piątek, 19 stycznia 2024
Ann Napolitano "Witaj piękna"
wtorek, 5 grudnia 2023
Colleen Hoover "All your perfects"
Idealna miłość cementuje nieidealne związki
Miłość to popularny temat fabuł tysięcy książek wydanych na całym świecie. Jednak naprawdę niewielu autorów potrafi o niej pisać tak genialnie jak Coolleen Hoover. Spod jej pióra wychodzą prawdziwe arcydzieła, a każde z nich to wyjątkowy emocjonalny rollercoster. Biorąc do ręki „All your perfects” liczyłam na świetną powieść. Dostałam nie tylko tytuł wyjątkowy o którym z pewnością nie zapomnę, ale i cenną życiową lekcję o najważniejszym uczuciu i długoterminowym związku. Opisując historię dwójki bohaterów autorka wielu bestsellerowych powieści pokazała blaski i cienie małżeństwa, które jak to w realnym życiu bywa dostało od losu po nosie. Idealne uczucie skaziła proza życia, problemy i niespełnione marzenia, które zdjęły różowe okulary i pobrudziły doskonały obraz życia we dwoje.
Quinn i Graham spotkali się w bardzo nietypowej sytuacji. Pod drzwiami mieszkania narzeczonego dziewczyny przypadkowy mężczyzna uświadomił jej, że ten jedyny którego miała wkrótce poślubić zdradza ją tuż obok z jego dziewczyną Sashą. Związki Quinn i Grahama rozpadły się w pył, a oni sami stworzyli za kilka miesięcy parę, która ślubowała sobie sakramentalne „tak”. I wydawałoby się, że szczęśliwi i zakochani stworzą perfekcyjny związek, który przetrwa każdą burzę i najsilniejszy sztorm. Niestety zwyczajna codzienność przyniosła kłopoty, zderzenie z niemożliwym i rozczarowania. Dwoje bliskich sobie ludzi zaczęło się od siebie oddalać, a ich życiowe ścieżki zaczęły biec w coraz bardziej różnych kierunkach. Czy mąż i żona, którzy ślubowali sobie miłość na zawsze odnaleźli wspólny język, wybaczyli sobie to co złe i stawili wspólnie czoła przeciwnościom losu? Czy może ich miłość znikł i stała się przeszłością, a małżeństwo wyblakłym wspomnieniem czegoś pozornie idealnego?
Tej powieści nie można się oprzeć. Czytając ją nie pozostaje nic innego jak dać w pełni ponieść się jej fabule i rzucić się w ocean emocji, który ugodzi prosto w serce. To będzie świetna lektura dla każdego kto kocha i jest kochany. Na przykładzie historii bohaterów Autorka plastycznie pokazuje jak kruche jest nawet najbardziej prawdziwe i mocne uczucie, jak ważna jest w związku szczerość i rozmowa, jak bardzo wrażliwe są ludzkie serca i jak łatwo zranić kochaną osobę mimo, że nie chce się tego absolutnie zrobić. Colleen Hoover odważnie porusza trudne problemy tabu jakimi jest niepłodność czy zdrada. Pisarka uświadamia, że niewierność może przydarzyć się także tym, którzy kochają, a najistotniejsze wtedy jest to, by umieć słuchać partnera, wybaczać, akceptować ludzką nieidealność i ciągle myśleć „my”, a nie „ja”.
„All your perfect” to fenomenalna, mądra i piękna książka o małżeństwie i jego różnych obliczach. Nie ma w niej miejsca na słodkość, sztuczność i nieprawdziwy idealizm. Jej bohaterowie to ludzie z krwi i kości mający swoje wady i zalety, błądzący i szukający wspólnego fundamentu dla uczucia, które zostało im dane. Quinn cierpi, jej mąż też. Ogrom bólu ich przytłacza i rozdziela, buduje między nimi mur. I gdy wydaje się, że pozostaje tylko rozwód i rozstanie oni znajdują w sobie siły by zawalczyć. Kryzysy w każdym małżeństwie pojawiają się prędzej czy później. Walka z nimi to jedyna słuszna metoda, jedyna recepta by pozostać razem. Autorka „Ugly love” pozwala nam tę walkę obserwować, kibicować temu małżeńskiemu meczowi z życiem, które nie rozpieszcza i rani.
Reasumując: nie łudźcie się, że ta lektura pozwoli Wam nie płakać. Weźcie pod uwagę, że główni bohaterowie staną się Wam bardzo bliscy i będziecie im mocno kibicować. Nie myślcie, że o tym tytule szybko zapomnicie – Wasze myśli jeszcze długo po odłożeniu tej powieści będą do niej wracać. Sama książka zaś zmusi Was do refleksji nad receptą na trwały związek, bo bezsprzecznie dojdziecie po niej do wniosku, że idealnych małżeństw nie ma.
