piątek, 14 czerwca 2024

Małgorzata Mikos "Wróć do mnie"



Wydawnictwo Skarpa Warszawska
data wydania 2024
stron 464
ISBN 978-83-8329-096-3

Magiczna moc wspomnień i tajemnic bywa bezkresna


Po raz kolejny sięgnęłam po książkę opartą na wspomnieniach naocznych świadków wydarzeń z przeszłości. Po raz kolejny przeczytałam lekturę z historią Polski w tle, a konkretnie z II wojną światową w tle. Po raz kolejny sięgnęłam po powieść której akcja toczy się w czasach, które znam z opowiadań dziadków. Znów zajrzałam do świata, który znam ze wspomnień moich przodków, znów znalazłam się na Kresach Wschodnich w okolicach z których pochodzi moja rodzina... Ach co to była za wspaniała literacka podróż, ile wzruszeń, ile emocji, ile łez pojawiło się w moich oczach! Bardzo przeżyłam losy głównych bohaterów, szybko się z nimi utożsamiłam, polubiłam ich i trudno mi zapomnieć o tym, co zapisano na kartach tej naprawdę wyjątkowej powieści...

Czytając opis z okładki wiedziałam, że to jakby tytuł napisany dla mnie, pełen dopełnienia tego, co opowiadali mi dziadek i babcia. Przez wiele lat o tych wydarzeniach milczano, nie nauczano o nich na lekcjach historii, były one tajemnicą i białymi plamami. Dziś można już otwarcie mówić o okrucieństwie oprawców niewinnych ludzi i obrońców Polski, którzy za Ojczyznę oddali to, co mieli najcenniejsze - życie, zdrowie, rodziny... Dziś na księgarskie półki mogą już trafiać takie tytuły jak ten. Dziś możemy utrwalić pamięć o tamtych zbrodniach i oddać ich ofiarom hołd. 

Wracając do fabuły - rozgrywa się ona w dwóch przedziałach czasowych - współcześnie w XXI wieku i w okresie II wojny światowej. 
Jest rok 2011. Trójka przyjaciół Beata, Adam i Szymon udają się w podróż śladami przeszłości i rodzinnych tajemnic. Przyjeżdżają w okolice Lwowa by poznać dzieje swoich przodków. Rozpoczynając tę przygodę nie mają pojęcia czego się podejmują, nie wiedzą jak bardzo poturbuje emocjonalnie ich to wyzwanie, jak mocne odciśnie na nich piętno. Na ich drodze pojawia się pewna sympatyczna starsza pani, która była świadkiem tamtych czasów i znała przodków młodych ludzi. Wszyscy udają się na kilka dni do starego domu i tam wydarzenia sprzed lat snują się w opowieści i wspomnieniach... Słowa zabierają do świata, który już przeminął, ale kiedyś był tu i teraz dla przodków Beaty, Szymona i Adama... 

Ta książka to cenny dokument dla potomnych, to niesamowita literacka lekcja historii, to prawdziwy wyciskacz łez opisujący wojenną rzeczywistość na Kresach. Jej bohaterowie, którzy ponownie ożywają na kartach książki to młodzi ludzi stojący u progu dorosłości, to szczęśliwi pełni marzeń i planów dziewczęta i chłopcy, którym nagle świat runął na głowę i zabrał wszystko. To też rodziny których zwyczajną egzystencję i codzienność zniszczył wojenny koszmar pozbawiając domów, jedzenia, bliskich a czasem i nadziei na lepsze jutro. Wszyscy z tamtych lat o ile uszli z życiem wyszli poturbowani i zranieni. Naznaczeni już na zawsze. Ich dusze wypaliło wojenne znamię. 
Autorka w piękny sposób kreśli losy wojennego pokolenia, pokazuje ich tragizm i nieszczęścia, ale i ich odwagę, bohaterstwo i wolę przetrwania. W tamtych czasie pogrzebano nie tylko tysiące ludzi, ale i odruchy człowieczeństwa, poczucie dobra i zła oraz moralność. Nie wszyscy jednak zostali złamani, nie wszyscy stracili kręgosłup moralny. 

"Wróć do mnie" to powieść niezwykle wciągająca i poruszająca, chwytająca za serce i przemawiająca. Jest po mistrzowsku nakreślona i posiada bardzo głęboką wymowę. Napisana w sposób porywający i dopracowany czyta się dosłownie na jednym wdechu. Lekturę zakłócają łzy, które płyną gdy czytamy sceny okrutne i pełne bestialstwa. Nie sposób nie zapłakać nad mordami i cierpieniem niewinnych ofiar okupantów. Nie sposób nie współczuć utraty domów, bliskich, czy doświadczenia rozłąki. Nie sposób nie pochylić się nad ludźmi, którzy doznali tortur i nieludzkiego traktowania. Dla mnie, osoby mającej kresowe korzenie, to była naprawdę wyjątkowa książka, którą nie tylko przeczytałam, ale i osobiście odczułam i przeżyłam. Była swoistą formą deja vu, była dotknięciem w samo serce. 

Powieść Małgorzaty Mikos nie jest lekturą łatwą i przyjemną. Z pewnością jest piękną i wartościową. Jej treść wymaga skupienia, wywołuje ocean emocji i zmusza do wielu refleksji. Ma niepowtarzalny klimat i aurę, jest niczym pomnik historii wystawiony ofiarom wojny i okupantów. Bardzo Was proszę oderwijcie się od zabieganej codzienności i obecnego świata. Zajrzyjcie do innej, nieco odległej rzeczywistości i poznajcie cząstkę historii oraz bohaterów, którzy doświadczyli na własnej skórze wiele zła i zostali poddani przez los ciężkiej próbie. Życzę emocjonującej lektury. Sami przekonajcie się jak bardzo jest ona genialna. 



