Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgarnia Matras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgarnia Matras. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 grudnia 2016

Patryk Vega "Niebezpieczne kobiety"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania 2016
stron 400
ISBN 978-83-7515-112-1

Książka mocna jak spirytus

Takiego tytułu nie nadałam jeszcze recenzji żadnej książki. Takiej książki, ostrej, mocnej i niesamowicie prawdziwej bowiem jeszcze nie czytałam. I dodam od razu, że jeszcze żadna książka nie zmieniła tak diametralnie moich poglądów na temat jaki porusza jak ten tytuł. Od chwili jej poznania inaczej patrzę na panie w policyjnych mundurach. Darzę je ogromnym szacunkiem, podziwiam za odwagę i poświęcenie - bo ta funkcja, ta praca, ten zawód, ta służba wymaga od kobiety bardzo, bardzo wiele. Nie każda pani jest w stanie podołać temu wyzwaniu. Osobiście znając siebie wiem, że bym się poddała i nie wytrzymała presji związanej z tak specyficzną służbą.

Mamy równouprawnienie, coraz więcej kobiet podejmuje się policyjnej służby. Z dystansu widać ją inaczej. Bardziej sielankowo, powiedzmy książkowo i filmowo - jak to w kryminałach. A tymczasem jest zgoła odmiennie. Mniej idealnie, bardziej brutalnie, bardziej ostro, bardziej trudno i stresująco. 
Wymarzona praca wygląda niestety mniej kolorowo niż się na początku wydaje. Ba, jest wręcz szaro, czasem czarno i to bardzo czarno i smutno. Dlaczego? Bo ten zawód to praca, której nie można zostawić, zresetować się i zwyczajnie wrócić do domu. Stać się mamą i żoną. Tę pracę okupuje się olbrzymim wysiłkiem i stresem. To trudne dla mężczyzny, a co dopiero dla wrażliwszych z natury kobiet.
 
Książka Patryka Vegi pokazuje prawdę na przykładzie kilku sylwetek pań które wybrały swoją ścieżkę zawodową w zawodzie policjantki. Opisane historie to całkiem inna rzeczywistość niż ta pokazana w kinie czy na kartach lektur sensacyjnych. Zamiast partnerstwa jest rywalizacja, zamiast wsparcia jest krytyka, zamiast spełniania misji i czynienia dobra jest stres i brutalne życie. Interwencje z narażeniem zdrowia, akcje z koniecznością użycia broni, procedury, które utrudniają prowadzenie czynności, regulaminy, które nie zawsze da się stosować w zgodzie z logiką. A scenariusz pisze brutalne życie, ludzie ogarnięci złem, tragedie i nieszczęścia. Czytając niezwykle interesujące zapisy rozmów ma się wrażenie, że ta praca wysysa do cna, ograbia z życia prywatnego, wciąga niczym wir. W policji nie jest kolorowo, kobiety tylko w teorii mają ulgi. 
 
Ta książka jest mocno szokująca, obala mity o pracy w zawodzie stróżów prawa. Pokazuje od podszewki pracę w różnych wydziałach i komórkach. Nie jest to tytuł dla osób delikatnych, które boją się zobaczyć prawdziwe życie. Czyta się ją szybko, ale były momenty, kiedy musiałam przerwać lekturę na złapanie oddechu. Myślę, że tę pozycję powinni poznać zwłaszcza ci, którzy marzą o założeniu policyjnego munduru. Taka decyzja bowiem głęboko zmienia życie, ten zawód nie pytając o pozwolenie wkracza z butami w naszą prywatność. Trudno ułożyć sobie rodzinną ścieżkę, niemożliwym jest nieprzeniesienie naprawdę sporych emocji za próg domu. Służba nie drużba, zabiera często czas świąt, krzyżuje rodzinne plany, pochłania urlop, nadaje życiu własny rytm. 
Lektura jest naprawdę mocna, bezpardonowa, pokazuje bezlitosny świat w którym królową jest presja, a królem zło. Po jej przeczytaniu w stu procentach wiem, że ten mundur po prostu na mnie nie pasuje. 
Książkę polecam, autora za formę, treść, świetnie dobrane pytania, pokazanie policji wczoraj (milicji) i dziś mocno chwalę.

niedziela, 4 grudnia 2016

Joanna Fabicka "#me"


Wydawnictwo YA!
data wydania 2016
stron 208
ISBN 978-83-280-2144-0

Strach leczy się tylko miłością

Do przeczytania tej powieści szykowałam się od wiosny. Los zdecydował, że poznałam ją dopiero późną jesienią. W sumie dobrze, bo na kartach tej opowieści można odnaleźć świąteczno-noworoczne klimaty. Książka jest niesamowita, niezwykła, powalająca na kolana i nie dająca o sobie bardzo długo zapomnieć. Przypomina mi nieco powieści pióra Siesickiej i Snopkiewiczowej, które czytałam jako nastolatka. Charakteryzuje ją to, że jest mocna i konkretna. Wszystko w niej jest niezwykle realne i prawdziwe, a sam tekst jest namacalnie żywy. Non stop w trakcie lektury miałam wrażenie, że to prawdziwy reportaż, a nie literacka fikcja. Oprócz "#me" tak dogłębnie wzruszyła mnie tylko baśń "Dziewczynka z zapałkami" Andersena. 
To powieść genialna, którą polecam nie tylko grupie wiekowej do której jest adresowana czyli młodzieży. Każdy może dać się jej pochłonąć i zapewniam, że w krótkiej treści kryje się bardzo, bardzo wiele. Wiele treści, wiele emocji, wiele trudnych tematów o których autorka napisała wprost, a nie każdy pisarz ma na to odwagę.

Główna bohaterka ma na imię Sara. Jest uczennicą renomowanego liceum. Wychowuje ją samotnie matka, którą jest lokalną dziennikarką. Niestety kobieta nie jest dobrym rodzicem. Rządzi nią alkohol. Robi to do tego stopnia, że Sara nie ma niekiedy ciepłego obiadu, domu do którego chce się wrócić, najpotrzebniejszych rzeczy codziennego użytku. Zamiast spokoju życie Sary toczy się od ciągu alkoholowego matki i kolejnych awantur do samotnie spędzonych nocy, kiedy pani redaktor baluje w swoim gronie i ramionach kolejnych kochanków. Sara jest nieszczęśliwa, zagubiona, zamknięta w sobie. Ukojenia szuka w samotności. Jedynym pocieszeniem są słodycze i przekąski, które powodują nadwagę. Mimo to Sara jest bardzo wrażliwa, wyjątkowa i silna. Dojrzalsza od jej rówieśniczek, dojrzalsza od matki, która w szponach nałogu staje się nieodpowiedzialną marionetką. Sara nie ma grona przyjaciół, rodziny, znajomych u których mogłaby szukać pomocy. I nagle zjawia się w jej życiu Ktoś, dla kogo mocniej zaczyna bić nastoletnie serce dziewczyny. Czy los pozwoli wreszcie Sarze być szczęśliwą? 
 
