wtorek, 17 czerwca 2014

Stosy, ach kochane stosy czyli zaproszenie do sezamu skarbów

Zsypało mnie zwłaszcza wczoraj cudownymi książkami. Cóż wybaczcie dziś mi to, że będę się chwalić i chwalić, ale taka ze mnie bije radość...
Pamiątka po spotkaniu autorskim z Katarzyną Grocholą - tę książkę będę recenzować dla portalu Lubimy Czytać.
 Stos nr 1
Od góry:
Krystyna Mirek "Szczęście all inclusive" od LC
Elin Hilderbrand "Piękny dzień" j.w.
Ireneusz Gębski "Od moroszki po morwę" od Autora
Consilia Maria Lakotta " Madeleine" od Wydawnictwa M
Agnieszka Kaluga "Zorkowania" od Znaku
 Antony Beevor " Druga Wojna Światowa" j.w.
 Stos nr 2
od góry:
Jacek Hugo-Bader "Długi film o miłości" od Znaku
Anna German " "Uśmiechaj się" od Novae Res
Izabela Januszkiewicz "Oczekiwanie. A życie szło swoim torem" j.w.
Janusz Leon Wiśniewski " Miłość oraz inne dysonanse" od Znaku
Izabela Sowa "Azyl" j.w.
Marta Pustuł "Blue drink" od Novae Res
Ewa Lenarczyk " Nasza Klasa, dalsze zmagania" j.w.
Magdalena Kordel "Malownicze. Wymarzony czas" od LC i Znaku
 Kolejna książka z cyklu Malownicze. Kolejna książka na której ...
 na skrzydełku jest fragment mojej recenzji
 A to już książka wyjątkowa od

Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki

 oraz wyjątkowa pocztówka.


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Agata Pruchniewska "I dobry Bóg stworzył aktorkę"


Wydawnictwo Sol
data wydania 18 czerwca 2014
stron 348
ISBN 978-83-6193-033-6

Trudna droga ku Oscarom

Gdyby ktoś pokusił się o zrobienie sondażu wśród małych dziewczynek i zapytał kim chciałyby być jak dorosną większość z nich odpowiedziały z pewnością, że marzy im się kariera aktorki lub piosenkarki. Szkoły aktorskie rokrocznie przeżywają spore oblężenie. Wśród pełnoletnich młodych kobiet nie brakuje pań, którym marzy się granie Julii u boku Romea czy Antygony. Zdobyć dyplom szkoły teatralnej łatwo nie jest. Dodatkowo w dzisiejszych czasach ów dyplom nie jest gwarantem pracy w zawodzie. Mimo to bycie aktorką to prestiż. To marzenie często niedoścignione. To wreszcie niełatwy kawałek chleba. Jeśli chcecie zajrzeć w życie dyplomowanej aktorki od kulis gorąco polecam przeczytanie powieści " I dobry Bóg stworzył aktorkę" pióra Agaty Pruchniewskiej. Książka jest przezabawna, pełna humoru, ale i szczerej prawdy jak to w aktorskim światku bywa. A bywa różnie. Bardzo wesoło, ale i brutalnie. 

Dorota jest ambitną i zdolną młodą damą. Marzy o karierze w teatrze. Marzy o sławie. W jej zdobycie chce włożyć pracę i wyrzeczenia. Chce dać z siebie wszystko. Nie zawsze to wystarcza. W tej branży trzeba mieć jeszcze fart. Bez łutu szczęścia się nie da. Bo przeciętnych jest wielu, zdolnych też. W blasku jupiterów znajdą się tylko nieliczne jednostki. 
Powieść to zapis edukacyjnej drogi Dorotki i początków jej kariery. To relacja ze studiów, które tylko z daleka wydają się łatwe i przyjemne. To pozory. By skończyć szkołę teatralną trzeba mieć wiele hartu ducha, dystansu do otoczenia i tych, co już sławę zdobyli, samozaparcia i uporu. Trzeba umieć wielokrotnie przełknąć gorzką pigułkę, znieść niesłuszne nagany i poniżenia. Dorotka radzi sobie z tym wspaniale. Owszem miewa trudne dni, ale mimo to nie poddaje się i dąży do swoich celów. Na kartach książki uczy się asertywności, obrony swoich racji, parcia do przodu. Uczy się mówić "nie" i mówić to, co myśli, co jej na sercu leży. Zmienia się na lepsze, staje się twardą kobietą. Życie aktora ukazane w powieści jest pełne blasków i cieni. Można szybko i łatwo wspiąć się na szczyt, ale większość musi zmagać się z castingami, czekaniem na "ten" telefon, na upragnioną nowinę o przyznanej roli. Nie wszyscy grają w dużych wielkomiejskich teatrach, czasem koniecznością staje się prowincjonalna placówka lub występy w reklamówkach. Być aktorem to ciężki kawałek chleba. 
Lektura opowiada też o miłosnym perypetiach Dorotki i związku z Księciem - artystą i amantem w każdym calu. Ba, że z nim, ale jeszcze z jego przeuroczą rodzinką i morgami. Czyta się o tej relacji z  uśmiechem na buzi. I by być szczerą muszę przyznać, że ja osobiście bym z takim mężczyzną długo nie wytrzymała. 
Powieść to obraz artystycznego środowiska, które jest bardzo charakterystyczne i wyjątkowe. Nie brak w nim osób ekscentrycznych, mających o sobie wybitne mniemanie. Nie brak zakłamania bufonady, zadufania, układów i układzików. Ale są i ambitni, popularni normalni artyści, którym sodówka nie uderzyła do głowy. Istny misz-masz. Jak to w prawdziwym świecie.
Książka to lektura gwarantująca sporą dawkę humoru i rozrywki, którą czyta się lekko i przyjemnie. Atutem jest nie tylko humor, ale i niezwykły sposób narracji. Narratorem tej powieści jest bowiem sam Bóg, który jest boski i bardzo dowcipny. Być może zbyt często powtarza się słowo humor w tejże recenzji, ale gdy tylko sięgnięcie tę powieść to będziecie myślę wyrozumiali w tej kwestii. 
Super wesoła książka, która z pewnością rozbawi i której czytanie nie będzie nużyć. Polecam nie tylko miłośnikom teatru.
 

niedziela, 15 czerwca 2014

VIII Bieszczadzkie Lato z Książką - spotkanie z Katarzyną Grocholą.

Wczoraj w ramach VIII już Bieszczadzkiego Lata z Książką miałam przyjemność wziąć udział w spotkaniu z jedną z moich ulubionych polskich pisarek, autorką m.in. "Nigdy w życiu" czy "Serca na temblaku". Spotkanie odbyło się w przeuroczej scenerii Zamku Kazimierzowskiego a poprowadził je Pan Tadeusz Górny. Rozmowa była ... po prostu o życiu. Bo takie właśnie są książki Pani Kasi. I za to je uwielbiam. Za pełnię życia.
Pamiątką po tych chwilach jest wpis Pani Kasi do jej najnowszej książki "Zagubione niebo", którą mam przyjemność recenzować dla portalu Lubimy Czytać.


środa, 11 czerwca 2014

Jennifer Probst "Miłość smaku o cannoli"


