środa, 21 września 2022

Magdalena Wala "Duchy kurhanów"




Wydawnictwo Książnica
data wydania 2022
stron 302
ISBN 978-83-2716-206-9

To, co jest cenne, zawsze dużo kosztuje


W najnowszej powieści Magdaleny Wali zakochałam się od razu i bez reszty. Jej akcja rozgrywa się na Kresach Wschodnich w burzliwym dla Polski okresie. Rok 1918 przynosi naszej Ojczyźnie długo upragnioną wolność i niepodległość. Polacy jednak nie od razu mogą się wszędzie cieszyć i świętować. W listopadzie, a konkretnie w dniu święta Wszystkich Świętych we Lwowie dochodzi do wybuchu zbrojnych zamieszek polsko-ukraińskich. Te wydarzenia znałam do tej pory z opowieści moich dziadków. Dzięki fenomenalnej powieści Magdaleny Wali wkroczyłam w ich rzeczywistość także na kartach książki, a dwie opowieści – mówiona i napisana - złożyły się w jedną, bardzo wymowną całość.

Czytając „Duchy kurhanów” przenosimy się do majątku rodziny Kalinowskich do Zasławowa. Mieszka w nim matka, syn i jego dwie młodsze siostry bliźniaczki. Po śmierci ojca Krzysztof staje się głową rodziny i ma zdecydować o przyszłości o dwanaście lat młodszych od niego Sabiny i Marii. Dziewczyny stojące na progu dorosłości przygotowują się do ostatniego roku nauki w szkole i matury. Brat ma wobec nich bardzo konkretne plany. Maria ma poślubić wskazanego przez niego mężczyznę z Krakowa, a młodsza siostra Sabina ma wstąpić do klasztoru. Ani jedna z nich nie ma jednak takich planów na życie. Maria chce studiować, zaś Sabina nie widzi siebie w habicie. Marzy raczej o miłości i korzystaniu z życia. Tymczasem za kilka tygodni obie dziewczyny włączają się aktywnie w walki o Lwów. Jak potoczą się ich dalsze losy? Czy zaważy na nich rodzinna klątwa? Czy upiorna przepowiednia znów spełni się i położy się ponurym cieniem na przyszłości panien Kalinowskich? Zapraszam do niezwykłej lektury, która szybko skradła moje serce.

Już dawno tak błyskawicznie nie dałam się oczarować żadnej książce jak tej. Od razu poczułam jej klimat i ducha tamtych czasów, które wydają się namalowane w kolorze sepii tak inne, bardziej romantyczne i uduchowione. Powieść to trzeci tom tzw. serii koronkowej. Z jednej strony jest delikatna i misterna jak delikatna koronka, z drugiej opowiada o młodych, ale silnych duchem kobietach, które nie dają sobą manipulować, biorą swój los w swoje ręce, są odważne, posiadają hart ducha i walczą o swoje szczęście, o realizację własnych planów oraz marzeń. W ich życie wpisana jest rodzinna tajemnica, którą młode damy chcą poznać. Czy sekret drzemiący w znajdujących się blisko ich domu kurhanach jest w stanie wpłynąć na ich przyszłość? Tego nie zdradzę, ale na pewno wpływa on na klimat powieści i wzbudza czytelniczą ciekawość.

Powieść czyta się z zagadkowym wyrazem twarzy przyjemnie i lekko. Autorka bardzo plastycznie opisała szereg wydarzeń, cudownie oddała ducha epoki, z polotem wykreowała poszczególnych bohaterów, a wszystkie te elementy połączone w idealny wzór sprawiają, że tytuł to misterne arcydzieło z sekretami i faktami z kart historycznych kronik. Nie sposób zaprzeczyć, że ta opowieść ma wyraźny akcent feministyczny. Pokazuje siłę i moc kobiet, które mają w sobie ducha niezłomności i determinacji. Chcą wyprzedzić epokę, chcą decydować o sobie depcząc nieaktualne i niepraktyczne konwenanse.

W tej lekturze literacka fikcja, rodzinne sekrety, wątek miłosny idealnie splata się z historią. Autorka z pietyzmem przytacza chwile walk o polskość Lwowa, które pokazuje oczami młodych ludzi dla których Polska przez całe życie istniała tylko w sercach rodzin i bliskich. Mimo, że była dla nich czymś wyemaginowanym zdolni są poświęcać dla niej życie, a ich patriotyczny duch godny jest pochwały i wskazania jako wzorzec.

Ta powieść wzrusza, intryguje, przemawia i trzyma w napięciu. Jest wyjątkowa, subtelna i niesztampowa. Na brawa zasługuje język i styl jakim została napisana. Drzemie w niej wiele emocji , a jej czytanie dostarcza wielu wrażeń. Koniecznie musicie mieć ją w swoich czytelniczych planach. Gorąco polecam.  




 

wtorek, 20 września 2022

Colin Thubron "Amur. Między Rosją a Chinami"





Wydawnictwo Czarne
data wydania 2022
stron 312
ISBN 978-83-8191-503-8


Podróż wzdłuż rzeki otulona całunem tajemnicy


Jest taka seria książek podróżniczych, która liczy sobie już kilkadziesiąt tomów, a każdy z nich jest literacką perełką. Jest taki angielski Autor, który wydał w tym cyklu już kilka swoich tytułów. W każdym z nich opisuje piękno kontynentu azjatyckiego i udowadnia, że jest znakomitym kompanem w literackich podróżach. Osobiście miałam mu okazję nie jeden raz towarzyszyć i dodam, że to były niesamowite przeżycia i przygody. Z tego powodu bez wahania zarezerwowałam sobie kilka godzin z życiorysu, zaopatrzyłam się w zapas herbaty, miodu oraz ciasteczek i sięgnęłam po najnowszą publikację, która zabiera czytelników w dorzecze jednej z największych rzek Azji, która płynie przez trzy kraje. Jej dorzecze liczy blisko dwa tysiące kilometrów, a rzeka nie ma jako takiego źródła, a powstaje ze złączenia się dwóch rzek Szyłki i Arguni.


Amur przez wiele kilometrów płynie blisko granicy przez dzikie i dziewicze terytoria. Ludzkich osad czasem nie widać przez wiele godzin podróży. Gdy się już pojawiają są często niewielkie, zwykle zakurzone przeszłością i wydaje się, że bardziej pasują do niej niż do cywilizacji XX wieku. Tu ma się wrażenie, że czas często się zatrzymał i otulił to, co teraz całunem tego co było, welonem tajemnicy i woalem przeszłości. Tu ludzie nie w pełni korzystają ze zdobyczy techniki, tu bardziej dostrzega się przeszłość i historię niż realną rzeczywistość. A ta jest niezbyt kolorowa i przytłoczona siłami natury oraz pieczęcią przyrody wciąż mało tkniętej ręką człowieka.


Colin Thubron, pisarz i przewodnik, pokazuje to, co widzi dookoła siebie ciekawymi oczami reportażysty zafascynowanego obrazem świata, który chce zarazić jego osobliwością tych, którzy będą czytać jego książkę. A świat wokół podróżnika jest niekiedy surowy, niepowtarzalny, pełen cudów natury, która często wygrywa z człowiekiem i cywilizacją. Jej piękno budzi grozą, ale i zachwyt. Ta podróż to jednak nie tylko krajobraz, ale i ludzie oraz historia, która ma swoje ciekawe karty pełne tryumfów, klęsk i burzliwych scen. Będąc w różnych miejscach Thubron poznaje ich mieszkańców, przeszłość i ciekawostki, które tworzą fascynującą mozaikę. To podróż nie do końca zaplanowana co do minuty, to wyprawa, w której trzeba liczyć się z różnymi chochlikami, ale i spontanicznymi sytuacjami, które doprawiają ją niczym egzotyczne przyprawy smaczne danie. To rzeczywistość pełna mongolskich świątyni i mniszych klasztorów, to tereny gdzie obok siebie funkcjonują starożytne grobowce i pozostałości sowieckiego komunizmu, to świat wielu kultur, plemion, religii i języków, które na przestrzeni wieków wymieszały się ze sobą tworząc niepowtarzalny świat na którym mocnym oraz wyrazistym cieniem kładzie się przeszłość. Tu czymś zwyczajnym jest to, co w cywilizowanej Europie już dawno przeszło do lamusa. Tu świat nie zawsze jest przyjazny i bywa mocną szkołą przetrwania. Tu nie zawsze ludziom żyje się lekko i prosto, a mimo to „coś” w codzienności zachwyca, coś fascynuje, coś przykuwa niczym magnes.


