Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od Autora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od Autora. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2026

Linda Fryc, Jolanta Tęcza-Ćwierz "Stewardesa Linda. Sekrety cabin crue. "

 


Wydawnictwo Wielka Litera 
data wydania 2026
stron 272
ISBN 978-83-8360-365-0

Lotnictwo od kulis 

Moi Drodzy ! 

Wraz z Lindą - sympatyczną cabin crue witam Was na pokładzie nietuzinkowego samolotu. Przed nami przygoda! Z książką w ręku czeka nas niesamowita podróż w trakcie której poznamy lotnictwo od kuchni, obalimy lub potwierdzimy funkcjonujące od lat mity o podniebnych podróżach, poznamy lotnicze anegdoty i ciekawostki oraz mega sympatyczną Dziewczynę oddaną swojej pracy która obecnie pełni rolę szefowej pokładu i ma męża pilota. Ale po kolei!

Lektura dzieli się na dziesięć rozdziałów których treść jest pogrupowana tematycznie. Każdy z nich jest niezwykle ciekawy i odlotowy. Ich tematyka obraca się wokół spraw powietrznych a ich przekaz jest spontaniczny, a zarazem wyważony, konkretny i posypany dawką humoru. Główna bohaterka jest zakochana w lataniu i zafascynowana pracą jaką wykonuje, choć kiedyś bała się latać. Dziś podchodzi do swojej pracy z profesjonalizmem i wyraziście widać, że sprawa jej ona radość. Linda opowiada o życiu zawodowym z zachwytem i błyskiem w oku. Jej relacja jest całkowicie obiektywna i nie jest absolutnie słodko wylukrowana. Zajęcie, które jest marzeniem tysięcy młodych osób na całym świecie w jej oczach ma swoje plusy i minusy. Znana z socjal mediów influencerka opowiada o rzeczach przyjemnych i tych trudnych. W książce nie brak informacji z podstaw fizyki które objaśniają czym jest tak naprawdę latanie jak i ciekawych historyjek z lotów, które niekiedy mogą przyprawić o zawrót głowy. Praca z klientem, który czasem okazuje się trudnym charakterem ma swoje uroki i wady. Czasem pomysły pasażerów wprawiają w osłupienie, czasem doprowadzają do ostrych nerwów i wymagają wspięcia się na wyżyny cierpliwości. Takie wyzwania kształtują każdą stewardesę i wyrabiają jej wręcz fenomenalną cierpliwość.

Książka zdradza sekrety pracy załóg lotniczych, opowiada o ich codzienności i samolotowej rzeczywistości w której proste naziemne sprawy mogą urosnąć do roli sporych problemów. Koniec tytułu - jego ostatni rozdział to odrobina prywaty i fakty z życia prywatnego jego bohaterki. 

To nadzwyczajna lektura, która jest napisana w formie wywiadu rzeki. Ją się nie czyta, ją się wręcz pochłania, a każda strona porusza i uruchamia naszą wyobraźnię oraz przybliża wszystko co związane jest z lataniem. W publikacji nie brak emocji, które towarzyszą nam od początku do końca. Są one bardzo różne a lektura i uczy, i wzrusza, i bawi i wprawia w spore zaskoczenie. Osobiście nie pracuję w tej branży (choć bardzo bym chciała) ale dzięki przeczytaniu tytułu wiele dobrego wniosłam do mojej pracy związanej też z branżą transportową i kontaktem z klientem. Bardzo polecam książkowo-lotniczą podróż z Lindą. Dzięki niej na pewno inaczej popatrzycie na samoloty i ich załogi. 

wtorek, 28 października 2025

Nina Zawadzka "Nim zapadnie wyrok"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2025
stron 368
ISBN 978-83-8402-668-7

W trudnych czasach najważniejsza jest nadzieja na lepsze jutro


Jestem wielką fanką twórczości Niny Zawadzkiej i z wielką przyjemnością sięgnęłam po Jej najnowszą powieść, która przenosi nas do czasu II wojny światowej i jest oparta na faktach. Jej bohaterowie to młodzi ludzie których wojenna zawierucha bardzo mocno poturbowała. Ich życie, gdyby nie ten potężny konflikt zbrojny, potoczyłoby się pewnie zdecydowanie inaczej i mniej boleśnie. Niestety szaleństwo faszyzmu spowodowało traumy i wiele zła, które mocno odcisnęło swoje piętno. W tym trudnym czasie otuchy dodawała bardzo mocno nadzieja na lepsze jutro, która była niczym koło ratunkowe i najlepszy motywator.

Ignacy Jakubiak jest korespondentem wojennym i jako dziennikarz Polskiego Radia jedzie do Norymbergii by relacjonować procesy zbrodniarzy wojennych. W tym mieście pojawia się również jako wdowiec, który chce zemsty na kimś, kto spowodował śmierć jego żony. Zraniony mężczyzna jest przepełniony smutkiem, żałobą i negatywnymi emocjami. Jego życiem rządzi olbrzymie pragnienie zemsty. Chęć pomszczenia ofiar przysłania mu cały świat i przyszłość. Los jednak płata mu ogromnego figla, a jedna chwila zmienia całą jego przyszłość. 

Deborah i Zuzanna to dwie kobiety, które zaistniały w życiu Ignacego. Jedną z nich przed wojną mocno pokochał, drugą bez wielkiego uczucia w czasie wojny poślubił. Obie zmieniły jego życie. Obie wiele go nauczyły i odcisnęły piętno na jego życiu. Jeśli chcesz poznać ich historię sięgnij po książkę w której zatracisz się bez reszty. Przeczytaj powieść, która w czytelny i wyrazisty sposób pokaże namacalnie jak losy historii mogą wpłynąć na życie jednostki, jak mogą pokrzyżować rzeczywistość i plany zwykłego człowieka, który chce kochać, chce być szczęśliwy i zbudować swój mały świat.

Nim zapadnie wyrok” to wyjątkowa powieść, która pokazuje prawdziwe oblicze II wojny światowej. Na jej kartach drzemie wiele obrazów, z których większość jest drastyczna i okrutna. Autorka z precyzyjną dokładnością przedstawia losy ludzi, którym los zafundował prawdziwe piekło choć na nie nie zasłużyli. Bo czy można obwiniać za chęć kochania i bycia kochanym. Tekst uzmysłowił mi jak zło zmienia niektórych ludzi w okrutne bestie poddane ślepo brutalnej i błędnej ideologii. Wojna to magnes, który przewraca świat do góry nogami, ale też pozwala zweryfikować co w życiu jest ważne, a co jest tylko błahostką.

Nim zapadnie wyrok” to prawdziwa lekcja historii oparta na wymownych przykładach, to książka naładowana ogromnym ładunkiem emocjonalnym, który poraża czytelnika niczym piorun i rozgrzewa do granic możliwości. Z własnego doświadczenia dodam, że trudno ochłonąć i trudno beztrosko spojrzeć po lekturze na współczesną politykę mocarstw, które igrają z ogniem i balansują na skraju bardzo głębokiej przepaści.

Powieść Niny Zawadzkiej ma wiele zalet, a mnie najbardziej ujęła tym, że trudno mi było ocenić jednoznacznie jej prawie wszystkich bohaterów i trudno mi było ich skrytykować. Wielu z nich mogło wytłumaczyć uczucie, które było prawdziwe i mocne.

Przeczytałam mnóstwo powieści z II wojną światową w tle, wiele z nich było do siebie podobnych, spójnych i wręcz jednakowo przybliżało tamtą rzeczywistość. Ten tytuł jest inny, tu historia staje w cieniu człowieka, który musi dokonać wyboru, podjąć decyzje, stanąć wyraźnie po jednej ze stron barykady. Tu ostro widać jak zło zaraża samym sobą, ale i jak stymuluje dobro, które wyrasta mimo wszystko.

To bardzo mądra i przemawiająca lektura, która na długo zmąci nasze myśli, długo w nas żyje i wiele uczy. To literatura najwyższych lotów napisana z perfekcją i talentem. Czuję się nią zafascynowana i zachwycona. Bardzo Wam polecam jej przeczytanie i odkrycie jej piękna oraz geniuszu. 






 

poniedziałek, 24 czerwca 2024

Julia Maj "Gdyby dzisiaj miało jutro"


Wydawnictwo trzy kolory
data wydania 2024
stron 208
ISBN 978-83-967598-1-8

Na życiowym rozdrożu czyli recenzja o książce, która zdusiła mnie emocjonalnie

"Gdyby dzisiaj miało jutro" to druga powieść bardzo zdolnej Autorki Julii Maj która jest kontynuacją Jej debiutu. To dalsze dzieje kobiety, której życie przechodzi ostrą i diametralną metamorfozę. Jej świat niszczy uczuciowe trzęsienie ziemi, a jej uczucia buzują. To ciekawa podróż przez duszę mężatki, która odkrywa bolesną prawdę o sobie i swoim związku. Wszystko zaczyna się pozornie beztrosko i z nudów. Potem romans nabiera rumieńców i iskrzy na kilometr. Hania i Tomeczek się rozstają by za jakiś czas wrócić do siebie. I tu można powiedzieć, że co komu pisane i kto komu pisany to i tak będzie. 
Czy da się żyć na dwa fronty? Czy warto zaczynać romans tylko dla podwójnego życia i emocji? No nie i dlatego przed Hanią dylemat: mąż czy kochanek? Kobieta podejmuje decyzję i zaczyna budować plan b. I o tym jest ta historia, która wcale nie jest przewidująca. Jest w niej morze niespodzianek i zawirowań, rozterek i dylematów. Bo poskładać swoją rzeczywistość od nowa nie jest łatwo zwłaszcza jeśli ma się dzieci. 

