Dziś chciałabym zaprezentować dwie książki, których recenzje niebawem ukażą się na moim blogu. Obie wydało Wydawnictwo M.
Pierwsza z nich to powieść Margaret Dilloway "Sztuka uprawiania róż z kolcami" http://www.mwydawnictwo.pl/p/989/sztuka-uprawiania-r%C3%B3%C5%BC-z-kolcami
Gal to przewlekle chora na nerki nauczycielka biologii, która ma nietypowe hobby: krzyżuje z powodzeniem rzadkie i piękne odmiany róż. Wszystko się zmienia, gdy w jej poukładanym i nieco nudnym świecie ląduje niespodzianie jej nastoletnia siostrzenica, spragniona rodzinnego ciepła i poczucia bezpieczeństwa.
Nagle okazuje się, że nie wszyscy ludzie wokół Gal są jej wrogami – być może ona sama pokazywała im tylko kolce. Powoli, krok po kroku świat pokazuje swoje jaśniejsze oblicze: jest szansa na zwycięstwo w zawodach hodowców, pogodzenie się z siostrą, a nawet na miłość.( opis ze strony wydawcy).
Jestem ciekawa tej historii, zapach róż uwielbiam. Już czuję sympatię do bohaterki, która ma pasję. Bo uważam, że ludzie z pasją żyją podwójnie.
Druga książka to powieść Meredith Goldstein "Single". http://www.wydm.pl/p/988/single
Komiczna i przenikliwa powieść obyczajowa o grupie kilku trzydziestolatków, dawnych przyjaciół z nowojorskiego college’u, którzy spotykają się po kilku latach na weselu jednej z przyjaciółek.
Większość singli się zna (a nawet ze sobą romansowało!), ale jest też dwóch obcych – i nie wiadomo, jak się zachowają.
Już przed samym ślubem jest gorąco od emocji, a podczas nocy weselnej dochodzi – jak to często bywa i w życiu – do nieoczekiwanych konfrontacji, które przynoszą w sumie oczyszczające skutki. Każdy z singli odpowiada sobie podczas tej nocy kogo (lub czego) najbardziej potrzebuje w życiu – i próbuje to zrealizować.( ze strony wydawcy)
Ta książka wydaje mi się bardzo życiowa - moje dwie znajome właśnie na czyimś weselu poznały swoje drugie połówki. I cóż przyznam się Wam, że patrzeć na śluby uwielbiam, wspominam wtedy własny i jakoś się tak roztkliwiam. Wychodzi moja romantyczna dusza.
Moje wrażenia z lektury obu lektur wkrótce na blogu. Zapraszam.
piątek, 8 lutego 2013
Caterine McKenzie "Idealnie dobrani"
Wydawnictwo Otwarte
data wydania 2013
stron 376
ISBN 978-83-7515-238-8
Szukając drugiej połówki
Kiedyś ludzie bardzo często zawierali małżeństwa aranżowane. O to z kim spędzi życie syn lub córka troszczyli się rodzice, krewni czy swaci. Dziś już ta forma odeszła raczej do lamusa. Przyszli narzeczeni szukają swoich partnerów sami. Poznają się w klubach, restauracjach, na imprezach, przez znajomych czy w pracy. Ale są i tacy, którzy sięgają po pomoc biur matrymonialnych. Zwykle to osoby zagonione w życiu, zatracone w pracy lub tacy, którzy czują, że mają pecha i sami nie poradzą sobie ze znalezieniem męża czy żony.
Który ze sposóbów znalezienia partnera jest najlepszy? Który gwarantuje idealny związek? I czy taki rzeczywiście istnieje? Wydaje mi się, że to pytania trudne na które raczej nie ma jednoznaczej odpowiedzi.
Jeśli macie ochotę prześledzić losy pewnej pary i poczytać o perypetiach miłosnych pewnej sympatycznej młodej kobiety to polecam książkę "Idealnie dobrani" pióra dotąd nie drukowanej w Polsce kanadyjskiej pisarki, którą jak podaje wydawca reprezentuje ta sama prestiżowa agencja co Emily Giffin. Po lekturze tejże powieści śmiem twierdzić, że obie Panie piszą w podobnym stylu i równie dobrze. Ale do rzeczy, a raczej treści....
Anne skończyła 32 lata. Kilka jej dotychczasowych związków nie przetrwało z różnych powodów. Jej ostatni facet zdradzał ją o czym dowiedziała się z maili. Zegar tyka. Przyjaciółki i znajome Anne mają już mężów i dzieci. Ona też by chciała, ale pech w znalezieniu partnera ją nie opuszcza. Anne przypadkiem znajduje wizytówkę pewnej firmy kojarzącej pary. Po chwilach wahania uznaje, że to pewien znak dla niej od losu i postanawia skorzystać z oferty....... Czy to zaprowadzi ją do ołtarza?
Książkę Mc Kenzie czyta się lekko i łatwo. Jest przyjemna w odbiorze i doskonale relaksuje. Główna bohaterka to osoba sympatyczna, której na początku współczułam i zaczęłam dopingować. Nie myślcie, że Anne jest jakąś fajtłapą czy życiową ofiarą. O nie! Ona po prostu ma pecha i przyciąga do siebie niewłaściwych facetów. Rozstania z nimi bardzo przeżywa i tak po cichu szuka winy w sobie. Anne to typowy przykład kobiety ambitnej, zdolnej, która tęskni za miłością, bliskością, za kimś z kim mogłaby iść przez życie, dzielić radości i troski. Dołuje ją otoczenie w którym wszyscy mają kogoś, a ona jest sama. Czy stać mnie by było na taki krok jaki podjęła Anne? Czy szukałabym kogoś zlecając to komuś obcemu? Chyba raczej nie.
"Idealnie dobrani" to taka typowo walentynkowa propozycja dla kobiet. Książka z półki łatwych i przyjemnych z może banalną treścią i tematem fabuły, ale my kobiety takie lektury lubimy. Oj lubimy się zaczytać mimo przewidywalnego zakończenia, happy endu i nutki naiwności. Prosty język, zgrabne dialogi, a efekt - lektura łatwa, lekka i przyjemna. Szczególnie polecam ją na chwile, gdy dopadnie nas kryzys i mamy dość szarego świata, codzienności i marazmu. Uwaga panowie - świetny pomysł na prezent dla płci pięknej w każdym wieku.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
czwartek, 7 lutego 2013
Magdalena Zimny-Louis "Pola"
Wydawnictwo Replika
data wydania 2012
stron 424
ISBN 978-83-7674-195-6
Rodzinna opowieść oczami starszej damy
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika i portalowi Lubimy Czytać.
środa, 6 lutego 2013
Michał Kruszona "Czarnomorze"
Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania listopad 2012
stron 320
ISBN 978-83-7785-011-4
Świat z trochę innej epoki
Gdy byłam małą dziewczynką przez moje rodzinne miasto ku granicy wtedy z ZSRR (obecnie z Ukrainą) od czerwca do września jechały sznury aut osobowych. To były inne marki niż te które dziś możemy zauważyć na ulicach. Królowały Fiaciki 125 i 126p, Wartburgi, Skody, Łady, Dacie i Polonezy. Do większości z nich były dopięte przyczepy kempingowe, a szczęśliwi pasażerowie udawali się na wypoczynek na plażach Morza Czarnego. Mieli nabrać opalenizny w takich kurortach jak choćby legendarne Złote Piaski, a przy okazji często udało się i dokonać ciekawej wymiany handlowej. Wraz z upadkiem socjalizmu dziś prawie nikt już w tym rejonie z naszych rodaków nie wypoczywa. Zamieniliśmy czarnomorskie plaże na basen Morza Śródziemnego. Wolimy wyjeżdżać do Egiptu, Tunezji czy Grecji.
Po zmianach politycznych na przełomie lat 80-tych i 90-tych w Europie i Azji region Czarnomorza uległ także wielu transformacjom. Rozpadł się Związek Radziecki, powstały nowe państwa. Oblicze Czarnomorza jednak pozostało jakby zacofane do centrum Europy. Czy to ciekawy region do zwiedzania? Tak i to bardzo, a do tego twierdzenia przekonała mnie książka Michała Kruszony "Czarnomorze". Autor kilkakrotnie był w tym zakątku świata. Przemierzał kraje do których terytorium należą plaże na brzegami Morza Czarnego. Często czynił to w towarzystwie przyjaciela i pracownika TV Poznań Paracela. Wrażenia z podróży spisał w książce, która okazała się dla mnie wspaniałą fascynującą lekturą, z którą w ręce udałam się do miejsc na pograniczu Europy i Azji, które są naprawdę warte zobaczenia. Była to podróż nieco niebezpieczna, bo w niektórych państwach w tym rejonie było i jest niespokojnie. Gdy Pan Michał je odwiedzał trwały w nich konflikty zbrojne, słychać było strzały, wybuchały bomby. A mimo to toczyło się w miarę normalne życie. Mieszkańcy musieli przywyknąć do gorącej atmosfery jaka długo panowała w Gruzji czy Osetii.
