Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydanictwo Pascal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydanictwo Pascal. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 kwietnia 2017

Abbi Glines "Zatrzymaj mnie"






Wydawnictwo Pascal
data wydania 2017
stron 336
ISBN 978-83-7642-990-8
seria Sea Breeze tom V

Młodość nie zawsze jest usłana różami

Pewnego dnia przyszła do mnie przesyłka. W kopercie była książka Abbi Glines. Tytuł z serii książek o miłości opowiadający o młodych ludziach i dla takiej grupy wiekowej napisany. Jeszcze dobrze nie rozpakowałam a już moja mama porwała książkę i zaczęła czytać. Zatem serię młodzieżową może kochać też pokolenie seniorów. Na przeczytanie tej powieści musiałam zatem dzień poczekać, ale za to lektura okazała się przednia i spodobała nam się obu. Zatem książki młodzieżowe łączą pokolenia. 

On jest seksownym i zdolnym bejsbolistą. Ona uroczą córką farmera. On kocha ją na zbój, a ona świata poza nim nie widzi. A los postanawia skomplikować im życie. To niesprawiedliwe, ale właśnie tak często w życiu bywa. On dostaje upragnione stypendium. Ona postanawia z nim pojechać. W tym musi pomóc finansowo jej tata, który nie jest zbyt przechylny chłopakowi. Evie wydaje się, że tylko zgoda ojca stoi im na drodze do szczęścia. Ale tak nie jest, bo tata się zgadza, ale okazuje się, że przeszkodą jest choroba. Czy związek na odległość z młodym sportowcem za którym oczy wypatruje grono napalonych fanek jest możliwy? Czy uczucie przetrwa próbę na jaką zostanie wystawione? Czy będzie miał miejsce happy end?
Zapraszam do przeczytania powieści, która zauroczyła mnie na całego. Od samego początku po koniec, po ostatnie zdanie. Ona mnie tak mocno ujęła, że przeżywałam ją całą sobą.

Abbi Glines znów napisała cudowną, ciepłą i mocno wciągającą książkę. Jej fabuła pokazuje, że miłość przeżywana w młodym wieku nie zawsze jest przez los rozpieszczana. Często, właśnie tak jak w lekturze, na drodze uczuciu stają różne przeszkody. Walka z nimi jest trudna, żmudna i wymaga bardzo wiele cierpliwości, mocnych nerwów oraz opanowania. A to cechy, które młodzi ludzie nie zawsze mają. Miłość jednak czyni cuda i potrafi dodać sił. Fabuła książki tylko na pozór wydaje się prosta - jest w niej wiele treści. Główna bohaterka przeżywa spore dylematy, jest rozdarta pomiędzy uczuciem do ukochanego i opieką nad ojcem. Musi podjąć trudną decyzję, poświęcić wiele, cierpieć widząc jak gaśnie ważna dla niej osoba. Cage, czy chce czy nie by nie stracić wybranki swego serca musi dojrzeć, poważnie popatrzeć na życie, odrzucić pokusy.
Ten tom mojej ukochanej serii czyta się doskonale, a lektura wręcz naszpikowana jest sporymi emocjami. Książkę oczywiście możecie przeczytać jako kolejną z cyklu, ale równie dobrze możecie sięgnąć po nią odrębnie i skupić się tylko na jej treści. Z serca polecam z dobrą herbatką i paczką chusteczek, bo łezki z pewnością polecą. 

piątek, 8 stycznia 2016

Joanna Nowicka, Małgorzata Łupina "Trzy na godzinę"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2015
stron 288
ISBN 978-83-7642-629-7

W piekle gwałtu

Powszechnie wiadomo, że kobiety nie mają słodko w krajach muzułmańskich. Są one tam podległe woli mężczyzn, mają ograniczone prawa, są traktowane gorzej niż Europejki na Starym Kontynencie. Ale czy świat i opinie publiczna ma wiedzę i świadomość o piekle kobiet w Indiach? Sama nie za bardzo miałam pojęcie o sytuacji Indyjek w ich ojczyźnie. Indie kojarzyłam jako kraj piękny, kolorowy, biedny, ludny, warty odwiedzenia, ciekawy kulturowo, ale nie wiedziałam, że kobietom od dziecka żyje się tam tak źle. 
 
W Indiach nie cieszy się z narodzin córki. Wiele kobiet decyduje się na aborcję, gdy nie spodziewa się syna. Małe dziewczynki- noworodki są często uśmiercane po przyjściu na świat. Nastolatki, nawet małe dziewczynki, kobiety są często gwałcone, a sprawcom gwałtu ich haniebny czyn uchodzi bezkarnie. Fikcja? Scenariusz brutalnego filmu? Nie, samo życie. Życie, które bywa horrorem, a które przedstawiła w filmie i opisała w książce Małgorzata Łupina. 

To niewiarygodne, ale co dwadzieścia minut gwałcona jest indyjska kobieta. Pada ona ofiarą kogoś z rodziny - ojca, wujka, kuzyna, sąsiada, mieszkańca tej samej miejscowości, kogoś jej znajomego lub hordy niewyżytych mężczyzn, którym wydaje się, że wszystko im wolno, że są bezkarni, a kobieta to nic innego jak zabawka w ich rękach. Można ją wykorzystać, pozbawić czci, spokoju, zdrowia, równowagi psychicznej. I nic za to nie będzie groziło. Wiele kobiet z poważnymi obrażeniami ciała trafia do szpitali, ale nawet obdukcja lekarska nie ma wagi dla policji, która często nie podejmuje żadnych działań. Ogólnie sytuacja jest smutna, ale powoli wiele kobiet zaczyna działać. Twardo szukać pomocy u prawników, uczyć się samoobrony, protestować przeciwko złemu traktowaniu i przemocy. 
 
Do Indii wraz z epiką filmową dotarła znana aktorka Anna Dereszowska, która była mocno poruszona tym, co ujrzała. Polacy dotarli bowiem do ofiar, które miały odwagę powiedzieć o swoim koszmarze, przeprowadzono również wywiad z obrońcą jednego z oskarżonych o gwałt. Ekipa poznała także dwie młode kobiety, którym udzielono pomocy medycznej w Polsce. 
 
