Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

Ewelina Kłoda "Niezapominajki"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2012
stron 528
ISBN 978-83-7506-874-0
 
Powieść nie tylko dla nastolatków
 
Magiczna granica przekroczenia 18 lat nie zawsze oznacza koniec dzieciństwa i przejście w dorosłość. Czasem życie tak się układa, że dojrzeć trzeba szybciej. Lawina trudnych doświadczeń potrafi wymusić szybsze pożegnanie się z młodzieńczym okresem beztroski.
W życiu Izabeli głównej bohaterki powieści Eweliny Kłody nagle wszystko się pozmieniało. Młodą dziewczynę spotkała ogromna strata. Nagle straciła matkę, która wychowywała ją samotnie. Z bliższej rodziny pozostał jej tylko dziadek i to pod jego skrzydła miała trafić. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie ironia losu, że ojciec matki nigdy jej nie widział, a fakt jej poczęcia uznał za wystarczający powód by wyrzucić córkę z rodzinnego gniazda. Zasłużyła, bo przyniosła rodzinie taki wstyd! Nieślubne dziecko!
 
Iza nie ma wyboru. Musi opuścić Kraków i zamieszkać z Kołachowskim w Bielsku-Białej. Musi w maturalnej klasie zmienić szkołę, pożegnać przyjaciół i dostosować się do życia w domu człowieka w podeszłym wieku, którego nienawidzi.
Iza pełna obaw przyjeżdża do Bielska. Zamieszkuje pod dachem dziadka i wie, że musi jakoś w nowej rzeczywistości ułożyć sobie na nowo życie.............
 
"Niezapominajki" to książka dość gruba napisana w formie pamiętnika. Jego autorką jest młodą dziewczyną, której nagle wali się świat. Musi go na nowo poskładać do kupy. A wiek nie jest do końca jej sprzymierzeńcem. Iza jest młoda, ma plany, marzenia i zbuntowaną naturę. Przeżywa typowe dla każdej nastolatki rozterki. Ze względu na przykre doświadczenia z mężczyznami swojej matki boi się miłości. Iza musi uporać się z różnymi przeżyciami, masą emocji. Musi odnaleźć się pod dachem despotycznego dziadka, który nigdy nie był wylewny w okazywaniu uczuć. Na szczęście znajduje bratnie dusze w Majce, Geraldzie, Arku........ Dzieje Izy śledzimy przez kilkanaście miesięcy. To dla niej bardzo ważny czas obfitujący w wiele wydarzeń m.in. egzamin maturalny, pierwsze porywy serca. To czas w którym dowiaduje się kto jest jej ojcem i poznaje smak dorosłości.
"Niezapominajki" czyta się jednym tchem. Przy tej lekturze zapomina się o całym świecie. Wkracza się w życie sympatycznej dziewczyny, która budzi sympatię, chwilami podziw. Nie brak momentów wesołych, nie brak humorystycznych sytuacji, ale i są chwile wzruszające, które dostarczają sporych emocji. Z Izą bardzo się zżyłam. Miałam takie odczucie jakbym była kimś bardzo jej bliskim komu chce się zwierzyć. Dzięki tej lekturze cofnęłam się w czasie do lat własnej młodości. Przypomniałam sobie smak ekscytacji przed randką, dreszcz emocji na widok obiektu uczuć.
Wbrew pozorom powieść Eweliny Kłody to książka nie tylko dla nastolatek. Równie dobrze będzie się czytała i starszym kobietom w wieku dojrzałym. Płynie z niej ponadczasowy morał, że tak naprawdę pewna recepta, zawsze sprawdzony przepis na szczęście nie istnieje. Życie to nieustające wybory, to ryzyko, to igranie z losem. By żyć jego pełnią trzeba uprawiać "uczuciowy hazard". Przekonuje się o tym Iza, która uświadamia sobie, że nie można wiecznie uciekać przed uczuciami. I koniecznie trzeba się nauczyć wybaczać. Mimo wszystko i ponad wszystko.
To tylko na pierwszy rzut oka książka lekka i przyjemna. To lektura mądra i traktująca o realnym życiu - pełnym wzlotów i upadków, niespodzianek i smutków.
O dalszych losach Izy możecie przeczytać w kolejnej powieści Pani Eweliny "W poszukiwaniu siebie". Ta książka niedługo przede mną więc spodziewajcie się jej recenzji.
Moja ocena 7,5/10.
Za egzemplarz powieści gorąco dziękuję Autorce.