Czytanie „Azji” było wyjątkową przygodą i niepowtarzalnym doświadczeniem. Godziny spędzone z tą książką w ręku były podróżą nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni, a ja poczułam się niczym w hermetycznie zamknętej kapsule, którą otuliła specyficzna mgła. Ten tytuł był owiany dla mnie smogiem upływu czasu i mistycyzmu, a jego Autor dodał wszelkich starań by ta publikacja miała ponadprzeciętny i unikalny klimat wyrażający istotę tego miejsca. Amur jest w nim osią która spina ze sobą w jedno różne, wyjątkowe elementy. Ta lektura jest idealna na jesień. Tchnie upływem czasu, dotyka melancholią i zmusza do refleksji nad sensem życia. Pokazuje ludzką samotność i małość wobec wszechświata, pokazuje trud podporzadkowania sobie świata przez pokolenia i bezsilność tej walki. Thubron zabiera czytelnika na bezkresy Azji i bezdroża dziejów ludzkiej cywilizacji. Wciąga w fascynujący świat, który jest pełen piękna, kontrastów i tego, czego nie znajdziecie nigdzie indziej. Tę książkę się czyta, tę książkę się przeżywa, przez tą książkę płynie się oczami wyobraźni. Ta publikacja to pisany sercem i duszą dziennik wyjątkowej podróży w towarzyszeniu której poczułam ogromną ekscytację, przyjemność. Poczułam się też zaszczycona tym, że mogłam w niej uczestniczyć. Genialna, fenomenalna i arcydzieło. Te trzy słowa najkrócej opiszą to, co myślę o najnowszej książce wydanej w serii Orient Express. Koniecznie ją poznajcie, jest tego jak najbardziej warta.  



 

niedziela, 18 września 2022

Magdalena Skubisz "Aptekarka"


Wydawnictwo Media Rodzina
data wydania 2022
stron 320
ISBN 978-83-8008-952-5

Klimatyczna opowieść pachnąca ziołami


Twórczość Magdaleny Skubisz jest mi znana z rodzimego podwórka. Obie z tą Pisarką mieszkamy w tym samym mieście. Prowincja i bliskie oraz znane mi okolice są wpisane w fabułę najnowszej powieści tej Autorki, która jest pierwszym tomem cyklu Saga rodu Tyszkowskich.

Tytułową bohaterką książki jest jednak nie przedstawicielka tej rodziny, a uboga sierota, młoda dziewczyna, która pełni na dworze w Birczy funkcję panny aptecznej. Zajmuje się „apteką domową” w której znajdują się przede wszystkim zioła i robione z nich preparaty – maści, nalewki, syropy i wyciągi. Katja, choć jest bardzo młoda, świetnie zna się na swoim fachu. Kocha to co robi, a jej umiejętności to praktyka połączona z wiedzą jej zmarłego Batki, który znał się doskonale na ziołolecznictwie. Młoda dama potrafi „rozmawiać” z roślinami, jest zdolna, umie czytać i pisać, ma ogromną intuicję, ale i niepokorny charakter. Z racji swojego urodzenia winna znać swoje miejsce w szeregu, ale wielokrotnie przekracza pewne granice i potem za to pokutuje. Choć jest świetna w swoim fachu jej opiekunowie nie darzą jej szacunkiem. Jest poniżana, ośmieszana i bywa przedmiotem kpin. Arogancki jest wobec niej również lekarz z pobliskiego miasta, który jak tylko może wyśmiewa zielarskie praktyki. Katja jednak nic sobie z tego nie robi. Pewnego dnia zostaje „wypożyczona” na dwór do Jamnej, gdzie ma pomóc wyleczyć chore kolano jednego z dziedziców. Tam jej życie staje się bardzo barwne, wiele się w nim dzieje, a serce dziewczyny zaczyna mocniej bić dla pewnego mężczyzny.

Książka od samego początku ogromnie mi się spodobała i czytałam ją z prawdziwą przyjemnością. Biorąc tom do ręki już czułam sentyment mając na uwadze okolice w których rozgrywa się akcja. To przepiękne i malownicze tereny, które w połowie XIX wieku wyglądały inaczej niż dziś. Po Jamnej pozostały tylko wspomnienia i pojedyncze zdziczałe drzewa owocowe, po dworach i ludności polsko-rusińskiej żyjącej razem tylko zapiski w kronikach. Przez fabułę książki przewijają się i postacie, które istniały autentyczne i bohaterowie fikcyjni, którzy zapewne byli wzorowani na anonimowej ludności. Wielkim atutem książki jest jej klimat, który jest niepowtarzalny i czyni opisaną historię niezwykle autentyczną. Powiedzieć, że tytuł pachnie ziołami wcale nie jest przesadą. Autentyczny jest ród Tyszkowskich i dzieje jego przedstawicieli. Główna bohaterka zaś to dziewczyna z krwi i kości, która u czytelnika od razu budzi sympatię i nie sposób jej nie lubić. Katja jest żywiołowa, a powiedzieć o niej żywe srebro to nie przesada.


Magdalena Skubisz świetnie ukazała realia galicyjskiej prowincji z okresu zaborów, doskonale odmalowała słowami portret ówczesnego społeczeństwa, które żyło w specyficznej zależności, ciekawie pokazała realia życia w tamtym okresie, kiedy cywilizacja omijała jeszcze świat zwyczajnych ludzi, a bieda była bliska jak licha kapota ciału. Z szacunkiem pokazała ówczesne zielarstwo i sposoby leczenia chorób metodami medycyny ludowej. Książka jest ciekawie skonstruowana, poprawna warszatowo i wciąga w swą treść. Jeśli ktoś szuka tytułu idealnego dla relaksu i odstresowania śmiało może wybrać ten z księgarskiej półki. Okładka jest przepiękna graficznie i doskonale pasuje do treści.

Minusem jest tylko jeden szczegół w opisie. Otóż mam na myśli wątek romansowy. Tak naprawdę osoby sięgające po książkę, które chcą poczytać o miłości będą rozczarowane. Bo nie znajdą słodkich spotkań, zakazanych spojrzeń czy czułych pocałunków. Znajdą tam bardziej marzenia niż realne uczucie kobiety i mężczyzny. Watek romansowy jest więc zepchnięty na margines.

Reasumując jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się dalsze losy Katji i innych bohaterów poznanych w trakcie lektury, dlatego będę wypatrywać premiery kolejnego tomu serii, a ten gorąco polecam i rekomenduję. Idealnie sprawdzi się na jesienne i zimowe wieczory.




 

wtorek, 6 września 2022

Jasmin Schreiber "Rów Mariański"



Wydawnictwo Otwarte 
data wydania 2022
stron 272
ISBN 978-83-8135-226-0

Od każdego dna można się odbić i wypłynąć znów na powierzchnię

W ciągu ostatniej dekady przeczytałam naprawdę sporo książek, ale grzebiąc w odmętach pamięci nie przypominam sobie takiej lektury, która byłaby jednocześnie i bardzo smutna i wesoła zarazem. Czytając "Rów Mariański" byłam zdumiona, że wciąż na przemian na mojej twarzy gościł uśmiech lub płynęły łzy. Od razu dodam, że to nie była łatwa lektura ze względu na ładunek emocjonalny, który w sobie niesie, ale jestem wdzięczna, że mogłam ją przeczytać. Przeczytać, poznać i przeżyć. Dokładnie tak, przeżyć, jak własne życie, bo wobec takich książek dusza wrażliwego czytelnika nie przejdzie obojętnie. Coś w niej zostanie. Taka powieść wyryje w niej swój ślad na długo. 