Wydawnictwo Akapit Press
data wydania 2014
stron 320
ISBN 978-83-62955-98-5

Zemsta bywa i kwaśna

Zbliża się lato. Temperatury sięgają trzydziestu kresek. Słońce mocno grzeje. Pojawiają się smaczne owoce. Zaczyna się czas urlopów i wakacji. Aura zmienia nasze życie. Gdy jest gorąco jemy mniej i lżejsze potrawy. Pogoda wpływa w pewnym stopniu i na mój czytelniczy gust. Latem bowiem chętniej sięgam po książki lekkie i przyjemne, relaksujące. Chętniej czytam romanse. Tego roku sięgnęłam po raz pierwszy po powieść Jennifer Probst. Autorki mającej na swoim koncie już kilka książek o miłości i grono fanek. Mój wybór padł na książkę o dość apetycznym tytule - "Miłość o smaku cannoli". Wprawdzie nie jadłam tej potrawy, ale byłam ciekawa prozy pisarki, która pierwszą powieść napisała w wieku dwunastu lat. 
Po lekturze stwierdzam, że warto było przeczytać. Romans z włoskimi akcentami w tle przypadł mi do gustu. Czytając odprężyłam się  i oderwałam od monotonnej rzeczywistości. Ale nie tylko poznałam historię pewnej sympatycznej pary. Autorka przypomniała mi kilka ważnych życiowych prawd o których warto pamiętać i mieć na uwadze dokonując codziennych wyborów. 
Miranda prze pewien czas tworzyła parę z mającym włoskie korzenie Gavinem. Ona szybko się zakochała na poważnie. On wolał raczej związek bez zobowiązań i gdy sprawy zaszły za daleko odszedł od Mirandy. Spotkali się po trzech latach. Spotkanie miało miejsce rzec można na gruncie zawodowym. Miranda trafiła do restauracji Mia Casa prowadzonej przez rodzinę byłego kochanka służbowo. Miała ją opisać w recenzji dla potrzeb pewnej gazety. Gavin zaś wziął urlop w swojej firmie by wesprzeć ojca i braci w rodzinnym biznesie, który chwilowo przeżywał ciężkie chwile. Spotykając byłą sympatię uświadomił sobie, że kocha Mirandę i postanowił za wszelką cenę ją odzyskać. Ona zaś w ramach zemsty za porzucenie napisała bardzo krytyczną i niezasłużoną recenzję...
Książkę polecam tym czytelniczkom, które chcą przeczytać powieść w lekkim wakacyjnym klimacie. Nie jest to bowiem jakaś ambitna i skomplikowana proza, nie ma zawiłej fabuły. Można rzec, że jest dość banalna i przewidywalna. Ale i świetnie bawi, odpręża i relaksuje. Koniec daje się już na początku łatwo rozszyfrować, ale mimo to warto poczytać i przenieść się do nieco zbyt idealnego świata. Książka podkreśla mądrość życiowych prawd, które chyba zawsze będą aktualne i nie stracą na wadze. Najważniejsze w życiu są uczucia. Miłość. Nie praca, nie kariera, ale kochanie tej najbliższej osoby. Kochając prawdziwie warto poświęcić pewne rzeczy na rzecz uczucia. Bo jest ono bezcenne i nic go nie zastąpi. Tak to już jest świat urządzony, że serce wymusza czasem poświęcenia. 
Książka napisana jest lekko i czyta się ją bardzo szybko. Pochwalę autorkę za subtelne sceny erotyczne napisane delikatnie i ze smakiem. Na plus ocenię dialogi. Jeśli ktoś ma ochotę na sięgnięcie po romantyczną lekturę z happy endem to polecę tę książkę. A sama planuję sięgnięcie po inne książki pióra tej pisarki. Moim zdaniem warto.

wtorek, 10 czerwca 2014

Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński "Broad Peak. Niebo i piekło"


Wydawnictwo Poznańskie
data wydania 2014
stron 432
ISBN 978-83-7177-949-7

Sukces okupiony tragedią

Założenia powstałego w 2009 roku projektu Polski Himalaizm Zimowy były bardzo ambitne. Miały być kontynuacją sukcesów polskich wspinaczy jakie miały miejsce w czasach PRL-u. Himalaiści reprezentujący Polskę mieli w ramach tej koncepcji zdobyć pięć ośmiotysięcznych szczytów położonych w Karakorum i Zachodnich Himalajach, na których zimą nie stanęła jeszcze ludzka stopa. Wyprawy miały wyruszyć ma K2, Broad Peak, Nanga Parbat, Gasherbrum I i Gasherbrum II. Twórcą projektu był Artur Hajzer – wybitny himalaista, autor książki „Atak rozpaczy”.
Pierwszy sukces Polacy zanotowali w 2012 roku zdobywając Gasherbrum I. W 2013 roku miała przyjść kolej na Broad Peak. 23 stycznia uczestnicy dotarli do bazy położonej na wysokości 4900 metrów na lodowcu Godwin Austen. Rozpoczęła się wielka przygoda, ogromne wyzwanie i walka z siłami natury. Kierownikiem wyprawy był Krzysztof Wielicki. Na początku marca, po żmudnym przygotowaniu drogi i obozów, do ataku szczytowego ruszyli czterej Lodowi Wojownicy: Maciej Berbeka, Artur Małek, Adam Bielecki i Tomasz Kowalski. Wszyscy stanęli na szczycie, ale tylko dwóch himalaistów powróciło szczęśliwie do bazy. Na zawsze na stokach Broad Peaka pozostali Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. Media bardzo szczegółowo relacjonowały akcję górską, zwłaszcza od chwili, gdy sytuacja stała się groźna, gdy zejście nie odbywało się zgodnie z planem. Serwisy, nie tylko sportowe czy branżowe, ale i te ogólnoinformacyjne zaczęły bombardować opinię publiczną niestety niepomyślnymi newsami. Wyprawa osiągnęła cel, ale zginęło dwóch jej członków. Rozgorzała gorąca dyskusja nad przeróżnymi jej aspektami. Pracę rozpoczęła specjalnie powołana Komisja...
W mediach temat wyprawy był obecny bardzo długo: wypowiadali się himalaiści, ratownicy górscy, osoby publiczne. W Internecie napisano mnóstwo komentarzy pochlebnych i krytycznych. Padały oskarżenia, ostra krytyka wobec organizatorów, uczestników, a wreszcie samego pomysłu. Pojawiały się przeróżne spekulacje, a media wciąż podawały kolejne sensacje. Emocje wzięły górę i nagle zaczęło brakować rzetelnej relacji i oceny tego, co zdarzyło się w Karakorum.
Książka wydana nakładem Wydawnictwa Poznańskiego autorstwa Bartka Dobrocha i Przemysława Wilczyńskiego zawiera informacje o powstaniu całego marzenia, przybliża sylwetki polskich himalaistów, którzy rozsławiali Polskę w górskim świecie. Nakreśla również sylwetki uczestników wyprawy poza osobą Artura Małka. O tych, którzy zostali na stokach Broad Peaka opowiadają ich najbliżsi. Autorzy przybliżają również sylwetkę Artura Hajzera, który kilka miesięcy po owej wyprawie zginął na stokach Gasherbruma I. Lektura to również opowieść o historii polskiego himalaizmu, wspomnienia o tych, którzy tą historię tworzyli. A wreszcie to książka opisująca czas po tragedii. Czas sporów, polemik, oskarżeń, dyskusji. Czas, w którym często górę brały emocje, kiedy próbowano wyciągać wnioski, a czasem po prostu zwyczajnie gdybać i podgrzewać gorący temat niezdrowymi sensacjami. Dobroch i Wilczyński na koniec książki zastanawiają się jak dalej potoczą się losy zdobywania gór.
Książka jest dopracowana w najmniejszych szczegółach, wnikliwa i napisana z niezwykłą rozwagą. Pozwala zrozumieć motywy postępowania ludzi gór, ich marzenia i cele. Choć od samego początku interesowałam się tą wyprawą i śledziłam ją to dzięki lekturze dowiedziałam się jeszcze więcej. Zrozumiałam, że jakiekolwiek oceny nie powinny mieć miejsca. Tam na ogromnej wysokości nie można do nikogo i niczego przykładać miary nizin. Ta publikacja to też dowód na to, że istnieją wspaniali dziennikarze i publicyści, którzy nade wszystko cenią sobie rzetelność i profesjonalizm, a nie żerowanie na ludzkiej ciekawości i tragedii.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

niedziela, 8 czerwca 2014

My name is Vika.

Już w domku. Dziś wczesnym popołudniem przyjechała z Mazowsza z hodowli Al-Grom na Podkarpacie do Przemyśla. Tu będzie jej nowy dom. Już kochamy się na śmierć i życie. Na zdjęciu jest nieco śpiąca, zmęczona podróżą w sporym upale, którą zniosła bardzo dzielnie. Od razu się do mnie przytuliła. A teraz przytula się do mojej stopy, bo śpi mi pod nogami. Apetycik dopisuje. W moim życiu pojawiła się Wielka Miłość. I wiem, że mój Wiko, który odszedł 31 maja chciałby byśmy dali Jej Jego dom.

piątek, 6 czerwca 2014

Stosik na lato

 Zasypało mnie. Są książki do recenzji, są wygrane w konkursie, jest niespodzianka od Autora. I jest głód czytania. Więc od góry:
Małgorzata Kalicińska " Życie ma smak" od Lubimy Czytać
Magdalena Kordel " Malownicze. Wymarzony czas" j.w. - fragment mojej recenzji będzie na skrzydełku
Jarosław Kret "Mój Madagaskar" j.w.
Małgorzata Szyszko-Kondej " Sześć córek" j.w.
Jacek Wąsowicz "100 kijów w mrowisko" wygrana w konkursie
Ireneusz Gębski "Od moroszki po morwę" od Autora
Katherine Webb " Echa pamięci" wygrana w blogowym konkursie
Karolina Korwin-Piotrowska "Ćwiartka raz" od Wydawnictwa Prószyński


A to dwa ebooki na mój czytniczek od Prószyńskiego:


Diane Chamberlain "W słusznej sprawie"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania kwiecień 2014
stron 456
ISBN 978-83-7839-749-6

W dobroczynności też są granice!