piątek, 21 czerwca 2013

Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg "Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania czerwiec 2013
stron 356
ISBN 978-83-7785-228-6
 
 
Zwiedzanie z książką w ręku
 
We Włoszech zakochałam się już dawno temu. Po części stało się to dzięki książkom. Wielokrotnie "byłam" duszą w Toskanii czytając o niej. I tak się złożyło, że wpadłam w nałóg czytania takich książek. Nie popuszczam nowościom, które zabierają mnie do toskańskiego świata. W myśl tej reguły sięgnęłam po książkę-przewodnik Goławskiej i Lindenberga. Jeszcze przed lekturą naszła mnie lekka rozterka czy się nie znudzę czytając jakby nie było przewodnik. Po kilku stronach obawa ta rozwiała się błyskawicznie. A ja chłonęłam ciekawostki, opisy i porady.
Udającym się w te regiony przed podróżą stanowczo doradzam sięgnięcie po przewodniki. Toskania i Umbria to bardzo atrakcyjne regiony, które zadowolą nawet najbardziej wymagających turystów. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Miłośnicy przyrody mogą oddać się kontemplacji uroczego i malowniczego krajobrazu, zwiedzaniu winnic i gajów oliwnych, zbieraniu grzybów ( w tym trufli), polowaniom. Można zamieszkać poza miejskim zgiełkiem i delektować się ciszą. Tym co wolą poznawanie przeszłości i historii, ciekawym perełek architektonicznych Toskania i Umbria oferują równie fascynującą wyprawę. Można do woli zwiedzać miasta i miasteczka, podziwiać budowle starożytne i te z późniejszych czasów, odkrywać piękne klasztory(ba niektóre oferują miejsca noclegowe), kościoły, freski. Zwiedzać muzea, podziwiać dzieła sztuki. Wszystkim Toskania oferuje wspaniałą kuchnię.
Książka o której piszę podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich to ogólny rys o owych regionach, podstawowe i praktyczne wiadomości, które okażą się bezcenne zwłaszcza dla tych, którzy znajdą się w tych miejscach po raz pierwszy. Nie zabraknie zatem informacji o klimacie, jedzeniu, noclegach, cenach, zakupach, polowaniach czy restauracjach. Część druga to już konkretna wędrówka. Opisy miejsc, miast i miasteczek. Wędrówka po piazzach, świątyniach i muzeach. Toskania jest ich pełna po brzegi. By czegoś nie uronić, nie ominąć taki przewodnik jest niezbędny. Dowiedzieć się można co, gdzie i kiedy warto zobaczyć. Autorzy informują również o cenach biletów, świętach, fiestach i procesjach. Toskania to nie jest jak się okazuje region jednorodny. Poszczególne jej części różnią się od siebie. By wybrać to, co najbardziej przypadnie nam do gustu( a wiadomo, że każda podróż, każdy urlop czy wakacje są za krótkie) trzeba podejść do rzeczy wybiórczo. Przeczytanie tej książki bardzo nam w tym wyborze pomoże, gdyż autorzy to wytrawni znawcy Toskanii i Umbrii, przemierzający ją od wielu lat. Wciąż się nimi zachwyceni i nienasyceni co wskazuje, że to miejsca wyjątkowe. Toskanię można zwiedzać na wiele sposobów. Ja póki co czynię to tylko palcem po mapie z książką w ręku. Ale mimo to lektura daje wspaniałe przeżycia. Wyobraźnię pobudzają wspaniałe fotografie, którymi publikacja jest bogato okraszona.
Stawiam głowę, że po lekturze większość czytelników zamarzy o wyjeździe do Italii. Stanie się tak choćby ze względu na wspaniałe legendy, które przytaczają autorzy. Lekturę obowiązkowo polecam tym, których czeka urlop w tym miejscu.
Moja ocena 7,5/10.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawcy.

środa, 29 maja 2013

Małgorzata A. Jędrzejewska "Marzenia nie bolą"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2013
stron 388
ISBN 978-83-7785-082-4
 
Niech żyją marzenia!
 