"Indie. Trzy na godzinę" to książka, która mocno Wami wstrząśnie jeśli tylko się w nią zagłębicie. Ukaże problem obecny w kraju, który jest pełen kontrastów. Piękna i biedy, szczęścia i koszmarów. Hindusi nie doceniają swoich kobiet, traktują je skandalicznie jak istoty gorsze. Wiele indyjskich kobiet przeżywa piekło na ziemi. Dobrze, że są wśród nich takie, które mają odwagę krzyczeć i wołać o pomoc. Poruszać serca ludzi na całym globie, nagłaśniać problem, ale i przestrzegać płeć piękną, która przyjeżdża do tego kraju. Książka powstała na podstawie docenionego i nagrodzonego filmu dokumentalnego. Czyta się ją przez łzy, które same płyną wobec zła, przemocy i krzywdy. Lektura nie jest zbyt gruba, ale niezwykle bogata w treść. Opatrzona zdjęciami, które mówią do czytelnika tak samo wyraziście jak spisane słowa. Dzięki niej doceniłam swój status tu gdzie mieszkam i to prawo jakie u nas obowiązuje. Niedoskonałe, ale skuteczniejsze niż w Indiach. 
To pierwsza książka przeczytana przeze mnie w tym roku. Niezwykle przemawiająca i prawdziwa. Wzruszająca i wołająca o pomoc dla milionów istot na tym globie. Niech pomoże w zmianie na lepsze. Niech będzie zwiastunem zmian. Gorąco polecam ją nie tylko kobietom, nie tylko miłośnikom reportażu, nie tylko ciekawym Azji.

czwartek, 22 października 2015

Anna B. Kann "Powrót do Barcelony"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2015
stron 304
ISBN 978-83-7642-576-4

Potem kocha się mocniej

Kilka godzin temu skończyłam lekturę drugiej powieści Anny B. Kann będącej kontynuacją książki "Do zobaczenia w Barcelonie", której recenzję znajdziecie na moim blogu pod linkiem http://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2014/07/anna-b-kann-do-zobaczenia-w-barcelonie.html
i śmiem Wam donieść, że to była wyśmienita lektura. Kontynuacja okazała się w moich oczach jeszcze lepsza od debiutu Autorki. Czytałam i pochłaniałam, miałam rumieńce na twarzy, a przed oczami przewijały mi się obrazy Barcelony i Lizbony, w uszach brzmiało tango i flamenco. Było po prostu niepowtarzalnie i wyjątkowo. 

Jak łatwo się domyśleć lektura to ponowne spotkanie z Ewą, dojrzałą prawniczką, która zagubiona w swoim małżeństwie, samotna u boku męża oddała się pasji jaką stało się dla niej tańczenie flamenco. Poznała pewnego wyjątkowego nauczyciela tego tańca, wyjechała do Barcelony i wdała się z Paco w gorący romans. Tylko... ognisty Hiszpan okazał się być niewiernym i skłonnym do zdrady. Ewa szybko odkryła jego grzechy i po raz kolejny została zraniona. Roztrzęsiona, rozżalona, smutna udała się na barcelońskie lotnisko i pod wpływem impulsu znalazła się w stolicy Portugalii Lizbonie. Myślała, że w tym mieście spokojnie zastanowi się nad sobą, nad tym co dalej. Wybierze z kim ma być - czy z mężem czy z kochankiem, lub podejmie decyzję o byciu samą. Czy ten wyjazd okazał się owocny, czy naszej bohaterce udało się zapanować nad emocjami i swoim życiem będziecie wiedzieli, gdy przeczytacie "Powrót do Barcelony". Moim zdaniem warto to zrobić z kilku powodów. 

Po pierwsze ta powieść to doskonała lektura obyczajowa z tym, co w życiu nieodzowne - zdradą, zagubieniem w związku, samotnością u boku partnera, ale i nagłym zauroczeniem, romansem, namiętnością. Sytuację poznajemy nie tylko z punktu widzenia głównej bohaterki, ale i jej męża. Możemy śmiało szukać winnego, bo zawsze gdy popełniony zostaje błąd ktoś go musi popełnić. Ale czy winę da się tak szybko łatwo i jednoznacznie przypisać? Myślę, że książka podkreśla, iż nie ma winy w stu procentach jednostronnej. Na szczęście związku muszą pracować dwie strony.
Po drugie to powieść, która pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości która nas otacza i zagościć w dwu pięknych miastach. Pozwiedzać je w towarzystwie Ewy, spojrzeć na ich zabytki, piękno i czar oczami kobiety, która kocha taniec i kulturę iberyjską. 
Czytając, to już trzeci atut, dojrzymy jeszcze taniec. Być może dotrze do nas to, jak wielką może on stać się pasją, jak bardzo zmienić życie, dodać jemu kolorytu, blasku, a nam śmiałości i odwagi, pewności siebie. Być może wielu z Was przy lekturze zechce posłuchać tanga czy utworów z kręgu flamenco, co tylko moim zdaniem wzbogaci Wasze doznania związane z tą publikacją. Najmocniejszym atutem tej książki jest naprawdę ekscytujące zakończenie. Takiego końca życzyłabym każdej książce. Ileż było w nim emocji! 
Ta powieść udowodniła, że z książki na książkę pisarz może się szalenie rozwinąć, nabrać wiatru w żagle, udoskonalić swój warsztat. Nie sposób nie docenić również dobrze wykreowanych wyrazistych postaci, z których każda jest inna, każda ma swoje racje. 
Tę powieść polecam przede wszystkim miłośnikom tańca, zafascynowanym Półwyspem Iberyjskim, ale i tym którzy poszukują w książce obyczajowej czegoś więcej niż dobrze skonstruowana fabuła. Konkludując jestem ciekawa czy Autorka pokusi się o napisanie kolejnej książki o losach Ewy. Bardzo bym sobie tego życzyła, bo polubiłam tę postać i stała mi się ona bardzo bliska.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Rita Golden Gelman " Zawsze o tym marzyłam"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2012
stron 432
ISBN 978-83-7642-087-5
 