Kogo wybierze ostatecznie Hania i co ją do tego skłoni? Nie zdradzę, bo koniecznie chcę byście poznali tę bohaterkę podczas lektury obu książek. To dziewczyna z krwi i kości, która jak każdy chce być szczęśliwa, chce być kochana. Pojawienie się innego mężczyzny w jej życiu uświadamia jej jak niewłaściwe jest jej małżeństwo, jak przypadkowe i mało spójne. I  tu już nie chodzi tylko o motyle w brzuchu, ale szereg ważnych cech, które powinny cechować zdrowy związek. Hania myśli także o dzieciach i wpływie jej decyzji na córkę i syna. Wchodząc w jej świat doświadczamy ogromu emocji, utożsamiamy się z nią i żyjemy jej problemami. Doświadczamy na własnej skórze jej zawirowań i czujemy to, co ona. I to jest niesamowite doświadczenie. I to jest cenna lekcja. Uczy jednego: by zbyt szybko nie oceniać innych, by nie być sędzią zbyt pobieżnym. 

Ten tytuł to opowieść pełna samego życia, które boli, kusi i zaskakuje. Pokazuje, że pisze najciekawsze scenariusze, które się często nawet nam nie potrafią przyśnić. Hania walczy o siebie, idzie pod prąd, stąpa po niepewnym gruncie. Przy tym odkrywa siebie i swoje pragnienia. Ryzykuje, podejmuje wyzwanie przemeblowania swojego świata bez żadnych gwarancji ani rękojmi. Musi kroczyć po omacku, musi być dzielna i czujna. Musi przełknąć gorzkie pigułki. My czytelnicy niczym jej cień kroczymy obok, towarzyszymy bez słowa a równocześnie możemy przypasować się do roli Hani i odpowiedzieć sobie na pytanie czy sami bylibyśmy na tyle odważni by porzucić bezpieczny kokon i podjąć próbę pójścia w nieznane. 

To była genialna książka, która pochłonęła mnie bez reszty. Dałam się jej ponieść sama czekając na pewne decyzje w okresie niepokoju. I tu zadziałała magia fabuły, tu znalazłam wytchnienie od własnych problemów, tu odpłynęłam w świat literackiej fikcji. I otuliły mnie emocje i wrażenia. Tu poczułam co to znaczy czytać coś fascynującego i rewelacyjnego. To powieść, która inspiruje, uczy odwagi i pokazuje smak walki o lepsze jutro i własne szczęście. Warto jej poświęcić czas i skupić się na drodze Hani i Tomeczka. Nie każdy znajduje szczęście w pierwszym poważnym związku, czasem zdarzają się falstarty które trzeba naprawić i poprawić. Mimo nich nie można tracić nadziei i godzić się na bylejakość. Jednego jestem ciekawa: czy Autorka zakończy tę historię czy może uchyli rąbka tajemnicy jak ułożyło się życie dwojga rozbitków, którzy za własną zgodą znaleźli się na nowym lądzie. 

Reasumując bardzo gorąco polecam lekturę powieści Julii Maj. To coś wyjątkowego na półce z literaturą obyczajową. To idealne książki na lato, która dają do myślenia i fascynują. A przy okazji reaktywują w nas pytanie czy jesteśmy z właściwą osobą i czy z kimś takim marzyliśmy iść przez życie?! Bardzo mocno zachęcam: czytajcie !!!

środa, 6 lipca 2022

Radosław Dąbrowski "Kryzys"


Wydawnictwo Oh book!
data wydania 2022
stron 304
ISBN 978-83-67094-08-5

Powrót do przeszłości

Jedna z moich ulubionych piosenek Marka Grechuty mówi, "że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". W dużej mierze się z tym zgadzam, nie można żyć tylko i wyłącznie tym, co było, nie można zamknąć się w kapsule czasu bez względu czy owa przeszłość była świetlana czy zła, ale... czasem w życiu układa się tak, że los funduje nam bez naszej zgody powrót do przeszłości. Niespodziewanie musimy wrócić do miejsca i rzeczywistości, którą kiedyś opuściliśmy. Bywa to bardzo różnym doświadczeniem, przeważnie skłania nas do refleksji, do zadumy nad tym co przeżyliśmy, nad sensem życia i codzienności. 
Takiego właśnie zawirowania doświadcza główny bohater powieści "Kryzys" Radosława Dąbrowskiego, którą przeczytałam dzięki uprzejmości jej Autora. Od razu zdradzę, że to było bardzo wymowne przeżycie, taki znak "stop" w codzienności od książki, która znalazła się w moich rękach. Lektura oderwała mnie od tej namacalnej rzeczywistości i przeniosła w bardziej metafizyczny byt, którego tak bardzo w dzisiejszym szalonym i pędzącym świecie brakuje. 

Andrzej jest mężczyzną po czterdziestce. Z ręką na sercu można o nim powiedzieć, że jest dobrym człowiekiem i przykładnym obywatelem. Pracuje jako wykładowca akademicki, ma dobry kontakt z młodzieżą, jest uczynny i pomocny, jest osobą wierzącą i nie posiada rodziny. Pewnego dnia dowiaduje się o śmierci ojca. To przykre wydarzenie powoduje konieczność powrotu w rodzinne strony, które opuścił na wiele lat. I tak jego noga staje w rodzinnej miejscowości po kilkudziesięciu latach nieobecności. Pogrzeb odbywa się jednak kilka dni później niż zakładał nasz bohater. Ten czas oczekiwania na ostatnie pożegnanie z rodzicem staje się dla Andrzeja niczym rekolekcje. 

"Kryzys" to książka nie tylko do przeczytania, ale i do przemyślenia oraz przestudiowania. To nie lekka powieść idealna dla relaksu na jeden wieczór. To tytuł, który zostanie w Waszym umyśle na dłużej. Będzie nurtował, odrywał od pędu życia, szukał odpowiedzi na pytania, które stanowią fundament ludzkiej egzystencji i bytu. Nie można zapominać o swoich korzeniach, przeszłość trzeba czasem odkrywać jak karty w pasjansie. Przeszłość, którą wydaje się, że już znamy i nie ma przed nami tajemnic bywa bogata w sekrety, których poznanie zmienia nas. Podróż by pochować ojca do miejsca, które jest przeszłością to w pewnym sensie metafora do podróży do własnego wnętrza, do samego siebie. Andrzej musi stanąć twarzą w twarz z samym sobą, a to bywa niekiedy trudne. Poprzez innych poznaje sam siebie, odkrywa coś, co drzemie w jego wnętrzu i jest warte odkrycia. 

"Kryzys" to lektura, która mnie nieco zaskoczyła. Nie spodziewałam się po tej książce aż takiej dojrzałości i wykwintności prozy. Tytuł jest napisany w sposób wyrafinowany i elegancki. Autor mocno i delikatnie operuje piórem, w ciekawy sposób kreuje bohatera, którego opisuje wręcz z aptekarską dokładnością. Przedstawia jego wnętrze, rozterki i dylematy. Obnaża go przez czytelnikiem stawiając niczym postać na cokole pomnika widoczną z wszystkich stron.
"Kryzys" to książka wrażliwa, intymna, delikatna, wręcz metafizyczna. W głównym bohaterze każdy z nas może odnaleźć cząstkę siebie, swojego ja. Czytanie wymaga skupienia i uwagi, oderwania się i otoczenia niczym szalikiem fabułą, ale naprawdę warto. To nie lektura komercyjna, ale tom, którym można się delektować. Powieść przemyślana, idealna dla wrażliwych, nieco sentymentalna. Z serca polecam. 

 

niedziela, 14 listopada 2021

Anna's Dream "List do dziadka"

 


Wydawnictwo Poligraf
data wydania 2021
stron 240
ISBN 978-83-8159-536-0

Życie czasem bardzo boli i nie ma za grosz litości

Ach, jak bardzo lubię czytać książki, które mnie zaskakują! Jak cudownie sięga się po lektury, które okazują się oryginalne i niesztampowe! Jak dobrze jest odkryć nowego Autora, który potrafi wbić w fotel i wymusić fontannę łez przy lekturze swojego debiutu. 

Kochani! Z przyjemnością donoszę Wam o tym, że przeczytałam powieść, która mocno mną potelepała. Wiem, to niezbyt eleganckie słowo, ale jak bardzo przeżyłam jej treść. Od razu dodam, że w tej recenzji, że tym razem w mojej opinii będzie mnóstwo emocji, a ja piszę ją na prawdziwym spontanie. To modne dziś słowo z potocznego języka, ale w tym przypadku świetnie odzwierciedla to, co czuję. A czuję bardzo wiele, bo jako wrażliwiec bardzo przeżyłam treść "Listu do dziadka". To smutna, pełna bólu i realnego życia historia, którą mocno odczułam na własnej skórze. Książka "dała mi w kość", pozwoliła wyjść z wygodnej strefy komfortu, a zarazem poznać wyjątkową dziewczynę, którą życie naprawdę nie rozpieszczało. Niestety, Aneta od dziecka nie miała łatwo, a jej dni to była niekończąca się walka i szkoła przetrwania. 

Poznańskie blokowisko, wiele bloków, wiele mieszkań, wielu lokatorów. Wśród nich pewna rodzina. Nastolatka, jej brat, matka i ojczym. I dramat. Toksyczna rodzina w której dochodzi do tego, co złe. Przemocy psychicznej i fizycznej, alkoholizmu, a wreszcie do buntu. Główna bohaterka ma spokojną przystań na prowincji, w domu dziadka, którą traci z chwilą jego odejścia. Aneta targa się na swoje życie, czuje się samotna, bezbronna, zdradzona przez matkę i brata, nieszczęśliwa. Mimo to próbuje walczyć o swoje ja, o szczęście, o spokój w życiu. Trwa, choć przeżywa tak wiele, choć życie doświadcza ją bezlitośnie i nad wymiar. 
Jej losy opisane w powieści "List do dziadka" przypominają dramat, w którym ktoś jakby uwziął się na niewinną osobę. Czytając bardzo szybko poczułam, jakby Aneta była mi bardzo bliska i jakbym ją znała od wielu lat. Dodam, że jej losy, a zarazem treść fabuły, oparte są na prawdziwej historii. Niestety, prawdziwej, ale i smutnej, która wyciska morze łez. Autorce zależy, czuć to bardzo namacalnie, by czytelnik zdjął różowe okulary i spojrzał na otaczającą rzeczywistość w sposób realny i bez słodkiego filtra pełnego lukru. Czasem bowiem, w pędzie życia nie dostrzegamy, że wokół nas dzieje się wiele zła, a osoby żyjące w pobliżu potrzebują pomocy i wsparcia, dobrego słowa, które ma wielką moc. Treść tej powieści ma nam otworzyć oczy, zachęcić do refleksji, uwidocznić problemy z którymi borykają się młodzi ludzie. Młodzi, a zarazem bardzo bezbronni, którzy często dostają na barki dużo więcej niż mogą unieść. 

