piątek, 20 maja 2022

Max Czornyj "Mortalista"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2022
stron 400
ISBN 978-83-8195-892-9

Wyśmienity kryminał z górnej półki

Na kryminałach rodzimych Autorów zaczęłam łamać wzrok mając zaledwie dwanaście lat. Czytałam wtedy rozkochana na amen w tym gatunku same perełki. I tak już zostało, że najbardziej kocham polskie klimaty w tym gatunku. Doceniam tytuły skandynawskie i klasykę sensacji, ale najbardziej lubię nasze polskie zbrodnie i zagadki kryminalne. Po Remigiuszu Mrozie odkryłam jeszcze jedno polskie nazwisko, które wywarło na mnie ogromne i przyjemne wrażenie. Polubiłam pióro Maxa Czornego, którego proza, co stwierdzam po niejednej jego książce, ma w sobie coś elektryzującego i kuszącego. Od książek tego Pisarza nie mogę się oderwać, a dziś chcę Wam opowiedzieć o moich wrażeniach po lekturze powieści o bardzo oryginalnym tytule. Jestem świeżo po lekturze "Mortalisty" i z góry uprzedzam, że zachwytom nie będzie końca. 

Honoriusz Mond to postać bardzo zagadkowa. Czytelnik poznaje go, gdy zajmuje się pracą w firmie oględnie mówiąc sprzątającej. Jednak nie jest to zwykłe sprzątanie w biurowcach czy standardowych miejscach. Jego szefową jest Allegra Szmid, która z wiadomych jej tylko powodów zatrudnia byłego kierownika katedry mortalistyki. Właśnie temu duetowi przypada konieczność posprzątania pewnego budynku na podkrakowskiej prowincji, gdzie zmarł starszy mężczyzna. W domu emerytowanego nauczyciela którego zwłoki znaleźli dwaj chłopcy Honoriusz i jego partnerka odkrywają pewien sekret. Niedaleko od zwłok trafiają na tunel w którym ktoś ukrył ciała kilku dzieci. Kto zabił niewinne istoty? Czy zabójcą był gospodarz domu? Czy on sam zmarł naturalnie czy może ktoś pomógł mu przenieść się na tamten świat? Co stoi tak naprawdę za tym mrożącym krew w żyłach zdarzeniem? Oczywiście zostaje podjęte śledztwo przez policję, ale Mond postanawia sam rozwikłać zagadkę. My czytelnicy możemy mu w tym towarzyszyć...

Ten kryminał jest świetny. Ma w sobie wszystkie elementy, które cenię w tym gatunku. Jest mrocznie, jest dynamicznie, jest tajemniczo, jest nietuzinkowa zagadka, która może mieć bardzo różne rozwiązania. Fabuła wciąga i nie daje odłożyć książki. I są rewelacyjnie wykreowani główni bohaterowie. Mają w swojej osobowości ten pazur, są inteligentni, tworzą idealny duet. 
"Mortalista" to początek nowej, kapitalnej serii. Ta powieść otwiera ją z przytupem. Tajemnicza i tragiczna treść napisana jest w sposób lekki, łatwy w odbiorze i czytelny. Akcja książki płynie wartko niczym górski potok. Jej lektura przypomina układanie skomplikowanych puzzli z których wyłania się ciekawy, aczkolwiek nieprzewidywalny i pogmatwany obraz.
Lektura tego tytułu była naprawdę ekscytująca, mroziła mi krew w żyłach, a dodatkowo na kartach książki znalazłam szereg ciekawostek o śmierci, odczułam na własnej skórze ekscytację i atencję głównego bohatera wobec umierania i rzeczy dla człowieka ostatecznych. Ba, przejrzałam się temu ze strachem, ale i ciekawością, która zrodziła się w moim umyśle za sprawą Honoriusza. Gorąco polecam miłośnikom kryminału tę powieść. Nie będziecie rozczarowani. 



 

piątek, 13 maja 2022

Katarzyna Węgrzyn "Gdzie w Polsce do miasta"



Wydawnictwo Znak

data wydania 2022

stron 432

ISBN 978-83-240-6424-3

A może ekscytujący weekend w polskim mieście?

Polacy od dobrych kilku lat polubili krótkie wyjazdy weekendowe. Coraz częściej wyjeżdżamy nie tylko na dłuższy wakacyjny czy urlopowy wypoczynek, ale i podróżujemy na dwa wolne dni by zobaczyć, poznać i zwiedzić coś nowego. Często celem podróży jest prowincja, atrakcyjne uzdrowisko czy znany kurort. Ale można obrać też inny kierunek i udać się do jednego z polskich miast. To rozwiązanie pewnie wielu z Was zdziwi, ale ja wraz z Autorką książki "Gdzie w Polsce do miasta" będę się starała  do tego zachęcić. Wśród polskich grodów są bowiem prawdziwe perełki pełne atrakcji dla każdego. Tam coś ciekawego dla siebie mogą znaleźć i mali i duzi.

"Gdzie w Polsce do miasta" to publikacja jedyna w swoim rodzaju. Jest ona niewątpliwie przewodnikiem, ale na pewno niesztampowym, ciekawym i napisanym w bardzo przejrzystej formie. Łatwo wyszukać w nim na szybko konkretne informacje, które są podane w przejrzystej pigułce, zgrabnie i wygodnie. Autorką jest blogerka prowadząca stronę www.gdziewpolscenaweekend.pl

Wracając do książki - na jej stronach znajdziecie propozycje dziesięciu miast do odwiedzenia. Są to miejsca - jak podaje okładka - "niezwykłe i nieoczywiste". Osobiście część z nich zwiedziłam, a w niektórych moja noga nigdy nie stanęła. I właśnie dlatego łatwo mi ocenić ten tytuł przykładając podane informacje do moich odbytych już podróży. Od razu dodam, że Autorka przejrzyście i wyraziście zachęciła mnie do wycieczki tam, gdzie jeszcze nie byłam. 
Spis treści układa miasta w kolejności alfabetycznej. Listę otwiera Białystok, a kończy Wrocław. Każdy rozdział zawiera plan i historię danego grodu, jego najciekawsze muzea, parki i podziemia oraz punkty widokowe. Nie brakuje informacji gdzie można dobrze zjeść, gdzie znaleźć nocleg, a także miejsca najbardziej atrakcyjne dla najmłodszych turystów oraz ciekawostki. Zawarte info są konkretne i przejrzyste. Znajdziecie w nim adresy, także te internetowe, odnośniki do sieci i socjal mediów, zakres cen, godziny otwarcia czy czas potrzebny na zwiedzanie. Dzięki temu zaplanowanie i kosztorys wyjazdu jest łatwy do wykonania. Tekst uzupełniają zdjęcia. Oczywiście, ta książka nie zawiera wszystkich wyczerpujących informacji. W przypadku Krakowa na przykład jest to raczej bardzo trudne. Tytuł jednak naprawdę zdejmuje z barek organizatora wyjazdu multum pracy przy szukaniu informacji w sieci i zaoszczędza sporo czasu. 

Dla mnie największym  atutem książki jest jej przejrzystość i konkretność. Pigułkowe informacje i idealny dobór miejsc. Walorami przewodnika jest też klarowność, precyzyjność i oszczędna forma, która pozwala szybko poruszać się i znajdować to, co nas intryguje. Tak, ten tytuł naprawdę kusi do wojaży i warto je z nim zaplanować. Polecam tę pozycję i mam nadzieję, że przyda Wam się w niejednej podróży. 



 

środa, 27 kwietnia 2022

Karolina Pisarek "Girl power. Nie odkładaj marzeń na jutro!"

 




Wydawnictwo Znak
data wydania 2021
stron 288
ISBN 978-83-240-6209-6

Bo w nas, dziewczynach, drzemie moc!

Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że los w trudnym życiowym momencie włożył mi w ręce potrzebną książkę, która okazała się niczym w pełni naładowany power bank. Tak, ostatnio było mi trudno, miałam wrażenie, że wiele ważnych spraw wymyka mi się z rąk, a ja nie potrafię sobie w wieloma rzeczami poradzić, że coś istotnego zawalam. Byłam zmęczona, wypalona i brakowało mi sił na codzienność pełną przeróżnych niespodzianek. Publikacja autorstwa Karoliny Pisarek okazała się przysłowiowym darem od niebios, który tchnął we mnie jakby drugie życie. 

Czym jest ten tytuł? 
Książka niejedno ma imię i nie można jej jednoznacznie zakwalifikować. Jest to i autobiografia kariery młodej dziewczyny z prowincji, która weszła na szczyty i poradnik dający jednoznaczną receptę na lepsze życie, ale i też kulisy z życia sławnej modelki czyli pokazanie tego zawodu od podszewki.
Autorka i bohaterka w jednej osobie szczerze opowiada o swojej drodze na szczyt, która wcale nie była łatwa i bajkowa. Była bardzo często stroma, wiodła ostro pod górę i było na niej bardzo wiele zakrętów. Był czas na łzy i potknięcia. Były sukcesy i porażki. Były dobre i złe chwile. Był hejt, były rozczarowania, ale i rodziła się pewność siebie, zawodowy sukces. Było i życie prywatne, które często musiało być podporządkowane sprawom zawodowym. 

