środa, 11 września 2019

Joanna Jax "Milczenie aniołów"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2019
stron 432
ISBN 978-83-7835-732-2

 cykl Prawda zapisana w popiołach
tom I

Mówienie prawdy nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem


Joanna Jax przygotowała tej jesieni dla swoich czytelników wyborną niespodziankę. Jest nią kolejne spotkanie z bohaterami cyklu „Zanim nadejdzie jutro”. Pojawiają się oni ponownie w pierwszym tomie nowej serii „Prawda zapisana w popiołach”, która opowiada ich powojenne dzieje.
Od końca drugiej wojny światowej minęła ponad dekada. Zesłańcy opuścili Syberię i zamieszkali w Europie. Jedni w Polsce, inni na obczyźnie. Kraj nad Wisłą, wyzwolony przez Armię Czerwoną, zmienił swoje oblicze. Nastały inne czasy, inna władza, inne porządki, inne życie. Nie wszyscy potrafili się w tej rzeczywistości odnaleźć. Jedni zamieszkali w stolicy, inni na Ziemiach Odzyskanych. Jedno było pewne – świat sprzed wojny przeszedł do historii i bezpowrotnie odszedł do lamusa. Nowe zaś nie zawsze okazało się lepsze. Powojenne porządki wielu rozczarowały. Szybko okazało się, że mimo innego ustroju nadal dobrze wiodło się tym, którzy umieli kombinować i kierować się sprytem. Prawda wciąż okazywała się nie zawsze najlepszą opcją. Czy warto było ją za każdym razem mówić? Na to pytanie można szukać odpowiedzi, śledząc losy bohaterów, których rzesze czytelników zdążyły już bardzo polubić.
Kuba Staśko mieszka w Olsztynie. Tam gra na saksofonie i tęskni za Wilnem oraz Laurą. Nie może zapomnieć o mieście, w którym spędził lata przedwojenne, i kobiecie, żonie przyjaciela, która jak nikt skradła jego serce. Pewnego dnia odnajduje ukochaną w miejscu, w którym kompletnie nie spodziewałby się jej spotkać. Zaniedbana, pijana, niegdyś piękna, trudni się nierządem i sprzedaje swoje wdzięki za butelkę wódki. Kuba wyciąga do niej swoją dłoń. Chora na gruźlicę i choroby weneryczne Laura ma szansę oderwać się od dna. Czy ją wykorzysta?
Szymek kończy aplikację adwokacką. Ma żonę, z którą niezbyt mu się układa, i synka, za którym przepada. Szymek ma nadal rogatą duszę i sporo odwagi, broniąc jak lew na sądowej sali żołnierzy AK. Przyszły adwokat stawia kontrę nowej władzy, jego żona go za to krytykuje i boi się powrotu Niemców.
Nadia Niechowska uczy się w liceum i ma starszego od siebie żonatego kochanka, poza którym świata nie widzi. Niestety ta miłość nie ma szansy na przetrwanie.
Mateusz dowiaduje się, że jest dzieckiem adoptowanym i ma żydowskie korzenie. Chce poznać swoją siostrę i ciotkę, które mieszkają w Izraelu. Gdy kończy szkołę, decyduje się na podróż do żydowskiego państwa, by tam studiować, pracować i ułożyć sobie życie. To bolesny cios dla Alicji, która kocha go jak własne dziecko.
Najnowsza powieść Joanny Jax ogromnie zachwyca i jest dowodem na to, że ta pisarka jak mało kto potrafi wyczarować swoim piórem wspaniałe, rozbudowane fabuły i poprowadzić zagmatwane losy ciekawie wykreowanych bohaterów. To nie jest łatwa proza, ale mimo to czyta się ją naprawdę wyśmienicie. Trudno oderwać się od treści, która jawi się niczym wielobarwna mozaika. Akcja rozgrywa się w latach 1956–1958. Autorka świetnie ukazuje życie w nowym systemie, który tylko pozornie jest lepszy i troszczy się o ludzi. Bardzo aktualne jest hasło, że kto nie z nami, ten przeciwko nam. Tępiony jest indywidualizm, odmienne poglądy i zapatrywania na świat. Nagminne jest werbowanie szantażem do donosów i tajnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. W takim świecie rodzi się miłość, przyjaźń, ale i nienawiść. Przeszłość niekiedy powraca i przypomina o pewnych sprawach sprzed lat.
Tytuł chłonęłam, obojętna na realny świat. Ciekawa byłam jedynie, czy ktoś z postaci dopadnie szczęście, dozna miłości, czy poniesie konsekwencje swoich czynów. Ta saga z historią w tle to istny majstersztyk, który z pewnością nikogo nie rozczaruje. To lektura pełna emocji, niespodzianek i historycznej prawdy. To obraz czasów, które wcale nie były łatwe. To opowieść żywa i pełna przeróżnych scen, które świetnie oddają klimat polskiego komunizmu. Tym, którzy już zakosztowali prozy Joanny Jax, nie muszę polecać przeczytania. Tym, którzy jeszcze nie znają kunsztu i talentu tej autorki, gorąco polecam lekturę. Jestem pewna, że ocenicie ją najwyższymi notami i nie będziecie się nudzić. Z serca polecam i rekomenduję.



sobota, 7 września 2019

Amanda Brooke "Dar serca"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
data wydania 2019
stron 480
ISBN 978-83-8169-127-7

Najcenniejszy podarunek 

Jak ważna jest przyjaźń? Jak cennym potrafi być darem? Ile znaczy prawdziwa przyjaciółka? I czy kobieca przyjaźń bywa idealna? Czy warto mimo wszystko wybaczać wyrządzone krzywdy? 
Na te pytania znalazłam bardzo ciekawe odpowiedzi w książce wydanej w serii Kobiety to czytają. 

Jej główne bohaterki łączy przyjaźń. Długoletnia i mocna. Czy to relacja bez wad?
 Julia, Helen i Phoebe są ze sobą mocno związane, niczym siostry. Często się spotykają, radzą sobie wzajemnie, rozmawiają, zwierzają się z sekretów i miłosnych tajemnic. Na pozór wszystko gra, ale czy mogą istnieć w życiu ludzkich relacje bez wad, takie idealne?

Helen zbyt szybko i przypadkowo została mamą, jej małżeństwo rozpadło się. Samotnie wychowująca dziecko pielęgniarka marzy o miłości. Tak gdzieś skrycie, w głębi serca chce pokochać i być kochaną. Phoebe zmarła matka, zaopiekowała się nią babcia, która jest już staruszką i sama potrzebuje pomocy oraz opieki w chorobie niszczącej jej pamięć. Julia chce być mamą podobnie jak jej mąż tatą. Mija jednak miesiąc za miesiącem, a testy ciążowe są wciąż negatywne. 
Pewna chwila zmienia życie wszystkich przyjaciółek podobnie jak życie Lucy, która czeka na przeszczep serca...

Pierwsze pytanie jakie przyszło mi do głowy po przeczytaniu ostatniego zdania było dość powszechne. Czy warto mieć przyjaciółki od serca? Czy warto otwierać się przed kimś na sto procent? Czy prędzej czy później ktoś bliski nam nas nie zawiedzie?
Śledząc losy serdecznych przyjaciółek uświadomiłam też sobie, że wszyscy o prawdziwej przyjaźni marzymy i chcemy jej doświadczyć. 
Powieść czytało mi się rewelacyjnie. Początek nie porwał, musiałam odnaleźć się w chaosie fabuły, która skacze w czasie. Ale szybko dotarłam do momentu, gdy zachłysnęłam się tytułem i byłam czytelniczo ugotowana. Zakochałam się w książce i trudno było się od niej oderwać choćby na chwilę. Wszystkie zdarzenia opisane na stronach "Daru serca" są bardzo autentyczne. My kobiety nie mamy w życiu łatwo. Ciągle musimy z czymś walczyć, lub o coś walczyć. Dokonywać wyborów i popełniać błędy, by potem je naprawiać. 
Autorka bardzo ciekawie poplątała losy opisanych kobiet, które są bliskie sercu czytelniczek przez swoją naturalność i nieidealność. 
To nie jest zbyt łatwa powieść, z jej kart wylewają się kłopoty, dramaty i emocje, których nie brakuje w żadnym jej momencie. Treść pochłania, narzuca wręcz refleksję nad różnymi niełatwymi sprawami, które komplikują życie i dodają mu pikanterii. 
To była ciekawa propozycja, jak zresztą i inne książki z tej serii. Książka spodobała mi się i sprawiła miłą niespodziankę. Okazała się lepsza niż się spodziewałam, zostawiła we mnie trwały ślad. Dodała otuchy w mocowaniu się z codziennością. Dobry wybór dla osób szukających czegoś ciekawego wśród nowości z działu powieści obyczajowych. 