Sposób na życie: podróże i koczowanie
 
Wow! To moja pierwsza reakcja po przeczytaniu tej książki. Okrzyk zachwytu nad świetną prozą, radość z przeczytania doskonałej książki podróżniczej. Taka właśnie jest lektura autorstwa pewnej kobiety, która odmieniła pewnego dnia swoje życie. Zmieniła je totalnie i pod prawie każdym względem. No dobrze, może w pewnym stopniu jest to wynik zdarzeń losu, ale gdy rozsypał się świat Rity, gdy rozpadło się po ponad dwudziestu latach jej małżeństwo prawie 50-letnia autorka książek dla dzieci nie siadła, nie załamała rąk i nie użalała się nad sobą tylko zaczęła spełniać swoje marzenia. I to te bardzo ukryte, drzemiące gdzieś w otchłani jej duszy. Do tej pory żyła w Nowym Jorku u boku męża, była przykładną żoną i matką, osiągnęła sukcesy zawodowe, ale to życie było jakby bez tego czegoś, co nadaje mu smak. Ricie nie odpowiadał blichtrowaty świat jej męża, życie w luksusie, bankiety, jeżdżenie mercedesem i noszenie wizytowych kreacji. Ona chciała zwiedzać świat, poznawać rdzenne społeczności żyjące na kuli ziemskiej, smakować lokalnej kuchni, uczyć się egzotycznych języków. Po rozwodzie w 1985 roku rozpoczęła nowy rozdział w życiu. Zaczęła podróże w pojedynkę. Na początku w trakcie pierwszej wyprawy do Meksyku może czuła się troszkę niezręcznie i samotnie, ale te uczucia szybko minęły. Każda kolejna wyprawa, każde zamieszkanie poza Stanami pozwalały jej poznać lokalną kulturę, zbliżyć się do odmiennych tradycji, poznać inny, mniej cywilizowany świat. Służyło to jej twórczości, bowiem wskutek wypraw wydawca otrzymywał kolejne książeczki autorstwa Rity których adresatami były maluchy, a dzięki którym miały okazję poznać to, czego na krańcach świata doświadczyła ich twórczyni. Rita zabiera nas do Meksyku, Nowej Zelandii, Kanady,Tajlandii, Indonezji, na Bali i do Izraela. Pisarka jednak unika modnych kurortów,  wybiera bowiem miejsca, gdzie nie docierają turyści, gdzie żywa jest jeszcze lokalna tradycja i kultura sprzed lat. Tam stara się zaprzyjaźnić z ludźmi, żyć podobnie jak oni, czasem bez wygód i tego, co jest w cywilizowanym świecie normą. Ale za to ma okazję przeżycia fascynujących przygód, odkrycia świata, który powoli przechodzi do historii i zamiera. Jakże to niesamowite poznać inną kuchnię, brać udział w przyrządzaniu specyficznych potraw, poznać życie kobiet - rówieśniczek, które żyją w jakże odmiennej rzeczywistości! Rita na własne życzenie staje się koczowniczką. Poznaje świat i swoje kilkunastoletnie wspomnienia spisuje w niesamowitej książce. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Będzie to idealna lektura dla lubiących podróże i ciekawych świata. Lektura wprowadza nas w rzeczywistość, która powoli zamiera, zmienia się nieodwracalnie. To bardzo ciekawe doświadczenie przez lekturę książkę zajrzeć do stylu życia innych, odmiennych kulturowo ludzi. To fascynująca przygoda, która robi spore wrażenie. Książka jest bardzo ciekawa i tylko trochę szkoda, że wydawca nie dodał do niej garści zdjęć. Ale i tak gorąco ją polecam.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję ślicznie Wydawnictwu Pascal.

środa, 21 listopada 2012

Jamie Ivey "Smak Prowansji"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2012
stron 320
ISBN 978-83-7642-064-6
 