 

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Remigiusz Mróz "Berdo"


Wydawnictwo Filia 
data wydania 2024
stron 464
ISBN 978-83-8357-412-7
seria Komisarz Forst

Każdemu z nas los wyznacza jakieś berdo na które musi się wspiąć


Akcja dziewiątego tomu cyklu którego głównym bohaterem jest komisarz Forst, podobnie jak poprzednich, rozgrywa się w górach, ale tym razem nie są to Tatry. Remigiusz Mróz zabiera nas w Bieszczady – tajemnicze, groźne i piękne w swej surowości. Po sezonie szlaki już opustoszały, przyroda szykuje się do zimowego snu. Wśród takiej głuszy ukojenia i azylu szuka po burzliwych przejściach Wiktor Forst. Z bałaganem w duszy trafia do małej wioski zaszytej wśród lasów i połonin gdzie znajduje kwaterę w leciwym domu sympatycznej starszej kobiety. Wiktor za dach nad głową odwdzięcza się pomocą w gospodarstwie i drobnych remontach. I choć otacza go piękna natura to spokoju nie jest dane mu zaznać. Sam wplątuje się w bójkę w obronie zaatakowanej młodej kobiety, a na bieszczadzkich szlakach w miejscach kultowych dla turystów pojawiają się zwłoki z tajemniczym symbolem wypalonym pomiędzy oczami. Miejscowa policja nie radzi sobie ze śledztwem, pomoc z komendy głównej nie nadchodzi, a Forst z przybyłym na wyludnione tereny Osicą jest jedyną możliwą deską ratunku dla miejscowych stróżów prawa. Kto i z jakiego powodu zabija ofiary? Czemu ich ciała odnajdywane są na turystycznych szlakach? Co wspólnego ze sprawą ma miejscowy krezus Wojciech Malm? Co oznacza tajemniczy symbol na czołach zabitych?


Jeśli chcecie znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania odsyłam Was do książki która błyskawicznie omotała mnie niczym gigantyczna pajęczyna i rozkochała w sobie od pierwszej strony. W trakcie lektury spotkałam się z dobrze znanymi już postaciami i byłam pod wrażeniem jak ciekawie Autor poprowadził ich dalsze losy. Perypetie Forsta i Osicy perfekcyjnie splatają się bieszczadzkim klimatem i tworzą niesamowitą mozaikę, która gwarantuje jedno – wyjątkowe emocje przy lekturze. Remigiusz Mróz ciekawie zmiksował miejscową historię i przeszłość z teraźniejszością i literacką fikcją czego efektem jest genialna fabuła, która przenosi nas w kultowe miejsca dobrze znane miłośnikom tego zakątka Polski. Motyw kryminalny okazuje się być bardzo zawikłany i do końca trzyma w napięciu. Akcja toczy się wartko, jest skomplikowana i pełna niespodzianek. Tytuł bezlitośnie zdradza, że Autora dotknął skrzydłem bieszczadzki anioł i tym samym połknął on bieszczadzkiego bakcyla. Odbiło się to jak najbardziej na jakości powieści i sprawiło, że jest ona doskonale wkomponowana w tło na którym się rozgrywa. Tym samym książka nie tylko dobrze relaksuje i odrywa od codzienności, ale i zachęca do podróży w Bieszczady. Atutem lektury są dialogi, opisy oraz ciekawie zaserwowane ciekawostki historyczne. To wszystko sprawia, że poszczególne części czyta się jak w amoku i bardzo trudno jest się oderwać choćby oczy ze zmęczenia zamykały się same. Zakończenie jest jest zaskakujące i trudno przewidywalne. Wszystko z każdą stroną nabiera tempa i rozmachu, a zamiast bardziej jasne staje się bardziej zagmatwane. Powieść idealnie wtapia się w pozostałe tomy serii i jak najbardziej trzyma jej poziom. Książka zachęca by sięgnąć po kolejny tom i zagłębić się w dalsze dzieje sympatycznego, choć pokieraszowanego przez los policjanta, którego los nie pieści i którego życie jest dalekie od spokojnej egzystencji. Dzięki „Berdo” jeszcze bardziej polubiłam prozę Remigiusza Mroza i doceniam jego sposób trzymania pióra.

A zatem moi Drodzy dajcie się namówić na lekturę tej powieści i zabieszczadujcie razem z Wiktorem Forstem. Odkryjcie piękno Bieszczad i smak sensacji na najwyższym poziomie. Z całego serca gorąco polecam.




 

poniedziałek, 20 maja 2024

Ewelina Ślotała "Żony Konstancina"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2024 
stron 208
ISBN 978-83-8352-224-1

Przeterminowane żony


Konstancin – kraina bogactwa i blichtru – rządzi się swoimi prawami. Tu wszystko ocieka pieniędzmi, ale i ma swój termin ważności. To miejsce idealnie synchronizuje z dewizą, że nic w życiu nie trwa wiecznie i nic nie jest dane nam na zawsze. W gnieździe snobizmu przeterminowuje się i najdroższy kawior i żony. Konstancińskie małżeństwa zwykle nie są do grobowej deski i kończą się rozwodami, a te bywają i burzliwe i wybuchowe, zaś ich bratem są głośne skandale. Kobiety poślubiające bogatych mężów zwykle muszą podpisać wielostronicowe intercyzy. Sprytne panie wiedząc jaka czeka ich przyszłość zabezpieczają się na czarną rozwodową godzinę już od dnia ślubu.

Główna bohaterka książki i zarazem jej narratorka również wplątuje się w spore kłopoty i wie, że jej zalegalizowany związek chyli się ku końcowi. Z opresji ratuje ją teść, ale ta pomoc okazuje się niekoniecznie bezinteresowna. I to jest kwintesencją tego tytułu który czytało mi się wyśmienicie i z wypiekami na twarzy. Podobnie jak poprzednie publikacje Eweliny Ślotały także ta jest napisana w specyficzny sposób. Jej treść jest zlepiona z dwóch części które się ze sobą przeplatają i tworzą wyjątkową całość. Z jednej strony śledzimy losy przeterminowującej się żony, z drugiej zaś mamy poradnik jak oskubać bogatego mężczyznę i po rozwodzie nie zostać na przysłowiowym lodzie z pustymi kieszeniami. Wbrew pozorom na konstancińskiej ziemi szczęścia nie zapewnią uczucia, ale przebiegłość i spryt którego wielu dziewczynom jak widać na konkretnych przykładach nie brakuje.

