niedziela, 15 lutego 2026
Marcel Moss "Schron'
wtorek, 1 lipca 2025
Przemysław Borkowski "Nie bierz nic z takich miejsc"
Przeczytaj, jeśli naprawdę chcesz się autentycznie bać
Jestem dość czuła jeśli chodzi o łzy przy czytaniu i dość oporna jeśli chodzi o lęk przy lekturze thrillerów. Owszem, czuję emocje, ale nie wpadam szybko w panikę, nie boję się ciemności czy tajemniczych odgłosów. W myśl zasady, że wyjątek potwierdza regułę przeczytałam powieść, która bardzo mocno weszła w moje myśli i sprawiła, że naprawdę zaczęłam się bać. Zawsze czułam obawy wobec fanatyzmu zwłaszcza religijnego, a lektura najnowszego tytułu pióra Przemysława Borkowskiego potwierdziła, że opętanych przez wizje religijne ludzi trzeba się bać.
Do lektury przyciąga poza opisem wymowna okładka, która zdradza, że religia zagra tu pierwszoplanową rolę. Grafika działa jak magnes i nakazuje otworzyć książkę, a potem już nie ma odwrotu – czyta się jak byłoby się nakręconą zabawką.
Marcin i Dominika prywatnie są parą i prowadzą razem kanał na YouTube poświęcony miejscom, które kiedyś tętniły życiem, a dziś stoją opuszczone. Pewnego dnia udają się w odludne miejsce, gdzie na uboczu wśród lasu stoi kaplica i przylegający do niej kompleks budynków. Przed ćwierćwieczem był tu ośrodek dla trudnej młodzieży uwikłanej w różne nałogi na czele którego stał ksiądz Krystian. To miejsce zamarło, gdy na jego terenie doszło do zbrodni. Ośrodek zamknięto, a winny trafił do więzienia skazany prawomocnym wyrokiem za morderstwo na dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności. Gdy Marcin z dziewczyną odwiedzają tą tajemniczą miejscówkę wieje z niej grozą i złowrogą ciszą. Jej atmosfera dusi i ogromnie przytłacza. Młodzi ludzie na miejscu, na terenie kaplicy znachodzą tajemniczy krzyż inny niż wszystkie na świecie z zaskakującym napisem na jego belce. Mężczyzna wbrew Dominice zabiera krzyż ze sobą do domu i tym samym rozpętuje ciąg makabrycznych wydarzeń, które wciągają go w spiralę kłopotów i pozbawiają kontroli nad swoim życiem. Czy uda się sympatycznej parze wyplątać z koszmarów i pozbyć się męczącego balastu? Czy ich życie wróci na normalne tory? Czy zło zostanie na powrót uśpione?
Ten hipnotyzujący thriller grozy to książka petarda! To jedna z najlepszych pozycji w tym gatunku jaką kiedykolwiek przeczytałam! To kawał znakomitej literatury, który opętuje zmysły czytelnika z mocą wodospadu i przewraca spokój na rzecz książkowej atmosfery. Zło jest mocno namacalne, a temperatura emocji wrze. Wszystko staje się pokryte cieniem, tajemnicze, namacalne i złe. Akcja powieści toczy się bardzo wartko i burzliwie. Wszystko drga i jest kinetyczne. Klimat staje się coraz bardziej gęsty, a treść mrozi krew w żyłach niczym syberyjski mróz. Dzieje się wiele, chwilami nawet zbyt wiele. Dobro umyka a zło przejmuje władzę i kontrolę. Grunt pod nogami się zapada, a mały drewniany przedmiot nadaje rytm rzeczywistości. Przeszłość odzywa się mocnym echem i burzy spokój wielu osób. Zło jest niczym zaraźliwa choroba, która dusi niczym strzyga. Nie widać światełka w tunelu, a koszmar narasta by mocno eskalować i eksplodować na końcu.
Połączenie kryminału z thrillerem wyszło Przemysławowi Borkowskiemu perfekcyjnie. Książka w pełni zasługuje na wielkie brawa i miano bestsellera. Jest wybitna, dopracowana i napisana z aptekarską precyzją. Autor świadomie z każdą stroną podkręca atmosferę i temperaturę wsadzając czytelnika na zepsutą karuzelę, która nie może się zatrzymać. Pozostaje mocno się trzymać i ulec klimatowi, poddać się złu, które gdy wyszło z podziemia szaleje! Czytanie nocą, w czasie burzy daje dodatkowe doznania, które są wyjątkowe.