Joanna Fabicka w swojej powieści ukazała wiele trudnych problemów, które niestety burzą szczęśliwe życie dzieci i młodzieży. Nałóg rodzica zamienia życie dziecka w koszmar, problem rodzi problem i tak wokół małego człowieka powstaje pętla, która krępuje, jest powodem do wstydu i zamknięcia w sobie, do odsunięcia się od otoczenia. Sara zamiast zajmować się swoją edukacją musi troszczyć się sama o siebie, choć to nie ten czas i wiek. Jej problemy powaliłyby niejednego dorosłego. Mimo wszystko Sara jakoś sobie radzi, mimo, że zamroczona wódką matka funduje jej kolejne "atrakcje". Sara budzi litość i współczucie. Tak po ludzku chce się ją przytulić, pomóc jej i powiedzieć, że wreszcie karta się odwróci i będzie lepiej. Przedstawiona w powieści konkretna sytuacja objawia nieudolność szkoły, placówek pomocy rodzinie, zobojętnienie sąsiadów, znajomych z których każdy uważa, że lepiej widząc dramat udać, że nic złego się nie dzieje. 
To niestety nie jest tylko przypadek wymyślony na potrzeby książki. Ta lektura ma nas uwrażliwić, udowodnić nam, że nie wolno dać się omotać znieczulicy, że trzeba reagować, mieszać się w cudze sprawy, wścibiać nos do cudzego domu choć może to nie wypada jeśli w grę wchodzi krzywda dziecka.
"#me" to lektura mocno chwytająca za serce, która wywołuje bunt wobec zła, wobec nieodpowiedzialności, wobec obojętności. To powieść, która wyzwala gniew, w której nie ma miejsca na bajkę, ale jest ukazana realna i brutalna rzeczywistość. Autorka nie pisze w sposób delikatny, naiwny, infantylny. Patologia niejedno ma imię, nałóg chwyta w szpony nie pytając o zawód czy wykształcenie. I to jest konkretnie na przykładzie losów Sary i jej matki ukazane. Ta powieść to przestroga, ta powieść to lekcja czego w życiu unikać. Nietuzinkowe jest również zakończenie, które nieco mnie zirytowało. Uczucie niedosytu nie wpływa jednak na moją ocenę tego tytułu, która jest najwyższa z możliwych. Piękna i mądra powieść, którą z całego czytelniczego serducha polecam i nastolatkom i ich rodzicom.




poniedziałek, 31 października 2016

Jacek Pałkiewicz "Dubaj. Prawdziwe oblicze"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2016
stron 340
ISBN 978-83-7785-949-0

Dubaj - niezwykłe miejsce na świecie

Kolejna książka w dorobku Jacka Pałkiewicza wiedzie nas do miejsca niczym z tysiąca i jednej nocy - gdzie niemożliwe staje się możliwe. Gdzie w zasadzie nic nie jest niemożliwe. Wszystkie przeszkody usuwają pieniądze. Właśnie, czy to jest możliwe? 
Wiele osób zna to miasto uważane za świątynię luksusu z filmów i zdjęć. Wielu turystów marzy by spędzić tam chociaż kilka dni. Bo Dubaj wydaje się idealny, perfekcyjny, wystawny. Otoczony zbytkiem, polukrowany bogactwem i królewskością. Czy taki jest w rzeczywistości czy może jest coś otulone cieniem, co by szkodziło wizerunkowi tego emiratu? 

Do Dubaju zaprasza w swojej najnowszej książce Jacek Pałkiewicz - znany reporter, eksplorator, podróżnik w którego towarzystwie byłam na Syberii i w Amazonii. Tym razem w tak doborowym gronie mamy okazję podejrzeć miejsce w którym mieszka ponad dwa miliony ludzi, a większość to obcokrajowcy. Do współczesnego Babilonu udajemy się z Autorem i jego żoną towarzysząc tej parze w trakcie luksusowych wakacji, pierwszych po przeżyciu z sobą czterdziestu lat. Hotel jest pięciogwiazdkowy, a podróż ma być wyprawą marzeń. 

Książka ukazuje prawdziwe oblicze raju wybudowanego na piskach pustyni ( już samo to wydaje się niewiarygodne!). Jego plusy i minusy, wady i zalety.  Nie jest aż tak kolorowo jak chcieliby gospodarze. O tym zakątku Pałkiewicz pozwala opowiedzieć zarówno rdzennym mieszkańcom jak i osobom przyjezdnym, których w Dubaju nie brakuje. Opinie są jak łatwo się domyślić różne. Autor w lekturze zamieszcza wiele informacji o Dubaju, który jest młodym królestwem zbytku zaledwie z kilkudziesięcioletnią historią. W publikacji nie brak szczegółów, nie brak też wnikliwie pokazanych ciemnych stron, które nie powinny ujrzeć światła dziennego z punktu widzenia władz. Dubaj jest jak kalejdoskop - barwny i dynamiczny, jedyny w swoim rodzaju. Wydaje się, że tu spełni się każde życzenie, fortuna się do nas uśmiechnie, a gdy znudzi się nam zwiedzanie spędzimy czas na stoku narciarskim - dokładnie tak, choć średnia roczna temperatura wynosi tu aż 33 stopnie, czy na zakupach. A mimo to robotnicy z państw azjatyckich pracują tu w niewolniczych warunkach. Autor oprócz tematyki podróżniczej pisze też o swoim życiu prywatnym. Tym samym osiąga taki biograficzno-turystyczny mix, który mocno mnie zaintrygował. Mam pewną wiedzę o świecie arabskim, więc ten tytuł nie zaszokował mnie aż tak mocno jak kogoś zielonego w tym temacie. Mimo to czytało mi się przyjemnie i lekko. Publikacja nie jest typowym przewodnikiem, a jednak mocno zachęca by udać się do Dubaju na wakacje. Owszem nie jest tu tanio, ale najbardziej wybredny turysta znajdzie coś dla siebie.  
Tekst uzupełniają zdjęcia, które ogląda się zapewne z nutką zazdrości. Bo kto z nas nie chciałby choć na chwilę posmakować bycia krezusem? Jeśli kogoś interesuje świat arabski to idealna lektura dla niego, jeśli ktoś szuka wyjątkowego miejsca na urlop musi z tą pozycją się zaznajomić. Jeśli ktoś polubił pióro Pałkiewicza i jego relacje niech nie zapomni tego tytułu. 
Jesteście gotowi odkryć perłę orientalnego świata? Zapraszam do lektury.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Emma Donoghue "Pokój"


Wydawnictwo Sonia Draga
data wydania 2016 - wydanie II
stron 408
ISBN 978-83-7999-685-8

Opowieść o chłopcu, który narodził się dwa razy

W gąszczu powieści obyczajowych chciałam znaleźć tę, którą nie tylko mogłabym przeczytać, ale i przeżyć. Marzyłam o książce, która mocno by mną wstrząsnęła, która zawładnęłaby mną do granic możliwości. Chciałam poznać historię jedyną w swoim rodzaju, która zamieszkałaby w moim umyśle na długo. Wybór padł na książkę "Pokój", którą napisała Emma Donoghue i to był naprawdę świetny werdykt. 

