niedziela, 22 lutego 2015

Katarzyna Enerlich "Prownicja pełna snów"


Wydawnictwo MG
data wydania 2015
stron 288
ISBN 978-83-7779-260-5

Prowincjonalna wizyta

Znów dzięki lekturze odwiedziłam dom Ludmiły Gold. Mojej ulubionej bohaterki wykreowanej przez wybitną polską współczesną pisarkę Katarzynę Enerlich. Ludmiłę nie tylko lubię, jest ona mi bardzo bliska, bo ... to moja literacka genetyczna bliźniaczka. Słowami zdarta ze mnie skóra. Mam podobny jak Ludmiła światopogląd, podobne zapatrywania na życie, podobne marzenia. Oczami Ludmiły patrzę na świat. Dlatego też przeczytanie każdego kolejnego tomu tegoż cyklu jest dla mnie czymś wyjątkowym, czymś więcej niż zagłębieniem się w dobrej książce. Jest czymś niezwykle osobistym, wręcz duchowym przeżyciem. Biorąc do rąk każdy kolejny tom czuję ekscytację, drżenie, emocje, to prawie metafizyczne przeżycie. 
A co tym razem spotyka Ludmiłę? Uff worek nieszczęść. Garść mocnych przeżyć, które zafundował jej los nie oszczędzając naszej bohaterki w żaden sposób. A przecież ona dopiero co uporała się z żałobą po mężu, z depresją, z smutnymi przeżyciami. Cóż, życie nie mówi dość, tylko serwuje kolejne kłopoty, kolejne przeszkody w spokoju i stabilizacji. Do drzwi domu Ludmiły puka pewna kobieta. Ma nietypową urodę i porażające wieści. Jest nią Wiera, osoba, która na Syberii gościła zmarłego męża - Wojciecha. Wiera to jak się okazuje ktoś bardzo bliski Wojtkowi - jego kochanka i matka synka pogrobowca. Ale o tym już ojciec chłopczyka się nie dowiedział. Ludmiłę ta nowina zwala z nóg. A jakżeż inaczej można przyjąć ten fakt! Nagle zmarły traci aureolę świętości, okazuje się zdradzającym draniem. To trudne dla Ludmiły, która w pierwszej chwili odcina się od Wiery i całego zdarzenia. Chce by ta znikła z jej życia i nigdy nie wróciła. Uważa, że wystarczająco ją skrzywdziła i namieszała. Innego zdania jest Janusz. On chce pomóc tej kobiecie, która jest matką jego wnuka. Jak będzie nie zdradzę tylko polecę lekturę. 
 
Zapewniam, że warto się w nią zagłębić. Bo czytelnik ma świetną okazję by zobaczyć kobietę na którą spada grad nieszczęść i wyzwań. A ona wbrew pozorom tylko słaba przeżywa te trudne chwile pięknie. Uczy pokory, dojrzałego podejścia do trudnych spraw, uczy jak najlżej przechodzić przez czas gdy boli, gdy zawala się na głowę cały świat. Ludmiła świetnie sobie moim zdaniem radzi. I nie jest wykreowana idealnie i cukierkowo, nie ma w sobie sztucznego heroizmu. Ona tak po ludzku, z masą mieszanych uczuć musi wyjść na prostą. Dla siebie i dla córeczki. I choć różowo nie jest prze do przodu. Dopieszcza i otwiera pensjonat Baba Joga, gdzie każdy ma prawo nauczyć się nie tylko jogi, ale i lepszego podejścia do życia, nie tylko gotowania, ale i piękniejszego przeżywania danych chwil. Łapania szczęścia, które zwykle jest ulotne i chwilowe. 
Ludmiła podejmuje także wyzwanie pod tytułem "Będę biegać". Uczy się czerpać radość z przemierzonych kilometrów, z wylanego potu. Początki nie są łatwe, ale jak się okazuje trud warty jest zachodu. 
 
Cóż pisać o książce doskonałej, o powieści wybitnej, o lekturze bez wad? Ano chyba tylko to, że jeśli jej nie przeczytacie to ominie Was coś ważnego, coś co pozwoli Wam inaczej popatrzeć na życie i nauczy lepiej żyć. Delektowałam się tą powieścią, dawkowałam jak wyjątkowy smakołyk, upajałam się jej klimatem, mądrością, wyjątkowością. Chłonęłam jak podręcznik, który da niejedną sprawdzoną i skuteczną receptę na lepsze jutro. A gdy skończyłam czytać był smutek i żal podobny temu sprzed lat, gdy kończyły się wakacje, gdy coś wyjątkowego przemijało. Chyba nie potrafię słowami oddać geniuszu pióra Autorki. To nie do podważenia, że on jest. Pani Kasia ma wyjątkowy talent do pióra. Pisze rewelacyjnie, czaruje każdym słowem zawartym w książce. W trakcie lektury wypisałam garść mądrych myśli, wyjątkowych sentencji, które jak zwykle postanowiłam przemyśleć, przestudiować, przeżyć. Wspaniała lektura pozwoliła mi wejść w niesamowity świat, spotkać się z przemiłymi ludźmi. I choć jeszcze nie ochłonęłam po tym tomie to już, już gorąco czekam na następny. Oby szybko się pojawił!

piątek, 20 lutego 2015

Rozwiązanie konkursu z książką "Babie lato"

To nie był łatwy wybór. Miałam dylemat. Szkoda, że nagroda jest tylko jedna. Zatem książka wędruje do osoby Kropelka 1974. Dziękuję za udział wszystkim w zabawie.

czwartek, 19 lutego 2015

Lisa Scottoline "Cicho sza"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 416
ISBN 978-83-7961-129-4

Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane

Z najnowszą powieścią Lisy Scottoline spędziłam bardzo ekscytującą sobotę. Nikt ani nic nie mogło mnie oderwać od lektury. Musiałam przeczytać ją jednym ciągiem aż do ostatniego zdania. Ta książka zawładnęła mną bez reszty. I dlatego gorąco ją polecam, podobnie jak Magdalena Kumorek, ambasadorka klubu „Kobiety to czytają”.
Nikt nie jest idealny. Niedoskonałość wpisano w ludzką naturę. Kimkolwiek jesteśmy, zdarza nam się popełniać błędy, wplątywać się w beznadziejne sytuacje, dokonywać złych wyborów. Czasem robimy to w pełni świadomie, ciągnie nas do zła jak ćmę do światła. Czasami jednak chcemy dobrze, a wychodzi odwrotnie.
Jack Buckman ma żonę i nastoletniego syna. Z dzieckiem nie łączą go zbyt dobre stosunki – Ryan czuje się bardziej związany z matką. Mężczyzna za wszelką cenę chce to zmienić. Za radą żony pewnego wieczora podjeżdża pod kino, by podwieźć syna do domu. Podczas jazdy Ryan prosi ojca, by ten pozwolił mu poprowadzić nowe audi. Chłopiec ma już młodzieżowe prawo jazdy, ale nie może prowadzić po zmroku. Jack po krótkiej analizie zgadza się. Jest późno, mały ruch, droga słabo uczęszczana. Robi to w myśl nawiązania bliższej relacji z synem. Chce, by ich stosunki były przyjacielskie, by syn uznał go za fajnego tatę. Ryan siada za kierownicą i potrąca śmiertelnie kobietę. Chwilę po wypadku przyznaje się ojcu, że wcześniej palił trawkę. Jack podejmuje w imię dobra dziecka błyskawiczną decyzję. Czy to dobra decyzja? Czy unikną kary? A może sprawiedliwości stanie się zadość? Czy tak powinien zachować się rodzic w imię ochrony swego potomka? Czy obaj unikną kary i nie trafią za kraty? Po odpowiedzi odsyłam do powieści.
„Cicho sza” to powieść poruszająca trudne, niewygodne, a zarazem niezwykle ważne kwestie. Autorka swoją książką niejako zmusza do dyskusji nad granicami rodzicielstwa, nad tym, co można, a czego nie należy robić, by chronić dziecko. Jack posuwa się bardzo daleko, przekracza przepisy prawa, popełnia przestępstwo, by jego dziecko nie poniosło odpowiedzialności za wypadek, odpowiedzialności, która ciąży też na nim. Autorka w żadnym momencie książki nie poddaje go ocenie, ale zmusza do niej swoich czytelników. Nie było chyba rozdziału, przy którym nie zastanawiałabym się, jak ja postąpiłabym na miejscu Jacka. Mężczyzny, który popełnił olbrzymi błąd, zaślepiony budowaniem dobrej więzi z dzieckiem. Mógł on przecież przewidzieć, że coś złego może się zdarzyć. Popełnił błąd, za który przyszło płacić całej jego rodzinie. Z opisanej historii płynie wyrazisty morał, iż wychowanie to system nakazów i zakazów, pochwał i mówienia stanowczego „nie”. Nie można w imię dobrego celu pozwalać dziecku na wszystko, ulegać jego zachciankom.
Książka jest napisana z pomysłem, w wielu momentach zaskakuje. Ta powieść to pomieszanie obyczaju i sensacji. Jej akcja jest dynamiczna, a im bliżej zakończenia, tym bardziej przyśpiesza. Czytający nie ma prawa się nudzić, zostaje wciągnięty w rodzinny koszmar. Poznaje sposób oddziaływania piramidy kłamstw, która coraz bardziej niszczy rodzinny spokój. Rozwiązanie zagadki zawarte w zakończeniu odgadłam kilka stron wcześniej, ale mimo to nie poczułam się rozczarowana. Książka wcale nie wydała mi się przez to gorsza. Zachwycałam się nią na każdym etapie czytania. To doskonała pozycja dla każdego, a zwłaszcza dla osób mających dzieci. Polecam ją rodzicom, by w imię dobra nie popełnili błędów Jacka. By nie zatracili czujności i zdrowego rozsądku. Błędy, także te bardzo brzemienne w skutkach, łatwo popełnić. Naprawić je czasem bywa niezwykle trudno bądź jest to niemożliwe. „Cicho sza” to kolejna powieść Scottoline, która jest warta poznania – zwłaszcza przez czytelników, którzy lubią ekscytujące, zawiłe fabuły pełne sekretów, tajemnic i olbrzymich emocji.

wtorek, 17 lutego 2015

Emilia Padoł "Damy PRL-u"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 352
ISBN 978-83-7961-163-8