Bardzo gorąco polecam Wam spędzenie kilku godzin z opowieścią o Grahamie i Quinn. To literacki majstersztyk i wyciskacz łez w jednym. To historia trafiająca prosto w serce i ucząca prawdy o życiu we dwoje. Koniecznie ją poznajcie!
wtorek, 6 września 2022
Jasmin Schreiber "Rów Mariański"
środa, 24 maja 2017
Colleen Hoover "November 9"
Główni bohaterowie spotykają się przypadkiem w restauracji. Ona prowadzi burzliwą wymianę zdań z ojcem, który zamiast wpierać córkę podcina jej skrzydła. On przysłuchuje się tej rozmowie i wkracza w środek rodzinnej dyskusji przedstawiając się jako chłopak Fallon. Dziewczyna w pierwszym momencie jest zaskoczona, ale błyskawicznie podejmuję grę na zasadach jakie proponuje Ben. Oboje są sobą zauroczeni i zafascynowani od pierwszego wejrzenia. Ona ma jednak w planach wyprowadzkę do Nowego Jorku, on postanawia nie rezygnować z tej znajomości i proponuje Fallon coroczne randki w dniu, w którym się poznali – 9 listopada. Ta data ma być dla nich wyjątkowa i ma zmazać smutne wspomnienia z pożaru jaki przeżyła dziewczyna, a jaki oszpecił jej ciało bliznami. Czy to początek wielkiej miłości? Czy to prolog związku na całe życie czy może tylko młodzieńcze zauroczenie? Czy te spotkania zakończą się happy endem czy rozstaniem?
Ta powieść to przepiękna książka o młodych ludziach, którzy u progu dorosłości dostają od losu prezent. Ich drogi się krzyżują, a tym samym mogą oni odkryć piękno uczucia. Zyskują na tym także czytelnicy, którym dane jest przeżyć niezwykłe emocje. Ta historia od samego początku przyciąga uwagę i otula niczym jesienna mgła. Realny świat wokół blednie i szarzeje, odpływa w dal, a liczy się tylko to, co rozgrywa się na kartach powieści. Tym uczuciem się żyje i oddycha. Łzy płyną z oczu, a serce bije mocno. Czyta się ją z wypiekami na twarzy, a treść uwodzi. Wrażliwy czytelnik nawet nie wie kiedy ta historia odsuwa od rzeczywistości i zabiera do świata, w którym króluje emocjonalny rollercoaster. Takiej lektury się nie zapomina.
Próżno szukać w niej słabszych stron, bo jest doskonała, przemyślana i dopracowana w każdym calu. Nie dziwią zatem wysokie oceny i pozytywne opinie. Przy lekturze przydatne będą chusteczki do ocierania łez i krótkie przerwy na zaczerpnięcie oddechu. Tę powieść musicie przeczytać, jeśli kochacie prozę Colleen Hoover, ten tytuł musicie poznać jeśli nigdy nie sięgnęliście po publikacje tej autorki. Jestem pewna, że będziecie zadowoleni z wyboru właśnie tej książki. Z całego serca i duszy polecam.
czwartek, 29 grudnia 2016
Nina George "Księga snów"
środa, 7 września 2016
Nino Haratischwili "Ósme życie"
Na swoim czytelniczym koncie mam już kilka tysięcy przeczytanych książek. W trakcie czytania jednak nigdy nie ogarnęło mnie takie odczucie jak przy poznawaniu losów Stazji i jej krewnych. Miałam bowiem nieodparte wrażenie, że pisarka nie napisała tej sagi w czasach współczesnych, ale że to dzieło z klasyki wzięte, które napisał ktoś z grupy znanych i cenionych rosyjskich pisarzy takich jak Tołstoj czy Dostojewski. Proza Nino Haratischwili jest tak piękna, tak elegancka, tak wyrafinowana, że lektura jej przypomina delektowanie się cenionym specjałem.
Pierwszy tom cyklu obejmuje lata pierwszej połowy XX wieku, a więc czasy niezwykle burzliwe, niespokojne i dynamiczne dla historii nie tylko Rosji i jej sąsiadów, ale i całej Europy. Na powieść można spojrzeć z dwóch stron. Z jednej jest to saga rodzinna - w losy pewnej rodziny mocno wpleciona jest historia i jej wydarzenia. Z drugiej to powieść która opowiada dzieje Gruzji na przykładzie pewnej rodziny - kilku kolejnych jej pokoleń. Bez względu na punkt widzenia jest to książka nakreślona po mistrzowsku, godna miana wybitnego dzieła, którą czyta się wyśmienicie, choć nie jest to lektura zbyt łatwa i bywają momenty, że trzeba się mocno skupić na treści. Moim zdaniem będzie ona z całą pewnością perfekcyjna dla tych, którzy choć trochę interesują się historią powszechną i lubią gatunek jakim są sagi.
