Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 stycznia 2024

Julia Maj "Gdyby dzisiaj było wczoraj"


Wydawnictwo trzy kolory
data wydania 2023
stron 172
ISBN 978-83-967598-0-1

Debiut, który mnie rzucił na kolana

Jak wiecie recenzuję książki już kilkanaście lat, przeczytałam ich setki i dzięki temu stałam się bardzo wymagającym czytelnikiem. Bo szukam teraz w lekturach przede wszystkim świeżości, czegoś pionierskiego, czegoś, czego jeszcze nie doznałam. Lubię kiedy fabuła mnie emocjonalnie targa, rzuca na kolana i jest w stanie poturbować bez litości i doszczętnie. Nauczyłam się też tego, że to dobrze jak książki są różne, że mogą one być lepsze lub gorsze, mogą mieć wady i zalety. Nawet te najlepsze nie muszą być idealne, perfekcyjnie skrojone, ale koniecznie muszą coś wnieść w życie ich czytelnika, pozostawić jakiś ślad w jego umyśle. 

Sięgając po debiut Julii Maj miałam świadomość, że jego opis przykuł moją uwagę i ta lektura będzie nietuzinkowa. I się nie pomyliłam, a książka otuliła mnie i znieczuliła na świat wokół mnie na o wiele dłużej niż zajęło jej przeczytanie. Nie jest to gruba lektura, ot taka powieść niby na jeden wieczór czy popołudnie, ale drogie czytelniczki, a zwłaszcza mężatki, to tytuł który może być niczym głębokie spojrzenie w lustro, niczym wędrówka do wewnątrz siebie, niczym spowiedź samej sobie, która jest czasem bardzo potrzebna. Bo ileż z nas po przeżyciu jakiegoś czasu z obrączką na ręku nie zastanawia się czy jest we właściwym miejscu u boku właściwej osoby? 

No właśnie: zaręczyny, ślub, podróż poślubna, miesiąc miodowy, zachłyśnięcie się życiem we dwoje i czy chcemy czy nie, dopada nas rutyna. Wszystko powszednieje, spadają magiczne różowe okulary i pojawia się pytanie czemu to on jest moim mężem? Nagle facet z obrączką z pary tej co nasza staje się obcy, ma coraz więcej wad, nasze drogi się rozchodzą i po głowie chodzi nam myśl, że to nie tak miało być oraz co ja z nim robię?! Dopada nas samotność i bardziej lub mniej świadomie szukamy kogoś nowego. Dokładnie tak jak bohaterka powieści Julii Maj, która przypadkiem poznaje kogoś, kto przewraca jej życie do góry nogami. Hania żyje niczym w szarej bajce. Ma męża, który zarabia, nie pije, nie bije, ale na jego widok serce żony nie bije tak jak kiedyś. Motyle odleciały z brzucha i jest szaro i buro w jego towarzystwie. Hania wraz z pasją jeżdżenia jednośladem poznaje kogoś, kto sprawia, że świat odzyskuje kolory i ma tysiące barw. Jej na nowo chce się żyć i kochać. Kochać i być zarazem kochaną. Są randki i szalony seks, są ukradkowe schadzki i nagle w życiu kobiety pojawia się lustrzana rzeczywistość. Dom i dzieci schodzą na dalszy plan. Hania zjada ciastko i ma ciastko, ale tak się nie da i trzeba kogoś wybrać. Bo co dwóch facetów to za dużo ...

To bardzo wciągający debiut, poruszający ważny temat, dający mnóstwo emocji, który czyta się bardzo dobrze. W tej fabule rządzi samo życie, takie zwyczajne i pełne konieczności wyborów. Hania musi wybrać nie mając żadnych gwarancji pomiędzy mężem a facetem po przejściach, pomiędzy tym co już zna, a tym nieznanym. Jej dylematy, jej rozterki, jej miotanie się pomiędzy jednym a drugim mężczyzną nie czynią ją szczęśliwą. Czytelnik żyje życiem tej bohaterki, utożsamia się z nią, żyje jej problemami i troskami. 
Ta powieść to nie klasyka, tu nie wprawia w podziw idealny warsztat, tu rządzą emocje w nielimitowanej dawce. Tu nie ma ideałów, to wszystko jest realne i namacalne, prawdziwe do bólu. Czekam z ogromną niecierpliwością na ciąg dalszy perypetii bohaterów, którzy słodko w życiu nie mają. Gorąco polecam lekturę. To potrzebna powieść. 