Piękności z PRL-u

Czas PRL-u był bardzo specyficznym okresem. Panująca politycznie ideologia kładła  na życiu społecznym i kulturalnym szerokim cieniem Wszystko miało być szare, bure i ponure, a oczy obywateli nie powinny kierować się na Zachód. Filmy amerykańskie były gdzieś na marginesie, praktycznie nie można ich było oglądać tak jak dziś. Ale rodzime kino rozkwitało i patrząc z perspektywy lat miało się świetnie. W tamtych czasach powstało wiele produkcji kinowych i telewizyjnych, wiele seriali, które do dziś uważane są za wybitne i przypięto im słusznie łatkę kultowych. Doskonale miały się też teatry. Pieniędzy na kulturę nie oszczędzano. I to moim zdaniem był spory plus tej epoki. 
Na ekranach kin i telewizorów pojawiały się piękne kobiety. Niektóre z nich stały się podziwianymi do dziś ikonami, zdobyły status gwiazd, sporą popularność i grono wielbicieli. To ich autorka książki o której dziś piszę okrzyknęła mianem Dam PRL-u. Owa książka przybliża sylwetki 12 pań, które odniosły wielki sukces, stały się popularne, podbiły męskie serca i zostały okrzyknięte seksbombami swoich czasów. Autorka ich osoby przybliżyła bardzo ciekawie. Zrobiła to w minipigułce. Skupiła się na życiu i prywatnym i zawodowym. Ale uwaga! Nie zrobiła tego tak jak czynią to dzisiejsze tabloidy. Napisała rzeczowo, dyskretnie, bez sensacji, bez plotkarskiego tonu. Widać gołym okiem, że zależało jej aby czytelnik jak najprawdziwiej, a zarazem jak najwnikliwiej odkrył ich sylwetki. Nie oznacza to, że książce brakuje ciekawostek, że czyta się ją nudnie. Absolutnie. Każda z bohaterek to inna osobowość. I choć łączy je wyjątkowa uroda, to ich losy są przeróżne. Niestety życie żadnej z tych gwiazd nie przypominało bajki. Były wzloty i upadki, były łzy, nieszczęścia i porażki. Ale były i sukcesy, był smak popularności, słodycz i gorycz sławy. Czytałam i wspominałam najgłośniejsze filmy w których grały te kobiety, przypominałam sobie ich największe kreacje. Ba, korzystałam z YouTube by przypomnieć sobie owe filmowe sceny raz jeszcze. Wzruszałam się wracając myślami do lat młodości i dzieciństwa. To była taka podróż z łezką w oku w przeszłość. Dziś już takiego filmu i telewizji nie ma. Dziś nie ma już tak wybitnych aktorek. Dziś niestety królują wybory z castingów, a mniej ważny jest warsztat i dyplom, dany komuś talent. Z pewnością czasom współczesnym trudno będzie dobrać takie bohaterki jak wspomniane w tej książce.
Komu ją przede wszystkim polecić? Miłośnikom kina i teatru, zainteresowanym czasami owej epoki i tym, którzy lubią biografie. Pochwalę autorkę za sposób w jaki napisana jest ta lektura, za doskonały dobór bohaterek. Szkoda, ze książka nie zawiera jeszcze więcej zdjęć, kinowych fotosów. Bardzo ciekawa propozycja, znakomity kąsek dla lubiących biografie. 
Bohaterkami książki są wspaniałe kobiety :Kalina Jędrusik, Beata Tyszkiewicz, Barbara Brylska, Nina Andrycz, Pola Raksa, Anna Dymna, Elżbieta Czyżewska, Małgorzata Braunek, Teresa Tuszyńska, Barbara Kwiatkowska-Lass, Ewa Krzyżewska i Grażyna Szapołowska. Jeśli chcecie zajrzeć do ich życia prywatnego i zawodowego polecam gorąco tę lekturę.

niedziela, 15 lutego 2015

Ks. Gaston Courtois "Gdy Pan mówi do serca"


Wydawnictwo Promic
data wydania 2014
stron 296
ISBN 978-83-7502-490-6

Uwaga! Tu mówi Bóg!

W dzisiejszym szalonym świecie, który pędzi niczym pociąg pośpieszny gdzieś do przodu hałasu nie brak. Wciąż dociera do nas dźwięk reklam, pokus, głośnej muzyki. Wciąż się śpieszymy, gdzieś pędzimy, gdzieś spóźniamy się. Brak nam czasu na wiele spraw. Często brak nam niestety czasu na to co ważne i najważniejsze. Na rozwój duchowy, na rozmowę z samym sobą i Bogiem. I choć może tego nie odczuwamy od razu, to przynosi to nam szkodę. Bo dla kogo jak dla kogo, ale dla Boga czasu nie powinno nam brakować. Może warto odłożyć świat na chwilę, na potem i znaleźć sobie miejsce wyciszenia, pogadać z Tym, który nas kocha. W tym celu świetnie może posłużyć i być pomocna niewielka książka przypominająca modlitewnik autorstwa księdza Courtoisa, która powstawała przez lata. Ów kapłan zapisywał sobie w notesie swoje myśli, które nawiedzały go podczas modlitwy, podczas dialogu z Bogiem. Te zapiski po raz pierwszy drukiem ukazały się po śmierci ich Autora, niespełna 40 lat temu. Stale, przez tyle lat cieszą się zainteresowaniem. Ja sięgnęłam po nie z polecenia Wydawcy. I jak się okazało to była bardzo ciekawa pozycja, która może przypadkiem trafiła w moje ręce, ale pozostawiła olbrzymi ślad. Okazała się lekturą potrzebną, wyjątkową i taką, do której z pewnością wrócę wielokrotnie. Wydawnictwo Promic wydało ją niezwykle starannie, w twardej, solidnej oprawie i dzięki temu książka wytrzyma niejedno użytkowanie. 
Nie przeczytałam jej jednym tchem. Bo to byłoby zdecydowanie niewłaściwe. Można rzec, że ją studiowałam, smakowałam, przeszłam przy jej lekturze niejako rekolekcje. Ta lektura pomogła mi spotkać się w zabieganej i trudnej rzeczywistości z Bogiem, podejść bliżej Jego, odstawić świat na boczny tor choć na chwilę i wejść w sferę duchowości. Czytanie i to, co ostatnio działo się i dzieje się wokół mnie niezwykle mnie doświadcza i ubogaca. Zmienia. Czuję,że wciąż dojrzewam, wciąż staję się inna. Czy lepsza? Nie zaryzykuję twierdzącej odpowiedzi. Ale takie książki jak ta są bardzo potrzebne. Bo łatwo się zgubić w tym co nas otacza. Czyjeś zapiski duchowe mogą nasze życie bardzo ubogacić, odpowiedzieć na trudne pytania, które dręczą sumienie i duszę. Mimo, że powstały one wiele lat temu są one nadal aktualne, a ich treść nigdy nie straci na wartości. Bo ludzkość mimo zmieniającej się rzeczywistości wciąż będzie się borykała z podobnymi problemami. Kolejne pokolenia wciąż będą musiały pokonywać pokusy, życiowe zakręty. 
Publikacja składa się z 21 rozdziałów, a każdy z nich z kilku lub kilkunastu wyodrębnionych paragrafów. Każdy jest ważny i istotny. Każdy zawiera cenne treści i wskazówki. Każdy może być pomocny osobie świeckiej czy konsekrowanej, zwyczajnej kobiecie, matce, zakonnicy, księdzu czy mężowi. Wdowcowi czy osobie rozwiedzionej. 
Nie wiem czy potrafiłabym ubrać w słowa to czego doświadczyłam w trakcie czytania tychże zapisków. To były ważne chwile w moim życiu, ważne i trudne. Gorąco polecam lekturę każdemu, kto chce zacieśnić więź z Bogiem lub ją odbudować. Ta lektura Wam w tym z pewnością pomoże. Pomoże usłyszeć co Bóg mówi, a On zwykle mówi cicho. Nie przekrzykuje tego co doczesne. Nie pozwólcie, byście Jego głosu nie usłyszeli.

piątek, 13 lutego 2015

Zbiór opowiadań "Cicha 5"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2014
stron 384
ISBN 978-83-7988-235-9

Jeden adres - różne historie

Okres Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas w roku. Ma on swój specyficzny klimat i czar. Ulice miast oświetlają kolorowe lampki, wystawy sklepowe cieszą oczy cudnymi dekoracjami, w oknach mieszkań i domów pojawiają się choinki, a czasem nawet świat otuli biały puch, śnieżny całun, który sprawi, że mamy okazję poczuć się jak w baśniowej krainie. Grudniowe Święta kochają nie tylko dzieci, ale i dorośli. Wiele osób czeka na te magiczne chwile cały rok. Wielu nie może doczekać się świątecznych prezentów, z których większość pochodzi od bliskich i rodziny. Bywa jednak, że w tym czasie prezenty rozdaje i los.

Święta Bożego Narodzenia są też tematem często poruszanym w książkach. Na półkach księgarń i bibliotek nie brakuje pozycji dla dorosłych i dzieci, w które wkradł się świąteczny nastrój. Ostatnio wśród literackich nowości pojawiła się kolejna książka tego typu. Tym razem nie jest to powieść, baśń ani bajka, a zbiór opowiadań ze Świętami w tle pióra najpopularniejszych polskich pisarek tworzących literaturę dla kobiet. Zamieszczone na prześlicznej okładce nazwiska to same asy. W tym momencie wydawać by się mogło, że książka będzie ideałem, bezapelacyjnym hitem, ale tak nie jest. Jak się okazuje, opowiadanie to wcale nie taka łatwa forma i czasem nawet najsławniejsi nie są w stanie w krótkiej formie zawrzeć tego samego, co w bestsellerowej powieści. Zatem wśród siedmiu utworów są i te lepsze, i te mniej udane. Nie wszystkie stoją na jednakowo wysokim poziomie i nie wszystkie jednakowo przypadły mi do gustu.
Bohaterami poszczególnych historii są bardzo różne postacie, które ze sobą łączy jedno: wspólny adres. Wszyscy mieszkają bowiem w kamienicy pod adresem Cicha 5. Czy zamieszkanie przy ulicy Cichej gwarantuje spokojne życie? Otóż nie! Cicha cichą jest tylko z nazwy. Mieszkańcy poszczególnych lokali mają dość skomplikowane życie, borykają się z różnymi problemami i troskami, mają zróżnicowaną sytuację rodzinną i zawodową. Każda z autorek napisała o lokatorze z innego numeru mieszkania. Bohaterami książki są więc m.in. senator i jego piękna żona, starsza kobieta, która wyręcza Świętego Mikołaja, poważnie chorująca babcia, która mimo komplikacji zdrowotnych i podeszłego wieku nadal czuje się młoda duchem, czy kobieta, której mąż zginął w wypadku komunikacyjnym. Zbliżają się Święta najpiękniejsze w roku. W życiu naszych bohaterów sporo się wydarzy. Wystarczy tylko zerknąć z książką w ręce w okna ich mieszkań...