Narratorką książki jest Nika urodzona w 1973 roku - prawnuczka Stazji od której rozpoczyna się ta historia. Kobieta nie mieszka w ojczyźnie, przenosi się do Niemiec, gdy mur berliński przestaje istnieć, a w Gruzji toczy się wojna domowa. Pierwszą z opisanych kobiet jest wspomniana już Anastazja zwana Stazją. Potem pisarka skupia się na losach jej siostry Kristine oraz dzieciach Stazji - syna Kostii i córki Kitty. Życie każdego z nich mocno naznaczają wydarzenia historyczne - rewolucje, wojny, reżim Związku Radzieckiego i rządy Stalina. Gdyby kronika świata ułożyła się inaczej pewnie każda z tych postaci byłaby szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej cieszyłaby się życiem. Los napisał jednak tym razem dość dramatyczny scenariusz i podarował niesłodkie ciasteczka. Dzięki temu jednak czytelnik może liczyć na ogromne emocje, wiele różnorodnych scen i dynamikę fabuły. A gdy jeszcze dodamy różne charaktery postaci to już wybuchowa mieszanka gwarantowana.
Książka od pierwszej strony robi wrażenie. Olbrzymie wrażenie. Zachwyca rozmachem, dopracowaniem, mnóstwem szczegółów, jest barwna jak piękna mozaika, ma swoisty klimat, który zmienia się jak pory roku. Bogactwo miesza się z biedą, rozpusta z cierpieniem, głód z wykwintną ucztą, a wojna z rewolucją. Na nudę już miejsca nie ma. Tempo akcji jest akuratne - nie za szybkie, ale i nie za powolne. Nic nie jest przewidywalne, nic nie jest stałe. Tę powieść się chłonie, tę książkę się pożera apetycznie niczym ulubiony deser. Ten tytuł szokuje, zaskakuje, zadziwia, uzależnia od siebie, tak, że po skończeniu tego tomu już czeka się na następny. To lektura inna niż wszystkie, napisana wskutek perfekcyjnego pomysłu, który jest do granic możliwości dopracowany. Gorąco polecam przeczytanie tej książki. To powieść przez duże P, to coś tak świetnego jak klasyka. Jestem pod olbrzymim wrażeniem i z serca rekomenduję.
Książkę w atrakcyjnej cenie możecie kupić pod linkiem
http://bookmaster.com.pl/ksiazka-osme,zycie,tom,1-haratischwili,nino-1537518.xhtml#p
niedziela, 4 września 2016
Sofia Caspari "W krainie srebrnej rzeki"
piątek, 19 sierpnia 2016
Colleen Hoover, Tarryn Fisher "Never, never"
Drogi Czytelniku czy wyobrażasz sobie sytuację, gdy w pewnej chwili tracisz pamięć? Gubisz każde wczoraj, nie masz żadnych wspomnień. Nie wiesz kim jesteś, nie wiesz jak masz na imię. Nie znasz swojej rodziny, nie poznajesz swoich rodziców, nie znasz adresu swego zamieszkania. Nie masz pojęcia jaki masz numer telefonu, nie wiesz kto jest twoim najlepszym przyjacielem, nie potrafisz powiedzieć gdzie znajduje się twoja szkoła. Jesteś jak czysta karta. Potrafisz czytać i pisać, robić zdjęcia i prowadzić samochód, ale nie masz pojęcia kogo kochasz. Po lekturze powieści „Never, never” dodam, że to bardzo niekomfortowa sytuacja, ba! to spory dramat. Jeśli masz ochotę na wiele emocji i przeczytanie znakomitej książki, to sprwdź jak to jest odkrywać na nowo prawdę o sobie i swoje ja wraz z Silasem i Charlie. Usiądź wygodnie, zapomnij o tym, co wokół Ciebie i zaczytaj się w książki, który został napisany, by być hitem.
Akcja tej historii rozgrywa się współcześnie w Nowym Orleanie. To tu mieszka para głównych bohaterów, którzy pewnego dnia tracą pamięć. Nie wiedzą o sobie kompletnie nic, muszą odkryć na nowo swoje ja i odnaleźć się w nieznanym świecie. Chwila po chwili poznają prawdę, która nie jest wcale łatwa. Nad ich głowami niebo bowiem jest bardzo zachmurzone. Ich największym sprzymierzeńcem okazuje się miłość...