poniedziałek, 2 września 2019

Magdalena Kołosowska "Pod niebieskim księżycem"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 288
ISBN 978-83-66217-28-7
cykl Lepsze jutro tom II

Zmiany bolą i są trudne

Po co my kobiety sięgamy po powieści obyczajowe? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jedne z nas chcą pobyć w idealnej rzeczywistości, chcą ubrać choć na chwilę różowe okulary i odpocząć od zwykłej codzienności. Ale są też takie czytelniczki, które wolą lektury bez happy endu, prawdziwe, twardo stojące fabułą w realnym świecie, w których Autorzy i Autorki podejmują tematy trudne i z życia wzięte. W takich książkach nie wszystko zawsze dobrze się kończy, ale możemy podejrzeć zachowania literackich postaci, ich sposoby radzenia sobie z trudami życia, ich recepty na to, by żyć szczęśliwiej i lepiej. 
Takie właśnie, pełne prawdziwego życia powieści ma w dorobku Magdalena Kołosowska. W tej chwili jestem świeżo po lekturze drugiego tomu cyklu Lepsze jutro. Zdradzę, że jestem równie zachwycona jak tomem pierwszym i nie mogę doczekać się kolejnej części. 

Karolina to najstarsza z trójki sióstr. W jej życiu przyszedł czas na wielkie zawirowania. Zawarte dość szybko małżeństwo kruszy się i dąży do rozwiązania. Wszystkiemu winien jest alkoholizm jej męża. Dla niego alkohol stał się ważniejszy niż żona i dzieci. Karolina czuje się oszukana, samotna i zrozpaczona, ale wie, że dawanie kolejnych szans na poprawę jest całkowicie bezzsensowne. Smak porażki i klęski jest gorzki. Karo ma nadzieję, że gdy zamknie raz na zawsze te drzwi to otworzą się przed nią kolejne możliwości i być może pojawi się ktoś lepszy u jej boku, kto ją mocno pokocha. Kandydat pojawia się na ścieżce zawodowej. Czy to rzeczywiście odpowiedni mężczyzna? 

Jestem zachwycona i gorąco chciałabym, żeby po ten cykl sięgnęła każda z Was Drogie Czytelniczki. Powieść czyta się z ogromną ciekawością i przyjemnością. Na jej stronach spotykamy zwyczajne kobiety, w których każda z nas odnajdzie coś z siebie. Ich życie i problemy, bolączki i wybory są podobne do tych, z jakimi same się spotykamy. Losy Karoliny są burzliwe, a ona sama to istota niezwykle dzielna, która mimo wad dobrze sobie radzi. Odważnie mocuje się z codziennością mając na uwadze dobro dzieci i swoje. Los nie bywa dla niej łaskawy, ale mimo to ona brnie do przodu i trzyma głowę podniesioną do góry. Ma chwile słabości, ale pokazuje, że kobieta to i płeć piękna i zarazem silna. 
Autorce udało się bardzo ciekawie wykreować dojrzałą kobiecą postać, która ma w sobie coś z nastolatki, coś z młodej i dojrzałej kobiety. Te wszystkie elementy mieszają się i tworzą ciekawy charakter, który oczywiście polubiłam od samego początku tej opowieści. Książka pozornie lekka kryje na swoich stronach wiele ciekawej treści. To doskonała lektura na długi jesienny wieczór. W połączeniu z miłym w dotyku pledem i ciepłą herbatą z miodem i cytryną gwarantuje relaks i przyjemne chwile. Polecam.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Gabriela Gargaś "Kiedyś się odnajdziemy"




Wydawnictwo Czwarta Strona
 data wydania 2019
stron 445
ISBN 978-83-6638-153-7

Miłość i młodość potrafią zadawać sercu potężne rany



Najnowsza powieść Gabrieli Gargaś to historia, która rozegrała się w ubiegłym wieku. Jej początek to niespokojny czas drugiej wojny światowej, w czasie której nie tylko niemiecki okupant mordował naród polski. Długo nie mówiło się o wydarzeniach, które rozegrały się na Wołyniu. Miały tam miejsce okrutne zbrodnie na Polakach. Tysiące straciło życie, domy, bliskich, zdrowie.
Jedną z Kresowianek, która ucierpiała, była Janka, główna bohaterka powieści „Kiedyś się odnajdziemy”. Choć jest ona postacią literacką, to stanowi zarazem symbol wielu prawdziwych Wołynianek, które przeżyły ogromną traumę. Przerażona młoda panna jest świadkiem śmierci rodziców, wygnania z rodzinnego domu. Musi oddać młodszą siostrę, by ta przeżyła, i uciec z ogarniętego zawiścią wobec polskości miejsca raz na zawsze. Te wydarzenia odciskają bolesne piętno na jej duszy. W trakcie ucieczki ratuje małą dziewczynkę, która staje się jej bliska jak siostra. Nowy dom odnajduje w stolicy, gdzie zastaje ją koniec wojny i dorosłe życie. W Warszawie musi zacząć wszystko od nowa i na nowo.
W czasie wojny Anna rozstaje się ze swoim chłopakiem, ponieważ zakochuje się bezprzytomnie w jego najlepszym koledze. Sprawdza się maksyma, że serce to nie sługa. Tadek i Anna biorą czynny udział w powstaniu warszawskim, którego wybuch na zawsze zmienia ich życie.
Po wojnie, w nowym świecie i nowych okolicznościach, losy Janki i Tadka splatają się. Młodzi, ale mocno doświadczeni przez los muszą iść dalej przez życie mimo blizn i okaleczeń. Czy odnajdą przystanek z napisem szczęście?
Gabriela Gargaś obdarowała czytelników wyjątkową, piękną książką, której fabuła spleciona jest z dwóch wątków. Łączą się one w jedną perfekcyjną całość niczym rzeka składająca się z dwóch dopływów. Treść „Kiedyś się odnajdziemy” mocno chwyta szczególnie za wrażliwe serca czytelnicze i bardzo wzrusza. Pokazuje ludzkie dramaty i tragedie, których winowajcą jest historia, zło i zawiść opanowująca dusze podatnych na nią osób.
Dwa bolesne wydarzenia z XX-wiecznej historii Polski tatuują serca głównych bohaterów i są dla nich wyjątkowym doświadczeniem, które kładzie się cieniem na ich przyszłości. Autorka bardzo czytelnie ukazuje ówczesne realia, doskonale oddaje ich klimat i wymiar. Oprócz faktów zapisanych w kronikach historycznych w tytule jest też miejsce na zwyczajne, ludzkie życie, pełne dobrych i złych chwil, pełne łez i uśmiechów, rozpaczy, przyjaźni, miłości i żałoby. Nie ma tu miejsca na sztuczne bohaterstwo, na idealizowanie rzeczywistości. Anna, Janka i Tadeusz zmuszeni przez los działają często impulsywnie i poddają się emocjom, a życie nie daje im nawet chwili na zastanowienie się, co wybrać.
Powieść, która jest pełna emocji, ma wiele atutów. Z pewnością warto podkreślić styl i język, dynamikę akcji, wartościową fabułę, klimat, który towarzyszy czytaniu. Trudno oderwać się od tego tytułu choćby na chwilę, trudno nie rozpłakać się, śledząc losy ludzi, którzy błyskawicznie podbijają nasze serca.
Gabriela Gargaś pisze odważnie i dojrzale. Z treści wyraźnie widać, że przygotowała się do pracy profesjonalnie i merytorycznie, że zna i czuje rzeczywistość, w której rozgrywa się akcja. Wykreowane postacie są wyraziste, indywidualne i pełne życia. To nie plastikowe kukły, a namacalne osoby z krwi i kości, mające ludzkie cechy, a tym samym nieidealne i pełne dylematów.
Ten tytuł czyta się z atencją i emocjami. Książka łatwo wami zawładnie i zmusi do refleksji nad sensem życia oraz nad postępowaniem zgodnie z własnym sumieniem. Jako autorka sagi Gabriela Gargaś sprawdziła się rewelacyjnie. Sięgnijcie po tę publikację i przekonajcie się sami. Naprawdę warto.


wtorek, 27 sierpnia 2019

Natasza Socha "Nie(młodość). Czy kobiecość ma termin ważności?"


Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2019
stron 304
ISBN 978-838177-113-9

Czy kobieta z upływem wieku się przeterminowuje?

To już taka tradycja, że książki Nataszy Sochy zawsze wiele wnoszą do mojego życia. Zawsze z nich coś dobrego nabywam i czegoś się uczę. Tym razem, przy lekturze najnowszej powieści tej Autorki przyszła pora na zastanowienie się nad przemijaniem, starzeniem się, zmierzaniem ku końcowi. Z rozsądkowego punktu widzenia to naturalna kolej rzeczy. Mówią, że starość się Bogu nie udała. Nic bardziej mylnego. To człowiek tę starość sobie ukradł. Dzięki rozwojowi nauki średnią długość życia znacznie podwyższono. No ale, że nie ma rzeczy idealnych to starość okazała się totalnie nieidealna. Pełna chorób i słabości. Starzenia się i jak powiedzą niektórzy umierania na raty. Bo to nogi odmawiają posłuszeństwa, a to wzrok zawodzi, a to słuch już nie ten. I tak się tę starość spycha na dalszy plan, często do domów opieki. To miejsca, gdzie czeka się na koniec. Czasem to konieczność, czasem wygoda rodziny. Rzadko kiedy wola osoby w podeszłym wieku. Myślę, że tymi słowami nieco wprowadziłam Was w klimat książki w której młodość i starość spotykają się na parkowej ławce. No może nie tak dokładnie, ale ...

Jest ich dwie. Dwie kobiety w różnych fazach życia. Jedna ma ponad siedemdziesiąt lat i problemy z pamięcią. Wnuk, który się nią opiekuje wyjeżdża na stypendium do Londynu. Jego babcia trafia do prywatnego domu opieki. Do Hebe. (Hebe znaczy młodość). Klarysa nie jest temu chętna, ale wie, że samej będzie jej trudno. Rodzi się w niej bunt, a zarazem chęć udowodnienia światu, że to nie czas by ją zepchnąć na boczny tor. 
Marta jest po trzydziestce. Nie założyła rodziny, jest wykwalifikowaną stylistką paznokci. Gdy wyrolowuje ją wspólniczka traci firmę, oszczędności i pracę. Jest bezrobotna i szuka możliwości zarobkowania. Na pół etatu zaczepia się w sexshopie, a dzięki znajomości matki dostaje też posadę opiekunki w Hebe. 
Dwie kobiety spotykają się w jednym miejscu i świecie. 
Wszystko pozornie ich dzieli i różni. Wszystko, ale tylko na pierwszy rzut oka. Ich relacja chcąc nie chcąc tworzy most między pokoleniami...

To świetna książka napisana mądrze i z pomysłem. To tytuł, który zmusza nas do refleksji nad przemijaniem, ograniczonym trwaniem życia i prawdą, że nic nie jest nam dane na zawsze. Natasza Socha świetnie ujęła temat jesieni życia. Z jednej strony pokazała, że w osobach starszych drzemie wiele życia, z drugiej naświetliła pewne ograniczenia i walkę z ich pokonywaniem. 
To powieść, której kartki odwracają się wręcz same. Dwuosobowa narracja pokazuje dwa światy, które w końcu się przenikają - bo muszą i uzupełniają - co jest bardzo piękne i pożyteczne. Akcja lektury nie jest szybka, ale z detalami pokazuje wszelkie aspekty życia głównych bohaterek co jest tutaj bardzo ważne. Rozkoszowałam się czytaniem urzeczona trafnością pokazania dwóch różnych rzeczywistości i obalania wielu mitów, które są skostniałe i nieprawdziwe. 
Tę powieść nie sposób tylko przeczytać. Ją trzeba przeżyć, przeanalizować i przemyśleć. 
Książka ogromnie mi się spodobała. Jej czytanie zatrzymało mnie na chwilę w pędzie życie w którym można zobojętnieć na to, co najważniejsze.
Gratuluję Autorce pomysłu, publikacja jest naprawdę warta polecenia i odkrycia w hałasie życia. 
Z serca rekomenduję. 

piątek, 23 sierpnia 2019

Alexandra Christo "Pieśń Syreny"


Wydawnictwo Kobiece 
data wydania 2019
stron 420
ISBN 978-83-66338-58-6

Niech nie zwiedzie Cię syreni śpiew!

Mało na moim blogu recenzji książek z półki fantasy. To nie znaczy jednak, że ich nie lubię i nie czytam. Owszem, ostatnio mniej, ale były czasy - tuż po maturze - , że żyłam tylko powieściami z tego gatunki. Jako dziecko zaś uwielbiałam literaturę odpowiednią do mojego wieku w której roiło się od syren, które pięknie śpiewały, były urocze, dobre i sympatyczne. 
Po latach wróciłam do książki o syrenim świecie. Tym razem jednak te istoty nie były tak dobroduszne i łagodne, a wręcz przeciwnie. Miały bardzo niecne zamiary. 
Czy powrót do tego gatunku podobał mi się? Czy zachwyciła mnie powieść Alexandry Christo?
Ciekawych zaspokoję od razu. Tak!!! Książka jak najbardziej przypadła do gustu i mocno rozbudziła moją wyobraźnię. To była świetna lektura.
Co mi się podobało? Klimat i to, że moja wyobraźnia  pracowała na pełnych obrotach. Było ciekawie, barwnie i bardzo dynamicznie. 

Czy to mroczna wersja Małej Syrenki? 
Ja byłabym ostrożna z takim porównaniem, ale to naprawdę ciekawa propozycja. 
Ląd i ocean - dwa odmienne miejsca, dla różne światy.
W wodzie idealnie czują się syreny. Jedną z nich Lira, która ma siedemnaście lat i jest królową. Ma zabójcze zapędy i kolekcjonuje ludzkie serca. Serca swoich ofiar. Pewnego dnia zabija także syrenę. Za ten czyn jej matka - Królowa Mórz zamienia ją w człowieka. By znów odzyskać dawną postać i żyć wśród swoich Lira musi zabić i dostarczyć serce księcia, któremu na imię Elian. 
Elian zaś jest następcą tronu lądowego królestwa. Jego pasją jest polowanie. Elian poluje nie na ryby, nie na potwory, nie ma morskie stwory, a na syreny. Pewnego dnia płynąc by zdobyć pewien niezwykły przedmiot ratuje z morza kobietę. Nie wie kim ona jest, a mimo to przyjmuje ją na swój pokład i wtajemnicza w cel wyprawy. Jak dalej potoczą się ich losy?

Ta powieść mnie oczarowała i uświadomiła mi jak uwielbiam retellingi. W moim umyśle nastąpiło totalne zresetowanie rzeczywistości. Świat opisany w tytule całkowicie mnie pochłonął i omamił niczym śpiew syren. Okazałam się na niego całkowicie nieodporna i wsiąkłam w niego. Nagle poczułam się jego elementem, jego cząstką i chłonęłam wydarzenia z fabuły niczym realną rzeczywistość. Podobało mi się opisy, postaci, dynamika akcji, barwność tła, walka dobra ze złem. 
Choć to bajkowa przeczywistość tu nie ma wyraźnego podziału na dobro i zło. Każdy z bohaterów bywa okrutny, wyrachowany, zapatrzony w siebie. Na każdej stronie wiele się dzieje, a nuda nie ma tam co robić. Zdarzenia są nieprzewidywalne, a czytelnicza ciekawość rozpalona. 
Tę powieść czyta się przyjemnie i lekko. To książka przy której fajnie się zrelaksujecie i odprężycie. Jej treść nie jest infantylna, łatwa do przewidzenia i sztampowa. 
Dlatego sięgnijcie po ten tytuł, mniejcie go na uwadze będąc w księgarni, poszukajcie w bibliotece. Dobre przeżycia gwarantowane. Ta powieść spodoba Ci się nawet gdy nie jesteś fanem fantasy i baśni. Dobra lektura. 

czwartek, 22 sierpnia 2019

Maria Paszyńska "Świat w płomieniach"


Wydawnictwo Książnica
data wydania 2019
stron 320
ISBN 978-83-2458-358-4
seria Owoc Granatu tom III