Inspiracją do powstania powieści była bardzo głośna kilka lat temu sprawa Josefa Fritzla. W książce również pojawiła się ofiara i dzieci, motyw porwania, przetrzymywanie wbrew woli kobiety i gwałt. A co dodało książce wyjątkowości? Otóż zdarzenia nie są opisywane z perspektywy porwanej, nie ona jest narratorką. Emma Donoghue oddała tę rolę zaledwie pięcioletniemu chłopcu i jego oczyma pokazuje drastyczne wydarzenia oraz powrót do normalności.

Jack ma pięć lat. Urodził się i całe swoje życie przeżył w pokoju wraz z matką. Jedynym człowiekiem, którego ujrzał z ukrycia był jego biologiczny ojciec i tyran w jednym. Gwałciciel i psychopata, porywacz jego matki. Stary Nick odwiedzał pokój jedynie pod osłoną nocy. Gdy było ciemno przychodził by zaspokoić swoje potrzeby seksualne. Przy okazji zaopatrywał swoje ofiary w produkty potrzebne do egzystencji, do wegetacji. Był w tym skąpy i bardzo oszczędny. Na czas wizyt chłopiec ukrywał się w szafie i słyszał rozmowy oraz skrzypienie łóżka w trakcie przymuszonego aktu seksualnego. Nie miał świadomości co się dzieje, ale odczuwał wydźwięk emocjonalny sytuacji. Bał się oprawcy, nie chciał ujrzeć jego twarzy. Matka stworzyła Jackowi jego mały świat. Czule się nim opiekowała, wymyślała rozrywki, próbowała stworzyć pozory normalności. Kochała dziecko i dla niego znosiła katusze. Chciała go bronić i chronić przed złem. Jedyną rozrywką była telewizja, kilka książek i kreatywne pomysły uwięzionej kobiety. Aż pewnego dnia w jej umyśle powstał plan ucieczki. Ryzykowny, wymagający wyjątkowej dzielności i odwagi, ba bohaterstwa jej synka. Wszystko trzeba było postawić na jedną kartę, a w razie niepowiedzenia mogło stać się najgorsze. Niestety innego wyjścia nie było...

Nie będę ukrywać, że ta książka bardzo mi przypadła do gustu. Jest powieścią genialną, dopracowaną, niesztampową. Jej geniusz odkrywałam jednak dość powoli, bo to także bardzo trudna w odbiorze lektura. By ją w pełni zrozumieć trzeba zejść mentalnie do poziomu dziecka. Małego kilkulatka mocno doświadczonego przez los, który nie zdaje sobie sprawy z koszmaru w jakim żyje. Kokon bezpieczeństwa jaki tworzy mu matka to wyraz jej bohaterstwa i heroizmu. Ale mimo zasługującej na ordery postawy kobiety mały chłopiec po zmianie otoczenia przeżywa potężny szok. Traumę, jego świat przewraca się do góry nogami, wszystko ulega zmianie, a na gruzach gehenny trzeba zbudować normalne, inne życie. To zbyt dużo dla dorosłego, a co dopiero dla dziecka?
Łzy wzruszenia i bezgłośny płacz prawie non stop towarzyszyły lekturze tej książki. Bardzo chciałam poznać zakończenie, moje serce wręcz domagało się happy endu, ale też nie dało się czytać zbyt szybko. Emocje brały górę i wymagały ostudzenia. Po raz pierwszy spotkałam się z powieścią, którą w większości stanowią dialogi, a którą nie dało się błyskawicznie połknąć. Ma to miejsce dlatego, że treść zdecydowanie bierze górę nad formą. W trakcie poznawania tej opowieści w moich myślach ciągle kołatało pytanie o przyczyny zachowania Starego Nicka. Wielokrotnie zastanawiałam się co posunęło tego człowieka do stania się bestią. Co nim kierowało! Chyba sam diabeł szybko podpowiadało sumienie. A umysł nie mógł ogarnąć poziomu zła.
Autorce świetnie udało odmalować się tę historię oczami niewinnego dziecka, wejść w jego poziom mentalny, w jego tok rozumowania. Przekaz tej książki jest bardzo wyrazisty, mocny, dramatyczny, ale klimat nie można określić jako depresyjny i nie mający w sobie nadziei na lepsze jutro. To dzięki temu, że o wszystkim opowiada mały chłopiec nieskażony złem tego świata. 
"Świat jest bardziej nieprzewidywalny, niż sobie wyobrażamy" (str. 246) i dlatego ta książka nie wpędza w rozpacz, w zły humor, a dodaje wiary w zwycięstwo dobra nawet w przypadku sytuacji bez wyjścia. Tę nadzwyczajną powieść polecam przede wszystkim dojrzałym czytelnikom. Spodziewajcie się mocnych emocji, łez rozpaczy, ale i szczęścia. 
Gorąco polecam. 

Za książkę dziękuję Księgarni Matras.
Te powieść możecie w korzystnej cenie kupić tutaj:
 http://www.matras.pl/pokoj,p,246714


poniedziałek, 1 lutego 2016

Beck Weathers, Stephen G. Michaud "Everest. Na pewną śmierć"

Wydawnictwo Angora S.A.
data wydania 2015
stron 312
ISBN 978-83-268-2270-4

Wysoka cena za pasję

Wiele ludzi na świecie wspina się po górach. Jedni wybierają te mniejsze, nieliczni zdobywają ośmiotysięczne szczyty. Dla jednych jest to tylko pasja, sposób na spędzenie wolnego czasu, na oddech od wielkomiejskiej dżungli, inni uciekają w góry by zapomnieć o codzienności. Niektórzy wspinaczkę traktują jak sport ekstremalny, inni jako próbę sprawdzenia siebie i swoich sił w walce ze swoimi ograniczeniami i słabościami, lękami czy naturą. Zdobywanie himalajskich kolosów nie jest bezpieczne. Nieważne czy ktoś jest amatorem czy zawodowcem zawsze może zapłacić najwyższą cenę. Zatem pasji towarzyszy potężne ryzyko, którego do końca nie da się zminimalizować.