Pani Karolina nie wstydzi się słabości, swoich kryzysów, gorszych momentów. Pokazuje jak wyciągać z nich wnioski, jak uczyć się życia, która bywa ostrym i wymagającym nauczycielem. W zapisanych słowach drzemie moc i wiara w sukces, w samą siebie, a wiele stron zawiera celne i skuteczne recepty na pozytywne metamorfozy. Tak, każda z nas może wiele. Każda z nas jest warta by być szczęśliwą i odważniej patrzeć w przyszłość. Trzeba przede wszystkim zaakceptować samą siebie, umieć wstawać po doznanych ciosach i poprawiać przysłowiową koronę po czym przeć dalej. 

Autorka opowiada też o tym, jakimi prawami rządzi się świat modelingu, jak tak naprawdę wygląda ta praca, jakie są jej plusy i minusy. 

Ten tytuł pochłaniałam z wypiekami na twarzy, choć nigdy nie chciałam być modelką. Co mnie tak w nim zainteresowało? Pozytywny przekaz, moc energii i wiary, którą Autorka wlewa w każdego czytelnika. Lekturę czytało mi się przyjemnie i lekko. Miałam wrażenie, że Karolina Pisarek siedzi koło mnie i opowiada to, co zapisała słowami dokładnie tak, jakby robiła to wobec swojej najlepszej przyjaciółki. Doceniam szczerość przekazu, jego bezpośredniość, prostotę, a zarazem mnóstwo optymizmu, wiary w siebie, która się udziela. Niemożliwe staje się trudne, ale możliwe do osiągnięcia. 
Ta książka pomogła mi złapać oddech, poprawiła humor, była niczym odświeżająca kąpiel, niczym dobry sen po czasie bezsenności. Po niej bardziej optymistycznie spojrzałam na życie, odgoniłam złe myśli i złapałam wiatr w żagle. Tak, ta publikacja napędza do działała, zachęca do pracy nad sobą, do planów i daje dużo motywacji. Chwilami aż trudno było mi uwierzyć, że napisała ją tak młoda osoba. 
Bardzo gorąco ją polecam każdemu, zwłaszcza dlatego, że nie ma w niej tylko pustych frazesów. Drzemie moc, dużo mocy i niech będzie ona z Wami.  



środa, 13 kwietnia 2022

Agnieszka Krawczyk "Uzdrowicielka"

 



Wydawnictwo Filia
data wydania 13 kwietnia 2022
stron 472
ISBN 978-83-8195-839-4
Cykl Leśne ustronie tom II

Powieść w której się błyskawicznie zakochałam

 Najnowsza książka napisana przez Agnieszkę Krawczyk to moja czytelnicza miłość od pierwszego wejrzenia. Jej lektura sprawiła mi prawdziwą przyjemność i skradła moje serce na zawsze. Stało się tak z kilku powodów. Po pierwsze urzekło mnie miejsce, w którym rozgrywa się akcja oraz klimat, którym delektowałam się czytając każdą stronę. Zatopiłam się w lekturze, oderwałam od brutalnej rzeczywistości, która nas otacza, odpoczęłam, a treść tytułu dodała mi optymizmu, ciepła i sił witalnych. 
Czy warto sięgnąć akurat po tę książkę? Tak i jestem pewna, że ona oczaruje Was tak jak mnie. 

"Uzdrowicielka" to drugi tom serii Leśne ustronie. Po tę powieść możecie sięgnąć także bez lektury tomu pierwszego, a potem uzupełnić "zaległości". Akcja rozgrywa się w niewielkiej górskiej osadzie położonej w uroczej okolicy. Niezniszczona natura, łąki, lasy, rośliny i rzadkie zwierzęta, a także ludzie żyjący w silnym związku z przyrodą mają ogromny wpływ na treść tej powieści. 
Antoni Szeptyna żyje skromnie w górskiej chatce, bez wygód, ale w zgodzie w otaczającym go światem. Pracuje nad kolejną książką - "Misteriami drzew". Zosia dostaje w spadku po miejscowej zielarce Zazulinie jej dom, sama zaś decyduje się rozpocząć leczenie blizny, która szpeci jej twarz i jest konsekwencją wypadku samochodowego. Mariusz przyjmuje pod swój dach Reginę, która chce odbudować na nowo wcześniejszą relację z tym mężczyzną. Jego siostra Elwira, sama zdradzona i zraniona przez męża, który chce odebrać jej dom, pilnie przygląda się tej kobiecie i jest czujna oraz nieufna wobec zachowania Reginy. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Czy wszystko będzie po ich myśli czy może los sprawi im jakieś niespodzianki lub rzuci kłody pod nogi? 

"Uzdrowicielka" to ciepła, ciekawa i pełna emocji historia o pozornie zwykłych ludziach, którzy mają swoje sekrety, tajemnice i marzenia. Czują radości i smutki, przeżywają rozczarowania i rozterki. Muszą dokonywać wyborów i podejmować decyzje, którą ścieżką podążać w życiu. W lekturze jakby dodatkowym bohaterem jest natura, której jesienne opisy urzekają i zachwycają. Ktoś, kto ceni jej piękno szybko poczuje klimat publikacji, który moim zdaniem jest jednym z jej głównych atutów. Należą do nich także piękny język, elegancki styl, przepiękne opisy otoczenia i ciekawie poprowadzona fabuła. 
Zagłębiając się w treść tej książki delektowałam się ziołowymi herbatkami, słuchałam odgłosów lasu i śpiewu ptaków. To potęgowało przyjemność odbioru. Ta powieść ma tylko jedną wadę - a jest nią to, że się kończy. Trudno mi było się z nią rozstać. Z utęsknieniem będę czekać na kolejny tom i ponowną wizytę w Nieznajomce. Polecam lekturę tym, którzy chcą się zrelaksować, uspokoić i wyciszyć. To idealna pozycja by ukoić nerwy i umysł. Naprawdę piękna i nietuzinkowa powieść o której długo nie zapomnę. Bardzo Wam ją polecam. 

Moja ocena10/10.



środa, 30 marca 2022

Sarah Pinborough "Ta druga"

 



Wydawnictwo WAB
data wydania 2022
stron 432
ISBN 978-83-2809-262-4

W zasadzie nic nie jest w życiu dane na zawsze 

Powieść "Ta druga" to był strzał w dziesiątkę. To był perfekcyjny thriller, w którym zatopiłam się bez reszty. Spora dawka psychologii wpleciona idealnie w fabułę dodała mu smaku i pikanterii. To sprawiło, że nawet nie wiem kiedy dotarłam do ostatniego zdania tej naprawdę wartej lektury książki, która dała mi wiele do myślenia. 

Zamężne kobiety można podzielić na dwie grupy. Jedne wychodzą za mąż za mężczyzn, których darzą uczuciem, drugie poślubiają tylko i wyłącznie konto oraz majątek swoich mężów, a słowami przysięgi małżeńskiej kupują sobie życie w luksusie i elitarnej sferze bogactwa. 
Główna bohaterka thrillera "Ta druga" należy właśnie do tej drugiej kategorii. Świadomie poślubia starszego od siebie bogatego mężczyznę który jest jej przepustką do świata elity. Marcie nie kocha Jansona Maddoksa, ale wygodnie jej się żyje w pięknym domu i korzysta beztrosko z życia. Kobieta doskonale wie, że tak naprawdę nigdy nie będzie integralną częścią świata, który jej imponuje, ale udaje, że ta przeszkoda nie istnieje i jest raczej wytworem wyobraźni. Sypia z mężem z przymusu w zamian brylując w jego towarzystwie jako ta młoda, piękna i pożądana. Wydaje jej się, że starszy mąż będzie na zawsze zapatrzony w nią niczym w obraz. Ten stan rzeczy zmienia się jednak nagle i niespodziewanie. Ma to miejsce, gdy jego szef z podróży do Londynu przywozi sobie jeszcze młodszą od Marcie żonę o skórze koloru czekolady, która budzi zainteresowanie wielu mężczyzn. Zbyt wielu jak dla Marcie. W tym gronie jest też bowiem jej małżonek, którzy patrzy na Keishę z pożądaniem, a ona też na zbyt wiele wobec jego osoby sobie pozwala. Marcie czuje się zagrożona i traci grunt pod nogami. Co jest w stanie zrobić zdesperowana kobieta by nie stracić tego, co osiągnęła? Do czego się posunie by zachować swój status? 

