzyjazny. Są w nim ludzie, którzy powinni jej pomóc. Choćby ze względów moralnych. Czy ich na to stać? Od tego zależy być lub nie być dziecka i jego poważnie chorej matki.
„W imię miłości” to książka niezwykle emocjonalna, która uczy, że każdemu należy się prawo do naprawiania błędów, nawet tych najpaskudniejszych. Nawet najgorszy człowiek, kryminalista i morderca może się nawrócić na dobrą ścieżkę, zrobić rachunek sumienia i zmienić życiowy tor na ten właściwy. To także powieść o najsilniejszej miłości, która rozkwita między matką i dzieckiem, i na odwrót. Przetrwa wiele i nie zniszczy jej nawet najgorsze zło.
Mocną stroną lektury są niezwykle realnie i po ludzku nakreśleni bohaterowie. Ludzie mający wady i zalety, ludzie popełniające fatalne błędy i chcący je naprawić. Ania budzi litość, współczucie i sympatię. Bo jak tu nie polubić, ba nie pokochać małej zabiedzonej kruszynki tak doświadczonej przez los? Podobnie jak jej mamę, która nie bała się podjąć mozołu rodzicielskich obowiązków osamotniona i przepędzona. Edward i Ned budzą już mieszane uczucia.
Z całego serca polecam tę powieść. To nie tania sensacja, nie słodki, sentymentalny umilacz czasu. To bardzo smutna, aczkolwiek piękna książka. To podręcznik jak nauczyć się dawać drugą szansę. Jestem pewna, że przy jej lekturze czytelniczki wyleją potoki łez.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 9 września 2013

Diane Chamberlain "Zatoka o północy"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania sierpień 2013
stron 520
ISBN 978-83-7839-570-6
 
Sekrety odkryte po latach
 
W literaturze dla Pań bardzo często przewija się temat rodzinnych tajemnic, które odkrywane po latach znacząco wpływają na losy głównych bohaterów. Osobiście bardzo takie powieści lubię, wręcz za nimi przepadam. Rok temu w lecie odkryłam wyjątkowe pióro D. Chamberlain. Gdy przeczytałam info o wydaniu w Polsce jej kolejnej powieści od razu zaliczyłam ją do grona książek, które muszę przeczytać. Udało się! Lektura "Zatoki o północy" mocno przykuła moją uwagę. To opowieść o dwóch rodzinach, które poznały się dzięki sąsiedztwu letnich domów w pewnej uroczej miejscowości. Ich wakacje były związane z Bay Head Shores, gdzie mogli oddawać się urokom plażowania, pływania, łowienia ryb. Rok w rok było podobnie. Aż pewnego lata wydarzyło się pewne tragiczne zdarzenie, po którym nic nie było takie samo. 17-letnia Izabela została zamordowana w pewną ciepłą noc. Jej ciało znaleziono bardzo szybko. Stróże prawa nie mieli wątpliwości, że to była zbrodnia. Dość szybko też wskazano winnego. Tylko czy trafnie?................
Po latach pewien list nieżyjącej już osoby spowodował, że tragedia sprzed 40 ponad lat znów stała się przedmiotem badań policji.
 
Książka jest bardzo dobra. Od samego początku trzyma w napięciu. Jej narratorkami są trzy spokrewnione kobiety. Matka i jej dwie córki. Każda z nich była w tym czasie na letnisku, gdy zginęła Izzy. Każda z nich przeżyła osobistą tragedię. Szczególnie dotknęła ona Jullie, która przez cztery dziesięciolecia obwiniała się o fakt przyczynienia się do śmierci siostry. Myśl, że zazdrość o chłopaka pchnęła ją do intrygi i kłamstwa była dla niej nie do zniesienia. Wywoływała wyrzuty sumienia i wpłynęła na jej relacje z dorastającą córką. Poczytna autorka książek bywała nadopiekuńcza i zbyt zaborcza.
Książka Chamberlain to powieść dla tych, którzy lubią literaturę z dreszczykiem emocji, mroczne sekrety i dobrą lekturę obyczajową. Sporo się w niej dzieje, akcja rozgrywa się dość szybko, a sama zagadka wcale nie jest łatwa do odkrycia. Powieść jest idealnym dowodem na to, że życie w nieświadomości, kłamstwie może stać się niezwykle nieznośne. To, co nas spotyka ma olbrzymi wpływ na nasze relacje ze światem i bliskimi. A prawda, nawet ta najgorsza i bolesna warta jest poznania. Akcja powieści dzieje się współcześnie i równocześnie przeplata się z wydarzeniami sprzed lat. Były to nieco inne czasy, gdy rasizm miał chyba mocniejszy wydźwięk niż dziś.
Lektura "Zatoki o północy" to spore emocje, a sama powieść opowiada o miłości, namiętności, ludzkich błędach i przesądach. I cóż sprawdza się powiedzenie, że nie zawsze złoto co się świeci. Pozory mogą mylić, ale i fałszywa moralność może wywoływać tragiczne skutki.
Czy warto sięgnąć w nawale wielu księgarskich propozycji po tę książkę? Myślę, że zdecydowanie tak. Autorka umie doskonale wciągnąć nas w treść książki i zaciekawić. Wywołać moc emocji i wzruszeń. Książka sprawia wrażenie bardzo realnej historii, która mogła się wydarzyć wielu osobom żyjącym pomiędzy rozsądkiem a namiętnością. Polecam nie tylko Paniom tą i inne lektury Diane Chamberlain. Ta pisarka ma spory talent i potencjał. Warto go poznać.
Książkę zrecenzowałam dla Wydawnictwa Prószyński i S-ka.