Beck Weathers zdobywał góry by pozbyć się długoletniej depresji. To właśnie one, same w sobie groźne i niebezpieczne okazały się lekiem na zło choroby. Wspinając się Beck zapragnął znaleźć się w elitarnym gronie zdobywców Korony Ziemi. Wybrał się więc na Everest brakujący mu do kompletu najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów. Ta wyprawa omal kosztowała go życie. Na zboczu Dachu Świata doszło do cudu, który jest jak zmartwychwstanie. Nie liczono bowiem, że Beck przeżyje po wielogodzinnym wychłodzeniu, utracie widzenia. On już prawie wydawał ostatnie tchnienie i nie był w stanie iść. A jednak...

O tych wydarzeniach i życiu przed i po Evereście Beck Weathers pisze w swojej książce. To nie jest typowa lektura z gatunku literatury wysokogórskiej, która zawiera relację z wyprawy. Choć sugeruje to może w pierwszej chwili okładka i tytuł to inna publikacja. Owszem jest zapis, dość skrótowy, z wyprawy w Himalaje i na kilka innych szczytów, ale przede wszystkim to jakby autobiografia człowieka, który lubił poskramiać szczyty. Jego pasja godziła jednak w jego rodzinę. Ojca i męża nie było w domu - był w górach, trenował, przygotowywał się do wyjazdu. Żył w pewnej skorupie co nie podobało się jego żonie. Nic dziwnego, bo Peach miała swoje racje i argumenty. Wniosek z tego bije jeden i to jest główna idea i przesłanie tej książki.
Góry są piękne, ale i groźne oraz wymagające. I zaborcze. Żądają zbyt wiele i nie godzą się na kompromisy. Są bezwzględne i nieubłagane. I nie dają często kolejnej szansy na poprawę popełnionych błędów. Nigdy nie gwarantują powrotu do domu, potrafią zaskoczyć i złamać nawet tych najbardziej twardych i przygotowanych.

 Książka opowiada historię człowieka, który cudem ocalał, cudem wrócił do rodziny i zapłacił za marzenie swoim zdrowiem. Wiele wycierpiał, by wrócić do formy. Ale i wiele doświadczył i zrozumiał. Napisał książkę, by ta była przestrogą dla innych. Opisał swoje doświadczenia, a głos oddał też rodzinie, znajomym, przyjaciołom. Był szczery i miał odwagę pokazać swój strach i lęk.
Ta historia jest poruszająca i wstrząsająca, oddająca to groźne i nie bardzo przyjazne oblicze gór. Ten tytuł chłonęłam z wypiekami na twarzy, przeżywałam i odebrałam niezwykle osobiście. Bo sama poszłabym śladami Becka mimo poznanych faktów. Książka dzieli się na kilka części a one wzajemnie się uzupełniają. Każda z nich pokazuje inny etap życia głównego bohatera, każda jest wyjątkowo osobista. "Everest. Na pewną śmierć" to reportaż, biografia i spowiedź miłośnika gór w jednym. To lektura pokazująca naszą ludzką słabość i siłę. To publikacja, która uczy wierzyć w cuda, we własne siły, ale i przestrzega przed brawurą i brakiem ostrożności. I to wreszcie dzieło, które naświetla całą prawdę o górach, którym litość jest obca. Pozycja godna uwagi i polecenia nie tylko miłośnikom łojenia szczytów. Gorąco polecam.

czwartek, 21 stycznia 2016

Jean Sasson "Łzy księżniczki"






Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2015
stron 432
ISBN 978-83-240-2749-1

Niezwykła Księżniczka

Która z nas w dzieciństwie nie chciała być księżniczką?! Mieszkać w pałacu, być bogata, mieć służbę, piękne stroje i kochającego księcia u boku! Ale tak słodkie życie księżniczki wiodą tylko w bajkach. W prawdziwym życiu nie zawsze jest tak pięknie. Bywa, że i księżniczki nie mają lekko, cierpią i ronią łzy. 

Księżniczka Sułtana mieszka w Arabii Saudyjskiej. Jest wnuczką króla i żoną (szczęśliwą!) saudyjskiego księcia. Ma troje dzieci i wnuki. Mieszka w pięknym pałacu, żyje w dostatku, ale nie zamknęła się w świecie bogactwa i luksusu. Sułtana jest wrażliwa na krzywdę kobiet i dzieci. Zajmuje się działalnością społeczną i pomaga potrzebującym finansowo. Mimo swej pozycji czasem niewiele może, czas roni łzy bezsilności. Ale mimo to nie poddaje się i dalej realizuje swoje dzieło. 
A pracy jest bardzo wiele. Bo kobiety w Arabii Saudyjskiej nawet gdy są bogate to brakuje im jednego - osobistej wolności. Możliwości do samostanowienia o sobie, podejmowania życiowych decyzji osobiście. Saudyjki nie mogą prowadzić samochodu, swobodnie się kształcić, pracować. Są zależne od męskich opiekunów. Nawet gdy są księżniczkami. 
Najnowsza książka Jean Sasson to opowieść o Sułtanie i kobietach z jej rodziny, ale i tych które spotkała na swojej ścieżce życia. O tych, którym pomogła, o tych, którym to życie ozłociła lub uratowała. To książka o Saudyjkach, które mają o wiele trudniej niż my, Europejki. 
Ta książka jest najbardziej jak tylko to możliwe osobista, wciskająca w fotel i wyciskająca łzy. Historie opisane na jej kartach mogłyby być z powodzeniem dobre do scenariusza thrillera, a są niestety realnym życiem, koszmarem, który dotyka kobiety od dziecka po dorosłe życie. I jak nie wzruszyć się losem Dalal i Amal, które zginęły z rąk ich taty, oskarżonej o czary Farii czy Fatimy pozbawionej prawa do opieki nad dziećmi! 
"Łzy księżniczki" to lektura ukazująca prawdę o życiu saudyjskich kobiet z różnych środowisk. To także opowieść o Tej, która wyciąga pomocną dłoń mimo, że sama nie doświadczyła tyle zła. To też opowieść egzotyczna jak dla nas Europejek o życiu w orientalnym świecie, który jednak nie przypomina Baśni z tysiąca i jednej nocy. Nie zazdroszczę życia za zasłoną w świecie religijnego fanatyzmu. Już wolę mieć mniej w portfelu, a wolność i wiatr wiejący w skrzydła. Po lekturze długo miotały się w mojej głowie różne myśli. Zastanawiałam się skąd tyle zła, tyle brutalności i zacofania w XXI wieku na świecie! 
Gorąco polecam lekturę każdemu, kto narzeka na życie na Starym Kontynencie, w świeckim kraju. To my mamy bajkę i strzeżmy by nie miała końca.

sobota, 10 października 2015

Rainbow Rowell "Fangirl"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania lipiec 2015
stron 464
ISBN 978-83-7515-353-8

Odkryj w sobie coś z fangirl!