Nie sposób przejść przez piekło i pozostać czystym

Wojna była dla nich, podobnie jak dla milionów Polaków, piekłem. Stefania i Elżbieta doświadczyły jej w syberyjskiej odsłonie. Poznały smak łagrów, utraty raz na zawsze ojcowizny i tułaczki po wyzwoleniu z syberyjskich kajdan. Bolesne przeżycia nie przeszły bez echa. Pozostawiły po sobie trwałe ślady, których nie zatarł upływający czas. Niewybaczone krzywdy, ogromne traumy i niezasklepione rany okazały się przeszkodą na drodze do normalności i szczęścia.
Choć minęło wiele lat, a słońce od tamtego czasu wzeszło oraz zaszło wiele razy, siostry Łukowskie nie czuły się zadowolone. Przekroczyły czterdziesty rok życia, osiadły w Iranie, wyszły za mąż. Pozostały jednak w ich sercach tęsknota za krajem lat dzieciństwa, niespełnione marzenia i niezrealizowane plany. Spokój ducha okazał się tylko pozorny, kruchy jak porcelana. Każda z bohaterek musiała przeżyć kolejne trudne chwile, przełknąć porażki i zasmakować rozczarowań. Życie nie potraktowało ich wcale ulgowo. Limitu złych dni bowiem los im nie wyznaczył. A wokół zaczęło się robić niespokojnie za sprawą sytuacji religijno-politycznej. Rodzący się kryzys znacząco wpłynął na życie każdej z nich…
Trzeci tom wyjątkowego cyklu „Owoc granatu” ukazuje dalsze dzieje dwóch Polek, które po skazaniu na zesłanie nie wróciły w rodzinne strony. Choć minęło prawie dwadzieścia lat od wojny, ich życie nie było spokojne. Autorka poprowadziła ich losy bardzo dynamicznie i dramatycznie. Pozwoliła czytelnikom zagłębić się w ich niezabliźnione serca.
Stefania poślubiła mężczyznę, o którym marzyła, jednak matrymonium okazało się pewnego rodzaju pułapką. Było mu daleko do ideału. Kobieta popadła w depresję, która odebrała jej radość życia.
Ela, mimo dynamicznego życia zawodowego, nie zapomniała o przeszłości i dawnej miłości. W jej sercu, oprócz męża, gościł też inny mężczyzna, którego kochała od lat miłością właściwą ślubnemu.
Obie kobiety rozminęły się ze swoim szczęściem. Dlaczego? Czy miały w tym swój udział wojenne traumy?
Książkę, podobnie jak poprzednie tomy cyklu, czyta się na jednym wdechu. Nie jest to jednak lektura łatwa ani relaksująca. Ta powieść ogromnie wzrusza i wyciska łzy. W trakcie czytania nie brakuje emocji, ale i scen bolesnych, chwytających za serce. Tytuł zaskakuje i odciska ślad w duszy swoją treścią. Czytając, można się zastanawiać, dlaczego los tak mocno doświadcza jednych, a drugim pozwala przejść lekko przez życie. Obie bohaterki popełniają błędy, poddają się emocjom, zbyt szybko przestają walczyć, ale na swoje usprawiedliwienie mają traumę Syberii. Otaczający je świat orientu nie jest w stanie ukoić ich dusz, dobro, jakie ich dotyka, nie wystarcza, by zagoiły się rany i przyszło zapomnienie. W publikacji nie brakuje historii Iranu i przeżyć Irańczyków, którzy zmagali się z burzliwymi wydarzeniami i rewolucją.
Maria Paszyńska opisuje historyczne fakty w sposób prosty i ciekawy. Idealnie obrazuje piekło przewrotu i jego wpływ na ludzi. Czytelnik może pokusić się o porównanie tych wydarzeń do losu zesłańców. Który naród miał gorzej? Trudno jednoznacznie określić, ale łatwo wywnioskować, że wojny i pucze ranią na długo, o ile nie na zawsze, i bardzo mocno.
Uroniłam wiele łez, pochyliłam się nad losem zranionych ludzi, wzruszyłam losem Bahar. Pokochałam kolejną książkę – pokazała mi ona spersonalizowaną historię na przykładzie kobiet, których życie mocno doświadczyło. Spędziłam czas z wspaniałą powieścią, która wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. To jeszcze nie koniec tej serii. Jestem ciekawa jej kolejnego tomu. Gorąco polecam lekturę.


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Magdalena Witkiewicz "Jeszcze się kiedyś spotkamy"


Wydawnictwo Filia 
data wydania 2019
stron 450
ISBN 978-83-8075-682-3

Miłość to największy rollercoster na świecie

Książki Magdaleny Witkiewicz czytuję od wielu lat. Zawsze dostarczają mi one wyjątkowych wrażeń i emocji. Lektura najnowszej powieści tej poczytnej autorki okazała się jeszcze lepsza, niż się spodziewałam. Zaskoczyła mnie, a to oznacza tylko jedno – ten tytuł okazał się dla mnie czymś więcej niż arcydzieło.
Wszystko, co istotne we wzorowej powieści, współgra w „Jeszcze się kiedyś spotkamy” lepiej niż idealnie. Doskonałe są różne elementy, które decydują, że książka staje się hitem. Ciekawy i świetnie ujęty jest pomysł na fabułę, która poprowadzona została perfekcyjnie. Akcja toczy się dynamicznie i nie jest przewidywalna. Sylwetki bohaterów zostały oryginalne i pomysłowo przedstawione. Tło historyczne jest przystępnie, rzeczowo i wiarygodnie nakreślone. Tekst czyta się jednym tchem, a świat realny otacza magiczna mgła. Tworzy ją klimat książki, który zabiera nas do miejsc, w których rozgrywa się akcja. Do czasów, które były trudne, bolesne i niespokojne…
Grudziądz, rok 1939, tuż przed wybuchem wojny, której zapach czuć w powietrzu. Życie toczy się inaczej, ale grupa przyjaciół pozostaje niewzruszona. Są w niej chłopcy i dziewczęta, młodzi i pełni wiary w lepszą przyszłość oraz szczęśliwe dorosłe życie. Jeszcze nie dzieli ich wyznanie, język, korzenie i narodowość. To się jednak niebawem zmieni za sprawą wybuchu wojny. Oni nie wierzą, że istnieje siła, która zniszczy i podepcze ich przyjaźń. Przychodzą jednak czasy, które zmieniają wszystko, a zło obejmuje panowanie nad światem. Młodzi ludzie muszą podejmować trudne decyzje, dokonywać dramatycznych wyborów, postępować inaczej, niż nakazuje im serce i sumienie. Wiele lat później, w XXI wieku, wnuczka jednej z wojennych bohaterek też staje przed podobnymi jak jej babcia dylematami. Choć nie ma wojny, choć czasy są inne, musi zdecydować, czy czekać, nie mając gwarancji na szczęście, czy iść dalej przez życie inną ścieżką. Losy jej babci stają się dla niej cennym drogowskazem.
„Genialna“ to za mało, „wybitna“ nie oddaje jej fenomenu. „Jeszcze się kiedyś spotkamy” to literatura najwyższych lotów. To powieść, która dowodzi, że przeszłość, czy tego chcemy, czy nie, łączy się z przyszłością i na nią wpływa. Autorka zgrabnie splata w jeden długi warkocz losy babci i jej wnuczki. Obie były kobietami, dla których los przygotował bardzo wiele. Niekoniecznie były to miłe niespodzianki, a raczej trudne wybory, które nie miały opcji idealnego zakończenia.
Wojna i jej realia są opisane nieco inaczej, niż zwykle ma to miejsce. Świat pokazany oczyma mieszkańców Grudziądza i okolic jest trudny na inny sposób. Tu ludziom narzucano niemieckie pochodzenie, zmuszano do wpisywania się na listy wyznawców Hitlera. Nie było to dobrowolne, a za podpisem czuć było dramat wewnętrzny osoby, której serce czuło co innego. Losy Adeli, Franciszka, Jana oraz Racheli i Joachima są niezwykle ciekawe. Trudno się od nich oderwać, wywołują wzruszenie i łzy.
Justyna stoi przed podobnymi wyborami jak jej babka. To prawda, że kobiety potrafią wiernie czekać, ale niekiedy to nie ma sensu. Przykłady obu bohaterek pokazują, że życie rzadko kiedy jest czarne lub białe. Najczęściej przybiera odcienie szarości. Podobnie jak czyny, nie zawsze ma oczywisty wydźwięk dobra lub zła.
O powieści mogę pisać jedynie w samych superlatywach. Ona nie ma żadnych wad, a same zalety. Czytając, doświadczamy podróży przez wojnę, śledzimy ludzkie dramaty, upadki, wzloty, słabości i doświadczenia. Magdalena Witkiewicz przekonuje, że poznanie historii własnej rodziny może mieć dla nas wymierne i praktyczne korzyści. To okazja, by na przeżyciach innych nauczyć się piękniej i szczęśliwiej żyć, ale i brać czasem życie takie, jakie jest.
Tej powieści się nie zapomina, o jej treści można długo dyskutować, a lista jej walorów jest bardzo długa. Katarzyna Bonda rekomenduje ją jako najlepszą książkę Pani Magdy. Ja określę ją jako numer jeden ex aequo z „Opowieścią niewiernej”. To wspaniały tytuł, godny przeczytania zwłaszcza przez osoby, które sięgają tylko po ambitną prozę współczesną z górnej półki. Gorąco polecam lekturę i życzę wspaniałych przeżyć w trakcie poznawania losów Adeli i jej wnuczki.