"Ta druga" jest wyjątkowa i bardzo, ale to bardzo elektryzuje. Jej Autorka weszła niezwykle głęboko w czeluści kobiecej psychiki by ukazać skomplikowane meandry natury jakimi rządzi się piękna i słaba płeć. Tak, to prawda, że my kobiety potrafimy wiele, jesteśmy bardzo zdeterminowane i silne gdy mobilizuje nas jakiś cel, gdy czegoś naprawdę chcemy, gdy na czymś nam ogromnie zależy.
 Sporymi atutami tego tytułu jest klimat, stopniowe potęgowanie napięcia, tajemnice i sekrety, wplecenie wątku Wudu oraz ciekawie poprowadzona akcja, która mimo, że nie toczy się bardzo szybko przyciąga do czytania niczym magnes. Ta publikacja to soczysty mix thrillera, romansu, erotyku, książki psychologicznej i powieści obyczajowej. Każda z wykreowanych postaci jest specyficzna, wielowymiarowa, inna i wyrazista. Każdy bohater prowadzi w książce swoją grę, każdy gra do własnej bramki. Smaku dodaje rywalizacja dwóch kobiet, które wywodzą się z tego samego środowiska, powinny więc skupić się na tym co je łączy, na podobieństwach. Niestety, ich relację naznacza przede wszystkim rywalizacja i walka. 
Książka bardzo mi się spodobała. Nie ma w niej tylko ostrej literatury akcji, pościgów i morza grozy. Jest bitwa dusz i charakterów, jest intryga, jest miejsce na mroczne sekrety, które sprawiają, że atmosfera gęstnieje do granic możliwości. 
Idealna lektura dla spragnionych emocji i wyrafinowanej gry charakterów. Polecam zwłaszcza tym, którzy lubią oryginalne rozwiązania w powieściach. Będziecie się dobrze bawić. 


wtorek, 29 marca 2022

Kamila Majewska "Za zielonymi drzwiami"



Wydawnictwo Szelest
data wydania 2022
stron 312
ISBN 978-83-7699-595-3

Gdy w życiu otwierają się kolejne drzwi...

Drzwi podobnie jak kolor zielony mają specyficzny wydźwięk i symbolikę.
 Zieleń to kolor pozytywny, który koi nasze oczy. To barwa nadziei i lepszego jutra. 
Drzwi zaś są symbolem czegoś nowego, co nas w życiu czeka. Gdy je zamykamy to z czymś kończymy, to odgradzamy się od przeszłości. Gdy stoimy przed nimi czeka nas coś nieznanego, a zarazem nowego. Przed drzwiami do niewiadomej przyszłości staje główna bohaterka powieści Kamili Majewskiej, która została wydana nakładem Wydawnictwa Szelest. Jest to powieść z kręgu literatury kobiecej, która podbiła moje czytelnicze serducho, dodała energii i znacząco poprawiła nastrój. Czy warto po nią sięgnąć? Tak, zwłaszcza u progu wiosny i w sytuacji, gdy na świecie nie jest za różowo. Dopływ pozytywnej energii przy jej lekturze jest w stu procentach gwarantowany. Uśmiech na buzi też! 

Anna Jabłońska jest kobietą wykształconą i spełnioną zawodowo. W tej sferze zrealizowała swoje marzenia i plany. Skończyła studia, dostała się na wymarzony staż do prestiżowej firmy pokonując sporą konkurencję. Sprawdziła się na swoim stanowisku i została przez szefa zatrudniona na stałe. Jako szefowa działu reklamy stała się osobą zamożną, którą stać na wygodne życie w wielkomiejskiej dżungli. Nagle jednak znalazła się niespodziewanie na życiowym zakręcie. Otrzymała bowiem spadek po nagłej i dla nikogo niespodziewanej śmierci szefa. Kazimierz Wysoki za życia obdarzył Anię sporym zaufaniem i sympatią. Po śmierci podarował jej w swoim testamencie bardzo wiele, jednak zapis miał pewien haczyk. Tym samym młoda kobieta uwikłana w niewiele warty romans z kolegą z pracy stanęła na życiowym rozdrożu. Przyszło jej dokonać trudnego wyboru, który w pierwszej chwili znacząco kolidował z jej planami i pomysłem na życie. Ciekawość sprawiła, że pani Jabłońska wyjechała z miasta i chciała zobaczyć co kryje się za opcją, która w pierwszej chwili ją bardzo zaskoczyła. Co w końcu wybierze? Czy postawi na dotychczasowe przewidywalne i wygodne życie, czy podejmie wyzwanie i przeprowadzi się na wieś, przejmie domek, stadninę koni i podejmie nowe wyzwanie? Czy zostanie w ramionach dotychczasowego adoratora czy może zechce zbliżyć się do opiekuna koni, który budzi w niej niekłamane zainteresowanie? Anna musi podjąć trudną decyzję, bo życie nie daje i to i tamto na raz. Życie to przede wszystkim ciągłe i czasem trudne do przewidzenia wybory!

"Za zielonymi drzwiami" to przyjemna, ciepła i bardzo pozytywna lektura, która zawiera w sobie ważne przesłanie. Dodaje odwagi by nie bać się w życiu nowego i odważnie sięgać po nieznane, które daje nam los w prezencie. Nie należy z góry odrzucać propozycji nawet wtedy, gdy mija się ona z naszymi projektami i pomysłem na przyszłość. W życiu jak najbardziej trzeba mieć odwagę na otwieranie każdych drzwi, które się przed nami pojawiają. Nie można ominąć żadnej danej nam szansy, bo nigdy nie wiadomo co będzie dla nas najlepsze. Na życiowej ścieżce nie spotkamy gorszego psotnika niż przewrotny los, który czasem nieźle się bawi wywracając naszą codzienność do góry nogami. 

Opisana przez Kamilę Majewską historia jest pełna dobrych myśli, pozytywna, zaskakuje, dostarcza emocji i pogody ducha. Czyta się ją lekko i przyjemnie. Autorka na przykładzie losów swojej bohaterki pokazuje różne wartości życiowe: i te cenne i te mniej ważne, które jednak niekiedy przysłaniają nam świat i wydają się bardzo pożądane. Aż za bardzo. Fabuła książki, która może wydać się nieco schematyczna, nie nuży i nie nudzi. Kamila Majewska ciekawe wykreowała swoich bohaterów, pokazała ich różne życiowe drogi i preferencje. Kto wybrał najlepszą dla siebie opcję? Tego dowiecie się, gdy sięgniecie po tę powieść, która jest idealna, jeśli szukacie czegoś relaksującego, odprężającego i pozytywnego we współczesnej literaturze kobiecej. 
 Ja twierdzę, że warto się w niej zaczytać. 

poniedziałek, 28 marca 2022

Sofi Oksanen "Psi park"

 




Wydawnictwo Znak litera nova 
data wydania 2022
stron 496
ISBN 978-83-2407-314-6


Cień przeszłości bywa czasem ogromnym balastem

"Psi park" to moje pierwsze spotkanie z piórem Sofi Oksanen, cenionej przez czytelników pisarki o fińsko-estońskich korzeniach. Jej powieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie i wprawiła w spore osłupienie. O ile nie mam wątpliwości co do oceny tej lektury, o tyle nie potrafię ocenić jej głównej bohaterki z której losem splecione jest życie innej młodej kobiety. Nie mam jakiegoś skomplikowanego kręgosłupa moralnego, ale postępowania Oleńki, ukraińskiej dziewczyny, która chciała wyrwać się z jarzma biedy, nie jestem w stanie otaksować. Z jednej strony rozumiem co nią kierowało, z drugiej mimo wszystko nie powinna zejść na drogę, którą wybrała, a która szczęścia i zadowolenia jednak jej nie dała. Doskonale wiem, że jest ona tylko symbolem wielu, naprawdę wielu młodych Ukrainek, które nie chcą szarpać się z życiem i brakiem środków finansowych. 

Życie Oleńki nigdy nie było usłane różami. Nie zaznała dostatku, jej rodzice nie byli majętni, doświadczała za to zmian adresu i przeprowadzek. Mimo to jej rodzinie ciągle skromnie się powodziło. Po śmierci jej ojca matka dziewczyny zamieszkała z jej ciotką, a Oleńka postanowiła wyrwać się z dobrze znanego jej marazmu i niedostatku. Spróbowała swoich sił w modelingu, a potem weszła w świat biznesu związanego z surogacją. Tam zaczęła zarabiać niezłe pieniądze, ale i jej życie splątało się i silnie pogmatwało. Było nieciekawie na tyle, że musiała uciec do Finlandii, zamieszkać w Helsinkach i pracować jako sprzątaczka. I nagle w jej życiu pojawiła się kobieta z przeszłości, która zburzyła jej jako taki spokój...

