czwartek, 22 lipca 2021

Roma Ligocka "Siła rzeczy"

 




Wydawnictwo Literackie

data wydania 2021

stron 296

ISBN 978-83-08-07376-6

Cisza przed burzą

Moi Drodzy chcę się z Wami podzielić wspaniałymi emocjami jakie towarzyszyły mi w trakcie lektury wyjątkowej książki, którą dane mi było ostatnio przeczytać. Jej poznanie, zagłębienie się w jej treść było dla mnie wręcz duchowym przeżyciem, które na długo pozostawi ślad w mojej psychice. Jej czytanie było wyjątkową przyjemnością i czymś tak bardzo osobistym, jakbym sama przeżyła dokładnie to, co bohaterowie. Jak zwykle Roma Ligocka, którą od lat zaliczam do moich ukochanych Autorek, napisała fenomenalnie i w sposób, który mocno chwyta za serce. Jej pióro znów wyczarowało coś genialnego, co chwyta za duszę i spisanymi na papierze słowami oplata nas wyraziście i niepowtarzalnie. 

Zawarte w książce dwie historie dziejące się w dwóch różnych przedziałach czasowych łączą więzy krwi. Jedna z opowieści rozgrywa się niedługo przed wybuchem drugiej wojny światowej. Druga opowieść to współczesność i początek wybuchu pandemii covid19, która trwa do dziś. Oba wydarzenia są czymś potwornym, co godzi w ludzkość i działa na nią destruktywnie. 

Główne bohaterki to babcia i wnuczka, Anna Abrahamer i Roma Ligocka. W roku 1938 dojrzała Anna wraz z swoim mężem Dawidem udaje się w podróż życia. Opuszcza rodzinny Kraków i jedzie latem do Nicei. Celem podróży jest przede wszystkim odpoczynek i zwiedzanie cudownego zakątka Europy jakim jest Lazurowe Wybrzeże. Jest to jej pierwsza zagraniczna podróż i okazja by zobaczyć Wielki Świat i poczuć atmosferę typową dla światowego kurortu. Na tej podróży cieniem kładzie się niespokojna sytuacja polityczna jaka ma miejsce w Europie i na świecie. Zaczyna wrzeć, zewsząd dochodzą niepokojące wieści zwłaszcza dla osób narodowości żydowskiej. 

Wiele lat później na początku 2020 roku śladami swojej babki wyrusza Roma Ligocka. To ma być sentymentalna podróż śladami przodków, powrót do przeszłości, spojrzenie wstecz w dzieje rodziny i jej korzenie. Piękno i harmonię wyjazdu zakłócają także niepokojące wieści. Świat zakleszcza się w szczękach niebezpiecznej choroby, która zamyka granice, sklepy, hotele, ludzi w czterech ścianach i sieje postrach. Plany Pani Romy zostają podeptane, świat staje się inny. 

Ta wspaniała książka nie jest zbyt obszerna i bez wysiłku można ją przeczytać w jeden dzień. Ja jednak przedłużałam jej lekturę jak tylko mogłam. Czytałam wolno, delektowałam się wybitną prozą, rozkoszowałam każdym zdaniem, smakowałam każdą stronę jak jak niezwykły przysmak. Chłonęłam wyrysowane na kartach papieru obrazy, które wyobraźnia podpowiadała mi z łatwością i precyzją. Zachwycałam się i obrazami Nicei tej dawnej i tej pandemicznej, jak i widokami przedwojennego Krakowa, który malował mi się z ogromną nutą nostalgii w kolorze sepii. Brak mi słów by opisać to cudowne uczucie jakie temu towarzyszyło. 

Ta opowieść napisana z wyjątkowym kunsztem i precyzją jest nad wyraz piękna, pełna tęsknoty i nostalgii. Mówi ona o sile więzi pokoleń, którą nie są w stanie rozerwać nawet tak tragiczne wydarzenia jak epidemia czy wojna. To tytuł zdecydowanie w klimacie nostalgii, niezmienności przemijania, ulotności i kruchości ludzkiego życia. Pamiętnik Anny Abrahamer jest tak bardzo przemawiający, że non stop miałam uczucie jakbym była członkiem tej wyjątkowej rodziny i wszystkie opisane wydarzenia odczuwała bezpośrednio na własnej skórze. Obraz jest smutny. Szczęście i spokój rodziny burzy i raz na zawsze niszczy wizja szaleńca, który doszedł do władzy w Niemczech. Jest on niezwykle przemawiający i czytelny. 

Moje serce pozostało i chyba na zawsze pozostanie w tej publikacji. Gorąco polecam jej lekturę każdemu, który smakuje w wyjątkowej prozie i docenia najwyższych lotów talent literacki Pisarza. Wyjątkowa pozycja w mojej biblioteczce, które stawiam zasłużoną ocenę 10/10. Przepiękna książka, którą musicie przeczytać. 

poniedziałek, 12 lipca 2021

Danuta Awolusi "Zgodnie z prawdą"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 448
ISBN 978-83-8234-176-8

Czy kłamstwo to dobry fundament związku? 

Niestety, my ludzie kłamiemy, a kłamstwo wpisane jest w naszą naturę. Nie mówimy prawdy tak w sprawach istotnych, jak i w błahostkach. Czemu to robimy, choć przecież sami nie chcemy być oszukiwani? Wielu z nas kłamie z przyzwyczajenia, wielu z wygody, wielu robi to notorycznie nie mając żadnych wyrzutów sumienia. Jeśli kłamstwo nie wychodzi na jaw jest łatwo, ale co się dzieje, gdy jednak ma krótkie nogi i osoba okłamywana i tak ma tego świadomość? Czy kłamstwo może być budulcem z którego postawimy fundament poważnego związku? Czy wtedy zda on egzamin i zadowoli będące w nim osoby? Czy nie zniszczy nawet najprawdziwszego uczucia, nie zepchnie go z piedestału?

Patrycja wyszła za mąż po raz drugi. Jej pierwsze małżeństwo jest już teoretycznie przeszłością jednak były mąż, mimo tego, że również ułożył sobie życie z inną kobietą, wciąż jest obecny w życiu naszej bohaterki. Pewnego dnia byli małżonkowie spotykają się na imprezie. Patrycja choć jest szczęśliwa w nowym związku ulega urokowi dawnej miłości. Czas biegnie, życie toczy się dalej, aż pewnego dnia Patrycja odkrywa, że jest w ciąży. Od razu wie, kto jest ojcem jej dziecka. Mimo tego nie mówi mężowi prawdy o swojej zdradzie ani o tym, że pod sercem nosi dziecko kogo innego. Oznajmia mu tylko, że to on zostanie tatą. Prawda być może nigdy nie wyszłaby na jaw, gdyby nie fakt, że Miłosz doskonale wie, że jest całkowicie bezpłodny i nie może mieć dzieci. Mężczyzna udaje, że kłamstwo jest prawdą i cieszy się jak gdyby nigdy nic. Wychowuje córkę jak swoje dziecko mając świadomość, że absolutnie nim nie jest, zaś Patrycja drży by jej sekret nigdy nie wyszedł na jaw. Jak potoczą się ich losy, czy prawda kiedykolwiek ujrzy światło dzienne i czy możliwe jest budowanie bliskiej relacji między kobietą i mężczyzną na kłamstwie? 

Moi Drodzy! Napiszę wprost! Tę powieść musicie przeczytać, jeśli macie ochotę przejechać się emocjonalnym rollercosterem i poczuć ogromne emocje. Fabuła bardzo szybko Was wciągnie i nawet się nie obejrzycie jak znajdziecie się w jej centrum. Jak staniecie się cieniem bohaterów, którzy mają naprawdę solidne życiowe dylematy. Wprawdzie po części komplikują sobie codzienność na własne życzenie, ale niekiedy ona ich ogromnie przerasta i wciąga w wir kłamstw, które mają tendencję do szybkiego rozmnażania. Łatwo przekonać się, że jedno pociąga drugie, a człowiek, jak mucha w pajęczynę, wpada w ich matnię i traci nad wszystkim kontrolę. Czytając najnowszą powieść Danuty Awolusi szybko staniecie się sędziami i chcąc nie chcąc zaczniecie oceniać poszczególne postaci. To może Was uczulić na pewne istotne sprawy i dać solidnie do myślenia. 

Autorka napisała tę powieść po prostu rewelacyjnie. Poruszyła odważnie trudne tematy, nie zasłoniła swoich bohaterów ścianą lukru i sztuczności. Dała im prawo być zwyczajnymi ludźmi, takimi z krwi i kości, którzy popełniają błędy i muszą mierzyć się z ich skutkami. Tytuł czyta się z wypiekami na twarzy, a zakończenie naprawdę zaskakuje. Osobiście spodziewałam się innego rozdania, ale to jest dość nieprzewidywalne i trzyma do końca w napięciu. 

"Zgodnie z prawdą" to ekscytująca powieść obyczajowa, która świetnie obnaża mechanizmy ludzkich uczuć i namiętności. Przeczytajcie ją, wstawcie się w role bohaterów, poznajcie zwyczajne niezwyczajne życie. Nuda Wam nie grozi. Gorąco polecam!!!





sobota, 3 lipca 2021

Natalia Boniewicz "Miłość na wariackich papierach"

 


Agencja Wydawnicza Egros
data wydania 2021
stron 208
ISBN 978-83-65295-04-6

Życia czasem nie da się brać na poważnie

Żyjemy w świecie, która bywa często pełen sprzeczności. Choć powinna nim rządzić logika czasem prym przed nią wiedzie oględnie mówiąc jej totalne przeciwieństwo. My ludzie, owszem, jesteśmy omylni, ale niekiedy nasze błędy uchodzą nam na sucho, a czasem przewracają komuś lub nam świat do góry nogami. By wyprostować taką niemiłą sytuację potrzebny jest powrót do tego, co być powinno. Popularnie mówiąc do normalności. 
Świat pomyłek opisuje w swojej powieści Autorka mi dotąd nieznana, której książkę "łyknęłam" w ciekawością i przyjemnością dosłownie w jedno deszczowe popołudnie. Lektura okazała się elektryzująca, a ja jeszcze długo będę myśleć nad jej treścią. Na pierwszy rzut oka może się ona komuś wydać banalna i niewarta głębszej uwagi, ale gdy się ktoś, kto jest tak mocno wrażliwy jak ja, w nią się zatopi, to naprawdę ma o czym myśleć. 

