środa, 1 kwietnia 2026

Katarzyna Ryrych "Antonina"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2026
stron 248
ISBN 978-838391-371-1
Seria Wilcze Córki
tom I

Przeznaczenia nie da się oszukać


Od lat rozczytuję się namiętnie w sagach i opowieściach z historią w tle. Lubię serie „córkowe” którym początek dała sama Lucida Riley. Wśród tegorocznych nowości znalazłam właśnie taki cykl, który urzekł mnie od pierwszego tomu. Już po kilku stronach czytania wiedziałam, że ta książka pobiła moje serce i długo zostanie w mojej głowie. „Wilcze córki” to czteroczęściowa opowieść, której wydawcą jest Prószyński i S-ka. Każdy tom jest poświęcony innej bohaterce, które łączy biedne, chłopskie pochodzenie i to, że trafiły pod opiekę niezwykłej kobiety.

Pani dziedziczka Wilczyńska po latach nieobecności wróciła do swojego majątku. Jej syn jako młody mężczyzna za wrogą wobec władzy działalność i poglądy został zesłany na Syberię. W ślad za nim udała się jego matka, która nie odstępowała swoje dziecko na krok. Będąc z daleka od rodzinnych stron odkryła nowy świat, swoje pasje i życiowe prawdy. Zahartowała się na ziemi zwanej nieludzką niczym stal, przywiozła stamtąd wiele mądrości i synową, jednak małżeństwo Rafała nie ułożyło się zbyt szczęśliwe. Doświadczona przez życie dojrzała kobieta postanowiła pomóc biednym dziewczynkom, które mieszkały w chłopskich domach na terenie jej majątku i wybrała kilka z nich by uczyły się w jej domu. Jedną z nich była Antosia, która miała trzynaścioro rodzeństwa, umęczoną życiem i pracą matkę oraz nieodpowiedzialnego ojca, który nie interesował się rodziną. Edukacja u dziedziczki była jej życiową szansą, którą inteligentna oraz rezolutna dziewczynka wykorzystała jak tylko mogła. Lekcje we dworze były preludium do dalszej nauki na pensji opłacanej przez Panią Wilczyńską i pewnej znajomości, która zmieniła jej życie diametralnie i na zawsze...

Gdy odłożyłam tę powieść na półkę po jej przeczytaniu musiałam ochłonąć i oderwać się od świata, którego już nie ma, a który mnie pochłonął bez reszty. Z żalem rozstałam się z poznanymi postaciami, a w szczególności z Antosią, którą polubiłam od samego początku. Jej osoba budzi bowiem sympatię, podziw i szacunek. Mając słabe karty życiowe z racji pochodzenia nie mogła liczyć na życie w dostatku i bez ciężkiej pracy, która niewiele daje. Los uśmiechnął się a ona wykorzystała tę szansę. Awansując nie zapomniała kim była i nie odwróciła się od cennych wartości, które jej wpojono. Wykorzystując zdolności pilnie się uczyła i szturmowała bramy lepszego świata, który okazał się bardziej brutalny i brudny niż się spodziewała. Wykorzystana i niesłusznie oskarżona odnalazła swoje miejsce w nowej rzeczywistości. Czy była szczęśliwa? To już odkryjcie na kartach lektury, która napisana jest po mistrzowsku. Jej Autorka genialnie wymyśliła i skonstruowała wyjątkową historię, która osadziła w realnej przestrzeni historycznej bardzo burzliwej dla narodu polskiego. Katarzyna Ryrych ciekawie odwzorowała słowami klimat majątku Wilczyńskich i biednej wsi pod zaborem rosyjskim, syberyjską rzeczywistość a także oblicze zagranicy gdzie pojawiła się polska i nie tylko polska emigracja. Losy biednej dziewczyny zmieniają się niczym w kalejdoskopie, a ona sama dorasta, dojrzewa i wyciąga wnioski z tego, co ją spotyka.

Książka gloryfikuje siłę kobiet, ich wytrwałość, upór i elastyczność wobec świata i losu jaki jest im dany. Pokazuje jak można kreować wielkość ze zwykłej codzienności, jak można rwać życie pełnymi garściami i cieszyć się każdą odrobiną szczęścia jaka jest nam dana. Historia Antoniny jest poruszająca i wywołuje łzy w oku. W czytelniku rodzi się bunt za niesprawiedliwość i na złych ludzi, którzy stanęli na ścieżce życiowej biednej dziewczyny, a ona sama jest symbolem ówczesnego awansu i kariery możliwej dla płci pięknej.