Uwielbiam marzyć i jestem zagorzałą marzycielką. Nie wyobrażam sobie życia bez snucia planów, bez stawiania sobie celów. I tym samym doskonale rozumiem osoby marzące, żyjące czasem z głową w obłokach. Zagorzałą marzycielką jest również Ludmiła, główna bohaterka najnowszej powieści Małgorzaty Jędrzejewskiej.
Nowy Staw - niewielkie miasteczko niedaleko Malborka. Tu, w rodzinne strony przeprowadza się Ludmiła z dwójką synów po śmierci męża. W rodzinnym domu dochodzi do siebie, podejmuje pracę w szkole i zaprzyjaźnia się z gronem uroczych kobiet. Na babskich spotkaniach tworzą tzw. marzenniki. Zapisują to, co chcą by się im spełniło. Po pewnym czasie sprawdzają, co udało się, a co nie. A marzeń i planów tym paniom nie brakuje. Nie są to bajkowe wizje o życiu księżniczek. Ich marzenia są bardzo, bardzo realne, a jednak niezbędne do szczęścia. Benia chce mieć trzeźwego męża, Beata marzy o dziecku, Patrycja o własnym kącie, gdzie mogłaby spokojnie mieszkać z niepełnosprawną córeczką. Takie zwykłe marzenia..... Kobiety potrafią walczyć, gdy postawią sobie pewne cele.......
A Ludmiła? Ją życie bardzo zaskakuje. Zmarły mąż ożywa?! Okazuje się, że nieżyjący mężczyzna nie był tak kryształowy jak myślała o nim żona. Miał na sumieniu to i owo. Tajemnice sprzed lat ożywają i robi się naprawdę gorąco......
Tyle z fabuły. Czas na moje wrażenia, które są bardzo miłe. Po książkę sięgnęłam w deszczowy dzień będąc w nie najlepszym humorze. Chciałam na chwilkę uciec od szarej i burej rzeczywistości. Udało się! Książka okazała się relaksująca i miła. Lekka jak beza, chłodząca złe emocje z rzeczywistości. Rozbawiła mnie i udało się dzięki lekturze pogonić chandrę. Autorka napisała przyjemną w odbiorze powieść obyczajową z sporą dawką sensacji. Akcja jest bardzo błyskotliwa, obfituje w urocze dialogi, szalone sytuacje. To książka o kobietach, tych mniej i bardziej dojrzałych, które łączy przyjaźń. Wspaniała kobieca przyjaźń, która w chwilach kłopotów okazje się bezcenna. Bohaterki są bardzo sympatyczne, miewają ciekawe pomysły i przede wszystkim dążą do spełnienia swoich marzeń. Takie babskie muszkieterki w spódnicach. W lekkiej fabule znajdują się i poważne sprawy z życia. Patologiczne rodziny, alkoholizm, wychodzenie z nałogu, działalność charytatywna, niepełnosprawność.
Jest to również książka o prowincjonalnym miasteczku, a jak wiedzą stali czytelnicy mojego bloga prowincja to temat przeze mnie lubiany i mi bliski. Tym razem napiszę, że w tym względzie autorka mnie nieco zawiodła. Brakowało mi opisów z pewnością uroczego miasteczka, jego zaułków i okolicy. Gdyby były uważam, że książka byłaby jeszcze bardziej klimatyczna i prowincjonalna.
Aby być szczerym wypada mi autorkę pochwalić za dwie sprawy. Ciekawe kreacje poszczególnych postaci, kalejdoskop charakterów jest naprawdę niesamowity. Świetne dialogi i dobre połączenie wielu wątków. W czasie lektury nie gubiłam się, nie kartkowałam wstecz.
Książkę polecam, nuda nie grozi. A sama muszę nadrobić jeszcze przeczytanie debitu tej Autorki, która czeka na mojej półce.
Moja ocena 6,5/10
Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawcy. Dziękuję!