Tytuł niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, wyzwala złość. Mnie szczególnie mocno zdenerwowała postawa matki Anety, która niczym obojętny widz patrzyła na zło jakie dotyka jej córkę i nie reagowała we właściwy sposób. To była cenna i potrzebna przygoda z książką, której lektura dała ważną życiową lekcję. Z jej treści płynie morał, wyraźny i czytelny, byśmy zdjęli maski obojętności, byśmy zaniechali odwracania wzroku i udawania, że nic złego się tak naprawdę nie dzieje. 
Z niekłamaną przyjemnością stawiam tej lekturze wysoką notę doceniając pomysł na fabułę, styl, treść, język, dojrzałość pióra i wrażliwość oraz serce włożone w proces twórczy dzięki któremu powstała ta książka. To lektura inne niż większość nowości, to świetna lekcja prawdziwego życia, to publikacja z ważnym przesłaniem. Gorąco polecam i rekomenduję! 


niedziela, 28 lutego 2021

Kinga Langley "Harper i zagubiona wiedza"

 


Wydawnictwo Langusta Books

data wydania 2021

stron 256

ISBN 978-83-960255-0-0

Świat pięknieje, gdy otula Cię magia!


Kobiety lubią się w życiu odmładzać. Robią to na wiele sposobów. Osobiście, by poczuć się o wiele lat młodsza, czytuję literaturę dla starszych dzieci i młodzieży. Wciąż lubię w sobie poczuć duch dziecka, wciąż książki dla najmłodszych czytelników sprawiają mi frajdę i fajnie mi jest je czytać. Zagłębianie się w historie pełne magii i czarów to już ulubiona forma z tego gatunku, którą wręcz celebruję. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę Kingi Langley "Harper i zagubiona wiedza". Jej okładka i opis przybliżyły mi już w dużej mierze klimat tej opowieści, ale lektura okazała się jeszcze lepszą niż się spodziewałam. To jest bowiem tak niesamowita książka, że łatwo w jej fabule przepadasz, zatracasz się i żyjesz jej treścią. 

Magia zawładnęła mną i czułam się jak na karuzeli, która kręci się, a siedzenie na niej daje niesamowite i niezapomniane przeżycia. Ta historia odgrodziła mnie od świata i pozwoliła znów stać się chłonną magii i czarów dziewczynką, która uwielbia dobrą literaturę przygodową. 

Szkocja to miejsce magiczne samo w sobie, słynne z legend i przypowieści. To właśnie tam przeprowadza się Diana Steller z dwójką swoich dzieci - Lily i Tonym. Zamieszkują w pewnym domu, który położony jest na obrzeżach Edynburga. Ich najbliższym sąsiadem jest bardzo tajemniczy mężczyzna Horacy Rolling. Jego córka Harper jako trzynastoletnia dziewczynka zaginęła wiele lat temu. Nikt jej nie widział. Okazuje się, że nastolatka za sprawą tajemniczej maszyny została zamieniona w orła, a jej pióra mają złoty blask. Dziewczynka znalazła się w krainie określanej mianem Świata Ptaków. W tamtej rzeczywistości króluje magia, czary i wszystko jest baśniowe oraz tajemnicze. Do tego świata trafia także Tony oraz Noel Dompling. W tej rzeczywistości oczywiście toczy się walka dobra ze złem. Harper chce odnaleźć Diamentową Czaszkę, na którą chrapkę mają też dinozaury, które chcą zawładnąć światem. Kto wygra? Jak potoczą się poszukiwania? Gorąco zapraszam do poznania tej przeuroczej historii, która jest naprawdę świetna. 

Od samego początku czytało mi się ją wyśmienicie. Opowieść ma bardzo wiele atutów. Szkoda, że jest tak krótka. Dla mnie mogłaby mieć nawet tysiąc stron i kompletnie by nie znudziła. Jej walorem jest świetny pomysł na fabułę, w której bardzo wiele się dzieje. Akcja książki toczy się bardzo prędko, a czytelnik wciąż poznaje ciekawe miejsca przesycone magicznym klimatem. Przez strony książki przewija się bardzo wiele interesujących, barwnych postaci, a przygoda po prostu króluje. Taka mieszanka sprawia, że książka to świetna propozycja, gdy chcemy odpocząć od codzienności. Bez problemu mogą ją czytać i osoby młodsze i dorośli. W książce znajdziemy bardzo wiele wątków, które świetnie ze sobą współgrają i się uzupełniają. Autorka splotła je w ciekawy splot, który zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie. Bardzo spodobała mi się również okładka, Grafik genialnie odmalował barwami klimat środka książki. Szata graficzna świetnie komponuje się z treścią. Tym tytułem Autorka udowodniła, że Jej wodze fantazji nie mają granic, że Jej wyobraźnia potrafi tworzyć świetne sceny. Wszystkie miejsca do których nas zabiera są wyjątkowe, a nasza wyobraźnia na podstawie zapisanych słów idealnie je odtwarza.

Sięgając po ten tytuł spojrzałam na jego oceny. Wielu czytelników dało mu najwyższe noty i ja się w pełni z nimi zgadzam. Tak, to jest książka petarda. Tak, to jest coś niesamowitego w swoim gatunku. Tak, to jest idealna pozycja na księgarski bestseller. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać tę historię i gorąco Wam ją rekomenduję. Z pewnością się nie rozczarujecie. Książka po prostu idealna. Czytajcie, niech nie ominie Was tak świetna pozycja. 

wtorek, 27 listopada 2018

Piotr Tymiński "Przybysz"


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2018
stron 158
ISBN 978-83-8083-835-2

Byle wrócić do domu


Od zakończenia drugiej wojny światowej mija coraz więcej czasu. Z każdym rokiem żyje coraz mniej świadków wydarzeń, które miały miejsce w Europie w latach 1939-1945. Z upływem czasu mówi się coraz mniej o tamtych wydarzeniach. Wspomnienia zaciera czas. Warto jednak by świadectwa wojenne, by relacje osób, które przeżyły wojnę były przekazywane kolejnym pokoleniom ku przestrodze by nikt z ludzi nie zrobił tego co Hitler.
Bezpośrednie świadectwa są bezcenne dla potomności. Zawierają je pamiętniki, dzienniki, a niekiedy powstają na bazie autentycznych wydarzeń powieści. Taką właśnie książką jest "Przybysz" napisany przez historyka Pana Piotra Tymińskiego. Powieść ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res i choć nie jest zbyt grubą publikacją zawiera cenną treść.

Jest rok 1944. Niemcy odnoszą klęski, a uciemiężone narody zaczynają snuć odważne marzenia o wolności. Terror niemiecki jednak nadal szaleje. Zwiększa się liczba zabitych, wiele osób trafia wskutek masowych łapanek i aresztowań do obozów koncentracyjnych. Pociągi wywożą też kolejnych pechowców na roboty do Rzeszy. Są wśród nich dorośli i dzieci. Wolność traci pewnego dnia 12-letni Bronek. Jego rodzinną miejscowością są Marki. Sprytny i rezolutny chłopak gdy trafia do bydlęcego wagonu jadącego do Niemiec postanawia uciec. Nie jest to łatwa sprawa, bo czujne oczy niemieckich żołnierzy wyłapują uciekinierów i brutalnie się z nimi rozprawiają. Bronek stawia jednak wszystko na jedną kartę. W trakcie ucieczki poznaje rówieśnika Jurka. Pomiędzy zbiegami rodzi się przyjaźń i bliska bratnia więź.

Opisana przez Piotra Tymińskiego historia jest bardzo wzruszająca i chwyta za serce. Jest ona oparta na prawdziwej historii. Na bocznym skrzydełku zamieszone jest zdjęcie Autora wraz z bohaterem książki. Treść krótkiej powieści to jednocześnie głęboko wymowna lekcja historii. Z niej poznajemy wojenną rzeczywistość oczami młodego człowieka, który by przeżyć musiał wykazać się odwagą i bohaterstwem. Wojna, która zabrała mu dzieciństwo w zamian wymusiła dojrzałość i błyskawiczne dorastanie. Czytając kolejne strony możemy łatwo wyobrazić sobie to, co przeżywali w tych czasie Polacy, zwyczajni ludzie, którym spokój szarej rzeczywistości zabrali faszyści. Język książki jest prosty i potoczny, idealnie pasujący do pierwszoosobowej narracji dziecka. Prostota jest niezwykle wymowna i przemawiająca do serca. Opisane sceny dobitnie obrazują koszmar wojny, strach o każdy oddech i kruchość życia wobec szaleńczej ideologii.

To historia dla każdego, kto nie boi się drastycznej, do bólu prawdziwej lekcji przeszłości. Gorąco polecam jej lekturę każdemu. Ze względu na wiek narratora mogą ją poznać także jego równolatkowie. Każde słowo przemówi do czytelników wyraziście i czytelnie. I to uważam za największy atut tego tytułu. Z serca go polecam. 

środa, 4 lipca 2018

Klaudia Kopiasz "Smak szczęścia"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2018
stron 320
ISBN 978-83-8103-232-2

Prawdziwa miłość nie ma daty ważności bo jest nieprzemijalna

Najnowsza książka Klaudii Kopiasz jest kontynuacją powieści "Zapach szczęścia" ( jej recenzję znajdziecie pod linkiem https://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2016/05/klaudia-kopiasz-zapach-szczescia.html. Lektura opowiada dalsze losy Mii i pisarza Williama Garta. Ona jest Amerykanką i pochodzi z Bostonu. On mieszka w Londynie. Dzieli ich setki kilometrów, ale łączy piękne uczucie. Tylko jak to w życiu bywa los taką miłość lubi wystawiać na różne próby.