Biorąc do ręki powieść dwóch słynnych pisarek mających wielu fanów i setki pochlebnych recenzji spodziewałam się doskonałej lektury. Jednak myliłam się, bo tytuł okazał się milion razy lepszy niż sądziłam. A ja sama zostałam mentalnie zmiażdżona i przepuszczona przez magiel emocji. Drżałam wielokrotnie i z każdą stroną kibicowałam parze mocniej i mocniej. Los przygotował dla nich wiele, może nawet zbyt wiele. Mając takie problemy niejedna dorosła para wybrałaby rozstanie. A oni postanowili jednak walczyć. Droga ku szczęściu jest rdzeniem fabuły, a jej trzon stanowi walka o dziś i jutro, która wiedzie przez poznanie tego, co już było. Autorki postarały się, by czytelnik nie miał chwili oddechu od lawiny emocji, by w każdym epizodzie tej książki stale się coś działo. Pomysł na dwutorową narrację był strzałem w dziesiątkę. Opowieść ma w sobie coś wyjątkowego, coś co przyciąga jak magnes. Wszystkie szczegóły są dokładnie przemyślane, detale dopracowane, a każda następna strona jest nieprzewidywalna. I tak dostajemy do rąk lekturę, która jest skazana na sukces, na brawa, na rzesze miłośników.
Do przeczytania zachęcają nie tylko nazwiska pisarek, ale i okładka. Utrzymana w błękitnej tonacji wiele symbolizuje poprzez swoją treść i kolorystykę. Kończąc książkę śmiało można o niej powiedzieć, że jest perfekcyjna, idealna. Właśnie z tego powodu jest też niebezpieczna, bo kradnie nasz czas i każe się przeczytać za jednym podejściem. Trudno oderwać się od jej treści, ale też i trudno o niej zapomnieć. Nie można jej wymazać z pamięci, bo jest aż tak wyjątkowa. Powieść głosi, że i w wieku pierwszych miłostek i zauroczeń można odnaleźć to wyjątkowe uczucie, które przetrwa całe życie. Choć to powieść młodzieżowa polecam ją każdemu bez wyjątku. Myślę, że dla większości z Was okaże się ona książką, która zawładnie Waszym umysłem, sercem i duszą. I z pewnością nigdy o jej lekturze nie zapomnicie.
piątek, 5 sierpnia 2016
Sofia Caspari "W krainie kolibrów"
czwartek, 30 czerwca 2016
Kathryn Taylor "Zostawić Daringham Hall"
data wydania 2016
stron 320
ISBN 978-83-7515-350-7
W miłości nie ma żadnych reguł
Zostawić Daringham Hall” to ostatni tom trylogii pióra Kathryn Taylor, który jest utrzymany w klimacie i stylu pozostałych książek z tego cyklu. Czytelnicy, którzy ją pokochali mają znów okazję spotkać się z poznanymi wcześniej bohaterami i dowiedzieć się czy niebo nad piękną posiadłością się rozchmurzy, a kłopoty zapadną się pod ziemię i znikną jak śnieg w maju.
Ben postanawia poświęcić całe swoje siły i środki finansowe na ratowanie angielskiej posiadłości Camdenów. Ciężko pracuje, dwoi się i troi, by wyprowadzić sprawy finansowe na prostą. Wydaje się, że wszystko będzie zgodnie z jego marzeniami, że akcja ratunkowa powiedzie się i w Daringham zapanuje tak pożądany spokój. Niestety sielankę przerywają kolejne rodzinne kłótnie, niesnaski między Benem a jego krewnymi oraz pożar, który niespodziewanie wybucha pewnego dnia. Iskrzyć zaczyna też w związku Bena i Kate. Harmonia zostaje w wielu sprawach zburzona. Czy wszystko wróci do normy? Czy posiadłość będzie mogła być turystyczną atrakcją i wyjdzie z finansowych tarapatów? Czy tak zakochanym w sobie jak Ben i Kate się ułoży? Co czeka w przyszłości pozostałych bohaterów? Na każde z tych pytań odpowiedź znajdziecie w powieści, która jest równie świetna jak dwa poprzedzające ją tytuły.
Ta książka to czarująca lektura, która dostarczy wielu emocji. Czyta się ją z niekłamaną przyjemnością. Dostarcza rozrywki, relaksuje, przenosi w świat arystokracji, zaprasza do przepięknej posiadłości, której posiadanie już taką sielanką nie jest. Taki dom sporo kosztuje, jeśli na siebie nie pracuje musi mieć bogate źródło finansowania. Ben zakochuje się w rodowym majątku rodziny ojca szybko i mocno. Sam nawet nie wie, kiedy Daringham Hall staje mu się bardzo bliskie i cenne. Udział w tym ma też Kate. Nowy baronet musi dać z siebie wiele, by wygrać finansową batalię. Rodzinka dopieka mu raz po raz. W końcu wskutek pewnych okoliczności wszyscy dochodzą do wniosku o co toczy się gra, co jest w niej stawką. Nieszczęście i kłopoty wbrew pozorom potrafią pogodzić. I to właśnie jest największym przesłaniem tej książki. Romansu też w lekturze nie brakuje. Miłość okazuje się być jednak uczuciem, które wymaga pieszczoty i pielęgnacji. Chuchania i dmuchania, opieki i tkliwości. Miłość uczy zakochane pary z tej książki sztuki kompromisu, rezygnacji ze swojego ja. Jeśli lubicie zawiłe rodzinne intrygi to powieść idealnie dla Was. Jeśli cenicie romanse pozbawione przesłodzonej treści polubicie tę trylogię. Jeśli macie ochotę na lekką i odprężającą książkę wybór powieści Taylor będzie trafiony. Choć zakończenie jest szablonowe i łatwe do odgadnięcia nie umniejszy to przyjemności czytania. Gorąco polecam ten tom i dwa poprzednie na letnie wieczory, ta lektura z pewnością Was nie rozczaruje.