Książka, podobnie jak jej okładka, jest utrzymana w miłym i świątecznym klimacie. Jest starannie wydana, użyto przyjemnej czcionki, ale minusem (piszę to z bólem w sercu) jest korekta. Odbiór zakłócił mi dość poważny błąd ortograficzny. Zepsuło to w dużej mierze smak lektury i mocno mnie zirytowało. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Całość antologii robi pozytywne wrażenie, czyta się lekko i łatwo. Książka idealnie wkomponowuje się w okres świąteczny i skutecznie umila grudniowe wieczory. Wprowadza w klimat najpiękniejszych dni w roku. Każde z opowiadań to zupełnie inna historia. To mnie właśnie zdziwiło, że losy poszczególnych bohaterów, mimo iż są oni sąsiadami, nie splatają się ze sobą. Każde z opowiadań ma swój morał niczym bajka, każde wręcz prowokuje do refleksji nad tym, co w życiu ważne i istotne, a co błahe i niewarte zachodu. W każdym utworze podkreślone są cenne wartości, które warto pielęgnować i o które warto dbać. Pisarki słowami opowiadań wskazują, co tak naprawdę jest istotą tych wspaniałych Świąt. Bo nie uginający się od potraw stół, nie najbogatsze i najdroższe dekoracje są ważne. Nie ma znaczenia, w jakim stroju siadamy do wigilijnego stołu, ale z kim dzielimy te chwile. Najważniejsza jest miłość, rodzina, wzajemne wybaczenie sobie win. I o tym nie można absolutnie zapomnieć w ferworze gorących przygotowań. Bo gdy tak się stanie, to wypaczymy istotę Bożego Narodzenia.

Magdalena Witkiewicz "Pierwsza na liście"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2015
stron 345
ISBN 978-83-9788-330-1
Patronat medialny portalu Lubimy Czytać

Podaruj komuś życie!

Stań przed lustrem. Spójrz w nie. Widzisz siebie. Kimkolwiek jesteś masz szansę, by uczynić na tym świecie wiele dobra. Nie wiem czy wiesz, ale jesteś w stanie odmienić czyjś los. Nieważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną, czy mieszkasz w dużym mieście czy może na wsi. Nie jest istotne czy pracujesz czy prowadzisz dom, czy skończyłeś studia i czy lubisz pomidorową czy nie. Masz w sobie skarb, który dla kogoś jest jedyny i bezcenny. Nie ma znaczenia czy wierzysz w Świętego Mikołaja czy też nie. Ty nim możesz być. Właśnie ty możesz podarować swojemu genetycznemu bliźniakowi najbardziej potrzebny prezent. Swój szpik, który uratuje komuś życie. Nie wahaj się, ale podejmij poważną decyzję. Przemyśl ją i stań się kimś wyjątkowym. Podaruj komuś nowe życie, spraw, by ten ktoś urodził się po raz drugi.
W dość nietypowy sposób zaczęłam tę recenzję, ale właśnie takie przemyślenia, taki apel bije z lektury najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz, pisarki, która niczym najlepszy wirtuoz potrafi grać na emocjach czytelniczek. Tym razem jej powieść opowiada bardzo wzruszającą historię, która dzieje się współcześnie i która głosi siłę kobiecej przyjaźni.
Pewnego dnia na progu mieszkania singielki Iny Rybińskiej pojawia się przemoczona do suchej nitki nastolatka. Znana dziennikarka jest zaskoczona tą wizytą. Kompletnie nie kojarzy młodej damy, która puka do jej drzwi. Ba, w pierwszym odruchu nawet nie ma ochoty z nią rozmawiać i dziewczyna odchodzi. Na szczęście jednak Ina zmienia zdanie, a tym samym zmienia się diametralnie jej życie. Odżywa przyjaźń, która wiele lat była w uśpieniu. Zmienia się podejście do życia, cele i marzenia kobiety, którą kiedyś ktoś bardzo zranił. Pęka kokon, który miał chronić serce Iny przed kolejnym bólem, ale tym samym Ina zaczyna naprawdę żyć. Oprócz Iny zmiany zachodzą w życiu dwóch innych kobiet. Jedna z nich wskutek diagnozy lekarskiej traci grunt pod nogami, święty spokój i zaczyna walkę o życie. Druga, która ledwo co pozbierała się po bolesnej stracie ma szansę sprawić komuś najlepszy pod słońcem prezent i stać się bohaterką.
„Pierwsza na liście” to książka o kobietach, które są zwyczajne, mają wady i zalety, popełniają błędy. Ale nie można o nich powiedzieć słaba płeć. Wszystkie bohaterki stać bowiem na heroizm, na właściwą postawę, gdy los tego zażąda. Każda z bohaterek budzi sympatię, z każdą chętnie bym się spotkała i zaprzyjaźniła. Każda zasługuje na miano superprzyjaciółki.
Ta powieść to książka o sile przyjaźni i o miłości. To lektura, która uświadamia jak wiele dobra może uczynić każdy z nas. Nie warto być egoistą, nie warto patrzeć tylko na czubek własnego nosa. W życiu tak już jest, że czasem trzeba pominąć siebie, zrozumieć drugą osobą, powiedzieć przepraszam, umieć wybaczyć i zapomnieć krzywdy z przeszłości. Dane komuś dobro z pewnością do nas wróci.

środa, 11 lutego 2015

Trudne chwile

Dopóki nie uporam się z poważnymi kłopotami i problemami zdrowotnymi nie będzie mnie tu. Proszę o wyrozumiałość i przepraszam - za opóźnienia z tekstami - w tym stanie zdrowia nie jestem ich pisać.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Orientalnie mi - post zapachowy


Bohaterem dzisiejszego postu są perfumy. Ale nie te dla kobiet. Te dla domu i do samochodu. Zaskoczyłam Was? Tak, tak dziś perfumy to nie tylko produkt dla kobiet. Okazuje się, że to też produkt zapachowy, który umili nam czas w mieszkaniu, biurze, poczekalni czy samochodzie. Elegancka buteleczka kryje 50 ml bardzo oryginalnie pachnącej substancji. Ja testowałam zapach orientalny. Intensywny, ale i delikatny, przyjemnie pachnący, błyskawicznie rozchodzący się po pokoju i wnętrzu auta. Wystarczy dwa lub trzy naciśnięcia i efekt murowany. Nie trzeba czekać aż wypali się olejek w kominku ceramicznym czy kadzidełko. Tu mamy szybko. Zatem produkt ten może świetnie sprawdzić się w awaryjnej sytuacji. Gdy czeka nas niepodziewana wizyta gości, gdy chcemy zatuszować niemiły zapach, woń spalenizny. Ten aromat pachnie bardzo świeżo. Czuć w nim nutę owocową pomieszaną z orientem. Bardzo mi się spodobał. Choć i kuszą inne zapachy w tej gamie - cyprysowa aleja, herbaciana zieleń czy jaśminowa rosa. Po raz pierwszy używałam odświeżacza powietrza w takiej formie. I jestem zachwycona. Produkt możecie kupić tutaj :
 http://pachnacaszafa.pl/sklep/65-perfumy-do-pomieszczen-i-samochodu#.VNjGGS48Wfg
Uważam, że jego cena nie jest wygórowana i adekwatna do jakości. 
A dodam jeszcze w obliczu zbliżającego się Dnia Zakochanych, że produkty zapachowe doskonale sprawdzą się jako dodatek do kwiatów czy słodyczy. 
Zatem i zapachem można powiedzieć "Kocham Cię"

niedziela, 8 lutego 2015

KONKURS DO WYGRANIA "BABIE LATO" DANUTY PYTLAK

Witajcie Kochani! 
Dziś mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie. Nagrodą będzie powieść Danuty Pytlak "Babie lato". Książka drzemie póki co na moim biurku, pachnie nowością i czeka na zwycięzcę.
 Oto regulamin:
1 - konkurs organizuję na moim blogu i do wzięcia udziału zapraszam osoby mające adres do wysyłki w Polsce
2 - sponsorami nagrody są Wydawca i ja  (ponoszę koszty przesyłki)
3- nagrodę przyznam jednej osobie , która odpowie na konkursowe pytanie najciekawiej moim zdaniem i zostawi swój adres mailowy
4- pytanie jest dość proste - wystarczy na nie odpowiedzieć w kilku-kilkunastu zdaniach i polubić fun page mojego bloga na Facebooku https://www.facebook.com/pages/Cudownyswiatksiazek3blogspotcom-blog/1445518105731287?ref=hl oraz profil Wydawnictwa Zysk i S-ka na Facebooku https://www.facebook.com/zyskiska?fref=ts

5 pytanie brzmi:   Wyobraź sobie, że jak główna bohaterka książki dostajesz spadek. Okrągłą sumkę - powiedzmy milion dolarów. Na co przeznaczyłabyś/przeznaczyłbyś tą kwotę? Odpowiedź uzasadnij w kliku zdaniach.
6 - na odpowiedzi czekam od dziś tj. 8 LUTEGO 2015 do 20 LUTEGO 2015 włącznie.
7 - zwycięzcę ogłoszę 21 LUTEGO w poście na blogu i powiadomię ich mailowo.
8 - Zgłoszenia bez adresu mailowego nie będą brane pod uwagę.
9- będę wdzięczna za udostępnienie info o konkursie na Waszych blogach czy profilach FB
Zapraszam do zabawy.

sobota, 7 lutego 2015

Danuta Pytlak "Babie lato"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2015
stron 560
ISBN 978-83-7785-561-4

Każdy zasługuje na szczęście!

W ostatnim czasie los obdarzył mnie trudnymi przeżyciami. Trafiłam nagle do szpitala, pochorowałam się, mój organizm osłabł. Po wyjściu z sanktuarium cierpienia ( tak nazywam szpital) znalazłam w skrzynce pocztowej awizo. Na poczcie odebrałam paczkę z wyjątkową książką. Powieścią, która trafiła do moich rąk właśnie wtedy gdy potrzebowałam nabrać sił, gdy konieczne było oprócz chemicznych i literackie lekarstwo. Jej lektura dodała mi mocy, przyniosła mnóstwo pozytywnej energii i dała nadzieję na lepsze jutro, na to, że szczęście może zagościć w życiu każdego, a co złe mija. Zaczytałam się w niej na amen, dziś chcę ją Wam gorąco rekomendować. Bo to książka znakomita, bo to świetny debiut, bo pokochałam ją na zbój. 
Autorka napisała oryginalnie, z wyobraźnią, z pomysłem. Nie odgrzała starego kotleta, a fabułę oparła na ciekawej koncepcji. Ukazała jak zawiłe mogą być ludzkie losy i ścieżki. Dała też znakomitą receptę jak szczęścia, spokoju i pogody życia szukać oraz wyrysowała co może nam w tym przeszkodzić. 
 