Niestety, rodzimy się by żyć, ale nasze życie ma swój kres. Jednym los daje więcej dni, innym mniej. Każdy z nas musi umrzeć, co jest dalej nie wiadomo, ale oczywiste jest, że śmierć najbardziej boli tych, którzy zostają na ziemi tracąc kogoś bliskiego. Żałoba to okres trudny, bolesny, stresujący i często wpędzający w depresję. Tęskniąc za kimś zmarłym możemy stracić radość życia, sens codzienności i apetyt na przyszłość. Oczywiście łatwiej nam zrozumieć, gdy odchodzi ktoś w podeszłym wieku, ale gdy umiera młoda osoba tym trudniej pogodzić się nam z wyrokiem losu. 
Główna bohaterka powieści Jasmin Schreiber jest młodą kobietą pogrążoną od kilkudziesięciu miesięcy w żałobie po śmierci dziesięcioletniego brata, który utonął w czasie wakacji. Odszedł nagle i niespodziewanie, a świat Pauli momentalnie runął w posadach, nagle się zatrzymał. Paula czyni sobie wyrzuty, że owego feralnego dnia nie było jej przy chłopcu, że nie pomogła mu i nie ocaliła życia. Kobieta zmaga się z depresją i traumą. Nie chce odwiedzać grobu w ciągu dnia i z tego powodu wybiera się na cmentarz nocą. Tam, w totalnie dziwnych i niecodziennych okolicznościach, poznaje starszego mężczyznę, który również ma tej nocy coś do załatwienia na terenie nekropolii. Życiowe ścieżki tych dwojga zranionych przez czyjąś śmierć ludzi krzyżują się i nawiązuje się między nimi coraz bliższa relacja. Jak potoczy się ta znajomość? Czy Pauli uda się odzyskać spokój i radość życia?

To była wyjątkowa lektura, która mocno wbiła mnie w fotel i przeszyła moje serducho na wskroś. Nie spodziewałam się, że ogrom emocji zacznie mną tak mocno miotać, tak bardzo mną rządzić. Autorka "Rowu Mariańskiego" odważnie poruszyła trudne tematy i stanęła w prawdzie twarzą w twarz z rzeczami ostatecznymi na które nie mamy wpływu, a z którymi musimy się godzić. Żałoba nie jest łatwym czasem, dotyka każdego z nas inaczej. Wpędza nas niekiedy na dno rozpaczy, pogrąża w nicości, a jej moc powala nas na kolana. Może się wydawać, że nigdy nas nie opuści. Jasmin Schreiber swoją powieścią daje nam jednak nadzieję, że można sobie poradzić i odbić się od najgłębszego dna. Tytułowy Rów jest przenośnią, która pokazuje rozmiar rozpaczy. Książka dzieli się na części a'la rozdziały, które opatrzone są liczbami od 11 000 ku wartości zero. Symbolizują one wynurzanie się i powrót do życia. 

Tytuł uczy by cieszyć się każdą chwilą, odkrywać zwykłe momenty niczym perły, radować się codziennością i odkrywać wyjątkowość każdej chwili, kiedy bije nasze serce. Książka pokazuje jak radzić sobie w trudnych chwilach, gloryfikuje przyjaźń, uczy tolerancji wobec sekretów innych osób. To bardzo mądra i dojrzała pozycja, która została napisana w sposób wyjątkowy i przemyślany. Drzemie w niej wiele dobrej energii i optymizmu. Autorka w fabule gloryfikuje wartość życia i każdej chwili, którą daruje nam los. To książka do śmiechu i do łez. Słodycz miesza się na jej kartach z goryczą, łzy z uśmiechem. Takie jest nasze życie i czasem warto się mu poddać, by poczuć się spełnionym i szczęśliwym.
Gorąco polecam i rekomenduję. 




 

piątek, 2 września 2022

Tom Steinfort "Grzechy szejka"



Wydawnictwo Muza 

data wydania 2022

stron 384

ISBN 978-83-287-2340-5

Szejkowie też grzeszą!

Dubaj, jeden z siedmiu emiratów ZEA, kojarzy się tysiącom ludzi na całym świecie z bogactwem i luksusem. Patrząc na jego zdjęcia, podziwiając strzeliste i okazałe budynki, ma się wrażenie, że w tym miejscu króluje nowoczesność i postęp. To jednak w pewnym stopniu tylko złudzenie, bo oprócz tego stereotypowego widoku to miejsce ma także inne oblicze. Budzące grozę i niewiarę. Przerażające i odrażające. Dubajem od lat rządzą szejkowie. Władza przekazywana tam jest w rodzinie, a demokracja to coś, co nie istnieje. Szejkowie są bezsprzecznie bogaci i mogą bardzo wiele. Są apodyktyczni i pozornie nie muszą liczyć się z nikim. Jednak zależy im na dobrych stosunkach z możnymi krajami – bogatą Europą czy Stanami Zjednoczonymi. Szejkowie zabiegają o swoją dobrą opinię i reputację, o przyjazny wizerunek. Chcą być podziwiani jako możni, ale i postępowi, nowocześni, idący z czasem i modą. Chcą zgrabnie łączyć tradycję z ultranowoczesnością. Pozują na takich władców, którym to się udaje. Ale... to tylko pozory. Pozory, które bardzo mylą. Prawdziwy obraz Dubaju jest niczym moneta i ma dwie strony. O ile awers odpowiada powyższej wizji, o tyle rewers jest już czymś brutalnym, wychodzącym poza granice prawa i budzącym obrzydzenie. Tak, szejkowie nie są święci i mają wiele grzechów na sumieniu. O co konkretnie chodzi?

Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w rewolucyjnej wręcz książce, która w takim państwie jak ZEA jest potępiona i zabroniona. Będąc po jej lekturze gorąco polecam jej przeczytanie nie tylko osobom, które interesują się krajami arabskimi, ale każdemu, kto docenia prawdziwe perełki w gatunku jakim jest reportaż.

Tom Steinfort stworzył wyjątkowy tytuł, w którym postawił na prawdę. Na fakty, które dla władcy Dubaju są niewygodne i wstydliwe. Szejk Mohammed bin Rashid Al Maktoum jest postacią niewątpliwie o wielu twarzach. Nie znosi krytyki, dba o kobiety w swojej rodzinie w sposób dość kontrowersyjny. Rządzi żelazną ręką i swoim żonom czy córkom funduje złotą klatkę. Nie toleruje nieposłuszeństwa, nie daje wolności, nie pozwala mieć własnego zdania. Swoim postępowaniem doprowadza do ostateczności i ucieczek, które urastają do miana międzynarodowych skandali, a dubajski władca musi ze swojego postępowania tłumaczyć się przed wymiarem sprawiedliwości innego państwa.

„Grzechy szejka” to książka mająca na celu obalenie mitów, oddanie głosu prawdzie i wymierzenie dziennikarskiej sprawiedliwości wobec okrucieństwa jakiego dopuszcza się człowiek mający w swoim ręku gigantyczny majątek i władzę. Oprócz nich władca Dubaju ma za nic prawa człowieka i depcze je w sposób karygodny. Wiele jednak uchodzi mu na sucho i daje poczucie bezkarności. Na kartach publikacji opisano ze szczegółami losy Latify i Shamsy – córek władcy oraz jego żony księżniczki Hayi. Te kobiety miały dość i spróbowały zawalczyć o swoje szczęście i wolność. Ich zmagania były dramatyczne i budzące grozę. Ich determinacja była na tyle ogromna, że postanowiły na szali położyć swoje życie i przyszłość.

Ten tytuł czyta się z wypiekami na twarzy, niekiedy niedowierzaniem i przerażeniem. Książka szokuje, bo obnaża smutną prawdę o ziemskim edenie, który ma także oblicze piekła. Wobec treści tej publikacji nie można przejść obojętnie. Jej wnętrze tylko pozornie nas, Europejczyków, nie dotyczny. Autor pisząc o dubajskiej rzeczywistości pokazuje zarazem bezkompromisowe schematy jakimi rządzi się polityka na całym ziemskim globie. Z prawdą potrafią wygrywać układy, ze sprawiedliwością koneksje. Ten tytuł daje sporo do myślenia, zmusza do refleksji. Blaski, którymi błyszczy Dubaj okazują się pokryte rdzą. Pozory mylą i wprowadzają w ślepą uliczkę.

„Grzechy szejka” to kopalnia wiedzy o cieniach Dubaju, to mroczna strona kraju, który ma swoje gorzkie tajemnice. Niekiedy ciężko uwierzyć w to, co w niej napisane. Warto poświęcić jej czas i zagłębić się w mroczą treść, niestety jest ona zgodna z faktami. Gorąco polecam.  



 

niedziela, 21 sierpnia 2022

Paulina Kuzawińska "Żona alchemika"



Wydawnictwo Lira
data wydania 2022
stron 320
ISBN 978-83-67084-89-5

Łatwiej oceniać cudze serca niż głęboko zajrzeć w swoje


Najnowsza powieść Pauliny Kuzawińskiej to książka, która ma niesamowity klimat. Jej treścią rządzą tajemnice i sekrety, a fabuła jawi się niczym kręta górska ścieżka, która wciąż kluczy, wciąż się rozwidla i za nic nie daje odgadnąć co spotka nas za zakrętem. Jej lektura dostarczyła mi naprawdę niesamowitych emocji i odcięła mnie skutecznie na kilka godzin od realnej rzeczywistości. Było enigmatycznie, zdumiewająco, zaskakująco, a wszystko wydawało się zarówno nieprzewidywalnie, jak i możliwe. Zdecydowanym walorem tego tytułu jest szybka akcja oraz jej nieoczekiwane zwroty, a także klimat, który na kilometr pachnie magią.