Czy Konstancin jest ciekawym miejscem do życia? Nie dla każdego i nie na długo. Bogactwem idzie się udławić, a miłość w tym miejscu istnieje tylko do pieniędzy. Bogaci mężczyźni traktują swoje wybranki jak trofeum do zdobycia, jak maskotkę, która po pewnym czasie się nudzi i nadaje się do wyrzucenia. Kobiety biorą ślub nie z człowiekiem, a z bankomatem, a swoje związki traktują jak cytrynę, którą trzeba wydusić z czego się da.

Czy w tym świecie można być szczęśliwym? Jeśli kogoś zadowala życie bez miłości i przyjaźni to tak.

Jeśli macie zamiar skupić się na tej lekturze ostrzegam, że to petarda, którą trudno odłożyć na półkę. Owszem, nie jest to ambitna klasyka, ale czyta się ją niczym najlepszą sensację. Autorka posuwa się do ironii i sarkazmu by jak najdobitniej pokazać klimat konstancińskich salonów – ich sekrety i tajemnice, ich bogactwo i szlam, ich plusy i minusy. Z aptekarską precyzją podsuwa opisy organizacji przyjęć, sekretnych orgii i słabostek ludzi, których kręci przede wszystkim coś bardzo ekstremalnego, co zwykłym śmiertelnikom nie mieści się w głowie.

Czytając tytuł na jednym wdechu siłą rzeczy nasuwa się pytanie - czy warto poślubić milionera? Książka Ślotały jest wyraźną przestrogą by tego nie robić, chyba że chce się spróbować zagrać w ruletkę i pomarzyć o wygranej, która może mieć słodko-gorzki smak.


Rozwódki Konstacina” to kolejna lektura, która bez osłonek pokazuje brudny świat bogactwa, demaskuje miliarderów i pokazuje ich prawdziwe twarze zniekształcone przez nałogi, używki i zdeprawowanie władzą oraz fortunami. Z pełnym przekonaniem napiszę więc, że z ciekawością zajrzałam do świata wielkiego bogactwa, ale długo bym w nim jednak nie wytrzymała. Nie żałuję tej literackiej przygody, która niczym dobry reportaż pokazała środowisko które choć pachnie luksusem przypomina bagno i jest na moralnym dnie. Chcecie się o tym osobiście przekonać? Zapraszam do lektury. Na pewno zrobi na Was mocne wrażenie.




 

środa, 1 maja 2024

Angela Levin "Camilla. Prawdziwa historia królowej małżonki"

 



Wydawnictwo Dolnośląskie 
data wydania 2023
stron 376
ISBN 978-83-271-6482-7

Królowa z trudną przeszłością


Królowa małżonka Camilla to jedna z barwniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci z kręgu brytyjskich Royalsów. Do królewskiej rodziny weszła niejako tylnymi drzwiami, a na pozycję którą teraz zajmuje czekała sporo lat. Musiała wiele znieść, wiele doświadczyć by zająć miejsce na tronie i zmienić zdanie opinii publicznej na swój temat. Miała w sobie gigantyczne pokłady cierpliwości by nie ugiąć się i nie zrezygnować z celu, który dla wielu wydawał się niemożliwy do osiągnięcia. Bo niby jak rozwódka ze statusem „tej trzeciej” miała włożyć na swoje skronie koronę? To wydawało się absurdem i przeczeniem logice, a jednak los w końcu dla Camilli okazał się łaskawy.

Na rynku księgarskim brakowało mi rzetelnej biografii tej osobistości. Po przeczytaniu lektury nakreślonej przez Angelę Levin czuję jednak pewien niedosyt. Owszem wiele się o Pani Parker-Bowles dowiedziałam, jednak moim zdaniem jej osoba została przedstawiona w sposób zbyt wybielony i pozytywny. To zdecydowanie inny wizerunek niż ten który przez lata kreowała prasa i inne media. I tu nasuwa się pytanie – jaka tak naprawdę jest żona Karola III? Myślę, że prawda ma tu niejedną twarz, a na półki sklepów trafi jeszcze wiele książek o niej.

Wracając do biografii wydanej nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego skupmy się na obrazie nieco zbyt idealnym, ale jednak bardzo ciekawym. Tu postać królowej- małżonki ma przede wszystkim zalety. Tu jest ona uosobieniem pozytywnych cech, które zasługują na brawa. Czy jednak biorąc pod uwagę specyfikę ludzkiej natury jest to możliwe? Z pewnością z kart książki jawi się kobieta, które wie czego chce i wyraziście dąży do realizacji swoich planów. Kocha i jest zdania, że uczucie usprawiedliwia wszelkie wybory, a w miłości wszystko jest dozwolone. Autorka pokazuje swoją bohaterkę od dzieciństwa po odejście jej teściowej. To okres wielu lat w którym życie Camilli zmieniało się niczym w kalejdoskopie. Rytm nadawało mu uczucie do księcia Walii, któremu nie zaszkodziły nawet dwa śluby. Karol i Camilla dochowali się dzieci z innymi małżonkami, oboje zdradzali i byli zdradzani i oboje nie wyrzekli się uczucia do siebie. Camilla musiała znieść naprawdę wiele by zostać oficjalną partnerką i żoną tego jedynego. Była przecież tą trzecią, brzydszą, starszą! Autorka książki zgrabnie i sprytnie obróciła jej zachowanie w same sukcesy i atuty. Pani Parker-Bowles była zatem cierpliwa, oddana oraz wierna ukochanemu i perfekcyjnie zdobyła serca krewnych Karola, narodu i mediów.