wtorek, 31 maja 2016
Kathryn Taylor "Ocalić Daringham Hall"
Jego autorka, popularna niemiecka pisarka, która sławę zdobyła dzięki serii Barwy miłości zabiera nas do wspaniałej angielskiej posiadłości, którą od wielu lat zamieszkują Camdenowie. W okazałym pałacu mieszkają trzy pokolenia. W rodzinie pozornie panuje ład i zgoda. Poszczególni jej członkowie mają jednak nieczyste sumienia. Prawda związana z tajemniczym potomkiem wychodzi jednak pewnego dnia na jaw. Przybyły ze Stanów Ben Sterling okazuje się synem Ralpha Camdena. Konfrontacja amerykańskiego informatyka i angielskiego rodu przebiega dość burzliwe. Ojciec jest zszokowany posiadaniem dziecka z pierwszą żoną, pewni członkowie klanu mimo przeprowadzonych badań genetycznych traktują go jak obcego i bezprawnie sięgającego po nie swoje. Mimo tego Ben decyduje się zostać w Anglii i bliżej poznać swego tatę, brata i bliskich. Jak się jednak okazuje puszka Pandory zostaje otwarta na całego i na światło dziennie wychodzi jeszcze jedna dużego kalibru tajemnica... Daringham Hall drży w posadach …
Drugi tom cyklu autorki „Barw miłości” okazuje się jeszcze lepszy i gorętszy niż jego poprzednik. Pisarka perfekcyjnie rozwija wcześniejsze wątki i dodaje kolejne do świetnie nakreślonej fabuły. Rozkręcają się wątki z domieszką sensacji, ale i te romansowe. Do jednej pary, która jest w blasku jupiterów dołączają dwie kolejne, a każda z nich nie może być po prostu szczęśliwa i cieszyć się relacją, która je łączy. Mający się ku sobie bohaterowie muszą omijać wszelkie zakręty, które pojawiają się na ich życiowej drodze. Postacie, które pojawiły się na kartach tomu pierwszego poznajemy jeszcze lepiej i wnikliwiej. Los pewnych osoby nie rozpieszcza, inni okazują się niezłymi gagatkami. O ile kocham sagi rodzinne, o tyle bałam się czy angielskie klimaty we współczesnym wydaniu mnie nie znużą i nie zmęczą. To były niepotrzebne obawy. Samą powieść określę jako skrzyżowanie twórczości Elizabeth Gaskell i Jackie Collins.
Motywem przewodnim książki jest miłość, ale ważną rolę odgrywają też rodzinne sekrety. Wydają się one takie typowe i oczywiste dla bogatych arystokratów, którzy w większości wysysają snobizm z mlekiem matki. Lektura pokazuje, że w życiu nie ma nic gorszego nad zadufanych w sobie rodziców, którzy są zdolni do manipulacji szczęściem swoich dzieci w imię dobra dynastii. „Ocalić Daringham Hall” to świetna powieść o miłości i zemście w trakcie której czeka czytelników wiele niespodzianek i nieprzewidywanych momentów. To też romans rozgrywający się w pięknej scenerii angielskiej prowincji, która okazuje się idealnym miejscem do rozkwitu uczuć. Przeczytanie tej lektury daje możliwość poczucia się przez chwilę jednym z tych lepszych, którzy okazują się jednak równie słabymi ludźmi jak pospólstwo. To była przyjemna odskocznia od codzienności nasycona wieloma emocjami. Mam nadzieję, że tom kończący trylogię okaże się równie dobry.