"Psi park" to książka przede wszystkim naładowana emocjami i sekretami. Tu na początku właściwie nic nie jest jasne i klarowne, a czytelnik czuje się jak w gęstym lesie, w gęstwinie drzew w której nie ma żadnej ścieżki, po której można się bezpiecznie poruszać. Wszystko, dosłownie wszystko jest tajemnicą, a fabuła krąży w dwóch przestrzeniach czasowych, pomiędzy którymi w życiu głównej bohaterki wiele się wydarzyło. Czytając, strona po stronie, odkrywamy życie młodej dziewczyny, której bagaż jest naprawdę ciężki. Idąc przez życie Oleńka mając całkiem dobre intencje popełnia błędy, potyka się i upada. Pracuje w agencji, której fundamentem działalności jest dziedzina kontrowersyjna moralnie, która działa gdzieś na granicy moralności. Na Ukrainie jest prawnie dozwolona, ale na ile człowiek jest w stanie kupczyć częścią siebie, swego ja, swego ciała? Czy świadome rodzenie dzieci innym jest dobre? Zwłaszcza jeśli robi się to przede wszystkim dla pieniędzy? 

"Psi park" to książka, która pokazuje w świetle dziennym pewne bardzo kontrowersyjne i dyskusyjne sprawy : płatne surogactwo, nielegalne operacje, handel ludzkimi komórkami, a w końcu przemoc, siłę i podejrzane interesy oraz działalność na granicy prawa. Autorka wyraziście pokazuje kontrasty jakie panują w Europie na początku XXI. Świat biedy i bogactwa, w którym prawie wszystko jest na sprzedaż i prawie wszystko można kupić. Przez fabułę przewija się najnowsza historia Rosji i Ukrainy, konflikt o wschodnią część państwa ze stolicą w Kijowie. Czytając tę powieść, której premiera miała miejsce w 2019 roku, właśnie teraz patrzymy na ukazany całokształt jeszcze głębiej i wrażliwiej. To na pewno książka niezapomniana, trudna w odbiorze, ale i taka od której naprawdę trudno się oderwać i wobec treści której nie można być obojętnym. Autorka stopniowo dawkuje w niej odkrywanie sekretów, trzyma czytelnika w napięciu i dostarcza mu naprawdę silnych emocji i wrażeń. Warto sięgnąć po ten tytuł, a ja go z serca polecam. 

piątek, 25 marca 2022

Sarah Crossan "Obsesja i inne formy miłości"

 



Wydawnictwo Znak
data wydania 2022
stron 288
ISBN 978-83-240-6247-8

Czy warto być tą trzecią?

Ta powieść zrobiła na mnie od samego początku ogromne wrażenie. Była sporym zaskoczeniem, powaliła mnie na kolana i udowodniła, że książkę o miłości można napisać w sposób nieszablonowy, zaskakujący i niesztampowy. Efektem pracy Autorki jest tytuł, który wciągnął mnie w świat trudnego uczucia, które z pewnością zamiast osłodzić skomplikowało życie bohaterom. 

W tej relacji od początku jest tłoczono. Jest oczywiście ona i on, ale żadne z nich nie jest wolne. Oboje tkwią w związkach małżeńskich, które nie są zbytnio szczęśliwe i ich nużą. Żona i mąż są tu balastem, więc rodzi się romans, który jest ukrywany przed światem i niezwykle trudny. Ana będąc prawnikiem zna ten schemat od podszewki, a jednak ulega pokusie i staje się tą trzecią. Kochanką, która musi znaleźć czas dla obiektu uczuć, męża, na pracę, dla domu i dzieci. Ten układ ją wyczerpuje, wysysa z niej mnóstwo energii, a jednak w nim trwa. Niestety, los decyduje, że trudna relacja się kończy, a jej samej dane jest poznać żonę ukochanego, która dzwoni do niej pewnego dnia niespodziewanie. Rebecca przekazuje, że Connor zginął tragicznie w wypadku. Ana chcąc nie chcąc musi zbliżyć się do wdowy, która była długi czas jej rywalką. Tym samym w jaskrawym świetle odkrywa swoją relację z kochankiem na nowo. Uświadamia sobie w czym tkwiła i jaką rolę odgrywała w życiu Connora. Czy ten romans miał sens? Czy życie w emocjonalnym trójkącie jest proste czy to raczej destrukcyjna relacja, która wyniszcza? 

Ta książka była niczym powiew wiosennego wiatru. Okazała się nad wyraz świeża i genialna. W jej treści Autorka napisała o czymś bardzo często przewijającym się w fabułach książek. Zrobiła to jednak w specyficznej formie i stylu. Odrzuciła upiększenia i słodkie metafory. Pokazała relację między żonatym mężczyzną a zamężną kobietą w pełnym świetle. Widać w nim wady i słabości takiego związku. Trudności, jakie trzeba pokonać. Czy warto? Ana to bohaterka z krwi i kości. Ma swoje wady i słabości. Jest nieidealna, dla nowego mężczyzny w jej życiu daje z siebie bardzo wiele. Poświęca się, ma nadzieję, że ten związek będzie lepszy od jej matrymonium. Czy jest? Dopiero odejście Connora uświadamia jej w czym tkwiła, wyrysowuje wady jakie kładły się cieniem na tym romansie. 

Ta książka jest bezlitosna dla układu opartego na zdradzie i sekrecie. Nie brak w niej naprawdę ogromnych emocji, nie brak w niej też chaotyczności i cechuje ją brak chronologii. Tu wczoraj, dziś i przyszłość miesza się pozornie bezsensownie ze sobą. Tym samym uwaga czytelnika jest skupiona na treści, która intryguje i przeraża. Myślałam, że to będzie kolejna książka z zakazanym romansem, kolejna jaką przeczytam opartą na popularnym schemacie. Okazała się tą jedną jedyną, niepowtarzalną i niezapomnianą. Oczywiście jest napisana w bardzo nietypowy sposób. Nie ma w niej opisów ani dialogów. Nasza wyobraźnia w trakcie lektury będzie zmuszona do pracy na najwyższych obrotach, ale naprawdę warto po nią sięgnąć i wciągnąć się w jej klimat, w jej chaos, w jej urok, bo niewątpliwe bardzo dużo go ma. Osobiście jest naprawdę mocno zaskoczona, doceniam poetycki pierwiastek w jej formie, podziwiam uchwycenie ludzkich relacji w sposób nietuzinkowy i wyrafinowany. 
Moja ocena 10/10. 





poniedziałek, 7 marca 2022

Magdalena Witkiewicz "Córka generała"

 




Wydawnictwo Skarpa Warszawska

data wydania 2022

stron 384

ISBN 978-83-67093-30-9

Czasem trzeba żyć tylko chwilą...

Na najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz czekałam jak zawsze z utęsknieniem i niecierpliwością. Nie mogłam doczekać się momentu kiedy dane mi będzie usiąść z nią w ręku, otulić się kocem i z kubkiem ulubionej herbaty z cytryną zatopić się w lekturze. Nie przyszło mi oczywiście do głowy w jakich okolicznościach przyjdzie mi ją czytać i nie miałam pojęcia, że to co się dzieje wokół mnie tak bardzo mocno wpłynie na odbiór powieści, tak bardzo wzmocni jej przekaz. Opisana przez Autorkę opowieść to książka z historią wojenną w tle. 

Akcja "Córki generała" rozpoczyna się w bardzo trudnym dla Polski i burzliwym dla Europy czasie. Jest druga połowa lat trzydziestych XX wieku.  Tytułowa bohaterka jest wtedy młodą niemiecką dziewczyną, która wraz z rodziną, rodzicami i bratem, mieszka w Wolnym Mieście Gdańsk. Czasy są ogromnie niespokojnie, w powietrzu czuć wojnę, a Elise, młoda studentka zakochuje się bez pamięci. Jej wybrankiem jest Andrzej, Polak, któremu dziewczyna też nie jest obca. Ich uczucie zapuszcza korzenie po dwóch wrogich stronach barykady, a rodzina Elise i otoczenie Andrzeja jest przeciwne tej relacji. Generał von Hummel nie bierze pod uwagę, że jego ukochana córka zakocha się we wrogu Rzeszy, której jest wierny. Czy ideologia i konkretni ludzie są w stanie stanąć na drodze prawdziwemu uczuciu? Czy miłość jest w stanie wygrać z wojną i przeciwnościami losu? Jak potoczą się losy zakochanych wobec śmiertelnego niebezpieczeństwa? Czy dane im będzie dzielić z sobą całe życie aż do śmierci? 

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, a w jej tło wplecione są karty historii. Przyszło mi ją czytać gdy za naszą wschodnią granicą rozpoczęła się wojna. Właśnie dlatego jej treść przemówiła do mnie wyjątkowo mocno i wyraziście. Tym bardziej mogłam wczuć się w jej klimat i rozumieć fabułę, która opowiada o miłości, która musiała walczyć o przetrwanie tak samo jak ludzie, których połączyła. Ta powieść robi naprawdę wyjątkowe wrażenie i przykuwa uwagę czytelnika. Wskazuje na destrukcyjny wymiar wojny, na jej zło, szaleństwo i barbarzyństwo. Głównym bohaterom przyszło zmierzyć się z tak wieloma przeciwnościami! Mimo to, zło nie zabiło w nich człowieczeństwa, a raczej zahartowało i dało cenną życiową lekcje, uświadomiło co jest bardzo ważne, a co mniej istotne. 