 

 

środa, 16 listopada 2022

Eva Minge "Gra w ludzi"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2022
stron 312
ISBN 978-83-8295-131-8

Strach zabija najskuteczniej

W ostatnim czasie swoje literackie debiuty wydaje wielu celebrytów i sławnych osób, które osiągnęły zawodowy sukces na całkiem innej niwie niż literatura. Wśród tego grona jest też jedna z najbardziej znaych na świecie polskich projektantek mody – Pani Eva Minge. Jej pierwszą powieść wydało Wydawnictwo Prószyński i S-ka, a książka ta zalicza się do kręgu literatury sensacyjnej. Znajdziemy w niej połączenie thrillera i nuty kryminału, a efektem jest opowieść, która kpi od emocji i szokuje. Sprawia, że ciało przechodzą ciarki, a włos jeży się na głowie od tego, do czego zdolni są ludzie. Tylko czy takie zachowania cechują osoby legitymujące się paszportem człowieczeństwa? Czy aby one nie stały się bestiami bez uczuć i jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego? Oceńcie to sami.


Główną bohaterką elektryzującego tytułu jest Anna. Zdolna, piękna i inteligentna dziewczyna, która u progu dorosłości ułożyła sobie przejrzysty plan na życie. Szkoła, studia, a po nich praca, która miała być przepustką do dostatniego życia. Ania realizowała ten schemat krok po kroku, ale pewnego dnia jej zjawiskowa, oryginalna uroda przyciągnęła uwagę pewnego mężczyzny. Jej życiowa droga skrzyżowała się czystym przypadkiem ze ścieżką przystojnego, majętnego i starszego od niej adwokata będącego równocześnie wykładowcą uczelni na której studiowała. I ten początek przypomniana trochę bajkę o Kopciuszku, tylko szczęśliwego zakończenia niestety zabrakło. Anna została sama z dzieckiem. Musiała wrócić do szarego życia z dostatniej, ale nieszczęśliwej bajki i zacząć żyć tak jak kiedyś. Pracować, borykać się ze zwyczajnymi problemami i troskami materialnymi. Pewnego dnia okazało się, że w pracy którą podjęła dzieją się podejrzane rzeczy, a szef jest uwikłany w pewne ciemne interesy leżące poza granicą prawa. Anna by pomóc krzywdzonym kobietom weszła w strukturę stworzoną przez policję by na światło dzienne wyszły popełniane przez bogatych mężczyzn przestępstwa. W tym też momencie okazało się, że mroczna przeszłość którą Anna pozornie zostawiła za sobą znów wkroczyła w jej nową rzeczywistość...


Ten debiut czyta się na jednym wdechu, a ręka w której trzymamy książkę drży z emocji. Fabuła nakreślona w sprytny i bardzo adekwatny sposób zabiera nas do świata ociekającego pieniądzem, blichtrem i seksem, który wykracza poza jakiekolwiek konwenanse. Akt towarzyszący uczuciom sprowadza się do zezwierzęcenia, brudnej gry i hazardu. Krezusi swoje podniety i rozkosz budują na przemocy i nieszczęściu kobiet, które całkowicie lub nie w pełni świadomie wkraczają do brutalnej rzeczywistości. Stają się zwierzyną łowną, która nie ma żadnej wartości uczuciowej. Grupowe orgie, przemoc posuwająca się do morderstwa są w tym świecie na porządku dziennym. A wszystko by dostarczyć wciąż nowych emocji zepsutym do szpiku kości mężczyznom.