Miliony ludzi na świecie ma swoje pasje, hobby i przeróżne zainteresowania. U nielicznych z tej grupy ich konik staje się ważniejszy niż ich realny świat. Ci super-mega fani żyją bardziej życiem swego idola, ulubieńca niż swoim. I gorąco pragną by literacka, filmowa fikcja stała się ich światem rzeczywistym. Jedną z tak mocno szalonych i wiernych fanek jest Cath, jedna z pierwszoplanowych postaci najnowszej książki Rainbow Rowell, której premiera w Polsce miała miejsce latem tego roku. Wiele osób już tę powieść czytało i chwaliło. Ja sięgnęłam po nią po zapoznaniu się z historią Eleonory i Parka. Chciałam nie tylko poznać książkowe bliźniaczki wymyślone przez Rowell, ale i porównać te dwie książki. No właśnie, która z nich jest lepsza?
Nad tą kwestią sporo się zastanawiałam, wyliczałam ich mocne strony i słabości odkryte moim wnikliwym okiem i stwierdzam, że ich poziom jest bardzo wyrównany, obie są świetne, obie mi się ogromnie podobały i obie z całego serca polecam. Polecam nie tylko nastolatkom, ale i pokoleniu ich rodziców. Bo mając więcej niż naście lat też można się nimi oczarować.

Cath jest nietuzinkową dziewczyną. Właśnie rozpoczyna naukę w college'u, ma siostrę bliźniczkę do której jest bardzo podobna z wyglądu. Charaktery te młode damy mają już diametralnie inne, odmienne, są jak ogień i woda. Cath jest nieśmiała, ma kompleksy, w towarzystwie stoi na uboczu, boi się nowości w życiu, boi się zmian. Jej siostra Wren wręcz odwrotnie. Cath jest miłośniczką pewnej książki i jej głównego bohatera Simona Snowa. W sieci internetowej publikuje fanfiki, które przynoszą jej ogromną popularność. Czy pomogą jej na studiach? Jak zmieni się życie obu sióstr poza domem? Czy w ich sercu zagości jakaś miłość?

By nie spoilerować w tym miejscu już nic więcej nie zdradzę z treści, a opiszę swoje wrażenia. Nie ukrywam, że po wielu pozytywnych opiniach innych spodziewałam się czegoś rewelacyjnego. Oczekiwałam doskonałej powieści, istnej czytelniczej perełki, książki, której długo nie zapomnę. I, z czego się bardzo cieszę, nie rozczarowałam się, a Rowell w stu procentach spełniła moje oczekiwania. Co mnie najbardziej zachwyciło? Po pierwsze styl właściwy tej autorce, który już zdążyłam polubić czytając historię rudowłosej Eleonory, po drugie pomysł na fabułę, by opisać kogoś dla którego pasja to nic innego jak o prostu życie. W tytułowej fangirl odkryłam wiele z samej siebie. Po trzecie i Cath i Wren to świetnie wykreowane bohaterki, oryginalne, nie skopiowane w najmniejszym stopniu z innej książki. Miło czyta się o osobie oddanej tak bardzo swojej pasji, tym bardziej, że jest ona jak ja molem książkowym.
A sama historia z której wyjęty jest Snow? Bardzo, ale to bardzo przypominała mi historię pewnego Harry'ego. Czy to dobrze? Zastanawiałam się czemu akurat tak postanowiła pisarka i sądzę, że zrobiła to celowo, by w jakiś sposób uhonorować geniusz postaci książkowej, a tym samym posłodzić zagorzałym fanom. Cath to także postać, która mimo nieśmiałości ma odwagę spełniać swoje marzenia, robić to, co najbardziej lubi - pisać fanfiki. I tu doskonale ukazana jest delikatność weny, bo ta sama osoba pisze genialne losy ukochanego bohatera, a jednocześnie nie ma w sobie siły wykrzesać niedługie opowiadanie. Ponoć, co słyszałam już nie raz od artystów, ciężko pracować i tworzyć pod dyktando.
Zakochałam się w tej powieści, bardzo polubiłam Cath, stałam się jej fanką. Zakończenie, być może właśnie celowo jest takie jak ja to lubię określać rozmyte. Gdy skończyłam czytać przez myśl przeleciał pomysł by samej napisać fanfik o Cath i Levim. Może to specjalne zamierzenie Rainbow Rowell?
Mocno powieść chwalę, wysoko oceniam, gorąco polecam. Kto nie czytał niech jak najszybciej nadrobi zaległości. A może i Wy jesteście fangirl i lektura tej książki Wam to uświadomi?

piątek, 2 października 2015

Rainbow Rowell "Eleonora & Park"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania 2015
stron 362
ISBN 978-83-7515-337-8

Miłość ma w sobie coś z magii

Rainbow Rowell napisała tę książkę dla młodzieży. Sięgnęłam po nią mimo, że wiek lat nastu mam już dawno za sobą. Okazało się, że mimo przekroczonej kategorii wiekowej trafiłam z wyborem lektury w dziesiątkę. Ta powieść przeszyła mnie swoim pięknem do szpiku kości, zauroczyła, zaczarowała, ale i przypomniała jak to jest kochać, kiedy stoi się pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. 
 
Para głównych bohaterów ma 16 lat. Spotykają się po raz pierwszy w szkolnym autobusie. To nie jest absolutnie miłość od pierwszego wejrzenia, ale dziewczyna i chłopiec zwracają na siebie uwagę. Nic dziwnego. Ona jest nowa w szkole, ma burzę rudych loków, specyficznie się ubiera. Siada obok niego w autobusie, bo tu jest wolne miejsce. On ma dzięki matce w swoich żyłach koreańską krew, lubi komiksy, muzykę z lat 80-tych (bo właśnie wtedy rozgrywa się akcja tej książki). Oboje nie szukają uczucia, ba chyba nawet się go boją. A jednak powoli, krok za krokiem miłość, ta pierwsza, ponoć najpiękniejsza, którą pamięta się całe życie rodzi się. Wbrew wszystkim i wszystkiemu zakwita powoli niczym pąk kwiatu w chłodną wiosnę. Z każdym dniem jest mocniejsza, aż wybucha i staje się silna, gotowa do walki o swój byt, o swoje istnienie.
 