Przed lekturą najnowszej powieści jednej z moich ulubionych zagranicznych autorek Diane Chamberlain nie miałam prawie żadnego pojęcia czym był program eugeniczny. Wiedziałam, że istnieje ingerencja w życie osób chorych umysłowo, ale że był czas i miejsce iż miała ona takie rozmiary nie miałam pojęcia. Jak się okazało po raz kolejny na ziemi dobrymi chęciami było piekło wybrukowane. Skrzywdzono wiele tysięcy osób pod przykrywką dobrych uczynków. Wprawdzie Ivy to postać fikcyjna, ale zdarzenia opisane w książce " W słusznej sprawie" miały jednak miejsce rzeczywiście w latach 60-tych XX wieku. 

Powieść którą właśnie przeczytałam, a którą za pośrednictwem tej recenzji polecam ma dwie główne bohaterki. Młode kobiety pochodzące z dwóch różnych światów. Los zetknął je ze sobą i dobrze się stało. Ivy jest nastolatką pochodzącą z biednej rodziny. Wychowuje ją babka - stara i poważnie chorująca. Jej ojciec nie żyje, a matka przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Jej starsza siostra jest już młodą mamą. W domu panuje olbrzymia bieda, pomaga opieka społeczna. Pomaga, bo daje zasiłek, ubrania, ale i szkodzi, bo zbyt mocno ingeruje w życie podopiecznych. W imię wyższego dobra decyduje o sterylizacji. Przedstawicielką urzędu jest Jane. Młoda zaledwie 22-letnia kobieta, pochodząca z dobrego domu, wykształcona żona lekarza. Ale i kobieta o czułym sercu, która bardzo mocno angażuje się w pracę. Nie pracuje dla pieniędzy, dla sukcesu, ale drzemie w niej chęć rzeczywistej pomocy innym, którzy otrzymali od losu mniej, którym jest w życiu trudniej i stromiej pod górę. Sumienie Jane nie śpi. Nie daje się otumanić biurokratycznymi procedurami, obowiązującymi przepisami. Jane chce pomagać zgodnie z własnym sumieniem , z tym, co dyktuje jej serce. Tym samym na swoją głowę sprowadza poważne kłopoty...

Sięgając po tę powieść przygotujcie się na olbrzymie emocje. Zarezerwujcie tyle czasu, by przeczytać książkę od razu do samego końca. Inaczej chyba się nie da. Diane Chaberlain jak zwykle podejmuje bardzo kontrowersyjny temat. Trudny, którzy budzi kontrowersje. Nie boi się wciągnięcia czytelników w zagmatwane życie swoich bohaterów. Ukazuje z innej strony rzecz pozornie dobrą. Wszak opieka społeczna to coś na pierwszy rzut oka pozytywnego i potrzebnego. Są jednak pewne granice. Są sfery do których ingerencja człowieka nie powinna docierać. W imię zasad, w imię "zdrowego" rozsądku można bowiem zagłaskać przysłowiowego kota na śmierć. Zamiast dobra można wyrządzić zło, nienaprawialną szkodę, która zrujnuje czyjeś życie. Życie, a zatem dobro najwyższe. Lektura wyczuliła mnie na pewne słowo. Patologia. Jak łatwo nim operować, jak łatwo przypiąć łatkę. Jak łatwo pozornie ocenić. Zaszufladkować i mieć pozamiatane. Jane nie postępuje bezdusznie i schematycznie. Ona odbiera sytuację swoich podopiecznych nie rozumem, a sercem. Widzi to, co powinna. Jest czuła na cierpienie, na bezduszność prawa. Zasługuje na wielkie brawa za gesty odwagi. Bez wahania opowiedziałam się po jej stronie. Przyznałam jej rację. Jane zyskała moją sympatię. I pewnie postąpiłabym dokładnie tak jak ona. 
Ta powieść otwiera oczy na wiele spraw. Pokazuje je dokładnie takimi jakie są. Autorka nie ubarwia, nie przysłania. Pokazuje ludzkie dramaty. I odważne postawy.  Uczy, że za trwanie przy swoich racjach można oberwać spore lanie. Mimo to warto. Warto być sobą, warto mieć swój kodeks wartości. W końcu "odważni żyją krótko, ale tchórze wcale". 
Kapitalna powieść, którą podobnie jak inne książki tej autorki z całego serca polecam.

środa, 4 czerwca 2014

Piotr Milewski "Transyberyjska"


Wydawnictwo Znak
data wydania 2014
stron 304
ISBN 978-83-2402-503-9

Niesamowita podróż w czasie i przestrzeni

Uwielbiam podróżować i odkrywać piękno świata. Zwiedzać i te bardzo popularne wśród turystów miejsca, reklamowane przez foldery biur podróży, i te dziewicze zakątki, do których zwiedzający niezwykle rzadko zaglądają. Gdybym była bardzo bogata, pewnie lwią część majątku przeznaczyłabym na wojaże. Mając jednak ograniczone możliwości, staram się bywać w wymarzonych miejscach dzięki książkom. W towarzystwie autorów często odwiedzam zakątki, których zobaczenie jest moim wielkim marzeniem. Jednym z krajów, które chętnie bym zwiedziła, jest Rosja. Marzy mi się poznanie Moskwy, Petersburga, ale i małych wiosek gdzieś na zapadłej prowincji. Chętnie też przejechałabym się najdłuższą linią kolejową na świecie – słynnym Transsybem. Jak na razie taką podróż odbyłam z książką w ręku, a moim przewodnikiem był Piotr Milewski – wędrowiec, pisarz i fotograf. Dzięki przeczytaniu jego książki przebyłam szlak ponad dziesięciu tysięcy kilometrów, a lekturze towarzyszył dźwięczący w uszach stukot kół pociągu. Było ciekawie, wspaniale i emocjonująco.
Podróż rozpoczęła się w polskiej stolicy, skąd pociąg zawiózł Milewskiego przez Białoruś ku Petersburgowi. I tutaj wypada dodać, że autor książki nie podróżuje koleją non stop. Przesiada się w kilku miastach i zwiedza je. Ta podróż ma miejsce nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Milewski opisuje nie tylko to, co widzi, nie tylko otaczający go krajobraz czy ludzi, którzy są jego współtowarzyszami podróży. Lektura oferuje coś więcej niż tylko współczesność. W swoją relację twórca publikacji wpisuje też przeszłość syberyjskiego żelaznego szlaku. Pisze o etapach powstawania kolejnych odcinków trasy, opisuje historię kraju carów w tymże okresie, a także przybliża sylwetki osób, które były związane w różny sposób z Transsybem. Są wśród nich politycy, konstruktorzy, ale i zwykli pracownicy. Zbudowanie tak olbrzymiej linii kolejowej wymagało wiele wysiłku, nakładów finansowych i na etapie planów pewnie wielu wydawało się projektem niemożliwym do zrealizowania. Udało się. Praca trwała wiele lat, ale zakończyła się sukcesem. Nie obyło się bez ofiar, bez klęsk jednostek, ale i wzbogacenia się niektórych. Dziś podróż od Moskwy po Władywostok przyciąga do byłego Kraju Rad wielu obcokrajowców, którzy żądni są poznania uroków syberyjskiej przyrody, piękna Bajkału i urody bezkresnych przestrzeni, gdzie człowiek jeszcze niewiele zmienił. Autor w swoim opisie nie używa wielu wykrzykników, nie zamieszcza ochów i achów. Ze stoickim spokojem, bez emocji opisuje współczesną rosyjską, a dokładniej syberyjską codzienność, przybliża tych, z którymi dzieli kolejowy wagon. Są to bardzo różni ludzie. Rosjanie i obcokrajowcy. Podróżujący z przyjemności i konieczności. Jadący do domów i do pracy. Przemytnicy i turyści. Prawdziwa mozaika charakterów i osobowości.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

wtorek, 3 czerwca 2014

Magdalena Witkiewicz "Szczęście pachnące wanilią"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2014
stron 276
ISBN 978-83-7988-087-4

Odkryj zapach szczęścia!

