wtorek, 8 grudnia 2015

Róże, ach te róże czyli kominek dymi


W grudniu nie pachnie kwiatami. Nic dziwnego, bo sezon wegetacyjny już się w naturze skończył. Brakuje mi lata, słońca i zapachu kwiatów. Nie tych z kwiaciarni, ale tych, co cieszą nos i oczy na łące, w lesie czy w ogrodach. Róża to symbol królewski, to królowa kwiatów. Róża niejedno ma imię. Są róże szlachetne rosnące w szklarniach, są odmiany doniczkowe oraz krzewy różane, które wyglądają naprawdę okazale. Zapach każdej róży kocham i wielbię.

Dlatego w ciemny, długi grudniowy wieczór zapaliłam mój ceramiczny kominek i dodałam kilka, dokładnie 8 kropelek olejku zapachowego Róża marki Pachnąca Szafa. Wystarczyło kilka chwil i ... lato znów zawitało do mojego domu mimo, że za oknem prawie zima. A wszystko za sprawą aromatu. Szybko otulił mój dom, szybko pobudził moje zmysły. Róża ma to do siebie, że pachnie wyraziście i tak intensywnie.
Ten zapach dominuje i nie daje się zapomnieć. 
Ale jego uroda to nie wszystko. Olejek różany to też afrodyzjak, ceniony dodatek do kosmetyków, który ma zbawienny wpływ na skórę. Dodaje się go także do perfum i wód toaletowych. Świetnie prezentuje się solo, jak i jako dodatek do różnych kompozycji.
Olejek różany zawiera w sobie nerol, geraniol, eugenol i flawonoidy. Wykazuje działanie uspokajające, dodaje energii, powoduje, że poprawia się nam nastrój i stajemy się radośni. 
Zapalony kominek napachnił moje mieszkanie przez około 7 godzin. Zapach uspokoił mnie po pracowitym dniu. Odprężyłam się i odpoczęłam. Zrelaksowałam, co było mi bardzo potrzebne. Złapałam oddech i dawkę energii, by dziś napisać tę notkę. 
Wpadłam w romantyczny nastrój, a zamykając oczy przeniosłam się do letniego ogrodu, pod kwitnącą różaną pergolę. 
Róża to sprawdzony i bardzo piękny zapach. Kobiety go kochają, więc gdy nie macie pomysłu na prezent, ten będzie idealny. 
Ten olejek możecie nabyć m.in. 
http://pachnacaszafa.pl/sklep/olejki-zapachowe/62-olejek-zapachowy-r%C3%B3%C5%BCa-.html#.VmZr4b8aD3U



niedziela, 6 grudnia 2015

Haul zapachowy Pachnąca Szafa

Dziś zapraszam Was na filmik zapachowy - marka Pachnąca Szafa - to doskonałe produkty, które polecam na prezent.

Katarzyna Michalak "Sekretnik czyli przepis na szczęście"


Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2015
stron 224
ISBN  978-83-240-3550-2

Nie czekaj! Spełniaj marzenia!

To, co ciągle nam umyka, to, co stale gonimy to uciekający czas. Nikt go nie zatrzymał i mamy go ograniczoną ilość. Bo nasze życie trwa konkretną liczbę dni. Masz marzenia? No pewnie, bo kto ich nie ma! Nie czekaj, spełniaj je! Bo czas płynie!

Powyższe przemyślenia urodziły się w moim umyśle po lekturze "Sekretnika" Katarzyny Michalak, po który sięgnęłam właśnie ze względu na nazwisko jego Autorki. Od razu dodam, że ja niezbyt często czytam poradniki, a jeśli już po nie sięgam to powtarza się pewien schemat. Od początku do końca zawsze, tak dokładnie  - ZAWSZE polemizują z czytaną treścią. Przykładam swoje poglądy do tego, co zawiera dana publikacja i porównuję sobie. Zwykle to jest ostra polemika, czasem wręcz kłótnia. Jak było z "Sekretnikiem"?

Pierwsze, co zrobiło na mnie wrażenie to piękne wydanie. Takie nietypowe pod względem rozmiaru książki, która przypomina pamiętnik. Śliczna okładka, piękna kolorystyka, złocone litery - brawo dla Wydawcy. Nie przypominam sobie lepiej wydanej książki w tym roku. No dobrze, zaraz pojawią się głosy, że książka to nie okładka i... itd.
Zatem zajmę się treścią. To już tradycja, że żaden autor poradnika nie trafił do mnie w 100%. W tym konkretnym wypadku też tak było. Były fragmenty z którymi się zgadzam, ale były i takie które ... Ok, dlaczego piszę o "Sekretniku" jak o poradniku? Bo dla mnie taka właśnie jest ta książka. To doradca jak żyć lepiej i spełniać swoje marzenia. Wychodzę z podobnego założenia jak Katarzyna Michalak, że najpierw trzeba wiedzieć czego się chce tzn. o czym marzymy. Lista konieczna, marzenia trzeba weryfikować. One mają prawo się zmieniać, czasem nawet po dyktando i potrzeby chwili. A potem trzeba myśleć jak zabrać się do ich realizacji. Odnośnie treści chwilami lektura mnie ciekawiła, ale i były momenty, gdy ... czułam się nieco skonsternowana. Może to i dobrze, bo nie każdy jest taki sam, nie każdy tak samo myśli, nie każdy musi być kalką drugiego.
Ta publikacja podobała mi się i chwilami nużyła. Ale przeczytałam ją dokładnie do końca. I mimo, że nie zawsze miałam spójne zdanie z Panią Kasią wiele z lektury wyniosłam. Ba, jak szybko, jak błyskawicznie zaczęłam to wcielać w życie. Bo czas nam dany jest tak krótki. I to przede wszystkim zrozumiałam dogłębnie. Zabrałam się za pewne plany i projekty, które zalśniły w mojej głowie, zaczęłam żyć każdą minutą i mam nadzieję, że w tym wytrwam. Że przeżyję swój czas jeszcze bardziej intensywnie, mocno, na maksa. Bo tak właśnie trzeba. Bo to filozofia stara jak świat, a bardzo słuszna.
Nie można narzucić odbioru takiej właśnie książki w sposób jednolity i schematyczny. Każdy jest inny i powinien odbierać rady najlepiej dla swojej osoby. Bardzo się cieszę, że przeczytałam "Sekretnik". Mnie pomógł od razu i konkretnie, choć nie ocenię najwyżej tej książki.

sobota, 5 grudnia 2015

Krystyna Januszewska "Dziedzictwo"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 592
ISBN 978-83-8069-169-8

Była sobie rodzina...

Była sobie rodzina. Mieszkała na kieleckiej wsi. Nie była to familia wyjątkowa. Ot, jedna jakich wiele w tamtych czasach mieszkało w tym rejonie. Byli to dość prości ludzie pracujący w pocie czoła na roli. Nie byli bogaci, ani znani. Nie mieli kogoś sławnego w swoim gronie. Nie wyróżniali się na tle swojej społeczności. Czy zatem saga opisująca dzieje Kuśmierczyków może być książką wyjątkowo fascynującą, przykuwającą do fotela i wyłączającą z rzeczywistego świata?
Okazuje się, że może. A w czym tkwi sekret piękna tej lektury? Tym razem nie zdradzę! Po prostu odkryjcie go sami.

Ta powieść zadziałała na mnie jak narkotyk. Losy stojącego na pierwszym planie mężczyzny zaciekawiły mnie i wzruszyły. A sama lektura była jak magiczna opowieść o ludziach, którzy wydali mi się bardzo szybko tacy bliscy i znajomi.
Akcja książki przez wiele stron toczy się w Krasocinie niedaleko Kielc. To tu mieszkał Jan - dziadek pisarki, która w sposób naprawdę wyjątkowy opisuje jego dzieje. Nie przyszło Janowi żyć w czasach łatwych. I historycznie i ekonomicznie. Urodził się bowiem w Polsce, której na mapach świata i Europy nie było. Przyszedł na świat pod zaborami. Życie go nigdy nie rozpieszczało. Przyszło mu się zmierzyć z wieloma wyzwaniami. Gdy dorósł nie miał ochotę na żeniaczkę. Był pracowity, ale nie chciał się obarczać rodziną. Chciał pojechać gdzieś w świat, poznać inne życie. Tymczasem na przekór sobie a w sukurs matce ożenił się za jej namową. Panna przypadła mu do gustu. Zaczęło się dorosłe życie, które raz miało gorzki, a raz słodki smak...