Choć autorka pokazuje swoją bohaterkę wyłącznie w samych superlatywach to jednak lekturę czyta się bardzo dobrze i z ogromną ciekawością. Jej karty umykają bardzo szybko, a podział na rozdziały jest świetnie dokonany. Treść skupia się zarówno na życiu prywatnym, jak i publicznej działalności. Szkoda, że publikacja zbyt mocno dyskredytuje księżnę Dianę i serial The Crown. Z tytułu bije wyraźnie misja ocieplenia wizerunku postaci, która przez lata była szykanowana. Czy została ona dokonana? Moim zdaniem Autorka być może mimowolnie uświadomiła czytelnikowi skąd wziął się cały problem i konflikt. Czy to sfery królewskie czy nie, nie warto narzucać komukolwiek małżeńskich więzów. Dziś ludzie stają się bardziej liberalni i przede wszystkim to jest przyczyną „polubienia” przez poddanych swojej nowej królowej. Książkę mimo że jest napisana nieobiektywnie polecam. Jej kanwą jest miłość, jej wielką wartością cierpliwość i konsekwencja, zaś jej bohaterką naprawdę nietuzinkowa kobieta, która mimo przeciwności losu postawiła na swoim i rozbiła bank. Miłej lektury!




poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Iwona Kienzler "Elżbieta II. Niezwykła królowa"



Wydawnictwo Bellona
data wydania 2022
stron 460
ISBN 978-83-1116-793-3

Opowieść o perfekcyjnie profesjonalnej władczyni


Od lat interesuję się brytyjską monarchią i rodziną królewską, która jest najpopularniejszą spośród tych koronowanych na świecie. Wiem wiele o angielskich royalsach, ale mimo to z niekłamaną przyjemnością sięgam po kolejne tytuły z kręgu tej tematyki. Mając na koncie już wiele przeczytanych pozycji z pełnym przekonaniem stwierdzam, że w wyjątkowy sposób pisze o nich polska autorka mająca na koncie wiele książek o Windsorach. Pani Iwona Kienzler specyficznie i przystępnie pokazuje królewskich celebrytów. Spod jej pióra wyszła ostatnio nietuzinkowa biografia królowej Elżbiety II, która przeszła do historii jako najdłużej panująca monarchini w dziejach Anglii, Szkocji i Walii. Matka panującego obecnie króla Karola gdy przyszła na świat nie była wyczekiwanym dzieckiem panującego władcy. To jej wuj po abdykacji uczynił ją przyszłą królową i dziedziczką brytyjskiego tronu. Data 10 grudnia 1936 roku, gdy zostały podpisane dokumenty abdykacyjne, zmieniła jej życie raz na zawsze i wyraziście odcisnęła piętno na całej przyszłości Lillibeth. 

Portret Elżbiety wyrysowany na kartach książki jest specyficzny i niesztampowy. Kryterium nie stanowi czas i upływające lata życia, a role jakie wypełniała podczas niego brytyjska władczyni. Jak każda kobieta była córką, a także siostrą, żoną, matką, teściową, babcią. Oprócz tego była monarchinią, która nie rządziła, a panowała. Czas jej urzędowania to ogromny przedział czasu, w którym nastąpiło bardzo wiele zmian. Elżbieta II siedząc na tronie przeżyła wiele chwil tryumfu, ale i sporo kryzysów zagrażających rodzinie królewskiej, ale i brytyjskiej monarchii. Przezwyciężała je w imię dobra korony, budziła swoją osobą szacunek i zaufanie. Spotykała się z krytyką, która niekiedy przybierała bardzo ostry kierunek. Skupiała na sobie zainteresowanie mediów, których rola i potencjał z biegiem lat rósł w potęgę. Autorka przedstawia swoją bohaterkę z bardzo różnych stron, oddaje blaski i cienie tegoż panowania w trakcie którego świat przeżył niejedną rewolucję i przyjął wiele zmian. Królowa Elżbieta podążała za nimi z godnością i swoim majestatem. Była baczną obserwatorką i doskonale łączyła tradycję z postępem i nowoczesnością. Dotrzymywała  kroku i musiała godzić się z pewnymi zmianami, które nie zawsze spotykały się z jej aprobatą. Była bardzo profesjonalną władczynią, ale nie idealną kobietą. Nosząc koronę to jej poświęciła przede wszystkim swoje życie. Działo się to kosztem rodziny, która musiała często zejść na drugi plan i stanąć w cieniu monarchini. 

Książka rozpoczyna „prezentację” postaci królowej od rysu historycznego i korzeni jej przodków. Iwona Kienzler porównuje ją do nich, wykazuje różnice i podobieństwa charakteru oraz wprowadza w klimat brytyjskiej monarchii. W dalszej części lektury widzimy sylwetkę monarchini od strony i prywatnej i tej „zawodowej”. Łatwo dostrzec, że korona nie była łatwą do noszenia, a każdy dzień panowania był sztuką kompromisu, wymagał poświęceń, a także sporej pracy. Los Elżbiety Windsor nie oszczędzał i często wręczał jej róże z ostrymi kolcami. Ona zaś do końca zachowała klasę i styl, była ikoną i wzorem dla wielu. Miała wady i zalety, balansowała na granicy powinności i kompromisu, bywała w centrum skandali i afer. Zawsze potrafiła wyjść z tarapatów godnie i z podniesioną głową. Tak właśnie postać Elżbiety II nakreśla Pani Kienzler, a wyrysowany portret przyciąga do czytania niczym magnes. 

Tytuł czyta się lekko i przyjemnie. Książka jest błyskotliwa, okraszona ciekawostkami, a jej wielkim walorem jest to, że autorka zachowała całkowitą bezstronność wobec postaci postawionej w świetle jupiterów. Nakreśliła słowami biograficzne fakty i zrobiła to rzetelnie oraz profesjonalnie, ale powstrzymała się od jakiejkolwiek oceny czy komentarza. To zostawiła czytelnikowi, a sama skupiła się na autentycznych faktach. „Elżbieta II. Niezwykła królowa” to ciekawa propozycja z kręgu literatury biograficznej, którą polecam nie tylko miłośnikom brytyjskiej monarchii. 