środa, 7 sierpnia 2019

Katarzyna Enerlich "Akuszerka z Sensburga"


Wydawnictwo MG
data wydania 2019
stron 272
ISBN 978-83-7779-546-0

Opowieść pachnąca ziołami z Prusami Wschodnimi w tle

Ubóstwiam prozę Katarzyny Enerlich, w której zaczytuję się od lat. Tutaj, na moim blogu, znajdziecie mnóstwo recenzji Jej książek. Wyszukiwarka poprowadzi Was do kolejnych notek, które szczerze przyznam pisało mi się z prawdziwą przyjemnością. Tak się dzieje, gdy czytelnik świetnie rozumie się z pisarzem, ma podobne zapatrywania na życie i tożsame poglądy.

Najnowsza powieść Pani Kasi przenosi nas do pierwszej połowy XX wieku. Niby nie tak dawno, ale jak spojrzymy na tamten świat zaszło od tamtych lat wiele zmian. Świat popędził gdzieś do przodu, rzucił się w ramiona postępu technicznego. Ta literacka podróż okazała się nad wyraz ciekawa, piękna, sentymentalna i interesująca. Książka, której dziś poświęcam tę notkę powinna być czytana na łonie natury, może na łące pachnącej ziołami, słońcem i latem. W takim właśnie, choć nie wyłącznie klimacie utrzymana jest fabuła w której na pierwszym planie stoją dwie kobiety. 

Stanisława mieszka z mężem w nowym domu, która wymaga jeszcze drobnego wykończenia. Jest szczęśliwa, zapracowana i oczekuje narodzin pierwszego dziecka. Tego dnia nie spodziewa się, że jej życie zmieni się ogromnie i na zawsze. Mąż pracując w domu ulega wypadkowi, który okazuje się śmiertelny. Gdy jedno życie gaśnie na świat przychodzi córka Stasi. Śmierć idzie pod rękę w tańcu z cudem narodzin co wydaje się dla młodej mężatki bardzo okrutne i bolesne. Stasia przez krótki czas gospodarzy z pomocą rodziny. Pod swój dach przyjmuje zielarkę i akuszerkę Wypyską od której chce nauczyć się jak leczyć ludzi i przyjmować porody. Pomimo krytycznych uwag matki z pasją zagłębia się w tajniki wiedzy medycznej i zielarskiej. 
Siostra Galina jest mniszką w zakonie staroobrzędowych mniszek. Nie trafiła tam ani ze względu na pochodzenie ani powołanie. Jej pasją i zajęciem również staje się zielarstwo i pomoc w chorobie. Los w pewnym momencie splata losy obu kobiet...

Ta powieść jest cudowna, przepiękna, wyjątkowa. Nie ma sposobu by się jej oprzeć, by jej nie ulec i oderwać się od lektury dopóki nie przeczyta się ostatniego zdania. Moc pióra Katarzyny Enerlich jest wielka. Treść tytułu wszystko zasłania i nakazuje tylko jedno - upajać się zapisanymi słowami, chłonąć klimat i zapach ziół, piękno świata, które ludzie niszczą. Dynamiczna akcja, ciekawe zwroty akcji, szereg barwnych postaci, moc marzeń i okrucieństwo wojny. To wszystko znajdziecie w treści, która zapisana jest eleganckim stylem, przystępnym językiem, a która zabiera nad do świata w kolorze sepii, któremu jeśli dłużej się przejrzymy ma bukiet soczystych barw. Książka wzrusza, dostarcza mnóstwa wspaniałych chwil za sprawą wielu scen. Wśród nich znajdziemy radość i łzy, szczęście i tragedię. 
Obie bohaterki budzą sympatię i ciepłe uczucia. Są wyjątkowe, spada na nie wiele bolesnych ciosów, a mimo to nie boją się gdzieś w głębi serca marzyć i mieć nadzieję na spełnienie pragnień i lepsze jutro. Obie są silnymi kobietami, które potrafią w ciszy znieść kolejne złe chwile i krzywdy. Ich bronią jest wewnętrzna siła, która pozwala im przetrwać wiele. 
Atutów ta książka ma bardzo wiele. Autorka świetnie przybliża miejsca w których toczy się akcja, doskonale ukazuje życie w ubiegłym stuleciu i specyfikę zakątków do których nas zabiera. 
Tytuł czyta się niezwykle przyjemnie. Nie brakuje emocji, nie brakuje historii, nie brakuje wreszcie zwyczajnego życia i ludzkich trosk oraz marzeń. 
Ta powieść to cudowna lektura idealna na wakacje. I na koniec dobra wiadomość. Dalsze losy poznanych osób będziemy mogli śledzić w kolejnej książce Autorki pt. "Ziele Marianny".
Nie mogę się doczekać.
Koniecznie przeczytajcie. 


środa, 31 lipca 2019

Melodie Winawer "Skryba ze Sieny"



Wydawnictwo Rebis
data wydania 2019
stron 528
ISBN 978-83-8062-494-8

Powieść idealna na lato

Mam romantyczną naturę. Mogę temu przeczyć, ale prawda i tak wyjdzie na jaw. Patrząc choćby na mój gust literacki chętnie sięgam po powieści historyczne i kostiumowe w których przygoda miesza się z romansem. Kocham przenoszenie się z książką w ręku do zamierzchłych czasów, chłonę klimat przeszłości i z rozmarzeniem zagłębiam się w dawne epoki. Jestem zagorzałą fanką "Outlandera", dlatego zdecydowałam się przeczytać powieść Melodie Winawer. Prześliczna okładka i opis zadziałały niczym magnes. 
Z chwilą przeczytania pierwszej strony przepadłam. Wzięłam urlop od życia i towarzyszyłam głównej bohaterce Beatrice w Nowym Jorku oraz Sienie. W teraźniejszości i przeszłości. Ta literacka przygoda okazała się niesamowitą atrakcją. Po prostu było bosko.

"Skryba ze Sieny" jest debiutem literackim - trudno w to uwierzyć, bo jest to dla mnie tytuł bez wad i doskonały - profesorki neurologii Uniwersytetu Columbia. Jego akcja rozpoczyna się w XXI wieku w Stanach Zjednoczonych. Beatrice po śmierci matki była wychowywana przez starszego brata. Rezolutna i mądra podobnie jak ten wybrała drogę naukową. Została neurochirurgiem, pełnym pasji oddanym całym sercem pacjentom lekarzem. Benjamin zaś zamieszkał we włoskiej Sienie, gdzie prowadził badania. Cierpiący na podstępną chorobę serca mężczyzna zmarł nagle. Siostra postanowiła wtedy wziąć urlop i kontynuować dzieło brata. Wyjechała do Italii i zamieszkała w pięknym, starym domu. Beatrice nie spodziewała się, że wkrótce zostanie przeniesiona do średniowiecza i umieszona w rzeczywistości znanej z zapisków. Nagle młoda kobieta znalazła się w świecie, o którym miała marne pojęcie, bez odpowiedniego odzienia, grosza przy duszy i dachu nad głową. Jeśli jesteście ciekawi jak sobie poradziła i co ją spotkało zapraszam do lektury powieści, która mnie ogromnie zachwyciła. 