Nie potrafiłam oprzeć się tej historii od samego początku. Delektowałam się lekturą strona za stroną. Zagłębiłam się w życie zwyczajnych ludzi. A sama powieść wielokrotnie przypominała mi dzieło Reymonta - "Chłopów". "Dziedzictwo" mu nie dorównuje, ale jest również warte polecenia. Ta sama tematyka, ten sam prosty, chłopski los, podobne problemy, życie w dużej mierze zgodne z naturą, dostosowane do pór roku, a pełny talerz zależny od kaprysów pogody. Ciężka praca, czasem walka z wiatrakami. I historia wrzynająca się mocno i niekiedy boleśnie. Czasem los na barki Jana i jego bliskich zarzucał bardzo ciężkie brzemię, które trudno było nieść dzień za dniem. I wreszcie ryzykowna decyzja wyjazdu w nieznane po lepsze jutro. Te obrazy z życia polskich chłopów bardzo realnie nakreślone mocno wpiły się w mój umysł. I długo w pamięci pozostaną. To była nie tylko wyjątkowa lektura ale i taka praktyczna, konkretna lekcja historii. Poznałam życie zwyczajnych bohaterów którzy mimo zasług nie doczekali się pomników i obelisków. Ale właśnie dzięki takim ludziom Polska przetrwała i jest dziś na każdej mapie.
"Dziedzictwo" to książka piękna i patetyczna, tkliwa i pełna liryzmu. Melancholijna i nastrojowa, ale i pełna zwyczajnego życia oraz jego banalnych obrazków. Warta polecenia dla osób szukających nietypowej lektury i miłośników sag z historią w tle. Mocno ujęła mnie ta opowieść, a jej lektura była sporą przyjemnością. Warto ją poznać. 

czwartek, 3 grudnia 2015

Hanna Ożogowska "Za minutę pierwsza miłość"




Wydawnictwo Akapit Press
data wydania 1994
stron 170
ISBN 83-87463-33-7

Nastolatki from 70's

Lektura, której nie czytałam, tzn. której nie miałam na liście. Bo zawsze wszystkie czytałam, nigdy nie opuściłam nic z kanonu lektur. 
Ponowne spotkanie z Marcinem i Kostkiem, Ewą i Ireną. Kiedyś tak właśnie odebrałam tę książkę, którą przeczytałam dla czystej przyjemności. Dziś jej lekturę odebrałam inaczej, jako powrót do przeszłości. Do lat bardzo wczesnego dzieciństwa, do innego świata, którego już nie ma. Do świata, gdzie nie ma nowych technologii, komputerów, telefonów komórkowych, Facebooka, snapchatów, komunikatorów a jest wiek lat nastu. Jest burza hormonów, zainteresowanie płcią przeciwną, choć już inna moralność, inne trendy zachowań. Czytając śmiałam się nieco, bo z kart książki trąciło myszką, sepią, archaikiem. Było ... tak retro, tak inaczej. Inni idole, inne sposoby spędzania czasu, inne rozrywki, inne problemy, oczywiście nie wszystkie. 
Biorąc się za czytanie w życiu bym się nie spodziewała, że właśnie tak odbiorę tę książkę. I co najważniejsze mimo, że ją odebrałam inaczej niż kiedyś nadal mi się podobał styl autorki. Błyskotliwe dialogi, zawarty w nich humor i dowcip, lekkość. 
Przeczytanie uświadomiło mi, że wracanie do książek może mocno zaskoczyć. I podkreślić prawdę, że życie się zmienia a my - chcąc nie chcąc - razem z nim. Postępowi nie można się oprzeć, powiedzieć "nie". Świat się kręci i my z nim. Bycie nastolatkiem jest niepowtarzalne, a każde pokolenie ma inny świat. Wniosek patetyczny, nad wyraz refleksyjny, nie pasujący do tej radosnej i spontanicznej lektury dla młodzieży, a jednak...
A może ja już jestem na tę książkę za stara, a może zbyt poszłam z postępem do przodu i właśnie się nie starzeję?





środa, 2 grudnia 2015

Lucy Maund Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza"

Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2003
stron 408
ISBN 978-83-0804-131-4

Rudzielec który podbił świat

Przeczytałam po raz kolejny. Nawet szczerze nie wiem który. W tej książce zaczytuję się bowiem systematycznie od czasów dzieciństwa, kiedy wiekiem byłam równa Ani. I wciąż nie mam dosyć tej książki, wciąż odkrywam ja na nowo. Nie widzę sensu pisania tradycyjnej recenzji, bo wypada napisać krótko i dosadnie - to fenomen. W tym tekście właśnie o tym fenomenie zamierzam pisać. Co za nim stoi? Bo coś stoi, coś czarodziejskiego i magicznego, co sprawia, że dziewczynki, nastolatki i kobiety na całym globie wciąż czytają ten cykl, a wydawcy drukują kolejne wydania. Zmienia się format, okładka, a treść wciąż ta sama. Tak samo świetna, przykuwająca uwagę i pozwalająca się w sobie i Ani rozkochać. 

Ta powieść rozpoczynająca fenomenalny cykl to jedna z najważniejszych książek mojego dzieciństwa, która została ze mną i na dorosłą cześć życia. W ramach bookathonu znów ją przeczytałam. I znów Ania wkroczyła w moje życie, znów zachwyciłam się atmosferą Zielonego Wzgórza, spotkałam starych znajomych: Dianę Barry, Panią Linde i Marylę oraz Mateusza. Znów Gilbert robił psikusy, a Ania zagadywała wszystkich na śmierć. Było jak zawsze ... cudownie. Właściwie powrót na karty tej historii był powrotem do tego co określam klasyką najwyższych lotów. Świat się zmienia, pędzi do przodu, Ania jest ta sama. W dużej mierze taka jak ja - ambitna, gadatliwa, romantyczna, wesoła, spontaniczna, biorąca sobie wszystko do serca. Ania nie ma w sobie zła, nie jest wyrachowana. Ktoś powie trochę naiwna, bardzo roztrzepana, naturalna. Tym właśnie najbardziej przyciąga do siebie czytelników, tym robi furorę. Nie starzeje się, choć lata mijają. To moja literacka przyjaciółka z dzieciństwa. Postać z którą bardzo chciałabym się spotkać, porozmawiać. Ania to dla mnie lek na całe zło świata. "Spotykam" się z nią gdy mi smutno i źle. Wciąż uczę się dojrzewać dobre strony nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Ania jest moją nauczycielką odnośnie posługiwania się wyobraźnią - inspiruje mnie do szukania pozytywów, co jest bardzo cenne. Z Anią jestem bratnią duszą. 
Ta powieść i cały cykl to książki ciepłe, radosne, wartościowe, promujące ważne rzeczy. Owszem są dla młodzieży, ale i są dobre również dla dorosłych. Każde kolejne spotkanie z Anią jest inne, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju. Ta sama Ania przekazuje mi ciągle coś nowego i ważnego, co pozwala mi ciekawiej żyć. 
Książka Montgomery to prawdziwa perła, która powinna być lekturą szkolną na całym świecie. Bo wszędzie ludzie powinni być dobrzy dla siebie. Proste nie znaczy złe. Szczere nie jest gorsze od zakłamania a lepsze. 
Czego Ci Aniu Shirley życzyć? Sto lat? Nie, to stanowczo za mało. Tysiąc lat jest właściwsze. Zatem żyj nam długie wieki i wychowuj, baw, ucz i pomagaj lepiej żyć w tym dziwnym świecie.

wtorek, 1 grudnia 2015

Chris Taylor "Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data premiery 2 grudnia 2015
stron 480
ISBN 978-83-240-3424-6

Fenomen kinowej marki czyli wszystko o Star Wars

Gdyby na kuli ziemskiej istniał człowiek, który miałby gotowy przepis na dochodowy film to śmiało mógłby oprzeć swoje rozważania na powstaniu i kinowej "ekspansji" na całym globie Gwiezdnych Wojen. Ta filmowa saga zdobyła miliony fanów na całym świecie, rzesze wielbicieli, którzy oglądali poszczególne części setki razy i znają je tak dobrze, że potrafią cytować z pamięci całe sceny. Ba, ta marka zainspirowała do produkcji przeróżnych gadżetów związanych z filmem, jego scenami, bohaterami. W sklepach roi się od materiałów szkolnych i biurowych, breloków, ręczników, pościeli, kubków ... i tu jeszcze mogłabym długo wymieniać, a wszytko dotyczące Star Wars. Co ma w sobie ta produkcja, że jest tak kasowa? Czym przyciąga widzów i zagorzałych sympatyków? I wreszcie co sprawiło, że Gwiezdne Wojny osiągnęły status fenomenu i wyszły poza kinowe ramy? Co stoi za tym, że na hasło Star Wars ludzie na całym świecie od razu kojarzą klasyk kin ?
Na powyższe pytania odpowiedzi w bardzo obszernej książce szukał Chris Taylor. Pisząc o wybitnej produkcji sam stworzył wspaniałą publikację, którą w zupełności można określić Biblią Star Wars. Moc i siła w pełni się tej lekturze udzieliła. I jest pewnikiem, że entuzjaści docenią tę książkę i pochłoną ją od deski do deski.
Chrisowi Taylorowi przyszło zmierzyć się z niełatwym zadaniem. Z kultem otaczanym na całym świecie czcią i hołubionym przez miliony. Na pytanie co stoi za fenomenem serii filmów odpowiedzi byłoby pewnie setki. Taylor zebrał je wszystkie w książce, która została stworzona z należytą starannością. Jest ona dokładna do granic możliwości i bardzo, bardzo szczegółowa. Zawiera mnóstwo ciekawostek i nawet wielki znawca tematu (piszę na przykładzie jeszcze większego fana - mojego męża, który również przeczytał) znajdzie tu informacje nowe i świeże. Ta publikacja aż dymi od wiedzy o serii George'a Lucasa ale też i obala pewne nieścisłości oraz mity. Wyjaśnia wszystko, opowiada o twórcach, o produkcji, o bohaterach, o powstawaniu kolejnych części, ale i autor wybiega w przyszłość, w której jak prognozuje Gwiezdne Wojny będą obecne i zyskają kolejne rzesze miłośników.