 

wtorek, 19 marca 2024

Magdalena Skubisz "Czarci ogród"

 


Wydawnictwo Media Rodzina
data wydania 2022
stron 336
ISBN 978-83-8265-195-9
seria Saga rodu Tyszkowskich tom II

Serce nie sługa i za nic ma rozsądek


„Czarci ogród” to drugi tom cyklu Saga rodu Tyszkowskich pióra Magdaleny Skubisz. Zagłębiając się w jego treść mamy okazję spotkać się z dobrze znanymi już bohaterami i śledzić ich dalsze losy. Nie będę Was trzymać w niepewności i zdradzę, że książka w niczym nie odbiega od swojej poprzedniczki czyli „Aptekarki”, a dalsze perypetie Katji i Antoniego Tyszkowskiego są bardzo nietuzinkowe. To właśnie z męskiej perspektywy opowiedziana jest w tym tomie ta ekscytująca historia, a autorka czyni narratorem szlacheckiego zawadiakę.

Arogancki , porywczy i nieokrzesany Toni nie zawsze kieruje się rozsądkiem i pada ofiarą uroku dziewczyny. To jednak nie Katja zastawia na niego w sposób wyrachowany sidła, to nie ona urządza na niego polowanie. Dziewczyna jest żoną druciarza i pozostaje obojętna na zaloty Toniego. To on miota się między porywani serca a okruchami rozsądku. Wygrywa jednak serce i namiętność, która doprowadza szlachecką osobę do irracjonalnych czynów. Toni czuje się osaczony. Jego uczucia miotają nim niczym liściem na wietrze. Z jednej strony uwielbia wychowankę Batka, zaś z drugiej czuje nienawiść i pogardę, pretensje do samego siebie, że jego serce wybrało tak a nie inaczej i mocniej bije do prostej ubogiej dziewczyny, a nie do kobiety równej mu stanem. Taka wewnętrzna walka sprawia, że mężczyzna staje się bezlitosny i okrutny wobec innych oraz popełnia szalone czyny. Knuje intrygi, praktykuje przerażające praktyki i posuwa się do porwania. Byle tylko Katja była wyłącznie jego, byle nie musiał się nią z nikim dzielić. Jak potoczą się losy mocno doświadczonej przez los aptekarki? Czy Toni da jej spokój czy może potraktuje ją jako damę swojego serca i popełni mezalians? Nie zdradzę, ale zapewnię Was, że to pełna dynamiki i wigoru historia w której nieoczekiwane zwroty akcji i zaskakujące przygody to coś najbardziej normalnego.

Magdalena Skubisz po raz kolejny zabrała mnie do fascynującego świata, którego dziś już nie ma. Pozwoliła spojrzeć na życie szlachty która żyła w realiach XIX wieku niedaleko mojego rodzinnego miasta. W trakcie lektury moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach, a ja zastanawiałam się jak tereny które znam z letniego zwiedzania okolicy wyglądały kiedyś. To obrzeże Bieszczad, dziś dzikie i puste, a kiedyś tętniące życiem! Fabuła powieści jest jak barwny kalejdoskop. Akcja to zwalnia, to mocno przyśpiesza, ale non stop, bez ustanku trzyma w napięciu. Wszystko wydaje się takie ekscytujące, pełne emocji i spontanicznego życia! Zaciekawia tamtejsza rzeczywistość, ale i osoba głównej bohaterki, która nie jest wyrachowana i mimo że ma pusto w kieszeni nie sprzedaje się za majątek. Mimo zależności z racji pochodzenia i funduszy Katja ma swoje „ja” i bywa harda zamiast uległa. Jej charakter i wybory czynią ją wyjątkową i oryginalną.

„Czarci ogród” to porywająca opowieść, którą czyta się z niekłamanym zainteresowaniem i przyjemnością. Magdalena Skubisz dołożyła wszelkich starań by odwzorować jakże odległą nam rzeczywistość, by pokazać odmienność ówczesnych warstw społecznych, ich tradycje, normy i obyczaje, sposób myślenia i postrzegania świata.

Fabuła tytułu aż kipi od emocji, intryg i zawirowań. Atutami lektury są język i dialogi, opisy i sceny mrożące krew w żyłach. Nic nie jest przewidywalne i wyraziste, a czytelnik w każdym momencie książki ma wrażenie, że wszystko, dosłownie wszystko może się zdarzyć.

„Czarci ogród” to świetna propozycja na miłośników emocjonujących historii, dobrej polskiej literatury współczesnej i książek, które mocno zapadają w pamięć. Bardzo gorąco polecam i zabieram się za lekturę kolejnego tomu tej serii.  






niedziela, 3 marca 2024

Natalia Kruzer "Confessio"



Wydawnictwo Filia 
data wydania 6 marca 2024
stron 336
ISBN 978-83-8357-301-4

Confessio est regina probationum

Wyobraź sobie, że jesteś stróżem prawa i masz rozwiązać pewną trudną  zagadkę. Nie wiesz na początku czy to było morderstwo czy nieszczęśliwy wypadek. Gdy robisz krok w przód i masz pewność, że doszło do naruszenia kodeksu karnego prowadzisz śledztwo, a mimo to nie masz pomysłu kto jest winnym. Czy łatwo jest być prokuratorem gdy Twoje sumienie i intuicja podpowiada coś innego niż mówią Ci przełożeni? 

Kryminały zaczęłam czytać w wieku 12 lat. To wtedy pokochałam ten gatunek dzięki piórom rodzimych polskich twórców. Potem zaczęłam go zaniedbywać, ba traktowałam po macoszemu i marginalnie. Sensację w moim planie czytelniczym stanowczo wyparła proza obyczajowa i tzw. literatura kobieca. Ale po lekturze książki Natalii Kruzer czuję, że obyczajówki pójdą w kąt, a ja znów zacznę zaczytywać się namiętnie w kryminałach w które wplecione są wątki obyczajowe. A takich nie brakuje w ofercie Wydawnictwa Filia, które zaproponowało mi recenzję "Confessio". Tytuł, który jest debiutem przeczytałam na jednym wdechu i oceniam go bardzo wysoko. 

Autorką książki jest pisząca pod pseudonimem kobieta będąca prokuratorem z wieloletnim stażem zawodowym. I to w lekturze mocno czuć, i to wychodzi książce jak najbardziej na plus. Powieść ogromnie wciąga i intryguje. Tak, to doskonały złodziej czasu, to książka, którą trudno odłożyć w trakcie czytania. Przyciąga zarówno intryga kryminalna i kwestia kto jest winny, ale i osoba głównej bohaterki, której życie jest dość zagmatwane i niełatwe.