Michalina mieszka w stolicy, pracuje w korporacji, właśnie rozstała się z mężem. Musiała, bo on rzucił się w szpony hazardu. Przetrwonił w tajemnicy ich wspólne oszczędności. Powoli kobieta pozbierała się po ciosie. Ale los nadal nie zamierzał jej oszczędzać. Od pewnego czasu Michasię zaczęły dręczyć uporczywe bóle głowy. Czuła się źle i była stale zmęczona. Za radą serdecznej przyjaciółki Agi trafiła na badania. Ich wyniki okazały się złe, a diagnoza poraziła. Michalinę czekała operacja i długie leczenie. Jej świat stanął na głowie i nigdy już nie był taki jak przedtem.A wszystko zmieniła podróż w rodzinne strony, do domu ukochanej babci...
 
Nie wiem czy podołam mając na koncie napisanych ponad pięćset recenzji oddać piękno i wyjątkowość tej książki. Autorka napisała genialnie. Poruszyła w moim sercu wiele strun, wywołała uśmiech na mojej twarzy i doprowadziła do łez. Stworzyła wyjątkową, piękną historię, której bohaterką jest zwyczajna zjadaczka chleba w wieku 30+. Kobieta dojrzała po przejściach, którą los wciąż doświadcza, której funduje różne niespodzianki. Która po latach musi uporać się z przeszłością i bolesnymi wspomnieniami. Odkryć rodzinne sekrety, tajemnice, odgadnąć motywy działania bliskich jej osób, poznać prawdę o własnych rodzicach, którzy nie zgotowali jej słodkiego i beztroskiego dzieciństwa. I wreszcie wybaczyć, co nie jest łatwe.
Książka utrzymana jest w ciepłym i serdecznym klimacie. Co może nieco dziwne mnie w niej najbardziej podobały się najsmutniejsze sceny, kiedy Michasia przeżywa trudny czas związany z chorobą. Autorka opisała je rewelacyjnie, a już szpitalny sen bohaterki to istne mistrzostwo świata. Czytałam ze wzruszeniem, ale i zastanowieniem. W tym momencie lektura stała się odpowiedzią na pytania nurtujące ludzkość od zawsze dotyczące co dalej po śmierci. Pisarka przekonała mnie, że dalej nie ma pustki ale jest ciąg dalszy. 
Całą powieść przeczytałam z przyjemnością. Nie mogłam się od niej oderwać. Zadomowiłam się w tej książce, a bohaterowie stali mi się szybko bardzo bliscy. To książka mądra, z przesłaniem, która zawiera wiele wyjątkowych myśli i rad. Powieść gloryfikuje umiejętność wybaczania nawet najtrudniejszych błędów, najboleśniejszych przeżyć oraz docenia wartość prawdziwej przyjaźni, która z łatwością nawet najtrudniejsze góry może przenieść. Autorka docenia wartości, o których często zapominamy lub których nie doceniamy. I to właśnie staje na drodze naszemu szczęściu. To też książka z prowincją w tle. Zastanawiałam się czy ta lektura ma jakiś minus. Niestety nie dopatrzyłam się go. Według mnie on nie istnieje. "Babie lato" to książka która ma wiele atutów - piękną okładkę, wspaniałą fabułę, świetne dialogi, intrygujące zakończenie. Jest świeża, nietuzinkowa, ciepła - jednym słowem rewelacyjna.Idealna dla miłośników grubych czytadeł.  Gorąco ją polecam i już dziś zapraszam na jutrzejszy konkurs w którym nagrodą będzie właśnie ta książka.

środa, 4 lutego 2015

Stosik na lutowe wieczory

Moje cudności!  Moje najnowsze książki, które dostałam! Ta na samym spodzie to jeszcze zimna, bo kurier przyniósł ją kilkanaście minut temu.
Od góry:
- ks. Gaston Courtois "Gdy Pan mówi do serca" od Promica
- Katarzyna Enerlich "Prowincja pełna snów" od MG - już się cieszę!!!!!!
- Peter Pezzelli " Pierwsza lekcja tańca" od Lubimy Czytać
- Ałbena Grabowska "Stulecie Winnych" od Lubimy Czytać
- Sophia Loren "Wczoraj, dziś, jutro. Moje życie" od Wydawnictwa Literackiego - nowa współpraca
- Kimberley Freeman " Zatoka Latarni" od Lubimy Czytać
 - Astrid Lindgren "Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza" j.w.
- Danuta Pytlak "Babie lato" od Zysku - teraz czytam - brak słów by oddać jej geniusz
- Barbara Sęk "Miłość na szkle" od Lubimy Czytać

wtorek, 3 lutego 2015

Podsumowanie stycznia 2015

Cześć. Witajcie. Po raz pierwszy zainspirowana przez innych blogerów kuszę się na małe podsumowanie czyli podsumowanie miesiąca. Styczeń był dla mnie trudny, nerwowy i ciężki. Sporo się działo i w sumie cała moja rodzinka się pochorowała. Mąż miał grypę, Vika nasza suczka owczarka niemieckiego przeszła sterylizację, a w końcu ja tydzień temu zmorzona paskudnym wirusem znalazłam się w szpitalu. Mam nadzieję, że to już koniec kłopotów ze zdrowiem i będzie lepiej, a co za tym idzie głowa spokojniejsza i czasu na czytanie więcej. Bo apetyt na książki bardzo dopisuje.
Zatem do rzeczy:
W styczniu 2015 przeczytałam 10 książek. 
W sumie liczyły one 3425 stron.
Najlepszą książką ogłaszam : "Miłość w Burzanach" Katarzyny Archimowicz- recenzja dla portalu Lubimy Czytać ukaże się mam nadzieję niedługo
Gatunkowo : 
- powieści obyczajowe -  7 książek
- literatura młodzieżowa - 1 książka
- kryminał - 1 książka
- opowiadania - 1 książka
Słaby wynik te 10 lektur, oby luty dał mi więcej chwil na spokojne czytanie. 
A co przeczytałam: 
- Katarzyna Archimowicz "Miłość w Burzanach"
- Abbi Glines "Odzyskane szczęście"
- Lisa Scottoline "Cicho sza"
- Vitod Voranau "Szeptem"
- Julie Cohen " Drogie Maleństwo"
- Gabriela Gargaś " Pośród żółtych płatków róż"
- Magalena Witkiewicz "Pierwsza na liście" 
- Katarzyna Michalak " Przystań Julii"
- Joanna Marat "Monogram"
- A. J. Betts "Zac&Mia"
 Coś Was z tego zestawu intryguje? 
Dodam, że nie wszystkie recenzje tych książek są już na blogu. Część czeka na publikację na portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Abbi Glines "Odzyskane szczęście"


Wydawnictwo Pascal
dat premiery 4 luty 2015
stron 304
ISBN 978-83-7642-450-7

O porywach serca to książka!

Czy zdarzyło Wam się zacząć lekturę powieści, mocno się w niej zaczytać i dopiero około setnej strony uświadomić sobie, że ta książka należy do cyklu, że ma poprzedniczkę i jest jej kontynuacją? 
Otóż mnie spotkało to przy lekturze tej historii o miłości. Książki o której zaryzykuję stwierdzenie, że ma w sobie wiele elementów podobnych dziełu o Romeo i Julii. Tu też bohaterowie kochają, rodzina jest przeciwna, a para by być razem musi podjąć próbę pokonania przeszkód stojących w drodze do szczęścia. Jakby nie patrząc pierwszego tomu cyklu Rosemary Beach, Perfection jeszcze nie czytałam (ale muszę to nadrobić!), a drugim jestem zachwycona. Z żalem rozstałam się z bohaterami ciekawa jak potoczy się ich życie dalej. Nie porównam tego tomu do książki "Przypadkowe szczęście" z przyczyn wyżej wspomnionych, ale lekturę z serca polecam tym, którzy lubią gatunek do jakiego przynależy. Książkę czytałam jeszcze przed jej premierą, dostałam ją w formie szczotki. Nie znałam opinii innych na jej temat. 
 
Powieść opowiada o dość zawiłych perypetiach dwójki młodych ludzi, którzy zakochali się w sobie i czują do siebie fizyczny pociąg - Woodsa i Delli. Woodsowi zmarł ojciec. Nie przyjął on tego zbyt tragicznie, bo ich stosunki nie były idealne. Tym samym odziedziczył spory majątek oraz klub golfowy. Mimo braku trosk finansowych nie został człowiekiem szczęśliwym. Jego matka nie zaakceptowała podobnie jak tata wybranki jego serca. Rodzinne stosunki były mocno napięte, a nerwy na postronkach. Czy w takiej sytuacji uda się być z kobietą, którą kocha? Czy nie przeszkodzą zakochanym koszmary z przeszłości, trudne przeżycia z młodości Delli? Czy ona sama uwierzy, że w przyszłości ma szansę na szczęście? 
Emocji z pewnością nie zabraknie, podobnie jak nieoczekiwanych zwrotów akcji. Ta książka gdy zdecydujecie się na jej lekturę zaskoczy Was nie jeden raz. "Odzyskane szczęście" to lektura o uczuciach, o poszukiwaniu drogi do szczęścia. O walce z przeciwnościami losu. Stawką jest sielanka z ukochaną osobą. By miała ona miejsce bohaterowie muszą dać z siebie wiele. Pokonać własne słabości, lęki, a przecież walka z samym sobą bywa zwykle najtrudniejsza. Osobie takiej jak Dellia trudno po koszmarze młodych lat uwierzyć, że wszystko w jej życiu może się diametralnie odmienić, ulec poprawie. Ona wciąż się boi i tu można ją w pełni łatwo zrozumieć. Woods jak wielu mężczyzn musi zaś wybrać pomiędzy matką a ukochaną kobietą. Wybór jest dla niego oczywisty, ale sytuacja pewnie go gdzieś w środku boli. O wiele łatwiej by przecież było gdyby kobiety jego życia znalazły nić porozumienia ze sobą. Na dodatek pod koniec książki nasz bohater przeżywa bardzo trudne chwile. I patrząc na niego można rzec, że życie go nie rozpieszcza a ta powieść to książka o coraz to nowych kłopotach. Skomplikowana akcja jest gwarantem braku nudy, a ta opowieść świetnie wciąga. Jest napisana prostym, lekkim językiem, a to co się rozgrywa mamy okazję poznać i oczami kobiety i mężczyzny, bo powieść ma kilku narratorów. Lektura zaspokoi pragnienia osób lubiących dynamiczne książki obyczajowe, historie o miłości. Polecam ją gorąco na zimne zimowe wieczory.