Para która spotkała się w uroczym zakątku świata na piękniej greckiej wyspie nie może o sobie zapomnieć. Oboje wiele w życiu doświadczyli. Mia wróciła do zdrowia po ciężkiej chorobie, William musiał pogodzić się z utratą kogoś najbliższego. Tęsknota dręczy serce młodej zakochanej kobiety dlatego Mia postanawia wybrać się do brytyjskiej stolicy. Idąc by spotkać ukochanego doznaje ogromnego zawodu. Widzi obiekt swoich uczuć całujący się z inną kobietą. Załamana wraca do domu i wybiera związek z rozsądku z kolegą z pracy Aaronem. Ale czy zakochanemu serca można wmówić, że rozsądek jest dobry i praktyczny? Czy można oszukać własne uczucia? Czy można zapomnieć o prawdziwej miłości? 

Z niecierpliwością czekałam na tę lekturę i czytało mi się ją bardzo przyjemnie. Znów spotkałam sympatycznych bohaterów a wraz z nimi odkryłam ponownie uroki Zakynthos i Capri. Powieść jest pełna włoskiego klimatu, zapachów regionalnej kuchni i śródziemnomorskiego uroku, który idealnie kojarzy się z latem. Czytając opisy byłam tam i chłonęłam czar właściwy temu miejscu. 

Powieść jest lekka i bardzo romantyczna. Smakuje niczym owocowe lody w upał. Uczy, że o szczęście trzeba czasem walczyć, a prawdziwa miłość kompletnie nie nadaje się na partnerkę rozsądku. Uczucie nie lubi by mu cokolwiek narzucano, a serce wie najlepiej dla kogo wybija rytm kochania. Lektura ma przepiękną okładkę w którą można wpatrywać się godzinami. Książka ma emocjonujące zakończenie i idealnie nadaje się do czytania na urlopie, na plaży czy na górskiej polanie. Polecam zakochanym i nie tylko. 

poniedziałek, 14 maja 2018

Beata Agopsowicz "Oczy Pana"



Wydawnictwo ESPE 
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-7482-882-6

Czy przebaczenie koi ból?

Patrząc na moje czytelnicze statystyki łatwo odgadnąć, że wśród gatunków po które sięgam najczęściej króluje obyczaj. Sporo czytam książek dla kobiet, chętnie zagłębiam się w tytuły o których można powiedzieć, że napisało je samo życie. Są wśród nich książki lepsze i gorsze. W każdej staram się znaleźć plusy i zalety. Nie zawsze jest ich wiele. Powieść "Oczy Pana" okazała się czytelniczym rozczarowaniem. Nie oznacza to, że książka jest całkowicie zła i nie warta przeczytania. Mnie pewne rzeczy nie przypadły do gustu. Ale po kolei.

Jagoda po śmierci ojca i nieobecności w jej życiu matki usamodzielnia się i wyprowadza od toksycznej babki, która często podcina jej skrzydła i nie wspiera w realizacji planów na dorosłe życie. Po ukończeniu studiów i paraniu się dorywczymi zajęciami znajduje pracę na etat w biurze rachunkowym. Jej przełożoną jest Barbara, której małżeństwo nie należy do szczęśliwych. Raczej jest ono fikcją, a relacje Basi z synem też są niewłaściwe. Powodem do radości są tylko sukcesy na ścieżce kariery zawodowej, ale te same w sobie nie są w stanie uszczęśliwić.
Piotr jest zraniony w życiu uczuciowym. Marzy o rodzinie i żonie, ale trafia na kobiety, które nie są skłonne do stabilizacji i otoczenia się jarzmem rodzinnych obowiązków.
Los splata życiowe ścieżki tych postaci. Czy to sprawi, że na ich twarzach zagości uśmiech?

Pomysł na fabułę tej książki jest dobry. Autorka ukazała kilkoro bohaterów, którzy nie mają życia usłanego różami. Codzienność przyniosła im pewne rozczarowania i zawody. Każdy z bohaterów ma swoje problemy i swoje priorytety. Każdy choćby podświadomie szuka szczęścia, spełnienia i realizacji marzeń oraz planów. Każdy ma prawo popełniać błędy. To życie, samo życie, które czasem potrafi zaboleć. I to w tej lekturze, a właściwie w jej początku spodobało mi się. Niestety ukazanie wiary jako antidotum na wszelkie życiowe problemy jest dla mnie zbyt infantylne. Bo nie ma jednej drogi do szczęścia. Tak jak nie każdą krzywdę można w pełni przebaczyć. Owszem można na pokaz, ale w głębi duszy zostaje pewna zadra.

Jagoda, która układa sobie samodzielnie dorosłe życie jest bohaterką, którą polubiłam najbardziej. Barbara/Monika to już kobieta, która swoim zachowaniem nie jeden raz mnie zaskoczyła. Wprawiła w zdumienie i szok. Zdarza się wredna teściowa, ale czy kochająca matka zostawi dziecko i sobie ot tak wyjedzie? Tak może zrobić nastolatka, ale nie dorosła kochająca mama.
W książce każdy z bohaterów w cudowny sposób odnajduje receptę na życiowe bolączki w wierze. Wystarczy wizyta w szpitalnej kaplicy czy rozmowa z księdzem i już sytuacja zmienia się na lepsze. Osobiście mnie to mocno zirytowało, bo zwyczajne życie tak proste nie jest. Wiara ponoć czyni cuda, ale nadzieja bywa matką głupich.
Książka bardzo mocno podkreśla wartości katolickie i sens wiary w ludzkim życiu. Osoby które mają inne światopogląd ta lektura nie przekona. Osobiście należę do ich grona więc powieści nie ocenię zbyt wysoko. To nie znaczy jednak, że ten tytuł nie trafi w Twój gust Drogi Czytelniku. By sprawdzić jak Ty ocenisz tę publikację po prostu po nią sięgnij.

wtorek, 8 maja 2018

Hanna Dikta "To nie może być prawda"



Wydawnictwo Zysk i Spółka
data wydania 2018
stron 272
ISBN 978-83-8116-270-8

Przeszłość to nie zawsze zamknięty rozdział 

Co było nie jest i nie pisze się w rejestr. Tak mówi porzekadło. Czy to prawda? Niekoniecznie. Wprawdzie czas mija nieubłaganie i ta sama chwila w życiu się nie powtarza, ale wydarzenia, wybory i podjęte przez nas kiedyś decyzje czasem rzutują na naszą teraźniejszość i przyszłość. Poza tym człowiek to taka istota, która lubi sobie komplikować życie i czasem czyni mniej lub bardziej świadomie fatalny krok na swojej życiowej ścieżce. Dowodem takiego postepowania jest zachowanie głównej bohaterki najnowszej powieści Hanny Dikty - pisarki, która ma talent do tworzenia ciekawych historii, które ujmują miłośników dobrych książek obyczajowych.

Małgorzata to dojrzała kobieta, która może uważać się za szczęściarę. Jest mężatką, a jej wybranek serca jest przykładnym, kochającym partnerem i dba o dom oraz małżeńskie relacje. Parze do szczęścia brakuje tylko dziecka. Gosia pracuje w szkole jako nauczycielka polonistyki. Pewnego dnia jej spokojnie ustabilizowane życie burzy jedno spotkanie. Spotkanie po latach z mężczyzną, który był jej kochankiem, a który jest poważnie chory. Krzysztof przystojny wykładowca z uczelni walczy z nieuleczalną chorobą, schorzeniem, które niesie za sobą poważne konsekwencje. Czy jedna noc w ramionach dawnego kochanka zrujnuje życie i małżeństwo Małgosi? Czy przeszłość położy się cienie na przyszłości? 

Hanna Dikta w swojej powieści dowodzi, że życie bywa nieobliczalne i jest pełne niespodzianek. Niektóre z nich wcale nie są przyjemne i udowadniają, że moment może zmienić całą przyszłość. Małgorzata jak wiele kobiet ulega magii chwili i słodyczy wspomnień. Bez powodu stawia na szali swój udany związek i całe życie. Niewierność się mści. 
W fabule książki którą czyta się szybko i przyjemnie poruszonych jest wiele trudnych tematów. Autorka ich nie omija i nie owija w bawełnę, ale podchodzi do nich odważnie. Zdrada, przyjaźń, miłość i namiętność, choroba, stres oraz toksyczne relacje przewijają się przez karty książki utrudniając życie bohaterów, którzy są bardzo realni i prawdziwi. Tacy z krwi i kości. Nie są idealni, nie są wybieleni, nie są bez wad. Żyją realnie, a tym samym zdarza im się pobłądzić. I z tymi błędami muszą żyć. 
Ta książka w wyraźny sposób daje mądrą lekcję, która nie odbędzie się w żadnej szkole. Autorka uczy by doceniać to, co dostajemy od losu. Z fabuły wyciągnęłam wniosek, by nie ulegać chwili i nie stawiać na szali tego, co w życiu wartościowe. Lektura gwarantuje sporo emocji. Dla mnie popłynął z niej morał : Życie jest i tak ciężkie więc nie trzeba sobie go dodatkowo utrudniać. 
Powieść polecam zwłaszcza mężatkom, partnerkom i tym paniom, które marzą o stałym związku i miłości na całe życie.

wtorek, 13 marca 2018

Romuald Antoni Roman "Ośrodek Zero. Tajemnica Doliny Syrokiej Wody"



Wydawnictwo Novae Res 
data wydania 2014
stron 288
ISBN 978-83-7942-230-2


Z kronik raju dla wybranych

Władza zawsze miała i ma się dobrze. Nie ważne czy kiedyś czy dziś. Nie ważne czy w dobie socjalizmu czy wolnej Polski. Władza zawsze przeznacza dla siebie to, co najlepsze i niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Władza ma lepsze samochody, droższe ubrania, większe możliwości i wyjątkowe warunki do wypoczynku. Tak, tak, ci co nami szarakami rządzą urlopy oraz wakacje spędzali i  spędzają w specjalnych ośrodkach. Za czasów komuny położenie ich było tajne. O ich istnieniu wiedzieli tylko nieliczni, a obsługiwał je starannie wyselekcjonowany personel. Wybrani lojalni ludzie byli do usług osób dzierżących stery. Takie ośrodki nie były zaznaczone na mapach. Dziś jedne z nich zlikwidowano, inne zmodernizowano, a jeszcze inne nadal funkcjonują lecz nadal są dostępne dla tych, u których portfel gruby i zasobny. Taki jest np. Hotel Arłamów położony bardzo blisko miejsca gdzie mieszkam.