Z Michałem Kruszoną przemierzamy Turcję, Rumunię, Gruzję, Ukrainę, Mołdawię. Podróżujemy nie tylko w przestrzeni, ale i czasie. Bo na tych terenach wydaje się jakby czas się zatrzymał. Jakby wolniej sięgała tu zachodnia cywilizacja. Jakby ludzie tu mieszkający trwali w innej epoce i jakoś wcale nie pędzi za tempem życia właściwym dla krajów UE. Tereny Czarnomorza mają bogatą historię i przeszłość. Zapiski sięgają jeszcze starożytności. Często tu wrzało. Nie brakowało konfliktów na tle religijnym, terytorialnym. Tu niczym w tyglu mieszały się języki, wyznania, kultury i tradycje. Wschód i islam spotykały się z katolicyzmem i bardziej europejską cywilizacją. Czarnomorze jak opisuje Kruszona to nie tylko piękny region pod względem krajobrazu, ale i zabytków, śladów przeszłości, dzieł sztuki i muzeów. Ale nie tylko o nich pisze Pan Michał. W trakcie podróży zdaje swojemu czytelnikowi relację z codziennego życia zwyczajnych ludzi. Zaprasza nas do herbaciarni, kawiarni, sklepów i restauracji. Opisuje specjały kuchni, które zapewniają rozkosze podniebienia. Inaczej żyją ludzie w Turcji, inaczej w Gruzji. Tu bieda miesza się z bogactwem. Tu obowiązują inne niż w Polsce obyczaje, ale istnieje taka sama serdeczna gościnność, która każe częstować gościa mocnymi trunkami i alkohol wręcz się leje. Lektura najnowszej książki Kruszony to była dla mnie fascynująca czytelnicza podróż, która z pewnością na długo zostanie mi w pamięci. Pochwalę nie tylko ciekawą gawędę o Czarnomorzu, ale i prześliczne fotografie ukazujące specyfikę tego regionu. "Czarnomorze" to znakomita książka z gatunku podróżniczych, która z pewnością spodoba się miłośnikom tego gatunku i fanom prozy Andrzeja Stasiuka. Dla mnie ta publikacja to po prostu rewelacyjna pozycja, którą gorąco Wam polecam.
piątek, 1 lutego 2013
Katarzyna Michalak "Mistrz"
Wydawnictwo Filia
data wydania styczeń 2013
stron 312
ISBN 978-83-63622-05-3
"Seria z tulipanem"
"Seria z tulipanem"
W gangsterskim światku
Katarzynę Michalak zaliczam do moich ulubinych autorek. Pisarka podbiła moje i nie tylko moje serce wspaniałymi opowieściami, które zabierają nas do miejsc urokliwych takich jak Poziomka, Jagódka czy Wiśniowy Dworek. Tam oczywiście wiele się dzieje, trwa walka dobrego ze złem, spotykamy szereg sympatycznych postaci, które przeżywają przeróżne perypetie: kochają, zdradzają, płaczą i się śmieją. I cóż, przekonana byłam, że Michalak napisze jeszcze niejedną powieść w podobnym stylu, że zabierze nas do Sklepiku z Niespodzianką, że będzie wierna klimatowi książek jakie wcześniej stworzyła. A tu niespodzianka! I to taka przez olbrzymie „N”. Na księgarskie półki trafiła kolejna jej książka, ale diametralnie inna od poprzedniczek. Pewnie wielu zszokuje i zaskoczy. Tym razem autorka zrywa z pisaniem słodkich historii, zmienia się z „grzecznej pisarki” w autorkę książki odważnej, ociekającej erotyzmem i seksem, w której nie brak odważnych scen tylko dla dorosłych, ostrych słów o zabarwieniu seksualnym. Ale to wszystko dzieje się w sposób absolutnie nie mający nic wspólnego z wulgaryzmem, chamstwem czy brakiem smaku. No i cóż wypada jeszcze dodać? Podobnie jak poprzednim powieściom Michalak wróżę tytuł księgarskiego hitu i sporą sprzedaż.
Akcja książki w przeważającej mierze rozgrywa się w pięknej posiadłości wartej spore pieniądze i będącej marzeniem niejednego szaraka na Cyprze. Tu spędzają czas jej właściciele - dwaj bracia i tu trafiają dwie młode i piękne kobiety. Każda z nich jest przeciwieństwem drugiej, ale obie są seksowne, pociągające i inteligentne. Sonia trafia do VillaRosy czystym przypadkiem. Pewnego dnia wraca do domu bardzo późną porą. W podziemnym przejściu jest przypadkowym świadkiem gangsterskich porachunków. Jest świadkiem egzekucji i to właśnie za jej przyczyną zostaje uprowadzena. Raul stojący na czele decyduje się na jej porwanie, ale z każdym dniem jego serce coraz wrażliwiej bije na widok pięknej studentki. Andżelika to zdecydowanie inna kobieta. Wyrachowana, kochająca luksus i seks, świadoma swojego seksapilu. Podejmuje się zadania wykradzenia z sejfu pewnej koperty, która jest niezwykle cenna dla jej tajemniczego zleceniodawcy. Ma za to obiecane spore honorarium. Aby wkraść się w towarzystwo Raula uwodzi jego brata.
Jak potoczą się losy głownych bohaterów? Odpowiedź znajdziecie w książce, którą czytała mi się doskonale. Zabrała do gangsterskiego świata, pełnego luksusu, wszelakich dóbr materialnych, drogich samochodów, jachtów i posiadłości, ale i takiego w którym panują bezwzględne reguły gry, w którym nie brak wyrachowania, brutalności, a wrogowie bywają na śmierć i życie. To świat w którym nie ma sentymentów, uczuć i zasad. Tu jest jak na wojnie. Cel ma uświęcać środki, a kto nie z nami ten przeciwko nam. Książka przypominała mi prozę Jackie Collins czy Dominicka Dunne'a. Katarzyna Michalak pokazała, że ma pazurki. Autorka udowodniła, że potrafi napisać znakomity erotyk, pełen naprawdę wysmakowanych scen dla dorosłych czytelników. „Mistrz” szokuje, wzbudza emocje, może bulwersować, zaskakiwać, ale to z pewnością znakomita książka. Inna niż te do jakich nas autorka przyzwyczaiła. Ale równie świetna. Może troszkę w niej naiwności, może chwilami jej bohaterowie wydadzą się infantylni, bezradni i niezdecydowani, ale nudzić się w jej towarzystwie nie sposób. Zakończenie stanowi doskonały finał historii z uczuciem, bezwględnością i sensacją w tle. Jest nieprzewidywalne i nieco mnie zaskoczyło, może nawet rozczarowało.
Książka trafi w gust pewnie wielu pań, ale te o bardzo ostrej moralności mogą czuć się zniesmaczone i zgorszone. Czasem autorka nie przebiera w słowach, używa pikantnych określeń, opisuje szokujące sceny, które więcej mają wspólnego z płatną miłością niż romantyczną sceną między niewidzącymi poza sobą świata zakochanymi. No ale seks niejedno ma imię. Podobnie jak Katarzyna Michalak, które przekonuje, że nie tylko słodkie, ale i bardzo, bardzo pikantne historie pisać potrafi. I to jak potrafi! Książkę znów oceniam bardzo wysoko i polecam ją na zimne wieczory. Z pewnością rozgrzeje zmysły!
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia i portalowi Lubimy Czytać.
Katarzynę Michalak zaliczam do moich ulubinych autorek. Pisarka podbiła moje i nie tylko moje serce wspaniałymi opowieściami, które zabierają nas do miejsc urokliwych takich jak Poziomka, Jagódka czy Wiśniowy Dworek. Tam oczywiście wiele się dzieje, trwa walka dobrego ze złem, spotykamy szereg sympatycznych postaci, które przeżywają przeróżne perypetie: kochają, zdradzają, płaczą i się śmieją. I cóż, przekonana byłam, że Michalak napisze jeszcze niejedną powieść w podobnym stylu, że zabierze nas do Sklepiku z Niespodzianką, że będzie wierna klimatowi książek jakie wcześniej stworzyła. A tu niespodzianka! I to taka przez olbrzymie „N”. Na księgarskie półki trafiła kolejna jej książka, ale diametralnie inna od poprzedniczek. Pewnie wielu zszokuje i zaskoczy. Tym razem autorka zrywa z pisaniem słodkich historii, zmienia się z „grzecznej pisarki” w autorkę książki odważnej, ociekającej erotyzmem i seksem, w której nie brak odważnych scen tylko dla dorosłych, ostrych słów o zabarwieniu seksualnym. Ale to wszystko dzieje się w sposób absolutnie nie mający nic wspólnego z wulgaryzmem, chamstwem czy brakiem smaku. No i cóż wypada jeszcze dodać? Podobnie jak poprzednim powieściom Michalak wróżę tytuł księgarskiego hitu i sporą sprzedaż.
Akcja książki w przeważającej mierze rozgrywa się w pięknej posiadłości wartej spore pieniądze i będącej marzeniem niejednego szaraka na Cyprze. Tu spędzają czas jej właściciele - dwaj bracia i tu trafiają dwie młode i piękne kobiety. Każda z nich jest przeciwieństwem drugiej, ale obie są seksowne, pociągające i inteligentne. Sonia trafia do VillaRosy czystym przypadkiem. Pewnego dnia wraca do domu bardzo późną porą. W podziemnym przejściu jest przypadkowym świadkiem gangsterskich porachunków. Jest świadkiem egzekucji i to właśnie za jej przyczyną zostaje uprowadzena. Raul stojący na czele decyduje się na jej porwanie, ale z każdym dniem jego serce coraz wrażliwiej bije na widok pięknej studentki. Andżelika to zdecydowanie inna kobieta. Wyrachowana, kochająca luksus i seks, świadoma swojego seksapilu. Podejmuje się zadania wykradzenia z sejfu pewnej koperty, która jest niezwykle cenna dla jej tajemniczego zleceniodawcy. Ma za to obiecane spore honorarium. Aby wkraść się w towarzystwo Raula uwodzi jego brata.