W tej lekturze idzie się zaczytać bez reszty. Nie zabraknie chwil, gdy poczujemy się jak trybik maszyny spod prasy której wyrosło dzieło, zajrzymy do życia filmów, do życia osób związanych z jego powstaniem i produkcją. Czytałam, choć było późno, choć wzrok był zmęczony, choć oczy się kleiły. Chłonęłam treść a w uszach brzmiała mi muzyka z filmu. Przypominałam sobie sceny, dialogi, postacie planu pierwszego i te z tła. To była niesamowita przygodna. A sama książka?
To lektura obowiązkowa dla fanów, to książka wyjątkowo dopracowana, dopieszczona i wspaniale stworzona merytoryczne. Opatrzona przypisami i indeksem nazwisk oraz źródłami ilustracji, które bardzo ułatwiają "poruszanie się" po książce. To lektura dorównująca filmowi. Idealna dla starych i młodych fanów. Doskonały pomysł na prezent dla każdego, kto kocha kino i tę space operę.


poniedziałek, 30 listopada 2015

Gillian Flynn "Mroczny zakątek"


Wydawnictwo Znak literanova
data wydania 2015
stron 512
ISBN 978-83-240-3571-7

Macki przeszłości mogą Cię zawsze dosięgnąć

Przeszłość to niby coś, co minęło i nie ma prawa wrócić. Czy zawsze? Niekiedy przeszłość powraca. Niekiedy ta przeszłość o której chce się jak najszybciej zapomnieć staje się teraźniejszością. Uspane biegiem czasu koszmary wracają i horror zaczyna się od nowa.

Od nowa komplikuje się życie bohaterki powieści "Mroczny zakątek" Gillian Flynn - Libby. Jako mała dziewczynka przeżyła ona potworną traumę, która zmieniła całe jej życie. Panna Day nie miała szczęścia urodzić się w ciepłej, szczęśliwej i kochającej rodzinie. Jej domem stała się upadająca farma, a jej rodzice nie tworzyli zgodnego małżeństwa. Libby miała jeszcze rodzeństwo - siostry i starszego brata, który jako nastolatek sprawiał potężne kłopoty. W domu było biednie, ojciec pijaczyna pojawiał się sporadycznie, matka przytłoczona trudnym bytem poddała się depresji. Brat wpadł w okres buntu i złe towarzystwo, ponoć miał związki z satanizmem. Pewnego dnia na farmie doszło do tragedii. Miało tam miejsce zabójstwo matki Libby i jej sióstr. Zginęły one w wyniku strzałów i zadanych potwornych ran. Libby obecna wtedy w domu jako zabójcę wskazała brata. Tylko ona była wtedy świadkiem zdarzenia, choć go tylko słyszała a nie widziała ukryta i potwornie wystraszona. Po latach pewne osoby z Klubu zbrodni, które skontaktowały się z dorosłą już Libby Day nie są przekonane o winie Bena skazanego na dożywocie. Czy Libby skuszona pieniędzmi, których bardzo potrzebuje pomoże uwolnić brata? Czy prawda zostanie wyjaśniona raz na zawsze, wyczerpująco i do końca?

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki, którą czytałam do później nocy i która mroziła mi skutecznie krew w żyłach. To była mroczna lektura, która przekonała mnie, że zakątki ludzkiej duszy mogą być naprawdę przerażające, a ludzi stać na dokonanie wiele złego. Bo przecież ktoś dokonał tej zbrodni. Ben czy nie on? Ileż razy zadałam sobie to pytanie. Rozwiązania zagadki w trakcie czytania nie dało mi się przewidzieć. Otoczył mnie las grozy, emocji, przerażenia, strachu, niekiedy obrzydzenia. Było idealnie jak na gatunek książki do jakiej "Mroczny zakątek" należy. Nie porównam książki do "Zaginionej dziewczyny" bo jej nie czytałam, ale potwierdzę tezę, że Flynn to autorka doskonała i perfekcyjna, która dysponuje wspaniałą wyobraźnią, dużym polotem i prawdziwym talentem do kreowania mrocznych historii. To nie jest lektura o słodkim klimacie, ona zdecydowanie zdołuje niż poprawi humor i uświadomi do czego zdolny jest człowiek, którego opanuje zło. Opisana rodzina do sympatycznych nie należy. To patologiczny dom, w którym cierpią dzieci. Ma to miejsce z wielu przyczyn. A brak tka zazdrość, zło i kompleksy w takiej atmosferze wyrastają jak grzyby po deszczu. Rodzi się agresja, lęki, zaburza się poczucie własnej wartości. Sama Libby choć jest przecież ofiarą nie wzbudziła we mnie ciepłych uczuć. Nie polubiłam jej, nie czułam dla niej współczucia. Choć stojąc z boku na to zasługuje. A Ben? Czy to naprawdę taki zły i zepsuty chłopak? Dziwne, ale na początku historii to on wydawał mi się bardziej godny uwagi. Libby tryskała wyrachowaniem i lenistwem.

Ta lektura jest doskonała pd względem psychologicznego nakreślenia postaci. Każda z nich jest wyrazista i mało sympatyczna. To powieść wciągająca, która nieco przeraża, a mimo to chce się ją czytać dalej, by poznać winnego. Napięcie znakomite, zawiłość akcji doskonała, klimat przerażający. Groza została obudzona, dreszcze były i to w dużej ilości. Katarzyna Bonda miała rację - warto było skusić się na przeczytanie tego thrillera. Po dłuższym namyśle nie mogę nic krytycznego zarzucić pisarce. Stworzyła doskonałe dzieło w swoim gatunku, któremu należy się pochlebna recenzja i wysoka ocena. Polecam.

sobota, 28 listopada 2015

Stosik na BookAThon!

Oczywiście, że biorę udział w zimowej edycji. Naturalnie, że będę czytać - bo nawet pogoda za oknem - pada deszcz temu sprzyja. Od 30 listopada do 6 grudnia - czytam, czytam i czytam.. A co? Oto okładeczki:
















A jakie są Wasze plany i czy bierzecie udział w zabawie? 

wtorek, 24 listopada 2015

Reyes Monforte "Pocałunki piasku"


Wydawnictwo WAM
data wydania 2015
stron 496
ISBN 98-78-83-2770-190-9


Córka Pustyni


Miłość czyni cuda i ma nieograniczoną moc. Miłość otwiera ludzkie serca, dusze, ale i potrafi wzniecić ogromny żar, która rozpala wszystko wokół ogniem dobra. Miłość pokonuje złe prawo, otwiera granice utworzone w ludzkim umyśle. Dla tego uczucia, o ile jest prawdziwe nie ma żadnych barier i hamulców. Kochające serce jest w stanie zrobić wszystko: zburzyć mury, które wydają się nie do zniszczenia, pokonać przeszkody, które zdają się nie do przeskoczenia, zmienić ludzi, którzy za sprawą tych zmian mają okazję zderzyć się ze swoim prawdziwym ja. Warto kochać i bezcenne jest być kochanym.
Ogrom emocji i morze refleksji nasuwa mi się po lekturze najnowszej powieści Reyes Monforte. Ta hiszpańska pisarka już nie raz doprowadziła mnie do takiego stanu. Jak mało kto potrafi ona tak bardzo zaangażować czytelnika w swoje spisane na papierze historie, że wydaje się iż bardziej realna jest dla nas fabuła książki niż otaczająca rzeczywistość.
„Pocałunki piasku” to dość pokaźna lektura, opowiadająca losy pewnej saharyjskiej dziewczyny, ale i narodu, do którego ona przynależy. Oprócz niezwykle pięknej i wyciskającej łez opowieści o miłości jest w tej książce coś więcej. Drugie dno niosące przesłanie, odsłaniające bolesną aczkolwiek niekiedy ukrytą prawdę o dramacie mieszkańców Zachodniej Sahary, którym los nie oszczędził wyjątkowego bólu i cierpienia. Dał jedynie tragiczny los właściwy tułaczom, którzy nie mogą cieszyć się pokojem i spokojem.
Laia jest Saharyjką. Do dwunastego roku życia żyje na pustyni. Pewnego dnia zostaje wytypowana do wakacyjnego wyjazdu do Hiszpanii w ramach pomocy uchodźcom mieszkającym w obozach dla nich. Trafia do domu sympatycznego małżeństwa Letycji i Sandra. Pobyt dziewczyny przedłuża się ze względu na jej stan zdrowia i chore serce, które wyniszcza pustynny klimat. Laia szybko integruje się z nowym otoczeniem, kocha z wzajemnością nową rodzinę, raduje ją padający deszcz i domowy spokój oraz ciepło, którego nie zaznała na hamadzie. Mija kilka lat, w czasie których Saharyjka wyrasta na piękną dziewczynę, zdobywa wykształcenie i marzy o studiach medycznych. W jej życiu pojawia się też pierwsza i wielka miłość do Julia. Wydaje się, że szczęście otoczyło naszą bohaterkę bezgranicznie. Nagle czar pryska, dobra passa umyka, a o Laię upomina się przeszłość...
„Pocałunki piasku” to książka w którą zagłębiłam się bezgranicznie. Czytając poznałam dramatyczne i zawikłane losy młodej, sympatycznej dziewczyny, ale i inny świat, do którego jak do tej pory nie zajrzałam nawet za pośrednictwem lektury. Świat nie tylko inny kulturowo, nie tylko charakteryzujący się innymi priorytetami, kulturą i tradycją. Świat w którym rządzą przyroda i źli ludzie, którzy dopuszczają do utraty domów i spokoju całego narodu, do wygnania, do okrutnej niepewności jutra tysięcy ludzi zamkniętych bez drzwi i krat w obozach dla uchodźców, gdzie życie jest balansem na kruchej linie. Klimat nie pozwala na swobodę, bieda na dostatek, przeklęta tradycja tysiącom przede wszystkim kobiet zabiera chęć do życia. Wiele z nich wbrew pozornie tylko uznawanym międzynarodowym dokumentom znoszącym i zabraniającym niewolnictwa nie jest wolna. Nie może o sobie swobodnie decydować, podejmować decyzje odnośnie stanu cywilnego i miejsca pobytu. Losy Lai są bardzo wzruszające i dramatyczne. Dziewczynka, a potem kobieta cierpi ze strony losu i swoich bliskich. Ale otrzymuje i w darze miłość od mężczyzny, który o nią walczy. Przewraca do góry nogami niebo i ziemię, by być z ukochaną, by wspólnie dzielić życie. Przy lekturze nie jeden raz roniłam łzy, które płynęły samoistnie. Choćby wtedy, gdy czytałam o samotności Lai, gdy jej jedynymi powiernicami na ogromnej pustyni były tylko gwiazdy. To właśnie te ciała astralne były jej jedyną pociechą, słuchaczkami i kimś bliskim. Samotność Lai i podobnych jej towarzyszek wołała o pomstę do nieba, bo cóż zrobiły te kobiety by tak cierpieć, poza tym, że były kobietami?
Proza Monforte jest niezwykle piękna, wyjątkowa, a pisarka wspaniale oddaje słowami klimat pustyni, zamieszkujących ją ludzi i prawa tradycji oraz natury. Autorka „Burki miłości” pisze plastycznie, elegancko i łatwo pobudza wyobraźnię czytającego. Świetnie oddaje tło powieści, odczucia głównej bohaterki i dramat jej rodaków. Opisuje historię dwojga kochających się ludzi i uwrażliwia na zło, niesprawiedliwość społeczną oraz okrutne losy kobiet, którą niesprawiedliwie cierpią. Z całego serca zachęcam do przeczytana tej wyjątkowej książki, zwłaszcza teraz, kiedy na świecie jest tak niespokojnie, gdy zło tak mocno się panoszy i dotyka niewinnych ludzi.