Tytuł czyta się rewelacyjnie i z wypiekami na twarzy. Nie sposób nie kibicować Antosi i nie trzymać kciuków za jej sukces. Fabuła toczy się wartko, a styl w jakim napisano lekturę dowodzi o talencie i świetnym operowaniu piórem przez Autorkę. Gorąco polecam przeczytanie tejże powieści a sama z wielką niecierpliwością czekam na kolejne części serii.




poniedziałek, 16 marca 2026

Rafał Wicijowski "Ostatni taniec"

 



Wydawnictwo Filia
data wydania 2026
stron 336
ISBN 978-83-8441-025-7

Życie jest zbyt krótkie na niewypowiedziane słowa


Uwielbiam czytać książki o miłości. Doceniam te, które traktują o prawdziwym uczuciu, wolę je od tych które opowiadają o zauroczeniu czy chwilowym romansie opartym na seksie i pożądaniu. Niezapomnianą przeze mnie lekturą jest oczywiście „Love story” Segala, która jeszcze do niedawna wydawała mi się niedoścignionym ideałem. Zmieniło to przeczytanie najnowszej powieści Rafała Wicijowskiego która zmiażdżyła mnie emocjonalnie bez reszty i rzuciła na kolana z których nie mogłam wstać. Spisana na kartach papieru historia poruszyła mnie tak mocno, że musiałam ją opłakać a dopiero po jakimś czasie usiąść do napisania o niej tekstu. I z ręką na sercu nie wiem czy udało mi się w pełni oddać jej fenomen i wyjątkowo genialny kunszt. Autor napisał i piórem i sercem i duszą. Ta opowieść koncentruje się wokół pary, która nie miała możliwości być ze sobą długo, bo życie i podły los napisali wyjątkowo drastyczny scenariusz. Marzenia zostały zdeptane, a bajka, która powinna mieć szczęśliwe zakończenie stała się historią napisaną przez szyderczego scenarzystę.


Julia pewnego dnia spotkała swoją drugą połówkę. Znajomość zaczęła się by trwać i trwać. U boku Michała zaznała smaku prawdziwego uczucia, bliskości i przyjaźni, których wydawałoby się nic nie jest w stanie zniszczyć ani unicestwić. Była pewna tego, że razem przejdą przez życie i będą ze sobą do później starości. Bez wahania przyjęła oświadczyny i miała zamiar powiedzieć sakramentalne „tak”. Jednak choć wszystko wydawałoby się kryształowe i idealne do ślubu nie doszło. To nic, że dziewczyna włożyła białą suknię i welon, on jednak nie zjawił się w kościele i wystawił przyszłą i niedoszłą żonę na pośmiewisko. Do rąk zapłakanej Julki dotarł tylko list, który tak naprawdę nie wyjaśniał przyczyny porzucenia a informował, że ceremonii nie będzie. Zrozpaczona panna młoda przeżyła kilka miesięcy w szoku i żałobie sakramentu, który nie miał miejsca. Godzinami sama w czterech ścianach swojego pokoju w domu rodziców zadręczała się co z nią było nie tak. Płakała i zeszła do piekła rozpaczy. Dzięki pomocy rodziny i przyjaciółki wyszła na prostą, podjęła pracę i nawet znalazła chłopaka, któremu na niej zależało. Ale nadeszła jedna chwila, kiedy przeszłość wróciła a wraz nią Michał, który poprosił o ponowny kontakt. Jak potoczyły się ich losy? Czy znów wrócili do siebie? Czy dziewczyna potrafiła mu wybaczyć? Zapraszam do lektury której nie zaczynajcie bez dużej paczki chusteczek.