Dziś chcę Wam zarekomendować książkę o innym raju idealnym by w nim wypocząć, który znajdował się w sercu Tatr - w Dolinie Syrokiej Wody. Ośrodek Zero gościł osoby ze ścisłego kręgu władzy, a także ich zagranicznych i krajowych gości. Wydarzenia z tamtych lat zawarł w swojej książce Pan Romuald Roman dzięki otrzymaniu pewnego niezwykle cennego pamiętnika, który napisał kierownik  tegoż ośrodka Zdzisław Goch. Autor wszedł w jego posiadanie po śmierci owego kierownika, a Panowie poznali i zaprzyjaźnili się na obczyźnie. Obaj bowiem wyemigrowali z Polski. Urlop Autora był okazją do zawarcia tej jakże fascynującej znajomości.

Zamiast notariuszem w rodzinnym Grodzisku Mazowieckim Pan Zdzisław dzięki koneksjom swojej żony zyskał zaufanie i nominację na owo jakże prestiżowe wtedy stanowisko. Przeniósł się z Mazowsza do stolicy Tatr i rozpoczął pracę z jednej strony dość ciekawą, z drugiej stresującą i wymagającą mocnych nerwów. Rozrywkową i pełną niespodzianek. Przyjmowanie szacownych gości wymagało inteligencji, sprytu, obrotności i kreatywności choć akurat wtedy to słowo było mało popularne.
Jak funkcjonował taki ośrodek?
Nie brakowało w nim niczego. Był specyficzny, pachnący luksusem o wyjątkowym wystroju wnętrz, były w nim smakołyki z kraju i zagraniczne delicje. Były atrakcyjne dziewczyny do towarzystwa gotowe umilić czas gościom i kierownikowi. Do tego miejsca przyjeżdżali ludzie z pierwszych stron gazet by odpocząć od codzienności i dobrze się zabawić. Jednym słowem było wesoło.

Czy książka mi się podobała?
BARDZO. Nie mogłam się od niej oderwać.
Jej atuty to:
-ciekawy temat,
- magiczne czasy pokazane okiem nietuzinkowego człowieka,
- powrót do magicznych lat mojej młodości,
-opisane kochane  Zakopane inne niż to dzisiejsze oklejone reklamami i obłożone chińszczyzną
- rewelacyjny styl Autora
- kapitalny humor i radosne, specyficzne podejście do życia
wspomnienie lat PRL-u do którego lubię wracać z książką w ręku.
To był cudowny czas z lekturą w czasie mroźnych dni, kiedy zatapiałam się w treść, a czytaniu towarzyszył śmiech, ale i nostalgia oraz tęsknota za rzeczywistością, która przeszła do historii i już nigdy nie wróci.
Z tytułu dowiecie się też jak budowano hotel Kasprowy, jak jadali czołowi działacze partii rządzącej, jak wyglądało ich życie erotyczne.
Tę rewelacyjną pozycję polecam tym, którzy z łezką w oku wspominają czasy komuny i socjalizmu oraz tym, którzy lubią czytywać wspomnienia i tym, którzy doceniają publikacje pełen humoru.

czwartek, 7 grudnia 2017

Krzysztof Koziołek "Imię Pani"



Wydawnictwo Manufaktura Tekstów
data wydania 2017
stron 334
ISBN 978-83-945880-7-6

Towarzyszką życia jest śmierć

Kryminały czytuję od 5-tej klasy podstawówki. Tak, tak, po ten gatunek sięgnęłam mając 12 lat, bo... zaraziła mnie sąsiadka, a nudziło czytanie "W pustyni i puszczy". Sensację lubię do dziś, choć czytam jej mniej niż lektur obyczajowych. Lubię zagłębiać się w kryminały retro, bo uważam, że mają one jakiś szczególny urok, który płynie z innych metod prowadzenia śledztwa, w które nie ingeruje tak bardzo jak dziś technika. Bardziej liczy się światłość ludzkiego umysłu, zdolność wiązania faktów i to "coś", co sprawia, że prawda wychodzi na światło dzienne.

"Imię Pani" autorstwa Krzysztofa Koziołka jest właśnie taką książką. Połknęłam ją w dwa wieczory i podsumuję krótko - to niezwykle apetyczny kryminał, że palce lizać.

Cofamy się w czasie do grudnia 1934 roku i przenosimy się do Grussau (Krzeszowa). Tam wypoczywa po trudnych dniach życia, po rodzinnym dramacie, który nadszarpnął  zdrowie Gustav Dewart. Pobyt w opactwie benedyktynów ma ukoić zszargane nerwy i uspokoić duszę. Niestety atmosfera klasztoru i religijny rytm życia zakonników duszą komisarza kryminalnego. Pozorny spokój zakłócają pewne zdarzenia, które wstrząsają nie tylko mnichami ale i społecznością miasteczka. Następuje bowiem seria zagadkowych śmierci, które tylko na pierwszy rzut oka wyglądają jak nieszczęśliwe wypadki. Dewart szybko odkrywa, że ktoś morduje z premedytacją kolejne ofiary. Ale miejscowa policja nie jest przekonana do tej szokującej i okrutnej prawdy.
Kto stoi za brutalnymi morderstwami i dlaczego to robi? Rozpracujcie tę zagadkę u boku Gustava, który jest naprawdę świetnym profesjonalistą i ma talent do odkrywania mrocznych sekretów.

Zakochałam się w tej lekturze można rzec od pierwszego wrażenia. Czytanie jej sprawiło mi naprawdę niekłamaną przyjemność, dostarczyło emocji i dreszczyku który powinien towarzyszyć temu typowi książek. Akcja tego tytułu jest dość wartka i wielokrotnie zaskakuje nowymi niespodziankami. Sprawa się wikła i rozgałęzia na kolejne wątki. Jak króliki z kapelusza pojawiają się kolejne trupy. Atmosfera robi się gęsta od krwi a od miejsc w których dzieją się kolejne sceny wieje grozą i klimatem sekretów. Jak się okazuje klasztor to doskonałe miejsce na sceny morderstw, a mnisi wcale nie są tacy święci jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.
Autor nie omieszka wtrącić w tekst historii opactwa, jego zawiłej przeszłości oraz mistycyzmu jaki się z nim kojarzy. W zagadkę kryminalną wplecione są opisy, ciekawostki historyczne, opowieści z przeszłości które jeszcze mocniej przyciągają czytelnika do książki i czynią ją atrakcyjną. Dzięki takim zabiegom bardzo łatwo przeniknąć do świata tego tytułu i poczuć się tak, jakby się było naocznym świadkiem opisanych wydarzeń. Zimowy klimat tej książki potęguje niezwykłą atmosferę.

"Imię Pani" to doskonała powieść, która dostarczy wielu przyjemnych wrażeń i zabierze w niesamowitą podróż w czasie i przestrzeni. Polecam ją miłośnikom książek Marka Krajewskiego oraz tym, którzy lubią nietuzinkowe zagadki z morderstwami w tle. Autorowi gratuluję znakomitego pomysłu na fabułę, stworzenia nietuzinkowej i nieszablonowej oraz bardzo sympatycznej postaci głównego bohatera oraz poprowadzenia akcji tak zawile, że nie odgadłam zbyt wcześnie kto jest winien. A to moim zdaniem w tego typu książkach jest najważniejsze. Gorąco polecam.
Moja ocena 9/10.

środa, 19 lipca 2017

Piotr Tymiński "Wołyń. Bez litości"


Wydawnictwo Novae Res 
data wydania 2017
stron 488
ISBN 978-83-8083-480-4

Wołyń - tam lała się obficie polska krew

Gdy chodziłam do szkoły - zarówno podstawowej jak i średniej - na lekcjach historii nie mówiło się o Wołyniu. Nauczyciele nie nauczali o eksterminacji Polaków, nie mówili młodym ludziom jak wiele ich rodaków zginęło tylko dlatego, że byli takiej a nie innej narodowości. W moim domu o Wołyniu się mówiło dużo i często. Mówiło się z racji tego, że moja rodzina pochodzi z Kresów - z okolic Lwowa. Moi przodkowie musieli zostawić swój dom i uciekać by ocalić życie. Niektórych wywieziono na Syberię, inni tułali się by przeżyć. Jako dziecko słuchałam relacji bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń. Gdy prawda o Wołyniu i Kresach ujrzała światło dzienne odetchnęłam z ulgą. Nareszcie nastały czasy w których czci się pamięć pomordowanych, zranionych i wygnanych. Ludzi takich jak bohaterowie powieści Piotra Tymińskiego "Wołyń. Bez litości". Dzięki uprzejmości jej Autora mogłam ją przeczytać i dziś chcę Wam ją zaprezentować i polecić do przeczytania. 

Od razu dodam, że do jej treści podeszłam bardzo emocjonalnie. Spowodowane jest to faktem, że moja rodzina ma kresowe korzenie. Nie drzemie we mnie ślepa nienawiść, bo nie wszyscy Ukraińcy byli źli.