Jej fabuła jest zawiła i kręta oraz obfituje w liczne niespodzianki. Czyta się lekko, choć akcja rozgrywa się w dużej mierze w czasach odległych. Tytuł to mieszanka kilku gatunków literackich - obyczaju, historii, przygody, sensacji, romansu i powieści epistolarnej. Autorka zachwyciła mnie stylem, językiem i rewelacyjnymi opisami. Wszystko w tej książce jest takie żywe i namacalne. Miałam wrażenie jakby przed oczami przewijała mi się bardzo kolorowa mozaika w której wszystkie elementy ze sobą współgrają. Rozbudowana fabuła składa się z wielu wątków, które są ze sobą dobrze i stabilnie powiązane. Przez plan książkowy przewija się wiele postaci. Każda z nich przyciąga uwagę i jest barwna. Nie brakuje emocji, nie brakuje sensacji, nie brakuje rumieńców na policzkach w trakcie czytania. 
Moja wrażenia wobec tej powieści są bardzo pozytywne. Pod wieloma względami treść mnie zauroczyła, zaciekawiła i rozkochała w sobie. Tak, nie będę ukrywać, że pokochałam tę historię, która tak błyskawicznie skradła mi serce. Miłośnikom prozy Diany Gabaldon nie muszę rekomendować tej propozycji. Tym, którzy mają ochotę na coś lekkiego, zajmującego i niesztampowego gorąco polecam ten debiut. Odkryjcie średniowieczną Sienę i tajemnice jej mieszkańców. Miłej lektury. 

wtorek, 30 lipca 2019

Eric O'Grey, Mark Dagostino "Peety. Pies, który uratował mi życie"


Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-65601-27-8

Cztery łapy zmienią Cię na zawsze

Jest wiele czynników, które nas zmieniają. Na to, jacy jesteśmy i kim jesteśmy wpływa wiele czynników. Zmieniają nas przeprowadzki, nowa praca, śmierć bliskiej osoby czy odejście ukochanego partnera. Ale jest jeszcze jeden czynnik, który powoduje naszą metamorfozę. To posiadanie psa. Ci, którzy żyją pod jednym dachem razem z psim przyjacielem doskonale wiedzą, co mam na myśli. Ci, którym cztery lub więcej łap nie tupią po domu pewnie czytają te słowa z pewnym niedowierzaniem. Obu grupom czytelników polecę lekturę pewnej książki, której pierwszoplanowym bohaterem jest pies. Pies, który uratował dosłownie i w przenośni ludzkie życie. Pies, który jest autorem spektakularnej metamorfozy swojego pana. Nazwany został Peety.

Stan zdrowia Erica był zły. 60 kilogramów nadwagi, ograniczone poruszanie, zerowa kondycja fizyczna, żołądek nadający się operacyjnie do zmniejszenia, trudność z zakupem ubrań, zła dieta, tragiczne wyniki badań. Zagrożenie życia i fatalna kondycja fizyczna spowodowały, że mężczyzna zaczął szukać pomocy medycznej by żyć. By żyć lepiej i w ogóle żyć. Miał szczęście, że trafił na mądrą lekarkę, która dała mu szansę, pomysł na leczenie i wydała bardzo konkretne rady na zmianę trybu życia. Jedną z nich miało być posiadanie psa.

W tym momencie możecie zapytać - ale po co?
Ano po to by mieć motywację do systematycznej i konkretnej aktywności fizycznej, by mieć cel w życiu, by czuć się za kogoś odpowiedzialnym, a zarazem tym samym podnieść swoją wartość we własnych oczach i nabrać sensu istnienia. Eric za radą mądrej kobiety adoptował psa. I miał szczęście, że trafił do niego pies również z nadwagą i po przejściach. Dla wielu z Was okaże się to niewiarygodne, ale stworzyli idealny duet. Jak wyglądało ich wspólne życie przeczytacie w książce, która zrobiła na mnie spore wrażenie. Po pierwsze jako osobie, która ma wiele lat psy, jej treść nie wydała się dziwna. Wprost przeciwnie, bardzo prawdziwa i wymowna. I wierzcie, to prawda, że gdy zapraszamy do swojego życia psa inaczej zaczynamy patrzeć na otaczający nas świat. Jak? Dokładnie tak jak Eric, który rozpoczął inne, nowe i lepsze życie.

Jego relacja jest bardzo bezpośrednia i szczera. Prostolinijna i dająca obraz zwyczajnego dnia z czworonogiem, który wymaga opieki. Eric swoją przemianę zaczął od zakopania patrzenia tylko na siebie. Czytając tę książkę łatwo wychwycicie wiele zmian, jakie wywołuje posiadanie psa. Dodam, że są one pozytywne i jak najlepiej wpływają na nasze zdrowie.

Książkę czyta się wspaniałe. Szybko i ma się wrażenie autentyczności wydarzeń. Eric dzieli się swoją historią by dać receptę ludziom, którzy są w podobnej jak on sytuacji.
Łatwo odkryć, że psa i człowieka łączy wyjątkowa relacja, której budowanie czytelnik może obserwować, a która opiera się na wyjątkowej miłości i przyjaźni. Serce rośnie jak czyta się o radości pary głównych bohaterów.

To lektura idealna dla miłośników czworonogów i tych, którzy planują adopcję czy kupno psa. Z niej wyraziście doświadczą co ich czeka. Poczują także moc psiej miłości, którą jesteśmy obdarzani i nie musimy za nią płacić. Ona jest bezwarunkowa i bardzo trwała.
Atutem tytułu jest szczerość i bezpośredniość relacji, świetny styl i prosty, ale ogromnie wyrazisty język.
Czym podsumować tę publikację? To mądra i wymowna książka, warto ją poznać. I koniecznie sprawić sobie psa. To świetny trener personalny, przyjaciel i dietetyk oraz rehabilitant w jednym.

poniedziałek, 29 lipca 2019

Magda Łucyan "Powstańcy"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2019
stron 288
ISBN 978-83-240-5737-5
seria Prawdziwe Historie

Bohaterowie tamtych dni...

Zbliża się kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Znów ożyją dyskusje na temat sensu jego genezy, skutków, celowości. Znów liczne pokolenie, które zna tamte dni z podręczników historii będzie dowodzić, oceniać, wydawać wyroki. Oczywiście może tak robić, tylko czy zawsze będzie to dyskusja merytoryczna? Czy ktoś, kto nie brał udziału w jakimś wydarzeniu może w pełni je zrozumieć? 
Po lekturze publikacji Magdy Łucyan doszłam do bardzo istotnego wniosku. Jeśli chcesz zrozumieć jakieś wydarzenie z przeszłości, oczywiście o ile to możliwe, posłuchaj jego świadków. Przeczytaj, to co mieli do powiedzenia ci, którzy brali w nim czynny udział. Wtedy szybko pojmiesz o co tak naprawdę chodziło. Bo nie wszystko nawet w historii jest wyrachowane, przemyślane, przestudiowane. Czasem do głosu dochodzą też emocje i ludzkie uczucia drzemiące gdzieś w głębi serca. 

Z roku na rok pokolenie Powstańców jest coraz mniej liczne. Kolejne osoby odchodzą w podeszłym wieku. Coraz mniej jest Świadków tamtych dni, którzy dają świadectwo historycznej prawdy i naoczną relację tamtego lata. Autorka książki Magda Łucyan dotarła bezpośrednio do 9 osób, które brały czynny udział w tamtym zrywie wolnościowym. Przeprowadziła z nimi wspaniałe, niezwykle wymowne rozmowy, a ich treść spisała dla czytelników, którzy będą chcieli spojrzeć wstecz, sięgnąć do bezcennych wspomnień. Autorka reprezentuje młode pokolenie, które żyje w całkiem innych realiach. Pani Magda z ciekawością pyta o sprawy niekiedy trudne, bolesne, które są niczym zabliźnione poważne rany. Jest ciekawa, chce dostrzec jak najbardziej precyzyjny i dokładny obraz tamtych dni. 
Owocem jej pracy, którą wykonała z pasją i prawdziwym zainteresowaniem jest wspaniała książka, której lektura dała niezwykle cenną lekcję historii i uświadomiła mi przesłanki wybuchu Powstania o którym długo milczano i próbowano zapomnieć. 
Wreszcie wiem, wreszcie w pełni rozumiem młodych ludzi, którzy chwycili za broń (niekiedy w cudzysłowiu, bo tej brakowało). To zew i pragnienie wolności, to jarzmo niewoli kierowało tysiącami serc pragnących wolności. To polska dusza drzemiąca w mieszkańcach stolicy i nie tylko kazała postawić się wrogowi, który na długie miesiące zabrał to, co najcenniejsze. Wolność. 