Wykreowane postaci mają w sobie potencjał i zagadkowe charaktery. Są niczym szmaciane lalki rzucane przez żywioł zła z którym walczą wszystkimi siłami. To nakręca fabułę i sprawia, że od książki dosłownie nie można się oderwać. To świetna propozycja dla tych, którzy są spragnieni mocnych wrażeń i drastycznych scen. Bardzo gorąco polecam lekturę tej książki! Tym razem Borkowski okazał się wybitnym maestrem strachu, musicie mu ulec i poznać tę mroczną historię! Mocnych wrażeń!
czwartek, 15 maja 2025
Natasza Socha "Maska"
sobota, 10 maja 2025
Sandra Podleska "Cisza w mazurskim lesie"
czwartek, 27 czerwca 2024
Przemysław Kowalewski "Sierociniec"
Mroczne tajemnice bolą bardzo długo...
poniedziałek, 30 maja 2022
Anna Kańtoch "Jesień zapomnianych"
czwartek, 30 kwietnia 2020
Iwona Wilmowska "Zostawić ślad"
czwartek, 14 listopada 2019
Mariusz Leszczyński "Bez litości i przebaczenia"
piątek, 12 kwietnia 2019
Alek Rogoziński "Śmierć w blasku fleszy"
środa, 12 grudnia 2018
Krzysztof Koziołek "Nie pozwól mi umrzeć"
środa, 17 października 2018
Hanna Greń "Popielate laleczki"
wtorek, 24 lipca 2018
Gillian Flynn "Ostre przedmioty"
czwartek, 7 grudnia 2017
Krzysztof Koziołek "Imię Pani"
piątek, 27 stycznia 2017
Remigiusz Mróz "Świt, który nie nadejdzie"
Do stolicy ze wschodniej prowincji, a konkretnie z Wileńszczyzny, przyjeżdża pewien mężczyzna. Ernest Wilmański, były bokser, zamierza wymazać nie zawsze idealną przeszłość i rozpocząć wszystko od początku. Ma przy sobie trochę gotówki i głowę pełną pomysłów. Los jednak drwi z jego planów, a wplątuje bohatera w niezłą kabałę. Będąc świadkiem stosowania przemocy wobec młodej dziewczyny staje w jej obronie. Zadziera, nic o tym nie wiedząc, z członkiem gangu Banników. Tym samym ściąga na swoją osobę spore kłopoty i zemstę za pobicie jednego z członków szajki. Ernest ma dwa wyjścia – chronić się pod skrzydłami policji bądź przystąpić do konkurencyjnego gangu. Odważny mężczyzna odrzuca jednak propozycję ze strony policjantki Elizy Zarzecznej i wybiera trzecie, jakże oryginalne rozwiązanie. Idzie wprost do jaskini lwa i proponuje w lokalu „Mokradło” szefowi Banników Fryderykowi Hertzowi współpracę. Czy wybiera optymalne i najkorzystniejsze dla siebie rozwiązanie? Logicznie wydaje się, że nie, ale… Czasem krzywa droga może okazać się tą najprostszą...
Remigiusz Mróz tym tytułem udowadnia, że ma wybitny dar odmalowywania przeszłości, w której nie dane mu było żyć. Czyni to z niesamowitym czarem, wybitną precyzją i wyjątkowym mistrzostwem. Zrobiło to na mnie olbrzymie wrażenie i nie będę ukrywać, że epoka, która dotąd wydawała mi się nieco nuda zaczęła mnie fascynować. Twórca „Kasacji” po raz kolejny sprawdził się rewelacyjnie w odsłonie retro. Wykreował wyjątkowe postacie, doskonale poprowadził fabułę i zapewnił kilka godzin czytelniczej rozrywki na pierwszorzędnym poziomie. Szybko straciłam dla tej powieści głowę i zaczęłam ją chłonąć nieczuła na późną porę i zmęczenie. Udzielił mi się klimat przedwojennej stolicy, zafascynował mnie świat, w którym granice prawa są wciąż łamane, zainteresowała mnie praca kobiet w policji, które były prekursorkami w tej służbie. Zaintrygował mnie gangsterski świat, w którym nie było miejsca na naprawę swoich win, w którym nie dawano drugiej szansy. Wreszcie moją uwagę przykuł nietuzinkowy bohater, który miał w sobie to „coś”, co przyciąga kobiety, budzi podziw wrogów i szacunek kompanów. Za sprawą Mroza znalazłam się w świecie przestępczym, z którym w rzeczywistości nie miałam, ani nie mam, w ogóle do czynienia. I co dziwne, ten świat zaczął mnie wabić i nęcić.
Moją uwagę zwróciła także Eliza Zarzeczna – kobieta, która chcąc uzyskać awans społeczny, która marząc o stabilizacji finansowej, wybrała pracę wymagającą od niej nadzwyczaj wiele.