Co piję gdy czytam czyli herbaciany haul





Kto ciekawy jakie lubię herbatki zapraszam do obejrzenia filmiku

poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozwiązanie konkursu z książką "Ocalenie Callie i Kaydena"

To nie było takie łatwe zadanie! Chciałbym mieć o wiele więcej książek do podarowania. Ale miałam tylko 4 egzemplarze. By nie przedłużać oto zwycięzcy"
- sylwia K
- Dominika  Bruzda
- Zatracona w słowach
- Tajemnica33

Szczęśliwców proszę o wysłanie na mojego maila 
malineczka74@op.pl
swoich danych - adresu w celu wysłania nagród.

niedziela, 22 listopada 2015

Bardzo smutna wiadomość..

Płyną łzy. Pani Monika była autorką z którą prowadziłam wspaniałe spotkanie autorskie. Dziękuję za daną mi szansę. Dziś radują się w Niebie anioły, co kochają książki.
Garść wspomnień w linku http://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2011/12/relacja-ze-spotkania-autorskiego-z.html
Fot. Facebook Moniki Szwai.


piątek, 20 listopada 2015

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 376
ISBN 978-83-8069-163-6

W blasku fleszy Wiktoria Bernat

Na tę książkę czekałam z niecierpliwością i prawdziwym, niekłamanym utęsknieniem od wiosny. Wtedy miałam okazję zagłębić się w I tomie sagi znakomitej polskiej twórczyni powieści dla kobiet Lucyny Olejniczak. Książka mną zawojowała. Dlaczego? Bo kocham tak dobrze skrojone sagi i zafascynował mnie  na zabój w Krakowie z końca XIX wieku. Tak mocno zauroczył mnie ten bardzo wiernie odtworzony klimat, tak silnie zafrapowały losy Hanki i jej córeczki. Bałam się czy drugi tom dorówna temu pierwszemu. Czy będzie tak bardzo emocjonująco i ciekawie. Było. Było naprawdę wspaniale i troszkę mi żal, że kolejny tom serii już za mną. A na trzeci przyjdzie przecież troszkę poczekać. 
 
Na pierwszym planie książki jest Wiktoria. Dorosła kobieta, która odkrywa, że jej miłość nie jest kazirodcza i zakazana, a ukochany to nie przyrodni brat. Bernatówna udaje się w ślad za Filipem do Paryża. Osobiście chce mu oznajmić dobrą nowinę i związać z nim swoje losy. Jej serce mocno trzepocze w piersi. Ze szczęścia i nieco z trwogi. Bo przecież Filip mógł sobie kogoś znaleźć. Mógł zapomnieć, miał nawet do tego prawo. Tak dyktował rozum. Młoda aptekarka jechała więc w daleką podróż z sercem na ramieniu. Obawiała się świata, nowin, ale i była ciekawa jak potoczy się jej życie. Paryż okazał się "wielkim światem", a poszukiwania nie były proste. Wiktoria została zmuszona do zamieszkania na pewien czas w stolicy Francji. Przy okazji poznała wspaniałą przyjaciółkę i rozpoczęła interesującą pracę przy której odkryła, że ma pewien talent...

Ta powieść jest niesamowita i bardzo interesująca. Czytając poznamy losy córki Hanki - Wiktorii nad którą ciąży rodzinna klątwa. Nasza bohaterka jest kobietą inteligentną i wykształconą, ale niekiedy serce przysłania jej rozum. Wiktoria ma wielkie serce i potrafi kochać na śmierć i życie. Potrafi zatracić się w miłości, oddać bezgranicznie uczuciu. Niestety jak to często bywa przychodzi jej zapłacić za to słoną cenę. Nie mając blisko siebie najbliższej rodziny opiera się na przyjaciołach. Ma wielkie szczęście, że ich posiada, bo tylko oni są jej pociechą. Wiktoria jest dzielna, silna i odważna. Mężnie stawia czoło niełatwemu losowi i bierze się z życiem za bary. Nie użala się na swoim losem, ponosi konsekwencje swoich błędów. W historię Bernatówny wplatają się losy Polski i świata. Akcja powieści toczy się bowiem w bardzo gorącym historycznym okresie. W latach 1912-1918, kiedy na świecie jest niespokojnie i wybucha I wojna światowa. Ten aspekt czyni powieść jeszcze bardziej zajmującą i podbijającą serca czytelników. To jest książka o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. To wspaniała napisana pięknym, choć niewyszukanym stylem historia, która jestem przekonana przyczyni się do docenienia talentu jej twórczyni. 
 
Wykreowane na potrzeby książki postacie są naprawdę ciekawe i wyjątkowe. Los w zasadzie ich nie rozpieszcza, a życie wskutek doświadczeń zmienia i sprawia, że stają się dojrzalsze. Są one tak interesujące, że pojawia się chęć poznania ich z bliska w realnym już świecie. Wiktoria zaimponowała mi nie raz, ale i były momenty, kiedy miałam ochotę ją strofować. 
Jeśli zatem drogi Czytelniku marzy Ci się naprawdę dobra książka na długie wieczory polecam lekturę o Wiktorii oraz jej matce Hance. Zrób to, co ja! Zasmakuj w wyjątkowej powieści, daj się przenieść do innego świata, zapomnij o technice i cyfryzacji, odkryj Kraków sprzed lat i czar przedwojennego Paryża. Zobacz świat oczami nieprzeciętnych kobiet, daj się oczarować tej sadze.

czwartek, 19 listopada 2015

Czas na vlog

Właściwie to... vlog już działa od lata. Od lata kręcę filmiki z tym, co z książką związane i ze światem literatury. Robię to dalej z wielką dozą nieśmiałości i tremy, ale.. gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, że zrobię to, ujawnię swe lico i będę się filmować to bym go zwyczajnie wyśmiała. Wiem, że ... nie mam dużej rzeszy fanów, jestem rodzynkiem w moim przedziale wiekowym, bo większość vlogerów to ludzie młodsi ode mnie, nie mam tak wielu wyświetleń jak inni, ale...
JESTEM BOOKTUBERKĄ!!!

I choć może nie  zawsze najlepiej mi to wychodzi, choć może "repertuar" czytanych książek odbiega od tego co polecają w filmach inni to gorąco zapraszam na mój kanał - nazwa świeża - zmieniona !
Zapraszam na Książka TV Według Malineczki74

https://www.youtube.com/channel/UChf-SAjcoJJUJrhTmdZMFqg

środa, 18 listopada 2015

Wyczekiwany kolejny tom cyklu już wkrótce!

Dziś jakże radosna wiadomość. Już niedługo trafi do księgarń ostatni, piąty tom cyklu o Różanach autorstwa mojej ulubionej pisarki Pani Bogny Ziembickiej. 
Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa JAK.

O czym jest ta część? Tu pozwolę sobie zamieścić cytat ze strony Autorki
" Na zawsze Różany to piąta i ostatnia część cyklu. Akcja powieści rozgrywa się współcześnie w Różanach, a także w Izraelu, Stanach Zjednoczonych i Indiach, retrospekcje zaś przenoszą czytelnika do powojennych Niemiec, Związku Radzieckiego oraz Krakowa z lat 50. i 60.
Zosia znajduje w starym kalendarzu swojej niani nazwiska i adresy ludzi, z którymi pani Zuzanna kiedyś korespondowała, i postanawia zaprosić ich na swój ślub z Erykiem. Nie wie, jak wiele wspomnień poruszą te zaproszenia i ile tajemnic dzięki nim się wyjaśni.
Nie wie, kim dla pani Zuzanny była Marynia Fischer – koleżanka z kamienicy na Stradomiu i ze szkoły pielęgniarek – ani jak wiele dla niej znaczył Aleksander Bach, brat Wiery, który razem z rodzicami i Wierą wyemigrował do Ameryki Południowej w 1937 roku, a kilkanaście lat później wrócił do Polski z tajną misją.
Nie wie także, że Natalia, którą Eryk odtrącił, poprzysięgła mu zemstę i że nie cofnie się przed niczym."