Ktoś kiedyś stwierdził, że normalność to pojęcie bardzo ogólne i względne. Pewien psychiatra określił ją jako pojęcie płynne i trudne do definicji. Ba, ponoć każdy z nas może w swoim postępowaniu mieć przesłanki, które skierują nas na leczenie w zamkniętej placówce, która ma rozwiązywać problemy zdrowia psychicznego. 
Takie miejsce, choć oczywiście nikt tam nie chce trafić, ciekawi i elektryzuje. Przyciąga jak magnes. Dlatego z wypiekami na twarzy wielu czytelników sięga po książki których akcja się tam rozgrywa. I jak tak zrobiłam. Dzięki lekturze poznałam Zosię. Młodą pracownicę korporacji, która jest roztrzepana i z tego powodu za namową koleżanki trafia do psychiatry, a wskutek błędnej diagnozy do szpitala psychiatrycznego. Tam, podobnie jak inni pacjenci, potraktowana jest szablonowo i przedmiotowo. Dla niewłaściwie zdiagnozowanej osoby pobyt w obiekcie leczenia psychiatrycznego ma wyniszczające i negatywne konsekwencje. Czy Zosia stanie mocno na nogi i odzyska kontrolę nad sterami swego życia? Czy uda jej się powrót do normalności, a złe przeżycia nie pozostawią konsekwencji? Czy w odzyskaniu równowagi pomoże jej miłość? 

Po skończeniu lektury zastanawiałam się które określenie dla tej powieści jest bardziej trafione  - komedia czy tragedia pomyłek?! Osobiście, choć fabule nie brak humoru, odebrałam ją bardziej na poważnie. Z przerażeniem przyjmowałam fakt, że pozory i pomyłki, błędy mogą komuś zniszczyć życie, podeptać duszę i zgnoić w imię rozsądku. Smutne jest to, że konsekwencje czyiś błędów mogą bardziej dotknąć ich ofiarę niż tego, kto je popełnił. 
Tę powieść czytało mi się dobrze, w trakcie jej lektury uśmiechałam się, kibicowałam Zosi, stawiałam się na jej miejscu. Ta książka daje do myślenia, wzbudza emocje, głębiej przemawia i uczula by zbyt pochopnie nie ferować wyroków, by nie kusić się w życiu w jakimkolwiek przypadku o zbyt szybką i powierzchowną ocenę. 
Tak, przyznaję, że książka mile mnie zaskoczyła, okazała się lepsza i bardziej wymowna niż się spodziewałam. Jeśli szukacie czegoś nietuzinkowego i oryginalnego to śmiało zaczytajcie się w tym tytule. 
Moja ocena 7/10.

wtorek, 29 czerwca 2021

Rhonda Byrne "Największy sekret"

 


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2021
stron 276
ISBN 978-83-2766-666-6

W pogoni za szczęściem

Rzadko sięgam po poradniki, jestem wobec ich treści bardzo sceptyczna i ostrożna. Patrzę na ich treść przez palce, niekiedy im nie dowierzam. Miewam wobec nich uprzedzenia, a po lekturze zastrzeżenia. Lektura książki "Największy sekret", która niewątpliwie jest poradnikiem, była jednak inna. Wymazała moje obawy i od pierwszych stron pozwoliła mi się wewnętrznie otworzyć na jej treść. Wyłączyła blokady i naprawdę celnie przemówiła do mojego serca. Analizując jej treść szybko dostrzegłam, że się z nią zgadzam, że bez przymusu ją akceptuję i popieram. Jestem z nią w zgodzie, myślę z nią spójnie, jest nam po prostu ze sobą po drodze. 

Jak znaleźć drogę do szczęścia? Jak być szczęśliwym w dzisiejszym szalonym świecie? Jak być szczęśliwym w dobie materializmu, w świecie, którym rządzi przede wszystkim pieniądz i dobra materialne? Czy one same w sobie mogą nas uczynić bezgranicznie zadowolonymi z życia? 
Autorka książki, australijska pisarka, o której zrobiło się głośno za sprawą "Sekretu" zabiera nas w bardzo niezwykłą podróż. Gdy w nią wyruszamy zapominamy o pieniądzu. Liczy się tylko duchowość. To ona, by właściwie zrozumieć treść, musi nas otulić, wchłonąć, obezwładnić. Potem szybko czujemy, że wkraczamy w inną rzeczywistość. A jak stan szczęścia osiągnąć? Czy to proste czy trudne? Czy wiele o nas wymaga? Musimy się przede wszystkim odblokować i otworzyć, wyrzucić z naszej rzeczywistości zbędny bagaż strachu, lęku, uprzedzeń, traum.
 
Książka "Największy sekret" nie jest łatwa. I od razu dodam, że ją się nie tylko czyta. Czytanie w jej wypadku to za mało. Tu trzeba czegoś więcej, jej treść trzeba przemyśleć, przestudiować, przeżyć, przeanalizować. W tym procesie pośpiech absolutnie nie jest wskazany. Czy warto? Tak, zdecydowanie tak. Bo z pewnością każdemu, kto po nią sięgnie pozwoli ona inaczej spojrzeć na świat, lepiej żyć, robić to bardziej precyzyjnie i świadomie. 

Publikacja składa się z dwunastu rozdziałów. Każdy kończy treściwe podsumowanie. Ich treść jest przystępna i napisana językiem trafiającym bez problemu do czytelnika. Czyta się ją bez wysiłku, ale trzeba niekiedy skłonić umysł do refleksji nad przeczytaną treścią. Czy warto poświęcić czas na ten tytuł? Moim zdaniem tak, każdy wyniesie z niego coś cennego. Chcesz lepiej żyć sięgnij po "Największy sekret". Polecam! 

wtorek, 22 czerwca 2021

Magdalena Krauze "Porzucona narzeczona"

 



Wydawnictwo Jaguar
data wydania 2021
stron 360
ISBN 978-83-7686-965-0

Odwołany ślub to nie koniec świata!

Miało być pięknie, romantycznie i wyjątkowo. Ona i on mieli ślubować sobie tego dnia miłość do grobowej deski. Czekała biała suknia, welon i goście, ale stało się coś, co nie powinno się zdarzyć. Takiego rozwoju wypadków nie było po prostu w szczęśliwym scenariuszu. On zrezygnował i stchórzył na ostatniej prostej. Nie miał nawet odwagi powiedzieć tego osobiście, stać go było tylko na wysłanie wiadomości. I tak historia, która miała być bajką z happy endem, stała się koszmarem, który jednak wcale nie musi mieć złego zakończenia. Taka sytuacja oczywiście nie powinna się zdarzyć absolutnie żadnej kobiecie, ale gdy jednak wybranek serca okaże się nieodpowiedzialnym głupcem, nie należy rozdzierać szat i otulać się całunem rozpaczy na całe życie. Trzeba wtedy odważnie spojrzeć na całą smutną, choć niestety prawdziwą sytuację, wycofać się sprzed zatrzaśniętych nam przed nosem drzwi i tak jak bohaterka najnowszej powieści Magdaleny Krauze, ułożyć sobie życie na nowo. Nie jest przecież powiedziane, że pech będzie z nami już na zawsze. Gdy jedne drzwi nagle się zamkną, zwykle otwierają się drugie, a za nimi przecież może być o wiele ciekawsza perspektywa... I o wiele lepszy mężczyzna!

Najnowsza powieść Magdaleny Krauze to niesamowita historia. Opowiada ona o młodej sympatycznej kobiecie, która zamiast powiedzieć sakramentalne „tak”, musi pogodzić się z faktem, że jej niedoszły mąż nie dorósł do miłości. Zuzanna musi przełknąć gorzką pigułkę, uporać się z traumą, ułożyć swój świat od nowa, ale nim to czyni, poznaje jeszcze jedną prawdę. Trudno jest jej w nią uwierzyć, niestety rzeczywistość nie daje się zmienić i cofnąć. Świat Zuzy zostaje ponownie przewrócony do góry nogami, ale na szczęście blisko jest jej rodzina, przyjaciółki i mężczyzna, który okazuje się o wiele bardziej oddany, niż to się porzuconej narzeczonej wydaje. Czy w tej sytuacji młoda kobieta odnajdzie szczęście i zacznie cieszyć się życiem na nowo? Czy dostrzeże i oddzieli ziarna od plew? Czy nie ominie ją miłość, która jest tą prawdziwą?

To była wyśmienita lektura, przy której emocje szalały! Chwilami nie mogłam ich kompletnie uspokoić, a czytanie powodowało na moich policzkach ogromne rumieńce. Ta książka mną zawładnęła i ogarnęła całkowicie mój umysł. Byłam jedynie ciekawa co dalej i jak skończy się ta historia! Inne rzeczy przestały być ważne. Czas stanął w miejscu, a ja żyłam tylko fabułą książki. To bardzo piękna, ale i życiowa opowieść. Drzemie w niej wiele cennych prawd. Jedną z nich jest to, by zawsze w życiu oceniać na zimno swoją sytuację i mimo wszystko nie dawać ponosić się wyłącznie emocjom. Bywa, że są one najgorszym doradcą. Nie warto też płakać nad rozlanym mlekiem. Co się stało, to się nie odstanie. Trzeba zawsze z optymizmem patrzeć w przyszłość, chwytać dane od losu prezenty i cieszyć się tym, co otrzymujemy. Nie wszystko złoto co się świeci. Nie każda miłość jest prawdziwa, a tą wartościową zwykle najtrudniej dostrzec.
Magdalenie Krauze z całego serca gratuluję pomysłu i napisania wyjątkowej powieści, która z pewnością pokrzepi niejedno zranione kobiece serce. Ta książka bawi, wzrusza, elektryzuje i przykuwa do siebie. Drzemie w niej wiele optymizmu i pozytywnej energii. Dzięki jej przeczytaniu poznacie fantastyczne bohaterki, które są niezwykle pomysłowo nakreślone. Drzemie w nich siła, z której my kobiety powinnyśmy być dumne. Tak, tytuł docenia i gloryfikuje kobiecą przyjaźń, która  w wielu sytuacjach może być pomocnym lekiem. Zakończenie książki jest oryginalne i bardzo mnie wzruszyło.