Paulina Kuzawińska przenosi nas do schyłku XVI stulecia do zamku Krawarz. W tym miejscu mieszka pewna młoda i piękna kobieta wraz ze swoją córeczką. Weronika von Stiber nie jest jednak szczęśliwa. Jej mąż Alexander Sethon, owiany sławą alchemik, przepada bez wieści. Kobieta wyczekuje jego powrotu, ale zdaje sobie sprawę, że z upływem kolejnych tygodni staje się coraz mniej prawdopodobne by ujrzała małżonka żywego. Pewnego dnia na dziedzińcu zamku pojawia się mężczyzna, który przynosi jego pani złe nowiny. Alexander nie żyje, a okoliczności jego śmierci są niejasne. Weronika ma dość życia w zawieszeniu i chce zacząć wszystko od nowa. Wydaje jej się, że smutne wieści pozwolą jej uporać się z przeszłością, zamknąć ją na klucz i patrzeć ku nowemu. Jest jednak w błędzie. Młoda dama nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jej życie właśnie się zagmatwało i co ją czeka w przyszłości...


Powieść Autorki „Damy z wahadełkiem” oczarowała mnie swoją magią, klimatem i błyskotliwością. Jej fabule obca jest stagnacja, ciągle coś się w niej dzieje i komplikuje. Autorka zachwyciła stylem, językiem i kreacją postaci. Nie występuje ich wiele, ale każdy z poznanych bohaterów jest inny, odmienny i ma skomplikowaną osobowość. Każdego trudno jest jednoznacznie ocenić w kategorii dobra czy zła. Paulina Kuzawińska umiejętnie z każdą stroną podkręciła napięcie by w zakończeniu posunąć się do mistrzostwa w tej dziedzinie. Finał książki jest ogromnie zaskakujący i dynamiczny. Idealnie koronuje historię, która jest bezgranicznie okraszona magią.

„Żona alchemika” to zgrabne połączenie powieści historycznej, emocjonującego romansu opartego na trójkącie – ich dwóch i ona jedna pomiędzy nimi. Weronika to zaskakująca bohaterka, która nie deklaruje jawnie swoich uczuć i wyborów, a bezwstydnie wodzi czytelnika za nos okazując swoje względy zarówno jednemu, jak i drugiemu alchemikowi, którzy toczą między sobą walkę o odkrycie receptury na nieśmiertelność oraz kobietę.


Najnowszy tytuł pióra Pauliny Kuzawińskiej rozbudza do granic możliwości wyobraźnię czytelnika, skupia jego uwagę i oczarowuje obrazami, które za sprawą zapisanych na kartach książki słów przesuwają się nam przed oczyma w trakcie czytania. Wszystko zdaje się być dynamiczne, realne i prawdziwe. Magia działa i oczarowuje. Alchemia jawi się niczym coś wyjątkowego, które niemożliwe transformuje w możliwe. Błyskotliwe dialogi i zgrabne, plastyczne opisy dodają powieści uroku, a książka przypomina mieniący się paletą barw kalejdoskop, który obraca się coraz szybciej i szybciej.

Nie mogę odmówić tej książce pochwał, tak jak nie mogę jej za cokolwiek skrytykować. Jej jedyną wadą jest tylko i wyłącznie to, że się kończy. To doskonała lektura na relaks, świetna propozycja na wolny wieczór. Jeśli chcecie wsiąść na czytelniczy roller coaster i popłynąć w świat magii, uczuć i rywalizacji śmiało zagłębcie się w tę powieść. Rozczarowanie na pewno Was nie dopadnie. Miłej przygody w magicznym świecie alchemii.  




 

wtorek, 16 sierpnia 2022

Paweł Głuszek "Laboratorium zagłady. Mroczny sekret klasztoru Urszulanek."

 


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2022
stron 256
ISBN 978-83-240-8737-2

Mroczny sekret klasztoru, który mógł zmienić losy wojny

Każda epoka historyczna ma swoje tajemnice i sekrety. Niektóre z nich wychodzą na światło dzienne po wielu latach, inne na zawsze pozostają okryte całunem tajemnicy. Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania pewnej wspaniałej książki, która wyjawia pewne fakty z czasu II wojny światowej. Nim wzięłam do ręki ten tytuł nie miałam zielonego pojęcia co działo się w małej wiosce niedaleko Poznania w latach 40-tych XX wieku. Gdy skończyłam lekturę w pełni dotarło do mnie co mogli dokonać naziści gdyby mieli więcej czasu. 
Klęska w planach podboju i niepowodzenia na placu bitew były katalizatorem, który odpalił i uruchomił wszelkie bestialskie mechanizmy. Niemcy byli gotowi na wszystko, nie mieli żadnych skrupułów, a ich szaleństwu nie byłoby końca. I wojna, która opanowała cały świat w ubiegłym stuleciu mogłaby mieć całkiem inny przebieg. Na szczęście zabrakło czasu by powszechnie i na szeroką skalę fani Hitlera użyli broni biologicznej. 

Pokrzywno niedaleko Poznania było w latach 20-tych XX wieku małą wioską w której znajdował się klasztor sióstr Urszulanek. Zakonnice żyły modląc się i pracując prowadząc gospodarstwo rolne. W okresie wojny Niemcy zaanektowali ich siedzibę i oficjalnie chcieli tu umiejscowić instytut badawczy do walki z rakiem. W rzeczywistości planowali tu stworzyć ośrodek medyczny, który pracowałby nad bronią biologiczną, która miałaby być użyta w czasie wojny oraz nad zabezpieczeniem przed skutkami tejże broni. Na terenie Pokrzywna miały mieć miejsce eksperymenty medyczne prowadzone na zwierzętach i ludziach, a także prace nad rozmnażaniem bakterii wąglika, tyfusu, dżumy oraz szczepionkami. To, co planowali wcielić w życie naziści budzi grozę i strach. Skutki ich działań mogły być tragiczne dla ludzkości i losów wojny. 
Na czele placówki stał dr Blome, któremu podlegali świetni specjaliści w swojej dziedzinie. Niemcy nie żałowali pieniędzy na swój projekt i za wszelką cenę chcieli zrealizować swoje plany. 

Ten tytuł to doskonała pozycja, którą czyta się z wypiekami na twarzy i gęsią skórką na ciele. Jej Autor w sposób dogłębny przedstawia fakty i szczegóły. W trakcie prac nad książką był zdeterminowany i z aptekarską precyzją zebrał materiał by zaznajomić Czytelnika z mrożącymi krew w żyłach faktami. Ta publikacja jest bardzo ciekawa, fascynuje i przeraża równocześnie. Czyta się ją niczym najlepszą sensację. Z jej kart bije szaleństwo naukowców i nazistów, które mogło mieć opłakane skutki. 
Paweł Głuszek pokazuje genezę powstania i upadku projektu w Pokrzywnie, skupia się na życiorysach ludzi, którzy go tworzyli, pokazuje ich dalsze losy po skończeniu działań wojennych. 
To, co miało miejsce po maju 1945 roku przeraża tak samo mocno. Pokazuje, że polityka jest bezwzględna, ale i jest w stanie przebaczyć w imię pewnych idei wiele. Bo to, że Amerykanie czy Rosjanie chcieli współpracować z kimś takim jak dr Blome szokuje, ale i pokazuje pewne mechanizmy. 

To bardzo dobra książka w swoim gatunku. Tekst uzupełniają zdjęcia. Z tytułu bije groza, a lektura wyzwala szokujące wnioski. I najgorsze jest to, że historia wielokrotnie udowodniła, że lubi się powtarzać. Oby nigdzie na świecie nikt nie stworzył placówki na wzór tej, o której napisał Paweł Głuszek. 





czwartek, 11 sierpnia 2022

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2022
stron 496
ISBN 978-83-8295-108-0
seria Perska Miłość tom VIII



Miłość nie zawsze jest słodka i spełniona


„Perska wytrwałość” to ósmy tom cyklu Perska miłość napisanego przez Lailę Shukri, którego główną bohaterką jest Polka o imienu Joanna. Ta piękna kobieta wiele lat wcześniej studiując turystykę otrzymała stypendium językowe i wyjechała do Kuwejtu, gdzie spotkała swoją miłość.