 Gdzie i kiedy można kupić książkę?

Wydanie kolekcjonerskie można kupować od 10 listopada. Będzie w sprzedaży do końca lutego, a wysyłka kupionych egzemplarzy rozpocznie się w połowie grudnia.
 http://www.wydawnictwojak.pl/rozany/na-zawsze-rozany-detail
Nie wiem jak Wy, ale ja się już nie mogę doczekać tej premiery!!!

poniedziałek, 16 listopada 2015

Paullina Simons "Sześć dni w Leningradzie"


Wydawnictwo Świat Książki
data wydania 2015
stron 352
ISBN 978-83-7943-889-1

Sentymentalna podróż do krainy dzieciństwa

Na początku był plan napisania książki, potem podróż związana ze zbieraniem materiałów do powieści, wreszcie lektura ujrzała światło dziennie i zdobyła popularność. Zamiast jednej powstały trzy książki, cała trylogia, która podbiła na świecie serca tysięcy fanów, w tym i moje.
Taka była geneza powstania wyjątkowej serii książek należących do lektur, które określę mianem prawdziwych literackich perełek. By powstały, ich autorka wybrała się w podróż do swojej ojczyzny, do Rosji, z której jako mała, dziesięcioletnia dziewczynka wyjechała wraz z rodzicami. Wyjechała nie tak zwyczajnie, ale jak się wtedy wydawało na zawsze, bez prawa powrotu. W latach 70. XX wieku nikt nie myślał, że komunizm tak szybko upadnie i pokolenie rówieśników Paulliny będzie mogło powrócić do kraju dziecięcych lat. Podróż miała miejsce pod koniec lat 90. W Rosji panował już inny ustrój, nastąpiła pieriestrojka, ale wiele rzeczy pozostało bez zmian. Niekiedy zmiany nastąpiły na gorsze. Dzięki temu autorka „Jeźdźca miedzianego” pewne miejsca, zjawiska mogła obejrzeć takimi, jakie były w latach jej dzieciństwa. Ta niezwykle sentymentalna podróż była jednak bardzo krótka. Trwała ledwie 6 dni. Pisarce towarzyszył ojciec, który przez wiele lat związany był z Radiem Swoboda - Wolna Europa. Ta wycieczka wiele ich kosztowała i nie mam tu na myśli przeliczalnych środków pieniężnych. Wspólnie przeżyli mnóstwo wzruszających chwil. Popłynęło morze łez, była cała lawina emocji, wilgotniały oczy i w żaden sposób nie dało ukryć się pod maską obojętności potężnych przeżyć.
Jurij i jego córka spędzili czas bardzo intensywnie. Odwiedzili miejsca z przeszłości, spotykali się z rodziną i pozostałymi w Rosji znajomymi oraz sąsiadami. Wspominali, a przeszłość wielokrotnie stawała im przed oczyma. Widzieli również drastyczną różnicę, wręcz przepaść między krajem, w którym mieszkają a Państwem Carów, w którym kiedyś był ich dom. Tam jakby czas zatrzymał się w miejscu. Raziła bieda, fatalne warunki sanitarne, niskie płace, zacofanie w wielu dziedzinach życia. Nadal smakował kawior, bliny i inne rosyjskie specjały. Rosja okazała się piękna, ale i brudna, zaniedbana. Na każdym kroku widać było budynki i zabytki proszące się o remont. Nie brak było też miejsc, które wołały o posprzątanie. Mimo to, wiele zakątków samego Leningradu (ta nazwa jest użyta nieprzypadkowo i w tytule książki, i w tym tekście) budziło sentyment, powodowało łezkę w oku. Paullina szykując się do stworzenia powieści o miłości, która wybucha w trakcie oblężenia jej rodzinnego miasta pilnie szukała przeszłości, odwiedzała miejsca pamięci, cmentarze, pomniki. Na każdym kroku wypatrywała tamtego wojennego oblicza miasta nad Newą, by w swojej książce jak najwierniej opisać przeszłość. Ta praca wyczerpała ją emocjonalnie, wręcz wyłączyła ze współczesnego życia, siłą przeniosła do przeszłości, która jest bardzo smutna, tragiczna, pełna tysięcy ofiar, które musiały oddać życie, by faszyści nie zdobyli Twierdzy Carów.
Czytając książkę, podróżujemy przez sześć dni wraz z córką i jej ojcem, odkrywamy Rosję i jej przeszłość. Książka łączy w sobie coś z pamiętnika, lektury podróżniczej i reportażu. Mnie od samego początku mocno oczarowała. Chłonęłam kolejne strony całkowicie oderwana od tego, co tu i teraz, skupiona na tym, co zapisano. Moja uwaga była niezwykle pobudzona nie tylko dlatego, że interesują się Rosją, ale też i dlatego, że cenię Trylogię Miedzianą i jestem jej zagorzałą miłośniczką. Gorąco polecam tę publikację nie tylko tym, którzy są fanami prozy Simons. Także tym, którzy jeszcze książek tej pisarki nie czytali. Wierzę, że po przeczytaniu „Sześciu dni w Leningradzie” tym bardziej po nie sięgną, przeczytają i dogłębnie zrozumieją – i tematykę i geniusz prozy autorki „Jedenastu godzin”.

niedziela, 15 listopada 2015

Jan Grzegorczyk, Tadeusz Zysk "Wiejskie gryzmołki Pana Pierdziołki"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2015
stron 56
ISBN 978-83-7785-712-0

Gdy chcesz się pośmiać - przeczytaj!

Za oknem druga połowa jesieni. Ta brzydsza połowa. Deszczowo, wieje, dzień krótki, mgły - po prostu nostalgicznie, smutno, depresyjnie. Z racji, że jestem osobą która goni smutki z życia ciągle szukam skutecznych sposobów na poprawę nastroju. Z wypróbowanych metod polecam lekturę, oczywiście odpowiednią do tego by nas rozweselić. W tym miesiącu z tego gatunku proponuję książkę w której tytułową postacią jest Pan Pierdziołka. Ów jegomość o którym wydano już czwartą książkę postanowił wyjechać ze swoimi pociechami na wieś i tam je wychowywać. A wieś jak wiadomo jest inna od miasta i ma wiele interesujących ciekawostek zwłaszcza dla dzieci. Jako dorosła przez czas lektury też chyba wymłodniałam, śmiałam się po uszy i doskonale bawiłam. A wszystko to za sprawą rewelacyjnych wierszyków- rymowanek oraz doskonałych ilustracji autorstwa Kasi Cerazy. 
 
Już sama okładka okazała się rozbrajająca, a co dopiero środek!
Co czeka nas w lekturze? Zajrzenie do wiejskiej zagrody, gdzie pełno zwierząt niespotykanych w miejskiej dżungli, pobyt na polu, w sadzie, poznanie wiejskiej społeczności i wszelkich uroków życia na prowincji. Jednym słowem coś egzotycznego dla mieszczucha. Tak sobie siedziałam, czytałam, śmiałam się i zrobiło mi się naprawdę wesoło. Bo przy wierszykach coś odkryłam. Doszłam do wniosku, że na życie można sobie patrzeć mocno na poważnie, ale i z humorem. Często łatwiej w ten drugi sposób. Bo tak przyjemniej i mniej boleśnie, bo czasem trzeba mieć odrobinę dystansu. Humor i jego poczucie w życiu pomaga. 
Zatem dzięki Panu Pierdziołce spędziłam w doskonałym nastroju szarą i deszczową niedzielę. Niektóre wierszyki wręcz weszły mi w pamięć. I z pewnością będę do nich jeszcze zaglądać, bo dobrego nastroju w życiu nigdy nie za wiele. 
Polecam książeczkę - pięknie i starannie wydaną - każdemu. To doskonały pomysł na prezent na każdą okazję.


sobota, 14 listopada 2015

Zofia Miedzińska, Michał Miedziński " Skandynawia. Światło Północy"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2015
stron 290
ISBN 978-83-7942-916-5

Zaproszenie do odkrycia Skandynawii

Weźmy do rąk katalog losowo wybranego biura podróży. Jego większa część będzie zawierała oferty eskapad do krajów Basenu Morza Śródziemnego, nie zabraknie propozycji wyjazdu na ciepłe wyspy, będą oferty zapraszające do stolic Europy, wycieczki szlakiem zamków. A czy trafimy na wyjazdy do Skandynawii? Bardzo rzadko. Wielu powie, że nie warto tam jechać, bo zimno, czasem długo ciemno, pusto i jakoś tak nieciekawie. Taki pogląd to błąd. Tak twierdzę po przeczytaniu książki, której poświęcam ten tekst. Skandynawia to niezwykle ciekawy region turystyczny, który może okazać się tak interesujący, że zakochamy się w nim na zbój i będziemy wielokrotnie tam powracać, chcieć go zwiedzać jeszcze i jeszcze i jeszcze i ... nigdy nie będziemy mieli dosyć. Ciągle coś nas zauroczy, zaciekawi, zachwyci...
 