Autorka z aptekarską precyzją namalowała słowami świat, który z zewnątrz wydaje się bardzo atrakcyjny i błyszczący. Tak naprawdę jest dla młodych dziewcząt jak pułapka, jak pajęcza sieć, która zniewala i omotuje w śmiertelne macki. Treść tej powieści jest przestrogą, a zarazem obaleniem mitu. O szczęściu nie decydują pieniądze i władza. One są w stanie te prawdziwe uczucia odpędzać i otwierać drzwi samotności oraz depresji co widzimy na przykładzie jednego z bohaterów – Brunona.


Książka napisana jest w sposób chaotyczny. Czytając łatwo odczuć bałagan jaki ogarnia jej fabułę. Jestem przekonana, że to zabieg celowy. Ewa Minge zrobiła to, by jeszcze lepiej oddać klimat rzeczywistości w jakiej rozgrywa się akcja powieści. Gdy przeczyta się ostatnie zdanie wszystko układa się w jedną całość i skrzy emocjami. Mocnym atutem tytułu jest jego zakończenie, które pewne osoby może szokować. Całość czyta się płynnie i z ciekawością. W ani jednym momencie lektury się nie nudziłam. Po skończeniu powieści nasuwa się refleksja czy Autorka zbytnio nie przejaskrawiła przedstawionego świata. Tu można mieć różne zadania, ale jedno jest bezsprzeczne. Ewa Minge pisząc swój debiut postawiła na oryginalność, bycie sobą i włożyła w każdą napisaną stronę serce oraz zdolności, które posiada. Książka spodobała mi się i mam nadzieję, że nie jest ostatnią, którą znana projektantka napisze. Reasumując – bardzo dobry debiut godny polecenia.  




 

piątek, 13 sierpnia 2021

Aneta Kozińska "Sploty"

 


Wydawnictwo Białe Pióro
data wydania 2021
stron 302
ISBN 978-83-66000-34-8

Debiut warty przeczytania

Wielu czytelników sięga po debiuty z pewnym oporem. Obawiając się rozczarowania woli zaczytywać się w książkach już znanych Autorów. A ja mam naturę odkrywcy i lubię wyszukiwać nowe nazwiska, które pojawiają się na grzbietach książek w dziale nowości. Powieść "Sploty" przeczytałam i zrecenzowałam na prośbę jej Autorki. I powiem Wam od razu, że świetnie się stało, iż lektura tego tytułu mnie nie ominęła. To było naprawdę ciekawe doświadczenie, odważna książka napisana z pomysłem, której fabuła jest oparta na pewnej życiowej prawdzie. Niestety wiele osób ciągle ją neguje. 

O tym, że mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus w dobie XXI wielu z nas woli nie pamiętać. No jak to, przecież mamy nowoczesność i równouprawnienie, więc po co takie podziały? One jednak są i funkcjonują, a płeć silna ma inne schematy myślowe niż płeć piękna. Męski świat przedstawiony w "Splotach" jest tego dowodem i nie ma w sobie kompletnie nic z fikcji. Główni bohaterowie dowodzą, że facet to taka istota, która bywa samolubna, cyniczna, lubi się dowartościować i mieć swój świat w którym wszystko mu wolno, a wszelkie reguły ustala wyłącznie na swoje potrzeby tylko on sam. 