Minęło wiele lat. Asia jest obecnie żoną Alego i matką dwóch córek. Właśnie przygasa pandemia i obostrzenia związane z wirusem covid-19. Po wielu dniach lockdownu świat wraca do normalności. Ludzie znów mogą się spotykać, podróżować, pracować. Mąż Joanny wraz z Hamidem znów prowadzi swoje interesy. Panowie mają do załatwienia pewne zawodowe sprawy na Malediwach i przy okazji służbowych wojaży zamierzają zabrać na piękne wyspy swoje rodziny, a pracę połączyć z wypoczynkiem.

Joanna kompletnie nie ma ochoty na wakacje w towarzystwie męża. Ich małżeństwo już od dawna jest fikcją i zarazem koszmarem z którego chętnie by się uwolniła by wpaść w ramiona młodszego i przystojnego Dżasima. Tę parę połączył słodki, zakazany i ognisty romans. Niestety Asia jako posłuszna połowica dociera na przepiękne wyspy na których czeka ją pewna bardzo miła niespodzianka. Jak udadzą się wakacje? Czy stosunki Polki i jej arabskiego męża ulegną poprawie? Czy może raczej kobieta zbierze się na odwagę i rozpocznie życie u boku innego mężczyzny?

Lektura tej powieści to była kolejna wyśmienita podróż do egzotycznego świata. Tym razem jako czytelnik znalazłam się na Malediwach, gdzie w przepięknej scenerii przyszło śledzić mi dalsze losy Joasi i jej rodziny. Fabuła opierała się na kontrastach - pięknej przyrody i nieudanego związku w którym kobieta cierpi i jest źle traktowana. Miłości małżeńskiej, która wyblakła i zmieniła się w piekło, oraz tej zakazanej, lepszej, namiętnej i idealnej. Treść książki mnie porwała i okazała się bardzo emocjonująca. Tytuł czyta się lekko, lektura wciąga od samego początku, a jej treść pokazuje odmienne arabskie realia, a zarazem przekonuje, że wszędzie na świecie ludzie mają podobne problemy uczuciowe i rozterki miłosne. Nowe uczucie dla nieszczęśliwej małżonki jest z jednej strony ratunkiem, zaś z drugiej niebezpieczeństwem, które może całkowicie zburzyć jej świat. Asia mocno ryzykuje, choć przecież nie ma pewności, że ktoś nowy będzie lepszy. Jej postawa i odwaga cywilna są magnesem, który przyciąga do czytania i wzbudza ciekowość jak cała historia się zakończy.

Powieść ma wiele walorów. Należą do nich niewątpliwie piękne opisy miejsc gdzie rozgrywają się kolejne sceny, ciekawa fabuła, specyficznie wyrysowane postacie i zwroty akcji, które nie zawsze można przewidzieć. Nie brakuje emocji, pikanterii, uczuciowych dylematów i zwyczajnych kobiecych problemów, które tak bardzo przyciągają nas do prozy kierowanej zwłaszcza do płci pięknej.

Ósmy tom doskonałej serii w niczym nie ustępuje swoim poprzednikom. Idealnie dopasowuje się do klimatu cyklu, kontynuuje wątki, które pojawiły się we wcześniejszych książkach i je rozwija. Nie oznacza to, że możemy go czytać tylko i wyłącznie znając całość. Po „Perską wytrwałość” możemy sięgnąć także wtedy, gdy nie znamy wcześniejszych losów głównej bohaterki. Autorka pisze tak wyraziście, że szybko połapiemy się w treści.

Reasumując po raz kolejny wtopiłam się w egzotyczno-arabski świat, nacieszyłam wyobraźnię pięknymi widokami, spędziłam czas z dobrze już znanymi postaciami i doskonale się zrelaksowałam. Książkę, jak i cały cykl polecam miłośnikom Orientu i dobrej literatury kobiecej.

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Krzysztof Potaczała "Tak blisko, tak daleko"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2022
stron 424
ISBN 978-83-8295-082-3

Bieszczadzkie wczoraj i dziś


Bieszczady to niezwykła i magiczna kraina geograficzna na której druga wojna światowa odcisnęła mocne i bolesne piętno. Te tereny od 1939 roku bezpowrotnie zmieniły swoje oblicze. Świat, który istniał rozpłynął się we mgle. Nowe granice podzieliły Bieszczady na dwie części, które zaczęły żyć całkiem innym rytmem. Wskutek różnych okoliczności i Akcji Wisła ta kraina wyludniła się i zdziczała. Przestały istnieć wsie i miasteczka, a ich tereny w swoje władanie przejęła dzika natura. Dziś, po kilkudziesięciu latach, gdy się dokładnie przypatrzymy to znajdziemy jeszcze ślady przeszłości. Resztki fundamentów chat zwanych chyżami, zdziczałe sady, pojedyncze groby i rozrzucone krzyże. O ile polskie Bieszczady stały się perłą turystyki, o tyle ich ukraińska obecnie, a kiedyś radziecka część ma całkiem inne oblicze.


Wędrując szlakami prowadzącymi połoninami, stawiając nogę na polskich bieszczadzkich szczytach, podążając ku źródłom Sanu zobaczymy piękne tereny leżące już poza granicami naszego kraju, które są tylko pozornie tak bardzo blisko, które wydają się być na wyciągnięcie ręki. W umyśle zakiełkuje pragnienie by je poznać, zobaczyć z bliska, jednak jest to niemożliwe. Nie ma wspólnych szlaków dla których nie istnieją granice, nie ma przejść turystycznych, a oglądane tereny są tak naprawdę bardzo daleko. To właśnie na wycieczkę w czasie po nich zaprasza w swojej najnowszej książce Krzysztof Potaczała, który jak żaden inny Autor pisze o Bieszczadach z miłością i prawdziwą atencją. Zagłębiając się w jego tytuł odkryjemy świat, którego już nie ma, który odszedł niestety do lamusa, a który pamiętają już tylko nieliczni jego mieszkańcy sędziwi wiekiem. On żyje jedynie we wspomnieniach, pokrytych kurzem zdjęciach i pamięci potomków tych, dla których przed wojną to była ich mała ojczyzna.


Autor publikacji odgrzebuje pogrzebaną rzeczywistość i pokazuje świat w którym Bieszczady były jednością. Tętniły życiem, kojarzyły się z rozwijającą się gospodarką i raczkującą turystyką. Ich walory doceniano i próbowano popularyzować. To był czas, kiedy obok siebie funkcjonowały trzy narodowości – polska, żydowska i rusińska. Wydawałoby się, że owe Bieszczady to kraina idylliczna, jednak jej spokój zburzyła wojna i podziały. Krzysztof Potaczała genialnie ukazuje ewolucję i metamorfozę jakich doznały te tereny, a skupia się głównie na części która nie należy już do Polski po ustaleniu nowych granic (które były po wojnie korygowane). Dziś Bieszczady polskie i ukraińskie dzieli przepaść. Gospodarcza, strukturalna, ekonomiczna. Po tamtej stronie wydaje się jakby czas się zatrzymał. Stanął w miejscu i zabronił wstępu nowoczesności i nowym technologiom. Ludzie, poza niezbyt licznymi wyjątkami, żyją jak w ubiegłym stuleciu. Młodzi opuszczają rodzinne strony i wyjeżdżają za lepszym jutrem na Zachód. Starzy żyją biednie, bez widoków na lepsze, z niewiarą by coś mogło zmienić się na lepsze.


Ten genialny reportaż bez ogródek pokazuje dziś i wczoraj. Bez upiększania i koloryzowania przybliża stosunki pomiędzy Polakami i Ukraińcami. O ile wczoraj żyli oni blisko ze sobą, o tyle dziś różni nas bardzo wiele, a świadomość historyczna naszych sąsiadów niekiedy obiega od tego, co myślą Polacy.

Zagłębiając się w tekst obfitujący w mnóstwo ciekawostek i relacji naocznych świadków przemierzamy miasteczka i wsie, spoglądamy na przeszłość z nostalgią i sentymentem mając świadomość, że ona nigdy już nie wróci. Odwiedzamy miejsca mało uczęszczane i niedostępne, szukamy śladów przeszłości, która z tymi terenami obeszła się wyjątkowo bestialsko i brutalnie. Gołym okiem widać, że czas zabliźnia rany, a przyroda maskuje dawną działalność człowieka. Mimo tych zmian nie można zapomnieć tego, co było i tych, którzy tu kiedyś żyli i pracowali. Nie można zapomnieć historii, która jest niestety smutna i tragiczna.