To prawda, że w Skandynawii bywa chłodno, lato jest krótsze, zimą trwa noc polarna. Nie ma tu smacznych, egzotycznych owoców, kuchnia jest dość uboga, ale wierzcie atrakcji dla zwiedzających jest całe mnóstwo. Bo Skandynawia to ląd i wyspy, góry i morza, lasy i jeziora, bogata fauna i flora, piękne krajobrazy, dzika przyroda, wyjątkowa historia, trudne do nauki i posługiwania się języki, ale i przyjaźni ludzie oraz istne cuda natury. Jednym słowem same pyszności nawet dla wybrednych gości. 
Autorzy publikacji - Pani Zofia i Michał zabrali mnie w naprawdę wyjątkową i niesamowitą podróż. Złożyło się na nią ich kilkanaście podróży odbytych i latem i zimą, wiosną i jesienią. Trasy wiodły  w pełni cywilizowane i dzikie zakątki. Nie zabrakło zwiedzania miast, ale i biwaków na łonie natury z dala od ludzkich domostw. Była wycieczka do krainy, gdzie mieszka Święty Mikołaj - Laponii. Były wyspy i całkiem małe wysepki, gdzie nikt nie mieszka. 
Książka to prawdziwy kalejdoskop miejsc, zdarzeń, ludzi, krajobrazów, zabytków, tajemniczych budowli. To powiew polarnego mrozu, upał sauny, zapach igliwia, blask polarnej zorzy. A sama lektura to prawdziwa gratka dla tych, co lubią podróże z książką w ręku. 
Jest napisana lekko i ciekawie. Czyta się z zaciekawieniem. Zawiera mnóstwo wiedzy o krajach skandynawskich podanych przystępnie i błyskotliwie. To tak naprawdę nuta przewodników ze sporą dawką świetnego reportażu i odrobiną dziennika z podróży. Tekst uzupełniają piękne zdjęcia. Szkoda, że zabrakło w książce mapek. Reasumując to doskonały debiut zabierający w podróż, którą zapamięta się do końca życia. Lektura łamie wiele mitów o Skandynawii, opowiada o jej różnych obliczach, o jej czarze i uroku, które są niepowtarzalne i jedyne w sobie. Smutno było mi się rozstawać z książką, a przeczytanie jej zdecydowanie przekonało mnie, by kiedyś ujrzeć opisane miejsca na własne oczy. I ba, byłabym nawet skłonna tam zamieszkać, może nie na całe życie, ale na dobrych kilka lat. 
Zachwycona po uszy książką zapraszam do jej poznania i odbycia niesamowitej eskapady w towarzystwie doborowych kompanów jakimi są Autorzy.


czwartek, 12 listopada 2015

Konkurs!!! Do wygrania książki "Ocalenie Callie i Kaydena"





Komu się marzy ta książka? Zapraszam, niech staje w konkursowe szranki.
Do wygrania aż 4 egzemplarze tej doskonałej lektury. A konkursowe pytanie wcale nie jest trudne!
Oto regulamin:


1 - Organizatorem konkursu jestem ja, autorka tegoż bloga
2 - Sponsorem nagrody jest Zysk i S-ka (książki) oraz ja (koszt wysyłki).
3 - Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na kwestię :
Przekonaj mnie i napisz dlaczego książka powinna trafić właśnie do Ciebie!
4 - Konkurs trwa od dziś tj. 13 listopada 2015 do 20 listopada do godziny 23.59.
5 - Ogłoszenie zwycięzców nastąpi w poście na tym blogu dnia 23 listopada, a zwycięzcy zostaną powiadomieni przeze mnie droga mailową.
6 - Nagroda jest książka w formie papierowej, otrzymają ją osoby, których odpowiedź spodoba mi się najbardziej. 
7 - Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu do wysyłki w Polsce.
8 - Jeśli osoba wybrana przeze mnie nie odezwie się w ciągu 7 dni, nagroda zostanie przyznana komu innemu.
9 - Odpowiedzi wraz z Waszym adresem mailowym zostawiajcie w komentarzach pod tym postem.
10 - Warunkiem konkursu jest polubienie profilu mojego bloga na FB
https://www.facebook.com/Cudownyswiatksiazek3blogspotcom-blog-1445518105731287/timeline/?ref=hl oraz profilu Wydawnictwa Zysk i S-ka https://www.facebook.com/zyskiska/?ref=ts&fref=ts
 11 - Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

środa, 4 listopada 2015

Estelle Maskame "Czy wspominałam, że Cię kocham?"


 
Wydawnictwo Feeria
data wydania 2015
stron 408
ISBN 978-83-7229-514-9

Tamto lato, które zmieniło wszystko

Kilka dobrych lat temu w telewizji emitowano serial "Bevery Hills 90210". Byłam jego zagorzałą fanką. Kilka dni temu sięgnęłam po książkę, która okazała się dokładnie w typie wyżej wymienionej produkcji. Szybko podbiła moje serce i bardzo przypadła mi do gustu. O jakiej książce mowa? O powieści rozpoczynającej świetną serię Dimily autorstwa Estelle Maskame, którą zamierzam przeczytać. Choć to książka z półki Young Adult wspaniale mi się ją czytało, a lat mam już nieco więcej niż jej bohaterowie. Po raz kolejny zatem stwierdzam, że nie powinno się zabraniać dorosłym czytania książek dla młodzieży!

Główną bohaterką książki jest nastoletnia Eden, która pochodzi z rozbitej rodziny. Jej rodzice rozeszli się. Ona mieszka z matką w Portland, ojciec założył nową rodzinę w Mieście Aniołów. Kontakt dziewczyny z tatą na długi czas zamiera. Niespodziewanie pewnego dnia rodzic zaprasza córkę na wakacje. Eden postanawia poznać macochę i przyrodnie rodzeństwo. Na kilka tygodni udaje się do Los Angeles i to lato zmienia diametralnie jej życie. A wszystko dzięki jednemu z jej nowych braci - Taylorowi, który na pierwszy rzut oka wydaje się wyjątkowo nieprzyjemny i antypatyczny... Pozory jednak mylą! 

Tę książkę po prostu pokochałam. Z każdą stroną to uczucie było mocniejsze! Bo jestem zdania, że nie sposób oprzeć się jej urokowi. Znów znalazłam się w świecie nastolatków, którzy stoją na kładce między dzieciństwem a dorosłością. To nie jest najbezpieczniejsze miejsce w życiu, ani jego beztroski etap. Trudno nagle zrzucić skórę dziecka i stać się kimś dojrzałym. Na nastolatków czekają rozmaite pułapki, a hormony buzują, ciekawość wodzi za nos. Łatwo o błąd, którego konsekwencje mogą być bardzo obciążające. Eden miała tamtego lata trudne wakacje. Poznała nową rodzinę, a także smak miłości, zauroczenia. Wypiła zbyt dużo alkoholu i wylała wiele potu oraz łez. Przekonała się, że w świecie dorosłych czasem wszystko bywa irracjonalne i trudne. Kalifornia to inne miejsce niż jej rodzinne miasto. I nic dziwnego, że nastolatkę oszołomiło bogactwo, blichtr, imprezy. Znalazła się w innym świecie, poznała nowych ludzi i zakosztowała owoców zakazanych. Czy były aż takie smaczne jak się wydawały?
 
 Maskame świetnie udało się wyrysować słowami świat nastolatków z jego typowymi atrybutami, plusami i minusami, blaskami i cieniami. Nie jest on bezpieczny i potrafi nieźle sparzyć, co Eden nie raz odczuła. Ale.. jest i magiczny, tajemniczy i kusi niczym najpyszniejsze ciastko! Miłość łatwo pomylić z zauroczeniem, pożądanie z uczuciem. I mało kto jest gotowy na prawdziwy związek. To była dla mnie czytelnicza podróż do przeszłości. Sentymentalna, z nutą nostalgii za czasem, który już minął. Estelle Maskame podbiła moje czytelnicze serce. Lekturę czyta się łatwo i przyjemnie. Wir życia nastolatków jest dynamiczny. W książce próżno szukać nudy, wiele się dzieje na jej kartach. A wykreowani przez pisarkę bohaterowie potrafią nieźle zaskoczyć. To świetna propozycja nie tylko dla córek, ale i dla ich mam. Z pewnością przypomni jak to jest mieć naście lat i "te" problemy, które potem stają się lśnić inną barwą. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić ten tytuł i czekać na kolejny tom serii. Oby szybko się ukazał.

wtorek, 3 listopada 2015

Szczęście do wzięcia - dołącz do akcji - wspomóż dzieci

(fot. shutterstock.com/aj)


Kochamy czytać i nawet nie zastanawiamy się jak bardzo smutne byłoby nasze życie, gdybyśmy, z różnych powodów, nie mogli tego robić…


Dzieci niewidome, z oczywistych względów, nie mogą czytać książek w taki sposób jak my i niestety nie możemy nic z tym zrobić. Często nie mają możliwości czytać nawet książek brajlowskich, ponieważ są poza ich zasięgiem finansowym! Przykładowa powieść dla młodzieży w wydaniu brajlowskim to kilka grubych tomów - koszt wyprodukowania każdego z nich to około 170 złotych, więc cała książka (jedna!) to wydatek rzędu 1000 złotych…

Wprowadzając na polski rynek książkę Szczęście do wzięcia, która rozpoczęła jedną z najpiękniejszych akcji charytatywnych w historii Stanów Zjednoczonych Wydawnictwo WAM chce wesprzeć czytelnictwo wśród dzieci niewidomych. Razem z Wami pragniemy pomóc wychowankom Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie.