Poszukując najbledszego rose
 
Uwielbiam czytać książki o słonecznych, południowych zakątkach Europy, gdzie lato trwa o wiele dłużej niż w Polsce. Dzięki sprzyjającemu klimatowi w takich miejscach rosną oliwki, cytrusy i winogrona, z których produkuje się wspaniałe wina. A ja choć po alkohol sięgam rzadko trunki z winogron cenię najbardziej i lubię do obiadu wypić lampkę wytrawnego wina. To upodobanie zachęciło mnie do przeczytania książki Jamie Iveya opowiadającej o produktach francuskich winnic i o samych winnicach. Ta wspaniała lektura powstała dzięki zakładowi zawartemu wskutek językowego nieporozumienia.
Jamie i jego żona Tanya to Anglicy. Pewnego lata wybrali się po raz kolejny do Francji, chcąc odwiedzić siostrę Tanyi, która mieszka w ojczyźnie Balzaca wraz z mężem i uroczą trzyletnią córeczką o imieniu Rose. Tego dnia, gdy spotkali się w restauracji dziewczynka była wyjątkowo blada. Rozmowę rodziny podsłuchała elegancka dama z sąsiedniego stolika. Kobieta myślała, że jej sąsiedzi rozmawiają o różowym winie rose, a nie o dziewczynce o tym imieniu. I założyła się z angielską parą, iż produkowane w jej winnicy różowe wino jest najbledsze we Francji. Jeśli Tanya i jej mąż znajdą bledszy trunek niż ten produkowany przez nią – właścicielka winnicy będzie im dostarczać wino do ich domu do końca życia. Jeśli zaś ona by wygrała Anglicy mieli znaleźć w Anglii importera dla jej wina. Jamie i jego małżonka postanowili na poszukiwania poświęcić sześć miesięcy następnego roku. W tym celu sympatyczni mieszkańcy Londynu porzucili pracę i podróżowali przez praktycznie całą Francję.
Wycieczka obfitowała w ogromną liczbę przygód, wspaniałych widoków i mnóstwo posiłków. Anglicy skosztowali wiele niezwykle smacznych dań i wypili wiele kieliszków wina. Nacieszyli oczy pięknymi krajobrazami, poznali fantastycznych producentów win i poszerzyli krąg przyjaciół. Odwiedzili m.in. Szampanię, Burgudię, Paryż, Dolinę Loary i Rodanu oraz Prowancję. Czy udało im się wygrać zakład? Tego nie zdradzę, sięgnijcie po książkę.
Czytałam już kilka książek o Francji, ale ta jest nieco od nich inna. Opowiada o zwiedzaniu ojczyzny Balzaca szlakiem wspaniałych winnic, słynących z produkcji wybornych win. Z lektury dowiedziłam się sporo o produkcji wina, zwłaszcza różowego, które powoli acz systematycznie zdobywa kolejnych zwolenników i sprzedaje się coraz lepiej, choć jeszcze do niedawna uważanie było za produkt niszowy i uboczny.
Książka ta sprawiła, że zmienił się mój sposób postrzegania Francji jako kraju, do którego chciałabym się udać na wycieczkę. Kiedyś nie wyobrażałam sobie jej bez odwiedzenia Paryża, Marsylii czy Lyonu. Dziś udając się do Francji zaszyłabym się na prowincji i podobnie jak autor „Smaku Prowansji” zwiedzała urocze miasteczka i wioski, oliwne gaje i plantacje winorośli. Degustowałabym wina u producentów, jadła w malutkich restauracjach i poznawała prowincję upajając się zapachem lawendy i ziół. A zabytki, mury, malowidła i rzeźby nie byłyby mi do szczęścia potrzebne. Owszem są piękne, ale ja wolę naturę i uroczne malutkie miejscowości, zwyczajnych ludzi, których pasją jest produkcja wina czy gotowanie wspaniałych regionalnych dań.
Jak smakuje Francja? Dla mnie ten smak to kieliszek schłodzonego wina, aromat tymianku, rozmarynu i lawendy oraz słodziutkie rogaliki nadziane czekoladą. Macie ochotę na poznanie uroków takiej Francji? Koniecznie sięgnijcie po lekturę książki Jamie Iveya i zakosztujcie słodyczy i piękna kraju, w którym jada się nie tylko żaby i ślimaki. Publikacja z pewnością trafi na listę ulubinych książek fanów Petera Mayle'a.
 
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Pascal. 

wtorek, 2 października 2012

Nicholas Searle " Ciało - mity, prawdy i półprawdy"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 2012
stron 156
ISBN 978-83-7642-047-9
seria Pogromcy mitów
 
Niezwykle skomplikowana machina
 
Ciało ludzkie jest jednym z najbardziej skomplikowanych systemów na świecie. Składa się z milionów komórek, układów i narządów, które działają jeśli jesteśmy zdrowi w sposób zgodny i zależny od siebie. Gdy nie daj Boże zachorujemy i coś w naszym organiźmie szwankuje zostaje zaburzona równowaga pracy niezwykle złożonej maszyny do jakiej można śmiało porównać nasze ciało. Organizm ludzki codziennie wykonuje szereg czynności. Nawet, gdy dojdziemy do wniosku, że nic nie robimy to nasze ciało intensywnie pracuje. Serce pompuje życiodajny tlen, nerki usuwają to, co zbędne, komórki rodzą się i umierają, włosy rosną, ślinianki produkują ślinę, która pomaga w spaleniu zjedzonego obiadu i tak mogłabym pisać bez końca. Na temat funkcjonowania ludzkiego organizmu krąży wiele mitów. W książce wydanej na podstawie serii programów emitowanych przez stację Discovery Channel dwaj śmiałkowie Adam i Jammie starają się dociec co jest prawdą, co tylko częściowo bywa prawdziwe, a co jest po prostu fikcją. Ludzkie ciało ma wiele tajemnic, a oni chcą je poznać, rozgryźć i naświetlić to, co warte poznania, a co może nam ułatwić życie.
 
Książka jest pięknie wydana, tekst uzupełniają zdjęcia. Czyta się ją jednym tchem, bo zawarta w niej wiedza jest o wiele ciekawiej podana niż w wielu podręcznikach biologii. Lektura pełna ciekawostek o wiele ciekawiej przekazuje szereg informacji. Do suchych prawd dodane są własne obserwacje dwóch odważnych badaczy, którzy podejmują się także wykonania przeróżnych doświadczeń w celu wyeliminowania fałszu. Lektura śmiało traktuje o sprawach mniej lub bardziej wstydliwych jak np. puszczanie "bąków". Tekst pisany jest z dużą dawką humoru i dystansu do czynności, o których dobre maniery nie pozwalają otwarcie rozmawiać.W książce nie ma tematów tabu, a Adam i jego partner hołdują zasadzie, że nic co ludzkie obce nie bywa. Przeczytanie 150 stron zastąpiło mi wiele lekcji z anatomii i uzmysłowiło, to co koniecznie i praktyczne. Bo jak się okazuje pot bywa dla nas bardziej pożyteczny niż nam się wydaje. Po lekturze bardziej rozsądnie podejdę do stosowania antyprespiratów. Z pewnością nie siądę też po kieliszku wina za kółko i nie będę powstrzymywać wymiotów na siłę. Nie pytajcie czemu, bo jeśli Wam zdradzę, to może nie sięgniecie po tę publikację. A naprawdę warto. O naszym ciele krąży wiele mitów. Wiara w nie może spowodować, że sobie wyrządzimy krzywdę.
 