Wiesz jak pachnie szczęście? Pewnie ma niejeden zapach, ale po lekturze najnowszej powieści niezwykle lubianej przeze mnie pisarki Magdaleny Witkiewicz wiem, że szczęście z pewnością pachnie wanilią. A konkretnie waniliową babeczką, która może wiele w życiu poprzestawiać, zmienić na lepsze. Brzmi może tajemniczo, ale czasem tak to bywa, że tracimy kontrolę nad tym, co się dzieje i wychodzi nam to na dobre. Tak jak Adzie, głównej bohaterce, która nie ma w życiu zbyt łatwo. Mieszka wraz z ukochanym synkiem na jednym z gdańskich osiedli. Jest samotną mamą. Jej związek z Konradem rozsypał się w proch. Pozostał jej Michaś, który stał się kimś najważniejszym. Ada sama, jak to samotna mama musi borykać się z bytem materialnym. By zarobić na rachunki i wszelkie życiowe potrzeby prowadzi cukiernię. Niewielki lokal w którym można się napić kawy i zjeść pyszne ciacha. Także waniliowe babeczki z truskawką. Spod jej dłoni wychodzą niezwykłej urody torty. Mimo to kobiecie trudno związać koniec z końcem. Zapłacić rachunki i faktury, opłacić nianię. Ada jednak nie poddaje się i walczy o realizację marzeń tych zawodowych i nie tylko...
Idąc za głosem serca i dzięki pomocy przypadku tworzy wspaniałe miejsce, przez które przewija się wiele osób, nawiązują się przyjaźnie i gdzie czai się amor, by ugodzić strzałą pewną parę...
Najnowsza powieść autorki „Zamku z piasku” ma bardzo słodką okładkę, ale jej treść już taka nie jest. Jest słodko-gorzka, taka jak bywa to prawdziwe życie, w którym pełno i fartu, i pecha. W którym droga często stromo pnie się pod górę i szczytu nie widać. W którym piętrzą się kłopoty, nagle wszystko wali się na głowę i nie ma wyjścia awaryjnego. Ada jest zarazem zwyczajną kobietą i siłaczką. Codziennie musi stawić czoła wielu wyzwaniom. Jej siłą napędową jest dziecko, ukochany synek, któremu chciałby nieba uchylić. Ale nie zawsze się da. Ada nie jest perfekcyjna i doskonała. Jest taka jak każda z nas. Dzięki prowadzeniu cukierni nawiązuje babskie przyjaźnie. Poznaje inne matki, które mają podobne jak ona problemy. Doświadcza przyjaźni, która dodaje sił i pomaga w podejmowaniu odważnych decyzji. I podobnie jak nowe przyjaciółki szuka szczęścia, na które jak najbardziej zasługuje.
Książka od samego początku porywa i zachwyca. Osobiście bardzo szybko przeniosłam się do opisanego przez autorkę świata, poczułam się niczym jedna z bohaterek. Bo też mam podobne jak ona rozterki, też muszę się zmagać z kilkoma rzeczami naraz, a życie nie zgadza się na taryfę ulgową. Dobrze mi było w tej cukierni przycupnąć gdzieś w kącie i podglądać życie Ady, Karoliny, Kamili czy Mileny. Obudziła się babska solidarność. W trakcie lektury moje kompleksy zmalały, wydały mi się zwyczajne. Nabrałam siły do pokonywania codziennych kłopotów jakich życie nie skąpi. Ta książka zadziałała na mnie jak energy drink. Opowieść Magdaleny Witkiewicz jest pełna humoru, niezwykle realna i dowcipna. Ukazuje sylwetki młodych kobiet, mam, żon i singielek, w których drzemie niesamowita siła i moc. Książka zagrzewa do walki o spełnienie marzeń i o szczęście. Przekazuje starą prawdę, że w życiu niewiele rzeczy przychodzi łatwo.
Atutami tej powieści są z pewnością wartka akcja, świetne dialogi i zabawne sytuacje. Autorka ma cenny dar opisywania zwyczajnej rzeczywistości, tzw. prozy życia w oryginalny, pełny humoru sposób. Pisze mądrze i błyskotliwe. „Szczęście pachnące wanilią” to lektura mająca moc poprawy humoru, przegonienia chandry i książka, która odpręży oraz wywoła uśmiech. Gorąco polecam ją nie tylko młodym mamom. To idealna lektura dla tych, którzy w życiu potrzebują sporej dawki optymizmu i tych, którym wydaje się, że marzenia przeważnie się nie spełniają. To powieść, która doda każdej czytelniczce sił w codziennym maratonie po szczęście.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Agnieszka Krakowiak-Kondracka "Jajko z niespodzianką"


Wydawnictwo Literackie
data wydania 2014
stron 252
ISBN 978-83-0805-340-9

Barwy samotnego rodzicielstwa

„Jajko z niespodzianką” to debiutancka powieść scenarzystki popularnego i lubianego serialu „Na dobre i na złe”. W książce napisanej niezwykle lekkim piórem autorka opisała historię Ady. Trzydziestolatki, która samotnie wychowuje trzyletnią córeczkę. Tata Julki nie podołał wyzwaniu ojcostwa i ulotnił się niedługo po urodzeniu dziecka. Ada musiała sama zmagać się z poważną chorobą serca swojej pociechy. Na szczęście te perypetie zdrowotne zakończyły się dobrze. Niestety ta sympatyczna dziewczynka miała na dodatek niesprawną rączkę, a konkretnie zrośnięte paluszki u prawej dłoni. Niepełnosprawność mógł skorygować zabieg chirurgiczny, ale doświadczona przez zły los mama bała się kolejnego ryzyka związanego z narkozą i ewentualnych powikłań. Rówieśnicy byli dla jej dziecka bezlitośni i naśmiewali się z ułomności dziewczynki. Ada z tego powodu postanowiła, że wyśle córkę do ekskluzywnego przedszkola, gdzie inność będzie na porządku dziennym. To oznaczało zaciśnięcie pasa, ale czyż taki zabieg nie był warty, gdy w grę wchodziło szczęście kogoś najdroższego na świecie?
Powieść bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i z każdą przeczytaną stroną przypadała do serca coraz mocniej. W trakcie czytania było miejsce na wzruszenie, współczucie, ale i uśmiech czy przymrużenie oka na ludzkie dziwności. Bohaterka okazała się zwyczajną kobietą, która nagle trafiła do świata ludzi mających spore dochody. Pieniądze niekiedy przewracały im w głowach, a ich zachowanie wywoływało u mnie wzrok pełen politowania. Ale może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?„Jajko z niespodzianką” to książka o obliczu samotnego macierzyństwa, które jest wielkim wyzwaniem dla rodzica niemogącego swoich obowiązków podzielić na pół. Sam musi podołać wszystkiemu, niekiedy stanąć na głowie, by jego dziecko miało jak najbardziej szczęśliwe dzieciństwo. Ada radzi sobie wybornie. Wprawdzie pomaga jej mama, ale mimo to nasza bohaterka zasługuje na uznanie. Nie jest jej łatwo, musi wiele się nagimnastykować, by starczyło na ratę kredytu, czesne w przedszkolu i codzienne wydatki. Mama Julki jest pewnie wzorem dla wielu kobiet w jej sytuacji. Ta bohaterka ujęła mnie przede wszystkim tym, że trafiając do grona snobistycznych rodzicielek nie uległa ich stylowi bycia, modom i śmiesznym dla przeciętnego zjadacza chleba trendom. Czytając tę książkę po raz kolejny w życiu uświadomiłam sobie, że zbyt pękate konto może solidnie zwichrować ludzką psychikę i łatwo wtedy zwyczajnie zgłupieć.
Książkę czyta się jednym tchem. Nie brak w niej wątku kryminalnego, ale i uczuć czy emocji. Czytelnicy mają okazję śledzić też życie uczuciowe Ady, w którym po okresie samotnej stabilizacji pojawiają się aż dwaj mężczyźni. Mąż, który kiedyś zawiódł na całej linii i który nie zna nawet własnej córki oraz nowy szef, z którego synkiem Julia uczęszcza do przedszkola. Każdy z panów ma wady i zalety, każdy jest zainteresowany Adą i pragnie zająć jej serce. Któremu się uda?
Przeczytanie debiutu Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej uważam za przyjemną czytelniczą przygodę. Powieść jest pełna niespodzianek, zawirowań i kilkakrotnie mnie zaskoczyła. Lektura uświadomiła mi też, że zdecydowanie źle czułabym się w świecie bogatych snobów. „Jajko z niespodzianką” to książka o uczuciach, życiowych wyborach i o pokonywaniu barier oraz przeszkód, których pełna jest codzienność. Może opowieść wykreślona przez autorkę wyda się chwilami banalna i zbyt przesłodzona, ale ma w sobie też wiele realności i zwyczajnej prozy życia. Książka przyjemna i ciekawa najbardziej trafi chyba w gust tych, którzy kochają dobre powieści obyczajowe, zatem pań. Ale polecam ją nie tylko płci pięknej. Myślę, że jej przeczytanie będzie też ciekawym doświadczeniem dla panów.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

sobota, 31 maja 2014

Ból i żal..