W jaki sposób możesz pomóc? Aż do Świąt Bożego Narodzenia odkładaj (np. do słoika podobnie jak bohaterowie Szczęścia do wzięcia) drobne kwoty, które zostaną Ci np. z zakupów, a następnie wpłać je na konto Stowarzyszenia Nadzieja z tytułem przelewu: Szczęście do wzięcia (nr konta: 15 1240 4461 1111 0000 4661 0607). Oprócz środków zebranych przez Was Wydawnictwo WAM dodatkowo przekaże Ośrodkowi równowartość tej kwoty (nie mniej niż 1000 zł i nie więcej niż 5000 zł) Całość zgromadzonych w ten sposób środków zostanie wykorzystana na zakup książek brajlowskich do biblioteki Ośrodka. ( tekst ze strony www.deon.pl)

Regulamin akcji znajdziecie pod linkiem http://www.deon.pl/szczesciedowziecia/o-akcji/art,2,regulamin-akcji-charytatywnej-szczescie-do-wziecia.html?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul


Jason F. Wright
Szczęście do wzięcia

Drobny gest wystarczy, aby zmienić świat i nas samych na lepsze

Hope (Nadzieja) jest młodą, ambitną dziennikarką, prawdziwą dumą swojej adopcyjnej mamy. Marzy o napisaniu reportażu, który przyniesie jej wielką sławę. Zafascynowana fenomenem tajemniczych podarunków, które otrzymują ludzie w potrzebie, rozpoczyna prywatne śledztwo.

Rozwiązując zagadkę Hope przekona się, że uczynione dobro zawsze do nas wraca w najbardziej niespodziewanym momencie. Przeżyje wspaniałą przygodę - spotkania cudownych ludzi i zrozumie, że dla osiągnięcia własnych celów, nigdy nie można wykorzystywać zaufania drugiej osoby.

Przepiękna, wzruszająca książka, która zainspirowała miliony Amerykanów do dzielenia z bardziej potrzebującymi. Przeczytaj i przyłącz się do wielkiej wspólnoty pomagania. Tak, aby kiedyś ktoś pomógł również Tobie… ( tekst ze strony www.deon.pl)

Gorąco zachęcam Was do udziału w tej Akcji.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Jonathan Kellerman "Diabelski walc"


Gdy diabeł prosi do tańca


Po raz pierwszy przeczytałam książkę pióra Kellermana i to było bardzo miłe spotkanie. Gruba książka wciągnęła mnie do świata, w którym wieje grozą.

 Cassie jest małą dziewczynką, która ma problemy ze zdrowiem. Już kilka razy trafiła pod opiekę lekarzy w stanie ciężkim. Wysoka gorączka, problemy żołądkowo-jelitowe, trudności w oddychaniu, hipoglikemia nie mają wyjaśnionego podłoża. Za każdym razem medycy ratowali dziecko z opałów, ale nie mogli dociec co jest przyczyną tych kryzysów. W takiej sytuacji lekarka prowadząca dziecka poprosiła o pomoc lekarza psychologa dziecięcego. Zasugerowała, że mogą mieć do czynienia z zespołem Munchausena per procura. Brzmi tajemniczo, a czym jest ten problem? Polega on na zaburzenia więzi dziecka z rodzicem, zwykle z matką, która przypisuje córce lub synkowi objawy chorobowe lub też sama przyczynia się do ich wywołania. Jest to zatem nic innego jak swoista forma maltretowania dziecka w perfidny i wyrachowany sposób. Alex Delaware ostro zabiera się do pracy. Poznaje Cassie i jej rodziców, przebywa na oddziale, gdzie hospitalizowane jest dziecko, odwiedza dziewczynkę w domu, prowadzi śledztwo przy pomocy kolegi związanego kiedyś z policją, a wszystko po to, by mała pacjentka nie podzieliła losów jej starszego braciszka, który zmarł jako niemowlak. Czas goni, ktoś zagraża dziewczynce, a im więcej faktów wychodzi na światło dzienne, tym bardziej skomplikowana okazuje się sytuacja, dochodzi do tragicznych splotów zdarzeń i morderstw. Czy Alexowi uda się usunąć zło z życia Cassie? Zapraszam do przeczytania książki.

Ta powieść to doskonałe połączenie kryminału z thrillerem psychologiczno-medycznym. Choć nie jest cienka czyta się ją w miarę szybko, a treść mocno skupia naszą uwagę na akcji, która toczy się swoistym tempem. Z każdą stroną zagadka coraz bardziej się wikła, ukazuje ciemne strony ludzkiego umysłu i psychiki. Autor wyczula nas na krzywdę dziecka, które niczemu nie jest, a jednak winne cierpi. Budzi nasze współczucie i litość oraz złość na osobę, która stoi za problemami Cassie. Lektura jest dopracowana, pełna szczegółów, które składają się na skomplikowany wzór. Czytając czułam się jak w coraz bardziej zawiłym labiryncie, z którego chciałam się wydostać a tym samym poznać kto jest winny. Nie można zarzucić tej pozycji nudy, stagnacji, monotonii. "Diabelski walc" to zatem książka od której nie mogłam się oderwać, która zaciekawiła mnie bezgranicznie i szybko mi się spodobała. Doceniłam kunszt dialogów, opisów i przybliżenia laikowi problemu medycznego, jakim jest zespół Munchausena. Książka jest naprawdę świetna w swoim gatunku, pełna sekretów, nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz kolejnych poza główną zagadek. Lektura znajdzie uznanie nawet najbardziej wybrednych miłośników gatunku do jakiego należy. Polecam ją gorąco zwłaszcza tym, którzy lubią książki z medycyną w tle.

niedziela, 1 listopada 2015

Mieczysław Bieniek "Hajer na andyjskim szlaku"


Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2015
stron 352
ISBN 978-83-6196-827-6

Wrażenia z niezwykle barwnej podróży

Kim jest Hajer? To były górnik, podróżnik, osoba mająca w genotypie gen wagabundy, człowiek odważny, kapitalny kompan i towarzysz w eskapadach w przeróżne miejsca na ziemskim globie. Do tego rewelacyjny autor książek podróżniczych – ma ich już kilka w dorobku – które czyta się na jednym wdechu i ma się nieodparte wrażenie jakby się w opisywanym miejscu rzeczywiście było. Dzięki lekturze najnowszej publikacji Mieczysława Bieńka zagościłam w Ameryce Południowej – kontynencie, o którym po lekturze powiem z pewnością i w pierwszej kolejności jedno – że jest niesamowicie barwny, że jest niczym kalejdoskop.
Cztery państwa, wiele kilometrów, setki przygód, mnóstwo wrażeń, niesamowite widoki, ciekawi ludzie, przeróżne zjawiska pogodowe i przyrodnicze, bajecznie kolorowy folklor, egzotyka – to wszystko wypełnia książkę napisaną z olbrzymią dozą humoru. Nawet trudne i nieprzyjemne sytuacje, a i takie zdarzyły się w czasie tej podróży napisane są bez przerażenia i patosu, bez narzekania. Wniosek z tego płynie jeden – Pan Bieniek to urodzony podróżnik i niepoprawny optymista, a sama lektura to świetna książka dla tych, którzy lubią wojaże, ale i dla maruderów.
Książka to wspaniały tekst, mnóstwo zdjęć i ciekawostek. Trasa podróży nie jest ściśle sprecyzowana, niekiedy ulega modyfikacjom, a decyzje o nich są spontaniczne i podejmowane bez analizy za i przeciw. Decyduje ekspresyjny charakter Hajera, zbieg okoliczności, potrzeba chwili. Jak mówi młodzież: Pełen spontan. A przez to relacja podróżnicza jest porywająca, zaskakująca i niezmiernie ciekawa. I choć czasem jest chłodno, głodno, mokro i niewygodnie, to nie czas narzekać. Przecież wokół jest tak pięknie! Autor to twardy mężczyzna i ta podróż to nie wygodne zwiedzanie, nie ekskluzywne hotele, ale moc wrażeń w podrzędnej knajpce, spanie pod gołym niebem i zakradanie się bez biletu tu i tam.
Opowieści o najciekawszych punktach mijanych w drodze są różnorodne i barwne. To relacje ze strajku studentów, wizyta w muzeum złota, odwiedziny w kopalni srebra oraz soli, pobyt na pięknej plaży, zdobycie wulkanu, spływ amazońską rzeką, odwiedziny w domostwie Indian czy poznanie pływających wysp Uros oraz kanionu Colca. Nie brak spisanych wrażeń z Machu Picchu, z religijnych procesji i karnawału w Tupizie.
Wobec tej relacji blednie nawet najbardziej kolorowa papuga, a dymiące kolorem zdjęcia przyprawiają o zawrót głowy. A jak kusi, by wybrać się w taką podróż!!!
Kolejną lekturę autorstwa Bieńka gorąco polecam tym, którzy kochają podróże, tym, którzy niewiele wiedzą o południowoamerykańskim kontynencie, tym, którzy lubią odkrywać świat nie u boku przewodnika, ale na własną rękę. Książka przekonuje, że właśnie taki rodzaj zwiedzania jest najlepszy i dostarcza najwięcej emocji i niezapomnianych wrażeń.
Wydawcy należą się słowa uznania za piękne wydanie książki. A zatem wraz Autorem zapraszam do krainy Indian, dżungli i wspaniałych krajobrazów.

Alina Mrowińska "Magda, miłość i rak"

Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania 2013
stron 224
ISBN 978-83-6301-446-7

Wojowniczka

Od razu, na wstępie mojego tekstu dodam, że ta notka to nie będzie typowa recenzja i nie przypadkiem ukazuje się ona właśnie dziś, w dzień, kiedy wspominamy Tych, co odeszli. 