Biologia nie jest i nigdy nie była moją pasją czy konikiem, mimo to książkę Searle'a przeczytałam z rozdziawioną buzią. Może to wskazówka dla autorów podręczników szkolnych, jak je pisać, by młodzież nie uczyła się anatomii pod przymusem jedynki, a z czystej przyjemności ? Idealna lektura dla ciekawych, młodszych i starszych, panów i pań. Polecam.
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Pascal.

wtorek, 4 września 2012

Imogen Edwards-Jones&autor anonimowy "Plaża Babylon. Sekretne życie milionerów i celebrytów na rajskiej wyspie"

Wydawnictwo Pascal
data wydania 2012
stron 368
ISBN 978-83-7642-043-1
 
Eden od podszewki
 
Piękna, egzotyczna wyspa położona gdzieś na oceanie. Na niej dziewicza plaża, bielusieńki piasek, palmy, błękitne niebo z leniwie sunącymi po nim pierzastymi obłoczkami i idealnie czysta woda. Do tego luksusowe warunki do zamieszkania, restauracje z bogatym menu i sztab ludzi z obsługi gotowy spełniać każdą nawet najbardziej wyszukaną zachciankę. Jednym zdaniem raj na ziemi. Idylla. Któż z nas nie miałby ochoty na spędzenie tam urlopu bądź choćby weekendu?! Z dala od cywilizacji, ale z wszelkimi jej dobrodziejstwami. Poczuć się jak Robinson, a zarazem krezus tego świata. Niestety, spełnienie takiego marzenia jest dostępne tylko dla grubych ryb, mających wypchane portfele. Rachunek bowiem liczy się w tysiącach dolarów. Większości mieszkańców ziemskiego padołu pozostaje tylko o takim miejscu poczytać, bo to, że wygramy wycieczkę do takiego kurortu jest raczej mało prawdopodobne.
Na rajską wyspę zabiera nas autorka niezwykle poczytnego cyklu "Babylon", brytyjska dziennikarka Imogen Edwards-Jones. Mamy okazję przyjrzeć się idyllicznej wyspie, ale nie okiem turysty. Okiem pracującego tam pierwszego menadżera – szefa i boga w jednym, który jest odpowiedzialny za funkcjonowanie bardzo skomplikowanego, jak się okazuje, kurortu. Owszem będąc gościem możemy się tu czuć jak w niebie, ale praca nawet na szczeblu najwyższym już do beztroskich nie należy. Anonimowy autor, który równocześnie jest narratorem udowania nam, że bycie tu szefem to mimo pewnych przywilejów życie w złotej klatce. Owszem zarobki są całkiem przyjemne, oprócz nich dość luksusowy domek i trunki, do dyspozycji odnowa biologiczna i kompleks sportowy, ale obowiązków cała masa. No i praca w nienormowanym czasie, a dzień wolny – jeden w tygodniu - to często po prostu fikcja. Bez względu na wszystko trzeba mieć uśmiech przyklejony do twarzy i znosić wybryki i kaprysy gości bez mrugnięcia okiem.
Na ponad 400 stronach mamy okazję przeżyć w bardzo luksusowym kurorcie tydzień. Poznać kulisy jego funkcjonowania, gości, którzy pławią się w luksusie i często którym trudno dogodzić, poczuć się pracownikiem od najniższego szczebla po szczyty władzy. Oj, dzieje się tu sporo.
Piękny kurort nieco inaczej wygląda od podszewki niż na zdjęciach folderów. Odwiedzający go w większości krezusi są już przeważnie wszystkim znudzeni i sami nie wiedzą czego chcą. Najdroższe trunki leją się tu strumieniami, jedna porcja kawioru kosztuje 600 dolarów, naroktyki używane są po cichu. Panowie przywożą ze sobą rodziny bądz stada luksusowych cór koryntu. Szaleństwu do białego rana nie ma końca. A jak ktoś się znudzi to może wybrać się na rejs po oceanie jednym z wielu luksusowych jachtów. A szef ? On to ma istne urwanie głowy. Bo pani z willi x marudzi, że za bardzo wieje wiatr, bo skończył się różowy Dom, a inny szampan nie pasuje arabskiemu szejkowi, bo nie dowieźli świeżych truskawek, a nieścięte jeszcze owoce palm kokosowych mogą komuś spaść na głowę. Istną tragedią porównywaną do potopu bibiljnego jest załamanie pogody. W końcu goście płacą słone rachunki za słoneczny raj, a nie pochmurne niebo siąpiące deszczem.
Książkę czytałam jednym tchem. A w trakcie lektury zaśmiewałam się do łez z chorych problemów milionerów, którzy już często nie potrafią się niczym cieszyć. Relacja jest napisana dowcipnym językiem ze sporym poczuciem humoru. Raj okazuje się mieć spore wady i braki, a bogaczom wciska się czasami kit, by tylko wyciągnąć od nich jak najwięcej pieniędzy. Jakże łatwo jest wpłynąć na rosyjskiego potentata z Syberii czy bogatego celebrytę, by kupili najdroższe wino czy szampana! Kobiety na wyspie to albo wyrachowane panie lekkich obyczajów, które od swoich sponsorów wyciągają spore kwoty, albo znudzone żony, dla których urlop z mężem jest katorgą. Ale im też można umilić zakupy w jedynym sklepie oferując oryginalna biżuterię wartą tysiące.
Ta książka ukazuje w całej krasie jak próżna jest natura ludzka. Potwierdza się prawda, że liczba zer na koncie nie świadczy o wartości człowieka. A czasem jeszcze bardziej ukazuje jego słabości. Czytałam i zastanawiałam się czy znając realia tego miejsca nadal mam ochotę na takie spędzenie wolnego czasu. Książka uświadomiła mi, że ja się na milionerkę nie nadaję. Wolałabym urlop w bieszczadzkiej głuszy, w namiocie lub chatce bez prądu, wody i innych zdobyczy techniki. Ale dzięki tej publikacji pobyłam w świecie, do którego inaczej nie miałabym dostępu. I dzięki Bogu. A Ty? Sprawdź czy nadajesz się na milionera i przeczytaj "Plażę Babylon". Życzę niesamowitych wrażeń.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Pascal.

niedziela, 5 sierpnia 2012

John Mole "Moja wielka grecka przygoda"