 Paulina pracując jako prokurator samotnie wychowuje niepełnosprawnego, autystycznego syna gdyż ojca dziecka pokonała jego choroba. Dojrzała kobieta prowadzi życie podporządkowane leczeniu syna, kosztownym terapiom, kredytowi na mieszkanie, wyczerpującej i stresującej pracy, która dostarcza wielu zaskakujących niespodzianek.  Paula ulgi szuka w lekach uspokajających i alkoholu, choć wie, że obie ścieżki to droga donikąd. Pewnego dnia na jej biurko trafia dość trudna sprawa dotycząca zgonu małego dziecka. Kubuś zmarł we własnym łóżeczku. Wychowywała go w trudnych warunkach samotna matka, która borykała się z problemami mieszkaniowymi, finansowymi i rodzinnymi. Ojciec dziecka okazał nieodpowiedzialnym narkomanem i miał zatargi z prawem. Paulina powinna więc zrozumieć zrozpaczoną matkę, która zostawiła dziecko pod kuratelą opiekunki, a zastała je martwym. Co sprawiło, że chłopczyk powiększył grono aniołków? Czy organom ścigania uda się ustalić winnego śmierci dziecka? 

W tytule jest wszystko, co powinno znaleźć się w dobrej sensacji: jest ciekawa sprawa kryminalna, jest budząca uwagę prowadząca śledztwo, jest świetnie zmiksowany wątek obyczajowy z kryminalnym, jest też pokazany od podszewki zawód prokuratora - jego blaski, cienie i codzienność w jakiej anturażu toczą się prokuratorskie postępowania. Wszystko jest w niej takie realne i autentyczne, a czytelnik siłą wciągnięty jest do świata w którym panuje zło, ścierają się poważne życiowe problemy, a litość jest czymś egzotycznym. Autorka odważnie pokazuje trudne życiowe dylematy samotnych matek upośledzonych dzieci, które muszą ciągle być gotowe mierzyć się z chorobami, ostracyzmem, krytyką otoczenia, złośliwymi docinkami i niezrozumieniem. Los bywa wobec nich totalnie głuchy i bezlitosny, a one same nie mają prawa do niczego poza bezgranicznym oddaniem się swojemu dziecku. 

Powieść ma wiele atutów, jest brutalna i przytłaczająca, ale i do bólu realistyczna. Autorka świetnie operuje piórem, pisze dojrzale i w sposób pełny emocji. Mam nadzieję, że wkrótce ukażą się jej kolejne tytuły Natalii Kruzer. 






 

wtorek, 30 stycznia 2024

Julia Maj "Gdyby dzisiaj było wczoraj"


Wydawnictwo trzy kolory
data wydania 2023
stron 172
ISBN 978-83-967598-0-1

Debiut, który mnie rzucił na kolana

Jak wiecie recenzuję książki już kilkanaście lat, przeczytałam ich setki i dzięki temu stałam się bardzo wymagającym czytelnikiem. Bo szukam teraz w lekturach przede wszystkim świeżości, czegoś pionierskiego, czegoś, czego jeszcze nie doznałam. Lubię kiedy fabuła mnie emocjonalnie targa, rzuca na kolana i jest w stanie poturbować bez litości i doszczętnie. Nauczyłam się też tego, że to dobrze jak książki są różne, że mogą one być lepsze lub gorsze, mogą mieć wady i zalety. Nawet te najlepsze nie muszą być idealne, perfekcyjnie skrojone, ale koniecznie muszą coś wnieść w życie ich czytelnika, pozostawić jakiś ślad w jego umyśle. 

Sięgając po debiut Julii Maj miałam świadomość, że jego opis przykuł moją uwagę i ta lektura będzie nietuzinkowa. I się nie pomyliłam, a książka otuliła mnie i znieczuliła na świat wokół mnie na o wiele dłużej niż zajęło jej przeczytanie. Nie jest to gruba lektura, ot taka powieść niby na jeden wieczór czy popołudnie, ale drogie czytelniczki, a zwłaszcza mężatki, to tytuł który może być niczym głębokie spojrzenie w lustro, niczym wędrówka do wewnątrz siebie, niczym spowiedź samej sobie, która jest czasem bardzo potrzebna. Bo ileż z nas po przeżyciu jakiegoś czasu z obrączką na ręku nie zastanawia się czy jest we właściwym miejscu u boku właściwej osoby? 

No właśnie: zaręczyny, ślub, podróż poślubna, miesiąc miodowy, zachłyśnięcie się życiem we dwoje i czy chcemy czy nie, dopada nas rutyna. Wszystko powszednieje, spadają magiczne różowe okulary i pojawia się pytanie czemu to on jest moim mężem? Nagle facet z obrączką z pary tej co nasza staje się obcy, ma coraz więcej wad, nasze drogi się rozchodzą i po głowie chodzi nam myśl, że to nie tak miało być oraz co ja z nim robię?! Dopada nas samotność i bardziej lub mniej świadomie szukamy kogoś nowego. Dokładnie tak jak bohaterka powieści Julii Maj, która przypadkiem poznaje kogoś, kto przewraca jej życie do góry nogami. Hania żyje niczym w szarej bajce. Ma męża, który zarabia, nie pije, nie bije, ale na jego widok serce żony nie bije tak jak kiedyś. Motyle odleciały z brzucha i jest szaro i buro w jego towarzystwie. Hania wraz z pasją jeżdżenia jednośladem poznaje kogoś, kto sprawia, że świat odzyskuje kolory i ma tysiące barw. Jej na nowo chce się żyć i kochać. Kochać i być zarazem kochaną. Są randki i szalony seks, są ukradkowe schadzki i nagle w życiu kobiety pojawia się lustrzana rzeczywistość. Dom i dzieci schodzą na dalszy plan. Hania zjada ciastko i ma ciastko, ale tak się nie da i trzeba kogoś wybrać. Bo co dwóch facetów to za dużo ...