Reasumując, z całego serca polecam tę ciepłą i cudowną powieść, która kryje w sobie wiele niespodzianek, porusza serca do głębi i pokazuje, że w życiu zawsze jest wyjście z każdej sytuacji. Autorka nie boi się pisać o  wielu trudnych tematach, ale i wnosi pokłady optymizmu. Tytuł zmusza do refleksji, zachwyca i zostaje w pamięci. Musicie go przeczytać. Z serca rekomenduję!




wtorek, 15 czerwca 2021

Justyna Dżbik-Kluge "Polacy lat minute. Sekrety pilotów wycieczek.

 



Wydawnictwo WAB
data wydania 2021
stron 304
ISBN 978-83-2807-689-1

Polskiego turysty obraz prawdziwy

Wakacje i urlop. Czas na który czekamy przez cały rok. Planujemy go, szukamy ciekawych ofert w biurach podróży. Wykupujemy wycieczki albo wiele miesięcy szybciej, albo korzystamy z oferty lat minute by skorzystać z niższej ceny. Czasem wybieramy kierunek podróży na całkowitym spontanie, czasem długo myślimy czy pojechać do kraju A czy B, a może tak jak sąsiedzi czy znajomi wybrać się do miejsca C. Czasem kierujemy się własnymi marzeniami, czasem odwzorowujemy od innych. No i jedziemy. Ma być cudnie, fantastycznie, nasza wyobraźnia podpowiada nam obrazy bardziej sielankowe niż te na zdjęciach w folderach reklamowych. Pakujemy się, dopinamy wszystkie konieczne sprawy i lecimy, jedziemy, a po drodze i na miejscu często łykamy całą gamę rozczarowań. Nasze wyobrażenia nas poniosły, eden wcale nie jest rajem, są w nim różne kłopoty i ... idealny wyjazd po prostu staje się czasem próby i bolesnej konfrontacji między tym co miało być, a tym co naprawdę jest. Sytuacja stresowa często wyzwala w nas prawdziwą twarz i pokazuje nasze słabości, po prostu całą prawdę o nas samych. Często ta prawda obala stereotypy, a czasem je potwierdza. Jacy jesteśmy tak naprawdę na wakacjach? Nasz portret turystyczny rysują nasi opiekunowie, nasi przewodnicy, którzy mają z nami czasem niezłe kłopoty, gorzej niż z małymi dziećmi. 

Przez wiele lat polski turysta był zamknięty za żelazną kurtyną. Wyjazdy z paszportem ważnym na wszystkie kraje świata były rzadkością. Jak już, to podróżowaliśmy po bloku socjalistycznym lub spędzaliśmy wolne dni w Polsce. Po okresie transformacji świat się powoli przed nami otworzył. Najpierw było drogo, więc turystyka musiała mieć i ekonomiczne oblicze. Teraz, gdy zarabiamy więcej, stać nas na coraz lepsze oferty, choć najwięcej osób korzysta z okazji w niskich cenach. No i jeździmy, to tu, to tam, ale ... jesteśmy często mentalnie turystycznymi dziećmi, które marudzą i ich lamentom nie ma końca. Wiele osób naprawdę mocno się stara by utrudnić życie osobom pracującym w turystyce. Grymasimy, marudzimy, ciągle coś nam nie pasuje, tupiemy nogami, bo coś się nie zgadza lub jest nie tak i dajemy niestety smutny obraz polskiego turysty na obczyźnie. Pracujemy, oczywiście nie wszyscy, na niechlubną markę, która nie daje nam najlepszego świadectwa. Ale, jest w nas tyle januszów i grażyn, że jest jak jest.

 Książka Justyny Dżbik-Kluge to opowieść o polskich turystach snuta przez ich opiekunów, którzy dzięki takiemu a nie innemu zachowaniu mają bardzo stresującą pracę i nie mogą spokojnie odetchnąć. Bo mamy piękne marzenia, ale rzeczywistość często nas przytłacza, bo mamy zbyt wiele wad, które górują nad zaletami, bo często obca nam jest kultura turystyczna, bo jesteśmy zbyt wymagający i marudzący. Bo za bardzo jesteśmy pewni, że coś nam się należy i nie przyjmujemy do wiadomości pewnych niedoskonałości i barier. Idealizujemy świat w którym chcemy spędzić wakacje i dlatego dotykają nas spore rozczarowania. 

Ten tytuł ma opóźnioną premierę wskutek wybuchu pandemii covid19. Ta pozycja miała się ukazać wiele miesięcy szybciej. Koronawirus jak nic dotąd na świecie zamroził branżę turystyczną. Świat powoli wraca do stanu poprzedniego. Czy jest to naprawdę możliwe trudno wyrokować, ale na kilka chwil przed wakacjami lektura taka jak ta będzie idealna. Spełni ona z pewnością bardzo różną funkcję. Jednym otworzy oczy na prawdziwe oblicze podróży zorganizowanych, innym wybije takie eskapady z głowy (bo to totalnie nie w ich deseń - tak, ja należę do tej grupy), innych uczuli co wypada na wakacjach, a co nie i na co należy być przygotowanym. 
Książkę zaliczającą się do naprawdę świetnych pozycji w swojej tematyce odebrałam bardzo pozytywnie. Czytałam z ciekawością, często z uśmiechem na twarzy. Jest świetnie napisana, wyczerpuje swoja tematykę, jest błyskotliwa, nieco humorystyczna, pełna blasku, prawdy i turystycznego realizmu. Pokazuje kulisy trudnej i ogromnie stresującej pracy z turystami. Polecam ją miłośnikom dobrej i konkretnej literatury faktu, w niej nie ma taryfy ulgowej, jest prawda, która często w oczy kole. Wniosek po jej lekturze nasuwa się sam - Polak idealnym turystą nie jest i wiele nam do turystycznej przyzwoitości często brakuje. Trzeba wziąć to na klatę i zmieniać o ile tylko możemy ten niekorzystny wizerunek. 
Bardzo polecam na wyjazdy i nie tylko. 



niedziela, 13 czerwca 2021

Liliana Hermetz "Rozrzucone"

 



Wydawnictwo Literackie
data wydania 2021 
stron 400
ISBN 978-83-0807-385-8

Tam, gdzie korzenie, tam drzemie Twoje serce na zawsze

Dziś chciałabym przekonać Was koniecznie do sięgnięcia po powieść, która wyjątkowo mocno podbiła moje serce. Stało się tak za sprawą wielu czynników. Jednym z nich była fakt, że jej akcja toczy się przede wszystkim w moich rodzinnych stronach, a niektórzy jej bohaterowie żyją w mieście w którym się urodziłam i nadal mieszkam. Tylko pozornie ta historia ma jedną bohaterkę, którą wojna wygnała z rodzinnych stron do Niemiec i Alzacji. Tak naprawdę w świetle jupiterów stoi cała, liczna rodzina, której polsko - ukraińskie korzenie wywodzą się z okolic Przemyśla. Kilka pokoleń, burzliwa historia, która wywiera ogromny wpływ na życie zwykłych, prostych ludzi, pół wieku z dziejów Europy w której gotuje się jak w tyglu sprawiły, że choć to nie łatwa lektura nie mogłam oderwać się od czytania. 

Lekturze towarzyszyła ogromna nostalgia, tkliwość, sentyment, niezwykłe ciepło na sercu, że mogę dzięki książce podróżować w czasie po swoim, swojskim podwórku. Liliana Hermetz idealnie oddała klimat mojego miasta, jego okolic i żyjących tu, na pograniczu ludzi. Tak, w takich rejonach żyjące wspólnie nacje uzupełniają się i przenikają. To naturalne, ciekawe i jedyne w swoim rodzaju zjawisko.

 Na pierwszy plan tej historii wysuwają się kobiety. Mające to samo pochodzenie są bardzo różne. Na ich "liderkę" Autorka wysuwa Marię, którą los zmusił do przymusowej emigracji. Jest ona jako nastolatka ofiarą manipulacji swoich krewnych i zostaje rzucona na nieznany ląd. Czy życie na przyjaznym Zachodzie zamiast w siermiężnym kokonie komunizmu wychodzi jej na lepsze? Z pewnością rozdziera ją na pół. Jej egzystencja dzieli się na tam i tu, na wczoraj i dziś bardzo wyrazistą kreską. Z jednej strony ma większe możliwości i może żyć na lepszym poziomie materialnym, z drugiej ciągle szuka swego miejsca na scenie życia. Tęskni, czuje się obca i samotna, inna i nie zawsze pasująca to tamtego otoczenia. Jednocześnie dla swojej rodziny też staje się kimś innym, wyobcowanym, skażonym dobrobytem. Maria już nigdy nie czuje się gdziekolwiek u siebie, emigracja jest miejscem na chwilę, rodzinne strony wspomnieniem, a rodzina obcymi ludźmi, którzy widzą w niej tylko kogoś, kto może wesprzeć finansowo. 
Ta niezwykła książka to powieść która bez osłonek pokazuje trudne życiowe sytuacje i obala mity o słodkim dolce vita kapitalistycznego Zachodu. To tytuł opiewający wielkość rodzinnych korzeni z których czasem brutalnie wyrywa życie, a za którymi  mimo wszystko zawsze się mocno tęskni. Nie da się z nas wyłuskać naszego dziedzictwa.  Zawsze, czasem nawet podświadomie, będziemy do niego wracać. 