„Świt, który nie nadejdzie” ma wiele zalet. Na uznanie zasługuje lekkość pióra, doskonały styl, płynność akcji, dynamika fabuły. Mróz świetnie odrysowuje odległą rzeczywistość, komplikuje i splata losy wykreowanych przez siebie bohaterów, a tym samym dostarcza odbiorcom książki sporej przyjemności czytania i emocji. Wszystko w tym tytule jest żywe, namacalne, plastyczne. Nie czuć sztuczności, czytelnik nie doświadcza niespójności najdrobniejszych szczegółów. Każdy element fabuły układa się w ukierunkowaną całość, a sama lektura czyta się płynnie, bezproblemowo i niezwykle przyjemnie. Remigiusz Mróz i tym razem nie zawiódł. Doskonale przygotował zarówno tło, jak i plan pierwszy. Idealnie wprowadził w specyficzny klimat i sprawił mi naprawdę uroczą niespodziankę. Tytuł polecam, a za jedyny minus uważam niebyt ciekawą okładkę. Jeśli w tym aspekcie się ze mną zgodzicie to i tak w żadnym stopniu nie umniejszy to przyjemności czytania. Zapraszam do lektury.
poniedziałek, 19 października 2015
Ryszard Ćwirlej "Tam ci będzie lepiej"
wtorek, 26 maja 2015
Anna Karpińska "Sakramnet niedoskonały"
Anna Karpińska ma w swoim dorobku kilka dobrych powieści obyczajowych. Jej najnowsza książka to jednak lektura w innym gatunku. To kryminał z domieszką obyczaju, którego akcja rozgrywa się współcześnie.
Ślub, wesele i noc poślubna mają być początkiem nowej życiowej drogi dla pary, która mówi sobie sakramentalne „tak”. Mają żyć długo i szczęśliwie. Przypadek Blanki i Donata jest jednak odmienny. Świeżo upieczony mąż umiera w małżeńskim łożu kilkanaście godzin po odejściu od ołtarza. Gdy Blanka budzi się, z przerażeniem stwierdza, że obok śpi już nieżywy mąż. Wezwany lekarz pogotowia potwierdza zgon. Rodzina denata od razu podejrzewa, że ktoś pomógł mu w przejściu na tamten świat. Zostaje wezwana policja i wszczęte śledztwo. Osób mających motyw wydaje się sporo. Mógł być to przecież ktoś z rodziny, jeden z weselnych gości lub sama świeżo upieczona żona i wdowa w jednej osobie...
Sięgając po ten kryminał trzeba mieć świadomość, że nie jest to książka mroczna, ponura niczym te rodem ze Skandynawii. Sensacja bowiem miesza się z obyczajem, a samą książkę mimo trupa na pierwszym planie bardziej zaliczyłabym do literatury dla kobiet niż pozycji traktujących o morderstwach. Autorka wzbudziła od samego początku moją ciekawość, ale nie czułam przerażenia, dreszczy czy nie bałam się po lekturze zasnąć. Zabrakło scen mrożących krew w żyłach, wzbudzających lęk opisów, analiz psychologicznych. Zabrakło też wyrazistej kreacji stróżów prawa, którzy działają bez adrenaliny, bez determinacji, nie mają instynktu łowców zabójców i nie są zbyt błyskotliwi czy wyjątkowo inteligentni. A mimo to, ta książka mi się spodobała. Przypadła mi do gustu choć jest zdecydowanie inna niż cenione przeze mnie typowe kryminały. Ujęły mnie lekkość pióra, szybkie tempo akcji, ciekawie pomyślana konstrukcja fabuły. Do samego końca nie rozwikłałam zagadki kto trafi za więzienne kraty. Wybór winnego uważam za nietuzinkowy i czyniący tym samym lekturę intrygującą. Anna Karpińska ciekawie przestawiła klan Królów. Bogatej rodziny, która idealna wydaje się tylko na pierwszy rzut oka. Gdy bliżej się im przyjrzymy, zobaczymy wstydliwe tajemnice, mające nie ujrzeć światła dziennego sekrety, moc oskarżeń i wzajemnych pretensji, antypatie i gorące spory. Ciekawym zabiegiem jest dwutorowe śledztwo, które z jednej strony prowadzą policjanci, a z drugiej dziennikarze. I to właśnie pismaki wydają się być górą.
Książka świetnie ukazuje ludzką słabość do pieniędzy, wobec których nawet braterskie więzi są bez szans. Autorka skupiając się na tym zagadnieniu dostarcza czytelnikom emocji na równi z tymi związanymi z morderstwem.
Reasumując - flirt Anny Karpińskiej z kryminałem okazał się całkiem niezły choć pozbawiony perfekcji. Widać pewne braki, a z drugiej strony sama książka jest dobra i może się spodobać. Kryminał w wersji light to moim zdaniem jej najtrafniejsze określenie. Kto nie lubi książek w stylu Lackberg, kogo męczy mrożąca krew w żyłach sceneria rodem z horrorów z pewnością w niej zagustuje. Wszak nie wszystkie koty są czarne, a nie wszystkie kryminały muszą mieć ogromną dozę mroczności.





