Autorka w swojej kolejnej książce ponownie udowodniła, że potrafi pisać nie tylko piórem, ale i sercem, które włożyła w każdą stronę swego dzieła. Efektem jej pracy jest tytuł, który się czyta jednym tchem, który się chłonie, który się przeżywa, którym się żyje. Wszystko, co jest opisane w książce wydaje się być prawdziwe, realne i namacalne. Bohaterowie są żywi, wyraziści i nie przerysowani. Akcja toczy się dynamicznie, a wydarzenia poznajemy dzięki zmieniającemu się narratorowi. Tak, tę historię poznajemy z perspektywy kilku osób, a dzięki temu jest ona ogromnie plastyczna i rzeczywista w odbiorze. 

To książka o miłości i wojnie, o walce o przetrwanie i o bólu. O stracie i niespodziewanych prezentach od losu. Przy lekturze płakałam. Nie zabrakło łez nad historią, która stała mi się tak bliska, jakby rozgrywała się przed moimi oczami. Nie zabrakło refleksji nad tym, że ludzkość źle odrobiła zadanie domowe i znów dopuszcza się kataklizmu i najgorszego błędu jakim jest walka zbrojna. 

"Córka generała" to naprawdę wyjątkowa pozycja na rynku. Jest tak piękna i wymowna, tak genialna, że trudno to oddać słowami w krótkim tekście. Ta powieść z pewnością Was nie rozczaruje i poruszy Wasze sumienie na długo zapadając w pamięć i serce. Koniecznie po nią sięgnijcie i dajcie się jej zawładnąć. 

Moja ocena 10/10. 

niedziela, 20 lutego 2022

John Glatt "Rodzina z domu obok"

 



Wydawnictwo Filia

data wydania 2022

stron 368

ISBN 978-83-8195-820-2

Zło często czai się za zamkniętymi drzwiami, a pozory bardzo mylą!

Jeden telefon wykonany ukradkiem był niczym kamień, który spowodował lawinę, niczym kropla, która wydrążyła skałę i spowodowała, że tama uległa zniszczeniu. Owa tama trzymała w swoich ryzach gigantyczny koszmar kilkunastu osób, który dział się przez wiele lat. Przez tysiące dni trzynaścioro dzieci było uwięzionych w czterech ścianach domu przez własnych rodziców, którzy zgotowali im prawdziwe piekło. W imię czego? Na to pytanie szukałam odpowiedzi czytając książkę Johna Glatta, która momentalnie zmroziła moją krew w żyłach. Byłam ciekawa, co było przyczyną by ludzie wobec własnych dzieci stali się bestiami gotowymi do zadawania najgorszych tortur. W tym wszystkim najbardziej okropne jest to, że ta książka opowiada niestety historię, która wydarzyła się naprawdę. 

Rodzina Turpinów dla sąsiadów i otoczenia wydawała się normalna i zwyczajna. Wiele osób miało Louise i Dawida za przykładnych, wzorowych rodziców, którzy troszczą się o swoje dzieci. Przecież mieli ich aż trzynaścioro, kupowali im ubrania, prezenty, dbali w domowym zaciszu o ich edukację i wykształcenie. Nikt nie miał żadnych wątpliwości. Nikt niczego nie podejrzewał, ale szokująca prawda wyszła w końcu na jaw i doszło do interwencji policji, która zakończyła koszmar trwający zbyt długo. 

14 stycznia 2018 roku, jak każdego dnia wiele razy, zadźwięczał po raz kolejny numer alarmowy. Operatorka linii 112 na pewno na bardzo długo zapamiętała tę rozmowę. Po drugiej stronie miała na linii młodą kobietę, która poprosiła o pomoc. Jej wołanie było pełne rozpaczy, a zgłoszenie było nietypowe. Ktoś mógłby mieć je za głupi żart. 17-letnia Jordan Turpin uciekła przez okno i skontaktowała się ze światem zewnętrznym. Poprosiła o ratunek i wyzwolenie z jarzma niewoli rodziców. Potem wszystko potoczyło się niczym lawina...

Ta historia jest potworna, pełna okrucieństwa i grozy. Jej przeczytanie może zmienić nasze postrzeganie najbliższego otoczenia i wzmóc naszą czujność. Bo zło czai się w mroku i często ubiera pelerynę, która sprawia, że staje się niewidzialne. Pozory mylą, a stereotypy mogą przesłonić prawdziwy obraz. Tym razem był on tak okropny, że trudno było w niego uwierzyć. Tak, pewnie wielu z Was pomyśli, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Autor opisuje tę historię w aptekarski sposób nie oszczędzając czytelnikom drastycznych szczegółów, które tworzą makabryczny obraz. Nie wierzę by ktokolwiek, kto przeczyta ten tytuł nie był wstrząśnięty do granic możliwości. 

To nie jest łatwa lektura. Może wywoływać koszmary senne, może rodzić strach. To nie książka przy której się zrelaksujemy czy odpoczniemy. Mimo to nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie. To publikacja, która niesie w sobie ważne przesłania. Nie możemy odwracać oczu od trudnych spraw, nie możemy w imię tolerancji i nie wtrącania się w nie swoje sprawy unikać pomocy krzywdzonym dzieciom. Nie pozwólmy by znieczulica kiedykolwiek zamknęła nam oczy. 



piątek, 18 lutego 2022

Kirsty Cambron "Dziewczyna z Paryża"

 



Wydawnictwo Znak
data wydania 2022
stron 416
ISBN 978-83-240-6382-6

O powieści przy lekturze której słuchałam piosenek Edith Piaf 

Biorąc do ręki kolejną książkę Kristy Cambron wiedziałam, że czeka mnie lektura wyjątkowej powieści. Ta Autorka ma niesamowity talent, a spod jej pióra wychodzą same arcydzieła. W Jej fabułach historia i barwna narracja opowiadająca o życiu zwyczajnych ludzi łączy się w misterny obraz, który zachwyca i powala na kolana. Jestem pod ogromnym wrażeniem "Dziewczyny z Paryża" i chcę koniecznie przekonać, że ta pozycja nie może Was po prostu ominąć. 

Autorka bestsellerowego "Motyla i skrzypiec" tym razem zabiera nas Paryża w którym rozpanoszyli się Niemcy. Zmrok nad stolicą Francji zapadł w 1939 roku. To wtedy ucichło życie towarzyskie, skończyły się bale i przyjęcia, a ludzie przestali myśleć o rozrywce czy pięknych kreacjach. Skupiali się raczej na tym, by przeżyć, ocalić bliskich, przetrwać do końca zawieruchy.
 
Głównymi bohaterkami są dwie kobiety. Lila i Sandrine. Życie każdej z nich wojna wywraca do góry nogami. Sandrine przed wojną jest szczęśliwą mężatką i mamą. Niestety, wojenna zawierucha zabiera jej męża, który wyjeżdża na front. Z polecenia nazistów Sandrine kataloguje dzieła sztuki bezprawnie zagarnięte zwłaszcza żydowskim rodzinom. Pewnego dnia w jej ręce trafia przepiękna suknia zaprojektowana w domu mody Chanel. Jej wnętrze kryje pewną niespodziankę...

Lila de Laurent była krawcową w kultowym domu mody. Jej świat zmienia barwy w chwili wkroczenia okupanta do Miasta Świateł. Jej miejsce pracy zostaje zamknięte a ona sama po osobistej porażce w życiu uczuciowym i zawodowym musi zebrać się w garść i zmierzyć się z trudami wojny. Młoda kobieta bierze udział w walce z wrogiem. Szyjąc piękne kreacje dla partnerek niemieckich żołnierzy zbiera cenne dla ruchu oporu informacje i przekazuje je dalej. Pewnego dnia jest ścigana i postrzelona. Ucieka, a w trakcie ucieczki wpada przypadkiem wprost w ramiona byłego kochanka i niedoszłego męża, który ją ratuje. Czy uda im się wrócić do siebie? Czy dawna miłość odżyje i rozkwitnie na nowo? Czy wojna nie stanie jej na przeszkodzie? Czy Lila odnajdzie Christiana i znów będą szczęśliwi? 

Ach! Co to była za wyborna lektura! Jak bardzo dałam się wciągnąć w jej fabułę! Ile łez wylałam czytając o losach Lili i Sandrine! Wzruszeniom nie było końca. Bo jak nie płakać widząc oczami czytelniczej wyobraźni jak kochająca żona żegna na peronie męża jadącego na front!
Jeśli czujecie w moich słowach gigantyczne emocje to już możecie poczuć klimat tej fenomenalnej książki, która poruszyła moje serce do głębi. Wbiła mnie w fotel i dała kilka cudownych godzin w czytelniczym niebie. Opowiedziała przepiękną historię w której nie brakło nadziei, uczuć i wojny. Tak, nawet działania zbrojnie nie były w stanie zabić miłości, która nawet wojny się nie boi. 