Krzysztof Potaczała wyraziście pokazuje tamtejsze wczoraj i dziś, czasy przedwojenne, wojnę i rzeczywistość komunistyczną, aż wreszcie sięga ku teraźniejszości i okresowi rosyjsko-ukraińskiego konfliktu.

Ten tytuł czyta się wyśmienicie. Przy jego lekturze traci się poczucie czasu, a przed oczami przesuwają się żywe i przemawiające obrazy. Są one wymowne i bardzo plastyczne. Ta publikacja ma klimat i głęboki przekaz. Staje otwarcie z prawdą, nie koloryzuje, ale z szacunkiem przybliża to, co działo się na bieszczadzkiej ziemi przez szereg lat. To bardzo wartościowa i cenna lektura nie tylko dla ludzi kochających Bieszczady, ale i tych, których interesuje współczesna historia i stosunki polsko-ukraińskie. Tytuł nie ma sobie równych, to arcydzieło, które z serca gorąco polecam.  




niedziela, 31 lipca 2022

Laia Aguilar "Wolfgang (Niezwyczajny)


Wydawnictwo Widnokrąg 
data wydania 2022
stron 208
ISBN 978-83-96738-8-8

Świat oczami autysty

Autyzm do niedawna był dla wielu z nas tajemnicą. Nie mówiono o nim, chowano go pod dywan, traktowano jako coś wstydliwego o czym nie powinno być głośno. Na szczęście to się zmieniło, choć nadal zbyt wiele mitów o autyźmie funkcjonuje. Dzięki przesyłce pr-owej, której się totalnie nie spodziewałam dotarła do mnie pewna książka. Choć śledzę rynek wydawniczy nie miałam pojęcia o jej pojawieniu się na księgarskich półkach. Nie była zbyt rekomendowana ani reklamowana. A to naprawdę ogromny błąd, a tytuł jest naprawdę niesamowity, wartościowy i ma w sobie wyjątkowy przekaz. Jestem pewna, że ta publikacja powinna dotrzeć do każdego człowieka by objawić mu swoje wnętrze. Jej treść bowiem pokazuje świat oczami autystycznego dziecka, zaledwie 11-letniego chłopca, któremu życie mocno się skomplikowało. 

Co jest w tym nietuzinkowego? To, że dziecko autystyczne widzi rzeczywistość nieco inaczej niż jego rówieśnicy nie mający nic wspólnego z autyzmem. Widzi dojrzalej, mocnej i wyraźniej. I to my, czytelnicy, możemy odczuć to na swojej skórze, a tym samym zrozumieć czym tak naprawdę jest bycie autystą. 

Wolfgang nosi imię po słynnym kompozytorze, sam też kocha muzykę i marzy o nauce w prestiżowym konserwatorium. Jest wychowywany przez samotną matkę, która dopinguje swojego ukochanego synka w realizacji jego marzeń. Ojciec nie jest wcale obecny w życiu nastolatka, ale pewnego dnia to się zmienia. Matka Wolfganga nagle umiera, a on sam wskutek woli rodzicielki trafia pod opieką ojca, którego praktycznie nie zna i który jest dla niego obcym mężczyzną. Jak potoczą się ich losy? 

Lektura tej powieści była dla mnie czymś niezwykłym, sporym przeżyciem i doświadczeniem emocjonalnym. Ta książka otworzyła mi oczy na świat, którego nie znałam. Czytałam z atencją i wzruszeniem. Opisane sceny zapierały mi oddech, czułam się jakbym weszła do tajemnego ogrodu. Od tej lektury autyzm jest dla mnie czymś innym niż był. Jest cechą a nie przypadłością. Jest czymś zwyczajnym, jest czymś oswojonym. Kurtyna opadła, cienie objął blask światła. 
Ta książka wbija w fotel, wzrusza, dostarcza cennej życiowej lekcji, pokazuje odmienność nie piętnując jej. I powiem wprost powinna być lekturą dla młodzieży by obalić mity o autyźmie, które zbyt mocno dotykają tych, którzy są autystami. Gorąco polecam. 



 

środa, 27 lipca 2022

Katarzyna Zyskowska "Szklane ptaki"



Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 27 lipca 2022
stron 416
ISBN 978-83-240-8344-2

O pięknej i tragicznej miłości, którą zabiła wojna

Moi Drodzy!

Napisałam już w swoim życiu setki recenzji, ale chcąc Wam opowiedzieć o najnowszej książce Katarzyny Zyskowskiej czuję ogromną tremę. Nie jest mi łatwo, bo boję się, że nie będę w stanie słowami oddać w pełni jej geniuszu . A jest ona przepiękna, smutna i romantyczna, eteryczna, bardzo intymna i chwytająca za serce. Mało który Autor potrafiłby słowami tak cudownie opowiedzieć dzieje jednego z najbardziej utalentowanych polskich poetów, który oddał życie w obronie Ojczyzny. 

"Szklane ptaki" to zbeletryzowana biografia Krzysztofa Kamila Baczyńskiego oraz jego żony i matki. Dwóch najbliższych mu kobiet, które niewątpliwie go kochały, ale jedna z tych miłości była niestety toksyczna. Obie były prawdziwe i nieudawane. Jednak nie mogły obok siebie w zgodzie ze sobą współistnieć i funkcjonować. Rywalizacja nie wychodziła im na zdrowie i utrudniała i tak paskudną rzeczywistość.

Krzysztof zakochał się nagle i niespodziewanie, mocno i na poważnie. Z ukochaną Basią dość szybko zdecydowali o tym, że chcą wziąć ślub. Rodziny obu stron nie były zachwycone. Zwłaszcza matka przyszłego pana młodego. Zaborcza Stefania Baczyńska wpadła dosłownie w czarną rozpacz. I nie chodziło jej o argumenty, że wojna i ciężkie czasy. Dla niej ożenek syna równał się z jego utratą. Tragizowała jakby jej ukochany Krzyś miał być dla niej stracony bezpowrotnie. Basi przyszło mierzyć się z teściową z piekła rodem, tajnymi studiami, działalnością męża w konspiracji, ale i utratą bliskiej istoty, okropnościami wojny i śmiercią młodych ludzi, których znała. Jeśli jesteście ciekawi losów tego małżeństwa, jeśli chcecie odkryć osobę znanego poety jakiego do tej pory nie znaliście zapraszam do lektury powieści od której ja nie mogłam się oderwać. 

Czytając chłonęłam wojenną rzeczywistość, ludzkie losy naznaczone śmiercią i tragedią. Nie będę ukrywać, że z moich oczu płynęły łzy. Dużo łez. Bo w tej historii jest tak wielka moc tragizmu, okrutności losu, a zarazem piękna i romantyzmu. Ci młodzi ludzi nie mieli czasu na szczęście, dlatego każdą chwilę życia wyszarpywali by poczuć to, co byłoby im dane bez pośpiechu w czasie pokoju. 
Narracja tytułu jest trzyosobowa. Autorka oddaje głos każdej z trzech głównych postaci. Każdemu z trojga bohaterów pozwala przedstawić swoje myśli, pragnienia, marzenia. Wyżalić się, wyspowiadać z tego, co ich boli, co rani. Dzięki temu na całą rzeczywistość patrzymy z trzech stron, a każda z nich jest inna i odmienna.

Raz po raz przyrównywałam parę Baczyńskich do historii Romea i Julii, To byli dla mnie tacy wojenni Capuletti, którzy poczuli smak prawdziwego uczucia. Niestety los szybko im je zabrał, a parę złączyła dopiero śmierć i grób. W wielu momentach lektury zastanawiałam się jak Basia i Krzyś spędziliby ze sobą życie gdyby nie wojna, czy ich miłość by nie zgasła, czy nie pogubiliby się w wirze życia. 

Ta książka nie ma minusów i wad. Jest niecodzienna i niesztampowa. Eteryczna, delikatna i brutalna zarazem, pełna uczuć i namiętności, ale i prozy życia, która ma to do siebie, że bywa okrutna. Czytałam ją z prawdziwą przyjemnością, a lekturze towarzyszył tak wielki ogrom emocji, że nie wygasały one do dziś. Myślę, że refleksje z lektury długo zostaną w mojej głowie, a ja tę publikację zapamiętam na zawsze. Z serca Wam ją polecam. To wyjątkowa książka po którą musicie sięgnąć. Koniecznie znajdźcie dla niej czas i zatopcie się w jej treści.