O "Rozrzuconych" z pewnością można powiedzieć, że to proza zajmująca i ambitna. Napisana w sposób genialny i bardzo klimatyczny. Tu nie ma miejsca na białe i czarne, na postaci dobre czy złe. Tu wszystko jest ogromnie ludzkie, prawdziwe i realne. Tu nie ma miejsca na literacki makijaż, rządzi prawda i autentyczne życie, zwyczajne, pełne błędów i ludzkich namiętności. Porażek, potykania się o życiowe przeszkody. Tło fabuły jest niczym zmieniająca się mozaika. Biedna wieś, położona gdzie diabeł mówi dobranoc, zacofana w której jakby stanął czas. Prowincjonalne miasto, jak dobrze mi znane i bliskie sercu, które stoi gdzieś pomiędzy wsią a wielkim światem. I w końcu jakże kontrastowy, inny, nowoczesny, światowy obraz Zachodu przeciwstawny Wschodowi. Przenikające się kultury, które jakby chciały znaleźć jakiś kompromis trwania i niezwykłe kobiety, w których drzemie siła, moc, chęć i wola przetrwania na przekór losowi i przeszkodom są ogromnym atutem, które dodają książce blasku. 

Jak już wspomniałam to nie była książka lekka, ani łatwa, ani przyjemna. Czasami jej treść boleśnie skupiała uwagę, zmuszała do koncentracji, a i refleksji nad istotnymi sprawami życia. Z powieści bije też bardzo wyraziście prawda o przemijaniu, o kruchości każdego człowieka, który ma w sumie na przeciw wieczności tylko chwilę swojego krótkiego życia. 
Tak, to była wyjątkowa lektura, to była zaskakująca literacka niespodzianka, to było ciekawe zaskoczenie w świecie słów. Polecam z całego serca osobom szukającym czegoś naprawdę niesztampowego wśród współczesnej prozy rodzimych twórców. 



czwartek, 3 czerwca 2021

Agnieszka Lis "Listy w góry"

 



Wydawnictwo Skarpa Warszawska
data wydania 2020
stron 318
ISBN 978-83-6619-588-2

Gdy szczyt marzeń staje się szczytem egoizmu

Góry to moja wielka pasja. Lubię po nich wędrować i zdobywać szczyty. Nie robię tego jednak wyczynowo ani sportowo, a jedynie rekreacyjnie. Nie wyklucza to jednak faktu, że interesuję się od wielu lat himalaizmem, osiągnięciami zwłaszcza polskich wspinaczy i jestem pełna podziwu dla ich sukcesów. To niezaprzeczalny fakt, że nasi rodacy w tej dziedzinie osiągnęli bardzo wiele. Ich nazwiska brylują na stronach górskich kronik, a wielu z nich na przestrzeni lat zyskało status prawdziwych gwiazd i górskich celebrytów. Bycie Lodowym Wojownikiem to powód do dumy, ale i w tym wypadku istnieje druga strona zasłużenie zdobytego medalu. Pisze o niej w swojej książce Agnieszka Lis, a ja nie mogłam sobie odmówić lektury tytułu, który jest bardzo wyjątkowy i niesztampowy.

„Listy w góry” to opowieść, której główną bohaterką jest żona himalaisty. W prawdziwym życiu stoi ona zawsze w cieniu męża i gór. Jest postacią z drugiego planu. Gdy pojawia się na lotnisku, by powitać męża wracającego z wyprawy, musi przepuścić tłum dziennikarzy, oficjalne delegacje i poczekać na swoją kolej. Kochając wspinacza, musi pogodzić się z faktem, że pasja zawsze jest na pierwszym planie i wygrywa z rodziną. Czy to właściwe i dobre?

Agnieszka Lis oddała głos kobiecie, która przez lata kariery męża pisze pamiętnik w formie listów. Listów, które z różnych powodów nigdy nie zostały wysłane. Miały być przeczytane po osiągnięciu celu, ale los okazał się okrutny i na to nie zezwolił.

On żyje górami. Nawet gdy w nich nie jest fizycznie, to błądzi wokół ich szczytów myślami. Planuje, organizuje, załatwia i dopina kolejną wyprawę na ostatni guzik. Ona jest samotna w małżeństwie, choć nie sama. Kocha, tęskni, troszczy się, zamartwia, jest zdana głównie na siebie, a czasy są trudne. Pomaga jak może w sprawach organizacyjnych. Jest cierpliwa, czeka, modli się, liczy dni do powrotu, na owocach kasztanów odlicza kolejne zdobyte szczyty z tych najwyższych czternastu składających się na Koronę Himalajów. Ma męża, ale jest zdana bardziej na samą siebie, rodziców, przyjaciółkę. On tylko w domu bywa. Przelotem, na chwilę, oderwany od rzeczywistości żyje egoistycznie swoją pasją i życiem tam, gdzieś na wysokości w krainie lodu i śniegu. Traci siłą rzeczy kontakt z realnym światem. I ważniejszy jest pakiet konserw na wyprawę niż kolejki pod sklepami i braki w towarze niż choroby dzieci i kłopoty ze zdobyciem ubrań. Fundusze kojarzą mu się z dopinaniem środków na wyprawy, a nie domowym budżetem. Tak właśnie wygląda prawda o małżeństwie, które jest inne niż większość. Tu w cieniu męża bohatera, kryje się żona, która jest także wielką, aczkolwiek cichą bohaterką o której nikt nie mówi. Niektórzy, patrząc z boku, jeszcze jej zazdroszczą, a ona musi robić dobrą minę do złej gry.

Agnieszka Lis napisała genialnie. Odkryła prawdę, która zakurzył czas i spektakularne sukcesy. Ukazała realną rzeczywistość, która jest trudna i wymagająca. Idealnie weszła w duszę kobiety, która mocno kocha i za tę miłość musi zapłacić bardzo wysoką cenę. Jedynie uczucie osładza jej zmaganie się z szarą codziennością.

„Listy w góry” to powieść o poświęceniu i egoizmie, o niespełnionych marzeniach i czekaniu, o trudnej miłości, która czasem mocno boli. Zwierzenia młodej kobiety, żony i matki są ogromnie nasycone emocjami, które bywają bardzo skrajne i mocne. Tę książkę nie można tylko przeczytać. Jej treść się mocno czuje i odbiera osobiście, przeżywa jak własne życie. Z książki bije mocny przekaz, że trudno być żoną mężczyzny z górską pasją, a długotrwałe rozstania i życie chwilami razem, a najczęściej osobno negatywnie wpływa nawet na najbardziej dobrany związek i kładzie się na nim ponurym cieniem.

Czytając łatwo odgadnąć, że ta opowieść była inspirowana życiorysem Jerzego Kukuczki i jego żony Cecylii. Ten schemat można jednak udanie przełożyć do życiorysów wielu wspinaczy, którzy przedkładają pasję nad swoich bliskich.

Książka ogromnie mi się podobała, jest przepięknie napisana i oddaje doskonale to, co dzieje się w życiu i sercu kobiety, która jest niczym Penelopa. Gorąco polecam jej lekturę nie tylko zainteresowanym górską tematykę, ale każdemu, kto lubi dobrą prozę z górnej półki.


poniedziałek, 24 maja 2021

Adrian Markowski "Bieszczady dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 244
ISBN 978-83-8234-144-7

Zabieszczaduj razem z nami


Bieszczady to pojęcie dwuznaczne. Jedni wymawiając je, mają na myśli pasmo górskie, inni rozumieją je nieco szerzej. Dla nich Bieszczady to niezwykła kraina geograficzna leżąca na południowo-wschodnim krańcu Polski. Osobiście te dwa pojęcia zepnę umowną klamrą i wraz z Autorem, Adrianem Markowskim zachęcę do odwiedzenia terenów, którą są wyjątkowe i niepowtarzalne. Podobnych nie znajdziecie nigdzie na świecie. Jeśli chodzi o liczby, to szczyty Bieszczad nie są na pierwszy rzut oka imponujące pod względem wysokości nad poziomem morza. Gór w podobnym rozmiarze znajdzie się w Polsce wiele, ale nigdzie nie traficie do takich miejsc, na które historia, a konkretnie II wojna światowa, wywarła aż tak ogromny wpływ i wyrysowała ich mapę na nowo. Nad tym fenomenem zachwyca się wielokrotnie na kartach swojej książki Pan Markowski. Publikacja ta nie jest typowym przewodnikiem. Nie jest to też sensu stricte reportaż, a raczej przepiękna, misternie utkana ze słów gawęda, której puenta jest wyrazista. „Jedź w Bieszczady, poznaj ich specyfikę i zakochaj się w nich na całe życie”. Sama tak kiedyś zrobiłam i w pełni zgadzam się z autorem, że to miejsce nie ma sobie podobnego.

Co tak magicznego zatem drzemie w tym osobliwym rejonie? Tajemnice i sekrety, których ziemia bieszczadzka ma bardzo, bardzo wiele. Ich odkrycie wcale nie jest trudne, trzeba mieć jedynie oczy i uszy szeroko otwarte. Trzeba dostrzec to, co zmienił czas i pogmatwana historia.

Bieszczady należy nie tylko zobaczyć, nie tylko przejść. Trzeba je odkryć, oswoić, zrozumieć, a to wymaga czasu. Bieszczady po wojnie, za sprawą wysiedleń w ramach akcji Wisła i korekty granic stały się dzikie. Opuszczone przez ludzi osady, nieuprawiane poletka, połoniny, na których zaniechano wypasu, zmieniły swoje oblicze. Dziś są przede wszystkim atrakcją turystyczną, kiedyś były głównie terenem wykorzystywanym gospodarczo. Ta metamorfoza była nagła i niespodziewana, a jej efektem jest szereg śladów przeszłości, które możemy odkryć na każdym kroku. Książka Adriana Markowskiego jest niczym poradnik, cenny podręcznik, który nas do owych odkryć zachęca i podpowiada, od czego zacząć.

Na kartach publikacji autor pisze o przeszłości Bieszczad. O tym, jak przed wiekiem wyglądało w nich życie, jak przed wojną były one zagospodarowane. Markowski opowiada o ich ówczesnych mieszkańcach, ich tradycjach, wierzeniach i codzienności. Pokazuje zmiany, jakie zaszły od wtedy do dziś, uczy jak je odkrywać, pokazuje jakie są one fascynujące.