Dziś po długiej chorobie odszedł do lepszego świata mój Przyjaciel Wiko. Nigdy nie przestanę Go kochać i wierzę, że spotkamy się ponownie w lepszym, wiecznym życiu. Nie wiem, kiedy otrząsnę się na tyle by znów pisać moje czytelnicze wrażenia. Ból jest tak wielki, że słów brak.


czwartek, 29 maja 2014

Theodor Kroger "Syberia. Moje miejce na ziemi"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2014
stron 440
ISBN 978-83-7674-291-5

Syberyjskie życie

Syberia kraina piękna i dzika. Syberia dla wielu miejsce zesłania, w którym jakoś trzeba było żyć. W ciągu pierwszej połowy XX wieku w to miejsce trafiło wielu zesłańców. Jedni mieli na sumieniu jakieś grzechy, inni trafiali tu za swoją narodowość. 
Państwo Krogerowie przed wybuchem I wojny światowej mieszkali w Rosji, a konkretnie w Petersburgu. Prowadzili rozliczne interesy, byli ludźmi majętnymi. Theodor trafił na Syberię jako młody człowiek, który został oskarżony o szpiegostwo i zabicie rzekomo kilkunastu osób w trakcie ucieczki do Niemiec. Początkowo osadzono go w Twierdzy Pietropawłowskiej, potem przewieziono do Twierdzy Schlissenburg. Po krótkim procesie zapadł wyrok śmierci. Powieszenie zamieniono na dożywotnie zesłanie na Syberię. Po długiej drodze często w bardzo ciężkich warunkach trafił do wsi Nikitino. Miejscowości o której można powiedzieć, że leży za górami, za lasami, gdzie diabeł mówi dobranoc. Gdzie jest się niczym rozbitek na morzu. Otacza wprawdzie nie woda, ale dzika tajga, bagna, a przyroda dyktuje warunki życia. Zima jest długa i mroźna, temperatury często przekraczają 40 stopni na minusie. Lato jest krótkie, ale równie uciążliwe. Dokuczają spore upały, komary, muchy i inne insekty. Pogoda bywa kapryśna - susze niszczą plony i sprowadzają głód zimą. Trudno tu żyć zwłaszcza tym, którzy nie urodzili się tu. Theodor musiał się przystosować do całkowicie odmiennych warunków bytowania. Do braku wygodnego domostwa, insektów, skromnego pożywienia. Początkowo przebywał na terenie więzienia, ale później pozwolono mu znaleźć dom poza jego murami. Dzięki pieniądzom od rodziny i pracy Theodor radził sobie całkiem nieźle. W jego życiu pojawiła się też urocza tatarska dziewczyna...
Książka o której piszę to wzruszająca relacja syberyjskiego zesłańca, który spędził wśród tajgi blisko cztery lata. W tym okresie życie bardzo go doświadczyło. Ukazało, że może być trudno i pięknie, że mając odpowiednie cechy charakteru można nawet w syberyjskiej głuszy dokonać wiele dobrego, nawiązać przyjaźnie, zyskać szacunek u wroga i zarobić spore pieniądze. Można wśród dzikiej przyrody odnaleźć miłość i sens życia, odkryć to, co najpiękniejsze. Można też  stracić to, co według serca najważniejsze. 
Autor świetnie nakreślił przeżycia syberyjskich zesłańców w czasie trwania I wojny światowej. Swoich rodaków, niemieckich żołnierzy przetrzymywanych w obozie jenieckim. Dokuczało im wiele - głód, choroby, tęsknota, trudne warunki bytowe, ale i takie zwyczajne ludzkie słabości, które mogą dopaść wszędzie. Kroger kreśli również portrety rdzennych mieszkańców Syberii, ludzi prostych i niewykształconych, którzy do perfekcji opanowali sztukę przetrwania w trudnym środowisku. Ich wady i zalety, ich niezwykłe umiejętności i cechy osobowości. Relację z syberyjskich dni pełnych grozy, rozpaczy, ale i drobnych radości, małych zwycięstw czyta się niezwykle przyjemnie. Urzeka piękno opisywanej dziewiczej przyrody, wzruszają ludzkie relacje, budzą grozę historyczne fakty i wydarzenia. A wszystko to nie jest literacką fikcją, wymysłem autora o bujnej fantazji, a relacją człowieka, który przeżył wiele dobrego i złego na zesłaniu. Polecam lekturę tej publikacji tym, którzy lubią literaturę z historią w tle, osobom zafascynowanym Syberią i tym, którzy lubią literackie pamiętniki.
 

poniedziałek, 26 maja 2014

Michalina Kłosińska-Moeda "Kota lubi szanuje"


Wydawnictwo Replika
data wydania 2014
stron 212
ISBN 978-83-7674-042-3

Warszawska kariera Hanki

Książka nieznanej mi dotąd polskiej autorki to opowieść o młodej dziewczynie, która po skończeniu studiów musi się odnaleźć we współczesnej rzeczywistości. Ta jest niestety bezlitosna dla absolwentów kierunków, które ukończyła główna bohaterka. Magisterium z filozofii i licencjat z socjologii nie znajdują uznania w oczach potencjalnych pracodawców. Pochodząca z Rymanowa zdolna dziewczyna, po ukończeniu edukacji na najstarszym polskim uniwersytecie, przybywa do stolicy, gdzie odziedziczyła mieszkanie w jednej z kamienic. Lokum nie jest apartamentem i wymaga pilnego remontu. Nakłady finansowe muszą być na ten cel dość spore, więc Hance nie pozostaje nic innego jak szukanie pracy. Zaczyna lawinowo wysyłać swoje CV. Odpowiedź nadchodzi z agencji reklamowej. Tu wolna jest tylko posada .... I to tyle, jeśli chodzi o treść. Ciekawych kariery sympatycznej Hani odeślę do książki, która od samego początku podbiła moje serce.
Ta powieść spodobała mi się z kilku powodów. Doceniam świetne pióro i doskonały, lekki styl. Idealny dla tego gatunku. Komedia romantyczna, tym razem nie w wersji filmowej, ale na kartach papieru, jest wspaniałą lekturą na odprężające popołudnie, spędzone w parku czy w działkowej altance. Ta książka to przyjemny w odbiorze romans, ale też lektura, która ma drugie dno. Autorka bowiem w bardzo trafny sposób opisuje dzisiejszą rzeczywistość stołecznej aglomeracji. Warszawa to, jak się okazuje, miasto sporych możliwości dla przybywających do niego tzw. „słoików”. Nie miałam pojęcia, o kogo chodzi. Jak się okazało, „słoiki” to przybysze z prowincji, którzy przywożą przysmaki z rodzinnych miejscowości w szklanych pojemnikach. Michalina Kłosińska-Moeda świetnie i z dużym poczuciem humoru opisała miłosne i zawodowe perypetie młodej dziewczyny, stojącej na rozdrożu. Gdyby Hanka szukała pracy zgodnie ze zdobytym wykształceniem, pewnie długo zasilałaby szeregi bezrobotnych odwiedzających pośredniaki. Ale nasza sympatyczna bohaterka bierze los we własne ręce. Dzięki temu poznaje różne aspekty wielkomiejskiego życia, zawiera dość nietypowe znajomości, bywa na ekskluzywnych eventach i przyjęciach. Hani należą się wielkie brawa za to, że nie stara się wtopić w tłum, nie ulega modom i nie kopiuje innych. Pozostaje sobą. Autorka czyni swoją bohaterkę niejako reprezentantką młodego pokolenia, które nawet mimo wykształcenia musi borykać się z masą problemów. Emigrować, pracować poniżej kwalifikacji, by mieć na czynsz i inne rachunki.
Zakończenie jest przewidywalne, aczkolwiek inne do treści by nie pasowało. Mimo to przeczytałam tę powieść z przyjemnością do samego końca. Z książki wyniosłam też pewne przesłanie, by wykorzystywać wszelkie szanse, jakie daje nam los, nawet te, które są sprzeczne z naszymi oczekiwaniami. Nigdy bowiem nie wiadomo, jak karta się w życiu odwróci i co okaże się dla nas najlepsze.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

sobota, 24 maja 2014

Paweł Żuchowski "Uzdrowił mnie Jan Paweł II"