 Każde z tej pary - i Eleonora i Park - jest odmieńcem, wyróżniającą się od innych postacią, która ma swoje "ja". Czy uczucie ich zmienia? Jeśli tak to na lepsze. Pozwala wyjść ze swojej skorupy, pokonać lęki, kompleksy. Pozwala dorosnąć, być odważniejszym i dzielnym. Uczy mówić, o tym co czują, co boli. Obala zasłonę wstydu, która zwykle zawisa między dwoma płciami. 
To naprawdę świetna, poruszająca, wzruszająca, ciepła historia, która pokazuje siłę prawdziwego uczucia, bo niewątpliwie takie połączyło tytułowych bohaterów. Wszystko jak dla mnie w tej książce jest szczere, prawdziwe i naturalne. Młodzi bohaterowie kochają bezinteresownie, mimo wszystko, nie szukając w związku korzyści. Rowell doskonale nakreśliła czar i urok pierwszego w życiu uczucia, które ma w sobie coś z magii, która ma ogromną moc. 
Ta powieść jest wyjątkowa i czarująca, a równocześnie zwyczajna, prosta. Autorka nie opisuje historii jakiś wyjątkowych postaci, nietuzinkowych, ekscentrycznych. Inność Eleonory wynika z jej życiowej sytuacji, inność Parka z posiadanych genów i rodziny w jakiej przyszedł na świat. Oboje są niezwykle wrażliwi, przerażeni tym, co się dzieje w ich sercach i duszach. 
Dzięki lekturze cofnęłam się w czasie do swojej młodości, przypomniałam sobie jak to jest zdać się na spontaniczne wybory, na żywiołowe porywy serca. Może i wiek lat nastu jest piękny, ale i niewątpliwie trudny, bolesny, męczący emocjonalnie. Trzeba go przeżyć, ale i uniknąć młodzieńzych pułapek. 
Ta powieść podbiła moje serce i sprawiła, że dołączam do grona fanów zamieszkałej w Nebrasce Autorki, która świetnie trzyma pióro i ma talent do konstruowania wspaniałych fabuł. Nie zawiodłam się, więc gorąco polecam innym bez względu na to, ile mają lat. To książka o nastolatkach, ale nie tylko dla nastolatków. Sięgnijcie po nią, by znów zasmakować w czasie młodzieńczych lat i pierwszych porywów serca.


sobota, 4 października 2014

Maciej Jastrzębski " Klątwa gruzińskiego tortu"


Wydawnictwo Helion
data premiery 8 października 2014
stron 352
ISBN 978-83-246-7504-3

Sakartwelo znaczy Gruzja

Moje wrażenia z tej lektury zacznę od przedstawienia jej autora. Pan Maciej Jastrzębski pochodzi z Wrocławia i jest związany z Polskim Radiem. Dziennikarz i reporter od wielu lat jest zagranicznym korespondentem Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Pracował na Białorusi, mieszka w stolicy Rosji, a na swojej drodze zawodowej zawędrował też do Gruzji. Kraju pięknego, leżącego na Kaukazie o którym Polacy wiedzą niezbyt wiele, a którego obywatele darzą nasz naród wielką sympatią. 
Gruzja to według legendy kraina, którą sam Bóg zostawił sobie po podziale ziemi pośród wszystkie ludy. Gruzini dostali ją, ponieważ Bogu zrobiło się żal, że dla nich nic już nie zostało. Przez wiele lat Gruzja była jedną z republik Związku Radzieckiego. Dziś to wolne i niepodległe państwo, choć spokojnie w nim nie jest. Rosja nie może pogodzić się z utratą wpływów w tym rejonie i podburza mieszkańców Osetii Południowej, by odłączyli się od Gruzji. Jak ten konflikt przebiegał na bieżąco informowały media dzięki relacjom takich osób jak autor tej książki. Pan Maciej pierwszy raz trafił do Gruzji by relacjonować wybory, potem przywiodła go tu wojna z 2008 roku. W Gruzji się zakochał i poznał tu wielu ciekawych ludzi. Zobaczył wyjątkowe miejsca, przeżył wiele przygód, wysłuchał zwierzeń wielu Gruzinów, poznał ich bolączki, smutki i radości. Uczestniczył w wielu biesiadach, wysłuchał wielu toastów, a i sam je wznosił. Poznał Gruzję od podszewki, spotkał jej zwyczajnych mieszkańców, ale i rozmawiał z jej najwyższymi dostojnikami. Swoimi wrażeniami dzieli się z czytelnikami w książce, która jest porywająca i niezwykle ciekawa. Sporo w niej polityki, mnóstwo najnowszej, jakże burzliwej historii, ale i nie brak legend, historycznych ciekawostek, relacji rozmów z napotkanymi ludźmi. 
Gruzja jest niesamowita. Niepowtarzalna i potrafi oczarować niczym syreni śpiew. Idzie się nią zauroczyć i mieć ochotę stale ją poznawać, odkrywać. Gruzja to kraj ludzi i wilków, państwo nieco azjatyckie i dość europejskie, którego dzieje są w pewnym stopniu podobne do dziejów Polski. 
Książka oddaje doskonale klimat tego kraju. Pozwala go poznać maksymalnie na tyle, na ile tylko może pozwolić książka. Publikacja jest świetnie napisana. Barwnie oddaje koloryt Gruzji, jej różne oblicza. Owszem dużo w niej polityki, ale chyba inaczej nie sposób wytłumaczyć jej współczesnego oblicza i problemów. 
Przeczytanie tej książki gorąco polecam zainteresowanym współczesną historią i politologią. Dzięki jej lekturze dokładniej zrozumiałam rozgrywającą się na moich oczach historię świata oraz zamierzenia Putina.

środa, 11 czerwca 2014

Jennifer Probst "Miłość smaku o cannoli"