Wydawnictwo Pascal
data wydania lipiec 2012
stron 384
ISBN 978-83-7642-051-6

W krainie bogów i mitologii

Przepadam za książkami, które opowiadają o życiu w malowniczych zakątkach krajów położonych w basenie Morza Śródziemnego. Chętnie i z przyjemnością zaczytuję się w historiach, które opowiadają o cudzoziemcach, którzy zauroczeni pięknem krajobrazu, kuchnią, kulturą, ludźmi i wieloma innymi walorami decydują się na przeprowadzkę ze swojej ojczyzny w rejony, gdzie częściej świeci słońce i rosną gaje oliwkowe czy uprawiana jest winorośl. Czytałam już książki o Prowansji, Toskanii, Andaluzji -  nadszedł czas na Grecję.
 O tym wspaniałym kraju, który słynie między innymi z bogatego dziedzictwa kulturowego miałam okazję sporo się dowiedzieć z książki autorstwa Johna Mole'a "Moja wielka grecka przygoda". Pisarz zadomowił się w tym pięknym miejscu trzydzieści lat temu. Pracując dla pewnego banku został oddelegowany do ojczyzny Talesa i Sokratesa. Mole uległ urokowi tego miejsca, na tyle, że wraz z żoną i czwórką dzieci postanowił się tu na stałe osiedlić. Kupić dom i stworzyć swoje miejsce na ziemi, swój ziemski eden. Na swoją siedzibę nie wybrał jednak Aten, ani innego miasta, nie zadomowił się w słynnym kurorcie turystycznym, ale wybrał zapadłą prowincję, z której miejscowa młodzież uciekała w celu polepszenia warunków bytowych. Zamieszkał na wyspie Eubea i kupił tu domek położony na skraju wsi. Domek ? Nie wyobrażajcie sobie, że kupił jakąś piękną willę, ale ruderę, coś co kiedyś zamieszkiwała grecka rodzina, a dziś wielu zakwalifikowałoby wyłącznie do wyburzenia. Co skusiło go do zakupu ? Widok, piękny widok z okna, a może dosadniej czegoś co kiedyś oknem było. Niedługo po zakupie John zachodził w głowę co narobił i chciał odkręcić transakcję, bo zdał sobie z ogromu działań, jakie musi podjąć by to miejsce nadawało się do zamieszkania. Brak wody, prądu, dachu - to tylko cześć mankamentów. Nieruchomość wymagała sporego nakładu pracy, pieniędzy i dużej dawki cierpliwości, by pokonać kolejne etapy prac remontowych. I o tym właśnie procesie pisze autor w swoje książce. Ale nie obawiajcie się - nie jest to nudny dziennik z budowy, o nie ! To przepiękna opowieść i tworzeniu rodzinnego gniazda, o przywracaniu piękna i świetności uroczemu choć niepozornemu domkowi oraz o wtapianiu się cudzoziemnca w lokalną grecką społeczność, która początkowo traktuje go z dystansem, a potem z każdym dniem coraz bardziej akceptuje i przyjmuje jak swojego. To lektura o greckiej prowincji, skromnych ludziach, którzy żyją zgodnie z pewną lokalną tradycją.
Książkę czytało mi się rewelacyjnie. To bardzo niezwykła relacja, szczera i płynąca z serca w której nie brak bardzo intymnych momentów. To także książka o życiu pewnej zwyczajnej rodziny, która postanawia spełnić swoje marzenie o posiadaniu przytulnego domku, gdzieś na wzgórzu wśród oliwnych gajów i pachnących ziół. Autor jest cudownym narratorem, który bardzo ciekawe relacjonuje dzień po dniu codzienne życie. Przedstawia swoich sąsiadów, ich zwyczaje i przywyczajenia. Mamy okazję zobaczyć jak żyją zwyczajni Grecy, jak wygląda greckie wesele, pogrzeb, jak przeżywana jest tam żałoba i jaka jest mentalność ludzi, którzy są rodakami Pitagorasa. Lektura bardzo, bardzo mi się podobała i z żalem odłożyłam ją na półkę po przeczytaniu. To książka z gatunku tych, które nigdy nie powinny się kończyć. Jej przeczytanie polecam szczególnie tym, którzy zachwycili się prozą Carol Drinkwatter, Ferenca Mate czy Frances Mayes.  Do lektury zachęca dodatkowo śliczna okładka. Wspaniała literacka podróż. Wybierzcie się w nią, naprawdę warto.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Pascal.

środa, 18 lipca 2012

Bear Grylls " Pokonać Everest"


Wydawnictwo Pascal
data wydania czerwiec 2012
stron 274
ISBN 978-83-7642-048-6

Zmagania z Everestem

Jedni dzielą ludzi ze względu na kolor skóry, inni ze względu na wyznawaną religię, a ja ? A ja dzielę ludzi na tych, co kochają chodzić po górach i tych, którym Stwórca poskąpił genu górskiego włóczęgi. Sama go w sobie mam i doskonale rozumiem tych, którzy kochają iść przed siebie pod górę i sprawdzać nie tylko swoją kondycję fizyczną, ale poznawać swoje wnętrze gdzieś na wysokości bliżej nieba. To cudowne uczucie, którego chyba nic nie jest w stanie zastąpić.