Wydawnictwo M
data wydania 2014
stron 152
ISBN978-83-7595-856-0

Otrzymać drugie życie

O tym, iż Karol Wojtyła był kimś wyjątkowym wiedziałam intuicyjnie jeszcze za Jego życia. Gdy oglądałam transmisję z papieskiego pogrzebu w kwietniu 2005 roku w pełni zgodziłam się z napisami na transparentach "Santo subito". Świętość polskiego Ojca Świętego była dla mnie bezdyskusyjna i oczywista. Ale jak to według procedur prawa kościelnego bywa ustaleniom musiało stać się zadość. Proces beatyfikacyjny trwał niezwykle krótko. 
Już 1 maja 2011 roku Karola Wojtyłę uznano za błogosławionego. W tym dniu miliony osób na całym świecie oglądały relację Mszy beatyfikacyjnej z Placu Świętego Piotra. W tym gronie była też pewna para z Kostaryki. W ich domu jednak radość mieszała się z bólem i łzami. Floribeth Mora Diaz niedługo przed tym dniem usłyszała wieść potworną. Wyrok śmierci z ust lekarza. Tętniak wrzecionowaty, który powstał w jej mózgu nie nadał się do leczenia i usunięcia. Medycy bezradnie rozłożyli ręce. Mogli tylko uśmierzać ból i obniżyć ciśnienie. Dawali miesiąc życia. Floribeth z mężem tego dnia gorąco modlili się o cud. Bo tylko cud mógł uratować Kostarykankę. I stało się . Paraliż ciała się cofnął, a kobieta wróciła do zdrowia i pełni sił. Choroba nie pozostawiła żadnych śladów. Ten przypadek został zgłoszony do Watykanu i był kluczowym w procesie kanonizacyjnym. 
27 maja 2014 roku naszego Rodaka z Wadowic wyniesiono na ołtarze. Został świętym, a Jego relikwie w procesji niosła właśnie Floribeth. 
Uzdrowioną Kostarykankę wiosną tego roku w jej ojczyźnie odwiedził Paweł Żuchowski. Korespondent RMF FM pracujący w Stanach Zjednoczonych. Spotkał się z panią Moro Diaz, przeprowadził z nią rozmowę. Rozmawiał także z jej bliskimi, znajomymi, kapłanami i zwyczajnymi ludźmi spotkanymi gdzieś po drodze. Z tej podróży powstała książka reportaż. Niezbyt gruba, ale jakże ciekawa relacja okraszona zdjęciami. Książka od której nie mogłam się oderwać i którą przeczytałam jednym tchem. Nie obyło się bez olbrzymiego wzruszenia i wielu łez. Czy wierzę w cud? Bezapelacyjnie i rozumiem postępowanie Floribeth. Rozumiem jej potrzebę głoszenia tego, co zdarzyło się jej w ciągu ostatnich lat. Publikacja to bardzo dobrze i wnikliwie napisany reportaż. Nie ma tu sensacji, podsycanej ciekawości. Jest rzetelna relacja, jest opisane niezwykle zdarzenie. Tę lekturę proponuję przeczytać każdemu. Nie jest ona napisana by przekonać, by wymóc wiarę w uzdrowienie. Ta książka głęboko przemawia, uświadamia, że często wokół nas dzieją się różne cuda. Spływa wiele łask. Tylko czasem je po prostu nie zauważamy. Jesteśmy jakby ślepi, a warto je dostrzec. Zapraszam Was do przeczytania i poznania osoby Floribeth. 

czwartek, 22 maja 2014

W atrakcyjnej cenie

Od dziś na stronie http://ebookpoint.pl/promocja/831/ wszystkie ebooki wydawnictwa Novae Res kosztują 9,90zł.
Wielka promocja potrwa do 28 maja.

Życzę udanych zakupów.


środa, 21 maja 2014

Stosik - kolejny majowy

 Od góry przedstawiając:
- nowy miś w kolekcji, a raczej misia o imieniu Amelka - wypatrzona w lumpeksie za całą złotówkę
- Paweł Żuchowski "Uzdrowił mnie Jan Paweł II" od Wydawnictwa M
- Wacław Korabiewicz "Słońce na ambach" od Zysk i S-ka
- Igor Sokołowski "Białoruś dla początkujących" od Wydawnictwa MG
- Beata Kępińska "Taniec z czarownicą" od Zysk i S-ka

Biblioteczką elektroniczną uzupełniły:
  - od Wydawnictwa Replika
 od Wydawnictwa Prószyński i S-ka
od Wydawnictwa Otwartego.
Coś szczególnie Was zaciekawiło? Macie którąś z lektur w planach?

wtorek, 20 maja 2014

Ciekawa zapowiedź - Colleen Hoover

18 czerwca nakładem Wydawnictwa Otwartego ukaże się książka Hopeless Colleen Hoover.
To jedna z najpopularniejszych na świecie książek w kategorii New Adult. O jej fenomenie najlepiej świadczy liczba wpisów na portalu GoodReads.com – ponad 100 tys. ocen i 12 tys. recenzji!
Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.
To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera.
Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.
Hopeless to znacznie więcej niż romans nastolatków. Dotyka trudnych tematów, odległych wspomnień i cierpienia tak potwornego, że zostało wyparte z pamięci.

Powieść polecają Marzena Rogalska (dziennikarka), Basia Kurdej-Szatan (aktorka), Maria Rotkiel (psycholog) oraz Eliza Wydrych-Strzelecka „Fashionelka” (blogerka). Książka podbija serca polskich czytelników, niektóre ich opinie zostały zamieszczone na kilku pierwszych stronach Hopeless.

Jak daleko możesz uciec od siebie, żeby pokonać niewyobrażalny ból? Jak wiele musisz zapomnieć, żeby móc dalej żyć – tylko dlatego, że życie okazało się trudniejsze, niż powinno być? Książka dla odważnych, którzy nie boją się trudnych tematów.
MARZENA ROGALSKA

Książka bardzo intrygująca i wciągająca do tego stopnia, że czytałam nawet w przerwach spektaklu! Polecam!
BASIA KURDEJ-SZATAN

Miłość bezwarunkowa, głęboka i odważna jest silniejsza niż zło, które podstępnie odbiera nam dusze... Przeczytaj „Hopeless” i dowiedz się, czy można odzyskać utraconą nadzieję. Gorąco polecam.
MARIA ROTKIEL

Uporządkowane i spokojne życie Sky zmienia się z dnia na dzień. Wszystko, co uważała za pewnik, okazuje się kłamstwem. Komu ma zaufać, jakie decyzje podjąć? Czy będzie chciała i mogła wybaczyć? Wciągająca książka, pełna nastoletniej miłości, humoru, ale dotykająca także poważnych tematów.
ELIZA WYDRYCH-STRZELECKA „FASHIONELKA”

O autorce:
Colleen Hoover jest jedną z najpopularniejszych obecnie amerykańskich autorek z nurtu New Adult. Napisała między innymi: Losing Hope, Finding Cinderella, Slammed, Point of Retreat, This Girl.
( info Wydawcy).
Ta propozycja bardzo mnie zaintrygowała. Wkrótce jej recenzję znajdziecie tutaj, na moim blogu.

poniedziałek, 19 maja 2014

Anna Czerwińska" GórFanka na szczytach Himalajów"


Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2009
stron 208
ISBN 978-/83-61968-02-3

Himalajskie życie Pani Anny

Od jakiegoś czasu, mniej więcej od kilku lat pokochałam czytanie książek o górach. Z przyjemnością sięgam po relacje ze zdobywania szczytów zwłaszcza polskich autorów. Czytam i dzięki lekturze przenoszę się tam, gdzie nie docierają zwykli śmiertelnicy. Tam, gdzie docierają tylko nieliczni, najodważniejsi, twardzi psychicznie i fizycznie miłośnicy "łojenia" gór. 
Do tego ekskluzywnego grona z pewnością należy Pani Anna Czerwińska, która od ponad trzydziestu lat należy do elity światowego himalaizmu. Dla gór poświęciła wiele. One odpłaciły jej się też dość hojnie. Anna Czerwińska zdobyła sześć z czternastu szczytów ośmiotysięcznych i ma w swoim dorobku Koronę Ziemi. Swoje wrażenia spisała w wielu książkach. Niejako podsumowaniem kariery wspinaczkowej jest seria wydana przez Wydawnictwo Annapurna "GórFanka". To pięć książek, które są nie lada gratką dla miłośników literatury wysokogórskiej. Opisywany przeze mnie tom jest drugi w kolejności. W nim zawarte są wspomnienia ze zdobywania trzech himalajskich olbrzymów Mount Everestu, Lhotse i Makalu. Ten pierwszy był konieczny do "włożenia" Korony Ziemi. Tę publikację Autorka dedykuje swoim górskim Partnerom. Lektura jest to rozmowa, wywiad rzeka Anny Czerwińskiej z Romanem Gołędowskim . Publikacja to nie tylko słowa, ale i wspaniałe zdjęcia przybliżające górskie zmagania w Himalajach. 
 
Oczywiście niezwykle przyjemnie czytało mi się wspaniałą relację z gór najwyższych. Ale coś mnie w tej książce wyjątkowo urzekło. Coś powaliło na kolana. Za to należą się Pani Ani równie wielkie brawa jak za górskie wyczyny.Co mam na myśli? Skromność i pokorę wobec wspinania. Ikona polskiego himalaizmu nie pisze tej książki by się chwalić, by czekać na pochwały za to, co w górach osiągnęła. Zabiera czytelnika w inny, jakże piękny ale i groźny świat. W niedostępne miejsca, w strefę śmierci. Przybliża te himalajskie realia. Ich czar, piękno, ale i grozę. Wspomina, a tym wspomnieniom towarzyszą refleksje, zastanowienie na tym, co w górach istotne. Nie brak zachwytu pięknem krajobrazu, ale i nie brak opowieści pełnych grozy, dramatycznych wręcz podbramkowych sytuacji, które na znacznych wysokościach się zdarzają. Szczególnie zaintrygowały mnie słowa dotyczące pomocy w górach, ratowania innych. Z pewnością miało to miejsce w związku z wyprawą na Broad Peak w 2013 roku. Padają słowa: "Bo tak naprawdę rzadko który biały człowiek byłby w stanie zerwać się do akcji ratunkowej na grani szczytowej. Przychodzi tam, mając za cel wejście na szczyt, a potem z trudem schodzi. Szerpowie natomiast mają taki power, że nawet jeśli byli na szczycie, to tego samego dnia wieczorem mogą jeszcze pójść i ściągnąć kogoś ratując życie. Są pod tym względem niesamowici." (str. 38)  Tymi słowami Autorka podkreśla jak niesamowite możliwości mają ludzie, którzy urodzili się na znacznych wysokościach i mają tzw. pamięć do aklimatyzacji. To w górach coś niezwykle cennego. 
Książka podobała mi się niezmiernie. Nie mogłam się od niej oderwać. Relację z biwaku bez namiotu na Makalu czytałam mając gęsią skórę. Jaka dzielna z Pani Anny kobieta! A jak skromna, jaka szczera. 
Tę książkę jak i i cały cykl tej Himalaistki z całego serca fanom gór polecam.

czwartek, 15 maja 2014

Wanda Chotomska "Bobry mówią dzień bobry"


Wydawnictwo Znak emotikon
data wydania maj 2014
stron 224
ISBN 978-83-240-2912-9

Mistrzowskie rymy!