środa, 6 lutego 2013

Michał Kruszona "Czarnomorze"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania listopad 2012
stron 320
ISBN 978-83-7785-011-4

Świat z trochę innej epoki

Gdy byłam małą dziewczynką przez moje rodzinne miasto ku granicy wtedy z ZSRR (obecnie z Ukrainą) od czerwca do września jechały sznury aut osobowych. To były inne marki niż te które dziś możemy zauważyć na ulicach. Królowały Fiaciki 125 i 126p, Wartburgi, Skody, Łady, Dacie i Polonezy. Do większości z nich były dopięte przyczepy kempingowe, a szczęśliwi pasażerowie udawali się na wypoczynek na plażach Morza Czarnego. Mieli nabrać opalenizny w takich kurortach jak choćby legendarne Złote Piaski, a przy okazji często udało się i dokonać ciekawej wymiany handlowej. Wraz z upadkiem socjalizmu dziś prawie nikt już w tym rejonie z naszych rodaków nie wypoczywa. Zamieniliśmy czarnomorskie plaże na basen Morza Śródziemnego. Wolimy wyjeżdżać do Egiptu, Tunezji czy Grecji.
 Po zmianach politycznych na przełomie lat 80-tych i 90-tych w Europie i Azji region Czarnomorza uległ także wielu transformacjom. Rozpadł się Związek Radziecki, powstały nowe państwa. Oblicze Czarnomorza jednak pozostało jakby zacofane do centrum Europy. Czy to ciekawy region do zwiedzania? Tak i to bardzo, a do tego twierdzenia przekonała mnie książka Michała Kruszony "Czarnomorze". Autor kilkakrotnie był w tym zakątku świata. Przemierzał kraje do których terytorium należą plaże na brzegami Morza Czarnego. Często czynił to w towarzystwie przyjaciela i pracownika TV Poznań Paracela. Wrażenia z podróży spisał w książce, która okazała się dla mnie wspaniałą fascynującą lekturą, z którą w ręce udałam się do miejsc na pograniczu Europy i Azji, które są naprawdę warte zobaczenia. Była to podróż nieco niebezpieczna, bo w niektórych państwach w tym rejonie było i  jest niespokojnie. Gdy Pan Michał je odwiedzał trwały w nich konflikty zbrojne, słychać było strzały, wybuchały bomby. A mimo to toczyło się w miarę normalne życie. Mieszkańcy musieli przywyknąć do gorącej atmosfery jaka długo panowała w Gruzji czy Osetii.
 Z Michałem Kruszoną przemierzamy Turcję, Rumunię, Gruzję, Ukrainę, Mołdawię. Podróżujemy nie tylko w przestrzeni, ale i czasie. Bo na tych terenach wydaje się jakby czas się zatrzymał. Jakby wolniej sięgała tu zachodnia cywilizacja. Jakby ludzie tu mieszkający trwali w innej epoce i jakoś wcale nie pędzi za tempem życia właściwym dla krajów UE. Tereny Czarnomorza mają bogatą historię i przeszłość. Zapiski sięgają jeszcze starożytności. Często tu wrzało. Nie brakowało konfliktów na tle religijnym, terytorialnym. Tu niczym w tyglu mieszały się języki, wyznania, kultury i tradycje. Wschód i islam spotykały się z katolicyzmem i bardziej europejską cywilizacją. Czarnomorze jak opisuje Kruszona to nie tylko piękny region pod względem krajobrazu, ale i zabytków, śladów przeszłości, dzieł sztuki i muzeów. Ale nie tylko o nich pisze Pan Michał. W trakcie podróży zdaje swojemu czytelnikowi relację z codziennego życia zwyczajnych ludzi. Zaprasza nas do herbaciarni, kawiarni, sklepów i restauracji. Opisuje specjały kuchni, które zapewniają rozkosze podniebienia. Inaczej żyją ludzie w Turcji, inaczej w Gruzji. Tu bieda miesza się z bogactwem. Tu obowiązują inne niż w Polsce obyczaje, ale istnieje taka sama serdeczna gościnność, która każe częstować gościa mocnymi trunkami i alkohol wręcz się leje. Lektura najnowszej książki Kruszony to była dla mnie fascynująca czytelnicza podróż, która z pewnością na długo zostanie mi w pamięci. Pochwalę nie tylko ciekawą gawędę o Czarnomorzu, ale i prześliczne fotografie ukazujące specyfikę tego regionu. "Czarnomorze" to znakomita książka z gatunku podróżniczych, która z pewnością spodoba się miłośnikom tego gatunku i fanom prozy Andrzeja Stasiuka. Dla mnie ta publikacja to po prostu rewelacyjna pozycja, którą gorąco Wam polecam.