poniedziałek, 2 maja 2016
Colleen Hoover "Ugly love"
czwartek, 25 czerwca 2015
C.D. Daugherty "Wybrani"
czwartek, 30 kwietnia 2015
Bogna Ziembicka "Bądź przy mnie"
Wybuch wojny zastaje Joachima w Afryce. Pracując w faktorii znajdującej się na terytorium brytyjskiej Tanganiki ukochany Zazulki jest na ziemi wroga. Musi uciekać na tereny podległe Włochom, by nie trafić do niewoli. Nie jest to łatwe zadanie. Joachim musi nie tylko nie wpaść w ręce wroga, ale i przedrzeć się przez dzikie tereny nieprzyjazne człowiekowi. Opis jego ucieczki jest urzekający i dramatyczny. Autorka świetnie oddała afrykańskie realia, grozę sytuacji i dramat młodego człowieka, któremu niezbędnych sił dodaje uczucie do pięknej Polski. Zuzia wojnę przeżywa wraz z ocalałym synkiem Piotra – małym Stasiem. Para spotyka się raz w czasie wojennych zmagań w Krakowie, ale na drodze do ich szczęścia stoi tak wiele przeszkód. Czy uda się je pokonać? Czy wielka miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko co stanie jej na drodze – ludzkie słabości, wojnę i wszelkie inne zło?
Lektura tej książki to sama słodycz. To czytelnicza uczta dla tych, którzy lubią prozę obyczajową w najlepszym wydaniu. Autorka pisząc ten tom cyklu udowodniła, że zasługuje na tytuł mistrzyni. Wspaniale połączyła losy dwojga kochających się młodych ludzi na tle burzliwych dziejów świata. W życie Zazulki i Joachima wplotła wydarzenia autentyczne i postacie realnie istniejące. I napisała z pasją nie oszczędzając emocji, niespodzianek oraz niesamowitych wrażeń. Nie brak chwil dramatycznych, nie brak momentów, które wzruszają do łez. Czytając wydaje się, że nikt nie zasługuje na szczęście tak jak główni bohaterowie, że musi być na zakończenie happy end. I gdy już koniec kłopotów wydaje się bliski wciąż coś złego się dzieje, a na horyzoncie pojawiają się kolejne chmury i burze. Pomimo, że to romantyczna historia o miłości nie można zarzucić jej sentymentalizmu, słodkiej ckliwości i banalności. Jej bohaterowie to ludzie kochający się nad życie, ale i zarazem popełniający błędy, mający słabości i wady. Zasługują po ludzku na szczęście, ale los ich nie oszczędza.
„Bądź przy mnie” to książka o miłości, tęsknocie, zdradzie. To powieść, która pochłonęła mnie od samego początku. Zawładnęła mną i porwała na czas czytania. To lektura, która przeniosła mnie w inne realia historyczne, ale i pozwoliła przeczytać o najpiękniejszym z uczuć jakim darzą się ludzie. Zakończenie tej historii jest całkowicie inne niż się spodziewałam i oczekiwałam. Ten fakt sprawia, że z jeszcze większym utęsknieniem będę oczekiwać kolejnego tomu, który ma ukazać się jesienią tego roku. Gorąco polecam tę książkę na wiosenne dni, na czas, gdy najczęściej strzela Amor. Niech ta lektura będzie dopełnieniem wiosennego klimatu.
wtorek, 19 sierpnia 2014
Nina George "Lawendowy pokój"
Nie będę owijać w bawełnę, po ten tytuł sięgnęłam dlatego, iż kocham lawendę, jej zapach i jej cudowną moc. Okładka to przeuroczy krajobraz lawendowego pola i krótka informacja, że to książka o miłości. Tak, to prawda, ale nie spodziewajcie się romansu, który rozgrywa się w malowniczej Prowansji. To powieść o przeróżnych obliczach najgorętszego uczucia, jakie porywa ludzkie serca. I nie zawsze jest idealna, nie zawsze dostarcza tylko szczęścia. Miłość czasem boli i to bardzo - zwłaszcza wtedy, jeśli konieczne jest rozstanie bez aprobaty choćby jednej ze stron.
Główny bohater książki jest całkiem sympatycznym panem w wieku lat 50+. Zawodowo trudni się sprzedażą książek, ale miejsce, w którym pracuje, to nie standardowa sieciowa księgarnia. To wyjątkowy sklep z książkami, który ma siedzibę na barce przycumowanej u brzegu Sekwany. Księgarnia nazywa się Apteka Literacka, a jej właściciel to nie sprzedawca a wyjątkowy doradca, który twierdzi, że książki są tym dla duszy, czym medykamenty farmaceutyczne dla ciała. Jean Perdu potrafi intuicyjnie wspaniale dobrać książki dla swoich klientów. Lekturą poprawiać ich humor, leczyć zranione serca, pocieszać i dawać nadzieję na lepsze jutro. Jean ma swoje tajemnice, za nim są bolesne przeżycia, a jego serce jest zranione.