Z twórczością Wandy Chotomskiej zetknęłam się po raz pierwszy w bardzo wczesnym stadium mojego życia, w okresie, gdy jeszcze nie potrafiłam samodzielnie czytać. Zawsze przed snem literaturę dziecięcą czytał mi dziadek. Pierwsze były wiersze, potem bajki, baśnie, opowiadania. Wśród dziecięcej poezji utwory Pani Wandy należały do moich ulubionych, których słuchałam wielokrotnie aż nauczyłam się ich na pamięć. 
Jako dorosła kobieta za sprawą tomiku wydanego nakładem Znaku emotikon znów wróciłam do wierszy tej autorki. Tomik "Bobry mówią dzień bobry" przeczytałam jednym tchem. Zawarte w nim utwory spodobały mi się tak samo te, które poznałam w czasach gdy nosiłam dwa warkocze z kokardami. Czytałam je sobie na głos, a w tle bębnił o rynnę i parapet deszcz. Efekt był niezwykły. Czytałam i prawie non stop na mojej twarzy gościł uśmiech. A oczy podziwiały ilustracje Bohdana Butenki, które perfekcyjnie skomponowały się z tekstem. Szkoda tylko, że są one czarno-białe, a nie w kolorze. 

Książeczka podzielona jest na pięć części. Pierwsza z nich nosi tytuł Bajki gdybajki. Jak się można domyśleć w wierszach Chotomska snuje tezy co by było gdyby? Na przykład gdyby Czerwony Kapturek udzielił w lesie wilkowi innej odpowiedzi na pytanie dokąd idzie, czy gdyby tygrysy nie były mięsożerne a jadły irysy. Cześć druga To Rymy i rymki - wiersze w których królują kapitalnie wymyślone przez autorkę rymy. Czytając na głos jeszcze lepiej mogłam je wyłapać i docenić kunszt kompozycji. Kolejne dwie części to Rymy i rymki, których bohaterami są kwiaty i ptaki. Ostatnią częścią stanowią Limeryki i żarciki, których czytaniu towarzyszyły wybuchy śmiechu. Ten tomik to wspaniała propozycja skierowana do najmłodszych i młodych czytelników, ale gwarantuję, że osoby dorosłe czytając go również będą miały ogromną przyjemność i frajdę. Dodam jeszcze, że książka wydana jest w przyjemnym formacie, niezwykle starannie i w twardej oprawie. Przydatna jest przyszyta do niej zakładka. 
Zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę wszystkich bez względu na wiek. Tym, którzy czytali lub którym czytano w dzieciństwie poezję Wandy Chotomskiej grożą miłe wspomnienia.

Lino Zani "Był człowiekiem, był świętym"


Wydawnictwo Esprit
data wydania 2014
stron 280
ISBN 978-83-6362-166-7

Odwiedziny niezwykłego Gościa

Jan Paweł II był papieżem, który kochał góry i wędrówki po nich oraz jazdę na nartach. Jako ksiądz wielokrotnie udawał się na górskie trasy w gronie młodzieży, która nazywała go wujkiem. Swojej górskiej pasji nie zaniechał w czasie całej swojej duszpasterskiej drogi. Jako głowa Kościoła Katolickiego również uwielbiał choćby na kilkadziesiąt godzin wyrwać się z Watykanu w góry, by podziwiać piękno natury, by doświadczyć chwil samotności i kontemplacji , ale i by oddać się białemu szaleństwu. Jedna z takich eskapad miała miejsce w pewien lipcowy poniedziałek 1984 roku. Dokładnie 16 lipca Ojciec Święty rozpoczął króciutkie wakacje w towarzystwie ówczesnego premiera Włoch i swojego przyjaciela Sandro Pertiniego. Ten wyjazd objęty był ścisłą tajemnicą. Karola Wojtyłę serdecznie powitała i ugościła w prowadzonym przez siebie schronisku Ai Caduti dell'Adamello rodzinia Zanich, która od lat była związana z tym miejscem. Jego Świętobliwość serdecznie zaprzyjaźnił się z Zanimi. Ta relacja przetrwała wiele lat. Lino Zani – instruktor i przewodnik alpejski to syn ówczesnego gospodarza schroniska. Jemu to przypadł zaszczyt towarzyszenia papieżowi w trakcie jazdy na nartach oraz w czasie spaceru po lodowcu, jak i w trakcie posiłków. Obaj szybko nawiązali bliski i serdeczny kontakt. To spotkanie ogromnie zmieniło życie Lina, a on sam stał się świadkiem świętości Jana Pawła II i jego przyjacielem.
Swoje wrażenia i przeżycia spisał w książce „Był człowiekiem, był świętym”, na podstawie której został nakręcony film fabularny „Święty i człowiek”. Tej produkcji nie obejrzałam, ale przeczytałam książkę Lino. Zrobiła ona na mnie olbrzymie wrażenie.
O polskim papieżu napisano wiele książek. Sporo z nich jest autorstwa najbliższych współpracowników i przyjaciół. Ale książka włoskiego instruktora zdecydowanie się na tym tle wyróżnia. Dzieje się tak z pewnością dlatego, iż jest ona bardzo, bardzo osobista i szczera. Napisana ze wzruszeniem, które udziela się i czytelnikom. Ta lektura zrobiła na mnie o wiele większe wrażenie niż „Świadectwo” kardynała Dziwisza czy „Najbardziej lubił wtorki”. To książka, która zawiera wspomnienia z dwóch papieskich wizyt na alpejskim lodowcu, w rejonie, gdzie w czasie wojny toczyły się intensywne walki. Ale to nie wszystko. Lino Zani opowiada też o przyjaźni, która łączyła go przez wiele lat z Ojcem Świętym, o tym jak bardzo go ta relacja zmieniła i wpłynęła na jego życie. Ale uwaga – ta publikacja pozwoliła mi też w pełni zrozumieć wszystkie szczegóły III tajemnicy fatimskiej, której proroctwa rozegrały się częściowo na oczach mojego pokolenia.
Co napisać, gdy emocje związane z książką są tak bardzo żywe i intensywne mimo, iż skończyłam lekturę jakiś czas temu? Wypada uprzedzić, że to książka bardzo wzruszająca dla tych, którzy papieża z Wadowic pokochali. Trzeba dodać, że mimo iż znam dość dobrze biografię Karola Wojtyły dowiedziałam jeszcze wiele. Dzięki relacji Lino czułam się tak, jakbym gdzieś tam w cieniu była i obserwowała naocznie papieskie odwiedziny. Tytuł książki mówi wiele. Jan Paweł II był kimś wyjątkowym, który widząc niebo nie stracił kontaktu z ziemią. Był człowiekiem kontemplacji i żywej wiary, ale i rozumiał zwykłych zjadaczy chleba, szybko nawiązywał międzyludzkie kontakty i był świetnym przewodnikiem w drodze ku niebiosom.Książka Lino Zaniego to kolejne świadectwo o świętości i człowieczeństwie Wojtyły. Gorąco polecam jej lekturę pokoleniu JPII. Jej przeczytanie dostarczy wyjątkowych wzruszeń podobnie jak obejrzenie zamieszczonych w książce zdjęć. Publikacji stawiam z całkowitym przekonaniem najwyższą ocenę. Jest tego jak najbardziej warta.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

środa, 14 maja 2014

Stosik majowy

Zaczął się maj. Ten miesiąc dla moli książkowych niesie w tym roku wiele miłych niespodzianek. Premier bez liku. Kolejnych w dorobku znanych pisarek powieści. Wiele z tych lektur marzy mi się przeczytać. Od razu dodam, że wiele w tym miesiącu czeka mnie multum książek do recenzji. Kilka patronatów dla portalu Lubimy Czytać, ale i sporo książek od Wydawców. Listonosze i kurierzy zatem odwiedzą mnie często. Dziś początek prezentacji nowych nabytków.
Wanda Chotomska "Bobry mówią Dzień bobry!" od Znaku emotikon
Hugh Lofting " Największa podróż doktora Dolittle" j.w.
Katarzyna Grochola "Zagubione niebo" od Lubimy Czytać
Katarzyna Archimowicz "Miłość w Burzanach" j.w.
Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński "Borad Peak. Niebo i piekło" j.w. już po lekturze - książka kapitalna, niesamowita, mistrzowska
Jak się ten stosik Wam podoba? Znaleźliście coś  dla siebie?