sobota, 31 stycznia 2015

Karolina Wilczyńska "Jeszcze raz, Nataszo"


Wydawnictwo Czwarta Strona
data wydania 2014
stron 304
ISBN 978-83-7976-203-3


Szczęście to są tylko chwile

Nic nie trwa wiecznie, szczęście też. Nic nie jest nam dane raz na zawsze. Życie to ciągłe zmiany, nieustanne zawirowania i niekończąca się walka o to, by twarz zdobił szczery uśmiech, a nie sztuczny grymas. Walka ta nie zawsze jednak bywa wygrana, ale mimo to każdy z nas walczy, każdy z nas chce powiedzieć, że szczęście mu sprzyja. Cóż, czasem spotyka nas bolesna porażka, która przygniata do ziemi, podcina skrzydła. Co wtedy? Nie pozostaje nic innego, jak powiedzieć sobie: „spróbuj jeszcze raz”!
Główna bohaterka czwartej powieści w dorobku Karoliny Wilczyńskiej, a pierwszej przeczytanej przeze mnie, ma na imię Natasza. Gdy ją poznajemy, przekracza już czterdziestkę i jest na życiowym zakręcie. Jej dotychczasowe życie legło w gruzach. Zawaliło się wraz z rozpadem jej małżeństwa – związku, który trwał niespełna 20 lat. Zdradzonej i porzuconej kobiecie nie pozostało nic innego, jak zacząć od nowa. Tak, łatwo to powiedzieć i napisać, ale dokonać tego, to już spore wyzwanie. Natasza po powrocie z sądu siada na tarasie, rozpala grilla i chce symbolicznie zamknąć przeszłość na klucz. W ogniu chce dokonać swoistego oczyszczenia z przeszłości. To w jej mniemaniu konieczne, by zacząć od nowa. Zatem Natasza otwiera album i wrzuca w ogień kolejne zdjęcia. Tym samym zaprasza nas na film ze swojego życia. Opowiada o nim w miarę bez emocji, szczegółowo, jakby chciała rozebrać je na czynniki pierwsze, podsumować, wyciągnąć wnioski. Jej opowieść jest pasjonująca i ciekawa. Jej życie bowiem jest dość ściśle związane nie tylko z osobami, które obdarzyła uczuciem, ale i tym, co dzieje się wokół niej. Natasza bowiem jest reprezentantką pokolenia z przełomu epok - schyłku komunizmu i rodzącego się kapitalizmu. To czasy, w których żyło się bardzo różnie, patrzyło się w przyszłość z optymizmem, łatwo dorabiało się fortun i jeszcze łatwiej się je traciło. By być na fali, by piąć się po drabinie sukcesu, trzeba było mieć tupet, szósty zmysł, ale i umieć znieść smak ryzyka.Jeszcze raz, Nataszo” to powieść obyczajowa w najlepszym gatunku. Napisana dokładnie tak, jak lubię. Przyciągająca czytelniczą uwagę bez reszty. To lektura okraszona emocjami, opowiadająca historię konkretnej kobiety. Dziewczyny z dobrego domu, wychowanej w rodzinie z tradycjami. A jednak Nataszka nie była do końca szczęśliwa, bo wciąż musiała spełniać oczekiwania rodziców, iść ściśle wytyczonym przez nich torem, być niczym marionetka, która tańczy tak, jak ciągną ją sznurki. Jej rodzice rzadko okazywali jej ciepłe uczucia, brakło uznania i akceptacji czy wsparcia. Zamiast tego były tylko ciągłe oczekiwania, cele, zadania do wykonania. Będąc u progu dojrzałości dziewczyna zaczęła się buntować. Chciała iść własną drogą, spełniać swoje plany. Natasza to przykład dziecka nieszczęśliwego, które mimo życia w dostatku czuje się niekochane i tresowane. Te doświadczenia położyły się cieniem na jej dorosłym życiu. Sprawiły, że bardziej żyła dla innych niż dla siebie. Chciała się podobać, zyskiwać uznanie w oczach szefa, męża, otoczenia. To, co sama czuła, zostało zepchnięte na boczny tor. Ale i w tej sytuacji nastały chwile buntu i postawienia na swoim. Rachunek za to okazał się ogromny.
Natasza to przedstawicielka pokolenia, które żyje na przełomie i wciąż musi dostosowywać się do zmieniającego się świata. To bohaterka, która jest symbolem generacji dzisiejszych czterdziestoparolatków, które zostało „posadzone” na kręcącej się bardzo szybko karuzeli zmian, która nie staje ani na chwilę i z której nie da się zejść. To też wykreowany w sposób godny pochwały portret kobiety sukcesu, która za zawodowy triumf płaci słoną cenę, rujnując sobie życie osobiste. Pochłonięta wraz z mężem pracą, zapomina o tym, co w życiu najważniejsze. O uczuciach i rodzinie, o życiu prywatnym. Nic dziwnego, że jej związek się rozpada. W tym momencie przyszło mi do głowy pewne pytanie: czy nasza bohaterka będzie umiała wyciągnąć konstruktywne wnioski? Czy zacznie od nowa na dobre? Czy sobie poradzi? Z wielką chęcią przeczytałabym o dalszych losach pani prezes Dębnickiej!Książka jest naprawdę doskonała w swoim gatunku. Czyta się ją jednym tchem i nie sposób się od niej oderwać. Jej lektura przypomniała mi tamte czasy, w których młoda była nie tylko Natasza, ale i ja. Tu brawa dla autorki – opisała je świetnie, dokładnie i bardzo wiernie. Doskonale oddała realia wykluwającego się kapitalizmu. Pani Karolina stworzyła naprawdę nietuzinkową historię, którą gorąco polecam. Tym samym dopisuję nazwisko pisarki do listy moich ulubionych autorek tworzących literaturę kobiecą. Książkę oceniam bardzo wysoko, ale tylko taka ocena będzie moim zdaniem adekwatna i sprawiedliwa.

wtorek, 20 stycznia 2015

Vital Voranau "Szeptem"

Agencja Wydawnicza EkoPress
data wydania grudzień 2014
stron 166
ISBN 978-83-62069-92-7

A kysz choróbska, wygonię was szeptem

Rzadko sięgam po literaturę białoruską. Ale prozę Vitala Voranau już znam i cenię. To druga książka tego autora, którą przeczytałam. Na pytanie jaka ona jest odpowiem krótko - wyjątkowa i niepowtarzalna. Choć przeczytałam mnóstwo książek w swoim życiu ta jest nietuzinkowa i niezwykle klimatyczna. Opowiada o świecie, który w zasadzie odchodzi już do przeszłości. Do napisania tej lektury zainspirowały autora podróże po obszarach u zbiegu granic polskiej i białoruskiej. W książce otrzymujemy zaproszenie do świata w którym bardzo ważne miejsce zajmuje medycyna ludowa. Współczesny świat ją odrzuca dopisując jej więcej z magii niż z nauki. Gdyby zapytać przeciętnego mieszkańca czy wierzyłby w skuteczność znachorek i wiejskich babek leczących niekonwencjonalnie to usłyszelibyśmy odpowiedź że to bujdy, zabobony nie zasługujące na uwagę. A jednak w przeszłości to właśnie w ten sposób szukano ratunku na różne dolegliwości i kłopoty. Lektura składa się z 18 tekstów. W centrum każdego z nich jest jedna postać - szeptucha. Szeptucha to inaczej znachorka, szamanka która korzysta z naturalnych metod leczenia, używa ziół i tego co daje matka natura. Dzięki zamowom, które jako żywo przypominają baśniowe zaklęcia, czary czy może katolickie egzorcyzmy szeptuchy pomagały ludziom w pozbyciu się choroby czy bólu złamanego serca. Autor w swoim dziele wspaniale opisuje działania takich osób. Czyta się je chwilami jako reportaże, chwilami jako baśnie. Raz wydają się one niezwykle skuteczne, by po chwili wyglądać jak magiczne gusła dla dzieci tworzone. Jedno jest pewne- były chwile gdy pomocy w trudnych przypadkach szukano u szeptuch. Albo wtedy gdy medycyna konwencjonalna była bezradna, albo w przeszłości gdy dostęp do medyków był utrudniony. Nie chcę tu prowadzić debaty czy warto się leczyć w ten sposób, ale chcę zachęcić do przeczytania "Szeptem". Dzięki lekturze poznamy dość specyficzny świat, nieco magiczny, który zapewne za dobrych kilka lat przestanie istnieć. 
Książka opowiada o konkretnych przypadkach, postaciach, które korzystały z pomocy szeptuch. Jest to lektura dwujęzyczna, napisana po polsku i białorusku. Ma oryginalną, wspaniałą okładkę i jest naprawdę godna polecenia.

piątek, 16 stycznia 2015

Piotr Drożdż " Krzysztof Wielicki - mój wybór"