Robert czuje się kimś wyjątkowym, bóstwem, samcem, któremu nie oprze się żadna wybrana przez niego kobieta. W swojej egzystencji stwarza pozory przykładnego męża. Jego żona opływa w luksusy i wiedzie życie, którego zazdroszczą jej z pewnością koleżanki, ale tak naprawdę ten zbytek jest pusty i bez pokrycia. Robert bez wyrzutów sumienia prowadzi podwójne życie, przez które przewija się wiele pięknych kobiet. 
Rafał może być pozornie stawianym na piedestał ideałem taty i męża. Jego żona prowadzi sklep z bielizną, a on pracuje jako ochroniarz. Rafał ma jednak swoje kompleksy, które skrzętnie ukrywa podobnie jak mroczną przyszłość. Co wymaże jego poczucie niższości? Co pozwoli mu na realną samoocenę? 
Bartek kieruje taksówką. To też mężczyzna z przeszłością, który nie jest szczęśliwy. Życie wciąż serwuje mu kolejne przeszkody i kłody. Jego partnerką jest kobieta, która ma problem z alkoholem. Czy będzie walczył o ich przyszłość? Czy to dobry związek warty kontynuacji i starań? 
Trzej mężczyźni z różnych bajek spotykają się. Los krzyżuje ich ścieżki ze sobą. Co z tego wyjdzie?

Ta lektura porwała mnie od pierwszej sceny. Męski świat przedstawiony w niej jest mroczny, przerażający, ale i prawdziwy. Niestety, ale żadna kobieta nie jest w stanie zrozumieć reguł jego funkcjonowania. Mężczyźni są próżni i niedojrzali, zadufani w sobie, zapatrzeni we własne ego. Depczą skuszeni owocem zakazanym wszystko, co jest warte zachodu. 
Autorka ciekawie nakreśliła fabułę, którą okrasiła mocnymi i pikantnymi scenami erotycznymi. To wyrafinowanie napisana powieść bliska realnemu życiu. To ciekawe spojrzenie na świat uczuć, interesów i biznesu. To mieszanka emocji, które raz po raz targają czytelnikiem i nie pozwalają oderwać się od tytułu. Tak, zdecydowanie to dobry debiut, który mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi niesztampowe obyczajówki. 

wtorek, 7 stycznia 2020

Joanna Dubler "Dobre ciastko"





Wydawnictwo Lipstick Books
data premiery 15 stycznia 2020
stron 336
ISBN 978-83-2807-600-6

By być szczęśliwym trzeba wiedzieć czego się w życiu chce

Ze świecą szukać na świecie kobiety, która nie chce być szczęśliwa. Oczywiście nie każda z nas taka jest. Wiele z nas tego szczęścia szuka. Szuka swojej drogi, swego miejsca, swego powołania, swojej drugiej połówki. Trudno jednak znaleźć jakikolwiek z tych celów, gdy nie ma się skonkretyzowanego zdania, jak ów cel ma wyglądać. Jaki ma mieć cechy, jakie ma mieć priorytety, jakie stawiamy sobie wobec niego wymagania. Jednym słowem niezdecydowane są skazane na porażkę lub błądzenie bez celów. Motanie się w labiryncie życia bez konkretu dokąd chce się dotrzeć i co znaleźć. 

Joanna Dubler w swojej debiutanckiej powieści opisała dzieje pewnej kobiety, która dobiega już trzydziestki. Skończyła prawo, pracuje, choć praca nie daje jej zadowolenia, spełnienia i satysfakcji. Ma partnera i niby jest w udanym związku, ale to tylko powierzchownie tak ładnie wygląda. Konrad nie jest w pełni szczęśliwy z Zuzią, bo ta nie spełnia jego wszystkich seksualnych zachcianek. I nagle trach, para się rozstaje, a Zuzia wraca pod skrzydła rodziców i musi zacząć budować swój świat od nowa. Zamiast ślubu nasza bohaterka musi ułożyć swoją dorosłość od nowa. Tylko ona sama nie bardzo wie czego chce...

Zawsze gdy rozpoczynam lekturę debiutu mam wolny umysł. Nie mam określonych oczekiwań, nie wiem, czego po książce się spodziewać. No i zawsze zadaję sobie pytanie dlaczego Autor/Autorka napisała daną książkę. Co chciał/ła nią przekazać, co czytelnikom uświadomić, na co zwrócić uwagę. Bo wierzę, że każdy tytuł powstał po coś, że najpierw nim zostało nakreślone pierwsze słowo narodziła się jakaś idea. 