To bardzo wciągający debiut, poruszający ważny temat, dający mnóstwo emocji, który czyta się bardzo dobrze. W tej fabule rządzi samo życie, takie zwyczajne i pełne konieczności wyborów. Hania musi wybrać nie mając żadnych gwarancji pomiędzy mężem a facetem po przejściach, pomiędzy tym co już zna, a tym nieznanym. Jej dylematy, jej rozterki, jej miotanie się pomiędzy jednym a drugim mężczyzną nie czynią ją szczęśliwą. Czytelnik żyje życiem tej bohaterki, utożsamia się z nią, żyje jej problemami i troskami. 
Ta powieść to nie klasyka, tu nie wprawia w podziw idealny warsztat, tu rządzą emocje w nielimitowanej dawce. Tu nie ma ideałów, to wszystko jest realne i namacalne, prawdziwe do bólu. Czekam z ogromną niecierpliwością na ciąg dalszy perypetii bohaterów, którzy słodko w życiu nie mają. Gorąco polecam lekturę. To potrzebna powieść. 


 

 

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Czas na podsumowanie roku

 To będzie mega smutne podsumowanie roku. Życie mnie w nim przeorało. Totalnie. Kłopoty waliły się na głowę jednym cięgiem. Przeżyłam najgorszy rok w życiu. Z jego skutkami borykam się do dziś. Wiem, tłumaczę się, ale mam powody, że tak mało przeczytałam. Nie będę Wam tu pisać o moich tragediach, bo nie chcę. Wolę póki co podusić je w sobie. Więc do rzeczy. Zawiodłam na całej linii jako blogerka i recenzentka. Zamierzam to oczywiście naprawić. Doczytać ubiegłoroczne zaległości. 

Przeczytałam 25 książek. Tak, tak mało. Nigdy bym nie uwierzyła czytając ponad sto rocznie, że tak będzie. Ale jest i nic tego nie zmieni. Trudno mi się czyta, bo nie mam już obok siebie osoby, z którą dyskutowałam o tym co czytamy. I to mocno boli. Mimo to pokażę Wam perełki, które mnie chwyciły mocno za serducho. 





















Dodam, że recenzje wszystkich tych książek znajdziecie na moim blogu. I jak podoba Wam się to zestawienie? Czy wśród Waszych typów jest coś z mojej listy? Dajcie znać. 

piątek, 19 stycznia 2024

Ann Napolitano "Witaj piękna"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania 24 stycznia 2024
stron 472
ISBN 978-83-8135-367-0

Powieść kojąca duszę 

Co miesiąc na półki księgarni trafia wiele nowości. Niektóre z nich są wręcz lustrzanym odbiciem książek wydanych już wcześniej i czyta się je z uczuciem deja vu. Osobiście nie przepadam za takimi lekturami, staram się ich unikać by przy czytaniu nie mieć klimatu ogrzewanego w nieskończoność kotleta. Niczym lwica poluję na oryginalne fabuły w których można się zatracić i przy czytaniu których ciekawość sięga zenitu. Dziś chcę Wam polecić właśnie taką powieść, która wniosła w moją duszę wiele pozytywnych emocji i która skupiła moją uwagę na całego. To styczniowa premiera od Wydawnictwa Otwartego, tytuł amerykańskiej Autorki piszącej romanse i literaturę obyczajową. 

"Witaj piękna" to książka bezsprzecznie o miłości, ale uprzedzam, że nie jest to słodki romans pełny czułych scen czy idealnego cukierkowego życia i infantylnego uczucia. W tej lekturze wszystko jest bardzo życiowe, pełne sprzeczności, prozy życia i zwyczajności. Takie właśnie powieści czyta mi się najprzyjemniej. 

 Życie Williama Watersa można podzielić na dwa etapy. Ten pierwszy, który trwał bardzo krótko i ten drugi, w którym czuł się niczym piąte koło u wozu. Granicą obu była tragedia, która dotknęła rodzinę Williama zaledwie sześć dni po jego narodzinach. Tylko tyle dane mu było być młodszym bratem swojej starszej siostrzyczki. Caroline zgasła nagle i bez uprzedzenia, a jej rodzice nigdy nie pogodzili się z utratą pierworodnej córki. Skutkiem ich żałoby była oziębłość wobec młodszego dziecka. Mały chłopiec, nastolatek, a potem dorosły mężczyzna nigdy nie zaznał rodzinnego ciepła i bliskości rodziny. Mimo, że wychowywał się w dostatku jego dom był pełen wiecznego chłodu i obojętności wobec jego osoby. Will czuł się przez to gorszy, odrzucony i przekonany, że jest kimś niewartym miłości, a rodzice jakby nieświadomie aczkolwiek skutecznie i bezpodstawnie oskarżali go o odejście siostry. Jego życie odmieniła koszykówka i pewna młoda kobieta, którą poznał gdy wyjechał na studia. 

Julia pojawiła się w życiu zdolnego studenta niczym dobra wróżka. Pokazała mu ile jest warty, pokazała mu czym jest życie pełne uczucia i ciepła. William zaczął odkrywać swoje wnętrze, swoje wartości i pasje. Nabrał wiatru w żagle, uwierzył w siebie, stanął mocno na nogach. W głowach młodych zakochanych ludzi zaczęły wizualizować się plany przyszłości - ślubu, założenia rodziny i kariery zawodowej. Wraz z Julią Waters dostał w pakiecie obraz rodziny i możliwość bycia częścią wspólnoty. I choć rodzina włoskich emigrantów nie była majętna poczuł się w niej całkiem nieźle. I tu czytelnikowi może się wydawać, że zaczęła się idylla i szczęśliwa strona życia, a parę czeka sielanka. Nic bardziej mylnego. Zaczęło się zwyczajne życie, które niesie ze sobą przeróżne niespodzianki. Jeśli jesteście ciekawi jakie sięgnijcie po lekturę, która nie raz Was zaskoczy.