Wydawnictwo Góry Books
data wydania 2014
stron 288
ISBN 978-83-6230-121-8
 
Spowiedź pogromcy gór

O Krzysztofie Wielickim mówiono wielokrotnie i dużo. Kariera pochodzącego ze Szklarki Przygodzickiej wspinacza jest długa i pełna robiących spore wrażenie dokonań. Wielicki to piąty człowiek na Ziemi, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Na trzy z czternastu ośmiotysięczników wszedł zimą jako pierwszy. Szczyty atakował też samotnie – na Lhotse stanął w gorsecie po kontuzji kręgosłupa, a na Broad Peak wszedł i zszedł w ciągu jednego dnia. Wielicki to także organizator i kierownik wypraw górskich. Gdybym chciała jeszcze więcej i dokładniej pisać o jego wyczynach to wyszłaby z tego książka.
Nic dziwnego, że Piotr Drożdż pokusił się o napisanie biografii tego wspinacza, mając do dyspozycji tak bogaty materiał. Książka jest napisana w formie wywiadu rzeki, w którym Wielicki odpowiada na przeróżne pytania. Te oczywiste, ale i te bardzo osobiste, trudne, dotykające spraw bolesnych i kontrowersyjnych. Rozmowa obu panów jest niezwykle dokładna i pełna szczegółów. Jest tak dzięki temu, iż wyjeżdżając w góry Wielicki sumiennie i dokładnie prowadził zapiski, sporządzał dzienniki. Wiadomo pamięć bywa zawodna, a dzięki notatkom stało się możliwe sięgnięcie do detali i szczegółów.Wielicki opowiada przede wszystkim o swojej karierze górskiej, ale tu i tam dodaje szczegóły ze swojego życia prywatnego, pisze o osobistych relacjach z partnerami, o tematach, o których często ludzie gór w swoich książkach zapominają, bądź milczą celowo. Bo niuanse burzą i zakłócają obraz bohatera bez skazy, który zdobywa góry z dumną miną. Na wyprawach mają miejsce różne sytuacje, nie zawsze jest łatwo, nie zawsze można czuć się bohaterem. Czasem trzeba pokazać inne oblicze. Twarz człowieka złamanego przez naturę, tęskniącego, bojącego się, zniechęconego, słabego, chorego, poddającego się prawom natury. Niektórzy wolą milczeć i skupiać się na sukcesach. Krzysztof Wielicki zaś otwiera się i bez ogródek opowiada. Tym samym pozwala czytelnikowi zajrzeć do hermetycznego świata Lodowych Wojowników, który jest środowiskiem specyficznym i zamkniętym. Większość jego członków to nietuzinkowe i trudne osobowości, kontrowersyjne charaktery, twardzi ludzie, którzy bywają niełatwi we współżyciu. Wielicki w długiej rozmowie obala też mity, które od lat krążą w opinii publicznej i ożywają, gdy zdarzy się dramat. Zdobywca Everestu i Makalu mówi wprost o realiach gór najwyższych, o technikach ich zdobycia, o moralności w trakcie osiągania ekstremalnych wyczynów. Tam, powyżej dead zone, gdzie, nie ma co się oszukiwać, organizm ludzki umiera nie bardzo można pomóc towarzyszowi, gdy ten dozna urazu, ma problemy z oddechem czy poruszaniem się. Tam ludzkie możliwości są bardzo, bardzo ograniczone. Wielicki opowiadając o swoich wyprawach uświadamia czytelnikom, że górska wspinaczka to zdecydowanie i bezapelacyjnie sport ekstremalny i bardzo niebezpieczny. Nie ma tu przepisów, gotowych recept i jakichkolwiek gwarancji. Wszystko, każdy krok i myśl obłożone są ryzykiem, a stawką bywa ludzkie życie.
Wielicki opowiada niezwykle ciekawie i barwnie. I co dla mnie bardzo ważne jest do bólu szczery. Takie wrażenie odniosłam od samego początku lektury. Nie upiększa, nie osładza, nie koloryzuje. Nie ukrywa swoich podknięć, nie tuszuje dręczących go dylematów i wątpliwości. Dzięki temu książka nie jest bufonadą, nie jest hymnem pochwalnym, a ciekawą opowieścią, którą czyta się z zainteresowaniem. Ta publikacja mówi do czytelnika nie tylko słowem pisanym, ale i masą wspaniałych zdjęć, którymi Krzysztof Wielicki okrasza swoje wspomnienia.
„Krzysztof Wielicki - mój wybór” to pierwszy tom, obejmujący czasy od początku kariery do roku 1989. Kolejne lata zostaną opisane w tomie drugim, który mam nadzieję ukaże się szybko. Bo urywając czytanie poczułam pewien niedosyt i tęsknotę za dalszym pobytem w miejscach, do których w realnym świecie pewnie nigdy nie trafię.
Wspaniała książka dla miłośników gór, ba! to dla nich wręcz lektura obowiązkowa. Miłe spotkanie z jednym z najbardziej sławnych polskich himalaistów, którego długo nie zapomnę.
Książka pod patronatem medialnym Lubimy Czytać.

środa, 14 stycznia 2015

Gabriela Gargaś " Pośród żółtych płatków róż"


Wydawnictwo Feeria
data wydania 14 stycznia 2015
stron 312
ISBN 978-83-7229-445-6

Miłość niejedno ma imię

 Miłość idealna bywa tylko w słodkich romansach. W prawdziwym życiu to już różnie z nią bywa. Często realna okazuje się maksyma " cały ambaras by dwoje chciało i mogło na raz". Często mylimy miłość z zauroczeniem, prawdziwe uczucie z pożądaniem. Zdarza się, że w uczuciach kieruje nami egoizm a nie dobro partnera czy partnerki. Bywa, że kochanie boli i to solidnie. Bywa, że uczucie komplikuje nam mocno życie. Bywa, że ten kogo kochamy zdradza nas. Czy zatem warto kochać? Czy warto wplątywać się w związki, brać ślub skoro nie ma się gwarancji na słowa mówione w obliczu księdza, gości, świadków i Boga? 
 
Najnowsza powieść pióra Gabrieli Gargaś, pisarki, która zauroczyła mnie swoim debiutem i którą bardzo polubiłam, to książka właśnie o miłości. O jej różnych obliczach. Jej główni bohaterowie to trzy kobiety i dwóch mężczyzn. Każdy z nich przeżywa przeróżne miłosne perypetie. 
Zuza kocha żonatego, ma świadomość, że jej wybranek ma dzieci i żonę. Wie, że jest tą trzecią. Ma świadomość, że to mało prawdopodobne, by Robert zostawił dla niej rodzinę. A jednak nie może, nie ma w sobie dość siły by wyplątać się z jakby tu nie patrząc toksycznego związku. Trwa w nim, choć wiele ją to kosztuje. Czasem boli. Rola tej trzeciej jest bardzo trudna i wyczerpująca. Zwykle skazana na porażkę, ale Zuza wciąż ulega czarowi Roberta. Jego żona Milena jest kobietą atrakcyjną, zabieganą, wspaniałą mamą i panią domu. Tylko za dużo ma na głowie, a nawał obowiązków czyni ją w oczach męża mniej atrakcyjną. Milena czuje się samotna w swoim małżeństwie, ma świadomość, że jej relacja z Robertem się sypie. Czuje zmęczenie, czuje, że się dusi tym co ją otacza. 
Joanna, kuzynka Zuzy jest mężatką. Póki co bezdzietną. Mąż marzy o potomku, ale dla Asi ważniejsza jest praca, rozwój zawodowy, awans, pieniądze. Michał schodzi na dalszy plan. Nad ich małżeństwo nadciągają chmury za sprawą uczennicy matematyka. Pewna nastolatka na zabój zakochuje się w swoim panu od cyferek. Dostaje na jego punkcie obsesji, zakłada się nawet z przyjaciółką, że go uwiedzie i rozkocha w sobie, że on zostawi dla niej swoją żonę. Jest jeszcze Wojtek, młody chłopak studiujący zaocznie, pracujący jako kurier, który jest dojrzały nad swój wiek. Zakochuje się w koleżance z pracy i uparcie dąży do zdobycia jej serca. Wcale nie przeraża go to, że ma konkurenta ...
 
Książka o której dziś piszę to powieść bardzo, bardzo realna. Taka z normalnego życia wzięta. Jej bohaterowie to ludzie z krwi i kości, nieidealni, mający tendencję do komplikowania sobie życia, do popełniania błędów, co przecież nieobce ludzkiej naturze. Nikt w tej książce nie jest przedstawiony z tylko dobrej czy tylko złej strony. Tu każdy ma swoje plusy i minusy. Każdy musi płacić wystawione mu przez los rachunki za pomyłki. Zdradę widać z dwóch stron, osoby zdradzającej i zdradzanej. Obie role są nie do pozazdroszczenia. 
Gabrysia Gargaś w swojej książce nie poruszyła oryginalnego tematu w fabule. O zdradzie napisano już bowiem tony książek. Jednak udało się autorce uczynić to bardzo ciekawie, obrazowo, przystępnie. Książkę przeczytałam bardzo szybko, a losy jej bohaterów bardzo mnie zaciekawiły. Jedne postacie polubiłam, inne doprowadzały mnie do szału. Nie znalazłam usprawiedliwienia dla Zuzy, współczułam Milenie. Może to wynika ze mojego osobistego statusu mężatki, ale po przeczytaniu tej książki czuje jeszcze większą pogardę dla kobiet, które świadomie grają rolę tej trzeciej. 
Lektura tej książki jest godna polecenia. Najmocniejszym jej atutem jest realizm i doskonale skrojone dialogi. Ciekawie wykreowane postacie i przesłanie powieści. Warto naprawiać błędy, warto wybaczać, choć to naprawdę bywa czasami wręcz niemożliwe. A o miłość trzeba nieustannie dbać, bo jest najbardziej krucha na świecie!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Michael Bond "Paddington"


Wydawnictwo Znak emotikon
data wydania 2014
stron 448
ISBN 978-83-240-2970-9

Proszę Państwa oto miś! Miś Paddington !