Wydawnictwo Akapit Press
data wydania 2014
stron 320
ISBN 978-83-62955-98-5

Zemsta bywa i kwaśna

Zbliża się lato. Temperatury sięgają trzydziestu kresek. Słońce mocno grzeje. Pojawiają się smaczne owoce. Zaczyna się czas urlopów i wakacji. Aura zmienia nasze życie. Gdy jest gorąco jemy mniej i lżejsze potrawy. Pogoda wpływa w pewnym stopniu i na mój czytelniczy gust. Latem bowiem chętniej sięgam po książki lekkie i przyjemne, relaksujące. Chętniej czytam romanse. Tego roku sięgnęłam po raz pierwszy po powieść Jennifer Probst. Autorki mającej na swoim koncie już kilka książek o miłości i grono fanek. Mój wybór padł na książkę o dość apetycznym tytule - "Miłość o smaku cannoli". Wprawdzie nie jadłam tej potrawy, ale byłam ciekawa prozy pisarki, która pierwszą powieść napisała w wieku dwunastu lat. 
Po lekturze stwierdzam, że warto było przeczytać. Romans z włoskimi akcentami w tle przypadł mi do gustu. Czytając odprężyłam się  i oderwałam od monotonnej rzeczywistości. Ale nie tylko poznałam historię pewnej sympatycznej pary. Autorka przypomniała mi kilka ważnych życiowych prawd o których warto pamiętać i mieć na uwadze dokonując codziennych wyborów. 
Miranda prze pewien czas tworzyła parę z mającym włoskie korzenie Gavinem. Ona szybko się zakochała na poważnie. On wolał raczej związek bez zobowiązań i gdy sprawy zaszły za daleko odszedł od Mirandy. Spotkali się po trzech latach. Spotkanie miało miejsce rzec można na gruncie zawodowym. Miranda trafiła do restauracji Mia Casa prowadzonej przez rodzinę byłego kochanka służbowo. Miała ją opisać w recenzji dla potrzeb pewnej gazety. Gavin zaś wziął urlop w swojej firmie by wesprzeć ojca i braci w rodzinnym biznesie, który chwilowo przeżywał ciężkie chwile. Spotykając byłą sympatię uświadomił sobie, że kocha Mirandę i postanowił za wszelką cenę ją odzyskać. Ona zaś w ramach zemsty za porzucenie napisała bardzo krytyczną i niezasłużoną recenzję...
Książkę polecam tym czytelniczkom, które chcą przeczytać powieść w lekkim wakacyjnym klimacie. Nie jest to bowiem jakaś ambitna i skomplikowana proza, nie ma zawiłej fabuły. Można rzec, że jest dość banalna i przewidywalna. Ale i świetnie bawi, odpręża i relaksuje. Koniec daje się już na początku łatwo rozszyfrować, ale mimo to warto poczytać i przenieść się do nieco zbyt idealnego świata. Książka podkreśla mądrość życiowych prawd, które chyba zawsze będą aktualne i nie stracą na wadze. Najważniejsze w życiu są uczucia. Miłość. Nie praca, nie kariera, ale kochanie tej najbliższej osoby. Kochając prawdziwie warto poświęcić pewne rzeczy na rzecz uczucia. Bo jest ono bezcenne i nic go nie zastąpi. Tak to już jest świat urządzony, że serce wymusza czasem poświęcenia. 
Książka napisana jest lekko i czyta się ją bardzo szybko. Pochwalę autorkę za subtelne sceny erotyczne napisane delikatnie i ze smakiem. Na plus ocenię dialogi. Jeśli ktoś ma ochotę na sięgnięcie po romantyczną lekturę z happy endem to polecę tę książkę. A sama planuję sięgnięcie po inne książki pióra tej pisarki. Moim zdaniem warto.

sobota, 27 lipca 2013

Aneta Nawrot "Czternaście dni tygodnia"


Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2012
stron 264
ISBN 978-83-7506-997-6
 
Idealna lektura na wakacje
 
Dziś proponuje książkę typowo letnią, utrzymaną w wakacyjnym stylu. Jej akcja rozgrywa się w Egipcie. Jest wiosna 2010 roku. Początek kwietnia. Na urlopie w jednym z najbardziej popularnych kurortów w kraju Sfinksa przebywa grupa Polaków. Mają już właściwie wracać do domu, ale odległy, położony na Islandii wulkan krzyżuje ich plany. Niebo nad Europą zasnuwa wulkaniczny pył  groźny dla samolotowych silników. Zatem wakacje muszą ulec przedłużeniu. Jednych to cieszy, inni są rozdrażnieni i źli. W Hurghadzie wypoczywa Kalina. Okulistka z Częstochowy przyjechała tu nie tylko po piękną opaleniznę. Przyjechała też by podjąć pewne ważne osobiste decyzje. Za radą specjalistki nie powinna już dłużej uciekać i udawać, że nic się nie stało. Jej małżeństwo to fikcja. Zdrady małżonka są nagminne. Kalina musi podjąć trudne decyzje. Turnus się kończy, a ona tak do końca sama nie wie jeszcze co zrobić. Dodatkowe dni w Egipcie przynoszą jej sporo wrażeń..............
 
Książka Anety Nawrot mile mnie rozczarowała. Spodziewałam się raczej tuzinkowej lekkiej powiastki, a tymczasem świetnie się bawiłam i z przyjemnością zagłębiłam w fabułę książki, w której dzieje się bardzo dużo. Akcja jest wartka, pełna wielu  zwrotów i niespodzianek. Powieść to mieszanka obyczaju, przygody, romansu i sensacji. Wszystkie wątki są ciekawie połączone. Postacie i te główne i te z dalszego planu to bardzo ciekawie wyrysowane osobowości, pełne wad. Ich zachowanie często bawi i śmieszy. A główna bohaterka to postać budząca sympatię. Miła, lekko szalona, ale i zdystansowana, kulturalna i uczynna osóbka, która mimo tego, że rani ją partner nie wyżywa się za to na całym świecie.
Książka to lektura lekka i przyjemna. Idealna na lato. Odsłania prawdę o egipskich kurortach w których czasami bywa ciekawie, ale i niebezpiecznie. Trzeba jednak przyznać z ręką na sercu, że Egipt ma niepowtarzalny klimat i urok. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Ponurkować, zrobić zakupy na suku na którym roi się od egzotycznych towarów. Leniwi mogą spędzać dnie na błogim nic nie robieniu przy basenie. Smakosze mogą skorzystać z dóbr egzotycznych owoców i niepowtarzalnych smaków miejscowej kuchni.
Powieść Anety Nawrot jest napisana z dużą dozą humoru i przymrużeniem oka w bardzo lekkim stylu. Bawi i trzyma w napięciu. Wywołuje dreszczyk emocji. To idealna lektura na wakacyjny dzień. Smakuje doskonale ze szklanką mrożonej herbaty i talerzem brzoskwiń. Bynajmniej ja tak się nią delektowałam i nie żałuję.
Książkę otrzymałam od księgarni Matras,

wtorek, 25 września 2012

Grzegorz Kozera "Droga do Tarvisio"


Wydawnictwo Dobra Literatura
data wydania 2012
stron 194
ISBN 978-83-933290-6-9
 
Niezwykła podróż
 
Gdy wzięłam tę książkę po raz pierwszy do ręki wydała mi się taka zwyczajna. Zdanie zmieniłam, gdy tylko rozpoczęłam lekturę. Z każdą przeczytaną stroną podobała mi się coraz bardziej, po jej skończeniu byłam już nią w pełni zauroczona i zachwycona. I jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę myślałam o sprawach, które w tej powieści zostały przez autora poruszone. Non stop nasuwała mi się refleksja, że nasze życie, jakiekolwiek by ono nie było, jest podróżą, która kończy się dla wszystkich jednakowo. Jak jeden mąż docieramy do jednego i tego samego portu z tabliczką "śmierć". I tego nie da się uniknąć. Na to nie mamy wpływu, ale możemy kształtować trasę tę podróży, jej jakość i priorytety. Warto zastanowić się nad tym jak żyjemy, co nam umyka, a co doceniamy w zwyczajnej codzienności. Bo to właśnie nadaje naszemu życiu jakość. Tę lub inną.
 