Jak potoczą się losy głownych bohaterów? Odpowiedź znajdziecie w książce, którą czytała mi się doskonale. Zabrała do gangsterskiego świata, pełnego luksusu, wszelakich dóbr materialnych, drogich samochodów, jachtów i posiadłości, ale i takiego w którym panują bezwzględne reguły gry, w którym nie brak wyrachowania, brutalności, a wrogowie bywają na śmierć i życie. To świat w którym nie ma sentymentów, uczuć i zasad. Tu jest jak na wojnie. Cel ma uświęcać środki, a kto nie z nami ten przeciwko nam. Książka przypominała mi prozę Jackie Collins czy Dominicka Dunne'a. Katarzyna Michalak pokazała, że ma pazurki. Autorka udowodniła, że potrafi napisać znakomity erotyk, pełen naprawdę wysmakowanych scen dla dorosłych czytelników. „Mistrz” szokuje, wzbudza emocje, może bulwersować, zaskakiwać, ale to z pewnością znakomita książka. Inna niż te do jakich nas autorka przyzwyczaiła. Ale równie świetna. Może troszkę w niej naiwności, może chwilami jej bohaterowie wydadzą się infantylni, bezradni i niezdecydowani, ale nudzić się w jej towarzystwie nie sposób. Zakończenie stanowi doskonały finał historii z uczuciem, bezwględnością i sensacją w tle. Jest nieprzewidywalne i nieco mnie zaskoczyło, może nawet rozczarowało.
Książka trafi w gust pewnie wielu pań, ale te o bardzo ostrej moralności mogą czuć się zniesmaczone i zgorszone. Czasem autorka nie przebiera w słowach, używa pikantnych określeń, opisuje szokujące sceny, które więcej mają wspólnego z płatną miłością niż romantyczną sceną między niewidzącymi poza sobą świata zakochanymi. No ale seks niejedno ma imię. Podobnie jak Katarzyna Michalak, które przekonuje, że nie tylko słodkie, ale i bardzo, bardzo pikantne historie pisać potrafi. I to jak potrafi! Książkę znów oceniam bardzo wysoko i polecam ją na zimne wieczory. Z pewnością rozgrzeje zmysły!
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia i portalowi Lubimy Czytać.
czwartek, 31 stycznia 2013
Georgia Bockoven "Rok, który wszystko zmienił"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania styczeń 2013
stron 504
ISBN 978-83-7839-415-0
Nieoczekiwany spadek
Rodzimy się. Przychodzimy na świat nie wiedząc, ile czasu jest nam na nim dane. Jednych los obdarza chojnie i żyją dożywając sędziwej starości. Innych Bóg szybko zabiera. Jedni odchodzą spokojnie we śnie, inni giną w ułamku sekundy, a śmierć ich zaskakuje i jest niespodziewana. Są i tacy, którzy w ciszy lekarskich gabinetów wysłuchują porażającą diagnozę, która jest wyrokiem. Wyrokiem najbardziej surowym. Wyrokiem śmierci. I nie można się od niego odwołać. Nie ma możliwości apelacji. Cóż wtedy? Jak wobec potwornej nowiny zachowują się ludzie? Jedni nie chcą jej zaakceptować, inni starają się wycisnąć pozostałe chwile niczym cytrynę i wykorzystać je maksymalnie. Są i tacy, którzy mając mało czasu do kresu postanawiają naprawić błędy, które popełnili w przeszłości, wyrównać rachunki, naprawić krzywdy.
Tak właśnie reaguje na wiadomość o przegranej walce z rakiem Jessie Reed bohater książki Georgii Bockoven. Starszy człowiek mocujący się z bezwględnym rakiem w obliczu śmierci chce naprawiać zło wyrządzone własnym dzieciom, a konkretnie czterem porzuconym córkom, które są już dorosłymi kobietami. Zleca swojej prawniczce i przyjaciółce ich odnalezienie i zorganizowanie spotkania. To bardzo trudne zadanie, bo kontakty urwały się wiele lat temu, a jedna z córek została adoptowana i nie ma pojęcia o tym fakcie. Lucy prawniczka i przyjaciółka Reeda dokłada wszelkich starań, by miało miejsce owo spotkanie i ocieplenie stosunków. Ale czy to możliwe? Czy bardzo mocno zranione córki są w stanie wybaczyć? Wszak to tyle lat, to trauma wychowywania bez ciepłego domu, obojga rodziców. Cztery kobiety zamieszkujące różne zakątki Stanów Zjednoczonych nie mają również pojęcia o swoim istnieniu. List z kancelarii prawnej przewraca ich życie do góry nogami. A na dodatek każda z nich ma własne życie, swoje kłopoty ..........
Książka "Rok, którzy wszystko zmienił" jest bardzo wyjątkowa. Autorka porusza w niej bardzo trudny problem jakim jest porzucenie dzieci, które wcale nie zasłużyły niczym na swój los. Mimo niewinności muszą płacić za błędy dorosłych. Bo nie mają obojga rodziców, bo czują się winne, że tata ich nie chce i bardzo to przeżywają. Czy coś jest w stanie wynagrodzić smutek dzieciństwa, odrzucenie, osamotnienie? Pewnie nic. Żadne słowo "przepraszam", żadne profity pieniężne. Są rzeczy bezcenne, a szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo, poczucie bezpieczeństwa z pewnością do nich należą. Czy można wybaczyć taką krzywdę? Z pewnością nie jest łatwo. Z pewnością to boli, bo rozdrapuje się stare rany, narusza się blizny. Ale czy gniew i trwanie w nim to dobre rozwiązanie? Ponoć wybaczenie jest balsamem nie tylko dla winowajcy, ale i dla wybaczającego. Jak zachwują się córki Reeda? Różnie. Ale każda w pierwszej chwili mówi "nie". Jest oburzona i wydaje się być nieprzejednana. Słuchanie taśm nagranych przez Jessiego jest oryginalną terapią. Wyjaśnia fakty o których córki nie miały pojęcia.
Powieść Bockoven jest niezwykle wzruszająca, pełna uczuć, emocji. Czyta się ją przyjemnie. Tempo akcji jest idealne dobrane do treści. Książka nie nurzy, ale wzbudza ciekawość. To lektura o sile siostrzanej przyjaźni, o potrzebie bliskości. Warto ją poznać, bo jest oryginalna i taka z życia wzięta. Nie ma w niej sztuczności, niedomówień, a czytając ma się wrażenie, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Warta polecena.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydanictwu Prószyński i S-ka.
wtorek, 29 stycznia 2013
Aleksandra Szarłat "Prezenterki"
Wydawnictwo Świat Książki
data wydania 2012
stron 400
ISBN 978-83-273-0171-0
Królowe
szklanego ekranu
Dziś Telewizja Polska to już leciwa,
stateczna dama. Właśnie stuknęło jej 65 lat. To bardzo wiele. Na
przestrzeni czasu telewizja bardzo się zmieniała. Na początku jej
nie doceniono. Prorokowano, że zawsze będzie stała w cieniu radio.
A jednak w latach 50-tych nastąpił jej olbrzymi rozwój,
Polakom w domach i świetlicach przybyło odbiorników
telewizyjnych, a postacie z ekranu zaczynały zdobywać popularność
i być rozpoznawalne. Bo jak nie lubić osób, które
zaczęły codziennie gościć w naszych domach? Przecież one stawały
się niczym członkowie rodziny. Wśród ludzi widzianych na
szklanym (jeszcze wtedy) ekranie specyficzną grupę stworzyli
prezenterzy i prezenterki. Przodowały w niej kobiety. Ale i panom od
zapowiedzi nie brakowało klasy. To byli niezwykli ludzie, którzy
szybko zdobyli sporą popularność. Prawda jest taka, że o ile
dzisiejsze pokolenie nie wyobraża sobie ekranu lcd bez reklam, to nasi
rodzice nie wyobrażali sobie obejrzenia telewizji bez sympatycznego
spikera czy spikerki, którzy z uśmiechem na twarzy, gracją,
wdziękiem, czarem i urokiem przedstawiali kolejne pozycje
programowe, witali się na początku emisji programu w danym dniu i
żegnali na końcu, opowiadali co nieco o mającym być za chwilę
wyświetlonym filmie. Byli piękni, wytworni, pewni siebie,
sympatyczni. Tak wydawało się nam widzom. A jak wyglądała praca
prezentera od podszewki? Jak to było naprawdę być po drugiej
stronie szklanego ekranu?
W książce Aleksandry Szarłat o
blaskach i cieniach swojej pracy, o swoich karierach opowiadają
największe gwiazdy wśród grona spikerek – Edyta Wojtczak,
Krystyna Loska, Bożena Walter, Bogumiła Wander i Katarzyna Dowbor.
Osobny rozdział poświęca autorka legendzie jaką jest Irena
Dziedzic, a początek książki to lekkim piórem napisana
historia początku powojennej telewizji. W tym wstępie Szarłat
wspomina władze – sylwetki poszczególnych prezesów,
opowiada o technice jaką wtedy stosowano, o studiach telewizyjnych i
siedzibach – na Ratuszowej, Placu Powstańców Warszawy i
Woronicza. Dla osób, które dzieciństwo lub późniejsze
lata przeżyły w socjalistycznej Polsce ta publikacja to morze
wspomnień. To podróż w czasie do okresu, kiedy telewizja
miała zdecydowanie inne oblicze. Nie było setki programów
jak dziś, a były jeden czy dwa, nie istniała telewizja tematyczna,
ale i nie rządziła komercja. Nie było sporego wachlarza programów
na zagranicznej licencji, całość emisji wynosiła ledwie kilka
godzin, ale telewizja miała urok. Z pewnością dodawały go jej
piękne panie na ekranie, które dziś z nostalgią,
sentymentem, ale i może zażenowaniem opowiadają o kulisach bycia
spikerką.