Tej lektury chyba nigdy nie zapomnę. Przy jej czytaniu stanęły dla mnie zegary, zatrzymał się świat, a ja zapomniałam o głodzie i pragnieniu. Liczyła się tylko ta książka, tylko ta historia i drżałam by skończyła się happy endem. Nie wyobrażam sobie by ktoś pozostał wobec jej treści obojętny. Bo przecież nie można! Autorka umieściła akcję w pięknym miejscu Europy, pokazała jak zmieniła je wojna. Nakreśliła jak okupacja zmieniła ludzi, jakie wyzwoliła w nich metamorfozy. Stworzyła niesamowite literackie kreacje na miarę tych jakie projektowała Coco Chanel. Pokazała jaka siła i dzielność drzemie w kobietach, które nawet w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa są zdolne do bohaterskich postaw. W tej książce miesza się miłość i zdrada, bohaterstwo i kłamstwa, prawda i obłuda. Ta wybuchowa mieszanka gwarantuje niesamowite przeżycia! Czytelnik czuje się jak na karuzeli, która szybko wiruje, a kręcąc się dostarcza niesamowitych wrażeń. Uważajcie! Gdy zaczniecie czytać nie będzie łatwo odłożyć tytułu na półkę póki nie dojdziecie do słowa koniec. Ta powieść jest wybitna, genialna i jedyna w swoim rodzaju. To książka na miarę literackiego Nobla, na którego w pełni zasługuje. Wielkie Brawa dla Kirsty Cambron za napisanie tak wyjątkowej lektury. Koniecznie przeczytajcie! 



wtorek, 15 lutego 2022

Andrea Riccardi "Kościół płonie"

 



Wydawnictwo Znak 
data wydania 2022
stron 336
ISBN 978-83-240-6394-9

Co dalej z Kościołem?

To pytanie na pewno wydaje się niezwykle prowokacyjnie, bo czy to wypada pytać o kwestię przyszłości instytucję, która ma ponad dwa tysiące lat i jest w mniemaniu wielu od zawsze? No więc jak to? Nagle, ot tak, miałoby jej zabraknąć? Z jakiego powodu? Przecież Kościół i chrześcijaństwo to coś pewnego dla wielu osób na różnych kontynentach. A jednak liczby mówią swoje i statystyki nie kłamią. Religia dominująca na Starym Kontynencie przechodzi kryzys i jest on dość głęboki. Ba, pojawiają się głosy, że Kościół jest w fazie terminalnej, że może dość do jego agonii. Skąd aż tak pesymistyczne nastroje i osądy? 

Ciekawym tej kwestii polecam książkę wydaną nakładem wydawnictwa Znak "Kościół płonie". W tym tytule włoski historyk Andrea Riccardi pochyla się nad tematem rzeką, który może wywołać naprawdę gorącą dyskusję. Jedno jest pewne, w tej instytucji na pewno wrze, coś się zmienia i konieczne jest wdrożenie systemu naprawczego, bo stan tego "pacjenta" na dzień dzisiejszy jest naprawdę niepokojący i się pogorszył w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Nie chodzi tu o poszczególne kraje czy kontynenty, ale o sytuację na całym globie. Niewątpliwie jest ona trudna i raczej nie budzi optymizmu. 
A całą dyskusję mógł rozpocząć pewien symbol! Pewne wydarzenie, które wstrząsnęło całą Europą i nie tylko. Religia katolicka, jak każda inna, kojarzy się z pewnymi symbolami. Jednym z nich była katedra Notre-Dame w Paryżu. 15 kwietnia 2019 roku doszło do jej pożaru. Telewizje z całego świata relacjonowały walkę strażaków z ogniem, a ludzie szukali w tym wydarzeniu, zresztą dość słusznie, głębszej symboliki. Kościół to nie tylko świątynie i miejsca kultu, ale przede wszystkim ludzie z nich korzystający. A ich liczba z roku na rok spada. 

Riccardi w swoim tytule snuje bardzo ciekawą rozprawę na temat, który może budzić kontrowersje. Skupia się na poszczególnych krajach Europy, jak i na całym globie. Pokazuje jaki wpływ na Kościół ma polityka i pandemia covid19. Swoje słowa podpiera danymi liczbowymi, cytatami i szeroką bibliografią. Stara się ocenić sytuację obiektywnie i wydać prognozy na przyszłość z którymi czytelnik może się zgodzić lub nie. 

Niestety nad Kościołem niebo nie jest bezchmurne. Sytuacja się zmienia, niestety, w niekorzystnym kierunku. Spada liczba powołań, posługujących księży, wzrasta wiek wiernych praktykujących co niedzielę, coraz więcej osób przypada na jednego księdza, a parafie pustoszeją i są łączone. Budynki sakralne często traktowane są jak obiekty muzealne niż miejsca, gdzie odbywają się nabożeństwa. Wzrasta liczba agnostyków i osób niewierzących. Ludzie, często młodzi, dokonują apostazji. Taka sytuacja ma miejsce w wielu krajach. Odwrotna sytuacja zdarza się nader rzadko. 
Autor odważnie próbuje wysnuć jak dalej ułoży się przyszłość Kościoła, stara się znaleźć odpowiedź na pytanie w jakim kierunku przebiegnie metamorfoza i czy trend panujący teraz się odwróci. Czy jeszcze kiedyś ta instytucja będzie świętowała tak ogromnie tryumfy jak w średniowieczu i czy będzie miała tak wielki wpływ na ludzkość? 

Spojrzenie Andrea Ricarrdiego jest światłe, uważne i roztropne. Autor szczegółowo rozpatruje pojętą tematykę, a w swojej rozprawie unika szukania sensacji. Daleko mu do klimatu portalu plotkarskiego, który chce porwać publikę click bytem. Skupia się nad tematem pełen rozwagi, spokoju, ale i ciekawości. Jego wnioski są poparte wieloma przykładami, a wysnute tezy głęboko przemyślane. 
Co dalej czeka katolików? Na pewno zmiany, bo Kościół choć niezmienny musi dostosować się do świata, który nieustannie gna na przełaj, w coraz szybszym tempie do przodu. 

To bardzo dobra i refleksyjna książka, którą przeczytałam z uwagą i ciekawością. Jej treść skłania do refleksji, daje do myślenia, zmusza do zastanowienia się nad kwestiami wiary i podejściem do niej ludzi. Bo przecież Kościół jest i święty, ale tworzą go grzeszni ludzie. W lekturze znajdziemy podsumowanie pontyfikatów zwłaszcza trzech ostatnich Papieży i znajdziemy wskazanie przez nich podjętych działań by odnowić oblicze Kościoła. Ich reformy przebiegały w różnych kierunkach, ale miały na celu jedno i to samo. 
Po lekturze chce się odważnie podjąć odpowiedź na pytanie Quo Vadis Kościele. Jestem pewna, że odpowiedzi na to pytanie będzie bardzo wiele.
Polecam ten tytuł jako wyczerpujący tematykę, zgrabnie i przemyślanie napisany oraz warty poznania. 





poniedziałek, 14 lutego 2022

Tomasz Rezydent "Niewidzialny front"




 

Wydawnictwo Rebis
data wydania 2020
stron 336
ISBN 978-83-8188-198-2

Zapiski z pierwszej linii frontu

Zimą 2020 roku świat obiegły informacje o tajemniczym wirusie, który szaleje w Chinach. To było dla wielu ludzi na końcu świata, gdzieś daleko i to niebezpieczeństwo nie wydawało się groźne. Przecież do tej pory było tyle lokalnych epidemii! 

Ale ten wirus objął w swe objęcia cały świat i szybko dotarł do Europy. We Włoszech rozpoczął konkretny pogrom, a miejscowość Bergamo znalazła się na ustach całego globu. Wkrótce tajemniczy patogen nazwany covid 19 dotarł i do Polski. Początkiem marca cała Europa zamarła. Świat stanął w miejscu, dosłownie się zatrzymał. Zaprzestały pracy szkoły i uczelnie, zakłady pracy, stanęły linie produkcyjnie, a ludzie wykupowali w sklepach zapasy na "dwa tygodnie". Z półek znikała żywność i papier toaletowy oraz mydła i środki czystości. Maseczki jednorazowe osiągały gigantyczne ceny. Tych z filtrami prawie nie można było dostać, a ich ceny wzrosły o kilkaset procent. Wszyscy rozumieli co znaczy "zostań w domu", zamknięto teatry, kina, centra handlowe i obiekty kultury. Pojawiły się hasła izolacja, kwarantanna i wielu uświadomiło sobie jak ważną instytucją są Sanepidy. A w szpitalach ... Tam zaczął się prawdziwy szał. Ochrona zdrowia nieprzygotowana na trudną sytuację musiała się zorganizować i zacząć pracować w nowym, dziwnym trybie jak nigdy dotąd niewprowadzonym na masową skalę. Do walki z tajemniczym i śmiertelnie groźnym patogenem stanęli medycy. Lekarze, laboranci, średni personel medyczny, diagności i wszyscy od których pracy działanie jednostek medycznych jest uzależnione. 