Książkę czytałam ze wzruszeniem i atencją całkowicie oderwana od współczesności. Moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach, a ja chciałam poczuć klimat tamtych dni. Płynęły łzy, było ich wiele. Zdarzyło się, że na chwilę zagościł też uśmiech. Bo ci, którzy szli walczyć byli pełni radości, nadziei. Z podniesioną głową patrzyli w przyszłość. Bali się, ale od lęku silniejsze było pragnienie życia w wolnej Polsce. 
To wspaniała kolejna część wyjątkowej serii, która warta i godna jest polecenia. 
Musicie po nią sięgnąć. 

wtorek, 23 lipca 2019

Ed i Lorraine Waren "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 240
ISBN 978-83-66217-43-0

Jak to jest z duchami?

No właśnie, jak to jest z duchami? Są czy ich nie ma? Jedni są przekonani o ich istnieniu, inni mówią, że to czysta bajka, a jeszcze inni stoją sceptycznie z boku nieprzekonani do żadnej z powyższych tez. Po lekturze książki, którą chcę Wam dziś przedstawić jakoś trudno całkowicie zaprzeczyć o istnieniu duchów.

Autorzy opisują historie rozgrywające się na Cmentarzu Union oraz innych nekropoliach, które miały miejsce w różnym czasie, a które mrożą krew w żyłach. Otóż ja nie zabierałam się za lekturę tej książki wieczorem, tuż przed snem. Raczej czytałam ją w ciągu dnia, gdy wokół było jasno, a cmentarze były ode mnie daleko. Ale i tak nocą śnili mi się umarli. Czy chcieli coś przekazać?

Autorzy publikacji to bardzo znani i popularni badacze zjawisk paranormalnych, którzy swojej pracy naukowej poświęcili wiele lat. Badali sprawy nawiedzeń i opętań. Ed był jedynym świeckim demonologiem uznawanym przez Watykan. Sam tytuł mówi, iż publikacja zawiera historie prawdziwe i potwierdzone. A jakie one są?

Przerażające. Osobiście spojrzałam na nie z pewną dozą dystansu, ale to dlatego by nie bać się przechodzić koło nekropoli gdy zapada zmrok. Myślę, że to taka reakcja obronna mojego umysłu, bo tak naprawdę łatwiej wierzyć, że duchów nie ma. One jednak są, co dowodzą historie ujęte na kartach książki. Czyta się ją dobrze, treść przemawia do czytelnika i budzi grozę. Okazuje się, że po świecie błąka się wiele dusz zmarłych, które nie zaznają spokoju także po śmierci. Czy należy się ich bezwzględnie bać? Otóż nie, bo niekiedy duchy mają dobre intencje i chcą chronić i bronić żywych by nie podzielili ich losu i dramatu za życia. Każdy z opisanych przypadków opatrzony jest komentarzem Eda Warrena. Każdy jest inny, równie przerażający i budzący grozę. Przez karty książki przewijają się wędrowcy, białe damy, duchy osób brutalnie zamordowanych, dzieci i dorosłych.
Książka jest mroczna, przerażająca, ale i bardzo ciekawa oraz przykuwająca uwagę. Gdy lubi się tego typu literaturę to ten tytuł staje się prawdziwym smacznym kąskiem. Publikacja robi wrażenie nawet na osobach sceptycznie nastawionych do świata pośmiertnego. Jest dowodem, że natura ludzka jest mroczna, często błądzi, ale potrafi kierować się najgorszymi instynktami i zapomnieć, co to moralność i sumienie. Jestem pod wrażeniem spisanych zdarzeń i wydaje się, że będę bardziej wyczulona na znaki spoza grobu. Może kiedyś jakiś duch chciał się ze mną porozumieć, ale ja byłam na jego znaki ślepa i głucha?
Książka warta poświęcenia jej czasu. Polecam.  

poniedziałek, 22 lipca 2019

Magdalena Kordel "Antolka"



Wydawnictwo Znak
data wydania 2019
stron 336
ISBN 978-83-240-5810-5

Cześć! Tu Antolka...

Cześć Kochani Czytelnicy mojego bloga!

Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania najnowszej powieści Magdaleny Kordel byście poznali pewną naprawdę fajną dziewczynę. Ma na imię Antolka i stoi u progu dorosłego życia. Wychowuje ją samotnie matka, która jest prawdziwą heterą. Pani doktor niestety nie zapewniła córce szczęśliwego dorastania. Jako matka jest despotką i kompletnie nie rozumie swojego dziecka. Chce by było ono jedynie super wytresowaną marionetką w jej rękach. Niestety, córka, która nie jest już małą dziewczynką nie daje łatwo się okiełznąć i pokazuje swoje ja. Buntuje się i chce postawić na swoim. Konflikt to codzienność w domu Antolki. Nic dziwnego, że dziewczyna ma dość rodzicielki i po kolejnej kłótni opuszcza dom rodzinny, którego ma po dziurki w nosie. Marzy jej się przygoda, a długodystansowe myślenie jest jej obce. Udaje się na Mazury, gdzie ma się spotkać z rodziną serdecznej przyjaciółki, ale nim to nastanie Antolka pakuje się w kłopoty i ma szczęście spotkać przystojnego mężczyznę, który ratuje ją z podbramkowej sytuacji...

Magdalena Kordel znana z błyskotliwych i pełnych humorów powieści znów przygotowała dla miłośników swojego pióra świetną propozycję. Nie zmieniła stylu, ani sposobu pisania. Jej najnowszy tytuł to książka pełna świeżości, wigoru i lekkości. Tytułowa bohaterka to nieposkromiony charakterek, który wydaje się być nieokiełznany i uparty. Antolka nie ma łatwego życia, nie jest ukochaną córeczką. Jej matka to osoba toksyczna, która za nic ma szczęście córki. Szczęśliwa ma być tylko ona, tak naprawdę kobieta ogromnie nieszczęśliwa i samotna. Świetnie  stara się to ukryć pod płaszczem obłudy, ale patologia to słowo jak najbardziej adekwatne w tym przypadku. Autorka pokazuje jego oblicze w "eleganckim" wydaniu. Matka Antolki wylewa na nią swoją gorycz, żale i wszelkie zawody, jakich doznała w życiu. Nic dziwnego, że nastolatka daje nogę z domu. Antolka ma szczęście, że trafia na kogoś takiego jak Janek. Oboje są z dwóch różnych światów. Całkowicie inni, choć na różny sposób doświadczeni. Co wyniknie z ich znajomości? 

Powieść jest utrzymana w letnim, wakacyjnym klimacie. Czuć z jej stron zapach jezior, szum wiatru, łopot żagli i aromat lasu. W tych okolicznościach rodzi się nieśmiałe uczucie, które ot tak mimo woli wkrada się w młode serducha.
Tę powieść czyta się przyjemnie i jest ona doskonałą lekturą by się zrelaksować. Przy niej umysł odpoczywa, wycisza się, odpręża. Treść szybko wciąga. Atutami są świetny warsztat literacki, język i styl, klimat i doskonałe dialogi. Magdalena Kordel z biegiem lat i nabyciem doświadczenia nie traci formy. Polecam przeczytanie tym, którzy byli już w Malowniczem, ale i tym, którzy mają apetyt na coś obyczajowego w dobrym wykonaniu. Z pewnością nie będziecie rozczarowani tą książką. 
Miłej lektury. 

niedziela, 21 lipca 2019

Ewelina Maria Mantycka "Słoneczniki po burzy"



Wydawnictwo Videograf
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-7835-669-1