 

niedziela, 10 lipca 2022

Marcel Moss "Mój ostatni miesiąc"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2022
stron 336
ISBN 978-83-8195-946-9

Życie trwa do ostatniego oddechu

Moją literacką przygodę z prozą Marcela Mossa rozpoczęłam od jego najnowszej powieści, która zalicza się do kręgu literatury młodzieżowej. Zagłębiając się w pierwsze strony tej książki nie miałam jednak pojęcia jak bardzo ta lektura mną wstrząśnie, jak bardzo dotknie mnie jej treść, jak moja dusza zostanie emocjonalnie poturbowana. Tak, to było ogromne czytelnicze tornado wrażeń, a czytaniu towarzyszyły potoki łez, które niekiedy przesłaniały litery. Stało się tak dlatego, że Autor w swoim dziele odważnie poruszył wiele bardzo trudnych tematów, które nie są przyjemne i bolą osoby, których dotykają.

Akcja książki rozgrywa się przez dłuższy czas w hospicjum do którego trafiają pacjenci onkologiczni którym medycyna nie jest w stanie już w żaden sposób pomóc. Właściwie ich dni są już policzone, ale oni nadal żyją i mają prawo spędzić schyłek swojej ziemskiej drogi najlepiej jak tylko można. Ci ludzie mogą przecież przeżyć jeszcze piękne chwile, spełnić swoje marzenia, odnaleźć przyjaciela lub kogoś bliższego. Kogoś, do kogo zabije mocniej ich serce. Miłość ma przecież prawo wstępu także tam, gdzie od czasu do czasu przychodzi śmierć.

„Mój ostatni miesiąc” to powieść, której głównym bohaterem jest młody chłopak ogromnie doświadczony przez życie. Miało to miejsce na tyle solidnie i boleśnie, że Sebastian szukał ucieczki oraz odskoczni i zapomnienia w świecie alkoholu i narkotyków. Po kolejnym ekscesie jego ojciec stracił cierpliwość i postanowił mu pomóc. Rodzic za wszelką chciał wyciągnąć swoje dziecko ze szponów nałogów i zaproponował synowi wolontariat w nietypowym miejscu - w hospicjum do którego trafiają ludzie w różnym wieku, a których choroba nie daje złudzeń na wyzdrowienie, a raczej na rychłą śmierć. Sebastian pogrążony w żałobie po nagłym odejściu mamy początkowo nie chciał o tym słyszeć. W końcu jednak zgodził się i rozpoczął kurs. Jak się okazało świat ośrodka w którym ludzie przygotowują się do śmierci bardzo go zaskoczył. Tam młody, zagubiony człowiek poznał wartościowych ludzi i odebrał bardzo cenną życiową lekcję. A za rogiem zaczaiło się na niego uczucie przed którym nie był w stanie się obronić...

Jeśli miałabym ocenić najnowszą powieść Marcela Mossa trudno jest mi dobrać przymiotniki idealnie wyrażające to, co czuję. W mojej duszy nadal panuje zamęt, myśli wciąż krążą wokół fabuły książki o której powiedzieć genialna to zdecydowanie za mało. Jestem przekonana, że nigdy nie zapomnę jej treści i bohaterów, którzy stali mi się bardzo bliscy. Każdy z nich jest boleśnie doświadczony przez życie i przeżywa trudny czas. Każdy z nich znajduje jednak siły by stanąć z samym sobą w prawdzie. Każdemu udaje się wycisnąć z życia to, co najlepsze. Każdy zasługuje na miano bohatera i na szczęście. Niestety okrutny los jest bezlitosny i cud się nie zdarza, jednak czytelnik dostaje bardzo cenne wskazówki i rady.

Na kartach tytułu poruszone są takie kwestie jak nagła, tragiczna śmierć, nieuleczalna choroba, odkrycie swojej tożsamości, ale i pojawia się wielka przyjaźń oraz miłość, która trwa wprawdzie krótko, ale jest prawdziwa i bezinteresowna.

Ta lektura to pozycja bardzo wzruszająca, przemawiająca i autentyczna. Wszystko jest w niej naturalne i życiowe. Czytając niejednokrotnie miałam wrażenie, że ta historia zdarzyła się naprawdę, jej Autor napisał dobry reportaż, a nie stworzył literacką fikcję, która narodziła się w jego głowie.

Los nie zawsze jest dobrodusznym reżyserem i pisze szczęśliwe scenariusze. My ludzie nie zawsze możemy być kowalami swego życia, nie zawsze możemy realizować swoje plany i marzenia. Czasem musimy się pogodzić z odgórnymi, nie zawsze sprawiedliwymi, wyrokami, ale zawsze dany nam czas możemy przeżyć najpiękniej jak tylko potrafimy. Zawsze możemy kochać i mieć przyjaciół. Tego właśnie uczy ta powieść, która bardzo mocno zawojowała moje wrażliwe serce. Gorąco polecam jej lekturę każdemu, kto ceni wartościowe propozycje na księgarskich półkach. Jestem pewna, że docenicie jej kunszt, wymowę i piękno. Ta książka jest trudna, ale naprawdę nadzwyczajna i zachwycająca. Przeczytajcie ją koniecznie. To emocjonalna petarda, która Wami całkowicie zawładnie.  





 

środa, 6 lipca 2022

Radosław Dąbrowski "Kryzys"


Wydawnictwo Oh book!
data wydania 2022
stron 304
ISBN 978-83-67094-08-5

Powrót do przeszłości

Jedna z moich ulubionych piosenek Marka Grechuty mówi, "że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". W dużej mierze się z tym zgadzam, nie można żyć tylko i wyłącznie tym, co było, nie można zamknąć się w kapsule czasu bez względu czy owa przeszłość była świetlana czy zła, ale... czasem w życiu układa się tak, że los funduje nam bez naszej zgody powrót do przeszłości. Niespodziewanie musimy wrócić do miejsca i rzeczywistości, którą kiedyś opuściliśmy. Bywa to bardzo różnym doświadczeniem, przeważnie skłania nas do refleksji, do zadumy nad tym co przeżyliśmy, nad sensem życia i codzienności. 
Takiego właśnie zawirowania doświadcza główny bohater powieści "Kryzys" Radosława Dąbrowskiego, którą przeczytałam dzięki uprzejmości jej Autora. Od razu zdradzę, że to było bardzo wymowne przeżycie, taki znak "stop" w codzienności od książki, która znalazła się w moich rękach. Lektura oderwała mnie od tej namacalnej rzeczywistości i przeniosła w bardziej metafizyczny byt, którego tak bardzo w dzisiejszym szalonym i pędzącym świecie brakuje. 

Andrzej jest mężczyzną po czterdziestce. Z ręką na sercu można o nim powiedzieć, że jest dobrym człowiekiem i przykładnym obywatelem. Pracuje jako wykładowca akademicki, ma dobry kontakt z młodzieżą, jest uczynny i pomocny, jest osobą wierzącą i nie posiada rodziny. Pewnego dnia dowiaduje się o śmierci ojca. To przykre wydarzenie powoduje konieczność powrotu w rodzinne strony, które opuścił na wiele lat. I tak jego noga staje w rodzinnej miejscowości po kilkudziesięciu latach nieobecności. Pogrzeb odbywa się jednak kilka dni później niż zakładał nasz bohater. Ten czas oczekiwania na ostatnie pożegnanie z rodzicem staje się dla Andrzeja niczym rekolekcje. 

"Kryzys" to książka nie tylko do przeczytania, ale i do przemyślenia oraz przestudiowania. To nie lekka powieść idealna dla relaksu na jeden wieczór. To tytuł, który zostanie w Waszym umyśle na dłużej. Będzie nurtował, odrywał od pędu życia, szukał odpowiedzi na pytania, które stanowią fundament ludzkiej egzystencji i bytu. Nie można zapominać o swoich korzeniach, przeszłość trzeba czasem odkrywać jak karty w pasjansie. Przeszłość, którą wydaje się, że już znamy i nie ma przed nami tajemnic bywa bogata w sekrety, których poznanie zmienia nas. Podróż by pochować ojca do miejsca, które jest przeszłością to w pewnym sensie metafora do podróży do własnego wnętrza, do samego siebie. Andrzej musi stanąć twarzą w twarz z samym sobą, a to bywa niekiedy trudne. Poprzez innych poznaje sam siebie, odkrywa coś, co drzemie w jego wnętrzu i jest warte odkrycia. 