Jednym z lekarzy, który znalazł się na pierwszej, jakże niebezpiecznej, linii frontu był Autor książki, którą chcę w tym tekście zaprezentować. Tomasz Rezydent pracował w jednym z niewielkich polskich szpitali, które zdecydowano się przekształcić w tzw. szpital jednoimienny, który miał przyjmować chorych na covid19. Tam mieli trafiać na diagnostykę chorzy podejrzani o zakażenie, tam mieli walczyć o życie i zdrowie pacjenci w poważnym stanie, którzy wymagali hospitalizacji. Tam personel medyczny miał uczyć się nowego stylu walki na początku nie za bardzo dysponując sprzętem i środkami ochrony w postaci masek, środków dezynfekcyjnych czy respiratorów. 

Tę książkę nie potrafię ocenić w przedziale podobała mi się czy nie. To nie ten typ literatury. To dokument, genialny reportaż i świadectwo dla potomnych jak naprawdę było. Bo ten tytuł jest na wskroś prawdziwy i pełny prawdy w przeciwieństwie do tego, co serwowały media i social media. Tu wygrywa prawda, która niekiedy jest gorzka i bolesna. Tu jest miejsce na strach, ale i bohaterstwo. Tu nie owija się niczego w bawełnę. Tu nie ma miejsca na korekty, poprawki czy upiększenia. Tu jest realna walka, dramaty, ludzkie uczucia z których nawet opanowany mężczyzna, któremu nie obce są prawdziwe szpitalne dramaty, nie jest wyzuty. Na kartach książki zapisane są na gorąco wspomnienia. Ten dziennik pisany gdzieś w sporym stresie i nieludzkim zmęczeniu otwiera wyobraźnię czytelnika. Tym samym otwiera oczy i uświadamia z czym tak naprawdę musieliśmy się zmierzyć. 

Autor nie oszczędza nikogo, choć robi to anonimowo. Pokazuje błędy, które mogły sporo kosztować. Krytykuje, wyraża swoje niezależne zdanie, pokazuje ludzkie słabości, solidarność, ale i głupotę. Zapomina o filtrach, które w dzisiejszym świecie mają tak częste zastosowanie. Pozwala przeżyć ten czas, kilka pierwszych miesięcy pandemii jeszcze raz, pokazując je z perspektywy tego, który musiał się zmierzyć z bezpośrednim niebezpieczeństwem. Takich lekarzy w Polsce było setki. 
Dziś, gdy minęły prawie dwa lata i znamy dalszy rozwój wydarzeń odczułam, że i tak los obszedł się z ludźmi w miarę łaskawie. Wirus zebrał swoje żniwo, ale stracił na sile i choć wiele osób zachorowało widać pewne światło w tunelu. 

Ten tytuł został napisany by pokazać prawdę i dokładnie tak się stało. Czuć ją z kartek książki, a jej największym atutem jest właśnie autentyczność. Tu nie poszło o propagandę sukcesu czy bicie braw, choć te jak najbardziej należą się tym, którzy pracowali i pomagali. 
Ten dokument robi ogromne wrażenie. Ja czytałam go z perspektywy osoby, która nie zachorowała objawowo na ten patogen. Wiem jednak, że ci, którzy leżeli na szpitalnych łóżkach i wygrali mogą mieć problem z lekturą. Koszmary mogą wrócić. Ta książka powinna nade wszystko trafić w ręce osób, która ironizują z  choroby oraz tych którzy cenią mistrzowską literaturę faktu i reportaż. 
Jestem już po lekturze, ale głową nadal w niej. Czytanie było też dla mnie chwilą refleksji i zadumą nad kruchością życia i słabością człowieka, który mimo swoich osiągnieć jest słaby i bywa bezsilny. 
Niesamowita książka, którą gorąco polecam. Jest naprawdę warta poznania. Z serca rekomenduję. 

 

czwartek, 10 lutego 2022

Marta Krajewska "Pragnę więcej"

 



Wydawnictwo Lipstick Books
data wydania 2022
stron 318
ISBN 978-83-2809-113-9

My Słowianie ...

Lubię sięgać po romanse i literaturę dla kobiet. Lubię, gdy w fabuły tychże powieści wpleciona jest erotyka. Ostatnio na rynku książek o miłości zrobiło się nieco schematycznie. Wiele z nowych tytułów  to tzw. romanse biurowe lub mafijne. Gdy takich książek zaczyna być zbyt dużo tracę ochotę na czytanie powielanych schematów, które mam wrażenie stają się swoimi kalkami. W zimowe wieczory miałam ochotę na książkę romansową, ale jakąś inną, nietuzinkową, coś nowego w tymże klimacie. 

Na moje szczęście wpadła mi do rąk powieść Marty Krajewskiej, która zabrała mnie w cudowną podróż w czasie. Cofnęłam się o wiele stuleci, do czasów bardzo zamierzchłych. To inna epoka, całkowicie inny świat, odmienna rzeczywistość, ale jak się okazuje ludzkość pod pewnymi względami nic a nic się nie zmieniła. Nadal mamy te same dylematy, przechodzimy podobny rozwój duchowy i uczuciowy, uczymy się pożądać, kochać, odkrywamy swoją seksualność. A zatem świat jest i zmienny i niezmienny.

 Wracając do fabuły "Pragnę więcej", wciągnęła mnie ona od pierwszych stron. Bardzo szybko jej uległam, a przyznam, że szczerze obawiałam się czy to tak prędko się stanie ze względu na rozpiętość czasową w której rozgrywa się akcja. Miałam obiekcje czy odnajdę się w książce, która dzieje się tak dawno temu, czy poczuję ducha tamtej epoki, czy nie będzie tak jak w przypadku "Starej baśni" przy której po prostu poległam i nie dotrwałam do końca. Moje obawy były całkowicie niepotrzebne, a po lekturze stwierdzam, że momentalnie rozwiały się one niczym wiatr. 

Dzięki lekturze powieści Marty Krajewskiej znajdziemy się w Wilczej Dolinie. To słowiańska wioska ukryta gdzieś za górami, za lasami w górskiej kotlinie. Jej mieszkańcy tworzą zgraną, solidarną lokalną społeczność której rytm życia wyznacza przede wszystkim przyroda i natura, jak i wierzenia które wyznają. Są prostymi ludźmi, którzy prowadzą pracowite życie, uprawiają rolę, zajmują się pracami fizycznymi, ale i kochają, ulegają namiętnością, mają własną kulturę i tradycje. Jedną z młodych dziewczyn wchodzących w dorosłe życie jest Jaruna, panna która przeżyła już obrzęd zaplatania warkoczy i przyjęła już dorosłe imię. Jest córką wikliniarza, ma rodzeństwo, przyjaciółki i ulega pierwszym porywom serca. Jej serce poznaje co to moc uczuć, jej ciało poznaje co to fizyczna rozkosz. Jej miłosne perypetie stanowią szkielet książki, którą chłonęłam zaciekawiona czy bohaterka, którą polubiłam od samego początku znajdzie szczęście w miłości. To w tamtych czasach nie było łatwe, bo małżeństwa były często kojarzone przez rodziców i rodziny. 

Ta powieść to po prostu czytelnicza rewelacja! Romans, erotyk, książka pełna przygód i tajemnic, magii i czegoś trudnego do określenia, co przyciąga do niej jak magnes i sprawia, że jest ona jak najlepszy erotyk. Czytało mi się ją z wielką przyjemnością. Uległam jej czarowi i klimatowi, który jest jak dla mnie jej największym atutem. Erotyka jest ukazana w niej ze smakiem i kunsztem. Czytając i zagłębiając się w miłosne sceny czujemy, że seksualność to nic wstydliwego, a coś naturalnego, coś wpisanego w naturę człowieka, czego absolutnie nie powinniśmy się wstydzić. 
Tytuł dostarcza wiele emocji, jest on idealny na relaks i oderwanie od codziennych problemów, a jego lektura uzależnia od siebie. Ciężko wrócić do rzeczywistości ze świata, który ma naprawdę wiele walorów. To bardzo dobra książka w swoim gatunku, to dobry warsztat literacki, co ciekawa propozycja dla Pań, które lubią lektury chwytające za serce. "Pragnę więcej" jest na pewno jedną z nich. Polecam gorąco! 




wtorek, 8 lutego 2022

Renata Czarnecka "Ja, królowa"

 

Wydawnictwo Książnica
data wydania 2018
stron 427
ISBN 978-83-2458-339-3

Korona czasem mocno ciąży!