To były inne czasy. Od młodych
niewątpliwie utalentowanych pań wymagano wiele – dykcji,
dokładnego wymawiania końcówek wyrazów, właściwego
akcentowania. Do takiej pracy trzeba było się solidnie przygotowań,
przejść godziny treningów i ćwiczeń pod okiem mentorki –
dla jednych Dziedzic, dla innych Wojtczak. Trzeba było zdać egzamin
spikerki i otrzymać upragnioną kartę s1. A w zamian? W zamian
zyskiwało się sławę, sympatię widzów, popularność i
problemy w co się ubrać na wizję, bo wizażystek i sponsorów
od dóbr wszelakich nie było. Za koroną spikerki nie szły
zbyt wielkie kwoty pieniędzy, choć w PRL-u plotkowano o
gigantycznych gażach prezenterek, willach i zagranicznych podróżach
za żelazną kurtynę. Te sensacje często mijały się z prawdą,
ale owszem pracujący w telewizji częściej wyjeżdżali zagranicę.
Ta praca była stresująca i wymagała wiele zaangażowania.
Poświęcenia świątecznego dnia i jego spędzenia poza rodziną.
Praca trwała do późna w nocy. Wymagała czujności,
przytomności umysłu, a z racji, że wejścia na antenę było na
żywo błyskotliwości i kreatywności w razie jakiś
nieprzewidzianych zmian. Technika zawodziła i trzeba było z
uśmiechem na twarzy zabawić widzów. Ale nasze prezenterki to
była prawdziwa pierwsza liga. Im niestraszne były żadne problemy,
choć i wpadki się bardzo rzadko zdarzały.
Wspomnienia dam telewizji czytało mi
się z wielką nostalgią i wzruszeniem. Bo ja te panie doskonale
znam ze szklanego ekranu, niektóre lubiłam bardziej inne
mniej, ale miałam wrażenie jakby to były znajome z sąsiedztwa.
Ich głosy zostały mi w pamięci, ich twarze przed oczyma. Dla mnie
dziecka i nastolatki były kimś na miarę dzisiejszych celebrytek,
choć intelektualnie stało od wielu dzisiejszych sław o niebo
wyżej.
Szkoda, wielka szkoda, że władze
telewizji zrezygnowały z usług prezenterek, że wiele ich
obowiązków przejęła bezduszna telegazeta. Dziś te panie są
już dojrzałymi kobietami. Przekazują nam swoje bezcenne
wspomnienia, intymne przeżycia z czasów, gdy znała je cała
Polska. I przeczą plotkom, które przez lata niekiedy urosły
do rangi pewnika. Kiedyś w telewizji pracownicy byli zżyci ze
sobą, pozbawieni chorej rywalizacji i niepędzący w wyścigu
szczurów. Tworzyli coś na miarę rodziny. Zawiązywały się
serdeczne relacje, nierzadko przyjaźnie. Dziś i to miejsce się
zmieniło. I tam wkroczyła samotność i pęd po trupach. Wspomina o
tym Katarzyna Dowbor – najmłodsza z grona, która
doświadczyła tych zmian na własnej skórze.
Szkoda, że telewizja zmienia się i to
nie na lepsze. Mimo wysiłków spada jej popularność na rzecz
internetu. Jest inna niż 30 lat temu. Coś się skończyło.
Skończyła się niesamowita epoka spikerek. I raczej nie wróci.
Ale cudownie, że została napisana ta książka, ten dokument
wspomnień. Szkoda, że zabrakło tylko w publikacji rozdziału o
Annie Wandzie Głębockiej. Brakowało mnie postaci tej uroczej
blondynki, która do końca życia będzie mi się kojarzyła
za zapowiedzią dobranocki z bajką o Bolku i Lolku.
Świetnie, że taka publikacja ujrzała
światło dzienne. Gratuluję autorce pomysłu. Polecam ją
miłośnikom telewizji i lubiącym czytać książki o PRL-u.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Świat Książki.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Katarzyna Michalak "Sklepik z niespodzianką. Adela"
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
data wydania 2012
stron 320
ISBN 978-83-10-12026-7
Zaglądając
ponownie do Pogodnej
„Sklepik z niespodzianką Adela” to
druga książka Katarzyny Michalak wydana w ramach „sklepikowej”
serii. Pierwsza jej część zebrała mnóstwo pozytywnych
recenzji i przypadła do gustu sporej rzeszy czytelniczek. Takiego
wyśmienitego poziomu fanki tegoż cyklu spodziewały się i po
kolejnej powieści. Nie rozczarowały się z pewnością, bo następna
książka w której prym wiedzie radna Adela jest chyba nawet
troszkę lepsza, a z pewnością mnóstwo się w niej dzieje.
Bohaterkami targają olbrzymie emocje, namiętność i uczucia.
Pojawienie się Anny Potockiej po
trzech latach w rodzinnym majątku jest sporą sensacją. Ale to
dopiero wierchołek góry lodowej. Jak się okazuje żona
Wiktora ma swoje tajemnice i sekrety oraz prowadzi podwójne
życie. Jej rodzina jest oburzona, bo jak można porzucić bez słowa
męża i syna! Powrót Anny komplikuje też uczuciowe życie
Bogusi. Którą z nich wybierze Wiktor? Czy wróci z
Autralii na wieść o powrocie żony?
W kolejnej książce Katarzyny Michalak
mamy okazję bliżej przyjrzeć się Adeli – określanej mianem
miejscowej femme fatale. Okazuje się, że ma ona swoje powody, by
być taką, a nie inną kobietą. Historia jej życia jest
fascynująca. Adela okazuje się podporą rodziny. I kiedyś i teraz.
Książka mnie zauroczyła, omotała
niczym pajęczyna i nie dała wyłączyć nocnej lampki przy łóżku
póki nie dotarłam do ostatniej strony. Jakże przyjemnie było
otworzyć znów drzwi sklepiku Bogusi, poczuć aromat czekolady
i domowego ciasta. Pięć przyjaciółek nadal się
przyjaźni,babskie sabaty w pokoiku na pięterku dalej mają miejsce,
ale relacje pań niekiedy stają się napięte i trudne. Padają
ostre słowa, bolesna krytyka. Górę biorą emocje i problemy,
które nie dadzą się odłożyć na półkę i wymagają
rozwiązania, które niekiedy wydaje się niemożliwe. Na
szczęście nad wszystkim czuwa Stasia, która niczym anioł
potrafi uspokoić atmosferę. W życiu tych kobiet pojawiają się
tak jak w życiu każdej z nas trudne sytuacje. Miłość okazuje się
farsą, zdrowie szwankuje, ktoś dobija się na ten świat.... Oj
sporo dzieje się w Pogodnej i warto poświęcić długi wieczór
na pobyt w uroczym miasteczku opodal morskiej plaży. W czasie
czytania nudą absolutnie nie wieje, a zakończenie ...... jest mocne
niczym w doskonałej książce sensacyjnej. Autorka zostawia swoje
czytelniczki w sporej niepewności, z nierozwiązaną zagadką i
przysłowiową opadniętą szczęką. Nie ma Pani Kasia nad nami
litości każąc czekać kilka miesięcy na kolejną książkę z
tejże serii i wyjaśnienie co ma na sumieniu Lidka. Nie pozostaje
nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i czekać, choć
osobiście nie miałabym nic przeciw, by kolejne książki ukazywały
się nie rzadziej niż co miesiąc.
Sklepikowym cyklem Michalak udowadnia,
że jest autorką utalentowaną i niepozbawioną fantazji oraz
obdarzoną bujną wyobraźnią. Spod jej pióra wychodzą
istne arcydzieła, które są tylko z pozoru lekturą łatwą i
pozbawioną głębszej treści. W rzeczywistości to książka z
życia wzięta, opowiadająca o kobietach z krwi i kości, które
łączą więzy przyjaźni. Pani Kasia ukazuje siłę i moc tego
uczucia, równie bezcennego jak miłość. Dzięki niej mniej
straszna choroba, niechciana ciąża, operacja, rodzinne kłopoty.
„Sklepik z niespodzianką” to książka mądra i poruszająca,
która chwilami bawi, czasem wprawia w nostalgię nad tym, co w
życiu najważniejsze i dostarcza sporą dawkę przeżyć. Ma
przeuroczy klimat i pachnie słodkim aromatem ciast. Długo by można
było chwalić pisarkę za stworzenie tak uroczego miejsca, kreację
ciekawych postaci. Dlatego nie dziw, że chciałoby się, by Pogodna
istniała naprawdę, by można tam było pojechać, odetchnąć jej
atmosferą i zasmakować łakoci z niespodziankowego menu. Z
niecierpliwością czekam zatem na kolejne powieści z tej serii już
teraz wiedząc, że Pani Michalak z pewnością się udadzą tak
dobrze jak te, które już trafiły na księgarskie półki.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Nasza Księgarnia.
sobota, 26 stycznia 2013
Kimberley Freeman "Wzgórze dzikich kwiatów"
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
data wydania 2012
stron 512
ISBN 978-83-10-12102-8
Niezwykła
historia z Tasmanią w tle
Uwielbiam sięgać po książki, które
zapadają w moją czytelniczą pamięć i zostają w niej na zawsze.
Jestem wybredna, zatem na takie miano zasługują tylko wyjątkowe
historie napisane z polotem, oryginalną fabułą i doskonałym
stylem. Sięgając po powieść Freeman nie spodziewałam się, że
aż tak bardzo zatracę się w tej książce, że aż tak bardzo mnie
ona zaintryguje i pochłonie. To wyjątkowa historia, napisana w
doskonałym stylu, która ma dwie główne bohaterki.