"Kryzys" to lektura, która mnie nieco zaskoczyła. Nie spodziewałam się po tej książce aż takiej dojrzałości i wykwintności prozy. Tytuł jest napisany w sposób wyrafinowany i elegancki. Autor mocno i delikatnie operuje piórem, w ciekawy sposób kreuje bohatera, którego opisuje wręcz z aptekarską dokładnością. Przedstawia jego wnętrze, rozterki i dylematy. Obnaża go przez czytelnikiem stawiając niczym postać na cokole pomnika widoczną z wszystkich stron.
"Kryzys" to książka wrażliwa, intymna, delikatna, wręcz metafizyczna. W głównym bohaterze każdy z nas może odnaleźć cząstkę siebie, swojego ja. Czytanie wymaga skupienia i uwagi, oderwania się i otoczenia niczym szalikiem fabułą, ale naprawdę warto. To nie lektura komercyjna, ale tom, którym można się delektować. Powieść przemyślana, idealna dla wrażliwych, nieco sentymentalna. Z serca polecam. 

 

piątek, 1 lipca 2022

Monika Witkowska "Broad Peak. Darowane życie."



Wydawnictwo Słowne
data wydania 2022
stron 400
ISBN 978-83-8251-185-7

W górach droga do celu może być ważniejsza niż zdobycie szczytu!

Zawsze byłam zdania, że literatura wysokogórska jest niesamowita. Dzięki książkom z jej kręgu zwykłym zjadaczom chleba dane jest zakosztować pobytu na stokach i wierzchołkach najwyższych gór. W rzeczywistości trafiają tam nieliczni szczęściarze, którzy nie zawsze osiągają swój cel i nie zawsze szczęśliwie wracają do bazy. Po drodze do niej pechowcy czasem spotykają śmierć, która nieraz bywa nagła i niespodziewana.


Sięgając po raz kolejny po książkę o górach, wybrałam leżące w Pakistanie Karakorum, a moją przewodniczką była Monika Witkowska, która ma na swoim koncie Koronę Ziemi, zdobycie Everestu, Lhotse i Manaslu oraz liczne podróże lądowe i oceaniczne. Pierwotnie celem wyprawy miał być szczyt K2, ale wskutek pewnych komplikujących okoliczności pani Monice przyszło mierzyć się z Broad Peakiem, który jest dopiero dwunasty na liście ośmiotysięcznych kolosów, ale dość trudny i wymagający ze względu na warunki pogodowe, jak i swój kształt oraz specyficzną drogę, na której wspinacze spotykają dość nietypowy przedwierzchołek. Wielu wydaje się, że to już zwycięstwo, a okazuje się, że do właściwego szczytu jest jeszcze ponad godzina trudnej drogi.


Książkowa relacja Moniki Witkowskiej jest autentyczna, niesamowita i bardzo przemawiająca do wyobraźni. Od samego początku ta wyprawa była naznaczona trudnościami, takimi jak uzyskanie pozwoleń, tzw. permitów, rezerwacje czy skompletowanie ekipy wspierającej naszą polską himalaistkę. Wiele rzeczy wyjaśniało się w ostatniej chwili, wiele się nagle komplikowało, a dotarcie do bazy okupione było sporą dawką adrenaliny i nerwów. Tam autorka dotarła w towarzystwie grupy trekkingowej, z którą się pożegnała. Z chwilą dotarcia pod szczyt Broad Peaku zaczęła się górska przygoda, która miała na celu nie tylko wspinaczkowy sukces, ale i zebranie pieniędzy na nowy wózek inwalidzki dla Antka zmagającego się z dziecięcym porażeniem mózgowym.


Najnowsza publikacja Moniki Witkowskiej to nie tylko wyprawowy dziennik, jej treścią mogą zainteresować się także miłośnicy wojaży i czytelnicy lubiący podróżnicze przygody. Autorka nie ogranicza się tylko do pokazania zwyczajnej wyprawowej, i obozowej codzienności i– pokazuje coś jeszcze więcej niż tylko typową akcję górską zwaną łojeniem ściany. W tytule znajdziemy historię zdobywania Broad Peaku, do której Polacy dołożyli ogromną cegiełkę, mnóstwo wiadomości o Pakistanie, ciekawostki podróżnicze, historyczne i kulturowe, poznamy także ciekawych ludzi – współtowarzyszy autorki, innych wspinaczy i ludzi obsługujących wyprawy, zwiedzimy ciekawe zabytki i miejsca warte odwiedzenia. W tej wyprawie ważniejsza od celu okazała się droga, a nie sam szczyt, podczas której miało miejsce pechowe i bardzo dramatyczne zdarzenie. Autorka upadła, po czym zsunęła się około trzystu metrów w dół. Cudem udało się się wbić czekan przypięty do dłoni, wyhamować, a tym samym ocalić życie. Mimo dwóch prób ataku szczytowego Monika Witkowska nie postawiła stopy na szczycie góry, ale potwierdziła tezę, że w życiu zawsze coś dzieje się po coś.


Ta książka jest niesamowita. Czytałam ją jednym ciągiem przez kilka godzin, wpatrywałam się w liczne fotografie i przeżywałam wydarzenia tak mocno, jakbym była cieniem autorki przewodniczki. Wszystko wydawało mi się żywe i namacalne, zamykałam oczy i widziałam góry, a na policzkach czułam lodowate górskie powietrze, któremu nie dorówna żadne inne. To była ogromna literacka przygoda, to była kwintesencja wspinaczki, to były wyjątkowe chwile w świecie skał, lodu, śniegu i zimna. Ten tytuł to nie sucha relacja, to refleksje, przemyślenia i możliwość autentycznego obcowania z górami, które są nie tylko fenomenem geograficznym, ale i psychicznym oraz duchowym. Lektura napisana jest prostym językiem i niewyszukanym stylem, ale świetnie oddaje górski klimat oraz wszystko to, co się działo w umyśle i duszy autorki.


Kochani, koniecznie musicie sięgnąć po tę pozycję, bez względu na to, czy lubicie książki o górach, czy będzie to wasza pierwsza pozycja tego typu. Z pewnością przypadnie wam do gustu, zaciekawi i dostarczy wyjątkowych przeżyć. Gorąco polecam i życzę przyjemnej lektury.




 

sobota, 25 czerwca 2022

Lipcowa premiera na którą ogromnie czekam!!!


Wydawnictwo Flow
data premiery 13 lipca 2022
stron 368
ISBN 978-83-9539-756-1
 Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Moi Drodzy! 

13 lipca 2022! Zapamiętajcie tę datę! W tym dniu ukaże się kolejna powieść Magdaleny Witkiewicz. Wyda ją Wydawnictwo Flow, a książka zapowiada się genialne! 

"Listy pisane szeptem" Magdaleny Witkiewicz to opowieść o miłości. O miłości nieco zapomnianej, takiej, którą przez lata przykrył kurz niedopowiedzeń, smutki i milczenia. Aż trudno poznać, co pięknego kryje się pod nim...

Karolina i Sławek są ze sobą tak długo, że już nie pamiętają tego dnia, w którym po raz pierwszy na siebie spojrzeli. Nie pamiętają również uczucia, które ich wtedy łączyło. Zapomnieli nawet o tym, by ze sobą rozmawiać. Ich dzieci wyjechały na studia, a brak czasu dla siebie jest wyłącznie wymówką. Oboje pod byle pretekstem spędzają wieczory przed komputerem i zanurzają się w wirtualnym, pozornie lepszym świecie. To tam znajdują kogoś, kto ich zawsze wysłucha, kto ich zawsze zrozumie i wesprze dobrym słowem.
Piszą listy. W sekrecie. Listy pisane szeptem.

Magdalena Witkiewicz, którą pokochaliście, przedstawia słodko-gorzką opowieść o tym, że czasem nie wystarczy posłuchać, ale trzeba też powiedzieć, bo nikt nie umie czytać w myślach. I nie tylko słowa, ale też uczucia są ulotne jak dmuchawiec – wystarczy powiew, by je bezpowrotnie stracić…
Ta historia z pewnością będzie miała dobre zakończenie. Pytanie tylko, czy będzie ono dobre dla Karoliny czy dla Sławka, a może dla zupełnie kogoś innego?"
____________
#magdalenawitkiewicz #wydawnictwoflow #bookstagram #listypisaneszeptem