wtorek, 13 maja 2014

Wywiad z Panią Wandą Szymanowską

Dziś w skromnych progach mojego bloga goszczę Autorkę niedawno recenzowanej przeze mnie książki "Zielone kalosze" Panią Wandę Szymanowską. Zachwycona lekturą zadałam pisarce kilka pytań. Dziś wywiad udostępniam na blogu i jeszcze raz zachęcam Was do lektury powieści - moja opinia pod linkiem http://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2014/05/wanda-szymanowska-zielone-kalosze.html

Wanda Szymanowska (zdjęcie zamieszczone dzięki uprzejmości Autorki)


1 – Co sprawiło, że chwyciła Pani za pióro i napisała swoją pierwszą wydaną książkę? Czy marzenie o zostaniu pisarką narodziło się już dawno czy raczej był to błyskawiczny impuls?

Pisaniem zajmuję się od dawna. Zaczęłam już w szkole średniej. Może ,,pisanie” to sformułowanie na wyrost. Jestem tekściarzem na zamówienie, na zawołanie. Piszę różne teksty: użytkowe, okolicznościowe, felietony, opowiadania, bardziej natchnione lub mniej. Rzadko natomiast rymuję i poetyzuję, bo nie miewam skłonności lirycznych.
Przyjaźnię się ze znaną pisarką – Martą Fox. Jest dla mnie wielkim autorytetem, a jej słowa traktuję jak święte.
Pewnego dnia powiedziała mi : ty już powinnaś zacząć konkretnie pisać! I tak to się zaczęło.

2 – Ile czasu poświęciła Pani na pisanie opowieści o Antoninie?

Pochlebiam sobie, że piszę jak Kraszewski - bardzo szybko. W zasadzie zajęła mi ta powieść dobry miesiąc.

3 – Skąd zaczerpnęła Pani inspirację do fabuły? Czy w wykreowaniu bohaterki miała udział jakaś realnie istniejąca kobieta?

Najlepszą inspiracją jest życie i otaczający świat. A Antonina rzeczywiście ma swój realny prototyp. O ile mi wiadomo prototyp ma się dobrze i jest bardzo szczęśliwy. Podobno z każdym dniem coraz bardziej.

4 – Jak przyjęła Pani pozytywną wiadomość od Wydawnictwa Novae Res o wydaniu „Zielonych kaloszy”?

Prawie spadłam z krzesła!

5 – Czy w pracy nad książką dopingowali Panią rodzina i przyjaciele? A może był to osobisty sekret?

Moja konstrukcja psychiczna ma dziwną formę. Raczej potrzebny mi jest antydoping, bo jestem pracoholiczką. Kiedy siadam przy biurku, świat przestaje istnieć.
Połowa moich dorosłych dzieci, to filolożki polskie. One są moimi pierwszymi recenzentkami, ale nigdy nie poganiają. Ewentualnie pytają nad czym aktualnie pracuję.

6- Czy debiut literacki miał wpływ na Pani pracę zawodową? Jak przyjęli ją Pani koledzy z grona pedagogicznego i uczniowie?

Jestem przede wszystkim nauczycielką. Zawsze szkołę stawiać będę na pierwszym miejscu. W pracy nie rozmawiam na tematy niezwiązane z zawodem. Środowisko nauczycielskie jest dość osobliwe pod każdym względem. Prawdopodobnie wiedzą o książce. No i fama głosi, a ona nigdy się nie myli.
W lokalnym środowisku jestem natenczas najgłośniejszą postacią. Wchodzę do banku, a tam pani urzędniczka wyjmuje spod kontuaru moją książkę i prosi o autograf. Pani w sklepie, w którym codziennie robię zakupy, powiadziała, że wciągam jak bagno. Zaczęła czytać z wieczora i skończyła nad ranem, wobec tego się nie wyspała. Biblioteka miejska wypożycza mnie ,,na zeszyt” i ,,Zielone kalosze” wolno trzymać najwyżej dwa dni.
Najwięcej fanów mam wśród rodziców moich uczniów i dorosłych absolwentów.

7 – Czy w planach ma Pani pisanie kolejnych powieści dla polskich kobiet?

Moje komputerowe archiwum pęka w szwach. Są tam głównie felietony oraz całkiem pokaźny zbiór opowiadań. Kończę powieść adresowaną do grupy kobiet, która jest w specyficzny sposób upośledzona społecznie. Mam wielką nadzieję, że uda mi się znaleźć wydawcę.

8- Jaki jest Pani ulubiony autor?

Nie mam jednego ulubionego pisarza. Miewam raczej okresowe fascynacje jednym twórcą, a potem fascynacja przechodzi innego.
Nie lubię literatury fantastycznej. Lubię świat przedstawiony mocno osadzony w realiach.

9 – O czym marzy Autorka „Zielonych kaloszy”?

Zielone kalosze już ma. Jeszcze chciałaby mieć niebieskie sandały, czerwone szpilki…

10 – Jakie poza czytaniem( bo daję sobie głowę obciąć, że lubi Pani czytać) jest Pani hobby?

Może to zabrzmi dziwnie, ale moją największą pasją jest praca zawodowa. Poświęcam jej bardzo dużo energii i czasu. Na drugim miejscu stawiam poznawanie świata. Jestem dość osobliwym podróżnikiem. Nigdy nie podróżuję w towarzystwie, nie nocuję w gwiazdkowych hotelach, nie wlokę za sobą wielkiej walizki. Lubię i potrafię być sama ze sobą. Samotność w podróży pozwala mi na gwałtowne zmiany planów, bez konieczności tłumaczenia się.
I kolejną pasją jest muzyka – jest ze mną wszędzie: w szkole, w podróży, w trakcie pisania.

11 – Czy ma Pani ulubione książki do których Pani wciąż wraca i odkrywa ich piękno na nowo?

Nie mam takich. Staram się przeczytać jak najwięcej. Boję się, że nie zdążę przeczytać wszystkiego, co bym chciała. Ostatnio czytam z premedytacją – czyli z zamiarem podejrzenia warsztatu, co mnie martwi trochę, bo przestałam traktować książkę jako całościowy, autonomiczny twór. Rozkładam na czynniki pierwsze, obserwuję strategię tworzenia fabuły, dialogów, opisów, podglądam i notuję ,,chwyty stylistyczne”.

12 – Jakie przeżycia towarzyszą spotkaniom z czytelnikami?

Ciekawość! Wielka ciekawość! Chociaż niezupełnie zostanie ona zaspokojona, bo to niemożliwe. Ciekawa jest jak czytelnik skonkretyzował sobie w swoim umyśle skonstruowany przeze mnie świat przedstawiony. Nade wszystko interesują mnie wrażenia czytelnicze. Myślę, że słowa krytyki nie są w stanie mnie zirytować, lecz zmobilizować do ulepszania warsztatu pracy.

13 – Co jest trudniejsze pisanie czy nauczanie języka polskiego?

Obie te sztuki są bardzo trudne. Nauczanie w XXI wieku jest sztuką naprawdę karkołomną. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka wielka tragedia narodowa dzieje się na naszych oczach. Coraz mniej dzieci i młodzieży czyta. Wiele z nich nie jest w stanie przebrnąć przez całą lekturę, a zrozumienie sensów tzw. ,,naddanych” , czyli tego, co między wierszami, powoli staje się niemożliwe. A pisanie na razie nie jest dla mnie tak bardzo trudne. Po prostu wylałam na papier, to co zalegało w przepełnionej duszy. Trochę się opróżniło, ale mam nadzieję, że nigdy nie będzie beznadziejnie kapać. Zamierzam do tego nie dopuścić.
 
14 – Idealna książka na zły humor, chandrę i zawalenie się świata na głowę to...

Tylko Edward Redliński – przede wszystkim Listy z Rabarbaru. Konopielka, Awansteż się znakomicie do tego celu nadają.

15- Jak liczna jest Pani domowa biblioteczka?

Ha! Tego nie wiem, bo jest bardzo rozrzucona po wszystkich pokojach, regałach, zakamarkach mieszkania. To wielopokoleniowa scheda. Wszyscy w mojej rodzinie lubią czytać. Wszak większa część rodziny to filolodzy polscy. Wobec czego czytanie mamy wpisane w życie ,,z urzędu”.

Pani Wandzie bardzo serdecznie dziękuję za udzielone odpowiedzi.