Każdy z nas ma chyba choćby kilka książek przeczytanych w dzieciństwie do których chciałby wrócić w życiu dorosłym. Do grona takich lektur ja od wielu lat zaliczałam książkę o misiu o którym napiszę sporo pozytywów i superlatyw. Gdy byłam małą dziewczynką systematycznie chodziłam do biblioteki - wtedy księgarnie też dopadł kryzys i ich półki świeciły pustkami. W bibliotece bywały książki, które marzyłam, by mieć we własnej biblioteczce, ale nie można ich było dostać. I tak pewnego dnia dopadłam książkę o Paddingtonie. Pokochałam tego misia, ja ogólnie mam do nich słabość, od pierwszego spotkania. Niestety termin gonił, a książkę musiałam oddać. I stało się. Jako dorosła kobieta znów spotkałam Paddingtona. Towarzyszyło temu wielkie wow, garść wspomnień i radość. Nakładem Znaku emotikon ukazały się w jednym tomie trzy części przygód tego niedźwiadka, które miały premierę w latach 1958,1959 i 1960. Minęło kilkadziesiąt lat, a nasz miś wcale, ale to wcale się nie postarzał. I z pewnością znajdzie ogrom fanów w gronie współczesnych dzieciaków. 
Tom zawiera : "Miś zwany Paddingtonem", "Jeszcze o Paddingtonie" oraz "Paddington daje sobie radę".
Nim napisałam ten tekst tę lekturę przeczytałam aż dwa razy. Nie czytałam jej jednym ciągiem, a co wieczór dawkowałam sobie jeden rozdział. Śmiałam się co niemiara, wzruszałam i szczerze się przyznam, że bardzo bym chciała ( wiem to całkowicie nierealne) by taki misiek zamieszkał i w moim domu. 
Kim jest ów niedźwiadek? Jest zagubionym małym misiem, który pojawił się na jednej z londyńskich kolejowych stacji. Tu spotkał państwo Brown, którzy przyszli po córkę Judytę. Miała ona przyjechać do domu na wakacje. Dzień był ciepły i przyjemny, na dworcu jak zwykle tętniło życie, panował ruch i pośpiech, dominował hałas. Jak to na dworcu. W kącie na walizce siedział mały, zagubiony niedźwiadek. Jak się okazało pochodził z Peru. Do Anglii trafił jako pasażer na gapę. Wcześniej mieszkał u swojej cioci Lucy, która trafiła do domu dla emerytowanych niedźwiedzi. Wcześniej nauczyła ona swego podopiecznego języka angielskiego i poradziła mu by udał się na emigrację. Miś tak zrobił. Państwo Brown gdy zobaczyli kartkę wiszącą na szyi misia z prośbą o opiekę nad nim nie pozostali obojętni i przygarnęli go. Tym samym ich życie stało się inne, a miś zawojował ich serca. 
Miś otrzymał imię od nazwy stacji na której go znaleziono i zamieszkał u Brownów. I w tym miejscu rozpoczynają się przygody naszego bohatera, który jest niezwykle sympatyczną postacią. Jest zabawny, troszkę naiwny, nieco nieporadny, ale nie sposób go nie pokochać. Miś uwielbia marmoladę, psoci, oswaja się z nową rzeczywistością, komplikuje życie swoim opiekunom, ale wszyscy mocno go kochają i wybaczają wpadki. Z nim nie można się nudzić, z nim słowa święty spokój są raczej niemożliwe. Miś Paddington jest niezwykle pomysłowy, kreatywny, nieco szalony i ciągle wymyśla coś nowego. Przy tym bywa grzeczny i uprzejmy oraz ma w sobie to coś, że wszystko idzie mu wybaczyć. 
Tę książkę czyta się rewelacyjnie bez względu na wiek. To doskonała propozycja z dziecięcej klasyki, która bawi kolejne pokolenia. Gwarantuje uśmiech na twarzy i dobrą zabawę, a przy tym promuje pozytywne wartości, spełnia funkcję edukacyjną. Uczy wrażliwości na potrzeby innych, uczy tolerancji, uczy wyrozumiałości. To książka, którą gdy raz się pokocha, to stale się do niej wraca. Inaczej po prostu nie można. Idealna propozycja na każdy dzień, świetna lektura dla dzieciaków na dobranoc. 
Dodam jeszcze, że książka jest bardzo starannie wydana. W twardej oprawie ( wydawca słusznie przewidział jej wielokrotne użytkowanie), z piękną okładką i kapitalnymi ilustracjami autorstwa Peggy Fortnum. Gorąco tę książkę polecam, zwłaszcza rodzicom i dzieciom w wieku przedszkolnym i szkolnym. Niech znajdzie się w każdej dziecięcej biblioteczce, bo na to zasługuje. 
Fanom Paddingtona polecam na FB jego profil
https://www.facebook.com/paddingtonmis?fref=ts
oraz jego stronę w sieci 
http://www.paddington.com.pl/

sobota, 10 stycznia 2015

A. J. Betts "Zac&Mia"


Wydawnictwo Feeria
data wydania 14 stycznia 2015
stron 320
ISBN 978-83-7229-449-4

Walka na śmierć i życie

Wrażenia z lektury tej książki są niesamowite. Jej lektura uświadomiła mi bowiem, że życie pisze różne scenariusze i często lubi krzyżować nasze plany. Los nie bywa sprawiedliwy i jednych rozpieszcza, a drugim wrzuca na barki ogromne ciężary. Zmusza do walki na śmierć i życie. Za nic ma to, że chcemy być szczęśliwi. Po przeczytaniu tej książki po raz kolejny zaczęłam doceniać swój każdy dzień, który nie muszę spędzać w szpitalu, mogę realizować swoje plany i marzenia, dzień w którym nie muszę zmagać się ze śmiertelną chorobą. 
 
Chyba łatwiej pogodzić się z okrutną diagnozą lekarską gdy się ma już sporo lat na liczniku i trochę się przeżyło. Najtrudniej usłyszeć wyrok, gdy stoi się na progu dorosłego życia, ma się naście lat i apetyt na owo życie. Choroba dotyka jednak bez litości. Nastolatków też. Rak bywa nieczuły i atakuje niespodziewanie. Zwykle zaczyna się niewinnie, a w pewnej chwili spada niczym grom z jasnego nieba wyrok. Tak właśnie potoczyło się życie bohaterów książki A. J. Betts - australijskiej pisarki, która napisała książkę głęboko poruszającą skierowaną do młodzieży. Mogą ją także przeczytać i starsi. Zapewniam, że bez względu na wiek ona zrobi wrażenie na każdym od staruszka do podlotka. Ta powieść opowiada o parze nastolatków, którzy zmagają się z nowotworem. Spotykają się w szpitalu. Poznają się przez "ścianę". On słyszy że w sąsiedniej sali pojawił się ktoś nowy, nowy pacjent, który zaczyna słuchać piosenki Lady Gagi. Pyta zatem personel i tak "poznaje" Mię. On ma na imię Zac i zmaga się z białaczką szpikową, ona walczy z nowotworem który umiejscowił się w kości nogi. Oboje są młodzi, niesprawiedliwe skazani na ból, cierpienie i utratę świętego spokoju. W tym wieku powinno im się należeć beztroskie życie, radość z relacji towarzyskich, odkrywanie świata, który przestali postrzegać jako dzieci. Wiek nastu lat to czas pierwszych porywów serca, randek, balów maturalnych, spotkań z przyjaciółmi. Zac i Mia zamiast tego muszą leżeć na szpitalnych łóżkach, zmagać się z chorobą, przeżywać lęk o to co stanie się jutro. Ich świat ogranicza się do tego by żyć, by zmagać się z trudnym przeciwnikiem. Dzięki temu oboje szybko muszą dojrzeć, ekspresowo dorosnąć. Między nimi rodzi się wyjątkowa relacja, jaka pewnie nie miałaby miejsca gdyby nie to że zachorowali. To właśnie o tym opowiada ta lektura. O przyjaźni rodzącej się w trudnych okolicznościach, o buncie wobec niesprawiedliwego losu, o zmaganiach z chorobą. Autorka niezwykle realnie, bez pompy, ckliwości i sztuczności opisuje świat chorych nastolatków, którzy stają się przez to, co ich spotyka zdecydowanie inni niż ich rówieśnicy. Mają inne priorytety i wartości, inne cele, inne obawy i problemy. Nie martwią się pryszczem na nosie, ale buntują się przeciw chorobie. O ile Zac może liczyć na wsparcie bliskich o tyle Mia nie ma dobrych relacji z matką. 
 
Historia tych dwojga młodych ludzi jest bardzo wzruszająca. To bardzo smutna, ale i realna lektura, która zabiera na do świata wojny. Wojny ludzie kontra rak. Wojny która toczy się i jest bardzo brutalna. Wojny na śmierć i życie. Wojny w której spokój da tylko pewna wygrana. Autorka przedstawia dwie postacie, które maja ten sam problem, ale zdecydowanie inne charaktery. Chłopiec i dziewczyna inaczej podchodzą do swojego problemu, inaczej biorą na barki swój krzyż. Ona ma gwałtowniejszy charakter, bardziej porywczy i więcej w niej buntu. On odnosi się do całej sytuacji z pokorą, nadzieją i spokojem. Ich znajomość, ich przyjaźń nawiązana na trudnym gruncie bardzo ich zbliża i obojgu przynosi korzyści. Czy to co wykreowała autorka jest możliwe? Czy gdyby owa para poznała się gdzie indziej ich znajomość miałaby inny charakter? Tak, wiem, bo sama nawiązałam kiedyś szpitalne relacje. To miejsce, choroba zmienia nas, powoduje, że stajemy się inni niż gdybyśmy byli zdrowi i nie leżeli na szpitalnej sali. Książka pozwala docenić zdrowie, spojrzeć na świat z innej perspektywy. Głosi zasadę "carpe diem", która ma w sobie wiele mądrości. Pozwala zajrzeć do świata chorych, do którego byśmy nigdy nie trafili w realu. Czy to ma sens w powieści? Otóż ma! Bo po jej przeczytaniu z pewnością wielu z nas inaczej popatrzy na swoją rzeczywistość i doceni to co ma. Ja do tego grona należę i cieszę się, że przeczytanie tej książki mnie nie ominęło. Pozwoli mi piękniej spędzić dzisiejszy dzień i odkryć piękno życia. Czego i Wam oczywiście życzę. Przeczytajcie tę powieść. Zdecydowanie warto. Sięgnijcie po nią nawet wtedy, gdy nie lubicie literatury młodzieżowej.

czwartek, 8 stycznia 2015

Kamil Janicki "Damy złotego wieku"


Wydawnictwo Znak
data wydania 2014
stron 400
ISBN 978-83-2403-030-9

Królową się bywa, człowiekiem się jest!