Powieść pochłania od samego początku. Wciąga w wir wydarzeń, które mają piękny początek. Jest młodość, plany i marzenia, uczucie, poczucie całego życia przed sobą i miejsce dla rzeczywistości, która wydaje się piękna i bajkowa. I wszystko toczy się tak jak ma być, a ślub wydaje się wyczekiwaną i naturalną koleją rzeczy. Nagle zły los i jedna decyzja zabierają bajce kolory i piękno. Przewracają wszystko do góry nogami. Piękna historia zamienia się w koszmar a oceny wobec jednego z bohaterów szybują w dół i jeden czyn przyprawia mu łatkę drania i czarnego charakteru. Czy jednak słusznie? Ta książka właśnie to ma w sobie nietuzinkowego, że zmieniamy swoje nastawienie i ocenę wobec postaci, które są wyraziste, a zarazem zmienne i dynamiczne. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki czytelnik czy chce czy nie zaczyna żyć ich życiem i odczuwać to, co oni. To powoduje ogromną burzę emocjonalną, łzy i niekłamaną głębię lektury, która oplata nas niczym misterna pajęczyna. I już nie da się tak po prostu przestać czytać, a serce trzyma kciuki za cud i szczęście. Autor spisał się genialnie. Wyjątkowo celnie pokazał na czym polega prawdziwa miłość, jak ważne są nasze marzenia i dlaczego warto dążyć do ich spełnienia. Stworzył prawdziwą i nieprzesłodzoną historię, która ma swój rytm i styl. Tytuł czyta się na jednym wdechu, a dreszcze przechodzą raz po raz. To przepiękna refleksyjna powieść, którą nie sposób zapomnieć. To wyjątkowa perełka wśród książek o miłości. Gorąco polecam jej lekturę zwłaszcza tym, którzy omijają szerokim łukiem płytkie romanse i przelukrowane sztampowe opowiastki. 



niedziela, 1 marca 2026

Beata Biały "Siara. I nic nie jest jasne"

 


Wydawnictwo Otwarte
data wydania 2026
stron 304
ISBN 978-83-8399-016-3


Najlepsza biografia jaką kiedykolwiek czytałam

Dziwi Was tytuł? Musiałam być szczera i to napisać by oddać moje odczucia i by ta recenzja była sumienna i szczera. Od lat chętnie sięgam po biografie. Wybieram te, których postać stojąca w świetle pióra mnie interesuje, gdy ją cenię, gdy ta osobowość coś w sobie ma. Janusz Rewiński to wyjątkowa osoba. To ktoś bardzo charakterystyczny, utalentowany i błyskotliwy. Przez wiele lat od dziecka śledziłam Jego poczynania na scenie. Wtedy kabaret był inny, miał w sobie coś wyjątkowego i był furtką która pozwalała powiedzieć więcej niż było dozwolone. I właśnie to było moje pierwsze spotkanie z tym niezwykłym Artystą, który potem pokazał mi i oblicze filmowe i kinowe. Sięgając po książkę o Nim liczyłam na lekturę dobrą. Dostałam o wiele więcej. Dostałam lekturę, która jest napisana w sposób genialny i fenomenalny. Jej styl i język zasługują na jeden przymiotnik Arcydzieło. 

Z kart tytułu od samego początku wyłania się ktoś, kto ma mocną osobowość i swoje "ja", którego nigdy nie traci, które zostaje z nim do końca ziemskiej wędrówki. Był wyjątkowym człowiekiem, aktorem i kabareciarzem, wszedł do świata polityki, a na koniec wybrał spokój prowincji i rolnictwo. Był to jego świadomy wybór i droga. 
Beata Biały pokazuje każde Jego oblicze a czyni to w sposób wyrazisty i czytelny, a zarazem subtelny omijając styl sensacji i taniego pismactwa. Pisze o Rewie w sposób przystępny a zarazem poetycki czym oddaje mu  należny szacunek, hołd i splendor. Artysta i ojciec. Showman i skromny człowiek, któremu pieniądze nie przesłoniły świata i właściwych wartości. Samotnik i gwiazda sceny, wrażliwiec i ktoś, kto umiał porywać tłumy - dokładnie taki był Pan Janusz. Umiał zaskakiwać i był przewidywalny. Uparty, a zarazem utalentowany szedł przez życie własną drogą, która bywała i kręta i wyboista. Dzięki lekturze książki mamy okazję Go dogłębnie poznać i mu towarzyszyć. W lekturze pojawiają się wypowiedzi i wspomnienia syna Aleksandra i przyjaciela Krzysztofa Piaseckiego, a także artystów, którzy z nim pracowali: Beaty Ścibakówny czy Pawła Deląga i Cezarego Pazury. Każde z nich doświetla portret, który jest niezwykle ciekawy i wielowymiarowy. 