Jest rok 1943. Wiosną budzi się do życia przyroda. I także nienawiść. Nienawiść rośnie w sercach ludzi, którzy przez lata żyli zgodnie obok siebie jak sąsiedzi, razem prowadzili interesy, zawierali mieszane małżeństwa. Nadszedł jednak czas, gdy zło doprowadziło do piekła na ziemi.
Wielki Czwartek to czas przygotowań do świąt Wielkiej Nocy. W domu Morawskich zamieszkałych we wsi Osty jak i w innych gospodarstwach rodzina szykuje się do najważniejszej Niedzieli w roku. I nagle spokój wieczoru zostaje zakłócony wtargnięciem do domu ukraińskiej bandy. Leje się krew, a z pogromu udaje się ocaleć Stanisławowi. Inni giną bestialsko zamordowani podobnie jak ich sąsiedzi. Domy pochłania pożoga, nastaje czas cierpienia. Stanisław ucieka ze swej wioski i udaje się do sąsiedniej miejscowości. Tam formują się oddziały samoobrony przeciwko bandom, które mężczyzna zasila. Kolejny krok Stanisława do walka w partyzantce z wrogiem. Tułaczka po lasach, narażanie życia i niepewność kto przyjaciel, a kto wróg. To lawirowanie między życiem a śmiercią, to żegnanie zabitych towarzyszy, to życie kiedy nie można być pewnym czy dożyje się jutra, wieczoru czy rana. 
Jeśli chcecie poznać losy Stanisława, a tym samym i ludności zamieszkującej Wołyń polecam lekturę powieści historycznej Pana Tymińskiego, która oparta jest na autentycznych wydarzeniach. 

Fabuła tego tytułu opiera się o wydarzenia historyczne o których długo milczano. Przez lata "zapomniano" o bezwzględności nacjonalistów, którzy z wybitnym okrucieństwem gwałcili, mordowali, grabili i palili. A korytami rzek i potoków płynęła polska krew, a dymy niosły swąd spalonych ciał. Dla osób które niewiele wiedzą o tych czasach przeczytanie tej książki może być szokiem. Szokiem a zarazem wielką lekcją historii, która wprawia w zadumę. Autorowi udało się świetnie połączyć ludzkie losy i historyczną prawdę w książkę, która jest pełna emocji i którą z emocjami napisano. I słusznie, bo nie można przejść obojętnie nad tamtymi wydarzeniami i nad tym, że do dziś gloryfikuje się bandy i ich przywódcę.

Książka jest opowieścią niezwykle plastyczną, pełną szczegółów, które przypominają klimat tamtych dni. Brutalności przeciwstawia się piękno przyrody, którą widać w tle. Ta powieść powinna trafić do rąk młodych czytelników by uświadomić cierpienie polskiego narodu w latach II wojny światowej, by pokazać jak nękano Polaków z wielu stron, jak trudno było tym, którzy swoje korzenie mieli na Kresach. 

Tę powieść przeczytałam także moja mama. Na nas obu zrobiła olbrzymie i pozytywne wrażenie. Po jej przeczytaniu objęła nas cisza. W niej przeżywałyśmy treść książki. Była ona jakby naturalna. Milczenie było hołdem dla tych, którzy zginęli, których zamordowano, spalono, zgwałcono...
Niech spoczywają w pokoju.

poniedziałek, 27 marca 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"




Wydawnictwo Replika
data wydania 2017
stron 368
ISBN 978-83-7674-572-5

Bałkany, miłość i wojna

Większość książek o miłości dyktuje wyobraźnia pisarza a zapisane na ich kartach zdarzenia to literacka fikcja. W przypadku tytułu Joanny Stovrag jest inaczej. Tę historię napisało samo życie, ona wydarzyła się naprawdę i nadal trwa. Bo taka miłość zdarza się nie tylko w romansach, taka miłość splata czasem ludzkie losy aż po grób. 

Dawno temu, gdzieś pod koniec XX wieku pewna młoda dziewczyna, która studiowała slawistykę na UJ otrzymała propozycję wyjazdu na stypendium do Sarajewa. Chwilę się namyślała czy tam pojechać, niepewna radziła się bliskich. Pewnego dnia wyruszyła na Bałkany. Nie miała zielonego pojęcia, że jedzie nie tylko podszkolić umiejętności językowe. Nie wiedziała, że tam spotka Miłość swego życia. Nie miała wiedzy, że los pcha ją niczym wiatr żagle w ramiona Tego Jedynego. 
Joanna w Sarajewie poznała Seja w którym zakochała się bez pamięci z wzajemnością. Młodzi poznali się i zaczęli planować wspólną przyszłość. Ale on został by zdać egzamin, a ona odjechała do rodzinnego kraju. Miał ją odwiedzić w wakacje, ale... wybuchła wojna. Rozgorzały bratobójcze walki. Nie tylko przyjazd do Polski stał się niemożliwy. Ustała komunikacja telefoniczna, przestała działać poczta. Mimo to dwa zakochane serca nadal biły jednym rytmem oddalone od siebie o tysiące kilometrów i strzały snajperów. 
Chcecie poznać tę historię? Zapraszam do lektury książki która jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Prawdziwa, wzruszająca i bardzo chwytająca za serce, zwłaszcza to wrażliwe. 

Autorka pokazuje na kartach swojej książki dwa wątki - rodzące się piękne, trwałe i prawdziwe uczucie oraz wybuchający konflikt zbrojny, który rodzi się z nienawiści i zła, a który powoduje, że brat staje przeciw bratu a przyjaciel podnosi rękę na kompana. Miłość jest jednak w stanie pokonać wszystko. Tak, to książka, która to udowadnia. To także lektura, która rodzi w czytelniku zainteresowanie pięknem Bałkanów oraz samego Sarajewa. Czytając ją często sięgałam do różnych źródeł w sieci by posłuchać muzycznego folkloru tego regionu, by spojrzeć na fotografie opisywanych miejsc. Patrzyłam również na mapy, szukałam filmów na YT, a wszystko po to by jeszcze bardziej przeżyć tę publikację, która jest niezwykle osobista i szczera. Książka niesie w sobie przesłanie by szanować pokój, by być tolerancyjnym wobec innych osób, by nigdy nie wyrzucić z duszy dobra i nie zastąpić go złymi emocjami, myślami i gestami. Tytuł ten można odebrać w różnych aspektach - jedni skupią się na wątku miłosnym, inni bardziej będą zainteresowani sferą społeczno-polityczną. Dodam jedno: jakby nie patrzeć na tę książkę ona jest bardzo dobra, mądra i dojrzała. Zawiera w sobie prawdę, autentyczną relację i ogrom emocji. To jej moim zdaniem największe atuty. Jest dopracowana, napisana z uczuciem i starannością. Poznajcie jej wnętrze, to będą wspaniałe chwile z książką w ręku. Literatura przez duże L, emocje z siłą oceanu, miłość na miarę "Love story". Gorąco polecam.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Dariusz Juzyszyn "Radykalna redukcja stresu"





Wydawnictwo Poligraf
data wydania 2016
stron 452
ISBN 978-83-7856-521-5

Pożegnaj stres - czy to da się zrobić?

Stres to zmora naszych czasów. Samo pojęcie nie ma jednej konkretnej definicji. Jest ich wiele. Samo słowo ma jednak zdecydowanie i jednoznacznie negatywny wydźwięk. Stres jest czymś złym, niepożądanym i utrudniającym życie. Jest personą non grata, którą dobrze byłoby się pozbyć. Wyeliminować raz na zawsze z naszego życia. Ale czy da się to zrobić? Co do tego zadania byłam sceptycznie nastawiona. Myślałam raczej o zminimalizowaniu stresu. Mam taką własną teorię, że niebezpieczeństwo czy nieprzyjaciela należy poznać bo tylko wtedy można się "wziąć z nim za bary". Z takim nastawieniem zaczęłam czytać książkę Dariusza Juzyszyna  - sportowca, trenera i aktora, szkoleniowca z zakresu analityki biznesowej. Od razu dodam, że do tego typu lektur podchodzę sceptycznie, choć wiem, że moc słowa przekazanego i wmówionego wielu jednostkom bez względu na jego prawdziwość bywa ogromna. 
Czy stres da się do końca wyrzucić z naszego życia? To kluczowe pytanie na które szukałam odpowiedzi w publikacji. Bardzo zależało mi by poprawić jakość swojego życia, więc do czytania podeszłam rzetelnie i dokładnie. Starałam się otworzyć na tekst, choć bezgranicznie poradnikom ufać raczej nie potrafię. 
Dodam jeszcze, że ocenię książkę z punktu widzenia laika, a tym samym zwykłego zjadacza chleba, nieprofesjonalisty, potencjalnego czytelnika, który ma z tego tytułu skorzystać. 