W baśniach, które poznajemy w dzieciństwie, królowe, księżniczki i królewny wiodą życie zwykle szczęśliwe i beztroskie. Cieszą się dostatkiem, miłością poddanych, a serce oddają wspaniałemu mężczyźnie, który kocha je po grób i z którym żyją długo i szczęśliwie. Śledząc historyczne przekazy, można pokusić się jednak o wniosek, że prawdziwe życie koronowanych głów było ciężkie, smutne i samotne. Prawdziwe królowe rzadko wychodziły za mąż z miłości, bywały odsuwane na margines życia swoich małżonków, ba! były nawet mordowane.
W historii państwa polskiego jednym z najlepszych okresów był tzw. złoty wiek, czyli czasy u schyłku panowania potężnej dynastii Jagiellonów. To wtedy rządzili Zygmunt I zwany Starym i jego syn Zygmunt August. U ich boku stało pięć królowych. August zmarł bezpotomnie, miał jednak pięć sióstr. To właśnie o tych kobietach pisze w swojej najnowszej książce Kamil Janicki. W grubym tomie nakreśla sylwetki żon i cór królewskich, a trzeba przyznać, że ich życie było dość burzliwe i pełne niespodzianek. I co najważniejsze, żadna z nich nie była kobietą szczęśliwą.
Autor napisał o kilku kobietach. Spośród nich na pierwszy plan wysuwa się Bona Sforza. Z pochodzenia Włoszka, z charakteru kobieta według jednych nie z tej epoki, według drugich z piekła rodem. Nie była osobą z królewskiego rodu, nie była niezwykle bogata, choć posag miała całkiem spory. Nie była najlepszą partią na żonę króla, ale wygrała w matrymonialnym wyścigu i poślubiła sporo starszego od siebie Jagiellona. Bona nie żyła, jak większość kobiet tej epoki, w cieniu męża, ale zaangażowała się w politykę i odegrała sporą rolę w rządzeniu krajem. Po części stało się tak ze względu na podeszły wiek jej męża i jego stan zdrowia. Bona miała głowę na karku i potrafiła wydawać mądre decyzje, była świetną organizatorką, ale zgubiła ją chciwość, pycha i porywczy charakter. Jej córki to już kobiety innego pokroju. Matka interesowała się tylko najstarszą Izabellą. Trzy pozostałe były jej obojętne i zbędne.
Trzy żony ostatniego z rodu Jagiellonów to kobiety zdecydowanie inne niż ich teściowa. Elżbieta i Katarzyna to siostry, których mąż nie kochał. Pierwsza szybko zmarła, a drugą mąż oddalił. Jedyną koronowaną miłością Augusta była królowa Barbara, którą pokonała choroba. Janicki w swojej książce pisze także o Annie Jagiellonce, córce Zygmunta I Starego i żonie Stefana Batorego.
Okres schyłku dynastii jagiellońskiej już od wielu lat leży w kręgu moich zainteresowań. O tych czasach przeczytałam już mnóstwo książek obyczajowych oraz podręczników i publikacji historycznych. Obejrzałam wiele filmów fabularnych i dokumentalnych. Nikt jednak jeszcze nie napisał o tych latach tak przystępnie i ciekawie, jak autor „Dam złotego wieku”. Wielkim atutem książki jest przystępny, współczesny język, lekki styl i pokazanie ludzkiej twarzy bohaterek. Każda z tych dam poza tym, że była koronowana, była przede wszystkim kobietą, człowiekiem, którego natura bywa skomplikowana i niewiele sobie robi ze szlachetnego stanu urodzenia. Królowe i królewny pod płaszczem szat i precjozów to zwyczajne dusze pełne wad, słabości, negatywnych cech charakteru. Autor przestawił je w sposób bardzo zwyczajny i ludzki. Co ważne - na pierwszym planie tej książki stoją ludzie, a nie wydarzenia historyczne. Ta publikacja to zatem niezwykle ciekawie wykreślone portrety kobiet wywodzących się i spokrewnionych z ostatnimi Jagiellonami. Każda z postaci to odrębna osobowość i inny charakter.
Mimo sporej objętości lekturę czyta się jednym tchem. Nie brak w niej pikantnych szczegółów i sekretów, a także ciekawostek z życia prywatnego. Autor swoje bohaterki niejednokrotnie gani, nie upiększa ich postaci i bez ogródek pisze o skandalach, których na ówczesnych dworach było całkiem sporo. Dzięki lekturze mogłam się przenieść parę wieków wstecz i zasmakować dworskiego życia, poobserwować wielkie damy, które niekiedy zachowywały się jak pokorne mniszki, proste wieśniaczki czy prowokujące kurtyzany.
Książka wchodzi w skład serii „Prawdziwe historie” i, jak podkreśla sama autor, nie jest ani powieścią obyczajową, ani naukową publikacją. Świetnie realizuje za to zadanie przybliżenia czytelnikowi sylwetek dam złotego wieku. Jest kapitalnie napisana. Polecam ją zainteresowanym historią, ale nie tylko. To niesamowita biografia polskich królowych i cór Jagiellonów. Gdyby w tak ciekawy sposób pisano szkolne podręczniki do historii, to z pewnością wielu uczniów miałoby na cenzurkach tylko piątki i szóstki.

Paczulowo mi - post zapachowy

Bohaterem dzisiejszego pachnącego postu są kadzidełka i paczula.
Kadzidełka odkryłam bardzo dawno temu. Był początek lat 90-tych a ja chodziłam do liceum. W moim mieście powstał pierwszy sklep o nazwie "Indyjski". Oprócz odzieży, biżuterii i kaset magnetofonowych z muzyką sprzedawano tam kadzidełka. Wybór nie był zbyt duży. Raptem kilka kolorowych opakowań zadrukowanych po indyjsku. Kupowałam je w ciemno i uwielbiałam gdy dom napełniał się ich aromatem. I tak przyzwyczaiłam się do używania kadzidełek, choć ten sklep już dawno nie istnieje. Kupuję je gdzie indziej.
Od Firmy
otrzymałam ostatnio opakowanie kadzidełek o zapachu paczuli. Od razu moje myśli zaczęły krążyć wokół pytania jak pachnie owa paczula. Ładnie brzmiąca, melodyjna, ale nie kojarząca mi się z niczym nazwa sprawiła, że włączyłam laptop i zaczęłam szukać informacji o owej roślinie. Aby mi się przyjemnie surfowało na podstawce do palenia umieściłam jedno z kadzidełek i zapaliłam je.
Momentalnie moje mieszkanie otulił intensywny aromat. Jak pachnie paczula? Moim zdaniem pachnie ona orientem. Pachnie intensywnie, a jej zapach przypomniał mi od razu wcześniej wspomniany sklep indyjski. No właśnie, zamknęłam oczy, puściłam wodze wyobraźni i poczułam się jakbym była w Indiach.
Krzew paczuli pachnie intensywnie piżmem i pochodzi z Azji. Uprawiany jest w wielu krajach. Ma swoje zastosowanie w przemyśle perfumeryjnym i kosmetycznym. Paczula świetnie nadaje się do pielęgnacji skóry zarówno suchej jak i tłustej. Ma zdolności odstraszające insekty. Ja osobiście przetestowałam jej wpływ na osobę chora na grypę (męża), która miała bardzo intensywny katar i zatkany nos. Zapach paczuli okazał się tu zbawienny i pomógł udrożnić drogi oddechowe. Zatem paczula ma z całą pewnością właściwości lecznicze, ale jest też używana w świątyniach jako kadzidło. Jej zapach ma pomóc umysłom w medytacji.
W tym miejscu pozwolę sobie napisać jeszcze słów kilka o kadzidełkach. Są one starannie ręcznie wykonane, elegancko zapakowane i w pełni naturalne. To produkt ekologiczny, który sprawi, że Wasz dom będzie pięknie pachniał, a równocześnie nie zanieczyścicie świata. Jaki jest efekt tych kadzidełek? Działają odprężająco, relaksująco, ponoć są też afrodyzjakiem. Ten produkt gorąco polecam. Pachnąca Szafa ma w swojej ofercie także inne aromaty kadzidełek. Sprawdźcie pod linkiem jakie http://pachnacaszafa.pl/sklep/49-kadzidla-zapachowe#.VK5gH3s8Wfg



środa, 7 stycznia 2015

Joanna Marat "Monogram"


  Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2014
stron 328
ISBN 978-83-7839-718-2

Przeszłość czasem cieniem się kładzie

Gatunek książek co zowie się kryminałem bardzo wcześnie zaistniał w moim życiu. Miałam lat naście, była druga połowa lat osiemdziesiątych. O kryminałach skandynawskich jeszcze nikt nie słyszał, ale czytano wtedy chętnie polskie powieści z takich serii jak "Z kluczykiem" czy "Z Bluszczem". W epoce PRL-u kryminały wydawano dość chętnie i często, można je było kupić nawet w kioskach Ruchu i wtedy występowali w nich wyłącznie milicjanci. Książki pokazały zwykle stróżów prawa w bardzo korzystnym świetle, a oni sami byli kimś na kształt dzisiejszych supermenów. Odważni, zdolni, inteligentni i skuteczni byli odwzorowaniem serialowego porucznika Borewicza. 
A ja właśnie skończyłam czytać również polską powieść współczesną z trupami w tle, gdzie pracujący (już) w policji funkcjonariusze są przeciwieństwem niegdysiejszych milicjantów. Mają wady, słabości, nałogi, aż trudno sobie wyobrazić jak radzą sobie w bądź co bądź trudnej służbie. 
Książka Joanny Marat została doceniona w podsumowaniach tegoż gatunku za rok ubiegły. Mnie ona bardzo zaskoczyła i tak szczerze patrząc mogę o niej wydać dwie opinie. Większa jej część bowiem bardziej przypomina mi powieść o pracy i życiu policjantów, którzy w tle prowadzą działania operacyjne dotyczące zabójstwa. Nie ma dreszczu emocji, nie ma napięcia, nie ma podrażnienia czytelniczej ciekawości kto winien zbrodni. To wszystko pojawia się nagle jakieś 100 stron przed końcem. I właściwie tu zaczyna się adekwatna kryminałom atmosfera, napięcie, elektryzacja czytelniczych receptorów. Zatem moim skromnym zdaniem nie udało się autorce utrzymać w niepewności przez całą powieść. Początek to doskonale wyrysowane sylwetki policjantów z których na pierwszy planie brylują dwaj : nadkomisarz Marek Kos oraz komisarz Ernest Malinowski. Każdy z nich to naprawdę oryginalna osobowość, razem stanowią ciekawy duet, który ma rozwikłać zagadkę zaginięcia pewnej kobiety, której zwłoki znaleziono w stanie niekompletnym. Ktoś, przypuszczalnie morderca, odciął głowę denatce i gdzieś ją ukrył. Ta zbrodnia wydarza się w dniu katastrofy prezydenckiego samolotu - 10 kwietnia 2010 roku. Autorka ciekawie wybrała datę rozpoczęcia akcji książki i udanie wplotła ją w stworzoną fabułę. Polityka stale jest obecna w tej książce. Nie wchodzi ona jednak na pierwszy plan i to bardzo mi się spodobało.
Co raziło? Język, język potoczny ale pełen wulgaryzmów, język ordynarny, który w moim odczuciu w pewien sposób dyskredytuje występujące w książce postacie mające stać na straży litery prawa. W pewnym momencie książki miałam nawet wrażenie, że występujące tu osoby za nic nie doprowadzą śledztwa do finiszu, bo hamuje je życie osobiste, alkohol i brak motywacji do pracy. Wydaje mi się to zbyt przerysowane, zbyt krzykliwe.
Na okładce powieści pada pytanie - czy to bardziej komedia czy kryminał? Może mam niskie poczucie humoru, ale ja się tu komedii nie dopatrzyłam. Raczej dojrzałam ironię z pracy policjantów, którzy nie radzą sobie w podejmowanych działaniach i nie mają zbytnich ambicji by dobrze wywiązać się ze służby. Najbardziej zainteresował mnie w tej lekturze wątek damy z portretu wiszącego w willi Moniki.
Ta książka nie powaliła mnie na kolana, ale i też nie uważam czasu na jej przeczytanie poświęconego za stracony. Jest ona dość specyficzna i może się podobać tym, którzy cenią nietuzinkowe podejście do tematu zbrodni.
Moja ocena 5/10.