To nie jest tylko książka dla tych, którzy w krainie Biesów i Czadów nigdy nie byli. Absolutnie! Wytrawny Bieszczadnik przy jej lekturze wcale nie będzie się nudził. Każdy, kto zapozna się z jej treścią, dowie się, jak można wydeptywać Bieszczady po swojemu i odkrywać wciąż na nowo.
Zagłębiając się w lekturę, przeczytacie między innymi o bohaterze, który się „kulom nie kłaniał”- jedna z nich jednak dopadła go w Jabłonkach, o dawnych, nieistniejących już wsiach, o tym, czym w Bieszczadach się masowo trudniono, o ocalałych i zniszczonych cerkwiach, o niezwykłym, samotnym Grobie, który znajduje się niedaleko źródła Sanu. Przez karty książki przewijają się znani Bieszczadnicy, którzy przybywając tu z różnych stron Polski, stali się Ludźmi — Legendami. Mogłabym wymieniać jeszcze wiele aspektów, które porusza ta książka, każdy z nich kryje w sobie coś niesztampowego.

Tytuł czyta się z prawdziwą przyjemnością i ciekawością. Jest on przepięknie napisany, a w pracę nad nim włożona jest pasja i miłość. Fakt, że autor oddał Bieszczadom swe serce, jest niezaprzeczalny. Tą miłością stara się podzielić z każdym czytelnikiem. Lekturę gorąco polecam i jestem pewna, że każdy, kto ją przeczyta, uda się na pewno w Bieszczady. Zrobi to raz i będzie stale tam powracał. Inaczej się po prostu nie da.

Do zobaczenia na bieszczadzkim szlaku.

czwartek, 20 maja 2021

Alka Joshi "Malowane henną"

 




Wydawnictwo Rebis

data wydania 2021

stron 384

ISBN 978-83-8188-267-5

Na przekór światu, w drodze ku szczęściu

Mając za nic ograniczenia pandemiczne z książką w ręku udałam się w daleką, ogromnie fascynującą podróż. Dzięki lekturze naprawdę wyjątkowej powieści znalazłam się na kontynencie azjatyckim, w Indiach, a konkretnie w Radżasthanie i mieście Dżajpur. Moja wycieczka miała miejsce nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Przeniosłam się bowiem do lat 50-tych XX wieku, Ten ogromny kraj dopiero co wyzwolił się spod brytyjskiego panowania (1947 rok) i dynamicznie się zmieniał. Jednak zakorzenione w nim od tradycje nadal funkcjonowały i były przestrzegane. Nie były one zbyt przyjazne dla kobiet. Płeć piękna była wyraźnie dyskryminowana, zależna od rodziców, a potem mężczyzn, który stawali się nie tylko małżonkami, ale i władcami. Wiele dziewczynek, tak jak tytułowa bohaterka powieści do której przeczytania Was gorąco zachęcam, zostawała wydana za mąż w wieku lat nastu wbrew swojej woli. Lakszmi nie mogła poszczycić się statusem szczęśliwej żony. Jej mąż ją bił i stosował wobec niej przemoc. Miał pretensje, że ta nie zachodzi szybko w ciążę. Nieszczęśliwa młoda kobieta nie mogąc już dłużej wytrzymać u boku tyrana postanowiła uciec z prowincji do dużego miasta i zacząć życie na własny rachunek. Tym samym ściągnęła wstyd na dom swojego męża i ostracyzm otoczenia na dom swoich rodziców. Lakszmi ciężko pracowała zajmując się malowaniem henny na ciałach kobiet i doradzając kuracje ziołowe. W Różowym Mieście zdobyła sławę i spore pieniądze dzięki oryginalnym wzorom jakie malowała. Stała się rozchwytywana i popularna. Otwierały się przed nią drzwi najznamienitszych domów, poznała kobiety z wyższych sfer, których stała się powierniczką i doradczynią. Nagle w jej życiu pojawiał się mąż, którego porzuciła i siostra, o której istnieniu nie miała zielonego pojęcia...

Kochani, ta powieść jest niesamowita, rewelacyjna i przemawiająca prosto do serca. Pokazuje inną kulturę, której dla nas Europejczyków jest niczym nieznany ląd. Wszystko w niej ciekawi, fascynuje i dziwi. Wszystko jest odmienne i barwne niczym wielobarwna mozaika o skomplikowanym wzorze. Przy lekturze nasza wyobraźnia jest bombardowana tysiącami różnych bodźców, a fascynujący oraz ciekawie wykreowani bohaterowie wywołują przeróżne uczucia i moc emocji. Główna bohaterka Lakszmi, to postać, którą nie sposób nie polubić. Od samego początku mocno jej dopingowałam. Była pełna podziwu dla jej uporu, odwagi, siły, dzięki którym łamała surowe i trwale od lat funkcjonujące konwenanse. Lakszmi przekraczała granice, wytyczała nową ścieżkę, odrzucała na bok lęki. Nie bała się przeć ku realizacji marzeń, nie lękała się walczyć o swoją wolność ekonomiczną i niezależność wobec świata. Lakszmi to postać skomplikowana i zagadkowa, mająca swoje tajemnice. Na kartach książki jest niczym niezłomna Nike. 

Portret Indii namalowany słowami przez Alkę Joshi jest wielowymiarowy. Widać w nim wiele problemów społecznych, które nurtują tamtejszą społeczność. Podziały kastowe, różnice w dostępie do edukacji i pomocy medycznej, bieda, przeludnienie, zły los kobiet to tylko najważniejsze kwestie na które ta powieść zwraca uwagę. Treść, że względu na swoją specyfikę i egzotykę nie jest można najłatwiejsza w odbiorze i wymaga od nas poznania wielu nazw i pojęć by ją zrozumieć. Mimo to przyciąga do siebie i fascynuje. Kultura indyjska nie zawsze jest dla nas czytelna i zrozumiała, ale pociąga bogactwem smaków, aromatów, zwyczajów, wierzeń, barw. 

Reasumując jeśli ktoś kocha klimaty w stylu Bollywood koniecznie musi przeczytać ten tytuł. Jeśli ktoś lubi lektury z bohaterkami o silnej osobowości również będzie idealnie zadowolony w trakcie czytania. Osobiście jestem tą powieścią naprawdę mocno zachwycona i polecam ją nawet najbardziej wymagającym miłośnikom nietuzinkowych książek.

wtorek, 18 maja 2021

Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik "Seksualne życie Polaków"

 



Wydawnictwo WAB
data premiery 2 czerwca 2021
stron 256
ISBN 978-83-2808-891-7

Współczesny Polaków portret seksualny

Rewolucja seksualna w Polsce stała się faktem. Możemy temu przeczyć, ale obecne młode pokolenie inaczej podchodzi do sfery intymnej niż ich rodzice i dziadkowe. Seks przestał być tematem tabu. Mówimy o nim dużo i odważnie. Można śmiało powiedzieć, że w tym aspekcie, w tej sferze życia dogoniliśmy Europę bardziej niż w sferze gospodarczej. Oczywiście znajdą się osoby które będą lekturą książki "Seksualne życie Polaków" zgorszone i zbulwersowane, jednak przeczenie, że pewne zjawiska nie funkcjonują w polskiej sferze erotycznej mijałoby się z prawdą. 
Miałam okazję poznać tę publikację jeszcze przed premierą. Byłam jej ciekawa. Lektura okazała się nieco inna niż się spodziewałam, ale i też za wiele od moich wyobrażeń nie odbiegła. 

Jej Autorzy pokazali różna oblicza seksu jakie funkcjonują obok siebie. Większość z nich jest odważna, może dla pewnych osób nietuzinkowa, ale nie możemy zaprzeczyć, że ich amatorzy nie robią tego czy tamtego. Dziś seks Polaków nie ogranicza się już tylko do ich sypialni. Można powiedzieć, że seks jedną nogą wyszedł z sypialnianego podziemia i wkroczył w miejsca bardziej otwarte i publiczne. Łono natury, kluby, sfera interaktywna też są punktami gdzie seks się uprawia. Wielu Polaków zaczęło otwarcie przyznawać się do swoich upodobań i szukać ich spełnienia. Odwagi dodaje wielu osobom przestrzeń wirtualna.  Czaty, pokazy za pomocą kamerek internetowych, fora zachęcają by spełniać swoje fantazje. W Polsce coraz prężniej zaczęły funkcjonować seks shopy. Klienci odważniej robią w nich zakupy, wzbogacają swoje życie intymne gadżetami. 

Autorzy pisząc o polskim współczesnym seksie pokazują odważnie jego nietypowe oblicza. Wychodząc z założenia, że nic co ludzkie nie jest obce zapraszają na wycieczkę do klubu swingerskiego czy studia BDSM. Przedstawiają pracę osób prowadzących transmisje on line oraz zasady funkcjonowania polskiego porno biznesu. W stosunku do zagranicznych realiów on dopiero dojrzewa i raczkuje, ale jest i się rozwija. Na kartach publikacji znajdziecie dość obszerny wywiad z polską gwiazdą porno biznesu - mężczyzną, który po ukończeniu szkoły aktorskiej pracuje w branży i filmowej i porno. 

Ta książka zdecydowanie łamie wiele tematów tabu i potwierdza różne zjawiska, które w Polsce od pewnego czasu funkcjonują. Odważnymi słowami pokazuje rodzime realia, które z jednej strony część osób gorszą, ale i części dają odwagę ujawniania swoich marzeń i preferencji. Za zasłoną wstydu w sypialniach Polaków  i nie tylko w nich wiele się dzieje, a ludzie odkrywają swoje zachcianki i preferencje. Postęp edukacyjny trwa, a młode pokolenia stają się całkowicie inne od tych sprzed kilkudziesięciu lat. 