Nic tak nie dodaje skrzydeł i siły, jak macierzyństwo 


Jako miłośniczka sag rodzinnych nie mogłam ominąć pierwszego tomu serii „Saga rodziny z Ogrodowej”, który jest debiutem literackim pani Mantyckiej. Ciekawy opis i okładka skutecznie zachęciły mnie do poznania historii, która bardzo szybko zawładnęła moim umysłem i sprawiła, że zaczytałam się na amen.
Współczesna polska wieś. Prowincja, gdzie stoi pewien dworek mający swoją historię. Staje się on schronieniem dla młodej kobiety, która wraz z córką przeszła istne piekło. Kilka lat wcześniej nic tego nie zapowiadało. Miało być szczęśliwie i kolorowo. Miał być ślub, dzieci, miłość do grobowej deski i same pogodne dni. Niestety szybko okazało się, że mąż Liliany to istny tyran, despota i kat. Człowiek, który jest zdolny do najgorszego. Pięć długich toksycznych lat, morze łez, utrata nienarodzonego dziecka, przemoc fizyczna i psychiczna, znęcanie się nad córką, wyzwiska i ciosy sprawiły, że Lilka stała się wrakiem kobiety. Niepewną siebie istotą tkwiącą w bardzo toksycznej relacji małżeńskiej. Na szczęście posiadanie dziecka przywróciło matce ostrość widzenia i dodało sił do ucieczki od człowieka, który nie potrafił kochać i szanować najbliższych. Przyjazd w rodzinne strony okazał się balsamem na zranione serca. Tu też pojawił się mężczyzna z przeszłością, który stracił głowę dla Lilki i jej córeczki. Czy po traumie szczęście jest jeszcze możliwe? Czy są szanse na normalne życie i miłość?
Nawet jeśli półki waszych biblioteczek pękają w szwach, musicie znaleźć w nich miejsce na ten tytuł i koniecznie go przeczytać. Ta lektura idealnie sprawdzi się na plażę i urlop, na czytanie na balkonie i w domowym zaciszu. Jeśli oczekujecie ciepłej, rodzinnej, ale i dynamicznej historii, to będzie strzał w dziesiątkę. Magia jej klimatu sprawi, że czytanie będzie prawdziwą przyjemnością i relaksem. To bardzo mocno chwytająca za serce opowieść, w której wiele się dzieje. Postać głównej bohaterki narysowana jest w sposób niezwykle prawdziwy i przemawiający do wyobraźni. Autorka pokazuje oblicze kobiety, która choć poturbowana, zbiera siły i walczy. Walczy przede wszystkim o szczęście ukochanego dziecka, które niestety do tej pory nie zaznało dziecięcej sielanki i beztroski. To właśnie bycie matką wyrywa Lilę z odrętwienia i marazmu, otwiera jej oczy na brutalną rzeczywistość, ponagla do buntu i przerwania horroru. Lilka jest symbolem wielu kobiet, które muszą pokonać ogromne przeszkody, by wrócić z piekieł.
Prowincja w powieści ukazana jest w sposób dość sielankowy i ciepły. Jest miejscem, gdzie wraca chęć do życia. Również za sprawą rodziny, która jest niczym opoka w odnalezieniu siebie po koszmarze małżeńskiego piekła.
Miłość spada niespodziewanie. Nieproszona i niewyczekiwana. Ewelina Mantycka świetnie pokazuje słowami, że tak często w życiu bywa. Mimo ciężkiego bagażu na barkach, nie należy zamykać przed nią drzwi swojego serca. To uczucie naprawdę deficytowe i nie powinno nas ominąć.
Klimat tej sagi mnie porwał. Oddzielił od tego, co wokół mnie, i umieścił w literackich realiach. Zakończenie sprawiło, że chciałabym natychmiast przeczytać, co dalej spotka poznane w lekturze osoby. To naprawdę doskonały, mający wiele walorów debiut, który czyta się lekko i przyjemnie. Jeśli ktoś przepada za sagami rodzinnymi, szybko się tą historią zauroczy. Próżno szukać tu schematyczności i przewidywalności. Wszystko jest namacalnie prawdziwe i dokładnie takie, jak w realnym świecie. Są trudne wybory, są znaki zapytania, są nieprzewidziane okoliczności i zaskakujące sploty wydarzeń. Są codzienne problemy i małe radości. Ta powieść kradnie serce szybko i podstępnie. Gorąco zachęcam do poznania losów Rozalii Żmudzkiej i jej potomnych. Z pewnością będziecie zachwyceni.

czwartek, 18 lipca 2019

Luke Jennings "Kryptonim Villanelle"


Wydawnictwo Rebis
data wydania 2019
stron 232
ISBN 978-83-8062-566-2

Gdy zadawanie śmierci daje radość...

Ponoć każdy z nas jest zdolny zabić. Możemy tego dokonać zwłaszcza w sytuacji, gdy ma miejsce obrona konieczna. Ludzie zabijają innych w afekcie, gdy trwa wojna i trzeba walczyć z wrogiem, ale też przypadkowo, kiedy dochodzi do nieszczęśliwych wypadków. Sprawcy czują często wyrzuty sumienia. To można sobie dość precyzyjnie wyobrazić, ale … sytuację, gdy zabójstwo rodzi radość, daje satysfakcję, zadowolenie, podnieca, gdy jest seryjne...? Jakimi osobami są zawodowi, płatni mordercy, osoby zabijające na zlecenie? To naprawdę ciekawa zagadka. Jedną z dwóch głównych bohaterek powieści Luk'a Jenningsa jest kobieta, która zabija i nie ma wyrzutów sumienia, nie czuje się winna, a wręcz zadowolona ze swoich czynów. Jest perfekcjonistką w swoim fachu. Idealną niczym maszyna. Wyzutą z ludzkich uczuć, pozbawioną litości i nieczułą na wszelkie okoliczności. 

Villanelle pochodzi z Rosji. Wyciągnięto ją z mrocznego więzienia, gdzie miała spędzić długie lata oczywiście za zabójstwo. Wywieziono i wyszkolono. A ona sama miała do swoich zadań wyjątkowe predyspozycje. Była twarda, bez zmrużenia oka zniosła mordercze treningi oraz naukę wielu rzeczy przydatnych w "nowej pracy". Pomogła jej nietuzinkowa inteligencja, spryt i cechy charakteru. Villanelle jest posłuszna rozkazom, choć nie wie od kogo pochodzą i dla kogo zabija. Żyje od zlecenia do zlecenia, a przy okazji świetnie się bawi swoją profesją, która daje jej ogromną satysfakcję. 
Eve Polastri jest żoną polskiego matematyka i pracownicą MI5. To ona ma za zadanie wytropienie płatnego mordercy, które realizuje zadania na terenie całego globu. Eve, choć popełnia błąd, chce za wszelką cenę zdemaskować kobietę, bo to, że zabójca należy do płci pięknej jest dla niej bezdyskusyjne i pewne. Czy jej się uda ta niezwykle niebezpieczna misja? Czy winna trafi za kraty? 

Nie ukrywam, że miałam apetyt na dobrą sensację. Dobrą i nietuzinkową. Oryginalną i niesztampową. Spośród ogromu propozycji wybrałam właściwą i szybko dałam się omotać fabule. Czytałam skupiona i zszokowana. Postać kobiety bez sumienia okazała się nad wyraz fascynująca i zastanawiająca. Chwilami niewiarygodna, nieprawdziwa (bo jak tak można???), potwornie okrutna i przerysowana. A jednak taka osobowość to niewyobrażalna zagadka niczym yeti. Czy takie osoby istnieją naprawdę czy może to w pewnej mierze wytwór literackiej wyobraźni Autora? Ta kwestia nadal mnie nurtuje, choć minęło kilkanaście godzin od przeczytania ostatniego zdania powieści. 

Świat w którym rozgrywa się akcja książki jest bardzo brutalny. Liczą się w nim seks, władza, pieniądze i przemoc. Nie ma tu miejsca na sentymenty. Sumienie i moralność jest czymś nierzeczywistym. Autor światło jupiterów kieruje przede wszystkim na Villanelle. Pokazuje ją bez krytyki i potępienia. Jakby sam zastanawiał się nad fenomenem tej istoty. Jakby patrzył na dzieło sztuki jedyne w swym rodzaju. Brutalne sceny są czymś zwyczajnym, seks nie łączy się z uczuciem, a ma dać zaspokojenie i służy rozładowaniu emocji. Nie istnieje coś takiego jak lojalność, a zasada całkowicie ograniczonego zaufania jest czymś oczywistym. I choć wiele w tej powieści gorszy, to też wiele pociąga i sprawia, że po prostu ma się ochotę na jej czytanie. 
Lektura mnie pozytywnie zaskoczyła. Była niczym niebezpieczna jazda z dużą szybkością bez zapiętych pasów po krętej górskiej drodze. Nie zabrakło emocji, dreszczy, zaskoczenia i niespodzianek.
Książka spodobała mi się i okazała się interesującym kąskiem. Sprawdźcie jak Wy ją odbierzecie. Myślę, że mało kto poczuje się rozczarowany. Polecam ten tytuł.