Główny bohater powieści jest dojrzałym mężczyzną. Przeżył już wiele w swoim życiu, był żonaty i z ulgą się rozwiódł, gdyż małżeństwo okazało się totalną pomyłką. U jego boku jest od pewnego czasu kobiet - jak ją określa Mat. Ale nasz bohater woli związek na odległość niż złożenie poważnych deklaracji. To denerwuje jego wybrankę, która postanawia go rzucić. Ta strata boli. Mimo to bez towarzyszki pracujący jako copywriter mężczyzna decyduje się samotnie wybrać w wcześniej już planowaną podróż - do Pragi i Wiednia. Jest to podróż bardzo sentymentalna, bo nasz narrator wciąż analizuje związek z Mat, wciąż ją wspomina i zaczyna tęsknić. Ba, on nawet staje się o nią zazdrosny. Trasa podróży ulega zmianie i wydłużeniu. Grzegorz dociera nawet do Włoch..........
Nade wszystko chce odzyskać ukochaną i w tej intencji pielgrzymuje do grobu świętego Antoniego. Ten wyprasza mu łaskę pogodzenia się, ale ..............
Zakończenie jest niezwykle zaskakujące i pokazujące jak bardzo kruche jest to nasze życie, jak ulotne marzenia i plany. Jesteśmy jak łupinki na oceanie, na którym wciąż szaleją różne burze i sztormy. Książka ukazuje bardzo ciekawie wykreowaną postać głównego bohatera, człowieka który ma dość oryginalne poglądy. Jest w zasadzie niewierzący, choć wierzy w moc świętego z Padwy, nie darzy sympatią Niemców i Austriaków nie mogąc im wybaczyć zła faszyzmu. Ma kompleksy, jest przesądny i czasami wręcz zabobonny. Ale jest i wrażliwy, romantyczny co odkrywa właśnie podczas samotnej podróży.
Historia ta jest bardzo poruszająca, osobista i dość zwyczajna. Jak wielu ludzi biegnie przez życie i nie docenia tego co ma. Jak wielu z nas zapomina o czymś zwyczajnym, co jednak gdy tego zabraknie okazuje się cenne jak złoto.
Gorąco polecam tę powieść, na mnie zrobiła naprawdę spore wrażenie.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Księgarniom Matras.

poniedziałek, 12 marca 2012

Jacques Lanzmann "Szaleństwo marszu"



Wydawnictwo Zysk i S-ka
 data wydania 2010
stron 240
ISBN 978-83-7506-406-3
Seria Dookoła świata

O człowieku, który kochał maszerować.

Pierwsze kroki stawiamy zwykle mając około 10-12 miesięcy. Potem wykonujemy ich codziennie tysiące. W całym życiu pewnie zrobimy miliony kroków. Ciągle idziemy, maszerujemy. Chodzimy z domu do przedszkola, szkoły, na uczelnię, do pracy, kina, centrum handlowego i pewnie jeszcze w tysiące innych miejsc. Dla większości z nas marsz jest koniecznością, ale są także i tacy na tym świecie dla których marsz jest relaksem, sposobem odpoczynku, odnową duchową, po prostu metodą na życie. Do takich osób z pewnością należał francuski pisarz, producent filmowy, scenarzysta i podróżnik Jacques Lanzmann (1927 - 2006).
To człowiek, który miał chodzenie we krwi. W swoim życiu przeszedł wiele kilometrów, a trasa jego wędrówki wiodła przez różne kontynenty i  strefy klimatyczne. Odwiedził najatrakcyjniejsze pod względem turystycznym zakątki globu ziemskiego. Podziwiał piękno Tybetu, Nepalu, Sahary, Andów, Meksyku, Peru, Moskwy, Chin i jeszcze wielu innych miejsc. Jego wędrówki to nie spokojne przechadzki spacerowym tempem. To mordercze etapy liczące wiele kilometrów dziennie w deszczu i palącym słońcu, upale i mrozie, wśród lodowców i pustyń, w miejscach gdzie przysłowiowy diabeł mówi dobranoc i nie mieszkali niegdy ludzie. Marsz Lanzmanna fascynował. Dostarczał mu niesamowitych emocji i adrenaliny. Wprowadzał go w mistyczne doświadczenia. Nie raz musiał pokonać ból, pragnienie, głód, zmęczenie.  I o tym opowiada on w książce "Szaleństwo marszu".
 Ta publikacja to po części fragmenty książek opisujących przeróżne podróże Autora, relacje z marszy wyczynowych i maratonów, ale i szereg praktycznych porad jak przygotować się do wędrówki. Autor doradza co jest niezbędne w plecaku piechura - dziś chyba raczej powiedzielibyśmy człowieka uprawiającego trekking. To wcale nie takie proste wybrać się w długą trasę i odpowiednio dobrać ekwipunek, jedzenie i odzież. W czasach obecnych rynek sprzętu turystycznego bardzo się rozwinął, ale są pewne reguły, które niezmieniły się od dawna i którymi Lanzmann się z nami dzieli.
Ta książka to zarazem relacja nie tylko bardzo praktyczna, ale i osobista. Podróżnik niejako zwierza się Czytelnikowi z całej masy przeżyć ze szlaku. Były i sytuacje śmieszne i wzruszające, smutne i groźne. Ale jak ktoś połknął bakcyla wędrówki to zawsze wybierze się w kolejną podróż. Cóż, jestem taką samą istotą, która ma włóczęgę we krwi i takie książki pochłaniam ze zrozumieniem. Zazdroszę tylu pięknych tras, tylu widoków i przeżyć. Tylko ułamek z nich widać na zdjęciach umieszczonych w książce. I szkoda, że nie są to fotografie kolorowe.
W publikacji padają bardzo trafne słowa, które stwierdzają czym może być marsz nie tylko dla ciała, ale i dla ducha.
"Maszerować - to dotrzeć do kresu samego siebie, idąc jednocześnie na koniec świata"
Dla mnie te słowa są piękne, wprost mistyczne.
Jeśli macie duszę włóczęgi to nie będę Was długo musiała przekonywać do przeczytania "Szaleństwa marszu". Jeśli zaś jesteście ciekawi co czuje taka osoba i nie kręci Was jeszcze wielogodzinna wędrówka to zachęcam gorąco do lektury. Może dzięki niej pokochacie trekking ?
Za egzemplarz do recenzji dziekuję Księgarni Matras.