To się czyta dosłownie na jednym wdechu a wydaje się jakbyśmy byli z głównym bohaterem w jego życiu i przeżywali to, co on. Książka jest idealną retrospekcją życia wspaniałego Artysty, który umiał mówić i milczeć, który nie ulegał modzie i miał swoje zdanie, który miał odwagę wybierać to, co chciał, a nie to, co narzucały czasy czy moda lub inni ludzie. Wielu ludzi pokochało go jako tego który drwił z rzeczywistości na kabaretowej scenie czy jako Siarę. On jednak miał o wiele więcej twarzy. Wiele z nich nie było docenionych, wiele zapomniano. Świetnym uzupełnieniem tytułu jest obejrzenie materiałów w sieci internetowej, które pozwolą przeżyć wiele ról Janusza Rewińskiego jeszcze raz. 

Biję gromkie brawa za tak cudowny portret Rewy i gorąco polecam przeczytanie tym, którzy cenią filmowego Siarę, ale i miłośnikom naprawdę doskonałych biografii. Książka trafia na półkę ulubionych w mojej domowej bibliotece. 




 

niedziela, 15 lutego 2026

Marcel Moss "Schron'



Wydawnictwo Filia
Filia Mroczna Strona 
data wydania 2026
stron 384
ISBN 978-83-8402-959-6

Gdy czarcie wesele to krew się leje

Według mnie Marcel Moss i Remigiusz Mróz to współcześni królowie polskiej literatury sensacyjnej. To dlatego ich powieści wybieram w ciemno i nigdy się nie zawodzę, nigdy nie rozczarowuję. Zawsze towarzyszy mi niekłamana przyjemność rozwiązywania nietuzinkowej zagadki i niesamowite emocje.
Dokładnie tak było w trakcie lektury powieści "Schron" z pierwszoplanową postacią sympatycznego komisarza Sambora Malczewskiego. 

Runowo to mała miejscowość gdzieś na prowincji w której wiele się. Spokojną społecznością wstrząsają okropne wydarzenia. Niektórzy wiążą ich występowanie z potężnymi burzami, które określają jako czarcie wesela. Mówią, że gdy grzmi to w niebiosach czarty się weselą a na ziemi krew się leje i trupów nie brak.
 Sambor Malczewski ze swoim sympatycznym czworonogiem adopciakiem Terrorem spacerują po lesie następnego dnia po burzy. Niewinna przechadzka zostaje zaburzona potwornym odkryciem. Jest ono związanie z wydarzeniami sprzed lat. Schron w leśnej głuszy kryje bowiem  szczątki zaginionej przed laty rodziny Wilczków. Wydarzenia sprzed dwudziestu lat wychodzą z mroku. Czy uda się je wyjaśnić mimo upływu tak sporego czasu? Czy mają one związek również z innymi makabrycznymi zbrodniami które nie zostały wyjaśnione? Kto tak naprawdę jest katem a kto ofiarą? 
Koniecznie zajrzyjcie do tej powieści, bo jest ona po prostu wyśmienita i zasługuje na wielkie brawa.

Marcel Moss spisał się doskonale. Na kartach "Schronu" nakreślił wielowątkową i pełną mrocznego klimatu historię, która działa jak narkotyk i jest mocna niczym spirytus. Ona jest niczym mgła - otula i powoduje, że realna rzeczywistość odchodzi na drugi plan. Liczy się to, co w fabule, która staje się bliska niczym rzeczywistość. Książka ma bardzo wiele plusów - do nich zaliczymy nietuzinkowy pomysł na treść, kapitalne dialogi, zgrabne i dyskretne aczkolwiek bardzo wymowne opisy czy dynamiczną akcję, która powoduje, że nie ma miejsca na nudę. Tu strona za stroną wychodzą mroczne tajemnice zakopane na długo, ale nie na zawsze. Nadchodzi jednak czas, kiedy one powracają i wychodzą na światło dzienne. Lokalna społeczność mierzy się z sporą ilością zdarzeń, które spędzają sen z oczu i mrożą krew w żyłach. Zło pokazuje niejedno swoje oblicze, a ludzkie postaci stają się potworami bez moralnego kręgosłupa, które są zdolne do wszystkiego. Powieść od przysłowiowej deski do deski czyta się z wypiekami na twarzy i napiętą uwagą. Na ciele pojawia się gęsia skórka, a wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach. Czytelnik non stop jest zaskakiwany, a napięcie trzyma do końca. Nieoczekiwane zwroty akcji to porządek dzienny a emocje szaleją. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, by takie książki ukazywały się jak najczęściej. Moje wysokie czytelnicze wymagania Marcel Moss spełnił w 200%. Czekam na kolejne lektury z Samborem i Terrorem.