Dwie kobiety spokrewnione ze sobą, którym żyć przyszło w
kompletnie innych czasach, ale połączył je pewien dom na Tasmanii
z otaczającą go wspaniałą farmą, na której wypasano w
czasach świetności majątku tysiące owiec.
Emma to kobieta nam współczesna
i spełniona, szczęśliwa, bo mogąca realizować swoją wielką
pasję jaką jest taniec. Trzydziestolatka mieszka w Londynie, jest
słynną primabaleriną, a jej terminarz aż trzeszczy od zawodowych
zobowiązań. Emma jest zakochana w Joshu z którym mieszka,
choć do ślubu się nie spieszy. Owszem kocha, ale nie chce
stabilizacji, włożenia obrączki na palec i dzieci. Pewnego dnia on
zirytowany po raz kolejny tym, że narzeczona przedkłada pracę nad
życie osobiste mówi bolesne słowo „Koniec”. Emma jest
zrozpaczona i zatraca się jeszcze bardziej w balecie. Ale jej pech
nie ma końca. Wskutek upadku na schodach po zbyt forsownym teningu
doznaje kontuzji kolana i o tańcu mowy być nie może. Jej kariera w
jednej chwili zostaje brutalnie przerwana. Emma wylewa morze łez i
wraca do rodziców do Australii. A tu dowiaduje się, że jej
ekscentryczna nieżyjąca już babcia zostawia jej niezwykły spadek
– farmę i dom na Tasmanii. Emma jedzie tam i poznaje losy swojej
antenatki, która z pewnością tuzinkową kobietą nie była.
Powieść Freeman to książka
prześliczna, którą pochłonęłam niczym ulubiony deser. I
oczywiście żałowałam, że tak szybko się przeczytała. Nie będę
ukrywać – zakochałam się w tej historii tak samo jak kiedyś w
„Przeminęło z wiatrem”. Kreacja dwóch kobiet – babci
i wnuczki udała się pisarce rewelacyjnie. Beattie żyje w trudnych
czasach, gdy świat trapi kryzys i zbliża się wojenna zawierucha.
Błąd popełniony w młodości, pomyłka w wyborze życiowego
partnera kosztuje ją morze łez, utratę rodzinnego dachu nad głową
i jest przyczyną podróży w nieznane na drugi koniec świata.
Córka poczęta w grzechu wynagradza jej cierpienie. Będąca w
trudnej sytuacji Emma z wypiekami na twarzy poznaje losy babki i z
każdnym dniem zakochuje w tasmańskim domu. Poznawanie losów
rodziny uczy ją, że życie raz daje, a raz odbiera. Los daje nam do
ręki worek w którym i dobro i zło jest. Trzeba mieć siłą
i wolę walki, by iść do przodu, by łapać ulotne szczęście.
Beattie to przykład niezwykle dzielnej bohaterki, która od
wczesnej młodości może liczyć tylko na siebie. Nie ma przy niej
dobrej wróżki, która otrze łzy i pocieszy. A mimo to
prze do przodu niczym lodołamacz. Czerpie siłę z miłości do
dziecka, bywa uparta i zawzięta. Szczęście czasem jej sprzyja, ale
i ona często mu dopomaga. Nie zważa na plotki i bezsensowne
konwenanse. Łamie sztuczne zasady dobrego wychowania kierując się
uczuciem i sercem. Jest ambitna i jak byśmy dziś określili
kreatywna. A ja bardzo lubię właśnie takie bohaterki miast
ckliwych uwieszonych na męskim ramieniu niewiast.
Książka to opowieść realna i
oryginalna, w której dziś miesza się z przeszłością. Nie
ma w niej zbyt wiele sentymentu i romantyzmu, ale jest prawdziwa
miłość. I tu naszła mnie pewna refleksja – otóż tak jak
autorka tej powieści można pisać o gorącym uczuciu bez słodkości,
bez lukrowej otoczki. Miłość to nie tylko romantyczne randki,
czułe pocałunki i szeptane wyznania. Miłość to odwaga głoszenia
swojego wyboru, przeciwstawianie się konwenansom i narażanie na
szwank „dobrej opinii”, bo mezalianse będą się chyba zdarzać
do końca świata.
O ile mnie pamięć nie myli to
pierwsza książka ( poza podróżniczymi) z Tasmanią w tle,
dzięki której poznałam przeszłość zakątka w którym
boleśnie dały się odczuć uprzedzenia rasowe, w którym
napiętnowano miejscową i mieszaną ludność za kolor skóry.
Przeczytanie koniecznie zalecam
miłośnikom sag rodzinnych, powieści z dawką rodzinnych tajemnic i
sekretów z przeszłości. A czy jest coś co mogę
skrytykować? Otóż jest szczegół, który
spowodował pewien mały niedosyt. Mam odrobinkę żalu do pisarki,
że poskąpiła czytelnikom choćby króciutkich opisów
przyrody i egzotycznych miejsc, w których rozgrywa się akcja.
Mimo tego książkę gorąco polecam
tym, którzy lubią czytać o miłości, poświęceniu, walce
dobra ze złem, o zwyczajnym życiu, które przecież też
obfituje w różne niespodzianki. I nie pozostaje mi nic innego
jak ocenić najwyższą notą tę wyjątkową książkę, która
myślę, że spodoba się jeszcze wielu tym, którzy się w nią
zagłębią.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Nasza Księgarnia.
Maja i Jan Łozińscy " Historia polskiego smaku"
Wydaniwctwo PWN
data wydania 2012
stron 328
ISBN 978-83-01-17102-5
Biografia
kuchni polskiej
„Polacy nie gęsi i swój język
mają” pisał kiedyś Mikołaj Rej, a ja pozwolę sobie dodać, iż
nie tylko język, ale i kuchnię, która ma ponad
dziesięciowiekową tradycję. W kronikach historycznych pojawiały
się nie tylko wpisy o wojnach, bitwach i koronacjach. Pisano także
i o tym, co się na polskich stołach podaje, czym raczy się gości.
Zauważali to zwłaszcza zagraniczni kronikarze. Kuchnia polska ma
wielowiekową tradcyję. Przez kolejne epoki zmieniały się gusta
naszych przodków i trendy. Wpływ na zjadane pożywienie miały
wojny, podróże, zagraniczni goście goszczący na polskich
dworach. Z obcych państw przywożono coraz nowsze produkty:
orientalne owoce, nasiona i przyprawy. Oczywiście inaczej jadano na
bogatych dworach, a inaczej w polskich chatach ubogich mieszkańców
wsi. Chcecie wiedzieć jak? Zatem musicie sięgnąć po lekturę
najnowszej książki Państwa Łozińskich, którzy znani są
już czytelnikom z wydanych książek poświęconych dwudziestoleciu
międzywojennemu.
Książka „Historia polskiego smaku” niezwykle pięknie i starannie wydana nakładem PWN-u jest naprawdę wspaniała. Prowadzi nas w podróż w czasie do początków państwa polskiego. Epoka po epoce opisuje nasze tradycje związane z jedzeniem, obyczajami związanymi z nim i modami, jakie panowały. Inaczej było kiedyś, inaczej jest dziś. Co kiedyś było wyznacznikiem luksusu dziś jest określane jako niezdrowe. Dawniej to biedni raczyli się ciemnym pieczywem, a bogaci białym. Dziś głosi się trend zdecydowanie odwrotny. Takich właśnie ciekawostek w tejże lekturze jest co niemiara. Jesteśmy narodem, który doceniał dobre jadło i lubił ucztować. Przez wieki hucznie obchodzono święta, uroczystości rodzinne jak chrzciny czy wesela. Goszczenie przybywających w progi domu było świętym obowiązkiem. A że często lubimy przesadzać uczty trwały długo. Zasada zastaw się a postaw była jak najbardziej aktualna. A co jadali nasi przodkowie?
Zdecydowanie dużo mięsa. Na polskich
stołach pojawiała się i dziczyzna i mięsa ze zwierząt
hodowlanych. Spożywano też kasze, owoce, warzywa. W średniowieczu
jadano mało łakoci, bo to były czasy, gdy za kilogram cukru można
było kupić dwa woły. Na szczęście później słodkie
kryształki potaniały, ale kupowano je na głowy, a nie na
kilogramy. Autorzy poświęcili miejsce w swoje publikacji nie tylko
potrawom, ale i sztućcom, opisom naczyń z jakich jadano. Wraz z
upływem czasu nasi przodkowie uczyli się przetwarzania produktów
i ich przechowywania, a spiżarnie były niczym sejfy bankowe. Dostęp
mieli tam poza panią domu nieliczni.