W mojej głowie po przeczytaniu tej powieści krąży wiele refleksji. Jej lektura była czymś bardzo nostalgicznym i wzruszającym. Autorka wyraźnie skupia się na pokazaniu zwyczajnego życia i wskazania co jest w nim ważne i wiele warte, a co bezwartościowe. Z treści bije słuszny morał, że nic w  życiu nie jest nam dane na zawsze i wszystko nieustannie się zmienia, a przeszłość potrafi bezlitośnie wracać i nieźle namieszać w teraźniejszości. Tę powieść czyta się przyjemnie i nieśpiesznie. Tempo jej akcji nie jest szalone i dynamiczne, a bardzo spokojne. Przez jej karty przewija się temat miłości, a czytelnik ma okazję poznać jej przeróżne odbicia, które diametralnie różnią się od siebie. Ann Napolitano podkreśla jak ważnym etapem jest najwcześniejszy okres życia czyli dzieciństwo. Cudownie nakreśla jak ten czas potrafi położyć się cieniem na późniejszej przeszłości. Z kart książki bije też gloryfikacja rodziny, własnej tożsamości i korzeni, które mają ogromny wpływ na to, jacy jesteśmy. 
W tym tytule rozkochają się ci, którzy lubią w książkach odkrywać drugie dno, którzy cenią rozbudowaną stronę psychologiczną powieści oraz ci, którzy lubią lektury mające medytacyjny wydźwięk. To idealna książka dla tych, którzy cenią powieści z przekazem. Bardzo polecam na zimowe wieczory.  



 

środa, 10 stycznia 2024

Wojciech Nerkowski "Himalaya"



Wydawnictwo Lira
data wydania 2023
stron 368
ISBN 978-83-67654-84-5

Góra czy miłość? – oto jest pytanie!


Od wielu lat rozczytuję się w literaturze wysokogórskiej. Uwielbiam książki, które opowiadają o wspinaczce, zdobywaniu szczytów i pokonywaniu granic, które wyznacza ludziom natura. Kocham relacje z wypraw, kocham emocje, które towarzyszą zdobywaniu kolejnych metrów w drodze ku wierzchołkowi. Delektuję się opisami świata skał, lodu i wiecznego śniegu do którego przepustka jest dana tak niewielu. To właśnie z tych powodów sięgnęłam po powieść Wojciecha Nerkowskiego, której akcja rozgrywa się w Pakistanie wokół K2, drugiego po Evereście. Lektura porwała mnie niczym górska lawina - błyskawicznie. Od pierwszej strony zachłysnęłam się jej treścią, klimatem i wieloma atutami. Do samego końca towarzyszyły mi emocje i wypieki na policzkach. Miało to miejsce za sprawą niesamowitego talentu jej Autora, który perfekcyjnie połączył genialną sensację z tematyką najwyższych gór. Tym samym Wojciech Nerkowski zdradził swoją miłość do himalaizmu i smykałkę do budowania napięcia oraz pisania historii mrożących krew w żyłach czytelników.

Wiktor i Michał są przyjaciółmi i górskimi partnerami. Gdy ich poznajemy wspinają się na szczyt K2. Są już bardzo wysoko, przekroczyli granicę strefy śmierci. Ich marzenie jest coraz bliższe zrealizowania, ich ciała przechodzą w stan obumierania ze względu na wysokość na jakiej się znaleźli. Jest lodowato zimno, a każdy ruch kosztuje niewiarygodnie dużo wysiłku i energii. Kilkadziesiąt kilometrów od nich w osamotnionym luksusowym hotelu Himalaya czas spędzają ich partnerki. Iga i Paula mają podziwiać piękne widoki zza ogromnych przeszklonych okien, brać udział w medytacjach i przeżyć wyjątkowe wakacje. Niestety, nagle ich życie w mgnieniu oka zamienia się w koszmar. Dziewczyny podobnie jak inni goście tego obiektu stają się ofiarami ataku terrorystycznego. Młodym kobietom podobnie jak ich partnerom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Broń terrorystów jest równie niebezpieczna jak pobyt w strefie śmierci, siarczysty mróz i lawiny. Jak potoczą się losy młodych ludzi, którzy znaleźli się w centrum koszmaru? Czy uda im się ponownie spotkać i wrócić bezpiecznie do kraju? Czy los okaże się dla nich łaskawy? Zapraszam do lektury, która jest niczym narkotyk.

Ta powieść przeszła moje wszelkie oczekiwania. Jej Autor opisał tło fabuły niczym zawodowy himalaista. Z każdej strony bije niepowtarzalna wysokogórska atmosfera której nie spotkamy nigdzie indziej. Miałam wrażenie, że treść książki to nie literacka fikcja a literatura faktu, że opisane zdarzenia miały miejsce naprawdę. Wojciech Nerkowski postawił na szali ludzkie emocje. Uczucie do kobiety kontra górską pasję. Tej presji zostali poddani dwaj główni bohaterowie. Każdy z nich postąpił inaczej, każdy miał swoje racje, każdym rządziły emocje z górnej półki. Tym samym oprócz sensacji w lekturze została podniesiona kwestia nieodłącznie związana z himalaizmem. Własny egoizm kontra najdelikatniejsze uczucia. Trudne życiowe wybory i decyzje kontra wielka pasja. Dzięki temu tytuł czyta się z wielką ekscytacją i ciekawością. Ciekawym pomysłem jest też włączenie w treść książki wątku terrorystyczno -politycznego, który dodaje pikanterii i nietuzinkowości.

Himalaya” to powieść pełna kontrastów i wyborów, które pociągają za sobą spore konsekwencje. Tu nic nie przechodzi bez echa, wszystko jest wyraziste, a każde słowo i gest wyjątkowo wiele znaczy. Tu wychodzą mroczne strony ludzkiej natury, tu nie ma miejsca na kompromis. Tu wszystko jest prawdziwe, czarne lub białe. Tytuł pokazuje nie tylko kruchość ludzkiego życia, ale i marzeń oraz planów. Wojciech Nerkowski zmusza czytelnika do refleksji nad pięknem gór, które przeciwstawiają się granicom fizycznych ludzkich możliwości, ale i wyznaczają limit przyjaźni, lojalności i partnerstwa.

Tytuł gorąco polecam miłośnikom dobrej sensacji, gór i thrillerów z psychologią oraz polityką w tle. Książka na pewno Was nie rozczaruje. Mocne wrażenia gwarantowane.