To nie jest sztampowa lektura, którą ograniczają sztywne ramy. Czyta się ją z zaciekawieniem, ale nie jest ona też zbyt łatwa w odbiorze. Wymaga skupienia na tekście, otwartości na różne warianty w sferze seksu. Autorzy nie szukają jednak taniej sensacji, co uważam za ogromny plus tej książki. Chcą jedynie przedstawić prawdziwe oblicze stanu faktycznego, który na pewno jest zjawiskiem ciekawym socjologicznie. Lekturę polecam, choć jestem przekonana, że jedni czytelnicy będą bili Autorom brawa, a inni mocno ich skrytykują. 



czwartek, 13 maja 2021

Nicola Sutcliff "Jestem Saudyjką. Świat oczami kobiet z Arabii Saudyjskiej"

 




Wydawnictwo Prószyński i S-ka

data wydania 2021

stron 364

ISBN 978-83-8234-095-2

Świat widziany oczami przesłoniętymi nikabem

Arabia Saudyjska to ogromne państwo położone na Półwyspie Arabskim, które jest dla wielu sercem Bliskiego Wschodu. Ten kraj ludziom innych kultur wydaje się niezwykle tajemniczy i ortodoksyjny. Jest kolebką islamu, a na jego terytorium znajduje się wiele świętych miejsc dla wyznawców Allaha. Jest to jedna z nielicznych na świecie monarchii absolutnych, którą rządzi król i premier, ale kluczowym fundamentem wszystkich dziedzin życia jest religia. Islam dyktuje wszystko, żadne prawo nie może być z nim sprzeczne. W tym państwie działa policja religijna, a pozycja kobiet jest mniej uprzywilejowana niż mężczyzn. I tu rodzą się miliony stereotypów, które narastają i krążą po świecie. Choć kraj ten wciąż i bardzo szybko podlega zmianom, ewolucjom i metamorfozom to jednak postrzegany jest nadal jako miejsce, gdzie kobiety są ciemiężone, nieszczęśliwe i dyskryminowane. Czy tak naprawdę jest?

Wielu z nas, Europejczyków, patrzy na Saudyjki z litością i współczuciem. Czy to dobre podejście? Autorka książki „Jestem Saudyjką” postanowiła to sprawdzić u samego źródła. Zapytała wprost mieszkanki Arabii Saudyjskiej o ich życie, kłopoty, zwyczaje, normy, jakim podlegają. Jej celem było przeprowadzenie kilkudziesięciu wywiadów z kobietami wywodzącymi się z różnych środowisk, w różnym wieku, z różnym wykształceniem, a wszystko po to, by wyrysować wielowymiarowy portret i pokazać światu prawdziwe oblicze kobiet, które na co dzień w miejscach publicznych okrywają abaje. One jednak zakryte przed obcymi, mają swój prywatny świat, rodziny, marzenia i plany. Czują i myślą. Mają swoje zdanie i wyobrażenia, którymi chętnie podzieliły się z kobietą pochodzącą z odmiennej im całkowicie kultury. Przy tym były ciekawe zachodniego świata i stylu życiu. Stereotypy krążą bowiem nie tylko w jedną, ale i dwie strony. Tym samym w książce czytelnik odnajdzie obraz naszej, europejskiej cywilizacji w oczach kobiet, które wiodą inny tryb życia i pochodzą z odmiennej kultury.

Wbrew pozorom wielu Saudyjkom zasłonienie ciała tak bardzo nie przeszkadza, jakby się nam wydawało. Dzieje się tak z prostego powodu. One urodziły się w takiej tradycji. To jest dla nich oczywistością i niekiedy komfortem, że mogą się nie wyróżniać i być anonimowe. My zaś, nim skrytykujemy inną kulturę, wydamy osąd, powinniśmy ją dogłębnie poznać. Odrzucić mity i jednoznaczne skojarzenia. Spojrzeć głębiej na świat islamu, który nie jest idealny, ale i nie jest w stu procentach pełen terroryzmu.

Autorka w czasie zbierania materiałów do książki spotkała na swojej drodze przeróżne kobiety. Mało które nie zgodziły się na rozmowę i odsłonienie swojego życia oraz duszy. Na drodze Nicoli Sutcliff stanęły aktywistki walczące o więcej swobód dla płci pięknej, żony z rodzin poligamicznych, żyjące na pustyni Beduinki oraz kobiety noszące tytuł księżniczek. Ich wyznania w pewnych momentach szokują, są dla nas bardzo kontrowersyjne w odbiorze, ale możemy dojść do wniosku, że mamy podobne troski i problemy.

Ta książka jest naprawdę niezwykła i wyjątkowa. Swoją tematykę wyczerpuje w sposób dogłębny i kompleksowy. Autorka rzetelnie przedstawia sytuację kobiet w kraju, w którym to religia i tradycja gra pierwsze skrzypce. Udziela im głosu. Zadaje podobne, aczkolwiek niełatwe pytania. Jest ciekawa ich zdania, a ono nie jest jednolite. W odbiorcę uderza moc tradycji, ale i ogromne docenienie i szacunek wobec prywatności, z której my Europejki z przyjemnością odzieramy się na własne życzenie. Arabia Saudyjska mocno zmienia się, ale przemiany mają różne tempo w poszczególnych regionach. Ogólne wrażenie po lekturze jest piorunujące. W drobny pył rozpada się wiele stereotypów. Saudyjki nie są już postrzegane jako bezwolne istoty niemające własnego zdania ani poglądów. Z treści wyłania się portret kobiet, które ulegają przemianom, zmieniają swoje zdanie odnośnie priorytetowych spraw w życiu i potrafią mieć swoje, niekiedy odważne poglądy. Moje myśli pobiegły również w stronę tolerancji wobec odmiennej kultury i tradycji. Nie możemy nikogo zmieniać na siłę, nie możemy uszczęśliwiać swoimi wzorcami. Możemy i powinniśmy się poznawać i uzupełniać, a nie kopiować.

Mając sporą wiedzę o świecie arabskim, przy czytaniu tej publikacji wcale się nie nudziłam. Chłonęłam jej treść, poznawałam jego mieszkanki, ich poglądy i uczyłam się tolerancji. Tak, to była jej ogromna lekcja. Tytuł oceniam bardzo wysoko i polecam tym, którzy są ciekawi życia Saudyjek oraz tego, co drzemie w sferze ich marzeń.

piątek, 7 maja 2021

Magdalena Kołosowska "Kiedyś dogonimy Paryż"

 



Wydawnictwo Replika
data wydania 2021
stron 352
ISBN 978-83-66790-20-9

W życiu nigdy nie jest za późno na miłość

Drogie Czytelniczki mojego bloga!

Z przyjemnością donoszę Wam, że dzięki lekturze kolejnej książki Magdaleny Kołosowskiej poznałam trzy fantastyczne bohaterki. Bardzo je polubiłam i chcę opowiedzieć Wam trochę o ich perypetiach byście i Wy mogły zatopić się w świetną historię przy której można się relaksować, odpocząć, poprawić sobie humor i złapać dystans do życia. Powieść napisana jest lekko, czyta się ją bardzo przyjemnie, a jej lektura mocno wciąga. 
Zosia, Danka i Irmina poznały się dzięki internetowej sieci. Każda z nich ma swój życiowy bagaż i 40+ na karku. Każda ma swoje troski i kłopoty. Razem jest im ze sobą raźniej. Między kobietami zawiązują się więzy przyjaźni w czym wcale nie przeszkadza to, że spotykają się najczęściej ze sobą w wirtualnym świecie. 

Najnowsza powieść mojej ulubionej Autorki to początek trylogii "Pod wspólnym niebem". Na pierwszym planie tego tomu jest Zosia - rozwódka, mama dwóch dorosłych córek, freelancerka zajmująca się redakcją słowa pisanego. W jej życiu bardzo wiele się dzieje. Były mąż realizuje wreszcie obietnicę kupna domu dla byłej małżonki w ramach podziału majątku. Wybiera ładnie prezentujący się budynek i bez wiedzy Zosi wpłaca za niego zaliczkę. Nie konsultuje jednak faktu, że jest on położony na zapadłej wsi godzinę drogi od dotychczasowego adresu jego przyszłej właścicielki. Za namową córek Zosia przeprowadza się i zaczyna nowe życie. Przypadkowo spotyka też dawnego kolegę z pracy z którym kiedyś, kilka lat temu łączyły dość zażyłe relacje. Czy odnowiona znajomość może stać się początkiem nowego związku? Przecież na miłość i szczęście nigdy nie jest za późno!

Takiej książki mi było trzeba. Lekkiej, ale i mądrej. Napisanej z dozą humoru i optymizmem. Ukazującej prawdziwe, nieidealne życie w którym ciągle coś się dzieje. Ta powieść to książka o kobietach z przeszłością i mężczyźnie po przejściach. Płynie z niej nauka, że w wieku 40+ każdy z nas ma spory bagaż doświadczeń, blizn i różnych niespodzianek za sobą. Może mieć uprzedzenia, albo niemiłe skojarzenia. Ale... ten wiek to nie koniec świata. On nadal stoi przed nami otworem. Nadal możemy czerpać z niego pełnymi garściami i smakować nowych rzeczy. Wiek, to nie wyrok podobnie jak bycie babcią. Nie możemy się poddawać, nawet gdy los nam dopiekł. Nie tędy droga do szczęścia.
 
Tę powieść czytało mi się od samego początku bardzo dobrze. Z napięciem przewracałam kolejne strony i chłonęłam perypetie bohaterek. Uśmiechałam się, byłam oburzona i miałam nieodparte wrażenie, że dziewczyny, które poznałam na kartach książki znam dobrze od lat. Bardzo łatwo "zadomowiłam się" w fabule i wtopiłam w klimat tej książki. 
Autorka gloryfikuje kobiecą przyjaźń. I słusznie! My kobiety wzorem książkowych bohaterek powinnyśmy się wspierać, doradzać sobie, być ze sobą solidarne. 
Jeśli szukacie ciepłej i pozytywnej historii to ta będzie idealna. Jeśli chcecie się wyluzować lub pogonić chandrę lepiej nie traficie. Ten tytuł będzie Was bawił i wzruszał oraz pozytywnie nastrajał do życia. Świetna książka na wiosnę. Z przyjemnością oceniam 10/10 i czekam na kolejny tom serii. 



sobota, 1 maja 2021

Agata Komosa-Styczeń "Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie"

 