Jak podobało mi się "Dobre ciastko" i po co ta książka powstała? Otóż opis przygotował mnie na coś innego, a powieść okazała się nie taka jak się spodziewałam. Bo moim zdaniem to nie był soczysty erotyk, ale książka o szukaniu siebie i kobiecie, która w pewnym sensie reprezentuje współczesne pokolenie młodych dojrzałych i niedojrzałych w jednym. Zuzia nie jest głupia, skończyła wymagający kierunek studiów. Wprawdzie nie dostała się na aplikację, ale nie jest pozbawiona inteligencji. Brak jej jednak takiej zwyczajnej życiowej dojrzałości, którą w tym wieku powinna już mieć. Jej rozwój stoi na etapie niezdecydowanej nastolatki. Trochę w tym winy jej rodziców, którzy chcą w pełni organizować jej życie, mieć nad nim kontrolę. Zuzia intryguje. Czasem wkurza, sama nie wie czego chce. Tak jest w życiu uczuciowym, tak jest w życiu zawodowym. Brakuje jej wrzucenia na głębokie wody, brakuje wstrząsu, który jej uświadomi jak życie i te fajne młode lata uciekają jej w dal, przeciekają jej przez palce. 
Pod kątem jaki wspomniałam wyżej książka jest ciekawa, z intrygującą kobietą na pierwszym planie. Jako erotyk nie przypadła mi do gustu. Nie rozpala, nie intryguje. 
Nad stylem, nad piórem Autorka musi jeszcze popracować, dojrzeć, dopracować pewne elementy. 
Tak czasem jest, że chwytając jakąś powieść odkrywamy inne jej oblicze. Inne niż głoszą rekomendacje, niż sugeruje opis. Tak właśnie u mnie było z debiutem Joanny Dubler. Oczywiście każdy z Was może inaczej odebrać ten tytuł. Moja opinia jest szczera i wiem, że pewnie bardzo nietypowa. Być może dlatego, że dużo czytam i potrafię nietuzinkowo patrzeć na lektury. 

czwartek, 2 stycznia 2020

Paulina Jóźwik "Strupki"


Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2020
stron 256
ISBN 978-83-240-7020-6

Wspomnienia są bezcenne

Lubię sięgać po debiuty. Czuję się wtedy jak podróżnik udający się w nieznane. Mam świadomość, że mogę odkryć nowe literackie lądy. Nowe książki, które podbiją moje serce. Mogę uzupełnić listę ulubionych autorów o kolejne nazwiska. Oczywiście nie zawsze jest rewelacyjnie, ale ostatni debiut jaki przeczytałam w grudniu ubiegłego już roku okazał się mega sztosem. Strzałem w samo wrażliwe czytelnicze serce, które ma dość książek podobnych do siebie, książek kalek. Fakt, dużo czytam i trudno mnie zaskoczyć, ale Paulinie Jóźwik udało się to fenomenalnie. Jej książkę rekomenduje i poleca sama Joanna Bator. Ja też, bo takich tytułów trzeba szukać ze świecą. Wszystko w nim mnie zauroczyło i zachwyciło, oczarowało i migiem się w nim rozkochałam. Gdyby ktoś kazał mi wymienić tylko jedną cechę tę książki, jej największy atut to pasowałoby mi tylko jedno słowo. Klimat. 

Ta powieść jest ogromnie klimatyczna, a klimat wyzwala sentymentalizm i czułość do wspomnień. Wspomnień z dzieciństwa i młodości, które niezaprzeczalnie nas kształtują. Nadają naszym osobowościom szlif. Oczywiście niektórzy się wypierają swoich korzeni, wstydzą się ich. Czy warto? Ależ nie jakiekolwiek by one nie były. Do tego przekonuje główna bohaterka książki, która dzieciństwo i młodość spędziła na wsi, a potem przeprowadziła się do miasta. Zmieniła się, wchłonęło ją inne życie. Podróż na wieś jednak ruszyła w jej duszy czułe struny. Przypomniała o latach, które były jedyne w swoim rodzaju. I wytworzyła się magia. Magia, która otula nie tylko Polę, ale i czytelnika. Magia, która oczarowała i mnie i zepchnęła mój umysł do lat minionych. Bo ja też bywałam na takiej wsi, w której życie było inne niż dziś. To był inny świat. bardziej prosty ale jakże urokliwy!!!