Książka to typowy poradnik, który ma w nas obudzić chęć do pokonania wroga jakim jest stres, do zmiany podejścia do świata. Tytuł ma za zadanie motywować, dodawać energii do polepszenia ziemskiej egzystencji. Publikacja ma być naszym nauczycielem i szkoleniowcem, którego powinniśmy z uwagą i zaufaniem posłuchać. (Ja oczywiście podeszłam sceptycznie, ale taka już moja natura). Jaki efekt wywołało jej przeczytanie? Zdradzę już teraz. Nie uwierzyłam Autorowi w 100% procentach, miałam swoje "ale"
 odnośnie pewnych fragmentów, ale też nabrałam przekonania, że stres to coś, czego można zmniejszyć zakres, co można ograniczyć, oswoić, z czym można się zmierzyć. Tak, lektura przekonała mnie, że można ze stresem dość skutecznie powalczyć. I potwierdziła się teza, którą znałam już wcześniej - że mury i bariery rodzą się często w naszych głowach. Od naszego podejścia do sytuacji wiele zależy. Bo trudno oczekiwać, że jeśli sobie coś wmówimy, coś zakodujemy to będzie nam wygodnie i łatwo. 
Publikacja to dane i liczby. Statystyki i przykłady. Mają obrazować sytuację, mają przemawiać. Robią wrażenie, bo jeśli spojrzymy na swoje otocznie to znajdziemy podobieństwa. Tylko brak źródeł danych, brak odnośników to literatury fachowej, brak bibliografii. Wszystko wydaje się być nowe i autorskie. 
Autor stara się wyczerpać temat, stara się pisać prosto i dla każdego. Stara się pokazać, że jest panaceum na zło jakim jest stres. Jego podstawową tezą jest przekonanie, że to my stoimy na górze, że to my mamy prawo wyboru, że jesteśmy kowalami własnego losu. To od nas ma wszystko zależeć, bo to my kreujemy własne emocje. Czy moim zdaniem tak jest? Owszem, ale nie do końca. 
Bo są sytuacje, które można wyjaśnić, wyprostować i rozłożyć na czynniki pierwsze. Ale niekiedy coś wielkiego przytłoczy nas z góry i nie da się tego odkręcić - choćby śmierć kogoś bliskiego. 
Lektura jest pięknie wydana. Jej przeczytanie, choć bardziej na miejscu byłoby słowo przestudiowanie zajęło mi sporo czasu. To było jednak przeze mnie zamierzone  by zbyt dużo na raz nie przyswajać, by coś nie uleciało. Efekt jest taki, że w pewnym sensie oswoiłam wroga. Zdałam sobie sprawę, że:
- nie warto wyolbrzymiać spraw
- nie ma sensu martwienie się na zapas.
Te dwie refleksje gdy wprowadzi się je w praktykę bardzo ułatwiają życie. Dodają pewności. I właśnie w ten sposób chciałam zaopiniować ten poradnik. Pokazać, co z niego wdrożyłam w swoje własne życie. A żyje mi się z pewnością lżej. A to już efekt pożądany. 
Polecam Wam zapoznanie się w tym tytułem. Polecam zapoznanie się z opisaną metodą. Z lektury mogą wypłynąć spore korzyści. I właśnie dlatego warto poświęcić jej czas.

niedziela, 5 lutego 2017

Agnieszka Opolska "Róża"



Wydawnictwo Opolska
data wydania styczeń 2017
stron 420
ISBN 978-83-946905-0-2
gatunek literatura obyczajowa

Najdotkliwsza jest samotność serca

Agnieszka Opolska zadebiutowała w 2015 roku powieścią "Anna May" za którą zdobyła I nagrodę w konkursie "Literacki Debiut Roku 2015". Na początku bieżącego roku ukazała się kolejna książka tej Pisarki zatytułowana "Róża". Postanowiłam po nią sięgnąć i spędzić z nią dwa wieczory. Lektura okazała się prawdziwą niespodzianką. Nie spodziewałam, że przeczytam tak specyficzną książkę. Zaskakującą i mającą tak wiele twarzy. Dziwne określenia do powieści prawda? Ale właśnie takie słowa się nasuwają. Trudno mi "Różę" jednoznacznie ocenić. Nie jest to absolutnie lektura zła, ale ... Były momenty, że byłam nią zauroczona po uszy, zaczytana na amen. Ale i były chwile, gdy postępowanie bohaterów mocno mnie irytowało, a książka lekko odpychała. Doczytałam do końca i jest pewna, że dopiero poznanie zakończenia wyjaśnia pewne sprawy z treści fabuły i tłumaczy poszczególne wątki i postawy.
"Róża" to tytuł inspirowany kultowym "Małym księciem". "Róża" to książka, która stara się odpowiedzieć na pytanie czy warto w życiu zaczynać od nowa, czy warto swój świat budować na świeżych fundamentach, czy trzeba w razie życiowego trzęsienia ziemi podkulać ogon pod siebie i uciekać. Przykład głównej bohaterki pokazuje, że można tak zrobić, ale nie można być pewnym rezultatów takiego zagrania. Bo życie to ryzyko, bo życie to rosyjska ruletka. 

Daniel i Karolina to małżeństwo. Idealne? Ależ nie, ale na tyle stabilne, że para postanawia powiększyć rodzinę. Pewnego dnia jednak ona odkrywa, że on wiedzie coś na kształt drugiego życia, że w internecie nawiązuje kontakt z byłą koleżanką i odświeża oraz zacieśnia tę relację. Wspólne chwile na komunikatorze z tą drugą kobietą zajmują mu sporo czasu i są jego tajemnicą. Karolina, gdy odkrywa prawdę czuje się zdradzona. Postanawia rzucić męża i zbudować swoją przyszłość bez Daniela, gdzie indziej i całkowicie od nowa. Wybiera nieznane, obce i niepewne. Swoim postępowaniem mocno zaskakuje męża, który niczego się nie spodziewa. Czy kobiecie uda się znaleźć na obczyźnie szczęście, miłość i spokój ducha? Czy Daniel będzie walczył o żonę czy rzuci się w ramiona innej? To właśnie kryje fabuła tej powieści.

"Róża" jest lekturą ambitną i nietrudną w odbiorze. "Róża" jest bardzo życiowa i realna. Autorka nie kusi się w jej fabule na żadne literackie upiększenia, a pisze książkę pełną życia - szarego, trudnego i pełnego kłopotów z którym trzeba brać się za bary i walczyć o swoje. Ten tytuł pokazuje jak bardzo nieprzewidywalna potrafi być zdradzona kobieta i jak bardzo łatwo jest ją skrzywdzić ponownie. Lektura dowodzi także, że pragnienie miłości jest w życiu człowieka niezwykle ważne, że potrafi być motorem do pójścia nieznaną i ryzykowną ścieżką. Karolina przestaje być Karoliną - staje się Różą - to jej drugie imię. Popełnia błędy, stawia wszystko na jedną kartę. Jest nieco zagubiona, nieco samotna i widać jak brakuje jej osoby na której mogłaby się oprzeć, której mogłaby zaufać, która byłaby prawdziwym przyjacielem. Samotność serca jej dokucza, tak jak dokucza wielu z nas. Właśnie dlatego współczułam głównej bohaterce i biłam brawo dla Autorki za zauważenie ważnej kwestii dzisiejszej rzeczywistości. Samotność boli i to bardzo mocno.

 "Róża" to książka wielowątkowa, to publikacja napisana bez pastelowych barw. To lektura przesycona smutkiem, którą nie polecam tym, którzy szukają w literaturze odskoczni od codzienności. Ta powieść to książka ambitna, przemyślana, wzruszająca. Idealna dla wymagającego czytelnika, który szuka w gatunku jakim jest obyczaj czegoś innego i świeżego.
Dodatkowym atutem tej publikacji są szkice i nietuzinkowe miejsca, w których rozgrywa się akcja. Kunsztu dodają wyraziste postacie i zaskakujące zakończenie. Jeśli macie ochotę na książkę inną niż wszystkie to zacznijcie czytać "Różę".

wtorek, 16 sierpnia 2016

Joanna Tlałka-Stovrag "Jeszcze żyję..."


Oficyna Wydawnicza Branta
data wydania 2007
stron 164
ISBN 978-83-60186-51-0

Miłość wszystko zniesie, miłość wszystko pokona

W umysłach pisarzy powstają znakomite fabuły, jednak czasem najlepszym literatem bywa samo życie. Los płata nam różne niespodzianki, niekiedy do szczęścia wiedzie droga przez ciernie i smutek. Miłość, ta prawdziwa o której pisał Św. Paweł wytrzyma wszystko i przetrwa wiele. Będzie dokładnie tak jak w życiu Joanny Tlałki-Stovrag i jej męża, którzy nim dotarli przed ołtarz musieli wiele doświadczyć.

"Jeszcze żyję..." to historia przede wszystkim prawdziwa, pełna dramatyzmu, którą czytałam nie tylko oczami, ale i sercem oraz duszą. Niezbędne były chusteczki, przerwy w lekturze w czasie których sięgałam po laptop i w internetowej sieci szukałam zdjęć, informacji, relacji z oblężonego Sarajewa. Ta lektura trafiła w moje ręce wskutek szczęśliwego zbiegu okoliczności, nie jest nowością, ale los chciał bym ją poznała. To była osobista książka za sprawą tego, że mam bardzo podobną osobowość do Autorki. To sprawiło, że odebrałam ją w sposób specyficzny i mocno przeżyłam jej czytanie. Tytuł opowiada o miłości, która wybuchła i przetrwała. Wszystko zaczęło się od stypendium, które przyznano Pani Joannie. Do Sarajewa zawiodła ją chęć zdobycia wiedzy, a oprócz niej zdolna stypendystka została jeszcze ugodzona strzałą amora. Młoda kobieta poznała tam bowiem miłość swego życia -  mieszkańca Sarajewa, którego imię to Sejo. Wybuchło uczucie, młodzi ludzi razem zwiedzali, spędzali czas, poznawali się, stawali się sobie coraz bliżsi. Powoli układały się plany na wspólną przyszłość. Stypendium dobiegło końca, ale miały nastać wspólne wakacje w Polsce, w przeuroczym Krakowie, rodzinnym mieście Pani Joasi. Niestety w Sarajewie wybuchła wojna. Miasto na wiele, wiele dni zostało oblężone. Jego mieszkańcy stali się zakładnikami zła i burzącego spokojny świat nacjonalizmu. Przestała działać łączność telefoniczna, komunikacja, poczta. Sarajewo odcięte od świata cierpiało głód, nędzę, a strzały okazały się czymś codziennym. Zrobiło się niebezpiecznie, ginęli ludzie, zło panoszyło się na całego i nie było widać końca tej sytuacji. Jednak dwa bijące wspólnym rytmem serca rozdzielone dwa tysiącami kilometrów nie zapomniały o sobie...