Wydawnictwo Prószyński
data wydania 2021
stron 264
978-83-8234-099-0

Książka o kobietach, które po tatrzańskich graniach hasały jak kozice

Dziś jest dla nas oczywiste, że Tatry, najwyższe góry w Polsce są turystyczną mekką, rajem dla amatorów wspinaczki i delektowania się górskimi panoramami oraz grotołazów. Tu stawiają swoje pierwsze górskie kroki przyszli himalaiści, którzy traktują Tatry jako wspinaczkowe przedszkole i pierwszy stopień do wtajemniczenia w pokonywaniu skalnych przeszkód. Kiedyś jednak ten teren był dziewiczy, a ludzie mówili o nim Góry Śnieżne. Jako piersi eksplorowali je mężczyźni w celach ekonomicznych. Kłusowali, wypasali swoje stada, pozyskiwali drewno. Na turystykę przyszedł czas później. Na pojawienie się płci pięknej na tatrzańskich ścieżkach trzeba było poczekać jeszcze dłużej. Zapiski podają, że pierwszą białogłową na tatrzańskim szlaku była Beata Łaska, nieślubna córka króla Zygmunta Starego, przedostatniego z dynastii Jagiellonów i Katarzyny Kościeleckiej. Tereny górskie odwiedziła ze świeżo poślubionym mężem, który jednak po przepisaniu na niego jej majątku uwięził żonę i tym samym ukrócił jej pasję. Po Beacie na przestrzeni lat pod Giewontem zaczęły pojawiać się kolejne białogłowy, najpierw w towarzystwie męskim, potem stopniowo samotnie odkrywających piękno krajobrazu i robiących pierwsze wejścia na poszczególne szczyty. 
Góry nazwane Tatrami zaczęły przeżywać coraz większe oblężenie. W okresie zaborów ich odkrywanie było ułatwione poprzez brak istniejącej dziś granicy. Kobiety z każdym rokiem coraz bardziej wpisywały się w ich krajobraz. Było im wprawdzie trudniej przemierzać górskie skalne ścieżki w długich sukniach i spódnicach, ale dość szybko zmieniły je na spodnie. 
Przez karty książki, którą czyta się bardzo przyjemnie i ciekawe, przewija się cały korowód kobiet, które musiały nie tylko pokonać przeszkody naturalne, zmierzyć się ze skałami i pogodą, ale i obalić krążące stereotypy i wyznaczone sztucznie granice damskich możliwości. Historia pokazała, że Panie doskonale radzą sobie w górach. Są świetnie przygotowane technicznie i mają twardą osobowość. Nie chcą i nie muszą być ulgowo traktowane. Ich wyczyny zasługiwały na brawa i uznanie. 

Autorka na kartach swojej publikacji ukazuje sylwetki wielu kobiet, przytacza ich osiągnięcia i wyczyny. Bije im brawo za to, czego dokonały. W książce oprócz wątków skupionych na górach i ich zdobywaniu rzuca się w oczy wątek feministyczny. Ta sytuacja choć ma nieco inne oblicze trwa do dziś. Kobiet w górach jeśli chodzi o ścieżkę wyczynową i profesjonalną jest mniej. Jest równouprawnienie, a jednak na kobietę, która chce być na równi z gronem mężczyzn patrzy się jednak inaczej. Pisząc o tym, nie mogę nie wspomnieć postaci Wandy Rutkiewicz, która odważnie parła naprzód mimo przeciwności losu. 

Jeśli chodzi o sposób napisania tej książki absolutnie się nie zawiodłam. Autorka zrobiła to świetnie i włożyła mnóstwo pracy. Szczegółowo przedstawiła temat, swoje słowa uzupełniła wieloma cytatami i zdjęciami. Ukazała, że płeć piękna w tak wymagających górach świetnie sobie radzi, realizuje swoje cele i marzenia. Jeśli lubicie góry, jeśli czujecie w sobie górskiego bakcyla, jeśli jesteście kobietami to koniecznie sięgnijcie po tę propozycję Wydawnictwa Prószyński. Naprawdę warto. 


czwartek, 29 kwietnia 2021

Anna Dąbrowska "Zamień mnie w krzyk"

 



Wydawnictwo Amare
data wydania 2021
stron 360
ISBN 978-83-8219-208-7

Miłości nie można w życiu zaplanować

Młodzi ludzie stojąc na progu dorosłości są niepoprawnymi optymistami. Wydaje im się, że cały świat leży u ich stóp, a wszystkie marzenia i plany są w zasięgu ich ręki. Wydaje im się, że tylko oni sami są kowalami własnego losu i mogą wyreżyserować swoje życie jak tylko im się podoba. Z biegiem lat rzeczywistość jednak szybko zrywa im z twarzy różowe okulary i zabiera nielimitowaną nadzieję na wieczne happy endy. W życiu bowiem wszystko zamiast być czarne bądź białe okazuje się szare, przybrudzone i totalnie inne niż się spodziewaliśmy. Te reguły dotyczą także uczuć. 

Gabrysia, główna bohaterka dylogii Anny Dąbrowskiej przekonuje się, że jest możliwe obdarowanie sercowymi uczuciami aż dwóch mężczyzn jednocześnie. Powstaje problem by odkryć miłość do którego z nich jest tą prawdziwą ! Kończąc powieść "Kochaj mnie szeptem" byłam bardzo ciekawa jak potoczą się losy młodej kobiety, która mając bardzo burzliwe życie uczuciowe jest uwikłana w dziwną relację, która przebiega pomiędzy jej sercem, a mężem i kochankiem, który jest na dodatek znajomym męża przebywającego na misji w Afganistanie. 

Co zatem dzieje się w drugim tomie?
Po dramatycznych momentach, które miały miejsce w dniu kiedy Eryk powrócił z Afganistanu Gabrysia, choć poturbowana, musi żyć dalej. W jej życiu jednak nadchodzi znacząca zmiana. Zmiana, która ją cieszy, a zarazem przewraca cały świat do góry nogami. Jeremi dowiaduje się o koszmarze z przeszłości, który odradza się w jego życiu na nowo i stoi na drodze do szczęścia. Eryk postanawia się całkowicie zmienić. Zrezygnować z noszenia munduru i naprawić to, co kiedyś zepsuł. Chce stać się innym, lepszym człowiekiem. Chce wynagrodzić Gabrysi wyrządzone krzywdy. Chce by ta zajmowała w jego nowym życiu stare miejsce - by była znów jego żoną. Czy można znowu, mając wiele dobrych intencji, poskładać stary związek na nowo? Czy można wybaczyć ogromne krzywdy i o nich zapomnieć? Czy można kochać dwóch mężczyzn na raz tak samo? Czy tylko jedna z tych miłości jest prawdziwa? 

Na te wszystkie pytania odpowiedzi znajdziecie na kartach książki, która okazała się równie świetna i rewelacyjna jak jej poprzedniczka. Jej główna bohaterka mocno się zmienia. Dojrzewa i nabiera życiowej krzepy. Życie i los absolutnie jej nie oszczędzają. Wciąż z różnych stron zaskakują, sprawiają nie zawsze miłe niespodzianki, zmuszają do trudnych wyborów. Gabi, choć zmęczona, musi stawić czoło różnym problemom z których nie zawsze jest łatwe wyjście. Czasem nie ma po prostu dobrego rozwiązania i trzeba wybrać najlepszy kompromis. Autorka wspaniale przedstawia metamorfozę kobiety, która z zastraszonej, przytłoczonej i zahukanej staje się świadomą, pewną siebie i swoich pragnień seksualnie wyzwoloną dziewczyną. Tym samym dodaje wiary w siebie każdej czytelniczce i pozwala uwierzyć w swoje siły. By coś zmienić w swoim życiu musimy uwierzyć, że jest to naprawdę możliwe. By zmienić samą siebie musimy być pewnymi swoich celów. Koniecznie jest jednak wzięcie poprawki na chochliki od losu, które potrafią nieźle nam w życiu namieszać. 

Tak! To była naprawdę świetna i fascynująca lektura. Czytałam ją z wypiekami na twarzy i ogromną ciekawością. Zakumplowałam się z Gabi, choć czasem miałam ochotę nie tylko ją przytulić, ale i na nią nakrzyczeć. Podobały mi się odważne sceny erotyczne, jak i dialogi oraz zgrabne poprowadzenie fabuły do oryginalnego zakończenia. Polecam ten tytuł wszystkim Paniom, które gustują w literaturze obyczajowej. To będzie strzał w dziesiątkę. Zapewniam z ręką na sercu. Czytajcie koniecznie!

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Anna Dąbrowska "Kochaj mnie szeptem"







Wydawnictwo Amare

data wydania 2021

stron 368

ISBN 978-83-8219-138-7

Jeden seks rani, inny seks leczy

Dokładnie kilka chwil temu odłożyłam na półkę książkę Anny Dąbrowskiej, która powaliła mnie na kolana, wcisnęła w fotel, rozkochała w sobie. Dzięki niej mogłam poznać bardzo ciekawą kobiecą postać. "Kochaj mnie szeptem" okazało się wspaniałą lekturą, którą czytałam z wypiekami na twarzy. Okraszona pikantnymi scenami seksu powieść poruszyła bardzo ważne kwestie, które spotykają nas w życiu, a które niosą w sobie bardzo wiele złego. Toksyczne relacje mają wiele twarzy i imion. Zawsze są złe, zawsze wysysają z nas energię i zabierają radość z życia, poczucie własnej wartości i święty spokój. Pisząc tak na gorąco mam nadzieję, że oddam słowami te wszystkie emocje, które towarzyszyły lekturze, a ja już dziś zabiorę się za czytanie jej kontynuacji. 

Gabriela jest młodą kobietą, która przyszła na świat w toksycznej rodzinie. Jej matka to typowa despotka, która zrobiła córce poprzez niewłaściwe wychowanie wiele złego. Gabi by ukrócić patologiczne relacje wyprowadziła się z domu i zamieszkała na stancji. Rozpoczęła studia i zaczęła oddychać pełną piersią. Miała plany i marzenia, ale szukając prawdziwej miłości i mężczyzny przy którym będzie szczęśliwa, w pełni akceptowana i kochana, trafiła z deszczu pod rynnę. Pewnego wieczoru jej współlokatorka wyciągnęła ją do klubu. Tam Gabrysia poznała Eryka, który na początku zrobił na niej pozytywne wrażenie i zaimponował młodej kobiecie, która nie miała żadnego doświadczenia w kontaktach damsko-męskich. Ich relacja zacieśniła się bardzo szybko. Gabi zdecydowała się rzucić studia, poślubić narzeczonego i stać się idealną żoną. Choć ślub odradzała jej zarówno matka, jak i współlokatorka, dziewczyna postawiła na swoim. Sakramentalne "tak" stało się jednak nie bramą do szczęścia, ale do piekła. Gdy się zorientowała, że się w nim znalazła nie było już odwrotu, a kolejne ciosy powalały na kolana... Ale przecież nie ma sytuacji bez wyjścia i zawsze istnieje jakieś światełko w tunelu...