Przeczytałam wspaniałą powieść historyczną o mojej ukochanej epoce w dziejach historii Polski. Schyłek epoki Jagiellonów na zawsze skradł moje serce wiele lat temu. Interesowały mnie z postaci zwłaszcza kobiety, którym życie napisało naprawdę barwne życiorysy. Patrzyłam na nie po prostu, jak na damy, którym przypadła rola królowej, ale i jak na matki, żony, córki, siostry. Te role przenikały się i zlewały w jedno tworząc naprawdę barwne osobistości. Tak, w tej lekturze na pierwszym planie jest na pewno królowa Bona, ale i przez jej karty przewijają się Elżbieta oraz Barbara. Żony Zygmunta Augusta, króla trzykrotnie żonatego, który zmarł bezpotomnie. 

Wracając do książki, fakty historyczne są mi doskonale znane. Autorka powieści jednak nieco inaczej pokazuje jej bohaterki niż choćby serial Królowa Bona zrealizowany na podstawie książki Haliny Auderskiej. Królowe mają tu wyraźne wady i ulegają ludzkim słabościom. Liczą się namiętności i porywy serca, ale i chciwość władzy, która wygrywa niekiedy z osobistymi uczuciami. 

W fabule opartej na faktach historycznych mamy okazję poznać trzy kobiety. Każda z nich jest inna, dla każdej korona okazała się ciężkim brzemieniem. Najdłużej nosiła ją Bona, która przybyła ze słonecznego Bari by poślubić starszego króla wdowca. Ich małżeństwo było udane mimo różnicy wieku i trudnego charakteru królowej. Byli jak rozsądek i porywy charakteru. Zygmunt I miał naprawdę nietuzinkową żonę, która była świetnym politykiem, partnerką w rządzeniu, ale i opoką z porywczym charakterem. Bona była kobietą wyprzedzającą swoje czasy, całkowicie inną niż jej pierwsza synowa. Elżbieta z Habsburgów była spokojna, cicha i nieśmiała. No i chora na epilepsję, która spowodowała wstręt do niej jej męża. Po krótkim panowaniu Elżbieta zmarła, ale jej miejsce w ramionach króla jeszcze za jej życia zajęła pewna urodziwa wdowa z Litwy. Barbara z Radziwiłłów była wyjątkowo atrakcyjna kobietą na punkcie której Zygmunt August oszalał. Poślubił ją potajemnie na Litwie i doprowadził dosłownie po trupach swoich poglądów do koronacji. Niestety 8 maja 1551 roku żona zmarła w jego ramionach, a król  na zawsze pogrążył się w żałobie. Nie pokochał już żadnej kobiety tak, jak jej. 

To właśnie te damy stanowią postacie pierwszoplanowe książki, którą połknęłam w formie ebooka i która zapewniła mi ogromną przyjemność czytania. Zatraciłam się w jej treści, zamieszkałam na zamkach, byłam na ówczesnych dworach, na których z pewnością się nie nudzono. Ucztowano, snuto intrygi, a królowie rządzili, ale i nimi także rządzono poprzez układy, spiski, knowania, zdrady i trucizny. Królewski dwór nie był idylliczny niczym z bajki. Tam było bogactwo i walka o wpływy, urzędy, mariaże, władzę. Tam knuto wojny, zawierano sojusze, tam kochano i ulegano namiętnościom, a życie erotyczne kwitło na rożnych szczeblach. Duchowni okazywali się politykami, a królowie zwykłymi ludźmi, którzy bywali samotni, smutni i odczuwali to samo, co zwykli zjadacze chleba. 

Tak, z pełnym przekonaniem stwierdzam, że największym atutem tej książki jest klimat. Autorka, Renata Czarnecka, idealnie oddała ówczesne realia i świetnie poruszyła czytelniczą wyobraźnię. Czytając czułam się damą na królewskim dworze, świadkiem wydarzeń, wzlotów i upadków. Spojrzałam na koronowane głowy jak na zwykłych ludzi, którzy musieli jeszcze mierzyć się z rolą trudną i ciężarem pochodzenia oraz jarzmem wybrania na pomazańców bożych. 

Książka jest kapitalnie napisana, pełna szczegółów, które opisany tekst czynią autentycznym i ciekawym. Tak, treść tego tytułu po prostu się chłonie z wypiekami na twarzy, które podsycają kolejne przeczytane strony. To bardzo dobra powieść historyczna, która przemawia do czytelnika, która pokazuje, że natura ludzka przez lata mimo zmian świata pozostała niezmienna. Ciekawie ujęte postaci sprawiają, że traci się do nich dystans jaki wywołuje miano koronowanych głów. Treść budzi pragnienie wkroczenia w tamtą czasoprzestrzeń, pobycia w innym świecie, który ma wiele atutów. Brawa dla Autorki za stworzenie ciekawego portretu literackiego interesującej epoki i kobiet, które stały wtedy w świetle jupiterów. 

piątek, 4 lutego 2022

Wojciech Chamier-Gliszczyński "Dawki fantomowe"

 



Wydawnictwo WAB
data wydania 2022
stron 176
ISBN 978-83-2809-612-7

Tożsamość nie jest dana nam raz na zawsze

Tylko pozornie wydaje nam się, że ona jest jak cień. Cień, który jest z nami zawsze, od początku do końca. Zmienia się, rośnie i maleje, ale jest. Z naszą tożsamością jest jednak inaczej. Ona z nami bywa, niekiedy na zawsze, ale zdarza się, że ją tracimy, czasem bezpowrotnie, czasem znajdujemy ją ponownie, ale ona bywa już inna, zmieniona. 

"Dawki fantomowe" to właśnie książka o poszukiwaniu i traceniu tożsamości. To kolejna pozycja w tak lubianej przeze mnie serii Archipelagi, która składa się z książek nietuzinkowych, ambitnych, wymownych i niesztampowych. Pozornie, ale stwierdzam to i po jej lekturze, w jej fabule panuje potworny bałagan. Chaos, brak w niej kolejności, wiele wydaje się dziełem przypadku. Jestem jednak pewna, że jest to jak najbardziej efekt zamierzony, bo życie ludzkie to tak naprawdę splot różnych dni, nastrojów, wydarzeń, na które mamy bądź kompletnie nie mamy wpływu. Najbardziej zaś zagadkową rzeczą jest ludzka psychika, która z jednej strony podlega schematom, z drugiej bywa nieobliczalna i całkowicie nieposkromiona. 

Irena, młoda kobieta, trafia jako stażystka do szpitala psychiatrycznego którym kieruje wielka sława - Ludwik Strauss. Geniusz, dyrektor, autor podręczników, najwyższej klasy fachowiec, mentor, guru, osobistość zawodowa, ale i mężczyzna. Z podziwem patrzy na niego wiele kobiet. Ba, można powiedzieć, że są one zapatrzone w niego jak w obrazek. On jednak wybiera na swoją żonę właśnie Irenę, która trafia też pod skrzydła jego matki. Między małżonkami jest spora różnica wieku. Z biegiem lat ona robi karierę, rodzą się im dzieci, dzień mija po dniu i nadchodzi powoli starość. Ludwik siłą rzeczy w jej objęcia trafia pierwszy. W swoje objęcia obejmuje go choroba, która zabiera mu światłość umysłu, która sięga po jego tożsamość...

"Dawki fantomowe" to książka niezwykła, która mieni się niczym barwny kalejdoskop. Jest w niej bardzo wiele realnego życia, ale i groteski, humoru, zwyczajnych problemów i ludzkich dylematów, które są wpisane w sposób naturalny w ludzką egzystencję. Lektura nie nuży, a wielokrotnie zaskakuje. To obraz małżeństwa, które opiera się na podobnym gruncie zawodowym, ale i portret pary z dużą różnicą wieku. To obraz polskiego środowiska zawodowego w dziedzinie psychiatrii w czasach PRL-u, to też historia miłości, zatracania się w sobie i partnerze, zmian i odnajdywania się od nowa w innym outficie.
 
Książka pokazuje, że świat nie jest czarno biały, że ulega zmianom, podlega modom i coraz to nowym kanonom. My, żyjąc w nim, musimy starać się za nim biec i nie dać się wytrącić z rytmu życia. Gdy odstajemy bezpowrotnie starzejemy się i zmierzamy ku innej rzeczywistości.
Nie ukrywam, że to nie była łatwa, a wymagająca lektura. Była ciekawa i zaskakująca, powiedzieć o niej nieobliczalna też nie będzie przesadą. Książka w trakcie czytania mocno skupiała moją uwagę, intrygowała, kluczyła torami, które miałam wrażenie, że prowadzą w ślepą uliczkę, gdzieś na nieodkryte manowce ludzkiej psychiki. 
Ta publikacja to też spojrzenie na układ kobieta - mężczyzna, mentor - uczennica, mąż i biegnąca ku niezależności żona, która także z sukcesem wspina się po szczeblach zawodowej kariery. I to jest jej wielki atut, bo pokazuje błyskotliwie to, co nas spotyka, ale czyni to w sposób wielce oryginalny. 
Świetna, ambitna, nietypowa propozycja dla spragnionych nietypowej prozy na doskonałym poziomie. Bardzo polecam i rekomenduję.