wtorek, 15 stycznia 2013

Anna Czeplińska "Miłość - przed użyciem wstrzasnąć"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2012
stron 384
ISBN 978-83-7785-004-6

Szukając skarbu i .... miłości

Biorąc się za lekturę książki Anny Czepilińskiej spodziewałam się lekkiej obyczajowej powieści, która idealnie zrelaksuje, odpręży i będzie miłą odskocznią od codzieności. Ale to nie wszystko! Jak się okazało po przeczytaniu ta książka to dodatkowo sezam przygody, bomba dobrego humoru z nutką sentymentalnej historii sprzed wielu lat. I jednego o tej lekturze nie można powiedzieć: że jest przeciętna. Bo to książka bardzo oryginalna. No, ale po kolei.

Główna bohaterka to dziewczyna ambitna i zdolna. Ma na imię Ola. Do stolicy przyjechała z prowincji z mocnym postanowieniem zrobienia kariery i pokazaniu światu, że "Ola potrafi". Jednak życie pokazało, że mimo wielkich planów czasem nie zawsze można rozwinąć skrzydeł i ujawnić swoje uzdolnienia. Ola pracuje w redakcji kobiecego pisma "Angela". Marzy jej się pisanie reportaży i ambitnych tekstów, a tymczasem pisze artykuły z poradami dla pań, w których częściej odbija się reklama niż szczera prawda. Ola się buntuje, bo czuje się nie w porządku pisząc mrzonki mające dać tylko ułudę czytelniczkom. Ale z czegoś żyć trzeba i kredyt za mieszkanie spłacać. Patrycja jej najlepsza koleżanka po fachu pociesza Olę, że przyjdzie czas i na ambitne teksty. Życie Oli nagle zmienia przypadek. Dziewczyna, samotna, choć marząca o idealnym partnerze zostaje zaproszona do programu śniadaniowego w pewnej telewizji. Tu poznaje "jego" - sympatycznego instruktura sztuk walki -  Kubę. Iskrzy między nimi i w dyskusji w programie i prywatnie. I nagle wskutek wielu wydarzeń owa para staje się nierozłączna i odkrywa rodzinne tajemnice z przeszłości, sekrety z czasów Powstania Styczniowego...........
Powieść czyta się rewelacyjnie od samego początku. Treść fabuły, którą autorka zbudowała bardzo ciekawie z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej potęgowała moją ciekawość. Dlaczego? Ano dlatego, że w książce bardzo, ale to bardzo dużo się dzieje. Akcja pędzi niczym bolid F1. I coraz bardziej się gmatwa, komplikuje, a na scenę wchodzą kolejne, bardzo oryginalnie wykreowane postacie. Są więc amatorscy gangsterzy, mający ochotę szybko się wzbogacić, jej sympatyczny staruszek będący w przeszłości członkiem Wermachtu i hodujący barana o imieniu byłego dowódcy, są i dwie młode kobiety szukające drugich połówek i damy z przeszłości, które musiały stawiać czoła trudnej popowstaniowej przeszłości. Z teraźniejszości wkraczamy w przeszłość. Wraz z parą głównych bohaterów odkrywamy tajemnice bardzo barwnych antenatów. Efektem tak skomplikowanej fabuły jest przyjemność czytania, jest ciekawość co dalej. Książka trzyma w napięciu do samego końca. I tylko jeden wątek - ten miłosny wydaje się przewidywalny. Inne nie. Są objęte woalem tajemnicy praktyczne do ostatniego zdania. I tu autorce należy się uznanie. Dziś po przeczytaniu byłabym skłonna zakwalifikować tę powieść przede wszystkim do książek przygodowych. Napisanych łatwym w odbiorze językiem i z pomysłem. Jeśli lubicie odkrywać rodzinne sekrety, jeśli podobają Wam się historie z przeszłością w tle to z pewnością powieść Czeplińskiej przypadnie Wam do gustu. Dobra zabawa, dreszczyk emocji i spora porcja dobrego humoru gwarantowana.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.