Jako naród mamy olbrzymie
tradycje w ucztach, ale i obżarstwie. Nie raz Polacy jedzący bez
miary, dużo i tłusto cierpieli na dolegliwości trawienne. Nieco
przyczyniły się do tego zwyczaje religijne, bo po długich postach
co niektórzy wręcz rzucali się na wyborne potrawy. I tak
pewnien jegomość po Wielkim Poście pożarł na wielkanocne
śniadanie 13 kurczaków, opił się trunków i ....
zmarł. Może to anegdotka nieco przesadzona, ale nadwaga wielu
zamożnym Polakom nie była obca. Moda na lżejszą dietę zaczęła
panować dopiero za czasów ostaniego króla. A potem w
czasie zaborów dwory szlacheckie były ostoją tradycji
kulinarnych. Jadano tam po staropolsku i dostanio. Zaopatrywano
bogato na zimy spiżarnie i lodownie. I i II wojna światowa
spowodowały spore zmiany w polskiej kuchni. Jakże ona się
zmieniała? Bardzo istotnie, ale jak dokładnie zapraszam do książki,
która oprócz tekstu zawiera ciekawe ilustracje i
zdjęcia. Nie brak w niej olbrzymiej ilości ciekawostek, cytatów
z literatury polskiej i fragmentów kronik. Byłam bardzo
ciekawa tego aspektu przeszłości z dziedziny mi nie obcej, bo
gotować lubię. Z pewnością osoby, które czują się w
kuchni niczym malarz w pracowni pochłoną tę książkę jednym
tchem. Dziś pewnie niezdrowe okażą się przepisy na baby
wielkanoce z litra żółtek, ale jakże przyjemnie i ciekawie
jest zajrzeć przodkom do talerzy, mis i kielichów. Czytając
jednym tchem uległam magii zapachów i aromatów
płynących z czytanego tekstu, zadrościłam szlachciankom kuchni i
spiżarni, ogródów i sadów, no i możliwości
jedzenia ekologicznych warzyw, owoców i niemodyfikowanej
genetycznie żywności. Lektura jest wspaniała i z pewnością okaże
się idealnym prezentem dla pań lubiących pichcić pyszne potrawy i
smakołyki. Historia kuchni może być równie ciekawa jak
opisy militarnych bitew i wojen. Myślę, że za jakiś czas, ktoś
znów napisze książkę o tym, co jemy teraz, a nasi rodacy
zdziwią się, co jadało nasze pokolenie. A póki co zapraszam
do przeszłości na sarmackie uczty, królewskie dwory,
szlacheckie święta i do poznania dylematów kulinarnych pań
domu w PRL-u.
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydanictwu PWN.
piątek, 25 stycznia 2013
Lucyna Olejniczak "Wypadek na ulicy Starowiślnej"
Wydawnictwo Replika
data wydania 2012 ( wydanie II)
stron 232
ISBN 978-83-7674-200-7
Krakowskie
obrazki w kolorze sepii
Książka Lucyny Olejniczak znalazła
się w moich czytelniczych planach ze względu na miasto w którym
rozgrywa się jej akcja. Kraków to moim zdaniem najpiękniejsze
miasto na świecie. Znam Kraków współczesny i ciekawa
byłam jak wyglądał ten sprzed lat, gdy fotografie nie bywały
cyfrowe, a w kolorze sepii, a zamiast sznurów samochodów
i autobusów jeździły dorożki i dyliżanse, a karetki
pogotowia i wozy strażackie napędzane były siłą końskich
mięśni. Właśnie strażakiem był przodek narratorki powieści -
Lucyny, która pewnego dnia znalazła o nim całkiem
przypadkowo notkę w internecie. Pewnego dnia 1900 roku służący w
straży ogniowej sierżant uległ wypadkowi. Odnotowały to gazety i
przeczytała Lucyna. I nagle pod wpływem chwili postanowiła poznać
losy swojego pradziada, dowiedzieć się więcej o jego bliskich, o
jego życiu. Kobieta odważnie ruszyła tropem antenata. Zajęła się
grzebaniem w archiwach, starych rocznikach gazet w bibliotece i
dzięki temu zawarła niezwykle interesujące i owocne znajomości.
Książka „Wypadek na ulicy Starowiślnej” nie jest zbyt grubym tomiszczem. To krótka historyjka, która koncentruje się tylko wokół nieszczęśliwego wypadku, zdarzenia, jakim było wypadnięcie z pędzącego do pożaru wozu strażackiego strażaka. Wydarzenia tego dnia poznajemy oczami samego poszkodowanego, jego córki, syna i żony. Ten niefortunny wypadek mógł pociągnąć za sobą bardzo smutne konsekwencje. I drastycznie zmienić losy rodziny.
Zaglębiając się w relacje
mieszkańców Krakowa na przełomie XIX i XX wieku mamy okazję
zobaczyć inne obliczne tego miasta, gdy jeszcze nie odwiedzały go
takie tłumy turystów jak dziś, gdy nie było wokół
zabytkowej Starówki potężnych blokowisk, osiedli i budynków
z betonów i stali, gdy nad Wisła u stóp Wawelskiego
Wzgórza owocowały poziomki, a ludzie biedniejsi mieszkali w
suterynach i ubogich domach bez kanalizacji i prądu. To były inne
czasy, inne realia. Używanie naftowych lamp, budowanie domów
z drewna, przechowywanie siana dla tak potrzebnych koni groziło
łatwym wybuchem pożaru. Dlatego tak ważną rolę odgrywała straż
ogniowa. A jej członkowie często byli bohaterami i wybawcami.
Kraków z dawnych lat szalenie
mnie oczarował. W skromnych urywkach (a szkoda, że nie dużo
dłuższych i bardziej rozbudowanych opisach) autorka ukazała piórem
to, co dziś możemy zobaczyć już tylko na starych zdjęciach i
pocztówkach. Ten świat odszedł już wiele lat temu do
lamusa. A jest tak uroczy, tak magiczny wręcz czarodziejski. Ludzie
mają inną mentalność, są bardziej otwarci na sąsiadów,
na to co ich otacza, na wydarzenia z własnego podwórka.
Dzieci robią psoty, bawią się na przydomowych placach i podwórzch,
kobiety robią zakupy na targu. Nie ma hipermarketów i centrów
handlowych. Wieczorami latarnik zapala uliczne latarnie, miasto nie
oświetlają halogeny, ale to wcale nie umniejsza jego urodzie.
Wprost przeciwnie – tworzy romantyczny, bajkowy wręcz klimat.
Szkoda, że pisarka nie rozbudowała bardziej swojej książki, nie
napisała więcej o Teodorze i jego rodzinie z Kolejowej 19. Szkoda,
że tak oszczędnie opisała pracę strażaków z tamtych lat.
Bo ja chętnie zaczytałabym się bez reszty w takiej historii, w
takiej relacji sprzed ponad stu lat, gdy świat kręcił się chyba
zdecydowanie wolniej.
Tak okrojona opowieść jest chwilami
nieco bajkowa, nieco naiwna, nieco poszarpana. Słabym punktem
książki jest zakończenie, które bardzo mnie rozczarowało
ze wględu na swoistą niejasność i wręcz bezbarwność.
Spodziewłam się emocji, zaskoczenia, dreszczyku, jakiejś
porażającej nowiny, a wszystko jakby nagle zastygło i się urwało.
Po powieść warto sięgnąć przede
wszystkim ze wględu na możliwość literackiej wycieczki do
cudownego polskiego miasta sprzed lat.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Replika.
czwartek, 24 stycznia 2013
Recenzyjny styczniowy
Nowy Rok, nowy miesiąc, nowe książki do recenzji. Zatem przedstawiam:
Anna Czeplińska "Miłość przed użyciem wstrząsnąć" - od Zysk i S-ka przeczytana, zabawna, recenzja na blogu
Katarzyna Michalak "Mistrz" od Lubimy Czytać - przeczytana - szokująca, pikantna
Małgorzata Łukowiak "Projekt Matka" - właśnie czytam od Lubimy Czytać
Grażyna Jagielska " Miłość z kamienia" od Lubimy Czytać
Kazimierz Sowa " Moje syberyjskie podróże" od Lubimy Czytać
Dolen Perkins-Valdez "Niewolnice" od Lubimy Czytać
Zatem czytać co mam, zimy mam dość. Koc, herbatka w kubku, książka i zapomnieć o paskudnym, zimnym świecie.
Anna Czeplińska "Miłość przed użyciem wstrząsnąć" - od Zysk i S-ka przeczytana, zabawna, recenzja na blogu
Katarzyna Michalak "Mistrz" od Lubimy Czytać - przeczytana - szokująca, pikantna
Małgorzata Łukowiak "Projekt Matka" - właśnie czytam od Lubimy Czytać
Grażyna Jagielska " Miłość z kamienia" od Lubimy Czytać
Kazimierz Sowa " Moje syberyjskie podróże" od Lubimy Czytać
Dolen Perkins-Valdez "Niewolnice" od Lubimy Czytać
Zatem czytać co mam, zimy mam dość. Koc, herbatka w kubku, książka i zapomnieć o paskudnym, zimnym świecie.
sobota, 19 stycznia 2013
Wizyta w bibliotece czyli stosik
Dziś odwiedziłam bibliotekę. Znów nowości nie widać na półkach. Może rozpożyczone? A może ich za mało? Ale i tak znalazłam co nieco dla siebie i męża.
Jefrey Tayler " Mordercy w mauzoleach"
Maria Kuncewiczowa "Miasto Heroda" - książka wspomniana w "Drzewie sprawiedliwości"
Henry Hemming "Kierunek Bagdad"
Krystyna Nepomucka "Mydło z łabędziem"
Stefan Darda " Czarny Wygon Bisy" - dwie pierwsze części mam własne - więc czas zabrać się za książki Przemyślanina - tak tak autor mieszka w moim mieście
Dla męża
Allen Paul "Katyń"
Jurgen Thorwald " Wielka ucieczka"
Jefrey Tayler " Mordercy w mauzoleach"
Maria Kuncewiczowa "Miasto Heroda" - książka wspomniana w "Drzewie sprawiedliwości"
Henry Hemming "Kierunek Bagdad"
Krystyna Nepomucka "Mydło z łabędziem"
Stefan Darda " Czarny Wygon Bisy" - dwie pierwsze części mam własne - więc czas zabrać się za książki Przemyślanina - tak tak autor mieszka w moim mieście
Dla męża
Allen Paul "Katyń"
Jurgen Thorwald " Wielka ucieczka"
czwartek, 17 stycznia 2013
Heidi Rehn "Kobieta z bursztynowym amuletem"
Wydawnictwo Świat Książki
data wydania 2012
stron 544
ISBN 978-83-7799-154-1
Romans z wojną w tle
Za egzemplarz do recenzji dziekuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Świat Książki.