Niewątpliwie do ludzi gór należą himalaiści, zdobywcy Everestu, a wśród nich Bear Grylls autor książki "Pokonać Everest". Miał on szczęście stanąć na dachu świata w wieku 23 lat za pierwszym podejściem. A na dodatek dokonał tego po sporych kłopotach zdrowotnych. Swoje wrażenia opisał w książce, która jest po prostu niesamowita. Jest tak cudowna, że mi ocen w skali zabrakło. Dlaczego ? Bo to bardzo autentyczna relacja, bez zbędnego bohaterstwa i bufonady, bez chwalenia się i pokazywania czytelnikom " hej to ja wielki himalaista". Grylls pisze szczerze i od serca, jego słowa aż kipią od emocji i osobistych przeżyć - dylematów, tęsknot i zachwytu. Niewątpliwie Everest podobnie jak wielu go urzekł. Zdjęcie najwyższej góry świata dostał od ojca mając zaledwie 8 lat. Wspiął się na jej szczyt 15 lat później po wyleczeniu sporej kontuzji. Doznał jej jako żołnierz SAS skacząc ze spadochronu na pustyni. Złamany kręgosłup to bardzo poważna sprawa. Można być po takim urazie przykutym do łóżka do końca życie. Bearowi udało się wyzdrowieć i dokonać sporego wyczynu. Należą mu się wielkie brawa i uznanie, a czy nie tylko twardziele oglądają świat z jego dachu ?
Książka zabrała mnie we wspaniałą podróż. Pozwoliła dzielić najskrytsze myśli autora i wrażenia, które są dane przeżyć tylko nielicznym. O Evereście marzy wielu, garstka dociera do bazy położonej na wysokości 5300 n.p.m. A z nich nie wszyscy mogą liczyć na to, że Czomolungma pozwoli im wejść na siebie. Słusznie autor zauważa - to góra pozwala lub nie się zdobyć - wobec jej wielkości człowiek bywa niczym drobinka piasku naprzeciw pustyni. Tak bardzo przeżywałam każdą przeczytaną stronę - wydawało mi się, że jestem tam w Nepalu, marznę, idę i zachwycam się wraz z Bearem. Czuję niepokój i radość, przechodzę przez drabiny nad lodowymi szczelinami ! Jakże trudno dojść na najwyższy punkt ziemskiego globu ! Trzeba pokonać strach, zmęczenie fizyczne, chorobę wysokościową, która daje się we znaki, a wszystko po to, by na dwadzieścia minut spojrzeć na świat z autentycznej góry ! Czy warto ? O tak, zawsze byłam co do tego przekonana, a przeczytanie tej wspaniałej książki jeszcze mnie w tym utwierdziło. Oczywiście nie każdy może sobie pozwolić na wypad do Nepalu i zmierzenie się z Everestem, wielu pozostają tylko relacje książkowe bądź filmowe z wypraw. Książka " Pokonać Everest" należy do najciekawszych z tego typu publikacji. Jest nie tylko podróżniczą relacją, ale i wycieczką wgłąb ludzkiej duszy, która w obliczu gór doznaje niesamowitych przeżyć. Nie będę ukrywać, że bardzo zazdrościłam autorowi tej eskapady. Gdyby ktoś mi zaproponował taką wycieczkę bez wahania bym powiedziała "idę".
"Pokonać Everest" to przepiękna opowieść o najwyższej górze świata, o zmaganiu się z siłami natury, o ludziach, którzy towarzyszyli autorowi w tej podróży. To także literacka wyprawa do innego mistycznego świata, w którym liczą się całkiem inne wartości niż te które są dla nas tak ważne na co dzień. To opowieść o świecie, w którym liczy się każdy łyk tlenu, każda kropla ciepłego napoju. To książka o krainie, która pochłonęła niejedną ofiarę, która kusi i urzeka. Polecam gorąco tę lekturę tym, co kochają góry - po prostu musicie to przeczytać !!!
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tak cudownej książki z całego serca dziękuję Wydawnictwu Pascal. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Imogen Edwards-Jones& Autor Anonimowy "Pop Babylon"


Wydawnictwo Pascal
data wydania marzec 2012
stron 448
ISBN 978-83-7642-023-3

Showbiznes od podszewki czyli jak wykreować Gwiazdę !

Muzyka jest moją drugą pasją obok literatury. Systematycznie słucham jej od czasu, kiedy stałam się nastolatką. To były lata 80-te. A co i kto brzmi w moich głośnikach ? Przeróżne gatunki od popu po rock (bardzo lubię skandynawski a konkretnie fiński), od metalowych ballad po italo disco(nie mylić z disco polo), od muzyki poważnej po utwory zwane pościelówkami. Słucham zarówno wykonawców polskich jak i zagranicznych. Ale jakoś nawet tragiczna śmierć Jacksona czy Houston nie była przyczyną mojej refleksji nad smutnym losem tych wielkich Gwiazd. Wydawało mi się, że one same przyczyniły się do fatalnego końca swego życia i kariery. Przeczytanie książki "Pop Babilon" wywołało jednak w mojej głowie istną rewolucję. I dotarło do mnie w jednym momencie czym tak naprawdę jest muzyczny showbiznes  i jakimi prawami rządzi się ta branża. Oj są one bardzo okrutne. I śmiało, z całym przekonaniem porównam je do narkotyku, który wpierw ukazuje nam świat w różowym kolorze, by brutalnie zniszczyć i zabić.
Ta opowieść nie jest literacką fikcją. Autorka oparła się na autentycznych faktach przekazanych jej przez anonimowych informatorów z branży, którzy żyją i pracują z największymi osobistościami muzycznej sceny.
Główny bohater i narrator jest dojrzałym mężczyzną po 40-stce, ma za sobą kilka małżeństw i ukochaną córkę. Od lat zajmuje się wraz ze wspólnikiem Paulem prowadzeniem firmy menadżerskiej opiekującej się muzykami. Ostatnio im się nie bardzo wiedzie. Aby ratować upadającą firmę i kurczące się finanse postanawiają wykreować nową Gwiazdę. Stawiają na boysband. Liczą na stworzenie grupy z kilku młodych przystojniaków, którzy sławą i popularnością dorównają Take That czy Westlife. Czytając mamy okazję śledzić kolejne etapy w spełnianiu się marzenia piątki zwyczajnych, młodych chłopców, którzy chcą być bajecznie bogaci i mieć rzesze rozhisteryzowanych fanek. Ich droga do sławy okazuje się dość kręta. Band of Five powoli pnie się po szczeblach kariery. Zaczyna od skromnych koncertów w szkołach i nagrania trzech piosenek. Showbiznes wciąga ich skutecznie dzień po dniu. Niedługo stają się zmanierowanymi postaciami, które nie potrafią się obejść bez używek. Liczy się alkohol, narkotyki i przygodny seks............. Ich życie zamienia się w mieszaninę koncertów, spotkań i wywiadów, które przeplatają szalone imprezy. Sława pokazuje brudne oblicze. Czytałam i uświadamiałam sobie strona po stronie, iż życie popularnych wykonawców z czołówek list przebojów jest smutną wegetacją, niszczeniem zdrowia i własnego ja. Zarobione pieniądze są skrupulatnie dzielone na otaczający tłum menadżerów, autorów teksu i muzyki oraz innych ludzi z branży. Szczyt można okupować krótko. Potem następuje spadek popularności i równia pochyła w dół. Wtedy odsuwają się wszyscy i była gwiazda jest zdana sama na siebie. Jeśli potrafi pogodzić się z porażką ma szansę na ułożenie sobie życia, jeśli wpadnie na całego w nałóg jak choćby Amy Winehouse czeka ją smutny koniec.
Autorka wspaniale ukazuje czytelnikom czym jest tak naprawdę muzyczny showbiznes - to przemysł który pożera, obiecuje eldorado, a jak minie popularność ( co jest naturalną koleją rzeczy) odrzuca do lamusa.
Lekturę polecam szczególnie tym, którzy wierzą w magię programów typu Idol czy Must be the Music. Czy warto marzyć o blasku jupiterów ? Moim zdaniem nie, ale oczywiście uszanuję pogląd osób, które jednak będą chciały zaistnieć na listach przebojów.
Pochwalę autorkę za tę opowieść i za całą serię Babylon, która nam zwykłym szaraczkom uświadamia kulisy luksusowego życia. Czy ono jest takie szczęśliwe ? Śmiem twierdzić, że jednak nie.
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Pascal.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Victoria Twead " U mnie zawsze świeci słońce"