Szczerze przyznam, że początek tej opowieści średnio przypadł mi do gustu. Póki akcja rozgrywała się w paryskiej kamienicy, była to przeciętna książka. Zachwyt przyszedł około 50. strony i z każdą przeczytaną kolejną przybierał na sile. Gdy skończyłam lekturę, doceniłam ją w pełni. To publikacja opowiadająca ciekawą historię, ale i pełna mądrych myśli. Zaznaczyłam takich wiele. Tutaj pozwolę na przytoczenie sobie jednej: Przyzwyczajenie to niebezpieczne i próżne bóstwo. Nie pozwoli, by coś przerwało jego panowanie. Uśmierci raczej każdą tęsknotę. Tęsknotę za podróżowaniem, inną pracą, za nową miłością. Nie pozwala żyć, jak chcemy. Bo z przyzwyczajenia przestajemy się zastanawiać, czy w ogóle chcemy tego, co robimy.„Lawendowy pokój” to książka o poszukiwaniu szczęścia, miłości, ale i lekcja pokory wobec śmierci, odejścia, rozstania. To historia, która pokazuje słabości ludzkiej natury. To opowieść o wartości przyjaźni i wybaczania. Autorka zachęca nas do przeżycia swoich dni jak najbardziej intensywnie i pięknie. Na przykładzie losów Jeana krytykuje zagnieżdżanie się w skorupie smutku i życie przeszłością. Tak, ona też jest ważna, ale prym powinna wieść teraźniejszość i to, co przyniesie jutro. Nie warto marnować życia na rozpamiętywanie tego, co było. Warto czuć do bólu każdą chwilę i wysysać z codzienności, co się tylko da. O tej powieści można napisać jeszcze wiele dobrego. Można chwalić jej klimat, piękne opisy, ciekawe dialogi i filozoficzne spostrzeżenia bohaterów. Ta książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Warto było poświęcić jej czas - to literacka lekcja, jak lepiej żyć.
Ten tekst jest oficjalną recenzją książki dla portalu Lubimy Czytać.
poniedziałek, 14 lipca 2014
Bogna Ziembicka "Tylko dzięki miłości"
„Tylko dzięki miłości” to jej kolejna publikacja, która zabiera nas w czasy niezwykle burzliwe dla Europy i całego świata. Akcja rozpoczyna się w 1935 roku. Autorka opisuje dziesięć kolejnych lat z życia pewnej pary. Bohaterowie to młodzi ludzie, stojący u progu dorosłego życia. Ona jest Polką i ma na imię Zuzanna. Jako nastoletnia panna doznaje od losu bolesnego ciosu. Pewnego feralnego dnia giną jej rodzice i siostra. Opiekę nad panną Hulewicz przejmuje jej babka Jadwiga. Dziewczyna musi przenieść się z zagranicznej pensji do szkoły w Krakowie - niesamowitym mieście, które ma specyficzny klimat. Jego czar pryśnie wraz z wybuchem wojny.
On ma na imię Joachim i jest Niemcem, bratem serdecznej koleżanki Zuzi ze szkoły w Penzance. Jest starszy o kilka lat i pracuje w Tanganice, zarządzając faktorią. W koleżance siostry zakochuje się, widząc ich wspólne zdjęcie. To taka fotograficzna miłość od pierwszego wejrzenia. Zaraz, zaraz - miłość? Czy można się tak po prostu, na amen, na poważnie zakochać, patrząc tylko na efekt pracy aparatu fotograficznego? Czy to wystarczy, by kochać na całe życie, nie znając danej osoby, tylko spoglądając na jej twarz?
Odpowiedź czeka w książce, która jest niesamowita. Oryginalnie napisana, dopracowana w najmniejszych szczegółach i niezwykle klimatyczna. Składa się z dwóch elementów, które ze sobą w przepiękny sposób się splatają – z dwóch pamiętników, napisanych przez kobietę i mężczyznę, których życiowe ścieżki los złączył ze sobą. Czytelnikom dane jest zobaczyć ówczesny świat oczami Polki i Niemca, których narody staną niedługo po przeciwnych stronach barykady i chwycą za broń. Oni wojny nie chcą, ich nie interesuje polityka. Oni żyją w świecie młodości, która chce żyć i oddychać pełną piersią, cieszyć się urokami świata, smakować chwile szczęścia. Chcą kochać i odkrywać dzień po dniu smaki życia, realizować swe marzenia. Czy los im na to pozwoli?
„Tylko dzięki miłości” to książka z historią mocno wplecioną w fabułę. Śledząc losy bohaterów, mamy przed oczami coraz bardziej chmurzące się niebo nad światem, zapowiedź tego, że niedługo rozpęta się gigantyczna burza. Potworna wojna. Czytając, mamy okazję zasmakować uroków innego świata, dla mnie - świata młodości pokolenia moich dziadków. Świata, w którym żyło się inaczej, nie tylko dlatego, że nie było w nim współczesnych zdobyczy cywilizacji. To były czasy, kiedy ludzi łączyły o wiele silniejsze więzi. I te rodzinne, i te zrodzone przez przyjaźń. To był świat, w którym ważną rolę pełniło kino, urządzano bale, na których panie nosiły eleganckie suknie. To były czasy, kiedy o wiele bardziej cenioną wartością niż dziś był honor i dane komuś słowo. To był świat, w którym żyło się ciekawiej i pełniej, a ludzie czuli się mniej samotni.