środa, 16 stycznia 2013
Monika Warneńska " Drzewo sprawiedliwości"
Wydawnictwo Axis Mundi
data wydania 2010
stron 296
ISBN 978-83-61432-08-1
Wyjątkowo wzruszająca historia
O wyborze tego co czytam rzadko decyduje przypadek. Wybieram książki czytając ich opisy na stronach wydawców czy księgarni internetowych, sugeruję się opiniami recenzentów i blogerów, poleceniami znajomych. Ale jak to bywa wyjątek potwierdza regułę. Czasem będąc w bibliotece wypożyczam książki, które po prostu wpadną mi w oko. Czymś przyciągną i zaciekawią. No po prostu skuszą. Tak było właśnie z powieścią "Drzewo sprawiedliwości". Wzięłam ją z bibliotecznej półki w ciemno. I jak się okazało to była bardzo, ale to bardzo dobra decyzja. Bo książka powaliła mnie na kolana. Na portalu LC można ocenić książkę w skali od 1 do 10. Dałam jej 10, ale wiem, że to stanowczo za mało. Ona zasługuje na 10 do potęgi. Jest wyjątkowa i bardzo piękna, choć smutna.
To historia z wojną w tle. Ale to książka nie tylko o wojnie.
Dwie kobiety przed wojną są koleżankami, choć różni je kilka lat. Anna pochodzi z Bukowca z ubogiej rodziny. Jej rodzice ledwie wiążą koniec z końcem, żal im, że uzdolniona córka nie otrzyma należnego jej wykształcenia. Ale nagle pomocną dłoń wystawia wujostwo ze stolicy i bierze Anię pod swoje skrzydła. Młoda dama uczy się wybornie, myśli o studiach. Wuj umiera, a plany na dorosłe życie krzyżuje wojna. Przed jej wybuchem Anna poznaje Julę - córkę krawcowej z której usług korzysta jej ciotka. Anna udziela Juli korepetycji, zaprzyjaźniają się. Tuż przed wybuchem wojny Anna poślubia uroczego żołnierza lotnika. Gdy ten walczy z faszystami w Anglii Anna rodzi ich córkę. Dziecko umiera po kilku miesiącach życia. Zostaje jego metryka. Ten dokument ratuje życie pewnego żydowskiego dziecka - córki Juli..................................
Tak to prawda, że lubię wojenne historie. Czytałam ich zresztą niemało. Ale ta jest wyjątkowa, bardzo wzruszająca. To książka pisana sercem. Dwie kobiety, które wcześniej się znają zmienia wojna. Anna boryka się ze stratą męża i dziecka, Jula w gettcie musi walczyć o życie, które zmierza ku wywózce do obozu koncentracyjnego. Zależy jej by choć dziecko przeżyło. Wojna zmienia te młode kobiety okrutnie. Czyni je silnymi, odziera z beztroski i młodości. Uczy sztuki przetrwania. Anna mimo doświadczeń nie traci serca. Czy do końca? Czy heroiczny czyn wyniesienia dziecka z getta jest do końca bohaterski? A może chce widzieć w tym dziecku swoją zmarłą córkę? Może jest przekonania, że jej rodzice trafią do gazu, a ona dostanie drugie dziecko od losu, które zastąpi to zmarłe? Z treście książki wydaje się, że tak nie jest. Ale kilka dni po skończeniu powieści i takie myśli przyszły mi do głowy. Akcja książki obejmuje kilkadziesiąt lat. Także tych po wojnie. Gdy układa się nowy porządek w Europie i świecie. Gdy kreuje się nowy ład polityczny. Gdy prawda, nie wiedzieć czemu zostaje zakłamana. Gdy Polacy działający w Żegocie są niedoceniani przez literata.
Oba narody wiele ucierpiały od Niemów. Pada pytanie dlaczego cierpienie jej poróżniło? Dlaczego nie zbliżyło? Dlaczego zaczęły padać okrutne oskarżenia i dał znać o sobie tak mocny antysemityzm?
"Drzewo sprawiedliwości" to książka refleksyjna, gloryfikująca ludzkie poświęcenie, bezinteresowną pomoc, odwagę. To powieść o trudnej historii polsko- żydowskich stosunków, które po wojnie nie były łatwe. To także książka o poszukiwaniu własnej tożsamości i korzeni.
Jeśli tylko będziecie mieli możliwość przeczytajcie ją. Warto, naprawdę warto.
wtorek, 15 stycznia 2013
Anna Czeplińska "Miłość - przed użyciem wstrzasnąć"
Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2012
stron 384
ISBN 978-83-7785-004-6
Szukając skarbu i .... miłości
Biorąc się za lekturę książki Anny Czepilińskiej spodziewałam się lekkiej obyczajowej powieści, która idealnie zrelaksuje, odpręży i będzie miłą odskocznią od codzieności. Ale to nie wszystko! Jak się okazało po przeczytaniu ta książka to dodatkowo sezam przygody, bomba dobrego humoru z nutką sentymentalnej historii sprzed wielu lat. I jednego o tej lekturze nie można powiedzieć: że jest przeciętna. Bo to książka bardzo oryginalna. No, ale po kolei.
Główna bohaterka to dziewczyna ambitna i zdolna. Ma na imię Ola. Do stolicy przyjechała z prowincji z mocnym postanowieniem zrobienia kariery i pokazaniu światu, że "Ola potrafi". Jednak życie pokazało, że mimo wielkich planów czasem nie zawsze można rozwinąć skrzydeł i ujawnić swoje uzdolnienia. Ola pracuje w redakcji kobiecego pisma "Angela". Marzy jej się pisanie reportaży i ambitnych tekstów, a tymczasem pisze artykuły z poradami dla pań, w których częściej odbija się reklama niż szczera prawda. Ola się buntuje, bo czuje się nie w porządku pisząc mrzonki mające dać tylko ułudę czytelniczkom. Ale z czegoś żyć trzeba i kredyt za mieszkanie spłacać. Patrycja jej najlepsza koleżanka po fachu pociesza Olę, że przyjdzie czas i na ambitne teksty. Życie Oli nagle zmienia przypadek. Dziewczyna, samotna, choć marząca o idealnym partnerze zostaje zaproszona do programu śniadaniowego w pewnej telewizji. Tu poznaje "jego" - sympatycznego instruktura sztuk walki - Kubę. Iskrzy między nimi i w dyskusji w programie i prywatnie. I nagle wskutek wielu wydarzeń owa para staje się nierozłączna i odkrywa rodzinne tajemnice z przeszłości, sekrety z czasów Powstania Styczniowego...........
Powieść czyta się rewelacyjnie od samego początku. Treść fabuły, którą autorka zbudowała bardzo ciekawie z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej potęgowała moją ciekawość. Dlaczego? Ano dlatego, że w książce bardzo, ale to bardzo dużo się dzieje. Akcja pędzi niczym bolid F1. I coraz bardziej się gmatwa, komplikuje, a na scenę wchodzą kolejne, bardzo oryginalnie wykreowane postacie. Są więc amatorscy gangsterzy, mający ochotę szybko się wzbogacić, jej sympatyczny staruszek będący w przeszłości członkiem Wermachtu i hodujący barana o imieniu byłego dowódcy, są i dwie młode kobiety szukające drugich połówek i damy z przeszłości, które musiały stawiać czoła trudnej popowstaniowej przeszłości. Z teraźniejszości wkraczamy w przeszłość. Wraz z parą głównych bohaterów odkrywamy tajemnice bardzo barwnych antenatów. Efektem tak skomplikowanej fabuły jest przyjemność czytania, jest ciekawość co dalej. Książka trzyma w napięciu do samego końca. I tylko jeden wątek - ten miłosny wydaje się przewidywalny. Inne nie. Są objęte woalem tajemnicy praktyczne do ostatniego zdania. I tu autorce należy się uznanie. Dziś po przeczytaniu byłabym skłonna zakwalifikować tę powieść przede wszystkim do książek przygodowych. Napisanych łatwym w odbiorze językiem i z pomysłem. Jeśli lubicie odkrywać rodzinne sekrety, jeśli podobają Wam się historie z przeszłością w tle to z pewnością powieść Czeplińskiej przypadnie Wam do gustu. Dobra zabawa, dreszczyk emocji i spora porcja dobrego humoru gwarantowana.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.
Główna bohaterka to dziewczyna ambitna i zdolna. Ma na imię Ola. Do stolicy przyjechała z prowincji z mocnym postanowieniem zrobienia kariery i pokazaniu światu, że "Ola potrafi". Jednak życie pokazało, że mimo wielkich planów czasem nie zawsze można rozwinąć skrzydeł i ujawnić swoje uzdolnienia. Ola pracuje w redakcji kobiecego pisma "Angela". Marzy jej się pisanie reportaży i ambitnych tekstów, a tymczasem pisze artykuły z poradami dla pań, w których częściej odbija się reklama niż szczera prawda. Ola się buntuje, bo czuje się nie w porządku pisząc mrzonki mające dać tylko ułudę czytelniczkom. Ale z czegoś żyć trzeba i kredyt za mieszkanie spłacać. Patrycja jej najlepsza koleżanka po fachu pociesza Olę, że przyjdzie czas i na ambitne teksty. Życie Oli nagle zmienia przypadek. Dziewczyna, samotna, choć marząca o idealnym partnerze zostaje zaproszona do programu śniadaniowego w pewnej telewizji. Tu poznaje "jego" - sympatycznego instruktura sztuk walki - Kubę. Iskrzy między nimi i w dyskusji w programie i prywatnie. I nagle wskutek wielu wydarzeń owa para staje się nierozłączna i odkrywa rodzinne tajemnice z przeszłości, sekrety z czasów Powstania Styczniowego...........