Gabrysia, główna bohaterka książki, to bardzo ciekawie skonstruowana postać. Zdominowana przez matkę od dziecka wyrasta i wkracza w pełnoletność, ale mentalnie czuje się jak zagubiona, mała dziewczynka. Szuka miłości i akceptacji w ramionach mężczyzny, niestety trafia fatalnie. Na jej głowę spada lawina nieszczęść, a Gabrysia musi zmagać się ze stratą, bólem i krzywdą. Te wszystkie doświadczenia i nieszczęścia boleśnie ją ranią, ale i hartują. Ona sama zaczyna się zmieniać. Wstaje z kolan, unosi głowę, stawia opór i uczy się być asertywna. Uczy się mówić stanowcze "nie". Mówi stop bezkarnemu krzywdzeniu jej. Zaczyna odkrywać siebie, zaczyna odkrywać swoją wartość, poznaje co to znaczy mieć własne zdanie i być pewną siebie. Wkracza na drogę, która jest jedyną dobrą dla niej opcją. Nie jest to łatwa ścieżka, ale konieczna, by życie i źli ludzie jej nie zniszczyli doszczętnie. Gabi odbiera od życia bolesną lekcję, uczy się walczyć o własne szczęście, uczy się oddawać ciosy, porzuca bierność i stan rozpaczy. Wstaje jak Feniks z popiołów. Jej metamorfoza może być idealnym przykładem dla kobiet, które znalazły się w podobnej jak ona sytuacji. Jej postawa może być przykładem, że można, że trzeba, że nie jest to niemożliwe by przeciwstawić się truciźnie, która niszczy i sprawia ból. 

Autorka śmiało i odważnie porusza temat toksycznych relacji, które mogą nas dotknąć ze strony otoczenia. Mąż, matka, ojciec, brat, koledzy z pracy - zło może płynąć w naszym kierunku z różnych stron. Nie ma innej recepty na szczęście jak przeciwstawienie się złu.

 Anna Dąbrowska nie oszczędza swojej bohaterki. Daje jej przeżyć mnóstwo niespodzianek, a nam czytelnikom pokazuje, jak wiele można zmienić w swoim życiu na lepsze, jak konkretnie można zacząć zmieniać je na lepsze. Chowanie głowy w piasek zdecydowanie się nie sprawdza, trzeba stanąć z problemami twarzą w twarz. 

Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich opatrzony jest odrębnym mottem. W fabule wiele się dzieje, a akcja toczy się wartko. Gabi to postać, która stała się bliska mojemu sercu. Współczułam jej, ale i miałam ochotę potrząsnąć, podpowiedzieć i doradzić. Wściekłość rodziła zaś we mnie osoba  matki Gabrieli, która jest moim zdaniem postacią równie negatywną jak Eryk. To jej przyznałabym miano damskiego czarnego charakteru, który kładzie się cieniem na życiu dziecka bez powodu. Wspomniany Eryk to już mistrz zła sam w sobie. Jego zachowanie pokazuje, że są mężczyźni, którzy dorastają tylko w zakresie siły, a nie ducha. W moich oczach nic go nie usprawiedliwiało. Przeżycia z wojny, doświadczenia z misji to słaba wymówka dla jego czynów. Jeremi zaś to dla mnie postać zagadka. Tajemniczy, zbudowany z czarno-białych puzzli nie przekonał mnie do siebie. 

Jak zatem widzicie postaci to mocna strona tej książki podobne jak sceny erotyczne. Z pod pióra Anny Dąbrowskiej wychodzą rewelacyjnie. Kolejnym atutem tego tytułu jest zakończenie. Ostre jak brzytwa, otwarte i naprawdę mocne daje do myślenia i wręcz przykuwa do lektury kontynuacji tejże książki. 

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Dąbrowskiej. Pierwsze i bardzo, bardzo udane. W twórczości tej Pisarki drzemie prawdziwy potencjał, a jej proza nie odstępuje topowym księgarskim hitom z gatunku literatury dla kobiet. Z przyjemnością, szczerze i z pełnym przekonaniem, stawiam najwyższą notę tej powieści. Cieszę się, że wpadła ona w moje ręce. Rekomenduję Wam jej poznanie i życzę mocnych wrażeń. 



czwartek, 15 kwietnia 2021

Magdalena Kawka "Powrót z piekła"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2021
stron 440
ISBN 978-83-8234-064-8

Nawet pobyt w piekle ma swój kres

Lektura drugiego tomu cyklu "Lwowska odyseja" autorstwa Magdaleny Kawki już za mną. Poziomem książka absolutnie nie odstępuje swojej poprzedniczce, a czytało mi się ją wyśmienicie. Moja zażyłość z bohaterami ogromnie się pogłębiła, a ja traktuję ich już jak starych, dobrych znajomych i marzę by kolejne, ostatnie już spotkanie z nimi miało miejsce jak najprędzej. Trzeba będzie jednak się uzbroić w cierpliwość do zimy. 

A co rozgrywa się w tym tomie?
Trwa okrutna wojna, która rozdzieliła rodzinę Lindnerów. Jej głowa, Gustaw został zesłany na Syberię. Trafia do łagru Smolnyj położonego daleko od cywilizacji, który otaczają bezkresne lasy tajgi. Mężczyzna nienawykły do pracy fizycznej pracuje przy ich wyrębie. W jego sercu płonie tęsknota za Lwowem i rodziną. List od Marianny traktuje niczym relikwię i czyta go, aż zna jego treść na pamięć. Warunki życia są okropne. Brakuje żywności, panują srogie mrozy, a świat skuty jest w okowach śniegu i lodu. Zewsząd atakują stada wilków, które wygłodzone nie wahają się zaatakować człowieka. Zesłańców trapią choroby i praca ponad ludzkie siły. Gustawa przy życiu trzymają myśli o bliskich. W niedoli i syberyjskim piekle kompana i towarzysza znajduje w osobie Akima, która opowiada mu wiele historii. Jedną z nich jest opowieść o Hartadze - pół człowieku, pół niedźwiedziu, który jest syberyjską legendą na miarę Yeti. 
Tymczasem we Lwowie następują spore zmiany. Po wybuchu wojny radziecko niemieckiej, gdy dwaj dotychczasowi koalicjanci rzucają się sobie do gardeł, zmienia się okupant. Po okowach radzieckich przychodzą faszystowskie. Terror w białych rękawiczkach nie jest wcale lepszy. Marianna na szczęście nie załamuje się. Staje się twarda i silna. Mocno stąpa po ziemi i robi wszystko, by chronić rodzinę i zapewnić jej jak najlepsze warunki egzystencji. Lilka po wielu miesiącach szczęśliwie wraca do domu. Znajduje w nim zmiany. Powrót na łono rodziny ogromnie ją cieszy, smucą wiadomości o śmierci pewnych osób i wieści o ojcu. Czasy są trudne, a kolejne ciosy spadają na głowy naszych bohaterów. Nic jednak nie trwa wiecznie. Nawet piekło...

Przeczytanie kolejnego tomu opowiadającego o losach rodziny Lindnerów i ich przyjaciół sprawiło mi prawdziwą przyjemność. Odpłynęłam do miejsc, w które zabrała nas Autorka i mocno przeżywałam to, co działo się na kartach książki. A działo się naprawdę wiele. Akcja obfitowała w różne sceny i obrazy, które dostarczyły mi emocji i wzruszeń. Autorka perfekcyjnie powiązała wydarzenia historyczne z losami swoich bohaterów, którzy wciąż się zmieniają. Chcą przeżyć i doczekać wolności, więc muszą walczyć o każdy dzień, posiłek, noc w własnym łóżku. Ich dusze twardnieją, hartują się i odpierają wciąż spadające na nich nowe przeciwności losu. W ich sercach drzemie wiele uczuć, a wśród nich nie umiera nadzieja na powrót do normalności, wolność i spokój. 

Magdalena Kawka perfekcyjnie oddaje zarówno klimat okupowanego Lwowa i realia życia pod niemieckim brzemieniem, jak i obraz Syberii, nieprzyjaznej, ale i pięknej w swoim okrucieństwie. Główni bohaterowie, kiedyś wydelikaceni przez spokojne i dostatnie życie, zdają egzamin z przystosowania się do okropnych i bezwzględnych warunków. Zmieniają się, jednak zło nie zatruwa ich serc i nie zmienia ich wnętrz. 

Mogłabym naprawdę długo myśleć i nie sądzę, bym znalazła jakiekolwiek minusy czy wady tej książki. Jedno co złe, to to, że się kończy i zostawia nas w niepewności co dalej. W tym miejscu wypada mi pochwalić Autorkę za styl, język, piękne i plastyczne opisy, czytelne przybliżenie świata syberyjskich zesłańców, wykreowanie wielu postaci drugoplanowych, które dodają fabule oryginalnego blasku i świeżości. To piękna książka, z którą naprawdę trudno było mi się rozstać. Oczarowała mnie syberyjska rzeczywistość i tajemnice. Rozczuliły losy młodych, którym przyszło nagle tak intensywnie żyć w morzu trosk. Powieść budzi wiele refleksji nad motywami ludzkich zachowań wobec śmiertelnych niebezpieczeństw. Książka przybliża fakty historyczne na przykładzie losów zwyczajnych ludzi od których życie zaczęło nagle wymagać ogromnie dużo serwując na dokładkę wiele złych niespodzianek. 
W trakcie lektury uroniłam łzę, wpadałam w nostalgiczny nastrój, cieszyłam się jak dziecko, gdy coś pozytywnego miało miejsce. Z niecierpliwością będę czekała na ostatni tom serii, która wędruje na półkę ulubionych pozycji w mojej biblioteczce. Gorąco Wam ją polecam i zapewniam, że podbije ona Wasze serca.