Pola wraca do rodzinnego domu na pogrzeb babki. Hanna Maj dożyła sędziwego wieku, ale w ostatnich latach towarzyszyła jej podstępna choroba. Choroba, która przysłoniła jej otaczający świat i bliskich, która zabrała ją z życia kiedy jeszcze biło jej serce. Utrata pamięci Hanny chyba bardziej uderzyła w jej bliskich niż w nią samą. Pozostały nierozwikłane rodzinne sekrety, tajemnice, które zaciekawiły Polę...

To wyjątkowa książka, która pozwoliła mnie na zajrzenie do świata przeszłości, do magicznej rzeczywistości, którą wyparł czas, technika i moje, podobnie jak i głównej bohaterki dorośnięcie. Jako dzieci, jako młode osoby postrzegamy inaczej, a świata nie przesłania nam materializm, proza życia i wieczna pogoń za pieniądzem. Tak było kiedyś, gdy Pola była mała i gdy ja miałam dużo lat mniej. To pozwoliło mi momentalnie zjednoczyć się z młodą kobietą, która otworzyła furtkę do przeszłości. I to nie był absolutnie żaden błąd a fascynująca wyprawa. Książka jest napisana wspaniale. Jest wyważona i chwyta za serce nutą sentymentalizmu, roztkliwieniem za tym, co bezpowrotnie minęło. Proza Pauliny Jóźwik jest dojrzała, styl wywołuje zachwyt, dlatego tę książkę chce się czytać bez końca. Nie chce się z niej wynurzać, dusza buntuje się na słowo koniec. Niestety ten kiedyś jednak nadchodzi. Trudno mi było rozstać się ze światem opisanym w lekturze, dobrze się stało, że czytałam ją w okresie grudniowym kiedy więcej niż zwykle się wspomina i odkurza pamięć. To książka ambitna, odważna, pokazująca jak wiele się w naszych duszach dzieje, jak ważne są korzenie. 

W treści jest jakaś poetyka, jest hołd oddany przeszłości, jest tęsknota, jest bolesne godzenie się z upływem czasu, zmianami na które nie mamy ochoty, jest nostalgia i refleksja nad sensem naszego życia, bo z pewnością nie może nim być lansowany wszem i wobec konsumpcjonizm. Nie musimy mieć kolejnej sukienki, telefonu, perfumy czy samochodu. Musimy mieć świadomość własnej tożsamości i życie duchowe. Musimy mieć swoje wnętrze by dostrzec to, co istotne.
Na pozór niezwykle prosta i przejrzysta opowieść powaliła mnie na kolana, odurzyła treścią i postawiła do pionu wobec tego, co mnie otacza. Cokolwiek by się działo warto łapać chwile, które są ulotne, pielęgnować wspomnienia, dokumentować codziennośc, sycić się nią. Doceniać to, co się ma. 

"Strupki" to tytuł stojący w opozycji do szalonego współczesnego świata, który nie powinien, nie może przesłaniać tego, co najbardziej istotne. 
To nie jest zbyt trudna, ale niezwykle wartościowa lektura. Gratuluję Autorce Genialnego debiutu. Proszę o kolejne książki. 

sobota, 23 czerwca 2018

Agata Polte "To, czego nie widać"



Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-8116-351-4

Najciemniej bywa pod latarnią czyli to, co istotne bywa ukryte

Lubię dobre i mocne debiuty. Lubię odkrywać autorów, którzy nie boją się podejmowania w fabułach swoich książek mocnych i trudnych tematów. Lubię, gdy książka dostarcza emocjonalnego kopa, gdy razi jak prąd. Taka właśnie jest pierwsza w dorobku literackim powieść Agaty Polte - młodej, zaledwie 21-letniej Autorki, która miała odwagę pokazać temat, który zwykle uważany jest za tabu i chowa się go pod dywan. 
Patologia kojarzy się z rodziną, która ma zły status materialny, na stole króluje alkohol, a dorośli nie pracują i nie mają dobrego wykształcenia ani pomysłu na życie. Bywają jednak sytuacje, że dysfunkcje bywają także w tak zwanych dobrych domach, gdzie na pozór wszystko układa się perfekcyjnie i poprawnie. Rodzice dobrze zarabiają, status społeczny jest wysoki i nikt nie podejrzewa, że za zamkniętymi drzwiami rozgrywa się czyjś dramat. 

Agata Polte w swojej pierwszej książce pokazała rodzinę, w której na pierwszy rzut oka wszystko gra. Piękny dom, dostatek, gosposia dbająca by wszystko było dopięte i dobrze funkcjonowało. Dobrze zarabiający rodzice, zdolne dzieci. A tak naprawdę... Wiecznie zapracowany ojciec, rozpieszczony dorosły synek, który pod pozorem zdolnego studenta ukrywa twarz młodego człowieka biorącego narkotyki, zmanierowana matka, która czuje się kimś lepszym od ogółu ludzi i uczennica klasy maturalnej, która czuje się ogromnie nieszczęśliwa i zaszczuta.  Życie Malwiny przypomina jeden wielki koszmar. Szkoła stawia spore wymagania, matka narzuca niemożliwy do udźwignięcia perfekcjonizm, pakiet dodatkowych zajęć i ciągłą krytykę. Nieustający potok nieżyczliwych słów, wyzwiska, hejt, pretensje, ciągłe ataki, nagany. Malwina nie może liczyć w domu na życzliwe słowo, wsparcie i zrozumienie. Jest non stop miażdżona przez potok gorzkich słów, wyzywana i szkalowana. To wprowadza nastolatkę w depresję. Dziewczynie nie chce się żyć, ma wszystkiego dość. Jej los odmienia poznana w szkole przyjaciółka i chłopak, który staje się bliski jej sercu. Te dwie osoby uświadamiają jej, że musi zawalczyć o sobie i stoczyć bój w którym stawką jest spokój i szczęście. Czy zaszczuta przez rodzinę Malwina znajdzie dość sił by powiedzieć matce stanowcze "nie"? 

"To, czego nie widać" to książka o młodzieży, dla młodzieży, ale nie tylko. To świetna lektura dla rówieśników głównej bohaterki, ale i idealna książka dla pokolenia jej rodziców. Autorka odważnie porusza w niej problem przemocy psychicznej, która nie zawsze jest widoczna dla świata, ale boli równie mocno jak fizyczne razy. Walka z nią jest trudna bowiem w tym wypadku ofiara jest zależna od rodzicielki. Postać Malwiny jest niezwykle ciekawie, ale i realnie nakreślona. Jej życie jest smutnym ciągiem dni które nie mają w sobie odrobiny radości. Na szczęście los stawia na drodze siostry Nikodema wrażliwego i niezmanierowanego chłopaka i dojrzałą przyjaciółkę, która jest katalizatorem zmian. Lektura z każdą przeczytaną stroną wciąga coraz bardziej i mocno zaciekawia. Napisana prostym językiem wyraźnie przemawia do serc czytelników i świetnie obrazuje trudny problem z którym zmaga się wiele młodych osób. Niepohamowane ambicje rodziców potrafią zmienić szkole lata w piekło. Nikt z nas nie jest przecież idealny, każdy ma prawo do potknięcia, popełnienia błędu. 
Zakończenie jest równie mocne jak cała fabuła i zaskakuje. Ta powieść to dobry debiut, który dostarcza garść emocji, wzruszenie i wiarę w to, że nie wszyscy ludzie są źli. Polecam nie tylko młodym miłośnikom literatury.