sobota, 7 września 2013

Barbara Sinatra" Jesteś moją muzyką. Moje życie z Frankiem Sinatrą"


Wydawnictwo Pascal
data premiery 25.09.2013
stron 480
ISBN 978-83-7642-217-6
 
U boku Wielkiego Głosu
 
Jego przeboje znam doskonale. Uważam że Głos miał naprawdę wyjątkowy. Często nucę sobie Jego hity słuchając ich przy domowych pracach. Ale o życiu prywatnym Sinatry widziałam bardzo niewiele. Być może spowodowane to było tym, iż wiele lat Jego kariery przypadło na czas gdy mnie jeszcze na świecie nie było i gdy byłam małą dziewczynką. Przeczytanie książki Barbary Sinatry zmieniło ten stan rzeczy. Książka jako biografia nie tylko Franka, ale i Jego żony oraz ich obojga jako pary zrobiła na mnie spore wrażenie. Napisała ją żona, osoba bardzo bliska. Pani Barbarze udało się jednak utrzymać pewien dystans i napisać obiektywnie, chwilami lekko krytycznie, ale i w swoich słowach zawarła to, co do męża czuła. A była to Wielka Miłość. Ta przez duże "M".
 
Początek książki to migawki z życia żony Franka. Pochodziła z niewielkiej miejscowości. Urodziła się w zwyczajnej rodzinie, której się nie przelewało. Uroda była jej atutem i przepustką do Wielkiego Świata. Pracowała jako  modelka i hostessa. Miała za sobą dwa małżeństwa i jeden poważny związek nim związała się z Sinatrą. Ona i Frank to bez wątpienia dwie połówki jabłka. Parą byli ponad 30 lat. Ich małżeństwo trwało 26 lat i było z tych do grobowej deski. Choć dzieliła ich spora różnica wieku bardzo się kochali. Frank był wielką Gwiazdą. Jego kariera rozpoczęła się w małym barze. Osiągnął najwyższe szczyty. Zarobił miliony, kochały go tłumy, miał tysiące wielbicielek. Owszem miał swoje wady i zalety, był wybuchowy i uparty. Ale Barbarę kochał nad życie. Była Jego muzą. Była żoną, kochanką, przyjacielem i doradcą. Musiała iść na kompromis, ale i była w stanie wpływać na Franka. Piosenkarz mający sycylijskie korzenie nie był osobą łatwą we współżyciu. Ale wtedy pomagało im uczucie. Czytając strona za stroną żywiłam coraz większy podziw i szacunek dla autorki. Nie wiem czy sama podołałabym zadaniu bycia żoną Franka. To wymagało wielkiego poświęcenia i kompromisu.
 W życiu państwa Sinatrów spełnił się american dream. Stanie się kimś sławnym i bogatym może spowodować też negatywne skutki. Można wpaść w nałogi i uzależnienia, może się przewrócić w głowie. Frank wprawdzie za dużo pijał Jacka Danielsa, ale jestem przekonana że dzięki miłości żony nie uległ słabościom gwiazd. Byli wspaniałym małżeństwem co w świecie celebrytów jest czymś bardzo rzadkim. O ich codzienności Barbara pisze bardzo ciekawie. Opowiada zabawne i smutne detale ich wspólnego życia, pisze o znajomych i rodzinie. Z historii, którą opowiada łatwo poznać, że z Frankiem była bardzo szczęśliwa. Żona pisze o mężu z wielkim szacunkiem, wachlarzem ciepłych uczuć, ale i stara się oddać czytelnikom Jego rzeczywisty obraz. Obraz utalentowanego człowieka, który miał i wady i słabości i cudowne serce. Showbiznes nie zmanierował Go. Myślę, że bez tak cudownej żony byłby innym człowiekiem.
Książka porwała mnie do innego świata. Świata ociekającego luksusem i bogactwem, który ma swoje wady. Nie jest idealny, ale jak dowodzi życie Franka rodzina bywa w nim wspaniałą i bezcenną podporą. Ważnym filarem, który jest niezastąpiony.
Frank był wyjątkowym człowiekiem, wraz z żoną byli nietuzinkową parą.
Książka oddaje to w doskonały sposób. Czyta się ją z ciekawością. Można jej bez reszty ulec. Bynajmniej tak się stało z moją osobą. Gorąco polecam ją miłośnikom dobrych biografii, fanom Franka i ciekawym życia sław. W trakcie lektury polecam słuchanie piosenek jej bohatera. Daje to wyjątkowy efekt. Doskonała propozycja na jesienne wieczory.
Moja ocena 9/10.
Pani Justynie dziękuję za przedpremierowy egzemplarz.