Powieść czyta się rewelacyjnie od samego początku. Treść fabuły, którą autorka zbudowała bardzo ciekawie z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej potęgowała moją ciekawość. Dlaczego? Ano dlatego, że w książce bardzo, ale to bardzo dużo się dzieje. Akcja pędzi niczym bolid F1. I coraz bardziej się gmatwa, komplikuje, a na scenę wchodzą kolejne, bardzo oryginalnie wykreowane postacie. Są więc amatorscy gangsterzy, mający ochotę szybko się wzbogacić, jej sympatyczny staruszek będący w przeszłości członkiem Wermachtu i hodujący barana o imieniu byłego dowódcy, są i dwie młode kobiety szukające drugich połówek i damy z przeszłości, które musiały stawiać czoła trudnej popowstaniowej przeszłości. Z teraźniejszości wkraczamy w przeszłość. Wraz z parą głównych bohaterów odkrywamy tajemnice bardzo barwnych antenatów. Efektem tak skomplikowanej fabuły jest przyjemność czytania, jest ciekawość co dalej. Książka trzyma w napięciu do samego końca. I tylko jeden wątek - ten miłosny wydaje się przewidywalny. Inne nie. Są objęte woalem tajemnicy praktyczne do ostatniego zdania. I tu autorce należy się uznanie. Dziś po przeczytaniu byłabym skłonna zakwalifikować tę powieść przede wszystkim do książek przygodowych. Napisanych łatwym w odbiorze językiem i z pomysłem. Jeśli lubicie odkrywać rodzinne sekrety, jeśli podobają Wam się historie z przeszłością w tle to z pewnością powieść Czeplińskiej przypadnie Wam do gustu. Dobra zabawa, dreszczyk emocji i spora porcja dobrego humoru gwarantowana.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.
sobota, 12 stycznia 2013
Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska "Wszyscy jesteśmy Nomadami"
Wydawnictwo Świat Książki
data wydania 2012
stron 280
ISBN 978-83-77997758
Niesamowita Mongolia
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Świat Książki.
sobota, 5 stycznia 2013
Lisa Tucker "Kruche szczęście"
Wydawnictwo Prószyński
data wydania 2012
stron 352
ISBN 978-83-7839-269-9
Ulotność szcześcia
Sięgając po książkę pióra
Tucker spodziewałam się po treści opisu lektury obyczajowej z
wątkiem sesacyjnym. Właśnie opis wydawcy zasugerował mi, że
fabuła będzie skoncentrowana na fakcie poszukiwania porwanego
pięcioletniego chłopczyka, który pewnego dnia po prostu
znika z przydomowego podwórka i wszelki ślad po nim ginie.
Spodziewłam się zatem sporej dawki sensacji, opisu działań
policji i organów ścigania, błyskotliwych detektywów
a tymczasem...... to wcale nie tak jest skonstruowana ta powieść.
To bardziej lektura zasługująca na miano książki psychologicznej.
Byłam tym nieco zaskoczona i rozczarowana, ale na pocieszenie sama
książka nie jest zła, tylko trochę trudna w odbiorze.
Kyra i David są od dziesięciu lat
małżeństwem. Mają pięcioletniego synka, który jest dla
nich całym światem. Są wobec niego zdecydowanie przewrażliwieni i
nadopiekuńczy. Można śmiało rzecz, że zagłaskują dziecko na
śmierć. Michaelowi nie wolno chodzić do normalnej szkoły, bawić
się z rówieśnikami, samodzielnie spędzać czasu bez nadzoru
mamy lub taty. Ma trzymać się zdrowej diety, unikać fastfoodów,
nie wspinać się na drzewa, przestrzegać drakońskiej higieny
niczym na operacyjnej sali. Kyra i jej małżonek przesadzają.
Tłumaczyć i usprawiedliwać ich może tylko sporo ciężkich
przeżyć z przeszłości. Tym samym robią z życia swego synka
koszmar. Izolacja dziecka to zły pomysł. Z pewnością negatywnie
wpływa na jego świat, poczucie wartości i osobowość. Mimo tak
drakońskich zasad wystarczy chwila nieuwagi i ktoś porywa malca.
Rodzice są przerażeni. Od pierwszej chwili czują się winni temu
co się stało. Poszukiwania prowadzi policja, a pierwszym tropem
jest pewien liścick odnaleziony przed domem. Autorka tymczasem nie
skupia się całkowicie na tymże wątku, ale wprowadza czytelników
w przeszłość swoich bohaterów.
Przeszłość pełną dramatycznych
zdarzeń, bolesnych sekretów, tajemnic ..........
Powieść mnie zaskoczyła. Nadmiarem
emocji, bardzo oryginalnie wykreowanymi postaciami i ich analizą
psychologiczną. Stworzone przez autorkę osoby są dość dziwne.
Mają trudne charaktery na których cieniem kładą się
nieszczęścia z przeszłości : śmierć dziecka, porzucenie przez
matkę, zejście na złą drogę siostry. To powoduję, że Kyra i
David nie potrafią cieszyć się szczęściem zwykłego dnia. Oni
wciąż oczekują co złego się stanie, co bolesnego ich spotka. Są
niczym urządzenia w trybie czuwania, oczekiwania na cios od losu.
Błędna to postawa i do niczego nie prowadzi. Bo co się stało i
tak by się stało. Nie było w tym winy rodziców Michaela.
Autorka przyklaskuje prawdzie, że
nasze życie nie do końca do nas należy, że często na nasz los ma
wpływ szereg niezależnych od nas okoliczności. Nie da się ich
ominąć, nie są to przeszkody możliwe do przeskoczenia. Mając
dziecko należy mieć świadomość, że z chwilą jego narodzin
świat się zmieni i będzie nam już zawsze towarzyszyć lęk o jego
przyszłość, zdrowie, powodzenie, szczęście. Ale nie może być i
tak, że ten lęk zdominuje nasze życie. Będzie rządził naszą
psychiką i poprowadzał do obłędu.
Lisa Trukner ukazuje w swojej powieści
dość osobliwe oblicze rodzicielstwa. Trudna to „profesja”, ale
i niekoniecznie dla kogoś bliskiego musimy być rodzicem, by
troszczyć się o jego życie. Wystarczy być siostrą jak Kyra.
„Kruche szczeście” to lektura wymagająca i wcale niełatwa w
odbiorze. Doskonale ukazuje skomplikowaną naturę ludzkiej psychiki.
Nie brak w niej sporej dawki emocji, ale brakuje moim zdaniem
szczypty sensacji, dreszczyku emocji. Większego tempa akcji.
Dodatkowo próżno szukać w powieści chronologii, bo akcja
biegnie do przodu i cofa się wstecz wielokrotnie. Idealna powieść
dla osób wrażliwych, rodziców i miłośników
książek Jodi Picoult.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni Matras.
środa, 2 stycznia 2013
Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Ucieczka znad rozlewiska"
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
data wydania 2012
stron 386
ISBN 978-83-10-12264-3
Życie zaczyna się po trzydziestce
Za egzemplarz do recenzji dziekuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Nasza Księgarnia.
wtorek, 1 stycznia 2013
Stosikiem rok się zaczyna
Czy jest lepsze wejście w Nowy Rok niż z stosikiem w ręce? Jak dla mnie nie ma. Ok te książki przybyły w grudniu. Pan listonosz odwiedził mnie i na Wigilię i na Sylwestra. Czy to ma znaczyć, że cały rok będzie często zaglądał? Oby !!! W stosie zabrakło książki "Jezus z Judenfeldu", ale jej recenzję możecie już przeczytać na blogu. Powyższy stosik to książki recenzyjne i prezenty. Powiem szczerze, że są to pozycje wymarzone. I tak
Briget Boland"Doula" od Lubimy Czytać ( już przeczytana, recenzja wysłana do portalu) zrobiła na mnie spore wrażenie - proza podobna do Picoult.
Anna Czerwińska "GórFanka na himalajskiej ścieżce" od Lubimy Czytać. Połknięta w Sylwestrową Noc - cudo istne. Jeszcze bardziej mnie podkręciła do wyjazdu. Tam w te cudne góry, by zobaczyć.
Aleksandra Tyl "Szczęście pachnie bzem" od IRKI. Czytałam wszcześniejsze dwie książki Pani Oli - zatem myślę, że i ta mnie nie rozczaruje.
Julia Blackburn " Życie zaczyna się we Włoszech" od IRKI - szczerze to marzyłam o tej książce. I mam.
Roma Ligocka "Tylko ja sama" od Lubimy Czytać - mnie swoim piórem Pani Roma czaruje dlatego sięgnę po tę książkę.
Briget Boland"Doula" od Lubimy Czytać ( już przeczytana, recenzja wysłana do portalu) zrobiła na mnie spore wrażenie - proza podobna do Picoult.
Anna Czerwińska "GórFanka na himalajskiej ścieżce" od Lubimy Czytać. Połknięta w Sylwestrową Noc - cudo istne. Jeszcze bardziej mnie podkręciła do wyjazdu. Tam w te cudne góry, by zobaczyć.
Aleksandra Tyl "Szczęście pachnie bzem" od IRKI. Czytałam wszcześniejsze dwie książki Pani Oli - zatem myślę, że i ta mnie nie rozczaruje.
Julia Blackburn " Życie zaczyna się we Włoszech" od IRKI - szczerze to marzyłam o tej książce. I mam.
Roma Ligocka "Tylko ja sama" od Lubimy Czytać - mnie swoim piórem Pani Roma czaruje dlatego sięgnę po tę książkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























.jpg)