Wydawnictwo Pascal
data wydania marzec 2012
stron 384
ISBN 978-83-7642-026-4

Zapuścić korzenie w uroczej Andaluzji.

Od pewnego czasu wprost zaczytuję się w książkach opowiadających o słonecznych zakątkach Europy, które są nie tylko popularnym miejscem urlopów, ale i przeprowadzek ludzi z różnych części globu. Słońce, łagodny klimat, ciekawe krajobrazy, zabytki, winnice, gaje oliwne i pomarańczowe skutecznie zachęcają, by porzucić deszczowe i zimne regiony, by osiedlić się w krainie jawiącej się jako eden. Toskania, Prowansja, Umbria czy Sycylia kuszą niesamowicie. Doskonale rozumiem ich miłośników, bo sama zauroczyłam się tymi miejscami. Z tego powodu na bieżąco śledzę rynek wydawniczy i wyłapuję takie literackie "perełki", by podróżować tam z książką w dłoni. Nakładem wydawnictwa Pascal ukazała się niedawno książka autorstwa 50-letniej Angielki Victorii Twead "U mnie zawsze świeci słońce", która zabiera nas do przepięknej Andaluzji.
Autorka i jej mąż mieszkali w Sussex. Mieli dość zachmurzonego nieba, nieprzyjemnych temperatur i mgieł. Victoria skutecznie namówiła partnera do przeprowadzki. Para postanowiła przenieść się do małego miasteczka El Hoyo. Tam nabyli domek i troszkę ziemi. Niestety budynek wymagał sporego remontu i pracy, by doprowadzić go do pełnej użyteczności. Ale dla chcącego nic trudnego. Oboje zakasali rękawy, zamówili robotników i ruina przemieniła się w istne cacko, a małżeństwo odnalazło swoje miejsce na ziemi, w którym zakochali się bez reszty. 
Zapadła hiszpańska prowincja stała się ich wymarzonym miejscem do zapuszczenia korzeni. To tu odnaleźli  taki prosty zwyczajny świat bez zgiełku i pośpiechu, poznali niezwykle wyjątkowych i serdecznych mieszkańców, którzy przyjęli nowych przybyszy z otwartymi sercami. Poznali odmienną kulturę i zwyczaje, zasmakowali wyjątkowej regionalnej kuchni. Radość zaczęły im dawać proste czynności dnia codziennego. No i odnaleźli pasję jaką stała się hodowla kurczaków. Tak, tak 50-letnia nauczycielka zakochała się w stadku 16 kurek i koguciku. A jajka stały się poszukiwanym towarem w miasteczku.
Opowieść Victorii jest niezwykła, pełna humoru i ciepła. Autorka ma niewątpliwy dar narracji i tak bardzo wciąga czytelnika w życie zwyczajnego prowincjonalnego miasteczka i jego mieszkańców! Chłonęłam kolejne strony ciekawa przygód i perypetii nie tylko Victorii i Joe, ale i rdzennych mieszkańców El Hoyo. Bo to takie zwyczajne postacie, ale wyjątkowe. Serdeczni ludzie, pełni życzliwości, przyjaźnie nastawieni do życia i świata. Twead wspaniale opisuje hiszpańską kulturę, miejscowe zwyczaje - procesje, fiesty i ważne wydarzenia z życia miasteczka. Świetnie oddaje atmosferę tego miejsca ! Co czeka czytelników w trakcie lektury ? Możliwość uczestniczenia w zwyczajnym życiu Paco i jego żony oraz dzieci, udział w winobraniu i procesji ku czci patronki miasteczka, regionalny konkurs na deser organizowany w trakcie fiesty, wizyty w uroczych restauracyjkach i na plaży z meduzami, zakupy w sklepie pełnym klatek z żywym drobiem i wiele, wiele ciekawych zdarzeń.
Czy warto zagłębić się w tę lekturę ? Zdecydowanie tak ! Mnie osobiście bardzo przypadła ona do gustu. Zakochałam się w Andaluzji na amen. I chciałabym mieszkać wśród takich sąsiadów, w tak pięknej i malowniczej okolicy. Smakować tak wybornej kuchni i wtopić się jak autorka w życie sympatycznej społeczności. Lekturę uzupełniają przeróżne przepisy z andaluzyjskiej kuchni. Większość z nich jest prosta i możliwa do wypróbowania. I na to się skuszę.
Książkę polecam tym, którzy lubią poznawać urocze miejsca i zakochanym w południowych klimatach.
Uwaga : lektura może skutecznie skusić do spędzenia urlopu w Anadaluzji.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Pascal.