czwartek, 25 sierpnia 2011


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania październik 2010
stron 320
ISBN 978-83-7506-563-3

LIGURIA OCZAMI ANGIELKI

W ostatnim czasie Włochy stały się jednym z popularniejszych tematów w literaturze. Jak grzyby po deszczu pojawiły się na księgarskich półkach powieści opisujące codzienne życie, przyrodę, krajobraz, zwyczaje i kuchnię różnych zakątków Italii. Tego typu literatura znalazła grono zagorzałych miłośników, do których ja też się zaliczam.
“W krainie oliwek” to kolejna z książek autorstwa osoby, która zamieszkała w słonecznej Italii. Annie Hawes zauroczona pięknem krajobrazu, kupiła wraz siostrą za niedużą kwotę dom w Ligurii, północno-zachodnim rejonie Włoch. Ta kraina to tereny górskie, położone bardzo blisko Riwiery. To nie miejsce znanych kurortów, ale zapadła prowincja słynna z rolnictwa – głównie uprawy oliwek i warzyw oraz hodowli kóz.
“ W krainie oliwek “ jest kontynuacją bestsellera “Extra Virgin”. Hawes zadomawia się już co nieco w nowym domu, jej siostra wyjeżdża, a nową mieszkankę wioski Diano San Pietro ciągle coś śmieszy i zaskakuje. Bo mimo, że Włochy to cywilizowany, europejski kraj, jego prowincja ma swoje osobliwości. Liguryjczycy często używają swojego dialektu, mają własne poglądy na pewne sprawy i kultywują wydające się może zacofanymi zwyczaje i tradycje. I tak: w krainie gór i oliwek nie wypada parze mieszkać i spędzać noce bez ślubu, mężczyzna nie powinien obierać kobiecie owocu, bo to świadczy o jego słabości, a chryzantemy to kwiaty wyłącznie dla zmarłych.
Codzienność zaskakuje Annie bez przerwy, tym bardziej, gdy jej partnerem zostaje Ciccio - szef kuchni w lokalnej restauracji i jej dzierżawca, Liguryjczyk z krwi i kości. Hawes poznaje jego rodzinę (a ona dla Włochów to świętość), przechodzi pomyślnie akceptację na synową i poznaje uroki życia na włoskiej prowincji. Pomaga sąsiadce w przetworzeniu morza pomidorów na passatę, zbiera ślimaki, zwiedza piękną okolicę, jeździ motorino, smakuje specjały miejscowej kuchni, walczy z uciążliwymi szkodnikami drewna niszczącymi jej własny dach domu. Przeżywa szereg przygód i przezabawnych zdarzeń, o których opowiada na kartach książki w sposób bardzo ciekawy. Dzięki jej relacji poznajemy liguryjską codzienność, a także portret Liguryjczyków, którzy jak typowi Włosi lubią np... rodzinne spory i często się przekomarzają.
Lektura nie okazał się nudna, cóż, ja zawsze mam takie obawy, gdy autorem jest ktoś pochodzący z poddanych królowej Elżbiety II. Czytając świetnie się bawiłam, zrelaksowałam i poznałam świat, którego na próżno szukać w folderach turystycznych.
Powieść Hawes to książka pachnąca włoską kuchnią, oliwkami i ....olejem silnikowym. To lektura pełna optymizmu, dystansu do życia i szacunku do zwyczajów praktykowanych od pokoleń. Mnie lektura zachęciła do podróży i zobaczenia Ligurii na własne oczy. Relacja autorki to dowód na to, ze prowincja w każdym zakątku świata rządzi się własnymi prawami i jest całkowicie odmienna od wielkomiejskich aglomeracji.
Jeśli zatem marzy się Wam literacka podróż do ciekawego zakątka pełnego gajów oliwnych i sympatycznych mieszkańców, to koniecznie wpiszcie na listę lektur do przeczytania “ W krainie oliwek”. Książka jest doskonała w swoim gatunku. To pozycja która na pewno nie rozczaruje miłośników takich pozycji jak “Bella Toskania” czy “Wzgórza Toskanii”. Gorąco polecam !
Za egzemplarz do recenzji dziękuję serwisowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Zysk i S-ka