"Jeszcze żyję..." to przepiękna opowieść o miłości i wojnie. Ta pierwsza narodziła się z dobra, tą drugą wykreowała nienawiść, która zburzyła dobrosąsiedzkie stosunki jakie panowały przez wiele lat. Obok siebie żyli ludzie różnych narodowości i religii w zgodzie. Razem tworzyli społeczność Sarajewa, razem pracowali, bawili się, ucztowali. Prowadzili życie zawodowe i towarzyskie, przyjaźnili się, zakochiwali w sobie, a mieszane związki nie były niczym wyjątkowym. Niestety pewnego dnia ten spokojny świat runął w pył. Jeśli chcecie poznać koszmar jaki zgotował obywatelom Sarajewa okrutny los i źli ludzie poznajcie losy Seja. Młodego mężczyzny, który wskutek wojny traci wiele, cierpi, musi narażać swoje życie. Zamiast budować swoją przyszłość walczy o każdy dzień. Wokół niego latają kule, a każda może być tą, która celnie trafia i zabiera zakochanej Asi ukochanego. W Polsce żyje kobieta, która mocno kocha, boi się i modli. Szuka możliwości wszelkiej pomocy, wysłania listu czy paczki, by choć w ten sposób osłodzić dni oblężenia. By pomóc słowem, sercem i darem materialnym. Cieszy każdy list, który dociera do rąk adresata, każda minuta rozmowy.
Wobec tej publikacji nie sposób być obojętnym i przeczytać ją jak przeciętną książkę, jedną z wielu. Ona bowiem taka nie jest, to lektura bardziej przemawiająca niż opowieść o Romeo i Julii. Wzruszeniu nie ma końca, do oczu cisną się łzy. Błyskawicznie można docenić smak pokoju, który przez tych, którzy nie przeżyli wojny jest niedoceniany i lekceważony. "Jeszcze żyję..." to książka świadek, która konkretnie przemawia do czytelnika, która jest dowodem na siłę miłości, która pokazuje zło w całej jego "krasie". To lektura, która ma głęboką wymowę i uzupełnia reportaże pisane przez stojących obok Sarajewian korespondentów. Wspaniała publikacja, którą z serca polecam. Bo ta książka na pewno chwyci Was za serce.

czwartek, 12 maja 2016

Klaudia Kopiasz "Zapach szczęścia"




Wydawnictwo Pascal
data wydania maj 2016
stron 320
ISBN 978-837642-711-9

Odkryj jak pachnie szczęście!

Jak pachnie szczęście? Jaki aromat ma coś ulotnego za czym goni cała ludzkość? Pytanie dobre dla filozofów, którzy zaczną zapewne od definicji czym tak naprawdę jest szczęście. Mimo iż długo zastanawiałam się i ja nad tą kwestią do dziś nie wiem, a właściwie wiem, że szczęście niejedno ma imię, nie jeden smak i zapewne nie jeden aromat. 

Temat szczęścia pojawia się w fabułach tysięcy książek. Klaudia Kopiasz też wplotła go w fabułę swojej  drugiej książki. Jeśli wydaje się Wam na pierwszy rzut oka, że to taka typowa lekka i łatwa powieść to się mylicie. To lektura, którą odbiera się łatwo, a która opowiada o dwóch życiowych rozbitkach. Mężczyźnie zranionym do granic możliwości i kobiecie, która od losu dostała cios poniżej pasa. Żadne z nich nie zasłużyło na karę, na złe chwile. Mimo to przeżywają trudne dni. William cierpi już długo. Czeka go kolejne smutne Boże Narodzenie. Jego życie zamieniło się w koszmar z chwilą śmierci jego ukochanej narzeczonej. Miał być ślub, a odbył się pogrzeb. I w tym momencie dla znanego pisarza zawalił się świat, a on sam zatopił się w morze żałoby i rozpaczy. Życie straciło sens, praca przestała cieszyć, a pisarz stracił wenę potrzebną do tworzenia nowych dzieł. 
Mia żyła pełną piersią, miała mnóstwo planów na życie, multum marzeń do spełnienia, szereg pomysłów do zrealizowania. Wszystko przerwała brutalna diagnoza lekarza. Czas zaczął inaczej płynąć, zaczęła się z nim walka, by zdążyć z kuracją ratującą życie. Mia dzielnie stanęła do potyczki na śmierć i życie. 
Pochodzący z dwóch różnych kontynentów mężczyzna i kobieta spotkali się w uroczej scenerii greckiej wyspy. Co zaplanowali sobie sami, a co zaplanował im los? 

Najnowsza powieść Klaudii Kopiasz to opis dwóch światów, które los zdecydował złączyć ze sobą. To historia dwóch osób, które znalazły się w raju, by odnaleźć same siebie. Los zgotował im pewną niespodziankę. Ale tak właśnie w życiu bywa. Nigdy do końca nie możemy być pewni co stanie się jutro. Co nas spotka, co nas zaboli, a co ucieszy. I tak jak zmieniamy się my, tak zmieniają się nasze  priorytety. Nasze marzenia. Coś, co dziś nie doceniamy jutro może mieć dla nas niepoliczalną wartość. Życie jest pełne wzlotów i upadków. Przekonuje się o tym Mia, przekonuje się i William. Ich losy chwytają za serce, wzruszają. Te dwie postacie nie sposób nie polubić. Ciekawy sposób narracji - z dwóch perspektyw- dodał książce uroku i bardzo uatrakcyjnił lekturę. Dodatkowym atutem jest jeszcze miejsce rozgrywania się części akcji - piękna wyspa, która działa zbawiennie na smutki. Wakacje, wyjazd w piękny zakątek świata to sprawdzona recepta na poprawę samopoczucia, ale i okazja by coś w swoim życiu na lepsze zmienić.

Chcąc być szczera muszę napisać, że ta książka okazała się czymś więcej niż się spodziewałam. Zostałam mile zaskoczona. Lektura dostarczyła mi coś więcej niż tylko przyjemności czytania. W jej treści drzemie bowiem wiele cennych rad, mądrych recept na życie. No właśnie życie... Nie zawsze będzie takie jak sobie wymarzyliśmy, nie zawsze będziemy się cieszyć. Przyjdzie i czas łez. Ale bez względu na wszystko musimy chwytać każdą chwilę, każdy dzień, każdy promień słońca, która pada koło nas. Inaczej wiele nas ominie. Lekturę "Zapachu szczęścia" polecam osobom które lubią obyczajówki z drugim dnem i tym, którzy chcą piękniej, lepiej i mocniej żyć, którzy szukają recepty na szczęście.




wtorek, 26 kwietnia 2016

Wanda Szymanowska "Niebieskie sandały"

Wydawnictwo Białe Pióro
data wydania 2015
stron 129
ISBN 978-83-6442-640-7

Zasłużony urlop w krainie wiecznych wakacji

Jak to miło spotkać się ponownie z wcześniej poznanym i polubionym literackim bohaterem! Miałam taką możliwość dzięki lekturze kolejnej powieści Wandy Szymanowskiej zatytułowanej "Niebieskie sandały". Jest ona kontynuacji debiutu tejże Autorki, który ukazał się w 2014 roku. Poznana tam Tosia to dojrzała kobieta po przejściach. Ma za sobą małżeństwo z alkoholikiem, ma bogaty bagaż doświadczeń i udanie zmienia swoje życie. Buduje je na nowo od podstaw. Po trudnych latach należy się odpoczynek. Wakacje i naładowanie akumulatorów. Antonina w tym celu wybiera się na kilka tygodni do Egiptu. Nie jako turystka biura podróży. Jedzie sama i wynajmuje sobie mieszkanie. Ma wypoczywać, cieszyć się życiem, słońcem, plażą i cudownym ciepłem tamtejszego klimatu. 
Tosia dobrze czuje się w Egipcie, jednak jest dość odmienny kulturowo. Nasza bohaterka musi sobie radzić w różnych dziwnych dla nas Europejczyków sytuacjach, a przy okazji poznaje odmienną kulturę i egipskie obyczaje. Smakuje w tamtejszej kuchni, nawiązuje nowe znajomości. 
W kraju piramid Tosia szuka też miłości. Czy jest to możliwe? Autorka bez ogródek pokazuje jakimi kobieciarzami są Egipcjanie. Jak bardzo opanowali sztukę uwodzenia, prawienia komplementów, nadskakiwania kobietom i adorowania ich. Byłoby naprawdę uroczo i idealnie gdyby nie to, że to tylko pozory i blichtr. 

Tosia pracuje, robi tłumaczenia i spotyka się z nowymi przyjaciółmi - Polką, która poślubiła Egipcjanina, wdową i jej siostrą, które urodziły się w kraju nad Nilem, sympatycznymi braćmi, którzy ją adorują. Poznaje plusy i minusy życia w tamtejszej kulturze i klimacie. Bardzo podobało mi się to, że do swoich doświadczeń i przeżyć podchodzi z dystansem. Rozsądnie przygląda się tamtejszemu światu i jego osobliwościom. Korzysta z umiarem z tego, co oferuje jej los. A przede wszystkim widać jak korzystnie zmiana jej podejścia do świata procentuje pod egipskimi palmami. Tosia delektuje się tym, co dobre, omija to co złe. Jest pełna spokoju, zna swoją wartość. Smakuje z życia to co dobre. Razi ją blichtr i "tanie"drogie bogactwo. 
Tosia swoją postawą mówi do każdej z nas. I tym samym potwierdza, że warto zmienić swoje życie na plus. 

Lektura ukazuje też egipskie osobliwości, tamtejszą kulturę, zwyczaje i specyfikę. Daje obraz państwa turystycznego, które jeśli przyjrzeć mu się głębiej jest jednak tak inne niż Europa czy Ameryka. 
Autorka napisała tę książkę pewnym i lekkim piórem w sposób dynamiczny. Jest to książka łatwa w odbiorze, idealna na relaksujący wieczór czy popołudnie. Daje możliwość odskoczni od codzienności i zajrzenia do pięknego zakątka, a Tosia wspaniale radzi sobie z rolą "książkowej przewodniczki". Lektura jest pełna optymizmu, uczy korzystania w sposób rozsądny z uroków życia i cieszenia się drobnymi przyjemnościami. Czytelniczko pamiętaj - nie jest ważne ile masz lat, czy w tej chwili jesteś szczęśliwa czy nie. Nie ma znaczenia jakie masz wykształcenie i ile zer jest na Twoim bankowym koncie. Zawsze możesz zacząć od nowa. Spójrz na Tosię i uwierz, że wszystko zależy od Ciebie. To przesłanie bijące z tej powieści, które warto wdrożyć w moje i Wasze życie. Zatem, kto nie zna niech pozna Tosię, bo zwyczajnie warto!