wtorek, 3 września 2013

Victoria Twead "Nasz rok w Oriencie"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2013
stron 384
ISBN 978-83-7642-157-5
 
Być belfrem w Bahrajnie
 
Victoria i Joe Twead to angielskie małżeństwo, które na drugą połowę życia postanowiło opuścić deszczową Anglię i osiedlić się w słonecznej Andaluzji. O swoich perypetiach związanych z przeprowadzką, aklimatyzacją i życiem w spokojnym miasteczku El Hoyo Victoria napisała dwie urocze książki. Trzecia w jej dorobku lektura jest nieco inna. Tym razem autorka opisuje rok, który wraz z mężem spędziła w kraju orientalnym. Państwo Twead wyjechali tam, by podreperować rodzinny budżet. Posada nauczyciela angielskiego w tym arabskim kraju jest intratna i dobrze płatna. Nie jest to jednak łatwa praca, a Bahrajn to dość specyficzne miejsce do życia dla Europejczyków. Tweadowie przekonali się o tym na własnej skórze, a wrażenia opisali dla czytelników w książce, która jest nieco inna niż sugeruje to opis zamieszczony na okładce. Co innego odwiedzić kraje Orientu w czasie urlopu, a co innego zamieszkać w nim na kilkanaście miesięcy i pracować.
Victorii i jej mężowi w czasie całego pobytu dokuczała tęsknota za spokojem hiszpańskiego miasteczka. Bahrajn to zdecydowanie inne miejsce pod wieloma względami. Tu trzeba przeżyć szok kulturowy, dopasować się do innej rzeczywistości i zwyczajów, odmiennego klimatu i rytmu życia. Na dokładkę trzeba jeszcze wziąć w ryzy zgraję uczniów, z których większość jest do bólu bogata, rozpieszczona i zadufana w sobie. Reasumując, praca w Bahrajnie to spore wyzwanie. Victoria i Joe na kartach książki opisują codzienne dni pełne niespodzianek, zabawnych i stresujących sytuacji. Książka opowiada też o nawiązanych przyjaźniach i zażyłościach, które na obczyźnie rodzą się wręcz automatyczne. Grono koleżeńskie i władze szkoły to istna mieszanka osobowości i przeróżnych charakterów. Życie w kraju islamskim dla cudzoziemca to spore wyzwanie. Trzeba się dostosować do świąt religijnych, miejscowych zwyczajów, kapryśnych rodziców, konserwatywnych władz. W kość daje klimat, brak zieleni, długi pobyt w hotelu. Na dodatek Tweadowie stają się naocznymi świadkami tzw. Arabskiej Wiosny w Bahrajnie. Widzą protesty, marsze, namiotowe miasteczko pod Pomnikiem Perły. Robi się gorąco i niebezpiecznie. To dla pary Anglików ciekawa lekcja.
Tą lekturą rozczarują się ci, którzy chcą przeczytać typową książkę, opowiadającą o kraju islamskim, o jego codzienności i życiu mieszkańców. W publikacji schodzi to na drugi plan. Liczy się spojrzenie na Bahrajn oczami pracujących w nim cudzoziemców, oczami belfrów uczących zgraję rozbrykanych dzieci i nastolatków. Nie znajdziecie w lekturze opowieści o poniżanych kobietach, opisów religijnych rytuałów czy wydarzeń z życia rodzinnego. Czeka Was poznanie wielu przygód państwa Twead, spora dawka orientalnych przepisów kulinarnych i wiele zdjęć dokumentujących pracę i pobyt angielskiej pary. Książkę czyta się łatwo i lekko. Jej początek nieco mnie znużył, bo zbyt wiele słów autorka poświęca życiu szkolnego grona. Ale niedługo trwa ta sytuacja. Akcja szybko rusza z kopyta i staje się ciekawa. Podobnie jak we wcześniejszych książkach Pani Twead dość ciekawie spisuje swoje spojrzenie na otaczający ją świat. Pisze z humorem i dystansem do rzeczywistości. W każdej sytuacji stara znaleźć plusy. Orient wielokrotnie ją szokuje, zachwyca i lekko rozczarowuje. Mimo wszelkich trudności Anglicy doskonale odnaleźli się w islamskim świecie. Pewnie ten czas wspominają z nutką nostalgii. Jeśli jesteście ciekawi ich wrażeń musicie sięgnąć po „Nasz rok w Oriencie”. Tym, którzy czytali już książki o El Hoyo dodam, że w stylu i jakości nie nastąpiły żadne zmiany. Autorka nadal świetnie odtwarza perypetie swoje i męża, opisuje otaczające ich miejsca i ludzi oraz komentuje to co, się dzieje wokół nich. Ciekawa okładka dodaje uroku treści. Bestseller „New York Timesa” zasłużył na swoje miano. Polecam, choć nie spodziewajcie się, że ta książka będzie przewodnikiem po arabskim świecie.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.