W tej powieści się po prostu zakochałam. Od pierwszej strony. W swoim życiu czytałam już kilka tysięcy książek, ale żadna nie była taka, jak ta. I właśnie dlatego gorąco ją rekomenduję. Lektura ma wiele atutów. Ciekawa fabuła, niezwykle trafne oddanie klimatu tamtych lat czy uzupełnienie słów tekstami z ówczesnych gazet to tylko niektóre z nich. Ta powieść jest niczym zwierciadło, w którym można obejrzeć przeszłość. To też książka o miłości. Tej pierwszej i tej niewinnej. O gorących porywach serca, które odkrywa czar uczucia. Serdecznie polecam ją każdemu, kto chce przeczytać książkę obyczajową inną niż te stojące obok niej na księgarskiej czy bibliotecznej półce. „Tylko dzięki miłości” to książka jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna i wyjątkowa. Odkryj i Ty jej czar. Zakochaj się w niej i w świecie z tamtych lat.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać i pod jego patronatem medialnym.
piątek, 28 lutego 2014
Bogdan Chruścicki "Justyna Kowalczyk Królowa Śniegu"
Z telewizyjnych wypowiedzi, wywiadów rysuje się portret kobiety odważnej, która bywa do bólu szczera i otwarcie mówi co myśli, co ją boli, denerwuje. Widać, że olimpijka z Kasiny ma niełatwy charakter, ale czy to nie dodaje jej jeszcze więcej uroku?
Justyny Kowalczyk nie polubiłam od razu tak jak Adama Małysza. Ale dziś cenię ją ogromnie i darzę głęboką sympatią. Śledzę jej poczynania, kibicuję i w pełni rozumiem. Ba, ogromnie doceniam za szczerość i odwagę mówienia tego co myśli. Dziś nie każdego sławnego człowieka na to stać.
Po książkę o biegaczce spod Limanowej sięgnęłam z przyjemnością. Chciałam dowiedzieć się o Niej jeszcze więcej. Czy tak się stało?
I tak i nie!
Książka znanego dziennikarza sportowego i komentatora Eurosportu to biografia zdecydowanie zawodowa. Informacji o życiu prywatnym złotej medalistki jest dość mało. Autor skoncentrował się wyraźnie raczej na sportowej stronie życia. Pani Justyna chroni dość mocno swoją prywatność i ma do tego prawo. Jej życie sportowe jest bardzo intensywne i pełne różnych zdarzeń. Nie zawsze jest łatwo. Początki kariery nie były usłane różami. Biegi na nartkach- jak nazywa je pieszczotliwie Justyna Kowalczyk - nie były kiedyś zbyt popularne. A ona sama od dawna gromi inne polskie zawodniczki na głowę. Nie ma Polki z którą przyszłoby jej bezpośrednio rywalizować. Justyna prze do przodu sama, ale z tym samym trenerem. Tworzą świetny duet.
Chruścicki napisał książkę nie tylko o swojej ulubionej zawodniczce, ale i zawarł w publikacji cenne informacje o historii zmagań w sportach zimowych oraz o zasadach na jakich odbywają się biegi. Są one dość zawiłe na pierwszy rzut oka. Czytając poznałam świat biegaczek, ich przyjaźnie i animozje, otoczkę, która czasem nie jest widoczna w trakcie zmagań sportowych. Książka świetnie podsumowuje dokonania naszej olimpijki i uświadamia ile wymagały pracy oraz trudu. To nie jest taka prosta konkurencja. Wymaga cech właściwych dla tytanów. Dzięki tej publikacji inaczej spojrzę na ten rodzaj sportu.
Autorowi udało się napisać tę książkę bardzo plastycznie - wręcz czuje się te emocje jak w trakcie oglądania telewizyjnych transmisji. Jest ona też bardzo osobista. Widać wielką sympatię Chruścickiego do Justyny Kowalczyk. Nie brak zdjęć, planów tras.
Mam nadzieję, że kiedyś za dobrych kilka lat sama bohaterka napisze o swojej karierze książkę, która ją podsumuje. I podzieli się osobistymi przeżyciami.
Książka wydana bardzo starannie, wręcz elegancko. Z przyjemnością bierze się ją do ręki. Nie ma literówek, pomyłek. Przyjemna dla oka czcionka i dobry format. Za to Wydawcy należy się uznanie.

