Bohaterką książki jest kobieta, żona, matka, która zmarła przedwcześnie. Po ośmiu latach choroby zabrał ją rak. Magdalena zachorowała w wieku 27 lat na raka piersi. Okrutne, bo w tym czasie życia powinniśmy nim się w pełni cieszyć, to nie czas na zmagania z potworem o imieniu nowotwór. A jednak Magda jak wiele innych kobiet znalazła się na pechowej liście losu. W książce opowiedziała o swoim życiu z rakiem, o tym jak on je zmienił. Nie oszczędziła czytelnikowi nic z bólu, dramatycznych przeżyć, negatywnych uczuć, ale i opowiedziała o tym, co w tym trudnym czasie spotkało ją dobrego. Pewnie wielu z Was będzie trudno uwierzyć, że w czasie choroby nasza Bohaterka starała się jak najbardziej normalnie żyć, pracować, pomagać innym. Została żoną, urodziła całkiem zdrowego synka Leosia, walczyła z bólem i skutkami ubocznymi terapii. O swoich zmaganiach opowiedziała również w filmie dokumentalnym, założyła fundację Rak’n’Roll. I dzień po dniu dzielnie walczyła dla siebie, dla dziecka, dla bliskich. Było jej trudniej, bo jej rodzice również zmarli na raka, matka dokładnie na taką odmianę jak córka. Chwytała życie pełnymi garściami, żyła na przekór chorobie, łapała chwile szczęścia, cieszyła się codziennością. Żyła ponadprzeciętnie. Nie oszczędzała się, nie użalała, ale z optymizmem patrzyła w przyszłość. Oczywiście zdarzały się jej chwile załamania, płacz, morze łez i rozpacz, ale one nie wzięły górę. Książka to nie tylko wypowiedzi Pani Prokopowicz i jej zapiski, ale i słowa jej męża Bartosza, a także ważne słowa- rady psychoonkologa Marioli Kosowicz. 

Nie będę oceniać tej lektury tak jak zwykle to robię. Bo to nie taka książka. Tu nie ma nic do rzeczy styl, narracja czy dobór słów, stylistyka itd. Tu liczy się głębia przekazu. Tę historię napisał los i ludzie, a przede wszystkim dzielna Wojowniczka. Różne są reakcje osób, które dowiadują się z lekarskiej diagnozy o potwornej chorobie. Jedni załamują się, inni starają się zapomnieć, jeszcze inni przestawiają góry by wrócić do zdrowia. Ile trzeba sił do walki. Ile ta bitwa kosztuje. Czasem kończy się wygraną raka, ale ... chory może też wygrać. Paradoks? Ależ nie! Magdalena wyrwała losowi wiele pięknych dni, wiele momentów szczęścia, wiele zwyczajnej, ale jakże wspaniałej i cieszącej codzienności. Jeśli jednak myślicie, że było jak w bajce, że było sielankowo to jesteście w błędzie. Były i chwile czarne i mroczne, były konflikty, była trudna proza życia, nieżyczliwi ludzie. Była sinusoida. Raz lepiej, a raz gorzej. 

Książka wzrusza, najmocniej jak tylko lektura może to zrobić. Bohaterka upublicznia swoją chorobę, by dodać otuchy innym, by nieść wsparcie. Wie, co przeżywa chory, wie jak boli diagnoza, wie ile kobietę kosztuje utrata kobiecości, jak trudno pogodzić się z utratą piersi, włosów, rzęs i brwi, jak to jest popatrzeć w lustro na blizny. Magdalena łamie stereotypy, wstyd chowa głęboko do szuflady. I ma swoje motto, swoje hasło, które powtarza jak mantrę : ŁEB DO SŁOŃCA! 
Przeżyła o wiele dłużej niż mówili lekarze. Dokonała wielu bohaterskich wyczynów. Stała się wzorem dla innych, co jej pewnie też dodało wiatru w żagle. Jej relacja jest inna niż jej męża. Składając je obie można zobaczyć w pełni jak choroba zmienia życie, jak rak trawi nie tylko ciało, ale i duszę. Wylałam morze łez czytając, ale i cieszyłam się chwilami szczęścia. Spojrzałam na świat mocniej i głębiej. Tak, to prawda, można cieszyć się filiżanką zielonej herbaty, kroplami deszczu na szybie. A można też zatracić się w rzeczach materialnych i zmarnować nawet najdłuższe życie goniąc ułudę i nabijając konto w banku. Magdalena Prokopowicz dała coś wielkiego  i mi. Choć na szczęście nie choruję na raka. Uświadomiła mi, że życie to coś zamkniętego w ramach czasowych. Żadnego dnia nie można zmarnować. Każda data jest wyjątkowa. A czas płynie. Warto pięknie żyć, bo życie jest przecież takie krótkie, takie wyjątkowe i ...tylko jedno. 
Magdo! Dziękuję! Spoczywaj w pokoju! I do zobaczenia w niebie! Jak dobrze, że los postawił Cię, choć tylko w książce na mojej drodze. To było niesamowite spotkanie. Dziękuję, po stokroć dziękuję!
Niech w tym miejscu płonie znicz pamięci dla Ciebie!

 

czwartek, 29 października 2015

Katarzyna Enerlich "Prowincja pełna złudzeń"


Wydawnictwo MG
data wydania 2015
stron 256
ISBN 978-83-7779-324-4

Życie nie zawsze obdarza repetą

Tydzień temu, gdy wróciłam do domu czekała na mnie przesyłka. Na pierwszy rzut oka zwyczajny tekturowy karton, a w środku... coś wyjątkowego. Książka na którą bardzo czekałam. Gdy wyjęłam ją z opakowania spojrzałam na okładkę i przytuliłam ją do siebie niczym najcenniejszy skarb. Bo tak dokładnie jest. Książki Katarzyny Enerlich to dla mnie wielkie skarby. 
Gdy ją czytałam miałam zamęt w głowie i moje ciało dopadła choroba. Lektura okazała się nie tylko najpyszniejszym z pysznych czytelniczych kąsków, ale podziałała jak balsam, jak lek na całe zło świata, które na obecną chwilę mnie dopadło. 
Jak zwykle piękna okładka, a potem... kolejne spotkanie z Ludmiłą, jej bliskimi, jej duszą, jej jakże bogatym wnętrzem. I znów zagościłam na Mazurach, które właśnie dzięki cyklowi do którego należy ta powieść znam dość dobrze, choć nigdy realnie tam nie zawitałam. 
A co tam u Ludmiły? Co spotkało moją genetyczną literacką bliźniaczkę?

W życiu Ludmiły znów następują pewne zmiany i zawirowania. Ale i są pewne rzeczy, które nie uległy zmianie. Związek z Kermelem niszczy alkohol. Gdy Ludka widzi go w alkoholowym ciągu rezygnuje z tego mężczyzny. Boi się, by ten nie wciągnął jej i jej córeczki w bagno życia u boku pijącego ponad miarę. To boli, a sama bohaterka cierpi. Wspomina, spogląda w przeszłość i wyciąga wnioski. A zarazem staje się mocniejsza, silniejsza, dojrzalsza. Życie smaga ją jak świat wokół niej mazurskie wiatry. To uodparnia na ból, napełnia życiową mądrością. Ale życie lubi robić różne niespodzianki, a człowiek to nie tylko rozum, ale i serce.


Czy kolejny tom jest równie doskonały jak poprzednie? To pytanie stawia się chyba zawsze, gdy przedmiotem rozważań jest cykl. Śpieszę donieść, że tak! I wcale mnie to nie dziwi, skoro bowiem autorką jest Pani Kasia Enerlich to najwyższy poziom jest gwarantowany z automatu. Jak zwykle książka wyciszyła mnie, wręcz "ustawiła" do pionu. Uświadomiła mi co tak najbardziej jest istotne, a co błahe choć mocno się błyszczy. Ludmiła przeszła w życiu przez kolejne trudne chwile, przez łąki bólu i cierpienia, pola samotności i ugory braku zrozumienia, ale nie zmieniły się jej przekonania i priorytety. Jej system wartości pomógł przeżyć trudny czas, choć zdarzyła się scena w której zachowanie głównej bohaterki mocno mnie zaskoczyło. Po raz kolejny doświadczyłam piękna, wyjątkowości i czaru Mazur, ale i doszły do tego losy pewnego mężczyzny pochodzącego ze Śląska. Opowieść o artyście rzeźbiarzu i samouku pochłonęłam urzeczona jest zwykłością i zarazem niezwykłością. Jej pięknem. Pięknem jakie jest ukryte i w zwyczajnym życiu, w którym nie jest łatwo, lekko, dostatnio i przyjemnie. Czarny chleb czasem przecież smakuje lepiej niż pszenna bułeczka. Wszystko zależy od sytuacji i wielu czynników.
Czytanie "Prowincji pełnej złudzeń" to był naprawdę magiczny, wyjątkowy i wręcz nasycony dobrą energią czas. Lektura uświadomiła mi, że są w życiu sytuacje w których lepiej przystopować, zatrzymać się, pozwolić losowi robić swoje. Dać sobie spokój z walką, poddać się i czekać co dla nas jeszcze przeznaczone. Warto, naprawdę warto wsłuchiwać się w swoją duszę, w rytm życia natury, w przyrodę, która nas otacza. Bo tak naprawdę bogaci jesteśmy w duszy, a nie w banku. Wartość ma to co w naszym sercu, a nie to, co na koncie.
To była piękna literacka przygodna, pełna zapachów i aromatów, które daje nam darmo natura. Zanurzyłam się w niej z przyjemnością, doświadczyłam czegoś magicznego, czegoś duchowego i niepowtarzalnego. Jeśli jeszcze nie znacie prozy Katarzyny Enerlich to gorąco ją Wam polecam. To niesamowita Autorka, której gdybym mogła dałabym Literackiego Nobla.
Za możliwość obcowania z Ludmiłą i jej światem serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.